Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Wto 4 Lut - 17:28

First topic message reminder :

Mieszkanie nr 17



Sypialnia Devena

Skromny pokoik, pełen donic z magicznymi roślinami, pudełek, w których mieszkają różne zwierzęta - chore i zdrowe, indiańskich drobiazgów i książek. Pod łóżkiem swoje legowisko ma mały bóbr - Ayashe, ale częściej można go znaleźć zaplątanego w pościel Devena...



Kuchnia



Łazienka





Ostatnio zmieniony przez Deven Quayle dnia Pon 30 Maj - 14:12, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 162
Dodatkowo : animagia (wilk)
  Liczba postów : 193
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12196-belphegor-bloodcrow#331868
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12401-let-s-start-a-party#331930
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12403-belphegorowy-kruk
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12402-belphegor-bloodcrow#331933




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Czw 31 Mar - 22:00

Belhpegor zupełnie stracił głowę dla Clarissy. Od zawsze czuł się niesamowicie w jej towarzystwie, ale to co czuł teraz przechodziło ludzkie pojęcie. Na Merlina, nigdy nie myślał, że jakakolwiek kobieta tak mu zawróci w głowie. Ale Clarissa nie była jakąkolwiek kobietą, była jedyna w swoim rodzaju i gryfon wiedział, że to przy niej pragnie trwać. I tylko z nią pragnie się zatracać. Kiedy orała jego skórę paznokciami uśmiechał się i przygryzał miejsce, w którym aktualnie znajdowały się jego usta. Czy to szyja, ucho, warga, czy sutek.
Poddał się kiedy podnosiła jego głowę odciągając chłopaka od swojej waginy i usiadła, żeby go pocałować. Oddał pocałunek i próbował go przedłużyć o wieczność. Chciał przelać wszystkie swoje uczucia w czyny. Po raz kolejny ze zdziwieniem i zadziornym uśmiechem wylądował na plecach na łóżku. Ciekawe, czy mebel wytrzyma jeszcze chwilę takiej zabawy, ale Belphegora to nie obchodziło. On leżał i wygiął się w łuk z przyjemności, kiedy język Clarissy dotykał jego przyrodzenia. To co z nim wyprawiała było nieziemskie. Chciał więcej i więcej. Chciał żeby to nigdy się nie skończyło. Kiedy uznał, że tym razem krukonka nie doznaje wystarczającej ilości przyjemności usiadł i czekał, aż dziewczyna się do niego zbliży. Kiedy tak się stało przysunęł ją do siebie u również rzucił na łózko. Wspiął się nad nią i zaczął namiętnie całować. Jego biodra znalazły się między udami Clarissy, a ruch w jaki je wprawił spowodował ocieranie się jego członka o jej waginę. Trwał w tym przez chwilę, aż w końcu wszedł w krukonkę. Powoli, tak by jej nie zabolało. Kolejne pchnięcia również były delikatne, a Belphegor z każdym wyczekiwał na jakiś sprzeciw. Na jakąkolwiek reakcję, która mówiłaby mu, żeby przestał. Nie chciał tego, ale zrobiłby to dla Clrissy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Pią 1 Kwi - 0:23

Czemu tak długo wzbraniała się przed tym uczuciem, wmawiając sobie przez cały czas jak bardzo jest to niemoralne? W końcu buł jej nauczycielem i nie powinno dojść do tej sytuacji ale... Chwila! Przecież on też był normalnym uczniem. Niby co w tym było niemoralnego? Właśnie, nic. Wręcz przeciwnie.
Dając mu przyjemność nawet na chwilę nie spuściła oczu. Chciała widzieć każdą jego reakcję. Dzięki temu zauważyła jak podnosi się z miejsca. Zaprzestała swoich czynności wpatrując się w niego swoimi, jaśniejszymi niż zwykle, oczami. Podeszła do niego bez skrępowania i znów wylądowała plecami na łóżku. Uśmiechnęła się w jego stronę i już chciała coś powiedzieć lecz jego usta nie dały jej tej możliwości. W oczach Belphegora było widać to samo pożądanie co w jej. Oddałaby wszystko aby choć na chwilę móc poznać jego myśli krążące w tej chwili po jego głowie. Z każdym jego, bądź jej ruchem, przyrodzenie Belp'a drażniło Clar. Była to słodka tortura która zdawała trwać wiekami.
Krew krążyła w jej żyłach szybciej, a podniecenie ogarniało każdy centymetr ciała. Jednak mimo wszystko odczuwała również ból towarzyszący temu pierwszemu razowi. Może i nie był on tak silny jednak wyczuwalny. Delikatnie przygryzała wargę zaciskając jedną z rąk na pościeli, drugą natomiast kładąc na jego szyi. Nie chciała mimo to aby przestała. Może i czuła ból, jednak był on zmieszany z przyjemnością która z każdym kolejnym poruszeniem stawała się coraz większa. Mimowolnie z jej gardła wyrwał się jęk zadowolenia. Czy miała zamiar powiedzieć stop? Nie. Nie zrobiłaby tego nawet jakby chciała. Było jej zbyt dobrze. Pragnęła jedynie aby nie przestawał .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 162
Dodatkowo : animagia (wilk)
  Liczba postów : 193
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12196-belphegor-bloodcrow#331868
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12401-let-s-start-a-party#331930
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12403-belphegorowy-kruk
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12402-belphegor-bloodcrow#331933




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Pią 1 Kwi - 10:30

Powoli pewne wnioski nasuwały się same. No bo dlaczego gryfon miałby uczyć animagii krukonkę, której wcześniej nie znał? Jakie musiałby mieć pobudki, żeby zgodzić się na tą prośbę? Sam myślał, że co mu szkodzi. Dlaczego miałby nie pomóc młodszej koleżance osiągnąć cel, który sobie obrała? W końcu nie wielu decydowało się na animagie, a sam Belphegor nie uczęszczał na żadne zajęcia więc czas też nie stanowił problemu. Z czasem poczuł, że przy Clarissie uśmiecha się znacznie częściej niż zwykle, a lekcje zmieniły się w coś więcej. Mogli porozmawiać, pośmiać się, podroczyć. Nie chciał wtedy jeszcze dopuścić do siebie uczyć i miał niemal stuprocentową pewność, że od strony dziewczyny nic się podobnego nie dzieje, więc tym bardziej wmawiał sobie, że mu się wydaje.
Teraz, spleciony z krukonką w tańcu miłości wiedział, że zarówno on sam, jak i jego partnerka czują tak samo mocno i przede wszystkim odwzajemniają te same uczucia. Leżał na niej dzieląc z nią każdy jeden ruch, bicie serc i swoje ciało. Całe było teraz do jej dyspozycji i zupełnie mu to nie przeszkadzało. Widział, że ją zabolało, dlatego starał się być delikatny i dopiero kiedy zauważył, że w jej spojrzeniu jest coraz mniej bólu, a więcej żądzy, zaczął przyśpieszać. Przygryzał wargi Clarissy, a na jej szyi zostawił podobne czerwone znamię, co ona zostawiła mu jeszcze kilkadziesiąt minut temu. Obrzucał ją pocałunkami, pieścił jej piersi, dotykał każdego skrawka skóry byleby czuć ją całym sobą. Już za chwilę miał dojść do szczytowego momentu. Zaraz... Nie chciał decydować za dziewczynę. Ostatnie pchnięcie i miał wychodzić. Pragnął spuścić się w środku, jednak w tym przypadku nie liczyło się to, czego pragnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Pią 1 Kwi - 13:58

Patrząc w oczy chłopaka miała ochotę już tak pozostać. Z nim. Na zawsze. Sama do końca, przez długi czas, nie zdawała sobie sprawy co tak naprawdę do niego czuje. Na początku była to zwykła ciekawość. Jego umiejętność ją zaintrygowała. A dowiedziała się o niej przez przypadek. Nie wierzyła w przeznaczenie ale to może już wtedy los chciał aby byli razem. I tylko kwestią casu było aż oni sami się zorientują w tym wszystkim. Los naprawdę potrafi płatać figle.
Czuła, że już jedynie kwestią czasu jest aż dojdzie. Poruszała się wraz z nim drażniąc dodatkowo swoją kobiecość o jego podbrzusze. Dłużej nie potrafiła już zachowywać się cicho. Coraz częściej z jej gardła wydobywały się pomruki zadowolenia jaki i jęki satysfakcji. Pragnęli siebie na wzajem i można było dostrzec to gołym okiem. Nie miała siły już dłużej walczyć z przyjemnością która zalewała ją coraz bardziej. Wydając głośniejsze jęknięcie doszła, zaciskając wszystkie swoje mięśnie wokół przyrodzenia chłopaka. Zdawała sobie sprawę, że wraz z tym i on może w każdej chwili dość. Nie przeszkadzało jej to ani trochę aby zrobił to w niej. I miała rację... Już po chwili i on doszedł zalewając jej wnętrze. Czy pomyślała o konsekwencjach z tym związanym? Nie. Bo nawet nie było takiej potrzeby. Kochała go. Konsekwencje mogły być tylko i wyłącznie dopełnieniem . Bez sił wpatrywała się w chłopaka. To było tak wspaniałe, że miała ochotę na powtórkę. Jednak wiedziała, że nie da rady. Delikatnie ułożyła dłoń na policzku chłopaka gładząc ją po czym złożyła czuły pocałunek na jego ustach.
- YA nikogda ne chuvstvoval sebya tak khorosho * - chyba zbyt bardzo była pod wpływem przyjemności która ją ogarnęło bo nawet nie zauważyła, że powiedziała wszystko po rosyjsku.

*Jeszcze nigdy nie czułam się tak dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29408
  Liczba postów : 41181
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Pią 1 Kwi - 14:28

Kostki na zajście w ciąże:

2, 3 - będzie dzidzia!
1, 4, 5, 6 - niestety, musicie się bardziej postarać

Rzuca Clarissa, chyba, że Belphegor uważa się za zdrowego silnego mężczyznę w sile wieku, wtedy rzuca on, a kostki wyglądają następująco:

2, 3, 6 - będzie dzidzia!
1, 5, 4 - niestety, musicie się bardziej postarać

Rzucacie w tym temacie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 162
Dodatkowo : animagia (wilk)
  Liczba postów : 193
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12196-belphegor-bloodcrow#331868
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12401-let-s-start-a-party#331930
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12403-belphegorowy-kruk
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12402-belphegor-bloodcrow#331933




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Pią 1 Kwi - 16:20

(Rzut Clarissy to 3 <3 )

Kiedy go zatrzymała nie opierał się. Dokończył będąc w krukonce. Towarzyszące temu uczucie było nie do opisania. Jednak nie chciał, by przez tą decyzję Clarissa miała nieprzyjemności. Podpierając się nad dziewczyną patrzył w jej oczy. Skradł jej jeszcze pocałunek zanim sie odezwała, a kiedy to zrobiła, zaśmiał się.
- Jesteś słodka kiedy mówisz po Rosyjsku. Jednak nie zrozumiałem ani słowa. - Dodał nachylając się żeby znów zatopić się w jej ustach. Nie chciał, żeby to był koniec. Niestety zanim znów stanie na wysokości zadania będzie musiała minąć chwila. A szkoda, wielka szkoda. Położył się obok nagiej dziewczyny i objął ją ramieniem przyciągając do siebie. Wpatrywał się w jej oczy i wciąż nie mógł uwierzyć, że to co się stało było prawdziwe. Dziewczyna mogła poczuć jak jego mięśnie się spinają. Nie chciał jej puszczać, wolał ją zatrzymać przy sobie na zawsze. Odetchnął głęboko, rozczarowany tym, że ta dzika żądza przeminęła. Zostały jednak uczucia i to było dla niego najważniejsze.
- Nie mogę znaleźć słów, które wyraziłyby odpowiednio dokładnie to co czuję w tym momencie. Powiem tylko, że przy Tobie jest mi najlepiej.- Uśmiechnął się i pocałował Clarissę wciąż się na nią patrząc. Nie chciał już nigdy stracić jej z oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Pią 1 Kwi - 18:04

Spojrzała na niego nie rozumiejąc o czym mówi. Przecież nie mówiła po Rosyjsku. A może tylko jej się tak wydawało... Najwidoczniej musiała być bardziej zamroczona ze szczęścia niż myślała. Uśmiechnęła się zakłopotana. Przecież chłopka całkowicie nie zrozumiał tego co powiedziała, a i ona sama nie pamiętała jakich słów użyła. A szkoda, chętnie powtórzyłaby je raz jeszcze. Oddała pocałunek jakim ją obdarzył przymykając oczy. Tak bardzo chciała już tutaj zostać. W tym pokoju, jego objęciach. Lecz nie było to możliwe i obydwoje doskonale o tym wiedzieli. Była w Londynie nad jeziorem. Nie legalnie. Sama myśl o łamaniu zasad przyprawiała o dreszcz. Wtuliła się w niego w momencie gdy ją objął.
- YA khochu byt' s toboy* - te słowa wypowiedziała z pełną świadomością używanego języka zaraz po pocałunku. Uśmiechnęła się słodko i delikatnie zmierzwiła mu włosy. - Skoro jestem słodka kiedy używam ojczystego języka to może już zawsze będę nim mówiła, chto? **- pokazała mu język po czym przekręciła się na drugi bok. Grymas bólu wykrzywił jej twarz. Nie sądziła, że po wszystkim dopiero może zacząć boleć.


*Chciałabym zostać z Toba.
** Co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : X
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 162
Dodatkowo : animagia (wilk)
  Liczba postów : 193
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12196-belphegor-bloodcrow#331868
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12401-let-s-start-a-party#331930
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12403-belphegorowy-kruk
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12402-belphegor-bloodcrow#331933




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Sob 2 Kwi - 23:05

Przez chwilę całkiem poważnie zastanawiał się nad jej słowami. Na prawdę bardzo słodko brzmiała gdy używała swojego ojczystego języka. Kiedy nim mówiła w środku gryfon miał pragnienie nauczenia się go do tego stopnia, żeby móc się nim posługiwać w sposób komunikatywny i rozumieć każde jedno słowo wypowiedziane przez Clarissę. Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Chciał to przeciągnąć tak długo, aż któreś z pary nie będzie mogło złapać oddechu, czyli jak najdłużej. Zaśmiał się kiedy Rissa użyła Rosyjskiego, tym razem mógł śmiało stwierdzić że z premedytacją. Popatrzył na nią wyzywająco.
- Wiesz, że dalej Cię nie rozumiem? - Wystawił język wyrażając swoje niewielkie niezadowolenie z rozmowy prowadzonej w dwóch językach.
Przygryzł jej dolną wargę wcześniej zbliżając się do jej ust jak do pocałunku. Musiał się nauczyć tego języka. Zapewne na samym początku będzie kaleczył, ale w końcu mu się uda opanować w znośnym stopniu, prawda?
- Możesz, ale tylko wtedy, gdy mnie go nauczysz! - Zadziorny uśmiech wykrzywił usta chłopaka, którego w pewnym momencie przeszły ciarki. Czyżby nie było tu ogrzewania? Popatrzył na krukonke i zapomniał o ewentualnych niedogodnościach. Mógł zmarznąć, nie obchodziło go to.
- Nie wiem co powiedzieć. - Zaśmiał się sam do siebie i popatrzył w sufit. Czy kiedykolwiek mu się to zdarzyło? Przecież zawsze znajdował słowa na każdą okazję, a teraz nagle nie potrafił wyrazić niczego poza cichego
- Chcę należeć tylko do Ciebie. - Nie był pewien, czy dobrze to robi, ale to pierwszy raz, kiedy chciał komuś wyznać swoje uczucia, a te uczucia były tak silne i tak mnogie, że nie wiedział jak do końca to zrobić. Przez myśl przeszedł mu pierścionek, ale wydało mu się, że Clarissa powiedziała by coś w stylu " Za szybko". Skrzywił się na myśl o tych słowach. Chyba będzie miał do nich uraz przez resztę życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Moskwa - Rosja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 275
Dodatkowo : animagia (fenek)
  Liczba postów : 892
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12265-clarissa-rowena-grigori
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12319-badz-czescia-mego-swiata#328231
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12321-asmodaj#328235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12320-clarissa-rowena-grigori#328234




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Nie 3 Kwi - 18:39

Można było, po spojrzeniu na osobę, wiedzieć już, że to z nią chce się spędzić resztę życia? Tak. Z całkowitym przekonaniem Clarissa mogła powiedzieć tak. Po raz pierwszy całkowicie doznała uczucia o którym niejednokrotnie słyszała od swoich rodziców. Miłości która mogła przenosić góry. Nie była jednak w stanie wypowiedzieć dwóch, prostych słów w stronę gryfona. Kocham Cię. Było to dla niej oczywiste jednak za nic nie chciały przejść przez jej gardło. Kiedy już postanowiła to zrobić czuła jakby się dusiła. Było to wręcz irracjonalne. Z drugiej strony cieszyła się z tego. Jeszcze by go tylko nimi wystraszyła. Zawsze jednak mogła powiedzieć je w swoim języku.
- YA lyublyu tebya - mimowolnie uśmiechnęła się czując jego zęby na swojej wardze. - Nauczę Cię go. Nie jest trudny i na pewno dasz sobie radę. - choć z drugiej strony jego chęć uczęszczania na lekcje była bardzo niska więc nie zdziwiłaby się gdyby zrezygnował jeszcze przed pierwszą lekcją. Trochę nawet cieszyła się, że nie rozumie co do niego mówi. Może było to samolubne ale mogła dzięki temu wyrazić co do niego czuje. Bez jakiejkolwiek krępacji.
- Nie musisz nic mówić. - położyła dłoń na jego policzku składając krótki pocałunek na jego ustach. W tym momencie nie były potrzebne żadne słowa. Wystarczyły gesty.
Ostatnie jego słowa sprawiły, żę zrobiło się jej gorąco. Od nikogo nie usłyszała jeszcze tego. Sama chciała go zapewnić, że czuje to samo, jednak była tak bardzo zmęczona, że nawet uśmiech przychodził jej z trudem. Ułożyła głowę na jego ramieniu przymykając oczy. Nie zorientowała się nawet kiedy zasnęła.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Texas
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 410
Dodatkowo : kapitan wygranej drużyny Q
  Liczba postów : 433
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11658-winona-hensley#311603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11662-chodzcie-ziomki#311734
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11661-teksanska-masakra-sowa#311729
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11695-winona-hensley#312749




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Wto 14 Cze - 19:44

Jeśli Winona miałaby określić dzisiaj swój stan umysłu, celowałaby mniej więcej w coś w stylu – pogodzona z losem. Wraz z końcem roku szkolnego, końcem przyjaźni z Cyrusem, Wins weszła w nową epokę, w której zmiana mogła przynieść chyba tylko coś lepszego! Przecież Hensley jeszcze nigdy w swoim życiu nie straciła w ciągu jednego roku tyle rzeczy- od ukochanej szkoły, po Lynforda. Większość dnia Wins spędza na pisaniu długiego listu do byłego chłopaka i przyjaciela. Kiedy pisze już wszystko co leży jej na sercu, czuje się jakby zrzuciła z pleców ogromny plecak.
Jednak kiedy przychodzi czas na układaniu wszystkich spraw, Wins nie może zapomnieć o swoim chłopaku. Przez ostatnie kilka dni analizowała swoje zachowanie, zachowania Devena, zdanie innych na ich temat i była przekonana co do jednego - coś tutaj zdecydowanie nie grało. Winona idzie z wewnętrznym przekonaniem, że wszystko dziś rozwiąże, więc biedny Quayle nawet nie wie co go czeka.
Zapewne była już u niego w mieszkaniu, w końcu trochę już ze sobą są. Dlatego puka tylko prowizorycznie i po chwili sama otwiera sobie drzwi.
-Halo? - rzuca w przestrzeń Jankeska i wchodzi do kuchni. Nie ma na sobie dziś swoich ulubionych butów. Wins jest w zwykłych, białych klapkach, dżinsach, jasnej, klasycznej bluzce. Włosy związane ma w długi warkocz, a kapelusze kowbojskie kiszą się w jej dormitorium. Winnie spokojnie wyciąga różdżkę, by przygotować sobie herbatę i opiera się o kuchenny blat. Wygląda sobie przez okno, w oczekiwaniu na Indianina.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Sro 15 Cze - 13:23

Deven nie zdawał sobie z tego wszystkiego sprawy. Jasne, on też miał wątpliwości, ale jakoś się z nimi pogodził, dochodząc do wniosku, a może po prostu próbując sobie wmówić, że przecież tyle par funkcjonuje w taki sposób, a on na siłę próbuje stworzyć niemal metafizyczną relację z kimś, z kim to nie było możliwe. Winnie stąpała twardo po ziemi (dopóki nie chodziło o pieniądze, z których wartości nie zdawała sobie sprawy), do życia miała stosunek pragmatyczny i właściwie była typową amerykańską nastolatką, typem najpopularniejszej dziewczyny w szkole. Nie pasowali do siebie, ale Deven nie potrafił powiedzieć tego wprost, otumaniony jej śmiechem, ciepłem ciała i miękkością warg. Właściwie od samego początku przyciągali się tylko fizycznie, ich relacja była powierzchowna, co jednak nie zmieniało faktu, że silna i trudno im było z siebie zrezygnować. Przynajmniej dotyczyło to Devena.
Miał dobry nastrój, a kiedy Wins wparowała do mieszkania, akurat karmił małe drozdy, które wypadły z gniazda. Wpychał im do rozdziawionych dziobów robale i patrzył z uśmiechem na ich rozpostarte, nieforemne skrzydełka.
- Już do ciebie idę, rozgość się! - zawołał, po czym po chwili wahania zabrał ze sobą pudełko z trzema pisklakami, które nadal domagały się jedzenia, gramoląc się i kołysząc nieopierzonymi łebkami. Postawił je na stole, po czym podszedł do Winnie i z uśmiechem pocałował ją w usta. - Przepraszam, akurat mamy porę karmienia. Wypadły z gniazda, a ich rodzice się nie pojawiali, więc je zabrałem. Na każdym piętrze jest co najmniej pięć kotów, więc... - tutaj umilkł, wyczuwając, że coś jest nie tak i instynktownie się spiął, węsząc kłopoty. Przestał się uśmiechać i popatrzył na Wins pytająco, ignorując popiskiwanie małych drozdów, które najwyraźniej nadal były głodne. - Coś się stało? - spytał, ujmując jej dłoń, ale jednocześnie jakby się zamykając. Jego dobry humor rozwiał się w kilka sekund, bo patrząc na Jankeskę, zdawał sobie sprawę, że to nie są zwykłe odwiedziny. Była podejrzanie cicha i spokojna, co zupełnie nie pasowało do jej natury i wzbudziło w Indianinie podejrzenia. Zrobił szybki rachunek sumienia, zastanawiając się, czy zrobił coś, czym mógł ją szczególnie rozzłościć, ale nie przypuszczał. Gdyby chodziło o coś konkretnego, zrobiłaby nieziemską awanturę, zamiast stać tak spokojnie i czekać na niego, robiąc sobie herbatę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Texas
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 410
Dodatkowo : kapitan wygranej drużyny Q
  Liczba postów : 433
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11658-winona-hensley#311603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11662-chodzcie-ziomki#311734
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11661-teksanska-masakra-sowa#311729
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11695-winona-hensley#312749




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Sro 15 Cze - 14:06

Ależ Winona doskonale zaje sobie sprawę z wartości pieniądza! Tylko pod tym względem, że można nimi osiągnąć wszystko co się chce, a nie jak bardzo człowiek może cierpieć przez ich brak. Winnie czeka spokojnie na Devena, w międzyczasie wyciągając tęsknie ręce w stronę słońca i promieni słonecznych padających z okna. Jej cera ponownie była wyjątkowo blada, a wiecznie opalona Hensley czuje się bardzo nieswojo w tej skórze. Ten pozornie niezbyt ważny czynnik sprawia, że Wins smutnieje na sekundę. Dopóki jej chłopak nie wchodzi z pudełkiem pełnym pisklaków. Winnie całuje go przelotnie w usta, bo przecież jak prawdziwa przedstawicielka płci żeńskiej, musi podejść do pudełka, by przez kilka minut pozachwycać się małymi drozdami. Wsadza palce do środka, by próbować głaskać ptaszki i chichocze, kiedy te próbują skubnąć jej dłoń. Kiedy kończy swoje zachwyty nad nimi, ledwo słuchając co Deven o nich powiedział w ferworze ekscytującego zapoznania z drozdami, Wins siada z powrotem na krześle z lekkim uśmiechem.
Patrzy odrobinę nieprzytomnie na Indianina, jakby wybudził ją z krótkiej drzemki, kiedy ten zadaje pytanie i łapie ją za dłoń.
-Nic – odpowiada mechanicznie, zaczynając rozmowę oczywistym kłamstwem. Jednak jak tutaj powiedzieć cokolwiek niepokojącego do mężczyzny, który właśnie uratował trzy pisklęta przed pożarciem przez koty sąsiadów. Winona czułaby się potworem, gdyby zaczęła teraz wywlekać wszelkie ich problemy na światło dzienne. - Znaczy... - mówi niepewnym tonem, zabierając swoją rękę, by nieswojo pozbierać włosy z twarzy i próbować wepchnąć je z powrotem do warkocza. - Pokłóciłam się z Cyrusem. Wyznał mi miłość i powiedział, że przez to czekanie na mnie, nie może ruszyć do przodu... na przykład z Caroline – Wins postanawia zacząć od podstawowych rzeczy, które ostatnio zwaliły jej się na głowę, a nie miała kiedy powiedzieć o tym Devenowi. Śmieje się dziwnie, kiedy uzmysławia coś jeszcze. - Więc w zasadzie miałeś rację za każdym razem kiedy byłeś o niego zazdrosny. Okazało się, że mój najlepszy przyjaciel cały czas miał nadzieję, że pewnego dnia zorientuję się o co chodzi i rzucę się w jego ramiona – dodaje Wins szybko na powrót poważniejąc, ponownie patrząc się w okno i wzdychając ze zmęczenia. Miała wrażenie, że czeka ją jeszcze co najmniej kilka rozmów o Lynfordziem, na przykład z Carmą, która zniknęła na jakiś czas, zbyt zajęta nauką do egzaminów na koniec roku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Sro 15 Cze - 15:34

Patrzył z uśmiechem na roześmianą Winnie, która wyraźnie zachwyciła się maluchami. Były rozczulające w swojej bezradności i nieopierzonej brzydocie i Deven naprawdę musiał żyć z zegarkiem w ręku, żeby dawać sobie radę z karmieniem tej gromadki, jednocześnie nie opuszczając zbyt wielu lekcji.
Uniósł lekko brwi, słysząc to natychmiastowe zaprzeczenie, które oczywiście nie miało nic wspólnego z prawdą. Dlatego czekał cierpliwie, aż Wins przetrawi to, z czym naprawdę przyszła, czując, że jego żołądek zwija się w supeł. Niepewność w jej głosie jeszcze bardziej go zaniepokoiła, ale nie próbował zatrzymać jej dłoni. Dopiero słowa Wins sprawiły, że odrobinę się odprężył, mimo że nadal słuchał jej w skupieniu.
Z jednej strony fakt, że miał prawo być zazdrosnym i że właściwie ocenił Cyrusa, sprawił mu przyjemność. Ale trwało to tylko krótką chwilę, bo zmartwiona mina Winnie wcale nie dawała mu poczucia triumfu, a poza tym... cóż, chyba wbrew samemu sobie całkiem dobrze rozumiał uczucia Lynforda, nawet jeśli go nie trawił, a jego fircykowate rozmazgajenie i ciągłe klejenie się do Hensley doprowadzało go do szału. Sam przechodził coś podobnego z Farai i być może dlatego jego związek z Winnie nie wyglądał tak, jak powinien, pomijając oczywistą niezgodność charakterów i brak wzajemnego zrozumienia. Wypuścił powoli powietrze, patrząc na dziewczynę, która jakby wyblakła, przytłoczona tą sytuacją. Utrata przyjaciela była bolesna, szczególnie w taki sposób, dlatego na powrót sięgnął po dłoń Wins i pogładził jej wierzch kciukiem. On też zauważył, że jej skóra straciła złocisty odcień i z każdym dniem coraz bardziej upodabniała ją do bladych Angielek.
- Przykro mi, Wins. Może potrzebuje czasu, żeby... no wiesz, zdystansować się do tego. Może fakt, że... hm... cały czas miał cię blisko, nie pozwalał na wygaśnięcie tego, co do ciebie czuje. Nie wiem. - Deven był ostatnią osobą, która mogłaby coś na ten temat powiedzieć i prawdę mówiąc czuł się paskudnie rozdarty między chęcią pocieszenia Winnie, a upewnieniem się, że tak, miał rację, a Lynford raz na zawsze zniknie z horyzontu... ale to byłoby paskudnie egoistyczne, bo strapiona mina zwykle radosnej Jankeski sprawiała mu ogromną przykrość. Nie chciał, żeby się smuciła, nawet jeśli musiałby dalej znosić rozkapryszonego i zadufanego w sobie Cyrusa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Texas
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 410
Dodatkowo : kapitan wygranej drużyny Q
  Liczba postów : 433
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11658-winona-hensley#311603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11662-chodzcie-ziomki#311734
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11661-teksanska-masakra-sowa#311729
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11695-winona-hensley#312749




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Czw 16 Cze - 16:55

No cóż, nie trzeba geniusza, by domyślić się, że urocze pisklęta roztopią z łatwością serce każdej dziewczyny. Oczywiście o ile nie udaje, że jest twarda jak głaz. Wins aż mogłaby zacząć podejrzewać, że te urokliwe ptaszki to celowy zabieg Indianina, by nie miała siły go zganić za jakąkolwiek rzecz w ich pokręconym związku. Ale oczywiście, to była tylko czysta wyobraźnie, bo Winona wie, że Dev nie byłby zdolny do takich sprytnych zabiegów.
Winona czeka na jakąś jego reakcję, ale oczywiście nie może nic wyczytać z twarzy Indianina. Gdyby miała w sobie więcej wcześniejszej zawziętości, już dawno złościłaby się, że Quayle odpowiada jej tak poprawnie i bez emocji, a ona nie wie co tak naprawdę czuje. W końcu wcześniej odnosiła wrażenie, że szczerze nieznośi Cyrusa. Jednak Wins nie spodziewa się innej odpowiedzi, już nie oczekuje od Devena żadnych wybuchów gwałtownych emocji i nie chce jej się wywlekać ich z chłopaka. Znowu uśmiecha się smutno i patrzy na swoją jasną dłoń ułożoną w jego silnej ręce. Po chwili kiwa głową i przenosi spojrzenie na chłopaka.
- Powiedziałabym to samo, gdybyś miał taką sytuację z biedną Holly – stwierdza Winona spokojnie. - Ciebie pocieszałabym uprzejmie. A potem pobiegłabym do przyjaciółki powtarzając "a nie mówiłam" - dodaje szczerze Wins i wzrusza ramionami. Cóż, jeśli będzie ją źle oceniał to trudno, to nie będzie na pewno pierwszy raz, kiedy nisko oceniałby jej zachowanie. Winonie nie chciało się wypadać przy nim lepiej.
- Tylko, że ja nie mam pewności co ty byś odpowiedział w takim wypadku. Kto wie co ty czujesz - mówi Wins, ponownie gapiąc się w okno z jednej strony do niego, z drugiej nie czekając w zasadzie na jakąś konkretną odpowiedź. Włosy Winony raptownie zaczynają się skracać i ich kolor nagle zamienia się na rudy. Na początku nie zauważa jak jej fryzura staje się niemal identyczna jak jej koleżanki z Salem. Kiedy orientuje się, że jej naszyjnik schowany pod białą koszulą zaczyna szaleć bez jej pozwolenia, syka zniesmaczona.Dotyk swojej głowy i sprawdza kolor jej nowej czupryny, by upewnić się, że ponownie po prostu niegrzeczny przedmiot po prostu zaczyna upodabniać ją do osoby o której myśli.
-Kupiłam jakiś badziew, który miał mi przywrócić opaleniznę, a zamiast tego zmienia mi co jakiś czas głupio wygląd - mówi szybko wiarygodne kłamstwo, bo Wins spodziewa się raczej, że gdyby Deven dowiedział się o ich czarnomagicznych przedmiotach, całe Salem skończyłoby u dyrektora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Pią 17 Cze - 12:46

Prawdę mówiąc, trudno było spotkać Devena samego, to znaczy nie w towarzystwie któregoś z jego licznych podopiecznych, którzy w jakiś magiczny sposób zawsze znajdowali do niego drogę, jakby kierowani jakimś drogowskazem, a może po prostu intuicją.
Nie rozumiał, że Winnie tak bardzo przeszkadza jego powściągliwość i opanowanie. Te kilka razy, kiedy pokazał, co naprawdę go gryzie, głownie w kontaktach towarzyskich, prawie zamordowała go wzrokiem. Gubił się w jej oczekiwaniach, próbując być jednocześnie sobą i kimś zbliżonym do wyobrażeń Winnie. Zmarszczył brwi, słysząc jej słowa, a w oczach błysnęły tak wyczekiwane przez nią emocje, z całą pewnością nie pozytywne.
- Nie jestem pewien, czy wiem, o czym mówisz. Co ma Holly do Cyrusa? - spytał z wyczuwalną irytacją. - Wolałabyś, żebym powiedział "a nie mówiłem"? Proszę bardzo. Od początku nie podobały mi się twoje relacje z Lynfordem, czułem, że coś nie gra. A jeśli teraz nie pastwię się nad nim i jego uczuciem do ciebie, mimo że gościa nie trawię, to dlatego że w pewnym stopniu go rozumiem. Co ja czuję? A czy ciebie to naprawdę interesuje, Wins? Wiesz o mnie naprawdę niewiele, a kiedy okazuję emocje inne niż byś sobie tego życzyła, jesteś na mnie wściekła. Kiedy siedzę w swojej skorupie, tak jak mam to w zwyczaju... też jesteś zła, bo nie potrafisz mnie rozgryźć. Nie wiem, jak cię zadowolić. Moje uczucia nie mają włącznika i wyłącznika, bardzo mi przykro - powiedział z rozgoryczeniem. - Jesteś zazdrosna o Holly? Merlinie, wiesz, dlaczego spędzam z nią tyle czasu? Bo akceptuje mnie takim, jakim jestem, nie takim, jakim w jej pojęciu powinienem być. I jestem jej potrzebny, czy raczej... czuję się potrzebny. To cholernie niemęskie, prawda? Chcieć być dla kogoś ważnym, mieć jakieś uczucia, oprócz zazdrości, gniewu i innych samczych uczuć, które przecież potępiasz... - umilkł, odwracając na chwilę głowę i zaciskając gniewnie usta, rozgoryczony i wytrącony z równowagi. Kiedy wrócił wzrokiem do jej twarzy, wzdrygnął się zaskoczony, widząc, że zmieniła kolor włosów, upodabniając się do Holly. Zanim jednak zdążył zadać jakieś pytanie, dziewczyna wyjaśniła przyczynę tej zmiany. Quayle powoli skinął głową, przyjmując to do wiadomości i czując w ustach lekki niesmak, jakby wyrzucenie z siebie tych wszystkich słów, nie przyniosło mu ulgi, a wręcz przeciwnie, wszystko pogorszyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Texas
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 410
Dodatkowo : kapitan wygranej drużyny Q
  Liczba postów : 433
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11658-winona-hensley#311603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11662-chodzcie-ziomki#311734
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11661-teksanska-masakra-sowa#311729
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11695-winona-hensley#312749




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Pon 20 Cze - 15:07

To jak Winona nie rozumie dlaczego tak bardzo przeszkadza mu jej żywiołowość i ciągłe istnienie w środku uwagi. Na dodatek może on uważa, że się stara, Wins niestety nie docenia tego, bo jego wyobrażenia na temat jak wiele prób na zrozumienie Winnie przypuszcza, nie pokrywają się z widocznymi zmianami, w jej mniemaniu.
Hensley na początku jest bardzo spokojna, dopiero później zdradza swoje zaniepokojenie, nerwowym obgryzaniem paznokci, marszczeniem brwi i rzucaniem niezadowolonych spojrzeń. Kiedy Deven kończy swój pełen goryczy monolog Winnie patrzy na niego z wyraźnym smutkiem.
-Jak możesz tak mówić? - pyta po dłuższej chwili Jankeska, łamiącym się głosem. I oto Quayle również wywołał to, czego tak pragnął u niej zobaczyć od dawna- słabość. Niestety był to bardzo nieodpowiedni moment, bo w tej chwili nie potrzebuje jego ramion do pocieszenia, skoro sam on był przyczyną jej chwilowej rozpaczy. - Jak mogę ci nie wystarczać? - zadaje kolejne pytanie, które od dawna łamie jej serce. Winona czuje się groteskowo, wciąż we włosach Holly, czując jak gorąca łza spływa jej po policzku. Jednak nie może tego powstrzymać po ostatnich dniach, które w pewien sposób, wyczerpały ją emocjonalnie. - Co w zasadzie robię na swoim ranczu? Jak przeżyłam pożar? - mówi cicho Wins na jego zarzut, że go nie zna. Nie znali się w takim samym stopniu, nie powinien oskarżać ją o taką rzecz. - Rozumiem co mówisz o Holly. Wiesz dlaczego rozumiem? Bo Cyrus akceptował mnie taką jaką jestem. Co więcej rzeczy, które ty nieustannie widzisz jako wady, w jego oczach i. zazwyczaj w oczach innych ludzi, są zaletami. Bo nie wiem czy wiesz, ale w tym świecie, gdy ktoś jest kontaktowy i towarzyski, to zazwyczaj jest dobry znak. Jestem lubiana i całkiem popularna, a ty z jakiegoś powodu patrzysz na to jak na olbrzymią wadę. I na dodatek wiecznie, wiecznie jesteś z czegoś niezadowolony – Winona już krzyczy. Nie pamięta kiedy wstała i trudno jej mówić, bo równocześnie łka głośno i ociera chaotycznie łzy. - Nawet kiedy ja jestem wesoła i wszystko jest w porządku, to ty znajdujesz coś smutnego z niczego. I po seksie siedzisz zasępiony na dachu i gapisz się w przestrzeń, jakbyś znowu był z czegoś jednak niezadowolony.
Winona przestaje, bo na chwilę dławi się powietrzem, ukrywa twarz w dłoniach i próbuje uspokoić oddech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Pon 20 Cze - 15:38

Nie spodziewał się łez ani smutku. Sądził, że nakrzyczy na niego i wyjdzie, trzaskając drzwiami, bo w jakimś sensie nadal nie wierzył, że jest dla niej czymś więcej niż chwilowym kaprysem. Ciągle prowokowała jego wybuch i w końcu jej się udało. Teraz jednak był bardziej zaskoczony niż rozdrażniony, rozgoryczenie nagle jakby uleciało pod wpływem jej łez i jej emocji. Nagle poczuł się jak skończony idiota, bezradny i pogubiony w plątaninie uczuć - swoich, Wins i nawet Cyrusa, który przewijał się w ich rozmowie bez przerwy, podobnie jak Holly.
- Kto ci powiedział, że mi nie wystarczasz? - Deven spojrzał na nią zaskoczony, nie wiedząc, co ma na myśli, mając wrażenie, że wszystko jest nagle nie tak, odwrotnie niż przypuszczał. - To raczej ja tobie nie wystarczam, myślę, że w każdej chwili mogłabyś zastąpić mnie kimś lepszym, bardziej popularnym, bardziej rozrywkowym - powiedział z goryczą, która nagle wróciła. Czuł się niemal oszukany jej reakcją i nie potrafił tego wymyślić.
Miała rację. On również jej nie znał, ale nigdy nie sądził, że chciała, by ją poznał. O pożar nie pytał, przypuszczając, że to bolesne wspomnienia, do których nie chce wracać. Ale wzmianka o Cyrusie do reszty wytrąciła do z równowagi. Miał na końcu języka bardzo głupi komentarz, który z pewnością zakończyłby ten skomplikowany związek, w którym nie potrafili się połapać. W takim razie, skoro Cyrus jest taki wspaniały i cię kocha, to może powinnaś do niego wrócić? Trzymanie języka za zębami kosztowało go tyle wysiłku, że zacisnął palce na krawędzi stołu, próbując utrzymać się w ryzach.
- Nic nie rozumiesz! - krzyknął, dając się w końcu ponieść emocjom, ale nie na tyle, by zagrać kartą z napisem "Cyrus". - Merlinie, jak ty nic nie rozumiesz! Wtedy, na dachu... cholera jasna! - uderzył pięścią w blat stołu i roześmiał się gorzko. - Byłem szczęśliwy. Było mi dobrze, cholernie dobrze, ale ty ściągnęłaś mnie na ziemię, nie pozwoliłaś mi cieszyć się tą chwilą. Dla mnie to było coś ważnego. Dla ciebie po prostu seks na dachu - powiedział, wykrzywiając usta w grymasie rozdrażnienia i smutku. - To nie tak, że jestem niezadowolony! To nie tak, że uważam, że to wada, że jesteś lubiana i kontaktowa! Lubię to w tobie! Po prostu czuję się zbędny, Wins, zupełnie niepotrzebny! Chcę, żebyś była dla mnie, ze mną i nie, nie tylko i wyłącznie, nie mam monopolu na twój czas, ale chcę, żeby to było na serio. Nie jesteś dla mnie cholernym trofeum, z którym się muszę obnosić. I nie chcę być trofeum dla ciebie. Ja nie jestem kontaktowy, lubię być w centrum uwagi tylko na boisku, bo nigdy nie byłem w centrum uwagi, zawsze był ktoś ważniejszy ode mnie. Nie czuję się dobrze w tłumie obcych ludzi. Nie czuję się dobrze, próbując być takim, jakim byś chciała, żebym był. Nie potrafię - urwał, patrząc nią ze znużeniem i smutkiem. Chciał ją objąć, ale nie wiedział, czy to dobry moment. Nie wiedział, czy go nie odepchnie, nie skrzyczy. - Zależy mi na tobie, ale zawsze mam wrażenie, że wszystko robię źle... - powiedział cicho, masując skronie i mając wrażenie, że się dusi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Texas
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 410
Dodatkowo : kapitan wygranej drużyny Q
  Liczba postów : 433
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11658-winona-hensley#311603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11662-chodzcie-ziomki#311734
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11661-teksanska-masakra-sowa#311729
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11695-winona-hensley#312749




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Czw 23 Cze - 14:25

-Nikt mi tego nie mówił - tłumaczy Winona szybko, ocierając łzy. - To ty przez swoje zachowanie sprawiasz, że tak myślę. Kiedy ja patrzę na coś w naszym związku zawsze patrzę na nas, a ty tylko i wyłącznie na siebie. Siedzisz i rozmyślasz co o tobie myślę, zamiast zwyczajnie cieszyć się moim towarzystwem. Po co codziennie zadręczasz się jakimiś durnymi pytaniami, skoro ja i tak tkwię u twojego boku już niemalże pół roku. Gdyby mi coś nie pasowało, już dawno bym cię rzuciła.
Winnie mówi pośpiesznie, odrobinę nieskładnie, ale przynajmniej nie szlocha już głośno i powoli uspokaja oddech. Oczywiście nie sądził, że chce go poznać. Jest to jedna z wielu rzeczy, które sobie wymyślił i nie zapytał jej o to. Winona cały czas uważa, że kluczem do ich niezrozumienia jest fakt, że Deven nie mówi jej co czuje. Dlatego tak bardzo nie lubi jego stonowanego milczenia i stosownych zachowań.
Faktycznie, rozjuszyłby tymi słowami o Cyrusie. W końcu to było jasne, że go nie kocha w ten sposób, skoro z uporem maniaka odmawia mu siebie, chociaż tyle osób nie może tego zrozumieć. Najwyraźniej też jej chłopak.
Oczywiście, że Winona nie rozumie. Winona marszczy brwi i złości się, cholernie złości się na Devena.
-Dlaczego do mnie nie mówisz? "Wins, usiądźmy na chwilę przytuleni do siebie. "To takie trudne? Dlaczego nieustannie oczekujesz, że będę ci czytać w myślach? - jej ton dalej jest bardziej rozgoryczony niż pełen złości. Ma wrażenie, że w końcu stanęli przed barierą, którą żadne z nich nie potrafi przeskoczyć. Gęsta warstwa wzajemnego niezrozumienia nie pozwala im ruszyć do przodu w swojej relacji. - Mówisz mi, że lubisz jaka jestem kontaktowa i równocześnie jak bardzo nie potrafisz się do tego dostosować. Nieustannie wytykasz mi, że jestem niezadowolona z tego co robisz, ale ty zachowujesz się dokładnie tak samo! Też na mnie marudzisz, krzywisz się na moje zachowanie...
Winona wywraca oczami, kiedy opuszcza ręce. Całe szczęście, że do niej nie podszedł, bo nie był to najlepszy moment.
-Ale ja jestem twoim trofeum. Nie przeszkadzałoby mi to, że raz na jakiś czas chcesz się ze mną pokazać. Ale ty wolisz mnie trzymać pod kluczem, tylko z tobą, a to już nie jestem ja. Przykro mi, że potrzebuje zwracania na siebie uwagi częściej niż ty. Przykro mi też, że zabrałam ci część uwagi na boisku – dodaje po jakimś czasie, przypominając sobie ostatnią wygarną swojej drużyny. Winona milczy jakiś czas, zirytowana, że ponownie próbuje zrobić z niej tą złą stronę, skoro byli w jej oczach tak samo winni. - A jak ja się czuje? Halo, Deven! Ty też ode mnie wymagasz mnóstwo rzeczy, dokładnie tak samo jak ja od Ciebie. A nie będę nigdy potrzebowała często twojej pomocy! Jestem bardzo samodzielna. I nigdy nie będę przeżywała tak niektórych rzeczy, jak byś chciał. I nie ograniczę jeszcze bardziej kontaktów z ludźmi z Salem. Nie zacznę być cicha, czy nie zrobię tysiąca innych rzeczy, które ci się marzą w dziewczynie.
Głos Winony staje się coraz spokojniejszy, a jej włosy coraz dłuższe i jaśniejsze. W końcu prawdziwa Wins stoi przed Indianinem, tylko z widocznym smutkiem, a nie żywiołowym uśmiechem.
-Pewnego dnia znajdziesz kogoś kto cię zrozumie na tyle, że nie będziesz musiał nic tłumaczyć tak jak mi. Pół roku próbowaliśmy robić wszystko, żeby to zadziałało, ale może czasem człowiek musi się poddać... W każdym razie ja się poddaje – Winona patrzy na swoje stopy i podnosi do góry ręce, niczym skazaniec. Na jej twarzy widnieje już tylko całkowita rezygnacja. - Przykro mi Deven – dodaje jeszcze, po czym kieruje się powoli w ku drzwiom wyjściowym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Czw 23 Cze - 15:22

Deven chyba wyczerpał swój limit słów, dlatego słuchał Wins, ściskając skronie i patrząc na nią błyszczącymi oczami, w których mieniły się emocje - od niedowierzania poprzez gniew, żal i zniechęcenie. W momentach, kiedy nie mógł się z nią zgodzić, po prostu potrząsał lekko głową, alle nie próbował jej przerywać, zbyt wzburzony i zdenerwowany, rozumiejąc, że nie zdołają się wzajemnie przekonać, bo każde patrzy na ich związek z zupełnie innej perspektywy.
- Nie sądziłem, że muszę wszystko mówić wprost. Że nie wystarczy, że cię obejmę i przytrzymam - powiedział z irytacją, nie zgadzając się z jej zarzutami do tego stopnia, że dał sobie spokój z milczeniem. Deven zawsze stawiał na język ciała, co może wynikało z jego kontaktów ze zwierzętami, a może po prostu z przekonania, że komunikacja niewerbalna jest znacznie bardziej efektywna. No cóż, tak czy inaczej, Winnie nie podzielała jego zdania. Chciał wytknąć jej kompletny brak wrażliwości na drugiego człowieka, jego zachowania i motywy, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Wins kontynuowała. Słodki Merlinie, dlaczego tak bardzo się nie rozumieli? Potrząsał głową, jakby zaprzeczając wszystkiemu, ale nie wydając z siebie dźwięku, pozwalając jej na wylanie wszystkich żali, mimo że po raz kolejny włączył mu się instynkt ucieczki i pragnienie oderwania się od tych ludzkich problemów. Przyjmował słowa Wins, mimo że się z nimi w dużej mierze nie zgadzał, mimo że go raniły albo dotykały prawdy, której wolałby wcale nie dotykać. Jej smutek był czymś tak nienaturalnym, że Deven poczuł wyrzuty sumienia, że stał się jego powodem.
A potem Winnie powiedziała coś, czego bał się tak bardzo od samego początku ich znajomości. Przez chwilę siedział bez ruchu, po czym podniósł się gwałtownie, wywracając przy tym krzesło i złapał ją za rękę, zanim jeszcze zdążyła przekroczyć próg kuchni. W jego ciemnych oczach lśniła determinacja i silne postanowienie. W tym momencie wydawał się takim, jakim pewnie Winona chciałaby go widzieć od samego początku - silnym, stanowczym i pewnym siebie indiańskim wojownikiem, który walczy do końca.
- Nie, Wins - powiedział zaskakująco spokojnym tonem, w którym jednak pobrzmiewała prośba. - Powinniśmy byli odbyć tę rozmowę dawno temu. Mój błąd, a może nasz, to teraz bez znaczenia. Ale skoro dobrnęliśmy do tego momentu, myślę... myślę, że powinien być punktem zwrotnym, a nie końcowym. Po raz pierwszy powiedzieliśmy sobie jasno, co nam nie pasuje w naszym związku, co nam przeszkadza. Tak, ty też. Po raz pierwszy wyłożyłaś kawę na ławę, powiedziałaś dokładnie, punkt po punkcie, co jest nie tak. Nie ze wszystkim się zgadzam, ale rozumiem, że możesz tak to odbierać. Może to nie powinien być koniec nas, a drugi początek? W końcu z jakiegoś powodu, mimo wszystko w tym tkwiliśmy, więc miało to dla nas znaczenie. Dla mnie ma - uściślił, patrząc jej w oczy z napięciem i powagą i delikatnie gładząc kciukiem wierzch jej dłoni. - Nie będę na ciebie naciskać, wiem, że jestem... trudny i niewdzięczny ze mnie materiał do obróbki, ale... postaram się zmienić pewne rzeczy. Spróbuję się dogadać z twoimi znajomymi i częściej mówić wprost, co czuję. Więc chciałbym... żebyś się zastanowiła. Czy nie byłoby warto... no wiesz, dać nam jeszcze jedną szansę - dokończył nieco ciszej, wpatrując się w nią intensywnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 21
Skąd : Texas
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 410
Dodatkowo : kapitan wygranej drużyny Q
  Liczba postów : 433
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11658-winona-hensley#311603
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11662-chodzcie-ziomki#311734
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11661-teksanska-masakra-sowa#311729
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11695-winona-hensley#312749




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Nie 26 Cze - 13:20

Deven kręcił głową nieustannie. Nic dziwnego, najwyraźniej wcale się nie rozumieli. I to nie tylko teraz, najwyraźniej każdego dnia ich związku coś było nie tak.
Winona zdziwiona patrzy na Devena, który rzuca się ku niej i łapie za rękę, przez zaskoczenie automatycznie próbuje wyrwać dłoń z jego uścisku. Patrzy na niego szczerze przerażona, bo widząc jego determinację, na początku boi się, że znowu na nią zacznie krzyczeć, czy coś może chce jej zrobić. W końcu kto wie co się w nim tak naprawdę kryje! Szczególnie, kiedy słyszy jego zdeterminowane "nie".
Słucha go i patrzy spokojnie na Indianina, z jednej strony się rozluźniając, z drugiej coraz bardziej spinając. Winnie po prostu zdążyła podjąć już swoją ciężką decyzję parę sekund temu i teraz czuje się niepewnie, że Deven nie chce tego jeszcze zaakceptować. Może jego argumenty brzmią całkiem rozsądnie, ale Wins zastanawia się nad jedną, najważniejszą rzeczą, czy ona sama widzi sens w próbach reperacji. Prawdopodobnie nie. Skoro wciąż Deven widzi jej brak wrażliwości względem drugiego człowieka, a dalej jej tego nie mówi, wcale nie wyłożyli wszystko przed sobą.
-Nic teraz nie naprawimy - mówi nagle i kręci głową, prawdopodobnie przerywa mu zanim zdąży powiedzieć słowo "szansa". - Będą wakacje i na pewno obydwoje chcemy spędzić czas z rodziną. Zaraz koniec roku no i... kiedy sprawdzimy czy faktycznie działamy? W przyszłym roku szkolnym? A jak okaże się, że i tak nie potrafimy funkcjonować? Wtedy zmarnujemy na siebie tylko wakacje. Przykro mi. Poza tym, myślę, że to dla Ciebie kwestia przyzwyczajenia, że nie chcesz mnie wypuścić. Bo nie wiem jak po odkryciu tak dużych granic pomiędzy nami, możesz twierdzić, że może teraz się dogadamy. To co sobie wytknęliśmy jest nie do przeskoczenia. I póki co nie spojrzę na to z innej perspektywy – stwierdza Winona. Mówi dość szybko, nieskładnie, odrobinę spanikowana. Nie mu odmawiać jeszcze raz, dlatego niepotrzebnie się denerwuje. Na dodatek wciąż nie jest do końca spokojna, a nie chce znowu zacząć szlochać. - Co będzie w przyszłości? Ja chcę mieszkać na swoim ranczu i przejąć biznes mojego ojca. A ty? Z pewnością nie zgodzisz się na przeprowadzkę tam. A jeśli tak, to będziesz dalej smętny, nieszczęśliwy... Obydwoje potrzebujemy kogoś zupełnie innego! A przynajmniej w tej chwili. Dlaczego chcesz mnie zatrzymać, skoro w końcu widzimy jak bardzo do siebie nie pasujemy?
Winona milczy przez chwilę, ale w końcu jest do czegoś stuprocentowo przekonana, tak jak niedawno była do tego, że nie chce być w tej chwili z Cyrusem. Teraz uważa, że jej wyjście jest rozsądniejsze. Nie mieli kiedy naprawiać tego co mają, szczególnie, że gdyby mieli to robić, byłby to ogromny wysiłek z ich strony, patrząc na to ile ich różni.
-Pójdziemy na bal oddzielnie, jeszcze wtedy się pewnie zobaczymy, a potem będziemy mieć od wszystkiego zasłużony odpoczynek. Może po wakacjach ja wydorośleję, albo ty zmienisz poglądy bardziej w moją stron. Kto wie – dodaje z pewnością Winona, raniąca każdego kogo napotka. A przynajmniej tak się teraz czuła. Najpierw odrzuca przyjaciela, potem chłopaka. W takiej sytuacji niedługo zostanie sama jak palec.
Hensley niepewnie całuje Devena w policzek na pożegnanie, by po chwili wyjść szybko z jego mieszkania. Tak, by nie mógł już jej dogonić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hamilton, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 2720
Dodatkowo : szukający, kapitan
  Liczba postów : 778
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6697-deven-quayle#189490
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6699-relacje-indianskie-i-te-zupelnie-nie#189531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6700-pocztowki-z-innej-epoki#189533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7227-deven-quayle




Gracz






PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   Pon 27 Cze - 15:56

Przez chwilę sądził, że są w stanie to odkręcić. Że ON jest w stanie to odkręcić, naprawić, zacząć od początku i w końcu stać się lepszym facetem dla Winnie, na której mimo wszystko mu zależało. Mylił się. Widział to w jej oczach i postawie, ktore mówiły, że podjęła decyzję, że się poddała, że nie jest wart jej dalszych wysiłków. Poczuł bolesne ukłucie w piersi, które jednak nie mogło się równać z rodzierającym bólem po utracie Farai.
Nie przerywał jej, pozwalając potokowi słów płynąć, mając ochotę przygarnąć ją do siebie, po raz ostatni poczuć ciepło jej ciała, zapach włosów, ale wiedząc, że nie powinien tego robić. Zakończyła ich związek z zaskakującą delikatnością i taktem, zostawiając furtkę otwartą, nawet jeśli oboje dobrze wiedzieli, że żadne z nich nigdy przez nią nie przejdzie. Zaskoczyła go, mówiąc o przyszłości. Nigdy nie myślał, że Winnie jest w stanie planować coś na dłuższą metę. To znaczy zdawał sobie sprawę, że ma zamiar przejąć imperium ojca i nie było w tym nic dziwnego, to nawet nie był plan, to była oczywistość. Zaskoczyła go raczej myśl, że Wins może myśleć o drugiej osobie jako o potencjalnej części swojej przyszłości, zastanawiać się, czy mogliby ułożyć sobie życie za rok, dwa, trzy lata.
Nie odezwał się nawet, kiedy zrobiła pauzę, pozwalając słowom i zawartych w nich argumentom wybrzmieć, dotrzeć do świadomości obojga. Deven miał na tyle dużo rozsądku, by wiedzieć, że dziewczyna ma rację i próby przekonania jej, by jeszcze się zastanowiła, byłyby żałosne. Tak naprawdę mogliby się tylko dalej ranić, dusząc się w tym związku. Powinni z siebie zrezygnować, tak było lepiej, dojrzalej. A Quayle mimo wszystko był dojrzały i nawet jeśli nie wiedział zbyt wiele o kobietach, to pewne kwestie wydawały się po prostu... ludzkie.
Na chwilę spuścił głowę, przygryzając dolną wargę i czując przykry smak porażki i odrzucenia, na które przecież zasłużył. W końcu odetchnął głęboko i spojrzał na Winnie ze smutnym uśmiechem i widoczną rezygnacją.
- Mam nadzieję, że mimo wszystko te kilka miesięcy nie było dla ciebie... no wiesz, stracone. Przykro mi, że tak wyszło. I... dzięki za ten czas, Wins. Mam nadzieję, że... że pewnego dnia oboje zrozumiemy, czego szukamy i kogo potrzebujemy - powiedział łagodnie, z wyczuwalnym smutkiem, ale bez pretensji czy złości. Było mu po prostu przykro, ale uznawał słuszność wniosków panny Hensley. Tak jak na początku zaakceptował jej decyzję o związaniu się ze sobą, tak teraz pozwalał jej odejść. Słyszał, że kobietę trzeba zatrzymywać, ale czuł, że ta sytuacja stanowi wyjątek od reguły.
Jeszcze przez chwilę miał wrażenie, że czuje ciepło jej warg na skórze, patrząc za nią i zdając sobie sprawę, że może tak jest lepiej, ale wcale nie łatwiej.

z/t x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle   

Powrót do góry Go down
 

Mieszkanie nr 17 - Deven Quayle

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Mieszkanie Travisa
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Wciśnięte w kąt mieszkanie na poddaszu L. Davis
» Apartament nr 78 [Kira i Ryouma]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Aleja Amortencji
 :: 
Kamienica nr 23
-