Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Polanka nieopodal lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość


Clara Hepburn

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySob Sie 09 2014, 01:59


Polana na obrzeżach


Mała polana, część lasu obok Hogsmeade - idealna do pikników czy spotkań towarzyskich. W nocy jednak nie zaleca się zapuszczania tutaj, ze względu na różne magiczne stworzenia, które można łatwo i nieumyślnie zwabić.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Clara Hepburn

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySob Sie 09 2014, 02:59

Wyjąwszy z piwnicy kamienicy nr 17 swoją miotłę, Clara ubrała się w wygodniejsze ciuchy, jasne włosy spięła na czubku głowy i powędrowała w kierunku lasu Hogsmeade, gdzie planowała odnaleźć polanę, którą pamiętała z któregoś ze spacerów z Mią.
Tak naprawdę to nie z Mią tędy spacerowała, ale taka wersja znacznie Clarze odpowiadała.
Polanka była jej niezbędna - Hepburn, ostatnio zagorzała fanka różnorakich zajęć, które pozwoliłby jej się oderwać od siedzenia samej i rozmyślania, wręcz z radosnym piskiem zareagowała na list Salomona, który domagał się w nim, tym liście, spełnienia obietnicy złożonej, hoho, jakiś czas temu. Wtedy Clara obrała sobie za punkt honoru nauczyć puchona trudnej sztuki latania na miotle, w końcu ej, ona, wielka mistrzyni, szukająca i zwyciężczyni miałaby zawieść? To byłby prawdziwy cios dla jej kariery.
Zanim wyszła, wysłała jeszcze sowę do Salomona i teraz, kiedy już dotarła na polankę, wzniosła się na swojej miotle parę metrów nad ziemię, wypatrując nadejścia kolegi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salomon E. Jiggers

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 25
  Liczba postów : 42
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9195-salomon-e-jiggers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9226-jiggers-przystojniejszy-puchon#258327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9231-ona-nie-gryzie-wiec-piszcie-piszcie#258465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9230-salomon-emmanuel-jiggers#258464
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySob Sie 09 2014, 11:56

Salomon mimo iż jak każdy uczeń lubił zajęcia Latania na miotle nie potrafił na niej latać. Sam nie wiedział dlaczego, czy to jest jego wina że się nie przyłożył czy po prostu w tamten czas miał to w tyłku i wcale się do tego nie przykładał. Miał akurat teraz czas, a z nudów przypomniała mu się obietnica gryfonki. Bardzo chętnie przebrał się w bardziej niedbałe ubranie, ażeby w razie czego nie stracić tych najlepszych.
Wiadomo, polana była nieopodal lasu a więc możliwe, że chłopak wyląduje na jakimś drzewie i będzie bardzo nieciekawie.
Zabrał swoją dziwną miotłę, nawet nie wiedział jaki model ma chłopak, ale jaki by nie miał to chciał się nauczyć tego latania. W końcu można łatwo się dostać bez żadnych problemów, nie? Teleportacja na pewno nie było dla niego, mdliło go i kręciło mu się w głowie.
Dość szybko dotarł na polanę i wyszczerzył się do Clary.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Clara Hepburn

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 648
Dodatkowo : rezerwowa szukająca
  Liczba postów : 982
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3996-clara-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3997-moja-mala-blondyneczko#119583
http://czarodzieje.my-rpg.com/t3998-listy-do-panny-hepburn
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7180-clara-hepburn
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptyNie Sie 10 2014, 16:47

Clara przywitała chłopaka skinieniem głowy, po czym uśmiechnęła się szeroko z podekscytowaniem.
Ha, jej pierwszy uczeń! Może i nie planowała kariery nauczycielskiej, ale takie nauczanie z pewnością było pewnym urozmaiceniem. A poza tym, dawno już nie latała.
- Hm, Salomon, udało ci się kiedyś chociaż wznieść w powietrze czy musimy zacząć od zera? - spytała, lustrując chłopaka wzrokiem. Bez przesady, chyba nie może być aż tak ciężko? Sama Clara nauczyła się latać na miotle już w pierwszej klasie, od tamtego czasu było to z pewnością jej hobby i zaprzeczenie na asportowość Hepburn, która często bywała jej wmawiana i to nie tyle wmawiana przez jakieś ślizgońskie wywłoki, a przez znajomych Clarci! Okrutnie ignorowali wszystkie sukcesy Hepburn na polu Quidditcha.
- Jeszcze będą z ciebie ludzie, zobaczysz! - uśmiechnęła się do chłopaka, podrywając się od ziemi, zaraz jednak z powrotem lądując.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Salomon E. Jiggers

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 25
  Liczba postów : 42
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9195-salomon-e-jiggers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9226-jiggers-przystojniejszy-puchon#258327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9231-ona-nie-gryzie-wiec-piszcie-piszcie#258465
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9230-salomon-emmanuel-jiggers#258464
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptyPon Sie 11 2014, 16:56

Salomonowi niekiedy bardzo brakowało umiejętności latania, zawsze to jakiś środek transportu, tym bardziej, że on nie lubi się teleportować, bo zaraz mu się kręci w głowie i jest mu niedobrze, więc po co ma ryzykować? Lepiej lecieć już na miotle, doskonale wiedział, że teleportacja jest jednak bardziej bezpieczna, ale on nie należał akurat do tych osób, które na to kładą nacisk, ma to głęboko w poważaniu. To według niego jemu ma być dobrze i to on ma czuć komfort, a nie kto inny. A skoro latanie mogłoby mu sprawiać przyjemność to kto wie. Chociaż jedyne co się obawiał to to, że i nie dobrze może mu również być po lataniu, ale modlił się w duchu, że tak nie będzie.
- Tak w pierwszej klasie, ale wtedy tydzień tyłka nie mogłem podnieść. - zaśmiał się. Taka była prawda. Od tamtego czasu nie próbował sam latać na miotle, po prostu obawiał się, że bez kontroli kogokolwiek poleci w niewiadomym kierunku i co wtedy?
- Tak? Skoro Ty tak uważasz to musi tak być. - powiedział i uśmiechnął się do niej, sam siadł na miotłę i spojrzał na nią jakby czekał na jakieś wskazówki. Jednak po chwili odbił się nogami od ziemi i uniósł się w powietrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neptune Leighton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySro Maj 20 2015, 23:20

Oczywiście, że Eugen nie musiał jej dwa razy o spotkanie prosić. Ba, w sumie lekkie napomknięcie zazwyczaj starczało, a ona leciała na złamanie karku do niego. Dla niego. Dla swojego przyjaciela.
Gdy tylko zdawała sobie sprawę z tego jak głęboko wpadła w to wszystko wzdychała leciutko mówiąc sobie, że nie będzie za każdym razem jeśli to głupoty będą. Ale zawsze miała wrażenie, że to o ważne sprawy chodzi, więc szła. Bo chciała, bo mogła, bo powinna, bo się przyjaźnili. Smak goryczy przepływał jej zawsze przez gardło gdy przez głowę wędrowało przyjaciele w stosunku do ich dwójki. Chciała by byli czymś więcej. By coś więcej mieć mogli, ale z jej szczęściem prawdopodobnie nigdy nie będzie im to pisane. Bo czemu miałoby być. Karma jest suką, a ona już wiele złych rzeczy w życiu zrobił. Teraz zbiera tego wszystkiego plony dopiero.
Dotarła w końcu do polany, ale była chyba pierwsza. Westchnęła lekko sama do siebie. Czasem nie wiedziała, czy będzie miała siłę słuchać o miłości chłopaka do innej dziewczyny. Gorsze od tego były próby radzenia mu, choć najchętniej wyrwała by tamtej włosy. Wynikło z tego wszystkiego tylko jedno dobre. Mogła go posmakować. Poczuć. Choć to tylko spowodowało, że nocami gdy zasypiała nie mogła zapomnieć o jego słodkich ustach i lekko szorstkich dłoniach.
Pokręciła głową by wyrzucić obraz przyjaciela z głowy i zasiadła po turecku na trawie, odchyliła się lekko, na dłoniach opierając ciężar ciała i przymknęła oczy, twarz kierując w stronę nieba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eugenius E. Tatcher

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 504
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t10425-ezekhiel-eugenius-tatcher#287312
http://www.czarodzieje.org/t10427-chcesz-byc-moja-owieczka#287351
http://www.czarodzieje.org/t10430-eugenowa-sowa
http://www.czarodzieje.org/t10426-eugenius-ezekhiel-tatcher#287350
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySob Maj 23 2015, 06:57

Gdy tylko napisałem ostatnią sowę, szybko wcisnąłem na siebie szare jeansy, biały t-shirt i pierwsze lepsze - fioletowe trampki. Przed lustrem, w biegu przeczesałem włosy dłonią, umyłem zęby (bo wcześniej nie miałem na to czasu), obmyłem twarz, żeby wyglądać w miarę przyzwoicie i uśmiechnąłem się do siebie, żeby sprawdzić, czy może być. Mimo, że wyglądałem średnio, chwyciłem tylko za przygotowany wcześniej kosz i skierowałem się w umówione miejsce. Musiałem być na czas. Właściwie... Dlaczego się zawsze spóźniałem? Tym razem miałem zdążyć przygotować to wszystko, na co zasłużyła sobie Tune, którą tak chamsko i okrutnie zraniłem, a potem nawet nie otworzyłem do niej gęby. 
Gdy dotarłem już na miejsce, w pośpiechu rozłożyłem koc na ziemi i postawiłem na nim prostokątny koszyk, bo usłyszałem czyjeś kroki. Otrzepałem się z kurzu i przeszedłem kilka kroków, zanim dostrzegłem sylwetkę różowowłosej. 
- Cześć, Tuna - zacząłem z dystansem, bo przecież nadal mogła być na mnie zła. Staliśmy oddaleni od siebie tylko o metr, a ta odległość zdawała się przerażająco zmniejszać. Brakowało mi powietrza. Bałem się, że ta jedna sytuacja spieprzyła wszystko. W sumie... Nie pamiętałem nawet, jak to wszystko się skończyło, chyba te niebieskie tabletki miały opóźnione działanie. Może stało się coś złego? Głupiego? Nie powiedziałem nic śmiesznego? Właściwie... Leighton zdawała się o tym nie pamiętać. Najwyraźniej olała sprawę - i w sumie to całkiem dobrze. Tylko miałem cichą nadzieję, że jednak nie jest zła. I się pogodzimy, i będzie super, i będziemy gadać, i gadać, i łapać motyle, i w ogóle - Ładnie wyglądasz - zatrzymałem się na chwilę, spoglądając jej w oczy - Dobra, wiem, że zachowałem się jak totalny debil i wybaczam, jeśli tak o mnie pomyślałaś, ale... - odetchnąłem, zamrugałem kilkakrotnie i przeczesałem ręką włosy - Przepraszam. Naprawdę mi przykro i chciałbym, żeby było... No, jak kiedyś. - Powoli chwyciłem ją za rękę, a kiedy się nie odsunęła, pociągnąłem ją za sobą w miejsce, w którym przygotowałem dla niej niespodziankę. Miałem nadzieję, że nie zmienił jej się gust, i że nagle nie znienawidziła swoich ulubionych potraw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neptune Leighton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptyNie Maj 24 2015, 22:42

Tuna czasem zastanawiała się co tak bardzo pociągało ją w Tatcherze. Jego dobroć i optymizm? Wygląd? Możliwe że to i wszystko po trochu. Czasem też zastanawiała się nad tym, dlaczego zawsze tych, którzy ją pociągali zamieniała w swoich przyjaciół. Chyba była masochistką i lubiła, gdy facet, który jej się podoba opowiada o innej.
Inna. Tak. Słyszała o dziewczynie, która podobała się chłopakowi, ale jakoś nigdy jej imię nie padło. Nie padło do do pewnej chwili. W czasie, kiedy to różowowłosa dawała "lekcję" chłopakowi ten w uniesieniu wypowiedział złe imię. To, które nie należało do niej. A żeby los dostatecznie mocno mógł z niej zakpić z jego ust padło imię jej najlepszej przyjaciółki.
Eiv. Zawsze ona. Zawsze lepsza. Zawsze bardziej pożądana. Z typu tych co dostają to co chcą. Dlaczego więc jej przyjaciółka, osoba tak bliska, na swój cel zawsze obierała sobie tych, na którym i jej zależało? Nawet jej przyszywany brat pożerał ją wzrokiem, swoją własną siostrę, podczas gdy ona była dla niego jedną z wielu panien, które skończyły wychodzącą rankiem z jego pokoju. Problemem mógł być fakt, że Tuna nigdy na głos nie przyznawała się do swoich uczuć. Uznawała, że nie ma sensu chwalenie się nimi, bo są głupie i i tak nic jej z  tego nie przyjdzie.
Dzisiaj wahała się chwilę przed przyjściem tutaj. Eugen zranił ją. Zraniła ją też Eiv, choć nie było jej wtedy. Tuna miała jednak wrażenie, że jakimś magicznym sposobem dziewczyna sabotuje jej szczęście.
Postanowiła jednak przyjść. Schować dumę w kieszeń, bo przecież od samego początku wiedziała na co się pisze. To co zaszło nie miało być i nie było aktem miłości i pożądania. Miało i było lekcją praktyczną. Może nie dla niej, ale dla jej przyjaciela jak najbardziej. A co by nie powiedzieć, Tuna przez jedną noc i jedno imię nie chciała przekreślać ich relacji.
Eugen pojawił się szybko. Przywitanie było dziwne, zdystansowane, kompletnie do nich niepodobne. Spojrzał na niego niebieskimi ślepiami i uniosła lekko kącik ust, gdy powiedział jej, że ładnie wygląda. Było jednak coś smutnego w tym uśmiechu.
Pozwoliła złapać się za rękę i poprowadzić. Gdy zobaczyła koc i kosz na trawie jej uśmiech trochę się rozjaśnił. Odwróciła spojrzenie od kosza i znów spojrzała na chłopaka, stojącego na bok. Uśmiechnęła się jeszcze odrobinę mocnej po czym wspięła się na palce i objęła chłopaka zarzucając mu ramiona na szyję. Kiedy odsunęła się ruszyła do koszyka. Chciała tak samo mocno jak on by było jak kiedyś, chociaż wiedziała, że lekkie kłucie w sercu będzie jej towarzyszyć przy nim jeszcze przez jakiś czas.
-Nie może być tak jak kiedyś - mruknęła zaglądając do koszyka. Wspaniałe zapachy dotarły do jej nozdrzy. Odwróciła spojrzenie od smakołyków i spojrzała znów na przyjaciela. -widziałam Cię nago.
Przywołała na twarz uśmiech tak duży i tak rozbawiony, że zdziwiła się, gdyby ktoś w niego nie uwierzył. Sama musiała się tylko co jakiś czas przypominać, że chce, by było jak dawnej. Przecież to nie do niej należał tytuł Drama Queen i nie zamierzała się jak taka zachowywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eugenius E. Tatcher

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 504
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t10425-ezekhiel-eugenius-tatcher#287312
http://www.czarodzieje.org/t10427-chcesz-byc-moja-owieczka#287351
http://www.czarodzieje.org/t10430-eugenowa-sowa
http://www.czarodzieje.org/t10426-eugenius-ezekhiel-tatcher#287350
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptyWto Maj 26 2015, 18:54

Jej uśmiech była jak księżyc, który rozjaśniał niebo w najciemniejszą noc. Szkoda tylko, że ostatnimi czasy wydawał się być sztuczny. Nie w złym tego słowa znaczeniu, ale jakby chciała ukryć przede mną jakiś bardzo bolesny fakt, o który nie powinienem był pytać. Bzdura. To był mój obowiązek. Była moją najlepszą przyjaciółką i powinienem o nią dbać jak tylko potrafiłem. Nie mogłem pozwolić, żeby wciąż chodziła przygnębiona. Co więc stało mi na drodze by poświęcić trochę czasu jej problemom? Ostatnio było tylko ja, ja i ja. Naprawdę byłem aż tak samolubny, by nie zauważyć, co dzieje się tak blisko mnie? A może była to moja wina? Nie miałem pojęcia, czy zrobiłem coś wtedy źle. Jeśli tak - nie miałem złych zamiarów, z resztą... Tak wiele pozostało dla mnie sekretem. Nie należałem przecież do najbystrzejszych, a każde "znaki" mi umykały. Nie dopatrywałem się przecież żadnych podtekstów, naszą relację do tego czasu traktowałem czysto po przyjacielsku. Tak, do tego czasu. Wcześniej nie zastanawiałem się nad tym ani chwili, a teraz miałem same wątpliwości. Czyżby coś się zmieniło? Przecież to była tylko niewinna lekcja, która i tak nie została później wykorzystana.
- Nie wiem teraz, czy sobie żartujesz, ale... - przerwałem na chwilę, gdy spojrzała na mnie po raz kolejny. Nie chciałem, by przestawała, a to dziwne uczucie w brzuchu... Może byłem głodny? - Przynajmniej dla mnie to nie jest wcale takie śmieszne.  Serio, ta cała sytuacja  jest... Strasznie niekomfortowa - wydukałem w końcu, kiedy Tuna tak beztrosko opowiadała o naszym ostatnim spotkaniu. Było mi naprawdę wstyd, zwłaszcza, że zdawało się, że jednak zrobiłem coś złego. Najgorsza była niewiedza, która od czasu zbliżenia nie dawała mi spać. Tylko, że nie mogłem się spytać. Mimo, że Neptune najprawdopodobniej wiedziała o moich problemach z narkotykami, była nieświadoma, że wtedy też coś brałem. Nie chciałem wyjść na ćpuna, ale nie potrafiłem znieść myśli, że mogłem ją urazić, skrzywdzić, czy nawet zranić. Nie darowałbym sobie, gdyby tak się stało, dlatego z sykiem wciągnąłem powietrze i intensywnie błądząc w tęczówkach przyjaciółki - Tuna... Wiem, że coś zrobiłem. Powiesz mi tylko co? - nieświadom niczego zapytałem, sięgając do koszyka po coś do zjedzenia. Nie, nie zagryzałem smutków, ale to uczucie w żołądku (albo gdzie indziej? Nie byłem dobry z biologii) nie chciało odpuścić - Bo... Wiesz, nie byłem do końca ten tego - uśmiechnąłem się, pokazując palcem na swoją skroń. Siedziałem wygodnie na kocu, naprzeciwko mając różowowłosą, która tak łagodnie się uśmiechała. Naprawdę była piękna. Czy wcześniej tego nie zauważyłem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neptune Leighton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptyWto Maj 26 2015, 20:29

Tuna lubiła spędzać czas z Eugenem, przy nim czuła się dobrze. Przy nim czuła się sobą. I po ostatnie przy nim się nie starała. Ale może właśnie to zrzuciło ją z toru do jego serca. Widział ją już w każdym stanie dnia i nocy, z makijażem i bez w sukience i rozciągnięym męskim t-shirt'cie. Może po prostu widział za dużo. Za dużo, by mogło być im pisane coś więcej.
Te myśli już dawno odrzuciła. A przynajmniej odrzucić się starała jak najdalej w głąb swojej podświadomości, teraz wolała się skupić na tym, co było teraz. Co się działo i było, a nie na tym co mogło się stać, lub mogłoby być. Wiedziała, że teraz ich spotkania będą inne. Przecież nie mogły być takie same jak wtedy, gdy ich znajomość była tak niewinna, jak pięciolatka. Teraz widzieli siebie w całej okazałości, poczuli siebie w całej okazałości i było to coś, o czym nie dało się zapomnieć i czego nie dało się przeskoczyć. Może gdyby nie jedno felerne imię, które wyrwało się z ust Eugena tej nocy, może wtedy nic by się nie zmieniło.
Chociaż Tuna nie była chyba aż tak naiwna, by w to wierzyć. Oczywiście, że postawiła na żart, bo przecież jak lepiej przełamać lody, bo jakiejś nieplanowanej i kompletnie niepasującej sytuacji, jak własnie nie żartem? Powinna siedzieć osowiała i się spinać. W tej chwili i tak nie zależało jej, by robić dobre wrażenie, Eugen wybrał inną, ona na zawsze została obsadzona w roli przyjaciółki i godziła się na to, tylko z lekkim grymasem.
-Bo widziałeś mnie nago? - nie ustępowała, nadal starając się ciągnąć ta głupią farsę, jej zdaniem śmieszną. Przekręciła na dodatek lekko głowe w lewo i spojrzała na niego niby to nierozumiejącym spojrzeniem.
Sekundę później znów zatapiała nos w koszyku w poszukiwaniu jakiegoś smakołyku, który już po chwili wkładała do swoich ust. Musiała zająć czymś dłonie i usta, bo chęć dotknęcia go ponownie była porównywalnie wielka do powiedzenia jeszcze jakiegoś idiotyzmu.
-Straciłeś cnote, nie mogę Ci jej zwrócić, jeśli zamierzasz o to prosić. - murknęła z pełnymi ustami wzruszając ramionami, a zaraz potem unosząc dłonie i łapiąc włosy na czubku głowy. Już chwilę później związała je w charakterystyczny dla siebie kok. Nie chciała ubrudzić swoich ukochanych włosów jedzeniem. Zamierzała przemilczeć jak najwięcej i na jak najmniej odpowiedzieć, czekając aż sam odpuści. Bo co mu miała powiedzieć? Że zranił ją? I to nawet nie on i nie fakt, że pożąda innej. A to, kim ta inna się okazała. Nie, tego nie zamierzała wypuszczać na światło dzienne.
-Zostawić się na chwilę, i tchórzysz jak kurczak. - tego się nie spodziewała znikąd pojawiła się Pene. Pene, której nie widziała od miesięcy, o której prawie zapomniała. Za którą na pewno nie tęskniła. Jak to miała w zwyczaju stała niedaleko opierając się o drzewo z Eugenem. Tuna podniosła na nią wzrok pełen zdumienia. - Ta, myślałaś, że się mnie pozbyłaś, że zniknęłam. Marzenia. - mruknęła zjawa, odbiła się od drzewa i przespacerowała się za Eugenem, na którego skinęła głową. - i co z tym tu teraz zrobisz, zapleciecie sobie opaski najlepszych przyjaciół?-Tuna, która wodziła wzrokiem za zjawą, po ostatnim zdaniu przymknęła powieki, tak mocno, że aż cienka bruzda pojawiła się na jej czole. Myślała, że z jej głową wszystko było już w porządku, że nie będzie więcej widzieć mary, jak bardzo się pomyliła. Otworzyła oczy wraz w ogromnym wydechem i spojrzała na przyjaciela. A potem ponad jego ramię. Mary nie było. Była pewna, że zauważył zmianę w jej zachowaniu, ale nigdy nie mówiła mu o marze, która odwiedzała ją czasami, nie chciała, by wziął ją za wariatkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eugenius E. Tatcher

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 504
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t10425-ezekhiel-eugenius-tatcher#287312
http://www.czarodzieje.org/t10427-chcesz-byc-moja-owieczka#287351
http://www.czarodzieje.org/t10430-eugenowa-sowa
http://www.czarodzieje.org/t10426-eugenius-ezekhiel-tatcher#287350
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptyWto Maj 26 2015, 21:11

Od małego uwielbiałem marzyć. Myśleć, co mogłoby się stać, zmyślać różne historie, puszczać wodze wyobraźni - choć nie należałem raczej do kręgu marzycieli. Aktualnie, gdy zasypiałem, w mojej głowie pojawiała się wspaniała, dojrzała Gryfonka, która swoim wdziękiem od samego początku znajomości skradła moje serce. To właśnie ona była moją baterią do życia, dzięki niej odkryłem, jak wiele muszę w sobie zmienić. Coraz rzadziej myślałem o rodzicach, o siostrze, o tym wszystkim, co zostawiłem w Auckland... I to było złe. Powinienem był o nich pamiętać, w końcu to ich kochałem najbardziej. W każdym razie, polepszyło mi się. Nie sięgałem po czasoumilacze już tak często, a może po prostu nie z tego powodu. Ona była moim życiem i moją śmiercią. Zasypiałem z jej imieniem na ustach i z nim się budziłem. Kiedy spoglądałem w jej magnetyczne, błękitne oczy - świat nie miał znaczenia. 
Ale zraniła mnie.
Nie mogłem jej winić. Od początku zaznaczała, że to nie ma prawa bytu. Że jestem tylko ciotą, która się do niej przykleiła, że nie mam żadnych szans. Mimo to, dawała mi znaki, że jednak jest dla mnie nadzieja. A później... Później kontakt nam się urwał. Każdy dzień był męką. Bez Henley, bez Tuny... Przez chwilę byłem sam. I to wtedy wyszło na jaw, jak żałosny i samotny jestem. Nie potrafiłem sobie ze sobą poradzić, prawie cały czas chodziłem pod wpływem. Olałem Sfinksa. Zeszmaciłem się. A zanim znów wziąłem się w garść, minęło sporo czasu. Jak dobrze, że w końcu mogłem spojrzeć Neptune w oczy. Jej piękne, głębokie oczy, które teraz wyglądały zupełnie inaczej. Mogły zapełnić pustkę, obudzić z tego śmiesznego snu, jakim była właśnie Evelyn.
- Kochanie... Wiesz o co mi chodzi - zachowywałem powagę, bo nie było mi do śmiechu. Przez jeden głupi błąd, jedno cholerne zbliżenie... Cała nasza przyjaźń była zagrożona. Mimo wszystko starałem się zachowywać wcześniejsze zachowania - tak samo jak wcześniej nazywałem ją kochaniem, uśmiechałem się trochę markotnie, ale jednak przyjaźnie. 
- Halo, Tuna? Wszystko w porządku? - z zaniepokojeniem machałem dłonią przed jej twarzą. Wyglądała dosłownie tak, jakby zobaczyła ducha. Odsunąłem koszyk na bok, a kiedy jej mina wróciła do normalności, wgramoliłem się na miejsce obok i objąłem najlepszą przyjaciółkę ramieniem. Przyciągnąłem ją do siebie, chciałem, żeby była jeszcze bliżej. Zapach jej kolorowych włosów przypominał mi nasze najpiękniejsze chwile, w których niezaprzeczalnie miejsce znajdowała sytuacja na krużgankach. - Już dobrze? Co to było? - spytałem ponownie, gdy oddech dziewczyny wrócił do wcześniejszego stanu. Martwiłem się, bo teraz ewidentnie było widać, że coś jest nie tak. Spojrzałem na nią, wciąż przytulając, a kiedy spojrzałem w jej oczy, wszystko się wydało. To było takie... Dziwne. Od jakiegoś czasu przez moje myśli w ogóle nie przebiegała Eiv. Ta sama, piękna, ale zarazem toksyczna Evelyn, przez którą ostatnimi czasy potrafiłem nie ruszać się z dormitorium. Co się do licha działo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neptune Leighton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptyWto Maj 26 2015, 21:38

Tuna zawsze była przekonana, że przyjaźń między mężczyzną i kobieta jest możliwa. I kłóciła się o to jak najeżona kota, gdy ktoś mówił jej, że jest inaczej. Gdy próbował ostrzec ją i włożyć do głowy, że coś takiego nie istnieje. Że jednemu z dwójki przyjaciół zależy bardziej niż powinno. W ich duecie, to ona została pociągnięta na dno.
Kiedyś kiedy była mała nie spodziewała się, że jej uczucia będą tak systematycznie źle lokowane. Czy takim wielkim trudnem i wyrzeczeniem byłoby dać jej faceta zainteresowaneo nią i chcącego jej, kótrego i by ona chciała? Widocznie tak. Widocznie chciaa tylko tych, którzy swój wzrok zawieszali na kimś innym.
Dawno nie słyszała jak nazywa ja kochaniem, nie dała jednak po sobie poznać, że w jakiś sposób ją to ruszyło. I tak, wiedziała o co mu chodzi, ale nie zamierzała tego przyznawać. Ten jeden jeden raz zamierzała wybrać opcję łatwiejszą, zachować się jak ktoś o małym rozumku i poczekać, aż Eugen odpuści.
I wszystko było by dobrze, gdyby nie Pene. Cholerna, głupia mara, o której powiedziała tylko Urane. Która znikła jakiś czas temu i która nagle postanowiła znów mieszać w jej głowie. Eugen od razu poznał, że coś jest nie tak. Nie potrafiła tak jak kiedyś praktycznie niezauważalnie słuchać jej słów. Praktycznie już o niej zapomniała. Także jej pojawienie się wybiłą ją z równowagi i postawiło w niekomfortowej sytuacji. Czuła jak ramiona chłopaka przyciągając ją do niego. Pozwoliła na to, wtapiając nos w jego szyję, jednocześnie bezwiednie zaciągając się jego zapachem.
-Ja..- zaczęła nie bardzo wiedząc co zrobić. Nie chciała mu mówić o Pene. Nikomu nie chciała o niej mówić. - Wydawało mi się, że zobaczyłam kogoś.
Skłamała gładko, jednocześnie też czując ulgę ze zmiany tematu, może teraz Eugen nie będzie wciąż tak bardzo chciał wiedzieć, co takiego zrobił w tą noc na krużgankach.
Oby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eugenius E. Tatcher

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 504
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t10425-ezekhiel-eugenius-tatcher#287312
http://www.czarodzieje.org/t10427-chcesz-byc-moja-owieczka#287351
http://www.czarodzieje.org/t10430-eugenowa-sowa
http://www.czarodzieje.org/t10426-eugenius-ezekhiel-tatcher#287350
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptyWto Maj 26 2015, 22:04

- Ale... Już okej? - zapytałem, odwracając głowę w stronę, z której się przeniosłem. Teraz cała moja uwaga była skierowana na Leighton i tylko na niej. Włosy dziewczyny delikatnie muskały moje ramię i policzek, a jej oddech sprawiał, że miałem ciarki. To przyjemne uczucie ogarnęło całe moje ciało, które tylko krzyczało. Więcej. Oparłem swoją głowę na jej i przez chwilę siedząc w takiej pozycji, obserwowałem drugi koniec polany. Nawet nie zauważyłem, jak pięknie było w tym miejscu. Nie dorastało do stóp Nowej Zelandii, ale miało w sobie to coś, co sprawiało, że nie chciało się stąd odchodzić. Dobrze, że jeszcze nie musieliśmy tego robić. Gdy odwracałem głowę na poprzednie miejsce, zatrzymałem ją w takiej pozycji, że moja broda opierała się na czole Neptune. Przymknąłem oczy, otarłem dłonią jej ramię i delikatnie, z czułością cmoknąłem ją w czubek głowy. Moje serce ukłuła pojedyncza szpilka, bo przecież tak niedawno się zakochałem - na dodatek nieszczęśliwie. Musiałem mieć tyle wątpliwości? - Nikogo tam nie było.
Spłoszony rozluźniłem uścisk i wolną ręką przesunąłem koszyk dalej tak, aby zrobić na kocu jeszcze więcej miejsca. Później całkiem puściłem Tunę, która zdawała się już czuć lepiej, i położyłem się w poprzek, spoglądając w niebo. Poklepałem miejsce obok siebie, uśmiechając się - tym razem w stu procentach szczerze - do Leighton. Podłożyłem ręce pod głowę i przymrużyłem oczy, aby lepiej przyjrzeć się kształtom wędrującym nad nami.
- Widzisz tę małą, biegnącą owcę? - spytałem, szczerząc zęby w jeszcze szerszym niż dotąd uśmiechu. Mogło to się wydawać dziecinne, czy śmieszne, ale od małego uwielbiałem oglądać niebo. Wydawało się takie odległe, takie pełne tajemnic... Podczas kiedy tak naprawdę to my, ludzie, mieliśmy ich więcej. Wciąż nie mogłem wyciągnąć od różowej, co się wtedy stało, ale postanowiłem dać jej spokój. Nie chciałem przecież pogarszać sytuacji. Szkoda tylko, że czasami nie potrafię zamknąć gęby na kłódkę.
Powiesz mi w końcu, co u ciebie słychać? Naprawdę się za tobą stęskniłem... W ogóle, za nami. Za tym, jak tak sobie leżeliśmy, nic nie robiliśmy i rozmawialiśmy o wszystkim. Wtedy problemy zdawały się nie mieć znaczenia, a świat wydawał się taki kolorowy. - Leżąc na kocu ciągnąłem, wciąż błądząc wzrokiem po śnieżnobiałych obłokach - Nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neptune Leighton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySro Maj 27 2015, 15:01

- Ale... Już okej? - zapytał Eugen, a ona skinęła głową mimo tego, że do okej było daleko. Dalej niż na biegun polarny. Nie chciała jednak gadać o Pene, nie chciała o niej nawet myślec, ale miała wrażenie, ze jej myśli same krążą w tym kierunku.
Zamiast tego skupiła się na odczuciach. No objęciu, w którym trzymał ją Eugen. Na jego równo bijącym sercu, które słyszała gdy oboje milczeli. Przyknęła lekko powieki i przez krótką chwilę miała wrażenie, że mogłaby tak trwać wieczność. Pocałunek, który złożył na czubku jej głowy wypełnił ją uczuciem bezpieczeństwa i miłości. I było to miłe uczucie, choć diabeł w jej głowie, zaraz przypomniał jej, że miłość, którą do niej odczuwał, to miłość braterska i nie miało się to zmienić. Nikogo tam nie było? Dla niego nie. Nie mógł jej zobaczyć, nie wiedział o jej istneniu, a Tuna miała nadzieję, że Pene znikła już na dobre. Jak to mawiają, nadzieja głupich matką.
Obserwowała gdy chłopak kład się na kocu i gdy wspomniał coś o owcy Tuna uniosła głowę i zmrużyła lekko oczy starając się znaleźć gdzieś wspomnianą owcę. Nie widząc jej, postanowiła położyć się na miejscu, które przed chwilą tak ochoczy klepał. Złożyła dłonie na brzuchu i ponownie zerknęła w niebo.
-Nic nie widzę. - przyznała po chwili, kiedy nadal nie widziała tego wełnianego stworzenia. Odwróciła głowę w stronę Eugena, przez chwilę obserwując jego profil. Gdy zadał kolejne pytanie, pewnie wzruszyłaby ramionami, gdyby nie fakt, że leżała. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Jej życie nie zmieniło się diametralnie jakoś. Właściwie wcale się nie zmieniło, jakby tak na to spojrzeć. -Nie w smak Ci dorastanie?
Zapytała unosząc ku górze kącik ust. W sumie ludzie mieli to do siebie, że nie doceniali tego co mają. Dopiero po jakimś czasie, uświadamiają sobie, jak mieli dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eugenius E. Tatcher

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 504
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t10425-ezekhiel-eugenius-tatcher#287312
http://www.czarodzieje.org/t10427-chcesz-byc-moja-owieczka#287351
http://www.czarodzieje.org/t10430-eugenowa-sowa
http://www.czarodzieje.org/t10426-eugenius-ezekhiel-tatcher#287350
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySro Maj 27 2015, 20:48

- Dokładnie. Znaczy... Nie widzę nic ciekawego w byciu ciągle zmartwionym i zabieganym, przepełnionym smutkiem i szarością. Jak widzisz... w pewnym sensie już dorosłem. Teraz tylko tęsknię za dzieciństwem. Chyba.
Nie potrafiłem jej wytłumaczyć o co mi chodzi, ale się starałem. Z jednej strony tęskno mi było do chwil, w których miłość była dla mnie tak odległa, że nie zdarzało mi się o niej nawet myśleć, a z drugiej przedtem byłem ponury z innego powodu. Dużo gorszego i smutniejszego, ale w końcu kiedyś trzeba się otrząsnąć. Nie chciałem zastępować smutku związanego z Nową Zelandią smutkiem z Anglii. To nie miało najmniejszego sensu. A może po prostu ja musiałem być nieszczęśliwy? Gorycz dopadała mnie wszędzie. Nie dawała mi spokoju ani wytchnienia. Żal skutecznie zapychał moje serce tak, że poza Evelyn nie potrafiłem znaleźć czasu na myśl o kimś innym i choć teraz nie do końca wiedziałem, co się dzieje, starałem się zorientować. To wszystko... Było złudzeniem. Tak jak te chmury, które w rzeczywistości naprawdę nie były białe. Nie dało się po nich skakać, jak zawsze ukazywano w bajkach, nie dało się ich dotknąć. One po prostu były. Iluzją.
Leżałem rozmarzony, wpatrując się w niebo. Obecność Tuny dodawała mi odwagi w mówieniu. Chciałem opowiedzieć jej wszystko, co leżało mi na sercu - wszystkie wątpliwości, kłamstwa, lęki, ale po co zadręczać biedną dziewczynę nudnymi historiami użalającego się nad sobą chłopca. Wyciągnąłem jedną rękę spod głowy i położyłem ją obok. Łagodnie wyciągnąłem gumkę z włosów Leighton i spojrzałem w jej oczy. Różowa poświata okalała jej delikatną twarz, a ja nie mogłem się powstrzymać, żeby nie dotknąć jednego z kosmyków. Położyłem się na bok i wplotłem palce w różowe fale.
- Wiesz... Myślałem długo nad powrotem do domu - zacząłem znowu, bawiąc się miękkimi pasmami. Oplatałem je wokół swoich palców i miętosiłem. Nie wiedziałem, czy Neptune tego chce. Miałem nadzieję, że tak... Chociaż raz postanowiłem nie wycofywać się ze swoich pragnień i robiłem to, na co w tej chwili miałem ochotę. Co z tego, że wyszedłem na totalnego dupka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neptune Leighton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySob Maj 30 2015, 23:01

-Może za mało skupiasz się na tym co masz, a za wiele twych myśli wędruje ku temu, czego Cię pozbawiono? - zapytała odpowiadając mu pytaniem. Sama starała się byc optymistką i wyciskać z życia jak najwięcej się dało. Ale jednocześnie też nie łaziła z głową w chmurach, jak to wielu sądziła i potrafiła spojrzeć realnie na wiele spraw.
Na przykład bardzo dokładnie widziała, że jej serce jest zdecydowanie mocno porąbane. Ne chodzi o to, że lubiła flirt. Był on swojego rodzaju niewinny i traktowała go bardziej jako sport. Tak naprawdę w swoim krótkim życiu poczuła coś więcej tylko do dwóch osób. Jeden był bratem jej najlepszej przyjaciółki i znikł, drugi zaś jej przyjaciółkę kochał. Więc wniosek był prosty, jej serce miała zdecydowanie zbyt mocne zapędy masochistyczne, bo przecież inaczej tego wyjaśnić się nie dało.
Lubiła z nim przebywać. Sprawiał, że czuła się swobodnie. W pewnym momencie uniósł dłoń i delikatnie ściągnął z jej włosów gumkę, sprawiając, że nie trzymane przez żadną siłę rozłożyły się swobodnie na kocu. Ich spojrzenie spotkały się, a Tuna miała wrażenie, że na kilka chwil jej serce przestało bić. Po to tylko by z wielkim łoskotem ruszyć znów, gdy dłoń Tatchera zaginęła w jej różowych kosmykach. Tuna zamknęła oczy i wypuściła lekko powietrze. Po to tylko, by po chwili znów je otworzyć, resztkami sił trzymając się swojego miejsca.
-Co postanowiłeś? - zapytała odwracając wzrok z pukla swoich włosów, które Eugen nawijał własnie na swój palec i zwracając wzrok na niego. Poczuła trwogę, że wyjedzie. Że zostawi ją. Że już nie wróci. Znów wstrzymała oddech, wyczekując niecierpliwie odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eugenius E. Tatcher

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 504
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t10425-ezekhiel-eugenius-tatcher#287312
http://www.czarodzieje.org/t10427-chcesz-byc-moja-owieczka#287351
http://www.czarodzieje.org/t10430-eugenowa-sowa
http://www.czarodzieje.org/t10426-eugenius-ezekhiel-tatcher#287350
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptyNie Maj 31 2015, 08:29

- Może... Może masz rację - przytaknąłem jej z zimnym uśmiechem. Chciałem być taki jak ona, przynajmniej w najmniejszym stopniu. Wszyscy, którzy niezbyt dobrze mnie znali, zawsze mówili, że jestem taki pogodny i wesoły, a tak naprawdę rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Zakompleksiony, żałosny chłopiec, który przez zakochanie chodzi z głową w dole, od czasu do czasu się naćpa, a w wolnym czasie poczyta co nieco o historii magii. To jedno zdanie opisuje większość mojej egzystencji i aż dziwne, że Neptune nadal ze mną rozmawia. Tak głębiej.
- Sam nie wiem, wydaje mi się, że to nie jest moje miejsce - odparłem, ogarniając wzrokiem swoje palce zanurzone w jej włosach. Moje spojrzenie powoli wędrowało po nich jak po linie do jej czoła, idealnie nakreślonych brwi, przymkniętych chwilowo oczu, zgrabnego nosa, aby na końcu dotrzeć do pełnych ust, które musiały być słodkie. Co za zrządzenie losu... Poszliśmy do łóżka, a to dotarło do mnie dopiero teraz. To naprawdę mogło zniszczyć wszystko, co zbudowaliśmy, to, co zdawało się być tak trwałe. Wolną rękę również wyciągnąłem spod głowy, aby powoli przyłożyć ją do kości policzkowych Krukonki. Gdybym potrafił rysować tak pięknie jak ona... Namalowałbym właśnie ją - myślałem, niewinnie obejmując jej twarz dłonią. Była taka ciepła i przyjemna w dotyku, że przez chwilę znajdowałem się w zupełnie innym miejscu. Dopiero po tym, jak otworzyła oczy, zorientowałem się, że nie dokończyłem zdania. - Ale nie potrafiłbym zostawić tego wszystkiego. W pewnym sensie przywykłem do tego... Do ciebie. - Gładziłem ją łagodnie po twarzy, czując, że wcale nie płakałaby, gdybym wyjechał. Sam nie wiedziałem, czy byłoby to dobrze, czy nie... Nie chciałem, żeby było jej smutno, ale z drugiej strony to oznaczałoby, że jednak byliśmy sobie bliscy w ten, czy inny sposób. Już naprawdę sam nie wiedziałem, na czym mi zależy... - Tuna, ja cię chyba kocham - słowa płynęły przez moje usta, a ja nawet nie zastanawiałem się nad ich treścią. Słowo "chyba" było zbędne, bo doskonale wiedziałem, że to prawda. Przybliżyłem swoją twarz do niej i zetknąłem swój nos do jej nosa. Żałowałem, że mam zamknięte oczy... Tak bardzo chciałem zobaczyć sposób, w jaki ona na mnie patrzy tymi swoimi błękitnymi tęczówkami. Wdychając powietrze czułem zapach otaczającej nas trawy, drzew i kwiatów, ale najintensywniej dawała się we znaki ona. Jej niewinność połączona z optymizmem, odmiennością oraz... moją Tuną.
Jesteś jedynym, co mnie tu trzyma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neptune Leighton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptyWto Cze 02 2015, 00:16

Uśmiechnęła się lekko gdy Eugen przyznał jej rację. Nie tylko dlatego, że lubiła ją mieć. Wychowując się jako jedno z najmłodszych w rodzeństwie rzadko kiedy jej się to zdarzało i o każdy argument trzeba było walczyć jak lew. Może stąd właśnie jej upodobanie do sztuki i książek. Wiedza pozwalała przecież mieć przewagę w dyskusji. Gdy rozmawiało się na temat o którym się dużo wiedziało, można było wysnuć wiele argumentów. Życie w tak licznej rodzinie nauczyło ją też innych rzeczy. Takich jak optymizm i umiejętność cieszenia się z małych rzeczy. Nie raz dostawała ubrania po starszych siostrach, ale z ogromem jej wyobraźni przerabiała je na coś całkiem nowego. U niej wszystko było widoczne jak na dłoni u chłopaka leżącego na przeciw nie. Dopiero gdy zaczynali się lepiej poznawać, Tuna zaczynała odkrywać jego prawdziwą twarz, która nie zrażała jej w żaden sposób, wręcz przeciwnie przyciągała jeszcze bardziej.
Nigdy nie pomyślała, że ich znajomość tak się potoczy. Że ich przyjaźń, choć tak głęboka, będzie jednocześnie jej zgubą i, że w efekcie, oboje skończą z złamanym sercem. Leżała teraz z przymkniętymi powiekami, zastanawiając się, czy nie wymyśliła sobie tej sytuacji. Jego obecność w tej chwili zwiastował tylko zapach jego ciała i dłoń, którą bawił się jej włosami. Dłoń, która niespodziewanie spoczęła na jej policzku. Tuna poczuła jak jej serce przyśpiesza, a jej ciało jednocześnie oblewa strach i euforia. Uchyliła niebieskie ślepia i przekręcając lekko głowę wlepiła spojrzenie w przyjaciela.
Zmarszczyła lekko brwi po jego słowach. Przywykł do niej. Jak do przyjaciółki. Duszy, której może się zwierzyć. Tak czuła, tak tłumaczyła sobie jego słowa, ale jednocześnie dłoń, która obejmowała jej policzek teraz delikatni gładziła go, doprowadzając każdą komórkę jej ciała do jednoczesnej tortury i ekstazy. Chciała go mieć. Była nawet pewna, że mogła, ale wcześniej, nie teraz. Zanim zmieniła go w swojego przyjaciela. Nie odezwała się. Nie wiedziała co mogłaby powiedzieć. Nie chciała, żeby wyjeżdżał. Ale nie chciała też, by zostawał tylko dla niej. Powinien zostać dla siebie. Nie dla kogoś. Lub też wyjechać ale argumentem jego własnego wyjazdu też powinien być tylko i wyłącznie on.
Jego kolejne słowa zaskoczyły krukonkę jeszcze bardziej. Serce stanęło jej i ona sama bała się wziąć wdech. Chwilę później był już obok, tak blisko, że ich nosy stykały się ze sobą. Chciała tak trwać. Wiecznie. Chciała wierzyć, że jego słowa są prawdą. Ale przez głowę przechodziło jej tylko, że nie mają na myśli tego samego rodzaju kochania. Serce zakuło ją boleśnie w chwili, gdy to sobie uświadomiła i powróciło do powolnego, ale jednocześnie bolesnego stukotu. Chciała powiedzieć mu by przestał. By tak nie mówił. Z drugiej strony czuła, że powinna być wdzięczna, za to, że ktoś darzy ją tak wielką braterską miłością.
-Wiem przecież. - odpowiedziała w końcu, klepiąc go żartobliwie po policzku. Oczywiście, że ją kochał. Jak siostrę, jak przyjaciółkę. Tak jak i ona powinna kochać jego, choć coś po drodze poszło nie tak. Przyszła tutaj jednak dziś po to, by tej przyjaźni nie stracić, nie zamierzała więc więcej grymasić. - Zgłodniałam. - dosłownie kilka sekund późnej. Uniosła się na ramionach oglądając się na około w poszukiwaniu koszyka. Nie była głodna. Nie była jednak w stanie dłużej znieść jego bliskości, której przecież tak bardzo pragnęła. Postanowiła zajeść uczucia. Dostrzegła koszyk zaraz za nim. Nachyliła się więc po niego.


KOSTKI-coby było ciekawiej:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Eugenius E. Tatcher

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 504
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t10425-ezekhiel-eugenius-tatcher#287312
http://www.czarodzieje.org/t10427-chcesz-byc-moja-owieczka#287351
http://www.czarodzieje.org/t10430-eugenowa-sowa
http://www.czarodzieje.org/t10426-eugenius-ezekhiel-tatcher#287350
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptyWto Cze 09 2015, 17:48

To wszystko zdawało się być takie przykre. Nie potrafiłem sobie poradzić z tym, że tak łatwo dawałem za wygraną. Poddałem się ze Sfinksem, Eiv, Tuną, Nową Zelandią i chyba całym swoim istnieniem. Chciałem się tylko zaszyć pod ziemię i tam zostać do końca świata. Porzucić to, co teraz wydawało się takie ważne, a przecież wcale nie było. Dlaczego "wiem przecież" tak bardzo kuło mnie w serce? Sam nie wiem, czego oczekiwałem. Zrozumienia, akceptacji, powrotu do przeszłości? Jaki ja byłem jestem naiwny.
Myślałem, że wypowiedzenie swoich obaw Tunie chociaż trochę pomoże mi w decyzji, a jednak nasze dzisiejsze spotkanie wydawało się grą w kotka i myszkę. Ja byłem kotkiem, który gonił przerażoną Neptune. Może źle zrozumiałem to wszystko, może tak naprawdę nie chciała ode mnie uciec, ale odnosiłem odmienne wrażenie. Odpowiadała wymijająco, zmieniała temat... Chyba jednak chciała to zakończyć. Ale nie byłem tym zdziwiony. Przeczuwałem, że po tym jednym razie wszystko pęknie, szkoda, że było na to trochę za późno. Gdybym tylko wiedział to wcześniej, myślał trzeźwo albo się obudził... Otworzył oczy z tego snu, jakim było to wszystko. Nie wiedziałem już, czy w ogóle żyję. Czy moja egzystencja nie była tylko mgłą minionych smutków? Szkoda tylko, że ich wciąż przybywało.
- No... Nie ważne - stwierdziłem w końcu, pozostawiając daleko za sobą poprzednie zdania. Nie wiedziałem, co robić, a teraz nie mogłem liczyć nawet na pomoc przyjaciółki. Ała. To słowo tak intensywnie przeszywało moją głowę, kiedy Leighton obróciła to wszystko w żart. Zacisnąłem oczy, gdy klepała mnie po policzku, czując, że zaraz zemdleję. Żart, kawał, dowcip... Ja nim byłem - Weź sobie coś z koszyka - zaproponowałem, próbując podnieść się na ramionach. Krukonka posłuchała mojej rady i sięgnęła po coś do przekąszenia. 
W jednej chwili poczułem nieprzyjemne uczucie w żebrach, które zwiastowało jedno - Tuna nieostrożnie mnie szturchnęła. Nie miałem do niej żalu, a tylko radośnie się uśmiechnąłem, symulując niewyobrażalny ból, który zaledwie musnął moje ciało. Zgiąłem się w pół, objąłem rękami podrażnione miejsce i zakryłem twarz dłonią, wydając z siebie udawane odgłosy szlochu.
- Jak mogłaś... - wydusiłem w jednej chwili, odwracając się do Leighton plecami. Próbowałem powstrzymać śmiech, ale jednocześnie niezmiernie cieszyłem się, że całe to napięcie... Wyparowało. W końcu na chwilę przestałem użalać się nad sobą i po prostu poczułem się tak jak kiedyś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neptune Leighton

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 331
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 537
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9533-neptune-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9536-all-in-blue#265618
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9535-tryton#265610
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9537-neptune-leighton
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySro Cze 17 2015, 01:59

Tuna chciała by Eugen był jej. A może podświadomie chciała tego, co mogła mieć, a w czasie, gdy okazywało się, że mieć coś może, zwyczajnie, przestawało jej zależeć. Była popieprzona. Wiedziała to nie od dzisiaj. W sumie przecież nie każdy widuje swoje porąbane alterego, z którym rozmawia. Czy może raczej widmo, które cechy Twojego alterego posiada.
Dlatego też, chciała Eugena, ale w jakiś sposób pogodziła się już z tym, że nie jest on dla niej. Że raczej nie ma co liczyć na to, że w jakiś magiczny wręcz sposób zainteresuje się nią. Bo dlaczego miałby?
Tuna zmieniała temat i odpowiedziała wymijająco, bo bała się niektórych tematów. Tych, które mogłaby zranić ją najbardziej. Dlatego też jego wyznania, choć tak bardzo wyczekiwane całym swoim jestestwem starała się zignorować. Obrócić w jakiś marny żart, czy wyznanie na płaszczyźnie bratersko siostrzanej, bo przecież co innego jej pozostawało. Nie mógł przecież naprawdę mieć tego na myśli, prawda?
-Och. - wypłynęło z jej ust. W czasie, gdy sama próbowała się szczołgać z ciała chłopaka, w dłoni nadal trzymając lukrowanego smakołyka. Zastygła tak na siedząco nad nim, kompletnie przerażona, że jednak coś mu zrobiła. Nie ważyła pięciu ton, ale przecież kilogramem pierza też nie była.
-Kłamiesz. - mruknęła oskarżycielsko, gdy odwrócił się do niej plecami, niby to taki zraniony. Zastygł jednak w tej pozycji, więc uznała, że może jednak jakas krzywda mu się stała. Wrzuciła jedzenie z powrotem do koszyka. Dłoń położyła na jego ramieniu i nachyliła się nad nim lekko. Wykonując doprawdy dziwne akrobacje, aby zobaczyć jego twarzy. Zawisła tak nad nim. Z głową w stosunku do niego ułożoną o jakieś 90 stopni w inną stronę.
-Nie chciałam no. - powiedziała wzdychając lekko. No bo przecież nie zrobiła nic na specjalnie, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casper Villiers

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySro Sie 26 2015, 17:20

Cóż miał do stracenia oprócz niczego? Czas? Był więźniem tykającego zegara, choć nie istniał jako jego wskazówka, ani miniona sekunda? Chodziło o coś więcej w tym układzie i tylko ich dwoje rozumiało to doskonale wypełniając jakiś misterny plan udręki, którą przychodziło mu przeżywać. Liczyło się to co było, a nie to co przyjdzie… Bo czasem przychodzi taki dzień, że unosisz powieki i czujesz, że przeżyłeś już wszystko, a każdy kolejny dzień dopełnia męki nad Tobą. Oto Casper po prostu stwierdził, że pieprzy to wszystko. Nie spodziewał się, że uczelnia go zechce jednak przyjąć. Swoją drogą zauważył, ze Hogwart zszedł na psy i ludzie nie zwracają już tak bardzo uwagi na to czy Twoje papiery z egzaminów były stąd czy też nie. Generalnie wszystko się zmieniło, Villiers nie miał zielonego pojęcia, co prze go do tego, aby skusić się na powrót do zamku. Przecież latał, miał miejsce w drużynie i choć w sumie to bywały dni, kiedy sądził, że jednak miło by było ukończyć szkołę… To upominał siebie szybko przypominając sobie, że to nie to jest istotne. Istotne jest jedynie to, żeby latać. To był jego motor dzięki któremu wstawał, oddychał i żył… Był tym Casprem Villiersem, którego śmiech niósł się w dal, mimo żałoby, mimo chwil, kiedy chciał wydrzeć własne płuca z piersi i to wcale nie z braku powietrza.
Tym razem nie czytał swojej listy grzechów, w ten ciepły dzień zdecydował się na wycieczkę miotłą do Hogsmeade. Wciąż testował możliwości swojego „nowego dziecka” i dowiadywał się o nim co rusz nowych rzeczy. Nie miał zielonego pojęcia jakim cudem jeszcze jej nie zniszczył, ale wyglądała jak nowa. Gładko wylądował na polanie, bo nie chciał iść do żadnego baru, ani pubu. Tam poiliby go alkoholem i nakazali szukać wzrokiem kobiet. Tego wymagało bycie Casprem Villiersem… Niczego więcej. Jedynie wyrywania kobiet i rąbania sobie opinii jako naczelnego dziwkarza. Villiers natomiast zmęczony pieprzonymi stereotypami wolał stanąć na zielonej łące, aby wziąć głęboki oddech, wyciągnąć paczkę papierosów z kieszeni i odpalić jednego z nich, aby poczuć w płucach truciznę, która podobno skracała życie o dziesięć minut… Podobno, bo we wszelkie obietnice również przestał wierzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ophelia Brown

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 118
  Liczba postów : 239
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10535-ophelia-brown#290887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10596-chodzmy-wszyscy-na-sernik#290904
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10597-czego-dusza-jeczy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10605-ophelia-brown#290942
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySro Sie 26 2015, 20:43

Mimo zamiłowania do siedzenia w czterech kątach oraz narzekania na gatunek ludzki, musiała czasem wybrać się na dłuższy spacer, aby znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania, odpocząć od wścibskich spojrzeń pozostałych uczniów i przede wszystkim zapomnieć o problemach, jakie ciążyły na popękanym sercu. Wciąż nie potrafiła pogodzić się z faktem, iż Ruta znudziła się jej towarzystwem. Odeszła bez żadnego wyjaśnienia, porzuciła niczym niechcianego psa. Wyrzuciła na sam środek jeziora i czekała, aż utonie we własnych łzach.

Usiadła na niezbyt wygodnej skale, po czym zaczęła pisać w notatniku ciąg wyrazów coraz bardziej przypominających wiersz.
Po kilku linijkach cała wena jaką posiadała wyparowała, zamiast niej pojawiła się frustracja oraz niepohamowana złość. Potargała zapisane kartki i wyrzuciła zwiniętą kulkę papieru w gęste zarośla, uznając utwór za przejaw kompletnego beztalencia.

Od miesiąca nie potrafiła niczego stworzyć. Pomysły, których nie mogła w żadnym stopniu wykorzystać, męczyły jej artystyczną duszę. Otrzepała spodnie z kurzu, poprawiła niesforne włosy i ruszyła w kierunku lasu.  Czuła, że zaraz nie wytrzyma i najzwyczajniej w świecie się rozpłacze. Długo próbowała powstrzymać łzy, jednak nie mogła dłużej oszukiwać swojej natury. Była miękka. Zdecydowanie za miękka na jakiekolwiek głębsze relacje międzyludzkie.

Wdychała świeże powietrze, usiłując uspokoić się, z początku bez żadnego rezultatu. Po pewnym czasie była w stanie zapanować nad własnym oddechem, co w tamtym momencie uznała za niemały sukces. Mimo zewnętrznego spokoju, miała ochotę krzyczeć.
Wykrzyczeć światu jak wielki żal ma do wszystkiego.
Teraz nie czuła już delikatnej woni lasu, pomieszanej z zapachami zróżnicowanej roślinności. Dym papierosowy, który pojawił się zupełnie niespodziewanie, przeszywał jej nozdrza.
Niestety od dłuższego czasu z niechęcią spoglądała na paczkę pełną małych przyjaciół. Nie oznaczało to pożegnania się z nawykiem, za bardzo kochała niszczącą ją od środka nikotynę.

Ścieżka, którą właśnie podążała, prowadziła do średnich rozmiarów polany. Trawa została spalona przez słońce, a powalone drzewa przyciągały do siebie dużą ilość robactwa. Wokół panowała pustka oraz cisza, dlatego to miejsce wydawało się być idealnym do przemyśleń i obcowania ze światem sztuki.
Ruszyła środkiem wolnej przestrzeni nie za bardzo zastanawiając się nad tym, dokąd tak naprawdę chce pójść.
Kompletnie zignorowała obecność nieznajomego z miotłą, sądząc, iż może to być kolejny uczeń głodny treningów przed meczami Quidditcha. Posłała mu przelotne spojrzenie, aby zerknąć, czy czasami nie był to ktoś, kogo mogła kojarzyć. Niestety nie rozpoznała nikogo znajomego w tej całkiem przystojnej buźce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casper Villiers

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptyPią Sie 28 2015, 18:27

Villiers nie miał problemów tego rodzaju. Srał na poezję, tak samo jak na jakieś głębokie opowieści. Interesowała go jedynie symfonia dźwięków złożonych z głosów kobiet, które istniały z nim przez krótki moment w intymnej jedności. Szczerze mówiąc nigdy nie zgrywał kogoś, kto mógłby zostać aktorem czy np. piosenkarzem. Zwyczajnie miał to w dupie, muzykę owszem uznawał, ale zwykle w klubach, kiedy poddawał się jej co raz mocniej, gdy w jego krwi alkohol kiwał się co raz szybciej robiąc z niego kogoś tak wyluzowanego, że wcale nie wyglądał na Villiersa, który pochował już matkę, siostrę, syna… I pewną kurwę, która jak miał nadzieję, smażyła się w piekle po dziś dzień. Casper nawet nie miałby nic przeciwko temu, aby tam kiedyś dołączyć. W końcu mógłby jej wtedy jeszcze bardziej „umilić” życie… Spełnić się. Wreszcie.
Stał na polanie obracając trzonek miotły w rękach i wciągał świeże powietrze do płuc, jakby był go głodny… Spragniony go mocno, bo właściwie przymknął powieki na chwilę jakby oddając się temu spokojowi, którego przecież nigdy wcześniej nie chciał. Dlaczego? Był Casprem Villiersem, urodził się po to by pędzić. Urodził się po to by umrzeć w biegu. Myślisz, że to nienormalne? Czy można w tym świecie cokolwiek nazwać normalnym? Około jedenastego roku życia zaczynamy przypadkiem podpalać książki, rzucać kamieniami bez wcześniejszego brania ich w ręce i… Tak dalej. W końcu dowiadujemy się, że jesteśmy uczniami magicznej szkoły i musimy tam dołączyć, aby zamieszkać… Z naprawdę różnymi ludźmi. Chodzimy na zajęcia, uczymy się, że smoki istnieją… Uczymy się, że na hipogryfach można latach, a miotłami nie tylko zamiatać… Koniec z końców jadąc na wakacje ze szkołą zbieramy diamenty. Żyjemy jak królowie, urodziliśmy się po to, aby rządzić światem? Któż to wie, do czego tak naprawdę zostaliśmy stworzeni… Casper jednak nie byłby sobą, gdyby podejmował się analizowania takich górnolotnych tematów, więc teraz zaciągając się kolejnym buchem z odpalonego fajka, po prostu zastanawiał się czy jutro rano jest trening o siódmej czy o szóstej, a jeśli go nie ma… To kiedy będzie. Znów zapragnął zniszczyć się fizycznie i leżeć na murawie boiska kilka godzin, aby tym samym… Przegzystować kolejny dzień. Nie istniał żaden inny powód dla którego miałby zaniechać tak dziwnego trybu życia. Cóż, bywa.
Nie zauważył kręcącej się nieopodal dziewczynki. Właściwie zachowywała się tak cicho, że Villiers gdyby ją dostrzegł teraz zapewne zastanowiłby się co z nią nie tak… I tak też się stało, gdy odwrócił głowę w jej stronę, gdy usłyszał szelest gałęzi. W końcu uniósł wyżej powieki by rzucić pet pod nogę i zgnieść go.
Skoro lasia go minęła to podążył wzrokiem za jej sylwetką i dopiero wtedy zabrał głos:
– Masz płaskie pośladki, służą Ci za deskę do krojenia czy bawisz się z przyjaciółmi w pięćdziesiąt twarzy Merlina i nakurwiasz w nie magicznym biczem od ujarzmiania smoków? – spytał dość bezpośrednio zawieszając wzrok na jej blond główce, która zapewne za chwilę miała się odwrócić w jego kierunku z jakimś „odwal się” przyklejonym do piersi. Cóż, zdarza się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ophelia Brown

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 118
  Liczba postów : 239
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10535-ophelia-brown#290887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10596-chodzmy-wszyscy-na-sernik#290904
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10597-czego-dusza-jeczy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10605-ophelia-brown#290942
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySob Sie 29 2015, 00:56

Ophelia tak naprawdę nigdy nie przechodziła typowego jak dla wieku młodzieńczego buntu. Zawsze była osobą nieśmiałą, posiadającą bogatą wyobraźnie, cenioną przez większą część znajomych. Rodzice niby akceptowali spokojną naturę córki, choć nie wyglądali na w pełni szczęśliwych i spełnionych ludzi. Mimo pogodzenia się z zaistniałą sytuacją, uczucie niewypełnionego obowiązku rodzicielskiego pozostało, dręcząc ich delikatne sumienia każdego dnia.
Mimo przekonywania, iż Brown bardzo dobrze czuje się w odosobnieniu, a problemy z nauką tak naprawdę nie istnieją, istnieje natomiast lenistwo oraz brak organizacji, rodzina wciąż żyła w świecie własnych przekonań i racji.
To było męczące, lecz zdążyła oswoić się z brakiem zrozumienia bliskich.

Spokojny spacer, który z początku miał wyglądać na samotną wycieczkę przez nieco ładniejsze tereny, został zepsuty wraz ze złośliwym komentarzem nieznajomego. Stanęła jak wryta i nie do końca wiedziała, jak powinna zareagować. Najpierw pomyślała, że ma styczność z niesamowicie zidiociałym osobnikiem, łamiącym zasady badboyem i jednocześnie bardzo zakompleksioną osobą. Po chwili cała konsternacja odeszła w zapomnienie, a twarz Brown rozjaśnił szeroki uśmiech. Wreszcie mogła wyrzucić z siebie cały żal i na moment zapomnieć o przykrych wydarzeniach minionego miesiąca.
- Zazwyczaj moje pośladki wykorzystuję do siedzenia, ale pomysł z nakurwianiem w nie biczem jest niezwykle ciekawy, muszę spróbować. Widząc Twojego ryja muszę przyznać, że takie zabawy chyba nie są Ci obce. – Odwróciła się, aby posłać w jego stronę uśmiech nienawiści oraz ogromnej pogardy. Dla takich chwil warto jest mieć przy sobie telefon, aby niezwłocznie wysłać sms o treści "Pomagam" i uratować komuś życie. Cały czas emanowała stoickim spokojem, a jej oczy uważnie obserwowały młodzieńca, badając każdy najmniejszy ruch.  
Kim on w ogóle był i dlaczego w taki sposób zaczynał rozmowę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casper Villiers

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 26
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308
Polanka nieopodal lasu QzgSDG8




Gracz




Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu EmptySro Wrz 02 2015, 22:54

Wiek buntowniczy? Jest wtedy, kiedy zaczynasz sypiać z większą ilością kobiet niż trzy, a masz zaledwie skończone siedemnaście lat? To Hogwart, tu możesz wszystko i to nie tylko za pomocą magicznej różdżki. Chcesz o tym więcej posłuchać? Usiądź, Villiers Ci pokaże tajne przejścia, które tłumaczą nagłe zniknięcie dziewczyny z piątej klasy, bo siedziała związana w staniku dwie godziny pod peleryną niewidką w pokoju nauczycielskim. Czy ktoś ją jeszcze pamięta? Nie, to nie jęcząca Marta. To zupełnie ktoś inny, ktoś o kim zapomniała czaro historia… Ale nie tylko o niej. W pewien sposób te mury zapominają wszystkich, na nikogo nie zwracają zbytnio uwagi, a ludzie? Są w stanie Ci tylko plunąć w twarz, bo to wszystko czym dysponują… Arogancją? Lepiej nie zgadywać, lepiej zająć się sobą. Czasem to wystarczy, aby zrobić krok na przód. Np. tak jak Casper, który przestawał zwracać uwagę na ludzi, a wcześniej? Wcześniej był w stanie zrobić wszystko, by tylko widzieli, że żyje, że oddycha, żeby pokutowali za jego chęć do życia, bo był dla nich ciężarem. Mówili te słowa, których Ty boisz się słuchać. To dlatego nie drży na to, co mówi Ophelia. Nie robi na nim wrażenia, jest płową barwą, która zlewa się z polaną, ale jej charakterystyczne rysy twarz przypominają mu kogoś. To dlatego robi krok na przód niesiony potrzebą dotknięcia jej. Cofa się jednak w tych zamiarach, wsuwa dłonie do kieszeni i uśmiecha się tak, jakby powiedziała mu, że Echo Lyons pewna Gryffonka umarła. Dlaczego? Może dlatego, że nienawidził każdego z kręgu znajomych matki jego córki.
To było trudne, tak po prostu przebaczyć, prawda? Słowne zagrywki, fałszywe uśmiechy, bardzo trudne. Casper jednak miał pewien dar, dar do tego, aby pakować się w kłopoty i wychodzić z nich po trupach. Stąd też nie robiło na nim wrażenia to, że blond piękność próbowała się odgryźć. Och, zdecydowanie nie. Wierzył, że stać ją na coś więcej. Krytyka? Wyzwiska? Pokaż co masz, przecież kobiety tak często mówią, że nie są jedynie parą cycków i debetem na skrytce w banku.
– Oczywiście, że nie są. Ostatnio zgwałciłem taką dziewczynkę jak Ty, a pomyśleć, że do snu mogłaby czytać jeszcze bajki o małym czarodzieju. Lubisz takie historie? Znam Cię skądś. Jesteś tą dziewczyną, którą chcieli zaliczyć faceci z quidditcha, ale miałaś pewien defekt… Wolałaś dziewczynki. – uśmiechnął się bezczelnie podchodząc jeszcze bliżej: – Casper Villiers. – wyciągnął w jej kierunku dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Polanka nieopodal lasu QzgSDG8








Polanka nieopodal lasu Empty


PisanieTemat: Re: Polanka nieopodal lasu   Polanka nieopodal lasu Empty

Powrót do góry Go down
 

Polanka nieopodal lasu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Polanka nieopodal lasu JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-