Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Magiczny klub Rozing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : -16
  Liczba postów : 974




Gracz






PisanieTemat: Magiczny klub Rozing   Sob 12 Cze - 13:03

First topic message reminder :


Magiczny klub Rozing

W ostatnim, dużym budynku na ulicy Pokątnej znajduje się jedyny taki w Londynie, nowo powstały, Magiczny Klub. Przychodzi tu wiele młodych czarodziejów z całego kraju. Wnętrze klubu utrzymane jest w ciemnych kolorach, rozjaśnionych przez jasno zielone fotele i w takim samym kolorze parkiet do tańczenia, oraz dające przez małe chochliki, światło. Stworzonka te znajdują się w całym klubie w niezwykły sposób rozświetlając ciemność. Bar obsługuje kilku barmanów gotowych zaserwować wszelakie alkohole. Na scenie natomiast można zobaczyć różne zespoły, zarówno najpopularniejsze jak i te dopiero zaczynające.

Wejście do klubu – 10g
Wynajęcie klubu na prywatne przyjęcie – 75g

Dowolne wino
Shot dowolnej whisky lub wódki
Dowolny short drink
Dowolny long drink
Dowolny soft drink
Dowolny drink z dodatkiem eliksiru rozśmieszającego – 12g
Drink dnia (zapytaj barmana!)
Dowolna paczka papierosów - 13g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Skąd : Londyn/ Osaka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1320




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Wto 17 Sie - 14:46

- Noc jeszcze młoda, kto wie! - zaśmiał się tylko, widząc tych ludzi... Sam również nie raz był w podobnym stanie ale zwykle wiedział, z kim pije i że Ci ludzie nie pozwolą mu zrobić z siebie kretyna kiedy nie będzie kontaktował.
- Ciekawe z drugiej strony, który z "magicznych proszków" wciągali... - powiedział, nadal cicho się śmiejąc i popijając whisky. Nami nie stronił od wszelakich trunków, chociaż ćpanie jakoś go nie pociągało... No, chyba, że "bezpiecznie" w znanym towarzystwie i tylko te wypróbowane...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Rumunia.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 193
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 238




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sro 18 Sie - 10:50

Zaśmiała się cicho, zamawiając kolejnego drinka.
- Nie mam pojęcia, nie znam się na tym - odpowiedziała szczerze. - Nigdy nic nie wciągałam i jakoś niespecjalnie mi się do tego spieszy - dodała.
Po co miała psuć sobie wizerunek? Jeszcze zaczęliby nazywać ją ćpunką, a to z pewnością by Lei nie pasowało. Wolała nie myśleć jakim zaklęciem oberwałby ktoś, gdyby określił ją w ten sposób. A byłoby na pewno celne, co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości. Każde było celne, i te mniej i bardziej niebezpieczne, wysłane pod wpływem złości. Nigdy nie trudziła się dłuższą kłótnią, wolała od razu działać i strzelać zaklęciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Skąd : Londyn/ Osaka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1320




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob 21 Sie - 15:07

Skoro Lorelei nie robiła takich rzeczy, Namida wolał się nie przyznawać do eksperymentów. Uśmiechnął się jedynie i popił jeszcze alkoholu.
Rozglądał sie jeszcze chwile po tłumie tańczących, aż zatrzymał wzrok na Lei.
- Masz na coś ochotę...? Zatańczyć, czy coś? - spytał. Może nie był najlepszym tancerzem, ale jako muzyk miał poczucie rytmu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Rumunia.
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 193
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 238




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pon 23 Sie - 9:06

Odwróciła głowę w stronę parkietu. Ciężko było powiedzieć, czy ma ochotę dołączyć do tańczących. Raczej nie marudziła z powodu siedzenia w miejscu na imprezach, ale czasem lubiła się pobawić.
- Chodź - powiedziała zeskakując zgrabnie ze stołka. Dopiła drinka i odstawiła pustą szklankę na ladę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 24
Skąd : Londyn/ Osaka
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 146
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 1320




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Wto 24 Sie - 10:36

Namida również na raz dopił swoją whisky i wstał. Obejmując Lorelei ruszył z nią prosto na parkiet. Nie umiał tańczyć, ale kiedy rozejrzał się po tłumie stwierdził, że pewnie da się to ukryć, jeśli po prostu będzie podrygiwał w rytm muzyki... Która właściwie nie bardzo mu się podobała, jednak z tym już nic nie dało się zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Seul, Korea Południowa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
  Liczba postów : 151




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie 6 Sty - 14:16

Nie było łatwo wyrwać się wieczorem z Hogwartu, kiedy to prefekci łazili po zamku mając oczy i uszy dookoła głowy. I w dodatku byli w posiadaniu magicznych map, hultaje! Na szczęście uciekanie skądkolwiek Xiu miała opanowane do perfekcji - z domu uciekała wielokrotnie, czasem nawet jako dziecko, trzymając na rękach małego Twana, który bywał jej jedynym "dobytkiem". Na szczęście tamte czasy minęły, ale umiejętności pozostały. Może było z tym jak z jazdą na rowerze, o której się nie zapomina?
Szła chwilę opatulając się rękoma, zanim dotarła za bramę szkoły, gdzie mogła się ostatecznie teleportować do Londynu. Na Merlina, jakie to było dziwne uczucie! Niby fajnie, bo raz dwa jesteś na miejscu, ale potem chwilę musisz do siebie dochodzić.
Pospieszne kroki skierowała do klubu magicznego, bo bywała tam ostatnio i pamiętała, że dobrze się bawiła. Może trochę ze zbyt dziwacznymi ludźmi, którzy byli co najmniej podejrzani, ale who cares? Na pewno nie krukonka, która zazwyczaj miewała więcej szczęścia niż rozumu. Tak, jest inteligentna, ale czasem to nie idzie w parze z brawurą i lekkomyślnością, którą Nguyen nazywa po prostu chęcią zabawy.
Weszła do środka, od razu zwracając uwagę na kolorowe światła, dym papierosów i sporą liczbę ludzi. Podeszła spokojnie do baru, przy którym usiadła i zamówiła sherry. Dawno jej nie piła. A przyjemnie jest umoczyć usta w upragnionym przezeń alkoholu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 135
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4704-charlene-marigold-watson#138824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4706-hey-will-u-be-my-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4708-sowa-charlie#138841




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie 6 Sty - 14:45

Przemykanie się, ucieczki, nielegalne wyprawy... to wszystko było jej domeną! Niestraszne jej były szlabany, jeszcze kiedy miała mleko pod nosem, przestały jej się trząść ręce i nogi od adrenaliny w czasie każdego nocnego przemarszu po zamku, teraz było to jak chleb powszedni. Wiedziała, którędy iść, by na pewno nikogo nie spotkać, wiedziała też o której wyjść. Prościzna, bez zatrzymywania, skradania i strachu, po bez mała dziesięciu minutach znalazła się za bramami Hogwartu. Pyk!, i już zamiast chłodnego, czystego powietrza z tamtych terenów wdychała bardziej miejskie, ale wciąż przyjemne, wieczorne powietrze Londynu, kojarzące się jej z bezsennymi nocami spędzonymi na pilnowaniu kufrów i wpatrywaniu w księżyc.
Xiu wybrała świetne miejsce, jedynym problemem Charlie był, jak zwykle zresztą, brak pieniędzy. Nie stać jej było za bardzo na clubbing, a w wykradaniu nie była już taka dobra jak wtedy, gdy była czternastolatką. Jakoś udało jej się nazbierać trochę drobnych, które na pewno wystarczą, by wejść do środka, Watson nie była jednak pewna, czy tego wieczoru nie pozostanie abstynentką.
Znalazła się w środku, z kieszonką na drobne o trzy czwarte lżejszą. Nieważne! Jakoś na to poradzi. Wypatrzyła przy barze krukonkę i bez przywitania usiadła obok niej, tak, że stykały się ramionami.
- Nikt inny nie chciał tu z tobą przyjść? - zapytała, w sumie nie wiedząc, co mówi. Ale uśmiechała się szeroko do Nguyen, opierając się łokciem o bar.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Seul, Korea Południowa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 67
  Liczba postów : 151




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie 6 Sty - 17:07

Cóż, to było trochę zabawne w swej beznadziejności, albowiem Xiu miała podobną ilość galeonów co Charlie. Jednak jej to nie przeszkadzało, wiedziała, że w dzisiejszych czasach nie trzeba płacić za wszystko. Wszak były kobietami! I to wcale niebrzydkimi, nieskromnie rzecz ujmując, heheh. Przynajmniej krukonka z takim oto nastawieniem przybyła do klubu. A może spotka swoich znajomych, którzy postawią im parę drinków? Zazwyczaj byli już o tej porze, ale czasem każdy ma chęć spóźnić się elegancko, huh.
Sączyła beznamiętnie sherry, spoglądając od czasu do czasu zalotnie na barmana, tak w razie czego, gdyby chciał dać upust na kupiony alkohol, kiedy nagle ni stąd ni zowąd wyrosła obok niej Charlie. Owszem, umawiały się, jednak Nguyen pochłonięta swoimi myślami zdawała się być nieco nieobecna. Szybko jednak wróciła do swojego starego, dobrze wszystkim znanego stanu.
Ciemne tęczówki zmierzyły Watson od stóp do głów, a zazwyczaj nieruchome kąciki ust uniosły się teraz znacznie ku górze. Ach, gryfonka była piękna, jak zawsze zresztą. Choć Xiu nie raz ciekawiło, jak wygląda ona nieumalowana, zaraz po wstaniu z łóżka i...
Stop.
- No właśnie, tylko ty się sfrajerzyłaś - odparła spokojnie, rzucając jej krótkie, acz wymowne spojrzenie, by po chwili skinąć ponownie na barmana, który był niczego sobie. - Pierwszy drink od firmy, następne możesz oddać w naturze - zwróciła się ponownie w stronę Watson, wciąż się delikatnie uśmiechając. Czy ona rzucała jakimiś aluzjami? Nie, w życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Manchester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 135
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 265
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4704-charlene-marigold-watson#138824
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4706-hey-will-u-be-my-love
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4708-sowa-charlie#138841




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pon 7 Sty - 19:00

Maślane oczy, czasami drobne kradzieże czy też nawiązywanie nowych znajomości w celu uszczknięcia czegoś z kieliszka kiedyś były w większym stopniu domeną Watson. Ostatnio dziewczyna była nie w formie, trudno jej się było pozbyć poczucia winy po zwinięciu czyjegoś portfela albo wyjściu bez zapłaty, usprawiedliwianie się przed samą sobą nie działało, skończyły jej się skuteczne wymówki. Dobrze, że Xiu wkręciła ją w ten wypad, będzie to dla niej świetna okazja, żeby rozprostować kości i powrócić do dawnej kondycji!
Widząc uśmiech u krukonki sama wyszczerzyła się jeszcze bardziej, dając upust tej mozolnie gromadzonej przez długo czas radości. Dla Nguyen zdecydowanie była skłonna uszczuplić jej zasoby! Tak samo zresztą, jak swoje oszczędności. No cóż, bardzo przecież ją lubiła.
- Mam nadzieję, że nie spotkamy nikogo znajomego, bo jeszcze będą plotkować. - Obdarowała Xiu widokiem swojego szerokiego uśmiechu. Zlustrowała ją jeszcze spojrzeniem, po czym sama odwróciła się w stronę barmana, który postawił przed nią szklankę i nalewał doń jakiegoś alkoholu. - Jak rozumiem, chcesz mnie upić i wykorzystać? - Ależ skąd, to wcale nie był podtekst, skąd w ogóle taki pomysł?
Mimo wszystko Charlie sięgnęła do swojej kieszeni, obracając w palcach monety. Zerknęła na nie szybko, z przykrością zauważając przewagę knutów. Wykrzywiła się lekko. Trzeba będzie coś poradzić!
Idąc za przykładem Xiu, rzuciła w stronę barmana zalotne spojrzenie spod rzęs, w połączeniu z zachęcającym półuśmieszkiem. Nie wyglądał na takiego, który stanowiłby jakiś problem dla ich planu.
- Chyba przypadłyśmy mu do gustu - rzuciła rozbawiona tym Charlie w stronę towarzyszki, przybliżając się do niej, by nikt inny tego nie usłyszał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Wto 26 Lut - 20:51

No tak, przecież Vanberg był gwiazdą światowego formatu! Pytanie tylko brzmi: gdzie są te jego fanki, które niby miałyby go dostrzec na tym plakacie? Jakoś nie podeszła do nich ani jedna, a ulice Hogsmeade wcale nie były takie odludnione. Z drugiej zaś strony: może był bardziej popularny w Londynie i zaraz rzeczywiście przyleci zgraja rozchichranych nastolatek, która będzie chciała zjeść Saunders żywcem? Och, stwierdziła, że jest na to zbyt piękna. Choć z drugiej strony... zazdrościła mu choćby namiastki popularności i szybko wydumała, że może wypadałoby być dla niego miłym, a to się opłaci? Cóż, zgodnie z tym założeniem nie powiedziała nic złośliwego na temat plakatu i tego, kto tu kogo będzie przyćmiewał. Jednak nie obeszło się bez ironicznych rozważań w główce blondynki, iż ta cała popularność Dextera może być tylko picem na wodę. A koncerty, albumy i tak dalej? Och, nieistotne szczegóły!
Co do dalszej części konwersacji to Scarlett raczej się obruszyła. O co on ją w ogóle oskarżał?! To było podłe! I jakże ślizgońskie. Jednak nie zamierzała się przyznać do dokonania zbrodni w postaci POŻYCZENIA NA WIECZNE NIEODDANIE paru złamanych galeonów chłopaka. Show must go on, a ona wciąż udawała, że jest niewinnym aniołkiem. Przecież w więzieniu siedzą sami niesłusznie oskarżeni, nie wiedzieliście o tym?
- Nie wiem, w co chcesz mnie wrobić Vanberg, ale ci się to nie uda - odparła hardo, zaciągając się po raz koleny swoim papierosem, który zaraz po tym został zamordowany wskutek upadku z wysokiej odległości i zdeptaniu przez but na wysokiej platformie, rozmiar 5,5. Normalnie jak pH skóry. Cóż za edukujący post!
W zasadzie to chciała dodać coś jeszcze, zapominając o pierwotnym planie bycia uprzejmym dla gryfona (no cóż, sam zaczął!!!), jednakże Dexter PORWAŁ JĄ Z HOGSMEADE, by po jakimś czasie znaleźć się w Londynie na Pokątnej. Och, jak on mógł? Teraz zarobi minusowe punkty dla domu, dostanie szlaban i wszyscy ślizgoni się od niej odwrócą!
Dlatego tak bardzo się wzbraniała, że aż wcale. Spojrzała tylko na szyld budynku, przed którym właśnie stali. Klub Rozing? I jeszcze ona ma za wszystko płacić? Hoho, niedoczekanie! Jeżeli w Vanbergu nie odezwą się pokłady gentlemeńskich uczuć, albo nie wpuszczą ich na jego znajomości, to ona będzie zmuszona bajerować jakiegoś frajera, który najpierw postawi jej wejście do środka, a potem parę drinków. Och, o tym marzyła, zdecydowanie. Mhm.
Nagle poczuła się, jakby jej poprzednie życie odżyło. Poprzednie, przed związaniem się z Twycrossem. Cóż, zaniedbywał ją okrutnie, w ogóle już się nie widywali, a ona... cóż ona, miała swoje potrzeby i pragnienia. I stała teraz przed klubem z Dexterem myśląc, że najchętniej by go schrupała. Co za dno, nie potrafi być dobrą dziewczyną. Chociaż hej, do niczego nie doszło! I nawet, jeżeli będzie musiała flirtować z jakimś idiotą, by trochę się pobawić w środku, to trudno, przecież też do niczego nie dojdzie. Tak więc wyluzuj, Saunders i nie myśl o tym, co było, jest, albo będzie!
- O, tak szybko załatwiłeś nam sesję zdjęciową? - spytała nieco ironicznie, tak odnośnie reklamy whiskey. - Mam nadzieję, że nie we wszystkim jesteś taki szybki - dodała, poprawiając włosy. Nie, to wcale nie było dwuznaczne, skądże znowu? Pomijając, iż zadała nieco bezsensowne pytanie tylko po to, by powiedzieć to drugie, to naprawdę wcale nie miało być dwuznaczne!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Czw 28 Lut - 19:41

Fanki były wszędzie! Po prostu te z Hogwartu tak już przywykły do Dexterowej obecności, że nie biegały za nim po całym zamku, ale Londyn to zupełnie inna sprawa. Tu niebezpieczne psychofanki mogły czekać za każdym rogiem, gotowe rzucić się na Dexa błagając o autografy, a Scarlett chcąc utopić w pobliskiej kałuży z istnej zazdrości, że to ona mu na tym koncercie towarzyszy, a nie któraś z tych spragnionych jego uwagi, dam! I co z tego, że Vanberg ostatnio nie nagrywał za wiele nowego materiału i jakoś nie latał po tych koncertach, nie bywał na okładkach, ani nawet na ostatnich stronach. Wiąż był przecież tym Vanbergiem, synem tamtego Vanberga! Ach, co za niewyobrażalne szczęście.
Oczywiście nasz przykładny muzyk nie znał się za dobrze na prawach i zasadach panujących w zamku, więc ani do końca nie zdawał sobie sprawy z tego, że uczniom do Londynu latać nie wolno. Właściwie niewielką też miał wiedzę na temat wieku blondwłosej. Oczywiście gdyby wiedział jak się mają sprawy, na pewno zaproponowałby jej spacer po błoniach i czytanie Homera, a nie jakiś tam koncert w pełnym rozpusty Londynie, prawda?
Z lekkim rozbawieniem spojrzał na swoją towarzyszkę, gdy ta w końcu się odezwała. Warto też dodać, że właściwie był bardzo zadowolony z pomysłu, by dziewczynę tutaj sobie porwać. Ot taka miła odmiana, nie wpadał na koncert sam, tylko w towarzystwie ślicznej dziewczyny (i wcale zwykle nie gadał, że nie ważne z kim przychodzisz tylko z kim, albo z iloma wychodzisz).
- No wiesz, w końcu mam te znajomości - rzekł niemal jakby rzeczywiście miał tu teraz wyskoczyć czarodziejski fotograf gotów strzelać im fotki na plakaty. A tak swoją drogą, to trochę skandaliczne, że nie poznał jeszcze osobiście jakiegoś prezesa czy właściciela Ognistej. Powinni być dobrymi kumplami, a Vanebergowie mieliby wtedy mocny rabat. Przez krótką chwilę rozważał, czy oby nie zapalić kolejnego papierosa (podróż przez teleportacje to dość stresujące wydarzenie dla tak uzdolnionego czarodzieja!), jednak z klubu dochodziły jakieś dźwięki najwyraźniej sugerujące, iż muzycy mogli zacząć już grać.
- Nie martw się, mógłbym Cię niemal zapewnić, że nie we wszystkim jestem taki szybki. Ale jednak, powinnaś się o tym już sama przekonać, tak się najlepiej wysuwa wnioski - stwierdził z drobnym rozbawieniem adekwatnie jej ostatnich słów, ponownie przy tym wracając ku niej spojrzeniem. Przez krótką chwilę po prostu obserwował swoją uroczą rozmówczynię, z którą zrobiłby najchętniej znacznie ciekawsze rzeczy, niż pociągnął za rękę w stronę miejsca, gdzie było multum osób, ale cóż poradzić, koncert czekał! Tak też nasza dwójeczka prześlizgnęła się całkiem zgrabnie do środka, obeszło się bowiem bez flirtu z bramkarzem, oraz bez płacenia przez Sounders, gdyż rzeczywiście, Vanberga po prostu, ot tak wpuszczono do środka. Taki był super.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob 2 Mar - 22:51

Och jej, jakie to będzie dramatyczne, jak Scarlett natknie się na owe fanki. Pozostanie jej albo dać się zabić, albo popełnić samobójstwo, ale w tym akurat była kiepska. Próbowała już parę razy i zawsze ktoś cholera musiał się wtedy pojawiać! Może zrzuciłaby to na poły przeznaczenia, albo na to, iż jest tak ważną osobistością, że świat nie może bez niej funkcjonować, gdyby... gdyby nie to, iż wiedziała to już od początku swego istnienia. No dobra, może nie do końca. Ale od któregoś momentu życia na pewno. Ach te dzieci z trudną przeszłością! Saunders nie odstawała specjalnie od tego schematu - skrzywdzona w dzieciństwie istotka albo się załamuje, albo broni się atakując innych i stawianiem siebie na najwyżym piedestale idealności. Tak, ona wybrała to drugie. Dlatego przekonana, iż jest za piękna i za wspaniała na śmierć, uznała ostatecznie, iż przed dzikim tłumem fanek również się wywinie. A to spryciula!
Cóż, jej można byłoby dać z jakieś osiemnaście lat spokojnie, co było zasługą może nie tyle, co rysów twarzy, a odpowiedniego makijażu, o który dbała jak nikt inny. I pomyśleć, że jeszcze niedawno... och. Wolałaby o tym zapomnieć. W każdym razie, nie afiszowała się ze swoim wiekiem, a nie zamierzała mówić "ej, Dex, mam szesnastkę i nie mogę wychodzić do Londynu", bo to chyba byłby największy obciach ever. Dlatego tradycyjnie zgrywała chojraka, w środku trzęsąc portkami, iż zaraz teleportuje się tu jakiś Prefekt Samo Zło i zaciągnie ją za ucho do zamku. Hej, chociaż jej towarzysz też był prefektem! No, no, to niezłe ziółko z niego!
I na tym skończyły się jej dywagacje, bo wtedy Vanberg powiedział coś, co ją rozbawiło. Śmiała się szyderczo z tych jego znajomości. Cóż, wtedy jeszcze nie wiedziała, że to dzięki nim ot tak wejdą sobie do klubu, peszeczek. W końcu jednak się opanowała i spojrzała na niego jakże kusząco, unosząc również jedną brew znacznie ku górze.
- Nie omieszkam sprawdzić - rzuciła więc specjalnie zmysłowym tonem i posłała mu w powietrzu buziaczka. Na Salazara, oby tego nie dostrzegła jedna z ludobójczych fanek, bo będzie mieć w tym momencie PRZE-SRA-NE. Ha, ma się te umiejętności sylabizowania.
O dziwo jednakże póki co nic strasznego nie nastąpiło, a co więcej, ochroniarze ot tak wpuścili ich do środka, nie pobierając żadnej opłaty. Trochę mina ślizgonce zrzedła, ale oczywiście starała się to zatuszować lekkim półmrokiem panującym w środku. Rozejrzała się ciekawsko po wnętrzu, gdzie była cała masa ludzi. A na scenie grał nie kto inny jak Felix Felicis. Ich brzmienia rozpoznałaby wszędzie. No dobra, ona rozpoznawała każde brzmienia. Ot, jeden z darów. Bo oprócz tego rozmawiała po wężowemu, ale tym się raczej wszystkim nie chwaliła, smuteczek.
- Może zabawimy się? - zakrzyknęła do Dextera, co by ją usłyszał wśród tego harmidru. Oczywiście rzucając mu znaczące spojrzenie i machając zawzięcie brwiami. Ciekawe czy domyśli się, o którą formę rozrywki jej chodzi?
Jednak tymczasem uznała, że taki tłok jest idealny do... wzbogacenia się odrobinę. Dlatego sprytnie zabrała komuś jakiś drobiazg z plecaka, by odejść parę kroków w inną stronę i wciąż udawać głupią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob 16 Mar - 22:23

Otóż to, Dexter był prefektem i to pewnie jednym z najlepszych (to jedna z tych rzeczy, którą dostał za bycie tylko kimś sławnym, czy miał dobre stosunki - o to pewnie z Vicario - z jakąś nauczycielką, która wybierała skład prefektów?), więc ewentualne szlabany dla panny Scarlett odpadały! Wszakże pod jego opieką się tu znajdowała, bo załatwiali bardzo ważne szkolne sprawy, ba myślę, że nawet byli tu na patrolu. Po prostu poszli szukać uczniaków, którzy łamią regulamin latając do Londynu. Oczywiście nasz przykładny prefekt zareagował jedynie uśmieszkiem sugerujący "śmiało", gdy dziewczyna uznała, że sprawdzi, w czym jest, a w czym nie jest taki szybki!
W środku klubu Rozing było naprawdę tłoczno. Co chwila gdzieś, ktoś na nich wpadał, krzyczał tuż za głową, bądź o mało nie wylewał na nich piwa. Ale nie, jemu to zdecydowanie nie przeszkadzało, powiedziałby raczej - ach, wreszcie swojski klimat! Kiedy Scarlett się do niego zwróciła zadając przy tym pytanie o ewentualne zabawienie się nie mógłby nie przystać na takową propozycję. Bez względu co ze sobą niosła. Oczywiście nie czytał w myślach, nie miał takich magicznych zdolności, pewnie nawet nie zupełnie był świadom jak to się nazywa, acz samo stwierdzenie "zabawimy się", zawsze niosło ze sobą coś interesującego.
- Cokolwiek masz na myśli, jasne. - Odparł podążając za nią i nie będąc zupełnie świadom, cóż dziewczyna właśnie uczyniła. Bo choć przez dłuższy czas przyjaźnił się z całkiem dobrym złodziejem, to wciąż był średnio spostrzegawczy w takich chwilach. Niemniej jednak w pewnym momencie dobiegł go wyraźny krzyk jakiegoś mężczyzny: "to ta blondyna, ona to wzięła!". W pierwszym momencie był totalnie zdezorientowany. Właściwie byłby nawet gotów stanąć po jej stronie i powiedzieć facetowi, żeby znalazł innego kozła ofiarnego (i kto kłóciłby się z Vanbergiem?!), ale... przypomniał sobie, że dziewczyna wcześniej zwinęła jego portfel. Bez pytania złapał Scarlett za rękę i mocno pociągnął ją tam, gdzie było największe skupisko ludzi, czyli tym samym, gdzie malały szanse na ich odnalezienie przez wściekłego, okradzionego faceta.
- Świetny plan, dawno w ramach zabawiania się, nie uciekałem przed wściekłym, okradzionym gościem. To jakiś nałóg? - Zapytał w szybkim tempie przepychając się między ludźmi, gdzieś znacznie bliżej sceny. Było tam okropnie głośno, więc zamiast normalnie mówić, krzyczał. A i tak nie był świadom, czy Saunders w pełni usłyszała co mówi. Kiedy był niemal pewnym, że są bezpieczni i zgubili prześladowcę, pociągnął dziewczynę za dłoń, by obróciła się do niego, a następnie złapał ją na wysokości talii, przyciągając mocno do siebie. Tak, że niewiele ich dzieliło, a wyglądali jak zwykła parka, która wybrała się na wieczorny koncert. Wszakże skoro już tu byli i wynikła taka skomplikowana sytuacja, to tym bardziej powinni wyglądać na zwykłych, bawiących się małolatów. Nie mogli wzbudzać podejrzeń, a być może będzie im dane spokojnie stąd po chwili wyjść. I wszystko byłoby naprawdę pięknie, gdyby nagle nie usłyszał za plecami głośnego "VAAANBERG!". Aż mimowolnie się skrzywił, jakby usłyszał jakieś prawdziwe paskudztwo, a przecież jego nazwisko nie brzmiało tak źle! Zaraz doskoczyły do nich jakieś młode dziewczyny, krzyczące i będące wyjątkowo podekscytowane. I nie to było najgorsze, że chciały mu się rzucić na szyję, a Scalett zapewne uraczyć seledynową Avadą, tylko dlatego, że tu z nim przyszła, najgorsze było to, że inni ludzi zwrócili na nich uwagę i zaczęli spoglądać w ich stronę... I tyle wyszło z ich tajniackiego chowania się między rozbawionym tłumem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie 17 Mar - 17:46

Oczywiście, że tak. To przecież absolutnie normalne, że prefekt porywa uczennicę z Hogsmeade do jakiegoś klubu w Londynie. Wcale nie wybierali się na koncert i żeby się trochę pobawić, niekoniecznie na trzeźwo. Skądże znowu. Robili to wszystko, aby dopaść niesfornych uczniaków Hogwartu, którzy poczuli się na tyle buntowniczy, ażeby zwiać z terenów im dozwolonych. A że jakoś się za nimi jakoś intensywnie nie rozglądali, to NO CÓŻ.
Scarlett nie oponowałaby, gdyby ktoś na nią wylał trochę piwa. Mogłaby się do niego zwrócić z mordą, że co on robi i w ogóle. I może trafiłaby na jakiegoś przemiłego przystojniaczka, który w ramach rekompensaty obdarowałby ją paroma kolejeczkami przy barze? Ach, cóż to były za pragnienia! Szczególnie miłe, iż nie wydałaby na to ani jednego złamanego galeona, a to jest to, co tygryski lubią najbardziej.
Cóż, Saunders miała dosyć prozaiczne wyobrażenie na temat ich wspólnej zabawy - alkohol, coś mocniejszego? I oni, w jakimś miłym zakątku klubu? To dlatego chciała komuś coś zwinąć - potrzebowała po prostu pieniędzy i tyle. Jednakże nie wiedziała, że zrobiła to tak niefortunnie, iż okradziony człowieczek się skapnie. W takim tłumie? Musiał mieć nieźle wyczulone zmysły, zdecydowanie! Może to był wilkołak?
Nim jednak zdoałała ogarnąć całą sprawę, Dexter już ją ciągnął w stronę tłumu, a ona co chwilę się odwracała, sprawdzając, czy rozwścieczony mężczyzna pędzi za nimi. Niestety, koleś miał dobre tempo i dopiero kiedy nasza urocza parka wtopiła się w gęstsze zbiorowisko udając wielce zakochanych, okradziony zniknął im z oczu. Tymczasem ślizgonka odetchnęła głośno, zatrzepotała rzęsami w stronę Vanberga (cholera, było całkiem miło w jego objęciach!) i zrobiła niewinną minkę.
- Nie wiem o co mu chodzi. Klepnęłam go tylko w tyłek. Może to gej? - Puściła bajerkę, średnio oczywiście podpieraną faktami. Skąd miała wiedzieć, że gryfonowi przypomniała się plaża w Egipcie? Sądziła, że wytłumaczyła mu dobitnie w Hogsmeade, a potem w Londynie, że to nie jej sprawka! A teraz jeszcze wywleka nieprawdziwą prawdę (HEHE, zabieg celowy!) i śmie twierdzić, że okradła tamtego jegomościa. No dobrze, schowała sobie coś do swojej kieszeni płaszczyka, ale przecież nie musi się do tego przyznawać. Szczególnie, iż do tej pory sądziła, że to zwykły portfel.
Nie dane jednak im było kontynuowanie rozmowy, bowiem na Dextera rzucił się tłum rozwrzeszczanych fanek, na których dźwięki Saunders również się skrzywiła. Za dużo decybeli na raz, litości, tu jeszcze grał Felix Felicis! Już, już wyciągała w ich kierunku swoje paznokcie, co by je trochę wystraszyć, kiedy kątem oka przyuważyła znaną im już sylwetkę pozbawionego swej własności (?) mężczyznę. Odruchowo więc tym razem to ślizgonka chwyciła studenta za rękę, by pobiec instynktownie wzdłuż jakiegoś korytarza. Jak się zresztą okazało, prowadził on do tylnych, wyjściowych drzwi. Oby zdążyli uciec!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie 17 Mar - 18:52

Właście to było nawet trochę smutne, iż sytuacja na koncercie tak szybko i gwałtownie się rozwinęła, że nasza dwójka nawet nie miała chwili by wypić tutejsze, dobre piwo, czy cokolwiek innego. Zazwyczaj pierwsze co Vanberg robił przy takich okazjach, to wlewał w siebie spore iloci alkoholu, a tu takie rozczarowanie! Prawdę powiedziawszy, już olać to rozczarowanie, ale czy musiało pojawiać się kolejne, pod postacią bycia zmuszonym do puszczenia Scarlett, gdy tak milutko ruszał się z nią w rytm głośnej muzyki? Ach, cholera wzięłaby te fanki, no przynajmniej w tym momencie, bo normalnie to on je bardzo lubił! Zaczął coś tam mamrotać, że pomyliły go z kimś, że nienie, to na pewno nie on. Chociaż w sumie zaprzeczenia te były zupełnie idiotyczne, no cóż, próbował. Całe szczęście Scarlett pociągnęła go za rękę, bowiem jak się okazało, okradziony twardziel znów ich wypatrzył. Vanberg więc zupełnie się nie sprzeciwiał i ruszył szybko za blondwłosą. Takim sposobem, dotarli do jakiegoś tajemniczego korytarza z, jak się okazało, drugimi drzwiami wyjściowymi. Szybko je otworzyli znajdując się na zapleczach Rozingu. Obok nich znajdował się wysoki mur, wielki kosz na śmieci i wąskie przejście, miedzy kolejnym budynkiem. Nasza dwójka szybko pobiegła tą drogą, a zaraz w tle mogli usłyszeć trzask drzwiami - więc facet postanowił ich dalej gonić! Niestety Vanberg nie znał tych rejonów, nie miał pojęcia które alejki są ślepe, a które prowadzą do głównej ulicy. I tak też skręcili ewidentnie w jedną z tych niewłaściwych, po paru zakrętach bowiem, wyrósł przed nimi wysoki mur. Nie mogli zawrócić, bo wściekły diler, gdzieś tam ich wciąż gonił i prawdopodobnie nawet gdyby próbowali mu zapłacić - chciałby im dopiec po prostu za to, że spróbowali go okraść, a potem zwiewać. Jedyną drogą ucieczki wydawały się... schody na dach. Otóż na tyłach jednej z kamienic znajdowały się metalowe, stare stopnie prowadzące aż na dach.
- Mam nadzieję, że wyjątkowo niezadowolony gej nie będzie próbował nas tam gonić - powiedział przeskakując przez barierkę blokującą dostęp niepowołanym osobom, a następnie podał dłoń dziewczynie, by ta również znalazła się na stopniach. Oczywiście słowa o geju powiedział z wyczuwalną ironią. Tak, to było jej wyjątkowo udane zaprzeczanie na zamiłowanie do okradania różnych osób! Właściwie pewnie mogli się po prostu teleportować od razu na zapleczu, ale nie miałoby to tyle uroku i adrenaliny co rzeczywista ucieczka wąskimi alejkami między Londyńskimi kamienicami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pon 18 Mar - 20:49

O, to mieli ze sobą coś wspólnego! Ona również pierwsze co robiła po wejściu do klubu bądź podobnego miejsca, to zasiadała przy barze, by wlewać w siebie hektolitry alkoholu. Zakładając oczywiście pozytywny scenariusz, iż w tej knajpie pracuje a) naiwne barmaniątko ufające jej makijażowi lub b) zauroczone nią naiwne barmaniątko ufające jej makijażowi. Wtedy w żadnym wypadku nie musi pokazywać dowodu. Tak samo zresztą jak w momencie, kiedy to jakiś klient uzna, że taka ładniusia blondyneczka ewidentnie potrzebuje jego towarzystwa. No i wiecie, +100 do lansu, bowiem stawia jej kolejne drinki w zamian za rozkoszną rozmowę, w skrajnych przypadkach za coś więcej. Ale o tym cicho sza. W każdym razie, podsumowując - ciężkie to życie szalonej hot szesnastki, ECH.
Jaaaaasne, już by mu uwierzyły, jak pewnie przychodził tu częściej niż sam właściciel do pracy, ehe. Poza tym nie poznawać swego idola?! Szczególnie, jak się niemalże sika w majty na widok jego plakatu, a co dopiero widzieć go osobiście! Scarlett była przekonana, że te wszystkie fanki to już dawno popuściły zwieracze ze szczęścia, a ganiający ich facet zrobił im w zasadzie przysługę - może nie zwrócą ostatniego posiłku na podłogę! Choć ona chyba nie miałaby oporów, aby zarzygać którejś z panien buty. Oczywiście rezolutnie wybrałaby najpierw tą, która ma najdroższe szpilki. Ach ta wrodzona demoniczność.
Niestety, musimy wrócić do jakże szalonej akcji, w której to ślizgonka wraz z gryfonem przemierzali w pośpiechu korytarze klubu, a potem wąskie uliczki Londynu. Cóż, generalnie to Saunders powinna znać się na tym lepiej, skoro się tu urodziła i wciąż w tym miejscu mieszkała, no ale... nigdy nie była specjalnie obeznana w topografii tegoż miasta, dlatego w zasadzie biegła na oślep przed siebie, przeklinając w duchu, że gdyby wiedziała, że będzie dziś uprawiać jogging, nie ubrałaby tych cholernych butów na platformie. W ogóle chyba by się nigdzie nie zapuściła poza swoje dormitorium, bo wysiłek fizyczny to coś, czego się wystrzegała niczym diabeł święconej wody. Zresztą, miałaby np. upaść i złamać paznokieć? Bitch, please.
No cóż, nie trudno się zatem domyślić jej miny, kiedy zobaczyła, że Dexter mówi serio z tym wchodzeniem na dach, po tych okropnych, cienkich schodach... wyglądała mniej więcej jak 're u fuckin' kiddin' me?!', choć oczywiście w słodszej wersji uroczej blondyneczki. Nie było jednakże czasu na marudzenie, bowiem okrutnie natrętny jegomość puścił się za nimi w pościg poza klubem, dlatego Sacrlett powzięła heroiczny trud ściągnięcia butów ze stóp i próbę upchnięcia ich po kieszeniach płaszcza. HEHE, to się nazywa spryt pierwsza klasa!
W końcu zaczęła wchodzić na górę, modląc się w duchu o pomyślne wiatry. Kiedy na chwilę spojrzała w dół, zauważyła również wchodzącego za nią Vanberga, ale ich prześladowcy wciąż na razie nie było.
Czy naszej party-hard parce uda się wygrać z chorym na wściekliznę mężczyzną z Rozing? O tym już niebawem!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob 30 Mar - 12:26

Przy tłumie rozwrzeszczanych fanek i ścigającym dilerem nic nie pozostawało mu lepszego do zrobienia, niż udawanie, że nie jest tym za kogo go biorą. Zapewne, gdyby się od razu przyznał, a na dodatek powiedział im, żeby mimo to nie piszczały, bo jego towarzyszka właśnie ściągnęła w pogoń za sobą rozwścieczonego handlarza prochów, to mimo wszystko owe niewiasty najprawdopodobniej jeszcze by wskazały gdzie Scarlett się znajduje! Wszakże mogłyby mieć swojego idola dla siebie! Ach, nie można ufać rozszalałym fanką. Bywają równie demoniczne, co Scarlett w swoich rozważaniach na temat ewentualnego zarzygania najdroższych butów, którejś z piszczących dziewcząt! I tak prawdę powiedziawszy, to i Vanberg powinien orientować się w tym miejscu, bo jak już trafnie zostało zauważone, do klubu z koncertami przychodził zapewne częściej niż właściciel, na dodatek też pomieszkiwał w Londynie, a ostatnio miał tu nawet własne mieszkanie. Tymczasem jednak, jakoś dotychczas nie miał okazji tak doskonale zwiedzić zapleczy budynków na Pokątnej. Tak więc na oślep wdrapali się na jeden z budynków. Tu muszę jeszcze pochwalić wrodzony spryt Scarlett do chowania butów po kieszeniach, absolutnie nie dziwne, że Slytherin chciał mieć ją w swoich szeregach! W końcu nasza bardzo piękna parka mogła odrobinę odpocząć, bowiem znaleźli się bezpiecznie na dachu i w gruncie rzeczy istniało dość małe prawdopodobieństwo, że ten wściekły facet będzie ich właśnie tutaj szukać. W najgorszym wypadku polecą zaklęcia! No, może z różdżki Scarlett, bo te Vanbergowe to pewnie niewiele by zdziałały. Warto wspomnieć, że z tego miejsca był rzeczywiście fajny widok, na całą magiczną ulicę. Ale nie na widokach, bo jednak na swojej blond towarzyszce Vanberg wolał teraz skupić uwagę. Tym samym nasz muzyk złapał Scarlett za rękę i okręcił nią niemal jakby odprawiali tu jakieś szalone tańce, acz finalnie po prostu dość mocno przyciągnął ją do siebie, trzymając w talii tak, żeby mu nie uciekła.
- Z tobą zawsze są takie urozmaicenia? - Zapytał uważnie obserwując blondwłosą. Prawdę powiedziawszy jemu zdecydowanie nie przeszkadzał taki obrót wydarzeń, ba drobna adrenalina nawet była wskazana. A uciekać przed dilerem chyba jeszcze nie miał okazji. Chociaż Quentin zapewne serwował mu niekiedy podobne rozrywki. Ach Ci kleptomani! W końcu Dexter z ciekawością zaczął sprawdzać jej dłonie, by zobaczyć czy i co w nich ma.
- Przez co właściwie uciekaliśmy? - Zapytał szukając prochów, które Saunders musiała zabrać wściekłemu facetowi. Wszakże dobrze było teraz sprawdzić o co tak właściwie było tyle zamieszania. I nie, zdecydowanie nie wierzył jej w tą wersję, której niczym maniak się trzymała, iż ona definitywnie niczego nigdy nie ukradła. Jasne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sro 3 Kwi - 19:23

Rany, ile myśli przemknęło jej przez głowę, kiedy tak gnali przed siebie po szczebelkach metalowej drabinki! Wprost na dach, gdzie jak się domyślacie, z każdym stopniem było coraz wyżej i sama ta świadomość przyprawiała ją o mdłości. Nie, nie ma lęku wysokości, ale wizja, iż może w każdej chwili się poślizgnąć i spaść wcale nie była już taka przyjemna. Jednakże przełknęła głośno ślinę i spięła mięsnie, aby dotrzeć do upragnionego punktu docelowego - szczyt budynku, który znajdował się niedaleko klubu i w zasadzie zdumiewał przestrzenią. Prostokąt, na którym Saunders stanęła teraz bosymi stópkami, był naprawdę imponujący.
Musiała przystanąć, złapać oddech. Nie przywykła do wysiłku fizycznego, w dodatku ostatnio nieco więcej paliła z powodu zmartwień, co nie wpływało korzystnie na jej płuca i ogólnie kondycję. A i bez tego było z tym u niej bardzo kiepsko! Nic więc dziwnego, że dyszała jak lokomotywa, a serce waliło w klatce piersiowej jak oszalałe. Ostre powietrze przeszywało przełyk i wysuszało gałki oczne, zmuszając je do łzawienia. No cóż, sportsmenka to z niej nie będzie, jaka szkoda! Dobrze, że miała przy sobie takiego silnego mężczyznę, który w razie potrzeby wesprze ją swym męskim ramieniem, prawda?
No, póki co się na to nie zapowiadało, bowiem Dexter okręcił ją wokół własnej osi, co było teraz dla niej poniekąd zabójcze, ale kiedy wylądowała ostatecznie w jego ramionach, mogła już spokojnie wziąć głębszy oddech. I utonąć na chwilę w jego spojrzeniu, mając rozwiane włosy i zaróżowione policzki. Wyglądała dosyć... osobliwie, trzeba przyznać. Dopiero po chwili potrząsnęła głową, próbując wrócić do poprzedniej pozy - niewinnej, acz złośliwej i dumnej ślizgoneczki. Czy to lepiej? Ciężko stwierdzić. Jednak nie mogła się w niego wpatrywać niczym ciele w malowane wrota - musi zgrywać pozornie nienapaloną! Ojej, to ciężki orzech do zgryzienia, słyszeliście o tym, aby któraś panna trzymała nogi złączone przy Vanbergu? NO WŁAŚNIE.
W każdym razie postanowiła się nieco ogarnąć, wyjmując z kieszeni wpierw swoje buty, aby założyć je na stopy. Jeszcze się przeziębi i co wtedy? No tragedia.
- To dopiero początek - odparła, mrugając do niego znacząco i przy okazji wracając do poprzednego stanu psychicznego, bo fizycznie wciąż wyglądała identycznie jak wcześniej. Zdziwiła się, kiedy oglądał jej dłonie, bo teraz już nic w nich nie miała. Musiała sięgnąć głębiej do kieszeni, aby wyciągnąć zawiniątko. Było dosyć spore, to dlatego pewnie Scarlett pomyliła je z portefelem. Hm, czyżby to były... prochy? Uhuhu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Czw 4 Kwi - 16:33

Trzeba rzec, bogom dzięki, że Vanberg tak szalał na koncertach i odrobinę sobie kondycję wypracował, a przynajmniej nie zdychał po tym krótkim biegu. Właściwie nie tylko skakanie po scenie podniosło mu kondycję, bo i parę innych rzeczy, które regularnie praktykował, no ale nie zagłębiajmy się już tak w ten temat też nawiązujący do nóg jego koleżanek. Oczywiście Scarlett świetnie się spisywała w roli dumnej i niedostępnej Ślizgoneczki, tylko prawdę powiedziawszy Dex średnio wierzył, że owe dziewczę rzeczywiście takie jest. Imponująca intuicja (którą jako mistrz tarota musiał mieć wręcz ogromną!) podpowiadała mu, że panna Saunders zgrywa trochę inną, niż zapewne w rzeczywistości jest. I to było iście intrygujące! Głównie dlatego, że miał ochotę dokopać się do tej prawdziwszej wersji, przyłapać ją na paru szczerych reakcjach, bądź też właśnie na tym małym złodziejstwie. To jej zapewnianie, że owa sytuacja jest dopiero początkiem urozmaiceń, połączona z jej rozwianymi włosami czy lekkimi rumieńcami na twarzy, właściwie wyglądało dość sprzecznie. Bo dziewczę bez swojej dumnej postawy na pewno wyglądało na odrobinę młodsze. To chyba była pierwsza chwila, w której Vanberg zastanowił się ile w ogóle lat ma jego towarzyszka. Jak to jednak na niego przystało, nie uznał tych rozważań za specjalnie interesujące, więc szybko je porzucił. Zamiast tego zajrzał do jej zawiniątko z prochami, by określić co interesującego porwali. Hoho, to był całkiem udany połów. Bez wahania, ze środka wyjął dwie kolorowe tabletki o wyrytym, uroczym wzorze gwiazdki, wyglądające niemal niczym mugolskie dropsy, acz definitywnie nimi nie będące. Oba położył sobie na języku, acz zaraz po tym przybliżył się do naszej dzielnej ślizgonki i pocałowawszy jej usta, jednocześnie przekazał jej jedną z tabletek. Tak niedobry Vanberg karmi nieletnie koleżanki narkotykami, istnym podstępem! Swoją oczywiście tam w międzyczasie połknął, bo to przecież nie zrezygnowałby z darmowego, będącego prawdziwym łupem, ecstasy! Poza tym, to Londyn, więc trzeba korzystać z tego, że narkotyki nie rozpływają się w powietrzu!
- Trzymam Cię za słowo - odwołał się do wypowiedzianych przez nią słów, dopiero po tym eleganckim przekazaniu, no i odklejeniu się od jej ust, chociaż wcale przy tym wszystkim jakoś bardzo się nie odsunął. Ba, wręcz wypowiedział owe zdanie niemal dotykając jej warg.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pią 5 Kwi - 0:11

Niestety, Scarlett nieczęsto szalała na koncertach, tak samo jak wbrew pozorom nieczęsto nabywała kondycji poprzez rozkładanie swych nóg. W zasadzie takie wypadki zdarzały się całkiem rzadko, choć kiedy już bywały, to były bardzo intensywne! Cieżko stwierdzić, jak jej organizm to wytrzymywał, skoro przez bieg i wspinanie po drabinie omal nie umarła z wyczerpania, ale może chęć zdobycia maksymalnej przyjemności był na tyle motywujący, że jej organizm nie odczuwał skutków ubocznych w postaci okrutnego zmęczenia? Trudno określić, nie mniej jednak pewnym było założenie Dextera, iż Saunders skrywa swoje drugie oblicze. Bo nie, nie była kompletnie różna od tej ślizgonki, którą pokazywała na zewnątrz. Po prostu posiadała drugą, wrażliwą naturę, którą chowała po kątach i nie daj Merlinie, aby ktoś ją poznał. Robiła co mogła, aby nie dać po sobie poznać, że w samym środeczku, w oku cyklonu, jest kruchą istotką wrażliwą na krzywdę innych. Nie, cudze problemy były zabawne, a nie przykre. Bo przecież ludzie są źli, czemu ona więc miałaby być inna?
Jednakże nie miała pojęcia, że Vanberg to odkrył, albo raczej, że jego wspaniała intuicja wróżbity mu to podpowiadała. Byłaby chyba bardzo niezadowolona z tego faktu i chyba nie byłoby tak milusio jak teraz. Dlaczego tak bardzo wzbraniała się przed poznaniem innej wersji blondynki? Bo to jawny krok w stronę pośmiewiska. Słabi ludzie są pogardzani, silni albo uwielbiani, albo się ich bano. A jej zdecydowanie bardziej odpowiada pozycja przywódcy-łowcy niż pionka-ofiary. Zresztą, to chyba akurat zrozumiałe! I jak dobrze, że student porzucił głębszą analizę wieku ów dziewoi, bo chyba to również nie skończyłoby się zbyt dobrze!
Nie da się ukryć, że gest Dextera bardzo ją zaskoczył, nie mniej jednak zdecydowanie przypadł jej do gustu. Odebrała językiem swoją tabletkę, by również po chwili ją połknąć. Żałowała jednak, że cała ta scenka trwała tak krótko! Choć oczywiście kiedy będzie trzeba, to naskarży na tego niedobrego gryfona, który to demoralizuje młodsze ślizgonki, hehe. Jakże to role się teraz diametralnie odwróciły, patrzcie państwo!
- Lepiej trzymaj mnie za coś innego - odparła zdecydowanie, by ponownie złączyć ich usta, lecz tym razem w namiętnym pocałunku. Och, to nie jej wina, że on ją tak perfidnie kusi i w ogóle! Poza tym, czemu miałaby sobie odmawiać tej jednej z wielu przyjemności?
Och, zażycie LSD na dachu budynku. Uroczyście przysięgam, że knują coś niedobrego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob 6 Kwi - 20:32

Właściwie nie mam pojęcia na czym dokładnie opierało się przejrzenie Scarlett przez szósty zmysł Vanberga. Może chodziło o to, że znał parę bardzo zarozumiałych ślizgonek, jak niektóre kobiece wile, a które to w jakiś mocny sposób wydawały mu się, mimo wszystko, znacznie różne od panny Scarlett? A może po prostu tak sobie ubzdurał, bo złodziejstwem zalatywała mu jego bromance - Queniem, więc automatycznie przypisywał jej jakieś lepsze cechy? Zapewne obie te cechy, plus jakiś błysk w oku, i tak też Dexter wymyślił sobie teorię na temat innej strony Ślizgonki, której stał się ciekaw.
Naturalnie zrozumiałym jest, że Scarlett otaczała się pewnym murem, większość ludzi coś takiego robiła. Zwłaszcza Ci, którzy nie godzili się na bycie w grupie tych słabszych, chociaż zdarzali się i Ci podstępni, będący niczym wilki w owczej skórze! Niektórzy ludzie zasłaniali się bezsensownymi rozrywkami, inni stawali się kimś innym, by wydawać się silniejszymi. I to naprawdę irracjonalne, że ktoś kiedyś przyrównał Vanberga do tej drugiej grupy, to wciąż dla mnie jedna z niezrozumiałych spraw! Tak czy siak, jak Scarlett chciała wyglądać na osobę znacznie silniejszą, tak Dexter po prostu odgradzał się od świata poprzez różne uzależniające przyjemności. Każdy ma swój, mniej bądź bardziej rozsądny, sposób na funkcjonowanie w tym świecie!
Dziewczyna nie musiała mu dwa razy powtarzać, żeby "trzymał ją za coś innego". Mówisz, masz! Ich usta idealnie zostały złączone w namiętnym pocałunku, tymczasem jedna z Vanbergowych dłoni powędrowała na zgrabny tyłek jego towarzyszki, co było niemal znakomitą odpowiedzią na jej słowa. Następnie nasz utalentowany muzyk nieco naparł na dziewczę, tak że pokonali parę kroków na dachu, aż docierając do murku, który należał do małego pomieszczenia, wewnątrz którego znajdowała się prawdopodobnie rozdzielnia prądu, albo jakieś schody. Tak czy siak, spokojnie, Vanberg kontrolował sytuacje, wiedział, gdzie mają się przesunąć, by jednocześnie nie spaść parę pięter w dół! Kiedy już panna Saunders była plecami oparta o ścianę, Dexowe ręce powędrowały do jej płaszcza, który matko, był strasznie pozapinany. Przystąpił więc do mozolnego pozbywania jej zbędnego odzienia by po rozpięciu szybko wsunąć swoje trochę zimne dłonie pod Scarlettową bluzkę. No, teraz mógł powiedzieć, że idealnie ją "trzymał", tylko jeszcze musiał wsunąć łapki pod biustonosz. O, to też nie była ciężka sprawa! Oczywiście podczas tego wszystkiego wciąż ją całował. I jakże ciepło się zrobiło, i jakże wyjątkowo przyjemnie, po prostu warunki pogodowe nie miały żadnego znaczenia. Oczywiście te miłe odczucia wiązały się ze śliczną Scarlett, ale i z zażytą wcześniej tabletką, która bardzo miło podkręcała owe sympatyczne doznania.
Ewidentnie knuli coś niedobrego!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie 7 Kwi - 0:32

To, co robili było skrajnie nieodpowiedzialne. Szczególnie rzecz się tyczyła małej (no nie aż tak, 170cm wzrostu jest całkiem przyzwoite!), bezmyślnej blondyneczki, która ewidentnie nie brała teraz pod uwagę żadnych przyszłyk konsekwencji swych poczynań. Bo cóż, teraz to powinni gdzieś usiąść, porozmawiać, albo coś! A nie tam zaraz dobierać się sobie do majtek. Ale to nic, Scarlett odkąd pamięta była nastawiona na rzeczy złe i nieodpowiednie. Miała to we krwi - z dwóch dróg do wyboru zawsze szła tą gorszą. Od małego bardziej cieszyły ją łzy swoich koleżanek aniżeli ich powodzenia i radość z tym związana. A ślizgonka? Zawsze obwiniała o to panią Saunders, Wendy czy wreszcie jej ojca, którego nigdy nie poznała. Czy słusznie? Zapewne tak, ale nie można być do końca przekonanym. Może taka postawa życiowa była jej pisana? Może ma genetyczne skłonności do używek i harazrdu, czyli ryzyka? Czy tym razem nie ryzykowała jednak zbyt wiele? To się okaże dopiero po fakcie, niestety. A potem nie będzie można cofnąć czasu, a ona będzie płakać nad swym losem - że kolejny facet, który ją wykorzystał i "porzucił". Co gorsza nie zastanowi się nad problemem, nad sobą i swoim uczestnictwem w tym wszystkim - jak zwykle zwali winę na innych, pogrążąjąc się w bezdennej rozpaczy nad niesprawiedliwym światem. Historia lubi się powtarzać.
Tymczasem jednak dała się ponieść chwili, a raczej Dexterowi, który to rzeczywiście zaczął ją trzymać, by potem oprzeć o jedną z niewielu ścian znajdujących się na dachu. Poczuła nagły przypływ zimna od tej płaskiej powierzchni, jednak tutaj kolega gryfon skutecznie dbał o to, aby temperatura nie spadła zbyt nisko! Oddając cały czas ten sam, jeden, namiętny pocałunek obejmowała rękoma jego kark, wsuwając dłonie w jego włosy. Serce przyspieszyło swoją pracę, krew przyjemnie buzowała, aczkolwiek tabletka nie zaczęła jeszcze działać. Nie mniej jednak chyba była to jakaś autosugestia, bowiem wszystko zdawało się być... takie intensywne! Hałas dookoła, bodźce tuż obok - wszystko zdawało się oddziaływać silniej niż dotychczas na naszą Scarlett. Czuła się jakby... jakby przyciągała cały kosmos!
Tymczasem jednak przyciągała Vanberga, tuląc się do niego mocno i również postanawiając go nieco rozebrać z odzienia wierzchniego. Hej, przecież robiło się bardzo gorąco! I nie, nieważne, jaka była pogoda na zewnątrz. I nieważne, że poczuła zimne dłonie na swojej skórze. Drgnęła, jednak to było całkiem miłe doświadczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie 7 Kwi - 13:29

Ależ zawsze mogli porozmawiać później! Czyż nie lepiej zaczynać od rzeczy najprzyjemniejszych? Pewnie paru odezwałoby się w tej chwili, mówiąc, że przyjemności trzeba stopniować, niestety jednak Vanberg definitywnie się z tymi poglądami nie identyfikował. Jakże on uwielbiał dzień zaczynać od deseru, a później, ewentualnie w ramach drobnego głodu, dopiero sięgać po obiad. Jego życie było nastawione na sięganie po przyjemności. Najprawdziwszy hedonista! Zawsze miał problem ze zrozumieniem osób, które wolą sięgać w życiu po rzeczy mniej przyjemne, a te prawdziwe rozkoszne traktować jako nagrodę, wyjątek, coś co brali tylko od okazji. Vanberg postępował wprost odwrotnie. Dla niego życie było pasmem szukania przyjemności. Oczywiście to, jak i wszystko inne, ciągnęło za sobą jakieś konsekwencje, jednakże nad nimi nasz libertyński muzyk nigdy się nie zastanawiał. Jeżeli coś miało przyjść i zwalić mu się na ramiona, zapewne jakoś próbowałby sobie z tym poradzić, starając się jednocześnie utrzymać zwykły styl życia. Inaczej mówiąc, wyznawał zasadę, że myśleć to on będzie dopiero, gdy zaistnieje problem. Po co zawracać sobie głowę wcześniej? I jeśli Saunders posiadała skłonności do rzeczy złych odziedziczone po rodzicach, to Vanberg musiał w tym przypadku być taki sam. Właściwie to było pewne. Jego ojciec cały czas imprezował, a matka, której co prawda nie znał, na pewno też nie była wzorem cnót, skoro zrobiła sobie dziecko z rockmanem i podrzuciła mu je po jednym z koncertów. Cóż więc mógł uczynić w świetne genetycznych obciążeń, wpychających go w ramiona nałogów?
Chociaż między naszą dwójką robiło się coraz cieplej i temperatura dookoła zdawała się być bez znaczenia, to mimo wszystko zapewne żadne z nich nie chciało pozbyć się tu teraz na dachu wszystkich ciuszków. Nasz muzyk uznał wspaniałomyślnie, że pozbędą się tylko części! A więc zrzucił ze Scarlett płaszcz, który uderzył o ciemną posadzkę, zostawiając dziewczynę w sukience. Sam pewnie też został pozbawiony kurtki, czy co tam na sobie miał. A potem po prostu wsunął dłonie pod dolną część odzienia ślizgonki, by dobrać się tam do rajstop dziewczyny, czy też jej bielizny i najzwyklej to wszystko elegancko z niej zsunąć. Dexterowe spodnie też zostały rozpięte, czy tam przez Scarlett, czy przez niego samego, to już bez znaczenia, tak czy siak, chłopaczyna zaraz uniósł nieco Saunders, tak by objęła go nogami, a jednocześnie przypierając ją do ściany. I tak też oto nasza szalona parka w namiętnych okolicznościach połączyła się na dachu klubu Rozing, gdzie panowała temperatura zaledwie kilku stopni. Za to jak im było gorąco, hoho!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie 7 Kwi - 18:50

Pół dnia pisałam posta, który przepadł, więc tego piszę na szybko NO I TRUDNO MUSISZ CIERPIEĆ. Więc rzecz się miała tak, iż Scarlett oczywiście również lubowała się w hedonistycznym trybie życia. Najpierwsz przyjemności, a potem obowiązki! Lub też inne przyjemności. Poza tym, to takie bedbojskie, najpierw jeść deser a potem obiad! Może dlatego Saunders leciała właśnie na niegrzecznych chłopców, by potem móc na kogo narzekać kiedy ci ją wykorzystywali, a potem zlewali. Ale cóż, życie to pasmo wyborów - może, gdyby zakręciła się koło dobrego, wrażliwego puchona to nie musiałaby się potem obawiać o swoje zranione serduszko. Widocznie jednak ciągoty do zła również na tym polu były obecne w jej egzystencji. Ktoś mógłby powiedzieć, że to była jej świadoma decyzja i zapewne by się nie mylił, ale... trzeba brać poprawkę na to, iż jest to po prostu ONA. Tu nic nigdy nie jest prostego niczym budowa różdżki.
Nieważne, przecież to nie o tym w tej chwili rozmyślała. Jeżeli mam być szczera, to aktualnie nie rozmyślała nad niczym. Chciała tylko osiągnąć maksimum przyjemności. Jakże egoistycznie, skoro o Dexterze w tym momencie nawet nie wspomniała w swej główce! Ale chyba każdy poniekąd jest trochę samolubny, nie powinno więc to nikogo dziwić. No i który uczeń Hufflepuffu zaserwowałby jej takie szalone przygody? Spanie na plaży w Egipcie, ucieczkę przed dilerem na dach budynku, zażycie LSD i namiętny seks na stojąco, na szczycie budowli? No chyba żaden. To chyba było kolejnym, dobrym argumentem na to, dlaczego źli mężczyźni potrafią kobiecie zawrócić w głowie. Zero nudy, czysta adrenalina i sama przyjemność. Idealne połączenie.
I nie, Vanberg nie musiał sam wszystkiego robić. Kiedy on się zajął zdejmowaniem z blondynki rajstop i bielizny, ona się wzięła za jego spodnie i bokserki, oczywiście co jakiś czas wracając do ust gryfona i składając na nich pełen pożądania pocałunek! Słychać już było, że jej oddech mocno przyspieszył. Zresztą nic dziwnego, było niesamowicie ciepło i z każdą sekundą nakręcała się na niego coraz bardziej. Kiedy zaś ją podniósł, z łatwością oplotła nogi wokół jego bioder, zaczynając pracować swoimi intensywniej. Nie wiadomo, skąd się biorą pokłady energii i namiętności w tej leniwej zazwyczaj osóbce, ale sądzę, że nie wypada narzekać! Szczególnie, iż teraz dawała dodatkowo znać o tym, jak bardzo jej przyjemnie - zarówno poprzez odgłosy jak i wbijanie paznokci w plecy Dextera. Na szczęście miał na sobie koszulkę czy co to tam było, więc nie miał żadnych poważnych obrażeń, tak sądzę!
I cóż, mogłaby mieć teraz do siebie pretencje o to, że zdecydowanie okazała się zbyt łatwą zdobyczą, jednakże... od początku chyba była nastawiona na jedno - dobrą zabawę. Żadna ze stron też nie deklarowała niczego poważniejszego między sobą, natomiast dwójka ta uwielbiała seks, więc chyba nie ma to znaczenia, czy coś przyszło szybko czy późno?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Luksmeburg
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2342
  Liczba postów : 1898
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2680-dexter-vanberg#91111
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2696-laboratorium-dextera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2721-dexterkowe-lisciki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7160-dexter-vanberg#204285




Administrator






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pią 12 Kwi - 13:56

Cholera, był prawdziwym złym chłopcem, skoro zabierał się pierw za deser a później za obiad. Kto wie, może więcej miał takich złych nawyków? Może na przykład podjadał czekoladki między posiłkami, albo tupał nogami, gdy coś chciał, a nie mógł tego dostać? Z taką frywolną duszą, nigdy nie wiadomo! Acz przeczucie mi podpowiada, że to czysty opis złego Dextera Vanberga. Wracając jednak nieco poważniej do naszej parki, takie właśnie były te ich wybory. Jednocześnie oboje mogli spędzać ten czas obok kogoś spokojnego, czytając sobie Cierpienia Młodego Krukona, czy inne pełne wielkich rozterek książki, mogli też udawać się na spokojne spacery po błoniach, rozmawiając o wczorajszym zadaniu domowym. Tylko, że tak naprawdę oni sami wysoce prawdopodobne, iż by się w tym nie odnaleźli. Tu już nie chodzi o wybór samego złego towarzystwa, a o to, że po części sami nim byli. Żadne z nich nie miało spokojnego usposobienia i potrzebowali pewnego rodzaju mocnych przeżyć, by po prostu się nie nudzić, by łapać to życie mocno i czerpać z niego jak najwięcej. Jestem zupełnie pewna, że nawet jeśli Vanberg miałby wśród przyjaciół tylko zaczytanych w książkach Krukonów, tak naprawdę niewiele zmieniłoby to jego charakter, a kłopoty jak ściągał, tak te wciąż by go otaczały. Niemniej jednak nie polecam szukania towarzystwa u ustabilizowanych Puchonów, bo jak już zostało powiedziane, nici wówczas z przygód w postaci seksu po narkotykach, na dachu klubu nocnego, do którego zostało się porwanym, a z którego później uciekało się przed fankami i handlarzem dragów!
A no właśnie, wróćmy do najprzyjemniejszej części tego wypadu. Nasza parka obecnie bardzo przyjemnie zabawiała się na opuszczonym dachu, gdzie ich jedynym akompaniamentem były dalekie odgłosy ulicy i ich własne drobne jęknięcia. I prawdą jest tu fakt, iż specjalnego znaczenia nie ma fakt, czy przyszło to później czy prędzej, bo oboje szukali przyjemniej zabawy, a nie wybierali partnera na całe życie, któremu stopniowo powinni serwować samych siebie. To nie była ich bajka, ich nie dotyczyła szukania księcia, czy księżniczki, a samej przyjemności. W simach mieliby pragnienie życiowe "poszukiwacz przyjemności"!
Dex i Scarlett przez pewien czas bardzo ładnie bawili się na dachu, podsumowując to spotkanie. Później? Myślę, że gdzieś jeszcze poszli, pokręcili się po brudnych dachach i tyłach londyńskich alejek, zapewne w końcu wylądowali w Vanbergowym mieszkaniu (które na pewno jest pięknie urządzone!), by odespać nieco ów noc i jeszcze trochę pobyć w swoim towarzystwie. By do końca nacieszyć się tą krótką, spontaniczną i jakże swobodną nocą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   

Powrót do góry Go down
 

Magiczny klub Rozing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Klub "Asylum"
» night club
» Klub „Fire”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-