Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Dach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Lille
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 312
Dodatkowo : legimilencja & oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 302
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6535-gabriel-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6536-show-off#183243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6537-moxie#183261




Gracz






PisanieTemat: Dach   Sob Wrz 07 2013, 21:23

First topic message reminder :


Dach
Na dach można wejść poprzez właz znajdujący się na najwyższym piętrze szpitala. Dach jest bardzo dużej przestrzeni i płaski, co sprawia, że można na nim wygodnie stać bez obawy upadku z bardzo dużej wysokości. Z ów dachu rozprzestrzenia się widok na niemalże cały Londyn, co zapiera dech w piersiach zwłaszcza nocą, gdy gwiazdy zdają się być tuż na wyciągnięcie ręki.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9556-mars-john-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9557-czy-na-marsie-jest-woda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9559-co-sie-znow-stalo#266871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9558-mars-leighton#266865




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Nie Wrz 14 2014, 09:08

Tak naprawdę nie pamiętał ile ze sobą byli i w ogóle dlaczego wplątał się w związek. Ciągnęło go do niej, to fakt niepodważalny. Ale dlaczego zaraz miał się dać ograniczać? Widać nażarł się wtedy swoich babeczek z peruwiańskim zielem. Bo wszyscy wiedzieć powinni, że seks bez zobowiązań był najlepszy. A uczucie nieokreślone żadnymi słowami jest silniejsze i o wiele ciekawsze niż od tego, które zamknęło się w kilku wyrazach. Może właśnie dlatego im nie wyszło, ale nikt nigdy do nikogo nie miał o to pretensji, bo przecież nie zniknęli ze swojego życia na zawsze, a jedynie poruszali się po innej płaszczyźnie. Zdecydowanie innej, ale to nie oznacza, że gorszej. Przyjacielskiej, cokolwiek by to nie znaczyło i jakkolwiek znów nie ograniczało. Po prostu tak się czasem działo i niepotrzebne były żadne żale, które miały odbijać się echem na ich relacji. A może powinny być, aby w końcu przestać dawać się ograniczać. Pozostawić sobie furtkę do czegoś o wiele lepszego.
- Co zjebać? Dlaczego masz zaraz coś pieprzyć. To bez sensu. Ograniczać się tylko dlatego, bo… No właśnie bo co? Widać lepiej Ci tutaj, gwiazdy już za daleko - Nie patrzył teraz na to wszystko w kategoriach zjebania ich relacji. Tylko przesunięcia granic, które w pewnym momencie same wyrosły ograniczając wszystko. Czegoś co oboje chcą, a taka chwila zapomnienia nie może być zła. W imię dawnych czasów i tych które mają dopiero nadejść. Co mogło się między nimi zmienić? Nic, a już na pewno nie z takiego powodu. Nie zamierzali nikogo skrzywdzić, a już na pewno nie siebie nawzajem. To wszystko miało być odskocznią, bez obietnic bez pokrycia i szeptania przesłodzonych słówek. - I co u niego? - Spytał bez większego zainteresowania całą historią, jeżeli chciała to sama mu powie, jeżeli nie to oszczędzi jego uszy od słuchania o tym wszystkim.
Siedzenie na krawędzi dachu na pewno nie było niczym rozsądnym, ale za nic nie mógł sobie tego odmówić. Szczególnie, że za każdym razem jak był wysoko wszystko w dole robiło na nim większe wrażenie niż był to sobie w stanie wyobrazić z dołu. Nie ważne ile razy siedział w tym samym miejscu górującym nad innym.
- Nawet jeżeli nie, to powinnaś się do nich zaliczać. Gdzieś na początku tej listy bym Cię umieścił - Nie odwrócił spojrzenia od jej przeszywającego wzroku. Nie do końca rozumiał to spojrzenie, ale chyba nie starał się za bardzo to zrobić. Po prostu przyciągnął ją do siebie i pocałował. Powoli, ale językiem rozchylał jej usta, aby wtargnąć do środka i złączyć je w szaleńczym tańcu. Dłonie niemal od razu wsunął pod sukienkę, aby poczuć, że jest prawdziwa i siedzi tutaj obok niego. Oddech mógł się kończyć, ale nie potrzebował łapać głębokiego tchu, jeszcze nie teraz, bo w sumie od dawna chciał przypomnieć sobie jak smakowały jej usta, a już najbardziej jak ona cała. Może i nie powinien tego robić, ale niektóre rzeczy były od niego silniejsze. Zawsze będzie mógł zrzucić wszystko na stan swojego umysły, który po alkoholu był już lekko przy mroczony. Smakował jej zachłanniej i pewniej niż chwilę wcześniej. Smakowała tak jak zapamiętał, a może nawet i lepiej.
A jeżeli to wszystko nie oni zepsuli. Może paraliżowało ich ograniczenia się, określenie się mocnym słowem było czymś co zjebało wszystko. Trzeba było pozwolić chwili trwać, a nie za wszelką cenę łapać ją albo próbować dogonić. Teraz to się wydawało takie proste.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Pon Wrz 15 2014, 20:09

Wyznawali podobne zasady. Ona sama nie rozumiała jak mogła z taką łatwością dać się uwieść, wplątać w związek, a finalnie pozwolić na to, że się rozstali. Możliwe, że taka była kolej rzeczy, ale czy w tym momencie jest sens wracać do czegoś, co właściwie jest przeszłością? Nie. Trzeba żyć tym, co jest teraz. Tym, co przynosi chwila obecna, bo przecież jest tak bardzo ulotna, a my możemy wpaść w kolejny natłok dziwnych myśli, bądź zdarzeń. Nie jest to, nieco idiotyczne bądź głupie? Wszystko zależy od punktu patrzenia. Uczucia. To piękne słowo, które zawiera w sobie kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt pomniejszych, a co za tym Idzie, możemy ze spokojem stwierdzić, że ich to nie dotyczyło. To była prawdopodobna przyczyna rozpadu związku, bo przecież ile człowiek może żyć w niepewności, prawda? Pomimo, ze być może sobie ufali, to nie było to na tyle silne, by otwarcie mówić iż do siebie należą. Nie byli zabawkami, przedmiotami, ani niczym co można ubezwłasnowolnić. Możliwe, że to stanowiło swoistego rodzaju przeszkodę, ale właściwie… Jebać to.
-Mars… Miałeś mnie pilnować żebym nie odpierdalała jaj. Nie chcę tracić tej przyjaźni, a seks wszystko spieprzy. Kręcisz mnie, ale to było, tak…? – Mówiła, wlepiając w niego to swoje przenikliwe spojrzenie, które mogło zmrozić krew w żyłach. Jej głos był lekki, nieco przepity. Wracała do wspomnień, które właściwie nie powinny mieć miejsca, a mimo to brnęła po niebezpiecznym gruncie, który mógł osunąć się pod jej stopami w najmniej spodziewanym momencie. Po prostu, tak by może było lepiej. Gdyby spadła na ziemię, a potem rozsypała się na milion kawałeczków, których nikt już nie poskłada tak jak magicznych puzzli. To było dużo lepsze, a przynajmniej w momencie kiedy była pijana, takie jej się wydawało. Zagryzła lekko dolną wargę, bo na kolejne słowa Leightona serce zaczęło przyspieszać nieznacznie rytmu. Nie chciała tego, a mimo to wszystko zakręciło się w zupełnie inny sposób niż wcześniej planowała. Nie umiała tego racjonalnie wytłumaczyć, ale wargi chłopaka, które wpijały się w jej delikatną skórę nadawały jakiegoś dzikiego tempa. Początkowo nawet poddała się temu, ale przecież to nie tak miał wyglądać. To się mało nigdy nie wydarzyć, a przynajmniej nie w tym momencie. Ułożyła więc dłoń na jego wargach, gdy tylko na moment się odsunęła. Oparła się o niego czołem, a zaraz potem zmarszczyła brwi, jakby to co zrobili, było złe.
-Nie… Tak nie wolno. Wróciłam. Chciałabym odzyskać Noela. Mars… Jesteśmy przyjaciółmi. Tak… Po prostu… Nie. – Nie była przekonana do niczego co mówiła, bo przecież dopiero kolejne wydarzenia uświadomią ją w tym, że powinna słuchać przede wszystkim głosu zdrowego rozsądku, a jak wiadomo tego u niej brakowało. Przełknęła głośniej ślinę, a gdy tylko podsunęła się na dłoniach w głąb dachu, zataczając lekko stanęła na równych nogach. Spojrzała jeszcze przez ułamek sekundy na Leightona, by zaraz potem podejść do kitla, na którym siedziała, zabrać go pospiesznie i uciec. To był ten moment, w którym Eiv walczyła sama ze sobą. Ze swoimi głębszymi pragnieniami. Może to nawet moment, w którym zdała sobie sprawę z tego, że ślizgon, którego wspominała jest kimś więcej, niż tylko nieproszonym gościem w jej przeszłości? Nie miała pojęcia. Wiedziała tylko jedno, że spotkanie z nim będzie absurdalnie dziwne. Dopiero co poznał jej sekrety, a teraz chciała go po prostu mieć przy sobie, jak gdyby nigdy nic. I gdyby tylko wiedziała, że spotkanie jest dużo bliższe niż mogłoby się jej wydawać.
No dalej Eiv. Wróć do domu. Za dwa dni dostaniesz list, by spotkać się z Payne’m przy jeziorze. Mówiłaś, że chcesz. Dlaczego patrzysz na Marsa jak kretynka?
-Przepraszam… – I tyle było ją słychać i widać. Nigdy więcej nie będzie korzystać z alkoholu, a przynajmniej nie, gdy powietrze przyjemnie otula jej twarz. To bezsensowne. Zagryzła dolną wargę, a po chwili zbiegała po schodach w dół, przecież… Nie będzie jej gonił, prawda?

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29821
  Liczba postów : 45915
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Dach   Nie Paź 26 2014, 09:27

List napisany przez profesora Withmana niesamowicie Cię zaskoczył. Myślałeś, że ostatnie Twoje wypracowanie poszło Ci powyżej oczekiwań, a tym czasem nie masz nawet na zaliczenie. Zerknąłeś na zegarek i zobaczyłeś, że do spotkania nie pozostało Ci wiele czasu. Stawiasz się w Szpitalu Świętego Munga. Tłum chorych ciągle kaszle i kicha. Podchodzisz do recepcjonistki i jąkając się, próbujesz powiedzieć, że wcale nie potrzebujesz lekarza ani tym bardziej psychiatry, tylko jesteś umówiony ze szkolnym nauczycielem profesorem Withmanem. Dopiero kiedy wymieniasz konkretne nazwisko, recepcjonistka mówi Ci jak masz dojść na sam dach. Otrzymujesz również kartkę ze znajomym już pismem nauczyciela. Tam napisane jest, że aby poprawić swoją ocenę musisz zapalić na dachu wszystkie pochodnie. Jednak to nie jest takie proste zadanie. Każda pochodnia powinna palić się innym kolorem i wszystkie powinny stworzyć tęczę. Za pomocą windy jedziesz na sam dach. Gdy drzwi się rozsuwają, Twoje ciało otula ciemność. Przygotuj lepiej różdżkę!
Informacje ogólne:
=>Jeśli posiadasz ponad 25 pkt(czyli od 26 punktów) z Zaklęć oraz OPCM  przysługuje Ci dodatkowy rzut kostką i za ważną uznawana jest dla bardziej korzystna dla Twojej postaci.
=> Jeśli nie wykonałeś poprawnie zadania, możesz rzucić kostką dopiero na następny dzień (chyba że patrz podpunkt 2)
=> Nieważna jest kolejność osób, które napiszą w tym temacie, jak to było w poprzednich zadaniach.
=> Proszę o nieoszukiwanie w kostkach, przypominam, iż to tylko zabawa
Kostki:
Spoiler:
 
Kod do posta
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1304
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7393-katniss-johnson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7396-niezrozumiana-przez-nikogo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7406-tutaj-katniss-johnson-zostaw-wiadomosc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7405-katniss-johnson




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Nie Paź 26 2014, 20:48

Ale że jak to? Niezaliczenie wypracowania? Tego, nad którym ślęczała godzinę w bibliotece, szukając dodatkowych ciekawostek, które miały wzbudzić uznanie u czytającego je profesora Withmana? Niemożliwe, to musiała być jakaś pomyłka. Kiedy tylko Katniss dostała sowę, stwierdziła, że profesor się pomylił. Jej wypracowanie było przecież naprawdę dobre!
Mimo nieopuszczających dziewczyny wątpliwości, postanowiła ona udać się do Szpitala Świętego Munga o określonej porze. To było dość dziwne, nawet jak na jej nauczyciela. Poprawa i uzgodnienie oceny poza szkołą? Jeszcze Hogsmeade mogłaby zrozumieć... ale szpital?
Kiedy dziewczyna podeszła do recepcjonistki, aby spytać o nauczyciela, ta spojrzała na nią jak na wariatkę. Katniss nie poczytała jej tego za złe - w tym miejscu aż roiło się od magicznych świrów. Na nic zdawały się tłumaczenia, że jest tu, by poprawić ocenę, recepcjonistka zdawała się jej nie zauważać. Dopiero na dźwięk nazwisko profesora Withmana drgnęła i podała dziewczynie kartkę, jednocześnie informując ją, jak ma dojść na dach.
-Zapalić pochodnie na jakimś starym dachu tak, żeby świeciły się jak tęcza? Czy jemu naprawdę się nudzi? - Dziewczyna szybko przebiegła wzrokiem karteluszkę. NAPRAWDĘ PO TO DOCIERAŁA AŻ TUTAJ? Nie można było zrobić tego w szkole? Nieco zirytowana udała się na dach według wskazówek recepcjonistki, która odprowadziła dziewczynę chłodnym spojrzeniem.
Kiedy Katniss wysiadła z windy, nie zobaczyła nic. Wszechogarniająca ciemność zmusiła ją do natychmiastowego wyciągnięcia różdżki i wymruczenia "Lumos". Rozejrzała się, podnosząc wyżej różdżkę i dostrzegła pierwszą pochodnię. Fioletowy, indygo, niebieski, zielony, żółty, pomarańczowy, czerwony. Tak dla przypomnienia, Johnson. Gryfonka podejrzewała jakiś podstęp, dlatego niezmiernie zdziwiła się, gdy już za pierwszym machnięciem różdżką pochodnia zapłonęła na fioletowo, oświetlając resztę, którą musiała jeszcze podpalić. Szybko zajęła się pozostałymi, idąc dalej do końca pomieszczenia. W rogu zauważyła niewielkie drzwi, które po zapaleniu ostatniej pochodni otworzyły się, jakby zachęcając do wejścia. W dziewczynie zaczęły rodzić się wątpliwości, ale... profesor Withman chyba nie zrobiłby nic złego, prawda? Z tą myślą przekroczyła próg.

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 30
Wyrzucona kostka: 2
Link do losowania *klik*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1508
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1382
http://www.czarodzieje.org/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://www.czarodzieje.org/t7534-kat-russeau
http://www.czarodzieje.org/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://www.czarodzieje.org/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Czw Paź 30 2014, 14:36

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 22
Wyrzucona kostka: 6, potem nieparzysta 5 potem 4 i na koniec 6 i parzysta
Link do losowania *klik*

Katherine zdziwiła się gdy dostała list od profesora Withmana, że ma się dość szybko zjawić o godzinie 12 w szpitalu Świętego Munga i to jeszcze na samym jego dachu. To było dziwne, sądziła że nie będzie musiała w najbliższym czasie udawać się poza szkołę. Była przeziębiona i chyba miała gorączkę ale mimo wszystko nie spodobało jej się to, że praktycznie swojej pracy z transmutacji nie zaliczyła i musi ją koniecznie poprawić. Udała się do samego Londynu i opatulona apaszką w ciepłej kurtce i z zaczerwienionym od kataru nosem pojawiła się w Szpitalu. Od razu skierowała swe kroki do recepcji.
-Dzień dobry. Ja do profesora Withmana. Jesteśmy umówieni- wyjaśniła, a gdy ta spojrzała się na nią dziwnie, szybko dodała- nie, nie jestem chora. To znaczy jestem, ale nie na tyle by się zgłaszać do was- stwierdziła, po czym ponownie powtórzyła imię i nazwisko profesora. Niekumata recepcjonistka w końcu zajarzyła o co chodzi. Podała jej jakąś karteczkę złożoną na pół i wyjaśniła drogę na dach. Po drodze we wskazane miejsce Katherine przeczytała karteczkę na której rozpoznała charakterystyczne dla profesora od transmutacji pismo. Kichnęła przy tym dwa razy smarkając nos w chusteczkę. Nie czuła się na siłach by w takim stanie przystępować do jakiegokolwiek zadania. Jednakże mus to mus.
-panno Katherine Russeau, aby poprawić swoją ocenę musisz zapalić na dachu wszystkie pochodnie. Jednak to nie jest takie proste zadanie. Każda pochodnia powinna palić się innym kolorem i wszystkie powinny stworzyć tęczę...- przeczytała po czym zatrzymała się na moment bo właśnie dotarła do drzwi windy. Wjechała na górę i przekroczyła próg drzwi na dach. Za pierwszym razem podpaliła coś nie tak, ale w porę udało jej się ugasić pożar. Gdy już ochłonęła to za drugim razem pomieszały jej się kolory. Fioletowy był, ale niebieski był już obok czerwonego, nie to nie tak miało wyglądać. Za trzecim razem znowu nastąpiło podpalenie, ale tym razem samej siebie i profesor musiał wkroczyć do akcji. Przeklinając i rzucając się trafiła na Izbę Przyjeć kilka pięter niżej i niestety ale musiała się pożegnać z dalszą częścią zadania .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Czw Paź 30 2014, 22:15

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 22
   Wyrzucona kostka: 1
   Link do losowania *klik*

Ale jak to? Isolde nie zaliczyła? To musiał być jakiś kiepski dowcip, przecież ślęczała nad tym wypracowaniem tyle czasu, korzystając z różnych źródeł, każdą informację sprawdzając pięć razy i cyzelując każde zdanie. Była dumna ze swojej pracy, oczekiwała jakichś szalonych pochwał, więc list z informacją, że nie zaliczyła, zupełnie zbił ją z tropu. Jej urażona ambicja sprawiła, że miała ochotę natychmiast odpisać, że to z pewnością jakaś pomyłka, ale chyba jednak lepiej załatwić to osobiście. Dlatego też udała się do Szpitala Świętego Munga. No cóż, znała to miejsce na wylot i recepcjonistka nie wydawała się zaskoczona jej obecnością, raczej faktem, że nie szukała matki, tylko profesora Withmana. Ale zaraz uśmiechnęła się lekko i wskazała jej drogę na dach - zupełnie zresztą niepotrzebnie, bo Is bardzo dobrze wiedziała, gdzie to jest. Po raz pierwszy zabrał ją tam Zachariasz, oczywiście w tajemnicy przed jej matką, która na pewno byłaby przerażona faktem, że jej dziecko znajduje się na tak niebezpiecznej wysokości. Gdyby spadła, nawet najbardziej doświadczony uzdrowiciel by jej nie pomógł.
W dłoni ściskała kartkę zapisaną znajomym pismem nauczyciela, którą wręczyła jej recepcjonistka. Zapalić pochodnie tak, by płonęły różnobarwnym płomieniem? To nie powinno być zbyt trudne, choć już rozumiała, że wcale nie miała poprawiać swojego wypracowania, a stawić czoła kolejnemu zadaniu ze Sfinksa. Gdy otworzyły się drzwi windy, Isolde zanurzyła się w ciemności. Dość szybko udało jej się zapalić fioletową pochodnię, a potem poszło jak z płatka. W chwili, gdy wszystkie zapłonęły kolorami tęczy, przed Is otworzyły się drzwi. Nie pozostawało nic innego, jak tylko wejść do środka, co zrobiła, czując lekkie mrowienie w palcach, jak zawsze, gdy była podekscytowana.

z/t tutaj, idę do pokoju
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Pią Paź 31 2014, 20:57

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 26pkt
Wyrzucona kostka: 4/1 (jednego dnia)
Link do losowania *klik*

Święty Mung od incydentu w wakacje wcale nie kojarzył jej się dobrze. Skrzywiła się na samą myśl o tym, że należy się tam zjawić. Nie miała jednak większego wyboru. Czy tego chciała czy nie, ważyła się jej ocena z transmutacji. A na tym akurat powinno jej zależeć. Nie szczędząc sobie słów krytyki i możliwości do wyżycia się na kilku osobach po drodze, zjawiła się ostatecznie na miejscu, zakładając ręce na piersi. Oparła się biodrem o ladę recepcjonistki, czekając na swoje miejsce w kolejce. W końcu wypchała się do przodu i zaczęła rozmowę, wcinając się komuś w pół słowa. Zająknęła się tylko dlatego, ze kobieta ją uciszyła. Uciszyła! Czaicie to? D’Angelo, która była tu chyba jedyną zdrową przy zmysłach. Dziewczyna niezadowolona wykłóciła się dopiero o swoje informacje, rozeźlona ruszając na dach, wykonać zadanie, które nie mogło być przecież ciężkie, nie? Nie powinno. A było. Choć wcale by się do tego nie przyznała. Mimo wszystko to poszło jej bez zarzutu. Whitman niech się wypcha. To znaczyło, że powinna wrócić teraz do domu? Miała wrażenie, ze ta noc się jeszcze nie skończyła. Coś chyba jeszcze się stanie. Bo przecież tak to u niej bywało, ze jak coś jej się zwalało na łeb to wszystko. Zresztą ostatnio bezustannie. Takie fatum. Ktoś coś wspominał o tym, ze niedługo Halloween? Ona cały rok przebierała się za feralną, fatalną postać — siebie. Good luck, D’Angelo.

zt > Bezpieczny Pokój
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Monako
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : animag (irbis)
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9833-arlette-blake
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9839-arlette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9837-arlette-blake




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Sob Lis 01 2014, 20:11

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 15
Wyrzucona kostka: 1
Link do losowania *klik*

Zawaliła pracę z transmutacji? Bo nie była kompletna? Chwila, chwila. Czy ona w ogóle pisała pracę z jakiegokolwiek przedmiotu w ciągu ostatnich kilku tygodni? Nie przypominała sobie. Ale postanowiła, że przyjdzie, to pewnie kolejny wymysł anglików, którzy na każdym kroku zadziwiali ją coraz bardziej. Podchodząc do recepcji nie wiedziała właściwie o co pytać. Wreszcie podała nazwisko i dostała kartkę oraz szczegóły jak dojść na dach. Zapalić pochodnie, w kolorach tęczy? Co to miało do rzeczy? Mimo to wsiadła do windy - swoją drogą nie przepadała za windami - a kiedy tylko drzwi się otworzyły, zrobiło się nieprzyjemnie ciemno, dlatego też koniec jej różdżki zaczął świecić, za pomocą zaklęcia Lumos. Mogłaby wyczarować większe źródło światła, ale przecież nie było potrzeby. Po chwili odnalazła pochodnię koloru fioletowego, zaraz po niej całą resztę. Trzeba było tylko zapamiętać kolory tęczy. Jak leciał ten wierszyk o żabie? Zresztą nie ważne. Przypomniała sobie odpowiednią kombinację i drzwi stanęły przed nią otworem. Bez zbędnego marnowania czasu Arlette ruszyła przed siebie.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Wto Lis 04 2014, 01:11

Powrót ze Szwecji nie należał do specjalnie przyjemnych. Ze względów bezpieczeństwa, Rasheed musiał zupełnie odpuścić sobie teleportację i lot na miotle, a podróż mugolskimi sposobami niespecjalnie przypadła mu do gustu. Jednakże jeśli nie ma się tego co się lubi to się lubi co się ma i siłą rzeczy chłopak pierwszy raz w życiu leciał samolotem. Spróbujcie wyobrazić sobie jego zdziwienie podczas lotu, nic już nie mówiąc o tym, którego doznał gdy wrócił do szkoły i zastał tam list o jakiejś pracy z transmutacji. Zmordowany i zdecydowanie zmaltretowany przez życie, wybrał się do Munga niemalże natychmiast, zupełnie pozbawiony cierpliwości aby użerać się z recepcjonistką, nic już nie mówiąc o jakichśtam świecach czy tym bardziej pochodniach. Wjechał jednak windą na górę i oto rozpoczęła się katorga. Oczywiście miał wystarczająco dużo szczęścia, aby zupełnie zawalić zadanie i jeszcze się zapalić. No gratulacje Sharker, wsadzić Cię do samolotu i już główka nie wie gdzie góra, a gdzie dół. Withman spektakularnie oblał go wodą, a mimo, że nie doznał żadnej większej krzywdy, głównie dzięki bohaterskiemu doskokowi profesora, nie mógł brać udziału w dalszej części zadania, niemalże siłą zaciągnięty na izbę przyjęć. Wszystkie „nie trzeba” i „mogę już iść?” sprawiły że tylko spędził tam ze dwa razy więcej czasu niżby musiał, gdyby siedział spokojnie, ale gdy wreszcie go uwolniono był po prostu wściekły. Nie tylko na siebie, ale i na cały świat, więc lepiej byłoby schodzić mu w najbliższym czasie z drogi.

[zt]

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 57
Wyrzucona kostka: 3, 6 i parzysta
Link do losowania *klik*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2215
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 970
http://www.czarodzieje.org/t7262-julia-heikkonen
http://www.czarodzieje.org/t7263-julia-heikkonen
http://www.czarodzieje.org/t7264-julia-heikkonen
http://www.czarodzieje.org/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Pią Lis 21 2014, 16:47

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 20
Wyrzucona kostka: 2
Link do losowania *klik*

W zasadzie to nie wiedziała o co może chodzić w momencie kiedy dostała list od profesora Withmana. Faktycznie jakiś czas temu była na lekcji transmutacji i mieli do napisania referat ale myślała że wszystko z nim w porządku szczególnie jeśli przez tyle czasu nie było co do tego żadnych uwag. To wszystko zdawało się dziwnie podejrzane jednak nie chcąc mieć problemów z nauczycielami postanowiła przyjść we wskazane miejsce. Przybyła do Munga przed czasem i przez chwilę zastanawiała się jak tu się dostać na dach, po chwili postanowiła zapytać recepcjonistkę która na początku była zdziwiona takim zapytaniem jednak potem jakby zrozumiała o co się rozchodzi. Została skierowana we właściwe miejsce (i nie był to psychiatryk,wow) a przy okazji dostała kartkę z poleceniem jak może poprawić ocenę. Zapalić pochodnie? No czemu nie, a tak w ogóle to po co? Niestety nie było komu zadać tego pytania tak czy inaczej się tym zajęła. Jako pierwszą zapaliła fioletową pochodnię, później kolejne a przy ostatniej udało jej się zauważyć tajemnicze drzwi do bliżej nieokreślonego pokoju. No co? Przecież nie  mogła znać rozkładu pomieszczeń w szpitalu mimo tego że już tu bywała przy okazji różnych urazów a wtedy raczej nie robiła sobie wycieczek szpitaloznawczych. Płomienie pochodni stworzyły tęczę a wtedy drzwi się otworzyły, oczywiście weszła do środka.

z/t > do pokoju
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Bath, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 149
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9869-sarah-neris
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9872-sarh-szuka-kolegow-i-kolezanek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9874-z-checia-popisze-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9871-sarah-neris




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Pią Lis 21 2014, 22:10

Sarah stała przed wejściem na dach. Denerwowała się, to było dziwne. Wydawał jej się, ze poszło jej dobrze z tym wypracowaniem. No, ale skoro nie...
Zdenerwowała ją też ta głupia sekretarka na dole. No, ale skoro już tu była, postanowiła się uspokoić. To było za nią, teraz musi się skupić na zadaniu przed nią. Jak na Sfinksie. Da radę, jest dobra.
Znów poszło jej niespodziewanie łatwo. Prawie od razu znalazła pierwszą latarnię i zapaliła ją. Rozbłysła fioletowym światłem.
Reszta okazała się prawie dziecinnie prosta.
Dobra, to gdzie teraz?




Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 15
Wyrzucona kostka: 2
Link do losowania [url=]*klik*[/url]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Sro Lut 18 2015, 20:26

Echo od początku wiedziała, że coś jest nie halo z tym listem od Withmana. Po pierwsze, zawsze dbała o jakość swoich wypracowań i oddawała je w stanie, w którym wyglądały zadowalająco, a nad ostatnim z transmutacji spędziła tyle czasu, że kompletnie jej się nie wyobrażało, aby były tam znaczące błędy. Nie mogła pominąć najważniejszych informacji. Co najwyżej ktoś majstrował perfidnie przy tym eseju, ale była też inna kwestia - jaki normalny profesor ciągnąłby ucznia na dach świętego Munga, aby porozmawiać o wypracowaniu? Nie Withman. Nawet Blythe był na tyle ogarnięty, żeby załatwiać takie sprawy w Hogwarcie. Lyons domyśliła się więc, że to konspira - albo Sfinks, albo ktoś chce ją porządnie wrobić. Kiedy podała recepcjonistce swoje nazwisko, stało się dla niej jasne, że to kolejne zadanie. Serducho od razu jej przyspieszyło.
Wysiadła z windy, a zapalanie pochodni powinno być dla niej zadaniem prostym i niewymagającym, skoro dotyczyło tęczy (no Echo i tęcza, jedność przecież) i zaklęć. Coś jednak poszło nie tak i pierwszego dnia nie udało jej się poradzić z zadaniem. Śmiała się tylko z tego, że ma zapalać pochodnie, aby poprawić wypracowanie. Nic nie miało tu sensu. Pomyliła kolory, nawet sama nie wiedziała dlaczego, jednak wróciła kolejnego dnia i poradziła sobie z tęczowymi pochodniami, tym razem bez większych problemów - po zapaleniu pierwszej, następne poszły gładko, a drzwi, które wyłoniły się z ciemności, z łatwością pomieściły drobną blondynkę, pędzącą do kolejnej części zadania.

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 40
Wyrzucona kostka: 4 i 3, potem 4 i potem 2 = drugiego dnia się udało
Link do losowania 1 i 2, 3 i 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Wto Wrz 25 2018, 18:15

Potrzebował stać się silniejszy.
Czyżby odezwały się w nim pewne instynkty, narzucane przez społeczeństwo w rytm kroków poprzedzających wszelkie wydarzenia? Nie mógł stać w miejscu, wiedział doskonale, że jeżeli został przydzielony do pracy na festynie, nie może odbiegać i odstawać od reszty; musi poprawnie przeprowadzić każde z możliwych zaklęć, ale samo leczenie nic nie da, jeżeli ktoś postanowi cisnąć zaklęciami bez jakiegokolwiek opanowania. Potrzebował umiejętności obrony, potrzebował skorzystać z podręczników, potrzebował douczyć się oraz nauczyć bez większych problemów kolejnych sekwencji, kolejnych nut, kolejnych akordów, które znajdowały się poza zasięgiem jego dłoni. Podobno na końcu i tak to nie ma znaczenia, jednak nie mógł sobie pozwolić na brak jakiegokolwiek profesjonalizmu; bez jęków i pisków zatem, bez jakichkolwiek oznak, że dzieje mu się krzywda, postanowił skorzystać z pomocy osób bardziej doświadczonych, bardziej wykwalifikowanych. Niemniej jednak, wiedza teoretyczna zdawała się być jedną z najważniejszych, którą mógłby potem wyprowadzić na rzeczywistość, tchnąć w nią życie, móc zastosować w praktyce. Korzystanie z książek znajdujących się na szpitalu niezbyt wiele mu dało, tudzież poprosił jednego z uczniów przebywających na oddziale o pożyczenie książki z zaklęciami; wiedząc doskonale o tym, że będzie mógł znaleźć tam coś, co mu jednak z głowy wyleciało, a co może uratować skórę innym.
No tak, jak mógłby zawieźć się na własnych pamiętliwych wspomnieniach, prześladujących go niczym demony przeszłości; nie bez powodu czuł nieraz, że jego ciało jest rozszarpywane przez rozwścieczone magiczne stworzenia bez konkretnego powodu, a chociaż ból w klatce piersiowej zdawał się być nie do zniesienia, to był tylko tak naprawdę jeden ze snów, których nie mógł opanować siłą woli. To tylko sen - powtarzałby sobie, jednak nie mógł zrozumieć, dlaczego ta sama tematyka dotyka go każdego spojrzenia na księżyc podczas bezchmurnych wieczorów, dlaczego każda z gwiazd oznacza dotknięcie bólu oraz paraliżu, dlaczego go to w ogóle spotyka. Niemniej jednak, chciał stać się silniejszy, a jeżeli na coś się uparł, to nie zamierzał bez konkretnych powodów się poddawać. Westchnąwszy cicho, spojrzał w stronę współpracownika; o zbyt wiele go przecież nie prosił, kiedy to sylwetka się wyprostowała, a różdżki poszły w ruch.
- Gotowy? - usłyszawszy pytanie, nie miał cienia niepewności; był w pełni przygotowany na ewentualne konsekwencje, gdzie to wówczas sekundant miał na celu zdjąć klątwę panująca na uzdrowicielu. Kiwnąwszy głową, zarejestrował ruch nadgarstka, ruch rzucanego wówczas zaklęcia ofensywnego, które to poszło, ciśnięte przez całokształt umiejętności znajomego. - Excluditur. - niemniej jednak, przyniosło ono całkowicie odwrotny skutek; zamiast spowodować zamianę lecącego ciosu, spotęgował tylko jego siłę. Zaklęcie łaskotek uderzyło jego klatkę piersiową na tyle, że osunął się do tyłu, by z drobną pomocą sekundanta powstać na nogi. Na szczęście ból był krótkotrwały, nie wywoływał większych zmian, choć na pewno bardziej uporczywy przy zakłóceniach, które sprawiały nie lada problem i czyniły z rzucanych czarów namiastkę niepewności. Ponowna próba. - Excluditur. - czyżby się przecenił ponownie? Czarna opaska okryła jego oczy, zabrała możliwość widzenia; zbyt długo jednak nie czekał, kiedy to odniósł podwójną porażkę z rzędu. Ewidentnie w zaklęciach nie był zbyt dobry, a tym bardziej w OPCM, co nie zmienia faktu, że nie zamierzał stać bezczynnie oraz się poddać. Wziął głębszy wdech, mając nadzieję, że to pomoże uspokoić jego ciut szybciej bijące serce; przenikliwe tęczówki przeszyły sylwetkę przeciwnika, by następnie poprosić o ten jeden raz. Dodatkowy, nawet jeżeli mu się nie udawało i pasmo porażek nie pozwoliło normalnie funkcjonować różdżce. Czyżby się sprzeciwiała? - Excluditur.
I ponowie; zaklęcie zadziałało z o wiele większą siłą niż zazwyczaj. Dzisiejsze zakłócenia nie dały mu odetchnąć ani na chwilę, co nie zmienia faktu, że mimo przekręcania oczami przez znajomych, postanowił podjąć się kolejnej próby. Nie, on tak łatwo się nie podda; słowo mało znane, co nie zmienia faktu, że potrafił być wyjątkowo ustępliwy w wyjątkowo uzasadnionych wypadkach. Nie zamierzał wystawiać swoich nikłych umiejętności na festynie, dlatego ponowne rzucenie czaru nie było dla nikogo z obecnych zaskoczeniem. Niemniej jednak, ponowne rzucenie zaklęcia było obciążone tym samym skutkiem; zaś bijące serce, prawdopodobnie ze stresu, dawało o sobie znać; płytki oddech nie mógł się uspokoić, dłonie zaś ścisnęły mocniej kawałeczek drewna. Następna była drętwota, skutecznie oszołomiła go na tyle, iż potrzebował przerwy. Krótkiej, aczkolwiek widocznej, złośliwość losu dawała o sobie znać na tyle, że po prostu potrzebował odrobiny wytchnienia; zbyt długo się jednak nie usiedział, kiedy to po paru minutach ponownie przystąpił do treningu. Kolejne próby? Skądże, różdżka była na tyle uparta, że ewidentnie nie chciała współpracować. Albo dochodziło do zwiększenia działania ofensywnego zaklęcia, albo w ogóle nie używał Excluditura. Niemniej jednak, trzynasta, pechowa liczba, odniosła należyty skutek. I czternasta również.
Ewidentnie to nie był jego dzień.

| zt

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Czw Gru 06 2018, 22:45

@Thomen J. Wessberg

Życie wydawało się być dziwne.
A przede wszystkim - pozbawione sensu. Tak samo, jak czyny pewnego chłopaka.
Ledwo co go odprawił w świat, a ten znowu wrócił - to wszystko wydawało się być wyjątkowo irracjonalne, z utraconą chwilą; tym razem jednak Ślizgon nie był odrobinę poszkodowany - oberwał od trolli i leżał przez dłuższy czas na oddziale urazów magizoologicznych, gdzie się nim osobiście zajął. To wszystko wydawało się być wyjątkowo dziwne; czyżby chłopak testował swoje możliwości bardziej, niż ciało rzeczywiście mogło wytrzymać? Nie bez powodu zatem siedział pierwsze w swoim gabinecie, bawiąc się tym samym mugolskim ołówkiem, wetkniętym między palce z pieczołowitą precyzją, zaś drugą dłoń wędrowała od czasu do czasu w bujnej brodzie. No dobra, nie aż tak, ale nadal jakoś nie potrafił powstrzymać się przed dbaniem właśnie o nią. Bez tego typowego, męskiego dodatku, wyglądał zwyczajnie dziwnie oraz sobie się po prostu nie podobał; jeżeli miało to jakiekolwiek znaczenie w jego życiu. Śnieg sypał za oknem, wiatr uderzał o szyby z niezłą precyzją, powodując świst. Święta, święta i po - a Thomen otrzymał zajebisty, świąteczny prezent w postaci ataku stworzeń magicznych. Przydałoby się go podszkolić - nie bez powodu zatem postanowili się zgrać, kiedy to chłopak powracał do pełni sił i zwyczajnie nudził się w sali. Postanowił go wziąć ze sobą, nauczyć najbardziej podstawowych zaklęć, dzięki którym mógłby zadbać o siebie w zakresie zdrowia o wiele lepiej, nie narażając się tym samym na niedogodności związane z ciągłymi odwiedzinami. Poskładany, nie powinien mieć żadnych problemów, kiedy to bez problemu odwiedził go oraz za zgodą pozostałego personelu, choć nie musiał się pytać, deportował na sam dach. Tam już miał wszystko przygotowane; nie mógł narzekać na brak dodatkowych atrakcji.
- Jeżeli by się coś działo, mów śmiało. - powiedział, spoglądając tym samym na manekiny, wykorzystywane na szpitalu; na szczęście dach został odgrodzony od chłodu przy pomocy zaklęć. Nie przez niego rzuconych, aczkolwiek nadal - zaskakująco silnych. Dał mu zatem chwilę na zapoznanie się z otoczeniem; nie zamierzał stać bezczynnie, tudzież podszedł do jednego z manekinów oraz przygotował go do rzucania zaklęć. - Gotowy? - zapytawszy ostatecznie, utkwił w nim swój wzrok.

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 55
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Pią Gru 07 2018, 14:36

/I wątek w szpitalu po ataku trolli rzecznych; jest to po tym jak Matt poskładał Thomena do kupy

Nie mógł powiedzieć, a może i mógł, bo to w sumie wolna wola i wszyscy mamy prawo wyrażać własną opinię... Iż czyn Wessbger'a były bezsensu. Mogły być głupie, nieprzemyślane... Nigdy jednak bezsensu. Wszystko co robił miało swój własny cel, a to, że czasem on mijał się z tym co faktycznie miało miejsce. Na to nie miał żadnego wpływu. Wtedy wszystko działo się zbyt szybko. Sam do końca nie wiedział, gdzie się znalazł kiedy było już za późno.
Pokłócił się z matką, była to jedna z tych rozmów, w których zostają uniesione głosy, w ruch wchodzą talerze i krzesła. I płacz, który mógł ciągnąć się w nieskończoność. Powiedział kilka słów za dużo, bo doskonale wiedział gdzie powinien uderzyć, aby zabolało ją najbardziej. Taki właśnie był. Wykorzystał słabość i użył ją przeciwko niej... Tak działał. Powinien tego żałować, jednak wszystko co zostało rzucone, nie mijało się z prawdą. Niestety, działo się to na oczach ludzi im znanych, a domowe zacisze nie należało do ich domowego zacisza. Jedno szczęście nie było przy tym jego siostry. Wolał jej to oszczędzić.
Trolle zaatakowały go w momencie, w którym był najsłabszy. Ugrzązł w błocie i tak go napadły. Nie zdawał sobie sprawy, że zaszedł aż na moczary. Zdarzało mu się to. Nic wielkiego.
Jednak kiedy wylądował w Św. Mungu i kiedy spojrzenie uzdrowiciela padło na bladą twarz chłopaka, wiedział, że nie będzie to szybka wizyta. Oberwał mocno, a chociaż nie odczuwał tego w odpowiedni do stanu sposób... Tym leczenie będzie dłuższe i bardziej skomplikowane. Zamierzał przyjąć propozycję nauki, która w tym przypadku była najlepszym wyjściem. W jakiś sposób odciążyłby osoby, które dbały o składanie jego ciała do kupy... Jak to miały w zwyczaju.
To była najmniej samolubna rzecz, jaką zamierzał zrobić.
Dach był ciekawym miejscem spotkań. Miał dosyć siedzenia w łóżku, posłusznie przyjmując wszystkie podsunięte mu pod nos płynu. Dlatego kiedy dostał zgodę od personelu, był pierwszym który wszedł w szpitalne papucie.
Rozejrzał się po miejscu z zadowoleniem odczuwając ciepło przedzierające się przez szlafrok. Wyciągnął różdżkę i zamachał nią, jakby Matt nie mógł jej zobaczyć z tej odległości.-Gotowy. Choć nie wiem czego miałbym się spodziewać.-Czy to jednak było ważne? Nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Pią Gru 07 2018, 17:39

Nie wiedział, mógł tylko myśleć, domyślać się, snuć pewne odpowiedzi, na które jednak nie potrafił przydzielić odpowiedniego pytania. Wszystko, co robił Thomen, wydawało się nie mieć sensu, głównym słowem było zatem wydawało - Matthew starał się dostrzec jakiś sens, jakieś ukryte znaczenie tego, do czego pchał się młodzieniec, jednak na razie pozostawało przyćmione przy pomocy zmniejszonej ilości światła. To nie tak, że był ślepy, po prostu nie był wystarczająco szalony jak znajdujący się obecnie na dachu Ślizgon. Wystarczająco dużo różnic, zaś empatia uzdrowiciela zdawała się odgrywać największą rolę; ostatnio jednak zdawał sobie sprawę z tego, jaki ona ma wpływ na całokształt spostrzegania świata oraz pojawiania się demonów przed jego oczami. On sam był jednak zagrożeniem dla samego siebie; starał się je zatem ograniczyć w jak najbardziej rozsądnym tego słowa znaczeniu. Był dziwny, był odrzucony, był upadłym aniołem, którego pióra zahaczały o czerń spoczywającą bezkreśnie przy pomocy prostej plamy na podłodze. On jedynie obrywał kolejne uderzenia, kiedy to skrzydła nasączały się pustką oraz brakiem nieskazitelności.
Unikał krzywdzenia, wykorzystywania słabości, choć bardzo często te informacje zachowywał dla samego siebie i chował pod własnym koszem. Nie miał zamiaru wykorzystywać ich na własną korzyść, nie taki był, nie w takich zasadach przywyknął utykać, kiedy to ktoś próbował maczać palce w jego działaniu, w kodzie, w algorytmie opanowującym umysł. Westchnąwszy cicho, jedyne, co mógł zrobić, to poprawić swój płaszcz uzdrowicielski, widząc tym samym nieszczęśnika, który najwidoczniej czuł się już o niebo lepiej, mimo odniesionych obrażeń. Nadal jednak musiał tutaj tkwić, a przede wszystkim - czekać na odpowiedni wypis. Nie mogli go, dopóki nie przejdzie wszystkich badań, zwyczajnie wypuścić.
- Wiedzy. - powiedział, wyciągając tym samym różdżkę; manekiny zdawały się być organizmami żywymi, nawet jeżeli były tylko i wyłącznie atrapą ludzkiego ciała. I, co najważniejsze, posiadały już najważniejsze dla tej lekcji zmiany. Wyprostował własne ręce, strzelając tym samym nadgarstkiem w melancholii pracy, którą miał do wykonania; obecnie znajdował się teoretycznie w robocie, więc nie powinno być aż tak źle. Rzucił spokojnym spojrzeniem w stronę Thomena, starając się dostrzec cokolwiek ciekawego w jego postaci. - Pamiętasz może, do czego służy Episkey? - zapytał się, licząc tym samym na prawidłową odpowiedź; nie zamierzał od razu, bezpośrednio, przekazywać tego, co zdawało się być dla większości czymś potrzebnym, aczkolwiek i tak odrzucanym na bok.

Rzuć literą!
A-D - najwidoczniej nie wiesz, do czego służy zaklęcie, gdyż nawet nie pamiętasz go z lekcji Magii Leczniczej w Hogwarcie! Czyżby Twoja wiedza w tym zakresie naprawdę nie była zbyt dobra? No cóż, przynajmniej nie jest to prawdziwa lekcja i nie otrzymujesz żadnych punktów minusowych.
E-G - coś Ci się kojarzy, coś się zdaje być odpowiednio przyszykowane w umyśle; nawet całkiem niezła formułka przysuwa Ci się na język, jednak nie jesteś pewien, czy to na pewno jest ona. Rzuć literą! Spółgłoska - na szczęście wypowiadasz prawidłowo, do czego ono służy, w wyniku czego możesz odetchnąć z ulgą i przejść dalej. Samogłoska - niestety; mylisz je z kompletnie innym zaklęciem z dziedziny Magii Leczniczej (do wybrania wedle spisu).
H-J - perfekcyjnie odpowiadasz na pytanie ze strony uzdrowiciela. No cóż, możesz być z siebie tylko i wyłącznie dumny!

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 55
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Pią Gru 07 2018, 22:58

A

Gdyby siedział w jego głowie, wcale by mu się nie dziwił. Również uważałby zachowanie, a raczej poczynania tego chłopaka za bezsensowne. W końcu w obliczu dorosłych decyzji, jakie podejmował Matt, Thomen był dzieciakiem, który jedynie się bawił... Myśląc, że jakoś to będzie.
Również stanowił zagrożenie dla samego siebie. To chyba logiczne stwierdzenie, szczególnie, że ostatnimi czasy pakował się w same fatalne sytuacje, tylko dlatego, że tego chciał. Nikt go nie zmuszał. Wszystko co robił, miało swój sens, przynajmniej dla osoby, która dokonywała tych wyborów. Znalazł się na moczarach, a to, że nie wiedział do końca, że tam się udał... Był wściekły, chciał na czymś odreagować, lepiej aby było na moczarach niżeli na ludzkiej istocie...
Dobra.
Różnice były tak widoczne, że aż bolały w oczy. Jak to nie wykorzystywał ludzi? Jebany altruista? Eh, nieważne. Thomen zwyczajnie uwielbiał się bawić, bo sam był chyba zbyt nudnym człowiekiem, skoro zabawia się na tak niskim poziomie. A może to ludzie sami podawali się na tacy... Bawiło go to, jak łatwo mogło się nimi manipulować... Niektórzy tak właśnie funkcjonowali, wykorzystywani przez innych. Thomen nie bawił się jedynie dla własnej uciechy, zauważył, że bardzo często robił to dla innych. Bo tego pragnęli, skrycie, gdzieś w głębi. A on potrafił to z nich wyczytać. Bo niektórzy otwierali się jak księgi.
-Źle trafiłeś. Byłem może na dwóch zajęciach...-Powiedział spokojnie. Nie chodził na zajęcia, chyba, że musiał... Oddawał wypracowania zawsze po terminie, zawsze w okrojonej wersji. Używał może jednej książki, o ile w ogóle. O dziw, że zdawał z roku na rok. I to nie dlatego, że był zwyczajnym debilem. On zwyczajnie nie czuł potrzeby zagłębiania tej wiedzy. Miał w to wyjebane. -Na pewno coś leczy. Jestem blisko?-Wytknął koniuszek języka między zęby. Oczywiście po to się tutaj spotkali, aby douczyć tego nieuka...
Spojrzał wymownie na uzdrowiciela, chociaż wiedział, że z tej odległości tego nie zobaczy. Czy temu człowiekowi uda się cokolwiek wytłumaczyć Wessbergowi? Zobaczymy. Wyzwanie i dla jednego i dla drugiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Pią Gru 07 2018, 23:27

Obydwoje byli tak naprawdę osobnikami pełnymi absurdów oraz przede wszystkim ziarenka dziwaczności. Nic w sumie dziwnego - Matthew widział w nim dość aroganckiego na swoje życie i zdrowie chłopaka, zaś pozostali widzieli go jako zamkniętego, wycofanego człowieka, pozbawionego przede wszystkim nie tyle co kręgosłupa moralnego (po sytuacji w Meksyku), a bardziej życia. No cóż, nie każdy był w stanie dostrzec przygaszenie charakterystycznego błysku w oczach uzdrowiciela, błękitnych tym razem obrączkach tęczówek regulujących dostęp światła do źrenicy. Bywali, byli, jakie to miało znaczenie? Starał się nie żyć przeszłością, starał się nie żyć opiniami innych, aczkolwiek inaczej po prostu nie potrafił. Był odmienny, był wypaczony, pozbawiony zwykłości. W tym negatywnym sensie, oczywiście. Taki los jednak wybrał; nie mógł wiedzieć, co mu się przydarzy, kiedy to postanowi wyjść, wszystko bywało wyjątkowo ulotne. Chwila, moment, życie, narodziny, śmierć. Westchnięcie zasygnalizowało tylko rutynę panującą w jego ciele; rutynę tak nieszczęsną, tak zabierającą pozostałe cząsteczki energii. O niczym innym nie mógł myśleć - musiał pomagać. Słowo musiał było tutaj czymś wyjątkowo kluczowym.
Inaczej zapewne targnąłby się na własne życie. Kiedy inni o nie tak kurczowo walczyli, on zaś był w stanie poddać się, nie podnieść mikrofonu rzuconego na scenę pod wpływem chwili; zdecydowanie nie szanował samego siebie pod tym względem. Ćpał leki, choć te leki były potrzebne, by zapomniał o swoich demonach przeszłości; jego stan znacznie się pogorszył od chwili, gdy wrócił z wyprawy. Nie tylko ziarenko szaleństwa dostało się do jego krwiobiegu; również stare rzeczy, stare choroby, powróciły - spotęgowane, mające na celu przede wszystkim powolne zabicie znajdującego się tutaj mężczyzny.
- Nie dziwię się. - powiedział jak najbardziej szczerze; innego wyjścia nie miał. Musiał jednak wyprostować swoje słowa, dać upust własnej krtani, oznajmić jeden szczególnik - szczegół zmieniający całokształt zdania. - Zajęcia te nie są wyjątkowo oblegane przez uczniów i odbywają się stosunkowo rzadko. - trafnie zauważywszy, powrócił do pełnienia swojego psiego obowiązku. I o ile miał psy, to by nigdy tak nie powiedział, teraz jednak wywiązywał się z drobnej umowy. Nie oznacza to jednak, że nie sprawiało mu to przyjemności, wręcz przeciwnie - możliwość powtórzenia wszystkiego w spokojnym tempie bywała wyjątkowo trudna do uchwycenia. - Episkey leczy drobne złamania, przykładowo nosa, palców, jak również pewne skaleczenia; niezbyt głębokie, aczkolwiek wystarcza do większości zastosowań. - wytłumaczył mu na spokojnie, wcale nie uznając go za ignoranta. Wiedział, że nie wszyscy znają podstawy tychże zaklęć, tudzież podchodził ze spokojem - wyważonym, charakterystycznym właśnie dla niego. Być może dlatego przyciągał do siebie ludzi? Cicha woda brzegi rwie, tak to właśnie brzmiało. - Potrzebny jest odpowiedni ruch nadgarstka- zademonstrował w celu nauki, na jednym z manekinów, nie wypowiadając jeszcze żadnego słowa odpowiedzialnego za prawidłowe użycie jednego z bardziej znanych czarów - aczkolwiek to nie wszystko. Liczy się także prawidłowa wymowa, jak również wola rzucającego. Większość zaklęć nie wychodzi, jeżeli czarodziej tego po prostu nie pragnie. - oznajmiwszy, podszedł do jednego z manekinów, który miał znacząco uszkodzoną silikonową skórę, zabarwioną w tymże obszarze na czerwony kolor. Całe szczęście, mieli tyle do wyboru imitacji ludzkiego organizmu, że nie mogli w żaden szczególny sposób na to narzekać. Spokojny wdech, odpowiedni ruch, postawa, wypowiedzenie. - Episkey. - by następnie rana zwyczajnie zniknęła. Magia? Najwidoczniej, jakby nie było.
Zachęcił go zatem do spróbowania - widział wszystko, Matthew był po prostu człowiekiem jawnym. Nic nie mogło pójść źle, prawda?

Mechanika
Rzucasz czterema kośćmi, które odpowiadają poszczególnym podmiotom całokształtu wyjścia zaklęcia. Dzięki temu Matthew będzie wiedział, co masz poprawić, tym bardziej że można popełnić dość sporo błędów. Im wyższa wartość, tym wychodzi Ci to lepiej!

Oznaczenia kostek
Kość pierwsza - prawidłowy ruch nadgarstka.
Kość druga - prawidłowa inkantacja zaklęcia.
Kość trzecia - wola, rzeczywista chęć wyleczenia ran.
Kość czwarta - zakłócenia; im wynik wyższy, tym mniej one występują.

Każde 5 punktów z Magii Leczniczej uprawnia Cię do przerzutu jednej z kostek!

Suma punktów
Zsumuj wszystkie oczka z wylosowanych kostek, by dowiedzieć się, czy zaklęcie wyszło Ci prawidłowo.
>17 - gratulacje! Udaje Ci się bez większych przeszkód okiełznać magię i uleczyć tym samym manekina. Nie popełniłeś żadnych większych błędów.
16-9 - drobne błędy wkradają się do Twojej pracy... Rzuć jeszcze raz kostką! Wynik parzysty oznacza sukces, zaś wynik nieparzysty - kompletną porażkę pod tym względem, w wyniku czego doprowadzasz manekina do o wiele gorszego stanu niż ten, w którym go zastałeś!
<8 - nie udaje Ci się na początku w ogóle opanować zaklęcia, w wyniku czego... No cóż. Manekin wydaje się wyglądać o wiele gorzej. Zrządzenie losu? Najwidoczniej!

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 55
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Nie Gru 09 2018, 12:14

1,2,3,3 i parzysta

Czasem potrzebujemy drugiego szaleńca, aby zdać sobie sprawę z własnych demonów. Thomen nie widział nic złego w tym, co robił... W tym, jak usilnie starał się podążać ścieżką, którą sobie wybrał. Śmierć i życie. Były to dwie bardzo prozaiczne rzeczy, jednak tak bardzo odbiegające od jego rzeczywistości. Usilnie zbliżał się do jednej, aby późnej ta druga wyciągnęła do niego ręce, oznajmiając, że jednak był wart tego, aby jeszcze przez jakiś czas pochodzić na ziemi. Jednak kiedy robi pierwszy krok, ma w niego totalnie wyjebane, jakby się już nie liczył. Wtedy słyszy nawoływanie. Jak stara kochanka, z którą ma tyle wspaniałych wspomnień.
Prawda jest taka, że Thomen uwielbia ból. Uwielbia kiedy jego ciało rozrywanie jest na kawałki, kiedy odczuwa każde draśnięcie na skórze. Przyłapał się na tym, że czeka... Czeka, aż coś nie wydarzy. Aż ktoś odważy się go tknąć, bo myśl, że sam mógłby to robić dziwnie go odrzuca. Chciał widzieć żądze wyrządzenia mu krzywdy w oczach innej osoby, jakby tym właśnie się karmił. Jakby było to paliwo, bez którego nie potrafił żyć. Nakręcał się sam.
Kiedy podszedł bliżej do manekina i uzdrowiciela, utkwił swoje uważne spojrzenie w mężczyźnie. Nauka nie szła mu opornie, chyba, że szczególnie tego chciał lub nie chciał. Tym razem, naprawdę chciał wynieść cokolwiek z tych zajęć i nie miało się to w żaden sposób do poświęconego mu przez Alexandra czasu. Potrzebował tej wiedzy, aby w końcu móc samodzielnie leczyć swoje rany. Koniec z zrzucaniem swoich błahych problemów na innych. I pomyślałby ktoś, że jest to całkiem nie-egoistyczna myśl... Prawda jednak była taka, że robił to tylko dla siebie.
Pokiwał lekko głową. Nie chciał przerywać mu w swoim wywodzie, bo nie miał w zwyczaju tego robić. Wolał wysłuchać wszystkiego do końca, aby żadna informacja nie uszła jego uwadze. Czyżby mężczyzna mógł pierwszy raz na obliczu tego chłopaka zobaczyć powagę? Prawdopodobnie tak właśnie było. Chciał się tego nauczyć, nawet jeżeli było to proste zaklęcia na drobne złamania i urazy. Wszystko było przydatne, dopóki spełniało swoją funkcję. A choć Wessberg unikał korzystania z czarów przy pierwszej lepszej okazji, cóż, leczenie wcale nie było mu niepotrzebne.
Przyglądał się ruchom uzdrowiciela, dopiero po chwili podnosząc na niego swój wzrok.-Raczej trudno o brak woli kiedy znajdujemy się w sytuacji, w której chcemy użyć tego zaklęcia, co?-Uniósł lekko brwi, a jego warga drgnęła. Czyli jednak nie umiał się powstrzymać.
Przyszła i jego kolej. Obrócił różdżką w dłoni i uniósł ją, skierowaną do manekina. Charakterystyczna zmarszczka, która wystąpiła na jego czole sugerowała, że chłopak próbuje przypomnieć sobie wszystko co robił i mówił Matthew. Poruszył nadgarstkiem, próbując odwzorować ruch jaki wcześniej zrobił uzdrowiciel. Jednak jego ruchy były zbyt sztywne, aby poprawnie wykonać tak prostą czynność.-Episkey.-Powiedział spokojnie, wcześniej uspakajając oddech. Nic się nie wydarzyło, a choć sama wola chłopaka była w porządku, tak reszta niezbyt ze sobą współgrała.
Pierwsza porażka.
Opuścił rękę i spróbował rozruszać nadgarstek. Ponownie ją uniósł, a determinacja widoczna na zaciśniętych wargach byłaby dla samego Thomena niemałym szokiem. Rzadko kiedy tak wygląda. Ruch, trochę sprawniejszy jednak wciąż sztywny.-Episkey.-Manekin wciąż miał na sobie tę ranę, której nie potrafił naprawić. Cień frustracji przeszedł przez jego twarz. Dobrze, spokojnie. Wdech i wydech.
Druga porażka.
Ponownie uniósł dłoń, próbując rozluźnić nie tylko dłoń ale i całe ciało. Kij w dupie to raczej nie sposób na to, aby cokolwiek z tego wyszło, prawda? Ruch był powolny, jednak udało mu się poprawnie go wykonać.-Episkey.-Przez moment myślał, że nic się nie wydarzy, jakby coś zakłócało jego zaklęcie. Jednak kiedy rana powoli się zasklepiła, musiał przyznać, że odetchnął z ulgą. Coś mu się jednak udało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Nie Gru 09 2018, 13:11

Matthew widział wystarczająco dużo zła w swoim życiu.
I nie chciał za wszelką cenę zarazić nikogo swoją dżumą, tudzież chorobą, którą nosił w piersi bez konkretnej dumy przedzierającej jego wyniszczone już serce. Był inny od Thomena, choć podobny; dzieliły ich inne wartości, inny system własnych reguł, które wpajali sobie od bardzo dawna. Przede wszystkim Wessberg stawiał samego siebie na szczycie hierarchii - uzdrowiciel zaś miał kompletnie gdzieś swój własny los, swoje własne życie, swoje własne zachcianki. Ból fizyczny w przypadku Alexander'a był ucieczką od problemów, od rzeczywistości, od innego bólu - psychicznego. Innego wyjścia nie miał, kiedy to obudził się z ranami ciętymi na nadgarstkach, zaś niczego nie pamiętał; podejrzane to było nawet, że w ogóle zdołał przywrócić się do jakiegokolwiek względnego porządku. Mankament tkwi w pytaniu - czy Matthew jest słaby psychicznie, czy może silny? Jego całokształt umysłu można porównać do falownika - sinusoida, raz sięgająca najniższego punktu, raz najwyższego, w zależności od podjętych działań, bywała wyjątkowo zaskakująca w życiu należącym do obecnego nauczyciela; którym przecież nie był. Pomagał, mimo iż sam potrzebował pomocy, mówiąc wprost - był empatycznym popierdoleńcem.
Nie mógł jednak w żaden sposób się obudzić z tego, co sam zbudował. Zdawał się utknąć w swoim życiu, ugrząźć bez konkretnej przyczyny, znajdując płomień tam, gdzie go tak naprawdę nie było. Płomień ten, mimo że dawał ciepło, zdawał się pochłaniać istnienie uzdrowiciela, przenosząc go na całkowicie inny poziom, inny wymiar, kiedy to jeszcze raz lunatykował, starając się znaleźć błąd. Błąd, błąd jakikolwiek, byleby móc przywrócić siebie do pełnej sprawności. Ten mankament mógł jednak naprawić tylko i wyłącznie ktoś z zewnątrz - a jak wiadomo, Matthew nie chciał pomocy żadnej osoby trzeciej; wolał już być uznawany za osobę dziwną, osobę pozbawioną uczuć, aczkolwiek w głębi duszy posiadającą serce skłonne do największych poświęceń.
- Umysłem serca nie oszukasz. - odpowiedział jak najbardziej szczerze; wiedział, że Thomen lubił eksperymentować względem własnych możliwości. Niestety - w tym przypadku zaklęcie podlegało pewnemu prawdopodobieństwu porażki, porażki tak słabej, że zwyczajnie by sobie jeszcze bardziej zaszkodził. Obydwa organy działały niezależnie od siebie, znajdując punkt zaczepienia w całkowicie innym miejscu. Dopiero kiedy zostanie osiągnięty złoty środek, możliwe jest prawidłowe działanie. Działanie czegokolwiek. Natura przecież opierała się na wzajemnej synchronizacji działań, a ze względu na to, iż człowiek począł w nią ingerować o wiele mocniej, niż ktokolwiek byłby w stanie się spodziewać - płatała figle, zdawała się psuć bardziej niż kiedyś. To tylko chwila, pstryknięcie palcami, zanim to wszystko zniknie, spłonie, tęczówki Matthewa zaś będą to wszystko obserwować; z emocjami czy bez? Nie wiadomo.
Obserwował zatem poczynania ze strony Thomena - widząc jego błąd w zakresie prawidłowego ruchu nadgarstka. Zbyt sztywny, zbyt pozbawiony płynności, w wyniku czego zaklęcie z początku w ogóle nie wychodziło. Dopiero potem udało mu się osiągnąć zamierzony cel, choć był on przyprawiony o pasma porażek w niedalekiej, kilkusekundowej wręcz przeszłości, do której mógł sięgnąć, by odnaleźć jeszcze większą ilość błędów. Stał zatem w spokoju, obserwując dalsze poczynania ze strony Ślizgona; nie wydawało się mu, że jest źle. Wymagało to po prostu bardziej wyszczególnionej praktyki. Poczekał zatem, aż to wszystko osiągnęło ostateczny finał. - Wymowa jest prawidłowa, aczkolwiek ruch nadgarstka jest zbyt powolny, zbyt sztywny. - oznajmił, podchodząc do niego i wyciągając jeszcze raz swoją różdżkę. Przedstawił prawidłowy ruch, mając tym samym nadzieję na to, że młodzieniec go powtórzy. - Musi to być przepełnione pewnością poruszenie różdżki. Spróbuj jeszcze raz. - oznajmił, dając mu do dyspozycji inne obrażenia na manekinie, który najwidoczniej potrzebował pomocy; raz jeszcze, ponownie, ale czy z wymaganym skutkiem? Nikt tego nie wiedział.

Rzuć kostką!
1, 5, 6 - gratulacje, udaje Ci się bez problemu okiełznać zaklęcie; obrażenia zostają wyleczone, w wyniku czego możesz być z siebie dumny! Oby czar służył Ci bez problemów podczas kolejnych wypadów w mniej bezpieczne tereny.
2, 4 - nadal nie było zbyt idealnie, aczkolwiek ostatecznie udało Ci się opanować zaklęcie; z pewnymi trudnościami, ale i tak! Możesz przejść do kolejnego etapu wiedzy udostępnianej przez uzdrowiciela.

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 55
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Nie Gru 09 2018, 14:04

5


Różnić ich mogło wszystko i nic jednocześnie. Faktem jest, że stawiał siebie na pierwszym miejscu... Jednak nie kiedy w grę wchodziło życie jego rodzonej siostry, wtedy stawał się innym człowiekiem, choć z innej strony wciąż tym samym. Wystarczyła jedna osoba... Jednak nawet ona nie potrafiła zaburzyć jego własnoręcznie zrobionego piedestału. Nikomu nie udało się zachwiać jego wiary w siebie samego... Jego również nie obchodził własny los, jednak na zupełnie innym poziomie niż u uzdrowiciela. On gdzieś miał własne życie, bawił się nim jak zabawką, która w każdym momencie mogła zostać zniszczona. Chciał myśleć, ba, uwierzył w to, że trzymał swoje przeznaczenie w rękach. Iż nikt nie może na nie wpłynąć, tylko on sam... On sam poruszał nitkami, które nim kierują. Wierzył w to, nie dopuszczając do siebie innej możliwości.
Chciał wierzyć, że posiada władzę absolutną nad jedyną rzeczą, która posiada w całości. Nad sobą. Z innymi jedynie się bawił, przyglądając się z jaką łatwością poddają się jego woli. Często kompletnie tego nie zauważając. Był maniakiem. I się tego nie wstydził.
-Nie miałem na myśli umysłu.-Powiedział spokojnie, nawet nie spoglądając na swojego nauczyciela. Dla niego wszystko sprowadzało się do pragnienia, do uczuć, którymi się kierował. Do emocji, które nim targały cały czas. Był rozdarty i to nie przez wzgląd na to, co siedziało mu w głowie (a było tego dużo), raczej przez to, co siedziało w innej części jego ciała (i nie jest tym to, co pierwsze przychodzi na myśl) Nie do końca zgadzał się z stwierdzeniem, którym raczył go Matthew. Oszukać można było wszystko i wszystkich, tylko nie instynktu. A może naszej natury? Te pojęcia zlewały się w jedno z racji tego, jak działa ten człowiek.
Nie był przyzwyczajony do porażki, dlatego cierpliwe próbował dalej aż dojdzie do zamieszanego skutku. Nie poddawał się, czasem było to dobrą cechą, często jednak wyglądał jak uparty osioł, do którego nic nie dociera. W tym przypadku wolał być upartym osiołkiem, który próbuje i próbuje i próbuje. Wprawa... To wszystko czego było mu potrzeba. Praktyka. Spojrzał na Matt'a.-Pozwolę zrzucić to na poprzednie obrażenia. Mocne leki mi dałeś.-Powiedział, a choć była to forma żartu, wcale się nie uśmiechał. Był wyleczony, jednak wciąż czuł jakby jego ciało było ociężałe... Szczególnie teraz, kiedy przychodzi mi uczenie się zaklęć. Jeszcze raz przyglądał się ruchom uzdrowiciela i sam po chwili podniósł różdżkę.
Uda mu się. Uda mu się... W końcu sam mówił, że miał to być pewny ruch. A ten kipiał pewnością siebie. Raz mu się udało... Teraz też powinno. Musi tylko... Przestał się dłużej zastanawiać i wycelował w rany na manekinie. Dłoń sama wiedziała co powinna zrobić.-Episkey.-Rzucił, a rany zasklepiły się. Uśmiechnął się do siebie, jakby był z siebie zadowolony. W końcu mógł! Spojrzał na uzdrowiciela. -Uważaj bo za niedługo stracisz najcenniejszego pacjenta.-Mruknął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Nie Gru 09 2018, 14:23

Różnice bywały zaskakująco podobne. Nie mogli określić się mianem kropli wody, jeden do jednego, ten sam kształt, te same właściwości, ta sama objętość, te same reguły, to samo wszystko. Aczkolwiek nadal, to nie byli Ci sami ludzie. Inaczej się zachowywali, inne tajemnice skrywali, innymi rzeczami się fascynowali. No cóż - mógł jedynie wziąć głębszy wdech na tę myśl, skoro przecież i tak byli jedynie ludźmi. Wzięli kredyt, kiedyś muszą go spłacić, tudzież oddać, pozostawiając cząstkę samego siebie w tym świecie; taka była przecież ich rola. Nie wiadomo jednak, kto nie dopełniłby tego zadania - Thomen, który niemalże codziennie lubi ryzykować własnym zdrowiem i życiem, czy może Matt, który nie ma do tego żadnych predyspozycji? Niestety; jego wiara, nie tylko w to, była wyjątkowo łatwa do zachwiania. Po prostu, nawet jeżeli nie dawał po sobie tego poznać, niektóre słowa były niczym sztylet w klatkę piersiową; a rany i tak ukrywał, by następnie przeżywać to wszystko w domu i zwyczajnie poddawać się procesowi melancholii.
Czy mógł rzeczywiście stać się normalnym człowiekiem?
Matthew wiedział, że od czasów choroby nie ma władzy nad sobą - a przynajmniej w znaczeniu absolutnym. Nie ufał nawet sobie, wiedział, żeby pochodzić do tego tematu niezwykle ostrożnie. Już jeden raz postanowił zamachnąć się na własne życie - z mizernym skutkiem pozostawionych na skórze sklepień blizn przedzierających żyły.
- W takim razie dobrze myślisz. - powiedział, jakby na pocieszenie; miał tylko nadzieję, że naprawdę się to uda, skoro, nawet jeżeli występują anomalie psocące na lewo i prawo, kiedyś będzie to konieczne. Niestety - w związku ze zwiększonymi wypadkami, jak również nieposłuszeństwem zaklęć, uciekano się bardziej do eliksirów. Tylko bardziej doświadczeni mogli właśnie poddać się enigmie ryzykowania własnej posady przy pomocy używania czarów. Mimo, iż nie było po nim tego widać, w nadmiarze spokoju, w głębi duszy tak naprawdę chciał; chciał, by zaklęcie się udawało, musiał chcieć, w przeciwnym wypadku nie tylko zakłócenia wpływały na jego całokształt inkantacji, ale także różdżka psociła i odmawiała posłuszeństwa. Zielone tęczówki osadził na manekinie, zastanawiając się nad tym, kiedy tak naprawdę stał się tylko i wyłącznie maszyną, maszyną bez uczuć dla osób, które na to nie zasługują. Chciał wiedzieć, chciał posiąść tę wiedzę, ale i tak pozostawał poza jej zasięgiem. Wyciąganie dłoni do przodu nie działało w żaden sposób; palce nie mogły w żaden sposób dosięgnąć całokształtu informacji. Był kompletnie bezbronny.
- Mocne? Skądże. - wypowiedział; przecież nie podawał aż nadto wpływających na umysł leków. Morphius był stosowany wyjątkowo rzadko, nawet jeżeli istniała nieraz konieczność jego użycia. - Niemniej jednak - również pozwalam. - oznajmiwszy ostatecznie, przeszedł do obserwacji kolejnych poczynań młodzieńca. Te na szczęście nie były złudne; wszystko zdawało się być w jak najlepszym porządku, kiedy to znalazł wreszcie spokój ducha, wpychając jedną z dłoni do kieszeni płaszcza uzdrowicielskiego. Różnił się on tylko odrobinę od tych zwykłych, ale nadal był wyjątkowo niewygodny. - Spokojnie, do tego nie dopuszczę. - oznajmił na jego słowa, wiedząc, że ten nadal jest osłabiony; na szczęście, był w dobrych rękach.
- Drugie zaklęcie, którym się zajmiemy, to Haermorrhagia Iturus. Wiesz zapewne, do czego służy, prawda? - zapytał się jak najbardziej szczerze; być może Thomen nie był idiotą, aczkolwiek brakowało mu najbardziej elementarnej wiedzy, dzięki której mógłby zwyczajnie przodować i w pewnym stopniu uniknąć nagminnych wizyt na oddziałach Świętego Munga. Pacjentów nie brakowało, po części towarzystwo młodego było lepsze od ludzi w kompletnie gorszym stanie, aczkolwiek nadal były to dodatkowe minuty wpisane w schemat wykonywanych czynności. I może nie miał nic przeciwko temu, co nie zmienia faktu, iż gdyby przypadkiem Ślizgon nie mógł się deportować, miałby dość spory problem, tudzież orzech do zgryzienia. Westchnięcie tylko zasygnalizowało potrzebę wypełnienia pustego naczynia wiedzą, tudzież miał nadzieję, że tym razem chłopak tego zwyczajnie nie zepsuje. Przecież nie mogło być aż tak źle, przecież go stosował w jego obecności, przecież miał z nim do czynienia, kiedy go składał, tudzież od czasu do czasu w innych dniach, kiedy to przychodził z dodatkowymi obrażeniami. Jakby nie było; musiał coś wiedzieć. Jakiekolwiek rzeczy, nawet ogólniki.
Oby jego nadzieje w tym nie okazały się być złudnymi.

Rzuć literą!
Spółgłoska - gratulacje, podajesz uzdrowicielowi pełną definicję zaklęcia, w wyniku czego możecie przejść dalej do omawianych czynności.
Samogłoska - niestety; albo nie wiesz, albo zwyczajnie mylisz zaklęcie z jakimkolwiek innym z dziedziny leczniczych (do wyboru zgodnie ze spisem zaklęć).

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 18
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 55
  Liczba postów : 228
http://www.czarodzieje.org/t16460-thomen-j-wessberg
http://www.czarodzieje.org/t16484-skoro-musisz#452915
http://www.czarodzieje.org/t16485-grozny#452917
http://www.czarodzieje.org/t16467-thomen-j-wessberg




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Yesterday at 13:01

I

Nie ma ludzi takich samych, nawet jeżeli możemy szczycić się podobnymi poglądami czy też życiowymi doświadczeniami. Zawsze uważał, że to na różnicach najlepiej się oprzeć. To one tak naprawdę łączyły ludzi. Bo to przecież nudne i przereklamowane, przebywać z osobami o takich samych spojrzeniach na świat. Okey, czasem spoko jest pogadać z kimś, kto nie będzie się chciał wykłócać... Jednak to strasznie nudne, prawda? Taka rutyna. Wiesz to, co wiedzą inni... To wcale nie czynni z ciebie kogoś wyjątkowego.
Eliksiry były drogie i musiałby nosić je wszystkie ze sobą zawsze, kiedy postanowiłby opuścić dormitorium. A rzadko w nim bywał, czyli musiałby pełen zestaw nosić ze sobą. A oczywiste jest, że tego zwyczajnie robić nie będzie... No bo proszę. Poza tym musiałby wydawać naprawdę spory sumy, aby uzupełniać swoje zapasy, bo przecież sam warzyć nie będzie, bo składniki również kosztują. Do tego ten czas i cała reszta problemów z tym związana... Dochodził jeszcze sam fakt, jak niby miałby poić się eliksirami, kiedy nie jest w stanie, nawet sięgnąć do kieszeni spodni... Nope. Eliksiry to zły pomysł.
Czy fakt, że się nad tym zastanawia, nie oznacza, że coś jednak tam się poruszyło? Chciał tego... Czy to już nie objaw jakichś zmian? Może postępów? Czasem chcieć to móc.
Uśmiechnął się lekko i czekał na dalsze instrukcje. Podniósł swoje spojrzenie na nauczyciela i uniósł rozbawiony brwi.-Tak? Zamierzasz sam łapać mi kości i potem się mną zajmować?- Czego nie robi się w imię nauki, prawda? Jak wiele szarlatanów chodziło po tym świecie? Tylko po to, aby spełnić swoje wymyślne idee.
Przez moment się zastanawiał, bo nazwa coś mu mówiła... Czy jednak dzwoniło w tym kościele? Warto spróbować. -Używany do wykrywania krwotoków czy zatorów? To coś z czerwonymi liniami na ciele, co pozwalają określić, jak biegnie krew w żyłach?-Spojrzał z powątpieniem na Matthew. Mówił, że nie za często uczestniczył w tych zajęciach? Nigdy szczególnie nie przykładał uwagi, do tej dziedziny wiedząc, że za swoimi plecami ma kogoś, kto jednak zna się na tym znacznie lepiej.
Merlinie, zaraz wyjdzie, że jest skończonym idiotą? Świetnie! Chciał tylko przypomnieć, że gdy używał na nim tegoż zaklęcia, to był nie do końca świadomy tego, co działo się wokół niego. Zaatakowanie przez trolle nie było błahą sprawą, mógłby więc delikatnie z niego zejść. I z jego ambicji... Bo się chłopak jeszcze zamknie w sobie i nigdy ponownie nie wyjdzie naprzeciw nauce zaklęć leczniczych.

/ps. nie mam szczęścia do tej lekcji xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 588
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 795
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Yesterday at 18:05

Czy to przypadkiem nie różnice właśnie przyczyniały się do przetrwania ludzkiego gatunku? Najwidoczniej tak. Rozbieżność genów, mniejsza zachorowalność na mutacje; nawet jeżeli mieliby podobny charakter, różniliby się nadal kodem, nadal ciągłością kolejnych łańcuchów. Matthew działał według zasady "pozorny zawsze ubezpieczony"; do przodu, starając się tym samym przebrnąć przez wszelkie przeciwności losu. Niestety. Nawet jeżeli starał się przewidzieć zrządzenia oraz grę marionetek, w której to był jedynie sterowany, nie zawsze mógł przebrnąć przez fakt losowości. Co prawda eliksiry były drogie, zdawały się być mniej opłacalne niż zaklęcia; aczkolwiek w zakresie anomalii bywały wyjątkowo skuteczne; pozbawione ryzyka błędu.
- Za coś muszą mi płacić. - odezwał się zaskakująco trafnie, choć wiadomo było, że jest to tylko półżart. Matthew nigdy nikogo by nie skrzywdził bez konkretnego powodu; powód ten zaś bywał zaskakująco szokujący dla niego samego. Nigdy jakoś nie brnął bez przyczyny do tego typu rozwiązywania problemów; zawsze wolał samodzielnie oberwać, niżeli pozwolić na to, by ktoś odniósł mniej lub bardziej obrażenia.
- Nie, omówiłeś właśnie Flumine Sanguinis. Haermorrhagia Iturus... służy do tamowania krwotoków. - wyjaśnił najprostszym językiem, spoglądając w jego stronę. Nie miał żadnych wyrzutów w sprawie tego, że ten nie wiedział o tym, do czego dokładnie ono służy; jakby nie było, miał go tego wszystkiego nauczyć. Nie mógł wymagać od pustego naczynia, że coś będzie się w nim znajdowało; zatem nie śmiał w jakikolwiek sposób wytykać wad. W sumie, nawet nie był takim człowiekiem, żeby to zrobić; łagodny w swej naturze uzdrowiciel posiadał wystarczająco sporą cierpliwość. Nikt jeszcze nie widział go wkurzonego, więc to musi o czymś świadczyć; przynajmniej zwróciwszy uwagę na to, że niektórzy są wyjątkowymi cholerykami. On zaś znajduje się na pograniczu flegmatyka oraz melancholika - długo jednak nie mógł myśleć nad tym, czy Thomen coś rzeczywiście potrafi. Musiał skupić się na przekazaniu odpowiednich zasobów informacji. - Tak samo jak w przypadku poprzedniego zaklęcia, Episkey, wymaga ono odpowiedniej inkantacji oraz chęci. - wyjaśniwszy, skupił się na manekinie, który tym razem posiadał ranę, z której sączyła się krew; sztuczna, aczkolwiek wystarczająco obfita. Dla prezentacji, podczas mówienia tych słów, zaakcentował dokładnie zaklęcie, pokazując odpowiedni ruch patyczkiem. Coś jednak musieli z tym zrobić - nie mogli pozwolić na to, by sztuczny człowiek po prostu się wykrwawił. Ciche westchnięcie wydobyło się z jego ust. Chęć, wola, odpowiednie słowa, ruch różdżki. - Haermorrhagia Iturus. - udało się i tym razem; zakłócenia niezbyt chętnie chciały wkraść się do jego pracy, do jego nauczania. Szczęście mu dopisywało; nie mógł jednak zapominać o tym, że od czasu do czasu pech postanowi chwycić go prosto za szyję oraz wbić własne, ostre pazury w gardziel. Był o tym przestrzeżony; nie zamierzał bezmyślnie dawać się w sidła wątpliwości. A to, że udawało mu się teraz bez problemów, wcale nie oznaczało, że będzie tak samo w przyszłości, co nie zmienia faktu, że szansa za każdym razem jest dosłownie taka sama.

Mechanika
Rzucasz czterema kośćmi, które odpowiadają poszczególnym podmiotom całokształtu wyjścia zaklęcia. Dzięki temu Matthew będzie wiedział, co masz poprawić, tym bardziej że można popełnić dość sporo błędów. Im wyższa wartość, tym wychodzi Ci to lepiej! Uwaga! Jeżeli uda Ci się osiągnąć wynik powyżej 16 punktów, możesz uznać, że Ci to wyszło, w związku z czym równa to się jednocześnie wyjściem z tematu.

Oznaczenia kostek
Kość pierwsza - prawidłowy ruch nadgarstka.
Kość druga - prawidłowa inkantacja zaklęcia.
Kość trzecia - wola, rzeczywista chęć wyleczenia ran.
Kość czwarta - zakłócenia; im wynik wyższy, tym mniej one występują.

Suma punktów
Zsumuj wszystkie oczka z wylosowanych kostek, by dowiedzieć się, czy zaklęcie wyszło Ci prawidłowo.
>=17 - gratulacje! Udaje Ci się bez większych przeszkód okiełznać magię i uleczyć tym samym manekina. Nie popełniłeś żadnych większych błędów; zatamowałeś skutecznie krwotok
16-9 - drobne błędy wkradają się do Twojej pracy... Rzuć jeszcze raz kostką! Wynik nieparzysty oznacza sukces, zaś wynik parzysty - kompletną porażkę pod tym względem, w wyniku czego doprowadzasz manekina do o wiele gorszego stanu niż ten, w którym go zastałeś!
<=8 - nie udaje Ci się na początku w ogóle opanować zaklęcia, w wyniku czego... No cóż. Manekin wydaje się wyglądać o wiele gorzej. Zrządzenie losu? Najwidoczniej!

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Dach   

Powrót do góry Go down
 

Dach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-