Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Księgarnia Esy i Floresy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : -16
  Liczba postów : 974




Gracz






PisanieTemat: Księgarnia Esy i Floresy   Sob Cze 12 2010, 13:12

First topic message reminder :


Księgarnia Esy i Floresy

To miejsce musi odwiedzić wiele razy każdy uczeń Hogwartu, tu bowiem można dostać wszystkie potrzebne podręczniki, zarówno nowe, jak i te z drugiej ręki. Można tu kupić nie tylko podręczniki, jest tu także wiele ciekawych lektur - począwszy od biografii wielkich czarodziejów do przepisów na niezwykłe potrawy.

Dowolny podręcznik – 20g
Dowolny używany podręcznik – 15g
Dowolna powieść – 17g
Dowolna książka zielarska – 20g
Dowolna książka z dziedziny magicznych zwierząt – 20g
Dowolna książka z dziedziny eliksirów – 22g
Dowolna książka z dziedziny zaklęć i uroków – 22g
Dowolna książka z dziedziny historii magii – 23g
Dowolna książka z dziedziny starożytnych run i numerologii – 23g
Dowolna książka z dziedziny astronomii – 24g
Dowolna książka z dziedziny wróżbiarstwa – 24g
Dowolna książka z dziedziny sportów magicznych – 25g
Dowolna książka biograficzna – 24g
Dowolna książka kucharska – 22g
Dowolny poradnik z zaklęciami gospodarczymi – 23g
Dowolny poradnik z zakresu gier magicznych – 23g

W Księgarni Esy i Floresy nie można nabyć książek w jakichkolwiek sposób powiązanych z czarną magią lub innymi zakazanymi praktykami.

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1489
  Liczba postów : 874
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Nie Mar 08 2015, 21:46

Emocje to był najlepszy doradca w chwilach, które bezpowrotnie odchodziły, ale z drugiej strony… Czy to nie one niszczyły wszystko i sprawiały, że człowiek tracił grunt pod nogami? Tak właśnie teraz działo się z Eiv, która wręcz stroniła od wszelkich uczuć, jakie mogły być przyczyną jej zguby. Eugene wyzwalał w niej coś od czego uciekała, odkąd tylko Noel spieprzył sprawę na całej linii. To był błąd, że pozwoliła mu przekroczyć granicę i czuła teraz to całą sobą, dlatego gdy tylko mężczyzna ją pocałował, spięła się w sobie, jakby to było złe i niewłaściwe. Jakby było czymś, co powinien od niej zabrać i wyrzucić, a przecież niewiele potrzeba było, by się z tego wycofać, czyż nie? Wargi, które muskały ją z taką precyzją sprawiały, że chciała więcej i więcej, a to był powód, dla którego nie mogła go od siebie odepchnąć. Przesunęła dłońmi wzdłuż jego torsu, zarzucając mu je delikatnie na szyje, a tam paznokciami wodziła po skórze, jakby chciała zostawić mu po sobie pamiątkę w postaci ledwie dostrzegalnych śladów. Oddawała mu pocałunki z taką samą zapalczywością, ale… Nie potrafiła się przełamać, jakby to było coś niezwykle złego i nieodpowiedniego, stąd zrobiła krok w tył, a jedyne, co za sobą poczuła, to regał z książkami. Traciła pewność siebie z każdą chwilą i było to niezwykle przytłaczające, ale nie mogła zrobić z tym nic, kiedy on był tak blisko. Wypełnił ją pewnego rodzaju magią, którą musiała zniszczyć w zalążku, już teraz, natychmiast.
-Nie. – Warknęła może nazbyt ostro, ale nie chciała postępować inaczej. Zsunęła dłonie z chłopaka, by zaraz potem wyminąć go jednym susem i przerwać tą grę dotyku. Niepotrzebnego dotyku, który stawał się coraz bardziej absurdalny i niezręczny. Dlaczego on tego chciał? Jak miała zniszczyć wyobrażenie, które było błędne, mylne i dla niego tak cholernie nieodpowiednie? Istny absurd i niepowodzenie. -To nic nie znaczy dla mnie. Jesteś tylko kolejnym facetem, który mnie pragnie. – Mruknęła pod nosem, bo choć nie wiedziała, co czuł, to z pewnością nie różnił się niczym od tych, którzy już chcieli mieć ją na własność. Nabrała powietrza w płuca, a zaraz potem wykonała kilka kroków w tył, jakby to było jedyne i właściwe. Oddychała ciężko, a przez głowę przebiegały jej myśli związane z Noelem, którego już nie było. -Nie mogę się ruchać z frajerem. – Dodała już nazbyt obojętnie i choć nie chciała tego mówić, to wiedziała, że prawdopodobnie to jedyny sposób dzięki, któremu zapewni mu względne bezpieczeństwo i niezranienie go, a przecież… O to chodziło, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Auckland, Nowa Zelandia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 504
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t10425-ezekhiel-eugenius-tatcher#287312
http://www.czarodzieje.org/t10427-chcesz-byc-moja-owieczka#287351
http://www.czarodzieje.org/t10430-eugenowa-sowa
http://www.czarodzieje.org/t10426-eugenius-ezekhiel-tatcher#287350




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Pon Mar 09 2015, 14:32

Wybrałem się do księgarni, żeby kupić kolejną książkę, z której mógłbym studiować starożytne runy i historię magii, a wyszedłem? Jeszcze nie wyszedłem, ale pewnie zrobię to z niczym. Niemożliwym jest zastanawiać się nad książkami, nad czymkolwiek, w towarzystwie kogoś, kto jednym mrugnięciem może zmusić cię do skoku w ogień. A taka była Eiv. Zrobiłbym dla niej wszystko, czego chciała. Tuliłbym ją na dobranoc albo wtedy, kiedy by się bała. Ale ona nie była z tych, co się boją. Była twarda, odpowiedzialna, niedostępna, idealna pod każdym względem, odważna. Przynajmniej taki jej obraz tkwił mi w głowie, kiedy patrzyłem na jej zgrabne ciało i piękną twarz.
- Ale... Dlaczego? - spytałem, jednocześnie marszcząc brwi w ten sposób, w jaki robią to naprawdę zadziwieni, a czasami nawet przerażeni ludzie. Bo byłem przerażony - i to na śmierć. Przecież cud, ideał stojący przede mną... Nie mogłem jej stracić z oczu. Nie mogłem jej wypuścić, nie chciałem trwać w niewiedzy, szukając jej wiecznie, jak szaleni piraci skarbu. Ale po spotkaniu Henley już byłem szalony. Cały ogarnięty nią, jej głosem, dotykiem, zapachem, wszystkim i niczym. Może już ją kochałem? To było zwykłe pożądanie, które poczułem po raz pierwszy, które zaraz zniknie, bo jest tylko chwilowe. Jest tylko na tych parę sekund, kiedy między dwójką ludzi istnieje napięcie, nic więcej. Na Merlina, jak bardzo chciałbym w to wierzyć.
- Pytałem... Jak mogłabyś mnie zniszczyć - rzuciłem, domagając się odpowiedzi, kiedy dziewczyna odsuwała się, kiedy traciłem ten przyjemny kontakt z jej dłońmi, który desperacko chciałem zatrzymać. Szukałem jej wzroku, błądziłem po jej twarzy oczami, zanim natrafiłem na dwie, duże źrenice. Wydawały się takie... przepełnione. Było w nich zbyt dużo, dlatego nie dało się wyczytać nic. Ale czy chciałem znać prawdę? Tak. Miałem nadzieję, że Evelyn tylko kłamie, że się zgrywa, bawi, żartuje. Na pewno nie żartowała, jak mogłaby? Ale przecież nie znałem jej. W ogóle.
Jakim ja byłem idiotą.
Nie można stwierdzić niczyjego przysposobienia po kilku minutach. W tym czasie nie można też się zakochać, zaprzyjaźnić, poznać... O czym ja myślałem, kiedy ją całowałem? Przecież od razu widać, że jest inteligentna, że nie będzie chciałam mieszać się w jakieś badziewie z nieznajomym. Zwłaszcza, że tego poznała w bibliotece o godzinie, w której powinien się uczyć. Skąd mogła wiedzieć? Przecież była mniej świadoma ode mnie. Nie miała pojęcia, że studiuję. Nie miała pojęcia, że jestem pierdolonym ćpunem, że mam ze sobą problem, że ranię wszystkich dookoła, próbując się o nich troszczyć. Nazwijmy rzeczy w końcu po imieniu, przestańmy zachowywać się jak typowi Puchoni. Nie, żeby było to coś złego. Właściwie to chciałbym taki być. Przyjacielski, pomocny, wiecznie szczęśliwy. I w pewnym stopniu byłem. Tylko kiedy siedziałem całkiem sam, miałem ochotę odebrać sobie życie. Ale wiecie co? Ona to zmieniła. Dała mi namiastkę życia, której nigdy wcześniej nie doświadczyłem, dała poczuć, że nie jestem ciotą, że mogę się zakochać i to nawet z wzajemnością. A teraz chciała odejść, mówiąc mi prawdę taką, jaka była. Nie może się pieprzyć z frajerem. A ja nim niezaprzeczalnie byłem, a ona to widziała. Co to w ogóle znaczy być frajerem?
- Nie mów tak, proszę - błagałem, żeby została. Złapałem ją za rękę, pragnąłem, żeby upewniła się, że naprawdę tego, mnie nie chce. Omotała mnie, złapała w swoje sidła, a teraz chciała porzucić, choć właściwie do niczego nie doszło. Nikt normalny po czymś takim nie zrobiłby sobie nadziei, ale ja trwałem w przekonaniu, że to już jest miłość. Z mojej strony była. W dalszym ciągu marzyłem, żeby oddać jej wszystko co mam. Tyle, że jej na tym nie zależało. Mogła mieć każdego, więc po co jej ja? - Nie musisz się ze mną ruchać - odpowiedziałem, spoglądając z bólem na jej znikającą w oddali sylwetkę. Niezaprzeczalnie raniła mnie i moje małe, dopiero rozruszane uczuciem serce, a ja - zamiast przestać - szedłem za nią. Stąpałem lekko, prawie niesłyszalnie, ale w uszach szumiała mi krew, dźwięk moim ciężkich butów uderzających o podłogę, zarówno jej, jak i mój oddech. A może tylko jej?
- Tylko mnie nie zostawiaj, Evelyn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1489
  Liczba postów : 874
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Czw Mar 12 2015, 10:38

Emocje są złe, bo wyzwalają w człowieku coś, co nie jest kompletnie potrzebne. To jeden z powodów, dla których Evelyn była tak bardzo zdystansowana. Czuła, że wszystko, co przypominało jej o przeszłości, może ją zniszczyć, ale to pewnie dlatego przeżywała raz po raz swoistego rodzaju ekstazę, gdy choć na moment dawała upust temu, co drzemało głęboko w jej duszy. Nie myślała o tym, że kogokolwiek krzywdziła swoim milczeniem i stanem całkowitego wyjebania, bo przecież gdy w jej jestestwie funkcjonował Noel, było zupełnie inaczej. Teraz wszystko nabrało innego tempa, a co za tym szło… Chciała uciec. Po raz kolejny. I wiedziała, że to zrobi, tylko niech się skończy Sfinks, bo to właśnie on trzymał ją na równych nogach i sprawiał, że budziła się rano z zamiarem pójścia do szkoły. O, zgrozo… To aż do niej niepodobne, prawda? Niemniej jednak w tej jednej chwili odczuwała niepokój, który sparaliżował jej ciało. Przelewało się przez nią za dużo. Od gniewu i żalu, po niewiadomą ścieżkę, na której nie umiała stawiać pewnie kroków, bo była zbyt otępiona tym przed czym długo się chroniła. Chłopak mógł w niej rozbudzić wszelkiej maści pokłady uczuciowej breji, które chowała przed światem, ale po co? To nie miało sensu i Eiv chciała od tego uciec, w najlepszy z możliwych sposobów. Czuła, że tak będzie lepiej, a już w szczególności dla niej i małego promyczka, jakim była Venice. Nie mogła ryzykować tak dużo, bo tkwienie u boku córki było dość ważne i dla niej stało się sprawą priorytetową.
-Nigdy. – Mruknęła jeszcze pod nosem, bo choć nie używała takich określeń, które były wyznacznikiem czasu, dla niej w jakimś stopniu z pewnością, to próbowała uwierzyć w to, że nie ma nic do zaoferowania komukolwiek, bo przecież tak było. Nie posiadała szczególnych wartości, umiejętności, czy po prostu… Czegoś dobrego, czym mogłaby obdarować każdego. Śmiało się można nawet pokusić o stwierdzenie, że w całej otoczce całkowitego wyjebania na świat, miała tylko jedną zaletę, a było nią oczywiście… Carpe diem. Trzymała się tego rękami i nogami, bo nigdy nie planowała tego, co się wydarzy, to byłoby złe. Żyła spontanicznie, próbowała składać rozsypane puzzle, a ktokolwiek, kogo wpuściłaby do swojego życia, mógłby to zniszczyć w mgnieniu oka. Niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. I to właśnie tego chciała uniknąć. Zaangażowania. Mogła się pieprzyć i to, jak mało, która. Mogła dać się posuwać i rżnąć, nawet mogła mieć niezasłużony tytuł dziwki, bo przecież – w Hogwarcie to dość normalne, prawda? Ona jednak znała swoją własną, nieco utajoną wartość i było nią to, że była dobra. Może nie najlepsza, ale dobra. Nie skrzywdziłaby muchy świadomie, bo to robił tylko Noel, gdy po raz kolejny pokazywał jej, jak niewiele znaczy. Czy mogła mieć o to żal, albo pretensje? Oczywiście, że nie, bo sama na własne życzenie tkwiła w tej popieprzonej relacji tak długo, ale teraz była wolna. Nie krępował jej obecnością i nie mógł żądać niczego, co byłoby dla niej niewłaściwe, a niewłaściwe byłoby całkowite oddanie, którego wymagał nieznajomy. Na Merlina! On nawet nie miał pojęcia kogo chciał mieć, ale gdyby się dowiedział, okazałby się takim samym tchórzem, jak ona sama, gdy ucieka, bo też by odszedł i Eiv aż za dobrze to wiedziała.
-Żegnaj. - Mruknęła jeszcze pod nosem, a potem niewiele myśląc ruszyła przed siebie. Dla niej to był koniec.
Teraz i na wieki.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Sob Lip 09 2016, 16:09

/dzień po - hm hm hm - odnalezieniu Amy

To nie tak, że Ben kochał przebywać na ulicy pokątnej. No bo niby czemu miał to kochać? Po prostu tak się złożyło, że drugi dzień z rzędu spędzał na tej magicznej ulicy. Jedynie towarzystwo miał inne, bo tym razem była z nim Ellie, która kilka dni wcześniej przyjechała do niego na wakacje, nie starszy brat. Cała niezręczność z balu zniknęła i jak na prawdziwych przyjaciół przystało, włóczyli się tu i tam. W końcu zawędrowali do księgarni, miejsca gdzie mole książkowe czuły się najlepiej. A Ben definitywnie molem książkowym był, czytał nawet książki mugolskie, które podkradł mamie. Zazwyczaj trafiał na romansidła, więc stwierdzał, że to nie dla niego i szukał w jej biblioteczce.
Drugim takim miejscem, istnym rajem dla chłopaka był sklep Weasleyów. Magiczne Dowcipy Weasleyów. Błagam, przecież Ben kochał kupować tam słynne krwotoczki, wymiotki i omdlejki. Nie mówiąc o tym jak bardzo kochał widzieć minę taty, gdy podkładał mu lipną różdżkę zamiast tej prawdziwej. Nawet jeśli ojciec później wydzierał się "Benjamin" na cały dom, jego mina była tego warta. Jednak teraz nie czas na wspominanie miny ojca, bo Ben, po wkroczeniu do księgarni wraz z Eleonor, zaczął zaciekle szukać pewnej powieści. Polował na nią już rok i... no cóż, nie mógł sobie odpuścić. To nie tak, że nie czytał. Podebrał ojcu jak był w trzeciej klasie, ale... Musiał sobie odświeżyć.
- Ellie, widziałaś gdzieś tu - zakręcił się wokół własnej osi - Władcę różdżek? - zapytał, bo jego poszukiwania skończyły się fiaskiem choć przejrzał już masę półek. Popatrzył na nią, pytająco unosząc brwi, ale po krótkiej chwili znów się odwrócił w stronę regału. Nagle zauważył pewna książkę, jednakże nie był to Władca różdżek.
- Wspaniały Bardsley - przeczytał tytuł i pokazał książkę przyjaciółce. - Czytałaś? - spytał, uśmiechając się wesoło. Pewnie jak zwykle okaże się, że przyszedł po jedną, określoną książkę, a wyjdzie z dwoma innymi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Peel, Wyspa Man
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12952-eleanor-nessa-dunphy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12954-it-all-comes-to-an-end
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12953-ser-stefan#347963
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12955-eleanor-nessa-dunphy#347967




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Pon Lip 11 2016, 00:34

Pierwsze tygodnie wakacji zawsze były najcudowniejsze, ponieważ spędzała je w wesołym domku państwa Rogersów, gdzie po tylu latach była traktowana już jako członek rodziny i zawsze dostawała od nich na święte ciepłe skarpety. Nawet z tego wszystkiego nie chciało jej się wracać na swoją wyspę, do swojego ukochanego kutra rybackiego i tęskniącego taty, a to znaczyło, że naprawdę musiało jej się u nich podobać. Na początku może i było trochę sztywno, mając na uwadze to, co zdarzyło się na balu, ale po paru godzinach na dobre wyleciało jej to z głowy, bo przecież to była kompletna bzdura i nic nie namieszała w ich przyjaźni, więc czym tu się przejmować? Tym bardziej, że wczoraj chłopacy przyprowadzili do domu Amy, przez co Ellie wylała na siebie całe kremowe piwo i omal nie udławiła się fasolką o smaku smarków, co byłoby naprawdę beznadziejną śmiercią, ale najważniejsze, że w końcu cała ich rodzina była w komplecie! Nessa nawet bała się zasnąć, żeby nie okazało się to snem, ale na szczęście wszyscy domownicy byli w podobnym stanie, więc całkiem dobrze się bawili.
Ellie potrafiła się cały dzień włóczyć z Beniem po Pokątnej bez celu, chociaż w tym włóczeniu zawsze był ukryty cel a mianowicie książki! Bo przecież każdy dzień bez kupienia książki jest dniem straconym, heheh. Nawet jeśli miała już listę książek, które przeczyta w te wakacje i fizycznie nie dałaby rady przeczytać ich więcej, to i tak warto mieć coś w zapasie, prawda? Księgarnia była jednym z tych miejsc, w którym czuła się prawdziwie szczęśliwa i ta radość aż od niej promieniowała. Bo cóż mogło być lepszego od tylu książek na wyciągnięcie ręki i portfela? Chciała mieć je wszystkie, ale wiadomo, kieszonkowe od rodziców było ograniczone, a były też inne wydatki. Chociaż… po co jeść, skoro można czytać? Gdyby jej matka słyszała jej myśli, na pewno kazałaby jej się puknąć w głowę, hehe.
- Nie rozumiem, jak możesz tego nie mieć w swojej biblioteczce… ale nie widziałam, może jest w innym dziale. – Zmarszczyła brwi, rozglądając się po księgarni. Uwielbiała Władcę Różdżek i naprawdę nie mogła pojąć, jak ktoś mógł tego nie czytać, czy nie mieć tego w swoim domu. Przecież to klasyka, zdecydowany MUST HAVE! – Czytałam, warty uwagi, serio! Chociaż moja awersja do głównej bohaterki trochę zepsuła mi ogólne wrażenie.
Chciała dodać coś jeszcze, ale nagle jej uwagę przykuła książka na najwyższej półce, którą bardzo, ale to bardzo chciała mieć – [i]Kraina Cierpienia[/b]. Stanęła na palcach i wyciągnęła się najbardziej jak mogła, zagryzając przy tym wargę. Nosz cholera, czasami chciałaby mieć wzrostu jak lodu. Westchnęła, przeklinając się za to, że nie wzięła różdżki.
- Benny, mógłbyś mi pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Pon Lip 11 2016, 01:35

Cóż, pewnie dlatego Ben nie lubił fasolek. Nie to, że nie lubił wszystkich smaków. Nie lubił tylko tych nieciekawych jak własnie smarki trolla czy wymiociny. Fuj. Raz z kumplami w dormitorium jedli fasolki na wyścigi i... Benjamin trafił na smak mydlin, z wrażenia się zakrztusił i przez kilka sekund myslał, że umrze śmiercią Joffreya z Gry o Ministerstwo. Nikt chyba nie chciałby umrzeć tak jak... Którykolwiek z bohaterów Gry o Ministerstwo. Chyba, że ten ktoś był okrutnym masochistą. Ale wracając do sedna. Tak, najważniejsze było to, że ich rodzina była w komplecie. Sam Ben tak się cieszył, że nie mógł spać w nocy i siedział pod kocem przez pół nocy czytając książkę. Do transmutacji. To chyba żadne zdziwienie, prawda?
Kurczę pieczone, Ben myslał tak samo. chociaż pewnie gdyby jego mama usłyszała, że Ben wolałby głodować niż być pozbawionym książek, dałaby mu trochę kasy. Mugolskiej co prawda, ale mugole też maja książki! Nieraz naprawdę dobre książki! Jednakże ostatnio uczył się samodzielności i sam zbierał na książki. Miał już naprawdę sporą sumkę galeonów, które... No w sumie zbierał na cały zestaw do quidditcha, bo chciał w jakiś sposób dostać się do drużyny w następnym roku szkolnym. Kto wie czemu, może chciał komuś zaimponować? Znając jego to nawet nie wie komu, choć ten tajemniczy ktoś stoi obok.
- Mój tata ma, czytałem jak byłem w trzeciej klasie! Ale chcę po prostu mieć na własność. Tym bardziej, że ojciec mnie chyba naprawdę nie lubi. - po zniknięciu Amy jego kontakt z tatą strasznie zmarniał i nie zapowiadało się na jakąkolwiek poprawę. Dlatego tez Ben chciał mieć Władcę różdżek na własność, w swojej biblioteczce, która do małych nie należała. Jego pokój powoli zaczynał wyglądać jak biblioteka. Ze ścianami Armat z Chudley na ścianach, naturalnie.
- Hmm... - mruknął, mrużąc nieznacznie oczy i patrząc uważnie na okładkę książki. - Wezmę jeśli nie znajdę Władcy Różdżek - powiedział, uśmiechając się wesoło. Znając jego jeszcze natknie się na pięć książek, które go zainteresują i będzie musiał wybierać... A wybieranie zawsze było najgorsze podczas kupowania książek. To jak odrzucić przyjaciela! Ben nigdy nie byłby zdolny odrzucić bliskiej osoby. Zrobił to tylko raz i pod wpływem Adagio. Żałuje do tej pory.
Rogers spojrzał w stronę książki, która przykuła uwagę Ellie i otworzył szerzej oczy. Toż to jego ukochana książka. Trochę do bani się przyznać, ale nawet on na niej płakał, bo tak go poruszyła. - Jasne, już. - poszerzył swój uśmiech i wyciągnął różdżkę. Delikatnie nią machnął i wypowiedział słowa zaklęcia Wingardium Leviosa. Książka od razu wysunęła się z półki i zaczęła powoli opadać wprost w ręce szatynki. - Jak dobrze jest móc czarować poza szkołą. - podsumował cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Peel, Wyspa Man
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12952-eleanor-nessa-dunphy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12954-it-all-comes-to-an-end
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12953-ser-stefan#347963
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12955-eleanor-nessa-dunphy#347967




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Pon Lip 11 2016, 19:01

Ellie zdecydowanie wolała czekoladowe żaby, chociaż kiedy nie miała nastroju na zabawę w berka z tymi psotnymi słodyczami, zajadała się fasolkami właśnie. Wychodziła z założenia, że śmiesznie czasem zjeść coś o teoretycznie obrzydliwym smaku, a może pozytywnie zaskoczyć. Na przykład miała przeogromne (nie)szczęście do trafiania na smak trawy i w sumie nie uważała, że jest on jakiś szczególnie odpychający. Oczywiście, nie zajadała się w wolnych chwilach trawą z Błoni, ale przez pewien czas wręcz oczekiwała na tę fasolkę. Dziwne jest czasem stworzenie ludzkie, hehe. Natomiast były smaki, których zdecydowanie nie chciała próbować i sama myśl o nich wywoływała u niej odruch wymiotny. Ale kto nie miał? Śmierć Joffreya z GoM była przezabawna, ale rzeczywiście, lepiej tak nie umrzeć.
Ellie uważała mugolskie książki za o wiele lepsze od tych czarodziejskich. Bo naprawdę, wychowując się głównie z ojcem, mało miała do czynienia z magią i książki ze świata matki wydawały jej się aż za bardzo nieprawdopodobne, a książki zwykłych ludzi wzbudzały w niej czasem naprawdę skrajne emocje. I choć panna Dunphy w życiu by się do tego nie przyznała, jej ulubioną tematyką mugolskich książek były romanse, choć oczywiście, nie tak trudno byłoby się tego po prostu domyślić. Wystarczyło jej kiedyś posłuchać. A poza tym, książki mugoli były łatwiejsze do dostania na jej wyspie – mało było tam magii.
- Oj, nawet tak nie mów. Potrzebujecie po prostu prawdziwej męskiej rozmowy. Zaproszę go do mnie na ryby, mógłbyś pojechać z nim, gdyby się zgodził. – Szczerze, bardzo lubiła pana Rogersa, ale ona chyba tak po prostu miała, że zawsze ciągnęło ją do mężczyzn. Jako że z matką nie miała dobrego kontaktu, nie potrafiła się całkowicie otworzyć przed panią Rogers, chociaż bliżej jej było do Nessowego rodzica, niż jej własnej rodzicielce. Kiedyś zazdrościła Benowi jego relacji z nią, ale po jakimś czasie stwierdziła, że nie zamieniłaby tego, co ma z ojcem za milion takich mam.
Ellie traktowała swoje książki jak dzieci. Odrzucić dziecko, to przecież najgorsze, co można zrobić! Powoli nie miała, gdzie układać wszystkich książek, chociaż powiększyła szafę zaklęciem. Będzie musiała zbudować osobny dom na książki. Najlepiej na drzewie! To by było dopiero niesamowite. Jak tylko wróci do Peer, opowie o tym ojcu i zabiorą się do pracy.
- Dziękuję! – Przytuliła bezwiednie książkę do klatki piersiowej, nie próbując nawet ukryć banana, który pojawił się na jej twarzy. Po chwili jednak spoważniała. – Myślisz, że książki coś myślą albo czują? W końcu są z drzewa, a drzewa czują i w ogóle… – Z jednej strony to byłoby super, z drugiej trochę przerażające… bo co myślałyby o niej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Pon Lip 11 2016, 19:42

Oj tak, smak trawy nie był zły. Sam Ben go lubił, ale to może przez to, że lubił zapach tej skoszonej. Jednak jego ulubiony smak występujący w fasolkach to ten czekoladowy. Cóż, chyba śmiało można dojść do konkluzji, że Ben kocha czekoladę i wszystko co ma z nią jakikolwiek związek. Jedyne czego nie lubił i co miało smak czekolady to lody. Znacznie wolał te owocowe. Najbardziej lubił lody malinowe i cytrynowe. A gdy były zmieszane to już w ogóle szał był. Nie wiedział wtedy które jeść jako pierwsze i robił losowanie. Mugolski wierszyk, ene due rike fake. No ale przynajmniej przez lody nie można umrzeć. Chyba, że faktycznie są zatrute. Ale hej, na pewno się nie zakrztusisz! Właściwie to jest takie prawdopodobieństwo, ale bez paniki.
Cóż, Ben się wychował w połowie na mugolskich, w połowie na czarodziejskich książkach i baśniach. Do tej pory pamiętał jak w dni parzyste prosił mamę o opowiadanie bajek mugolskich a w nieparzyste tych czarodziejskich. Z czasem ciągle czekał tylko na dni parzyste, bo te mugolskie bajki wydawały mu się lepsze. No i mama opowiadała je z taką pasją, że Ben zawsze wyobrażał sobie to, że jest którymś z bohaterów. Nigdy jednak tym złym, bo nie lubił widzieć oczyma wyobraźni jak przegrywa. Zwyczajnie... Cóż, wiedział, że dobro wygrywa zawsze. Nawet z magicznej historii, ale możliwe, że był z lekka szalony, bo zawsze choć odrobinę żałował, że nie uczestniczył w Bitwie o Hogwart. Może po prostu chciał być bohaterem? Jednak z wiekiem mu to osłabło i teraz chęć zostania bohaterem zmalała tak bardzo, że nie było jej prawie wcale.
- To na pewno nic nie da. Próbowałem z nim rozmawiać, ale nie słuchał. - chłopak zacisnął nieznacznie szczękę, spuszczając wzrok z przyjaciółki, bo nie chciał, żeby zauważyła to jak wyraźnie posmutniał na te parę chwil. Jednak szybko się rozpromienił, bo nie mógł być smutny. Miał przy sobie najlepszą przyjaciółkę, przy której zawsze czuł się z niewiadomych przyczyn prze szczęśliwy.
Poza tym, to nie tak, że Ben nie kochał ojca. Kochał i to bardzo mocno, tata zawsze był jego bohaterem w rycerskiej zbroi rodem z opowieści o królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu, opowieści, które opowiadała mu mama. Ben zawsze wiedział, że ojciec chce dla każdego swojego dziecka dobrze, wiedział też, że praca Aurora bywa ciężka i niebezpieczna. Ale jednak było mu przykro, gdy po odejściu Amy przestał się z nim dogadywać i ojciec niemalże przestał go dostrzegać. Tak, jakby był niewidzialny. Albo miał narzuconą na siebie pelerynę niewidkę. Jak był młodszy chciało mu się przez to płakać, jednakże teraz pozostawała tylko tłumiona głęboko w sercu złość.
Ben miał obsesję na punkcie bezpieczeństwa książek. Poważnie. Sam z siebie zawsze je układał, sprzątał półki, żeby tylko książki się nie zakurzyły. A warto przypomnieć, że Ben był dosyć leniwy, szczególnie, gdy z pracy nad czymś nie miał określonych, mniejszych lub większych korzyści.
- Nie ma za co. - popatrzył na nią z radosnymi iskierkami w oczach. Widząc jak spoważniała sam przybrał poważny dosyć wyraz twarzy. Usłyszawszy jej pytanie, musiał się chwilę zastanowić nad odpowiedzią. - Czy myślą... Wiesz, sam chciałbym to wiedzieć. No bo co jeśli Wspaniały Bardsley myśli sobie teraz "ten Ben jest głupi, za mocno mnie ściska!"? Dobrze by było wiedzieć co owa książka o tobie myśli. Ale myślę, że czują. Lubię myśleć, że książki coś czują. Niektórzy właściciele - tacy jak my - kochają swoje książki. Dobrze jest myśleć o tym, że kochają je z wzajemnością. - uśmiechnął się lekko, a przez głowę przemknęła mu pewna myśl. Dobrze jest myśleć, że kochasz kogoś z wzajemnością. Od razu się za to w myślach skarcił, odchrząknął cicho i spuścił wzrok, chowając swoją różdżkę do kieszeni. - No ale chyba nikt nie jest w stanie dowieść, że książki są jak istoty żywe. - podsumował i uśmiechnął się słabo, przeglądając trzymaną w rękach powieść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Peel, Wyspa Man
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12952-eleanor-nessa-dunphy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12954-it-all-comes-to-an-end
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12953-ser-stefan#347963
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12955-eleanor-nessa-dunphy#347967




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Pon Lip 11 2016, 20:24

Ellie była zakochana w czekoladzie, a już szczególnie w owocach w czekoladzie! Truskawki i biała czekolada to najlepsze połączenie na świecie! Kiedyś śniło jej się, że płynie przez morze czekolady, a razem z nią pływają w niej owocowe ryby – to jej ulubiony sen po dziś dzień i przebił nawet ten o budynkach zrobionych z książek. Natomiast za lody dałaby sobie rękę uciąć, szczególnie jeśli w grę wchodziły sorbety! Od dzieciaka robiła z nich zupę lodową i dodawała do niej wiórki czekoladowe. Czasem robiła też pieczone lody w cieście czekoladowym albo torty lodowe, ale na to musiała mieć czas i chęci, a mimo że odziedziczyła umiejętności kulinarne po babci, odkąd ta umarła, gotowanie przestało być takie niesamowite. Raz na jakiś czas przychodziła do jej domu i gotowała na jej starym piecyku, żeby poczuć znów obecność starszej kobiety. Tak to jest, jak spędza się dzieciństwo w małej kuchni z babcią, albo na kutrze rybackim z ojcem – ma się tylko dwa bezpieczne i ukochane miejsca, które przenoszą cię prosto do dzieciństwa. Dla Ellie to i tak było więcej, niż mogła sobie wymarzyć. Tym bardziej że w jednym i w drugim miejscu miała skrytki na książki.
Nessa miała tylko jeden typ książek, w których wolała być czarnym charakterem, nawet jeśli oznaczałoby to przegraną, a mianowicie były to historie o piratach. Nieważne, że byli brutalami, że kradli i mordowali – kryło się za tym coś niesamowitego – ciągła podróż, poszukiwanie wymarzonego skarbu, esencja życia. Ona oczywiście byłaby dobrze wychowanym piratem i nikogo by nie zabijała, czasem tylko kradłaby jakieś złote naszyjniki, ale tylko po to, by oddać je biednym. Byłaby pirackim Robin Hoodem, świętym Mikołajem na starej łajbie niesionej przez morskie prądy! A w przerwach pisałaby powieść i gotowałaby dla swojej załogi. A do tego miałaby gadającą papugę, która nie opuszczałaby jej na krok! Prawda, że cudowna wizja? Chociaż w Peterze Czarodzieju zdecydowanie wolałaby być zaginionym chłopcem, niż kimś z ekipy kapitana Haka, przecież ten pirat był niespełna rozumu! Tylko idioci należeli do jego świty!
Nie mogła patrzeć, kiedy na twarzy Bena choć na chwilę pojawiał się wyraz smutku, jakoś automatycznie chciała świata mu uchylić, żeby tylko się uśmiechnął. Przytuliła się do niego, chociaż chłopak już zdążył się znów uśmiechnąć i wtuliła się w jego klatkę piersiową.
- Teraz, kiedy Amy wróciła, wszystko wróci do normy. Zobaczysz, znów będziecie najbardziej zgraną rodziną na świecie. – Uśmiechnęła się szeroko i dała mu szybkiego całusa w policzek, po czym odsunęła się od niego, bo coś jej się przypomniało. Wygrzebała z plecaka Waniliowo-czekoladowego karalucha, którego podała przyjacielowi. Nic tak nie poprawia humoru jak czekolada!
Ellie kochała swoje książki tak bardzo, że zawsze tworzyła im zabezpieczającą okładkę, na której tworzyła swoje własne ilustracje, jej zdaniem o wiele bardziej adekwatne, jeśli chodzi o fabułę. Poza tym jej codzienną rutyną było ścieranie z nich kurzu, głaskanie ich i mówienie im, że je kocha, co już było delikatnie dziwne, ale skoro uważała je za swoje dzieci, to chyba dobrze, że tak je traktowała, prawda? To świadczyło o tym, że będzie wspaniałą matką dla swoich przyszłych dzieci! Będzie swoim tatą w spódnicy i będzie zawsze o nich pamiętać. Kiedy była mała, zawsze bała się, że zmieni się w panią Dunphy i zapomni o którymś potomku, dlatego też dbanie o wszystkie jej książki i wszystkich przyjaciół bez wyjątku stało się jej obsesją.
-Chyba wolę myśleć, że wszystkie mnie kochają i są mi wdzięczne za to, że tak dobrze się nimi opiekuję. Byłoby naprawdę przerażające, gdyby nagle zaczęły mówić i powiedziałyby mi, że chcą odejść do kogoś innego, bo mają mnie serdecznie dosyć. Chyba bym się wtedy załamała. Ale chcę wierzyć, że mają uczucia, że każda z nich żyje swoją historią, że uwielbiają swoje życie. - Ellie bardzo kochała swój krótki na razie żywot, mimo tego wszystkiego, co było w nim czasami nie tak. I chciałaby, żeby każdy człowiek miał takie same odczucia. Żeby każdą porażkę potrafili zamieniać w coś cennego, a każdą radość pamiętali do końca życia. Świat byłby wtedy o wiele lepszy. – Szkoda, można by na tym zarobić całkiem niezłą sumkę. – Zaśmiała się krótko. Wcale nie zależało jej na pieniądzach, więc ta perspektywa ani trochę jej nie interesowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Pon Lip 11 2016, 23:00

Owoce w czekoladzie...! Mniam! Oprócz czekolady, Ben kochał własnie owoce. Każde owoce, bez żadnych wyjątków. Zajmowały u niego drugie miejsce. Mógł je jeść na zmianę z cudownym smakołykiem. Już kiedyś w grze w lodziarni wspominałam o tym, że gdyby chłopak miał jakąkolwiek styczność z amortencją, pachniałaby jak świeżo skoszona trawa, czekolada i owoce. A właściwie malina z cytryną. Ale mniejsza o zapach amortencji w jego przypadku, przecież chyba nikt nigdy mu jej nie poda, bo niby po co? Jego samoocena nie była szczególnie wysoka, więc nie sądził, aby żadna dziewczyna chciała podać mu amortencję, aby go w sobie rozkochać na krótki okres czasu.
Cóż, Ben zawsze wolał być tyk dobrym, ale piraci... Jejku, kręciły go te tematy, choć nigdy na morzu czy oceanie nie był, nie płynął statkiem takim jak przykładowo Czarna Perła. No i miał chorobę morską o której nie miał się jak dowiedzieć. Co ciekawe nie miał choroby lokomocyjnej. Samochodem mamy czy pociągiem mógł jeździć bez większych przeszkód. Mimo przeszkód, które mogły się pojawić, gdyby tylko wszedł na pokład statku, zawsze, ale to zawsze chciał zostać Jackiem Sparrowem. Wystarczyło raz obejrzeć ze swoja mamą Piratów z Karaibów i już stwierdził, że w przyszłości chce być własnie takim gościem. A on sam Kapitana Haka z Petera Czarodzieja też nie lubił, sądził, że jest głąbem i nic więcej.
Gdy Ellie go przytuliła, zamknął oczy i odetchnął ciężko. Nieświadomie - choć dosyć wyraźnie - się zarumienił i też odrobinkę spiął, gdy dała mu buziaka w policzek, ale wiedział, że to tak po przyjacielsku. Bo przecież są przyjaciółmi, dogadują się niemalże jak brat z siostrą. Jednak jego zachowanie było instynktowne i automatyczne. Nie miał niestety na to wszystko wpływu.
- Mam... Mam nadzieję. - przełknął gulę w gardle, która o dziwo nie była spowodowana myśleniem o tacie i powrocie Amy, a myśleniem o Ellie jak o dziewczynie, którą się przypadkiem pocałowało na balu. Przez to też się bardziej zarumienił, przeklinając się w duchu za to, bo doskonale wiedział, że szatynka to zauważy i zapyta o co mu chodzi znowu. Widząc jednak jak Ellie wyciąga w jego kierunku waniliowo-czekoladowego karalucha, roześmiał się cicho. Ta to zawsze wiedziała jak odsunąć jego myśli od uciążliwych tematów! - Jesteś najlepsza, Ellie! - stwierdził, kręcąc głową i biorąc od niej karalucha. - Chcesz trochę? - spytał, unosząc lekko brwi, lecz rumieńce na policzkach wciąż były dość widoczne.
On sam też traktował książki jak własne dzieci, choć miał siedemnaście lat i mu się ani trochę nie śpieszyło. Nawet o dzieciach nie myślał. Ale byłby dobrym opiekunem, chociażby patrząc na to jak traktował książki. Gdyby mógł to by woził książki w wózku, nosił je w nosidełku, karmił butelką i tak dalej. Nieskromnie mówiąc, miał podejście do książek, więc do dzieci pewnie też je miał!
- Na pewno cię kochają. Każda książka chciałaby mieć taką właścicielkę jak ty. Dobrą, kochającą i przede wszystkim taką, która ich nie zostawia samych. Szczerze współczuję książkom z biblioteki. Są dosyć samotne, czasami leżą tygodnie na półkach w oczekiwaniu na nowego opiekuna. - biedne książki. I naprawdę im współczuł. Szczególnie wtedy, gdy ludzie o nie nie dbali, strony były poplamione lub trochę potargane. Nie miał pojęcia jak można tak traktować książki, które w końcu są najwierniejszym towarzyszem mola książkowego.
- Dobrze wiesz, że nie jestem materialistą. Ale kurczę. Wyobrażasz sobie naszą wspólną skrytkę w Gringottcie? Pewnie zyskalibyśmy uznanie nawet w świecie mugolów! Może nawet dostawaliśmy książki za darmo? Choć wtedy akurat kupowanie książek nie byłoby problemem, przecież bylibyśmy bogaci! - ta wizja mimo wszystko go kusiła. Tyle książek!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Peel, Wyspa Man
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12952-eleanor-nessa-dunphy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12954-it-all-comes-to-an-end
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12953-ser-stefan#347963
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12955-eleanor-nessa-dunphy#347967




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Pon Lip 11 2016, 23:43

Można by powiedzieć, że są dla siebie stworzeni, tyle ich łączyło! Oczywiście stworzeni do bycia najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem do końca życia, bo Ellie nie wyobrażała sobie żadnej innej możliwości. Nie rozumiała w związku z tym, dlaczego wszyscy Rogersowie i Tuńczyk rzucają pod jej i Bena adresem jakieś dziwne komentarze. Mogłaby usprawiedliwić Axela i Tunę, bo w końcu oni robili to w odwecie za aluzje rzucane przez Bellie – jak to się mówi „klin klinem”, ale Deska? Tego już było po prostu za dużo! Nessa i tak nic sobie z tego nie robiła, bo i nie miała powodu by sądzić, że między nią a Benem może być cokolwiek więcej, niż tylko przyjaźń. Tym bardziej, że przecież się pocałowali i to niczego nie zmieniło.
Jej amortencja pachniała książkami, atramentem i czekoladą, sprawdzone info, bo kiedyś na eliksirach miała szansę się o tym przekonać. W sumie nic jej z tego nie zdziwiło, bo uwielbiała, kiedy miała na rękach plamy od atramentu, był to znak, że dopadła ją wena i coś stworzyła, a to przecież najcudowniejsze uczucie na świecie, oprócz swoich upojnych nocy z książką przed nosem i kubkiem gorącej czekolady w ręce.
To bardzo niedobrze, że Ellie tak zaniedbała Benia i nie wzięła go nigdy do siebie na rejs jej starą łajbą! Będzie to trzeba jak najszybciej nadrobić! Tu swoją drogą różnili się diametralnie, bo ona choroby morskiej nigdy nie odczuła, natomiast choroba lokomocyjna odzywała się u niej zawsze, kiedy wsiadała do jakiegoś naziemnego środka transportu. Najwidoczniej była najprawdziwszym w świecie piratem… albo potworem morskim, mając na uwadze jej drugie imię. Gdyby Ben był Jackiem Sparrowem, Nessa na pewno by się w nim zakochała od pierwszego wejrzenia! Kochała Piratów z Karaibów całym swoim sercem i marzyła o Czarnej Perle przybijającej do brzegu Wyspy Man każdej nocy od zawsze na zawsze.
Oczywiście, Ellie zauważyła, że Benio lekko zesztywniał i już się bała, że coś mu się stało, ale jego serducho biło nadzwyczajnie mocno, co mogła wywnioskować z jego buraczanej twarzy. Na początku nie chciała wnikać w przyczyny tego zachowania, ale z drugiej strony ciężko jej było pohamować wredną, ludzką ciekawość.
- Wszystko w porządku Benny? Trochę zburaczałeś… – Szczerze, nie przyszło jej do głowy, że ona może być powodem tej reakcji, w końcu często zdarzało jej się go przytulać i dawać mu buziaki, bo tak już miała, kiedy czuła się przy kimś swobodnie. Bała się raczej, że może dopadła go jakaś alergia, nie daj boże na KSIĄŻKI albo może jej nowy proszek do prania. Nie chciałaby, żeby dostał od niej jakiejś wysypki czy coś. – Wiem, jestem super. – Wyszczerzyła się do niego, po czym wyciągnęła łapkę, żeby udziabnąć sobie trochę karalucha. Był pyszny! Wanilia i czekolada były jednym z jej ulubionych połączeń smakowych.
Jej też się nie spieszyło, do zostania matką, ale wyobrażała sobie wielokrotnie, jak to będzie – ile będzie miała dzieci, jak będą miały na imię… Na pewno jednemu synowi da na imię Fred, po najważniejszym mężczyźnie jej życia – ojcu. A drugi dostanie na imię Ben po swoim ojcu jej najlepszym przyjacielu, żeby wyrósł na takiego świetnego faceta!
- Mam nadzieję, że rzeczywiście to doceniają i nie są w okresie jakiegoś buntu, gdzie rodzic wydaje się być największym złem. Ojej, rzeczywiście, są strasznie biedne. Przechodzą tylko z ręki do ręki, mają rodzinę tylko przez krótki okres. To musi być straszne uczucie. – Miała przez to ochotę iść teraz do biblioteki i wytulić wszystkie książki leżące na półkach, zakurzone i niekochane. Obiecała, że zrobi to zaraz po powrocie do szkoły, ot co. Żeby chociaż przez chwilę poczuły się kochane. Miała nadzieję, że to nie czyniło z niej żadnej pani do towarzystwa, heheh.
- Książki za darmo? To brzmi jak marzenie! Benny, musimy to zrobić, musimy dotrzeć do tych książek. Dla nich i dla naszych przyszłych darmowych dzieci. Zróbmy to! I zacznijmy od tej. – Wskazała na Wspaniałego Bardsley’a, którego Rogers trzymał w ręce. Ona też nie była materialistką, ale wizja tylu książek zawładnęła jej umysłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Wto Lip 12 2016, 01:33

No tak! Przecież są tylko przyjaciółmi. błagam, oni są jak brat i siostra przecież! A pomyśleć, że wszystko zaczęło się na peronie, kiedy to na siebie wpadli, wózek Bena się wywalił, drzwi do klatki z jego pufkiem się otworzyły a ten mały skurczybyk, którego zwał Śmigaczem uciekł. Ben chyba przewidział tę sytuację dając mu takie imię, bo mimo że pufki są takie dosyć spokojne i uciekają tylko jak szukają żarcia, Śmigacza nie dało się już złapać. Mały, jedenastoletni wtedy Benio pewnie był smutny przez całą drogę do pociągu, ale Ellie skutecznie odwróciła całą jego uwagę, mając tę swoją chorobę lokomocyjną i będąc już wtedy w Ravenclawie. Tak zaczęła się ich przyjaźń. Kto wie czy Ben czuł coś już wtedy czy dopiero po latach znajomości coś się zmieniło. On sam nie wiedział co to i dlaczego niedawno zachowuje się przy niej tak dziwnie, szczególnie, gdy są przy Axelu. Wiedział jednak, że nawet jak świat będzie się walił i palił nie przestana być najlepszymi przyjaciółmi. Tak się chyba nie dało.
No to jak Ellie weźmie Benia na rejs, Ben będzie kolorowy. Bynajmniej nie przez to, że dziewczyna pomaluje go farbkami. Aż mu kurcze zaczęłam współczuć. Sama narratorka współczuje postaci, co to się dzieje! No ale taki rejs na pewno byłby niezapomniany. Poza tym, Ben - nieświadomy swej choroby morskiej - zawsze chciał wyruszyć w taka podróż na starej łajbie Ellie. (Narratorka naoglądała się za dużo filmów z wizerunkiem Bena i siedzi, mając przed oczyma tę podróż i jego chorobę morką, ok.)
Oj tak, serducho mu łomotało tak jak na balu, na samo wspomnienie tego niezręcznego buziaka.
- Nie, nie, wszystko w porządku. Po prostu przypomniał mi się bal, mina Axela i... wiesz. - machnął ręką, robiąc dobrą minę do złej gry. Może i kłamać nie umiał, w dodatku kłamać bardzo nie lubił, ale przynajmniej nie było po nim widać tego dziwnego... Nawet nie wiedział jak to na dobrą sprawę określić. Smutku? Zażenowania? Zażenowanie widać było tylko przez ten rumieniec godny dorodnego pomidora. - Tamto było niezręczne i akurat teraz mi się przypomniało. Nigdy więcej nawet nie podejdę do lassa! I rewolweru! - stwierdził już z prawdziwym rozbawieniem. Na szczęście Ben należał do tych ludzi, którzy potrafią obrócić w żart większość rzeczy, które mogły być kłopotliwe. - Nie jesteś super. Jesteś najwspanialszą najlepszą przyjaciółką na świecie! - stwierdził i równo z Ellie wziął karalucha do buzi. Był pyszny. Wprost przepyszny! Trudno tylko stwierdzić czy to dzięki czekoladzie, czy może dzięki wanilii.
Ben też nieraz myslał jakby to było. Miał czas, ale już teraz wiedział, że jeśli kiedyś trafi na tę jedyną kobietę w swoim życiu, będzie miał z nią przynajmniej dwójkę dzieci. Nie wiem, może to po prostu przez to, że wiedział jak świetnie mieć rodzeństwo. Synka nazwałby... Cóż, nie wiedział jak nazwałby synka, ale córkę nazwałby Nessa. Możliwe, że na cześć jej mamy jego najlepszej przyjaciółki, bo chciałby być z niej diabelnie dumny, gdy wyrośnie na piękną i mądrą dziewczynę. Gdy on będzie czterdziestoletnim aurorem lub jakimś urzędnikiem Ministerstwa Magii i dla żartów będzie zmieniał się w jakieś zwierzę, bo nie zapominajmy o tym, że Ben ponad wszystko chciałby zostać animagiem.
- Mam ochotę iść na piechotę do szkoły i poprzytulać wszystkie książki. Nawet te zakurzone w Dziale Ksiąg Zakazanych. - powiedział, nieświadomie robiąc zatroskaną minę. Jakby odruchowo przytulił Wspaniałego Bardsleya. Właściwie to naprawdę nie był świadomy tego, że powiedział to co wtedy pomyślała Ellie. No ale w takim razie po powrocie do Hogwartu oboje polecą od razu do biblioteki i wyściskają wszystkie samotne i zapomniane przez czytelników książki.
- Na brodę Merlina, wykupimy calutką tę księgarnię! - powiedział okręcając się dookoła własnej osi i rozkładając ręce, żeby w jakiś sposób objąć wszystkie książki w Esach i Floresach. Jednak nie było to możliwe ze względu na wielkość księgarni.
- Muszę z nią porozmawiać. Może otworzy się na mnie, gdy ją kupie i nie będzie musiała być już tak samotna? - uśmiechnął się promiennie. Kupno jednej książki? W sumie dobry pomysł. Zważając na to, że miał zbierać na sprzęt do Quidditcha...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Peel, Wyspa Man
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12952-eleanor-nessa-dunphy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12954-it-all-comes-to-an-end
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12953-ser-stefan#347963
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12955-eleanor-nessa-dunphy#347967




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Wto Lip 12 2016, 21:50

Kto wie, może gdyby nie to, że Ben okazał się wtedy taką ciapą, nigdy nie zaczęliby się przyjaźnić, a ta wizja była naprawdę przerażająca! Ellie zawsze strasznie przeżywała podróż pociągiem, ale wtedy przynajmniej mogła mu jakoś poprawić humor swoim ciągłym narzekaniem i najdziwniejszymi pozami, które człowiek był sobie w stanie tylko wymyślić, a w których było jej jakoś najlepiej na żołądku. Właściwie chyba najbardziej zbliżyło ich do siebie zajadanie się czekoladowymi żabami, był to pierwszy dowód na to, że są do siebie podobni, bo przecież Ellie nie mogłaby przyjaźnić się z kimś, kto nie lubi tych przysmaków! Swego czasu Nessa miała nawet małe zauroczenie przyjacielem, ale można uznać, że to prehistoria ich znajomości. Dawno i nieprawda, ot co. Chociaż nadal w duchu śmiała się, gdy tylko sobie przypominała o jej dziwnych zachowaniach w jego towarzystwie. Oczywiście, nikt o tym nie wiedział, nawet Ben. Wystarczająco dużo nasłuchiwała się o tym, jak bardzo powinni być razem i bez tego sekretu. Potem jakoś jej uczucie samo wywietrzało i spodobał jej się Alex, ale to też już nie było ważne, chociaż akurat z tego potrafiła śmiać się ze wszystkimi do rozpuku. Dziwne, że tak to właśnie wychodziło, skoro właściwie jej uczucie do Bena było o wiele bardziej błahe.
Ellie na pewno znalazłaby jakiś sposób na to, żeby Ben mimo wszystko cieszył się podróżą. Nie chciałaby, żeby rejs na jej łajbie był smutnym przeżyciem, w końcu dla niej zawsze największą przyjemnością było żeglowanie! Nie, żeby musiał to lubić tylko dlatego, że jej to sprawiało frajdę – po prostu chciałaby mu pokazać, że bycia na morzu nie można z niczym porównać. Dziwne, że nigdy nie bała się wody, szczególnie po tym, jak o mało nie utonęła. Ale wychodziła z założenia, że to najzwyczajniej w świecie było jej pisane. Miłości nawet wizja śmierci nie potrafi zabić, prawda?
Zaskoczyła ją odpowiedź Bena. Ona o balu w sumie nie myślała, bo w sumie nie było to też nic takiego. Po prostu zaklęcie ich do tego zmusiło i tyle. Gorzej byłoby, gdyby chociażby przespali się ze sobą po pijaku czy coś, a tak? Nic nie było ich winą. Nie chciałaby, żeby to jakoś wpłynęło na ich przyjaźń.
- Hm, chyba trochę za bardzo przejmujesz się swoim bratem, Benny. On po prostu coś sobie uroił w głowie i tyle. – Wzruszyła delikatnie ramionami. Nie chciała mu sprawić przykrości niczym, co teraz powie, ale miała cichą nadzieję, że Ben traktował to tak samo jak ona. Tutaj okazuje się, że jednak przejął się tym trochę bardziej i szczerze, nie wiedziała, co ma na to poradzić. Dlatego też strasznie się ucieszyła, kiedy obrócił to wszystko w żart. Już zaczynała się stresować, że wydarzyło się jednak coś więcej. – Myślę, że nie będzie okazji na powtórkę z rozrywki. – Żadnej rozrywki – ani rewolwerów, ani lassa, a już na pewno nie pocałunku. Jeden raz jej wystarczył, żeby się przekonać, że to za dziwne i że nie będzie chciała więcej razy próbować takich rzeczy z Benem. Niestety. przynajmniej na razie, hehe
- A ty jesteś mega kochany, że tak mówisz! I właśnie dlatego, jesteś najcudowniejszym przyjacielem pod słońcem. – Oczywiście, nie tylko dlatego. Nie potrzebowała przyjaciela do tego, żeby jej ciągle słodził, ale Ben był wspaniały we wszystkich przyjacielskich fuchach.
Ellie chciała mieć trójkę. Dwóch synów i córeczkę. I wszystkich kochałaby w równym stopniu i w równym stopniu poświęcałaby im swój czas. Bo przecież po to są matki, prawda? Chyba kompleks środkowego dziecka aż za mocno nadwyrężył jej psychikę, żeby kiedykolwiek o tym zapomniała. Będzie pisarką, a że najlepiej pisało jej się w nocy, na pewno będzie cały dzień poświęcać dzieciom i mężowi, dzięki czemu wszyscy będą zadowoleni. Oczywiście, wszyscy wiemy, że w rzeczywistości ciężkie to będzie do osiągnięcia, ale Nessa była o tym święcie przekonana.
- Ojej, Ben, nie wchodź do mojej głowy. Pomyślałam właśnie o tym samym i to strasznie dziwne. – Nie zdarzyło im się to pierwszy raz, ale mimo wszystko za każdym razem przerażało ją odrobinkę, jak bardzo są podobni. Czasami nie musiała nic mówić, a Ben już wiedział, co chodzi jej po głowie. Jak teraz. – Po wakacjach musimy o tym koniecznie pamiętać!
Ellie aż oczy zaświeciły się od tego pomysłu! Tak bardzo chciałaby kupić księgarnię! Mogłaby czytać wszystkie książki i polecać te dobre ludziom, a jej klienci zawsze wychodziliby zadowoleni, bo przecież nikt nie ma takiego podejścia do książek jak ona! No, może poza obecnym tu Rogersem.
- To brzmi jak spełnienie marzeń! – Dużo miała tych marzeń. Ciężko będzie pogodzić rolę właściciela księgarni, pisarki, pirata i wzorowego rodzica, ale przecież życie po to jest, żeby do czegoś dążyć, prawda?
- To bardzo prawdopodobne. Będzie wtedy wiedziała, że ją kochasz i że jej nie zostawisz. Musisz to zrobić, Ben, dla jej i naszego dobra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Sro Lip 13 2016, 12:11

Życie Bena byłoby marne, gdyby się nie zaprzyjaźnili. Gdyby Ben nie był taką ciapą z wywalającym się wózkiem i uciekającym pufkiem - Śmigaczem - nigdy nie byłby tak szczęśliwym i prze wesołym człowiekiem jak teraz. Pewnie byłby wciąż spokojnym dzieciakiem, bo nie miałby z kim się wygłupiać. Owszem, było rodzeństwo, le nie od dziś wiadomo, że Ellie pełniła fuchę jego najlepszej przyjaciółki i mentalnej bliźniaczki, której Ben nigdy nie miał przez co niesamowicie zazdrościł swojemu własnemu rodzeństwu. Praktycznie dzięki dziewczynie nauczył się marzyć i stał się odrobinę bardziej szalony i skłonny do zabaw niż wcześniej. Miało w tym udział też zniknięcie Amy, ale zdecydowanie mniejszy niż relacje z ludźmi takimi jak Dunphy. Pewnie też dlatego twierdził, że Eleonor jest dla niego najważniejszą osobą. Wraz z całą jego liczną rodzinką. Na diadem Roweny, piątka dzieci plus rodzice? W dodatku piątka takich dzieci i rodzice. Wciąż zastanawiam się jak Rogersi wytrzymali z całą tą ferajną na czele z najstarszym Axelem. A co do uczuć... Cóż, Ben nigdy nie sądził, że choćby pomyśli o tym, że mógłby cokolwiek do niej czuć. Byli najlepszymi przyjaciółmi, miłość inna niż typowo braterska czy siostrzana była niedopuszczalna. Ale jak powstrzymać takie uczucie? Jedyna metodą jest wyparcie, które Ben praktykował już od kilku miesięcy, ale teraz miał tego wypierania już dosyć, no bo ileż można. Mimo wszystko wciąż to robił i starał się wciąż ignorować Tunę, Axela, Deskę i inne osoby, sugerujące, że do siebie pasują. Jego uczucie jednak nie było błahe, nawet jeśli nie do końca je ogarniał i nie wiedział czy naprawdę tak się czuje człowiek zakochany. Na samym początku kiedy coś mu zaczęło odwalać we wrześniu, był święcie przekonany, że te motyle w brzuchu były objawem grypy żołądkowej. Dlatego w ekspresie do Hogwartu nawet nie jadł czekoladowych żab, ani tym bardziej fasolek. Wolał nie ryzykować, bo... Jak inaczej można to uczucie wyjaśnić? Z czasem jednak było wiadome, że coś zaczął do niej czuć, ale ukrywał to najlepiej jak potrafił. Teraz jakby... To ukrywanie mu się zaczęło nudzić i najchętniej by przyznał przed sobą i całym światem co czuje do Ellie Dunphy. No ale za wcześnie.
Bena cieszyłaby ta podróż niewątpliwie. W końcu spędziłby ten czas z szatynką, czymże zasłużyć mógł sobie na tak wspaniałą nagrodę! Może nawet nie panikowałby tak bardzo, a żołądek nie skakałby jak australijski kangur - rodak Bena? cóż, na pewno by go to ucieszyło, bo nie byłby zielonkawy na twarzy. Ale kangury lubił. Bardzo lubił. Raz jednego widział, co prawda w rezerwacie, ale wciąż w Australii. Ogółem miał sentyment do Sydney i w ogóle. Czasem, gdy chciał się popisać mówił z australijskim akcentem! Ale to tylko przy celowym popisywaniu się przed nowo poznanymi osobami. Na co dzień jednak wolał swój brytyjski, który nabył przez swoje otoczenie, w którym przebywał - i wciąż przebywa - od ósmego roku życia.
- No wiesz jaki jest Axel. Mam już dosyć tego, że ciągle sugeruje, że niby ja coś do ciebie czuję. Axe czasem zachowuje się jak nieokrzesany goryl, naprawdę! I jest tak samo leniwy, choć nie mówię, że głupi. Chociaż zagadki kołatki definitywnie by nie rozwiązał. - oj definitywnie. Ile to się razy zdarzyło, że kołatka dała taką zagadkę, że sam Ben nie mógł jej odgadnąć i musiał czekać, aż ktoś przyjdzie. Odpowiedź była tak prosta, że Beniowi nigdy w życiu by coś tak łatwego nie przyszło na myśl! - Dzięki Bogu. - mruknął, kręcąc z rozbawieniem głową. Uraz do lassa i rewolwerów pozostanie!
- No wiem, że jestem najlepszy. Nie musisz mi tego przypominać, to przecież tak oczywista sprawa! - stwierdził "skromnie" uśmiechając się szeroko i po chwili śmiejąc się niepohamowanie.
Im więcej tym dla dzieci lepiej. Nie dość, że nie będą raczej aspołeczne przez to, że od dziecka będą miały masę znajomości wśród innych dzieciaków, choćby znajomych rodzeństwa, to jeszcze będą sobie mogły dokuczać! To u Rogersów tak rodzinne... cóż, oni są przykładnym wręcz rodzeństwem pod tym względem. W tej rodzinie każdy każdemu dogryza. - Zapamiętamy to, spokojna głowa. - Owszem, ta dziwna telepatia przerażała też samego Bena. No ale to jedyne była oznaka tego, że rozumieją się bez słów, a to znowu było naprawdę dobre i typowe, ponieważ się przyjaźnili. Kiedyś czytałam coś takiego, że jak się dużo z kimś przebywa to nieraz mówi się to samo w tym samym czasie i często też się myśli w ten sam sposób. Nie wiem czy to prawda, ale często zdarza mi się w tym samym czasie mówić to samo co moja najlepsza przyjaciółka. w takim wypadku Ben mógł być tylko dumny z ich świetnej relacji.
- To byłoby moje pierwsze spełnione marzenie. - pokręcił głową, nie wierząc, że nie spełnił jeszcze żadnego. Ani nie miał całego tira wypełnionego czekoladowymi żabami, ani nie został aurorem, ani nie znalazł idealnej dziewczyny dla której mógłby być księciem, a która byłaby jego księżniczką.
Pokiwał głową ze zrozumieniem i dał jej znak, żeby chwilkę poczekała. Poszedł do kasy i szybko uporał się z kupnem książki. Cóż, a miał zbierać kasę... Po chwili wrócił z szerokim uśmiechem do przyjaciółki.
- Możemy zaczynać nasz eksperyment. Witaj Wspaniały Bardsleyu. Miło mi cie poznać. - powiedział do książki i zmrużył lekko oczy, mając nadzieję, że książka odpowie i wyzna jak bardzo go kocha już teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 20
Skąd : Peel, Wyspa Man
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 81
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12952-eleanor-nessa-dunphy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12954-it-all-comes-to-an-end
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12953-ser-stefan#347963
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12955-eleanor-nessa-dunphy#347967




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Pią Lip 15 2016, 00:53

Życie Ellie też nie byłoby takie samo. Nie wspominając już nawet o pustce, jaka pojawiłaby się bez najlepszego przyjaciela, bo drugiego takiego na pewno by nie znalazła, to przecież dzięki niemu poznała tylu wspaniałych ludzi! Cała rodzina Rogersów była cudowna, nie wyłączając oczywiście rodziców, których szczerze uwielbiała i miała nadzieję, że oni też chociaż trochę ją lubią. Pozwalali jej zostawać u siebie na wakacje, więc nienawidzić jej chyba nie mogli. Ellie nigdy nie miała w rodzinie bliźniaków, więc szczerze, nie miała pojęcia o tym, jak to jest być jedynym w rodzinie bez niego, ale po nie tak krótkiej znajomości z Rogersami, naprawdę się cieszyła, że Ben tak o niej myśli, bo to naprawdę była niesamowita więź! Gdyby tylko wiedziała, co sobie o niej myśli Ben, na pewno rozpłakałaby się ze wzruszenia, bo to cudne, że uważał, że to ona nauczyła go marzyć. Człowiek bez marzeń był jej zdaniem kompletnie nieżywy w swoim żywocie, marzenia były w końcu motorem wszystkich akcji, jakie podejmował, więc była to ważna część osobowości. A świadomość, że ona pomogła mu to odkryć… pełnia szczęścia, serio!
Dobrze, że Dunphy nie miała tego problemu, co Ben. Ona chyba nie podołałaby temu całemu wypieraniu się, a już na pewno nie potrafiłaby długo usiedzieć bez powiedzenia mu o swoich uczuciach. Bo mimo że była tragicznym przykładem tchórza, jeśli chodziło o takie sprawy, to była też okropnym w tym kłamcą. Jeśli się w kimś zakochała, widać to było w każdym jej ruchu i spojrzeniu, po prostu otwarta księga. Dlatego też cieszyła się, że na razie nie musiała żadnego ze swoich zauroczeń ukrywać. Oprócz wspomnianego wcześniej uczucia do Rogersa, ale to był krótki epizod, więc dała radę. A wspomnienie tego łatwiej było jej utrzymać, niż samo zakochanie. Pewnie kiedyś Ben się dowie, że Ellie kiedyś się w nim kochała, ale bez alkoholu się nie obejdzie.
Lepiej, żeby tego nie robił. Przynajmniej nie teraz, bo Ellie nie była nawet na początkowym etapie tego wszystkiego. Nadal czuła iskierek przeskakujących od jego ręki za każdym razem, kiedy jej dotykał. Serce nie biło szybciej, twarz była ciągle koloru jej reszty ciała, a ręce były aż nad wyraz stabilne. Zdecydowanie za szybko, może za pięćdziesiąt lat, hehe.
Ojej, Ellie zawsze chciała zobaczyć kangura w jego naturalnym środowisku, ale niestety nigdy nie było jej to dane. Cicho marzyła, że Ben kiedyś zaproponuje jej taką wyprawę, ale jak na razie nic tego nie zapowiadało. Oczywiście, jako przyjaciele – pozwiedzać świat, pobić się z kangurami… przeżyć. Chociaż tak najbardziej, to chciała zobaczyć kiwi, ale z Australii do Nowej Zelandii to rzut beretem! Przepłynęliby sobie i od razu jest dwa w jednym!
- Chciałabym tylko zauważyć, że my nie jesteśmy lepsi z naszymi komentarzami o Axelu i Tunie. Chociaż jest w tym spora różnica. Tam jest coś na rzeczy, a między nami to kompletnie wymyślona sprawa. – I była o tym święcie przekonana. Gdyby Ben zakochał się w kimś innym, od razu by to zauważyła, ale na zauroczonych w jej osobie facetach była kompletnie ślepa. Serio, nie zauważyłaby nawet, gdyby zaczął robić jakieś bardzo, ale to bardzo oczywiste aluzje. Podejrzewałaby raczej, że to początek choroby, niż uczucie do niej. A w przypadku Bena nawet propozycję randki wzięłaby za żart, więc miał przerąbane. –Kiedy ja lubię ci o tym przypominać! - Mógłby po prostu przyjąć komplement i tyle. A tak będzie mu musiała za chwilę utrzeć nosa.
Ale też bez przesady! Ellie uważała, że trójka to idealna liczba, jeśli o to chodzi. Doskonale wiedziała, jak to wszystko działa i nie chciała wypychać piątki małych ludzi na świat. Jak Ben chce, to niech sam wypchnie resztę, ona bierze na siebie tylko te trzy bobasy i ani jednego więcej. Ellie miała świetne kontakty z braćmi, choć przeróżnie to sobie okazywali. Ale wiedziała, że zawsze może na nich liczyć i to było w tym wszystkim najważniejsze. Starszemu bratu była szczególnie wdzięczna, bo to dzięki niemu przeżyła swoje pierwsze lata.
Też o tym czytałam. Nie powiem, zdarzało mi się mieć takie sytuacje z moją przyjaciółką nawet często, ale to nie zmienia faktu, że trochę mnie przeraża to, jak to wszystko działa.
- Więc trzeba się za to zabrać jak najszybciej! Reszta poleci potem z górki! – Przynajmniej miała taką nadzieję, bo też chciałaby już któreś z marzeń spełnić, a było im całkiem sporo. Chociaż jedno mogła odhaczyć – jej pierwsze marzenie stało się rzeczywistością, kiedy znalazła idealnego najlepszego przyjaciela, którym oczywiście był Ben Rogers, stojący właśnie koło niej w ich przyszłej księgarni.
- No to świetnie! Cześć, kochana książeczko, ja jestem Ellie, będziesz mnie czasem słyszeć zza ściany. Strasznie się cieszę, że Benny cię przygarnął. – Pogłaskała książkę po okładce, również czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Sydney, Australia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 311
Dodatkowo : prafdzify faset
  Liczba postów : 309
http://www.czarodzieje.org/t12923-benjamin-rogers#347675
http://www.czarodzieje.org/t12926-jedna-wielka-chodzaca-czekoladowa-zaba?nid=7#347701
http://www.czarodzieje.org/t12928-listy-benia#347689
http://www.czarodzieje.org/t12929-ben-rogers#347723




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Pią Lip 15 2016, 02:13

Oj tak, Rogersi na pewno są świetną rodzinką. A rodzice Bena kochają Ellie! Poważnie, uwielbiają ją i czas, który spędza pod ich dachem. Chyba każdy Rogers to uwielbia, bo... Kurczę, Ellie pasuje jak Hermiona do Weasleyów. Nawet ostatnio zdarzyło mi się porównywać Rogersów do Weasleyów. Kilak rzeczy się nie zgadza, ale niewątpliwie Rogersi traktowali dziewczynę w ten sam sposób co Weasleyowie Hermionę. A życie Bena byłoby niezmiernie nudne, gdyby nie jego przyjaciółka. No bo z kim mógłby podbijać świat? Z kim adoptowałby masę książek i z kim sugerowałby różne rzeczy Axelowi i Tunie? No jasne, miał rodzeństwo, ale jednak Ellie była dla niego osobą wprost najważniejszą pod słońcem. Była jednym z jego marzeń. O tak cudownej przyjaciółce jaką była szatynka słyszy się tylko w opowieściach, czyta się o takich relacjach w bajkach. Benjamin miał niezmierne szczęście, że wtedy pokazał swoją ciapowatą stronę i uciekł mu Śmigacz.
Cóż, już był bliski wypaplaniu całemu światu tego jak to bardzo kocha pannę Dunphy. Tym bardziej, że kłamca był z niego naprawdę marny i nie dziwił się, że wszyscy wokół coś sugerują. No bo hej, na pierwszy rzut oka było widać, że jest zakochany. Ewentualnie jest chory. Nie wiem, może jakaś nowa magiczna choroba? Może potrzeba mu magomedyka, który potrafiłby ją zdiagnozować? Sam Ben twierdził, że przy Ellie po prostu ujawniają się mu te wszystkie zjedzone fasolki wszystkich smaków i zmieniają się w motylki w brzuchu czy coś w ten deseń. Ewentualnie doprowadzały go do grypy żołądkowej, ale to było mniej prawdopodobne, bo czułby się wtedy koszmarnie, a przy dziewczynie czuł jedynie radość, istną wręcz euforię i lekkie zakłopotanie. Szczególnie po balu. Jednakże, gdyby zamienili się rolami to by na pewno nie zauważał wzroku dziewczyny. Uznałby to za nic, bo przecież to nie możliwe, aby tak skończyła się piękna przyjaźń, prawda?
Za pięćdziesiąt lat to oni będą siedzieli na werandzie domu i śmiali się z tego, że swatali Axela z Naptuną, co się pewnie okazało słuszne, bo zaczęli ze sobą kręcić czy coś. Hmm piękna wizja. Ale to tylko ja, ja naprawdę mocno kibicuję Neptunie i Axelowi. Niech dorobią się nawet i 3 par przeklętych bliźniąt! Ale pewne jest to, że Ben tych bachorów by nie pilnował nigdy w życiu. wolałby oszaleć niż zajmować się małymi gorylątkami swojego starszego brata!
Hmm, kiwi też widział. Nowa Zelandia była ogólnie piękna. Ben do tej pory wspomina wakacje u jednej z ciotek ze strony ojca. Nie dość, że jej dom był wprost wypełniony magicznymi artefaktami, to jeszcze krajobraz rozciągający się za oknem wprost zapierał dech w piersiach. Piękny, naprawdę cudowny widok. Ben poprzysiągł sobie, że kiedyś zabierze tam Ellie, nawet jeśli nie będzie chciała czy coś. Choć znając dziewczynę będzie chciała i to bardzo mocno.
- Z tym, że oni to prawdziwa historia miłosna, my niekoniecznie. Błagam, czy ja wyglądam na zakochanego w tobie? - zmarszczył brwi i pokręcił z rozbawieniem głową, starając się ukryć lekkie zakłopotanie. W dodatku jego głos zaczął nieznacznie drżeć i stał się przynajmniej o ton wyższy niż wcześniej. Był tak beznadziejnym aktorem, że prawdziwi aktorzy, ci starzy, którzy już dawno nie żyją, przewracają się w grobach. A ci całkiem żywi i mający w sobie jeszcze dużo wigoru, załamują ręce i proszą Boga o to, aby coś się stało Benkowi, żeby nigdy więcej nie korzystał ze swoich umiejętności marnego aktorzyny. - Wiem i to bardzo kochane z twojej strony. - stwierdził, uśmiechając się najbardziej słodko jak tylko potrafił. Tylko nielicznych obdarowywał tak uroczym i kochanym uśmiechem, który mógłby wyleczyć najgorsze choroby.
Oj nie, nie, nie. Ben nigdy w życiu nie chciałby mieć piątki. Zwariowałby. Trójka była absolutnym maksimum! Poza tym, miał szczerą nadzieje, że klątwa Rodżersów go zwyczajnie nie dosięgnie. Klątwa bliźniąt innymi słowy. On nie miał bliźniaka. Już był wykluczony, ale obawiał się, że rodzinna klątwa działa tak co drugie pokolenie. Najgorzej by było... Poza tym, od kiedy rozmawiał o owej rodżersowej klątwie, często o niej myslał. O tym czy aby na pewno jest Rogersem z krwi i kości, no bo nie miał bliźniaka. Halo, albo rodzice się nie postarali, albo był... Adoptowany! *muzyczka*
- Wiesz, jednak nie sądzę, aby zostanie animagiem poleciało mi z górki. - powiedział, mimo wszystko się uśmiechając. Martwiło go to, że nigdy nie opanuje tak wysokiego poziomu z transmutacji i nie będzie animagiem, którym chce być od dawien dawna. Było to jego najpoważniejsze marzenie, które wyznaczył sobie na cel już w drugiej klasie, kiedy podkradł bratu podręcznik do transmutacji i przeczytał o ludziach, zmieniających się w zwierzęta przy pomocy własnej woli. Później poszło z górki i transmutacja zaczęła kręcić go prawie tak bardzo jak obrona przed czarną magią.
Książka uparcie nie odpowiadała, więc Ben postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Zasłonił usta dłonią i zaczął.
- Witaj, Ellie. Witaj, Benie. Miło mi was poznać. Zaadoptujcie także moich braci i siostry. Nie adoptujcie tylko 50 twarzy śmierciożercy. Mamy ze sobą odwieczny spór o godne miejsce na półce. - powiedział z nienagannym australijskim akcentem i specjalnie odrobinę obniżył swój głos. Odsunął rękę od ust, łapiąc się teatralnie za głowę. - Ona gada! I ma australijski akcent! - musiał zacisnąć usta, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Jak dobrze, że nie całkiem oduczył się swojego australijskiego akcentu i potrafił nad nim panować. Naturalnie tylko wtedy, gdy się postarał. w każdej innej sytuacji trajkotał z nienagannym brytyjskim akcentem, przez co ludzie często sądzili, że ich wkręca, mówiąc, że jest Australijczykiem wprost z Sydney.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Sob Sty 07 2017, 23:21

Zaraz po wizycie w sklepie z markowym sprzętem do quidditcha, gdzie reklamowałem nową edycję koszulek wzorowanych na oryginalnych strojach Os (czym nie byłem zachwycony, ale dałem się namówić po starej znajomości z organizatorem wydarzenia - pomógł mi, kiedy doszło do mojego transferu z Armat do Os i kilkukrotnie wyciszał jakieś głupie afery medialne, w które próbowały mnie wplątać pismaki) trafiam do Esów i Floresów, gdzie mam nadzieję zastać spokój. Chociaż na głowie mam kaptur i ubrany jestem zupełnie nie "po swojemu" i tak fani wiedzą gdzie mnie szukać. Wzdycham ze zrezygnowaniem, kiedy wciskają mi najnowsze wydania "Quidditch'a przez wieki". Odsuwam ich niechętnie. Mogliby już dać spokój. Dość, że złamałem się i podpisałem kilka koszulek, czego szczerze nienawidzę, ale nie mogłem się wykręcić, żeby nie zrobić przykrości swojemu staremu znajomemu - należało mu się za to, co dla mnie zrobił. Właścicielka księgarni surowym spojrzeniem gromi agresywnych fanów i wyprasza ich ze sklepu - niektórzy wycofują się niechętnie, ale część najbardziej natrętnych zostaje, żeby dalej truć mi dupę, niewrażliwi na utyskiwania klientów. Boję się, że z tego się zrobi zaraz zbiegowisko. Nienawidzę za to Pokątnej - czuję się tutaj jak okaz w zoo! Zawsze cholernie lubiłem Londyn i jego magiczny klimat. Te wszystkie zaułki, sklepiki... Piękna atmosfera! Teraz nie mogę nawet odwiedzić sklepu swoich rodziców!
W końcu odpycham dość gwałtownie jakiegoś dzieciaka. Jego matka patrzy na mnie krytycznie i mówi coś na temat tego, jak to pieniądz i sława odbija znanym ludziom. Nie komentuję tego, bo nie mam już siły. Poważnie chcę stąd spieprzać jak najdalej. Chciałbym, żeby ktoś mnie uratował... Ktoś znajomy lub nawet nieznajomy, ale NORMALNY. Ktoś kto nie traktuje mnie z podziwem i nie patrzy na mnie jak na swojego idola, ale na normalnego kolesia, który stara się żyć swoim życiem i który nie zmienił się ani trochę, kiedy został pałkarzem Os. Dlatego cenił sobie stare przyjaźnie i te, które zawierał w Pubach. Ludzie tam rzadko interesowali się wielką polityką i wielkim sportem. Traktowali się nawzajem na równi. Czy to Minister Magii, czy to oślizgły szmugler, czy zawodnik znanej drużyny - każdy mógł dostać taki sam wpierdol, jeśli się naraził, każdy mógł też napić się piwa i pograć w karty do rana. To byli prości ludzie, niektórzy mówili, że prymitywni barbarzyńcy, ale ja lubiłem ich towarzystwo, bo czułem się wśród nich normalnie, a oni odwdzięczali się tym samym. Poza tym takie znajomości przydawały się czasami.
Czeka mnie jeszcze długa droga do Doliny Godryka. Zastanawiam się w jaki sposób rozegrać to taktycznie, żeby ominąć na ulicy rzesze fanów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Nie Sty 08 2017, 13:50

Korzystając z dnia wolnego od pracy, po ostatnich ciężkich przeżyciach (najpierw prawie zginęła pod ratuszem spalona ogniem piekielnym a potem odbierała poród nastolatki w swoim pięknym gabinecie...) uznała, że musi chociaż na chwilę opuścić Hogsmeade. Chociaż pomysł wyjazdu do Londynu początkowo wydawał się jej głupi, ze względu na jej fobię, tak nie widziała innej drogi ucieczki. Teleportując się z własnego mieszkanka na Pokątną, zaczęła maszerować między sklepami. Ulicę tę miała w małym palcu (gorzej, jakby wyszła gdzieś dalej), więc nie miała nawet najmniejszego zamiaru się z niej ruszać gdzieś dalej.
W środku roku szkolnego Pokątna jakimś cudem dalej była oblegana przez tłumy ludzi, co skutecznie utrudniało jej swobodne przemieszczanie się i zapalenie papierosa. To z kolei automatycznie pogorszyło jej humor. Korzystając z okazji odwiedziła aptekę, by nabyć kilka składników potrzebnych jej w skrzydle, a potem ruszyła dalej... tym sposobem znalazła się w księgarni. Josephine całe swoje życie była przywiązana do wszelkiej maści książek, jednak od pewnego czasu zapominała, że wieczorne czytanie do poduszki było jej ulubionym zajęciem. Wpadła nawet na pomysł, żeby sobie coś kupić, ale z każdą kolejną minutą zaczęła tracić nadzieję na to, że cokolwiek interesującego tutaj odnajdzie. Wyraźnie zaaferowana wyszukiwaniem nowych tytułów, w pewnym momencie zderzyła się z czymś wysokim i twardym, co chwilę później okazało się człowiekiem.
- Nie stój następnym razem na środku - jęcząc i masując sobie nos, który ucierpiał w tym zderzeniu, nawet nie raczyła spojrzeć na osobę, z którą ma do czynienia. I to jak malutka przy nim jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Nie Sty 08 2017, 15:17

Co za czasy... Gdybym tylko wiedział, co musiałaś przejść tego okropnego dnia - zmieniłbym zdanie, że mój jest taki straszny! Przywykłem do tego, że w tych czasach nastolatki nie są normalne, ale z tego co wiem od moich rodziców, to za ich czasów do Skrzydła Szpitalnego trafiało się ze złamanymi rękoma i nogami, po tym, jak próbowało się wspinać na drzewa na błoniach! Pewnie echa tej sytuacji dotrą do mnie od mojego rodzeństwa - wtedy zacznę ich trochę bardziej kontrolować, bo przecież nie pozwolę na to, żeby któraś z moich sióstr w taki sposób sobie zepsuła młodość! Ja rozumiem zakładanie rodziny, ale W TAKIM WIEKU?!
Te tłumy były pewnie spowodowane tym, że czas było zwrócić nieudane prezenty świąteczne, poza tym niektórzy przyszli zobaczyć mnie (niestety), a w ogóle to po świętach dzieciaki nareszcie wróciły do szkoły i można zrobić w spokoju zakupy, bez obawy o to, że zrujnujesz się na słodycze i inne pierdoły dla swoich pociech.
Szkoda, że palisz... ale rozumiem, że pracę masz stresową, więc nigdy nie zwracałem ci na to uwagi - z czasem nawet musiałem przyznać, że do twarzy ci z papierosem.
Przyciągnęła mnie złośliwa uwaga skierowana w moją stronę kobiecym głosem. Odwracam się i widzę Ciebie. Malutka jesteś. Istotnie. - Przepraszam, że żyję. - Śmieję się. Próbuję odczytać wzrokiem tytuł książki, którą trzymasz w rękach. Ciekawisz mnie, bo jesteś tutaj chyba jedyną osobą, która nie próbuje mnie nagabywać ze względu na to, kim jestem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Nie Sty 08 2017, 15:56

Faktycznie, Josephine podejmując pracę w skrzydle miała wrażenie, że będzie zajmowała się drobiazgami, złamaniami, przypadkami użycia złych eliksirów... dlatego jej mina, gdy ujrzała pierworódkę w gabinecie, musiała być komiczna i zarazem absurdalna. Do teraz nie wie jak poradziła sobie z porodem, skoro na stażu i kursie w szpitalu uczono ją innych rzeczy, niż grzebania dziewczynkom między nogami.
Słysząc odpowiedź Remusa, uniosła skonsternowana wzrok. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że ma do czynienia z wielkoludem i w duchu przyznała, że rozwiązała zagadkę życia - to właśnie mężczyźni wypychali ją z kolejki po wzrost, dlatego teraz była taka mała. Francuzeczka po chwili przewróciła oczami, odkładając książkę na miejsce i chwytając kolejną. Cierpienia młodego Krukona. Josephine aż parsknęła pod nosem zastanawiając się kto w ogóle czyta tego typu literaturę.
- Zabija się avadą? - spojlerując, bo otworzyła książkę na ostatniej stronie, ponownie pokręciła głową z niedowierzaniem. Jednak czuła wciąż na sobie wzrok Remusa. Udając względne zainteresowanie niby-literaturą, odezwała się:
- Będziesz tak stać i mi się przyglądać? Nie wiem, ubrudziłam się, czy planujesz mnie zgwałcić i zamordować? - zamykając z "trzaśnięciem" książkę, odwróciła się ponownie, przypatrując chłopakowi. Pamięć miała wybiórczą, więc ciężko było jej sobie przypomnieć, że się znają i to właśnie we dwójkę wymykali się ze smutnego szpitala na jego dach, by obserwować okolicę.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Nie Sty 08 2017, 16:41

Och! Jaka agresywna. Nie pasuje to zupełnie do twojej postury, ale nieraz już w życiu przejechałem się na tym, że oceniam kogoś pochopnie - zwłaszcza kobiety. Masz w sobie zadziorność i siłę charakteru. Niepokorność, która zawsze towarzyszyła mi w życiu.
- Już, już, spokojnie. - Śmieję się po raz kolejny, bo już cię poznaję. Pamiętam cię z czasów, kiedy pracowałaś w Mungu. Zdarzyło nam się parę razy spotkać na dachu szpitala. Wymykaliśmy się tam razem - to były takie śmieszne czasy... Bardziej beztroskie niż teraz (tak jakby u mnie coś się zmieniło). Byłaś normalna. Pomogłaś mi parę razy jak przyjeżdżałem w kiepskim stanie. Zawsze się do ciebie uśmiechałem, nawet jak nie miałem akurat zębów. To, że mnie nie kojarzysz zaskakuje mnie. Sam nie wiem, czy na plus, czy na minus. Nie chodzi nawet o to, że jestem znany, ale bardziej o to, że ja mam pamięć do ludzi i wydaje mi się niemożliwe, żeby zapomnieć czyjejś twarzy. Zwłaszcza jeśli dookoła ludzie ciągle o niej trąbią, bo w końcu rok mistrzostw. Ciekawi mnie co u ciebie.
- Josephine? Przecież się znamy. Pracowałaś w Mungu, prawda? Dawno Cię nie widziałem. - Mówię patrząc jak rzucasz mi mordercze spojrzenie. Chyba naprawdę masz kiepski dzień za sobą. - Ostatnio wydawałaś mi się bardziej uśmiechnięta. - Jakby na potwierdzenie tych słów również się do ciebie uśmiecham. Widzę kątem oka, jak do witryny księgarni przylepiają się ludzkie twarze, zaglądając do środka. Ciężko się ukryć, kiedy ma się cholerne dwa metry wzrostu. - Jeśli nie chcesz zostać zaraz napadnięta przez tłum pismaków, to proponuję, żebyśmy się stąd zwijali. - Dodaję z nutką obawy w głosie, bo mam wrażenie, że wypatruję tam znajomą twarz fotografa z Proroka Codziennego, który próbuje nas uchwycić razem na zdjęciu, ale napór tłumu za bardzo mu przeszkadza. Wzdycham ciężko. Czuję się tutaj oblężony. Mogłem nie przyjeżdżać do tego cholernego Londynu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 26
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 131
  Liczba postów : 107
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13629-josephine-leblanc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13636-jose-zaprasza#362908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13635-sowka-josephine-leblanc#362907
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13634-josephine-leblanc#362906




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Nie Sty 08 2017, 21:02

Josephine nie bardzo rozumiała co się dzieje wokół nich. Zagadywał do niej obcy mężczyzna, na którego wszyscy się gapili a ona wyglądała przy nim jak krasnoludek. Stojąc osłupiała, wpatrywała się w jego twarz z niemałą konsternacją, jakby w głowie chciała odszukać sobie jakiekolwiek wspomnienie z nim związane. I było to trudne, a jednak udało jej się po jakimś czasie dopasować do siebie pewne fakty.
- Bezzębny Remek - rozpromieniła się nagle, przypominając sobie, że poznali się podczas jej stażu i nudnego dyżuru w izbie przyjęć. Tamtego dnia niewiele się działo i dopiero pojawienie się Remusa poprawiło wszystkim humory. Zwłaszcza jak wypluł z buzi ząbek po małym wypadku. A potem spotkali się jeszcze kilka razy, podczas których Jose pokazała mu swoją kryjówkę na dachu szpitala. Odkładając książkę na półkę, zgarnęła włosy za ramiona.
- Męczący dzień. Tydzień... no dobrze, miesiąc - westchnęła, wyjaśniając powody swojego niesympatycznego humorku. Widząc jednak, że Remus faktycznie jest w potrzasku, zlitowała się nad nim. Chwyciła chłopaka za rękę i pociągnęła na tyły księgarni. O ile się nie myliła, powinno znajdować się tam najzwyczajniejsze tajne wyjście, na niezbyt przyjemną stronę Pokątnej. Ona ze swoim metrem sześćdziesiąt-trzy ledwo przebiła się przez masę ludzi - gdy jednak znaleźli się na tyłach, nie pomyliła się.
- Proszę, księżniczko - dygnęła. Ekspedientka i tak nie zauważyła, że ktoś właśnie wymyka się tylnym wejściem, więc Jose nie musiała odstawiać żadnego teatrzyku. Kiedy wyszli na zewnątrz, zerknęła ponownie na Remusa.
- Mam rozumieć, że muszę uciekać z tobą, bo nie dadzą mi spokoju? - wzdychając upewniła się, że nie ma innej możliwości. - Ale ty prowadzisz - podając mu swój warunek, zrobiła krok do przodu, przez co prawie poleciała na ziemię, ubijając swój tyłek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 317
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13864-remus-pringsheim
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13879-awanturnik-bez-rozdzki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13880-pad#367019
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13875-remus-pringsheim




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Pon Sty 09 2017, 00:25

Hmmm... Wolałbym, żebyś kojarzyła mnie z jakimś bardziej dumnym epitetem. Dla przykładu "Wojowniczy Remus" bądź "Najdzielniejszy Spośród Pacjentów", czy ewentualnie "Nie Odczuwający Bólu i Mało Marudny Choć Niezwykle Szarmancki Remek". Bezzębny nie jest chyba najwspanialszym przymiotnikiem, jakim mogłaś mnie obdarzyć, ale nie będę ci tego wypominał, po prostu mina mi trochę rzednie. - Bezzębny... ? Naprawdę? - Patrzę na ciebie z mieszaniną rozczarowania i cielęcego niedowierzania. No cóż. Mam nadzieję, że chociaż wspólne wypady na dach wspominasz nieco lepiej. Raz kategorycznie nie wolno mi było się ruszać po tym, jak na treningu dostałem tłuczkiem w głowę. Miał być ważny mecz jakoś kilka dni później i powinienem się szybko zregenerować, ale oczywiście moja niepokorna natura wygrała. Sama chciałaś mnie wsadzić do łóżka, ale ostatecznie było ekstra! Zostałem tylko zawieszony na dwa mecze za niesubordynację, ale i tak musieli mnie odwiesić, bo nie było w tym czasie dość dobrego rezerwowego. Po pierwszym treningu chłopak trafił się pałką w czoło i dostał permanentnego zeza, którego pewnie do dzisiaj leczy w Mungu. Byłem nawet złożyć kondolencje jego rodzinie...
Rozumiem cię doskonale kiedy mówisz o męczącym miesiącu. Z powodu mistrzostw treningi stały się tak częste i męczące, że praktycznie nie mam czasu wyjść do sklepu. Na szczęście klub nie pozwala nam się głodzić i przysyła nam do domów zakupy przynoszone przez domowe skrzaty. Czy nie mówiłem przypadkiem, że noszę się z zamiarem zakupienia jednego z nich?
- Dokładnie to masz przez to rozumieć. - Widzę w twoich oczach zagubienie i chyba nie zdajesz sobie sprawy z powagi sytuacji. - Słuchaj... Dziękuję Ci bardzo Josephine. No i przepraszam, że przeze mnie musisz się też ulatniać... Chyba że chcesz zostać i udzielać wywiadu w którym barwnie i ze szczegółami opiszesz nasz płomienny romans? - Uśmiecham się i zapewniam cię, że żadnych zębów mi nie brakuje! - Zjedzą cię i nie wypuszczą dopóki nie powiesz im sensacyjki, nawet jeśli to nie będzie prawda. Rzadko się pojawiam w Londynie, więc dla nich to już jest podejrzane i na pewno będą szukali powodów - choćby najbardziej niedorzecznych i abstrakcyjnych. - Mówię to wszystko prowadząc Cię za rękę, tak jak sama chciałaś. Lawiruję między kamieniczkami, zbaczając co rusz w boczne alejki - raz mam wrażenie, że ktoś nas zauważa i wstrzymuje na chwilę oddech, jakby gotując się do krzyku, ale w sekundę później jesteśmy już trzy alejki dalej.
W końcu zatrzymuję się przed masywnymi, drewnianymi drzwiami z mosiężną kołatką przypominającą łeb drapieżnego ptaka, trzymającego w dziobie jakiegoś gryzonia za ogon. Uderzam gryzoniem o drzwi, ale nie wydają żadnego dźwięku. Mechanizm nawet nie skrzypi - ten świat bywa cudowny, jeśli chcesz pozostać w cieniu! Szybko dostajemy się na zaplecze znanej mi knajpy, skąd właściciel prowadzi nas do kominka. Kilka PRAWDZIWIE szczerbatych gęb wita nas uśmiechami, wznosząc toasty, ale oni są niegroźni!
Czekamy może minutę, może nawet nie...
- Proszek Fiuu - proszę uprzejmie! - Mówi karczmarz zachęcając, byśmy wzięli garstkę z woreczka. Chwilę potem stoimy w kominku, pośród szmaragdowych płomieni i już mam krzyknąć jakąś nazwę knajpy w Dolinie, kiedy uprzedzasz mnie, wyraźnie wymawiając nieznany mi adres w Hogsmeade.
Skąd mogłem wiedzieć, że to twoje mieszkanie? Nigdy tam nie byłem! Uśmiecham się tylko do ciebie i mocniej ściskam twoją rękę, kiedy porywa nas magiczna siła.

[z/t]x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29443
  Liczba postów : 41720
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Wto Maj 15 2018, 21:23

Zawód pisarza nie kończył się wraz z wydawaniem książek - @Henrich J. Teniers doskonale zdawał sobie sprawę, że aby nie stracić zainteresowania i utrzymać wysoki nakład swoich dzieł, musiał bardzo dbać o publiczny wizerunek. Idealna okazja czekała tuż za rogiem - w prestiżowej londyńskiej księgarni "Esy i Floresy", która chętnie zaproponowała organizację autorskiego spotkania z holenderskim pisarzem. Mężczyzna musiał jednak liczyć się z tym, że takie drobne eventy przyciągną uwagę nie tylko fanów, ale i krytyków literatury. Tak zdarza się teraz, gdy przed tłum wyrywa się pewna oszałamiająco wyglądająca kobieta...

1,2 - od raz widzisz, że uroda to nie jest jej jedyny atrybut. Kobieta zadaje Ci bardzo inteligentne pytania, dociekając nieścisłości w książkach i krytykując wątki, które jej się nie podobały. Musisz się mocno skupiać, żeby nie wypaść w tej rozmowie gorzej od dobrze przygotowanej czytelniczki. Nie tracisz jednak pewności siebie - znasz wartość literatury, którą tworzysz. Z tego wszystkiego wywiązuje się interesująca dyskusja, która poszerza horyzonty myślowe zarówno czytelniczki, jak i Twoje. Dostajesz 1 punkt z działalności artystycznej. Zgłoś się po niego w odpowiednim temacie.
3,4 - nieważne jak wielką sympatią darzysz swoich czytelników, godziny spędzone najpierw na odpowiadaniu na pytania zgromadzonych, a następnie podpisywaniu niezliczonych egzemplarzy - oczywiście z opatrzeniem każdego wyjątkową dedykacją - może człowieka zamęczyć. Kiedy więc kobieta zasypuje Cię oskarżeniami, traktujesz ją odrobinę zbyt lekceważąco, co bardzo ją denerwuje. Pracownicy księgarni chcą pozbyć się awanturniczki, a wtedy ona rzuca w Ciebie łajnobombą. Nieprzyjemny zapach sprawia, że nawet Twoi fani rozchodzą się szybciej niż planowali...
5,6 - choć tyrada kobiety pod Twoim adresem była ciężka, jakoś ją przeżyłeś. Prawdziwego szoku doznajesz pod koniec spotkania, kiedy nieznajoma do Ciebie podchodzi i... przeprasza za swoje zachowanie, tłumacząc się genami wili, przez które łatwo wytrącić ją z równowagi. Nie możesz jej nie wybaczyć; personalnie wydaje się być pełna uroku i możesz nawet przysiąc, że z Tobą flirtuje. Ostatecznie kobieta pyta Cię, czy mogłaby zakupić Twoją najnowszą książkę. Odwracasz się tylko na chwilę, by znaleźć egzemplarz, ale ona wykorzystuje to jako okazję do wyjścia. Dorzuć kostkę:
parzysta - najwyraźniej jej skrucha nie była tak bezinteresowna, jak mogłoby się wydawać. Dałeś się trochę omamić urokowi wili, a ona wykorzystała to, żeby ukraść Twoją sakiewkę. Całe szczęście, że miałeś w niej tylko 15 galeonów. Stratę odnotuj w odpowiednim temacie.
nieparzysta - kobieta może i wychodzi, ale na blacie pozostawia Ci prezent - mały kalendarzyk z wierszykami pojawiającymi się obok daty. Zgłoś się po przedmiot w odpowiednim temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 40
Skąd : Haga
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -175
  Liczba postów : 16
http://www.czarodzieje.org/t16001-henrich-johannes-teniers-von-waldstatten#436675
http://www.czarodzieje.org/t16008-bardzo-znany-holenderski-pisarz#436756
http://www.czarodzieje.org/t16009-poczta-bardzo-znanego-holenderskiego-pisarza#436757
http://www.czarodzieje.org/t16003-henrich-teniers#436591




Gracz






PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   Czw Maj 31 2018, 19:37

Trudno ukryć, że lubię wszelkiego rodzaju spędy, zloty i inne imprezy, na których mogę być w centrum uwagi, szczególnie tej kobiecej – mimo to spotkania autorskie bywają dla mnie frapujące, głównie dlatego że wśród rzeczy wielbicieli zawsze pojawiają się zacięci krytykanci. Nigdy nie wmawiam nikomu, ze moja literatura jest ambitna i gdyby ktoś miał odwagę mnie zapytać to zapewne (pół żartem, pół serio) powiedziałbym, że piszę ją tylko dla pieniędzy i uwielbienia. Niestety nikt o to nie zapytał, więc nie miałem jak wyjaśnić całej tej niewątpliwie frapującej sprawy. Mimo to spora grupa ludzi stara się dać mi do zrozumienia, że piszę gówno i powinienem zaszyć się w domu albo spróbować czegoś ambitniejszego. Denerwuje mnie to, a ludzi tych uznawałem za zwykłych zazdrośników: w końcu mało komu na świecie udało się wydać tak poczytną serię, która mimo upływu lat wciąż zyskuje na popularności.
Na tym spotkaniu rzuca mi się w oczy jedna, wyjątkowo piękna kobieta. Początkowo myślę, że należy do przeciętnych krytykantów, po chwili zaczynam rozumieć, że z wielką uwagą przeczytała moje książki wyłapując poszczególne nieścisłości. Bronienie moich dzieł okazuje się naprawdę trudne, muszę skupiać się całym sobą, żeby nie strzelić jakiejś gafy. Idzie mi całkiem nieźle i jakoś odparowuje argumenty kobiety (a przynajmniej większość, w niektórych wypadkach muszę faktycznie przyznać jej rację), ale mimo jej wyraźnej niechęci do mojej literatury wciąż jestem zafascynowany tą dyskusją i faktem, ze kobieta jest poważną krytyczką, a nie zwykłą hejterką. Oboje wyciągamy z tej pouczającej rozmowy zaskakujące wiele, co reszta zebranych nagradza brawami. Spotkanie mogę uznać za wyjątkowe udane, głównie dzięki intelektualnemu wysiłkowi, którego w ostatnim czasie naprawdę mi brakowało. Nawet nie będę starał się ukryć, że krytyczna czytelniczka bardzo wpadła mi w oko: nie dość, że jest bardzo piękna, to jeszcze inteligentna i oczytana: dawno nie spotkałem nikogo tak potwornie fascynującego. Może poproszę ją o wymianę sów?
2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Księgarnia Esy i Floresy   

Powrót do góry Go down
 

Księgarnia Esy i Floresy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Księgarnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-