Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Bar "Pod okiem Bazyliszka"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29564
  Liczba postów : 43173
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią 13 Sie - 19:24

First topic message reminder :


Bar "Pod okiem Bazyliszka"
Mało kto wie o istnieniu tego baru. I nie chodzi tu tylko o mugolów,  ale także o czarodziejów. Szare, ponure ściany z pewnością nie przypominają baru, a i na wejściu nie ma żadnego oznaczenia, informującego, iż tu właśnie znajduje się bar. Wchodząc do środka, odnosi się wrażenie, jakby rzeczywiście było się pod okiem bazyliszka. Całe pomieszczenie przypomina ciemną jaskinię, a przy barze i stolikach razi w oczy jaskrawe światło. Można tu spotkać mnóstwo podejrzanych typków. Jednak lepiej nie wdawać się z nimi w rozmowy. Tuż przy wejściu, znajduje się ogromny posąg bazyliszka ziejący ogniem w najmniej spodziewanym momencie. Tutejsze menu trunków jest bardzo oryginalne. Wielu ludzi, zamawiając Krwistą Whisky, nie zdają sobie sprawy, że nazwa jest dosłowna.

Piwo kremowe
Jagodowy jabol  
Smocza Krew
Boddingtons Pub Ale
Stokrotkowy Haust
Rum porzeczkowy
Malinowy Znikacz
Sherry
Krwiste Sherry
Ognista Whisky
Krwista Whisky
Papa Vodka
Zezowaty Iwan

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sob 13 Wrz - 20:11

Scarlett nie miała pojęcia co mu chodzi po tej główce. Czy w ogóle coś tam jeszcze ma, czy może jakiś smok zeżarł mu mózg. Była wściekła, była smutna, była zawiedziona. Wszystkie negatywne emocje kłębiły się w jej wnętrzu, ulatując w postaci słonych kropel znaczących tory na lekko zaczerwienionych policzkach. Zaciskała ręce w pięści, aż te pobielały od siły nacisku. Miała ochotę uderzyć nim mocno o ścianę, albo namiętnie pocałować - sama nie wiedziała, które z tych. I to przerażało ją w tym momencie najbardziej. Wiedziała jedno - była cholernie, cholernie zraniona i wyczerpana tym nagłym nagromadzeniem uczuć.
- Wykorzystałeś. Podle wykorzystałeś. Wykorzystałeś moje ucz... moją słabość do ciebie, przeleciałeś i uznałeś, że to tylko seks. To się nazywa wykorzystanie, tak dla twojej wiadomości! - mówiła podniesionym głosem. Czuła, jak trzęsą jej się ręce. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyła. Nawet przy Wendy czy pani Saunders. - Przeze mnie? Niby jak? To ty mnie nie chciałeś! - dodała, niemalże piszcząc. Tak bardzo oburdzona była jego słowami.
To była jakaś groteska i dramat w najczystszej postaci.
- Tak, bo nagle twoje uczucia zniknęły, kiedy pojawiła się przeszkoda. Czy w ogóle kiedykolwiek byłam dla ciebie ważna, czy tylko dobrze się mnie bzykało? - spytała rozgoryczona, po czym otarła łzy spod oczu. - I nie życzę sobie, abyś mi insynuował, że to ja niczego nie czuję! - Tu podniosła już głos, nie mogąc słuchać tych bredni.
- Jestem chora. Oprócz tej choroby, której nikt nie potrafi rozpoznać, to jestem chora z twojego powodu. Jeśli każdą dziewczynę traktujesz jak mnie, czyli jak zwykłą szmatę, to lepiej się lecz - zakończyła słowami pełnymi jadu. Była zbyt zaślepiona emocjami, aby myśleć trzeźwo o tym, co właśnie usłyszała.
Smutek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 490
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 486
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5248-cedric-casper-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5249-nazwa-przykuwajaca-uwage
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5250-sowka-cedrika




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie 14 Wrz - 1:17

Oboje działali jak w jakimś szale, byli tak zaślepieni własnymi emocjami, że ledwo zwracali uwagę na co mówią, odniosłam takie wrażenie. Słowo daję, większą wagę do ich słów przywiązywali ci milczący i zapatrzeni w nich ludzie, Ced i Scarlett skupiali się w tym momencie tylko na tym, żeby wykrzyczeć sobie to, co chcieli nawrzucać sobie już dawno. Co z tego, że w miarę rozwoju tej ostry wymiany zdań powychodziły na wierzch różne fakty, oni parli ze swoimi argumentami do przodu, zasadniczo się ignorując. Zrzucam to na karb ich poranionych uczuć i nagromadzenia emocji, żeby nie było, że są tacy egoistyczni i ślepi, bez przesady! Heh.
Czy ta dwójka kiedykolwiek miała dojść do porozumienia w zwykły sposób, bez stłuczonych przedmiotów i ofiar w ludziach?
- Słabość? Błagam, jaką słabość, chyba kpisz. To, że masz jakąś pieprzoną słabość do mnie, to nie znaczy, że możesz mnie wykorzystywać, miejże sobie śmieszne słabości do jakichś kochasiów w rodzaju tego co wyszedł! - wykrzyczał, tracił już cierpliwość. - Słabość to można mieć, kurwa, do nutelli! - dodał jeszcze, gestykulując. To wszystko było tak absurdalne, od początku ta sytuacja wydawała się Cedrikowi chora, nie żeby sam ją zainicjował, heh.
- To ty mnie nie chciałaś! - wrzasnął jej w odpowiedzi, dysząc już ciężko. Krew skapywała mu na biały t-shirt, pięści zaciskał tak mocno, że pobielały mu knykcie. Dawno nie czuł się tak wściekły, ostatnim razem chyba, kiedy Drake obraził Scarlett. Chociaż tamta sytuacja na pewno nie wywołała w nim aż tylu emocji, tylko Saunders potrafiła doprowadzić Bennetta do takiego stanu. Masakra.
- To twoje uczucia znikły, kłamczucho, gdy tylko okazało się, że nastąpi jakaś rozłąka! Nie czujesz nic, pewnie nigdy nic nie czułaś, prawda Scarlett? Byłaś ze mną dla wygody, przyznaj to, pewnie z braku, kurwa, laku, - wywrzeszczał jeszcze, otarł ramieniem krwawiący nos (tak bardzo elegancko). Może i w tym momencie nawet i on poczuł, że zbytnio dramatyzuje, ale kogo to teraz obchodziło. Bennett był przekonany, że SMS po prostu doskonale gra, aby wyjść z twarzą nawet nie tyle przed nim, co przed tymi ludźmi.
- Tobie żadne leczenie już nie pomoże, jesteś przegniła. - rzucił jeszcze na odchodnym, splunął śliną pomieszaną z krwią, bleh, to także było takie eleganckie, po czym wyszedł z lokalu, nie kiwając nawet na pożegnanie Swojskiemu Antkowi.
Scarlett nie obdarzył nawet spojrzeniem. To chyba był już naprawdę koniec.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 627
Dodatkowo : rezerwowy pałkarz, wężoustość
  Liczba postów : 1439
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4683-scarlett-maya-saunders
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4686-masz-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4687-sms
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7174-scarlett-maya-saunders




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Nie 14 Wrz - 17:00

Chyba taki ich los. Intensywny, gwałtowny, emocjonalny. I straszliwie głupi. Mogliby siąść jak normalni ludzie i porozmawiać. Ale nie. Woleli wrzeszczeć, płakać, rzucać w siebie mięsem, jak gdyby drugie było ich największym wrogiem. Czy tak działa miłość? Cóż, może ma po prostu różne odmiany. I wywołuje skrajne uczucia, które wypalają od środka. A kiedy wszystko wraca do normy, dają przyjemny płomień podsycający obopólne zainteresowanie. Teraz byli na rozstaju dróg, na jakimś cholernym zakręcie, a w dodatku trzęsły im się ręce i nie potrafili trzeźwo prowadzić. To było smutne. Powinni siebie bardziej słuchać, więcej analizować i używać mózgu. A mniej dawać się zwieść tym podłym przypuszczeniom, wizjom i rzeczom, które sobie bzdurali. Wtedy byłoby lepiej.
Ale czy nie umarliby wtedy z nudów?
Scarlett nie wiedziała. Wiedziała, że ma dosyć, że najchętniej by go zatłukła albo coś. Może rzuciła cruciatusem, a wtedy wszystko by do niego doszło. Bo nie rozumiał podczas ZWYCZAJNEJ ROZMOWY, ehe!
- To nie mój kochaś! To mój przyjaciel! - krzyczała dalej, w zasadzie nie komentując niczego innego, bo nie miała pojęcia co to takiego nutella i nie chciała wyjść na idiotkę, heheh. TROCHĘ ZA PÓŹNO, ale nie mówmy jej o tym, bo się załamie już doszczętnie.
- Nie, nie nie! Chciałam, czułam, zawsze czułam, czuj... - wrzeszczała, w ostatniej chwili jednak udało jej się ugryźć w język. Nie da mu tej satysfakcji, temu draniowi, podłemu chujowi i tu padło w jej myślach milion innych epitetów, bardzo brzydkich. Potem będzie tego żałować, ale teraz telepało nią ze złości.
- Nie bardziej niż ty! - krzyknęła jeszcze za nim, odprowadzając go wzrokiem pełnym łez. Obraz się zamazywał, a ona czuła się upokorzona, wykorzystana i w ogóle niesamowicie źle. Stała tak dłuższą chwilę, nie wiadomo ile i po co, a ludzie dookoła wciąż się dziwnie patrzyli, dopiero później powoli wracali do swych uprzednich zajęć, a jedna z barmanek podeszła do Saunders i spytała, czy wszystko w porządku. Blondynka pokręciła głową. Przemyślała sobie pewne rzeczy, dlatego otarła łzy z twarzy i po chwili zniknęła z cichym trzaskiem.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
  Liczba postów : 15
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9733-elizabeth-mary-davis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9734-elizabeth-m-davis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9735-liz#273471
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9736-elizabeth-m-davis#273485




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pon 13 Paź - 0:00

Nie mogąc dłużej znieść ciągłego siedzenia w domu z ciotką, Elizabeth postanowiła ten wieczór spędzić trochę inaczej. Niezłą porę sobie wybrała na spacery. Właściwie to sama nie wiedziała, dokąd tak na prawdę idzie. Chciała po prostu odpocząć. Mimo, że kochała ciotke z całego serca i w życiu nie zostawiłaby jej samej z chorobą, czasem na prawdę miała dość.
Wyszła więc z domu mając nadzieje, że spotka kogoś znajomego na oblanych ciemnościami ulicach Londynu. Nikogo jednak nie spotkała, co nie mogło być dziwne w niedziele. Chodziła w milczeniu klnąc w duchu, że nie wzięła cieplejszej kurtki. Skóra nie była dobrym rozwiązaniem w tak zimną noc.
Przechodząc jedną z ulic natknęła się na miejsce, w którym nie była chyba ze sto lat, jak i dłużej
A bynajmniej takie miała wrażenie, wchodząc do środka. Do Bazyliszka zawsze trafiała albo pijana, albo naćpana, więc dzisiaj pierwszy raz była tam na trzeźwo.
Nic się nie zmieniło. Te same stoliki, to samo szemrane towarzystwo, ten sam obskurny bar. Usiadła tuż przy ścianie, by zbytnio nie rzucać się w oczy. I tak gapiło się na nią wystarczająco dużo podejrzanie wyglądających osób. Przez chwilę pożałowała, że dając ponieść się impulsowi weszła tu sama. Przy odrobinie szczęścia może nikt jej nie zgwałci, a potem nie zakopie w lesie.
- Piwo kremowe poproszę - rzuciła do przechodzącego obok kelnera, który zrobił taką minę, jakby nigdy w życiu nikt go o nic nie poprosił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Sofia. Bułgaria
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 359
  Liczba postów : 26
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9748-iwan-popowin#273707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9749-don-t-waste-your-time
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9750-superszybki-ptak-pocztowy-iwana




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pon 13 Paź - 0:23

Kurwa.. – mruknął tylko pod nosem, widząc miejsce, do jakiego postanowił wejść. Dość.. obskurne i takie.. podejrzane. Niezbyt przepadał za takimi miejscami, no ale może przynajmniej tutaj będzie w stanie napić się spokojnie piwa, zapalić papierosa i po prostu posiedzieć, gadając z barmanem, albo innymi gośćmi, bez akompaniamentu głośnej i wkurzającej muzyki. Takie złe by to nie było. No, a gdzie po tym klubie/barze/pubie nie popatrzeć, to wszędzie było jakoś tak.. spokojnie. I cicho. Tylko strzępy cichych rozmów dobiegały czasem do uszu chłopaka. Pytanie, czy były one prowadzone na takim tonie żeby nie przeszkadzać innym, czy dlatego, że nie często dotyczyły one spraw nielegalnych? Cóż, patrząc na gości, to chyba oczywiste.. mimo tego skierował swoje kroki ku barowi, po czym zamówił piwo. Tak bardzo miał ochotę się napić. W końcu dziś zdał certyfikat barmański. No i może pogadałby z tutejszymi, czy nie szukają pracy? Chociaż.. jak tak patrzył. Nie, to chyba nie był zbyt dobry pomysł. Szczerze mówiąc, nie wiedział za bardzo, w jakim konkretnie miejscu chciałby rozpocząć pracę, ale na pewno nie byłoby to, to miejsce. Zdecydowanie nie.
Zawędrował w końcu do lady barowej po czym z radością odkrył, że nie ma tu ani jednego wolnego miejsca. Tak bardzo wygrać życie. Nagle dostrzegł jedno wolne, dziwnie nie zajęte przez nikogo, tuż obok jakieś brunetki, która nie można powiedzieć, swoją urodą ściągała uwagę wszystkich okolicznych mężczyzn i niektórych kobiet. Jakaś przesadnie ładna nie była, no ale fakt. Poziom trzymała, stąd zachowanie tych gości było dla Popowina zupełnie zrozumiałe. W końcu postanowił usiąść(czy choć przez chwilę się nad tym zastanawiał?) obok, po czym złożył swoje upragnione zamówienie. Ciekawe tylko, co ta dziewczyna robiła tutaj, bo na pewno nie wyglądała na kogoś związanego z tym elementem marginesu, którego było tutaj pełno. – Mam nadzieję, że nie podsiadłem jakiegoś twojego znajomego. – rzucił nagle, kiedy dostrzegł, że dziewczę przypatruje mu się. Nieco dyskretnie, ale jednak. A w sumie, mógłby tu teraz przyjść jakiś koleś z tekstem, że albo on zejdzie, albo podbije mu oko . W tak cudowny sposób wyładowałby swoją euforię związaną z zaliczeniem kursu..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
  Liczba postów : 15
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9733-elizabeth-mary-davis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9734-elizabeth-m-davis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9735-liz#273471
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9736-elizabeth-m-davis#273485




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pon 13 Paź - 1:39

Dawno nie miała takiej chwili dla siebie. Może niekoniecznie w zachęcającym miejscu, ale zawsze. Bynajmniej nie spędzała kolejnego wieczoru sama, w towarzystwie psa, na kanapie.
Kelner, którego poprosiła o piwo, podejrzanie długo niósł jej zamówienie. Ile można czekać? Stukając palcami o stolik w końcu się doczekała. Nie zdążyła wypić jednego łyka, gdy niespodziewanie obok niej dosiadł się jakiś mężczyzna. No nie. Na oko dość młody. Jej uwagę zwróciło spojrzenie, groźne, pewnie siebie i przeszywające na wylot. Przez moment poczuła na plecach ciarki. Może ten wieczór jednak nie będzie taki kiepski? Albo wręcz przeciwnie, może właśnie spełniają się obawy, że jednak nie wyjdzie stąd cała. Tak czy inaczej, ten koleś coś w sobie miał.
- Właściwie to nie. Na nikogo nie czekam. - odpowiedziała, patrząc mu w oczy. Nie trwało to jednak długo, jego spojrzenia wręcz nie dało się wytrzymać. Nie to żeby ją peszyło, ale jakoś nie była w stanie utrzymywać z nim ciągłego kontaktu wzrokowego.
- Gdyby nie było tak cholernie zimno, pewnie nawet bym tu nie zaszła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Sofia. Bułgaria
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 359
  Liczba postów : 26
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9748-iwan-popowin#273707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9749-don-t-waste-your-time
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9750-superszybki-ptak-pocztowy-iwana




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pon 13 Paź - 15:56

Chwila dla siebie? A co to jest w ogóle? Jeśli popatrzeć na to z tej strony, że to czas, w którym człowiek może się zająć samym sobą, a także różnym przyjemnościom, jakie oferuje mu ten świat, bez wątpienia plan dnia Iwana składało się mnóstwo takich chwil tylko dla niego. No, ale on na szczęście nie miał zbyt wielu rzeczy na głowie. Zasadniczo najważniejszym zadaniem na następne kilka dni będzie znalezienie roboty i jakiegoś mieszkania. W końcu ile można spać u kumpla? No właśnie. Tyle dobrego, że Aleksy – jego kolega ze studiów – udostępnił mu pokój. No, ale spokojnie, kiedyś w końcu ogarnie jakieś mieszkanko. Tylko najpierw znajdzie robotę. I zacznie pracować. No i zarabiać. Tak.. Dokładnie. Ale najpierw się napije. No i gdzie to piwo do kurwy nędzy?! – W takim razie, pozwolę sobie tutaj zostać. – zwrócił się do niej, patrząc prosto w oczy, tak jak ona jeszcze kilkanaście sekund temu. Zabawne, że tak szybko spuściła wzrok. Haha. – Czyżby się stresowała? – przemknęło mu przez głowę. Nie, no chyba nie. W końcu.. nie był aż taki straszny zły i w ogóle. Bo nie był, prawda? – Obiecuje zająć się sobą i nie przeszkadzać Ci w wykonywaniu jakże ważnych czynności, jakie zapewne wykonujesz w tej chwili, kiedy już tutaj zaszłaś, z zimna. – rzucił wysoce sarkastycznie i ironicznie. Oczywiście ani jedno, ani drugie nie było wyczuwalne, bowiem Iwan chciał być naprawdę mega miły. Nawet się wysilił na taki ładny, serdeczny i w ogóle, uśmiech. Z nim właśnie zwrócił się do niej, przez krotką chwilę przyglądając się dziewczęciu. Całkiem.. ładna. Ciekawy rękaw miała. Przynajmniej, tak sądził, że to rękaw, jej strój raczej nie pozwalał mu dojrzeć wiele więcej. Ciekawa dziewczyna, ciekawa. Może jednak niekoniecznie zajmie się sobą? No, ale najpierw.. – Barman, gdzie to piwo?– zawołał do stojącego za ladą faceta, wyraźnie zainteresowanego czymś innym niż obsługą Bułgara. – Boże, co za obsługa.. – rzucił pod nosem, widząc jak flegmatycznie zabiera się za nalewanie trunku. Kiedy z niemałą niechęcią postawił przed nim kufel, ten tylko wyszczerzył się szyderczo i podziękował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 18
  Liczba postów : 15
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9733-elizabeth-mary-davis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9734-elizabeth-m-davis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9735-liz#273471
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9736-elizabeth-m-davis#273485




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pon 13 Paź - 16:26

Zarzucając nogę na nogę Liz, powoli, mały łyczkami piła swoje piwo. Prawie zapomniała, jak smakuje. Kiedy ostatnio cokolwiek piła? No właśnie. Należało coś zmienić i to jak najszybciej. Siedzenie w czterech ścianach to raczej kiepski pomysł. Tym bardziej, że ciotce w niczym to nie pomoże.
Na usłyszane słowa serce jej zagalopowało. To dziwne, że facet, którego widziała pierwszy raz w życiu, tak na nią działał. Cholera, miał w sobie coś pociągającego.
Obiecuję zająć się sobą? Jego ton brzmiał szczerze, mimo wszystko jednak trochę podejrzanie to zabrzmiało. Nie chciało jej się wierzyć, że ktoś taki będzie tu po prostu siedział i w milczeniu popijał piwko. Halo, miał przed sobą młodą dziewczynę. A może był zajęty? Bzdura, gdyby był, nie siedziałby po północy w pierwszym lepszym barze.
- Um.. - biorąc dość dużego łyka, spojrzała na niego - Okej, w takim razie ja Tobie również nie będę przeszkadzać.
Miała cichą nadzieje, że nie zabrzmiało to, jakby mówiła prawdę. Spojrzała na niego raz jeszcze, przyglądając się tatuażowi na szyi. Nie dość, że całkiem nieźle zbudowany, to jeszcze te tatuaże. Była pewna, że to nie jego jedyny. Coraz bardziej zaczynał ją interesować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Sofia. Bułgaria
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 359
  Liczba postów : 26
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9748-iwan-popowin#273707
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9749-don-t-waste-your-time
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9750-superszybki-ptak-pocztowy-iwana




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pon 13 Paź - 23:28

Fakt posiadania przed sobą młodej dziewczyny wcale niczego nie oznaczał. Przecież równie dobrze, mogłaby być brzydka, albo bardziej politycznie – nie w jego typie. Co wówczas? Czy nadal musiałby to wykorzystywać? Nie, chyba nie. W końcu nie był turpistą. Tak sądził, przynajmniej, ale chyba miał na to dość mocne dowody. Chyba, że jego podświadomość wypierała ten fakt przez tyle lat, ale.. nie. Zdecydowanie nie był turpistą. Zatem, to jeszcze o niczym nie świadczyło. Na świecie bowiem było mnóstwo młodych dziewczyn, niejednokrotnie ładniejszych od sąsiadki, których i tak nie tknął. Czemu? Dobre pytanie. A motywy były różne. A to nie chciał, a to się bał, a to były cnotkami, a to były nie w jego typie, a to były chore i nie chciał sobie robić problemów… wymieniać można by jeszcze długo. Trzeba jednak powiedzieć, że nigdy nie patrzył na te, które były nim najbardziej zainteresowane. Tak jak na przykład ta laska obok. Cóż. No, nie był narcyzem co prawda, ale fakt, miał trochę budowy ciała. No i nie uważał siebie za tego najbrzydszego, bądźmy szczerzy, chociaż to osobny temat do dyskusji..
Zajął się zatem własną przestrzenią osobistą, nawet odpalił papierosa, myśląc jednocześnie o tym, czy nie napić się aby następnego piwa, mimo że nei wypił jeszcze poprzedniego (tak bardzo Iwan). Bił się z myślami, bo w sumie, czegoś mocniejszego też by się napił. Cholera. To był ten problem. No, ale samemu pić wódkę? Albo jakieś drinki? No bez przesady. Chyba, że z tą laską? W sumie.. była niczego sobie, ale.. nie wiedział. Jakoś nie bardzo miał ochotę tutaj pić. No, a ona płakała, że jej zimno. Zimno.. Ech. Widać, że nie wiedziała, co to prawdziwa zima, ale spoko. Rozumiał to, w końcu wielu było takich ludzi. No, a jakby tak pogadał z jakimś Eskimosem, albo innym Podbiegunowym Skośnookim, to zapewne on powiedziałby to samo. Cóż, takie życie. – Tak bolało. – rzucił nagle, wypuszczając dym z ust. Następnie zwrócił do niej swą twarz, jednocześnie zakrywając w jakiś sposób tatuaż na szyi, ale i ukazując jego dalszą część. – Na szczęście dwie banie przed całym zabiegiem potrafią zdziałać cuda. – rzekł, z uśmiechem, po czym zaciągnął się po raz kolejny. – I tak, wiem. Mnie też się podoba. I nie, nie przepraszaj, nie jesteś pierwszą osobą, której się podoba. – A przynajmniej kobietą.. Cóż. Skąd ta pewność jego głosie? Hm.. może stąd, że nie była to pierwsza osoba, tak patrząca na dzieła sztuki, które nosił na swoim ciele. Można powiedzieć, ze przywyknął, o co w sumie nie trudno, kiedy schemat rozmowy jest taki sam. - Ale coś mi się wydaje, że twój rękaw jest dużo ciekawszy..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Wto 14 Lip - 21:25

Ludzie to potwory.
No, może bez przesady.
Ludzie są okrutni.
Oczywiście Cheney nie zastanawiała się nad tym, gdy ze swoimi nowymi kolegami wchodziła do przeuroczego, łatwo widocznego z ulicy baru. W szpilkach, czarnej, wąskiej spódnicy z wysokim stanem, sięgającej do połowy uda i staniku ciasno nabitym srebrnymi ćwiekami zdawała się nie pasować ani do wystroju, ani do nikogo i niczego innego. Doskonale wiedziała, że nie trafiła do miejsca, gdzie stoliki pełne są miłych panów w garniturach, ale nie przejmowała się niczym - ani tym, że właśnie zgodziła się na łaskę i niełaskę kompletnie obcych sobie mężczyzn, ani tym, że odurzona była raptuśnikiem i jeszcze czymś, czego nazwy nie zapamiętała... Z resztą, to bez znaczenia, bo oba narkotyki celowo były niewłaściwie przygotowane i już wkrótce miały nieźle zatrząść Ślizgonką.
Tymczasem jednak nie miała żadnych obaw, nawet wtedy, gdy podchodząc do baru zorientowała się, że towarzysze nie wiedzieć kiedy ją opuścili. Nie przejęła się tym - zwyczajnie zajęła miejsce przy barze, sięgając do niewielkiej torebki, pewna, że pora na wódkę. Odgarnęła włosy z ramion na plecy, znudzona postukała galeonem w blat, a barman... A barmana nadal nie było. Cheney tylko westchnęła i bez żadnego problemu usiadła na barze, pozwalając poprowadzić się upalonemu umysłowi. W końcu jest kobietą, hej, nie będzie czekać wiecznie! Umie sobie przecież nalać alkoholu, a skoro nikt nie chce jej w tym wyręczyć... Przeskoczyła przez kontuar, zgrabnie lądując na obcasach, po czym zabrała się za szukanie stosownej szklanki i butelki z Zezowatym Iwanem, w którym postanowiła utopić wszystko to, co dziś nią szarpało - tęsknotę za bliskością, złość, zazdrość, kujący ból głowy... I dziwny strach, który brał ją powoli w objęcia.
Ludzie patrzyli? Niech patrzą. Voice odliczyła stosowną ilość galeonów i rzuciła ją na podłogę. Skoro nikt nie zamierzał nalać jej wódki, to niech chociaż po niej posprząta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 24
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Wto 14 Lip - 21:54

Chyba zostawił mieszkanie otwarte. Już od prawie miesiąca nie było o nim nic słychać, tułał się od jednego miejsca do drugiego. Był to okres, w którym Tony znikał i robił sobie niezaplanowane wakacje. A raczej nie wakacje, bo one raczej mają się do tego iż wiadomo gdzie się jedzie.
On nie wiedział, nie wiedział czy na drugi dzień będzie miał gdzie spać czy jedzenie będzie dobry i najważniejsze, czy dzień ten spędzi na trzeźwo. Lubił swoje wyprawy, które opierały się na jednej wielkiej niewiadomej. Jednak zawsze wracał, zawsze musiał znaleźć pretekst aby wrócić choć nie nazywa tego miejsca domem. Nie posiada swojego miejsca, swojego małego kącika, a może to nie chodzi o miejsce?
Jego wyraz twarzy określało jedynie zmęczenie i znudzenie. Tym, co dzisiaj widział i tym co teraz robił. Siedział na niewielkim stołku przy barze i opierał się o niego łokciami. Wypił chyba już chyba trzy szklanki czystej i wciąż nie odczuwał przyjemnego mrowienia w koniuszkach palców. Chciał poczuć, że żył, że potrafi stać się kimś całkowicie normalnym. Schlać się jak świnia, odpierdolić coś a na drugi dzień żałować. Chyba tego mu brakuje, żalu. Choć czy nie kierował się dewizą aby niczego nie żałować? Aby robić dokładnie to, czego się chce? Żal był jedynie stratą czasu, dla ludzi którzy nie wiedzą czego chcą.
Jednak choć raz chciał poczuć się jak każdy inny.
I w momencie kiedy chciał zawołać barmana, jakaś dziewczyna bezceremonialnie przelazła przez bar i obsłużyła się. Tak, jakby bar był jej własnością lub jakby rościła sobie do niego jakieś prawa. Był chyba na tyle znudzony, że zaczął się temu przyglądać. Bar w końcu nie słynął ze swojej dobrej renomy, więc też niewielkie grono osób tu przychodziło. Nie miał kogo obserwować, nie miał kogo poddawać dokładnej analizie. Zawsze tak robił, o ile coś przykuło jego uwagę. Wykorzystywał ku własnym zachciankom wszystko co było mu dane a później zostawiał, bo w końcu dostał to czego chciał.
Podniósł swoją szklankę do góry i przymknął lekko powieki.-Skoro już tam jesteś. Nalej mi.-Powiedział spokojnie, a pusta szklanka powędrowała po blacie w jej kierunku. Jego spojrzenie było uważne i ostrożne, lekko rozbawione. Jakby cała ta sytuacja była jedną wielką komedią.
Jej bezpośredniość i arogancja sprawiły, że uznał iż będzie to dobry pomysł.
Coś przykuło jego uwagę, nawet jeżeli były to złe pobudki, lepsze to niż nic, prawda?
Proszę, zaskocz mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Wto 14 Lip - 22:28

Coś było nie tak. Coś zdecydowanie było nie tak. Czuła dłoń, która zaciskała się na jej szyi, na sercu; dłoń, która ciągnęła ją za włosy do tyłu. Czy bolało? Tak. Nie. Nie wiedziała. Miała tylko wrażenie, że zacznie... Ale przyjemnie było coś poczuć, nawet głupi strach. Nie tonęła już w goryczy i wściekłości, za to powoli zatapiała się w strachu i zagubieniu... Było dobrze. Kurewsko dobrze. Jaskrawe światło raziło ją w oczy i malowało na skórze plamy, a ona podziwiała je z dziwną fascynacją, na zmianę skupiając niesamowicie małe źrenice na szklance z wódką i swoich dłoniach. Dłoniach pokrytych siatką blizn, która na zmianę znaczyła wszystko i nic. Co znaczyła teraz? Pewnie nie da się tego zmieścić w słowach.
Zamrugała kilkakrotnie, szybko, w wielobarwnym korowodzie własnych myśli próbując wyłapać swoje personalia, adres, cokolwiek. Wyłapywała tylko paniczny strach przed otaczającą bar ciemnością, przed otaczającymi ją ludźmi, którzy zdawali się patrzeć na nią karcąco, drapieżnie, gniewnie...
Jestem Voice Cataclysm Cheney i nie powinno mnie tu być.
Łyk alkoholu zalał tą jedną, zagubioną myśl, próbującą zmusić ją do opuszczenia lokalu i jak najszybszego powrotu gdziekolwiek, do światła, do bezpieczeństwa, do ciepła... Ciało nadal tkwiło w ciemności, w niebezpieczeństwie, w chłodzie, w wędrującym dookoła smrodzie wódki i papierosów. Po raz kolejny uniosła szklankę do ust, zaćmiewając umysł jeszcze, jeszcze, by oszaleć, zapomnieć o tym, że jest cokolwiek poza złem. By stracić nadzieję na to, że można znaleźć gdzieś spokój.
Lewa ręka próbowała powędrować do skroni, która przeciągle zakuła, sygnalizując nadchodzącą falę bólu. Nie miała siły jej podnieść. Nie miała siły na nic. Mogła osunąć się teraz na podłogę i oddać snom. Długim, niekończącym się koszmarom, zbywanych krzykiem.
Głos. Spojrzenie. Spokojnie uniosła głowę, kończąc uważną obserwację swoich palców. Wlepiła oczy w mężczyznę. Z daleka jej źrenic niemalże nie było widać - całą jej twarz zdawał się przytłaczać błękit oczu, który w świetle lamp błyszczał niebezpiecznie stalowoszarymi plamkami.
- Czy wyglądam, jakbym była tu po to, żeby nalewać? Może po to, żeby rozlewać? Niszczyć, rozbijać, tłuc, krzyczeć? - mówiła cicho, melodyjnie, napełniając szklankę wódką. Coś między sercem a umysłem kazało jej mówić więcej, ale haust zimnego, nieprzyjemnego powietrza skutecznie ją otumanił. Wzięła naczynie w drobną dłoń i ruszyła w stronę chłopaka, uderzając o podłogę obcasami. - Nie ma nic za darmo - dodała, stając z nim twarzą w twarz, a w jej oczach czaiło się wyzwanie. Nie chodziło o pieniądze.
O coś...
Chyba o coś nieuchwytnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 24
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sro 15 Lip - 22:52

Nie zamierzał wracać. Nie dziś. Nie teraz. Nie do pustego mieszkania, które od wieków nie zaznało łaski światła słonecznego. Swoją samotnię, swoją pieczarę zostawił bez kompletnego nadzoru, jakby było mu obojętne co stanie się dalej. Czy może wszystko było mu obojętne, jeżeli chodziło o niego.
Nieważne co będzie robił jutro, czy pojutrze. Równie dobrze mógł zniknąć i nigdy więcej nie wracać. Jego nieobecność nie zostałaby odnotowana, stałby się jednym z milionów osób, których istnienia równie dobrze mogłoby nie być.
Dobrze.
Jego anonimowość była jego błogosławieństwem. Nie szukał pociechy w ramionach kobiety, nie szukał aprobaty ze strony rodziny czy zwykłego znajomego. Wszyscy zostali gdzieś tam w tyle, rozpamiętując czasy, które przeszły do historii. On ruszył dalej, nie oglądał się za siebie i za to został skazany. Oskarżony i wygnany.
Obserwowanie jej stanu weszło mu chyba w nawyk. Nie odrywał od niej spojrzenia, jakby w każdej chwili mogła się rozlecieć. Na milion kawałeczków, nierównych i nie mających najmniejszego sensu. Anthony nie jest osobą, która pomaga złożyć cię do kupy... Nie wyciąga w twoim kierunku pomocnej dłoni, nie jest samarytaninem, często oczekuje czegoś w zamian. On był osobą, która niszczy, której widok ludzkiego nieszczęścia rozbawia. Przyjemnością jest dla niego obserwowanie ludzkiej niedoli i tego, jak bardzo potrafią się niektórzy stoczyć. Ludzka ignorancja, głupota, nieporadność i niedbalstwo wprawiają go w obrzydzenie ale i są źródłem zabawy.
Bo on nie może się nudzić. Nie może stać w miejscu. Nigdy nie zostaje gdzieś dłużej, niżeli wymagają tego sprawy do załatwienia czy czysta zachcianka. Kręci się dookoła, przechodzi z kąta w kąt, nogi same go prowadzą. Nie zna celu swojej podróży, poznaje go dopiero w momencie kiedy tam się znajduje. Ten rodzaj nieprzewidywalności lubił najbardziej.
Uniósł lekko brwi a w jego palcami pojawił się papieros. Jak zawsze o tej porze, powinien mieć spaloną pół paczki. Ociągasz się Roberts. Wyciągnął mugolską zapalniczkę i odpalił. Zaciągnął się dymem, a jego mina mogła wyrażać bardzo wiele i nic jednocześnie. Może się zastanawiał nad odpowiedzią, może nad sensem tego co powiedziała, może nie obchodziło go to nic a nic i chciał zwyczajnie w świecie zapalić.
Bardziej ciekawe było to, czy w tym stanie do tej dziewczyny dojdzie cokolwiek oprócz większej ilości alkoholu we krwi. I nie tylko.
Zerknął na szklankę, którą łaskawie mu przyniosła. Tak, przyniosła. Ruszyła się zza baru i podeszła do niego. Musiał przyznać, że tym prostym działaniem zaskoczyła go. Bo przecież nikt do niego nie podchodzi, nie staje na równi z nim i nie patrzy tak odważnie w jego oblicze. Nie ze strachu. Po prostu. Zirytowało go to, czy może bardziej zaintrygowało?
-Zależy jaki rodzaj zapłaty Cię interesuje.-Teraz swoje spokojne, ostrożne spojrzenie skierował na nią. Przez jego twarz przemknął cień. Czyżby doskonale zrozumiał ukryty sens jej słów? Zapisany między wierszami. Zapisany w jej oczach, które stały się głównym punktem zaczepienia chłopaka.
Uwielbiał wyzwania, jednak musiała się liczyć z tym, że to wcale nie będzie takie proste. A warunki niekoniecznie będzie ustalała ona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Windsor, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2577
  Liczba postów : 1613
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9119-voice-lloyd
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9122-uslysz-cichy-glos#255607
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9121-glos-w-twojej-glowie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9120-voice-follett-cheney-lloyd




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw 16 Lip - 14:46

Jej mieszkanie... Nawet nie pamiętała, gdzie są klucze. Czy w związku z tym była wolna? Pewnie tak, tylko co to za wolność, gdy wszystko dookoła cię ogranicza. Własny kwadrat przynajmniej dawał jej znikome poczucie odpowiedzialności, dorosłości; z tym, że nie chciała być odpowiedzialna ani dorosła. Wolała pozostać wolnym wiatrem, wiejącym tu i tam, będącym wszędzie i nigdzie. Wiatrem, który raz zrywa z głów kaptury, a innym razem czule muska policzki, dając ulgę w palącym słońcu. Nie chciała zamykać się w ramach, wpisywać w teczki, definiować. Może zależało jej tylko na tym, żeby na wieki wieków zostać tą, która przeskoczyła bar, żeby nalać sobie wódki? Może zależało jej tylko na pozostaniu bezimiennym pyłkiem na karcie historii? A może zależało jej na zapisaniu się wielkimi literami na murach?
Jedno było pewne. Teraz zależało jej na tym, żeby uciec jak najdalej od siebie samej.
Doskonale wiedziała, że nikt nie zaszkodzi jej tak, jak ona sama podejmując wybory. A raczej ich nie podejmując. Równocześnie pragnęła życia i śmierci, szczęścia i smutku, upojenia i trzeźwości. Pragnęła wszystkiego, co jej ten cholerny byt mógł dać. Wszystkiego, co ludzie i świat mieli do zaoferowania. Może była samolubna, chciwa, irytująco niezdecydowana. Mówili, że zalicza się do niedojrzałych, młodych ludzi, którzy skończą wszystko wcześniej, niż zaczęli, w dodatku z kretesem, z hukiem, z echem. Echem, które boleśnie odbije się od innych.
Zaraz. Kim jestem?
Faktycznie już nie pamiętała; zupełnie jakby wypijała samą siebie razem z alkoholem, by po prostu przetrawić własną osobowość i się jej pozbyć. W sumie ta opcja wcale nie była zła - możliwość zaczęcia od nowa, z czystą kartą... Kuszące. Bez wspomnień, bez aspiracji, bez szpilek i cierni wbitych w skórę.
Może szkoda, że tak się nie da? Wielu ludzi miałoby jeszcze jedną rzecz, której mogliby żałować.
Vivian. Jestem Vivian. Vivian Christine... Kurwa. Collins, no.
Jasne.
A może nie?
Usłyszała jakiś brzęk na zapleczu, zupełnie jakby coś się potłukło. Ktoś rzucił komuś jakąś kąśliwą uwagę, ktoś przeciągle jęknął... Cheney uśmiechnęła się do siebie pod nosem. W końcu ktoś się nią zainteresował! Trochę szkoda, że jej obecność za barem nie przeszła niezauważona, albo że nie została zauważona wcześniej lub później. Chwilowo jednak bardziej niż zmierzający w jej stronę barman bardziej interesował ją facet, któremu właśnie zaserwowała wódkę, a raczej jego oczy. Cała reszta średnio ją interesowała - przecież miał takie zabawne tęczówki! A przynajmniej teraz wydawały jej się zabawne.
- Cóż... - ktoś chwycił ją za bark, odwrócił w swoją stronę... Na jej usta wpłynął kpiący, nieco rozbawiony uśmiech. - Dzień dobry - rzuciła barmanowi, unosząc brwi i zakładając ramię na ramię.
- Proszę stąd wyjść! - Cheney przekrzywiła głowę, wsłuchując się w głos mężczyzny, balansujący gdzieś między złością i przerażeniem. W całym ogromie swej miłosierności Voice postanowiła nie utrudniać mu pracy.
- Z miłą chęcią. Do widzenia! - dodała jeszcze, siedząc już na barze i przechodząc na jego drugą stronę. Nie czekała na nic, nie oglądała się za siebie - po prostu ruszyła w stronę wyjścia, by pozwolić otulić się mrokowi. Mrokowi, który całkowicie pochłonął ją, gdy tylko wyszła na ulicę, a drzwi się za nią zatrzasnęły. Mrokowi, który ścisnął jej serce. Mrokowi, który przywitała zmrużeniem oczu i kolejnym krokiem, kolejnym uderzeniem obcasa w chodnik.
Przerażały ją te wszystkie cienie.
Usłyszała za sobą głos, a przynajmniej wydawało jej się, że go usłyszała; połączonego z ciepłem, z siłą, z troską i czułością. Ciche, spokojne Mała, spójrz na mnie. Łzy zapełniły jej oczy i spłynęły strugami po policzkach, gdy odwróciła się w stronę kogoś, kogo nie było.
Nie wiedziała już, kim jest, gdzie jest i w którą stronę powinna pójść. Oparła tylko dłoń o ścianę jakiegoś budynku, a drugą ręką chwyciła się za brzuch, który akurat w tym momencie postanowił piekielnie ją rozboleć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 24
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 361
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6357-anthony-roberts
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6358-jak-sie-bawic-to-na-maxa
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6359-lucek




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Wto 21 Lip - 21:51

Bo są pewne rzeczy, do których człowiek w ogóle nie przywiązuje uwagi. Spójrzmy na niego. Czy do czegokolwiek jest przywiązany? Do rzeczy, miejsca, osoby? Niekoniecznie. Jest człowiekiem, który nie ma nic do stracenia, co czyni go chyba tym z gorszego rodzaju. Zdecydowanie. Tacy ludzie napawają w nim dziwne uczucie, więc co ma czuć wobec samego siebie? Czy może odczuwać strach, rezerwę wobec siebie?
Uwielbiał zapach Szkocji o poranku, czego wspomnienie z każdym dniem traci na swojej mocy i blednie. Wielką trudnością było mu przypomnieć sobie sklep ojca, czy widok matki w kuchni. Obraz rodziny czy domu nie miał dla niego żadnego znaczenia, nie wlewał w jego serce fali ciepła ani nie miał odruchu zwrotnego. Był obojętny, bierny... Czy jest coś gorszego od tego?
Dlatego chodził, dlatego podróżował. Im więcej widział, tym chociaż mógł poczuć imitacje normalnego życia. Mógł poczuć się jak człowiek, jak każda inna osoba. Bo prawda jest taka, że nigdy się nią nie czuł. Nie, żeby potrzebował zjednoczenia z innymi czy poczucia wspólnoty. Po prostu, dla odmiany, warto wejść w inną skórę. Mieć czystą kartę, chociaż poudawać, że to Twój nowy początek i że naprawdę możesz coś znaczyć.
Nigdy jednak nie chciałby naprawdę zacząć od nowa. Jedna z jego żelaznych zasad brzmiała, aby nigdy niczego nie żałować. I nie żałował. Niczego. Decyzji, które zaprowadziły go na dno czy podnosiły w jednej chwili na duchu. Czynów, które sprawiły, że obraz jego postaci stał się ponury i zgorzkniały. Skoro nie żałujesz, nie musisz zaczynać od nowa. Nie musisz udawać, że jesteś kimś innym niżeli jest to w rzeczywistości.
Bo nie usuniesz siebie. Nie zmienisz tego kim jesteś.
Chory pojeb to pojeb. Kurwa to kurwa. Idiota to idiota.
Zapowiadało się ciekawie, a teraz miało być jeszcze lepiej. Kątem oka dostrzegł ruch, który zmierzał w ich kierunku. Był coraz bliżej a jemu jakoś to nie przeszkadzało. Bo w końcu, co mu do tego? Nagle barman pojawił się za dziewczyną a Tony z wielkim zainteresowaniem obserwował sytuację. Była trochę komiczna. Naprawdę. W końcu dziewczyna odwaliła kawał dobrej roboty, obsłużyła aż dwie osoby, które jakiś czas już czekały. Nawet zapłaciła!
Potem jedynie odprowadził ją wzrokiem. A przez sekundę w jego głowie pojawiła się myśl, "jak sobie poradzi będąc w takim stanie"... Jednak trwało to tylko ułamek sekundy a po chwili zdążył o tym zapomnieć. Zapomnieć, że jednak posiada resztki rozumu.
Z racji braku ciekawych obiektów obserwacji, położył pieniądze na stół i dopił w drodze do wyjścia swojego drinka. Dobry był. Choć dziewczyna, która go serwowała chyba nawet nie wiedziała co do niego lała. Oczywiście, że nie była to wina jedynie alkoholu, wystarczyło spojrzeć na jej rozbiegane oczy. Kropelkę potu, która spływała jej po szyi aż do wgłębienia w biustonoszu. Tak. Tony był zajebiście dobry w te klocki. Za dobry.
Naciągnął kołnierz skórzanej kurtki i ruszył wzdłuż ulicy, tak naprawdę nie wiedząc dokąd to zmierza. Może coś zje? Jego brzuch wydawał okrzyki rozpaczy przy ostatniej szklance trunku, więc to chyba dobry pomysł aby coś zjeść...
Szloch. Tupot. Jeszcze głębszy szloch. Nie odwracaj się, w ogóle nie spoglądaj w tamtym kierunku. Jednak nie potrafił podnieść wzroku, szczególnie jeżeli działo się to metr od niego i chwilę za wejściem od baru. Dziewczyna, która wcześniej emanowała pewnością siebie i sporą dozą zwinności, kuliła się teraz sama w sobie. Jakby świat dosłownie w jednym momencie zwalił się jej na głowę, jakby dopiero teraz doszło do niej, jak bardzo powalone jest to gówno.
W duchu przeklinał sam siebie, ale ruszył w jej kierunku. Nie trwało to długo a jedyne co wydobyło się z jego ust.
-Chyba nie będziesz wymiotować.-Jego spojrzenie nawet na niej nie wylądowało. Spoglądał na budynek, o który się opierała. Tak, zdecydowanie nie zaszła za daleko. Nie w tych butach. Nie w tym stanie.
Nie martwił się. Jakżeby śmiał... Ciekawość. Ludzka, prymitywna, wręcz okrutna w tych okolicznościach. Tak, Tony, ty potworze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Kalifornia, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11002-ceres-o-shea
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11012-ultradelirium#299429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11011-nie-mam-sowy#299428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11010-ceres-o-shea#299427




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw 10 Wrz - 11:10

Po powrocie z Atlantdy wody nie było ci wcale dość, dlatego całe dnie przesiadywałaś na plaży w Santa Monica, surfując po falach. Tegoroczne wakacje były inne, niż wszystkie dotychczas. Odpuściłaś sobie rolę odkrywcy – chociaż z drugiej strony wiesz, że było warto. Sowa od Woolley’a była ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewałaś, chociaż przyznaj się, brakowało ci tej małej, irytującej pluskwy w tym podwodnym świecie. Nie wiedziałaś, gdzie aktualnie się znajdował, ani dlaczego jako miejsce spotkania zaproponował Londyn. Musiałaś teleportować się na Pokątną – było to jedyne miejsce, które pamiętałaś i jedyne, jakie wydało ci się bezpieczne od ryzyka pojawienia się mugola w okolicy. Na całe twoje szczęście wskazane miejsce wyrosło ci tuż przed nosem, przekroczyłaś więc bramę, zastanawiając się, skąd Anglicy mają taką fantazję, aby fundować posążki bazyliszków ziejących ogniem. Ogniem! Zaśmiałaś się cicho pod nosem, a twój chichot rozniósł się echem po jaskini. Kiedy w końcu dotarłaś do baru, niespecjalnie zdziwiła cię nieobecność Woolley’a. W zasadzie nie byłabyś zaskoczona, gdyby po prostu się nie pojawił.
Jak to zwykle bywało w takich miejscach – ściągałaś na siebie uwagę. Wokół pełno było podejrzanych gości, a każdy zmierzył cię wzrokiem, centymetr po centymetrze. W powietrzu niemalże słyszałaś niektóre z powierzchownych myśli, choć pośród takiego chaosu, gdzie ulotne świadomości bombardowały cię z każdej strony, ciężko było wyłowić choćby jeden zrozumiały element. Część z nich chciała cię zapewne połknąć w całości, druga zastanawiała się, co tutaj robisz. A inni… inni już pewnie zdążyli się dowiedzieć, że masz jakieś licho za uszami, skoro spotkali się z zimną barierą. Nie wiedziałaś, czego chce od ciebie Woolley, ale chyba nie miał zbyt oleju w głowie – o to nigdy go nie posądzałaś. O nie, nie był tak wyrafinowany jak ty czy Jules. Ty wybrałabyś pewnie najpopularniejszą knajpę, w której nikt nie zwróciłby uwagi na roześmianą blondynkę, która zapewne nie ma za wiele w życiu do powiedzenia.
Podeszłaś do kontuaru, szczerząc się do barmana. Chyba doznał szoku, kiedy zamówiłaś kremowe piwo. Pewnie dawno nikomu go nie podawał. Zostawiłaś należność na ladzie, po czym udałaś się w stronę wolnego stolika, dochodząc do wniosku, że jeśli Burst faktycznie ma do ciebie jakąś sprawę, a nie ściągnął cię tutaj dlatego, że usycha z tęsknoty, będzie musiał się pojawić, zanim opróżnisz kufel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Pheonix, Arizona
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 41
  Liczba postów : 26
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11443-burst-woolley
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11444-rzucam-czym-popadnie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11445-sowa-nie-dziobie#307646
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11452-burst-woolley#307840




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią 11 Wrz - 16:22

Jeszcze nie tak dawno siedział przy oknie i patrzył beznamiętnie na ludzi kręcących się po ulicach. Wszyscy byli tak samo szarzy i nudni. Kręcili się bez celu albo biegli przed siebie jakby od tego zależało ich życie. Uchylił okno i łokciem omal nie zrzucił jaja. Momentalnie poczuł, że zaczyna się irytować. Spędzało mu ono sen z powiek. Póki co było ani poręczne, ani przydatne. Wręcz bezużyteczne jak większa część społeczeństwa. Próbował sobie przypomnieć cokolwiek co by mu pozwoliło w jakiś sposób rozwiązać jego zagadkę. Jasne było, że nie jest to zwykły przedmiot. Nie mógł nic jednak wymyślić. Obmacał je całe, znał jego teksturę na pamięć, ale to nic nie zmieniało. Kilka razy rzucił nim o ścianę, ale to i tak na nic się zdało. Czuł, że ogarnia go rosnąca frustracja. Dlatego od kilku dni omijał je szerokim łukiem. Znudzony przymknął powieki i przez ułamek sekundy między nieistotnymi myślami zobaczył stronę z jakiejś książki. Próbował złapać się tego wspomnienia, ale uleciało tak szybko jak się pojawiło. Nie zdziwiło go to wcale i na chwilę omiótł je ponownie wzrokiem. Nadal nic. Pustka. Palcem przejechał po zakurzonym parapecie malując na nim wzory, które nie miały żadnego ładu, ani składu. Ot po prostu. I znów go olśniło. Szkoda, że nie potrafił wyłowić nic więcej poza tym, że musi się spotkać z nią. Ostatnią osobą, którą chciał teraz oglądać.
Próbował przyzwyczaić się do Londynu, skoro miał spędzić w Hogwarcie następne kilka miesięcy. Dlatego pomieszkiwał kątem w mieszkaniu kuzynki, która wybrała się w podróż życia. Miał cichą nadzieję, że zostanie w niej jak najdłużej i dalej pod jej nieobecność będzie tutaj mieszkał. Nie uśmiechało mu się mieszkać w szkole. Jeszcze z tym jajem, które zawsze w najmniej odpowiednim momencie przypominało o sobie nieznośnym brzęczeniem. Jeżeli kuzynka wróci będzie musiał napisać o dziadka, aby przysłał mu pieniądze. Skoro jeszcze nie zdechł, a i tak w przyszłości wszystko będzie jego to co za różnica, kiedy zacznie wydawać galeony. Wiedział, że poszukiwanie nowego mieszkania nie będzie proste, ale już sobie jakoś z tym poradzi. W porównaniu do reszty problemów ten wydawał się naprawdę błahy. Sam nie wiedział dlaczego w ogóle zajmuje sobie czymś takim głowę. Od tego wszystkiego był spóźniony. Dlatego w biegu zgadnął spodnie i koszulkę. Wcisnął na tyłek jeansy, znalazł jakieś skarpetki i dwa takie same buty. Nie było to proste patrząc na to jaki bałagan panował w mieszkaniu. Na schodach zakładał koszulkę, przeskakując po dwa stopnie i robiąc przy tym dużo hałasu. Bar znajdował się całkiem blisko, więc przy odrobinie szczęścia znajdzie tam jeszcze Ceres. Według niego powinna już przywyknąć do tego, że nie przejmuje się czymś takim jak punktualność. Pożałował swojej decyzji po kilku krokach. Co i raz wpadł na kogoś kto nagle się zatrzymywał i nieoczekiwanie zmieniał kierunek albo na dziecko które zgubiło się w tłumie i po ogarnięciu tego, że nie ma obok rodziców zaczynało płakać. Droga mu zajęła o wiele więcej czasu niż się spodziewał, ale w końcu stanął przed barem. Podłym jak ten cały Londyn. Przy samym wejściu zorientował się, że nałożył koszulkę na lewą stronę. Dobrze, że przynajmniej miał dwa takie same buty. Jak tylko przekroczył próg baru w nozdrza uderzył go paskudny zapach. Trudno było nawet określić jaki. Pogłębiło to tylko grymas na jego twarzy. Musiał wglądać naprawdę uroczo.
- Tęsknotę w Twoich oczach widać z daleka - sięgnął po jej butelkę bez słowa i upił niewielki łyk. Był spragniony, ale na tyle, aby samemu coś kupić. Jak zawsze wyróżniała się z tłumu. Co prawda w tym miejscu nie było to trudne. Ale nawet w szkole doskonale potrafił ją odnaleźć. Zresztą gdziekolwiek gdzie się nie pojawiła w ułamku sekundy potrafił namierzyć gdzie się znajduje. Usiadł obok i dopiero teraz zdjął koszulkę i przekręcił ją na odpowiednią stronę - Nie zjadaj mnie wzrokiem, wiem, że marzysz o tym, aby mnie obmacać, ale musisz sobie na to zasłużyć - powiedział, zanim doprowadził się w końcu do względnego ładu.
Witaj Ceres. Pięknie dziś wyglądasz.
Tęskniłem.



wybacz, że musiałaś czekać, ale już się ogarnąłem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Kalifornia, USA
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 426
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 446
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11002-ceres-o-shea
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11012-ultradelirium#299429
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11011-nie-mam-sowy#299428
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11010-ceres-o-shea#299427




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pon 14 Wrz - 0:39

Na wstępie zaznaczam, że pozwoliłam sobie opisać nieco wydarzenia z przeszłości, które dotyczą również Bursta. Jeśli w jakiś sposób wybitnie ci nie pasują, bądź chcesz coś zmienić, wyślij mi sowę z korektą.

Nie mogłabyś mieszkać w Londynie. Choć kochałaś przygody, we krwi miałaś rzucanie się w wir doświadczeń i we wszystkim odnajdywałaś źródło dobrej zabawy, twój dom znajdował się na zachodnim wybrzeżu Ameryki – tam, gdzie fale drapieżnie rozbijały się o brzeg, gdzie słońce budziło cię o poranku przez cały rok, a ludzie żyli beztrosko z dnia na dzień. Poza tym senna, angielska pogoda dość szybko wpędziłaby cię w melancholijny nastrój, który nie pasowałby ci do twarzy. Nie lubiłaś wspominać o swoich szkockich korzeniach, w zasadzie wszystko, co wiązało się z twoją matką wywoływało u ciebie awersję, choć zaciskałaś zęby i uśmiechałaś się za każdym razem, kiedy ktoś ją wspominał. Nigdy nie wykrzywiałaś ust w grymasie, nigdy nawet nie podnosiłaś głosu.
Nigdy.
Chyba, że akurat miałaś do czynienia z Woolleyem.
Nie miałaś wątpliwości co do jego skłonności do destrukcyjnych zachowań. Pamiętasz jak dziś to lato, gdy zupełnie przypadkiem wpadliście na siebie we Francji. Przyodzialiście czarne kominiarki i z domowej roboty mołotowami nocami biegaliście po ulicach, rzucając butelkami w prewencję. Wokół was było czuć drażniący swąd spalenizny i gazu łzawiącego, a krzyki w obcym języku, z którego żadne z was nie mogło niczego zrozumieć, jedynie zwiększały poziom adrenaliny. Świetnie się bawiłaś, nawet wtedy, kiedy Bursta złapała policja, a tobie jakimś cudem udało się umknąć. Wypuścili go przecież na drugi dzień, kiedy okazało się, że jest jedynie amerykańskim turystą, który ponoć znalazł się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Wyśmiał cię, że nie dałaś się złapać, pokazując ci swoje siniaki na twarzy. Był również tak samo dociekliwy jak ty, co stawiało go w gronie osób, które wolałaś trzymać blisko siebie – tak na wszelki wypadek. I nawet, jeśli nie miał w zwyczaju dzielenia się swoją wiedzą, miałaś nad nim znaczną przewagę, mogąc penetrować jego umysł. Należał chyba do twoich ulubionych. Pełno było w nim krwi i szaleństwa, i obrazów, i słów, których większość nie chciałaby oglądać, a tobie ciągle było mało.
Za każdym razem obrywałaś za swoje próby włamania coraz solidniej. Złodziejka myśli. Tym właśnie byłaś. Ale Woolley nie miał skrupułów, by zacisnąć ci dłoń na szyi, gdzie skóra była niebezpiecznie cienka. Przyznaj się. Rozszarpywało cię to od środka na strzępy, sprawiając większą przyjemność niż igranie z ogniem.
I choć irytowała cię jego obojętność oraz absolutne nieprzystosowanie do świata, choć chciałaś krzyczeć – ba, krzyczałaś – za każdym razem, kiedy i on podnosił głos, był niczym twój cień, którego nie potrafiłabyś się pozbyć. Dlatego, kiedy zmaterializował się przed twoimi oczami, z tym swoim butnym wyrazem twarzy i całą egzystencjalną rezygnacją, chyba naprawdę poczułaś przypływ endorfin, co czyniło jego puentę jak najbardziej trafną.
Nie chciałaś dać mu satysfakcji.
- Za to ty tak bardzo przejąłeś się wizją spotkania mnie przed rozpoczęciem roku szkolnego, że założyłeś odwrotnie koszulę. To całkiem urocze.
Uśmiechasz się do niego, w żaden sposób nie zaprzeczając jego słowom. Wspaniałomyślnie pozwalasz mu na chwilę tryumfu, by po chwili sama wejść do tej słownej potyczki.
- Nie musisz szukać wymówki, żeby pochwalić mi się swoimi nowymi bliznami. Na pewno je masz, prawda? Czy może wakacje beze mnie są o wiele nudniejsze? – pytasz, wyciągając ręce w jego stronę, bo przecież zakazy działają na ciebie jak płachta na byka.
Burst Woolley. Gdyby ktoś kazał ci opisać go w skrócie, powiedziałabyś, że jest dla ciebie jak taka tajemnicza, niebezpieczna substancja, która intryguje cię swoimi chemicznymi reakcjami, parzy i ziębi, rozpala i gasi. Nie ma żadnych sprecyzowanych właściwości. Poza tym, że w każdej chwili może wybuchnąć. Jak bomba. Albo wulkan.
Zawsze chciałaś przespacerować się brzegiem wulkanu. Chyba już wiesz, co będziesz robiła, kiedy zdarzą się kolejne dni wolne.
- Dość tych przyjemności, Woolley. Podobno masz do mnie sprawę. No… chyba, że to podstęp.
Wulkan Woolley. Ciekawe, czy będą cię kiedyś wygrzebywać z jego popiołów, złotko?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11251-mirabelle-bianca-leblanc#303279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11256-play-with-mira#303295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11255-twoja-belladonna#303294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11254-mirabelle-leblanc#303293




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw 3 Gru - 22:38

Mirabelle trafiła kiedyś do tego Baru zupełnym przypadkiem. Właśnie wtedy poznała Jamesa. Chociaż od tego czasu minęło zaledwie kilka miesięcy, może niespełna pół roku, czuła jakby znała go dłużej. Może miał na to wpływ fakt, że barman, z zasady, jest osobą, której człowiek najwięcej się zwierza, a Mirabelle nie była najbardziej trzeźwa kiedy rozmawiała z nim po raz pierwszy. Wiele razy później, z całkowicie przytomną głową, dała mu się przekonać, ze na trzeźwo ciężko zajrzeć w jej duszę, dla odmiany dla tego, jaką otwartą księgą się staje po dużych dawkach spożytego alkoholu. Nie zraziło jej to do dalszego picia. Weszła do pomieszczenia, od razu szukając wzrokiem White’a. Stał przy barze, przystojny jak zawsze i na wyciągnięcie ręki, kiedy tylko podeszła do baru, opierając się na ramionach o dzielącą ich ladę.
Słyszałam, że gdzieś Ci się tam pod blatem polała jedna karafka Ognistej zupełnie przypadkiem, poza oficjalnymi rozliczeniami — mruknęła, patrząc w te dobrze znane jej piwne oczy i uśmiechnęła się kątem ust, pozwalając sobie przysiąść jednym pośladkiem na ladzie, żeby zmniejszyć irytująco duży dystans między nimi, jaki dawała konstrukcja baru. W tej pozycji wystarczyło, ze tylko lekko pochyliła się do przodu, a jej usta smagnęły kącik jego warg, na moment przed tym jak w znużeniu zarzuciła nogę na nogę, opierając się na jednej ręce za sobą.
A potem pięć minut przerwy? — zaproponowała luźno, zgadując, że nikt mu łba nie urwie, jak na chwilę udadzą się na tył sklepu na fajkę, czy cokolwiek… umierała z nudów. Nic dziwnego, że pognało ją aż do Londynu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Dartford
Czystość Krwi : 25%
Galeony : -253
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11937-james-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11939-james-a-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11945-sowa-jim-a#320720
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11940-james-white




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw 3 Gru - 22:52

No tak, James doskonale pamięta ich pierwsze spotkanie. Czy stwierdzenie, że 'nie była najbardziej trzeźwa' jest w tym miejscu odpowiednie? Nie, zdecydowanie nie. Była kompletnie zalana i powiedziała mu naprawdę mnóstwo rzeczy, których wtedy...Cóż, wolał nie słuchać. Pamięta doskonale, że pomyślał sobie wtedy, że wcale nie jest osobą z którą ma ochotę rozmawiać, to jednak z czasem się zmieniło..Gdy spotkał ją całkowicie trzeźwą okazało się, że jest naprawdę bardzo sympatyczną postacią i bardzo szybko zrozumiał, że lubi przebywać w jej towarzystwie. Lubi z nią rozmawiać i śmiało może opowiedzieć jej o wielu rzeczach. Co prawda temat wojska był dalej zamkniętą księgą, uchylił jej ledwie część tajemnicy, to był przekonany, że kiedyś zdobędzie się na to, by jej opowiedzieć dlaczego jest taki a nie inny. Bo musiała już zauważyć, że jest emocjonalną kaleką i naprawdę trudno przychodzi mu okazywanie uczuć...Jakichkolwiek. No cóż, nie ważne. Przejdźmy do teraźniejszości.
Po raz kolejny miał nocną zmianę, ta praca powoli go wykańczała, ale z drugiej strony...Co innego mógł robić człowiek, który potrafi jedynie zabijać? Raczej nie zajmie się prowadzeniem przedszkola, prawda? Tutaj przynajmniej było spokojnie, to nie było życie w stresie, nie martwił się ciągle o życie swoich przyjaciół...Bo trzeba zauważyć, że w wojsku walczy się o życie braci, a nie o swoje. Jedynym jego problemem był brak alkoholu, a to się czasami zdarzało, gdy dostawa nie przyszła na czas. Te problemy wydawały się tak cholernie błahe w porównaniu z tym co przeżył...Ale przynajmniej żył względnie normalnie. Mało kto wiedział, że zawsze miał przy sobie broń, a na każdy dźwięk przypominający strzał natychmiast się spinał, jego ciało reagowało samo sprawiając, że był gotowy do natychmiastowego obalenia przeciwnika...Te nawyki, ech.
Był cholernie znużony wysłuchiwaniem tych wszystkich nachlanych gości, zalotami pijanych panienek, które mimo, iż przychodziły tutaj często nie zdały sobie jeszcze sprawy z tego, że kompletnie go nie interesują..Ale musiał zarabiać, musiał się utrzymywać, musiał mieć co zjeść, dlatego nie mógł stąd odejść.
Otworzyły się w drzwi, do pomieszczenia weszła kobieta...Piękna kobieta, a jej twarz była mu dobrze znana. Mimowolnie uśmiechnął się na jej widok zdając sobie sprawę z faktu, że ten wieczór nie będzie jednak taki nudny. Poza tym...kurwa, stęsknił się za nią, dawno się nie widzieli...Dziewczyna chcąc nie chcąc sprawiała, że poznawał te wszystkie ludzkie uczucia takie jak tęsknota i tak dalej. Poznawał je na nowo.
-Dla Ciebie zawsze. - mruknął w odpowiedzi dalej z delikatnym uśmiechem na ustach i zabrał się do przygotowania napoju, o który poprosiła. Postawił naczynie wypełnione ognistą na blat przed nią, gdy dziewczyna - standardowo - bezczelnie i bez żadnych zahamowań usiadła na blacie zmniejszając dystans między nimi. Szczerze mówiąc..lubił ten klimat, który zawsze między nimi panował, lubił, jak z nim flirtowała. To było przyjemne oderwanie się od rzeczywistości.
-Zobaczymy co da się zrobić.. - odparł, gdy złożyła pocałunek na jego policzku, a właściwie musnęła wargami kącik jego ust.
Uśmiechnął się poprawiając kołnierzyk koszuli i tak - jak zwykle był ubrany elegancko. To się nie zmieniało.
-Miło Cię widzieć. Postanowiłaś w końcu mnie odwiedzić, czy masz jakieś sprawy w Londynie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11251-mirabelle-bianca-leblanc#303279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11256-play-with-mira#303295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11255-twoja-belladonna#303294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11254-mirabelle-leblanc#303293




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw 3 Gru - 23:08

Przechyliła lekko głowę na bok, obserwując go uważnie, w milczeniu, mimo, że zadał jej pytanie. Zastanawiała się, jaką chciałby usłyszeć odpowiedź. I czy ewentualnie szczera prawda była w stanie go zadowolić. Zanim udzieliła mu tej odpowiedzi, objęła spojrzeniem całe pomieszczenie. Miejsca w lokalu zajmowany głównie typy spod ciemnej gwiazdy, bądź typowe ochlapusy. Nie czuła się więc w żaden sposób ograniczona w swoich ruchach. Ludzie zajęci byli swoimi sprawami, czy dnem swojego kufla, dlatego nikt z nich nie zwracał uwagi na dziewczynę, bezkarnie przerzucającą nogi przez ladę. Zsunęła się na posadzkę, naprzeciwko mężczyzny, patrząc na niego z dołu. Bardziej w sumie zaangażowana w samą jego obecność, niż w rozmowę. Jego spokój czy nawet nieudolność w rozmowach zawsze jakoś odpowiednio tłumiły, z kolei jej, żywe emocje. Dlatego uśmiechnęła się kątem ust, nawet wcześniej nieświadoma, jak bardzo to spotkanie było w stanie  przynieść jej dobrego.
A to nie da się tego połączyć? Moją niedopełnioną sprawą w Londynie mogą być odwiedziny u Ciebie — mruknęła pod nosem, sama niepewna tego, czy coś konkretnego popchało ją akurat w tym kierunku, do tego miasta. Poddała się raczej impulsowi — Nie wiem, czy mam tu jeszcze jakieś sprawy do załatwienia, ale jeśli dobrze to rozegrasz, może Tobie poświęcę tu najwięcej swojego wolnego czasu? — mruknęła, podchodząc jeszcze krok bliżej, żeby móc sięgnąć guzika jego koszuli i odpiąć go, przygładzając materiał ubrania na torsie.
Tak lepiej — mruknęła, uśmiechajać się do siebie, zanim cofnęła się, zgarniając w dłoń jedną ze szklanek. Dmuchnęła w jej powierzchnię i zaczęła ją dokładnie polerować, podając ją moment później mężczyźnie. Nie była tak dobra, żeby pomagać mu w pracach porządkowych w tym barze. Zresztą, wnioskując po klienteri, nikogo kilka smug na szkle wcale nie zgorszy. Za to ją, mogło. Uśmiechnęła się do niego kątem ust, nie chcąc go ponaglać co do obiecanego jej alkoholu, ale strasznie suszyło ją w ustach.
To gdzie zabierasz mnie po pracy? — spytała jak zawsze bezpośrednio wypowiadając się o swoich potrzebach, licząc na to, że jego cele będą się zgadzały z jej własnymi. Pierwsze z jej oczekiwań spełnił. Szklanka pełna po brzegi alkoholem już w moment później znalazła się w jej dłoni. Skoro już i tak podeszła po nią pod ladę, oparła się o nią bar biodrem, stukając jednocześnie w zastanowieniu paznokciem w szkło. Czegoś jej brakowało...
Napij się ze mną — mruknęła przeciągle, kusząc go tą propozycją, dobrze wiedząc, że ciężko byłoby go nie namówić do picia, co dopiero, kiedy swoją prośbę składało się w ten wymownie przekonujący sposób, w jaki ona lubiła się do niego zwracać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Dartford
Czystość Krwi : 25%
Galeony : -253
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11937-james-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11939-james-a-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11945-sowa-jim-a#320720
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11940-james-white




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw 3 Gru - 23:29

Jaką chciałby usłyszeć odpowiedź? Oczywiście, że prawdę. Jakaby ta prawda nie była zawsze wolał ją od kłamstwa, lub od mówienia mu tego, co chciałby usłyszeć. No, ale zrobi jak będzie uważała. A on oczywiście uwierzy, bo nigdy jeszcze się na niej nie zawiódł i nie miał powodu do tego, by powątpiewać w to, co mu mówi. Podążył za jej wzrokiem - fakt, często zbierali się tutaj ludzie z pod ciemnej gwiazdy, kilka razy próbowali wdać się z nim w bójkę, ale szybko zdali sobie sprawę z faktu, iż z byłym komandosem nie ma żartów. Zwłaszcza z komandosem, który dodatkowo jest czarodziejem i całkiem nieźle radzi sobie z używaniem zaklęć ofensywnych. Ludzie, którzy byli tutaj stałymi bywalcami dawno zrozumieli, że nie ma sensu wszczynać z nim awantur, bo tylko na tym ucierpią. Ani z nim, ani z ludźmi którzy przychodzili do niego, więc nie było szans, by którykolwiek się źle do niej odezwał, lub krzywo spojrzał, bo wiedzieli czym to grozi...No cóż, dobrze sobie w takim miejscu wyrobić odpowiednią opinie, nie sądzisz, droga autorko? Wracając do ich rozmowy...
-W takim razie cieszę się, że przyjechałaś, żeby mnie zobaczyć. Naprawdę miła niespodzianka. Już myślałem, że o mnie zapomniałaś. - rzucił rozbawiony dalej przyglądając się obecnym tutaj osobom. Po chwili przeniósł na nią wzrok i zaśmiał się krótko po tym, co powiedziała. Hmm...W sumie miłoby było, gdyby poświęciła mu swój czas. Jak już mówiłem - naprawdę uwielbiał z nią przebywać, wszystko wydawało się takie...prostsze, niepokój gdzieś odpływał, choć...choć zwykle i tak wracał.
-Dobrze rozegram? To znaczy? - spytał udając, że nie wie o co jej chodzi...A może naprawdę nie wiedział? Tak to już było z tym cholernym emocjonalnym kaleką. Wszystkiego trzeba było się domyślać, bo to co inni ludzie uważali za normalność jemu sprawiało cholerną trudność, a ona o tym doskonale wiedziała, ale...chyba to akceptowała. Chyba akceptowała jego.
-Skoro tak mówisz.. - rzucił cicho, gdy odpięła jeden guzik. Znał ją na tyle dobrze by wiedzieć, że nie powinien się jej w takich kwestiach sprzeciwiać, była cholernie uparta i zwykle stawiała na swoim. A on po prostu jej ulegał, choć też nie zawsze...Miała silny charakter, podobnie jak on. Zdarzało im się ścierać, chociaż zwykle to on ustępował, ale tylko po to, by zakończyć kłótnię. Nie cierpiał konfliktów, nie z nią.
-Gdzie chciałabyś pójść? Właściwie...Niedługo kończę zmianę, być może mój zmiennik pojawi się trochę wcześniej. Wiesz, straszny pracuś z niego..No i miło było by spędzić trochę czasu z Tobą. - Odparł zastanawiając się nad tym, gdzie mogliby pójść. Do jakiegoś baru? To dość głupia koncepcja, bo przecież dopiero z niego wyjdzie, a ile można spędzać w barach...Gdzieś, gdzie będą tylko we dwoje, gdzie będą mogli spokojnie porozmawiać - tak, to by było idealne wyjście, ale zamierzał poczekać na jej propozycję.
-Jestem w pracy, słonko. - odparł z przekąsem, gdy zaproponowała mu by napił się z nią. Co prawda mógłby to zrobić, nikt raczej nie zwrócił by na to uwagi, ale...Tak po prostu przystać na to, co mu proponuje, mimo, że robi to w tak cholernie przekonujący sposób? Nie nie nie. Nie ma szans. Nawet emocjonalne niedorozwoje potrafią się droczyć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11251-mirabelle-bianca-leblanc#303279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11256-play-with-mira#303295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11255-twoja-belladonna#303294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11254-mirabelle-leblanc#303293




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw 3 Gru - 23:51

Uśmiechnęła się tajemniczo na jego słowa. Nawet jeśli naprawdę nie wiedziałby jak rozgrywać z nią karty, to szło mu to instynktownie całkiem nieźle. Albo tylko udawał takiego cichociemnego, żeby zaskoczyć ją w najmniej oczekiwanym momencie. Chociaż przecież Leblanc była ciężką osobą do wywierania na niej zaskakującego wrażenia. Dlatego właśnie lubiła Jamesa. Nie był do końca prosty w odbiorze. To, co zwykle stawiała za pewnik, przy nim musiała poddawać wątpliwością. Z jego kalekim usposobieniem, zwyczajnie, po prostu odrywał się od zwyczajowych ram. A ona lubiła tą nutkę adrenaliny, kiedy człowiek sam nie był pewien, co go czeka. Wbrew temu, jakim stonowanym charakterem wydawał się White, dla niej okazywał się trzymać ją w napięciu, kiedy zachodziła taka potrzeba, a nawet wtedy, kiedy nie. Tak dla rozrywki. Dlatego nigdy się z nim nie nudziła.
To znaczy, że rób to, co cały czas robisz, a nie zboczysz z odpowiedniej drogi — rzuciła rozbawiona, przyglądając się mu teraz inaczej. Trochę krytycznie, odkąd odpięła mu guzik, a trochę z satysfakcją, że pozwolił jej to zrobić. Taki nonszalancki James podobał jej się znacznie bardziej, kiedy nie pilnował tak każdego guzika i idealnie wyprasowanej, eleganckiej koszuli. Czasami zastanawiała się, jak to było, że mógł wyglądać tak samo dystyngowanie w naprawdę skrupulatnie dobranych ciuchach, jak i w tych wymiętych w czasie pracy, czy przybrudzonych. Na próbę, podeszła znów bliżej, wcześniej odstawiając swoją szklankę na blat baru. Testowała jego cierpliwość i granice uległości, kiedy zaczęła podwijać mu rękawy koszuli. Wprawnymi ruchami zagięła mankiety kilka razy, w międzyczasie zerkając na niego z dołu, śledząc wszelkiego rodzaju zmiany w jego mimice. Ewentualne niezadowolenie z zastanego stanu rzeczy, albo może niemą zgodę na jej kobiece zachcianki zadbania o jego wizerunek. W trakcie składania drugiego rękawa, podjęła się kontynuacji tematu:
Gdzie ja chciałabym pójść? To zależy od tego gdzie ty chcesz mnie zabrać. Zaskocz mnie. Mile… — dorzuciła, choć wcale nie musiała. Nie miała wątpliwości, że wiedział, czego potrzebowała. Miejsce bardziej ustronne niż to chyba brzmiało całkiem nieźle.
Chwilę później, słysząc jego odmowę w kwestii picia, cofnęła dłonie od jego koszuli, wychylając się do tyłu, żeby móc sięgnąć swoje whiskey.
Jesteś pewien? — rzuciła wcale niezrażona jego odmową. Znała jeszcze wiele sposobów, żeby go do swoich racji przekonać. Zamoczyła usta w alkoholu, upijając niewielki łyczek, cały czas patrząc mu w oczy. Potrafił sobie odmówić takiej drobnej przyjemności? Zwłaszcza, kiedy ta drobna przyjemność była tak blisko niego? Na wyciagnięcie ręki? Wspięła się na palce, obejmując jedną ręką jego kark, przez co dłoń, w której ujmowała szklankę z alkoholem, wylądowała na jego barku. — ... że nie chcesz ani trochę skosztować? — dodała już jawnie przyjmując jego droczenie, skoro spróbowała ściągnąć go trochę w dół, kiedy opadła znów na stopy, trzymając usta blisko jego własnych, aby mógł poczuć w nozdrzach zapach jej ust, wcześniej zwilżonych Ognistą. — Cóż, twoja strata. Ta Ognista jest lepsza niż większość szczyn jakie tu podajecie — wzruszyła w końcu ramionami, wycofując się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Skąd : Dartford
Czystość Krwi : 25%
Galeony : -253
  Liczba postów : 44
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11937-james-white
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11939-james-a-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11945-sowa-jim-a#320720
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11940-james-white




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią 4 Gru - 0:10

Szczerze? Może i jakieś tam pojęcie miał..Może rozszyfrował ją i doskonale wiedział w jaki sposób z nim gra, a może po prostu chciał myśleć, że tak jest, ale był w jednym wielkim błędzie? Cholera, tyle pytań, a odpowiedzi jak nie było widać, tak nie widać do tej pory. Mimo wszystko wolał myśleć, że jednak idzie mu całkiem nieźle to 'rozgrywanie z nią kart'.
Z tym, że nie jest prosty masz całkowitą rację. Jest jak jakaś pieprzona kostka rubika, najgorsze było to, że on sam do końca nie wiedział czego chce...Sam nie zawsze wiedział co chce przekazać, co chce powiedzieć, czy mówi to, co powinien...To wszystko było dla niego jedną wielką niewiadomą. Gdyby tylko rzucić go w jakiś cholerny wir walki, ponownie znalazł by się na wojnie..Cóż, wtedy potrafił by się zachować, wiedział by co zrobić. Ale w obecności zniewalająco pięknej kobiety? Nie miał pojęcia. To zabawne, potrafił rozłożyć pistolet i złożyć go w naprawdę bardzo krótkim czasie, a nie potrafił zwyczajnie rozmawiać. Całe szczęście, że przy niej całe to napięcie jakoś znikało, że było mu nieco łatwiej...Co było dziwne, bo ich usposobienia bardzo się różniły. On lubił jednak myśleć, że w jakiś tam sposób się dopełniają...Poza tym to ładnie brzmi, nie?
-Postaram sprostać się Twoim wymaganiom, droga Pani. - rzucił i ukłonił się teatralnie, cały czas rozbawiony tą całą rozmową. I to właśnie było to czego było mu potrzeba, takiego niezobowiązującego do niczego flirtu, luźnej rozmowy, podczas której naprawdę nie musiał się przejmować tym, czy powie coś nieodpowiedniego, czy źle wypadnie...Mógł przy niej być sobą, po prostu tym, kim był przez cały czas. Nie musiał udawać, narzucać maski na twarz.
Oczywiście zauważył to krytyczne spojrzenie, które widział w sumie u niej dość często. Lubiła narzucać mu swoją wolę, szczególnie w kwestii jego wyglądu, który jemu wcale nie przeszkadzał. Ciekawe co by zrobiła, gdyby zobaczyła go całego zakrwawionego w mundurze...Och, nie ważne. W każdym razie...Nie przeszkadzało mu to, że chciała coś w nim czasem zmienić. Skoro tak jej się podobało..Okej, czemu nie. Była kobietą, one na pewno lepiej wiedziały jak facet powinien wyglądać. Gdy zaczęła podciągać mu rękawy westchnął tylko i pokłęcił głową, jednak pozostawał cały czas w dobrym humorze, a na jego buzi cały czas błąkał się ten sam delikatny uśmiech, który pojawił się, gdy tylko ją zobaczył.
-Zaskoczyć Cię..to nie będzie łatwe zadanie. Ale myślę, że dam radę. - puścił jej 'oczko', bo już w zasadzie miał pewien pomysł. Jaki? No cóż, niespodzianka to niespodzianka, prawda (tak naprawdę wcale nie mam pomysłu, ale coś wymyślę zaraz, hahah)? Zależało mu na to, żeby miło spędzili czas, żeby spędzili jak najwięcej czasu razem...Ostatnio tak rzadko się widywali, a chcąc nie chcąc..była mu potrzebna, chociaż prawdopodobnie nigdy nie powie tego wprost. Był jednak pewien, że ona o tym wiedziała. Odkąd pojawiła się w jego życiu wszystko zaczęło być jakieś...lepsze? To chyba odpowiednie słowo.
Następnie, zaraz po jego odmowie spytała go, czy jest pewien. Zrobiła to w taki sposób...Znał ten ton, naprawdę dobrze go znał. Wiedział, że za chwilę przystąpi do prób namówienia go, do prób, które..cóż, na pewno będą przyjemne, oraz niespodziewane - taka już była. I najlepsze jest to, że zwykle dostawała to czego chce, ale...nie od niego. Również postawił się postawić, a ona dobrze o tym wiedziała. To, że ulegał jej często nie znaczyło, że robił to zawsze, co to to nie!
Oparła dłoń na jego karku, a po jego ciele przeszły ciarki, czego oczywiście nie dał po sobie poznać, bo jakżeby inaczej...W każdym razie jej bliskość była czymś, co go wręcz elektryzowało. Już dawno go do niej ciągnęło, ciekawe tylko, czy zdawała sobie z tego sprawę? Miał nadzieję, że nie. W każdym razie...postanowił się wreszcie odezwać. Zanim jeszcze się od niego odsunęła, objął ją w pasie i mocno przyciągnął do siebie, przyciskając jej ciało do swojego. Następnie uśmiechnął się patrząc jej prosto w oczy i nachylił się, szeptając jej prosto w ucho, tak, że mogła poczuć na skórze jego gorący oddech:
-Innym razem, słońce. - a potem sam się odsunął dalej uśmiechnięty.
-Masz rację, whisky jest tutaj najlepsza. Poza tym jest moim ulubionym alkoholem, co doskonale wiesz. Zawsze zawijam kilka butelek do domu. - rzucił zmieniając temat i zajął się wycieraniem brudnych szklanek, jednocześnie zerkając co jakiś czas w kierunku drzwi..
-Gdzie ten pieprzony kretyn.. - mruknął pod nosem mając na myśli oczywiście drugiego barmana, który wcale się nie spieszył...A powinien, bo na Jim'a czekała piękna kobieta!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Nowy Orlean
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 106
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11251-mirabelle-bianca-leblanc#303279
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11256-play-with-mira#303295
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11255-twoja-belladonna#303294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11254-mirabelle-leblanc#303293




Moderator






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią 4 Gru - 0:38

Jeśli nawet była ciekawa co dla niej wymyślił to wcale nie dała tego po sobie poznać. Uśmiechała się do niego niezmiennie tajemniczo, popijając swoją Ognistą, obserwując miłą zmianę na jego twarzy. Te oczy, które pamiętała jako wypełnione bólem i cierpieniem, patrzyły na nią inaczej niż, kiedy widzieli się po raz pierwszy (czy drugi, bo to kiedy była pijana się nie liczy). Te usta, sugerujące bardzo bogate, w większości pewnie nieprzyjemne doświadczenia mężczyzny; te same wargi, które niegdyś zaciskały się w sposób bardzo delikatny – niemożliwy do odczytania dla niewprawnego oka – teraz wyginał przyjemny uśmiech. Myślenie też miał, odnosiła takie wrażenie, czasami lepsze niż na początku ich znajomości. Skoro potrafił na chwilę chociaż, odrzucić przykrości, jakie spotkały go w życiu i oddać się w wir szaleństwa, jakie mu proponowała poprzez znajomość z nią. Dostrzegając lekkie mrugnięcie jego powieki, dmuchnęła mu ciepłym powietrzem w twarz, nie pytając go, gdzie ją zabierze. Nie lubiła niespodzianek, ale… w ich znajomości nauczyła się czasami iść na kompromisy, a on jeszcze nigdy jej nie zawiódł.
Trzymam Cię za słowo — rzuciła tylko, wywierając na nim pewien rodzaj presji, że teraz, to musi ją naprawdę pozytywnie zaskoczyć, skoro już jej to obiecał — Powinnam już wymyślać dla Ciebie jakąś karę, jeśli nie uda Ci się spełnić moich oczekiwań? — dodała trochę z przekąsem, oczekując, ze przyjmie takie wyzwanie. W końcu czy nie byłoby nudno, gdyby nie dodawała trochę elementu napięcia do jego działań? Jeśli knuła dla niego takie drobne intrygi to tylko po to, żeby nie spoczywał na laurach, żeby się czasem nie nudził i żeby, przede wszystkim, postarać się bardziej. Bo przecież była czasami kobietą dla której warto było się starać. A czasem tą, która mocno drażniła człowieka, ale jego przecież chyba rzadko.
W momencie, w którym przyciągnął ją do siebie, wygięła się zgrabnie w łuk, synchronizując się z jego ruchem, żeby ustabilizować dłoń zawieszoną w powietrzu, tą, w której dzierżyła alkohol. Ognista rozlała się po ściankach naczynia, ale na szczęście nie uleciała ani kropelka. Dla bezpieczeństwa jednak wzięła jeszcze dwa porządne łyki, gdyby James znów chciał wypracowywać jakieś niespodziewane ruchy. Czując jego ciepło i gorący oddech na skórze, przymknęła powieki, wsłuchując się w jego szept i… naprawdę było w tym momencie setki innych zwrotów, jakich mógł użyć, a on postanowił i tak konsekwentnie jej odmówić. Odetchnęła z rezygnacją.
Nie wiem skąd w tobie tyle siły, żeby odmawiać sobie przyjemności — przyznała podążając za nim wzrokiem, kiedy znów zwiększył dystans. W dalszym ciągu obserwowała go w trakcie pracy, sama dopijając zawartość szklanki do końca. — Śpieszy Ci się gdzieś? Przecież i tak nigdzie się bez Ciebie nie wybieram — wzruszyła ramionami, odkładając już pustą szklankę na blat i podążyła za mężczyzną, patrząc mu cały czas z nad ramienia, kiedy przecierał brudne szklaneczki. Kiedy którąś odkładał, czasami po złości brała ją w dłoń, owiewała ją ciepłym oddechem ze znużeniem, czasami „przypadkiem” zahaczając wargami o szkło, zostawiając tam lekki ślad szminki i oddawała mu naczynie do ponownego polerowania. Taka drobna zabawa na zabicie czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   

Powrót do góry Go down
 

Bar "Pod okiem Bazyliszka"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Pęcherze, ugryzienia i petryfikacja, czyli o tym jak poprawnie złapać bazyliszka...
» Tunele

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-