Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość


Xavier Y. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 319
  Liczba postów : 251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8082-xavier-yuri-zoellis#225133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8085-pamiec-to-przeklenstwo#225137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8083-pamietam-kazdy-list#225135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8149-xavier-yuri-zoellis
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptySro Sie 06 2014, 21:52


Retrospekcje

Osoby: Xavier Y. Zoellis, Mila F. Zoellis
Miejsce rozgrywki: Bośnia i Hercegowina, Gornji Vakuf, dom rodzinny
Rok rozgrywki: 2008r.
Okoliczności: Rodzice pojechali po adoptowaną córkę, a Xavir czeka na ich powrót.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Xavier Y. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 319
  Liczba postów : 251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8082-xavier-yuri-zoellis#225133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8085-pamiec-to-przeklenstwo#225137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8083-pamietam-kazdy-list#225135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8149-xavier-yuri-zoellis
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptySro Sie 06 2014, 21:52

Kolejny dzień... Zupełnie inny, bo nadeszły wakacje. Które to już wakacje w tym domu? Xavier nie liczył tego, nie dzielił, nie wyciągał z tego pierwiastka, bo miał do nich żal. Oto, że zabawili się jego kosztem, tak bardzo chcieli mieć „prawdziwego syna”. Cóż im zrobił chłopiec, który nie potrafił jeszcze dobrze mówić, a oni od razu przekreśli jego los. Kto wie kim byłby teraz Xavier bez ich cudownej ingerencji? Może śmiałby się głośno i zwyczajnie cieszyłby się życiem? Może miałby mnóstwo kolegów, jeszcze więcej koleżanek i wiedziałby jak się nazywa każdy zły człowiek, bo sam byłby równie zbuntowany? Co by było gdyby uchylił się przed zaklęciem. Może „ojciec” nie podjąłby drugiej próby? Za późno. Tak bardzo za późno, a krzyk przedzierał się przez trzynastoletnią głowę sprawiając, że nikt nie był w stanie wejść do tego palaniska… Spłonąłby. A Xavier w lęku, że jeśli przyzna się sam przed sobą, i przed nimi, do własnej słabości, to go oddadzą nie wiadomo gdzie… Albo wyrzucą na ulicę, a wtedy to będzie o wiele gorzej smakować. Los zada mu drugi policzek… Dlatego cicho ich nienawidził, nie wił się z krzykiem, gdy w nocy się budził, ale przygryzał usta do krwi ściskając poły prześcieradła… Zdzierając skórę do krwi, zapominając własnego imienia. Nie raz płacząc. Działo się to już teraz rzadziej. Rzadziej przyjmował to jako cios. Wyczekiwał swojego przekleństwa, a gdy się spóźniało… Czuł narastającą frustrację, rozdzierającą pustkę jeszcze bardziej obecną. Pisał kiedyś na kartkach daty, odstępy czasowe. Próbował wypracować system obronny. Okazało się, że jest bezsilny… Widział ją jak płakała, widział dziecko jak marzło… Słyszał krzyk, płacz, przenikliwy wisk i towarzyszące przeświadczenie, że jest jakiś dalszy ciąg, którego nigdy nie zobaczy. To przerażało go. Chciał znaleźć to… A jedyne co robił to nauczył się tego na pamięć odtwarzając to sam przed sobą, rozkładając ręce jakby spadając w to miejsce, ale to nie była myślodsiewnia, to nie było zjawisko do wyjaśnienia. To nie była też fikcja. Oscylowało to na swoistej krawędzi zagubienia, szaleństwa, które co raz częściej go ograniczało, spychało każdy zalążek osobowości. Determinowało to wszystkie zachowania. Nie pozwalał się dotykać, przytulać, pieszczotliwie opowiadać o sobie znajomym. Był cieniem. Może to stąd pomysł na adopcję drugiego dziecka? Tym razem córka. Śliczna blondynka, polubisz ją.
Xavier doskonale słyszał jęki każdej nocy i wiedział, że Venice próbował jeszcze raz zajść w ciążę. Sromotna porażka uświadomiła ją tylko w tym, że nie ma już wyboru. Że jest wybrakowana… Że tak musiało być. Dlatego drugie dziecko… Xavier przez chwilę zastanawiał się po co, czy zrobią jej to samo. Ale nie. Wyznali mu szykując się do adopcji, że jest adoptowany, że wcale nie jest podobny do Charlesa, i wcale nie jest uparty jak babka Venice… Że nie ma nic z nich, oprócz pieniędzy i nazwiska. Krzyk? Rozdzierając siebie, rozdzierał każdy kawałek zbudowanego domu, zdjęcia… Wszystko. I siedział na kanapie w salonie zastanawiając się co to wszystko kurwa ma znaczyć. Słysząc przekręcającą się klamkę w drzwiach zadrżał. Odmówił pojechania do domu dziecka… Przecież go nie pamiętał. Nie wiedział co i jak tam wygląda, bał się rozmowy z ludźmi, którzy może pamiętali wczesne lata jego dzieciństwa, pociągaliby go za policzki i pytali… Boże, o wszystko. A to takie złe, jak się ma pamięć absolutną i nie zna odpowiedzi na żadne pytanie. Dziękuję tato. – mruknął do siebie i podniósł się najpierw z kanapy, a potem na powrót na nią usiadł. Potem jednak słysząc głosy ułożył się na łóżku sięgając po książkę, którą „czytał”.
– Jesteśmy Xavier. – Odezwała się długonoga blondynka o śmiesznie piegowatej twarzy, na której widać było już część zmarszczek. Znał ją na pamięć, gdyby miał talent do rysowania, oddałby ją na pergaminie jak żywą. Ale nie miał. Miał coś zupełnie innego. Co niektórzy idioci nazwaliby opętaniem. – Xavier wstań. Poznaj Milę. Chodź Mila, chodź słoneczko. – Wyobrażał sobie jak Venice wyciąga rękę, jak kuca na ziemi, jakby miała do czynienia z rocznym dzieckiem uczącym się chodzić. Jak obejmuje ją ramieniem i gładzi po głowie… I zarejestrował to wszystko dokładnie tak, jak zbudowała to w środku jego głowa… Zobaczył jak powoli kuca, wyciąga dłoń, a dziewczynka nieśmiało porusza się do przodu. Rzeczywiście była ładna, jasnowłosa… Czy była wilą? Nie. Nie wyglądała na potwora. Uśmiechnął się mimowolnie, ale zaraz przestał. Podniósł się z kanapy odłożywszy książkę.
– Przedstaw się Xavier. – Poprosił go Charles nerwowo spoglądając na „syna” zastanawiając się czy Yuri nie dostanie ataku paniki.
Nie. Xavier odniósł wrażenie dziwnej pustki, która nagle została skąpana w cieple… Podszedł, więc bliżej, ale to uczucie zniknęło. Cofnął się na stare miejsce i nie pojawiło się ponownie. Nie wrócił też powód do uśmiechu. Złapał się momentalnie za głowę zaciskając powieki, ale na całe szczęście to nie był atak wspomnienia. Zaprzestał zatem manewru, który i tak nic nie znaczył i otworzył oczy.
– Jestem Xavier. A Ty Mila, tak? Świetnie imię. – Skomplementował ją błaho i pewnie żałośnie. Venice nerwowo popatrzyła na Milę, na syna… Na męża.
– Mila, pokażę Ci dom, dobrze? – Spytała czekając na zgodę, bo bała się… Ze za chwilę coś się stanie…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mila F. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 265
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 69
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9217-mila-f-zoellis#258130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9219-i-don-t-want-to-be#258142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9218-mila#258139
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9220-m-f-zoellis#258145
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptySro Sie 06 2014, 22:58

Wyczekiwała tego dnia już któryś tydzień. Czuła się jak zwycięzca, jak zdobywca szczytu, jak pierwszy człowiek dyrygujący słońcem. Wespół ogarniał ją rodzaj szczęścia i zdumienia. Ni potrafiła zrozumieć, czemu los wreszcie się do niej uśmiechnął, skoro wcześniej tak często ją doświadczał. Oczywiście była też spanikowana i ciągle zastawiała się, jak to będzie. Przed oczami miała dantejskie sceny z dzieciństwa, kiedy zmuszona do klęczenia przyglądała się rozmaitym kłótniom oplatanym zazwyczaj tym samym słownictwem. Zewsząd atakowały ją przekleństwa i wulgarne powarkiwania. Chociaż już w tym nie uczestniczyła, nadal czuła się jak zwierzę i nawet nie próbowała już przed tym uciekać. Przed przeszłością nie ma bowiem ucieczki, a nie chciała zapomnieć niczego ponad to, co już się ulotniło.
A dzień był ciepły i słoneczny. O dziwo.
W wygładzonej rękami sukience i na czysto wypolerowanych butach czekała w Sali, nie patrząc się na nikogo. Zgarbiła się i wbiła wzrok we własne dłonie, kręcąc kciukami młynki i wsłuchując się w tykanie zegarów uwieszonych północnej ściany. Spakowała się już z samego rana, dlatego teraz w spokoju mogła kontemplować wszelkie wypowiedziane wcześniej słowa. Masz szczęście, Milo. To dobrzy ludzie. Ach, zdecydowanie. Kochająca się para dla dobrej dziewczynki. Miłość przeważała wszystko. Tego właśnie się bała. Jej definicja uczuć dalece odbiegała od standardów, zarówno magicznych, jak i mugolskich, chociaż wielokrotnie przeprowadzała milczące dysputy z psychologami i dowiedziała się, że to jednak nie było dobre. Nie umiała zmienić tego, na co nie miała już wpływu.
- Mila, wstań. To są państwo Zoellis. Twoja nowa rodzina.
Dziewczynka podniosła wzrok i potoczyła nim po ścianie, natrafiając na dobrze i schludnie ubranych ludzi w progu. On był poważny, ona uśmiechnięta. On kipiał rozwagą, ona zdawała się potajemnie łapać kanarki. Chyba byli zadowoleni. Weszli, wpierw niepewnie rozglądając się po pomieszczeniu, a gdy ich oczy napotkały chudą buzię, spojrzenie jakby rozpromieniało, a oni sami nabrali pewności. Venice, jak później dowiedziała się Mila, kucnęła i wyciągnęła ku niej rękę, gestem dłoni zapraszając ją ku sobie. Charles stał bardziej z tyłu i kiwał głową. Chociaż milczał, zdawał się mówić zdecydowanie więcej, niż jego żona. Zdecydowanie więcej rzeczy wartych zapamiętania. Mila zaś, wyczołgawszy się z początkowego odrętwienia, postąpiła niepewnie kroku i „zachęcana” szturchańcami grubej Yvonny poczłapała w stronę kobiety. Nie przywdziała uśmiechu, nie umiała. Weszła w zasięg ręki i pozwoliła się schwytać za nadgarstek. Stała i cierpliwie znosiła, gdy szczupłe ręce oplatały ją w talii, a ciało przyklejało się do ciała. Nie była w szczególnie przytulankowym nastroju, rozmemłana zarówno przez sytuację, jak i nieprzespane noce.
- Mila, dziecko, co się mówi?
Tak. Zapomniała. Odsunęła się na krok, nerwowo spojrzała na byłą już opiekunkę i zagryzła bladą wargę. Wyuczyła się tego, nie musiała się nawet wysilać. Powitanie, uprzejmość, dobre wrażenie. Klucz do sukcesu, chociaż ten już chyba osiągnęła. Zoellisowie zdawali się być zachwyceni.
- Dzień dobry proszę Pań.. Mamo, tato. - Dygnęła lekko, a jej początkowo cichy głos stopniowo nabierał mocy. – Nazywam się Mila Fanny.
Nazwiska nie potrafiła z siebie wydusić. Brzmiało mrocznie i oślizgle, przywracało wspomnienia i tłukło się po piersi bolesnym dotykiem. Chyba zaczynało się na D… Albo B?
- Wiemy, Milo. Od dziś będziesz naszą małą, śliczną córeczką, dobrze?
Ciepły głos Venice przeciął chwilową ciszę, a Yvonna wypuściła długo trzymane w płucach powietrze. Szare ściany sierocińca nabrały zielonego odcienia.
---
Podróż minęła zaskakująco szybko. Nawet nie udało jej się obejrzeć wszystkiego dokładnie przez szybę, a już byli na miejscu. Nie skorzystali z fiuu. Mila nigdy nie używała kominka , więc Zoellisowie postanowili nie ryzykować, co było strasznie miłe i rozsądne z ich strony. No i mieli całkiem porządny, magiczny samochód.
- Jesteśmy, Milo. Zaraz zobaczysz swój nowy dom i pokój. Będziesz miała brata, wiesz? W domu czeka Xavier. Jest bardzo miły, na pewno się polubicie.
W słowniku dziewczynki nie figurowały takie pozycje jak lubienie, czy kochanie. Istniała akceptacja i tolerancja, chociaż w swojej mocno okrojonej formie i tak nie przypominały niczego innego niż obojętności. Przecież nie mogła przyznać, że go pozna, skoro będzie go poznawać przez resztę swojego życia, już zawsze tłukąc się po domu nawiedzanym przez nowe twarze. Grzecznie jednak przytaknęła i wysiadła, chwytając podstawioną rękę i dając się pociągnąć do budynku. Miał przyjemnie czekoladowy kolor, to warto było zapamiętać. Gdy zaś weszła, na powrót dała się opleść czułym słowom Venice i jej długim rękom. Uspokajające głaskanie po głowie drażniło, ale przecież się do tego nie przyzna. Przerzuciła ciężar ciała z nogi na nogę i odgarnęła włosy z czoła. Misterny warkoczyk zakończył swój żywot w momencie spotkania z nową matką. Charles wydawał się mniej wylewny.
Od razu zauważyła chłopca. Był starszy, to widać było na pierwszy rzut oka. Miał duże oczy, tak samo chudą twarz i ciekawie puste spojrzenie. Poza tym był dziwny, co jakoś nielogicznie pasowało jej do całokształtu. Po raz pierwszy od bardzo dawna dziewczynka żałowała, że następnego dnia wszystko zacznie się od nowa. Xavier wyglądał, jakby pomimo młodego wieku dużo już wiedział, a jeszcze więcej widział. Jakby był zamknięty w ciele dziecka wbrew swojej woli. Mila spuściła głowę, jednak spojrzenie jasnych oczu wciąż tkwiło w jego ciemnych tęczówkach.
- Mila. Cześć. Dziękuję. Ty też.
Słowa rodziły się toporne, chociaż język starał się nadać im gładkości. Mila spojrzała na „mamę” i pokiwała głową, wracając jednak spojrzeniem do nowego brata. Był zdecydowanie bardziej intrygujący niż rodzice, bowiem jako jedyny dzisiaj nie wyglądał, jakby polubił ją od pierwszego spojrzenia. Ona zaś definiowała to jako ziarenko prawdy ukryte w ciepłym, bezchmurnym dniu. Zakłamane szczęście nie miało prawa mącić jej istnienia, dlatego to właśnie Xavier wydawał się najbardziej prawdziwy ze wszystkiego. Bliska była schwycenia się go za rękaw i zaciśnięcia mocno dłoni.
- Chyba będę Twoją siostrą… Um. To chyba fajnie.
Zakłopotanie przedarło się przez blade policzki, ale usta pozostały niezmienione. Lekko uchylone i osadzone w beznamiętnym wyrazie. Oczywiście, gdzieś tam kiełkowało zadowolenie i ciągle czuła się, jakby nadawała słońcu kurs, ale przecież pomimo wszystkiego pozostawała ciągle sobą. Wiedziała, jakie kłopoty przyniesie nowy dzień i nowy poranek. To miało potrwać jeszcze tylko chwilę. Do końca dnia pozostało 7 godzin i 22 minuty – tyle też zostało jej z głęboko skrywanej radości. Tylko czekała, aż poważny, choć przyjemny Charles uniesie ciężką rękę i zatrzaśnie tym samym drzwi do lepszej przyszłości. Spodziewała się wręcz, że to nastąpi i byle nastąpiło jak najszybciej. Nie chciała się dłużej oszukiwać. Jaką rolę grał w tym chłopiec z książką?
Dom mieli bardzo ładny. Nie przyglądała się zbytnio, bo miała jeszcze przynajmniej kilka kolejnych dni, na jego dokładne poznanie. Zarejestrowała jedynie, że pokój, który dostała był przestronny i zdecydowanie bardziej przytulny, niż jej dotychczasowe miejsce do spania. Miękki materac lekko unosił chude ciało, kiedy pozwalała sobie go wypróbować. Zaraz potem na powrót znalazła się w pierwszym pokoju. Cała rodzina znalazła się w komplecie, chociaż zaczynało się robić dziwnie cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Xavier Y. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 319
  Liczba postów : 251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8082-xavier-yuri-zoellis#225133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8085-pamiec-to-przeklenstwo#225137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8083-pamietam-kazdy-list#225135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8149-xavier-yuri-zoellis
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptyCzw Sie 07 2014, 19:53

Każdy na coś czekał. Xavier na początek roku szkolnego, by wrócić w mury Ardealu, w którym obecne były smoki, dobry chłód, i wrażenie, że ktoś cały czas z kimś walczy. Nie musiał wtedy przypatrywać się ani Venice, ani Charlesowi, a i mniej, i krócej go widzieli, tym po prostu co raz bardziej chyba wychodzili z założenia, że adoptowali niewłaściwe dziecko. Nie odwdzięczył się im nigdy, nie nazwał ich "mamo i tato", nie zawołał w nocy, gdy płakał. Radził sobie sam. A potem odkrył prawdę. Usłyszał o tym co złe, albo jeszcze gorsze... Nie mogąc się odnaleźć w tym swoistym nowum odsunął się jeszcze bardziej wiedząc, że dziecko, które przekroczy próg tego domu z nowym nazwiskiem i nadzieją na lepsze jutro... Może się obudzić następnego dnia bez bagażu wspomnień. Na oko miała z dziesięć lat. To wielki błąd ze strony Charlesa, by usunąć jej pamięć z tych trzech tysięcy sześćset sześćdziesięciu pięciu dni życia z promocyjnymi, gdy rok był przestępnym... Patrzył na nią, jak ją Venice obejmuje, nie wiedząc jak się zachować chciał już wyjść, ale przecież nie zależało mu na tym, by od razu zrobić wrażenie dziwaka, więc skinął jej głową.
- Tak, to chyba fajnie. Nigdy nie miałem rodzeństwa, albo... - Nie pamiętam. - chciał dodać, ale zgromiło go spojrzenie Charlesa, więc jedynie wzruszył ramionami na znak, że wcale by nie skłamał, a dziewczę również na tym etapie znajomości pewnie nie wiedziałaby o co chodzi. Przecież nie powiedzieli jej: "Milo, adoptujemy Cię, ale uważaj, bo za brata będziesz miała opętane dziecko, któremu usunęliśmy pamięć, żeby pamiętał tylko nas jako swoją rodzinę, tobie jednak darujemy". Boże, chyba by ich wyśmiał. Wbrew pozorom byli bardzo inteligentnymi ludźmi. Wszak Venice była różdżkarką, a Charles wykonywał niebezpieczny zawód, bowiem tresował smoki. Nie raz już ocierał się o krawędź życia, a Venice długimi godzinami pielęgnowała zbyt głębokie rany, których w szpitalu nie potraktowaliby niczym innym jak amputacją rękę. Nie mogąc Xavier na to wszystko patrzeć usiadł z powrotem na kanapę, a na pytanie Venice czy pójdzie z nimi pokazać Mili dom odpuścił mówiąc, że chciałby jeszcze poczytać. Choć chciał iść. Może istniała szansa, że przeżyłby deja vu z momentu, gdy to on przekraczał próg tego domu pierwszy raz dwa lata temu? Nic takiego jednak się nie stało. Usiadł na kanapie, a obok niego wylądował Charles, który również przyjrzał się z zainteresowaniem okładce książki.
- Bądź miły Xavier, nie powinieneś być dla niej oschły. Zasługuje na trochę ciepła. - Rzucił troskliwym tonem, co wywołało na zoellisowej twarzy ściągnięcie brwi i uniesienie ich wyżej. Nie odpowiedział, faktycznie nie chciał wpadać w furię, gdyby tylko ta miała zamiar otworzyć drzwi na całą szerokość i wybuchnąć.
Jeszcze chwila i faktycznie sięgnął po książkę o historii starożytnych i zaczął czytać ją intensywnie ściskając kartki, aż do salonu weszła przebrana już Venice widocznie zmartwiona, bo opadła na fotelu troskliwie przyglądając się synowi.
- Może chciałbyś pojechać na jakąś wycieczkę, albo spędzić trochę czasu u ciotki, albo... Albo... - I nim się obejrzała w salonie stała już Mila. Może wymyślilibyście coś razem? Spędzilibyście trochę ze sobą czasu? Wszyscy musimy się poznać. Powinniśmy gdzieś wspólnie pojechać. - Mówiła, a raczej próbowała to wszystko sklejać do siebie i zaprosiła do siebie gestem na skraj fotela Milę, by sięgnąć jej jasnych włosów.
- Mogłabym? - I przystąpiła do powolnego ściągania zapinek z warkoczyków, aż wreszcie powoli rozplątała pasma długich włosów, które widocznie uznała za piękne, bo gładziła je chyba dłużej niż swoje codziennie rano, co nie umknęło uwadze Xaviera.
- To dobry pomysł, żebyśmy wykorzystali ten czas. Niedługo oboje wrócicie do szkoły i trzeba, żebyście się ze sobą zżyli. Może rzeczywiście powinniśmy poszukać jakiś ciekawych miejsc do odwiedzenia? - Xavier zza książki, której już całkiem nie czytał, popatrzył ze zdziwieniem na Charlesa, a później na Venice, która chyba za bardzo się wczuła w rolę fryzjerki.
- Xavier nie rób takiej miny poważnej, Mili i Tobie bardzo dobrze zrobi trochę świeżego powietrza. Może pojedziemy w góry? Gdzieś tu blisko, rodzinna wspinaczka? - Tym przekonała syna, bo Yuri przytaknął. Przecież nie od dziś wiadomo, że najstarszy Zoellis lubił się wspinać.
- Jest już późno, powinniście się kąpać i powoli kłaść się spać, choć może jesteście głodni? - Oferowała strzelając słowami jak z procy Ven, tym razem już układając milowe włosy w jeden luźny warkocz.
- Wyglądasz uroczo kochanie. - Dodała z uśmiechem. - Xav, zanieś rzeczy Mili do jej pokoju, są przy drzwiach. Chcesz iść z nim Mila? - Spytała jednocześnie obserwując jak wysoki trzynastolatek wychodzi z salonu kierując się po kufer dziewczęcia i wspina się po po schodach na piętro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mila F. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 265
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 69
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9217-mila-f-zoellis#258130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9219-i-don-t-want-to-be#258142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9218-mila#258139
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9220-m-f-zoellis#258145
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptyCzw Sie 07 2014, 21:50

Mila akurat nie czekała na nic. Przez ostatnie dni żyła w stagnacji, tracąc wiarę w zmiany i chyba jedynie ten dzień naznaczył sam siebie jako przełom. Był zaskoczeniem, chociaż zapowiadano go z odpowiednim wyprzedzeniem. Jedyna szkoła, jaką znała, to mury sierocińca wypełnione książkami, drewnianymi ławami i warczącą na wszystkich nauczycielkę. Tak, to akurat zapamiętała. Warkotliwe, mruczące, gardłowe słowa artykułowane z zagranicznym akcentem przez obrośnięte ciemnym meszkiem, grube usta. Usta przynależne do kogoś, kogo już może nigdy nie spotka. Och, na pewno.
Stanęła w progu dużego pokoju i ściągnęła ręce za siebie. Paznokciami jednej ręki skubała skórę na nadgarstku drugiej, mocniej zaciskając palce na propozycję Venice. Dla niej to i tak już była podróż życia, zatem wspólny wyjazd wydawał się być szaloną abstrakcją. W żadnej ze swoich cichych symulacji nie przewidziała takiego scenariusza. Cholera, przecież nawet nie wiedziała, co powiedzieć. Nigdy nie była na wycieczce rodzinnej. Pokręciła głową i wlepiła jasne spojrzenie w brata.
- Nie wiem. Nie znam dobrego miejsca. Nigdy nie.. Wychodziłam poza mury, kiedy już tam trafiłam. Tylko na podwórko.
Nie, nie żaliła się. Nie marudziła, nie jęczała o złym losie. Po prostu otwarcie przyznała się do czegoś, co nie było niczym krzywdzącym, zdrożnym, czy ośmieszającym. Fakt, przez chwilę poczuła się głupio, jakby była zupełnie niepasującym puzzlem, ale to szybko minęło, odstępując miejsce zainteresowaniu dalszym przebiegiem rozmowy. Koniec końców ważyły się losy jej kolejnych dni, czy tygodni. Wizja powrotu do sierocińca coraz bardziej się oddalała.
Przysiadła lekko na skraju fotela, poddając się parzącemu dotykowi matki. Nikt nigdy jeszcze nie obłapiał jej tak chętnie i tak często. Długie palce Venice wplotły się między jasne włosy i pociągnęły lekko, wywołując dreszcze maszerujące po skórze karku i głowy. Mila nie była przyzwyczajona do tak bezczelnego spoufalania się. To było dla niej jak rozmowa w nieznanym języku, kiedy bardzo potrzebuje się informacji, a słowa wydają się zbyt trudne, by je zrozumieć. Skupiała i traciła uwagę, przepełniona wespół ciekawością i pewnym rodzajem paraliżu. Dystansowała się tak lekko, że prawie niezauważalnie, spinając wszystkie mięśnie w ciele, ale nie ruszając się ani o milimetr. Nie dzieje Ci się krzywda. Spokojnie.
Góry… Nigdy nie była w górach. Czytała o nich. W górach żyły trolle i chochliki. W głębokich, polodowcowych jeziorach można było też niekiedy spotkać trytonów i syreny. Nagle bardzo, bardzo chciała zobaczyć, jak wyglądają ośnieżone szczyty i porośnięte gęstym lasem stoki. Chciała przestąpić szemrzący potok i dotknąć każdego obrośniętego mchem kamienia. Najważniejsze, że bardzo nie chciała robić tego sama. Zoellisowie wydali się być jej wymarzonym towarzystwem. Po raz pierwszy tego dnia uniosła kąciki ust. Lekko, leciutko, niezauważalnie. Przez chwilę nawet rozluźniła się, oddając się wyobrażeniom, póki szara rzeczywistość nie uderzyła jej po twarzy. To przecież tylko plany.
- Nie. To znaczy, dziękuję, nie chcę jeść.
Przeciągnęła palcami po włosach i wlepiła zlęknione spojrzenie w chłopaka. Poderwała się z fotela uciekając ciepłym dłoniom nowej matki.
- Ja dam radę sama. On nie musi. Niech odpoczywa. Zaniosę bagaż.
Nie wiedziała czemu, ale bała się zostać z nim sam na sam. Był intrygujący i zastanawiał, ale było w nim też coś niewytłumaczalnie dzikiego. Jakby był niebezpieczny. Przeczucie nasilało się, gdy się zbliżał i miała wrażenie, jakby utrata każdego milimetra odległości przybliżała ją do kolejnej wizji. Tego przecież starała się unikać jak ognia.
Nie zwracając już uwagi na jakiekolwiek maniery wybiegła z pokoju i dogoniła Xaviera. Schwyciła walizkę i spontanicznym szarpnięciem wyrwała mu ją z dłoni, przyciskając za uchwyt do klatki piersiowej. Cofnęła się o krok, oddychając nieco ciężej.
- Przepraszam. Nie musisz. Ja to zrobię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Xavier Y. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 319
  Liczba postów : 251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8082-xavier-yuri-zoellis#225133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8085-pamiec-to-przeklenstwo#225137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8083-pamietam-kazdy-list#225135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8149-xavier-yuri-zoellis
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptySob Sie 09 2014, 19:36

Uczucia? Ilu z nich dostąpił Xavier w swoim życiu? Charles i Venice próbowali się do niego zbliżyć, a on odtrącał ich co raz bardziej odczytując w nich role winowajców, którzy zniszczyli mu głowę. Im dłużej to ukrywał, tym bardziej stawał się rozdrażniony. Tajemnica od wielu wielu lat, strzeżona pilnie czymś więcej niż zaklęciem. Nie złamałby danego sobie słowa nawet po zażyciu veritaserum. Myślicie, że przesadza? Pewnie nie zdaje sobie sprawy, jak ten eliksir wpływa na człowieka, ale wierzył głęboko, że powstrzymałby zwierzenia na ten temat... Był taki silny, dojrzały na swój wiek, może aż za bardzo. Gdy Mila odebrała mu swój bagaż zgromił ją zimnym spojrzeniem, po czym odebrał go z powrotem i poniósł na górę mówiąc z uśmiechem:
- Jestem twoim bratem, nie godzi się, żebyś niosła swoje rzeczy sama. Mam Cię bronić przed złem i te sprawy. Braterskie obowiązki. - Trochę kpił, trochę mówił serio. Miał nieodparte wrażenie, że ta mała coś w sobie skrywa, poza urokiem, który krzątał się w jej zagubionych, przestraszonych oczach. Przez chwilę chciał ją przytulić, ale zrezygnował z tego, gdy wskoczył na piętro i skierował się do sypialni, którą Venice ostatnio pielęgnowała chcąc, aby wszystko było w porządku. Bała się, że nie sprostają wymaganiom dziecka. Pytali więc Milę przy każdej możliwej wizycie czy wycieczce o ulubiony kolor, wymarzone meble... O wszystko, by czuła się tu jak w domu. Xavier przekroczył próg jej sypialni bez pytania, odłożył walizkę przy łóżku i rozejrzał się. Venice zwracała mu uwagę by zachowywał się jak najbardziej naturalnie, więc usiadł na milowym łóżku i opuścił wzrok na podłogę.
- Cieszysz się, że stamtąd poszłaś? W sensie sądzisz, że teraz będzie lepiej? Venice i Charles są bardzo dobrymi ludźmi. Nie mogli mieć swoich dzieci. Może to dobrze dla takich jak ja i Ty. To wcale nie oznacza spalonej rodziny. Może nie jesteśmy tacy sami jak wszyscy, ale potrafimy się dogadać. Nie powinnaś się ich bać. Nie zrobią Ci krzywdy. - Poradził jej mając wrażenie, że to strach determinuje jej zagubioną minę. Jako trzynastolatek miał zupełnie inne wspomnienia związane z przyszywanymi rodzicami, ale przecież nie zrobią jej tego, prawda? Charles nie powinien używać tak zaawansowanej magii, był głupkiem jeśli chodziło o zastosowanie magii praktycznie mądrej, ale i destrukcyjnej. Xavier nadal nie rejestrując żadnej odpowiedzi kontynuował:
- Możesz tu zmienić wszystko co chcesz. Bardzo im zależało, abyś polubiła to miejsce, także jak Ci coś przyjdzie do głowy to śmiało. - Rzucił tym razem skupiając wzrok na siostrze, która chyba jeszcze przez długi czas będzie czuła się onieśmielona. To nic, może kiedyś się przyzwyczai. Xavier również miał z tym problem, ale głęboko wierzył, że to wszystko się zmieni, że dorośnie do norm. Stało się tak, bo ileż można dziękować, przepraszać, nie okazując tego kim się było. W przypadku Xaviera... Furiatem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mila F. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 265
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 69
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9217-mila-f-zoellis#258130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9219-i-don-t-want-to-be#258142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9218-mila#258139
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9220-m-f-zoellis#258145
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptySob Sie 09 2014, 20:38

Prędkość marszu Mili wyniosła w przybliżeniu jeden stukot małych obcasików na dwa uderzenia spanikowanego serca. Lewą ręką łapała się barierki jak przestraszone cielę matki, drugą kiwała w rytm ruchów, nadając sobie rozpędu godnego głodnej foki. Spłycił się jej oddech, przyśpieszył przepływ tlenu w żyłach. Prawie biegła.
Mimo to za późno zareagowała. Pokoju dopadła dopiero po tym, kiedy Xavier przestąpił jego próg. Uspokoiła się, gdy odstawił walizkę, wyprostowała, gdy rozsiadł się na łóżku. Jak na nowopoznaną osobę, prędko robił się bezczelnie pewny siebie i onieśmielająco gadatliwy. Mila nawet nie zdążyła się zastanowić, co odpowiedzieć na chwalebne, braterskie obowiązki, a ten już zaatakował ją jednym z tych pytań, których obawiała się najbardziej. Gdyby miała bowiem wyrazić własne zdanie na temat zaistniałej sytuacji, kartka pozostałaby pusta jeszcze bardziej, niż była z początku. Mila nie była dzieckiem nauczonym własnych osądów. Ok, miała jakieś przemyślenia, jednak trudno było jej je wszystkie połączyć w jedność nazywaną „własnym zdaniem na dany temat”. Subiektywizm w jej osądzie kończył się wraz z pierwszym, wypowiedzianym słowem. Wszak powinna być obrzydliwie miła, prawda? To był jego teren, nie jej. Spokojnie przeczekała zapewnienia o dozwoleniu na przemeblowanie.
- Nie wiem. Będzie mi tu dobrze, jak sądzę. Zapewniali mnie, że to szczęście, więc i ja tak uważam. Ja nie… – Przestąpiła z nogi na nogę, by zaraz potem przycupnąć pośladkiem na postawionej walizce. – Tak, nie zrobią. Nie zrobicie. Nie podłożę się na tyle, by było warto.
Przez chwilę przez jej spojrzenie przewinęły się ciemne chmury. Cała jakby skurczyła się i poszarzała, kiedy wspomnienia ją zaatakowały, przycisnęła więc rękę do czoła i zrobiła skrzywioną minę. Nie trwało to dłużej niż trzy niepotrzebnie głębokie oddechy.
###

-Kurwa, znowu nic. Żadnej roboty. Nawet Ministerstwo ma mnie w dupie obiecując, że jeżeli coś się znowu znajdzie, wyślą sowę. Niech się w grube dupy pocałują, psy zawszone. Jak ja mam wykarmić wasze głodne gęby? Na chuj rodziłaś dzieciaka. Same problemy. Kurwa.
Wypielęgnowana specjalnie na ten dzień dłoń przesunęła po przyciętych wąsach i wygolonej brodzie. Mężczyzna spojrzał na żonę i małe dziecko, które nieopatrznie znalazło się w tym samym pokoju, co rodzice. Miał zdecydowany żal do żony, że nie zdecydowała się na skrobankę wtedy, kiedy był jeszcze na to czas. Przepiła szansę na normalne życie. Miał wielką ochotę wziąć worek, sznur i wyrzucić bachora gdzieś w lesie. Niesprawiedliwość losu lała go po mordzie jak alfons niedochodową dziwkę. Strata pracy, śmierć rodziców, koniec pieniędzy, bachor, wierzyciel. Widać los miał pojebany humor, kiedy myślał akurat nad jego życiem, a miał to być dopiero początek problemów…
Witamy w świecie dorosłych, Peterze!

###
Okręciła się na walizce, lądując profilem do brata. Przełknęła ślinę i potarła skroń, mrugając usilnie. Nie miała ochoty na przepraszającą minę, nie czuła się przecież winna. Już dawno obojętność na przeszłość nauczyła ją, że człowiek jest bezsilny wobec tego, co się stało. I tak nic by nie zmieniła. Splotła ręce na kolanach i zgarbiła się. Wyglądała troszkę jak nieco ładniejsza wersja skrzata domowego, przyłapanego na zbyt usilnym rozmyślaniu.
- Xa… Przepraszam… Mogę mieć pytanie? – Nie czekając długo na potwierdzenie, czy zanegowanie kontynuowała po okręceniu kciukami dwóch pełnych młynków. – Powiedz mi szczerze… Jak tu jest? Ja chcę wszystko zapamiętać. Nie chcę kłamstw. Każdy mówi, że w nowym domu będzie dobrze. Jaka jest definicja dobra? Nie narzekałam, kiedy brano mnie do sierocińca, teraz też nie będę, obiecuję. Chcę tylko, żebyś nie mamił mnie obietnicami, których i tak nie rozumiem. Nigdy.
Ze słowa na słowo głos jej cichł i poważniał, także na samym końcu praktycznie mamrotała od nosem, nie siląc się już poprawną artykulacją. Sama nie była pewna, czemu zapytała, jednak miała przeczucie, że to był bardzo ważny moment w jej przyszłych relacjach. Venice i Charles byli mili, fakt. Byli także dorośli, więc myśleli dorośle. Mila nie miała może nadziei, że Xavier zrozumie jej położenie, chciała jednak, by nowy brat stanął na wysokości zadania i przestał zachwalać to, co już zostało zachwalone. Zyskałby tym jeszcze bardziej, niż tajemnicą skrytą w ciemnym, bystrym spojrzeniu. Czekoladowy dom nie mógł być tak książkowo idealny. Może była młoda, ale nie była totalnie głupia. Nawet szczęśliwe książki miały złe momenty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Xavier Y. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 319
  Liczba postów : 251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8082-xavier-yuri-zoellis#225133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8085-pamiec-to-przeklenstwo#225137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8083-pamietam-kazdy-list#225135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8149-xavier-yuri-zoellis
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptyPon Sie 11 2014, 00:18

Venice i Charles przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji potrzebowali coś przemyśleć, sprawdzić czy rzeczywiście będzie dobrze... Ale to nie wystarczyło, by Xavier czuł się w tym domu jako ich syn. Nigdy nie sprawiał tyle problemów by rozważali oddanie go do domu dziecka. Choć widział w oczach Venice rodzące się wątpliwości, gdy opuszczał kuchnie zbyt szybkim krokiem, gdy ona do niej wchodziła, czy odmawiał udzielenia pomocy styranemu Charlesowi. Był niewdzięczny, pełen gniewu, wyszyta w nim złość zdawała się być taka żywa, jakby użyto nici z krwi. Po prostu tak było, dlaczego więc fałszywie zapewniał Milę, że rzeczywiście będzie tu tak doskonale? Widział w jej oczach, że tego potrzebuje. Takiej gwarancji, że będzie tu bezpieczna. To było coś zupełnie nowego jak dla niego, więc uśmiechał się lekko i zdecydowanie uważał, że to wszystko jest bardzo dziwne. W każdym razie im dłużej o tym myślał tym bardziej utwierdzał się w fakcie, że powinien stąd wyjść. Na przekór tym myślom nadal siedział na łóżku siostry. To słowo brzmiało tu tak zabawnie, tak niewłaściwie. Nie wiedział co miałby z tym zrobić, więc po prostu pozwolił by to słowo istniało. I tyle.
- Tu nie ma obietnic. Tu po prostu się mieszka, dostaje się pieniądze na to co się potrzebuje. Z czasem nauczysz się tego, że warto prosić, bo to dostaniesz. Ja już nie mam oporów, choć moja sytuacja jest ciut inna. - Oni muszą mi to wynagrodzić, czują to, ale tego nie potrafią. A gaelony niczego nie załatwiają. - dokończył w myślach, bo przecież na głos... To byłoby zbyt odważne. - Jesteś tu bezpieczna, ten pokój rzeczywiście jest Twój. Tak samo jak cały dom do twojej dyspozycji. Charles jest treserem smoków, więc często go nie ma, ale gdy wraca zazwyczaj z dupy zaczyna Cię pytać o wszystko i proponować wspólne spędzanie czasu. Zawsze odmawiam, nie czuję tego przebywania w gronie, ale wspinaczki i jeżdżenie na nie jest ekstra. Podobają mi się góry, lubię być na wysokościach. Ale zbaczam z tematu. Chodzi oto, że nie zrobią Ci krzywdy. Adoptowali Cię nie z nudy, ale z potrzeby... Wiesz, nie jestem zbyt dobry. Chcą zbudować rodzinę. Będą się starać, byś czuła się integralną jej częścią. A czy się uda? Zawsze możesz powiedzieć, że chcesz wrócić. Nie odmówią. Zawiozą Cię, ale wiesz. Ludzie to są ludzie. Będzie im przykro. Ale wybacz, idę spać. Jestem zmęczony, przygotowuję się do kolejnej olimpiady i po prostu potrzebuję się wyspać. - Wyszedł, po prostu wyszedł, bo z każdą chwilą mijającą miał wrażenie, że pęka mu cierpliwość. Przesypuje się jak piasek przez palce i zwyczajnie wpada między szczeliny podłogi, by nigdy nie dać się odzyskać. Taka kobieta... Sfrustrowana i wymagająca. Cierpliwość, mów jej Cierpliwość i powtarzaj, że jest Ci potrzebna.
- Dobranoc. - Rzucił w powietrze głęboko zdając sobie sprawę z tego, że to słowo jest przerysowane wróżbą, która zamiast lekkich snów przynosi koszmary. Przynajmniej jemu.

to teraz śpij, a ja wpadnę niby z nocną wizytą. Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mila F. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 265
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 69
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9217-mila-f-zoellis#258130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9219-i-don-t-want-to-be#258142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9218-mila#258139
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9220-m-f-zoellis#258145
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptyPon Sie 11 2014, 01:41

Kłamał. Mila w niewytłumaczalny sposób świadoma była tego, że przepływające przez długą szyję Xaviera łgarstwa kryją cos gorszego niż ciężka sytuacja majątkowa. Nie dopytywała, o co chodzi. To nie był ten etap zażyłości, żeby mogła pozwolić sobie spoufalić się z bratem na tyle, by wyciągać z niego głęboko skrywane sekrety. Czy podświadomie chciała zapewnienia, że wszystko będzie dobrze? Nie… Dawno temu przestała wierzyć w szczęśliwe zakończenia. Nie była księżniczką z bajki, nie dane jej było spełnić któregokolwiek z marzeń, jakie pozostały jej z okresu, kiedy jeszcze myślała, że czarne jest po prostu czarne. Po prostu wiedziała, że jej nowy brat łże jak pies świadomie bądź nie narażając się na utratę tej nici zaufania, którą próbowała rozwinąć. Nie znajdowała na to rady. Nawet przez ułamek sekundy uczuła potrzebę wygarnięcia mu prosto w twarz, że opowiada bajki, jednak jedno mrugnięcie wystarczyło, by pomysł odszedł w niepamięć. Skąd wiedziała? W tonie Xaviera ukryta była długo męczona pretensja, której Mila nie potrafiła rozszyfrować. Pomimo, iż ten zachowywał się do bólu poprawie, co też starała się czynić, zdawał się on być człowiekiem żywiącym dużą urazę do sytuacji w jakiej się znalazł. No pięknie, Mila, trafiłaś do swojej opowieści.
Na całą magię świata, naprawdę obawiała się przebywania z nim sam na sam w jednym pokoju.
Kiedy mówił o możliwości powrotu, Mila zebrała się jeszcze bardziej w sobie. Nie, zdecydowanie nie chciała wrócić. Jedyną rzeczą zdolną obudzić w niej pragnienie wyjazdu do sierocińca byłaby chyba natychmiastowa śmierć wszystkich członków rodziny włącznie z myszami żyjącymi w ścianach. Wtedy prawdopodobnie poczułaby się na tyle samotna, by marzyć o bezpiecznym miejscu na przydzielonym jej łóżku. Inne opcje nie wchodziły w rachubę. Poderwała się z walizki i zacisnęła dłonie w pięści.
- Nie mów tak! Ja nie…
Przerwała wpół słowa i zamilkła, pozwalając mu mówić. Wsłuchiwała się w gładki ton tłumiąc w sobie niedawną emocję. Cała energia wyparowała z niej, pozostawiając pustą skorupkę podatną na uspokajająco rzeczowy i monotonny wydźwięk słów chłopaka. Gdy ten wychodził, Mila skinęła jedynie głową na pożegnanie, nie życząc mu w odwecie niczego dobrego. Wolała nie zapeszyć pierwszej nocy. Pięć kolejnych minut wpatrywała się tępo w swój dobytek, by przez następne piętnaście przebrać się w wyblakłą koszulę i czyste majtki. Bardzo nie chciała iść spać. Bała się, że w nowym domu sny staną się jeszcze bardziej męczące. Nie chciała tracić kolejnej nocy na rzucanie się w bezwolnym letargu.
Swoją drogą nocy tak okropnej, że aż szkoda ją wspominać.
Przede wszystkim, zerwał się wiatr. Rozkołysane drzewa drapały gałęziami o ściany i nie pozwalały dziewczynie zasnąć. Choćby zaciskała oczy tak mocno, że prawie się zespalały, sen nie chciał nadejść, a pytania opuścić głowy. Na przemian było jej zimno i gorąco, jakby nie mogła zdecydować się, jaką temperaturę ciała wypadałoby zostawić. Podniosła się spod kolorowej, dziewczęcej pościeli i owinęła w popielaty koc z łóżka. Podeszła do okna i otworzyła je na oścież, wpuszczając do pokoju odrobinę świeżego powietrza. Odrobinę… Podmuch zimnego wiatru uderzył ją w twarz i rozmiótł rozpuszczone włosy po plecach. Mila zasiadła na parapecie, spuszczając nogi na zewnątrz i patrząc sobie spokojnie w niebo. Tuż obok jej okna, niewielki łapacz wiatru z miniaturkami srebrnych smoków zakołysał się, mrucząc metaliczną kołysankę. Przez pierwszą godzinę milczącego siedzenia wiatr zdążył chłodnym pocałunkiem wycisnąć na policzkach mili zaróżowiałe ślady. Udało jej się także raz, czy dwa pociągnąć nosem. Była bardzo rozważną dziewczynką. Nie wystawiała się na niebezpieczeństwo upadku, nie dawała się złapać przeziębieniu. Nie myślała. W razie, gdyby postanowiła złapać ją w tym momencie jakakolwiek wizja, musiałaby się sporo namęczyć, by przyjść następnego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Xavier Y. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 319
  Liczba postów : 251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8082-xavier-yuri-zoellis#225133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8085-pamiec-to-przeklenstwo#225137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8083-pamietam-kazdy-list#225135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8149-xavier-yuri-zoellis
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptyWto Sie 12 2014, 00:36

Nie kłamał. Po prostu to życie było takie przejebane. Proszę was bardzo popatrzcie na niego i zaprzeczcie, że jest inaczej. Nie chciał tego wszystkiego, tej adopcji, przynajmniej sądził, że nie chciał. Nie miał pojęcia jaki był w domu dziecka i czy w ogóle jakiś był. Czy może siedział w kącie, a może stanowił przywódcę złej bandy czy może przydupasa. Nie miał tych wspomnień. To go bardzo irytowało, ta nie moc w przypominaniu sobie kim jest i dla kogo taki jest... Po prostu Charles wpadł na genialny pomysł, zagrzebał się w czymś, co do niego nie należy. A teraz? Jest już za późno drodzy państwo. Za późno na to, by Xaviera naprawić. To po to sprowadzili drugie dziecko? Po to, żeby patrzył na przykład wdzięczności? Chciał krzyczeć, chciał uniknąć tego wszystkiego, ale wolał tylko wyjść mówiąc "dobranoc". Boże nienawidził tego wszystkiego, dlatego gdy był już sam to wszedł najpierw pod prysznic karząc siebie za to, że wdał się w nią rozmowę. Zimny strumień wody przed którym chciał uciec, a tkwił pod wodą zadowolony z tego, że torturuje sam siebie. Jeszcze kiedyś sądził, że jeśli będzie sam siebie doprowadzał do wycieńczenia, to będzie miało to jakieś znaczenia dla fantomu i ten zniknie godny pożałowania. Ale nie... Wracał wciąż. Pozostawał w Xavierze bez względu na wszystkie jego czyny. Niszczyło go to co raz bardziej, a miał przecież dopiero trzynaście lat, czuł się na pięćdziesiąt, do których obiecał sobie nie dożyć. Nie z tym co miał w głowie. Czy samobójstwo to jakiś rodzaj upodlenia? Chciał o tym poczytać, zawisnąć powyżej chmur może na sznurze, a może po prostu ucinając dopływ krwi do żył. Było wiele możliwości, nadal miał jednak nadzieję na to, że się uwolni. Głupia dziwka, nadzieja... Powinna umrzeć, a umiera ostatnia. To upewniało Xaviera w tym, że po nóż powinien sięgnąć pierwszy... I kolejna fala wody, że cofnął się w dreszczu do tyłu uderzając o również zimną ścianę. Zmienił napływ wody na gorący i poczekał aż kabina napełniła się parą i wstrzymał powietrze delektując się możliwością nie oddychania przez chwilę. Dopiero potem kontynuował kąpiel, by wypaść na korytarz owinięty ręcznikiem i szybko przejść do sypialni. Położył się spać uprzednio naciągając na siebie bokserki i spodenki. Miał dosyć. Dosyć wszystkiego. Sen nie przychodził, więc zamiast niego przyszedł fantom. Tracił świadomość, pozwolił na to by przebił go ból. Znów słyszał wyzwiska, krzyki, kobietę, która znów podchodziła do dziecka. Mimowolnie przez sen przełożył gwałtownie głowę w drugą stronę zaciskając oczy bardziej, ale wcale to nie oznaczało, że nie widzi. Znał to dziecko, jego twarz. I miał nadzieję, że umarło. Zbyt dobrze znał jego płacz... Potem nastała ciemność, a on obudził się podrywając się z materacu łóżka z szybko bijącym sercem.
- Kurwa mać. - Objął twarz dłońmi, a potem sięgnął po butelkę z wodą opróżniając ją prawie w całości. Wyszedł na korytarz odnajdując się w ciemności. Zszedł na dół. Wszyscy spali... Chciał coś zjeść, ale zorientował się, że ogarniają go torsje. Odsunął się więc szybko od miski i poszedł na górę... Otwarte drzwi do sypialni nowej siostry i widok jej siedzącej na parapecie z otwartym oknem. Wszedł tam gwałtownie łapiąc ją w połowie.
- Zamierzasz spaść do jasnej cholery? - Zapytał czując pulsujący ból w głowie i nie odpartą chęć dania sobie w twarz. Powinien pozwolić jej spaść. To był jej wybór, nawet jej nie znał. Czemu więc robił za jej brata?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mila F. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 265
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 69
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9217-mila-f-zoellis#258130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9219-i-don-t-want-to-be#258142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9218-mila#258139
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9220-m-f-zoellis#258145
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptyWto Sie 12 2014, 01:21

Wiecie, jakie to śmieszne uczucie, te spadanie? Lecisz głową w dół, albo widzisz przed sobą uciekające nogi i nic nie możesz na to poradzić. Czasami tylko zdążysz machnąć rękami, niż twarde objęcia ziemi przyszpilą Cię do gleby, a złamana noga wyciśnie z gardła ogłuszający ryk rannego zwierzęcia. W międzyczasie w głowie powinny przemaszerować tysiące myśli, począwszy od tych po narodzinach, skończywszy na ostatnich, ale prawda jest taka, że nie masz czasu myśleć. Nie rozmyślasz o przeżytych dniach i nie porządkujesz sobie wspomnień. Nie robisz nic. Przed sobą masz jedynie twardą ziemię, przy sobie zaś miękkie uczucie lewitowania w przestrzeni. Nawet nie ogarniasz, że już niedługo koniec.
Zachwiała się dopiero w momencie, kiedy silny uścisk dookoła pasa i koca pociągnął ją do tyłu. Krzyknęła urywanie i złapała się framugi, mało nie przygniatając Xaviera ciężarem chudego ciała. On chyba nie wiedział jeszcze, że dzikich zwierzątek się nie straszy i nie zachodzi od tyłu. Spanikowana, z bijącym szybko sercem i szeroko otwartymi oczami odnajdowała się w chwili i przestrzeni, rozglądając się i wzrokiem szukając czegoś, czego nie musiałaby się w tej chwili bać. Brak podejścia poskutkował czymś zupełnie innym, niż chciałby braciszek.
- Nie.. Ja.. To znaczy. Nie! Kurcze, ja… W sensie…  NIE. Nie chciała spaść.
Wydarła się z objęć chłopaka i odsunęła kilka kroków, podstawiając zaciśnięte w pięści dłonie pod lewy obojczyk. Koc zsunął się na ziemię, znacząc popielatą plamą przestrzeń pomiędzy jednodniowym rodzeństwem i rozgradzając ich światy – jej, mały i aktualnie drżący, ni to ze strachu, ni to z zimna i jego, potężną fortecę sennych koszmarów utkaną z pojedynczego nieszczęścia.
- Co Ty tu robisz? Miałeś spać.. Nie, ćwiczyć. Uczyć się. Znaczy… Nie wiem. Ja nie chciałam, naprawdę. Przepraszam.
Jasne oczy w oprawie z szeroko rozwartych powiek nakryły się szybko rzęsami, gdy spuściła wzrok i cofnęła się jeszcze bardziej, dotykając plecami ściany. Pierwsza panika przeszła. Pozostało jedynie niezrozumienie, skąd się tutaj znalazł i pewien rodzaj kiełkującego żalu o to, że nie zaufał jej na tyle, by nie wierzyć, że chce wyskoczyć. Czy zaufałaby sama sobie?
- Nie mogę po prostu spać. Przytłoczyło mnie dzisiaj. Jak przyjdzie jutro, będzie już ok. Ale nie teraz. Nie zasnę, bo one mi nie pozwalają. – Z niejaką niechęcią uniosła dłoń i wskazała na gałęzią za oknem. Te drapały zawzięcie zewnętrzną ścianę, nie szczędząc sobie zahaczania o okiennicę.
-Nie mów mamie i tacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Xavier Y. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 319
  Liczba postów : 251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8082-xavier-yuri-zoellis#225133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8085-pamiec-to-przeklenstwo#225137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8083-pamietam-kazdy-list#225135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8149-xavier-yuri-zoellis
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptyWto Sie 12 2014, 02:16

Xavier nie chciał źle, chciał pomóc. Przecież gdyby chciał dla niej źle zepchnąłby ją podkradając się niezauważenie, a potem poszedłby spać, rano ktoś znalazłby jej ciało i tyle... Mógł to zrobić, utkać scenariusz zbrodni doskonałej, nie narobiły nawet zbyt wiele hałasu. Lecz. Nie zrobił tego. Złapał ją obawiając się, że zsunie się, spadnie, upadnie, i rozpłaszczy się przed frontowym wejściem. I chyba byłoby mu źle z tego powodu, lubił ją. Poznawał i intrygowało go to, że nie była głupia. To nowe doświadczenie sprawiało, że naprawdę zastanawiał się czy wszystko jest z nią w porządku, czy nie jest zepsuta przez jakieś zaklęcie, chciał zapytać, ale wstydził się tego. Wstydził się własnej słabości, więc milczał jak najdłużej bo w ten sposób wszyscy byli bezpieczni. Idąc tym śladem wsunął się na parapet obok niej.
- Przepraszam nie chciałem Cię wystraszyć. Po prostu przebudziłem się, nie mogłem już zasnąć, bo wciąż coś się działo, to poszedłem do kuchni, potem zobaczyłem Ciebie, otwarte okno, i po prostu chciałem Cię złapać. Powinnaś docenić to jak bardzo się wczuwam w rolę starszego brata, nie wszyscy byliby tacy oddani. Doceń, doceń. - Uśmiechnął się próbując rozładować atmosferę, bo przecież to było takie proste. Uśmiechasz się, mówisz coś rozluźniającego i oceniasz czy się udało. Jeśli nie to powtarzasz manewr mocniej, albo wycofujesz się z pola ostrzału oczekując na lepsze wiatry i osłonę. Nie była chyba zła? Przecież nie chciał źle, nie miał zbyt wielu znajomych czy nawet rówieśników, którzy ceniliby jego towarzystwo na tyle, by nazywać się jego przyjaciółmi. Miał za to wiele kolegów i koleżanek, dusza towarzystwa gdy trzeba, więc znali jego imię i chętnie zapraszali na różne spotkania. To dobrze, że pamiętali o nim, to dawało złudne wrażenie Venice i Charlesowi, że z Xavierem wszystko w porządku, po prostu proces dojrzewania i buntowania się zaczął przechodzić zbyt wcześnie, a że wyszło z tego co wyszło to musieli przeczekać. Głupcy nie wiedzieli, że to oni obudzili w nim "dojrzewanie" i stworzyli człowieka, który codziennie rano unikał śniadań z nimi, więc wstawał później, choć wcale nie przepadał za długim wylegiwaniem się w łóżku. Mila... Mila nie była spaczona tym, co mu zrobili, choć nosiła takie samo nazwisko jak ta dwójka, jak on. To jedna była z tych rzeczy za które zdążył dodać jej trochę punktów sympatii. W każdym razie im dłużej się jej przypatrywał tym dostrzegał więcej walorów tej delikatnej urody.
- Hm, nie no trzeba powiedzieć. Kilka machnięć różdżką i jutro się pozbędę tego z Charlesem. Znaczy tatą. Znaczy ja mówię do nich po imieniu. Wiesz, po prostu tak jest lepiej dla mnie. Ale zobaczymy co da się zrobić. W każdym razie jeśli chcesz możemy się zamienić pokojami. Mi nie przeszkadzają gałęzie. - Mówił uśmiechając się lekko, choć ból nadal pulsował, a on czuł się tak jakby coś wyżerało go od środka. Skąd więc brał siłę na to, żeby tak optymistycznie z nią rozmawiać? No skąd, przecież nie od fantomu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mila F. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 265
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 69
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9217-mila-f-zoellis#258130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9219-i-don-t-want-to-be#258142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9218-mila#258139
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9220-m-f-zoellis#258145
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptyWto Sie 12 2014, 03:04

- Nie.
Przez chwilę mignął jej przed oczami obraz kogoś obcego. Przetarła jedno oko i skrzywiła brzydko twarz, tym razem przypominając nieładną maszkarę bardziej, niż laleczkę ze sklepowej półki. Nie chciała, żeby ktokolwiek się przed nią usprawiedliwiał. Nie była przyzwyczajona do skruchy za to, co się jej zrobiło. Nie wiedziała nawet, jak poprawnie zareagować na nagłą zmianę tomu, pozycji i nastawienia. Ostatnie nuty strachu uciekły w popłochu przed niepewnością i rodzajem nieufności.
- Doceniam. To miłe i chyba kochane, ale nie musisz tego robić. Nie jestem głupia, nie zabiłabym się w tak prosty sposób. Wiesz… Jestem w końcu czarownicą, prawda?
Przekręciła głowę i pozwoliła włosom rozsypać się po ramieniu. Jeżeli to ona wyglądała, jakby coś ukrywała, Xavier musiał skrywać w sobie z milion podobnych jej dziewczynek. Smutne, bądź straszne kłamstwa o przeszłości wręcz wylewały się uszami, oczami i innymi otworami na ciele. Chociaż zapewne nie chciał, Xavier nie potrafił idealnie ukryć, że coś było nie w porządku. Pomimo tego, Mila była cierpliwa, chociaż nawet nie znała tego terminu. Cierpliwość przychodziła jej lekko i naturalnie jak oddychanie.
- Um, ale tu dobrze jest. Po prostu wiatr. Wiatr… Rozumiesz? On nimi rusza i powoduje, że skrobią. Wiatr sprawia, że nie śpię. Nie uciszycie wiatru. Nie musisz próbować. – Na tym etapie ostatnie, czego chciała, to wymagania stawiane przed „rodziną”. Nie była interesowna. Nie myślała o tym, jakby tu sobie komfort życia poprawić, wysługując się innymi. W gruncie rzeczy po prostu chciała dalej żyć niezauważenie, podnosząc się z każdego upadku bez zbędnej pomocy i bez obwiniania samej siebie.
- Wiatr się bawi. Tobie nikt nie ucina rąk, kiedy się bawisz. Jutro będzie dobrze, obiecuje.
Podkurczyła kolana pod brodę i opatuliła rękami. Na tyle, na ile pozwalał jej maleńki parapet, zajęła wygodną dla siebie pozycję i wlepiała sowie spojrzenie w chłopaka, odczytując z jego profilu wszystko to, czego nie ukrył w słowach. Cały jego obraz zamazywała powoli nawarstwiająca się na niego siateczka utkana z paraliżu, migająca starszym człowiekiem w ruchu. Mila co i rusz unosiła pięść i przecierała, to lewe, to prawe oko. Tak w sumie to była zmęczona. Tak w sumie to nie mogła spać, chociaż marzyła o tym tak usilnie. Tak w sumie to chyba zaczynała się bać.
- Hm… Xe.. X… Xavier? Mógłbyś sobie iść?
Głos jej przycichł i zmarkotniał. Jednocześnie chciała i nie chciała wypchnąć go z pokoju, za drzwi, za okno. Cokolwiek. Nie była zła. Była przeklęta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Xavier Y. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 319
  Liczba postów : 251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8082-xavier-yuri-zoellis#225133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8085-pamiec-to-przeklenstwo#225137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8083-pamietam-kazdy-list#225135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8149-xavier-yuri-zoellis
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptySob Sie 16 2014, 18:38

To taki moment, gdy siedzisz na krawędzi. Patrzysz w dół, chcesz spadać, ale jednak... Jeszcze nie teraz. Pewien lęk zagląda w najgorsze miejsca w twojej duszy i odnajduje Cię tylko po to, żebyś desperacko trzymał się życia. Zanim dotrzesz do myśli, że jednak chcesz zatrzymać jeszcze przy sobie umiejętność oddychania, chodzenia, operowania zmysłami niczym rosyjską ruletką. Oglądasz się przy tym wszystkim tak często za siebie. Próbujesz coś z tym zrobić. Uratować się, a może rzucasz się, bo wiesz, że to nieprawdziwe? Fala bólu za chwilę udowodni Ci to jak bardzo się mylisz, w jakim błędzie tkwisz. Ale przedtem przypatrzysz się temu wszystkiemu zanim zgasną światła. Uśmiechasz się słabo, bo wydaje Ci się, że to obłęd. Okrągłe pomieszczenie, w którym szukasz schronienia nie posiada w sobie ani jednego zaułka. Xavier patrzył na przepaść i po prostu zastanawiał się o co w tym wszystkim chodzi. Słuchał jej, a pytanie które mu zadała wydało się nagle abstrakcyjne i bezsensu. Jasne, że mógł sobie pójść. Nie miał z tym żadnego problemu. Pewnie dlatego zeskoczył powoli z parapetu po drodze o mało co nie uderzając głową we framugę okna. Potem poprawił koszulkę, która luźno zwisała na jego klatce piersiowej i popatrzył na nią z zainteresowaniem.
- Zabicie się w prosty sposób, a w skomplikowany... Co za różnica skoro jest jeden skutek i nie możesz już żyć. Umierasz. Sposób w tym przypadku nie jest istotny, skoro cel osiągnięty. Masz racje, mi nikt nie ucina rąk, a może powinien. - Może wtedy nie miałby ataków, kiedy wszystko rozbija, zrzuca, tnie i atakuje z pełną złością i zajadliwością dla świata. Był wściekły, furia kierowała jego ciałem. Bez rąk miałaby mniej narzędzi do tego by krzywdzić. Czuł, że tak byłoby lepiej. Ale lubił swoje ręce... Nikt ich do tej pory mu nie odebrał w przeciwieństwie do wielu innych rzeczy.
- Pójdę sobie o ile Ty zejdziesz z parapetu i zamkniesz to okno, po czym położysz się do łóżka. Naprawdę nie mam zamiaru rano Cię zeskrobywać z chodnika. - Uśmiechnąwszy się słabo z powodu swojego mało śmiesznego żartu założył ręce na piersiach, a potem jednak wyplątał z uścisku prawą co by podać ją Mili i pomóc jej zejść. Tylko tyle, co by rzeczywiście mogła bezpiecznie i bezszelestnie znaleźć się na podłodze w Zoellisowym domu, który tak źle mu się kojarzył.
- Dobranoc, tak? - Popatrzył na nią zastanawiając się czy to koniec jej życzeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mila F. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 265
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 69
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9217-mila-f-zoellis#258130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9219-i-don-t-want-to-be#258142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9218-mila#258139
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9220-m-f-zoellis#258145
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptySob Sie 16 2014, 21:02

Cały psikus polega na tym, żeby umieć się bawić odpowiednio do sytuacji. Wszedłeś między wrony? Kracz jak i one. Kiedy jest się czarodziejem, mugolskie sposoby śmierci wydają się być głupie i pretensjonalne. Wyglądają bardziej jak bezczelna próba zwrócenia na siebie uwagi. Cała sztuka umierania polega na tym, by robić to bezszelestnie i zostawić jak najmniej śladów. Nie uchroni się ludzi od płaczu, prawda, należy jednak podjąć wszelkie kroki z rozwagą pozwalającą na dokładne przemyślenie tego, co będzie potem.
Żyjemy z innymi, sami też nie umrzemy.
- Jeżeli patrzysz na skutek, droga do celu może nie być istotna. Jednak to ją najczęściej się wspomina. Inaczej traktuje się rzecz zdobytą ciężką pracą, inaczej złapaną łatwo i dzięki czyjemuś trudowi. Sądzę, że tak samo jest z umieraniem i traceniem rąk, chociaż…
Zrobiła zdziwioną minę na słowa brata i przekrzywiła głowę. Szkoda? Szkoda, że nie traci rąk? Co miał na myśli? Może po prostu źle to interpretowała, jednak zrobiło jej się jakoś tak przykro i nie było to powodowane tym, co właśnie zaczynało się z nią dziać. Nawet pomimo tego, że kolejne minuty nie przedstawiały się kolorowo.
„Dzień dobry, jestem wizja. Mogłabyś otworzyć swoją główkę?”
Dziewczyna wysunęła rękę i pochwyciła podstawioną dłoń. Do tej pory szło jeszcze jako tako. Można by zaryzykować stwierdzenie, że było chujowo, ALE stabilnie. Słowa zręcznie wyślizgiwały się spomiędzy warg, ciało pewnym ruchem oparło ciężar ręki o drugą rękę, a spojrzenie, przesłonione mgiełką lekkiej dezorientacji wciąż odnajdywało się w przestrzeni. Jednak i to okazało się być jedynie ułudą. Mila jakby zwarła się w sobie, tężejąc i rozlewając się jednocześnie. Zacisnęła mocno palce na dłoni Xaviera jednak te, zupełnie niepodatne na jej sugestie odcisnęły różowe półksiężyce paznokci, orając miękką skórę, gdy ręka zaczęła się wycofywać. Bąknęła ciche „przepraszam” i zachwiała się, zaraz odnajdując jedną nogą drogę do pokoju. Zsunęła się z parapetu i oparła o niego pośladkami, przyciskając się doń tak mocno, na ile pozwalały jej na to siły. Nie chciała przecież runąć na podłogę jak klocek, który nie panuje nad własną grawitacją. Znowu nie mogła zdecydować się, czy jest jej zimno, czy może już gorąco.
- Po prostu idź, tak? Ja już jestem w pokoju, bezpieczna. Nie musisz się martwić, czy coś.
Hahaha, mała kłamczucha. Może i była bezpieczna fizycznie, jednak mentalnie zbliżała się do przepaści i to wcale nie tej przyjemnej, odpowiedniej dla samobójców. Traciła świadomość i wydawało jej się, że leci, a potem obija o twardy kamień. Patrzyła, lecz powoli przestawała widzieć.
Xavier.
Mężczyzna.
Pokój.
Cień.
Xavier.
Światła samochodu.
Krzyk.
Mila nerwowo drapała się w skroń, starając się resztkami samej siebie zepchnąć wizję w kąt, odsunąć na kilka zbawiennych sekund, czy minut. Bardzo ułatwiłoby jej to życie. Mogłaby wypędzić Xaviera, zamknąć się i skitrać pod kołdrą, by stłumić wszystko, czego nie powinna wyjęczeć w amoku. Na to nie szło się przygotować i miała tą świadomość. Mimo to, fajnie byłoby mieć jakąkolwiek kontrolę. Zbladła.
- Hehe, te nerwy. Sam rozumiesz. Dziecko nieczęsto dostaje drugą szansę na życie. To te nerwy, tak. Jest ok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Xavier Y. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 319
  Liczba postów : 251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8082-xavier-yuri-zoellis#225133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8085-pamiec-to-przeklenstwo#225137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8083-pamietam-kazdy-list#225135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8149-xavier-yuri-zoellis
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptyPon Sie 18 2014, 21:00

Kiedy dzieje się z Tobą coś złego, umyka Ci grunt pod nogami, ześlizgujesz się z miejsca, w którym pozornie miałeś odnaleźć grunt... Masz prawo do krzyku. To niby odruch bezwarunkowy, ale wykorzystujesz to. Rozdzierasz ciszę po to, by ulżyć i odnaleźć pomoc. Gdy nikt jednak Ci jej nie udziela Twój krzyk przeradza się w rozpaczliwą furię gotową znaleźć upust w każdym desperackim ruchu umożliwiającym przeżycie. Nie wierzysz? Kłamiesz, widzę kiedy kłamiesz. Widzę każdą najmniejszą rysę na twojej twarzy, która drży przy otwieraniu ust, które wypuszczają linę, której nikt nigdy się nie złapie. Twoje słowo tak często jest nic nie warte, mówisz bo mówisz. Milczenie ułatwiłoby sprawę. Na razie jednak jeszcze nie. Jesteśmy tu głównie po to, aby pomóc sami sobie... Dlatego gdy tylko będziesz spadać, krzyczeć, kłamać i jęczeć... Czasem nikt nie usłyszy, czasem ktoś uda, że nie słyszy, czasem ktoś się zawróci, ale nie podejdzie, bo będzie miał dość ratowania obcych istnień. I wtedy przyjdzie Ci do głowy, że jesteś sam. Zupełnie sam. I w tej samotności okaże się najgorsze to, że nawet kłamać nie masz komu, bo ciszy nie oszukasz. Jest tak na Ciebie obrażona, że nawet w postaci echa nie odpowiada.
Właśnie z tego powodu Mila nie powinna gardzić pomocą Xaviera, która pragnęła jedynie jej dobra. Młody Zoellis nie znający swojego poprzedniego nazwiska, stanął przy drzwiach patrząc na nią w zamyśleniu, czy miał dość siły, żeby ją podnieść i położyć do łóżka? Nie obudzi przecież Charlesa. Dlatego jeszcze raz wszedł do pokoju i po prostu przyłożył rękę do załamania przy jej kolanach, a drugą objął przy plecach i dźwignął filigranowe dziewczę do góry, które poniósł wprost na wygodny materac łóżka i tam zostawił.
- Zrób mi przysługę i nie ruszaj się do rana stąd, bo jak zobaczę Cię przy oknie znowu jak dyndasz, to wezwę tych z sypialni, co się za naszych rodziców podają. - Powiedział jej dość poważnym tonem, a potem opuścił powoli jej pokój stając gdzieś za rogiem skąd miał doskonały punkt obserwacyjny. Najpierw chciał sprawdzić czy rzeczywiście go posłucha. Czy nie zacznie czegoś robić, czegoś co pozwoliłoby mu ją lepiej poznać w prywatnej sferze. Nie interesowało go to jak wygląda np. naga czy rozespana. Miał zupełnie inne kategorie oceniania ludzi i właśnie nich się trzymał. Dlatego przez dłuższą chwilę nie ruszał się mrugając szybciej oczyma, co by wyostrzyć obraz.
Wydawała się być jakaś nieobecna, jakby gdzieś już dryfowała, ale nie zasnęła. Nie mogła zasnąć. Coś było nie tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mila F. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 265
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 69
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9217-mila-f-zoellis#258130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9219-i-don-t-want-to-be#258142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9218-mila#258139
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9220-m-f-zoellis#258145
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptySro Sie 20 2014, 03:09

Czyż to nie cudowne? Posiadać osobę, która zaopiekuje się Tobą nawet wtedy, kiedy bardziej przypominasz kawałek styranej szmaty niż człowieka. Móc wierzyć, że ktoś czeka za drzwiami na odpowiednią chwilę, by jak dzielny rycerz ruszyć do ratunku. Mila nie znała  takiego uczucia. Obca jej była empatia, którą dusiła także w sobie, zduszając wszelkie potrzeby bycia przekaźnikiem. Ona jedynie odbierała, a to, co udało jej się zaobserwować przetwarzała na suche informacje. Postawa Xaviera, chociaż szalenie urocza i chwytająca za serducho, była dla niej abstrakcyjna na takim samym poziomie, jak pers zamknięty w beczce po ogórkach. Po co to robić? I tak nie będzie potrafiła odwdzięczyć mu się tym samym, a w bezinteresowność wierzyła jak w Świętego Mikołaja. Mimo to założyła mu rękę na ramię i przylgnęła bokiem do jego ciepłego ciała, poddając się sile i stanowczości chłopaka. Była mniejsza, nie miał raczej większych problemów, by manewrować nią jak chińską laleczką. Także posłusznie ugięła materac ciężarem swojego ciała i znieruchomiała, wypalając spojrzeniem wyimaginowaną dziurę w swoich kolanach.
- Dobrze. Dobrze. Dobrze. Przepraszam.
Nie spojrzała za nim aż nie odwrócił się plecami i nie wyszedł z pomieszczenia. Dopiero wtedy wypuściła powietrze przetrzymywane w płucach i przytknęła obie ręce do skroni, jednocześnie zbierając nogi do ciała. Materiał ładnej narzuty zmarszczył się pod jej stopami i ułożył w maleńką falę tuż przy pośladkach. Mila zgarbiła się, przybrała strapioną minę i zacisnęła zęby. Jakkolwiek nie byłoby to przydatne, nie lubiła momentów, w których stawała się zbyt słaba, by z tym walczyć.
wizja:
 

Kiwała się w rytm nieznanej sobie piosenki przyciskając dłonie do głowy. Wyglądała jak te wszystkie mugolskie dzieci z autyzmem, które nie potrafią sobie poradzić ze złożonością rzeczywistości. Wewnątrz wszystko ją piekło i mieszało się w jednolitą breję, na zewnątrz nie było lepiej. To właśnie było w tym nieznośne. Traciła panowanie nad sobą w momencie, kiedy tak bardzo bolało. Przychodziło powoli, delikatnie drapiąc paznokciem po osłonce, a w końcu wślizgiwało się pod skórę i mościło, jak szczur w szmatach. Mila czuła jednocześnie swój niepokój i jego rozczarowanie. Przepełniał ją strach o rodzinę i jednoczesne poczucie, że jeszcze tak naprawdę do żadnej nie przynależy. Nie wiedziała, co należy do niej, a co przywłaszczyła sobie jedynie na kolejne kilkanaście, bądź kilkadziesiąt minut niezdecydowania.
wizja:
 

Mila jęknęła bezgłośnie i jeszcze mocniej przycisnęła ręce do głowy. Paznokciami drapała skroń, zupełnie nieświadomie próbując przywrócić się do normalności. Nie kojarzyła już, gdzie się znajduje i co robi. Żyła w Szkocji, podczas deszczowego początku lata i starała się rozwiązać problem czynszu, czy braku jedzenia. Miała zarost, pięćdziesiątkę na karku i predyspozycje do osteoporozy. Miała na imię Scanlon.
wizja:
 

- Zdesperowany, zdesperowany, zdesperowany, nieszczęśliwy…
Cicho jęcząc Mila osuwała się w niebyt i traciła kontrolę nie tylko nad umysłem, czy teraźniejszością, ale i nad własnym ciałem. Siedząc na skraju materaca, chyliła się to ku poduszkom, to podłodze, jakby nie mogła się zdecydować, czy spać na ziemi, czy może jednak wygodnie pod kołdrą. Mokre policzki pałętały smak łez sprzed chwili, a lekko zachrypnięty głos to nabierał, to tracił siły. Chciała spać. Dlaczego nie mogła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Xavier Y. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 319
  Liczba postów : 251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8082-xavier-yuri-zoellis#225133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8085-pamiec-to-przeklenstwo#225137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8083-pamietam-kazdy-list#225135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8149-xavier-yuri-zoellis
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptyPią Sie 22 2014, 19:17

Jak to było widzieć coś, co jeszcze się nie wydarzyło? Co tam ciekawego, istotnego, ważnego dla kogoś, albo po prostu tak uroczego, że chcesz to widzieć? Co tam jest? Pożycz mu oczy, niech zobaczy. Pożycz mu nozdrza, niech wciągnie zapach czegoś nowego. Pożycz mu słuch, niech usłyszy czyjś inny krzyk i narzekanie poza tym, co siedziało u niego w głowie. Pożycz mu dotyk, by mógł wspomóc skołatanych jeśli się tylko odważy. A jeśli nie? Pożycz mu nogi, żeby mógł uciec. Pożycz ręce, co by potrafić przedrzeć się przez teren zbyt skomplikowany w swej naturze. Pożycz, pożycz. Nie żądaj. Daj mu ten jeden moment, by zapomnieć. Możesz? Nie możesz? Żałujesz? Skąpisz? Milczysz, bo nie umiesz? Otwórz swe usta, otwórz jakbyś chciała coś powiedzieć. Głos Ci ugrzązł w gardle? On chce tylko wejść w to wszystko, zatonąć w tym terenie i zgubić duszę, by nigdy nie mógł się już do niczego zobowiązać. Był zepsuty? Niedojrzały? Możliwe, że żądał zbyt wiele, ale tak bardzo chciał. Tak bardzo chciał wszystko zrozumieć, a wciąż nazywał siebie idiotą. I mimo tego, że czytał co raz więcej, robił co raz więcej, to nie czuł przypływu wiedzy. Czuł brak. Brak wszystkiego, co potrzebne do przetrwania w miejscu, do którego został wrzucony.
Patrzył teraz na siostrę i zastanawiał się po co to wszystko, po co fałszywe wrażenie, że będzie tak i tak skoro w rzeczywistości widział, że może już planowali i jej usunąć pamięć. Widząc jednak co się działo postawił nogę do przodu i przycupnąwszy przy framudze drzwi obserwował wszystko co się z nią działo, jak obejmowała się kocem, jak gromadziła ciepło, dobre ciepło... Jak skupiała się przyciskając palce do skroni... I miała zamknięte oczy. Ale nie spała, przyspieszony oddech był tego dowodem. Nie spała i nie próbowała zasnąć. Zajmowała się czymś innym. Nie było przy niej ani różdżki, ani latarki magicznej czy czegoś, co zajęłoby jej uwagę. Co się zatem działo?
Wkradł się do pokoju i stanął przy ścianie wstrzymując oddech pewien tego, że zaraz go zobaczy i będzie krzyczała. Już chyba była tego bliska szczególnie gdy jej usta ułożyły się w kółeczko. Milczał nie wiedząc czy w ogóle powinien zabrać głos. Naruszał jej intymną przestrzeń. Chciał ją poznać, ale teraz wygrywała z nim ciekawość. Wciąż wydawało mu się, że dzieje się coś ważnego. Pozwalał temu trwać głęboko wierząc, że jeśli teraz miałby to przetrwać, to nie mógłby nigdy sobie tego wybaczyć, a ona mu.
Przysunął się do łóżka i opierając o nie głowę spokojnie skupiał się na każdym elemencie jej spinającego się ciała, rozpuszczonych włosów, skołatanych, zapędzonych gdzieś myśli.
Nie było jej tu. Gdzieś indziej szły jej oczy, gdzieś indziej kierował się jej głos.
Gdzie była?
Chciał jej poszukać. Ale specjalnie nie zostawiła śladów.
Milczał więc dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mila F. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : VI
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 265
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 69
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9217-mila-f-zoellis#258130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9219-i-don-t-want-to-be#258142
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9218-mila#258139
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9220-m-f-zoellis#258145
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptyPią Sie 22 2014, 22:58

Światło przychodziło i uciekało, szarpało ją, jej nerwy, jej mięśnie. Czuła dokładnie każde ukłucie fałszywej rzeczywistości, przed którą tak się wzbraniała. Ile to już dni? Kilka? Kilkanaście? Z pewnością niewiele odkąd ostatni raz opuszczała swoje chude ciało by podróżować w innym. Nie mogła się zdecydować, który punkt widzenia obrać za ten właściwy. Jednocześnie czuła, że uczestniczy w dziejących się wydarzeniach i że jej tam nie ma. Nawet kiedy chciała, nie dawała rady spojrzeć na siebie. Nie umiała odwrócić wzroku od tego o czym śniła bez spania. Nigdy też nie przytrafiło jej się tak, by znosiła to dobrze. Nie chciała tego daru i nie umiała się nim cieszyć. Przeczuwała, że to jest prawdziwe, ale jednocześnie nienormalne. Czuła się jak wyrzutek i odmieniec. Załkała.
- Nie zrobi Ci krzywdy, tylko bądź grzeczna. Grzeczna…
Już sama nie rozumiała, czy wmawiała to dziewczynce, czy samej sobie.
Nie rzucała się po łóżku jak raniona sarna. Nie odgrywała scen opętania, nie lewitowała bez zaklęcia, nie wymiotowała na boki. Wszystko wyglądało jak jeden wielki koszmar, który nie był cierpliwy i nadszedł zbyt szybko. Nie dałoby się tego rozrysować w przejrzysty sposób. Zazwyczaj wygląda to tak, że dziecko drży skulone pod kołdrą i jeszcze czuje w ustach słodki posmak czegoś dobrego, kiedy wielki, ciemny cień już stoi w kącie. Przesuwa się wolno i jakby leniwie. Ma czas. Dokładnie rozścieła senną płachtę nad łóżkiem i przeobraża w ciasny, lepki kokon utkany ze strachu i bólu dalekiego od fizyczności. Wszystko przebiega spokojnie i jedynie kończy się nagle. Zupełnie jak zły sen.
Tym razem wszystko było nie tak. Nim zdążyła odpłynąć, Mila już została pochłonięta przez ciemność. Cała płynność poprzedniego obrazu zawierała się w chaotycznych cięciach i nic do siebie nie pasowało. Zupełnie nie odczuwała obecności Xaviera i ten mógłby nawet schwycić ją za rękę, a ona by nie odpowiedziała, bowiem… Nie było jej. Faktycznie. Trafne spostrzeżenie godne bystrego chłopca. Była jak kojot schwytany w pułapkę, lecz problem polegał na tym, że nie potrafiła odgryźć sobie łapy. Tłukła się, leżąc i trąc rękami po skórze. Nie była wystarczająco silna. Robiła brzydkie grymasy i rodziła jęki. Miauczała płaczliwie w momencie, gdy widziała jak duża, męska dłoń przesuwa się po policzku dziewczynki. Nie będzie jej pamiętała, tak. Mimo to cała empatia jaką w sobie mieściła zadziałała, a Mila zapragnęła odsunąć rękę chociaż nie mogła. Śniła sen, który nie należał do niej i robiła to całkiem długo. Xavier pewnie nie zauważył upływu czasu, jednak i ona nie była świadoma. Wszystko kończyło się tak, jak powinno… Poczuła, że spada gdzieś w bezdenną pustkę, a mięśnie zareagowały same, kurcząc się naraz w próbie obrony przed bolesnym obiciem o dno. Gwiazdy na nocnym niebie zmieniły swoje położenie i bliżej było do świtu, niż do zmierzchu. Ile mogła tak leżeć i podglądać? Niespokojne ruchy przeobraziły się w płytki, nerwowy oddech, ciche protesty zaowocowały krótkim, urywanym krzykiem. Szare tęczówki błądziły zdezorientowane po suficie, ścianach i jego twarzy. Nierozumiejąca, zagubiona i pełna nienazwanego strachu wróciła. Nie wiedziała nawet, że potrafi mówić.
Dzień dobry, Xavierze. Czy ujrzałeś to, czego tak bardzo pragnąłeś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Xavier Y. Zoellis

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 319
  Liczba postów : 251
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8082-xavier-yuri-zoellis#225133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8085-pamiec-to-przeklenstwo#225137
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8083-pamietam-kazdy-list#225135
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8149-xavier-yuri-zoellis
04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8




Gracz




04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów EmptyNie Sie 24 2014, 19:39

Patrzył, bo nigdy czegoś takiego nie doświadczył. Nie karmił nigdy oczu czyimś szaleństwem, bo był zbyt zaślepiony swoim. Milczał w tym wszystkim. Uważał, że właśnie tak być, że gdzieś to się spala, zapętla. Teraz jednak począł dostrzegać coś więcej. Była odłączona. Czy był to skutek uboczny grzebania w jej głowie? Nie wiedział czy powinien zawołać pomóc czy tu tkwić. Coś mu jednak szeptało, że jeśli się teraz ruszy to coś się wydarzy. Coś bardzo złego, a może gorszego niż sobie wyobrażał. To była prosta droga do zauważenia czyjegoś szaleństwa. A może to nie było to? Kto wie co widziała. Gdyby mógł zobaczyć to co ona, utopić się w tym kontekście snu, choć na chwilę zobaczyłby coś innego. Jak zareagowałby na uspokajanie przez Milę małej dziewczynki? Przytrzymałby ją za ramię, by powiedzieć, że mama go uczyła, żeby nie rozmawiać z obcymi? Co dałyby te wątpliwości? Zupełnie nic. Pewnie odsunąłby się dalej, bo to nie jego obrazek, nie jego świat i w końcu czekałby na zakończenie projekcji. Potem również by nie komentował. Niektóre rzeczy należało przemilczeć. Wrażenia zaszyte w ciszy smakowały lepiej i dały się bardziej przetrawić w dobrej, wygodnej samotni. Tak bezpieczniej... Lepiej. Jakoś stabilniej.
Patrzył teraz na nią uporczywie zastanawiając się dlaczego... Dlaczego na jego drodze stanęła kolejna, dziwna osoba. Westchnąwszy przejechał dłonią po grzebiecie głowy jak zawsze wtedy gdy za bardzo się stresował i miał nieodparte wrażenie, że po prostu sobie nie radzi. Chyba nawet nie miał świadomości, że w jego przypadku był to odruch bezwarunkowy. W każdym razie mimowolnie odchrząknął bez świadomości tego, co powinno się teraz wydarzyć.
Z bijącym sercem przysunął dłoń do jej dłoni, ale nie odważył się do tego, żeby położyć ją na niej... Ścisnąć czy coś. Bo niby w ramach czego? Jakiegoś wsparcia? Jęknął niezadowolony, bo to wszystko wydało mu się bardzo skomplikowane, że poderwał się z miejsca i stał teraz nad nią jak cień, by wycofać się powoli z pokoju i zniknąć u siebie, zatrzaskując dębowe drzwi i siadając tuż przy nich na zimnej podłodze, co by wszystko przeanalizować.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QzgSDG8








04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty


PisanieTemat: Re: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów   04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów Empty

Powrót do góry Go down
 

04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: 04.07.2008r. - adopcja kolejnego dziecka Zoellis'ów QCuY7ok :: 
retrospekcje
-