Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sala baletowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Azkaban/Windsor
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 530
Dodatkowo : pół-wila
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7604-elsa-yvette-de-rousvelt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7607-zwierciadelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7609-elsowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7651-elsa-de-rousvelt




Gracz






PisanieTemat: Sala baletowa   Pon Kwi 21 2014, 14:06

Sala baletowa jest przyległa do sali lustrzanej, jednak jest mniejsza i odpowiednia dla osób, które tańczą - nie znajdziesz tu zwierciadeł zmniejszających, powiększających, pogrubiających czy zwężających. Są tu najzwyklejsze w świecie lustra - wszędzie, nawet na drzwiach. Jedyny mankament tego miejsca to wszechwiedza luster - czasami zdarza im się pokazać ruch tancerza inaczej, raz lepiej, raz gorzej. To ich własna, subiektywna ocena, którą jedni się przejmują, a inni nie. W kącie, bardzo niepozornie, ustawiono stary gramofon, który mimo wielu lat użytkowania zawsze sprawuje się świetnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Azkaban/Windsor
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 530
Dodatkowo : pół-wila
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7604-elsa-yvette-de-rousvelt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7607-zwierciadelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7609-elsowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7651-elsa-de-rousvelt




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Pon Kwi 21 2014, 14:13

Ślizgonka, pod wpływem własnego pomysłu, stała się podejrzanie pozytywna. Z pokoju snów wyszła trochę zbyt energicznie, łapiąc się na tym, że ciągnie za sobą Reyesa. Zwolniła i przeprosiła, nieco zakłopotana, ale nie puściła jego dłoni. Było jej zbyt przyjemnie, żeby mogła sobie na to pozwolić.
Dotarli do lochów, do pokoju wspólnego Slytherinu, gdzie Elsa nakazała chłopakowi czekać cierpliwie. Zostawiła szkatułkę w swoim kufrze, żeby kogoś przypadkiem nie swędziały łapy, i przebrała się nieco. Chwyciła jeszcze płytę winylową, którą pomniejszyła zaklęciem, aby mogła zmieścić się do kieszeni, i wróciła do pokoju wspólnego. Dobrze, że miała trochę rzeczy w Hogwarcie.
- Masz dać się ślepo zaprowadzić w ciekawe miejsce, żebym mogła cię wykorzystać, zastraszyć i porzucić. Nie obchodzą mnie żadne zgody i niezgody - oznajmiła, gdy kierowali się w stronę wyjścia.
Pobiegali sobie trochę po piętrach, ale raczej nie mógł mieć jej tego za złe, skoro był sportowcem. Tym razem dotarli na trzecie piętro, a Elsa, zupełnie celowo, z nadzieją, że nie jest aktualnie zajęta, otworzyła drzwi sali baletowej. W tym momencie mógł już przejrzeć jej świetny plan, wymyślony na poczekaniu. Skoro wolałby patrzeć, jak tańczy - proszę bardzo. Zamierzała mu to podać na srebrnej tacy (tacę mógł później sprzedać). Rousvelt, pomijając niepotrzebne tłumaczenia i czekanie, podeszła do gramofonu, aby umieścić w nim płytę. Mary Leah. Było jej wszystko jedno, czy Jack zna kobietę, czy nie, czy jej słucha (mało prawdopodobne), czy nie cierpi. Liczyło się coś innego.
Elsa spojrzała w lustro i szybko związała włosy w luźny warkocz, aby nie plątały się niepotrzebnie. Zdjęła sweter i spodnie, pod którymi miała swój prowizoryczny strój do tańca - wystarczający, aby nie martwić się ewentualnymi rozdarciami.
- Mów co chcesz, dziś nie ma niebezpieczeństwa - rzekła, kończąc pleść warkocz. Przerzuciła wzrok na chłopaka, obserwując go chwilę. - Chcesz tańca, masz taniec. Ale nie będę tańczyć sama. Będziesz wiedział, co robić, nie? - zapytała, unosząc lekko brwi, w lekko prowokacyjny sposób. Nie mógł powiedzieć, że nie. Męska duma, a zresztą bardzo by ją rozczarował swoją odmową, więc nie dała mu większych szans na jakąkolwiek odpowiedź i sama zarządziła, że ma się podporządkować. Podeszła lekko do gramofonu i włączyła muzykę. Dźwięki This World rozniosły się po pomieszczeniu, od razy pobudzając wrażliwe zmysły blondynki, która bardzo sprawnie znalazła się bardzo blisko Ślizgona, tuż za jego plecami. Pewnie widział ją wszędzie, bo luster było tu mnóstwo. Jak szaleć, to szaleć, skoro byli skazani na miliony swoich odbić, niechże będą najprzyjemniejsze. Poruszając się na swój zmysłowy, choć jeszcze nie prowokujący sposób, ściągnęła mu niepotrzebną koszulkę, którą szybko odrzuciła na bok i oddaliła się nieco, dopasowując zgrabne ruchy do muzyki. Zrobiła mu bardzo krótki pokaz swoich umiejętności, aby po chwili wrócić w zgrabnym piruecie i przylgnąć do jego torsu z cieniem uśmiechu. Jej gra polegała głównie na ciągłym przerywaniu bliskości, aby w dalszych momentach wracać i drażnić na nowo. Sprawiało jej to niebywałą przyjemność, ale starała się dać mu kilka chwil na przejęcie steru. Nie mogła dyktować wszystkiego, bo taniec nie był jej własnym dziełem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Czw Kwi 24 2014, 07:53

Jack, biedny Jack. Zupełnie nieświadomy niczego, brnął w to wszystko, myśląc, że tak jest dobrze. Że tak powinno być. Że może znów będzie jak wcześniej? Elsa mu zaufa, on się nie zdradzi, będą razem spędzać czas i będzie wspaniale. Taki tam z niego marzyciel, żeby nie powiedzieć naiwniak. Oczywiście nigdy nikomu by się do tego na głos nie przyznał. To były jego prywatne myśli gdzieś tam w środku. Nie zdążył jednak rozwinąć żadnej kwestii, bowiem de Rousvelt zaraz się poderwała i ciągnęła go w nieznane. Nie oponował, nie przytakiwał. Wiedział, że to nie ma sensu, a ona zrobi z nim co tylko będzie chciała. Przyzwyczaił się. Choć wciąż uparcie twierdził, że to on zawsze kontroluje wszelakie sytuacje. Dobry żart? Zapewne. Dajmy mu jednak się jeszcze chwilę połudzić. To było całkiem przyjemne łudzenie się, kiedy blondynka chwyciła go za rękę. Dawno tak nie szli nigdzie. Tęsknił za tym. W ogóle za całą Elsą. Żałował zawsze, że te wszystkie sprawy się tak potoczyły, a teraz nie potrafił tego odkręcić. Mógł, ale nie umiał, a przynajmniej tak sądził. W każdym razie poddawał się jej woli, spokojnie dreptając z jednego miejsca na drugie. I nawet bez marudzenia czekał na nią w pokoju wspólnym, opierając się tyłkiem o kanapę. Dopiero teraz zaczął się zastanawiać co takiego planuje i czy aby na pewno wyjdzie z tego cało.
Dalej milczał, kiedy ona do niego mówiła i kiedy wychodzili z lochów. Tak samo nie odezwał się na bieganie po schodach, bo rzeczywiście, nie bardzo się zmęczył. Codziennie wykonywał ambitniejsze ćwiczenia, pokonywał dłuższe dystanse, więc nie przejmował się tym. Raczej drażniła go niewiedza i uzmysławianie sobie, iż coraz mniej kontroluje sytuację. Tak, łudził się wcześniej, iż ma na nią jakikolwiek wpływ. Tymczasem był zwykłą marionetką niezwykłej wili i trochę go to wenwnętrznie irytowało. Mimo to milczał jak zaklęty, spokojnie obserwując wybór miejsca. Nie mógł nie uśmiechnąć się lekko pod nosem, kiedy ogarnął, że wzięła na poważnie jego wzmiankę o tańcu dla niego. Dziwiła go ta nagła uległość ślizgonki, ale może tak to właśnie działało? Chciała dać mu chwilowe poczucie kontroli nad nią, nad dziejącym się biegiem wydarzeń? Zapewne tak. Nie roztrząsał tego jednak, za bardzo skupiony na ruchach de Rousvelt, na tym, jak go bezczelnie prowokowała.
Zaraz, on miał z nią tańczyć?
Spojrzał na nią z przerażeniem, jak gdyby kazała mu połamać swoje nogi tak, aby nigdy nie mógł chodzić, nie mówiąc już o trenowaniu. Wziął głęboki oddech, obserwując to wszystko, zatracając się powoli w tych ruchach, w tym rytmie, który wyznaczyła. Kompletnie nie wiedział, jak się tańczy i co powinien w takiej sytuacji zrobić ze swoim ciałem. Wolny taniec jest wybawieniem, bo człowiek się tylko buja na boki i leniwie okręca dookoła, lecz to? Nie wiedział, jak ma się zachować, więc stał taki trochę nieogarnięty, aż w końcu przy którymś z kolei podejściu dziewczyny chwycił ją za biodra, unosząc do góry i okręcając się dookoła własnej osi. Czuł się jak kretyn. Jak pozbawiony mocy działań kretyn. Dlatego szybko postawił ją z powrotem na ziemi, uznając, że koniec tej zabawy. Przyciągnął ją mocno do siebie, by robiła to, co on. Czyli niby tańczyła, a bardziej kręciła się ponownie, w zwolnionym tempie. To było dziwne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Azkaban/Windsor
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 530
Dodatkowo : pół-wila
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7604-elsa-yvette-de-rousvelt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7607-zwierciadelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7609-elsowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7651-elsa-de-rousvelt




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sro Kwi 30 2014, 13:18

Prawdę powiedziawszy nawet Elsa nie myślała, że wszystko będzie jak dawniej, jak na początku albo trochę dalej. Sama błądziła w swoich oczekiwaniach i wyobrażeniach, ostatecznie nie chcąc poddawać im się na tyle, aby zawładnęły umysłem i doprowadzały do rzeczy, których mogłaby żałować. Nienawidziła żałować, zarówno przez sam fakt porażki, jak i utratę kontroli. Kontrola przede wszystkim. Rousvelt nie musiała myśleć, jak tęskniła, jak bardzo chciała spróbować tego ponownie, dalej, bliżej, mocniej. Chciała wejść w to bagno, żeby przekonać się, czy warto, ale równocześnie bała się kolejnego upokorzenia, które mogłoby ją spotkać. W całym tym mętliku nie wiedziała już, czy ryzykuje, czy próbuje, czy właściwie dąży do zemsty. Wszystko miało rozstrzygnąć się samo, pod wpływem chwili. Wciąż miała w głowie słowa matki, zawarte w liście. Wiedz, że szaleństwo może być dobre. Ufaj instynktom. Szukaj duszy w spojrzeniach.
Tu trafiała na zasadniczy problem, bo wszelkie spojrzenia, z którymi miała do czynienia, były zamglone i mętne, poddane jej urokom i dziwnie posłuszne. Podporządkowane, stworzone specjalnie dla niej. Zauroczone. A ona, jak na złość, nie chciała ich i irytowała się w konfrontacji swoich tęczówek z mdłym wzrokiem mężczyzn. Nie tak powinien patrzeć facet. Jeszcze inaczej? W jej pokoju, w dziesiątkach szklanych fiolek ze srebrzystymi wspomnieniami siedział jej ojciec, od którego nauczyła się wiele. Między innymi tego, że obydwie płcie mają swoje miejsce na świecie i powinny zachowywać się w odpowiedni sposób, ale nie poddawać się drugiej bezinteresownie. Tylko jedna osoba, tylko Jack Reyes przełamał brak wyrazu, był w stanie przebić się przez jej geny i dotrzeć tam, gdzie inni nie mieli wstępu. To właśnie świadczyło o duszy w jego spojrzeniu. Kiedy ją zostawił, miała do siebie ogromne pretensje, spowodowanie nie tylko naiwnością, jaką się wykazała, ale również przeczuciem, że w poszukiwaniach i poznawaniu zagubiła gdzieś siebie. Sądziła, że mimo wszystko jest za słaba, być może mętna i bez wyrazu. Ostatecznie nie znała powodu, dla którego wyszedł bez słowa, więc mogła winić za to siebie.
Jednak teraz, stawiając miękkie kroki i robiąc to, co kochała i co dawało jej szczęście, satysfakcję, spokój, nie mogła doszukać się tej duszy. Widziała kolejne mętne spojrzenie, wyczerpujące pokłady cierpliwości. Gdzie była stanowczość? Na Merlina, nie ona była facetem w tym towarzystwie i dało się to dostrzec na pierwszy rzut oka. Zaczynała sądzić, że faceci nadają się tylko do seksu i to w nim czują jakiekolwiek powołanie (śmiesznie, jako że sama była dziewicą!). Tym bardziej przylgnęła do niego, starając się pokierować nieco ich dziwnym tańcem. Potrzebowała uwagi, pożądania i wszystkich emocji, które wcześniej przerwał swoją decyzją. I nie pragnęła omamić go swoimi wdziękami, żeby był jej posłuszny i latał za nią jak mały, wytresowany piesek, który poszczekuje piskliwie. Właściwie oczekiwała, że będzie inny niż wszyscy, że jednak pamiętał gdzieś o tym, że jest kobietą, a nie zbiorem idealnych genów, na który można popatrzeć. Dodatkowo chciała żeby wiedział, że nie ważne jak delikatnie wyglądała, subtelność nie była u niej najbardziej charakterystyczną cechą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Pią Maj 02 2014, 01:05

Nie potrafił. Był nią urzeczony, bo tak dawno się nie widzieli. Tamto spotkanie w pubie... to było przelotne, ulotne niczym najbardziej eteryczna chwila. Nie zdążył się na nowo przyzwyczaić, poznać ją tak, jak znał ją wtedy. Nie wiedział ile się w jej życiu zmieniło. Nie wiedział już nic. Nie był częścią jej egzystencji, był tylko wspomnieniem, może dobrym, może złym, ale minionym. Odzwyczaili się od siebie. I choć o sobie myśleli, szukali się w labiryncie przeżytych wspólnie momentów, to byli odrębnymi bytami, gdzie każdy poszedł w swoją stronę, na rozwidleniu dróg. Nie potrafił być taki władczy i nieokiełznany jak wtedy. Te czasy minęły, on ewoluował, ona ewoluowała. Nic nie stało w miejscu, bo wtedy trzeba byłoby się cofać, a na to nie ma czasu, nie powinno być też przyzwolenia. To tylko zbędna gadka-szmatka, o historii, czyli czasach zamierzchłych, niewarta dłuższej kontemplacji, bo przecież byli ludźmi z krwi i kości, nie zadrukowanym pergaminem, który mógłby wszystko wchłonąć. Czuli, czy tego chcieli czy nie. Dlatego to w niczym by nie pomogło.
Jedyne, co mógł teraz zrobić, to uczyć się jej na nowo. Nie potrafił się jednak skupić, przez ten urok, który roztaczała. Nieważne, czy świadomie czy nie, czy tego chciała, czy wręcz przeciwnie. Tak było. To było jej dziedzictwo, jej geny, jej przeznaczenie. Mogła się temu poddać bądź nie, choć w drugim przypadku musiałoby się to źle skończyć. A on? On kluczył pomiędzy jej krokami, gestami i spojrzeniami, czując się trochę jak bezwładna marionetka. Co prawda zdobył się na to, by na chwilę odzyskać kontrolę, mocniej Elsę do siebie przyciskając i robić jakieś dziwne okrążenia, nie mniej to było za mało, aby czuć się panem sytuacji. Nie wiedział, czy planuje go otumanić, czy chce go sprawdzić, czy po prostu była, czerpiąc ze swej egzystencji co najlepsze. Zatracał się w tym, bo lubił szaleństwo, lubił emocje, lubił rzeczy, które mu ofiarowywała. Choć oficjalnie temu zaprzeczał, bo przecież miał potem więcej problemów niż pożytku. Ale... najgorsze w życiu, co może spotkać człowieka, to nuda. Tak uważał. Przy de Rousvelt ciężko było się nudzić, w jakikolwiek sposób. To było jedną z jej wielu zalet, które tak uwielbiał.
Uśmiechnął się, kiedy tak tańczyli-gibali się-robili nie wiadomo co. A potem poprowadził ją parę kroków dalej, by potem ją nachylić, tak, że prawie dotykała plecami podłogi. Chwilę tak zawisnęli w tej pozycji, by za chwilę Jack ją pocałował. Dosyć namiętnie. Lecz szybko się od niej oderwał, ponownie stawiając ją na równe nogi.
- Miałem wykraść od ciebie informacje o firmie - rzucił nagle, jak gdyby chciał wylać na nich kubeł zimnej wody. Nie miał pojęcia, co go pchnęło do tej decyzji, tak bardzo spontanicznej. Ale powiedział to, a słów nie dało się już zatrzymać. Zdawał sobie sprawę, że mógł teraz wywołać lawinę, która byłaby nieubłagana. Ale cóż, takie życie, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Azkaban/Windsor
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 530
Dodatkowo : pół-wila
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7604-elsa-yvette-de-rousvelt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7607-zwierciadelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7609-elsowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7651-elsa-de-rousvelt




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Pią Maj 02 2014, 20:55

Być może błądzili w tym wszystkim, nie wiedząc, czego od siebie wymagać. Nieświadomość i różnice, które zebrały się gdzieś po drodze na pewno nie ułatwiały im zadania. Z jednej strony Elsa chciałaby zakończyć wszystko i odciąć się od przeszłości, od jego osoby i czegoś, czego nie potrafiła zdefiniować, a przyciągało ją zbyt mocno, aby dało się przejść obojętnie. Jak do ognia. Fascynacja płonęła żywym ogniem, ale była niebezpieczna. Szkoda jedynie, że poprzednie poparzenia nie nauczyły jej, że łap nie pcha się tam, gdzie nie trzeba. Tym bardziej brnęła, usprawiedliwiając się co raz to nowszymi fanaberiami. Zmyślała powody, żeby móc znaleźć się bliżej. Właśnie tutaj, właśnie teraz. Kombinowała, próbując ukryć swoje taktyki. Musiała być nieskazitelna, nie mogła popełniać błędów. Wpadła w błędne koło.
Gdyby rozegrali wszystko spokojniej, może udałoby się dojść łagodniej do porozumienia i osiągnąć kompromis albo nawet dogadać się, zwyczajnie, po ludzku. Oboje jednak mieli swoje sposoby, nie pokrywające się. Destrukcyjne, ale nie nudne. Kolejny raz wszystko wracało do punktu wyjścia, do odmienności. Gdyby rozgrywali wszystko spokojniej, Jack miałby więcej czasu, ale nie byłoby to tym samym. Sprzeczności przylgnęły do nich bardzo mocno, tworząc jeszcze większy bałagan.
A ona tonęła w nim i chciała przedłużać to w nieskończoność, czując bliskość i pragnienia, które uderzały w mury jej chłodnego spokoju. Hamowała to, nie będąc gotowa na odsłonięcie się, ze strachu przed kolejną porażką. Miała dość, ale pchała się dalej. Zgubnie i idiotycznie. Wierzyła, że mogliby stworzyć razem coś pięknego. Balansowała na krawędzi tej nadziei i rozsądku. Myśli narastały, siejąc spustoszenie, paląc budowle, stawiane cierpliwie i spokojnie. Jedyną chwilą, w której mogła rzeczywiście wyrazić część swoich emocji był pocałunek, który zdziwił ją i zaparł dech w piersiach, wywołując pojedyncze westchnienie i kierując dłoń po jego ramieniu, idealnie wyrzeźbionym, aż do szyi. Miała właśnie wpleść palce w jego włosy, pociągnąć je lekko, odchylić głowę i oddać się pragnieniu, licząc na to, że wylądują na podłodze albo gdzieś przy lustrze. Ale znów zburzył jej wyobrażenia, stawiając do pionu. Opanowała się, z miejsca wpuszczając kolejną falę pretensji do samej siebie. Znów uległa. A niby wszystko działało w drugą stronę!
Kataklizm nadszedł jednak ze słowami, które wypowiedział.
Zawsze, gdy nadchodził, wokół były lustra.
Lustra, wszędzie lustra, zwierciadła, zwierciadełka, powiększające, pomniejszające, duże i małe, ukrywające i wyolbrzymiające wady, akcentujące zalety.
Chciała rozbić je wszystkie, na miliony kawałków, raniących i rozcinających delikatną, gładką, nieskazitelną skórę. Pozbyć się tego, co było przekleństwem.
- Skąd o niej wiesz? - zapytała, czując, jak się rozpada. Chciała szkła, więcej szkła, odłamków, błądzić w nich i kaleczyć stopy, ale nie tego. Nie. Tego. Wspomnienia związane ze śmiercią Mercera ujawniły się, budząc podejrzenia. Jeśli był z tym powiązany, sprawa była tym bardziej skomplikowana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sob Maj 03 2014, 00:36

Chyba rozpadał się wraz z nią. Pod naporem konsekwencji, które były dla niego ciężarem. Ale które lekkomyślnie spuścił ze smyczy, nie podejrzewając przez tą jedną chwilę, iż będą wygłodniałymi psami, tak bardzo niebezpiecznymi. Było mu źle, choć nie potrafił tego jeszcze określić. Nie w tym momencie. Wszystko poszło lawinowo, a on nie miał pojęcia, jak z tego wszystkiego wybrnąć, jak zatrzymać tą szaloną karuzelę, jak to wszystko w ogóle teraz zorganizować. Skradł Elsie ostatni pocałunek, bo zdawał sobie sprawę, że teraz już nie będzie niczego. Że rozgromi wszystko w pył, że nie ostanie się nic, co mogłoby im pomóc. Ale przecież chciała wiedzieć. Chciała wiedzieć w listach, w pubie, cały czas. Mówiła, że chce wybrać to zło, które dla niej miał. Teraz zdawała się być tym pochłonięta, zaskoczona i niezadowolona. Kobiety tak trudno zrozumieć. I tak trudno im dogodzić. Ale teraz o tym nie myślał. Nie tańczyli już razem, stali tak na przeciwko siebie, odsunięci. Chciał zażartować, jakoś to odkręcić, zbyć - cokolwiek. Ale nie dało się, doskonale o tym wiedział. Nie miał pojęcia, co jej powiedzieć w tym momencie. Chciał ją przed tym chronić, ale ona nie chciała być chroniona. Co za bezsens.
- To długa historia - zaczął z wolna. - Po prostu wpakowałem się w pewne bagno, gdzie magiczna mafia z Kanady zaproponowała mi, iż nauczy mnie... wydobywać informacje - tak to ładnie ujął! - i w zamian za pieniądze wydobędę je z ciebie. Bo były im potrzebne - skrócił to do granic możliwości, omijając najwięcej i najważniejszych aspektów całej sprawy. Czuł się z tym źle, jednakże nie miał pojęcia, co z tym zrobić. Czy wdepnąć w bagno całościowo i powiedzieć jej o wszystkim? O swym nędznym, biednym życiu? O nauce legilimencji i oklumencji? To nie miało znaczenia. Bo jeżeli do tej pory go nie nienawidziła, to teraz tak się właśnie stanie. Stanie się jej wrogiem. Przecież ją tak jakby oszukiwałeś, prawda Reyes? Jesteś podłym chujem. Przyznaj to.
- Wtedy... wtedy co my... i ja uciekłem... miałem je ostatecznie od ciebie zdobyć. Ale nie potrafiłem. Nie chciałem cię skrzywdzić. Nie byłaś tylko dziewczyną, którą miałem wykorzystać i porzucić. Dla mnie byłaś kimś znacznie więcej. Zniknąłem, bo tak było lepiej. Bo nie chciałem cię więcej oszukiwać, bo nie chciałem cię ranić, bo nie chciałem, abyś miała przeze mnie problemy. Bo to nie byli dobrzy ludzie. Muszę się ukrywać tutaj, bo nie spłaciłem ich długu. Ale to dla ciebie - mówił, za dużo jak na siebie, ale chciał wyjaśnić choć jedną rzecz. - Wolałem, kiedy nienawidziłaś mnie dlatego, że cię wtedy zostawiłem, niż dlatego, że oszukałem. Jest mi cholernie przykro. Nie mam nic na swoją obronę - zakończył. Czy to, iż był w trudnej sytuacji materialnej byłoby jakimkolwiek usprawiedliwieniem? Nie. Nie chciał się więc dodatkowo pogrążać, jako biedny koleś. Szczególnie, że jego status majątkowy się trochę podwyższył. Zapewne więc by mu nie uwierzyła. Sytuacja bez wyjścia.
Lecz był przygotowany na najgorsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Azkaban/Windsor
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 530
Dodatkowo : pół-wila
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7604-elsa-yvette-de-rousvelt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7607-zwierciadelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7609-elsowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7651-elsa-de-rousvelt




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Nie Maj 04 2014, 16:32

Chciała wiedzieć, bo nienawidziła żyć w kłamstwie. Tajemnice od zawsze ją przyciągały, świecąc jaśniej niż wszystko, co można było dostać bez problemu, bez starań i poświęcania czasu. Nie satysfakcjonowała jej niewiedza i udawanie, że wszystko może być w porządku, nawet jeśli coś wyraźnie wisiało w powietrzu. Nic też dziwnego, że była zdziwiona i niezadowolona. Świadomość nie zawsze była zbawienna, ale wciąż, z dwojga złego, wolała ją. Muzyka przestała grać, pogrążając ich w ciszy. Elsa stała, bez ruchu, niezdolna do jakiegokolwiek gestu, bo wciąż nie wiedziała, co zrobić. Czuła, jak coś narasta i kręci, wierci, drąży. Gniew. Gasiła go póki mogła, ale było to trudne i wiedziała, że nie jest w stanie ujarzmiać go zbyt długo. Zbierał się w niej jakiś czas, wynurzając i chowając się na zmianę. Teraz brnął w stronę powierzchni zbyt szybko. Dobrze, że Jack powstrzymał się od żartów. Skoro zaczął, musiał skończyć i wiedzieli to oboje. A przynajmniej taką nadzieję miała Elsa. Poruszyła się nieco, nieświadomie prostując plecy i krzyżując ręce na piersiach, tłamsząc w sobie władczość, która nagle postanowiła się obudzić. Poczuła się skrzywdzona, a jakże, i nie chciała tego darować. Słuchała go, przetrawiając wszystko w chłodny, analityczny sposób. Minimum emocji. Dreszcze z tańca wycofały się, ustępując miejsca na rzecz wyższych wartości. Nie odrzucała ich nigdy.
- Po prostu. Mafia - mruknęła pod nosem, uwalniając ręce. Prawa dłoń uniosła się automatycznie do góry, chcąc wymierzyć mu siarczysty policzek, ale Elsa powstrzymała ją, kolejny raz pokonując gniew. Małe zwycięstwo. Niezbyt znaczące w całej batalii. Zamiast zostawić ślad na policzku chłopaka, zamknęła oczy i cofnęła dłoń, aby zetknąć palce ze skronią, poruszyć nimi dwukrotnie, a potem wpleść we włosy i przeczesać je jednym, sprawnym gestem. Raz, dwa, trzy. Otworzyła oczy, nie panując nad oskarżycielskim charakterem spojrzenia. Bądź co bądź, nie ona wplątała sie w dziwne zatargi z mafią. - I wybrali do tego ciebie - bo? - zapytała, czując, jak głos zaczyna drżeć z wściekłości. Szukała sensu do walki z nią, ale uleciał podejrzanie. - Jak miałeś je zdobyć? Wejść, przelecieć, zniknąć rano z teczką papierów? - pytała, już czując, do czego sama prowadziła. W tych wyznaniach brakowało dużej części. Zbyt dużej, by mogła ją ignorować.
- To wszystko brzmi bajecznie, ale na logikę, Jack. Ja też wyjechałam, licząc na to, że zostawię to wszystko za sobą. Rozgrywki rozgrywkami, ale może to kolejna gierka? Właśnie - byłam. Więc czemu tu jesteś? Nie rozumiem, ciągle nie rozumiem co chcesz mi, kurwa, powiedzieć - mówiła, powoli poddając się instynktom i genom, nawet nie zauważając, jak głośno wydobywa z siebie kolejne słowa. Zacisnęła pięści, zachowując jeszcze świadomość tego, że gdyby go uderzyła, byłoby to bardziej żałosne niż jakikolwiek inny przejaw gniewu. Ale tak cholernie ją świerzbiło!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Czw Maj 08 2014, 00:25

To nie było przyjemne. Patrzeć na zmianę jej emocji. Lubił ją taką jak w tańcu, choć często sprowadzała go w ten sposób na manowce. Nie lubił jej chłodnej, zdystansowanej. Widział to napięcie, niezadowolenie, gniew przenikający przez każdą komórkę jej pięknego ciała, który jednak próbowała powstrzymać. Nie była jedną z tych wil, które od razu zamieniały się niemalże w harpie, ciskając słowami i przedmiotami jak gromami z nieba. To w niej cenił, choć sam bywał równie porywczy, może jednak bez tego potwornego wyglądu w tle. Czasem zachowywał się jak ona teraz, chłodno wszystko kalkulując, nie wiedząc, jak zgromadzić w sobie siłę do walki z czymś, co zdawało się być silniejsze. Ale ona zawsze potrafiła wybrnąć z sytuacji. Tak samo jak wybrnęła z tego co było między nimi. Kiedyś. I z tego, co stało się potem, kiedy on postanowił uciec, kiedy wszystko zamknęło się w jego wyobrażeniach o tym, że robi dobrze i że podjął najlepszą decyzję ze wszystkich. Konsekwencje bolały. Smagały serce niczym bicz, robiąc w nich głębokie, krwawiące bruzdy, ale musiał to przyjąć na siebie, taki przecież był, tak musiał zasłużyć na cokolwiek.
- Tak - skomentował krótko jej wzmiankę o mafii, czując napływające gorąco do jego ciała, które go paraliżowało. Paraliżowała go myśl, że każde słowo przez nich tutaj wypowiadane ma swoją wagę. Ciężką. Jest tak ciężkie, że bał się, iż ich grunt zaraz runie im spod stóp. Cisza wierciła dziurę w uszach i umyśle, a on oddychał coraz ciężej, gotując się na to, co może się wydarzyć. Obserwował tor jej ręki, nie reagując, nie próbując nawet, bo wiedział, że przecież zasłużył. Zdziwił się, kiedy ta jednak zrobiła coś innego, jednak na to też nie oponował. To wszystko było zbyt skomplikowane, aby mógł to sobie jakoś porządnie uszeregować. Nie rozumiał. Nie rozumiał, czemu to wszystko zaczął. Chociaż kiedyś chyba musiał.
- To ja ich wybrałem. Powiedzmy... że zmusiła mnie do tego sytuacja życiowa - uciął temat, bo jednak nie chciał się wdawać w szczegóły. Przynajmniej jeśli o to chodzi. Nie chciał zgrywać nieudacznika, nie chciał się żalić, robić z siebie ofiary. Był mężczyzną, na Merlina! Powinien być silny i zaradny. I taki też próbował być, ale jak widać wychodziło mu to z marnym skutkiem. Lecz kiedy zadała kolejne pytania, a potem potok słów opuścił jej usta, wziął głęboki wdech, by przybliżyć się do niej, a potem złapał ją za ramiona, zmuszając ją do patrzenia mu w oczy.
- Legilimens - szepnął, niemalże bezgłośnie, a potem wszystko potoczyło się szybko. Jednak zdobył jej tylko jedno wspomnienie, z tego, jak Jack wręcza jej prezent urodzinowy, co mogło być nie dalej niż dwie godziny temu. Potem zaraz przestał. Nie chciał wchodzić nigdzie dalej, nie chciał jej obdzierać z prywatności i intymności. Lepiej się chyba nie dało tego wyjaśnić.
- Tak - odparł sucho, zabierając ręce i odsuwając się od niej, dając jej już całkiem niezły obraz i wgląd na sytuację. Nie powinna dalej drążyć. Nie może. Prawda? - Nie mogłem ci tego ot tak powiedzieć, nie mogłem zostać, musiałem uciekać, bo nie spłaciłem długu, nie podałem żadnych informacji, a władowali we mnie trochę pieniędzy. Cały czas się boję, że znajdą mnie, albo kogoś z rodziny. Gdyby nie listy ojca, które co jakiś czas otrzymuję, chyba umarłbym z niepewności. Zrobiłem błąd, byłem młody i głupi, a teraz nie umiem się z tego wyplątać. Chciałem być chociaż w stosunku do ciebie w porządku, widocznie nie wyszło, nic nowego - wyrzucił z siebie ponownie, już na nią nie patrząc. Miał ochotę stąd wyjść. Chyba się nawet obrócił w kierunku drzwi. Działał pod wpływem impulsu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Azkaban/Windsor
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 530
Dodatkowo : pół-wila
  Liczba postów : 232
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7604-elsa-yvette-de-rousvelt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7607-zwierciadelka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7609-elsowa-poczta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7651-elsa-de-rousvelt




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Pon Maj 26 2014, 11:32

Życie Elsy w dużej części składało się z ucieczki, odmowy i buntu. Chciała być zaprzeczeniem wszelkich stereotypów, więc dawała z siebie wszystko, aby przybliżyć się do swojego celu. Walczyła z gniewem, nie chcąc pozwolić mu na przejęcie kontroli. Tyle razy walił jej misternie budowany świat, zaprzepaszczał szanse i okazje, tworzył ogromne wyrwy, zostawiał przepaście. A potem ciężko było wrócić, choć pojawiały się momenty, w których miała ochotę na przeskoczenie owych przepaści. Taka chwila zwątpienia pojawiła się również teraz. Była między młotem, a kowadłem. Z jednej strony chciała wybaczyć wszystko i zwyczajnie zatopić się w jego silnych ramionach, spojrzeć w oczy raz, ale szczerze, powiedzieć, że nic z tego nie ma znaczenia. Że to tylko błahostki, przelotne problemy. Chciała, by trzymał ją i chronił przed upadkiem, bo ostatnio pod nogami leżało coraz więcej kłód. Ale to nie były błahostki, przelotne problemy, które można by było usunąć jednym słowem albo gestem. Nieważne, jak bardzo by tego chcieli - nie byli dziećmi i musieli liczyć się z konsekwencjami. Gdzieś na horyzoncie majaczyła obawa, że wszystko sypnęłoby się szybciej, niż mogli myśleć. Ból był konieczny i nieunikniony. Jedynym pocieszeniem mogło być to, że odczuwali go oboje.
Chciała wybuchnąć. Nerwy trzymane na wodzy tak uparcie, choć wymagało to więcej wysiłku niż pozwolenie im na swobodny wylew słów, nie mogły wytrzymać zbyt długo. W końcu coś musiało przeważyć. Cofała rękę, zamierzając już wydobyć z siebie część tego, co ciążyło na sercu zbyt długo. Zaskoczył ją jednak, na moment wypierając wszelkie emocje. Poczuła silny uścisk, wywołujący mimowolny dreszcz i jakieś dziwne spłoszenie. Spojrzała na niego pytająco, a zaraz potem usłyszała krótką formułkę. Myśli nie zdążyły jeszcze uformować się w przerażająco oczywisty tor, gdy przed oczami stanęła jej niedawna sytuacja. Krótki moment, wystarczający, aby wdarł się do umysłu tak łatwo. Odskoczyła o krok do tyłu, zbierając jeszcze swoje rozwalone strzępki informacji. Straciła rezon, ale odzyskiwała go bardzo szybko. Równie szybko złożyła wszystko w całość.
Kolejny raz miała przed sobą ogromną ilość emocji, z których żadna nie wysuwała się na przód, choć nienawiść zacięcie walczyła o miejsce na podium. Nie potrafiła docenić tego, że nie grzebał w jej wspomnieniach. Liczył się sam fakt legilimencji, powiązania z mafią i oszustwo. A Elsa znów zostawała sama. Szaleństwo rodziców najprawdopodobniej skazało ją na to. Słuchała Reyesa, choć miała wrażenie, że jego słowa są jakoś dziwnie odległe. Brakowało tylko tego, żeby wzięło ją na rozpacz. Bo brało. Każdy miewał momenty słabości, nawet silne i niezależne wile.
- Nie wyszło - potwierdziła tylko, głosem wypranym z emocji. Nie miała siły na opanowanie. Złość i rozpacz splotły  się ze sobą, dając neutralną mieszankę. Wszystkiego, niczego. Sama nie wiedziała już, czego chciała i po co tu przyszła. Zebrała jednak ostatnie siły i spojrzała na drzwi, widząc, że sam tam patrzy. Zaśmiała się ponuro, kręcąc głową. Odrzuciła lekko włosy, jakby ten gest miał przywrócić pewność siebie. Nie przywrócił, ale zawsze można było grać.
- Znów chcesz uciec? - zapytała cicho, wpatrując się w niego przez chwilę. Nie dała mu jednak szans na odpowiedź. - Nie trudź się. Sama to zrobię - zakończyła, z wysiłkiem powstrzymując złość. I wyszła, nie oglądając się za siebie. Wiedziała, że to nie koniec. W tej sprawie nic nigdy nie było zakończone.

/ztx2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sro Mar 30 2016, 17:30

Uwielbiała przebywać w tym miejscu. Zawsze mogła zatracić się tutaj w tańcu nie zważając na innych. Ubrana w zwykłe ciuchy do tańca skierowała się w to miejsce. Miała ochotę potańczyć przed spotkaniem z Adamem. Nie spała całą noc zastanawiając się co mu powiedzieć. Skierowała się w stronę gramofonu nastawiając muzykę. Po chwili rozbrzmiała w całej sali dając jej, pewnego rodzaju spokój. Od razu wczuła się w nią. Zdecydowanie pobudziła ona wrażliwe na melodie zmysły krukonki. Pierwsze ruchy były dość niepewne jednak im dalej w to brnęła tym bardzie pewna była swych kroków.
Nie miała pojęcia ile tak tańczyła. Zdecydowanie nie liczyła czasu. Jedynie co jakiś czas chodził jej po głowie Belphegor. Same myśli o nim wywoływały uśmiech na jej twarzy. Musiała przyznać, że już dawno się tak nie czuła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 378
  Liczba postów : 391
http://www.czarodzieje.org/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://www.czarodzieje.org/t12036-adas#323462
http://www.czarodzieje.org/t12037-redbird#323469
http://www.czarodzieje.org/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sro Mar 30 2016, 18:04

/ po wszystkich sesjach, ostatnia zarazem

Dostał list. Miał ponownie go nie otwierać tylko spalić lub się założyć z kolegami czy trafi do pojemnika na śmieci. Nie miał ochoty wcale wstawać z łóżka i pokazywać się ludziom. Z pewnością wyglądał jak straszydło. Ale go to nie obchodziło. A więc otworzył list. Oh, dobrze, ze był krótki, bo by nawet mu się czytać nie chciało! A więc nie było żadnej informacji czego ta rozmowa ma dotyczyć. Nie chciał przychodzić sam. Bał się, że może powiedzieć coś czego będzie potem na długo żałował. A może i nie? W końcu Katherine już niedługo go nauczy robić eliksir nienawiści. Możecie powiedzieć, że się staczał. On taki był.
Ubrał sie w podarte, dżinsowe spodnie i jakąś pomiętą koszulę, którą znalazł w łóżku. nawet nie chciał wiedzieć ile tak leżała. Przyjrzał się w lusterku. Wyglądał dość... inaczej niż na co dzień. Jak bezdomny? Można tak powiedzieć. Oczywiście wziął prysznic. Nie chciał wyglądać aż tak na łajzę. Czekając położył się w ubraniu jeszcze do łóżka.
Wstał może i troszeczkę spóźniony, ale przecież nie obiecywał, że na pewno się zjawi. Gdyby nie ciekawość to by nie poszedł. Ktoś umarł? Kogoś on zabił? Nie wiedział dlaczego chce się z nim spotkać. Miał nadzieję, że sprawa będzie poważna.
Miejsce... było tak samo dośc dziwne co te ostatnie. Ta, lustra. Nie miał ochoty siebie oglądać. Ale co miał zrobić jak wszędzie były? Podążył wzrokiem w kierunku dziewczyny przybliżył się na odpowiednią odległośc.
- A więc jestem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sro Mar 30 2016, 18:13

Z każdą sekundą zatracała się coraz bardziej w swoim tańcu. Zapomniała nawet po co tutaj tak naprawdę przyszła. Prawdopodobnie gdyby Adam wcale nie przyszedł całkowicie by o nim zapomniała. Czy nie byłoby to złe? W końcu był jej najlepszym przyjacielem! Powinna pamiętać o takich rzeczach. Niestety, pewien gryfon zajął całe jej myśli. Nie potrafiła przestać o nim myśleć nawet podczas tańca co niekiedy ją wprawiało w niemałą irytację.
Słysząc czyjeś kroki jak i głos przerwała ruch jaki właśnie miała wykonać. Spojrzała z uśmiechem na Adama jednak po chwili zszedł jej z twarzy. Nie potrafiła stwierdzić czy to jakieś zaklęcie kamuflujące otacza chłopaka czy naprawdę tak wygląda. Pierwszy raz widziała go w takim stanie i wcale się jej to nie podobało. Coś na pewno musiało się stać. Nie chciała go jednak o to wypytywać. Nie po to w końcu go tutaj ściągnęła. Podeszła do niego obejmując na przywitanie i dając całusa w policzek. Zawsze tak robiła i nie wydawało się jej to czymś złym.
- Cieszę się, że udało Ci się wyrwać abyśmy mogli się spotkać. - powiedziała zakładając bluzę na rozgrzane ciało. Po chwili jednak rozejrzała się po pomieszczeniu w poszukiwaniu nie czegoś, a raczej kogoś. W końcu chłopak nie miał być sam. Więc gdzie ta druga osoba? - Miałeś przyjść z kimś. Rozmyśliłeś się? - spojrzała w jego stronę szczerząc ząbki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 378
  Liczba postów : 391
http://www.czarodzieje.org/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://www.czarodzieje.org/t12036-adas#323462
http://www.czarodzieje.org/t12037-redbird#323469
http://www.czarodzieje.org/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Czw Mar 31 2016, 23:43

Gdyby o nim zapomniała nie było to nic dziwnego. Przecież ciągle wszyscy o nim zapominali, prawda? Ale to chyba dobrze, tak? No raczej! Gdyby każdy go pamiętał kto nie pamięta to byłby kłopot. Zdecydowanie wolał jak pamięć o nim szła w niepamięć.
Trudno było nie zauważyć tego spojrzenia dziewczyny. Zaskoczenie. Czy to aż tak dziwne było, że stawiał się na umówione miejsce? Może i na nie swoje imprezy nie chodził, ale starał się spotykać kiedy miał możliwość. No dobra, ostatnio się zapuścił i to bardzo, ale co z tego?! Może najwyższy czas na to? Jednak dał się przytulić. Miał tylko nadzieję, że przez te ubranie nie wyczuje niczego nietypowego. kiedy pocałowała go w policzek wiedziała, że nie poczuła, ale za to on poczuł się bardzo dziwnie. to może dlatego napiął tak mięśnie? Nie wiedział czym była spowodowane jego reakcja.
- nie rozmyśliłem się. Może po prostu dotarło do mnie, że nie mam już kogo? Jednakże jestem bardzo ciekawy co mogło się stać- powiedział i przyjrzał się jak dziewczyna się ubiera. Kiedy zauważył jej spojrzenie posłał jej nieśmiało uśmiech jednak kiedy zobaczył swoje odbicie machnął na to ręką i skrzyżował ręce na piersi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Nie Kwi 03 2016, 18:15

Jego słowa biegały po jej głowie jak w jakimś maratonie. Może po prostu dotarło do mnie, że nie mam już kogo? Przecież to była nieprawdą! Miał Christę, Crystal... ją. Czemu mówił coś takiego? Nie chciała jednak pokazać, że słowa te tak bardzo nią wstrząsnęły. Pamiętała jak stanęli pod gwiazdą w Gwiezdnej sali. Kolor nieba, chmury... Tylko czemu teraz zastanawiała się czemu właśnie takie się ono stało. Może faktycznie Clary czuła tylko przyjaźń, a Adam... Jak miała mu powiedzieć, że już z kimś jest? Bała się, że zrani go tymi słowami. Po tym co jej powiedział wtedy było wręcz pewne, że zrani. Z uśmiechem spojrzała w jego oczy.
- Czy musiało się coś stać abym mogła z Tobą porozmawiać? - spojrzała z wyrzutem robiąc dziubek z ust. Oczywiście było to tylko na żarty. Nie mogła by mieć do chłopaka jakichkolwiek wyrzutów. Bo niby za co? - Rzadko się spotykamy. Na imprezę też nie przyszedłeś. Czemu? - złapała za swoją wodę w butelce aby upić parę łyków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 378
  Liczba postów : 391
http://www.czarodzieje.org/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://www.czarodzieje.org/t12036-adas#323462
http://www.czarodzieje.org/t12037-redbird#323469
http://www.czarodzieje.org/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Wto Kwi 05 2016, 18:15

Nie ma co się Adamem przejmować. Był tylko kropla w całym jeziorze wody. właśnie tak się czuł. Niezauważony. No przynajmniej os tych co chciał. Rodzice bardzo go zauważyli. Tak, chyba mieli rację. Powinien się wziąć w garść jeśli chce utrzymać rodzinę... nie, nie zonę i dzieci ale ICH. Musiał się zająć matką i ojcem bo to była jego jedyna rodzina o którą powinien dbac. Cóż, nie miał wyboru. Nie zawiedzie ich. Chociaż ostatnio wszystko robił na przekór. Cóż... miał cholerną ochotę zniknąć. Nie zobaczyć już nigdy Clarissy, Christy, siostrzyczki, Elisabeth, Crystal, Titi. Tak, musiał jej jak najszybciej napisać o tym, że nie będzie mógł jej douczyć latać. Był pewien, że znajdzie sama odpowiednią taktykę. Wyjdzie jej to na dobre, zrozumie jego. Dobrze chociaż, że zdążył się z nią pożegnać. Chyba tak wypadało.
Nie wiedziała jak mu powiedzieć? Cóz, jeszcze doskonale potrafi czytać wizbooki. Nie jest całkiem do dupy jak by się zdawało na pierwszy rzut oka. A więc chociaz z tym problem z głowy. Rozumiał wszystko.
- alez naturalnie, że nie musiało się coś stać- powiedział nieco prrysklw2ie wpatrując się w swoje odbicie jakby to była najbardziej fascynująca rzecz na świecie. Co miał powiedzieć o imprezie? Że kiedy to przeczytał kartka od razu poszła w płomienie? wielkie rzeczy, nie mógł jej powiedzieć dlaczego ostatnio kłamanie przychodziło mu z taką łatwością. - Wypadło mi z głowy. Chyba byłem bardzo zajęty, nawet nie pamiętam- powiedział i wzruszył ramionami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sro Kwi 06 2016, 21:24

Nie potrafiła zrozumieć jego zachowania. Był tak obcy dla niej. Niby widziała Adama, swojego najlepszego przyjaciela, a czuła się jak przy obcej osobie. Wcale nie było to miłe uczucie. Przez jej ciało co rusz przechodził zimny dreszcz. Nie potrafiła za nic go powstrzymać, a z każdą chwilą stawał się coraz silniejszy.
- Czy coś się stało Adam? - nie mogła się powstrzymać przed niezadaniem tego pytania. Spojrzała na niego mrużąc oczy i w pewien sposób dystansując się. W tym momencie była przygotowana na wszystko, co poniekąd było bardzo głupie. Krukon nigdy nie zrobiłby jej krzywdy. Tego była pewna z całego swojego serca. Ale wiadomo jak to jest z posiadaną pewnością - często potrafi zaskoczyć człowieka w najmniej oczekiwanym momencie. - Czekałam na Ciebie. - przyznała się obdarzając go niepewnym uśmiechem. Było to prawdą. Całą noc nie mogła zasnąć zastanawiając się w co by się ubrać, jak umalować, jak uczesać. Gdyby wiedziała, że jego nie będzie odpuściła by to sobie. A później pojawił się gryfon i... Jej serce mimowolnie przyśpieszyło na myśl o nim, a usta wygięły w rozmarzony uśmiech. Nie mogła trzymać Adama w niewiedzy o jej związku. Nawet przez głowę nie przeszła jej myśl o Wizbooku. - Jest coś o czym chciałam z Tobą porozmawiać. - zaczęła dość niepewnie splatając palce ze sobą. - Spotykam się z kimś... - przymknęła na chwilę oczy czekając na reakcję Hendersona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 378
  Liczba postów : 391
http://www.czarodzieje.org/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://www.czarodzieje.org/t12036-adas#323462
http://www.czarodzieje.org/t12037-redbird#323469
http://www.czarodzieje.org/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Czw Kwi 07 2016, 19:46

Czy coś się stało? Ostatnio ciągle to słyszał. Przecież nie staczał się. nie pił. no przynajmniej nie tyle ile by chciał. Nie ćpał tak często. Czasami potrzeba była, ulegał, ale jednak jeszcze trzymał się. Jeszcze. Ale dlaczego pyta czy coś się stało? On to samo mógł zapytać. to on został zaproszony. I to jeszcze w takie dziwne miejsce. Ile chłopaków już tu zaprosiła? Kto wie ile czasu i z kim tutaj spędza. Nie oceniał. Ale co miał powiedzieć. "oh tak! Wszystko jest okej! Niesamowicie się czuje. Mam tyle w sobie energii! Aż nią tryskam!". Wiedział, że to by powiedział z bardzo wyraźnym sarkazmem. Ostatnio jakoś się z tym nie krył. To chyba dobrze, zaczynał być zupełnie kimś innym. Miał nadzieję, że kiedyś pobije Katherine. Chociaż oczywiście nie dosłownie. Uczył się po prostu od najlepszych.
- Jest... dość normalnie. Tak samo jak wczoraj i przedwczoraj. Nic się nie zmieniło- powiedział zgodnie z prawdą wzruszając ramionami. Oparł się plecami o jedno z luster i zaczął wodzić wzrokiem gdzie się tylko dało, nie zatrzymując się na jednym punkcie.
Wątpił by czekała na niego. Wyobrażał sobie jak się wystroiła, ale to nie prawda, to wcale nie było dla niego. Kiedy przerwała na chwile przechylił głowę na bok i postanowił jej powiedzieć mała część. Przecież to nie zaszkodzi. nie powie jej wszystkiego, prawda? przekona się sama. W swoim czasie.
- Przepraszam. Niestety albo stety nigdy nie odwiedzę twojego domu. - wyznał suchym głosem. Był pewien tego, że Clarissę to wcale nie obchodzi. Teraz będzie przejmowała się losami kogo innego.
Kiedy powiedziała następne zdanie wiedział do czego zmierza. Gdyby wcześniej to wiedział to by nie przyszedł. nie był jednak jasnowidzem. I teraz miał wysłuchiwać jak to teraz jest z jego najlepszym kumplem? No przynajmniej on go uważał za kumpla, ale oczywiście, że bez wzajemności. teraz trzeba poudawać głupiego, że o niczym nie wie. Może wcale nie udawał głupiego? Może po prostu taki był? kto to wie?! Uniósł brew, chociaż z takiej pozycji nie był pewien czy to zauważyła więc dodał zimnym głosem
- Tak? Nie krępuj się, mów dalej
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Pią Kwi 08 2016, 18:30

Jego odpowiedź na jej pytanie była z pozoru normalna. Dziewczyna jednak wiedziała doskonale jak bardzo sztuczne były słowa które wypowiedział. Zbyt długo się znali aby mogła to zignorować. Jednak co miała powiedzieć? I najważniejsze pytanie, czy wziąłby jej słowa pod uwagę... Znała Adama i wiedziała, że by tego nie zrobił. A może... Zbyt bardzo był niedostępny w tej chwili.
- A. - inteligentna wypowiedź. Nie ma co Clarisso. Szybko jednak się zreflektowała i spojrzała w jego oczy w które tak uwielbiała patrzeć. - Nie to, znaczy... - całkowicie poplątała się w swoich myślach. Zagryzła dolną wargę przez co na języku poczuła metaliczny sak krwi. Cholera, jeszcze tego było jej trzeba. Wierzchem dłoni otarła wargę z jej resztek i zassała ją chcą się upewnić iż już nic na niej nie ma. Dopiero wtedy mogła mówić dalej. - To chyba dobrze... - co ona do cholery pieprzyła? Przecież jej słowa nie miały jakiegokolwiek sensu. Zdecydowanie przydałby się alkohol w tej chwili.
Jak to nie odwiedzi jej w mieszkaniu? Przecież obiecał. Obietnic się dotrzymuje. Zawsze... Spojrzała na niego nierozumiejącym wzrokiem. Podeszła do niego delikatnie łapiąc za jego dłoń. Chwilę tak stała wpatrując się w jego twarz. Zaczynała zdawać sobie sprawę, że nie rozumie już człowieka znajdującego się przed nią. Czuła jak się oddalał. Domyślała się co jest tego powodem.
- Błagam, nie rób mi tego. Jesteś jedną z ważniejszych osób w moim życiu. - ścisnęła jego dłoń mocniej dając tym samym mu do zrozumienia, że mówi prawdę. Zawsze mu ją mówiła. Wtedy w sali gwiazd również. Nie wiedziała jednak, że to co czuje do niego było miłością braterską, a nie taką jaką obdarzyła gryfona.
Jego zimny ton głosu odebrał jej resztki powietrza. Musiała jednak dokończyć to co zaczęła. Musiał wiedzieć.
- Ja... Nawet nie wiedział, że coś do niego czuję. Znaczy... wiedziałam jednak wzbraniałam się przed tym. - jej patrzyła na Adama z nadzieją. Nadzieją, że zrozumie to co chciała u powiedzieć. - Jestem z Belphegorem. - ostatnie zdanie wypowiedziała na jednym wydechu. Musiała jak najszybciej to z siebie wydusić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 378
  Liczba postów : 391
http://www.czarodzieje.org/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://www.czarodzieje.org/t12036-adas#323462
http://www.czarodzieje.org/t12037-redbird#323469
http://www.czarodzieje.org/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sob Kwi 09 2016, 16:17

Zaskoczony spojrzał jak złapała go za rękę. nie odepchnął jej, chociaż miał taką ochotę. przecież nie było już możliwości cofnięcia czasu. Wiedział, że nie będzie potrafił być jej kumplem. Jedyne co ich będzie łączyć to chyba Christa. Ale czy na pewno? Nie wiedział jak się zachować. nie wiedział nawet kim był. kim on był?! Oprócz tego, że niewiele znaczył to musiał być kimś. Chyba czuł się zagubiony.
- Jestem jedną z najważniejszych. Ale czy to jest ważne? Nie, raczej nie- powiedział patrząc jej prosto w oczy. Miał wrażenie, że serce mu stanęło w miejscu. Zabolało, okropne uczucie. No to pięknie! Mimo wszystko musiał odwrócić wzrok.
To co później usłyszał wywarło na nim duże wrażenie. Mimo, że przecież o tym wiedział przeżył szok. Zrobił błąd. Zaufał. Zaufał przyjacielowi, zaufał przede wszystkim sobie. Jeden błąd, a tak niszczy. Wypala u człowieka to co dobre. A właściwie to dobre? Przecież taki człowiek to słaby człowiek. Czy chciał taki pozostać na zawsze? Tak, chyba tak. Pokiwał głową na to, że rozumie. Rozumiał. Zawsze jego kumpel był lepszy od niego. nigdy mu nie dorówna i to było takie życiowe. Pokiwał twierdząco głowa i skierował się do wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Nie Kwi 10 2016, 17:51

Bolało, i to bardzo. Wcześniej nigdy nie przypuszczałaby, że Adam może ją tak zranić. A jednak. Zabrała swoją dłoń odsuwając się do tyłu. Przestała myśleć i czuć. Chciała jedynie płakać. Jednak nie mogła, nie teraz. Jak mogło nie być ważne to, że on był ważny dla niej ? Jak mógł myśleć, że nie ma to znaczenia. Nie wiedziała. I co się stało z tym pogodnym chłopakiem z którym uwielbiała spędzać czas... Przepadł. I to właśnie ta myśl bolała najbardziej.
Wiedziała, że on również musiał cierpieć. Była z jego najlepszym kumplem. Jej życie naprawdę było pełne bólu i cierpienia. Potrafiła ranić i niszczyć innym życie. A przecież nie o to chodziło i na pewno nie tego chciała. - Jak to nie... Przecież... - nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów. Pokręciła bezradna głową patrząc na swoje buty. - Nie powinna nigdy pojawić się w Hogwarcie. - była to jedyna myśl jaka przyszła jej do głowy. Bez niej Adam nie miałby problemów, nie zachowywał jak zachowuje i nie wpadał w tarapaty. Obwinianie się jednak nie było najlepszym pomysłem. Szybko otrząsła się z tego patrząc hardo w jego oczy. Nie miała zamiaru odpuścić sobie jego przyjaźni. Co to, to nie. - Jesteś i będziesz dla mnie waży, więc nie waż się mówić inaczej. - jej oddech był nierówny, a serce przyśpieszyło swój rytm.
Widząc jak kieruje się do wyjścia ruszyła za nim. Nie chciała aby odchodził. - Nie idź. - złapała go za rękę delikatnie ciągnąc w drugą stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 378
  Liczba postów : 391
http://www.czarodzieje.org/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://www.czarodzieje.org/t12036-adas#323462
http://www.czarodzieje.org/t12037-redbird#323469
http://www.czarodzieje.org/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Nie Kwi 10 2016, 20:50

Zaskoczyła go reakcja dziewczyny. Ale ostatnio dużo rzeczy go w niej zaskakiwało. Po prostu zdawał sobie sprawę, że wcale jej nie zna. Tyle lat się przyjaźnili, myślał, że go nie zaskoczy, a tu taka sytuacja. Kochał ją, a co to znaczy? nie mógł patrzeć jak cierpi. a kiedy ta go złapała za rękę ponownie zobaczył w jej oczach nie prośbę by został, ale ból. Ból, ponieważ był maszyną, która raniła. Sam czuł się zraniony i musiał wszystkich dookoła ranić. Nawet tych, których kochał, a może zwłaszcza tych? Czuł w sobie walkę. Serce mu mówiło by ją przytulić tak jak kiedyś, a rozum podpowiadał by ją odtrącić i wyjść z tej sali jak najszybciej. Zapomni o nim błyskawicznie i nie będzie cierpieć. Gryfon da jej to czego potrzebuje. Pomoże jej. Słaby z Adama człowiek, naprawdę.
- tak, jestem ważny dla ciebie. możliwe, że to przez przyzwyczajenie. Przyzwyczaiłaś się, że zawsze możesz na mnie polegać i zawsze jestem obok. Wyobraź sobie, że pewnego dnia mnie nie ma. Nie ma mnie przy wspólnym stole krukonów, w wspólnym pokoju, na lekcjach, bibliotece czy nawet na trybunach. Teraz masz u boku gryfona, dużej różnicy nie ma. widzisz? To teraz na nim możesz polegać, zaufać - powiedział spokojnym głosem, zupełnie jak dawny Adam. Jeszcze trochę brakowało a uroniłby łzę. Zupełnie jakby mnie zastąpiono. Lepszym modelem. miał ochotę powiedzieć. Tak, zdecydowanie czuł się niepotrzebny. Bo był niepotrzebny. Jeden kumpel w tą drugi w tamtą. Kto by to zauważył?! Posłał jej uśmiech i lekko się do niej zbliżył po czym przytulił się do niej. kto wie, kiedy następnym razem możliwe to będzie. Może to był ostatni raz? Oparł brodę na jej ramieniu po czym przechylił głowę w kierunku jej ucha i szepnął jak najciszej tylko mógł.
- Dla mnie zawsze będziesz ważna. i w tym rzecz- po chwili zrobił krok w tył ty dzieli ich jakiś dystans. Przecież już nie dane mu było tak się zbliżać, nawet jako najlepszy przyjaciel.
- w porządku?- zadał chyba najbardziej idiotyczne jakie się dało, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Pon Kwi 11 2016, 18:29

wiedziała, że go zraniła. I to bardzo. Jednak nie potrafiła postąpić inaczej. Z nią nigdy Adam nie byłby szczęśliwy. Tak przynajmniej czuła Calrissa. Często sprawiała problemy, nie tylko sobie ale i bliski osobom. W uszach, Clari słyszała bicie własnego serca. Głośne, jednolite bicie jakby dzwonu. Coraz bardziej zaczynało kręcić się jej w głowi.
- To nie jest przyzwyczajenie i dobrze o tym wiesz. Może i mam Belpa obok siebie ale to z tobą spędziłam najwięcej czasu. Wiesz o mnie dużo więcej niż inni i tylko tobie jestem w stanie całkowicie zaufać. Wiesz... Jakby Ciebie brakło ja... Ja nie potrafiłabym już tak żyć jak do teraz. - jej głos z każdym kolejny słowem załamywał się coraz bardziej i nie potrafiła powiedzieć nic więcej. Jak to miałoby go zabraknąć? Nie! Po jej policzku spłynęła łza którą szybko otarła wierzchem dłoni. Spojrzała na niego ściskając mocniej jego dłonie - Nie możesz mnie zostawić. Potrzebuję Ciebie. Kocham Cię. - powiedziała to. Może nie kochała go w taki sam sposób jak gryfona jednak miłość miała różne formy. Adam była dla niej jak brat. Po ty jak ją przytulił wtuliła się niego obejmując mocno aby już jej nie uciekł. Schowa twarz w jego bluzie słuchając jego słów jak i wdychając jego zapach. Nie spodziewała się jednak tego. Owszem, słyszała te słowa już wcześniej jednak teraz... Gdy odsunął się od niej spojrzała na niego zpłakana. Nawet nie zauważyła kiedy zaczęła ronić łzy. Kiwnęła na potwierdzenie głową nie będąc w stanie nic powiedzieć. Dopiero po uspokojeniu się trochę była w stanie wydobyć z siebie głos. - Obiecaj mi jednak, że nie zostawisz mnie. Nadal będziemy się przyjaźnić i wspierać na wzajem. Dobrze? - czuła jednak, że jej odmówi. Mimo to wpatrywała się w niego swoimi oczyma czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 378
  Liczba postów : 391
http://www.czarodzieje.org/t12019-adam-henderson?nid=1#323429
http://www.czarodzieje.org/t12036-adas#323462
http://www.czarodzieje.org/t12037-redbird#323469
http://www.czarodzieje.org/t12039-adam-henderson#323489




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sro Kwi 13 2016, 21:14

A może to właśnie bez niej nigdy nie będzie szczęśliwy? Ale nie mógł nikogo trzymać przy sobie. Wiedział, że to jego wina, że jest jak jest. Był kolejną pomyłką, ale nie ma co się użalać nad sobą. Zrobił co zrobił. Nie zamierzał teraz siebie obwiniać. Przecież... tak było lepiej dla niej, prawda? Była szczęśliwa, a to najważniejsze.
- to wkrótce się zmieni. wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Wkrótce spędzisz z nim jeszcze więcej czasu niż ze mną. Zepchniesz mnie na drugi plan, albo w sumie ja to zrobię za ciebie. To z nim spędzisz więcej czasu i będzie wiedział o tobie więcej niż ja. - takie było prawo natury, prawda? Wierzył w nią. wierzył w to, że da sobie radę bez niego. miała przyjaciół, kochanego chłopaka. Pomogą jej. Będzie jeszcze bardziej szczęśliwa niż do tej pory. widział w jej oczach, że zrozumie go i da radę. Jest przecież silna.
Miał jej nie zostawiać? Nie było to niestety możliwe. Będąc z nią jeszcze bardziej cierpiał. Nie mógł normalnie nawet patrzeć, jego dusza krzyczała z rozpaczy. więc rozumiecie dlaczego to musiał zrobić, prawda? Nie uważał jej za egoistkę, ale po prostu nie mógł. Ale i tak by długo nie mógł być przy niej. Chłopak równa się spędzanie z nim prawie cały czas. Poświęcanie mu całego czasu. Gdyby go nawet gdzieś zaprosiła to by nie przyszedł. Już wiedział kto by się kręcił przy niej. ból i rozpacz po prostu. Nie wiedział co ma zrobić. Jednak widział, że dziewczyna czaka na odpowiedź. miał skłamać i po prostu zniknąć czy może powiedzieć prawdę?
- Wspierać? Clarisso, nie potrzebujesz mojego wsparcia. Uwierz w siebie tak jak ja wierzę. - powiedział wymijająco. - A teraz naprawdę będzie lepiej jak już zniknę.- powiedział robiąc kolejny krok do tyłu. Nie wiedział, że te spotkanie będzie takie dość ciężkie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Sala baletowa   Sob Kwi 16 2016, 12:33

Z jednej strony czuła coraz większy smutek, a z drugiej złość. Złość na to, że nie słuchał co ona do niego mówiła. Ile jeszcze miała go przekonywać, że jest dla niej ważny. Ile miała mu tłumaczyć, że nie powinien jej zostawiać. Jednak... Cichy głosik w jej głowie szeptał coś o zrozumieniu. Przez całą ich wizytę spychała go na ciemną stronę aby nie miał racji bytu. teraz jednak postanowiła go posłuchać. Czy sama byłaby w stanie przebywać z osobą którą kochała i wyznała jej uczucia? Pewnie nie, jednak czy była na tyle silna aby wypuścić osobę którą kochała jak brata, a która to darzyła ją zupełnie innym uczuciem? Właśnie. Może i była w tym momencie samolubna zatrzymując go przy sobie jednak nie potrafiła inaczej. Był jej przyjaciele. Powinien być przy niej zawsze tak jak ona przy nim. Chciała go wspierać, pocieszać, doradzać i ganić czasami. Jednak wiedziała, że musi dać mu odejść. Dla jego własnego dobra.
- Nikt nie wie o mnie więcej niż ty. Ty wiesz wszystko. To Tobie ufam najbardziej i tak już pozostanie. Ja... Chciałabym abyś zostać przy mnie, jednak prosząc Cię o to... - pokręciła w zrezygnowaniu głową. Czuła jak jej głos łamie się coraz bardziej. - Nie mogę Cię o to prosić. Nie dla tego, że nie chcę. Dlatego, abyś ty mógł być szczęśliwy. Przy mnie będziesz jedynie cierpiał. Wiem to. I mimo iż nie będę raniła Cię umyślnie, bo nigdy bym tego nie zrobiła, to i tak dla Ciebie będą to tortury ode mnie. - Odwróciła się od niego. Nie chciała aby po raz kolejny widział jak płacze. Przecież była silna. Poradzi sobie z tym. Jednak, czy aby na pewno...
Wiedziała doskonale, że musi dać mu odejść. Było to ich ostatnie spotkanie. Pod wpływem chwili podeszła do niego i pocałowała. Było to zaledwie uśniecie, dotyk skrzydeł motyla jednak wiedziała, że dla Adama może znaczyć więcej. Miał to być pocałunek na pożegnanie. Nie czekając na jego reakcję wyszła z sali zostawiając w niej swoje rzeczy. Pewnie wróci po nie później, gdy już krukona w niej nie będzie.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Sala baletowa   

Powrót do góry Go down
 

Sala baletowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Sala tortur.
» Sala balowa
» Sala balowa.
» Sala #69
» Sala grawitacyjna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
trzecie pietro
 :: 
sala lustrzana
-