Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Posąg Jednookiej Wiedźmy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Posąg Jednookiej Wiedźmy   Sro 16 Kwi - 20:26

First topic message reminder :

Posąg jest wejściem do tunelu, prowadzącego do Miodowego Królestwa. Można go otworzyć zaklęciem Dissendium, stukając w garb czarownicy, jednak niedużo osób zna to zaklęcie. Postacie z wiszących tu obrazów na pewno wiedzą coś o samym przejściu. Szkoda tylko, że rzadko kto zatrzymuje się tu, żeby z nimi porozmawiać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 513
  Liczba postów : 518
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Posąg Jednookiej Wiedźmy   Czw 14 Wrz - 19:35

Naprawdę nie miał pojęcia czemu wrócił do tej szkoły. Już po kilku dniach miał wrażenie, że runa jaka została na niego rzucona zaczyna słabnąć. A on po każdych kolejnych godzinach z niektórymi czarodziejami, nauczycielami i szlamami zaczyna powracać do swojego prawdziwego ja. Nie chciał tego, tak bardzo nie chciał. Obiecał, że zrobi wszystko by się wyciszyć, by znów zniknąć w tłumie jak przez wiele wcześniejszych lat.
Musiał wyjść z dormitorium, z pokoju wspólnego, wszystko go wkurzało, drażniło i czuł jak skóra przy siódmym kręgu niemiłosiernie go pali. Przypomina o sobie, o obietnicy jaką złożył. A jednak mimo to jego myśli powracały do wspomnień w podziemiach, do wielkiej okrągłej sali, do księgi z biblioteki, którą wolał się nie chwalić. Przez wakacje zdołał przestudiować ją całą. Poznał wiele mrocznych zaklęć, czuł jak ta wiedza pochłania każdą minutę podczas których oddawał się rozmyślaniom. Przeważnie na temat zanikającej magii. I tak jakoś dotarł do posągu wiedźmy. Usiadł u jej podstawy na kamiennej ławie i spoglądał w obrazy poruszające się naprzeciwko niego.
Magia słabła, to było pewne, ale jednak obrazy nadal pozostawały ruchome.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 808
  Liczba postów : 242
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Posąg Jednookiej Wiedźmy   Czw 14 Wrz - 21:35

Caesar chciał zachowywać się krystalicznie, ale nie potrafił.
Ostatnie wydarzenia powodowały, że czuł ciągły niepokój, a tegoroczna uczta w żaden sposób nie uspokoiła jego obaw. Z uporem maniaka zaczął wertować książki opowiadające o historii magii, które mogłyby doświadczyć wiadomości na temat współczesnych wydarzeń. Ciekawiło go czy w przeszłości dochodziło do przypadków kiedy to czarodziejów zawodziły różdżki.
Skomplikowany umysł ślizgona doszukiwał się wielu problemów, jednak jedną z głównych rzeczy jakie obwiniał były właśnie różdżki, których używali czarodzieje. Według Cezara nie były one wieczne, a razem z wiekiem - władający magią powinni je zmieniać, dopasowując do obecnych zainteresowań. Nie było człowieka, który by się nie zmieniał, a jedenastolatek znacznie różnił się od dwudziesto czy trzydziestoletniej wersji siebie.
Tak się zdarzyło, że umówił się z pewnym bardzo interesującym mężczyzną, który miał dostęp do wielkich zbiorów ksiąg magicznych. W szkolnej bibliotece nie znalazł właściwie niczego ciekawego, stare manuskrypty, których nie zdążył przetłumaczyć i książki historyczne z Działu Zakazanego właściwie niczego nie ułatwiały, tworząc jednocześnie mętlik w głowie Cezara.
Jego plan był prosty, dostać się do Hogsmeade, znaleźć faceta, kupić księgę i spokojnie, bez jakichkolwiek podejrzeń wrócić do szkoły. Wszystko jednak pokrzyżował jeden ślizgoński szczegół, którego nijak nie dało się ominąć.
Chłopak nie spodziewał się, że spotka kogoś właśnie w tym miejscu i o tej porze. On mógł robić co chciał, był prefektem, jednak Cortez - ten pomimo, że był studentem powinien przestrzegać regulaminu.
Fairwyn podszedł do młodszego kolegi z nieodgadnionym wyrazem twarzy i suchym tonem rzekł.
- Cortez, może i jesteś studentem i masz więcej praw, ale nie powinno Cię tutaj być, nie o tej porze - zmarszczył brwi, przez co wyglądał dużo bardziej srogo i dodał - Jesteś z Slytherinu więc nie odejmę Ci punktów, ale prosiłbym abyś udał się do Salonu Wspólnego Ślizgonów albo przynajmniej w tamtym kierunku. - wsadził rękę do kieszeni i zaczął obracać różdżką pomiędzy palcami - Tutaj nie jest bezpiecznie, nawet jeśli jesteś mistrzem zaklęć - zakończył gładko. Zdawał sobie sprawę z możliwości czarodziejskich młodszego kolegi. Bywał nieobliczalny, a Cezar nie mógł spodziewać się jak zareaguje na jego słowa. Mógł kazać mu spierdalać, mógł rzucić klątwę albo posłuchać głosu rozsądku i udać się w swoją stronę - jednak to dalej była tylko i wyłącznie jego decyzją, na którą on nijak nie mógł wpłynąć. Po wszystkim mógłby mieć wpływ na wydalenie go ze szkoły, ale na tym mu na razie nie zależał. Aleksander nie był szkodliwą jednostką, a w szkole istniały dużo gorsze jednostki, którym Fairwyn był dużo bardziej nieprzychylny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 513
  Liczba postów : 518
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Posąg Jednookiej Wiedźmy   Czw 14 Wrz - 22:26

Nagle ktoś zasłonił obraz w który się wpatrywał od kilku godzin. Nadal jednak nie byłby w stanie powiedzieć co się na nim znajdowało. Przyjrzał się uważniej chłopakowi, marszcząc czoło i rozglądając się dookoła. Nagle jego rysy twarzy złagodniały, a on podnosząc rękę do czarnej czupryny potargał ją, zjeżdżając po szyi do barku i pocierając go kilka razy odpowiedział spokojnie:
- Zasiedziałem się - powiedział cicho znów patrząc się na prefekta, zjechał wzrokiem w dół, przenosząc go na mniej niż kilka sekund na jego rękę schowaną w kieszeni. Po tym znów powrócił do jego twarzy, a na jego nie zmieniła się nawet na chwilkę. Cały czas pozostawała bez najmniejszej emocji.
- Na całe szczęście, i tak przez tego jebanego przez buchorożca Fairwyna ostatnio straciłem czterdzieści pięć punktów... - rzucił szybko i dopiero zrozumiał swój błąd. Podniósł spojrzenie na tamtego i skrzywił się przepraszająco.
- Znaczy się... wiesz... Echh, już wystarczająco mam do odrobienia - powiedział cały czas siedząc i wyglądało na to, że nieśpieszno mu było do pokoju wspólnego.
- No i niepotrzebnie sprowokowany i zmuszony, zawsze mógłbym coś ci zrobić byś stracił pamięć - dopowiedział i nie odrywając od jego oczu swoich uśmiechnął się szeroko. Napiął mięśnie i skierował swoją rękę do kieszeni, jednak w połowie się rozmyślił.
- Ale to byłoby bez sensu i być może katastrofalne w skutkach prawda? - rzekł i wyprostował się rozciągając.
- Nawet ja nie panuję nad swoją różdżką na tyle by rzucać na prawo i lewo zaklęcia nie bojąc się, że przez przypadek wyjdzie mi coś zupełnie innego. - Podłapał to jak wcześniej do niego powiedział, na co sam kpiąco się uśmiechnął.
- A tak na poważnie to mam problemy z zasypianiem już od kilku dni. Coś jest nie tak i nie mogę od tak sobie spokojnie spać w swoim łóżeczku. - Powiedział mu swój prawdziwy powód dla którego tutaj tyle czasu przesiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 808
  Liczba postów : 242
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Posąg Jednookiej Wiedźmy   Wto 19 Wrz - 18:59

Dużo wysiłku musiał włożyć Cezar w to żeby się nie roześmiać. Uniósł lewą brew do góry i założył ręce wysokości piersi, przy okazji wyjmując z kieszeni różdżkę. Dobrze pamiętał ostatnie Runy, kiedy to Cortezowi zachciało się ściągać. Nie miał zamiaru bronić ojca, to było pewne, jednak rozumiał jego powódki. Przyłapał trójkę uczniów przed Aleksem, a ten i tak połasił się na oszustwo. Jebany przez buchorożca Fairwyn był upierdliwcem, ale nie w tym przypadku. Nie miał zamiaru jednak rozwodzić się na ten temat, nie było sensu - Cortez wcześniej, czy później powinien dość sam do tego, jak bardzo debilnie postąpił. Jak byle Gryfon czy Puchon.
- Możesz sobie mówić na profesora Fairwyna jak chcesz - na jego usta wpłynął półuśmiech - ja nie mam z nim nic wspólnego, nauczyciel, jak nauczyciel - odrzekł zdecydowanie.
- Cortez, daj sobie spokój z pajacowaniem i lepiej zabierz się za uczestnictwo w lekcjach - Młody Fairwyn wywrócił oczami i przestąpił z nogi na nogę - Bo jeszcze będę Cię musiał nadzorować podczas wszystkich, 45 szlabanów - Skrzywił się mocno. Jakby nie miał nic ciekawszego do roboty. Znał podłość Edgara, zresztą, gdyby Cezar miał kogoś kim mógłby się wysłużyć to pewnie też by to zrobił, i wiedział, że jemu samemu nie będzie się chciało siedzieć z jakimś osiemnastolatkiem, pilnując czy na pewno czyści kible albo sprząta salę pamięci.
Cezar też miewał problemy ze snem. Zastanawiało go jednak co takiego trapi Corteza. Nie wyglądał na takiego co to nie może zasnąć, bo brakuje mu laski - zresztą prowadzał się z Andreą więc pewnie gdyby ją ładnie poprosił to z ucałowaniem ręki odwiedziłaby go w dormitorium. On sam ciągle martwił się magią. Nie potrafił sobie wyobrazić życia bez niej, a powoli dochodził do wniosku, że chyba właśnie do tego będzie skazany.
- Każdy ma problemy z magią, nawet nauczyciele czy dyrektor. - przypomniał sobie sytuację z uczty, kiedy to belfer musiał poważnie namęczyć się z tym by znów ożywić tiarę. - Ten rocznik jest jakiś wyjątkowo pechowy, ciekawe czy Tiara przydzieliła w tym roku jakiegoś mugolaka do Slytherinu - wolał nie myśleć o tym co mogło spotkać takiego dzieciaka w domu węża. Lata wojny i względnej nietolerancji minęły dawno temu, ale młodsi uczniowie miewali naprawdę durne pomysły. Może powinien bardziej zainteresować się tą sprawą. Był Prefektem, takie rzeczy chyba należały do jego obowiązków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44089
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Posąg Jednookiej Wiedźmy   Czw 28 Wrz - 18:50

Nocną ciszę przerwał przytłumiony odgłos ciężkich kroków, dochodzący zza rogu.
Klap. Klap. Klap. Klap.
Zdławione stąpanie rozwlekło się echem po zasnutym ciemnością korytarzu. Ktoś szedł w ich stronę. Powoli. Krok za krokiem.
Klap. Klap. Klap.
Głuchy tupot stawał się coraz wyraźniejszy. Obaj chłopacy patrzyli w kierunku, z którego dochodził. Skradający się miał za moment wyjść zza ściany.
Klap. Klap. Klap.
Cisza. Kroki zatrzymały się na ich korytarzu. Do kogokolwiek należały, powinni byli już go zobaczyć. Jednak w wątłym świetle z ich różdżek nie było widać nikogo, a jedynym słyszalnym dźwiękiem były ciche oddechy dwójki Ślizgonów.
Pierwszy ruszył się prefekt. Zrobił krok w kierunku miejsca, w którym zacichło stąpanie, ale przystanął, bo z końca korytarza doszedł ich kolejny dźwięk, zmierzający powoli w ich stronę. Znanemu im już stukowi kroków, towarzyszył odgłos przeciąganych po ścianie pazurów. W korytarzu nadal nie było nikogo widać.
Kroki i zgrzyt drapanej ściany ucichły dwa jardy przed nimi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Wielka Brytania, Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 513
  Liczba postów : 518
http://www.czarodzieje.org/t13688-aleksander-cortez
http://www.czarodzieje.org/t13705-anty-temat-z-relacjami
http://www.czarodzieje.org/t13741-cortez-aleksander-korespondencja
http://www.czarodzieje.org/t13704-aleksander-cortez




Gracz






PisanieTemat: Re: Posąg Jednookiej Wiedźmy   Wto 10 Paź - 9:29

Trochę się uspokoił gdy Cezar powiedział, że może go sobie nazywać jak tylko chce. Nie znał relacji tych dwojga, ale wyglądało na to, że nie były wcale za dobre. Albo też Ślizgon miał zupełnie inne podejście niż jego własne do tego typu spraw.
- Doprawdy nic a nic? - odpowiedział teatralnie unosząc brew i lekko się uśmiechając.
- Czasami mam wrażenie, że to jedyny sposób by jakoś nie wyróżniać się z tłumu. Zwłaszcza ostatnio, próby zwracania na siebie jakiejkolwiek uwagi przez innych uczniów osiąga chyba już maksymalny próg. Co będzie później? Wchodzenie na ławki podczas zajęć? Bo już od dawna pozapominali po co przychodzą na zajęcia i czym one tak na prawdę są. Urządzając tam jakieś dramaty, sceny jak z słabych romansideł, czy zwyczajne kółko spotkań towarzyskich. I to niby ja najbardziej pajacuję? - odburknął mu zirytowany. Spojrzał się na jego różdżkę. Nie dlatego, że się obawiał, a dlatego, że był ciekawy pracy jego rodu.
- Sam ją zrobiłeś, czy ktoś z twojej rodziny? - rzucił w jego stronę zainteresowany. Wtedy usłyszał głośne tupanie, ktoś szedł w ich stronę. Przez co spojrzał się zdziwiony na kolegę i już podniósł z ławki.
- Spodziewasz się kogoś? - wyszeptał do Cezara i podniósł wyżej różdżkę celując w stronę wejścia. Wolałby był to jakiś nauczyciel. Wtedy mogliby ściemnić, że właśnie odrabia jeden z swoich szlabanów, pomagając koledze z domu. Bo przecież tak wiele się dzieje ostatnio, że lepiej jest nie chodzić samemu po szkole.
Jakoś tak chciał, aby okazała się to pewna prefekt. Mógłby bez problemu jej mocno zaszkodzić. I odebrać to co ostatnio nie miał okazji, bo zabrała mu ją prefekt Slytherinu.
Kroki się nasilały lecz nikogo nie ujrzał. Nikt przed nimi nie stał, a był pewny, że odgłos kroków dochodził z miejsca, gdzie powinni już kogoś lub coś zauważyć.
- Niewidka? - wyszeptał, gorączkowo szukając jasnego rozwiązania. No ale raczej nie, jeśli komuś zależało by na dyskrecji to by nie tupał jak głupi troll, no chyba że jest całkowitym nieudacznikiem i głuchy. No nie... A może to znikająca małpa? Nie... Ona też by nie tupała. A może by tak... Nie, one tutaj nie występują... Ale warto było sprawdzić.
Pierwszy ruszył w tamtą stronę prefekt. Więc Cortez świecąc lumosem przesuwał się pomału w stronę Cezara, tak by stanąć za nim. Musiał coś sprawdzić, więc efekt jaki chciał uzyskać to świecenie chłopakowi za plecami, przez co na ścianie musiał ukazać się jego cień. Przesuwał się jednak dalej tak by wyłonić się po jego lewej stronie. Różdżkę trzymał prawą ręką, nadal jednak świecąc za nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 808
  Liczba postów : 242
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Posąg Jednookiej Wiedźmy   Sob 28 Paź - 22:35

- Zalał to zalał nie ma co drążyć tematu - beznamiętnie wzruszył ramionami, ciągle zachowują obojętny wyraz twarzy.
Mało rzeczy było w stanie zrobić na Caesarze wrażenie. Zdawało mu się, że w szkole, a już szczególnie na zajęciach widział wszystko. Ludzie obrzucali się nawozem, równie chętnie co przezwiskami, a pajacowaniu nie było końca. Czasem się wkurzał, miał ochotę porozdzielać ich wszystkich, poodejmować punkty i zamknąć te niewyparzone gęby jakimś zaklęciem, jednak wielce prawdopodobne było, że za takie coś wywaliliby go z prefektury. A tego bardzo nie chciał.
- Cortez, to nie jest wyliczanka, kto zachowuje się lepiej, a kto gorzej. Nazwisko i dom zobowiązuje, a jeśli chcesz zachowywać się jak byle gryfonii to proszę bardzo, droga wolna. - Ledwo powstrzymywał się przed "facepalmem". Zirytowany, zmarszczył brwi i pokręcił głową nad głupotą kolegi. - Zresztą czy dobre wyniki w nauce zdobyte dzięki swojej wiedzy, a nie przez ściąganie, nie są dużo bardziej zadowalające? - zapytał całkowicie szczerze, ciągle nie mogąc zrozumieć ludzi, pokuszających się na ściąganie. Nie chodziło o to, że był jakoś strasznie prawy, trudno było mu jednak zrozumieć kłamców i oszustów, szczególnie w kwestii nauki i dobrych ocen. Sam Fairwyn nie mógłby sobie wybaczyć dobrej oceny, bez posiadania potrzebnej wiedzy, kierował się zasadą — lepszy Troll, niż zerżnięty Wybitny.
Cortez był w tej kwestii wyjątkowo zawistny — każdy uczeń wiedział, że uczniowie Slytherina mają u Edgara sto razy gorzej, a belfer bardzo dba o to, by każdy z nich dobrze reprezentował dom srebrno-zielonych. Mógł spodziewać się tego, że w takiej opcji nauczyciel nie odpuści. Najwyraźniej nie każdy był na tyle roztropny, ale na to chłopak nie mógł nic poradzić.
Zapytany o różdżkę uśmiechnął się nieskromnie, uniósł ją do góry, na wysokość swoich oczu i dokładniej przyjrzał się magicznemu przedmiotowi. Pierwsza różdżka, jaką udało mu się stworzyć, służyła mu już od 2 lat. Nie była najlepszą, a Caesar był pewny, że inne twory od Fairwynów działałyby znacznie lepiej, jednak cholerny sentyment nie pozwalał mu się jej pozbyć i zamienić na żadną inną.
- Sam. - spojrzał na kolegę znad różdżki - Jak zniszczysz swoją albo ktoś Ci ją ukradnie to mów, chętnie stworzę coś specjalnie pod Ciebie - rzekł pewnie, całkowicie nie wstydząc się swoich umiejętności. Przeszedł kurs i staż i chociaż był młody, to dobrze znał się na swoich fachu. Czekał jedynie na ukończenie szkoły i planował wyjazd, długi wyjazd w świat w celu jeszcze większego wgłębienia się w sztuki magiczne oraz różdżkarstwo. Każdy kraj oferował co innego, inne rdzenia, inne drewna, a on chciał poznać swoją profesję z każdej strony. - Korzystaj, dopóki możesz, bo po studiach wyjeżdżam z kraju, a specjalizowane różdżki są dużo droższe. - przypomniał. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że popełnił pewnego rodzaju błąd. Cortez zdecydowanie nie był biedny i najprawdopodobniej przy wyborze różdżkarza nie kierował się ceną jego dzieł. No cóż, pozostało liczyć na to, że młodszy z nich zdecyduje się nie wspominać nic o pieniądzach i o tym, że stać go na różdżkę, jaką tylko zapragnie mieć.
W pierwszej chwili nie zauważył dziwnej reakcji swego ciała. Rozmawiał sobie o różdżkach ze znajomym z jednego domu, który wydawał się w miarę żywo zainteresowanym tematem, gdy serce zaczęło mu jakby szybciej bić. Na początku całkowicie zignorował to dziwne uczucie, by za chwile zostać zaalarmowany głośnymi krokami. Czoło chłopaka przedzieliła gruba krecha, sygnalizująca, że całkowicie nie wie co to i kto to. Jednego był pewien — to nie był nauczyciel ani uczeń. Uczeń skradłaby się w strachu, że ktoś wlepi mu szlaban, ewentualnie ulotnił się z miejsca, jak najszybciej się da, sprowokowany prowadzoną przez nich rozmową. Nauczyciel nie kryłby się w cieniu i zapytał, dlaczego tutaj są.
Ruszył pierwszy jak jakiś debil. Zaalarmowany reakcjami swojego ciała powinien zniknąć, ale najwyraźniej coś w środku chciało pobawić się w bohatera. Nie zwracał uwagi na Aleksa, który podążał za nim, nie upomniał go nawet za Lumos, całkowicie ujawniające ich mocnym, białym światłem.
Coś, co skrywało się za rogiem, przystanęło, jakby zaalarmowane ich obecnością — wydawało się jednak nie bać. Caesar zatrzymał się w oczekiwaniu, cały czas dzierżąc w swojej dłoni różdżkę. Był gotowy na wszystko i chociaż serce waliło mu jak oszalałe, to nie bał się niczego co czyhało na nich za ścianą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44089
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Posąg Jednookiej Wiedźmy   Nie 29 Paź - 0:19

Chwycić. Rozszarpać. Pożreć.
Nie udało mu się ostatnio. Był obolały, ale zapach mięsa nęcił go z każdej strony. Za drzwiami, za ścianami, wszędzie. Dziesiątki ludzi, zbitych w zbyt duże grupy, by zaatakować. Aż poczuł to...
Pachnieli tak dobrze, kiedy się bali. Wabiło go to bardziej niż intensywny zapach zza ścian. Byli tu, blisko i bali się go. Byli słabi, słabsi niż on.
Zobaczył ich. Stali bezradnie, nie widząc go. Mógł się zakraść. Zaatakować od tyłu, nim zdążyliby się zorientować co się dzieje. Ale strach pachniał tak dobrze...
Zbliżał się do nich, czując narastające w nich napięcie. Zapach potu na ich skórze sprawiał, że ślina zaczęła ściekać mu po kłach. Słyszał ich serca walące w piersiach... krew tłoczącą się w ich ciepłych ciałach. Był głodny. Nie chciał dłużej czekać.

Usłyszeli ryk, kiedy niewidzialna siła z impetem pchnęła Fairwyna na ścianę. Chłopak odbił się od kamieni i wylądował na posadzce. Czuł tępy ból w głowie, a świat wokół wirował. Widział jednak jak ta sama niewidoczna istota z impetem przygniata Corteza do podłogi. Różdżka młodszego Ślizgona wypadła mu z ręki i potoczyła w głąb korytarza, rzucając światło na ściany w oddali. W jej wątłym świetle, Fairwyn zobaczył chude,stworzenie o lśniącym w blasku zaklęcia futrze, pochylające się nad nad jego towarzyszem. Przyczajacz przycisnął Corteza ogromnymi łapami do ziemi i rozwarł szczęki. Już miał zatopić w nim kły, kiedy Fairwyn, pomimo chwiejnego obrazu, rzucił w niego zaklęciem. Zwierzę zginęło na miejscu.

-------------------------------------------------
Ces, rzucasz wybranym zaklęciem, ale takim, żeby się udało zabić przyczajacza. Zdecydujcie, co zrobicie z ciałem ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Brisbane, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
  Liczba postów : 183
http://www.czarodzieje.org/t15384-viatrix-travers
http://www.czarodzieje.org/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://www.czarodzieje.org/t15580-dixie
http://www.czarodzieje.org/t15383-trixie-travers




Gracz






PisanieTemat: Re: Posąg Jednookiej Wiedźmy   Nie 4 Mar - 16:25

Głośne trzaski odbijały się echem od kamiennych ścian. Raz po raz nadciągały nowe, gdy kolejne drzwi się otwierały i na korytarze wylewały się całe tłumy uczniów. Łatwo było dać się porwać i zagubić. Red Rock miało o wiele lepszą organizację szkolnych klas i Trixie dopiero niedawno przyzwyczaiła się do lawirowania w tym dzikim kłębowisku ciał. Wcześniej za każdym razem wyrzucało ją na innym piętrze i musiała znowu maszerować przez zamek, aby odszukać swoje zajęcia. Chyba właśnie wtedy przestała chodzić na wszystkie, szkoda jej było zachodu. Teraz, w okolicach lunchu, większość kolorowych szat skierowała się w stronę wielkich schodów, aby zejść po nich do wielkiej sali i coś przekąsić. Travers uparcie opierała się porwaniu. Od kilku godzin polowała w całym zamku na @Ezra T. Clarke, z którym już od dawna nie udało jej się zamienić słowa. Wydawało jej się wręcz, że chłopak specjalnie ją unika i ta przykra myśl tylko motywowała ją do dostrzeżenia w tłumie znajomej czupryny Krukona, a nie było to łatwe. Większość uczniów przewyższała ją wzrostem, więc Trixie postanowiła pokierować się dotykiem. Przepychała się, macając krawaty mijanych chłopców, aby upewnić się o ich kolorze. Kilka razy ktoś się na nią oburzył, ale Australijka zupełnie nie zwróciła uwagi na gniewne pokrzykiwania i kontynuowała to macanie. Wreszcie, kiedy prawie zadeptała profesora Harringtona (który chyba wyrósł przed nią spod ziemi), potknęła się o własne nogi i na kogoś wpadła. Chwyciła nieznajomego za ramię, aby nie upaść.
- Och, przepraszam - westchnęła głośno, aby w tym gwarze ją dosłyszano. Uniosła wzrok najpierw na niebieski krawat, a dopiero później odnalazła twarz, tak dobrze jej znaną. Tylko czemu wydawała się taka… obca? Nieważne. Gryfonka uśmiechnęła się do Ezry wesoło i objęła go w pasie na powitanie. - Gdzie się podziewałeś? Szukam Cię od rana i myślałam już, że zanim Cię znajdę to mnie stratują.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1072
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1730
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Posąg Jednookiej Wiedźmy   Nie 4 Mar - 17:45

Oficjalnie miał dosyć... wszystkiego. Dosłownie wszystkiego. Drażniło go słuchanie trajkoczących nastolatek, które prześcigały się w rozprzestrzenianiu plotek, drażniły go wszystkie powitania rzucane mu prosto w twarz ze strony osób, po których jego wzrok jedynie się prześlizgiwał bez większej świadomości. Dopiero w tym momencie dostrzegał, jak bardzo to wszystko było... zbędne. Jego myśli błądziły wyłącznie koło skromnego mieszkania w Bristolu, w którym powinien teraz być. I byłby, gdyby nie upór jego matki, która twierdziła, że obowiązkiem Ezry był powrót do Hogwartu, skoro w żaden sposób jego bezczynna obecność nie pomagała Felicity.
W jego kieszeni wciąż znajdował się list od matki; pomięty przez nerwowe otwieranie go i bezmyślne wpatrywanie się w tekst, choć treść znał już niemal na pamięć. To była wiadomość, która spadła na niego zbyt niespodziewanie - nie miał pojęcia, co się robi w takich sytuacjach.
Zapewne niewielu widziało Ezrę kiedykolwiek do tego stopnia roztargnionego; choć dopiero co wrócił do Hogwartu, zdążył już dwukrotnie pomylić sale, w których powinny odbywać się jego lekcje, nie mówiąc już o niedbałości z jaką zwisał mu z szyi jego zazwyczaj pedantycznie zawiązany krawat.
Był to swego rodzaju trans, a z niego nie należało wyrywać tak gwałtownie, jak zrobiła to @Trixie N. Travers. Każdy wiedział, że Ezra Clarke niemal hołdował swoim życiem stoickiej filozofii, która zabraniała mu poddawania się przesadnej emocjonalności. Ale ten sam Ezra Clarke dał się zirytować głupiemu zderzeniu na korytarzu, przez co nieświadomie wysłał w stronę Gryfonki falę negatywnych odczuć. Choć Ezra podtrzymał za talię drobną dziewczynę, która niemal wpadła mu pod nogi, zmarszczone brwi sugerowały, że był to gest pokierowany odruchem, a nie życzliwością.
Co gorsza? Dziewczyna zadawała mu pytania...
Zamrugał ze zdziwieniem, otrząsając się z tego umysłowego letargu i tym razem doskonale rozpoznając Trixie. Słodki uśmiech Gryfonki na moment rozwiał jego zły nastrój, a mimika wyraźnie złagodniała, choć w oczach pozostawała trudna do zidentyfikowania pustka i wycofanie. Objął młodszą dziewczynę, przesuwając dłonią po jej plecach; w identycznie czuły sposób przytulał Felicity, kiedy byli młodsi...
- Och, rzeczywiście mogłaś mieć problem, wcześnie rano nie było mnie w Hogwarcie - wytłumaczył zdawkowo, a w jego głowie pojawiła się chęć wycofania. Chaos w jego głowie nie pozwalał mu na idealne utrzymanie obojętnej fasady, więc tak ciekawska i bystra istota jak Trixie bez wątpienia miała to rozszyfrować. I było to coś, czego Ezra się obawiał całe życie. Nie radził sobie w sytuacjach, których nie kontrolował. Podjął więc wysiłek, uśmiechając się lekko i kiwając zachęcająco głową - Czemu zawdzięczam taką determinację?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Brisbane, Australia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
  Liczba postów : 183
http://www.czarodzieje.org/t15384-viatrix-travers
http://www.czarodzieje.org/t15391-little-pixie-nah-just-trixie
http://www.czarodzieje.org/t15580-dixie
http://www.czarodzieje.org/t15383-trixie-travers




Gracz






PisanieTemat: Re: Posąg Jednookiej Wiedźmy   Pon 5 Mar - 12:56

Nie spodziewała się tak chłodnego przyjęcia. Kilka pierwszych sekund wydłużyło się dla niej w prawdziwe minuty, jeżeli nie godziny, a ona po prostu stała, zmrożona jego grzecznościowym podtrzymaniem. Zupełnie nie dostrzegła rozmemłanego krawatu, chociaż dopiero co go dotykała. Teraz zwisał smętnie pomiędzy nimi, oddzielając ich od siebie niewidzialną barierą. Wreszcie jego twarz się poruszyła, a grymas powoli zaczął zanikać. Ku jej zdumieniu, nie udało jej się go wygnać precz. Teraz to ona ściągnęła brwi, a na jej ustach pojawiła się cienka linia, zwiastująca nie tyle złość, co konsternację. Cóż, wyglądała raczej na podenerwowaną. Wreszcie jego ręce zadziałały. Przytulił ją do siebie, a troska nieco z niej uleciała, chociaż nie do końca. Przylgnęła do niego nieco mniej sztywno, palce wczepiając w jego szatę. Tłum wciąż napierał, lecz tym razem nie miał jak ich porwać. Ezra stał twardo na nogach, a ona jako jego bagaż pomagała mu w utrzymaniu pozycji.
Dosłyszała to wszystko, co Krukon starał się ukryć, aczkolwiek nie była do końca pewna czy dobrze ten ton interpretuje. Zmarszczka zastanowienia na jej czole zaczęła się pogłębiać i nie przegnały jej żadne sztuczne uśmiechy Clarke’a. Prawdę mówiąc, nawet nie zwróciła na nie uwagi, zbyt skupiona na przyspieszonym rozeznawaniu się w tej sytuacji. Przygryzła dolną wargę, nagle niepewna czy jej słowa okażą się właściwe, skoro zdecydowanie coś z nim było nie tak. Ach, a co jej tam.
- Czemu nie było Cię na trybunach? Wiedziałeś przecież, że to ja miałam szukać znicza. - Podkreśliła słowo „ja”, jakby inni Gryfoni na miotłach kompletnie się nie liczyli, chociaż w drużynie była także jej siostra Demetria. Jednakże tak, dla Trixie w całym tym meczu ważne było jedynie jej zagranie. Niezwykle szybka akcja, bijące głośno serce, palce zaciśnięte na zniczu. Nigdy wcześniej nie grała na pozycji szukającego, to miał być jej debiut, a Ezry na nim nie było. Wtedy też nieoczekiwanie spuściła z tonu. Jej napinające się od kilku minut stresu ciało, nagle zmiękło gdy rozluźniła je wraz z głębokim wydechem, a w oczach pojawiło się coś nowego. Odrobina zwątpienia, smutku i jakby przedziwna niepewność, ale nie związana z nią samą. Martwiła się. - Co się stało? - Musiała zadać to pytanie, gdyż w jej oczach z Ezrą było coś nie tak. Nie była jednak pewna czego dotyczy owo „coś”, więc w jej głowie natychmiast eksplodowało tysiące wątpliwości i potencjalnych pomysłów. - Czy to Leo czy…? - Zapytała, zanim w ogóle przemyślała te słowa. Gdyby między nim, a Leonardo było coś nie w porządku, na pewno wiedziałaby o tym od samego Gryfona. Na szczęście, jej pytanie i tak utonęło w gwarze spieszących na lunch uczniów. - Chodź, nie da się rozmawiać w tym hałasie. - Poprosiła nieco głośniej, starając się dojrzeć jakąś drogę ucieczki. Kiepsko jej szło, a to wszystko dzięki tym okropnie wysokim Brytyjczykom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Posąg Jednookiej Wiedźmy   

Powrót do góry Go down
 

Posąg Jednookiej Wiedźmy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Spalić, wiedźmę! - wątek z Blizarre

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogwart
 :: 
Wielkie schody
 :: 
trzecie pietro
-