Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Bar "Pod okiem Bazyliszka"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29429
  Liczba postów : 41647
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Sie 13 2010, 19:24

First topic message reminder :


Bar "Pod okiem Bazyliszka"
Mało kto wie o istnieniu tego baru. I nie chodzi tu tylko o mugolów,  ale także o czarodziejów. Szare, ponure ściany z pewnością nie przypominają baru, a i na wejściu nie ma żadnego oznaczenia, informującego, iż tu właśnie znajduje się bar. Wchodząc do środka, odnosi się wrażenie, jakby rzeczywiście było się pod okiem bazyliszka. Całe pomieszczenie przypomina ciemną jaskinię, a przy barze i stolikach razi w oczy jaskrawe światło. Można tu spotkać mnóstwo podejrzanych typków. Jednak lepiej nie wdawać się z nimi w rozmowy. Tuż przy wejściu, znajduje się ogromny posąg bazyliszka ziejący ogniem w najmniej spodziewanym momencie. Tutejsze menu trunków jest bardzo oryginalne. Wielu ludzi, zamawiając Krwistą Whisky, nie zdają sobie sprawy, że nazwa jest dosłowna.

Piwo kremowe
Jagodowy jabol  
Smocza Krew
Boddingtons Pub Ale
Stokrotkowy Haust
Rum porzeczkowy
Malinowy Znikacz
Sherry
Krwiste Sherry
Ognista Whisky
Krwista Whisky
Papa Vodka
Zezowaty Iwan

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 29
Skąd : Ynys Môn/ Anglesey Walia UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2963
Dodatkowo : Hipnoza, zaklęcia bezróżdżkowe
  Liczba postów : 1179
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1905-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1910-znajomoci-aleksandra
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1903-aleksander-brendan
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7261-aleksander-brendan#205316




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sob Mar 05 2011, 17:49

-Jesteś zbyt porywczy, najpierw muszę go urobić, to mi trochę zajmie. Wolę przyjrzeć mu się z bliska, poznać jego zamiary, potem działać, sprawę nowego capo di tutti capi zostawię tobie w działaniu.
Spojrzał na kuzyna, po czym z nieprzeniknionym wyrazem twarzy układał plan działania, popijając Whisky, skończył odłożył szklankę,spojrzał na zegarek i wstał ukłonił się kuzynom: -miło było liczę na ponowne spotkanie, ale czas mój w tym miejscu się wyczerpał, muszę dokończyć zakupy i wracać na uczelnie albo eliksir mi wykipi i będę musiał znów miesiąc nań stracić, tak więc żegnam panowie- odwrócił się i spokojnie opuścił przybytek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Walencja, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -5
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie Kwi 03 2011, 17:45

Jasnowidz Luke miał rację. Clary zdołała się pojawić w umówionym miejscu jeszcze przed nim, choć wiedziała, że gdyby chciał pojawić się wcześniej, to by tak zrobił. Zapewne miał coś do załatwienia. Wzruszając ramionami omiotła wzrokiem tutejszy wystrój. Cóż, na pewno było tutaj dość... oryginalnie. A i klienci wyglądali na typowych odpowiedników mugolskich dresów, czy tam blokersów. Zawsze myliła te dwa pojęcia.
Nie rozglądając się dłużej ruszyła w stronę jednego z wolnych stolików, wpadając tym samym na jednego z tych ponurych, owłosionych goryli. Odsunęła się szybko i zmierzyła go mrożącym spojrzeniem, co spowodowało, że te czarne zęby faceta, które wcześniej były do niej wyszczerzone zniknęły w ekspresowym tempie, a i goryl ruszył w stronę barmana, mając najwyraźniej zamiar zapłacić za trunek, po którym niósł kufel.
Rozsiadła się na jednym z odpowiedników foteli i z odrazą spojrzała na brudny stolik. Na szczęście zaraz pojawiła się kelnerka (?), która machnęła różdżką i cały ten syf zniknął z blatu. Clarissa oparła się więc o niego, spoglądając na ponury zegar, wiszący na ścianie. O proszę! I jest.
- Masz świetny gust, jeżeli chodzi o wybieranie miejsc do spotkań. Gratulacje, idealnie trafiłeś w moje wymagania... - mruknęła w stronę Luke'a, posyłając mu pogardliwy uśmiech. Co jak co, ale miło było zobaczyć znajomą twarz! Nawet, jeżeli to miejsce było do dupy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 292
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie Kwi 03 2011, 18:33

Kto jak kto, ale Luke nigdy nie ulegał prośbom czy też rozkazom, jak to nazwała Clary. Toteż zdziwiła go własna reakcja na jej list. Szczerze mówiąc, UCIESZYŁ SIĘ, że może wyjść z zamku. Ponure mury wprawiały go w nostalgiczny nastrój, którego nie cierpiał. Od razu miał w głowie twarz Abraxasa, Lauren, Anaid. Ych, ta cała sytuacja go przerosła, więc nic dziwnego, że już wielokrotnie się pakował i rozpakowywał.
Blanchett miała rację - miał ważną rzecz do załatwienia. A mianowicie wysłał ojcu długi i niezwykle obłudny list, że wpadł w kłopoty i jedynym wyjściem było opuszczenie Hogwartu. Następnie wymyślił historyjkę o nagłym rozwiązaniu się problemu. Ach, teraz pozostało tylko mieć nadzieję, że ojciec w przypływie nagłej troski i miłości do syna gładko przełknie te bujdy. Zawsze można pomarzyć...
Teleportował się przed barem, a następnie do niego wkroczył. Nie przeoczył żadnego ukradkowego spojrzenia w jego stronę. Jak zwykle miał nieprzenikniony wyraz twarzy. Nawet na widok znajomej buzi się nie uśmiechnął. Skinął jej na powitanie. - Och, to miło, że mnie doceniasz, kochanie. Radzę ci nie zamawiać krwawej ognistej, chyba, że jesteś wampirem - uśmiechnął się ironicznie. - Ale mogłabyś milej przywitać staruszka - posłał jej kpiące spojrzenie, napominając przy tym ich ostatnią rozmowę, w której to Saoirse stwierdziła, że Luke jest starym pedofilem. Cóż, nie był jej dłużny. - I do dupy to jest papier - powiedział, spoglądając jej w oczy i używając legilimencji, jak gdyby nigdy nic. Wiedziała o tym, ale biedaczka nie mogła nic poradzić. Jaka szkoda. Na twarzy Gringotta pojawiło się zadowolenie, którego nie chciał ukrywać, a mógł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Walencja, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -5
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie Kwi 03 2011, 18:55

Cóż, jakby nie było, nie takiej ważnej sprawy do załatwienia się spodziewała. Wolała myśleć, iż Luke obudził w sobie mrochniastego ducha, który zionął przygodą, a wtedy Gringott mógłby zająć się czymś tak śmiertelnie niebezpiecznym jak układanie papierków w banku. No bo okiełznanie groźnego smoka przy papierkowej robocie to pikuś...
- Widzę, iż świetnie jesteś obeznany w menu. - mruknęła, nie przenosząc wzroku z karty, którą trzymała w ręku. Szczerze mówiąc oferta jakoś specjalnie się nie wyróżniała, ot, trunki które można dostać w każdym innym lokalu. Czemu spodziewała się czegoś nowego? Może dlatego, iż wystrój tej, nazwijmy to knajpki, był nietypowy. Z drugiej strony chyba nie sądziła, że znajdzie w menu kieł bazyliszka polany sosem czosnkowym? Nie mogła jednak dłużej nie reagować po wspomnieniu przez Gringott'a ich ostatniej, jakże fascynującej rozmowy. - Ych, no dobrze... - powiedziała, przenosząc wzrok znad karty i spoglądając na twarz pana Luke'a. - Witaj, kochany pedofilu. To powitanie chyba można nazwać ciepłym i miłym. - zauważyła, odkładając menu na bok i obdarzając go łobuzerskim uśmiechem, który zaraz zniknął, aby na jej twarzy pojawiło się coś na kształt wzrastającej złości. - Przestań wpierdalać się w moje myśli. - warknęła, już mniej przyjaźnie, a bardziej stanowczo. Przeszłość bolała, nie ma co. - Chyba nie chcesz, aby ten oto sztuciec znalazł się w twym... nosie. Nie, to nie była groźba, bo jakby nie było, czekała na tenże moment, kiedy Luke w końcu się wyrwie z tego świata i przypomni sobie o wnuczce. Ostatnio nie miał zbyt dużo czasu, wykręcał się jakimiś durnymi rzeczami. Ogólnie, Clary nie miała pojęcia co się u niego dzieje. - Może zacznijmy od standardowego pytania: Co u ciebie? I mam nadzieję, że nie poczęstujesz mnie standardową odpowiedzią - dobrze, a u ciebie? Liczę na szczerość. Nie jestem zwolenniczką plot i w ogóle... ale jakoś tak się stało, że sporo o tobie słyszałam ostatnimi czasy. - dokończyła, spoglądając z powrotem na tą starą, zniszczoną kartę menu, która wyglądała, jakby ktoś coś na nią wylał, bądź w gorszym wypadku, się na nią zrzygał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 292
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie Kwi 03 2011, 19:57

Uff, a już myślałam, że posądzacie go o zgwałcenie paru niewinnych, czarnowłosych dziewczynek. Kamień z serca mi spadł, poważnie! Bo to bardzo poważne oskarżenia, zważając na to, że Luke nie zwraca uwagi na byle kogo. Dla niego liczy się przede wszystkim wygląd zewnętrzny idący w parze z inteligencją.
- Oczywiście, nie jestem tu po raz pierwszy - prychnął. - Ale rum mają tutaj naprawdę dobry. Niestety, piwo kremowe smakuje jak.. - zastanowił się nad odpowiednim określeniem. -.. resztki z żołądka goblina - powiedział i ucieszył się na widok jej zniesmaczenia. Oto mu właśnie chodziło. Jak największe zirytowanie Blanchett. - Witaj, kochana wnuczko - zironizował jej niezwykle mądrą wypowiedź i zawołał barmana. Poprosił go o rum dla siebie. Nie czekał na Clarissę, bo doskonale wiedział, że minie jeszcze kilka minut zanim dziewczyna się zdecyduje. Tym bardziej, że nie miał nastroju na wykłócanie się z jakimiś nieznajomymi mężczyznami. Zdecydowanie wolał pomęczyć swoją.. No tak, chyba mógł ją nazwać przyjaciółką. Wiedziała o legilimencji i jego sytuacji w domu. Ale nie znała najistotniejszego faktu z jego życia - kobiet, które hum, polubił.
Taak, za to on doskonale znał jej przeszłość, w której również pojawił się pewien legilimenta. Od razu spoważniał, widząc, że Krukonka zaczyna się robić niemiła. - Ile razy mam ci powtarzać, żebyś wreszcie ruszyła swoje cztery literki i nauczyła się oklumencji, skoro tak bardzo ci to przeszkadza ? Swoją drogą, nie chce mi się po raz kolejny mówić, że za bardzo żyjesz dniem wczorajszym - syknął. Skoro ona zaczyna warczeć, jak pies to on sobie posyczy. Dobrana z nich para, nie ma co! - Och, u mnie działo się bardzo dużo - westchnął teatralnie, po czym upił łyk rumu, który właśnie przyniósł barman. - Namieszałem w głowie kilku dziewczynkom, a tak poza tym to nic, o czym powinnaś wiedzieć. - Był obojętny, gdy to mówił. Strzyknął palcami, aby się czymś zająć. Dopiero po chwili dotarł do niego sens jej słów - ale jakoś tak się stało, że sporo o tobie słyszałam ostatnimi czasy. Zdenerwował się. - Czyżbyś czytała to gówno, które się nazywa gazetą ? - spytał lodowatym tonem. - Więc powiedz co to co za informacje krążą na mój temat. Kto jest moją nową, rzekomą ofiarą ? - wbił w nią spojrzenie i czekał, aż Clary się odezwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Walencja, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -5
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pon Kwi 04 2011, 12:44

O coś takiego oskarżać go nie będziemy, bo to jest oczywiste. Ale dajmy chłopczynie dzisiaj spokój, bynajmniej w tej kwestii.
Słysząc porównanie piwa kremowego do resztek z żołądka goblina (swoją drogą, to może jakoś smakować?!) nie mogła powstrzymać zniesmaczenia, więc skrzywiła się mimowolnie, kompletnie nad tym nie panując. Niedobrze, niedobrze. Mimo to, czuła, że ich spotkanie jest jakąś odskocznią od rzeczywistości, mogą się wyżyć na sobie bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji. To było fajne. Mogła być sobą, nie musiała udawać, tak jak robiła to w domu. Bo tam była przykładną, idealną córeczką. I to nieprawda, że Clarissa jest niezdecydowana, wypraszam sobie ! Ona po prostu lubi bawić się zniszczonymi kartami, o! I chyba zaraz jedną podpali... O, tak! Ciekawe, czy ją wtedy stąd wyrzucą? Albo nie, lepiej nie. Po co robić sceny? Odłożyła więc z powrotem kartę na bok, nie mając zamiaru na razie nic sobie wybierać. Zawoła kogoś za minutę, aby mogła złożyć zamówienie, w którym będzie zmieniała coś kilkanaście razy, ot tak, na złość. Zobaczymy, czy tutejsi pracownicy są wyrozumiali...
- Skoro wiesz, że cholernie mi to przeszkadza, to mógłbyś przestać. Gdybyś był dobrym nauczycielem, to bym poprosiła ciebie, abyś udzielił mi lekcji, ale że nie jesteś... No i kto tu żyje dniem wczorajszym? - zauważyła sprytnie, unosząc jedną brew. - Abraxas odszedł dziesięć lat temu. Ty zachowujesz się tak, jakby to się wydarzyło wczoraj. Ewentualnie, dzisiaj rano. Nie mów mi, że mam się ogarnąć, skoro sam tego nie potrafisz. - powiedziała spokojnie. Wiedziała, że nie powinna tego mówić, on też odczuwał ból. W sumie, robiła to wbrew sobie, bo to był jeden z jej przyjaciół, do których miała szacunek. Ale... on sam zaczął. Najlepiej byłoby to pominąć głębokim milczeniem i zapomnieć. Tak, zrobiło jej się głupio. - Zapomnij. To nie miało być tak. - dodała szybko, wbijając wzrok w blat.
- Mhm, i co tutaj robisz podczas tych licznych wizyt? - spytała, mrużąc zalotnie oczy. Oj, wielu rzeczy się o nim nasłuchała. Nie sądziła, żeby chociaż połowa z nich była prawdą... Ale może chłopaczek powinien się dowiedzieć, co o nim gadają? Pomęczymy go trochę, hy hy. - Naprawdę sądzisz, że upadłam aż tak nisko, aby czytać szkolną gazetkę, i to jeszcze na temat MIŁOŚCI? Ale żeby nie było, iż nie mam o niczym pojęcia, to ci powiem, że nie musiałam spoglądać nawet na początek tegoż artykułu. Mnóstwo napalonych dziewczyn o nim trąbiło. Jedna się nawet...poryczała... - mówiąc to, skrzywiła się nieznacznie, ale zaraz się zreflektowała, aby kontynuować swój wywód. - Ale Luke... ŚPIEWANIE SERENAD?! - spytała, a w kącikach jej ust błądził ledwo powstrzymywany, drwiący uśmieszek. - Czy ciebie już naprawdę całkowicie posrało? - dodała, mierząc go uważnie wzrokiem. - Jeżeli chodzi natomiast o plotki... Bo tamto było chyba faktem... to wiesz, że są dość dokładne? Jak się okazuje, twoje fanki śledzą każdy twój krok. Wiedziały, że chcesz się wynieść z Hogwartu, chciały zorganizować nawet jakiś mały, uroczy proteścik. - mówiła, nie spuszczając oczu z jego stalowych tęczówek. - Ale spokojnie, o powód tej decyzji spytam później. Nie myśl, że zapomnę. - rzekła, widząc, że wzrasta w nim irytacja. Cóż, cena sławy.... - Mówią o tobie cały czas, Luks. Na przykład tamta kelnerka - nachyliła się trochę w jego stronę, aby dokładnie usłyszał jej słowa i skinęła głową w stronę czarnowłosej, odrobinę puszystej kobiety z rudymi odrostami, która wcale brzydka nie była i spoglądała jak urzeczona w stronę Gringott'a, jednak kiedy zauważyła, że Clar jest niebezpiecznie blisko niego, wzięła notesik i miała zamiar ruszyć w ich stronę. - raczyła mnie powieścią, jeszcze przed twym przybyciem, że noc z tobą przypomina dziki zjazd kolejką górską z zawrotną szybkością. - dokończyła, patrząc na minę Gringott'a z satysfakcją. Co jak co, ale po takiej przerwie nie mogła sobie odpuścić... - Nie, że coś mnie to obchodzi, ale czuję, że śledzi każdy mój ruch. Uwierz, nie mam zamiaru narażać się na gniew twego funclubu. Naprawdę, nie jesteś tego wart. - dodała, uśmiechając się łobuzersko, a w jej oczach szalały błyszczące, niebezpieczne ogniki.
Usiadła z powrotem na swym krześle, zachowując bezpieczną odległość od Luke'a. Obyś tylko nie wpadł, skarbie, pomyślała jeszcze, wiedząc, że chłopak znowu szpera w jej głowie. Ach, jak miło powrócić do tych cudownych chwil! Tym bardziej, że Luke zawsze potrafił jej się odgryźć. Cała zabawa polegała właśnie na tym, aby zamknąć drugiego, co było niezwykle trudne. Ale jaką się później czerpało satysfakcję! No i... co by nie powiedzieli, i tak się lubili. Ciekawe więc, co raczy z siebie wyrzucić dziadek po tej wieści? Nie sądziła, aby to była prawda, ale ta biedna kobieta mówiła o tym, jakby ta sytuacja naprawdę miała miejsce w jej życiu. Może w jakimś niezwykłym śnie...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 292
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Wto Kwi 05 2011, 12:39

- Nie chciałabyś, abym cię jej uczył, kotku, naprawdę. Miałbym kompletny dostęp do twoich myśli, czego przecież nie chcesz ? - zapytał z ironicznym uśmieszkiem na ustach. - Zresztą ja sam nie mam ochoty na bezowocne lekcje. Ale Orion jest chętny - zaśmiał się pogardliwie. Nie wiedział czy to przez samo wymówienie jego imienia czy też myśl, że ojciec mógłby znać wszystkie myśli Clarissy. Cóż, szczerze mówiąc to byłby spory cios dla dziewczyny - trzeci legilimenta w życiu, który nadużywa swoich umiejętności. Nic miłego, zważając na jej ciężką przeszłość.
Zesztywniał, gdy usłyszał imię Dziadka. Tak, jakby miał sparaliżowane nie tylko ciało, ale i umysł. Stłumił w sobie chęć do wydłubania jej oczu i nałożył kolejną maskę. Powoli obrócił się w stronę dziewczyny, a jego wzrok wyraźnie mówił, że przesadziła. - Nie mów nic o rzeczach, o których nie masz pojęcia - wycedził cicho, starając się nie podejmować zbyt pochopnych decyzji. Okej, Luke, puść różdżkę. Nie musisz od razu zabijać. - Dziesięć lat minęło całkiem niedawno - szepnął, odwracając wzrok. Ciężko było mu o tym mówić. - I dziwi mnie to, że jeszcze tutaj jestem - warknął i po chwili wstał z zamiarem opuszczenia tego miejsca, jednak usłyszał jej słowa. - Tego nie da się zapomnieć - powiedział obojętnie, choć wzmianka o Abraxasie mocno nim wstrząsnęła. Nie podzielał jej zdania na temat tego, że żyje dniem wczorajszym. Przecież można sobie od czasu do czasu poprzypominać stare lata, które już nigdy nie wrócą, prawda ? Szkoda tylko, że to „od czasu do czasu” trwa wiecznie.
Słysząc pytanie co tutaj robi, na jego ustach zabłąkał się sarkastyczny uśmieszek. - Nie mów, że nie wiesz. Podrywam barmanów, kelnerki i robię wyliczankę, kto będzie następny. - Po chwili roześmiał się, bo nie mógł się już dłużej powstrzymywać. On i jakieś bezbarwne kelnerki ? Litości, to absurd! Od dawna chyba się nie śmiał tak szczerze. Wszystko przez Panią Śmierć. Ale da się z nią wygrać. Przecież mu się udało. I to dowodzi, że jest Panem Życia i Śmierci, co ciągle sobie wmawia.
Tak, złość na reporterkę wcale mu nie przeszła. Jeszcze nikt nie doznał takiego zaszczytu, jak śpiewanie serenad. – Posrało to tego, kto to napisał. I ciebie, bo to nie żadne fakty, złotko. Głupie plotki puszczone przez osobę, która nie ma własnego życia – skrzywił się lekko na samą myśl o tym obłudnym artykule. Był przygotowany na sensację, ale nie aż taką! – Clary, ty chyba naprawdę nie sądzisz, abym ja… ? – spytał, nieco przerażony tym, że dziewczyna uwierzyła w takie idiotyzmy! No bo jeśli ona dała się nabrać to… Cały Hogwart uważa go za „niesamowicie dorosłego i romantycznego człowieka”, jak to poetycko ujęła reporterka.
Proteścik ?! Do jasnej cholery, skąd oni to wiedzą ?! Jeśli Kath im coś wygadała to mała nie żyje. Zadźgam pilniczkiem do paznokci, którego używa. Albo jej żelki zabiorę, o, to będzie straszniejsza kara, mwahaha. Ale stop. Co ty mówisz ? Jaki dziki zjazd kolejką górską z zawrotną szybkością ?! – Ja miałbym pójść do łóżka z czymś takim ? – spytał jej z niedowierzaniem. No, to niewybaczalne, aby wątpić w jego gust. Naprawdę, obraza majestatu! Od razu skorzystał ze swoich cudownych umiejętności, na co oczywiście Blanchett była przygotowana. Skubaniec! – Nie bój się, nie mam zamiaru zostać ojcem – zapewnił ją, a w jego oczach pojawiła się dziwna pustka. Wiedział, że będzie musiał jej powiedzieć dlaczego chciał wyjechać. Czyli i tak się dowie o Lauren, co niezbyt mu odpowiadało.
Gdy podeszła kelnerka, wstał i szepnął jej do ucha, że nieładnie jest kłamać. Kobieta posłała Krukonce mordercze spojrzenie, a Luke uśmiechnął się triumfalnie. Odesłał ją z powrotem, a Saoirse pociągnął w stronę odległego stolika, w zaciemnionym rogu. Tu przynajmniej nikt nie będzie podsłuchiwał ani krążył. Butelki rumu i szklanki oczywiście już na nich czekały. Usiadł naprzeciwko znajomej. – Znasz ją ? – zapytał cicho, nadal obawiając się niepotrzebnych obserwatorów. – Nie udawaj nawet, że nie wiesz o kogo chodzi – dodał szybko, widząc konsternację na twarzy dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Walencja, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -5
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Wto Kwi 05 2011, 21:02

- Cóż, nie sądzę, żebym ukrywała przed tobą coś, o czym nie wiesz. Bynajmniej nie nic ważnego. Choć... Nie, nie chciałabym abyś grzebał mi w mózgu, bo czerpiesz z tego cholerną przyjemność. I nie myśl, że nie jestem dobrą uczennicą. Bardzo szybko uczę się nowych rzeczy, w końcu jestem w domu panny Ravenclaw, prawda ociężały umysłowo durniu? - odrzekła, uśmiechając się słodko. Orion... no cóż, nigdy nie miała okazji go zobaczyć, a była taką osobą, która nie polegała na opinii innych. Musiała sama się przekonać, jaką osobą jest ojczulek Luke'a naprawdę. Nie, że mu nie wierzyła. Co do jego charakteru nie miała żadnych wątpliwości, w końcu Luke raczył ją powieścią o tym błaźnie. Chodzi tu raczej o jego wygląd. Czy naprawdę każda kobieta tak się nim zachwycała? Toż to niemożliwe. Musiała być jakaś jedna (na pewno nie jedyna, hy hy!) odporna na jego osobę. Ale... w dzisiejszych czasach tylko starsze kobiety na niego musiały lecieć, prawda? Nie, że płeć żeńska po trzydziestce jest stara... Jednak żadna normalna dwudziestolatka by się nim nie zainteresowała. No, chyba że górą kasy tegoż faceta. - Podziękuję.
Wiedziała, że przesadziła, więc starała się milczeć, choć na usta cisnęło jej się tyle słów. Sam ją sprowokował. Nie mogąc zareagować na jego wybuch zaczęła stukać palcami w blat, aby się czymś zająć. No i... przecież może mu poodpowiadać w myślach, o ! Zacznijmy więc: - Nie mów nic o rzeczach, o których nie masz pojęcia, blablabla! Tak się składa, że mam pojęcie, bo sam raczyłeś mnie o tym poinformować, i nie zapominaj, że nikomu o tym nie powiedziałam. Dziesięć lat minęło całkiem niedawno? Ty sobie kpisz? To jest kupa czasu, Luke! Dobra, może nie dla ciebie. Ja się starzeję, co widać. Staję się coraz inteligentniejsza. Serio byś sobie poszedł? A może powyjesz do księżyca? Albo zakradniesz się do ogrodu, twa ukochana wyjdzie na balkon a ty jej pośpiewasz. Co do tego, iż o tym nie da się zapomnieć... No, to jest jedna z kwestii, w których się z tobą zgadzam. Specjalnie nie nawiązywała z nim żadnego kontaktu wzrokowego. Po co go denerwować jeszcze bardziej? Wiedziała, że gdyby to usłyszał, jak nic opuściłby lokal i nie odezwał się do niej... Do końca życia, o. Przecież to jest nadszarpnięcie jego dumy! A i on jest na tyle samowystarczalny, że by nie tęsknił.
Słysząc odpowiedź, na zadane przez nią wcześniej pytanie spojrzała na niego z uśmiechem. - Tak podejrzewałam. - powiedziała, nie przestając się uśmiechać i przejeżdżając palcami po włosach, aby je w jakiś sposób "ogarnąć". - Wyliczankę... na odpadanki? Pewnie tak, jeżeli traf cię nie zadowolił - zaironizowała. Boże, cóż to za dziwne uczucie zobaczyć ŚMIEJĄCEGO SIĘ GRINGOTT'A. Tak, on się ŚMIAŁ. Zdumiona zamrugała kilkakrotnie, nie dowierzając w to, co widziała. Nie uszło to uwadze Gryfona, ale nie przejęła się tym. - Mogę zrobić ci zdjęcie? Wnuki mi nie uwierzą! - wykrztusiła ledwo, nie mówiąc tego na poważnie. Wyśmiałby ją, hy hy. Zresztą... i tak miała w swoim kufrze ich jedną, jedyną słit focię. Nie wiedziała, czy Luks o niej wie, bo nie był wtedy do końca trzeźwy... Oboje zresztą nie byli, co nie zdarzyło się pierwszy raz. Ale i tak prezentowali się zjawiskowo. W każdym bądź razie, nie tylko on tutaj błyszczał, ha!
- Dobra, dobra. Nie mówię, że jesteś jak Romeo. Nie moja wina, że śpiewanie pod nosem, podczas gdy obok ciebie szła jakaś dziewka zostało odebrane jako śpiewanie serenad, więc się na mnie nie wyżywaj, jeśli łaska. - burknęła, mrużąc niebezpiecznie oczy, ale przy tym kącik jej ust powędrował w górę, co... nie, to nie zepsuło efektu. Może groźby tak, ale nadal wyglądała uroczo. Żeby nie powiedzieć seksownie. W końcu ma tylko dziesięć lat! Wiedziała, że Gryfon będzie odrobinę zdziwiony tym, jak dobrze Clary orientuje się w tejże sytuacji, ale trudno. Nie uwierzyła w śpiewanie serenad, to chyba dobrze, nie? Chciała więc się dowiedzieć, jak to było naprawdę i udało jej się. - Nie pytaj mnie, skąd wiem. Zauważyłeś, że w jednym z twych trampków zniknęła ci sznurówka? Ja ją podwędziłam. Twoja fanka cieszy się twą własnością, a ja się dowiedziałam, jak to było z tym śpiewaniem. - dokończyła. Niech nie siedzi w jej głowie i nie szuka, skoro i tak dobrze wie, że Clarissa poczęstuje go prawdą. - Z czymś takim? - wyszczerzyła zęby. Nie posądzała go o brak gustu, o nie! Nie była głupia. - Więc jak powinien wyglądać ten ktoś? Tylko błagam, nie mów, że musi mieć uroczy wąsik i owłosioną klatę. - mruknęła z degustacją. - Nie mówię, że masz zamiar. Ale możesz. I mówiłam, abyś nie siedział mi w głowie, prawda? - powiedziała słodko, z udawaną niewinnością.
Clary nie przejęła się zbytnio spojrzeniem, które rzuciła jej kelnerka. Przecież nie powiedziała jej, aby nikomu o niczym nie mówiła, prawda? No i skoro to dotyczyło bezpośrednio Luke'a, to chyba powinien wiedzieć, hm? Nie wiedząc po co, ale domyślając się, poleciała za stalowookim blondynem. - Powiedz mi, czy takie zaglądanie komuś w łeb cię nie męczy? Toż to czysta monotonia! Co nie spojrzysz na jakąś kobietę, widzisz, że ma ochotę na ciebie. Nuda, nuda, nuda. I mam prośbę. Mógłbyś luknąć na tego gościa? No, tego z zielonymi zębami! A nie, to pietruszka... Nie ważne. Sprawdź, czy u niego też jesteś na liście pożądania. Ale wiesz co ci powiem? Czuję się przez to... taka oryginalna. - rzekła, nie oszczędzając mu sarkastycznego tonu. Świetnie się dogadywali, nie ma co. To było jakieś urozmaicenie. Wiedziała, że zaraz nadejdzie jego czas i to on będzie zadawał pytania. I nie pomyliła się.
- Kogo dokładnie masz na myśli? Jedną z twoich ofiar? - parsknęła, odwlekając moment odpowiedzi. Nie, nie bała się. Może chciała go trochę pomęczyć? Nie wiadomo. Tak po prostu było jej łatwiej. Bo co miała powiedzieć? Prawdę. Ceniła sobie szczerość i sama obdarzała nią innych. Ale kto powiedział że przed nią nie można sobie trochę poudawać głupią?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 292
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Kwi 08 2011, 17:05

- O tak, chodząca encyklopedio - posłał jej kpiące spojrzenie. - Z pewnością jesteś drugim przypadkiem pomyłki Tiary Przydziału, która jest za stara na tak poważne decyzje. Ty i mądrość? To naprawdę dziwne połączenie - stwierdził. Co jak co, ale przekomarzanie się z Clary było dotychczas całkiem fajne.
Z reguły zazwyczaj nikt nie potrafił uwierzyć w powalającą urodę Oriona Gringotta, co Luke'a zawsze dziwiło, gdyż po kimś musiał być tak uroczy, prawda ? No, ale szczerze mówiąc, nie radzę spotkania z tymże człowiekiem. Nie chodzi mi tu o to, że usłyszysz parę nieprzyjemnych uwag na swój temat, bo ojciec blondyna ma inne techniki. Będzie od niego wiało chłodem, ironią i obojętnością, co jest znacznie gorsze od określenia "nie jesteś godna mojego syna" czy też "nadajesz się tylko do wycierania podłogi".
I wiesz co, T? Dobrze, że Luke tego nie usłyszał, bo już miałabyś martwą postać. Chwilowo chłopak jest w stanie rzucać Avadą na niewinne dziesięciolatki. I tak mnie ciekawi jeden fragment z wyciem do księżyca. Sugerujesz po cichu, że mam napisać podanie o genetykę wilkołaka?
Śmiejąc się, zauważył ogromne zdziwienie na jej twarzy, co rozbawiło go jeszcze bardziej. - No tak, śmiejący się pradziadek to coś niesamowitego - zauważył. JAKIE ZDJĘCIE?! No tak, tak, on na każdym zdjęciu wychodzi przebosko, ale zdecydowanie o każdym wolał wiedzieć. A co jeśli zostanie ono skradzione i wykorzystane dla celów własnych?! Byłby nieźle wkurzony wiedząc, że fotografia, na której widać, że jest po paru butelkach Ognistej, dostała się w ręce mediów. Już oni mieli wystarczająco dużo pięknych ruchomych obrazów z Gringottem w centrum. Szczerze mówiąc, mogliby założyć album!
Ach więc to jej robota. Długo się zastanawiał gdzie podziała się sznurówka, ale stwierdził, że musiał ją zgubić. Przecież takie sytuacje się zdarzają! No ale to oburzające, żeby Clarissa kradła sznurówki po to, aby dowiedzieć się prawdy. Nie wystarczyło zapytać? Cóż, Luke z pewnością nie uraczyłby jej tą historią, ale sza!
- Nie, powinna mieć hebanowe włosy, czarne oczy z domieszką zieleni i bladą cerę - powiedział, zupełnie nieświadomy tego, że podaje rysopis Lauren. Zorientował się dopiero po chwili, ale było niestety za późno. - No i zdecydowanie musi być dość wysoka, żeby sięgać mi do szyi, bo bolą mnie plecy od tego ciągłego schylania się. Uwierz, starość jest ciężka - dodał szybko. - I nie, to nie jest nudne, ale bardzo satysfakcjonujące - uśmiechnął się pod nosem. - Zresztą, nawet bez legilimencji wiem, że każda ma na mnie ochotę. Wszak jestem taki piękny - rzekł, nie odrywając wzroku od jej oczu. To była miła odmiana, gdyż ciągle prześladowały go czarne tęczówki. Od razu przeniósł wzrok na mężczyznę, którego Blanchett zaszczyciła swym spojrzeniem. Skrzywił się, widząc owego ktosia, ale nawiązał z nim kontakt wzrokowy, co wcale nie było trudne, gdyż 3/4 lokalu wpatrywało się właśnie w nich. Uniósł lewą brew do góry, słysząc płytkie myśli właściciela zielonych zębów. - Taa - mruknął. - To przedstawiciel rasy skrajnych idiotów.
Zirytował się jeszcze bardziej widząc, że Saoirse zdecydowanie nie chce odpowiedzieć na pytanie. Zmrużył gniewnie oczy. - I kto tu jest ociężały umysłowo? - syknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Walencja, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -5
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Kwi 08 2011, 22:48

Hy hy, aby zabić czyjąś postać trzeba mieć pozwolenie od właściciela, ha ! Prędzej pozwoliłabym zabić Lau. To by dopiero było urocze. Jak Romeo i Dżulia, tyle że bez sztylecików i śmierci Romea. I choć uważam, że wilkołaki to cudowne zwierzątka *TEAM JACOB!* to odpuśćmy sobie pisanie podania o genetykę. Tak sobie nawiązałam do wycia serenad pod oknem. Z tym Jacobem to taka ironia była, no nie? Żeby nie było, iż lubuję się w powieścidłach Meyer.
Tak, tak, Clary wykorzystuje zdjęcie do celów własnych. Utworzyła budkę, wycięła twarz Luke'a i powiesiła szyld z napisem "JEDEN POCAŁUNEK Z GRINGOTT'EM - SIEDEM GALEONÓW", po czym dorobiła się niemałej fortunki. Wiem, co teraz powiesz - siedem galeonów za Luke'a to za mało, ale to Clarissa ustaliła cenę, prawda? No. Więc niech tak pozostanie, hy hy. No i szczerze mówiąc, nie miałaby serca przecinać tej zacnej pamiątki, więc trzyma ją sobie nadal w szufladzie, nieobcałowaną oczywiście!
No cóż... tak dokładnego opisu to się nie spodziewała! Kto by pomyślał, iż Luke zna pojęcie "hebanowe" ? Na pewno nie ona. No i te czarne oczy z domieszką zieleni... To jest w ogóle możliwe? - Dobrze się... czujesz? - spytała patrząc na niego z wybałuszonymi oczami. Co on wygaduje?! Spokojnie, Clary, wyłap słowo - klucz. Ha, mamy to! POWINNA. Dziewczyna, czy też kobieta. Nie ważne. Ale czy go aby nie... Nie, to niemożliwe. Luke się bawi płcią żeńską, a raczej razem z nią. Nie może się do kogoś bliżej przywiązać. Zresztą... Ile on czasu jest w Hogwarcie? Chyba znowu nie tak długo... A Clarissa pamiętała, że aby się z nim bliżej dogadać musiała się nieźle napracować. Opanuj się, Saoirse! - A po kija się do niej schylasz? - spytała, unosząc brew i uśmiechając się z satysfakcją. Noo, chyba zaczynamy kojarzyć, o co tu chodzi! Choć... mogła to być też aluzja co do jej stu sześćdziesięciu trzech centymetrów. Albo i jedno i drugie. To by było najbardziej prawdopodobne. - Więc to dlatego masz takiego garba z tyłu! Przez to schylanie się! - stwierdziła, poklepując go po plecach w miejscu, w którym powinno być wymienione wcześniej schorzenie, a którego oczywiście tam nie było. Saoirse starała się hamować i być uprzejmą oraz się nie śmiać ani nie rzucać niczego ironicznego, poważnie! Widziała, ile wysiłku go kosztuje mówienie o sobie. Musiała więc być całkowicie poważna, odpowiedzialna i uważna. No i powinna ładnie odpowiadać na zadane pytania. Tylko niech nikt na na nią nie syczy, charczy ani nie sapie, czy mruczy. Nie ładnie jest na kogoś pluć. Ale... jak tu być poważną i dobrą przyjaciółką, gdy ten cały czas mówi, jaki to jest idealny?! - Halo, a ja to co jestem? Sklątka tylnowybuchowa?! - zapytała z oburzeniem i założyła ręce na piersi. KAŻDA?! No chyba jednak nie, helooł? Ona się nie podda tak łatwo Luke'owi. Bynajmniej nie uważa go za kogoś tak cholernie niezwykłego i pięknego. Może dlatego, iż przywykła do jego towarzystwa... Nie pamiętała, jak to było na początku ich znajomości. Jednak Luke był taki od zawsze. Słuchał tylko i wyłącznie siebie, nikt nie miał nad nim władzy. Dlatego też zdziwiła się jeszcze bardziej (tak, to był naprawdę dziwny dzień! Na każdym kroku była zaskakiwana przez towarzysza), gdy ten przeniósł wzrok na obrzydliwego pajaca w piżamie. Nie zdołała się nawet pocieszyć w środku, gdy zobaczyła jego reakcję na jego myśli. Minę miał fajniastą, nie ma co.
- Nie. Sycz. Na. Mnie. - mruknęła, wstając i opierając się o ścianę w jakimś głupim, ciemnym kącie, który tylko potęgował jej poczucie, że powinna mówić to co wie, bo naprawdę chciała. Tylko jak miała to zrobić, gdy ten z każdej strony ją atakował?! Jak miała się kontrolować, hm?! HM?! - Jeżeli masz na myśli dziewczynę, która od kilku miesięcy przebywa w dormitorium i nie schodzi nawet na śniadanie... Nie mów, że to jest twoja wina. - dodała patrząc na niego z przerażeniem. Czy naprawdę stoi teraz przed potworem, który nie ma żadnych zahamowań? Który był zdolny doprowadzić do takiego stanu biedną, niewinną dziewczynę? Tym bardziej, że ona nie rozpaczała tak, jak inne jego faneczki. Lauren była po prostu... pusta. Pusty wzrok, zero jakichkolwiek emocji na twarzy. Nic.


Ostatnio zmieniony przez Clarissa Blanchett dnia Wto Kwi 12 2011, 17:57, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 292
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Wto Kwi 12 2011, 17:24

Nie, zacznijmy od tego, że nigdy nie uśmiercę Lau, bo to przyszła żona Luke’a, a ja dbam o psychikę swoich postaci (taa, mówi to osoba, która robi ćpunki i anorektyczki). A poza tym, lubię ją. Poczciwa istotka. Aż mi się łezka w oku zakręciła na myśl o jej śmierci, hy hy.
Rzeczywiście, to bardzo mało. A Clary mogłaby zarobić jeszcze więcej. Założę się, że dziewczyny płaciłyby nawet po 20 galeonów! I kradzież w Hogwarcie podskoczyłaby o kilka procent.
Oj tam, to inteligentny człowiek, który rozpoczął naukę w wieku sześciu lat. Miał indywidualnych nauczycieli, gdyż rodzice zadbali o jego przyszłość. Zresztą, byłoby grzechem zmarnować taki wspaniały umysł.
- Saoirse, ale ty ciężko łączysz fakty – pokiwał głową, aby zademonstrować swoje współczucie co do jej ociężałego umysłu. GARB?! Jaki garb? Spanikowany pogładził sobie plecy i z ulgą stwierdził, że są takie, jak przed wyjściem, a więc wprost idealne. Prychnął cicho, spoglądając na Clarissę. – No jeśli wolisz się tak nazywać, Blanchett, to nie ma sprawy. Od dzisiaj zostałaś przechrzczona na sklątkę tylnowybuchową – zakpił, przenosząc wzrok na szklankę. W tym momencie czas żartów minął. Nie zauważył, że Krukonka podpiera ścianę.
- Po części – mruknął niechętnie. Widząc minę dziewczyny pt. „Rozmawiam z potworem” szybko dodał: - Ale czy to moja wina, że ona sobie ubzdurała, iż jestem dobrym człowiekiem? Pomyliła się. Jest inna niż wszystkie. Lepsza. Nie narzuca się, niczego nie udaje. Nie zachowuje się, jak te rozwrzeszczane i napalone panienki, z którymi mam do czynienia. Po prostu..- przerwał. Nie był pewny co ma powiedzieć. Po raz pierwszy w życiu zdarzyło się, że zapomniał, jak się mówi. Zagubił się we własnych myślach. Odezwał się dopiero po kilku minutach. – Po prostu mnie kocha. A ja tego nie rozumiem. I tu nie chodzi o wygląd, ale… Ale o charakter. Uparcie twierdzi, że posiadam Lepszą Stronę i jest ona silniejsza od tej Gorszej. Ja.. ja nie wiem co o tym myśleć, Clary. Powiedz mi, co mam o tej sytuacji sądzić. W dodatku odczuwam brak pewnej osoby – spojrzał na nią znacząco. Anaid. Ona ufała jemu, a on.. On również. Inaczej nie wiedziałaby o legilimencji, wszelkich podbojach miłosnych, Dziadku. Teraz odważył się opowiedzieć jej o tym, co dla niego na chwilę obecną najważniejsze.
I wtedy w jego głowie pojawiła się dziwna myśl. Nie mogłem nikogo pokochać. Za długo był sobą. Za długo nie miał maski. Wszystko za długo. No i jak to Luke, zaczął niedowierzać w to, co rzeczywiście się działo. Jęknął cicho, bo właśnie sobie uświadomił, że jego serce na nowo zaczęło kochać. – O cholera – syknął zaskoczony tym nagłym olśnieniem.
Ale przecież to niemożliwe, prawda? Jestem Gringottem, oni nigdy nikogo nie kochali. Ojciec uczył mnie, że miłość to rzecz zbędna. Więc dlaczego pojawiła się w mym życiu? Szybko złapał szklankę i wypił cały rum, jaki się w niej znajdował. Następnie zaczął się tępo wpatrywać w ścianę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Walencja, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -5
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Wto Kwi 12 2011, 19:30

Przemilczała oskarżenia Luke'a, iż jest niepełnosprawna umysłowo, nie potrafi kojarzyć faktów i w ogóle jej inteligencja jest na słabym poziomie, więc lepiej się schować do piwnicy i myśleć nad tym, jak skonstruowana jest igła i dlaczego użyto jej w powiedzonku, w którym zawarty jest też stóg siana. Tak, wiem, że piszę jakieś pierdoły, ale WCIĘŁO MI POST I GO NIE PAMIĘTAM, CHOLERA! W każdym bądź razie, nie odezwała się na ten temat, bo wiedziała, że gościu robi to celowo, hy hy.
- Wcale nie chcę. - zaprzeczyła, krzywiąc się jak małe dziecko po skosztowaniu cytryny. - Choć... to brzmi lepiej niż Clarissa. Wszystko brzmi od tego lepiej. - stwierdziła po krótkim namyśle. Jednak sklątką tylnowybuchową nazywana być nie chciała. Przecież jej tył nie wybucha! W ogóle... oburzające!
Chciała spytać co ma na myśli mówiąc po części, ale stwierdziła, że woli nie wiedzieć. Zresztą, domyślała się. Tak, użyła swojej niepełnosprawnej inteligencji, która tym razem zadziałała chyba w pełni sprawnie. Zresztą... Gringott zaczął szybko kontynuować, jakby miał nadzieję, iż Clary nie usłyszała pierwszej części. - Ubzdurała? Słuchaj no! To jest KRUKONKA. I to nie taka jak ja. Ona jest piekielnie inteligentna, i śliczna, i pamiętam ją jako wesołą osobę, choć bliżej jej nie znałam. A teraz się trochę pogubiła... Przyznaj, że schlebia ci to, iż uznała cię za dobrego człowieka. Bo nim jesteś, Luke. Nie wiem dokładnie gdzie, ale twój Dziadek coś tam w ciebie nawrzucał, prawda? Tylko że twoje fanki nie potrafią tego dojrzeć, nawet nie próbują. Jak to powiedziałeś, lecą na twój wygląd. A ona...? Jest inna. Znalazła w tobie coś jeszcze, prócz urody. Doceń to... - odpowiedziała, nie zdając sobie sprawy z tego co mówi. Cholera, w sumie była pełna podziwu dla tej dziewczyny. Komu by się chciało szperać tak głęboko w Luke'u... To jest misja dla wytrwałych agentów, hy hy. Ale ona, Clarissa Saoirse, nie będzie tak słodziła panu Gringott'owi. Dość tego. - Co masz sądzić? Jak to: co? Kocha cię! Rozumiesz? Wybacz, ale to ja już zdołałam się połapać, że jej zależy, z tego, co zdołałeś mi opowiedzieć... Jakby była tobą jedynie zauroczona, to by tak nie postępowała. Ot, dziewczyna. Znam się na tym, bo też nią jestem, choć może ci się wydawać inaczej. - zakończyła, gapiąc się na niego z politowaniem. Kto tu ma pusty łeb? Przecież tak łatwo się w tym połapać! No dobra, Luke jest skomplikowaną postacią, myśli, że nie potrafi kochać i w ogóle... Ale powoli sobie uświadamia, że tak nie jest. Tak, tak, czas na to, aby dotarła do niego ta "straszna" prawda. Nabrała powietrza w płuca. - Słuchaj... A ty? Ona czuje do ciebie coś... no, nie wiem, nigdy nie byłam romantyczką i nie przychodzą mi inne słowa poza kocha cię, więc... Co ty do niej czujesz? Czy w ogóle coś czujesz? No... wiesz, o co mi chodzi. - wydusiła z siebie na wydechu. No co, musi wiedzieć, nie? Przecież nikomu nie powie! Wszelkie prawa zastrzeżone. Zresztą... przerażała ją jego mina. Była taka nie Luksowa, ot co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 292
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sob Kwi 16 2011, 17:38

- Clarissa nie jest zła – rzekł ugodowo, gdyż nie chciał słuchać wywodu na temat tego, jak to została pokrzywdzona przez rodziców. On sam nie miał nic do swoich imion. Tym bardziej, że znał historię tego pierwszego. A że dotyczyła ona żony Abraxasa to był z niego dumny. W końcu Luke Abraxas Orion brzmi tak dostojnie!
Ulżyło mu, gdy nie usłyszał komentarza do „po części”. Już sobie wytłumaczył, że to nie jego wina, iż jest taki piękny, a dziewczyny ulegają jego urokowi. Zresztą, czy on kiedykolwiek był we własnym mniemaniu winny? – Dobrze, że mi powiedziałaś, bo nie wiedziałem – mruknął z sarkazmem. To oczywiście, że była inteligentna i śliczna! Inaczej by go nie zainteresowała. – Nie, nie schlebia mi to, bo nim nie jestem – odpowiedział zgodnie z prawdą. Przy niej nie musiał się ukrywać. Doskonale wiedział, że nie należy do ludzi białych (nie chodzi mi o kolor skóry!). Jednak nie był zupełnie czarny, a granatowy. Właśnie dzięki Dziadkowi. Ale chwileczkę… JAK ONA ŚMIE ZNÓW O NIM MÓWIĆ?! – Coś tam nawrzucał? – powtórzył zdenerwowany. – Clary, on.. Zresztą, to moja sprawa co mi NAWRZUCAŁ. Powiem ci, że między innymi legilimencję – powiedział, akcentując mocno dziewiąte słowo. Na koniec uśmiechnął się triumfalnie na widok miny Krukonki. Boli cię legilimencja, złotko. – A co mogła we mnie znaleźć oprócz nienawiści do ojca? – spytał. Po chwili stwierdził, że rzeczywiście nie miała co w nim znaleźć. Za późno zaczęła. A może jednak..?
”Kocha cię”. Pff, to już wiem. Ale ciągle nie mam pojęcia dlaczego! Nie można kochać kogoś, kto przestał wierzyć w miłość. Do diabła z kobietami!
Zaczął żałować, że rozpoczął ten temat. Zdecydowanie wolał sam radzić sobie z problemami. Czuł, że sprawa wymyka mu się spod kontroli. No nic, trzeba dalej wysłuchać Clary. Z każdym jej kolejnym słowem zamieniał się w kamienny posąg. Wiedział, iż takie pytanie kiedyś padnie. Ale że teraz?! Ma odpowiedzieć za chwilę?! – Czy ja ją kocham? – sam zadał sobie to pytanie. – Ja.. No nie. Nie wiem. Nie. Nie wiem. Saoirse, zadajesz zdecydowanie za trudne pytania. Skąd mam to wiedzieć po kilku miesiącach znajomości? O ile tak to można nazwać. Na początku było okej. Zwyczajnie. Szczerze? Była mi obojętna. Potem zrobiło się tak.. Tak inaczej. Jak z nią… Anaid. Ale przecież nie mogłem nikogo pokochać drugi raz, prawda? Więc odpowiedź jest prosta – NIE. Kurza tfasz. Sam nie wiem. W dodatku zaczynam mówić ulubione powiedzonko Kathleen. Nic tylko.. STRZELIĆ SOBIE KULKĄ W ŁEB I SPOTKAĆ ABRAXASA – zakończył jakże długą i wyczerpującą przemowę. Z pewnością pomogła Clary w uzupełnieniu swojej wiedzy na temat Gringotta, ha ha.
No ale przecież wszystko można sprawdzić, c’nie? Co z tego, że łączyła ich wyjątkowo silna przyjaźń, a teraz mógł ją jednym czynem przerwać? O, to będzie musiała to przetrzymać. Z Luke’a uparta bestia jest, ychym. Wstał i podszedł do dziewczyny. Dopiero po kilku sekundach odważył się to zrobić. Mianowicie – pocałował ją. Trwało to jednak krótko, gdyż czy tego chciał, czy nie, w jego głowie pojawiła się Lauren. Pusta, zapłakana i przestraszona. Cóż, był facetem i podobało mu się. Nawet bardzo, jednak odskoczył od niej jak oparzony. Nie spodziewał się takich krajobrazów we własnej wyobraźni. Spojrzał zrozpaczony na Saoirse. – Blanchett, do jasnej cholery, to nie może być prawda – jęknął. NO WŁAŚNIE! TO NIE MOŻE BYĆ PRAWDA!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Walencja, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -5
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sob Kwi 16 2011, 21:40

Szczerze mówiąc, nie chciała się z nim sprzeczać, dlatego też pominęła to wszystko i dała się wygadać temu przygłupowi. Nawet powstrzymała się jakoś przy wzmiance o legilimencji. Zdołała się tylko wykrzywić, policzyć do dziesięciu... potem jeszcze raz do dziesięciu... i jeszcze raz. I w końcu, udało się! Z satysfakcją sobie w duchu pogratulowała. Nie odgryzła się mu i koncentrowała się na jego słowach, które ją cholernie drażniły, ale nie dawała sobie po tego poznać. Dziwne, że choć jego samouwielbienie tak ją wkurzało, lubiła go. Jak przyjaciela. Momentami jak brata, serio.
Miała wielką ochotę roześmiać się w głos, słuchając jego odpowiedzi na z pozoru proste pytanie pod tytułem: kochasz ją, czy nie? No bo jak można tego nie wiedzieć?! Jak widać, można. I wiele osób to uczucie dręczy, choć nie dają po sobie tego poznać, tylko duszą to w sobie i prowadzą wewnętrzne dyskusje.
- Oczywiście, że można pokochać kogoś drugi raz. Myślisz, iż wszyscy wiążą się ze swoją pierwszą miłością na wieki? Gdyby tak było, to od ośmiu lat byłabym z jednym kolesiem. Wiesz o co chodzi. Pomyśl czasem nad tym, co mówisz, dobrze? - powiedziała, nie rzucając żadnym sarkazmem, ironią i innymi takimi, bo to była poważna rozmowa. No i zaczynało ją to drażnić. Zresztą, wszystko ją dzisiaj drażniło, była jakaś taka nerwowa. - O, super! Strzel, a ja zabiorę twój pusty łeb, sprzedam go i będę opływać w milionach. - burknęła ironicznie. Tak, tak, nie wytrzymała... I nie, nie pragnęła kasy za wszelką cenę, co można mylnie wywnioskować czytając to, i wcześniejsze wypowiedzi. Po prostu męczyło ją to, że Luke mówi o czymś, czego nie zrobi. Owszem, sama tak gadała, ale to nie znaczy, że to lubiła.
I wtedy... stwierdziła, że mu pomoże. Jeszcze nie wiedziała jak, ale chciała mu powiedzieć, że będzie przy nim, gdy on będzie myślał nad odpowiedzią na jakże ważne pytanie, które spędzało mu sen z powiek. Nie wiedziała, czy ten to doceni... Był raczej niezależną istotą. Jednak nie chciała patrzeć na to, jak się męczy, bo wcześniej zawsze był zdecydowany. No i chciała z powrotem zająć miejsce przy stole, bo ta cholerna kelnerka patrzyła się na nią tak, jakby chciała ją zaraz rzucić tą szmatą, którą trzymała w ręku. Już miała zaproponować, aby wrócili na swoje miejsca, kiedy poczuła jego wargi na swoich. Była w takim szoku, że nie zdołała go nawet odepchnąć, ba! nie wiedziała, co się dzieje. Było jej po prostu... miło. I nie chciała tego przerywać, choć w głowie szumiała jej myśl to twój przyjaciel, tylko i aż przyjaciel, najlepszy przyjaciel..., aby potem przerodzić się w Clarissa, cholera jasna, przestań natychmiast! CO TY WYPRAWIASZ?! CO WY WYPRAWIACIE?! Nie wiedziała, czy to zaszkodzi ich przyjaźni. Tak, widziała w nim tylko przyjaciela i to się nie zmieniło nawet wtedy, gdy Luke zakończył pocałunek. Sądziła, że będzie tak jak dawniej, bynajmniej z jej strony się nic nie zmieniło. Lubiła go jak wcześniej. Nie polubiła go w żaden sposób bardziej. Zastanawiała się tylko, czy on będzie się odzywał do niej tak, jak dotychczas. Szczerze mówiąc, wzięła to za przyjemne urozmaicenie ich spotkania, jednak nie pragnęła więcej. Cóż, na nią jego czar nie działał.
- Co ty wyprawiasz, do cholery? - spytała jednak, całkowicie mimowolnie. Chciał sobie coś tym udowodnić? O co mu chodziło?! Przyjaciół się nie całuje, o nie! - Luke... ty kretynie. - warknęła, widząc wzrok wściekłej kelnerki, która teraz przypominała jej rozzłoszczonego goryla, który miał ochotę ją rozszarpać. Chciała jeszcze go nawyzywać, a potem powiedzieć, że spokojnie, dla niej to nic nie znaczyło. Była gotowa nawet sprawić, aby użył swej niezwykłej zdolności - jej przekleństwa, a mianowicie legilimencji i zobaczył, że jest wszystko okej... bo było, prawda? Ale jego słowa całkowicie wytrąciły ją z równowagi. - Owszem, może, cokolwiek tam sobie myślisz. Widocznie się co do czegoś pomyliłeś. A teraz mi to może wytłumaczysz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 292
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sob Kwi 16 2011, 22:39

Tylko pogratulować opanowania! Bo Luke był nieźle zirytowany faktem, iż właśnie zwierza się dziewczynie. I to swojej wnuczce. W ogóle, zauważyłaś T, że stworzyłaś paradoks? Najpierw dziadek, teraz brat. Trochę to nierealne, zważając na bardzo młody wiek Clary, ale okej, przestaję marudzić.
- PMS? – zapytał z łobuzerskim uśmieszkiem. Tak, to było typowe zachowanie Gringotta podczas ważnej rozmowy. „Hej, jestem Luke, joł. CHCĘ PRACOWAĆ W KOPALNI. A ty jesteś nikim”. Nie no, okej, widać, że mam głupawkę. Ale to wszystko wina Bakłażana! Ją wychłostaj, a nie mnie, hy hy.
- No tak. Wy Krukoni lubicie dzielić się własną wiedzą z innymi. Przecież jesteście wszechwiedzący. Ale dobra, JESTEM SPOKOJNY! Po prostu mam czasami dość. I.. tak to bym z nią był… I nie zgadzam się na sprzedawanie mojej głowy! W końcu jest moja, nie? A miliony to dostaniesz w spadku po swoim ukochanym dziadku.
To bardzo piękny gest z jej strony, doprawdy. Jednak masz rację, to Luke, prawda? A on jest samowystarczalny i niezależny od nikogo. Odmawiał jakiejkolwiek pomocy po to, aby potem nie mieć długu wdzięczności. Bo to była jego zmora i osobisty koszmar.
Kelnerkę należy mieć głęboko w nosku, kochana Clarisso. I tego kolesia z pietruszką na zębach również, który jest gejem. W obecności Luksa nie odważą się cię zabić. A nawet jeśli to od czego jest teleportacja? A poza tym, spoko oko, jesteś z Gringottem. Jeśli by musiał to użyłby różdżki, choć zdecydowanie woli walkę na słowa. Ale cóż, nie zawsze się trafia na godnych i inteligentnych rywali.
Jak było u niego? Szczerze mówiąc, identycznie. Okej, wzbudziła w nim jakiś lichy płomień pożądania, ale nie taki, żeby coś między nimi zmienił. Zresztą, to facet, a przecież wszyscy dobrze wiemy, że oni zawsze wykorzystują każdą szansę. – Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć na to pytanie to to dowodzi, iż naprawdę nie powinnaś trafić do Ravenclawu. I kto tu warczy? Kochanie, nie zapominaj się, bo zaczniesz żałować swoich decyzji. A tak poza tym to sprawdzałem czy będzie tak jak z nią. I mam dwie teorie – albo ją kocham, albo jesteś jakimś odmieńcem – uśmiechnął się gorzko. – Blanchett, jesteś kosmitą, tak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Walencja, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -5
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie Kwi 17 2011, 19:57

Powiem tak, nie pyskuj! Zresztą, Luke jest taką super ekstra postacią, że może przybierać różne postaci, niczym... nie przychodzi mi nic do głowy na tę chwilę, ale to nic! Poza tym, on nie jest taki opiekuńczy, jak zwykle są dziadki, to smutne. Więc jest pseudo bratem, który jest stary jak dziad i jest pedofilem, hyhy! Chociaż... dziadek brzmi tak milusio! Luke Abraxas Orion Gringott, Super Dziadek z majtkami na rajstopkach! Aż sobie chyba tak go zapiszę w powiązankach!
- Nie czepiaj się tak mojego domu, odważny, mężny, dzielny, szczery i uczciwy Gryfonie! - ucięła, uśmiechając się szelmowsko. Jezu, jak się ucieszyła, że między nimi wszystko jest tak, jak dawniej! Normalnie kamień spadł jej z serca. I choć wiedziała, że to był tylko ten jeden jedyny raz... Cholera, nie mogła pragnąć więcej! Toż to oburzające i w ogóle do niej nie pasujące. Najważniejsze było to, że nic między nimi się nie zmieniło. Aż zrobiło jej się tak jakoś weselej. Nie zabolało jej nawet to, że była przed chwilą wykorzystana. Serio, nie obeszło jej to. I Luke powinien to docenić, jako Gryfoniasty, który jest taki uczciwy i szczery i dzielny i w ogóle, ach!
- Kosmitą... A czy gdybym takową była, to byś się ze mną zadawał? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, unosząc jedną brew do góry. To było co prawda pytanie retoryczne, jednak teraz się zastanawiała, czy nie powinna skłamać, iż jest potomkinią jednego z przedstawicieli obcych, którzy mieli bliższe stosunki z istotą ludzką. Nie wiedziała, czy ten się teraz zmartwi, czy wkurzy, czy załamie, czy... nie wiedziała, jak się zachowa. - Chyba nie masz zamiaru dalej siebie sprawdzać? - dodała, odrobinę przerażona. Nie mogła stracić nad niczym kontroli, proszę was! Zastanawiała się nad jakimkolwiek wyjściem z tejże sytuacji. Otóż Luke spotkał kogoś, w kim się zakochał... No proszę. Może on naprawdę myślał, iż Anaid to było jego jedyne spotkanie z płcią żeńską? Przecież taka osoba nie mogła zostać na starość sama! I chyba lepiej, aby sam sobie wybrał żonę, niż żeby zrobił to za niego tatuś. Co prawda siedemnastka nie jest jeszcze takim wiekiem... Ale kto wie, jakie plany ma Orion? Nie wiedziała, co robić. Nic nie przychodziło jej do głowy. Czuła się tak, jakby ktoś uderzył ją patelnią w łeb i zniknął. Jeszcze była odrobinę oszołomiona. - Chcesz usiąść i dokończyć rum? - zapytała, mając gdzieś to, co będą teraz robić, szczerze mówiąc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 292
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sro Kwi 20 2011, 21:43

Niczym kameleon? Tak, jestem równie wspaniałomyślna co Luke i ci pomogę w doborze tak ważnej rzeczy. Przecież nie można porównywać Gringotta z byle czym! A kameleony są naprawdę fajne. Tylko szkoda, że niektórzy tego nie rozumieją, ale okej.
A kto powiedział, że dziadek musi być opiekuńczy, hym? Blondyn (cóż, pomińmy to, że jako staruszek jego włosy powinny być siwe) należał do tych, którzy są zgryźliwi i egoistyczni. Znam takiego jednego! Ale fajnie się z nim rozmawia, więc… Ale to chyba zasługa mojej urody i skromności, och och.
Majtki na rajstopkach?! Postaraj się, aby Clary o tym nie myślała, bo nasz zacny Luke wyjdzie z siebie i usiądzie obok, a to będzie straszna kara dla Krukonki. Ach, no i na jej oczach zabawi się z kelnerką i może da się namówić na ten dziki zjazd kolejką górską z zawrotną szybkością. Mmmmmm, to z pewnością będą dla niego bardzo udane chwile, ha ha!
Burknął coś pod nosem, co zabrzmiało jak „pieprzona Tiara”. No ale on też nie mógł chcieć więcej! Gringott, uspokój się. Zniszczysz wszystko, robiąc to ponownie. Och, zamknij się, GS! Raz się żyje, prawda? A Clarissa powinna zrozumieć jego tok myślenia, skoro jest tak bardzo mądra, domyślna i fokle, wszechwiedząca!
- Cóż, póki nie jesteś posiadaczką czułek i zielonej skóry to da się z tobą wytrzymać, skarbie. Tylko uważaj, bo nie wszyscy są tak tolerancyjni, jak ja – uśmiechnął się ironicznie, po raz kolejny udowadniając, iż uwielbia słowne potyczki z Blanchett. – A nawet jeśli to co? Przecież wiem, że ci się podobało – posłał jej wyzywające spojrzenie. No do czego służy legilimencja, hy hy? Saoirse powinna pamiętać, że nie rozmawia z człowiekiem normalnym, a wyjątkowym, o!
No tak, masz rację. Luke nie może być sam. Przecież ktoś musi mu podawać pilota, leżącego parę metrów dalej! No i skarpetek sobie nie wypierze. Jeszcze będą bolały go ręce i co wtedy? Ano, koniecznie trzeba rozpocząć akcję pt. „Ja mam córkę?!”. Im prędzej się o tym dowie, tym szybciej pójdzie do jubilera i kupi jakiś zacny pierścionek. Potem tylko trzeba będzie klęknąć, prawda? Ale znając Gringotta, to z pewnością zrobi to siedząc przed telewizorem. A tatusiek może sobie każdą kandydatkę samemu wykorzystać, no. W końcu trzeba wiedzieć, iż Szanowny Pan Luke potrafi już odmówić i obronić się przed penetracją umysłu. – Nie, zdecydowanie wolę robić co innego – rzekł, po czym po raz kolejny dotknął ust Clary. I co na to powiesz, Krukoneczko?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Walencja, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -5
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Kwi 22 2011, 16:14

No, dziękuję! Wiedziałam, że chodzi o jakiegoś jaszczura z wyłupiastymi oczami... Ale nie potrafiłam go wtedy nazwać. Jednak fajnie jest mieć w wątku kogoś myślącego, serio!
Cóż, widzę, że Luke łamie stereotypy. Ale to dobrze! Moja koleżanka stara się złamać powiedzonko, iż co blond, to puste. Coś jej nie idzie, hy hy. Jednak to nic dziwnego. Wiesz, liczy się odwaga i sama chęć zmienienia świata! Tylko jest jeden problem; ludzi nie zmienisz.
Obiecuję nie myśleć o majtkach na rajstopkach. Ale... ! Super Luke, z obcisłymi majtkami na głowie..., pomyślała Clary. Ha, i co?! Może Clarissa nie chciałaby oglądać, jak Lukosław wychodzi z siebie i siada obok, ale ja już tak. Tylko... no, Luke nie nawiązał z nią kontaktu wzrokowego. Nie będę taka podlasta. A zabawa z kelnerką byłaby chyba bardziej traumatycznym przeżyciem dla Gringott'a, niż dla niej. Jej nie obchodzą zbytnio jego miłostki, ważne, że wtedy czuję się... fajny? Szczęśliwy? Idealny? Nie, taki czuje się cały czas. W każdym bądź razie jego problemy i prawdziwe miłości już ją obchodziły. Ona serio lubi pomagać! Rzadko kiedy, ale lubi.
Clary z czułkami... Przed oczami stanął jej ten obraz. Niestety, bardziej przypominała ogra Shreka, niż kosmitę. Wzdrygnęła się mimowolnie, bo przez jej ciało przebiegł dreszcz. Nie, ona ogrem nie jest! Kosmitą też jej nie mianowano i nikt tego nie zrobi. Aby się upewnić, czy nie ma nigdzie żadnych czułek, czy dziwnych skrzydeł, niby instynktownie dotknęła głowy, po czym zjechała dłonią po włosach, udając że poprawia sobie fryzurę. Uff, nic nie wykryła! Ale Luke chyba się domyślił, co miała dokładnie na celu, robiąc ten gest, bo dostrzegła w kącikach jego ust triumfujący uśmieszek. - Psiakrew! - mruknęła pod nosem cichutko, tak, aby Gringott nie usłyszał tego króciutkiego napadu głupoty, z którym miała przed momentem do czynienia.
Wiesz co, K? Spodziewałabym się czegoś ciekawszego! Mógłby jej wręczyć pierścionek, wrzucając go do ciasta, które Lau by ubijała, aby zrobić pierogi. I mogłaby się później tym zadławić! Wstąpiłaby do Świętego Munga, hy hy. Piękne oświadczyny! Niezapomniane. Albo... Mógłby go wrzucić do jednej ze skarpetek, które Lau miałaby prać. Albo do pieluchy Charl. Jeju, ile jest możliwości! No, ale skoncentrujmy się na tym, co się dzieje tu i teraz.
Nim zdążyła zaprotestować, znowu poczuła, że Luke jest za blisko. Zdecydowanie zbyt blisko. Nie mając sił i ochoty się bronić, uległa. Zamknęła oczy i wplotła dłonie w jego włosy, przesiąknięte zapachem dymu papierosowego (ach, ta głupia knajpa!) i... mięty? Przesunęła dłonią po jego policzku, odgarniając kosmyki włosów i pojechała palcami niżej, muskając opuszkami jego szyję. - Ej - szepnęła - brałeś coś?
Szczerze mówiąc spodziewała się odpowiedzi. Byłoby to coś w stylu: jestem za idealny i za mądry, aby się samemu wyniszczać. Na tę myśl nie mogła opanować delikatnego chichotu. Ponownie dotknęła swoimi ustami jego, poddając się wewnętrznej euforii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 292
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sro Kwi 27 2011, 21:54

Mówiąc coś o wyłupiastych oczach od razu mam przed oczami żabę, ha ha! Albo kolegę z klasy, który zna tylko dwa epitety określające dziewczynę i który zdecydowanie powinien zmienić dostawcę, bo obecnie dostaje zanieczyszczony towar. No ale nie będę ich tu wymieniać, bo szkoda psuć post przekleństwami. Achach, zgadzam się z tobą! Z tym, że akurat tutaj jesteś to ty. I nawet nie zaprzeczaj, bo spotka cię kara w postaci chłosty (w wykonaniu Bakłażana, of kors!). Albo śmierdziele wraz z kupą z Iny (nie pamiętam czy to ta rzeczka)! Nie, wcale nie jestem okrutna.
Życzę jej powodzenia! W sumie ono i tak nic nie pomoże, bo ja, jako ciemna (nie na umyśle, hy hy) brunetka uważam, iż blondyni to ludzie pokrzywdzeni przez Matkę Naturę. Ale cóż, zawsze się trafi jakiś przygłup.
Oj tam, oj tam, T. Nie bądź taka do przodu, bo ci tyłu zabraknie, o! W ogóle, co to za zachcianki? Wyjdzie i usiądzie, gdy będzie chciał. Ma pełną swobodę. Olać ten mały szczegół. Choć kto wie, może akurat ma jakiegoś asa w rękawie, ha?! Kelnerka, rzecz jasna. Może jest metamorfomagiem? Albo aktorką ćwiczącą do nowej, jakże porywającej roli kelnerki? Cuda się zdarzają!
Uśmiechnął się triumfalnie. Ach te kobiety! Robią aferę o jakieś czułki, których tak naprawdę nie ma. Cóż za dyskrecja, Clarisso. Gratuluję, mhm.
No niby tak, ale Luke spędza większość czasu w fotelu, więc z pewnością nie będzie mu się chciało ruszyć. Zwłaszcza do kuchni i łazienki. Ale tak, masz rację. Nie zajmujmy się zaręczynami, które i tak się nie odbędą. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Gringott zdecydowanie woli wieść życie w wolnym związku. A poza tym, tyle bzdurnych papierów trzeba będzie wypełnić. No i zmiana nazwiska, bo znając Lau, nie będzie chciała zostać Panią Gringott.
Najlepiej zwalić wszystko na knajpę! T, poważnie zaczynam się o ciebie martwić! Prawda jest taka, że Luke przed spotkaniem z nerwów wypalił z pół paczki. Nie ze względu na Clary, a ten.. Pisałam na początku, o! Zwykle tego nie robił, ale... Fokle, przecież nie muszę go tłumaczyć. Mięta? To z pewnością szampon. T a k, Luke myje włosy, Saoirse, choć wiem, że wydaje ci się to dziwne.
Euforia ogarnęła nie tylko ją, ale i blondyna. - Tak, grzybki - prychnął. - A tak naprawdę to garść tabletek nasennych - rzekł, po czym wrócił do jakże fascynującej czynności, jaką było całowanie swej najlepszej przyjaciółki. Nadal dręczył go widok L., ale starał się ją ignorować. Żyje się raz, a ona niczego się nie dowie. Był pewny, że Clary jej nic nie powie. A dlaczego? Bo z pewnością nie będzie chciała pogorszyć jej stanu, a poza tym sama by się pogrążyła rozpowiadając, iż uwiódł ją Gringott. Kątem oka dostrzegł sporą grupkę obserwatorów. - Nie panikuj, Blanchett, ale mamy widownię - szepnął jej do ucha. Ależ zarzuciłam cytatem z Miasta kości! Nadal stojąc blisko Clarissy zmierzył każdego widza lodowatym wzrokiem, przy okazji "czytając" sobie ich myśli. Jeszcze nigdy nie słyszał takich epitetów. Jestem pewna, że nawet NNN by ich nie wymyśliła, gdyby zabrakło jej hery lub na widok Kruka.
Jednym ruchem różdżki sprawił, iż sprytnie ukryte zasłony (zapewne przez zazdrosną kelnerkę) osłoniły Luksa i Krukonkę przed ostrzałem spojrzeń. Tak, teraz stali sobie w kącie, ukryci przed innymi. Cudownie. Spojrzał jej w oczy, pragnąc się dowiedzieć, co też myśli w chwili obecnej Clarissa Saoirse Blanchett.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Walencja, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -5
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sob Kwi 30 2011, 19:28

Cuda się zdarzają, owszem, ale chyba nie tym razem. Jednak... cóż, zawsze warto mieć nadzieję! Nie ważne, że złudną, ale co tam! Jak tak bardzo Luke'a ciągnie do owej kelnerki, to proszę bardzo! Ja mu na drodze stawać nie będę, hy hy. Tylko uważaj, bo znowu zostanie jakimś tatusiem. No wiesz, ta zadziwiająca prędkość w dzikim zjeździe może nieźle wpłynąć na nastrój.
- Tabletki nasenne? Nie pomyliłeś ich z pobudzającymi? - mruknęła, poddając się mu całkowicie. No, przynajmniej będzie miała co na starość wspominać i opowiadać dzieciom! No, może nie. Dzieciom o tym nie opowie. W swym życiu zdołałam zrobić tak wiele rzeczy, w tym całować się z najlepszym kumplem, a po tym wszystkim miałam śmiałość jeszcze spojrzeć mu w oczy! Brawo, Clarisso!
Owszem, Clary nie ma zamiaru nic nikomu mówić. Dołowanie biednej niewiasty jeszcze bardziej? Wypraszam sobie, to by ją zmiotło z powierzchni ziemi! Przejechała dłonią po jego policzku, chłonąc każdy jego gest, każdą ich reakcję na siebie.
Ale... tak, cudowny nastrój się pogorszył. JAKĄ WIDOWNIĘ?! No cóż, nic dziwnego, w końcu znajdowali się w niezbyt urodziwej knajpce. Bała się odwrócić, bo miała wrażenie, że ognista kelnerka by ją zabiła wzrokiem. Człowieczek z pietruszką na zębach też, he he.
Nie miała pojęcia, skąd wziął owe zasłony. No, była trochę skołowana. - Jezu... - jęknęła. Ale.. zaraz! - Nie gap mi się w oczy. Dobrze wiem, co chcesz zrobić! - fuknęła zirytowana, szarpiąc go za koszulę, czego biedne guziczki nie wytrzymały. Nie zważając na to, że Luke może ją odrzucić, przejechała dłonią po jego torsie. (Luke i jego tors. DLACZEGO MNIE TO TAK ŚMIESZY?!) Ale spokojnie! Nie zajdą tak daleko, hy hy. Nie przesadzajmy, co nie, K?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 292
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie Maj 01 2011, 20:01

Znowu ojcem!? Biedaczek, oj. Żeby w wieku siedemnastu lat mieć już trójkę dzieci! Ach, w tym dwójkę nienarodzoną, ale spoko. Luke jest lepszy od Batmana. I szybszy od Turbodymomena czy jak to się tam pisze, hy hy.
- Pobudzających nie potrzebują - uciął. Kurde, czy ona musi tak przeszkadzać?! Przecież zajmują się teraz czymś znacznie lepszym (w mniemaniu Luke'a, oczywiście). O, to będzie scena rodem z Titanica! Clary, tak jak Rose, będzie opowiadała historię swojej nieszczęśliwej miłości. A Jack to Luke w wersji light. No i Gringott się nie utopił, ufff. Ach, jakie to słodkie. Saoirse, wnuki oraz łzawa opowieść w tle z kolesiem od pietruszki.
A już myślał, że się dowie! Próbował jeszcze parę razy nawiązać z nią kontakt wzrokowy, ale bestia się nie dała. Cóż za upartość. Nim się obejrzał.. KURDE MAĆ! - To moja ulubiona koszula! Blanchett, żyłami mi te guziki przyszyjesz - ostrzegł, gniewnie mrużąc oczy. Nie no.. Podobało mu się, cholera, a wcale nie powinno. Już miał dokończyć to, co zaczęli, kiedy.. Pojawiła się kelnerka! Tak, tak, o TĘ ognistą lisiczkę (dzięki, W!) mi chodzi. - Tak się zastanawiałam czy.. - zaczęła się tłumaczyć, jednak szybko zauważyła w jakiej oni są pozycji. Ech, co za durne guziki! - Jasna cholera, mogłabyś nam nie przeszkadzać? - warknął Luke, wciskając jej w kieszeń kilka zwitków pieniędzy. Przy okazji spojrzał na nią wzorkiem mówiącym "kurwa, jeszcze raz nam przeszkodzisz to pożałujesz, że się urodziłaś. Owszem, wiem, że chcesz być na jej miejscu, ale sorry, wolę czarne od rudych."
Dobra, dobra, za daleko to zaszło. Usiadł przy stoliku, czekając, aż Clary zrobi to samo. No okej, wiem, że ci się podobało, ale co za dużo to nie zdrowo, Saoirse!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Walencja, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -5
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pon Maj 02 2011, 13:59

Moment, jakiej nieszczęśliwej miłości?! K, chyba się odrobinę pogubiłaś. Clary to nie Lau, choć obie niewiasty są urocze, hy hy. Dla panienki Saoirse to tylko miła zabawa, udane spotkanie, o.
Facet od pietruszki przejdzie do legendy, mówię ci. O nim będzie jeszcze głośno, tak jak o tym, że Luke został wrobiony. Swoją drogą, to, że Gryfonek o ślizgońskim charakterze nie użył tam jeszcze swych zacnych umiejętności i przekleństwa reszty ludzkości, można wytłumaczyć szokiem! Tak poza tym, to wkurza mnie ta reklama u góry o treści OPERACJA DOBRA ZABAWA! To chyba jakaś kpina... I wiem, że bredzę, ale pozwoliło mi to wydłużyć posta, co miałam na celu, hy hy!
- Masz to jak w banku. Tylko komuś pierw będę musiała je wypruć. - wzruszyła ramionami. No bo chyba swoich nie użyje, prawda? Tam płynie czysta, szlachetna krew! Toż to marnotrawstwo by było, no. Nawet Lukosław musi, a raczej powinien, przyznać mi rację! Zmuszać go przecież nie będziemy, bynajmniej nie teraz, co nie?
No, i tutaj zjawiła się owa niewiasta, bez nawet minimalnej ilości czegoś, co się zwie przyzwoitością! Oburzające, oburzające. W mówiła, że w tym momencie miała ochotę podnieść jeden z leżących guzików i cisnąć nim w ową kobietę, która zjawia się w nieodpowiednim momencie i o nieodpowiedniej porze, chociaż bardzo dobrze wiedziała, co się tutaj dzieje! I choć Clary nie potrafiła zaglądać komuś do głowy, to się domyśliła, w czym tkwił jej podstęp, ha! Zresztą, jak tu nie wysunąć owego wniosku, skoro dziewka błąkała się za nimi wzrokiem od samego początku... Oj tam, przynajmniej w głowie Sao się rozjaśniło, no. Była jeszcze trzeźwa, a już się zachowywała jak po kilku(nastu?) kieliszeczkach. Mocną głowę to miała, jak na małe, dziesięcioletnie dziecko.
Usiadła naprzeciwko Lukosława, zastanawiając się, czy owa panienka nie knuje wobec niej jakiegoś planu zemsty. No co? Kto ją tam może wiedzieć! I pieniądze nic tu nie pomogą, Gringott!
- Myślisz, że mogłabym tutaj teraz cokolwiek spokojnie zamówić? Choć... nie, lepiej nie ryzykować. Wolę się chronić przed potencjalnym otruciem ze strony twej kolejnej psychofanki. - rzuciła do Luke'a, który to stracił guziczki, biedaczek. Oparła się o blat i zaczęła się bawić świeczką, przejeżdżając palcem nad płomykiem ognia. Wciągające, serio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Devon
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 292
Dodatkowo : Legilimencja i oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 674
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1383-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1418-luke-gringott
http://czarodzieje.my-rpg.com/t1419-luke-gringott




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sro Maj 04 2011, 16:59

No ale.. Przecież potem, już jako staruszka Clary sobie uświadomi, że w końcu z tego coś mogło być! Dobra, na serio za dużo Titanica w moim życiu. Muszę jakoś ograniczyć to oglądanie i.. to z pewnością wina żelków, które dziś zjadłam. Ej, a poza tym ludzie starsi mają tendencję do przesadnego koloryzowania faktów, więc wszystko się wyjaśniło. Stąd ta nieszczęśliwa miłość, ha!
No ale w zasadzie, T, to operacja może być świetną zabawą. Spójrz na to z innej strony - takie wycinanie komuś serca to całkiem ciekawe zajęcie. Nie to, że próbowałam, ale.. TEŻ SOBIE WYDŁUŻYŁAM POSTA!
- Temu od pietruszki albo lisiczce - zaproponował. Uff, przynajmniej jednego będzie miał z głowy. Ona odwali brudną robotę, a on sobie posiedzi i się poprzygląda, hy hy. Taki układ jest całkiem w porządku. W końcu trzeba jakoś odpokutować swoje czyny, jak to dzisiaj na religii stwierdził mój kolega. W sumie to masz rację - czyste marnotrawstwo. Coraz więcej tych szlam i.. Brr. Nie, absolutnie nie jestem rasistką!
- Wiesz co? Nie radziłbym. Chyba, że zupełnie zmienisz wygląd, ale zdolności metamorfomagicznych nie masz, więc.. Lepiej nie - stwierdził. Sięgnął po szklankę, aby znów się napić. CO?! Już pusta?! Wstał od stolika z zamiarem pójścia po kolejną butelkę. Nie chciał ryzykować kolejnymi odwiedzinami.. tej no, psychofanki. Wszystko byłoby ładnie i pięknie, kiedy.. NIECHCĄCY szturchnął stół, czego skutek był taki, że rękaw Clary zaczął płonąć. Okej, musimy przyznać, że trochę spanikował. - Eee, kurwa, zrób coś! Nie wiem... OCHŁOŃ, BLANCHETT! - krzyknął. Na szczęście chłopak sobie przypomniał, iż ma w kieszeni magiczny patyk zwany różdżką. - Aquamenti - wycelował w stronę płomienia. Przypadkowo poruszyła mu się ręka i tak jakoś wyszło, że strumień wody poleciał na jej twarz.
Ależ nie, on wcale nie jest wredny. Już się czepiacie. Chciał być pomocny, jednak co poradzi na to, że mu nie wyszło? Trzeba docenić chęci, o.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 25
Skąd : Walencja, Hiszpania
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -5
Dodatkowo : Teleportacja
  Liczba postów : 134




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Maj 06 2011, 14:30

Koloryzuje się fakty po to, aby opowiadającemu było fajniej i milej i w ogóle, lepiej! A nie sądzę, aby ona przez powiedzenie czegoś takiego czuła się taka super i och, wspaniała! Nie ma żadnej miłości, hy hy ! Nic sobie nie uroimy tym razem!
- Co prawda miałam na celu kogo innego... Ale zgoda. - przyjęła propozycję słit blondynka. Nie, nie dowiesz się, kogo. Ha, przezorny zawsze ubezpieczony! I co, nie mów mi, że Clary nie myśli z wyprzedzeniem, bo to będzie okrutne kłamstwo!
Tak, tak, widziała kątem oka, jak złowieszczy Gringott wstaje, niczym rasowy goryl, bo w jego kuflu zabrakło zdrowego trunku dla prawdziwego mężczyzny! A podobno każdy chce nim być, więc nie zdziwiła się owym zirytowaniem i stwierdziła, że lepiej by było wstać i za nim pójść, bo jeszcze od tyłu niczym ninja zaatakuje ją owa lisiczka, która w krótkim czasie załatwiła sobie jakiś ekstremalny kurs samoobrony, czy co tam jeszcze mogłaby sobie zafundować. Ostatecznie jednak została przy stole, bo nie chciało jej się ruszyć zacnego tyłka, no. I to był błąd.
- O, ogień. - mruknęła głupio, przyglądając się zapalonemu rękawowi z zainteresowaniem. - Ogień... KURWA, PARZY! - syknęła, wstając szybko z krzesła, które poleciało do tyłu, po czym zaczęła nerwowo machać ręką, jak jakaś opętana, durna mugolka. - JA MAM OCHŁONĄĆ?! TO TWOJA WINA, TY WIELMOŻNY IMBECYLU, TY DEBILU, SZANOWNY KRETYNIE, CHAMIE, PASZTECIE, PSYCHOPATO ... KURWA, LUCIAN, IDIOTO! - rzucała jakże bogatym słownictwem. I spokojnie, ten Lucian to dlatego, bo chciała go wkurzyć. No bo chyba nie ucieszy się z uroczego Lucka, co? Ważne, że kto inny się ucieszy, o. Piękne i czułe słówka wędrowały w stronę Lukosława, który miał mózg i interweniował! I TO JAK! Moment później strumień wody chlasnął jej w twarz tak, że nie mogła oddychać. A ogień.. no cóż, przez moment myślała, że to już koniec, ale nie ! Podbiegła szybko do stolika, przy którym siedziała jakaś wątła kobieta o koniowatej twarzy z "misiakiem", czyli tłustym grubasem ogolonym na łyso. Niemal siłą wyrwała kobiecie szklankę z wodą, rzuciła się na Gringott'a i wylała mu zawartość szklaneczki na głowę. Nie ma co, mokre włosy dodawały mu uroku.. wyglądał prawie jak Samara z Ringu, zwłaszcza sądząc po jego wyrazie twarzy, który mógł zabijać. Jednak Clary nie przejęła się tym zbytnio i przyłożyła rękaw do włosów Luksa, tłukąc go po głowie do tego momentu, aż rękaw przesiąkł wodą, a ogień zniknął tak, jak mój tata, gdy się go pyta, czy w końcu po tych siedmiu miesiącach przyniósł mi te pyyszne ciasteczka, które ciocia piecze co tydzień, i ciągle mówi, żeby ktoś w końcu przyjechał po jej wypieki, bo nie na darmo je robi, ale później się okazuje, że zawsze się znajdzie ktoś, kto je zje!. - No, to jesteśmy kwita! - powiedziała pogodnie, biorąc kufel Luke'a, który został już napełniony niezidentyfikowanym przez dziewczynę trunkiem, i wcisnęła go Gryfonowi do ręki. - Chcesz usiąść? - dodała promiennie, starając się poprawić jakoś swe mokre włosy. No co? Jak Luke chlusnął jej w twarz, to na włosy też się rozeszło!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 620
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Maj 06 2011, 17:13

Odgłos szpilek roznosił się echem po nieciekawej uliczce Londynu. Śmiertelny Nokturn - sama nazwa winna mrozić krew w żyłach, a co dopiero grupka młodych uczniów, która postanowiła zasmakować wolności. Cassandra zaczesała kosmyk kręconych włosów za ucho. Wszystkie postacie, jakie tylko się na nią spojrzały, nie wyglądały za ciekawie. Ich ciała okalała ciemna peleryna, a w oczach było widać pewien niebezpiecznych błysk.
Co za ironia losu!
Cassandra sama za czasów Hogwartu przychodziła tutaj na parę szklaneczek najmocniejszej whisky w całym magicznym świecie. Zerknęła na mapę, po której poruszały się punkty. Nań było widać zarówno Hogwart jak i Londyn. Ach! Dzień zwiedzania i łapania uczniów. Byłby doprawdy magiczny, gdyby zaliczał się do przygody. Rzuciła "drętwotę" na mężczyznę, który dotknął jej ciała, proponując o wiele za dużo.
Psia krew niech Was trafi, nauczyciele!
Stanęła przed barem "Pod okiem Bazyliszka" i czując nieprzyjemny odór wielu pijanych osób, skrzywiła się. Dlaczego ona musi teraz uganiać się za młodzieżą, która łamie zasady. Czyż właśnie takie czyny nie wywoływały na jej twarzy wielkiego uśmiechu? Kilka endorfin polepszyło jej humor, znów wróciły wspomnienia. Przechyliła lekko głowę i otworzyła drzwi. Zdecydowanie nie pasowała do klientów baru. Gdzież szpilki oraz sukieneczka wśród osób, które na swoich dłoniach mają ślady krwi lub pozostałości po Czarnej Magii? Podeszła do odpowiedniego stolika, gdzie wówczas stała dwójka uczniów. Usłyszała pytanie.
- Ach, nie, nie, nie - odpowiedziała prędko. - Wy też nie usiądziecie. Czas wracać do Hogwartu, moi mili. - ułożyła smukłe dłonie na ich ramionach, uśmiechając się przyjaźnie. Świat się wali. Cassandra zakazuje trwać przygodzie!
- Mam nadzieję, że jesteście świadomi, iż za opuszczenie murów Hogwartu i samowolny wyjazd do Londynu zostaną Wam odjęte punkty? Ravenclaw, Gryffindor, minus trzydzieści pięć punktów. Jeśli coś kupiliście, to zapłacie i proszę za mną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   

Powrót do góry Go down
 

Bar "Pod okiem Bazyliszka"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Pęcherze, ugryzienia i petryfikacja, czyli o tym jak poprawnie złapać bazyliszka...
» Tunele

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-