Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Knajpka "Kociołek amortecji"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 983
Dodatkowo : teleportacja, animagia (szary niedźwiedź)
  Liczba postów : 318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5538-clement-appius-wellington
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5564-clement-wellington?highlight=clement
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5548-puchacz-clementa?highlight=puchacz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7851-clement-a-wellington




Gracz






PisanieTemat: Knajpka "Kociołek amortecji"   Wto 26 Lis - 19:36

First topic message reminder :


Knajpka "Kociolek amortecji"


Przytulne miejsce, w sam raz na przekąszenie czegoś w biegu albo spędzenie kilku miłych chwil nad "Prorokiem Codziennym" z filiżanką aromatycznej herbaty w dłoni.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Czw 16 Kwi - 15:02

Czasami wiele rzeczy sprawia, że nasze życie ulega diametralnej zmianie. Mogą mieć miejsce szybko i gwałtownie, lub ich proces przeciąga się na kilkanaście miesięcy, często nawet i lat. W przypadku Eiv było to całe życie, a raczej ta część, w której musiała przeprowadzić się z Mołdawii do… No właśnie. Do domu państwa Henley, w którym dopiero rozpoczął się młodzieńczy koszmar. Zmaganie się z zaklęciem, które czyści pamięć nie jest wcale proste, a wręcz przeciwnie – bardzo trudne. Uderza w ciebie z siłą tak wielką, że nie jesteś w stanie przyrównać tego, do czegokolwiek innego. To może i dobre, bo pozwala zacząć wszystko raz jeszcze od początku, a jedyne co może zmącić twój spokój, to… Kolejne listy, zdjęcia i nieme pragnienie powrotu do rzeczy, które bezpowrotnie odeszły. Być może nawet tęskniła w tym wszystkim za Noelem, ale przecież on umarł i nie miał prawa w żaden sposób wrócić do jej życia. Sweeney też był skreślony, a jednak myśli dwudziestolatki, tak skutecznie krążyły po terenie, który był od dawna zamknięty. Oczywistym było, że ci dwaj mężczyźni byli dla niej ważni. Payne był ojcem jej dziecka, a brat… Cóż, to trochę inny poziom relacji, której nikt nie był w stanie zrozumieć. Teraz jednak przekreślała tamte zdarzenia grubą kreską i oczekiwała tylko jednego… Zapomnienia. Miała nadzieję też, że Eugene wybaczy jej nietakt i nagłe zniknięcie, ale powodem tego była Venice, która nagle zaczęła chorować i wylądowała w szpitalu. Kilka ostatnich dni Evelyn spędziła właśnie w tym niezwykle przygnębiającym miejscu, które nie napawało optymizmem, ani tym bardziej pogodą ducha, bo przecież chodziło o jej małą dziewczynkę, która niezwykle cierpiała, a Eiv chciała odciążyć ją w bólu, który przeszywał drobne ciałko maleństwa. Lekarz jednak polecił gryffonce wzięcie kilku godzin wolnego i odpoczynek, który miał zapewnić odetchnięcie, bo przecież dziecko było pod dobrą opieką i Henley nie miała podstaw, by w to nie wierzyć.
Pierwszym, co przyszło jej do głowy, to napisanie do Eugene’a listu, który miał mu pokazać, że naprawdę zależy jej na spotkaniu, a dodatkowo ma zamiar spędzić z nim czas bez jakichkolwiek obaw, ze zrobi jej krzywdę. Początkowo się tego obawiała, ale przecież nie byłaby sobą, gdyby nie miała podejrzeń do tego, co ją otaczało.
Ubrana w ciemną sukienkę, która sięgała do połowy uda, a także rozklekotane buty, dreptała do Kociołka Amortencji. Chciała odpocząć, napić się herbaty i porozmawiać z kimś, kto nie odznaczył się w jej przeszłości, a dał poczucie czegoś nowego, czego jeszcze nie było jej znane. Stukała paznokciami o blat stołu, a następnie uśmiechnęła się przekornie do kelnera, który właśnie przyniósł jej zamówienie. Byli tu wszyscy, oprócz gościa honorowego… Panie Tatcher, gdzie pan jest?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Auckland, Nowa Zelandia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 504
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t10425-ezekhiel-eugenius-tatcher#287312
http://www.czarodzieje.org/t10427-chcesz-byc-moja-owieczka#287351
http://www.czarodzieje.org/t10430-eugenowa-sowa
http://www.czarodzieje.org/t10426-eugenius-ezekhiel-tatcher#287350




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Czw 16 Kwi - 17:23

Zawsze się spóźniałem. Dosłownie wszędzie, z każdą osobą, z którą się umówiłem, zawsze trzeba było na mnie czekać. Tym razem sprawy miały się inaczej? Gdy tylko moja kochana sowa przywlokła list, a ja pospiesznie go odczytałem, zarzuciłem na siebie kurtkę i wybiegłem z dormitorium. Byłem podniecony, ale nie w ten dobry sposób. Wszystko we mnie wrzało, nie potrafiłem się skupić. Napisała. Napisała do mnie ta, która tak bezdusznie złamała mi serce, a ja nie potrafiłem odmówić. Nie chciałem, żeby na mnie czekała. I nawet wtedy, kiedy powoli uświadamiałem sobie, że może znów chce mi dać kosza, albo że tym razem będziemy po prostu rozmawiać, nadal byłem w pełnie zdecydowany, że jednak tego chcę. Potrzebowałem. Od tygodni nie otrzymywałem od niej żadnych wieści, nie miałem zamiaru straszyć jej, za nią chodzić po korytarzach i zaczepiać. To byłoby najgorsze rozwiązanie z możliwych. Jednak wtedy, kiedy zobaczyłem ją na lekcji wróżbiarstwa... To wszystko wróciło. Z impetem mocniejszym od tego wszystkiego, co przyćmiewało mi myśl o niej. O Evelyn. Niemojej, słodkiej gorzkiej Evelyn. Dlaczego tak zawróciła mi w głowie? Sprawiła, że nie potrafiłem spać, jeść, przez jakiś czas nie wychodziłem nawet z dormitorium i korzystałem z ostatnich zapasów oprylaka, przez co moje stopnie się pogorszyły. Pieprzyć to. Pieprzyć wszystko. Nie miałem na nic ochoty. Tylko na nią, na nią i na nią.
I w końcu to się stało. Cud. Nie zastanawiałem się, nie przygotowywałem ani nie grzebałem do Kociołka. Wyszedłem tak, jak wyglądałem. Z rozczochranymi włosami, pierwszą lepszą koszulką i dżinsowymi spodniami. Nie zwróciłem nawet uwagi na to, co miałem na stopach, bo nic nie miało znaczenia. Zdziwiony tym wszystkim teleportowałem się na miejsce. Z tego stresu niemal się nie rozszczepiłem, chociaż na całe szczęście skończyło się tylko na krótkotrwałym bólu głowy. Na szybko przeczesałem włosy dłonią i przygładziłem czarny t-shirt, przeglądając się w szybie, coby nie wyglądać aż tak koszmarnie. Wytarłem ręce o spodnie, żeby ze zdenerwowania nie pocić się jeszcze bardziej i pchnąłem klamkę. Zauważyłem ją od razu, a wtedy zrobiło mi się niewyobrażalnie ciepło. Miała na sobie sukienkę i wyglądała... idealnie. Jak zwykle z resztą. Omal nie potknąłem się o własne nogi, kiedy kroczyłem w stronę stolika pod oknem. Byłem na siebie zły, że musiała na mnie czekać. Chyba po raz pierwszy w życiu.
- Cześć. Przepraszam, że tak późno - wybełkotałem, odsuwając krzesło i siadając naprzeciwko niej. Zrobiłem to - spojrzałem w te piękne oczy, które ostatnio tak okrutnie mnie uwiodły. Wszystkie moje zmysły pragnęły tylko jednej osoby, tylko jej. Evelyn Henley. Nie wiedziałem o niej dużo. Dlaczego? Czyżby przyszedł czas na zmiany? Modliłem się o to w myślach. Spróbowałem unieść kącik ust w uśmiechu, ale nie wiem, czy mi się to udało. Byłem zbyt zaskoczony, zbyt przestraszony tą całą sytuacją, nie wiedziałem, co robić. Więc tylko siedziałem oparty o drawniany mebel, przyglądając się jej - Wszystko w porządku? - spytałem, orientując się, że może jednak nie. Przez ten cały czas, kiedy nie rozmawialiśmy mogło stać się wiele niedobrych rzeczy. Dlaczego to ona się odezwała? Musiała mieć powód. Jak źle musiało być, że pomyślała akurat o mnie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Sob 18 Kwi - 20:41

Eiv nie widziała nic złego w tym, że ktokolwiek się spóźniał. Najważniejsze było to, by w seksie wszystko odbywało się na czas – if ju noł łot aj min. Dla niej ludzie zawsze pozostaną tylko wspomnieniem, które określone jest w minutach, bo tak naprawdę… Odchodzili wszyscy. Mars. Noel. Sweeney. Każdy ją zostawił, bo tak było lepiej. Jedynie na krok nie opuszczał jej Henry, który niczym najgorszy koszmar tkwił przy niej, by przypominać o tym, jak niewiele znaczy i jak powinna skończyć. Owszem, miała świadomość, że jeden krzywy ruch wiązałby się z tym, by wyczyścić jej pamięć, a to byłoby równoznaczne z utratą córki, o której ojczym nie wiedział i dowiedzieć się nie mógł. Mała była o tyle bezpieczna, że wiedziały o niej jedynie matka chrzestna, Urane i Neptune. Sprawa stała się jeszcze prostsza, gdy Henley pragnęła tylko jednego… Chronić Venice za wszelką możliwą cenę.
To płytkie? Niezbyt pasujące do gryffonki? W chwili, w której została zupełnie sama, nie liczyło się nic innego, jak dobro dziecka, które przysłoniło jej świat ciszy i zdystansowania. Nabrała oddechu, który dał jej swobodę i luz, a także pozwolił patrzeć nieco dalej niż czubek własnego nosa. Uwolniła się od uczuć, które spalały jej duszę i na powrót stała się milczącą Evelyn Henley, która oprócz ciszy nie dawała nic więcej. Błędne myślenie? Cóż, to wszystko zależy od punktu patrzenia, a ten od siedzenia. Zatem… Dobrze ci się siedzi, Tatcher?
Spojrzała na chłopaka, który właśnie wpadł do Kociołka i uśmiechnęła się na ten swój sposób, który mówił tak wiele, a zarazem nic. Była w tym pokrętna, bo nie chciała oddawać za grosz szczerości, a jedynie nutę niepewności, którą mogła wywołać właściwie wszystkim. Jej stan emocjonalny był bardzo głęboki i nie dało się z niej nic wyczytać, co dałoby choćby minimalną wskazówkę na to, jak się z nią obchodzić. Była wycofana. Milcząca. Delikatna, a zarazem tak dzika w swym nieokiełznanym charakterze, który ani na moment nie stawał się oczywisty.
-Tojadowa. – Mruknęła cicho, jakby to było oznaką tego, że zaprasza go do siebie, bo przecież nic nie stało na przeszkodzie, by tak właśnie postąpić, prawda? Chciała by ta noc była zupełnie inna; bez pustych czterech ścian, w których odbija się jedynie jej oddech, a przecież Venice miała jeszcze zostać w szpitalu, toteż Eiv szukała każdego możliwego wyjścia z własnej sytuacji. -Piotruś Pan. – Dodała jeszcze, jakby w zastanowieniu, a po chwili wbiła wzrok w Eugena, by nie odpowiadać na pytanie, które zadał; ono nie było istotne. Nie dla niej i nie tym razem. Był młody i przystojny, do tego zdawał się być całkiem inteligentny, ale Evelyn nie chciała go wykorzystać. Owszem, mogła zbyt często wychodzić na sukę, ale nie miała nic złego na myśli w tym, co robiła. Tkwiła we własnym świecie, który tworzyła przez tak długi czas, kto doprowadził ją do szaleństwa, ale to zbyt słodko smakuje, by z niego rezygnować. -Jezioro!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Auckland, Nowa Zelandia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 504
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t10425-ezekhiel-eugenius-tatcher#287312
http://www.czarodzieje.org/t10427-chcesz-byc-moja-owieczka#287351
http://www.czarodzieje.org/t10430-eugenowa-sowa
http://www.czarodzieje.org/t10426-eugenius-ezekhiel-tatcher#287350




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Nie 19 Kwi - 20:19

W ogóle nic nie rozumiałem. Najpierw miesza mi w głowie, rozkochuje w sobie samym spojrzeniem, nieświadomie zakłada mi obrożę ze swoim nazwiskiem. Może to głupie porównanie, ale czułem się jak pies, który podąża za swoją panią, nie ważne, gdzie ta się wybierze. Przywiązałem się do niej i nie mogłem przestać myśleć o jej ciele i tym płonącym, intensywnym oczom, które zdawały się mnie zachęcać i jednocześnie ostrzegać przed złamanym sercem. Jaka była? Dlaczego musiałem się... Zakochać? Czy to w ogóle było zakochanie? Miłość naprawdę jest aż tak destrukcyjna, aż taka zgubna, aż taka zatruta? Sam już nie wiedziałem czy moje serce boli dlatego, że tak mocno bije, czy dlatego, że jest w połowie wyrwane. A może w całości? Naprawdę, jak zwykła kobieta może zrobić coś takiego? Racja. Ona nie była zwykła i to w najmniejszym stopniu. Każda cząstka jej ciała, każdy jej włos i wszystko, co ją okalało było jakieś tajemnicze, niebezpieczne i smutne. Już pierwszego dnia podczas tego przypadkowego spotkania w bibliotece, zatraciłem się w niej. Wtedy wydawało mi się tak odległe, a zarazem tak bliskie... Mogłem ją poczuć, posmakować, ale to wszystko minęło. Stanowczo mnie odrzuciła. Kazała zapomnieć, wyszła bez pożegnania, nawet wyśmiała. Nie dziwiłem się jej. Miała stuprocentową rację. Żal, który czułem przez ten cały czas był nie do opisania. Ciągle chodziłem z głową w dole, w końcu mobilizując się do utraty dziewictwa. Ryzykowałem swoją przyjaźń z Neptune, naszą piękną, niczym nieskalaną relację... I po co? Skoro nie mogła mi odpowiedzieć na to jedno, proste pytanie? Przecież chciałem dobrze. Raniła mnie w sposób, w jaki nikt inny wcześniej nie ranił. Przy niej prawie zapominałem o rodzicach, Razielu, o Nowej Zelandii... A z drugiej strony desperacko pragnąłem wrócić do tamtego świata. Byłem rozdarty między nieudaną miłością mojego życia połączoną z nauką w najlepszej z prestiżowych magicznych szkół i domem, w którym wszystko zdawało się krzyczeć o przeszłości. Wybór zdawał się być prosty, ale na moje nieszczęście tak nie było.
- Co? Evelyn, o czym ty mówisz? - wydawała mi się jakaś obłąkana, w ogóle nie podobna do tej Eiv, którą znałem. Jeśli znałem. Bredziła - mówiła jakieś pojedyncze, wyrywkowe słowa, które zdawały się nie mieć żadnego znaczenia, a ja bezskutecznie usiłowałem domyśleć się ich znaczenia. Tojadowa... To chyba ulica? Nic mi to nie mówiło. Piotruś Pan - może chodziło jej o mnie? A jezioro... - Naprawdę nic nie rozumiem - poddałem się, drapiąc w tył głowy. Ta cała sytuacja była jakaś dziwna. Najpierw list, później nawet spotkanie... Naprawdę coś złego musiało się stać. Ale nie chciała mi powiedzieć, a ja nie miałem zamiaru wypytywać.
- Ja... Przepraszam, jeśli cię speszę - zacząłem, w końcu zbierając się na odwagę, która z niewiadomych przyczyn wkradła się do mojego Puchoniego serca. Może to Quidditch obudził we mnie takiego lwa? Chciałem uniknąć wzroku Henley. Bałem się, że nic nie powiem, że wystraszę się lub co gorsza - wystraszę ją. Obejrzałem się za okno... Świat był taki zabiegany. Ludzie spieszyli się, mimo tego, że piękna pogoda zdawała się zatrzymywać na świeżym powietrzu jak najdłużej. Wiosna zdecydowanie była moją ulubioną porą roku. Wszystko kwitło i burziło się do życia- kwiaty, drzewa, zwierzęta, miłość. Znów powróciłem myślami do Amortencji i ze spuszczoną głową, spoglądając w blat drewnianego stolika, zacząłem - Ale po prostu... Namieszałaś mi w głowie. Nie mogę przestać o tobie myśleć, nie mogę skupić się na niczym innym. Budzę się rano i w mojej głowie ty... Jeśli to źle, to przestanę. A chociaż spróbuję - podniosłem na chwilę oczy, by zatopić się w morzu jej błękitnych tęczówek. Nie mogłem się im oprzeć... Dlaczego więc one tak łatwo opierały się mnie? - Nie bądź zła, sam nie wiem, czemu tak jest. Po prostu. Ech, naprawdę przepraszam. Chyba nie powinienem był tego mówić - skończyłem, drapiąc się jeszcze raz w tył głowy. Przeczesałem włosy ręką - w tym całym stresie zapomniałem, jak okropnie wyglądałem. Łudziłem się, że Eiv tego nie zauważyła, albo chociaż, że nie wyśmiała mnie w myślach. Ile ja bym dał, żeby wiedzieć, co dzieje się w tej pięknej, inteligentnej głowie? To prawda, że mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Ona była najlepszym przykładem tego, co cisza może zrobić. Jak bardzo jeszcze namiesza?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Sro 22 Kwi - 18:36

Eugene był typem osoby, który był dla kogoś takiego, jak Eiv zbyt emocjonalnie wrażliwy. Ona mogłaby go zniszczyć i nawet nie musiałaby się wysilać, by to zrobić. Z czystej przekory wystarczyło pstryknąć palcami, czyż nie? Henley miała tendencje do świadomego zadawania bólu, bo to było dla niej czymś normalnym. Robiła co chciała i jak chciała, bo cały czas, który spędziła z Noelem był niezwykły i uodpornił ją na to, co teoretycznie jest znajome, a zarazem tak intensywnie obce. Nie byłaby w stanie obdarzać go uczuciami, których mógł oczekiwać, bo było to coś tak sprzecznego, że z trudem była w stanie opisać to, co naprawdę tkwiło głęboko w niej. Stała się zdystansowana i nieco… Oziębła. Nie wynikało to z jej problemami w zawieraniu relacji międzyludzkich. Powód był zupełnie inny i leżał gdzieś bardzo… Bardzo daleko.
Wiedziała, że Tatcher nigdy jej nie zrozumie, bo żeby ją zrozumieć, trzeba było ją okiełznać. Nie była jednak zdolna oddać się na tym etapie w taki wir emocji. Wiedziała, że seks jest czymś, co może zbliżyć ludzi do siebie. Czy chciała dać jedną noc Eugenowi? Oczywiście, bo był przystojny, niezwykle pociągający i tak urokliwie rozkoszny. Miał młodzieńczego, niepokornego ducha, ale… Dla niej był zbyt delikatny, choć tą odmiennością złapał ją za serce.
-Tojadowa… Moje mieszkanie. – Uśmiechnęła się przekornie i pokręciła z rozbawieniem głową, bo nie spodziewała się takiego obrotu spraw. To było nieco zaskakujące, bo tak naprawdę od dawna nie grała w otwarte karty. Nie lubiła tego i kiedy ktoś wymagał czegoś takiego, to wszystko tłumaczyła… Ucieczką. Nie potrzebowała być dla kogokolwiek wsparciem, bo ludzie byli dla niej kimś, kto i tak w pewnym momencie był w stanie wbić nóż w plecy. Oczywistość, która raziła oczy mogła być bolesna, ale co z tego? -Patrzysz strasznie blisko i nie dostrzegasz tego, co jest oczywiste. – Powiedziała spokojnie, a jej błękitne tęczówki wbijały się w chłopaka, jak sztylety. Chciała choć na moment przestać myśleć, ale musiała robić to nadzwyczajnie często, bo była zbyt skomplikowana i sprawiała wrażenie osoby wyjętej z tego świata, który był tak intensywnie obcy.
Namieszałaś mi w głowie.
Kiedy usłyszała te jakże znaczące słowa… Zamarła. Pierdolone deja vu, którego nie chciała. Musiała złapać oddech, a osaczały ją uczucia, o których dawno temu zapomniała.
-Eugene… – Zaczęła mówić powoli, gdy jej dłonie znalazły się na stole, a długie, smukłe palce wystukiwały na blacie jakiś rytm, którego nie znała do tej pory. -Lubię szczerość, ale… To złe. – Zawiesiła głos, bo nie miała pojęcia, jak ubrać to wszystko w odpowiednie słowa. -Bardzo złe i… Mogę złamać ci serce. – Dodała po chwili, gdy nabrała powietrza w płuca, a jedyne czego teraz potrzebowała, to papieros. Wódka. Magiczne blanty i wszystko, co pozwoliłoby jej zapomnieć. Historia się powtarzała i jedyne czego nie umiała zrobić, to nabrać dystansu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Auckland, Nowa Zelandia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 504
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t10425-ezekhiel-eugenius-tatcher#287312
http://www.czarodzieje.org/t10427-chcesz-byc-moja-owieczka#287351
http://www.czarodzieje.org/t10430-eugenowa-sowa
http://www.czarodzieje.org/t10426-eugenius-ezekhiel-tatcher#287350




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Czw 23 Kwi - 14:41

Miała rację. Patrzyłem blisko i niczego nie dostrzegałem. Nie widziałem, jak bardzo ta sytuacja jest popieprzona, ani jak bardzo desperacko pragnąłem jej uwagi. Nie dostrzegałem, że jest z nią gorzej, że coś się stało... Albo poddałem się zbyt szybko. Nikt nie lubi przegranych, a bez walki nie da się wygrać. Dlaczego więc mnie nigdy się nic nie udawało? Jak zwykle musiałem się nad sobą użalać. Zamiast skierować rozmowę na inne tory, dowiedzieć się, co jest nie tak i jakoś pomóc... Tylko zerknąłem ponownie za szybę. 
- Złe? Złamać serce? Wiem, że jestem ciotą. Ale... - zacząłem znowu, jakby z wyrzutami. To wszystko... miotało mną. Chyba sam nie byłem przekonany do tego, co się właśnie dzieje. Nie chciałem być nigdy na nikogo zły. Ale byłem. Na siebie. I na Evelyn, za to, że nie chciała mnie kochać. Nic nie powiedziała, ale ja wiedziałem. Albo i nie wiedziałem. Męczyło mnie to trwanie w niewiedzy. Nie czekałem na nagły zwrot akcji, a tym bardziej na happy end. Już się nauczyłem, że w moim życiu nie zdarzają się szczęśliwe zakończenia. Za to te zwykłe... Dosyć często. Dlaczego muszę być taki beznadziejny? Czemu nie mogę być dla niej kimś, kim chciałem dla niej być? Żałosny szczeniak, który się w niej podkochuje. Nie byłem jedyny... I zdawałem sobie z tego sprawę. Dlaczego więc robiłem sobie tę cholerną nadzieję? Jestem za głupi na miłość. - Nie będę się mieszał w twoje uczucia. Nie każę ci mnie kochać, a... Z resztą to nie ma sensu. Przecież się nie znamyi nawet jeśli bym o to błagał... Ty najwyraźniej nie chcesz dać mi się poznać - Nie chcę cię zostawiać samej choćby na chwilę, ale jeśli naprawdę tego chcesz, to to zrobię. Obiecuję, że zostawię cię w spokoju - nie uroniłem żadnej łzy, mocno się powstrzymywałem. Oczy zaszkliły mi się, a ja tylko czułem, jak zaraz moje ciało opuści cała chęć do życia. Całą tą pozytywną energię, z którą tutaj przyszedłem. To była moja wina. Jak zwykle musiałem zacząć ten temat. Żenujący dzieciak. - Jak chcesz... Mogę zniknąć ci z oczu. Wrócić do Nowej Zelandii, czy coś w tym stylu - zaproponowałem, wytężając wzrok. Mówiłem poważnie. Dosyć już mi było Anglii, tego całego Brytyjskiego chłamu. W końcu zatęskniłem za domem. Za owcami, za spokojnym życiem, za tą słodką melancholią, dzięki której mogłem pogrążać się w swojej samotności. To było przyjemne i naprawdę wygodne. Projekt już dobiegał końca, zostało nam już tylko ostatnie zadanie... I papa. Co mnie tutaj trzyma? Prawda, miałem przyjaciół, z którymi przeżyłem wiele niesamowitych momentów. Ale była też ona. Eiv. Nie mogłem na nią patrzeć i wiedzieć, że nie mogę jej dotknąć. Pocałować, uścisnąć, powąchać jej zapachu. Pozostało mi tylko usunięcie się w cień i podziwianie z daleka. Ale to było zbyt przerażające do wykonania i zapewne nielegalne. Z resztą... Ona tego nie chciała. A w tej chwili jej słowo... Cóż, to dla mnie rozkaz. 
Nie miałem zamiaru ulec jej  urokowi. Czy ona była wilą? Bo jakby mnie czarowała, naprawdę... Dużo czytałem o tych istotach, ale to? To, co Henley ze mną robiła było nie do opisania. Pod wpływem jej uśmiechu rzuciłbym się w ogień. Kiedy na mnie patrzyła, ciarki ogarniały całe moje ciało, a jej wzrok... Nikt nie mógł jej się oprzeć. A jeśli znalazł się ktoś taki, na pewno nie byłem to ja. Próbowałem, naprawdę usilnie próbowałem powstrzymać się przed tym uczuciem, które kazało mi wstać, wziąć ją za rękę i pognać na Tojadową. Teraz moje serce bolało, a jedynym, na co miałem ochotę, to oprylak. Albo coś mocniejszego, coś co sprawiłoby, że zapomniałbym o wszystkim. Nawet o niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Nie 26 Kwi - 11:48

Eiv… Ciągła adrenalina, jaka mogła ją zatrzymać na dłużej przy kimkolwiek, stała się czymś czego łaknęła każdego dnia. Wchodziła w to iście świadomie. Czasem nawet za bardzo, a ostatecznie ponosiła skutki, których nie dało się w żaden sposób opisać, bo zranienie jej było trudne, ale nie-niemożliwe. Można by rzec, że kogoś takiego, jak Henley bardziej ranił brak odpowiedzialności, brak próby podjęcia się ryzyka, a to było przecież coś, co kochała najmocniej. Starała się uwierzyć w to, że ludzie potrafią walczyć o coś, czego pragną i nie poddają się banalnie, ale tym razem… Kurwa, pomyliła się.
-Eugene… – Rzuciła chłodno, bo nie znosiła nadmiernego użalania się nad sobą i dlatego nie chciała, by chłopak to robił. Nie traktowała go, jak pizdy czy cioty. Był normalnym czarodziejem, który przyjechał na Sfinksa i walczył, jak każdy o główną nagrodę. Nie mogła tylko pojąć, dlaczego potrafił stawić czoła magii, a w chwili, gdy chodziło o niego samego, poddawał się. To było iście nielogiczne, wręcz niezrozumiałe i jedyne, jak mogła to uzasadnić, to zbywając wszystko milczeniem, ale nawet ktoś taki jak gryfonka czasem traci nerwy i poczucie własnej swobody, w której jest po prostu sobą. Nie znosiła być motywatorem, bo uważała, że ludzie, którzy wiedzą czego oczekują od życia – bezczelnie wyciągają po to ręce. Czemu Tatcher nie miał takiej odwagi? -Posłuchaj mnie. – Warknęła nieco ostrzej, choć nadal emanował od niej spokój, którym starała się nakarmić chłopaka, bo nie miała powodu, by na niego krzyczeć, miotać i przeklinać. Był delikatny, wrażliwy i to ona powinna zapewnić mu ochronę, bo mógł być dla niej młodszą wersją Sweeney’a, ale nie. To był Eugene, który po prostu nie wiedział, jak sięgnąć po marzenia. Eiv nie mogła mu dać tego, czego oczekiwał, bo to było niewłaściwe, gdyż jej serce nadal szybciej biło na dźwięk imienia Noel. To logiczne, że mu jej brakowało, wszak codziennie miała jego uśmiech przy sobie, który tak ją rozgrzewał, a zespolone przeszłość w postaci małej Venice? Dawała o sobie znać nawet teraz. -Nie możesz tak łatwo rezygnować z rzeczy, które są dla ciebie istotne, to nie jest dla mnie oczywiste, co w tej chwili robisz, ale… Źle celujesz. – Mówiła w końcu spokojniej, a delikatny głos znów przepastny był tą tajemniczością, uwodzącą kokieterią i czymś, co wchodziło tak głęboko w podświadomość, że jedyne czym można było to nazywać, to… No właśnie. Co to było, do cholery? Zachowywała się, jak ktoś kto ma talent do tworzenia niesamowitych niuansów, a zarazem hipnozy, ale nie. Nie posiadała żadnego daru. Nadal była jedynie Evelyn Henley. Zawsze i niezmiennie. -Mnie się nie da poznać na pstryk palców. Nie można wyciągnąć po to rąk. To się po prostu dzieje. – Wzruszyła lekko ramionami, bo nie mogła pozwalać na to, by ktokolwiek wchodził zbyt głęboko, a Tatcher chciał to zrobić. Nie da mu tego i wiedziała to już teraz, bo to się równało jego rychłej zgubie, do której nie byłaby w stanie dopuścić. Miała nawet świadomość, że jeśli kiedykolwiek Noel wróciłby do Londynu, to pozbawiłby go wszelkich możliwych środków, by być niej blisko, a chciała mu oszczędzić zawodu. Kurwa, naprawdę tego chciała i pierwszy raz robiła coś wbrew sobie, a przecież słynęła z nadmiernego egoizmu, czyż nie?
-Jedyne, czego nienawidzę, to… Tchórzostwo, więc… Jeśli doprawdy ci zależy na tym, by całkowicie mnie stracić, to okay. – Jej ton zdawał się być tym, który nie znosi sprzeciwu, ale dla niej to było tylko i wyłącznie zagranie czysto manipulacyjne. Chciała, by jak najszybciej zdołał się zmierzyć z własnymi lękami i słabościami, a wyjazdem udowodniłby jej, że nie jest gotowy na to, by wejść w ów relację. Podniosła się nagle z krzesła, a zaraz potem spojrzała na niego przenikliwym spojrzeniem. Zagryzła jeszcze dolną wargę, a po chwili nachyliła się w przód. Mogła omieść jego wargi ciepłym oddechem, a niebieskimi tęczówkami świdrować go na wskroś. -Wybór należy do ciebie. – Dodała, a gdy brała obrót na pięcie, nawet się nie zorientowała, że mała ruchoma fotografia wypadła z kieszeni kurtki. Była na niej oczywiście maleńka Venice, które zdjęcia jasno wskazywało na pokrewieństwo z Henley. Teraz jednak miała w głowie co innego. Chciała wyjść. Jak najszybciej. Bez obaw o to, że ktokolwiek ją zatrzyma, bo przecież jej się zatrzymać nie dało.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Auckland, Nowa Zelandia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 504
  Liczba postów : 265
http://www.czarodzieje.org/t10425-ezekhiel-eugenius-tatcher#287312
http://www.czarodzieje.org/t10427-chcesz-byc-moja-owieczka#287351
http://www.czarodzieje.org/t10430-eugenowa-sowa
http://www.czarodzieje.org/t10426-eugenius-ezekhiel-tatcher#287350




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Nie 26 Kwi - 20:49

- Evelyn - zacząłem nieśmiało, kiedy zwróciła mi uwagę. Chciałem coś powiedzieć, potwierdzić, zaprzeczyć, zatrzymać ją... Na próżno. Gdy podniosłem na nią wzrok i zacząłem dokładnie przyglądać się jej perfekcyjnym rysom, ona już była gotowa do wyjścia. Stukała tylko palcami o blat, jakby nic nadzwyczajnego nie miało miejsca. Może... Może dla niej nie. Dla mnie każda chwila przeżyta w jej towarzystwie była warta, no cóż, wiele - Przecież... - miałem zamiar wtrącić się, powiedzieć, że przecież sama mnie odrzuciła... Jednak powstrzymałem się. Chce, żebym walczył? Będę walczyć. W taki sposób, w jaki jeszcze nigdy wcześniej nie walczyłem. Zobaczy, jak bardzo mi na niej zależy i tym razem nie będą to tylko słodkie, puste słowa. Ani pocałunki. Ani nic podobnego - Eiv... - znów wypowiedziałem jej imię, które tak pięknie brzęczało w moich ustach. Nie zdążyłem nawet wstać, pożegnać się, ani nic. Chciałem rzucić chociaż coś w stylu "będziemy w kontakcie", ale zabrakło mi odwagi. Albo zrezygnowałem na samym początku. Miała rację.
Nic dziwnego, że zostawiła mnie samego.
To było przykre... Cała ta sytuacja. Znów ją w pewien sposób spłoszyłem, a najgorsze było to, że znowu miała rację. Dlaczego tylko... Przecież ostatnio sama stwierdziła, że jestem zbyt żałosny, żeby mogła się ze mną pieprzyć. Właściwie to nawet o tym nie marzyłem, bo przecież... Nie potrafiłem jej zrozumieć. Może jednak powinienem się poddać? Im dłużej słuchałem jej wypowiedzi, tym więcej myśli zaczęło pojawiać się w mojej głowie. Sam nie wiedziałem, co mam zrobić. Wstać i złapać ją za rękę, zatrzymać? Ostatnim razem również to nie podziałało. Jak zwykle, nie ważne, co robiłem, wszystko było złe. I to moje myślenie również takie było. Siedziałem zamroczony, obserwując, jak po raz kolejny mnie opuszcza. Jak podnosiła swoje perfekcyjne ciało i jak spokojnie zbliżyła się do moich ust. Oszalałem. Przymknąłem powieki, na chwilę odrzucając od siebie toksyczny rozsądek. Pragnąłem jej, chciałem się o nią troszczyć i być dla niej. Czułem jej oddech na swoich ustach, tak bardzo stęsknionych jej uczucia... I nagle ten moment pozostał tylko wspomnieniem. Zniknęła za drzwiami kawiarni, upuszczając jakąś kartkę. Było mi przykro. Najchętniej poszedłbym się znowu naćpać albo naprawdę wrócić do tego cholernego domu. To było jedyne dobre wyjście. Nie. Nie mogłem znów robić z siebie ofiary.
Leniwie wstałem z siedzenia, a następnie podniosłem... ruchomą fotografię. Postać na zdjęciu przypominała małą Evelyn, niemal tak samo piękną i tak samo uroczą, ale nie tak pełną smutku i beznadziei. Jednak zrodziło się we mnie dziwne uczucie, że to nie może być ona. Znów usiadłem na miejsce i uważnie zacząłem się przyglądać słodkiej dziewczynce. Odwróciłem przedmiot na drugą stronę - może byłby tam jakiś podpis, data? Jednak nic takiego nie znalazłem. Miałem zamiar wstać i oddać to Henley, ale jaki był tego sens? Postanowiłem jej oddać własność przy kolejnym spotkaniu... O ile takie miało mieć miejsce. Cóż, najwyżej odeślę je pocztą, czy coś w tym rodzaju. Strasznie chciałem dowiedzieć się, kim jest ta mała osóbka... Była taka cudowna. Może tak wyglądałaby moja siostra, gdyby... Łzy zebrały mi się do oczu. Pierwszy raz od bardzo dawna tak dokładnie przypomniałem sobie to wszystko, co miało miejsce jeszcze w Auckland. A to dziecko... Przecież podobnie mogła wyglądać moja siostrzyczka. Albo przyszła córeczka. Przyjrzawszy się ostatni raz małej, uśmiechniętej twarzyczce, z uwagą schowałem ją do portfela. Głupio byłoby, gdybym ją jednak zgubił, a znając mnie wszystko jest możliwe.
- Do widzenia - rzekłem na pożegnanie, chociaż w sumie wcześniej nie zwróciłem uwagi, czy w ogóle oprócz nas ktoś znajdował się w kawiarni. Zamknąłem za sobą drzwi i z rękami w kieszeni, spoglądałem w ziemię. Nie miałem nic konkretnego do roboty, a pewnie jakbym za chwilę z kimś nie porozmawiał - nieźle strzeliłoby mi do głowy.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Czw 4 Lut - 22:05

Merlinie, co ona najlepszego wyprawiała - zastanawiała się, stojąc przed ogromnym lustrem w damskiej toalecie i próbując jakoś okiełznać włosy.
Po raz kolejny ulegała urokowi jakiegoś faceta, OBCEGO faceta, którego poznała jakąś godzinę temu. Faceta, który bez ogródek oświadczył, że chciałby ją uwieść, jeśli mu na to pozwoli. Na samo wspomnienie wyrazu jego twarzy i szczerych, zielonych oczu, Isolde poczuła falę gorąca, zalewającą jej ciało. Wbrew pozorom nie była zimna i pozbawiona temperamentu. Po prostu potrafiła się kontrolować i nie ulegała impulsom, co nie znaczyło, że była na nie niewrażliwa. Spojrzała krytycznie w lustro i delikatnie poprawiła usta o ton ciemniejszą od nich pomadką. Po co? Po co, u licha, to wszystko?
Powiedzmy, że dla odzyskania równowagi i wiary w siebie. Tak, to stanowczo dobry powód, by popełnić kolejne głupstwo. Ale musiałaby być marmurowym posągiem, żeby nie ulec namowom Kadena. Oczywiście, że z nią flirtował. Oczywiście, że... pewnie przećwiczył te sztuczki na setkach innych kobiet. Ale nawet jeśli, to co z tego? Spróbowała odrobinę przypudrować gorące rumieńce, które wystąpiły na jej policzki. Nic z tego. Trudno, niech ma satysfakcję. Był uroczy, niesamowicie pociągający i tak szczery, że Isolde nie potrafiła się na niego gniewać ani obruszać faktem, że zupełnie nie krył swojej zmysłowej fascynacji jej osobą. Co tu dużo mówić, naprawdę jej to schlebiało, nawet jeśli niepokoiło i sprawiało, że czuła się trochę zagubiona i zła na siebie, że tak łatwo dała się przekonać. Może powinna go zbyć? Ale Kaden nie wyglądał na faceta, którego łatwo się pozbyć, zresztą...
Stop.
Isolde gwałtownie zatrzasnęła puderniczkę i spojrzała w lustro. Idź. Baw się dobrze. Bądź kobietą. Mniej więcej tak brzmiały zalecenia jej ojca, kiedy odwołała ich wspólny lunch. Westchnęła ciężko i pobiegła do Atrium, z którego teleportowała się przed knajpkę o uroczej nazwie (trochę zbyt uroczej i sugestywnej jak na pierwszą... randkę? na Merlina, czy to była randka?) "Kociołek Amortencji". Na wszelki wypadek przejrzała się jeszcze w szybie i z rezygnacją stwierdziła, że niesforny kosmyk włosów jak zawsze drwi sobie z grzebieni, lakierów i zaklęć i żyje własnym życiem. Niech mu będzie. Kaden siedział już w środku, co Isolde przyjęła z ulgą. Spóźniła się mniej więcej trzy minuty, więc w granicach przyzwoitości. Spróbowała przybrać pogodny, ale dość obojętny wyraz twarzy, na który pewnie nikt by się nie nabrał, biorąc pod uwagę jej zarumienione policzki. W końcu czarownice nie biegały. Zwyczajnie się teleportowały, przez co traciły jedną z bardzo wygodnych wymówek.
- Jak już mówiłam... zawsze dotrzymuję słowa - podkreśliła żartobliwym tonem, próbując pokryć własne skrępowanie i siadając naprzeciwko Kadena. Miał w sobie jakąś niesamowitą, skumulowaną energię, która zdawała się z niego wylewać i przytłaczać powściągliwą Isolde. Mimo to, jego uwaga i zachwyt poprawiały jej nastrój, sprawiały, że nieśmiało zaczynała wierzyć, że może się podobać. Że może nie wszystko stracone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1015
  Liczba postów : 110
http://www.czarodzieje.org/t11991-kaden-nigel-langdon#322664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12013-k-a-d-e-n#322994
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12288-listy-kadena#327796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12289-kaden-n-langdon#327797




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pią 5 Lut - 13:49

Pożycz mi koszulę — rzucił Kaden do swojego kolegi z Depertamentu Transportu Magicznego, bardzo natarczywie naciskając na tą kwestię swoim bez dwóch zdań bardzo intensywnym spojrzeniem, kiedy na niego patrzył. O ile udało mu się domyć po dziesięciokrotnym myciu dłoni smar ze skóry i z pod paznokci, o tyle koszula pozostawała dalej tak samo wyświechtana. Nawet włosy zamoczył wodą i zaczesał w sposób, w który wyglądał być może bardziej dostojnie, a nie jak ktoś, kto dopiero wstał z łóżka i próbuje doprowadzić swoje rozmierzwione kudły do ładu. Jako, ze nie miał w pracy raczej wielu wrogów, a mężczyzna z jakiejś przyczyny nie potrafił mu odmówić, Kaden otrzymał koszulę, zdecydowanie na niego za małą, ale nie stanowiło to problemu. W barkach zmieścił się, odpinając kilka górnych guzików nieskazitelnie białej górnej części garderoby. Odsłonił tym ciemnoszary podkoszulek i wystawił na widok swój łańcuszek z przedziurawionym galeonem oplecionym utwardzanym sznurkiem. Coś co wydało mu się całkiem zabawne i przy okazji zwracało uwagę mugoli, niezaznajomionych z tą walutą. A przy okazji, może byłby tym nawet w stanie zapłacić, gdyby poczuwał do tego naglącą potrzebę.
Już gotowy z zarzuconą na siebie skórzaną kurtką ruszył w umówione miejsce. Prawdę mówiąc, zjawił się na niespełna minutę przed Isolde, ledwie zdążył się zdecydować na jakiś stolik, siąść, poprawić kołnierz kurtki i zgarnąć w dłoń kartę ze spisem herbat do wyboru, a do pomieszczenia weszła panna Bloodworth. Odruchowo wstał z miejsca, odkładając kartę na stół i obserwował uważnie jej krok, którym zbliżała się do jego stolika. Ha! Oczami wyobraźni widział zazdrosny wzrok mężczyzn, kiedy szła akurat w jego kierunku. Pomijając fakt, że żadnych mężczyzn w pomieszczeniu nie było, tylko on jeden, rodzynek, bo lokal wcale nie wyglądał na szczególnie dostosowany pod męskie preferencje.
A ja wcale nie myślałem się na Tobie zawieść — uśmiechnął się, siadając dopiero kiedy dziewczyna zajęła miejsce naprzeciwko niego. I milczał. Nie było to jednak zupełnie bezcelowe milczenie, ani nieproduktywne zajęcie, bo w tym czasie spojrzeniem obejmował jej gładkie rysy twarzy, zarys penych warg, prosty nieco zadziornie podkręcony nosek i te zadziwiająco przyciągające wzrok oczy.
Dokumenty zostały bezpiecznie dostarczone na miejsce? — dopytał nie spuszczając z niej spojrzenia ani na moment.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pią 5 Lut - 15:24

Jego milczenie bardzo ją krępowało, szczególnie że do tej pory mówił za dwoje, ale jeszcze bardziej krępowało ją to zielone, porażająco intensywnie spojrzenie, które bezceremonialnie prześlizgiwało się po jej twarzy. Miała ochotę spuścić oczy, ale powstrzymała się wielkim wysiłkiem woli, powtarzając sobie, że nie jest czternastolatką, tylko dorosłą kobietą i tak właśnie powinna się zachowywać. Dlatego z czystej przekory odpowiedziała mu równie śmiałym spojrzeniem, analizując zmysłowe usta, ciemne wyraziste brwi (zawsze miała słabość do mężczyzn ze stanowczymi brwiami) i głęboko osadzone zielone oczy, które zdawały się ją hipnotyzować. Był bezsprzecznie intrygujący i, co Isolde odnotowała z pewnym zadowoleniem, popracował trochę nad swoim wyglądem. Nawet nie chodziło o fakt, że każdy kontakt fizyczny groził pozostawieniem trudnych do zmycia plam, ale raczej o to, że faktycznie mu zależało, by zrobić na niej dobre wrażenie. Była ciekawa, czym się zajmuje, że chodzi cały umorusany smarami. Nie pasowało to do wizerunku uwodziciela-dżentelmena i bardzo ją frapowało, jednak nie miała zamiaru pytać wprost. Raczej czekać, aż sam jej zdradzi.
- Tak. Pozdrawiają serdecznie z odpowiedniego segregatora - odpowiedziała, uśmiechając się leciutko i czując, że serce jej wali jak oszalałe, a dłonie robią się lodowate, jak zawsze w stresujących sytuacjach. Chciała dobrze wypaść. Chciała dopuścić do głosu kobiecą część swojego "ja", chciała być zmysłowa, chciała z nim flirtować, chciała... Chciała poczuć się dobrze we własnej skórze, zapomnieć o wszystkich przykrościach i cierpieniu, które spotkało ją za sprawą Zachariasza i Berberysa. Potwornie się bała, że Kaden uzna ją za nudną, niewartą jego zainteresowania. Znali się tak krótko, więc nie chodziło o żadne sentymenty, tylko o jej kruchą pewność siebie i wiarę w swoją wartość. Wartość kobiety, nie człowieka. Spotkanie z Langdonem było sprawdzianem i Isolde była przerażona, że sobie nie poradzi, nawet jeśli starała się opanować.
- Nie wiem, czy pozwolę ci się uwieść... ale pozwolę próbować - wypaliła niespodziewanie dla samej siebie, nawiązując do jego słów na korytarzu i czując, że jej policzki oblewa jeszcze gorętszy rumieniec. O Merlinie. To nie było coś, co brzmiało w ustach Isolde Bloodworth naturalnie. Przynajmniej dla kogoś, kto ją znał. Ale Kaden spotkał ją po raz pierwszy pół godziny temu, dlatego... mógł być jej królikiem doświadczalnym. Jednak tym razem nie wytrzymała - spuściła wzrok, uśmiechając się leciutko, i sięgnęła po leżącą przed Kadenem kartę. Robiła i mówiła rzeczy, których się po sobie nie spodziewała. Prowokowała go w sposób, który zdumiewał ją samą, jednocześnie dygocząc wewnątrz ze strachu i nerwów, modląc się, żeby zaczął z nią o czymś rozmawiać, żeby sprawił, że ona, Isolde, przestanie tak analizować każde słowo i gest, bo póki co... miała ochotę uciec. Bała się odrzucenia, bała się zranienia i naprawdę wolałaby, żeby Kaden nigdy jej nie okazał zainteresowania, jeśli za tydzień je straci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1015
  Liczba postów : 110
http://www.czarodzieje.org/t11991-kaden-nigel-langdon#322664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12013-k-a-d-e-n#322994
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12288-listy-kadena#327796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12289-kaden-n-langdon#327797




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pią 5 Lut - 22:23

Obserwując ją tak bacznie nie mógł nie zauważyć rumieńców na jej twarzy. Te wstępowały na nią jednak nieważne co robił. Starał się zachowywać naturalnie, ale nie mógł nic poradzić, że jego neutralne stanowisko wobec wszystkiego wyglądało właśnie w ten sposób. Lubił poświęcać swoją koncentrację rozmówcom. Nie tylko kobietom zresztą, chociaż skłamałby, gdyby powiedział, że patrzenie akurat na te delikatne istoty, nie sprawiało mu wielkiej przyjemności. Wbrew niej, odwrócił spojrzenie na drzwi, chwilę drapiąc się po karku, uśmiechając kącikowo, trochę rozbawiony. Całą tą sytuacją, bo o to, wyobrażał sobie tą chwilę jako coś nierealnego, ze mógłby spędzić popołudnie z tą dziewczyną, a teraz siedział przed nią. Jej rumiana twarz zdawała się jeszcze bardziej idealna niż w jego wyobrażeniach. Była prawdziwa. Razem z innymi emocjami, jakie ze sobą niosła. Taka, bardziej zbudowana, urozmaicona o jej doświadczenia, podobała mu się nawet bardziej. Była pełna uczuć, tych szczerych. Wszystko w niej zresztą takie było, autentyczne. Każdy jej gest i słowo. Słysząc pozwolenie na uwodzenie, zwrócił twarz znów w jej kierunku, chwilę milcząc, wpatrując się jak warga lekko jej zadrżała po tych słowach. To też było w niej wspaniałe. W jaki sposób, odpowiednio, z klasą, reagowała na kwestie, z wrażliwością odpowiadającą kobiecie.
Chociaż siedział w sporym dystansie od niej, teraz wyprostował się, a potem pochylił do przodu, nad stolikiem, opierając dłonie na blacie, żeby móc dziewczynę lepiej widzieć i obserwować z mniejszej odległości:
Wiesz, że nie chciałem pytać o zgodę? — spytał, a na jego twarz wstąpił szczery wyraz rozbawienia, ale też swojego rodzaju zadowolenia, bo jej zgoda, nie tyle ułatwiała mu jego cele, bo do żadnych bardzo konkretnych nie dążył. Jej zgoda sprawiała, że czuł się z tym bardziej komfortowo, wiedząc, że dziewczyna w jakimś stopniu poddaje się jego sugestii. Ale nie tej romantycznej, czy manipulującej nuty. Poddawała się zwykłej prośby. Cieszyła go jej aprobata, po prostu. Cokolwiek to dla niego znaczyło. Był raczej cichym pasjonatą kobiecego piękna. Nigdy w żaden sposób nie chciał ich kruchych serc wykorzystywać.
Zacznijmy od najprostszej rzeczy. Opowiedz mi coś o sobie — a że wiedział, ze takie otwarte pytanie było dość luźno interpretowane, zbyt mało bezwzględnie postawione, dopytał o konkretne szczegóły — Nie pracujesz długo w Ministerswie, prawda? Wcześniej Cię nie widziałem, a na pewno bym nie zapomniał. Skończyłaś szkołę? Hogwart?
W tym momencie przypomniał sobie, że były też istotniejsze szczegóły, potrzebne mu na teraz w celu wykształtowania sobie jej profilu w głowie i wykorzystania go, wymiernie w korzyściach dla niej przede wszystkim, bo zależało mu na jej komforcie.
Jaką herbatę pijesz?
Wyciągnął jedną z dłoni przed siebie, żeby zastukać opuszkami palców w jej kartę, którą trzymała w szczupłych palcach. Swoja ciężką dłoń, nieco szorstką od fizycznej pracy oparł bardzo blisko jej palców, na tyle, żeby czuła bijące od jego dłoni ciepło, ale nie bezpośrednio na swojej skórze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Sob 6 Lut - 16:12

Jakimś magicznym sposobem Kaden zdołał dotrzeć do prawdziwej Isolde już w chwili ich pierwszego spotkania. Nie zdarzało się to często, ba, nie zdarzało się prawie nigdy, ale mężczyzna rozbroił ją tak błyskawicznie, że nawet nie zdążyła się wycofać za mur powściągliwej uprzejmości. Wziął ją z zaskoczenia i pozbawił większości masek, co napawało ją w równym stopniu zdumieniem i strachem, kiedy patrzyła w jego zielone oczy (czasem dostrzegała w nich przebłyski błękitu, ale nie była pewna) i pozwalała przejmować kontrolę nad sytuacją.
Zerwanie kontaktu wzrokowego przyniosło zarówno ulgę, jak i rozczarowanie. W ogóle Kaden budził w niej tak sprzeczne uczucia, że zupełnie nie mogła się zdecydować, co sądzi o nim i całej tej sytuacji. A potem znowu patrzył, w milczeniu, budując napięcie, którego nie mogła znieść. Nie drgnęła, gdy nachylił się w jej kierunku, czując tylko, że jej serce przyspiesza gwałtownie. Mimo to, nie spuściła wzroku.
- Wiem. Ale teraz przynajmniej masz pewność, że nie oberwiesz jakimś niesympatycznym zaklęciem. Chyba że lubisz ryzyko - odpowiedziała cicho, uśmiechając się lekko. Była zdumiona słowami, które same wypływały z jej ust, jakby nie miała nad nimi żadnej władzy.
- Herbatę... - zaczęła z niezdecydowaną miną, przebiegając wzrokiem po karcie i starając się ignorować bliskość jego dłoni, która niemalże stykała się z jej palcami. Nie, to na nic. I tak nie mogła się skupić na literkach, wszystkie skakały jej przed oczami i nie była w stanie sklecić jednego słowa. - Zwykłą. Czarną z plasterkiem cytryny - zdecydowała w końcu, unosząc wzrok i uśmiechając się niepewnie do Kadena. Za każdym razem, kiedy na niego patrzyła, na nowo uderzała ją bijąca od niego energia, siła i pogoda ducha. Milczała przez chwilę, obserwując go uważnie, po czym odchrząknęła, przypominając sobie o jego pytaniu. - Tak, niedawno skończyłam Hogwart. Pracuję w Ministerstwie od jakichś... trzech miesięcy. Jestem aurorem. To znaczy... młodszym aurorem - uściśliła, pewnie niepotrzebnie. Wolała, żeby nie miał potem poczucia, że coś przed nim zataiła albo że próbowała zrobić na nim wrażenie i naginała prawdę. Odrobinę nerwowym gestem odgarnęła z czoła kosmyk włosów i przechyliła głowę. - A ty? Czym się zajmujesz? - Była naprawdę ciekawa jego odpowiedzi, bo nie potrafiła go przypisać do żadnej posady. Nie żeby wiedziała szczególnie dużo o zadaniach różnych pracowników Ministerstwa, ale mimo wszystko... Kaden stanowczo się wyróżniał na tle nieciekawych urzędników z przerzedzonymi włosami i zadufanych w sobie karierowiczów, gotowych wbić nóż w plecy rodzonemu bratu, jeśli to zapewniłoby im wyższe stanowisko. Z jakiegoś powodu miała ogromną ochotę dotknąć jego dużej, ciepłej dłoni. Nawet jeśli znów miałaby się pobrudzić smarem. Ta myśl była tak głupia i niepokojąca, że Isolde wyprostowała się na krześle i na ułamek sekundy przygryzła dolną wargę. Uspokój się, dziewczyno, oddychaj i przestań analizować własne uczucia i lęki. Uśmiechnęła się do Kadena, słuchając jego ciepłego, głębokiego głosu i próbując nie rozkładać całej tej sytuacji na części pierwsze. Było miło. On był miły. Knajpka też. To przecież wystarczy, by nie jeżyć się jak przestraszony kot i nie strzelać w obłędzie oczami, w poszukiwaniu drogi ucieczki. Odetchnęła głęboko. - Myślisz, że mają tu coś do jedzenia? - spytała, patrząc na niego, zamiast na kartę, co samo w sobie było głupie, ale... jakoś tak wyszło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 1015
  Liczba postów : 110
http://www.czarodzieje.org/t11991-kaden-nigel-langdon#322664
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12013-k-a-d-e-n#322994
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12288-listy-kadena#327796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12289-kaden-n-langdon#327797




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Nie 28 Lut - 20:18

Patrzył z niekrytym zainteresowaniem na jej twarz, kiedy jej usta wykrzywiły się w lekkim uśmiechu. Nie mógł nie odnotować tej zmiany. Jej lico rozświetlił jeszcze bardziej ten drobny gest, dlatego kącik jego ust drgnął lekko, kiedy zagryzając wargę oderwał na chwilę wzrok, a raczej zmusił się do tego, żeby doprowadzić swoje męskie instynkty do porządku. Musiała zdawać sobie sprawę z tego, ja wpływała na mężczyzn, prawda? Zaraz potem, wracając do niej spojrzeniem, bo nie wytrzymał w swoim zamiarze ogarniania się szczególnie długo, a raczej nie chciał wytrzymywać, dla spokoju własnego ducha, uśmiechnął się szerzej, bardziej wyraźnie, automatycznie podwijając nieco rękawy koszuli. Wzrok prześlizgnął mu się przez chwilę po całym ciele kobiety, w żaden sposób nie oceniając go, a jedynie kontrolnie coś sprawdzając, zanim powiedział wprost:
— Jeśli bym od Ciebie czymkolwiek oberwał, Isolde, jestem pewien, że zdecydowanie bym na to zasłużył — to było śmieszne, jak jednocześnie był pewien siebie i jak łączył bezkrytyczność wobec własnej osoby z dawaniem sobie reprymendy za coś, co jeszcze nie nastąpiło, a co jak sądził, mogło. Równocześnie komplementował ją i to wszystko w jednym, bardzo ścisłym zdaniu, zanim dodał trochę bardziej w zastanowieniu — Jeszcze tylko nie jestem pewien czy na pewno chciałbym takiej możliwości uniknąć.
Wyjątkowo otwarcie ostrzegał ją jeśli tylko jakieś nieczyste myśli przeszłyby mu przez głowę, że jest coś takiego możliwe, ze mógłby jej czymś zawinić, za co powinien był oberwać wspomnianym paskudnym zaklęciem. Dawał jej na to nawet zgodę, przez co w sumie satysfakcja z karania go byłaby chyba trochę mniejsza, skoro na takie kary się godził. Zapytany o własną profesję, trudno powiedzieć, czy źle ją zrozumiał, czy chciał ją źle zrozumieć, bo zaraz potem rzucił.
— Aktualnie próbuję Cię odczytać, Isolde. Zrozumieć — ostatnie dodał z przekonaniem, prostując się lekko zanim wstał z wolna z miejsca, przesiadając się jednak obok niej, zamiast naprzeciwko. Ramię przerzucił za jej plecami na oparciu kanapy, nie próbując jej osaczać, a tylko znaleźć się bliżej, kiedy z mniejszego dystansu wpatrywał się w jej ciemne, niebieskie tęczówki, jakby próbował dotrzeć do więcej, niż tylko ich koloru. Z tego dystansu dopiero było widać, że jego oczy nie były do końca zdefiniowane. Nie były ani zielone, ani niebieskie, ale też nie przechodziły z jednego koloru w drugi. Po prostu odcień miały taki, że czasami wydawał się bardziej zielony, a czasami bardziej niebieski, ale nigdy nie bezwzględnie jeden bądź drugi, a jedynie z przewagą tonacji jednego z nich.
— Co taka dziewczyna ja ty robi w tak niebezpiecznym zawodzie. Nie szkoda Ci?
Tych wszystkich mężczyzn, którzy będą do niej wzdychać w szpitalu, kiedy coś jej się w tym niebezpiecznym zawodzie stanie.
— Pracuję, jako technik i mechanik w Dep. Transportu Magicznego. Naprawiam wszystko, co niesprawne, albo składam coś z niczego — odetchnął, nie wiadomo dlaczego i zwrócił twarz w kierunku pani za ladą w kawiarni — a masz ochotę na coś słodkiego, Isolde? — spytał, szybko wracając uwagą do niej, a jego słowa zabrzmiały w powietrzu trochę dwuznacznie, a trochę po prostu zwyczajnie, bo tonacja pytania wcale nie wydawała się kryć żadnego dna. Nie musiała, bo przecież znała jego zamiary.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Nie 28 Lut - 21:54

Isolde trwała w całkowitej nieświadomości - nigdy nie przyszło jej do głowy, że mogłaby na kogoś działać w ten sposób, oczarować od pierwszego wejrzenia. Jasne, w jej życiu było kilku mężczyzn, którzy twierdzili, że była piękna. Owszem, nie uważała się za poczwarę, ale też nie za typ kobiety, która mogłaby zwracać czyjąś uwagę w taki sposób, robić takie wrażenie. Nie była pewna, co sądzi o Kadenie i nie traktowała go zupełnie poważnie, a już z całą pewnością nie dowierzała jego komplementom, mimo że sprawiały jej przyjemność i poprawiały nastrój. Nie postrzegała siebie jako femme fatale i nie miała pojęcia, jak działa na mężczyzn, a przynajmniej jak działa na TEGO mężczyznę.
Mimowolnie odpowiedziała na jego uśmiech, po czym prześlizgnęła się wzrokiem po odsłoniętych przedramionach, które z jakiegoś powodu wydały się jej wyjątkowo pociągające - jednocześnie szczupłe i umięśnione, z żyłami wyraźnie rysującymi się pod skórą. Przywołała się do porządku, nadal spięta i zestresowana, niepewna, czy nie popełniła jakiegoś koszmarnego głupstwa, którego będzie żałować. Chociaż w twarzy Kadena nie było zapowiedzi rozczarowań i przykrości. Ale gdyby się nad tym zastanowić, mogła to powiedzieć o różnych mężczyznach, których znała i którzy okazali się jednym wielkim rozczarowaniem.
Nie była pewna, czy podobał jej się sposób, w jaki otaksował ją wzrokiem, choć tak naprawdę robiła dokładnie to samo, tyle że nieco dyskretniej. Zaskakiwał ją co krok. Znalezienie właściwej odpowiedzi na jego słowa za każdym razem zabierało jej dłuższą chwilę, bo nie była przyzwyczajona do tego rodzaju rozmów. Flirtował z nią tak jawnie, że Isolde zupełnie traciła głowę, nie mając wielkiego doświadczenia w tej kwestii i zwykle panikując, bo nie potrafiła ocenić, czy któraś ze stron nie posunęła się za daleko.
- Wiesz, że aurorzy znają naprawdę niesympatyczne zaklęcia...? - spytała z rozbawieniem, starając pokryć zakłopotanie, choć nie wyszło jej to najlepiej, bo kolejna fala gorąca oblała jej twarz. Chciała odpowiedzieć równie dowcipnie i dwuznacznie, ale zabrakło jej konceptu i czuła się z tym okropnie. Dlatego postanowiła posłać mu znaczące spojrzenie, które mógł dowolnie zinterpretować. Isolde była z natury dość łagodna, przynajmniej w życiu prywatnym, i do tej pory zdarzyło jej się tylko raz kogoś spoliczkować (zasłużył jak diabli), a co do rzucania paskudnych zaklęć... była w tej kwestii dosyć powściągliwa. Tak naprawdę Kaden powinien się bardziej obawiać, że dziewczyna będzie wychodziła z siebie, żeby go unikać, jeśli coś między nimi nie zagra - do rękoczynów (albo różdżkoczynów) raczej nie dojdzie.
To też jej się nie spodobało. Tak gwałtownie skrócenie dystansu musiało wywołać u Is reakcję obronną, więc bez słowa odsunęła się w kąt kanapy, patrząc na niego chłodno. Jej wyraziste, niebieskie oczy wyraźnie mówiły "NIE" i tylko ktoś wyjątkowo oporny nie odczytałby tej wiadomości. Mimo całego uroku Kadena, mimo jego czarującego uśmiechu i ciepłego głosu, była zdecydowana trzymać go na dystans, bo Isolde to Isolde i na jej zaufanie trzeba sobie zasłużyć.
- Metr, a najlepiej półtora - powiedziała z absolutnym przekonaniem w głosie, wyciągając rękę i niemal dotykając jego klatki piersiowej. - Moja przestrzeń osobista. Pierwszy krok do zrozumienia - zaznaczyła tonem, który nie pozostawiał żadnych wątpliwości co do jej intencji.
- Realizuje swoje marzenia. Czego ma być mi żal? - spytała, unosząc brwi, ale bez wcześniejszego chłodu i stanowczości. W momencie, kiedy ustalili zasady (założyła, może błędnie, że Kaden będzie ich przestrzegał), poczuła się odrobinę pewniej.
Przez krótką chwilę miała ochotę poprosić, żeby w takim razie naprawił i ją, bo ma niesprawne serce i rozregulowane emocje, ale ugryzła się w język i tylko pokiwała głową. Uśmiechnęła się przy tym bezradnie, dając do zrozumienia, że kompletnie się na tym nie zna, ale to z pewnością bardzo zajmujące.
- Czasami rzeczywistość trzeba dosłodzić... - powiedziała w zamyśleniu, spuszczając wzrok i precyzyjnymi ruchami składając serwetkę w łabędzia. To jedyne, co potrafiła zrobić z serwetek, i często ratowało ją w niezręcznych sytuacjach, kiedy rozpaczliwie potrzebowała zająć czymś ręce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Nie 6 Mar - 23:46

Wiedziała, że wizyta w domu nie będzie miła. Była tam niecałe dwa dni, a już miała dosyć. I tak skróciła swój pobyt tam o dzień, miała po prostu nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Lepiej. Nigdy nie potrafiła dogadać się z rodzicami, szkoda. Myślała, że jak będzie już dorosła to ich stosunek do niej nieco się zmieni, ale myliła się. Nadal traktowali ją jak dziecko, które nic o życiu nie wie i w dodatku dokonuje samych beznadziejnych wyborów. Tym razem na tapecie już po raz któryś były jej studia. Rodzicie chcieliby, żeby Rose wróciła do domu, a ojciec przez znajomości załatwiły jej ciepłą posadkę w Ministerstwie. Ona jednak takiego życia nie chciała, ale niestety w domu nie była rozumiana.
Lekko jeszcze poddenerwowana weszła do knajpki. Była tu już kilka razy. Lubiła to miejsce głównie dlatego, że pięknie tu pachniało kawą. Tym razem kawa na jej nerwy tylko pogorszyłaby sprawę. Usiadła przy stoliku z dwoma krzesłami, przy oknie. Roztarła ręce, nieźle zmarzła po drodze. Zdjęła czapkę, kurtkę i powiesiła je na krześle. Gruby szal na razie zostawiła na sobie. Zamówiła po prostu gorącą czekoladę. Podparła głowę na ręce i patrzyła przez okno. Przyglądała się ludziom na ulicy i starała się nie myśleć o niczym. Po prostu patrzyła i głęboko oddychała, żeby wrócić do stanu równowagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 32
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 39
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12294-lysander-prince
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12297-masz-ognia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12298-zawolaj-eff
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12299-lysander-prince




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pon 7 Mar - 1:15

Zanieś to, nie daj się zabić tu, a potem pomóż kolegom na drugim końcu Ministerstwa. Najlepiej jeszcze wypełnił te papiery, które leżą na biurku od trzech tygodni. Tak, wiemy, że to nie twoja praca, ale skoro tak sobie świetnie radzisz ze swoimi obowiązkami, to może pomożesz innym jeśli już musisz tu siedzieć przez kolejne trzy godziny? Ogrom obowiązków początkowo Lysandra przerażał, ale po kilku tygodniach w nowej pracy prawie całkowicie się przyzwyczaił. Ba, wypracował nawet swój sposób na unikanie dodatkowej roboty, którą zrzucano na niego z innych osób. Kto by pomyślał, że za ambicje się karze, no ale cóż... Ministerstwo Magii było jak korporacja, tylko z pewnością miało więcej spraw do rozwiązania niż pojedyncze magiczne firmy.
Z uśmiechem zarzucił na siebie kurtkę i praktycznie jak na skrzydłach wyleciał ze swojego miejsca pracy. Zawsze wykorzystywał swoją przerwę na lunch na udanie się do okolicznych kafejek, które to chciał wszystkie wypróbować i zdecydować się na jedną - tę najlepszą i z najmilszą obsługą. Cóż to by była za strata, gdyby nie miał z kim poflirtować w wolnym czasie!
Z uśmiechem wszedł do jednej z najbardziej przytulaśnych kawiarenek, którą już na wstępie skreślił z listy pewniaków. Z aparycji nie była zbyt męska, ale coś mu podpowiadało, że może spotkać w tym miejscu wiele uroczych panienek. Ostatecznie panienki lubią urocze rzeczy, prawda? W dość dobrym humorze przekroczył drzwi, rozglądając się z zaciekawieniem po pomieszczeniu. Nie oczekiwał nikogo tutaj spotkać, jego grono znajomych nie należało obecnie do zbyt licznych, jednak zawsze dobrze było się rozejrzeć po miejscu, w który miało się spędzić jedyne wolne chwile danego dnia. Założenie Prince'a dość szybko znalazło poparcie w drobnej blondynce, która zajmowała jedno z głównych miejsc w owej kawiarence. Dałby sobie rękę uciąć, że już ją skądś kojarzył, a przynajmniej tak mu podpowiadał instynkt, któremu w takich sytuacjach zawierzał bezgranicznie.
- Wybacz, że tak zagajam już na wejściu, ale... Czy my się skądś nie znamy? - rzucił z najszczerszym na świecie uśmiechem do dziewczyny, korzystając z faktu, że stolik przy którym siedziała znajdował się bardzo blisko wejścia, a pomieszczenie nie było zbyt zatłoczone. Nie żeby wstydził się swoich podbojów, ale akurat w tej sytuacji był pewien, że skądś piękną blondynkę kojarzył i jego zaczepka nie miała nic wspólnego z bezczelnym podrywem - a nie miał w zwyczaju czaić się po kątach i rozmyślać pół dnia o takich rzeczach. Kawa poczeka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pon 7 Mar - 1:35

Z jej rozmyślań o niczym wyrwał ją męski głos. Od razu odwróciła głowę w jego stronę i zobaczyła mężczyznę, który nie mógł być już ani uczniem, ani studentem. Był na to zdecydowanie za stary. Nie za stary jednak, żeby Rose mogła stwierdzić, że niezłe z niego ciacho. Od razu uśmiechnęła się do niego szeroko i serdecznie. Tak na prawdę odwzajemniła tylko jego uśmiech. W zasadzie też miała wrażenie, że go zna. No, przynajmniej kogoś bardzo podobnego do niego. Albo chociaż z podobnym uśmiechem.
- Hmmm. - Zamyśliła się na moment. - Też mam wrażenie, że skądś się znamy.
Zaraz gdy to tylko powiedziała, wskazała miejsce naprzeciw siebie. Patrzyła prosto w jego oczy, a jej wzrok mówił, że nie uznaje sprzeciwu.
- Usiądź ze mną, to zaraz się przekonamy. - Dodała jeszcze przy tym i znów pokazała mu swoje zęby w lekkim uśmiechu. W tym momencie definitywnie stwierdziła, że na prawdę niezłe z niego ciacho.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 32
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 39
  Liczba postów : 32
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12294-lysander-prince
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12297-masz-ognia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12298-zawolaj-eff
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12299-lysander-prince




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Sob 12 Mar - 15:10

Z ulgą przyjął, że dziewczyna go nie spławiła, co z pewnością ugodziłoby w jego dość sporych rozmiarów ego. Ostatecznie zagadał ze szczerymi intencjami, prawda? Nie wypada mężczyzn karać za dobre uczynki, bo się zrażą na amen i już nigdy nie będą próbowali być szarmanccy! Z uśmiechem zajął miejsce naprzeciwko blondynki, a chwilę później wbił wzrok w jej piękne, duże oczy, całkowicie ignorując kelnerkę, która chciała z nim najwyraźniej podłapać kontakt wzrokowy.
- Mam niestety niewiele czasu, wyrwałem się z pracy tylko na chwilę - zaznaczył na wstępie, przy okazji przypominając sobie o tym, że jeszcze nie miał okazji się blondynce przedstawić. - Lysander Prince. Masz może jakieś podejrzenia, skąd możemy się znać... - tu zrobił pauzę, by dać jej możliwość przedstawienia się. Może nazwisko dziewczyny coś mu podpowie, ewentualnie odwrotnie i to ona skojarzy jego osobę? Przez dziesięć lat mogło się w Londynie sporo zmienić, a dziewczyna wyglądała na maksymalnie dwadzieścia lat. Czy to nie było zbyt dziwne, że wydawało mu się, że gdzieś ją już poznał, gdy ostatnim razem był w Anglii na dłużej w chwili, gdy ona mogła być dzieckiem? Chyba, że się genialnie kryła i miała więcej lat, ale taka opcja jedynie go przerażała. Jeśli jakakolwiek kobieta oszukałaby go w taki sposób, zwiałby gdzie pieprz rośnie. Ostatecznie nie gustował w równolatkach...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Sro 16 Mar - 20:19

Pochyliła głowę, żeby nie pokazać jak ucieszyła się z tego, że chłopak (a w zasadzie dorosły już mężczyzna) dosiadł się do niej. Wpatrywała się w niego intensywnie, bo miała nadzieję, że może jakiś szczegół w jego wyglądzie mógłby przypomnieć jej skąd mogliby się znać.On za to wpatrywał się w nią tak, że aż czuła się niezręcznie. Na szczęście była jedną z tych osób, że to uczucie nie paraliżowało jej. Wręcz przeciwnie. Była jeszcze bardziej nakręcona na poznanie swojego towarzysza. Dlatego też lekko się skrzywiła na wieść o tym, że nie będzie im dane teraz wiele czasu. Ale przecież jutro też jest dzień! Za tydzień również.
Kiedy tylko usłyszała jego imię i nazwisko wiedziała, że musi skądś go znać, bo nawet nazwisko, było jej znane!
- Kurczę! - Prawie krzyknęła. - Musimy się znać, ja skądś znam to nazwisko! - Powiedziała podekscytowana. Najlepiej byłoby, gdyby teraz ona się przedstawiła. Może jemu to coś powie.
- Ja nazywam się Rose Nelson. - Miała nadzieję, że jego pamięć okaże się lepsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Skąd : Helsinki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 779
  Liczba postów : 191
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11401-joshua-mitsaen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11405-wyznawcy-i-oprawcy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11409-jezusowe-listy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11417-joshua-mistaen#306305




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Nie 15 Maj - 17:41

A zapowiadało się spokojnie. Ot, sobota. Jutro wolne, w pracy całkiem ciekawie – fajny ruch, goście dopisali, dobrze się bawił. Dużo rozmawiał z ludzkością, wypił kilka dobrych kaw, poznał nawet jeden przepis na nową. No, a sam zrobił ich jeszcze więcej. Po tak świetnym, acz męczącym mimo całego swojego spokoju dniu, wydawać by się mogło, że ten wieczorek będzie bardzo chilloutowy. W sumie, planował spędzić go w domu, ewentualnie wyskoczyć gdzieś na miasto, pospacerować i kulturalnie wrócić do domu, by cieszyć się tą wolną nocą. Kto wie? Może nawet coś poczytać, albo wywołać zdjęcia? Plany były jeszcze mocno niedoprecyzowane. W zasadzie nie było żadnych bardziej doprecyzowanych. Jedynym pewnikiem był punkt wyjścia – miał odpocząć. I właśnie o tym sobie myślał, przygotowując sobie obiad. Wtedy usłyszał, jak coś dobija się do kuchennego okna.
Sowa? Zatem list. Napoił trochę zwierzę, po czym poczekał aż zbierze siły i odleci. Gdy został już sam zabrał się za odczytywanie wiadomości.






Joshua,

Mam dość swojej pracy i swojego życia.
Dawno nie piłam. Potrzebuje zmiany, robisz coś dziś wieczorkiem?
Yvonne



Jak mógł jej odmówić? Odpowiedź była tak prosta, jak jej prośba.
Wszystko poszło bardzo szybko, tak że o umówionej dwudziestej oboje byli już w Kociołku.
Co ciekawe, narzucili sobie dość dobre tempo. Nie jakieś wybitnie słabe i powolne, jakby to był najlepszy i najsmaczniejszy alkohol na świecie – szanujmy się, to tylko ognista – ale także nie tak, jak uczniowie na siódmym roku, którzy dopiero poznają smak, a także bardzo często, możliwości alkoholu.
Zatem.. tak. Pili sobie spokojnie. Rozmawiali o wszystkim i o niczym, jak to oni. Jak to na ich spotkaniach. A wm międzyczasie wychylali kolejne kielichy. Sam Joshu.. Trzymał się całkiem dobrze. Nic mu w głowie JESZCZE nie szumiało. Pytanie, czy zaszumi? A Iwonka.. Cóż. Dobre pytanie, ale nie chciał chyba znać na nie odpowiedzi. Bądź, co bądź wielokrotnie widział ją w tym stanie, że zastanawiał się, jak ona jeszcze może chodzić i trzymać się na nogach, a tymczasem. To nie był koniec jej możliwości… No, ale..
- A co tam u Ciebie? Jak życie uczuciowe? Dawno nie wspominałaś… Jakiś mężczyzna na horyzoncie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 291
  Liczba postów : 100
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12669-thomas-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12730-thomas-nie-gryzie-3#343468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12777-annabelle




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Czw 14 Lip - 1:53

Całą drogę szedł w całkowitym zamyśleniu. Wiedział gdzie zmierza. Miał określony cel. Wybór padł na bardzo sympatyczną knajpkę, gdzie już parę razy był. Nie odzywał się do niej. Wolał ciszę.  Jakoś...znów zebrało mu się na wspominanie. Wspominanie jaki był. Po drodze puścił rękę Bethany, wsuwając swoją dłoń do kieszeni. Czuł obowiązek powiedzenia jej o tym wszystkim co zaszło gdy się nie widzieli. Ciekawe co ona sobie wyobrażała. Że przez ten czas grzecznie żył sobie w Londynie? Nic bardziej mylnego. Teraz gdy przypomniał sobie te wszystkie rzeczy...nie mógł spojrzeć jej w oczy. Milczał. Raczej powinna o tym wiedzieć, ale to nie takie łatwe. Co miałby powiedzieć? Głupio, naprawdę głupio. Byli już na miejscu. Otworzył drzwi aby Beth weszła pierwsza. Usiedli. Nadal nie mógł spojrzeć jej w oczy. Wzrok skupił na widoku z okna knajpki. Byle na nią nie patrzeć. Od razu wyczułaby, że coś ma na sumieniu. Chociaż...unikanie kontaktu wzrokowego jest jeszcze bardziej podejrzliwie. Westchnął. Bardzo nie chciał by ten dzień dobiegł końca. Mógł trwać wiecznie. Lecz to niemożliwe. Prędzej czy później każde z nich będzie musiało się rozejść we własne strony. A tak bardzo tego nie chciał. Chciał być najdłużej jak się tylko da w jej towarzystwie. Ziewnął i spojrzał na Beth. Czyżby nie wyczuła tego, że coś kryje? Że coś chce jej powiedzieć? Jasne, powie jej. Lecz nie teraz. Mogła uznać go za tchórza. Ale tym nie ma co się chwalić. W dodatku przed własną dziewczyną. To duże wyzwanie. Był również ciekawy...czy ona przez ten czas kogoś sobie znalazła? Prawdopodobnie tak. Jest ładna, inteligentna i urocza. Wszystko w jednym. Poczuł lekkie ukłucie zazdrości. Takiej głupiej zazdrości. Nie miał nawet pewności czy z kimś była...mimo to, było mu żal tego straconego czasu. Wtedy gdy postanowił ją olać. Zupełnie zapomnieć o istnieniu takiej osoby jak Bethany. Nie rozumiał tego uczucia. Chciał się go pozbyć. I udało mu się. Przez te dwa lata bawił się doskonale. Ale co z tego? Skoro to uczucie powróciło z podwojoną siłą. Nienawidził siebie przez to. Nienawidził tego, że wtedy gdy całował inną kobietę słyszał jej głos w swojej głowie. Postradał zmysły. Zwariował. Odwaliło mu. Tak wtedy to określał. Ale czuł wyrzuty sumienia gdy to robił. Myślał, że gdzieś tam jest Beth. Siedzi i płacze, zastanawiając się gdzie on do cholery zniknął. Szybko przeganiał te myśli by zająć się czymś innym. A raczej kimś. Skończył z tym. Ponieważ w pewnym momencie nie był już sobą. Był...kimś innym. Kimś kto w ogóle nie przypomina Thomasa. Kto w ogóle nim nie był. To go przeraziło. Skutecznie. Raz jeszcze spojrzał na nią. Czuł jakby prześwietlała go wzrokiem. Jakby wiedziała wszystko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 443
  Liczba postów : 143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12089-selene-przynosi-liscik




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pią 15 Lip - 2:29

Szła w milczeniu, zatopiona we własnych myślach, a jedynym pomostem między nią a światem realnym była dłoń Thomasa, spleciona z jej własną. Ciekawe, czy nadal by ją tak chętnie trzymał, gdyby dowiedział się, że... Jakby czytał w jej myślach, puścił dłoń kobiety. Ta tylko spojrzała na niego zszokowana, jednak nadal nie przerywając milczeniu. A tamto... Obydwoje trochę wypili, miło się rozmawiało i... Tak jakoś wyszło. Nie mogła powiedzieć z czystym sumieniem, że żałowała, bo tak nie było. Alkohol skutecznie tumanił wszystkie uczucia. Fakt, przez pierwszy rok ciężko było się jej pozbierać. Całe dnie sterczała przy oknie, wyczekując sowy. Po roku jednak dała sobie spokój. Znalazła pracę, mieszkanie. Bawiła się nieźle, jednak zawsze czegoś brakowało Beth. Tym czymś, a raczej kimś, okazał się Thomas. I wcale nie żałowała. Z delikatnym uśmiechem wychodzącym na usta, weszła do knajpki. Nigdy tutaj nie było. A miejsce było przeurocze. Zajęli miejsca przy stoliku, dalej się do siebie nie odzywając. Czy to tak zawsze miało wyglądać? Złapała jego dłoń w swoje drobne łapki i zaczęła je głaskać, nie odrywając umartwionego spojrzenia od mężczyzny.
- Wszystko w porządku?...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 291
  Liczba postów : 100
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12669-thomas-walker
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12730-thomas-nie-gryzie-3#343468
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12777-annabelle




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Sob 16 Lip - 19:30

Z zamyślenia wyrwał go dopiero jej głos. Zupełnie zatracił się w swoich myślach. Poczuł jej delikatne dłonie.
-Um...tak-powiedział i posłał Bethany wymuszony uśmiech-Przez te dwa lata, kiedy się nie widzieliśmy, poznałaś kogoś?-pogładził jej dłoń. Ciekawość. Czysta ciekawość. Dwa lata to szmat czasu, mogło się wydarzyć dosłownie wszystko. Teraz ma okazje by dowiedzieć się czegoś więcej. Więc czemu by nie skorzystać? Może Bethany nie chce o tym rozmawiać. W końcu nie jego sprawa. Nie powinno go to obchodzić. A jednak. Jednak obchodzi. Chce wiedzieć. To i tak już nieistotne...prawda? Są razem. On już dawno porzucił wszystkie wspomnienia związane z przeszłością. A ona? Ujął lewą dłoń Beth. Kciukiem przejechał po palcach jej dłoni. Czy nie na jednym z nich znajdzie się kiedyś pierścionek? Dobre pytanie. Czy może życie przekreśli wszystkie plany? To już nie zależy tylko od niego. Może stać się wiele rzeczy. Są w związku od zaledwie...no, od niedawna. A już natrafili na trudności. Co będzie potem? Co ich czeka? Na co muszą się przygotować? Tyle pytań a tak mało odpowiedzi. Lekko przygryzł wargę.
-Wiesz, nie chcę byś uznała, że jestem ciekawski czy coś. Po prostu...chciałbym wiedzieć. Może i wtykam nos w nie swoje sprawy, ale no cóż...-spojrzał na nią by zobaczyć na jej twarzy jakąś reakcję. Jakąkolwiek. Przez chwilę poczuł się głupio. Nie powinien się tym interesować, tak, tak. Chciał by wiedziała, że przez te dwa lata...myślał o niej. Nie zawsze, ale myślał. Mimo, iż chciał o niej zapomnieć...nie dało się tak po prostu zacząść mieć to wszystko gdzieś. Po ich pierwszym spotkaniu był zszokowany. Zszokowany tym, że Beth nie czuje do niego nienawiści. W końcu...olał ją na dwa lata. Bez kontaktu. Powinna go znienawidzić. Tak przynajmniej to sobie wyobrażał. A ona przyjęła go z sympatią. Bez jakiejkolwiek nienawiści. Czy...czy to nie cudowne? Nigdy jej tego nie powie, ale...parę...parę razy próbował się z nią skontaktować. Odpuścił. Uznał, że tylko traci na Beth czas. Że i tak na powitanie dostałby w twarz. Bo czego mógł się spodziewać? Jednak...wszystko wyszło inaczej. Wszystko...wyszło lepiej niż się spodziewał. I w ten oto sposób siedzi tu teraz z nią. Bez wątpliwości. Bez przeszkód może powiedzieć "kocham cię". Chociaż, nie musiał tego mówić. Ona bardzo dobrze o tym wiedziała. Ciekawe...jak wyglądałaby ich relacja...gdyby jej nie powiedział. Gdyby nadal dusił to wszystko w sobie. Zwariowałby. W końcu, ile można? Na szczęście, powiedział. Uwolnił te skrywane latami uczucie. I bardzo dobrze. Nie żałował tego. Czemu miałby żałować? Był teraz szczęśliwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 25
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 443
  Liczba postów : 143
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12089-selene-przynosi-liscik




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Nie 17 Lip - 23:53

Spojrzała na niego z nieskrywanym strachem. Wstydziła się, tak strasznie się wstydziła. W szczególności tego, że ją zostawi. To może skłamać i udawać, że do niczego nigdy nie doszło? To też nie wchodziło w grę. Zostało jej milczenie. I milczała, tocząc zażarty bój sama ze sobą. Podążyła wzrokiem na lewą dłoń, a przez całe plecy przebiegł ją rozkoszny dreszcz. Czy to właśnie nie na lewej dłoni może kiedyś znajdzie się ten tak bardzo upragniony pierścionek? Chciałaby, jednak... To co zamierzała mu wyznać, mogło przekreślić ich wspólną przyszłość.
- Thomas ja... Ech ja parę miesięcy temu... - Wdech i wydech. Ma prawo znać prawdę. Choćby najgorszą! - Upiliśmy się w barze i jakimś cudem wylądowaliśmy u niego w mieszkaniu... I powinieneś wiedzieć jak to się skończyło. A... A najgorsze jest to, że... Że ja nie żałuję tego, co wtedy się wydarzyło... - Wysunęła rękę z jego uścisku i odwróciła wzrok. Poznał prawdę. Tylko co z nią zrobi? Odwróciła speszona wzrok. A dopiero co się pogodzili... Zerknęła na niego, wyczekując ataku furii. Ale przynajmniej nie miała już przed nim żadnych tajemnic, prawda?...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   

Powrót do góry Go down
 

Knajpka "Kociołek amortecji"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
-