Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość


Sophie B. Lorrain
Sophie B. Lorrain

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 344
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 414
http://www.czarodzieje.org/t6097-sophie-beatrice-lorrain#172870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6109-sophie-gdzie-jestes#173009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6110-no-chodz-tu-niesmialku#173011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7875-sophie-beatrice-lorrain#220230
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptySob 22 Mar 2014 - 18:45

First topic message reminder :


Izba przyjęć
Izba przyjęć w Mungu jest zawsze obleganym miejscem. Nieważne czy to poranek, czy jednak już wieczór, to nadal jest tu dużo oczekujących. Lepiej zajmij tutaj miejsce w kolejce, bo będziesz stał krwawiąc do rana!

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Diana Hazel
Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyNie 28 Paź 2018 - 19:11

Zaczynała mocno żałować faktu, że w ogóle pojawiła się dzisiaj w pracy i miała styczność z tą kobietą. Była dla niej niczym jedno wielkie chodzące utrapienie i nic nie wskazywało na to, aby cokolwiek w tej kwestii miało się zmienić na lepsze. No ale wiadomo, że do takiego zawodu, jakim zajmowała się Hazel, były wpisane tego typu nieprzyjemności. Musiała się z tym liczyć i pamiętać o tym fakcie. Zazwyczaj pamiętała i patrzyła z dużą rezerwą na kolejnych pacjentów witających w jej gabinecie. Tym razem jednak było trochę inaczej. No bo ta kobieta mdlała na jej oczach czym sprawiała jej nie mały kłopot w sumie!
Widziała, jak powoli wracała do siebie, niekoniecznie tak szybko, jakby sobie tego Hazel życzyła. No ale cóż, lepiej tak niż w ogóle. Woda chyba faktycznie kobiecie pomogła, bo jakoś tak szybciej zaczynała ogarniać, co się wokół niej dzieje. No, przynajmniej do momentu, w którym nie wypluła jej niczym naprawdę dobrej jakości fontanna. D tylko wywróciła oczami, nie do końca rozumiejąc, co tak właściwie się w tym momencie działo.
Logicznym jest, że w momencie gdy w ludzkim ciele, dzieje się coś złego, konieczne są badania, aby odpowiednio zdiagnozować chorobę i móc wszcząć odpowiednie leczenie. Dla uzdrowicielki ta złota zasada nie podległa żadnej dyskusji i nigdy swojego zdania pod tym względem zmienić nie zamierzała. Tym bardziej nie rozumiała tego, czemu kobieta zareagowała taką paniką na myśl, że miałaby zostać w Mungu na obserwację. Nic więc dziwnego, że nie do końca miłe słowa przyszły jej do głowy i jak na Hazel przystało, postanowiła je wygłosić od razu.
-Jasne, spoko, nie marnuj czasu na szpital. - jej głos wręcz ociekał od zbyt dużej dawki ironii włożonej w te słowa. Machnęła przy tym, niby lekceważąco dłonią, jakby to w ogóle nie miało żadnego znaczenia w tym momencie, jakby to, co mówiła, w ogóle nie było ważne. -Tylko zrób mi tą przyjemność i podpisz papiery, które pozwolą mi zbadać Cię po śmierci. Bo ciekawość mnie zżera i chcę wiedzieć co Ci jest, a jeśli nie zostaniesz w Mungu, to spotkamy się za niedługo przy stole przeznaczonym do sekcji zwłok.
Była chamska, wredna, można by powiedzieć, że zdecydowanie przeginała. Ale chyba nic nie mogło lepiej dotrzeć do człowieka, niż brutalna prawda. Tak jak w tym wypadku sądziła, że będzie. No bo co jej z pracy, mieszkania, pieniędzy, skoro może umrzeć? No, może nie umrze, ale nastraszenie jej, mocne, było zdaniem D najlepszym z możliwych w tym momencie rozwiązań.
- Spokojnie, zaraz to sprzątnę - zdążyła tylko powiedzieć, nim kobieta się schyliła, aby tą kałużę wytrzeć. Jej krzyk bólu spowodował, że uwaga Diany od razu skupiła się ponownie na jej osobie. Doskoczyła do niej i pomogła usiąść na krześle widząc, jak cholernie musiało ją boleć. -Nadal Pani nie chce zostać na dodatkowe badania? - nie omieszkała zapytać równie sarkastycznym co dotychczasowy tonem, chociaż gdzieś głęboko zaczęła się martwić o tę kobietę.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 229
  Liczba postów : 122
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyNie 28 Paź 2018 - 20:25

Rozpoczął się temat poruszony przez uzdrowicielkę – ta uważała, iż Henrietta powinna zostać nieco dłużej w szpitalu, na obserwację i badania. I...  słowa ciemnowłosej sugerowały, jakby pani krawcowa wypowiedziała kategoryczne "nie". Owszem, to dla niej nie była mila perspektywa. Ale... ale w końcu wypowiedziała magiczne "jeden dzień". A może lekarce chodziło o to, że Moseley tak rzeczowo określiła jej maksymalny pobyt w tych murach? To dlatego Henrietta westchnęła głęboko i musiało minąć kilka sekund, zanim odezwała się ponownie. Wdech i wydech. Zaraz potem była gotowa, by wyjaśnić sytuację.
- A ja powiedziałam kategorycznie "nie"? – spoglądała na nią dość rzeczowo – Owszem, to nie jest dla mnie miła perspektywa. Ale zgodziłam się, pod warunkiem, że to będzie tylko jeden dzień. – i uśmiechnęła się ku niej blado. - Na początku nie chciałam w ogóle o tym słyszeć, prawda. Ale teraz uznałam, że jeden dzień mnie nie zbawi, o czym już mówiłam...
Nie podobało się jej, jak Hazel się do niej odzywała. Tyle jadu, sarkazmu... Moseley znała się na tym, ale nie wiadomo skąd, nie wiadomo z jakiej racji. Może ot tak, bez powodu? To chyba najbardziej logiczne wyjaśnienie w tej kwestii. W sumie, kto lubi jak odzywki kogokolwiek w stosunku do samego siebie są aż tak naszpikowane sarkazmem? No właśnie. I do tej zdecydowanej większości należała również Henrietta. Była zła na siebie, że wypluła wodę, była zła, że początkowo dawała jasne sygnały, iż pokazywała za pomocą  słowa mówionego że to dla niej nic miłego.
I wtedy nadeszła końska dawka bólu. Zgięła się w pół, wydając z siebie krzyk rozpaczy. Ale nie tylko to nadeszło. A słowa uzdrowicielki? Sugerujące dobitnie i w niezbyt grzeczny sposób, że powinna tu zostać. Kiedy Henrietta została ponownie doprowadzona do krzesła, przez chwilę zapadła grobowa cisza, co już się po chwili zmieniło.
- No dobrze. Mogę tu zostać dłużej, niż sugerowałam. Dłużej, jeśli to konieczne... – a po wypowiedzeniu tych słów czuła się już dobrze, nie kręciło jej się w głowie, a ból zmniejszył się.
Powrót do góry Go down


Diana Hazel
Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyNie 28 Paź 2018 - 22:38

Wstyd się przyznać, ale poniekąd Hazel cieszyła się z zaistniałej sytuacji. Nie lubiła przegrywać. A gdyby ta kobieta wyszła stąd niedługo po ich rozmowie, uznałaby to za swoją własną przegraną. Niemożliwość rozwiązania tego typu zagadki byłaby dla niej ciosem naprawdę silnym, nawet jeśli w życiu by nie powiedziała tego na głos do kogokolwiek stąpającego po tym świecie.
Wyjaśnienia pani Moseley puściła mimo uszu nie uznając nawet za stosowne cokolwiek na nie odpowiedzieć. Może i miała rację, ale przecież Diana nie musiała tego słuchać! W końcu to ona była tutaj tą osobą, która miała rozdawać karty. Kto w takiej sytuacji przejmowałby się czymś tak trywialnym, jak słuchanie innych ludzi? Dziwne metody pracy przyjmowała ta uzdrowicielka, nie ulegało to żadnym wątpliwością, ale prawda była taka, że o ile dziwne, tak skuteczne. Bo czasami to najbardziej radykalne zachowanie przynosiło najbardziej pożądane skutki. Jak i w tym wypadku.
Uśmiechnęła się, gdy kobieta jednak postanowiła pozostać na dłuższy czas w Mungu. Złapała w dłoń różdżkę i machnęła nią krótko, dzięki czemu kałuża wypluta przez krawcową zniknęła równie szybko jak się pojawiła.
-Widzi pani? Nie można było tak od razu? Musiała pani zacząć cierpieć, aby uznać, że jednak warto poświęcić chwilę czasu na postawienie odpowiedniej diagnozy? - jej miły ton w ogóle nie pasował do jej osoby jak i całej sytuacji, która dopiero co miała miejsce. Cóż, Diana Hazel cała była pełna sprzeczności.
Nikt więc się pewnie nie spodziewał po takim zachowaniu, że podejdzie do regału, na którym stało wiele przeróżnych flakonów eliksirów. Zaczęła szperać na półce w poszukiwaniu odpowiedniego. Co prawda, nie powinna tego robić, ale nie mogła zostawić kobiety w takim stanie, w jakim obecnie się znajdowała. Sięgnęła po czyste szklaneczki i do jednej nalała eliksiru migrenowego. Co prawda, jej pacjentka nie miała migreny, ale składniki zawarte w miksturze świetnie działały na problemy z błędnikiem, które mogły być w tym wypadku odpowiedzialne za omdlenia. Dodatkowo, do kolejnej szklanki nalała dosłownie kilka kropel morphiusa. Wiedziała, że ten eliksir od razu uśmierzy jej ból, a chyba o to chodziło, aby pomagać.
Podała obie szklanki kobiecie.
- Proszę to wypić i nie wypluwać. Ostrzegam, są paskudne w smaku, ale pomogą. - nawiązała do poprzedniej sytuacji, a jakże. Potem usiadła z powrotem za biurkiem i sięgnęła ponownie do karty pacjentki. - Kiedy poczuje się pani lepiej, pójdzie pani do rejestracji z wypisanym przeze mnie skierowaniem. Przyjmą panią od razu na oddział a potem już się lepiej panią zajmą - i to pewnie by było na tyle. Ile Diana mogła, tyle zrobiła. Pozostawało jeszcze tylko wypisać odpowiedni świstek i podać go kobiecie.

Zt. x2
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2140
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyPią 14 Gru 2018 - 10:16

| w obecnym wątku choruję

Jasna cholera.
Nie miał już wyjścia; utknął - beznadziejnie przyparty do lica muru. Przecierał pergamin skóry na wszechobecnej szorstkości, irytująco bezsilny, złamany przez najpodlejszą ułomność własnego ciała. Wszystko zdołała zarządzić jedna, pozornie zwykła wycieczka - sceneria malowniczej Doliny Godryka, owym razem stała się metaforą zguby. Początkowo ignorował symptomy; sądził, że owa duszność pozostaje wytworem nadgorliwego umysłu - ot, jednokrotnym wybrykiem, niewartym choć najdrobniejszych rozważań. Z biegiem najbliższych momentów, jednak - duszności pojawiały się kilkukrotnie, powietrze grzęzło w obrębie studni spragnionych płuc; desperacko wręcz usiłował czerpać kolejne porcje; dusił się, kaszlał, walczył zaciekle orężem swego oddechu. Paliczki dłoni stawały się wówczas sine, pokrywały się swędzącymi plamami - nie miał wręcz siły ich drapać, dręczony przez obustronną torturę niepoznanej dysfunkcji.
Oczekując na izbie przyjęć - nadal - był przepełniony wahaniem.
Całość - wydawała się jemu zupełnie irracjonalna. Poza atakami choroby (?), wyglądał zupełnie dobrze, bez choć najmniejszych odchyleń. Może przesadzał? Może - pojawienie się w Świętym Mungu było bez sensu, może to wszystko minie; samoistnie, bez ingerencji uzdrowicieli? Myśl o spotkaniu znajomych twarzy zaprowadzała wręcz wszechobecny paraliż; czuł, jak skrywane pod klatką żeber, stłamszone serce przyspiesza, jak wstęgi jelit skręcają się, pochwycone przez niepoprawny niepokój. Popadał już w paranoję.
Wzdrygnął się, gdy nadeszła nań kolej. Nie było oczywiście odwrotu; czuł się, jak prowadzone na nieuchronną rzeź zwierzę, przechodzące wśród białych, sterylnych ścian, w otoczeniu sterylnych ludzi. Najgorszy moment - dopiero jednak nastąpił - moment przekonania się kto w dniu dzisiejszym sprawuje dyżur.
Zatrzymał się niemal w drzwiach, ze spojrzeniem ściganej zwierzyny; nie wiedząc - czy aby podejść, zostać, czy może jednak rzucić się do ucieczki.
Powrót do góry Go down


Diana Hazel
Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptySob 15 Gru 2018 - 0:52

Czy można sobie wyobrazić coś gorszego, niż diagnozowanie pacjentów na izbie przyjęć? W jej opinii nie. Diana nie od dziś uważała, że w to miejsce trafiały tylko uzdrowiciele skazani na banicję. Nie godni praktykowania swojego prawdziwego powołania, lub Ci, którzy w jakiś sposób zawinili. Niekiedy nie do końca zgodny z realiami, ale którzy był w stanie oceniać tych na szczycie? Tych, którzy oceniali wszystkich wokół? Z pewnością nie ona.
Wieść o jej ostatnim przypadku, w którym prowadzeniu pomagał uzdrowiciel Alexander, szybko rozeszła się po Mungu. Nie często trafiał na oddział ogólny pacjent, który postanawiał targnąć się na własne życie, by następnie próbować ukrócić o głowę innego uzdrowiciela z oddziału. To były naprawdę skrajne przypadki, chyba gorszych Hazel nie spodziewała się spotkać. Tylko w tym momencie nie wiedziała jeszcze, jak bardzo się myliła...
Efekt tego wszystkiego był taki, że w dniu dzisiejszym to ona była uzdrowicielem dyżurnym na izbie przyjęć. I cholernie tego nienawidziła. Przepisywała eliksiry na zasmarkane noski, uleczała "nieuleczalne domowymi sposobami (najczęściej było to nacieranie się czosnkiem [idioci...])" wysypki, czy podnosiła ciśnienie tym, którzy mieli je obniżone (niekoniecznie przy użyciu zaklęć...). Szlag ją jasny trafiał na myśl, że musiała wytrzymać w tym piekle jeszcze kilku pacjentów. Potem miała mieć wolne. Mogła iść do domu, aby jutro zacząć od nowa, z równie beznadziejnym nastawieniem do aktualnych obowiązków w pracy.
Jeszcze tylko trzech.
Dwóch.
Jeden...
Nawet nie patrzyła w ostatnią, otrzymaną kartę. Nie interesowało jej imię, nazwisko czy wiek pacjenta, póki go nie ujrzała na własne oczy. Dlatego rzuciła znudzone "proszę" w kierunku zamkniętych drzwi, zupełnie nieprzygotowana na to, co za chwilę miała zastać na progu.
Daniel Rudy Dupek Bergmann.
we. własnej. kurwa. osobie.
Kiedy szok minął, a udało mu się ulecieć w eter wyjątkowo szybko, pojawił się na jej licu krzywy uśmiech, wcale nie dodający uroku osobistego. Wręcz przeciwnie, pozwający sądzić, że wszystko co dobre, już tego mężczyznę w życiu spotkało. Teraz mogło być tylko gorzej. I już ja o to kurwa zabam... Iva aż zapiszczała z radości w jej głowie, kiedy usłyszała te słowa.
- Nie sądziłam, że kiedykolwiek ujrzę jeszcze ten rudy pysk. - stwierdziła, jakby standardowe "dzień dobry" już dawno wyszło z mody. Była wkurwiona. Nagle przypomniała sobie o wszystkim. O tym, jak nie odzywał się, jak nie próbował kontaktować. Jak nie odpisał na wiadomość, którą w jego stronę posłała.
Teraz jest Twój...
-Więc z czym do mnie przychodzisz, Rudy Chamie? - w ogóle nie była tego ciekawa. W ogóle nie chciała mu pomagać. Ale w sumie... można by było się chociaż delikatnie zabawić...
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2140
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyWto 18 Gru 2018 - 19:08

Znalazł się w bagnie; ohydnym jeziorze błota, które mlaszczącym ruchem zgęstniałej tafli wchłaniało wpierw jego nogi, oblizywało tułów
sięgało w końcu po szyje
zupełna pułapka bez wyjścia. Drzwi wydawały zamykać się nieuchronnie - chociaż Bergmann, emanujący niechęcią i niespokojnym spojrzeniem, wyznaczanym przez jasne, wytoczone okręgi tęczówek - nie ruszył się zbytnio z miejsca. Stał, niczym słup utworzony z mięśni, na fundamencie kości, obwiązywany masą zróżnicowanych tkanek. Stał, milczał - chłonął jad słów wypluwanych niczym przez rozwścieczoną żmiję, złowieszczo wijącą się przed nim w postaci niepocieszonej Hazel. Nie miał ochoty być tutaj, nie chciał też współpracować.
Chciał się wydostać. To wszystko.
- Nie zakładałem innej, z twojej strony reakcji - odpowiedział jej gładko, neutralnie, dokładnie - jak miał w zwyczaju dotychczas mówić. Podejrzewał - że właśnie z bliżej nieokreślonych przyczyn zaprzestała kontaktu; być może zdołała wychwycić którąś z żałosnych plotek, być może, z najzwyklejszego kaprysu znienawidziła dotychczas wszystko - związane z jego osobą. Nie zmuszał jej, nie wysyłał kolejnych listów, zapomniał - podobnie, jak chciała zapomnieć ona. Niestety, okrutna zbieżność wydarzeń zdołała narzucić im kontakt. Pieprzony szpital. Pieprzona, trawiąca go dolegliwość.
- Podejrzewam - zaczął, powoli; wręcz przeciągając; kombinując perfidnie - z pytaniem - dodał. Nie powinna zupełnie zmuszać się do dialogu. Prawdziwym błędem, rzecz jasna z jego (tym razem) strony - było zjawienie się w tej placówce. Nieporozumieniem; absurdem, żałosnym śmiechem, drgającym obecnie w duszy.
- Czy inni uzdrowiciele mają dziś dyżur - dodał. Niewielka iskra nadziei - oby tylko nie zdołała jej zdeptać.
Powrót do góry Go down


Diana Hazel
Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyCzw 27 Gru 2018 - 15:26

Konsternacja wymalowana na jego twarzy sprawiała jej wiele przyjemności. Jakie to ironiczne, że właśnie teraz, po tym wszystkim, ona była jedyną osobą, do której musiał zwrócić się o pomoc. Skąd wiedziała, że musiał? Poznała go. Miała świadomość tego, że przyszedłby do uzdrowiciela tylko i wyłącznie w cholernie ciężkiej sytuacji. W każdej innej by odpuścił. A tak? Stał przed nią, bezbronny, skazany na jej łaskę i niełaskę. Nic dziwnego, że uśmiech wykwitł na jej ustach i stawał się szerszy z każdą mijającą sekundą.
- Zamknij, proszę, drzwi. - wyartykułowała każde kolejne słowo, z wielką dokładnością i starannością. Aby zrozumiał, że wszystko wskazywało na to, że to ona rozdaje karty. I miała zamiar poprowadzić dobrze tę partię.
Do tej pory nie znała jego spojrzenia na całą sytuację. Nie wiedziała, że odpisał, a wysłany przez niego list nigdy nie dotarł do adresata. Podejrzewała, że znudziła go, przestała być potrzebna i traktowana w poważny sposób. Nawet nie podejrzewała czegoś tak oczywistego jak prawda. Skrzętnie skryta pomiędzy niewypowiedzianymi słowami. Zarówno z jednej jak i z drugiej strony.
- Z pytaniem? - jedna jej brew uniosła się sceptycznie ku górze, a kpiący uśmiech nie zamierzał opuszczać jej twarzy. Wyciągnęła się bardziej na zajmowanym fotelu, a swoje długie, szczupłe nogi założyła perfidnie na biurku, które stało przed nią. Słyszała charczenie w jego płucach. Jak każdy oddech sprawiał mu ból i trud. Nie chciał tego przyznać przed sobą, czy przed nią? Chciał zrobić jej na złość? To on się dusił, nie ona.
- Szukaj wiatru w polu, może się ktoś znajdzie. - dodała luźnym tonem. Może i by znalazła jakiegoś innego uzdrowiciela, który mógłby mu w tym momencie pomóc. Wcale nie obraziłaby się z tego powodu.
Obie wiemy, że kłamiesz. Nie miałabyś wtedy zabawy. stwierdziła Iva w jej głowie. Fakt, masz rację. musiała przyznać jej rację.
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2140
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyNie 13 Sty 2019 - 1:37

Chciał wyjść. Zniknąć. Myśli oscylowały wokół pojedynczego pragnienia, rozpaczliwego
nieosiągalnego?
Nie zdołał pojąć motywów; nie pojmował - drzemiącego w niej jadu - bywali zawsze przyjacielsko złośliwi, hojni w zastosowaniu ironii. Skoro żywiła nienawiść, dlaczego nie pozwalała mu odejść, skazała na obopólne męki? Chłodne spojrzenie mężczyzny nie zdradzało nic więcej poza niechęcią, poza nadzieją, która poddaje się bezwzględności więdnięcia. Nie znosił przebywania w szpitalu; wystarczającą męką było udanie się właśnie tutaj - nie miał zamiaru, w obliczu tego doświadczać mąk dodatkowych. O wiele chętniej wybrałby nieustanne cierpienie, samotne zgnicie wewnątrz własnego mieszkania. Nie był on w stanie zrozumieć Hazel, nie umiał rozgryźć drzemiących w jej umyśle motywów najpewniej, po prostu była sadystką, jak cała rzesza odzianych w biel osób, rzekomo broniących zdrowia. Nie widział jednak powodów, aby na nowo korzyć się i uzyskać łaskę - nie uczynił nic złego
odpisał
ona nie odpisała. Cholera jasna.
Milczenie - wydawało się być kolejną, unoszoną razem z pozornie sterylnym powietrzem trucizną. Nastało wkrótce po odpowiedzi kobiety - Bergmann rozważał jej słowa bez najmniejszego pośpiechu, zupełnie, jak gdyby pragnął rozważnie podjąć fundamentalną decyzję. Pieprzyć to. Choroba, w obecnej chwili sprawiała wrażenie wymysłu; nie powinien się tutaj zjawić. To był błąd. Jeden. Wielki. Błąd.
- Nic tutaj po mn… - rozpoczął, lecz w pewnej chwili tembr głosu zamarł nieżywy w gardle. Nie miał powietrza - płuca zaciekle walczyły, niczym gąbczasta para rozciągających się wojowników. Brakowało. W czysto bezwarunkowym odruchu, podparł się o najbliższy blat. Zamiast regularnego oddechu, powietrze usiłowało forsować tunele oskrzeli ze świstem; zbladł, niemal krztusząc się własną śliną. Na jego dłoniach pojawiły się sine plamy - jak wcześniej - potwornie zaczęły swędzieć, choć nie miał nawet okazji się nimi zająć - był zbyt zajęty zaczerpywaniem powietrza.
Brakowało dopowiedzenia dwóch słów:
kurwa mać.
Dlaczego - akurat teraz?

| soreczki zarażam cię w tym wątku!
Powrót do góry Go down


Diana Hazel
Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyPon 21 Sty 2019 - 17:58

To było... cholernie ciekawe doświadczenie. Widzieć, że próbuje udawać, jakby nigdy nic się nie stało, nic mu nie dolegało. I mieć świadomość, że to wszystko było bujdą. Nie mniej, nie zamierzała zakazywać mu ucieczki przed własnym strachem? Cholera wie, co to właściwie było za doświadczenie, które w tym momencie nim kierowało.
Cała sytuacja skomplikowała się w momencie, kiedy Bergmann zaczął się dusić na jej oczach. O ile była sadystyczną suką (nie bez powodu nazywana tak przez ludzi, siostrę i w zasadzie wiele istnień), tak nie zamierzała pozwolić na to, by mężczyzna skonał na jej oczach, ze strachem wymalowanym w źrenicach. Chciała jego ukarać a nie sprawić sobie kolejną traumę.
-Kurwa mać... - zerwała się z zajmowanego fotela, w kilku krokach dolatując do nauczyciela. Popchnęła go do tyłu, co sprawiło, że mężczyzna spoczął na krześle. Co prawda w niczym to nie pomogło, ale dzięki temu zabiegowi, mogła odchylić jego głowę do tyłu. To z kolei pomogło jej bardzo, bo w tym momencie mogła bez najmniejszego problemu wycelować różdżką w jego gardło. -Anapneo - powiedziała spokojnym, pozbawionym jakichkolwiek emocji głosem. W momencie, kiedy "stawała się" uzdrowicielem, była cholernie skupiona na postawionym przed nią zadaniu. Nie inaczej było i tym razem. Bez względu na to, co czuła względem tego Rudego Dupka, tak nie mogłaby przejść obojętnie wobec jego pozostawiającego wiele do życzenia stanu zdrowia.
Odprężyła się dopiero w momencie, kiedy słyszała, jak świst Bergmanna zelżał, a on sam w końcu mógł zaczerpnąć powietrze. Oparła się pośladkami o blat drewnianego biurka, wciąż przyglądając jej "pacjentowi".
-Nie mogłeś przyjść od razu? - powiedziała tonem kompletnie pozbawionym wcześniejszego sarkazmu, żalu czy ironii. Po prostu pytała, naprawdę zaintrygowana faktem, czemu nie chciał sobie ulżyć? - To, że miałeś mnie w dupie i nie odpisałeś na mój list, nie oznacza, że zostawiłabym Cię bez pomocy. - dodała po chwili, jednak tutaj nie udało jej się zachować zupełnego obiektywizmu. Tutaj słychać było już smutek. Bo kompletnie nie rozumiała, dlaczego postanowił jej unikać i w ogóle nie kontaktować po tym, jak wprost go powiadomiła, że wróciła do kraju.

Kostki: 1 i przerzut na 6
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2140
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyWto 22 Sty 2019 - 2:23

Walczył zaciekle jak zwierzę - o każdy, zaczerpywany oddech, każdą cząsteczkę - życiodajnej mieszanki, zdolną rozprężyć zobturowane płuca. Odczuwał - nieprzyjemny cień lęku, dotyk ohydnych ramion jakby zwiastuna śmierci, skrywanej tuż za zakrętem przechodzącego etapu. Wdech. Wydech. Wdech. Powietrze grzęzło, gniło wręcz w drzewie usychających oskrzeli, zapadającej się masy pod warstwą żebrowych łuków. Przez moment - zdołał zapomnieć o wszystkim, liczyła się tylko jedna, najprostsza oraz zarazem nieosiągalna z potrzeb; szczęście w nieszczęściu, niedługo później przywrócona zaklęciem Hazel. Nie bronił się, nawet, przed żadnym z jej radykalnych czynów (w normalnym stanie postąpiłby całkowicie inaczej). Wbił plecy w niezbyt wygodne oparcie krzesła.
Zgromił ją wzrokiem.
Wystarczająco upodlającym faktem było zjawienie się w tej placówce. Nienawidził szpitali; przychodził tutaj - zmuszany przez wyjątkowy ciąg sytuacji. Z początku, rzecz jasna, liczył - że dolegliwość ustąpi. Samoistnie, uleci już nieobecna, w błogą, porzucającą niepamięć.
Obecnie - atak przeminął, chociaż emocje zaczęły jak obłąkane pulsować pod jego skórą. Nie mógł wytrzymać, słysząc odmienny ton głosu. Coś właśnie pękło. (Kręgosłup nieugiętości?) Miał już po prostu dosyć tych absurdalnych zdarzeń.
- Przecież napisałem ci - odpowiedział - do cholery. - Wyjątkowo, przeciwnie do siebie - nie drwił. Spoglądał na nią lodowatością swych oczu, wbijających się intensywnym, przewiercającym wzrokiem; pozbawiony już wcześniejszego zmieszania, usposobienia zwierzyny, żądania nagłej ucieczki. Nie kłamał; o ile tylko, była obecnie w stanie uwierzyć jemu na słowo.
- Postanowiłaś milczeć - dodał. - Przestań mnie w końcu obwiniać. - Pragnął. Tylko. Spokoju. Czy to zbyt dużo - dla skosztowania dzisiaj? Nie miał ochoty trwać w jej okowach pretensji.
Czyżby - nie byli świadomi - śmiejącej się wówczas prawdy?
Powrót do góry Go down


Diana Hazel
Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptySro 30 Sty 2019 - 15:38

Nie sądziła, że tego dnia będzie musiała walczyć sama ze sobą. Z normalnym, ludzkim odruchem, zabicia innej osoby. Mogła to zrobić, dać się udusić Bergmannowi tutaj, na jej oczach, zapewne klęcząc przed nią na kolanach. Tylko że powstrzymała się przed nim. Zamiast tego wybrała pomoc niesioną na otwartych ramionach w jego kierunku. Czy słusznie? To pozostawało inną kwestią.
Nie lepiej było pozwolić mu się zabić? pytanie Ivy wybuchło w jej umyśle, zupełnie niespodziewanie. Rozważała je przez kilka chwil samotnie. Nie sądzisz, że byłoby to trochę podejrzane, że uzdrowiciel o takim stopniu wiedzy, jak mój, nie był w stanie udzielić mu pomocy? odpowiedziała siostrze w myślach. Ten fakt widać przekonał Iv, bo nie odzywała się więcej.
Zaskakujące, nie spodziewała się, że poczuje ulgę, kiedy mężczyzna zacznie oddychać normalnie, podnosić się, wracać do pełnej sprawności. Może faktycznie był jednym z tych naprawdę nielicznych ludzi w świecie, których losem się przejmowała? Istniało takie prawdopodobieństwo, jednak nie chciała rozważać go dzisiaj.
Zmarszczyła brwi słysząc te kilka słów, które wypowiedział. Nie trzymały się one kupy. Były niespójne z obrazem sytuacji, który od wielu miesięcy gnieździł się w jej głowie. Napisał? Naprawdę to zrobił? W takim razie, dlaczego nigdy nie otrzymała odpowiedzi? Może to jednak jej wina... Może ona coś pominęła, zapomniała...
Wszystko się skomplikowało. Tak blisko rozwiązania jego braku jeszcze wcześniej nie była. A jednocześnie tak daleko. Bo oto nagle wszystko w co do tej pory wierzyła, po prostu runęło w dół.
-Nigdy nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. - powiedziała cicho. Nim zdążył zareagować, bądź cokolwiek dodać, wyjęła z kieszeni fartucha paczkę papierosów i ogień. Odpaliła jednego, kompletnie nie zważając na fakt, że jest w szpitalu oraz że ma właśnie do czynienia z pacjentem, który jeszcze przed kilkoma sekundami, dusił się własnym oddechem. Zaciągnęła się mocno, wyciągając jednocześnie papierosy w jego stronę, gdyby i on chciał ulżyć skołatanym nerwom.
Nie zamierzała przepraszać. Nie była do tego stworzona. Zamiast tego, patrzyła nieodgadnionym wzrokiem na lico Bergmanna.
- Wiesz, to zaskakujące, do jakiej paradoksalnej sytuacji musi dojść, żeby wyjaśnić jakieś zawiłości. - rzuciła po chwili, z czymś na kształt uśmiechu czającego się na jej ustach. Czyżby już zapomniała? Wybaczyła wszystko? W zasadzie, nie miała co wybaczać, dlaczego nie mogłaby więc przejść obok tego do porządku dziennego?
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2140
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyNie 3 Lut 2019 - 22:55

Absurd. Miała zupełną rację, zdarzenie wynaturzało się - coraz bardziej w ich oczach. Całe szczęście, powtarzalność oddechów mężczyzny, dzięki umiejętnościom Hazel, mogła osiągnąć tak pożądaną normę. Oddychał, obecnie spokojnie; swędzące plamy, jeszcze uprzednio rozlane na bladej, powłoce skóry, zdołały - równie szczęśliwie ustąpić. Wstał, nie chcąc dłużej już okazywać słabości. Nie znosił ukazywania siebie, skutego, w okowach męczących nieustępliwie symptomów. Na jego szczęście (lub niekoniecznie), choroba, miała zwyczaj po prostu usuwać się samoistnie z drogi; należało jednakże, przeczekać kilka ataków. Przeżyć. Cóż, w przypadku - zerowej wiedzy pod względem magii leczniczej, wszystko mogło urastać do rangi przeogromnego wyzwania.
- Najwyraźniej - odpowiedział jej, identycznie, rozjaśniając oblicze w przystępującym uśmiechu; lekkim, nienatarczywym. - Napisałem, że wiesz, gdzie mnie spotkać - dodał. Mieli -  zapamiętane miejsca, miejsca, gdzie widywali się dotąd; preferowane lokale w obrębie magicznego Londynu. Najczęściej, spotykali się zresztą w Dziurawym Kotle. Niestety, nigdy nie zdołał zobaczyć Diany. Była zapracowana? Ciągle, nieustępliwie kierowała swoje kroki gdzie indziej? Zmieniła swe preferencje? Nie wnikał w istotę sprawy; list, jego zdaniem, dotarł do adresatki; los, niemniej jednak, postanowił sporządzić zupełnie inny scenariusz.
- Mogę już iść? - zapytał, niedługo później, jak zawsze pretensjonalnie. - Ozdrowiałem? - w głosie, rzecz jasna musiała pobrzmiewać drwina. Był beznadziejnym pacjentem; nie znosił szpitalnych pomieszczeń. Nie znosił szpitalnych procedur. Nie znosił całej otoczki, wiążącej się nieodzownie z chorobą, bierności - z przyczyn upośledzenia ciała. Nienawidził.
Pragnął obecnie zniknąć - na drugim końcu Londynu.

Spotkają się; jeszcze - chociaż, rzecz jasna - nie chciał przebywać dłużej w obrębie tej instytucji. Wiedziała, jak bardzo ich nienawidził.
Powrót do góry Go down


Diana Hazel
Diana Hazel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 950
  Liczba postów : 322
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyPon 25 Mar 2019 - 10:35

Dziwną satysfakcję sprawiało jej patrzenie na cierpiącego Bergmanna. To trochę chore, zważywszy na fakt, że jako uzdrowiciel, powinna robić wszystko, co w jej mocy, aby pacjenci czym prędzej dochodzili do pełni sił. Tylko że... to był Rudy Dupek. To nie był normalny pacjent jakich wielu. Sam fakt spotkania go w Mungu należał raczej do niespotykanych i nie mogła obchodzić się z nim jak z każdym innym. Standardowy wywiad tutaj się nie sprawdzał. Nie było możliwości, aby się sprawdził. Dlatego również postanowiła unikać standardowych procedur jak udawane współczucie. Przy nim nie musiała się kryć, oszukiwać samej siebie, że jest jednym z tych miłych i troskliwych uzdrowicieli.
Pamiętała o tym miejscu. Zaskakujące, ale na tyle osobowości tam się przewijających, mogli to miejsce wciąż nazwać ich miejscem. Wiedziała, że prawdopodobnie tam właśnie by mogła go odnaleźć. Tylko czemu nie chciała szukać. Zbyt dumna? Zbyt uparta, aby pozwolić sobie na odczucie samotności i chęci nawiązania jakiejkolwiek relacji międzyludzkiej? Wiele czynników składało się na jej decyzję, co z pewnością nie było proste do rozwikłania.
-Nie zaglądałam tam ostatnio. - stwierdziła spokojnie, na jego twarzy szukając jakiegokolwiek poparcia dla jej prostych słów. Zaciągnęła się ponownie mocno papierosem i beznamiętnie strzepnęła nadmiar popiołu na podłogę. Jedno chłoczyść i sprawa załatwiona, a Bergmann na pewno by jej nie wydał.
Uśmiechnęła się dosyć zadziornie w jego stronę, jakby to, co właśnie powiedział było nader komiczne w jego wykonaniu. -Mogłeś wyjść w każdej chwili, nikt Cię tu na siłę nie trzymał. - stwierdziła, przy każdym wypowiadanym słowie wypuszczając z ust niewielkie ilości dymu papierosowego. Wiedziała, że to spotkanie prawdopodobnie dobiegało właśnie końca a ona chciała zrobić jeszcze tylko jedną rzecz. W końcu, jakby na to nie patrzeć, był jej pacjentem. Nie zapomniała o tym fakcie.
Sięgnęła po kawałek pergaminu i pióro. Nabazgrała szybko kilka słów, co stanowiło nazwę eliksiru, po czym podała go Bergmannowi.
-Zażywaj przez kilka najbliższych dni, dwa razy dziennie. Powinno pomóc. W razie, gdyby wciąż coś było nie tak, wiesz, gdzie mnie szukać. - świadomie użyła w jego kierunku tych samych słów, co on do niej? Czy może to była tylko i wyłącznie przypadkowa sytuacja. Pewnym było, że nie pozostanie to rozwiązane przez najbliższy czas.
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 34
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 197,9
C. szczególne : Wysoki wzrost, olbrzymia blizna na ciele, blizny wokół ust, brak węchu i smaku, bardzo jasne, niebieskie oczy z ciemniejszą obwódką
Galeony : 322
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
  Liczba postów : 230
http://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
http://www.czarodzieje.org/t17590-harem-voralberga#497045
http://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
http://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyWto 5 Lis 2019 - 0:40

....Nienawidził tego miejsca, jak Merlina kochał.
....Ten obskurny (choć może nie aż tak bardzo jak zapamiętał) budynek doprowadzał go do gęsiej skórki i migotania przedsionków za każdym razem, kiedy go widział. A widział go ostatnim razem jakieś dwadzieścia lat temu i od tej pory jego noga w nim nie postała. Obiecał sobie, że więcej nie postanie, jednakże swoiste obietnice miały to do siebie, że ich – w przeciwieństwie do tych skierowanych do innych – nie dotrzymywał i szczerze się za to nienawidził. Z drugiej strony w takich przypadkach było to coś warte. Przecież nie zostawi jej pod drzwiami z karteczką, niczym niechciane dziecko w oknie życia i nie ucieknie. Zacisnął zęby.
....Wciąż trzymając ją na rękach i nie zgadzając się na to, że ją puści, w asyście uzdrowiciela, wszedł do środka i od razu nawet nie kierując się do recepcji ruszył w kierunku Izby Przyjęć, gdzie od razu skierowano ich w odpowiednie miejsce, do pustego pokoiku i od razu zajęto się stanem dziewczyny. ....On sam, lekko pokasłując stanął gdzieś obok pozwalając medykom na poskładanie jej do kupy. Zdawało mu się, że była już w miarę przytomna, jednakże jego zaaferowanie całą sprawą sprawiło, że utracił ten fakt w świadomości. W końcu jednak musiał wyjść, nakazywała mu to przyzwoitość i krzyki jakieś opętanej pielęgniarki.
....Nienawidził tego miejsca, chyba już o tym myślał chwilę temu.
....Przysiadł na korytarzu, na jednym z dziwnych, strasznie niewygodnych krzeseł i czując ból wciąż składających się kości, dla świętego spokoju zaczął kręcić młynki różdżką pomiędzy palcami. To go dziwnie uspokajało. Nie był w stanie nawet myśleć o tym co się wydarzyło, jego myśli nie mogły się poukładać, choć wiedział jedno – w ostateczności zmierzały do pytania, czy Swansea byli bezpieczni. Za każdym jednym razem. Ale nie miał tego jak sprawdzić.
....Miał wrażenie, że minęła wieczność. W końcu jednak mógł wejść na powrót do środka, choć dopiero wtedy, kiedy stwierdził, że jest jej nauczycielem. Podszedł do okna i oparł się o parapet, krzyżując ręce na piersi. Widząc zbliżającą się do niego pielęgniarkę, mówiącą coś o pomaganiu mu, wręcz syknął na nią z głuchym „ani mi się waż”. Rwało go jak diabli.
....Zerknął na dziewczynę: śpiącą? Nieprzytomną? Nie miał pojęcia. Powinien wracać, w końcu tu miała najlepszą opiekę, coś jednak kazało mu pozostać. Nawet nie miał siły ogarniać się z tego całego piachu, krwi i ran, ale z drugiej strony nie miał zamiaru pozwolić tego zrobić nikomu innemu. Każdą pielęgniarkę, która choćby próbowała o to zapytać, odsyłał z kwitkiem, ba! był bliski bycia wręcz agresywnym, gdy tylko wyciągnęły rękę w kierunku zakrwawionej koszulki.
....W pewnym momencie usłyszał jednak dźwięk, tak charakterystycznego stukania dziobem w okno. Odwrócił się na pięcie, aby spojrzeć na jasną płomykówkę dobijającą się do szpitala i uchylił jej okiennicę, aby wpuścić ją do środka. Zdjął z jej nóżki liścik i delikatnie posmyrał po piórach, po czym rozwinął zawiniątko, na którym zgrabnym pismem było wypisane jego nazwisko. Otworzył list i choć był zaskoczony, to jednak sprawie to zaskoczenie ukrył. Poszukał mugolskiego, atramentowego pióra w kieszeniach marynarki i nie mając przy sobie pergaminu szybko nagryzmolił kilka słów na odwrocie, aby na powrót przypiąć przesyłkę do nóżki ptaka natychmiast wylatującego za okno. Mimo wszystko się uśmiechnął. Byli bezpieczni.
....Wciąż opierając się o parapet ze splecionymi rękami na piersi, zerknął ostatni raz na Czeszkę, a później przymknął oczy, sam nie wiedząc na co czeka.


@Pandora J. Doux
Powrót do góry Go down
Online


Pandora J. Doux
Pandora J. Doux

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 161
C. szczególne : Piegi, wyraźne kości policzkowe, błędy językowe i silny akcent
Galeony : 150
  Liczba postów : 205
http://www.czarodzieje.org/t17523-pandora-jarmila-doux#491657
http://www.czarodzieje.org/t17529-czy-odwazysz-sie-otworzyc-puszke-pandory#491719
http://www.czarodzieje.org/t17528-puszka-pandory#491717
http://www.czarodzieje.org/t17524-pandora-j-doux#491653
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyWto 5 Lis 2019 - 14:25

Poczuła jak z kompletnego mroku wynurzają ją dwa silne ramiona. Ejże? Z trudem uchyliła powieki, przez ciężką kurtynę rzęs próbując dojrzeć białą czuprynę. Zamiast niej zobaczyła ciemną plamę, która stopniowo przysłoniła cały obraz, zanurzając ją ponownie w czerni. Ondřej?, pomyślała jeszcze resztkami chwilowej świadomości. Nie, przecież nie jest w Czechach.
Teraz już została tylko ona i silne poczucie obecności drugiego człowieka.
***
Musieli ją czymś znieczulić, bo obudził ją dopiero rozchodzący się po jej brzuchu ból. Chwilę zajęło jej zrozumienie gdzie się znajduje i dlaczego. Wspomnienia przychodziły powoli, a ona wpatrywała się przez ten czas w biały sufit spod połowicznie rozwartych powiek. Był to niezwykle przyjemny widok przy wrażeniu, że jeszcze chwilę wcześniej spędziło się całą wieczność w ciemności. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego ją to spotkało ani jak ktoś mógł zrobić coś takiego drugiemu człowiekowi. Nie umiała powstrzymać żalu: do siebie - że puściła wtedy rękę Krukona; do Elijaha - że jej nie znalazł; do jej oprawców - że nie dali jej szansy do walki. Łzy same cisnęły jej się do oczu, a ona pozwalała im płynąć swobodnie, tworząc na jej skroniach drobne, ciepłe nitki. Płakała bezgłośnie, przerażająco wręcz spokojnie, jakby wciąż była nieprzytomna. Myślała tylko o tym czy wyjazd z Czech nie był błędem. Spotkało ją tutaj już tak wiele przykrych sytuacji, a przecież minęły zaledwie dwa miesiące. Wyjeżdżała z myślą, że będzie miała u swojego boku Katherine, która jednak musiała wrócić tymczasowo do domu. Brakowało jej bliskości. Chciała do domu. Samotność ciążyła jej w tej chwili ze zdwojoną siłą, przez co brała coraz to płytsze i bardziej nerwowe oddechy, czując jak jej płuca trawi ogień. Ciągle powracało do niej pytanie o czystość jej krwi. Czy naprawdę przez to została pobita? Przecież nawet nie zdążyła im odpowiedzieć. Naprawdę da się ocenić stopień jej czystości na samej podstawie wyglądu? Czy naprawdę jest przez to gorsza? Sięgnęła dłonią do twarzy, aby przejechać po obolałym nosie - był cały, normalny, a przynajmniej nie odbiegał od znanej jej normy. Czy było w nim coś, co zdradzało jej mieszaną krew? Instynktowne spojrzała w stronę okna, jakby w poszukiwaniu nadziei w widoku nieba, dostrzegając jednak obok rozmazaną sylwetkę mężczyzny. Odruchowo otarła łzy wierzchem nadgarstka i z cichym syknięciem uniosła się, aby usiąść. Niewyraźny obraz wywołał u niej lęk i z trudem łapała oddech, rozpoznając krew w czerwonej plamie na białym tle. Ospale łączyła fakty. Urwane wspomnienie silnych ramion wypłynęło leniwie na wierzch, pozwalając połączyć się z postacią opartą o parapet, dzięki czemu uspokoiła się nieco.
- Ja nie mam swoich okularów - wychrypiała cicho przez suche, ściśnięte gardło. Nie potrafiła rozpoznać twarzy, nie z takiej odległości, nie pod światło. - Profesor Voralberg? - strzeliła na oślep, kierowana jedynie wzrostem nieznajomego i ogromną nadzieję, że jest to ktoś jej znany. Tak bardzo chciała mieć teraz przy sobie kogoś, kto otoczyłby ją ramieniem, zasłaniając przed przerażającym poczuciem samotności. Chciała zobaczyć Moe, Elaine czy chociażby tego wesołego chłopaka z Gryffindoru - Dżemiego Dubaja. Przede wszystkim jednak chciała mieć przy sobie Elijaha. Chciała, aby dalej jej szukał. Gdzie jesteś? Łzy znów zaczęły cisnąć się jej do oczu, jednak tym razem za wszelką cenę starała się je powstrzymać, przez co wywołała bolesne skurcze obolałego ciała. - Ja dziękuję Panu - dodała cicho, ledwo przepychając słowa przez zaciśnięte z uporu gardło. Zaczynała rozumieć, że gdyby nie mężczyzna, mogłoby się to skończyć dla niej dużo gorzej.
A przecież teraz wyglądała, jakby nic się jej nie stało, prawda?
Spojrzała w dół, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że nie ma na sobie swojej sukienki, która... była zdecydowanie zbyt krótka jak na okoliczności, które ją spotkały. Mimowolnie otuliła się ramionami, wzdrygając się na myśl, że któryś z jej oprawców mógłby zobaczyć coś więcej, bądź co gorsza - dotknąć ją w miejsca, których dotykać nie powinien. Stawiając to w takim świetle, poczuła się wręcz zadowolona, że jest prawie pewna tego, że została jedynie pobita. Rumieniec wstydu oblał jej policzki, a ona sama sięgnęła dłonią po kołdrę, aby zakryć się nią dokładniej.
- Czy Pan Profesor... Czy Pan oglądał coś czego nie powinien? - zapytała niepewnie, przyciskając kołdrę do siebie, nieświadoma, że w obcym dla niej języku zamienienie słowa "widział" na "oglądał" całkowicie zmienia sens, a przynajmniej wydźwięk pytania.
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 34
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 197,9
C. szczególne : Wysoki wzrost, olbrzymia blizna na ciele, blizny wokół ust, brak węchu i smaku, bardzo jasne, niebieskie oczy z ciemniejszą obwódką
Galeony : 322
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
  Liczba postów : 230
http://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
http://www.czarodzieje.org/t17590-harem-voralberga#497045
http://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
http://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyWto 5 Lis 2019 - 22:05

....Stał w pełnym spokoju przy parapecie, niczym posąg, opierając się o niego i zastygając w bezruchu. Zupełnie jak jakiś cichy strażnik. Przymknięte powieki sprawiały wrażenie, że śpi, jednakże nie było chyba bardziej mylnego odczucia w tym pomieszczeniu. Nawet nie drzemał. Po prostu miał zamknięte oczy, co pozwalało mu nieco uspokoić myśli i wciąż buzującą w jego środku złość, może nawet lekką dozę strachu. Czy można było powiedzieć, że medytował? Raczej nie. Przez jego umysł przemykało tyle obrazów, że przez chwilę zwątpił, że w ogóle da radę poukładać je w jedną całość, szczególnie kiedy wracały do jednej myśli i jednego obrazu za co szczerze swojego umysłu teraz nienawidził.
....Ja nie mam swoich okularów.
....Podniósł powieki przez chwilę patrząc przed siebie i dając przyzwyczaić się oczom do padającego zewsząd irytującego, choć ciepłego światła. Spojrzał w kierunku łóżka, na którym aktualnie siedziała już dziewczyna i przechylił lekko głowę na jej stwierdzenie. W istocie. Nie miała. A on nawet nie zastanawiał się nad tym czy powinna mieć, czy powinien ich szukać i czy powinien je ze sobą zabrać. Szczerze mówiąc nawet nie pamiętał, że była w ich posiadaniu. Teraz była to w zupełności nieistotna kwestia i nie miał zamiaru zaprzątać sobie nią głowy. Kupi sobie drugie. Grunt, że żyła i była w miarę cała i zdrowa. Uniósł delikatnie podbródek, kiedy go rozpoznała, a chwilę później ledwo słyszalnym głosem podziękowała mu za pomoc. Kącik jego ust delikatnie uniósł się do góry, sam nie wiedział czy z ulgi, że było z nią wszystko w porządku czy z politowania dla jej obecnego stanu. Może i fizycznie było wszystko w porządku, psychicznie jednak była bliska nerwowego załamania.  
....- Drobiazg. – mruknął, odbijając się od parapetu i podszedł bliżej łóżka, stając za jego ‘nogami’ i opierając się o metalową ramę obiema rękami. Jak żałował, że nie miał teraz swojej laski. Szczerze mówiąc jeśli chodziło o wygląd, to aktualnie on wyglądał jakby w tym wszystkim skończył gorzej – poplamiona krwią koszulka (jej? Jego? Obojga?), poharatana twarz, pełno piasku i pyłu na ubraniach, i zapewne olbrzymi siniak gdzieś w okolicy jego żeber, choć tego akurat nie dało się zauważyć.
....Patrzył na nią przez chwile, a kiedy wypowiedziała w jego kierunku kolejne słowa musiał je przez chwilę przetrawić. Kiedy dotarł do niego ich sens, zmarszczył brwi i poczuł dziwne uczucie w żołądku. Co z tymi kobietami jest nie tak?
....- Nie, akurat byłem zajęty krzywdzeniem ludzi, którzy panienkę zaatakowali, a później doprowadzeniem tu szanownej panny w jednym kawałku. Przypatrywanie się zeszło na drugi plan, panno Doux. – wycedził ironicznie przez zęby, choć na jego twarzy nie było śladu żadnej złości. Wpatrywał się w nią twardo i choć wiedział, że w jej stanie nie powinien, to jednak takie oskarżenie w jego kierunku było co najmniej ujmujące. Cóż, najwyraźniej panna Doux uderzyła się w głowę mocniej niż zakładał. Chyba zgłosi to pielęgniarce, która jak na zawołanie pojawiła się w pomieszczeniu by dać dziewczynie jeść i sprawdzić jej stan. Najwyraźniej jego również.
....- Powiedziałem. Nic mi nie jest. – warknął w kierunku uzdrowicielki przerzucając na nią swój pełen chłodu wzrok rozszerzonych ze strachu źrenic. Najwyraźniej nieświadoma zagrożenia już wyciągała łapy w jego stronę, ale w ułamku sekundy się cofnęła. Jakby go dotknęła, to wylądowałaby na ścianie. I tak miał już dosyć przebywania tutaj, nie potrzebował jeszcze problemu w postaci macających go ludzi, którym musiałby w tej sytuacji zrobić krzywdę.
....Jego spojrzenie zwróciło się po chwili na Pandorę, choć tym razem było nieco cieplejsze, jakby puścił w kompletne zapomnienie to co przed chwilą do niego powiedziała. Westchnął lekko.
....- Panno Doux będę musiał zgłosić tę sytuację dyrekcji i Pani rodzicom. – starał się, aby tembr jego głosu był w miarę przyjazny. W zasadzie zaczekał tu tylko po to, aby była świadoma tego co nastąpi dalej. Nie brzmiało to jakoś bardzo mrocznie i niespodziewanie, raczej nie będzie miała z tego powodu żadnych konsekwencji ze strony szkoły. Pytanie brzmiało, jak zareaguje jej rodzina.
Powrót do góry Go down
Online


Elijah J. Swansea
Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 596
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 948
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyCzw 7 Lis 2019 - 12:01

Nie chciał uciekać z terenu festiwalu, nie zanim profesor Voralberg odnajdzie Pandorę, dając im tym samym pewność, że dziewczynie nic się nie stało. Chciał stać tam, wytrwale, jakby był kamiennym posągiem... ale nie mógł. Éléonore chciała wracać, a on, choć protesty cisnęły mu się na wargi, przystał na to z jednego powodu – bo zostając, ryzykowałby, że coś mogłoby stać się jego siostrze, a na to nie mógł pozwolić. Pozwolił zabrać się do domu, a tam krążył od jednego do drugiego końca salonu, boleśnie świadom, że powrót na Czarodziejskie Pola nie ma najmniejszego sensu. Czekał, choć były to najdłuższe godziny od dawien dawna; cierpliwość jaką potrafił wykazać się przy fotografii poszła w całkowite zapomnienie.
Kiedy do ich domu przyleciała Agile, sowa Éléonore, podskoczył jak oparzony i natychmiast odebrał list, pędząc z nim do siostry, by ta jak najszybciej przeczytała wiadomość. Czekał na dobre nowiny, ale tych miał się wcale nie doczekać. Kiedy tylko dowiedział się, że Pandora znajduje się w szpitalu, bez zastanowienia, tak jak stał, deportował się do szpitala św. Munga.

Będąc na miejscu, napotkał jedną przeszkodę – nie był rodziną pacjentki, wobec czego nie chciano wpuścić go w odwiedziny do świeżej pacjentki. Rozglądał się za Jerrym, który mógłby go jakoś wpuścić, ale chłopaka jak na złość nie było akurat w zasięgu wzroku. W końcu, zirytowany tym, że traci tutaj czas, powiedział głośne i pełne przekonania:
Na litość Merlina, jestem jej narzeczonym! Proszę mnie wpuścić. – I choć sam nie bardzo potrafił w to uwierzyć, jakimś cudem przekonało to kobietę, która, choć niechętnie, wskazała mu odpowiednią salę. Choć starał się zachowywać cicho, do pomieszczenia wpadł jak burza, gorączkowo rozglądając się i blednąc, gdy zobaczył ją w szpitalnym łóżku. Co innego wiedzieć o czymś, a co innego zobaczyć to na własne oczy.
Pandora... – jej imię w jego ustach pokryte było chrypką i grubą warstwą wyrzutów sumienia. Profesora Voralberga zauważył w drugiej kolejności i zdawał się być zaskoczony jego widokiem. Cóż, na pewno zaskoczył go stan w jakim znajdował się mężczyzna. – Panie Profesorze. – dodał z towarzyszącym temu skinieniem głowy. Nie chciał zignorować obecności mężczyzny, a jednocześnie niezręcznie było mu go witać zwykłym „dzień dobry”, kiedy już się dziś widzieli. Stanął przy boku łóżka, patrząc na Pandorę z troską – Jak się czujesz? – zapytał, starając się by jego głos się nie łamał. Miał jej tyle do powiedzenia, ale obecność nauczyciela powstrzymywała go przed wylewnością – również w gestach.
Mam u Pana ogromny dług wdzięczności – zwrócił się do mężczyzny, odrywając wzrok od dziewczyny i próbując pochwycić jego spojrzenie. Starał się nie gapić na poharataną twarz, ale i tak nieznacznie zmarszczył brwi. – I najwyraźniej jestem winien przeprosiny. Może i Pan powinien skorzystać z pomocy uzdrowicieli? – zasugerował delikatnie, nie wiedząc dlaczego Voralberg nie miał jeszcze zaleczonych ran. Chciał zapytać co tam się wydarzyło, ale uznał, że lepiej nie poruszać tego tematu przy Pandorze.
Powrót do góry Go down
Online


Pandora J. Doux
Pandora J. Doux

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 161
C. szczególne : Piegi, wyraźne kości policzkowe, błędy językowe i silny akcent
Galeony : 150
  Liczba postów : 205
http://www.czarodzieje.org/t17523-pandora-jarmila-doux#491657
http://www.czarodzieje.org/t17529-czy-odwazysz-sie-otworzyc-puszke-pandory#491719
http://www.czarodzieje.org/t17528-puszka-pandory#491717
http://www.czarodzieje.org/t17524-pandora-j-doux#491653
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyCzw 7 Lis 2019 - 14:55

Przez wyszukane słowa nie do końca zrozumiała jego wypowiedź, jednak wyłapała ogólny sens, więc rozluźniła się nieco, uśmiechając się przepraszająco za swoje oskarżania. Wciąż czuła bolesny ścisk w żołądku, mając pełno ciemnych plam w pamięci. Nieważne co się działo, wolałaby wiedzieć. Wtedy mogłaby chociaż próbować zrozumieć.
Cicho ale gwałtownie zaciągnęła się powietrzem z szoku, gdy mężczyzna podszedł bliżej, a niewyraźna dotąd twarz  ujawniła się wraz z odniesionymi ranami. Odruchowo przyłożyła drżące palce do ust, czując jak słowa utknęły jej gdzieś boleśnie wraz z powietrzem w płucach. Czy w takim stanie przynieśli ją do szpitala? A może jej stan był gorszy, skoro to ona leży w łóżku, a profesor stoi jakby nic się nie stało? A może po prostu była tak słaba, że przy byle obrażeniach straciła przytomność, a Voralberg mimo cięższych ran stał niczym głaz, niewzruszony bólem? Nie dane jej jednak było zapytać o cokolwiek, bo w tej samej chwili do sali weszła pielęgniarka, na której pojawienie się Pandora zareagowała nerwowym wzdrygnięciem się. Widząc jego nieprzyjemną reakcję na zainteresowanie kobiety, skuliła się nieco w sobie, nie chcąc wypytywać się o jego stan. Przytłoczyła ją fala poczucia winy, że może by nie był w takim stanie, gdyby ją tam po prostu zostawił. Była tylko uczennicą, więc zamilkła, nie czując, że ma jakiekolwiek prawo go pouczać, co do przyjęcia profesjonalnej pomocy. Jest dorosły, wie co robi. Spojrzała na niego z szacunkiem, czując, że mimo surowego zachowania, czuje się teraz w jego towarzystwie zdecydowanie lepiej i była mu naprawdę wdzięczna, że nie zostawił jej tutaj samej. Prawdopodobnie gdyby nie wybił jej z negatywnych myśli swoją obecnością, to stopniowo zatopiłaby się w płaczu i lęku, nie mogąc się uspokoić. Podziękowała cicho pielęgniarce za jedzenie, zapewniając ją, że wszystko z nią w porządku. Pomyślała, że miała naprawdę duże szczęście, że profesor ją znalazł zanim nie zaczęły padać kolejne zaklęcia. Czy jej oprawcy chcieli dodatkowo upokorzyć jej "brudną" krew, krzywdząc ją "po mugolsku"? - Ja dziękuję Panu, że przy mnie został - wydusiła w końcu, przyglądając się przyniesionemu jej talerzowi, po czym odłożyła go z nietkniętym jedzeniem na stolik przy łóżku, czując rozchodzący się po ciele ból przy skręcie ciała. Nie potrafiła zebrać myśli na tyle, aby wiedzieć, jak powinna wyrazić swoją wdzięczność, więc tylko spojrzała na niego zmartwiona, jednocześnie lekko mrużąc oczy, aby ułatwić sobie skupienie wzroku. Słysząc informację o zgłoszeniu tej sytuacji poczuła bolesne ukłucie lęku w klatce. Ale... właściwie dlaczego? Przecież jeszcze przed chwilą sama chciała wrócić do domu, a mama na pewno będzie próbowała ją do tego przekonać. A jednak nie chciała wracać już na stałe. Nawet jeśli, to byłaby jej własna decyzja, a nie jej rodziców. Nie chciała dopuścić do sytuacji, że ktoś podejmie tą decyzję w jej imieniu. - Czy mógłby Pan... - zaczęła, ale nie potrafiła odnaleźć odpowiednich słów po angielsku, zdecydowanie nie w swoim obecnym stanie. - Ja bym prosiła, że Pan da do rozumienia rodzicom, że ja w samym Hogwarcie jestem bezpieczna - powiedziała powoli, zaciskając delikatnie palce na szorstkiej kołdrze i zdecydowanie wzmacniając ten chwyt, gdy znów wzdrygnęła się na gwałtowne wtargnięcie do sali. Odwróciła głowę w stronę drzwi i choć nie od razu go rozpoznała, to nadzieja podsunęła jej tę myśl błyskawicznie, gdy tylko ujrzała znajomą sylwetkę. Znalazł mnie, pomyślała, a jaj broda zadrgała żałośnie, wyginając przy tym usta w małą podkówkę, gdy tylko usłyszała jego przejęty głos. Przełknęła cicho ślinę, powstrzymując napływające łzy, nie chcąc rozpłakać się przed nauczycielem.
- Dobrze - odpowiedziała zaciśniętym gardłem, kiwając przy tym głową z delikatnym uśmiechem. Zdecydowanie nie czuła się dobrze, ale przecież nie miała żadnych widocznych ran, ani nawet brudu czy krwi, które zdradzałyby przez co przeszła. A może pozostał jakiś ślad na jej twarzy, którego nie odnalazła opuszkami palców? Mimo wszystko czuła, że nie ma prawa narzekać, zwłaszcza gdy obok stoi Voralberg w zdecydowanie gorszym stanie. - Jak gdyby nic się nie stało - dodała ciszej, chcąc przekonać tym samą siebie, jednocześnie wsuwając drobną dłoń w dłoń Elijaha i zaciskając delikatnie palce wokół jego kciuka. Żałowała, że puściła go chociaż na moment. Gdyby tego nie zrobiła, wszystko potoczyłoby się inaczej. Była tego pewna. Dopiero przez ciepło jego dłoni poczuła, że wszystko wraca do normy, a jej oddech stał się znów głębszy, bardziej miarowy.
Poczuła się bezpieczna.
Powrót do góry Go down


Alexander D. Voralberg
Alexander D. Voralberg

Nauczyciel
Wiek : 34
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 197,9
C. szczególne : Wysoki wzrost, olbrzymia blizna na ciele, blizny wokół ust, brak węchu i smaku, bardzo jasne, niebieskie oczy z ciemniejszą obwódką
Galeony : 322
Dodatkowo : Bezróżdżkowość
  Liczba postów : 230
http://www.czarodzieje.org/t17470-alexander-d-voralberg
http://www.czarodzieje.org/t17590-harem-voralberga#497045
http://www.czarodzieje.org/t17584-poczta-alexandra#493071
http://www.czarodzieje.org/t17573-alexander-d-voralberg
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyPią 8 Lis 2019 - 16:02

....Nie wzruszyło go jej zachowanie dotyczące jego aktualnego wyglądu, choć musiał przyznać sobie w duchu, że mógł się trochę ogarnąć zanim się ocknęła. Nie dość, że nie doszłoby do takiego szoku z jej strony i wielu nieprzyjemnych myśli, to może pielęgniarki dałyby mu w końcu spokój z ciągłymi zapytaniami o to jak się czuje i czy nie chce ich profesjonalnej pomocy. W istocie nie chciało mu się tego robić, bo po tym wszystkim był obolały, nie mówiąc już o tym, że cholernie zmęczony i jedyne o czym marzył to położyć się do łóżka.
....Podążył wzrokiem za jej dłonią i uniósł do góry jeden z kącików ust w delikatnym uśmiechu, jakby zdawał się mówić, że spodziewał się takiej reakcji. No tak, przecież nie na co dzień widzi się swojego nauczyciela w takim stanie, choć miał wrażenie, że wszyscy naprawdę przesadzają, jeśli chodzi o to jak w istocie się czuł i jak wyglądał. Koniec końców kiwnął jedynie głową na jej podziękowanie, a kiedy wytoczyła w jego kierunku prośbę, jeszcze przez chwilę na nią patrzył po czym wyprostował się i przetarł twarz dłonią zastanawiając się nad jej słowami.
....Spojrzał na zabrudzone krwią i piachem palce. Może faktycznie wyglądał aż tak źle jak wszyscy oceniali. Był bliski prychnięcia. Podpadł się rękami pod biodra i skierował na nią swoje jasnoniebieskie oczy.
....- Mogę na to przystać. – stwierdził koniec końców, choć na usta cisnęły mu się nieco inne słowa, może wprowadzające nieco wątpliwości i niepotrzebnego harmideru, stąd po prostu z nich zrezygnował.
....Nagłe skierowanie głowy w kierunku drzwi było zwiastunem tego, że ktoś się w nich za chwilę pojawi. Cóż, brak węchu i smaku musiały mieć swoją rekompensatę stąd miał po prostu lepszy słuch, ba! śmiał nawet twierdzić, że słyszał słowa Krukona rzucone w kierunku pielęgniarki bądź innego pracownika tego cholernego szpitala. Uniósł do góry obie brwi, kiedy do pomieszczenia niczym błyskawica wparował pan Swansea i był bliski uśmiechnięcia się - kiedy zobaczył z jaką troską spojrzał w kierunku dziewczyny - jednakże jego twarz pozostała kompletnie niewzruszona. Splótł ręce na piersi, a kiedy chłopak skinął w jego kierunku głową, uprzejmie zrobił to samo. Przerażało go, jak bardzo był podobny do swoich sióstr. No tak, klan łabędzi, przynieście chleba.
....Nie wiedział co ma ze sobą zrobić. Scena, która się przed nim rozgrywała ocierała się o swego rodzaju intymność, a on na pewno nie chciał być tego świadkiem. Zresztą, miał wrażenie, że przyszedł czas kiedy był tu całkowicie zbędny. Odwrócił wzrok na okno, choć już po chwili skierował go ponownie na Elijaha, który – ku jego zaskoczeniu – zwracał się do niego z długami, przeprosinami i… dobrymi radami.
....- Nie jesteś mi nic winien chłopaku i nie masz żadnego długu. – dlaczego zawsze wszyscy rozmawiali o wdzięczności, zupełnie jakby nic nie można było zrobić bezinteresownie, zgodnie ze swoim sumieniem i obowiązkiem. Podszedł do niego bliżej i wyrównał się z nim na długości ramion, z tym, że zwrócony był – w przeciwieństwie do Elijaha w stronę drzwi. – Nic mi nie będzie. – ile razy jeszcze będzie to musiał dzisiaj powtarzać? Barwa jego głosu zmieniała się zaskakująco szybko, od zwyczajnej, przez roztaczającą dziwną groźbę, poprzez dużo cieplejszą, która dopiero nadchodziła.
....- Zajmij się nią. – rzucił, patrząc mu w oczy, jakby chciał powiedzieć, że nie jest z nią dobrze, ale nie na głos, bo jakby nie patrzeć była tuż obok. – Dopilnuję żeby nikt Cię stąd nie wyrzucił Elijah. – dodał, zniżając głos z nawiązką do jego wypowiedzi w kierunku pielęgniarki. Kto wie, co przyjdzie temu choremu personelowi do głowy.
....A później kiwnął im głową i skierował się do drzwi, wychodząc.
....O jak żałował, że nie miał ze sobą podpory w postaci hebanowej laski. [zt]
Powrót do góry Go down
Online


Vanja A. I. Northug
Vanja A. I. Northug

Nauczyciel
Wiek : 28
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 157cm
C. szczególne : Silny Szwedzki akcent, bardzo młody wygląd
Galeony : 455
Dodatkowo : Hipnotyzerka
  Liczba postów : 85
http://www.czarodzieje.org/t17665-vanja-a-i-northug
http://www.czarodzieje.org/t17689-vanja#497326
http://www.czarodzieje.org/t17691-poczta-vanji-northug#497363
http://www.czarodzieje.org/t17657-vanja-northug#496463
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptySob 9 Lis 2019 - 20:57

Po festiwalu

Dziwne, jak czas może zmienić swoje znaczenie, bez konkretnej przyczyny. Godziny mogły zamieniać się w sekundy, a minuty trwać wieczność. Szczególnie gdy miało się styczność z bardzo dobrymi, bądź bardzo złymi zdarzeniami. Na nieszczęście Vanji, tym razem, chodziło o te złe przeżycia. Wciąż zastanawiała się w duchu, dlaczego właściwie zdecydowała się iść na ten beznadziejny festiwal. Gdyby tylko mogła przewidzieć to, jak on się skończy, nawet nie brałaby pod uwagę pojawienia się na nim. Nigdy nie cieszyło ją towarzystwo pijanego bądź rozentuzjazmowanego tłumu. Tutaj miała styczność zarówno z jednym jak i drugim. Mieszkanka, która z góry była skazana na niepowodzenie. W takim tłumie zawsze musiało wydarzyć się coś złego. Po prostu nie było innej opcji. Pech chciał, że tym razem to właśnie Szwedka padła ofiarom wydarzeń, na które w ogóle nie miała wpływu.
Ktoś, kto teleportował ją do Świętego Munga nawet nie zawrócił sobie głowy czymś tak prozaicznym, jak upewnienie się, że kobieta uzyska fachową pomoc medyczną. Prawdopodobnie założył, że skoro znalazła się już w szpitalu, to wszystko skończy się dobrze. Teoretycznie założenie to nie było bezpodstawne. Praktycznie wyglądało to trochę inaczej. Minęło naprawdę dużo czasu (wtedy Vanja powiedziałaby, że wręcz cała wieczność) nim ktokolwiek zainteresował się małą kobietą, bardziej wyglądającą jak przestraszone dziecko, która naprawdę potrzebowała pomocy. Wyglądała bardzo źle, a gdyby nie jej ewakuacja z tamtego miejsca, mogłoby to wszystko skończyć się jeszcze gorzej. Zakrzepła krew zdobiła jej twarz po tym, jak wcześniej leniwie sączyła się z nosa. Na szczęście nie został on złamany, czego nie mogła powiedzieć już o lewej nodze. Sterczała pod bardzo dziwnym kątem i Vanja w tym momencie w ogóle nie miała z niej żadnego pożytku. Mogła tylko siedzieć na krześle i czekać na jakiś cud. Który uparcie się nie pojawiał.
W końcu ktoś zauważył ją i podszedł, aby zapytać, co się stało. Po krotce opowiedziała o zdarzeniu, choć samo spojrzenie na jej wygląd mogło wszystko wyjaśnić. Na szczęście uzdrowiciel, który się nią zajął szybko naprawił wszystkie szkody, jakich dokonano w jej organizmie. Po niedługim czasie mogła opuścić szpital o własnych siłach. Miała nadzieję, że na długo nie zawita ponownie w tej placówce.

/Zt.
Powrót do góry Go down


Melusine O. Pennifold
Melusine O. Pennifold

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 90%
C. szczególne : turban na głowie, piegi na twarzy, płynne ruchy, zwiewne ubrania;
Galeony : 263
  Liczba postów : 392
http://www.czarodzieje.org/t15444-meluisne-pennifold
http://www.czarodzieje.org/t15452-meluzyna#414962
http://www.czarodzieje.org/t15473-meluzyna#415677
http://www.czarodzieje.org/t15446-meluisne-pennifold#414814
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyNie 10 Lis 2019 - 18:38

Wzdycham ciężko patrząc na promienie słoneczne, powoli wypełzujące już do sali. Musi świtać. Mój nierówny sen przerywany był przez każde, nawet najmniejsze chrząknięcie innych w sali. Nie potrafię spać w takich miejscach jak to. Wciąż rozmyślam o tym co się wydarzyło. Jak przybywam do szpitala i wypytuję się o wszystkich moich znajomych, których tam widziałam. Czuję okropny smak setki eliksirów wlewanych we mnie i jeszcze gorsze uczucie naprawianie obrażeń, których się nabawiłam. Myślę o moich rodzicach, którzy pojawiają się późnym wieczorem, ojcu który wraca jeszcze raz, by przynieść mi koniecznie rzeczy, chociaż powtarzam, że nie jest to potrzebne, niedługo wychodzę. Jak z trudem odsyłają go z powrotem do domu, żebym mogła odpocząć. Odpocząć. Jak można tutaj odpocząć. Nierówny sen, kołujący zapach eliksirów i ran, jęczący ludzie. To przypominanie o nieuchronności śmierci, a nie jakakolwiek chwila spokoju.
Leżę zasypiam i budzę się na zmianę, a od kiedy zaczyna być odrobinę jaśniej, nie mogę już zmrużyć oka. Podnoszę się z łóżka, krzywiąc się niepomiernie, z lekkim sykiem dotykam stopami zimnej posadzki, w poszukiwaniu moich wygodnych, ciepłych kapci. Od razu myślę o tysiącach chorób, które właśnie złapałam, dotykając gołą skórą podłogi. Z ociąganiem wyruszam w stronę toalety, gdzie ledwo poznaję się w lustrze. Spierzchnięte usta, blada jak na mnie cera, piegi, które wyglądają nie zdrowo i radośnie jak zwykle, włosy bez swojego zwykłego nakrycia, które związuje w wysoki kucyk. Na dodatek mój ojciec niefortunnie przywiózł mi bardzo nieodpowiednią piżamę. Zamiast jednej z moich normalnych, dostałam swoją starą, lekko kusą, białą, puchatą w pływające syrenki, obecnie drzemiące sobie na materiale. Ale to nic w porównaniu do siniaka pod moim okiem. Dotykam go z niepokojem. Jedyna pamiątka, z którą mam stąd wyjść według uzdrowicieli, która będzie potrzebować trochę czasu.
Mam w planach wrócić spokojnie do łóżka i walczyć ze snem. Ale korytarz jest pusty, a ja wcześniej zapytałam się gdzie leży Gunnar. Chcę tylko sprawdzić, czy wszystko z nim w porządku. Z niesamowitą sprawnością ciapię się do odpowiedniej sali i ignorując cmokającego na mnie, niezadowolonego z mojego przyjścia pacjenta, szybko odnajduję odpowiednie łóżko. Śpisz. Siadam na jego skraju delikatnie i ze zmartwieniem patrzę na Ciebie, szukając oznak bólu. Wciąż widzę rozgniewane spojrzenie pana, którego obudziłam, który znowu chrząka. Wtedy jeszcze delikatniej niż siadam, kulę się obok Ciebie na łóżku. Moje włosy rozsypują się obok Twojego ramienia. Jestem zmęczona tą wędrówką i za chwilę wrócę do siebie, bo wydajesz się spać twardo, nie tak niespokojnie jak ja i z pewnością jesteś bezpieczny.
Ależ jesteś irytujący i nieprzyjemny. Bardzo mnie denerwowałeś na koncercie, powiedziałabym, że dobrze Ci tak, to na pewno kara za Twoje niedocenianie mojej osoby. Wkładam dłoń w twoją otwartą rękę, leżącą wzdłuż ciała, równocześnie podglądając czy się przypadkiem nie budzisz. Myślę, że byłbyś wściekły na moją poufałość, w ten sposób Cię obecnie odbieram. Ale jesteś dalej jedyną osobą, przy której czuję się spokojniejsza w tym okropnym miejscu. Do czego to dochodzi. Dlatego postanawiam jeszcze chwilkę poleżeć i sobie pójść. Tylko, żeby odzyskać równowagę. Tylko na sekundę.
Albo nawet jeszcze mniej.
Moje oczy same się zamykają. A ja zapadam w spokojny sen.
Powrót do góry Go down
Online


Lazar Grigoryev
Lazar Grigoryev

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 182cm
C. szczególne : Tatuaże, kolczyk w języku, przekłute uszy, silny rosyjski akcent
Galeony : 28
  Liczba postów : 84
http://www.czarodzieje.org/t17721-lazar-arseni-grigoryev
http://www.czarodzieje.org/t17724-lazur#498429
http://www.czarodzieje.org/t17739-lazar-grigoryev#499191
http://www.czarodzieje.org/t17722-lazar-grigoryev#498407
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyPon 11 Lis 2019 - 19:15

Jak się tu znalazł? Co się z nim działo?
Chciałby to wiedzieć.
Pamiętał ból, dużo bólu; wpierw zaledwie kałużę, potem sadzawkę, a na koniec całe morze pulsującego cierpienia, w którym tonął, nie potrafiąc znaleźć nawet brzytwy, której mógłby się złapać. A może to po prostu była krew, która wypływała z rozkwaszonej wargi i rozbitego nosa, utrudniając oddychanie i sprawiając, że nieustannie ją połykał, choć tak bardzo brzydził go jej smak? Stracił chyba przytomność, bo nie pamiętał nawet w jaki sposób nabawił się kilku niezbyt głębokich rozcięć. To zaklęcia, czy ktoś miał nóż?
Leżał w szpitalnym łóżku, wpatrując się w okno. Niewiele rozumiał z medycznej gadki lekarzy, a nikt nie pokusił się o znalezienie kogoś, kto porozmawiałby z nim w ojczystym języku. Bał się, pierwszy raz od dawna – tak nap,rawdę, do szpiku kości. Te zamieszki były jednorazowe, czy to narastający problem, w serce którego wpakował się głupim pomysłem wymiany? Czy był już bezpieczny, czy po wyjściu ze szpitala powinien obawiać się o siebie? I przede wszystkim… czy każą mu zapłacić za pobyt w szpitalu? Ostatnia obawa mogła wydawać się błaha, głupia i przyziemna, ale naprawdę się tym martwił – nie było go stać na podobne wybryki i jeśli szkoła mu nie pomoże, znajdzie się w tarapatach. Może powinien zacząć pracę w jakimś barze? Coraz lepiej znał Hogsmeade i zaczynał poznawać Londyn, a uczelnia nie zajmowała całego jego czasu. Miał stypendium, ale gdyby zarobił więcej, mógłby wysyłać mamie większe sumy. Może mógłby wysłać ją na odwyk?
Z zamyślenia wyrwał go dźwięk otwieranych drzwi i kroki. Lekarz? Nie, ktoś przyszedł w odwiedziny do jego sąsiada z sali. Przymknął powieki; do niego nikt nie przyjdzie, bo i kto miałby o nim pomyśleć? Doubravka, jeśli w ogóle zdołała uciec, nie mogła sama opuścić szkoły, zwłaszcza teraz.
Nie pamiętał kiedy ostatnio czuł się tak bardzo samotny.
W końcu go poskładali – trzeba przyznać, że tutejsi uzdrowiciele posiadali dużą wiedzę oraz doświadczenie. Zaleczyli jego rany w taki sposób, że nie pozostał po nich ślad. Posklejali kości, wyhodowali mu nowego zęba, bo, jak się okazało, stracił go w pewnym momencie. Kiedy po kilku dniach stąd wychodził, wyglądał jakby nic nigdy się nie wydarzyło.
Tylko strach pozostał, trawiąc go od wewnątrz i jak zgaga sięgając samego gardła.

| z/t
Powrót do góry Go down


Elijah J. Swansea
Elijah J. Swansea

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 185 cm
C. szczególne : znamię na karku, na które nie działa metamorfomagia; okulary do czytania
Galeony : 596
Dodatkowo : metamorfomagia, kapitan drużyny Krukonów
  Liczba postów : 948
http://www.czarodzieje.org/t16927-elijah-julian-swansea#471679
http://www.czarodzieje.org/t16933-elijah-j-swansea#471795
http://www.czarodzieje.org/t16932-jeczybula#471794
http://www.czarodzieje.org/t16919-elijah-j-swansea
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyPon 11 Lis 2019 - 23:34

Nie mógł znieść jej smutnej miny, która w całej tej szpitalnej otoczce jeszcze bardziej chwytała go za serce. I on przełknął ślinę, cudem powstrzymując się przed tym, by nie dopaść do niej i nie zamknąć ją w niemalże miażdżących objęciach – uścisku tak mocnym, by zrozumiała, że nigdy więcej nie zamierza jej tak zostawić. Zacisnął palce na jej ręce, która tak szybko odnalazła doń drogę i przykrył ją dodatkowo drugą, gorączkowo gładząc jej wierzch, jakby musiał się upewnić, że na pewno tutaj jest i to w dodatku zupełnie cała, nawet jeśli nie w pełni zdrowa. Zmarszczył brwi, spoglądając na profesora, przyglądając mu się trochę zbyt długo, aby nie było to natrętne i oczywiste. Może zastanawiałby się co takiego robił z jego siostrą i skąd ta wiedziała jak ma na imię, ale w obecnej sytuacji nie tylko się nad tym nie zastanawiał, a wręcz zupełnie uleciało to z jego pamięci, z której swoją drogą nigdy nie słynął. Wyczuł zmianę w tonie jego głosu i nieznacznie spiął się, zaciskając mocniej palce na dłoni Pandory, ale zaraz wziął głębszy wdech, bo i sam Voralberg najwyraźniej odpuścił. Cóż, najwyraźniej nie lubił tematu szpitali, albo wyjątkowo drażniło go kiedy ktoś próbował okazać mu troskę. Fakt warty zapamiętania. Skinął głową i uśmiechnął się do niego blado w geście podzięki.
Dziękuję, za wszystko – dopowiedział, kiedy ten już wychodził, a gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, bez pytania usiadł na szpitalnym łóżku zajmowanym przez dziewczynę i skłonił głowę ku jej dłoni, wpierw obsypując ją całym gradem pocałunków, a potem z przymkniętymi powiekami na moment przytulając do niej ciepły policzek. Po tej dawce niespodziewanej – również dla niego – czułości, spojrzał jej w końcu prosto w oczy.
Przepraszam. Tak bardzo mi przykro. Nawet nie próbuj mówić, że to nie moja wina, obiecałem, że będę Cię pilnował. Nigdy sobie tego nie wybaczę. – ostatnie słowa wypowiedział ciszej, słabiej. Wziął głęboki wdech i wyciągnął rękę, by założyć za jej ucho kilka złocistorudych kosmyków. – Umierałem ze strachu, że profesor nie da rady Cię znaleźć. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co przeżyłaś.
Niebieskie tęczówki wpatrywały się w nią intensywnie, błyszcząc gromadzącą się w nich nie wiadomo skąd i czemu wilgocią. Nie płakał, ale, na Merlina, był przerażony, wściekły i wzruszony jednocześnie. Był kłębkiem silnych emocji, których cudem nie wyrażał niepohamowaną metamorfomagią.
Powrót do góry Go down
Online


Pandora J. Doux
Pandora J. Doux

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 25%
Wzrost : 161
C. szczególne : Piegi, wyraźne kości policzkowe, błędy językowe i silny akcent
Galeony : 150
  Liczba postów : 205
http://www.czarodzieje.org/t17523-pandora-jarmila-doux#491657
http://www.czarodzieje.org/t17529-czy-odwazysz-sie-otworzyc-puszke-pandory#491719
http://www.czarodzieje.org/t17528-puszka-pandory#491717
http://www.czarodzieje.org/t17524-pandora-j-doux#491653
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyWto 12 Lis 2019 - 16:03

Przymknęła na chwilę powieki, po części chcąc odciąć się od napiętej wymiany zdań stojących przy jej łóżku mężczyzn, a po części z faktu, że od niewyraźnego obrazu rozbolała ją głowa. Zmarszczyła delikatnie brwi, nie wiedząc co miały oznaczać słowa "zajmij się nią". Przecież wszystko już było dobrze, prawda? Wystarczyło wypisać się i wrócić do Hogwartu. Faktycznie nie chciała zostawać sama, ale... czy aż tak było to wypisane na jej twarzy? Otworzyła powoli oczy, mrużąc je, aby odprowadzić profesora wzrokiem do drzwi.
- Ja też dziękuję Panu - powiedziała cicho, powtarzając po raz kolejny swoje podziękowanie, mając nadzieję, że mężczyzna zdąży ją jeszcze usłyszeć, po czym uśmiechnęła się ciepło do Elijaha, chcąc dać mu do zrozumienia, że naprawdę nic takiego jej się nie stało. Otwierała już nawet usta, aby to powiedzieć, jednak w tej samej chwili Krukon złożył na jej skórze pierwszy z wielu pocałunków, a ona zamarła z lekko rozchylonymi ustami, czując jak jej policzki powlekają się rumieńcem. Widząc jego reakcję zrobiło jej się wstyd, że chociaż przez chwilę mogła pomyśleć, że przestał jej szukać i chociaż nie była to dobra chwila na takie przemyślenia - zorientowała się, że nie ma na sobie makijażu, przez co dodatkowo speszyła się pod wpływem jego spojrzenia i tak polubionego przez nią gestu zakładania kosmyka za ucho. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, jednak wzruszenie odebrało jej mowę, więc tylko poruszyła żałośnie brwiami, aby znów połączyć swoje wargi i przymknąć powieki. Pochyliła się w jego stronę, przekręcając się nieco, aby oprzeć głowę na jego torsie. Potrzebowała bliskości, poczucia bezpieczeństwa i akceptacji. Nie potrafił sobie wyobrazić co przeżyła. Na krótką chwilę wydało jej się to nawet zabawne, bo ona też nie potrafiła ogarnąć tego rozumem. Nie pamiętała zbyt wiele, a to co pamiętała, wydawało jej się zbyt nielogiczne, brutalne, zwierzęce.  - Ja zgubiłam okulary - odpowiedziała mu ściśniętym głosem, jakby to miało wyjaśniać całą tą sytuację. Gdy nie było już profesora, nie czuła już presji, aby powstrzymać łzy, więc dopiero teraz mogły popłynąć swobodnie, wsiąkając powoli w koszulkę Elijaha. - Dlatego ja nie mogłam Ciebie znaleźć - dodała ciszej, chcąc zdjąć z jego barków odpowiedzialność, jednocześnie wolną dłoń wsuwając między swój policzek a ciało chłopaka, aby uchronić jego ubranie od dalszego zwilgotnienia. Wahała się przez chwilę czy powinna mówić dalej, jednak w przypływie zaufania do swojego rycerza, chciała po prostu z kimś się tym podzielić, byle nie być z tymi myślami sama. Nie miała w Hogwarcie nikogo innego. - Ejże... oni się pytali o moją krew... - szepnęła ledwie słyszalnie, chowając twarz przed jego spojrzeniem, a jej pierś unosiła się gwałtownie od prób powstrzymania napływających łez. Nadzieja, że Elijah jako miłośnik mugolskiego świata, nie będzie miał staromodnego podejścia co do jej pochodzenia, była silniejsza, niż strach przed świadomością, że on sam nigdy tak naprawdę nie zrozumie tego, jak upokorzona się teraz czuje.
Powrót do góry Go down


Nessa M. Lanceley
Nessa M. Lanceley

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 157
C. szczególne : drobna budowa ciała, burza rudych włosów
Galeony : 467
Dodatkowo : Fabularny Prefekt Naczelny
  Liczba postów : 1586
http://www.czarodzieje.org/t15974-nessa-m-lanceley
http://www.czarodzieje.org/t15977-czerwone-nici-nessy#434024
http://www.czarodzieje.org/t15976-freya-i-korespondencja-dla-panny-lanceley#434018
http://www.czarodzieje.org/t15975-nessa-m-lanceley#433995
Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 EmptyWto 12 Lis 2019 - 19:30

/Po festiwalu

Miała wrażenie, że coś się stało. Coś ją ominęło i myśl ta przeradzała się w prawdziwą udrękę, nabierała kształtów piekielnych macek, które goniły ją gdzieś przez ciemny, zimny las. Właściwie nie wiedziała, co się działo z nią działo, ani też gdzie była. Utrata przytomności na festiwalu spowodowana była narastającym bólem i zmęczeniem, poddaniem się przykrej świadomości. Ucieczką od rzeczywistości. Nic więc dziwnego, że sen toczący się w jej głowie był nad wyraz brutalny, prawdziwy. Koszmar wlókł się niemiłosiernie, a Lance nie mogła znaleźć drogi na pokonanie własnych lęków. Każdy ruch kończył się fiaskiem, wrodzona zwinność przepadła, zostawiając miejsce niezdarności.
Poruszyła leniwie palcami, mrużąc oczy. Ulga. Z wolna zaczęły dochodzić do niej dźwięki otaczającego jej świata, intensywne zapachy szpitala. Czuła przeraźliwy ból w całym ciele, zwłaszcza w brzuchu i okolicy nerek. Nie miała siły usiąść ani się podnieść, więc gdy tylko otworzyła oczy, rozejrzała się dookoła z rozkojarzoną miną. Sala. Białe ściany, medycy, pełno rozmów dookoła. Nie mogła skojarzyć, dlaczego właściwie znalazła się w szpitalu, jednak obrazy z festiwalu wolno zaczęły wracać. Dobra zabawa, muzyka, piwo, Matthew, a potem ta banda prostaków, która wzięła ją za szlamę. Prychnęła pod nosem z niedowierzaniem, przecierając dłonią oczy. Miała nadzieję, że jej towarzyszowi nic się nie stało. Dostrzegła leżący na krześle plecak, jednak pielęgniarka powstrzymała ją od próby sięgnięcia go. Zamiast tego, obdarzyła ją uśmiechem i zaczęła tłumaczyć, zadawać pytania. Poza siniakami i złamaną ręką miała też uszkodzoną śledzionę, zbite nerki i złamane dwa żebra, które zaowocowały pięknymi śliwkami pod biustem. To tłumaczyło ból przy oddychaniu. Rudowłosa napiła się z pomocą kobiety, czując rosnące zmęczenie. Walczyła z opadającymi powiekami, jednak na próżno. Środki przeciwbólowe i eliksiry leczące robiły swoje, odciążając organizm, a jednocześnie wywołując senność. Zdążyła tylko usłyszeć, że matka zaraz będzie, aby podpisać papiery i żeby o nic się nie martwiła, zanim Morfeusz znów ją objął ramieniem. Na szczęście w łóżku było bezpiecznie. Biała pościel była świeża i pachnąca, wydawała się Nessie nad wyraz miękka. Miała wyrzuty sumienia, że nie napisała listu do Matta. Brak siły i obrażenia były jednak zbyt poważne, aby w kilka godzin doszła do siebie i już wiedziała, że dzisiejszego wieczora tej sali nie opuści. Najważniejsze, żeby zdążyła na zajęcia w poniedziałek.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Izba przyjęć - Page 6 QzgSDG8








Izba przyjęć - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Izba przyjęć - Page 6 Empty

Powrót do góry Go down
 

Izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Izba przyjęć - Page 6 JHTDsR7 :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-