Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Galihan, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 344
Dodatkowo : ćwierć-wila
  Liczba postów : 414
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6097-sophie-beatrice-lorrain#172870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6109-sophie-gdzie-jestes#173009
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6110-no-chodz-tu-niesmialku#173011
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7875-sophie-beatrice-lorrain#220230




Gracz






PisanieTemat: Izba przyjęć   Sob Mar 22 2014, 18:45

First topic message reminder :


Izba przyjęć
Izba przyjęć w Mungu jest zawsze obleganym miejscem. Nieważne czy to poranek, czy jednak już wieczór, to nadal jest tu dużo oczekujących. Lepiej zajmij tutaj miejsce w kolejce, bo będziesz stał krwawiąc do rana!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Inverclyde, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 326
Dodatkowo : Oklumencja
  Liczba postów : 574
http://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
http://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
http://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
http://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768




Moderator






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Czw Maj 03 2018, 20:36

Westchnęłam cicho.
- Liczę, że będziesz miała więcej szczęścia niż ja w kwestii siedzenia tutaj - rzuciłam komentując fakt, że kiszę się tutaj już od kilku godzin. Stwierdziłam w końcu, że pora zakończyć ten zbędny small talk i przejść do rzeczy - nawet gorączka nie pozwalała mi zapomnieć o fakcie, że moja znajomość z Thìdleyówną zaczęła się w zdecydowanie niepożądany sposób. Rozejrzałam się po otaczających nas ludziach, po czym lekko machnęłam różdżką szeptem wypowiadając:
- Muffliato.
Chociaż byłam już niemal pewna, że możemy bezpiecznie pogadać wciąż ściszałam głos - ostrożność nigdy nie zawadzi.
- Będzie lepiej jeśli mój... - w tym momencie przerwałam, bo usłyszałam, ze jeden z uzdrowicieli mnie woła. Westchnęłam cicho, po czym dałam znać Tildzie, że porozmawiamy innym razem i pożegnawszy się udałam się do uzdrowiciela.

/zt x2

Kostka: 4
Punkty w kuferku:
• z zaklęć - 20
Liczba możliwych przerzutów w wątku:
• wg statystyki z zaklęć - 2
Wykorzystane przerzuty:
• wg statystyki z zaklęć -2

______________________

Aurora Therrathiél
We keep this love in a photograph, we made these memories for ourselves. Where our eyes are never closing...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Nie Lip 29 2018, 22:45

| Z wejścia do szpitala |

Powoli otwierała oczy. Był to proces długi, i dość męczący dla omdlałej kobiety. Przez jakiś czas jedynie obserwowała jasny, pusty sufit, jakby widziała tam nie wiadomo co. Chochliki, domowe skrzaty, górskie trolle...? Wpatrywała się w sufit ciągle, myśląc początkowo, że jest w swoim mieszkaniu. Spojrzała na bok, sądząc, że będzie tam stać jej szafka nocna, a na niej sterta książek o szyciu. Tak więc, powoli odwracała głowę w tę stronę, początkowo się uśmiechając... uśmiech zniknął, kiedy zauważyła  ciepłe spojrzenie jakiejś kobiety, która wyglądała na pielęgniarkę. W oczach Henrietty zagościł strach. Panika, niedowierzanie... i wiele innych, tym podobnych emocji. Wytrzeszczyła je, zupełnie tego nie kontrolując. Krawcowa od razu podniosła się gwałtownie ku górze, z lękiem przyglądając się kobiecie. I wtem... powrócił piorunujący ból brzucha. Kobieta, siedząc na kozetce, złapała się z boleścią wymalowaną na twarzy za brzuch. Jęczała przy tym cicho, ale z każdą chwilą ów jęk stawał się coraz to bardziej donośny. Z paniką malującą się w tych zielonych tęczówkach rozejrzała się gwałtownie po pomieszczeniu. Ah tak! Więc była w szpitalu. Niestety, nie pamiętała, co się wydarzyło. Nawet wtedy, gdy jej spojrzenie utkwiło na pewnym mężczyźnie, od którego nie potrafiła się odkleić. Skądś go kojarzyła... ale, do jasnej ciasnej, skąd?! I wtem ból podbrzusza ponownie dał o sobie znać. Henrietta co prawda była osłabiona po omdleniu, ale znalazła w sobie jeszcze trochę energii, by krzyknąć:
- Do cholery, dajcie mi coś na ból! – tak, to powiedziała głośno osoba, która zazwyczaj jest spokojna i zrównoważona. A jednak, cierpienie potrafi z człowiekiem zrobić różne rzeczy... Już nie patrzyła na mężczyznę, teraz całą swoją uwagę poświęciła bólowi. To nie było mądre... jeśli myślisz o bólu, ten na pewno się pojawi. Jeśli skupiasz się na prawdziwym bólu, ten będzie jeszcze silniejszy. Spojrzała jeszcze raz na mężczyznę, coś tam zaczynała kojarzyć, ale nie w pełni. A jej spojrzenie wyglądało trochę jak spojrzenie kompetnej wariatki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 867
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pon Lip 30 2018, 00:44

Życie dawało mu porządnego kopa w dupsko. Pierwsze z rana dużo zleceń, a teraz dodatkowo kobieta, która straciła przytomność, kiedy wracał do szpitala. I chociaż nie był na nią zły, to stres dawał się we znaki - a nikt nie mówił, absolutnie nikt, że praca jako uzdrowiciel będzie łatwa i przyjemna. Chciałby, nie wiedząc na razie dokładnie, co jest poszkodowanej, móc położyć się na może niezbyt wygodnej kozetce oraz przestać myśleć o wszystkim. O przeszłości, o teraźniejszości oraz o przyszłości. Móc zwyczajnie rozprostować swoje skrzydła w akcie próby odzyskania wolności oraz odlecieć w nieznane, zapominając o swoim poprzednim życiu. Te wszystkie rzeczy, choć nierealne, wydawały się być jedyną oazą spokoju w jego dość dziwnym oraz nietypowym przypadku. Może nie był w stanie wybudować własnego królestwa, jednak zarobił na siebie, na dom oraz na psy, które przygarnął dobrym gestem z ulicy, obydwa poszkodowane oraz skrzywdzone przez rasę ludzką. Może dlatego za ludźmi nie przepadał? Może z powodu tak prostego i zarazem tak błahego, oddzielającego ich od bycia chociażby psami? Podobno granica między zdziczeniem a człowieczeństwem jest cienka oraz trudna do ustalenia, gdzie się rozpoczyna, a gdzie kończy swój żywot. Matthew wiedział doskonale o jednej rzeczy - że w życiu trzeba zachować umiar, by nie stać się fanatycznym ignorantem oraz ignoranckim fanatykiem. Siedział na jednym z krzeseł, wypełniając tym samym dokumentację przy tych dziwnych oraz nietypowych myślach. To znaczy się, wiedział, iż jego myśli są nieraz dziwne oraz wychodzące poza granice wszelkiej normalności, jednak w przypadku ich występowania był w stanie stwierdzić jedno - robota papierkowa jest najlepszą robotą na nieokrzesane myśli.
Długo nie było mu dane czekać. O ile zaklęcie nie zadziałało, pozwolił kobiecie samodzielnie zregenerować siły do wstania, nie zmuszając jej do tego nieudolną próba użycia Rennervate. Zakłócenia działały negatywnie na pracę w Mungu, o czym doskonale wiedział, jednak tym nie zatracał swoich niepoukładanych myśli. Już po chwili, rzuciwszy wzrokiem na panią, był w stanie stwierdzić, że powoli powraca do świadomości, a papiery z łatwością odrzucił gdzieś na bok, zastanawiając się nad tym, co się wcześniej wydarzyło, a przede wszystkim dlaczego doszło do omdlenia. Wstał z nieprzyjemnego miejsca do wypełniania papierów, pytając się pielęgniarki o wyniki badań - aczkolwiek nieskutecznie. Dane było mu jeszcze poczekać, kiedy to w sali rozniósł się co najmniej krzyk.
- Selene, przygotuj morphius. - oznajmił spokojnie, chwytając za sterylne narzędzia do podawania różnych substancji sposobem iniekcji. Już po chwili w ruch poszła igła, odpowiedni roztwór w strzykawce oraz podanie wręcz narkotycznego środka do układu nerwowego pacjentki drogą domięśniową. Wiedział, żeby nie przesadzić z dawką, jednak z tym to naprawdę różnie bywało. Niemniej jednak kobieta, która wcześniej odczuwała ogromny ból w podbrzuszu, mogła wreszcie zaznać odrobinę ulgi. Chwilę po wstrzyknięciu substancja zadziałała gwałtownie oraz skutecznie, uniemożliwiając receptorom bólu na przekazywanie informacji o prawdopodobnym stanie zapalnym.
- Pamięta pani, co się wcześniej wydarzyło? - zapytał się, chwytając za protokół oraz, w miarę potrzeby, jak ta nie zemdlała raz jeszcze, zapisując odpowiednie informacje. Miał nadzieję, że wywiad da mu możliwość rozeznania w sytuacji. Alergeny odpadały, nieświeże jedzenie nie może powodować bólu do tego stopnia, by człowiek zaczął krzyczeć na Izbę Przyjęć, a bóle miesiączkowe, choć nieprzewidywalne, nie mogły chyba wywołać takiej reakcji. - Gdzie zlokalizowany jest ból? Jakiego jest typu? Kłujący? Stały? Nasilający się? Czy miała pani wcześniej tego typu objawy?

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pon Lip 30 2018, 15:15

Henrietta jeszcze raz zgięła się w pół, łapiąc swój obolały brzuch. Jeszcze raz wydała z siebie krzyk rozpaczy. A wtedy poczuła lekkie ukłucie. Nie było zbyt bolesne, już bardziej bolało, gdy mężczyzna wykonywał główną część zastrzyku. Ale to nic w porównaniu z tym, co ją najbardziej boli bolało, tak, to czas przeszły, gdyż kobieta poczuła ulgę. Co prawda cały ból nie zniknął, ale było o wiele lepiej. Zdecydowanie lepiej. To, co teraz odczuwała w okolicy podbrzusza, było niezwykle nikłym śladem jej koszmaru, który najwidoczniej zaczynał ustępować miejsca, jakby przestraszył się zbawiennej mocy płynu zawartego w strzykawce. Płynu, który zrobił swoje, a Henrietta dopiero po czasie zrozumiała, co się dzieje. Do czego doszło. Małe ukłucie. I poprawa stanu kobiety zaraz po nim. Oni musieli, albo raczej – musiała któraś z obecnych przy kozetce osób – coś jej wstrzyknąć. Była trochę oburzona, że dają jej coś bez jej zgody, ale... w końcu na dobre wyszło, nieprawdaż? Dlatego, siedząc na kozetce, podesłała pielęgniarce i mężczyźnie nikły uśmiech. Był nieznaczny, pewnie przez zmęczenie i wyczerpanie po omdleniu oraz wykonanie zastrzyku.
No ale nic. Henrietta uznała, że wszystko zmierza ku dobremu. Ból załatwiony. Już myślała, że to koniec jej zmartwień, gdy nagle usłyszała pytanie mężczyzny. Dziewczyna nadal nie wiedziała, kim on jest i z jakiej racji ma w głowie przebłyski, że już go gdzieś wcześniej widziała. A mowa oczywiście o tym, jak spotkali się. Zapomniała, że przedstawił się jej i sama to uczyniła, acz jedynie w połowie. Dlatego dla niej to nie miało nigdy miejsca.
- Co się... wydarzyło? – Henrietta usilnie próbowała sobie coś przypomnieć, ale, niestety, jej nieudolne próby kończyły się fiaskiem. Spojrzała na mężczyznę zamglonym spojrzeniem, może to środek znieczulający zamieszał jej w głowie, albo jeszcze nie doszła do siebie po omdleniu? Tak czy owak, patrząc na niego, wymownie wzruszyła ramionami, żeby mu pokazać bezsłownie, że nie pamięta. Zaraz potem usłyszała kolejne pytania i odpowiedziała automatycznie.
- Ból. Podbrzusze. Kłujący. – powiedziała cicho, wzdychając. Ale nie było w tym nic nieuprzejmego.Nie odpowiedziała na pytanie ostatnie.
- A właściwie... to co mi wstrzyknęliście? – nie słyszała tamtego polecenia lekarza, zadanego obecnej tu pielęgniarce. Nie domyślała się, ponieważ kompletnie się na tym nie zna. A to dziwne, w tym wieku powinna mieć jakąś podstawową wiedzę o życiu...
Wtedy poczuła, że kręci jej się w głowie. Specjalnie ukryła twarz w dłoniach by, sądziła iż to zadziała, utrzymać równowagę. Trochę to wyglądało, jakby zanosiło się jej na płacz, ale to nieprawda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 867
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pon Lip 30 2018, 16:20

Liście opadły na ziemię po gwałtownym tańcu w rytmie wiatru. Wpierw niesione niebywałym gniewem żywiołu, teraz dzieliły przestrzeń między sobą, czekając na kolejne działania ze strony natury. Jak Henrietta - która, w mgnieniu oka, po ogromnym ataku bólu, otrzymała bezpieczną dawkę morphusa - na tyle bezpieczną, żeby się od leku nie uzależniła, choć prawda jest taka, że można od wszystkiego się uzależnić. Mimo że teraz, w tym miejscu, mężczyzna należał do charakterystycznego, czarodziejskiego świata, gdzie praktycznie wszystko jest możliwe, większą sympatię odczuwał wbrew wszystkiemu w stronę mugoli, jak jego ojciec, z którym mimo wszystko nie zdołał utrzymać należytego nań kontaktu. Interesował go ten świat, a wynikało to z prostej przyczyny - został w nim wychowany. Nie bez powodu wypieki pani Brown smakują o niebo lepiej niż te z magicznego sklepu, nie bez powodu miejsce w jego sercu zostało zarezerwowane dla psiaków znajdowanych w najciemniejszych miejscach londyńskich ulic niźli dla psidwaków. Jego matka była mugolką - i to mu wystarczało.
Wiedział, że podał coś bez zgody pacjentki, jednak miał do tego prawo i kwalifikacje, wbrew wszelkim pozorom. Kobieta mogła czuć się oburzona i zarazem odurzona, co doskonale rozumiał, jednak nie wyszło jej to na złe, gdyż otrzymała oczekiwany od dawien dawna pewnie rezultat - brak bólu w brzuchu. Zniknął, jak za rzeczywistym dotknięciem czarodziejskiej różdżki, oczywiście w przenośni. Matthew nie mógł jednak pozostawić tej sprawy z tyłu, zwyczajnie odwrócić się na pięcie, ukłonić upływowi czasu oraz zniknąć - gdyż to nie był normalny ból, a przynajmniej tak zdołał wywnioskować po jej wcześniejszym stanie. Wziął głębszy wdech, wdychając sterylny zapach leków znajdujących się na sali.
- Znajdowała się pani przed szpitalem, jednak zauważyłem, że była pani w nie najlepszym stanie. Przedstawiłem się oraz zaoferowałem pomoc, kiedy pani zemdlała. - nawet nie liczył tego, ile razy powiedział słowo "pani", jednak go to nie obchodziło. Alexander po prostu starał się zachować grzecznie wobec poszkodowanej, której udzielił, miejmy nadzieję, należytej pomocy. - Nazywam się Matthew Alexander i będę panią leczyć. - przedstawił się raz jeszcze, jeżeli ta nie pamiętała.
- Wiem, że moje pytania mogą być irytujące, ale wywiad jest jednym z najlepszych sposobów do diagnozowania. - wytłumaczywszy, wziął krzesło oraz usiadł nieopodal niej, trzymając w dłoni wszelkie potrzebne papiery. Oczywiście nie trzymał jej tutaj na siłę i z powodzeniem mogłaby się wypisać, jednak najwidoczniej nic nie zapowiadało na to, że osóbka będzie chciała opuścić szpital. - Jak się pani nazywa? Pamięta pani, który jest dzień tygodnia? - zapytawszy, chwycił za, jak na złość, mugolski długopis z jego kieszeni, by następnie zanotować wszelkie najważniejsze informacje, również o rodzaju bólu. Wbrew pozorom te wszystkie drobnostki były tak naprawdę układanką, którą należało ułożyć, by otrzymać odpowiednie rozwiązanie. A na razie panowała w jego głowie kompletna pustka. Niby na myśl przychodziła Vomila, ale zero wymiotów, brak jakiegokolwiek wychłodzenia organizmu pacjentki. Szybko założył okulary skryte w specjalnym etui, rzuciwszy wzrokiem w stronę Henrietty.
- Morphus, w bezpiecznej dawce. - odpowiedział, by następnie ponownie zatracić się trochę w swoim pałacu myśli, zadając kolejne pytania. Mimo że kierował je w stronę kobiety, ta mogła czuć, że Matthew znajduje się w całkowicie innym miejscu, jak gdyby był tutaj tylko zbędnym dodatkiem. - Stosuje pani jakieś leki, jest pani w ciąży, regularnie miesiączkuje? Ktoś w rodzinie miał kiedyś podobne objawy? - zapytawszy, chwycił za wyniki badań przyniesione przez jedną z pielęgniarek.

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pon Lip 30 2018, 22:57

Była przed szpitalem? No tak, z tego co pamięta, miała zamiar się tu udać ze względu na ból brzucha. Pamiętała swoje plany, ale tego, jak zaszła pod budynek szpitalny... już nie bardzo. Co się ze mną dzieje?, zachodziła w głowę. No bo ból brzucha i omdlenie chyba można jakoś łatwo wytłumaczyć, prawda? Czymś mało groźnym, a przynajmniej tak jej się zdawało. Inaczej rzecz się ma z pamięcią. Bała się, że to coś poważnego. I to nawet bardzo. Dlatego miała nadzieję, że już niedługo zacznie sobie wszystko przypominać. Zamyśliła się tak na chwilkę, ale z owego zamyślenia wyrwały ją kolejne słowa mężczyzny. Ah, więc już wiedziała, jak się nazywa, a końcówka jego wypowiedzi ewidentnie świadczyła o tym, że to jednak lekarz.  Z ciekawości spojrzała kątem oka na pielęgniarkę. Potem ponownie jej wzrok przeniósł się na lekarza. W jej oczach krył się szacunek względem tego człowieka.
Szczerze powiedziawszy, nawet nie pomyślała, że mogłaby stąd wyjść, i to w każdej chwili. Po prostu... nawet przez głowę jej to nie przeszło, a gdyby nawet byłoby inaczej, i tak by została. By dowiedzieć się, skąd te objawy. Chciała to wiedzieć, i raczej nie można jej się dziwić. I nieważne, że nie lubi szpitali. Z całą pewnością wiele ludzi ma podobne podejście. Wiedzieć musiała.
- Henrietta Moseley. – ucieszyła się, że pamięta chociaż tyle. Może to oznaczało, że jej się polepszy? Chociaż możliwe, że swoją godność pamiętała ciągle, bez znaczenia, co się jej stało. Niestety, gorzej było z dniem tygodnia. Kobieta zdawała się namyślać, a że wiedziała, iż takie milczenie po otrzymaniu pytania nie wygląda dobrze, postanowiła zgadnąć. - E... sobota?... – odpowiedziała. Oczekując odpowiedzi, zaczęła uważnie przyglądać się wystrojowi pomieszczenia. Szklane szafki naścienne z różnymi pudełkami leków w środku. Brr. I wiele, wiele innych elementów...
Usłyszała, co dostała w zastrzyku, i tyle jej wystarczyło. Nie chciała zbaczać niepotrzebnie z tematu, zadając więcej pytań na temat tej substancji. W sumie, nie musiała wiedzieć. Pomogło? Pomogło. I to najważniejsze. Tylko to się liczy. Potem zasypał ją gradem kolejnych pytań, a ona, mimo problemów z pamięcią, zapamiętała każde z osobna. Westchnęła ponownie i wzięła się za odpowiadanie.
- Nie biorę leków, nie jestem ciężarna, mam regularny okres, a... – i tu zawiesiła się. Nie miała pojęcia, czy ktoś z jej rodziny miał podobnie, cierpiał w taki sam, podobny bądź przybliżony sposób, co ona. Może jej wujek, który zmarł w tym szpitalu? Nie mogła wiedzieć. Owszem, cierpiał, przeżywał męki i katusze na łożu śmierci, ale nie chwalił się, co dokładnie mu dolegało. Nie czytała nigdy nigdzie o kagonotrii, nie rozmawiała z nikim o tym schorzeniu. - Nie wiem. Naprawdę nie wiem – odparła finalnie, uznając to za najlepszą odpowiedź w tej sytuacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 867
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Wto Lip 31 2018, 13:00

Czas nieraz spowalniał, zatracając mężczyznę w jednorakich, skupionych na tym samym, myślach. A nie były one zbyt pozytywne, chociaż starał się nieraz zapomnieć o tym, że jego życie wpadło w dłonie jakże wykwalifikowanej w swoich działaniach rutyny, która najwidoczniej nie chciała zbytnio opuszczać swojej zabawki. Szkoda tylko, że każda zabawka kiedyś musi się zepsuć i zostać wyrzucona przez fakt domniemanej trwałości psychiki ludzkiej, która potrafi być w wielu przypadkach krucha niczym filiżanka herbaty - upadając na podłogę z hukiem oraz docierając dźwiękiem do innych pomieszczeń, niemożliwe jest jej naprawienie bez zastosowania zaklęcia Reparo. Doskonale o tym wiedział, jednak ze zdrowiem psychicznym jest o tyle złego, że na nie żadne zaklęcie nie działa. Leki? Istnieją, ale mało kto przestrzega ich regularnego, bezpiecznego użytkowania. To jest właśnie najgorsze w ranach zadanych przez życie - goją się znacznie dłużej, a przede wszystkim są o wiele niebezpieczniejsze od ran fizycznych. O ile można krwawiące przecięcia lub bolesne złamania naprawić za pomocą rzucania czarów, to nie mogą one niestety pomóc w dolegliwościach związanych z głową, a przede wszystkim tym, jak ona dokładnie funkcjonuje. Do tego potrzeba wielu miesięcy i lat intensywnego wsparcia przez bliskich.
No właśnie, ale on nie ma bliskich.
Matthew jednak mógł się pochwalić dość dużą wytrzymałością na stres, mimo biegnących do przodu i galopujących bez zastanowienia jak rumaki wiosen. Skutecznie ukrywał swoje wady, nie dając im wyjść na światło dzienne - przyduszając je, jak to w przypadku pracy, która owija się nieraz wokół jego szyi jak wąż i nie odpuszcza, w swoim ciele, w swoim gardle, nie pozwalając na to, by wrażliwy dla uszu krzyk wydostał się na zewnątrz. Nie był aż tak zrozpaczony, żeby chwytać za ostrze i prosić kogokolwiek o pomoc. Dlatego zdawał się nieraz przygaszony, zajęty tylko i wyłącznie tym, co mu zlecają w tej placówce. Mimo wszystko, nawet jeżeli praca ofiarowała mu ładny naszyjnik, była jego kotwicą stabilności - nie bez powodu starał się jej nie stracić i nie przypuszczał raczej, żeby to się wydarzyło.
Zanotował i dał do sprawdzenia pielęgniarce w papierach. Być może tam znajdowało się coś, dzięki czemu mógłby nakierować samego siebie na trop odpowiedzi na pytanie, dlaczego kobieta otrzymała nagły atak bólu podbrzusza oraz zemdlała przed wejściem do szpitala. Uśmiechnął się do niej słabo na udzieloną odpowiedź, jakby po części dziękując za przekazaną informację, która mogła bardzo wiele dać. Druga odpowiedź jednak go zastanowiła, wszak nie była sobota, a bardziej niedziela - mimo wszystko, sam nieraz nie potrafił prawidłowo udzielić odpowiedzi na takie pytanie, wbrew pozorom łatwe. Upływ czasu był dla niego wręcz bezlitosny.
- Tutaj się jednak pani pomyliła. Mamy niedzielę. - oznajmiwszy, skierował spojrzenie ciepłych oczu na jej sylwetkę, jakby tęczówkami prześwietlając każdy kawałek. Niestety, nie miał na sobie żadnego urządzenia tego typu, choć znajdowało się ono w szpitalu. Tuż po chwili zdołał obejrzeć wyniki badań krwi, co go dość zaniepokoiło, lecz wiedział, że to właśnie anemia mogła być główną przyczyną omdlenia. Mimo wszystko poczekał do końca wywiadu, wszystkie te informacje zapisując za pomocą jakże złego i mugolskiego długopisu. Nie obchodziło go to zbytnio - działa? Działa i tyle ma do powiedzenia w sprawie korzystania z rzeczy, które pochodzą z normalnego, pozbawionego magii świata - chociaż nie miał zamiaru w żaden sposób obrażać zwyczajów tej drugiej części, czarodziejskiej. - Dobrze, dziękuję za odpowiedzi... - spojrzał na nią raz jeszcze, zauważając, że ostatnie pytanie, które zadał, było prawdopodobnie piętą Achillesa. Postanowił nie pytać o rzeczy, które potrafiły stać się jednym z okupantów życia codziennego, rzucając jeszcze raz okiem na wyniki. - Omdlenie wynikało prawdopodobnie z anemii. Nie jest ona groźna w początkowym stadium, lecz prowadzi do niedotlenienia oraz omdlenia przy większym wysiłku fizycznym lub stresie. - powiedziawszy spokojnie, Matthew odłożył papiery, zaglądając do jednej ze szafek, gdzie miał nadzieję znaleźć jeden z przedmiotów, którym by się posłużył do ustalenia głównej przyczyny bólu podbrzusza. Podejrzewał zapalenie, jednak nie był do końca pewien, a to nie wyszło mimo wszystko w badaniach krwi - liczba leukocytów była na odpowiednim poziomie. - Będzie musiała pani zażywać suplementy diety oraz dodać do diety produkty bogate w żelazo - czerwone mięso, wątróbkę, warzywa strączkowe, owoce suszone oraz botwinę. Do każdego posiłku zalecany jest świeży sok z pomarańczy, najlepiej wyciskany na miejscu. - oznajmił, grzebiąc w jednej ze szafek, zwróciwszy na chwilę wzrok na jej postać.

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Wto Lip 31 2018, 15:52

Więc jednak dobrze powiedziałam!, ucieszyła się Henrietta słysząc, że dziś jest niedziela. Nie trafiła zupełnie dobrze, ale była blisko, naprawdę blisko. Każdy mógł się tak pomylić. Uśmiechnęła się nawet, mając nadzieję że ani lekarz, ani pielęgniarka tego nie zauważyli. Mogli przecież ów uśmiech źle zrozumieć. A Henrietta nie lubiła być źle zrozumiana. W sumie, kto to lubi? No właśnie.
Inaczej zareagowała na to, co przed chwilą usłyszała.
- A-a-anemia? – zająknęła się. Przecież dbała o siebie, dobrze się odżywiała... chociaż ostatnio było nieco inaczej, racja. Przez jakiś czas mało co jadła. Po prostu nie mogła patrzeć na jedzenie, a co dopiero coś przełknąć! Ale od tamtego czasu "poprawiła się", i może aż nazbyt, bo znowu była przy kości. Nie była gruba, ale szczupła czy reż w normie również zdecydowanie nie. Miewa ona tak bardzo często, zupełnie tego nie kontrolując... - No ale... ale skąd to się głównie bierze? – mimo, iż odpowiedziała już samej sobie na to pytanie, wolała dowiedzieć się właśnie w taki sposób. Kto wie – może się myliła? Może lekarz przy okazji zdradzi jej więcej informacji o anemii? No bo sama Hen nie znała się na tym kompletnie... była zielona w tych sprawach. Dlatego grzecznie czekała na odpowiedź doktora, mając nadzieję iż ten wyjaśni jej to wszystko w dość jasny i przejrzysty sposób dla takiego lajka, jak ta omdlała wcześniej kobieta. Tak – wyjaśni jeszcze więcej, niż jej na ten temat powiedział. A potem? Potem uważnie słuchała poleceń lekarza, usiłując sobie zapamiętać wszystko, czym od teraz głównie powinna się żywić. I dopiero wtedy... dotarło do niej, co on robi. Co, szuka jakichś suplementów diety, by jej dać bądź sprzedać? Ah, to byłoby dla niej na rękę! Ucieszyła się na tę myśl, ale tym razem nie pokazała tego po sobie. Jednak nadeszły przeczucia. Że lekarz pragnie zrobić coś, czego kobieta nie chce. Nie wiedziała, co to może być, ale przeczucia były coraz to bardziej natarczywe, nachalne... przełknęła głośno ślinę, obserwując z wielkimi oczami poczynania mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 867
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Wto Lip 31 2018, 16:57

Zatracił się w myślach, utonął w nich, pomimo zgiełku szpitalnego, gdzie każdy oczekiwał na swoją kolej i raczej część czarodziei nie była zadowolona z tego, że kobieta znalazła się o wiele chwil przed nimi. Matthew, jak tylko potrafił, to starał się zapewnić opiekę każdej osobie, jednak wiedział, iż nie jest taki wszechmocny, a w obliczu Boga należy tylko do kolejnych z nikłych ludzi, którzy starają się nie zwrócić na siebie uwagi. Niektórzy nawet potrafią wydusić z siebie słowa, iż powinno się modlić do Wszechwiedzącego, by ten nie zwrócił na nich uwagę, albowiem nikt nie chciał być przez niego ścigany w natarczywej i rozpaczliwej uciecze przed prawdą. Dłonie w tej prawdzie zanurzał niczym w zimnej jak lód wodzie, dając się ponieść fantazji, ciecz spływającą po jego kręconych, jasnobrązowych włosach, które na czas zimy przybierają barwę o wiele ciemniejszą, ponownie zaświadczył, a gęsia skórka opanowała jego ciało jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Manifestacja woli Boskiej wydawała mu się jedną z najgorszych dotychczas opcji, choć w Boga w ogóle nie wierzył. Poprawka: w żadne bóstwo nie wierzył. Jedyne, na kim polegał, pomimo wpadnięciu w sidła samotności, które posiadają ogromne, trudne do powstrzymania szczęki z łatwością wbijające się zębami w jego nieidealne ciało, był on sam. Albowiem nawet tamci z góry nie potrafili się nim zainteresować - być może za bardzo unikał ich towarzystwa?
Ale uznawał to za nieważne w chwili, gdy musiał zająć się pacjentką. Może wynikało to z jego specjalnie przystosowanej do tej roli, której nigdy nie upuścił na ziemię z hukiem, której nigdy nie pozwolił stłuc się na wiele drobnych kawałków, by pył zaczął tańczyć wedle roli żywiołu wiatru. Sam nie wiedział, jednak bardziej czuł, że robi to nie z czystych zawodowych obowiązków, a bardziej martwienia się o stan Henrietty - co uważał za błąd, gdyż nigdy nie powinien zamaczać kostek w rzece, przywiązując się bardziej do osoby, z którą ma do czynienia. Unikał tego przekleństwa jak mógł, jednak zarówno ten dar powodował, iż wiedział, jak ma się zająć poszkodowanymi, a przede wszystkim na co poświęcić uwagę podczas ich leczenia. Westchnąwszy, powrócił po chwili zamyślenia do świata rzeczywistego, być może trochę zamglonym wzrokiem rozglądając się po pomieszczeniu. Dotarło do niego jak grot z jasnego nieba pytanie dotyczące choroby.
- Anemia... ma różne podłoża. - rozpoczął wykład, nie denerwując się w żaden sposób na pytanie, które wyszło z ust kobiety. Matthew nigdy nie wymagał od pacjentów specjalistycznej wiedzy dotyczącej zdrowia, gdyż to on poszedł w tym kierunku, a nie oni - podstawowi czarodzieje, którzy specjalizują się w innych dziedzinach. Odwrócił spojrzenie ciepłych, niebieskich tęczówek w jej stronę, kiedy to odłożył notatnik z wywiadem, by następnie wrócić do karty pacjentki, która po krótszej chwili pojawiła się na jego biurku. - Głównie dieta, ale nie tylko. Człowiek rzadko kiedy znajduje czas na to, by zadbać o swoje zdrowie. Wbrew pozorom dość łatwo jest na nią zachorować, może też wynikać z nadmiernego krwawienia podczas miesiączki lub utajnionych krwawień. - przyznawszy, wreszcie, po dłuższym grzebaniu w jednej ze szuflad, znalazł to, przez co zapanował w niej syf oraz nieład godny stajni Augiasza. Oto, przed Państwem, wszak rzadki przedmiot, aczkolwiek znajdujący się wszędzie na szpitalu, nazwany i ochrzczony mianem Okularów Diagnostycznych! No, trochę się różnią od zwykłych, lecz o to głównie chodzi, co nie? - Spokojnie, zapiszę te wszystkie zalecenia. - powiedział normalnym głosem, ogarniając działanie przedmiotu, który wygrzebany został z odmętów otchłani zwanej szpitalną szufladą. - Wiem, że może to być dziwne, ale to są specjalne okulary, które służą do prześwietlenia ciała pacjenta w celu znalezienia zmian w narządach wewnętrznych. Nie ma pani nic przeciwko, abym ich użył? Nie będzie to w żaden sposób bolało. - zapytał.

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sro Sie 01 2018, 21:54

Uważnie wysłuchała mężczyznę. Nie chciała stracić żadnego słowa, gdyż każde tu i teraz było dla niej niezwykle cenne. Chłonęła wiedzę jak gabka jakąś ciecz. W końcu skończył swój wywód o anemii, a do Henrietty dotarło, że mówił iż powodem zachorowania może być zbyt obfita miesiączka. A prawda jest taka, że ona już od jakiegoś czasu żyje z tym problemem. Chwilę pomilczała, wahając się czy mu to powiedzieć, ale finalnie ujawniła przed nim prawdę, mówiąc mu to. Racja, kobieta była nieco zawstydzona, rozmawiając o takich sprawach z przedstawicielem  płci przeciwnej. Ale... przecież był lekarzem, prawda? Im to wolno, by odpowiednio dobrze leczyć ludzi, najczęściej poprzez rady, jak postępować, by być zdrowym, ale to nie jedyny sposób. Po prostu trzeba jakoś przepisać odpowiednie leki, prawda?
Zawsze uważała, że tak krwawi podczas miesiączki z racji, iż jest takiej wagi, jakiej jest. Sądziła, że to coś normalnego w jej sytuacji, i nie powinna się tym przejmować. A jednak – może to przez to ostatecznie zemdlała przed szpitalem, jak jej to ów lekarz wyjaśnił? No ale w końcu i tak do tego doszło. Dobrze, że prawda o jej anemii nareszcie ujrzała światło dzienne. Żadnych chorób ani urazów nie wolno lekceważyć. Mogą się pogrążyć. Rozwinąć. Henrietta doskonale zdawała sobie z tego sprawę, zwłaszcza po obcowaniu ze swoim wujkiem, gdy od pocałunku śmierci dzieliły go tylko zaledwie minuty. Wiedziała, że zataił pewne swoje objawy, nie chcąc nikogo martwić. Zwłaszcza nie martwić Hen. Ale kobieta chciała wiedzieć, co mu dolega. Chciała, by mężczyzna dawał jej informacje o tym, jak się czuje. I to nie pomijając żadnego bólu, nawet takiego najsłabszego. Ah, to poniekąd głupota i poniekąd bardzo mądre posunięcie. A jednak, słowa te mogą iść ze sobą w parze! Podobnie jak jest z faktem, iż przeciwnością miłości wcale nie jest nienawiść. To obojętność. Można kogoś kochać, a jednocześnie nienawidzić, z różnych powodów. A obojętność? Jak się kogoś naprawdę kocha, los ukochanego bądź ukochanej nie jest obojętny. Nieważne, w jakim stopniu byśmy odczuwali to destrukcyjne uczucie, zwane nienawiścią.
Najwyższa pora, by powrócić do rzeczywistości. Henrietta wpatrywała się ze strachem w każdy ruch lekarza, szperającego w meblach stojących pod ścianami tego pomieszczenia. W końcu odwrócił się ku niej, w rękach trzymając coś, co trudno było jej określić, a ona wciąż miała "wytrzeszcz na twarzy", pełen lęku i niepokoju. One rosły w swej sile, z każdą chwilą były coraz to bardziej potężniejsze. Wtedy usłyszała jego słowa. Nie dziwiła się, że takie okulary mogą mieć aż taką moc, nie była zdziwiona z powodów dość oczywistych. Patrzyła na lekarza i aż jej szczęka opadła. Dosłownie – nie w przenośni. Przez dłuższy czas trwała w tym przedziwnym stanie, jeszcze przez chwilę z rozdziawioną miną, ale przestała. Nie po chwili, a po dłuższym czasie. Ale spojrzenie poniekąd pozostało. Jej oczy, teraz wielkie, wędrowały z okularów na twarz lekarza.
Prześwietlić? Serio? Trochę się wstydziła, że lekarz zobaczy, co ma w środku. W pewien sposób naruszy jej przestrzeń osobistą, ale po raz kolejny, a dokładnie to chyba drugi raz uświadomiła sobie że doktor to doktor i ma prawo do sprawdzania takich rzeczy. Zwłaszcza, że dzięki temu dowie się, co jej naprawdę dolega. Była prawie pewna, że ten coś znajdzie. No bo tak silny ból nie bierze się znikąd, nieprawdaż? Dlatego, gdy wreszcie zamknęła usta, rozmyślała, czy na to pozwolić. Ale, z racji przemyśleń jakie dokonały się w jej głowie dokładnie przed chwilą pomyślała, że powinna się zgodzić. Taka jest jej powinność jako pacjentki, która chce się za wszelką cenę dowiedzieć, co jej jest.
- Zgadzam się. – odparła cicho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 867
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Czw Sie 02 2018, 11:45

Być może wsłuchiwanie się w jego słowa nie było aż tak istotne, skoro i tak zamierzał jej wszystko dokładnie zapisać na jednym z lekarskich dokumentów, gdzie mogłaby się z nim zapoznawać każdego dnia, byleby nie zapomnieć o tym, co i kiedy ma brać, żeby zwalczyć anemię. Być może niepotrzebnie chłonęła wiedzę jak gąbka, nie pozwalając na to, by cokolwiek jej umknęło, jednak Matthew to doceniał, nawet jeżeli znajdował się w jakieś odległości od Henrietty i nie mógł jednoznacznie stwierdzić, czy pacjentka wsłuchuje się w jego bełkot naukowy dotyczący choroby. On sam nie był zbyt dobry w słuchaniu, no ba, nawet momentami wydawało się, że nawet jeżeli słowa wydobywają się z jego ust właśnie w tym miejscu i w tym czasie, to palcami zapoznawał się z manufakturą własnych myśli, które nieraz chciały zrobić mu na złość i wyjść na światło dzienne, w całkowicie innym miejscu. Zamknięty we własnej głowie, bezbronny i siedzący na ziemi, uzdrowiciel jedynie czekał na to, aż znajdzie sensowny powód do opuszczenia własnego pałacu, gdzie mógł w bezpiecznej odległości przyglądać się kolejnym poczynaniom. Jak przez szybę, gotowy do tego, by interweniować, chociaż wolał na razie pozostać w bezpiecznej odległości od nadchodzących zdarzeń na zewnątrz - emocjonalnie. Nie zamierzał angażować w cokolwiek swoich własnych emocji, co pozwalało mu na racjonalne podejmowanie decyzji. A nawet jeżeli wcześniej nie znał tej kobiety, to zbyt szybko właśnie wpadał do tej rzeki, gdzie chciał się zaopiekować, zaoferować wsparcie, wesprzeć, wyleczyć, pomóc.
- Selene, zleć jeszcze wykonanie badań krwi pod kątem tarczycy. - powiedział do pielęgniarki po otrzymaniu informacji o tym, że kobieta zmaga się ze zbyt obfitymi miesiączkami. To mogło wpłynąć na wystąpienie anemii, a kto wie, może główną przyczyną tego wszystkiego będzie tak naprawdę tarczyca? Równie dobrze mógł powiedzieć o badaniach ginekologicznych, ale pewne przypuszczenia, a przede wszystkim waga, która mogła wynikać z niedoczynności tego narządu produkującego hormony, stawiały sprawę w trochę mniejszych ciemnościach. Dla niego rozmowy o takich rzeczach są całkowicie normalne, gdyż dotyczą większości społeczeństwa, a nie są już dzieciakami, które dostają napadu śmiechu przy powiedzeniu chociażby słowa "siusiak". Świat nasiąknięty jest tymi sprawami, a przede wszystkim seksem, który, o zgroza, nie dotyczy w żaden sposób Matthewa. Miłość w pewnym stopniu również.
Odwróciwszy się do niej po poszukiwaniach w szufladach, zauważył bez problemów lęk na jej twarzy, połączony zapewne z niepewnością przeszywającą duszę. Sam uzdrowiciel wiedział, że na szpitalu dzieje się tyle, iż nieraz pacjenci po prostu uciekają, zdesperowani oraz niewiedzący, co należy dokładnie poczynić. Nie obrażał się o to aż nadto, aczkolwiek uznawał to za akt pewnej, mówiąc bardzo brzydko w jego mniemaniu, głupoty, tym bardziej, że niektóre działania mogą być tragiczne w skutkach. Wiedział, że to może być po części wina leków, ale też nie zamierzał pozostawiać tej kwestii gdzieś obok, gdyż jego wczuwanie się nieraz powoduje, iż sam odczuwa to, co w tym samym momencie pacjent. - Nie ma się czego bać, badanie zajmie maksymalnie kilka minut. - odpowiedziawszy, po uzyskaniu jej zgody założył na swój nos okulary USG, które są o tyle dobre, że nie trzeba w żaden sposób zdejmować ubrań tego, co chce się prześwietlić. Magia w tym przypadku jest naprawdę przydatna, chociaż sam uzdrowiciel nieraz sądził, że odstępują w niektórych dziedzinach mugolom - ale nie miał im tego w żaden sposób za złe. Spokojnym krokiem podszedł do miejsca, gdzie leżała pacjentka, powoli przystosowując się do wizji powiązanej z badaniem ultrasonograficznym, a spoglądanie na świat w ciut inny sposób sprawiało, że oczy dość szybko się męczyły. Matthew, wziąwszy głębszy wdech, zaczął uważnie przyglądać się temu, co Henrietta posiadała w środku - tyle dobrego, że wszystkie organy leżały na odpowiednim miejscu i nikt jej ich nie ukradł. Albo asymetryczność ciała - jeszcze akceptowalne, aczkolwiek będące problemem przy poważniejszych schorzeniach wymagających zabiegów. Najgorzej to by było, gdyby któreś z chromosomów postanowiło tak się zmutować, że tylko wątroba znajdowałaby się w innymi miejscu niż cała reszta. Albo cztery nerki - kto chciałby je mieć? W większości przypadków obumierają.
Jednak te konkluzje oraz różne myśli dotyczące tematu, z którym nie każdy chce mieć do czynienia (sam zasłabnął raz na stażach, kiedy musiał poskładać do kupy czarodzieja, którego zaatakował hipogryf) przerwała pewna zmiana w nerkach. Skupiony Matthew jeszcze raz rzucił okiem na to, co się tam znajdowało, zauważając, że pojawiły się tam złogi - które najwidoczniej były przyczyną nadmiernego bólu podbrzusza, a tym samym częściowej utraty przytomności (a ta wynikała z anemii). No i prawie wszystko jasne, bo jeszcze trzeba czekać, aż wykonają badanie hormonów tarczycy we krwi. Czasami takie rzeczy wychodzą o wiele później, a tu proszę, wystarczyła chwila, by sztuką dedukcji czy tam abdukcji bez większego problemu znaleźć rozwiązanie.
- Kamienie nerkowe spowodowały ból w podbrzuszu. - odpowiedział prosto, zdejmując po chwili okulary, by odstawić je na odpowiednie miejsce. - Na szczęście nie są zbyt duże, i tak jak w przypadku anemii, wystarczy odpowiednia dieta.

/ ładny nowy awatar aż tryska miłością

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Czw Sie 02 2018, 15:50

Cholercia jasna, pomyślała Hen słysząc, że czeka ją kłucie. Kolejne. Nienawidziła igieł (poza taką do szycia, co, przez wzgląd na jej hobby i profesję, było dość oczywiste), nienawidziła widoku krwi. A może... to tyko sen? Koszmar senny, z którego zawsze może się obudzić i wrócić do realnego świata, za pomocą uszczypnięcia w ramię. Hen tak właśnie zrobiła. Zamknęła oczy, po czym otworzyła je. Rozpoznawała pomieszczenie, lekarza i pielęgniarkę. A to dziwne, pomyślała ze strachem. Ale skoro to rzeczywistość, jakoś musi się z nią zmierzyć. Dobrze chociaż, że dowiedziała się, co jej dolega. Był to jakiś tam krok do przodu.
Już nie bała się, myśląc, co robi doktor. Przyjęła normalny wyraz twarzy i dała mu się zbadać. Nic przy tym nie mówiła, bojąc się, że to może przeszkodzić w badaniu, chociaż... z drugiej strony, mężczyzna nie pouczył Henrietty jakkolwiek w tej kwestii. Ale nie wiedziała, co powiedzieć. I może tak było lepiej?
W końcu doczekała się. Diagnoza. Kamienie na nerkach?, pomyślała kobieta. Uznała, że to nie jest aż tak straszne, więc ucieszyła się słysząc, iż dieta wystarczy. Ah, więc już wszystko jasne, dzięki czemu Henrietta mogła odetchnąć. Nie umrze... chyba. Nie pozostawi to pewnie jakichś trwałych urazów, a przynajmniej tak sądziła. Nie mogła mieć gwarancji, no ale trudno.
No i miała nadzieję, że niedługo stąd wyjdzie, do swoich codziennych obowiązków, które były również przyjemnością. Przynajmniej dla niej. A gdyby miała tu zostać nieco dłużej... to cóż, musiałaby wysłać sowę do swojej chlebodawczyni z usprawiedliwiającą ją informacją, dlaczego nie ma jej w pracy. Ale uznała, że i tak wszystko dobrze się zakończy.
A może... dostanie jakieś usprawiedliwienie na piśmie ze strony mężczyzny?
W końcu... poczuła coś. W podbrzuszu. Coś, co znała tak dokładnie, coś, co zaczynało przeobrażać się wielki ból. Henrietta zaczęła oddychać powoli, miarowo, mając nadzieję, że to pomoże. W końcu... pewne ukłucie w tym samym miejscu zadecydowało o tym, że blondynka osunęła się na podłogę. Tak – na chwilę zemdlała, ale możliwe, że ani lekarz, ani pielęgniarka tego nie zauważyli i mogliby pomyśleć, że kobieta po prostu upadła, na trzeźwo, gdyż zwijała się z bólu. Próbowała się podnieść – niestety, nie udało jej się, zamiast tego łapała się za brzuch, najpierw jęcząc, potem krzycząc.
- Cholera jasna! – krzyknęła, tak samo jak to było wcześniej, zanim otrzymała domięśniowo bezpieczną porcję morfiny.


Wiem. xDD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 867
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Czw Sie 02 2018, 17:50

Doskonale wiedział o tym, że niektóre rzeczy mogą być irracjonalne, wybiegające poza schematy - jednak to były właśnie uroki czarodziejskiego świata. Nie wszystko zostało w pewnym stopniu zbadane, nie wszystko zostało w pewnym stopniu odkryte. Tym razem jednak szpital mógł pochwalić się faktem tego, iż wiedzą po prostu, jak zabezpieczać krew, a przede wszystkim wykorzystać ją ponownie. Nawet jeżeli jakieś próbki (a zazwyczaj bierze się ich kilka) będą niekorzystne do badań, zawsze można użyć czaru wywołującego pęcherzyk, który nie wymaga wymazu. Albo skorzystać z magii eliksiru hematografowego, bo kto mu zabroni? Nieraz jednak miał do czynienia z pacjentami, którzy nie reagowali zbyt dobrze na fakt wbijania jakichkolwiek igieł, chociaż nieraz ten zabieg, mimo zastąpienia wielu przyrządów charakterystycznymi zaklęciami, był po prostu bezbolesny. Małe ukłucie, nawet nie trzeba znieczulenia, ale niektórzy wydawało się, że omdleją, stracą przytomność - lęk przed igłami nieraz wygrywa i mimo wszystko trzeba zastosować inne metody.
Matthew wiedział czasami, że mimo wszystko nie tłumaczy dokładnie badań pacjentom. Inaczej by było, gdyby pracował na położnictwie i ginekologii, gdzie każdej pacjentce tłumaczyłby, co robi, żeby nie wyjść na potencjalnego zboczeńca bez jakichkolwiek manier czy po prostu chęci wyjaśnienia niektórych kwestii. Możliwe, iż wynikało to z faktu, iż za często zamykał się we własnym umyśle, popełniając tak proste błędy - aczkolwiek stawiając diagnozę niezwykle słusznie.
Mimo wszystko uznał, że wypisze kobiecie tymczasowe L4, trwające trzy dni od wystawienia diagnozy - w celu zregenerowania sił oraz zastosowania odpowiednich dawek eliksirów, które po zdjęciu okularów zaczął powoli zapisywać, kiedy ma zażywać, wyciągając na blat odpowiednio buteleczki - Regenerujący i Wiggenowy. Do tego dieta, dużo płynów i powinno być w porządku. - Może pani wstać, proszę podejść, pomogę. - powiedział, odrywając na chwilę wzrok od papierów, tym samym zauważając, iż kobieta osunęła się na podłogę - no i ponownie rozpoczyna się atak bólu. Wiedział, że morfina działa na całej swojej mocy dość krótko, by móc przez dłuższy czas uśmierzać, a potem stopniowo zanika, pozwalając na to, by ból jeszcze raz zapanował nad ciałem. Podszedł do niej ostrożnie, kiedy to usłyszał krzyk, dość szybkim i praktycznie niezauważalnym ruchem rzucając zaklęcie niewerbalne, które pozwoliło na to, że kobieta może nadal odczuwała niewielkie kłucie, ale pozwalające na swobodny ruch. Prostym ruchem pomógł jej wstać, kiedy to całkiem niewidzialnie pomógł jej w częściowym okiełznaniu bólu.
- Bóle będą się nasilać podczas przemieszczania się kamieni - wbrew pozorom jest to dobry znak, zaś po rozpoczęciu leczenia będą trwały one o wiele krócej, aż zanikną. - oznajmił, pomagając jej dotrzeć do krzesła, jeżeli zaszła taka potrzeba. Grunt, że zaklęcie zadziałało, ze względu chociażby na zakłócenia, których cały personel szczerze nienawidził. Kiedy ta usiadła na krześle, odczuwając mniejszy ból, rozpoczął swoją debatę. A przynajmniej starał się jej wytłumaczyć to, co mogło rzucić mgłę na umysł. - Mogą one występować w różnych częstotliwościach. Dopóki nie zwalczy się głównej przyczyny, nawet leki mogą przestać odpowiednio działać. Proste zaklęcie Levatur Dolor powinno pomóc w okresach ataku, do tego można dołączyć, wbrew pozorom, Eliksir Menstruacyjny, gdyż działa rozkurczowo i przeciwbólowo. Będzie musiała pani pić codziennie od czterech do pięciu litrów wody, aby pomóc nerkom w usunięciu złogów. Nie są one zbyt duże, aczkolwiek mogą wywoływać właśnie taką reakcję. Do tego dochodzi unikanie produktów, które pani zapiszę - głównie czekolada, kawa, herbata, orzechy i rabarbar. - być może się rozgadał, ale wolał opisać dokładnie to, co należy zrobić, aby pozbyć się kolki nerkowej. Nie chciał przecież, żeby kobieta wyszła bez potrzebnej wiedzy oraz rzeczy. Podczas rozmowy wskazał spokojnie dłonią na rozkurczowy, który spokojnie wystarcza na dwie dawki. - Regenerujący pozwoli odzyskać siły - należy wziąć go rano, zaś Wiggenowy przyczyni się do zwalczenia anemii, zatrzymując potencjalne krwawienia oraz usuwając pozostałości po działaniu kamieni. Wiggenowy należy zażyć w odstępie ośmiu godzin od spożycia Regenerującego. - tutaj prostym gestem ręki wskazał na dwie inne fiolki, które kobieta mogła już powoli wziąć ze sobą, również podpisane, aczkolwiek w trzech dawkach. Równie dobrze mógł ją puścić w świat bez niczego, aby sobie to wszystko ładnie kupiła, ale zawsze starał się dbać o dobro pacjentów. Oczywiście te rzeczy notował na kartce, gdy po chwili przyszła Selene z wynikami, które wykazały lekki niedobór hormonów, spowodowany w większości przypadków brakiem jodu. - Wskazania co do diety należy przestrzegać, aby uniknąć ewentualnych bóli spowodowanych rozrostem kamienia bądź pogłębieniem się anemii. Do tego należy ją uzupełnić w ryby - najlepiej dorsz bądź mintaj, ze względu na lekką niedoczynność tarczycy, która mogła spowodować obfite krwawienia podczas okresu. - powiedziawszy te słowa, tuż po chwili kobieta otrzymała spis porad i dietę, która pomoże jej w zwalczaniu bólu. Matthew był gotowy do wysłuchania jej ewentualnych pytań. - Wizyta kontrolną preferuję za tydzień, w celu sprawdzenia, czy złogi znikają oraz czy anemia również zostaje zwalczona. Godzina 15:20, jeżeli to pani nie przeszkadza, na izbie przyjęć. - powiedział, czekając na ewentualne pytania i na to, aż kobieta zaznajomi się z dość długim spisem porad.

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pią Sie 03 2018, 18:44

Myliła się, co wyszło dla niej na zdecydowany, wielki plus. Nie będzie jednak kuta. Przecież... mają jeszcze w probówkach jej krew, prawda? Na pewno ją wykorzystają do badania, nowego badania, jakie zlecił tu obecny lekarz.
Gdy leżała na podłodze, zwijając się z bólu, usłyszała jak mężczyzna coś mówi, ale nie dotarło to do niej. Wszystkie dźwięki były jakby przytłumione, pewnie przez tą wielką dawkę fizycznego cierpienia. Ale.. co to? Ból zelżał w swej sile. Nadal czuła kłucie, to fakt, ale to było już nic, naprawdę nic... tyle że... nie poczuła tego, co się czuje podczas wbijania igły do strzykawki. Podczas wbijania w skórę, rzecz jasna. A że Hen nie była osobą tępą, zrozumiała, że lekarz musiał zastosować jakieś zaklęcie. Pomogło do tego stopnia, że teraz panna Moseley, z niewielką pomocą mężczyzny, mogła usiąść na krześle. Jeszcze przez chwilę oddychała miarowo, ale już zaraz poczuła się o wiele lepiej, gdyż bóle zniknęły całkowicie. Teraz mogła w pełni zająć się słuchaniem wywodu lekarza. Cóż... picie takiej ilości wody to jeszcze przejdzie, ale nie pić kawy ani herbaty?!
- Zaraz – weszła mu w pół słowa – Nie pić kawy ani herbaty? To co ja będę ciepłego pić? Jak się obudzę bez filiżanki kofeiny? I uspokoję zszargane nerwy bez filiżanki dobrej herbaty? – spojrzała na niego, unosząc nieco lewą brew ku górze. A kiedy znowu dała mu szansę, by wszystko jej wytłumaczył, słuchała uważnie i kiwała głową na znak, że robi to naprawdę uważnie. W sumie, wiedziała, iż ten i tak to wszystko jej zapisze. Kto potrafi zapamiętać, wchłonąć tak pokaźną ilość informacji za jednym razem? Na pewno nie Henrietta.
Pod koniec wywodu kobieta zaczęła nerwowo chodzić po pomieszczeniu. Nie mogła po prostu się doczekać, a stąd wyjdzie. Na razie wzięła fiołki i kartki z instrukcjami, takimi jak dieta.
- W porządku – odparła – Za tydzień o tej godzinie zdecydowanie mi pasuje. Więc to będzie niedziela, tak? – uśmiechnęła się wesoło, czego nie można się dziwić. W końcu za chwilę opuści to miejsce, nieprawdaż? - Mam nadzieję, że napisał mi pan tutaj, jakich dawek się trzymać? – spytała, nie nawiązując kontaktu wzrokowego, a zamiast tego przebiegała oczami po kartkach, których było naprawdę wiele.
Była taka wesoła, że opuszcza to miejsce, że aż podskoczyła w miejscu. Podziękowała lekarzowi i pielęgniarce niezwykle wylewnie, i obróciła się na pięcie, by zmierzyć w kierunku drzwi. Ale... ale zanim uczyniła pierwszy krok, krok ku wolności i ku normalnemu życiu nagle sobie coś przypomniała.
- Aaa właśnie – zagadała cicho lekarza, spoglądając na zegarek. - Spóźniłam się trochę do pracy... no dobra. Bardzo się spóźniłam. Czy w takim razie mógłby pan dać mi na piśmie dla mojej szefowej, gdzie byłam, usprawiedliwiając to? – po chwili szybko dodała – Może to sposób tylko dla dzieci, ale w tym przypadku nie mam raczej wyboru... – uśmiechnęła się lekko. - Racja, zazwyczaj nie pracuję w niedzielę, ale dzisiejszy dzień szefowa wzięła za wyjątek, gdyż nazbierało się dużo roboty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 206
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 867
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pią Sie 03 2018, 21:12

Czasami miał prawdziwy mętlik w głowie, zastanawiając się, do którego świata rzeczywiście należy. Mózg zalewały niepotrzebne informacje, spadające z hukiem podobnym do wodospadu, gdzie jedyne, co było w stanie przerwać tę melancholiczną pieśń, był szum liści popędzanych do tańca za pomocą chłodnego, wieczornego wiatru. Prawidłowo, spoglądając racjonalnie na wszystko, co się tutaj dzieje, w części mugolskiej zostałaby zlecona prośba o ponowne pobranie krwi do potrzebnego wymazu, a tutaj? Wszystko wydawało mu się niepoukładane, nielogiczne, jak gdyby jakieś dziecko wkurzyło się podczas układania puzzli w odpowiedni obrazek, nie wiedząc, gdzie dokładnie umieścić jeden z pozostałych elementów, którym był on. Ostatecznie wylądował gdzieś w koszu, zastanawiając się nad swoim dalszym losem. Czyżby ktoś z góry go aż tak nienawidził za samo istnienie na tej planecie? Nie wiedział. Matthew gubił się nieraz między tymi granicami, nie był w stanie określić, która rzeka lepiej mu pasuje, a która wydaje się zatruwać jego umysł. Nie należy jednak narzekać, bo w sumie wyszło to na plus pacjentce - igła nie poszła w ruch i nie został wykonany ponownie wymaz, a nie wszyscy dookoła lubią patrzeć, jak krew napełnia się pod wpływem tłoka pociąganego do góry.
- Teoretycznie może pani pić tylko herbatę zieloną i białą. - odpowiedział szczerze, gdyż takie były fakty naukowe. Podobno te odmiany pozwalają bez problemów pozbyć się kamieni nerkowych, ale nigdy nie stosował i nie wiedział, jak one dokładnie działają. Po prostu czarna, mocna herbata była iście niezalecana. - Yerba mate może być zamiennikiem dla kawy. Jest dość tania i znacznie zdrowsza. - przemknął wzrokiem na papiery, które miał jeszcze przed sobą, dołączając do nich odpowiednie L4, na czas trzech dni, czyli wtedy, kiedy leki się skończą, według odpowiedniego dawkowania napisanego na zaleceniach. Doskonale wiedział o tym, że część osób nie potrafi żyć bez odpowiedniego kubka gorącej kawy z samego rana, kiedy to espresso idzie w ruch i pobudza zmysły, a potem, podczas stresującego dnia, bez chwycenia za filiżankę typowej angielskiej kawy z mlekiem. Sam nieraz popijał, ale nie w dramatycznych ilościach, chociażby ze względu na to, iż zdarza mu się słodzić ten dość typowy i klimatyczny napój. Ile można, nieświadomie i świadomie zarazem, wpychać do siebie tyle białego i niepotrzebnego cukru?
- Tak, to będzie niedziela. - wypowiedziawszy te słowa, zdjął okulary (jeżeli je wcześniej założył), odkładając je w bezpiecznym miejscu na stoliku. Nieraz oczy musiały przyzwyczaić się do patrzenia na świat bez żadnego wspomagania i odwrotnie - nieraz te charakterystyczne, zmieniające z każdą chwilą barwę tęczówki musiały przyzwyczajać się raz jeszcze do szkieł dalekowzrocznych. Rozumiał jej radość - niewiele osób uwielbia przebywanie w miejscach, gdzie do nosa dociera zapach sterylności, zaś w powietrzu unosi się dziwna atmosfera napięcia, które, jak na złość, nie chce przejść przez okno, by opuścić serca pracujących tutaj uzdrowicieli. Alexander jednak przyzwyczaił się do tego stanu rzeczy, uznając, że nie ma sensu się w jakikolwiek sposób sprzeciwiać. - Tak, wszystko jest napisane. Eliksiry wystarczą na trzy dni, wraz z dołączonym L4 na czas regeneracji i powrotu do zdrowia. - odpowiedział grzecznie na jej pytanie, biorąc pobliską ściereczkę oraz przecierając szkiełka, które z czasem zyskiwały na brudzie. Może powinien rzucić na nie jakieś zaklęcie odpychające? Nie no, aż takim leniwym człowiekiem nie jest, by parę razy zdjąć bryle i je zwyczajnie wyczyścić.
Zauważył wylewną reakcję Henrietty, aczkolwiek sam wylewnym człowiekiem nigdy nie był. Unikał dzielenia się z emocjami, zamykał się w specjalnym schronie jak zakażony likantropią czarodziej, który nie ma zamiaru zrobić nikomu krzywdy podczas pełni, samego siebie skuwając w łańcuchy, które w jego przypadku nigdy nie puszczały na tyle, by krzyknął z radości bądź zaczął szlochać w ramię jakiejkolwiek osoby, wyżalając się z własnych problemów. Zamiast tego obserwował, nie zaznając smaku i przyjemności prawdziwego życia. W jego umyśle codziennie toczyła się nieustanna wojna nad tym, jak powinien się zachować, a kiedy już powracał do domu, przeżywał te chwile, odtwarzał je na nowo w głowie, starając się znaleźć jak najlepszą reakcję.
- W porządku. - zgodził się, wyciągając jeszcze inne papiery, które zalegały szpitalne dokumenty, dokopując się do wzoru usprawiedliwień. Tyle dobrego, że miał przy sobie odpowiednie rzeczy, a przede wszystkim kartę pacjenta, sprawnie i dość ładnym pismem (na szpitalne standardy) uzupełniając kolejne rubryczki na pergaminie, jednak tym razem prawdziwym piórem. - Dla dzieci? Raczej nie... - zamyślił się na chwilę, pisząc jednocześnie to, o co poprosiła go kobieta. - Zdrowie powinno być na pierwszym miejscu. Zawsze. - może było to dziwne, ale tak właśnie sądził. Na pewno wygodniej dla szefowej będzie przyjąć usprawiedliwienie prosto ze szpitala z odpowiednimi podpisami niżeli gdyby poszkodowana przyszła w takim stanie do pracy, przywozić ją oraz spisywać protokoły wypadkowe. Słowa o pracy w niedzielę przyjął mruknięciem oraz kiwnięciem głowy, tuż po chwili przysuwając odpowiednią karteczkę, by mogła ją bez problemu zabrać i pokazać jako dowód. - Miłego powrotu do zdrowia. Proszę się nie przemęczać przez okres trwania zwolnienia. - typowa formułka, ale zawsze lepiej niż powiedzieć "Do zobaczenia", czyż nie?

/x2 zt dasz? c:

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Sob Sie 04 2018, 16:42

Ucieszyła się, że chociaż takie herbaty może pić. Co prawda na pewno będzie jej tęskno za zwykłą, czarną... ale nie mogła narzekać. Zwłaszcza, że w grę wchodzi jej zdrowie! Dla niego kobieta może poświęcić naprawdę wiele. No bo przez takie zaniedbywanie zdrowia można wylądować na wózku inwalidzkim, o, albo dostać czegoś dziwnego na twarzy, chociaż Henrietta, myśląc w ten sposób, nie dopasowywała konkretnych skutków zaniedbania do poszczególnych, własnych dolegliwości. Jeśli nawet nie zadba o zdrowie, swoje zdrowie, na pewno nie zostanie niepełnosprawna (w sensie fizycznym), ale może się zadziać coś innego. Coś mniej poważnego, to rzecz jasna, ale pewnie by coś się zadziało.
No ale nic. Wyglądało na to, że już za chwilę opuści to miejsce. Miejsce, które ją odpycha, na dodatek odpycha jeszcze bardziej od chwili śmierci jej ojca chrzestnego, który był jednocześnie jej rodzonym wujkiem. Tak, to jeszcze bardziej spotęgowało tą nienawiść i odrazę. Te kable i rurki od kroplówki, które otaczały i osaczały jego aż nazbyt wychudzone ciało niczym chmara długich węży... Węży, które przez fakt iż zawarły pakt ze śmiercią, zdawały się być gotowe, by zacisnąć się na jego gardle, tym samym uniemożliwiając mu złapanie oddechu – oddychał poprzez urządzenia, nie samodzielnie. Czemu się dziwić? To było ostatnie stadium jego choroby. Tak. Przegrał sprawę z Kagonotrią. Był dzielny, ale i tak przegrał. No cóz, takie jest życie, a kobieta długo nie mogła się z tym pogodzić.
- W porządku – odparła, wracając do rzeczywistości – No to do widzenia! – zawołała optymistycznie i zabrała torebkę położoną na jednym z krzeseł i papiery (zgięła je na pół, by lepiej jej było nieść, ale nie schowała do torebki bojąc się, że mogą się pognieść) oraz te niewielkie ilości zaleconych lekarstw (te już mogła schować) i już jej nie było.
Wychodząc z izby przyjęć, nie miała pojęcia, jak się stąd wydostać. Przecież, kiedy była nieprzytomna, nie mogła widzieć, jak dotarli z nią w te miejsce, nieprawdaż? Dlatego pytała się osoby przechodnie, jak wyjść z budynku szpitalnego, ale musiała to robić co chwilę, bo Henrietta ma masakryczną orientację w terenie. W końcu... udało jej się. Jeszcze popytała się innych ludzi, jak dość do konkretnych ulic, aż w końcu doszła do swojego miejsca zamieszkania.


z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pon Paź 08 2018, 20:07

| Powrót po jakimś czasie |

Tak. Nadszedł czas. To dzisiaj.
Na dzisiaj wypada jej wizyta kontrolna na izbie przyjęć szpitala św. Munga. Kobieta wstała punktualnie, by mieć czas na ubranie się, zjedzenie śniadania w ogólnie doprowadzenie się do stanu użyteczności. Prawda, dostosowała się do zaleceń lekarza, który nazywa się Matthew Alexander i miała szczerą nadzieję że to akurat on, nie kto inny, dzisiaj się nią "zajmie". Bardzo go polubiła – to bardzo miły i uprzejmy magiczny lekarz, i widać już na pierwszy rzut oka, że naprawdę przejmuje się swoimi pacjentami. Ewentualnie był taki tylko dla niej, acz Hen była zdania, że nie jest jedyną w ten sposób potraktowaną. I pewnie ma rację... Henrietta lubiła dzielić szczęście i zadowolenie z innymi. Nawet, jeśli nie zna tych "innych".
Tak, robiła to, co zalecał jej lekarz. Ale bóle powracały. Może nie aż takie intensywne i częste, no ale... to samo tyczyło się omdleń. I tak było lepiej, niż wtedy, gdy po raz pierwszy była w budynku szpitala św. Munga.
No ale cóż. Kobieta przekroczyła progi szpitala i... nawet pamiętała, gdzie znajduje się izba przyjęć! Mimo jej okropnej orientacji w terenie. A po drodze zapytała TYLKO jedną osobę. To już coś. Była z tego powodu z siebie bardzo zadowolona. Uprzednio oczywiście musiała pojawić się w recepcji, odebrała informację, o której godzinie będzie przyjęta. Niezwykle zadowolona, poszła... no wiemy, gdzie. Po prostu powracamy znowu do tego samego momentu. Tak czy owak, już po dwóch minutach siedziała na krześle. Krzesła były rozłożone przy ścianie po lewej stronie od drzwi. A drzwi kryły za sobą  oczywiście pomieszczenie, traktowane jako izbę przyjęć. Kobieta zwana Henriettą była osobą dobrą i o dobrym sercu, więc przepuściła te "gorsze" przypadki. Aż w końcu nadszedł czas na nią...
Wstała powoli z krzesła, a robiła to powoli, gdyż bała się że bóle powrócą. Podeszła do drzwi i zastukała głośno pięścią o mahoniowe drzwi...


@Diana Hazel
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 495
  Liczba postów : 241
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Wto Paź 09 2018, 14:54

Home, sweet home... A przynajmniej tak powiadają. Diana nie mogła tego miejsca nazwać swoim wspaniałym domem. W sumie, chyba nie było takiego miejsca na ziemi, które ze szczerym sercem domem by nazwała. Od dawna wiedziała, że nie pasuje do większości miejsc. A ta podróż, w którą się udała, trochę ją w tym uświadomiła dodatkowo.
Zniknęła. Bez śladu, pospiesznie, nie powiedziawszy nikomu chociażby "pa" czy "do zobaczenia". Nie zostawiła po sobie kartki, nie pisnęła o tym nawet słowa. Ba! Nawet nie zaprzątnęła sobie głowy czymś tak głupim i prozaicznym jak opróżnienie lodówki. Po prostu, wstała pewnego poranka, z zamiarem udania się do Munga, ale jakoś tak wyszło, że wylądowała w Ameryce Północnej. Czemu? Co nią kierowało? Ciężko powiedzieć. W zasadzie tutaj, w Londynie, nie było nikogo czy niczego, co trwale by ją w tym miejscu trzymało. Była wolnym ptakiem. Po prostu rozprostowała skrzydła i pofrunęła.
A teraz wróciła z podkurczonym ogonem.
Nowy York okazał się być wspaniałym miejscem, ale nie dla niej. Czuła się dziwnie opustoszała w tej cholernej kamiennej dżungli. I zauważyła coś, o czym w życiu by nawet nie pomyślała. Iva odeszła. Kiedy tam była, zniknęła całkowicie. Po prostu w pewnym momencie przestała słyszeć zgryźliwe docinki siostry w swojej głowie. Cisza była tak ogromna. Zapomniała, jak to jest nie dzielić się swoim umysłem z kimś jeszcze. Wspaniale było posmakować tego znowu.
Odżyła.
Uśmiechnęła się pierwszy raz od wielu lat. Zupełnie szczerze, naturalnie, przez przypadek. Tak, jak normalni ludzie. Po prostu, któregoś dnia zauważyła psa. Pięknego i naprawdę miłego. I wywołał on uśmiech na spierzchniętych ustach. Uczucie było tak niesamowite, że nawet nie wiedziała, kiedy zaczęła śmiać się otwarcie wniebogłosy nie zdolna do tego, aby przestać!
Ale razem ze śmiechem nadeszła świadomość samotności.
Nowy York nie był dla niej. Wiedziała to po kilku tygodniach. Ale duma nie pozwalała jej wrócić do poprzedniego, tak naprędce porzuconego życia. Aż w końcu przyszedł ten dzień, kiedy stwierdziła, że musi wrócić. Zbyt daleko odfrunęła od swojego gniazda. Zbyt długo jej tam nie było. Pół roku, tyle czasu potrzebowała, aby uświadomić sobie, że jej dom był tam, w Londynie. Że w ogóle miała dom.
A teraz, siedziała na izbie przyjęć, skazana na najgorszą możliwą pracę, w ramach pokuty za jej wcześniejsze postępki. Odzyskała pracę, ale miała teraz o wiele więcej godzin tej niewdzięcznej pracy. Musiała zapłacić za błędy.
Dlatego, gdy usłyszała pukanie do drzwi, westchnęła przeciągle i zamknęła okno, które miała za plecami.
-Proszę. - powiedziała, na tyle głośno, aby osoba za drzwiami usłyszała jej głos. Sama usiadła za biurkiem w oczekiwaniu na pacjenta, delektując się resztką unoszącego się wokół niej tytoniowego odoru.

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Wto Paź 09 2018, 20:10

Niewiarygodne, że czekała tak krótko, mimo że, jak już wiemy, przepuściła parę osób. W głowie Henrietty od razu zrodziła się tak jakby "wizja", że lekarz, który przyjmuje za tymi drzwiami, uwija się z pacjentami niezwykle szybko, co zrodziło od razu nową myśl: robi wszystko, by wszystkich jak najszybciej "obsłużyć", by mieć spokój i wcześniej pójść do domu. Kobiecie nie podobałoby się to. Nie to, że jest dzieckiem specjalnej troski... nigdy taka nie była. Bardziej chodzi o to, że chce, by lekarz wyjaśnił jej wszystko dokładnie (jakich leków używać, czego unikać, jeżeli chodzi o jedzenie i picie. I tak dalej, i tak dalej...), w końcu po to tutaj przyszła, prawda?
Tak, niewiarygodne, że czekała tak krótko. Dlatego wstała powoli, i już wiemy, z jakiego powodu. Jeszcze tylko westchnęła głęboko, chcąc się nieco uspokoić. Trzeba przyznać, że przyjście tutaj ponownie rodziło u niej stres. I inne emocje, tak bardzo adekwatne jak na osobę, u której stwierdzono dwie przypadłości, czytaj: adekwatnie jak na Henriettę Moseley. Kobietę, którą, w przeciwieństwie do wielu innych, naprawdę obchodziło własne zdrowie. Chciała wiedzieć wszystko o tym, co się w niej (a raczej, w tym przypadku, u niej) dzieje i jak temu zapobiegać. Jednocześnie modliła się, by ból znowu jej nie zaatakował. I żeby nie osłabła. To na pewno byłoby kłopotliwe, szczególnie dla takiego portretu lekarza, jaki tkwił od teraz w umyśle Hen, jaki ta ostatnia sobie wytworzyła. Oczywiście nie mogła wiedzieć, czy ten jest prawidłowy. Ale tego miała się dowiedzieć już za chwilę. No, może nie od razu. Najpierw musi go/ją poznać, by jednoznacznie ocenić. A może nie jednoznacznie? Może to będzie lekarz dość... "złożony", o ile takiego określenia można użyć w stosunku do człowieka. Nie napomnieliśmy jeszcze, że kobieta dowiedziała się o urlopie tamtego lekarza w recepcji.
Kiedy usłyszała "proszę", kobieta nacisnęła klamkę i od razu zamknęła za sobą drzwi. Odwróciła się w stronę lekarza, lustrując uważnie wzrokiem osobę, która nim jest. Cóż... nie tego się spodziewała. Zdecydowanie nie. Może to przez to, że pamiętając osobę Matthewa, na jego podstawie utworzyła sobie w umyśle obraz typowego lekarza? I nie, nie chodzi o płeć. Chodzi o coś innego, o wiele bardziej głębszego. Coś, czego nie da się opisać zwykłymi słowami.. Może to coś... coś w rodzaju aury?
Od razu poczuła zapach, którego wręcz nienawidziła, który drażnił jej nozdrza. Odkaszlnęła i powoli przedstawiła się i powiedziała, czemu to przyszła – że była tu już, zaznaczyła co jej stwierdzono, jakie rady otrzymała oraz leki (czy na pewno to wszystko, co przepisał jej Matthew, można nazwać tym słowem?). No i najważniejsze, że miała się zgłosić ponownie, na wizytę kontrolną, właśnie dzisiaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 495
  Liczba postów : 241
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Nie Paź 14 2018, 11:50

Widok zjawiającej się w progu gabinetu lekarskiego pacjentki, nie był dla Hazel żadnym szokiem. To znaczy, przychodząc do pracy przecież się spodziewała, że pojawią się pacjenci, których będzie musiała badać, diagnozować, przepisywać im recepty i ogólnie starać im sie pomóc. Tylko szokiem dla D była konkretnie ta pacjentka.
Od progu, nim chociażby uśmiech zdążył pojawić się na jej twarzy (tak, ostatnio zyskała zdolność naturalnego uśmiechania się!), ta już zaczęła opowiadać o swoim przypadku, o tym co jej się przytrafiło, co stwierdził poprzedni lekarz i czego tak naprawdę wymaga podczas tej wizyty od uzdrowicielki. Dziwnie było tak siedzieć i słuchać z ust obcej kobiety na temat tego, co powinna właśnie robić. Bo w końcu pracując w Mungu to ona zawsze mówiła innym, co robić powinni, dawała im zalecenia. W końcu taka jej rola, jako uzdrowiciela. To jej powinni słuchać, w większości przypadków, a nie ona innych.
Nie ma co się dziwić temu, że pacjentka mogła być zszokowana widokiem takiego uzdrowiciela jak Hazel. Mankiety rękawów podwinięte ponad łokcie, doskonale pokazywały bardzo dużą rzeszę tatuażów. Krótko przystrzyżone, czarne włosy, niemal tak, jakby jakieś dziecko z nożyczkami ją dopadło, też na pewno nie zachęcały nikogo do kobiety. Odór papierosowy jeszcze bardziej mógł kogoś upewniać w przekonaniu, że to nie jest właściwy człowiek na właściwym miejscu. Nic bardziej mylnego. Chyba z większym powołaniem niż ona, nikt tutaj nie pracował. Ale przecież nie każdy od razu powinien znać jej całą historię i, co za tym idzie, motywy, które pokierowały ją właśnie w taki a nie inny sposób.
Zmarszczyła brwi w momencie, kiedy kobieta zaczęła wszystko dokładnie opowiadać. Robiła to tak szybko i tak szczegółowo, że w pewny momencie kobieta po prostu zaczęła się gubić. Nigdy nie lubiła, kiedy ktoś podawał jej tak dużo informacji na raz, a ta sytuacja nie była odmienna.
-Chwileczkę. - powiedziała, kiedy kobieta zrobiła chwilę przerwy w swoim monologu. - Czy może mi Pani jeszcze raz powiedzieć o tym, jaki uzdowiciel poprzednio panią badał oraz jakie były jego zalecenia? - zapytała, bo ta dosyć istotna informacja, gdzieś jej po prostu umknęła.

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Nie Paź 14 2018, 20:36

/Hen nie mówiła szybko, ale to taki szczegół. xD


Skończywszy swój monolog, kobieta wzięła głęboki oddech, następnie wolno wypuściła powietrze. I bacznie obserwowała uzdrowicielkę, nie wiedząc w sumie, co o niej sądzić. Ale uznała, że to nie jest aż tak ważne... ważniejsza była sama wizyta. Henrietta nawet nie pomyślała, że jej monolog został źle przyjęty przez tę kobietę. Ona po prostu zrobiła to, co do niej należało – nakreśliła swój problem, i tyle. W sumie, nasza krawcowa już taka była. Często nie zachowuje się wedle ogólnie przyjętych zasad. Często zachowuje się nieadekwatnie. Może ten jej monolog można uznać za tego przejaw? Mówiła, mówiła, ale w pewnym momencie to uzdrowicielka zawarła głos, a Hen nie miała wyjścia. Musiała sobie przerwać.
- On się nazywał... Alexander. Imienia nie znam, albo nie pamiętam... – podrapała się po głowie – No i on zalecił mi pewne leki i eliksiry – mówiąc to, zaczęła szperać nerwowo w swojej torebce, aż wyjęła pewną kartkę (a raczej to, co z niej pozostało, bo była w opłakanym stanie), bardzo pogniecioną. Kobiecie było głupio, że musi lekarce pokazywać coś równie szpetnego. Rozłożyła go, następnie, pochyliwszy się, ułożyła papier na kolanach i wygładziła. Jeszcze tylko przejrzała świstek, bo to najlepsze słowo, ze wszystkich stron, a następnie podała kobiecie. - Na tej kartce jest wszystko. Na dodatek radził, bym bardzo dużo piła. – uśmiechnęła się blado do uzdrowicielki. Tak, blado, bo nie wiedziała jaki inny rodzaj uśmiechu by tu najlepiej pasował.
Stała tak, czekając aż kobieta pozwoli jej usiąść. Starała się nie przebierać nogami, ale chwilowo było to nieuniknione, Henrietta nienawidziła stać. Od razu robiło jej się słabo, a do tego ma anemię, przez którą taki "odlot" wydaje się być jeszcze bardziej  możliwy. Wiedziała, że musi na siebie uważać. Wiedziała, że musi o siebie dbać, aczkolwiek zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że tu i teraz ważniejsza jest grzeczna, przykładna postawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 495
  Liczba postów : 241
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Czw Paź 18 2018, 09:07

/ wiem wiem, ale dla Hazel taki natłok informacji na raz to szybko, raczej o to mi chodziło xD

Zamyśliła się na dłuższą chwilę nad odpowiedzią kobiety. Czy kojarzyła kogoś o takim nazwisku? Cóż, trzeba pamiętać o tym, że przecież w Mungu pracowało naprawdę wielu uzdrowicieli. Istniało spore prawdopodobieństwo, że kiedyś się na niego natchnęła, bądź on słyszał o niej, ale pewności mieć nie mogła. W chwili obecnej ten uzdrowiciel był dla niej równie enigmatyczny jak kobieta, która właśnie przyszła do niej na konsultację. I to w sumie na niej, a nie na postaci tego doktora w końcu powinna się skupić, prawda? To ona była jej pacjentką, a nie jakiś Alexander.
Wzięła w dłoń podaną przez kobietę kartkę papieru, na której wszystko było dosyć precyzyjnie nakreślone. Zgadzała się z większością zaleceń poprzedniego uzdrowiciela, ale sobą by nie była, gdyby pewnych kwestii sama nie sprawdziła od ręki. Cóż, D mogła wyglądać na kogoś takiego, kto ogólnie ma wszystko w dupie i faktycznie tak było! Wyjątkiem potwierdzającym regułę była jej praca i to, że w tym miejscu, zawsze starała się o wiele mocniej i chciała pokazać, że nie znalazła się tutaj przez przypadek. Tak właściwie, to było to dla niej niczym powołanie i w taki też sposób traktowała swoją pracę.
-Pani pozwoli. - powiedziała spokojnie, oddając jej zalecenia uzdrowiciela. Jakby machinalnie przeczesała dłonią i tak za krótkie i potargane włosy, po czym wstała z miejsca i wzięła w dłoń różdżkę, która dotychczas spoczywała spokojnie na blacie obok kałamarza i pióra. Kiedy jej pacjentka również się podniosła, wycelowała w jej ciało różdżką. Najpierw, co najważniejsze dla niej, rzuciła zaklęcie Collection aby bez większego problemu pobrać wszelkie próbki do badań i móc oddać je do odpowiedniej analizy. Nie to, że nie wierzyła poprzedniemu uzdrowicielowi, ale chyba należało się upewnić, czy stan kobiety się nie pogarsza, prawda?
- A ogólnie, czuje się Pani lepiej niż poprzednim razem podczas wizyty? - zapytała po chwili cicho, nadal wpatrując się i doszukując skutków rzucenia poprawnego czaru. -Proszę usiąść
Podeszła do swojego biurka i sięgnęła po kartę tej kobiety. Zaczęła czytać ją, studiując namiętnie wszystkie zapiski i dokładniej zapoznając się z poprzednim stanem pacjentki. Z tego co już mogła powiedzieć, to jej stan na pewno się poprawił. Jeszcze tylko wypadało poczekać na analizję pobranych za pomocą zaklęcia próbek.

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pią Paź 19 2018, 17:30

Powierzyła kartkę z zaleceniami dłoniom uzdrowicielki, i czekała aż ta skończy ją analizować, grzecznie stojąc i milcząc. Tak, stała, i trzeba przyznać, że powoli zaczynało jej się robić słabo. Powoli, stopniowo, ale jednak. Jeszcze nie miała mroczków przed oczami. Jeszcze. Ale może zaraz jej przejdzie? Oby tak było...
Niestety, było coraz gorzej, ale nie aż tak tragicznie, by nie mogła kontaktować. Przyjmowała do siebie bodźce dopływające do niej za pomocą różnych zmysłów, odczytując je prawidłowo.
"Pani pozwoli". Henrietta, po odebraniu kartki z rąk kobiety, spojrzała na nią ze zdziwionym spojrzeniem, nie wiedziała bowiem, co zamierza zrobić uzdrowicielka, z którą obcuje tu i teraz, ale już wkrótce zaspokoi swoją ciekawość, i już po chwili tak się właśnie stało, gdyż uzdrowicielka wycelowała różdżkę w stronę pacjentki, a ta ostatnia przestraszyła się. Przeraziła nie na żarty, aż poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła, sądząc, iż kobieta chce jej coś zrobić, na bok odsuwając fakty, że lekarzowi tak nie wolno, on musi zająć się pacjentem, i to jak najbardziej umie. A może ona wale nim nie jest, i otrzymała zlecenie, by zabić Henriettę? Moseley nie chciała i nie mogła w to uwierzyć. To dla niej było zbyt absurdalne. I jej myśli potwierdziły się, gdyż krótkowłosa rzuciła zaklęcie, a jej... nic się nie stało! Chociaż trzeba przyznać, iż Hen przeżyła niemały szok. Ale... wszystko zakończyło się szczęśliwie. No, może nie zakończyło – bo nie wiadomo, co przyniesie przyszłość, czyż nie? Nie chciała się pytać, co to za zaklęcie i po co je rzuciła, ale nie chciała wyjść w jej oczach na kretynkę. Nie zadała więc żadnego pytania, uznawszy że kobieta musiała je wykonać. Pewnie wszystko dla dobra Henrietty. Więc owa Henrietta milczała.
I czuła się coraz gorzej. W końcu przed oczami zaczęły pokazywać jej się mroczki, początkowo niewiele, ale z każdą narastającą sekundą zmieniało się to. Kiedy uzdrowicielka zadała jej pytanie, pani krawcowa dopiero teraz zauważyła, że mówienie idzie jej ciężej, niż zawsze.
- J-j-a... czuj-ję... s-się... lepiej... – i to była prawda, tylko jeśli wziąć pod uwagę ogół jej stanu. I podziękowała, że zaproponowano jej zajęcie krzesła. Ledwo dotknęła oparcia... i bum, padła na podłogę, jednak zanim do tego doszło, uzdrowicielka zdążyła zapoznać się z większością dokumentów, określających stan Henrietty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 495
  Liczba postów : 241
http://www.czarodzieje.org/t15635-diana-charlotta-hazel?nid=1#421247
http://www.czarodzieje.org/t15644-d-hazel#421278
http://www.czarodzieje.org/t15643-diana-hazel
http://www.czarodzieje.org/t15636-diana-charlotta-hazel




Moderator






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Pon Paź 22 2018, 22:38

Nie do końca zwracała uwagę na to, co robi jej pacjentka. Była zajęta zapoznaniem się z historią jej choroby i zaleceniami poprzedniego uzdrowiciela. Było tego sporo, to trzeba było przyznać od razu. Więc nie specjalnie patrzyła na kobietę w tym momencie, przez co nie mogła dostrzec od razu objawów zawrotów głowy, które widoczne przecież byłyby gołym okiem. Dopiero w momencie, gdy zadała pytanie i odpowiedź na nie uzyskana, była przynajmniej dziwna, oderwała wzrok od karty i zrobiła to w momencie, w którym kobieta zemdlała.
-Kurwa! - wyrzuciła z siebie, rzucają kartę w bliżej nieokreślonym kierunku i w błyskawicznym tempie pokonując odległość dzieląca ją od pacjentki.
Uklękła obok i zaczęła od jakże prostego i podstawowego poklepania kobiety po policzku w nadziei, że to coś pomoże. Nie widząc żadnej konkretniejszej reakcji. Nie dobrze to wszystko wyglądało. Po tym, co kobieta mówiła i co Diana zobaczyła w jej karcie, można było sądzić, że naprawdę czuje się lepiej. A tu proszę, nic bardziej mylnego. Mdlała na oczach uzdrowicielki i ta nie była w stanie w żaden sposób temu zapobiec.
Postanowiła zrobić to w bardziej magiczny sposób. Skoro mugolski nie był najlepszym rozwiązaniem, to chyba nic innego nie mogła zrobić. Dlatego złapała za różdżkę i wycelowała nią w kobiece ciało, rzucając przy tym inkarnację rennervate. Chwilę to trwało, ale w końcu pacjentka zaczęła powoli otwierać oczy i jakby wracać do siebie. Nie trudno się domyśleć, jak bardzo wtedy ulżyło Hazel.
Ostrożnie pomogła kobiecie się podnieść i posadziła ją na krzesełku z nadzieją, że trzyma się już na tyle, aby nie spaść z niego. Bała się zostawić ją samą w tym miejscu, dlatego podeszła do regału, wzięła z niego pusty kubek i rzuciła zaklęcie, dzięki któremu kubek po brzegi wypełnił się wodą.
-Proszę, niech Pani to wypije spokojnie. - powiedziała, wręczając jej naczynie z wodą. Postanowiła jeszcze raz zmierzyć wszystkie parametry kobiety, dlatego ponownie rzuciła odpowiednie zaklęcie i przyglądała się temu, co ono pokazywało. Widziała, że z ciałem tej pacjentki jest coś nie w porządku jeszcze, musiała to dokładniej sprawdzić.
- Sądzę, że najlepszym wyjściem będzie, aby pani została na jeden dzień obserwacji w Mungu. Wtedy będzie można przeprowadzić więcej badań, bo te zasłabnięcia są przynajmniej niepokojące. - złapała ponownie za kartę i zaczęła coś zawzięcie notować. Dopiero po chwili oderwała wzrok od pergaminu i spojrzała na Henriette ciekawa, jaką podejmie decyzję w związku z jej słowami.

/wybacz, że dopiero teraz, ale mam pogrom na uczelni i w pracy :(

______________________


Każdy człowiek ma dwie twarze
Tylko nie każdy pozwala na to, aby druga wyszła na wierzch.

Ważne:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 161
  Liczba postów : 54
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   Czw Paź 25 2018, 18:46

Obudziła się. Początkowo nie wiedziała, co się dzieje i gdzie jest (podobnie jak wtedy, gdy poprzedniego razu po omdleniu przed szpitalem nagle znalazła się na kozetce w izbie przyjęć... i proszę, no proszę, historia ewidentnie lubi się powtarzać. Ale oby nie powtarzała się w pełni, a chodzi tu o ból, którego uprzednio doznała, który rujnował ją o środka, miał aż taką siłę rażenia), ale z czasem zaczynała kojarzyć fakty. Nie kontaktowała jednak jeszcze na tyle, by zarejestrować w mózgu fakt, iż uzdrowicielka pomogła jej usiąść. Słowa, by Hen wypiła nieco wody, docierały do niej jeszcze jakby przez mgłę, ale była w stanie już utrzymać kubek, zaciskając na nim swe palce jednej z dłoni. Przechyliła nieznacznie naczynie, przykładając do ust i biorąc mały łyczek. I od razu wszystko jej "zajaśniało", jakby to była jakaś magia nad magią. O ile można to tak nazwać. Tak czy owak, wypiła jeszcze więcej, odpoczęła, potem wzięła kolejny łyczek. Wtedy właśnie krótkowłosa kobieta zaproponowała jej zostanie na nieco dłużej w murach szpitala św. Munga. A Henrietta? Jaka była jej reakcja na usłyszaną propozycję? Wypluła resztę wody, a przezroczysty płyn rozproszył się po podłodze. Było jej głupio, że zrobiła taki bajzel, nawet jeśli nie był duży. Ale było jeszcze coś innego, coś, czym teraz naprawdę powinna się zająć. Zostać w szpitalu? Nie ma mowy! Chociaż słowa wypowiedziane na głos były nieco inne...
- Z-z-ostać w szpitalu? No ale... ja mam pracę, mam życie, nie mam czasu na to, by marnować czas w szpitalu... – przez chwilę milczała i można się słusznie domyślić, że zastanawia się, co potem powiedzieć. Zgodzić się? Powoli w jej umyśle zaczęła kwitnąć myśl, że może to nie wcale taki zły pomysł? Jakby nie patrzeć, to tylko jeden dzień. - Ale to będzie tylko jeden dzień? Na pewno nie dłużej? – spoglądała w uzdrowicielkę z pełną powagą, na jaką tylko było stać panią krawcową. - Nie mogę dłużej, bo, jak już mówiłam, nie mam czasu na leżenie w szpitalach. A skoro są koniecznie inne badania, to mogę zostać. – teraz już nie patrzyła na uzdrowicielkę, a jej wzrok błądził po wszystkim, co stoi w pokoiku, po wszystkim, tylko nie po twarzy kobiety - Ale niech mi pani obieca. Jeden dzień. – teraz przypomniało jej się o niewielkiej kałuży wody, którą, no... no, po prostu wypluła, nie oszukujmy się. A to wszystko przez zaskoczenie, kiedy usłyszała słowa krótkowłosej. Jednakże, czuła się winna. Wstała gwałtownie, a przez tę gwałtowność zakręciło jej się znowu w głowie, ale nie zemdlała. Po chwili było już wszystko w porządku. Tak, wstała i postanowiła sama podjąć inicjatywę.
- Ma pani gdzieś jakąś ścierkę, bym mogła wytrzeć tę wodę? – spojrzała z uśmiechem na uzdrowicielkę – No bo to ja wyplułam tę wodę i bardzo za to prze... – nagle poczuła silne uderzenie bólu, kumulującego się w okolicach podbrzusza. Kobieta zgięła się w pasie i ukucnęła, trzymając się za wymienioną część ciała. Jej oblicze przystrajał grymas bólu. Nie wytrzymała i zawołała głośno:
- Cholera jasna!

/nie ma sprawy, Ty też musiałaś trochę czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Izba przyjęć   

Powrót do góry Go down
 

Izba przyjęć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-