Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Dach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Lille
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 312
Dodatkowo : legimilencja & oklumencja, teleportacja
  Liczba postów : 302
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6535-gabriel-lacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6536-show-off#183243
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6537-moxie#183261




Gracz






PisanieTemat: Dach   Sob 7 Wrz - 21:23

First topic message reminder :


Dach
Na dach można wejść poprzez właz znajdujący się na najwyższym piętrze szpitala. Dach jest bardzo dużej przestrzeni i płaski, co sprawia, że można na nim wygodnie stać bez obawy upadku z bardzo dużej wysokości. Z ów dachu rozprzestrzenia się widok na niemalże cały Londyn, co zapiera dech w piersiach zwłaszcza nocą, gdy gwiazdy zdają się być tuż na wyciągnięcie ręki.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 57
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9556-mars-john-leighton
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9557-czy-na-marsie-jest-woda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9559-co-sie-znow-stalo#266871
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9558-mars-leighton#266865




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Nie 14 Wrz - 9:08

Tak naprawdę nie pamiętał ile ze sobą byli i w ogóle dlaczego wplątał się w związek. Ciągnęło go do niej, to fakt niepodważalny. Ale dlaczego zaraz miał się dać ograniczać? Widać nażarł się wtedy swoich babeczek z peruwiańskim zielem. Bo wszyscy wiedzieć powinni, że seks bez zobowiązań był najlepszy. A uczucie nieokreślone żadnymi słowami jest silniejsze i o wiele ciekawsze niż od tego, które zamknęło się w kilku wyrazach. Może właśnie dlatego im nie wyszło, ale nikt nigdy do nikogo nie miał o to pretensji, bo przecież nie zniknęli ze swojego życia na zawsze, a jedynie poruszali się po innej płaszczyźnie. Zdecydowanie innej, ale to nie oznacza, że gorszej. Przyjacielskiej, cokolwiek by to nie znaczyło i jakkolwiek znów nie ograniczało. Po prostu tak się czasem działo i niepotrzebne były żadne żale, które miały odbijać się echem na ich relacji. A może powinny być, aby w końcu przestać dawać się ograniczać. Pozostawić sobie furtkę do czegoś o wiele lepszego.
- Co zjebać? Dlaczego masz zaraz coś pieprzyć. To bez sensu. Ograniczać się tylko dlatego, bo… No właśnie bo co? Widać lepiej Ci tutaj, gwiazdy już za daleko - Nie patrzył teraz na to wszystko w kategoriach zjebania ich relacji. Tylko przesunięcia granic, które w pewnym momencie same wyrosły ograniczając wszystko. Czegoś co oboje chcą, a taka chwila zapomnienia nie może być zła. W imię dawnych czasów i tych które mają dopiero nadejść. Co mogło się między nimi zmienić? Nic, a już na pewno nie z takiego powodu. Nie zamierzali nikogo skrzywdzić, a już na pewno nie siebie nawzajem. To wszystko miało być odskocznią, bez obietnic bez pokrycia i szeptania przesłodzonych słówek. - I co u niego? - Spytał bez większego zainteresowania całą historią, jeżeli chciała to sama mu powie, jeżeli nie to oszczędzi jego uszy od słuchania o tym wszystkim.
Siedzenie na krawędzi dachu na pewno nie było niczym rozsądnym, ale za nic nie mógł sobie tego odmówić. Szczególnie, że za każdym razem jak był wysoko wszystko w dole robiło na nim większe wrażenie niż był to sobie w stanie wyobrazić z dołu. Nie ważne ile razy siedział w tym samym miejscu górującym nad innym.
- Nawet jeżeli nie, to powinnaś się do nich zaliczać. Gdzieś na początku tej listy bym Cię umieścił - Nie odwrócił spojrzenia od jej przeszywającego wzroku. Nie do końca rozumiał to spojrzenie, ale chyba nie starał się za bardzo to zrobić. Po prostu przyciągnął ją do siebie i pocałował. Powoli, ale językiem rozchylał jej usta, aby wtargnąć do środka i złączyć je w szaleńczym tańcu. Dłonie niemal od razu wsunął pod sukienkę, aby poczuć, że jest prawdziwa i siedzi tutaj obok niego. Oddech mógł się kończyć, ale nie potrzebował łapać głębokiego tchu, jeszcze nie teraz, bo w sumie od dawna chciał przypomnieć sobie jak smakowały jej usta, a już najbardziej jak ona cała. Może i nie powinien tego robić, ale niektóre rzeczy były od niego silniejsze. Zawsze będzie mógł zrzucić wszystko na stan swojego umysły, który po alkoholu był już lekko przy mroczony. Smakował jej zachłanniej i pewniej niż chwilę wcześniej. Smakowała tak jak zapamiętał, a może nawet i lepiej.
A jeżeli to wszystko nie oni zepsuli. Może paraliżowało ich ograniczenia się, określenie się mocnym słowem było czymś co zjebało wszystko. Trzeba było pozwolić chwili trwać, a nie za wszelką cenę łapać ją albo próbować dogonić. Teraz to się wydawało takie proste.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Kiedyś - Kiszyniów, Mołdawia. Aktualnie - Hogsmeade, Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1496
  Liczba postów : 881
http://www.czarodzieje.org/t9492-eiv-cara-henley
http://www.czarodzieje.org/t9496-jestemeiv#264107
http://www.czarodzieje.org/t9493-sowawow#264093
http://www.czarodzieje.org/t9495-eiv-c-hanley#264105




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Pon 15 Wrz - 20:09

Wyznawali podobne zasady. Ona sama nie rozumiała jak mogła z taką łatwością dać się uwieść, wplątać w związek, a finalnie pozwolić na to, że się rozstali. Możliwe, że taka była kolej rzeczy, ale czy w tym momencie jest sens wracać do czegoś, co właściwie jest przeszłością? Nie. Trzeba żyć tym, co jest teraz. Tym, co przynosi chwila obecna, bo przecież jest tak bardzo ulotna, a my możemy wpaść w kolejny natłok dziwnych myśli, bądź zdarzeń. Nie jest to, nieco idiotyczne bądź głupie? Wszystko zależy od punktu patrzenia. Uczucia. To piękne słowo, które zawiera w sobie kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt pomniejszych, a co za tym Idzie, możemy ze spokojem stwierdzić, że ich to nie dotyczyło. To była prawdopodobna przyczyna rozpadu związku, bo przecież ile człowiek może żyć w niepewności, prawda? Pomimo, ze być może sobie ufali, to nie było to na tyle silne, by otwarcie mówić iż do siebie należą. Nie byli zabawkami, przedmiotami, ani niczym co można ubezwłasnowolnić. Możliwe, że to stanowiło swoistego rodzaju przeszkodę, ale właściwie… Jebać to.
-Mars… Miałeś mnie pilnować żebym nie odpierdalała jaj. Nie chcę tracić tej przyjaźni, a seks wszystko spieprzy. Kręcisz mnie, ale to było, tak…? – Mówiła, wlepiając w niego to swoje przenikliwe spojrzenie, które mogło zmrozić krew w żyłach. Jej głos był lekki, nieco przepity. Wracała do wspomnień, które właściwie nie powinny mieć miejsca, a mimo to brnęła po niebezpiecznym gruncie, który mógł osunąć się pod jej stopami w najmniej spodziewanym momencie. Po prostu, tak by może było lepiej. Gdyby spadła na ziemię, a potem rozsypała się na milion kawałeczków, których nikt już nie poskłada tak jak magicznych puzzli. To było dużo lepsze, a przynajmniej w momencie kiedy była pijana, takie jej się wydawało. Zagryzła lekko dolną wargę, bo na kolejne słowa Leightona serce zaczęło przyspieszać nieznacznie rytmu. Nie chciała tego, a mimo to wszystko zakręciło się w zupełnie inny sposób niż wcześniej planowała. Nie umiała tego racjonalnie wytłumaczyć, ale wargi chłopaka, które wpijały się w jej delikatną skórę nadawały jakiegoś dzikiego tempa. Początkowo nawet poddała się temu, ale przecież to nie tak miał wyglądać. To się mało nigdy nie wydarzyć, a przynajmniej nie w tym momencie. Ułożyła więc dłoń na jego wargach, gdy tylko na moment się odsunęła. Oparła się o niego czołem, a zaraz potem zmarszczyła brwi, jakby to co zrobili, było złe.
-Nie… Tak nie wolno. Wróciłam. Chciałabym odzyskać Noela. Mars… Jesteśmy przyjaciółmi. Tak… Po prostu… Nie. – Nie była przekonana do niczego co mówiła, bo przecież dopiero kolejne wydarzenia uświadomią ją w tym, że powinna słuchać przede wszystkim głosu zdrowego rozsądku, a jak wiadomo tego u niej brakowało. Przełknęła głośniej ślinę, a gdy tylko podsunęła się na dłoniach w głąb dachu, zataczając lekko stanęła na równych nogach. Spojrzała jeszcze przez ułamek sekundy na Leightona, by zaraz potem podejść do kitla, na którym siedziała, zabrać go pospiesznie i uciec. To był ten moment, w którym Eiv walczyła sama ze sobą. Ze swoimi głębszymi pragnieniami. Może to nawet moment, w którym zdała sobie sprawę z tego, że ślizgon, którego wspominała jest kimś więcej, niż tylko nieproszonym gościem w jej przeszłości? Nie miała pojęcia. Wiedziała tylko jedno, że spotkanie z nim będzie absurdalnie dziwne. Dopiero co poznał jej sekrety, a teraz chciała go po prostu mieć przy sobie, jak gdyby nigdy nic. I gdyby tylko wiedziała, że spotkanie jest dużo bliższe niż mogłoby się jej wydawać.
No dalej Eiv. Wróć do domu. Za dwa dni dostaniesz list, by spotkać się z Payne’m przy jeziorze. Mówiłaś, że chcesz. Dlaczego patrzysz na Marsa jak kretynka?
-Przepraszam… – I tyle było ją słychać i widać. Nigdy więcej nie będzie korzystać z alkoholu, a przynajmniej nie, gdy powietrze przyjemnie otula jej twarz. To bezsensowne. Zagryzła dolną wargę, a po chwili zbiegała po schodach w dół, przecież… Nie będzie jej gonił, prawda?

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29618
  Liczba postów : 44089
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Dach   Nie 26 Paź - 9:27

List napisany przez profesora Withmana niesamowicie Cię zaskoczył. Myślałeś, że ostatnie Twoje wypracowanie poszło Ci powyżej oczekiwań, a tym czasem nie masz nawet na zaliczenie. Zerknąłeś na zegarek i zobaczyłeś, że do spotkania nie pozostało Ci wiele czasu. Stawiasz się w Szpitalu Świętego Munga. Tłum chorych ciągle kaszle i kicha. Podchodzisz do recepcjonistki i jąkając się, próbujesz powiedzieć, że wcale nie potrzebujesz lekarza ani tym bardziej psychiatry, tylko jesteś umówiony ze szkolnym nauczycielem profesorem Withmanem. Dopiero kiedy wymieniasz konkretne nazwisko, recepcjonistka mówi Ci jak masz dojść na sam dach. Otrzymujesz również kartkę ze znajomym już pismem nauczyciela. Tam napisane jest, że aby poprawić swoją ocenę musisz zapalić na dachu wszystkie pochodnie. Jednak to nie jest takie proste zadanie. Każda pochodnia powinna palić się innym kolorem i wszystkie powinny stworzyć tęczę. Za pomocą windy jedziesz na sam dach. Gdy drzwi się rozsuwają, Twoje ciało otula ciemność. Przygotuj lepiej różdżkę!
Informacje ogólne:
=>Jeśli posiadasz ponad 25 pkt(czyli od 26 punktów) z Zaklęć oraz OPCM  przysługuje Ci dodatkowy rzut kostką i za ważną uznawana jest dla bardziej korzystna dla Twojej postaci.
=> Jeśli nie wykonałeś poprawnie zadania, możesz rzucić kostką dopiero na następny dzień (chyba że patrz podpunkt 2)
=> Nieważna jest kolejność osób, które napiszą w tym temacie, jak to było w poprzednich zadaniach.
=> Proszę o nieoszukiwanie w kostkach, przypominam, iż to tylko zabawa
Kostki:
Spoiler:
 
Kod do posta
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1304
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7393-katniss-johnson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7396-niezrozumiana-przez-nikogo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7406-tutaj-katniss-johnson-zostaw-wiadomosc
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7405-katniss-johnson




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Nie 26 Paź - 20:48

Ale że jak to? Niezaliczenie wypracowania? Tego, nad którym ślęczała godzinę w bibliotece, szukając dodatkowych ciekawostek, które miały wzbudzić uznanie u czytającego je profesora Withmana? Niemożliwe, to musiała być jakaś pomyłka. Kiedy tylko Katniss dostała sowę, stwierdziła, że profesor się pomylił. Jej wypracowanie było przecież naprawdę dobre!
Mimo nieopuszczających dziewczyny wątpliwości, postanowiła ona udać się do Szpitala Świętego Munga o określonej porze. To było dość dziwne, nawet jak na jej nauczyciela. Poprawa i uzgodnienie oceny poza szkołą? Jeszcze Hogsmeade mogłaby zrozumieć... ale szpital?
Kiedy dziewczyna podeszła do recepcjonistki, aby spytać o nauczyciela, ta spojrzała na nią jak na wariatkę. Katniss nie poczytała jej tego za złe - w tym miejscu aż roiło się od magicznych świrów. Na nic zdawały się tłumaczenia, że jest tu, by poprawić ocenę, recepcjonistka zdawała się jej nie zauważać. Dopiero na dźwięk nazwisko profesora Withmana drgnęła i podała dziewczynie kartkę, jednocześnie informując ją, jak ma dojść na dach.
-Zapalić pochodnie na jakimś starym dachu tak, żeby świeciły się jak tęcza? Czy jemu naprawdę się nudzi? - Dziewczyna szybko przebiegła wzrokiem karteluszkę. NAPRAWDĘ PO TO DOCIERAŁA AŻ TUTAJ? Nie można było zrobić tego w szkole? Nieco zirytowana udała się na dach według wskazówek recepcjonistki, która odprowadziła dziewczynę chłodnym spojrzeniem.
Kiedy Katniss wysiadła z windy, nie zobaczyła nic. Wszechogarniająca ciemność zmusiła ją do natychmiastowego wyciągnięcia różdżki i wymruczenia "Lumos". Rozejrzała się, podnosząc wyżej różdżkę i dostrzegła pierwszą pochodnię. Fioletowy, indygo, niebieski, zielony, żółty, pomarańczowy, czerwony. Tak dla przypomnienia, Johnson. Gryfonka podejrzewała jakiś podstęp, dlatego niezmiernie zdziwiła się, gdy już za pierwszym machnięciem różdżką pochodnia zapłonęła na fioletowo, oświetlając resztę, którą musiała jeszcze podpalić. Szybko zajęła się pozostałymi, idąc dalej do końca pomieszczenia. W rogu zauważyła niewielkie drzwi, które po zapaleniu ostatniej pochodni otworzyły się, jakby zachęcając do wejścia. W dziewczynie zaczęły rodzić się wątpliwości, ale... profesor Withman chyba nie zrobiłby nic złego, prawda? Z tą myślą przekroczyła próg.

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 30
Wyrzucona kostka: 2
Link do losowania *klik*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1508
Dodatkowo : pałkarz
  Liczba postów : 1382
http://www.czarodzieje.org/t7531-katherine-nadia-russeau#211124
http://www.czarodzieje.org/t7534-kat-russeau
http://www.czarodzieje.org/t7533-poczta-kat-russeau#211125
http://www.czarodzieje.org/t7535-katherine-nadia-russeau




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Czw 30 Paź - 14:36

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 22
Wyrzucona kostka: 6, potem nieparzysta 5 potem 4 i na koniec 6 i parzysta
Link do losowania *klik*

Katherine zdziwiła się gdy dostała list od profesora Withmana, że ma się dość szybko zjawić o godzinie 12 w szpitalu Świętego Munga i to jeszcze na samym jego dachu. To było dziwne, sądziła że nie będzie musiała w najbliższym czasie udawać się poza szkołę. Była przeziębiona i chyba miała gorączkę ale mimo wszystko nie spodobało jej się to, że praktycznie swojej pracy z transmutacji nie zaliczyła i musi ją koniecznie poprawić. Udała się do samego Londynu i opatulona apaszką w ciepłej kurtce i z zaczerwienionym od kataru nosem pojawiła się w Szpitalu. Od razu skierowała swe kroki do recepcji.
-Dzień dobry. Ja do profesora Withmana. Jesteśmy umówieni- wyjaśniła, a gdy ta spojrzała się na nią dziwnie, szybko dodała- nie, nie jestem chora. To znaczy jestem, ale nie na tyle by się zgłaszać do was- stwierdziła, po czym ponownie powtórzyła imię i nazwisko profesora. Niekumata recepcjonistka w końcu zajarzyła o co chodzi. Podała jej jakąś karteczkę złożoną na pół i wyjaśniła drogę na dach. Po drodze we wskazane miejsce Katherine przeczytała karteczkę na której rozpoznała charakterystyczne dla profesora od transmutacji pismo. Kichnęła przy tym dwa razy smarkając nos w chusteczkę. Nie czuła się na siłach by w takim stanie przystępować do jakiegokolwiek zadania. Jednakże mus to mus.
-panno Katherine Russeau, aby poprawić swoją ocenę musisz zapalić na dachu wszystkie pochodnie. Jednak to nie jest takie proste zadanie. Każda pochodnia powinna palić się innym kolorem i wszystkie powinny stworzyć tęczę...- przeczytała po czym zatrzymała się na moment bo właśnie dotarła do drzwi windy. Wjechała na górę i przekroczyła próg drzwi na dach. Za pierwszym razem podpaliła coś nie tak, ale w porę udało jej się ugasić pożar. Gdy już ochłonęła to za drugim razem pomieszały jej się kolory. Fioletowy był, ale niebieski był już obok czerwonego, nie to nie tak miało wyglądać. Za trzecim razem znowu nastąpiło podpalenie, ale tym razem samej siebie i profesor musiał wkroczyć do akcji. Przeklinając i rzucając się trafiła na Izbę Przyjeć kilka pięter niżej i niestety ale musiała się pożegnać z dalszą częścią zadania .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Czw 30 Paź - 22:15

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 22
   Wyrzucona kostka: 1
   Link do losowania *klik*

Ale jak to? Isolde nie zaliczyła? To musiał być jakiś kiepski dowcip, przecież ślęczała nad tym wypracowaniem tyle czasu, korzystając z różnych źródeł, każdą informację sprawdzając pięć razy i cyzelując każde zdanie. Była dumna ze swojej pracy, oczekiwała jakichś szalonych pochwał, więc list z informacją, że nie zaliczyła, zupełnie zbił ją z tropu. Jej urażona ambicja sprawiła, że miała ochotę natychmiast odpisać, że to z pewnością jakaś pomyłka, ale chyba jednak lepiej załatwić to osobiście. Dlatego też udała się do Szpitala Świętego Munga. No cóż, znała to miejsce na wylot i recepcjonistka nie wydawała się zaskoczona jej obecnością, raczej faktem, że nie szukała matki, tylko profesora Withmana. Ale zaraz uśmiechnęła się lekko i wskazała jej drogę na dach - zupełnie zresztą niepotrzebnie, bo Is bardzo dobrze wiedziała, gdzie to jest. Po raz pierwszy zabrał ją tam Zachariasz, oczywiście w tajemnicy przed jej matką, która na pewno byłaby przerażona faktem, że jej dziecko znajduje się na tak niebezpiecznej wysokości. Gdyby spadła, nawet najbardziej doświadczony uzdrowiciel by jej nie pomógł.
W dłoni ściskała kartkę zapisaną znajomym pismem nauczyciela, którą wręczyła jej recepcjonistka. Zapalić pochodnie tak, by płonęły różnobarwnym płomieniem? To nie powinno być zbyt trudne, choć już rozumiała, że wcale nie miała poprawiać swojego wypracowania, a stawić czoła kolejnemu zadaniu ze Sfinksa. Gdy otworzyły się drzwi windy, Isolde zanurzyła się w ciemności. Dość szybko udało jej się zapalić fioletową pochodnię, a potem poszło jak z płatka. W chwili, gdy wszystkie zapłonęły kolorami tęczy, przed Is otworzyły się drzwi. Nie pozostawało nic innego, jak tylko wejść do środka, co zrobiła, czując lekkie mrowienie w palcach, jak zawsze, gdy była podekscytowana.

z/t tutaj, idę do pokoju
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 20
Skąd : Ottery St. Catchpole
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 6297
Dodatkowo : ścigająca, kpt
  Liczba postów : 2739
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7146-shenae-d-angelo#204090
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7147-shenae-d-angelo#204112
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7148-shenae-d-angelo#204119
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7244-shenae-d-angelo#204981




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Pią 31 Paź - 20:57

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 26pkt
Wyrzucona kostka: 4/1 (jednego dnia)
Link do losowania *klik*

Święty Mung od incydentu w wakacje wcale nie kojarzył jej się dobrze. Skrzywiła się na samą myśl o tym, że należy się tam zjawić. Nie miała jednak większego wyboru. Czy tego chciała czy nie, ważyła się jej ocena z transmutacji. A na tym akurat powinno jej zależeć. Nie szczędząc sobie słów krytyki i możliwości do wyżycia się na kilku osobach po drodze, zjawiła się ostatecznie na miejscu, zakładając ręce na piersi. Oparła się biodrem o ladę recepcjonistki, czekając na swoje miejsce w kolejce. W końcu wypchała się do przodu i zaczęła rozmowę, wcinając się komuś w pół słowa. Zająknęła się tylko dlatego, ze kobieta ją uciszyła. Uciszyła! Czaicie to? D’Angelo, która była tu chyba jedyną zdrową przy zmysłach. Dziewczyna niezadowolona wykłóciła się dopiero o swoje informacje, rozeźlona ruszając na dach, wykonać zadanie, które nie mogło być przecież ciężkie, nie? Nie powinno. A było. Choć wcale by się do tego nie przyznała. Mimo wszystko to poszło jej bez zarzutu. Whitman niech się wypcha. To znaczyło, że powinna wrócić teraz do domu? Miała wrażenie, ze ta noc się jeszcze nie skończyła. Coś chyba jeszcze się stanie. Bo przecież tak to u niej bywało, ze jak coś jej się zwalało na łeb to wszystko. Zresztą ostatnio bezustannie. Takie fatum. Ktoś coś wspominał o tym, ze niedługo Halloween? Ona cały rok przebierała się za feralną, fatalną postać — siebie. Good luck, D’Angelo.

zt > Bezpieczny Pokój
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Monako
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 237
Dodatkowo : animag (irbis)
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9833-arlette-blake
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9839-arlette
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9837-arlette-blake




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Sob 1 Lis - 20:11

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 15
Wyrzucona kostka: 1
Link do losowania *klik*

Zawaliła pracę z transmutacji? Bo nie była kompletna? Chwila, chwila. Czy ona w ogóle pisała pracę z jakiegokolwiek przedmiotu w ciągu ostatnich kilku tygodni? Nie przypominała sobie. Ale postanowiła, że przyjdzie, to pewnie kolejny wymysł anglików, którzy na każdym kroku zadziwiali ją coraz bardziej. Podchodząc do recepcji nie wiedziała właściwie o co pytać. Wreszcie podała nazwisko i dostała kartkę oraz szczegóły jak dojść na dach. Zapalić pochodnie, w kolorach tęczy? Co to miało do rzeczy? Mimo to wsiadła do windy - swoją drogą nie przepadała za windami - a kiedy tylko drzwi się otworzyły, zrobiło się nieprzyjemnie ciemno, dlatego też koniec jej różdżki zaczął świecić, za pomocą zaklęcia Lumos. Mogłaby wyczarować większe źródło światła, ale przecież nie było potrzeby. Po chwili odnalazła pochodnię koloru fioletowego, zaraz po niej całą resztę. Trzeba było tylko zapamiętać kolory tęczy. Jak leciał ten wierszyk o żabie? Zresztą nie ważne. Przypomniała sobie odpowiednią kombinację i drzwi stanęły przed nią otworem. Bez zbędnego marnowania czasu Arlette ruszyła przed siebie.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 5347
Dodatkowo : Wężoustość, legilimencja i oklumencja
  Liczba postów : 2811
http://www.czarodzieje.org/t7093-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7094-rekinowe-relacje
http://www.czarodzieje.org/t7096-rasheed-sharker
http://www.czarodzieje.org/t7190-rasheed-sharker




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Wto 4 Lis - 1:11

Powrót ze Szwecji nie należał do specjalnie przyjemnych. Ze względów bezpieczeństwa, Rasheed musiał zupełnie odpuścić sobie teleportację i lot na miotle, a podróż mugolskimi sposobami niespecjalnie przypadła mu do gustu. Jednakże jeśli nie ma się tego co się lubi to się lubi co się ma i siłą rzeczy chłopak pierwszy raz w życiu leciał samolotem. Spróbujcie wyobrazić sobie jego zdziwienie podczas lotu, nic już nie mówiąc o tym, którego doznał gdy wrócił do szkoły i zastał tam list o jakiejś pracy z transmutacji. Zmordowany i zdecydowanie zmaltretowany przez życie, wybrał się do Munga niemalże natychmiast, zupełnie pozbawiony cierpliwości aby użerać się z recepcjonistką, nic już nie mówiąc o jakichśtam świecach czy tym bardziej pochodniach. Wjechał jednak windą na górę i oto rozpoczęła się katorga. Oczywiście miał wystarczająco dużo szczęścia, aby zupełnie zawalić zadanie i jeszcze się zapalić. No gratulacje Sharker, wsadzić Cię do samolotu i już główka nie wie gdzie góra, a gdzie dół. Withman spektakularnie oblał go wodą, a mimo, że nie doznał żadnej większej krzywdy, głównie dzięki bohaterskiemu doskokowi profesora, nie mógł brać udziału w dalszej części zadania, niemalże siłą zaciągnięty na izbę przyjęć. Wszystkie „nie trzeba” i „mogę już iść?” sprawiły że tylko spędził tam ze dwa razy więcej czasu niżby musiał, gdyby siedział spokojnie, ale gdy wreszcie go uwolniono był po prostu wściekły. Nie tylko na siebie, ale i na cały świat, więc lepiej byłoby schodzić mu w najbliższym czasie z drogi.

[zt]

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 57
Wyrzucona kostka: 3, 6 i parzysta
Link do losowania *klik*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Lahti, Finlandia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 2215
Dodatkowo : hejter narodów, obrońca, animagia (tygrys)
  Liczba postów : 970
http://www.czarodzieje.org/t7262-julia-heikkonen
http://www.czarodzieje.org/t7263-julia-heikkonen
http://www.czarodzieje.org/t7264-julia-heikkonen
http://www.czarodzieje.org/t7265-julia-heikkonen




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Pią 21 Lis - 16:47

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 20
Wyrzucona kostka: 2
Link do losowania *klik*

W zasadzie to nie wiedziała o co może chodzić w momencie kiedy dostała list od profesora Withmana. Faktycznie jakiś czas temu była na lekcji transmutacji i mieli do napisania referat ale myślała że wszystko z nim w porządku szczególnie jeśli przez tyle czasu nie było co do tego żadnych uwag. To wszystko zdawało się dziwnie podejrzane jednak nie chcąc mieć problemów z nauczycielami postanowiła przyjść we wskazane miejsce. Przybyła do Munga przed czasem i przez chwilę zastanawiała się jak tu się dostać na dach, po chwili postanowiła zapytać recepcjonistkę która na początku była zdziwiona takim zapytaniem jednak potem jakby zrozumiała o co się rozchodzi. Została skierowana we właściwe miejsce (i nie był to psychiatryk,wow) a przy okazji dostała kartkę z poleceniem jak może poprawić ocenę. Zapalić pochodnie? No czemu nie, a tak w ogóle to po co? Niestety nie było komu zadać tego pytania tak czy inaczej się tym zajęła. Jako pierwszą zapaliła fioletową pochodnię, później kolejne a przy ostatniej udało jej się zauważyć tajemnicze drzwi do bliżej nieokreślonego pokoju. No co? Przecież nie  mogła znać rozkładu pomieszczeń w szpitalu mimo tego że już tu bywała przy okazji różnych urazów a wtedy raczej nie robiła sobie wycieczek szpitaloznawczych. Płomienie pochodni stworzyły tęczę a wtedy drzwi się otworzyły, oczywiście weszła do środka.

z/t > do pokoju
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 21
Skąd : Bath, Anglia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 149
Dodatkowo : ścigająca
  Liczba postów : 187
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9869-sarah-neris
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9872-sarh-szuka-kolegow-i-kolezanek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9874-z-checia-popisze-d
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9871-sarah-neris




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Pią 21 Lis - 22:10

Sarah stała przed wejściem na dach. Denerwowała się, to było dziwne. Wydawał jej się, ze poszło jej dobrze z tym wypracowaniem. No, ale skoro nie...
Zdenerwowała ją też ta głupia sekretarka na dole. No, ale skoro już tu była, postanowiła się uspokoić. To było za nią, teraz musi się skupić na zadaniu przed nią. Jak na Sfinksie. Da radę, jest dobra.
Znów poszło jej niespodziewanie łatwo. Prawie od razu znalazła pierwszą latarnię i zapaliła ją. Rozbłysła fioletowym światłem.
Reszta okazała się prawie dziecinnie prosta.
Dobra, to gdzie teraz?




Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 15
Wyrzucona kostka: 2
Link do losowania [url=]*klik*[/url]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 22
Skąd : Plymouth
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 1913
Dodatkowo : Ścigająca
  Liczba postów : 840
http://www.czarodzieje.org/t7121-echo-merope-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7123-echo-w-lesie#203157
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7122-listy-echo#203156
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7206-echo-lyons




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Sro 18 Lut - 20:26

Echo od początku wiedziała, że coś jest nie halo z tym listem od Withmana. Po pierwsze, zawsze dbała o jakość swoich wypracowań i oddawała je w stanie, w którym wyglądały zadowalająco, a nad ostatnim z transmutacji spędziła tyle czasu, że kompletnie jej się nie wyobrażało, aby były tam znaczące błędy. Nie mogła pominąć najważniejszych informacji. Co najwyżej ktoś majstrował perfidnie przy tym eseju, ale była też inna kwestia - jaki normalny profesor ciągnąłby ucznia na dach świętego Munga, aby porozmawiać o wypracowaniu? Nie Withman. Nawet Blythe był na tyle ogarnięty, żeby załatwiać takie sprawy w Hogwarcie. Lyons domyśliła się więc, że to konspira - albo Sfinks, albo ktoś chce ją porządnie wrobić. Kiedy podała recepcjonistce swoje nazwisko, stało się dla niej jasne, że to kolejne zadanie. Serducho od razu jej przyspieszyło.
Wysiadła z windy, a zapalanie pochodni powinno być dla niej zadaniem prostym i niewymagającym, skoro dotyczyło tęczy (no Echo i tęcza, jedność przecież) i zaklęć. Coś jednak poszło nie tak i pierwszego dnia nie udało jej się poradzić z zadaniem. Śmiała się tylko z tego, że ma zapalać pochodnie, aby poprawić wypracowanie. Nic nie miało tu sensu. Pomyliła kolory, nawet sama nie wiedziała dlaczego, jednak wróciła kolejnego dnia i poradziła sobie z tęczowymi pochodniami, tym razem bez większych problemów - po zapaleniu pierwszej, następne poszły gładko, a drzwi, które wyłoniły się z ciemności, z łatwością pomieściły drobną blondynkę, pędzącą do kolejnej części zadania.

Ilość punktów z Zaklęć i OPCM: 40
Wyrzucona kostka: 4 i 3, potem 4 i potem 2 = drugiego dnia się udało
Link do losowania 1 i 2, 3 i 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 366
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny; impotencja do 03.12.2018
  Liczba postów : 493
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Dach   Wto 25 Wrz - 18:15

Potrzebował stać się silniejszy.
Czyżby odezwały się w nim pewne instynkty, narzucane przez społeczeństwo w rytm kroków poprzedzających wszelkie wydarzenia? Nie mógł stać w miejscu, wiedział doskonale, że jeżeli został przydzielony do pracy na festynie, nie może odbiegać i odstawać od reszty; musi poprawnie przeprowadzić każde z możliwych zaklęć, ale samo leczenie nic nie da, jeżeli ktoś postanowi cisnąć zaklęciami bez jakiegokolwiek opanowania. Potrzebował umiejętności obrony, potrzebował skorzystać z podręczników, potrzebował douczyć się oraz nauczyć bez większych problemów kolejnych sekwencji, kolejnych nut, kolejnych akordów, które znajdowały się poza zasięgiem jego dłoni. Podobno na końcu i tak to nie ma znaczenia, jednak nie mógł sobie pozwolić na brak jakiegokolwiek profesjonalizmu; bez jęków i pisków zatem, bez jakichkolwiek oznak, że dzieje mu się krzywda, postanowił skorzystać z pomocy osób bardziej doświadczonych, bardziej wykwalifikowanych. Niemniej jednak, wiedza teoretyczna zdawała się być jedną z najważniejszych, którą mógłby potem wyprowadzić na rzeczywistość, tchnąć w nią życie, móc zastosować w praktyce. Korzystanie z książek znajdujących się na szpitalu niezbyt wiele mu dało, tudzież poprosił jednego z uczniów przebywających na oddziale o pożyczenie książki z zaklęciami; wiedząc doskonale o tym, że będzie mógł znaleźć tam coś, co mu jednak z głowy wyleciało, a co może uratować skórę innym.
No tak, jak mógłby zawieźć się na własnych pamiętliwych wspomnieniach, prześladujących go niczym demony przeszłości; nie bez powodu czuł nieraz, że jego ciało jest rozszarpywane przez rozwścieczone magiczne stworzenia bez konkretnego powodu, a chociaż ból w klatce piersiowej zdawał się być nie do zniesienia, to był tylko tak naprawdę jeden ze snów, których nie mógł opanować siłą woli. To tylko sen - powtarzałby sobie, jednak nie mógł zrozumieć, dlaczego ta sama tematyka dotyka go każdego spojrzenia na księżyc podczas bezchmurnych wieczorów, dlaczego każda z gwiazd oznacza dotknięcie bólu oraz paraliżu, dlaczego go to w ogóle spotyka. Niemniej jednak, chciał stać się silniejszy, a jeżeli na coś się uparł, to nie zamierzał bez konkretnych powodów się poddawać. Westchnąwszy cicho, spojrzał w stronę współpracownika; o zbyt wiele go przecież nie prosił, kiedy to sylwetka się wyprostowała, a różdżki poszły w ruch.
- Gotowy? - usłyszawszy pytanie, nie miał cienia niepewności; był w pełni przygotowany na ewentualne konsekwencje, gdzie to wówczas sekundant miał na celu zdjąć klątwę panująca na uzdrowicielu. Kiwnąwszy głową, zarejestrował ruch nadgarstka, ruch rzucanego wówczas zaklęcia ofensywnego, które to poszło, ciśnięte przez całokształt umiejętności znajomego. - Excluditur. - niemniej jednak, przyniosło ono całkowicie odwrotny skutek; zamiast spowodować zamianę lecącego ciosu, spotęgował tylko jego siłę. Zaklęcie łaskotek uderzyło jego klatkę piersiową na tyle, że osunął się do tyłu, by z drobną pomocą sekundanta powstać na nogi. Na szczęście ból był krótkotrwały, nie wywoływał większych zmian, choć na pewno bardziej uporczywy przy zakłóceniach, które sprawiały nie lada problem i czyniły z rzucanych czarów namiastkę niepewności. Ponowna próba. - Excluditur. - czyżby się przecenił ponownie? Czarna opaska okryła jego oczy, zabrała możliwość widzenia; zbyt długo jednak nie czekał, kiedy to odniósł podwójną porażkę z rzędu. Ewidentnie w zaklęciach nie był zbyt dobry, a tym bardziej w OPCM, co nie zmienia faktu, że nie zamierzał stać bezczynnie oraz się poddać. Wziął głębszy wdech, mając nadzieję, że to pomoże uspokoić jego ciut szybciej bijące serce; przenikliwe tęczówki przeszyły sylwetkę przeciwnika, by następnie poprosić o ten jeden raz. Dodatkowy, nawet jeżeli mu się nie udawało i pasmo porażek nie pozwoliło normalnie funkcjonować różdżce. Czyżby się sprzeciwiała? - Excluditur.
I ponowie; zaklęcie zadziałało z o wiele większą siłą niż zazwyczaj. Dzisiejsze zakłócenia nie dały mu odetchnąć ani na chwilę, co nie zmienia faktu, że mimo przekręcania oczami przez znajomych, postanowił podjąć się kolejnej próby. Nie, on tak łatwo się nie podda; słowo mało znane, co nie zmienia faktu, że potrafił być wyjątkowo ustępliwy w wyjątkowo uzasadnionych wypadkach. Nie zamierzał wystawiać swoich nikłych umiejętności na festynie, dlatego ponowne rzucenie czaru nie było dla nikogo z obecnych zaskoczeniem. Niemniej jednak, ponowne rzucenie zaklęcia było obciążone tym samym skutkiem; zaś bijące serce, prawdopodobnie ze stresu, dawało o sobie znać; płytki oddech nie mógł się uspokoić, dłonie zaś ścisnęły mocniej kawałeczek drewna. Następna była drętwota, skutecznie oszołomiła go na tyle, iż potrzebował przerwy. Krótkiej, aczkolwiek widocznej, złośliwość losu dawała o sobie znać na tyle, że po prostu potrzebował odrobiny wytchnienia; zbyt długo się jednak nie usiedział, kiedy to po paru minutach ponownie przystąpił do treningu. Kolejne próby? Skądże, różdżka była na tyle uparta, że ewidentnie nie chciała współpracować. Albo dochodziło do zwiększenia działania ofensywnego zaklęcia, albo w ogóle nie używał Excluditura. Niemniej jednak, trzynasta, pechowa liczba, odniosła należyty skutek. I czternasta również.
Ewidentnie to nie był jego dzień.

| zt

______________________



Take me to church
I'll worship like a dog at the shrine of your lies
I'll tell you my sins so you can sharpen your knife
Offer me that deathless death
Good God, let me give you my life

| Do 03.12.2018 jest impotentem i mu nie stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Dach   

Powrót do góry Go down
 

Dach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-