Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Knajpka "Kociołek amortecji"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 32
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 983
Dodatkowo : teleportacja, animagia (szary niedźwiedź)
  Liczba postów : 318
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5538-clement-appius-wellington
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5564-clement-wellington?highlight=clement
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5548-puchacz-clementa?highlight=puchacz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7851-clement-a-wellington




Gracz






PisanieTemat: Knajpka "Kociołek amortecji"   Wto Lis 26 2013, 19:36

First topic message reminder :


Knajpka "Kociolek amortecji"


Przytulne miejsce, w sam raz na przekąszenie czegoś w biegu albo spędzenie kilku miłych chwil nad "Prorokiem Codziennym" z filiżanką aromatycznej herbaty w dłoni.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 267
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15904-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15906-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15905-poczta-gwendolyn-heather#429677
http://www.czarodzieje.org/t15900-gwendolyn-heather




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Nie Mar 18 2018, 23:46

- Kurczę, że też ja nie mam takiej fajnej i długiej listy tytułów do wyrecytowania - mruknęła Gwen, uśmiechając się pod nosem. Doszła do wniosku, że przynajmniej trafiła na całkiem interesującego człowieka. Choć sama nie chciałaby pracować tak jak Clarence, podziwiała go za to, że wytrzymuje w tej pracy w obecnych czasach. Nie może być to przecież takie łatwe...

- W takim razie współczuję. Musisz czekać, choć nawet nie wiesz, czy ktoś przyjdzie... Kiepska sytuacja - oznajmiła całkiem głośno Gwen. Thunder powinien słyszeć ją doskonale, gdyż knajpka była na tyle mała, że bez problemu dało się usłyszeć osobę znajdującą się po drugim jej końcu.
Heather krzątała się przy barze, zastanawiając się, jak mogłaby pomóc mężczyźnie w przezwyciężeniu nudy. Asortyment gazet znajdujący się w lokalu jak zwykle zawiódł. Joshua siedział parę stolików dalej niż Clarence i najwyraźniej nie miał ochoty na rozmowę z kimkolwiek. A Thunder był w ewidentnie kiepskim nastroju. Wyraźnie czuć było od niego rozdrażnienie sytuacją, w której się znalazł.

- Słuchaj, przykro mi, że ktoś cię zawiódł i że trafiłeś do lokalu nie ze swoich sfer. Nie wiem, jak mogłabym cię pocieszyć, chociaż... - Dziewczyna zamyśliła się na chwilę. Schyliła się, wyjęła spod lady butelkę brandy. Nalała jej do szklanki, dodała tam jeszcze trochę likieru pomarańczowego i soku z cytryny. Wzięła naczynie do ręki i zaczęła ostrożnie podążać w stronę stolika. Uśmiechnęła się pod nosem, widząc lekko zaskoczoną minę ambasadora. Cóż, długi czas pracy w tej knajpce nauczył Gwen rozpoznawania preferencji ludzi po ich wyglądzie, zachowaniu czy miejscu pracy. W przypadku Clarence'a była w 99% pewna, że się nie pomyliła. To było jakby zbyt proste... Spojrzała wtedy przez sekundę w kierunku aurora. Co do niego akurat nie byłaby pewna.

- Trzymaj, z wyrazami wdzięczności, na koszt firmy - oznajmiła Gwendolyn, stawiając szklankę przed Thunderem. - Może nie powinieneś pić w pracy, ale ja tam nie wiem nawet, czy to spotkanie służbowe... A poza tym myślę, że wypicie szklanki brandy jest o wiele mniejszym nietaktem od spóźniania się nie wiadomo jak długo.
Dziewczyna stanęła przy jego stoliku z założonymi rękoma, obserwując jego reakcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : New Jersey, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -409
  Liczba postów : 103
http://www.czarodzieje.org/t15894-clarence-thunder#429469
http://www.czarodzieje.org/t15898-clarence-thunder#429486
http://www.czarodzieje.org/t15897-oficjalny-adres-korespondencyjny-magicznej-ambasady-stanow-zjednoczonych-ameryki-polnocnej-w-wielkiej-brytanii#429485
http://www.czarodzieje.org/t15896-clarence-thunder#429468




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pon Mar 19 2018, 18:46

- Uwierz mi, ile ja bym oddał żeby jej nie mieć... - powiedział nie do końca zgodnie z prawdą Thunder, bo przecież sam zgłosił swoją kandydaturę (inna sprawa że był jedynym, który chciał tę fuchę), no i chciał jednak coś znaczyć... Spodziewał się zresztą, że praca w tej garkuchni nie jest szczytem marzeń tej dziewczyny.

Siedział chwilę wpatrując się to na nią, to na aurora, to na zegarek. Kiedy jednak zrobiła mu jego ulubionego drinka, oczy wyszły mu na wierzch ze zdumienia. Czyżby ta dziewczyna była legilimentką? Trochę go to przeraziło...

- Dz-dziękuję - wyjąkał. Nie bardzo wiedział co właściwie miałby powiedzieć, kompletnie go zatkało.

- Nie chcesz tu pracować, co? - zapytał biorąc szklankę do ręki i obserwując.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 267
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15904-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15906-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15905-poczta-gwendolyn-heather#429677
http://www.czarodzieje.org/t15900-gwendolyn-heather




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pon Mar 19 2018, 18:58

- Czyli nie do końca wszystko odpowiada ci w tej pracy, ale nie ma żadnej, która bardziej by cię satysfakcjonowała? Albo po prostu masz potrzebę dowartościowania się, praca w Ministerstwie to niezły sposób, żeby to zrobić - mruknęła dziewczyna, kiwając głową ze zrozumieniem. Ileż to osób podejmowało się tego typu pracy tylko po to, żeby zaimponować innym, lub nawet samym sobie... Gwendolyn zupełnie tego nie rozumiała. Ona chciała tylko mieć pracę, która by ją w pełni satysfakcjonowała.

Dlatego słowa Clarence'a odrobinę ją zabolały gdzieś w głębi serca. Gwen uśmiechnęła się smutno.
- Wiesz... chciałabym być uzdrowicielem. Najlepiej zajmującym się psychologią lub psychiatrią. To mnie ciekawi od bardzo dawna. Tylko... boję się, że się do tego nie nadaję. Dlatego wciąż zwlekam z podjęciem stażu i zgłoszeniem się na kurs - wyjaśniła Gwen, wzdychając przeciągle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : New Jersey, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -409
  Liczba postów : 103
http://www.czarodzieje.org/t15894-clarence-thunder#429469
http://www.czarodzieje.org/t15898-clarence-thunder#429486
http://www.czarodzieje.org/t15897-oficjalny-adres-korespondencyjny-magicznej-ambasady-stanow-zjednoczonych-ameryki-polnocnej-w-wielkiej-brytanii#429485
http://www.czarodzieje.org/t15896-clarence-thunder#429468




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pon Mar 19 2018, 19:16

- Nie do końca... - powiedział Clarence, decydując się jednak na pociągnięcie małego łyczka za szklanki. Smakowało to... naprawdę dobrze! No tego by się nie spodziewał po czymś TAKIM! - Tak naprawdę to uwielbiam swoją pracę, nieważne jak ciężka by ona nie była.

Sączył powoli brandy, spoglądając na zegarek. Widział, że czas jaki przeznaczył temu anonimowemu człowiekowi na pojawienie się, minął.

- Josh, zbieramy się - powiedział nie okazując najmniejszych oznak zdenerwowania (jak zwykle zresztą), choć w środku się w nim gotowało. Auror wstał i podszedł do wyjścia, czekając na ambasadora. - Nie martw się, wynagrodzę ci to. Chodź do mnie, ogarniemy sobie coś, w końcu piątek jest, nie ma co się stresować...

Poklepał aurora po ramieniu, a sam wyjął z płaszcza kawałek papieru i nie wymagające atramentu pióro, które zawsze nosił przy sobie, i napisał coś, co podarował Gwen.
- Dzięki za pomoc, mała. W tym kraju nie ma perspektyw dla czarodziejów, wszystko się sypie. Szaleją obskurusy, a złamasy z ministerstwa tylko na tym karierę robią. Nie wyglądasz mi na głupią, za to masz swoje ambicje. A takich ludzi Ameryka powita z otwartymi ramionami. Napisałem ci tam mój adres korespondencyjny, jakbyś chciała się skontaktować w tej sprawie, napisz do mnie sowę. Miło było poznać - zdjął przed nią kapelusz, ukłonił się i obaj wyszli z knajpki.


nie kończę tematu, tylko czekam na reakcję MG
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 267
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15904-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15906-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15905-poczta-gwendolyn-heather#429677
http://www.czarodzieje.org/t15900-gwendolyn-heather




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pon Mar 19 2018, 19:31

Gwen uśmiechnęła się nieśmiało, owijając sobie kosmyk włosów wokół palca.
- Też sie cieszę, że cię poznałam - odparła, wpatrując się w Thundera. Odprowadziła go wzrokiem.

Gwen westchnęła cichutko, kiedy za dwoma mężczyznami zamknęły się drzwi. Obracała między palcami skrawek papieru, wpatrując się w wypisane na nim litery. Pismo wskazywało na człowieka zdecydowanego, pewnego siebie i lubiącego mieć władzę. Spostrzeżenia te pasowały jej do Clarence'a.
Kobieta musiała przyznać, że kompletnie nie spodziewała się tego dnia wizyty kogoś jego pokroju. Musiała równieź przyznać, że Thunder nieco odmienił jej spojrzenie na pracowników Ministerstwa. Wcześniej miała ich wszystkich za zarozumiałych bufonów, jednak dzisiejszy przybysz był inny. Może i miał odrobinę inne przyzwyczajenia, ale było to zapewne spowodowane faktem, że obracał się w innym środowisku. Ogólnie jednak Clarence wywarł na niej dobre wrażenie.

Schowała więc kawałek pergaminu w miejsce, w którym na pewno go nie zgubi. Nie wiedziała jeszcze, w jaki dokładnie sposób, lecz zamierzała go jakoś wykorzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : New Jersey, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -409
  Liczba postów : 103
http://www.czarodzieje.org/t15894-clarence-thunder#429469
http://www.czarodzieje.org/t15898-clarence-thunder#429486
http://www.czarodzieje.org/t15897-oficjalny-adres-korespondencyjny-magicznej-ambasady-stanow-zjednoczonych-ameryki-polnocnej-w-wielkiej-brytanii#429485
http://www.czarodzieje.org/t15896-clarence-thunder#429468




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Czw Mar 22 2018, 21:28

- To gdzie idziemy? - zapytał Clarence aurora, kiedy wyszli na ulicę. Rozejrzał się dookoła obserwując otoczenie, czy ktoś przypadkiem ich tu nie obserwuje, ale nikogo podejrzanego nie zauważył.
- Nie wiem, szefie... Chodźmy do Dziurawego Kotła czy coś, mam ochotę po prostu się najebać i obudzić jutro rano z Saharą w gardle - zarechotał Joshua.
- A myślałem, że masz nieco większe wymagania od życia... - odpowiedział ambasador, również wybuchając śmiechem.
- Normalnie może i tak, ale nie dzisiaj. Piątek jest. Chodźmy po prostu dać w palnik, może znajdziemy jakieś panienki jeszcze...
- Spoko, ale ty stawiasz.


/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 267
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15904-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15906-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15905-poczta-gwendolyn-heather#429677
http://www.czarodzieje.org/t15900-gwendolyn-heather




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Czw Mar 22 2018, 22:12

Gwendolyn wyglądała jeszcze przez okno, obserwując, jak dwójka mężczyzn powoli się oddalała. Do jej wyczulonych uszu dobiegły jeszcze strzępy rozmowy.
Dziewczyna wróciła w głąb lokalu z zamiarem uprzątnięcia niewielkiego bałaganu, jaki pozostał po wizycie ambasadora i aurora. Odniosła szklankę do zlewu i umyła ją, dokładnie, z namaszczeniem wręcz, wytarła, po czym odłożyła na miejsce. Przetarła jeszcze tylko stolik, z czysych nudów już zamiotła podłogę. Kiedy poprawiała krzesła, zauważyła, że na jednym z nich coś leży. Spostrzegła, iż było to miejsce, na którym wcześniej siedział Clarence. Sięgnęła po tajemniczy przedmiot i szybko rozpoznała w nim telefon, przez który Thunder imitował rozmowę w przekonaniu, że Gwen go nie słyszy.

Heather wybiegła z knajpki i rozejrzała się. Na ulicy nie dojrzała już dwóch znajomych postaci. Przez moment miała ochotę ich zawołać albo pobiec i ich poszukać, lecz stwierdziła, że tylko znowu narobiłaby ambasadorowi wstydu.
Od razu przyszła jej do głowy karteczka, którą od niego dostała. Po zamknięciu lokalu z powodu później już pory pospiesznie napisała list do Clarence'a.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Dublin, Irlandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 267
  Liczba postów : 120
http://www.czarodzieje.org/t15904-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15906-gwendolyn-heather
http://www.czarodzieje.org/t15905-poczta-gwendolyn-heather#429677
http://www.czarodzieje.org/t15900-gwendolyn-heather




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Nie Mar 25 2018, 23:12

Dni w pracy coraz bardziej dłużyły się Gwendolyn. Starała się jednak zająć myśli czymś przyjemnym – na przykład perspektywą wyjazdu na święta i spędzenia paru chwil w towarzystwie Clarence’a. Obsługiwała klientów z taką samą cierpliwością i szerokim uśmiechem na twarzy, jednak coś zasadniczo się zmieniło – uśmiech ten czasami nawet bywał szczery. Dziewczyna bowiem coraz częściej bujała w obłokach, gdzieś między siedzeniem w domu przy kawie i książce a chwilach spędzonych w Mniejszej Izbie Przyjęć podczas stażu. Wreszcie zostanie uzdrowicielem… Gwen zdawała sobie sprawę z tego, iż są to już jej ostatnie kilka, może kilkanaście, góra kilkadziesiąt dni pracy na tym stanowisku. I po tak długim przepracowanym tu czasie doszła do wniosku, że ta praca wcale nie jest taka najgorsza. W przeciągu tych paru lat udało jej się poznać kilku ciekawych ludzi. Zyskała tutaj wspaniałego przyjaciela, jaki był Claude. To właśnie dzięki tej pracy trafiła na Clarence’a. Ich relacji jednak nie była w stanie klarownie określić. Była w każdym razie pewna, że cieszy się, że go poznała.
Ogromnym mankamentem było jednak to, że podstawowe czynności potwornie jej się dłużyły. Przyrządzając kawę czy herbatę często myślała już tylko o tym, jak to cudownie będzie odpocząć od wykonywania przez cały czas tych jakże przyziemnych zajęć. Gwendolyn szukała czegoś więcej. Chciała pomagać ludziom w sposób inny niż przygotowanie napoju czy też zaniesienie czegoś do stolika.
W pracy dziewczyna zachowywała się prawie tak, jak zwykle. Jak zawsze uważnie przyglądała się ludziom, obserwowała ich zachowanie, reakcję na różnego typu zdarzenia i wiadomości. Wcale nie przestało jej się to wydawać intrygujące. Może i perspektywy jej się zmieniły, lecz sama Gwen nie uległa zmianie. Wciąż była tą zagubioną pracownicą, przepraszającą wszystkich za wszystko, co chwilę upewniającą się, czy aby na pewno nie sprawi komuś kłopotu tym czy owym. Była perfekcyjna aż do bólu. Na jej zmianach lokal zawsze świecił czystością, wszystko było idealnie poukładane. Czasem z nudów zaczynała nawet wycierać naczynia zamiast czekać, aż same wyschnął, choć nawet wcale nie było klientów. Ostatnio właśnie zauważyła, że w knajpce nie pojawia się już tak wiele osób jak ostatnio. Zrzucała to jednak na karb zmiennej pogody i ogólnemu spadkowi formy, spowodowanemu końcówką zimy, która sprawia, że wszyscy są padnięci i absolutnie nikomu nic się nie chce.
A Gwendolyn chciała już jedynie dobrze przepracować ten krótki czas, jaki jeszcze miało jej być dane pracować w „Kociołku Amortencji”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 306
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t6704-arthur-louis-follett
http://www.czarodzieje.org/t16021-komu-komu-bo-ide-do-domu#437494
http://www.czarodzieje.org/t6705-alf-a
http://www.czarodzieje.org/t7339-arthur-l-follett




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pią Maj 04 2018, 16:34

Jeśli mkniesz przez życie w prędkością światła to wiesz jak Arthur się czuje. Gna nieustannie między jednym miejscem,a drugim. Obdarza każdego uśmiechem niczym słońce nas promieniami. Nie chce się zatrzymywać bo tylko ten bieg zmierza ku... Czemu? Sam nie wiedział, chciał sprawdzić każdą drogę życia. Złapać byka za rogi, a potem w ciszy opatrzeć jego rany po całodniowym rodeo. Dlatego też gdy tylko mógł sobie pozwolić wychodził z domu. Tym razem instynkt wiódł go do knajpy po odrobinę zbyt dużą dawkę wina.
Wcześniej wątpił by ktokolwiek z Hogwartu sobie o nim przypomniał. Serena, Echo, Penelopa... Wszyscy zniknęli. Nawet brat po ślubie postanowił ulotnić się w zacisze rodzinnego życia. Wydawało mu się, że jest jeszcze młody, jednak całe jego otoczenie jakby postarzało się w ułamku sekundy. Bo kiedy indziej to się stało? Gdy oni zrobili krok ku dorosłości, wpadając w nią niczym w gówno na trawniku, Arthur dalej nawet odrobinę się do niej nie zbliżył. Może i dobrze? Kupa śmierdzi, a Arthurowi ten odór zdecydowanie nie odpowiadał.
Teraz szedł na spotkanie z osobą po której najmniej się tego spodziewał. Była z innego świata. Arthur nigdy nie chciał się w niego zagłębiać, ale może się mylił? Nie bał się tego. Co może być w niej strasznego? Już nie jedną osobę spotkał, nie z jedną siedział przy wspólnym stole. W dodatku wino rozplata język i wzmaga między ludźmi dobre stosunki. Wszystko pójdzie jak z płatka.
Usiadł przy stoliku przy oknie. Napawał się promieniami popołudniowego słońca, które swoim ciepłem muskały jego twarzy. Chłodny wiatr dodatkowo potęgował poczucie wakacyjnej beztroski. Kiedy tak się stało, że w Londynie latem mógł poczuć się jak w domu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -135
  Liczba postów : 197
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pią Maj 04 2018, 16:56

Może było tak, że wkroczyli w dorosłość z premedytacją? Całkowicie świadomi i chętni tego, co może na nich czekać w tym konkretnym punkcie? To, że on zatrzymał się w miejscu, nie oznacza, że inni też musieli. Choć jakimi przyjaciółmi byli, skoro przepadli bez wieści, zostawiając jednego ze swoich?
Nawet nie wiedziała dokładnie dlaczego zgodziła się na to spotkanie. Naprawdę nie pamiętała jego osoby, dopóki nie przypomniał jej tych nieszczęsnych zajęć obowiązkowych, w których mieli nauczyć się prawidłowo tańczyć. Nigdy nie przywiązywała wagi do Hogwartu i ludzi, których tam poznała. Może zaledwie dwóch istnieje w jej życiu, w zdawkowych ilościach. Była to jej świadoma decyzja, która dopiero do niedawna wydawała się dobrym pomysłem. Dzisiaj? Nie była już tego taka pewna, co mogło wpłynąć na jej decyzję.
Był jak młodszy, trochę zbyt energiczny dzieciak, który nie miał kompletnego pojęcia o tym, jak powinien się ruszać. A jego postawa chyba w szczególności ją irytowała. Wtedy była bardziej rzeczowa, dosłownie chodziła jakby miał kij wsadzony do tyłka. Ale czy można było ją winić za to, jak została wychowana? Wyrachowanie i sztywność miała wrodzoną. Pewnych rzeczy nie można się było oduczyć. Więc to spotkanie mogło być albo dobrym początkiem, albo totalnym nieporozumieniem. Zawsze istniały dwie drogi. Nigdy na skróty.
Weszła do pomieszczenia, rozglądając się za osobą, którą wykopała ze swojej pamięci. Kompletnie nie przypominał osoby, którą widziała teraz przed sobą. A może to ona inaczej wolała go zapamiętać?-Cześć.-Trzeba stworzyć pozory osoby kulturalnej. Usiadła przy stoliku, pozwalając na to, aby słońce ogrzało jej plecy. Choć preferowała zimniejszy klimat, nie było tak źle.-Twoje miejsce na liście stoi pod znakiem zapytania, więc niech to wino będzie naprawdę dobre.-Powiedziała spokojnie. Znała to miejsce, jednak nie była jego częstym gościem... Może raz, czy dwa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 306
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t6704-arthur-louis-follett
http://www.czarodzieje.org/t16021-komu-komu-bo-ide-do-domu#437494
http://www.czarodzieje.org/t6705-alf-a
http://www.czarodzieje.org/t7339-arthur-l-follett




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pią Maj 04 2018, 17:28

Postawa, kroki, rama... Kto by się tym przejmował. Forester zawsze powtarzał, że w tańcu najważniejsze jest to by głęboko w sobie poczuć muzykę. Arthur postanowił więc za nią płynąć, nie zważając na ogólnoprzyjęte zasady. Może to i było dla niej dziecinne, ale jemu dawało radość z tych zajęć. Czy mogła powiedzieć, że była zadowolona z tej nauki? Arthur mógł, dlatego właśnie dobrze ją wspominał nawet mimo dzielących ich różnic.
Gdy weszła stało się jasne, że całe słońce, które tak przyjemnie ogrzewało skórę znajdzie się na jej plecach. Gdyby tylko cało się znaleźć miejsce w którym oboje mogliby korzystać ze wspaniałej pogody... Ale nie. Słońce nie grzeje z dwóch stron, nie da się go przestawić niczym ogromnej lampy. Wielka szkoda. - No witaj piękna! - Przywitał ją z zadowoleniem w głosie, chcąc szybko przełamać pierwsze lody... Choć nie wiem czy czasem lodowce nie byłyby lepszym określeniem. - To już lepsza pozycja niż gdyby w ogóle go tam nie było - Stwierdził zadowolony jej słowami, które wcale nie brzmiały jakby chciała go pogryźć. Jeśli wszyscy się zmieniają to jej to najwyraźniej wyszło na dobre. Może w następnym życiu nie skończy jako najgroźniejsza osa świata.
Nie wiedział czy ma czekać na kogoś z obsługi lokalu czy nie, dlatego sam postanowił złożyć zamówienie.To chyba nie jest na tyle skomplikowane by trzeba było opisywać jakiej babcie je złożył, jakimi słowami to ujął czy co usłyszał w zamian. Ważne jest jednak, że po chwili już wracał do Iwanow z uśmiechem na ustach, bo choć lokal nie miał bogatej karty, to jednak stare lekko korzenne grzane wino się w niej znalazło. Follett przynajmniej nie musiał się przyznawać, że nie zna karty na tyle dobrze by wiedzieć czy serwują tu od razu butelkami. Po prostu spokojne miejsca to nie jego klimaty.
- Chyba wcześniej nie mieliśmy okazji porozmawiać o niczym więcej niż taniec. Trzeba to nadrobić! Jakie smaki lubisz? - Zaczął, chcąc trochę rozkołysać ich rozmowę. - Sam raczej przepadam na wytrawnymi winami. Takie wychodzą wprost po przefiltrowaniu, mają w sobie najwięcej aromatu. - Mówił, wspominając gdzieś z tyłu głowy jak sam spróbował stworzyć wino w balonie. Nie spodziewał się jednak, że butelkowanie może okazać się bardziej problematyczne niż to opowiadał dziadek. Z paru butelek najwyraźniej nie oddzielił do końca drożdży, bo gdy wybuchły to cała lodówka była czerwona. Nie wspominając już o hałasie.- Wy w Rosji w ogóle macie wina? - Spytał, bo w końcu nazwisko mówiło samo za siebie skąd pochodzi. Choć geografem był tak dobrym jak czarodziejem, więc pewnie w jego głowie Polska dalej należała do Rosji. Trudno jednak nie rozpoznawać państwa leżącego na prawie 1/3 kontynentu, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -135
  Liczba postów : 197
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pią Maj 04 2018, 21:37

To było wszystko, na czym opierała całe swoje istnienie. Zasady, dzięki którym mogła normalnie funkcjonować... Nieważne, że jedno mogło wykluczać drugie. Jak człowiek może prawidłowo i swobodnie żyć, będąc pod ciężarem tych wszystkich zasad? To zapewne wiele o niej mówiło. I zapewne nie to, co osobiście mogło jej się spodobać... Kto by się jednak tym przejmował?
Była nauczona szacunku do każdego rodzaju tańca, z pieczołowitością przygotowywała się do tych zajęć, bo po prostu wyniosła to z domu. Spróbuj postawić się w jej sytuacji, kiedy na jej drodze stanęła osoba, która miała takie, a nie inne stanowisko w tej sprawie.
Jeżeli tak bardzo chciał poczuć na skórze promienie słońca, mogła się przesunąć, bądź mogli udać się na zewnątrz aby zaczerpnąć świeżego powietrza, nie będąc ograniczonymi przez mury tej knajpki.
Był kompletnym przeciwieństwem tego, z czym spotykała się na co dzień. Czy w pracy, czy nawet w tej prywatnej sferze. To z pewnością będzie ciekawie spędzony czas... Jej wargi drgnęły, jakby królowa lodu próbowała zasmakować uśmiechu. -Jak wiesz, szybciej jest upaść niż utrzymać się na swoim miejscu. Wymagająca jestem nie tylko w sferze doboru wina.-Powiedziała spokojnie, wzruszając lekko ramionami. Oczywiście, że nie zamierzała się z nim drażnić, choć był to jakiś powiew świeżości. Pewne rozluźnienie, na które sobie pozwoliła w tamtym konkretnym momencie.
A była, najgroźniejszą osą świata? Tego jeszcze nie było, warte zapisania.
Odprowadziła go do lady, czekając na to, co przyniesie kiedy będzie do niej wracał. Nie wyglądało to na miejsce, które serwuje takie wina, które zaspokoją jej kubki smakowe. Nie można mieć jednak wszystkiego, a dzisiejszy dzień był jednym z tych, w których mogłaby przyjąć dosłownie wszystko. Sceptycznie przyjrzała się parującymi kubkowi i nachyliła się lekko nad nim, sprawdzając jego zawartość.-Grzane wino w taki upał?-Jej brew powędrowała do góry, jakby stawiała dodatkowe pytanie. Raz wypiła coś podobnego, a jej żołądek niekoniecznie chciał przyjąć zawartość naczynia. Może jednak z wiekiem powinna być przygotowana na takie rewolucje. Objęła kubek dłońmi, które w tym momencie były zimne. Jak zwykle, nieważne jak ciepły mógłby to być dzień.
-Wcześniej rzucałam za Twoimi plecami najróżniejsze klątwy... Może nawet wymyśliłam kilka?-Z jej ust wydobyło się ciche westchnienie. Ah te szkolnej ambicje.-Ciemne, półwytrawne. To moje ulubione... Choć mam słabość do słodkich, które zawsze mają jakąś kwaśną nutę w sobie.-Zdecydowanie była zwolenniczką win. Zawsze zakradła się do rodzinnych piwnic i studiowała butelki, które się tam znajdowały. Zanim legalnie mogła ich kosztować, zajmowała się jedynie etykietami na naczyniach.
-Ładnie to ta oceniać po pochodzeniu?-Spytała i utkwiła w nim swoje spojrzenie, jakby ciekawa tego, jak zareaguje... Cóż, na cokolwiek. Studiowanie ludzkich odruchów i reakcji to bardzo ciekawe zajęcie. -Mamy kilka dobrych win, jednak to wódka wychodzi nam najlepiej.-Powiedziała spokojnie.-Jedno szczęście ojciec miał nieco lepszy gust i mogłam cieszyć się dobrymi winami w rodzinnych piwnicach.-Upiła łyk z naczynia, przygotowując się na to, co mogło za chwilę nadejść.-I muszę przyznać, że drugi raz piję coś takiego. Niezbyt wielką fanką jestem jeżeli chodzi o ciepły alkohol.-Powiedziała, choć pociągnęła drugi raz... Jakby chcąc pozbyć się posmaku po pierwszym. Jak to ktoś jej kiedyś powiedział, początek zawsze był najgorszy.
Wyprostowała się na krześle.-Dlaczego do mnie napisałeś?-Pytanie, które nurtuje ją już od pierwszego listu jaki do niej wysłał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 306
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t6704-arthur-louis-follett
http://www.czarodzieje.org/t16021-komu-komu-bo-ide-do-domu#437494
http://www.czarodzieje.org/t6705-alf-a
http://www.czarodzieje.org/t7339-arthur-l-follett




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Sob Maj 05 2018, 23:30

Spróbuj postawić się w sytuacji... Zrozum... Świat tak nie działa. Nikt nie załamie nad nią rąk i nie zacznie się użalać nad tym jak to została wychowana. Bycie dzieckiem to jedno, ale dorastanie sprawia, że weryfikujemy rzeczy nauczone nas przez rodziców. Jeśli zachowuje się w konkretny sposób to był to jej świadomy wybór podjęty w pewnym momencie życia. Arthur wiedział to najlepiej. Sam był zupełną odwrotnością wartości, które pielęgnowano w jego domu. Wiele "rodzinnych mądrości" zbagatelizował, a słowa starszego brata brał z dużą dawką rezerwy. Może powinna wrócić do okresu dojrzewania i coś w swoim życiu zmienić?
W każdym bądź razie on nie rozpatrywał swojego życia tak głęboko. Takie proste wybory jak wybór miejsca w knajpie też raczej nie podlegały dyskusji. Przesiadanie się, kombinowanie zabierałyby za dużo uwagi, a przecież nie na tym miał ją dzisiaj skupić. Prosto do celu, biec... Tak, o tym już było.
Kobiety są zawsze marudne, znajdą problem tam gdzie nie powinny. To alkohol nie taki, to pogoda za ciepła, to dłonie zbyt zimne... Lubił słuchać kobiet, fascynowały go wypowiadane przez nie opinie. To w jaki sposób potrafił zmieniać się ich nastrój z minut na minute. Jak z tygodnia na tydzień ta sama sprawa potrafiła je wpierw denerwować, a potem smucić. Równie interesujące wydawało mu się zliczanie minut w konkretnym, nieprzerwanym monologu. Tak, to był jedyny czas gdy mógł milczeć zafascynowany ekspresją płci przeciwnej. Coś magicznego.- Ciesz się, przynajmniej szoku termicznego nie doznasz. - Stwierdził wesoło. Myśl o tym ile razy za dziecka był upominany by w lato nie pić lodowatych napoi, a później i tak to robił. Każdy tak robił. Nawet teraz zimne piwo w upalny dzień wydawało się wybawieniem. Czy jednak temperatura dla wina miała takie wielkie znaczenie?
Każdy szanujący się eliksirowar powiedziałby, że tak. Paplałby farmazony o niższej temperaturze wrzenia etanolu niż wody. Zapomniałby jednak o tym, że szybciej ciepły alkohol rozchodzi się po organizmie. Przy tym Arthur podejrzewał, że również ma się po nim mniejszego kaca, bo mniej organizm musi dostarczyć energii na metabolizowanie takiego już "naładowanego energią" alkoholu.. Damn, że też o tym w Hogwarcie nie uczą. Na takich zajęciach byłby prymusem!
- Jak widzisz marna z ciebie czarownica, dalej stąpam po ziemi - Na szczęście złorzeczenie nie należało do dziedzin magii. Miałby spory problem gdyby każda osoba, której zrobił psikusa za dzieciaka powiedziała choć jedno słowo.- Kwaśną nutę? Masz na myśli jakieś konkretne składniki. - Nie mógł wyczuć jakie wino ma na myśli, dla niego każde słodkie oznaczało ulepek realny do wypicia tylko po wcześniejszym odpowiednio wysokim wstawieniu się. - Czasem warto zaryzykować, by czegoś się o drugiej osobie dowiedzieć. Nawet jeśli wyszedłem na ignoranta, to wiem już więcej niż wcześniej - Puścił jej oczko, zadowolony wylewnością dziewczyny. Tego właśnie nauczyły go lata spędzone w szkole, wśród przyjaciół. Zdecydowanie warto ryzykować, bo może się okazać, że wygrasz więcej niż podejrzewasz.
Przyjemny winny aromat odurzał przy każdym oddechu. Sprawiał, że Arthur coraz mniej myślał o tym, że wszyscy zniknęli i czasem nawet spotkanie koleżanki z zajęć na mieście wydawało się miłą odmianą. Czymś czego nie chciał tracić. To chyba nic dziwnego, że chcemy otaczać się ludźmi. Instynkt standy czy jakoś tak. Zwłaszcza, że dla Arthura otaczanie się pięknymi kobietami było nawet bardziej naturalne. Sprawiało, że mógł być sobą. To też chwile mu zajęło zanim doszło do niego jej pytanie. - No nie wiem... Najwyraźniej lubię odzywać się do ludzi, którzy mnie ignorują. Niedostępność to coś dla mnie - Z ostatniego zdania zaśmiał się, bo przecież w sumie tak było. Zawsze dogadywał się najlepiej z tymi, którzy najmniej tego chcieli. Może w tym właśnie był problem jego relacji?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -135
  Liczba postów : 197
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Wto Maj 08 2018, 13:50

Słucham? Nie musiał stawiać się w jej sytuacji, bo nie o to jej chodziło. Miała w głębokim poważaniu to, że mogła wydać się taka, a nie inna. Jest to raczej jej najmniejsze zmartwienie. Kto powiedział, że chciałaby cokolwiek zmienić lub, że żyje jej się źle w taki sposób, jaki żyła? Sama sobie wybrała to, kim teraz jest i jakimi cechami się charakteryzuje. Jest to chyba nazbyt logiczne, aby teraz to przedstawiać, prawda? Przeszłość zawsze ma wpływ na to, jakimi osobami stajemy się później. To chyba też dosyć oczywiste.
Czy to źle, że analizowała swoje czyny? I to, dokąd powinna udać się następnie? Była kimś, kto nie podąża ślepo za instynktem, a jedynie wie, czego dokładnie chce od życia. A to, że mógł przesunąć się odrobinę, aby móc jeszcze chwilę cieszyć się odrobiną słońca, to chyba nie zbrodnia. I kto teraz analizuje.
Nie rozumiała tego całego zafascynowania płcią przeciwną. Nawet jeżeli sama do niej należała... Uważała raczej, że są właśnie zbyt skomplikowane, aby normalne funkcjonowanie było w ich przypadku możliwe. Czy była tak samo zmienna, jak większość z nich? Czy potrafiła godzinami rozmawiać o jednej rzeczy, które ją pasjonuje? Zmieniła swój humorek według jednej zachcianki?-Dobra, tylko pamiętaj, że Cię ostrzegałam.-Powiedziała spokojnie, wzruszając lekko ramionami, upijając kolejny, bardzo niewielki łyk. Nie była do tego rodzaju napoju przyzwyczajona, jednak kto powiedział, że w tym momencie się podda? Prawdopodobnie wjechał na jej ambicje. To przecież tylko wino, prawda?
Na pewno całe to wrzenie procentów jest fascynującym tematem oraz to, że dzięki temu może zapobiec nieprzyjemnemu porankowi... Trzeba było od tego zacząć, a już by się tak nie krzywiła. Przyjrzała mu się.-A może moje klątwy mają długoterminowe działanie? Uaktywnią się w najmniej oczekiwanym momencie.-Powiedziała, a ton jej głos zmienił się odrobinę. W żadnym wypadku nie próbowała go wystarczyć, gdzież by znowu. Seg i coś takiego? Dawno skończyła z klątwami i niebezpiecznymi eksperymentami. -Piłeś kiedyś słodkie wino z odrobiną cytryny?-Uniosła delikatnie brwi, jakby to chyba była nazbyt oczywiste, że kiedyś powinien go spróbować. Tak naprawdę to nie miała nic przeciwko żadnemu rodzajowi wina. Słodkie, wytrawne... Jej kubki smakowe przyjmowały wszystkie te rodzaje. Może jednak nie była tak bardzo wymagająca, za jaką uchodziła.
-Naprawdę wiele ryzykujesz, próbując dowiedzieć się o mnie czegoś więcej.-Oparła się o stolik, przy którym siedzieli i przekrzywiła głowę w bok. -Skoro już tyle Ci zdradziłam, powiedz mi coś, co powinnam wiedzieć.-Nie była stworzona do poznawania nowych ludzi, nigdy się tym nie przejmowała, całkowicie skupiając się na innych kwestiach w jej życiu. Cóż, może Arthur będzie ciekawszym towarzyszem niż współpracownicy. To całe uprzedzenie do jego osoby za czasów szkolnych stoi w tym momencie pod znakiem zapytania.
Prawda jest taka, że nie wszyscy tego potrzebują. Wianuszka towarzystwa, kogoś, z kim mógłby spędzić wolny wieczór. Była zadowolona z życia, które prowadziła. W końcu wybrała je nie bez powodu. Oddała się pracy, który pochłaniała więcej czasu, niżeli się tego na początku spodziewała. Nie miała nic przeciwko. Po prostu taką osobą była. Podejmowała wyzwania, które stawały na jej drodze... Może tak to nie wyglądać, gdy patrzysz na nią pierwszy raz, jednak co można wiedzieć o kimś, kogo się w ogóle nie zna? Osobowości były różne. A zetknięcie kompletnie różnych może być ciekawym widowiskiem. Może dlatego się zgodziła i tutaj przyszła?
-Tak? A w przypadku, kiedy już nie będę tak bardzo niedostępna?-Zaśmiała się. Ostatnio często to robiła, jakby odblokowała jakiś przycisk, który pozwalał jej na to. Potrzebowała tego momentu rozluźnienia, a nie często jest jej dane tak się właśnie czuć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 23
Skąd : Kanada
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 306
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t6704-arthur-louis-follett
http://www.czarodzieje.org/t16021-komu-komu-bo-ide-do-domu#437494
http://www.czarodzieje.org/t6705-alf-a
http://www.czarodzieje.org/t7339-arthur-l-follett




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pon Maj 14 2018, 12:38

Wpierw ma się stawiać w jej sytuacji, teraz już nie... Eh, te niezdecydowane kobiety. Jedne myślą, drugie robią, a to trzecie jest najlepszym rozwiązaniem. W zasadzie nie wiadomo dlaczego jest to zdecydowanie częstsza dolegliwość niż smocza ospa wśród dzieci. Gdyby on miał wybierać to szczepiłby niektóre już za wczas, by przypadkiem nie zaraziły siebie, a potem kolejnego pokolenia wydanego na świat tą nieuleczalną chorobą dotykającą kobiety po okresie dojrzewania, a czasem i wcześniej. Dobrze przynajmniej, że za Segi rodzice zdecydowali jak ma żyć, a ona uznała, że to jej własny wybór i te bzdury o wpływie przeszłości. Gdyby tak było to każdy byłby takim na jakiego rodzice go wychowali. Znasz chociaż jeden wyjątek od tej reguły? Bo Arthur zna setki, włączenie z sobą.
Pewnie z powodu tej samej zmienności w humorach, co w opiniach, stawała się coraz przyjemniejsza w rozmowie. Czy jednak mógł podejrzewać, że przy kolejnym razie nie odgryzie mu ręki, albo co gorsza... Głowy! Chciał zaryzykować. W końcu nazywa się Follett, nie może iść mu z kobietami tak najgorzej. - Przyjąłem do wiadomości, zanotowałem w notatniczku, na pewno nie zapomnę. - No tak poważnego ostrzeżenia nie mógł pominąć. Panie Follett niech Pan uważa, niebezpieczeństwo!
Gdyby tak wziąć pod lupę studia alkoholowe to były one w Hogwarcie dość częste... Tylko nie tam gdzie trzeba. Przez to pewnie procent alkoholików w tej szkole rósł z roku na rok i nic nie wskazywało by miało się to zmienić. Przynajmniej tak to pamiętały oczy Arthura, a osoby nowo poznane nie zmieniały jego poglądu. Może powinien więcej krukonek podrywać? - Wino z cytryną? Takie lekarstwo na kaca tylko z dodatkową witaminą c. - Sam nie wiedział czy kiedyś pił, bo i alkoholu, który przeszedł przez jego usta nie zliczy. Choć jeśli patrzeć na to przez pryzmat gustu Arthura... - Choć równie dobrze można by to porównać to picia teqili. Zagryźć cytrynę, a potem duszkiem. - Tak, to tłumaczenie chyba bardziej mu odpowiadało. W ten sposób mógłby pić każdy trunek. Efekt porównywalny
Kończył swoje wino, powoli zastanawiając się nad kolejnym lub zmianą lokalu. Jasne, skoro mieli wino grzane na stanie to może i normalne by się znalazło... Czy jednak chciał ryzykować spotkanie z jakimś kartonowym sikaczem? Bez przypraw i pomarańczy mogło okazać się gorsze niż z koszmaru. - Wiedzieć o mnie? - Wydaje mi się zabawne, że nie uznała go za naiwnego pionka. - Chyba większość wyśpiewali o uczniach z Riverside, gdy tylko do was przyjechaliśmy. Wiesz... Miłośnicy zaklęć i brutalnych sportów. Kanadyjczycy z trudnym charakterem jak warunki pogodowe u nich. - Mówił z udawaną goryczą, bo choć prawda tak wyglądała to jednak nie czuł się częścią tej wielkie całości. Powyżej oczekiwań z OPCM wcale nie sprawiło, że czuł się lepiej kończąc szkołę. Ten czas mógł spędzić na miotle, nad kociołkiem lub po prostu opróżniając butelkę. Rozwijając coś więcej niż sposób na przetrwanie. W końcu to nie średniowiecze. - Nie jest jednak tak najgorzej. - Uśmiechnął się, zmieniając charakter całej tej wypowiedzi. Ok, może czasem trzeba powiedzieć coś bez przymrużenia oka, ale czy to naprawę konieczne w tak przyjemne popołudnie?
Udał zadumanego filozofa, gdy tylko zaczęła mówić o byciu mniej... sobą? No trudno się nie oprzeć takiemu wrażeniu, skoro lubiła być pracoholiczką bez życia towarzyskiego czy domowego. Pewnie nawet kota w domu zagłodziłaby gdyby dostałą nadgodziny. Może lepiej, że nikt nie powiedział tego Arthurowi na głos? - To... Na pewno będziesz się więcej uśmiechać. - Stwierdził, mówiąc coś, czego mógł być pewien. W końcu inni ludzie nie są od początku naszymi wrogami, na to trzeba sobie porządnie zasłużyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -135
  Liczba postów : 197
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Nie Maj 27 2018, 19:29

Doszło zapewne do nieporozumienia, z jednej i z drugiej strony. Bo miała zupełnie co innego na myśli. Nie jest to chyba jednak tak istotne w tym konkretnym momencie. Najwidoczniej uważne słuchanie, jak w przypadku kobiet niezdecydowanie, nie wychodziło tej drugiej połówce świata. Życie, które prowadziła jest dalekie od tego, jakie chciałaby jej rodzina. Nie trzeba więc zarzucać uszczypliwością i ironią. Robiła dokładnie to, co chciała. Bo taka była. Na tym świecie znajduje się nieskończenie wielka ilość jednostek. Każdy jest inny, kieruje się też innymi priorytetami. Nie jej to było oceniać. Bo zwyczajnie jej to nie obchodziło.
To chyba przykre, że ludzie skupiają się na innych, bo samym w życiu im nie wyszło.
Może zwyczajnie zmiękła z czasem. Może coś wpłynęło na to, że teraz nie mrużyła oczy z irytacji za każdym razem, jak go widziała. Kto ją tam wie... W końcu była kobietą, to zobowiązywało do wielu fanaberii.
-Czy jeżeli powiem, że w swoim stosunkowo krótkim życiu nie miałam kaca, to uwierzysz?-Uniosła delikatnie brwi do góry. Nie mijała się z prawdą... Nigdy więc nie wypróbowała mikstur, które miałyby wyleczyć ten stan. Nigdy nie była typem imprezowej osoby, bywa.
Podniosła naczynie i jeszcze raz nachyliła się nad naczyniem. Smaku nie zmieniło, jednak stawał się on trochę bardziej przyjemniejszy od poprzedniego razu. Przyjemnie osiadł na żołądku, co było ciekawym zaskoczeniem w jej przypadku. Utkwiła spojrzenie w swoim rozmówcy, wzruszając lekko ramionami słysząc jego pytanie.
-Nie obchodzi mnie to, co mówili inni.-Powiedziała spokojnie. Nie przyzna mu się w końcu, że nigdy czegoś takiego nie słyszała, bo obchodziło ją to równie bardzo co pogoda.-Równie wiele mogłeś usłyszeć o uczniach z Durmstrangu. Umiesz chyba jednak sam wyrobić sobie zdanie, prawda?-Pamięta jak sprowadziła się do tej szkoły w piątej klasie. Był to przymus i kara za to, co się wydarzyło. Pamięta szepty i krzywe spojrzenie ilekroć kroczyła szkolnym korytarzem z bratem. Dawne czasy, prawie tak, jakby nigdy nie miało to miejsca. Cóż, w tamtym czasie człowiek miał istotniejsze sprawy na głowie niż przerysowane historyjki na własny temat. Co z tego, że mogło znajdować się tam coś równie prawdziwego jak ona sama?
Hola, hola. Kota do tego nie mieszajmy, ten skurczybyk miał lepiej z nią niż niejedna osoba. To prędzej ten drugi wypiąłby się na nią w najgorszym momencie.-Być może.-Wzruszyła jedynie ramionami.-Zapewne wtedy nie byłoby już czego odkrywać.-Dodała i oparła się wygodniej o oparcie krzesła.

/sorki, ale już mi się sesja i egzaminy zaczynają ;c
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29733
  Liczba postów : 44987
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Pią Wrz 14 2018, 20:48

@Blaithin ''Fire'' A. Dear

Każdą cząstką swojego ciała czułaś, że nie chcesz tu być... W ogóle zastanawiałaś się, o jaką ironię zakrawało, że to właśnie na Ciebie padł ten wątpliwy zaszczyt uświetnienia uroczystości. Cóż, mało kto chciałby grać na uroczystości pogrzebowej... A dokładniej, na stypie.
Młoda kobieta idealnie odnajdywała się w roli zrozpaczonej wdówki, która to spędziła w tym małżeństwie zawrotne 2 lata. Wszyscy to wiedzieli i wszyscy mieli świadomość, że rozchodziło się tylko o pieniądze. Ty miałaś tylko przygrywać razem z innymi muzykami, aby umilić żałobnikom wieczór. Miałaś jakieś dziwne przeczucie, że to w niczym nie pomoże i ten wieczór będzie katastrofą...

Rzuć kością, aby dowiedzieć się, co się stało Twojej postaci:

1 Eks żona nieboszczyka miała dosyć całej tej komedii. Nawet nie zauważasz w którym momencie wygląda różdżkę i celuje nią w młodą wdówkę. Nie wiadomo, czy to na wskutek aktualnych utrudnień w rzucaniu zaklęć, czy przez jej nieudolność, ale z jej różdżki wylatują płomienie i padają na 3 najbliższe stoliki. Rozprzestrzeniają się szybko i dotykają Twojej wieczorowej kreacji, wspinając Ci się po nodze! Chwila minęła nim ktoś pomógł Ci to ugasić. Konieczna będzie wizyta w Mungu i używanie specjalnych leczniczych eliksirów, aby nie zostały Ci blizny. Niestety, ale musisz za to zapłacić 40g
2Postanawiasz się ulotnić szybciej mówiąc, że masz jeszcze coś ważnego do załatwienia. Niestety, robisz to zbyt późno. Do lokalu wpada Magimilicja i nie pytając o cokolwiek kogokolwiek, zgarnia wszystkich do Ministerstwa Magii. Długo trwa, nim zdołałaś się wybronić i Cię wypuścili z przesłuchania. Lepiej czym prędzej wracać do domu...
3 W pewnym momencie orientujesz się, że jakoś tak dziwnie na Ciebie spoglądają Ci wszyscy czarodzieje. Nie rozumiesz ich zachowania, ale kiedy w końcu postanawiasz udać się na stronę, zauważasz o co chodziło. Masz jakieś dziwne bąble na całej twarzy, których pochodzenia za nic nie umiesz wyjaśnić. Musisz udać się do Munga, aby dowiedzieć się, co właściwie Cię zaatakowało. Konieczny jest minimum jeden post w Mungu, gdzie Twoja postać dowiaduje się, że zaatakowała ją groszopryszczka.
4 Wszyscy są zajęci sobą i w ogóle nie zwracają uwagi na Ciebie i resztę muzyków. Dlatego też postanawiasz zrobić sobie chwilę przerwy od grania i wyjść na zewnątrz. Tam słyszysz dziwne słowa od jednej z uczestniczek pogrzebu. Coś o spisku, coś o wdowie, coś o czymś dziwnym, co ma się wydarzyć. Nie wiesz czemu, ale postanawiasz iść do gospodyni tego "przyjęcia" i powiedzieć jej o zasłyszanych plotkach. Ona w podzięce ofiarowuje Ci 100g!
5 Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta? Ty się upewniasz w przekonaniu, że nic bardziej mylnego... Otóż dwóch synów nieboszczyka rzuciło się na siebie w iście mugolskim stylu z pięściami. Zbliżają się niebezpiecznie do Ciebie. Aż w pewnym momencie jeden z nich popycha Cię niebezpiecznie mocno. Upadasz i niefortunnie podpierasz się dłonią, która na wskutek obciążenia Twojego i jego ciała, zostaje uszkodzona. Niestety, ale na skrzypcach chwilowo nie pograsz. No bo jak z dwoma złamanymi palcami prawej dłoni?
6 Chwila przerwy. Na was i tak nikt nie patrzy, więc udajesz się do toalety za potrzebą. Niefortunnie wchodzisz do kabiny od razu, nie pukając, aby sprawdzić, czy ktoś jest w środku. I co widzisz? Młodą wdówkę, która to zaznaje rozkoszy cielesnych w towarzystwie syna dopiero co pochowanego męża. Ten widok na pewno wyryje Ci się na dłuższy czas w pamięci. No bo nadal zachodzisz w głowę, jak w tak ciasnej kabinie można przyjąć taką pozycję?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1163
  Liczba postów : 2574
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   Wto Wrz 18 2018, 17:42

Pogrzeby.
Kto by pomyślał, że ostatni raz była na takim blisko sześć lat temu, gdy umarł jeden z dalekich kuzynów Dearów? Mimo wszystko Blaithin zmuszono do założenia czarnej sukienki i wybrania się na północ Szkocji. Czystokrwiści czarodzieje każdą uroczystość musieli wypełnić przepychem i elegancją, co od zawsze niesamowicie irytowało rudowłosą. Długa ceremonia pożegnalna, mnóstwo ciotek, które zarzucały dziewczynkę pytaniami, towarzystwo niesamowicie poważnego i zimnego ojca. Nie tęskniła za pogrzebami ani stypami. Nie wiedziała jednak nigdy, jak wygląda to u innych rodzin. Spodziewała się, że jest mniej ludzi, mniej kwiatów, mniej czarownic odzianych w najdroższe futra i płaszcze. Mniej sztuczności w smutnych spojrzeniach.
A jednak stała w ciemnej, czarodziejskiej szacie w londyńskiej knajpie z futerałem w dłoni i zastanawiała się. Nic nie zdawało się spełniać przypuszczeń dziewczyny. Dalej było nieprzyjemnie i dziwnie, do tego mimowolnie dowiadywała się więcej faktów o denacie, niżby tego sobie życzyła. Tak jakby obchodziły ją losy tej rodziny, która zdecydowanie na cierpiącą nie wyglądała. Z wyjątkowo kwaśną miną i podłym humorem przygrywała więc ludziom w kampanii drugiej pary smyczków i wiolonczeli. Zaledwie na kilkanaście minut skupiła się wystarczająco na muzyce płynącej z instrumentów, żeby nieco zapomnieć o reszcie świata. Ale stypa nie przebiegała spokojnie. W pewnym momencie biesiadnicy wypuścili z płuc grupowe "och", gdy dwóch mężczyzn rozpoczęło zaciętą bijatykę. Fire cisnęły się na język epitety, których powstydziłaby się arystokratka z tak ważnego rodu. Ale idioci mogli przynajmniej wyjść na zewnątrz i tam odbyć pojedynek. Psuli jej zarobek.
Bójka szybko przeniosła się bliżej dziewczyny, a ta najpierw pomyślała oczywiście o ocaleniu swoich wiekowych skrzypiec. Schowała je za siebie w chwili, kiedy jeden z awanturników zdecydował się ją popchnąć. Była zbyt oburzona bezczelnością, żeby zwrócić uwagę na bolesne pulsowanie palców. Zraniona dłoń Gryfonki w zupełnie naturalnym odruchu chwyciła na wysuniętej z rękawa różdżce i wykonała niezbyt zgrabny, ale poprawny ruch:
- Incarcerous - liny wystrzeliły błyskawicznie, dosięgając kolejno ramion, ud i szyi mężczyzny. Blaithin z nienawiścią zwiększyła maksymalnie siłę czaru tak, że człowiek upadł i poczerwieniał od wysiłku, gdy szarpał się z bezlitosnymi więzami. Mogła go spokojnie udusić i była bardzo do tego skłonna, ale wdówka powiedziała Fire, że jeśli zrobi mu krzywdę to nie dostanie wypłaty i będzie mieć problemy z Ministerstwem Magii. Kierowana rozsądkiem cofnęła czar, a mężczyzna złapał oddech i rozmasował posiniaczoną szyję. Nie wyglądał jakby miał ochotę na dalszą dyskusję z dziewczyną. Ta syknęła, patrząc na dwa palce dłoni, które były ewidentnie złamane i jeszcze bardziej bolały przez to, że zacisnęła je na różdżce. Nie chciała iść do magomedyków, bo nie lubiła magii leczniczej i uznała, że poradzi sobie sama. Usztywniła je tylko prowizorycznymi kawałkami szmaty i bandażem, wzięła zapłatę i wyniosła się z knajpy.

Zaklęcie: 1 > 4, wykorzystany jeden przerzut
Kostka: 5
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Knajpka "Kociołek amortecji"   

Powrót do góry Go down
 

Knajpka "Kociołek amortecji"

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
-