Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 149
  Liczba postów : 330
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4203-chantal-elise-juliette-de-lurien
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4208-chanticleer-i-jej-elfy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6412-chantalkowe-listy-milosne#180372




Gracz






PisanieTemat: Główna ulica   Pon Sie 05 2013, 23:26

First topic message reminder :


Glówna ulica


Wzdłuż niej ciągną się kamienice, w których mieszkają czarodzieje. Niedaleko można znaleźć sklep spożywczy, park tojadowy, księgarnię, cukiernię i nawet jakiś pub. Jest zaprojektowana w dość starym stylu i ma w sobie odorbinę magicznego klimatu.



Ostatnio zmieniony przez Chantal de Lúrien dnia Wto Sie 06 2013, 00:13, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1032
  Liczba postów : 903
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Główna ulica   Nie Paź 07 2018, 21:38

Dla niego zawsze najbardziej liczyła się rodzina i nigdy jakoś to specjalnie nie ukrywał. Oriane doskonale o tym wiedziała. Byli kuzynami i spędzali ze sobą bardzo dużo czasu. Gdyby ktoś nie wiedział, że są rodziną pewnie domyślaliby się, że mogą być razem. Na dobrą sprawę nie byli spokrewnieni. Przecież była rodziną z jej przybranymi rodzicami, a nie tymi biologicznymi. Ale nie mógłby być z Oriane, przecież kochali się jako brat i siostra i nigdy nie chciał zmieniać tej relacji. Mimo iż teraz nie mieli ze sobą kontaktu na pewno nadal za sobą są i pewnie tęsknią, ale los ich podzielił i nie mogli się teraz widywać. Miał jedynie nadzieję, że to się jeszcze zmieni.
Segovia co prawda bardzo się zmieniła, ale ten wzrok. On go chyba nigdy nie zapomni. Nie byli bóg wie jakimi przyjaciółmi, ale jednak często rozmawiali za czasów szkolnych. Po prostu mieli wspólny język. Max chciał jej pomóc i pomagał jako nowej uczennicy w Hogwarcie. Pewnie mu była za to wdzięczna, albo i nie. Po Segovii mógł się tak naprawdę wszystkiego spodziewać. Czasami zachowywała się dziwnie i można powiedzieć, że była dla niego wielką zagadką, ale zawsze go intrygowała.
- Pewnie, że się zmieniłem. Nieco się za siebie wziąłem... - zaśmiał się.
Pewnie go pamiętała jako małego, grubego chłopca z Hufflepuff'u. Ludzie się zmieniają, ale Max był na tyle ambitny, że ustawił sobie za cel zrobienie z sobą coś przez co wyglądałby o wiele lepiej i chyba mu się to udało. Widać było zdziwienie na twarzy kobiety, ale to było bardzo miłe dla jego oczu.
- Że nie ma drugiej takiej jak Ty... - dosłownie. Jej wzrok dosłownie to oznaczał. Miała wzrok jakby nikt inny takiego nie posiadał. Ale miał coś w sobie co Maxowi bardzo się podobało. Jednakże czy cała Segovia mu się podobała? Nigdy na to w ten sposób nie patrzył. Znał ją za czasów gówniarza, więc trudno wtedy było mówić o jakiejkolwiek miłości czy chociażby zauroczeniu. Jednakże teraz byli dorosłymi czarodziejami. Doskonale pamięta chwilę spędzone z nią podczas nauki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 92
  Liczba postów : 227
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Główna ulica   Nie Paź 07 2018, 22:07

Rodzina stanowi bardzo ważne miejsce w jej życiu... Choć od zawsze było ono intensywne i zawiłe... Rodzina stanowiła priorytet, miała być stałym elementem jej osoby. Utożsamiała się z nią do momentu, w którym jeden z jej członków postanowił zniszczyć to, czego się nauczyła, co rozumiała... Straciła coś bezpowrotnie i zwyczajnie musiała się z tym pogodzić.
W lustrze widziała tę samą osobę. Może otrzymała kilka zbędnych centymetrów, jednak obojczyki wciąż wystawały w ten sam sposób. Może dorobiła się kilka nowych tatuaży, które zdobiły jej mleczną skórę. Utożsamiała się z nimi bardziej niż z wieloma swoimi życiowymi wyborami.
Czasy szkolne w Hogwarcie były wspomnieniami, do których rzadko wracała. Nie przynosiły jej niczego dobrego, tylko ból i pytań bez odpowiedzi. Nie potrzebowała tego w swoim życiu, już za bardzo sama je skomplikowała.
Nigdy nie odmówiła kierowanej do niej pomocy. Nie dlatego, że jej potrzebowała ale dlatego, że uważała Maxa za nieszkodliwego. Może czasem traktowała go tak, jakby nie istniał... Również nie z powodu szczególnej niechęci wobec niego. Po prostu... Taka była. Czy to również się zmieniło?
-Owszem. Choć pasowały Ci zarumienione pyzowate policzki.-Powiedziała, pozwalając na ocieplenie chłodnego uśmiechu na jej wargach. Zdecydowanie uważała go za nieszkodliwego w czasach szkolnych, co mogło być jej pierwszym błędem.
Zaśmiała się i pokręciła głową. -Zapewne gdyby była, świat miałby spory problem.-Powiedziała spokojnie. Było coś dziwnego(a może niepokojącego) w tym, że usłyszała z czyiś słów komplement. Bo tym to właśnie było, prawda? Postanowiła dłużej się nad tym nie zastanawiać i ujęła pod ramię swojego towarzysza.-Dokąd zmierzasz? Mogę Cię odprowadzić... I tak miałam w planach spacer.-Mruknęła. Bezceremonialność w przypadku tej znajomości była czymś naturalnym... Choć nie tak jak w przypadku Claude, którego znała o wiele lepiej. Jednak Max zawsze wydawał się otwarty... W przeciwieństwie do niej i jej własnych urojeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1032
  Liczba postów : 903
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Główna ulica   Nie Paź 07 2018, 23:57

Dla niego również rodzina była zawsze bardzo ważna. Jednakże. Sam miał zamiar stworzyć rodzinę ale czy mu się to uda? Po rozstaniu z Beatrice, a nawet jeszcze wcześniej miał problem ze swoją orientacją. Sam nie był w stu procentach pewny w którą stronę ma iść. Niby podobały mu się kobiety, ale również i mężczyźni, więc na ten moment trudno było mu stwierdzić czy takową, swoją rodzinę będzie posiadał. Pewnie chciałby mieć swoje dzieci, ale wiadomo jeżeli znajdzie się jakiś kandydat, a nie kandydatka, będzie mu trudno stworzyć prawdziwą rodzinę. Jednakże nie miał zamiaru o tym teraz myśleć. Był jeszcze młody i myślenie o założeniu rodziny pozostawiał kwestią, która ma się dopiero okazać.
Jego zawsze kręciły dojrzalsze kobiety, akurat do tej pory miał szczęście do kobiet w swoim wieku. Zaczynając od Gwen, puchonka z roku. Dawno już z nią nie rozmawiał, nie widział się. Po rozstaniu mieli jeszcze jakieś przelotne rozmowy, ale nic z tego nie wynikało. Szczerze powiedziawszy to już nawet o niej zapomniał. Wyjechała, zostawiła go samego i nie miał zamiaru do tego wracać. Des, ślizgonka, ale zachowała się podobnie jak i Gwen, jednakże tutaj nie doszło do niczego wielkiego. Nawet nie było można stwierdzić dlaczego się ta para rozstała. Jednak fakt był pewien, wyjechała. Wróciła, ale znowu wyjechała. Nie miał zamiaru czekać na nią jak na zbawienie. Czy coś do niej czuł? Raczej już nie. Była to dość szybka historia nie warta zapamiętania. Gwen naprawdę kochał, byli ze sobą dość długi okres czasu więc mógł ją jakkolwiek wspominać. Beatrice również kochał, nawet się oświadczył. Oświadczyny szybko zostały zerwane z jego winy. Do tej pory nie wiedział jak to się stało, ale był przekonany, że Viv macała w tym palce, przecież wiedząc, że jej siostra z nim chodziła to dlaczego rzucała mu się w ramiona? No cóż. Nie mógł do tego wracać. Odbył już rozmowę z Beti i doszli do wniosku, że nie będą do tego wracać. Mieli zostać przyjaciółmi, znajomymi przynajmniej tak chciał Max, ale nie widział tego. Nie mógł patrzeć na jej szczęście z innym facetem. Stało się to dość niedawno więc mogło mu to jeszcze zostać w pamięci.
- Ano może i pasowały, ale natura postanowiła mnie pokazać w innym świetle. - mruknął do niej. Zbyt nawet się nie musiał starać, żeby pozbyć się swoich kompleksów, bo był dość niski, a gdy zaczął rosnąć, masa rozciągała się wraz z nim. Jednakże nie można zapomnieć o częstych ćwiczeniach chłopaka, bo to na pewno w dużej mierze przyczyniło się do tego jak teraz wygląda.
- Zmierzałem do Hogwartu, jednakże wcale mi się tam nie śpieszy... Wracam od rodziców. - powiedział do niej. Lubił takie początki znajomości, bo tak naprawdę mógł powiedzieć dosłownie wszystko i zbytnio nie obchodziło go to jak ona to przyjmie. Z przyjaciółmi jednak trzeba było rozmawiać bardziej rozważnie. Mogli to odebrać tak jakby on sobie tego nie życzył i mógłby wyniknąć z tego jakiś konflikt. A co jak co, ale Maxowi daleko od konfliktów. Raczej starał się utrzymywać dość przyjazne stosunki, a jeżeli nie wychodziło po prostu ich unikał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 92
  Liczba postów : 227
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Główna ulica   Pon Paź 08 2018, 22:17

Patrząc na to z tej strony... Gdyby tylko znała miłosne podboje tego oto mężczyzny, zapewne mocno by się zdziwiła. Nie dlatego, że nie mógł takowych posiadać. Owszem, mógł... Po prostu, to zaskakujące, jak pewne aspekty życiowe, u różnych ludzi, mogą diametralnie się różnić. Posiadała jednego chłopaka i to jeszcze za czasów szkolnych. Nie nazwałaby tego prawdziwą miłością, nie określiłaby tego żadnym mianem. Zwyczajnie dobrze czuła się w towarzystwie tej jednej osoby... I wyszło jak wyszło. Skończyło się równie szybko, jak niespodziewanie się zaczęło. Pożegnanie nie było bolesne ani radosne, po prostu się stało... A jej dalsza przygoda? Cóż, czy oddanie się pracy mogło równać się idealnymi związkowi? Tak właśnie to widziała. Oddanie pasji i jednocześnie stanowisku, dzięki któremu miała co włożyć do gara. Tyle.
A to, że jej uczucia lawirowały między niewłaściwymi osobami to kompletnie inna bajka. Głęboko ukryta, jak wszystko co było z nią związane.
-Czuję się tak... Jakbym nie rozmawiała z tym samym Maximilianem... Chociaż czy w ogóle wiedziałam, kim jesteś? Wtedy również za wiele nie rozmawialiśmy.-Wzruszyła delikatnie ramionami, nie mijając się z prawdą. Nie widziała sensu w tym aby oszukiwać się do tego, jakie relacje łączyły tę dwójkę. Dopiero niedawno temu, zapewne dzięki wpływowi jednej persony... Jej pogląd na pewne sprawy całkowicie uległ zmianie. Wątpiła aby miało to zmienić jej usposobienie, jednak może zapoczątkować ruszenie czegokolwiek w jej życiu.
-Czemu zmierzasz do tego miejsca? Czemu ktokolwiek chciałby tam wracać?-Uniosła delikatnie brwi nie ukrywając swojego zniesmaczenia. Naprawdę nie przepadała za tą szkołą... To nie była kwestia złych wspomnień czy jakieś dziwnej traumy. Po prostu. Nie zmieniła swojego zdania nawet po tylu latach, nawet wtedy kiedy nie musi przechadzać się szkolnymi korytarzami.
I czy to właśnie nie z przyjaciółmi mogło rozmawiać się bez żadnych ograniczeń? Czy to nie oni odbierali nas takimi, jakimi jesteśmy naprawdę? Posiadanie więzi z innymi ludźmi w jej przypadku było trudne, właśnie dlatego, że nikt do końca nie wiedział kim była... Nigdy również się o to szczególnie nie starała... Jednak podejrzewała, że sprawy mogłyby potoczyć się różnie. Teraz.
Od rodziców... Jak długo zajęłaby jej droga, gdyby ona wracała od swoich? Swoją drogą, jego słowa sprawiły, że na moment skupiła się na rodzinnym domu i ludźmi, którzy się tam znajdowali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1032
  Liczba postów : 903
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Główna ulica   Wto Paź 09 2018, 00:06

Max za każdym razem uznawał, że ten związek będzie idealny. Z Gwen dogadywał się jak z osobą z którą znał się od wieków. Z Des jednak bardziej patrzył na to, że Ori była jej przyjaciółką, ale i tak bardzo dobrze się dogadywali. Za to z Beą? Sam nie wiedział jak to jest. Wszystko było idealnie, tak jakby sobie tego życzyli. Max naprawdę bardzo chciał się z nią związać. Wiedział, że jej rodzina nie jest zadowolona z tego faktu, ale czy miał zamiar się tym przejmować? Nigdy by się tym faktem nie przejmował. To przecież jest decyzja Beatrice, a nie ich rodziców czy rodzeństwa. Jednak mieli tak bardzo dobrą relację, że uwierzyła we wszystko. Max mógłby jeszcze walczyć o ten związek, ale sobie zwyczajnie darował. Nie miał zamiaru wchodzić w konflikt z jej rodziną, bo czuł, że nawet jakby się to jakkolwiek udało to rodzina byłaby temu przeciwna i mogłaby mu dogryzać. Więc szczerze powiedziawszy nawet tego nie żałował. Kochał ją, to na pewno, ale jej rodziny nie cierpiał. Był całkiem odmienny od jej rodziny, zdawało mu się, że ona sama odstawała od nich, ale teraz trudno mu było cokolwiek powiedzieć na ten temat. Beatrice dość mocno się zmieniła, ale teraz to nie jego rola, żeby spróbować się z nią dogadać. Pewnie gdyby się spotkali przypadkowo na ulicy normalnie by ze sobą rozmawiali. Przecież minęło już trochę czasu i kto wie czy Beatrice nie miała już kolejnego kandydata. Oczywiście bardzo jej tego życzył, ale na pewno byłoby mu z tego powodu przykro, że tak szybko się z tym pogodziła.
- To było dość dawno. Ja byłem jeszcze smarkaczem. - mruknął.
Segovia wtedy wchodziła w życie nastoletnie więc nie mogła traktować Maxa poważnie. Był dzieciakiem więc nie mógł jej niczym tak naprawdę dorównać.
- No nie mów. Ja bardzo dobrze wspominam Hogwart. Szkoła to mój drugi dom do którego zawsze bym bardzo chętnie wracał. Poza tym pewnie nie wiesz, ale ja pracuje jako woźny w szkole. Byłem gajowym, jednak pojawił się ktoś nowy i zaproponowano mi tę posadę na którą się zgodziłem. Mniej obowiązków. - powiedział. Taka była prawda. Jako gajowy jednak musiał się troszczyć o Zakazany Las. Co prawda ten las nie był mu taki obcy, bo już jako mały chłopiec pojawiał się tam, ale teraz był opiekunem uczniów, więc nie mógł dawać złego przykładu. Miał już tam wiele przyjaciół i pewnie się zdziwią, że się często nie będzie tam pojawiał, ale przyjaciół w biedzie nie może zostawić i już miał w planach pojawienie się tam w następnych dniach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 92
  Liczba postów : 227
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Główna ulica   Sro Paź 10 2018, 16:40

Czy to nie powinno wyglądać tak, że jak naprawdę jesteśmy w kimś zakochani, to zrobimy wszystko aby z tą osobą być? Albo próbujemy uszczęśliwić ją nawet własnym kosztem... A nie dlatego, że mamusi i tatusiowi nie spodobał się wybór córeczki. Cóż, nie powinna(dlatego nie wypowiada się w tym temacie na głos), kwestionować czyjegokolwiek wyboru... Jej brak kompletnego doświadczenia wcale nie oznaczał, że nie posiadała jakiejkolwiek wiedzy w tym temacie. Zwyczajnie nie mogła tej wiedzy niczym poprzeć, dlatego zachowywała swoje mądrości w tej kwestii dla siebie. Jednak coś jest w tym, że w pewnym momencie nie liczy się nasze dobre, tylko czyjeś... Pech chciał, że nauczyła się być egoistką i trudno będzie jej to zmienić. Nie widziała nawet ku temu powodu.
Coś jest albo czegoś nie ma. Tyle.
-Wieki temu... I owszem, byłeś.-Powiedziała spokojnie, bez cienia jakichkolwiek pretensji czy obelgi. Nie będą się oszukiwać, prawda? Segovia od zawsze znajdowała się w stanie, w którym była o wiele starsza od wieku, który jest jej przypisany. To nie zmieniło się do tego momentu.
Doskonale wiedział, jaki stosunek miała do szkoły. Czy to właśnie nie ich pierwsze spotkanie dotyczyło tego, jak fatalna była ta uczelnia? Przynajmniej w jej mniemaniu. Wtedy zastanawiało ją to, jak bardzo człowiek zdolny jest do uczepienia się jednej myśli i do nagabywania do niej innych. Nigdy nie przekonała się do Hogwartu i nie zamierzała w najbliższym czasie tego zmieniać. Czasem zdarzają się w naszym życiu rzeczy, bądź spotykamy osoby, którym od razu mówimy nie. Bez wcześniejszego poznania, czy zaznajomienia się ze szczegółami. Nie i koniec. Miała podobnie. Nie skomentowała pracy woźnego, choć zdecydowanie korciło ją to, aby spytać... Dlaczego?!
-Byłeś? Czemu już nim nie jesteś?-Spytała spokojnie i przyjrzała się mijanej przez nich witrynie sklepowej. Sama od zawsze wiedziała, że będzie pracowała w Ministerstwie, kwestia tylko wybranego zawodu delikatnie różniła się od tego, kim miała zostać w oczach swojej rodziny. Wtedy jeszcze nie znajdowała się na pozycji reprezentatywnej, dlatego mogła pozwolić sobie na bunt... I wyszło jej to na dobre. Choć czy na pewno? Czy sygnet na jej palcu mówi to, w czym tak uparcie się utwierdzała? Przeniosła ponownie swoje uważne spojrzenie na mężczyznę. Próbując przypomnieć sobie jego twarz oraz całą jego postać z dawnych czasów. Kompletnie różnił się od osoby, która teraz kroczyła z nią ulicą. To zaskakujące jak niewiele lat potrafi wpłynąć na człowieka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1032
  Liczba postów : 903
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Główna ulica   Nie Paź 14 2018, 13:32

Owszem, powinno zrobić się wtedy dosłownie wszystko, ale przecież to musi działać w oby dwie strony, a nie że tylko jedna osoba będzie się starać. Z Beatrice chciał, żeby to wszystko się wyprostowało, ale on sam nic nie zdoła z tym zrobić. Mimo jego przekonywań ta nie chciała go nawet wysłuchać. Jednakże może i dobrze z drugiej strony? Może to nie była taka prawdziwa miłość? Sam zdrady nigdy by nie wybaczył, ale Max jej nie zdradził. Niewinny pocałunek to przecież nie jest zdrada, a na pewno nie taka, żeby nie dać jakichkolwiek szans. Ale nie miał zamiaru się nad tym dłużej zastanawiać. Tak wyszło i trudno. Najwyraźniej nie byli sobie pisani. Oczywiście bardzo tego żałował, ale Viv nie musiała o tym jej mówić. Sama też mogła być temu winna podobnie jak i on. Przecież nie zmuszał jej do tego, a jednak Beti jej nie brała pod uwagę, tak jakby Max zrobił to z premedytacją i zmusił do tego siostrę Bei. Zresztą później spotkał się z Viv i zauważył, że ta zrobiła to specjalnie. Chciała go w jakiś sposób pomścić i udało jej się. Gdyby nie ona, pewnie z Beą by teraz dyskutowali o najbliższym terminie ślubu, a tak to mógł sobie to tylko wyobrażać.
- No tak, ale gdyby nie wścibski smarkacz to pewnie przeszlibyśmy obok siebie kompletnie nie zwracając na siebie jakiejkolwiek uwagi. - powiedział do niej i wzruszył ramionami. Na ten moment relacji to pewnie oby dwóm zbytnio na tym nie zależało. Mało co się znali. I tak całe szczęście, że pamiętali swoje imiona.
Wzruszył ramionami i westchnął. - Szczerze powiedziawszy to nie mam pojęcia. Po prostu wracając w tym roku do szkoły dyrektor zaprosił mnie na rozmowę. Pewnie zlokalizował jakiegoś swojego przyjaciela i uważał, że jemu bardziej ta posada odpowiada. - powiedział do niej. Dla niego to nie było żadnej różnicy, nadal wiele mógł i nadal mógł być w Hogwarcie, a na tym mu najbardziej zależało. Uczniowie i tak z miotłą go nie zauważą, bo nawet teraz pod wpływem zaklęcia różnego rodzaju miotły czyściły korytarz pod jego nieobecność chyba, że któremuś z uczniów zachciało się robić psikusa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 92
  Liczba postów : 227
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Główna ulica   Pon Paź 15 2018, 14:11

Racja. Nie zdziałamy niczego, jeżeli walczymy w pojedynkę, a choć sama była zwolennikiem indywidualności i samowystarczalności... Wiedziała z własnego doświadczenia, że czasem sama dobra intencja i pragnienie nie wystarczą. Uważa się za silną osobę, taką, która twardo stąpa po ziemi, bo z jednej strony została tak wyszkolona i musiała taka być, a z drugiej, po części już taka się urodziła i łatwo jej było sobie z tym poradzić. Pragnęła odnaleźć brata, ponownie ich ze sobą połączyć... Bo bez niego czuła się jak niepełna wersja siebie. Nieważne ile razy mogli się nie zgadzać, jak różnie podchodzili do spraw ważnych i tych mniej ważnych... Zawsze wiedziała, że miała go po swojej stronie. Jednak on postanowił odejść, o niczym jej nie mówiąc. Odszedł. A lata spędzona na jego poszukiwaniach doprowadziły ją do tego miejsca, miejsca, w którym pomimo zapewnień, że wymazała go ze swojego życia... Wciąż liczyła na to, że kiedyś ponownie się spotkają. Okłamywała samą siebie i nie miała nic przeciwko temu.
Prawda jest taka, że jakikolwiek akt w kierunku drugiej osoby jest zdradą. Czy to niewinny pocałunek, czy wskoczenie komuś do łóżka. Jest to równomierny uczynek, bo chodzi o zdradę zaufania, którym obdarza się tę drugą osobę. Tego nie da się od tak naprawić. To zawsze będzie w nas siedziało, nieważne jak bardzo próbujemy pokazać, że jest inaczej.
Uśmiechnęła się lekko, choć nie było w tym geście niczego radosnego. Ignorowała Max'a nie dlatego, że był młodszy i mógł nie zrozumieć pewnych kwestii, które dla niej wtedy były istotne. Nie ignorowała go również dlatego, że był grubszy i nieznośny. Ignorowała go, bo niemiłosiernie jej kogoś przypominał, cechy, którymi się charakteryzował również wypominały jej to, kim sama była.
-Dlaczego ta posada? Gajowy, a potem woźny. Nie chciałeś... Nie wiem. Czegoś ambitniejszego?-Spytała i utkwiła w nim swoje spojrzenie. Pomimo tego, że wcale nie zamierzała go urazić, ani napiętnować jego wyboru kariery... Sam ton jej głosu i wydźwięk tego pytania sugerował coś odwrotnego. Jeżeli wcześniej nie wydawała się wyniosła, to w tym momencie mógł całkowicie zmienić o niej zdanie. Była do tego przyzwyczajona, jednak nie zamierzała ukrywać nurtujących ją pytań. Była zainteresowana, nic więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Londyn, magiczna ulica
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1032
  Liczba postów : 903
http://www.czarodzieje.org/t5147-maximilian-lamberd
http://www.czarodzieje.org/t5148p15-serducha-maxa#256539
http://www.czarodzieje.org/t9166-sowa-maxa
http://www.czarodzieje.org/t9158-maximilian-lamberd#256541




Gracz






PisanieTemat: Re: Główna ulica   Nie Paź 21 2018, 19:50

Nigdy na nikogo specjalnie nie liczył, zawsze starał się wszystko wykonać sam i sprostać zadaniu bez niczyjej pomocy. Chyba życie go tak nauczyło. W domu nigdy nie mógł liczyć na biologicznych rodziców. Zazwyczaj ich nie było w domu, a opiekowała się nim rodzina. Teraz był ciekawy co się z nimi tak naprawdę dzieje. Wiedział, że wszyscy należeli do tych złych. Jego babcia jedynie była temu przeciwna, ale z tego też faktu nie dostarczano go do niej. Mało kiedy się z nią widywał, a jeżeli widywał to nielegalnie i gdyby się jego rodzice o tym dowiedzieli mogłaby mieć przez to kłopoty. Więc często ta odbierała go od innych krewnych, żeby tylko jego matka się o tym dowiedziała. Gdy tylko został adoptowany nie dane mu było widywać się z rodziną. Prócz oczywiście cioci Carstairs. To właśnie ona pomagała mu spotykać się z babcią. Ta jednak jakiś czas temu odeszła co chłopak bardzo przeżył, ale było to dość dawno, bo jeszcze uczył się. Często mu jej bardzo brakuje, ale na szczęście rodzice byli bardzo w niego zaangażowali i spełniali się w stu procentach w roli prawdziwych rodzicieli. Nigdy nie brakowało mu ani matki ani ojca. Szczerze powiedziawszy nie liczył nawet na to, że jego ojciec żyje, miał nadzieję, że nie. Był złym człowiekiem i nienawidził go za to. Przecież to on zabił własną żonę i osierocił przez to Maxa. Może jej nie uwielbiał, ale matka to matka, tak? Niekiedy pamiętał dobre czasy kiedy to nawet potrafiła z nim zamienić kilka słów. Jednakże nie była z niej dobra matka. Naprawdę nie miał za kim tęsknić.
- Oczywiście, że chciałem coś ambitniejszego, ale zwyczajnie zabrakło ochoty do nauki. Nigdy nie miałem z nią problemów, ale miałem problemy z rodziną i tak jakoś wyszło, że nie skupiłem się na tym w odpowiednim czasie. - powiedział do niej i westchnął. Czasami miał do siebie o to żal. Mógł być teraz asystentem w szkole nauczyciela od Zielarstwa, bo jedynie w tym przedmiocie czuł się pewnie. Jednakże wyszło jak wyszło i został tym kim jest. - Ale mimo tego bardzo się cieszę, że zostałem w Hogwarcie. Pewnie nie jeden student o tym marzy. - oznajmił. Sam nie wyobrażał sobie rozstanie z Hogwartem. A ta praca sprawiała mu wielką radość więc to chyba najważniejsze w tym wszystkim. Może kiedyś jeszcze spróbuje swoich sił, ale na ten moment jest mu bardzo dobrze i nie chciałby tego teraz zmieniać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Rosja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 92
  Liczba postów : 227
http://www.czarodzieje.org/t15175-segovia-ivanowa#404564
http://www.czarodzieje.org/t15178-strata-czasu-ale-niech-juz-bedzie#404645
http://www.czarodzieje.org/t15179-sowy-strasznie-paskudza-niech-to-bedzie-wazne#404646
http://www.czarodzieje.org/t15176-segovia-ivanowa#404605




Gracz






PisanieTemat: Re: Główna ulica   Wto Paź 23 2018, 15:47

Rodzina to bardzo złożona część naszego życia. Nieważne jak ułożona, jak majętna mogłaby być... Wszystkie mają swoje spaczenia czy odchyły od normalności. Segovia w pewnym momencie swojego życia stanowiła idealny przykład tradycji, którymi kierował się jej ród. Musiała stanowić przykład dla innych, w końcu była jedyną osobą, która miała przejąć obowiązki zaraz po swoim ojcu... W matce straciła oparcie zapewne w momencie, w którym przyszła na świat. Ta kobieta z wdziękiem wykonywała swoją rolę jako żona, tępo stojąca za swoim małżonkiem, nieważne czy zgadzali się co do słuszności podejmowanych decyzji. Seg była skórą zdjętą z ojca, było jednak też wiele kwestii, które ich dzieliły... A może wcale tak nie było. Może są na tyle podobnymi osobistościami, że nie ma możliwości aby kiedyś stanęli po tej samej stronie...
Teraz to wszystko przestało mieć znaczenie. Od dziecka, pomimo ludzi, którzy ją otaczali, uczyła się radzenia po swojemu. Nie na własną rękę, ale sama dyktowała swoje tempo i to, co zrobi później. Była przygotowana na to, co nastąpiłoby prędzej czy później, pomimo zapewnień i spisanych wcześniej umów. Straciła brata na poczet przekleństwa, straciła matkę z powodu szaleństwa, a ojca... Prawdopodobnie nigdy nie miała.
-Nigdy nie jest za późno... Nie zrozum mnie źle, rodzina jest ważna. Jednak kiedyś zaczniesz tworzyć własną i co wtedy? Może nie masz z tym problemu, nie wiem, jednak czy chciałbyś kiedyś obejrzeć się za siebie i żałować chociaż jednej rzeczy w swoim życiu?-Wzruszyła delikatnie ramionami. Sama doskonale zdawała sobie sprawę z wartości jaką sama w sobie była rodzina, tylko w jej przypadku ta wartość miała swoje własne znaczenie. Wcale nie była bezwarunkowa. Dlatego już dawno temu zadecydowała o tym, w którym kierunku pójdzie. Nie dotyczyło to jedynie sfery kariery ale i całego jej życia. Jeszcze do niedawna żyła w przeświadczeniu, że uczyni to, co prawdziwa Ivanowa powinna zrobić. Dzisiaj? Czy jej dziwny chociaż beztroski uśmiech nie świadczył, że wszystko obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni? Pierwszy raz od dłuższego czasu oddychała swobodnie.
-Spotkamy się jeszcze, czy to jedno z tych spotkań, które kończą się właśnie w tym momencie?-Spytała spokojnie i przeniosła na niego swoje uważne spojrzenie. Nie miała nic przeciwko kawie, czy jakimkolwiek innym rodzaju spędzenia czasu, który mógłby podtrzymać ich znajomość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Główna ulica   

Powrót do góry Go down
 

Główna ulica

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Tojadowa
-