Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 21
Skąd : Rosja, Syberia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 2702
  Liczba postów : 1925
http://www.czarodzieje.org/t8036-zilya-nikolaevna-fyodorova
http://www.czarodzieje.org/t8073-syberyjska-dzikuska#225025
http://www.czarodzieje.org/t8071-syberyjska-sowka#225017
http://www.czarodzieje.org/t8067-zilya-fyodorova




Administrator






PisanieTemat: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Wto Lip 15 2014, 12:17

First topic message reminder :


Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"

Ta jedna z najpopularniejszych restauracji w Anglii od lat jest już prowadzona przez jedną rodzinę, która z pokolenia na pokolenie przekazuje sobie tajniki swych potraw. Wnętrze jest bardzo eleganckie co idealnie komponuje się z wysokimi cenami na karcie potraw. Jeżeli chcesz tanio zjeść, idź gdzie indziej. Jednak jeśli chcesz zaimponować swojej towarzyszce zabierając ją na wykwintną kolację, to idealne miejsce! Wszystkie potrawy i alkohole dostępne z tego spisu.

Dodatkowo, jeśli nie wiesz na co się zdecydować, możesz rzucić kostkami:

1 - Ojej, Gruba Sally, zapałała do ciebie wielką sympatią i uznała, że wyglądasz strasznie mizernie, dlatego nie pytając, na co masz ochotę, przyniosła ci ogromny stek z kołkogonka w bąbelkowym sosie. Wygląda wspaniale, ale czy podołasz takiej porcji?
2 - Jakoś nie mogłeś się zdecydować, więc wybrałeś potrawę, której nazwa najbardziej ci się spodobała, a był to Rozhasany Hipogryf, smakowita sałatka z kurczakiem.
3 - Dzisiaj masz ochotę na coś naprawdę ostrego, dlatego zamawiasz Smocze Naleśniki, jednak nie wziąłeś pod uwagę, że są naprawdę ostre i zacząłeś ziać ogniem, spopielając serwetki i obrus. To dopiero widowisko!
4 - Wygląda na to, że w natłoku obowiązków kelnerka pomyliła zamówienia i przed twoim nosem wylądował talerz z Zapiekanymi Paluszkami. O reklamacji nie może być mowy, więc wolisz spróbować, czy głodować?
5 - Zima dała ci już w kość, więc nazwa "Merlin na Bahamach" bardzo podziałała na twoją wyobraźnię. Już po chwili pałaszowałeś doskonałą sałatkę, marząc o cieple i wakacjach w jakimś ciepłym kraju.
6 - Zamówiłeś pierwszą lepszą potrawę, którą okazały się być hopki-ukropki, rosyjski przepis, ale bardzo rozpowszechniony we wszystkich zimnych krajach. Nie wiedziałeś tylko, że twoje jedzenie zacznie uciekać w radosnych podskokach. Dalej, goń je, zanim rozbiegną się po całej restauracji!

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 31
  Liczba postów : 92
http://www.czarodzieje.org/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://www.czarodzieje.org/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://www.czarodzieje.org/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://www.czarodzieje.org/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Sro Mar 14 2018, 01:02

Jego uśmiech sprawiał, że nie czuła zdenerwowania. W normalnej sytuacji gdyby była tu z kimś innym czułaby zapewne stres. Była kobietą, posiadanie jajników dawało więc szybką możliwość kwestionowania swojej wartości. Dlatego pewnie zastanawiałaby się czy na pewno ubrała się dostatecznie elegancko, czy jej towarzysz odpowiednio się bawi i czy na pewno nie dałoby się podzielić rachunku na pół. Zamiast tego siedziała wygodnie, uśmiechała się lekko, wręcz tajemniczo nie odrywając zaciekawionego spojrzenia od jego nieogolonej twarzy. Spokój, tylko dlatego, że się uśmiechał.
- Złocisty Feniks? - powtórzyła kiedy tylko kelner odszedł by czynić swe obowiązki. Jasne brwi uniosły się w jawnym niedowierzaniu, aby zaraz stwierdzić:
- W rewanżu powinnam chyba ściągnąć jakąś linię produkcyjną dobrej whiskey pod Twój dom - bowiem w jej głowie już malowała się wizja kucharza, który bez najmniejszych oporów za pomocą dużego tasaka pozbywa się głowy najprawdziwszego w świecie feniksa, by otoczyć go złotą panierką i upiec niczym najzwyklejszą w świecie gęś. Wiedziała o tym jak cenne są to zwierzęta, nie tylko pod względem materialnym, a że nie miała w swojej karcie cen mogła jedynie wyobrażać sobie dużą ilość zer po jakiejś znaczącej cyfrze. W jej mugolskim języku oznaczało to nic więcej, jak udziały w jakieś gorzelni.
- Kwestia uczenia, kontaktu z uczniami- jak najbardziej tak. Fajnie dzielić się wiedzą, mam nadzieję, że zarażać pasją. Lubię młodzież, jakkolwiek patetycznie to nie brzmi. Dlatego to, że wstawiam Trolla za Trollem wcale mnie nie satysfakcjonuje, a nieco smuci - odpowiedziała na jego pytanie zanim sięgnęła po kieliszek wina unosząc go w ramach toastu:
- Za spotkanie - po czym ukryła swój uśmiech za czarą. Zaraz jednak wróciła do poprzedniego tematu:
- Mam jednak wrażenie, że strasznie szybko się starzeję i prędzej niż Edgar rzuci palenie to ja rzucę się w jakąś przepaść - podzieliła się jeszcze tą mniej kolorową stroną jej hogwarckiej rzeczywistości licząc na zrozumienie. A miała wrażenie, że Bergmann doskonale ją rozumiał i był wyjątkowo dobrym sojusznikiem.
- A co u Ciebie? Nadal jesteś natchnieniem młodych panien do transmutacji guzika w mysz i odwrotnie? - puściła mu oczko, a w jej głosie słychać było rozbawienie. On mógł spokojnie sobie kisnąć w pracy. Na brodę Merlina, ale z niego szczęściarz!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2691
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1860
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Czw Mar 15 2018, 11:27

- Całe szczęście, żaden feniks nie zdołał na tym ucierpieć - postanowił ją (mimo wszystko) upewnić. Sam, niegdyś, czuł się podobnie; niektóre, ba, liczne magiczne nazwy, były delikatnie ujmując ekscentrycznymi, były dziwaczne, jak pewnie zdołałby stwierdzić niejeden, rzucający spojrzeniem mugol. Feniksy były niemniej zbyt szlachetne, zbyt szanowane, zbyt rzadkie - aby czarodziej był zdolny podnieść na nie zaklęcie - albo co gorsza ostrze, w celu banalnej konsumpcji.
- …znowu byłbym dłużnikiem - przyznał półżartobliwie. Uczynił wszystko bez cienia interesu w inicjowanym spotkaniu; zrobił to dla nich, dla wspólnie spędzonej chwili - oswobodzonej od obowiązków związanych z pracą.
Czyżby powołanie?
Jak mniemał - to dobrze. Osobiście nie był w tej pracy dla chęci przekazywania wiedzy, choć nie wygłaszał tego zbyt głośno - oraz paradoksalnie, obserwujący ludzie stwierdzali najzupełniej inaczej. W uniesionym kieliszku wina mrugnęło kilka zbłąkanych promieni światła; bukiet zapachu wypełnił wpierw strumień zaczerpniętego powietrza - wkrótce, naczynie z napojem zawędrowało ku rozchylonym ustom.
- To minie. Nie jest to pierwsza próba - oznajmił, słysząc dysonans zwątpienia. Fakt faktem, Edgar Fairwyn rzucający palenie był tysiąckroć gorszy, bardziej niestety rozmowny od standardowej, przez większość czasu ponuro milczącej wersji. - Uczniowie będą po twojej stronie. W końcu to dla nich chcesz się rozwijać, prawda? Niekoniecznie dla niego - powiedział wyłącznie luźno. Nie sądził, by jego słowa miały specjalną wartość - chociaż na pewno nieobojętność była wskazana w tej kwestii. Miała jeszcze sporą liczbę rodzeństwa, które ją dodatkowo wspierało; oraz, co najważniejsze, chciała wykonywać tę pracę i współpracować z młodzieżą. Opinia o Edgarze Fairwynie była z kolei niezmienna, zarówno pośród nauczycieli jak uczniów.
- Udam, że nie słyszałem nic o starzeniu - dodał. Prędzej on mógłby mówić o przemijaniu, o zbliżającej się, czwartej egzystencjalnej dekadzie (ba, sam wyglądał na znacznie starszego). Odebranie tej wypowiedzi od młodej, pięknej kobiety było niedorzecznością - i przy tym wolał pozostać.  
Zaśmiał się krótko, nim odpowiedział na jej pytanie.
- Na tym poziomie - przyznał; były to czary oczywiście związane z początkiem nauki - prędzej nie natchnieniem a katem. Wszędzie są jakieś problemy - dodał. Miał przedmiot obowiązkowy, zaś transmutacja budziła w uczniach skrajne emocje - część uwielbiała tę sztukę, druga część przychodziła niczym na swoje ścięcie. Niedługo potem zagościł kelner; orzeźwiający aromat imbiru mieszał się ze słodkimi jabłkami oraz pieczonym mięsem.
- Obecnie jednak, przez kilka najbliższych godzin - skorzystał z okazji, aby rozproszyć mroki dnia codziennego, o których jeszcze przed momentem konwersowali - wszystko będzie przebiegać po twojej myśli. - Zakończył dość tajemniczo. Jak mógłby nie zaserwować jej w tym przypadku potrawy, w której nie byłaby odczuwalna magia?

______________________

cold silence
Has A tendency to Atrophy any Sense of compassion between supposed lovers And the circling is worth it Finding beauty in the dissonance
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1755
  Liczba postów : 316
http://www.czarodzieje.org/t9541-sweeney-h-henley#265770
http://www.czarodzieje.org/t9544-shh#265820
http://www.czarodzieje.org/t9543-lancelot-bardzo
http://www.czarodzieje.org/t9554-sweeney-h-henley#266391




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Czw Mar 15 2018, 22:01

- Na poważnie? – Uniósł brwi zachwycony tą informacją. Czy ona naprawdę sądziła, że stare, zakurzone tradycje wciąż pozostawały w mocy? Czyżby niczego jeszcze w życiu nie osiągnęła przez fakt pozostania niezamężną? Gdzie ją to stawiało w czarodziejskim świecie? Jeżeli szukała swojego miejsca, chyba nie mogła trafić gorzej. Sweeney Henley nie był dobrą partią do ustatkowania się i pokazania innym, że jest się takim samym jak oni. Podobne mrzonki nie znajdowały się w sferze jego zainteresować zarówno dzięki wspaniałemu wychowaniu, jak i otoczeniu, w którym wyrósł na tego, kim był w chwili obecnej. - Sugerujesz, że jestem Ci potrzebny do tego, żeby ktoś Cię wreszcie zauważył? Gąsko, nie jesteś małą laleczką wołającą z tekturowego pudła o atencję. Dobrze mi się zdaje, czy też reprezentujesz sobą jakiś poziom wtajemniczenia w magiczne ciekawostki i potrafisz sama zawiązać swoje buty? Popraw mnie jeśli się mylę, ale chyba nie musicie już walczyć o swoje prawo do głosowania.
W jakim ciemnogrodzie ta kruszyna się wychowała? Szalała z teoriami zupełnie, jakby intuicyjnie chciała mu się przypodobać podobieństwem do jego matki i tu niestety strzelała sobie w stopę. Wcześniejsza wysoka nota za twarz i niezgorszą prezencję spadła o jeden szczebelek w chwili, gdy tylko otworzyła usta. Wciąż miała szansę wygrać ten pojedynek, jednak jej tok myślenia pozostawiał wiele do życzenia. Zdawała się lekko zaszczuta niczym małe zwierzątko szukające schronienia pomiędzy wnykami. Gdyby siedziała naprzeciw każdej innej osoby niż Sween, zapewne otrzymałaby wsparcie z tytułu jedynie empatycznej więzi z jej smutnym losem. Widać niektóre babeczki wciąż miały w życiu przesrane.
Umościł się na krzesełku w nieco wygodniejszej pozycji, zdobywając nad Segowią przewagę w tej słownej utarczce. Tak, miał tu moc decyzyjną i wcale nie musiał zgadzać się na warunki jakie mu przedstawiono. Nie posiadał nad sobą kata, zaś dobry wydźwięk swojego imienia zapewniał sobie sam. Niekoniecznie wśród szlachty, chociaż i tam szło mu całkiem zgrabnie. - Jeśli sądziliście że jak piesek zamerdam ogonkiem i zdam się jedynie na to co przeczytałem, to bawicie mnie bardziej niż się tego spodziewałem. Chciałem Cię poznać i zasięgnąć języka, nie widzę więc powodu, dla którego musiałbym jakoś przed Tobą wypadać – czy źle, czy dobrze. Ty też nie musisz. Jesteś dorosłą dziewczynką i możesz decydować, czy bawisz się w ten teatrzyk, czy się od niego odcinasz. – Nie spuszczał z niej wzroku, ciekaw reakcji. Jej rodzinne problemy obchodziły go tyle co rozterki każdej innej osoby na tej sali. Fakt, że znał jej imię wcale nie stawiało jej w lepszej sytuacji. Jedynie się znali, nic nie czyniło z nich choćby przyjaciół, by zgłębiać arkana wymogów i zakazów, jakim była poddana. Mógł oczywiście narobić jej koło ogona. Odpisać na list i zanegować jego postanowienia, tłumacząc się jej naganną postawą, czy ofensywnością. Po co jednak miałby się trudzić, skoro nie stanowiło to dla niego żadnej rozrywki? Dopadał go marazm i jak jeszcze nigdy potrzebował popchnięcie w kierunku jakiejś akcji. Dlatego z chęcią wysłuchał jej porad, nie wskazując na to czy jest nimi zainteresowany, czy zwisały mu może kalafiorem. Raz za razem zniecierpliwionym gestem dłoni odprawiał kelnera, całą swoją uwagę skupiając na ślicznej, młodej buźce przed sobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -135
  Liczba postów : 197
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Nie Mar 18 2018, 22:24

W pewnych kręgach? Owszem. Tak właśnie było, z czym nie mogła się pogodzić. Wręcz wyśmiewała tego rodzaju tradycje, które i tak pod wieloma względami udało jej się nagiąć. Jednak czy musiał o tym wiedzieć? Niekoniecznie. Jej walka z rodziną była jej prywatną sprawą. Dawno temu postanowiła odciąć się od tego, co reprezentował jej ojciec i matka. Była dumna z tego, co osiągnęła... Nikt jej tego nie zabierze. Jednak tak samo jak on przyszedł tutaj dzisiaj na spotkanie z nią, zobowiązany wobec podpisu dawno nieżyjącego ojca... Ona postanowiła przyjąć to, co jej oferowali. Nieważny był fakt, że czuła jakby coś komuś odebrała.
-Skończyłeś? Świetnie.-Powiedziała, poprawiając się na miejscu. Znużyła ją jego wypowiedź, uznając, że niepotrzebnie marnował swój czas. I oczywiście jej samej.-Wydaje Ci się, że masz jakiekolwiek pojęcie o rzeczywistości, do której umownie masz wejść. Jednak nie masz. Ten ślub jest potrzebny mojemu ojcu. On wciąż żyje w tym świecie, obraca się wokół ludzi, którzy wręcz tego oczekują.-Wzruszyła lekko ramionami. Czemu mu to mówiła? Nie wiedziała powodów, dla których nie miałaby tego zrobić. Choć arogancja i pewność siebie mężczyzny zdecydowanie stawiała go w nieprzychylnym świetle. Dla niej nie stanowił żadnego problemu, wiedziała tylko, że nie tego oczekiwał jej ojciec. Nie zechce głosu sprzeciwu, czy jakikolwiek dezaprobat. Taki był i nic tego nie zmieni... Choć podczas całego procesu jej wychowywania, musiał zmierzyć się z wieloma trudnościami.
-Nie dostanę się do pewnych informacji, nie posiadając Cię u swego boku. I szczerze? Zwyczajnie nie chcę toczyć kolejnej walki w podążaniu za tymi rzeczami. Jak nie Ty, to inny... Choć podpisy złożone przez naszych ojców są dosyć wiążące.-Delikatne wzruszenie ramionami. Jeżeliby tylko zechciał, może toczyć swoją własną walkę, o prawo do wyboru i rezygnacji z tego całego cyrku. Nie przeszkadzało jej to...
-Teoretycznie, do całego tego przedstawienia nie powinno dojść. Uznaj więc to za dosyć zabawny żart.-Powiedziała, a jej wargi wygięły się w dziwnym uśmiechu, trochę kpiącym, trochę ironicznym. Zwał jak zwał.
Nie potrzebowała niczyjego wsparcie, ani przypodobania się komukolwiek. Szczególnie osobie jego pokroju. Myślał, że swoją niechęcią i ostrymi słowami zrobi na niej wrażenie? Zapędzi ją w róg, rzucając ukrytymi między słowami obelgami i uwagami. Nikt nigdy jej nie zaszczuł, słowa nie raniły jej tak, jak powinny. Nie był dla niej nikim, z którego słowami mogłaby się liczyć, wiedząc, że połowa z tego co mówił... Mijała się z rzeczywistością. Jednak nie sprostowała jego odpowiedzi, nie wyprowadziła go z błędu. W jakim celu? Jakim była w tym momencie dla niego autorytetem? Po co miała się bronić? Potwierdziłaby tylko to, co już o niej myślał. Nie widziała w tym żadnej zabawy.
-Nie nadawałbyś się na salonowego pieska. Troszkę za dużo szczekach, a założę się, że również gryziesz.-Mruknęła, opierając podbródek na złączonych dłoniach. -Skoro naprawdę nic Cię tutaj nie trzyma i Twoim zdaniem możesz odejść. Proszę... Uczyń nam tę przyjemność i wyjdź. Skoro niczego Ci w życiu nie potrzeba i to nie Ty podpisałeś umowę, proszę bardzo. Chcę zobaczyć jak daleko zajdziesz.-Ton jej głosu był spokojny. Była nawet ciekawa... Poniekąd ją bawił. Jakby cała jego postawa w pewien sposób intrygowała... Czy chciała zobaczyć co jeszcze mógł jej przygotować? Kto ją tam wie. Był wyzwaniem dla jej ojca, dla całego tego przedsięwzięcia. Byłaby wysoce zawiedziona gdyby stanęła przed nią zahukana osoba. Podążająca ślepo tam, gdzie jej każą.
Fakt. Jej problemy rodzinne to nie jego interes. Choć czy kiedy wejdzie do tego kręgu, czy nie stanie się jednym z wtajemniczonych? Tak czy inaczej, wiedzieć coś o nich musiał. Chociaż te podstawowe rzeczy... Tak, jak ona miała pojęcia o tym, kim był jego ojciec. Nazwisko kilka razy pojawiło się w papierach, przez które początkowo musiała przebrnąć. Zastawiające było to, jakim cudem osoby pokroju ich ojców doszły do wnioski, iż zawarcie podobnego układu jest odpowiednie.
-Myślisz, że gdybym czegoś nie chciała... Tkwiłabym w tym miejscu i rozmawiała z Tobą?-Mógł czuć nad nią przewagę, mógł myśleć cokolwiek mu się podobało. Były to jednak tylko i wyłącznie jego przemyślenia i uwagi. Jaka była prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 31
  Liczba postów : 92
http://www.czarodzieje.org/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://www.czarodzieje.org/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://www.czarodzieje.org/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://www.czarodzieje.org/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Sro Mar 21 2018, 01:08

Całe szczęście, żaden feniks nie zdołał na tym ucierpieć.
Wbrew woli odetchnęła z ulgą możliwe, że aż nazbyt widocznie. Lubiła zwierzęta, w końcu spędziła ponad dekadę z jednym kotem, który owszem, był przekochany, ale odczuła nieco ulgi kiedy już odszedł za tęczowy most. Własne zwierzę to zbyt duża odpowiedzialność, jak na wyedukowaną dziewczynę z pieprzem w tyłku. Wcześniej nie miała mieszkania, stałej pensji i zobowiązań. Teraz jej sytuacja prezentowała się inaczej. Na tyle inaczej, żeby móc rozważać związanie swojego losu z losem jakiegoś czworonoga, najchętniej znów kota. Feniksy były dla niej piękne i majestatyczne, ale też zbyt wytworne i nieobliczalne by nie odczuwać wobec nich lęku. Przynajmniej takie było zdanie Rosaline, bo o ile zwierzęta lubiła tak samo nieco się ich bała. Nieobliczalność traktowała ulgowo zwykle tylko w swoim zachowaniu.
- Skoro nie pierwsza to zapewne też nie ostatnia. Myślałam, że tchniesz we mnie nieco nadziei, bo prawdę mówiąc miałam nadzieję, że świeże powietrze go wykończy - zażartowała, chociaż czy tak naprawdę do końca to był żart? Edgar jej nie oszczędzał, wręcz przeciwnie. A to ją tak niezmiernie irytowało ponieważ...
- Prawdę mówiąc sądziłam, że z szefem będzie łatwiej. Zwykle mężczyźni dają mi taryfę ulgową, bo jestem blondynką o zbyt długich nogach, a tą kartą bardzo łatwo jest grać. Szkoda, że nie z Fairwynem - może zbyt dużo szczerości jak na jeden wieczór, ale dzisiaj planowała się nie krępować. Dawno nie mówiła tego co tak naprawdę myśli starając się składać sentencje w nazbyt uprzejmy, amerykański sposób. Ma być przecież miło, za każdą cenę, prawda? Dobrze było na chwilę zrzucić tą maskę szerokiego uśmiechu, który miała nadzieję, że dla starego Brytola był tak samo irytujący jak dla niej cała jego osoba.
- Coś jednak wiesz o karcie "przystojny i tajemniczy", prawda? Krążą plotki, że dziewczęta marzą o tym, żebyś poświęcił im choć krztynę uwagi, a klasa pęka w szwach - uniosła jedną brew przyglądając mu się nieco spod rzęs. Sama była w fanclubie Bergmanna. Ciężko było nie być, w końcu sprawiał wrażenie bycia blisko ideału.
- Och, czy to oznacza, że przesadzimy z winem i ruszymy na podbój jakichś parkietów? - zaśmiała się lekko zanim wzięła się za jedzenie. Jeden kęs sprawił, że aż przymknęła na chwilę oczy rozkoszując się cudownym bukietem smaków który wykwitł na jej podniebieniu.
- Tak musi smakować niebo - nie, biedna Rose. Tak musi smakować Felix Felixis, ale co ty tam wiesz...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2691
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1860
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Sob Mar 24 2018, 10:39

- Wybacz. Bywam sceptyczny - przyznał bez zawahania; zrekompensował swój zatwardziały realizm uśmiechem. Szczycił się wielokrotnie mianem człowieka twardo stąpającego po ziemi, człowieka - który miał doskonałe pojęcie ciosanej ostro, namacalnej i wszechobecnej okrutnie rzeczywistości. Z drugiej strony (o czym nie każdy pragnął odkrywać świadomość), wyśmienicie odnajdywał się w wykreowaniu metafor, wieloznaczności słów oraz gestów, wprost uwielbiał prowadzić gry, z pozoru niewinne, subtelne, lekko uwidaczniane w rozmowach. Dokładnie jak teraz - balansował na płynnie namalowanej granicy. Nie adorował z przesadą, nie przymilał się w żadnym stopniu na siłę; zarazem nie konstruował swych wypowiedzi w typowym sensie neutralnie. Jego ciekawość, jego zaabsorbowanie były nienatarczywe - mogły oznaczać coś, mogły też nic nie znaczyć.
- Lubisz wykorzystywać słabości mężczyzn? - spytał półżartobliwie, z mrugnięciem krótkotrwałego refleksu w jasnej oprawie tęczówek. Przyzwyczajona do roztaczanych ułatwień? Nawet bez wilich genów, kobieta mogła owinąć przedstawicieli płci brzydkiej dokoła palca. Jej bezpośredniość była zaskakująca, choć jak najbardziej obfitowała w prawdę. On również miał słabość do kobiet.
Jak niemal każdy.
Odstawił kieliszek wina na stół; napój poruszył się, z drobną falą na swojej tafli.
- Nie ufam plotkom - oznajmił, ciągle serdecznie, wciąż - nie do końca z powagą. - Wolę wierzyć, że to zasługa sposobu, w jaki prowadzę zajęcia. - Wbrew pozorom (jak uważała część nielubianej rodziny, ogół szeroko pojętych przeciwnych osób) nie był narcyzem. Oddawał się przede wszystkim odmętom pewnych przekonań, tyczących się własnych talentów oraz umiejętności. Miał absolutne zresztą ku temu prawo - w przypadku transmutacji, którą to zgłębiał przez lata.
- Nie zaprzeczam - zaśmiał się cicho, krótko; nie przewidywał, co jeszcze zdoła sprowadzić wieczór. Nie pragnął wiedzieć za wszelką cenę - najlepiej było tylko i aż się przekonać. Felix Felicis miał specyficzne własności, które chcąc nie chcąc sprowadziłyby na nich zgodę, a on - nie zamierzał sam z siebie prędko zakańczać spotkania.
- Zasługuje na odpowiednią okazję - schlebił ze wszechobecnym, pogodnym wyrazem twarzy. Sam również przełknął kęs swojej porcji. Smakowała wybornie, zresztą nie bez powodu restauracja cieszyła się dobrym mianem.
- Planujesz zostać na stałe w Wielkiej Brytanii? - postanowił, w ramach normalnej, utrzymywanej rozmowy dowiedzieć się nieco więcej; wiedział - przecież podróżowała, lecz może Hogwart, deszczowe wyspy, były jej stacją na dłużej?

______________________

cold silence
Has A tendency to Atrophy any Sense of compassion between supposed lovers And the circling is worth it Finding beauty in the dissonance
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 24
Skąd : Nowy Jork, USA obecnie Londyn, UK
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 31
  Liczba postów : 92
http://www.czarodzieje.org/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://www.czarodzieje.org/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://www.czarodzieje.org/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://www.czarodzieje.org/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Pon Mar 26 2018, 15:20

- Obawiam się, że jesteś jednak realistą - odbiła piłeczkę uśmiechając się szeroko. Och tak, mogłaby narzekać na swojego szefa całymi godzinami i to prawdopodobnie lekko ukoiłoby jej gorycz rozczarowania, bo przecież miało być cudownie i fantastycznie. Dlaczego więc nie było? Czuła, że im bardziej się stara tym jest gorzej o ile to w ogóle było możliwe. I ciągle powtarzała sobie, że to nie ona jest problemem. Gdyby nie ta stała mantra już dawno wróciłaby na meksykańskie plaże by przynosić wstyd swojej rodzinie, albo wróciłaby to magicznych artrefaktów by szmuglować je podstępnie. Nawet w swojej pochwie, jeśli tylko zaszłaby taka konieczność. Swoją drogą całkiem nieźle jej szło w tym biznesie, nie spaliła jeszcze wszystkich mostów- byłoby super znów poczuć się wartościową. I korzystać w pełni ze swojej aparycji. I być złą dziewczynką, chociaż na chwilę.
- Każda różdżka ma dwa końce. Obawiam się, że mężczyźni są moją słabością - przynajmniej stawiała sprawę uczciwie. Nie zamierzała grać dużej cnotki, wstydzić się swojej przeszłości, a potem umierać ze strachu, że sprawa się kiedykolwiek wyda i jej reputacja legnie w gruzach. Wolała sama decydować o swoim życiu. Dlatego teraz jej policzki delikatnie się zarumieniły, ale nie odwróciła wzroku ani nie przestała się promiennie uśmiechać.
- W takim razie kiedyś będę musiała przyjść osobiście się przekonać - stwierdziła w końcu, aby zaraz znów upić łyk słodkiego wina. Może przy okazji nauczyłaby się czegoś i nadrobiła zaległości ze szkoły. W sumie to było co nadrabiać, bo tylko kilka dziedzin ją interesowało, reszta po prostu była i ona na zajęciach też była, ale jedynie ciałem.
Jedzenie było najprawdziwszą przyjemnością. Czuła jak smaki mieszały się jej na języku w idealne kompozycje, a wino zdawało się jeszcze wyostrzać te smaki. Zajęta konsumpcją na chwilę zamilkła. Pytanie Bergmanna zawisło na chwilę w powietrzu podczas gdy ona przeżuwała do końca zawartość swoich ust.
- Na razie nie planuję wyprowadzki. Anglia zatrzymała mnie na dłużej, bo praca i rodzina. Nawiązuję interesujące znajomości. Nie wiem czy zostanę tu na zawsze, ale nie zamierzam znikać z dnia na dzień - odpowiedziała między kolejnymi kęsami na chwilę znów zastępując rozmowę swoim cichym żuciem.
- A ty? Nie wracasz do Niemiec? Jakie masz plany na przyszłość? - zapytała, a jedna brew powędrowała mimowolnie do góry. Oczywiście, że była ciekawska. Która inna by nie była na jej miejscu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2691
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1860
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Sro Mar 28 2018, 01:54

Wargi nie ustawały w podtrzymywaniu uśmiechu. Czyżby - zamiast Płynnego Szczęścia w posiłku, zawarł w napoju krople Eliksiru Szczerości? Zaskakiwała go - pozytywnie, swoją śmiałością w podarowanych stwierdzeniach; zdołała bez zawahania utwierdzić w dalszej potrzebie rozwoju. Ciekawe. Doprawdy ciekawe.
- Jeden koniec jest zawsze ostrzejszy. - Oczy błysnęły enigmatycznie, kiedy w metaforycznej kontynuacji ukrywał swoją odpowiedź. Ona miała w rzeczywistości silniejszą władzę - mogłaby z powodzeniem urzec, następnie zranić każdego (cóż, Edgar Fairwyn był tutaj jakby potwierdzającym regułę wyjątkiem; on zresztą egalitarnie nie przepadał za wszelką, szeroko pojętą całością otaczających go ludzi).
Nie stwierdził swojej słabości do kobiet - czyż niemal każdy mężczyzna nie zwykł się tym odznaczać? Oczywiście - podobała mu się. Oczywiście - jeśli wyłącznie miałby sposobność, zagarnąłby ją dla siebie. To było naturalne, prawda? Nie lubił jednak obnażać się zbytnio ze wszystkich, wykreowanych zamiarów; z kolei samo spotkanie, już w sobie było przyjemnie spędzonym i dostatecznym czasem.
- Zapraszam. Będziesz zawsze mile widziana - powiedział szczerze. Wykłady miał on w zwyczaju prowadzić niezwykle rzadko - ostatnio, na scenie auli królował Craine; zamiennie za to, znaczną dość ilość lekcji prowadził pośród studentów. Z pewnością wyższy poziom wdrażanych zaklęć, o wiele bardziej mu odpowiadał - zamiast tej słynnej zamiany mysz w popielniczkę oraz następnie odwrotnie.
- Zostanę tutaj, mam zamiar kontynuacji badań - oznajmił. Trausnitz nie było dla niego. Kazali mu się wynosić. - Czekam, aż zakłócenia zanikną - dodał. Potrzebował wiarygodnych wyników; zamiast tego, rozwijał swoje zdolności w innych dziedzinach - choćby w zapominanych urokach oraz zaklęciach. Odrobina wolności, pragnienie przemieszczania się, nie uciekały jednak spod jego skóry.
- Na wakacjach wybiorę się w bardziej odległe miejsce - zauważył. Nie miał zamiaru tkwić wtedy tylko w Wielkiej Brytanii. - O ile, zgodnie z ostatnio kultywowaną tradycją, Hogwart nie zdoła zorganizować tego już za mnie. - Nie wiedział, czy słyszała o często podejmowanych, na przestrzeni minionych lat, wspólnych wycieczkach. Prawdopodobnie mogło powiedzieć jej na ten temat rodzeństwo.
- Na razie pozostaje mi spokój magicznego osiedla - przyznał już ostatecznie. Nie należał do zgromadzenia nauczycieli, którzy odwiecznie tkwili i nawet spali w szkole; wątpliwą przyjemność pozostawania na noc ograniczał wyłącznie do obowiązków dyżurów. Poza tym, z racji mieszkania w Londynie, ulokowanie przy ulicy Tojadowej nie wydawało się dla mężczyzny niczym niespotykanym, wręcz aksjomatem - o ile któryś czarodziej nie lubił nieustannie przebywać w otoczeniu mugoli.

______________________

cold silence
Has A tendency to Atrophy any Sense of compassion between supposed lovers And the circling is worth it Finding beauty in the dissonance
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 582
  Liczba postów : 508
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Sob Lip 07 2018, 01:01

Claude Faulkner znalazł się w takim momencie swojego życia, w którym zaczął odczuwać brak kobiety u swego boku. Problem polegał na tym, że o ile posiadał "wybrankę swojego serca", okoliczności nie sprzyjały im, by swoje uczucia pielęgnowali. Ba, nawet ich sobie nie wyznali, ponieważ chłopak został mocno urażony i uniósł się dumą, prawdopodobnie przekreślając wszystkie swoje szanse u owej dziewczyny. Musiał się z tym pogodzić, a szło mu z tym, cóż, niezbyt dobrze. Na tyle źle, że wręcz desperacko oglądał się za pannami na ulicy lub w biurze w Ministerstwie, kalkulując w głowie możliwości i rozważając, czy dobrą opcją będzie "spontaniczne" zaproszenie ich na kawę, herbatę, obiad, cokolwiek innego.
Trochę zmieniło się, gdy wygrzebał z szafki swojego wizbooka i ponownie wciągnął się w przeglądanie wpisów innych osób. Udało mu się nawet nawiązać znajomość z pewną piękną dziewczyną, nieco starszą od niego, Angielką, znaną zawodniczką Quidditcha. Mimo iż początkowo traktował ich korespondencję jako zwyczajny przejaw koleżeńskości, obopólna chęć nawiązania nowej znajomości, po jakimś czasie pewien pomysł zaświtał mu w głowie. Skoro tak dobrze im się do siebie pisze, może równie dobrze rozmawia im się na żywo? Może powinien zaproponować spotkanie w cztery oczy, przy kieliszku dobrego trunku i przy posiłku? Niewiele więcej myśląc, wystosował zaproszenie na randkę do restauracji "Kociołek Wszystkich Smaków" w Londynie na piątkowy wieczór.
I, na brodę Merlina, zostało ono przyjęte!
Wystrojony w koszulę, ciemne spodnie i brązową, skórzaną kurtkę, czekał pod wejściem do restauracji, nasłuchując stukotu obcasów (nie że zakładał, iż powinna przyjść w takowych, ale w jego wyobraźni tak jawił się obraz tajemniczej znajomej z wizbooka), wypatrując smukłej sylwetki i blond włosów. Niecierpliwił się, choć nie miał powodów, by przebierać nogami - był jeszcze czas.

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 56
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16310-jacqueline-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t16312-relki-uroczej-blondyneczki
http://www.czarodzieje.org/t16314-luwr#447620
http://www.czarodzieje.org/t16309-jacqueline-selwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Nie Lip 08 2018, 21:28

Pierwszy raz odczuwała niepokój, zastanawiając się, czy dobrze zrobiła przyjmując zaproszenie od faceta z wizzbooka. Czy to było rozsądne? Wydawał się miły w korespondencjach. Żaden podejrzany typ. Uroczy z wyglądu, wnioskując po zdjęciach na profilu, ale tak naprawdę się nie znali. Pierwsze wrażenie miało im wiele o sobie powiedzieć. Zmagała się z samą sobą, zastanawiając się, co powinna włożyć na randkę. Zresztą to tylko spotkanie, a ona czuła się jakby była przed owutemami. Tylko z tego, co pamiętała, to te testy były niemal przyjemnością, w porównaniu do tego, co teraz czuła. Po zdradzie narzeczonego nie była już pewna, czy powinna w ogóle zbliżać się do facetów. Lazare wydawał się idealny. Tyle lat z nim spędziła, żeby zaraz to dowiedzieć się, że tak naprawdę miał ją gdzieś. Wolał młodszą zdzirę o imieniu jakimś takim irytująco francuskim, a przecież Jacqueline miała dopiero dwadzieścia osiem lat! Tego nie można było nazwać starością, na miłość Merlina. Zapewne przewracał się w grobowcu, widząc, do czego zmierzał ten świat. Selwyn nie zamierzała pić eliksirów odmładzających i zagłębiać się w czarną magię. Taka była kolej rzeczy, wszyscy zmierzali na cmentarz i wcale przy tym nie młodnieli.
Idąc w stronę restauracji, nerwowo przygryzła wargę, na której widniał lekki błyszczyk o smaku wiśniowym. Dzięki temu szybko zdała sobie sprawę, że się denerwuje i powinna wyluzować. Zatrzymała się. Uśmiechnęła się uroczo, złapała blond kosmyk włosów i założyła za ucho. Ruszyła. Czerwona, lekka sukienka ze spontanicznymi wzorami, delikatnie dopasowywała się do jej pewnych ruchów. Biały sweterek, gdyby zrobiło się chłodniej i musiała wracać nocą, a także buciki. Claude Faulkner ani trochę się nie pomylił. Słychać było stukot obcasów, dochodzący od strony urokliwej blondyneczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 582
  Liczba postów : 508
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Wto Lip 10 2018, 01:22

Poprawił kurtkę, zupełnie niepotrzebnie, bo nic się z nią nie działo. Ani nie opadała, ani nie pomięła się. Nie zamierzał jej zapinać, nie chciał jej zdejmować. Po prostu denerwował się całym tym czekaniem, mając wrażenie, że każda kolejna minuta wydłużała się do rozmiarów godziny. Był niemal pewien, że po drugim z kolei mrugnięciu na niebie zacznie świtać, bo tak niesamowicie długo stał pod restauracją. Kilkoro ludzi wyszło, kilkoro weszło. Cholera, a co jeśli nie będzie wolnego stolika? Może powinien wejść i sprawdzić, ewentualnie zarezerwować? Byłoby to rozsądne, ale co gdyby w tym czasie zjawiła się jego randka i uznała, że Claude wystawił ją do wiatru? Nie chciał ryzykować... Nie wiedział tylko, czego bardziej.
Ostatecznie zdecydował się zostać przed wejściem i spojrzał na zegarek - cholera jasna, stał tu dopiero dwie i pół minuty?! I tylko w ciągu tych paru chwil przez jego głowę przebiegło tyle myśli? Merlinie, a miał wrażenie, jakoby mózg mu się już zmęczył od tych głębokich rozważań. Ale zaraz, co to? Ktoś nadchodził? Odwrócił się w stronę, z której dobiegł go odgłos stukających o bruk obcasów, licząc, że ujrzy przed oczami dziewczynę, z którą się umówił... I nie przeliczył się!
Jej blond włosy falowały delikatnie, gdy zbliżała się coraz bliżej na swoich długich nogach. Czerwona, wzorzysta sukienka podkreślała jej smukłą sylwetkę, biały sweterek dodawał dziewczęcości. Claude na moment zaniemówił - nie wiadomo, czy bardziej szokował go fakt, że znajoma z wizbooka faktycznie się zjawiła na miejscu, czy to, że wyglądała jeszcze lepiej, niż na zdjęciach?
- Cz-cześć - przywiał się i przy okazji zająknął. - Jacqueline, tak? - dopytał, bo byłby przypał, gdyby porwał do restauracji obce dziewczę. Na twarz przybrał szeroki, ujmujący uśmiech, a jego postawa ciała wyrażała delikatny dyskomfort. Powinien podać jej rękę? Ucałować wierzch jej dłoni, czy to zbyt creepy na pierwsze spotkanie?

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 56
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16310-jacqueline-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t16312-relki-uroczej-blondyneczki
http://www.czarodzieje.org/t16314-luwr#447620
http://www.czarodzieje.org/t16309-jacqueline-selwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Wto Lip 10 2018, 20:14

Spotkania między nieznanymi sobie ludźmi były pełne napięcia. Miało się wrażenie, że w powietrzu unoszą się lekkie wyładowania, a gdzieś w oddali szykuje się dobra burza z piorunami. Selwyn w przeciwieństwie do brata była bardziej otwarta, bardziej szalona, bardziej... Tak jej się wydawało. Może za dużo jej się wydawało. W końcu nie widziała całego świata, a Paryż. Uciekła stąd do innego faceta. Całe życie gonili ją mężczyźni. Uciekała od jednych, by być z tymi drugimi. Dlaczego za nią nikt nie mógł gonić? Bo to wszystko wyglądało, jakby to ona za nimi podążała. Na pewno miała jakiś problem, ale w obecnym czasie swojego życia, nie zauważała tego. Uważała, że faceci to kretyni, którym zależy, tylko żeby zaciągnąć ją do łóżka.
Claude Faulkner wydawał się inny, ale czy oni wszyscy na początku nie wydają się tacy? Rozmowa z nim przez wizzbooka naprawdę była świetną rozmową. Oczywiście to było tylko spotkanie, niewinna randka. Nie zamierzała od niego niczego oczekiwać. Po prostu zaproponował jej spotkanie, a ona się zgodziła. Czemu nie? Nie miała zamiaru przecież wychodzić za mąż. Chciała tylko prozmawiać z kimś realnym, niebędącym jej rodziną. Ostatnio nikogo tu nie znała. Większość znajomych wyjechała, robiła kariery, miała rodziny i nie dysponowali dużą ilością czasu. Claude pisał z nią na wizzie, czyli miał czas. Czas na jakąkolwiek znajomość, relacje opierającą się na wymianie zdań, opinii, a teraz spotkaniu, które miało dać im zarys tego, w co oboje chcieli zainwestować swój czas.
Jacqueline zatrzymała się przed mężczyzną wystrojonym w koszule, ciemne spodnie i brązową, skórzaną kurtkę. Tego faceta nie dało się nie zauważyć. Nie chodziło o strój, ale o jego włosy i piegowatą twarz. Uroczy i widocznie zdenerwowany. Selwyn nie przywykła do tego typu mężczyzn, ponieważ nigdzie nie mogła takich słodziaków spotkać.
- Tak. - Uśmiechnęła się, nieco pewniejsza i mniej zestresowana niż wcześniej. Tak to już z nią było przed wyjściem na boisko Quidditcha pożerał ją stres, ale już na boisku - była w swoim żywiole. Tak też się stało, gdy zobaczyła w końcu Claudea Faulknera.
- Ty musisz być Claude. - Wyciągnęła dłoń w jego stronę, chcąc po prostu ją uściskać. Nie oczekiwała przecież pocałunku wierzchu jej dłoni. Kto tak teraz robił? Uczyli gdzieś tego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 582
  Liczba postów : 508
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Czw Lip 12 2018, 02:29

Claude był człowiekiem z natury dość chaotycznym, próżno było w jego życiu szukać porządku, a w jego zachowaniach schematów. Może dlatego ostatnio coraz częściej myślał o tym, by w końcu wybrać się na kursy i postarać się o awans w pracy? Siedzenie za biurkiem godziło w jego niesamowicie duże pokłady energii i chęci do działania - papiery niestety nie pozwalały na spontaniczność, protokoły należało wypełniać skrupulatnie, starannie, linijka po linijce i wszystko w odpowiednim miejscu. A przecież Departament Magicznych Wypadków i Katastrof to miejsce, które z nazwy nie zapowiadało rutyny, prawda?
Zamiast pracy, Claude szukał wrażeń w codziennym życiu, wybierając się na ryzykowne eskapady, podróżując po świecie w poszukiwaniu tajemniczych artefaktów (i spójrzcie, jak mu się to opłaciło!), zwiedzając zjawiskową Dolinę Godryka, czy też zapraszając dziewczyny poznane na wizbooku na randki.
Żadnej z tych rzeczy nie żałował.
Jacqueline wyglądała naprawdę pięknie. Jej sylwetka była smukła, acz widać było wyraźnie, że miała do czynienia ze sportem. Zawodniczka Quidditcha, no nieźle, zawodowo dosiada drążki... Claude, spokój, ogarnij się! Zamrugał gwałtownie, odganiając od siebie podobne skojarzenia. Akurat on nie należał do tego typu mężczyzn, który podrywa panny wyłącznie w celu zaprowadzenia ich do łóżka - gdyby tak było, może nie musiałby przeżywać ponad rocznego celibatu. Niemniej jednak jego umysł krążył wieloma ścieżkami, niekiedy bardzo krętymi, a ta wydawała się być wręcz spiralą.
- Tak, zgadza się - przyznał, uśmiechając się szeroko i parskając krótkim śmiechem, jakby odkrycie jego tożsamości należało do dobrych żartów. Podał jej dłoń, ostatecznie rezygnując zarówno z energicznego potrząsania, jak i składania pocałunków, ograniczając się jedynie do bezpiecznej, neutralnej opcji. Między parą na dwie sekundy zapadła cisza, po czym Claude skinął głową w kierunku wejścia do restauracji. - Wchodzimy?
Miał ramię w gotowości, gdyby tylko potrzebowała wsparcia lub pomocy (obcasy potrafiły być zdradliwe). Przekroczyli próg lokalu, a Claude rozejrzał się od razu za kelnerem, który mógłby wskazać im jakiś wolny stolik. Gdy tylko przy takowym zasiedli i otrzymali kartę dań, chłopak spojrzał na nią i jego oczy natknęły się na coś bardzo znajomego.
- Z mojego doświadczenia, ponieważ byłem tu już kiedyś, nawet kilkakrotnie, nie polecam Smoczych Naleśników. Oczywiście jeśli lubisz ostre jedzenie, nie zabronię Ci, lecz doskonale pamiętam, jak po kilku kęsach zionąłem ogniem wkoło. Chyba nawet spaliłem obrus - powiedział, po czym zachichotał pod nosem. Och tak, żeby tylko jeden obrus... Mina momentalnie mu zrzedła, gdy przypomniał sobie dodatkowo, że tamtego dnia poznał Beatrice, dokładnie w tej restauracji, może nawet przy tym samym stoliku... Merlinie, co za niefart!

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 56
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16310-jacqueline-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t16312-relki-uroczej-blondyneczki
http://www.czarodzieje.org/t16314-luwr#447620
http://www.czarodzieje.org/t16309-jacqueline-selwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Nie Lip 15 2018, 11:13

Może mogło wydawać się to dziwne, ale gdzieś tam byli podobni. Gonili za marzeniami. Pełni energii i chęci, aby coś zmieniać. Selwyn w życiu nie usiadłaby za biurkiem, chociaż nawet kiedyś przeszło jej to przez myśl. Selwynowie kochali zwierzęta, ale i tak siedzieli za biurkami. Thomas, ojciec dziewczyny pracujący w Ministerstwie Magii w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami, zapewne miał ludzi od papierkowej roboty. Niestety jako szef, głowa departamentu bywało, że musiał zostawiać swoje podpisy na odpowiednich druczkach. Eleonora, matka Jacqueline uczyła w Hogwarcie. Nauczyciele zazwyczaj spędzali czas przy dokumentach, kartkówkach, testach, sprawdzianach. Jacy oni byli dla siebie okrutni.
Ona za to żałowała dwóch rzeczy w swoim życiu, być może nawet znalazłaby się ta trzecia rzecz. Nic związanego z teraźniejszością, a bardziej przeszłością. Dlatego wróciła do Anglii, rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu.
Jacqueline czy jednak dobrze zamknęłaś swoją przeszłość?
Wszystko może wrócić, jeśli nie uporamy się dobrze ze swoimi grzeszkami, czynami i bólami. Wspomnienia wracają, ale gorsze od nich jest tylko przeszłość, która może nieść ze sobą ludzi i nie tylko; wydarzenia, których nigdy byśmy nie chcieli spotkać i ponownie doświadczyć.
Weszła z Claudem do restauracji, nawet pozwoliła mu, aby służył jej ramieniem. Cholera, obcasy zdecydowanie bywały zdradliwe. Wiedziała o tym doskonale. Nigdy jednak nie potrafiła sobie ich odmówić. Faulkner, jak prawdziwy dżentelmen wszystkim się zajął. Dawno nie miała przyjemności być na takiej dobrze rozpoczynającej się randce. Sama trzymała się z dala od facetów, ale nie można było żyć w tej ostrożności całe życie. Zapewne nikogo nie poznałaby i skończyła jako stara panna, a nie chciała. Nie miała zamiaru tak skończyć. Potrzebowała tego męskiego silnego ramienia i dotyku, ale jeszcze nie teraz. Za wcześnie. Na randkę czasami jednak wypadało wyskoczyć. Nie musieli przecież kończyć od razu w łóżku. Fakt, że czasy teraz były dość chaotyczne i niewiele osób, mężczyzn czy nawet kobiet pamiętało o tych pięknych tradycjach, delikatnych nieśmiałych pocałunkach, dopiero po ślubie... Na Merlina, kto tak kiedyś wytrzymywał.
Przeglądała kartę z uwagą i zawtórowała śmiechem Claudeowi, który rzucił uwagę o smoczych naleśnikach.
- Zapewne nie jeden. - Dodała, bo pamiętała, jak sama podpaliła w kuchni firanki i nie tylko... Nagle znowu między nimi zapadła ta niezręczna cisza. Wyjrzała lekko za karty, przyglądając się z uwagą rudzielcowi. - Czy coś się stało? - Uchwyciła momentalną zmianę jego wyrazu twarzy. Być może powiedziała coś niestosownego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 582
  Liczba postów : 508
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Wto Lip 17 2018, 02:58

Awans w pracy zapowiadał się obiecująco, kurs na amnezjatora stał przed nim otworem i wiedział, że gdyby tylko chciał na niego aplikować dzisiaj, otrzymałby potwierdzenie rejestracji. Problem polegał raczej na tym, że była to bardzo istotna posada, którą zajmowali wyłącznie ci obdarzeni odpowiednimi kwalifikacjami. Ukończenie kursu jeszcze nie gwarantowało mu stołka w siedzibie amnezjatorów... Claude posiadał bardzo specyficzną aurę, która potencjalnym pracodawcom zazwyczaj kojarzyła się wyłącznie z brakiem profesjonalizmu i stanowiła ogromną przeszkodę w dalszym budowaniu ścieżki kariery - jak w końcu Ministerstwo mogłoby poświęcić pamięć i umysły mugoli w ręce tego roztrzepanego rudzielca?
Zwierzęta też zawsze lubił, lecz niestety one miały podobne odczucia względem niego, jak ludzie, z którymi musiał pracować. Konie, hipogryfy, testrale i inne kopytne bez żadnego problemu wyczuwały jego aurę i nie obdarzały go zaufaniem, w związku z czym w szkole zakazano mu zbliżać się do tych stworzeń bez nadzoru nauczyciela opieki nad nimi. O ile w teorii wiedział sporo, w praktyce radził sobie wyłącznie z gatunkami mało niebezpiecznymi. Nikt równie dobrze nie dbał o gumochłony co on...
Zachichotał, przytaknąwszy na jej słowa. W istocie, ostatnim razem, gdy jadł smocze naleśniki, podpalił nie jeden, a dwa lub trzy obrusy w restauracji! Swój i właśnie ten przy stoliku Beatrice. Przełknął głośno ślinę, bowiem dostrzegł, że Jacqueline zwróciła uwagę na jego chwilowe zamyślenie i poczuł się niezręcznie. Na tyle, na ile posiadał instynkt samozachowawczy i wyczucie smaku, wiedział, że nie powinien wspominać o innej dziewczynie podczas randki, wobec czego wysilił się na uśmiech i lekceważąco machnął ręką.
- Nic takiego, ogniste demony przeszłości - skomentował żartobliwie, po czym spojrzał ostatni raz na kartę dań. - Dla mnie będzie Merlin na Bahamach - zamówił przy kelnerze. - I lampka białego wina. Dwie - dodał jeszcze, posyłając blondynce ukradkowe spojrzenie. Gdy kelner zniknął z pola widzenia, zwrócił się do Jacqueline: - Z naszych rozmów wywnioskowałem, że latałaś dla narodowej reprezentacji Anglii! - zaczął, nie kryjąc w głosie podziwu. - Długo grałaś? Pewnie kosztowało Cię to wiele wyrzeczeń. Reprezentacja to spory kaliber.


5

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 56
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16310-jacqueline-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t16312-relki-uroczej-blondyneczki
http://www.czarodzieje.org/t16314-luwr#447620
http://www.czarodzieje.org/t16309-jacqueline-selwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Nie Wrz 16 2018, 10:10

Dawno nie była na randce, więc obawiała się, że zrobi coś nie tak. Już nie pamiętała, jak to jest pójść z kimś na obiad czy kolacje. Wiele się zmieniło, oj wiele... Miała wrażenie, że zaczyna nowy etap w życiu. Być może dlatego czuła się niepewnie, obawiając się na początku jakiejś wpadki. Nie żałowała, że zgodziła się na to spotkanie. Wiedziała, że musi w końcu wyjść do ludzi, na nowo poznać miejsca, które były jej bliskie i ludzi, którzy odeszli z jej życia, a teraz mogli powrócić. Jednak wolała zacząć przyjazd od spotkania nowych twarzy, osób, które jeszcze jej nie znają. Nie widzą w niej wad i błędów. Czuła się swobodnie przy Claude Faulknerze, mimo że na pierwszy rzut oka można było tego nie dostrzec. Miała nadzieje, że miło spędzą czas. Potrzebowała tego.
Uśmiechnęła się na jego żartobliwy komentarz. Ten sympatyczny rudzielec wiedział, jak rozluźnić atmosferę. Spojrzała w kartę, kiedy przyszedł kelner i z początku miała lekki zamęt w głowie, spoglądając na dania więc po prostu Jacqueline wybrała potrawę po nazwie. Mogło wydawać się do nieodpowiedzialne lub spontaniczne. Zapewne jedno i drugie, ale jeśli nie były to smocze naleśniki, to nie musiała się niczego obawiać.
- Dla mnie Rozhasany Hipogryf. - Lubiła hipogryfy. Miała do nich dobrą rękę. Claude od razu zamówił im lampkę wina, co do posiłku wydawało się najlepszą opcją w tej chwili.
- Tak. - Postanowili umilić sobie czas oczekiwania na jedzenie pogawędką o ich życiu zawodowym. Na początek; nie najgorszy pomysł na temat. - Niedługo grałam ponad dwa lata. Sport to na pewno wiele wyrzeczeń, ale pozwalał mi hartować charakter, siłę woli... Wystarczy kochać to, co się lubi, a pozytywny wynik każdego celu jest jak nagroda. Za każdym razem człowiek ma wrażenie, że jest silniejszy i zdoła zmierzyć się z każdą trudnością, jednak bywa, że sport daje, ale także i w każdej chwili może odebrać to, na co pracowaliśmy całe lata. - Westchnęła nieznacznie, a jej twarz przybrała nieco bardziej melancholijny wyraz. - A jak z twoimi umiejętnościami latania na miotle? - Spróbowała się uśmiechnąć. - Pracujesz w Departamencie... jako? - Już niemal zapomniała. Nigdy Ministerstwo Magii ją tak nie interesowało, jak ojca. Pełno papierologii, druczków... Tosiek dobrze zrobił zakładając swój sklep ze zwierzakami na Nokturnie; tam zawsze dużo się działo, a ona sądziła, że stanowisko urzędnika jest takie nudne. Chociaż może zależało to od departamentu?

2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 25
Skąd : Ipswich
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 582
  Liczba postów : 508
http://www.czarodzieje.org/t15209-claudius-faulkner
http://www.czarodzieje.org/t15231-claude-faulkner#406748
http://www.czarodzieje.org/t15222-claude-faulkner#406465
http://www.czarodzieje.org/t15208-claudius-faulkner




Moderator






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Pon Wrz 17 2018, 02:18

Przez moment złapało go dziwne uczucie, jakby ukłucie gdzieś wewnątrz w mało sprecyzowanym miejscu - poczucie winy? Odgonił podobne myśli bardzo szybko, tylko cudem powstrzymując się przez faktycznym zamachaniem rękami przy głowie, tak mocno chciał pozbyć się tego uczucia. Tego jeszcze nie było, żeby sam sobie robił wyrzuty, że z kimś wyszedł na kolację... Przecież mógł, nikt mu nie bronił, prawda? Nic go nie trzymało w domu, nie posiadał na palcu obrączki, ani do niczego innego się nie zobowiązał. Powinien cieszyć się czasem spędzanym w towarzystwie tak pięknej dziewczyny jak Jacqueline!
Po tych kilku sekundach nieco nieodgadnionego wyrazu twarzy, jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu, a on sam był w gotowości, by wysłuchać słów kobiety. Mówiła bardzo mądrze i dojrzale o swojej profesji, nie ekscytowała się nią jak nastolatka, jednocześnie nie wychwalała swoich osiągnięć. Bardzo racjonalnie patrzyła na tę karierę - istotnie mogła dać człowiekowi zarówno tyle, ile mu odebrać, a nawet nie był pewny, czy odniesione straty nie były większe niż jakiekolwiek możliwe korzyści. Podobno byli tacy, którzy na miotle ginęli... No tak, Claude Faulkner jak zwykle popadał ze skrajności w skrajność. Jak mógł myśleć o śmierci przed Jacqueline?!
- Dwa lata to nie tak znowuż krótko - zauważył, lecz nie zamierzał z nią w tej kwestii polemizować. Jasnym było, że poświęciła temu sportowi znacznie więcej niźli dwa lata, bowiem już wcześniej musiała grać i ciężko trenować, żeby w ogóle dostać się do reprezentacji Anglii. Na jej pytanie parsknął śmiechem. - Ojej, ja i miotła to zła kombinacja - zaczął, krzywiąc się nieco. - Cóż, powiedzmy, że trzymam względny pion siedząc na niej... No i na tym zakończyłbym listę swoich zdolności w kwestii Quidditcha. Niestety nie jest to moja dziedzina. Swojego czasu próbowałem grać, lecz nigdy nie szło mi zbyt dobrze. Miałem za mało celności, by trafiać do obręczy; za mało siły, by odpowiednio uderzyć tłuczek; za mało spostrzegawczości, by wypatrzeć znicza i za mało refleksu, by bronić - wyjaśnił pokrótce, orientując się po czasie, że podobnymi słowami jedynie robił sobie antyreklamę. Było już niestety za późno, by cofnąć czas, toteż uśmiechnął się jedynie, a jego uszy poczerwieniały. - Magicznych Wypadków i Katastrof - wypełnił lukę w jej pytaniu. - Na razie zwykły urzędnik, ale przygotowuję się powoli do kursów na amnezjatora. Do tej pory miałem dużo papierkowej roboty, dużo porządkowania, spisywania raportów z przeróżnych spraw terenowych, ale zaczyna mnie to mocno nudzić. Wolałbym sam lecieć na akcje. Oby mi się udało - opowiedział o sobie co nieco i akurat gdy skończył, kelner podał do ich stołu zamówione dania. - Wow, szybko - skomentował, po czym chwycił za sztućce. - Smacznego - rzekł do Jacqueline, po czym nagle zamrugał gwałtowniej. - Czy to prawda, że mówienie drugiej osobie "smacznego" jest przejawem braku kultury?

______________________


What if I would love you till the end?
You would never be alone again
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 426
  Liczba postów : 118
http://www.czarodzieje.org/t16565-help-budowa
http://www.czarodzieje.org/t16591-do-you-need-help#458347
http://www.czarodzieje.org/t16590-help-me-mr-postman#458344
http://www.czarodzieje.org/t16566-help-budowa




Gracz






PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   Czw Wrz 20 2018, 22:08

Pieniądze ze sprzedaży szafiru niemal natychmiast przeznaczyła na kurs magicznego gotowania. Wydawać by się mogło, że decyzja ta jest zgoła pochopna, jednak dziewczyna wierzyła, iż ma plan. Jej plan oczywiście obejmował semi-szybkie wzbogacenie się oraz najlepiej lenistwo do końca życia, mając pół piwnicy wysypane galeonami... Zapewne także strzeżonymi przez osobistego, tresowanego smoka. Chociaż nie, lenistwo po jakimś czasie zbrzydnie. Zamiast tego znacznie milsza wydawała się opcja osobistego spełniania się we własnych hobby bez konieczności użerania się z ludźmi w pracy. Nieprzyjemne środowisko potrafi zniszczyć nawet najbardziej ukochany zawód.
Przybyła do restauracji, nie wiedząc, czego oczekiwać. Acz na pewno nie było to otrzymanie opasłego tomiszcza przepisów kulinarnych z poleceniem nauczenia się ich na pamięć. Oni chyba sobie z niej kpią?
Nie chciała jednak robić sobie wrogów u potencjalnych, przyszłych egzaminatorów. Jest zbyt charakterystyczną osobą, aby zniknąć niezauważona w tłumie, nie ponosząc konsekwencji niewyparzonego języka. Zatem uśmiechnęła się tylko potulnie i przyjęła materiały do nauki, zaszywając się w dormitorium z zamiarem wykucia ich jak najszybciej.
Sporo z tych zasad i dań już znała. Mogła wobec tego tylko przerzucić owe wzrokiem, skupiając się na nowych, egzotycznych lub wyjątkowo wymagających. Tym samym materiał opanowała w dwa dni, na trzeci pojawiając się znów przed wejściem do restauracji.
Podczas części praktycznej kursu dobrze się bawiła. Gotowanie to coś, co sprawia jej prawdziwą przyjemność. Zabawa smakami, teksturami, dodatkami. Chętnie chłonęła nowe informacje, techniki czy podpowiedzi, jak osiągnąć pożądany efekt. Schody zaś powstały podczas testu końcowego.
Egzaminator był bardzo miłym człowiekiem. Nie wtrącał się, nie przeszkadzał. Przyglądał się, od czasu do czasu zadając niezobowiązujące pytania. Niestety, z samego dania nie był zadowolony. Z łatwością dostrzegł, że dziewczyna nie zna całego przepisu, a braki uzupełnia improwizując. I pomimo faktu, iż jedzenie było smaczne, to nie to, czego oczekiwał. Rozłożył bezradnie ręce, wspominając, że choćby chciał, nie może jej tego przepuścić. Miała zrobić dokładnie to, o co została poproszona, nie zaś wariację na temat - wszak zamawia się konkretne danie, a nie podrzuca kucharzowi sugestię. Mężczyzna uśmiechnął się jednak, dając jej szansę podejść do poprawy bez ponoszenia jej kosztów. Najwyraźniej dostrzegł w dziewczynie talent, jaki szkoda byłoby zmarnować.
Westchnęła, przyjmując porażkę na przysłowiową klatę. Zamiast załamać się, w domu przewertowała dany jej podręcznik, aby do poprawki podejść znacznie lepiej przygotowaną. I zaczęło się wspaniale... Aż jakiś mniej ogarnięty kuchennie kursant nie wywołał małego pożaru. Starczył on jednak, aby system przeciwpożarowy się włączył, wyjąc alarmem. Woda zalała całą kuchnię, niszcząc dania, nad którymi pracowali uczniowie. Przemoczone nie nadawały się do niczego. Jasnowłosa bliska była psioczenia na niezdarnego kolegę, acz odpuściła, gdy prowadzący kurs postanowili wyjść z tego wypadku z twarzą - każdy obecny otrzymał możliwość powtórzenia egzaminu za darmo, jak tylko doprowadzą kuchnię do porządku po pożarze.
Mawia się, że do trzech razy sztuka. I ten trzeci już był udany. Nóż tańczył w dłoniach Hem, różdżka podrywała coraz to nowe składniki, przyprawy mieszały się w powietrzu w aromatyczne kompozycje, a z głowy nie uciekła żadna część przepisu. W efekcie zdała egzamin śpiewająco. Z uśmiechem odebrała zaświadczenie i gratulacje prowadzącego, zanim opuściła lokal szczęśliwsza o tytuł magicznego kucharza.

Teoria: 2
Praktyka: 4 > 1; 3; 2

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"   

Powrót do góry Go down
 

Restauracja "Kociołek wszystkich smaków"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Witam wszystkich bardzo serdecznie :)
» Restauracja i Jadalnia Hotelowa
» Jan wita wszystkich Forumowiczów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
-