Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Bar "Pod okiem Bazyliszka"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29444
  Liczba postów : 41730
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią 13 Sie - 19:24

First topic message reminder :


Bar "Pod okiem Bazyliszka"
Mało kto wie o istnieniu tego baru. I nie chodzi tu tylko o mugolów,  ale także o czarodziejów. Szare, ponure ściany z pewnością nie przypominają baru, a i na wejściu nie ma żadnego oznaczenia, informującego, iż tu właśnie znajduje się bar. Wchodząc do środka, odnosi się wrażenie, jakby rzeczywiście było się pod okiem bazyliszka. Całe pomieszczenie przypomina ciemną jaskinię, a przy barze i stolikach razi w oczy jaskrawe światło. Można tu spotkać mnóstwo podejrzanych typków. Jednak lepiej nie wdawać się z nimi w rozmowy. Tuż przy wejściu, znajduje się ogromny posąg bazyliszka ziejący ogniem w najmniej spodziewanym momencie. Tutejsze menu trunków jest bardzo oryginalne. Wielu ludzi, zamawiając Krwistą Whisky, nie zdają sobie sprawy, że nazwa jest dosłowna.

Piwo kremowe
Jagodowy jabol  
Smocza Krew
Boddingtons Pub Ale
Stokrotkowy Haust
Rum porzeczkowy
Malinowy Znikacz
Sherry
Krwiste Sherry
Ognista Whisky
Krwista Whisky
Papa Vodka
Zezowaty Iwan

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 726
  Liczba postów : 847
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw 5 Sty - 21:43

Doskonale pamiętał, że w czasie kiedy się 'kumplowali' wiele razy rozmawiali o tej dyscyplinie sportu czarodziei. Może też dlatego ich tak do siebie ciągnęło? Oby dwoje uwielbiali ten sport. Latanie na miotle było naprawdę fascynujące, nawet dla czarodzieja czystej krwi jakim jest Max. Był uczony przez ojca od małego, że latanie na miotle jest naprawdę extra zabawą. Być może dzięki niemu tak bardzo lubił ten sport. Ale gdy skończył szkołę, nie miał na to czasu, ani ochoty ani przede wszystkim wiary w siebie. Max był raczej osobnikiem, który się szybko poddawał. Więc nie ma się co dziwić, że szybko sobie odpuścił, a kto wie czy gdyby o to nie walczył nie byłby razem z nim w tej samej drużynie.
Chłopak był starszy od niego o pięć lat, byli przydzieleni do innych, lecz zaprzyjaźnionych domów, więc na dobrą sprawę powinni się nawet nie znać. Jednak coś ich do siebie wtedy ciągnęło. Max był wtedy dzieciakiem, ale jak na swój wiek potrafił rozmawiać z dorosłymi. A jednak puchon musiał coś w sobie mieć skoro krukon wtedy się nim zainteresował, prawda? Być może Max był tylko dla niego zabawką, ale były krukon nie pasował mu do takiego charakteru.
Owszem, taką samą cechę posiada i Max. Byli można powiedzieć do siebie bardzo podobni, a to ponoć przeciwieństwa się przyciągają, ale czy warto wierzyć i stosować to przysłowie? Max nigdy nie przejmował się opiniami innych, zawsze starał się robić to co uważa za słuszne. Wiele przez to stracił, ale też i wiele zyskał.
Przywitał się oczywiście z chłopakiem uśmiechając się cały czas do niego. Odwrócił się, ażeby zobaczyć z kim to zaszedł do tego baru, ale szybko wrócił wzrokiem do chłopaka widząc grupkę ludzi. Trochę posmutniał bo myślał, że jednak trochę czasu ze sobą spędzą.
- Tak, mieszkam w Lodynie, ale zastanawiam się nad przeprowadzką do Doliny Godryka, jednak nie wiem czy stać mnie na jakiekolwiek mieszkanie tam. - powiedział do niego. Na całe szczęście chłopak postanowił się do niego dosiąść. Nawet nie zorientował się, że nadal trzyma chłopaka za rękę, jednak nie miał najmniejszego zamiaru jej puszczać, a co on zrobi to już jego sprawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 351
  Liczba postów : 38
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13827-constantine-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13837-kostek-szuka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13838-bezimienna
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13836-constantine-walker




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią 6 Sty - 12:28

I Kostek od małego miał styczność z Quidditchem. Co więcej, on był tresowany na zawodnika. W domu nie mówiło się o niczym innym. Najnowsze miotły, triki zawodników, wyniki ostatnich rozgrywek, Osy z Wimbourne, tłuczki, kafle, znicze. Nie rozmawiał z ojcem nigdy o niczym innym. Na każde święta życzył sobie jakieś akcesoria do tego właśnie sportu. Od zawsze wiedział, że będzie zawodnikiem. Do tego dążył każdego dnia. Patrzył, jak ojciec zasypuje Osy podaniami o jego przyjęcie i dostane odmowy ze względu na komplet szukających. To była obsesja. Z czasem Kostek wpadł w taką monotematyczność, że i z innymi ludźmi potrafił tylko o tym mówić. Wiele osób więc traciło nim zainteresowanie już przy pierwszym spotkaniu. Ale nie Max. Młodszy kolega potrafił nie tylko rozmawiać z nim o Quidditchu, ale też przebić się głębiej by poruszyć przeróżne tematy, o których okazało się, że Kostek też ma jakieś pojęcie. Po prostu nie potrafił tego z siebie wydobyć sam. Widział w nim coś więcej niż zawodnika. Więcej, widział w nim dobrego partnera. I dobrze im razem było. Max nad wyraz dojrzały, ale jednocześnie nadawał jego życiu takiej dziecięcej radości. Miał tak skrajnie inne podejście do życia. Kostkowi brakowało takiej swobody i lekkości w czasach szkolnych - i to bardzo. No i dawny puchon działał na niego jak magnes. Oj, to naprawdę były wspaniałe wspomnienia.
-Mieszkam w Dolinie Godryka. Zawodnicy dostają dom za darmo, więc skorzystałem. Choć na razie mam chochliki na strychu i nie mogę się ich pozbyć - Cóż za zbieg okoliczności! Jeszcze parę lat temu od razu zaproponowałby mu wynajem pokoju. Teraz? Nie był taki pewny jakie Max ma do niego podejście. A jednak fakt iż wciąż nie puścili swojej ręki... Dopiero gdy barman podał mu drinka musiał się oswobodzić z uścisku, by wziąć go i od razu zapłacić. Spojrzał czy Lamberd coś pije, ale dostrzegając, że również coś ma zaniecha propozycji postawienia mu trunku. Sam upił łyk swojego rozkoszując się malinowy posmakiem. Kurcze, ostatnio pił brzoskwinie w miodzie - tani drink nie dorównuje tamtemu smaku. Choć podobno wszystko lepiej smakuje w dobrym towarzystwie, a to jest oczywiście równie mile jak przy spotkaniu z Alice. Oj Max Max. Kostek nawet nie zdawał sobie sprawy jak za tobą tęskni.
-Pracujesz gdzieś? - Zapytał chcąc pociągnąć rozmowę i tym samym dać mu do zrozumienia, że nigdzie się nie wybiera. Kumple poczekają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 726
  Liczba postów : 847
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią 6 Sty - 14:28

To ich z pewnością łączyło i ciągnęło do siebie. Chęć kształcenia się w tym kierunku, jednak to Kostkowi udało się zdobyć jakieś ponadpodstawowe umiejętności w tym sporcie, a Max? Max sobie po prostu odpuścił, uznał, że się do tego nie nadawał i już. Czy teraz tego żałuje? Możliwe, że tak jest, ale dopóki nie rozmawiał z nikim na ten temat to nie czuł takiej tęsknoty. W szkole uwielbiał grać i wiele młodszych kolegów nauczał latania na miotle. Chłopcy z drużyny i nie tylko zazdrościli mu, że potrafił tak dobrze posługiwać się miotłą. Potrafił robić wszelakie manewry w powietrzu przy czym robił niesamowitą furorę na meczach, ale czy Kostek o tym wiedział? Raczej nie. Gdy ten opuścił szkołę, Max dopiero w tych latach dołączył do szkolnej drużyny i popisywał się swoimi zdolnościami. Kostka właśnie pamiętał takiego jakim był teraz, więc tak naprawdę chłopak nic się nie zmienił, przynajmniej w oczach chłopaka. Na pewno wydoroślał i wyprzystojniał, ale jak na razie tylko taką zmianę zauważył w jego skromnej osobie.
Lata kiedy byli przy sobie blisko wspominał bardzo dobrze. Mimo iż był młodym czarodziejem i powinien o tym jak najszybciej zapomnieć to jednak nie zapomina się jednych z ładniejszych momentów w jego życiu. Czy nadal coś do niego czuł? Teraz to trudno mu przyznać się do tego, bo sam nie był pewny. Na pewno był na razie w pewnym transie, bo jednak za nim tęsknił tylko sam nie wiedział czy jako za przyjacielem czy też mężczyzną, którego wcześniej pamiętał. - Chochliki mówisz... Jeżeli będziesz potrzebować pomocy i wsparcia z walce z nimi to wiesz jak się nazywam, chyba że zapomniałeś... - mruknął do niego szczerząc nieco swoje zęby. Naprawdę był jedynym powodem teraz ażeby się uśmiechał. Nic innego go w tym momencie nie cieszyło.
Gdy tylko puścił jego dłoń Max nieco otrzeźwiał. Zdał sobie sprawę gdzie jest i co tutaj robi i z kim spędza ten wolny czas.
- Nie, szukam czegoś, ale ciężko jest... - mruknął, było mu nieco wstyd, ale co miał zrobić? Przecież nie znajdzie pracy od tak. Na razie finansowo wspierają go rodzice więc to mu jak na razie wystarcza, ale wiedział, że z biegiem czasu i to mu się skróci i będzie musiał się jeszcze bardziej postarać niżeli do tej pory.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1102
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11845-carma-c-charisme
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11852-carma-cie-oceni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11851-maly-kruczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11853-carma-c-charisme




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią 20 Paź - 2:14

Była już naprawdę pijana. Pijaniutka, że aż żal było wracać do domu. Rzadko kiedy zdarzało się, żeby Carma piła cokolwiek innego niż skarby francuskiej ziemi, ale tym razem wino musiało pójść w odstawkę - jej znajomy zaparł się, że nie pozwoli na tak smutny rodzaj staczania się w swoim towarzystwie. I udało mu się Carmę namówić na wieczór z ognistą, chociaż Charisme piła ten rodzaj alkoholu może... Ze dwa razy w swoim krótkim życiu?
Najwyraźniej nie przeszkadzało jej to w tym, by po prawie połowie butelki bawić się już naprawdę wspaniale i nie zwracać uwagi na właściwie żaden aspekt swojego życia doczesnego.
Z całej tej euforii stworzył się niewielki problem - kolega, swoją drogą świeżo poznany, Carma nie znała nawet jego imienia - zaginął gdzieś w czeluściach pubu, prawdopodobnie próbując odnaleźć koleżanki Charisme ze św. Munga. Tego wieczoru oblewały fakt, że srebrnowłosa postanowiła porzucić zawód uzdrowiciela na rzecz rozwijania kariery naukowej... Czego nie rozumiał prawdopodobnie nikt, a sama zainteresowana też nie dzieliła się powodem swojej decyzji z innymi osobami. Wzruszała jedynie ramionami, robiąc do tego najbardziej niewinną minę, na jaką było ją stać, głęboko w duchu zachowując dla siebie najgłupszy powód na świecie - chęć i potrzebę opieki nad młodszym bratem. Minęły niecałe dwa miesiące od początku roku szkolnego w Hogwarcie, a ten pacan już wpakował się w serię tarapatów. Obiecała matce, że doprowadzi go do końca edukacji, choćby miała sobie wyrwać wszystkie włosy z głowy, a obietnice zawsze spełniała. Nawet te złożone matce.
I gdy tak rozmyślała o stanie emocjonalnym swojej rodziny, śmierci ojca, który trzymał ich wszystkich w jakichkolwiek w ryzach, przy okazji zarzucając wszechświatu istną niesprawiedliwość za taką kolej rzeczy - podświadomie trafiła do baru, podskakując na wysoki hoker i wypatrując po drugiej stronie blatu jakiegokolwiek barmana. Mógł być nawet ten niezbyt przystojny, a co tam!
Nie wiedziała, że nie pasuje do całego tego towarzystwa nawet za knut. Wyglądała jak mała laleczka z długimi, błyszczącymi włosami, do tego w obcisłym, czarnym kombinezonie, który na pewno nie zapewniał jej bycia incognito. Do tego roztaczała wokół siebie aurę typową dla siebie - całkowicie naiwną i beztroską.
Nic nie wróżyło pomyślnego zakończenia wieczoru. A barman wcale nie chciał podejść. Może stwierdził, że już wystarczy jej rozrywek jak na tę noc?…
- Masz ognia? - zapytała z mięciutkim, francuskim akcentem osobę siedzącą obok, nie uważając, by jakiekolwiek zaklęcie mogło jej się w tym stanie udać. Ostatecznie była odpowiedzialną kobietą i zawsze tak robiła. Nawet nie obróciła głowy w stronę milczącej postaci, szukając wśród swojego dobytku paczki papierosów, a gdy w końcu ją odnalazła, z satysfakcją wyciągnęła najmniej połamanego papierosa. No i oczywiście, chciała też poczęstować osobę pytaną. - Oh, non… Tylko nie ty… - mruknęła, nie do końca zdając sobie sprawę, że drugą część wypowiedzi również powiedziała na głos. Nie potrzebowała nawet ułamka sekundy, by zorientować się, obok kogo usiadła.
Momentalnie otrzeźwiała - przynajmniej na tyle, na ile mogła. Tej nocy nie zdarzyło się Carmie myśleć o Rasheedzie - dość wyjątkowo, bo zwykle jej upojony alkoholem umysł chętnie wracał do sentymentalnych wspomnień z jego osobą. Charisme była już nawet na spotkanie z nim gotowa - plotki roznosiły się szybko, a ostatecznie mieli zacząć pracować w tym samym miejscu - ale… Może nie akurat w tej chwili? To na pewno nie było dobre miejsce ani dobra chwila.
Zaczerpnęła delikatnie powietrza, bo najwyraźniej zapomniała na dłuższą chwilę o oddychaniu, wpatrując się w dobrze jej znane niebieskie tęczówki. Powinna uciekać? Czuła połączenie lęku i ekscytacji, a z tego wszystkiego nie zauważyła nawet, jak z dłoni wypadła jej paczka papierosów. Nie miała bladego pojęcia, co powinna zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie 22 Paź - 2:00

Tymczasem on wcale nie był lepszy. Wydawałoby się, że odporność na stan upojenia alkoholowego bywa niezwykle przydatna. Zawsze wraca się do domu na dwóch nogach, bo przecież gdy inni padają pod stół, ty swobodnie odprowadzasz znajomych do Błędnego Rycerza. Kiedy inni plotą głupoty, Ty wciąż potrafisz trzymać język za zębami. To wszystko prawda i Rasheed zawsze był pewien, że lepiej jest być trzeźwym w swoim pijaństwie. Wszystko zmieniło się pół roku temu, kiedy trzeźwość przynosiła mu więcej szkody niż pożytku. Mało brakowało, aby kompletnie zawalił szkołę przez ciągłą potrzebę zajrzenia do kieliszka. Setki galeonów przepuszczonych na alkohol, nie martwiły go tak bardzo, jak ewentualna utrata wszelkich perspektyw. Ostatecznie i tak skończył w zupełnie innym miejscu, niż początkowo planował. Ministerstwo Magii nie oferowało wystarczająco dynamicznego rozwoju komuś takiemu jak on i póki co, dopóki pewne sprawy pozostawały nie do końca zamknięte, Rasheed był zdecydowany na pozostanie w miejscu sobie znanym i przezeń lubianym. Hogwart był mu teraz bliższy, niż jakikolwiek dom rodzinny w jakim bywał, a warto pamiętać, że Penelopa lubiła inwestować pieniądze męża w różne fanaberie - pewnie jakaś rezydencja na Malediwach i te sprawy. Nie zdziwiłoby go nawet to, gdyby rzeczywiście takową posiadali, chociaż sam nawet by o tym nie pomyślał. Póki co, oczywiście. Jeśli nie uda mu się wrócić do równowagi psychicznej to… no cóż, może Malediwy okażą się jedynym, rozsądnym rozwiązaniem. Chociaż, tam zajęcia dla siebie również nie potrafiłby znaleźć. Chyba, że oglądanie się za panienkami w bikini i wychylanie drinka za drinkiem, można było uznać za zajęcie godne czystokrwistego czarodzieja.
Nie wiedział co dzieje się w barze. Nie rozglądał się jakoś zbyt usilnie, skupiony tylko i wyłącznie na kieliszku absyntu, którego butelkę zdążył otworzyć jedną kolejkę temu. Jego działanie było tak przyjemne, że nie był już teraz pewien dlaczego tak naprawdę nie zaczął właśnie od niego. Pewnie przez skutki uboczne, pomyślałby, gdyby tylko nie był zbyt wstawiony na takie rozmyślania. Zbliżając się do swojej górnej granicy wytrzymałości, najpierw niezdarnym zaklęciem uniósł papierosy z ziemi (jakby miał się pochylić to pewnie by już nie wstał), następnie odpalił Carmie papierosa, a dopiero później na nią spojrzał. Zerknąwszy tak, zlustrował ją uważnym spojrzeniem, mrużąc przy tym oczy ze skupieniem. Potem sam pozwolił sobie wyciągnąć z jej paczki papierosa. Ręce mu drżały, kiedy przysuwał różdżkę do cienkiej bibułki. Ostatecznie niewiele brakowało, aby osmalił sobie nos, ale fajkę w końcu zdołał przypalić. Zaciągnął się tak, jakby chciał wziąć w ten sposób normalny oddech. Odrobina popiołu natychmiast ukruszyła się z papierosa i spadła na spodnie Rasheeda. Lekko tlący się węgielek pewnie wypalił w nich dziurę, ale Sharker nie zwracał na to uwagi. Patrzył na Carmę z uwagą, jakby nie wierząc w to, że naprawdę ją tutaj widzi i może właśnie tak było.
- A dlaczego? - Zapytał głupio, czując jak szum w głowie zaciemnia mu myślenie. Popatrzył z zastanowieniem na kieliszek przed sobą, aby po sekundzie zerknąć na Charisme. - Nie napijesz się ze starym przyjacielem? - Zaakcentował dobitnie to słowo, pochylając się, aby wyciągnąć zza baru czysty kieliszek. Zanim zdążył pomyśleć nad tym co robi, już podsuwał jej alkohol. Kolejna porcja popiołu odpadła z fajki, tym razem lądując na podłodze. Sharker wydmuchał dym ponad ich głowami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 21
Skąd : Marsylia, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1102
  Liczba postów : 476
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11845-carma-c-charisme
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11852-carma-cie-oceni
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11851-maly-kruczek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11853-carma-c-charisme




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią 10 Lis - 18:41

Nie odrywała wzroku od przystojnej twarzy Rasheeda nawet na moment. Zmienił się. Zmizerniał, schudł? Od kiedy pamiętała był w dobrej formie i uwielbiała bliskość jego ciała bardziej, niż kogokolwiek innego. Sama była dość drobna, chociaż wzrost nie pozwalał na nazwanie jej osoby filigranową - mimo to, czuła się naprawdę malutka, gdy ją przytulał. I niesamowicie bezpieczna. Był od niej o wiele wyższy i nawet gdy siedzieli przy barze na wysokich, barowych krzesłach, dalej mógł rzucać jej spojrzenie z góry, które w jakiś dziwny sposób powodowało niemałe motyle w jej brzuchu i mięknięcie kolan. Na Merlina, tak cholernie za nim tęskniła. A teraz martwiła się zmianami, jakie w nim zaszły. Nawet jego spojrzenie wydawało się być bardziej zamglone.
- Ummm, bo tak - odparła zażenowana własną reakcją, odwracając wzrok od świdrujących ją oczu byłego Ślizgona. Wzięła urywany oddech, dziwnie… Wystraszona? Ewentualnie niespokojna. A może smutna? Zmroziło ją na dźwięk słowa „przyjaciel”. Miała złe skojarzenia z jej ostatnimi słowami brzmiącymi mniej więcej „Powinniśmy być jedynie przyjaciółmi”. Nie powinni nimi być. Albo coś więcej, albo nic. Nie potrafiłaby patrzeć jak układa sobie życie z kimkolwiek innym, dlatego całkowicie urwała kontakt. Czuła się zraniona jego brakiem zainteresowania, gdy byli razem, przynajmniej w ostatnim etapie ich związku. Oczywiście w zerwaniu znajomości pomogła jej urażona duma Szweda, ale to ona nie chciała mieć z nim już nic do czynienia. Tylko… Tak właściwie to dlaczego? Czemu wolała uciekać zamiast próbować cokolwiek naprawiać? Chyba nie wierzyła, że Ślizgon byłby w stanie postarać się bardziej. - Czemu cię tutaj spotykam? - zapytała, zaciągając się papierosem i skupiając wzrok na kieliszku, który podstawił jej Rasheed. Gdyby była nieco bardziej trzeźwa, z pewnością wiedziałaby, że wypicie kolejnego rodzaju alkoholu na pewno skończy się dla niej tragicznie. Zgasiła w połowie wypalonego papierosa w popielniczce i ponownie spojrzała na swojego byłego. Zamiast trzeźwo myśleć, przysunęła się do Sharkera jeszcze bardziej, wsuwając swoje kolana pomiędzy jego. Jedną dłoń ułożyła w połowie uda chłopaka, a drugą złapała za kieliszek. - No cóż, skoro tak się zdarzyło… Po prostu się upijmy. Masz ochotę?
To było najgłupsze posunięcie, jakiego mogła się podjąć. I, cholera, w dziwny sposób, z niesamowitej i ukrywanej przed samą sobą wielomiesięcznej tęsknoty, pragnęła go bardziej niż kiedykolwiek. Zachęcając do swojej propozycji, przesunęła paznokciami po materiale jego spodni, nie chcąc, by jej uciekł. Na zachętę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie 12 Lis - 22:45

Na gacie Merlina, czy jemu potrzeba było więcej zachęt? Carmie mogło wydawac się, że Sharker jest człowiekiem wykutym z marmuru. Niemalże zawsze wyniosły i dumny niczym paw, swoim zamknięciem w sobie na pewno nie pomagał w pozbyciu się tego złudnego wrażenia, jakie stwarzał na początku, przy pierwszym spotkaniu - że jest skończonym dupkiem. Może naprawdę tak było? Może nieprzyjemności związane z przebijaniem się do jego prawdziwego "ja" tak naprawdę nie rekompensowały niczego? Może wewnątrz był równie przegniły? To mogła oceniać tylko Charisme, Heikkonen, Svensson i Stone. Może jeszcze także kilkoro jego przyjaciół, ale oni nie znali go tak dobrze, tak... dogłębnie. Julia była niezaprzeczalnie jedyna osoba, której mógłby zwierzać się z miłosnych niepowodzeń, a chociaż nie robił tego często, w tej całej durnej dumie zapierając się, że poradzi sobie bez tego, to jednak zdarzyło się. To już było naprawdę wiele. Jednak nigdy jej o to nie zapytał. Dlaczego się z nim przyjaźniła i co tak naprawdę jej oferował prócz kąśliwego języka i irytującego sposobu bycia. Miał pieniądze, ale ona też miała. Miała też innych przyjaciół, więc nie potrzebowała akurat jego. On jej już szybciej. Często studziła jego zapał, gdy wpadał na jakieś mało inteligentne pomysły oraz wybijała mu z głowy fanaberie typu nowe, zaczarowane auto. Gdzie miałby je trzymać i po co mu ono, skoro i tak zawsze się teleportował? Charisme też w jakiś sposób potrafiła go ogarnąć, chociaz nie dało się ukryć, że często po prostu go zmiękczała. Była taka drobna w jego objeciach, niekiedy taka wrażliwa na jego nieprzyjemne uwagi. Jednocześnie chętna i powściągliwa, a on ku swojemu zdumieniu był w stanie na nią czekać. Nigdy na nikogo nie czekał. Nie rozumiał tej słabości, która kazała mu wciąż o niej pamiętać. Nawet wtedy, gdy kochał się jakiś czas temu w pijackim amoku z inną, przed oczami miał twarz Charisme. Ile razy nie próbowałby zapomnieć to za każdym razem wracał do punktu wyjścia. Nie chciał innej. Więc dlaczego teraz, gdy miał ja blisko siebie, czuł się dziwnie nie na miejscu? Łatwiej było się unikać, niż przyznawać do własnych błędów, zwłaszcza jemu, który zawsze uważał się za nieomylną alfę, niezrównaną omegę.
Smakował papierosa, pozwalając dymowi na niespieszne umykanie mu spomiędzy warg nim wydmuchał resztę ponad ich głowy. Jej pytanie było dla niego niezwykle osobliwe i w pierwszej chwili zupełnie go nie zrozumiał. Przyjrzał jej się, po raz pierwszy czując się naprawdę pijanym. Ściągnął brwi.
- Jak to czemu? - Zapytał, jakby spodziewał się, że mu to wyjaśni. Nie wyjasniała. - Po prostu piję. Ludzie czasem tego potrzebują, wiesz? - Po co jej się z tego tłumaczył? Mógł przecież zignorować rozmawianie. Proponował jej alkohol, a nie grę w pytania i odpowiedzi. - Ty nie? - Dodał jeszcze, szukając dłonią kieliszka. Potrącił go, rozlewając troche absyntu na lade. Wszystko dlatego, że nie odrywał od niej uważnego spojrzenia swoich szaroniebieskich oczu. Dopiero wtedy, gdy poczuł jej dotyk na swoim udzie, zerknął w stronę ręki pełznącej po jego spodniach. W dodatku to jej kolano pomiędzy jego nogami... Nieświadomie przesunął się nieco w jej stronę, nachylając się nieznacznie. Jej kolano dotykało teraz zbiegu jego ud i Carma mogła wyraźnie poczuć jak reagował na jej bliskość. Co poradzić, pijany Rasheed był więcej niż entuzjastycznie nastawiony do takich zabaw. Jego ręka uniosła kieliszek, wpuszczając pomiędzy pierzchnące wargi kolejną porcję trucizny. Nie powinien więcej pić, ale tak bardzo chciał zapomnieć, stracic kontrolę... sam już nie był pewien co bardziej w tym momencie go pociagało.
- Mhm - zamruczał jedynie w odpowiedzi na jej propozycję. Kieliszek wrócił na blat, a jego język zlizał z ust resztki osiadłego na nim trunku. Jego papieros wylądował na podłodze. Nie był pewien, w którym momencie jego palce straciły kontrolę nad sytuacją. Wobec tej sprzyjającej okoliczności (nieoczekiwanie wolnej ręki) nie mógł przejśc obojętnie. Wysunął ramie przed siebie, nie mogąc się powstrzymać od muśnięcia jej karku palcami. Jego dotyk był troche niezdarny - absynt za mocno uderzał mu do głowy - ale intensywny. Zainspirował się jej poczynaniami. Podrapał ją lekko paznokciami po karku nim wsunął palce w jej włosy, w delikatnej pieszczocie gładząc skórę głowy w okolicach potylicy.
- Gdzie byłaś? - Zapytał po prostu, patrząc się prosto w jej oczy. Jego twarz była wreszcie gładka, pozbawiona tych wszystkich negatywnych emocji, tego wiecznie towarzyszącego mu chłodu. Wydawał się byc po prostu smutny, ale i nieco podekscytowany. Niepewny, a jednocześnie zbyt pewien siebie, gdy tak układał drugą dłoń na jej biodrze. Najpierw znalazła miejsce na jej ramieniu, a nastepnie spełzła leniwie na jej piers i talię, aż do biodra. Zacisnął silnie palce na materiale jej ubrania.
- Nie mogę... - westchnął. Alkohol nie sprzyjał wykazaniu się samokontrolą. Decyzja powstała w głowie szybciej od zastanowienia. Pochylił się ku niej, znajdując drogę do jej ust. Pocałował ją zaskakująco łapczywie, silnie napierając na jej wargi swoimi, zapewne zmuszając ja do odchylenia głowy. Z drugiej strony nie pozwalał jej na to swoją dłonią, obejmującą jej potylicę. Na tym zaprzestał. Jego usta niespodziewanie znieruchomiały, ale wciąż nie odrywał ich od jej warg. Dawał jej szansę na ucieczkę, chociaż tak naprawdę nie zamierzał jej tego oferować. Pragnął jej bliskości tak bardzo, że postapiłby tym samym wbrew swojej nature. Nieoczekiwanie zmieniając początkowe założenie, rozchylił jej wargi swoim językiem przysuwając się jeszcze bliżej. Jej kolano wbiło się jeszcze głebiej. Zacisnął nogi na jej udzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1943
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 1264
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw 21 Gru - 22:51

Zima zdołała urzekać mężczyznę wyłącznie swoim widokiem - skąpanym w śniegowych płatkach, upadających ze skłębień chmur koczujących pod niebem. Nic więcej - żadne, najmniejsze rodzinne akcenty, rozmowy z napotkanymi krewnymi oraz wypowiadane życzenia; oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę czy rozdawanie prezentów - wszystkie z tych chwil o wiele bardziej wydawały się uciążliwe niż sprowadzające radość. Podsumowując - t a k, Daniel Bergmann nie obdarzał entuzjastycznym podejściem świątecznego okresu, od zawsze, jeszcze od samej młodości - nie przynależąc w pełni do założonej na nowo rodziny. Większość tego rodzaju wydarzeń zwyczajnie zdołała go męczyć.
Potrzebował się zaszyć. Gdzieś. Gdziekolwiek.
Może dlatego - już od dłuższego czasu - był świadom istnienia zapomnianego lokalu. Obskurny wygląd nie napawał go wcale niesmakiem; wręcz przeciwnie, była to dobra alternatywa dla Dziurawego Kotła, przesiąkniętego nagromadzeniem osób. Idąc z alkoholowym trunkiem, wyszukując tych ulubionych stolików - na uboczu, z dogodnym punktem obserwowania - spostrzegł jakże znajomą sylwetkę, niewidzianą ostatnio i nieuchronnie przywołującą lekki łuk wschodzącego uśmiechu. Dezerter. Czasem żałował dynamicznych zmian - szczególnie ostatnio - mających miejsce wśród pracowników Hogwartu. Cholera jasna, niedługo przestanie już mieć sposobność do zamienienia słowa. Aidena Mograine’a zdołał zaś on polubić; mimo dzielącej ich ponad dekadę różnicy wieku, swojego czasu był równie nowy oraz nieobeznany w Hogwarcie. Było to punktem wyjścia wobec łączącej ich nici porozumienia - a wszystko później, samo z siebie zdołało bezproblemowo się toczyć.
- Świat jednak jest mały - zauważył, na pograniczu zadziwienia kolejnym przypadkiem i wybuchnięcia śmiechem z powodu igraszek losu. Wszelkie stworzone wewnątrz głowy pytania dlaczego nie pracowali razem - postanowił zachować dla siebie.
Jeżeli Aiden był sam, prawdopodobnie nie będzie mieć nic przeciwko nowemu towarzyszowi.

______________________

» there'll be days, when I'll stray, i may appear to be constantly out of reach «
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   

Powrót do góry Go down
 

Bar "Pod okiem Bazyliszka"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 12 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 10, 11, 12

 Similar topics

-
» Pęcherze, ugryzienia i petryfikacja, czyli o tym jak poprawnie złapać bazyliszka...
» Tunele

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-