Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Magiczny klub Rozing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość




Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Dolina Godryka
Galeony : -16
  Liczba postów : 974




Gracz






PisanieTemat: Magiczny klub Rozing   Sob Cze 12 2010, 13:03

First topic message reminder :


Magiczny klub Rozing

W ostatnim, dużym budynku na ulicy Pokątnej znajduje się jedyny taki w Londynie, nowo powstały, Magiczny Klub. Przychodzi tu wiele młodych czarodziejów z całego kraju. Wnętrze klubu utrzymane jest w ciemnych kolorach, rozjaśnionych przez jasno zielone fotele i w takim samym kolorze parkiet do tańczenia, oraz dające przez małe chochliki, światło. Stworzonka te znajdują się w całym klubie w niezwykły sposób rozświetlając ciemność. Bar obsługuje kilku barmanów gotowych zaserwować wszelakie alkohole. Na scenie natomiast można zobaczyć różne zespoły, zarówno najpopularniejsze jak i te dopiero zaczynające.

Wejście do klubu – 10g
Wynajęcie klubu na prywatne przyjęcie – 75g

Dowolne wino
Shot dowolnej whisky lub wódki
Dowolny short drink
Dowolny long drink
Dowolny soft drink
Dowolny drink z dodatkiem eliksiru rozśmieszającego – 12g
Drink dnia (zapytaj barmana!)
Dowolna paczka papierosów - 13g

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie Lis 10 2013, 22:25

Jakiż niepoprawny z niego dupek. No bądź co bądź to chyba nie zaprzeczysz, co? Taka postawa zdobywcy, ale wybiera te najlepsze. Coco nie była nawet przeciętna, ale on przecież nawet nie wiedział o tym, prawda? Skąd w sumie miał wiedzieć, że w jakiś sposób jest uzależniona od dragów? Nie wiedział o tym, nawet nie wiedział, że dziewczyna w tym momencie była najarana. Ale to zabawne… Zwróciła jego uwagę, w stanie takiej nieprzytomności umysłu, a mimo to… Oboje czuli, że to spotkanie nie jest ich ostatnim. W końcu nie był typem osoby, która pragnie się zabawić, to mógł dostać na pierwszym lepszym zakręcie, jednej z podrzędnych uliczek Londynu. Nie musiał wędrować do tego przybytku, ba… Z jego potencjałem, urodą i wysublimowanym intelektem… Mógł po prostu mieć każdą. Co stało więc na przeszkodzie i dlaczego trzymał się CC?
-Piękne słowa, za które powinnam dziękować. Jednak są nic nie warte… - Nie odpowiedziała tego kąśliwe, nawet nie miała w zwyczaju w taki sposób odpowiadać. Po prostu CC była trochę inna niż mogło mu się wydawać. Zagubione dziecko, bo przecież na bogów! Jeszcze była dzieckiem. Wbiła wzrok w jego oczy, które naprawdę zaczynały ją za bardzo hipnotyzować. Zamarła nawet na moment, bo nigdy nie chciała poczuć tego, co czuła teraz. Był za blisko. Zdecydowanie za blisko. Nie był facetem na dzisiejszą noc. Nie był facetem na żadną noc. Czuła niewyobrażalny strach, przed kim kto w końcu mógł w nią wejść, i gwałcić jej duszę raz po raz, jak mu się tylko żywnie mu się podobało. Och jakież to piekielnie chore.
Musiała się uspokoić, krew zaczynała za mocno przepływać w jej żyłach. Czuła jak zaczyna robić jej się słabo. Musiała odsapnąć, musiała uciec, i wybawiło ją jedno. Jej pasja.
-Coco! - dotarło do jej nieprzytomnego umysłu i po chwili gdy już wiedziała o co chodzi, poczuła lekką ulgę, że zostanie wyrwana z okowów nieświadomości. Z łap tego mężczyzny.
-Właściwie to haczyk jest jeden… - Uśmiechnęła się szerzej, po czym próbując zebrać się w sobie, wskazała na niewielki podeścik, na którym stały dwie dziewczyny. Jedna z Gibsonem, druga siedziała przy perkusji, no i jeszcze CC, która teoretycznie miała dziś śpiewać, ale czy naprawdę ten wieczór miał się teraz skończyć?
Udało jej się w końcu przedrzeć przez ludzi, którzy tak zawzięcie torowali jej drogę, ciekawe czy patrzył na to jak odchodzi, czy lustrował jej długie nogi, tyłek, zarysowaną talię. Była tego ciekawa jak niczego innego. To nawet zabawne, że na tym się skupiła bardziej, niż na tym co dojrzał w jej oczach.
Gdy już udało jej się usiąść na barowym krześle, które teoretycznie miało robić za podpórkę do jakiejś super, jazzowej muzyki… Tak, Coco miała nieco innego plany. W końcu poznała kogoś, dla kogo może wypadałoby zaśpiewać, nawet jeśli po tym numerze, nie zamienią ze sobą już ani słowa?
I tak o to rozbrzmiał w całym klubie cover piosenki Niny Simone – I put spell on you.. Taak, w połączeniu z głosem cudnej CC było to fenomenalne doznanie, zwłaszcza dla zmysłów, i mimo iż jej umysł tak przespany, a ona sama tak pijana… Przeżywała tą piosenkę nieco mocniej. Zrobił z nią co chciał, tylko i wyłącznie dlatego, że potrafił to, czego nie umieli uczniowie w hogwarcie.
Jak ona miała ochotę w tym momencie znaleźć się w pustych czterech ścianach własnego pokoju.
Z nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1046
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 273
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6892-alexander-sinclair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6893-karty-pacjentow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6895-sowa-tantra#196517




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie Lis 10 2013, 22:58

Roześmiał się na jej odpowiedź. Ostrą, ciętą, lekko lekceważącą, skłaniającą go, by położył na szali tej rozgrywki więcej.
- Jak wszystkie słowa... - stwierdził, przesuwając palcami po szkle. Wkrótce w jego dłoni pojawił się nowy drink, gdyż poprzedni i tak miał się już ku końcowi, jak i ten nużący dzień. Północ minęła bezpowrotnie, zamykając kolejny rozdział. Jeden dzień starsi, jeden dzień bliżej śmierci. Szybciej, szybciej, mocniej!

Nagle stało się coś nieoczekiwanego. Dziewczyna została mu niemal porwana, gdy już zaczynał ją kusić, przyciągać, zdobywać, gdy już topił ją w swoich oczach, w nadziei, że odrodzi się jako piekielna banshee uwięziona w mocy jego uroku. Jednak to nie on rzucał teraz urok.

Szła, poruszając lekko biodrami. Nie mógł na to nie patrzeć. Skupiała zręcznie jego wzrok, wykorzystując swoje atuty. Kontemplował te kształty, odprowadzał ja do sceny, zaskoczony takim obrotem spraw. Tego nie mógł się spodziewać, nie mógł oczekiwać, że ona tu... śpiewa! A teraz właśnie zaklinała go swoją piosenką. Szalona wiedźma, hipnotyzerka nakłaniająca dzikiego, dumnego tygrysa do skakania przez płonące obręcze. Czy to było sprawiedliwe? Zapewne nie, ale wsłuchiwał się w jej głos. Nie wyglądała na kompletnie trzeźwą, ale zrzucił to na karb aranżacji występu. Ciemność spowiła salę, podkreślając tylko punktowym reflektorem poruszającą się na scenie kobietę. Śpiewała do niego? A może tylko obrała go za wygodny punkt do występu? Usiadł wygodniej jak Król oglądający taniec ognistowłosej, grzesznie namiętnej Salome. Przyjmował go jak dar, godnie, z uwagą, ale i z nieukrywanym pożądaniem.

Milczał, choć miał ochotę mówić, przyciągnąć ją z powrotem do siebie, bliżej, zachłanniej, miał ochotę, odsunąć tych ludzi, jakby to, co obserwował należało tylko do niego... dla kaprysu. Miał ochotę posiadać ten urok i w tym momencie wcale nie dzielić się nim z owym tłumem. Czyżby jej śpiewne zaklęcia działały na niego, jak pieśni starożytnych inwokerów? Rytualne czary odbierające wolę... Obserwował ją. Czekał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie Lis 10 2013, 23:28

A pewnie, że śpiewała dla niego. W końcu mogła być też w swoim żywiole, i właściwie celowo dała znak dziewczynom przed samym początkiem by wybrały tą piosenkę. To było rozkoszne gdy mogła tak igrać z mężczyzną, którego dopiero co poznała. Nie spodziewał się chyba tego, ale to dobrze… Miała nad nim tą jedną przewagę. No i swoją tajemnice.
A jej głos? Jej głos musiał go pieścić. Wiedziała, że wielu mężczyzn lubi te lekko zachrypnięte, a czy on lubił? Nie ważne. Patrzył na nią, mogła się z nim bawić, mimo że był dojrzałym mężczyzną, a ona ledwie małolatą. Zaskakujące, co? No ale przecież musiała nieco pograć na uczuciach tych, którzy tak bezpruderyjnie pokazują jej zainteresowanie.
I put a spell on you
Because you're mine
Stop the things you do
Watch out, I ain't lying
I can't stand
No running around
I can't stand
And no putting me down
I put a spell on you
Because you're mine

Robiła z nim co chciała, a to było coraz bardziej podniecające. Nie mogła się powstrzymać przed tym by tak igrać, ale… To też fakt iż trzeźwość coraz mocniej gościła w jej ciele. Wiedziała, że po tej piosence dziewczyny mogą spokojnie wrócić do swoich mieszkań, tylko teraz zależne było wszystko, czy aby na pewno… Dzisiejszej nocy CC będzie spała u siebie?

Przetarła pot z czoła, w taki dość nienaturalny sposób. To było takie dziwne, w końcu rzadko przejmowała się tym jak wygląda, a przecież niektóre kwestie nie miały znaczenia, prawda? I ta nie miała, kiedy już zabierała swoją gitarę i kiedy mogła ze spokojem odejść w świat tak daleki, od tego, w którym była. Daleko od zepsucia i perwersji.
-Ej, laleczko, chodź na chwilę… - Usłyszała za plecami, a zanim się odwróciła do chłopaka, który był już wstawiona i to bardziej niż ona sama, sprawiło, że aż poczuła wstręt. Także do samej siebie. Nie mogła patrzeć na kogoś kto jest pijany, bądź naćpany to przypominało jej samą siebie.
-No choooodź. Zabawimy się, od tego przecież też jesteś, co nie?
-Pierdol się… - Mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż do niego, w końcu jakie to miało znaczenie czy ten przydupas to usłyszy? Tak, teraz rodziła się ta CC, która… Nie miała żadnych zahamowań w dobieraniu słów. Chłopak jednak nie odpuszczał, w końcu urażona męska duma, co? Czasami to nawet żałowała, że nie brała ze sobą różdżki, w takich chwilach byłaby dość przydatna.
-E-e-e-ej… Nie ładnie tak…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1046
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 273
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6892-alexander-sinclair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6893-karty-pacjentow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6895-sowa-tantra#196517




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pon Lis 11 2013, 08:40

Wsłuchiwał się w głos dziewczyny, czerpiąc z występu realną przyjemność. Uśmiechał się nieznacznie, zastanawiając się, dlaczego dziewczyna, która nie podała mu imienia, zatem nie mógł jej nazwać nawet w myślach, nie spięła włosów, żeby uwidocznić ładny zarys swojej szyi. Wczuwała się w swój występ. Grała głosem, grała ciałem, ale gdzieś tam brzmiał mu jakiś fałszywy ton, coś nieprawdziwego, tylko nie miał pojęcia, co. Starał się na tym nie skupiać. Pozostawał gdzieś w przestrzeni muzyki.

Kolejny drink powoli się kończył, a on nie czuł w głowie zbyt wiele, może tylko rozpogodzenie myśli, tak charakterystyczne dla etylowej trucizny. Zdecydowanie proporcja alkoholu była zbyt mała w przeciwieństwie do dodatków. Potraktowali go jak delikatną i słabą kobietę? Cóż...pieniądze wyrzucone w błoto. Dlatego między innymi wolał pijać w izolowanych ekskluzywnych enklawach, tam barmani nigdy go nie zawodzili w ten sposób.

Kiedy rudowłosa piękność zakończyła występ i schodziła ze sceny, a uwaga klientów klubu zupełnie się od niej odwróciła, jakiś nachalny typ zaczął się do niej przystawiać. Początkowo wyglądało to niegroźnie. Tanie, pijackie prób zwrócenia na siebie uwagi, obleśne, ciepłe, wilgotne i cuchnące niczym zastygający na ścianie świeży mocz pożegnany westchnieniem ulgi. Później było tylko gorzej, a kulminacja nastąpiła, gdy tępawy wariat złapał dziewczynę za ramię, chcąc ją zatrzymać.

Alexander podniósł się jednym zgrabnym, swobodnym ruchem i w zaledwie kilka sekund znalazł się przy kobiecie, przykładając niewidocznie do karku mężczyzny różdżkę.
- Ta pani jest ze mną - powiedział spokojnie, ach zimno i stanowczo. W tym samym czasie rzucił na przygłupiego cwaniaczka niewerbalnego Confundusa. Nie chciał raczyć go niczym, co zwróci uwagę ludzi lub tez zwali go z nóg. Osobiście uważał, że takowe insekty, społeczne karaluchy należy bezlitośnie tępić, rozgniatając je zielonym butem Avady... ale do tego klub pełen ludzi nie nadawał się absolutnie. Pozostawiwszy pijanego, zdezorientowanego typa na środku przejścia, otoczył kobietę władczo ramieniem i pociągnął w stronę drzwi.
- Wychodzimy - orzekł, nie czekając na jakiekolwiek słowo aprobaty, czy sprzeciwu. Dopiero, gdy znaleźli się na zewnątrz, pozwolił sobie poświęcić jej nieco bardziej słowną uwagę.
- Wszystko w porządku? - zapytał, otulając kobietę w cienkiej, niewiele zakrywającej sukience swoim wierzchnim odzieniem. Po północy nie było zbyt ciepło, nawet w lecie, a tej nocy zwłaszcza nie dopisywało im szczęście. Nie obchodziło go, czy dziewczyna potrzebuje takich gestów, albo czy je docenia, po prostu jego zachowanie było w dobrym tonie, nie zastanawiał się nad tym. Teraz mógł się określać kimś w rodzaju jej opiekuna, przejął odpowiedzialność, którą ona brała za samą siebie w momencie, kiedy nagiął jej wolę.

- Nie stójmy tak na tym chłodzie i znajdźmy jakieś bardziej kulturalne i bezpieczne miejsce. Może dasz się zaprosić na kawę lub lampkę wina? - zapytał, zaglądając jej w oczy i przekrzywiając nieco głowę. Proponował, nie zmuszał, zachęcał, nie skłaniał. Wybór należał do niej. Wprawdzie nie miał tego wszystkiego w planach, ale cóż... wszystko zmieniało się tak szybko.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pon Lis 11 2013, 10:27

Ona była już przyzwyczajona do takich sytuacji. Wiedziała, że lepiej nie zwracać uwagi na tych, którzy tak piekielnie głośno szczekają. Jednak przecież wszyscy wiedzą, że... CC podchodziła do takich zdarzeń w sposób losowy. Pozostawała zdystansowana, wredna… No i przede wszystkim jeśli cokolwiek Alex słyszał, to mógł zdać sprawę z tego, że dziewczyna jest nieco wulgarna. Jednak przecież to była jej naturalna twarz, żadna maska sztuczności. A teraz przecież właśnie tym się kierowała. Makijaż, paznokcie, strój. Rozwiane włosy. Biżuteria. A on? On tak bardzo był zafascynowany jej osobą, że nawet postanowił się za nią wstawić.
Szkoda tylko, że Coco nie należała do typu kobiet, które zaczęłyby piszczeć z przerażenia, gdy ktoś używa zaklęć przy niej. Przecież to była naturalna kolej rzeczy, gdyby miała różdżkę to właśnie tak by się broniła. Szkoda tylko, że za niewłaściwe użycie magii mogłaby odpowiadać przed dyrektorem szkoły. No ale przecież pewne zasady trzeba było zachować, zwłaszcza w obliczu, gdy kariera w Hogwarcie wisiała niemal na włosku.
-Proszę, proszę… To nawet się już zapite dziwki z klubów ratuje! – Krzyknął przepitym głosem na odchodne, po czym sam zajął się czymś bardziej absorbującym niż „durna parka”.

Co miała zrobić? Podziękować? Z reguły z takich sytuacji wyciągał ją zawsze brat , który był dla niej cholernie ważny. Jednak na jej drodze stanął ktoś, kto miał być tylko na kilka drinków, a tutaj taka miła niespodzianka?
Owszem, wszystko z CC uchodziło w trybie niemal tak szybkim jak zagościło w jej organizmie. Dobrze, że w ogóle pamiętała o wzięciu gitary. Nic się nie liczyło. W głowie miała tylko obraz dnia jutrzejszego i to, że kac ją niemal zamorduje.
-Zawsze wszystko jest w porządku, o to akurat nie trzeba się martwić. Z gorszych sytuacji wychodziłam w całości. Bądź połowicznie… - W jej głosie dopiero teraz można było w pełni usłyszeć już ten stan upojenia, który tak cholernie rajcował samą CC. Nie musiała wtedy myśleć, skupiać się. Nie musiała domyślać się tego, co będzie na drugi dzień. Mogła zapomnieć o życiu.
-Chcesz mnie rozpić, a potem sam zaciągnąć w krainy uzależnień i obsesji. Ciekawy obraz spędzenia wieczoru, dlaczego miałabym nie odmówić, skoro… Mieszkanie mojego brata jest zajęta przez niego i znając życie jego kumpli. Noc jest długa, a knajpy są z pewnością otwarte, bo o to Ci chodzi prawda? – W jej głosie można było usłyszeć lekką trwogę, oraz coś na wzór zaintrygowania. No przecież tylko głupiec nie byłby ciekawy tego, co on może jej zaproponować. Jednak przecież CC była ciekawa.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 38
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1046
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 273
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6892-alexander-sinclair
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6893-karty-pacjentow
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6895-sowa-tantra#196517




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pon Lis 11 2013, 10:56

Alexander przyglądał się dziewczynie, gdy już zniknęły kolorowe światła. Znikała eteryczność, pojawił się cielesny realizm. Była odurzona. Zapewne alkoholem, ale czy tylko? Zdaje się, że budziło to raczej jego rozbawienie niż odrazę. Tym razem nie zamierzał zwracać na to wielkiej uwagi. Był to ciekawy punkt obserwacji. Prawie jak jego niektórzy pacjenci. Wewnątrz własnego mieszkania będzie mógł się jej przyjrzeć lepiej, a zwłaszcza tym szerokim, teoretycznie, od ciemności źrenicom.

- Nawet pijanych idiotów nie należy lekceważyć... - stwierdził Sinclair, poprawiając odruchowo jej ubranie, które przekrzywiło się nieznacznie. - ... takie typy mogą mieć najgorsze pomysły.

Zastanowiły go inne słowa dziewczyny, które wydały się niemal dziwne.
- Zawsze? Wszystko? - roześmiał się z zimną ironią, wpatrując się w jej zamglone nieco używkami oczy. - Masz doprawdy idealne życie, a może idealnie "popieprzone"? - prowokował, pochylając się nad nią i odgarniając kilka kosmyków, które złośliwie opadały jej na czoło, po czym odsunął się na stosowną odległość. Zaakcentowane słowo wskazywało na to, że doskonale słyszał, jakich wyrażeń była zdolna używać.

Na kolejne zaczepki również był skłonny odnaleźć odpowiedź. Odsunął się jeszcze nieco dalej, stwarzając jej przestrzeń i wzrokiem rzucając wyzwanie.
- Obsesje to moja specjalność, tylko czy znajdziesz w sobie dość pasji, by się w nich zatracić? Czy  masz dosyć głębi, by pochłonęło ją uzależnienie? Jeśli chcesz, możesz iść ze mną... - mówił głosem głębokim, cichym, niemal szeptem, rzucając w jej stronę drobny, nonszalancki uśmiech. Był już w pół odwrócony, by odejść. Czekał, ale jakby zrywał się do lotu, niczym złowieszczy edgarowski kruk mający za chwilę zniknąć w ciemnościach nocy i pozostać strzępkiem mroku, narkotyczną fatamorganą.

z/t - przeniesienie wątku do -> KLIK
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pon Lis 11 2013, 11:13

Znalazł w jej nieprzytomnym umyśle używki. Znalazł alkohol i znalazł tą tajemnicę, która tak uwielbiała skrywać, bo przecież co nie jest choć w minimalnym stopniu hańbą okryte nie może być ciekawe, a to przecież… A ona przecież właśnie była. Była intrygująca na swój sposób, jednak nadal pozostawała Coco z Hogwartu, która po wakacjach będzie zapita bądź naćpana przychodzić na zajęcia. A może się w końcu zreflektuje i weźmie odpowiedzialność za własne życie?
-Takie typu z reguły zaniemagają gdy tylko kobieta ściągnie przed nimi spodnie… - Uśmiechnęła się cynicznie. W końcu taka była prawda, mało który mężczyzna potrafił posłużyć się tym co miał między nogami na trzeźwo, a co dopiero po pijanemu.
-Idealnie życie? – Zmarszczyła brwi, gdy tylko powiedział tak plugawą rzecz. Nigdy więcej nie mogła się upijać w towarzystwie nieznanych jej mężczyzn, bo skończy równie źle, co rok temu. A tak być nie mogło. Absurdalna sytuacja, tak bardzo inna, a tak cholernie intrygująca, w którą chciała brnąć. Po raz pierwszy, z własnej woli, a nie tylko pod wpływem narkotyków.
-Popieprzone… Chcesz je poznać? – Wyciągnęła delikatnie dłoń, tak by dotknąć jego policzka, przekrzywiła przy tym głowę lekko w bok, niczym małe dziecko, które chce opowiedzieć o czymś strasznym swojemu rodzicielowi. Właściwie to nawet jakby się postarał…
-Uzależnienia to moja specjalność… - Na jej ustach znów zagościł sardoniczny uśmieszek ,który wskazywał na podjęcie gry, do której tak zawzięcie dążył. To było nawet niesamowite, że w taki sposób podchodziła do tego wszystkiego. Igranie z samym szatanem było czymś więcej niż tylko rozrywką. Było tą pasją, do której ją wręcz zmuszał.
Kiedy się domyśli, że jest jeszcze dzieckiem?


/zt. x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pią Lis 22 2013, 21:28

Na Merlina! Hogwart był przytłaczający, zwłaszcza jeśli szło o jakiekolwiek zajęcia, lekcje i organizację czasową. No bo dajcie spokój, ileż można poświęcać tego jakże szybko lecącego czasu na naukę? Życie było za krótkie. Trzeba było się bawić, imprezować, spędzać ten zasrany czas na długim spaniu, a nie nauce. No, ale dobra. Siódma klasa, egzaminy i wszystko ważne tylko nie to co konieczne. Zresztą dla CoCo nigdy nie była ważna szkoła, tylko to by wyjść w końcu w jakiś logiczny sposób z patologii, a już była nawet na dobrej drodze. Od trzech dni nie piła, nawet jointa nie zajarała, ale nadszedł piątek, melanżu początek – i te sprawy.
Watsonowa nie mała zamiaru być gorsza. Zaraz po zajęciach udało jej się wyrwać, i w jakiś niewytłumaczalnie dziwny sposób dotrzeć do Londynu. Wykorzystała tą super tajną broń Levitoux i odstawiła popisową scenkę… W sumie, żeby to pierwszy raz. Miała dobrą szkołę od tej małej siksy. Właściwie to nawet bardzo dobrą. A co za tym idzie, nie musiała się niczym spinać, że nie zdąży, że zanim się wyszukuje… Właściwie to nie zajęło jej długo, bo raptem trzy godziny i dwadzieścia dwie minuty. Makijaż, trzeba coś zjeść, napić się, zjarać, ubrać, seksowną bieliznę też… No bo zawsze się może trafić jakiś przygodny seks, co nie? Chociaż jeśli ten miałby skończyć się bachorem, to byłoby już gorzej, więc może w sumie żadnych seksów nie będzie? Tak, tak byłoby najlepiej.
W każdym razie… W końcu udało jej się dotrzeć do Klubu, który jakoś mało przyjemnie wspominała, nie żeby żałowała tamtego wakacyjnego wieczoru, bardziej irytował ją fakt, że ten facet okazał się profesorkiem studenciaków z Hogwartu. No szejm roku! Fakt, tym się Watsonowa przejmowała, ale bądź co bądź… Był całkiem niezły, jednak teraz szła do Rozingu żeby się zabawić, potańczyć no i zapić w trupa, a najlepiej by było gdyby… Zjawił się jakiś frajerzyna, przed którym wystarczy zakręcić tyłkiem parę razy, potem darmowe drinki, kasa w portfelu i wszyscy happy, a najbardziej CC.
No i właśnie Watsonowa weszła do klubu gdzieś koło dwudziestej drugiej, co prawda impreza jeszcze nie była jakoś rewelacyjnie rozkręcona, ale zawsze był dobry moment na to, żeby ją jakkolwiek zacząć, a od czego zaczyna imprezy ktoś taki jak CoCo? Od wybadania tego co serwuje dzisiaj barman. I jak widać… Ładne, szare oczka Rudej z kocią kreską robią furorę, bo wystarczyło trzepnąć dwa razy rzęsami, naciągnąć trochę sukienkę i odsłonić lekko cycki, a drink za pół ceny, nie żeby akurat na ten była promocja… Wszystkim będzie wmawiać, że jest super rozchwytywana! A tak na poważnie, promocji nie było!
Dobra, dobra! Ruda siedziała grzecznie i kulturalnie sącząc drinka, a mało tego chciała wychwycić wzrokiem jakieś lepsze ciacho, w końcu nie można samotnie spędzić wieczoru, i o to co jej oczy zobaczyły.
Sam Villiers! We własnej osobie! Ha, tego jeszcze nie grali! CC dość szybko dopiła swojego drinka i przedzierając się przed gromadzący się tłum przy barze, przewędrowała przez niemal całą sale, byleby się dostać do najseksowniejszej dupy w szkole, zaraz oczywiście po Watsonowej. I pewnie paru innych osobach, ale kto by tym sobie głowę zaprzątał, prawda?
-Villiers bejbe! Zlot studentów, czy tak cholernie potrzebowałeś mojej obecności i nudziłeś się w domu, co? – Szturchnęła go lekko w bok, po czym zostawiła lekki ślad po błyszczyku na męskim policzku. No i przede wszystkim na super przystojnym policzku! Ach, no ale CC myślał tak, o każdym kolesiu, który potrafił wyciągnąć ją z Dorma na chlanie, a Casper to nawet nie musiał się wysilać. W końcu bądź co bądź jak widać… Los im sprzyjał.

/bosko kurwa... post pod postem xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pią Lis 22 2013, 22:04

Casper Villiers potrzebował alkoholu. Wielkiej ilości wódki, która wypełniłaby całą wannę, a on by tam naprawdę mógł utopić smutki. Pewnie gdyby miał na to wszystko humor i hajs, nie zapomniałby o jakimś jeszcze droższym alkoholu, aby wreszcie spić się porządnie jak jeszcze rok temu. Zapomniałby całkowicie o świecie, w którym teraz żył. Ludzie wokół niego umierali, znikali, zachowywali się tak jakby nie mieli mózgu. Miał dość... Udawania, że jest dobrze. Nie było. Chciał poczuć w żyłach adrenalinę. To mogło go przekonać do działania... Mogło.
Pewnie dlatego poderwał się z łóżka w mieszkaniu i wyciągnął z szafki pierwszy lepszy podkoszulek. Wciągnął go na siebie uprzednio nie sprawdzając nawet zapachu. Nikt mu przecież nie zwróci ostatniej minuty życia, którą zmarnowałby na karmienie swoich nozdrzy zapachem materiału... Oczywiście nie można tu mówić o tym, że Casper nie potrafił o siebie zadbać! Oczywiście sięgnął po wodę kolońską, która nadała mu zapach kuszący, nęcący, prowadzący Cię właśnie w to jedno, konkretne miejsce. Mianowicie do jego łóżka.
Villiersowi nic ostatnio nie wychodziło. Nawet teraz, kiedy już znalazł spodnie, buty... Wciąż nie wiedział na co to wszystko i dla kogo. Spojrzał przez okno na panoramę Londynu i nie zapomniał o wzięciu kilku łyków ognistej z butelki. Nie zapomniał również o tym, żeby do kieszeni wpakować paczkę prezerwatyw i jakieś tabletki zanim wyszedł... Zanim wyszedł zdążył jeszcze wejść do kuchni, zgasić światła, wyłączyć muzykę i narzucić na siebie kurtkę. Wariował sam. Pragnął zwariować z kimś.
Właśnie dlatego poszedł do klubu Rozing. Na dzisiejszą noc potrzebował seksownej czarodziejki, która zabierze go do świata magii bez zbędnych komentarzy... I właśnie taką wizją próbował oszukać zdrętwiałe myśli, które przeszły już z dymem papierosowym każdy kąt mieszkania co najmniej tysiąc razy! A zatem klub... Piątek. Każde miejsce tętniło życiem, ale w tym było coś więcej. Tu była właśnie pewna dusza... Tu było prawdziwe życie.
I tańczył z jakąś dziewczyną. Kręcił ją na parkiecie, a ona we właściwy sposób odpłacała mu się swoim zainteresowaniem... Ale to nie ona go pocałowała w policzek, to nie ona wyprowadziła go z transu poszukiwań. To nie ona. To zupełnie ktoś inny. Może dlatego na momencie rozstał się z partnerką i zaraz objął Coco silnym ramieniem zsuwając dłoń na jej pośladki. Wszak byli przyjaciółmi. Miał większe prawo do jej ciała niż ktokolwiek dzisiaj w tym miejscu.
- Potrzebować? - Wychrypiał do jej ucha nie zdając sobie sprawy, że od momentu, w którym przekroczył próg klubu jeszcze nic nie mówił. Jeszcze... Teraz tak... Każde słowo miało podwójną moc. - Jesteśmy tu chyba tylko my, czyli jesteśmy w imieniu wszystkich na tym zlocie. Wypadałoby to uczcić. - Powiedział wprost przyciągając teraz ją do siebie jeszcze drugą rękę burząc dystans. Niszcząc bariery. I mogła go uderzyć w twarz. Mogła zacząć mówić coś od czapy... Na ten czas... I tak nic by sobie nic z tego nie robił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pią Lis 22 2013, 23:00

Rosie miała to szczęście, że zapominała o życiu niemal każdego wieczoru, próbując uciekać od wszystkiego co zabijało jej wewnętrzną siłę i energię, a przecież… W życiu chodzi o to, że by iść do przodu, z podniesioną głową. Nie patrzeć nawet w tył. Nie przejmować się niczym, bo i po co? No właśnie, to było bez sensowne. Dlatego dobrze, że Casper zjawił się w Rozingu, dobrze, że CC go wyczaiła i dobrze, że jego ręka spoczywała gdzieś, gdzie wcale nie powinna. Jednak jakby nie patrzeć… Faktycznie miał większe prawa do niej samej, niż jakikolwiek napalony dupek stąd. Zresztą, on i tak zaraz wyhaczy jakąś dupencję, potem gdzieś z nią zniknie, a Watsonową porwie szał tańca. O ile faktycznie dzisiaj się na to zdecyduje! Na razie się na to jednak nie zanosiło, dzięki Merlinowi.
Uśmiechnęła się sardonicznie gdy tylko ją przyciągnął do siebie, jak dobrze , że wbrew pozorom była taka drobna i mógł ją objąć jedną ręką, ale bądź co bądź… Ta dłoń na jej pośladku. Ach, szkoda, że to tylko przyjaciel. Może gdyby go nie znała, to nawet podjęłaby się nieco bardziej wyuzdanej gry?
Chociaż, gdyby postawił jej coś więcej niż tylko alkohol, kto wie… Kto wie… Jej umysł mógł być na tyle sprany, że uległaby temu seksocholikowi…
-Oj, mógłbyś chociaż raz powiedzieć, że naprawdę mnie potrzebujesz… - Zrobiła minkę w podkówkę, a wskazującym palcem przejechała od jego ust, przez brodę, a na torsie kończąc. Nawet uśmiech robił się coraz zadziorniejszy, zwłaszcza, że ta bliskość była cholernie… Przyjemna. Nigdy tak na to nie patrzyła, ale wbrew pozorom chyba naprawdę by mu nie odmówiła. Chociaż kto ją tam wie. To kobieta, zmienna jest. Jednego dnia potrafi tak, drugiego tak, a za godzinę zmieni zdanie.
-Fakt, tylko widzisz… Wypadałoby żebyśmy stąd wyszli w jednym kawałku… Nie mam ochoty zbierać się stąd na czworaka, jakby napisali o tym gdzieś, to… Siara! – Mruknęła nieco przeciągle, ale w sumie jej chrypiący głos, też dawał się we znaki. Dawno gardła nie trenowała. Właściwie powinna je nieco rozgrzać, ale jasne… Jesień, zaraz zima… Szaliczki, i nic z głosu piosenkarki, albo coś na styl tego, w każdym razie – trzeba zacząć brać jakieś witaminki. I nie. Nie takie, o jakich myślisz!
-Dobra, nie ważne. Liczę na to, że się zabawimy, a ten wieczór będzie należał do udanych. – Puściła oczko, po czym chwyciła Caspra za rękę i pociągnęła w stronę baru, byleby mogli najpierw przepłukać usta, a po chwili ruszyć na parkiet. W końcu na trzeźwo to za dużo nie da się zrobić, prawda?
-Szkocka, czysta, piwo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pią Lis 22 2013, 23:14

Casper - człowiek, z którym z pewnością nie chciałabyś wziąć ślubu, zakładać rodziny, kupować mieszkania i planować przyszłości. Co innego jeśli chodzi o tą jedną pojedynczą noc. Wszak to on znał sztuczki, o których niektórzy nawet nie śnili, a chwilowa myśl powoduje wypieki na policzkach godne spalonego ciasta. Wydaje Ci się, że to chwalenie spełnia jedynie rolę zakrycia tego, co w rzeczywistości może nie istnieć? Myśl. Brnij w to. Ale pamiętaj, niektóre rzeczy na zawsze pozostaną w sferze twoich domyśleń, nigdy się nie dowiesz. Tak jest z Casprem. W jego życiu jak i łóżku figuruję tylko wyjątkowe jednostki.
Prawda była taka, że Villiers nie miewał przyjaciółek. Każda wcześniej czy później obrażała się na zawsze, albo wychodziła z rana z jego sypialni obwinięta nie tylko prześcieradłem, ale też wyrzutami sumienia licząc, że teraz nastąpi jakiś przełom w ich relacji. W końcu Casper nie był brzydki, potrafił się zachować, a zabawę w dwuznaczne rozmowy opanował do perfekcji... Ale nie miał w sobie hasła "stabilizacja". To nie dla niego. On był jak ptak... Wolny.
Miał w sobie to coś, czego nie mogłeś zaobserwować u innych facetów nie tylko w klubie, ale i w zamku. Emanowała z niego toksyczna aura, która nie odrzucała, a raczej działała przyciągająco. Witaj magnezie? Witaj. Usiądź z nami.
Przez ten jeden moment napawał się jej ciałem. Przez cienki materiał wyczuwał jej jędrne pośladki, na których dłonie odnalazły swoje miejsce od razu... Pasowały idealnie. Uśmiechnął się do niej przykładając głowę do jej szyi, aby złożyć tam jeden z drobnych, "przyjacielskich" pocałunków. W sumie nie miał pojęcia czemu wcześniej o niej nie myślał w ten sposób. Ale może przyszedł właśnie ten dzień? Wcześniej miał głowę strudzoną milionem dziwnych rzeczy, a teraz? Teraz pod wpływem alkoholu jedyne co czuł to ulgę, że może wreszcie wrócić do swojego świata. Nawet jeśli to tylko jedna chwila.
- Słowa są puste. Wolę okazywać troskę w czynach. - Wymruczał wprost do jej ucha, a potem pogodził się z tym, że dziewczę opracowała dla nich inny plan na ten wieczór, bo oderwała się od niego, aby zaproponować małą popijawę... Nie miał nic przeciwko. Przecież mogli wypić za cały Hogwart. Wszak byli na zlocie studentów, gdzie reprezentowali wszystkich!
Dał się poprowadzić do baru, gdzie rzucił do barmana kilka słów, które z trudem przebiły się przez muzykę, ale po chwili przy CoCo stała wysoka szklanka z niebieską zawartością,a gdy się jej spróbowało można odczuć było przyjemny lodowy smak, lecz napój złożony był głównie z czystej wódki. Do Caspra natomiast przywędrował jakiś ciemny specyfik, który spowodował, że usta Villiersa na moment stały się ciemne jak jego oczy.
- Napój "ostry seks" - Skomentował niewinnie śmiejąc się, a w istocie... Rozbierał ją wzrokiem licząc w myślach ile by mu to zajęło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pią Lis 22 2013, 23:58

Och! A niby Coco się nadawała do czegoś poważniejszego niż spicie w trupa czy jednonocna przygoda? Nie, skąd! Planowanie rodziny z nią, ślub, kupowanie mieszkania, czy nawet samochodu, o ile w ogóle – no ale była wbrew pozorom mugolaczką… W każdym razie – te czynności to jak podpisanie cyrografu z samym Lucyferem. Kto by chciał ryzykować własnym życiem, skoro jak to już zostało powiedziane… Coco R. Watson, podobnie jak jej brat – są dziećmi szatana i nic, i nikt tego nigdy nie zmieni. A przynajmniej Ruda nie miała zamiaru ingerować w naturę.
Uśmiechnęła się jedynie pod nosem gdy chłopak obłapiał ją wzrokiem bardziej niż diabelskie sidła. Było to rozkoszne, lubiła takie zagrywki jak nic innego. One były same w sobie erotycznie, nie potrzeba było się dotykać, byleby mieć rozpalone zmysły! Ach, to było takie cudowne! Tak fenomenalnie cudowne!
W jej oczach zaczęły skakać dziwne, niezbadane przez niego iskierki w szarych oczach Watsonowej, a mogły wskazywać wszystko. Ochotę na seks. Ochotę na picie, a nawet ochotę na to by po prostu stąd wyjść, pozostawiać samego ze swoimi myślami, które zaraz odgoni jakaś cytata blondyna. Chociaż… Biorąc pod uwagę jego zainteresowanie jej osobą, dość jawne, a to dawało jej naprawdę spore pole do popisu, bo przecież, nie odtrącał jej, mało tego robił to w tak bezczelny sposób, że aż sama miała ochotę pójść nieco dalej. Kiedy już znaleźli się przy barze, przygryzła dolną wargę, taksując go z góry na dół, próbując wyczuć jego specyficzną aurę, która tak działa na te wszystkie małolaty. Wszystkie durne dziewczyn, które wierzyły, że Villiers z nimi będzie. Jasne! Zrobi im bachora i będą żyli długo i szczęśliwie jak w bajce. I gdyby go nie znała to pewnie by w to uwierzyła, ale jak dobrze, że ich akurat seks, ani nic z takich rzeczy nie łączyło. Przynajmniej na razie. A nawet jeśli – byłby to jednorazowy numerek. Chyba.
-Och, gdyby Cię nie znała… Mogłabym w to uwierzyć… - Mruknęła bardziej do siebie niż do niego, zwłaszcza, że jej drobne, smukłe palce wędrowały gdzieś na wysokości jego karku. Paznokcie dziewczyny drażniły jego skórę, ale po chwili zaniechała ów czynności, w końcu drink nie może czekać w nieskończoność, a ten o dziwo wyglądał dość apetycznie.
-Ostry seks wolę w postaci nieco innej niż płyny, no ale… Co kto lubi. – Oblizując dolną wargę w dość perwersyjny sposób, w końcu zdecydowała się na to czym uraczył ją szanowny Casper. Czy w doborze alkoholu też miał taki gust, jak w wyborach kobiet, które wylądują z nim w łóżku? Ciekawe. Jednak trzeba było przyznać, że niemal sama wódka była dla niej ukojeniem tych emocji, oraz zdrowego rozsądku.
-Jesteś koneserem… Piękna i trunków. – Uśmiechnęła się zadziornie, po czym mimowolnie dłonią przejechała przez środek swojego dekoltu, och tak żeby sprawdzić czy czasem łańcuszek jej się nie przekrzywił. I gdyby wiedziała o czym chłopak myśli, z pewnością parsknęłaby śmiechem, w końcu… Nie było zbyt dużo do rozbierania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob Lis 23 2013, 12:46

Iskierki w oczach wskazujące na seks? A to ciekawe. Ale dziś spełniamy marzenia, więc może zdejmijmy produkt z półki i zaaplikujmy go dla dziewczyny. W końcu kobietom się nie odmawia, trzeba je zaspokajać, pielęgnować, dawać wszystko czego potrzebują, będę potrzebować, albo chcą, ale nie do końca wiedzą jak to powiedzieć. I kiedy już się nauczysz ładnie zapakowywać te prezenty i dawać z uśmiechem na ustach, spojrzysz ja kwitnie. Nie tylko w łóżku, nie tylko na parkiecie... Ale wszędzie. Nie tylko iskierki w oczach będą wtedy chciały seksu, ale to całe ciało będzie promieniowało. Zbyt niebezpieczne, abyś nie uległ.
Coco Watson, to była dziewczyna, którą chciałbyś spotkać w swoim życiu nie raz, ale kilka razy. I to nie tylko w klubie, ale również w swoim łóżku. Fakt, że nosiła w sobie coś, co chciałeś rozpakować i cieszyć się tym jak mały dzieciak kolejką pod choinkę, powodował, że brakowało Ci powietrza. Smak życia, smak ciała... Pomieszanie zmysłów. Nie odmówisz. Jesteś za słaby.
A zatem byli przy barze, spożywali alkohol i prowadzili między sobą niewinny flirt. A może winny. To się okaże jutrzejszego ranka, gdy tylko na nowo wstanie słońce.
- Wiesz, może chcę Ci zaserwować seks w każdej postaci. - Mruknął do niej uprzednio przykładając dłoń do jej kolana, aby wspiąć się nią wyżej po wewnętrznej stronie uda do dziewczyny. Pozwalał sobie na wiele, mógł być mistrzem w tej grze, a może i był. Wszak w swoich dłoniach dzierżył wszystkie zwycięskie karty.
- Cieszę się, że doceniasz moje starania. - Odrzekł apropo tego komplementu, który w przyjemny sposób połechtał jego ego. Choć może gdyby miał sentymentalną duszę musiałby to przemyśleć. Smakosz alkoholi wskazywał na to, że spożywał ich naprawdę dużo i wypadałoby przemyśleć swoje życie. A wszystko co robił to kupował kolejne butelki, które potem otwierał, opróżniał i zapamiętywał smak, by odtworzyć go gdy po raz kolejny będzie wybierał trunek, którym częstować będzie współtowarzysza.
- Chodź. - Pociągnął ją na parkiet kątem oka zauważając, że ich szklaneczki są już puste. Szkło nie potrzebowało opieki. Należało się tu bawić, a nie siedzieć i przyglądać się innym.
Znów pozwolił sobie przyciągnąć ją do siebie i przyłożyć dłonie do jej pośladków, a potem zawędrował dłońmi w górę aż do zapięcia stanika, który chwilowo pomierzwił opuszkami palców. Ale przecież byli w klubie, przecież nie mógł z niej zedrzeć tego stroju.
Kołysał się z nią w rytmie tej muzyki przy okazji miotając jej ciało elektryzującym dotykiem. Postarał się również o słodki uśmiech gdzieś w trakcie. A kiedy muzyka zmienił rytm na szybszy oddalił ją od siebie, aby poddać jej ciało niezliczonym piruetom, które w końcu i tak pozwalały jej zgrabnie wylądować w jego ramionach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob Lis 23 2013, 14:55

Och, pewnie, że iskierki wskazywały na seks, zwłaszcza że dziewczyna naprawdę cierpiała na głód seksualny. Od dawna nic, z nikim, nigdzie. W przeciwieństwie do Villiersa, któremu bądź co bądź w sporym stopniu zazdrościła tego podejścia, mamienia dziewczyn, które tak chętnie pozbywały się przy nim bielizny. Czy to jego urok osobisty? Nigdy się nie dowiesz, po prostu miał to coś. Coś czego nie miało większość kolesi z Hogwartu. Zapatrzone laleczki, które nie mogą się oderwać od lusterka, usiłując poderwać wszystko co się rusza. Nieokrzesane gbury, które nie potrafię nawet zębów umyć przed wyjściem z dorma, albo po prostu geje, których Hogwart jest pełno. Fakt, faktem – dziewczyny zbytnio się nie różniły od naszych studenciaków czy uczniaków, ale mimo wszystko… I Casper, i CC byli takim przypadkiem, który bez wątpienia nadawał na tych samych falach bez względu na wszystko. Bez względu czy to dziedzina wódki, seksu czy zwykłej kumpelskiej rozmowy. Chociaż wiadomo, to drugie ich raczej nigdy nie spotka. Co prawda mogą łamać pewne granice, mogę dość mocno flirtować, ale to się nigdy nie przerodzi w nic więcej, prawda?
-Czyli najpierw chcesz mnie seksem upić… A potem sprawdzić jak dobrze może być ze mną w łóżku, co? – Kątem oka spojrzała na jego dłoń, która ewidentnie chciała sprawdzić, jak może wysoko się przesunąć. Tylko właśnie, czy nie lepiej go już teraz zablokować, by nie posunął się zbyt daleko? Ona naprawdę tego chciała. Naprawdę chciała by przestał, ale dziś się trochę może pobawić w kotka i myszkę, przecież nie wpadnie we własne sidła. Może złamać reguły i zasady, a przecież i tak żadnych nie miała, więc co stało na przeszkodzie? A tak, seks z kumplem to świętokradztwo.
-Och, muszę połechtać Twojego ego, jeśli spędzimy ze sobą kilka godzin, a potem każde z nas pójdzie w swoją stronę, prawdaaaa…? – Uśmiechnęła się zadziornie, próbując się zbliżyć, jednak widocznie Casper miał inne plany. Nawet nie wiedziała kiedy porwał ją na parkiet, a jego ręce już spoczywały na jej pośladkach. Bądź co bądź był w tym niezły, zwłaszcza, że potrafił zawrócić nie jednej w głowie, a przecież CoCo zawsze trzymała go na dystans, nie łamiąc go… Więc co im w sumie dziś do głów strzeliło? Ach tak… Ten klub, to miejsce, ta muzyka, ten alkohol. Atmosfera i bliskość, którą łamali z każdą minutą obcowania ze sobą.
Ruchy CoCo może i nie były jakieś fenomenalnie dobre, nie była w końcu tancerką, nigdy właściwie nawet nie trenowała, ale mimo wszystko miała to czego potrzebował Villiers. Potrafiła się ocierać wtedy gdy była do tego sposobność. I niby to przypadkiem czyniła to w momencie gdy stała do niego tyłem, a jej tyłek celowo lądował na jego kroczu. Jego dłonie próbowała ułożyć na swoich odstających kościach biodrowych, byleby od czasu do czasu ją przy sobie mocniej przytrzymał.
Zabawne było w tym to, że ten szybki taniec przeradzał się w ferie przeróżnych emocji i barw, a najlepszym połączeniem byli oni. Ich ciała, które tak współgrały, dotyk, który rozpalał coś więcej niż tylko spragnioną seksu skórę. Przynajmniej tak było w wypadku Caspra, który sprawiał, że Coco mała coraz większą ochotę na kumpla niż na jakiegoś obcego kolesia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob Lis 23 2013, 15:16

Bo seks to zdrowa rzecz. Casper miewał milion różnych znajomych, którzy przewijali się przez jego sypialnie niby to przypadkiem. Dziewczęta były wyuzdane i wulgarne, bez względu na to co twierdziły i kim były podczas rodzinnej kolacji. Wszystkie takie same. Nawet te poukładane doskonale wiedziały, w którym momencie zrzucić z siebie żelazną bieliznę, by wygrać wszystko. Czasem twierdziły, że są jak wino. Im dłużej cnotę trzymają, tym lepiej to smakuje. Casper twierdził, że czekanie może się znudzić. I wtedy nawet najlepszy kieliszek nie zrekompensuje mętnej zawartości. Tak twierdził Casper. Taniec zmysłów, po prostu potrafił podyktować każdą myśl, która brnęła dalej jako sentencja. Bo podobno każdy człowiek to sentencja. Kto tego nie słyszał powinien się zastanowić co robi na lekcjach... A zatem jaką sentencją był Villiers? To pozostawiam do wolnej interpretacji. On tu przyszedł pić, bawić się i uprawiać seks. Nie przyszedł tu natomiast opowiadać o sobie. Zamknął to gdzieś w domu ciesząc się grą, którą tu zapoczątkował. I dobrał pozornie znajomą, ale i obcą partnerkę. To, że wcześniej nie zwracał uwagi na CoCo w ten sposób to byłoby kłamstwo. Zwracał. Uwielbiał jej ruchy gdy szła do jednego ze swoich kochanków i Villiers doskonale zdawał sobie sprawę,że kiedyś zawróci się tak i w jego stronę. Lecz na wszystko przychodzi odpowiedni czas. Prezenty trzeba otwierać po kolei, nie może być w tym pośpiechu, bo jeśli przeznaczysz zbyt wiele radości na jeden z nich, to zapomnisz o drugim... A kobiety... Je wszystkie trzeba ukochać.
Casper napawał się jej ciałem kiedy kręciła się wokół niego i uśmiechała się przy tym słodko. Korzystał z tego, że kiedy przylegała do niego ciałem on mógł błądzić po niej dłońmi, jakby uczył się tego wszystkiego od nowa. Może był zdecydowany, ale jednak... Od dawna nie czuł przy sobie tak magnetycznej osobistości, takiej, która wiedziałaby, że chce w to zagrać. To nie tylko go rozgrzało, ale również pozwoliło nabrać jeszcze więcej agresji. Pożądanie wydało się być teraz najoczywistszym uczuciem. Pociągnął za cienki materiał tuniki pozwalając zawędrować dłoni pod tkaninę. Dotknął rozgrzanego brzucha po chwili oddając ją znów w wir piruetów. Ale i to nie trwało długo, zdążył ją przyciągnąć do siebie i złożyć pocałunek na szyi zwilżając niezdarnie usta koniuszkiem języka.
Uśmiechnął się do niej jakby rzeczywiście miał już coś na sumieniu.
- Wiesz, sprawdzimy się oboje i może być całkiem przyjemnie. - Podzielił się z nią swoim spostrzeżeniem nie zapominając przy tym, aby znów nie przytulić jej do siebie, gdy wyhaczył wzrokiem kogoś, kto ewidentnie chciał mu ukraść CoCo.
On nie odda. Nie dziś. Może o poranku, ale nie dziś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob Lis 23 2013, 15:34

Och, ileż domysłów można było snuć, kiedy tak wychodziła. Ileż bajek można było dopisać, ileż rzeczy nawymyślać byleby spełnić własne zachcianki. Kochankowie? Cóż, może jeden czy dwóch przewinęło się przez jej życie. Może nawet było ich pięciu, ale do tego nie dojdzie nigdy nikt, tylko ona miała pełną świadomość ile mężczyzn, ile chłopców trzymało ją za tyłek, ilu próbowało niezdarnie ściągnąć stanik i ilu rozpalało jej ciało. Właściwie takich, o których chciała pamiętać było dwóch, ale teraz już byli tylko wspomnieniami, mimo, że na jednego i drugiego była skazana, jeszcze przez przynajmniej najbliższe cztery lata! Jednak może właściwie ktoś inny powinien umilać jej czas… Może ktoś inny powinien chwytać ją mocniej, pewniej, bardziej wyuzdanie. Może ktoś inny powinien pociągnąć ją za rude, czarne czy blond włosy i zaciągnąć do schowka. Zerżnąć i zostawić. Może to Villiers powinien zniewolić jej ciało, by to do niego przychodziła co noc, by to jemu chciała się oddawać raz po raz. Może powinni, ale zbyt wiele może pojawiało się w tych seksualnych przebłyskach i zachciankach.
Szyja. Słaby punkt niemal każdy kobiety, a przynajmniej Watsonowej. To była pieszczota, która uwielbiał nad wszystkie. Delikatne, niewinne pocałunki, które zostawiały po sobie jedynie mokry ślad na rozpalonej skórze nastolatki. Bądź jak to mówił ostatni – dziecka, ale gdyby była dzieckiem potrafiłaby tak go zbałamucić ja teraz robiła to z Villiersem? Może i owszem, oboje ze sobą pogrywali. Może to i Casper pociągał w dużej mierze za sznurki, ale gdyby nie miał ochoty na Coco to nigdy tak naprawdę nie wszedłby w tą grę, która była w ich wykonani niczym perfekcyjna mieszkanka feromonów z pragnieniami, o których nikt ich nie podejrzewał. O których być może oni sami nie mieli pojęcia.
Jednak on nie mógł być pewny czy coś brała wcześniej. Nie mógł mieć pewności czy jest ‘czysta’, równie dobrze mogła być naćpana, a rano gdy się przy nim obudzi będzie miała cholerne wyrzuty sumienia. Jednak dzisiejsza noc zapowiadała się nieco inaczej niż przewidywała. I pewnie będą ją obgadywać za rozwiązłość, ale przecież kto jej zabroni, skoro w tym momencie była w swoim żywiole, z godnym siebie partnerem. I to nie on zepsuje sobie wizerunek, to nie ona ujdzie za łatwą, przecież o tym nawet się nikt nie dowie, ale to fakt. Laski niby takie poukładane, czekają i próbują zdobywać, ale te slajdy są czarno białe, bo już nikt jutro nie będzie pamiętał o prawdziwych potrzebach seksualnej parki. Jeden raz to nie grzech, a przecież… Nie obiecywali sobie żadnej wierności czy miłości. Nie byli z nikim związani, nie musieli się spowiadać.
-I tak mnie nie wymienisz na jedną z tych plastikowych dziwek… – Wyszeptała, i gdy paznokcie przez czysty przypadek wbiła lekko w jego kark, a zębami zahaczyła o płatek ucha, wiedziała, że będzie jej. W końcu nie musiał myśleć o niej ckliwie, jednak mógł mieć pewność.
Mógł być pewny, że była jego. Dziś, jutro. Pojutrze. Zawsze kiedy będzie chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob Lis 23 2013, 16:13

Kacper nie miał barier, aby zerwać relacje kumplowskie, bo w sumie on tego wszystkiego nie rozróżniał tak dokładnie jak większość by chciała. Uważał, że życie jest jedno i trzeba z niego pić jak najwięcej, bo potem pojawia się problem z oczekiwaniami i takie tam zdechłe nadzieje, po których wypada nam tylko płakać. Więc nie chciał się nigdy zatrzymywać. Może dlatego zaliczał sporo wypadków, nieprzewidzianych akcji i jeszcze bardziej nieciekawych zebrań u Adena na dywaniku, lecz to nie zmieniało faktu, że lubił być takim, a nie innym człowiekiem. Smakować ciała dziewcząt, które miał w sobie coś, czemu nie potrafiłeś odmówić. Tyle w temacie jeśli ktoś chciałby powiedzieć, że kobiety to kwintesencja niewinności. Były winne. Wszystkiemu. Złu i złamanym serduszkom. Tak. Gdyby zrobić im sprawę w sądzie przegrałyby z kretesem. Skomplikowana psychika nie byłaby żadnych argumentem!
Słaby punkt u płci? U kobiet szyja, u facetów w ogóle seks. Kacper przyciągał ją do siebie obserwując przy tym, że również nie była bierna w tym tańcu. I teraz ten taniec stał się dla niego wyzwaniem. Musiał jak najdłużej wytrzymać, podtrzymywać tą grę, aby w końcu potem dać upust emocjom, ale raz po raz w głowie układał sobie ładnie zdanie: "jeszcze nie teraz". Myśli pełne jednego celu mruczały tylko, że nie będą czekały w nieskończoność... Villiersowi podobała się ta gra. Nie mógł sobie odmówić następnego poziomu, który polegał na przywarciu do ust dziewczyny, które zamknął na jeden z dłuższych momentów. I całował je bez opamiętania składając obie dłonie na jej biodrach, aby potem przesunąć nimi w górę i w dół. Ot prosta trasa, którą przejechać się może tylko jedna osoba. Pocałunek przerodził się jeszcze w bardziej żarliwy tak, że na moment Casper przestał się bujać z dziewczyna w rytmie muzyki, która brnęła ku nim ze wszystkich głośników, a poddał się raczej temu nowemu doświadczeniu. Watsonowe usta skąpane w alkoholu wydawały się być najlepszym deserem dzisiejszego wieczoru, choć oboje wiedzieli, że to dopiero preludium. A to wszystko przecież była jej wina, bo gdyby nie zadarła jego skóry na karku, nie przygryzła płatka ucha... Może nie potrzebowałby jej jeszcze bardziej niż sekundę temu. Uśmiechnął się do niej cwaniacko ciągnąć ją w stronę wyjścia Rozingu. Wszak parkiet był do tańczenia, a to czym chciał ją zająć... To raczej nie należało do tej kategorii. Szeroko wykraczało tez poza coś, co chciałeś zaprezentować większej publiczności.
Casper prowadził ją przez szereg ludzi, którzy nie zwracali na nich uwagi. Zapewne nie będą nawet wiedzieli, że ta dwójka była w tym barze. Uśmiechnął się do niej przy czym uchylił drzwi, by z nim wyszła...
W ciemną noc.

[zt x2]
hyc hyc
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pon Mar 10 2014, 22:08

Czy to miejsce jej się spodoba? Nie bardzo wiedział. Wiedział natomiast, że mnóstwo ludzi tu przychodzi. Jego znajomi, co prawda nie. To dziwne, ale preferowali te głośniejsze kluby. Nie, żeby było w nich coś złego. Co to, to nie. Po prostu, nie rozumiał, jak można iść porozmawiać do miejsca, w którym ewidentnie nie jest to wskazane. Tymczasem jego koledzy/koleżanki ze szkoły, czy z Salonu Wspólnego namiętnie łazili wlaśnie do tych głośnych knajp. Cóż. Może to i dobre? Dla ludzi, którzy nie mają niczego ciekawego do powiedzenia, były to zbawienne miejsca.
W każdym razie jednej, a w zasadzie dwóch rzeczy był pewien. Po pierwsze tu będą mogli w spokoju pogadać, poznać się bliżej i w ogóle, a po drugie – to miejsce jest tak nudne, nastrojowe i tak mało popularne z jakiegoś powodu wśród Hogwartowiczów od jakiegoś czasu, że żaden obserwatorski fejm im nie groził. A Bonnet, który tak cenił sobie prywatność, mógł się z tego cieszyć. Nie będę ukrywał.
- To co? Piwo? Whisky? A może coś innego? – zapytał dziewczynę, gdy znaleźli już stolik, przy którym można by się usadowić i zajęła wybrane miejsce. Oczekując na odpowiedź, chłopak począł zapamiętywać szczegóły lokalu. Nie był jakiś taki wybitnie fajny. Wręcz nijaki. No, ale zależy dla kogo, prawda? – Przepraszam? – rzucił nagle, z lekkim uśmiechem do Margo. Znowu odpłynął. Tym razem myślał jednak o czymś innym. Myślał nie tyle o aktorach tego spektaklu, co jego scenografii. Czy ta na pewno była dobra? Cóż, wydawała się być okej. Przynajmniej dla niego. Pytanie, co Reeve o tym sądziła. A co sądziła?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sro Mar 12 2014, 21:55

Uśmiechnęła się, gdy złapał ją za rękę i poprowadził. Przyjemnie było czuć ciepło jego dłoni w taki zimowy dzień jak ten, bo przecież wiatr wiał, mróz trzymał a żadne z nich nie pomyślało o wzięciu ze sobą takiego przedmiotu jak rękawiczki. Zabawne, jak wiele korzyści wynikało dla nich z tego drobnego gestu - nie tylko rozgrzewali zziębnięte palce, ale też wnosili taki mały, ciepły impuls w ich relację. W sumie ciężko mi to określić, ale robili takie małe kroczki wypełnione drobnymi gestami, by... no właśnie co? Zawęzić więzi? Stać się przyjaciółmi? Coś w tym rodzaju.
Był moment, że nie miała zielonego pojęcia, gdzie też ją Antek prowadzi, ale gdy byli parę kroków od Rozinga, zorientowała się, gdzie zmierzają. Znała to miejsce dość dobrze, choć dawno tu nie zaglądała. Czemu? Wychodziła z założenia, że nie można się skupiać na jednym miejscu do balowania, spotykania się i tego typu spraw. Wcale nie chodziło tu o paparazzich, Obserwatora, czy innych takich którzy mogliby ją wyśledzić, ale o to, by nie popadać w monotonię. Poznawała pewne miejsce przez kilka imprez, kilka spotkań ze znajomymi, a gdy nie miało już przed nią tajemnic, starała się częściej odwiedzać inne. Proste, prawda? Najlepsze w tej jej filozofii było to, że kluby i puby w Londynie powstają każdego dnia. Upada jeden, a zamiast niego już są dwa inne. Czary? Nie, marketing, pragnienie zysku, które cechowało większość właścicieli takich miejscówek. Na to akurat nie mogła narzekać, bo ciągle miała nowe miejsca do odwiedzania, a podczas takich wycieczek wyrabiała sobie gust, dotyczący ich wnętrz. Coraz bardziej skłaniała się ku klubom z dobrą muzyką, choć nie za głośną, oraz z ciemnym wystrojem. Było to takie... nastrojowe.
- Myślę, że Ognista będzie w sam raz.- uśmiechnęła się delikatnie, zastanawiając, czy też nie uzna jej wyboru za nieodpowiedni, lub też jej samej za jakąś alkoholiczkę. Starała się grać taką niezależną, wolną, niedbającą o opinie innych ludzi. Tylko, no właśnie, była to tylko gra. Nie chciała być powszechnie uważana za spętaną miliardem nałogów dziwkę i Bóg wie co jeszcze. Nie. Była jaka była i zdarzały się czasem momenty, gdy wolałaby być kimś zupełnie innym. Nie pewną siebie, flirciarską, imprezową i złośliwą Margo, ale jakąś inną, delikatną i czułą Margaretką. Zabawne, prawda? Na dodatek tak bardzo lubiła oszukiwać samą siebie, powtarzając, że miłość nie istnieje, że nie umie kochać i ogólnie to wszystko to jeden wielki pic na wodę, fotomontaż. Podobno kłamstwo powtarzane tysiąc razy staje się prawdą. Jeśli tak jest naprawdę, to to kłamstewko było prawdziwe od bardzo długiego czasu.
- Powiedziałam, że mi obojętnie. - skłamała, gdy poprosił ją o powtórzenie. On się zamyślił i oderwał od rzeczywistości a ona po prostu przemyślała swoje słowa, co naprawdę często się nie zdarzało. Spojrzała na te wszechobecne chochliki, dające niesamowite, zielone światło. Jej. Może latem, na jakimś wyjeździe szkolnym czy gdzieś będą spać w namiotach, to z pewnością zrobi sobie wtedy lampkę nocną z chochlików w słoiku. Tak tylko na jeden dzień, by móc zasnąć, patrząc na ten nieziemski blask. - Piękne, prawda? - wskazała na jednego z nich. Ciekawe, co też Antek o nich sądzi. Chyba je lubi, skoro ją tu przywiódł, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob Mar 15 2014, 23:04

Trzeba powiedzieć, że ich bliższa znajomość – czyli jakieś ostatnie kilka godzin – budowana była tak naprawdę na tych właśnie małych kroczkach. Te drobne gesty, wspomniane już wcześniej, zdawały się być swoistymi fundamentami relacji między tą dwójką, tak ciekawie przedstawioną kilkadziesiąt już minut temu światu. A teraz? Czy mogli być czegoś pewni? Bonnet na pewno jednego. Kiedy następnym razem, jakaś dziewczyna będzie go przedstawiać, jako swojego faceta, byłemu.. cóż. Wiązała się z tym i druga nauka. Samoobrony. Koniecznie. Jak najszybciej. Nie było nawet na co czekać. Zwłaszcza, że typowo magiczne metody szły w odstawkę, ale to temat na zupełnie inną rozmowę. W każdym razie, wracając do wątku głównego, czy to ma sens? Zastanawianie się nad tym, jak będzie wyglądała nadal ta znajomość? Czas pokaże.
- Cokolwiek.. – powtórzył za nią, nieco skonsternowany odpowiedzią na zadane pytanie. Cokolwiek. Wszystko. Albo jego faworyt „Wybierz coś”. Tak nie lubił podobnych do tych odpowiedzi. Serio, tak ich nie lubił. No bo zawsze musiał pozostawić jakiś margines błędu, że może akurat jego propozycja nie podejdzie drugiej osobie i albo powie mu to w twarz, zyskując szacunek, albo po prostu przemilczy sprawę zykując również szacunek, aczkolwiek nieco mniejszy. Skomplikowany ten Antek, oj tak. Oj tak.. – Cudowne. – powiedział tylko, natychmiast po tym jak usłyszał intonacyjny znak zapytania po słowach Margo dotyczących chochlików. – Są świetne. Mam duży sentyment do takich rzeczy. W rodzinnym domu, podczas wakacji, mniej więcej w połowie sierpnia, jest ich tak wiele.. Pięknie to wygląda. Człowiek ma własne niebo. Tylko nieco bliżej.. No i może je dotknąć, ale.. – już miał coś powiedzieć, kiedy sobie przypomniał, że przecież dostał zadanie zakupu drinków. Matko. To wszystko te pieprzone świetliki. A może osoba samej dziewczyny, wyraźnie zachwyconej tymi świecącymi istotkami?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pon Mar 24 2014, 19:53

No właśnie. Mnóstwo drobnych gestów, spojrzeń, słów o wszystkim i o niczym. To były fundamenty ich znajomości, pytanie tylko, czy to są małe cegiełki, z których wytrwale zbudują coś trwałego, czy też przypadkowe ziarenka piasku, z których chcą zbudować nietrwały zamek. Nikt na to pytanie jednak nie odpowie, ani dziś, ani jutro... odpowiedź pojawi się z czasem. A teraz po prostu siedzieli w tym miłym, nastrojowym miejscu i rozmawiali, nie zastanawiając się, co też im przyszłość przyniesie. Przecież to tak odległe... a życie toczy się dzisiaj, tu i teraz. Nie można go opuszczać, zawieszając sobie tabliczkę "Zaraz wracam" i planować całego życia. Wszystko dzieje się spontanicznie a plany mają to do siebie, że często pomijamy w nich małe szczegóły, które zmuszają nas do zmian, tak bardzo pożądanych w codziennej monotonii i jednocześnie znienawidzonych, gdy obracają w pył ziszczające się marzenia.
- To może drogą eliminacji... - zaczęła z pewną dozą zastanowienia w głosie. - Nie przepadam za drinkami, nie wiem jak ty. Szczególnie, że są zimne, a no cóż...- spojrzała wymownie na swoje dłonie, które mimo wszystko wciąż były lodowate. - Więc myślę, że raczej coś ciepłego. Zawęziłabym wybór do ognistej, piwa kremowego i grzanego miodu, chyba że masz inne propozycje.- spojrzała na niego pytająco. Trochę mu ułatwiła zadanie, ograniczając wybór do trzech trunków, z których każdy jej odpowiadał. Oczywiście narażała się też na sytuację, w której żadne z wymienionych mu się nie spodoba i wybierze coś zupełnie innego. Ale... chyba Antek nie będzie jej oceniał przez pryzmat preferowanych alkoholi, prawda? Ona też by go tak nie oceniała. A przynajmniej starałaby się nie oceniać. A Antek wcale nie był skomplikowany, po prostu bał się popełnić błąd przez zły wybór, tak samo jak przed chwilą Margo... ale błędy są od tego by się na nich uczyć. Słuchała uważnie, obserwując wyraz jego twarzy, wyrażający zamyślenie, w którym kryła się tęsknota i rozmarzenie, delikatnie ukryte w brązowych oczach. Wyglądał tak... łagodnie. Czule. Jakby mógł tymi świetlikami się zaopiekować, stworzyć własną hodowlę, rezerwat, by czuły się bezpieczne i pozwalały mu się napawać ich cudownym, magicznym światłem. Zasłuchała się w jego słowach, myślami przeniosła wręcz do ciepłych rejonów Francji, na pola lawendy, gdzie gwiazdy przychodziły do ludzi, zaglądały w okna i tańczyły swój piękny, hipnotyzujący taniec. Wszystko co mówił, pojawiało się w tej wizualizacji, którą stworzyła w swojej głowie. Było tak cudownie, magicznie i błogo... ale przerwał. Zamrugała od razu i spojrzała na niego zdziwiona. Dlaczego przestał?
- Nie przerywaj. Opowiadaj. Tak pięknie o tym mówisz... - poprosiła, spoglądając na niego błagalnie dużymi, zielonymi oczyma. Na zewnątrz była taka inna, taka zimna, brutalna, seksowna i imprezowa. Dumna. Ale gdy słuchała jego słów... odezwała się mała dziewczynka, która wciąż była częścią jej osobowości. Spragniona pięknych wizji, marzeń, wiary i nadziei. Tak zahukana przez głos rozsądku, przez doświadczenia życiowe, które próbowały jej wpoić, że miłość nie istnieje, że świat jest zły, a marzenia się nie spełniają. Spragniona stabilizacji i bliskości, która nie opierała się jedynie na kontakcie fizycznym. Tak skrzywdzona, tak boleśnie zraniona, teraz czekała na dalszy ciąg opowieści, zabierającej ją gdzieś indziej, daleko stąd, gdzie nie ma zła a jest... magia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Pon Mar 24 2014, 22:03

Planowanie całego życia. Bardzo, bardzo niedobra i zgubna praktyka. Akurat Antoine mógł coś na ten temat powiedzieć. Doskonale pamiętał, kiedy mówił, że w ramach swojej pełnoletniości zabierze się z rodzicami w podróż. Gdziekolwiek. Po prostu teleportuje ich w miejsce, w które uzna za właściwe, albo takie, które przyjdzie mu pierwsze do głowy. I co? Matka już dawno.. ech. Nieważne. W każdym razie, nie ma co planować. A zostawianie swojego życia tutaj? Nie. Karteczka „zaraz wracam” nie była dobrym pomysłem. Właściwie to nigdy nie był dobry pomysł. Bo przecież Zostawiając siebie teraz, by przenieść się dalej, do świata za iks lat, była niepewność, iż coś może się stać – że przegapimy jakąś cholerną okazję żeby zrobić coś nowego, co zmieniłoby myślenie o świecie i w ogóle. Albo przeciwnie, można zostać zranionym. I to tak w chuj mocno. Oczywiście wszystko działało w dwie strony i zranić też można było.
- Dobra, a więc. Kierując się twoim pierwszym wyborem, niech będzie Ognista. – zdecydował w końcu, uśmiechając się podobnie do dziewczyny. Nie słyszał? Wolne żarty. Antoine akurat to uwagę miał podzielną. Trzeba było mu przyznać. No i nie był delikatny. To znaczy. Nie do końca. Może sprawiał takie wrażenie. Niemniej. Wszystko tak naprawdę zależało od człowieka. Bonnet nie miał w zwyczaju być miłym dla kogoś, kto traktuje go z buta i w ogóle. To do niczego nie prowadzi. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, że tak powiem. Właśnie takimi zasadami kierował się w życiu. Choć i to nie do końca, bowiem każdy miał szansę prawda? Przecież człowiek zawsze ma prawo do obrony. Gorzej jeśli z tej możliwości nie skorzysta, ale to już nie był jego problem.. W każdym razie, mało było osób, które chciały w nim widzieć swojego wroga. Przyjaciela w sumie też. A szkoda, szkoda. Cóż. Taki los ludzi z opinią „dziwaka”, outsidera i innych jakże cudownych przymiotników.
- Nie wiem, czy pięknie. – powiedział, wpatrując się w świetliki. – Na pewno jednak prawdziwie. W każdym razie. Na czym to ja..? A tak. Otóż. Mimo tego, że są tak blisko i są dosyć odważne, to trzeba cholernie uważać. Jeden, dosłownie jeden niewłaściwy ruch i uciekały wszystkie. Rzadko bywało, żeby się potem pokazywały. Chociaż można było z tym walczyć. Moja mama zawsze rzucała na nie jakieś zaklęcie. To było wspaniałe. Potem różdżką kreowała kształt, w jaki te same się ustawiały. To było wspaniałe. Wyobraź sobie wszystkie konstelacje gwiazd na tym niebie, przed Tobą. Niesamowite uczucie.. I ta błoga cisza. Człowiek słyszał tylko swój oddech no i trzepotanie skrzydeł tych robaczków, pod warunkiem, że miał dostatecznie dobry słuch.. – urwał nagle. Zrobiło mu się niesamowicie źle. Przypomniała u się mama. No a za nią następowała fala pozostałych, niezbyt przyjemnych wspomnień. – Idę po tą ognistą. Przepraszam. Zaschło mi w gardle. – rzucił uśmiechnięty, zostawiając ją samą. Przed opuszczeniem jej na chwilę, jedynie musnął jej dłoń, palcem, by skierować na siebie jej uwage. Wyglądała jakby odpłynęła. Kiedy na niego popatrzyła, tamten tylko uśmiechnął się lekko. Lekko i niemalże niewidocznie, ale szczerze. Cóż, jeśli to miały być owe fundamenty, cegiełki to Bonnet brał je w ciemno. Niezaleznie od tego co mieliby zbudować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sob Mar 29 2014, 17:54

Pamiętasz ten czas, gdy byliśmy dziećmi? Gdy przemawiała przez nas naiwna wiara w dobro i miłość? Wszyscy patrzyli na nas z góry, ale nam to nie przeszkadzało. Ich oczy wyrażały pobłażliwość, ale to my znaliśmy drogę do szczęścia. Cieszyliśmy się tym. Wierzyliśmy, że tak będzie już zawsze. Składaliśmy obietnice. Nie uwzględniliśmy wielu zmian... tak wielu. Przyrzeczenia przestały mieć jakiekolwiek znaczenie, zapomnieliśmy o nich. Spoważnieliśmy. Zaczęliśmy traktować ten świat zupełnie inaczej, jak przez czarno-biały filtr. Droga do radości bez żadnego powodu wydała nam się nie do przebycia. Nie na miejscu w tym realistycznym świecie, gdzie wszystko ma swoją przyczynę. "Cieszę się, bo...", "Kocham Cię, bo...", "Jestem smutna, bo..." coraz częściej zaczęło pojawiać się w naszym słowniku. Myślisz, że możemy wrócić do tego świata z naszych dziecięcych wspomnień? Tak bardzo bym chciała... ale się nie przyznam. Przecież wydoroślałam. Nie potrzebuję tego, co miałam wtedy. To jest dla dzieci i głupców. A ja, ani do jednych, ani do drugich się nie zaliczam.
Uśmiechnęła się delikatnie, gdy zdecydował się na Ognistą. Po co jej było to całe "nie wiem, mi obojętnie" i tego typu sprawy, skoro wyszło na to samo? Trochę bez sensu, ale przecież to była cała Margo. Nie raz i nie dwa zamotała prostą sprawę o wiele bardziej niż było potrzeba jakimiś słownymi gierkami, czy też po prostu niepewnością, wahaniem. Ale... czy to właśnie nie nadawało temu wszystkiemu takiej nieco zabawnej, acz miłej otoczki? Gdyby wszystko było proste, stałoby się nudne, czyż nie? To tak jak z książką, którą czytasz i od samego początku wiesz jak się skończy, bo jest przewidywalna. Albo z grą, którą przejdziesz w jeden wieczór. To oczywiste, że nigdy więcej już po nią nie sięgniesz. Oczywiście w ich iście magicznym świecie gier komputerowych i innych tego typu nie było, ale planszówki chyba mieli, no nie? Mam taką nadzieję. Nie żeby świat bez planszówek był jakoś specjalnie pusty, ale takie gry są zdecydowanie dobrym sposobem na integrację i tego typu sprawy. Ale chyba trochę odeszłam od tematu. Tak więc, na czym skończyłam? A zresztą, nieważne.
Margaret nie narzekała na brak przyjaciół, ani na brak wrogów. Było kilka osób, którym ufała bardziej niż swoim braciom, z których jeden wsiąkł gdzieś jak kamfora, a drugi uciekł nie wiadomo gdzie, bo mu się z pewną dziewczyną nie ułożyło. Może postanowił pozastanawiać się nad tym, dlaczego jest takim dupkiem. Tak czy inaczej dobrze mu to zrobi. Ale były też postacie takie jak SMS, które ją radośnie hejtowały, a ona odpłacała im tym samym. No cóż... nie potrafiła być miła dla osób które nie były taki dla niej. Nie umiałaby "nadstawić drugiego policzka". Oddałaby tym samym, albo i jeszcze mocniej. Nie była wielką fanką przemocy, ale rozumiała drzemiącą w niej siłę, która, dobrze wykorzystana, mogła poprowadzić do władzy. Jej jednak to nie kręciło, wolała łagodniejsze metody, opierające się raczej na delikatnych manipulacjach, pociąganiu za sznureczki a nie maltretowaniu marionetek. Tak było bezpieczniej, rozsądniej, łatwiej. A i tego zbyt często nie wykorzystywała, raczej wtedy, gdy zaszła taka potrzeba. Przecież trzeba umieć o siebie zadbać, prawda?
Gdy opowiadał, nie odzywała się ani słowem. Palcem rysowała na stole jakieś dziwne znaki, co pomagało jej się skupić i wyobrazić sobie te świetliki. Wsłuchiwała się w jednostajny, melodyjny ton jego głosu. Zachwyt wybrzmiewał z każdego wypowiedzianego przez niego słowa. A potem... potem znów dołączyła do niego tęsknota. I przerwał. Jej palec znieruchomiał, jakby był zależny od tego, czy Antek ciągnie swą opowieść. Faktycznie odpłynęła i dopiero gdy musnął jej dłoń, która spoczywała na stole, podniosła na niego wzrok i wróciła do rzeczywistości. - Okej, to poczekam.- powiedziała nieco bez sensu, bo chyba to było oczywiste, czyż nie? W każdym razie, gdy musnął jej rękę, przez jej ciało przeszła malutka iskierka. Tak delikatna, że niemal niewyczuwalna. Zadrżała lekko, bo wciąż było jej trochę zimno. Nie mogła jednak powstrzymać ciepłego uśmiechu, który wykwitł na jej twarzy, gdy na niego spojrzała. Zupełnie nie pasował do tego stereotypu wrednego, podłego ślizgona, który dba tylko o siebie. Był przecież taki... inny. I chyba skłamałabym pisząc, że wcale jej się to nie podobało. Gdy odszedł, chwilę spoglądała w ślad za nim. Dlaczego wcześniej się nie poznali? Nie wiedziała. Była jednak pewna, że powinni to naprawić. Zdecydowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nîmes
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 64
Dodatkowo : Martwy.
  Liczba postów : 346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6838-antoine-bonnet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6839-swiat-bonneta
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6846-antek-bonnet-skrzynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7836-antoine-bonnet#221361




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Nie Mar 30 2014, 23:03

Czasy dzieciństwa. Błogi okres, kiedy nasze oczy nie były ścięte szronem przerażenia. Cudowne lata, kiedy nie liczyło się nic. Nic poza kolejnymi czekoladowymi żabami, które chciało się zjeść. Nadzieją, że jutro będzie dobra pogoda – nieważne jaka. Czy będzie padać deszcz, śnieg, czy może świecić słońce. Grunt, żeby była dobra pogoda. No i cudowne, wspaniałe wręcz czasy, kiedy się kochało. Kochało się za nic. I doświadczało tej miłości. Może nie do końca było się tego świadomym, ale.. było się kochanym. I samemu odczuwało się to samo. A przynajmniej tak myślało. Oj tak. Antoine swoje dzieciństwo wspominał bardzo dobrze. Był bardzo szczęśliwy. A jego rodzice bardzo dobrymi aktorami. Zręcznie maskowali przed nim fakt, że między nimi w ogóle się nie układa, że miał mieć rodzeństwo, ale matka tak mocno piła, że poroniła..
Cóż. Powiesz, że każdy kiedyś dorośleje, prawda? Prawda, to. Z tym, że Bonnet sam do końca nie wiedział, kiedy zaczął dojrzewać. Czy widząc matkę ze szklanką whisky każdego wieczora, kiedy ojciec trochę później wracał z twarzy? A może kiedy indziej. Tego pamiętnego dnia, kiedy wchodząc do łazienki zobaczył ją z podciętymi żyłami? Siedzącą na podłodze i opartą o wannę. Już nieprzytomną, nieoddychającą. To smutne, ale on sam chętnie by do tego świata powrócił. Dlaczego? Bo był idealny. Czysty. Nie było w nim Jeny, jego rodzeństwa, Farida podającego informacje o spotkaniu na kilkanaście minut przed jego rozpoczęciem. Widocznie był dzieckiem. Albo głupcem. Pewnie zaliczał się do jednej i drugiej grupy..
Ale o co chodziło? Ognista, nie ognista. Czy musieli aż tak trzymać się schematu?
- Czego się napijesz?
- Może ognista.
- Okej, niech będzie ognista.
Nie. To było nudne. Okej, Antoine akurat należał do tego grona osób, które lubiło stawiać sprawę jasno i przejrzyście. Nie znaczyło to jednak, że czasem nie mógł sobie pozwolić na właśnie tego typu zabawy ze słowem i jakieś gierki. Zwłaszcza, że i ona widać je lubiła. To źle? Takie małe urozmaicenie jeszcze nikomu nie zaszkodziło. A poza tym, to dobrze kiedy się ma kogoś takiego, z kim można trochę dłużej poprzeciągać pewne sprawy. Bonnet w pewnym momencie swojego życia miał takie osoby. Takie, z którymi mógł dywagować bez sensu jaką herbatę chcą zamówić, kiedy było to jasne (bo akurat zawsze brały taką samą, albo po prostu powiedziały od razu), ale w rozmowie o problemach, życiu i na inne tematy wystarczały czasem same hasła. Bo od razu były one zrozumiałe. Tak jakby w tych konkretnie dziedzinach posługiwali się jakimś szyfrem. Tajemniczym dla innych śmiertelników językiem, który rozumieli tylko oni. Słowa klucze. Ludzie – klucze. Tak bardzo mu ich teraz brakowało. A tu nagle. Zjawia się taka Margo. I rodzi się pytanie, czy ona byłaby takim kluczem? Czy chciałaby? Czy on by chciał? Czy podołałaby?
Miał dziwne wyrzuty sumienia, czy coś w tym rodzaju, kiedy przerwał. Ta cisza. Była takim powrotem do świata. Zostawieniem tamtych kolorowych lat, kiedy nic inne się nie liczyło. To było straszne. Straszne, że przez cały czas do tego dążył. Straszne ale i smutne. Że im bardziej chciał się zachwycać czymś, co było piękne, a pamiętał to z rodzinnego domu, jego podświadomość wracała w międzyczasie do tych wszystkich wizji. W tym matki. I jej czerwonych od krwi rąk. Cóż.. Czasu nie można cofnąć, prawda? A szkoda. Może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej? Może nawet poznałby wcześniej Margo i cała przyszłość, czyli teraźniejszość przyjęłaby zupełnie inne barwy? No, ale przyszłość zaczyna się teraz. Za sekundę. Dziś. Dlatego czym prędzej wrócił z alkoholem do zajętego stolika. Nie wiedzieć czemu, ale jakoś ucieszył się widząc Margo. Nie, żeby czekała. W sumie pewnie i tak nie miała nic ciekawszego do roboty. No i.. obiecała. I dotrzymała słowa.
- Tęskniłaś? – zapytał z uśmiechem. Tak niespotykanym u niego. W końcu był podłym ślizgonem, w dodatku członkiem pewnej organizacji, ale o tym wiedzieli tylko nieliczni Niemniej. Potrafił być ciepłym człowiekiem. Zdarzało mu się to. A i nie trudno wbrew pozorom było o to. Starczyło być miłym i dobrym dla niego, żeby odpłacił się tym samym. W końcu każdy ma równe szanse prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 185
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 397
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7097-marguerite-reeve
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11490-margherita-margarita-margo#308815
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7099-lisciki-margaretki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7226-margaret-reeve#204672




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   Sro Kwi 02 2014, 20:32

Dorastanie to dłuższy okres czasu. Nie można jak na historii, podawać dokładnych dat początku i końca. One się rozmywają, dzieciństwo łagodnie przechodzi w dojrzewanie, dojrzewanie w dorosłość. Oczywiście są wypadki, gdy nagle trzeba zacząć samemu brać za siebie odpowiedzialność i dorasta się na zasadzie "terapii szokowej". Ale to tylko pojedyncze przypadki. U niej przebiegało to bardzo płynnie. Nie było wielkich dramatów rodzinnych, przyzwyczaiła się do tego, że nie ma taty. Mamy też często nie było. Praca pochłaniała cały jej czas a i tak żyli bez jakiś zbędnych luksusów. Ale czego się można spodziewać po kobiecie, wyrzuconej przez rodzinę na bruk, która znalazła pracę jako bibliotekarka i z tej pensji musiała wyżywić siebie i dwójkę dzieci. I tak, jak już poznała całą historię, Margo była z niej dumna, że Kathleen się tak łatwo pozbierała i nie oddała ich do adopcji.
Prostolinijność jest zdecydowanie pozytywną cechą. Dzięki temu, człowiek nie musi się domyślać godzinami, co ten ktoś konkretnie miał na myśli, mówiąc to i to. A jednak... a jednak Maggie lubiła czasem pobawić się w konwenanse, odwrócić kota ogonem, czy też bawić się słowem. To było takie miłe i interesujące urozmaicenie rozmowy, czyż nie? Gdyby w rozmowie były same proste pytania i proste, krótkie odpowiedzi, z pewnością nie byłoby to tak ciekawe, jakie się stawało przy odrobinie pomysłowości. A osoby, które rozumieją się bez słów, tym częściej się nimi bawią. Margaret chyba jednak nigdy nikogo takiego nie spotkała. W ogóle jej ta teoria dwóch połówek nie pasowała. Każdy człowiek jest jedną, spójną, osobną całością i nie potrzebuje do tego drugiej osoby. Może istnieją osoby z bliźniaczymi charakterami, lub wręcz przeciwnie, uzupełniającymi siebie nawzajem, ale tak naprawdę mogą się nigdy nie spotkać. Nie zaprzyjaźnić, nie pokochać. Bo przecież nie jest powiedziane, że takie osoby muszą się znać. Wcale nie muszą. A przez różne zawikłania losu mogłyby się nawet znienawidzić. Ale co zrobić, takie życie, prawda? A czy Margo i Antek potrafili porozumiewać się bez słów? No cóż... nie wiem tego, tak samo jak żadne z nich nie wiedziało tego w tym momencie. Przecież ledwo co się poznali. Nie wiedzieli o sobie nawzajem praktycznie nic. I nie chodzi mi o ulubiony kolor, książkę, rdzeń różdżki i inne pierdoły, ale o charakter, zainteresowania oraz doświadczenia życiowe. Chociaż to ostatnie jest czymś, o czym żadne z nich nie byłoby skłonne rozmawiać. Może kiedyś... ale z pewnością nie dzisiaj.
-Jasne. Nie było cię... całe trzy minuty. - powiedziała zatroskanym tonem, wpierw spoglądając na swój nadgarstek, na którym wcale nie widniał zegarek, a potem na uśmiechniętą twarz Antka. Wyglądał zupełnie inaczej niż wtedy, gdy się zderzyli na ulicy. Był taki... rozpromieniony. Nie mogąc się powstrzymać, też się uśmiechnęła. -To co... jakiś toast?- zapytała, odbierając od niego szklankę. Wypijmy za nową znajomość, za przyszłość, za tą niezapisaną białą kartkę. Wypijmy za nas, bo być może długo będziemy wspominać ten dzień jako początek czegoś nowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rozing   

Powrót do góry Go down
 

Magiczny klub Rozing

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Klub "Asylum"
» night club
» Klub „Fire”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-