Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Sklep Ollivandera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : -16
  Liczba postów : 974




Gracz






PisanieTemat: Sklep Ollivandera   Sob 12 Cze 2010 - 13:13

First topic message reminder :


Sklep Ollivandera

Przekraczając próg sklepu, od wielu pokoleń należącego do rodziny Ollivanderów, oczom ukazuje się duży pokój z regałami wypchanymi po same brzegi wszelakimi różdżkami, jest w nim dość chłodno i panuje cisza. Każdy nowy uczeń Hogwartu, przed wyjazdem do szkoły przychodzi tu po wyjątkową i niepowtarzalną różdżkę dla siebie.

Dowolna różdżka – 40g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 401
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 528
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-czapek-ii#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Pią 29 Cze 2018 - 16:18

@Everett C. Harrison

Powinienem być bardziej ostrożny, to na pewno. I nie bawić się tak z odstawianiem eliksiru euforii, bo widocznie zbyt długie niespożywanie go jest bardziej niebezpieczne, niż mi się wcześniej wydawało, skoro złamałem swoją różdżkę tylko i wyłącznie przez durne zakłócenie. Albo to znów wina tego kapryśnego patyka, którego od dawna chciałem się pozbyć. I nie dość, że wyleciałem z roboty, to jeszcze wydam ostatnie oszczędności na nowy, a potem będę się musiał tłumaczyć rodzicom, dlaczego biegam z nowiuteńką różdżką. Po prostu c u d o w n i e.
Nie chcę więcej ryzykować złego samopoczucia, zwłaszcza względem najlepszego kumpla, więc zdobywam fiolkę eliksiru euforii i wypijam ją jakiś czas przed tym, jak mam po niego przyjść. Sam sobie obiecywałem, że więcej tego nie zrobię, a teraz z premedytacją łamię tę zasadę. Nic jednak nie poradzę, że pragnienie ogarniającego mnie szczęścia jest silniejsze od mojej własnej woli. Nosi mnie tak, jakbym przedawkował cukier i jeszcze wcisnęli mi w tyłek mugolski motorek, ale trudno. Krzątam się przez to po domu jak opętany, szukając czegoś niebieskiego lub zielonego, skoro już Everett się na to uparł, a z braku lepszej rzeczy, zgarniam stary szalik szkolny mojej mamy i przerzucam go sobie przez szyję. Co z tego, że jest gorąco? Jak poudaję przez chwilę Ślizgona, to chyba nie spadnie na mnie żadna klątwa, prawda?
Spotykamy się w ustalonym miejscu i stamtąd przenoszę nas do Londynu, bo Ponurak niespecjalnie jest dobry w te klocki. Oczywiście jak zwykle obrywam przez zakłócenie i przypadkiem zamiast przed Ollivanderem lądujemy na sklepie. Dosłownie, na dachu, z którego jednak szybko nas przenoszę na dół, bo nie jest to zbyt dogodne miejsce do handlowania.
- Te zakłócenia mnie wykończą – mówię, przecierając czoło końcem ślizgońskiego szalika, bo przez próbę utrzymania się na dachu i jednoczesnego przeniesienia zarówno siebie, jak i Harrisona, trochę się zmachałem. – Ponuraku, pójdziemy potem coś zjeść? Mam ochotę na grochówkę z Dziurawego – dodaję jeszcze, bo burczy mnie w brzuchu. Zawsze mnie łapie głodówka po eliksirze euforii.
Wchodzimy do środka, a ja już cykam się, że po raz kolejny trafię na różdżkę z włosem wili, co skończy się tragicznie dla całego otoczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 30
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16028-everett-c-harrison#438008
http://www.czarodzieje.org/t16030-chodz-a-powiem-ci-jak-smakujesz#438016
http://www.czarodzieje.org/t16031-rimbaud#438025
http://www.czarodzieje.org/t16029-everett-c-harrison




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Sob 30 Cze 2018 - 20:53

List od Holdena jest niespodziewany; jeśli już to oczekuję raczej zaproszenia na kolejny protest dotyczący zabijania/jedzenia/wykorzystywania magicznych stworzeń albo informacji o ciekawym nabytku, który wpadł w ręce Thatchera i który przymusowo trzeba wypróbować. Muszę przyznać, że konieczność zakupu nowej różdżki trochę mnie zaskakuje - no bo ten kijek ani się nie wyczerpuje, ani wcale taki prosty do zepsucia nie jest, chyba że napada cię zgraja chochlików. Wierzę, że nie napadła go zgraja chochlików; poznałyby swojego.
Nie narzekam jednak, bo w końcu taka ekspedycja, nawet do Ollivandera, to i tak fajna sprawa. Specjalnie wkładam na siebie głęboko pomarańczowy t-shirt, który sprawia, że czuję się tak, jakby obwiesił się energetyzującą czerwienią. Przy Holdenie noszenie czerwieni jest dla mnie niemal obowiązkowe, biorąc pod uwagę, jak siły witalne szybko potrafią ze nie upływać, nawet bez jego pomocy. A Hol, kiedy wreszcie pojawiam się w umówionym miejscu, jak zwykle promienieje. Nawet bardziej niż zwykle, co widzę już po szerokim uśmiechu. Z tą energią mógłby być skaczącą piłeczką.
Jestem w stanie zaufać przyjacielowi w kwestii teleportacji, bo... bo w zasadzie nie mam innego wyboru, biorąc pod uwagę, że ja nie przeniósłbym się nawet o jeden metr. Thatcher chyba też zresztą pozwala się ponieść swoim myślom, bo do naszego celu brakuje kilku metrów. Zjeżdżanie raczej nie byłoby rozsądne, więc na wszelki wypadek mocno przytrzymuję się dachu, kiedy Holden podejmuje próbę ściągnięcia nas w bezpieczny sposób.
- No pewnie. Ale pójdziemy, tym razem naprawdę. Na nogach - wymagam od niego, jednocześnie myśląc, czy zabrałem jakieś drobniaki. Holden wie, że wiecznie chodzę spłukany.
Wchodzimy do środka, a mnie przede wszystkim uderza wszechobecny smak drewna - ta grochówka potem wydaje się jeszcze lepszym pomysłem. I przypominam sobie też, że Holden właściwie nie opowiedział mi historii, jak to stracił swoją różdżkę. Niedopatrzenie.
- Któraś mówi coś do ciebie? - pytam go, wchodząc śmielej i właściwie nie wiedząc, za czym się rozglądać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 401
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 528
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-czapek-ii#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Sob 30 Cze 2018 - 22:21

Śmieję się z Ponuraka, bo znów jest na mnie zdenerwowany z powodu teleportacji. Mimo wszystko lepiej jest nam podróżować w ten sposób, niż szukać jakiegoś kominka i później łazić jak brudasy po mieście z powodu popiołu. Na dodatek mój przyjaciel ubrał się tak, że wygląda teraz jak wielki mugolski neon, więc tym bardziej rzucalibyśmy się w oczy i nikt nie wpuściłby nas do sklepu.
- Tak, tak, możemy się przejść – mówię i rozwiązuję szalik, bo jednak jest mi gorąco. Nadal jednak wisi na mojej szyi, skoro ma mnie wspierać w wyborze, czy coś innego w tym stylu.
Wchodzimy do środka i od razu czuję zaduch przez unoszący się wokoło kurz. Ollivander nie wietrzył tu chyba przez ostatnie stulecie, więc zastanawiam się, w jaki sposób odczuwa to pomieszczenie Everett. Pewnie w jakiś zupełnie pokręcony i jak zwykle dla mnie niezrozumiały, bo moje zmysły zwykle odczuwają tylko smak dobrego żarcia, zanim je wrzucę do ust.
- Dzień dobry – mówię na wejściu do sprzedawcy, który krząta się przy regałach. Na razie jednak chcemy się tylko rozejrzeć, więc nie zawracam mu głowy. Niech sobie układa te kartoniki. Chociaż i tak bez jego pomocy wiele nie zdziałam, bo sam mogę testować te różdżki w nieskończoność.
- Ta mi mówi, że następnym razem, jak krzywo na mnie spojrzysz, mam cię nią dźgnąć w oko – odpowiadam Everettowi i wskazuję na kartonik z podpisem informującym mnie o tym, że jest to winorośl i włos reema. Dość ciekawe połączenie, bo brzmi trochę jak grzane wino na amerykańskie Święto Dziękczynienia. Ups, chyba zaczynam naprawdę myśleć jak Ponurak.
Spoglądam na właściciela pytającym wzrokiem, ale ten macha na mnie ręką, twierdząc, że mogę sobie przetestować ten patyk. Jak na sklep z wieloletnią tradycją facet jest dosyć lekkomyślny. Albo po prostu nie wie, z kim ma do czynienia, bo siła niszczycielska, jaką tworzymy wraz z Everettem potrafi doprowadzić do katastrofy.
Wyciągam różdżkę z kartonika i macham nią, ale zamiast poczuć to przyjemne ciepło, które towarzyszyło mi podczas kupowania pierwszego kijka, z końca tego wylatuje iskra, która podpala kosmyk włosów Harrisona.
- Stary, sorry – mówię i przywalam mu szalikiem mojej matki, by ugasić płomień. – Mam nadzieję, że znowu nie trafi mi się jakaś wila. Już mi starczy, że ta miała wieczne fochy. Dobrze, że się złamała – dodaję już ciszej, by sprzedawca nie dosłyszał moich słów. – Którą mam wziąć teraz? – pytam jeszcze, licząc na to, że może Ponurak ma jakiś ukryty talent do wybierania różdżek. Co nie zmienia faktu, że mój wzrok i tak co chwila ucieka w stronę etykietki klonu z włosem testrala, choć sam nie wiem czemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 30
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16028-everett-c-harrison#438008
http://www.czarodzieje.org/t16030-chodz-a-powiem-ci-jak-smakujesz#438016
http://www.czarodzieje.org/t16031-rimbaud#438025
http://www.czarodzieje.org/t16029-everett-c-harrison




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Nie 1 Lip 2018 - 23:18

Jestem przyzwyczajony do dziwnych spojrzeń, które rzucają mi czarodzieje, kiedy zdecyduję się już wyjść na ulicę. Czasem nawet w murach Hogwartu zdarza mi się zapomnieć, że nie powinienem nosić mugolskich rzeczy - czasem jednak jest to silniejsze ode mnie. Nie założę czarnej szaty w dzień, kiedy będzie mnie za bardzo gryzła kolorem. Kiedy mieszkałem z Prim, nie musiałem się przejmować tym, że wyglądam jak ostrzegawczy znak drogowy, bo naprawdę mało kto zwracał na to uwagę. Czarodzieje są inni. Bardziej... stonowani. I tak jednak uważam, że to Holden wygląda dziwniej z tym swoim szaliczkiem. Nie mniej, doceniam, że się mnie posłuchał.
Jedynie kiwam głową do sprzedawcy, bardziej zaaferowany samym otoczeniem. Wszechobecny kurz trochę kręci w nosie, ale kiedy patrzy się pod światło wpadające z okna, mieni się on niczym pyłek chochlików kornwalijskich.
- Bzdura. Nie potrafisz jej słuchać po prostu - stwierdzam z miną znawcy. Kąciki moich drgają nieznacznie na słowa Holdena, kiedy przekornie posyłam mu "krzywe spojrzenie" za tę groźbę. Kiedy kumpel wyciąga różdżkę z pudełeczka, ja przyglądam się innym połączeniom. Odgórnie odrzucam wszystkie, które brzmią zbyt podejrzanie i mogłyby ugodzić eko-spojrzenie Thatchera. On jednak musi nie doceniać mojej pomocy, skoro po tym, jak macha kijkiem, skręcony kosmyk moich włosów zaczyna być prowizorycznym świecznikiem.
- Ej, ej, ej, Hol! - panikuję, a w pierwszym odruchu chcąc zgasić jeszcze nieszkodliwy płomyk rękami. Nie wiem, czy Thatcher chce przetestować, czy jakoś inaczej odczuwam ogień, ale nawet dla mnie wydałby się on parzący. Całe szczęście, że mój kumpel przynajmniej jest szybki i ratuje sytuację. - Następnym razem celujesz tam. - Łapię go za ramiona i odkręcam od siebie. Z drugiej strony, czy chcemy, żeby podpalił cały sklep, w którym pełno jest smakowitego dla płomieni drewna? - Jak możesz oczekiwać, żeby różdżka wykonywała twoje polecenia, skoro sam jej nie lubiłeś? Dawałeś jej negatywne wibracje - tłumaczę, jakby to było oczywiste. I to chyba całkiem dobra rada. Też nie lubię mojej różdżki, nie lubię nawet magii. Może więc przed snem warto będzie opowiedzieć mojej różdżce jakąś historyjkę, żeby była dla mnie łaskawsza? - To było samobójstwo, czy coś jej zrobiłeś?
W międzyczasie otwieram inny kartonik, który opatrzony jest hasłem "dereń, pióro lelka wróżebnika". Nie znam się za bardzo na różdżkach, bardziej polegam na własnych przeczuciach i skojarzeniach. Kiedy biorę ją w palce, w mojej głowie pojawia się określenie "głośna", a to całkiem pasuje do Gryfona, więc uznaję, że warto spróbować.
- Zobacz tę. Lelki przepowiadają deszcz, więc może w najgorszym wypadku zrobisz nam tu mały potop.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 401
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 528
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-czapek-ii#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Sob 7 Lip 2018 - 22:27

Odkładam różdżkę, która podpaliła mi kumpla (tak, to wina różdżki – no bo chyba nie moja?) na miejsce, żeby przypadkiem nie zjarać całego sklepu, bo nie wypłaciłbym się za te wszystkie magiczne patyki, które się tutaj znajdują. I tak ledwie mnie stać na ten jeden, a rodzice mnie zamordują za złamanie poprzedniej, więc lepiej, żeby się nie dowiedzieli, że zrobiłem to z premedytacją.
- Przecież przeprosiłem – mówię z udawanym wyrzutem, gdy Ponurak odwraca mnie w drugą stronę, jak najdalej od siebie. – Chcesz, żebym zdemolował sklep? – pytam jeszcze, czując na sobie gromiące spojrzenie sprzedawcy. Pewnie wyrzuciłby nas na zbity pysk, nawet jeśli był przyzwyczajony do tego typu zniszczeń, bo wydaje mi się, że dopiero co układał te kartoniki, przesuwając się coraz bardziej w głąb pomieszczenia.
- Różdżki reagują na jakieś wibracje? – pytam zdziwiony, bo zawsze myślałem, że to po prostu narzędzie do rzucania zaklęć. A może Everett ma rację, że te kijki są jak magiczne stworzenia? Właściwie mają w sobie ich cząstkę, więc czemu by nie? – Złamałem ją – odpowiadam z szerokim uśmiechem, bo Euforia tak na mnie działa. Pewnie Ponurak znów weźmie mnie za totalnego wariata, ale póki co się tym nie przejmuję. Potrzebuję po prostu kolejnej różdżki, żebym miał z czym przystąpić do egzaminów i będzie dobrze.
Przejmuję od Eva kolejny kijek i przez chwilę obracam go w dłoni niczym miecz. Zaciskam palce na uchwycie i celuję w gdzieś przed siebie, choć trafia akurat na nieszczęsną półkę z kartonikami. Po raz drugi macham, ale znów nie czuję żadnej więzi, za to pudełka z innymi różdżkami zaczynają lecieć w naszą stronę z zatrważającą prędkością niczym pociski. Ciągnę kumpla w dół, by przypadkiem nie zginął stratowany przez kartony. Z takim refleksem może powinienem grać w quidditcha?
- To chyba też nie ta – stwierdzam, odkładając ją z powrotem do kartonika i ruszam, by zebrać te, które wylądowały na podłodze. – Przepraszam – rzucam jeszcze zarówno do Harrisona, jak i do sprzedawcy i kładę przedmioty na ladzie, bo nie wiem, czy nie zaburzę jakiegoś systemu logistycznego.
Ej, a może nauczę się bezróżdżkowej – mówię do Gryfona i mimo że jest to trochę żart, to jednak brzmię poważnie. Nawet mi to przez chwilę chodzi po głowie, no ale skoro nie potrafię rzucać zaklęć w tradycyjny sposób, to jak miałbym w ten bardziej skomplikowany? – Wybierz mi jakąś inną – dodaję, wskazując na pudełka, które leżą na ladzie. – Ale nic, co będzie wyło z rozpaczy nad moim brakiem talentu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 30
  Liczba postów : 39
http://www.czarodzieje.org/t16028-everett-c-harrison#438008
http://www.czarodzieje.org/t16030-chodz-a-powiem-ci-jak-smakujesz#438016
http://www.czarodzieje.org/t16031-rimbaud#438025
http://www.czarodzieje.org/t16029-everett-c-harrison




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Nie 15 Lip 2018 - 0:12

Być może dla Holdena byłoby lepiej nie przyznawać się zawsze do wszystkich wybryków. Dla rodziców Holdena też, pewnie łatwiej byłoby o wyrozumiałość dla syna.
- Nie powiedziałem, że nie przyjmuję przeprosin. Próbuję zadbać o to, żebyś nie musiał ich powtarzać - tłumaczę z małym, pobłażliwym uśmiechem. Własne życie cenię bardziej niż dorobek Ollivndera. Aczkolwiek może dobrym pomysłem byłoby wypicie eliksiru wielosokowego przed tym wyskokiem? Byłoby zabawnie, gdyby ścigano kogoś innego za zniszczenie mienia...
- Nie wiem, ale skoro mówi się, że to różdżka wybiera czarodzieja, to chyba nie jest to tylko drewno z niespodzianką - przypominam sobie. Tylko na podstawie czyjejś postawy ludzie często potrafią sami wyciągnąć komunikat, który nie chce przejść przez usta. Żyjemy w magicznym świecie i idea różdżki, która odbiera jakieś podprogowe informacje, nie wydaje mi się być całkowicie absurdalna. Zresztą, największym absurdem jest sam Holden. Unoszę brwi, ale raczej nie jest to podyktowane zdziwieniem. Staram się nie szastać tą emocją, ponieważ mogłoby jej nie wystarczyć na długo. - Złamałeś? Dlaczego ją złamałeś? - dopytuję, ale szeroki uśmiech Holdena sugeruje, że chłopak swój postępek traktuje inaczej niż ja. To musi być jeden z jego ekscentrycznych pomysłów - trzeba zaznaczyć, że nie wszystkie są dobre. Zgadzając się na większość, mam świadomość, że większość większości jest zła.
Obserwuję z zainteresowaniem, jak poradzi sobie wybrana przeze mnie różdżka. Dyskretnie trzymam za nią kciuki, głównie dlatego, że nie jestem pewny, czy wypłacimy się z ewentualnych szkód, jeżeli Holdenowi nie będzie szło. Chociaż gdyby te kartoniki dokonały na nas dekapitacji lub zmiażdżenia, Ollivander nawet by skorzystał. Włos z głowy Holdena poradziłby sobie jako rdzeń. Mimo wszystko, cieszę się z powodu jego refleksu, kiedy ciągnie mnie w dół.
- Powinieneś zacząć nosić karteczkę na czole z napisem "przepraszam" - zauważam, uśmiechając się pod nosem, mimo wszystko rozbawiony próbami rozsadzenia sklepu. Holden doskonale by się nadawał do roli podstawianego klienta, który niszczyłby konkurencję... -
Wcześniejsze wspomnienie Holdena na temat jedzenia wciąż siedzi mi w głowie, więc tym razem moje spojrzenie ucieka do różdżek wykonanych z drzew owocowych. Grusza wydaje się być miłą różdżką, jabłoń za to niezwykle urokliwą, być może dodałaby trochę wdzięku Holdenowi... Waham się przez chwilę nad nietypową wiśnią i rzadko spotykaną winoroślą, ostatecznie wybierając tę drugą. Jej rdzeniem jest włos sfinksa, więc niewątpliwie to połączenie może być jedną wielką zagadką.
- Stawiasz przede mną duże wymagania, Hold - śmieję się, oddając mu kartonik i niecierpliwie czekając na próbę. Co tym razem? Skoro my już spadliśmy na dach, to może teraz dach spadnie na nas?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 401
Dodatkowo : różowy koczkodan
  Liczba postów : 528
http://www.czarodzieje.org/t15930-holden-a-thatcher-ii#430782
http://www.czarodzieje.org/t15932-wiec-chodz-zbuduje-ci-trumne#430785
http://www.czarodzieje.org/t15933-czapek-ii#430790
http://www.czarodzieje.org/t15929-holden-a-thatcher#430780




Gracz






PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   Yesterday at 17:59

Rodzicom nie zawsze się przyznaję, jednak jakimś cudem za każdym razem wiedzą o tym, że coś przeskrobię, zanim w ogóle pomyślę o tym, żeby to zrobić. Egiptu jednak do tej pory mi nie wybaczyli i dziwię się, że nie marudzą na to, że mam zamiast po raz kolejny wyjeżdżać gdzieś, chociaż tym razem ze szkoły.
- Kiedy „przepraszam” to moje nowe ulubione słowo – mówię z zachwytem, wywołanym bardziej przez eliksir euforii niż moje własne odczucia. – A w stosunku do ciebie mogę go używać cały czas. Przepraszam, przepraszam, przepraszam.
Mam głupkowaty humor, trochę jak czteroletnie dziecko, które zdecydowanie przesadziło z ilością cukru na śniadanie i zachowuje się jak wiewiórka po ciężkich dragach. Mógłbym też biegać wokół i pytać, co do czego służy, ale jednak przebija się w moim umyśle pozostałość głosu rozsądku, który podpowiada mi, że powinienem kupić różdżkę, bo inaczej nie będę miał z czym podejść do egzaminów.
- A skąd mam wiedzieć, co mnie wybierze? Dla mnie to niespodzianka. To, że różdżka wie, że jestem jej przeznaczony może co najwyżej oznaczać, że… Że ukryła się gdzieś na samym dnie magazynu, żebym jej nie dorwał w swoje ręce. A jeśli dopasuje mi się inna, to tylko zwykły przypadek, co nie?
Wpadam w słowotok, jak zawsze, gdy mnie nosi, a mimo że nie dopijam więcej eliksiru, mam wrażenie, że z każdą minutą jego działanie coraz bardziej się wzmaga. Może to kwestia picia na pusty żołądek, a może tego, że nie kosztowałem tego cytrynowo-miętowego trunku na tyle długo, że aż wpadłem w niekontrolowaną furię, godną jedynie samego stanu harpii u wili.
- Trochę się nie dogadywaliśmy, więc chciałem sobie porozmawiać z tą wilą z rdzenia osobiście, tyle że ona nie była zbyt rozmowna – opowiadam, drapiąc się przy tym po karku w geście zawstydzenia, chociaż uśmiech nie schodzi mi z ust. Nie mówię mu całej prawdy, bo pewnie nie byłby tym zachwycony. A może jednak powinienem? – Przecież wiesz, że od lat mi nic nią nie wychodziło. Wydaje mi się, że to nie wina zakłóceń, a tego, że ta różdżka nie była mi przeznaczona, skoro już mówisz o wybieraniu sobie czarodzieja. Nie mogę zapalić głupiego papierosa, żeby nie oberwać strumieniem wody po ryju.
Prycham na wspomnienie nocnego prysznica, z którego uratowała mi Nessa. Pomijam ją w tej historii, bo mam wrażenie, że niezbyt za sobą z Ponurakiem przepadają i nie chcę go na razie denerwować jeszcze bardziej. Już i tak jest narażony na niepożądane działania mojego eliksiru.
- A zrobisz mi taką? Koniecznie w jakimś pozytywnym kolorze. Jaki kolor do mnie pasuje? – pytam, na początku trochę się z niego podśmiewując, ale ostatnie zdanie wypowiadam już całkiem poważnie. Zwątpię w niego, jeśli odpowie, że różowy, bo to pierwsze, co rzuca się ludziom w oczy na mój widok. No ale w takim razie do innych powinien pasować siwy, rudy albo czarny, a wcale tak nie jest, co nie?
Sięgam po kolejną różdżkę, którą wybiera dla mnie Everett. Na pudełku dostrzegam tylko, że ma coś wspólnego ze sfinksem. Nie wczytuję się bardziej, bo znając te patyki, żaden nie będzie dla mnie zbyt przychylny i znów skończę z byle czym, tocząc batalię z kolejnym kawałkiem drewna.
Jest prosta, bez żadnych zbędnych ozdobników, przez co naprawdę przypomina mi gałąź i przez to już czuję do niej jakiś cień sympatii. Odkładam pudełko na ladę i wyciągam różdżkę, już przygotowując się na zerwany żyrandol albo Ponuraka lecącego prosto w sprzedawcę, ale nic takiego się nie dzieje. Zamiast tego czuję jakiś dziwny dreszcz na całym ciele i przyjemne ciepło. Wpatruję się w kijek jak zaczarowany, podczas gdy biedny Harrison pewnie nie wie, co się dzieje.
- Znalazłem nową miłość życia – stwierdzam po chwili milczenia, chociaż nawet nie wiem, czy jakiekolwiek zaklęcie z jej udziałem zadziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Sklep Ollivandera   

Powrót do góry Go down
 

Sklep Ollivandera

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Sklep Ollivandera
» Sklep z protezami
» Sklep z drobiazgami
» Sklep Gaya
» Sklep spożywczy.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-