Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 344
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 414
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6097-sophie-beatrice-lorrain#172870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6109-sophie-gdzie-jestes#173009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6110-no-chodz-tu-niesmialku#173011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7875-sophie-beatrice-lorrain#220230




Gracz






PisanieTemat: Izba przyjęć   Sob Mar 22 2014, 18:45

First topic message reminder :


Izba przyjęć
Izba przyjęć w Mungu jest zawsze obleganym miejscem. Nieważne czy to poranek, czy jednak już wieczór, to nadal jest tu dużo oczekujących. Lepiej zajmij tutaj miejsce w kolejce, bo będziesz stał krwawiąc do rana!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 887
Dodatkowo : główny pocisk Archibalda
  Liczba postów : 102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8162-james-arthur-shepard
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10436-jamesowe#287638
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8165-shepard
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10437-james-arthur-shepard#287641




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Mar 25 2015, 16:52

Spojrzał na kobietę ze zdziwieniem, by po chwili przenieść wzrok na zupełnie pustą ścianę. Aż ze zdziwienia uniósł brwi, bo przecież widział tylko kafelki. A może zaczynał ślepnąć na starość albo wypady z Archibaldem mu nie służyły na tyle, że nie dostrzegał ludzi? Wolał tego teraz nie roztrząsać.
- Tam nikogo nie ma, panno…
Przerwał, nie wiedząc, jak powinien się właściwie do niej zwracać. Chciał powiedzieć Marquett, ale coś mu – nawet całkiem słusznie – podpowiadało, że nie powinien używać tego nazwiska. Miał do czynienia z tyloma przypadkami ludzi, że równie dobrze mógł już napisać siedmiotomową powieść o pacjentach tego szpitala.
- I nigdy nie było. Jest tylko pusta ściana. A medykiem nie może zostać każdy. Po prostu mamy specyficznych pacjentów – odgryzł się, by po chwili na moment pogrążyć się w zadumie. Żadnej kobiety tam nie było od momentu, jak tylko pojawił się w izbie przyjęć. Jednakże wyjaśniało to ten zacięty wzrok pacjentki, przypatrującej się z uwagą plamie na ścianie. – Co pani pamięta z tej jaskini?
Jeśli dodać omamy, to jej obrażenia mogły być o wiele gorsze, niż mu się wcześniej wydawało. A jako że kobieta najwyraźniej była dość trudna we współpracy, pewnie posiedzi tu jeszcze trochę, zbierając odpowiedzi na pytania, które powinien otrzymać już na samym początku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : NY
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 142
  Liczba postów : 327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9499-eris-lorelei-lynch#264419
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9501-eris-bardzo-chetnie-cie-pozna-naprawde#264443
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9502-eris#264446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9503-eris-l-lynch#264455




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pon Kwi 06 2015, 14:43

On naprawdę wyglądał na niedorozwiniętego. No może nie tyle wyglądał, co się zachowywał, tak czy inaczej wrażenie sprawiał jednoznaczne. Zaczynała żałować, że się tu pojawiła, gorzej, że to właściwie było jedyne miejsce, gdzie mogła się zwrócić o konkretną, profesjonalną pomoc. Może w końcu dostanie chociaż jedno z dwóch. Na razie jednak uzdrowiciel powinien przestać się rozglądać, jakby miał jakieś tiki.
- Eris Lynch. Ma pan refleks w kwestii pytania o podstawowe dane osobowe swoich pacjentów, naprawdę. Tylko pogratulować. I tak, ma pan rację, tam nigdy nikogo nie było - uśmiechnęła się w dokładnie taki sam sposób, w jaki zwykle ludzie uśmiechają się do upośledzonych dzieci.
Wolała nie komentować uwagi o specyficznych pacjentach. Uważała to za najgłupszy argument na nieporadność magomedyków, jaki się dało wymyślić, zupełnie nie na temat, ale z drugiej strony czego mogła oczekiwać od tego konowała, prawda? Po prostu dostała argument na jego poziomie i już się wcale nie dziwiła.
Co pamiętała z jaskini? No właśnie niewiele. Oczywiście pamiętała tę szmatę, ale jej to się nie zapominało. Pamiętała... Pamiętała tamten ból i niemoc, kiedy widziała te wszystkie sceny, które przecież wcale się teraz nie wydarzyły... I uszkodzoną rękę. I smoki. Ale wszystko jak przez mgłę, chociaż przecież nie mogło minąć zbyt wiele czasu.
- Były smoki, podawali nam jakieś eliksiry, rzucali zaklęcia, przyhaczyłam o jakiś lodowy kolec zaraz przed upadkiem z jakichś pięciu metrów... Takie tam. Nie pamiętam za dobrze - stwierdziła spokojnie. Nie mogła się teraz denerwować, bo rzeczywiście do niczego w ten sposób nie dojdą. Przede wszystkim postanowiła traktować doktorka jak upośledzonego. Będzie przekazywać mu mało informacji na raz, powoli, głośno i wyraźnie. I bez nerwów, żeby się nie spłoszył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Wrz 23 2015, 20:38

Ledwo szła, a mimo to starała się zachować pozory normalności. Szczęśliwie tego dnia jej matka nie miała dyżuru w szpitalu, nie zmieniało to jednak faktu, że mijała zbyt wiele znajomych twarzy, które z pewnością nie omieszkałyby wspomnieć o stanie panny Bloodworth. Udawała, że wszystko jest w porządku, odpowiadała uśmiechem na pozdrowienia pielęgniarek, mimo że świat zaczynał ciemnieć. Jeśli nie znajdzie Fairleya... jeśli...
Merlinie, przecież mógł być w jakiejkolwiek innej części szpitala. Może wcale go tu nie było? Odetchnęła głęboko, wyobrażając sobie, że ból rozrywający jej ciało to pożar. Pożar, który siłą woli może zredukować do niewielkiego płomyka. Kontrolowała ten płomyk, nie do końca wiedząc, dokąd idzie, nieprzytomnym wzrokiem szukając postawnej sylwetki Berysa, który przecież musiał gdzieś tutaj być! Tak bardzo jej zależało, żeby ukryć to wszystko przed matką, oszczędzić jej strachu. Obie zdawały sobie sprawę, że obrażenia dla aurora są tak samo nieuniknione jak nieprzespane noce dla uzdrowiciela, ale przecież była dopiero na stażu. Na stażu nie powinno się zdarzyć nic złego. Przerabiały to dostatecznie często z ojcem Isolde, Cedrikiem. W dziewczynie wszystko się kurczyło na myśl, że dokłada matce trosk, idąc w ślady ojca, ale to było jej powołanie i każda inna praca odebrałaby jej poczucie celowości.
Tamta ulica była taka ciemna, ale razem z Paolem i Tiną czuli się zupełnie bezpieczni. Był to tylko rutynowy patrol, nic nie miało prawa się zdarzyć. To, że chwilę później stali się świadkami jakiegoś nielegalnego pojedynku i musieli interweniować było jakimś idiotycznym dowcipem losu. Rozmawiali o włoskiej kuchni, Paolo jako rodowity Rzymianin obalał związane z nią mity i tłumaczył Isolde, dlaczego podawanie makaronu innego niż al dente jest śmiertelnym grzechem, kiedy nagle rozbłysły smugi światła. Zdołała potraktować jednego z tych idiotów drętwotą, ale zabrakło jej szczęścia i...
... czuła ciepło krwi wsiąkającej w materiał białej bluzki w wesołe niebieskie kwiatki. Co za ironia. Otulona czarnym płaszczem, który dobrze maskował jej stan, pokonywała kolejne korytarze jak w transie. W końcu z bladym uśmiechem spytała jedną z uzdrowicielek, czy nie widziała doktora Fairleya, bo jej matka prosiła, by mu coś przekazać. Oczywiście, był to argument szyty grubymi nićmi, ale Isolde nie miała siły wymyślać wiarygodnych kłamstw.
Sama nie wiedziała, kiedy na niego wpadła. Wyprostowała się i przywołała na przeraźliwie bladą twarz parodię uśmiechu, mimo że jej niebieskie oczy błyszczały desperacją.
- Mam sprawę... Proszę... musisz mi pomóc... - uczepiła się jego ramienia, czując, że zaraz się osunie na podłogę. Zacisnęła powieki, próbując wziąć się w garść, ale przed oczami latały jej mroczki. - To chyba była Sectumsempra i... - urwała i zachwiała się niebezpiecznie. - Możesz mnie stąd zabrać... nie chcę... nie mogą mnie widzieć w tym... stanie - szepnęła cichutko, blada i bezradna. Miała nadzieję, że nie będzie musiała mu tłumaczyć, dlaczego to takie ważne. W końcu był inteligentnym facetem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 43
Skąd : Naifaru, Malediwy
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 610
  Liczba postów : 149
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11446-berys-fairley?nid=1#307702
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11448-uzdrowie-ci-cialo#307705
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11447-listy-kartki-pocztowki-paczki#307704
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11449-berberys-fairley#307706




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Wrz 23 2015, 22:18

Zapowiadał się spokojny dzień.  Wszystko na to wskazywało, ale nikt o tym nie mówił. Taka niepisana zasada przestrzegana przez wszystkich. Każdy uzdrowiciel wiedział, aby nie mówić na głos o tym, że to spokojny dzień. W mgnieniu oka sprowadzało to kłopoty, a tego każdy chciał uniknąć. Nie żeby praca w trudnych warunkach go przerastała. Miał wtedy więcej czasu dla stażystów. Mógł poznęcać się nad nim dłużej niż zwykle i dobitniej pokazać, że nic nie umieją oraz najlepiej jeżeli już teraz zajmą się czymś mniej absorbującym. Mniej stresującym. Mniej wymagającym. W ogóle mniej… Tym też się zajął. Dzisiaj padło na kursantów, którzy w przeciwieństwie do studentów powinni wiedzieć więcej. Dlatego Berys założył z góry, że będzie miał do czynienia z czarodziejami, którzy niejedno widzieli. Z którymi będzie mógł podyskutować, omówić ciekawsze przypadki, aby jak najwięcej dowiedzieli się w czasie kursu. Jednak kiedy z ust jednego padło zdanie, którego nie można wypowiadać na głos, zagotowało się w nim. Spojrzał na faceta, który okazał się być tym kretynem i uznał, że najgorszego pacjenta przekaże właśnie jemu, a następnie wytknie mu wszystkie błędy po kolei, aby inni mogli na tym skorzystać. Podobno najmądrzejsi uczą się na cudzych błędach. Zmierzał w kierunku mniejszej izby przyjęć, gdzie sam odbywał staż oraz kursy, ale jedna z pielęgniarek powiedziała mu, że szuka go Isolde. Miała mu coś przekazać od matki, co jakoś nie sklejało mu się w całość. Nie zamierzał o tym dyskutować, a przynajmniej nie z pielęgniarką, która nic ponad to co mu już powiedziała nie wiedziała. Oddał tylko kursantów w ręce kolegi, a udał się w przeciwnym kierunku. Nie zdążył się nawet dobrze rozejrzeć za nią, a już uczepiła się jego ramienia. Miał ją odepchnąć, ale zaniechał tego po pierwszych słowach jakie wypowiedziała.
Ma swój spokojny dzień.
- Tylko nie mów, że szłaś tak… - zaczął mówić, ale uznał, że to nieodpowiedni moment i chwila na to. Miejsce też. Niby szpital i wszystko się zgadzało, ale… Zawsze musi być jakieś ale które wszystko psuło. Tak było i tym razem. Szybko zdał sobie sprawę z tego, że nie chciała, aby jej matka dowiedziała się o tym. Powodów nie znał, ale one nie były najważniejsze w tej chwili. Zamiast prawić kazania i zadawać teraz jakiekolwiek pytania, pomógł jej przejść za jeden z wolnych parawanów i sięgnął po różdżkę. Było teraz tyle rzeczy które chciał powiedzieć, ale zamiast tego zaczął wszystko szybko analizować. Skupił się na niej i starał się podejść do wszystkiego na trzeźwo.
- Asinta mulaf - wypowiedział zaklęcie, które na razie miało tylko uśmierzyć ból. Wolał od razu zaprowadzić ją do swojego gabinetu, gdzie będzie spokojniej i istniało dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś ją zobaczy. Jednak jeszcze zanim to zrobił upewnił się, że nie ma poważniejszych uszkodzeń, które zagrażają bezpośrednio jej życiu, a potem rzucił Vulnera sanentur. To na początek. Musiał teraz jakoś z nią przejść do swojego gabinetu, tam będzie mógł  zbadać ją dokładniej, dowiedzieć się wszystkiego, a później… Tak, zostało jeszcze prawienie morałów i innych bzdur. Chociaż możliwe, że to akurat sobie odpuści - Nic nie mów. Po prostu chodźmy, żeby nikt Ciebie tutaj nie zobaczył. A już na pewno nie ze mną , no i jeszcze jakby tego był mało idziesz uczepiona mojego ramienia… - mówił tylko po to, aby jej nie przyszło do głowy zabawiać go rozmową. Skręcił w korytarz gdzie znajdował się jego gabinet. A pomyśleć, że jeszcze kilka tygodni temu wymieniali między sobą poprawne grzecznościowe zwroty.
Nie wiedział czy dobrze robi postępując w taki sposób, ale o tym przyjdzie mu się dopiero przekonać. Oczywiście nie chodziło mu sposób leczenia czy reagowania w takich sytuacjach, a to, że bez wahania robił wszystko, aby tylko jej matka się o niczym nie dowiedziała. Co prawda nie jest jeszcze powiedziane, że tak się stanie, ale działał w taki sposób, aby jak najbardziej zminimalizować taką możliwość.  

/zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Luksemburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 626
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8255-coccinelle-pensee-lepeltier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8259-zapoznaj-sie-z-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8262-biedroneczka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8258-coccinelle-lepeltier




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Nie Paź 04 2015, 08:52

Wszystkie dni w pracy dłużyły się Cinny niemiłosiernie. Codziennie rzędy przeziębionych jesiennie dzieciaków z okolicy stawiały się, by przypomnieć rodzicom, że najlepszym lekarstwem na choroby jest wcześniejsza profilaktyka. Ciepły szalik, czapeczka i rękawiczki. Wyglądało to beznadziejnie i pewnie Cocci szybciej dałaby sobie głowę uciąć niż by tak dziecko wyszykowała, ale w stosunku do innych jakoś przypominanie nagminne nie miało dla niej znaczenia. W końcu i tak są beznadziejni, nie dbają o styl i co im to za różnica czy będą w kiczowatej czapce czy nie modnych butach?
Oczywiście jesienny zamęt nie został obojętny innym pracownikom szpitala, który równie sprawnie jak dziewczyna uwijali się z pomocą pacjentom. Tylko co jakiś czas zdarzał się obłożnie chory wymagający stałej opieki, ale to wystarczyło,by tego jednego dnia zaburzyć pracę izby przyjęć. Dziewczyna nie wiedziała w co włożyć ręce i tylko precyzyjne polecenia Berysa oraz innych jej przełożonych pozwoliły jej się odnaleźć w tym zamieszaniu. Takie momenty sprawiały, że cieszyła się z obecnego stanu rzeczy - bycia tylko asystentką. Chorych tylko napływały kolejne fale, a nie zapowiadało się by do końca dnia kolejka na pół korytarza się zmniejszyła. Czy mogło być gorzej?
Otóż tak, bo po całym popołudniu ciężkiej pracy Cinny zorientowała się, że sama jest lekko przeziębiona. Policzki ma zaczerwienione, a głos delikatnie zachrypły. To by było na tyle jeśli chodzi o dobre rady. Teraz sama będzie musiała się kurować by jutro choć trochę jej nie zwaliło z nóg.

Życie w pracy, z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29614
  Liczba postów : 44029
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Cze 29 2016, 22:32

To nie był szczęśliwy dzień dla @Casimir Spencer-Moon. Spokojny spacer ulicami Londynu korzystając z pięknej pogody był świetnym czasem na rozmyślania. Jednak słońce było chyba zbyt oślepiające, skoro chłopak praktycznie wszedł pod koła mugolskiego samochodu. Przerażony kierowca zatrzymał się praktycznie przed nim, jednak mimo to udało mu się lekko Casmira uderzyć. Biodro (i to jeszcze od nogi, na którą kulał), które najbardziej ucierpiało bolało niemiłosiernie i zaczynało puchnąć. Lepiej niech to obejrzy lekarz i to szybko. Najlepszym pomysłem było wybrać się tutaj, gdzie medycy na pewno szybko coś na to zaradzą. Może tym razem niczego nie spartolą? Biedak musiał czekać w izbie wytrzeźwień sam...
Do momentu, gdy obok niego usiadła dziewczyna, którą pewnie kojarzy ze swojego domu. Co tu robi za to @Harriette Wykeham? Cóż. Szalona impreza zwieńczona wypadem do Dziurawego Kotła była bardo udana do momentu, gdy ktoś dolał coś zbuntowanej gryfonce do napoju. Okazało się to być nieudaną amortencją, która źle przyrządzona spowodowała inny efekt do zamierzonego - pojawienie się na ciele dziewczyny paskudnej wysypki, która z każdą chwilą się rozprzestrzeniała. Powinien szybko to obejrzeć medyk! Jednak cóż, jest tyle potrzebujących, że na pewno chwile poczekacie. Może warto porozmawiać?

Zaczyna ktokolwiek z was! Miłej gry!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 953
  Liczba postów : 1331
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Czw Cze 30 2016, 01:25

Miała przekichane! A przynajmniej tak myślała. Pal sześć tę przeklętą wysypkę! Miała gorszy problem. Wiedziała, że tato nie puści jej na żadną imprezę bez dokładnego sprawdzenia kim są wszyscy obecni na niej ludzie, więc powiedziała mu, że chce się spotkać z koleżanką na mieście i zostanie na noc u dziadków. Ci łatwo dali się wkręcić w spisek. Sami uważali, że Harrison za bardzo się o nią trzęsie i jakimś cudem ufali jej, że nie zrobi nic głupiego. No cóż - niedługo przestaną. Siedziała sobie teraz obsypana jakąś dziwną wysypką w Mungu - cholernym miejscu pracy jej ojca, z jego nazwiskiem przy swoim imieniu i mimo, że ze strachu natychmiast wytrzeźwiała, wciąż na pewno czuć było ją alkoholem. Tylko cud mógł sprawić, że się o tym nie dowie.
Spojrzała na @Casimir Spencer-Moon siadając obok niego, ale zupełnie nie zwróciła na niego uwagi. Była zbyt zdenerwowana. Obgryzała paznokcie, próbując znaleźć jakieś okoliczności łagodzące, które mogłaby przedstawić ojcu, ale w głowie miała pustkę. A raczej chaos. Zerknęła jeszcze raz na chłopaka. Gdzieś między "zgubiłam się w Londynie" a "o Morgano! Przecież to zatrucie! Jak Helen ma dyżur to tato na pewno się dowie!" pojawiło się "kojarzę go skądś". No chaos - ewidentnie. Chciała nie zwracać na tę myśl uwagi, ale cały czas rzucała w jego stronę krótkie spojrzenia. W końcu stwierdziła, że musi rozwiać te wątpliwości. Skoro to jedyna rzecz nad którą miała teraz kontrolę, to szkoda nie skorzystać.
- Znamy się skądś? - spytała przestając obgryzać paznokcie, a ponieważ natura nie znosi próżni, nie bardzo zdając sobie z tego sprawę, zaczęła strzelać palcami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Greywatch Hill, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 145
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12912-casimir-spencer-moon#346975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12916-casimir
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12915-poczta-casimira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12914-casimir-spencer-moon#346981




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sob Lip 02 2016, 16:11

Odkąd pojawił się w Mungu cały czas myślał o swoim przeklętym pechu. Skąd nad tą jedną, biedną nogą takie złe fatum? Zawsze coś, zawsze jakiś wypadek, stłuczenie, obicie. Zawsze bolała. A przez tego przeklętego, nic nie rozumiejącego mugola w śmiesznym wehikule bolała szczególnie mocno.
W szpitalu najbardziej nie lubił bezczynności. Ciągłe czekanie było gorsze niż jakakolwiek praca. Nuda zjadała człowieka od środka i jedyne, o czym można było myśleć, to swój stan. Dlatego też gdy usłyszał głos dziewczyny, mimo swojego zamyślenia z chęcią postanowił porozmawiać z nią trochę.
- Wydaje mi się, że kojarzę Cię z dormitorium Gryffindoru - powiedział po dokładnym, lecz nienachalnym przyjrzeniu się dziewczynie. Był przekonany, że miała rację, że gdzieś się już widzieli. Nie był pewien tylko skąd. Tak samo, jak nie był pewien jej imienia, a nawet tego, czy kiedykolwiek je słyszał.
- Casimir Spencer-Moon - Pochylił się, bo chciał pocałować dziewczynę w dłoń. Miał już taki staromodny zwyczaj przy przedstawianiu się płci przeciwnej. Gdy to zrobił i złapał jej rękę dostrzegł wokół jej dłoni krostki. W jednej chwili odechciało mu się szarmanckich gestów. Nie chciał się zarazić od gryfonki dziwną wysypką. Wyprostował się i by zmniejszyć niezręczność sytuacji uścisnął jej dłoń jakby witał się z facetem.
- Co się stało? - spytał się zerkając krótko na jej wysypkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 953
  Liczba postów : 1331
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Nie Lip 03 2016, 03:42

Również nienawidziła czekać, aczkolwiek teraz w ogóle się nie nudziła. Marzyła by móc się wyluzować i ponudzić. Mogłaby się nawet nudzić do końca świata, gdyby tylko w zamian mogła jak najszybciej opuścić szpital nie pozostawiając po sobie żadnych śladów.
- Taaak! Na pewno! - rozchmurzyła się. Faktycznie kojarzyła go gdzieś z pokoju wspólnego, ale najprawdopodobniej tylko z widzenia. Nie mogła przypomnieć sobie żadnego epizodu z chłopakiem.
- Ettie Wykeham - przedstawiła się podając mu rękę. Zamarła zaskoczona, kiedy zamierzał pocałować ją w dłoń. Wow, Lilith by się jarała! Ettie zaś... zupełnie nie była przyzwyczajona do takich dżentelmeńskich gestów, trochę się więc zmieszała i oblała rumieńcem. Ale trzeba przyznać, że było to bardzo miłe.
Chociaż rozmawiali dopiero chwilę i na dobrą sprawę wymienili zaledwie po dwa zdania, dziewczynie udało się odwrócić myśli od własnych kłopotów. Wszystko jednak wróciło równie szybko jak odeszło, kiedy Casimir zwrócił uwagę na jej wysypkę. Wzruszyła ramionami. Sama nie do końca wiedziała co się stało.
- Słabo pilnowałam drinka - tacie powiesz to samo? Brzuch ją bolał i zrobiło jej się niedobrze, gdy tylko przypomniała sobie w co się wpakowała. A może to przez alkohol..?
- Tobie co się stało? - wymamrotała bardziej przez grzeczność niż z ciekawości. W normalnych okolicznościach byłaby bardziej zainteresowana chłopakiem. Teraz co rusz zerkała w stronę wejścia jakby oczekując, że nagle pojawi się w nim jej ojciec. Albo ktoś znajomy. Lustrowała wszystkich obecnych w izbie, upewniając się czy nie ma tu nikogo, kto mógłby ją wydać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Greywatch Hill, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 145
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12912-casimir-spencer-moon#346975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12916-casimir
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12915-poczta-casimira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12914-casimir-spencer-moon#346981




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pon Lip 04 2016, 17:51

Kiwnął głową. Dla niego to tłumaczenie było wystarczające. Bez trudu mógł się mniej więcej domyślić co i jak się wydarzyło. Trzeba było przyznać, że Ettie miała bardzo dużo szczęścia. Mogło się skończyć dużo gorzej gdyby trafiła na kogoś o naprawdę niecnych zamiarach.
- Ktoś zrobił ci brzydki dowcip, ale przynajmniej jakaś to nauczka na przyszłość - Uśmiechnął się lekko. Nie chciał dawać jej kazań. Był zbyt młody i nierozważny, by pouczać innych by byli czujniejsi i ostrożniejsi.
- Wątpię, żeby było to coś poważnego. Medycy raz dwa się z tym rozprawią - zapewnił ją widząc, że wyglądała na lekko spiętą. Uważał, że nie powinna się przejmować. Wątpił, by na imprezie, na którą wpuścili młodą gryfonkę, obecna była na tyle mocna mikstura, w przypadku której medycy by sobie nie poradzili. Na jego oko mogła być spokojna, że jeszcze tego samego dnia wróci do domu bez śladu na ciele po swojej małej przygodzie.
- Zostałem zaatakowany przez mugolską maszynę. Nic wielkiego się nie stało, ale dla pewności chcę, by ktoś mnie zbadał - powiedział lekceważącym tonem, jakby było to mało istotne zdarzenie. Nie lubił rozmawiać o swoich problemach, słabościach i niepowodzeniach, a wypadek zdecydowanie do tej grupy się zaliczał.
- Ettie... Ciekawe imię - zauważył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 953
  Liczba postów : 1331
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Lip 06 2016, 20:26

Skrzywiła się na uwagę Casimira. Miał rację i to ją irytowało. Nie miała najmniejszej ochoty słuchać kazań, szczególnie że wątpiła, że uda jej się ich uniknąć. Zaśmiała się nerwowo, kiedy ją pocieszył. Bardziej niż śladów na ciele obawiała się śladów w szpitalnej kartotece. Morgano, gdyby tak mogła cofnąć czas… Przeczesała włosy obiema dłoni i spojrzał na chłopaka. Chciał być miły, powinna mimo wszystko to docenić.
- Dzięki – chciała się uśmiechnąć, ale mięśnie twarzy odmówiły współpracy. Spróbowała zmienić grymas na coś bardziej przekonywującego, ale tylko wykrzywiła się jeszcze bardziej – Neeh… - westchnęła i odwróciła się od niego. Chyba nigdy w życiu nie była równie nietowarzyska. Pełen podziw, że chłopak jeszcze starał się podtrzymywać rozmowę.
Prawie całe życie spędziła w Hogsmeade, więc mugolskie wynalazki były dla niej jedną wielką tajemnicą. Słysząc „mugolska maszyna” od razu wyobraziła sobie coś w stylu transformersa, który rzucił się na chłopaka. Spojrzała na niego z niedowierzaniem. Jego lekceważący ton podpowiedział jej, że trochę ją fantazja poniosła, ale słowo „maszyna” kojarzyło jej się tylko z czymś dużym.
- No wyglądasz okej – oceniła – Jaką maszynę?
- Tak właściwie to Harriette – wyjaśniła. Nie przepadała za swoim pełnym imieniem. Harriette pasowało do rozczarowanej życiem pięćdziesięcioletniej baby z dziesięcioma kotami, suszącej swoje reformy na oknie, ale na pewno nie do niej. I nagle, ot tak, wpadł jej do głowy pomysł. Początkowo zdawał się genialny, ale im dłużej nad nim myślała, tym więcej widziała w nim dziur. Przede wszystkim nie miała pojęcia jak działa medyczna dokumentacja.
- Hipotetycznie - zwróciła się do Casimira - jak głupim pomysłem, w skali od 1 do 10, jest podanie w szpitalu fałszywego nazwiska? - starała się mówić od niechcenia, jakby naprawdę pytała tylko hipotetycznie. Jednak oprócz tego, że było to raczej dziwne pytanie, Ettie była beznadziejną aktorką. Mniej wiarygodny od jej pozornej swobody był tylko krzywy uśmiech, który posłała chłopakowi wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Greywatch Hill, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 145
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12912-casimir-spencer-moon#346975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12916-casimir
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12915-poczta-casimira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12914-casimir-spencer-moon#346981




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sob Lip 09 2016, 13:35

Podrapał się po głowie, po czym wzruszył ramionami. Skąd miał wiedzieć, co to za machina? Mugole mieli różne głupie rzeczy i każda miała inną nazwę. Nie wiedział, jak nazywała się ta, która go uderzyła.
- Nie znam się na mugolskich wynalazkach. Była to poruszająca się, metalowa puszka, w której zamknięty był mugol. Przypominało mi to trochę dziwaczną wersję karocy - opisał jak potrafił rzecz, która chciała go skrzywdzić. Odwrócił wzrok, próbując przypomnieć sobie jakiś szczegół, który pomógłby dziewczynie lepiej wyobrazić sobie ową machinę. Nic więcej jednak mu nie przyszło do głowy.
- Mugole są dziwni. Rozumiem, że nie mają magii, ale nie łatwiej byłoby im skonstruować coś podobnego do sieci Fiuu? Zamiast tego mają dziwaczne machiny, których nawet nie potrafią kontrolować - dodał z frustracją w głosie, wyraźnie obwiniając mugoli za całe zdarzenie. Nie miał by znowu problemów z nogą, gdyby zachowywali się normalnie i ułożyli sobie życie bardziej logicznie. W ogóle dopiero teraz uświadomił sobie, jak bardzo słowa "dziwny" i "mugol" dobrze pasują do siebie i jak często łączy je ze sobą w różnych kombinacjach.
- Rozumiem dlaczego Ettie - kiwnął głową gdy usłyszał jej całe imię - Też nie lubię swojego pełnego imienia. Wolę, jak ktoś nazywa mnie Cass - dodał porozumiewawczo. Gdy zaś zadała swoje hipotetyczne pytanie zaciekawiony obrócił się bardziej w jej stronę. Jakoś nie kupił tego, że było ono czysto hipotetyczne. Nikt nie zadaje tego typu pytań od tak, po prostu, dla wiedzy teoretycznej.
- Powiedziałbym, że jest głupi na dziewięć. Można by spróbować tylko, gdyby było się bardzo zdesperowanym - odparł po chwili zastanowienia. Nie był jakimś wielkim zwolennikiem łamania zasad gdy nie było ku temu żadnych powodów.
- Skąd taki pomysł? - spytał się wyraźnie zainteresowany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 953
  Liczba postów : 1331
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pon Lip 11 2016, 03:47

Próbowała sobie wyobrazić maszynę po opisie Casimira, ale za nic nie mogła skojarzyć tego z samochodem, które parę razy w życiu widziała. W głowie siedział jej tylko obraz ogromnej puszki po groszku na kołach, z człowiekiem w środku.
- Acha… - pokiwała mimo wszystko głową ze zrozumieniem, nie chcąc wyjść na głupią – Może próbują, ale to nie jest wcale takie proste bez magii – wzruszyła ramionami – w ogóle to powinniśmy się jakoś dogadać. Nie sądzisz, że to nie fair, że my możemy uczyć się mugoloznastwa i nikt nam w sumie nie broni korzystać z ich technologii, a oni w większości nigdy się nawet nie dowiedzą o świecie magii?
Ta niesprawiedliwość była jedną z przyczyn, dla których nigdy nie wgłębiała się w temat. Mimo, że czasami trochę ją interesowały zwyczaje i wynalazki mugoli, uważała że zasługują na to, by mieć też swoje tajemnice. Może i było to trochę głupie, ale tak właśnie czuła.
- Okej, Cass – uśmiechnęła się, teraz już zupełnie naturalnie. Pomysł, który wpadł jej do głowy na chwilę ją uspokoił.
Przygryzła wargę zmartwiona słysząc ocenę chłopaka. Była zdesperowana, ale czy aż na dziewięć? Szybko stwierdziła, że jednak nie, a tym sposobem mogłaby tylko narobić sobie więcej problemów. Aczkolwiek postanowiła nie puszczać go w niepamięć. Niech to będzie plan B.
Spojrzała na Casimira przerażona. Stres wrócił, więc na wszystko reagowała trochę przesadnie. Czy hipotetyczne pytania muszą być skądś? Trochę to głupie, ale czuła się jak przestępca. A przecież tylko okłamała tatę. Kto nigdy nie naściemniał rodzicom, niech pierwszy rzuci kamień! Nie chciała przyznawać się przed chłopakiem do swojej małej zbrodni.
- Piszę książkę – palnęła czerwieniejąc na twarzy i nie patrząc na niego, jak zawsze kiedy mijała się z prawdą – i zastanawiam się jak mój bohater mógłby anonimowo otrzymać pomoc medyczną.
To nie było wcale takie głupie wyjaśnienie. Liczyła na to, że Cass pomoże jej teraz znaleźć jakieś wyjście z sytuacji, a przy tym jej reputacja pozostanie nieskalana. Ba, awansuje nawet na pisarza. Zawsze chciała tworzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Greywatch Hill, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 145
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12912-casimir-spencer-moon#346975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12916-casimir
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12915-poczta-casimira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12914-casimir-spencer-moon#346981




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Wto Lip 12 2016, 18:31

- Sądzę, że jest dobrze jak jest - stwierdził stanowczo kiwając przecząco głową - Mugole są zbyt dziwni i szaleni, by byli w stanie zrozumieć normalny świat. Zobacz, jaki problem z adaptacją mają uczniowie o pochodzeniu mugolskim trafiający do Hogwartu. A jest ich tylko kilku na rok. Co by było, gdybyśmy mieli nauczyć miliony mugoli co i jak? - spytał czysto retorycznie, bo obrócił głowę, jakby nie spodziewał się, że dziewczyna może mieć na to sensowną odpowiedź.
- Poważnie? O czym ona jest? - spytał bardzo zaciekawiony. Tym razem jej uwierzył. Kupił jej historyjkę. Co więcej, bardzo mu dzięki swojemu kłamstwu zaimponowała. Pisanie książki to nie była taka łatwa sprawa. Potrzebny był talent, silna wola oraz dużo samozaparcia. Nie trudno być pod wrażeniem kogoś, kto ma te cechy.
- Twój bohater mógłby zapuścić się w mroczne dzielnice Londynu w poszukiwaniu nielegalnej kliniki - podpowiedział jej, nieświadomie sugerując jej bardziej niebezpieczne i szalone rozwiązanie jej problemu. Gdyby wiedział, że chodzi o Ettie, żywą dziewczynę, to w życiu by czegoś takiego nie powiedział, lecz skoro chodziło o książkowego bohatera, to taka przygoda na pewno urozmaiciłaby jego losy. Jakby się zastanowić, to pomysł ten wziął mu się z książki, którą jakiś czas temu przeczytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 953
  Liczba postów : 1331
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Wto Lip 12 2016, 21:34

- Wiesz, mogłoby być trudno tylko na początku. Problem byłby przy pierwszym pokoleniu, później ta wiedza byłaby przekazywana z ojca na syna – stanęła w obronie swojego pomysłu ignorując retoryczny ton chłopaka.
No i się wpakowała po uszy! Nie dość, ze musiała na szybko wymyślić jakiś zarys fabuły, to Cass będzie ją teraz miał za zupełnie inną osobę. Nie miała talentu pisarskiego, kiepsko było u niej z samozaparciem, a obok silnej woli nawet nie stała. Kto to powiedział, że nigdy nie kończy się na jednym kłamstwie i że mniejsze prowadzą do większych itp? A, jej tato… Przypomnijmy jej go jeszcze kilka razy, bo to wcale nie tak, że już jest na granicy obłędu. No nic, musiała brnąć w to dalej.
- Eeee… o mafii – pogratulowała sobie w miarę szybkiej reakcji skinieniem głowy, ale przypomniała sobie, że powinna zachować bardziej kamienną twarz i zamarła bez ruchu. Ze skrajności w skrajność.
Pobladła słysząc rozwiązanie chłopaka. Mafioso pewnie by się nie przejął…
- Tak, dzięki. Chyba tak zrobi – no chyba nie! Szaleństwo Etty miało swoje granice i tak się składa, że przebiegały one tuż przed progiem nielegalnej kliniki w mrocznej dzielnicy Londynu. Poza tym nielegalne kliniki pewnie żądały za swoje usługi bajońskich sum.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Greywatch Hill, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 145
  Liczba postów : 133
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12912-casimir-spencer-moon#346975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12916-casimir
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12915-poczta-casimira
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12914-casimir-spencer-moon#346981




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sob Lip 16 2016, 15:29

- Nie sądzę - Casimira nie dało się przekonać. Wątpił, by pierwsze pokolenie cokolwiek załapało, więc ojciec nie miałby co przekazywać synowi. Ettie mogła mówić jak do ściany. Chłopak miał własne przekonania i nie wyglądało na to, by zamierzał choć przez chwilę w nie zwątpić. Mugole są zbyt bezużyteczni, głupi i dziwni, by zrozumieć magiczny świat. Koniec kropka.
- Brzmi nieźle. Taka nielegalna klinika pasowałaby do mafijnych klimatów - odparł z uśmiechem. Był bardzo zadowolony z siebie, że trafił tak szczęśliwie i jego propozycja w miarę współgrała z tematyką książki gryfonki. No i przede wszystkim był zadowolony z tego, że jeśli pisarka go posłucha, to wpłynie na to, jak książka będzie wyglądać. Kto wie, może zostanie wymieniony imiennie w podziękowaniach, jakie autorzy umieszczają na początku lub końcu książki.
- Nie spieszą się prawda? Powiedziano mi, że zaraz obejrzy mnie jakiś doktor... Wyneham, ale czekam i czekam i nigdzie go nie ma - pożalił się troszkę rozczarowany, że jest zmuszony długo siedzieć w izbie przyjęć. Wolałby mieć to za sobą.
Nie skojarzył, że przejęzyczył się przy nazwisku medyka oraz że dziewczyna ma dokładnie takie samo drugie miano jak tenże lekarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 17
Skąd : Hogsmeade
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 953
  Liczba postów : 1331
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pon Sie 01 2016, 09:18

Wzruszyła tylko ramionami. Nie zamierzała kłócić się o mugoli. Nie uważała jednak żeby byli nadzwyczaj tempi. Biorąc pod uwagę jak zmyślne były ich wynalazki, nie zdziwiłby się, gdyby mugole mieli mniejszy problem ze zrozumieniem świata magicznego, niż ona z telefonami, komputerami itp.
- Taaak.. bardzo - odpowiedziała bez entuzjazmu. Wielka szkoda, że nie pisała żadnej książki. Jeszcze większa, że sama nie należała do mafii.
Ettie wcale nie przeszkadzało długie czekanie. Wiedziała, że prędzej czy później jej obecność w szpitalu zostanie odkryta, jednakże wolała, żeby nastąpiło to później. Zamarła słysząc swoje przekręcone nazwisko. Spojrzała na chłopaka z paniką wpisaną na twarzy. A może wcale się nie przejęzyczył? Może istniał doktor Wyneham? Mógł przecież taki istnieć... Nie było to jednak na tyle prawdopodobne, żeby ją uspokoić. Skoro Cass czekał już tak długo, mogła spodziewać się tu taty w każdej chwili. Rozejrzała się po pomieszczeniu i, na Merlina, chyba go zobaczyła! Zerwała się z miejsca, nie zadając sobie trudu, žeby upewnić się, że to jej ojciec.
- Wiesz co... już mi chyba lepiej - rzuciła do Cassa - Patrz, wysypka zaczęła schodzić - podsunąła mu dłoń pod sam nos i zabrała, stanowczo za szybko, by mógł cokolwiek zobaczyć - [b]Do zobaczenia!
Jak strzała wybiegła z izby przyjęć. Nie zamierzała bynajmniej udać się do nielegalnej kliniki. Sama nie wiedziała co zamierza. W każdym razie pójście do Munga było od początku złym pomysłem. Coś wymyśli. Pójdzie do dziadków. Może i straci ich zaufanie, ale na pewno pomogą. W ich interesie również leżało, żeby Harrison nigdy nie dowiedział się, źe póścili jego córkę na jakąś dziką imprezę.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Anglia
Galeony : 84
  Liczba postów : 136
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13370-rebeca-clarity
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13371-wiec
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13372-fafik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13373-rebeca-clarity




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Wto Wrz 06 2016, 22:18

Od dziesięciu minut trwała w izbie przyjęć wielka awantura. W samym centrum była Rebeca, która jedną dłonią trzymała się za bok, poniżej klatki piersiowej i nie pozwalała się dotknąć żadnemu lekarzowi czy pielęgniarce. Nie odpowiadała na żadne pytania. Po prostu zażądała zapisania ją do "Jake" (nie zapamiętałą jego pełnego imienia i nazwiska). I kilkukrotnie powiedziała, że gówno ją obchodzi, że to pediatra. Irytowało ją, że wszyscy chcą usilnie przekroczyć jej sferę osobistą, dlatego reagowała agresywnie. Szczególnie, że najpierw zrobił to jakiś obcy lekarz, a potem chciał ochroniarz. Poza tym mnóstwo ludzi się jej przyglądało. To wszystko sprawiło, że tym bardziej jedyną osobą, której pozwoliła by się teraz dotknąć był lekarz, u którego już raz była. Poza tym rana, którą jej zadano znajdowała się w dość nieciekawym miejscu. Mianowicie pod biustem. I tak sobie widniała tam już trzeci dzień. Zaczynało się z niej sączyć, pewnie krew z ropą. Z dni na dzień wyglądała gorzej i strasznie bolała. Tylko dlatego zdecydowała się znowu tu pojawić. Jednak zgodnie z tym co cały czas powtarzała da się zbadać tylko tamtemu blondasowi.
Moment, w którym w dłoni pielęgniarki zobaczyła strzykawkę, a ochroniarz złapał ją za ręce był chwilą, w której sekunda tylko dzieliła ją od skutecznego użycia swoich umiejętności i wyniesienia się stąd. Już w głowie widziała jak pielęgniarce wykopuje tą truciznę czy inne gówno z ręki, a ochroniarza, który był całkiem lichy jak na tę robotę kopie w krocze. Jednak nie było takiej potrzeby, bo w końcu pojawił się ten, o którego rozpętała się cała ta afera...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 457
  Liczba postów : 125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13377-jake-colt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13379-kto-chce-sie-nauczyc-metody-usta-usta#356885
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13380-madi#356886
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13382-jake-colt#356890




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Wrz 07 2016, 11:27

Kiedy tylko otrzymał sowę zerwał się z miejsca i narzucił na siebie fartuch. Akurat miał wychodzić do domu, kiedy dostał wiadomość o dosyć niesfornym pacjencie, który wymaga, by zajął się nim właśnie on. Bardzo często zdarzały się mu takie sytuacje, jednak w tym wypadku miał złe przeczucia. Już po pierwszym spotkaniu z tą dziewczyną uznał, że nie jest ona zbyt ufna. Jednak skoro poprosiła o niego, to udało mu się w jakimś stopniu zyskać to zaufanie. Jeżeli inni lekarze zaczną się jej narzucać, to może się źle skończyć.
Biegł bez przerwy, zgrabnie mijając pacjentów i innym medyków. Raz prawie wbiegł na zderzenie czołowe z innym uzdrowicielem, ale w ostatnim momencie wyhamował, aż wpadł do izby przyjęć. Wpadł to jest bardzo dobre słowo, bo uderzył drzwiami i ścianę i oparł się o nie po chwili zmęczony tym całym maratonem. Dla swoich koleżanek i kolegów z pracy to musiał być szok, że taki leń, któremu nie chce się ruszać, przybiegł do nie swojego pacjenta.
- O kurde, kondycha mi siada – powiedział do siebie biorąc głęboki wdech i prostując się. W tym momencie podbiegła do niego jedna pielęgniarka i zaczęła z nim żywo dyskutować, a on pomachał tylko ręką i ruszył w stronę krukonki.
- No, no, no, nie sądziłem, że można tak traktować pacjentów, jeszcze w takim stanie – dopiero kiedy podszedł dostrzegł jak poważna jest ta rana – zostawcie to mi – wydukał po czym wskazał panience drzwi do salki – zapraszam - skoro miała siłę się szarpać i walczyć, to będzie miała siłę dojść do pomieszczenia. Kiedy zamknął drzwi za sobą westchnął głęboko i podszedł do niej szybkim krokiem.
- Dasz radę ściągnąć koszulkę? – bał się, że krew przykleiła ją do skóry i będzie musiał ją na siłę usuwać – Cholera dziewczyno, ja wiem, że nie lubisz szpitali, ale takim zachowaniem sama się do nich ciśniesz – nie krzyczał, nawet nie podniósł głosu, wiedział, że to nie ma w tym momencie sensu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Anglia
Galeony : 84
  Liczba postów : 136
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13370-rebeca-clarity
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13371-wiec
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13372-fafik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13373-rebeca-clarity




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Wrz 07 2016, 11:43

To na prawdę nie tak, że mu ufała. Niestety w relacjach z nią o to było bardzo trudno. W tym momencie nie istniał chyba nikt, kogo mogłaby obdarzyć czymś tak naiwnym jak zaufanie. Po prostu jego już widziała. Wiedziała, jak wygląda, jak się zachowuje. To dawało jej pewnego rodzaju swobodę, której nie miała by w przypadku innych lekarzy. Zresztą... Było w nim coś szczególnego. Coś, czego nie umiała sprecyzować. Był w stanie ją uspokoić kilkoma słowami, a to na prawdę nie jest łatwa rzecz.
W tej jednak chwili była wściekła i gdyby nie jego pojawienie się, o na prawdę zrobiła by komuś krzywdę. Na szczęście jego wejście z hukiem sprawiło, że wszyscy zerknęli w tamtą stronę. Ona również. Zaraz jednak cyrk zaczął się na nowo, bo podleciała do niego jakaś kobieta biadoląc na to, z czym tu się muszą użerać. Rebeca fuknęła pod nosem tylko widząc, że jednak ochroniarz rozluźnił uścisk. Jakby w pewien sposób bał się reakcji tego lekarza. Nic dziwnego. Był od niego dwa razy mniejszy.
Gdy w końcu ją puścił otrzepała się dłońmi tak, jakby przez jego dotyk była brudna i zgodnie z zaleceniem Jake'a ruszyła w stronę wskazanej salki. Grzecznie stanęła na środku pokoju i czekała na to, co się będzie dalej działo.
-Trzy dni z tym funkcjonuje więc uwierz, ale ściągnięcie koszulki to nie jest mój największy problem - Odpowiedziała mu od razu i tak jak mówiła, zdjęła bez większego wstydu koszulkę. Rana wyglądała na częściowo zasklepioną, częściowo jednak wdało się w nią zakażenie. Przynajmniej to była w stanie stwierdzić bez wiedzy medycznej.
-Nie przesadzaj. Polałam to wodą utlenioną i zawinęłam bandażem na dwa dni. Nie moja wina, że nie pomogło - Doskonale wiedziała, że to nie pomoże. Nie była głupia. Jednak tak lekkomyślne zachowanie było spowodowane niechęcią do ludzi. I tym, że wiedziała jak się to skończy. Właśnie taką awanturą, jaką przed chwilą mogli oglądać oczekujący w kolejce pacjenci.
-Zrobisz z tym coś? - Zapytała jeszcze wpatrując się w niego z chłodną nadzieją. Ostatnio nie była dla niego miła. Nie odpowiadała na połowę pytań czy wskazówek. Nie przyszła na kontrolę. Teraz natomiast wyparowała do niego od razu na "Ty" mimo, że był zdecydowani od niej starszy. Jednak coś jej podpowiadało, że kwestia ratowania życia jest dla niego ważniejsza niż zachowania pacjenta. W końcu przyszedł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 457
  Liczba postów : 125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13377-jake-colt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13379-kto-chce-sie-nauczyc-metody-usta-usta#356885
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13380-madi#356886
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13382-jake-colt#356890




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Wrz 07 2016, 11:58

Nikt nie wspomniał, że mu ufa, a że mogła obdarzyć go chociaż cząstką tego uczucia. Inaczej sama by sobie z tym poradziła. Nie bez powodu wezwała właśnie jego.
Słysząc jej słowa westchnął głęboko.
- Męczyłaś się z tym trzy dni po to, żeby w końcu tu przyjść i męczyć się z eliksirami przez następny tydzień, zamiast przyjść od razu i w pięć minut się tego pozbyć? – chłopak podniósł brew i spojrzał na nią z wyczekiwaniem, chociaż tak naprawdę to nie potrzebował żadnej odpowiedzi.
Prawdę mówiąc to nie za bardzo miał siły tłumaczyć jej cokolwiek. Coś mu podpowiadało, że to nie ma najmniejszego sensu, wyciągnął różdżkę i przyjrzał się uważnie ranie. To nie było coś, czego można się pozbyć w ułamku sekundy. Zakażenie się wdarło. Nawet jeżeli rany się pozbędzie, to jest prawdopodobieństwo, że ta wciąż będzie gniła.
- Woda utleniona nie naprawi wszystkich ran – kto w świecie magii używał wody utlenionej? Prawdopodobnie osoba, która albo nie umiała się nią dobrze posługiwać, albo jej nienawidziła. Nie wiedział, które jest bardziej prawdopodobne – skąd to masz? – zapytał i zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek powiedzieć dodał – muszę wiedzieć, że rana miała kontakt z rdzą, czy innymi dziwnymi rzeczami – mógł to zasklepić od razu, ale wolał się dowiedzieć co nieco, by jak najlepiej zaleczyć tą ranę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Anglia
Galeony : 84
  Liczba postów : 136
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13370-rebeca-clarity
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13371-wiec
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13372-fafik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13373-rebeca-clarity




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Wrz 07 2016, 12:24

Doskonale wiedziała, że ma rację. Jednak Rebeca miała wielki problem z przyznawaniem się do błędów. Dlatego jedyne, co zrobiła, to odwróciła twarz w bok. To było pewnego rodzaju potwierdzeniem dla jego słów. Wskazaniem na "masz rację, ale Ci tego nie powiem, bo wyszłoby, że ja nie mam". I jedynie takiej odpowiedzi mógł się po niej spodziewać. Nic więcej z jej ust już na ten temat nie wyjdzie. Wolała rozglądać się po paskudnie białych ścianach, które przywodziły w jej głowie najgorsze myśli.
- Jak w taniej mordowni... - Mruknęła do siebie pod nosem, a jedna z jej stóp zaczęła stukać uciążliwie o podłogę w zniecierpliwieniu, gdy ten oglądał jej ranę.
-Ja wiem, że jesteś lekarzem, medykiem czy kimś tam. Nie musisz się mądrzyć - Zareagowała od razu na komentarz o wodzie utlenionej. Już zauważyła, że nie pomogło. Ile razy będzie jej to powtarzał? A było jednak iść do pielęgniarki. Choć wtedy pytań było by jeszcze więcej. Ten nie musiał jej wpisać do akt niczego. Niech machnie różdżką, da eliksir, a ona się stąd usunie.
-Nie było rdzy - Odpowiedziała mu krótko. Czekała na kolejne pytania, które były by bardziej konkretne. Nie za bardzo miała ochotę spowiadać mu się z tego, skąd dokładnie wzięła się rana. To raczej na prawdę nie było potrzebne. Jednak w tym swoim buncie pojawił się nowy problem. Jak i wcześniej, przy nim emocje powoli zaczynały z niej schodził. Robiła się spokojniejsza. Do mózgu znowu dotarło, że coś się dzieje więc poczuła się nagle jakoś tak wyjątkowo słabo. Bezmyślnie położyła mu dłoń na ramieniu widocznie się na nim opierając i przymknęła oczy. Jednak znów nie powiedziała słowa na temat tego, że poczuła się gorzej. Stwierdziła, że to albo bez znaczenia, albo on i tak to zauważy. W końcu to lekarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 457
  Liczba postów : 125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13377-jake-colt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13379-kto-chce-sie-nauczyc-metody-usta-usta#356885
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13380-madi#356886
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13382-jake-colt#356890




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Wrz 07 2016, 12:37

Chłopak westchnął głęboko. Do tej dziewczyny potrzeba cierpliwości, a on nawet nie wiedział skąd ją wziął. Po prostu robił to co zawsze i jakoś wychodziło. Mógł domagać się wyjaśnień i innych tego typu rzeczy, jednak wiedział, że nie dostanie żadnej sensownej odpowiedzi. Postanowił zaryzykować i zaufać jej słowom. Może nie jest na tyle głupia i nie będzie kłamać o takich rzeczach. Najwyżej sama sobie zaszkodzi i przy okazji jemu. W końcu wyczuł, że dziewczyna traci siły. Spojrzał na nią i nie miał zamiaru się bawić w prośby. Po prostu wziął ją jak księżniczkę na ręce i nie zważając na protesty, czy szarpaniny posadził ją na łóżku. No cóż, chłopak nadstawił różdżkę i widocznie lekko zdenerwowany tą sytuacją rzucił zaklęcie „Episkey”. Rana powoli zaczęła się zrastać, a on miał nadzieję, że się nie pomylił. Ta dziewczyna wzbudza w nim jeszcze więcej stresu niż pozostali pacjenci. Będzie musiał zrobić sobie przerwę i zapalić normalnie.
Na całe szczęście rana się zasklepiła, a on przywołał do siebie eliksir i podał dziewczynie.
- Trzy razy dziennie przez tydzień, jak za tydzień nie przyjdziesz na kontrolę to Cię znajdę bez względu na to gdzie będziesz – mówił poważnie, a można było to wyczuć, ze względu na zmianę tonu głosu i mimiki – teraz po zażyciu połóż się na dziesięć minut, bo może Ci się kręcić w głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Anglia
Galeony : 84
  Liczba postów : 136
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13370-rebeca-clarity
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13371-wiec
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13372-fafik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13373-rebeca-clarity




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Wrz 07 2016, 13:04

Pozwoliła mu się przenieść. Nie widziała sensu w dalszym opieraniu się szczególnie, że sama oparła się o mężczyznę. Nie otwierała oczu. Nie chciała, by kręciło jej się w głowie. Mroczki przed oczami to nic ciekawego, a doświadczała ich w tym tygodniu dość często. Co chwilę pakowała się w dziwne sytuacje, które kończyły się... No cóż. Posiedzeniem w gabinecie lekarza.
Kiedy poczuła, że rana się zamyka uchyliła powiekę. Wtedy też zauważyła, że facet podaje jej jakiś eliksir. Skrzywiła się. Magia. Znowu. Na prawdę nie da się po mugolsku? Nic jednak nie powiedziała, tylko kiwnęła głową. Jeśli będzie pamiętać, to przyjdzie na kontrolę. Jeśli nie, to... To nie. Stawiam drugą opcję. Miała za dużo na głowie, by przejmować się kontrolą. Przecież po tym czymś, co jej wcisnął w rękę na pewno przejdzie i wszystko będzie dobrze.
Zgodnie z zaleceniem zażyła pierwszą dawkę i położyła się. W sumie, to musiała jeszcze o coś zapytać, gdyby jednak zdecydowała się znów tu przyjść.
- Jak przyjdę na kontrolę znowu będę się musiała tak awanturować, czy łaskawie wyjdziesz do mnie wcześniej? - Zagaiła spoglądając na niego kątem oka i oczekując odpowiedzi "będę na każde twoje zawołanie". W sumie nie wiedziała, czemu myślała, że ma prawo by tego wymagać od faceta. Najwyraźniej w pewien sposób przywłaszczyła go sobie. Jako swojego prywatnego lekarza. To natomiast oznacza, że jeszcze nie raz się spotkają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 457
  Liczba postów : 125
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13377-jake-colt
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13379-kto-chce-sie-nauczyc-metody-usta-usta#356885
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13380-madi#356886
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13382-jake-colt#356890




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Wrz 07 2016, 13:29

Czemu magia? Bo tak jest szybciej. Gdyby miał się nią zajmować bez jej użycia, to musiałaby zostać w szpitalu przez następny tydzień. A to nie jest coś, co chciałby robić. Bolałoby ją i nie mogłaby się ruszać, ani jeść prawdopodobnie. Byłaby szczęśliwa? Ależ oczywiście, że nie! Podejrzewam, że wtedy tym bardziej nie przyszłaby do szpitala, gdyby coś się stało.
Kiedy dziewczyna grzecznie wykonała jego polecenia przysunął sobie krzesło i usiadł obok niej zerkając na jej twarz zamyślony. Czuł za oczami piasek, co nie było dobrym znakiem.
- Przyjdź od razu na pediatrię, ustalę z pielęgniarkami, że mają Cię wpuszczać bez względu na wszystko – dotyczyło to również późniejszych wizyt. Tą dziewczynę trzeba traktować jak dziecko, więc oddział pediatrii będzie dla niej idealny. Może nie było to: „będę na każe twoje zawołanie”, ale i tak została wyjątkiem, który mógł korzystać z jego zdolności kiedy tylko chciała.
W pewnym momencie Jake sięgnął do kieszeni fartucha i wyciągnął z niego małą fiolkę, którą bez zastanowienia zażył. Pustą włożył do poprzedniego miejsca. Nie powinien zażywać leków przed pacjentami, ale wiedział, że nie może jej teraz zostawić, w innym wypadku sobie wyjdzie i tyle ją świat widział.
- Gdzie mieszkasz? – zapytał jakby wyrwał to pytanie z całkowicie innej rozmowy, czy innego kontekstu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   

Powrót do góry Go down
 

Izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Woda, chrzest jako ochrona i wyzwolenie spod władzy demonów!

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-