Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Magiczna Menażeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : -16
  Liczba postów : 974




Gracz






PisanieTemat: Magiczna Menażeria   Sob Cze 12 2010, 13:09

First topic message reminder :


Magiczna Menażeria

W tym małym i dusznym sklepie można kupić wszelakie magiczne zwierzaki. Od pięknych śnieżnych sów, poprzez ropuchy, a skończywszy na kotach. W asortymencie jest tu także pokarm dla różnych zwierząt, oraz wszelakie odżywki i klatki.

Łańcuch Scamandera - 170g
Pokarm dla zwierząt – 1g
Bahanocyd - 50g
Dodatki (grzebyki, obroże itp) – 6g
Dowolna żaba – 12g
Dowolny szczur – 14g
Puszek pigmejski – 14g
Dziki puszek pigmejski – 16g
Klatka dla wybranego zwierzaka – 18g
Dowolny królik – 22g
Dowolna mała papuga – 22g
Dowolny kot – 24g
Dowolny kruk – 27g
Dowolna jaszczurka – 27g
Dowolny pająk – 27g
Dowolna duża papuga – 32g
Dowolny gatunek sowy – 32g
Lelek wróżebnik - 100g
Dowolny kameleon – 53g
Dowolny gatunek węża – 68g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.


Jeśli posiadasz licencję, możesz zakupić również zwierzęta takie jak:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moustiers Sainte-Marie, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14696-arielle-catrin-tender#392224
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14699-don-t-act-like-you-forgot#392235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14700-sowa-arielki#392236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14698-arielle-c-tender#392234




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Nie Lip 09 2017, 21:03

Za dużo działo się w tej nieszczęsnej menażerii. Takiego rabanu to właściciel prawdopodobnie w życiu się nie spodziewał! Arielle sama nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć, co robić i ogólnie jak się zachowywać. Kiedy nieznajomy wyciągnął na nią różdżkę, wcale go nie puściła, nie popchnęła na węża (chociaż trochę kusiło), ani nie wyszarpnęła własnej. Po co? Żeby go sprowokować? I tak nie miała szans rzucić żadnego zaklęcia przed tym chłopakiem, który zdawał się pilnować nieznajomej dziewczyny bardziej, niż dzikich zwierząt. Arielle nawet za bardzo się nie zestresowała, wręcz przeciwnie - na jej twarzy pojawiło się coś na kształt uśmiechu. O ile nie był szaleńcem, to spokojnie się dogadają.
Obserwowała dalej tego profesjonalistę, który z jednym wężem sobie nie radził, gdy dopiero dostrzegła potężną sowę, która wydostała się na wolność. Ari była tak przejęta wężem, że nawet nie zorientowała się, że to chłopak wypuścił ptaka. Kiedy właściciel zniknął w szalejącej na dworzu burzy, Francuzka postanowiła jakoś zabezpieczyć sklep przed wydostawaniem się reszty stworzeń... Ale w tej samej chwili dostrzegła litery układające się w powietrzu i uniosła brwi z zaskoczeniem, patrząc na swojego towarzysza niedoli.
- Chyba na pewno - odparła, wyjmując różdżkę, aby zaraz dokładnie to samo napisać w powietrzu. Starała się przy tym byś spokojna i aż nadto powolna - żeby chłopak miał pewność, że nie spróbuje go zaatakować. Dopiero co trzymał różdżkę przy jej twarzy... Przez chwilę zastanawiała się, czy to jakaś dziwna gra, ale potem doszła do wniosku, że może po prostu chłopak ma problemy ze słuchem.
Podeszła do drzwi sklepu i zamknęła je zaklęciem, przy okazji uchylając się przed rozszalałą sową - Arielle nie chciała zostać podrapana i podziobana, ale trochę obawiała się, że jakieś ogłuszające zaklęcie zwierzę może poważnie skrzywdzić. Mimo wszystko powinni dopilnować, żeby te futrzaki (i pierzaki. I... i te łuskowate też.) nie uciekły.
Znasz się na zwierzętach?, napisała w powietrzu, odskakując od klatki ze wściekle prychającym kotem. Stworzenie naparło na zamek, a ten... nie, to niemożliwe, żeby sam z siebie się otworzył! Dziewczyna z trudem powstrzymała pisk, gdy masywne kocisko zeskoczyło na podłogę i wyprężyło się dumnie. Raz próbowała zaopiekować się kugucharem, ale skończyło się to obustronną nienawiścią. Arielle wolała zachowywać dystans.


4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Nie Lip 09 2017, 22:14

Podejście dziewczyny niezwykle mu się spodobało, aż sam był zaskoczony, że ręka mu drgnęła i prawie opadła wzdłuż ciała. Zazwyczaj wszyscy myśleli, że są szybsi, że zdążą wyciągnąć różdżkę i rzucić zaklęcie, zanim on pomyśli. Byli też tacy, którzy krzyczeli i uciekali, a wtedy zostawiał ich w spokoju, a on nie cierpiał tchórzostwa, nie znosił ucieczek. Niezwykle rzadko ktoś potrafił mu się postawić w takiej sytuacji i przez chwilę nie mógł oderwać wzroku od dziewczyny. Nie kojarzył jej ze szkoły, chociaż nie mógł stwierdzić jednoznacznie, że nie była uczennicą Hogwartu. Stronił od ludzi, więc nie zdziwiłby się, gdyby nigdy się nie spotkali.
Dziewczyna uśmiechała się lekko – tak, to na pewno był uśmiech, lecz nie pełen triumfu czy radości, a raczej zadowolenia. Jakby podobało się jej zachowanie Yngve. Norweg w duchu również się uśmiechnął, jednak dziewczyna zobaczyła jedynie wysoko uniesione brwi. Ciekawe, czym jeszcze zostanie zaskoczony.
Ale po chwili to nie on był zaskakiwany, a ona. Skoro nie wiedziała, że wśród uczniów jest głuchoniemy chłopak, to tym bardziej nie mogła uczęszczać do Hogwartu. Początkowe dni w szkockiej szkole po brzegi wypełnione były plotkami o Norwegu i jego przypadłości. Ucichły dopiero niedawno, chociaż Yngve i tak czuł się wytykany palcami i rozpoznawalny przez większość.
Przyzwyczajony, że powinien spoglądać na twarz rozmówcy, zrozumiał, co dziewczyna miała na myśli, zanim to napisała. Nie chciał jednak uświadamiać jej o swojej zdolności, dlatego odczekał, aż napisze to samo przed nimi. Skinął głową – przynajmniej myśleli ponownie. Pozwolił się jej odsunąć, skoro nie planowała go atakować. Zresztą Yngve dobrze wiedział, że sam by sobie nie poradził, nie dałby rady zapanować nad tymi wszystkimi zwierzętami. Machnął ręką w geście pozwolenia (żeby dziewczyna nie myślała, że zaraz rzuci na nią zaklęcie), a potem spojrzał na przeklętą sowę, której ruchy skrzydeł wyczuwał wyraźnie na karku. Nie przychodziło mu w tej chwili żadne zaklęcie, którym mógłby zmusić zwierzę do posłuszeństwa. Oczywiście istniało niewybaczalne zaklęcie kontrolujące, ale po pierwsze, nie potrafił go, a po drugie i tak by go nie użył. Sowa wzniosła się jeszcze wyżej, a on spojrzał w stronę drzwi. Dostrzegł też napis i wywrócił oczami.
Ani trochę – odpisał, po czym wzruszył ramionami. Jeżeli i ona się nie zna, to mają niezłe kłopoty. Postanowił jednak jakoś zapanować nad sową. Śledził ją początkowo wzrokiem, a kiedy przypomniał sobie pożyteczne zaklęcie, skierował różdżkę na ptaka: Arcesso Noctua, pomyślał. Zaklęcie podziałało, sowa, zmuszona magiczną siłą, podleciała do Yngve i usiadła mu na ramieniu, ale trwało to tylko chwilę, a skołowany Norweg nawet nie pomyślał, że powinien przywołać ją do klatki. Sowa, wzburzona, wzleciała w powietrze, zostawiając na ręce chłopaka szramy.
Wtedy na zapleczu rozległ się huk i nawet Yngve poczuł, że cos jest nie tak. Mimo wszystko napisał: Co się stało?! Kompletnie nie wiedział, co go tak przestraszyło, aby był przekonany, że stało się coś niedobrego. Zza zaplecza dobiegło ich głośne bzyczenie oraz szorowanie po podłodze, a po chwili do małego pomieszczenia wleciały dwa żądliboki, prawdopodobnie hodowane na zamówienie, oraz jakieś dziwne zwierzę podobne do świni – kołkogonek. Latające stworzenie skierowało się na osaczoną przez kota Arielle, a świnia zaatakowała Yngve, który – w przypływie olśnienia – stanął na krześle, z którego zwalił klatkę z sową.

Arielle, naciera na ciebie… żądlibok! Rzuć kostkami i sprawdź, czy cię użądlił:
1, 4 – Jesteś niesamowicie spostrzegawcza i żądlibok nie ma z tobą szans.
2, 5 – Nie zauważyłaś żądliboka, ale Yngve tak i zdążył cię przed użądleniem uratować.
3, 6 – Ale pech! Ani ty, ani Yngve nie zauważyliście żądliboka i teraz możesz sobie lewitować w powietrzu i próbować go złapać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moustiers Sainte-Marie, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14696-arielle-catrin-tender#392224
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14699-don-t-act-like-you-forgot#392235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14700-sowa-arielki#392236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14698-arielle-c-tender#392234




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Nie Lip 09 2017, 22:50

Nie miała czasu na przejmowanie się dziwnym zachowaniem chłopaka. Nie wiedziała o jego stanie zdrowotnym, mogła jedynie się domyślać. Gdyby nie słyszała, pewnie również stałaby się o wiele bardziej przewrażliwiona (lub po prostu czujna? To chyba była zwykła czujność...). Nie przejęła się jego skinieniami i pozwoleniami, bo na Merlina, gdyby próbował rzucać w nią teraz jakimiś zaklęciami, to musiałby być poważnie porąbany. Znajdowali się w beznadziejnej sytuacji i Arielle nie miała ochoty użerać się dodatkowo z jakimś idiotą. Dobrze, że przynajmniej właściciel im nie przeszkadzał...
Zerknęła na nieznajomego, który niestety również nie znał się na zwierzętach. Wpadł jednak na jakiś pomysł, jak opanować tę wściekłą sowę... Problem w tym, że ona zaraz znowu uciekła. Tender westchnęła sfrustrowana. Chyba będzie musiała mu pomóc, ale sama nie wiedziała jak... Kot prychnął wściekle i coś trzasnęło na zapleczu. Arielle przekierowała różdżkę w tamtą stronę, ale na widok kołkogonka kompletnie zgłupiała. No bo co miała robić? Ciężko byłoby znaleźć tutaj białego psa! Dziewczyna zupełnie nie zauważyła owadów fruwających z zawrotną prędkością w powietrzu, toteż skoncentrowała się najpierw na tym parszywym kocisku.
- Somnium- rzuciła, a zwierzę ziewnęło i osunęło się na podłogę, pogrążone w mocnym śnie. Spróbowała zrobić to samo z sową, ale ta latała jak nienormalna i nie dało się normalnie rzucić zaklęcia. Arielle podniosła klatkę, żeby zapakować tam ptaka, jak już uda jej się go złapać. Przez chwilę przestała interesować się tamtym chłopakiem, ale chyba powinien sobie jakoś radzić, prawda?
Dziewczyna odwróciła głowę, gdy ptak naparł na nią, próbując się bronić przed usypiającymi zaklęciami. Nie chciała zostać cała podziobana! Cofając się wpadła na regał z jakimiś klatkami i nawet nie zauważyła, że uchyliła jedno terrarium.
Gdyby wiedziała, że na jej plecy wlazła gigantyczna tarantula, z pewnością nie byłaby tak spokojna. Korzystając z okazji, że sowa nieco się rozproszyła, ją również uśpiła - udało jej się nawet złapać ptaka, nim uderzył o ziemię. Mało delikatnie zapakowała ją do klatki, dalej nie czując włochatych odnóży pająka wspinającego się po jej łopatce w stronę ramienia. Odwróciła się do nieznajomego, żeby sprawdzić, jak on sobie radzi z tą nadpobudliwą świnką.

Kosteczki dla Yngve - czyli jak radzisz sobie z kołkogonkiem!
1, 3 - Ucieczka na krzesło była dobrym pomysłem, ale magiczna świnka do inteligentnych nie należy. Uderza z impetem w mebel, przez co jedna nóżka się łamie. Lądujesz na podłodze - kołkogonek biega rozszalały po pomieszczeniu, a ty się poobijałeś...
2 - Może i nie słyszałeś zaklęcia, którego Arielle użyła na kocie i sowie, ale widziałeś jego skutek. Próbujesz tego samego (znowu rzucasz kością; parzysty wynik - trafiłeś, nieparzysty wynik - kołkogonek jest zbyt szybki, ale odsuwa się od ciebie przynajmniej na chwilę, unikając zaklęcia)
4, 6 - Przypominasz sobie o białych psach, których to kołkogonek powinien się bać. Całkiem sprytnie postanawiasz transmutować dowolny przedmiot w dużą figurkę takiego właśnie zwierzaka - i jest to genialne zagranie! Kołkogonek kuli się w kącie.
5 - Nie wiesz co zrobić, albo po prostu nie starcza ci czasu. Arielle wkracza do akcji!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Pon Lip 10 2017, 21:01

Wydawało mu się, że opanował sytuację z prosiakiem, który wydawał się zdezorientowany, gdy jego cel nagle zniknął z pola widzenia (uroki niskopodłogowych stworzeń), ale zaraz znalazł sobie inny cel – zaczął biegać dookoła stojaka z kameleonem i chociaż na chwilę pozwolił odetchnąć Ślizgonowi, który wpatrywał się z niezrozumieniem w dziewczynę, uwięzioną razem z nim w sklepie. Także wyglądała za zdezorientowaną, zwłaszcza że żadne z nich właściwie nie wiedziało, co to za dzikie stworzenia spanikowały aż tak bardzo, że zaplecze okazało się dla nich za małe. Na szczęście udało jej się opanować wściekłego kocura (Yngve zaczął współczuć jego przyszłemu właścicielowi oraz jego najbliższym), jednak prawie przypłaciła to wieczną lewitacją.
Uwadze Norwega nie umknął latający wokół dziewczyny owad, gdy ta próbowała złapać sowę do klatki. Dokładnie tę samą, która podrapała jego rękę. W duchu kibicował blondynce, jednak nie zignorował stworzeń z żądłami. Był niemal pewny, że są niebezpieczne, ale nie do końca wiedział, co takiego mogły zrobić. Gdy jednak zauważył, że jeden z nich przymierza się do ataku, nie czekał ani chwili. Z wprawą rzucił zaklęcie: Murum! To było pierwsze zaklęcie, które wpadło mu do głowy w tym bałaganie i może nie było najmądrzejsze, bo nagle między dziewczyną a śpiącym kotem i przeklętymi żądlibokami wyrósł wysoki mur, który… aż wrósł w sufit. Yngve aż uchylił usta – zdążył zapomnieć, jakie to zaklęcie było proste, a jednocześnie pożyteczne. Tę chwilę nieuwagi przypłacił jednak zdrowiem (i prawie życiem!), bo to małe cholerstwo, które stwierdziło, że bieganie dookoła czegoś jest nudne, najpierw zdecydowało się potężnie przywalić w stojak z kameleonem, który ze strachu wtopił się tło, a następnie wymknął przez wygniecione druty, a potem z równie wielką siłą zaczął uderzać w chybotliwy stołek Ślizgona, który nie miał się czego złapać i gdy tylko jedna noga się wyłamała, runął jak długi pod szafkami z pokarmem i wydał z siebie dziwny, nieokreślony, zniekształcony dźwięk, który miał być wyrazem zaskoczenia. Różdżka właściciela potoczyła się pod regał, a Yngve dominującą ręką uderzył z impetem o ziemię i nie mógł utrzymać zgiętych palców. Pozostał bezbronny.
Zanim odzyskał zdolność logicznego myślenia, przyglądał się bezwiednie dziewczynie, która sprytnie radziła sobie ze zwierzętami i z lekka zżerała go zazdrość, że on praktycznie nie zna neutralnych zaklęć. W większości wszystkie miały na celu ochronę przed zaklęciami albo dosadne przekazanie informacji natrętnym istotom. Zobaczył tarantulę na plecach dziewczyny, ale nie mógł jej w żaden sposób o tym poinformować. Uświadomiwszy sobie, że nie ma różdżki, zaczął szukać jej na oślep po podłodze.

1

Zobaczymy, co się stało z biedną Arielle, przed którą nagle wyrósł wysoki mur!
1 – Wprawdzie Yngve cię zaskoczył, ale w ostatniej chwili się odsunęłaś. Tylko nadepnęłaś biednego kameleona na ogon!
2, 3 – Oho, ale cię Yngve zaskoczył! Zachwiałaś się i poleciałaś do tyłu, wprost na klatkę z małymi szczurkami, których było aż… pięć. Ups? Jak bardzo boisz się biegających szczurów?
4 – Zanim wyrósł przed tobą mur, udało ci się odstawić klatkę z sową na bok i przenieść kota na swoje miejsce.
5, 6 – Tak przestraszyłaś się muru, który pojawił się znikąd, że poleciałaś do tyłu i wylądowałaś na plecach. Pająk, żeby nie zginąć, przeniósł ci się najpierw na szyję, a potem na ucho, żeby skończyć na głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moustiers Sainte-Marie, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14696-arielle-catrin-tender#392224
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14699-don-t-act-like-you-forgot#392235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14700-sowa-arielki#392236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14698-arielle-c-tender#392234




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Pon Lip 10 2017, 22:48

Arielle nie widziała żadnych latających, żądlących stworzeń i nie wiedziała, że nieznajomy próbuje ją uratować. Zajęta walką z kotem i sową, szukając klatek i ogólnie próbując ogarnąć sytuację, nie spodziewała się żadnego gigantycznego muru, który znikąd pojawił się tuż przed jej nosem. Żądlibąk również, tak więc przywalił w cegły i spadł na ziemię... prawie tak, jak panna Tender! Ta jednak nie wpadła na ścianę, a jedynie odskoczyła od niej panicznie, potykając się na roztrzaskanej klatce sowiej (a więc tutaj było to cholerstwo!). Stęknęła niezadowolona, upadając na ziemię. W jednej chwili poczuła, jak coś przebiega po jej ramieniu, a kiedy pierwsze odnóże tarantuli dotknęło jej szyi, wrzasnęła przerażona. No bo poważnie, pająk?!
- Idź sobie, idź sobie! - Wyrwało jej się, gdy szamotała się na podłodze jak nienormalna. Stworzenie uciekło na jej głowę i Arielle nagle pokochała siebie za to, że założyła kapelusz. Strąciła go błyskawicznie ze swojej głowy, mając nadzieję, że poleci jak najdalej. Wstała, wzdrygając się i klnąc głośno po francusku. Widziała, że pająk złazi z kapelusza na podłogę i chyba nie wie, gdzie uciec... Ari poczuła się całkiem przyparta do muru.
Uniosła zaklęciem tarantulę i wrzuciła ją do terrarium (może nieco zbyt brutalnie, ale to zwierzę było paskudne!). Niezbyt za to wiedziała, co zrobić z wielkim murem, podczas gdy Yngve po drugiej stronie mógł potrzebować pomocy. Obawiała się jednak, że jeśli ta osłona zostanie zdjęta, to kołkogonek narobi jeszcze większego bałaganu, przez co nie uda jej się ogarnąć śpiącej sowy i pochrapującego kota.
- Reparo - mruknęła, nakierowując różdżkę na klatkę sowy. Kiedy była już w dobrym stanie, wsadziła do niej ptaka i postawiła go na jednym z regałów. Z kotem było jeszcze mniej problemów, bo zepsuty był jedynie zamek w klatce. - Finite! - Zawołała, wskazując na mur. Na szczęście, zadziałało i zniknął... Ale dziewczynie nie spodobało się to, co zobaczyła. Chłopak leżał na podłodze, jakiś stojak był przewrócony, a kołkogonek dalej szalał.
Żyjesz?, napisała w powietrzu, podchodząc do nieznajomego. Dalej nie miała pojęcia, o co chodziło z tym murem i nie zauważyła braku różdżki w jego dłoni. Nie wiedziała również, że na wolności był biedny, przestraszony kameleon.
Spróbowała rzucić Drętwotę na kołkogonka, ale nie trafiła i zaklęcie odbiło się od podłogi, trafiając w klatkę ze szczurami. Zaskutkowało to wygięciem się paru kratek, przez co zwierzęta mogły wydostać się na wolność...
- Orbis! - Zawołała, a świetliste linki uchwyciły zwierzę, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Arielle powinna znaleźć kołkogonkowi jakąś solidną klatkę, ale postanowiła najpierw upewnić się, że jej towarzyszowi nic poważnego się nie stało.

W kwestii różdżki...
1, 2 - Twoja różdżka poleciała pod regał, tak jak ta właściciela menażerii. Nie sięgniesz tam, niestety, więc lepiej poproś jakoś Arielle o pomoc!
3, 4 - Różdżka właściciela jest pod regałem, ale twoja tuż obok. Lepiej weź ją i pomóż Arielle, zanim kołkogonek się wydostanie, albo co innego zacznie broić!
5, 6 - Na twojej różdżce usiadł kameleon, a ty tego nie zauważyłeś... Cofasz rękę z zaskoczeniem, zwierzę ucieka i odpycha przy tym różdżkę prosto pod kratki klatki z puszkami pigmejskimi. Stworzonka wysuwają swoje długie języki i próbują ją pożreć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Wto Lip 11 2017, 15:25

Ten sklep był klaustrofobicznie mały – co wyjaśniało, czemu para Ślizgonów co chwilę się o coś potykała – ale gdy Yngve zależało na szybkim odnalezieniu różdżki, jak na złość nigdzie jej nie było. Przez chwilę miał nadzieję, że dziewczyna sobie poradzi, więc już nie szukał różdżki na oślep, a starał się odnaleźć ją spojrzeniem. Przynajmniej dopóki cokolwiek widział, bo za chwilę odczuł potężne uderzenie i silny wiatr, który uderzył z impetem w okna, otworzył je i pogasił wszystkie świece, które oświetlały lokal, zgasły. Sapnął z zaskoczenia. Sytuacja stawała się nie tylko niekomfortowa, ale i przerażająca. Niczego nie słyszał ani nie widział, nie mógł też się odezwać. Starał się zachować spokój, ale udało mu się to tylko przez chwilę, dopóki prosiak nie uderzył go ponownie w nogę. Yngve przekręcił się na bok, a potem na brzuch, żeby szybko podnieść się na czworaka i po omacku, w kompletnej ciszy szukać różdżki.
Tym samym jego uwadze umknęła panika dziewczyny oraz to, jak usuwa olbrzymi mur ze środka sklepu. Nie zauważył też, jak blondynka sprawnie opanowuje sytuację z sową i kotem. Dziewczynie udało się też zbliżyć do niego na wyciągnięcie ręki, jednak wtedy Yngve, zbyt zaabsorbowany poszukiwaniami, nie dostrzegł jej. Teraz żadne z nich niczego nie mogło niczego zobaczyć.
Pozostały jeszcze dwa latające żądliboki, kołkogonek, kameleon i kilka szczurków, które rozbiegły się na wszystkie kierunki. Jeden przebiegł dziewczynie po nodze, drugi niemal wpakował się Yngve do ucha. Ślizgon wzdrygnął się, potrząsnął gwałtownie głową i uderzył w szafkę. Z bolącą skronią, odczołgał się kawałek dalej. Gdy sunął palcami po podłodze, natrafił na czubek różdżki. Odetchnął z ogromną ulga i szybkimi ruchami przybliżył do siebie magiczny patyk. Chciał go złapać pewnie w rękę, jednak wyczuł nagle coś śliskiego, coś zupełnie nieprzypominającego krewna. Naraz to coś wyrwało się do przodu, ocierając się o przedramię Yngve, który poczuł też, że różdżka przesuwa się – dość szybko – jeszcze dalej od niego. Prychnął ze złością. Zdążył opanować panikę – chociaż uczucie nicości naprawdę go przerażało – bo miał cel: różdżkę. Wiedział, że gdzieś tu jest, że niedługo uda mu się ją znaleźć. Nierozważnie ruszył do przodu i wyczuł palcami małą klatkę. Obmacywał ją dokładnie, dopóki coś go nie ugryzło. Poczuł krew na palcu. Cholerne gryziołki! Jakby nie mógł trafić na nic innego! Zagryzł wargę i z determinacją zaczął szukać różdżki po podłodze. Gryziołki poraniły go jeszcze kilkukrotnie, ale wreszcie jego palce dotarły do różdżki. Wysunął ją ostrożnie, badając, czy nie jest zniszczona, a potem z dumą podniósł na wysokość ramion.
Pierwsze, co zrobił, gdy przestał czuć się bezsilny, to rozświetlił całe pomieszczenie. Lumos Maxima było tak potężne, że wystarczyło, aby oświetlić każdy kąt. Yngve nakierował kulę światła na sklepienie i tam też zostawił. Żeby opanować harmider, rzucił Impervius na puste ramy okna, nadając przestrzeni właściwości odpychające, a potem spojrzał na kołkogonka, któremu udało się uwolnić z zaklęcia dziewczyny (która, swoją drogą, teraz gdzieś chyba leżała) i bez zbędnych czułości, jak to robiła jego towarzyszka, rzucił Drętwotę. Tak samo postąpił z małymi szczurkami, które udało mu się utrafić. Nie był jednak pewien, czy to wszystkie – przemykały tak szybko, że nawet on nie nadążał z rzucaniem zaklęć, zanim się schowają.
Nie miał jednak żadnego pomysłu, jak złapać niewidzialnego kameleona… Może dziewczyna mu pomoże? Niestety, nigdzie jej nie dostrzegał.

6

To teraz kosteczki dla biednej Arielle…
1, 5 – Nagły brak światła sprawił, że przy kolejnym kroku potknęłaś się o klatkę z kotem, którego uśpiłaś, i wylądowałaś jak długa na podłodze, a na tobie dwie klatki z małymi sowami. Chyba nieźle się poobijałaś. Gdy próbowałaś unieść się na rękach, okazało się, że jeden z twoich nadgarstków boli niemiłosiernie: chyba jest skręcony. Rzuć kostką, by sprawdzić, który. Parzysta – ręka dominująca. Nieparzysta – na szczęście wciąż możesz rzucać zaklęcia.
2, 6 – Brak światła to jeszcze nic, zdążyłaś w porę się zatrzymać (zwróciwszy uwagę na wyjący wiatr), ale zaklęcie Yngve zupełnie cię oślepiło i gwałtownie odsunęłaś się do tyłu, potknęłaś i wpadłaś na szkło z wybitego okna. Część odłamków wbiła ci się mocno w dłonie, które masz teraz całe zakrwawione.
3,4 – Wiatr pomógł uciec nietoperzowi, który – gdy tylko zobaczył przerażające światło – wplątał ci się we włosy. Nie szarp się, bo jeszcze je stracisz!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moustiers Sainte-Marie, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14696-arielle-catrin-tender#392224
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14699-don-t-act-like-you-forgot#392235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14700-sowa-arielki#392236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14698-arielle-c-tender#392234




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Sro Lip 12 2017, 11:52

Myślała już, że udało im się w większości opanować sytuację. Muru nie było, kot i sowa na miejscu, kołkogonek spętany świetlistymi linami... O żądlibąkach dalej nie wiedziała, chociaż raz czy dwa zdawało jej się, że usłyszała niepokojące bzyczenie. Arielle była z siebie nawet dumna, bo część zwierzaków udało jej się okiełznać. Nigdy nie lubiła Opieki Nad Magicznym Zwierzętami i była pewna, że dałoby się to wszystko pozałatwiać jakoś lepiej i delikatniej.
Kiedy wszystkie światła zgasły, dziewczyna zamarła w bezruchu. W porównaniu do tego, dyskomfort związany z obrzydliwym pajęczakiem chodzącym po ciele, to było nic. Arielle nigdy nie lubiła ciemności, jako dziecko panicznie się jej bała, a teraz... Cóż, teraz lepiej wychodziło jej udawanie tego. Zupełnie straciła głowę, tkwiąc w miejscu jak słup soli. Miała różdżkę w dłoni, mogła zareagować, ale nagle zapomniała o wszystkich zaklęciach - ba, zapomniała kim jest!
Nigdy nie lubiła takiej bezsilności i niewiedzy. Krążyła spojrzeniem po ciemnych zakamarkach, wyłapując jedynie poszczególne, rozmazane kształty. Zamrugała kilkakrotnie, chcąc przyzwyczaić się do panującego mroku, ale wszystko wyglądało jak potencjalne zagrożenie. Zacisnęła palce mocniej na różdżce. Musi tylko ją podnieść i rzucić zaklęcie. Powoli, spokojnie, żeby nie zwrócić na siebie uwagi... Arielle nawet nie wiedziała, czego się tak boi.
Nie udało jej się opanować, bo Yngve już rzucił zaklęcie i wielka kula światła zawisła u sufitu. Francuzka zmrużyła powieki, oślepiona jasnym blaskiem i cofnęła się mało zgrabnie. Po raz kolejny się potknęła (to chyba te buty. Miały jakiś wyjątkowo niefortunny obcas!) i wylądowała na podłodze. Nie puściła różdżki, ale odruchowo podparła się dłoni i okazało się to być jej zgubą. Syknęła z bólu, zrywając się i patrząc na odłamki szkła, które powbijały się w jej ręce. Nie mogła nawet żadnego z nich wyjąć, nie wbijając przy tym mocniej innych. Różdżka sama wymsknęła jej się spomiędzy zakrwawionych palców, ale Ari zaraz lekko ją przydepnęła, żeby przypadkiem jej nie zgubić.
- Hej, chyba potrzebuję pomocy - oznajmiła, ponieważ nagle zrobiło się zaskakująco cicho i spokojnie. Spojrzała na chłopaka, który w tym czasie poradził sobie z kołkogonkiem i przypomniała sobie, że chyba mówienie do niego niewiele da. Zaczekała, aż skończy rzucać zaklęciami w przerażone szczury, po czym uniosła lekko drżące dłonie, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Uśmiechnęła się przy tym słabo. Nie potrzebowała wiele, rany nie były jakieś tragiczne - wystarczyło jedynie, żeby powyciągał te kawałki szkła, zanim ona przypadkiem wbije je jeszcze głębiej. No, malutkie zaklęcie uzdrawiające też by nie zaszkodziło.

6

Yngve, bohaterze, rzuć kostką!
1, 4 - kiedy pomagasz Arielle, podlatują do was te dwa nieszczęsne żądlibąki. Jesteście o tyle czujni, że je zauważacie i udaje wam się je złapać, zanim was użądlą!
2, 5 - chyba oboje macie problem z utrzymywaniem się w pozycji stojącej. Potykasz się i przewracasz, a przy tym boleśnie obijasz sobie kolano... Ale hej, znalazłeś kameleona! Lepiej szybko odnieś go do jakiegoś terrarium, zanim znowu ucieknie!
3, 6 - idziesz do Arielle, ale zauważasz na podłodze obok siebie małego szczurka, który wyraźnie jest przerażony i nie wie co zrobić. Chyba trochę ci go szkoda, a może po prostu wygląda na godnego zaufania? Tak czy inaczej, postanawiasz najpierw odstawić go na odpowiednie miejsce. Niestety, kiedy maluch jest już za kratkami, z klatki obok wysuwa się łapa jakiegoś innego, równie nieznośnego kota. Rzuć ponownie kostką! Parzysta - drapnął cię mocno w ramię, lepiej jak najszybciej to opatrz! Nieparzysta - w porę się uchylasz, zwierzak prycha wściekle, ale to tyle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Skąd : Norwegia, Kristiansand
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 442
  Liczba postów : 156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12782-yngve-lsnedahl#344813
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12784-yngve-magnus#344824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12783-sowka-hanne#344823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12785-yngve-magnus-lsnedahl#344826




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Sro Lip 12 2017, 17:21

Istne pobojowisko – poprzewracane klatki, terraria i krzesła, szkło na środku sklepu, a do tego gdzieś wciąż biegały pogubione zwierzęta. Wydawało się, że gorzej być nie może – w końcu najgorsze chyba, co może być, to ucieczka samego właściciela, który powinien najlepiej wiedzieć, jak uspokoić panikujące stworzenia – a jednak! Współpraca Ślizgonom nie szła najlepiej, a że żadne z nich nie chciało stracić zdrowia, najpierw ratowało siebie, a dopiero potem interesowało się towarzyszem niedoli. Nic więc dziwnego, że nie raz wylądowali na ziemi.
Yngve zdążył się podnieść i otrzepać, niemal pewny, że udało im się opanować sytuację. Gdy spojrzał po klatkach, utwierdził się w przekonaniu, że w większości z nich znajdują się odpowiednie zwierzęta. Jedynie terrarium było puste i lokum kameleona (przynajmniej tak myślał, bo podejrzewał, że ten gad z pewnością wtopił się w tło; gdziekolwiek by nie był). A tak, pozostały jeszcze żądliboki… Yngve już się z nimi nie bawił i gdy tylko je dostrzegł (musiał przyznać, że są bardzo szybkie), rzucił Feraverto. Przez myśl mu nie przeszło, że powinien dwa kielichy złapać, więc w ostatniej chwili przywołał je do siebie i odstawił z ulgą na blat.
Nie miał już siły na kolejne pojedynki z rozszalałymi stworzeniami, na szczęście zaraz dostrzegł dziewczynę. Wprawdzie leżała na podłodze w miejscu, gdzie było pełno szkła, ale nie wydawała się bardzo poszkodowana. I dobrze, bo gdyby potrzebowała natychmiastowej pomocy medyka, Yngve miałby kłopoty – przez tę sytuację utracił część magicznej mocy i nie był pewien, czy byłby w stanie wykonać bardzo skomplikowane zaklęcia uzdrawiające. Zaraz zobaczył jej poranione dłonie i skinął głową na znak, że rozumie. Powoli ruszył do dziewczyny, omijając leżącego kołkogonka i terrarium z pająkiem. Zanim jednak zrobił drugi krok, dostrzegł czającego na podłodze małego, białego szczurka, który bał się chociażby ruszyć. Spojrzał na niego z łagodnym uśmiechem i kucnął, po czym wyciągnął prawą dłoń i poruszył delikatnie palcami, aby zachęcić zwierzę do podejścia. Szczurek szybko zaufał Norwegowi i zaraz dreptał po jego dłoni. Chłopak stwierdził, że powinien odstawić małą istotę do rodziny, jednak gdy otwierał klatkę, mały szczurek zaczął wspinać się po jego ręce aż na ramię. Yngve uniósł w zdziwieniu brwi, ale zamknął pozostałe szczury, żeby już nie uciekły i chciał unieść rękę, żeby zwierzę znowu wróciło na jego dłoń, gdy szczurek szybko przemknął na drugie ramię w ucieczce przed paskudnym kocurem i jego pazurami, które po chwili zatopiły się w skórze Norwega. Odsunął się gwałtownie i spiorunował kota spojrzeniem. Rana piekła, więc zanim zajął się swoim nowym towarzyszem (tak, zdecydował, że to biedne szczurze dziecko nie może żyć w takich warunkach), rzucił na siebie zaklęcie uzdrawiające. Dopiero potem pogłaskał szczura, ale pozwolił mu zostać na ramieniu.
Zwykle z trudem przychodziło mu wymyślanie imion, jednak teraz wiedział, że to białe stworzenie będzie nazywało się Lykke, czyli z norweskiego pomyślny zbieg okoliczności.
Już nic go nie zatrzymywało, więc wreszcie dotarł do dziewczyny i uważnie przyjrzał się jej dłoniom. Szkło wbiło się dość mocno i rany z pewnością bolały, więc zanim Yngve zaczął powoli wyciągać odłamki, postanowił prostym zaklęciem uśmierzyć ból (aby dziewczyna za bardzo się nie wierciła). Uniósł różdżkę i skierował na rany, a potem pomyślał: Asinta mulaf. Odczekał chwilę, a potem wyjął najpierw największe odłamki, aby potem zająć się mniejszymi. Te niewidoczne usunął dzięki Episkey. Na koniec opatrzył dłonie Ferulą – bandaże zaraz nasiąknęły krwią.
Gotowe, napisał. Jakby krwawiło mocno, mogę rzucić jeszcze jedno zaklęcie, dopisał. Nie wiedział, na ile dziewczyna zna się na uzdrawianiu. Zmywamy się stąd? Sugestia padał dopiero po chwili. Na dworze wciąż błyskało, a wiatr niósł się echem po ulicach, ale w tej chwili nawet pogoda wydawała się Yngve bezpieczniejsza niż przebywanie wśród dzikich stworzeń.

3, 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 19
Skąd : Moustiers Sainte-Marie, Francja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 289
  Liczba postów : 226
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14696-arielle-catrin-tender#392224
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14699-don-t-act-like-you-forgot#392235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14700-sowa-arielki#392236
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14698-arielle-c-tender#392234




Moderator






PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Nie Lip 16 2017, 13:38

Arielle już pogubiła się w tym, ile zwierząt pozostało na wolności. Powoli zaczynała denerwować się na właściciela menażerii, który pobiegł za jednym głupim wężem w taką burzę. I co, dalej nie złapał gada? Zostawił obcych w swoim sklepie. Może i nie mógł domyślać się, jaki bałagan tutaj nastanie, ale nie obawiał się nawet jakiejś kradzieży?
Obserwowała uważnie jak chłopak radzi sobie z pozostałymi zwierzętami. Odetchnęła z ulgą, kiedy pozbył się żądlibąków i niemal skoczyła pod sufit, kiedy w końcu ją zauważył. Sapnęła z irytacją, kiedy postanowił najpierw zająć się jakimś małym szczurkiem i jak okazało się, słusznie uznała to za błąd. Kiedy próbował odstawić malucha do jego klatki, zaatakował go kot - Ari zawołała nawet ostrzegawczo, co oczywiście nic nie dało. Zabawne, jak solidne są przyzwyczajenia i odruchy. Miała świadomość, że nieznajomy jej nie słyszy, ale i tak próbowała jakoś mu coś zakomunikować. Zaczekała nieco zniecierpliwiona, aż chłopak sam siebie uleczy, a gdy do niej podszedł uniosła lekko kącik ust. Nie chciała się tu przypadkiem wykrwawić!
Miło, że pomyślał o uśmierzeniu bólu, bo Francuzce było o wiele łatwiej wytrzymać dzięki temu tę mało skomplikowaną operację. Patrzyła, jak wyciąga z jej dłoni kawałki szkła i jak kolejne strużki krwi ściekają po jej rękach na podłogę. W pełni odetchnęła dopiero, kiedy rany zostały zakryte bandażami. Pokręciła głową na propozycję kolejnego zaklęcia. Może i bandaże nabrały czerwonego zabarwienia, ale nie było najgorzej - a ona i tak wiedziała, że po powrocie do domu zajmie się tym na poważne. Chwyciła delikatnie różdżkę, nie chcąc podrażnić dłoni. Asinta mulaf dalej działało, więc nie miała zbyt wielkiego problemu.
Pewnie, nabazgrała mało wyraźnie. Rozejrzała się jeszcze, czy aby wszystko na pewno ma przy sobie. Musiała przywołać do siebie kapelusz, który odrzuciła podczas walki z pająkiem - obejrzała go uważnie, czy przypadkiem nie znajduje się na nim nic niepokojącego. Kiedy wszystko było w porządku, wsadziła go sobie na głowę i zerknęła jeszcze raz na chłopaka, u którego boku walczyła ze zwierzętami.
Do zobaczenia?, rzuciła jeszcze, po czym otworzyła drzwi i wybiegła na ulicę. Niech się właściciel sklepu sam męczy, bo ona i tak straciła już wystarczająco czasu i zdrowia. Burza dalej szalała, ale trudno, trzeba było przeczekać gdzie indziej, albo jakoś dostać się do domu...

/zt x2 (?)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Inverclyde
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 182
  Liczba postów : 37
http://www.czarodzieje.org/t15541-leander-therrathiel
http://www.czarodzieje.org/t15573-but-are-we-all-lost-stars-trying-to-light-up-the-dark
http://www.czarodzieje.org/t15593-iuventas
http://www.czarodzieje.org/t15523-leander-z-therrathiel




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   Pon Gru 25 2017, 20:22

Lubię zimę, ale są takie chwile, kiedy wydaję mi się, że jednak jej nie cierpię. Sporo mam takich chwil i sporo takich odczuć w stosunku do różnych rzeczy. Kolorów. Pór roku. Nawet ludzi. Jestem natomiast prawie pewien, że nie lubię Magicznej Menażerii – jest mała i duszna, a choć obecnie oznacza to, że jest w niej także cieplej, wolałbym stać na zewnątrz. Wolałbym rzucić się w objęcia chłodu. I wcale nie chodzi tu o jakieś zapachy. Jestem w końcu przyzwyczajony do pracy ze zwierzętami. Zwłaszcza ze smokami, a wbrew pozorom, smoki nie pachną ani trochę tak majestatycznie jak wyglądają. Mimo wszystko zjawiam się w sklepie, bo czuję, że nie mam wyboru. Wciąż jestem trochę – albo nawet bardzo – zły na Doriena, jednak cała ta bzdurna świąteczna atmosfera najwyraźniej dobrze na mnie wpływa. Albo wręcz przeciwnie. Czuję się jednak w nastroju do wybaczania i zabieram się za zakupy. Większość prezentów wysyłam za pomocą Listonosza, ale nie jestem tak niehumanitarny, żeby przesyłać zwierzęta pocztą. Choć, jak sądzę, niektórzy spróbują także i tego. Wzdycham tylko głęboko, pchając cienkie, szklane drzwi i przeklinam się w myślach za to, że w ogóle się tu wybrałem. Jest tyle ciekawszych miejsc. Lepszych miejsc. A jednak mus to mus.
Podchodzę do lady i silę się na uśmiech, który wygląda zaskakująco prawdziwie. Prawie tak, jak gdybym był naprawę uczynnym klientem i nie krytykował każdego cala tego lokalu w myślach. Uśmiecham się zatem życzliwie i proszę o wybraną jaszczurkę, mając nadzieję, że nikt nawet nie śmie zapytać, czy zapakować. Byłbym w stanie spodziewać się wszystkiego. Zwłaszcza na tej przeklętej ulicy Pokątnej. Zwłaszcza na niej. Wychodzę w końcu ze sklepu, z zakupionym zwierzęciem, choć ciężko powiedzieć, że jestem w pełni zadowolony. Wolałbym w końcu w ogóle się tu nie pojawiać. Choć trzeba przyznać, że 27 galeonów to niezbyt wygórowana cena. Nawet jak na lokację tego typu.

z.t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Magiczna Menażeria   

Powrót do góry Go down
 

Magiczna Menażeria

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

 Similar topics

-
» Magiczna przystań

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-