Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Polanka nieopodal lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość


Clara Hepburn

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisanieTemat: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptySob Sie 09 2014, 01:59

First topic message reminder :


Polana na obrzeżach


Mała polana, część lasu obok Hogsmeade - idealna do pikników czy spotkań towarzyskich. W nocy jednak nie zaleca się zapuszczania tutaj, ze względu na różne magiczne stworzenia, które można łatwo i nieumyślnie zwabić.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 746
  Liczba postów : 364
http://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
http://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
http://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
http://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptySro Cze 05 2019, 21:39

Nie spodziewał się, że William tak bardzo wkurzy się z powodu ich odpowiedzi, choć po jego parszywym nastroju powinien to właściwie przewidzieć. Pewnie gdyby nie to, machnąłby ręką albo chociaż obdarzył ich w zamian jakimś przytykiem, wszak to, że woleli trenować niż paplać jęzorem akurat nie powinno być chyba niczym złym. Problem tkwił w tym, że jeśli starszemu z Gallagherów coś nadepnęło na odcisk, to nie było z nim jakichkolwiek dyskusji, a Matthew widząc jego minę, miał świadomość tego, że o ulgowym traktowaniu mogą już zapomnieć. Nie to, żeby mogli liczyć na takie wcześniej, ale cóż… o ile jeszcze Will podczas poprzednich ćwiczeń mógł przejawiać jakieś przejawy ludzkich odruchów, tak teraz powinni raczej zdać się wyłącznie na samych siebie. O ile w ogóle jego kuzyn zechce z nimi pracować.
Jak się jednak okazało powitał ich jedynie na mecie z wściekłym wyrazem twarzy, ale poza tym trzymał swoje nerwy na wodzy. To dobrze, bo Gabrielle mogłaby mieć traumę po jakimś jego wybuchu. Wbrew jednak temu co myślał, ta dwójka uczniaków wcale nie miała nauki gdzieś. No, przynajmniej Matt, bo trudno byłoby mu się wypowiadać za przyjaciółkę. Tak jak ją jednak znał, tak wiedział że jeśli już się za coś zabrała, przykładała się do tego pieczołowicie. On także nie oszczędzał sił na treningach, mając na uwadze swój cel. Jeżeli miał bowiem zamiar dostać się do drużyny światowej klasy, nie było mowy o przerwach czy grymasach. Dlatego też dzielnie znosił wszelkie trudy, nawet jeśli miały one równać się ściganiu z o wiele bardziej doświadczonym kuzynem, który co gorsza wziął ich z zaskoczenia, przez co mieli bardzo mało czasu na reakcję. Chłopak zasiadł na swojej miotle i od razu popędził za mężczyzną, starając się nadrobić tym samym zaległości. To lekkie opóźnienie dawało się we znaki, bo musiał wykręcić niesamowite prędkości, żeby w ogóle spróbować go dogonić. Początkowo jednak szło mu nawet nieźle – siedział Williamowi na ogonie, nie dając odsapnąć również i jemu. Zdawał sobie w końcu sprawę z tego, że starszy Gallagher nie pozwoli wygrać żadnemu ze swoich uczniów. Nie miał jednak też do czynienia z jakimiś kompletnymi niedorajdami, więc jeśli chciał postawić na swoim, także musiał być skoncentrowany na swoim locie. Oczywiście utrudnił go wieloma manewrami, przeskokami, plątaninami czy spiralami – on znał swój własny plan, ale jemu i Gabe niewątpliwie nie było tak łatwo powtórzyć wszystkie jego ruchy, utrzymując jeszcze do tego odpowiednie tempo. A jednak Matthew śmigał do przodu jak błyskawica, wykonując wszystko niezwykle dokładnie i zdawało mu się, że brakuje mu jeszcze tylko paru chwil, żeby wreszcie doścignąć Williama. Pech chciał, że mniej więcej po czwartej minucie tego wyścigu dopadło go potężne zmęczenie… Choćby chciał, nie był w stanie utrzymać wcześniej prędkości. Mimowolnie zwalniał, przeklinając samego siebie w duchu, ale cóż… uraz po ukąszeniu langustnika nie był tutaj także bez znaczenia, bo może i wykrzesałby z siebie jeszcze trochę sił, gdyby nie ból w ręce, którą uderzył podczas jednego z wcześniejszych ćwiczeń o drzewo. Leciał zbyt ślamazarnie, żeby powtórzyć wszystkie manewry swojego kuzyna, choć wydawało mu się, że ten nie zdołał tego zauważyć. Chyba nie zdołał. Tak czy inaczej dla równowagi Ślizgon miał tym razem i trochę szczęścia, jako że lot dobiegał ku końcowi, a po chwili chłopak wylądował już na ziemi. I o ile samo lądowanie było raczej prawidłowe, tak rzecz jasna, musiał odwalić coś niefortunnego i uderzył się koniuszkiem miotły w czoło. Niezbyt silnie, więc w głębi duszy liczył na to, że nie pozostanie mu po tym żaden ślad.
- Cholera… Ciebie to chyba nigdy nie dopadnie kryzys wieku, co? – Można powiedzieć, że była to swego rodzaju pochwała. Jakby bowiem nie patrzeć, gdyby Will należał do którejś z ligowych drużyn, prawdopodobnie byłby jednym ze starszych zawodników. Formę miał jednak znakomitą i spokojnie poradziłby sobie i z młodszymi graczami. Ba, od wielu z nich z pewnością był lepszy dzięki swojej technice.
- Przećwiczymy coś jeszcze? – Wydukał zaraz nieco zmęczony i zasapany, ale po paru głębszych oddechach czuł się lepiej. Sięgnął jeszcze tylko po swoją butelkę wody, żeby uzupełnić płyny. Nie chciał jeszcze kończyć tego treningu, bo nie często miało się okazję poćwiczyć z kimś o znacznie wyższym poziomie.

Kostka: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach
Galeony : 446
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 358
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptySob Cze 08 2019, 19:52

Przez chwilę musiała zastanowić się czy wyraz twarzy mężczyzny nie przypomina dementora, którego maskotkę miała kiedyś w dzieciństwie, był równie brzydki, wykrzywiony przez grymas, niosący ze sobą chęć mordu. Dopiero kolejno upływająca sekunda uświadomiła jej, że to ona po raz kolejny swoim zachowaniem nadszarpnęła granice, kiedy to William zachowuje wobec nich względny spokoju oraz opanowanie, choć tym razem zrobiła to zupełnie nieświadomie. Nie mogła poradzić nic na to, że jej buntownicza natura uaktywniała się w obecności dupków i choć sama przed sobą nigdy by nie przyznała – tym bardziej nie powiedziałaby tego na głos, to w jej oczach starszy Gallagher za takiego uchodził, a ciało dziewczyny reagowało automatycznie. Właściwie nieco bawiła ją cała ta sytuacja, po części czuła nieodpartą potrzebę „wyżycia” się na kimś, jednocześnie mają nadzieję, że ta osoba nie pozostanie jej dłużna. Nie sądziła, iż William okaże się idealną „ofiarą”, w dodatku morderczy trening sukcesywnie odbierał jej siły, co tylko potęgowało narastające uczucie szczęścia.
Była niezwykle zadowolona, że udało się jej pokonać Matta, choć chyba żaden z chłopców nie spodziewał się takiego obrotu sprawy. Gabrielle uśmiechnęła się do Ślizgona, dając mu tym samym do zrozumienia, że przecież tak naprawdę zadanie to było bardziej zabawą niż prawdziwą rywalizacją, lecz smak słodki smak wygranej czuła na koniuszku języka. Radość jednak nie trwała długo, ponieważ pech Matta odbił się również na Gabrielle, która niefortunnie oberwała rykoszetem wodnego pocisku, ugięła się delikatnie pod naporem siły z jaką w nią uderzył.
Ałłł… – jęknęła przeciągle łapiąc się za brzuch. –No jasne, jasne. Podobno gramy fair – zaśmiała się, odczuwała pewien dyskomfort, jednakże to nie mogło przeszkodzić jej w kontynuowaniu treningu. Rozmasowała bolące miejsce i już sekundę później była gotowa podjąć się kolejnego wyzwania. –Dziękuje -zdążyła jeszcze tylko dodać, kiedy wściekły William postanowił ich uraczyć kolejnym zadaniem. Nie wiedziała, że tym razem sprawi jej to tak ogromną trudność, czyżby wyczerpała już wszystkie pokłady siły? A może to uderzenie wodnego strumienia miało, jednak większy wpływ na jej kondycje i ogólną koordynację ruchową? Nie wiedziała, lecz została daleko w tyle mając ogromny problem z nadgonieniem Willa oraz Matta, który teoretycznie wystartował później. Niespodziewany podmuch wiatru rzucił dziewczyną o pobliskie drzewo, którego gałęzie naderwały białą bluzkę delikatnie raniąc skórę tuż pod żebrami, co raz traciła starszego Gallaghera z oczu, doganiając go dopiero za potężnym zakrętem, lecz nawet to było na nic, gdyż połowa z pokazanych figur nie została przez nią wykonana, a część z nich nie była idealna. Gabrielle nawaliła na całej linii i doskonale zdawała sobie z tego sprawę, dlatego kiedy tylko jej nogi dotknęły ziemi westchnęła z niedowierzaniem kręcą głową, nie odzywając się nawet słowem. Zamiast tego ciężko dyszała, a jej biała dotąd bluzka nabrała różowego koloru od sączącej się krwi.


kostka: ]1


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


William Gallagher

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 182 cm
C. szczególne : Ruchomy tatuaż na przedramieniu, nieśmiertelnik na szyi.
Galeony : 74
  Liczba postów : 95
http://www.czarodzieje.org/t17297-budowa-will-gallagher
http://www.czarodzieje.org/t17306-will-gallagher#485144
http://www.czarodzieje.org/t17307-mobilna-skrzynka-pocztowa#485145
http://www.czarodzieje.org/t17304-will-gallagher#484951
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptySob Cze 08 2019, 20:32

Lubił obserwować ludzi, którzy męczą się przy wykonywaniu jakiejś czynności. Lubił sprawdzać ich granice, a bolało go, że musiał się powstrzymywać. Ogień w jego trzewiach chciał pożreć wszystko wokół, a niestety Will musiał go trzymać w ryzach, jeśli zależało mu na reputacji i oddaniu córki. Kochała go i tak powinno pozostać.
Kątem oka widział, że Matthew nie do końca nadąża, a jednak nic na ten temat nie powiedział. Wystarczyłby jeden komentarz, który uruchomiłby falę przekleństw i furii, której nie miał w zwyczaju tłumić. Wolałby się wyżyć, ale na Merlina, nie na kuzynie, który dzisiaj naruszył granice cierpliwości starszego Gallaghera. Wylądowali wygodnie na ziemi, a jednak nie schodził z miotły. Popatrzył na kuzyna bez wyrazu.
- Peszek. Mam taki charakter, więc pomyśl co będzie jak dopadnie mnie kryzys. Przy dobrych wiatrach wysadzę w powietrze połowę Doliny. - uśmiechnął się naprawdę paskudnie, a jego szare spojrzenie dawało do zrozumienia, że naprawdę Will byłby w stanie doprowadzić do jakiejś małej zagłady. W tym samym czasie Gabrielle dołączyła do ich wesołej, spoconej zbieraniny. Nie wyglądała najlepiej, co Williama bardzo ucieszyło. Miała za swoje. Niech wypluwa płuca, bo zaplanował jeszcze deserek, o który Matthew się upomniał. Nawet nie wysilił się o zapytanie czy dobrze się czuje. Miał to głęboko w poważaniu.
Przywołał do siebie jeden kafel.
- Wsiadajcie na miotły. Nie, nie musicie już odlatywać, może być nad ziemią. - oj będą mieć zakwasy. Doskonale! - Będziecie odbierać ode mnie podania i je płynnie zwracać. Tak, jak się to robi podczas meczu. Praca górnych partii ciała. Nie ruszać nogami, maksymalnie skręty tułowia. Stopy wygodnie oparte o nóżki. Plecy proste. - instruował i obserwował czy wykonują polecenia. Następnie zwiększył odległość i popatrzył na nich wyzywająco. To oczywiste, że jego podania nie będą łagodne. Rzucił.

Rzućcie trzema kostkami. Wynik parzysty - odebraliście kafel i oddaliście bez problemu. Nieparzyste - kafel wymknął się spomiędzy rąk i musieliście po niego dreptać.

Po kilkunastu minutach zerknął na zegarek. To był dobry trening mimo, że go wkurwili. Pytanie - kto by tego uniknął?
- Na dzisiaj koniec. Ty, Gabrielle, prześlij zapłatę sowią pocztą tak, jak się umawialiśmy. A ty, Matt, ogarnij się. W przyszłym tygodniu organizuję w Hogsmeade rodzinne spotkanie więc przekaż to proszę Carmelce. -  poinformował go sucho i machnął różdżką w powietrzu. Wszystkie akcesoria posłusznie zaczęły się pakować i składać. Włącznie z miotłą. Stanął stopami na trawie, przerzucił kurtkę przez ramię i popatrzył jeszcze na nich. - Nie oczekujcie pochwały. Do mistrzostwa wam daleko, ale trening to dobry krok ku perfekcji. A teraz spadam coś rozpierdolić. Miłego. - i ledwie to powiedziawszy... teleportował się i tyle było po spotkaniu z Williamem Gallagherem.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Matthew C. Gallagher

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 178
C. szczególne : zawadiacki uśmiech, podczas którego jego prawa brew zawsze unosi się nieco wyżej niż lewa; dołeczki w policzkach
Galeony : 746
  Liczba postów : 364
http://www.czarodzieje.org/t17284-matthew-c-gallagher
http://www.czarodzieje.org/t17287-matthew-c-gallagher#484355
http://www.czarodzieje.org/t17286-matthew-c-gallagher#484354
http://www.czarodzieje.org/t17285-matthew-c-gallagher#484235
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptyCzw Cze 20 2019, 23:01

Do sadyzmu swojego starszego kuzyna zdążył już przywyknąć, natomiast szczerze zastanawiał się czy jego powolność i błędy na treningu są wynikiem ukąszenia przez langustnika Ladaco, czy może powinien jeszcze bardziej przyłożyć się do treningów. Wiadomo, nieraz wpływała na to nawet zła dyspozycja danego dnia, ale on czuł się świetnie, poza oczywiście tym pechowym urazem i ewentualnym zmaganiem się z humorkami Willa.
- Marny los tej doliny… – Westchnął ciężko, bo faktycznie nigdy o tym nie pomyślał. Mówiąc o kryzysie wieku, miał na myśli utratę formy czy kondycji, co właściwie było nieuniknione, a w przypadku starszego Gallaghera prawdopodobnie doprowadzi do tego, że facet będzie jeszcze bardziej nieznośny. Cholera, Matthew miał nadzieję, że nie nastanie to aż tak szybko. Niech sobie będzie w sile wieku jak najdłużej, bo teraz przynajmniej dało się go jeszcze jakoś okiełznać. Jak straci swoje miotlarstwo, to wcale niewykluczone, że coś wysadzi… nieraz potrafił być naprawdę nieobliczalny.
Odrzucił swoje przemyślenia na bok, kiedy William wytłumaczył im ich kolejne zadanie. Brzmiało dość prosto, ale znał go na tyle, że wiedział że dam im niezły wycisk. Trudno było dorównać komuś z takim doświadczeniem. Dlatego też zgodnie z jego instrukcjami poprawił swoją pozycję na miotle i skoncentrował się w pełni na tym, co działo się dookoła niego. Kiedy tylko jego kuzyn wypuścił z dłoni kafel, Matthew odebrał go z gracją, mimo tego że rzut był wyjątkowo mocny. Cóż, chyba jednak nie wypadł jeszcze z wprawy. Zaraz po tym odrzucił piłkę do Willa, również nie szczędząc siły.
- Przekażę. Dzięki za trening. – Odpowiedział ich trenerowi, kiedy ten wspomniał o tym, że organizuje w przyszłym tygodniu rodzinne spotkanie w Hogsmeade. Właściwie to nawet się cieszył, że będzie mógł gdzieś wyciągnąć swoją młodszą siostrę. Zaraz po tym przeleciał jeszcze raz na miotle dookoła polanki, niespecjalnie chcąc się żegnać ze swoim drewnianym kijem. Wiedział jednak, że musi. Był już tak zmęczony, że ledwie co widział na oczy. W końcu zdecydował się więc na lądowanie, a swój zdezelowany sprzęt oparł o bark.
- Do zobaczenia. – Pożegnał się z Willem, nijak nie komentując jego oceny. Nie miało to najmniejszego sensu, zresztą w tej kwestii miał akurat rację. Wiele im jeszcze brakowało do światowego poziomu. – Muszę lecieć się przebrać i zostawić miotłę. Spotkajmy się później we wspólnej komnacie, ok? – Rzucił też na odchodne do Gabrielle. Miał ochotę jeszcze z nią porozmawiać, ale niekoniecznie w przepoconych do suchej nitki ciuchach. Zdecydowanie wolał wziąć najpierw prysznic, przebrać się i dopiero potem zobaczyć z Puchonką gdzieś na terenie zamku. Dlaczego akurat we wspólnej komnacie? Cóż, to miejsce po prostu jako pierwsze przyszło mu na myśl. Tak czy inaczej pomachał tylko dziewczynie na pożegnanie i udał się w kierunku Doliny Godryka.

zt.

Kostki: 3, 1, 2 = 6 (parzyste)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Gabrielle Levasseur

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 171 cm
C. szczególne : długie, blond włosy, w okresie letnim - piegi na nosie i policzkach
Galeony : 446
Dodatkowo : Ćwierćwila
  Liczba postów : 358
http://www.czarodzieje.org/t16791-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16826-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16936-gabrielle-levasseur
http://www.czarodzieje.org/t16819-gabrielle-levasseur
Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu - Page 3 EmptyCzw Cze 27 2019, 10:47

Widziała satysfakcje, która malowała się na twarzy Williama, kiedy dobiła do mety jako ostatnia, dodatkowo pokryta ranami, których skutki widoczne były na białej koszulce. Dostrzegła dumę bijącą z jego zimnego spojrzenia, którą odczuwał patrząc na nią. Była zmęczona, brudna i już u kresu sił, lecz słysząc o kolejnym zadaniu, zacisnęła jedynie zęby wsiadając na swoją miotłę. Nie zamierzała poddać się tak łatwo, nawet jeżeli ból powodował, że spomiędzy jej różowych ust wydobywały się mimowolne ciche jęki.
Przytaknęła głową słysząc na czym będzie polegał kolejny etap spinając przy tym zmęczone mięśnie, które powoli odmawiały posłuszeństwa. Nie chciała po raz kolejny ujrzeć tego samego spojrzenia, które dane było oglądać jej kilka sekund temu, dlatego kiedy przyszła kolej blondynki, ta zebrała całą siłę, którą w sobie jeszcze posiadała, by odbierać i podawać kafel. Każdy rzut mężczyzny był niezwykle silny, lecz ona za każdym razem odebrała go i oddała bez problemu. Tylko pozornie oczywiście, bo wymagało to od niej niezwykle dużo determinacji oraz samozaparcia. Panowała nad swoim oddechem, broniąc się przed tym, by spomiędzy ust nie wydobył się jęk przy kolejnym pchnięciu.
Kilkanaście minut, które dla niej trwało wieczność w końcu dobiegło końca, a ona wręcz z ulgą widoczną na czerwonej z wysiłku twarzy odetchnęła kładąc rozgrzane ciało na zimnej, zielonej trawie. Niestety nie trwało to zbyt długo, musieli wracać do zamku, co Gabrielle przyjęła z radością wyrażaną w krzywym uśmiechu.

zt


kostki 1, 1, 2 = parzyste
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Polanka nieopodal lasu - Page 3 QzgSDG8








Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu - Page 3 Empty

Powrót do góry Go down
 

Polanka nieopodal lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Polanka nieopodal lasu - Page 3 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-