Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Bar "Pod okiem Bazyliszka"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10, 11, 12  Next
AutorWiadomość



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44064
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Sie 13 2010, 19:24

First topic message reminder :


Bar "Pod okiem Bazyliszka"
Mało kto wie o istnieniu tego baru. I nie chodzi tu tylko o mugolów,  ale także o czarodziejów. Szare, ponure ściany z pewnością nie przypominają baru, a i na wejściu nie ma żadnego oznaczenia, informującego, iż tu właśnie znajduje się bar. Wchodząc do środka, odnosi się wrażenie, jakby rzeczywiście było się pod okiem bazyliszka. Całe pomieszczenie przypomina ciemną jaskinię, a przy barze i stolikach razi w oczy jaskrawe światło. Można tu spotkać mnóstwo podejrzanych typków. Jednak lepiej nie wdawać się z nimi w rozmowy. Tuż przy wejściu, znajduje się ogromny posąg bazyliszka ziejący ogniem w najmniej spodziewanym momencie. Tutejsze menu trunków jest bardzo oryginalne. Wielu ludzi, zamawiając Krwistą Whisky, nie zdają sobie sprawy, że nazwa jest dosłowna.

Piwo kremowe
Jagodowy jabol  
Smocza Krew
Boddingtons Pub Ale
Stokrotkowy Haust
Rum porzeczkowy
Malinowy Znikacz
Sherry
Krwiste Sherry
Ognista Whisky
Krwista Whisky
Papa Vodka
Zezowaty Iwan

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 128
  Liczba postów : 432
http://czarodzieje.my-rpg.com/t267-diana-potter?highlight=Diana+Potter
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5391-moe-kochane-ludki




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sro Kwi 03 2013, 21:32

O istnieniu tego mojesca dowiedziała się przypadkiem parę lat temu. Gdy była mała zgubiła się gdzieś w tłumie i przez przypadek zostaąl tutaj wciągnięta. Barman szybko zorientował się, ze dziewczynka się zgubiła i wyprowadził ją na ulicę. Od tamtej pory tu nie zaglądała, jednak teraz tego potrzebowała. Kilka sostatnich dni ją przerastało i musiała pomyśleć. Jednak jak na złość nie mogła na to znaleźć żadnego spokojnego miejsca. Gdy włuczyła się po Pokątnej jej wzrok padł na ciemne drzwi bez żadnego szyldu, czy chociaż tabliczki co tu się znajduje. Wtedy przypomniała sobie dziwny bar i pomyślałą, ze warto by było sprawdzić, czy dalej istnieje. Tak więc powoli uchyliła drzwi i weszła do środka. Ostrożnie podeszła do barmana.
-Czego Panienka sobie rzyczy?- spytała mało zachęcajacym tonem.
-Piwo kremowe.- powiedziałą rzucajac na ladę kilka galeonów.
Mężczyzna nalał trunek do o dziwo w miarę czystego kufla. Diana wzięła piwo i rozejżała w poszukiwaniu miejsca. W końcu namierzyła pusty stolik przy ścianie. Gdy tam szła nie zauważyła pary uczniów nastolatków, prawdopodobnie uczniów Hogwartu i niechcący zachaczyła o dziewczynę obelwajac ja jedna trzecią zawartości kufla.
-Ja... Ja... Ja bardzo prapraszam...- wydukała zakłopotana, odstawiła naczynie, wyciągnęła z torby chysteczki i próbowała jakoś osuszyć mokrą plamę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 16
  Liczba postów : 24




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Kwi 04 2013, 08:52

Lustrował towarzystwo wzrokiem, by w końcu katem oka dostrzec Jude. Nie, będę bredzić, jaki on był zdziwiony czy nie na jej widok, nic z tego. Nie analizował zbytnio postawy dziewczyny, czy reakcji na otoczenie. Fakt, był dobrym obserwatorem, ale po co tak rozmyślać? Po prostu przyjął do zrozumienia, fakt, że ona tu jest i wypadałoby coś z tym zrobić. Jak zawsze z resztą. Ostatnio nieodzownym elementem myślenie o niej było rozmyślanie o ich pierwszymspotkaniu. O tym jakie mogłoby być. Ciągle niefortunnie ale niemiłosiernie, wręcz zabawne. Przynajmniej dla niego. Lubił sprawdzić na ile może sobie z nią pozwolić. Przynajmniej w myślach. No nie raz już wyobrażałeobie ja wraca do domu błagając o wybaczenie. Wdział, że jasno wyznaczyła granice, stawiając go i matkę na dystans, jednak on powoli i zręcznie starał się je zacierać.
-Moje zdrowie.- powiedział unosząc szklankę i uśmiechając się do kelnerki.
Na jego ustach wykwitł łobuzerski uśmiech. Dała mu kopertę? Urocze. Tym samym dała mu kolejne wyzwanie. Kelnerka uśmiechnęła się gdy dostrzegła w jego dłoni pustą już, czarkę. Tym samym, równie ochoczo napełniła ją ponownie. Oczywiście tym samym. Ostatnio pił tylko wódkę. Czystą, rzecz jasna. Uśmiechnął się do niej lekko w akcie podziękowania. Chociaż tylko on wiedziała, że była to maska. Kolejna z resztą. Nie lubił tracić czasu na grzeczności, daremne uśmiechy rzucane po kątach jak stare graty czy przywiązanie do ludzi postronnych. Po co mu to?
-Stęskniłem się.-dodał prowokująco.- Po tym jak nas zostawiłaś Jude. Co to?
Jude była inna. Nawet jeśli pragnąłby z całego serca, a uwierzcie mi chciała tego jak niczego innego od jakiegoś czasu, zaszufladkować jej jak wszystkich-nie potrafił. Za żadne skarby, po prostu nie. Byłą taka niesztampowa, albo po prostu dziwna…Cokolwiek. Byli tacy sami, ulepieni z jednej gliny. Już dawno powinna się znaleźć w szufladzie ‘Zdrajcy' albo w jakiejś mrocznej przeznaczonej w niebyt części jego mózgu, ale coś w nim broniło się rękami i nogami by tego nie zrobił. Nie chciał czegoś innego. On się nie przywiązywał, nie rozmyślała, nie obawiał. Nie taki chciał być, nie tak go uczono.Był aktorem. Jednak to co usilnie odgrywał często było mu obce, obawiał się tego a jednocześnie był ciekaw. Jak to jest być zawstydzonym? Lękać się? Liczyć każde słowo, czy rozpamiętywać choć jedno? Bał się choć właśnie to robił. Lustrował siostrę wzrokiem, w końcu podnosząc kopertę. Nagle ktoś wylał na dziewczynę zawartość kufla. Chłopak jednak nie wykazywał żadnych emocji. Uśmiechnął się do puchonki polubownie i podał kolejną serwetkę, by po chwili powrócić do drinka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Sheffield/Londyn
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 193
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5149-jude-chelsea-jackson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5154-hey-jude?highlight=jude
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5159-platon?highlight=platon




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Kwi 04 2013, 17:38

Czyżby Matt chciał powtórzyć los ich ojca? W końcu ktoś napisał kiedyś w jakiejś mądrej książce, że alkoholizm może być dziedziczny. Przechodzi na potomka i zostawia go z wielkim bałaganem i problemem. Jude zdecydowanie nie chciałaby, żeby jej brat zaczął się niedługo tarzać w jakichś rowach. Jego upadek na dno byłby dla niej czymś szczególnie bolesnym, chociaż w ogóle ze sobą nie rozmawiali. Nigdy nie byli w dobrych stosunkach, nie mieli przecież kiedy. Bo jak mogła się do niego przywiązać, kiedy matka tak po prostu ją oddała? Znała Matthew jedynie z niewinnych, dziecięcych zabaw. Nie wiedziała, jakim człowiekiem jest teraz, ale wydawało się jej, że nie darzy jej pozytywnymi emocjami. Ona natomiast otoczyła się kołnierzem obojętności, przez którą przebijał się ogromny żal. Przecież żaden przyjaciel nie przytuli Cię tak, jak brat lub siostra. To smutne, że miała tak dużą rodzinę, a jedyną osobą, która w ogóle miała ochotę jej słuchać, była ciocia Ania. Cudowna kobieta, która robiła wszystko, żeby dać jej namiastkę domu, która próbowała sprawić, że Jude nie poczuje się odtrącona przez swoją matkę. Wiele razy widziała, jak Anna pisze listy, które miały trafić w ręce pani Jackson. I choć wysyłała je prawie codziennie, to nigdy nie otrzymywała odpowiedzi. I teraz nagle puchonka miała spokojnie otworzyć kopertę i przeczytać, co jej matka chce jej przekazać? Doświadczenie, jeśli można to tak nazwać, nauczyło ją, że nie powinna cieszyć się chęciami, lub pozornymi chęciami matki. Do dziś pamiętała, kiedy jej matka przytuliła ją na pożegnanie i z zaciśniętymi zębami, sączącym się jadem, wyszeptała Jesteś wielką pomyłką, błędem mojego życia, znikaj z niego i nigdy więcej nie wracaj. Te słowa jeszcze przez długi czas odbijały się w jej głowie. Nie mówiła o tym nikomu, ciotce wydawało się, że są w jej siostrze jeszcze resztki matczynego instynktu, że przytula JJ z miłością, ale to była tylko gra. Tego nauczyła swoje dzieci. Grać.
Przygryzła wargę i wpatrywała się w swoje buty. Nadal nie mogła zebrać się na odwagę, by spojrzeć mu w oczy. Już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, żeby się obronić, choć ponoć tłumaczą się jedynie winni, kiedy poczuła na sobie zapach kremowego piwa, ściekającego po jej koszulce. Było to dla niej równie kłopotliwe, co dla tej małej puchonki. Kojarzyła ją, była zdecydowanie młodsza.
- Nic się nie stało. - Powiedziała cicho, biorąc chusteczkę, którą zaoferował jej brat...brat...jak to dziwnie brzmiało. Nie powinna tu przychodzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : V
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 128
  Liczba postów : 432
http://czarodzieje.my-rpg.com/t267-diana-potter?highlight=Diana+Potter
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5391-moe-kochane-ludki




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Czw Kwi 04 2013, 18:16

Była cała czerwona, nie wiedziała co robić. W końcu wyciągnęła różdżkę.
-Cekaj, wyczyszczę to...- powiedziała celując w nią magiczny kijek.
- Chłoszczyć.- mruknęła, a bluzka dziewczyny wróciła do poprzedniego stanu.
- Jeszcze raz przepraszam.- wymamrotała nie patrząc parce w oczy i szybko czmychnęła w kąt lokalu.
Piotr, gdzie jesteś, jak cię potrzebuję? Pomyślała zrozpaczona. Fakt, miała oczywiście kochanych rodziców i rodzeństwo, ktore kochała najbardziej na świecie, ale jednak brakowało jej kuzyna. Nie wiedzieć czemu potrzebowała jej odmiany, kogoś z kim mogłaby porozmawiać i powspominać ich wyprawy i małe przygody. Niestety Piotr wyjechał, a ona, mimo iż otoczona tłumem ludzi, została całkiem sama..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Eton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 605
http://www.czarodzieje.org/t1072-jacqueline-moreau
http://www.czarodzieje.org/t16397-jacqueline-moreau




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Lip 26 2013, 00:01

Były wakacje, a jako że Jacqueline nie wybrała się wraz z resztą szkoły do Chin czy innej Tajlandii, nieważne, większość czasu spędzała albo w swoim mieszkaniu albo pałętając się po mieście, zawierając jednodniowe (jednonocne) znajomości itp itd. Tego wieczoru wylądowała w dość obskurnym i na pierwszy rzut oka niepozornym pubie, który przy głębszym poznaniu okazywał się świetnym miejscem do zabawy; wierzcie lub nie, ludzi takich jak tutaj nie poznacie nigdzie indziej.
Udała się do pubu nieświadoma tego, że odbywa się tam koncert jakiegoś szalonego zespołu indie, w skład którego wchodziła grupa młodych mężczyzn – chwilę się zawahała, bo nie zwykła chodzić na występy nieznanych jej kapel, jednak wreszcie została i... bawiła się wyśmienicie! Była jedną z nielicznych osób słuchających występu (dołączyła do niej jeszcze korpulentna pani po czterdziestce, znajomy transwestyta imieniem Shannon i grupka młodzieży w potarganych ubraniach), bo większa część bywalców pubu była zajęta głośnymi rozmowami, grą w karty i piciem na umór; dlatego też odbiór miała nieco utrudniony, w ogólnym zgiełku ciężko było wyłapać słowa piosenek, a gęsty dym papierosowy spowijał zespół gęstą mgłą. Niemniej jednak była zachwycona, że jednak wpadła, i najgłośniej ze wszystkich wołała „Bis!!!”. Po zakończonym koncercie opadła z hukiem na krzesło, i, ignorując zaloty siedzącego obok krępego Azjaty, złapała za swój kufel z piwem i w mroku próbowała dostrzec, gdzie udali się członkowie kapeli – jak się później okazało, ci siedzieli przy stoliku VIP (czysty, ze wszystkimi nogami i krzesłami z jednego kompletu) i raczyli się najdroższymi trunkami z karty (kto bogatemu zabroni), zapewne wymieniając jakieś nonszalanckie komentarze. Żak siedział przyczajony, sącząc swój napój i kombinując, jak się wkręcić na after-party; zalotne spojrzenia nie wchodziły w grę, bo wśród dymu niewiele było widać, a i co rusz ktoś jej zasłaniał. Ugh.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : LONDYN
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 852
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t3009-lex-middleton
http://www.czarodzieje.org/t16398-lex-middleton#449623




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Lip 26 2013, 00:23

No no, zaraz było widać, u kogo hajs się zgadza, wszak chłopaki balowali równo; na całym stoliku gęsto było od trunków wszelkiej maści, jak w powietrzu od dymu z cygaret, a w całym barze od obecnych tu fanów i przypadkowych pijaczków skuszonych tanimi cenami tutejszych procentów. Od razu można było powiedzieć też, że byli gwiazdami tego wieczoru. Podobnie czuł się Lex, który bez najmniejszego skrępowania posyłał tutejszym (co ładniejszym) pannom oczka znad czarnych szkiełek swoich hipsterskich okularów. Natomiast jego kumpel, krępy Angel, co chwilę zniecierpliwiony kiwał rąsią na kelnerkę, co najmniej jakby w jej obowiązku było obsługiwać tylko i wyłącznie ich vipowski stolik; Middleton, zerknąwszy na jej kusą spódniczkę, zaczynał podejrzewać, że Angelowi wcale nie chodziło o kolejne piwo.
No, nieważne. Rozglądnął się jeszcze raz po pubie, ale że z widocznością przez dym nie było tu najlepiej (czego wcale nie potęgowały ciemne okulary, skądże), Lex zaniechał tej czynności i, zgodnie z maksymą 'chluśniem bo uśniem', uniósł w górę swój kieliszek.
- SHOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOTS - zachrypnął, po czym cała kapela zdrowo łyknęła Krwistej Sherry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Eton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 605
http://www.czarodzieje.org/t1072-jacqueline-moreau
http://www.czarodzieje.org/t16397-jacqueline-moreau




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Lip 26 2013, 00:42

POST MOŻE ZAWIERAĆ ŻARTY HERMETYCZNE WIĘC JAK CZYTASZ I NIE WIESZ O CO CHODZI TO SIĘ NIE MARTW


Jacqueline powoli robiła się zniecierpliwiona i znudzona samym obserwowaniem chłopaków; postanowiła sobie, że nie opuści pubu dopóki chociaż się im nie przedstawi. A że nie zanosiło się na to, by którykolwiek z nich ją dostrzegł, postanowiła wziąć sprawę we własne ręce (czynnikiem popychającym ją do działania była także ręka owego Azjaty, która niespodziewanie znalazła się w okolicach jej kolana) i znienacka wstała. Piwo szumiące w głowie podpowiedziało jej jednak, że podbijanie do zespołu z tekstem „byliście świetni!” jest zbyt banalne i dużo lepiej byłoby znaleźć jakiś neutralny, a zarazem niebagatelny niczym jej osobowość, nonszalancki i luzacki pretekst rozmowy, jak na przykład...
- Hej dzień dobry, przepraszam – wołała, przepychając się w stronę kapeli, która właśnie wzniosła głośny toast – Mogłabym może od was odkupić dwa papierosy?– spytała z czarującym uśmiechem i całą gamą emocji, podekscytowana jak mało kiedy. Ku jej zaskoczeniu, krępy Angel odparł „NIE”, a gdy zrobiła już minę skopanego jelenia i miała odchodzić dumnie zadzierając głowę, ten dodał – „Ale możesz dostać za darmo, he he”, prezentując jej całe swoje uzębienie w uśmiechu. Wniebowzięta Jacqueline poczęstowała się cygaretem, uprzednio zapewniwszy Angela, że jest pełnoletnia (no tak, magiczna policja węszy wszędzie), po czym bezceremonialnie dosunęła sobie krzesło i zaczęła zachwalać koncert, chłopaków, hawajską koszulę w palmy, którą miał na sobie wokalista i w ciągu pięciu minut zdążyła wznieść dwa toasty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : LONDYN
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 852
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t3009-lex-middleton
http://www.czarodzieje.org/t16398-lex-middleton#449623




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Lip 26 2013, 00:58

Po strzepaniu  na podłogę resztek sherry z dna kieliszka i głośnym odstawieniu go na blat już nie tak czystego stołu Lex stwierdził, że na chwilę mu starczy, więc rozsiadł się trochę wygodniej, opierając się łokciami o stół, a głową o pięść. Nie zgonował, gdzieżby tam; senno mu się zrobiło, to zdecydowanie atmosfera tego spowitego w cygaretowy dym pubu i słaby DJ tak na niego działały. Ocknął się trochę, słysząc nieopodal damski głos, tym razem nie proszący o autograf na biuście, chusteczkę, w którą smarkał gitarzysta, ani wspólną fotę na CZARODZIEJOSTAGRAMA (#party #chillin #shots #magicguys #Testrals), a o możliwość odkupienia fajek, co krępy i lubieżny Angel wykorzystywał jako kolejną szansę do ostrego flirtu. Nie oderwał jednak głowy od pięści, tylko zerknął na ową fankę ochoczo przysiadającą się do ich stolika znad swoich okularów. Przeraził się nie na żarty, wszak w owej urokliwej dziewoi rozpoznał swą eks dziewczynę - Żaklin, którą porzucił w mało chwalebny sposób. Nie wiedział co zrobić, więc chybcikiem zanurkował pod stolik, udając przed chłopakami, że coś upuścił. Spora ilość Krwistej Sherry sprawiła, że uznał za klawy i sensowny plan siedzieć tu aż Moreau zdecyduje się sobie pójść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Eton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 605
http://www.czarodzieje.org/t1072-jacqueline-moreau
http://www.czarodzieje.org/t16397-jacqueline-moreau




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Lip 26 2013, 01:14

Z Angelem i resztą chłopaków, którzy – jak się chwilę później okazało – byli gitarzystami, rozmawiało się jej naprawdę bardzo przyjemnie. Jacqueline zupełnie nie przeszkadzał fakt, że Angel jest mały, gruby, a do tego jego podryw jest dość niewybredny i czasem zarzuca rubasznymi żartami; nie zauważyła także nieobecności perkusisty, którego występ podczas koncertu podobał się jej najbardziej, szczególnie podczas jego solówki do piosenki „You don’t have my wand” – była naprawdę niesamowita, chociaż Żak nie była do końca pewna, czy to solówka, czy reszta zespołu zapomniała, co ma grać, i grał sam perkusista. No, ale mniejsza o to.
Kiedy po kolejnej chwili DJ puścił hit „Dalibomba”, atmosfera zrobiła się naprawdę gorąca, szczególnie kiedy Jacqueline postanowiła nauczyć chłopaków z zespołu tańczyć jak mugole z teledysku do owej piosenki (a nie była to czynność zbyt łatwa, falujące ruchy rękami są wbrew pozorom bardzo skomplikowane). Zabawa była przednia, do momentu, gdy rozochocona dziewczyna nie zaczęła beztrosko machać stopami w rytm piosenki, aż w końcu jedna z nich z hukiem w coś uderzyła. W coś, co było zdecydowanie za duże jak na cienką metalową nogę od stołu; nie było też żadnym z jej towarzyszy, bo ci siedzieli obok, nie naprzeciwko.
- CO DO DIABŁA...? - huknęła, zaskoczona, i z bolącym palcem u stopy.
By zaspokoić waszą ciekawość, wyjaśnię, że była to głowa owego tajemniczego perkusisty, o czym Jacqueline jeszcze nie miała okazji wiedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : LONDYN
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 852
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t3009-lex-middleton
http://www.czarodzieje.org/t16398-lex-middleton#449623




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Lip 26 2013, 13:59

Lex siedział natomiast pod stolikiem, skulony nie tylko ciałem (miejsca było mało, wszak Angel nogi miał tęgie niczym serdelki), ale i w sobie, bo szalenie głupio mu się zrobiło na myśl o tym, co niegdyś zrobił pannie Moreau. Z tych nerwów chętnie zapaliłby sobie cygareta, ale cała paczka leżała na stole, a stwierdził, że wychylanie się z bezpiecznej kryjówki potrzebne mu jak zającowi dzwonek na polowaniu. Siedział tak zatem, ze smutkiem stwierdzając, że DJ w końcu się rozkręcił, puszczając jeden z jego ulubionych kawałków, przy którym nogi same rwały się do tańca (swoją drogą opanował już całą choreografię, łącznie z dziarskim klepnięciem się w kolanko celem zaprezentowania bica), reszta Testralsów imprezowała w najlepsze z panną Moreau, a on miał chęć czmychnąć stąd niczym cygan na kradzionym koniu. Niestety. W trakcie, gdy cały pub poderwał się do energicznych pląsów, a Middleton opracowywał swoje plany ucieczki, nieoczekiwanie coś go uderzyło. I nie, to nie był grom z jasnego nieba, ani cudowny przypływ natchnienia, a but. Damski, jak zdążył przyuważyć. Chciał odskoczyć w razie następnego ciosu, w rezultacie czego przywalił czubkiem głowy w ich vipowski stół z donośnym 'Ałłłłłłłłłłł'. Kryjówka spalona, zauważył błyskotliwie, po czym powoli zaczął wyłaniać się spod stolika niczym żołnierz zza okopu, oceniając tym samym sytuację. Ostatecznie stwierdził, że jest bardziej niż chujowa.
"O, LEX, CHŁOPIE, A COŚ TY ROBIŁ POD TYM STOŁEM?" zdumiał się Angel, który zapewne dopiero zorientował się, że przez ostatnie dziesięć minut przy stoliku brakowało perkusisty.
- Buta wiązałem - bąknął Middleton z braku lepszych pomysłów, tracąc tym samym ostatnie nadzieje, że dziewczyna może wcale go nie rozpozna. - O, hejka, Jacq. Też tu imprezujesz? - spytał siląc się na luz i względny spokój, przybierając minę wzorem emotki < hejka >.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Eton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 605
http://www.czarodzieje.org/t1072-jacqueline-moreau
http://www.czarodzieje.org/t16397-jacqueline-moreau




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Lip 26 2013, 14:32

Ciężko jest ująć w słowa te wszystkie emocje, jakie odczuła panna Moreau po ujrzeniu z bliska twarzy owego zaginionego perkusisty, którym był
- LEX MIDDLETON
I to właśnie huknęła Jacqueline, gdy ten próbował zagajać do niej niczym urocza emotka.
- Aleksander Middleton – dodała już spokojniej, bo uświadomiła sobie prędko, że awantura w barze niczego dobrego jej nie przyniesie – ty sobie nie myśl, że zagadasz i będzie wporzo – burknęła grubiańsko, resztkami sił powstrzymując się od zgaszenia na jego czole swojego cygareta/oblania drinkiem/zdzielenia po łbie popielniczką. Raz-dwa-trzy-wdech-wydech. Uśmiech.
- Noooo widzę, że ci się powodzi – rzekła wreszcie, uprzejmie, neutralnie – To dobrze. Przez jakiś czas miałam nawet obawy, że pożarły cię skrzydlate dziki z Zakazanego Lasu. Bo ogólnie długo się zastanawiałam, co u ciebie słychać, Aleksandrze, wiesz, na przykład wtedy... – znowu wdech wydech uśmiech, bo trochę przygasł – na przykład wtedy kiedy PRZELECIAŁEŚ MNIE W SKRZYDLE SZPITALNYM A NASTĘPNEGO DNIA JUŻ CIĘ NIE BYŁO – ryknęła, wstając i celując w niego oskarżycielsko palcem – PRZEZ CIEBIE WYLĄDOWAŁAM U BOKU MUGOLA – dodała – MUGOLA ROZUMIESZ? A POTEM W ŚWIĘTYM MUNGU, TY NĘDZNA SZUMOWINO, WSZYSTKO PRZEZ CIEBIE – chyba nie muszę dodawać, jak dużo decybeli miały jej dzikie wrzaski. Na szczęście w pubie to była norma, nikt nie zwrócił uwagi na awanturę przy stoliku vip. Tymczasem Żak, wzburzona, dysząc jak maratończyk, opadła z powrotem na krzesło przy stoliku, przy którym zapadła krępująca cisza, bo „Dalibomba” właśnie się skończyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : LONDYN
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 852
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t3009-lex-middleton
http://www.czarodzieje.org/t16398-lex-middleton#449623




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Lip 26 2013, 16:25

Przy autorytarnym 'LEX MIDDLETON' zadrżał ze strachu i rozważył ponowne schowanie się pod stolik albo nawet pod ziemię, w razie gdyby Jacqueline planowała zdzielić go z kufla albo z didżejskiej konsolety. Wiedział, że była do tego zdolna, bo przecież kiedyś się z nią umawiał i znał jej temperament gorętszy niż temperatura we wnętrzu Weuzuwiusza. Nie dał też zwieść się jej uprzejmości, spokojnemu głosowi i trzymaniu nerwów na wodzy, bo podejrzewał, że to chwilowe, że Żak sobie zaraz przypomni tą wielką jak udo Angela krzywdę, którą Middleton jej wyrządził, a wtedy puff, wulkan eksploduje.
I nie było inaczej! Mimo pokojowych wstawek ('Ale Jacq, to nie było tak jak myślisz... Jacq, daj mi się wytlumaczyć, JACQ!') głos panny Moreau nie słabł na sile, reszta Testrals czyniła drwiny na zmianę z okrzykami pełnymi dezaprobaty ('UUUUUUUU, Middleton, nicponiu, jak mogłeś!!!'), a sam Lex, niczym emotka < załamka >, ubolewał nad tą nietęgą i krępującą sytuacją. Odetchnął z ulgą, gdy Jacqueline zaprzestała swoich dzikich wrzasków, ale był jednocześnie zażenowany całym zajściem i trochę na nią zły, że musiała wywlekać to wszystko przy jego kumplach z zespołu. Podejrzewał, że ich podśmiechujki wcale nie skończą się tego wieczoru.
- POZWÓL NA ZEWNĄTRZ - zarządził głosem nieznoszącym sprzeciwu, po czym sam wstał z siedzenia i nieco chwiejnie (za dużo Krwistej Sherry) ruszył w stronę drzwi wyjściowych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Eton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 605
http://www.czarodzieje.org/t1072-jacqueline-moreau
http://www.czarodzieje.org/t16397-jacqueline-moreau




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Lip 26 2013, 17:18

Osobiście rozumiem zażenowanie Lexa, jednakże warto wspomnieć, że dla Jacqueline w chwilach wzburzenia nie istniały pojęcia takie jak „krępujący” czy „żałosny” czy „nieodpowiedni do wspominania w miejscach publicznych”, dlatego też nie miała ona oporów w wywlekaniu swoich osobistych spraw na światło dzienne. Nie obchodziło ją, kto słyszy, co słyszy i czy w jakiś sposób plotka o romansie uczennicy z pielęgniarzem dotrze do Hogwartu; liczyło się tylko to, że Middleton w prosty i łatwy sposób dowiedział się o jej odczuciach, bez owijania w bawełnę. I przynajmniej nie miał okazji pomyśleć, głupi bubek, że pozostanie bezkarny, albo że czyn został mu wybaczony. Co to to nie.
Nic nie robiła sobie także z jego ugodowych wstawek, bo nawet ich nie słyszała, poza tym były to teksty, których 90% facetów używa, gdy usiłuje się wytłumaczyć – zero inwencji i oryginalności. Słyszała je już milion razy, od każdego swojego eksa po kolei. Zareagowała zatem na jego słowa dopiero, gdy już się zamknęła, a on polecił jej wyjść na zewnątrz. Phi. I co? Będzie jej teraz jeszcze rozkazywał? No jasne, już za nim leci, po prostu jak na skrzydłach; co za kretyn, niech sobie idzie, proszę bardzo, ona nigdzie się nie rusza i...
Dopiero kończąc owy myślowy monolog, zorientowała się, że nogi same zaniosły ją w ślad za Lexem, o czym nie miała pojęcia. Dziwne. No, ale skoro już tu jest, to nie będzie wracać; stanęła więc naprzeciw niego i założyła ręce na piersi.
- No co? – zaczęła – Nawet nie próbuj stroić fochów, że narobiłam ci wstydu, bo to i tak nic w porównaniu z tym co ty mi zrobiłeś.
Może zabrzmiało trochę patetycznie, ale warto docenić fakt, że już się nie wydzierała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : LONDYN
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 852
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t3009-lex-middleton
http://www.czarodzieje.org/t16398-lex-middleton#449623




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Lip 26 2013, 21:47

Ja z kolei nie jestem pewna czy Lex rzeczywiście był zły o awanturę Żaka przy jego kumplach z zespołu czy o fakt, że dziewczyna wyciągała na światło dzienne i tym samym przypominała mu o rzeczach, o których wolał raczej nie pamiętać. Wbrew pozorom wiedział, że zachował się jak okropny łajdak i miał niemałe wyrzuty sumienia, że opuścił Hogwart i ją bez słowa pożegnania.
Kiedy kierował się w stronę wyjścia, uświadomił sobie, że panna Moreu wcale nie musi za nim iść; mogła przecież, z czystej chęci zemsty albo z przekory, zostać przy stoliku i udawać zainteresowaną frywolnym podrywem Angela. Lex stwierdził jednak, że takie odwrócenie się i upewnianie czy ta za nim drepta byłoby szalenie niemęskie i pokazałoby jego wahanie, więc szedł hardo przed siebie, rzucając butne spojrzenia podejrzanym typom, którzy  bulwersowali się, gdy potrącił ich ramieniem. Taki był bojowy!
Gdy już znaleźli się na świeżym powietrzu i stali tak naprzeciw siebie, gromiąc się spojrzeniami (a przynajmniej ona jego, bo Lex zajęty był obmyślaniem w głowie, jaka riposta byłaby najwłaściwsza) Żaklin znowu go strofowała. Tym razem na spokojnie, bez krzyków, co w istocie docenił.
- O, to jednak potrafisz rozmawiać jak człowiek - zauważył, zdobywając się na uśmiech półgębkiem. Nie, żeby rozładowywał atmosferę, nie śmiałby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Eton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 605
http://www.czarodzieje.org/t1072-jacqueline-moreau
http://www.czarodzieje.org/t16397-jacqueline-moreau




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Lip 26 2013, 22:11

Westchnęła podirytowana w odpowiedzi na jego słowa, po czym odwróciła wzrok, bo trzeba było przyznać, że chociaż Lex okazał się dupkiem, jego uśmiech wciąż pozostał uroczy i sprawił, że dziewczyna przeniosła się myślami do czasów, kiedy była w Middletonie zakochana – obawiała się, że jeśli będzie na niego patrzeć dłużej, to się rozklei. A miała pozostać bojowa, nie żałosna. Przywołała więc do siebie falę gniewu i ponownie zgromiła mężczyznę wzrokiem.
- Nie wiem, czy powinnam do ciebie mówić jak do człowieka, bo jesteś zwyczajnym CHUJEM – odparła wreszcie, po czym bojowo uderzyła go pięścią w klatkę piersiową, co nie skończyło się zbyt dobrze, bo prawie złamała sobie palce. – Auuuuuć. – jęknęła, tracąc swą czupurność i zajmując się rozmasowywaniem bolącej ręki – Kiedy się ostatnio widzieliśmy, klatę miałeś mizerną... Uuuu, przypakowałeś – dodała z podziwem, na chwilę zapominając, że przecież jest tak bardzo wściekła. Jeszcze sobie skurczybyk pomyśli, że załatwił sprawę jednym uśmiechem. A nie załatwił. Nadal go nienawidziła.
- Zresztą, nieważne, naprawdę, zapomnij że to powiedziałam – zreflektowała się niemalże natychmiast – Masz zamiar mi powiedzieć coś sensownego, czy powinnam wrócić do środka i zająć się Angelem? On może i takiej klaty nie ma, ale przynajmniej nie wygląda na kogoś, kto wykorzystuje i porzuca kobiety – dodała zniecierpliwiona. Albo udająca zniecierpliwioną?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : LONDYN
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 852
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t3009-lex-middleton
http://www.czarodzieje.org/t16398-lex-middleton#449623




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pią Lip 26 2013, 23:43

Nie można powiedzieć, żeby Middleton nie lubił takich temperamentnych i nieobliczalnych kobiet, wszak zawsze go czymś zaskakiwały. Myślał, że Jacqueline  była już w miarę udobruchana, a tu ni stąd, ni zowąd musiał przyjąć na klatę jej dobrze wymierzony, ale mimo wszystko dosyć mizerny prawy sierpowy. Odchrząknął znacząco, widząc jak dziewczyna rozciera bolącą rąsię, choć w rezultacie to przecież jego miało boleć.
- No no, uważaj, mnie pobijesz, ale za człowieka pójdziesz siedzieć - rzekł z udawaną powagą i miną wujka dobra rada, coby Moreau nie było smutno, że taki słaby z niej fighter. Napuszył się jak paw, słysząc jej aprobatę co do jego nowej klaty, nad którą skrupulatnie pracował całe lato w wybudowanej w garażu ojca siłce ("Puchnij mały, puchnij", dopingował swój biceps, podnosząc przy tym pięciokilowe ciężarki w rytm 'I'm too sexy'), acz przy niej postanowił udawać skromnisia (''Serio, przypakowałem? No popatrz, nawet nie zwróciłem uwagi"). Jednakże uznał, że nie tędy droga, bo Żak był na niego zwyczajnie zły, a płomień ich ognistego romansu dawno wygasł. Z rozżaleniem stwierdził, że nie jest mu z tego powodu wcale wszystko jedno.
- Nie - westchnął na jej pytanie. Po ostatniej złośliwości dziewczyny stwierdził, że z góry jest na przegranej pozycji i nie ma jakiejkolwiek szansy na to, żeby mu wybaczyła.
- ZNACZY SIĘ MAM, CZEKAJ, TAK, MAM - zreflektował się, bo co to za mężczyzna, co nie walczy? - Chciałem cię przeprosić za to, że sprawiałem wrażenie kogoś, na kim mogłabyś polegać, a potem uciekłem bez słowa - rzekł w końcu z niepodobną do niego powagą, a w tym samym czasie, jak na ironię, pubowy DJ puścił jakiś nostalgiczny kawałek, jakże adekwatny do ich historii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Eton
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 605
http://www.czarodzieje.org/t1072-jacqueline-moreau
http://www.czarodzieje.org/t16397-jacqueline-moreau




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sob Lip 27 2013, 00:07

Miała cichą nadzieję, że Lex nie zauważy tej bolącej ręki (wszak było ciemno, a on nadal nie wiadomo po co miał na nosie ciemne okulary; swoją drogą, dobrze, nie mogła przynajmniej patrzeć mu w oczy, co ze względu na wysoki poziom sentymentu, jakim go darzyła, było wskazane), ale po raz kolejny okazało się, że nadzieja matką głupich, bo ten łotr nie tylko zauważył, ale i wyśmiał jej nędzny popis siłowy. Postanowiła jednak zignorować jego komentarz, głównie z obawy, że jak zaczną się teraz przekomarzać, to będą to robić do świtu; a przynajmniej tak bywało za starych, dobrych czasów.
Usłyszawszy „nie” już miała odwracać się na pięcie, po raz kolejny zawiedziona, że Middleton spieprzył sprawę, i ruszyć w tango z lubieżnym Angelem, który, jak już wcześniej wspominała, ideałem nie był, ale na pewno dobry z niego chłopak. A przynajmniej miał niezły bajer i zawsze wiedział, co powiedzieć; jakież było jej zdziwienie, gdy chwilę później okazało się, że Lexowi chyba pierwszy raz podczas ich spotkania udało się powiedzieć coś, co było co najmniej trafne i zrobiło na niej pozytywne wrażenie.
- No – rzekła inteligentnie, bo tego się nie spodziewała – Plus dziesięć punktów dla ciebie za przyznanie się do winy, a biorąc pod uwagę, że jak mnie zostawiłeś to dostałeś minus milion, nadal znajdujesz się w dolnych partiach rankingu – dodała wspaniałomyślnie.
- W związku z tym... no, nie mówię, że zapomnę o tym, jakim byłeś dupkiem, ale powiedzmy, że nie będę już na ciebie krzyczeć, hm? – zaproponowała jeszcze, bo emocje już prawie całkiem z niej opadły; no a do tego ta piosenka! – To może wejdziemy do środka? Bo gorący z ciebie towar. – cojapowiedziałam? - Eeeeee, to znaczy, gorąco tu, chcę dokończyć mój browar.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 30
Skąd : LONDYN
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 852
  Liczba postów : 76
http://www.czarodzieje.org/t3009-lex-middleton
http://www.czarodzieje.org/t16398-lex-middleton#449623




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sob Lip 27 2013, 00:36

Ten wieczór był pełen niespodzianek, bo nie tylko Lex okazał się nad wyraz dojrzałym i pełnym skruchy za swoje nikczemne czyny facetem, ale i Jacqueline zadziwiła go zupełnie niepodobną do niej wyrozumiałością, cierpliwością i wielkodusznością! Lexa zdumiał również fakt, że jego przeprosiny nie okazały się równie daremne, co wszystkie podrywy lubieżnego Angela; mimo dystansu, który wyznaczyła Jacq był w pewnym sensie usatysfakcjonowany, że dziewczyna chciała z nim przebywać w jednym pomieszczeniu bez miotania  wyzwisk i tragicznych w skutkach zaklęć!
I o ile tabelę punktów uważał za szalenie niesprawiedliwą (a za aparycję dodać co nieco to już nie łaska?) postanowił nie sprzeciwiać się wynikom przynajmniej przez jakiś czas, więc ukłonił się iście dżentelmeńskim gestem w ramach podziękowań za to, co dostał.
- Dobra, to mamy handel deal - skwitował, podając jej wyciągniętą rękę w celu przypieczętowania ich układu, który wydał mu się całkiem rozsądny. Niestety (!) nie dosłyszał tego, co tam Żak mruknęła pod nosem ("Hm. możesz powtórzyć?"), wszak w tym momencie głowę miał zajętą myśleniem, czy odpowiednie będzie zaproponowanie jej wspólne picie, tak na zgodę!
- Tak, tak, rzeczywiście, parno trochę - przyznał. - Ale ten DJ zaczyna mnie dobijać, serio, może zmienimy miejscówę? - zaproponował.
Na co panna Moreau zaproponowała swój kwadrat. I poszli.

/zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Coventry
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pon Sie 05 2013, 22:58

Ostatnie wydarzenia, czy też cale wakacje Alexis mogła zaliczyć zdecydowanie do dziwnych. Dość nietypowych, ale jednocześnie w jakiś sposób przyjemnych. Chwila odpoczynku do nauki i całego tego hogwarckiego zgiełku. Tylko, co dziwne u Alexis odpoczynek równał się pracy. W życiu nigdy nie dostała nic za darmo. Tak więc chcąc nie chcąc większość wakacji spędzała na pracy od czasu gdy tylko mogła . Już w zeszłym roku udało jej się załapać pracę w owym barze, co bardzo sobie ceniła, bo pracodawca nie dość że płacił, to za naprawdę małą ilość monet wynajmował jej pokój do góry. Fakt, faktem, nie raz trzeba było się użerać z pijaczynami, ale kilka machnięć różdżki wystarczyło, by ustawić ich do pionu. Wielkimi krokami zbliżał się wrzesień, tak więc i jej czas na opuszczenie tego miejsca, na kolejne dziesięć miesięcy. Zarobiony grosz odkładała, kupowała najpotrzebniejsze rzeczy, resztę zaś zanosiła do skrytki, przy okazji zostawiając sobie trochę monet na własne potrzeby w czasie roku szkolne. Takie jak choćby alkohol, czy papierosy. No ale, w tej chwili Alexis stała własnie za barem, polerując pokale od miodowego piwa. Choć sama musiała przyznać, że była bardziej fanką ognistej Whiskey. Musiała przyznać, że praca za barem była jak na razie fuchą w sam raz dla niej. Cały dzień w towarzystwie ludzi, a nie raz i się wypiło. Wszak klient nasz pan, i jeśli nalega na wypicie z nim, Lexi nie miała zamiaru odmawiać. Dziś ruch był jeszcze niewielki. Większość ludzi opuściła już Pokątną po zakupieniu odpowiednich rzeczy. Zerknęła na zegar, który wskazywał 21:16 i westchnęła lekko do siebie. Przed nią rozpostarł się widok trzech nudnych godzin, bo rzadko zdarzały jej się ciekawe rozmowy w tych godzinach. No ale cóż zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Cannes Francja/UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 88
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5763-frederick-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5765-freddie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5764-puchacz-freddiego




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Pon Sie 05 2013, 23:34

Frederick postanowił uczcić koniec wakacji wypadem do baru w samotności.
Czasami dobrze było iść gdzieś w pojedynkę. Przez całe swoje życie ciągle grał i udawała kogoś, kim tak na prawdę nie był. Sam jednak obrał taką drogę i nie zamierzał z niej zejść. Już zawędrował za daleko, żeby się wycofać. Po za tym miał grono wysoko postawionych przyjaciół i plan odegrania się na jednym frajerze za wakacje.
Młody Champion skierował swoje szanowne kroki do "Pod okiem Bazyliszka", kiedy tylko teleportował się na pokątnej.
Teleportacja była zdecydowanie najlepszym wynalazkiem świata czarodziejów, bowiem szybko i bez żadnych nie przyjemności można było się przemieszczać.
Ale wróćmy do Pokątnej.
Freddie lubił ten bar, ponieważ bazyliszek wiązał się z godłem jego domu. Bez wątpienia chłopak był dumny z przynależność do Slytherinu. A bazyliszek w pewnym sensie był wężem. Czasami chłopak miał wrażenie, że on też jest jak wąż.
Nie roztrząsając jednak tego teraz. Wakacje dobiegały końca więc jakoś trzeba to zaakcentować.
Chłopak pchnął drzwi i wszedł do środka, które było dość specyficzne, ale mu się podobało.
Podszedł do baru chcąc zamówić ognistą.
- A kogóż my tu mamy? - Odezwał się Freddie z chytrym uśmieszkiem widząc dziewczynę ze swojego domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Coventry
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Wto Sie 06 2013, 13:39

Stała tak, czyszcąc pokale, lekko już znudzona i czekała na czas, aż przyjdzie czas na zamknięcie baru. Cieszyła się, że była czarodziejką, nie musiała tak jak mugole sprzątać wszystkiego ręcznie. Wystarczyło jedno machnięcie różdżką i wszystko lśniło. Ktoś by zapytał, czemu więc nie zastosowała zaklęcia na pokalach, tylko sama je czyściła. Cóż, musiała czymś zająć dłonie. Bezczynność była jej największym wrogiem. Usłyszała uchylające się drzwi, ale nawet nie podniosła wzroku, do baru musiał wejść jakiś stały bywalec, który i tak po zamówienie podejdzie do baru. Ba! Inaczej nie dalo rady, bo "bazyliszek" nie miał kelnerek, a Lexi nie zamierzała robić na dwa etaty, tylko dlatego, że ktoś miał za ciężką dupę. Tak więc spokojnie zajmowała się spokojnie swoim zajęciem i swoimi myślami, gdy z przemyśleń tych wyrwał ją całkiem znajomy głos. Odłożyła więc i pokal i szmatkę i podniosła wzrok natrafiając na spojrzenie Championa. Chłopaka z tego samego domu i roku co ona. Oparła dłoń na biodrze i zaczęła mówić.
-Więc, tam po lewo, jest rudy Andy i jego kumpel szary Mike, w kącie siedzi smutny Arl, po prawej stronie w kwartecie siedzą Filo, Ed, Astoropetus i Maser, pewnie uzgadniają jak coś przeszmuglować - przyjrzała się - ach nie, kłócą się pewnie o to, który pierwszy gra w czarodziejskie szachy. No i przy barze, cóż za niespodzianka pan Frederick Champion.
Zakończył wymieniając właściwie każdą osobę w barze. Po co to zrobiła? Cóż, czyż chłopak nie zapytał "a kogóż my tu mamy?" Alexis tylko postanowiła być miła i udzielić mu odpowiedzi na pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Cannes Francja/UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 88
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5763-frederick-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5765-freddie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5764-puchacz-freddiego




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sro Sie 07 2013, 11:36

Alexis zrobiła wrażenie na Freddiem. Nie dała się zbić z pantałyku. Godne podziwu na prawdę, ale też nieco tym chłopaka zezłościła.
Bo pan Champion bardzo nie lubił nie czuć się panem sytuacji i najlepiej, kiedy miał wszystko pod kontrolą. Niestety w życiu tak nie jest. Nie da się kontrolować wszystko i wszystkich. Chyba, że jest się na własnym terenie.
Lecz w tej chwili Freddie nie był.
- Doskonała obsługa - powiedziała zatem maskując uczucia przyjaznym uśmiechem. - A za barem uroczą Alexis - dorzucił, chociaż wątpił, żeby się dziewczyna dała ma to nabrać. Z drugiej jednak strony trzeba było przyznać, że dziewczyna naprawdę jest ładna. I w tej kwestii Frederick jak na razie jeszcze nie skłamał.
Przy okazji sobie na pewno utnie pogawędkę z Alexis.
Względem koleżanki z domu i roku miewał mieszane uczucia, bo nie potrafił do końca jej rozgryźć. I naprędce musiał podejmować decyzje i ukrywać się za wszelkimi możliwymi, przyjacielskimi gestami.
Jedynie jeszcze czasami przy Zoe bywał sobą, bo przy siostrze naprawdę ciężko bywało nie być sobą zwłaszcza jak człowieka porządnie zdenerwuje. Chociaż to za łagodne określenie.
- Zatem poproszę Krwistą Whisky - dodał.
Przy okazji sobie na pewno utnie pogawędkę z Alexis.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Coventry
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sro Sie 07 2013, 13:07

Raczej rzadko kiedy Alexis dawała "zbić się z pantałyku". Zazwyczaj i zawsze miała gotową ripostę na wszystko. Czasem miała wrażenie, że w głowie ma małą przegródkę z odpowiedziami na wszystko i do wszystkich i gdy ktoś coś do niej powie, ona z prędkością światła otwierała tą przegródkę i znjadowała odpowiedź i po prostu mówiła. Naprawdę innego wytłumaczenia na jej szybkie odpowiedzi nie było, a jesli było, to sama Alexis nie była w stanie jej znaleźć, chociaż przyznajmy się otwarcie i szczerze, w ogóle jej nie szukała, bo i po co tracić energię na coś takiego.
A pan Champion mógł podać sobie dłoń z Alexis jeśli chodzi o to całe królowanie nad daną sytuacją, Alexis też wolała że tak powiem, trzymać ją w ryzach i wychodzić ze wszystkiego z brodą uniesioną ku górze, było niewiele sytuacji w jej życiu gdzie wydarzenia, albo rzeczy zrzuciły ją z upatrzonej i wytartej ścieżki zachowania, czyli odgrywania miło-wrednawej dziewczyny, która ma odpowiedź na wszystko.
Słysząc komplement pod swoim adresem zrobiła to, co zawsze, czyli posłuchała tego co chce zrobić jej umysł i ciało. A że oba były w tej chwili w dobrym humorze postanowiły zrobić dla Fredsona po drugiej stronie baru ukłon niczym w dawnych czasach robiły damy na dworach mugoslkich króli. Tak więc Lexi złapała boki swojej wyimaginowanej sukni i dygnęła z wielką dostojnością, jednocześnie spuszczając skromnie wzrok. Po czym wróciła do swojej wyjściowej pozycji i uśmiechnęła się do chłopaka.
Klasnęła dłonie i odwróciła się od baru i spojrzała na półkę z alkoholami. Stanęła na palcach i sięgnęła po alkohol, którego nie sięgnęła, w między czasie kilka razy przeklnęła na swój niski wzrost i jak zwykle chcąc nie chcąc ruszyła po skrzynkę, na której stanęła i dopiero wtedy udało jej się sięgnąć alkohol.
Odwróciła się do chłopaka i wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się lekko zmieszana, będąc świadomą, że widział całe zdarzenie.
-Przegapiłam moment jak rozdawali wzrost. - powiedziała do niego. Sięgnęła po szklankę po czym postawiła ją przed nim i napełniła alkoholem zamówionym przez niego.
-Co Cię sprowadza na Pokątną? - zapytała odwracając się ponownie do półki z alkoholami i wrzucając alkohol na niższą półkę tym razem, po czym wróciła do Fredricka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Cannes Francja/UK
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 88
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 127
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5763-frederick-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5765-freddie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5764-puchacz-freddiego




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sro Sie 07 2013, 18:47

Chłopak pozwolił sobie na lekki uśmiech, kiedy Alexis dygnęła. Nie wielu ludzi potrafiło w jego obecność zachowywać się swobodnie lub udawać swobodę jeśli wiedzieli czego można było się po nim spodziewać.
Bo w gruncie rzeczy Frederick był typowym przedstawicielem swojego domu. Zero tolerancji dla szlam i innych wybryków natury. Nie tolerował tego, co odbiegało od przyjętych przez niego zasad. Chociaż wydawał się miły i uprzejmy w rzeczywistości Freddie był bardzo podłą osobą.
- Nie wszyscy muszą być wysocy - odpowiedział. Oparł się lewym ramieniem o blat baru. - Mówi się, że małe jest piękne.
Jeszcze chwile i możliwe, że dziewczyna nie wytrzyma tego cukru. Nie łatwo było zgadnąć, kiedy tak na prawdę Freddie mówi prawdę, a kiedy kłamie. Chociaż to drugie robi znacznie częściej.
- Przyszedłem ostatecznie zakończyć wakacje kieliszkiem trunku - przyznał rozglądając się po lokalu.
Zdecydowanie jego klimaty. Takie ponure miejsce.
Lepiej byłoby dla niego, gdyby jednakże nauczyciele nie zawędrowali tutaj, bowiem poddałoby to w wątpliwość opinię o Fredericku jako grzecznym chłopcy.
- Chociaż wiedzę, że kiedy ja się obijam inni pracują. Postawa godna podziwu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Coventry
Galeony : 118
  Liczba postów : 643
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4780-alexis-sky
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9009-look-upon-the-sky#252327
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4801-alexis
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7859-alexis-sky#219883




Gracz






PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   Sro Sie 07 2013, 19:10

Och Alexis była królową udawania. To na pewno. Gdyby rozdawali za to nagrody z pewnością wygrywałaby każdą co roku. Niestety nic takiego nie dawali i Lexi mogła jedynie cieszyć się z tego, że owa umiejętność przydawała się w życiu codziennym. Wszak pokazywanie swoich słabości nie było niczym dobrym, a Lexi potrafiła wszystkie swoje uczucia odpowiednio zamaskować. Nie których nie musiała nawet maskować. Jednak w chwili obecnej zachowywała się całkiem naturalnie i w jej stylu. Bowiem co jej przeszkadzało przez chwilę porozmawiać z kolegą ze swojego domu. Dodajmy też, że w sumie cieszyła się, że do baru zawitała jakaś znajoma twarz, ale powiedzmy sobie szczerze, LExi raczej wątpiła, że kiedyś spotka tutaj Fredricka.
-Trochę więcej wzrostu i mogłabym sobie darowoać ten duperel - powiedziała wskazując głową na skrzynkę. Uśmiechnęła się na jego wzmiankę o "małe jest piękne. - Mówi się też że milczenie jest złotem, a jakoś mało ludzi się do tego stosuje.
Powiedziała, po czym mrugnęła do niego porozumiewawczo. To że pracowała było postawa godną podziwu? Czy to prawda? W sumie każdy prędzej czy później będzie musiał zacząć pracować. A że jej monet nikt nie dawał za darmo, musiała sama o siebie się troszczyć.
-Nie przesadzaj, zazwyczaj jak przychodzę do pracy jestem jeszcze pijana, albo na kacu. - dodała a na jej ustach zawitał półuśmiech. Cóż, w Londynie dało się całkiem nieźle zabawić o każdej porze. Więc nie raz i nie dwa zaraz po robocie szła na miasto nacieszyć się życiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Bar "Pod okiem Bazyliszka"   

Powrót do góry Go down
 

Bar "Pod okiem Bazyliszka"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 12Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10, 11, 12  Next

 Similar topics

-
» Pęcherze, ugryzienia i petryfikacja, czyli o tym jak poprawnie złapać bazyliszka...
» Tunele

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-