Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Gospoda pod świńskim łbem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18, 19, 20  Next
AutorWiadomość


Rose Stuner
avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Galeony : -16
  Liczba postów : 974
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyPią Cze 11 2010, 23:02

First topic message reminder :


Gospoda pod Świńskim Łbem

Jest to niewielki, składający się tylko z jednego pomieszczenia, obskurny bar, zawsze przyciągający tajemnicze i niezbyt sympatyczne osoby. Wewnątrz panuje mroczna atmosfera, a w powietrzu czuć dziwną woń. Poprzez małe, brudne okna wdziera się mało światła, a i słabo palące się świece niewiele go dają. Od czasu zmiany właściciela, stan lokalu trochę się poprawił, część mebli wymieniono i podobno zatrudniono kogoś do sprzątania, jednak daleko jeszcze do ideału. Uczniowie Hogwartu raczej rzadko wybierają ten bar na spędzenie w nim swojego wolnego czasu.

Jagodowy jabol
Miętowy Memortek
Dymiące Piwo Simisona
Absynt
Boddingtons Pub Ale  
Beetle Berry Whiskey
Stokrotkowy Haust
Ognista Whisky
Sherry
Malinowy Znikacz
Kłębolot
Papa Vodka
Tuică
Zezowaty Iwan

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Filip Stone
Filip Stone

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyWto Gru 31 2013, 12:27

Filip był za to cholernie romantyczny. Chyba aż za bardzo. Ale to tylko, jak miał dziewczynę, bo jakoś tak... jak był z chłopakiem to mniej się starał. Te romantyczne, ckliwe gesty i słowa wydawały się być nie na miejscu, ale dziewczyny je kochały. No i Filip też, ale o tym ciii. Szkoda więc, że Rekin nie zrobi dla nich pikniku w środku lasu! Wielki smutek.
-Znam i właśnie dlatego się ciebie obawiam- uśmiechnął się wrednie, ściskając kufel dłońmi. Taaakie ciepełko. Tak naprawdę to nie miał pojęcia, dlaczego niektórzy ludzie tak bardzo unikają Rasha. Przecież był całkiem miły, sympatyczny i znośny, nie tylko po alkoholu. Przynajmniej według Filipa, który przecież kochał wszystkich. Z boku musieli wyglądać naprawdę zabawnie; oślizgły, wredny Ślizgon i puchaty Puchon. No naprawdę, ubaw po pachy. Filip nie miał pojęcia, za co tak bardzo lubił tego chłopaka, ale zwyczajnie nie mógł mu odpuścić. Sam także nie wiedział, dlaczego Sharker się z nim kumpluje, choć pewnie inni jego znajomi patrzyli na Filipa krzywo.
Stone znów zamrugał oczyma, gdy chłopak wypowiedział jego imię w tym dziwnym języku... Właściwie, to nawet nie był język, w przekonaniu Filipa. Raczej takie syczenie... coś takiego. Zmarszczył brwi i spojrzał na kolegę podejrzliwie, jakby bał się, że zaraz zginie na miejscu albo coś w tym stylu. Albo, co gorsza, uśmierci Filipa.
-Może tak było do tej pory- zrobił arcy poważną minę, upijając spokojnie łyk piwa. -Ale ze mną nie pójdzie ci tak łatwo. Poza tym, moja kurtka jest dla mnie bardzo ważna- pogładził rękaw wspomnianej kurtki z czułością, powstrzymując śmiech. -Musiałbyś zaoferować mi coś bardzo... wyjątkowego, cennego, bym się zgodził. Ostrzegam tylko, że wysoko ją cenię!
Powrót do góry Go down


Rasheed Sharker
Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5344
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2810
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyWto Gru 31 2013, 21:23

Słysząc jego słowa, Shark jedynie popatrzył na niego z mieszaniną powagi i rozbawienia, trochę tak jakby bardzo starał się nie uśmiechnąć. Co jak co, ale tych części spotkań z puchonem nie lubił nikomu opowiadać, w końcu ujmą dla jego honoru było uśmiechanie się do kogokolwiek. (Nie)stety Filip miał zaskakującą i rzadką zdolność do wyławiania z zakątków jego duszy ludzkiej twarzy, a ślizgon niespecjalnie lubił ukazywać, że jednak ją ma. Znajomość z ludźmi z jego domu była prostsza. Wszyscy uważali się za ten sam oślizgły gatunek i nikogo absolutnie nie dziwiło, że był niemożliwym rasistą i totalnym dupkiem. Momentalnie atmosfera w pobliżu Rasheeda stała się gęstsza. Czuł się jak ćpun uzależniony od heroiny, który skrzętnie stara się to ukryć. Poczuł jakby jego barki zaczynała przyglądać jakaś niewidzialna siła. Mimo tego nadal utrzymywał na twarzy przyjazny wyraz i starał się nie dać się swoim myślom wytrącić się z zadowolenia jakie jeszcze przed chwilą go ogarniało. Pociągnął kolejny spory łyk Ognistej, smakując go długo na języku. Kiedy wreszcie przemówił, głos miał nieco zachrypnięty.
- Och, Ty nie musisz się obawiać… a przynajmniej na razie. Zawsze jednak dobrze pamiętać o tym, że drażnienie węży jest niebezpieczne.
Zacisnął mocno palce na grubym szkle, odwracając spojrzenie w stronę baru. Dobry nastrój nadal z niego ulatywał, jednak to dało się szybko naprawić. Tutaj nastąpiło kolejne pociągnięcie alkoholu. Bardzo dobrze, że tym razem Shark szybko przełknął, bo jak nic parsknąłby i wyjątkowo dostojnie opluł cały stół. Uwielbiał tę reakcję. Przerażenie lub co najmniej zniesmaczenie gdy syczał na innych. Każdy normalny człowiek czułby się co najmniej zniechęcony do używania wężomowy, gdyby dowiedział się o tym jak bardzo źle jest to kojarzone. Każdy normalny, ale z pewnością nie ten ślizgon. Szczerze powiedziawszy takie reakcje tylko karmiły jego ego. Cóż, lubił, gdy ludzie się go bali, a to zdecydowanie wskazywało na poważny problem psychiczny. Jednak jak powiedział kiedyś pewien mądry człowiek: who cares?
- Szczerze mówiąc, nie wiem czy mógłbym Ci podarować coś co by Cię zainteresowało mój miły. W każdym razie na pewno mogę Ci obiecać, że Cię nie zavaduje.
Tego typu deklaracje z jego ust z całą pewnością można było uznać za wiążące, w końcu honor był dla niego ważny. No cóż, a przynajmniej na tyle ważny by dotrzymać czegoś tak prostego. Lubił Stone’a i na niego nie podniósłby różdżki. Salamandry nie odgryzają sobie ogonów dla przyjemności.

Ta, pisanie po alkoholu jest złym pomysłem. Ten post jest bez sensu :p
Powrót do góry Go down


Filip Stone
Filip Stone

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyCzw Sty 02 2014, 12:34

Ojej, wyczuwam zmianę nastroju. Filip też ją wyczuł. Jeszcze niedawno sobie żartowali i kopali się pod stołem, aż tu nagle Rash tak spoważniał. Trochę podejrzane. I to wszystko przez tą wężoustość. Echeś. Do Filipa dotarło to dopiero po chwili. Mało kto obnosi się z tą umiejętnością, bo mało kto ją posiada. W rodzinie Stone'ów nikt nie mógł się tym pochwalić. Zresztą, wydaje mi się, że u nich, gdzie wszyscy od lat walczyli ze złem i tak dalej (pomagali bezdomnym, integrowali się z mugolami) to umiejętność "mówienia" w języku wężów mogłaby zostać odebrana jako coś złego, wręcz przerażającego. Ba! Sam fakt, że Filip przyjaźnił się z TAKIM kimś, kto był Ślizgonem oślizgłym i złym wzbudziłaby u matki Fifiego strach. Na pewno chciałaby zabrać syneczka z tego złego, mrocznego Hogwartu, który tylko demoralizuje jej dziecko. Bo pani Stone miała skłonność do przesady, zwłaszcza jeśli chodziło o jej pocieszy. Więc chyba lepiej, jeśli na razie Fiflak nie powie o znajomości z Rasheedem.
-Och- udał zdziwienie i przyłożył rękę do ust. -Czuję się zaszczycony- zachichotał. Tak, zachichotał. Jak jakaś podniecona nastolatka. -Przecież ja się z tobą wcale nie drażnię. Wiesz, że cię uwielbiam- wyszczerzył zęby w uśmiechu i wcale nie kłamał. Bo Stone kochał wszystkich swoich przyjaciół, a w jakiś pokrętny sposób ten Ślizgon stał się jednym z nich. Filip nie miał pojęcia, kiedy i jak to się stało, ale może wtedy, gdy razem leżeli pod stołem po imprezie i rozmawiali o życiu? Tak romantycznie!
-Pfff- prychnął i machnął ręką, wydymając zabawnie wargi. -Nawet nie zdążyłbyś unieść różdżki, bo ja znokautowałbym cię w tym czasie trzy razy i jeszcze zdążyłbym się napić- uśmiechnął się, ale po chwili spoważniał i dotknął lekko ramienia. Właściwie to go dźgnął, ale tak lekko, leciutko.
-Nie powiedziałeś mi co u ciebie. Jak ci minęły święta? Co tam, jak tam?
Powrót do góry Go down


Rasheed Sharker
Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5344
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2810
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyPią Sty 03 2014, 02:09

Wypita ognista zaczęła dawać rezultaty, w związku z tym, że tempo popijania jej ślizgon miał całkiem niezłe. Zdecydowanie szybko zapominał o momentach, w których to nachodził go raczej zły humor kiedy miał kilkadziesiąt procentów pod ręką. Atmosfera zaczęła znowu się rozluźniać, a Shark bezwiednie zaczął obracać na palcu sygnet rodowy, obserwując Filipa z wyraźnym zainteresowaniem. Jego rodzice raczej się nie przejmowali jego życiem w Hogwarcie, więc informacja o tym, że przyjaźni się z kimś kto miał Filipową opinię raczej by ich nie zaintrygowała. W związku z tym, Rash na pewno nie mógłby powiedzieć, że wie co chłopak czuje w tym momencie.
Nagle Fifi zachichotał, a Sharker nie potrafił tego odebrać inaczej jak wysoko uniesionymi brwiami. Serio? Dziewczęcy chichot? Mimowolnie rzucił szybkie spojrzenie na otoczenie, mając cichą nadzieję, że nikt nie zwrócił na to uwagi.
- Uwielbienie to dobra rzecz, zwłaszcza kiedy dotyczy mojej osoby - odpowiedział po chwili ze zwykłą sobie pewnością, gdyż te słowa jeszcze bardziej udobruchały jego buntowniczy, zły humor.
Całe szczęście, że Stone nie wypowiedział głośno swoich myśli. Jak nic wybuchłaby z tej racji awantura. Leżenie pod stołem na imprezie i rozmowy dwóch, wyjątkowo rozochoconych alkoholem nastolatków z pewnością nie zaliczało się według Rasheeda do rzeczy romantycznych, a jeśli już jakimś cudem zakwalifikowałby to jako romantyczne to wolałby sobie zaaplikować avadę niż pozwolić by taka wieść obiegła Hogwart. Wszystko co kojarzyło się z ogólnie przyjętym romantyzmem strasznie Sharka irytowało i sam nie wiedział dlaczego. Być może to zasługa jego jakże wylewnych rodziców, a jeśli już o nich mowa…
Ślizgon skrzywił się, zupełnie tak jakby mu czekoladową żabę nadziano miąższem z cytryny i spojrzał na Filipa z miną, z której łatwo można było odczytać za jak bardzo kretyńskie uważa to pytanie.
- A jak myślisz? - zaczął, nieco poirytowany rozpoczynaniem tak niewygodnego nań tematu - Jak co roku. Znowu dostałem wszystko czego chciałem. Miałem nadzieję, że chociaż w tym coś im nie wyjdzie…
Każdy kto znał Rasheeda wiedział, że co roku wymyśla nowe, niestworzone pozycje na swojej liście „must have”, którą zawsze podsuwał rodzicom, aby wyprowadzić ich z równowagi. Chciał by wreszcie okazali jakiekolwiek emocje na stężałych od obojętności twarzach. Niestety co roku ponosił sromotną klęskę.
Powrót do góry Go down


Filip Stone
Filip Stone

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyNie Sty 05 2014, 13:26

Filip pił raczej powoli, bo wiecie, chłopaczek miał dość słabą głowę. I choć wiedział, że Rekin nic mu raczej nie zrobi, nawet po pijaku to po tym, jak zaczął na niego syczeć Filip wolał zachować ostrożność. Zresztą, on mógł się upić jednym piwem!
No, dziewczęcy chichot. Taki z naszego Stone'a był menski menszczyzna, nie ma co. Ale to wszystko wina Laili!
-Ach, jesteś taki skromny- wywrócił oczyma i znów zachichotał. Potem jednak chrząknął, łapiąc się na tym, że faktycznie może to brzmieć trochę... dziwnie. Pociągnął spory łyk piwa, tak że na dnie prawie nic już nie zostało. Ale alkoholik!
-Jesteś dla nich okropny, wiesz? Może oni naprawdę się starają i im zależy, a ty zachowujesz się tak... no właśnie, tak- zrobił nieokreślony ruch dłońmi w jego stronę, po czym wytarł usta wierzchem jednej z nich i wywrócił oczyma wyraźnie poirytowany. -Wiesz, że na świecie jest wiele biednych dzieci?- zapytał nagle, co trochę zalatywało "pokój dla świata i jedzenie dla biednych". Ale taka prawda. Sharker miał wszystko, czego zapragnął, a prosił o to tylko, by "sprawdzić" swoich rodziców. Filip mógł tylko o tym pomarzyć. Serio, Ślizgon powinien się ogarnąć, bo to trochę bardzo niemiłe w sumie.
-To wredne- skwitował tylko. Ej, serio, lepiej zakończmy ten wątek i zróbmy im nowy, bo tu mi już straaaaaasznie ciężko idzie.
Powrót do góry Go down


Rasheed Sharker
Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5344
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2810
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyNie Sty 05 2014, 20:11

Shark uśmiechnął się z wyższością.
- Skromność to moje drugie imię! Zaraz po Nieziemski - odparł, lustrując Filipa uważnym spojrzeniem. Chciał sprawdzić czy zareaguje tak jak Bozia przykazała i przytaknie mu ochoczo!
Podejście puchona do wyrzucania galeonów w błoto ciągle strasznie go bawiła, nieważne ile razy marnował przy nim pieniądze. Tym razem było jednak inaczej, gdyż temat zszedł na koligacje rodzinne.
- Kochany, gdybym miał rodziców, którym zależy i się starają to z pewnością nie byłbym dzisiaj tym kim jestem - w powietrzu wręcz zawisły niewypowiedziane słowa określającą ślizgonowatość Rasheda. On po prostu doskonale wiedział, że jego rodzice to po prostu dawca nasienia i komórki jajowej, a on sam był jedynie dziedzicem, w końcu gdy ma się już dziecko to tak trochę wypadałoby się nim zająć, nie? Odrobina poświęconej uwagi jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła…
- Szczerze to gówno mnie obchodzą jakieś biedne dzieci - żachnął się, a jego oczy zaczęły ciskać błyskawice - Od kiedy jestem jakimś jebanym altruistą? Serio Stone? Chyba pomyliłeś drzwi.
Ups, trafił w czuły punkt. Wytykanie egoizmu egoiście jest bardzo złym pomysłem, zwłaszcza jeśli:
a) Jest on średnio zrównoważony psychicznie
b) Jest ślizgonem
c) Szybko wypił już prawie całą szklankę ognistej
d) Ma głęboko gdzieś wydawaną kasę, bo ma jej jak lodu.
- Och, wredne? Bardzo dobrze, bo już myślałem, że zamieniam się w jakąś miękką ciapę. Ostatnio zbyt często jestem miły.
Tak, zdecydowanie się wkurzył i teraz już nawet nie próbował tego ukrywać. Bębnił nerwowo palcami w szklankę, biorąc kilka uspokajających oddechów, żeby znowu nie zrobić czegoś głupiego. Jak był wściekły - to i porywczy, a jak porywczy - to i niebezpieczny dla każdego kto napatoczy mu się pod nogi. Niestety nic z tego nie wychodziło. Dopił resztę alkoholu, przełykając go szybko i głośno odstawił naczynie, zrywając się na równe nogi i wciągając płaszcz na grzbiet.
- Wiesz co Stone? Jak tak bardzo pałasz chęcią pomocy to idź przetaczać szlamom swoją krew. Odwrócił się gwałtownie na pięcie i rzucił do kelnerki zapłatę za Ognistą. Potem nie minęły dwie sekundy, a już wyskoczył z baru i popędził wkurzony w stronę Hogwartu.

[zt]
Powrót do góry Go down


Anastazja Silvarova
Anastazja Silvarova

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 353
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, opiekun Slytherin'u
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6406-anastazja-silvarova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8324-nie-wodz-nas-na-pokuszenie-ale-nas-zbaw-ode-zlego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8325-mnemosya
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8323-anastazja-silvarova
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyCzw Maj 15 2014, 21:27

Gdzie indziej mogłaby się udać? Jeśli już miała iść do knajpy, to z całą pewnością nie pasowały do niej Trzy Miotły, czy żaden z tych innych, czystych, zadbanych, gustownych, gdzie mogłaby się natknąć na młodzież i normalnych ludzi. Półmrok i tajemniczość, która spowijała Gospodę pod Świńskim Łbem idealnie pasowały.
Wychyliła kolejną szklankę Ognistej. Nie miała bardzo mocnej głowy, ale z racji swoich Wschodnich korzeni, jej organizm wykazywał się całkiem dużą tolerancją, na alkohole wysokoprocentowe.
Dłonie wciąż lekko jej drżały. Przymknęła oczy.
Ubrała się w czarną, postrzępioną, długą suknię ze stojącym, okazałym kołnierzem, pełną podoczepianych w najdziwniejszych miejscach falbanek i koronek. Była na swój sposób piękna, ale przy tym... ekstrawagancka, jak na Anastazję przystało. Do tego założyła czarne, wysokie szpilki, również czarny kapelusz z wielkim rondem, z którego spływała zasłaniająca część jej twarzy siatka. Wokół jednego z jej nadgarstków, oplatała się srebrna kobra z jadeitowymi oczyma. Tego dnia założyła nawet kilka pierścionków.
Wyglądała trochę jak Femme Fatale.
Albo jakby wracała z pogrzebu.
Skrzywiła się nieco i dała barmanowi gestem do zrozumienia, że zamawia kolejną kolejkę. Oparła łokcie na blacie stolika. Mężczyzna przyniósł jej szklanicę, wypełnioną bursztynowym trunkiem. Podziękowała delikatnym skinieniem głowy i ujęła ją w swoje drobne dłonie.
Powrót do góry Go down


Rasheed Sharker
Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5344
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2810
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyCzw Maj 15 2014, 22:37

Nie było jej. Ta myśl kołatała się po jego głowie już od jakiegoś czasu, gdy zamiast skupiać się na przygotowywaniu do owutemów, on wolał szlajać się gdzieś po Hogsmeade w poszukiwaniu nauczycielki. Czego on od niej chciał? W sumie trudno powiedzieć, Sharker nie był osobą, która od tak zbierała się do tego, aby pogadać o życiu, jednakże z Anastazją sprawa miała się nieco inaczej. Nie musiał dużo mówić, bo wszystko robił za niego umysł. Jego wspomnienia, wydzierane zaklęciem przez Silvarovą już kilkukrotnie, wniknęły w jej umysł, a Rasheed po raz kolejny musiał przeżywać swoją historię. I jeszcze raz. I jeszcze raz, aż do skutku, aż do chwili, w której nauczy się jak ma odeprzeć jej atak. Może przy okazji nauczyłby się jak ma być lepszym człowiekiem? Może… kto wie?
Wątpliwe.
To jego przeszłość pokazała mu jak być egoistą. Nieustanne potyczki z ojcem, a także te w szkole, ukształtowały w nim standardowego Ślizgona, który ani myślał o tym, aby zmieniać cokolwiek w swoim życiu. O ile jednak wcześniej nie spoufalał się z nauczycielami, tak teraz chyba to robił. Szukał jej w domu, a gdy nie znalazł, zaczął wypytywać sąsiadów. Podobno miała być tutaj, ale czy na pewno? Gospoda pod świńskim łbem nie kojarzyła mu się zbyt dobrze. To w niej odbyła się jego pamiętna rozmowa ze Stone’m, której skutki było widać przez długie tygodnie. Był na niego wściekły i pewna niechęć pozostała. Niemniej jednak ledwie wszedł do środka, a jego wzrok od razu padł na kobietę w dość niecodziennym stroju. To na pewno była ona. Kto inny ubierał się tak dziwacznie, że można by go rozpoznać z drugiego krańca Pokątnej? Mimo wszystko nie mógł się przywitać zbyt normalnie. Dobrało się dwóch świrów.
- Cześć - wysyczał w wężomowie, gdy już zbliżył się do jej ucha, po czym zajął miejsce obok, zamawiając u barmana piwo kremowe. Oczywiście reakcja była oczywista. Gdzie jak gdzie, ale żeby w takim miejscu zamawiać trunki bezalkoholowe… to budziło pewne wątpliwości. W każdym razie otrzymał swój napitek i zmierzył Nastkę badawczym spojrzeniem.
- Coś się stało? - spytał ją, mierząc badawczym spojrzeniem. Zazwyczaj ludzie nie upijają się samotnie w barze, ale jak wiemy Silvarova nie była standardowym mieszkańcem Hogwartu i okolic. Westchnął krótko, muskając palcami wisiorek ze splecionymi wężami, który otrzymał anonimem na walentynki i przygładzając gdzieś po drodze kołnierz czarno - białej koszuli w kratę, dobrze pasującej do ciemnych jeansów i zamszowej kurtki. Wyglądał raczej nie jak uczeń, a jak ktoś kto urwał się z pokazu mody.
Powrót do góry Go down


Anastazja Silvarova
Anastazja Silvarova

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 353
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, opiekun Slytherin'u
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6406-anastazja-silvarova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8324-nie-wodz-nas-na-pokuszenie-ale-nas-zbaw-ode-zlego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8325-mnemosya
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8323-anastazja-silvarova
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyPią Maj 16 2014, 00:54

Z piekła jej własnych myśli wyrwał ją znajomy głos. Raczej syk... Doskonale wiedziała, że to on, nawet wcześniej, już kiedy zbliżył się do stolika, nawet jeśli siedziała tyłem do wejścia. Zapach, charakterystyczny chód - takie rzeczy chcąc nie chcąc zdradzały człowieka.
Ślizgon postawił swoje kremowe piwo i dosiadł się do niej. Rzuciła mu karcące spojrzenie. Przynajmniej był na tyle bezczelny, żeby kupować alkohol. Doskonale wiedziała, że zdarzało mu się wypić. Chyba nie miała z tego powodu żadnych problemów. Poza tym... Miał już swoje lata. Bardziej chodziło o fakt, że jednak nadal pozostawała jego nauczycielką. Nie podobało się jej, że zdarzało się chłopakowi wymykać do Hogsmeade, szczególnie, jeśli zrobił to z jej powodu.
Nie mogła mu odpowiedzieć, bo nie miała czasu albo była na to zbyt zmęczona. Ostatnie dni były dla niej okrutne. Trafiła się dość paskudna sprawa i musiała zaniedbać swoje obowiązki, jako nauczycielki Transmutacji, a zająć tymi związanymi z pracą w Brygadzie... Upiła solidny łyk Whiskey.
Domyślał się? Pewnie tak. Ta praca ją wyniszczała. Dlatego nie lubiła zbliżać się do nikogo, wszystkich traktowała z dystansem. Nienawidziła, kiedy ktoś zwracał jej uwagę, że powinna się oszczędzać albo co gorsza - gdy ktoś jej matkował. Wiedziała doskonale, czego chce od życia i nie przeszkadzało jej to, że czasami wracała do domu i padała na kanapie w ubraniach, bo nie była w stanie doczołgać się do łóżka o własnych siłach.
Zacisnęła palce na szklance.
- Co tu robisz? Nie powinno Cię tu być. - Stwierdziła sucho i zajrzała mu prosto w oczy. Chciała coś z nich wyczytać, ale... po co? Dość już o nim wiedziała, a on nie wiedział o niej nic. Tyle, co zdołała mu świadomie przekazać, na temat swojej pracy, bo przecież był zainteresowany podobnym zawodem. Chciała mu uzmysłowić, ile to wymaga od człowieka poświęceń.
Westchnęła. Powinna go przegonić, najlepiej odprowadzić do szkoły, ale nie mogła. Nie chodziło nawet o to, ile wypiła, bo nie było tego jeszcze tak wiele. Po prostu coś ją powstrzymywało. Nie chciała rozmawiać, ale cieszyło ją dzisiaj towarzystwo. Zbyt długo przebywała sam na sam ze swoimi demonami.
- Tak. - Jakieś ukłucie w sercu. Nie odwróciła wzroku. Nie była głupią dziewczynką, która udaje, że wszystko jest w porządku, kiedy już na pierwszy rzut oka widać, że tak nie jest. Czy jednak zdoła mu powiedzieć więcej. - Praca... - Westchnęła i opuściła wzrok. - Chciałabym już wrócić. - Do Hogwartu, do życia. Czy on zrozumie? Nie stać jej było na wiele słów. Nie potrafiła mówić. Padło na niego, bo ostatnio nie miała nikogo bliższego od Rasheeda. Na szczęście była młoda i różnica wieku, która ich dzieliła, choć odczuwalna i wyraźna, nie stanowiła bariery nie do przekroczenia. - Zostaniesz? - poprosiła. Pierwszy raz od dawna, nie chciała zostawać sama.
Powrót do góry Go down


Rasheed Sharker
Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5344
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2810
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyPią Maj 16 2014, 01:59

W pierwszym odruchu miał ochotę się roześmiać. Rzucanie osobie pełnoletniej karcącego spojrzenia rzadko kiedy przynosiło jakiś inny skutek od zupełnego zignorowania. Również w tym przypadku nie można było liczyć na coś innego, więc jedynie uśmiechnął się kpiąco, w sposób, jaki widziała już dziesiątki razy podczas wizji i tych pierwszych minut, w których rozmawiali, nim przeszli do właściwej części zajęć. Potem już nie był w stanie trzymać fasonu. Za każdym razem jak przekraczał Bramy Piekieł, jak pieszczotliwie nazywał gabinet Anastazji, wiedział, że znowu zostanie rozbity i straszliwie okaleczony. Jego zdolność do obrony była jeszcze niezbyt dobra, a wręcz chwilami miał wrażenie, że było jeszcze gorzej niż na początku, a jednak… jednak wcale tak nie było. Starał się bardzo, nawet mimo tego, że gdzieś w pewnej chwili zgubił najlepszą motywację, jaką była chęć ukrycia swoich sekretów. Teraz jednak już wiedziała. Widziała jego pierwsze porozumienie się z wężem na wakacjach w Wenecji, znoszenie chorych wymagań ojca, tonięcie w stercie papierów na jego biurku, gdy próbował zrozumieć jak produkuje się fałszoskop. W tej chwili Silvarova była jedyną żyjącą osobą, która wiedziała o nim aż tyle. Nawet Julia nie znała tych stron jego twarzy, nie mówiąc już o reszcie jego przyjaciół. Ślizgonów naprawdę niewiele interesowało w tym temacie… wyjątkiem był w sumie Victor, ale jego wiedza też była połowiczna. Dziwnie się z tym czuł, ale nigdy tego nie ukazywał, zawsze robiąc dobrą minę do złej gry, zupełnie tak, jakby zawsze miało mu to ratować tyłek z opresji. W pewnym momencie się poślizgnie, pytanie jednak czy uda mu się wyślizgać tak, aby utrzymać się na nogach?
Machnął lekceważąco ręką na jej słowa, spławiając tym samym jej próby przywrócenia go do porządku. Był dorosły, miał prawo chodzić gdzie chce… no dobra, wciąż był uczniem Hogwartu, ale już niecałe dwa miesiące, a wszystko miało się skończyć. Nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego, że zostanie na studiach. Dziedzina zaklęć i uroków zanadto go pociągała, a przy okazji wciąż mógłby zgłębiać rozległe tajemnice zamku. Może przy okazji dowiedziałby się więcej o czarnej magii? Bardzo w takich chwilach żałował, że ojciec nie wolał przeprowadzić się gdzieś w granice Durmstrangu.
Jego oczy były nieprzeniknione. Powinna pamiętać, że nie zawsze da się z nich cokolwiek wyczytać, a dzisiaj był jeden z tych dni, w których były całkowicie zamknięte na uczucia. Lodowato zimne, przenikliwe spojrzenie było dzisiaj badawczo rzucane na Anastazje. Uśmiechnął się lekko. Czyżby się poddała?
Potem zaczęła mówić. Niewiele i niespiesznie, ale to i tak dużo dla niego znaczyło. Zdążył się do niej przywiązać przez cały ten czas, który upłynął im od ich pierwszej lekcji. Brzmiało to co najmniej dziwnie, jeśli przypomnimy sobie, że Rasheed porzucał ludzi jeśli tylko przestał mieć z takowej znajomości jakieś korzyści, ale cóż. Silvarova była inna. Przede wszystkim była nauczycielem, po drugie pracowała w Ministerstwie, po trzecie znała jego demony, po czwarte… na co komu taka wyliczanka. Po prostu był jej ciekaw, a jeśli on coś sobie zaprogramuje, to ciężko jest mu wybić dany pomysł z głowy.
Cóż mógł jej dać? Oboje nie potrafili rozmawiać, dlatego teraz, w tej chwili on jedynie spojrzał na nią jakoś mniej twardo, „odbezpieczając” swoje piwo i stukając w jej szklankę.
- Zostanę - potwierdził, po czym napił się, siadając wygodniej i zastanawiając się cóż więcej może powiedzieć, cóż więcej jej zaoferować? Nie był altruistą, nie zamierzał się nad nią użalać, ale z kolei nie chciał jej tutaj zostawiać, gdy go o to poprosiła. Wbrew pozorom był gentelmanem, a pięknym kobietom się nie odmawia.
Powrót do góry Go down


Anastazja Silvarova
Anastazja Silvarova

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 353
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, opiekun Slytherin'u
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6406-anastazja-silvarova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8324-nie-wodz-nas-na-pokuszenie-ale-nas-zbaw-ode-zlego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8325-mnemosya
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8323-anastazja-silvarova
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyPią Maj 16 2014, 11:18

Mogła przypuszczać, że tak to się właśnie skończy. Ślizgon ani myślał zabrać stąd swoich czterech liter. Nie żeby nie była dla niego jakimś autorytetem. Po cichu liczyła, że jeszcze respektuje jej zdanie. Powinien.
Teraz jednak nie to zaprzątało jej głowę. Ostatnia sprawa... była paskudna. Co tu dużo mówić? Mnóstwo krwi, czarnomagiczne rytuały, takie rzeczy czasami się zdarzają. Niestety. Ktoś ewidentnie próbował stworzyć horkruksa, przy czym Anastazja jako jedyna z całego zespołu, miała nieprzyjemne wrażenie, że wszystko się udało. Może nie do końca tak, jak powinno, ale jednak. Sam fakt jednak, że ktoś spróbował stworzyć coś tak potężnego, oznaczało, że mają do czynienia z godnym przeciwnikiem. Prawdopodobnie samozwańczym szaleńcem, który naczytał się legend i zapragnął potęgi legendarnego Czarnego Pana, a być może pragnienie nieśmiertelności tak go skusiło? Cokolwiek nim nie kierowało - był groźnym przeciwnikiem.
Nie wiedziała, ile może chłopakowi powiedzieć. Pewnie nic. Jak zwykle. Miała ochotę się wyżalić - nikt jej nie słuchał, a gdyby było inaczej, to sprawa skończyłaby się zupełnie inaczej.
Choć niektórzy mieli do niej pewien żal... ona wiedziała doskonale, że postąpiła właściwie. Ten człowiek, o ile można go było nazwać jeszcze człowiekiem - on zasłużył na śmierć. Stwarzał zagrożenie. Dla wszystkich. Pojmanie go żywcem graniczyło z niemożliwością. Został otoczony, ale miotał morderczymi zaklęciami we wszystkich kierunkach. Lada chwila mógł znaleźć w sobie na tyle energii i trzeźwości umysłu, a po prostu uciekłby im, teleportując gdzieś daleko.
Horkruksa już przechwycili i zniszczyli, wystarczyło więc jedno zaklęcie... Jedno, którego używać nie powinna, a przed którym nie było żadnej obrony.
Tylko rozbłysk zielonego światła i...
W wyjątkowych przypadkach mieli na to pozwolenie. Wyjątkowych. Zespół jej nie zdradził, ale ich spojrzenia i poczucie winy, które w niej narastało - gdyby posłuchali jej wcześniej, nie byłoby tylu ofiar, może udałoby się go powstrzymać inaczej, a teraz dziewczyna musiała wziąć na swoje barki największy ciężar, związany ze sprawą.
Nie chodziło nawet o to, że zabiła człowieka.
Gdyby mogła to wszystko przekazać Rasheedowi, ale nie umiała mówić, a już na pewno nie tyle, nie o tak osobistej sprawie.
Nachyliła się lekko w kierunku chłopaka. Nie powinna tego robić.
- Zabiłam człowieka. - Zamknęła oczy i wychyliła szklankę do końca. Taaak... postąpił jak prawdziwy gentleman i został, bo go o to poprosiła. Chociaż musiało kryć się za tym coś więcej. Podniosła drżącą rękę, żeby dać znać barmanowi, że jej szklanica stoi pusta. Tamten pospieszył do stolika, przy którym siedzieli i nalał jej kolejną porcję ognistej.
- Nie za dużo już? - zapytał rozbawiony, ale kiedy natknął się na jej spojrzenie, uśmiech szybko spełzł z jego twarzy, pokłonił się tylko krótko i uciekł za bar, rzucając dziewczynie tylko kilka badawczych spojrzeń.
Z jej oczu popłynęła jedna, samotna łza. Była rozbita...
Powrót do góry Go down


Rasheed Sharker
Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5344
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2810
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyPią Maj 16 2014, 18:53

Jakże się miał zachować w takiej chwili? To trochę tak, jakby przyszła do niego Julia i powiedziała mu o tym, że jej matka wcale nie zmarła w szpitalu, a po prostu odłączyła ją od rurek. Wtedy pewnie by jej pogratulował, ale czego? Morderstwa? Tak. Gdyby Rasheed miał rozwinięty jakikolwiek kręgosłup moralny to zapewne zmartwiłby się tym, że jego nauczycielka kogoś zabiła, ale tak? Wielokrotnie sam miał ochotę na to, aby kogoś pozbawić życia, powstrzymywało go tylko i wyłącznie to, że Ministerstwo Magii było o wiele skuteczniejsze od mugolskich organów ścigania i zapewne dość szybko wylądowałby w Azkabanie, a tam nie chciał trafić za żadne skarby. Cóż, wiedział, że to co powiedziała miało związek z jej pracą, wszak nieważne jak bardzo ekscentryczna by nie była, nie podejrzewał jej o to, aby chodziła po okolicy i miotała czarnomagicznymi. Powiedziałby raczej, że dopóki nie była do tego zmuszona, to by po nie nie sięgnęła, a więc musiała, prawda? Takie miał o niej zdanie, nie był jednak pewny czy słusznie i chyba nie chciał w to wnikać. Nie mógłby teraz, w tej chwili, od tak po prostu jej czegoś wyrzucać, a chociaż jej nie rozumiał to chciał wesprzeć. Jakże mógłby wiedzieć o czym mówiła, skoro ani nie była wylewna i nie spowiadała mu się ze swojego życia, ani on na nią nie naciskał, pozwalając jej mówić tylko tyle, na ile miała ochotę bądź potrzebę. Uważał, że w ten sposób zachowuje się fair, chociaż… skłamałby gdyby wyparł się tego, że był ciekaw. Jego opinia o tym zawodzie buła mocno wyidealizowana, ale cóż mu się dziwić? Jedyne co wiedział na pewno to to, że to jeden z tych zawodów które zabiera się ze sobą do domu i… i że najpewniej mógłby z łatwością stanąć po drugiej stronie barykady, stając się przeciwnikiem Silvarovej. Był śliski. Z łatwością zmieniał swoje stanowisko, o ile mógł z tego mieć jakieś korzyści, dlatego też w pierwszym odruchu po prostu nic nie mówił, pozwalając barmanowi na uzupełnienie jej szklanki. Kiedy jednak na jej policzku zalśniła łza, nie mógł pozostawać obojętnym. Wciąż nie wiedział na ile może sobie pozwolić, ale mimo wszystko mógł spróbować. Musnął jej dłoń swoimi chłodnymi palcami, aby ścisnąć ją pocieszająco.
- Mogę Ci jakoś pomóc? - zapytał cicho, ale nie w sposób, który sugerowałby narzucanie się, bo i w gruncie rzeczy nie chciał być natrętny. Nie wiedział też czy jest jakiś sposób, który pomógłby jej w tym, aby się z tym uporać, zwłaszcza jeśli ktoś tak wyzuty z empatii miałby go realizować.
Powrót do góry Go down


Anastazja Silvarova
Anastazja Silvarova

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 353
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, opiekun Slytherin'u
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6406-anastazja-silvarova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8324-nie-wodz-nas-na-pokuszenie-ale-nas-zbaw-ode-zlego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8325-mnemosya
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8323-anastazja-silvarova
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptySob Maj 17 2014, 02:41

Ona sama nie miała do siebie żadnych wyrzutów sumienia z powodu tego, że użyła zaklęcia niewybaczalnego przeciwko komuś, kto zdecydowanie na to zasłużył. Już Durmstrangu ćwiczyli zaklęcia niewybaczalne, zwłaszcza na studiach - nauczyła się przyjąć to jako zwyczajny oręż, broń, moc, która jednak w Anglii była zakazana. Cruciatus był tutaj zakazany do przesłuchań, podczas gdy w Białorusi nie miano najmniejszych oporów przed korzystaniem z tej klątwy, jako środka szybszego i tańszego od veritaserum. Nie każdy auror zna się wszak na legilimencji, a niektórzy pojmani znają się na oklumencji.
Największy problem stanowiła świadomość. Na świadomość zaś wpływali współpracownicy, którzy zaczęli traktować ją jak trędowatą. Nikt jej nie pogratulował, nikt nie stwierdził nawet "nareszcie koniec". Jedynie piętnujące spojrzenia i szepty, które słyszała za plecami cały czas. Długo zaciskała zęby, chciała w końcu powiedzieć, że nie dali jej wyboru, że przecież miała prawo, że to wszystko, dla większego dobra... Właśnie... Większe dobro - główna domena Grindelwalda, człowieka, którego potęga i historia, za szkolnych lat motywowała ją i imponowała jej. Zawsze chciała posiąść moc podobną jemu. Tym bardziej czuła się winna. Tym bardziej zastanawiała się, czy faktycznie jest stworzona do walki ze złem? Jak może ścigać tych, którzy pragną potęgi i dążą do niej za wszelką cenę, skoro sama zrobiłaby to samo, gdyby tylko ktoś obiecał jej, że kiedyś, na końcu tej drogi, osiągnie potęgę podobną tej, którą władał Czarny Pan? Byłaby w stanie poświęcić wszystko. Sama myśl o władzy i mocy ekscytowała ją do tego stopnia, że jej serce przyspieszało bieg, podobnie jak jej oddech.
Jak Rasheed mógłby to wszystko pojąć? Jak mogłaby mu powiedzieć wszystko to, co ją trapiło. Nie potrafiła mu nawet zdradzić prawdziwego powodu swojego przygnębienia, a co dopiero rozwodzić się na ten temat.
Pewnie najchętniej by stąd odszedł. Rozumiała go. Widział ją zawsze silną, niezłomną, chłodną. Tą, która wnikała w jego umysł i robiła to z bezlitosnym niewzruszeniem. On nie miał problemów z tym, że dziewczyna poznaje jego najgłębsze sekrety, a ona nie umiała zdradzić mu nawet jednego.
Drgnęła i cofnęła szybko rękę, gdy poczuła jego dotyk. Otworzyła lekko usta, jakby chciała coś powiedzieć, a jej oczy zdradzały szczere zdziwienie.
- Rasheed... Nie... - Zaniemówiła. On naprawdę chyba wbił sobie do głowy, że mógłby jakoś jej pomóc. Co miał zrobić? Wysłuchać jej? Co to da? Zacisnęła zęby. Wyciągnęła powoli dłoń w stronę jego dłoni, by zacisnąć na niej drobne palce. - Rasheed... Ale obiecaj, obiecaj proszę, że nikomu, nikomu nie powiesz. - Dalej... Dalej poszło wszystko jakby łatwiej. Najpierw zaczęła opowiadać o swoim dzieciństwie, zdawkowo, nie wyjawiła mu bowiem wszystkich sekretów, nie zamierzała. Tylko nakreśliła mu trochę swoją sytuację. Jak ambicje i pragnienie osiągnięcia władzy całkowicie przyćmiły okres jej dojrzewania, jak w szkole uczyła się pilnie i jak pojedynkowała się z innymi uczniami, jak uprawiała czarną magię, okaleczając jednego z rówieśników Durmstrangu i jak wybaczono jej to tylko dlatego, że była zdolna i miała znaną, szanowaną rodzinę. Opowiedziała o tym, że rodzina oczekiwała, że zrobi karierę polityczną, że podtrzyma rodzinne tradycje i jak wyjechała z Białorusi do Londynu, na prośbę samego Ministra Magii, celem pomocy w rozbiciu Lunarnych. Dalej mówiła o tym, jak wyklęto ją w domu i jak musiała opuścić swoją rodzinę, bez możliwości powrotu, choć kochała ich wszystkich, ale chęć pójścia własną ścieżką, była silniejsza od niej. Mówiła o pracy w Brygadzie Uderzeniowej, o tym, jak musiała korzystać z legilimencji podczas przesłuchań i jak bardzo cierpiała potem fizycznie i psychicznie, jak próbowano wykorzystać jej młody wiek, sądząc, że jest naiwna i słaba i jak o mało nie stała się marionetką na politycznej szachownicy, kiedy nagle jej zwierzchnik, człowiek, który sam zaprosił ją do swojego kraju, został oskarżony o wspieranie Lunarnych. Tak... Minister Magii zdradził. Czy to w ogóle możliwe? To wszystko budowało jej charakter, cały czas wzbogacała się o kolejne trudne doświadczenia życiowe, a teraz... kiedy wydawało jej się, że zyskała pozycję, kiedy wszyscy zaczęli jej ufać, pomimo jej pochodzenia i wątpliwej renomy jej nazwiska, nagle wszystko runęło. Uznano, że jest piekielnie zdolna, ale przez to piekielnie niebezpieczna. Wszyscy trzymają się od niej z daleka, jakby była trędowata, jakby mogła nagle okazać się nowym wcieleniem zła, niosącym zagładę całej Wielkiej Brytanii. Opowiadała mu, jak zastanawiała się, czy rzeczywiście tak nie jest, czy może to nie tylko plotki, pomówienia, ale czy rzeczywiście nie stanowi zagrożenia.
W końcu nie mogła już dłużej mówić i łzy spłynęły z jej oczu.
Może po raz pierwszy w życiu? Tak szczerze? Liczyła, że chłopak to wszystko zrozumie, że chociaż wysłucha jej monologu i... i co dalej? Nigdy nikomu tak wiele nie powiedziała i nie miała pojęcia, jak człowiek może zareagować w takiej sytuacji.
Po fakcie, nagle zapragnęła wymazać mu wspomnienie na temat tej rozmowy. Zaczęły zżerać ją wyrzuty sumienia, że okazała słabość, że powiedziała komuś tak wiele, o wiele więcej, niż powinna.
Przygryzła wargę, spoglądając na ślizgona.
Powrót do góry Go down


Rasheed Sharker
Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5344
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2810
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptySob Maj 17 2014, 18:44

To akurat potrafił zrozumieć. Znaczy nie to, że kogoś zabiła, bo to absolutnie nie obchodziło. Postępowała tak, jak chciała, a on bardzo to cenił, zwłaszcza, że większość ludzi była na tyle prosta, że nie odważyłaby się na postępowanie wbrew obowiązującym normom, decydując się na całkowite podporządkowanie swoich wyborów moralności, bądź innym bzdurnym zasadom, które w jego życiu nie istniały. Rozumiał natomiast jej pragnienie potęgi, które również istniało w nim, w tym, że w wersji mocno uproszczonej. Nigdy jednak nie myślał o tym, aby ostatecznie dążyć do tego, aby zyskać władzę, bo i zazwyczaj skupiał się na tym, aby odpowiadało mu życie doczesne, kuszące swoimi wygodami i możliwościami niczym dzikie maliny na krzaku. Wystarczyło tylko wyciągnąć rękę i zerwać, a jeśli miało się możliwości to czemu miałby z nich nie korzystać? Pozostawione mu w spadku setki tysięcy galeonów przelewały się w skarbcu ilekroć tylko do niego zaglądał, a te tysiące, które matka wyrzucała w błoto, bawiąc się na tych wszystkich drętwych przyjęciach zaraz na nowo zapełniały ich skrytkę w Gringottcie. Rasheed wcześniej nie zdawał sobie z tego aż tak mocno sprawy, ale interes jego staruszka był całkiem dochodowy. Mógł sobie radośnie siedzieć na tyłku całe życie i przepuszczać forsę, która przecież pomnażała się praktycznie bez żadnego wysiłku z jego  strony. Wystarczyło aby czasem pokierował odpowiednimi osobami, a z tym akurat różnie bywało, jednakże w większości przypadków wybory były trafione. Dlaczego więc nie miałby stać się hedonistą? Odpowiedzi na to nie było. Wystarczyło spojrzeć z jaką łatwością przyszło mu zaakceptowanie nowego stanu rzeczy. Czerpanie przyjemności z dnia codziennego było u niego tak naturalne, że gdyby nagle jego sytuacja materialna miała się zmienić, zapewne strasznie by to przeżył, o ile w ogóle.
Teraz jednak słuchał jej słów, mając coraz większe baczenie na to co mówiła. Czyż powinien złożyć jej taką obietnicę? W sumie co mu szkodziło, wszak nie było tajemnicą to, że zazwyczaj ich nie dotrzymuje, a Anastazja musiała być naprawdę porządnie zdesperowana skoro mimo wszystko chciała mu opowiedzieć swoją historię. Uśmiechnął się więc obłudnie i po prostu potwierdził.
- Obiecuję. - wyszeptał, a chociaż jego oczy były nieprzeniknione to z całą pewnością można było stwierdzić, że błyskała w nich zwyczajna ciekawość, tak u niego ściśle związana z chęcią pozyskiwania korzyści, że Silvarova powinna natychmiast pożałować tego, iż chciała mu się wyspowiadać. Czyż nie było jednak za późno? W gruncie rzeczy nie, ale o tym nie teraz.
Mówiła i mówiła, a on słuchał, wszak był dobrym słuchaczem, dlatego mogła wyrzucać z siebie swoje myśli tak długo, jakby tylko potrzebowała, a on nie przerwałby jej nawet słowem. Analizował jednak każde słowo, zupełnie tak, jakby starał się wycisnąć jak najwięcej z jednej, marnej połówki cytryny i zrobić z tego cały dzbanek słodkiej lemoniady. Może w gruncie rzeczy tak było? Chciał ją po prostu wykorzystać od samego początku? Tak… chciał. Odkąd tylko dowiedział się z plotek, że jest legilimentką. Jego pragnienie poznania jej ściśle się z tym wiązało i od kiedy tylko zgodziła się, aby go uczyć, wykradając mu jego tajemnice, on zapragnął poznać jej sekrety, a teraz wreszcie udało mu się do niech dojść. Z niemałym przestrachem zdążył odkryć to jak bardzo są podobni do siebie. Nie odpowiadało mu to zbytnio, ale nic nie mówił, tak czy siak uważając ją teraz za niegodnego przeciwnika skoro sama, bez jakiejkolwiek walki przedstawiła mu swoje życie, dając tak idealny obraz siebie, jakiego akurat potrzebował, aby zarzucić pętlę na jej szyję. Nie bez powodu był w Slytherinie. Z każdej sytuacji potrafił wyciągnąć coś, co zaowocowałoby czymś szczególnym w przyszłości i nawet w tej chwili nie miał do końca czystych zamiarów, chociaż tak na dobrą sprawę postanowił na razie nie wychylać się ze swoimi planami, pozwalając im ewoluować w ciszy i spokoju. Takim zamiarom nie potrzeba blasku fleszy.
- Więc jesteśmy sprzymierzeńcami. - powiedział, gdy już skończyła mówić, pocierając krótko jej dłoń swoim kciukiem zanim rozluźnił uścisk, rozłączając ich dłonie jakby to co powiedziała postawiło między nimi jakąś niewidzialną barierę, czemu zupełnie przeczyło to co powiedział. Odchrząknął znacząco, jakby jego słowa miały dwa znaczenia i pospieszył z wyjaśnieniem.
- Mamy podobne poglądy. - stwierdził oczywistość, a potem wbił spojrzenie w swoją szklankę z wodą, mieszając jej zawartość kilkoma nieprzypadkowymi ruchami - Lunarni chcieli mnie zrekrutować w swoje szeregi.
Uśmiechnął się kpiąco, traktując tę sytuację tak, jakby była jakimś niewybrednym żartem.
- Chyba domyślasz się dlaczego. Nie wymazali mi pamięci, a przysięgi nie składałem, w każdym razie byłem torturowany, a potem zostawiono mnie samemu sobie. Farid musiał popełnić błąd… no cóż, w każdym razie potem zamordowali mojego ojca. Nie wiem na ile było to dzieło przypadku, ale jakoś tak… ehh, stwierdziłem, że w obecnej sytuacji to brzmi aż zabawnie. - skrzywił się przez moment, jakby to co wspominał było bolesne, ale zaraz spojrzał na nią przenikliwie stalowoniebieskimi oczyma, jakby starając się przejrzeć jej zamiary.
- Widzisz, Ciebie wyprowadził w pole ten facecik, Pan Minister. Nasza historia w pewnym momencie się o siebie ociera. Czyż to nie przeznaczenie? - uśmiechnął się lekko prześmiewczo, jakby ta sytuacja była dla niego jakąś dziwną i niezwykłą. W gruncie rzeczy nie wiedział czemu opowiedział jej o tym. Chyba doszedł do wniosku, że ona jako jedyna go zrozumie, bo wiedziała o czym mówił. Julia nie miała o tym pojęcia, a przynajmniej Sharker sądził że nie ma. Zaś co do Jeanette… wolał się chyba nie przekonywać co by mu zrobiła, jakby dowiedziała się, że Sherazi nie usunął mu ich wspomnień. Anastazja w tej chwili była jego jedynym sojusznikiem. Czyż to nie brzmiało komicznie?
Powrót do góry Go down


Anastazja Silvarova
Anastazja Silvarova

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 353
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, opiekun Slytherin'u
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6406-anastazja-silvarova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8324-nie-wodz-nas-na-pokuszenie-ale-nas-zbaw-ode-zlego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8325-mnemosya
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8323-anastazja-silvarova
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyNie Maj 18 2014, 01:01

Ona JUŻ żałowała. Nigdy nikomu nie mówiła nic poza... w zasadzie nigdy nikomu NIC nie mówiła. Zbywała ludzi. Nawet jeśli nie zdradziła chłopakowi wszystkiego, absolutnie WSZYSTKIEGO, to powiedziała mu przynajmniej o kilkaset razy więcej, niż powinna. Zacisnęła zęby. Ta chwila słabości może ją kiedyś drogo kosztować. Nawet jeśli wydawało się jej, że Sharker jest wobec niej całkowicie w porządku, że nie ma złych intencji. Póki co, czerpał korzyści z ich znajomości, bo uczyła go oklumencji, więc nie mógł być nieuprzejmy.
Dlaczego jej szukał?
Dlaczego tak mu zależało?
Nie drgnęła nawet na milimetr. Cofnęła tylko rękę. Obiecał? Wiedziała, że to słowo, w ustach wielu nic nie znaczy. Mogła postawić mu pewne warunki. Musiała, nie miała przecież wyboru. Tylko jak to zrobić?
Chłodna kalkulacja. Doskonale wiedziała, CO musi zrobić. Nie było odwrotu.
Mogła jeszcze go zabić. Tylko to nie wchodziło w grę, zważając na ryzyko, jakie za sobą niosło takie przedsięwzięcie. Poza tym... ścigałaby samą siebie, a wiedziała, jak bezlitosne może okazać się Biuro Aurorów. Nawet tutaj, w kraju, który był tak honorowy, że nie pozwalał nawet na używanie niewybaczalnych aurorom. Swoją drogą, kto wpadł na tak genialny pomysł, by nazywać je niewybaczalnymi? Tylko Anglicy mogli być tak dziwni.
Wpatrywała się więc tylko w oczy chłopaka. Teraz nic, od jego chłodnego spojrzenia, po kpiący ton głosu, nie podobało jej się w nim. Nie mogła mu ufać. Nigdy. Nie powinna.
- Nie jesteśmy sprzymierzeńcami Rasheed. Tymczasowo gramy po jednej stronie. - Nie odwróciła wzroku. Powinna dać mu wybór. - To, co Ci powiedziałam, pozostanie naszą tajemnicą. - Ton jej głosu wskazywał, że chłopak raczej nie ma z czym dyskutować. - Daję Ci dwie możliwości. Pierwsza i mniej bolesna, to Przysięga Wieczysta, druga, która raczej nie będzie tak miła, to zaklęcie Obliviate. Jeśli będę zmuszona... Nie chciałabym Cię krzywdzić Rasheed, ale popełniłam błąd i teraz to widzę. Poza tym powinieneś przystać na moje ultimatum, jeśli chcesz kontynuować nasze prywatne lekcje. - Nadal mogła więcej niż on. Nie przewidywała nawet, że chłopak może mieć jakiś plan, ale jego gesty i głos kazał jej sądzić, że nie postąpiła słusznie. Zdradził się... - To nie przeznaczenie Sharker. - Dotknęła dłonią jego policzka. - To obłęd - wyszeptała prawie niedosłyszalnie, ale była pewna, że słowa dotarły do chłopaka. - Wybacz. - Nie dopijała już kolejnej szklanki. Wręcz odsunęła ją w kierunku chłopaka. - Masz, pij. Dzisiaj nie patrzę. - Po jednej stronie szklanki wciąż pozostały ślady szminki. Niezwykłe. Rzadko stosowała jakikolwiek makijaż...
Powrót do góry Go down


Rasheed Sharker
Rasheed Sharker

Nauczyciel
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5344
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2810
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyNie Maj 18 2014, 06:50

Może grał, może chciał ją sprawdzić? Wszak Anastazja znała jego historię, wiedziała jak zachowuje się codziennie, lecz czy miała pojęcie o tym kim był w rzeczywistości? Szczerze w to wątpił, a to co zrobiła teraz było największym taktycznym błędem jaki mogła wykonać, nawet jeśli wierzyła w to, że pomoże jej to utrzymać swoje sekrety. Na jej propozycję, a właściwie ultimatum zareagował niczym innym jak śmiechem. Zupełnie jakby się tego wszystkiego spodziewał, ale śmiały się tylko wargi, bo oczy pozostawały lodowato zimne i zamknięte na jakąkolwiek emocję. Czy był rozżalony? Może trochę, bo kobieta, której w pewnym sensie zaufał okazała się być jeszcze bardziej egoistyczna od niego.
- Nie jesteś jedyną legilimentką w tym zamku - te słowa zawisły między nimi jak ostrzeżenie, ale chłopak nie czekał na to, aż Anastazja w jakikolwiek inny sposób zareaguje, bo zerwał się na równe nogi, przewracając lekceważąco szklankę, jakby swoimi słowami przepełniła czarę, jaka już się w nim wręcz przelewała.
- Teraz będziesz mi grozić, tak? Pamiętasz co stało się z ostatnim, który skłaniał uczniów do składania wieczystych przysięg? Mam Ci przypomnieć, że gnije teraz gdzieś pod jakimś pierdolonym płotem? Skoro mi nie ufasz to trudno. Próbuj mnie kurwa zamordować. Hampson na pewno się ucieszy. - wyrzucił te słowa szybciej niż pomyślał, jak zwykle zresztą, ale gdyby miał wybór to wcale by ich nie cofał. Proszę bardzo, niechże trzaśnie też w niego Obliviate, a żeby żyło się lepiej jeśli nie będzie umiała zrobić tego prawidłowo i wyląduje potem jak pierdolona Sunday Grimes, w wieku wczesnoszkolnym, w szpitalu.
- Nie potrzebuje Twojej pierdolonej łaski. Niczego już, kurwa, nie potrzebuje. - czyżby wydawał się być… zraniony jej brakiem zaufania? Kto wie, był Ślizgonem, więc takie fortele, w których prowokowało się i potem sprawdzało były bardzo w ich stylu, a teraz… Anastazja nie zdała, ale czy jej będzie na tym w ogóle zależało?
Jak stał, tak odwrócił się na pięcie i wyskoczył z baru, nim jeszcze mogła w ogóle pomyśleć o tym, aby się w jego stronę odwrócić i wycelować różdżką. No i zaczęła się gonitwa po prawdę… a może właśnie po jej usunięcie?

[zt]
Powrót do góry Go down


Anastazja Silvarova
Anastazja Silvarova

Nauczyciel
Wiek : 31
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 353
Dodatkowo : legilimencja i oklumencja, opiekun Slytherin'u
  Liczba postów : 119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6406-anastazja-silvarova
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8324-nie-wodz-nas-na-pokuszenie-ale-nas-zbaw-ode-zlego
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8325-mnemosya
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8323-anastazja-silvarova
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyNie Maj 18 2014, 13:26

Patrzyła na całą scenę z chłodnym spokojem.
Nie miała zamiaru go ścigać, nie miała zamiaru atakować. Po prostu słuchała słów chłopaka. Popełniła błąd. Nie powinna była w ogóle zachęcać go, żeby tu przysiadł. Powinna przegonić go do zamku. Mogła to zrobić, mogła się wymigać, mogła sama odejść, nie musiała szukać jego towarzystwa...
Nigdy nikomu nie powiedziała niczego o sobie i teraz ta myśl przerażała ją. Wewnętrznie czuła się rozbita. Nie wiedziała, jak się powinna zachować, bo nigdy nie miała nikogo, kto mógłby być jej bliski, nie potrafiła zaufać ludziom, a wszystkie... głębsze uczucia, zdawały się być jej całkowicie obce. Popełniła kolejny błąd? Stawiając mu swoje ultimatum? Tak bardzo chciała chronić tą cząstkę siebie?
Nieświadomie niszczyła szansę na jakąkolwiek relację, pomiędzy nią, a Rasheedem, bo była niczym ślepiec, niczym nieświadome dziecko, które próbuje zachowywać się tu, w życiu codziennym, jak tam: w pracy, gdzie jako członkini Brygady, nie mogła okazywać żadnej litości i żadnych skrupułów, gdzie na każdym kroku kazano jej ufać tylko samej sobie.
Uderzyła z całej siły pięścią w stół. Złapała za szklankę i rzuciła nią o ścianę tak, że rozbiła się na miliony maleńkich kawałków.
Farid. Człowiek, którego ścigała jeszcze kilka miesięcy temu. Za którym poszła w piekło wojny, sama, bo nie potrzebowała przecież wsparcia. O to też miano do niej pretensje: "Brygada zawsze powinna pracować RAZEM Panno Silvarova, jeśli nie jest to dla Panny zrozumiałe, będziemy musieli Pannę zwolnić. Natychmiast." Wtedy również nie wiedziała, jak się zachować. Co zrobić, jeśli nie ufała im wszystkim? Jeśli tylko plątali się pod nogami i istniało ryzyko, że któregoś z nich trafi, okaleczy.
Potem, kiedy już zaczynała zyskiwać w ich oczach, kiedy już zebrała wiele punktów... Minister Magii okazał się być zdrajcą, a na nią patrzono znów spode łba. Wszak to on jej zaproponował tę posadę i pracę przy rozbiciu Lunarnych. Wróciły wątpliwości: może kiedy Anastazja znikała, żeby "polować" na członków tej organizacji, była tak naprawdę podwójną agentką i informowała Lunarnych o ich posunięciach?
Udało jej się drugi raz odbudować swoją pozycję, a teraz kolejna sytuacja, która nie powinna mieć miejsca! Kolejna, która zniszczyła jej dobre imię i znów każdy patrzył na nią podejrzliwie, szeptano za jej plecami. Jeśli tak miała wyglądać Anglia, to chyba woli wrócić do swojej rodziny.
Teraz jeszcze straciła Rasheeda. Zdążyła się trochę... przywiązać do chłopaka, ale nie potrafiła mu nigdy tego powiedzieć. Nie potrafiła też mu zaufać. Nie potrafiła tej znajomości utrzymać, bo nikt jej tego nigdy nie uczył. Tylko STAŁA CZUJNOŚĆ kierowała jej życiem, wszędzie widziała wrogów. W każdym geście, kpiącym spojrzeniu, ironii w tonie głosu - wszędzie widziała wrogość i złe zamiary. Może się myliła? Może źle go oceniła? Czas pokaże. Nie będzie go ścigała.
Przez chwilę miała ochotę za nim wybiec, ale powstrzymała się. Zamiast tego zamówiła kolejną ognistą, postanawiając, że tego dnia spróbuje się chociaż upić...

[z/t]
Powrót do góry Go down


Gemma Zaharov
Gemma Zaharov

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9456-gemma-zaharov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9459-farao
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9457-da-vinci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9458-gemma-zaharov
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyPon Wrz 08 2014, 19:44

Wypijmy za lepszy czas.
Pomyślała Gemma, kiedy wstawała dzisiejszego ranka, w dormitorium krukonów. Wciąż nie do końca mogła uwierzyć w to, co się wydarzyło. W to, że ma siostrę, a ona ma brata, a on... on jej tak nienawidził. To wszystko wydawało się zbyt skomplikowane. A ona przecież nie chciała uciekać. Nie była tchórzem. Nie była też kimś, kto się czymkolwiek przejmuje. Dlaczego teraz było inaczej? Chyba po prostu wiedzieli, w którą strunę powinni uderzyć. Gdzie dźgnąć, aby bolało. Do takich doszła wniosków Zaharov, siedząc nieprzytomna na łóżku z wzburzoną fryzurą, która rozlewała się chaotycznie na jej ramionach. Zgarnęła część opadającą na czoło do tyłu, a potem przejechała dłońmi po swej bladej twarzy. Drzemała jeszcze chwilę na siedząco, aż postanowiła zniknąć w łazience. Ubrała pierwsze z brzegu ciuchy, nie zastanawiając się nad tym jak wygląda. A potem umalowała się, by wreszcie uznać, że powinna iść na zajęcia. Które mimo wszystko sprawiały jej tyle samo frajdy co zawsze.
Przynajmniej do momentu, gdy nie musiała znosić tych dziwacznych spojrzeń, które i tak oznaczały mniej więcej tyle, co "ty nie jesteś naszą Eiv, nie chcemy cię tu". To było upokarzające i denerwujące zarazem. Starała się tym jednak nie przejmować, uśmiechając się do wszystkich i w podskokach przemieszczając się z klasy do klasy. Jak zwykle zgłaszała się do odpowiedzi, jak zwykle wszystko skrupulatnie notowała, wchłaniając wiedzę niczym gąbka wodę. Ale jej egzystencja nie była już taka jak dawniej. Gdzieś na jej barkach spoczywał ciężar odpowiedzialności i niepewności, który starała się strącić za każdym razem, gdy myśli niebezpiecznie przesuwały się do granicy. Do granicy pomiędzy świadomością, a słodką niewiedzą. Między jawą, a snem. Szła więc do przodu, wbrew wszystkiemu, co czuła, znów zagłębiając się w swą doczesną egzystencję i nie oglądała się wstecz. Za długo to trwało. Gemma nienawidziła stagnacji, ale jeszcze bardziej nienawidziła szpon pesymizmu. Szpon losu, który kpił sobie z każdego jednego człowieka. Nie lubiła czuć się osaczona, zamykana w klatach i odgradzana od nowych możliwości. A tak się właśnie czuła, kiedy znów rozgrzebywała sprawy rodzinne. Chciała się odciąć od tego grubą kreską i oddychać pełną piersią. Z nimi czy bez nich, wszystko jedno.
Bo co ona tak naprawdę wiedziała o Evelyn, którą kiedyś znała jako Nonnę? Co je łączyło oprócz wyglądu i drzewa genealogicznego?
Nie miała pojęcia. Minęło dziesięć pierdolonych lat, a ona nie potrafiła powiedzieć jaki kolor jest jej ulubionym. Na co jest uczulona, a co lubi jeść. Jak śpi. Jaki jest jej ulubiony alkohol. Albo nawet ulubiony przedmiot. Jakie jest jej hobby i co chce robić w życiu.
Nic. Ogromna pustka.
Nic nie przychodzi do głowy.
Nic nie poprawisz, choćbyś chciał.

Minęło już chyba zbyt wiele czasu. A może jednak nie? To było dziwaczne uczucie. Pesymizm przeplatany z optymizmem. Dlatego wreszcie, pod koniec dnia, znalazła się w Hogsmeade. Zaplątała się gdzieś w okolicach Gospody pod Świńskim Łbem. Nie wyglądała zachęcająco, ale Mołdawianka wzruszyła ramionami i pchnęła brudne drzwi prowadzące do środka. Od progu uderzył ją smród alkoholu wymieszanego z dymem tytoniowym i przepoconymi ciałami. Uśmiechnęła się szeroko, idąc pewnym krokiem do stolika. Machnęła na kelnerkę, aby przyniosła jej jagodowego jabola. Tak bardzo wykwintnie. Tak bardzo nie w stylu Zaharov. W ogóle ostatnio zachowywała się tak, jakby ktoś ją porządnie walnął w głowę - czyli nienaturalnie. Nie była sobą. Dlaczego więc nie spróbować być kimś innym?
Samotny człowiek w środku dnia.
Zupełnie sam.
Powrót do góry Go down


Mars J. Leighton
Mars J. Leighton

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9556-mars-john-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9557-czy-na-marsie-jest-woda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9559-co-sie-znow-stalo#266871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9558-mars-leighton#266865
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyWto Wrz 09 2014, 15:33

Kolejny z dni kiedy tylko odliczał godziny do wyjścia z roboty. Nie miał ochoty spędzać tam ani chwili dłużej, więc jak tylko zegar wybił godzinę zero, zostawił na swoim biurku artystyczny nieład i tyle go było widać. Nie zatrzymał ani na chwilę, dopiero kiedy znalazł się na jednej z londyńskich ulic zwolnił krok i zaczął cieszyć się tym, że przez najbliższe kilka godzin nikt nie będzie mu smęcić o sprawach nudnych i nudniejszych. Posada w ministerstwie nie była najgorsza, ale czasem miał jej serdecznie dość. Jak wszystkiego i wszystkich. W mieszkaniu zjawił się tylko po to, aby się przebrać, a później niemal od razu teleportował do Hogsmeade. Nie wiedzieć czemu, ale nie miał ochoty zabawić się dziś w barze gdzie wszyscy byli radości i uśmiechnięci. Klimat Świńskiego Łba odpowiadał jego dzisiejszemu nastrojowi, więc nic dziwnego, że już po chwili wchodził tam z zamiarem wypicia kilku mocniejszych drinków, a może i spróbowania czegoś czego nie serwują w innych lokalach.
Wnętrze jak zawsze było odpychające, ale dzisiaj mu to nie przeszkadzało. Zamówił dla siebie absynt tak na początek i już miał zaszyć się w jakimś kącie. Tak też zrobił zajmując miejsce gdzie nikt miał go nie zaczepiać. Zatopić się w myślach, a później pijany opuścić miejsce obawiając się tego, że teleportacja może okazać się zbyt skomplikowana, biorąc pod uwagę stan w jakim się znajdzie. Planowanie Mars opanował niemal do perfekcji tylko realizacja kulała. Bo zaraz podniósł tyłek z miejsca i ruszył w stronę stolika zajmowanego przez… Właśnie w tym momencie pojawiała się zagadka, na którą nie znał w tej chwili odpowiedzi. Ostatnio został sprowadzony na ziemię po tym jak Eiv nie okazał się być Eiv tylko Gemmą. Teraz więc już nic nie brał za pewnik, ale i tak porzucił siedzenie w samotności na rzecz spędzenia z którąś z bliźniaczek kilku chwil. Swoista loteria na którą z nich trafi szczególnie, że obie uczyły się w Hogwarcie, a do wioski ze szkoły nie było daleko.
Gemma, Eiv, Eiv, Gemma, Eiv, Eiv, Gemma, Gemma, Gemma, Eiv, Gemma czy Eiv, Eiv czy Gemma. Wyliczanka, którą rozpoczął podnosząc się z krzesła zakończyła się chwilę później. Pytanie tylko czy trafił, czy może wyliczanka go zawiodła i powinien zdać się na coś innego.
- Dzień do dupy czy to po prostu Twoje klimaty? - Przyjął od razu, że ma do czynienia z Gemmą, najwyżej zaraz boleśnie przekona się o tym, że nie miał racji, a wyliczanki sprawdzają się tylko u dzieci. Co mu szkodziło, dzień i tak nie zapowiadał się najlepiej, więc albo teraz tylko zostanie utwierdzony w tym, że lepiej było nie opuszczać łóżka, albo los się na chwilę odwróci. Nie zaprzątał sobie głowy zbytnio historią jaką usłyszał o bliźniaczkach. Nie dotyczyła jego bezpośrednio i nie widział w sensu w roztrząsaniu tematu o którym nie miał pojęcia. Zawsze stał gdzieś na uboczu jeżeli chodzi o relacje ze swoim rodzeństwem, ale nikt ich nigdy nie rozdzielił. Przynajmniej nie było mu wiadomo o tym, że gdzieś po świecie chodzi jeszcze jeden jego brat, a może siostra. Historia, którą ostatnio sprzedał mu Jupiter o tym, że ich ojciec był księciem czy chuj wie kim mogła okazać się bardziej porąbana. Może spłodził gdzieś jeszcze kilku swoich potomków? Nie, Mars nie chciał zaprzątać sobie głowy takimi niedorzecznymi myślami. Wolał skupić się na szklance z absyntem, który popijał powoli. Skupić się na dziewczynie, która była albo jego przyjaciółką, albo bliźniaczką Eiv. Czas najwyższy przekonać się czy wyliczanka go nie zawiodła.
Powrót do góry Go down


Gemma Zaharov
Gemma Zaharov

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9456-gemma-zaharov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9459-farao
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9457-da-vinci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9458-gemma-zaharov
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptySro Wrz 10 2014, 11:43

Kolejne myśli nie wniosły niczego dobrego. A przynajmniej nie do żałosnej egzystencji, którą postanowiła zapić i to było w tym wszystkim najbardziej żałosne. Koło się zapętlało, a ona miała już dosyć grzebania sobie w przeszłości. Bolał od tego mózg, bolało serce, bolały i oczy odbierające obrazy przekazywane przez rozum. Chciała się wyłączyć. Wcisnąć jeden, cholerny guzik i być w świecie, gdzie sra tęczą, sika motylkami i lata w przestworzach przyobleczona jedynie w chmurkę. Piękna wizja. Szkoda, że tak bardzo nierealna - o ile nie zażyje odpowiedniego eliksiru. Może to jest właśnie ta myśl, która powinna była nawiedzić ją już wcześniej? Należy po prostu stworzyć eliksir. Może jakiś tęczowy czy coś. Gdzie chociaż w marzeniach mogłaby żyć beztrosko. Fajna perspektywa. W zasadzie już miała plan co powinna dodać i jak go uwarzyć, aby to miało ręce i nogi. Sięgnęła nawet po serwetkę leżącą na stoliku - nie, nie myślcie, że mają tu takie rzeczy. Ktoś zostawił, jakąś brudną i w ogóle... w obawie, że to mogą być smarki trolla, rzuciła na nią zaklęcie chłoszczyść (w ostateczności była wśród czarodziei) i proszę - po chwili wyglądała jak nowa! Zadowolona z siebie wyciągnęła jeszcze mugolski ołówek, by zacząć coś kreślić. W zasadzie to świat zewnętrzny przestał istnieć.
I dobrze, bo niesamowicie śmierdział.
Umknął jej uwadze wchodzący do gospody Mars, którego przecież nie tak dawno poznała. Od razu jej się spodobał. Był inny niż większość jej znajomych. No i przede wszystkim był dorosły. Co prawda nie zawsze równa się to z dojrzały, ale to akurat nie stanowiło zbytniego problemu - szczególnie, że Zaharov mimo wszystko wciąż była dosyć dziecinna, zazwyczaj. On wydawał jej się taki... niewzruszony, ale jednocześnie gwałtowny. To było na swój sposób fascynujące, choć jeszcze nigdy nie dała mu okazji, aby się o tym przekonał. Może to i lepiej? Nie chciałaby, aby się do niej zraził na samym wstępie. Szczególnie, że miał do niej dobry stosunek. Wiedziała, że to tylko i wyłącznie zasługa jej siostry, ale skoro dostała swoją szansę, powinna ją wykorzystać, prawda? Nie wiedziała zaś, że Leighton ją zobaczył i co więcej - głowi się nad tym z którą z Mołdawianek ma do czynienia. Spisywała sobie przecież co ważniejsze na tej cholernej serwetce, żeby myśli i pomysły, które się skłębiły pod wpływem nowych bodźców i realiów, nie rozmyły się w eterze. Byłaby to ogromna szkoda.
Jednak słysząc głos nad sobą, a potem opadającą sylwetkę na krześle przed nią, uniosła zaskoczona głowę. Nie spodziewała się tutaj nikogo znajomego spotkać. Nie oszukujmy się - miejsce pozostawiało wiele do życzenia. A tymczasem był to mężczyzna, którego tak bardzo chciała jeszcze w swoim życiu spotkać. Uśmiechnęła się lekko, będąc wdzięczna, że nie sprawdza w jakiś dziwaczny sposób czy ona to ona, a może jednak Henley. Bo, niestety, ale to, co ją ostatnio dotykało w Hogwarcie to był jakiś cholerny koszmar. Nie chciała, aby obcy faceci ją tak dotykali. Bez jej wyraźnej zgody. Z nim zdawała się nie mieć tego problemu.
- W zasadzie nie wiem, czy chodzi o dzień. Chyba szereg dni, które ostatnio miały miejsce. Bo klimaty rzeczywiście nie moje - odpowiedziała, przyglądając mu się uważnie i badawczo, choć mimo wszystko przyjaźnie, jak to miała w zwyczaju. Odsunęła zapisaną karteluszkę na bok, przypominając sobie tym samym o swoim jabolu. Upiła z niego kilka łapczywych łyków i z łoskotem ponownie odstawiła kufel. - Ale twoje chyba też nie, czy się mylę? - spytała niezobowiązująco, po czym ułożyła się wygodniej na starym krześle. - Bo jeżeli masz jakieś problemy to możemy je opić wspólnie. Powinny być lżejsze - dodała naprędce.
Powrót do góry Go down


Mars J. Leighton
Mars J. Leighton

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9556-mars-john-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9557-czy-na-marsie-jest-woda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9559-co-sie-znow-stalo#266871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9558-mars-leighton#266865
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyPią Wrz 12 2014, 22:55

Nie żałował, że porzucił samotne picie. Siedzenie samemu przy stoliku w taki dzień nie było najlepszą opcją, a jedynie prowadziło to do złych rzeczy, których za wszelką ceną starał się przecież w tym momencie wyzbyć. Wygładził jeszcze dłonią lekko pomiętą koszulkę z którą nic nie zrobił przed wyjściem z domu. Właśnie w takich momentach bycie leniwym zupełnie się nie opłacało. Bo gdyby trafił na Eiv to zupełnie nie przejąłby się niczym, ale Gemma zaraz mogła pomyśleć o nim jak o niechluju albo i gorzej. Chociaż jakby pomyślał chwilę to wiedziałby, że nie ma co się przejmować takimi głupotami. Widać ostatnio zbyt dużo przebywał z Mercury’m, który właśnie takim pierdołom poświęcał swoje życie. Zawsze się zastanawiał co też dziewczynom siedzi w głowie, ale chyba nigdy nie dostanie odpowiedzi, która w jakimkolwiek stopniu będzie dla niego satysfakcjonująca. Skrzywił się tylko widząc, że na niewiele się to zdało i postanowił to najzwyczajniej w świecie olać. Nawet jeżeli było jakieś zaklęcie, którym mógł się w tej chwili posłużyć to i tak go nie znał. No halo, nie był kurą domową, ani nic z tych rzeczy. Do pedanta też mu było daleko. Bardzo daleko, żeby była jasność.
Tak naprawdę nie wnikał w te rzeczy między bliźniaczkami. Eiv nic nie mówiła, a Gemma? Wystarczająco już mu opowiedziała, żeby mógł się we wszystkim jako tako zorientować. Wolał nie stawiać się na miejscu żadnej z dziewczyn. Nie było mu to do szczęścia potrzebne. Każdy miał problemy i nie zawsze wystarczała na nie zwykła wyliczanka jak to działo się w tej chwili. To mu wystarczyło, wiedział, że Gemma siedzi obok. Czy to dobrze? Inaczej. Może opowie mu coś więcej, bo jak widać siostry były różne od siebie. Identyczne z wyglądu, ale na tym wszystko się kończyło.
- Dzień taki, a nie inny to. Wkomponowuje się idealnie w to wnętrze, przynajmniej na obecną chwilę. - Przyznał z niewielkim uśmiechem, bo nagle okazało się, że nie jest tak źle. Wystarczyło spotkać jedną osobę i już się sprawy miały inaczej. Lepiej jak na razie, bo nie dostał od razu pytaniem którego tak bardzo nie lubił. Na które w odpowiedzi należało się uśmiechnąć i mruknąć zdawkowo kilka słów. Tak mu kiedyś ktoś powiedział i od tamtego czasu trzymał się tego bardzo uparcie. - Zawsze to brzmi lepiej niż to co z początku sobie założyłem. Zresztą ściąganie kłopotów to moja specjalność, więc może Ty mnie uchronisz przed nimi? - spytał, a później rozejrzał się jeszcze raz po miejscu w którym siedzieli, aby zobaczyć jak bardzo może się mylić i jednak mimo wszystko ściągnąć na siebie jakieś nieszczęście. Póki co wszystko wyglądało w porządku. Oby tak dalej Mars, oby tak dalej.
- A to co? - Wyciągnął rękę po zapisaną serwetkę i próbował poprzez przekrzywianie głowy w różne strony odczytać o co w tym wszystkim chodziło. Coś nie wychodziło mu za dobrze, bo zaraz rzucił jej kolejne pytające spojrzenie. Nie ma co ukrywać, że Mars nie był geniuszem i czasem trzeba było mu wiele rzeczy tłumaczyć przez długi czas. Gdyby nie osoby które często pomagały mu w nauce to musiałby powtarzać którąś klasę albo rok, ale do tego nie doszło. Widać czasem coś mu się jednak udawało.
Powrót do góry Go down


Gemma Zaharov
Gemma Zaharov

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9456-gemma-zaharov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9459-farao
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9457-da-vinci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9458-gemma-zaharov
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptySob Wrz 13 2014, 22:22

Gemma spojrzała na starania Marsa jeżeli chodzi o wygładzenie koszulki i uśmiechnęła się lekko. Wyjęła spokojnie różdżkę, po czym rzuciła na ubranie zaklęcie glisseo. Odłożyła drewienko tam, gdzie jej miejsce, czyli do torebki, aby nikt niepowołany go przypadkiem nie chwycił. Nie obchodziło ją czy ma pogniecioną bluzkę, czy podarte spodnie, czy poplamione buty. Ona sama nosiła stare, wytarte i znoszone ubrania, bo na lepsze nie było ją stać. W domu dziecka się nie przelewało, a potem dostawała pieniądze na najpotrzebniejsze rzeczy do szkoły i jedyne ubranie, jakie mogła za nie kupić to szata szkolna. Zaś stypendium naukowe przetracała na składniki do eliksirów, których nie mogła sama zebrać lub części do wynalazków, o ile uprzednio jakiś pomysł wpadł do jej główki. Ciuchy były na samym, samiuteńkim końcu jej priorytetowych wydatków. Widziała jednak, że chłopakowi przeszkadza taki stan rzeczy, dlatego chciała mu pomóc. Nie pomyślała jednak o tym, że Leighton nie zna tego czaru - raczej obstawiała, że po prostu go teraz nie pamięta. Ona je kojarzyła, bo czasem tym sposobem prostowała sobie włosy, choć trzeba przyznać, że robiła to bardzo rzadko i tylko na specjalne okazje. Nie była przecież strojnisią, zazwyczaj nawet wyglądała jak jakiś lump. No cóż, życie. Każdy ma inne potrzeby, poglądy i warunki.
Zaharov pokiwała głową, po czym sięgnęła jeszcze po swój kufel i upiła z niego kolejnych kilka łyków jabola. Odstawiła naczynie i przyjrzała się mężczyźnie ponownie.
- Aż tak źle? No to dobrze trafiłeś. Podobno poprawiam ludziom humor swoim optymizmem. W sumie to nie wiem, czy to prawda, zobaczymy. W ostateczności możemy się upić i będzie lepiej - powiedziała. Cóż, jej wadą było gadulstwo, ale o tym mógł się przekonać już na ich pierwszym spotkaniu. W każdym razie nie miała nic złego na myśli, wręcz przeciwnie. Chciała, aby Mars czuł się przy niej dobrze i swobodnie i aby broń Merlinie nie zaległa u nich krępująca cisza. Tego by chyba nie zniosła, a przynajmniej tak jej się w tamtym momencie zdawało.
Na jego kolejne słowa musiała się zaśmiać, nie było wyjścia! Choć oczywiście to nie jego wina, że jej nie znał i nie mógł wiedzieć, że kłopoty to z nią trzymają sztamę. No, dobrze, nie zawsze, ale dosyć często.
- Niestety, ale muszę cię rozczarować, ja także przyciągam kłopoty. Choćby dlatego, że lubuję się w warzeniu eliksirów i wynajdywaniu nowych rzeczy. Często mi coś wybucha, albo ma inne skutki uboczne. No i nie krępuję się testować tych rzeczy na innych, co niejednokrotnie kończyło się doprawdy różnie - opowiedziała mu KRÓTKO o swych "problemach" z byciem za pan brat z prawem. Miała jednak nadzieję, że mimo to chłopak nie pójdzie sobie? Lubiła spędzać czas z ludźmi, szczególnie z takimi, z którymi dobrze się czuła. A tak było w tym przypadku. Jakoś naturalnie jej to przyszło. I nawet nie zezłościło ją zabranie przez Leightona serwetki z zapiskami, nawet się uśmiechnęła szerzej.
- Mój pomysł na nową miksturę. Wpadła mi do głowy jak tu siedziałam. Wypisałam mniej więcej jakich składników muszę użyć, w jakiej kolejności, w jakiej temperaturze i sposób jej mieszania. Nie mam pojęcia, czy wyjdzie, czeka mnie sporo czasu na testowaniu tego, ale jestem dobrej myśli. Jeśli się uda, to będzie bardzo przyjemny eliksir, który pozwoli na przyjemne... sny na jawie - wyjaśniła skupulatnie i akurat kiedy chciała coś dodać, jakiś niezbyt czysty i trzeźwy osobnik podszedł do ich stolika. Ktoś coś mówił o zapobieganiu problemów?
Mężczyznie chyba wpadła w przekrwione oko Gemma, bo namawiał ją do zostawienia swego towarzysza (nazwanego pieszczotliwie per "frajer") i udanie się z nim w jakieś ustronne miejsce, lecz gdy ta skrupulatnie, choć kulturalnie odmawiała, facet zaczął się trochę irytować. Kolega intruza namawiał go, aby wrócił do ich stolika, lecz tamten nie zwracał na niego uwagi.
Mars może zignorować zdarzenie i liczyć na to, że ów osobnik się znudzi i sobie pójdzie lub zareagować - wedle uznania, do wyboru jeden wariant:

a) Argumentacja/kłótnia - rzut kostką:
2,3,4,5,6 - Mars wdaje się w dyskusję lub kłótnię (do wyboru) z mężczyzną, a ten ustępuje i siada do swojego stolika, grożąc Leightonowi, że się z nim policzy
1 - Mars wdaje się w dyskusję lub kłótnię (do wyboru) z mężczyzną, lecz ten staje się coraz bardziej agresywny i szturchnął Leightona w ramię
b) Bójka - rzut kostką:
2,3,4,5,6 - Mars traci cierpliwość i wstaje, po czym uderza mężczyznę z całej siły w nos. Tamten obraca głowę i czuje, jak krew mu spływa po twarzy. Kilku ludzi go przytrzymuje, jednak odgraża się Leightonowi
1 - Mars traci cierpliwość i wstaje, po czym uderza mężczyznę z całej siły w nos. Tamten obraca głowę i czuje, jak krew mu spływa po twarzy. Bez zastanowienia rzuca się na Leightona i ten także obrywa silny cios, w szczękę. Mars rzuca ponownie kostką - parzysta - oddaje facetowi cios; nieparzysta - robi zamach, lecz chybi
c) Rzucanie zaklęcia - rzut kostką:
2,3,4,5,6 - Mars traci cierpliwość i wstaje, po czym szybkim ruchem wyciąga różdżkę, którą celuje w mężczyznę. Tamten unosi ręce w geście poddania, ale ewidetnie jest wkurwiony
1 - Mars traci cierpliwość i wstaje, po czym szybkim ruchem wyciąga różdżkę, którą celuje w mężczyznę. Zanim jednak wypowiada zaklęcie, tamten wymierza mu cios w nos, a krew spływa po twarzy Leightona - czekaj na dalsze instrukcje!
Powrót do góry Go down


Mars J. Leighton
Mars J. Leighton

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9556-mars-john-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9557-czy-na-marsie-jest-woda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9559-co-sie-znow-stalo#266871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9558-mars-leighton#266865
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptySob Wrz 13 2014, 23:24

Mars też nie był z tych co przykładają dużą wagę do swojego wyglądu, dlatego często wyglądał niechlujnie, a jeżeli idzie o postawienie go w jednym szeregu z Mercury’m to przegrywał z kretesem. Jak tylko zaczął staż w MM ludzie od samego początku zastanawiali się na głos czy na pewno są oni spokrewnieni, bo jeżeli chodzi o przykładanie wagi do takich rzeczy jak ubiór Mars był daleko za bratem. Zresztą zaślepiony tym, żeby nie mieć stażu w departamencie gdzie pracował ojciec zapomniał o byłym Krukonie, więc siłą rzeczy był ciągle do niego porównywany. Na szczęście te czasu już były za nim i teraz pozostawało mu takie wygładzanie ubrań, chociaż z pewnością zapamięta zaklęcie, które rzuciła Gemma i być może przy następnej okazji, zostawi marne próby na rzecz lepszych sposobów.
- Dzięki - mruknął na tyle wyraźnie, że nie trzeba było specjalnie się wsłuchiwać w co przed chwilą powiedział. Może ktoś na jego miejscu byłby skrępowany, ale jemu to nie groziło. Zresztą sam zaczął przejmować się czymś tak mało istotnym, więc dlaczego miałby się dziwić, że przyszła mu z pomocą. Nic nadzwyczajnego w tym nie było, a już na pewno nic takiego Mars się w tym nie doszukał.
- Skoro jest jak mówisz to trafiłem idealnie, chociaż kiedy tak patrzę dookoła to widzę, że idealnie nabiera nowego znaczenia - Wiadomo było nie od dziś, że klientela w Świńskim Łbie była bardzo zróżnicowana. Od uczniów pragnących spróbować czegoś nowego po menelstwo czy podejrzany typy, które zgubiły się chyba w drodze na Nokturn albo inne równie przyjazne miejsca. I jeżeli spojrzeć na gadulstwo to paplanie Urane działało mu cholernie na nerwy tak z Gemmą było inaczej. Nie żeby od razu negatywnie się nastawiał, bo możliwe, że nigdy to nie nastąpi. Może chodziło o to, że była podobna do Eiv i patrzył nadal na nią przez pryzmat przyjaciółki. Albo o to, że nie była jego siostrą, a jak powszechnie wiadomo to rodzeństwo działa ludziom najbardziej na nerwy. Nie wiedział o co w tym wszystkim tak naprawdę chodziło, ale lubił to, że była ona rozgadana i krępująca cisza nie wkradała się do ich rozmowy.
- To wypijmy za kłopoty, oby dziś trzymały się od nas z daleka - Gdyby tylko wiedział jak los sobie po raz kolejny z niego zakpi to na pewno nie wypowiadałby takich słów na głos. Nie było nic złego w nich, ale widać wypowiedziane w złą godzinę przyciągały je podwójnie, a może chodziło o to, że dwóch pechowców w takim miejscu nie mogło prześlizgnąć się niezauważonym. Tym jeszcze będzie sobie zawracał głowie, ale jeszcze nie teraz. Bo póki co skupiał się na jej słowach i musiał przyznać, że robiło to wszystko na nim wrażenie - Masz świadomych królików doświadczalnych czy to raczej osoby z przypadku, wiesz… Teraz jak już wiem to będę na siebie uważał. Nigdy nie wiadomo jak skończę po spotkaniu z Tobą. Niby wszystko fajnie, a później nie będę mógł pozbyć się dodatkowej ręki albo przykrego zapachu, który nawet po długiej kąpieli będzie się utrzymywał - wszystko co mówił było w formie żartu i miał nadzieję, że Gemma nie poczuje się zaatakowana jego słowami. - Ale ten akurat sam chętnie przetestuje, więc jak coś to wiesz gdzie mnie szukać - opis tego eliksiru brzmiał przyjemnie i choć niewiele rozumiał z notatek, które tak skrzętnie porobiła to pozostawało mu wierzyć, że efekt końcowy będzie dokładnie taki jaki zapowiadała. Absynt powoli się kończył i machał na kelnerkę, aby przyniosła mu to samo jeszcze raz. Może i mało kulturalnie, ale miejsce w którym byli nie należało do tych wykwintnych, zresztą klientela była… Jaka była.
Samo patrzenie na tego faceta było przykre a co dopiero słuchanie go. Po cichu liczył na to, że jak Gemma odpowie mu, że nie to zrozumie. Widać przeliczył się i to bardzo. Co tylko go rozdrażniło i kiedy po raz kolejny facet nie rozumiał niewiele myśląc mu przypierdolił. Chamski sposób, ale na takich najskuteczniejszy i najwłaściwszy. Nic dziwnego, że mu się odgrażał, sam na jego miejscu zrobiłby to samo. Dobrze jednak, że ktoś się ruszył z miejsca i teraz trzymał narwanego i podpitego intruza, bo zaraz Mas skończyłby o wiele gorzej niż tamten. Co prawda machał na kelnerkę, aby przyniosła mu absynt, ale w tej chwili ostatnie czego chciał to było siedzenie tutaj nadal.
- Ja pierdole. Chodźmy stąd - szczerze wątpił czy Gemma nadal chciała tutaj zostać, zresztą i jemu jakoś nie śpieszyło się do ponownego zajmowania miejsca. Pośpiesznie uregulował rachunek za ich oboje, a później między stolikami odnalazł najszybszą drogę do wyjścia. - Miałaś rację z tymi kłopotami, chociaż eliksiry raczej Cię nie nagabują do pójścia w ustronne miejsce. Mam nadzieję, że chociaż złamałem mu ten nos.
Powrót do góry Go down


Gemma Zaharov
Gemma Zaharov

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 685
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 287
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9456-gemma-zaharov
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9459-farao
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9457-da-vinci
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9458-gemma-zaharov
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyPon Wrz 15 2014, 10:17

Zdawałoby się, że ta dwójka jest kompletnie różna. I to stwierdzenie wcale nie jest dalekie od prawdy, ale na szczęście posiadali jakieś nici podobieństwa między sobą, dzięki którym nie rzucali w siebie mięsem czy też nie omijali się szerokim łukiem. To Gemmie wystarczało, choć trzeba przyznać, że z każdą chwilą chciała więcej - najpierw, żeby chłopakowi się z nią dobrze rozmawiało, potem pojawiło się ciche pragnienie, aby może ją polubił. Cóż, doskonale wiedziała, że ludzie reagują na nią różnie - jedni się z nią dogadywali, inni zaś uważali ją za irytującą. Mimo, iż nigdy nie chciała na nikim wywrzeć złego wrażenia, często wychodziło zupełnie odwrotnie. Szczególnie, że jak zdążyła się przekonać w Hogwarcie, miała dosyć wybuchowy temperament, zdarzało jej się reagować emocjonalnie, wręcz przesadnie. Niby tyczyło się to tylko kwestii odnalezienia siostry, ale Zaharov zaczęła mieć do siebie mniej zaufania. Pomijając już oczywiście jej gadulstwo i zajawkę na tematy naukowe, które interesowały tylko nielicznych, chyba nie miała więcej powodów do obaw, choć nie da się ukryć, że te były wystarczające do tego, aby odejść zniesmaczonym. Ale dobrze, że dziewczyna zdawała sobie z tego sprawę i też się trochę hamowała!
Mołdawianka również rozejrzała się dookoła i pokiwała głową, zgadzając się z jego słowami w stu procentach. Ludzie nie wyglądali przyjemnie, jednak kiedy wchodziła do środka, uznała, że to tylko takie pierwsze wrażenie i zaraz zapomni o tej ponurej scenerii. Nie przewidziała wtedy, że na swej drodze spotka Leightona, któremu w dodatku przeszkadzałyby zaistniałe warunki. Ale cóż, życie jest pełne niespodzianek!
- Och, mogło być gorzej. Uwierz mi, że ta gospoda to szczyt ekstrawagancji jeżeli chodzi o większość miejsc w Mołdawii. W końcu to najbiedniejszy kraj Europy, próżno tam szukać czegoś wartościowego. Czarodzieje tam też nie są zbyt majętni, dlatego wiesz, nie czuję się tu jakoś szczególnie inaczej. Może jedynie towarzystwo przeraża mnie dużo bardziej - wyjaśniła, kiwając głową na poszczególnych typów w barze. Może tym wywołała późniejszą burzę? Nie zastanawiała się potem nad tym. Wolała oddać się rozmowie z Marsem, dzięki której była zadowolona. To było nawet fajniejsze niż obmyślanie eliksirów, co stwierdziła w myślach z lekkim zdziwieniem.
- Wypijmy - powiedziała, a potem zaśmiała się na jego kolejne słowa, ponownie sięgając po swój kufel. Upiła z niego kilka łyków, wciąż nie mogąc się pozbyć rozbawienia.
- Różnie bywa. Zazwyczaj grzecznie proszę o przetestowanie, ale przyznaję, że kiedy nikt się nie zgłasza, wybieram przypadkowe ofiary. Ale nie przejmuj się, ciebie oszczędzę. No, ale widzę, że chcesz być wolontariuszem, mnie to na rękę - uznała, mrugając do niego porozumiewawczo. W zasadzie fajnie byłoby wypić razem eliksir zastanawiając się, czy nie zmieni on ich życia już na zawsze, bo przecież mikstury bywają zdradzieckie. Szczególnie te nieprzetestowane.
W zasadzie nie mogła się dłużej nad tym zastanawiać, bo przyczepił się do nich jakiś oblech. Zaharov pisnęła i podskoczyła na krześle, kiedy jej towarzysz wstał i walnął tamtego kolesia. Mimo wszystko nie była przyzwyczajona do bójek i już wstawała, by rzucić jakieś zaklęcie, ale tamten facet szczęśliwie został powstrzymany przed dalszym atakiem.
- Chodźmy - potwierdziła, lekko zdenerwowana, ale nie przeszkadzało jej to wziąć kufel i wypić jego zawartość do dna, duszkiem. W końcu chcieli jak najszybciej opuścić to zafajdane miejsce.
- Powiem ci, że taka sytuacja spotkała mnie po raz pierwszy - mówiła, kiedy szli szybko na zewnątrz, idąc w tył budynku.
Niestety, żadne z nich nie zauważyło, że poszkodowany oprych poszedł za nimi. Co więcej, dogonił ich i położył dłoń na ramieniu Leightona. Ten niewiele myśląc, w ramach odruchu, uderzył go z całej siły. Efekt?

Rzut kostką:
1,3,5 - Mars uderzył mężczyznę z pięści w nos. Tamten mu oddał. Leighton poczuł spływającą krew po jego twarzy, więc zdenerwowany zamachnął się ponownie. Chybił, chcąc dosięgnąć nosa czy czegokolwiek takiego, jednak trafił w krtań, miażdząć ją i powodując, że facet upada na ziemię nieprzytomny, a po chwili umiera.
2,4,6 - Mars od razu trafia w krtań, miażdąć ją i powodując, że ulega ona zmiażdżeniu i facet upada na ziemię nieprzytomny, a po chwili umiera.
Powrót do góry Go down


Mars J. Leighton
Mars J. Leighton

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 27
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9556-mars-john-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9557-czy-na-marsie-jest-woda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9559-co-sie-znow-stalo#266871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9558-mars-leighton#266865
Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8




Gracz




Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 EmptyNie Wrz 21 2014, 21:26

Nie zastanawiał się nad tym czy swoją sympatię do Gemmy żywił ze względu na jej bliźniaczkę. Polubił ją tak zwyczajnie i takie siedzenie w pubie nad kuflem czegoś mocniejszego było miłym akcentem na koniec dnia, chociaż wchodząc tutaj miał najszczerszą ochotę zasyć się gdzieś daleko, ale to już wszyscy wiemy.
- Czyli muszę zapamiętać, żeby tam się nie pojawiać, a nawet jeśli to przygotować się na właśnie takie, a nie inne puby - rozejrzał się po wnętrzu ponownie jakby w nadziei, że właśnie wystrój zmienił się na lepszy, ale nic z tego. Gospoda pod Świńskim Łbem nadal odpychała i nie było w niej co mógł uznać za przyjemne. Poza tym co pił, ale to w było dostępne i w innych miejscach. Słuchanie jak mówiła o eliksirach było interesujące, była w jej słowach wyczuwalna pasja, która mu imponowała.
- Tylko pamiętaj chcę testować te miłe eliksiry, żadnych takich po których stracę wzrok albo coś gorszego - uprzedził jeszcze z miną wyrażającą, że chyba zbyt przedwcześnie się zgodził na to wszystko. Jednak zaraz się uśmiechnął. Bycie takim testerem musi być fajne, a to zawsze odmiana od tego co próbował do tej pory. Gemma nie pasowała mu do psychopatki, która specjalnie dla niego uwarzyłaby eliksir po którym wykręciłoby mu wnętrzności. Mógł się mylić i to trochę ryzykowne z jego strony, ale zostanie testerem brzmiało nadal kusząco.
A sądził, że jak już spotkał Gemmę i zaczął z nią rozmawiać to dzień zakończy się spokojnie. Widać jednak nic takiego nie miało nastąpić. Może i zareagował mało rozważnie, ale w takiej chwili przypierdolenie takiemu obleśnemu kolesiowi było impulsem, któremu dał się ponieść. Wychodząc ze Świńskiego Łba położył jej rękę na plecach, tylko już nie wiedział czy odruchowo, czy może chciał tym gestem pokazać, że już jest spokojnie i nie musi się obawiać tamtego kolesia. Z tego co zaobserwował wychodząc tamten siedział ze swoim kumplem i choć nadal mu się odgrażał to nie wyglądało na to, że miał się zaraz zerwać z miejsca.
- Mogę mieć tylko nadzieję, że ostatni. Ja pierdolę. Mówiłem, że ściągam kłopoty i chłonę je jak gąbka? - próbował się zaśmiać, ale jakoś mu nie wyszło. Myślał teraz tylko o tym dokąd mogą się udać i mała boczna dróżka za budynkiem gospody wydała mu się najszybsza. Zresztą czego miał się obawiać, był przekonany, że to koniec atrakcji na dziś. A o tym jak bardzo się mylił przekonał się sekundę później.
- Co jest do… - nie skończył mówić kiedy poczuł na ramieniu czyjąś dłoń i jak tylko się odwrócił i zobaczył kto za nim, a raczej już przed nim stoi ponownie przyjebał tamtemu kolesiowi, ani nim zdążył sięgnąć po różdżkę sam dostał. Mógł być bardziej przezorny i wyciągnąć magiczny patyk jak tylko wyszli na zewnątrz, bo przecież tacy kolesie łatwo nie odpuszczali. Nie chciał tego rozgrywać tego jak typowy mugol, ale jak poczuł spływającą krew nie wytrzymał. W między czasie krzyknął do Gemmy, żeby się odsunęła i poczekała na niego w najbliższym pubie. Zamachnął się ponownie i trafił go w krtań. Nie celował tam, szczerze to w ogóle nie celował nigdzie konkretnie. Chciał tylko, aby tamten się odpierdolił i dał im spokój. Widać to było za dużo. Zerknął jeszcze na Krukonkę, która go nie posłuchała i stała nadal w tym samym miejscu. Koleś leżał na ziemi i pierwszym co odruchowo zrobił to złapał ją za rękę i pociągnął do przodu - Tam za rogiem jest pub, poczekaj tam na mnie, a ja sprawdzę co z nim. Zaraz przyjdę, okej? No idź już - rękawem starł krew lejącą się z nosa, który pewnie go bolał, ale z tego wszystkiego nic nie czuł. Zajmie się tym później, a na razie puścił rękę Gemmy i wrócił do faceta, który nadal leżał w tej samej pozycji. Trącił go początkowo butem i kiedy nie było żadnej reakcji kucnął przy nim sprawdzając czy ten w ogóle oddycha - Ja pierdole, ten jebaniec nie żyje - wyciągnął jeszcze różdżkę próbując zaklęć leczniczych, które mogły się na coś zdać, ale nic z tego nie wyszło. W tej sekundzie był roztrzęsiony i nie miał pojęcia co ze sobą zrobić, a tym bardziej z ciałem, które leżało przed nim. Oddech mu momentalnie przyspieszył nie wspominając już o biciu serca, które miał wrażenie, że zaraz wyskoczy mu z klatki - Myśl Leighton, myśl do chuja.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 QzgSDG8








Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty


PisanieTemat: Re: Gospoda pod świńskim łbem   Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 Empty

Powrót do góry Go down
 

Gospoda pod świńskim łbem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 17 z 20Idź do strony : Previous  1 ... 10 ... 16, 17, 18, 19, 20  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Gospoda pod świńskim łbem - Page 17 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-