Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Magiczny klub Rozing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : -16
  Liczba postów : 974




Gracz






PisanieTemat: Magiczny klub Rozing   Sob 12 Cze - 13:03

First topic message reminder :


Magiczny klub Rozing

W ostatnim, dużym budynku na ulicy Pokątnej znajduje się jedyny taki w Londynie, nowo powstały, Magiczny Klub. Przychodzi tu wiele młodych czarodziejów z całego kraju. Wnętrze klubu utrzymane jest w ciemnych kolorach, rozjaśnionych przez jasno zielone fotele i w takim samym kolorze parkiet do tańczenia, oraz dające przez małe chochliki, światło. Stworzonka te znajdują się w całym klubie w niezwykły sposób rozświetlając ciemność. Bar obsługuje kilku barmanów gotowych zaserwować wszelakie alkohole. Na scenie natomiast można zobaczyć różne zespoły, zarówno najpopularniejsze jak i te dopiero zaczynające.

Wejście do klubu – 10g
Wynajęcie klubu na prywatne przyjęcie – 75g

Dowolne wino
Shot dowolnej whisky lub wódki
Dowolny short drink
Dowolny long drink
Dowolny soft drink
Dowolny drink z dodatkiem eliksiru rozśmieszającego – 12g
Drink dnia (zapytaj barmana!)
Dowolna paczka papierosów - 13g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Galeony : 2643
Dodatkowo : opiekun Slytherinu, legilimencja, oklumencja
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9406-callisto-marquett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9410-sprobujesz-zaliczyc-na-wybitny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9408-callisto-marquett#261974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9409-callisto-marquett#261980




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Czw 7 Maj - 17:22

Chociaż była ta ostatnia rzecz, której sama Callisto mogłaby się po sobie spodziewać, nagle po prostu się uśmiechnęła, choć był to dość chłodny uśmiech. Spojrzenie wbiła na krótki moment w blat, zanim znowu odważyła się zerknąć w niebieskie tęczówki. Oczywiście, młoda kobieta wypowiedziała dokładnie to, o czym zaledwie chwilę wcześniej pomyślała sama Marquett.
- Owszem, twoje geny mogą przyciągnąć paru klientów - powtórzyła za Kamińską, potwierdzając jej tok myślenia. Nie sprawiało to jednak, że na Marquett spłynęło nagle oświecenie w postaci odpowiedzi na bardzo istotne pytanie. Skoro więc do niczego takiego nie doszło, najrozsądniejszym wydawało się wypowiedzenie owego pytania na głos. - Dlaczego miałabym cię zatrudnić? Nie masz papierów, kursów, doświadczenia... - zaczęła wyliczać, czując, że to tylko pogrąży Rutę, która już i tak wyglądała na dostatecznie niepewną i wystraszoną. Była niemal jak uczennica, która zaraz miała zarobić solidny szlaban. Ale w jakiś sposób była także inna niż wszystkie te młode dziewczęta. Oczywiście nie licząc jej genów. Była po prostu... autentyczna i pani profesor była nawet skłonna uwierzyć, że drobny urok był raczej niekontrolowany. Zwłaszcza, że wyczuwała kłamstwo na kilometr. Dzięki Merlinowi za umiejętność posługiwania się legilimencją. Callisto nie oczekiwała żadnej odpowiedzi, ciągnąc dalej swój monolog. - Mogłabym pokazać ci drzwi, nieprawdaż? Byłoby to nawet rozsądne, zwłaszcza biorąc pod uwagę ilość studentek, które nie tylko podejmowały już pracę, ale i mają wszystkie potrzebne zaświadczenia. - Och, oczywiście, że właśnie to byłoby mądre i rozsądne, ale należało najpierw wskazać choć jedną rozsądną rzecz, jaką Callisto zrobiła w ostatnim czasie. Ostatni rok zdawał się być źródłem samych nierozsądnych decyzji.  - Mogłabym też dać ci... kredyt zaufania. Zatrudnić cię tu, opłacić twój kurs barmański i pozwolić ci podwoić zyski w ciągu następnych... - Zamilkła na chwilę, rozważając sensowny termin. - Trzech miesięcy. Jeśli sądzisz, że dałabyś radę, rzecz jasna.
Jej spojrzenie zmiękło, choć kamienny wyraz twarzy pozostawał na miejscu.
- Jakiego wynagrodzenia oczekujesz? - zapytała niespodziewanie Marquett, wracając na swoje krzesło i po raz kolejny odruchowo pocierając bliznę na grzbiecie dłoni. - I jaki masz plan na siebie? Zakładając, że twoim marzeniem nie jest bycie barmanką. - Po chwili ciszy powróciło pytanie, na które tym razem Callisto oczekiwała odpowiedzi. - Nie licząc twoich genów, dlaczego miałabym cię zatrudnić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kraków, Polska
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 220
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 39
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10739-ruta-kaminska
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10741-poznaj-mnie-lepiej
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10768-poczta-ruty#295442




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pią 8 Maj - 22:02

- Oczywiście, że by pani mogła... - ze spuszczonym wzrokiem wpatrywała się w ziemię i nawet nie miała czelności podnieść go na Callisto. Miała rację. W czym Kamińska była lepsza od reszty studentek, które oprócz doświadczenia miały także styl, gadanę i wykształcenie? I były profesjonalne. Nie miała pojęcia, że nie jest wcale aż tak źle, a w jej głowie kłębiły się tylko myśli karcące własną głupotę. Po krótkim czasie skończyła pocieranie rzemyków i zdecydowała się na krótkie spojrzenie na wysoką blondynkę - Jeśli jednak dostanę szansę... Obiecuję, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, a nawet więcej, żeby zatrzymać posadę - dała słowo, znów wracając do zabawy z biżuterią. Założyła nogę na nogę i choć nie wyglądała zbyt dobrze, czuła się nieco odważniej.
- A wynagrodzenie? Myślę, że to zależy od pani. Wystarczy tyle, żeby mieć na opłatę czynszu i jakieś drobne wydatki - uśmiechnęła się pod nosem i poprawiła długi warkocz - Właściwie... W przyszłości chcę być pisarką. W sumie to właśnie po to przyjechałam do Londynu, ale cóż... Życie często płata figle - podsumowała swoje przygody z książkami, znów ukazując swoje dołeczki. Była przekonana, że mimo wszystko nie dostanie tej pracy. Co to było? Teraz pewnie Marquett weźmie ją za nieudacznicę, która nie dość, że nie potrafi nic zrobić, to jeszcze sama nie wie, czego chce. Była na siebie coraz bardziej zła i nie wiedziała, co robić. Wciąż bawiła się elementami ubrania, unikała kontaktu wzrokowego z niebieskimi oczami Callisto. Była jakby nieobecna.
- Nie wiem, czy to w ogóle powód, ale niecały miesiąc temu zamieszkałam w Anglii i jakoś do tej pory nie udało mi się znaleźć żadnej posady. Chyba wiadomo, dlaczego? Jak już wspomniałam - głęboko westchnęła - miałam pisać, jednak ostatecznie skończyło się na braku weny i przekładaniu wszystkiego na później... I w tej chwili szlajam się po nieznanym mieście i szukam jakiegokolwiek zarobku, w wolnych chwilach rzeźbię i czytam książki. Może podrzucę jeszcze swoje CV? - zaczęła się tłumaczyć, po drodze biorąc tylko kilka oddechów. Rozejrzała się po gabinecie Marquett i po raz kolejny naszła ją myśl, że nic tu do siebie nie pasuje. Była zdezorientowana, poddenerwowana i nie rozumiała niczego. Jaka tajemnicza moc kazała przyjść jej do Rozing?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Galeony : 2643
Dodatkowo : opiekun Slytherinu, legilimencja, oklumencja
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9406-callisto-marquett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9410-sprobujesz-zaliczyc-na-wybitny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9408-callisto-marquett#261974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9409-callisto-marquett#261980




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pią 22 Maj - 19:10

Czy deklarowana chęć do pracy naprawdę miała być tym, co przekona Callisto do zatrudnienia Kamińskiej? Przed Rozing nie stały tłumy dziewcząt, które chętnie przyjęłyby posadę, wbrew temu, co deklarowała Marquett i chociaż Ruta mogła nie być tego świadoma, była w tej chwili jedyną kandydatką na stanowisko, które z pewnością musiało zostać obsadzone. W obliczu takiej sytuacji chęć  do pracy była nawet bardziej niż pożądana, a zatrudnienie jej i sprawienie, że młoda kobieta wypełni tę lukę na dłużej, zdawało się być całkiem rozsądnym czynem. Słowami Ruta tylko potwierdzała, jak mało doświadczenia ma w poszukiwaniu pracy. Jej oczekiwania w kwestii wynagrodzenia były wyjątkowo nieśmiało przedstawione i raczej niewymagające, choć wiedziała przynajmniej, czego konkretnie potrzebuje. Callisto ta odpowiedź spodobała się o wiele bardziej od możliwej deklaracji, że pieniądze zostaną przeznaczone na nowy, fantastyczny model miotły do pokazania kolegom czy też inne, niezwykle bezużyteczne przedmioty. I gdy już miała się wtrącić, Ruta wspomniała coś o planach na przyszłość. Pisarstwo zdawało się czymś, dzięki czemu raczej trudno się utrzymać, a Callisto znacznie bardziej wolałaby usłyszeć, że Kamińska planuje rozwijać się w dziedzinie eliksirów czy też, co bardziej pożądane, transmutacji. A jednak nie mogła odeprzeć myśli, że jest coś intrygującego w fakcie posiadania pasji i pielęgnowania jej. Marquett już od dawna nie zrobiła niczego, co wiązałoby się jedynie z czystą przyjemnością czerpaną z ulubionego zajęcia. Chociaż przepadała za trudną sztuką transmutacji, nauczanie nie do końca było dla niej źródełkiem szczęścia, a gdy próbowała czerpać przyjemność z nieco bardziej prozaicznych, fizycznych źródeł, zakończyło się to bardziej niż tragicznie. Może odnalezienie czegoś nowego, co porwałoby ją bez reszty, było rozwiązaniem jej problemów? Na razie jednak z lekka porywała ją nieśmiała dziewczyna, siedząca naprzeciwko. Głęboki oddech poprzedził ostateczną decyzję.
- Powiedzmy, że poczynię inwestycję - zaczęła, ostrożnie dobierając słowa. - W ciągu najbliższych dwóch tygodni ukończysz kurs barmański, który opłaci Rozing. Jeszcze dzisiaj spiszemy umowę, która zobowiąże cię do pracy w moim klubie za dziewięćdziesiąt galeonów miesięcznie, doliczając oczywiście premie za solidną pracę oraz składki na ubezpieczenie. Umowa wstępie zobowiązywać będzie cię do pozostania na stanowisku przez rok z możliwością przedłużenia. Oczekuję, że mnie nie zawiedziesz. Owszem, jest jeden mały kruczek. Już poza umową. - Zawahała się na krótko, jakby w zastanowieniu czy jej prośba w ogóle ma sens. Nie znajdują go, tak czy inaczej kontynuowała. - Chciałabym, żebyś podrzucała mi od czasu do czasu to, co napiszesz.
Nie zamierzała grzebać w dziwacznym zbiorze papierów, których nie zdołała jeszcze uporządkować, a które zostały tu po poprzednim właścicielu. Nie zamierzała się również tłumaczyć ze swoich warunków. Przywołała zaklęciem odpowiedni dokument, układając go przed Rutą wraz z piórem, zebranym pośpiesznie z jej części blatu.
- Zatem jak będzie? - zapytała, choć już w tej chwili uważała to za pytanie czysto retoryczne. Ich relacja nie była w tej chwili niczym więcej ponad powiązanie umową pewnej szurniętej właścicielki Rozing z młodą, niedoświadczoną pisarką. Jakby to w ogóle mogło wróżyć cokolwiek dobrego na przyszłość...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kraków, Polska
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 220
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 39
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10739-ruta-kaminska
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10741-poznaj-mnie-lepiej
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10768-poczta-ruty#295442




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob 23 Maj - 15:29

Uważnie słuchała tego, co Marquett miała do powiedzenia i nie potrafiła uwierzyć własnym uszom. Każde kolejne słowo wypowiedziane przez kobietę było jak jakaś dziwna, cudowna muzyka, która delikatnie pieściła zmysły Ruty. Nie liczyła na wynagrodzenie powyżej pięćdziesięciu galeonów, a tutaj proszę... Nie dość, że miała możliwość zarobić na życie, to jeszcze pracodawca sam opłaci jej kurs. To chyba nie było zbyt profesjonalne ani nic w tym rodzaju, ale co Kamińska mogła o tym wiedzieć? Próbowała opanować mięśnie mimiczne swojej twarzy, aby nie uśmiechnąć się nazbyt szeroko i nie wystraszyć przyszłej szefowej i udało jej się do tego stopnia, że widać było tylko lekkie skrzywienie ust w połączeniu z małymi ognikami w błękitnych tęczówkach. 
- Ja... Nie wiem, co powiedzieć. Naprawdę dziękuję - wydukała w końcu, łącząc dłonie ze sobą na kolanach i w końcu odważając się na spojrzenie w oczy Callisto - Oczywiście, pani słowo jest dla mnie rozkazem - żartobliwie stwierdziła blondynka, modląc się w duchu, żeby kierowniczka baru zapomniała o swojej prośbie, albo chociaż, żeby odzyskała dawną wenę i rozpoczęła jakieś działania w związku z Iljiczem i jego wspaniałymi zagadkami kryminalnymi - W porządku. Pewnie, że możemy podpisać tę umowę - podsumowała krótko, znów się łagodnie uśmiechając i przygładzając materiał, który miała na nogach. Przybliżyła się do biurka, opierając dłonie na kolanach. Miała zamiar pohuśtać stopami jak małe dziecko, bujać się do przodu i do tyłu, a może nawet i tańczyć. Ale nie przeszkadzało jej bycie dziecinną, bo właściwie to nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że taka była. W tym momencie chciała po prostu machnąć swój podpis na umowie i w podskokach pójść oświadczyć to wszystko Ophelii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Galeony : 2643
Dodatkowo : opiekun Slytherinu, legilimencja, oklumencja
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9406-callisto-marquett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9410-sprobujesz-zaliczyc-na-wybitny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9408-callisto-marquett#261974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9409-callisto-marquett#261980




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob 23 Maj - 20:13

Callisto uśmiechnęła się chłodno i nagle uderzyła ją myśl, że już tylko w ten sposób potrafi to robić. Nawet jeśli coś w jej wnętrzu zdawało się z lekka rozgrzewać, gdy obserwowała te niewielkie i niewinne przejawy dziecinnej radości nowej barmanki Rozing, zdawało się to być wielkości ziarenka piasku w środku wielkiej góry lodowej. Zdawało się po prostu nie na miejscu. Czy tak było zawsze? Marquett patrzyła, jak Kamińska stawia podpis na fragmencie papieru, a potem sama przesunęła umowę w swoją stronę i postawiła zgrabne, kolejne litery swojego nazwiska. Jak to w magicznym świecie bywało, coś błysnęło, coś zaiskrzyło i umowa nabrała mocy prawnej. Marquett nawet nie drgnęła, by dopiero w finalnej fazie zgarnąć ręcznie związujący je pergamin i upchną go na jednej z półek. Zdecydowanie będzie musiała zrobić to wszystko po swojemu, bo w tym stanie to miejsce doprowadzało ją jedynie do szału.
- Na dziś chyba wystarczy. Jak już mówiłam, daję pani dwa tygodnie na zdobycie certyfikatu. A równo za dwa tygodnie oczekuję pani na pierwszej zmianie. Wieczornej, rzecz jasna. W razie czego będziemy w kontakcie.
Wstała ze swojego miejsca, czując się nagle nieco klaustrofobicznie. Wyciągnęła smukłą dłoń, by uścisnąć rękę Ruty i grzecznie wskazała jej drzwi, odprowadzając ją do wyjścia. Teraz pozostawało już tylko sprawdzić w praktyce, czy ta decyzja okaże się równie zła, jak wszystkie inne w ostatnim czasie.

zt x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kraków, Polska
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 220
Dodatkowo : ćwierć wila
  Liczba postów : 39
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10739-ruta-kaminska
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10741-poznaj-mnie-lepiej
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10768-poczta-ruty#295442




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pią 29 Maj - 15:28

Była gotowa. Miała certyfikat, doświadczenie i mnóstwo zapału do pracy, którego nie potrafiła opanować do momentu, do którego nie wstała z łóżka. Przetarła dłonią zaspane z braku snu oczy - znów rzeźbiła do późna. Efektów pracy na razie nie było widać, ale zdawało się, że jest coraz bliżej ukończenia swojego kolejnego dzieła. W każdym razie, po kilku minutach przeciągania się i bezczynnego drapania po twarzy, opuściła dwuosobowe łóżko, by od razu stanąć na miękkich kapciach. Było jej tak wygodnie... Spojrzała na zegar wiszący na ścianie i po raz kolejny przetarła oczy. Niemożliwe, żeby spała tak długo! Była już szesnasta... Została tylko godzina do zmiany, a po drodze do Rozing miała poszukać jakichś tanich pędzli na mieście. Trudno, najwyżej zrobi to następnym razem. Pospiesznie wcisnęła się w pierwsze z brzegu dżinsy, nałożyła jasną koszulkę w kwiaty i wcisnęła na rozpuszczone, nieczesane włosy wianek. Nie spojrzawszy nawet w lustro, zgarnęła z krzesła spakowaną wcześniej fioletową torebkę i równie szybko wsunęła na stopy stare creepersy. Niemal nie zapomniała o zamknięciu drzwi, ale na całe szczęście w ostatniej chwili przekręciła kluczyk. Zbiegła po schodach (tylko parę razy się podknąwszy) i pchnęła drzwi kamienicy. 
Nie zastanawiała się, jak to będzie w klubie. Ciekawie, a może nudno? Czy da radę utrzymać się z tych pieniędzy? Dziewięćdziesiąt galeonów wydawało się sporą sumą, ale Ruta nie orientowała się w tej walucie. Była zafascynowana i podniecona, kiedy wchodziła do lokalu. Przeczesała proste włosy ręką i weszła do pomieszczenia. Było tam tak... pusto. Nic się nie działo, w przeciwieństwie do ostatniego razu. Nie było ludzi tańczących albo takich, którzy się bawili, a zamiast tego pusty, kolorowy pokój. Po zastanowieniu stwierdziła, że nie mogłaby mieszkać w takim miejscu.
- Witam - zaczęła, nieśmiało stąpiąc po trwałej podłodze. Sama nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić, więc stała w przejściu, bawiąc się bransoletką i czekając na głos jakiegoś dobrego ducha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Brooklyn, Nowy Jork
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 333
Dodatkowo : animagia (wilk)
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11106-nathaniel-moore?nid=3#300301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11107-who-the-hell-are-you#300303
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11108-i-text-a-postcard-sent-to-you#300304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11109-nate-moore#300308




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Czw 16 Lip - 18:54

Przyjemne, czerwcowe popołudnie. Słońce świeciło wysoko na niebie, grzejąc obolałe po źle przespanej nocy plecy dwudziestosześciolatka. Muzyk kluczył uliczkami Londynu, specjalnie przekraczając ulicę tak, by jak najdłużej znajdować się w gorącym blasku. Mimo nie najlepszej nocy, był w niezłym humorze. Nucił pod nosem jakąś zasłyszaną niedawno piosenkę, najprawdopodobniej mugolskiego zespołu. Złośliwie wbiła mu się w głowę i odmówiła wszelkich prób współpracy czy kulturalnego opuszczenia jego głowy. Zamiast tego zdecydowała się robić z niego wariata w trampkach, dopasowanych spodniach i poszarpanym, białym podkoszulku, szczerzącego się do siebie radośnie bez większego powodu.

Po kilkunastu minutach przyjemnego spaceru, przed oczami pojawił mu się Dziurawy Kocioł. Trzy stuknięcia różdżką i otworem stanęła przed nim ulica Pokątna. Zawsze lubił tędy krążyć, obserwować sklepowe witryny i załatwiających swoje codzienne sprawy czarodziejów. Jako mugolak, cieszył się takimi zwykłymi, drobnymi przyjemnościami.

Stając przed klubem, rzucił szybkie spojrzenie na ekran telefonu komórkowego. Trzynasta pięćdziesiąt. Uśmiechnął się do siebie pod nosem i schował urządzenie. Wiedział, że nie był to szczyt technologii, w końcu na kim sprawiała teraz wrażenie typowa, stara Nokia-cegła, ale jego cieszyła. Nigdy nie wstydził się tego, że interesowały go mugolskie zabawki i starał się zawsze być na bieżąco, jeśli o nie chodziło. Uważał je za naprawdę sprytne zastąpienie magii, momentami, tak jak w przypadku telefonów, bijące ją na głowę. Nie dało się ukryć, że sowy nie należy do najefektywniejszych środków komunikacji. Były wolne, gubiły się i brudziły. Nie nadawały się też do kontaktów na zbyt duże odległości.

Odpuszczając rozmyślania na temat sów, pchnął drzwi prowadzące do klubu i rozejrzał się z zaciekawieniem. Miejsce miało, jak na czarodziejskie standardy i realia, bardzo nowoczesny wygląd. Nie było to co prawda specjalnie nastrojowe ani klimatyczne, ale jemu odpowiadało. Usiadł na jednym z barowych krzesełek, oczekując właścicielki przybytku. Miał nadzieję, że spotkanie przebiegnie bez problemów, a kobieta przejdzie na nieco mniej oficjalny ton. Poklepał w zamyśleniu przewieszoną przez ramię torbę, w której znajdowały się opinie wystawione przez jego poprzednich pracodawców i dwie wydane przez nich jak do tej pory płyty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Galeony : 2643
Dodatkowo : opiekun Slytherinu, legilimencja, oklumencja
  Liczba postów : 408
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9406-callisto-marquett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9410-sprobujesz-zaliczyc-na-wybitny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9408-callisto-marquett#261974
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9409-callisto-marquett#261980




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Czw 23 Lip - 10:53

Callisto zauważyła go już w momencie, kiedy przekroczył próg Rozing, choć on sam zdawał się raczej nie zauważyć jej. Nie mogła mieć jeszcze całkowitej pewności, ale pora się zgadzała. Jego styl także mówił dość sporo. Nie, żeby różnił się nazbyt od ludzi, którzy zwykle odwiedzali Rozing. Jeśli mielibyśmy w tym miejscu zatrzymać się na chwilę i pokontemplować nad problemami Marquett w związku z wyjątkowo pochopnie kupionym lokalem, na pierwszy plan wysunąłby się z pewnością sposób, w jaki postrzegała swoją klientelę. A postrzegała ich po prostu jako stado małp, które co wieczór przychodziły wyłącznie po to, żeby wlać w siebie hektolitry kolorowych drinków o przedziwnych właściwościach i poocierać się na parkiecie o inne osobniki ze swego gatunku. Pech chciał, że dokładnie tym małpom zachciało się lepszej muzyki, jakby to, co do tej pory grano w Rozing, było niewystarczające. Chcieli występów na żywo. Chcieli emocji. Och, Callisto mogła dać im naprawdę wiele emocji, zwłaszcza, gdy cały żal, który w sobie dusiła, obracał się nagle w niepowstrzymaną furię. A jednak taki pokaz nie byłby dobry ani dla klubu, ani ostatecznie dla niej samej. W ostatnich dniach jedynym dobrym punktem w całym tym chaosie zdawała się obecność Kamińskiej, która okazała się całkiem niezłą pracownicą. Może Marquett nie powinna być tak surowa również dla muzyka, którego planowała zatrudnić? Kiedy ostatnio spuściła z tonu, wszystko skończyło się całkiem przyzwoicie.
Uznawszy, że nadszedł czas na konfrontację, wyłoniła się z cienia rzucanego przez ozdobą kolumnę, niczym jakaś dziwaczna, pajęcza królowa, która nieustannie strzegła swojego zdrowo popieprzonego gniazda. Cóż, dzisiaj spokojnie można by nazwać ją czarną wdową. Sukienka w kolorze gorącej smoły opinała ją od kolan aż po mocno zarysowany brzeg szczęki. Ten golf zdawał się kompletnie absurdalny, gdy wzięło się pod uwagę panującą na zewnątrz temperaturę i tylko całkowicie odsłonięte ramiona mogły wskazywać na fakt, iż trwało lato. Czarne szpilki wydawały klasyczny stukot, gdy Callisto zbliżała się do krzesła zajętego przez Morre'a.
- Witam - odezwała się, gdy była już dostatecznie blisko. Jej ton był równie chłodny, co jej list. Nie ze względu na jej osobiste uprzedzenia względem muzyka, ani nawet na jej przekonania. Dość powiedzieć, że była po prostu Marquett. - Zakładam, że to pana mam w planach zatrudnić, czy tak? - zapytała, mierząc go uważnym spojrzeniem niebieskich oczu. Było w nim coś dziwacznego. Nie była pewna czy czuje to dzięki legilimencji, czy okazuje najzwyklejszą kobiecą intuicję. - Callisto Marquett - przedstawiła się szybko, zauważywszy ten drobny nietakt, którego się dopuściła, a jednak nie wyciągnęła ręki w kierunku muzyka. - Właścicielka. Niestety myślodsiewnia okazała się być poza moim zasięgiem, tak, jak podejrzewałam. Muszę więc chyba zdać się na pańską werbalną prezentację. Albo... - zawiesiła na chwilę głos, przysiadając się niespodziewanie do mężczyzny i kładąc dłoń na barze - ...możemy skorzystać z alternatywy, którą zaproponowałam. Aczkolwiek nie nalegam.
W istocie, nie nalegała. Ostatnim, na czym jej zależało, był ból głowy. Choć wycieczka po głowie muzyka mogłaby być ciekawym doświadczeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 29
Skąd : Brooklyn, Nowy Jork
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 333
Dodatkowo : animagia (wilk)
  Liczba postów : 235
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11106-nathaniel-moore?nid=3#300301
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11107-who-the-hell-are-you#300303
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11108-i-text-a-postcard-sent-to-you#300304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11109-nate-moore#300308




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pon 10 Sie - 21:21

/Przepraszam że tak późnooooo :c/

Moore nie zauważający kogoś, przechodząc tuż przed przed nim? Tak, to było do muzyka podobne, nie z racji ignorancji, a zwykłego gapiostwa. Mężczyzna pod tym względem był totalną dupą. Dobrą, ale zawsze dupą.

Jego uwagę zwrócił dopiero charakterystyczny stukot obcasów. Wiedziony dźwiękiem, odwrócił głowę, by jego oczom ukazał się obraz obleczonej w obcisłą, czarną suknię kobietę. Suknię z golfem. GOLFEM. Cudem powstrzymał się od parsknięcia, które niezbyt dobrze wróżyłoby przyszłej karierze. Właściwie, dlaczego do diabła miała na sobie sukienkę, która równie dobrze nadawałaby się na wielkie wyjście? Nie umiał sobie na to pytanie odpowiedzieć. Mimo absurdalności stroju, nie mógł jednak nie docenić uwydatnionych nim całkiem kuszących kształtów, suknia była dobrana idealnie.

Całe to ocenianie zajęło zaledwie kilka sekund. Pierwsze wrażenie, które sprawiła, nim jeszcze otworzyła usta. W końcu i ten moment nadszedł. Chłód, wydawałoby się że przyjemny, w jakby nie patrzeć upalny dzień. Błąd. Zamiast przełamać pierwsze lody, kobieta zmieniła atmosferę w klimat kojarzący mu się usilnie z Alaską.

W odpowiedzi na powitanie i zadane niemal natychmiast pytanie, skinął jedynie głową. Dobre wychowanie nie należało do jego najmocniejszych stron.

- Nathaniel Moore. - Mama zawsze mówiła, by nie pchać łap tam, gdzie ich nie potrzeba. Coś w jej zachowaniu bodnęło go w męską dumę z siłą byka, który przypadkiem wygrał z torreadorem. Legilimencja. Na samą myśl o tej dziedzinie magii, przeszedł go chłodny dreszcz. Miałaby grzebać mu w głowie? Może jeszcze zapędzić się za daleko i sięgnąć ku kulisom po wieczornym show? Albo jeszcze dalej - do zakamarków jego mieszkania i namiętnych chwil z kobietami (lub mężczyznami), od których nigdy nie stronił...

Kiełkujące w nim zirytowanie zadrgało na moment w jego oczach płynnym złotem, nim zdusił je w zarodku. Mrugnięcie oczu, gra świateł na twarzy. On nie rejestrował zmian, miał nadzieję, że i ona zignorowała to drobne potknięcie, animagiczny defekt.

- Wolałbym mieć nieco większą kontrolę nad przepływem myśli między mną a odbiorcą niż ta w przypadku legilimencji, mam nadzieję, że pani to zrozumie. Mam za to przy sobie opinie poprzednich pracodawców, ufam że pomogą one pani w podjęciu decyzji - odezwał się, starając się powrócić do postawy profesjonalisty, jaką na co dzień sobą reprezentował. Wręczył kobiecie teczkę, przez lata pracy udało mu się zebrać całkiem sporo referencji. - Na przestrzeni lat graliśmy między innymi w Hogsmeade, w Trzech Miotłach i w Londynie - w Dziurawym Kotle. Mamy też za sobą kilka występów na imprezach w Hogwarcie, jeszcze pod starą nazwą, oraz w wielu mugolskich lokalach - ciągnął, nie wiedząc do końca, jakiej prezentacji kobieta wymagałaby od niego. Jego zdaniem, najprościej byłoby zaprosić tu cały zespół, w innym terminie, i wysłuchać ich gry na żywo. Na to jednak był jeszcze czas. Nikomu się przecież nie spieszyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29564
  Liczba postów : 43173
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie 28 Sie - 18:34

Piątkowy wieczór, w żyłach płynie alkohol, a może i coś jeszcze, muzyka pulsuje w uszach... Doskonały moment, żeby nawiązać nowe kontakty, prawda? Hm, na to wygląda, tyle że nie wszystkie kontakty są równie przyjemne i pożądane. @Victoria Lawrence chyba wypiła trochę za dużo tego wieczora, a jakiś szemrany typ postanowił to wykorzystać. Wygląda na jakieś pięćdziesiąt lat i nie potrafi utrzymać rąk przy sobie, nie zwracając uwagi na jej słabe i niewyraźne protesty i ciągnąć w kierunku toalety. Szczęśliwie @Everett W. Whitmore dopiero co przyszedł i był jeszcze na tyle trzeźwy i rycerski, by ruszyć jej na ratunek, widząc, że źle się dzieje. Sęk w tym, że dziewczyna jest na wpół przytomna i nie bardzo kontaktuje, co ułatwia spełnienie niecnych zamiarów, a utrudnia jakąkolwiek współpracę.

Zaczyna którekolwiek z was, udanej gry!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Londyn, Wielka Brytania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 28
  Liczba postów : 85
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13134-victoria-lawrence
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13137-i-m-allergic-to-bullshit#351788
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13136-sowa-krolowa#351784
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13135-victoria-lawrence#351782




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pon 29 Sie - 12:23

Victoria Lawrence nigdy się nie krygowała z alkoholem, więc dzisiejszego wieczoru nie skończyła za dobrze. Znaczy - zazwyczaj w podobnym stanie lądowała dopiero po północy, gdzie ktoś łaskawie mógł trzymać jej włosy, dlatego w ogóle nie rozumiała, jak mogło do tego dojść! Nie dbała o swoje rodzinne nazwisko, bo wszystko można było zwalić na błędy młodości, a w dzisiejszych czasach co drugi arystokrata kończył podobnie do niej... Ale dbała o klubową reputację twardej głowy. I spieprzyła po całości. Może faktycznie nie powinna pić wszystkich drinków, które jej postawiono, ale zdecydowanie nie potrafiła teraz myśleć o jakichś konsekwencjach, nie, gdy towarzyszył jej przyjemny szum w głowie, ciało inaczej odczuwało grawitacje, a rzeczywistość  malowała się w pięknych, beznamiętnych barwach.
Znaczy, rzeczywistości też absolutnie nie rozumiała. I gdzieś tam zarejestrowała, że jakiś adorator ciągnie ją za rękę w jakąś stronę i widziała jego niezbyt młode ciało, a Lawrence to panienka i suka w całej okazałości, więc poczęła coś tam mamrotać o tym, że nie, bo nie, bo woli młodszych i tak dalej. Nie było problemem zaciągnąć gdziekolwiek Victorię, skoro nie przejmowała się nawet rozmazaną, ukochaną szminką.
- Al proszsz pana - burknęła w jego kierunku, ale zaraz zamglony wzrok powędrował na sufit, nagle zainteresowana jego kształtem i ewentualnymi wzorkami.
Potknęła się o własne nogi - obcasy w takim stanie to nie był dobry pomysł - i runęła na plecy staruszka. Głupio zachichotała i nieudolnie próbowała postawić jedną stopę obok drugiej, ale wiadomo, to było zadanie nader trudne, niemal na poziomie zabicia istoty bez nosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   

Powrót do góry Go down
 

Magiczny klub Rozing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

 Similar topics

-
» Klub "Asylum"
» night club
» Klub „Fire”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-