Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 21 ... 38, 39, 40, 41, 42  Next
AutorWiadomość


Bell Rodwick

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 12 Cze - 14:12

First topic message reminder :


Polana

Szeroka rozciągająca się niemal na połowie szkolnych błoni polana. W niektórych miejscach rosną kolorowe kwiaty jak śnieżnobiałe stokrotki, żółte mlecze, czerwone maki i błękitno - fioletowe chabry. Uczniowie lubią tu spacerować, podziwiając cuda natury, a w odpowiednich okresie roku zrywać dmuchawce i zdmuchiwać je, przyglądając się jak drobniutkie nasionka odlatują wraz z powiewami wiatru. Idealne miejsce na niedzielne pikniki z paczką przyjaciół.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Casey Little

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 115
  Liczba postów : 48
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13744-casey-little
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13745-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13747-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13746-casey-little
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySro 14 Gru - 1:59

Cassie przewrócił oczami i odtrącił rękę Norwega, dorysowywując na pergaminie strzałkę i opisując ją "Saturn". Teraz. Nie powinno być już żadnych wątpliwości. - Większość ludzi miało irytujący zwyczaj przejmowania się szczegółami, jak na przykład, czy Saturn wygląda jak Saturn, a nie czy Saturn jest w miejscu, gdzie Saturn być powinien. To zdecydowanie za dużo powtórzeń "Saturn" w jednym zdaniu.
Dobrze, że Irlandczyk nie znał opinii Yngve na temat jego astronomicznych rozważań, które, za jego własną skromną opinią, były najciekawsze na świecie. Bo przecież wymienianie magnitudo wszystkich gwiazd jakiejś gromady czy rozprawianie o możliwych nieodkrytych satelitach Plutona i ich wpływie na grawitację Urana było po prostu porywające. Ale, na szczęście, towarzysz najwyraźniej jeszcze nie miał serca burzyć zamków na piasku blondynka i pozwalał mu tkwić w przekonaniu, że jego wykłady są interesujące.
Osobiście z kolei spadających gwiazd nie lubił. Nie, nie tylko ze względu na aspekt naukowy - gdzie były po prostu odłamkami kosmicznego śmiecia spalającym się w atmosferze i minimalnie zwiększały polucję świetlną, utrudniając zobaczenie najbardziej odległych ciał niebieskich. Kiedy jeszcze wierzył w to, że mogą coś zmienić, ani razu nie zdarzyło się, żeby spełniły którekolwiek z jego marzeń. Nawet tych najbardziej błahych. Nie ma lepszego sposobu na zniszczenie dziecięcej wiary w cudy.
- Ty mnie znowu nie słuchasz. - Stwierdził, zanim Norweg w ogóle skupił na nim swoje spojrzenie. Nagle, ku własnemu ogromnemu zdumieniu, poczuł gdzieś w sercu leciutkie ukłucie żalu, przebłysk świadomości, że tak naprawdę nigdy nie będzie w stanie w stu procentach porozumieć się z chłopakiem. Ale to znikło jeszcze szybciej, niż się pojawiło, i jego twarz znowu rozciągnął uśmiech z dołeczkiem po jednej stronie. - Jestem z ciebie bardzo dumny. Serio. Mój mały Ślizgon dorasta.
Nie znali się od wczoraj. Ciemnowłosy wiedział, że jego 'niepełnosprawność' jest na absolutnym dole tego, co definiowało go w oczach Caseya, a pomimo to i tak miał czelność się o to martwić. I to jest kolejny przypadek, w jakim niewiedza ocalała Irlandczyka od niewątpliwego załamania światopoglądowego. Bardziej był oburzony, że nie był pierwszą osobą, do jakiej Norweg poleciał, żeby pochwalić się nową posadką, bo definitywnie było czym. - Spoko. Obiecuję, że po kolejnym meczu z Hufflepuffem już nie będą mieć pełnego składu. To kogo się pozbyć, wszystkich ścigających? - To napisał na pergaminie, więc teraz Yngve miał fizyczny dowód na mordercze zapędy blondynka. Ale młodszy chłopak kompletnie mu w tej kwestii ufał i wiedział, że jego własne słowa nie będą obrócone przeciw niemu.
Dobra, teraz trochę się zapędził. Z wyrazu twarzy towarzysza już mógł wywnioskować, w ilu procentach tamten go zrozumiał - tak jakoś w 0. Gdy tylko tamten zaczął machać rękami w powietrzu, Irlandczyk złapał go za nadgarstek, powstrzymując wszelkie próby migowego, bo chociaż w wielu językach mówił, to tego jeszcze nie ogarnął.
Chwila, jeden wdech, drugi, nawet ludzie obdarzeni nienagannym słuchem w dużej ilości przypadków po prostu nie rozumieli, co Cassie chce przekazać. Jak już wspomniałem - za dużo informacji w zbyt szybkiej manierze, z czego znany i uwielbiany był już w każdym poziomie Piekieł. Tym razem skupił się na pisaniu liter w powietrzu wolną ręką, starając się, żeby były w miarę czytelne jak na jego możliwości. - Wybacz. Po prostu przyjmijmy, że jako jedyny z całej drużyny przeżyjesz. Mniej więcej o to mi chodziło, ale tak długo jak ja jestem odpowiedzialny za pałki, tak długo możesz czuć się bezpiecznie. - W końcu puścił nadgarstek chłopaka i wetknął mu jego różdżkę do ręki, kątem oka dostrzegając gorączkowe jej poszukiwania. No tak, w końcu to Cassie mógł polegać na więcej niż jednym zmyśle, nie na odwrót. - Ej, nie masz teraz zamiaru mnie spetryfikować czy coś? Tak tylko się upewniam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yngve Løsnedahl

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySro 14 Gru - 10:55

Yngve westchnął, uświadomiwszy sobie, że z Puchonem nie wygra. Mógłby mieć pół tuzina argumentów, a chłopak zawsze znajdzie o jeden więcej. Według Norwega podpisywanie elementów na rysunkach dobre było dla dzieci, które dopiero uczyły się korzystać z ołówka. Dla niego najważniejsze było to, aby rozpoznanie obiektu nie stanowiło większego problemu. Nie musiał być idealny, ale chociaż przyzwoity, a Yngve miał dość wysokie wymagania i jego definicja słowa przyzwoity nieco różniła się od właściwej.
Warto się zastanowić, czy Ślizgon w ogóle zrozumiałby, o czym do niego Cassie mówi. Na pewno nie porozumieliby się po migowemu – tak trudnych słów chłopak nie umiał i, przynajmniej na razie, nie widział potrzeby się uczyć. Nie sądził, żeby musiał rozmawiać, gestykulując, na temat układu planet czy też składników eliksirów. Podejrzewał, że duża część słownictwa może po prostu nie istnieć.
Może marzeń nie spełniały, ale pozwalały wierzyć, a tego Yngve potrzebował. Mogło to być tylko szczęście, ale ucieszyłby się, gdyby choć jedno jego pragnienie się spełniło. Uwierzyłby nawet w cud. Potrzebował czegoś, na czym mógłby się skupić, bo modlenie się do czegoś, co nie istniało, nigdy go nie satysfakcjonowało. To zawsze jakaś moc magiczna, której mógłby zawierzyć i nie wyrzucać jedynie sobie, że coś się nie udało.
To nie tak, że Yngve nie słuchał. Tak jak każdemu zdarzało mu się zabłądzić myślami gdzieś daleko czy zagapić, a że nie był taki, jak wszyscy, nie mógł też poszczycić się wybitną podzielnością uwagi. Jeżeli z kimś rozważał, musiał skupić się bezpośrednio na tej osobie, patrzeć na nią niemal bez przerwy, wystarczyło, że zbyt długo miałby zamknięte oczy, a już mógłby zgubić wątek. Nie podobało mu się stwierdzenie, że nie słucha. On nie mógł usłyszeć, chociaż naprawdę chciał. To było krzywdzące.
Wymigał podziękowanie, ale pochwali się zrehabilitował i napisał po angielsku. Na szczęście z tym nie miał problemu i nawet w chwilach uniesienia posługiwał się brytyjskim. Norweski stał się swego rodzaju tajnym kodem, którego używał tylko czasami, gdy nie chciał, aby go zrozumiano. Zdarzało mu się przeklinać w ojczystym języku, ale częściej rozmawiał w nim z rodakami. Używał go zwłaszcza w listach, gdy pisał do domu albo ostatnich znajomych, których zostawił w starej szkole. Nie twój i nie mały – dopisał zaraz. Ale te miłe słowa podniosła go na duchu. Może jednak nikt się nad nim nie litował i nie będzie jedynie drużynie przeszkadzał. Jakby nie patrzeć – nie oberwał tłuczkiem ani razu, chociaż nie wiadomo, jak byłoby w trakcie prawdziwego meczu, kiedy przeciwnicy celową będą kierować w niego agresywne piłki. Wtedy nie zawsze będzie mógł zdać się na swój instynkt, a przecież nie istnieje zaklęcie, które sprawiłoby, że widziałby wszystko dookoła.
Uśmiechnął się blado. Widok zadowolonego Casey poprawiał mu humor.
A przejmować się nie musiał, bo tak naprawdę tylko ci, którzy byli na treningu, wiedzieli o jego osiągnięciu.
Teraz mam dowód. – Tryumfu nie dało się dostrzec w słowach, jeśli nie znało się Yngve i nie rozumiało go, jednak on naprawdę tam był. Nie chciał likwidować zawodników, w końcu musi być ktoś, kto go zastąpi, gdy to on wyląduje nieprzytomny w skrzydle szpitalnym.
Jednak tutaj kończyła się zwykła rozmowa i zamiast spokojnego, ironicznego Yngve pojawiła się ta jego wersja, o której nie chciał pamiętać. W tych chwilach boleśnie uświadamiał sobie swoją niepełnosprawność, z którą nauczył się żyć na co dzień. Różdżka jakby nie istniała, bo palce natykały się jedynie na miękki materiał, a Yngve bał się odwrócić wzrok od Puchona. Kiedy myślał, że oswoił się z niespodziewanym dotykiem, okazywało się, że bał się go bardziej niż jawnego niebezpieczeństwa. Cassie chyba go rozumiał i starał uspokoić, a przynajmniej on nie podnosił głosu i nie denerwował za dwóch. Yngve mógł być mu za to wdzięczny.
Odczytywał powoli słowa Po każdym brał głęboki oddech, aby wreszcie, gdy złapał różdżkę, być spokojnym na tyle, na ile mógł. Wciąż nie mógł pozbyć się wrażenia, że niedługo dostanie zaklęciem w plecy.
Wystarczy, że cię uciszę. Słowa z wolna pojawiały się w powietrzu. Yngve nie ufał własnym palcom i nie chciał ryzykować rozedrganych liter. Powinien przeprosić za swoja reakcję, ale to jak przyznanie się do ułomności i beznadziejności sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casey Little

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 115
  Liczba postów : 48
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13744-casey-little
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13745-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13747-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13746-casey-little
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySro 14 Gru - 12:36

Może jeśli chodzi o umiejętności strategiczne, umysł Cassiego nie był najjaśniejszą gwiazdą na firmamencie, ale był tak jakoś stuprocentowo przekonany, że bycie głuchoniemym nie przeszkadzało w prostym siedzeniu na miotle. Od kiedy pamiętał, gra w Quidditcha wymagała głównie rąk, nóg i oczu, a czasem użycia głowy, ale w znakomitej ilości przypadków nie było to konieczne. Ogółem, umysł Irlandczyka nie był w ogóle skomplikowany - tak długo, jak dało się z drugą osobą porozumieć i nie zasnąć od razu, tak długo chciał z nią przebywać.
- No dobra. Nie jesteś wcale taki mały, właściwie całkiem przeciętny. - W kwestii wzrostu czy budowy ciała, Cassie nie miał żadnych podstaw do komentarzy. Wszyscy w jego rodzinie byli raczej przeciętni, najwyższą częścią rodziny był generalnie odłam islandzki, ale wszyscy mieli taką samą, uroczą tendencję do tycia. Której blondynek, oczywiście, zażarcie się przeciwstawiał. W obecnej chwili miał na sobie akurat płaszcz i sweter tak gruby, że pogrubiały go jakoś dwukrotnie, ale oprócz tego, to ostatnio miał całkiem dobrą passę jeśli chodzi o pozostawanie chudym i pięknym.
Dowód na co? Na to, że jestem absolutnie najlepszym przyjacielem i jestem gotów wyświadczyć ci wielką przysługę? - Tak to jest, jak Cassie raz na sto lat postanowi zrobić coś dla innych. Kolejny punkt do powodów, dla których nie wierzy w spadające gwiazdy i małżeństwo.
Puchon nie sprawdziłby się ani jako psychiatra, ani jako przedszkolanka, ani nawet jako starszy brat. Kiedy młodsza siostra wywaliła się albo złamała nos na miotle, zazwyczaj śmiał się z niej i opowiadał o tym wszystkim, bo to przecież takie komiczne, jak nos w lewo zawiewa. Może i był przyjemny w obyciu, ale najzwyczajniej na świecie nie umiał odczuwać współczucia i nie miał zamiaru tego się nauczyć. Trochę za późno.
Obserwując widocznie spanikowanego Yngvego Cassie głównie nie rozumiał. Nie potrafił odnaleźć żadnego powodu, dla jakiego chłopak się tak zachowywał, ale po prostu przyjął to do wiadomości - i chyba szło mu dobrze, bo Norweg nie wydawał się tak bliski zawału, jak minutę temu. Blondynek przez moment rozważał nawet, czy nie zawołać Andrei czy coś w tym stylu, bo kobiety z reguły były lepsze w rozumieniu uczuć innych i uspokajaniu płaczących dzieci.
Musiałbyś mnie zabić. To dlatego tutaj ze mną przyszedłeś? Żeby odciągnąć mnie z dala od ludzi i dokonać mordu? Pewnie gdzieś masz szklankę mleka, którą wmusisz we mnie siłą. Rozgryzłem twój plan do części pierwszych. - Nietolerancja laktozy to piękne schorzenie, trzeba uważać na składniki chrupków i w ogóle. Serio, w ostatnie wakacje skończył w ten sposób na ostrym dyżurze. Zaśmiał się i otworzył kolejny termos, wlewając w siebie gorącą kawę i przeklinając cicho sekundę potem, przekonany, że właśnie wypalił sobie wnętrzności na wylot. - Mam wrażenie, że ta przyjaźń jest trochę toksyczna. Nie, żebym zaprzeczał twoim szlachetnym zamiarom, ale uciszanie ludzi wbrew ich woli i wiedzy nie jest zachowaniem typowym dla zdrowych relacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yngve Løsnedahl

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySro 14 Gru - 15:28

Właśnie dlatego tak wielu ludzi go nie rozumiało. Nawet nie zauważali, w jak wielu sytuacjach korzystają ze słuchu. Nawet gdy przechodzi przez pasy, mimowolnie rejestrowali dźwięki dookoła, dlatego czasami dwukrotnie sprawdzali, czy nic nie jedzie. Na boisku było podobnie. Gracze krzyczeli do siebie, wymieniali swoje imiona czy też ostrzegali przed niebezpieczeństwem. Tego Yngve był pozbawiony, co znacznie utrudniało mu komunikację z drużyną. Musiał wszystko widzieć, a siłą rzeczy nie był w stanie obserwować całego boiska. Mógłby oberwać tłuczkiem już w pierwszej minucie, a jeśli nie, to usunąłby go z boiska inny gracz, który bez problemu zwaliłby winę na niego. To on nie uważał.
Tak, mimo że chciał sobie cos udowodnić, wciąż dostrzegał więcej wad niż zalet swojego postanowienia. Gdyby poproszono go, aby nakreślił plusy i minusy sytuacji, wyszłoby mu o wiele więcej negatywnych aspektów. Nie poddawał się jednak i nie myślał o tym, że może się zdarzyć tak, że nie skończy się to prostym złamaniem.
Równie przeciętny jak ty, cisnęło mu się na usta, ale powstrzymał się od komentarza.
Teraz, kiedy uspokoił się na tyle, żeby prowadzić rozmowę bez rozbieganego spojrzenia, mógł pozwolić sobie na powrót do swojego nieznośnego charakteru. Przecież powinien wiedzieć, że Cassie nie pozwoli, żeby ktokolwiek zaszedł go od tyłu. A przynajmniej Yngve miał taką nadzieję. Nie mógł pochwalić się, że zna Puchona na wylot, ale coś mu mówiło, że w chociaż w stosunku do niego nie byłby taki obojętny i bezduszny.
Że ci na mnie trochę zależy – odpisał, a informacja przez chwilę wisiała w powietrzu i jaśniała. Czy to nie jest urocze? Tak się o mnie martwisz, że aż planujesz, jak pozbyć się innych ścigających. A niech się zawstydzi. Ciekawe, czy ktokolwiek miał okazję powiedzieć mu coś takiego, zanim zginął pożarty przez potwora.
Ścisnął mocno różdżkę, powtarzając w myślach znane zaklęcia, które mogłyby mu pomóc w kryzysowej sytuacji. Tak, z zaklęciami ofensywnymi nigdy nie miał problemów.
Od razu zabijać… – zaczął powoli kreślić literki – wystarczy jedno Silencio i mógłbyś mnie wkurzać jedynie nadpobudliwością. – Już się tak zdarzyło, że zamiast Drętwotą Cassie dostawał zaklęciem odbierającym jeden ze zmysłów. Najczęściej albo mowy, albo wzroku, rzadziej słuchu, Yngve nie zależało na tym, żeby nie słyszał. Już prędzej sprawiłby, że dźwięki stałyby się głośniejsze. Musiał przyznać, że mleko nie było głupim pomysłem, ale dobrze pamiętał, że Cassie cierpi przez nie tak bardzo, więc nawet nie przyszłoby mu do głowy, żeby robić mu coś takiego. Nie był jednak tak spaczony, żeby sprawdzać, czy dana potrawa nie zawiera śladowych, a być może niebezpiecznych ilości laktozy. To my się przyjaźnimy? – zapytał żartobliwie. Początkowo zaczął migać, ale poprawił się już przy drugim słowie. Cassie powinien nauczyć się języka migowego. Czemu się śmiejesz? Pytanie dodał po chwili, jakby dopiero zarejestrował, że coś Puchona rozbawiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casey Little

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 115
  Liczba postów : 48
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13744-casey-little
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13745-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13747-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13746-casey-little
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySro 14 Gru - 23:20

Cassie był beztroskim człowiekiem - nie trudził się nazywaniem swoich uczuć stosunkiem kogokolwiek, dzieląc ich na dwie grupy - lubię i nie lubię. To na tyle. Ale gdyby tak zajrzeć głębiej, na fundamenty jego relacji z tym małym, norweskim nieszczęściem - jego stosunek najbardziej można było nazwać w jakiś pokrętny sposób opiekuńczym, wręcz prawie tak, jakby mu na nim zależało. Ale nie w taki sposób, w jaki zależało mu na rodzinie, nie w sposób w jaki zależało mu na dziewczynie; tylko w ten trzeci, najsubtelniejszy, wręcz najbardziej niewinny.
Ale, znowu - kto by się takimi bzdurami przejmował.
Nie jestem pewien, czy jest zależność pomiędzy moimi tłuczkowymi zapędami a zażyłością z tobą. - To był bardzo grzeczny sposób na danie Norwegowi łagodnego friendzone'a. Casey i przebłyski taktu, zawołajcie fotoreporterów. - To znaczy, nie zaprzeczam i w ogóle, ale głowy rozbijać chciałem od pierwszej klasy. I zgadzam się, to jest urocze, ja jestem uroczy, nawet ty nie możesz się temu urokowi oprzeć. Może i jesteś sobie nieprzystępnym Ślizgonem pełnym tajemnic i w ogóle, ale jakbyś umiał mi się oprzeć to by cię tutaj nie było. - Pewność siebie w niektórych przypadkach była wadą. Oto ten przypadek, siedzi na kocu, bawiąc się termosem, szczerząc zęby radośnie, a jego blond włoski falowały na najmniejszym podmuchu wiatru.
- Jesteś kutangiem, Yngve. - Tak, z premedytacją powiedział to na głos, żeby zmusić chłopaka do wysiłku jakim jest czytanie z ust. Tylko po to, żeby dowiedzieć się czegoś tak ważnego. Dalsze wywody kontynuował jednak w sposób niewerbalny, różdżką, w powietrzu - nie był w humorze do pastwienia się nad biednymi Ślizgonami, dzisiaj to w ogóle wszystkich by kochał. - Wiesz, w co powinniśmy teraz zagrać? W "zgadnij jakie to zaklęcie". - "Zgadnij jakie zaklęcie" to kolejny genialny wynalazek pewnego Puchona irlandzkiego pochodzenia - otóż by zagrać w tę grę, jedyne czego potrzebujesz, to przyjaciel z luksusem rzucania zaklęć niewerbalnych. No, i oczywiście, wielkiej odwagi - chociaż w tym wypadku granica pomiędzy odwagą a głupotą była bardzo cienka. A bawi się bardzo prosto - przyjaciel rzuca zaklęcie, a osoba zaklinana zgaduje, jaka to formułka. Cassie, naturalnie, uważał się za mistrza tej sztuki. - Dawaj, ty pierwszy. Jestem gotów.
Na pytanie o przyjaźni odpowiedział jedynie wywróceniem oczu. Ślizgoni i ich sławetne poczucie humoru.
Śmieję się, bo mam dobry humor. Tak robią normalni ludzie. - Objaśnił, pisząc powoli i bardzo czytelnie, jakby pouczał przedszkolaka, a pod koniec dopisał uśmiechniętą buzię. Z tego też zaczął się śmiać. - A tak naprawdę, to wyobraziłem sobie śmierć poprzez wypicie szklanki mleka. Umarłbym spuchnięty, czerwony i absolutnie nierozpoznawalny, a jakby napisali o mnie w gazetach i wrzucili zdjęcie, to cały świat czarodziejski też by umarł, ale ze śmiechu. Najgorszy sposób na zejście. - Odstawił termos na ziemię, wziął pergamin i nabazgrał na nim wielkimi literami. - UMARŁ(16l.) PRZEZ MLEKO.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yngve Løsnedahl

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 17 Gru - 0:27

Uśmiechnął się ironicznie. Casey mógł się wypierać, ale Yngve potrafił odróżnić, kiedy ktoś udawał lub żartował. Wszyscy ludzie w szpitalu byli mili i traktowali go, jakby był najważniejszy, a tak naprawdę chodziło tylko o nich i ich obowiązek. Cassie po prostu traktował go na równi.
Jeszcze uznam, że nie potrafisz mnie trafić – napisał ze złośliwością na kartce. Ten sposób był wygodniejszy, bo Yngve nie musiał czekać, aż słowa znikną, żeby mógł kontynuować wypowiedź w tym samym miejscu.
Trzeba sprostować, że Ślizgonowi nie chodziło o żadne bliższe relacje! Dobrze mu było tak, jak jest, Casey wciąż potrafił go zirytować, ale – tak wydawało się Norwegami – sprawdza się jako przyjaciel. Może nie aż tak bliskim, jak mógłby, ale jednak. Przy Puchonie Yngve mówił zaskakująco dużo, co czasami tak go wykańczało, że potem milczał przez resztę dnia. Albo od razu padał na łóżko i nie wychodził z niego przez najbliższe godziny.
Uniósł wysoko brwi. Co sugerował Cassie?
Twoim zdaniem to ty przekonałeś mnie do wyjścia? Dopytywał. Tak, zamierzał zrobić chłopakowi na złość. Sugestia, jakoby Casey działał na niego inaczej niż reszta uczniów ani trochę mu się nie podobała. To nie było tak, że litował się nad nim, ale też nie powiedziałby, że to za sprawą czyjegokolwiek uroku osobistego. Atmosfera zagęściła się, a to wszystko przez kilka słów. Nawet nie chodziło o to, że raniły; Yngve poczuł się odkryty, przejrzany.
Spojrzał, jakby znudzony, na chłopaka. Aż tak nisko zniżać się dzisiaj nie zamierzał. Mógł jedynie ostentacyjnie pokazać, jak bardzo nie zależy mu na opinii chłopaka w tej sprawie. Potarł dłonie, które mimo wszystko zaczęły mu marznąć. Jeszcze trochę, a nie będzie w stanie utrzymać ołówka.
Zaraz blondyn wyskoczył z kolejnym dziwnym pomysłem, tym razem wpadł na pomysł… rzucania na siebie zaklęć, jakby zapomniał, że Yngve nie zna praktycznie żadnych miłych zaklęć. Chyba że bardzo chciałby zmienić kolor włosów albo w ogóle obciąć się na łyso, wtedy Ślizgon służy pomocą. Nawet nie wyciągnął przed siebie różdżki, którą teraz trzymał na kolanach. Zamiast tego patrzył z politowaniem na towarzysza. Zaraz też znacząco rozejrzał się na boki, jakby ktokolwiek mógł ich zobaczyć. A właściwie jego w towarzystwie takiego idioty.
Brak snu ci szkodzi – napisał i uniósł blok. Zdanie zakończył sugestywną kropką. Jeszcze chwilę temu byłeś śmiertelnie obrażony, że chciałem cię uciszać. No tak, ale to Cassie i teraz dawał mu przyzwolenie na rzucenie tego zaklęcia. Jak tu Yngve miałby się z kimkolwiek dogadywać? Żeby jeszcze bardziej podkreślić brak poparcia dla tego pomysłu, wrócił do szkicu i teraz zajął się oknami, których dotychczas nawet nie ruszył. Szło mu gorzej ze względu na zmarznięte palce, ale nie przestawał, jakby to było najważniejsze zajęcie w jego życiu. Potem kątem oka czytał to, co pisał Cassie. Przynajmniej doszli do konkluzji, że Yngve do najnormalniejszych się nie zalicza chociaż na chwilę.
Następnym razem przygotuję ci kawę z mlekiem – słowa nabazgrał na prawie całkowicie zapisanej kartce – abyś mógł zostać najpopularniejszym samobójcą. Oczywiście, że żartował, ale mogli się trochę poprzedrzeźniać. Słodzenie drugiej osobie w ogóle do nich nie pasowało. Poproszę kogoś o zrobienie zdjęć, a sam napiszę arcyciekawy artykuł. Trzeba jakoś wykorzystać śmierć przyjaciela, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casey Little

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 115
  Liczba postów : 48
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13744-casey-little
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13745-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13747-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13746-casey-little
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 17 Gru - 1:06

A co cię przekonało? Szansa na randkę z testralem, czy okazja na przysypianie na zimnie? Może i jesteś Ślizgonem, ale nawet ty nie masz takich dziwnych upodobań. Bo nie masz, prawda? - Ręka zaczynała go boleć od pisania, ale dzielnie parł dalej; dla niego atmosfera wcale się nie zagęściła, a zrobiło się ciekawiej. Lubił, kiedy Norweg dla odmiany okazywał uczucia, jakie nie były zniesmaczeniem czy politowaniem. Miła odmiana. Parł dalej, z tym samym uśmiechem zadowolenia z siebie. - Odpowiedź jest tylko jedna: perspektywa spędzenia ze mną nocy. Sam na sam. Niejedna drugoklasistka dałaby się za to pokroić. - Rozgryzł go. Znowu. Może jednak powinien rozważyć karierę psychoanalityka?
Sen jest dla słabych. Wyspać to się mógł na kacu, a nie wtedy, kiedy mógł żyć, działać, cały czas zapisywać się na nowo w kartach historii - najlepiej jako najmniej puchonowaty Puchon wszech czasów. Jako, że towarzysz nie wyglądał na zbyt przekonanego, Cassie postanowił zadziałać drastycznie.
PROOOSZĘ. - Napisał szybko w powietrzu i rzucił różdżkę w bok, po czym z pełnym impetem uwiesił się na chłopaku - tak dla podkreślenia wagi jego prośby. Lubił w to grać; ten moment oczekiwania na rzucenie zaklęcia, niepewność, jak chodzenie z zamkniętymi oczami w stronę przepaści czy coś, czuł że żył. Niestety, Yngve, pomimo swoich wprost idealnych predyspozycji do gry w "Zgadnij, jakie zaklęcie", praktycznie nigdy się na tę zabawę nie zgadzał. Cassie musiał więc podjąć środki drastyczne, jakimi było naruszanie jego przestrzeni osobistej i uniemożliwianie jakiegokolwiek szkicowania. Kolejny wypadek, w jakim Løsnedahl mógł dziękować niebiosom za swoje braki - gdyby mógł słyszeć, pewnie i tak by ogłuchł przez podobne do zawodzenia szyszymory jęczenie blondynka.
Gdyby ktoś wyjrzał w tej chwili przez okno i ich zobaczył, miałby o czym opowiadać znajomym.
Każda próba uwolnienia się od Casowego tulenia (które przypominały raczej diabelskie sidła bardziej niż wyraz zażyłości) kończyła się zacieśnieniem uścisku, do stopnia, w jakim praktycznie zgniatał nie tylko chłopaka, ale też jego pieczołowicie zaszkicowany pergamin. Miał cel. Jego celem było nie puszczenie, dopóki tamten się nie zgodzi.
Cassie miał zaskakująco dużo siły jak na kogoś swojej patyczkowatej postury i na diecie jeden kociołek dziennie.
Ale jak ty to przygotujesz, to to będzie morderstwo. Nie samobójstwo. Wszystkie poszlaki będą wskazywać na ciebie, Yngve, twoja mama się załamie, że położyłeś kres życiu tak obiecującego, pięknego i seksownego czarodzieja. - Może słodzenie drugiej osobie nie pasowało, ale samemu sobie - jak najbardziej. - Dzięki. Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć nawet zimny i całkiem martwy. Jesteś moją jedyną ostoją w tym okrutnym świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yngve Løsnedahl

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 17 Gru - 2:13

Widzisz testrale? Pytanie było poważne. Tak poważne, że nawet do jego zapisania wykorzystał różdżkę. Nigdy nie rozmawiali o śmierci, więc Yngve nie wiedział, czy Casey był jej świadkiem. Tak samo Puchon mógł myśleć, że Yngve od wypadku dostrzega testrale. Nic bardziej mylnego. Stracił przytomność wkrótce po zderzeniu z drzewem i w ostateczności niewiele z wypadku pamiętał. Nie był pewien, czy spotykanie się z czymś, co przypominałoby o śmierci, byłoby dobrym pomysłem.
Upodobania, jako Norweg, miał zgoła inne niż rodowici Brytyjczycy, ale Cassie powinien to wiedzieć – zapewne on też wyniósł z Irlandii wiele nietypowych dla Anglików nawyków.
Prędzej się pochlastam. Gdyby mógł mówić, powiedziałby to z taką dozą dramatyzmu, której pozazdrościłby prawdziwy aktor. Yngve potrafił przesadzać i bynajmniej nie na poważnie. Jeszcze tego brakowało, żeby po wypadku stał się rozhisteryzowanym nastolatkiem, o którego zdrowie psychiczne trzeba by było martwić się bardziej niż o kalectwo fizyczne. Teraz ciężko było powiedzieć, co mogłoby Ślizgona złamać. Norweg czuł się teraz silniejszy niż kiedyś i uważał, że poradziłby sobie ze wszystkim.
Prychnął. Tak słaby, że w ostateczności to Yngve spędzi bezsennie noc na pilnowaniu Casey, któremu to akurat przyjdzie ochota na drzemkę. Zawsze kończy się tak, że to Ślizgon musi pokazać swoje dobre serce. A przeciez mógłby, idąc śladem Puchona, po prostu go zostawić na pastwę losu. Ale nie, pewnie jeszcze ogrzałby go jakimś zaklęciem.
Zaraz jednak uśmiechnął się promiennie, a przynajmniej tak to wyglądało w kontraście do wiecznie ponurej miny czy też ironicznego uśmiechu, bo tak naprawdę w tej chwili Yngve jedynie odrobinę uniósł kąciki ust.
Nikt się nie dowie – odpisał. Biła od niego taka pewność siebie, jakby już kiedyś robił podobne rzeczy. Wtedy mógłbym iść na randkę z testralem. Nie dość, ze zrobiłby dobry uczynek, to jeszcze miałby z tego jakąś korzyść. I może wreszcie przyjęliby go na stanowisko dziennikarza w jakiejś szanowanej gazecie. Zawsze do usług – dopisał jeszcze, zanim Cassie nie zmienił tematu na mniej przyjemny dla Ślizgona.
Nie zdążył schować bloku (ani chociaż odłożyć go trochę dalej), więc wciąż leżał na jego kolanach wraz z ołówkiem, a wtedy Irlandczyk po prostu się na niego rzucił. Nie było to tak niespodziewane, żeby przestraszyć Ślizgona, ale na tyle nieprzyjemne, żeby Norweg się wzdrygnął. Jego powściągliwość kontrastowała z nadpobudliwością Puchona i wielokrotnie doprowadzała do konfliktu. Teraz chłopak leżał na starszym koledze i gniótł przy okazji blok z całkiem udanym rysunkiem, którego potem Yngve będzie żałował.
Ślizgon chciał powiedzieć: Zostaw mnie!, ale nie miał możliwości. Kolega był zbyt blisko, żeby mógł zobaczyć jakikolwiek napis. O ile w ogóle patrzył, bo Yngve podejrzewał, że Cassie zamknął oczy. Nie zamierzał się jednak tak szybko poddawać i mimo nieprzyjemne skurczu brzucha starał się odepchnąć Puchona o siebie. Zabrakło mu jednak sił i wciąż znajdowali się w tej dziwnej i niewygodnej pozycji. Casey oddalił się jedynie o kilka centymetrów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casey Little

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 115
  Liczba postów : 48
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13744-casey-little
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13745-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13747-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13746-casey-little
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 17 Gru - 2:45

Pokiwał energicznie głową, rozjaśniając się znowu.
Babcia ze strony mamy wykręciła się przy całej rodzinie. Wiesz, taka islandzka tradycja - zbierać się dookoła łóżka i oglądać, jak ktoś umiera. A tak naprawdę, to postanowiła nam zrobić niespodziankę w wakacje. - Najczęściej jednak czarne koniki objawiały mu się jako kontury na nocnym niebie, nurkujące w stronę Zakazanego Lasu. No, i oczywiście, na początku roku szkolnego - wtedy właściwie miał jedyną okazję im się przyjrzeć z bliska. Jako, że widział je od pierwszej klasy, nie były dla niego niczym specjalnym i w sumie bawiło go, kiedy inni brali głęboki wdech i zakrywali usta, gdy im o tym mówił.
Poza tym, śmierć pani babci była jednym z punktów zapalnych, po których jego własnej matce zaczęło odbijać.
O tym też za dużo nie mówił.
Możliwe, że zostawiłem już w pokoju wspólnym list pożegnalny, w jakim napisałem dokładnie, gdzie i z kim idę. I możliwe, że zrobię to po raz kolejny. Byłbyś ostatnią osobą, z jaką mnie widziano, na dodatek sam na sam. - Aż nie dało się nie odwzajemnić tak szerokiego uśmiechu. Nawiasem, Yngve wyglądał bardzo dziecinnie, kiedy zdarzało mu się rozchmurzać; i, tak szczerze mówiąc, bardziej w guście Irlandczyka. Jeżeli jego zdanie się liczyło, oczywiście.  - Nie martw się, będę się z tobą przyjaźnił nawet, kiedy twoja żona będzie testralem. Miłość jest miłością i cóż ja mogę z tym zrobić. - Oczywiście, była to nieprawda. W życiu nie zadawałby się ze Ślizgonem, którego wybranka serca byłaby rasy kopytnej.
Nawiasem, żadnego listu pożegnalnego nie było, bo, jak już zostało wspomniane - blondynek ufał Yngvemu, nawet z własnym życiem, chociaż niekoniecznie była to rzecz jaką najbardziej cenił.
Cassie był cudownie ślepy na uczucia innych ludzi.
Był też nadpobudliwy, impulsywny i absolutnie uparty, musiał dopiąć swego, a przede wszystkim - nie mógł za bardzo dostrzeć, usłyszeć sprzeciwu, chyba, że byłby to sprzeciw magiczny. A właśnie o to mu chodziło, najlepiej, żeby na dodatek trochę zabolało. Tak jest zabawniej, tak jest fajniej, tak bardziej czuć.
Chyba kopnął jeden z termosów, bo na kolanie poczuł jakąś taką nieprzyjemną, gorącą wilgoć, i miał ogromną nadzieję, że to kawa, i że nie znajdowała się w pobliżu jego nieszczęsnej mapy (która i tak była, nawiasem, do wyrzucenia). Tak samo z resztą kanarkowożółty kocyk z logiem Hufflepuffu, jaki zwinął z dormitorium wcześniej.
Owszem, udało się temu przeciętnemu Norwegowi odepchnąć go na kilka cali - wystarczająco, żeby mogli sobie mniej więcej spojrzeć w twarz. Ramię Ślizgona wrzynało mu się w pierś mocno, opierając na kościach mostka pomimo grubego płaszcza i swetra.
- Liczę do trzech. Po trzecim będę gryźć. A uwierz mi, nie chcę tego robić. - Brak różdżki zmusił go do znienawidzonego przez Yngvego zajęcia, czyli czytania z ruchu warg. Był absolutnie bezbronny i zdany na łaskę blondynka, i może to i lepiej, że Cassie nie zdawał sobie sprawy, ile władzy nad nim teraz miał. - Raz. Dwa. No dawaj, chociaż Drętwotka. Dwa i pół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yngve Løsnedahl

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 17 Gru - 23:10

Czyli jednak. To trochę tak, jakby Cassie przeżył więcej, dotknął tego czegoś nienamacalnego, do czego Yngve nie ma dostępu. Nie tylko przez kogoś, ale i przez siebie. Jakby śmierć omijała go wielkim łukiem, aby dać do zrozumienia, że do samobójstwa też się nie nadaje. Przygryzł wargę, ale już nic nie odpowiedział. Nie było czego gratulować ani z czego się śmiać. Okazywanie współczucia też niekoniecznie pasowało do sytuacji – Cassie wyglądał raczej na rozbawionego niż zdołowanego. W takich sytuacjach Norweg nie wiedział, jak reagować. Szczególnie że jego uczucia diametralnie różniły się od puchoniastych.
Ślizgon jakby ucichł z powodu wspomnień. Zabrakło mu riposty na kolejne uwagi chłopaka, a może w ogóle nad nimi nie myślał, bo gdyby chciał, nie miałby problemu z kilkoma celnymi uwagami. Czasami wyglądało to tak, jakby zawsze miał je przygotowane, jakby wyciągał je z szufladki w mózgu z napisem riposty, jednak Yngve po prostu taki był. Szczery aż do bólu, a teraz miał okazję pokazać swoje prawdziwe ja. Nie musiał nikogo udawać, nie miał dla kogo starać się być miłym. Kalectwo chroniło go przez większością kar, chociaż warto zaznaczyć, że i on nie mógł przekroczyć pewnych granic.
Sceptycyzm wziął górę nad przygnębieniem, kiedy Casey wspomniał o byciu przyjaciółmi na zawsze, nawet jeśli jeden z nich – w tym przypadku Ślizgon – podejmie najgorsza w życiu decyzję i wyjdzie za stworzenie pokroju konia. Chłopak musiał przyznać, że to go nawet rozbawiło i w duchu prawie się roześmiał. Może nawet jego ślub nie wyszedłby na jaw, skoro i tak chodziłby z niewidzialną istotą. Mimo że Cassie zapewne by się wygadał, mógłby zaprzeczyć. Chyba że w Hogwarcie uważają go aż za takiego dziwoląga.
Nawet gdyby Yngve odpowiedział, temat nie zostałby dalej pociągnięty. Cassie mógłby próbować, ale był zbyt blisko, żeby przyjaciel go usłyszał, więc byłby to raczej monolog niż rozmowa. I było to Ślizgonowi na rękę, bo nigdy nienawidził, gdy ktoś nad nim wisiał i się żalił, jęczał czy smęcił. W ogóle nie cierpiał, kiedy inni za dużo mówili. Minimalista.
Niestety (albo stety, zależy dla kogo), napój wylał się wprost na ten paskudny rysunek. Paskudny, bo przecież niesamodzielny. Cassie na pewno poradzi sobie jeszcze raz. Dla Yngve po rozmowie odbytej chwilę wcześniej taki obrót spraw był idealny. Niech Puchon ma za swoje!
Siłował się z chłopakiem, który zjadł chyba wyjątkowo dużą kolację, bo nie brakowało mu sił. Norwego znajdował się na straconej pozycji, jako że młodszemu udało się go wziąć z zaskoczenia. Jedyne, co dotychczas osiągnął, to odrobina przestrzeni osobistej, która swoja drogą nie była najlepszym rozwiązaniem – Puchon znowu zaczął nawijać, a Yngve miał ochotę go przytulić, aby zamilkł. Gryzł, jeszcze czego! Spojrzał na niego oburzony i zamiast spełniać jego zachciankę, wbił długie palce pomiędzy jego żebra tak mocno, aby zabolało. Skoro łokieć na mostku nie zadziałał, to trzeba próbować inaczej. Poruszył palcami, aby Cassie poczuł je jeszcze bardziej.
Jakby się zastanowić, to Yngve dawno nie podchodził naturalnie do takiej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casey Little

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 115
  Liczba postów : 48
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13744-casey-little
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13745-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13747-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13746-casey-little
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 17 Gru - 23:38

Śmierć. Śmierć była tematem paradoksalnie bardzo często poruszanym przez pozornie zakochanego w życiu Puchona; zawsze gdzieś się tam w tle kręciła, zawsze żartobliwie, jakby niczym specjalnym nie była. Nie mógł jednak powiedzieć, że wykitowanie babci na jego oczach miało jakiś diametralny impakt na jego życie; nigdy nie torturował zwierzątek ani nie eksperymentował z budowaniem jakichś broni masowej zagłady czy coś. Po prostu widział testrale raz na ruski rok.
Po prostu było to dla niego śmieszne, i już. Jak łatwo życie mogło się skończyć, pomimo tego, że było jedyną rzeczą, jaką człowiek miał na własność. Lubił się więc z nim bawić, żonglował swoim jakby miał ich dziewięć, jak kot.
Przytulanie nie działało na Caseya, bo nie traktował kontaktu fizycznego jako jakiegoś wielkiego wydarzenia i nie rozumiał, czemu Norweg płonił się jak dziewica, kiedy Puchonowi zdarzało się go macnąć tu czy tam. To znaczy, w jego wypadku to trochę bardziej łatwe do zrozumienia, ale nigdy nie rozgryzł, czemu rzucanie się komuś na szyję na dzień dobry nie było akceptowalną formą powitania. Albo czemu przyjaciele nie mogli się ze sobą tak po prostu przespać po imprezie, po przyjacielsku. No właśnie, musiał zagadać o tym z Andreą.
Jego duża kolacja, to, jak już wspomnieliśmy, kociołek i jakoś tak trzy hektolitry soku dyniowego, okraszonego butelką piwa kremowego jakie składował pod łóżkiem, a zapasy uzupełniał po każdej wizycie w Hogsmeade. Musiał jakoś kontynuować tradycję narodową, nie? W każdym razie, jego paliwem w tej chwili była głównie determinacja. I znajomość słabych punktów towarzysza, oczywiście.
- Dwa i trzy czwarte. Weź się w garść, Yngve, zapomniałeś że jesteś czarodziejem? - Nie czuł ani fali gorąca, oznaczającej zaklęcie wymiotne, ani nagłych dreszczy zwiastujących Drętwotę. Nogi nie zaczynały mu tańczyć ani nie zamieniały się w żelkę, co oznaczało tylko jedno - Norweg nie miał zamiaru się bawić. - Jezu chryste. Dwa i dziewięćdziesiąt dziewięć dziesiątych. - Zawsze uważał, że Ślizgon to straszliwy sztywniak. Zawył, czując palce wbijające się w żebra, i szarpnął się w górę, ale i tak miał zamiar dopiąć swego. - Ty potworze! - Ale tego już Yngve dowiedzieć się nie mógł, bo Puchon zanurkował i złapał zębami za najbliższą część ciała chłopaka, do jakiej miał dostęp; gdzieś pomiędzy szyją a uchem, w każdym razie, ścisnął bardzo mocno i na pewno bolało. Przetoczył się na bok, pociągając za sobą chłopaka i wpakowywując się łydką prosto w mokrą, kawową plamę na kocu i przeszedł do kontrataku.  
Teraz to już w ogóle, ewentualni okienni widzowie pewnie myślą, że oglądają właśnie jakieś słabe porno.
Będzie ślad.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yngve Løsnedahl

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptyPon 19 Gru - 0:08

Po pierwsze: Yngve się nie rumienił. Jedynie wzdrygał, kiedy ktoś dotykał go z zaskoczenia, jak każdy normalny człowiek. Nie lubił, jak każdy normalny człowiek, kiedy ktoś naruszał jego sferę osobistą. Kultura nakazywała zadbanie o komfort rozmówcy bardziej niż o swój, ale Puchowi nigdy się tym nie przejmowali. Yngve dlatego w większości ich nienawidził – potrafili jedynie rzucać się na innych w geście pocieszenia. Albo nawijać bez przerwy, jakby nie potrzebowali chwili oddechu. Niektórzy byli naprawdę dziwnymi przypadkami i chyba zmówili się, żeby przyprawić Norwega o zawał serca.
Cassie był czasami taki sam. Teraz nie dał się nawet zbyć i uparcie dążył do postawionego sobie celu, jakim było wkurwienie Yngve. I to nie zwykłe wkurwienie. Puchonowiła zależało na tym, żeby Ślizgon po prostu sobie stąd poszedł i trzeba przyznać, że chłopak był temu bliski. Tylko że wtedy Cassie raczej nie będzie zadowolony.
Chciał powiedzieć: weź przestań, ale jedynie poruszał ustami, czego chłopak i tak nie widział. A nawet gdyby, to i tak by to zignorował, jak to Cassie. Pełen zapału ale w zupełnie innych aspektach życia niż powinien. Miał też zwyczaj zmieniać wątek, więc Yngve nie wysilał się, żeby przemówić mu do rozsądku. Cassie liczył w nadziei, że to zmotywuje przyjaciela, jednak zdecydowanie się przeliczył. Norweg mógł poszczycić się niemałą wytrwałością.
Wkrótce Cassie stracił cierpliwość i tym samym pozwolił Yngve zatryumfować. Wygrał ten pojedynek, chociaż Casey wciąż się nie poddawał, a do tego zaczął grać nieczysto, a już na pewno nie przyjemnie. Jeszcze chwilę Norweg uśmiechał się perfidnie, kiedy wyczuł, że Islandczyka zabolały palce wbite w żebra, a jego ciało wyginało się, żeby tylko uciec od bólu, ale potem tylko mrugał, gdy Puchon podjął kolejne próby walki. Yngve wydał z siebie nieokreślony dźwięk, który miał być chyba krzykiem niedowierzania i złości. Ta świnia naprawdę to zrobiła! I jakby tego było mało, gdy skończył jeden ślad, stwierdził, że ta pozycja jest niewygodna, więc pociągnął Ślizgona na koc, a potem przetoczył się tak, żeby go przygnieść.
Tym razem Yngve nie był tak łagodny jak jeszcze chwilę temu i nie dał robić ze sobą dziwnych rzeczy – a ewidentnie gryzienie znajomych uważał za wybitnie nie na miejscu. Skoro palce nie pomagały, to zgiął kolano, żeby przywalić nim z całej siły, jaką mógł z siebie wykrzesać w tej pozycji, w brzuch. Jeżeli to go nie zwali, to niedługo Puchon wyląduje w skrzydle szpitalnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casey Little

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 115
  Liczba postów : 48
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13744-casey-little
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13745-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13747-cassie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13746-casey-little
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptyPon 19 Gru - 1:43

Tak słowem sprostowania, większość Puchonów była bardzo taktowna, poprawna i pełna miłości, ogółem takie zwierzątka do terapii dla całego Hogwartu. Tam, gdzie wszystkie domu rzucały się sobie do gardeł, tam Puchoni siedzieli i jedli ciasteczka, popijając je herbatką. Cassie był, oczywiście, znakomitym od tego wyjątkiem, chociaż czasem lubił dać się zająć sobą jakiejś starszej szóstoklasistce z potrzebą czynienia wszystkich szczęśliwymi. Aha, i podobno Hufflepuff miał największy odsetek uczniów z nadwagą spośród wszystkich domów, ale to tylko plotka.
To dziwne, że głuchoniemi nie potrafili mówić, ale nadal dało się usłyszeć jakieś tam szczątki ich głosów w dźwiękach, jakie wydawali. Blondyn rzadko doświadczał tak ekstremalnych reakcji od strony Ślizgona, więc ten niby-krzyk odebrał jako pierwszy krok do zwycięstwa.
No, i wtedy nastąpiła jego sromotna porażka.
Szykował się już, żeby zadać finalny cios, ostatnie wbicie palców pomiędzy żebra, kiedy Yngve postanowił zagrać w najbardziej nieczysty sposób, w jaki mógł - i kopnąć go między nogi. To znaczy, prawdopodobnie celował w brzuch, bo nawet jego nie podejrzewałby o tak okrutne zamiary, ale trafił dokładnie tam, gdzie bolało najbardziej. Cas oderwał się od niego jak oparzony i opadł na trawę obok, zakrywając się rękami i praktycznie wijąc w bólu.
- Krwawię, boże, umieram! Właśnie pozbawiłeś życia moje dzieci. Boże drogi, moje dziedzictwo umarło w tej chwili. Ja pierdolę kurwa mać jak to boli, ale nie tak bardzo jak świadomość, że nigdy nie będę mieć dzieci. - I tak dalej, typowy agonalny dialog mężczyzny, który właśnie dostał w jaja. Turlał się po trawie, traktując zimno jej listków jak pieszczotę, mającą odwrócić jego uwagę od niesamowitego bólu. Nie miał nawet żadnej amortyzacji w postaci spodni jako człowiek noszący piżamę zawsze i wszędzie.
Zabrało mu chwilę, zanim doszedł do siebie na tyle, żeby się wyprostować. Nadal zakrywając ręką krocze, rzucił Norwegowi najbardziej nienawistne spojrzenie na świecie. - Spójrz, coś ty zrobił. Jak ja teraz to wytłumaczę moim fankom. Jak ja przekażę dalej moje piękne, blond geny, Yngve? Odpowiedz mi! - No dobra, z tym zbolałym tonem to już trochę przesadzał i po czasie przypomniał sobie, że Ślizgonowi to w sumie wszystko jedno z jego tonem i nie zrozumie powagi sytuacji. Cassie machnął więc w jego kierunku ręką, jakby wyrażając "szkoda gadać" i bardzo ostrożnie powrócił do koca, obserwując towarzysza czujnie.
Rzeczywiście, to kawa się rozlała - nie była to jakaś diametralna sprawa, biorąc pod uwagę, że miał jeszcze dwa. Blondyn wyciągnął różdżkę z kieszeni na tyłku (BHP!) i wymruczał "Silverto", kierując strumień gorącego powietrza na kawową plamę na tylnej łapce Puffowego borsuka. Zmierzył wzrokiem oprawcę swoich potencjalnych dzieci; pod linią włosów Norwega, tuż pod uchem, siniał trudny do pomylenia ślad ludzkich zębów.
Ludzie zaczną myśleć, że kogoś w końcu zaliczyłeś. Powinieneś mi dziękować. - Napisał i wyszczerzył się do niego, wskazując na szyję. Przynajmniej teraz rozwieje wszelkie podejrzenia na temat orientacji chłopaka, zwłaszcza te dotyczące jego potencjalnej miłości do zwierząt kopytnych czy nieczułości seksualnej (ale to chyba była cecha wszystkich Ślizgonów). - Ale chyba i tak coś czuję, że znajdę sobie innego utalentowanego niewerbalnie przyjaciela. I on będzie taki dobry, że jak go poproszę, to będzie rzucał na mnie niewerbalne Drętwoty, i ty będziesz to obserwował z daleka, i pomyślisz 'boże, a mogłem zagrać z nim w "Zgadnij jakie to zaklęcie" w grudniu"'. A ja się będę śmiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Yngve Løsnedahl

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptyWto 10 Sty - 1:52

W takich chwilach Yngve zastanawiał się, czy dobrze zrobił, wybierając ten oto wyjątek na towarzysza spośród całej reszty taktownych, poprawnych i pełnych miłości Puchonów. Nadal nie rozumiał, jak to się stało, że Cassie tak się do niego… przywiązał? Przyzwyczaił? W każdym razie spędzał z nim za dużo czasu jak na gust Yngve i jego znajomość relacji między domami. Gdy tylko sobie o tym przypominał, zastanawiał się, czy może przy ich pierwszym spotkaniu (a może i kolejnych) ktoś mu czegoś nie nasypał do napoju albo dodał do jedzenia? Nie wyglądało mu to raczej na eliksir Gregory’ego.
Chyba wybił Puchona z rytmu swoim niby-krzykiem, bo wtedy jakby… poszło łatwiej. Cassie na chwilę zastygł w bezruchu i gdy się nie wiercił, wydawał się lżejszy. Tym samym Yngve łatwiej było unieść się chociaż na chwilę, odrobinę, żeby zburzyć jego równowagę i udało się aż za dobrze. Puchon przesunął się zdecydowanie za bardzo i że Yngve trafił nie tam gdzie trzeba? Nie jego wina. Chłopak przetoczył się na zimną, przykrytą śniegiem trawę, a Ślizgon wreszcie mógł odetchnąć głęboko. Przez chwilę jakby zabrakło mu tchu, chociaż Cassie nie był taki ciężki. Kiedy uspokoił, przekręcił głowę i spojrzał na młodszego, a potem uniósł się do siadu i przyjrzał chłopakowi krytycznie. Coś krzyczał, ale przy tym kręcił się, wiercił i turlał, więc Yngve nawet nie próbował domyślić się, o co mu chodzi. Po części wiedział, co może Puchonowi przychodzić na usta w tej chwili, ale czy on aby nie przesadzał? Nie kopnął go tak mocno. Chyba. Dobra, w tej chwili nawet on się przejął, chociaż nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji (na szczęście!). Yngve aż podparł się na łokciu i przekręcił w kierunku Puchona, po czym szturchnął go drugą ręką z niemym pytaniem, czy żyje. Może i jego dzieci nie, ale kogo obchodziłyby jego dzieci? Gdyby nie miały matki z silnymi genami, nic dobrego by z nich nie wyszło. W każdym razie zaangażowanie Ślizgona w problem przyjaciela (prawda, że się postarał?) sprawił, że Cassie oprzytomniał i nawet wstał (za co Norwego wciąż go podziwiał i jeszcze patrzył na niego szeroko otwartymi oczami), a potem rzucił na Ślizgona najbardziej nienawistne spojrzenie, na jakie było go stać. To sprawiło, że Yngve postanowił wysłuchać kolejnego lamentu, a przynajmniej tego oczekiwał. Aż go zatkało, bo w pierwszej chwili nie wiedział, o jakie fanki chodzi i co Casey chce pokazywać, ale…
Myślę, że jak je potrzymasz w niecierpliwości to będą bardziej chętne. Odnalazł różdżkę. Wprawdzie nie wyobrażał sobie święcącego tyłkiem Puchona w grupie dziewczyn, ale skąd mógł wiedzieć, co się dzieje w puchońskich dormitoriach? Jeszcze może się okazać, że oni to się tam bawią najlepiej!
Podrapał się w głowę, nie wiedząc, co jeszcze mógłby powiedzieć, ale Cassie go wybawił. Albo znudziło mu się udawanie, albo stwierdził, ze Yngve i tak nie zrozumie. Jeżeli to drugie, to Ślizgonowi wcale się to nie podobało. Zmrużył oczy, jakby chciał wyczytać coś jeszcze z twarzy Puchona, ale stwierdził, że groźną miną niczego więcej nie zdziała, a jedynie sprawi, że Casey zacznie się dziwnie zachowywać. Westchnął i odsunął się od Puchona, żeby go uświadomić, że on niczego nie planuje. Zachował jednak czujność, o wiele większą niż chwilę wcześniej. Jeszcze jeden taki numer, a naprawdę stąd pójdzie i Cassie będzie go przepraszał następnego dnia na kolanach.
W tym czasie Puchon zdążył posprzątać bałagan, jednak trochę kawy się zmarnowało. A że było jej coraz mniej… to Yngve pozwolił sobie wziąć kolejny kubek wypełniony napojem po brzegi. Starał się jednak zrobić to powoli na tyle, żeby nie stracić ani kropli. Sączył właśnie rozgrzewającą kawę, kiedy Cassie gryzmolił na kartce. Norweg spojrzał na nią z uniesionymi brwiami, a potem, żeby nie korzystać z dwóch rąk, wykorzystał różdżkę.
Skoro nie prosisz o to samo… może pochwalisz się swoim pierwszym razem? Tak, napis był pełen złośliwości, przyjacielskiej złośliwości, ale skoro Yngve powinien się pochwalić malinkami (teraz uświadomił sobie, że muszą być naprawdę widoczne), to Cassie miał już to dawno za sobą. No, z kim, mów! Idealnie wychodziło mi proszenie, mimo że nie mógł nadać wypowiedzi odpowiedniego tonu. Wszystko można było wyczytać z jego twarzy.
Myślał, że chociaż teraz Puchon da sobie spokój, ale skądże. Skoro nie mógł czynem, to będzie dalej próbował słownie. Uparciuch.
Czy chcesz przez to powiedzieć – po sposobie pisania można było zobaczyć, jaka powaga bije od tych słów – że w Hogwarcie jest ktoś lepszy w magii niewerbalnej niż ja? Czy powinien to potraktować jako obelgę? Myślisz, że żaden inny przyjaciel nie wykorzysta sławetnej naiwności Puchonów? Chyba że miał na myśli profesora zaklęć, on na pewno przewyższał Yngve pod każdym względem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Valerian Cairndow

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 177
  Liczba postów : 266
http://www.czarodzieje.org/t14313-varian-cairndow#377825
http://www.czarodzieje.org/t14349-przybyla-potega-moment-nie-to-uniwersum#379525
http://www.czarodzieje.org/t14356-ragnaros#379874
http://www.czarodzieje.org/t14350-varian-cairndow#379529
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 22 Kwi - 23:30

Zgodnie ze zwyczaje Valerian przy ładniej pogodzie spędzał czas na błoniach. Po ostatnim piciu nadal go bolała głowa więc grał na gitarze bardzo spokojną melodię. Siedział oparty o przewróconą kłodę drzewa, wyprostował nogi i grał z pamięci przy zamkniętych oczach. Miał wielką nadzieję, że nikt mu dziś nie przeszkodzi bo miał problem z logicznym rozumowaniem i jeszcze by na pytanie odparł "aughyagy" czy coś w tym stylu. Oprócz dźwięku gitary słychać było śpiew ptaków wśród drzew, te bardziej odważne siadły na ziemi a nawet na kłodzie obok gryfony i wtórowały do jego gry. Widok był bezcenny, nadawał się na oprawienie w ramkę. W pewnym momencie chłopak westchnął i przestał grać, otworzył oczy i popatrzył się na swoje ręce. Nie mógł zapomnieć tego co wtedy zrobił. Tłumaczył sobie, że był pijany, ale jego dumy to nie zaspokajało. Minie mu pewno za parę dni, ale na chwilę obecną Valerian był pełen żalu który postanowił wydalić z siebie poprzez kolejną piosenkę. Była ona smutna, zaczął nawet do niej nucić mimo bólu głowy. Ptaki wyczuły zmianę nastroju i odleciały. Kto by chciał spędzać czas ze smutnym człowiekiem, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maddie Armstrong

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 510
  Liczba postów : 206
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14021-maddie-v-armstrong#370947
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14024-maddie-v-armstrong#370975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14025-madd-armstrong#370977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14023-maddie-v-armstrong#370973
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptyNie 23 Kwi - 0:23

Po ostatnich wydarzeniach nie pozostało jej nic innego jak strzelić sobie kulką w łeb. Chociaż.. to ostatnie prawie jej się udało, gdyby tylko wiedziała jak chłopak ma na imię oraz z jakiej rodziny pochodzi. Tak, to nic, pustka! Równie dobrze mógł być prawie mugolem, a to skazywałoby ją na banicję. Wystarczyło tylko powiedzieć tatusiowi.
- Och, zapomniałam Ci powiedzieć.. Przespałam się ze szlamą - śmiała się w myślach, dostając niemalże depresji. A wszystko dlatego, że po meczu poszła i przesadziła - z trunkami oczywiście. Kieliszki szły jeden po drugim, a później nawinął się ten młodzieniec, pusty pokój i.... No właśnie. Tak to mniej więcej wyglądało, a przynajmniej tak to pamiętała, bo równie dobrze mogła to zrobić gdzieś indziej.
Od imprezy jej wspomnienia były strzępkami, a bóle głowy tylko potwierdziły jak daleko się posunęła - Zadrżała. Tego dnia wiatru prawie nie było, ciepłe słońce odbijało się od jej bladej skóry. Nie chcąc kryć się przed światem, postawiła na krótką spódniczkę i dopasowaną do ciała oraz biustu zwiewną bluzeczkę, którą wiązało się szeroką szarfą na szyi.
Wtedy go zobaczyła, a wszystkie szczegóły nabrały ostrości. Zarejestrowała gitarę, te same włosy oraz oczy. Przełknęła głośno ślinę, cofając się o krok do tyłu. Nie spodziewała się, jednak, że gałązka pod jej stopami się złamie, demaskując jej obecność.
W pierwszej chwili się zarumieniła, zaś w drugiej opuściła głowę, nie mogąc spojrzeć na jego buzię. Gdzie jej pewność siebie, odwaga? Była gdzieś w środku, stłamszona problemami z ostatnich dni. Można by rzec, iż była wyczerpana psychicznie. Co z resztą, nie odbiegało od prawdy.
- Cześć - powiedziała na tyle głośno, by przebić muzykę, jednocześnie idąc krok do przodu. Do diabli, musiała coś zmienić. Postanowiła, więc zacząć od tego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Valerian Cairndow

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 177
  Liczba postów : 266
http://www.czarodzieje.org/t14313-varian-cairndow#377825
http://www.czarodzieje.org/t14349-przybyla-potega-moment-nie-to-uniwersum#379525
http://www.czarodzieje.org/t14356-ragnaros#379874
http://www.czarodzieje.org/t14350-varian-cairndow#379529
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptyNie 23 Kwi - 1:00

Miał już dość użalania się nad sobą i zamierzał wstać, ale został wytrącony z równowagi. Do jego uszu dotarł ten miękki i śliczny głos który go tak uwiódł tamtego dnia. Podniósł głowę i spojrzał na nią lekko otwierając usta. Ona też była najwidoczniej zażenowana tą sytuacją. Oj okrutny losie, dlaczego to robisz. Nie mógł się przespać z panną której już nigdy nie zobaczy? Gryfon spuścił na chwilę wzrok by przełożyć gitarę i poklepał miejsce obok siebie.
-Chodź, siadaj.
O dziwo głos mu nie zadrżał i brzmiał nawet spokojnie. W środku przeszedł zawał, serce wywędrowało do gardła i biło jak dzwon. Co on ma teraz do cholery jej powiedzieć? Nie dość, że wstydził się za samego siebie, to musi to jeszcze przeżywać z drugą poszkodowaną. Na chwilę obecną wiedział jedno...nigdy więcej nie pójdzie pić z zespołem. Ba, pewno alkoholu już nie tknie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maddie Armstrong

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 510
  Liczba postów : 206
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14021-maddie-v-armstrong#370947
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14024-maddie-v-armstrong#370975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14025-madd-armstrong#370977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14023-maddie-v-armstrong#370973
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptyNie 23 Kwi - 1:51

Czuła się speszona. Po mimo charakteru jaki posiadała, była łagodna niczym baranek, a nawet gorzej! Nie mogła zapanować zarówno nad ciałem jak i mową, szczególnie po jego spotkaniu. Delikatnie drżała, gdy ten bez wahania zaprosił ją, by usiadła obok niego. Z początku łapała jedynie oddech, aż po głębszym wdechu, wzruszyła ramionami i przysiadła tak blisko, że stykali się do siebie bokami. Miała przełamać barierę? To czemu, by nie pójść na całość?
- Dzięki - uniosła kąciki ust, po czym zaczęła skubać idealnie zieloną trawę - To jak się czujesz po tym wszystkim? Widzę, że grasz coś wyjątkowo smutnego... A myślałam, że chłopcy to znoszą lepiej, heh - zaśmiała się ironicznie, a następnie zerknęła kątem oka na niego. Zupełnie w tym samym momencie, co jeden z niesfornych kosmyków opadł w dół i przesłonił jej pole widzenia.
- Może się myliłam? - zapytała delikatnym głosem, zupełnie tak, jakby za bardzo tego nie przeżywała. Ba, relaksowała się w jego obecności, co w jej przypadku zdawało się być nowością.
- Zacznijmy może prosto... Jak się nazywasz? Nie pamiętam momentu przedstawiania się... Wybacz za te niesforność.
Maniery przede wszystkim nawet, gdy przez przypadek urwała trzymane przez nią ździebełko. Przyjrzała mu się dokładnie, obracając go w palcach najpierw w lewą stronę, a później prawą. Jednocześnie podkuliła pod siebie nogi, nie zwracając uwagi, iż mogła wydać się mu... Dziwna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dreama Vin-Eurico

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : Wyjątkowo szczupła, posiada kilka drobnych tatuaży, kolczyk w nosie.
Galeony : 84
  Liczba postów : 665
http://www.czarodzieje.org/t13697-dreama-vin-eurico
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
http://www.czarodzieje.org/t14451-dramatyczne-listy
http://www.czarodzieje.org/t13852-dreama-vin-eurico
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 3 Cze - 23:26

Jemu to chyba całkiem odbiło bez baby. Ona rozumiała wszystko. Brak chętnych, chorobę, nawet to, że może Maise się nie chciało grać, jednak dlaczego wybrał ją na stanowisko. Przecież chyba był tam ktoś jeszcze oprócz niej, kto robił cokolwiek. Ona przecież grała jak jakaś najgorsza ciota, która nigdy nie miała z tym sportem do czynienia. W sumie to ona wtedy grała właściwie pierwszy raz, więc no. Ale to nic nie zmieniało, dalej nie uważała, że zasługuje na to, żeby być w drużynie. No, ale przyszła na te "korepetycje" oczywiście nie myślała, żeby tutaj latać i robić jakieś inne triki na kiju, jedynie chciała wybić mu ten pomysł z łba ewentualnie trochę z nim pogadać i może się pośmiać.
Na polanie była pierwsza. Nie niecierpliwiła się zbytnio, jednak z każdą minutą jej złość i strach wzrastała. Powinna się spóźnić, tak to przynajmniej nie myślałaby o tych wielu niepotrzebnych rzeczach, bo najzwyczajniej nie miałaby na to czasu, ale przepadło. Klapnęła na tyłek, nie zważając nawet na to, że może sobie pobrudzić spodnie, ugięła nogi w kolanach i przytuliła je do siebie. Quidditch był zresztą niebezpieczny. Mogła się połamać i nie miałaby możliwości grania, a tego to by chyba nie przeżyła. Zresztą Gemma też byłaby wściekła. W sumie to już po poprzednim treningu była na nią wkurzona, bo przecież mogli ją połamać tam, na szczęście nic takiego się nie stało.
Za chwilę nadeszło jej nemezis. Ciemne, długie i postawne Nemezis palące papierosa i niosące pod pachą dwie miotły. Nie spodziewała się po nim, że pali. Wyglądał jej na typowego sportowca co to odmawia wszystkiego na P i jedyne co trenuje to latanie. No, ale najwyraźniej pozory mogą mylić. Pomimo rozchwianego nastroju uśmiechnęła się do niego, przecież nie powinna być jakaś bardzo chamska, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lope Mondragón

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 809
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 430
http://www.czarodzieje.org/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://www.czarodzieje.org/t12874-ten-od-wesela#346531
http://www.czarodzieje.org/t12864-buho#346290
http://www.czarodzieje.org/t12875-lope-mondragon#346540
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 3 Cze - 23:51

Mondragón niepokoił się o nieobecność Manese na dwóch treningach z rzędu na tyle, żeby wypytać dokładnie dziewczynę o to, co dalej z jej pozycją w drużynie. Ślizgonka wolała przejść na rezerwę, więc Lope musiał pomyśleć nad tym, kogo wytypować na miejsce pałkarki. Nie była to decyzja łatwa do podjęcia - wbrew pozorom Slytherin nie miał aż tylu dobrych graczy. Lope pomyślał o Dramie, ale sam fakt, że za pierwszym razem dosłownie w niego wleciała, sugerował, że to nie była najbardziej odpowiednia osoba. Tyle, że Lope naprawdę mało kiedy przejmował się takimi błahostkami i ludźmi, którzy będą się pukać w czoło, kiedy o tym usłyszą. Poczuł, że chce przyjąć ją na pałkarkę i tak też zadecydował. Drobnym zaskoczeniem była odpowiedź dziewczyny, bynajmniej nie dziękująca mu i obiecująca, że szybko dogoni resztę pod względem poziomu umiejętności. Fakt, że próbowała zaprotestować, rozbawił nieco Hiszpana.
Nie spieszył się ani trochę, kiedy skończył lekcje. Przebrał się w coś luźnego, żeby nie przeszkadzała mu dość ciepła pogoda, jaka zdążyła zapanować w Wielkiej Brytanii. Nie było to w ogóle porównywalne do upałów panujących w Hiszpanii. Lope spędził trochę czasu w składziku, wybierając najlepszą miotłę z tych, jakie oferowała szkoła. Nie pomoże to Dramie ukryć tego, jak słaba była w Quidditcha, ale zawsze coś. Wetknął między wargi jednego z Feniksowych papierosów, po czym bez ociągania ruszył na polanę. Z daleka zdołał dostrzec drobną sylwetkę Ślizgonki. Zastanawiał się, o czym myśli. Jest zdenerwowana? A może podekscytowana możliwością spotkania się z nim? Egoistyczna część Lope natychmiast zdecydowała, że to drugie.
- Czy ty naprawdę myślisz, że mi można tak po prostu odmówić? - spytał spokojnie, nie odwzajemniając uśmiechu. Wpił w nią spojrzenie swoich czekoladowych tęczówek na tyle mocno, że mogła je poczuć pomimo okularów przeciwsłonecznych, z którymi wiosną, latem, a także jesienią się nie rozstawał. - Moja mała naiwna... - pokręcił nieco głową i zbliżył się, podając jej miotłę. Nie miał zamiaru nawet zastanawiać się nad tym, że musiałby ją jakoś przekonywać. Lope był przekonany, że i tak ma pannę Vin-Eurico w garści.
- Próbowałem przekonać dyrektora, co do tego tarana, ale nie udało się. - stwierdził jeszcze, nawiązując do swojego komentarza pod koniec pierwszego treningu. Pamiętał dobrze, jak musnął dłonią jej biodro, gdy na nim leżała. Czasami mimowolnie w głowie zostawały mu takie drobne szczegóły. Zatopił palce we włosach, zmieniając tym samym nieco układ jego zawsze perfekcyjnej fryzury.
- Ale z pałkami to chyba umiesz się obchodzić, nie? - spytał, odczepiając jedną od własnego paska do spodni i podrzucając w górę. Pozwolił przy tym, żeby szeroki, szelmowski uśmiech wpłynął na jego usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Dreama Vin-Eurico

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 18
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : Wyjątkowo szczupła, posiada kilka drobnych tatuaży, kolczyk w nosie.
Galeony : 84
  Liczba postów : 665
http://www.czarodzieje.org/t13697-dreama-vin-eurico
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13847-mialam-sen-piekny-sen-a-w-tym-snie-wszyscy-mieliscie-relacje-z-drama
http://www.czarodzieje.org/t14451-dramatyczne-listy
http://www.czarodzieje.org/t13852-dreama-vin-eurico
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptyWto 6 Cze - 22:14

I przyszedł. Oczywiście wyglądał jak zawsze idealnie, z tymi ciemnymi włosami i okularami, z którymi się chyba nigdy nie rozstawał. Przez chwilę Dreamie wydawało się nawet, że Lope podąża w jej stronę w spowolnionym tempie, ale po delikatnym uszczypnięciu, który zaserwowała sobie samej wrażenie to minęło. Postanowiła się mu nie dać. Wstała więc szybko i niebezpiecznie zbliżyła się w stronę hiszpana, który podał jej miotłę. Jego postawa świadczyła o tym, że nie może i nie da rady się mu sprzeciwić. Czuła, że patrzy na nią, jak na małą dziewczynkę, która kłóci się o coś ze swoim ojcem, a to zadziałało na nią, jak płachta na byka. Zmarszczyła brwi i podeszła jeszcze bliżej, tak że prawie stykali się klatkami piersiowymi. Pomimo że była bardzo wysoka, jak na dziewczynę, dalej górował nad nią wzrostem.
- Tak, myślę, że mogę Ci odmówić. - krew buzowała jej w żyłach. Wkurzyła się, jego arogancja sprawiały, że miała ochotę połamać mu nos. Jedyne co ją przed tym powstrzymywało było to, że w sumie nie zrobił jej niczego złego i chyba sam trochę żałował tej decyzji. A przynajmniej taką miała nadzieję. W innym przypadku uznałaby, że jest szalony. Było jej też trochę szkoda nosa chłopaka, bo prezentował się bardzo sympatycznie, a to jednak szkoda psuć coś, co wyglądało dobrze w tej szkole pełnej paskudnych angolów. - Kurde, Lope, ja wiem, że jesteś w kropce, ale bez przesady. Ja tam poszłam dla śmiechu i trochę rozruszać cielsko po zimie, a nie jakaś drużyna. - wykrzyczała prawie wściekła.
Chciała zapalić. Musiała zapalić, bo inaczej by wybuchła, jak jakaś gryfonka. Błyskawicznie wyciągnęła dłoń w stronę jego ust i wyciągnęła z nich papierosa, którego zaraz wsadziła w swoje usta i mocno zaciągnęła się tym co jeszcze z jego zostało. Dym przyjemnie połaskotał jej gardło, a ona sama zaraz wypuściła dużą chmurę dymu. - Ja przez Ciebie i tego waszego Quidditcha zwariuje. - skomentowała i westchnęła ciężko. Wzięła w dłonie miotłę. W myślach przyznała przed sobą, że jeśli chce grać musi kupić coś lepszego, bo na tych szkolnych miotłach dużo nie pociągnie. Uwagę o taranowaniu puściła pomimo uszu, jednak na następne słowa nie mogła nie zareagować. - A co, mam Ci pokazać, jak obchodzę się z takimi pałami, jak ty? - Uśmiechnęła się delikatnie i jakiś cudem udało jej się złapać pałkę, którą podrzucał w powietrzu. Mocno ujęła ją w dłonie i odsunęła się od niego. - Dobra, im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy. Mów co mam robić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Lope Mondragón

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 809
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Ślizgonów
  Liczba postów : 430
http://www.czarodzieje.org/t12840-lope-feliciano-mondragon#345714
http://www.czarodzieje.org/t12874-ten-od-wesela#346531
http://www.czarodzieje.org/t12864-buho#346290
http://www.czarodzieje.org/t12875-lope-mondragon#346540
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySro 7 Cze - 0:08

Był spostrzegawczy i z samego zachowania Dreamy mógł wywnioskować całkiem sporo. Fakt, że zdążył już polubić tę dość nietypową dziewczynę nie był niczym zwykłym. Zazwyczaj osoba, która nie nudziła Mondragóna zdarzała się tylko raz na jakiś czas. Patrzył na pannę Vin-Eurico z góry, kiedy próbowała pokazać mu, że ma w temacie przyjęcia do drużyny coś do powiedzenia. Nie miała, ale na razie Lope chciał pozwolić jej w to wierzyć. Milczał z nikłym uśmieszkiem na wargach, kiedy wyczuwał od niej tak wyraźną złość. Skoro tak szybko potrafił podnieść Dramie ciśnienie krwi to zapowiadało się całkiem ciekawe. Drażnienie i wyprowadzanie z równowagi należało do specjalności Mondragóna. W tamtej chwili wydawało się, że upatrzył już swoją nową ofiarę i dosłownie ostrzył sobie na nią zęby.
- Naprawdę myślisz, że wybrałem cię, bo jesteś ostatnią deską ratunku czy coś w tym stylu? Oj mała, chyba nieco się przeceniasz. - odparł, w przeciwieństwie do niej całkiem opanowanym głosem. Mógł na miejsce pałkarki wziąć kilka innych osób, może nie jakichś wybitnych, ale nadal dobrych. Dawał jej szansę, której nie chciała przyjąć. Lope niemal nigdy niczym się nie przejmował i nie wiedział, co szkodziło jej grać w drużynie. Bała się upokorzenia? Złośliwości ze strony Ślizgonów? Mógł ją zapewniać, że granie z nimi jest świetnym pomysłem, że da sobie radę i że wystarczy trochę rozwinąć jej talent. Tyle, że może i był kapitanem, ale ten typ motywacji nie pasował do Lope, który wolał zjechać kogoś z góry do dołu i jeszcze kopnąć leżącego, jeśli zajdzie taka potrzeba.
- Co złego jest w odrobinie szaleństwa? - mruknął Mondragón, po tym jak nagle dziewczyna zabrała mu papierosa. Przy tych słowach pomyślał o Pandzie, która podczas ich pierwszego spotkania powiedziała Lope, że tylko wariaci są coś warci. On sam był zniszczony wewnątrz, ale doskonale się z tym maskował. Wpatrywał się, jak pali chyba trochę zbyt intensywnie, przez to, że się zamyślił na krótką chwilę.
- Może później, na razie musisz nauczyć obchodzić się z tymi. - odpowiedział, czując, że ujawniają się dołeczki na jego policzkach. Dziwił się trochę, że jeszcze nie udało mu się zawstydzić Dramy. Inne dziewczęta łatwo było spłoszyć, a pewność siebie Lope tylko to pogłębiała. Dla Ślizgona i tak to wszystko było tylko zabawą, drobnym urozmaiceniem życia.
- Zobaczysz, że spodoba ci się tak bardzo, że zechcesz się spotkać i jutro i pojutrze i później znowu... - wsiadł na miotłę zgrabnym ruchem, ale nie wzbił się w powietrze, tylko popatrzył na dziewczynę, która też powinna już wpakować się na ten kawałek drewna. Zorientował się już, co mu nie pasuje.
- Na sam początek coś, co powinna umieć robić dobrze każda kobieta. - mrugnął do Vin-Eurico. Swoją drogą ile ona w ogóle miała lat? Wydawała się Lope bardzo młoda. -  Mianowicie dosiad. Byłem pewien, że na treningach siedziałaś trochę nieprawidłowo na miotle i rzeczywiście. Wbrew pozorom to dość ważne, zwłaszcza jeśli latamy parę godzin. Te podpórki przy witkach... - wskazał na jej miotłę, gdzie zauważył już, że były nieco obluzowane. - Pamiętaj, żeby opierać na nich bardziej śródstopie, a nie piętę. Do tego kiedy lecisz spróbuj nie siedzieć na miotle przez cały czas, bo przez to mogą cię szybko uda rozboleć. Staraj się pozostawać trochę podniesiona, dzięki temu będziesz lepiej pokonywać opór powietrza i łatwiej będzie ci przyspieszać.
Odepchnął się stopami od ziemi i zaprezentował poprawną pozycję.
- To tyle z teorii, możemy na rozgrzewkę się przelecieć. - zaśmiał się i nie oglądając na Dramę pomknął naprzód, żeby zatoczyć duże koło.

Rzuć kostką, parzysta zostajesz w tyle tak bardzo, że wstyd, nieparzysta prawie doganiasz Lope, a właściwie siedzisz mu na ogonie podczas całego lotu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ben Rogers

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 309
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 308
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 10 Lut - 19:56

Benjamin nie był zwolennikiem zimy. Oj, definitywnie nim nie był i choć naprawdę mu ona nie przeszkadzała, śnieg był całkiem fajny, a rzucanie śnieżkami w Axela jeszcze lepsze, to nie lubił zimna i wszechobecnych w tej porze roku mrozów, które na dłuższą metę bywały uciążliwe. A teraz był już, kurde bele, luty, który przybijał go jeszcze bardziej ze względu na Walentynki, które obchodził w ten sposób, że zajadał się czekoladowymi żabami, słuchał piosenek o złamanym sercu i śpiewał po nocach, przez co wielu powoli zaczynało... Cóż, drzeć się na niego, że nikt normalny nie śpiewa o drugiej w nocy mugolskich piosenek typu Careless whisper lub Rasputin. No ale kto mówi, że Benjamin był normalny? Miał w sobie coś osobliwego, coś... Ekscentrycznego. I lubił to. Lubił to nawet wtedy, gdy inni mu to mówili i nieraz wypominali. Nigdy mu to jednak nie przeszkadzało i szedł przez życie z podniesioną głową.
A przynajmniej się starał.
I cieszył się, że do walentynek zostało jeszcze kilka dni, bo może dzięki temu przygotuje się na nie psychicznie.
Tego dnia ubrał się w swój najcieplejszy płaszcz i narzucił na szyję stary, w kilku miejscach już dziurawy szalik w barwach Ravenclaw. Po zajęciach musiał przejść się na błonia, aby ulepić bałwana i poskładać myśli, które kotłowały się w jego czaszce i wprawiały w nie tyle zły nastrój, ile nastrój wręcz depresyjny. Mógł nawet przysiąc, że przeżywa prawdziwe załamanie nerwowe rok w rok, na tydzień przed walentynkami, gdy widzi te wszystkie zakochane pary. Ugh. Niesprawiedliwe. Nie był w końcu brzydki, nie był też głupi i mało ambitny. Jasne, nie był idealny i miał naprawdę wiele wad, ale myślał, że mógłby być nawet w typie swoich rówieśniczek. Musiał się jednak nieźle mylić, skoro wszystkie jego miłostki kończyły się złamanym sercem. Jego sercem, bo serca drugich stron zwykle były w nienaruszonym stanie.
Gdy był już na polanie, zaczął zastanawiać się nad sensem życia i istnienia. Gdyby był simem z tej popularnej gry, w którą grają mugole, miałby ciemnoniebieski nastrój. Smutek. I to nie pierwszy raz w tym miesiącu; nie pierwszy raz w tej dekadzie i tym życiu.
Może w końcu powinien zostać zeswatany z bałwanem, którego właśnie zaczynał lepić? Samotnie, bo tak. Samotność nie była zła, choć potrafiła nieźle zdołować, o czym doskonale wiedział z własnego doświadczenia. Musiał zarzucić pomysł Desce, Charlotte i Amy. Musiał im powiedzieć, że nie chce mieć więcej złamanego serca przez żadną damę, której swe serce ofiaruje i że tak naprawdę zawsze marzył o byciu z bałwanem. Takim jak on sam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Destiny Rogers

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 265
  Liczba postów : 297
http://www.czarodzieje.org/t13026-destiny-rogers
http://www.czarodzieje.org/t13037-destiny#349765
http://www.czarodzieje.org/t13038-destiny#349767
http://www.czarodzieje.org/t13039-destiny-rogers#349775
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 10 Lut - 20:51

Czas mijał dzień za dniem. Coraz to szybciej i szybciej, a ona nie mogła go zatrzymać. nie mogła sprawić by stanął w miejscu czy biegł wolniej. Starała się żyć chwilą, nie wracać do przeszłości, nie myśleć o przyszłości. Ale tak się nie dało. Szare myśli często ją dopadały, a ona nie miała zielonego pojęcia co z tym powinna zrobić.
Dopiero co dostała swój pierwszy list z Hogwartu, dopiero co ze swoją siostrą bliźniaczką zaczęła naukę i nawiązywać nowe znajomości, dokuczać rodzeństwu, robić dowcipy, spotykać chłopców a już się okazuje, że niedługo skończy szkołę. Wkrótce prze nią studia. Dwójki z jej rodzeństwa już na nich nie będzie. Czyż to nie smutne? Mimo częstych sprzeczek kochała ich najbardziej na świecie i nie wyobrażała sobie nauki bez nich. To będzie ciężkie przeżycie dla niej. Na szczęście razem z nią jeszcze będzie Ben, który co prawda żył w swoim świecie, ale chociaż będzie miała komu dokuczać!
Walentynki to najgorszy dzień dla osoby samotnej. Wszędzie widzi się zakochane pary trzymające się za ręce, obejmujące się, szepczące sobie na ucho różne rzeczy i wymieniające się różnymi prezentami. Deska próbowała o tym nie myśleć. Nie chciała nawet wychodzić z swojej sypialni wiedząc, że chcąc czy nie chcąc natknie się na kogoś i będzie jej strasznie przykro! Ale czy tak powinno być?
Dzisiaj natomiast ubrała się swobodnie. nie chciała targać się w szacie po tym śniegu. to tylko utrudniało chodzenie, a nie chciała znów prosić rodziców o nową! To tylko denerwowało ich. Wyszła na zewnątrz po raz kolejny. Zimę nie bardzo lubiła. Ale skoro już była to chciała z niej skorzystać!
Gdzieś w oddali zobaczyła brata. Nie zastanawiając się długo wzięła gołymi rękami trochę śniegu i ulepiła z niej kulkę. Jak to dobrze, że śnieg się lepił! Rzuciła w niego śniegiem i podeszła bliżej.
- Że też chce ci się samemu robić to coś.- wskazała na bałwana, którego zaczął lepić. Czy to była jego podobizna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Axel Rogers

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
  Liczba postów : 182
http://www.czarodzieje.org/t12922-axel-rogers
http://www.czarodzieje.org/t12924-krol-rogersow
http://www.czarodzieje.org/t12925-listy-lisciki-axelag.com/t12925-listy-lisciki-axela
http://www.czarodzieje.org/t12927-axel-rogers?highlight=Axel
Polana - Page 39 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 EmptySob 10 Lut - 23:32

Rozłąka z rodzeństwem, trwająca ponad trzy tygodnie w końcu dała mu się w znaki. Z trudem przyznał przed samym sobą, że potrzebuje ich do normalnego, wręcz prawidłowego funkcjonowania i długie przerwy zdecydowanie nie są dla niego. Jeszcze ten staż, na którym ciężko zasuwał, nie mając obok się Amy... Bliźniaczka była jak jego alter ego. Byli nieodłączni, tak poniekąd.
Ben wspomniał w liście, że zamierza dzisiaj wyjść na błonie. Ax uznał, że to doskonała okazja, aby spędzić z nim trochę czasu. Co więcej, poinformował nawet Amy, aby do nich doszła w wolnej chwili.
Ubrał się w mugolską, dżinsową kurtkę (trochę za cienką, jak na taką pogodę) i szalik z barwami domu; ciemnowłosy przepadał za zimą, bo była idealnym dodatkiem do uprzykrzania życia Benowi.
Pędził w stronę polany, niczym rozwydrzony dzieciak, którego ledwo co wypuścili ze szlabanu, gdy z oddali zobaczył Destiny. Uśmiechnął się szeroko, widząc jak jego młodszy brat oberwał śnieżką. Zatrzymując się kawałek za nim i chowając się za pniem drzewa, nabrał w dłonie sporo puchu, ale nie zgniatał go w kulkę. Przyczaił się i powoli, po cichu, zbliżał się do najmłodszej z całej rodziny Rogersów, przykładając palec wskazujący do ust, aby dać znak Benjaminowi, aby nie pisnął nawet słowa na jego temat. Gdy znalazł się już w odpowiedniej odległości podbiegł do siostry i z ogromną dozą delikatności przyłożył śnieg do jej twarzy, co mugole zwykle nazywają "umyciem". Odskoczył od Destiny, śmiejąc się i zaraz znów nabrał białego puchu w ręce. Tak na wszelki wypadek, gdyby któreś z nich postanowiło zrobić coś szalonego.
- Stęskniliście się? - zapytał, nawet nie czekając na wymarzone potwierdzenie. Doskonale wiedział, że teraz to go prawdopodobnie nie cierpią. - To co, Des? Chcesz dostać bonusową śnieżkę czy teraz myjemy Beniucha? - Uniósł pytająco brwi. - A i ojciec chce się niedługo z nami zobaczyć. Warto wziąć to pod uwagę- dodał i zamachnął się, trafiając śniegiem w szatę Benjamina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Polana - Page 39 QzgSDG8








Polana - Page 39 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 39 Empty

Powrót do góry Go down
 

Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 39 z 42Idź do strony : Previous  1 ... 21 ... 38, 39, 40, 41, 42  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Polana - Page 39 KQ4EsqR :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
łąka
-