Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mniejsza izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : czarodziejska wioska Frihet, Szwecja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 734
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 554
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8096-leonardo-taylor-bjorkson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8122-chodz-do-leosia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8123-sowka-leosia#225778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8124-leonardo-taylor-bjorkson#225780




Gracz






PisanieTemat: Mniejsza izba przyjęć   Czw Sie 21 2014, 14:44

First topic message reminder :


Mniejsza izba przyjec


Miejsce, do którego trafiają poszkodowani. Jednocześnie jest to jedno z miejsc, w którym odbywają się praktyki, staże i kursy na pracowników szpitalu świętego Munga. Jeśli nie masz ochoty użerać się z nowicjuszami, zdecydowanie powinieneś udać się na główną izbę przyjęć.


Ostatnio zmieniony przez Leonardo Taylor Björkson dnia Czw Sie 21 2014, 15:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://www.czarodzieje.org/t14692-relki-basa#392047
http://www.czarodzieje.org/t14659-kase#391570
http://www.czarodzieje.org/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Pią Lip 21 2017, 18:36

STAŻ - UZDROWICIEL (STYCZEŃ 2017, ROSENHEIM) ETAP III
kostki:3,5
upominek:1

Bas zawsze uważał, że jeśli człowiek dostatecznie często widzi cierpienie i wszędobylski ból, w końcu przyzwyczaja się do tego widoku – tak tłumaczył sobie tę obojętność niemieckich manufaktur, jakimi były szpitale – wszystkie,  nie tylko magiczne, choć tylko takie właściwie znał. On natomiast nie potrafił nawet w kilku procentach uodpornić się na ludzką krzywdę i o ile przytyki w swoją stronę znosił wyjątkowo dobrze, o tyle nie potrafił ścierpieć dramatów ludzkich, które codziennie odbijały się w Rosenheim bez echa.
Niestety, brak limitów na zabiegi medyczne sprawiały, że uzdrowiciele choćby pracowali po szesnaście godzin dziennie (co czasem się potrafiło zdarzyć), nie wyrabiali z zaklęciami, operacjami i przygotowywaniem eliksirów, które w krytycznych momentach zaczęto dorabiać już na miejscu, praktycznie przywiązując eliksirowarów na stanowiskach. Lenz, mimo że uważano go za intruza z obcego kraju, chętnie dokładał swoje ręce do pracy uzdrowicieli, pomagając im w coraz bardziej skomplikowanych zabiegach. Miał tego pecha, że akurat podczas jego stażu trafiły się dwa wybuchy na magicznych festynach a któregoś weekendu (tak, pracował także w weekendy) przyjechała wycieczka z Kolumbii pociachana brzytwotrawą jak maczetami. Bas miał co robić, a że poza graniem praktycznie nie miał innego zajęcia, w tamtym czasie szczęśliwie będąc singlem ze znajomymi na feriach ze szkoły, pracował od rana do nocy. I to niekoniecznie podobało się innym stażystom, którzy woleliby, żeby obcy pasażer na ich statku do posady w ogóle się nie urodził i mieli mu za złe każdy oddech, co Lenz oczywiście pomijał bez słowa, nie mając czasu na głupie wojny z innymi studentami. Miara się przebrała, kiedy na oddział przyjechała młoda para poturbowana przez buchorożca, cudem uchodząc z życiem, kiedy natknęli się na niego w drodze z imprezy. Zwierzę uciekło chyba z zoo, albo innej prywatnej hodowli, bo Bas nie mógł uwierzyć własnym uszom, gdy w środku nocy roztrzęsiony mężczyzna opowiadał, jak w popłochu teleportowali się do szpitala, gdy wściekły zwierz po dosłownie sekundzie kontaktu przeturlał ich dwoje bez wysiłku, jakby byli workami dyniowych pasztecików. Na zmianie był jeden uzdrowiciel, który cofnął stażystę w drzwiach, żeby pomógł mu opatrzeć brudne od ziemi rany i donieść odpowiednie eliksiry. Dziewczyna wykrwawiała się, więc tym bardziej ciężko mu było uwierzyć, że dali radę z teleportacją w tym stanie, ale kiedy rano, po opanowaniu sytuacji, przyszedł ledwo żywy do pracy, po trzech godzinach snu i bez nawet połowy plumpka w ustach od kilkunastu godzin, zwyczajnie zasnął na biurku. Ocknął się po chwili, bo wskazówki zegara przesunęły się dość nieznacznie i pomyślał, że to jest ten dzień, w którym powinien zażyć jakiś eliksir, żeby doczekać końca stażu jako żywy czarodziej. Jak wstał, tak runął na ziemię i… Potem pamięta już tylko to, że leżał w szpitalnym łóżku, w tym samym szpitalu, ale na innym oddziale, a pielęgniarka wciskała mu jakiś eliksir, machając szybko rękoma nad mężczyzną.
-Och, na szczęście pan żyje!  - rozentuzjazmowała się, a Bas stwierdził, że głowa dosłownie mu pęka. Sięgnął dłonią do włosów, zamiast których miał ścisły bandaż, owinięty wokół całego skalpu. Dopiero wieczorem tego samego dnia okazało się, że jakiś żartowniś w szpitalu przywiązał mu sznurówkę do biurka a Szwajcar upadając rozciął sobie głowę tak dotkliwie, że zanim przybiegł uzdrowiciel, stracił przytomność i odzyskał ją dopiero teraz. Pielęgniarka powiedziała mu też, że zanim uzdrowiciel będzie mógł usunąć bliznę, musi się ona w ogóle zrobić, więc chłopak chodził jak pajac i jak więzień z ogoloną, obitą głową przez miesiąc do Trausnitz, żeby dopiero po tym czasie można było doprowadzić ją do porządku. To był koszmarny dzień, w dodatku ostatni dzień jego stażu i Bas już myślał, że Rosenheim nigdy więcej nie będzie chciało go widzieć na oczy, a jednak dostał w ramach upominku postażowego lewitujący kapelusz, co okazało się całkiem uprzejmym gestem, choć w jego mniemaniu – kompletnie niepotrzebnym. Teraz tylko skończyć studia i można leczyć dalej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 43
Skąd : Glasgow, mieszka w Hogsmade.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 402
  Liczba postów : 25
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14898-henry-wykeham#396743
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14907-h-wykeham#397134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14906-sowie-e-maile-h-w#397133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14905-henry-wykeham#397129




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sob Sie 12 2017, 19:43

Retrospekcja - asystent uzdrowiciela:
Cz 1 - 3pkt  - rzut parzysta/nieparzysta 3, poprawka kursu: 6.
Cz 2 - 5 pkt zdane.
Cz 3- 1pkt, poprawka, 1 pkt, poprawka 5 pkt.
Dowód

Cz 1. Szkiele-Wzro. Czemu. Merlinie, czemu? On jest tu specem od zaklęć, nie od Szkiele-Wzro. Gdyby chociaż było mu trochę szkoda tej rannej sówki to byłaby motywacja do działania. Henry miał zaćmienie mózgu. Nie pamiętał składu. Zero. Czystka w mózgu. Wszystkie eliksiry, o jakich się uczył, wyparowały mu z głowy. Pamiętał za to rzadkie zaklęcia uzdrawiające, ale teraz? Teraz na nic mu się to nie przyda.
Załamany ślęczał nad egzaminem i po dłuugim czasie musiał pogodzić się z porażką. Nigdy nie miał rąk do zwierząt, tym bardziej do leczenia zwierząt. Nie jest przecież uzdrowicielem sów! Ze złością musiał podejść do kursu jeszcze raz.

Poprawka:
Tym razem coś pamiętał. Coś robił. Jako tako eliksir wyglądał tak, jak powinien. Wlał to sowie do gardła, ale ta zamiast cudownie ozdrowieć, zaczęła machać skrzydłem jak dogorywający ptok. Henry otworzył szerzej oczy. Zabił dwa własne pupile. Nie chciał zabijać sowy na kursie! Zawołał Uzdrowiciela na pomoc. Ratuj proszę tę sowę, mój kurs! Cóż za wstyd. Zdał, ale żeby nie dać rady ocalić sowy? Henry usprawiedliwiał się, że jest do leczenia ludzi, nie ptaków. Cóż z tego, że tu chodziło o eliksir.
Cz 2.  Wyjęcie puffka z zaklętego dzabna. To dowód, że ze zwierzętami zawsze są problemy. Dobrze, że znał Brodawkolep. Kiedyś sam go używał i sam się na niego natknął, dlatego teraz był przygotowany. Raz dwa przywdział rękawicę ze smoczej skóry i wymacał z naczynia puffka. Od razu go wyleczył i odłożył szybko na stół. Przynajmniej nie było drugiej sowy.
Cz 3.
Gromada dzieci. Gromada rodziców. Henry nie słyszał własnych myśli. Wiedział od razu, że nie da rady tego opanować. Musiał się wycofać. Niechże się wszyscy uciszą, błagam! Gdzie mój eliksir uśmierzający ból głowy? Jak się robi zaklęcie uciszające?
Poprawka ostateczna:
Dziecko się uspokoiło, rodzice też. Choroba niby zdiagnozowana, niby wszystko idzie po dobrych torach. Niby. Henry dziwi się, że idzie wszystko jak po maśle, ale chyba coś za łatwo.
Oczywiście, że tak. Dziecko zostaje na noc w Mungu. Reprymenda uzdrowiciela. Wściekli rodzice. Ten kurs nie wyszedł mu zbyt dobrze. Nie ma czym się chwalić... sowy, puffki i dzieci. Unikać, zapisane. Przy dzieciach się przyłożyć. Musi chyba wrócić do lektury chorób wczesnoszkolnych. O tak, zrobi to od razu. Ta mina przełożonego...




Retrospekcja - kurs uzdrowiciela.

Cześć 1 - najpierw rzut był 4 - rzut ponowny i wyszła nieparzysta - powtórka. Po poprawce - wylosowane 3 i zdane.
część 2 -  2 pkt - zdane
część 3 - 5pkt - zdane
część 4 - było 6, powtórka i było 3 - zdane.
część 5 - 2pkt - zdane

Kosteczki potwierdzające rzuty - ten pierwszy za nr 5 był.

Cz 1. Zamieszanie, chaos i pożoga. Tłumy pacjentów, ale do tego jednego został wezwany młody Henry. Nie było czasu się zastanawiać. Nie było chwili by się przygotować czy chociażby złapać oddech. Nie, młodziutki Henry od razu dostał pod ręce poparzonego mężczyznę. Ach, jego twarz i ciało! Nie zdołał się mu przyjrzeć, bo dyżurny nakazał mu wyleczenie kawałka skóry na kończynie. Od razu, bez instrukcji. Henry przełknął ślinę i począł czarować nierozgrzaną różdżką. Wyjął z pamięci dwa pierwsze zaklęcia - pamiętał o nich, bo czytał ich treść jeszcze wczoraj wieczorem. Fringere i Asinta mulaf. Działać, działało, ale nie na takie obrażenia... Pacjent aż jęknął z rozpaczy. Dyżurny był blisko zrobienia facepalma.

Poprawka:

Dobrze, druga szansa. Teraz już wiedział co ma zrobić. Henry zmarszczył krzaczaste brwi i rozpoczął proces intensywniejszego leczenia. Tu zaklęcie, tam zaklęcie, tu łatamy skórę i tam. Wszystko mechanicznie, książkowo i prawie wzorowo. Chłopak odwrócił się do pielęgniarki i począł zlecać badanie za badaniem - trzeba sprawdzić czy w środku ciała nie ma niczego do wymiany i naprawienia. Odwraca się i co... Aż pobladł ze złości. Wykrzywił swą nieurodziwą twarz w jeszcze brzydszym grymasie i ruszył na poszukiwania cholernego pacjenta. Jak mógł zwiać?! Z taką twarzą i spalonym ciałem?! Gdzie on ma rozum?! Może i mózg też trzeba wyleczyć...
O Merlinie, dzięki Ci współpracowniku! Przyjacielu najdroższy, ratujesz mnie wlokąc z powrotem uciekiniera. Winnym ci piwo. A uciekinier... cud, że udało się zdać. Zaprawdę cud.

Cz 2. Oto idealny, książkowy przypadek tego, co hipogryf może zrobić z durniem nie potrafiącym się z nim obchodzić. Gdyby nie okoliczności, Henry z przyjemnością poprosiłby o pozwolenie na zrobienie pacjentowi masy zdjęć - mógłby pokazać idiotom i imbecylom co się dzieje z osobami chodzącymi na wagary. Widok był całkiem zacny.
Henry działał płynnie, bez wahania. Obejrzał wszystkie rany, ocenił ich stan i podał Eliksir Leczący Rany. Znał jego zapach, kolor i gęstość na pamięć. To jeden z jego ulubionych. Gdyby tylko ten pacan się tak nie rzucał! Jak on chce odzyskać sprawne ciało tak się szamocąc? Próbują mu pomóc. Uhm, Henry zaaplikował pacjentowi eliksir i odetchnął z ulgą.

Cz 3. Rozpoznanie chorób. Dla Henry'ego nuda. Nie lubił tego. Pochodził i może z Ravenclawu i zagadki powinny być dla niego łatwością, co nie oznacza, że ma je lubić. Udało się rozpoznać, udało się rozpisać plan leczenia. Ba, udało się rozpocząć cały proceder. Jak z książki, klasyczny przypadek. Zapomniał o jednym. Choroby zakaźne trzeba trzymać w zamknięciu. Soczyście przeklął i podziękował koledze. O mały włos od oblania kursu... Wykeham obiecał sobie, że będzie zwracał większą uwagę na izolatki. Izolatki są fajne. Dla kogoś.

Cz 4. O nie, tylko nie zatrucia! Henry jest z tego zielony. Dokładnie tak samo jak pacjent, tylko ten drugi potrzebuje natychmiastowej pomocy. Wykeham aż się spocił ze stresu. Wolał wrócić do chorób magicznych, naprawdę! Tutaj musiał wytężać mózg na trzysta procent. Nie pomogło to jednak. Choćby myślał i kombinował, nie wiedział czy to ta choroba. Obrygzł paznokcie do krwi ze stresu i pognał do książek. W nich też nie znalazł odpowiedzi. Ach, jakże było mu ciężko powrócić do przełożonego... z zawieszoną głową, powłócząc nogami. Zawstydził się i przyznał, że nie wie, że nie rozumie, że nie potrafi tego pojąć, ale chciałby się dowiedzieć i to naprawić, naprawdę! Proszę, szefie! Udało się... na Merlina, szef zrozumiał. Podziwiał. Wykeham wieczorem musiał się mocno odstresować. Zatrucia... miał chyba przed chwilą. Mózgu, skoro nie pojął sposobu na rozpracowanie choroby.

Cz 5. Urazy Pozaklęciowe. Uff, w końcu! Jego dziedzina, udało się!
Z największym zainteresowaniem przyglądał się pacjentowi i jego dolegliwościom. Wyłapał wszystkie, zapisał sobie w notesie. Zrobił mały wykres i nim pacjent zdążył wrócić z siódmej wizyty z toalety, Henry zdiagnozował chorobę. Odnalazł od razu potrzebny eliksir i go zaaplikował biednemu chłopaczkowi. Dopiero po fakcie zauważył, jak szef przygląda mu się z podziwem. Pogratulował mu i uśmiechnął się. Henry też się uśmiechnął. To był jego żywioł.


TEST UZDROWICIELA.
Najpierw 7. Poprawka 13. Dowód

Test. Taki jak wiele innych. Tak sobie Henry powtarzał. Taki jak wiele innych. Egzamin. Rozumiał każde pytanie. Znał każdą odpowiedź. Pisał w pocie czoła, spieszył się. Pisał dokładnie, zbyt dokładnie. Musi się udać, oczywiście, że się uda. Henry zna się na swoim fachu. Skończył już kursy, pomagał gorliwie. Te pytania są do zrozumienia. Cholera, kto je układał. A nie, jednak znana jest odpowiedź. Uff, czas mija. Ostatnie odpowiedzi. Brakuje miejsca, żeby dopisać dokładnie o co chodzi. Zapisał pod linijkami. Krzywo, jak kura pazurem, jak każdy szanujący się lekarz. Ciekawe czy mugole też mają takie problemy z nauką w świecie niemagicznym.
Werdykt. Co za szczęście. Jaka ulga. Żona by się ucieszyła. Gdyby żyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 29
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 190
  Liczba postów : 83
http://www.czarodzieje.org/t14985-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14987-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14986-poczta-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14989-celine-o-o-lanceley




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sro Sie 23 2017, 22:43

Kurs - asystęt uzdrowicieli
Retrospekcja - 15 sierpień 2012 rok.
Cz. 1
Od kąd pamiętam, zawsze byłam bardzo pojętna i szybko się uczyłam. Postanowiłam w końcu spróbować swoich sił w kursie i zdobyć doświadczenie w przyszłym wymarzonym zawodzie.
Pierwszy tydzień nie wydawał się być trudny, pierwszym pacjętem, którego dostałam w moje ręce była sówka,  ze złamanym skrzydełkiem. Aby ją uleczyć niewątpliwie potrzebny był mi eliksir szkle-  wzro. Na szczęście, w mojej głowie od razu pojawił się przepis oraz sposób przygotowania lekarstwa.
-Nic się nie bój maleńka, zaraz ci pomogę- powiedziałam w kierunku mojego pacjęta, wiedząc o tym, że kontakt z osobą poszkodowaną jest niezwykle ważny. Krzątałam się po spółkach szukając składników do Eliksiry, a gdy tylko był gotowy, podała go sówce.
- Pij maleńka- odpowiedziałam uradowana z sukcesu. Z uśmiechem na twarzy obserwowałam, jak zwierzątko cieszy się i macha skrzydełkiem, potem zostałam udziubana kilka razy w rękę i szczęśliwa opuściłam miejsce pracy czekając na nowe wyzwania.
Kostki-  najpierw 5 potem poprawka na 1
Cz.2
Drugie zadanie było już stanowczo trudniejsze niż pierwsze. W dzbanie utknął biedny mały, chory puszek. Najpierw obejrzałam dokładnie cały wazon i wybrałam najlepsze zaklęcie aby wyciągnąć małego przyjaciela z naczynia. Przymieżyłam się i wypowiedziałam zaklęcie, po czym delikatnie położyłam zwierzątko na stoliku. Już miałam wypowiedzieć formułke uzdrawiającą,  gdy okazało się, że moja ręka jest pokryta wielką brodawką. Na początku nie wiedziałam co robić, ale potem żuciłam na moją rękę zaklęcie Vulnus alere, a potem to samo wykonałam na puszystym pacjęcie. Kolejny tydzień kursu dobiegł końca.
Kostki - 1
Cz.3
Uspokajanie ludzi to moja specjalność, więc gdy tylko zobaczyłam tę przemiłą gromadkę wiedziałam jak do niej podejść. Spokojnie wytłumaczyłam co i jak rodzicą, a potem krok po kroku objaśniałam wszystko małemu urwisowi. Dla takiej osoby jak ja brzmi to banalnie, a jednak tak nie było. Pierwszy raz ktoś sprawdził moje poczynania w roli uzdrowiciela, a do tego cały czas musiałam robić dobrą minę do złej gry. Niestety źle zdjagnozowałam małego pacjęta,  a jego rodzice byli strasznie źli, z resztą nie tylko oni. Starszy uzdrowiciel powiedział, że muszę się jeszcze dokuczyć, ale na szczęście w poprzednich tygodniach dobrze mi szło, wiec zaliczył mi ten kurs.
Kostka - 6
Kurs skończony
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 29
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 190
  Liczba postów : 83
http://www.czarodzieje.org/t14985-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14987-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14986-poczta-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14989-celine-o-o-lanceley




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Czw Sie 24 2017, 08:44

Kurs - Uzdrowiciel
Retrospekcja - 26 wrzesień 2012 rok.
Cz.1
Po pomyślnym przejściu kursu na asystęta uzrowiciela, przemyślałam wszystkie za i przeciw i wybrałam się na kolejny. Tym razem jednak był on dużo trudniejszy, a zadania niczym nie przypominały tych poprzednich.
W pierwszym dniu od razu zrobiło się cięszo, na oddział przywieziono chorego mężczyznę, który oblał się eliksirem. Zrobiło mi się go bardzo szkoda, ale na szczęście wiedziałam co robić. Skierowałam w niego różdżkę i wypowiedziałam zaklęcie Episkey, a potem uporałam się jakoś z tą koszmarną raną. Jednak dalej nie byłam pewna, czy nie ma on jakiś obrażeń wewnętrznych. Odwróciła się na chwilę, aby zlecić mojemu współpracownikowi odpowiednie badania, jednak gdy się odwróciłam on w dziwnych okolicznościach zniknął. Na szczęście osoba, która była ze mną pomogła mi znaleźć pacjęta, a ja wróciłem do domu z myślą, że jutro tu wracam.
Kostka - 3
Cz.2
Dzisiejszy dzień, nie zapowiadał się aż tak źle, przecież zwierzęta nie mogą robić aż takiej dużej krzywdy człowiekowi prawda? Okazało się, że jednak mogą. Na oddział przywieziono mężczyznę, który został mocno pokiereszowany przez hipogryfa. Połamane ręce i noga, to dopiero początek listy obrażeń, a w dodatku jedno złamanie było z przemieszczaniem. Niestety ja pod tym względem byłam bardzo delikatna i omal nie zwymiotowałam. Wszystkie czynności zrobiłam w wielkim stresie, nawet nie myśląc co robię. Byłam pewna, że coś w końcu pójdzie nie tak. Najpierw podała pacjętowi dwa Eliksiry. Potem wypowiedziałam jeszcze dwa Zaklęcia i spojrzałam na prowadzącego, który był uśmiechnięty, udało mi się przejść dalej.
Kostki - 4
Cz.3
Dzisiejszy dzień, nie różnił się aż tak bardzo od pozostałych. Jednak ja byłam już bardzo zmęczona po nie wysłanej nocy. Do szpitala przywieziono chorego na... No właśnie na co? Miał jakieś tam bąble na sobie, więc pomyślałam, że to smocza ospa. A późniejszych pomyłek było jeszcze więcej. Najpierw nie wiedząc czemu odizolowałam pacjęta, a potem podałam mu zupełnie inny lek niż potrzebował. Gdy się zorjętowałam było za późno. Jednak, okazało się, że te leki mu pomogły i że źle go zdjagnozowałam. Czasem warto mieć więcej szczęścia niż rozumu.
Kostka - 2
Cz.4
Pacjęt, którego dostałam tego dnia najwyraźniej zatruł się Langustnikiem. Byłam wręcz pewna, że zrobił to z niewiedzy, bo gdybym się nie znała sama bym go pomyliła z homarem. Wytłumaczyłam mu wszystko, od deski do deski, powiedziałam, że jego mięso jest w pełni toksyczniej, a te wszystkie poradniki na wizzbooku kłamią, opowiedziałam jak można rozróżnić go od homara i wystawiłem poprawna diagnozę. Teraz już było z górki, leczenie tego pacjęta nie trwało zbyt długo, a ja zostałam pochwalona przez mojego szefa.
Cz.5
Gdy tylko zobaczyłam tego poszkodowanego, było mi go niesamowicie żal. Na szczęście kiedyś, chyba jeszcze w hogwarcie czytałam książkę o zaklęciach czarno magicznych. Rozpoznałam tutaj skutki zaklęciach Remendo i id razu wiedziałam, że z tym nie ma zabawy. Po chwili chwyciłam potrzebny mi eliksirem i podała go mężczyźnie.
Mój szef był ze mnie bardzo zadowolony, co oznacza, że czeka mnie jutro test.
Kostka - 2
Od samego rana byłam niezwykle podekscytowana, wczoraj wieczorem powtarzałam sobie jeszcze niektóre elikksiry i zaklęciach magiczne. Po otrzymaniu testu od razu wzięłam się do pracy, moja pióro latało pomiędzy kolejnymi pytaniami, niczym smoki. Gdy skończyłam, nigdy się tak nie stresowałam. Na szczęście wyskoczył pozytywny napis a ja ukończyłam kurs.
Kostki - 6,4,2
Kurs ukończony
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 29
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 190
  Liczba postów : 83
http://www.czarodzieje.org/t14985-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14987-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14986-poczta-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14989-celine-o-o-lanceley




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Czw Sie 24 2017, 15:02

Staż - uzdrowiciel, etap - I
Kostki - 6, 4
Retrospekcja - 13 październik 2012
Pierwszy tydzień stażu, był dla mnie bardzo ciężki, oczywiście nie był to mój pierwszy raz na oddziale, przecież skończyłam już dwa kursy i zostałam dobrze zapamiętana. Dzięki temu też, mój szef poznał mnie już bardzo dobrze i stałam się dla niego ,,pupilkiem". Strasznie tego nie lubiłam, bo chociaż dobre układy z szefem były potrzebne, to wiedziałam, że faworyzowania kogo kolwiek nigdy nie jest dobre. Ponadto kogoś takiego jak ja, stres działał na mnie bardzo mocno, często nie mogłam się skupić. Wszystkie słoiku i pudełka, które tylko tknęłam wylatywały mi z rąk, a znajomi z pracy zaczęli mnie nazywać ,,pani niezdara". Wszystkie te sytuacje dały mi dużego kopniaka nowej energi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 29
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 190
  Liczba postów : 83
http://www.czarodzieje.org/t14985-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14987-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14986-poczta-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14989-celine-o-o-lanceley




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sob Wrz 30 2017, 12:58

Staż- uzdrowiciel, etap 2
Kostki- 1, potem nieparzysta-1
Retrospekcja- 20 październik
Podczas ostatnich tygodni bardzo się starałam, wykonywałam bardzo dokładnie wszystkie zadania, począwszy od diagnozowania pacjęta, aż po dezynfekowaniu przedmiotów. Jednak nie dawno na salę przywieziono nowego pacjęta. Był zarażony jakąś dziwną chorobą, przez którą na niego ciele wyskakiwały mu niezwykle bolący chrosty. Żal mi się go zrobiło, więc gdy tylko mnie poprosił bez wachania podała mu jego okulary do czytania. I to był mój błąd! Gdy tylko dotknęłam tego przedmiotu, poczułam że na mojej skórze coś się pojawia. Kiedy weszła do łazienki, zauważyłam że jestem cała w czerwonych krostach, które dodatkowo bardzo bolały. Początkowo chciałam to jakoś ukryć, ale w końcu nie wytrzymałam i poszłam do jednego z uzdrowicieli. Na szczęście skończyło się tylko na zarzywaniu eliksiru, po którym od razu mogłam wrócić do pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 23
  Liczba postów : 318
http://www.czarodzieje.org/t12002-azalia-aristow
http://www.czarodzieje.org/t12007-ktore-oblicze-chcesz-poznac#322907
http://www.czarodzieje.org/t12005-sowa-freyr
http://www.czarodzieje.org/t12006-azalia-aristow#322905




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Paź 08 2017, 12:04

Etap 1

Azalia nie byłaby sobą gdyby się nie denerwowała, w końcu rozpocznie kurs o jakim marzyła od dziecka. Tylko pytanie czy jej się powiedzie tak dobrze jakby chciała, z nerwów na pewno coś przekręci chociaż wiedzę z uzdrawiania i eliksirów ma nie taką małą.
Gdy przyszło jej do wykonania pierwszego zadania, czyli pomocy chorej sówce poprzez przygotowania Szkiele-Wzro. Myślała, że zna recepturę na pamięć i wszystko zrobiła tak jak trzeba, a jednak. Czasem zmiana kolejności, pomieszanie czegoś w złym kierunku i po wszystkim. Nie wiedziała co zrobiła nie tak gdy podała lekarstwo sówce. Bo jednak efekt nie był taki jaki powinien być, jednak nie chciała niczego robić na własną rękę i natychmiast wezwała Uzdrowiciela, który na pewno cos na to zaradzi i wybaczy jej błąd. Tak było, jakoś jej to podarował i mogła kontynuować kurs bez problemu.

Kostka: 6

Etap 2

No cóż Azalia mieszkając w Norwegii i pomagając przy hodowli granianów nauczyła się tego i owego o magicznych stworzeniach. Z ciekawości przeglądała księgi i wiedziała, że każde stworzenie wymaga wyjątkowego traktowania. Gdyby usłyszała tylko, że ma się zająć brudawkolepą od razu wiedziała z czym do czynienia i co z tym zrobić by sobie nie zaszkodzić, o co nie było trudno.
Nie pytała nawet po co była leżąca obok dzbanu rękawica ze smoczej skóry. Głupi tylko by nie wiedział do czego w ogóle ma posłużyć. Po prostu ją ubrała by móc jakoś dobrać się do brudawkolepa. Nie takimi rzeczami będzie musiała się zajmować w Św. Mungu, więc nic nie komentowała, robiła swoje. Rzuciła pewnie siebie zaklęcie Vulnus alere, które zadziałało. No bo jak inaczej, nie było jakoś specjalnie trudne jak na umiejętności jakie Azalia posiada.

Kostka: 6

Etap 3

Kolejny tydzień kursu. Wiedziała, że z każdym dniem będzie czekało ją coś gorszego, no i miała rację. Gdy dowiedziała się, że ma tym razem zajmować się w końcu czarodziejami przełknęła tylko ślinkę. Bo jednak opieka nad zwierzętami to nic w porównaniu do ludzi. Bo jednak mówią, krzyczą, wymagają swojego i często nie rozumieją wielu rzeczy, które im się tłumaczy. Jednak stres sprawił, że wydzieliła się w Azalii adrenalina i trzymała głowę na karku, nie poddała się pretensjom i krzykom rodziców. Chciała zrobić swoje i pomóc jakoś dziecko przynajmniej tak jak potrafi.
Jakoś to poszło, oceniła co dziecku jest i była z siebie zadowolona. Jednak do czasu. Gdy czuwający nad nią Uzdrowiciel stwierdził, że jednak trochę spartaczyła robotę pokiwał jej palcem i okazało się, że dziecko musi zostać w szpitalu to ją zmurowało. Do końca życia się będzie się zastanawiać co zrobiła nie tak i na pewno będzie musiała się wiele jeszcze nauczyć. Cieszyła się, że Uzdrowiciel był jednak łaskawy i zgodził się na zakończenie jej kursu z powodzeniem.

Kostka: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 23
  Liczba postów : 318
http://www.czarodzieje.org/t12002-azalia-aristow
http://www.czarodzieje.org/t12007-ktore-oblicze-chcesz-poznac#322907
http://www.czarodzieje.org/t12005-sowa-freyr
http://www.czarodzieje.org/t12006-azalia-aristow#322905




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Paź 08 2017, 14:27

Staż Uzdrowiciela
Retrospekcja, wakacje 2017

Etap I

Staż będzie chciała wspominać miło, ale na pewno nie szefa. Nie mogła zrozumieć dlaczego tak jej się uczepił, przecież robi wszystko jak należy, a nie brakuje mu docinków i komentarzy w jej kierunku. Wszyscy dookoła są zadowoleni z jej pracy, haruje jej mróweczka i do tego za troje. Bo w końcu tak się wykorzystuje stażystów, do najgorszej roboty, czego Azalia oczywiście się spodziewała i obiecała sobie, że to przetrwa. Choćby i miała sprzątać wymiociny i inne obrzydlistwa.  
Wszyscy raczej byli zadowoleni z jej pracy i nie narzekali, dbała o wszystko i żeby nikt się jej nie czepiał. Jednak wyjątkiem jest właśnie jej szef, który z jakiegoś powodu postanowił uciąć jej pensję. No myślała, że coś mu zrobi, ale wolała przemilczeć temat i go jakoś po prostu przeżyć.  Nie ma zamiaru się zniechęcić bo wie, że nie wszyscy pracownicy Świętego Munga tacy są. Jednak Azalia taka nie będzie, może będzie mogła liczyć na jakieś ułaskawienie kiedy do szefa dotrą informację, że jednak się spisuje.

Kostki:  1, 6


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1102
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11845-carma-c-charisme
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11852-carma-cie-oceni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11851-maly-kruczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11853-carma-c-charisme




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Czw Paź 19 2017, 18:53

KURS - ASYSTENT UZDROWICIELA
Kostki: 1, 6, 6

Początek lipca 2017

Po ukończeniu Hogwartu nie wiedziała, co powinna ze sobą zrobić. Zamiast świętować ukończenie edukacji z innymi osobami ze swojego rocznika, przez dobry tydzień siedziała w domu, wychodząc na zewnątrz jedynie po najpotrzebniejsze zakupy. Właściwie sytuacja ta nie była czymś nowym w przeciągu kilku ostatnich miesięcy. W jej życiu pozmieniało się tak dużo, że nie do końca wiedziała czy jeszcze sobie z tym wszystkim radzi, czy działa już w amoku, a teraźniejszość wydaje się być pięć kroków przed nią, wcale nie mając zamiaru zwolnić. Miała za sobą tak wiele rozstań - przez brata zmieniała szkoły jak rękawiczki, kilka młodocianych związków też przewinęło się przez jej życie. Niektóre kończyły się z powodu wyjazdów, niektóre, bo Carma po prostu mówiła „dość”. Zwykle zbierała się po rozstaniach kilka dni, teraz - nawet kolejne miesiące niczego nie zmieniały. Nie wiedziała czy tęskni, czy nie, już zbyt długo zagłuszała własne emocje.
Dorosłość ją przerosła. Na miesiąc przed egzaminami zwolniła się z apteki, co zmusiło ją do proszenia matki o pomoc w utrzymaniu. Musiała znaleźć jakiś cel w życiu, obmyślić plan na siebie. Od pół roku myślała właściwie tylko o tym, czy jest w czymś na tyle dobra, by odnaleźć w tej dziedzinie sposób na zapewnienie sobie w miarę godnego życia.
No a nie była specjalnie dobra w niczym szczególnym. Jedynie lekcje z uzdrawiania nie szły jej tak całkowicie źle - a gdy sobie to uświadomiła, zaczęły jej sprawiać jeszcze więcej przyjemności.
Dlatego znalazła się w szpitalu św. Munga. Po miesiącach naprawdę ciężkiej pracy i nauki, postanowiła zostać uzdrowicielem i poświęcić swoje życie dla innych osób. Szczególnie cieszyła ją myśl, że będzie mogła pracować z dziećmi, a na widok oddziału pediatrycznego oczy zaczynały jej się świecić.
Udział w kursie na asystenta uzdrowiciela był dla niej kolejnym wyzwaniem i to w całkiem nowym miejscu. Jak zwykle weszła do sali, zaszywając się gdzieś w jej najciemniejszym kącie i przysłuchując się uzdrowicielowi, który objaśniał zasady działania kursu. Kilka osób wydawało się być w niego zapatrzonym jak w obrazek i Carma już wiedziała, że prawdopodobnie trafiła na kogoś ważnego w całym tym przybytku.
Uwarzenie eliksiru Szkiele-Wzro, wyleczenie małej sówki…, powtórzyła w myślach za prowadzącym, zerkając na recepturę eliksiru. Lubiła eliksiry. Mimo tego, że kojarzyły jej się głównie z Rasheedem, od którego zawsze na nich ściągała, to jednak nieśpieszne podążanie za instrukcją całkiem ją relaksowało - no, przynajmniej wydawała się być bardziej zrelaksowana od reszty osób, które najwyraźniej przejmowały się swoją rolą w tym miejscu ponad wszelkie standardy. I prawdopodobnie to właśnie ten sentyment i spokój ducha pozwoliły jej na dokładne przygotowanie eliksiru. Serce Carmy zabiło szybciej, gdy zobaczyła reakcję sówki na powrót do zdrowia i nawet niespecjalnie się przejęła lekkim udziabaniem w palec. Najważniejsze, że się udało.
Kolejny tydzień nie przyniósł większych zmian. Co ciekawe, Charisme nie była najlepsza w ONMS, a już kolejny raz miała zmierzyć się z magicznym stworzeniem, co nie napawało ją specjalnym szczęściem - chociaż pufki były przez większość dziewcząt uważane za słodkie. Dziwnym trafem wiedziała jak obchodzić się z Brodawkolepem - głównie dlatego, że w czasach szkolnych przerażały ją na eliksirach substancje, które mogłyby zrobić krzywdę jej perfekcyjnej skórze. Zaklęcie leczące nie było dla niej większym wyzwaniem… Z czego bardzo się ucieszyła.
Ostatni etap kursu był dla Carmy niemałym zaskoczeniem - wyjątkowo nie musiała już ratować sów, pufków czy innych niewdzięcznych, małych stworzonek. Chociaż na widok krzyczącego dziecka i rozhisteryzowanych rodziców miała jedynie ochotę wrócić się do pokoju sanitarnego i zrobić kolejną herbatę. Czy naprawdę wszyscy rodzice są tak przewrażliwieni na punkcie swoich dzieci? I zanim odpowiedziała sobie na to pytanie, wyobraziła sobie siebie z gromadką pociech, co doprowadziło jedynie do powstania kolejnych nieprzyjemnych ciarek na jej plecach. 
Robiąc dobrą minę do złej gry, zajęła się dzieckiem, chociaż przez stres nowicjusza nie wzięła pod uwagę jednego z symptomów choroby, o którym mówili rodzice. Prawdopodobnie dlatego, że jedno nie dawało drugiemu dojść do słowa, a nalot bezsensownych informacji jedynie zbił z tropu młodą uzdrowicielkę - co skończyło się złą diagnozą i pobytem dziecka wraz z rodzicami w szpitalu św. Munga.
Dziękowała swojemu przełożonemu za przepuszczenie przez ostatni etap - w końcu wcale nie musiał tego robić. Z westchnięciem odebrała papier uprawniający ją do wykonywania zawodu. A to był dopiero początek całej drogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 23
  Liczba postów : 318
http://www.czarodzieje.org/t12002-azalia-aristow
http://www.czarodzieje.org/t12007-ktore-oblicze-chcesz-poznac#322907
http://www.czarodzieje.org/t12005-sowa-freyr
http://www.czarodzieje.org/t12006-azalia-aristow#322905




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sro Lis 01 2017, 22:05

Staż Uzdrowiciela
Retrospekcja, wakacje 2017

Etap II

Staż trwał dalej. Dziewczyna z przyjemnością przychodziła do szpitala, aż pracownicy się dziwili skąd u niej taki entuzjazm, ale tak chyba wszyscy świeżacy przeżywają pierwsze kroki w karierze i pracy. Za kilka lat, o ile los jej na to pozwoli, również będzie marudzić na pracę i tylko marzyć o tym skończyć dyżur. Jednak teraz wykonuje wszystko, zgodnie z poleceniami, sprawdza wszystko po dwa razy by mieć pewność, że wszystko jest w porządku.
Kiedy otrzymała drobne zadanie dostarczenia pewnego przedmiotu kierownikowi myślała, że zejdzie na zawał. Zaczęła panikować kiedy się okazało, że zgubiła tą rzecz. Lepiej od razu uciec, zrezygnować niż się przyznać, że po prostu to zgubiła? Miała trochę czasu w zapasie i szukała wszędzie gdzie się tylko da. Półki, pod łóżkami, a może w torebce, ubikacji, pytała nawet i pacjentów. Współpracowników omijała bo nie chciała, żeby rozeszła się jakaś fama o zgubie. Naprawdę, przez dłuższą chwilę latała jak szalona po korytarzach udając, że wszystko jest w porządku. Nie chciała, żeby tak to się skończyło, czyli wyrzuceniem. Była gotowa nawet to odkupić byle tylko tu zostać i nikt się nie zorientował o jej niezdarności. Usiadła na krześle, gdzie nikt jej nie widział i obgryzała paznokcie cały czas rozmyślając co mogło umknąć jej pamięci. W stresie zawsze tak jest, ostatnia myśl, która nei chce wrócić to właśnie ta odpowiednia. Chyba po wszystkim, trzeba będzie jednak poświęć kilka galeonów, ale jednak ją oświeciło gdy tylko wstała. Wiedziała gdzie szukać i jednak jej głowa tym razem jej nie zawiodła, oby tylko nie robiła jej często takich niespodzianek.
Udała się szybko do kierownika bo i tak długo już na nią czekał. Nie mogło się obejść bez przeprosin, ale poszło się i zamknęła drzwi gabinetu z wielką ulgą. Koniecznie będzie musiała tego wieczoru się zrelaksować w długiej kąpieli i dobrej kolacji, co z tego, że w pojedynkę, ale zdecydowanie jej się należy za ciężki dzień. O zgrozo na myśl, że przed nią wiele lat pracy w szpitalu.

Kostka: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : -321
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15362-gabrielle-o-downey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15364-relacje-god#411908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15365-listy-do-god
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15357-gabrielle-downey




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Czw Lis 02 2017, 18:12

Downey uważała, że kończąc dwadzieścia cztery lata powinna już przystępować do kursu na uzdrowiciela, a nie dopiero zaczynać staż na asystenta. Niestety jej życie bardzo się skomplikowało pod koniec trzeciego roku studiów w Hogwarcie. Zaszła w ciąże. Oczywiście mieć dziecko to nie żadna choroba, ale młoda Gabe, wkraczająca w dorosłe życie z dopiskiem młoda matka nie mogła sobie poradzić, a na dodatek dostała w prezencie depresje po porodową. Taki bonus w pakiecie. Nie ironizujmy. Ludzka rzecz mieć dzieci czy dostać depresji. Nasz mały, pokręcony świat.
W końcu nadszedł czas, kiedy Gabrielle rzuciła wszystko w cholerę i zaczęła realizować swoje marzenia. Ruszyła na odbycie stażu w szpitalu św. Munga, gdzie sama przyszła na świat te dwadzieścia cztery lata temu. Jak sądziła praca ta nie będzie łatwa. Na samym początku dowiedziała się, że czekają ją trzy tygodnie ciężkiej pracy. Miała poznać i opanować eliksir leczniczy i zaklęcie uzdrawiające. Trzeba było przyznać, że tego najmniej się bała. Wręcz pchała się na ten kurs jak do skorzystania z toalety, kiedy bardzo ciśnie. Mina jej zrzedła po usłyszeniu słowa dzieci. Powiedzmy sobie wprost. Praca z jakimkolwiek dzieckiem wywoływała na jej twarzy zakłopotanie i poczucie, że jest beznadziejną matkę. Oj, w tej dziedzinie traciła pewność siebie. Jednak nie miała zamiaru rezygnować z kursu.
Kurs Asystent Uzdrowiciela w Świętym Mungu
Część Pierwsza
Kostki 5 i 3
Poprawa 1
Pierwszy tydzień. Pogoda w miarę ładna. Samopoczucie dupy nie urywa. Nie chciało jej się wstać na ten kurs. Jakaś zaspana była. Może jakieś głupie sny. Nie pamiętała. Budziła się w nocy co chwila, modląc się do Wielkiego Merlina o to, żeby jeszcze trochę pospać bo chyba palnie głową w blat. Trzeba było przyznać, że pierwszy tydzień był katorgą. Delikatny stresik z codziennym niewyspaniem, doprawiony mocną herbatą. Nie ma to jak zacząć swój kurs od "nie wiem jak uwarzyć eliksir". Tak spaprać sprawę na samym początku? Mogła się usprawiedliwiać tym, że zmęczenie, niewyspanie, zimna herbata... No, ale i tak w końcu musiała się poddać i udać do domu. Musiała zaczynać od nowa, ale wiedziała jedno będzie przychodziła na ten kurs, aż do skutku! W tamtej chwili liczyła się tylko jej determinacja i zapał. Po dobrej lekturze z eliksirów i tym razem gorącej herbacie, ruszyła przygotowana. Do tego stopnia, że szczęśliwa sówka pohukiwała przyjaźnie. Eliksir udało jej się zrobić bez problemu i to taki dobry. Myśląc o sobie w samych superlatywach nie zauważyła, kiedy sowa dziobnęła ją w palec.
Kurs Asystent Uzdrowiciela w Świętym Mungu
Część Druga
Kostki 4 i 4
W drugim tygodniu nasza Downey miała uczyć się wykorzystywać zaklęcia uzdrawiające. To co bardzo lubiła i była w tym bardzo dobra. Stres już nie dokuczał, tak jak w pierwszym tygodniu. Udało jej się przejść pierwszy etap. Fakt jest taki, że dopiero za drugim razem, ale udało się i tylko to się liczyło. Najlepsze było to, że Gabe kompletnie nie wiedziała czym jest stworzenie, które miała uzdrowić. Grunt to zachować ostrożność w takich sytuacjach. Po wsadzeniu lewej ręki do dzbanka, wyjęła ją zaraz i jakby nigdy nic uzdrowiła siebie samą zaklęciem, które bez problemu znała. Umiała sobie poradzić, co zwiększyło jej pewność do tego stopnia, że w trzecim tygodniu zadań jej przydzielonych już się nie bała. A trzeba przyznać, że miała ogromnego cykora przed tymi dzieciakami.
Kurs Asystent Uzdrowiciela w Świętym Mungu
Część Trzecia
Kostki 6
No dobra cykor wcale nie zdechł i Gabrielle Ophelia Downey, wcale nie była na to przygotowana. Na początku wszystko układało się po jej myśli, aż za bardzo. Radziła sobie z małym pacjentem, a nawet z upierdliwymi rodzicami, którzy o dziwo nie sprawiali żadnych problemów. Szło coś za dobrze i to właśnie było podejrzane, ale i tak dziewczyna się cieszyła, że tak sobie świetnie radzi. Jak to mówią: "Nie chwal słońca przed zachodem?" Jakby nie mówili to okazało się, że Gabe błędnie zdiagnozowała tego smarkacza. Jego pobyt w szpitalu św. Munga się nieco wydłużył. Nikt nie był zadowolony. Super nastrój prysł. No, ale uprawnienia się zyskało. Downey wróciła do domu zmęczona, na skraju wykończenia. Zastanawiało ją jedno. Czy była poczytalna, kiedy przystąpiła do tego kursu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 29
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 190
  Liczba postów : 83
http://www.czarodzieje.org/t14985-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14987-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14986-poczta-celine-o-o-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t14989-celine-o-o-lanceley




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Lis 05 2017, 13:13

Staż uzdrowiciel- etap 3
kostki- 2
upominek- 5
Retrospekcja- 27 październik 2012
Miałam taką wielką nadzieje, że w końcu ktoś zauważy mój talent i wyróżnię się spośród wszystkich innych pracowników. Jednak dziwny trafem, zawsze wtedy kiedy mam taki wspaniały humor coś z góry postanawia, iż nie może być tak dobrze i zsyła na mnie złą passę. Miałam za zadanie dostarczyć pewien bardzo poufny list jednej z przełożonych, wydawało by się, że nic nie może stanąć na przeszkodzie. Przecież zawsze potrafiłam dochować tajemnicy, a prawdopodobieństwo zapomnienia o tak ważnej przesyłce było znikome. Jakie więc było moje zdziwienie, gdy okazało się, że tego niezwykle ważnego, dla mojej przyszłej kariery kawałka papieru nie ma w mojej torbie. Przeszukałam całą mniejszą izbę przyjęć, nawet łazienkę i kawiarenkę, ale nie udało mi się odnaleźć zguby. Byłam naprawdę załamana, jednak postanowiłam się nie poddawać, bo przecież po każdej burzy przychodzi słońce. Zawsze należy przyznać się do błędu, poszłam więc do gabinetu mojego szefa. Wytłumaczyłam mu wszystko, co się stało, próbowałam jak najdokładniej opisać sytuację i poprosić o wybaczenie, o dziwo przyjął on to niezwykle spokojnie, gdy już szczęśliwa szłam w stronę wyjścia, powiedział on jednak zdanie, które trochę mnie zabolało: ,,gdyby w moim biurze było piętnaście wolnych miejsc pracy, wolałbym wszystko robić sam niż zatrudnić Ciebie do pomocy". Jak to ja, postanowiłam się tym w ogóle nie przejmować i czekać na nowy los szczęścia.
Nie minęło dużo czasu, a mój staż dobiegał już końca. Ze zdziwieniem odkryłam, że mój przełożony jest niezwykle hojną osobą. Na pożegnanie otrzymałam od niego 100 galeonów i ku mojej uciesze mimo wcześniejszych niepowodzeń i nieporozumień pożegnaliśmy się uściśnięciem dłoni. Na pewno dobrze zapamiętam chwile spędzone w mniejszej izbie przyjęć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : -321
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15362-gabrielle-o-downey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15364-relacje-god#411908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15365-listy-do-god
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15357-gabrielle-downey




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sob Lis 11 2017, 16:10

Retrospekcja (2017) wiosna/lato - etap I (staż)

Nadszedł właśnie taki dzień, kiedy Gabrielle Downey miała odbyć swój pierwszy staż. Nie było to od razu po studiach. Większość młodych osób i na pewno młodszych od niej właśnie miało odbyć swój staż razem z nią. Poznała fajną dziewczynę o rudych włosach, jakąś zarozumialskom puchonkę dopiero co po szkole, a nawet w jej oczy rzuciło się kilu znośnych młodzieńców.
Musiała jednak się skupić na pracy. Chciała dobrze wypaść, a wiadomo pierwszy tydzień stażu wiążę się z tym, że szef i personel ma bardziej na ciebie oko. Normalne i trochę stresujące, ale da radę. Zawsze jakoś sobie radziła ta Downey, więc tym razem też miała zamiar.
Tak jej mijały dni za dniami. Jak wyglądał jej szef? Nie miała pojęcia. Pewnie przełożony nawet nie wiedział o jej istnieniu. W końcu doszła do wniosku, że lepsze to niż narażanie się w jakikolwiek sposób. Chociaż o swoją wypłatę można było się upomnieć. W tej robocie nie była jej potrzebna peleryna niewidka.

Kostka 3


Ostatnio zmieniony przez Gabrielle O. Downey dnia Nie Lis 26 2017, 17:23, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 23
  Liczba postów : 318
http://www.czarodzieje.org/t12002-azalia-aristow
http://www.czarodzieje.org/t12007-ktore-oblicze-chcesz-poznac#322907
http://www.czarodzieje.org/t12005-sowa-freyr
http://www.czarodzieje.org/t12006-azalia-aristow#322905




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Lis 12 2017, 22:27

Staż Uzdrowiciela
Retrospekcja, wakacje 2017

Etap III

Norweżka była zadowolona ze swojej pracy. Nikt o nic się jej nie czepiał, nie sprawiała kłopotów, a jak już się trafiły to sobie jakoś z nimi radziła. Nie wiele brakowało by poświęć swoją kieszeń co kosztowało ją sporo stresu.  Z dnia na dzień przyzwyczajała się do tego miejsca, aż niektóre czynności stawały się dla niej rutyną i nudnymi obowiązkami, które wrażenie robiły tylko za pierwszym czy drugim razem, a teraz mieszanki ziół podaje na dane przypadłości z pamięci. Jednak ostatecznie nie wykazała się niczym szczególnym, żeby ją pochwalić, poza tym, że niczego nie psuje i nie potrzebuje pomocy Uzdrowicieli.  Tyle dobrego z niej mieli, ale nie robiła kłopotów i niczego nie zepsuła, a tym bardziej kogoś, czyli pacjenta.
Jednego z kolejnych dni pracy rozeszła się informacja o zaginięciu pupilka szefa, Maniuś.  Naszła ją dziwna myśl, że to dobra okazja do popisania się, chociaż co ma szukanie kota do leczenia czarodziejów? No cóż, coś jej odbiło i postanowiła szukać kociaka. Na wszystkie sposoby, gdzie się da, była zdeterminowana by go odnaleźć przez odkładała, niektóre rzeczy na później i będzie musiała to jakoś odrobić. Trudno, jeśli czeka ją jakaś nagroda za znalezienie rudzielca to przeżyje siedzenie po godzinach pracy.  Jak sobie coś postanowi to już musi to zrobić. Tak też się stało, kiedy dostrzegła zwierzę na korytarzu. Była zadowolona z siebie mogąc go oddać w ręce szefa i dostać małą nagrodę w postaci galeonów, a jeszcze na samym początku jej wypłata została ucięta. Warto było, naprawdę i nie obchodziło ją co inni sobie myśleli, kiedy dostała małe fory do końca stażu. Jak widać, czasem warto się podlizać i mieć trochę lżejsze zadania przez kilka dni. To była szansa na rozluźnienie i jakiegoś rodzaju odpoczynek, bo zajmowała się błahymi rzeczami.
Staż dobiegł końca. Była taka dumna z siebie, że tak jej się to udało. Nie obeszło się bez przygód, ale też obyło się bez akcji lub problemów, dlatego była dumna, że nie znalazł się powód by ją ostatecznie wyrzucić. Szef był na tyle zadowolony z jej pracy, że na koniec stażu postanowił ją nagrodzić. Szczerze nawet się tego nie spodziewała, 100 galeonów na do widzenia i dzień dobry, bo jednak zostanie w Świętym Mungu na dłuższą chwilę.

Kostki: 3,  6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29822
  Liczba postów : 45946
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sob Lis 18 2017, 02:19

Dzisiejszy dzień miał być trudny dla wszystkich. @Azalia Aristow pracowała sobie spokojnie w szpitalu, gdy jeden z jej przełożonych (akurat ten, za którym nieszczególnie przepadała) poinformował ją o konieczności przeniesienia jej dzisiaj na mniejszą izbę przyjęć. Azalia może rozumiała, że jak mus to mus, a może podeszła do sprawy niechętnie? To wiedział jedynie mężczyzna, który musiał zaczekać, aż dziewczyna dokończy aktualnie wykonywaną czynność. Potem zaprowadził ją tam, zupełnie tak, jakby była cielęciem, jakie nie potrafi samodzielnie dojść do tak nieodległego celu i musi być prowadzone za rączkę. Nakazał jej siedzieć tutaj i zajmować się wszystkimi, którzy potrzebują pomocy, a dzisiejszego dnia św. Mung przeżywał prawdziwe oblężenie. Na mniejszą izbę przyjęć przekierowywano całe grupy rannych czarodziejów, niezależnie od stopnia ich uszkodzenia, a nad tym całym bałaganem czuwał jeden starszy uzdrowiciel, jaki zdecydowanie musiał zwolnić już tempa, aby nie wyzionąć ducha w połowie zmiany. Udał się na kilka minut do szpitalnego baru, ufając swoim dzisiejszym współpracownikom, że przez tych dziesięć minut nie pozabijają własnych pacjentów. Pech chciał, że wtedy zjawił się @Jack Greywolffe. Z jego ramienia spływała krew, barwiąc sterylne, szpitalne kafelki na czerwono, a mina zapewne wyrażała ból. Jedno ze stworzeń, które chciał pochwycić dotkliwie go zraniło, niemalże rozszarpując jego kurtkę. Pod strzępami materiału kryło się mnóstwo większych, bądź mniejszych ranek kwalifikujących się do zaleczenia. Los tak chciał, że akurat przyszła pora Azalii na przyjęcie kolejnego pacjenta, a kto pierwszy zacznie dialog, tego dowiemy się za chwilę.

Zaczyna którekolwiek z was. W razie pytań czy potrzeby dodatkowej ingerencji MG, piszcie śmiało do Rileya. I love you Miłej gry!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 31
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15347-po-prostu-jack#411394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15348-niezawodny-czarnuch#411398
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sob Lis 18 2017, 12:31

Przeklęty kuguchar... I jeszcze bardziej przeklęty handlarz, który opchnął Jackowi trefną linę... Wszystko byłoby w porządku, kot był praktycznie związany, a tu nagle jak nie wyrwał przednich łap z uwięzi, jak nie skoczył! Na szczęście druga lina, krępująca jego tylne łapy, wytrzymała i zwierzę po skoku upadło. Greywolffe zdołał zasłonić się ręką, lecz nie do końca. Całe prawe ramię, jak i kawałek klatki piersiowej oberwało. Jego ulubiony płaszcz był w tych miejscach w strzępach, trzeba będzie kupić nowy... przyciskając zranioną rękę do piersi, Jack strzelił jeszcze w zwierzę ogłuszającym zaklęciem, gdy tymczasem parobcy jego zleceniodawcy biegli już z klatką. Jack przyjął zapłatę, a klient zaproponował, że przeteleportuje go do Londynu. Z wdzięcznością przyjął tę propozycję i udał się zaraz do św. Munga. Jak na złość, akurat ruch był spory, ale łowca przepchnął się do przodu, rozpychając bez pardonu wszystkich, którzy wyglądali na mniej potrzebujących pomocy niż on. W końcu stanął przed @Azalia Aristow w mniejszej izbie przyjęć.
- Dobry - powiedział przez zaciśnięte z bólu zęby. Uzdrowicielka była młodą dziewczyną, wyglądała, jakby dopiero co skończyła studia. Może jeszcze była tylko stażystką? No świetnie... Jack był daleki od oceniania książki po okładce, niemniej przez jego głowę przemknął cień wątpliwości. Jeszcze przy tych zakłóceniach magii... Do tego dziewczyna miała zdecydowanie niezbyt angielski typ urody. Cudzoziemka? - Zrobi pani z tym coś na szybko?
Z grymasem bólu na twarzy oderwał ramię przyklejone dotąd do ciała, ukazując rany pod postrzępionym ubraniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 23
  Liczba postów : 318
http://www.czarodzieje.org/t12002-azalia-aristow
http://www.czarodzieje.org/t12007-ktore-oblicze-chcesz-poznac#322907
http://www.czarodzieje.org/t12005-sowa-freyr
http://www.czarodzieje.org/t12006-azalia-aristow#322905




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Pon Lis 20 2017, 23:01

Pomimo wielu zadań do wykonania Azalia nie czuła specjalne wywieranej na niej presji. Wszystko co dziś robiła przechodziło bardzo gładko i bez komplikacji. Bez stresu i popędzania z powodu nadmiaru pacjentów bo o dziwo wszystko szło jednak sprawnie. Do czasu. Kiedy Azalia uzupełniała karty pacjentów przeszkodził jej szef, jego sama obecność w jej okolicy oznaczała jedno. Coś będzie nie tak i coś będzie od niej chciał, nie zdziwiło jej to ani trochę.
Tyle, że jego ton i sposób w jaki się zwracał do Norweżki wcale nie sprawiał, że pałała szczęściem do powierzonego jej zadania. Potwierdziła, że się zjawi na izbie przyjęć jak tylko skończy to co zaczęła. Nie mogła pozwolić na to, że coś jej zostanie na później i prawdopodobnie będzie miała na tyle nowych zajęć, że nie będzie szans na dokończenie.
Jak tylko pojawiła się na izbie przyjęć od razu miała co robić. Po prostu robiła swoje, a kolejka była dość długa. Naprawdę teraz strach używać zaklęć i się nie dziwiła, że tyle tu trafiało czarodziei w wyniku nieudanych zaklęć przede wszystkim. Całe szczęście elikisry wspierają pracę Uzdrowicieli bo inaczej byłoby kiepsko. Kolejnym pacjentem był mężczyzna, przyjrzała mu się z góry na dół.
-Dzień dobry - przywitała się z typowym akcentem, dość twardym. No cóż, na pewno rzucała się w oczy z takim wyglądem oraz językiem. Założyła rękawiczki i od razu wzięła się do pracy. Delikatnie wzięła do rąk ramie mężczyzny - Wyjątkowo rana nie spowodowana zaklęciem - co do rozpoznania nie miała wątpliwości, już się naoglądała urazów po nieudanych zaklęciach, aż stały się dla niej nudne - Najpierw trzeba zdjąć kurtkę, zobaczymy co da się z tym zrobić. Raczej obeszło się bez złamania - mówiła spokojnym głosem i pomogła mężczyźnie w pozbyciu się okrycia wierzchniego. Raczej nie wyobrażała sobie podejmowania leczenia nie widząc ran w całości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 31
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15347-po-prostu-jack#411394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15348-niezawodny-czarnuch#411398
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Wto Lis 21 2017, 00:01

Głos uzdrowicielki potwierdził przypuszczenia Jacka, że nie pochodziła ona z Anglii. Nie żeby to miało znaczenie. Najwyżej było nieco dziwne, cudzoziemka akurat w św. Mungu? No nieważne. Oby tylko miała odpowiednie umiejętności. Nieco był zaskoczony, że ma się rozbierać tak o, na środku sali, a nie gdzieś na łóżku czy coś. Ale nastrajało go to optymistycznie. Może to kwestia jakiegoś uzdrawiającego zaklęcia i będzie po wszystkim. Ale Azalia musiałaby być bardzo pewna siebie. Jak sama zauważyła, zakłócenia powodują nieraz poważniejsze rany niż inne wypadki.
- Tak, to sprawka kuguchara - potwierdził jej przypuszczenia i wyjaśnił pochodzenie rany. - Jasne - zgodził się z nią i krzywiąc się, spróbował z jej pomocą uwolnić się od płaszcza i strzępów koszuli, odsłaniając tors umięśniony znacznie lepiej niż u przeciętnego czarodzieja. Greywolffe'owie w swojej misji tępienia zła nigdy nie zapominali o treningu fizycznym. W przeciwieństwie do innych, zgnuśniałych czarodziejów, szczególnie tych fircykowatych czystokrwistych. Ktoś inny może wykorzystałby tę sytuację do rzucenia jakiegoś głupiego tekstu o rozbieraniu się, w końcu dziewczyna była młoda i całkiem ładna. Ale Jack nie był takim typem człowieka. Zresztą teraz jego myśli zaprzątnięte były innymi sprawami, na przykład tym, żeby panować nad sobą i nie dać się bólowi. Rany były dość paskudne, szarpane pazurami. Nie takie ładne, czyste cięcia, jak od noża. Mocno krwawiły i były nierówne, postrzępione. Tu i ówdzie z piersi i ramienia zwisał kawałek nie do końca oderwanego mięśnia. Jack odwrócił wzrok. Kiedy nie patrzył, zdecydowanie mniej bolało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Sycylia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
  Liczba postów : 69
http://www.czarodzieje.org/t15405-enzo-nero#413119
http://www.czarodzieje.org/t15496-relacje-enzo#416353
http://www.czarodzieje.org/t15408-enzo#413167
http://www.czarodzieje.org/t15409-kuferek-enzo#413168




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sro Lis 22 2017, 15:06

Kostki za pierwszy, drugi i trzeci etap kursu na asystenta uzdrowiciela to kolejno: 1, 1, 6.

Etap I

Enzo udało się poprawnie uwarzyć eliksir Szkiele- Wzro. Powoli podał go małej sówce by przypadkiem jej nie spłoszyć. Nie miał na celu by ją w jakikolwiek sposób spłoszyć. Obawiał się nawet tego, gdyż gdyby do tego doszło mogła zrobić sobie jeszcze większą krzywdę. Na szczęście udało mu się podać ptaszkowi eliksir bez jakichkolwiek komplikacji. Sówka chyba jednak zapomniała o tym że to właśnie ten blondyn umożliwił jej ponowne latanie i zaczęła dziobać go po palcach. Była bardzo niewdzięczna, a Enzo nawet myślał by się nią zająć. Od teraz nie będzie taki miły.

Etap II

W kolejnym tygodniu szkolenie blondyna polegało na wyciągnięciu pufka z dzbana. Nie wiedział czemu takie ma zadanie jednak nie sprzeciwiał się i używając leczniczego zaklęcia starał się uratować stworka. Nie obeszło się i tym razem bez komplikacji gdyż po wydostaniu już pufka ręce Enzo zostały ubrudzone śluzem lecz udało mu się nad tym zapanować.

Etap III

Tutaj to była już masakra. Praca z dziećmi i obserwacja przez ich rodziców to istna zmora zawodu lekarza. Przez stres i zmęczenie Enzo pomylił dwie podobne choroby i postawił błędna diagnozę. Dobrze że miał kogoś doświadczonego przy sobie kto posprzątał po nim bałagan, a sam Enzo został odesłany z powrotem do książek. Obawiał się że nie zda tego egzaminu, jednak ze względu na dobre wyniki w poprzednich etapach udało mu się zaliczyć i został pełnoprawnym asystentem uzdrowiciela.


Ostatnio zmieniony przez Enzo Nero dnia Sob Gru 02 2017, 12:17, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 23
  Liczba postów : 318
http://www.czarodzieje.org/t12002-azalia-aristow
http://www.czarodzieje.org/t12007-ktore-oblicze-chcesz-poznac#322907
http://www.czarodzieje.org/t12005-sowa-freyr
http://www.czarodzieje.org/t12006-azalia-aristow#322905




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sro Lis 22 2017, 15:54

Nie widziała raczej żadnego problemu w tym, że jest obcokrajowcem. Norwegia jest dużo uboższa i w tym ludzie widzieli problem, dlaczego przypałętała się aż tutaj gdzie czarodziei na brakuje. Priorytety i chęć właśnie wyrwania się z tamtego miejsca, nie żeby nie kochała swojego kraju oraz domu, wręcz przeciwnie. Z wzmożoną przyjemnością wraca do domu na święta czy wakacje, tylko bardziej docenia czas spędzony w rodziną.
Jednak o tym teraz tutaj. Pomogła mężczyźnie zdjąć kurtkę by przyjrzeć się ranie, chwilę to trwało. O dziwo ramie trzymało się całkiem całkiem, myślała, że tak naprawdę gorzej to będzie wyglądać. Nie mogła nie zauważyć tego jak sam mężczyzna odwrócił wzrok do poranionego ramienia, aż poczuła taką dziwną satysfakcję. Taki duży mężczyzna co nie potrafi spojrzeć na to co się kryje pod jego opaloną skórą.
-Nie wygląda tak strasznie, proszę za mną - dodała trzymając cały czas delikatnie ramię mężczyzny i wskazała na wolne łóżko obok - Niestety muszę panu powiedzieć, że teraz nie mogę zaryzykować by rzucić zaklęcie. Chociaż dałoby się to łatwo naprawić i byłby pan wolny, ale też mogłoby być tylko gorzej. Eliksiry ułatwią sprawę, ale dłużej to potrwa... najpierw coś na oczyszczenie, a potem eliksir Wiggenowy powinien wystarczyć- wytłumaczyła mężczyźnie pokrótce sytuację i szukała dostępnych fiolek z szafce, znajdującej się przy każdym łóżku wykorzystywanych do działań podstawowych. Tak też dobyła najprostszy jaki może być, czyli czyszczący rany.
Otworzyła fiolkę - Może trochę piec - zaznaczyła przed wypuszczeniem pierwszej kropelki na ranę. Nie potrzebowała dużo do tego, ale dym jaki się pojawia przy jego stosowaniu może wywołać obawy co do niego - Po wiggenowy będę musiała pójść
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 31
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15347-po-prostu-jack#411394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15348-niezawodny-czarnuch#411398
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sro Lis 22 2017, 19:52

Jacka średnio interesowało, jak to wygląda, bardziej był ciekawy, jak szybko da się to zaleczyć. Odpowiedź nie była satysfakcjonująca. Zakłócenia wszędzie już rozciągają te swoje macki. Wg "Proroka Codziennego", Ministerstwo już wie, w czym rzecz, ale uwaga, bo im uwierzy. No cóż... tak jak mówiła uzdrowicielka, trzeba zdać się na eliksiry. Jack odebrał ją jako oschłą i zimną i cóż, raczej niezbyt miłą. Może to kwestia tego, że miała tego dnia nawał klientów, a może to ten twardy północny akcent. W każdym razie nie zachęcała do rozmowy Greywolfe'a, który sam był raczej małomówny. Tym bardziej, kiedy wszystko cholernie go bolało i wolał nie otwierać niepotrzebnie gęby, tylko raczej zagryzać wargę, żeby nie krzyczeć. Kiwnął głową i posłusznie usiadł na łóżku, a dziewczyna pokropiła jego rany eliksirem oczyszczającym. Odruchowy skurcz wstrząsnął jego ciałem, ale stłumił go szybko. Tylko mięśnie pod skórą drgały pod dymem unoszącym się z oczyszczanych ran. Jack wziął głęboki, świszczący wdech i powoli wypuścił powietrze. Piekło znacznie bardziej niż "trochę". Rany zadane pazurami dzikiego zwierzęcia to nie rany zadane czystym ostrzem. Odkażanie ich było wyjątkowo bolesne. Na szczęście (albo nieszczęście) nie był to pierwszy raz, kiedy Jack został tak zraniony, więc przywykł do leczenia - jeśli można tak powiedzieć.
- Dobrze. Przeciwbólowych nie macie? - Zawsze zadziwiało go, że takie np. Szkiele-wzro działało tak boleśnie. Byli przecież czarodziejami! Potrafili wyhodować kość w ciele żywego człowieka, ale uśmierzyć bólu takiej operacji już nie? Opatrywany w terenie umiał znieść ból, ale ze wszystkich miejsc na świecie był akurat w św. Mungu! Tutaj chyba potrafią leczyć nie tylko skutecznie, ale i bezboleśnie, co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : -321
  Liczba postów : 47
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15362-gabrielle-o-downey
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15364-relacje-god#411908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15365-listy-do-god
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15357-gabrielle-downey




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Lis 26 2017, 17:27

Retrospekcja (2017) wiosna/lato - etap II (staż)

Do kolejnych tygodni stażu Gabrielle podeszła z większym luzem. W końcu już wiedziała, na czym stoi, a mianowicie była niewidzialna. Może nie dosłownie, ale chodziło o to, że początek tej praktyki wydawał się jej jakiś dziwny. No bo ten cały jej szef to nawet nie wiedział, że taka Downey sobie pracuje. Pewnego dnia poszła do szefa i się przedstawiła. Koleś to przeżył jakiś szok. Właściwie to nie, ale Gabe tak sobie mówiła. Po prostu mężczyzna zaakceptował fakt z istnienia Gabrielle O. Downey. Według dziewczyny to było jakieś śmieszne, ta cała sytuacja.
No, ale jeśli chodzi o te kolejne dwa tygodnie, to tu można by było trochę powiedzieć. Po pierwsze to nic się nie działo, aż dziwnie mówić coś takiego na oddziale zatruć. Niestety to była najprawdziwsza prawda. God zastanawiała się nawet czy dobrze wybrała sobie ten zawód, z tych nudów to nawet sądziła, że jest to jej niepisane. Tak sobie spacerowała po korytarzu i czasami zaglądała do sal, aż tu nagle sobie znalazła samonotujące Pióro! Znalezione niekradzione. Jakoś tak to się mówiło. Fajna rzecz na pewno się przyda.

Kostka 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 23
  Liczba postów : 318
http://www.czarodzieje.org/t12002-azalia-aristow
http://www.czarodzieje.org/t12007-ktore-oblicze-chcesz-poznac#322907
http://www.czarodzieje.org/t12005-sowa-freyr
http://www.czarodzieje.org/t12006-azalia-aristow#322905




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Pon Lis 27 2017, 16:09

Miła czy nie miła, jak kto myślał. Azalia była po prostu sobą, a przynajmniej przybierała taką pozę jaką powinien mieć Uzdrowiciel. Nie chciała nikomu słodzić, ani jeszcze bardziej psuć humoru. Była nijaka, to wszystko. Tego przede wszystkim się nauczyła w czasie kursu oraz stażu, że trzeba robić swoje i nie owijać w bawełnę. To, że miała dzisiaj multum pacjentów to nie miało znaczenia. Nawet gdyby zaczął na nią wrzeszczeć czy płakać, Azalia by została niewzruszona i robiłaby dalej to co trzeba.
Po zgrywaniu takiej sztucznej wraca do domu i dopiero przeżywa to wszystko co widziała, słyszała i robiła. Praca magomedyka nie jest łatwa.
-Gdyby, aż tak bardzo pana bolało to nie zniósłby pan, że pana w ogóle dotykam. Jest pan dużym chłopcem, na pewno ręki pan nie straci. To najważniejsze prawda? - no cóż chyba nie wychodziło jej zagadywanie pacjentów. Poza szpitalem jest dużo łatwiej, ale tutaj wystarczy jedno słowo i coś może zostać źle odebrane. Sięgnęła po bandaże i owinęła nimi delikatnie ramię mężczyzny - Proszę tutaj poczekać, za minutkę wrócę - nie udała się daleko. Jej blond włosy można było śledzić, aż do samego końca izby przyjęć, gdzie zniknęła na moment z jedną z zasłon. Nie trwało to długo. Wróciła na swoich krótkich nóżkach w miarę szybko z flakonikiem w ręce i małą szklaneczką. Postawiła je na stoliku, otworzyła butelkę pełną eliksiru i przelała do szklanki - To pomoże - zwróciła się do mężczyzny podając mu szklankę. Sama oparła się o szafkę i skrzyżowała ręce pod biustem obserwując czy pójdzie gładko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 31
Skąd : Edynburg, Szkocja
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 29
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15347-po-prostu-jack#411394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15348-niezawodny-czarnuch#411398
http://czarodzieje.my-rpg.com/t15331-jack-greywolffe




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Sob Gru 02 2017, 14:22

A myślałby kto, że uzdrowiciele powinni troszczyć się nie tylko o życie, ale też zdrowie pacjentów. Jack westchnął. Trudno, gorszy ból już znosił, i dłużej. Niemniej, co jest nie tak z tym światem? W którą stronę idzie magia, kiedy pojawiają się nowe zaklęcia niewybaczalne, a uśmierzające ból eliksiry już nie... No nieważne, trzeba przez to przejść. Po zabandażowaniu rany, uzdrowicielka wróciła z flakonikiem i szklankę. Jack wypił, co mu podano, lekko się skrzywił, ale zacisnął zęby i udawał, że wszystko jest w porządku. Grunt to myśleć o czymś innym, wtedy nie boli.
- Dziękuję - odezwał się. - Od razu czuję się lepiej - nie był to sarkazm, raczej autosugestia. - Ile czasu zajmie, zanim wszystko będzie w pełni zagojone?
Dawno nie leczył takimi, niby zwyczajnymi, sposobami. Medycyna polowa, z którą miał do czynienia to albo zaklęcia, albo nawet sposoby mugolskie. Nie znał się na tym zbytnio.
- Jak wygląda praca tutaj, kiedy są te problemy z czarami? - zagadnął, z jednej strony po to, żeby skupić się na czymś innym, a z drugiej dlatego, że ta sprawa cały czas go interesowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Norwegia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 23
  Liczba postów : 318
http://www.czarodzieje.org/t12002-azalia-aristow
http://www.czarodzieje.org/t12007-ktore-oblicze-chcesz-poznac#322907
http://www.czarodzieje.org/t12005-sowa-freyr
http://www.czarodzieje.org/t12006-azalia-aristow#322905




Gracz






PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   Nie Gru 03 2017, 17:54

-To świetnie. Wydaje się, że eliksiry działają bardzo szybko. Teoretycznie może pan wrócić do pracy już jutro, ale wiadomo... Nikt panu nie broni odpoczynku. Dzień lub dwa - no tylko głupi by nie skorzystał z takiego wolnego z powodu wypadku. Co prawda po eliksirach razy potrafią goić się równie szybko co po zaklęciach, ale Azalia zawsze doradza by się nie przeciążać. W końcu nigdy nie wiadomo co może się wydarzyć. Jakby nie wystarczyło, że zaklęcia nawalają to jeszcze do eliksirów z tego powodu nie może mieć stu procentowej pewności. Tylko tego już na głos nie powie, bo jeszcze tylko zaniepokoi pacjenta. W końcu to tworzenia eliksirów czasem trzeba skorzystać z pomocy różdżki, stąd te wątpliwości co do ich skuteczności.
-Praca? No pewno wszystko twa dłużej - odbiła się od szafki żeby podejść do pacjenta. Mimo wszystko bandaż był przesiąknięty krwią i trzeba było go zmienić... kwestia higieny, co to zagojenia się ran nie miała żadnego "ale". Wzięła do dłonie jego ramię i zaczęła rozwiązywać bandaż -Pacjenci narzekają dlaczego nie możemy po prostu rzucić zaklęcia leczniczego, ale to kwestia bezpieczeństwa. Proszę sobie wyobrazić co się tu działo nim było jasne co się dzieje, przed oficjalnym ostrzeżeniem Ministerstwa Magii - to dopiero były ciężkie dni. Pojawiały się wątpliwości co do umiejętności Uzdrowicieli, ale tak wszystkich na raz? Szybko pojawiały się podejrzenia, że coś jest nie tak. Z tego powodu niektóre przypadki były tylko pogorszone i trzeba było wziąć sprawy w swoje ręce.
-Tam skąd pochodzę na szczęście nie zabrakło nauki przetrwania. Dlatego bez różdżki czy nawet eliksirów jakoś bym podołała.. co prawda to znacznie trudniejsza sztuka i bolesna, ale co poradzić - skończyła ściągać bandaż, który wyrzuciła od razu do kosza. Ręka była cała, zdążyła jej się przyjrzeć z każdej strony - Może pan się ubrać
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mniejsza izba przyjęć   

Powrót do góry Go down
 

Mniejsza izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-