Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 22 ... 40, 41, 42  Next
AutorWiadomość


Bell Rodwick

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 4902
  Liczba postów : 4483
http://www.czarodzieje.org/t58-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t649-bellcia
http://www.czarodzieje.org/t243-bell-rodwick
http://www.czarodzieje.org/t7785-bell-rodwick#216614
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Polana   Polana - Page 41 EmptySob Cze 12 2010, 14:12

First topic message reminder :


Polana

Szeroka rozciągająca się niemal na połowie szkolnych błoni polana. W niektórych miejscach rosną kolorowe kwiaty jak śnieżnobiałe stokrotki, żółte mlecze, czerwone maki i błękitno - fioletowe chabry. Uczniowie lubią tu spacerować, podziwiając cuda natury, a w odpowiednich okresie roku zrywać dmuchawce i zdmuchiwać je, przyglądając się jak drobniutkie nasionka odlatują wraz z powiewami wiatru. Idealne miejsce na niedzielne pikniki z paczką przyjaciół.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; umięśniony
Galeony : 1156
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 2148
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
Polana - Page 41 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyCzw Maj 03 2018, 20:30

Jakimś cudem Sanne zniknęła Mefistofelesowi z pola widzenia równie nagle, co się w nim wcześniej pojawiła. Nie było zatem czasu na dociekanie odnośnie umówionego wcześniej tatuażu; Ślizgon przemknął spojrzeniem po okolicy, chcąc sprawdzić, czy dziewczyna wróciła po coś do Hogwartu, czy może go nie usłyszała i znalazła inne towarzystwo. Nie znalazł odpowiedzi, co trochę zepsuło mu humor. Stracił osobę do dręczenia i przy okazji nie dowiedział się, co van Rijn chciałaby zrobić z malunkiem na ciele, który dla niej szykował już od jakiegoś czasu. Wcisnął dłonie w kieszenie i pozwolił, aby jego wzrok przesunął się mimowolnie na Zakazany Las. Merlinie, tyle złych rzeczy mogło się tam dziać... a on wciąż uważał je za fascynujące miejsce. Ten piekielny zagajnik z pewnością należał do najbardziej czarodziejskich, w jakich miał okazję przebywać - a to zarówno plus, jak i minus.
Podniósł spojrzenie dopiero na biegnącą postać, która - jak słodko - zziajana była po pokonaniu tej (w gruncie rzeczy nie tak wielkiej) odległości. Wcześniejsze miny Mefisto do znajomych spokojnie można było nazwać nikłymi grymasami, bo dopiero teraz jego twarz rozjaśnił szeroki, szczery i pozornie rzadki uśmiech. Ten obejmujący nie tylko usta, ale i zielone oczy. Ten przywołujący malutkie zmarszczki i pokazujący równiutki rządek połyskujących bielą zębów. Nox zazwyczaj nie pozwalał sobie na takie nieprzemyślane, szczere reakcje; teraz nawet nie próbował ukryć tego, że widok @Liam A. Rivai poprawiał mu humor jak nic innego. Już czuł, że jeszcze tego pożałuje... chociaż Ezrę ostatnio widywał w jakimś średnim humorze, więc może nie trzeba było martwić się jakimiś durnymi docinkami?
Hi, handsome.
Cichy pomruk "no hej, młody" nijak nie ukrył faktu, że Mefisto prychnął pod nosem z rozbawieniem i spuścił wzrok, trochę jak skomplementowana nastolatka. Zerknął jeszcze potem na Puchona, kręcąc głową z niedowierzaniem i przygryzając wewnętrzną stronę policzka, żeby chociaż trochę powstrzymać głupie szczerzenie się. Wystarczyło jedno zdjęcie, żeby obaj przypomnieli sobie, jak dobrze jest się do siebie uśmiechnąć... Może jednak te eleganckie ubrania nie były takie złe?
Liam udał się do przyjaciela, ale na szczęście Blanc zaczęła już lekcję i trzecioklasista nie zdążył nawet zacząć się nudzić. Po prostu słuchał grzecznie pielęgniarki, z niebywałą przyjemnością chłonąc każde słowo, bo głos miała piękny. Sam z siebie zazwyczaj skłaniał się w stronę bardziej mugolskich opatrunków, a jednak teraz był na lekcji, w warunkach kontrolowanych, a jego ofiara to nie była własna kończyna, tylko taka fantomowa. Dlatego pokusił się na przetestowanie Wingardium leviosa... szkoda tylko, że zakłócenia magiczne jedynie wspomagały jego roztargnienie. Mefisto obejrzał się, czy Blanc nie ma nigdzie w pobliżu, bo te cholerne bandaże tworzyły coś naprawdę dziwnego. Pochylił się bardziej nad manekinem, z trudem powstrzymując przekleństwa i walcząc z różdżką, blokującą mu się co chwilę jakoś wyjątkowo podejrzanie. Zerknął raz jeszcze na pielęgniarkę i... i oczywiście stała tuż obok. Miała zatem świetny widok na manekina unieruchomionego i związanego jak jeńca... ozdobionego w dodatku kilkoma kokardkami. Bardzo męskimi, warto dodać.
- Dlatego zawsze po pełni przychodzę do Skrzydła Szpitalnego - usprawiedliwił się szybciutko, kłamiąc przy okazji tylko trochę. Nora nazwała jego dzieło fabulous, ale poprosiła o powtórkę... I tym razem Ślizgonowi do głowy przyszło użycie zaprezentowanego wcześniej zaklęcia Vulnera Arcuatum, bo uparcie nie wierzył w to, że zakłócenia mogłyby ponownie zniweczyć jego plany. Machał tym cholernym patykiem, usiłując wykrzesać z niego trochę magii, ale najwyraźniej nie zamierzała zacząć współpracować. Ostatecznie tylko westchnął sfrustrowany i zabrał się za robotę zupełnie normalnie, własnymi rączkami. Trzecie podejście okazało się najlepsze, chociaż jakimś cudem Mefistofelesowi udało się z tego wszystkiego zapomnieć o ligninie i dodał ją na sam koniec, kiedy bandaż już ociekał krwią. Oj, to zdecydowanie nie był jego dobry dzień... Zostawił nieszczęsnego manekina w spokoju, w zamyśleniu rozcierając pomiędzy palcami kilka kropelek sztucznej krwi.


Pierwsza próba: 4 i 1, potem dorzut na 4
Druga próba: 1 i 2, potem dorzut na 5
Trzecia próba: 4 i 5

______________________


When you close your eyes, what do you see?
Do you hold the light, or is darkness underneath?
When you look at yourself,
Are you a man or a monster?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Cherry A. R. Eastwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : Ok. 160
Galeony : 299
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 480
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood
Polana - Page 41 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyCzw Maj 03 2018, 20:42

- Co ja bym bez ciebie zrobiła, co? - Zażartowała, nie narzekając wcale z powodu zmienionych planów. Z zadowoleniem podczepiła się pod Luke'a i u jego boku czekała na rozpoczęcie zajęć. Zaraz dołączył też do nich @Neirin Vaughn, którego powitała szerokim uśmiechem. No proszę, czyli gdyby tylko nie wyskoczyła z Pokoju Wspólnego tak szybko, to być może i tak skończyłaby na tej polanie! Dotarł do nich jeszcze @Liam A. Rivai, ale Blanc rozpoczęła zajęcia i Cherry mogła pozwolić sobie tylko na kolejny uśmiech, bo wyjątkowo nie wypadało rozmawiać. Wszelkie słowotoki należało zachować na później...
Trochę martwiła się tym, jak wyjdą jej te opatrunki. Wcale nie była najlepsza w magii leczniczej, a zakłócenia nieźle dawały w kość. Wychodziło na to, że musiała robić wszystko rękoma, a to... no, to ją trochę niepokoiło. Najgorsze w tym wszystkim było to, że musiała poradzić sobie sama, a jej roztargnienie nie pozwoliło na zapamiętanie zbyt wielu szczegółów z pokazówki pielęgniarki. Szybko zrezygnowała z przypominania sobie co i jak, a zamiast tego skupiła się na czymś w stylu estetyki. Uparcie walczyła z bandażami, tworząc opatrunek na miarę prawdziwego artysty - a smykałki do tego nie miała za cholerę. Lekko zmrużonymi oczami wpatrywała się w swoje dzieło, usatysfakcjonowana tylko trochę. No bo... działało, nie? I wyglądało ciekawie. Inaczej, ale z pewnością ciekawie.
- Eee, nie, chyba nie... Moje też działa. Chociaż muszę przyznać, że to jakaś czarna magia jest - wydęła lekko wargi, oglądając się zaraz na kolegów z Hufflepuffu. Neirina wyglądał podobnie do jej czegoś, z kolei Liamowi poszło chyba najlepiej. Nie miał ani tajemniczych węzłów, ani ligniny na wierzchu. Nawet krwi nie było widać! - To już chyba wiemy do kogo lecieć po pomoc, w razie gdyby coś się stało! - Wyszczerzyła się radośnie do Rivai'a, a w razie gdyby zbyt mocno połechtało to jego ego, to zaraz subtelnie wskazała na prowadzącą zajęcia. - Profesor Blanc, oczywiście...


Kostki: 3 i 4, czyli 7

______________________



Be something greater,

Go make a legacy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Everett C. Harrison

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 72
  Liczba postów : 55
http://www.czarodzieje.org/t16028-everett-c-harrison#438008
http://www.czarodzieje.org/t16030-chodz-a-powiem-ci-jak-smakujesz#438016
http://www.czarodzieje.org/t16031-rimbaud#438025
http://www.czarodzieje.org/t16029-everett-c-harrison
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyCzw Maj 03 2018, 20:59

Gryfoni powinni się domyślić, że zostawianie mnie samego na kanapie w pokoju wspólnym, kiedy moje oczy otwierają się w cyklu kilkunastosekundowym, to nie jest pomysł godny orderu Merlina. To nie jest pomysł godny nawet orderu z ziemniaka. Kiedy tylko w pomieszczeniu zapadła miękka cisza, mój umysł wyzbył się wszelkich zahamowań i po prostu postanowił zregenerować siły przed zbliżającymi się zajęciami z uzdrawiania. Najwyraźniej jednak zapomniałem przełączyć się na tryb oszczędzania energii, bo drzemka potrwała znacznie dłużej niż powinna i właśnie tym sposobem leciałem na łeb, na szyję - Usaine Bolt lepiej by sobie nie poradził, serio - z wieży Gryffindoru, byle jeszcze załapać się na lekcję.
Na magii leczniczej akurat mi zależy - gdyby wypadło mi onms czy wróżbiarstwo, to psidwak ich ganiał, pewnie nawet nie podjąłbym trudu otwierania oczu. Nie wolno mi jednak zapominać, z jakiego powodu w ogóle wróciłem do Hogwartu. Na polanę wbiegam więc z pokorną miną, wierząc, że Nora nie będzie się na mnie gniewać za to niedbalstwo. I choć kobieta kręci głową, jednocześnie promieniuje liliową wyrozumiałością, które mnie uspokaja. Pozerkuję na najbliższych mi uczniów, aby zrozumieć, czym zajmujemy się tym razem; zakładanie bandaży nie jest mi obce, więc chętnie biorę się do roboty. Poniekąd chcę się trochę popisać, dostrzegając że wszystkim idzie naprawdę dobrze. Bandaż z lekkością przemyka pod moimi palcami, zgrabną warstwą otaczając ranę. Nie mogłoby być lep... Zdziwiony mrugam, kiedy szarawa biel przesiąka czerwienią, jakby na białą pościel rozsypano płatki róż. Rozlewa się niemal na cały opatrunek zanim orientuję się w swojej głupocie i przyciskam wierzch ligniną. Krzywizna moich ust może świadczyć, że nie jestem zbyt zadowolony... Wzrok ucieka mi na chwilę na bok, ściągnięty dobrze mi znaną czupryną. Czy tylko ja nagle nabieram ochoty na lody śmietankowe?

KOSTKI: 5 + 3 za kuferek = 8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Melusine O. Pennifold

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 297
  Liczba postów : 289
http://www.czarodzieje.org/t15444-meluisne-pennifold
http://www.czarodzieje.org/t15452-meluzyna#414962
http://www.czarodzieje.org/t15473-meluzyna#415677
http://www.czarodzieje.org/t15446-meluisne-pennifold#414814
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyCzw Maj 03 2018, 22:44

Zbiegam po moich długich schodach w wieży Ravenclawu, w biegu poprawiając swój granatowy turban. Dobrze wiem, że się spóźniam, ale miałam po prostu wiele ważnych rzeczy w Salonie Wspólnym. Dzieliłam się na szybko najnowszymi ploteczkami ze znajomymi, oceniając w skali od jednego do dziesięciu Gryfonów z naszych roczników. Nie popatrzyłam na zegarek, a raczej popatrzyłam, ale dopiero kiedy wszystkie osoby, które mnie osobiście interesują były już ocenione odpowiednio pozytywnie, bądź negatywnie.
Truchtam już po błoniach, równocześnie sprawdzając czy mam wszystko w torbie, przez chwilę stresując się, że nie mam różdżki, by po kilku sekundach zorientować się, że oczywiście jest tam gdzie zawsze. Widzę, że nie jestem jedyną, która robiła jakieś ważne rzeczy, bo przede mną biegnie jakaś znacznie szybsza niż ja sylwetka. Końcowe metry idę spokojnie, mając nadzieje, że po prostu wtopię się w tłum i będę udawać, że przyszłam już dawno. Nie wyszło mi to może specjalnie dobrze, więc przepraszam nauczycielkę i biorę się jak najszybciej do roboty. Siadam obok @Everett C. Harrison, który był lekko zdyszany jak ja.
- Widziałam jak biegniesz - mówię z uśmiechem i rozglądam się wokół, żeby podejrzeć kogokolwiek i dowiedzieć się co się dzieje. - Co tam u Ciebie? - pytam jak zwykle zajmując się niepotrzebną gadaniną, zamiast pracą. Jestem osobą manualną, wolę takie rzeczy niż nawet rzucanie zaklęć, czy nie daj boże, zapamiętywanie ciągu dat. - Widziałeś ostatni mecz,quidditcha? Mam nieodkryty talent do quidditcha - paplam dalej, równocześnie próbując zrobić odpowiedni opatrunek. O dziwo, idzie mi znakomicie, nawet lepiej niż Tobie, chociaż wiem, że bardzo się interesujesz się uzdrawianiem. Pokazuje mój bardzo mocno obandażowany twór. Najwyraźniej mam liczne nieodkryte talenty.

Kostki : 5, 6 Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 765
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1398
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyCzw Maj 03 2018, 22:52

Ruda omiotła spojrzeniem zebranym, sprawdzając, kto jeszcze pojawił się na dzisiejszych zajęciach. Jak zwykle dom węży nie popisał się frekwencją i zaangażowaniem, co młoda Lanceley skwitowała cichym westchnięciem. Tym samym powróciła całą swoją uwagą do @Emily Rowle i @Ezra T. Clarke, uśmiechając się pod nosem na dodatkowe pytanie dotyczące jej kuzynki. Zupełnie jakby blondynka podchwyciła temat, dostrzegając tak jak Nessa podczas imprezy ich aurę i pozytywne wibracje podczas tańca i rozmowy. Niemniej jednak życie Blaith nie było jej sprawą, bo i tak nie byłaby w stanie nadążyć za nią i jej pomysłami. Milczała chwilę, nie chcąc przerywać krukonowi, zatrzymując orzechowe ślepia na jego twarzy.
- Na chwilę? Czyli nie warto po pierwszym spotkaniu o Tobie pamiętać? Boże, to chyba nawet gorzej niż z moją sytuacją złotko. Jestem w szoku. - zaczęła z nutką rozbawienia w głosie, posyłając mu zadziorny uśmieszek. Drgnęła w miejscu, odgarniając kosmyki włosów za ucho i poprawiając torbę na ramieniu. - Bo masz z nią lepszy kontakt niż ja. Nie, chyba, że tak jak mówisz łatwo o Tobie zapomnieć, bo jesteś na chwilę. - kontynuowała ze wzruszeniem ramion, żartując oczywiście. - Nessa Lanceley. Miło mi.
Nie mogła odpuścić sobie zadziorności, chociaż dziewczyna nie wyglądała, jakby chciała mu dokuczać czy być specjalnie wredną. Taka jej natura, ciężka do zniesienia i nieznośna. Właśnie dlatego nigdy miss popularności Ness nie zostanie. Miała kontynuować rozmowę, kiedy odezwała się nauczycielka. Skupiła na niej wzrok i uwagę, zsuwając torbę i kładąc na ziemi. Poprawiła swój ślizgoński sweter, zgodnie z poleceniem kierując się do jednego z fantomów po prawej stronie, zabierając uprzednio poprzednie rzeczy. Kucnęła przy nim, przyglądając się chwilę w milczeniu. Musiała przyznać, że mugole mieli bardzo utrudnione życie i większe szanse na jego stracenie! Cieszyła się na takie lekcje, nie zawsze miała różdżkę pod ręką, a wypadki chodzą po ludziach. Jej samej mogło się to przydać w życiu, gdy jej małe, ciemne plany wyjdą na światło dzienne i uda się je zrealizować.
Zgrabnymi ruchami operowała bandażem, starając się jak najlepiej wzorować na tym, co pokazała im Pani Profesor. Była zdziwiona, że szło jej tak gładko i zgrabnie, zwłaszcza owijanie! Gdy myślała, że skończyła — robiąc ostatnie wiązanie, stabilizując bandaż, aby nie spadł, okazało się, że zapomniała o jednej z warstw. Pacnęła się ręką w czoło, przeklinając pod nosem bezgłośnie i zagryzając dolną wargę. Rozejrzała się dookoła, sięgając ostatecznie po ligninę i przykładając ją na wierzch, dodatkowo jeszcze zabezpieczając, aby nie spadła. Cofnęła dłonie, układając je na kolanach i westchnęła, unosząc w powietrze niesforny kosmyk spadający na jej bladą, drobną buzię. Na pytanie Emily obdarzyła ją spojrzeniem, wzruszając delikatnie ramionami.

- Skleroza nie boli. Ręce muzyka jednak są delikatnie i zwinnie, idzie mi z bandażem równie dobrze, co ze smyczkiem. - odparła z rozbawionym uśmieszkiem, puszczając jej oczko. Musiała się trochę usprawiedliwić, bo jak mogła zapomnieć o czymś tak istotnym, jak warstwa wchłaniająca. Przeniosła uwagę na chłopaka, odwracając głowę w jego stronę. Była ciekawa, jak idzie nowo poznanemu znajomemu. Nie mógł być nudną i przewidywalną osobą, skoro Fire znalazła sobie w jego personie godne towarzystwo.
- A jak u Ciebie właśnie, orzełku?

____

Kostki:4+4=8
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 805
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2080
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyCzw Maj 03 2018, 23:31

Nie miał pojęcia, dlaczego uczepiły się aż tak jego znajomości z Fire. Tak naprawdę przypadek sprawił, że były świadkami sytuacji, w których ta dwójka nie próbowała doprowadzić się nawzajem do autodestrukcji. Uważał, że były ciekawsze tematy niż jedna rudowłosa Gryfonka.
- Nie pleć głupot, młoda - zganił Emily z pobłażliwym uśmiechem. Tylko się rozejrzał, tak? To nie było szukanie. Chciał wiedzieć, kiedy w zasięgu zjawi się urzeczywistnienie jego koszmarów i od którego momentu lepiej będzie trzymać rękę na różdżce, tylko tyle. Zamiast Gryfonki dostrzegł jednak sympatycznego Puchona, którego uśmiech odwzajemnił. Liam był prawdziwym promyczkiem Hogwartu. Jako że miał dzień dobroci dla zwierząt, podobny gest skierował do Mefisto.
- Po pierwszym spotkaniu nie warto sobie robić nadziei - poprawił Nessę natychmiast, lekko się śmiejąc z jej przytyków. - Bo widzisz, szybko nudzę się ludźmi. Ty uważasz się za ciekawą osobę? - zapytał, zadziorność zwalczając zadziornością. Przesunął po Nessie oceniającym spojrzeniem, a z jego mimiki trudno było cokolwiek odczytać. - Nessa? To od Vanessy? Czy od potwora z Loch Ness? I mi również niezmiernie miło.
Lekko teatralnie się skłonił, posyłając jej uśmiech. Ezra miał cierpliwość do ludzi o podobnym poczuciu humoru, co Nessa i dlatego nie było mowy o obrażaniu się ani złym samopoczuciu. Wręcz przeciwnie, Ślizgonka wręcz go tym bawiła. Clarke miał słabość do ludzi z charakterkiem.
Potem niestety przyszedł czas skupiania się na zajęciach prowadzonych przez Norę. Ezra starał się jej słuchać, ale w gruncie rzeczy ani go to ziębiło, ani grzało. Połowę słów więc puścił mimo uszu, zapamiętując najważniejsze jego zdaniem fragmenty. Kiedy jednak przyszło co do czego, Clarke kompletnie nie miał pojęcia, co zrobić ze zwojami bandaży. Bezradnie spojrzał na Emi, która chyba skończyła jakiś mugolski kurs pierwszej pomocy. Śledził jej ruchy, próbując powtarzać je na swoim manekinie, ale wszystko działo się troszkę za szybko i Emily znacząco go wyprzedziła. Nie było więc co się cackać, Ezra po prostu zaczął wywijać bandażem raz w lewo, raz w prawo, raz robiąc wiatraczki, a potem supłając na dziesięć różnych sposobów. A to wszystko nie szczędząc ani skraweczka materiału i tworząc coś bardziej kokonopodobnego niż wartościowy opatrunek. Najważniejsze, że się trzymało, nie? Na pytanie dziewczyn wskazał swoje dzieło, które mówiło samo za siebie.
- Jakoś - odparł prosto, uśmiechając się pod nosem. Jak na niego to i tak było dobrze. - Może powinienem zwieńczyć to jakąś kokardą? - zapytał o ich zdanie i być może nawet by to zrobił, gdyby zostało mu trochę bandaża. Szkoda, że nie pomyślał wcześniej.

Było 10, zaniżam do 6

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Blaithin ''Fire'' A. Dear

Nieokreślony
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż
Galeony : 941
  Liczba postów : 2844
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyCzw Maj 03 2018, 23:33

Z biblioteki, w której przesiadywała dość rzadko, wyszła wyjątkowo późno. Dała się pochłonąć przygotowywaniu materiałów do eseju z OPCM i tak wyszło, że dopiero pod koniec zorientowała się, że miała przyjść też na uzdrawianie. Magii leczniczej nie potrafiła się nigdy dobrze nauczyć, a niewątpliwie była to dziedzina przydatna. Dlatego Fire postanowiła zignorować całkowicie fakt, że będzie spóźniona. Nie lubiła Blanc podobnie jak innych zajmujących się uzdrawianiem czarodziejów, więc w sumie obojętne jej było, czy ją skarci, wyprosi z lekcji czy pozwoli wykonywać zadanie razem z innymi. Nie miała odpowiedniego humoru na cackanie się z pielęgniarką ani z nikim innym. Liczyła więc przede wszystkim na chwilę spokoju, a i nie próbowała udawać, że nie jest poddenerwowana.
Na polanę weszła w momencie, w którym Blanc przedstawiała działanie Vulnera Arcuatum. Gryfonka powiodła wzrokiem po wszystkich pokrzywdzonych manekinach i bardzo szczerze pożałowała, że będą ćwiczyć na nich. Manekin nie poczuje bólu, a była w takim humorze, że chciałaby go komuś zadać. Najlepiej niby przypadkowo, a jednak z pełną premedytacją poszarpać ranę, uszkodzić skórę i mięśnie. Panowała jednak nad tym pragnieniem. Gdy zaklęcie pielęgniarki przyniosło odwrotny efekt, Fire poczuła dziwne ukłucie. Dla niej nie przypominało to śladów po pazurach jakiegoś groźnego stworzenia - rozległe cięcia skojarzyły się Szkotce z Sectumsemprą... Odruchowo pomyślała o własnych bliznach i o wydarzeniu sprzed roku. Tak, wtedy zdecydowanie było sporo paniki. I mnóstwo krwi, która wyciekała z Blaithin wraz z jej życiem. Zorientowała się, że dobre parę chwil stała i patrzyła na tego pokrwawionego manekina. Byleby nikt się nie przyglądał... Zauważyła pełen dezaprobaty wzrok Blanc, na który jedynie przewróciła oczami.
Choć na polanie było wielu jej znajomych, żadnego nie zaszczyciła spojrzeniem. Ani krótkie powitania, ani przelotne uśmiechy nie były teraz potrzebne rudowłosej. Planowała usiąść daleko od wszystkich, ale na widok @Mefistofeles E. A. Nox podeszła bliżej Ślizgona.
- Gratuluję, pod twoją opieką przeżyłby pewnie nawet kilka minut. - stwierdziła sarkastycznie, wybierając sobie fantoma z pokiereszowaną nogą. Wzięła bandaż i zorientowała się, że właściwie to nie ma pojęcia, jak to powinna zrobić. Prosić o pomoc absolutnie nie zamierzała, jakieś uwagi i wskazówki od Mefisto też natychmiast zbyłaby prychnięciem. Zaczęła więc tworzyć jakieś poplątane wzory, tak na oko oceniając, czy nie wyglądają zbyt głupio. Trochę ją to nawet pochłonęło, więc kiedy skończyła, prezentowało się to dziwnie, ale chyba skutecznie.
Wtedy też wpadła na pomysł, jak zmarnować jeszcze więcej bandaży i wyciągnęła różdżkę, którą wycelowała w wilkołaka obok. Niewerbalne Wingardium Leviosa w jednej chwili poderwało kilka zwojów bandaży, które oplotły zgrabnie ramiona Mefisto, niczym białe węże docierając do szyi Ślizgona. Wymusiły na jego ramionach cofnięcie, żeby związać dłonie za nadgarstki za plecami Noxa. Kącik ust drgnął Fire delikatnie, gdy magicznie pociągnęła mocniej za bandaże i wzmocniła znacząco ucisk. Ot tak, postanowiła się nieco pobawić.
- Dlatego wolałabym nie używać manekinów. Byłbyś moim ulubionym pacjentem. - przyznała, choć ciężko było nie wyczuć w tych słowach drwiny. Nie zamierzała Noxa tak przetrzymywać, dlatego mógł sam się oswobodzić z tych "więzów". Musnęła go tylko po policzku końcem jednego z bandaży.

Bandaże: 4 i 5, ale obniżam sobie do opcji 6,7
Wingardium Leviosa tak poza lekcją: 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nora Blanc

Nauczyciel
Galeony : 125
Dodatkowo : hipnoza
  Liczba postów : 232
http://www.czarodzieje.org/t10959-poczta-nory-blanc
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyPią Maj 04 2018, 14:14

Pielęgniarka przechadzała się po polanie, obserwując poczynania uczniów. Niektórym szło naprawdę dobrze w kwestii bandażowania... Ale prawdziwą plagą było zapominanie o ligninie. Zupełnie, jakby z głów uczniom wyparowało, że sensem opatrunku wchłaniającego jest wchłanianie krwi. Skupiali się nie na tym, co najważniejsze. Nie mogła jednak narzekać, pomimo lekkiej prowizorki jak na pierwszy raz poszło im i tak wspaniale.
Nora przystanęła chwilę dłużej przy @Holden A. Thatcher II, aby odpowiedzieć na jego pytanie.
- Owszem. Kiedyś dezynfekowano rano spirytusem lub wodą utlenioną, obecnie jednak zrezygnowano z nich całkiem. Mugole doszli po wielu badaniach do wniosku, że mogą wywoływać martwicę tkanek i opóźniać gojenie się rany. Odkazić można tylko skórę dookoła - Doprawdy, niemagiczne istoty mają strasznie ciężko, musząc czekać, aż się wszystko pogoi własnym tempem i samoistnie... Aż z nudów w trakcie czekania zaczęli badać, jak reagują różne rany. To się nazywa godna pochwały nuda.
- Jeśli zakłócenia nie pozwolą na rzucenie zaklęć, warto pomyśleć o zabieraniu ze sobą bandaża. Wrzucić go w plecak czy torbę przed wyjściem z domu, nie jest ciężki. Ale jeśli go nie mamy, starczą nawet ubrania. Prowizoryczne przyłożenie zwiniętej koszulki do rany i mocne jej przyduszenie powinno ograniczyć krwawienie. Butelkę z wodą także można mieć - wytłumaczyła w miarę głośno, aby też inne osoby słyszały, zanim odeszła od Gryfona, taksując wzrokiem przychodzące osoby.
- Postarajcie się nie spóźniać tak grupowo, inaczej zmusicie mnie do wyciągania konsekwencji - zagroziła grupie, ściągając lekko usta. Jedną-dwie osoby można zrozumieć, ale teraz miała wrażenie, że po czasie dołączyła połowa grupy.

(Poniżej w spojlerze znajdują się interakcje manekinów z osobami je składającymi. Możecie przeczytać tylko część odnoszącą się do Waszej postaci, a resztę spokojnie zignorować.)

Spoiler:
 

Panna Blanc przemierzyła polanę, aby następnie różdżką odesłać większość już opatrzonych manekinów na bok, gdzie grzecznie usiadły. Sama pielęgniarka przystanęła na środku, jak poprzednio, by kontynuować zajęcia.
- Muszę przyznać, że jestem z Was zadowolona. Z opatrywaniem poradziliście sobie naprawdę dobrze, jedynie miejcie na przyszłość na uwadze, że lignina jest naprawdę ważna w tym typie opatrunków. Myślę, że już większość z Was przekonała się o jej roli, kiedy parciany bandaż przesiąkł dość szybko krwią.
Przywołała do siebie różdżką kolejnego manekina, tym razem z wbitym w przedramię podłużnym przedmiotem. Przypominał nieco ołówek.
- W okolicznościach sprzyjającej magii, taki tkwiący w ranie przedmiot moglibyśmy usunąć zaklęciem Astral Forcipe - zaprezentowała ruch różdżką. Raz... Drugi... Trzeci... Drewienko jej się zablokowało i nie mogła rzucić zaklęcia, zatem pokaz nieco się przedłużał. Dwukrotnie nie mogła poprawnie wykonać uroku, za trzecim ołówek drgnął i wbił się z obrzydliwym mlaśnięciem głębiej między kości przedramienia.
- Oczywiście w przypadku zakłóceń lepiej nie ryzykować przebicia ważnego organu wewnętrznego, jakby to było wbite w pierś, przykładowo - rzuciła zaklęcie drugi raz, licząc, że uda się wyciągnąć ołówek. I udało, ale nie wyszedł łagodnie. Zamiast tego wybiło go znów w ciało, aż przebijając przedramię na wylot, wystrzelił z niego, aby wbić się w stopę. Niekoniecznie o to Norze chodziło... Ale efekt jest. Ołówka już w ręce nie ma.
- Dodatkowo, tkwiący w ranie przedmiot działa jak forma korka, tamującego krew. Widzą państwo, wcześniej fantom krwawił słabiej, teraz zaś krew wypływa zauważalnie szybciej. Ryzykujemy także uszkodzeniem nerwów i ścięgien, kiedy siłą wyrywamy przedmiot z ciała. Lepiej zatem nie ruszać niczego, co jest w ranie, jeśli zdarzy nam się być świadkiem przebicia. Najbezpieczniej przedmiot ustabilizować, zostawiając w ciele. Magomedycy zrobią resztę - wyciągnęła z torby kilka zwojów bandaża, kucając przy stopie fantoma. Manekin posłusznie uniósł nogę, aby lepiej pokazać tkwiący w śródstopiu ołówek.
- Usztywnienie jest bardzo proste. Na otwartej ranie umieszczamy czysty materiał lub gazik. Kładziemy następnie zwinięty bandaż - może to być też ubranie, chusteczki, nawet zrolowany papier czy szmaciana torba - po obu stronach przedmiotu. Dodatkowo, materiał wchłonie krew i dociśnie brzegi rany, ograniczając krwawienie. Na koniec wszystko mocno bandażujemy na ósemkę, dookoła przedmiotu. Ważnym jest, aby nie zakrywać ciała obcego, a obandażować go tak, aby było wciąż widoczne. Jak tłumaczyłam już panu Holdenowi, zatamować krwawienie można poprzez dociśnięcie rany. Jeśli ktoś zobaczy zakrwawiony opatrunek, może odruchem docisnąć go ręką, wbijając przedmiot głębiej w poszkodowanego lub raniąc siebie - zaprezentowała sposób opatrywania, trzecim bandażem okrążając ołówek i owijając stopę.
- Jeśli przedmiot przebija ciało na wylot, postępujemy tak samo z obu stron. Trochę więcej zabawy jest przy ciele obcym wbitym w oko - wyprostowała się, odsyłając skaczącego na jednej nodze nieszczęśnika. Jego miejsce zastąpił drugi, posiadający wyjątkowo twarz. Albo raczej, same oczy, tkwiące w morzu silikonowego różu, okrywającego czaszkę fantoma. Z jednego oczodołu wystawała różdżka.
- Chciałoby się opatrzeć tylko jedno oko, prawda? Tak, aby drugim ranny mógł nadal widzieć, co się wokół niego dzieje - ustabilizowała różdżkę, owijając ją następnie bandażem i robiąc z fantoma pirata. - Proszę. Wygląda pięknie, nieprawdaż? - Uśmiechnęła się uroczo do zgromadzonych, prezentując opatrzonego manekina niczym główną wygraną w teleturnieju.
- Ale co się stanie, kiedy naprawdę ranny zacznie się rozglądać? - Manekin poruszył wolnym okiem, wodząc nim po grupie. Różdżka, usztywniona przez opatrunek, drżała lekko, nie mogąc się w pełni ruszyć.
- Wodzić będzie także rannym okiem. Czystym odruchem. A skoro okręciliśmy różdżkę bandażem, patyczek nie może się ruszać. Ranny sam sobie powiększa ranę, rozdzierając rogówkę o różdżkę. Jeśli opatrzymy oba oczy, pacjent nie będzie nimi ruszał, chroniąc się przed pogorszeniem własnego stanu oraz dodatkowym bólem.
Odesłała manekina, robiąc sobie chwilę przerwy. Dużo tłumaczenia na raz. Na szczęście już kończą. Przywołała subtelnym ruchem jednego jeszcze fantoma, jakiego będzie na dziś potrzebować. Miał brzydko wykręconą dłoń, zaś z przedramienia wystawały dwie kości o nierównych, poszarpanych końcach.
- Ostatnią kwestią, jaką poruszę, jest złamanie otwarte. Postępuje się z nim podobnie, co z ciałem obcym w ranie. Oczywiście, nie mówię tu o Astral Forcipe. Z zaklęć można wykorzystać Ferula, które usztywnia nam kończynę lub pójść o krok dalej, pokusić się o Locus, jakie nastawia złamaną kość.
Chciała zaprezentować Ferula, niestety zamiast okręcić usztywnieniem ramię manekina, zrobiła to ze swoją rękę. Uśmiechnęła się przepraszająco do uczniów, poświęcając parę sekund na ściągnięcie bandaża. Po tym kontynuowała.
- Więcej o tych zaklęciach będzie na następnych zajęciach. Na razie skupić się należy na postępowaniu z wystającą kością. Usztywniamy ją podobnie, jak każde "ciało obce", chociaż definitywnie kość obca nie jest. Można kość delikatnie okryć czystym materiałem przed opatrzeniem.
Odetchnęła, kiedy skończyła prezentować opatrywanie złamana otwartego.
- To tyle z teorii na dzisiaj. Czas na więcej praktyki. Proszę, po lewej czekają na was manekiny ze złamaniami otwartymi oraz przebite różnymi przedmiotami. Jeśli ktoś nie czuje się na siłach, nic wbrew sobie. Może zrezygnować z tej części lekcji, a wrócić do opatrywania ran.

---------------------------------

Kwestie techniczne:
- Jak wcześniej, nie wymagam dokładnych opisów postępowania, można skracać.
- Jeśli postać z jakichś przyczyn nie czuje się na siłach podejść do manekinów (złamania otwarte wyglądają drastycznie), wycofuje się i rzuca raz jeszcze kostkami na opatrywanie ran z poprzedniego posta.

Termin II etapu: 7 maja, 23:59

Rzucacie dwoma kostkami (z okazjonalnymi rzutami dodatkowymi). Sumujecie je następnie. Każde 5 pkt w kuferku z uzdrawiania dodaje Wam 1 pkt do sumy kostek. Kostki można dowolnie zaniżać, jeśli ktoś chce, ale nie podwyższać.
W przypadku, kiedy musisz powtarzać ćwiczenie i wypadnie Ci ten sam wynik, możesz rzucić raz jeszcze, a zdublowanych kostek nie musisz ujmować.
(Np. miałeś 3 za pierwszy razem, powtarzasz ćwiczenie i z drugiego rzutu wyszło Ci 4. Raczej nikt tego samego błędu nie popełni dwa razy, zatem możesz rzucić znowu. Za trzecim razem wypadło Ci 9. W poście ujmujesz, że poprawiasz zadanie z dobrym wynikiem.)

Kostki:
Spoiler:
 

Astral Forcipe: 5, 5, 6
Ferula: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Holden A. Thatcher II

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 175
C. szczególne : (od lekcji numerologii) mam długie włosy; anorektycznie chudy
Galeony : 100
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 975
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyPią Maj 04 2018, 20:15

Unoszę brwi w akcie zdziwienia, bo to, o czym mówi do mnie @Nora Blanc, jest dość zadziwiające. Zawsze uważałem mugoli za fascynujących, zwłaszcza że muszą sobie radzić bez magii w każdym momencie swojego życia, niezależnie od tego, co by się z nimi działo, a tu coś takiego.
- Mugole naprawdę potrzebowali aż tylu badań, żeby się zorientować, że robią sobie krzywdę? – pytam naprawdę zdziwiony, nie rozumiejąc ich toku rozumowania. Nie wiem jednak, czy to pytanie było jeszcze skierowane do pielęgniarki, czy po prostu musiałem powiedzieć to na głos. Chociaż jeśli pierwotnie uważali tę swoją niedotlenioną wodę za cud techniki, to nic dziwnego, że nie dostrzegali jej błędów. Aja się dziwię, że dziadek tak długo dochodził do siebie po przejściu na emeryturę. Mugolscy lekarze to jakiś przeżytek.
Kiwam głową i dziękuję za radę, przypominając sobie przy tym, jak w Egipcie kombinowaliśmy z ubraniami, żeby opatrzyć sobie rany. Sam rozwaliłem sobie pół twarzy po starciu z buchorożcem i owinąłem głowę porwanymi rękawami, żeby choć trochę uchronić zadrapania przed brudem i palącym z nieba żarem.
Spoglądam na mojego manekina i dźgam go palcem, a wtedy jego głowa obraca się w moją stronę jak w jakimś przerażającym horrorze. Gdyby nie to, że jest biały dzień, a wokół znajduje się mnóstwo uczniów, pewnie już dawno uciekałbym z przerażenia. Wiem jednak, że lalki są zaczarowane, a skoro jest obok nauczycielka, ten dramatyczny fantom bez wyrazu twarzy nie zrobi mi krzywdy. Postać unosi rękę i dźga mnie w bok w podobny sposób, co ja ją i wtedy trochę się odsuwam, choć robię to automatycznie. Nie przepadam za takimi atakami z zaskoczenia, zwłaszcza że mam okropne łaskotki, a najwyraźniej ten manekin to wyczuwa i postanawia wykorzystać.
- To tak się chcesz bawić? – mówię do kupki silikonu, uśmiechając się do niej szeroko, gdy proponuje mi gestem grę, ale pomimo braku mózgu chyba ma jakieś zalążki inteligencji, o czym przekonuję się chwilę później.
Raz, dwa, trzy. Kamień.
Sądzę, że fantom po raz kolejny wystawi nożyce, bo taki jest zazwyczaj pierwszy ruch większości ludzi, ale ten zaskakuje mnie papierem. Takiego cwaniactwa totalnie się nie spodziewam, więc trochę się do niego krzywię.
Raz, dwa, trzy. Kamień.
No drugi raz nie może mi tego zrobić! Po raz kolejny próbuję przechytrzyć tę kupę plastiku, ale na nic się to zdaje, bo on najwyraźniej czyta mi w myślach. Czy nieposiadanie żadnych odbiorników zmysłów sprawia, że wchodzi się na wyższy level świadomości i zyskuje telepatię? Nawet jeśli tak, raczej nie poświęciłbym niczego, bo zbyt mocno tęskniłbym za widokiem nieba, muzyką i smacznym jedzeniem.
- Dawaj jeszcze raz – proponuję manekinowi, bo nie ma już sensu próbować z trzecim ruchem, skoro ogrywa mnie w dwóch pierwszych. Zanim wykonam swój gest, szukam jeszcze wzrokiem Nory Blanc, by sprawdzić, czy mnie przypadkiem nie obserwuje.
Raz, dwa... a chuj z tym. Papier.
Ha! I tu cię mam, parszywa zabawko wypełniona ketchupem! Jeden zero dla mnie, przynajmniej ten jeden raz. A chociaż miałem być spokojny i trzymał się mnie gorszy humor, mój nowy kolega poprawia mi humor.
Nożyce.
I znów wygrywam! Wystawiam język do manekina, chociaż ten i tak tego nie zobaczy, a szkoda. Wygrywam dopiero w drugim podejściu, ale i tak mnie to cieszy, jakbym zdobył sam jeden puchary domów i qudditcha jednocześnie.
- Dzięki za grę, mały – mówię do niego i klepię go po głowie, a gdy moje spojrzenie spotyka się ze wzrokiem pielęgniarki, wracam do pracy. Nie powiem, żeby mnie to cieszyło, bo widok otwartych złamań jest okropny, ale nie mam większego wyboru, a nie chcę z siebie robić ofiary losu. Nim jednak podejdę do swojej nowej ofiary, rozglądam się jeszcze wokół i parskam śmiechem, gdy widzę, że @Theodore Thìdley dostaje chusteczkę od swojej kukły, a @Nessa M. Lanceley bezustnego całusa w dłoń. Zabawne lalki, to muszę przyznać.
Nigdy wcześniej nie widziałem czegoś tak okropnego, więc pomimo instrukcji pielęgniarki nie do końca wiem, jak się zabrać za leczenie nowego towarzysza niedoli. Gorzej z nim raczej nie będzie, a że nie czuje bólu – w przeciwieństwie do moich kolegów – rodzi mi się w głowie pomysł, żeby przetestować, czy moja wilowata różdżka nadal ma okres. Sięgam po nią, kiedy dostrzegam, że Nora Blanc zajmuje się spóźnialskimi i celuję w ranę silikonowej kukły.
- Astral Forcipe – szepczę, mając nadzieję, że coś mi się jednak uda, ale są to złudne wyobrażenia, bowiem kończyna tego zasrańca zostaje przebita na wylot. Próbuję go uspokoić, ale ten już macha rękami, zwracając na siebie uwagę wszystkich wokół, przez co obrywa mi się od Blanc. - Sorry no, nie chciałem – burczę do kukły i odsuwam się od niej, zanim oberwę łapą po twarzy. Moją uwagę przykuwa inna, taka z oczami, bo z daleka wydaje się całkiem przyjazna i lepsza w obyciu. Znów jednak się mylę, bo te gały są upiorne. Z jednej leci krew, druga wpatruje się we mnie, jakby chciała sprawdzić, co mam w środku. Wzdrygam się i natychmiast zabieram się za owijanie tego ustrojstwa, nie omieszkując się też zahaczyć bandażem o drugie oko, by ten fantom już się na mnie dłużej nie gapił. Ta lekcja z sekundy na sekundę jest coraz dziwniejsza i kolejny raz w tym miesiącu czuję się, jakbym tylko śnił, a to wszystko wokół było jedynie nocną marą. Gdy kończę owijać głowę manekina, nawet się nie starając, by to było równe, szczypię się w rękę. I czuję ból, a na dodatek na skórze zostają mi ślady po paznokciach, więc otoczenie jak najbardziej jest realne. Albo dochodzę już do tego momentu, kiedy nie odróżniam swoich własnych myśli od rzeczywistości.

gra z silikonem: 4, 4, 3 (przegryw ze mnie)
druga gra: 5, 5, 6 (ha!)
zadanie II: 2, 2 > 6
poprawa zadania: 5, 1 > 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : Oczy w kolorze karmelu, drobna.
Galeony : 765
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1398
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyNie Maj 06 2018, 18:26

Przyglądała się swojemu manekinowi z zainteresowaniem. Był równie drobny i szczupły co ona, starała się, więc zabandażować go najlepiej jak potrafiła. Faktycznie, zapomniała o warstwie wchłaniającej, jednak ruda, zauważając swój błąd, starała się jak najszybciej go naprawić. Nie chciała przecież, żeby się wykrwawił! Poprawiła jeszcze warstwę ligniny, którą dołożyła na koniec, upewniając się, że nie spadnie. Wiązanie było jednak stabilne. Dziewczyna drgnęła zaskoczona, gdy fantom chwycił jej dłoń i wykonał gest przypominający jej ucałowanie, niczym prawdziwy gentlemen. Uśmiechnęła się pod nosem, gdyż fantom miał w sobie więcej szlachetności niż przeciętny mężczyzna w szkole.
— Wzięłabym Cię ze sobą, gdybym mogła. Jesteś naprawdę czarujący.— rzuciła cicho w jego stronę, kładąc dłonie na swoich kolanach, nadal siedząc na trawie. Zrobiła to oczywiście tak, aby nikt poza kukłą nie miał prawa tego usłyszeć. Podniosła spojrzenie, rozglądając się dookoła. Najpierw zatrzymała wzrok na @Emily Rowle , jej manekin zaklaskał i tym samym skupił na sobie uwagę Lanceleyówny. Ona też trafiła na ciekawy egzemplarz, a sądząc po jego reakcji i po tym, jak wizualnie prezentowała się robota dziewczyny — był bardzo zadowolony. Kąciki ust rudej drgnęły nieznacznie.
— Świetnie Ci poszło, masz zdolne i zwinne rączki. Nie myślałaś o pracy u munga?—zapytała z wrodzoną zadziornością. Ems znała ją jednak na tyle, żeby wiedzieć, że dziewczyna nie ma nic złego na myśli i sposób, w który wypowiedziała pytanie, był dla niej czymś absolutnie naturalnym. Nie miała o co się wściekać. Po zlustrowaniu blondynki wzrokiem posłała przeciągłe spojrzenie krukonowi. Widząc, jak ozdobił się fantom, zadowolony i doceniający najwidoczniej działania chłopaka, zaśmiała się cicho pod nosem, błądząc wzrokiem pomiędzy przedmiotem do ćwiczeń, a @Ezra T. Clarke.
— No i gdzie ta kokarda? Jeśli mam wybrać, to zdecydowanie od potwora z Loch Ness. Wiesz, bywam równie trudna i zabójcza co on. —zaczęła z rozbrajająca wręcz szczerością, wzruszając delikatnie ramionami z wrodzoną nonszalancją. Odgarnęła kosmyki włosów z twarzy, rozglądając się dookoła — przypatrując, jak pozostałym poszło opatrywanie ran i tym samym wykonanie pierwszego ćwiczenia. Spojrzenie na dłużej zatrzymało się na @Holden A. Thatcher II - który jak zwykle był wyjątkowym obiektem do obserwacji. Tak jak on parsknął śmiechem na jej kulturalnego fantomka, tak ona odwzajemniła gest, gdy ten przegrał ze swoim w grę. Kiwnęła mu głową z zadziornym uśmieszkiem, unosząc dłoń i machając w jego stronę palcami. Powróciła jednak zaraz do Ezry, wydając z siebie ciche "hmmm", sugerujące zamyślenie. — Ciekawą? Niespecjalnie. Człowiek o zdrowych zmysłach unika mojego towarzystwa, Panie Clarke.—
Dziewczyna przerwała, powracając wzrokiem do nauczycielki. Rozpoczęła ona bowiem drugą część zadania, wcześniej omawiając ich poczynania i przechodząc dalej. Każdemu jednak poświęciła chwilę swojej uwagi. Nessa w milczeniu wpatrywała się w kobietę, widocznie zaangażowana i zainteresowana tematyką zajęć. Gdy wspomniała o zaklęciach, ślizgonka instynktownie sięgnęła po różdżkę do leżącej nieopodal torby, zaciskając ją w małej dłoni. Kosmyki jej włosów zakołysały się leniwie pod wpływem mocniejszego podmuchu wiatru. Westchnęła, kiwając głową na znak zrozumienia i wstała, poprawiając swój mundurek. Odważnie, bez cienia obrzydzenia czy strachu podeszła do jednego z manekinów znajdującego się po lewej stronię. Wybrała znów mniejszego niż pozostałe, posiadającego wystającą, metalową rurę z jego klatki piersiowej. Rana mocno sączyła, więc musiała ona uszkodzić ważniejsze naczynia krwionośne. Zaopatrzona w odpowiednie rzeczy i swój magiczny kijek, usiadła przed nim na trawie. Postanowiła pójść za radą uzdrowicielki i odpuścić sobie czarowanie przy zakłóceniach magii, nie chcąc zabić swojego magicznie ożywionego przyjaciela. Delikatnie, a pewnymi ruchami ustabilizowała przedmiot, nie wyjmując go z rany. Nie czuła wstrętu, od krwi i wystających wnętrzności nie robiło się Nessie słabo. Złapała za czyste gaziki i umieściła je dookoła przedmiotu, upewniając się, czy jest go wystarczająco dużo, aby być dobrą warstwą chłonną. Następnie chwyciła za bandaż, z którym miała już wprawę i zaczęła owijać ranę w kształt ósemki, pozostawiając wystającą rurę w spokoju i nie zakrywając jej. Upewniła się, że wszystko jest porządnie zrobione, oraz że warstwa gazików nie puszcza i nie przesiąka przez bandaże. Po wszystkim westchnęła cicho, podnosząc spojrzenie na fantoma i posyłając mu zadziorny uśmieszek, sugerując, że będzie żył. Chyba. Rozejrzała się dookoła, przez chwilę wędrując wzrokiem za nauczycielką. Sprzątnęła swoje miejsce pracy i zerknęła z ciekawością na ślizgonkę i krukona.
—Będą żyli?—rzuciła w ich stronę z nutką ciekawości w głosie. Cóż zrobić, gdy złośliwy ton tak samoistnie jej przychodził? Nie potrafiła inaczej! Nucąc sobie niemalże bezgłośnie pod nosem, przeniosła spojrzenie na różowego, który jednak zdecydował się na magię i uszkodził swojego manekina. Taki był już chyba urok Holdena, że wszystkiego musiał próbować.

____

Kostki:6+5=11[/i]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; wilkołacze blizny; umięśniony
Galeony : 1156
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 2148
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
Polana - Page 41 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyNie Maj 06 2018, 19:19

Nie spodziewał się towarzystwa Fire, ale zupełnie mu ono nie przeszkadzało - wręcz przeciwnie. Mefistofeles uniósł lekko kącik ust, kiedy jego wątpliwe umiejętności uzdrowicielskie zostały tak łaskawie skomentowane. No, trzeba było przyznać, że za szczególnie się nie popisał, kiedy maltretował fantoma raz za razem. Ponoć do trzech razy sztuka, prawda?
- Myślisz, że bardziej miłosierne byłoby dobicie go? - Zainteresował się, podczas gdy manekin wyklął go na swój niemy sposób i zaraz poszedł w cholerę, nieszczególnie doceniając poprawny już opatrunek. Nox wywrócił oczami, wlepiając zaraz spojrzenie w prowizoryczny opatrunek, który zrobiła Gryfonka. Zanim dostał szanse na skomentowanie go, poczuł jak owijają się wokół jego rąk zaczarowane zwoje bandażu. Ściągnął łopatki, niezbyt walcząc z węzłem oplatającym nadgarstki. Uśmiechnął się za to szerzej, sprawdzając jak bardzo poluzowany był materiał i na jak wiele mógł sobie pozwolić.
- Czemu tak lekko? - Zainteresował się, przekrzywiając lekko głowę. Doskonale wiedział, że mógłby szybko się wyplątać na wolność... Ale przecież w tym nie byłoby żadnej zabawy. Świdrował Dearównę spojrzeniem zielonych tęczówek, bawiąc się trochę w aktora i przywołując bardziej uległą postawę. - Wiesz, co lubię... - Mruknął cicho i nisko, by zaraz zacmokać z dezaprobatą i odrzucić materiał na bok. Nie dodawał już nic, bo manekin sam zajął się Gryfonką i związał jej nogi. Tak też można... Sam zajął się manekinem, którego mu przydzielono - takiego z piękną raną na nodze. Mefistofeles zafiksował się mocno na tych wszystkich wbitych w ciała przedmiotach... i kompletnie nie wziął pod uwagę, że szarpanie zaklęciem może skończyć się fatalnie. I tak właśnie skończył z kością udową w ręku, mrużąc powieki z odrobiną zaskoczenia. No i teraz cały był już w sztucznej krwi...
- Co, że niby to jest potrzebne? - Niestety, Blanc upewniła go w przekonaniu, że bardzo - Nox musiał odłożyć swoją nową zabawkę i spróbować ponownie. Co gorsze, druga próba użycia zaklęcia skończyła się niemal równie tragicznie, bo Nox wbił przedmiot jeszcze mocniej i koniec końców, wyleciał on z drugiej strony fantomowej nogi. Przy trzecim podejściu trafił mu się manekin z nogami tak połamanymi, że Mefisto już z góry wiedział o swojej porażce. Ostatecznie próby założenia jakichkolwiek opatrunków skończyły się tym, że poprzesuwał mu kości i - a co! - zrezygnował, żeby znowu nie skończyć z jakimś wyrwanym fragmentem ciała w ręku. - To nie jest mój dzień - uznał, podejmując ostateczną próbę. Tym razem postanowił się poważnie skoncentrować... i jakoś poszło. Ostrożnie, powolutku, z efektem trochę zbyt luźnego, acz względnie skutecznego opatrunku. Mefistofeles przysiadł na trawie, cały w krwi, ale nawet dość dumny. Zerknął na Blaithin, chcąc sprawdzić jak jej poszło.



Pierwsze podejście: 8 z dorzutem na 3, ale w sumie to sobie obniżam na 4 i 2...
Drugie podejście: Znowu 8, ale obniżam sobie na 4 i 5.
Trzecie podejście: ZNOWU 8. I dorzut na 2. Obniżam do 2 i 2.
Czwarte podejście: 9 Cool

______________________


When you close your eyes, what do you see?
Do you hold the light, or is darkness underneath?
When you look at yourself,
Are you a man or a monster?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Blaithin ''Fire'' A. Dear

Nieokreślony
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż
Galeony : 941
  Liczba postów : 2844
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyNie Maj 06 2018, 21:22

- Zdecydowanie. - zgodziła się ze Ślizgonem, chociaż nie była fanką miłosiernych rozwiązań. Manekin i tak nie mógł nic czuć, był jedynie bezmyślnym tworem z plastiku, według Fire nie różnił się niczym od pustego kałamarza... Te jednak najwyraźniej Blanc zaczarowała tak, żeby w jakiś sposób reagowały i naśladowały ludzkie odruchy. Fire zmarszczyła brwi, gdy fantom Noxa postanowił odejść. Obserwowała później pojawiający się na wargach Ślizgona uśmiech, którego nie odwzajemniała.
- Bo... - wyprostowała się nieco, żeby przekrzywić głowę w podobny sposób, tyle że w drugą stronę. Patrzenie prosto w oczy Noxa nie stanowiło dla niej wielkiego wyzwania, nawet jeśli mogła domyślić się, co chodzi po głowie Ślizgonowi. Sama również ściszyła swój głos, jak gdyby przekazywała mu teraz bardzo ważne, ściśle tajne informacje. - Za dużo tu ludzi. A ja noszę odznakę i powinnam zachowywać się grzecznie. Może później, Nox.
Chciała wzruszyć ramieniem, ale w tym momencie manekin Gryfonki najwyraźniej wyczuł, jak bardzo ma go gdzieś i postanowił się zemścić. Spojrzała na niego wściekle, gdy tylko bandaże zaczęły związywać jej nogi. Szarpnęła za białe więzy (ta paskudna kokardka!) i odrzuciła je na bok, jednocześnie uwolnioną stopą kopiąc manekina w pozbawioną twarzy... twarz. Miała go po dziurki w nosie i zdecydowanie nie liczyła na dalszą współpracę. Połamałyby go tak, że Blanc mogłaby go używać także na następnej lekcji dotyczącej wyjątkowo tragicznych przypadków, ale ostatecznie zdusiła złość w sobie. I tak była gotowa mu jeszcze ukręcić ten plastikowy kark, gdyby zechciał znowu się rzucać. Dlaczego tak ją rozsierdził jakiś silikon?
Jeszcze przez dłuższą chwilę wyobrażała sobie z przyjemnością, jak staje w płomieniach, gdy dostała kolejnego - pierś miał przebitą nożem. Fire przyjrzała się temu z bliska, wykazując nawet minimalne zainteresowanie tym, jak mocno utkwił w materiale manekina. Całkiem zabawne, że wiedziała, jakie to uczucie.
Nie pamiętała już natomiast w jaki sposób zajęli się taką raną magomedycy w jej przypadku. Wspomnienia zatarły się mocno i wiedziała tylko, że w Mungu bardzo jej się nie podobało, a każde zaklęcie lecznicze zaczęło budzić w niej później odrazę. Wycelowała różdżką w nóż, żeby wyciągnąć go prezentowanym przez Blanc zaklęciem - i siup. Błyskawicznie wręcz wysunął się z piersi fantoma, a Fire zdążyła tylko uchylić się przed tym pociskiem. Zniknął momentalnie i tylko głośny dźwięk rozbitego szkła uświadomił Blaithin o tym, co musiało się z nim stać. Z ust Gryfonki wyrwało się krótkie "ups". Gorzej, że z otworu po ostrzu trysnęła krew i Fire skrzywiła się, gdy uwaliła sobie nią ręce.
- Widzę, że tobie idzie jeszcze lepiej. - skomentowała, widząc kość udową w ręce Mefisto. Męczył się chyba nawet dłużej niż Fire, bo ona przy drugim podejściu miała już dużo łatwiej. Zabrała się za usztywnienie dużego kawałka szkła w barku manekina, nawet jeśli wyglądało to wyjątkowo paskudnie. Pracując usłyszała słowa Noxa i tylko prychnęła.
- To nie jest twój dzień, miesiąc, rok, życie...
W ruchach Szkotki nie było ani krzty delikatności, ale zrobiła to szybko i sprawnie, kończąc zgrabnym bandażem. Spojrzała na Noxa niemalże w tym samym momencie, kiedy i on skończył. Nie mówiła jednak nic, mając ochotę tylko na gorący prysznic, pod którym mogłaby zmyć z siebie całą tę sztuczną krew, którą się pobrudziła. Swoją drogą, Ślizgon też wyglądał, jakby tego potrzebował.
Popatrzyła na Blanc licząc na to, że da im upragnione pozwolenie zabrania się stąd.


I próba:  5 i 4, ale obniżę sobie do 3 i 3
II próba: 10 + 1 pkt z kuferka to 11
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Everett C. Harrison

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 72
  Liczba postów : 55
http://www.czarodzieje.org/t16028-everett-c-harrison#438008
http://www.czarodzieje.org/t16030-chodz-a-powiem-ci-jak-smakujesz#438016
http://www.czarodzieje.org/t16031-rimbaud#438025
http://www.czarodzieje.org/t16029-everett-c-harrison
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyNie Maj 06 2018, 22:22

Nie spodziewam się, że po takim spóźnieniu jeszcze załapię się na interesujące towarzystwo, toteż sam go nie szukam, nawet jeśli obecność innych ludzi zawsze jest mi miła. Moje rozkojarzenie i tak oscyluje na wysokim poziomie skoro całą drogę nie zauważyłem, że marchewki skrobała mi krukońska znajoma. Mogłem przecież na nią zaczekać - zawsze raźniej było spóźnić się razem. I wtedy spartaczyć razem zadanie, jeśli nie znało się konkretnego polecenia.
- Och, czyli mojej godności już nic nie uratuje - przyznaję, a mój głos brzmi poważnie. Kto mógłby powiedzieć, że w tym samym momencie oczami wyobraźni widzę siebie biegnącego niczym tryumfator olimpiady, uwielbiany i podziwiany... I choć wewnętrznie bardzo mnie to bawi, zaraz wracam myślami na ziemię. Nie miałem szans wyglądać zbyt korzystnie w obliczu wiatru, który chlastał mnie po twarzy. - Ciekawe ile muszek połknąłem podczas dyszenia jak lokomotywa. Ogólnie to wiesz, po prostu zaspałem, jak to mam w zwyczaju - dodaję trochę tym zażenowany. Tryb szkolny kompletnie mi nie podchodzi i wyczerpuje kilkakrotnie w ciągu dnia zapasy energii, tym samym zmuszając mnie do drzemek. Drzemki sprawiają, że notorycznie się spóźniam. Więc za moje spóźnienia odpowiedzialny jest tylko i wyłącznie system szkolny.
Nie przeszkadza mi, że Mo woli zajmować się rozmową niż opatrywaniem manekinów. Uśmiecham się lekko pod nosem, lubiąc jej słuchać. Obecność Krukonki ma w sobie coś odświeżającego - jak woda z jeziora, którą pryska się sobie na twarz w upalny poranek, jak wiosenny deszcz i poranna rosa. Jednocześnie stanowi uosobieniem soli; dopiero z nią wydobywa się prawdziwy smak.
- Nie mów Gryfonom, ale trzymałem za ciebie kciuki - zdradzam jej szeptem, pastwiąc się nad swoimi opatrunkiem. Kątem oka widzę, że Mo idzie to sprawniej. Nie czuję jednak z tego powodu złości ani zazdrości, nawet jeśli chcę pokazać się z dobrej strony. Dlaczego tak złe emocje miałbym kierować do kogoś, kogo tak lubię? Zresztą, mój manekin przynajmniej mnie docenia, bo wciska mi w rękę czekoladową żabę. Patrzę na niego ze szczerym zachwytem - jestem pogromcą słodyczy i fakt, że manekin tak wpasowuje się w mój gust, sprawia, że robi mi się cieplej na sercu. Ani na moment nie zapominam o zasadach wpojonych i przez ojca, by dobrem zawsze się dzielić, więc od razu odwracam się w kierunku mojej towarzyszki.
- Na jakie okrucieństwo masz ochotę? Chcesz spróbować jej głowy czy łapek? - pytam Mo i choć kąciki moich ust się nie unoszą, żartobliwy ton robi swoje. Nie dane jest nam dalej zbyt wiele rozmawiać, bo znowu podejmuje głos Nora, której słowa chłonę z najwyższym zainteresowaniem. I z wielki zainteresowaniem obserwuję efekty zaklęć. Mały wzdrygnięcie się przechodzi przez moje plecy, kiedy widzę, że nawet tak wprawionej nauczycielce coś nie wychodzi. Uzdrawianie, szczególnie w czasach zakłóceń, jest chyba najbardziej niebezpieczną dziedziną magii.
Nie zamierzam rezygnować z dalszej części lekcji, nawet jeśli nie jestem pewny, czy jestem gotowy na widok każdego urazu. Moje ręce odrobinę na początku drżą, kiedy podchodzę do manekina i staram się każdy ruch wykonywać bardzo delikatnie, jakby w moich rękach znajdował się żywy człowiek. Nic nie mogę poradzić na empatię do tego jegomościa, nawet jeśli w teorii nie zna on uczucia cierpienia. Jego pobratymiec dał mi przecież czekoladową żabę!
Tak bardzo skupiam się na tym, aby nie sprawić mu bólu, że zapominam o wyjęciu przedmiotu z rany. O Godryku Gryffindorze! Zanim zdążam naprawić swój błąd, manekin uderza ręką w opatrunek, tworząc kolejną ranę.
- Nie, nie, nie! Dlaczego to zrobiłeś? - wyrzucam mu z żalem i głębokim poczuciem niesprawiedliwości. Miałem to przecież właśnie poprawić! Zamiast tego muszę się mierzyć z dodatkową karą od Nory. Zachowanie manekina wprawia mnie jednak w tak duże zniechęcenie, że nie przykładam takiej wagi do poprawnego założenia bandaża. Nie doceniam nawet pomocy manekina - nie jest on w stanie odkupić swojej winy w moich oczach. Patrzę zrezygnowany na Melusine. Mam nadzieję, że chociaż jej dobrze poszło to drugiej zadanie.

Kostki: 5 +3 za kuferek = 8 i dorzut 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Neirin Vaughn

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 196cm/106kg
C. szczególne : Oparzenia: noga(P), pół lewej, część torsu, wew ręki(P). Blizny: w poprzek gardła, 3 na piersi, 4 na nodze(L). Porażenie prądem: wew dłoni i przedramienia (L).
Galeony : 387
  Liczba postów : 1061
http://www.czarodzieje.org/t15703-neirin-vaughn#423773
http://www.czarodzieje.org/t16512-don-t-do-love-don-t-do-friends#454064
http://www.czarodzieje.org/t15736-kruk-pocztowy#424226
http://www.czarodzieje.org/t15719-neirin-vaughn#423916
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyPon Maj 07 2018, 17:51

A jednak. Tak, jak rudzielec sądził, Liamowi poszło dużo lepiej. Ciężko byłoby wypaść gorzej na tle Neirina, kiedy ten tak nie uważał, co prezentuje nauczycielka.
- Powinieneś. Przyjęliby cię z zamkniętymi oczami - skomentował pracę kolegi, zanim zapatrzył się nieco w niebo, myśląc o zaklęciu.
- Sądzisz, że takie smoki mogłyby się zabijać? One potem wracają do bycia znów pionkami? Czy taki zabity smok byłby pokruszonym pionkiem? - Tyle pytań, żadnej odpowiedzi... Na koniec zadał najważniejsze.
- Kiedy zagramy w takie szachy?
Jego skupienie rozbiły gratulujące Liamowi manekiny. Chłopak też cicho zaklaskał, stojąc obok fantomów. Niewiele się od nich różnił, ba, wręcz te silikony były bardziej ekspresyjne od niego. To już o czymś świadczy... Niemniej, brawo, Rivai, masz oklaski na stojąco.
Skupił się następnie na lekcji, tym razem pragnąć dobrze wypełnić polecenie. Poprawić się. I rzeczywiście, udało się. Niewykluczone, że to kwestia jego obojętności na cierpienie fantoma. Żadna, nawet najbardziej krwawa rana nie była mu straszna. Sprawnie opatrzył złamanie otwarte, na koniec przysiadając na trawie obok fantoma i spoglądając, jak tam sobie radzi Liam oraz Cherry.

Kostki: 5, 6

______________________

Głos
I myself will become the apostle of
M̸͈̓A̴̮̋D̵̞͝N̷̬̒E̸̹͒Ș̸͊S̴͓̕!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 805
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2080
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyPon Maj 07 2018, 18:48

Nie można było mu zarzucić, że się nie starał, bo przecież fantoma bandażował z ogromnym zaangażowaniem płynącym prosto z serca pozbawionego umiejętności uzdrowicielskich. Ucieszyło go zatem, że manekin go nie potępiał, a nawet na swój sposób docenił, wkładając kwiatki w opatrunek. Chyba mało to było higieniczne, ale jakie ładne.
- Kokardki nie ma, są fiołki - zaśmiał się Ezra, zachwycony wyczuciem estetycznym swojego pacjenta. On specjalnie nie rozglądał się po innych twarzach, wiedział, że znajdzie zarówno pretendentów do stołka w Mungu, jak i kompletnych laików podobnych do niego. - Ja tam nie słyszałem, żeby Nessie zrobiła komukolwiek krzywdę. Więc może tylko według legendy "trudna i zabójcza"? A wiadomo, że je można weryfikować - odparł, puszczając jej oczko. Clarke już niejednokrotnie przekonywał się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. - Zapamiętam na pewno. Co nie znaczy, że z rady skorzystam.
Clarke nie uczył się na błędach, jeżeli chodziło o uzdrawianie. No starał się słuchać, słowo honoru, ale po zaledwie kilku zdaniach orientował się, że odpływa myślami hen, hen daleko. Kobieta mówiła bardzo dużo i bardzo mądrze... I to był jej zasadniczy problem w odczuciu Krukona. Ogólnie to te pokazy niespecjalnie mu się podobały, ponieważ Clarke miał dużą awersję do ran i samo oglądanie ich budziło w nim nieprzyjemne odczucia.
Nie miał ochoty za bardzo gmerać przy rannym manekinie i spróbował być sprytny - kiedy tylko Nora zajęła się kimś na innym końcu polany, Ezra zdecydował się użyć zaklęcia. Magia go lubiła, dlaczego miałoby się nie udać? Tym bardziej, że od razu zauważył, że przedmiot siedział w fantomie mocno; no jak on miałby to zrobić rękami? Z zawziętą miną starał się wyciągnąć z niego rzecz i gdy to się stało, jego twarz rozświetlił tryumfujący uśmiech... Który zaraz został zmazany przez mdlejącego manekina, sztuczną krew, która na niego kapała i miną Nory pod tytułem "zabierzcie tego tumana".
- Oj? Sorry, bracie - poklepał go po ramieniu, oddając kość udową ze skruszoną miną. No nie chciał przecież, samo tak wyszło. Przy drugiej próbie postanowił już zrezygnować z kombinowania i wykonać zadanie własnoręcznie. Nie powiedziałby, że wcale nie wzdrygał się przed drastycznymi urazami - jego metodą było po prostu patrzenie tylko jednym okiem. Z ustami wykrzywionymi obrzydzeniem zajął się usztywnianiem odłamka szkła, który wbił się nieopodal obojczyka fantoma. Okropne. Dobrze, że poszło mu całkiem sprawnie i mógł odstąpić od manekina. Wniosek z tych zajęć był taki: jeżeli ludzie mieli się ranić, to zdecydowanie nie w jego obecności.

KOSTKI: 10 obniżone na 4, dorzut na 1
Druga próba 12

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Luke Williams

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 57
  Liczba postów : 153
http://www.czarodzieje.org/t11985-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11989-luke-williams
http://www.czarodzieje.org/t11988-luke-williams
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyPon Maj 07 2018, 20:25

Luke spojrzał na dzieło dziewczyny i uśmiechnął się. Widocznie artystyczna dusza Cherry ujawniała się nawet przy zajęciach uzdrawiania, co było całkiem urocze. Reakcje manekinów były naprawdę zabawne, jego wyraźnie się do niego uśmiechnął i pochwalił za wykonane działanie. Szkoda tylko, że na chwile opuścił ligninę. Cóż, pewnie dlatego daje się ją pod spód. Następnym razem bardziej to przemyśli. Wyjątkowo rozbawiła go reakcja manekina Cherry, który naprawdę chciał docenić jej kunszt artystyczny.
- Wygląda na to, że trafiłaś na bratnią duszę - pokręcił głową i dalej skupił się na słowach nauczycielki. To oczywiście nie był koniec tego wszystkiego. Tym razem nie poszło już mu tak dobrze, rana jego manekina była naprawdę paskudna i szczerze mówiąc nie miał pojęcia jak się za to zabrać. W pewnym momencie udało mu się trochę pokombinować z bandażami i zakrył wszystko ja należy. Zaraz, zaraz... chyba jednak nie tak, jak należy. Uświadomił sobie, że nie powinien był tego zakrywać i już chciał cofnąć ten nieprzemyślany ruch, ale manekin swoimi ruchami skutecznie mu to uniemożliwił. To by było na tyle z jego powodzenia na tej lekcji. Nauczycielka na szczęście nie była zbyt surowa dla jego dzieła i kazała mu jedynie wykonać dodatkowy opatrunek dłoni. Udało mu się zrehabilitować, bo z tym już wszystko poszło jak należy i po chwili mógł uznać zadanie za udane. Z drobnymi komplikacjami, ale jednak.


Kostki - 3,4,4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Emily Rowle

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,60
C. szczególne : Czerwone usta, zawsze!
Galeony : 357
Dodatkowo : Prefekt fabularny
  Liczba postów : 674
http://www.czarodzieje.org/t15867-emily-rowle
http://www.czarodzieje.org/t15874-emily-rowle?highlight=Emily+Rowle
http://www.czarodzieje.org/t15996-sowa-emily-felicja#436128
http://www.czarodzieje.org/t15872-emily-rowle
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyPon Maj 07 2018, 21:27

Reakcja manekina naprawdę ją rozczuliła, podała mu dłoń i uśmiechnęła się. Spojrzała na Nesse, kręcąc głową z dezaprobatą.
- Mam nadzieje, że to miał być komplement - zaśmiała się i posłuchała tego, co znowu nauczyciel ma im do powiedzenia. Naprawdę, była skupiona, starała się odnotowywać wszystkie wskazówki w głowie i wydało jej się że jest przygotowana na kolejny etap. Otwarte rany nie wydawały jej się też szczególnie przerażającą perspektywą. Gdyby pomyślała choć przez chwilę, na pewno przyszłoby jej do głowy, że pierwsza część poszła jej po prostu zbyt dobrze. Nazywała się Emily Rowle. Logiczne było, że nie obejdzie się bez jakiejś tragicznej sytuacji na takich zajęciach. To się po prostu aż samo prosiło. Wiedziała jak to się potoczy, kiedy zobaczyła jakiego pacjenta dostała tym razem. Tańczył jak poparzony a ona patrzyła na niego z wyrazem załamania na twarzy. Przecież jego nie da się utrzymać w miejscu, nie mówiąc o opatrywaniu licznych złamań. Wzięła głęboki wdech i mimo wszystko podeszło do tej kreatury, która w swoim szalonym ruchu tanecznym poturbowała jej fryzurę. Emily przewróciła oczami i starała się usztywnić jakoś tego delikwenta. Naprawdę próbowała, łapała z każdej strony, starała się to jakoś opleść... jednak w momencie, kiedy poczuła poruszanie się kostki, aż odskoczyła z niezadowoleniem. To było stanowczo za trudne zadanie, więc czym prędzej postanowiła zmienić manekina.
Zaśmiała się sama z siebie, kiedy trafiła na tego kolejnego. To co zobaczyła było obrzydliwe i poważnie zastanowiła się, jak to zrobić, aby nie zepsuć tej części lekcji całkowicie. Odłamek szkła w oku budził w niej dreszcz niepokoju, a uważne spojrzenie manekina nie poprawiało tej sytuacji. Sprawnie i jak najszybciej zabandażowała mu to oko. Niestety, jak po chwili się zorientowała - zapomniała o poprzednim. Manekin zaczął mrugać i rozglądać co nie wpłynęło pozytywnie na poprzedni opatrunek. Emily już chciała czmychnąć stamtąd subtelnie, ale nauczycielka od razu wychwyciła ten błąd i wygłosiła jej reprymendę. Ślizgonka wyjątkowo nie lubiła być karcona na lekcjach, więc skrzywiła się nieznacznie, przeprosiła i spojrzała na pozostałą dwójkę. @Nessa M. Lanceley
- Żyć może jakimś cudem będą, ale w tej sytuacji, kiepską im wróże przyszłość - mruknęła pod nosem, trochę zdenerwowana swoją porażką, ale jednocześnie w pewien sposób rozbawiona. Spojrzała na @Ezra T. Clarke, kręcąc głową.
- Lepiej, żebyśmy nigdy sami nie wylądowali na bezludnej wyspie. Padniemy szybciej niż dopłyniemy - stwierdziła oczywisty fakt. Dobrze, że chociaż pierwsze zadanie na koncie miała wykonane w miarę poprawnie. Może nie wbije się nauczycielce w pamięć jako ta najgorsza.

Kostki: było 8, obniżyłam do 2. Potem 2, poprawa zadania 6, dorzut 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Finnegan Gilliams

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : IV
Wiek : 15
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 151
Galeony : 247
  Liczba postów : 319
http://www.czarodzieje.org/t15453-finnegan-u-g-gilliams
http://www.czarodzieje.org/t15480-ebin-frindshibs-hir-ddddd#415786
http://www.czarodzieje.org/t15481-jakas-fest-szybka-szkolna-sowa#415787
http://www.czarodzieje.org/t15479-finnegan-u-g-gilliams
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyPon Maj 07 2018, 22:14

Nie musiała nic mówić, bo manekin sam sobie sprawdził, czy opatrunek nie jest zbyt ciasny. Może nie był taki głupi jak się wydawało.. W każdym razie wszystko było spoko i to nawet bardzo, bo zaraz potem fantom zerwał jej bukiecik kwiatów. Nie że coś, ale trochę dziwne były te manekiny. Niemniej jednak było to miłe - w końcu lubiła kwiatki. Żywe bardziej, ale zawsze to coś.
To by było tyle w kwestii przyjemnych doświadczeń na tej lekcji. Obrażenia kolejnych manekinów były tak obleśne, że Finn było coraz bardziej niedobrze. Sterczące z kończyn przedmioty mogła jeszcze jakoś znieść, ale patrzenie na różdżkę wbitą w oko, sprawiało jej niemal fizyczny ból, więc odwróciła wzrok, starając skupić się na otrzymanych wcześniej kwiatkach i starając się wyłapać co się dzieje z samego słuchania.
Teoretycznie nie musiała podejmować się opatrywania cięższych ran, ale jakoś nikt nie spasował i jej również było głupio. Poza tym skoro już miała być tym uzdrowicielem, to musiała się jakoś przemóc do takich widoków.
Jej manekin cierpiał na ciężki przypadek kawałka drewna wbitego w udo i Finn wiele by dała, żeby postawienie diagnozy było całym jej zadaniem. Przełknęła coś, co było chyba jej wstępnie przetrawionym śniadaniem i znów nie patrząc za bardzo na to co robi, zaczęła bardzo ostrożnie bandażować nogę, powtarzając sobie, że to tylko manekin. Jeszcze bardziej niż makabryczność rany przerażał ją fakt, że mogłaby w ją powiększyć.
Koniec końców jej się udało - wszystko jakimś cudem udało się zakryć. Tylko czy aby na pewno o to chodziło? Nie zdążyła jednak poprawić, bo manekin uniósł rękę i pierdolną dłonią w opatrunek, przebijając dodatkowo dłoń. Dziewczynka wytrzeszczyła na niego oczy, rozkładając ręce w geście absolutnego zaskoczenia.
- Kto tak, kurwa, robi?! - spytała pacjenta zduszonym głosem, przyglądając mu się jak skończonemu kretynowi. No bo, kurwa, bije się po świeżo założonym opatrunku? No, kurwa, kto?! Zanim zdążyła wyjść z szoku, podeszła do niej panna Blanc, stwierdzając, że jej dzieło nie było takie złe, ale żeby zabandażowała też dłoń. Dopiero wtedy, otrząsnąwszy się, dotarło do niej w jaki sposób manekin rozwalił sobie dłoń i ponownie przeszła ją fala wyimaginowanego bólu. Fantom podsunął jej rękę pod nos, na co tylko odwróciła się, blednąc i z jękiem złapała za własną rękę. Walić! Miała już tego po kokardki. Wzięła bandaż i położyła na ręce manekina, niby trochę go owijając, ale po omacku i tylko jedną ręką. Właściwie to więcej zrobił sam manekin niż ona. Zabandażowane jednak było i wystarczy.

7 i 3
Kijowe, bo na szybko. Don't judge ._.

______________________

Finnegan Uma Gwyneth Gilliams

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cherry A. R. Eastwood

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : Ok. 160
Galeony : 299
Dodatkowo : Kapitan Drużyny Puchonów
  Liczba postów : 480
http://www.czarodzieje.org/t15998-cherry-a-r-eastwood
http://www.czarodzieje.org/t16000-i-swear-i-don-t-care#436296
http://www.czarodzieje.org/t16002-berry#436492
http://www.czarodzieje.org/t15997-cherry-a-r-eastwood
Polana - Page 41 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyPon Maj 07 2018, 22:49

Trzeba przyznać, że Wiśnia nie czuła się zbyt pewnie na tych zajęciach. Nawet w towarzystwie znajomych trochę słabo jej się robiło w obliczu takich ran, w szczególności kiedy dręczyła ją świadomość, że po coś się tego uczyło. Tak jak zażartowała, gdyby coś się wydarzyło, to byliby wszyscy zobowiązani do udzielenia jakiejś pomocy... i Cherry martwiła się, że zarówno po czarodziejsku, jak i po mugolsku, mogłaby wszystko nieźle spartaczyć. Spijała każde słowo z ust pielęgniarki, nie chcąc popełniać więcej błędów. Jej manekin całkiem docenił starania przy tamtym zadaniu, ujawniając swoją artystyczną duszę; tym razem w grę wchodziły obrażenia znacznie mniej przyjemne dla oka. Eastwood zdusiła w sobie westchnięcie, przysiadając sobie na trawie obok fantoma, który w nogę wbity miał jakiś spory odłamek czegoś metalopodobnego. Nie zagłębiała się wcale, o co z tym chodziło.
- Żeby to się nigdy nie przydało... - Wymamrotała pod nosem z najszczerszych chęci, zabierając się za wykonywanie zadania. Jakimś cudem zafiksowała się na swoim drobnym perfekcjonizmie do tego stopnia, że nie przeszkadzała jej ani krew ani istota rany samej w sobie. Po prostu działała, wspominając słowa Blanc i starając się do nich jak najlepiej odnieść. Trzeba było przyznać, że poradziła sobie świetnie z unieruchomieniem ciała obcego. Kiedy wstała, na jej twarzy widniał już delikatniutki uśmiech, odrobinę nawet przepełniony dumą. - Ej, nie było tak źle - stwierdziła głośniej, żeby przypadkiem nikt sobie nie pomyślał, że trochę sztucznej krwi i Puchonka zaraz padnie.

Kostki: 5 i 6

______________________



Be something greater,

Go make a legacy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Liam A. Rivai

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 178 cm.
C. szczególne : Wiecznie uśmiechnięty pyś.
Galeony : 593
  Liczba postów : 667
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyPon Maj 07 2018, 23:33

Uśmiechnął się szeroko na reakcję manekina, której niekoniecznie się spodziewał. Sądził raczej, że fantom ograniczy się do podtykania zranionej ręki pod nos, a tu proszę… jego interakcje okazały się bardziej zaawansowane. Z pokornym wyrazem twarzy przyjął gratulacje od opatrywanego jegomościa…. Za to nie mógł powstrzymać się od parsknięcia śmiechem, gdy reszta silikonowej ferajny zaczęła nagradzać go gromkimi brawami.
- O kurczę… - zdążył skomentować przez śmiech, mile zaskoczony. Szybko jednak skromność odeszła w zapomnienie, gdy chłopak oczywiście nabrał chętki na pajacowanie. Zaraz zaczął się kłaniać i udawać, że zdejmuje kapelusz, niczym przed najlepszą publicznością. – Ależ dziękuję, dziękuję…~
Z roli wyrwał go głos Neirina, w kierunku którego zaraz obrócił roześmiany łeb. Miał fantastyczny humor, a lekcja ogromnie mu się podobała.
„Sądzisz, że takie smoki mogłyby się zabijać?”
- O rany, oby tak! Czy ty sobie wyobrażasz jak czadowo by to wyglądało? Zbijasz nudnego pionka, a tu zamiast zwykłego zdjęcia figury z planszy jest gruba jatka! – entuzjazm poziom tysiąc. – I ee.. nie wiem i… też nie mam pojęcia… sprawdzimy przy okazji partii. Najwyżej odmienimy je z powrotem w pionki i rzucimy Reparo.
A później jego uwagę pochłonęły kolejne makabryczne sceny z manekinami w roli głównej. Miał przepiękny uśmiech na samym początku lekcji, ale horror nieumyślnie toczony przez uzdrowicielkę szybko zmył Liamowi wesołkowatość z pyska.
- Wpadłem ci w oko, co…? – próbował zażartować, gdy trafił mu się wyjątkowo przerażający fantom, ale jakoś nie pociągnął tego dalej. To ślepie wysysające szczęście lepiej, niż dementor… Poczuł jak wzdłuż pleców przechodzą go ciarki. Creepy. Chyba tylko dzięki temu wrażeniu zaglądania w głąb duszy nie zapomniał o ważnym punkcie przytoczonym wcześniej przez Norę: zabandażować drugie oko.
Spojrzał z niebywałą ulgą na swoje dzieło.
Jego gejowskie porno chowane za szafą dalej pozostanie tajemnicą dla świata.


Kostki: 4, 2 oraz 6.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Melusine O. Pennifold

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 297
  Liczba postów : 289
http://www.czarodzieje.org/t15444-meluisne-pennifold
http://www.czarodzieje.org/t15452-meluzyna#414962
http://www.czarodzieje.org/t15473-meluzyna#415677
http://www.czarodzieje.org/t15446-meluisne-pennifold#414814
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyWto Maj 08 2018, 15:40

Patrzę na Ciebie rozbawiona, kiedy od początku rozmowy rzucasz zabawny komentarz.
- Nie widziałam Twojej twarzy... więc jeśli chodzi o godność powiedzmy, że nie została specjalnie zachwiana, nie licząc śmiesznych wymachów rękami - stwierdzam optymistycznie. Z pewnością z przodu wyglądałeś niespecjalnie, ale ja miałam bezpieczniejszy widok na Twój tył, jakkolwiek to nie brzmi.
- Och, nie mów nic o spontanicznym jedzeniu robaków, ostatnio jedna dziewczyna z mojego dormitorium nieustannie twierdzi, że zjadła w nocy pająka, bo czuje piasek w buzi... wiem że to głupoty, ale każdego ranka i tak sprawdzam moje samopoczucie w jamie ustnej - zdradzam swoją ostatnią traumę spowodowaną spanikowaną współlokatorką. - Wyobraź sobie ile ich musiałbyś zjeść, gdyby to była prawda - referuję do Twoich codziennych drzemek i patrzę na Ciebie z lekkim przerażeniem, jakby faktycznie zaraz z ust miał Ci wyjść gigantyczny pająk. Wzdrygam się krótko nad tymi głupotami i muszę na chwilę skupić się na lekcji, by w ogóle wiedzieć co się dzieje.
Szepczesz mi miłe słowa, a ja pewnie zarzuciłabym włosami, gdybym nie miała ich schowanych pod turbanem. Zamiast tego uśmiecham się tylko szeroko jak idiotka i jakoś prostuję się bardziej. Nie mogę nic czasem poradzić na moje odruchy, charakterystyczne przy Twojej osobie. W końcu byłeś pierwszym chłopcem, który kiedykolwiek mi się spodobał i sentyment nigdy nie znika do końca. Chyba że ktoś niszczy komuś życie, wtedy z pewnością znika. No i z biegiem lat nie zrobiłeś się obleśnym, grubym chłopcem, pomimo Twoich dziwnych skłonności do słodyczy.
Szybko wykonuje swoje zadanie i kiedy mój manekin piekli się, że nie dostaję jakiegoś specjalnego aplauzu, ja jestem po raz kolejny skupiona bardziej na moim towarzyszu lekcyjnym, niż czymkolwiek innym.
- Zawsze zawracam głowę - odpowiadam zręcznie frazeologizmem, również z poważnym wyrazem twarzy, kiedy dajesz mi kawałek czekoladowej żaby, a jakiś manekin gratuluje mi dobrze założonego bandaża.
Po chwili zajmuję się rozmyślaniem, czy na pewno dobrze ustawiłyśmy wygląd chłopców z Gryffindoru, bo jestem skłonna postawić Cię jednak wyżej niż Terry'ego, chociaż wciąż to bardzo poważne pytanie, biorąc pod uwagę, że powinnam być bardziej stronnicza w kierunku Thìdley'a, skoro nie zwodził mnie tak jak ty. A przynajmniej ja tak to postrzegam, przekonana, że od zawsze zauważałeś moją słabość do Ciebie.
Dlatego średnio jestem skupiona, kiedy zakładam opatrunek i robię dokładnie taki sam błąd jak ty. Te manekiny są chyba zaprogramowane, że mają robić ten sam manewr i bezmyślnie uderzają się w swoją ranę.
- No wiesz co - mówię z wyrzutem do manekina, ale karny opatrunek idzie mi bardzo sprawnie i gładko. - Jak możesz tak robić, przecież wiedziałeś, że się skaleczysz, to było bardzo niemiłe z twojej strony, nie mogłam przez to poprawić opatrunku. - Jak widać nieustannie muszę nawiązywać z kimś konwersację, nawet jeśli jest to niemy manekin. Kiedy radzę sobie, ze swoimi obowiązkami lekcyjnymi, moja uwaga skupia się z powrotem na Gryfonie, z którym miło spędzam sobie lekcje.
- Niegrzeczne manekiny - komentuję zachowanie naszych podopiecznych i głaszczę swojego po głowie.

Kostki:6+2, a potem 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Elisabeth L. Cortez

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 65
  Liczba postów : 72
http://www.czarodzieje.org/t16448-e-l-cortez?nid=2#454676
http://www.czarodzieje.org/t16528-e-l-cortez#455060
http://www.czarodzieje.org/t16527-listy-do-e#455059
http://www.czarodzieje.org/t16497-e-l-rosier#453464
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyCzw Wrz 20 2018, 14:20

Czas na trening!
Elisabeth od rana chodziła podekscytowana, a może ze stresowana? Sama nie wiedziała. Nowa uczennica, a już kapitanem drużyny? To był dla niej szok. Po mimo iż doskonale wiedziała, że ma swoje zdolności. Ale jedno pytanie cały czas chodziło po jej małej główce. Czy drużyna ją zaakceptuje, a co najważniejsze czy ją polubią. Wiedziała, że jest atrakcyjna. No ale tutaj nie chodziło o wygląd, a o jej umiejętności. Po zajęciach udała się do dormitorium by się przygotować. Wykąpała się i przebrała w strój. Na początku chodziła w te i z powrotem nie wiedząc co mogłaby powiedzieć kolegom z domu na dobry początek. Jednak w jej głowie była pustka.
Spojrzała na zegarek i zrozumiała, że za pół godziny powinna znaleźć się  na polanie. Wzięła głęboki wdech, chwyciła miotłę i wyszła z zamku.
Gdy znalazła się na miejscu zobaczyła paru uczniów, których w ogóle nie kojarzyła. Ale dzielnie podeszła bliżej i uśmiechnęła się do nich szczerze i oznajmiła, że poczekają na resztę i wtedy będzie można zacząć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Winter Rieux

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 143
  Liczba postów : 434
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyCzw Wrz 20 2018, 18:48

Miała ogromną ochotę zapalić.
Niemniej jednak nie po to się zapisała do drużyny Quidditcha, by teraz robić jak najgorsze wrażenie. Czekała zatem grzecznie, myśląc to i zastanawiając się nad wieloma rzeczami. Miała tak cholernie ściśnięty grafik, że teraz dochodzące treningi zdawały się burzyć dotychczasową harmonię - nie zmienia to faktu, iż nie były one bardzo często, no i zawsze mogła trenować na inny, swój własny sposób. Latanie na miotle głównie uwarunkowane jest sprawnością fizyczną, ona zaś potrafiła zademonstrować własną siłę jako pałkarz, odbijający z zadowoleniem tłuczki podczas trwającego meczu. No właśnie, na razie żadnego nie było, tudzież, westchnąwszy ciężko, musiała liczyć na to, że da rady podjąć się wybranej posady. Teoretycznie nie powinno być żadnych problemów; wiadomo jednak, co wynika z czystego przypadku oraz zrzędzenia losu stawiającego nogi podczas spokojnego marszu oraz rzucającego nagminnie kłody, byleby człowiek pokazał, jak to cholernie się mylił.
Czekała spokojnie na polanie, kiedy to pogoda zdawała się mieć własne humory i zwyczajnie nie dawać perfekcyjnie określonej jednej decyzji - skutecznie oscylowała między prostą, pozbawioną nieszczęść a skutecznie zniechęcającą do treningu. Winter Rieux była jednak zahartowana - trudno było ją, kiedy to uparła się, zniechęcić ją do podjęcia się jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Trzymając ze sobą typową, szatniową miotłę, albowiem pieniędzy żadnych nie miała i jej bilans był zdecydowanie na minusie, zdołała dostrzec nową Krukonkę, o której wyjątkowo mało słyszała. Jedyna informacja, jaka obiła się o jej uszy i dostała do podstaw czaszki, to fakt, że nazywa się Elisabeth.
- Hej. Winter. Winter Rieux. - powiedziała, kiedy ta podeszła zdecydowanie bliżej grupy, podając w jej stronę po ludzku rękę. Oczywiście nie była ona odcięta, skądże; prosty sposób na przywitanie się, uczynienie poznania typowo formalnościowym. - Gratuluję - rozpoczęła ostrożnie, albowiem nie miała zamiaru w żaden sposób się podlizać - otrzymania funkcji kapitana drużyny. - rzuciła w miarę swobodnie. Musiała udawać, że jest normalna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Carson Gilliams

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 10%
Wzrost : 166,5cm
Galeony : 119
  Liczba postów : 324
http://www.czarodzieje.org/t16163-carson-o-gilliams
http://www.czarodzieje.org/t16172-dolacz-do-mojej-swity#442693
http://www.czarodzieje.org/t16171-poczta-pantoflowa-carson#442692
http://www.czarodzieje.org/t16162-carson-o-gilliams
Polana - Page 41 QzgSDG8




Moderator




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyPią Wrz 21 2018, 00:30

Nowa uczennica, a już kapitan drużyny?
To samo pytanie zadawała sobie w głowie Carson, kiedy dowiedziała się, iż ta sama trzpiotka, która podczas wielkiej uczty gmerała Clarke'owi przy rozporku, miała być reprezentantką ich domu w Quidditchu. Trochę jej się nie mieściło w głowie, jakim cudem dziewczynie udało się zdobyć odznakę zaraz po wejściu w mury szkoły - podobno nie była stąd i wcześniej uczyła się za granicą. Czy w poprzedniej szkole miała dobre zaplecze miotlarskie i osiągała takie sukcesy, że bez gadania dano jej tytuł kapitana? Carson, oczywiście, była o to cholernie zazdrosna - planowała sama postarać się o zajęcie tej funkcji, a wyszło jak zwykle, że otrzymał ją ktoś, kto w jej mniemaniu nie do końca na nią zasługiwał.
Dowiedziała się, że panna Cortez postanowiła zorganizować trening - fakt nieotrzymania od niej listu był nieco druzgoczący, toteż postanowiła odezwać się do niej, wyciągając rękę i pytając o godzinę i datę, kiedy miała zamiar grać... I nie odpisała jej. W Carson się zagotowało, uruchomiła swoje źródła i w dzień zbiórki przywdziała sportowe ubranie, po czym z uśmiechem przemierzała błonia.
- Czeeeeść - przywitała się przeciągle, wręcz cukierkowo, posyłając dwóm obecnym na polanie dziewczynom pełne życzliwości spojrzenia. - To tu ma być trening, prawda? A Ty musisz być Elizabeth - dodała jeszcze, z szerszym uśmiechem podchodząc do rudowłosej. Och, co z tego, że miały już kilka zajęć razem, nie było okazji do przedstawienia, prawda? Mogła jej nie pamiętać, co nie? - Ja jestem Carson - dodała, wyciągając w jej stronę dłoń. Casually.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Elisabeth L. Cortez

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 65
  Liczba postów : 72
http://www.czarodzieje.org/t16448-e-l-cortez?nid=2#454676
http://www.czarodzieje.org/t16528-e-l-cortez#455060
http://www.czarodzieje.org/t16527-listy-do-e#455059
http://www.czarodzieje.org/t16497-e-l-rosier#453464
Polana - Page 41 QzgSDG8




Gracz




Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 EmptyPią Wrz 21 2018, 09:53

Nie wiedziała sama jak ma się zachować wobec uczennic. Wiedziała doskonale, że pewnie będą chodzić ploty, że jak to nowa uczennica mogła tak szybko dostać się na stanowisko kapitna drużyny. Owszem była w drużynie w poprzedniej szkole. Grała dobrze nawet można powiedzieć bardzo dobrze. Jednak nie wiedziała jak dzisiejszego dnia pójdzie jej to całe zapoznanie się z członkami drużyny i czy nie da jakiejś wielkiej plamy na dzień dobry.
Gdy zbliżyła się do czarownicy uśmiechnęła się szczerze. W końcu miło się jej zrobiło gdy Winter od razu posłała jej uścisk dłoni.
-Miło mi. Jestem Elisabeth Cortez. – odwzajemniła jej uścisk jednak jej dłoń delikatnie się trzęsła ze stresu. Co było można od razu odczuć.
-Dziękuję. Jednak zobaczymy czy spodobam się wam po dzisiejszym treningu. – W końcu, to oni mieli prawo decydować kto będzie ich kapitanem. Nie chciała przecież by czuli się nie swojo przy niej.
Po krótkim czasie podeszła do nich kolejna dziewczyna. Czyżby dziś miały znaleźć się tu same panny? No cóż przecież nie będzie wybrzydzać.
-Witaj. –Powiedziała nie pewnie gdy dziewczyna podeszła do niej bliżej. -Tak jestem Elisabeth. Ale możecie mówić do mnie Eli czy tez Letti. Nie lubię swojego pełnego imienia. –Stwierdziła po czym zastanawiała się skąd może kojarzyć pannę Carson…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Polana - Page 41 QzgSDG8








Polana - Page 41 Empty


PisanieTemat: Re: Polana   Polana - Page 41 Empty

Powrót do góry Go down
 

Polana

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 41 z 42Idź do strony : Previous  1 ... 22 ... 40, 41, 42  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Polana - Page 41 KQ4EsqR :: 
hogwart
 :: 
Tereny przy zamku
 :: 
blonia
 :: 
łąka
-