Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Bar "Pod okiem Bazyliszka"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29579
  Liczba postów : 43367
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Sie 13 2010, 19:24

First topic message reminder :


Bar "Pod okiem Bazyliszka"
Mało kto wie o istnieniu tego baru. I nie chodzi tu tylko o mugolów,  ale także o czarodziejów. Szare, ponure ściany z pewnością nie przypominają baru, a i na wejściu nie ma żadnego oznaczenia, informującego, iż tu właśnie znajduje się bar. Wchodząc do środka, odnosi się wrażenie, jakby rzeczywiście było się pod okiem bazyliszka. Całe pomieszczenie przypomina ciemną jaskinię, a przy barze i stolikach razi w oczy jaskrawe światło. Można tu spotkać mnóstwo podejrzanych typków. Jednak lepiej nie wdawać się z nimi w rozmowy. Tuż przy wejściu, znajduje się ogromny posąg bazyliszka ziejący ogniem w najmniej spodziewanym momencie. Tutejsze menu trunków jest bardzo oryginalne. Wielu ludzi, zamawiając Krwistą Whisky, nie zdają sobie sprawy, że nazwa jest dosłowna.

Piwo kremowe
Jagodowy jabol  
Smocza Krew
Boddingtons Pub Ale
Stokrotkowy Haust
Rum porzeczkowy
Malinowy Znikacz
Sherry
Krwiste Sherry
Ognista Whisky
Krwista Whisky
Papa Vodka
Zezowaty Iwan

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Dartford
Czystość Krwi : 25%
Galeony : -253
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11937-james-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11939-james-a-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11945-sowa-jim-a#320720
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11940-james-white




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Gru 04 2015, 00:55

Oczywiście, że była ciekawa. Była ciekawskim stworzeniem, a on o tym wiedział, więc na nic próby ukrycia tego, nawet nie musiał na nią patrzeć by wiedzieć, że naprawdę bardzo chciałaby się dowiedzieć co też wymyślił nasz kochany żołnierz. A on zamierzał ją pozytywnie zaskoczyć...Kochał to robić. Choćby po to, by ujrzeć uśmiech na jej ustach, by wiedzieć, że takim małym gestem udało mu się sprawić komuś przyjemność. By przekonać siebie po raz kolejny, że może potrafi jednak zrobić coś dobrego, że nie potrafi tylko wyrządzać krzywdy...Tak, kochał ją zaskakiwać.
Fakt, masz rację - zmienił się podczas jej znajomości, mogła obserwować jak w końcu uczy się normalnie rozmawiać, normalnie zachowywać..cokolwiek ta normalność oznacza, bo niby kto ją określa? Ci normalni? Skąd pewność, że to oni są normalni a nie on? Ok, zaczynam filozofować. Skończmy ten temat.
Myślę, że nauczyła się w jakiś tam sposób odczytywać jego reakcję, choć do pełnego zrozumienia tego chorego łba na pewno jeszcze długa droga. Mimo wszystko..Była cudowna. Musiał to przyznać - Mirabelle była wspaniałą kobietą. Potrafiła się wygłupiać, dokuczać mu, irytować go, ale również była przy nim gdy tego potrzebował, potrafiła złapać go po prostu za dłoń, gdy się załamywał, gdyby upadł pomogła by mu wstać, potrafiła wyrzucić z siebie setki słów, ale również umiała milczeć wspólnie z nim, gdy wiedziała, że powinna milczeć. Była takim jego prywatnym aniołem i bardzo mu się to podobało. Ale to tylko takie jego przemyślenia, bo przecież gdyby jej to wszystko powiedział, to pewnie świat by się zawalił, nie?
-Nie zawiodę Cię. Myślę, że kara nie będzie potrzebna. Nie masz pojęcia co ujrzałem oczyma wyobraźni, gdy użyłaś tego słowa. - roześmiał się po tych słowach, bo faktycznie...słysząc 'kara' wyobraził sobie coś, co nie do końca powinno ujrzeć światło dzienne, dlatego postanowił nie kontynuować tego tematu i urwać go już teraz. Mimo upośledzenia emocjonalnego był dalej tylko facetem i widział czasami naprawdę różne scenariusze...Whatever.
Ale oczywiście przyjął wyzwanie, chociaż sam nie był pewien czy spodoba jej się to, co wymyślił. Miał nadzieję, że tak...Z resztą czy to było takie ważne, gdzie pójdą? Przecież byli we dwójkę, najważniejsze, że mogli po prostu porozmawiać.
Muszę przyznać Ci rację, kochana autorko - warto było się dla niej starać. A on wiedział to już od dłuższego czasu, zasługiwała na to, podobnie jak zasługiwała na szczęście. Na bezgraniczną miłość, a mężczyzna, który będzie mógł codziennie widzieć na jej twarzy uśmiech będzie największym szczęściarzem na świecie. Takiego był zdania, bo jak już mówiłem wyżej - była cudowna. Być może inni widzieli w niej małą zołzę wyprowadzającą ludzi z równowagi - bo i to potrafiła doskonale robić, ale..on nie. On widział coś więcej.
-Czasem trzeba odmówić. Z resztą..przyjemność na którą czeka się dłużej lepiej smakuje, nie sądzisz? - powiedział, a zabrzmiało to conajmniej dość dwuznacznie, z czego oczywiście zdawał sobie sprawę. Ponownie puścił jej oczko, a następnie odebrał od niej pustą szklankę, gdy wszystko wypiła.
-Nalać Ci jeszcze? - spytał uprzejmie, zanim zaczął ją czyścić..
-Siedzę tutaj kolejną godzinę i szczerze mam już na dzisiaj dość. Ta praca mnie dobija.. - stwierdził zgodnie z prawdą, bo przecież dobrze wiedziała, że podawanie alkoholu bandzie pijanych kretynów nie było szczytem jego marzeń. Był przekonany, że stać go na wiele więcej, że jest 'białym krukiem', co z resztą miał wytatuowane na przedramieniu. Chciał wierzyć, że stworzony został do wyższych celów, a jednak brutalnie wpadł w ogromną ścianę zwaną 'rzeczywistością' i skończył w tym burdelu..Tak czasem bywa, życie kocha pisać różne scenariusze.
Przecierając szklanki oczywiście widział doskonale co dziewczyna robi, ale ignorował to nie dając się wyprowadzić z równowagi. Cały czas zerkał w kierunku drzwi, w międzyczasie znalazł się jeden klient, któremu nalał drinka...Odebrał należną sumę pieniędzy i schował do kasy, opierając się plecami o ladę i zwracając twarz w jej kierunku.
-Właściwie to nawet nie spytałem..co u Ciebie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11251-mirabelle-bianca-leblanc#303279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11256-play-with-mira#303295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11255-twoja-belladonna#303294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11254-mirabelle-leblanc#303293




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Gru 04 2015, 03:06

Znużona, znów wsunęła się na blat, opierając się rękoma za sobą. Dostrzegając poruszenie za sobą, klienta przy barze potraktowała wyłącznie przelotnym spojrzeniem, swoją uwagę koncentrując głównie na samym Jamesie, nalewającemu mężczyźnie piwa. Jakkolwiek rozmowa z Whitem nie wydawała się ciekawa, już samo siedzenie tutaj powoli zaczynało budzić jej niecierpliwość. Przez chwilę bawiła się pierścionkiem na palcu, szukając sobie zajęcia dopóki lekko wstawiony klient nie oddalił się od baru. Dopiero wtedy podjęła się kontynuacji rozmowy:
Nie mam najmniejszego pojęcia — przyznała, choć nie do końca było to prawdą, bo przecież mogła się domyśleć i nawet się domyślała, jakie obrazy mogły mu stanąć przed oczyma. Dlatego zadziornie dorzuciła — Ale w takim razie jesteś jedyną osobą, która może mnie w tej kwestii doinformować. Co pomyślałeś, kiedy wspomniałam o karze, James? — mogła go tak pytać nie raz, a wiele razy, nie odpuszczając mu, więc może lepiej było udzielić jej odpowiedzi od razu? Szczególnie skoro już mężczyźnie udało się wdrożyć w ten ogólnie dwuznaczny nastrój, wnioskując po jego następnych słowach. Wyprostowała się, przechylając z rozbawieniem głowę na bok, patrząc na niego z innej perspektywy i jednocześnie zmuszając włosy do zsunięcia się z jej ramienia, bo tak po prostu było jej wygodniej, kiedy swobodnie spływały w dół, nie drażniąc jej policzków.
Mówisz? Nie mam pojęcia. Ja nigdy nie odmawiam sobie przyjemności — mruknęła, chwytając w dłoń swoją szklankę, którą zaczęła się bawić, obracając ją w palcach. Niby zainteresowana tą zabawą, ale bardziej zaangażowana była w dialog pomiędzy nią, a Whitem.
Zgaduję, że mówisz z własnego doświadczenia? To jaką przyjemność odmawiasz sobie od jakiegoś czasu, żeby potem móc się w niej rozsmakowywać? Prócz alkoholu oczywiście. Oboje przecież wiemy, ze nie wytrzymasz bez niego do końca wieczoru. — słysząc sugestię wypełnienia jej już pustej szklanki, wystawiła ją w jego kierunku, kładąc ją na swoim kolanie, nie chcąc zmieniać swojego położenia, w którym jak na razie było jej całkiem wygodnie. Jak wspomniała, nie odmawiała sobie przyjemności. Ani komentarzy, które chciałaby rzucić. Dlatego w tym samym momencie odezwała się:
Próbujesz mnie upić, kochanie? Jaki potencjalnie mógłbyś mieć w tym cel? — pierwsze pytanie było retorycznym, dopiero drugie tym właściwym. Uśmiechnęła się do niego przy nim kącikiem ust, w bardzo podobny do siebie, sugestywny sposób, zanim wypełnioną już (najpewniej) szklankę, uniosła z powrotem do ust.
Już dawno Ci mówiłam, rzuć tą pracę w cholerę — wzruszyła ramionami, bo przecież sam niejednokrotnie jej mówił, że usługiwanie w tym barze mija się z jego ambicjami — chociaż może nie w tym momencie. Wiesz czym ta robota różni się od tej z przed godziny? Godzinę temu jeszcze mnie tu nie było. Teraz jestem. Nie sądzisz, że to kompletnie zmienia kontekst?
Trąciła go kolanem kiedy oparł się o ladę i podsunęła mu szklankę.
Może jednak? I tak kończysz zmianę — zasugerowała, ignorując z początku pytanie, co u niej. Musiała się zastanowić, co było na tyle istotne, żeby w ogóle o tym wspominać.
Hogwart jak zawsze nudny. Uczniowie i studenci jak zawsze zbyt infantylni, jak na moje kryteria. A ty jak zawsze za daleko. A czemu pytasz? Chcesz to może zmienić? Przeprowadzić się bliżej? Do Hogsmeade doszłabym nawet pieszo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Dartford
Czystość Krwi : 25%
Galeony : -253
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11937-james-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11939-james-a-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11945-sowa-jim-a#320720
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11940-james-white




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Gru 04 2015, 03:31

James szybko obsłużył mężczyznę nalewając mu drinka którego zamówił, również praktycznie na niego nie spojrzał, bo jego cała uwaga skupiona była na dziewczynie siedzącej tuż obok niego. Z resztą..heej, który normalny facet nie zwrócił by na nią uwagi? Przecież to była ewidentnie najpiękniejsza kobieta w tym lokalu. Wcześniej udało mu się zauważyć kilka zazdrosnych spojrzeń nachlanych chamów, no bo niby czemu to on z nią rozmawia, a nie oni? No widzicie Panowie, tym razem jemu się poszczęściło, pheh.
-Nie masz pojęcia i...się nie dowiesz. - odparł znowu rozbawiony, gdy stwierdziła, że jest jedyną osobą, która może zdradzić jej tą tajemnicę - to prawda, tylko on wiedział co siedzi w tej jego chorej głowie, ale wcale nie miał zamiaru jej o tym opowiadać. To co tam siedzi, cóż..lepiej niech tam pozostanie. Takie rzeczy nie powinny wychodzić na światło dzienne. W każdym razie...mało ważne. Sądzę, że nawet jeśli spyta sto razy i tak nie usłyszy odpowiedzi. Miała dar przekonywania, to było akurat pewne, ale...Na niego nie zawsze działał. Nauczył się zachowywać tajemnice dla siebie, nawet takie błahostki. Przeszedł ku temu nawet stosowne szkolenie, bo przecież mogli go porwać i torturować...Więc okiełznanie na moment samego siebie i zignorowanie jej wdzięków, mimo, że nie takie proste - mogło się udać!
-Och domyślam się.. - rzucił, gdy stwierdziła, że nie odmawia sobie przyjemności. Faktycznie, nie pasowało mu jakoś do niej oczekiwanie na to, czego bardzo chciała. Była raczej osobą która bierze wszystko na co ma ochotę. Przynajmniej takie miał wrażenie..
-Masz rację, nie odmówię sobie. W końcu Cię zobaczyłem, to dobra okazja, żeby się napić, ale nie tutaj. Nie w pracy, i tak mam dość tego miejsca. - odparł całkowicie poważnie, rzygał już tym cholernym pubem i choć praca sama w sobie była całkiem okej, to...nie, to nie było dla niego.
-Co do tych przyjemności... - zaczął i zbliżył się trochę do niej, uniósł twarz delikatnie do góry, by móc zajrzeć jej w oczy - bo przecież siedząc na blacie znalazła się troszkę wyżej niż on. Uśmiechnął się lekko przesuwając dłonią po jej nodze..
-Na przykład dawno nie czytałem. Wiesz jakie to będzie przyjemne tak nagle otworzyć książke, najlepiej jakiś, hmm..romans.. - powiedział i zaśmiał się, klepiąc ją delikatnie po udzie, po którym przed chwilą przesunął palcami. Sięgnął po butelkę whisky by ponownie napełnić jej szklankę, a potem zakręcił ją i odstawił na miejsce.
-Nie, nie próbuje Cię upić. Nie mam w tym żadnego celu, jeszcze zalejesz mi się tutaj w trupa i trzeba będzie Cię nieść do domu, ani porozmawiać, ani nic. To nie miałoby sensu. Masz chyba na tyle mocną głowę, że dwie szklanki whisky nie stanowią dla Ciebie jakiegoś wyzwania? - serio, nie miał żadnego celu w tym, żeby ją upić. Bo i po co? Wolał kiedy była trzeźwa...No może trochę podpita, wtedy przynajmniej rozwiązywał jej się język, dużo mówiła, czasem nawet mądrze, jak na człowieka po alkoholu. Z resztą..nie ważne, trzeźwa, podpita, całkowicie pijana...Była tutaj i to mu w stu procentach wystarczało. Nie mógł sobie wyobrazić przyjemniejszego zakończenia pracy.
-Prędzej czy później rzucę. Na tą chwilę nie mogę, potrzebuje pieniędzy. Co niby miałbym robić? - odpowiedział, gdy stwierdziła po raz kolejny, że powinien zakończyć pracę tutaj. Och, wiedział o tym, dobrze o tym wiedział. I na pewno tak zrobi, ale jeszcze nie teraz...Najpierw musi wymyślić jakiś plan na przyszłość...
-Więc napije się jak skończę. Zaraz powinien przyjść ten kretyn...Masz rację, jesteśmy za daleko od siebie...Niestety nie mogę się przeprowadzić, przynajmniej nie teraz. Ale pomyślę nad tym...Często brakuje mi Twojej obecności, wiesz? To chyba znaczy, że..tęsknie za Tobą. - słychać było wyraźnie, jak przy ostatnim zdaniu głos mu się załamał, poza tym odwrócił wzrok...To był chyba pierwszy raz, kiedy tak wprost wyjawił jej jakiekolwiek uczucia, cokolwiek związanego z emocjami..Ale taka jest prawda - ostatnio naprawdę bardzo często tęsknił za rozmowami z nią, po prostu za tym, że..że była.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11251-mirabelle-bianca-leblanc#303279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11256-play-with-mira#303295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11255-twoja-belladonna#303294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11254-mirabelle-leblanc#303293




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sob Gru 05 2015, 20:43

Jako, że w dalszym ciągu upierał się nie pić alkoholu, pozostawało go więcej dla niej. Trzymała szklankę w jednej dłoni, obracając ją lekko wokół jej własnej osi. Obserwowała w skoncentrowaniu jak alkohol przelewa się z jednej strony naczynia na drugą. Nie odzywała się dużo, bo i te zabrakło jej pomysłów, co więcej mogłaby powiedzieć, żeby przekonać go do upojenia się trunkiem już teraz. W końcu stwierdziła, że na to jeszcze cały wieczór przed nimi. Odłożyła szklaneczkę na swoje drugie udo, przytrzymując szkło przy obwolucie szklanki, wolną ręką oparła się za sobą, spuszczając wzrok na jego palce, przesuwające się zgrabnie i dość… przelotnie, po jej udzie. Zacisnęła na sekundę usta, leniwie krzyżując z nim spojrzenie, zanim odezwała się pół-szeptem, tak, żeby musiał się pochylić, żeby ją usłyszeć.
A czy takie zwykłe romanse to nie jest literatura dla młodych kobiet? — zasugerowała uśmiechając się zadziornie, a jej usta zaraz potem odnalazły sobie drogę do szkła. Po tym, jak upiła jeden porządny łyk, przetarła opuszką palca pozostawiony na szklanym materiale ślad po szmince i westchnęła, trochę już znudzona czekaniem. Nawet jeśli w jego towarzystwie, czekanie na jego zmiennika wyraźnie wprawiało ją w zły nastrój. Dlatego czas zabijała popijaniem whisky. Niedługo potem pustą szklankę wyciągnęła w jego kierunku, oblizując krótko palące ją od alkoholu, lekko zaczerwienione Ognistą wargi.
Możesz robić co tylko zechcesz — stwierdziła, nie mając co do tego wątpliwości. Zsunęła się przy tym z lady baru, zaczesując zgrabnym ruchem włosy za ucho, zanim zaczęła szukać sobie innego zajęcia. Przeszła się wzdłuż baru, spoglądając na butelki, po każdej z nich przeciągając w lekkim ruchu dłonią, zahaczając opuszkami o zimne szkło każdej flaszki.
Dwie szklanki alkoholu mi nie zaszkodzą, ale jesteś już dwie kolejki do tyłu — mruknęła przystając dopiero kiedy znalazła się przy końcu lady. Odwróciła się do niego przodem, mrucząc bez pretensji, ale wyraźnie sugerująco — A co by się stało, gdybyś na pięć minut zostawił bar sam sobie? Świat by się chyba nie zawalił, co?
Wróciła do niego, uśmiechając się kątem ust, potrzebując dopełnienia:
Jak bardzo tęskniłeś? Chyba nie bardzo, skoro nie możesz urwać się dla mnie z pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Dartford
Czystość Krwi : 25%
Galeony : -253
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11937-james-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11939-james-a-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11945-sowa-jim-a#320720
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11940-james-white




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pon Gru 07 2015, 16:14

No cóż, uparł się i tyle, czasem i on potrafił być taki. Nie dało się go przekonać do niczego i tak miało być tym razem, przynajmniej na chwilę obecną...Bo oboje doskonale wiemy, że Mirabelle potrafi przekonać go niemalże do wszystkiego, poza tym dlaczego miał sobie odmówić dzisiaj kilku głębszych? Był jeszcze (dość) młody, odwiedziła go praktycznie najbliższa osoba, czy to nie była doskonała okazja, żeby wlać w siebie alkohol? Moim zdaniem nie ma ku temu żadnych przeciwskazań, ale to później...Na razie marzył tylko o tym, żeby wreszcie wyjść z tej cholernej roboty, no bo ile można? Nie był żadnym pracoholikiem, zdarzało mu się, że brał obydwie zmiany, ale to tylko ze względu na to, że potrzebował pieniędzy. Za coś trzeba przecież żyć, w wojsku się tym nie przejmował, kompletnie się nie przejmował - tam nie było na co wydawać pieniędzy. Chyba, że dostali przepustkę, wtedy z chłopakami wybierali się do najbliższego baru w okolicy, masa alkoholu, kurwy, papierosy...Mimo wszystko i tak zostawało sporo, udało mu się odłożyć trochę, wystarczyło, by wynająć jakieś mieszkanie i przeżyć trochę czasu, jednak nie była to pokaźna suma, dlatego kwota szybko zaczęła topnieć...Takie życie.
-Może i masz rację...Może moja mentalność jest na poziomie młodej kobiety? - zapytał drapiąc się po brodzie, a raczej po jedno, no może dwu-dniowym zaroście.
-Jak myślisz? - dodał po chwili ponownie obdarzając ją uśmiechem. Zaskakujące, dziewczyna wprawiała go w tak dobry nastrój, jak nic innego, ani nikt inny. Obserwował jak dziewczyna unosi po raz kolejny szklankę do ust, jak wlewa kolejną porcję alkoholu do swoich ust...W sumie to miał ochotę się napić, ale ostatnio pił zdecydowanie za dużo..Nie chwalił się tym raczej swojej przyjaciółce (?), bo...nie było czym. Poza tym jeszcze by go ostro zrugała, zaczęła gadać, że alkohol nie rozwiązuje problemów, przecież wszyscy mu tak mówią..Ale z drugiej strony powinna go zrozumieć, poza tym Mirabelle nie była 'wszyscy'. Była wyjątkowa. I wyjątkowo dobrze się nią dogadywał...Sam nie wiedział dlaczego.
-Wszystko co zechcę? A co jeśli jedyną rzeczą, którą potrafię robić dobrze, jest zabijanie? - spytał całkiem poważnie. Był żołnierzem, bronią stworzoną przez armię Brytyjską, jedyne co znał to walka, gdy czuł spust pod swoim palcem wiedział, że jest na swoim miejscu, ale..nie mógł tam wrócić, zdawał sobie sprawę z tego, że jeszcze kilka lat spędzonych w piekle doprowadziłoby go do szaleństwa. No dobra, teraz jeszcze jako tako potafił nalewać drinki, ale to nie był szczyt jego marzeń...Mimo wszystko przetrwa tutaj, nawet resztę życia, jeśli będzie musiał. Dziękował komuś tam na górze, jeśli ktoś tam jest za to, że ma jakąś pracę i w miarę normalne życie, dziękował za to, że ma wspaniałą rodzinę i za to, że ktoś postawił na jego drodzę tą kobietę, przechadzającą się teraz wzdłuż baru. Uśmiechnął się pod nosem sam do swoich myśli.
-Spokojnie, nadrobię. Nie wiem czy powinienem zostawiać bar bez opieki, mój zmiennik powinien zaraz być, ale.. - urwał w połowie zdania rozglądając się po całym pomieszczeniu, a potem westchnął i z uśmiechem przeniósł wzrok na nią.
-Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. Pieprzyć to, wychodzimy stąd. - rzucił i ruszył w kierunku zaplecza, a raczej małą klitkę na którą tak mówili. Zabrał stamtąd marynarkę, oraz kilka rzeczy osobistych, a potem wrócił do niej. Zabrał z pod lady butelkę whisky, może nie powinien tego robić, ale...coś mu się należało za pracę w takim miejscu. Schował ją za pazuchę.
-Masz dar przekonywania, kochana, nie ma co...Chodźmy. - rzucił z uśmiechem i wskazał ręką drogę do drzwi, damy przodem, nie? Taki niepoprawny gentleman z naszego żołnierzyka...Ech, nie ważne.
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Mirabel, Francja.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 85
  Liczba postów : 11




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie Gru 27 2015, 17:29

Jak to się stało że Crystal trafiła akurat do baru? No cóż, wiadomo że w życiu różnie bywa i czasami człowiek ma też te gorsze dni, kiedy po prostu sobie nie radzi ze wszystkim. No i właśnie dzisiejszy dzień był dla Crystal właśnie jednym z takich dni. Musiała chociaż na chwilę uśpić myśli, które bez przerwy oblegały jej głowę. Myślała że kiedy przeprowadzi się do Londynu, wszystko jakoś się ułoży. Okazało się jednak, że tutaj również powracały myśli o siostrze. Nie były co prawda już takie intensywne i nie zdarzały się tak często, ale czasami się pojawiały i były nie do zniesienia. Ponadto dochodziły przecież jeszcze stresy z dnia codziennego, co pięknie się ze sobą łączyło i czasami kobieta musiała się trochę odstresować. Dlatego też nic więc dziwnego że po pracy, nogi Crystal zaprowadziły ją do jednego z pobliskich barów. Jutro miała wolny dzień, więc mogła siedzieć do późna, a później sobie odsypiać. Nie wiedziała jeszcze jak będzie wyglądał ten wieczór, ale miała się ochotę napić. Nie była alkoholiczką, nie piła codziennie, ale jednak musiała przyznać że trunek z pewnością łagodził skutki uboczne życia. Weszła więc do budynku, nie zastanawiając się dłużej i od razu ruszyła w kierunku baru. Znalazła wolne krzesło, więc od razu je zajęła i przywołała barmana, kiedy ten był gotowy. Na początek zdecydowała się na kremowe piwo, które dostała już po chwili. Rozejrzała się powoli po barze, jakby czegoś szukając, chociaż sama nie wiedziała do końca czego. Po chwili uniosła szklankę z piwem do góry i upiła spory łyk alkoholu, delektując się jego kremowym smakiem. Kątem oka dostrzegła że jakiś mężczyzna dziwnie się jej przygląda, więc uniosła na niego pytający wzrok, nie rozumiejąc o co chodzi. Prawdę mówią wyglądał trochę jakby zobaczył ducha, aż Crystal się przez chwilę przeraziła.
- Przepraszam, czy mogę w czymś pomóc?
Zapytała uprzejmie, unosząc ku górze prawą brew. Pierwszy raz widziała go na oczy, nie miała pojęcia że był to James, mężczyzna za którego kiedyś wyszła jej już nieżyjąca siostra. Cóż, jak widać przypadki chodzą po ludziach, no bo kto by się spodziewał że natrafią na siebie w jakimś Londyńskim barze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Dartford
Czystość Krwi : 25%
Galeony : -253
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11937-james-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11939-james-a-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11945-sowa-jim-a#320720
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11940-james-white




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie Gru 27 2015, 18:35

Jak to się stało, że James trafł akurat do baru? Cóż, odpowiedź jest prosta - ostatnio zbyt często 'trafiał' do barów. Właściwie to kończył chyba każdy wieczór w ten właśnie sposób, a przynajmniej kilka(naście/set) ostatnich wieczorów.
Standardowo zamówił sobie podwójną whisky, zajmując miejsce w kącie sali - takie z którego mógł obserwować wszystkich ukryty w pół-mroku, oraz takie, z którego doskonale widział drzwi. Cóż, ta chorobliwa ostrożność, nawyki wyrobione w wojsku...Człowiek mógł wrócić z wojny, ale wojna nigdy nie wychodzi z człowieka. A przynajmniej tak słyszał...
Łączyło ich coś, w sensie jego, oraz Pannę Walker...Myśleli o tej samej osobie, o Anastasii, niestety zmarłej już żonie James'a. Widział jej twarz praktycznie za każdym razem, gdy zamykał oczy, gdy zasypiał i gdy się budził. Szczerze? Powoli miał tego dość, tak zwyczajnie dość. Zdarzało się, że się załamywał myśląc o niej, a obrączka noszona na łańcuszku zawieszonym na szyi zdawała się palić jego klatkę piersiową, palić jego serce...A raczej część serca, bo chyba tylko tyle mu zostało.
Na jego oczach jakichś cholerny gówniarz z kałachem w ręku odebrał jej życie, nacisnął spust, tak po prostu wystrzelił, wpakował jej kulkę w brzuch...I nie, to nie było tak, że umarła od razu, zdążyła jeszcze się trochę pomęczyć. Czy wyobrażacie sobie trzymać na kolanach głowę ukochanej osoby, przyciskać dłonią jej brzuch, czuć krew na swoich rękach i zdawać sobie sprawę z faktu, że zostało im jeszcze tylko kilka chwil? Coś takiego właśnie przeżył nasz komandos i to właśnie go zniszczyło. A teraz?
W tej chwili siedział wpatrzony w kobietę, cholernie piękną kobietę i...przekonany, że los płata mu figle, alkohol, jego wyobraźnia - wszystko to zwróciło się teraz przeciwko niemu...
Nie wierzył w to, że tutaj siedzi. Przetarł oczy, ale ona nie zniknęła...Jak to możliwe? Czyżby postanowiła nawiedzać go po śmierci? Być może winiła go za to, że nie potrafił jej obronić? Ale nie..kurwa, duchy przecież nie istnieją...Z tych rozmyślań wyrwał go jej głos, tak podobny do głosu jego ukochanej Anastasii, a jednak delikatnie się różniący...
Szklanka wypadła mu z dłoni i roztłukła się na kilkanaście drobnych części, ale jego to nie obchodziło. Nie potrafił wydusić z siebie słowa, poczuł, jak łzy napływają mu do oczu - pierwszy raz od wielu wielu dni...Zdawało mu się, że jest z kamienia, że nic nie jest w stanie go ruszyć, a jednak ruszyło, jej obecność. Zbliżył się do niej dalej nic nie mówiąc co z jej perspektywy na pewno wyglądało dość dziwnie, zabawnie, a może nawet trochę strasznie?
-Ja...to niemożliwe, ja...widziałem jak umierasz...Trzymałaś mnie za dłoń, Ty..Ty odeszłaś.. - wykrztusił z siebie tylko i opadł ciężko na krzesło ukrywając twarz w dłoniach. Zrobiło mu się gorąco, cholernie gorąco, coś zaczęło go kłuć, cholerny ból w klatce piersiowej niemalże go sparaliżował...To chyba jego serce, ten ból był znakiem, że jednak jeszcze je posiada...
-Ana..to..niemożliwe...Ty nie żyjesz.. - rzucił czując, jak jedna kropla spływa po jego policzku, jedna samotna słona łza zawierająca w sobie cały jego ból, niewypowiedziane cierpienie...Czy dziewczyna skojarzy fakty? Bo ciężko będzie mu raczej w tej chwili wytłumaczyć co miał na myśli..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Mirabel, Francja.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 85
  Liczba postów : 11




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie Gru 27 2015, 20:19

Cóż, trudno porównywać ból Crystal do bólu Jamesa, bo dla obydwojga Anastasia była bardzo ważną osobą. Właściwie to i dla Crystal była rodziną i dla Jamesa - bo była siostrą i żoną. Wiadomo więc że nie da się tak łatwo przejść z taką stratą do porządku dziennego. Potrzeba czasu i mnóstwa silnej woli, żeby załatać to, co zostało naruszone. No a później i tak zostaje pewnego rodzaju dziura, której nie da się załatać.
Crystal nie wiedziała jak to jest na wojnie, to znaczy... słyszała opowieści dziadka i czytała listy od Any, ale to nie było to samo. Kobieta była jednak zupełnym przeciwieństwem swojej siostry - była delikatna, krucha, czasami niezdarna. Z pewnością w wojsku długo by nie wytrzymała. Oczywiście istniały pewne cechy charakteru, które je łączyły, ale dziewczyny jednak podchodziły do życia na dwa różne sposoby.
No tak, kto by pomyślał że w tym samym miejscu, o tym samym czasie, znajdą się dwie myślące o tym samym osoby. Kto by przypuszczał że choć się nie znają, to tak naprawdę dość dużo ich łączy. Co prawda Crystal nie była tak bardzo pogrążona w żałobie jak James, bo potrafiła żyć normalnie, ale też bolała ją strata siostry. Można to było wywnioskować po takich chwilach słabości jak ta, kiedy spędzała je na piciu. Nigdy w życiu nie widziała męża swojej siostry na oczy, wiedziała tylko że ma na imię James i że są ze sobą szczęśliwi, nic więc dziwnego, że nie rozpoznała go w barze.
Mogła się tylko domyślać jak wielki ból musiało sprawić Jamesowi patrzenie na umierającą ukochaną. Nie mogła powiedzieć że zna to uczucie, bo prawda jest taka, że nie zna. Domyślała się jednak że to musi być okropne i męczące przeżycie.
Kiedy mężczyzna nadal się w nią tak wpatrywał bez słowa, sprawiał że Crystal mimowolnie się napinała, bo to nie było komfortowe przeżycie. Nie wiedziała co się dzieje i co on od niej chce, czy było z nią coś nie tak? A może z nim nie wszystko jest dobrze? Po chwili James się do niej przybliżył, przez to kobieta jeszcze bardziej siedziała jak na szpilkach. Starała się jednak nie dawać po sobie poznać budującego się w niej przerażenia. Wypuściła powoli powietrze z ust, wsłuchując się w jego nieskładne zdania. Zmarszczyła delikatnie brwi, z początku wydawało się jej że coś bredzi, że musiał za dużo wypić. Myślała tak, dopóki nie usłyszała zdrobnienia imienia swojej siostry.
- Kim jesteś? Skąd znasz Anastasię? To jakiś żart?
Zapytała zszokowana, spoglądając na niego dużymi oczami. Jeżeli ktoś ze znajomych robił sobie z niej żart, to był on naprawdę bardzo głupi. Poczuła ukłucie w sercu, na wspomnienie o swojej siostrze i aż musiała upił dość spory łyk piwa, żeby choć trochę ukoić ból. Po chwili jednak zauważyła na policzkach mężczyzny łzy i wiedziała już że on wcale nie żartuje, że on naprawdę cierpi.
- Czy ty jesteś James?
Zapytała cicho, próbując uspokoić swój drżący głos. James był jedyną osobą, która wpadła jej teraz do głowy. Jedyną osobą, która mogłaby tak cierpieć na myśl o śmierci Any, oprócz rodziny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Dartford
Czystość Krwi : 25%
Galeony : -253
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11937-james-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11939-james-a-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11945-sowa-jim-a#320720
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11940-james-white




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Wto Gru 29 2015, 17:34

Są różne rodzaje bólu, podobnie jak różne rodzaje miłości. Miłość do siostry różni się od miłości do kobiety...Każda jest inna na swój sposób, ale jej śmierć sprawiła cierpienie zarówno jemu, jak i jej. Wyobraź sobie jak to jest zobaczyć dziewczynę tak cholernie podobną, a właściwie niemalże taką samą, jak zmarła ukochana...Nie sądził, że kiedykolwiek coś sprawi mi takie cierpienie...Od jakiegoś czasu uważał, że jest praktycznie niezniszczalny, ze stali, że wszystkie te wydarzenia, które go spotkały sprawiły, iż nic nie jest w stanie go ruszyć, a jednak, gdy przyszło mu poznać bliźniaczkę Anastasii...Cóż, pękł. Po prostu pękł, i ten cały ból, który gromadził w sobie od tak wielu lat znalazł wreszcie swoje ujście...Poczuł, że ponownie rozpada się na tysiąc części...
-Ja...kim jestem? Wiesz co, nie mam już pojęcia...Nie mam pojęcia kim jestem. - odparł drżącym głosem i sięgnął dłonią pod koszulkę. Zdjął z szyi łańcuszek, na którym zawieszona była złota obrączka. Z drugiej kieszeni natomiast wyjął zdjęcie, przedstawiające dwójkę młodych ludzi, oboje odziani byli w mundury, oboje uśmiechnięci...Zwyczajnie szczęśliwi. Jak możesz się domyślić był to Pan White, oraz Anastasia.
-Tak, mam na imię James. Zastanawia mnie...kim..kim Ty jesteś? - powoli zaczął się uspokajać, ale dalej nie potrafił na nią spojrzeć, po prostu nie mógł. To było zbyt wiele...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29579
  Liczba postów : 43367
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Gru 31 2015, 14:53

Nie wiadomo co @Johnathan Wigil robił w takim miejscu, gdzie pełno było podejrzanych typów, na których lepiej było nawet nie patrzeć. Może szukał damy w opresji, którą mógł stąd uratować? W końcu nietrudno było tutaj o niesmaczne zaczepki względem chociażby jednej z kelnerek, @Bethany Cyler. Kiedy odbierała zamówienie od siedzących w rogu mężczyzn, ci wręcz zjadali ją wzrokiem, a ten najbliżej nawet wyciągnął łapę, by dotknąć jej pośladków, kiedy odchodziła od stolika.
Wszystko to obserwował Johnathan. W barze był dziś mały ruch, toteż jedynie Beth obsługiwała klientów na sali. Być może para kojarzyła się ze szkoły, w końcu poza podobnym wiekiem łączył ich też Hufflepuff.
Beth, idąc z napojami dla mężczyzn w rogu, została przez nich tak wyprowadzona z równowagi, że... no, dosłownie straciła równowagę. Szklanki na tacy poprzewracały się, a jedna z nich poleciała prosto na Johna, wylewając na jego kolana całą swoją zawartość!

Zaczyna którekolwiek z was Cool
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 443
  Liczba postów : 143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12089-selene-przynosi-liscik




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Gru 31 2015, 17:55

Dzisiaj naprawdę zapowiadało się normalnie. Co z tego, że harowała tu od rana do nocy? Przynajmniej coś uzbiera do tego mieszkania. A wtedy koniec z nawiedzaniem znajomych! Będzie miała swój własny kąt, nikt nie będzie jej przeszkadzał, a do tego rodzice przestaną marudzić. Tylko ta myśl przytrzymywała Beth w tym miejscu. Dzisiaj, nawet nie było tyle osób, i dobrze, przynajmniej miała czas zrobić sobie przerwę na relaksacyjny bieg wzdłuż ulicy i z powrotem. Po powrocie - ku jej niezadowoleniu - siedzieli bardzo dobrze znani w tym lokalu mężczyźni. Słynęli ze sprośnych żartów i chamskiego zachowania wobec kelnerek. Rozejrzała się w poszukiwaniu koleżanek. Jakby wyparowały. Starając się uspokoić, poprawiła włosy i pewnym krokiem podeszła do klientów. Prawie zwymiotowała, kiedy siedzący najbliżej niej delikatnie klepnął ją w pośladki. Według Bethany, ci ludzie nie byli normalni. Przy najbliższej okazji ich wygoni. Przed wszystkimi... Chwyciła niepewnie tacę z zamówieniem, ciężko było jej znieść ten ich natarczywy wzrok... W pewnym momencie wytrącona kompletnie z równowagi, potknęła się o własne nogi i jak długa upadła na ziemię. Większość szklanek nie nadawała się już do niczego. Zawartość jednej chlusnęła na spodnie najbliżej egzystującego klienta. Będąc już na skraju załamania nerwowego podeszła do naprzykrzających się gości. Zaczęła uderzać każdego ścierą, krzycząc.
- Wynocha! Już was nie ma! I żebym was tu więcej nie widziała! Jeśli jeszcze raz tu przyjdziecie, zawołam szefa! - trzasnęła za nimi drzwiami. Pozbierała szkło, po czym podeszła do mężczyzny, którego oblała. Podała mu ściereczkę. - Proszę, wytrzyj sobie. Ja... Oddam pieniądze za te spodnie. I ma pan tutaj napoje na koszt firmy. Strasznie cię przepraszam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 35
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12031-johnathan-wigil
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12060-twoj-najlepszy-przyjaciel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12061-wszyscy-kochamy-dostawac-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12062-johnathan-wigil




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Gru 31 2015, 20:41

Nareszcie spokój... (O ile można takowy znaleźć w knajpie pełnej podejrzanych typów.) Nie ma to jak wyjść z pracy, przebrać się i... wyjść do baru. Tak jakby brakowało mu kontaktu z ludźmi! A jednak. Miał ochotę odpocząć, pomyśleć o niczym i napić się czegoś alkoholowo-dobrego.
Początkowo sączył miodowe piwo i zastanawiał się skąd kojarzy tą uroczą kelnerkę, która krzątała się między stolikami. Miał dziwne wrażenie, że powinien ją bardzo dobrze znać, ale atmosfera lokalu całkowicie przyćmiła mu umysł. Coś mu już zaczęło świtać, coś już zaczął kojarzyć, kiedy sprawy zaczęły przybierać nieprzyjemny obrót. Co to, to nie. Zniósł by wszystko, ale brak szacunku do kobiet doprowadzał go do szewskiej pasji! Do ostatniej chwili wstrzymywał się, by z furią nie wybuchnąć, jednak opanowanie dziewczyny skutecznie go powstrzymywało. Jak się okazało, opanowanie to było tylko pozorne i miarka się przebrała w momencie... kiedy całe spodnie Johna zostały oblane zimną cieczą. Nawet nie zdążył zareagować, kiedy dziewczyna zrobiła porządek ze zgrają tutejszych gburów. Cóż. Gdyby on to zrobił, pewnie nawiązałaby się fizyczna konfrontacja, więc może dobrze, że sprawy przybrały taki obrót?
Gdy wróciła do niego ze skruszoną i przepraszającą miną, posłał jej serdeczny uśmiech.
- Nic się nie stało, Beth. - tak, to był ten moment, kiedy przypomniał sobie Puchonkę z Hogwardzkich murów. Była chyba nieco młodsza niż Jo, ale w tym momencie nie mógł przypomnieć sobie niczego więcej. - Nie przejmuj się tymi typami. Nieźle ich nastraszyłaś tą ścierą! Ze wstydu pewnie nie szybko tu zawitają! - posłał jej pocieszający uśmiech i chętnie przyjął materiałową serwetkę do wytarcia spodni. Uniósł się z krzesła i wyciągnął do niej prawą dłoń, w końcu wypadałoby się przywitać i przedstawić:
- Jestem John. Johnathan Wigil. - spojrzał na nią wyczekująco, przyglądając się jej reakcji. Bardzo był ciekaw czy ona również go skojarzy? A może Jo w ogóle pomylił osoby i zaraz on sam zostanie wywalony z lokalu tą samą ścierą co jego poprzednicy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 443
  Liczba postów : 143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12089-selene-przynosi-liscik




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Gru 31 2015, 22:54

Już wcześniej go zauważyła. Przed tą akcją ze szklankami i spodniami. Przyglądała mu się ukradkiem, mając wrażenie, że skądś go zna. W sumie, nie tylko ona patrzyła na niego. Robiły to również dziewczęta o dość wątpliwej reputacji. Teraz stała przed Johnathanem, mimowolnie poddając się potokowi wspomnień. Nie sądziła, że jeszcze kiedykolwiek go spotka. Ich drogi rozeszły się ponad trzy lata temu, aby zeszły się teraz w tym obskurnym miejscu. A teraz stała przed nim jak ta idiotka i ledwo co powstrzymuje wzruszenie. Beth zagryzła zęby na piąstce, starając się opanować jej drżenie, po chwili jednak się opanowała. Przecież jest w pracy, nie może sobie pozwolić na słabość. Zacisła swoją dłoń na dłoni byłego puchona.
- Beth. Bethany Cyler, ale to chyba wiesz. Tak dawno cię nie widziałam... - przechyliła głowę, jak zaciekawione dziecko. Miodowe loki opadły jej na czoło. Dosiadła się do jego stolika, ściągając fartuszek. -Jak tam? Znalazłeś jakąś pracę? Jak ci się powodzi? Bo jedyne co przytrzymuje mnie w tym miejscu to niezłe zarobki. Ale jak Boga kocham, kiedy kupię mieszkanie to zwiewam stąd...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Mirabel, Francja.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 85
  Liczba postów : 11




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Sty 01 2016, 19:25

Obie te miłości się różnią, ale obie są równie mocne. Każde z nich cierpiało na swój własny sposób, bo oboje cierpieli - Ana była dla nich bardzo ważną osobą i nie da się zaprzeczyć. Tak, los potrafi płatać niezłe figle. Domyślam się co mógł czuć James, widząc kogoś praktycznie identycznego, tak bardzo przypominającego mu jego zmarłą ukochaną. Oczywiście Crystal nie chciała mu sprawić cierpienia, nie wiedziała nawet że go tutaj spotka, nie wiedziała że to James. Gdyby wiedziała, to z pewnością po zauważeniu go, od razu wyszłaby z baru. Skąd mogła jednak wiedzieć?
Oczywiście dziewczyna widziała w jakim mężczyzna jest stanie. Widziała ból w jego oczach, w wyrazie jego twarzy, w sposobie w jaki się poruszał. Nigdy wcześniej nie widziała tyle bólu w człowieku, przez co aż ją coś ukuło w sercu. Przez chwilę nie mogła nawet zaczerpnąć powietrza.
Nie wiedziała co ma odpowiedzieć na jego słowa, więc po prostu milczała. Wpatrywała się w niego uważnie, kiedy wyciągał z kieszeni zdjęcie i łańcuszek z obrączką. Poczuła że robi się jej naprawdę gorąco, musiała spuścić wzrok.
- Może powinnam iść... przepraszam...
Mruknęła tylko pod nosem, gotowa się podnieść i wyjść. Wtedy jednak usłyszała kolejne jego słowa wraz z pytaniem, więc spojrzała na niego niepewnie.
- Crystal, siostra Any.
Odpowiedziała cicho, starając się uśmiechnąć, ale uśmiech wyszedł blado.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 35
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12031-johnathan-wigil
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12060-twoj-najlepszy-przyjaciel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12061-wszyscy-kochamy-dostawac-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12062-johnathan-wigil




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Sty 01 2016, 22:56

Był serdecznie wdzięczny swojej pamięci, że jednak nie zawiodła go i nie upokorzyła przed znajomą Puchonką i resztą gości lokalu. Moc ludzkiego umysłu bywa naprawdę zadziwiająca!
John ucieszył się, że chwilowe zatargi z klientami poszły w niepamięć i na twarzy dziewczyny pojawił się szczery uśmiech. Ba! Nawet dosiadła się, żeby zamienić parę zdań ze znajomym sprzed lat.
- Oczywiście! Nie mógłbym zapomnieć. Chociaż faktycznie minęło kilka lat od zakończenia naszej cudownej szkoły. - odpowiedział z wyczuwalnie dowcipną ironią. Co jak co, ale dobrze wspominał wszystkie lata w Hogwardzie. Pamiętał Beth, co prawda bardziej z widzenia. Znajoma znajomych, która zawsze była obecna, ale nigdy nie miał okazji zamienić z nią więcej niż kilka zdań.
- Skończyłem tak jak Ty!- zaśmiał się serdecznie, no bo cóż mogą robić czarodzieje po szanowanej szkole magicznej?? - Też jestem kelnerem, choć w nieco bardziej urokliwej knajpie. W Kociołku Amortencji i muszę przyznać, że na pracę nie narzekam.- wyznał w końcu - Nie zdarzają mi się tacy klienci, jak Tobie przed chwilą.- skrzywił się na wspomnienie poprzedniego zajścia. - Czyli sprowadzasz się do Londynu na stałe i szukasz nowego lokum? To świetnie! Też zostaję w Londynie, póki co. Wiązać koniec z końcem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 443
  Liczba postów : 143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12089-selene-przynosi-liscik




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Sty 01 2016, 23:49

Uśmiechnęła się pod nosem. Może nie było to jakoś zachwycające miejsce, jednak... mimo wszystko dało się tu pracować. Z nadszarpniętymi nerwami, ale jednak. A każda sytuacja miała swoje plusy. Na przykład tutaj: Spotkała Johnathana, mimo, że wcześniej wylała mu alkohol na spodnie, nie udał, że jej nie zna. Był naprawdę miły, nie, to co reszta, która miała czelność nazywać się prawdziwymi mężczyznami. Przewróciła rozbawiona oczami, słysząc jakim tonem mówi o szkole.
-Wiesz co? Muszę odwiedzić kiedyś tą knajpkę, zobaczyć, jak sobie radzisz. - mrugnęła. Spojrzała na zegarek. Niedługo kończyła się zmiana Beth. Nareszcie! - A tamtymi się nie przejmuj, oni tak do każdej kelnerki. Na początku irytuje, jednak po pewnym czasie można się przyzwyczaić. - teraz dziękowała tamtym facetom, że przez nich upadła. Może to Bóg ich tu zesłał? A może przyprowadził Johna? Nie wiedziała. - To tylko się cieszyć, wiesz? Ostatnio trudno znaleźć pracę, która zadowala. No i tak, zostaję w Londynie. Przynajmniej na razie, potem zobaczymy, co los nam ześle... - spojrzała na niego, opierając podbródek na dłoni. Tak było jej wygodniej konwersować. - Jest ciężko. - dokończyła za niego - Wiem coś o tym. Rodzina wspiera mnie finansowo, nocuję u znajomych, gdyż na razie nie stać mnie na mieszkanie. A ty? Masz już swój kąt, czy mieszkasz "na walizkach"? - przy wypowiadaniu dwóch ostatnich słów wykonała palcami ruch imitujący cudzysłów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 35
  Liczba postów : 20
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12031-johnathan-wigil
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12060-twoj-najlepszy-przyjaciel
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12061-wszyscy-kochamy-dostawac-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12062-johnathan-wigil




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sob Sty 02 2016, 12:39

W tym momencie zdał sobie sprawę, jak dawno nie spotykał się z przyjaciółmi. Praca, dom, bieganie, praca, dom, praca, siłownia... Monotonia podobno zabija. Nic dziwnego, że w końcu poczuł potrzebę wyjścia w końcu do ludzi, a co za tym idzie naprawdę szczerze ucieszył się ze spotkania z Beth!
Doszło do niego również to, że nogawka jednak przesiąkła całkowicie, tworząc sporą, mokrą plamę na udzie. Mokrą i nieprzyjemnie zimną, mimo że część wilgoci przeszło na trzymaną przez niego ściereczkę. Postanowił przez chwilę jeszcze to ignorować.
- Zapraszam! Podajemy głównie aromatyczne herbaty i desery. Ale robię też całkiem niezłą kawę.- za każdym razem gdy mówił o tym miejscu, zdawał sobie sprawę z tego, że naprawdę lubi pracować w tym miejscu. Praca była lekka, łatwa i przyjemna! No i zazwyczaj w towarzystwie pięknych kobiet, ale to już na marginesie.
Skoro Bethany nie przejęła się gburami, Jo postanowił tylko zapamiętać ich twarze, tak na wszelki wypadek. Ich noga na pewno nie przekroczy progu Amortencji i najlepiej żeby też nie zbliżali się więcej do Beth.
- Londyn jest naprawdę wspaniałym miejscem, ale trzeba uważać, żeby nie popaść w rutynę. Wtedy robi się szare i ponure.- stwierdził, zadziwiając się swoim filozoficznym podejściem - Mam maleńkie mieszkanko na Tojadowej. Kawalerka idealne, choć życie kawalera ma swoje plusy i minusy.- skrzywił się minimalnie na wspomnienie bałaganu zostawionego w kuchni... i pokoju... i wszędzie. Oczywiście, że miał to sprzątać dzisiaj. Wcale nie dlatego wyszedł z domu. - Jeszcze tylko spłacić kredyt i będzie całkiem dobrze.- podsumował w końcu i spojrzał na swoje spodnie. Ściągnął szmateczkę, złożył ją i odłożył na stole
-O której kończysz zmianę? I czy masz może jakieś plany na wieczór? Nie chciałbym być niegrzeczny, ale może miałabyś ochotę wybrać się na jakiś spacer, albo do kawiarni, kina, czy gdzie byś miała ochotę odpocząć? Wskoczyłbym tylko do mieszkania przebrać spodnie... Byłoby mi bardzo miło gdybyś zgodziła się abym dotrzymał Ci dzisiaj towarzystwa. - posyłał jej przyjazny uśmiech, a w myślach karcił swoje szarmanckie zachowanie, które brzmiało niemalże desperacko! John chciał po prostu mile spędzić wieczór... z suchymi spodniami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 443
  Liczba postów : 143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12089-selene-przynosi-liscik




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie Sty 03 2016, 14:04

Po nim się tego nie spodziewała. Ale Bethany cieszyła propozycja przyjaciela. I tak nie miała co robić po pracy, pewnie szlajałaby się bez celu po Londynie. Spojrzała na zegarek (jakby nie robiła tego przez ostatnie pięć minut). W sumie, zaraz kończyła. Czemu by tak nie skorzystać?
- Kiedy kończę... Tak za... Piętnaście minut. I nie mam żadnych planów na wieczór, więc wybiorę się gdzieś z tobą. - Johnathanowi jakby ulżyło. Ale młoda kelnerka nie znała się na ludziach, wyczytywała tylko widoczne emocje. Zamyślona zgarnęła ściereczkę, wstała i z przyzwyczajenia zawiązała fartuszek na biodrach. Odeszła do barku, aby wypłukać szmatkę. Stanęła za ladą, rozglądając się znudzonym wzrokiem po sali. Te ostatnie minuty wlokły się niemiłosiernie. Dzięki Bogu jej koleżanka przyszła wcześniej. Bynajmniej miała nadzieję, że to ona. Szybko przebrała się na zapleczu w pasiaste legginsy i czerwoną koszulę - jej ulubiony zestaw. Włosom zazwyczaj związanym w kitkę, pozwoliła swobodnie opaść na ramiona i plecy. Założyła torbę z całym swym dobytkiem na ramię i w takim rynsztunku stanęła przed Wigilem. - To gdzie najpierw?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 23
Skąd : Londyn,Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 80
  Liczba postów : 106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6825-louis-fieber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6837-misie-pysie-lou-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6828-spaczona-poczta-lou




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Lut 25 2016, 14:20

Minęło sporo czasu od jego pobytu w Hogwarcie. Właściwie nie pamiętał...niczego. Mury zamku wydawały mu się zupełnie obce, jakby nigdy nie wchodził do żadnego z pomieszczeń. Pobyt u rodziny przedłużył się do tego stopnia że zapomniał o dawnych znajomych. Ich twarze mieszały mu się w głowie, każda wyglądała tak samo, była bezkształtna, zimna i ponura. Wydawałoby się że maluję się na nich złość i rozgoryczenie. Zostawił ich, tak po prostu. Bez listu, jakiejkolwiek informacji. Z resztą tak naprawdę Fiebera nie obchodziło to jak się czują w tym momencie, jego nigdy nic nie obchodziło. Mimo swojej obojętności,jakaś cząstka Ślizgona życzyła im szczęścia. Może jego zniknięcie wyszło im na dobre i teraz siedzą gdzieś na gorącej plaży, i smażą swoje tyłki. Na tą myśl kącik ust Fiebera uniósł się w delikatnym uśmiechu. Mężczyzna zmienił się nico podczas swojej nieobecności, jednak te zmiany nie były szczególnie zauważalne. Jego dotychczas długie włosy, stały się nieco krótsze i bardziej ogarnięte, ale genów nie oszukasz. Dalej sterczały w ten swój dziwny sposób. Jego spojrzenie było bardziej przenikliwe, nie zdradzało intencji, emocji ani nawet jednej myśli. Nikt ani nic nie było w stanie go rozszyfrować, chyba że na to pozwolił. Uśmiech pozostał ten sam. Ten sam zadziorny uśmieszek co kiedyś. I charakter. To się chyba nigdy nie zmieni. Fieber przetarł swoje szafirowe oczy i przegarnął czuprynę.*No czas wstawać panie Leniu Śmierdzący!* szepnął do siebie karcąco. Fakt, zapach jaki wydzielało jego ciało był delikatnie mówiąc...odrażający. Ślizgon wstał, podreptał do łazienki i uprzednio zrzucając pogniecioną koszulkę, wszedł pod prysznic. Temperatura wody sprawiła że powoli wracał do żywych. Po krótkim prysznicu,umył zęby, we włosy wtarł gumę żeby jako tako wyglądać i ubrał się w swój stały zestaw. Ciemnogranatowa koszula do kompletu z czarnymi, zwężanymi spodniami i marynarką wyglądały naprawdę dobrze. Fieber dokonał tylko małej poprawki odpinając guzik w okolicy szyi oraz skropił  klatkę piersiową perfumami. *No teraz można wyjść z domu i nie wystraszyć przechodniów na ulicy* powiedział do swojego lustrzanego odbicia, założył buty i wyszedł do kominka.*Na Pokątną!* krzyknął i w mgnieniu oka znalazł się na znajomej ulicy. Nic się nie zmieniło, wszystko i wszyscy byli na swoim miejscu. Fieber rozglądał się jeszcze przez chwilę, a następnie udał się do Baru "Pod Okiem Bazyliszka". Tak, to miejsce miało swój klimat. Ponuro, ciemno i nikt nie zawraca dupy. Wszedł do pomieszczenia i już na wejściu do jego nozdrzy wbił się znajomy zapach Ognistej Whisky. Podszedł i zamówił swój ulubiony trunek, po czym usiadł w jednym z zaciemnionych kątów pomieszczenia. Upił łyk napoju, który spływając po jego gardle, delikatnie je podrażniał, i przymykając powieki rozkoszował się tą chwilą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Lut 25 2016, 18:21

Jak to się stało, że Oriane wylądowała w barze? W życiu różnie bywa, i czasami mamy gorsze dni jak i te lepsze. Dziś chyba przypadało coś pomiędzy. Tak jakby ktoś wyciągnął z niej całą wolę życia i cały gniew na ludzi. Takie zawieszenie pomiędzy. Nie podobało się jej to. Chciała za wszelką cenę coś poczuć. Cokolwiek, nawet jeśli miałby być to alkohol. Przeważnie przychodziła w takie miejsca z Des, jednak dziś wyjątkowo wybrała się bez niej. Nie chciała aby przyjaciółka nadużywała alkoholu jeszcze bardziej. Bała się o nią. Ostatnio bardziej niż powinna.
Wchodząc do pomieszczenia uderzył ją zapach alkoholu w nozdrza. O dziwo, nawet jej nie odrzucał. Wręcz przeciwnie, chciała czuć go przez cały pobyt. Oriane nie należała do alkoholiczek. Broń Merlinie od tego. Idąc w kierunku baru zaczęła ściągać z siebie niepotzrebne ubranie. Nie chciała przecież pić w płaszczu, szaliku i czapce na głowie. Z pewnością zrobiłoby się jej gorąco. Odkładając wszystko na krzesełko znajdujące się obok poprosiła o Malinowy znikacz. Już dawno nie miała okazji tego pić, a za każdym razem smakował on inaczej . Zanim dostała swoje zamówienie od barmana oparła się o bar i rozejrzała po pomieszczeniu. Rzuciło się w jej oczy kilka znajomych twarzy, jednak nie miała zamiaru podchodzić do żadnej z tych osób. Nie po to przyszła tutaj sama aby przysiadać się do kogoś i słuchać jego paplaniny. Jednak chwilkę później w jej oczy rzuciła się jedna osoba. Chłopak, mniej więcej w jej wieku. Siedział sam w kącie. Wpatrywała się w niego przez chwilkę póki barman nie wręczył jej zamówienia. Odebrała je bez słowa i upijając łyk i zabierając swoje rzeczy z krzesła podeszła trochę niepewnie do niego. Może on też chciał być sam tak jak ona.
- wybacz, wolne? - uśmiechnęła się nieśmiało i spojrzała w stronę wolnego krzesła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 23
Skąd : Londyn,Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 80
  Liczba postów : 106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6825-louis-fieber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6837-misie-pysie-lou-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6828-spaczona-poczta-lou




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Lut 25 2016, 18:40

*Ciekawe co teraz porabia Ang? Czy zapomniała o mnie całkowicie? A walić to, wszystko to moja wina. Mogłem zostawić chociaż wiadomość.* Głowa Ślizgona od dobrych kilkunastu minut puchła od kłębiących się myśli. Pojawiało się ich coraz więcej, napierały one na niego jak pięcioletnie dziecko na sklep ze słodyczami. Jednak nie dane mu było rozmyślać nad tymi bzdurami zbyt długo. Jego wewnętrzny monolog przerwały dwa krótkie słowa. Otworzył oczy, uchylił delikatnie wargi w zamiarze "konkretnej" odpowiedzi, jednak powstrzymał się. Stała przed nim dziewczyna, na oko nie była starsza od niego, zgrabna, z sympatycznym uśmiechem. Nie przypominał sobie żeby rozmawiał z nią przed swoim zniknięciem. Przegarnął włosy, zmierzył raz jeszcze wzrokiem nieznajomą po czym odchrząknął
- Jasne. Siadaj Słodka. Znamy się?- zapytał Fieber i wbił swoje szafirowe oczy w dziewczynę, opierając rękę na brzegu krzesła stojącego nieopodal. Przytknął szklankę do ust, upijając kolejny łyk napoju bogów czekając na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Lut 25 2016, 18:57

Nie spodziewała się, że chłopak się zgodzi. Zaskoczył ją. Z uśmiechem usiadła na wolnym krześle kładąc swoje rzeczy na kolejnym. Nie chciała aby ktoś jeszcze do nich dołączył. I nagle uderzyła w nią jedna myśl - A jeśli on czeka na kogoś, a ona tak się wprosiła?
- Raczej nie, jednak nic nie soi na przeszkodzie abyśmy się poznali. - było to dziwne, jeszcze nigdy nie była tak bezpośrednia i otwarta w stosunku do drugiej osoby. Zazwyczaj była nieśmiała. Do tego zakładała maskę obojętności przy innych osobach. Czy zaczynała się zmieniać? Trochę ją to przerażało, jednak z drugiej strony było czymś nowym i ekscytującym. Ciekawa była co jeszcze przyniesie jej to nowe "ja".
- Przepraszam, może czekasz na kogoś? Nie chciałabym przeszkadzać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 23
Skąd : Londyn,Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 80
  Liczba postów : 106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6825-louis-fieber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6837-misie-pysie-lou-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6828-spaczona-poczta-lou




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Lut 25 2016, 19:14

Obserwował każdy jej ruch ze spokojem. Jakby chciał wyczytać co kryje ta nieznajoma postać. Uśmiechała się, nie wiedział czy do niego ale uśmiech oznaczał że nie wygląda co najmniej odstraszająco. Na krótką chwilę jednak zniknął z jej twarzy ale zaraz powrócił, a z ust dziewczyny padła prosta i jasna odpowiedz. Jasne że nie było problemu, Fieber nie widział przeszkód, na jego usta wpełznął ten zadziorny uśmiech, ten którego wszyscy powinni się obawiać...a może nie?
- Również nie widzę przeszkód. Nie, na nikogo nie czekam. Albo nie wiem że czekam. - odpowiedział brunet, po czym przysunął się bliżej do dziewczyny tak, jak robił to zawsze gdy chciał kogoś onieśmielić. I nie odrywając wzroku od jej oczu przedstawił się.
- Jestem Louis Fieber, mam nadzieję że poznamy się bliżej. - ucałował jej dłoń i kontynuował
-A Ty moja droga? Kim jesteś? Co Cię sprowadza w tak ponurą okolicę jak ta?- uniósł brew pytająco i powrócił na swoje dawne miejsce. Chwycił szklankę i upił łyk, bawiąc się maleńką kostką lodu która znalazła się w jego ustach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1320
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11413-oriane-l-carstairs
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11416-shadow#306304
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Lut 25 2016, 19:30

Gdy chłopak przysunął się do niej odruchowo przesunęła się delikatnie w przeciwną stronę. Nie wiedziała czego może się po nim spodziewać choć chciała to sprawdzić. Musiała przyznać, iż miał magnetyczne oczy. Każdy kto znał Oriane wiedział, że miała słabość do oczu. Pamiętała to jak by to było wczoraj, słowa swojego brata - Pamiętaj kochana. Tylko oczy się nie zmieniają. Ukazują one najmniejszą emocję. Nawet kiedy myślimy iż została ona przez nas dobrze ukryta pod maską i tak odbije się w oczach. Od tamtej pory zawsze zwracała szczególną uwagę na oczy. W niektórych jednak można było się zgubić. Tak jak w ciemnych oczach Lucasa... Szybko otrząsnęła się z rozmyślań, gdy Louis ucałował jej dłoń przedstawiając się. Delikatny rumieniec zagościła na jej policzkach. Rzadko w dzisiejszych czasach można było spotkać takie zachowanie u mężczyzn. Kolejne jego pytania trochę ją rozluźniły.
- Miło mi Cię poznać Louis. - delikatnie skinęła w jego stronę głową. Pamiętała jak matka uczyła ją dygnięć jako form przywitania. Nawyki nabyte za młodu zostają do dzisiaj... - Jestem Oriane Carstairs. Jeśli chcesz możesz mówić mi Ria bądź Ori. Wybór należy do ciebie. - uniosła swoją szklankę z trunkiem i upiła trochę różowego płynu. Słodki alkohol rozlał się po jej gardle spływając w dół. - A co można robić w barze? Oczywiście nie przychodzę tutaj często. Czasami lubię oderwać się trochę od nauki i całego życia szkolnego. - na chwilę jej oczy zasnuła mgiełka wspomnień związanych ze szkolnym życiem lecz już po chwili nie było po niej śladu i znów na jej twarzy można było zauważyć uśmiech. - A ty mój drogi? Co robisz w miejscu takim jak to? Skoro nie czekasz na nikogo ...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 23
Skąd : Londyn,Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 80
  Liczba postów : 106
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6825-louis-fieber
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6837-misie-pysie-lou-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6828-spaczona-poczta-lou




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Lut 25 2016, 19:53

Widząc reakcję dziewczyny zaśmiał się w duchu, ale śmiech nie pozostał tylko w tym jednym miejscu. Jego usta również uniosły się delikatnie ku górze. Jest nieśmiała, ostrożna. Dobrze, nie często spotyka się takie dziewczyny jak ona. Zauważył także że wpatruje się w jego oczy. Utrzymuje kontakt wzrokowy, podobało mu się to. Przeważnie gdy z kimś rozmawiał to oczy rozmówcy biegały po całym pomieszczeniu i ciężko było mu nawiązać kontakt. Czy Ci ludzie maja jakieś wewnętrzne problemy, że nie potrafią zachować zasad kultury, czy co do cholery? Z jego twarzy zszedł uśmiech, i znów wyglądał..chłodno.
- Mi Ciebie również Oriane. Ładne imię. Niespotykane.- przygryzł delikatnie kostkę lodu, która powoli zaczęła się roztapiać na jego ciepłych wargach.
-Hmm, rozumiem. To dobry sposób żeby się oderwać. Szczególnie tutaj, gdzie nie ma tabunów ludzi.- rozejrzał się po barze, przymknął na chwilę oczy i oparł się o krzesło.
-Ja? W sumie sam nie wiem. Zaraz po obudzeniu, poczułem że mam ochotę na coś mocniejszego niż herbata.- odpowiedział i ponownie przegarnął włosy. Dzisiaj były wyjątkowo denerwujące.
-Lubię takie miejsca jak to. Przynajmniej można się wyluzować i porozmawiać.- odpowiedział posłał dziewczynie krótki uśmiech. Zaintrygowała go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   

Powrót do góry Go down
 

Bar "Pod okiem Bazyliszka"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Pęcherze, ugryzienia i petryfikacja, czyli o tym jak poprawnie złapać bazyliszka...
» Tunele

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-