Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sala baletowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Azkaban/Windsor
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 530
Dodatkowo : pół-wila
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7604-elsa-yvette-de-rousvelt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7607-zwierciadelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7609-elsowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7651-elsa-de-rousvelt




Gracz






PisanieTemat: Sala baletowa   Pon Kwi 21 2014, 14:06

First topic message reminder :

Sala baletowa jest przyległa do sali lustrzanej, jednak jest mniejsza i odpowiednia dla osób, które tańczą - nie znajdziesz tu zwierciadeł zmniejszających, powiększających, pogrubiających czy zwężających. Są tu najzwyklejsze w świecie lustra - wszędzie, nawet na drzwiach. Jedyny mankament tego miejsca to wszechwiedza luster - czasami zdarza im się pokazać ruch tancerza inaczej, raz lepiej, raz gorzej. To ich własna, subiektywna ocena, którą jedni się przejmują, a inni nie. W kącie, bardzo niepozornie, ustawiono stary gramofon, który mimo wielu lat użytkowania zawsze sprawuje się świetnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14801-melody-anna-kingston#394127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14810-tanczcie-jak-wam-zagram
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14808-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14809-melody-anna-kingston




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Pią Paź 13 2017, 23:51

Jak to się działo, że rozumieliśmy się bez słów, a jednak nie zauważaliśmy w sobie nawzajem takich oczywistości? Sama przed sobą bałam się do wielu rzeczy przyznać, a to moje bliżej nieokreślone uczucie do @Riley Fairwyn z pewnością było jedną z nich. Trudno zaprzeczyć, że gdyby tylko chciał, zrobiłabym w zasadzie wszystko, jeśli sprawiłoby to mu choć trochę radości. Mimo że z reguły byłam osobą pozornie bardzo otwartą i kontaktową, tak w rzeczywistości nie dopuszczałam do siebie nawet najbliższych przyjaciół. Wszystko zmieniło się przez tego jednego Krukona. Nie wiedziałam, jak można by nie zauważać jego perfekcji. Był dla mnie prawdziwym aniołem, był niezwykle inteligentny, często mi imponował i dążył do swoich celów, jakby zależało od tego jego życie. Mając taką osobę za wzór, trudno nie popaść w kompleksy. A jednak za każdym razem, kiedy z nim rozmawiałam, sprawiał, że czułam się wyjątkowa, zdolna i interesująca, co było dla mnie najpiękniejszym z komplementów.
Po naszym spotkaniu na krużgankach trudno było mi się skupić na wyznaczonym przez Edgara zadaniu. A jednak z drugiej strony czułam się jeszcze bardziej zmotywowana - choćby, żeby postawić na swoim i udowodnić Riley, że wyrobię się przed dziewiętnastą, a nawet i jeszcze wcześniej. Dlatego nie leniuchując ani chwili, zabrałam się do pracy. Moją wypowiedź miałam zredagowaną już godzinę przed czasem! Postanowiłam więc, zanim Riley się zjawi, posprzątać trochę przy swoim łóżku, zjeść jakąś kanapkę (choć bardziej dla samego faktu jedzenia, bo smaczna wcale nie była). Następnie siedziałam chwilę przed wejściem do dormitorium z rękami owiniętymi wokół podkulonych do brody nóg i głową wspartą na kolanach. Riley należał jednak do tych nie-spóźnialskich, a wręcz na tych, którzy lubili być wcześniej. Sam powiedział, że będzie na mnie czekał. Uśmiechnęłam się do niego szeroko i chwytając podaną mi dłoń, podniosłam się z ziemi.
- Dziękuję, królewiczu - zachichotałam - Tutu gotowe? - dodałam jeszcze dla żartów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1345
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 576
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Nie Paź 15 2017, 23:08

Powoli stawałem się już mistrzem odpychania od siebie niechcianych myśli i wrażeń nagromadzonych we mnie w ciągu całego dnia. Nie było mi trudno udawać, że pomiędzy mną i Melody wciąż jest tylko i wyłącznie przyjaźń, przecież od kilku miesięcy uparcie starałem sobie wmówić, że wszystko ze mną w porządku. Wcale nie zostałem poparzony, a moja osobowość nie wywróciła się do góry nogami. Nie odnalazłem w sobie agresji, jakiej nigdy wcześniej nie objawiałem, nie nienawidziłem smoków, a już przede wszystkim nie pragnąłem cofnąć czasu. Nie tęskniłem tak bardzo, że serce pękało mi na wskroś ilekroć tylko zaglądałem do albumu z rodzinnymi fotografiami. Nie tłumiłem łez bezsensownymi uderzeniami w uda, nie rozbijałem luster specjalnie. Byłem kompletnie rozchwiany, ale czy ktokolwiek mógłby powiedzieć, że widział mnie pozbawionego równowagi psychicznej? Dbałem o zachowanie pozorów normalności z precyzją, jakiej nie powstydziłby się seryjny morderca. Tama puszczała dopiero wówczas, gdy byłem sam, a zdarzało się to nieczęsto. Dbałem o to, aby spędzać czas z ludźmi, aby odzwyczajać się od samotności, w jakiej utonąłem w zeszłym roku z pełną mocą. Wszystko to rozpoczęła właśnie Kingston. Niby delikatny kwiatuszek, zdolny złamać się przy najlżejszym dotyku, a jednak ukazała mi wówczas, że siła człowieka nie pochodzi z zewnątrz, a z głębi jego serca. Była dla mnie tak dobra, że nigdy nie będę w stanie odwzajemnić jej wszystkich niedogodności, jakie musiała ponieść ze względu na moją humorzastość w tamtym okresie, a jednak dzień w dzień podejmowałem nowe próby. Stawiałem kolejne kroki naprzód, chociaż zaburzenia depresyjne, z jakimi niegdyś się zmagałem, nigdy tak do końca nie miały mnie opuścić. Wszystko to mogło do mnie wrócić w najmniej odpowiednim momencie, a jednak pewien byłem, że na razie mi to nie straszne. Miałem ją. Tutaj, blisko swego serca i ciała. Dostrzegłem ją czekającą na korytarzu i uśmiechnąłem się zupełnie bezwiednie. Zbliżywszy się do niej podałem jej dłoń, a następnie pociągnąłem delikatnie, aby pomóc jej wstać.
- Mademoiselle - zamarkowałem pocałunek składany na dłoni na starą, mugolską modłę, czując że po prostu nie potrafię powstrzymać się szczerzenia zębów w uśmiechu. - Pokaże Ci moje tutu jak dotrzemy na miejsce. - Starałem się mówić z tym zabawnym, francuskim akcentem, ale słabo mi szło. Pewnie dlatego, że po francusku znałem jedynie kilka słów, a i nie byłem też z tym językiem specjalnie osłuchany. Niemniej jednak czasu nie traciłem i pociągnąwszy Melody w odpowiednim kierunku, wkrótce doprowadziłem ją do sali baletowej. Wpuściwszy ją przodem, wślizgnąłem się zaraz za nią, bez problemu blokując drzwi zaklęciem colloportus. Zerknąłem z niedowierzaniem na swoją różdżkę. Ostatnimi czasy była tak kapryśna, że dziś naprawdę nie spodziewałem się po niej takiego posłuszeństwa. Dobrze, że gramofon mogłem ustawić ręcznie - nie chciałbym ryzykować ewentualnego zawodu. Włączyłem muzykę. Klasyczną, spokojną, pomagającą skupić się w sytuacji tego wymagającej. - Domyślasz się już jakie tutu miałem na myśli? - zapytałem, gdy już odwróciłem się do niej przodem. W istocie, w sali próżno było szukać jakichkolwiek ubrań. Otaczały nas jedynie lustra i delikatne dźwięki muzyki. Zbliżyłem się do jednej ze szklanych tafli, stając do niej lewym profilem. Po kilku sekundach lustro ukazało to, co tak skrzętnie na co dzień skrywałem. Zdjąłem swą maskę, zapowiadając tym samym swoje następne posunięcie. Wyciągnąłem dłoń w stronę przyjaciółki. - Można prosić?

______________________



It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14801-melody-anna-kingston#394127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14810-tanczcie-jak-wam-zagram
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14808-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14809-melody-anna-kingston




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Pią Paź 20 2017, 19:01

Zabawne, że tak się dobraliśmy. Para rozchwianych, niestabilnych emocjonalnie czarodziejów o skłonnościach do popadania w depresję i ukrywających swoją prawdziwą twarz przed światem dzięki rzadkiej genetycznej umiejętności metamorfomagii. Może Riley nigdy by tego nie przyznał, ale sam również starał się być perfekcyjny. Bo inaczej co by mu zależało, że czasem nie pohamuje emocji? Starałam się mu pomóc jak tylko mogłam, żeby wypadek nie zmienił go o 180 stopni. Nie pozwalałam mu być samemu, bo dobrze wiedziałam, jak samotność wpływa na człowieka. Sama zresztą chętnie uciekałam z domu, żeby spędzić z nim choć te kilka chwil - nawet jak był dla mnie nieprzyjemny, co kiedyś czasem mu się zdarzało. Wiedziałam jednak, że nie myślał, co mówi. Dopóki byłam przekonana, że chciał, bym przy nim była - nic nie było w stanie mnie zniechęcić. Te trudne czasy minęły, a Riley jakby starał się wciąż mi wynagrodzić to, ile dla niego poświęciłam. Mimo że wcale tego nie oczekiwałam i bez tego zrobiłabym to samo. To mi na nim zależało. Nie robiłam tego tylko dla niego, a dla samej siebie, bo nie przeżyłabym, gdybym musiała patrzeć jak cierpi. Cieszyłam się, że coraz częściej widziałam na jego twarzy uśmiech niż smutny grymas.
Tak jak teraz, kiedy z gracją francuskiego księcia ucałował moją dłoń. Teatralnie skryłam chichot i odkłoniłam się zupełnie zgrabnie. Po drodze do sali baletowej wygłupiałam się jeszcze, pokazując jak to wyćwiczyłam Chasse oraz wszystkie pozycje baletowe, jakie pamiętałam z zajęć w mugolskim przedszkolu, do którego posłała mnie mama. Riley musiał padać ze śmiechu, a jednocześnie irytować, że przeze mnie ten spacer trwał dłużej niż sobie zaplanował. W końcu jednak dotarliśmy na miejsce, do którego chciał mnie zabrać.
- O, nauczyłeś się czarować - zażartowałam, kiedy jego zaklęcie zadziałało za pierwszym razem i to z dobrym efektem. Sala baletowa z pewnością nie była dobrym miejscem dla osób, czujących się niezbyt dobrze w swoim ciele. Lustra, które otaczały nas z każdej strony, pokazywały wszystko z jak największą dokładnością. Na szczęście nie miałam ze sobą problemów w kwestii fizycznej. Zresztą jako metamorfomag potrafiłam modyfikować swój wygląd, co dawało mi dużą przewagę nad całą resztą. Sala miała swój unikatowy klimat. Tu wszystko było przezroczyste. A mimo to nie czułam się niezręcznie, będąc w tym miejscu tylko z Rileym.
- Oczywiście, od początku wiedziałam, o co ci chodzi - odpowiedziałam, uśmiechając się do niego ciepło. Jego prawdziwe oblicze było dla mnie zupełnie normalne, choć rzadko je widywałam. Nie szokowało mnie. Przypominało o krzywdzie, jaką przeżył, ale nie wzbudzało we mnie litości. Wiem, że Riley nie chciałby być traktowany z litością, więc unikałam jej jak tylko mogłam. Widziałam w nim wciąż tę samą, cudowną osobę, co zwykle.
Dygnęłam w odpowiedzi, podając mu moją niedużą dłoń o smukłych palcach pianistki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1345
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 576
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Nie Paź 22 2017, 20:13

Mania kontrolowania własnych emocji i ruchów, była na dłuższą metę naprawdę uciążliwa. Gdyby tak się zastanowić ilu ludzi z taką uwagą studiuje ruchy innych, to najpewniej okazałoby się, że robię to wszystko zupełnie niepotrzebnie. Jednak nie potrafiłbym sobie wyobrazić siebie samego rozchichotanego czy wściekłego przy innych ludziach. Zazwyczaj starałem się utrzymać neutralność, pozwalając sobie na odstępstwa od normy jedynie w kilku przypadkach, takich jak ten. Tutaj nie musiałem udawać. Mogłem śmiać się z jej docinków i podszczypywać ja w bok w ramach kary za te lekkie złośliwości, co też oczywiście uczyniłem bez chwili zwłoki.
- Bardzo zabawne - mruknąłem, ale nie zamierzałem się o to obrażać. Sam przecież widziałem jak ostatnio szło mi na lekcjach. - Alohomorę będziesz rzucała sama. - Poinformowałem ją od razu, odrobinę licząc na to, że potraktuje to jak wyzwanie i później naprawdę uda się jej z niej skorzystać. Inaczej pewnie spędzimy tutaj noc, nie mogąc złamać zaklęcia zamykającego. To byłoby całkiem ekscytujące, gdyby nie było tutaj wszystkich tych luster. Nie przyznawałem się do tego głośno, ale ich obecność niezwykle mnie peszyła. Dopiero teraz widziałem wszystkie swoje niedoskonałości, ale przecież wiedziałem na co się pisałem. Nie tylko na oglądanie swoich blizn, do nich powoli się przyzwyczajałem (jakkolwiek można przyzwyczaić się do oszpecenia na całe życie). Nigdy nie przyznałem się Melody do tego, że mam jakiekolwiek kompleksy, ale teraz, gdyby tylko zajrzała w moje oczy, mogłaby być pewna, iż to właśnie o nich teraz myślałem. Drobne skazy na ciele, nieproporcjonalne czy asymetryczne fragmenty ciała i twarzy. Kochałem metamorfomagię za to, że dzięki niej mogłem być starym sobą, bez dodatkowego elementu wzbudzającego uwagę w postaci oparzenia na twarzy. Wcale nie pragnąłem stać w centrum uwagi. Jednocześnie była w moim mniemaniu tak obłudna, że nigdy nie używałem jej do czegokolwiek innego poza ukrywaniem swoich przewinień z lat szczenięcych. Także teraz, gdy stałem przed nią naprawdę nagi, pozbawiony tysiąca masek, jakie codziennie na siebie nakładałem, byłem już zupełnie poważny. Moja twarz utraciła coś więcej niż gładkość. Spłynęła z niej powierzchowna radość, a smutek erozyjnie drążył w niej swoje tunele. Moje usta były lekko wykrzywione z jednej strony, a skóra wokół cudem ocalonego oka pomarszczona i napięta zarazem. Spojrzałem na siebie ponad jej ramieniem, ale błyskawicznie znowu odwróciłem wzrok.
- Nie mogłaś wiedzieć. - Odpowiedziałem jej, bo na tym nie zamierzałem poprzestać. Chwyciłem palcami jej dłoń, lekko przyciągając ją do siebie. Nie tańczyłem jakoś wybitnie, ale podstawy znałem, więc mogliśmy pokołysać się przez chwilę bez obawy, że oboje się zadepczemy. Chwyciłem Melody w pasie i powoli poruszyłem się zgodnie z rytmem wyznaczanym przez muzykę. - Chciałem Ci coś pokazać. - Rozpocząłem wstęp do prezentacji. Mimo, że czułem się lżej, gdy nie musiałem wiecznie skupiać się na podtrzymywaniu transmutacji własnej, czułem potrzebę zakrycia swoich niedostatków najszybciej jak to tylko było możliwe. - Ćwiczyłem to już od kilku miesięcy. W tajemnicy, bo… trochę mi było wstyd, że tak bardzo przeszkadza mi moja własna twarz, podczas gdy na świecie są poważniejsze problemy od kilku blizn i odstających uszu. - Zaśmiałem się nerwowo, chociaż wcale nie było mi do śmiechu. Przygryzłem wargę na sekundę czy dwie, a potem skupiłem się na przemianie. - Popatrz - poprosiłem, a gdy zamknąłem oczy, odruchowo rozsunąłem usta w skupieniu. Moja twarz zafalowała. Pierwszym co się zmieniło, była moja broda. Wydłużyła się nieco, jednocześnie zabierając nieco mojego ogromnego czoła i skrywając delikatne zakola, jakie dostałem w spadku po ojcu. Usta ułożyły się jakoś tak ładniej, nos nieco zadarł na czubku i zeszczuplał, chociaż w gruncie rzeczy pozostał dość podobny. Uszy cofnęły się bliżej czaszki, a włosy pojaśniały znacząco, do ciemnego blondu. Ta twarz nie tylko wydawała się niewinniejsza, ale i starsza, dojrzalsza. Przystojniejsza. Uchyliłem powieki, spoglądając na nią z niemym oczekiwaniem. Wciąż starałem się kołysać z nią w rytm muzyki, chociaż teraz wychodziło mi to jeszcze bardziej niezdarnie niż przedtem, gdyż spróbowałem jeszcze zmanipulować swoją sylwetkę. Wzrostem przypominałem siebie samego, ale sama budowa ciała zaczynała się zmieniać. Była masywniejsza, nie tak chuda i wymizerowana rekonwalescencją, jak moja prawdziwa powłoka. Dłonie stały się większe, ostrzejsze w fakturze. Proces manipulacji ciałem trwał dłużej. Widać było, że do transmutacji twarzy jestem względnie przyzwyczajony i idzie mi to szybciej. - I jak? Poznałabyś mnie na korytarzu?

______________________



It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14801-melody-anna-kingston#394127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14810-tanczcie-jak-wam-zagram
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14808-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14809-melody-anna-kingston




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Nie Paź 22 2017, 21:19

Chyba rzeczywiście mało kto podejmuję się takiemu wyzwaniu jak analiza ludzkich zachowań. Ja na pewno nigdy nie poświęcałam temu tyle czasu, ile potrzeba. O ile kontrolowanie własnych było dla mnie zupełnie naturalne, o tyle obserwowanie cudzych już nieszczególnie wydawało mi się być istotne. A szkoda, bo gdyby ludzie zdawali sobie sprawę z tego, jak mało obchodzą innych, pewnie wszystkim byłoby łatwiej.
- Dobra - odpowiedziałam zadziornie, podnosząc dumnie brwi. Znając moje szczęście Alohomora wcale by mi nie wyszła i zostalibyśmy uwięzieni w sali z milionem lustrem, chyba że różdżka Rileya znów postanowiłaby być posłuszna. Szkoda, że nie wzięłam ze sobą nic do jedzenia lub picia. Inaczej mogłoby być całkiem znośnie. Z nikim innym nie dałabym się zamknąć w sali baletowej. Lustra otaczające nas z każdej strony na pewno onieśmielały. Jednak na pewno nie mnie. Byłam osobą, która żyła dla bycia w centrum uwagi, jednocześnie starając się, by nikt nie dowiedział się o mnie zbyt dużo. Lubiłam, kiedy mnie podziwiano, uwielbiano, a z drugiej strony wciąż utrzymywałam, że nie jestem perfekcyjna. Choć do tego dążyłam. Tu znacznie różniłam się od Rileya. On uciekał od luster, nie lubił się w nich przyglądać, nie chodziło tylko o jego twarz. Ja z kolei uwielbiałam swoje odbicie. Widziałam w swoim wyglądzie wiele wad, ale czułam się dobrze. Minimalnie modyfikowałam to, co mi się nie podobało, kiedy tylko miałam na to ochotę. Tak naprawdę nigdy nie przyznawałam się do tych drobnych zmian, których nie sposób było wypatrzeć dla normalnego obserwatora. Ot, wygładzenie skóry, pozbycie się rozstępów czy cellulitu. Wielkie mi halo. Czy to było oszukiwanie? Pewnie tak i pewnie głównie samej siebie.
Riley pozbywając się maski zdawał się pozbywać pewnego luzu i uśmiechu. Zupełnie niepotrzebnie. Choć wiem, że mierzenie się ze swoją prawdziwą twarzą było dla niego trudnym wyzwaniem. Starałam się jak mogłam, żeby czuł się przy mnie swobodnie w każdej postaci. Nie odwracałam więc wzroku, tylko uparcie wpatrywałam się w jego oblicze tym samym czułym spojrzeniem, co zwykle. Chwycił moją dłoń i zaczęliśmy się kołysać w tańcu. Lubiłam tańczyć. Czy to na imprezie przy muzyce nowoczesnej czy to do spokojnych dźwięków klasyki, granej w rytmie walca. Tańczenie wiązało się z byciem w centrum uwagi, a jednocześnie było sztuką, czymś godnego podziwu. Taniec odbierał nieśmiałość i niepewność. Riley był bardzo dobrym tancerzem, jak na nastoletniego chłopaka, którzy zwykle byli za mało wrażliwi, żeby zagłębić się choć lekko w podstawy tańca towarzyskiego.
- Jeszcze coś? - spytałam, trochę zdziwiona, bo nie spodziewałam się, że Riley przygotował jeszcze jakąś prezentację. Poczekałam aż dokończy swój wstęp, wciąż dając mu się prowadzić w tym delikatnym tańcu. Sama opanowałam całkowitą zmianę wyglądu jakiś czas temu i pamiętam, że było to dla mnie okropnie ważnym osiągnięciem, do którego bardzo długo ćwiczyłam. Wiem, że on też. Patrzyłam ze spokojem, jak kształt jego twarzy ulegał zmianie, jednocześnie skupiając swoją uwagę na jego przymkniętych oczach. Zmienił swoje oblicze i poczułam, że zaczął manipulować sylwetką. Spuściłam wzrok, widząc jak rośnie w barkach i klatce piersiowej. Poczułam, jak dłoń, na której leżała moja, zwiększyła się, a palce minimalnie wydłużyły. Skończył już zmieniać swój wygląd, a ja wróciłam wzrokiem do oczu, w które wcześniej się wpatrywałam, a które teraz patrzyły na mnie z oczekiwaniem.
- Twoje oczy poznałabym wszędzie - uśmiechnęłam się do niego czule - Choć przyznam, że na korytarzu bym cię raczej minęła - wtedy zrozumiałam, że trochę głupio to zabrzmiało - To znaczy - zaczęłam się motać - Jesteś teraz prawie równie przystojny, ale - nie wiedziałam, jak to brzmi i czy w ogóle mnie rozumie - wiesz, o co mi chodzi - miałam przynajmniej taką nadzieję, a moja twarz zdradzała, jak bardzo nie wiedziałam, jak się zachować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1345
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 576
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Pon Paź 23 2017, 17:53

Coraz częściej oceniałem ludzi własną miarą. Skoro ja zwracałem na to uwagę, to inni na pewno także. Widzieli moje wycofanie i mogli odebrać je jakkolwiek chcieli. Może nie chciałem się angażować, a może po prostu byłem nie w nastroju? Interpretacji było naprawdę wiele, a ja wolałem, aby to inni domyślali się jaki jestem. Pogłówkowali trochę, zastanowili się co oznaczają moje gesty i konkretne reakcje na dany problem. Po co oferować komuś wszystko na tacy, skoro zgłębianie osobowości człowieka jest tak intrygujące? Gra w pozory jest niezwykle trudna. Kiedy starasz się ukryć swoje niedoskonałości, jednocześnie odsłaniasz się z innej strony, ale tego nie widzisz. Mój strach, przed ujawnieniem efektów smoczego wypadku, zakrawał już niemalże na paranoję. Zdawałem sobie z tego sprawę, a jednak jak mogłem teraz to wszystko odkręcić? Gdybym we wrześniu pojawił się w Hogwarcie z twarzą naznaczoną bliznami, musiałbym się mierzyć nie tylko z ciekawskimi spojrzeniami, ale i ze współczuciem przyjaciół i znajomych. Czy było coś gorszego od użalania się nad kimś, kto wcale nie potrzebował dobrych rad o zachowaniu pogody ducha w obliczu straty? Nigdy nie podejrzewałbym siebie o taką siłę. Nie sądziłem, że byłbym w stanie tak się zaprzeć, aby wreszcie przywykać do samotnego spożywania śniadań, bez Anemone u mojego boku, sączącej z wolna herbatę. Jednak byłem człowiekiem i chwile słabości nie były mi obce. Melody była teraz świadkiem jednej z nich. Widziała mnie prawdziwego, pozbawionego chwil zapomnienia, jakie dawkowałem sobie dzień w dzień, a to zaślepiając się niebezpieczeństwem bądź po prostu skupiając się na wykonaniu postawionego sobie samemu zadania. Było już za późno, aby przyznać się do lekkomyślności. Byłoby mi zwyczajnie wstyd, że okłamywałem tylu ludzi i nie byłem jeszcze gotów na ewentualne odkupywanie swoich win. Dlatego tak bardzo drażniły mnie te zakłócenia i tak bardzo starałem się, mimo wszystko, podążać do przodu. Stawiając krok za krokiem, walczyłem z chęcią na regresyjny opad ramion. Melody była lepsza w te klocki. Kiedy byłem rozbity, musiała poświęcić mi naprawdę wiele czasu, abym był w stanie zamaskować efekty wypadku i dopiero teraz, po kolejnych kilku miesiącach byłem w stanie dokonać tego, co ona potrafiła już od dawna. Czułem jak cały sztywnieję. Podtrzymywanie transmutacji było dla mnie trudne, zwłaszcza ostatnio, gdy magia tak szalała, a ta twarz była jeszcze dla mnie obca. Stworzyłem ją w swojej wyobraźni stosunkowo niedawno. Nie czułem jej tak, jak tej noszonej codziennie. Za kołnierz przymałej teraz szaty spłynęła mi strużka potu, a na gładkim czole pojawiły się zmarszczki skupienia. Koncentracja często przychodziła mi łatwiej niż innym. Miałem przecież doświadczenie w ustawicznym skupianiu się na metamorfomagii, więc pewien byłem, że gdyby tylko nastała taka potrzeba, potrafiłbym prześcignąć Melody w konkursie na utrzymywanie przemiany. Jednakże tylko wówczas, gdyby zmiany były niewielkie, podobne do tych, jakie dzień w dzień nanosiłem na swoje lico. Moje dłonie w jej uścisku, nieco się skurczyły. Z dnia na dzień potrafiłem być nim coraz dłużej. Cieszyłem się, że nie mieszkałem w Hogarcie, gdyż dzięki temu bez krępacji mogłem ćwiczyć przemiany w domu i nikt nie interesował się tym, dlaczego zmykam się w pokoju na długie godziny. Ojca i tak nigdy nie było, do tego już przywykłem. Jednak, wciąż było mi mało.
- Nie wiem - chciałem sobie z nią poigrać, ale ciężko było mi się skupić na podtrzymaniu rozmowy, kiedy cała moja sylwetka zaczynała się załamywać. Zmrużyłem oczy, zamieniając chwilową wesołość na powagę. Nie minęły nawet dwie sekundy, a syknąłem cicho. Wypuściłem Melody z uścisku, kiedy coś szarpnęło mnie do tyłu. Pogubiłem rytm kroków, nienawykły do innego środka ciężkości i przewróciłem się na plecy, lądując twardo na pośladkach. Swoich. Dotknąłem swojego policzka w idiotycznym odruchu. Przecież otaczały nas lustra, mogłem się w nich przejrzeć, a ja tylko zbadałem fakturę skóry. Szorstkiej i wybrzuszonej w niektórych miejscach. Ciemne kosmyki włosów opadły mi na oczy. Odgarnąłem je zniecierpliwionym ruchem dłoni. - Na gacie Merlina, co to było? - Spytałem, dźwigając się na nogi i oglądając się za siebie, jakbym spodziewał się ujrzeć Poltergeista. Obecność Irytka w sali baletowej mogła wyjaśniać tę dziwaczną energię, jaka dotknęła mnie przed chwilą, ale w żadnym razie nie tłumaczyła przedziwnej sztywności, jaka opanowała całe moje ciało. Zadrżałem nieznacznie, rozcierając nadgarstki, aż nie zniknęło z nich tępe pulsowanie. Popatrzyłem na Melody, szukając w jej oczach jakiegokolwiek śladu rozbawienia czy złośliwości, ale bezskutecznie. Znów zbliżyłem się do niej, ostrożnie chwytając ją za dłoń. Była ciepła. Idealny kontrast dla moich rozdygotanych, nagle zziębniętych palców.
- To nie Twój psikus, prawda? - Zapytałem dla formalności, nagle czując się obserwowanym, chociaż to było głupie. - Te zakłócenia mnie przerażają… - zawyrokowałem wreszcie o jej niewinności, nagle czując przedziwną dla siebie potrzebę bliskości. Objąłem ją delikatnie w pasie, szukając jej ramienia, aby ułożyć na nim szyję. Wtuliłem poparzony policzek w jej włosy. - To co mówiłaś? - Szepnąłem wprost do jej ucha, wpatrując się w nasze sylwetki zwielokrotnione przez lustra.

______________________



It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14801-melody-anna-kingston#394127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14810-tanczcie-jak-wam-zagram
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14808-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14809-melody-anna-kingston




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sro Paź 25 2017, 23:55

Sama często nie potrafiłam patrzeć na wszystko z innych perspektyw. Skupiałam się przede wszystkim na tym, jak widzę to ja. Pewnie niejednokrotnie prowadziło to do zbędnych konfliktów, których z łatwością bym uniknęła, gdybym tylko potrafiła się zachować tak, jak trzeba. Chyba przeceniałam tym samym ludzi, każąc im się wiecznie wszystkiego domyślać. Zbyt mocno wierzyłam, że cała reszta jest mniej zaaferowana sobą niż ja. Myliłam się jednak, bo ludzie przecież wszyscy są z natury samolubni i nie patrzą dalej niż na czubek własnego nosa. Riley może by zaczął mi zaprzeczać, ale był jedną z niewielu osób, które w moim odczuciu starały się widzieć, jak druga osoba postrzega świat. Może nie był w tym znakomity i zdarzały mu się błędne interpretacje, ale w gruncie rzeczy zwykle miał rację. Przynajmniej jeśli chodziło o moją osobę. Czasem miałam wrażenie, że lepiej wiedział, czego chcę niż ja sama. Chyba nikogo nie dziwiło, że chciałam go mieć przy sobie jak najdłużej.
Wypadek mógł go zmienić całkowicie, co także każdy by zrozumiał. Niemożliwe, by został wciąż taki sam. Nigdy mu o tym nie powiedziałam, ale wówczas trochę się bałam. Bałam się, że go nie odzyskam. Że będzie miało to zbyt duży wpływ na naszą relację. Czuję się z tym paskudnie, bo to ponownie obnaża mój egocentryzm. Jak mogłam w ogóle myśleć w ten sposób, kiedy jego spotkała tak ogromna tragedia? Nie chciałam do tego dopuścić, a jednocześnie starałam się nie podejmować decyzji za niego. Przez ten cały okres wspierałam go jedynie sugestiami i uważnym słuchaniem niezależnie od dnia. Nigdy nie próbowałam mu wybić z głowy pomysłu o wykorzystaniu swojej zdolności do ukrycia blizn. Ba, nawet chętnie mu pomagałam. Wiedziałam, że podjął tę decyzję świadomie i był do niej przekonany przynajmniej w większym stopniu. Cieszyłam się, że zdecydował się wrócić do szkoły. Był to jeden z tych przełomowych kroków, który pokazał mi, jak wiele Riley zrobił, żeby było lepiej. Jak wiele mu się w tej kwestii udało osiągnąć. Byłam z niego bardzo dumna i nie mogłam być szczęśliwsza.
Jestem pewna, że teraz, kiedy dopiął swego celu, do którego tak wiele ćwiczył i dla którego wiele poświęcił, z dnia na dzień będzie się stawał coraz w tym lepszy. W końcu dojdziemy do momentu, kiedy prześcignie mnie w swoich umiejętnościach i to nawet całkiem niedługo. Uważam się za osobę ambitną, to prawda. Ale nie ma osoby bardziej upartej niż on. Zresztą sama zaniedbuje ćwiczenia. Nie poświęcam temu tyle czasu, ile powinnam. Widzę, że miewam problemy, a w dobie zakłóceń magii dobrze byłoby zabrać się za to porządnie. Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym utraciła tą zdolność. Nie wiem nawet, czy jest możliwe, by stracić ją tak zupełnie.
Pokaz umiejętności Rileya musiał się skończyć, choć i tak byłam pełna podziwu, że tak długo umiał już utrzymać "tę drugą twarz". To naprawdę ogromny sukces. Już chciałam mu odpowiedzieć lekkim popchnięciem, żeby przestał się ze mną droczyć, kiedy nagle coś odepchnęło go za mnie i upadł boleśnie na podłogę.
- Jejku, wszystko w porządku? - spytałam, choć wiedziałam, że jedyne, co mu mogło dolegać to obtłuczona kość ogonowa. Zanim zdążyłam do niego doskoczyć, sam podniósł się na nogi - Nie mam pojęcia - rozejrzałam się po sali, łudząc się, że w tych kilkudziesięciu odbiciach znajdę odpowiedź. Oczywiście bezskutecznie - No coś ty, nie wpadłabym na to - powiedziałam z lekkim uśmiechem. Dłoń lekko mi drgnęła, kiedy Riley ją chwycił. Bił z niego straszny chłód, który nie umknął mojej uwadze. Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc, co właściwie się stało. Czy to rzeczywiście sprawka tych zakłóceń czy działo się coś znacznie gorszego? Nie mogę powiedzieć, że rozumiałam potrzebę bliskości Rileya. W zasadzie byłam lekko zaskoczona. Chłód jego dotyku musiał mnie nieco ocucić i właśnie w tamtej chwili zorientowałam się, że już dawno byliśmy krok poza przyjaźnią. Nie wiedziałam, jak mam na to zareagować, więc nie zrobiłam nic specjalnego. Pozwoliłam, żeby wydarzenia toczyły się, jak chciały. Nie chciałam o nich decydować. Niech się dzieje, co chce, jak to mówią. Czułam jego oddech na mojej szyi i nie mogłam powiedzieć, że mi się to nie podobało. Szept w tamtej chwili był prawie tak głośny jak krzyk, przez który przeszedł mnie dreszcz. Chcąc to ukryć przed Rileyem, zachichotałam i odciągnęłam głowę, odrzucając włosy do tyłu. Po czym ponownie się zbliżyłam, bacznie wpatrując się w jego twarz. Tą prawdziwą, którą widywałam wręcz za rzadko.
- Przecież dobrze słyszałeś - odpowiedziałam, a na mojej twarzy pojawiły się jakby oznaki stresu. Nigdy wcześniej jego obecność nie wywoływała we mnie takich emocji, a serce biło mi coraz głośniej. Byłam pewna, że usłyszał, jak głośno przełknęłam ślinę, nagle przypominając sobie o tej czynności i nie mogąc skupić swojej uwagi na niczym innym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1345
Dodatkowo : metamorfomagia, prefekt naczelny
  Liczba postów : 576
http://www.czarodzieje.org/t15093-riley-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t15104-poczuj-smoczy-plomien
http://www.czarodzieje.org/t15161-maverick
http://www.czarodzieje.org/t15098-riley-fairwyn




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Wto Paź 31 2017, 11:00

Czułem się naprawdę dziwnie. Trochę tak, jakby ktoś wepchnął mnie do jakiegoś dużego, mugolskiego urządzenia i nastawił w nim pełną moc, poddając mnie zabiegowi polegającemu na kręceniu się weń w kółko. Nawet nie spostrzegłem kiedy żołądek podszedł mi do gardła, a z ust wyrwał się nerwowy, krótki śmiech. Dźwięk ten rozproszył się wokół nas stanowczo zbyt szybko, jakby cisza dosłownie go pochłonęła, a jednak nie zwróciłem na to uwagi, skupiony na sztywności własnych ramion i irracjonalnym niepokoju. Naprawdę się bałem. Bardziej niż wtedy, gdy stanąłem naprzeciwko smoka. Dla niektórych może zabrzmieć to dziwnie, ale naprawdę tak było. Tamtego dnia napędzała mnie adrenalina i rozpacz. Obezwładniające poczucie, że nie mogę zrobić absolutnie nic, aby zmienić obecny stan rzeczy i naprawić to, co właśnie się stało, nawet jeżeli to miało mnie zgładzić. Wypalono moją duszę i osobowość, pozwalając jej wykształcić się na nowo. Dziś, rzeczywistość poddawała w wątpliwość to, co zbudowałem wokół siebie z takim trudem. Odbierała mi pewność, że wciąż potrafię kontrolować to co działo się ze mną. Z nami. Przecież byłem pewien, że jestem jedynym ministrem swojego życia. Cóż, smak rozczarowania był zbyt gorzki. Osładzałem go sobie w najmniej uczciwy sposób, jaki tylko przyszedł mi do głowy. To było przecież takie proste. Odszukać pociechę w jej ramionach, gotowych mnie otulić zawsze wtedy, gdybym o to poprosił… a przynajmniej miałem nadzieję, że właśnie tak by to wyglądało. Samolubnie wyciągnąłem dłonie po coś, co nigdy nie powinno być moje. Była moją przyjaciółką. Jedyną osobą, która znała mnie niemalże tak dobrze, jak ja poznałem sam siebie, a może nawet zauważyła już kilka nowych niuansów, jakie umykały mnie samemu. Czego oczekiwałem? Mmm… trudno było powiedzieć. Sam nie wiedziałem. Przyjemność płynąca z jej bliskości była dla mnie naprawdę przedziwna. Bardziej dlatego, że nie spodziewałem się jej czuć właśnie w taki sposób. Przyjaciele się tak nie przytulają. Powinienem ją objąć i zaraz wypuścić, uciec od tej intymności i na Merlina, musiałem to zrobić. Jednak nie dlatego, że tak chciałem. Spłoszyłem się, nagle przerażony własnym postępowaniem i kiedy chciałem już uciekać, Melody zareagowała. Odrzuciła włosy w tył. Zaskakująco jasne na tle moich ciemnych kosmyków. Jej chichot wydał mi się bardzo nienaturalny i spięty. Uśmiechnąłem się, ale nie było w tym geście ani odrobiny wesołości. W oczach rozbłysły mi iskierki… podniecenia, ciekawości? Sam pewnie nie wiedziałbym czego konkretnie. Rozchyliłem usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Czułem zapach jej skóry, wymieszanej z delikatną wonią jej ulubionego szamponu. Wcześniej wydawało mi się, że wiem o niej wszystko, a teraz odkrywałem coś, o czym istnieniu nie miałem wcześniej pojęcia. Stres chwycił mnie za gardło, więc zacisnąłem wargi, wiedząc że nic nie powiem, a przynajmniej nie przez kilka najbliższych sekund. Zagapiłem się, zatonąwszy w jej oczach, a potem odwróciłem lekko twarz, tym razem dość nienaumyślnie ukrywając zdrową połowę za poparzoną. Z tego wszystkiego chyba pokręciłem kierunki, a jednak nie dostrzegłem swojego błędu tak długo, aż wreszcie nie rozplotłem własnych ramion. Merlinie, co się z nami działo? Dlaczego to było takie… intensywne i inne? Dlaczego nie czułem jedynie pocieszenia, takiego jak wtedy, gdy parokrotnie obejmowałem Melody po wypadku? To uczucie teraz było przytłaczające, ale wcale nie chciałem tego przerywać. Kiedy się cofałem, spojrzałem jeszcze na jej usta. Zmieszałem się, znów sztywniejąc. Moje własne emocje zbytnio mnie spłoszyły, gdy nagle dostrzegłem w niej kogoś więcej niż jedynie przyjaciółkę. Była kobietą nie od dziś, wiedziałem to, ale czy wcześniej naprawdę rozumiałem co to oznaczało? Czy naprawdę musiałem najpierw dokładnie policzyć piegi na jej nosie, aby to zauważyć? Gdyby była po prostu kobietą, mógłbym jeszcze udawać, że to dziwne podniecenie było jedynie wynikiem zaskoczenia związanego z tym niespodziewanym odkryciem. Problem polegał na tym, że Melody Kingston, była n a p r a w d ę piękną kobietą, podczas gdy ja… mmm, aż za dobrze wiedziałem kim byłem.
- Ja… mmm, słyszałem… - bąknąłem niczym prawdziwy ćwierćinteligent, teraz już stojąc naprzeciwko niej z ramionami zwieszonymi luźno wzdłuż boków. Muzyka wokół nas wciąż tańczyła w delikatnym, jednostajnym rytmie i uświadomiwszy to sobie, cofnąłem się do gramofonu, aby go uciszyć. Poczułem irracjonalną niechęć do hałasu. - Melody - prawie przeszedł mnie dreszcz, kiedy wreszcie przywołałem jej imię na głos. Merlinie, jakie to było dziwne. - Spróbujesz z tą alohomorą? Chyba zapomniałem coś dopisać do tego eseju dla Fairwyna… - o rety, to była naprawdę idiotyczna wymówka, a jednak co innego mogłem poradzić na to, że nagle zapragnąłem uciec stąd jak najdalej, jak najszybciej. Ukryłem twarz za opadającymi włosami, na szybko starając się ponownie nałożyć na nią maskę normalności, ale nie było to takie proste. Zajęło mi to dłużej niż zwykle, ale miałem na to czas, skoro to na Kingston zrzuciłem odpowiedzialność za wydostanie nas z zamkniętej przeze mnie sali baletowej.
Fairwyn, znowu tchórzysz.
Wiem.

______________________



It takes a lot to give, to ask for help, to be yourself, to know and love what you live with.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Brighton
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 516
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14801-melody-anna-kingston#394127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14810-tanczcie-jak-wam-zagram
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14808-listy-do-m
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14809-melody-anna-kingston




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sro Lis 01 2017, 22:50

Nie wiedziałam, do czego to zmierzało. Po raz pierwszy w jego obecności czułam się nieswojo. Żadne z nas nie kontrolowało tego, co się działo. Nie wiedzieliśmy, czego chcieliśmy i nie potrafiliśmy się do tego przyznać nawet przed samym sobą. Czułam, jak serce podskakiwało mi do gardła i byłam pewna, że on to słyszy. Że słyszy wręcz moje myśli. Wszystko wokół nas było dziwnie zagłuszone. Od jakiegoś czasu każdy nasz gest zdawał się być przedłużony, a każdy uścisk nienaturalnie jak na przyjaciół pogłębiony. Razem byliśmy inni i nie potrafiłam tego przyznać przed nikim. Czułam się speszona, kiedy myślałam o trzymaniu jego dłoni. Nie dzieliłam się tym z żadną inną osobą. Nie dzieliłam się tym nawet z kawałkiem pergaminu w moim pamiętniku, co było wystarczającym potwierdzeniem tego, jak bardzo starałam się uciec od prawdy. Nie zdawałam sobie sprawy, co czuje Riley i bałam się spytać. Bałam się i byłam zbyt dumna, żeby to zrobić. Mnie się zdobywa. Ja się nie poddaję. A jednak tak bardzo pragnęłam jego bliskości... Tak trudno było mi temu zaprzeczyć. Moja skóra zdawała się zrobić tak cienka, że każdy jego nawet najdelikatniejszy dotyk łaskotał moje nerwy. W głębi duszy chciałam, żeby mnie już nie wypuszczał. Chciałam tkwić w jego objęciu jak najdłużej się dało, ale jednocześnie moje ciało spłoszyło się tą bliskością, do której nie było przyzwyczajone. Zareagowałam obronnie, powiększając lekko dystans między nami, zupełnie nie myśląc, co robię. Moja reakcja zaowocowała tym, czego wcale nie chciałam. Riley sam zorientował się, jak nienaturalnie się zachowaliśmy. Niestety.
Odsunął się. Wyglądał na poddenerwowanego, a ja sama poczułam, jak serce z hukiem wróciło na swoje miejsce. Temu uczuciu daleko było do przyjemnego. Nie mogłam go za to winić, a jednak poczułam coś w rodzaju nieopisanego zawodu, z którego jeszcze nie zdawałam sobie sprawy w tamtym momencie. Myśli mknęły mi po głowie; nie mogłam skupić się na żadnej konkretnej. Riley stojąc tak z opuszczonymi ramionami, wyglądał wręcz karykaturalnie. Uśmiechnęłam się lekko, ale był to raczej widok smutny.
- Jasne - nagle jakby oprzytomniałam i odwróciłam się do niego plecami, podchodząc do drzwi, które wcześniej zamknął. Nie wiem, czy byłam zbyt rozkojarzona, czy to wciąż te nieszczęsne zakłócenia magii, ale najłatwiejsze zaklęcie z możliwych - głupia alohomora jak na złość nie chciała mi wyjść. Zaczęłam się irytować, a do tego było mi okropnie zimno - Albo coś wymyślisz, albo utknęliśmy - rzuciłam do niego. Nie udało mi się zdobyć nawet na lekki uśmiech. Chyba opadłam z sił. Na szczęście Riley był bardziej spostrzegawczy niż ja. Albo w przeciwieństwie do mnie nie był tak pochłonięty tą dziwną atmosferą i udało mu się znaleźć drugie wyjście. Jedno z luster zasłaniało drzwi, wychodzące na drugą stronę korytarza. Szczęśliwie, udało nam się wyjść. Nie pozwoliłam mu się jednak odprowadzić do dormitorium, wmawiając że jak mnie odprowadzi to będzie siedział do rana z tą pracą. Tak naprawdę nie miałam ochoty na jego towarzystwo. Czułam się nieswojo. Musiałam to przetrawić w samotności i to jak najszybciej. Nie miałam ochoty na większą porcję niezręczności. Na szczęście nie upierał się zbyt długo. Wróciłam do dormitorium, wskoczyłam do łóżka i długo nie mogłam zasnąć, mając przed oczami twarz Rileya, tak blisko mojej.

kostki na alohomorę: 3 i 1 (mam jeden przerzut - 13pkt z zaklęć)


z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
  Liczba postów : 199
http://www.czarodzieje.org/t15803-margaret-diana-hayder
http://www.czarodzieje.org/t15806-nie-opowiem-ci-swojej-historii#426070
http://www.czarodzieje.org/t15807-wszystkie-sowy-margo-hayder#426071
http://www.czarodzieje.org/t15804-margaret-hayder#426040




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Nie Mar 11 2018, 13:05

Margo nie miała zielonego pojęcia, co ją skłoniło do tego, by nauczyć się tańczyć. A już tym bardziej, jaka siła podkusiła, by poprosić o pomoc kogoś takiego jak @Mefistofeles E. A. Nox. Chociaż... ostatnio podczas poszukiwań w bibliotece natrafiła na książkę o historii tańca, zarówno czarodziejskiej, jak i mugolskiej, co oczarowało ją na tyle, że napisanie do Ślizgona było już impulsem kierowanym chęcią poznania czegoś nowego. Poza tym chciała go czymś zająć, bo skoro zdarzało mu się być dla niej miłym, chciała się odwdzięczyć tym samym. I łatwiej byłoby jej się nauczyć tańczyć z kimś, komu nie musiałaby wszystkiego zapisywać, bo rozumiał chociaż trochę język migowy. A nawet jeśli jego słownictwo w tej kwestii byłoby dość ubogie, mogła go doszkolić lub radzić sobie w trochę inny sposób. I nie wątpiła, że nawet gdyby się z niej śmiał, wszelkie wypadki pozostaną między nimi, bo nie potrzebowała ośmieszenia wśród innych uczniów równie mocno, co sam Mefisto.
Znalezienie miejsca odpowiedniego do ćwiczeń i na tyle bezpiecznego, by nikt im nie przeszkadzał, zajęło jej trochę czasu. Pamiętała, że lata temu natrafiła na pokój z lustrami i gramofonem, ale brak pewności siebie szybko ją stamtąd odstraszył. Za nic jednak nie mogła sobie przypomnieć, w którym skrzydle się zajmował, a tym bardziej – na którym piętrze. Zaglądała więc za każde nieznane jej dotąd drzwi, odkrywając przy okazji kilka innych zaskakujących miejsc. Czy ten zamek ciągnął się jak labirynt?
Ostatecznie jednak natrafiła na cel swojej wycieczki, zadowolona z tego, że odnalazła go sama. Gdyby pomyślała wcześniej, mogła zapytać Mefa, czy nie pamięta czasem takiego pomieszczenia, ale pewnie znów zacząłby gadkę z primabaleriną. I choć tego nie chciała, w jej głowie narodził się obraz Ślizgona ubranego w różowe, tiulowe tutu. Zakryła dłonią usta, by nie wybuchnąć swoim bezgłośnym śmiechem, którego i tak nikt by nie usłyszał, ale nie miała ochoty oglądać go we wszechobecnych lustrach. Zamiast tego usiadła na podłodze tuż obok gramofonu i zaczęła się zastanawiać, jakim zaklęciem można go uruchomić. Może Nox będzie wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 616
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1080
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Nie Mar 11 2018, 13:58

Taniec nigdy nie leżał w sferze zainteresowań Mefisto. Tak zupełnie obcy dla wszystkiego, do czego wilkołaka ciągnęło, pozostawał tajemnicą przez wiele lat. Nosił w sercu dziwny sentyment, pamiętając opowieści matki o balach, na które kiedyś uczęszczała; z tego co pamiętał, Utopia pragnęła nawet zapisać go na jakieś zajęcia, widząc u syna zamiłowanie do aktywności fizycznych. Niestety ze względu na brak wystarczających środków finansowych, plany pani Nox nie zostały spełnione, a sam chłopak myślami do tańca nie wrócił. Potem odbyło się parę szkolnych imprez, które albo były sztywne, albo nudne, a przy tym zawsze pozbawione dobrego towarzystwa. Mefisto nie tańczył, bo nie umiał - wmówił sobie oczywiście szybciutko, że wcale nie chciał. Bo po co komu tak niepraktyczna zdolność? Nie trzeba było skakać przy muzyce, aby napawać się jej dźwiękami... A przecież w bardziej klubowych sytuacjach Nox radził sobie doskonale.
A jednak na propozycję Margo przystał, niemalże bez chwili namysłu. Coś rozbawiło go w jej liście oferującym wspólną naukę i zapomniał o tym, by oburzyć się i błyskawicznie odmówić. Musiał być bardzo znudzony, skoro przystał na ofertę wydurniania się z Puchonką przed wielkimi lustrami. Był jeszcze trochę zmęczony po brzytwówce, ale gorączka zabiła już wszystkie bakterie i teraz tylko pozostała walka z osłabieniem - a Mefisto nie dawał się uziemić w łóżku na zbyt długo. Spotkanie z panną Hayder miało dodatkowy plus, bowiem oferowało trochę ruchu, a w tej sytuacji (to jest, zaraz po chorobie) bieganie czy normalne treningi nie wchodziły w grę. Niezbyt pamiętał gdzie dokładnie znajduje się sala baletowa; raczej nie było niczego szokującego w stwierdzeniu, że nie był jej częstym bywalcem. Kiedyś wpadł tu po drodze na zajęcia, myląc pomieszczenia - a pamięć miał na tyle dobrą, że nie błądził po zamku zbyt długo. Wziął głęboki wdech i wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi i odnajdując czujnym spojrzeniem Margo.
- Dzień dobry - przywitał się kulturalnie, jednocześnie to samo pokazując za pomocą języka migowego. Zetknął palce obu dłoni na wysokości mostka, kciuki trzymając zadarte do góry, a następnie rozsunął je, unosząc w stronę ramion. Potem ułożył przy ustach prawą dłoń w charakterystyczny znak „dobrze”, zaraz odsuwając ją w dół. Margo była świetną motywacją do nauki języka migowego, a Mefisto - choć bardzo chciał robić z siebie szalenie obojętną na wszystko bestię - jakiś tam głód wiedzy posiadał. To było na tyle ciekawe, że nie mógł sobie darować znalezienia w bibliotece jakiejś książki o nauce języka migowego, a następnie przejrzenia jej stronic. Koniec końców i tak lepiej uczyło mu się przy praktyce.
- Myślę, że modlenie się do gramofonu niewiele da. Masz tę książkę? - Przykucnął obok sprzętu i przejrzał kilka płyt, ostatecznie podając jej dziewczynie, by dokonała decyzji. Na szczęście gramofon nie wyglądał na jakiś podejrzanie zaklęty, toteż Mefisto mógł sobie z nim bez problemu poradzić. - Czuję się zobowiązany do przypomnienia, jak bardzo durny jest ten pomysł... - Uniósł lekko kącik ust, zerkając na Puchonkę.
Och, będzie zabawnie.

______________________


Liam-senpai, notice me!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
  Liczba postów : 199
http://www.czarodzieje.org/t15803-margaret-diana-hayder
http://www.czarodzieje.org/t15806-nie-opowiem-ci-swojej-historii#426070
http://www.czarodzieje.org/t15807-wszystkie-sowy-margo-hayder#426071
http://www.czarodzieje.org/t15804-margaret-hayder#426040




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Nie Mar 11 2018, 15:24

Dopiero siedząc przy gramofonie uświadomiła sobie, że jedną z jej motywacji mogło być też to, że w dzieciństwie często przyglądała się, jak jej rodzice tańczyli. Aż dziwne, że nigdy nie poprosiła ich, aby i ją nauczyli, bo samo przyglądanie się w tej dziedzinie niewiele mogło dać. Z drugiej strony próba powstrzymania skaczącego dziecka przed rozsypaniem wież książek, które Eleanor przez lata poustawiała w salonie, była wizją o wiele gorszą niż nieumiejętność tańca u jej córki. Na „starość” znalazła jednak chęć, by w końcu uzupełnić swoje braki, nawet jeśli rodzice mieli się o tym nie dowiedzieć.
Pojawienie się chłopaka wyrwało ją z zamyślenia, przez co niemal podskoczyła w miejscu. Jego głos odbijał się od tych wszystkich luster w pustej sali i brzmiał głośniej niż powinien. Ucieszyła się jednak, że postanowił się pojawić i nie wystawić jej do wiatru. Potrzebowała jego wsparcia bardziej, niż się jej wydawało.
Zasalutowała mu całą dłonią na powitanie, co miało oznaczać: cześć i uśmiechnęła. Doskonale wiedziała, że klęczenie przed gramofonem na nic się nie zda, ale instrument był tak ładny, że musiała mu się przyjrzeć. Poza tym liczyła na to, że może miał gdzieś wyrytą instrukcję obsługi w jakimś tajemnym języku, znanym tylko prawdziwym muzykom. Mogłaby to spisać i pokazać któremuś z Lanceleyów, żeby pomogli jej rozwiązać zagadkę. Niestety instrument był po prostu zwyczajnym gramofonem, choć dużo większym od tego, który Gabriel Hayder przyniósł któregoś razu do ich mieszkania. Właściwie otaczali się tyloma przedmiotami, że Margo dziwiła się sobie, że nie wpadła jeszcze w agorafobię na pustych, ciągnących się w nieskończoność korytarzach Hogwartu.
Pokiwała głową tak intensywnie, że włosy wpadły jej na twarz. Odgarnęła je i sięgnęła do swojej torby, by wyciągnąć dosyć grubą księgę w twardej oprawie. Ilustracje, chociaż były narysowane, poruszały się, prezentując ruchy o różnym stopniu trudności i w różnej szybkości. Nie wiedziała tylko, czy chcieli zacząć od samych podstaw, czy po prostu od tego, co wydałoby się interesujące. Podała mu ją, by sam mógł przejrzeć i zdecydować. Wciąż jednak w głębi ducha bała się, że uzna ją za wariatkę i jednak zrezygnuje ze wspólnej nauki, a Margo będzie musiała szukać kolejnego partnera do tej zabawy.
Przejęła za to od niego płyty, rozpoznając kilka z domu. Nie miała jednak ochoty na włączanie ich i wybrała tę nieznaną. Nie była pewna, czy bardziej zainteresowała ją czarownica w stroju rodem z lat 20. XX wieku, czy też kuguchar siedzący na oparciu krzesła, o które się opierała. Umieściła płytę na należytym miejscu, a Mefisto uruchomił gramofon zaklęciem. W pomieszczeniu rozległa się muzyka, której tekst bardzo rozbawił Margaret. Naprawdę miała ostatnio dobry humor.
Co o tym myślisz?, zapytała go, najpierw kręcąc dwoma palcami, potem wskazując na książkę, którą chwilę temu mu dała, a następnie przystawiając palec wskazujący do skroni, co miało oznaczać właśnie myślenie. Trochę jak różdżka wyciągająca z głowy niechciane wspomnienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 616
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1080
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Wto Mar 13 2018, 02:20

Być może to właśnie świadomość bycia potrzebnym przygnała Mefisto do sali baletowej? Nikt nie lubił być zbędny, a Ślizgon tak właśnie o sobie myślał w ostatnim czasie. Brak rodziny u boku umocnił go w przekonaniu, że nikt nie zarejestrowałby u niego jakichś problemów, czy chociażby zniknięcia. Sam fakt, że przeleżał kilka dni w łóżku i kontakt przez ten czas miał tylko z jedną osobą (a to on odezwał się do Liama!), mówił sam za siebie. Przyjemnie było zatem odpisać na jakiś list i zjawić się u boku kogoś, kto chyba miał ochotę na jego towarzystwo. Co z tego, że Margo liczyła jedynie na jego odporność co do deptania po stopach? Nie tylko niedobór Noxów mu doskwierał, ale również innych, ekhm, bliskich.
Bo cholera, mógł sobie wmawiać, że wszystko po nim spływało, ale w rzeczywistości nie potrafił tak funkcjonować. Dalej z tyłu głowy rozbijały mu się jakże delikatne słowa odmowy Liama, a na nadgarstku palący ślad pozostawił mało delikatny dotyk odpychającego go Rasheeda.
Dobrze było oderwać się od własnych myśli i poświęcić więcej uwagi przeglądanym ilustracjom. Mefistofeles z lekko zmarszczonymi brwiami obserwował poruszające się po kartkach postacie, usiłując jakoś wyobrazić sobie to w praktyce; coś czuł, że łatwo nie będzie. Nie zamierzał się jednak zrażać, nie mając zamiaru zawieść panny Hayder. Zerknął na nią z odrobiną rozbawienia, kiedy w pomieszczeniu rozbrzmiała intrygująca nuta o osobliwym tekście. Przez chwilę słuchał, spoglądając na blondynkę z łagodnym półuśmiechem zastygniętym na ustach. Cholera, jak zaraz nie zaczną, to się rozmyśli.
- Co myślę? - Upewnił się, dalej niezbyt dowierzając w swoją znajomość języka migowego. Trzymał podręcznik, tak więc sam zrezygnował z prób porozumiewania się w ten sposób; postanowił wykorzystać trochę własnego głosu. - Myślę, że to dość trudne, ale hej. Uwielbiam wyzwania. Kto ma sobie z tym poradzić, jak nie my? - Położył książkę na podłodze tak, aby znajdowała się wystarczająco blisko - następnie wstał i wyciągnął rękę do Puchonki, nawet pozwalając sobie na prześmiewczy ukłon. - Mogę prosić? - Bo i tak najpierw powinni przećwiczyć sobie standardowe pozycje i podstawowe kroki, a dopiero potem starać się to dopasować do muzyki. Piosenka lecąca w danej chwili miała na celu zabicie ciszy.

______________________


Liam-senpai, notice me!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
  Liczba postów : 199
http://www.czarodzieje.org/t15803-margaret-diana-hayder
http://www.czarodzieje.org/t15806-nie-opowiem-ci-swojej-historii#426070
http://www.czarodzieje.org/t15807-wszystkie-sowy-margo-hayder#426071
http://www.czarodzieje.org/t15804-margaret-hayder#426040




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Wto Mar 13 2018, 13:19

To, że Margo napisała Mefowi jedynie o deptaniu mu stóp, nie znaczyło jeszcze, że miała na myśli jedynie wykorzystanie go w tym celu. Podejrzewała, że za wszelkie przejawy czułości, troski i matkowania zostałaby wyśmiana, choć i tak musiała wspomnieć o jego chorowaniu. W jakiś niezrozumiały również dla siebie sposób martwiła się o tego wytatuowanego Ślizgona i nic nie mogła na to poradzić. Mogła poprosić kogokolwiek, ale wybrała akurat kogoś, kogo większość jej przyjaciół się bała. Po części też po to, by udowodnić innym, że każdy potrzebował jakiejś rozrywki i okazania mu trochę sympatii.
Jakoś sobie poradzimy, pokazała mu, machając rękami niczym rodowita Włoszka, którą nie była, ale kto by się tym przejmował. Te słowa wymagały głównie poruszania palcami, więc tym bardziej przypominało to gesty twórców pizzy. Swoją drogą trochę zgłodniała, ale może lepiej nie trenować po posiłku, bo kiedy trochę poskaczą, wszystko jej się przewróci w żołądku, a skutki będą raczej marne.
Uśmiechnęła się szeroko na widok przedstawienia, jakie zrobił Mefisto i sama dygnęła jak księżniczka z bajki, którą opowiadał jej kiedyś ojciec. Fakt, że miała na sobie bladoróżową spódnicę sięgającą kolan, nawet jej to ułatwił. Podała mu dłoń, drugą zaś umieściła luźno na jego ramieniu, tak jak na obrazku w podręczniku tańca.
I co teraz?
Patrzyć na ruchome obrazki, lub nawet na prawdziwe postaci (jak jej rodzice) to jedno, ale dokonać tego samego w rzeczywistości, to trudniejsza szkoła jazdy latania. Odwróciła wzrok od swojego partnera, kierując go na podręcznik, który położył chwilę wcześniej na podłodze. Dwójka wyimaginowanych tancerzy kręciła się po całej stronie, co rusz zmieniając prędkość swojego tańca. Do przodu, w bok, łączymy. Do tyłu, w bok, łączymy. Nie wyglądało wcale tak źle, choć Margaret była taką ciapą, że mogła zrobić krzywdę nie tylko sobie, ale również Noxowi, próbując wykonać pierwszy krok. Ale i tak czy siak nie znaleźliby nauczyciela, a nie sądziła, że Mefistofeles chciałby się zbłaźnić na przykład przed profesorem Forresterem. No i zaraz rozniosłyby się plotki, że niemowę i wilkołaka kręci balet. Nie potrzebowali tego.
Spojrzała na moment w lustro. Wyglądali trochę zabawnie, zważywszy na to, że sięgała mu ledwie do ramienia, ale to nie jej wina, że została kurduplem. Genów się nie wybiera, a wolała nie bawić się z eliksirami wzrostu, bo skończyłaby niczym Alicja w Krainie Czarów po zjedzeniu ciastka. Skierowała więc wzrok na Noxa, unosząc przy tym brwi, co miało oznaczać mniej więcej: do roboty w jej wykonaniu.

I kosteczki, co by nudno i łatwo nie było:
1,4 Okazuje się, że płyta z kocimi przebojami jest uszkodzona i przez to z gramofonu wydobywa się okropny zgrzyt. Zanim rozpoczną się ćwiczenia, trzeba znaleźć inny utwór, który pomoże w opanowaniu kroków, bo inaczej skończy się to szałem albo uszkodzeniem słuchu.
2,5 Chociaż na obrazkach wygląda to dosyć łatwo, Margo i Mefi nie umówili się co do tego, jak powinni zacząć, więc oboje ruszają do przodu i przez to zderzają się ze sobą, o mały włos nie wywracając. Lustro z pewnością miało z nich niezłą polewkę, ukazując całe zdarzenie o wiele bardziej absurdalnie, niż wyglądało w rzeczywistości.
3,6 Nie ma tragedii i póki co radzą sobie całkiem dobrze. Podstawowe kroki nie są aż taką przeszkodą jak kolejne, co do których nie ma pewności, jak poprawnie je wykonać. Narysowane postaci poruszają się dość szybko i na dodatek w taki sposób, że trzeba im się przyjrzeć chwilę dłużej, by zorientować się, w którą stronę powinni wykonywać kroki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 616
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1080
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Nie Mar 18 2018, 12:14

Kostka - 4, piosenka Goo Goo Dolls Iris


Mefisto chyba miał świadomość tego, że Margo się o niego troszczyła. Był dobrym obserwatorem i rzadko kiedy pomijał sygnały wysyłane przez innych ludzi; intencje również odczytywał na niezłym poziomie. Nie chciał zapewnień i stwierdzania oczywistości, tak więc cieszył się, że Puchonka dbała o dyskrecję i nie migała do niego odnośnie choroby, swoich zmartwień i innych drobiazgów, tak kojarzonych z matkowaniem. Pokiwał głową ze stonowaną dozą entuzjazmu, nie chcąc gasić jej zapału. Sam był dość niepewny, ale co zrobić...
Oczywiście zanim zabrali się za jakiekolwiek próby, płyta postanowiła odmówić współpracy. Mefisto przewrócił oczami z niedowierzaniem, bo w końcu dopiero co wybrali odpowiedni utwór... Odsunął się od panny Hayder, żeby znaleźć inne utwory, względnie pasujące do nauki.
- Ooo - mruknął, rozpoznając jedną płytę i wkładając ją na miejsce poprzedniej. Chwilę czekał, pozwalając aby pierwsze nuty znajomego utworu rozbrzmiały w pomieszczeniu. Wrócił do Margo w chwili, w której miał pewność, że tym razem nic się już nie schrzani. - To nie wygląda na trudne - rzucił pokrzepiająco, pozerkując na tańczące rysunki. Krok w pełni podstawowy, znany był nawet tym, którzy wielkiej wagi do tańca nie przykładali. Zgodnie z książką, to on miał iść do przodu, więc... pierwszy ruch, zaraz drugi - szukał jakiejś naturalności w zataczanych przez nim kwadracie. W pewnym momencie przyłapał się na tym, że zapomniał o liczeniu, a zamiast tego jego wargi układały się subtelnie pod słowa zawarte w tekście piosenki.
- And I don’t want the world to see me, 'cause I don’t think that they'd understand... - Zanucił cicho, puszczając swojej partnerce oczko i zaraz milknąc. Zajrzał do książki raz jeszcze, trochę gubiąc tę uprzednio usilnie trzymaną ramę; było tam coś podobnego, ale odrobinę trudniejszego - spróbował pokierować Margo, delikatnie przesuwajac ją ze sobą w bok.

Kosteczki dla Margoś Cool
1, 2 - Iiii... kompletnie się gubisz. Nogi ci się poplątały, a może nie zorientowałaś się, że Mefisto chce spróbować czegoś trudniejszego. Tak czy inaczej, depczesz go i zupełnie tracisz równowagę!
3, 4 - No proszę, jednak zwinna z ciebie osóbka! Elegancko podchwytujesz działania swojego partnera i wirujecie jak profesjonaliści. Oczywiście do momentu, gdy w końcu gubicie krok i musicie przystanąć, aby znowu znaleźć rytm.
5, 6 - Nie jest to ani pełne gracji, ani naturalne. Chyba trzeba wrócić do podstawowego kroku i jeszcze go trochę poćwiczć, bo nie wygląda to za szczególnie. Może się jeszcze wstydzicie? Przynajmniej nikt nikogo nie depcze...

______________________


Liam-senpai, notice me!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
  Liczba postów : 199
http://www.czarodzieje.org/t15803-margaret-diana-hayder
http://www.czarodzieje.org/t15806-nie-opowiem-ci-swojej-historii#426070
http://www.czarodzieje.org/t15807-wszystkie-sowy-margo-hayder#426071
http://www.czarodzieje.org/t15804-margaret-hayder#426040




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sro Mar 21 2018, 16:50

Kosteczka taka, że ląduję na czterech łapach tyłku. Przepraszam, że krótkie.

Margo nie miała pojęcia, że Mefisto potrafił śpiewać, a tym bardziej, że szło mu to tak dobrze. Zakodowała sobie w pamięci, by potem poinformować go o tym, że powinien robić to częściej. Miał naprawdę przyjemny głos, a ta wiadomość mogła go podbudować, skoro wydawał się nie wierzyć we własne możliwości. A Hayder zdecydowanie miała bzika na punkcie głosów innych ludzi i ta sympatia była kierowana oczywiście brakiem własnego. Byłoby jej o wiele łatwiej, gdyby mogła od razu powiedzieć mu, co myśli. Uśmiechnęła się do niego radośnie na znak, że jej się podobało, ale i tak od środka zżerała ją frustracja, przez którą nie potrafiła się skupić na krokach.
Początkowe załapała jednak od razu, dając się prowadzić Noxowi, tak jak kobieta na ilustracjach swojemu partnerowi. Starali się jakoś utrzymać rytm tańca. Do przodu, do tyłu i na boki. Naprawdę zaczynało jej się podobać, choć chyba nie powinna chwalić dnia przed zachodem słońca. Zdarzało jej się co chwila patrzeć pod nogi lub na lustro, które wciąż sprawiało psikusa. Ich walc nie wyglądał jeszcze tak zgrabnie, jak powinien, albo to zwierciadło próbowało ich jakoś zmotywować do nauki, ukazując dwie koślawe postaci bez umiejętności. I tak Puchonce wydawało się, że to Ślizgon – pomimo początkowych oporów – radził sobie o wiele lepiej od niej. Widać zbyt mocno chciała być wyśmienita od pierwszych zajęć, ale ją to przerosło.
Gdy Mefisto postanowił przejść bez uprzedzenia do następnego etapu podręcznikowej lekcji, nie do końca wiedziała, jakie kroki powinna wykonywać. W miarę możliwości zaglądała do podręcznika, ale kiedy się poruszali, kolejność jej się całkowicie pomieszała. Nadepnęła chłopakowi na nogę i próbując naprawić sytuację, zaplątała się we własne, lecąc w stronę podłogi z przerażeniem wymalowanym na twarzy.

I kosteczki dla Mefisia:
1,2 Fakt, że Margo się zaplątała i wywróciła był dla Ciebie takim zaskoczeniem, że nawet się nie spostrzegłeś, że instynktownie złapała się Twojego ubrania, ciągnąc Cię ze sobą w dół. A że podłoga jest śliska, nie jesteś w stanie złapać równowagi. To będzie dość bolesny upadek. Pytanie tylko, dla kogo.
3,4 Nie wiesz, co Cię do tego natchnęło, ale gdy Margo zaczęła Cię ciągnąć w stronę podłogi, instynktownie ją puściłeś, pozwalając na upadek. Sam wciąż stoisz jednak na nogach, a lustro wydaje się śmiać, ukazując powtórkę całego wydarzenia.
5,6 Kiedy Margo się potyka, łapiesz ją, nim ta zderza się z podłogą. Jesteś prawdziwym bohaterem, ratującym niewiasty z opresji. Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 616
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1080
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sob Mar 24 2018, 00:27

Wcale żadnych pochwał nie oczekiwał, toteż w pełni zadowolił się uśmiechem Margo - odpowiedział nawet tym samym, zaskakująco szczerze. Fascynował go jego brak głosu, choć Mefisto na szczęście posiadał tyle taktu, aby danego faktu zbyt mocno nie opiewać. Pozerkiwał z odrobiną podziwu na Puchonkę, której wcale nie było w życiu łatwo, a która wciąż potrafiła go zaskoczyć swoim dobrym serduszkiem.
W tańcu prowadził ją pewnie, nie wyczuwając frustracji rozsadzającej partnerki. Bardziej liczyły się dla niego kroki, których nie chciał pomylić; szło im piekielnie dobrze, tak prawdę mówiąc. Drobny brak gracji nie ujmował faktom, jakoby pomyłki się ich zbyt mocno nie trzymały. Czuł się nawet nieźle podczas tego subtelnego wirowania po posadzce sali baletowej - wcześniej był pewien, że całe spotkanie będzie przypominało jedną wielką męczarnie, a on wróci do siebie zły i zażenowany. Chyba powinien pokładać większą wiarę w Margo...
To była jego wina, że wybili się z rytmu. Od razu wyczuł, że teraz wszystko się popsuje, a jednak nie potrafił zareagować odpowiednio. Przy okazji stracił trochę czasu na żałosne udawanie, że wszystko w porządku i zaraz odnajdą zagubiony krok... Przydepnięcie nijak go nie ruszyło. Gorzej, że pociągnięty i zaplątany w stabilny uścisk z panną Hayder, sam również padł ofiarą jej zachwiania. Wystarczyło jedno szarpnięcie, aby ostatecznie stracił równowagę i runął na posadzkę wraz z nią, boleśnie obijając sobie kolano. Sapnął z zaskoczeniem, dziękując Merlinowi za to, że nie wylądował na Margo, a bardziej obok niej, jedynie ramię przerzucając przez talię blondynki. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby wcisnął drobniutką dziewczynę w podłogę...
- Żyjesz? - Zainteresował się, z trudem powstrzymując śmiech. Podparł się łokciami, zostawiając Margo w spokoju i rozkładając wygodniej. Skoro już leżeli... - Nie sądziłem, że serio tak szybko wylądujemy na podłodze. A to takie podstawowe ruchy... Wybacz?

1...

______________________


Liam-senpai, notice me!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
  Liczba postów : 199
http://www.czarodzieje.org/t15803-margaret-diana-hayder
http://www.czarodzieje.org/t15806-nie-opowiem-ci-swojej-historii#426070
http://www.czarodzieje.org/t15807-wszystkie-sowy-margo-hayder#426071
http://www.czarodzieje.org/t15804-margaret-hayder#426040




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Nie Mar 25 2018, 01:36

Wiedziała, że prędzej czy później wyląduje na podłodze, ale w swoich myślach nie przewidywała, że pociągnie za sobą Mefisto. Ba, że w ogóle miałaby tyle siły, żeby zdołać wyłożyć się z nim na ziemi, jakkolwiek by to nie brzmiało. Najwyraźniej ta sala niespecjalnie ich lubiła, skoro zepsuł się gramofon, lustra płatały psikusy, a posadzka była zbyt śliska, by swobodnie na niej tańczyć.
Wylądowała boleśnie na plecach, ciesząc się jednak, że Mefisto nie uderzył w nią, tylko obok. Podparła się na łokciach i spojrzała na niego, również ledwie powstrzymując śmiech. Pewnie nabiła sobie mocnego guza z tyłu głowy, ale i tak niezwykle ją ta sytuacja bawiła. Sala baletowa była szkołą przetrwania bardziej niż Zakazany Las.
Kiwnęła głową na znak, że nic jej się nie stało, po czym przekręciła się na brzuch, by sięgnąć po swój notatnik. Zostawiła go obok podręcznika, a ten znajdował się niezbyt daleko, skoro wciąż do niego zaglądali. Przekartkowała zeszyt, by znaleźć pustą stronę i zapisała na niej wiadomość dla Mefisto. Po co komplikować mu życie migowym i próbą odgadnięcia znaczenia nieznanych słów? Równie dobrze mogłaby się z nim komunikować po chińsku i na to samo by wyszło.

Może to znak, że powinniśmy odpocząć? Poza tym to moja wina. Nie sądziłam, że nawet podstawy mnie pogrążą.

Przesunęła zeszyt na podłodze w stronę Mefisto, by pokazać mu swoje słowa. Jak mogła się na niego gniewać z powodu wywrotki? Przecież to ona zainicjowała upadek przez swoją ciamajdowatość. I tak doceniała to, że wciąż z nią tu był, zdecydował się ćwiczyć i nie nawiał, kiedy zaczęła go deptać po nogach.
Przy okazji, ładnie śpiewasz, dodała, przypomniawszy sobie, że przecież miała go pochwalić. Było to jednak nieco utrudnione przez opieranie się na łokciach w sposób podobny do Ślizgona. Jakież by to było proste, gdyby mogła teraz nawijać o tym, jak sama chciałaby śpiewać, a nie potrafiła. A może jednak, gdyby odzyskała ten przeklęty głos, miałaby talent jak niegdyś jej mama? Słyszała nagrania, które stworzył jej ojciec i bardzo jej się to podobało. Odziedziczyłaby brzmienie po Eleanor?
Ponownie przekręciła się na plecy i ignorując ból po upadku, wcisnęła ręce pod głowę. Musiała przyznać, że sufit nad nimi był całkiem ładnie ozdobiony. Jak w jakimś starym teatrze czy galerii sztuki. Różnorodność Hogwartu wciąż ją zaskakiwała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 616
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1080
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Czw Mar 29 2018, 23:39

I właśnie dlatego przydawały się zamknięte drzwi i dyskrecja! Mefistofeles niezbyt miał ochotę na tłumaczenie się ludziom nie tylko z tajemniczych lekcji tańca, jak i wycierania podłogi własnym jestestwem. Choć normalnie Margo go fascynowała i napawała współczuciem, tak teraz wyjątkowo cieszył się z jej szczególnej przypadłości - zachowywał to dla siebie, niezbyt pewien, czy to już nietaktowne, czy jeszcze nie. Fakt faktem po prostu nie chciał, aby do kogoś dotarły niezbyt przemyślane słowa. Ale ona również nie wydawała się kipieć entuzjazmem na myśl o tym, że ktoś miałby dowiedzieć się o ich niezdarnych próbach wirowania na parkiecie... A to Nox miał więcej możliwości na zdradzenie takich informacji.
Zaczekał grzecznie, aż dziewczyna zapisze to, co chciała mu przekazać. Sam w tym czasie podniósł się do pozycji siedzącej, przeczesał palcami włosy i zerknął na książkę. Nie miał pojęcia jakim cudem na jej stronicach ruchy wyglądały na takie proste...
- Spokojnie, przecież dopiero zaczynamy - machnął lekceważąco ręką. Samo to, że nie poderwał się już do dalszych starań świadczyło o tym, że popierał pomysł ze zrobieniem drobnej przerwy. Przewertował kartki książki, patrząc z zaciekawieniem na skomplikowane kombinacje i inne tańce, których nazw nawet nie kojarzył. - Ładnie śpiewam? - Upewnił się, co zabrzmiało dość głupio - jak gdyby domagał się powtórzenia komplementu. Przekrzywił lekko głowę, wbijając zamyślone spojrzenie w przestrzeń. - Jakoś ostatnio przestałem, wiesz? Kiedyś śpiewałem więcej. To akurat dość zabawne, bo teraz mam własne mieszkanie i w końcu nikomu by to nie przeszkadzało... - Zerknął na blondynkę, rozłożoną na podłodze i wpatrzoną w sufit. - O czym myślisz? - Miał w sobie na tyle dużo cierpliwości, aby dać Hayder czas na zapisanie odpowiedzi, albo wyrażenie jej w języku migowym. To nie mogło być takie trudne, prawda? Chciał ją zrozumieć, więc musiał się uczyć...

______________________


Liam-senpai, notice me!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 103
  Liczba postów : 199
http://www.czarodzieje.org/t15803-margaret-diana-hayder
http://www.czarodzieje.org/t15806-nie-opowiem-ci-swojej-historii#426070
http://www.czarodzieje.org/t15807-wszystkie-sowy-margo-hayder#426071
http://www.czarodzieje.org/t15804-margaret-hayder#426040




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Wto Kwi 03 2018, 22:04

Przyjęła z ulgą wieść, że Mefisto wcale się nie gniewał z powodu ich wspólnego upadku. Nie mogła pojąć, dlaczego miała dwie lewe nogi akurat w momencie, kiedy naprawdę zależało jej na tej nauce. Ale póki ogarniali podstawy, mogła jeszcze dopuszczać błędy i porażki. Później pewnie gryzłaby się bardziej.
Pokiwała głową na potwierdzenie swojego poprzedniego stwierdzenia. Nox miał naprawdę przyjemny głos, jak na takiego mięśniaka całkiem delikatny i miły dla ucha.
Powinieneś śpiewać częściej, pokazała mu w języku migowym, bo te trzy słowa także należały do łatwiejszych i już mu znanych. Chciała nawet zaproponować, żeby uraczył ją jeszcze jakąś piosenką, ale odpuściła w momencie, gdy już podnosiła dłoń do gestu. Było jej trochę głupio i może też po części dlatego zatuszowała „urwanie słowa”, przekręcając się w stronę sufitu.
Wpatrywała się przez dłuższą chwilę w zdobienia, a myśli krążyły jej gdzieś daleko. Przelatywały od jednej sprawy do kolejnej, aż w końcu sama zaczęła się w tym wszystkim gubić. Pytanie Mefa było wręcz wybawieniem od zgubienia się w samej sobie.
Podniosła się do pozycji siedzącej, by łatwiej jej było machać rękami podczas migowego. Mogłaby to zapisać, ale wolała poszerzyć słownictwo Noxa w tym zakresie. Jeszcze trochę i będzie mógł z nią rozmawiać na poziomie podobnym do Bridget, choć Hudsonówna miała za sobą lata praktyki.
Zwróciłeś kiedyś uwagę na sufity?, spytała, ukazując sufit dwoma dłońmi jako dach nad głową, po czym wskazała w górę, by wiedział, o co dokładnie jej chodziło. Każde pomieszczenie ma inny, ale te o podobnej tematyce podobne. Na przykład w muzycznej jest niemalże identyczny.
Co ją podkusiło, żeby „paplać” o sufitach? Tak jakby Ślizgona miało to zainteresować. Chyba tylko ona przyglądała się temu, co działo się nad jej głową, a że w klasie z instrumentami bywała dosyć często, zwróciła uwagę też na to, jak wygląda jej zadaszenie.
Wybacz, to pewnie dla ciebie nudne, ale architektura tego zamku jest magiczna, dodała jeszcze. Jak tam wasze dormitorium?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 616
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1080
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Wto Kwi 17 2018, 18:15

Zawsze było miło posłuchać komplementów. Mefisto z uśmiechem obserwował Margo, która zachęciła go do dalszego zainteresowania względem swoich zdolności wokalnych - i chyba nawet można było stwierdzić, że go zainspirowała, bo zanotował w pamięci, aby istotnie zająć się bardziej tematem. Nigdy nie planował ze śpiewem niczego robić, ale skoro desperacja pchnęła go do nucenia podczas lekcji tańca... Może powinien sobie powyć trochę w mieszkanku? Ot, jedno zaklęcie wyciszające na ściany i po sprawie!
Drgnął z zaskoczeniem, trochę zamyślony - w pierwszej chwili zrozumiał "Uwaga na sufity" i myślał, że Puchonka chce go o czymś ostrzec. Dopiero po kilku długich sekundach pełnych braku zrozumienia zorientował się, że to tylko zagajenie nowego tematu rozmowy. Obserwował ją uważnie, próbując zrozumieć jak najwięcej, chociaż trzeba było przyznać, że nie było to zbyt proste.
- Jakoś nie zwróciłem nigdy większej uwagi na sufity - przyznał ostrożnie, niezbyt pewien, czy w ogóle odnosi się do słów Hayder. Tracił przy niej tę swoją charakterystyczną pewność siebie, o wiele dokładniej dobierając wypowiedzi. - Nie, to w sumie dość ciekawe. Nasze dormitorium... Cóż, ja tęsknię za starym, ale dalej je remontują. To nowe jest jakieś takie obce, niby rozrywkowe, ale... Nie moje klimaty. Na szczęście mam mieszkanie - wzruszył ramionami. Niby nie lubił Slytherinu, ale do Pokoju Wspólnego trochę się przywiązał, cholerka. Głupie sentymenty.
- Spróbujemy jeszcze raz? - Zaproponował, nastawiając gramofon i podnosząc się do pozycji stojącej. Podał Margo rękę, oferując jej z tym pomoc; nie sądził, aby dane im było jeszcze długo tutaj wirować, ale fajnie było powtórzyć kroki raz jeszcze. Pomimo drobnych wpadek, liczył na kolejne spotkanie.
No proszę, jednak zostanie primabaleriną!

Sorki, że tak długo ;-; Nie wiem, czy chcesz dawać zt?

______________________


Liam-senpai, notice me!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Sala baletowa   

Powrót do góry Go down
 

Sala baletowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

 Similar topics

-
» Sala tortur.
» Sala balowa
» Sala balowa.
» Sala #69
» Sala grawitacyjna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
trzecie pietro
 :: 
sala lustrzana
-