Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Podania na przedmioty niespotykane

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość


Effie Fontaine
Effie Fontaine

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4384
Dodatkowo : pół wila
  Liczba postów : 2454
http://www.czarodzieje.org/t24-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t619-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t253-effie-fontaine
http://www.czarodzieje.org/t7168-effie-fontaine#204310
Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 QzgSDG8




Administrator




Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 Empty


PisanieTemat: Podania na przedmioty niespotykane   Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 EmptySob Wrz 21 2013, 12:29

First topic message reminder :

Podania na przedmioty

W tym subforum znajdują się spisy obowiązujące na forum. Aby posiadać jeden z przedmiotów opisanych jako "wymagający podania", należy napisać krótkie opowiadanie zawierające rys, w jaki sposób nasza postać weszła w posiadanie ów rzeczy oraz jak sobie z nimi radzi i do jakich celów wykorzystuje. Wszystkie podania prosimy umieszczać w tym temacie. Prefekci na bieżąco będą czytać podania oraz umieszczać adnotacje w poście autora - czy przedmiot został wręczony, czy też całość wymaga poprawy.

Podania nie muszą być tak długie jak te na genetykę, wystarczy, że będą niczym dłuższy, rozbudowany i ciekawy post.

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Mefistofeles E. A. Nox
Mefistofeles E. A. Nox

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 185
C. szczególne : Tatuaże; kolczyki; zaostrzone kły; wilkołacze blizny; umięśniony; skórzana obroża
Galeony : 1257
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 2339
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox
Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Podania na przedmioty niespotykane   Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 EmptyPon Lis 13 2017, 15:21

Gwiazda Południa

Rodzina zawsze była dla Mefistofelesa najważniejsza. Wychowany w przekonaniu, że poza nią mało kto go zrozumie, dopiero z czasem rozszerzył swoje zdanie nie tylko na realne więzi krwi, ale i niewielkie społeczeństwo likantropów. Nox, wbrew pozorom, nigdy mocnych relacji nie uważał za coś uwłaczającego - szukał wsparcia i czerpał siłę również od innych. W swojej ignorancji niestety odpychał tych, którzy nie byli mu "bliscy".
Z kolei na zawołanie znajomego z przeszłości biegł od razu i bez zastanowienia, list z prośbą o spotkanie traktując jak świętość. Zdziwiła go propozycja baru w Hogsmeade, ale odebrał to jako ukłon w swoją stronę. Wszedł do ustalonego lokalu, od razu szukając wzrokiem znajomej sylwetki starszego mężczyzny. Jamesa Northona odnalazł przy stoliku w samym kącie, gdzie nikt nie mógł niepokoić ich zbędnymi pytaniami czy nieprzyjemnymi spojrzeniami. Mefisto z niejakim zaciekawieniem przyglądał się czarodziejowi, którego niegdyś widywał niemal codziennie. Pamiętał te przenikliwe błękitne oczy i ten blady uśmiech, nieodłącznie przyklejony do wąskich warg. Wiedział, że to do Jamesa zwracali się jego rodzice w razie kłopotów - pomagał im, jeśli tylko mógł.
- Jak się trzymasz, dzieciaku? - Zapytał Northon na powitanie, podnosząc się i przyciągając na chwilę Ślizgona. Zanim Mefisto odpowiedział i jakoś zareagował, już siedział z kuflem piwa kremowego w dłoni, słuchając opowieści o niezwykłej podróży i poznanych grupach wilkołaków. Nox siedział cierpliwie, czekając aż przejdą do sedna sprawy. Niewiele osób z jego codziennego otoczenia wiedziało o tym ogromnym zaangażowaniu w pomaganiu ludziom obdarzonym likantropią. Dbał o rodzinę.
- Mefisto, nic więcej nie mogę zrobić. Przykro mi - oznajmił po dłuższej chwili, w końcu nawiązując do tematu skazanego na Azkaban Asmoday'a Noxa. Dwudziestolatek nie widział Jamesa od wydania wyroku, ale wiedział o jego próbach pomocy i niesamowicie to doceniał. Sam nie mógł wiele zdziałać. Pozostawało już chyba tylko pogodzić się z myślą, że ojciec wcale prędko do niego nie wróci...
- Próbowałeś - mruknął, w formie lichego usprawiedliwienia. Denerwowała go bezsilność i nie potrafił pojąć tego braku sprawiedliwości. Tęsknił za ojcem, a przebywanie z Jamesem tylko to uczucie potęgowało.
- Znalazłem coś w moim domu, co przechowywałem dla Asmo, bo... bo tak było bezpieczniej. Tak sobie myślę, że powinno trafić w twoje ręce - dodał jeszcze mężczyzna, podając Mefistofelesowi niewielkie drewniane pudełko. Ślizgon przyjął przedmiot, ale wieczka nie uchyl, powstrzymując ciekawość. Teraz istotna była rozmowa z czarodziejem, którego poniekąd postrzegał jak drugiego ojca.
Pudełko otworzył wieczorem, w dormitorium Slytherinu, gdy tylko znalazł trochę ciszy i spokoju w bezpiecznym odosobnieniu. Z niemal zawstydzającym namaszczeniem wyjął zdjęcie rodzinne, stary list z Hogwartu i przełamaną różdżkę o drewnie i rdzeniu takim samym jak tej Mefistofelesa. Najbardziej chłopaka zainteresowała jednak mała kryształowa broszka, którą od razu rozpoznał.
Pamiętał, że ojciec nosił ją rzadko, ale mówił o niej jak o największym skarbie i prawdziwym talizmanie na szczęście. Gdy ją zakładał, ludzie zachowywali się inaczej i wszystko szło po myśli Asmoday'a. Pozostałe drobiazgi wróciły do pudełka, ale broszka odnalazła miejsce tuż przy sercu Noxa, jako rodzinna pamiątka z niesamowitą otoczką sentymentu i wspomnień.
Nie mógł wiedzieć, że broszka jest zaklęta i pochodzi z domu rodzinnego Asmoday'a. Ojciec nigdy nie opowiadał mu co działo się przed tym, jak rodzice go wyrzucili - nie wspomniał zatem, że tuż przed odejściem ukradł rodzinny artefakt przekazywany z pokolenia na pokolenie. Mefistofeles nie miał pojęcia, że jego ojciec sam musiał dojść do magicznych właściwości i dlatego nosił broszkę tak rzadko, poniekąd obawiając się potęgi przedmiotu. Kiedy Ślizgon przypiął ją po raz pierwszy dalej nie przemknęło mu przez myśl, że ta ozdoba wcale nie symbolizuje szczęścia, a prędzej przynosi zgubę. Ponoć historia lubi zataczać koło... tak więc po raz drugi młody Nox zdany został sam na siebie, bezwiednie złączony z obiektem okrytym potężnym czarem.


Mefisto dopiero teraz otrzymał broszkę i nie zna jej właściwości, ale z pewnością na fabule stopniowo to wszystko rozgryzie :D

Przedmiot przyznany

______________________


Thanks for making me a fighter.



Ostatnio zmieniony przez Mefistofeles E. A. Nox dnia Sob Cze 16 2018, 23:54, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down


Aurora Therrathiel
Aurora Therrathiel

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 170
C. szczególne : Znamię w kształcie listka na barku, tęczówki zlewające się ze źrenicami
Galeony : 350
Dodatkowo : Oklumencja
  Liczba postów : 755
http://www.czarodzieje.org/t15543-aurora-therrathiel#417307
http://www.czarodzieje.org/t15572-relacje-aurory
http://www.czarodzieje.org/t15571-necessitas#418867
http://www.czarodzieje.org/t15522-aurora-hestia-therrathiel#416768
Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 QzgSDG8




Moderator




Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Podania na przedmioty niespotykane   Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 EmptyNie Gru 17 2017, 00:01

Ostrze Karona

Theseus Therrathiél ze względu na swój trudny charakter i stu procentowe oddanie rodzinie nie miał zbyt wielu przyjaciół – nawet swoich najbliższych współpracowników nie darzył całkowitym zaufaniem, a jedynym wyjątkiem od tej reguły był Lewis Swire. Theseus i Lewis znali się jeszcze z Hogwartu, gdzie niemalże od pierwszego dnia zostali najlepszymi przyjaciółmi – łączyło ich nie tylko pochodzenie, ale też zamiłowanie do czarodziejskich artefaktów, które spowodowało, że po skończeniu studiów Swire zaczął współpracować z rodzinnym biznesem Therrathiélów jako rzeczoznawca. Mijały lata, a więź, mimo wrodzonego chłodu obydwu mężczyzn, wciąż pozostawała silna tak jak gdyby byli oni braćmi. Lewis był jedyną osobą spoza rodziny, którą Theseus darzył jakimkolwiek przywiązaniem. Niestety ich branża wiązała się ze sporym ryzykiem zawodowym, które doprowadziło do tego, że Lewis zginął w bardzo tajemniczych okolicznościach.

W związku ze swoją dość szemraną pracą Swire był posiadaczem wielu bardzo cennych i rzadkich artefaktów, a za największą perłę swojej kolekcji uważał Ostrze Karona – niezwykle rzadki sztylet, który miał właściwość pochłaniania bólu ofiary i przekazywania go następnej. Zdobycie tak niespotykanego przedmiotu zajęło mu wiele miesięcy. Lewis nie miał żony, ani dzieci, więc niemalże cały majątek zapisał swojemu najbliższemu przyjacielowi, w testamencie zaznaczył jednak, że jego najcenniejszy skarb ma trafić w ręce jego ukochanej chrześniaczki – Aurory Therrathiél, gdy ta dorośnie. Do tego czasu miał on pozostać w rękach Theseusa.

Od śmierci Lewisa minęły lata – chociaż rodzinny biznes wciąż doskonale funkcjonował, sytuacja było o wiele stabilniejsza, przez co Theseus prowadził znacznie bezpieczniejszy i wygodniejszy żywot starając się jednocześnie dbać o to, żeby profil jego działalności nie wpływał zbytnio na losy rodziny.

Do czasu.

Tamtego wieczoru większość rodziny wybrała się na uroczysty bankiet – jedynie Aurora została w domu, gdyż nie czuła się najlepiej. Przez cały czas trwania balu Theseusa dręczyły bardzo złe przeczucia – w końcu zdecydował się wrócić do domu by upewnić się, że u córki wszystko w porządku. To co zastał na miejscu wywołało trwogę nawet w jego zlodowaciałym sercu – jego córka wiła się w męczarniach pod wpływem klątwy rzuconej przez jej narzeczonego – Edmunda Cavanagha.  Mężczyźnie udało się zbiec z miejsca zdarzenia, lecz Theseus poprzysiągł zemstę – chociaż był człowiekiem zimnym i surowym, rodzina była dla niego najwyższą wartością, a cierpienie jego ukochanej latorośli było dla niego najgorszym co w życiu mogło go spotkać. Nie zamierzał jednak brudzić sobie rąk – mimo powiązań z czarnomagicznym półświatkiem bezustannie (i swoją drogą – bardzo skutecznie) dbał o nienaganną opinię rodu. Jak każda osoba z tego kręgu miał jednak swoich ludzi, którzy zajmowali się czarną robotą. Otrzymali od Theseusa Ostrze Karona, którego mieli zgodnie z jego zaleceniem użyć pod koniec zabiegu.

Nikt nigdy więcej nie widział Edmunda Cavanagha – nawet sam Therrathiél nigdy nie zapytał swoich ludzi co dokładnie zrobili z chłopakiem, wiedział jednak, że ich okrucieństwo nie znało granic. Jedyne co go interesowało to fakt, że cierpienie jego córki zostało odkupione, a chcąc dalej kontynuować swą zemstę sprawił, że zarówno rodzina, jak i znajomi Edmunda byli przekonani iż uciekł on z domu wraz z dziewczyną mugolskiego pochodzenia - potęga plotki nie znała granic. Tym samym doprowadził do ośmieszenia zamordowanego mężczyzny oraz całego rodu Cavanaghów, który z dnia na dzień stracił swoją pozycję.

Na następne urodziny Theseus Therrathiél z miną niezdradzającą żadnych emocji podarował córce to samo Ostrze Karona, zastrzegając jej, że może go użyć tylko i wyłącznie w razie wielkiego zagrożenia życia. Dziewczyna wiedziała, że przedmiot ma dość silny potencjał czarnomagiczny, a na dodatek jest darem od jej dawno zmarłego ojca chrzestnego, nie dowiedziała się jednak nigdy co tak naprawdę podarował jej ojciec. Tylko on wiedział, że istotą prezentu nie był elegancko zdobiony sztylet umieszczony w bogato zdobionej szkatule, ani nawet pamiątka po zmarłym ojcu chrzestnym, ale coś o wiele bardziej mrocznego.

Zazwyczaj rodzice kupują swoim córkom na urodziny miotły, księgi, biżuterię albo jakieś urocze zwierzątka – Therrathrielowie nie byli jednak zwykłą rodziną. Zamiast uroczych drobiazgów Theseus podarował swojej córce ból Edmunda zamknięty w kawałku pięknie zdobionego metalu.

Akceptuję, pamiętaj jednak o tym, że jest to przedmiot czarnomagiczny o potężnym działaniu i jego wykorzystanie w fabule będzie pod stałym nadzorem. Przedmiot zostanie przydzielony do kuferka po otrzymaniu rangi!
Powrót do góry Go down


Ezra T. Clarke
Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1328
  Liczba postów : 2145
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Podania na przedmioty niespotykane   Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 EmptyCzw Maj 31 2018, 17:33

Glob zaginionych

Podanie ma formę wątku, ponieważ zależało mi, aby Ezra otrzymał glob od Ruth. Mam nadzieję, że nie jest to zbyt duże naruszenie formy I love you

Akceptuję, przedmiot przyznany!

______________________

I can't help it, I don't know how

I guess I'll always be hanging
round with the wrong crowd
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 476
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 506
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Podania na przedmioty niespotykane   Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 EmptyCzw Kwi 25 2019, 22:08

Pióro tajemnic
[lipiec 2018 roku]

Zawód przemytnika, jakkolwiek dochodowy, był również niezwykle czasochłonny i wymagający. Liczne podróże, niekiedy powtarzane kilkukrotnie przez wzgląd na żmudne poszukiwania konkretnego artefaktu potrafiły człowieka nieźle zmęczyć, przez co z czasem Leonel zaczął wykorzystywać skrzętnie budowaną przez ostatnie miesiące siatkę kontaktów. W końcu zawsze wygodnie było wysłużyć się jakimś pośrednikiem, szczególnie kiedy ten winny był mu akurat jakąś przysługę. Podobnie było i tym razem z niejakim Cestmirem Dvorakiem, czeskim czarodziejem, któremu niegdyś młody Fleming uratował na Śmiertelnym Nokturnie życie. Był to starszy już czarodziej, niekwestionowany znawca magicznych przedmiotów, który jednak z uwagi na sędziwy wiek nie radził sobie w pojedynkach tak dobrze jak za dawnych lat. Choć od dłuższego już czasu zarzekał się, że pora udać się na zasłużoną emeryturę, kiedy tylko usłyszał o kolejnym ciekawym artefakcie, który prawdopodobnie znajdował się na terenie jego kraju, nie potrafił odmówić.
Był późny wieczór, kiedy Leonel aportował się na jednej z praskich uliczek. Wokoło było niezwykle cicho i tylko gdzieniegdzie można było dostrzec udających się gdzieś w pośpiechu czarodziejów. Rozejrzał się raz jeszcze, by nie wzbudzić podejrzeń, a następnie uderzył różdżką w stojący obok, kamienny mur, który otworzył przed nim przejście na przestronne podwórze. Na samym jego końcu znajdowała się niewielka, zakamuflowana przed lwią częścią magicznego świata chatka. Chłopak przekroczył próg i od wejścia ujrzał postać Cestmira, którego mina sugerowała, że po raz pierwszy coś poszło nie tak.
- Gdzie amulet? – Fleming nie zamierzał tracić czasu na zbędne powitania i uprzejmości, szczególnie kiedy w powietrzu czuć było wręcz ten smród niekomfortowej dla obu czarodziejów atmosfery. Mimo swych obaw co do zdobycia przez Dvoraka upragnionego przez niego przedmiotu, wyłożył na stół płócienny woreczek z umówioną wcześniej sumą galeonów.
- Panie Fleming, jakoś się dogadamy. Może byłby pan zainteresowany Świecą Mroku…? To bardzo potężny, czarnomagiczny artefakt. – Starzec próbował ze wszystkich sił skierować temat na wygodne dla niego tory, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie przekona do siebie młodzieńca czymś, co można było zakupić praktycznie w każdym zakątku świata. Nie, Leonelowi zależało na wyjątkowych przedmiotach, jedynych w swoim rodzaju. Takich, dla których klienci gotowi byli nawet zabić. Zresztą… nie tylko oni. Fleming rad był z tego, że jego pośrednik tak skutecznie skrywa się przed innymi. Byli tutaj zupełnie sami. Wystarczyła chwila, nim wyciągnął różdżkę, mierząc w pierś tego, który najpewniej żałował, że jednak nie zdecydował się przejść na emeryturę.
- Wiesz po co przyszedłem, więc lepiej wymyśl coś lepszego. – Syknął wściekły, mając świadomość tego, że jeśli nie zdobędzie amuletu, on sam także będzie musiał uporać się z niezadowolonym klientem. A nie byli to ludzie pokroju dzieciaków w Zonku, które płakały nad tym, że zabrakło dla nich wrzeszczących kalendarzy. Obserwował więc uważnie reakcję Cestmira, ale kiedy widział, że starzec nadal próbuje się bezsensownie tłumaczyć, musiał załatwić to inaczej.
- Sectumse… - Nie dokończył inkantacji zaklęcia, kiedy skrywający się za stołem dziadzina uniósł do góry ręce i w błagalnym geście zaproponował mu inne rozwiązanie tej „niedogodnej dla ich obu sytuacji”. Mógł to zakończyć, ale postanowił, że go wysłucha, skoro i tak zdążył pokazać już, że nie jest dzisiejszego dnia skory do żartów. Nadal jednak trzymał różdżkę tak, by nie dać się w żaden sposób o wiele bardziej doświadczonemu, ale wiekowemu, czarodziejowi zaskoczyć. Patrzył jak ten sięga po swoją różdżkę, na co się wzdrygnął, choć kiedy facet pokazał mu na szufladę, Leonel pozwolił mu działać. Nadal był przecież na wygranej pozycji, nie sądził więc, by jego towarzysz był na tyle nieroztropny i próbował ataku. Nie pomylił się, bo Dvorak wykorzystał swój magiczny badyl wyłącznie do tego, by otworzyć jakiś skomplikowany zamek w jednej z szuflad. Po chwili przyniósł do stołu niewielkie pudełko i położył przed Flemingiem, który z różdżką w dłoni, spoglądał na niego wyczekującym wzrokiem.
- Ah, tak… - Mruknął starzec, który wyglądał teraz, jak gdyby modlił się do leżącego przed nim przedmiotu. Najpewniej szkoda było mu się z nim rozstać, ale jeśli chciał ratować samego siebie, nie miał innego wyjścia. – To powinno pana zainteresować. Mam je od lat, choć nie sądzę, by było mi już potrzebne. – Kontynuował swój wywód, otwierając przy tym pudełko i odwijając cienką irchę, która ukazała ich oczom pióro. Niczym nie różniące się od innych, choć Leonel miał świadomość tego, że wiele potężnych artefaktów samym wyglądem przypominało zwykłe przedmioty, które każdy czarodziej mógł ujrzeć w przypadkowej witrynie.
- Co to? – Ton Fleminga brzmiał nadal oschle, choć wydawało się, że był on i tak bardziej przychylny swemu rozmówcy niżeli jeszcze parę minut temu. Zaintrygował go po prostu przedmiot, który miał swoje miejsce w tak skrzętnie zabezpieczonej szufladzie.
- Pióro tajemnic. Cenne, niezwykle cenne. – Otaczał pudełko rękoma, jednak nawet go nie dotykał. Zachowywał się zupełnie tak, jak gdyby żegnał się ze swoją jedyną ukochaną, ale to tylko wzmagało zainteresowanie Leonela. – Zmusza każdego, kto weźmie je do ręki, do zdradzenia największych sekretów. – Mężczyzna wyjaśnił pokrótce działanie artefaktu, ale Fleming nie zamierzał wierzyć na słowo. Pokazał skinieniem głowy na różdżkę, a następnie uniósł ją ponaglająco, przekazując tym samym Dvorakowi, by zaprezentował mu istotę przedmiotu w praktyce. Starzec kręcił ze zrezygnowaniem łepetyną, jakby jeszcze wierzył w to, że jego oprawca zmieni zdanie, ale kiedy zdał sobie sprawę z tego, że wybiera pomiędzy przejściem na drugą stronę, a wypróbowaniem własnoręcznie Pióra tajemnic, odsunął jeszcze bardziej płat wyprawionej skóry i ujął w dłoń swe przekleństwo. Przed oczami brytyjskiego czarodzieja rozegrała się niezwykle ciekawa scena. Dziadyga w pośpiechu wyciągnął z pobliskiego regału kawałek pergaminu, który po chwili został splamiony jego krwią. Minęło może parę sekund, kiedy mężczyzna odrzucił artefakt na stół. Leonel zaś przyjrzał się bliżej jego dziełu, odczytując w myślach wypisane szkarłatem słowa: „to ja zamordowałem Ivanę Kolovrat”. Mimo innego nazwiska Fleming kojarzył tę postać, która podobno była tragicznie zmarłą żoną gospodarza tego przybytku. Szczerze powiedziawszy, ich koligacje rodzinne nie były jednak dla niego najistotniejsze.
- Niech będzie. – Mruknął nieco łagodniej, nie przyznając ani słowem, że taka transakcja pasuje mu nawet bardziej niż wymiana galeonów za amulet. Trudno, straci jednego klienta, ale na takie cacko nie trafia się w życiu dwa razy. Wskazał Cestmirowi, by ten zapakował artefakt z powrotem do pudełka, a następnie zabrał je ze stołu, udając się w kierunku wyjścia. Z czystej przezorności nie opuszczał różdżki, choć prawdę mówiąc, nie sądził, by Dvorak w obecnym stanie był mu w stanie zagrozić.

Pióro tajemnic do dzisiaj znajduje się w posiadaniu Leonela Fleminga, który jednak zdając sobie sprawę z potężnej czarnomagiczności przedmiotu, używa go niezwykle rzadko. Nosi je jednak przy sobie, jako że znalazł dla niego wspaniały użytek – w sposób podobny do czeskiego czarodzieja traktuje bowiem kontrahentów, których podejrzewa o nieuczciwość względem jego osoby. Zwykle stara się zdawać na własną intuicję, choć ci, którzy poznali w jego obecności moc artefaktu najpewniej rozsiali już plotki o tym, że z Flemingiem nie warto zadzierać, co zresztą w przemytniczym półświatku jest być może nawet i bardziej istotne niż sama możliwość zastosowania przeciw innemu czarodziejowi Pióra tajemnic.


Uzdrawiający pierścień Hannibala
[marzec 2019 roku]

Od wielu lat miewał dziwny, powtarzający się sen – wszystko wokoło płonęło w ogniu Szatańskiej Pożogi. Początkowo wybudzał się w nocy zlany potem, ale z czasem przywykł już do tej wizji na tyle, że potrafił i spać do samego rana. Nie był do końca pewien czy ten sen cokolwiek oznacza, czy może jest jakimś proroctwem, a on sam posiadł dar przewidywania przyszłości? W świecie czarodziejów wszystko było możliwe, choć sam Leonel nigdy wcześniej nie przejawiał talentu w zakresie wróżbiarstwa. Zresztą samą tę nocną marę próbował odczytywać na różne sposoby i nie przyniosło to żadnego rezultatu, więc ostatecznie uznał ją za swą niewytłumaczalną przypadłość i przestał się nią dłużej przejmować.
- Leonel? – Tym razem jednak z objęć Morfeusza wyrwał go głos wuja. Fleming zwlókł się leniwie z łóżka i nałożył na siebie pierwszą lepszą szatę, udając się do salonu. Aidan nalał im już dwie szklanki Ognistej, a na stole przed nimi położył srebrzysty pierścień, którego Leo nigdy wcześniej na oczy nie widział.
- Twój ojciec kazał ci go przekazać w razie… no wiesz, gdyby staruszek kopnął w kalendarz. – Wuj starał mu się wyjaśnić cel ich rozmowy, ale słowa docierały jeszcze do ospałego czarodzieja z niemałym opóźnieniem. – Powinienem to zrobić już dawno temu, ale przyznam szczerze, że trudno mi się było z nim rozstać. To uzdrawiający pierścień Hannibala. Leczy nawet najcięższe rany, a prawdopodobnie wzmacnia również efekt zaklęć uzdrowicielskich czarodzieja, który go nosi. Albo może to ja przez lata stałem się lepszy. – Dodał zaraz, wspominając jakąś historię ze swoich podróży, na której młodszy z Flemingów o mało co znowu nie przysnął. Powoli jednak zaczął przetrawiać przekazane mu przez towarzysza informacje.
- Nie sądzę, by mój ojciec zostawił mi nawet złamanego galeona, a nawet jeśli, ta jego raszpla i tak wywiozłaby wszystko do Francji. – Rzucił w końcu z niedowierzaniem, bo tak jak pamiętał swoje relacje z ojcem, które można by nazwać korzystnym dla obu porozumieniem, niepodszytym niemalże żadnymi emocjami, tak po prostu miał wrażenie, że wuj wciska mu jakieś bzdury. Poza tym był święcie przekonany, że nawet gdyby Christian Fleming pozostawił mu coś po sobie, Elizabeth nie dopuściłaby do tego, by kiedykolwiek wszedł w posiadanie ojcowskiej spuścizny. O ile bowiem z samym Chrisem łączyły go chłodne, acz w miarę pozytywne stosunki, tak jego przybrana matka nienawidziła go z całego serca.
- Oj, Leo… co do twojej matuli mógłbym się zgodzić, gdyby nie to, że nie miała ona pojęcia o istnieniu pierścienia Hannibala. Nawet twój ojciec rzadko go używał. – Westchnął ciężko, kręcąc przy tym ze zrezygnowaniem głową. – Jesteś dla niego zbyt surowy. Kochał cię, nawet jeśli nie potrafił tego do końca okazać. – Aidan widział reakcję swojego bratanka, która łączyła w sobie nutę rozbawienia, zażenowania, ale i złości. W pewnym sensie rozumiał, dlaczego młodszy z rodu czuje się w ten sposób; z tego względu, że po części była to również i jego wina.
- Rozumiem. Chyba jesteś już wystarczająco dużym chłopcem, byś poznał prawdę. – Rzucił dopiero po dłuższej chwili zastanowienia, sięgając po swoją różdżkę. Pokazał przy tym Leonelowi, by tym razem odpuścił sobie obronę, po czym szepnął stanowcze „legilimens”. Dzisiejszego dnia nie zamierzał jednak błądzić w jego wspomnieniach, a raczej przypomnieć mu to, co zostało mu niegdyś zabrane.

[przepustka przed Świętami Bożego narodzenia w VII klasie Leonela]

Fleming czuł się niemalże tak, jak gdyby został dopiero co wybudzony ze snu, co właściwie nie było kłamstwem. Tyle że nie znajdował się wcale w mieszkaniu swojego wuja, a w jakimś opuszczonym domostwie, którego nijak nie był w stanie skojarzyć. Rozejrzał się dookoła i zobaczył Aidana, jeszcze bez wyraźnych oznak siwizny, a także… młodszego siebie i swojego zmarłego ojca. Po drugiej stronie pomieszczenia stał nieznajomy mężczyzna. To było… niepokojące. Nie miał pojęcia co się dzieje, dopóki on sam z przeszłości się nie odezwał. Teraz, bardziej doświadczony przez życie przypuszczał, że jego sobowtór zrobił największą głupotę w swoim życiu. Pyskował do faceta odzianego w czarną szatę, krzycząc coś o tym, że „oszukuje jego rodzinę”, a zaraz po tym wyciągnął swoją różdżkę, wygrażając przeciwnikowi. Ten był jednak znacznie szybszy. Z koniuszka jego różdżki wypłynęła fala ognia i gdyby nie nagła interwencja Christiana, po jego synu nie pozostałoby nic poza popiołem. Tak, ojciec Leonela rzucił się na niego, odpychając go na bezpieczną odległość. O ile w ogóle można było mówić o bezpiecznej odległości w pomieszczeniu, po którym rozprzestrzeniały się gorące języki Szatańskiej Pożogi. Aidan ciskał jeszcze zaklęciami wraz z autorem tej tragedii, w końcu odrzucając faceta na ścianę. Nie zamierzał zmarnować tej okazji i podnosząc najmłodszego z Flemingów za fraki z podłogi, wyciągnął go na zewnątrz budynku.

[powrót do marca 2019 roku]

Kiedy otworzył oczy, znów był w salonie. Kompletnie roztrzęsiony, niczym dziecko, któremu odebrano właśnie czekoladową żabę. Nadal chyba nie mógł uwierzyć, że to co zobaczył, mogło być prawdą. Ojciec zginął przez niego? Poświęcił się, żeby on mógł żyć? To wszystko tak bardzo nie trzymało się kupy, a jednak… wiedział, że to prawda. Znał Aidana i domyślał się nawet dlaczego ten rozsypał wtedy jego wspomnienie w pył. Rodowy znawca zaklęć, mistrz wydobywania i usuwania pamięci, można by rzec wirtuoz swej własnej, cisowej różdżki – po prostu chciał go chronić.
- Mówiłeś, że ojciec zginął w pojedynku na Nokturnie. – Odezwał się z nieskrywaną w głosie pretensją, kiedy wreszcie zdołał dojść do siebie. Teraz dopiero zrozumiał także swoje sny, których genezy przez lata nie mógł nijak pojąć. Dopóki jego wspomnienie było martwe, również nocne mary nie miały sensu, ale w tym momencie nabrały one znaczenia. Był wściekły na wuja, nawet jeśli miał świadomość tego, że działał on wyłącznie dla jego dobra. Pewnie wyszedłby w tej chwili, gdyby nie to, że przypomniało mu się coś istotnego.
- Skoro ten pierścień Hannibala leczy rany, dlaczego ojciec nie miał go wtedy na sobie? Przeżyłby. – Nie potrafił zrozumieć jak można posiadać tak silny artefakt i w ogóle nie korzystać z jego mocy. Szczególnie nie potrafił tego zrozumieć teraz, kiedy walczył z myślami, zastanawiając się czy jego relacja z ojcem w końcu rozwinęłaby się do takiego kształtu, o jakim zawsze marzył. Nie mógł się chyba także pogodzić z tym, że jego rodzic zginął de facto nie przez brak pierścienia, a przez niego i jego nierozważne, szczeniackie zachowanie.
- Twój ojciec był w kwestii takich przedmiotów raczej dość sceptyczny, a poza tym zbyt pyszny i próżny. Uważał, że siła czarodzieja tkwi w nim samym, a nie przywiedzionych na pole bitwy artefaktach. – Zdecydowanie nie było to satysfakcjonujące wyjaśnienie. – Poza tym, akurat w tym przypadku pierścień na niewiele by się zdał. Myślę jednak, że w przeciwieństwie do ojca, znajdziesz dla niego wykorzystanie. Szczególnie w swoim fachu. – Kontynuował ze skrzywioną miną, bo i dla niego ta rozmowa nie była łatwa. Domyślał się, że jego bratanek może mu nie darować, ale nie mógł dłużej trzymać tej historii w sekrecie przed nim. Leonel na razie jednak zapomniał jak bardzogo nienawidzi, a zamiast tego głęboko się nad czymś zastanawiał. No tak, ognia Szatańskiej Pożogi nie wytrzymałoby nawet coś tak potężnego jak ta błyskotka.
- To jak to dokładnie działa? – Odezwał się w końcu z przekąsem, ale rozsądek podpowiadał mu, że nawet jeśli nie chce patrzeć na siedzącego po drugiej stronie stołu człowieka, tak warto by było jednak dowiedzieć się czegoś więcej o swej własności.
- To wiedział chyba tylko sam Hannibal… pierścień ma wyjątkowe właściwości uzdrawiające, ale nie powinieneś pokładać nadziei wyłącznie w jego sile. Czarna magia często wykracza bowiem poza jego potężną moc. – Aidan podniósł szklankę, przez chwilę myśląc o tym czy nie wnieść toastu. Sam zdał sobie jednak sprawę z tego, że byłaby to beznadziejna próba ratunku, więc zamiast tego upił łyka gorzkiego trunku, przygotowując się na najgorsze. Chyba znał swojego bratanka zbyt dobrze.
- Nie wierzę, że ukrywałeś przede mną prawdę. – Leonel wysyczał w końcu, niczym wąż, zabierając pierścień ze stołu i chowając go do kieszeni swojej szaty. – I że przez tyle lat używałeś w sekrecie czegoś, co od dawna należy do mnie. – Ten komentarz był niewątpliwie niepotrzebny i przede wszystkim niesprawiedliwy, rzucony w gniewie, którego w późniejszych dniach Fleming cholernie żałował. Wuj dał mu bowiem dom, nauczył go sztuki oklumencji, a nawet patrząc rozsądnie na te przeklęte wspomnienia, należało stwierdzić, że zawsze dbał o jego dobro. Tak czy inaczej słowo „przepraszam” niewiele by tutaj zmieniło, a po tym spotkaniu więzy ich relacji uległy pewnemu rozluźnieniu. Po czasie zaczęli znów się widywać, ale obaj mieli chyba nieodparte wrażenie, że coś się popsuło i nie do końca daje się to już naprawić. Aidan nie zdawał sobie przy tym sprawy z tego, że obdarował czarodzieja, który już od jakiegoś czasu posługiwał się podobnie silnym artefaktem – Piórem tajemnic. Dwa tak potężne artefakty skupione w ręku jednej osoby? Mogło to wzbudzać pewne obawy, choć sam młody Fleming starał się korzystać z nich rozważnie, mając świadomość tego jak ogromną kryją w sobie moc.

[historia uzyskania artefaktu przez ród Flemingów]

Niektórzy mogliby się zastanawiać nad tym, skąd w ogóle Uzdrawiający Pierścień Hannibala znalazł się w posiadaniu rodu Flemingów. Historia sięgała tak daleko wstecz, że ani wuj Leonela, ani tym bardziej młodszy od niego ojciec chłopaka, nie znali jej szczegółów. Wszystko zaczęło się pod koniec lipca 1914 roku, kiedy w mugolskim świecie rozgorzały pierwsze konflikty zbrojne będące częścią trwającego przez kolejne cztery lata koszmaru. Wybuch wojny wstrząsnął również światem czarodziejów, a niektórzy z nich postanowili skorzystać na wszechobecnym zamieszaniu. Wiadomość o włamaniu do Magicznego Muzeum w pobliżu miejscowości Liège obiegło cały świat i uświadomiło czarodziejskiej społeczności, że trzeba się mieć na baczności. Dekadencka atmosfera ze świata mugolskiego przeniknęła dalej, a i świat czarodziejski zmagał się z coraz większą liczbą kradzieży, jak i nielegalnego zastosowania czarnej magii. W belgijskim ministerstwie brakowało rąk do pracy, toteż departament właściwy do spraw współpracy międzynarodowej wystosował odezwę o pomoc do brytyjskich kolegów po fachu. Naprędce zorganizowano duet zdolnych aurorów, do którego należał prapradziadek Leonela, Anthony Fleming i jego ówczesny kamrat – Percival Blanchard. Mężczyźni udali się do Belgii z pomocą wytworzonego przez ministerstwa świstoklika, gdzie otrzymali informację, iż miejscowi czarodzieje zdołali ustalić tożsamość sprawcy, ale nie są w stanie go zlokalizować. Opisany im został również skradziony przedmiot: złoty pierścień zdolny uleczyć nawet czarodzieja znajdującego się na skraju śmierci.
Poszukiwania trwały niemal cały miesiąc, ale wreszcie Anthony i Percival trafili na trop, który doprowadził ich do niejakiego Matthiasa Clèmenta, potężnego czarnoksiężnika ukrywającego się w niewielkim miasteczku przy granicy Belgii z Luksemburgiem. Ten nie zamierzał jednak oddać swej zdobyczy bez walki i gdyby nie fakt, że aurorzy stanęli do pojedynku we dwóch na jednego, prawdopodobnie nikt by go nie schwytał. Był to bowiem ktoś o nieprzeciętnych wręcz zdolnościach, zresztą komu udaje się w pojedynkę włamać do chronionego wieloma zaklęciami budynku muzeum? Trójka czarodziejów ciskała w siebie zaklęciami przez dobrą godzinę, aż wreszcie Clèment opadł z sił i wyzionął ducha. Jak zginął, skoro chronił go pierścień? Cóż, Anthony nie przebierał w środkach i ostatecznie zdecydował się na użycie czarnomagicznego zaklęcia, którego skutkom nie mógł się przeciwstawić nawet tak silny artefakt.
Wydawałoby się, że ich misja zakończyła się spektakularnym sukcesem, ale nic bardziej mylnego. Pazerność zwyciężyła bowiem nad rozsądkiem, a Fleming zamordował swego towarzysza, celowo używając do tego różdżki zmarłego czarnoksiężnika. Percival był wystarczająco wyczerpany pojedynkiem z nim, by nie stawiać większego oporu. Był tak samo łatwym celem jak Uzdrawiający Pierścień Hannibala, którego Anthony nie mógł sobie odmówić.
Mężczyzna zdawał sobie sprawę z tego, że nie będzie mu łatwo zmierzyć się z potencjalnymi podejrzeniami zarówno ze strony belgijskiego, jak i brytyjskiego Ministerstwa Magii, mimo że wyjaśnił wszystkim, iż artefakt nie został u Matthiasa odnaleziony. Z tego względu od razu ukrył pierścień w grobowcu położonym w rodowej willi, zmieniając jego wygląd tak, by nie dało się go, przynajmniej na pierwszy rzut oka, rozpoznać. Przemalował obrączkę na srebrzysty kolor, wysadzając ją przy tym maleńkimi kawałkami onyksu. Prawdopodobnie tak daleko idące środki ostrożności nie były potrzebne, zważywszy na to, że nikt nie szukał podobnych przedmiotów w dębowej trumnie z pozostałościami przodka Flemingów żyjącego na przełomie XV i XVI wieku.
O wiele bardziej niebezpieczne było przesłuchanie przeprowadzone przez Ministerstwo Magii. Podczas pierwszego z nich Anthony ledwie zdołał uchronić swój umysł przed niezwykkle zręcznym legilimentą. Nie spodziewał się, że ktokolwiek zastosuje tak drastyczne środki wobec aurora, ale jak widać, pierścień Hannibala był na tyle istotny, że zapomniano o zaufaniu do swych pobratymców. Mężczyzna miał świadomość tego, że któregoś razu oklumencja może go zawieść, a niewykluczone było również to, że podczas kolejnego z przesłuchań zostanie na nim zastosowane veritaserum. Sam także zdecydował się więc na skrajny krok i wymazał sobie samemu wszystkie wspomnienia związane z artefaktem. W ten sposób sam zapomniał o jego istnieniu, ale przynajmniej odniósł moralne zwycięstwo i nie zwrócił go do rąk belgijskiego Ministerstwa Magii. Nim użył zaklęcia Obliviate, miał wiele wątpliwości, ale starał się wierzyć w to, że któregoś dnia on lub ktoś z rodziny odnajdzie zaklęty przedmiot.
Miał rację, chociaż nie wydarzyło się to za jego życia. Pierścień został odnaleziony dwadzieścia lat później przez jego syna – Thomasa Fleminga – podczas pożaru, który wybuchł w rodowym grobowcu. Kilka trumien spłonęło na popiół, ale ogień nie wyrządził żadnej szkody potężnemu artefaktowi. Thomas nie miał pojęcia do czego służy błyskotka, ale coś podpowiadało mu, że powinien ją zachować. O jej magicznych właściwościach przekonał się dopiero kilka miesięcy później, podczas czarodziejskiego pojedynku z bratem, kiedy to odniesione przez niego rany samoistnie zaczęły się zasklepiać. Od tego czasu pierścień został w rodzinie, przechodząc w spadku ze zmarłego Thomasa na brata, potem zaś na jego syna Christiana, a ostatecznie wpadł on w ręce Aidana i Leonela. Członkowie rodu, mimo iż niewiele wiedzą o pochodzeniu pierścienia, dokładają wszelkich starań, by o tak potężnym artefakcie dowiedziało się jak najmniej osób. W końcu coś tak wartościowego kusi potencjalnych złodziei. Przekonało się już o tym belgijskie ministerstwo magii, które po latach bezowocnych poszukiwań ostatecznie umorzyło śledztwo, godząc się z bolesną stratą.


Pierwszy przedmiot akceptuję - pamiętaj jednak, że jest to artefakt silnie czarnomagiczny, więc w przypadku nadużywania jego właściwości można zostać Ci on odebrany. W drugim wypadku mam trochę wątpliwości - gdybyś składał podanie na jeden przedmiot to może przymknęłabym oko, jednak należy pamiętać, że pierścień Hannibala jest wyjątkowo rzadkim artefaktem. Opowieść skupia się na sytuacji rodzinnej Leonela, zaś sama wzmianka o znalezieniu się u niego przedmiotu jest dość uboga. Myślę, że poszerzenie opisu o wytłumaczenie skąd artefakt wziął się u ojca byłoby w tej historii bardzo potrzebne

Dopisane wyjaśnienie jak pierścień znalazł się w rodzie Flemingów. Na końcu jako odrębna część, bo redakcyjnie byłoby je już trudno połączyć z resztą. Poza tym ani Aidan ani Leonel nie znają historii uzyskania artefaktu.

Akceptuję I love you
Powrót do góry Go down


Dina Harlow
Dina Harlow

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 164
C. szczególne : brak
Galeony : 189
Dodatkowo : Pół wila
  Liczba postów : 358
http://www.czarodzieje.org/t17491-claudine-harlow#491028
http://www.czarodzieje.org/t17496-dina-harlow#491254
http://www.czarodzieje.org/t17497-pumpkin#491256
http://www.czarodzieje.org/t17493-dina-harlow#491062
Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 QzgSDG8




Gracz




Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Podania na przedmioty niespotykane   Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 EmptyNie Lis 10 2019, 21:42

Gwiazda południa

Przełom października i listopada wcale nie był jej ulubionym momentem w roku. W odróżnieniu od większości swoich koleżanek nie cieszyła się z urodzin z kilku względów, z czego głównym było to, że nie mogła ich spędzać w domu. Mające lata były nieuniknionym markerem starzenia się, a oczywistym było jakie Dina miała mniemanie o swojej osobie, urodzie i generalnej prezencji - choć od dwudziestki do zmarszczek to jeszcze szmat czasu, wydarzenia ostatnich dni zaczynały ją przekonywać, że dorobi się ich znacznie wcześniej niż mogła to planować, tak samo jak siwizny na głowie na styl ciotki Eve.
Od czasu otrzymania informacji o pogarszającym się stanie zdrowia ojca i odnalezieniu Constantine przesiadywała głównie w szpitalu świętego Munga albo szukała w szkolnych murach zakamarków w których można się schować przed wszystkim. Wbrew podejrzeniom rzadko było to odosobnienie, bo choć Dina szukała ukrycia, to chciała się ukryć przed sobą samą, przed swoimi myślami i majaczącą w oddali niczym upiorna fatamorgana na czarnej pustyni rozpaczą, czającą się nieubłaganie, lśniącą na tle nieba swoim aksamitnym całunem ciemności.
Niewielka sówka w kolorze dojrzałej pomarańczy wylądowała na parapecie sowiarni przeciskając się pomiędzy znacznie większymi płomykówkami gładzącymi piórka w przeciągu. Do nóżki przywiązany miała list i niewielką sakiewkę, które wystawiła pohukując z pretensją na co Harlow jedynie przewróciła oczami. Odwiązała korespondencję od nogi zwierzęcia i westchnęła z obawą kolejnego listu ze szpitala.
list:
 
Pomimo towarzystwa dziesiątek, jak nie setki sów wydających przedziwne dźwięki i czyniących absolutny rozgardiasz w przesiąkniętej smrodem odchodów sowiarni, jaką Harlow obrała sobie dziś za swoją pieczarę samotności - nie słyszała nic. Pustka w głowie  trzeszcząca cisza ciągnąca po niebie złowrogo tę żałobę, którą próbowała tyle czasu utrzymać na granicy świadomości. Wpatrywała się w pergamin zapisany schludnym pismem swojej starszej, nieżyjącej już siostry. Wpatrywała się w zakręcone ogonki igreków i pękate brzuszki literek pe, be, de. Obraz był z sekundy na sekundę bardziej rozmazany, a ona, choć gorliwie mrugała, nie umiała nic na to poradzić. Łzy jak taktyczni żołnierze wystąpili na krawędź okopu jakim była jej dolna powieka, wypatrując w odległości nieprzyjaciela na którego mogliby spaść hordą słonych kropel. Wrogiem okazał się ściskany w rękach list i osłonięte ciepłym materiałem spodni kolana, kiedy dziewczyna ukucnęła w milczeniu w kącie pomieszczenia, jakby skulenie się w sobie mogło pomóc cokolwiek na to kiełkujące boleśnie w piersi poczucie straty.
Jasne palce, trzęsąc się jak u paralityka, z trudem rozwiązały saszetkę z której na jej podołek wypadła kryształowa broszka w kształcie gwiazdy. Przedmiot wydawał się być ciepły w palcach, migotał w nikłym świetle wpadającym do sowiarni przez wąskie szczeliny okien.
Drobiazg.
Zamknęła broszkę w palcach i zasłoniła dłońmi oczy wstydząc się, okrutnie wstydząc się wszystkiego co kiedykolwiek powiedziała, wszystkiego co zrobiła, każdej jednej przepełnionej nienawiścią myśli skierowanej w stronę Konstantyny. Pewnych rzeczy nie da się odwrócić, słów odwołać, czynów cofnąć. Ludzie jednak rozpływają się niespodziewanie, zostawiając po sobie niejasne ślady, jak te odciśnięte przez ramiona broszki zaciśniętej w jej drobnej pięści.

Akceptuję!
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 QzgSDG8








Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 Empty


PisanieTemat: Re: Podania na przedmioty niespotykane   Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 Empty

Powrót do góry Go down
 

Podania na przedmioty niespotykane

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Podania na przedmioty niespotykane - Page 2 MGJ6B65 :: 
ksiegowosc
-