Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sklep Ollivandera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : -16
  Liczba postów : 974




Gracz






PisanieTemat: Sklep Ollivandera   Sob Cze 12 2010, 13:13

First topic message reminder :


Sklep Ollivandera

Przekraczając próg sklepu, od wielu pokoleń należącego do rodziny Ollivanderów, oczom ukazuje się duży pokój z regałami wypchanymi po same brzegi wszelakimi różdżkami, jest w nim dość chłodno i panuje cisza. Każdy nowy uczeń Hogwartu, przed wyjazdem do szkoły przychodzi tu po wyjątkową i niepowtarzalną różdżkę dla siebie.

Dowolna różdżka – 40g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 605
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 645
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Pią Cze 29 2018, 16:18

@Everett C. Harrison

Powinienem być bardziej ostrożny, to na pewno. I nie bawić się tak z odstawianiem eliksiru euforii, bo widocznie zbyt długie niespożywanie go jest bardziej niebezpieczne, niż mi się wcześniej wydawało, skoro złamałem swoją różdżkę tylko i wyłącznie przez durne zakłócenie. Albo to znów wina tego kapryśnego patyka, którego od dawna chciałem się pozbyć. I nie dość, że wyleciałem z roboty, to jeszcze wydam ostatnie oszczędności na nowy, a potem będę się musiał tłumaczyć rodzicom, dlaczego biegam z nowiuteńką różdżką. Po prostu c u d o w n i e.
Nie chcę więcej ryzykować złego samopoczucia, zwłaszcza względem najlepszego kumpla, więc zdobywam fiolkę eliksiru euforii i wypijam ją jakiś czas przed tym, jak mam po niego przyjść. Sam sobie obiecywałem, że więcej tego nie zrobię, a teraz z premedytacją łamię tę zasadę. Nic jednak nie poradzę, że pragnienie ogarniającego mnie szczęścia jest silniejsze od mojej własnej woli. Nosi mnie tak, jakbym przedawkował cukier i jeszcze wcisnęli mi w tyłek mugolski motorek, ale trudno. Krzątam się przez to po domu jak opętany, szukając czegoś niebieskiego lub zielonego, skoro już Everett się na to uparł, a z braku lepszej rzeczy, zgarniam stary szalik szkolny mojej mamy i przerzucam go sobie przez szyję. Co z tego, że jest gorąco? Jak poudaję przez chwilę Ślizgona, to chyba nie spadnie na mnie żadna klątwa, prawda?
Spotykamy się w ustalonym miejscu i stamtąd przenoszę nas do Londynu, bo Ponurak niespecjalnie jest dobry w te klocki. Oczywiście jak zwykle obrywam przez zakłócenie i przypadkiem zamiast przed Ollivanderem lądujemy na sklepie. Dosłownie, na dachu, z którego jednak szybko nas przenoszę na dół, bo nie jest to zbyt dogodne miejsce do handlowania.
- Te zakłócenia mnie wykończą – mówię, przecierając czoło końcem ślizgońskiego szalika, bo przez próbę utrzymania się na dachu i jednoczesnego przeniesienia zarówno siebie, jak i Harrisona, trochę się zmachałem. – Ponuraku, pójdziemy potem coś zjeść? Mam ochotę na grochówkę z Dziurawego – dodaję jeszcze, bo burczy mnie w brzuchu. Zawsze mnie łapie głodówka po eliksirze euforii.
Wchodzimy do środka, a ja już cykam się, że po raz kolejny trafię na różdżkę z włosem wili, co skończy się tragicznie dla całego otoczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 72
  Liczba postów : 48
http://www.czarodzieje.org/t16028-everett-c-harrison#438008
http://www.czarodzieje.org/t16030-chodz-a-powiem-ci-jak-smakujesz#438016
http://www.czarodzieje.org/t16031-rimbaud#438025
http://www.czarodzieje.org/t16029-everett-c-harrison




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Sob Cze 30 2018, 20:53

List od Holdena jest niespodziewany; jeśli już to oczekuję raczej zaproszenia na kolejny protest dotyczący zabijania/jedzenia/wykorzystywania magicznych stworzeń albo informacji o ciekawym nabytku, który wpadł w ręce Thatchera i który przymusowo trzeba wypróbować. Muszę przyznać, że konieczność zakupu nowej różdżki trochę mnie zaskakuje - no bo ten kijek ani się nie wyczerpuje, ani wcale taki prosty do zepsucia nie jest, chyba że napada cię zgraja chochlików. Wierzę, że nie napadła go zgraja chochlików; poznałyby swojego.
Nie narzekam jednak, bo w końcu taka ekspedycja, nawet do Ollivandera, to i tak fajna sprawa. Specjalnie wkładam na siebie głęboko pomarańczowy t-shirt, który sprawia, że czuję się tak, jakby obwiesił się energetyzującą czerwienią. Przy Holdenie noszenie czerwieni jest dla mnie niemal obowiązkowe, biorąc pod uwagę, jak siły witalne szybko potrafią ze nie upływać, nawet bez jego pomocy. A Hol, kiedy wreszcie pojawiam się w umówionym miejscu, jak zwykle promienieje. Nawet bardziej niż zwykle, co widzę już po szerokim uśmiechu. Z tą energią mógłby być skaczącą piłeczką.
Jestem w stanie zaufać przyjacielowi w kwestii teleportacji, bo... bo w zasadzie nie mam innego wyboru, biorąc pod uwagę, że ja nie przeniósłbym się nawet o jeden metr. Thatcher chyba też zresztą pozwala się ponieść swoim myślom, bo do naszego celu brakuje kilku metrów. Zjeżdżanie raczej nie byłoby rozsądne, więc na wszelki wypadek mocno przytrzymuję się dachu, kiedy Holden podejmuje próbę ściągnięcia nas w bezpieczny sposób.
- No pewnie. Ale pójdziemy, tym razem naprawdę. Na nogach - wymagam od niego, jednocześnie myśląc, czy zabrałem jakieś drobniaki. Holden wie, że wiecznie chodzę spłukany.
Wchodzimy do środka, a mnie przede wszystkim uderza wszechobecny smak drewna - ta grochówka potem wydaje się jeszcze lepszym pomysłem. I przypominam sobie też, że Holden właściwie nie opowiedział mi historii, jak to stracił swoją różdżkę. Niedopatrzenie.
- Któraś mówi coś do ciebie? - pytam go, wchodząc śmielej i właściwie nie wiedząc, za czym się rozglądać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 605
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 645
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Sob Cze 30 2018, 22:21

Śmieję się z Ponuraka, bo znów jest na mnie zdenerwowany z powodu teleportacji. Mimo wszystko lepiej jest nam podróżować w ten sposób, niż szukać jakiegoś kominka i później łazić jak brudasy po mieście z powodu popiołu. Na dodatek mój przyjaciel ubrał się tak, że wygląda teraz jak wielki mugolski neon, więc tym bardziej rzucalibyśmy się w oczy i nikt nie wpuściłby nas do sklepu.
- Tak, tak, możemy się przejść – mówię i rozwiązuję szalik, bo jednak jest mi gorąco. Nadal jednak wisi na mojej szyi, skoro ma mnie wspierać w wyborze, czy coś innego w tym stylu.
Wchodzimy do środka i od razu czuję zaduch przez unoszący się wokoło kurz. Ollivander nie wietrzył tu chyba przez ostatnie stulecie, więc zastanawiam się, w jaki sposób odczuwa to pomieszczenie Everett. Pewnie w jakiś zupełnie pokręcony i jak zwykle dla mnie niezrozumiały, bo moje zmysły zwykle odczuwają tylko smak dobrego żarcia, zanim je wrzucę do ust.
- Dzień dobry – mówię na wejściu do sprzedawcy, który krząta się przy regałach. Na razie jednak chcemy się tylko rozejrzeć, więc nie zawracam mu głowy. Niech sobie układa te kartoniki. Chociaż i tak bez jego pomocy wiele nie zdziałam, bo sam mogę testować te różdżki w nieskończoność.
- Ta mi mówi, że następnym razem, jak krzywo na mnie spojrzysz, mam cię nią dźgnąć w oko – odpowiadam Everettowi i wskazuję na kartonik z podpisem informującym mnie o tym, że jest to winorośl i włos reema. Dość ciekawe połączenie, bo brzmi trochę jak grzane wino na amerykańskie Święto Dziękczynienia. Ups, chyba zaczynam naprawdę myśleć jak Ponurak.
Spoglądam na właściciela pytającym wzrokiem, ale ten macha na mnie ręką, twierdząc, że mogę sobie przetestować ten patyk. Jak na sklep z wieloletnią tradycją facet jest dosyć lekkomyślny. Albo po prostu nie wie, z kim ma do czynienia, bo siła niszczycielska, jaką tworzymy wraz z Everettem potrafi doprowadzić do katastrofy.
Wyciągam różdżkę z kartonika i macham nią, ale zamiast poczuć to przyjemne ciepło, które towarzyszyło mi podczas kupowania pierwszego kijka, z końca tego wylatuje iskra, która podpala kosmyk włosów Harrisona.
- Stary, sorry – mówię i przywalam mu szalikiem mojej matki, by ugasić płomień. – Mam nadzieję, że znowu nie trafi mi się jakaś wila. Już mi starczy, że ta miała wieczne fochy. Dobrze, że się złamała – dodaję już ciszej, by sprzedawca nie dosłyszał moich słów. – Którą mam wziąć teraz? – pytam jeszcze, licząc na to, że może Ponurak ma jakiś ukryty talent do wybierania różdżek. Co nie zmienia faktu, że mój wzrok i tak co chwila ucieka w stronę etykietki klonu z włosem testrala, choć sam nie wiem czemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 72
  Liczba postów : 48
http://www.czarodzieje.org/t16028-everett-c-harrison#438008
http://www.czarodzieje.org/t16030-chodz-a-powiem-ci-jak-smakujesz#438016
http://www.czarodzieje.org/t16031-rimbaud#438025
http://www.czarodzieje.org/t16029-everett-c-harrison




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Nie Lip 01 2018, 23:18

Jestem przyzwyczajony do dziwnych spojrzeń, które rzucają mi czarodzieje, kiedy zdecyduję się już wyjść na ulicę. Czasem nawet w murach Hogwartu zdarza mi się zapomnieć, że nie powinienem nosić mugolskich rzeczy - czasem jednak jest to silniejsze ode mnie. Nie założę czarnej szaty w dzień, kiedy będzie mnie za bardzo gryzła kolorem. Kiedy mieszkałem z Prim, nie musiałem się przejmować tym, że wyglądam jak ostrzegawczy znak drogowy, bo naprawdę mało kto zwracał na to uwagę. Czarodzieje są inni. Bardziej... stonowani. I tak jednak uważam, że to Holden wygląda dziwniej z tym swoim szaliczkiem. Nie mniej, doceniam, że się mnie posłuchał.
Jedynie kiwam głową do sprzedawcy, bardziej zaaferowany samym otoczeniem. Wszechobecny kurz trochę kręci w nosie, ale kiedy patrzy się pod światło wpadające z okna, mieni się on niczym pyłek chochlików kornwalijskich.
- Bzdura. Nie potrafisz jej słuchać po prostu - stwierdzam z miną znawcy. Kąciki moich drgają nieznacznie na słowa Holdena, kiedy przekornie posyłam mu "krzywe spojrzenie" za tę groźbę. Kiedy kumpel wyciąga różdżkę z pudełeczka, ja przyglądam się innym połączeniom. Odgórnie odrzucam wszystkie, które brzmią zbyt podejrzanie i mogłyby ugodzić eko-spojrzenie Thatchera. On jednak musi nie doceniać mojej pomocy, skoro po tym, jak macha kijkiem, skręcony kosmyk moich włosów zaczyna być prowizorycznym świecznikiem.
- Ej, ej, ej, Hol! - panikuję, a w pierwszym odruchu chcąc zgasić jeszcze nieszkodliwy płomyk rękami. Nie wiem, czy Thatcher chce przetestować, czy jakoś inaczej odczuwam ogień, ale nawet dla mnie wydałby się on parzący. Całe szczęście, że mój kumpel przynajmniej jest szybki i ratuje sytuację. - Następnym razem celujesz tam. - Łapię go za ramiona i odkręcam od siebie. Z drugiej strony, czy chcemy, żeby podpalił cały sklep, w którym pełno jest smakowitego dla płomieni drewna? - Jak możesz oczekiwać, żeby różdżka wykonywała twoje polecenia, skoro sam jej nie lubiłeś? Dawałeś jej negatywne wibracje - tłumaczę, jakby to było oczywiste. I to chyba całkiem dobra rada. Też nie lubię mojej różdżki, nie lubię nawet magii. Może więc przed snem warto będzie opowiedzieć mojej różdżce jakąś historyjkę, żeby była dla mnie łaskawsza? - To było samobójstwo, czy coś jej zrobiłeś?
W międzyczasie otwieram inny kartonik, który opatrzony jest hasłem "dereń, pióro lelka wróżebnika". Nie znam się za bardzo na różdżkach, bardziej polegam na własnych przeczuciach i skojarzeniach. Kiedy biorę ją w palce, w mojej głowie pojawia się określenie "głośna", a to całkiem pasuje do Gryfona, więc uznaję, że warto spróbować.
- Zobacz tę. Lelki przepowiadają deszcz, więc może w najgorszym wypadku zrobisz nam tu mały potop.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 605
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 645
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Sob Lip 07 2018, 22:27

Odkładam różdżkę, która podpaliła mi kumpla (tak, to wina różdżki – no bo chyba nie moja?) na miejsce, żeby przypadkiem nie zjarać całego sklepu, bo nie wypłaciłbym się za te wszystkie magiczne patyki, które się tutaj znajdują. I tak ledwie mnie stać na ten jeden, a rodzice mnie zamordują za złamanie poprzedniej, więc lepiej, żeby się nie dowiedzieli, że zrobiłem to z premedytacją.
- Przecież przeprosiłem – mówię z udawanym wyrzutem, gdy Ponurak odwraca mnie w drugą stronę, jak najdalej od siebie. – Chcesz, żebym zdemolował sklep? – pytam jeszcze, czując na sobie gromiące spojrzenie sprzedawcy. Pewnie wyrzuciłby nas na zbity pysk, nawet jeśli był przyzwyczajony do tego typu zniszczeń, bo wydaje mi się, że dopiero co układał te kartoniki, przesuwając się coraz bardziej w głąb pomieszczenia.
- Różdżki reagują na jakieś wibracje? – pytam zdziwiony, bo zawsze myślałem, że to po prostu narzędzie do rzucania zaklęć. A może Everett ma rację, że te kijki są jak magiczne stworzenia? Właściwie mają w sobie ich cząstkę, więc czemu by nie? – Złamałem ją – odpowiadam z szerokim uśmiechem, bo Euforia tak na mnie działa. Pewnie Ponurak znów weźmie mnie za totalnego wariata, ale póki co się tym nie przejmuję. Potrzebuję po prostu kolejnej różdżki, żebym miał z czym przystąpić do egzaminów i będzie dobrze.
Przejmuję od Eva kolejny kijek i przez chwilę obracam go w dłoni niczym miecz. Zaciskam palce na uchwycie i celuję w gdzieś przed siebie, choć trafia akurat na nieszczęsną półkę z kartonikami. Po raz drugi macham, ale znów nie czuję żadnej więzi, za to pudełka z innymi różdżkami zaczynają lecieć w naszą stronę z zatrważającą prędkością niczym pociski. Ciągnę kumpla w dół, by przypadkiem nie zginął stratowany przez kartony. Z takim refleksem może powinienem grać w quidditcha?
- To chyba też nie ta – stwierdzam, odkładając ją z powrotem do kartonika i ruszam, by zebrać te, które wylądowały na podłodze. – Przepraszam – rzucam jeszcze zarówno do Harrisona, jak i do sprzedawcy i kładę przedmioty na ladzie, bo nie wiem, czy nie zaburzę jakiegoś systemu logistycznego.
Ej, a może nauczę się bezróżdżkowej – mówię do Gryfona i mimo że jest to trochę żart, to jednak brzmię poważnie. Nawet mi to przez chwilę chodzi po głowie, no ale skoro nie potrafię rzucać zaklęć w tradycyjny sposób, to jak miałbym w ten bardziej skomplikowany? – Wybierz mi jakąś inną – dodaję, wskazując na pudełka, które leżą na ladzie. – Ale nic, co będzie wyło z rozpaczy nad moim brakiem talentu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 72
  Liczba postów : 48
http://www.czarodzieje.org/t16028-everett-c-harrison#438008
http://www.czarodzieje.org/t16030-chodz-a-powiem-ci-jak-smakujesz#438016
http://www.czarodzieje.org/t16031-rimbaud#438025
http://www.czarodzieje.org/t16029-everett-c-harrison




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Nie Lip 15 2018, 00:12

Być może dla Holdena byłoby lepiej nie przyznawać się zawsze do wszystkich wybryków. Dla rodziców Holdena też, pewnie łatwiej byłoby o wyrozumiałość dla syna.
- Nie powiedziałem, że nie przyjmuję przeprosin. Próbuję zadbać o to, żebyś nie musiał ich powtarzać - tłumaczę z małym, pobłażliwym uśmiechem. Własne życie cenię bardziej niż dorobek Ollivndera. Aczkolwiek może dobrym pomysłem byłoby wypicie eliksiru wielosokowego przed tym wyskokiem? Byłoby zabawnie, gdyby ścigano kogoś innego za zniszczenie mienia...
- Nie wiem, ale skoro mówi się, że to różdżka wybiera czarodzieja, to chyba nie jest to tylko drewno z niespodzianką - przypominam sobie. Tylko na podstawie czyjejś postawy ludzie często potrafią sami wyciągnąć komunikat, który nie chce przejść przez usta. Żyjemy w magicznym świecie i idea różdżki, która odbiera jakieś podprogowe informacje, nie wydaje mi się być całkowicie absurdalna. Zresztą, największym absurdem jest sam Holden. Unoszę brwi, ale raczej nie jest to podyktowane zdziwieniem. Staram się nie szastać tą emocją, ponieważ mogłoby jej nie wystarczyć na długo. - Złamałeś? Dlaczego ją złamałeś? - dopytuję, ale szeroki uśmiech Holdena sugeruje, że chłopak swój postępek traktuje inaczej niż ja. To musi być jeden z jego ekscentrycznych pomysłów - trzeba zaznaczyć, że nie wszystkie są dobre. Zgadzając się na większość, mam świadomość, że większość większości jest zła.
Obserwuję z zainteresowaniem, jak poradzi sobie wybrana przeze mnie różdżka. Dyskretnie trzymam za nią kciuki, głównie dlatego, że nie jestem pewny, czy wypłacimy się z ewentualnych szkód, jeżeli Holdenowi nie będzie szło. Chociaż gdyby te kartoniki dokonały na nas dekapitacji lub zmiażdżenia, Ollivander nawet by skorzystał. Włos z głowy Holdena poradziłby sobie jako rdzeń. Mimo wszystko, cieszę się z powodu jego refleksu, kiedy ciągnie mnie w dół.
- Powinieneś zacząć nosić karteczkę na czole z napisem "przepraszam" - zauważam, uśmiechając się pod nosem, mimo wszystko rozbawiony próbami rozsadzenia sklepu. Holden doskonale by się nadawał do roli podstawianego klienta, który niszczyłby konkurencję... -
Wcześniejsze wspomnienie Holdena na temat jedzenia wciąż siedzi mi w głowie, więc tym razem moje spojrzenie ucieka do różdżek wykonanych z drzew owocowych. Grusza wydaje się być miłą różdżką, jabłoń za to niezwykle urokliwą, być może dodałaby trochę wdzięku Holdenowi... Waham się przez chwilę nad nietypową wiśnią i rzadko spotykaną winoroślą, ostatecznie wybierając tę drugą. Jej rdzeniem jest włos sfinksa, więc niewątpliwie to połączenie może być jedną wielką zagadką.
- Stawiasz przede mną duże wymagania, Hold - śmieję się, oddając mu kartonik i niecierpliwie czekając na próbę. Co tym razem? Skoro my już spadliśmy na dach, to może teraz dach spadnie na nas?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 605
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 645
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-pluszak#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Pią Lip 20 2018, 17:59

Rodzicom nie zawsze się przyznaję, jednak jakimś cudem za każdym razem wiedzą o tym, że coś przeskrobię, zanim w ogóle pomyślę o tym, żeby to zrobić. Egiptu jednak do tej pory mi nie wybaczyli i dziwię się, że nie marudzą na to, że mam zamiast po raz kolejny wyjeżdżać gdzieś, chociaż tym razem ze szkoły.
- Kiedy „przepraszam” to moje nowe ulubione słowo – mówię z zachwytem, wywołanym bardziej przez eliksir euforii niż moje własne odczucia. – A w stosunku do ciebie mogę go używać cały czas. Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
Mam głupkowaty humor, trochę jak czteroletnie dziecko, które zdecydowanie przesadziło z ilością cukru na śniadanie i zachowuje się jak wiewiórka po ciężkich dragach. Mógłbym też biegać wokół i pytać, co do czego służy, ale jednak przebija się w moim umyśle pozostałość głosu rozsądku, który podpowiada mi, że powinienem kupić różdżkę, bo inaczej nie będę miał z czym podejść do egzaminów.
- A skąd mam wiedzieć, co mnie wybierze? Dla mnie to niespodzianka. To, że różdżka wie, że jestem jej przeznaczony może co najwyżej oznaczać, że… Że ukryła się gdzieś na samym dnie magazynu, żebym jej nie dorwał w swoje ręce. A jeśli dopasuje mi się inna, to tylko zwykły przypadek, co nie?
Wpadam w słowotok, jak zawsze, gdy mnie nosi, a mimo że nie dopijam więcej eliksiru, mam wrażenie, że z każdą minutą jego działanie coraz bardziej się wzmaga. Może to kwestia picia na pusty żołądek, a może tego, że nie kosztowałem tego cytrynowo-miętowego trunku na tyle długo, że aż wpadłem w niekontrolowaną furię, godną jedynie samego stanu harpii u wili.
- Trochę się nie dogadywaliśmy, więc chciałem sobie porozmawiać z tą wilą z rdzenia osobiście, tyle że ona nie była zbyt rozmowna – opowiadam, drapiąc się przy tym po karku w geście zawstydzenia, chociaż uśmiech nie schodzi mi z ust. Nie mówię mu całej prawdy, bo pewnie nie byłby tym zachwycony. A może jednak powinienem? – Przecież wiesz, że od lat mi nic nią nie wychodziło. Wydaje mi się, że to nie wina zakłóceń, a tego, że ta różdżka nie była mi przeznaczona, skoro już mówisz o wybieraniu sobie czarodzieja. Nie mogę zapalić głupiego papierosa, żeby nie oberwać strumieniem wody po ryju.
Prycham na wspomnienie nocnego prysznica, z którego uratowała mi Nessa. Pomijam ją w tej historii, bo mam wrażenie, że niezbyt za sobą z Ponurakiem przepadają i nie chcę go na razie denerwować jeszcze bardziej. Już i tak jest narażony na niepożądane działania mojego eliksiru.
- A zrobisz mi taką? Koniecznie w jakimś pozytywnym kolorze. Jaki kolor do mnie pasuje? – pytam, na początku trochę się z niego podśmiewując, ale ostatnie zdanie wypowiadam już całkiem poważnie. Zwątpię w niego, jeśli odpowie, że różowy, bo to pierwsze, co rzuca się ludziom w oczy na mój widok. No ale w takim razie do innych powinien pasować siwy, rudy albo czarny, a wcale tak nie jest, co nie?
Sięgam po kolejną różdżkę, którą wybiera dla mnie Everett. Na pudełku dostrzegam tylko, że ma coś wspólnego ze sfinksem. Nie wczytuję się bardziej, bo znając te patyki, żaden nie będzie dla mnie zbyt przychylny i znów skończę z byle czym, tocząc batalię z kolejnym kawałkiem drewna.
Jest prosta, bez żadnych zbędnych ozdobników, przez co naprawdę przypomina mi gałąź i przez to już czuję do niej jakiś cień sympatii. Odkładam pudełko na ladę i wyciągam różdżkę, już przygotowując się na zerwany żyrandol albo Ponuraka lecącego prosto w sprzedawcę, ale nic takiego się nie dzieje. Zamiast tego czuję jakiś dziwny dreszcz na całym ciele i przyjemne ciepło. Wpatruję się w kijek jak zaczarowany, podczas gdy biedny Harrison pewnie nie wie, co się dzieje.
- Znalazłem nową miłość życia – stwierdzam po chwili milczenia, chociaż nawet nie wiem, czy jakiekolwiek zaklęcie z jej udziałem zadziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29739
  Liczba postów : 45121
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Nie Sie 26 2018, 15:43

@Aiden Mograine

Powrót do rzeczywistości był dla Ciebie trudny, jednak w końcu podjąłeś próbę zostawienia za sobą przykrych wspomnień związanych z Azkabanem. Znalazłeś pracę u Olivandera. Nie jest to, może tak zajmująca praca, jak ta w Hogwarcie, jednak chciałeś dać z siebie wszystko. Jak każdego dnia, zjawiłeś się punktualnie i zgodnie z instrukcjami starego różdżkarza, wziąłeś się do pracy..

Możliwe Scenariusze:
Rzuć Kostką!
1,2 Twoim zadaniem było ułożenie kartonów z różdżkami, ponieważ dziś rano pojawił się czarodziej, który zrobił ogromny bałagan, nie mogąc dobrać do siebie odpowiedniego egzemplarza. Podwinąłeś więc rękawy i zabrałeś się do pracy. Cierpliwie, układałeś pudełka i starałeś się zrobić to w jakieś logicznej kolejności, odpowiednio przez gatunki drewna lub rdzenie. Ciągle zaskakiwała Cię ilość możliwych kombinacji! Kątem oka przyglądałeś się Olivanderowi, który obsługiwał klientów i oprzątał ladę. Gdy zostaliście w sklepie sami, zaczął opowiadać Ci trochę o swoim fachu, skupiając się na drewnie. Otrzymujesz 1 punkt z Zielarstwa do swojego kuferka! Zgłoś się po niego w odpowiednim temacie!

3,5 Staruszek poszedł na zaplecze, a Ty zabrałeś się za zamiatanie podłogi. Nie mieliście jeszcze tak wielu klientów, chociaż wielkimi krokami zbliżało się rozpoczęcie roku szkolnego, a co za tym idzie — nowi czarodzieje zjawią się prędzej czy później po swoje pierwsze różdżki. Do sklepu weszła jednak mała dziewczynka z mamą, podekscytowana i rozglądająca się dookoła. Zawołałeś właściciela, a on poprosił, abyś Ty się tym zajął, bo on musi wysłać ważną wiadomość do ministerstwa! Poprosiłeś więc, aby dziecko trochę Ci o sobie opowiedziało i zacząłeś myśleć nad odpowiednią różdżką. Na szczęście miałeś o nich podstawową wiedzę i dość szybko udało się wam znaleźć odpowiednią sztukę, a Ty nawet nie wiedziałeś, że stary Olivander stoi Ci za plecami i obserwuję z uśmiechem Twoje poczynania. Otrzymałeś od niego dodatkową premię na koniec dnia w wysokości 40 Galeonów! Zgłoś się po nie w odpowiednim temacie!

4,6 Od rana było tłoczno. Jedenastolatkowie tłumnie przybywali do sklepu z rodzicami, szukając odpowiedniej różdżki. Biegałeś między półkami, starając się pomóc dziadkowi najlepiej, jak umiałeś. Pomimo kurzu, ciągłego kichania i kropel potu na Twoim czole, dawałeś z siebie wszystko. Do późnej godziny obsługiwaliście klientów, a Ty przysłuchiwałeś się jak Olivander wybiera im magiczne patyki i uzasadnia swoje decyzje, praktycznie nigdy się nie myląc. Na koniec dnia zostało Ci sprzątnięcie sklepu, na co nie miałeś już tyle energii co wcześniej. To był jednak dobry dzień, na pewno właściciel przychylniej będzie na Ciebie spoglądał w przyszłości.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29739
  Liczba postów : 45121
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Sob Wrz 15 2018, 21:21

@Winter Rieux

Zapowiadał się naprawdę spokojny dzień. Szał na zakupy pierwszych różdżek przez jedenastolatków już minął, zaczął się rok szkolny a przez sklep przestały przewijać się tłumy ciekawych świata dzieciaków. Przyszedł czas na porządki (które wydawały się być konieczne w zakurzonym wnętrzu) i pojedynczych klientów, którzy z jakiegoś powodu stracili, lub mieli problem ze swoją różdżką. Z pewnością nikt nie spodziewał się tego dnia zamieszania. A jednak. W pewnym momencie do sklepu weszła młoda klientka. Trudno było to uzasadnić - ale z jakiejś przyczyny aż źle patrzyło jej z oczu. Każdy kto kiedykolwiek pracował jako sprzedawca wiedział, że po niektórych ludziach po prostu było widać, że będą z nimi problemy.

Parzysta: Kobieta zaczyna rozmowę pytaniem o twojego szefa. Zgodniej z prawdą odpowiadasz, że nie ma go obecnie w sklepie i że tylko ty możesz pomóc. Nieznajoma wydaje się być poddenerwowana i twierdzi, że poczeka na szefa. Tłumaczysz jej, że pojawi się on dzisiaj w pracy bardzo późno, a być może nawet wcale go nie będzie. Widzisz coraz większą złość w jej oczach, ale w końcu podaje jaka różdżką powinna być dla niej odłożona, oczywiście wcześniej już opłacona. Ty jednak nie dostałaś od szefa takiej informacji, więc nie chcesz oddać jej przedmiotu za darmo. Rzuć kolejną kostką:

Parzysta: W ogromnej złości bierze jedną z różdżek na stole, taką do której ma dostęp na wyciągnięcie ręki i przełamuje ją na pół. Z przerażeniem obserwujesz jej zachowanie i zanim zdążysz w jakikolwiek sposób zareagować, słyszysz trzaśnięcie drzwiami a po kobiecie nie zostaje nawet najmniejszy ślad. No, może nie licząc złamanej różdżki, za którą to ty będziesz musiała wziąć odpowiedzialność. Niestety twój przełożony zdaje się nie wierzyć w twoją opowieść i zabiera ci z pensji 20 galeonów. Odnotuj stratę w odpowiednim temacie!

Nieparzysta: Kobieta mierzy w ciebie różdżką i rzuca jakieś niewerbalne zaklęcie. Zaraz po tym opuszcza sklep a ty tak naprawdę nie do końca zdajesz sobie sprawę co się stało. Dopiero po chwili dostrzegasz, że na twoim ciele pojawiają się ogromne, czerwone zadrapania. Z każdą minutą jest ich coraz więcej a ty po chwili wyglądasz naprawdę makabrycznie. Niezależnie od twoich działań efekt ten będzie utrzymywał się jeszcze w dwóch kolejnych wątkach.

Nieparzysta: : Nieznajoma jednym machnięciem różdżki robi ogromny bałagan w sklepie. Nie, żeby wcześniej był mały, jednak to co się dzieje teraz przechodzi wszelkie pojęcie. Wszystkie pudełka spadają na ziemię. Nie masz pojęcia dlaczego kobieta tak się zachowała, ale ona tylko zostawia karteczkę dla twojego szefa i wychodzi. Czyżby to on jej czymś podpadł? Nie masz pojęcia, ale wiesz że prędko dzisiaj z pracy nie wyjdziesz, układając to wszystko i porządkując. Bierzesz się do dzieła.

Parzysta: Pomiędzy pudełkami dostrzegasz dziwny kolorowy woreczek. Co ciekawe, w środku znajdują się dawno zapomniane Magiczne soczewki. Chyba nic się nie stanie, jak je zachowasz. Pamiętaj zgłosić się po tej przedmiot do kuferka.

Nieparzysta: Pracujesz kilka godzin, a efekty i tak są mizerne. Kiedy na koniec dnia wraca twój szef i czyta karteczkę od nieznajomej, a potem widzi co wydarzyło się w jego sklepie, kręci głową z niedowierzaniem. Prosi cię o zostanie trochę dłużej i pomoc. W zamian oferuje 20 galeonów. Odnotuj zysk w odpowiednim temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 200
  Liczba postów : 425
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Sob Wrz 15 2018, 21:52

Życie dawało jej popalić.
Tym razem jednak, po szkole, zdawała się wykonywać w jak największym porządku swoją pracę. Całe szczęście, po wakacjach, które i tak były burzliwe, po rozpoczęciu się roku szkolnego, tłumy dzieciaków ciekawsko wpychających dłonie w stos różdżek upakowanych w specjalnych półkach, rzucających papierki na lewo i prawo, nieraz natarczywie spoglądających w jej stronę (a w sumie to w stronę jej tatuażu), dawno minęły. Przebiegły przez sklep, wykupiły to, co miały wykupić, z łatwością pomogła im znaleźć odpowiednie różdżki (coś o tym wiedziała), z łatwością dobierała przy pomocy różdżkarza odpowiednie rdzenie, wybierające uczniów z niezmierną łatwością, chociaż nieraz sprawiały one psikusy, więc tym razem pozostały jej typowe prace porządkowe. Nie zamierzała się cofnąć, była wręcz dobrą studentką, dodatkowo bez trudu dopełniała się w zakresie sztuk walki, więc dzisiejsze zlecenia były wyjątkowo proste oraz przyjemne - porządki, odkurzanie zakurzonych regałów, które dotknął czas. Coś jednak świtało w jej głowie, że nie będzie zbyt łatwo - i się w sumie nie myliła, kiedy to zauważyła sylwetkę kobiety, która to najwidoczniej nie miała złych zamiarów, a skierowanie chłodnych, zielonkawych oczu w jej stronę zakończyło się prostą, lekarską wręcz diagnozą - niezmierne kłopoty, uderzające o skraj nienormalności.
W jednej chwili - machnięcie drewnianym kijem spowodowało jeszcze większy bałagan niż był. - Co to ma być? - być może delikatnie zszokowana, aczkolwiek nadal stojąca w tej samej pozycji Rieux miała ochotę odpyskować, ostatecznie posyłając wrogie spojrzenie w jej stronę, kiedy to ta zostawiła karteczkę, wielce zadowolona. Ona? Będzie musiała pozostać przez dłuższy czas w miejscu pracy. Nie żeby jej to specjalnie przeszkadzało, co nie zmienia faktu, iż jej plany zostały pokrzyżowane, a roboty narobiło się to coraz więcej. Westchnąwszy cicho, zaczęła to wszystko przywracać do porządku - a wydawało się, że w związku z wieloma rdzeniami oraz gatunkami drewna, nie opuści placówki aż tak szybko. Jednak los zdawał się być w pewnym stopniu łaskawy - dziwny woreczek w wielu barwach zaintrygował ją na tyle, że po chwili skierowała dłoń w jego stronę oraz zwyczajnie chwyciła za przedmiot, dostając się do jego wnętrza. Dziwne... soczewki? Najwidoczniej nieużywane, aczkolwiek słyszała o nich i kiedyś, kiedy była mała, chciała je mieć, by barwa oczu była całkowicie inna. Chyba nikt się nie obrazi, jak je weźmie, czyż nie? Ostrożnie obejrzała je, by następnie nałożyć je na oczy, co być może nie było na początku zbyt przyjemne, aczkolwiek po chwili przybrały odpowiedni kolor. Srebrny, podchodzący delikatnie pod szary. Może dzień nie był aż tak stracony? Nie zmienia to faktu, że pewna kobieta zepsuła całokształt planu jej zajęć, chociaż zyskała coś dziwnego oraz niezwykłego zarazem.

| zt

Kostki: 3, 2

______________________


Another head hangs lowly
Child is slowly taken
And the violence causes silence
Who are we mistaken?

Ekwipunek:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29739
  Liczba postów : 45121
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Sro Paź 10 2018, 13:53

@Winter Rieux

Wrześniowy szał na kupno pierwszych różdżek przez nowe pokolenie czarodziejów minął. Dni były spokojniejsze, klienci starsi i bardziej doświadczeni, dzięki czemu miałaś mniej bałaganu po każdych zakupach. Dzisiejsze popołudnie się niczym nie różniło. Kolejny zadowolony klient wyszedł ze sklepu, a Ty rozejrzałaś się po izbie. Pan Olivander był bardzo zajęty i nie mogłaś mu przeszkadzać, więc sama musiałaś sobie znaleźć zajęcie na resztę dzisiejszej zmiany..
Rzuć Kostką!
Możliwe Scenariusze:
1,6 Sklep był czysty, a na regałach panował względy porządek. Postanowiłaś więc skorzystać z wolnej chwili i zabrać się do czytania, bo nic lepszego do roboty nie było, a sam szef kazał Ci skupiać się również na nauce. Wyjęłaś z torby podręcznik do zaklęć i swój magiczny kijek, biorąc się do ćwiczeń teoretycznych, gdzie liczył się odpowiedni ruch dłonią oraz poprawnie wypowiedziana inkantacja. Los chciał, że Twój wrodzony talent sprawił, że zaklęcie pomimo wszystko wyszło Ci za trzecim razem, wysypując z jednej z półek różdżki na podłogę! Nie planowałaś tego, ale widocznie za szybko wypowiedziałaś zaklęcie podczas ruchów nadgarstka! Westchnęłaś, widząc ile narobiłaś sobie sprzątania.. Spędziłaś następne dwie godziny na szukaniu do każdej różdżki właściwego pudełka, zadowolona ze swoich ćwiczeń. Do Twojego kuferka trafia 1 punkt Zaklęć! Upomnij się o niego w odpowiednim temacie!
2,4 Znudzona wpatrywałaś się w szybę, gdy do sklepu wszedł starszy jegomość. Okazało się, że szukał dla siebie nowej różdżki, ponieważ stara po wielu latach w końcu się złamała i była już bezużytecznym kawałkiem drewna. Pracowałaś już tutaj trochę czasu i zdążyłaś się czegoś nauczyć, więc od razu pobiegłaś do jednej z półek, przynosząc pudełeczko. Wcześniej oczywiście wysłuchałaś tego, co miał do powiedzenia na temat swojej poprzedniej i czego oczekiwał od nowego rdzenia. Spędziłaś, biegając między półkami godzinę, a nadal nie znaleźliście! W końcu zwabiony tłuczonym szkłem i uderzającymi o podłogę przedmiotami Pan Olivander, wyszedł ze swojej kanciapki i z uśmiechem podszedł do mężczyzny, oferując mu swoją pomoc, a Tobie zlecając sprzątanie bałaganu. Szybko poradził sobie z klientem, zaraz znajdując odpowiedni kij i przyjmując zapłatę, a także polecając swój sklep na przyszłość. Widać było, że nieco rozczarował się Twoim brakiem sukcesu, jednak z uśmiechem zachęcił do dalszych starań oraz przykładania się do pracy, po czym wrócił do siebie, gdzie kończył pracę nad różdżką. Nie był zadowolony, że mu przeszkadzano, jednak nie dał niczego po sobie poznać, a Tobie było trochę głupio.
3,5  Do sklepu przyszła matka z dzieckiem, które z przyczyn zdrowotnych do Hogwartu pójść miało dopiero teraz. Chłopczyk chciał znaleźć swoją różdżkę, upierając się przy tym na rdzeń z pióra feniksa, który dzięki historii Pottera stał się bardzo popularny wśród młodzieży. Niestety, wcale nie współpracował z młodym czarodziejem, co szybko wywoływało u niego płacz! Próbowaliście kilku różdżek — zmieniając drewna i długości, zachowując jednak pióra w rdzeniu. W końcu przeprosiłaś jego matkę, mówiąc, że niestety, ten się nie nadaje. Dziecko rozpłakało się na dobre, a gile leciały mu z nosa. Wiedziałaś, że musicie sobie jakoś poradzić i bez różdżki sobie w szkole nie poradzi, więc przyniosłaś inne pudełka i zachęcałaś go do prób. W końcu okazało się, że pasuje do niego włókno z serca smoka, a Ty opowiedziałaś mu o właściwościach tego surowca, zapewniając, że trafia w dłonie tylko zdolnych i odważnych czarodziejów, oraz że powinien być dumny z jego posiadania. Musiałaś być bardzo przekonująca, bo chłopiec rozweselił się i przytulał kijek, a jego matka z ulgą posłała Ci wdzięczne spojrzenie. Otrzymałaś od niej napiwek w wysokości 30 Galeonów! Zgłoś się po zapłatę w odpowiednim temacie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Skąd : Wielka Brytania / Dolina Godryka.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 200
  Liczba postów : 425
http://www.czarodzieje.org/t16550-winter-rieux#456757
http://www.czarodzieje.org/t16559-relacje-winter-rieux#456919
http://www.czarodzieje.org/t16558-poczta-winter-rieux#456915
http://www.czarodzieje.org/t16557-winter-rieux#456856




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Sro Paź 10 2018, 14:50

Szał na różdżki minął.
Wreszcie koniec sprzątania po dzieciakach, które z rozmachem potrafiły zamienić sklep Ollivandera w istną ruinę. Oczywiście w jej obowiązkach należało dbanie o pomieszczenie, co nie zmienia jednak faktu, że układanie wszystkiego na półkach odznaczających się czasem tylko dlatego, gdyż jakiś gówniak nie był w stanie sobie znaleźć odpowiedniej różdżki, potrafiło przyprawić ją o ciche westchnięcie. Rozszerzające się rytmicznie płuca, beznamiętnie żuty listek, a przede wszystkim fakt, że zostały tylko dwa tygodnie do tego, by mogła przejść przez pierwszą transmutację w zwierzę, pozwalały jej jednak przeboleć nieudolność niektórych młodszych klientów i wykonywać normalnie obowiązki. Zalegające przy jej stanowisku roboczym tomy różnorakich magicznych ksiąg zdawały się zalegać powoli wszechobecnym kurzem; Winter nie widziała sensu studiowania tego samego materiału po raz enty. Nie bez powodu zatem wpatrywała się w szybę, obserwując poczynania na Ulicy Pokątnej; iście uczęszczanej przez mieszkańców Londynu, którzy mieli w sobie namiastkę czarodziejskiej krwi - ciche wdechy i wydechy nie zakłócały przebiegu ciszy - nie miała zbytnio co robić. Postanowiła zatem, że chwilę odpocznie od natłoku rzeczy oraz przytłaczającego życia, odsuwając się wygodniej na jednym z krzeseł, zastanawiając się nad swoją przyszłością. Będzie aurorem. Takie ulice na razie były niczym pstryknięcie palcem; nie wiedziała jednak, czy wyślą ją do Noktruna, chociaż uważała to za całkiem możliwe. Słaby uśmiech przeszył jej lico, posępny i taki sam jak zawsze.
Dzwonek. Wstała, zauważając nowego klienta - starca, który miał dość specyficzny rdzeń. Wysłuchując jego próśb, z łatwością przeszła do sterty pudełek z odpowiednimi różdżkami, rozpoczynając razem z mężczyzną poszukiwania, choć nie mogła w żaden sposób połapać się - czyżby coś zostało zmienione? To, co pasowało idealnie względem opisu, nagle wyparowało, jakoby słysząc zbliżające się kroki. Nie zmienia to faktu, że Winter potrafiła być niezwykle uparta w swych postanowieniach, tudzież bez problemu dostawała się do kolejnych eleganckich pokrywek, aczkolwiek nadal nie znalazła tego, co szukała, że aż z czystego przypadku nadchodzącego w stronę sklepu bałaganu stłukła szkło, zaś sterty przedmiotów na zakurzonych półkach zaczęły lądować na podłogę. Niestety lub stety - pan Ollivander przyszedł, odpowiednio obsługując klienta, co nie zmienia faktu, że sama zawaliła w związku z swoim brakiem profesjonalizmu. No cóż. Przynajmniej ma nauczkę na przyszłość.

| zt

Kostka: 4

______________________


Another head hangs lowly
Child is slowly taken
And the violence causes silence
Who are we mistaken?

Ekwipunek:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   

Powrót do góry Go down
 

Sklep Ollivandera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Sklep Ollivandera
» Sklep z protezami
» Sklep z drobiazgami
» Sklep Gaya
» Sklep spożywczy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-