Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Stacja kolejowa w Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość


avatar

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Galeony : -16
  Liczba postów : 974
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyPią Cze 11 2010, 22:55

First topic message reminder :


Stacja kolejowa w Hogsmeade

Niewielka stacja kolejowa znajdująca się się w wiosce zawsze kojarzy się z początkiem roku szkolnego, kiedy pełna jest uczniów przyjeżdżających do Hogwartu. Jednak na co dzień widuje się tu niewielu ludzi. Pociąg do Londynu kursuje tu każdego dnia, rzadziej można tu natrafić na te odjeżdżające w innych kierunkach.


    Bilet pociągiem do Londynu (podróż trwa ok. pół dnia) – 7gBilet Błędnym Rycerzem do Londynu (podróż o wiele szybsza) – 9g




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Rosaline Zakrzewski

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 31
  Liczba postów : 93
http://www.czarodzieje.org/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://www.czarodzieje.org/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://www.czarodzieje.org/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://www.czarodzieje.org/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyWto Gru 05 2017, 22:56

Absolutnie nie miała pojęcia z kim przyjdzie jej się zmierzyć- to prawda. Nie ma co ukrywać, bez większego wahania wysłała CV, przyjechała na rozmowę z dyrektor, dostała pracę i liczyła, że ktoś powie jej coś więcej o mężczyźnie od którego (w pewien sposób) będzie zależna przez najbliższe miesiące niż "niezwykły fachowiec swojej dziedzinie", "specyficzny typ" i "nie wspominaj o rodzinie". Była pewna, że jak napisze tym potworkom z Francji, że tu przyjedzie to oni od razu zasypią ją lawiną mniej i bardziej potrzebnych informacji. A tak? Idzie na spotkanie z tygrysem i nawet nie wie jaki kolor ma ten tygrys. Nic nie wie, oprócz tego co o nim napisano w czasopismach i co wydawca zdecydował się umieścić w jego książce.
Mężczyzna bardzo zgrabnie wybrnął z jej gafy, a kiedy powiedział, że jest zarejestrowanym animagiem skinęła aż głową w wyrazie uznania.
- Podziwiam, naprawdę podziwiam - powiedziała, a w jej głosie było słychać szczery szacunek. Lubiła ludzi ambitnych, a jeszcze bardziej ludzi ambitniejszych od siebie. I lubiła się takimi ludźmi otaczać. Wtedy jej samej chciało się bardziej. Ludzie ambitni i pełni pasji idealnie motywowali do dalszych działań, do samorozwoju i w końcu do samorealizacji. Chyba nie będzie unikać pana Bergmanna na szkolnym korytarzu, bo wydaje się być całkiem w porządku gościem.
- Mój brat poradził mi bym lepiej nie chwaliła się z jakiej rodziny pochodzę. Podobno to kwestia opinii, dlatego więc pytam - wyjaśniła wzruszając lekko ramionami, jakby chcąc się jeszcze dodatkowo usprawiedliwić z tego pytania. Spojrzeniem omiatała magiczne szyldy sklepów, gdzie gdzieniegdzie tańczyły radośnie manekiny, w innym zaś miejscu opierały się zalotnie o witryny zapraszając do drzwi, a w jeszcze innym zwyczajnie spały.
- Nie, proszę palić - od razu odpowiedziała i na chwilę zatrzymała się kiedy zobaczyła w oddali ogromne zamczysko z tysiącem okien odbijające się na tafli ogromnego jeziora.
- Niech zgadnę... Hogwart? - parsknęła mimowolnie, bo już doskonale wiedziała o co tyle szumu. Salem w porównaniu do tego zamczyska wyglądało jak dom uciech na prowincji czyli... bez porównania jednak. Szczęka nieco jej na chwilę opadła, ale szybko opanowała ten odruch.
- Co jest nie tak ze schodami? - zapytała ciągle próbując objąć wzrokiem ogrom tego wszystkiego. Już widzi siebie jak w szpilkach pokonuje jakieś schody. Patrząc stąd to całą setkę różnych schodów. Chyba plan wyglądania nieskazitelnie odejdzie na bok na rzecz adidasów, dżinsów i ukochanych sweterków pod odpowiednią szatą czy czymkolwiek czego będą wymagać przełożeni. O właśnie, a'propos przełożonych...
- Więc... jaki jest profesor Fairwyn?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2154
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptySro Gru 06 2017, 11:09

Nie potrzebował kolejnych zachęt; wysycanie się nikotyną było u niego iście nieregularne - potrafił spędzić dzień bez palenia (rzadko), czasem, przeciwnie - zaciągać się wręcz co chwilę, z krótkotrwałymi przerwami. Teraz potrzeba znów wzrosła, a rozjarzenie się spopielanej końcówki przyjął z nieukrywaną ulgą. Spomiędzy spierzchniętych warg zdołał ulecieć kłąb dymu. Podobnie jak Rosaline, spojrzenie Daniela otarło się o doskonale znajome, strzeliste sylwetki wież oraz niższych budynków, tworzące kompleks sporej wielkości zamku.  
- Robi wrażenie, prawda? - zapytał. Hogwart był jedną z największych szkół - i, musiał przyznać - wyglądał naprawdę pięknie. Było coś majestatycznego w tych murach, tajemnicza, zapisana historia pokoleń uczęszczających od wieków. Pewnie dlatego nie żałował przenosin; ba, gdyby nie wola ojca o kontynuowaniu tradycji - zapewne również mógłby określać się absolwentem.
- Są dość… kapryśne. - Zmarszczył czoło w wyrazie zastanowienia. Próbował znaleźć możliwie najlepsze z określeń. - Przemieszczają się. Czasami podróż z piętra na piętro zajmuje o wiele dłużej - …oraz należy niezmiernie uważnie obserwować podłoże. Wolał jej jednakże bardziej nie niepokoić tą kwestią. Zobaczy - nieuchronnie - na własne oczy ten przesycony magią fenomen. Wówczas zrozumie. On był zmuszony poruszać się ową drogą (nie licząc nadarzającej się sposobności podróży w przybraniu formy zwierzęcia) - jego gabinet i klasa mieściły się na dwóch różnych piętrach. Ponadto, z zasady - dość często goszcząc też w bibliotece - nie zwykł pozostawać statycznym.
- Jeśli szukała pani obeznanego w tej dziedzinie człowieka, jest to możliwie najlepszy wybór - zakończył. Celowo nie powiedział nic więcej  - tylko i wyłącznie w owym przypadku, panno Zakrzewski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rosaline Zakrzewski

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 31
  Liczba postów : 93
http://www.czarodzieje.org/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://www.czarodzieje.org/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://www.czarodzieje.org/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://www.czarodzieje.org/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyPią Gru 08 2017, 02:59

Niezaprzeczalnie Rosaline miała także problem z nikotyną. Kiedy tylko się mocno zdenerwowała to zaraz można było ją spotkać z papierosem pomiędzy wargami. Zaciągała się wtedy niczym rasowy żul, wyciągając tylko papieros po to, by strzepnąć popiół. W normalnych warunkach, kiedy nastrój był dobry nie miała żadnej ciągoty do używki. Lubiła jednak czynić niewybredne uwagi na ten temat, więc ktoś kto jej nie znał mógłby bez problemu uznać, że ma do czynienia z zagorzałą przeciwniczką. Teraz jednak darowała sobie wszystkie te uwagi uznając, że najzwyczajniej w świecie tak nie wypada. Mężczyzna był starszy i zapewne doskonale świadomy czyhających na niego chorób śmiertelnych wynikających z bycia palaczem. No bo ona oczywiście palaczem nie była. Co najwyżej popalała od czasu do czasu. Ale palaczem w swoim mniemaniu nie była.
- Robi wrażenie, to prawda - przyznała mu rację i uśmiechnęła się szeroko. Aż poczuła w sobie nostalgię i wróciła myślami do Salem. Może i nie mieli wypasionego zamczyska, ale każdy miał kota. Jej kot zdechł na drugim roku studiów i jak napisała o tym do swojej przyjaciółki z Instytutu to ta od razu odpisała jej, że to dlatego, że wyczerpała z niego całą magię. Tak, ludzie stamtąd w wierzyli w to, że koty zwiększają moc czarodzieja, a po wyczerpaniu swojej mocy zdychają, by odrodzić się znów- niekoniecznie w kociej formie. O tym mówiono dość odważnie i bez skrępowania. Ale przyznać, że szkoła stoi dokładnie w miejscu gdzie palono czarownice na stosie to już nie tak łatwo.
- W Hogwarcie wolno mieć koty? - a może czas na nową pomoc czarodziejską? W sumie- dlaczego nie! Lubiła koty. Szczególnie devon rexy, chociaż akurat te zachowywały się jak psy. Przynajmniej jej Felek był taki. Przychodził zawołany po imieniu, aportował i szczekał na sowy. Idealny kompan.
- Jeszcze jakieś pułapki o których powinnam wiedzieć przed wejściem? - znów uśmiechnęła się pogodnie w kierunku Bergmanna. Zdążyła go już szczerze polubić.
- Wiem. Chodziło mi bardziej o kwestie osobowościowe. Czy jest miły? Czy uczniowie go lubią? Czy generalnie jest w porządku i takie tam... - mówiąc te słowa w sumie wiedziała już, że nie ma co na to liczyć, żeby był miły i takie tam, bo jej rodzeństwo od razu napisałoby to w listach. No właśnie. Zamiast jednak gratulacji były słowa pocieszenia, a to nigdy nie zwiastuje niczego dobrego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2154
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptySob Gru 09 2017, 23:07

- Jak najbardziej - rozwiał jej wątpliwości wobec czworonożnego pupila. - Jest lista rozpatrywanych przez szkołę zwierząt. - Nie wczytywał się w nią; miał tylko sowę, co oczywiste - niestety - nienawidzącą go całym drobnym, ukrytym pod nastroszeniem piór sercem. Zwierzęta niezbyt przepadały za Danielem Bergmannem - on pozostawał w stosunku do nich neutralny. Nigdy nie odczuwał potrzeby wielkiej przyjaźni i wielkiej więzi łączącej człowieka z innym gatunkiem; nie chciał mieć psa albo kota. Była to niemal wrodzona tendencja - obecna jeszcze w dzieciństwie
- Niekoniecznie. Teraz możemy się skupić - powiedział, ogarniając dokładniej po raz ostatni wzrokiem sylwetkę zamku - na samych zaletach placówki. - Papieros niedługo potem wydał ostatnie tchnienie - słabo widoczną, wspinającą się resztką sił smużkę, drżącą w objęciach wiatru. Nadmierne straszenie byłoby - po pierwsze - niestosowne, po drugie zniechęcało, po trzecie, było najzwyczajniej nieprawdą. W Hogwarcie pomijało się niewygody - choć zawsze irytowała mężczyznę podróż z piętra na piętro, poniekąd zdołał pogodzić się z takim losem.
Merlinie, drążyła.
A on tak bardzo nie chciał jej odpowiadać.
- Panno Zakrzewski, tutaj każdy jest miły - wywinął się padającą z ust niejednoznacznością; jak miał w zwyczaju - ponieważ takie istnieją normy.
I tak - rzeczywiście - miała się prawda. Utkwił w kobiecie skoncentrowane spojrzenie, uważnie obserwując mimikę, możliwe do zajścia drgnięcia, przepływające emocje.
- Problem tkwi jednak w interpretacji tych norm - przyznał - która dla wszystkich jest inna. - Tutaj tkwiła esencja prawdy, którą kobieta już za niedługo powinna była zrozumieć. Edgar Fairwyn nie miał przyjaciół, niekoniecznie bywał uwielbiany przez uczniów, chociaż zarazem - nie obrzucał ich wyzwiskami przy każdym zapadłym słowie. Edgar Fairwyn był bardziej wyrafinowanym człowiekiem, który mistrzowsko potrafił obrażać pośrednio, kąsać w zawoalowanych stwierdzeniach. Być może - właśnie to podświadome wrażenie pogardy było zdaniem większości jego najgorszą cechą.
- Niestety, nie mogę dalej już towarzyszyć. Mam wkrótce lekcję - poinformował ją później, kiedy znaleźli się wewnątrz zamku. - Dawson - zawołał nawiniętego w pobliżu Puchona - zaprowadź panią do gabinetu profesora Fairwyna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rosaline Zakrzewski

Nauczyciel
Wiek : 25
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 31
  Liczba postów : 93
http://www.czarodzieje.org/t15498-rosaline-cordelia-zakrzewski?nid=2#416487
http://www.czarodzieje.org/t15504-elo-elo-3-2-0#416527
http://www.czarodzieje.org/t15505-borowka#416528http://czarodzieje.my-rpg.com/t15505-borowka#416528
http://www.czarodzieje.org/t15499-rosaline-cordelia-zakrzewski
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyNie Gru 10 2017, 16:26

Wolno mieć koty? Cudownie! Jak tylko wyprowadzi się z kanapy Lysia i Bianci do własnego mieszkanka to od razu zacznie poszukiwania nowego najlepszego przyjaciela. Czyż to nie wspaniałe? Jeszcze nie weszła do środka, a już jej się podobało! Ale, ale! Nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca- w końcu nie poznała najważniejszej osoby- swojego pracodawcy.
- Same zalety... Czyli dobrze karmią, wypłacają wynagrodzenie w terminie i dają szansę obcokrajowcom, co w dzisiejszych czasach nie jest aż tak oczywiste? - uśmiechnęła się szeroko pokazując rząd śnieżnobiałych i równych zębów. W Ameryce mieli prawdziwy fetysz odnośnie ładnych uśmiechów i to absolutny "must have" u każdego. Niestety Anglicy nie byli aż tak stomatologiczne przewrażliwieni nad czym Rose ubolewała przy poprzednim dłuższym pobycie, kiedy niemalże w każdym barze który przyszło jej odwiedzić spotykała kogoś bez jedynki. Dużo rzeczy mogła pojąć, ale jedynkę chyba refundują wszystkie ośrodki zdrowia! Toż to podstawa podstaw. Jednak było w niej za dużo amerykańskiej mentalności.
Panno Zakrzewski, tutaj każdy jest miły ponieważ takie istnieją normy.
No i co z tego? Wszędzie chyba istnieją takie normy! Na poczcie, w banku, w sklepie... Czy to jednak daje nam gwarancję, że wszyscy będą tam dla nas mili? Ano nie. Bo nie będą. Nie wszyscy ludzie są mili i doskonale sobie zdawała z tego sprawę. I wiedziała też, że mężczyzna nie chce z nią na ten temat rozmawiać, dlatego najzwyczajniej w świecie zbywa ją frazesami, a jej pozostaje się z tym pogodzić. Tak też więc uczyniła. Uśmiechem skwitowała jedynie jego odpowiedź, bo przecież nie chce drążyć tematu i go, nie daj Merlinie, do siebie zrazić.
Słowa które dodał upewniły ją w tym, że nie będzie miała tak z górki jak się początkowo wydawało i że dostanie tej pracy to była najłatwiejsza rzecz z jej planu, a utrzymanie posady będzie o wiele trudniejsze. Jednak przecież da sobie z tym radę. Musi.
- Dziękuję za wszystko, profesorze Bergmann - powiedziała na odchodne, po czym razem z młodym Dawsonem ruszyła schodami w górę do gabinetu Fairwyna.

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casius M. Reeves

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -200
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 78
http://www.czarodzieje.org/t16153-casius-malachai-reeves#442267
http://www.czarodzieje.org/t16155-gryze-i-wyje-tylko-w-pelnie#442322
http://www.czarodzieje.org/t16156-gbur#442326
http://www.czarodzieje.org/t16148-casius-reeves#442178
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyWto Maj 29 2018, 20:47

Nie wiedział, co go pokusiło na to, aby pojechać do matki Błędnym Rycerzem. Mógł przecież polecieć motocyklem, mógł zrobić c o k o l w i e k. Poza tym, serio, pojechał do matki? Po co? No cóż... Żeby się z nią na żywo pokłócić. Przez ostatnie dni ta kobieta naprawdę musiała się niezmiernie nudzić, skoro napastowała pierworodnego listami. Casius przedwczoraj przez moment myślał, że te pięć różnych sów nigdy nie wyleci mu z salonu. Na całe szczęście wyleciały. Przemilczmy to, że musiał je poszczuć swoim psem. Ponurak może był wciąż szczeniakiem, ale szczekał jak niejeden dorosły pies. I chwała mu za to. Wracając jednak do tematu szaleństwa Cassa... Zwariował. Po prostu zwariował, no bo kto normalny jedzie do matki tylko po to, żeby jej wygarnąć, że skrzaty to też stworzenia żyjące? Kto normalny jedzie do matki tylko dlatego, że przeczytał, iż podobno jego marzenie o pracy w Banku Gringotta jest niemożliwe, bo tam pracują tylko dziwacy, którzy lubią obcować z tymi, uwaga cytat, "wstrętnymi goblinami, które skrzeczą jak żaby". Jeśliby Millicenta swojego syna znała, wiedziałaby, że nie pisze się do niego takich rzeczy, dopisując na końcu "i ty chcesz utrzymać swoją przyszłą rodzinę za marne grosze, które zarabiasz teraz? Może jeszcze znajdziesz dzieciom nianię goblina?". Wyjaśnienia były dwa. Albo ta kobieta go nie znała, albo ignorowała fakt, że jest wybuchowy i łatwo go zdenerwować, komentując jego decyzje, które były... No. Jego i tylko jego.
Przez pół drogi powrotnej był w niemałej rozsypce, ale nie przez kłótnię z matką. Właściwie jej wyraz twarzy wprawił go w głęboką satysfakcję. Był w rozsypce przez to, że dawno nie widział Ponuraka. No bo dwa dni to było za dużo... Jak on w ogóle mógł zostawić swojego psa z siostrą, która pewnie dawała mu Czekoladowe Żaby, przez które później będzie miał robaki. To trochę straszne, że psem przejmował się bardziej niż Maisie, której też nic nie powiedział, ale to tylko dlatego, że był święcie przekonany, że przecież Adler, jak to Adler, nawet nie przejmie się jego chwilową nieobecnością. Przecież to, że udawali narzeczeństwo, nie musiało od razu narzucać im zachowań typowych dla zakochanych, nie? No chyba, że przed matką podczas rodzinnego obiadku, na którym byli do tej pory raz i Casius stwierdził, że nigdy więcej, bo wystarczająco go ten obiad wkurwił.
Wysiadł z Błędnego Rycerza i poprawił mały plecak, który wcześniej został potraktowany zaklęciem zmniejszająco-zwiekszającym. Starał się nie nucić pod nosem jakiejś głupiej mugolskiej piosenki, która usłyszał pewnie w którymś ze sklepów w St. Andrews i zaczął sobie spokojnie iść, gdy nagle zobaczył ją. I przystanął, uśmiechając się jakby nigdy nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maisie Adler

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -56
  Liczba postów : 47
http://www.czarodzieje.org/t16144-maisie-adler
http://www.czarodzieje.org/t16151-maisie#442241
http://www.czarodzieje.org/t16152-sowki-trixie#442247
http://www.czarodzieje.org/t16149-maisie-adler
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyWto Maj 29 2018, 21:39

Ten moment, kiedy przejmujesz się psem bardziej niż swoją narzeczoną.
Udawaną narzeczoną. Ale to już pomińmy.
Maisie była po prostu głupia, okazując jakąkolwiek troskę czy zainteresowanie temu niedoceniającemu człowiekowi, jakim była Casius Reeves. Próbowała usprawiedliwić się we wszelaki sposób, znaleźć milion pretekstów na wyjaśnienie, czemu tak naprawdę zainteresowała się tym, gdzie jest ten nieznośny człowiek. Udawali w sposób, jakby przynajmniej grali w jakimś przedstawieniu, bo wplątywali się w zupełnie inne życie, które cóż - nie było ich. Na zewnątrz pokazywali uczucia, które nie odzwierciedlały do końca tego, co czują. Przynajmniej Maisie, która w swoich emocjach i odczuciach co do Casiusa miała taki syf, że nie wiedziała, co ma na to poradzić, co zrobić, co ustalić, co powiedzieć. I właśnie przez to wychodziły takie wręcz irracjonalne zachowania, jak to, że siedziała teraz na ławce na dworcu i czekała na niego.
Bo najpierw napisała jeden list, potem drugi - już ze zdecydowanie większym rozgoryczeniem, spowodowanym jego zachowaniem. Jednak nie otrzymała odpowiedzi, więc… z czystej ciekawości podpytała Callah, która bezproblemowo powiedziała jej, że wyjechał do matki po coś. I skoro o irracjonalności mowa, to chyba nie tylko ona ma problem ze swoimi działaniami. Bo po co Casius, który ciągle na matkę wyzywa, jechałby taki kawał do niej?
Nie wiedziała, więc wracała do punktu wyjścia, do ławki, na której dziewczyna siedziała i czekała na tego idiotę. Był wieczór, zaczynał zapadać już całkowity mrok, ale co - ona się w razie potrzeby nie obroni? Długo nie przyszło jej samej siedzieć, bo niedługo później ujrzała Casiusa wysiadającego z pojazdu. Wstała i zaczęła iść w jego kierunku. Można by było pomyśleć, że to prawdziwa miłość! Młodzi, zakochani, dwa dni była dla nich jak wieczność. Casius przystanął i jeszcze brakowało, aby rozłożył ramiona czekając, aż Maisie wbiegnie w jej ramiona i wtulając się w nie, czy nawet namiętnie całując go w usta.
Ale nic z tych rzeczy.
Kiedy zauważyła, że zatrzymał się i jeszcze charakterystycznie głupio zaczął się uśmiechać, ona tylko trochę przyspieszonym chodem zaczęła kierować się w kierunku niego, a zamiast wpaść w jego objęcia, przywaliła mu w ramię. Romantycznie.
- Co ty sobie wyobrażasz? Udawanie udawaniem, ale mógłbyś czasem pomyśleć i mnie uprzedzić o jakiś twoich dzikich pomysłach oraz planach - powiedziała z oburzeniem i po chwili zorientowała się, że brzmi, jakby się martwiła. - Myślałam, że ktoś zabrał Ponuraka albo coś się z nim stało, a ty po prostu zawiozłeś go do siostry, wiesz jak się stresowałam? - Gładko skłamała, bo nie dlatego się denerwowała. Ale prawdziwy powód nerwów pozwólmy, że pominie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casius M. Reeves

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -200
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 78
http://www.czarodzieje.org/t16153-casius-malachai-reeves#442267
http://www.czarodzieje.org/t16155-gryze-i-wyje-tylko-w-pelnie#442322
http://www.czarodzieje.org/t16156-gbur#442326
http://www.czarodzieje.org/t16148-casius-reeves#442178
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyWto Maj 29 2018, 22:11

On sam nie wiedział, czemu pojechał do matki. Przecież mógł jej wysłać wyjca. Ewentualnie siedem. Wyszłoby właściwie na to samo. Może chciał zabrać ze sobą skrzata, może faktycznie po prostu chciał w dużej mierze spotkać się ze Śpioszkiem, który od lat był skrzatem domowym ich rodziny. I który był okropnie traktowany przez Millicentę, czego Casius nie znosił. Bo co innego drzeć się na człowieka, mieć do niego pretensje o coś, a co innego obrażać skrzata. Co jak co, ale nawet jeśli Cass był czasem chamski dla ludzi i patrzył na niektórych z wyższością, to dla skrzatów i innych istot był kochany. Szczególnie dla skrzatów, które zawsze w pewien sposób go ciekawiły i intrygowały.
Już miał rozkładać ręce i czekać, aż Maisie się na niego rzuci, już nawet jego uśmiech przerodził się w dosyć sugestywny, gdy nagle wyskoczyła z pretensjami o to, że wyjechał. Zmarszczył lekko brwi i po chwili je uniósł. Zakrył usta dłonią, udając zaskoczenie.
— Na gacie Dumbledore'a, czy ty, Maisie Brooklyn Adler, martwiłaś się o mnie, Casiusa Malachaia Reevesa? Albo byłaś zwyczajnie zazdrosna, bo mogłem po drodze kogoś zaliczyć? — zapytał, uśmiechając się znów niepozornie. Jak to się działo, że tak często się uśmiechał, choć miał wrażenie, że nie robił tego od jesieni 2015 roku? — Uspokoję cię, jestem ci wierny aż po grób! Tylko flirtowałem trochę z kelnerką w mugolskim barze, ale to się nie liczy. Dzięki temu nalała mi więcej whisky, ale ta mugolska jest gorsza niż nasza ognista — stwierdził, krzywiąc się przy tym lekko. Po chwili, gdy usłyszał jej kolejne słowa, spoważniał znacznie, patrząc na nią spod byka.
— Zdecyduj się, nieznośna kobieto. Ostatnio jeszcze twierdziłaś, że nie cierpisz tego psa i wyzywałaś go od Voldemortów. — Pokręcił głową i westchnął. Wyminął ją i ruszył przed siebie wolnym krokiem, licząc na to, że blondynka ruszy za nim. Naprawdę na to cholernie liczył, choć nie dawał tego po sobie poznać. — Najwidoczniej musiałaś mieć wtedy te dni — rzucił na tyle głośno, aby go z łatwością usłyszała i uśmiechnął się pod nosem, wyobrażając sobie jej złość. Uwielbiał patrzeć jak się złości. Uwielbiał ją drażnić, denerwować i wkurzać. To zajęcie powoli stawało się jego największym hobby i jedyną rzeczą, jakiej się bał, było to, że złość jej piękności zaszkodzi. Po chwili się znów zatrzymał i odwrócił do niej przodem.
— Poza tym, ja nie mogę jechać do swojej ukochanej rodzicielki w odwiedziny, a ty możesz wychodzić po ciemku? A co jeśliby ktoś cię napadł? Pewnie nawet różdżki nie wzięłaś, mój ty wężyku — rzucił, patrząc na nią potępiającym wzrokiem. Może nie było tego po nim widać, ale naprawdę by się o nią bał, jadąc Błędnym Rycerzem, gdyby tylko wiedział, że Mai wyszła sama w nocy. Wiedział, że jest uparta, do bólu niezależna i nieusłuchana, ale nie chciał, żeby coś jej się stało. Oficjalnie tylko dlatego, że musiała dalej udawać jego narzeczoną.[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maisie Adler

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -56
  Liczba postów : 47
http://www.czarodzieje.org/t16144-maisie-adler
http://www.czarodzieje.org/t16151-maisie#442241
http://www.czarodzieje.org/t16152-sowki-trixie#442247
http://www.czarodzieje.org/t16149-maisie-adler
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyWto Maj 29 2018, 23:13

Śpioszek był naprawde miłym skrzatem, a sama Maisie nie lubi matki Casiusa. Widziała na własne oczy, jak potrafi go wkurzyć i z czystej empatii wolałaby, gdyby jednak darował sobie kłótni z nią. Był wybuchowy, a ona ewidentnie go prowokowała. I ją również, w końcu ta sama kobieta, która tak nalegała na ustatkowanie syna doprowadziła Maisie do jej najgorszego stanu, czyli do ataku paniki. I to na pierwszym spotkaniu! Strach pomyśleć co będzie na kolejnych, jeśli los podejmie decyzję w tym kierunku.
Ten sugestywny uśmiech tylko bardziej ją zirytował. Miał szczęście, że przyłożyła mu tylko tak lekko. Chociaż zaraz zapomniała o jego głupiej mimice, kiedy zarzucił jej takie coś jak martwienie się o jego osobę albo choćby fakt, że mogłaby przejąć się zdradą w tym wyimaginowanym związku.
- Co? Oszalałeś? - zapytała retorycznie, bo odpowiedź była jasna. Oszalał. Ona zresztą też, już nawet cztery miesiące wcześniej. - Nie martwiłam się i jest mi to kompletnie obojętne, czy kogoś zaliczyłeś po drodze czy nie, bez szczegółów. - Wystawiła dłoń w geście, żeby się zatrzymał ze swoimi słowami i nawet nie opowiadał nic. Bo to by bolało, ze względu choćby na to, że sami kiedyś ze sobą spali i chociaż miała przez chwilę głupie myśli, że może jednak to nie jest tylko na chwilę… cóż, myliła się najwidoczniej. - Jak to się nie liczy? Wierność to również brak flirtów i to bez znaczenia czy z osobą magiczną, czy mugolem - mimowolnie parsknęła oburzona, bo zdecydowanie nie rozumiał słowa wierny. - I widzisz, jak była gorsza, to flirty poszły na marne. - Odwróciła wzrok na bok, jednak gdy spojrzała znowu i widziała wzrok spod byka, przymrużyła oczy i spojrzała z niezadowoleniem. - Na Merlina, bo różdżkę chciał mi pogryźć! Co on myślał, że to kijaszek jest? To bardzo cenny przedmiot. - ...którego przy sobie zresztą nie miała, a co Casius sam potem wiedział o tym, bez zbędnego pytania. Widać, że się już wystarczająco czasu znają! Wywróciła oczami i podreptała wolno za nim. - Ty się od moich dni odczep, nic ci do nich - pilnować nie musiał, żeby czasami w ciąże nie zaszła, bo nic w tym kierunku nie robili. Swoją drogą to Maisie nie była do końca świadoma tego, że w podświadomości matki Casiusa, to ona już była w ciąży. I chociaż irytowało ją wszelkie zaczepki, które na niej stosował, to jednak przez te dwa dni zdążyła wystarczająco za tym zatęsknić. Jednak nagle się zatrzymał, a ona praktycznie w niego wpadła, za późno orientując się w jego nagłych poczynaniach. Szybko odsunęła się o pół kroku i teraz to Mai spoglądała na niego spod byka.
- Przecież mam ją ze sob… - zaczęła mówić, jednak po chwili sobie uświadomiła, że nie skrywa się ona w rękawie. Westchnęła tylko, nie wiedząc, jak inaczej skomentować to, co właśnie odwalił. - Swoją drogą, co ty się tak przejmujesz? Czyżbyś się martwił? A może obawiasz się, że właśnie cię zdradziłam? Ale nie martw się, jestem wierna ci aż po grób - zaczęła go naśladować z uśmiechem. - I nie mam przecież co się bać, wiedziałam, że mój bohater zaraz by przyszedł i mnie uratował. - Kiedy ruszyli dalej, uwiesiła mu się na ramieniu jak przylepa, żeby tylko wzmocnić jej ochroniarza!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casius M. Reeves

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -200
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 78
http://www.czarodzieje.org/t16153-casius-malachai-reeves#442267
http://www.czarodzieje.org/t16155-gryze-i-wyje-tylko-w-pelnie#442322
http://www.czarodzieje.org/t16156-gbur#442326
http://www.czarodzieje.org/t16148-casius-reeves#442178
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptySro Maj 30 2018, 00:24

Casius nie rozumiał jej zirytowania. Przecież uśmiechał się zwyczajnie. Poza tym sądził, że nie mają przed sobą żadnych tajemnic, skoro raz ze sobą spali po pijaku, a Maisie wiedziała o jego likantropii. Nie zamierzał uciekać przed prawdą z podkulonym ogonem, a lubił rzucać jej jakieś sugestie i drobne lub większe aluzje, na które ona zawsze reagowała tak samo. Ale wbrew pozorom starał się jej nie uprzedmiotawiać. Wystarczająco jego samego rodzice traktowali jak rzecz, żeby i on tak traktował innych. I jasne, zdarzało mu się patrzeć na jej tyłek lub cycki, ale to dlatego, że miał po prostu słabość, nie dlatego, że traktował ja jak rzecz do zaliczenia i wyrzucenia. Gdyby tak ją traktował, mógłby już ją wyrzucić i zamienić, bo już zaliczył, nie?
Słuchał jej z uwagą, starając się nie uśmiechać, co przychodziło mu z naprawdę wielkim trudem. Mimo to jednak kąciki jego ust nie podskoczyły do góry, czego się tak obawiał. — Merlinie, zazdrość aż się z ciebie wylewa. — Dopiero wtedy się lekko uśmiechnął, mając przez chwilę ochotę ją pocałować, ale się powstrzymał, bo jeszcze by się skubana obraziła. Poza tym oficjalnie nic do niej nie czuł. Wmawiał to nie tylko sobie, ale też innym. — Spokojnie. Z nikim nie flirtowałem. Nie miałem czasu, wszedłem tam tylko po to, żeby się napić, aby nerwy mi opadły po kłótni z tą okropną kobietą, z której łona wyszedłem. Niestety — mruknął i przewrócił oczami. Chciał zrobić tylko Maisie taki mały test, chciał po prostu udowodnić samemu sobie to, że jest zazdrosna. Choć sądził, że i tak nie była. Kto by był zazdrosny o takiego kogoś jak on? Przecież był... No na pewno nie był idealny. Nie był księciem na białej miotle, nie był jakimś bardzo potężnym czarodziejem, zwykle chodził w mugolskich ubraniach, miał masę blizn, których nie potrafił się pozbyć przy pomocy żadnej maści czy eliksiru. Był cholernym wilkołakiem i nawet nie wierzył w ten mit o tej jedynej miłości i ustatkowaniu się. Ale nie zamierzał ukrywać tego, że uważał Maisie za bardzo atrakcyjną młodą czarownicę. Okazywał to nieraz w bardzo dziwny i niekonwencjonalny sposób, ale tego nie ukrywał.
— Jest jeszcze mały. Pewnie miał nadzieję, że mu tej kijaszek rzucisz. Co by się mogło stać? No nic! Kij jak kij — powiedział i wzruszył ramionami, choć sam by był zły na Ponuraka, gdyby ten tknął jego różdżkę. Może to dlatego, że był naprawdę mocno przywiązany do tego głupiego kijka? W końcu towarzyszył mu on już... prawie trzynaście lat, a to szmat czasu. — Jak to nic? To jesteś moją narzeczoną, czy nie? — zapytał, powoli się uśmiechając. Przy tej dziewczynie zdecydowanie za dużo się uśmiechał i przestawał być tak wielkim gburem, jak na co dzień. Nie podobała mu się koncepcja mało gburowatego Cassa. — Poza tym, moje cięższe dni jakoś ciebie interesują. Chciałaś równouprawnienia, to masz.
Popatrzył na nią z niedowierzaniem, gdy zaczęła mówić o tym, że przecież ma różdżkę. Spiorunował ją wzrokiem. — Ile razy mam ci mówić, że bez różdżki się nie chodzi... Ciesz się, że Hogsmeade to nie śmiertelny Nokturn, bo już byś leżała w rowie. A ja... Ja bym ci pogrzebu ładnego nie zrobił. W przemowie wcale nie mówiłbym w samych superlatywach, właściwie mówiłbym o tobie dosyć negatywnie, bo mnie często denerwujesz... — Już miał mówić o tym, co go tak bardzo w niej denerwuje, gdy zaczęła go papugować. Gorzej niż dziecko. No naprawdę. Pokręcił głową z niedowierzaniem i prychnął. — Właśnie o tym mówię. Oskarżanie o nierealne rzeczy takie jak zazdrość i troskę oraz dziecinne papugowanie starszych od siebie kolegów. — Już chciał rzucić chamskie "Mama cię dobrych manier nie nauczyła?", ale w ostatniej chwili się powstrzymał, bo wiedział, że rodzina dla Maisie była tak drażliwym tematem, jak dla niego likantropia. A on definitywnie nie chciał, aby ktoś coś tego typu wspominał o jego przypadłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maisie Adler

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -56
  Liczba postów : 47
http://www.czarodzieje.org/t16144-maisie-adler
http://www.czarodzieje.org/t16151-maisie#442241
http://www.czarodzieje.org/t16152-sowki-trixie#442247
http://www.czarodzieje.org/t16149-maisie-adler
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptySro Maj 30 2018, 10:51

Może kiedyś go zaskoczy i przestanie reagować ciągle tak samo. Może kiedyś ich relacja wyjdzie na lepsze, może kiedyś będzie okazja żeby powiedzieć, co tak naprawdę w niej w środku siedzi. Z jednej strony to byłoby lepsze i ułatwiłoby wiele spraw, jednak… teraz w sumie było dobrze. Co by było, gdyby stali się jakąś słodką parą? Ona chyba by tego nie zniosła, gdyby Casius przestał się z nią droczyć.
- Nie jestem zazdrosna - powiedziała twardo i spojrzała na niego spod byka. - Próbuję cię czegoś nauczyć, bo najwyraźniej nie rozumiesz myślenia kobiet - wywinęła się z tych podłych oskarżeń, które swoją drogą były prawdziwe, ale nawet sama Maisie w to nie wierzyła i odrzucała. - Tak w ogóle, to po co do niej pojechałeś? Jeszcze ostatnio słyszałam, że już nigdy nie postawisz nogi w St. Andrews, ale teraz to twoje obiecanki szybko zniknęły - zapytała, będąc naprawdę ciekawa, co od niej chciał albo lepiej - co ona od niego chciała, bo prędzej Millicenta wymyśliła coś, co skłoniło go do przyjazdu. A mimo, że ją denerwował, był upierdliwy i w wielu przypadkach denerwujący, to jednak wolała, gdy był w Hogsmeade. Przez ostatnie miesiące, kiedy spędzali ze sobą naprawdę dużo czasu, tak się do niego przyzwyczaiła, że nawet dwa dni bez niego stały się dziwnie nudne. Nie był idealny, to trzeba przyznać, jednak ona sama za perfekcyjną nie uchodziła i też nie szukała pana idealnego, który tylko wytykałby jej błędy. Może za dziecka marzyła o księciu - jednak tacy nie istnieją, a Casius miał w sobie coś co… nadawało się na bycie jej księciem. Czego jej starszy brat Finn nie aprobowałby absolutnie, ale już tę sprawę pomińmy.
- Co by mogło się stać? Cóż, najprawdopodobniej musiałabym szukać trzeciej różdżki w swoim życiu. - Jedna już jej się złamała w Hogwarcie, za szczenięcych czasów. A jej hebanowa różdżka naprawdę jej odpowiadała i nie chciałaby jej zamieniać na inną. - Jestem. Ale na takich zasadach, na jakich jesteśmy, to nie są ci moje dni do niczego potrzebne - powiedziała, zresztą zgodnie z prawdą! I sama się uśmiechnęła, widząc jego uniesione lekko kąciki, jednak zaraz odwróciła od niego wzrok. Stop. - To nic dziwnego, że mnie interesują. Mieszam ci eliksir, jakbyś zapomniał - przypomniała mu.
Spojrzała na niego, prawie że przystając. Tak jak on ukrywał uśmiech podczas gdy mówił, że jest zazdrosna, to teraz ona szczerzyła wesoło. - Totalnie się martwisz. To słodkie - stwierdziła, dalej się uśmiechając. - Ale to w większości możliwe, że coś i tak mogło pójść nie tak, z moim szczęściem, przez zakłócenia. Różdżka tu nie pomoże, lepiej nauczyć się jakiegoś karate czy kung szu, czy jak to się tam nazywa. - Z kopniaka komuś da i rozłoży typiarza na łopatki. Czy może być lepszy plan?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casius M. Reeves

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -200
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 78
http://www.czarodzieje.org/t16153-casius-malachai-reeves#442267
http://www.czarodzieje.org/t16155-gryze-i-wyje-tylko-w-pelnie#442322
http://www.czarodzieje.org/t16156-gbur#442326
http://www.czarodzieje.org/t16148-casius-reeves#442178
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyCzw Maj 31 2018, 18:13

— A czy ktokolwiek na świecie rozumie myślenie kobiet? Kobiety są trudne, co na to poradzę. Powiesz tak, źle, powiesz inaczej, jeszcze gorzej. Dlatego już przy tobie przestaję myśleć, nad tym, co mówię, bo, tak czy siak, wiem, że skończy się to... No cóż, fochem. I nie musisz mnie edukować o tym, czym jest wierność. Przecież mówię, że żartowałem — powiedział i przewrócił oczami. Miał ochotę dodatkowo prychnąć lub parsknąć złośliwym śmiechem, bo przecież widział, że była zazdrosna. Nawet gdy sobie sama przeczyła, on wiedział lepiej i był po prostu pewien, że najpierw się martwiła, a teraz była chorobliwie zazdrosna o swojego udawanego narzeczonego. Uroczo. — Bo nie zamierzałem postawić tam swojej nogi. Pojechałem tam tylko dlatego, że chciałem wygarnąć matce jej zachowanie i komentarze dotyczące mojej marnej pracy, przez którą nie zdołam utrzymać rodziny. — Chyba nie musiał dodawać nic więcej. Co prawda miał ochotę dodać jeszcze to, co przeczytał w liście o tym, że dzieci nie będą mieć autorytetu w takim ojcu, ale na szczęście się powstrzymał. Dzieci nie było i być nie miało, więc w czym rzecz? Niech sobie Millicenta myśli co chce. Casius nie zamierzał się znów podporządkowywać tej kobiecie. Już wystarczająco swojej wolności poświęcił przez ostatnie miesiące.
— Przecież znalezienie różdżki nie jest jakieś bardzo trudne. Idziesz do sklepu różdżkarskiego, próbujesz kilka różdżek i prędzej czy później natrafiasz na taką, która pasuje. Co w tym trudnego? — Możliwe, że się mylił, ale nawet jeśli, w życiu by tego nie przyznał, że nie wie, jak właściwie wygląda kupowanie drugiej lub trzeciej różdżki w swoim życiu. Od jedenastego roku życia miał jedną i tą samą i tylko ostatnio zauważył lekkie zarysowania na gładkim niegdyś drewnie. Ale rysy te nadawały jego różdżce tylko charakteru, unikatowej osobowości. — Ale mogłoby się coś zmienić, no nie wiem, moglibyśmy wejść na wyższy etap, czy coś. — Wzruszył lekko ramionami i już miał coś jeszcze mówić, gdy ta rzuciła tekst o wywarze tojadowym. Tylko prychnął, próbując ukryć lekkie oburzenie i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. — Bez łaski, mogę sam go kupować w sklepie z eliksirami. Lub mogę wysyłać dalej Callie tak, jak robiłem to dawniej. Nie musisz się trudzić, nie prosiłem cię o żadną pomoc w tej kwestii — rzucił i zacisnął usta w cienką kreskę, starając się, aby jego nerwy nie wzięły nad nim kontroli. Bo spoko, mogli gadać na luzie o eliksirze w domu, ale w miejscu publicznym... Kurczę pieczone, no Casius był przewrażliwiony i bał się tego, że ktoś, słysząc o eliksirze, połączy fakty, połączy zmęczenie, bladość i te kilka drobnych blizn w okolicach głowy z likantropią.
— Nie martwię się. Martwię się tylko o swoich bliskich, a ty nie jesteś mi bliska. — Miał nadzieje, że nie było słychać lekkiego zawahania w jego głosie, gdy skłamał. Ale niestety, zawahania tego nie dało się przeoczyć. Mogła je co najwyżej zwyczajnie zignorować. — Kung fu. — poprawił ją, przewracając oczami. On sam nie znał się na nazwach, ale potrafił się bić. Może zostało mu z czasów szkolnych, może z podwórka, gdy nieraz jako nastolatek zwiewał z domu, aby pobawić się z lokalnymi rówieśnikami, którzy tez lubili się bić i wiecznie szukali zwady? Nie wiedział, ale... Umiał się bić. I to się liczyło. — Muszę nauczyć cię jakiejś samoobrony bez użycia magii — mruknął odrobinę zbyt gburowato, patrząc na nią trochę posępnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maisie Adler

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -56
  Liczba postów : 47
http://www.czarodzieje.org/t16144-maisie-adler
http://www.czarodzieje.org/t16151-maisie#442241
http://www.czarodzieje.org/t16152-sowki-trixie#442247
http://www.czarodzieje.org/t16149-maisie-adler
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyPią Cze 01 2018, 13:10

- Po pierwsze, nie zawsze wszystko kończy się fochem. - Zaczęła wyliczać na palcach. - Po drugie, sam jesteś potwornie fochaty, więc już się tak nie skarż - powiedziała, kończąc na tym i spojrzała na niego. - Twoje żarty są słabe - dodała bez zbędnego wyliczania i wzruszyła ramionami. Ona się nie śmiała. Chociaż powinna, bo czemu ją to bardziej wkurzyło niż rozśmieszyło? Powiedzmy, że to był bardzo niesmaczny żart i teraz jest zdegustowana, o. - Tym samym dając jej satysfakcję. Wie, że masz wybuchowy charakter i szuka specjalnie zaczepek. Nie wiem, czy twojej matce się nudzi w życiu, czy co, ale na pewno nie byłaby zadowolona, gdybyś nie przyjechał. Sądzę, że nawet oczekiwała tego, że przyjedziesz. - Ona na pewno swojego tyłka nie pofatygowałaby do matki, gdyby ta jej takie coś napisała. Mogłaby jej trzy wyjce z kolejnymi obelgami wysyłać, ale trzymałaby się twardo, bo wiedziała, że często to jest normalne sprowokowanie. A to ona zawsze prowokowała swoją rodzicielkę do kłótni, nie mama ją, dlatego Maisie nie mogła też dopuścić, aby role się odwróciły. Przez to też nie rozmawiają, a ona trzyma swojego “narzeczonego” w jak największym sekrecie, żeby tylko Alice się nie dowiedziała - przecież wtedy nie dałaby jej kompletnie żyć…
- No właśnie, prędzej czy później. Tak jak pierwszą różdżkę wybrało mi się super, to byłam jednak tak do niej przyzwyczajona, że miałam problem by znaleźć drugą, równie dobrą - powiedziała ze smutkiem. Ale w końcu jej się udało i finalnie jest zadowolona, ale pamięta swoją desperację, jak przesiedziała pół weekendu w sklepie z różdżkami. - Wyższy etap, mówisz? - zapytała, patrząc na niego zaskoczona. - Co za wyższy etap masz na myśli? - Naprawdę była ciekawa, chociaż podejrzewała, że zaraz powie jakąś absolutną bzdurę, przez którą cała atmosfera zniknie. - I właśnie o tym mówiłam! Najlepiej zbulwersować się i strzelić focha. Tylko ci odpowiedziałam, nie mówiłam, że to dla mnie problem. - Sama się wkurzyła, bo chciała dobrze. Liczyła może na minimalne docenienie z jego strony, ale jak zwykle poleciały wyrzuty ze strony Casiusa, że się Maisie wszystkiego odechciewało. Może nie powinna akurat teraz o tym wspominać, ale też nie popadajmy ze skrajności w skrajność, bo on był zdecydowanie za bardzo przewrażliwiony na punkcie  swojej likantropii.
Wzniosła spojrzenie ku nieba, już tracąc siły na tego człowieka. - Jak uważasz - rzuciła krótko, jednak trochę ją to zabolało. I to ten sam człowiek, który mówił kilka minut temu o jakiś wyższych etapach? - No o to mi chodziło, jedno i to samo. - Machnęła ręką na jego poprawienie. Ona nie umiała się bić. Znaczy, umiała na swój sposób, typowa damska samoobrona. Ale zawsze coś! - Po co? - zapytała, będąc dalej zbulwersowana jego wcześniejszymi słowami. - Nie jestem ci bliska, a poza tym jeśli coś mnie zje albo co innego zaatakuje, to tylko pozbędziesz się problemu. Będziesz przecież w tak wielkie rozpaczy po swojej narzeczonej, że pewnie matka da ci spokój z nowymi poszukiwaniami i będziesz mieć problem z głowy. Znowu będziesz mógł być wolnym strzelcem. A nie, i tak nim nadal jesteś. - Machnęła ręką jakoś w powietrzu i wyprzedziła go o dwa kroki do przodu, ciężko wzdychając. Cóż, widać ewidentnie jej frustrację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casius M. Reeves

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -200
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 78
http://www.czarodzieje.org/t16153-casius-malachai-reeves#442267
http://www.czarodzieje.org/t16155-gryze-i-wyje-tylko-w-pelnie#442322
http://www.czarodzieje.org/t16156-gbur#442326
http://www.czarodzieje.org/t16148-casius-reeves#442178
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyPią Cze 01 2018, 16:46

— Tak, masz rację. Nie zawsze, ale zazwyczaj — powiedział. Nie tylko ona lubiła jego łapać za słówka. On też to kochał i całkiem często to robił. Może to też dlatego, że kochał się z nią droczyć? — Ja mam powody. Taka moja natura i osobowość i tego nie zmienię — odparł i się lekko skrzywił, bo prawdą było to, że dawniej, jeszcze przed likantropią, nie był tak gburowaty, jak teraz. No nie oszukujmy się, ugryzienie wilkołaka bardzo zmienia człowieka. Casius jest tego żywym przykładem, bo nie tylko stał się trochę bardziej empatyczny, ale też stał się bardziej nerwowy i wybuchowy, łatwiej było też go sprowokować, co faktycznie wykorzystywała jego matka, a z czego on nie zdawał sobie sprawy. Przynajmniej dopóki Maisie mu tego nie uświadomiła. — Więc sądzisz, że może to robić z tęsknoty? Może chce mnie zobaczyć i upewnić się, że nadal żyje lub nie wylądowałem w areszcie za złamanie jakichś zasad, bo mi nie ufa? Wiesz, nie sądzę. Jest po prostu irytująca. Możliwe, że nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że jestem wybuchowy, bo mnie praktycznie nie zna. A moje żarty są świetne, nawet nie mów, że nie… — mruknął lekko urażony, bo faktycznie, uważał swoje żarty za bardzo fajne. Pewnie tylko on sam, bo faktycznie niektóre były nie na miejscu. Wciąż jednak uważał, że Maisie była zwyczajnie zazdrosna. Nie wiedział o co, bo przecież nic do niego nie czuła, nie?
— Hmm, okay. W sumie ciekawe, jaki rdzeń bym miał w swojej drugiej różdżce. Chyba bym, kurwa, zwariował, jakbym trafił na kiel wilkołaka… — Uśmiechnął się, choć uśmiech ten był sarkastyczny i zgorzkniały. Jeszcze tego by brakowało, żeby nawet jego różdżka przypominała mu o tej piekielnej likantropii, która uważał za prawdziwe przekleństwo. — Wyższy etap, owszem. Co powiesz na… Udawane narzeczeństwo z korzyściami? Myślę, że to świetna opcja. Nie dość, że pozostanę wierny mojej „narzeczonej”, to jeszcze oboje skorzystamy! A seks podobno uszczęśliwia! — Wyszczerzyła się w uśmiechu i lekko nachylił się w stronę jej ucha. — Jak sądzisz, dobry pomysł? — wyszeptał, próbując ukryć uśmiech, który sam cisnął mu się na usta. Chryste, był zbyt bezczelny. Czy matka go nie nauczyła, że nie proponuje się takich rzeczy koleżankom, które chyba nawet niezbyt go lubią i które zwyczajnie wkurza?
Kolejnych jej słów nie skomentował. Już chwile wcześniej się od niej odsunął i przyspieszył krok, bo kończył im się czas. W końcu istniała godzina policyjna i gdyby chodzili po Hogsmeade po 22, mogliby zostać złapani, a tego wolał Cass uniknąć. I choć właściwie nie dbał o to, czy zostanie złapany, ale nie chciał, żeby Maisie została. Nie przyznałby tego w życiu, ale zależało mu na niej. Tak… odrobinkę. — No właśnie nie jedno i to samo. Kung fu, nie szu — przewrócił oczami i westchnął. Nie chciał się sprzeczać o taką głupotę. A po chwili i tak za dużo powiedział, kłamiąc przy tym. Ale… w sumie nawet dobrze, że zignorowała to wahanie w jego głosie. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby słabość przy niej okazał. Co i tak zrobił, gdy wysłuchał jej słów. Nic nie odpowiedział, wyprostował się i powoli odetchnął, obserwując, jak go wymija. Już uchylił usta, aby coś powiedzieć, ale nagle je zamknął, nie mogąc wydusić z siebie żadnych słów, dogonił ją i gdy już przeszli w ciszy kawałek, w końcu się odezwał. — Przepraszam — mruknął pod nosem, najciszej jak tylko potrafił, spuszczając przy tym wzrok na swoje ciężkie buty. Zacisnął dłonie na ramiączkach plecaka, oddychając najspokojniej, jak potrafił. Tak głupio mu było to choćby mówić, ale… musiał. Przez krótką chwilę poczuł się winny, co zdarza się… cóż. Ostatni raz winny czuł się po tym, jak ze sobą spali i po prostu po wszystkim wyszedł w popłochu, bo zdał sobie sprawę z tego, że nie jest głupia i na pewno zauważyła jego świeżą ranę, którą zakrył jedynie opatrunkiem. Merlinie… Dobrze, że poczucie winy szybko minęło, bo nie lubił się obwiniać o to, że kogoś zranił. W końcu robił to prawie cały czas. — Lubię cię i doceniam to, że jesteś. I faktycznie, martwię się o ciebie. Zadowolona? — Dawno nie był tak szczery i… Było mu z tym po prostu dziwnie. Jakoś tak dziko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maisie Adler

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -56
  Liczba postów : 47
http://www.czarodzieje.org/t16144-maisie-adler
http://www.czarodzieje.org/t16151-maisie#442241
http://www.czarodzieje.org/t16152-sowki-trixie#442247
http://www.czarodzieje.org/t16149-maisie-adler
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyPią Cze 01 2018, 18:31

Spiorunowała go spojrzeniem.
- Może gdybyś myślał nad tym co mówisz, to byłoby czasami - zauważyła. I też dlatego chciała go nauczyć rozumieć siebie, aby nie było zbędnych fochów… Chociaż czasami są one naprawdę uzasadnione. - To nie jest najlepsze wytłumaczenie, że tak po prostu jest - powiedziała, chociaż zdawała sobie sprawę, że stało się tak z nim po czasie. Znając się od Hogwartu wiedziała, że wcześniej nie był taki gburowaty. Był bezczelnym podrywaczem, ale nie gburem. I chociaż uwielbiała, jak jej słowo jest ostatnie to nie chciała już kontynuować tego tematu, bo wolałaby go wspierać w tej wybuchowość poprzez wyhamowanie jego temperamentu, ale czy jej się to uda i czy jej na to Casius pozwoli - oto jest pytanie. - Może myśli, że tak super układa ci się życie, że chce ci zaniżyć samoocenę? - pomyślała na głos. Millicenta jest specyficzną kobietą, zdecydowanie. - Ale faktycznie, nie zna cię. Chociaż twardo ze mną walczyła na obiedzie, aby udowodnić, że jednak mimo wszystko zna lepiej niż ja. - To był chyba pierwszy raz od stycznia, kiedy Maisie wspomniała o tym obiedzie, który bądź co bądź, przez ten atak paniki był on dla niej traumatyczny. Jednak mimo wszystko pamięta, że mówiła, że jest on cudowny i nie kłamała całkowicie - bo kiedy chciał, to potrafił być kochany. Może będzie taki bardziej dla kogoś, kogo rzeczywiście pokocha.
- Dlatego lepiej na nią uważaj - powiedziała z powagą, jakby naprawdę bardzo chciała zniechęcić go od próbowania i gdybania o drugiej różdżce. Pierwszy wybór w końcu zazwyczaj jest najlepszy. Prawie potknęła się o własne nogi, kiedy usłyszała jego wizję wyższego etapu. I naprawdę nie wiedziała co odpowiedzieć, żeby miało to jakiś sens. Serce przyspieszyło jej swoje bicie, kiedy usłyszała cichy, niski szept przy swoim uchu. - Nie wiem, czy po pierwszym razie nas tak seks uszczęśliwił - wypomniała mu moment, w którym uciekł przez głupia bliznę. I co, wyszedł źle na wyjawieniu jej tej informacji? A gdyby wtedy został to tak naprawdę kto wie, co by się teraz między nimi działo. Mimo wszystko postanowiła chociaż się podroczyć, popróbować zagrać w jego gierkę. - Nie obawiasz się możliwości, że się po czasie jeszcze we mnie zakochasz? - zapytała, uśmiechając się uroczo i przystając na chwilę. W mgnieniu oka wychyliła się w jego kierunku, żeby szybko cmoknąć jego kącik ust i jak małe dziecko zwiać, a bardziej po prostu iść dalej, jak gdyby nigdy nic. Ot tak, zrobiła to pod wpływem chwili. Bo on może się z nią droczyć, to czemu ona z nim nie?
Machnęła ręką na to kung fu, szu, hu czy fu, obojętnie jak kung, naprawdę. To było już zbyt błahe, żeby się o to spinać i prowadzić do kolejnej sprzeczki, jak możliwe, że ona nie miała racji - bo miała świadomość, że mogła coś pokręcić.
Założyła ręce na klatce piersiowej i po prostu szła. Cass ją dogonił i przeszli kilka dobrych metrów w ciszy. Może to i lepiej, nie mieli żadnej możliwości, żeby się znowu o coś pokłócić. Dopiero po chwili usłyszała ciche, niezrozumiałe słowo. Po samym brzmieniu, można było się domyśleć, że po prostu… ją przeprosił. A ona kompletnie nie spodziewała się tego, że usłyszy od niego takie słowo. - Nie słyszałam, co powiedziałeś? - droczyła się nadal, z premedytacją, aby chociaż trochę rozluźnić atmosferę, która była spięta jak po ich pierwszym razie. Jednak po chwili usłyszała kolejne słowa i miała ochotę załamać ręce, bo już naprawdę nie rozumiała tego człowieka. Te słowa potwierdzały wszystkie teorie o tym, że mu zależy, które snuła przez ostatnie miesiące, jednak mimo wszystko te dwa zdania spowodowały u niej okropny mętlik w głowie. - Skoro mnie lubisz, doceniasz i się martwisz, to czemu mnie tak traktujesz? To męczące, kiedy twój nastrój ciągle się zmienia. Mówisz coś, a potem jeszcze co innego, co jest totalnym zaprzeczeniem. Zdecyduj się na coś. - Przystanęła, stając naprzeciwko niego i patrząc mu w oczy. Chciała cokolwiek w nich zobaczyć, co utwierdziłoby ją w przekonaniu, że jego słowa są prawdziwe. Chciałaby wreszcie wiedzieć coś normalnego o ich relacji, bo na razie z narzeczeństwa z korzyściami przechodzą na emocje typu martwię się o ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casius M. Reeves

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -200
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 78
http://www.czarodzieje.org/t16153-casius-malachai-reeves#442267
http://www.czarodzieje.org/t16155-gryze-i-wyje-tylko-w-pelnie#442322
http://www.czarodzieje.org/t16156-gbur#442326
http://www.czarodzieje.org/t16148-casius-reeves#442178
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyPią Cze 01 2018, 22:54

Tylko zacisnął usta w cienką kreskę i powoli ułożył je w jadowity uśmiech. Bo, co jak co, ale on zmieniać się nie zamierzał. Pewnie robił to podświadomie, ale świadomie nie zamierzał nagle zacząć kontrolować swoich słów. Może to źle, ale naprawdę lubił tę swoją bezczelność. Pozwalała mu ona na... Cóż, na wkurzanie ludzi, ale nie o to chodziło. Po prostu lubił być bezczelny, choć nie był taki przy wszystkich. Zwykle, gdy spotykał kogoś po raz pierwszy, starał się być miły i uprzejmy. Jak to wychodziło? No czasem nie wychodziło, ale po co roztrząsać? — Och, czyli ty wiesz lepiej i sądzisz, że moje zachowanie nie jest w dużej mierze zależne od faz księżyca? — uniósł pytająco brwi, próbując powstrzymać się od głośnego prychnięcia. Bycie gburowatym pomagało mu odgradzać się od innych ludzi. Pozwalało mu ukrywać prawdę o sobie. Więc może i teraz tak naprawdę nie był gburem, tylko... Tylko udawał, żeby zbudować ten trwały mur, przez który tylko czasem kogoś przepuszczał.
— No bo moje życie jest przecież naprawdę zajebiste z likantropia i pracą na Śmiertelnym Nokturnie, prawda... — mruknął i pokręcił głową. Gdyby jego matka tylko wiedziała... — Nawet nie masz pojęcia, jak wielką miałem ochotę wtedy zwyczajnie wybuchnąć... — Chociaż całkiem możliwe, że wiedziała. Dało się to zauważyć. Poza tym to właśnie ona chwyciła go pod stołem za rękę, aby odrobinę go uspokoić. Co się jej o dziwo udało. Miała na niego dobry wpływ, choć czasem zdawał się nie robić praktycznie żadnych postępów. Merlinie drogi, to brzmi, jakby go co najmniej tresowała! Jeszcze zacznie na komendy podczas pełni reagować i co wtedy...?
— A myślisz, że co robię? Ja na nią chucham i dmucham, żeby tylko nic jej się nie stało... — To była prawda. Był niesamowicie wyczulony na punkcie swojej różdżki i... No cóż, nie oszukujmy się, dbał o nią tak jak o psa. A psa kochał nad życie. Sam nie wiedział, czy to dlatego, że zawsze marzył o psie czy może dlatego, że w końcu nie czuł się tak samotny w swoim mieszkaniu, w którym teraz co chwilę rozbrzmiewało szczekanie Ponuraka. Swoją drogą, Ponurak... Ciekawe jak ludzie reagowali, słysząc, że był z nim na spacerze. Pewnie myśleli, że jest już zgubiony, skoro widzi Ponuraka codziennie. Raz pewna kobieta, czarownica starszej daty, gdy zobaczyła jego psa i zapytała o imię, przeraziła się tak bardzo, że Cass przez moment myślał, że biedaczka zejdzie na zawał. Dopiero po chwili powiedziała, że za kilka dni czeka go śmierć.
Wciąż żył, więc chyba coś nie wyszło.
Słysząc jej komentarz, uchylił lekko usta w niedowierzaniu i spojrzał na chwilę tępo w bok. Zaraz, zaraz... Wydawało mu się, że jednak ją to dosyć uszczęśliwiło... Cicho syknął i się skrzywił. — Zabolało... — Nie chciał nawet myśleć o tym, że to, co wtedy czuł, było tylko jednostronne, a on, mimo wszystko, był bardzo zadowolony i wydarzenie to bardzo go uszczęśliwiło. Nawet bardziej niż krwisty stek na śniadanie, obiad i kolację. — Aż tak łatwo się nie zakochuję — stwierdził, uśmiechając się lekko i trochę nieszczerze, bo nie mówił prawdy. W gruncie rzeczy nie zakochiwał się tylko dlatego, że nie ufał większości lasek, z którymi sypiał. A na pewno nie ufał im na tyle, aby powiedzieć, że jest wilkołakiem lub się zakochać. Najgorsze, że ufał Maisie, a naprawdę nie chciał, żeby to wszystko, co czuł w czasach Hogwartu, znów wracało. Nie lubił tego uczucia motyli w brzuchu, bo miał ochotę wtedy wyrwać sobie kiszki z brzucha. Nie lubił też tego dziwnego zagmatwania, gdy myślało się o uczuciach. Po prostu tego nie chciał, bo miał wrażenie, że... Nie będzie to nic dobrego. Po prostu. Jednak, gdy cmoknęła go w kącik ust, serce zabiło mu trochę mocniej, za co od razu się skarcił w myślach. Casius, nie zachowuj się jak tępa, kochliwa dzida, nie jesteś taki. Uśmiechnął się tylko z lekkim sarkazmem, wciąż na nią patrząc.
Gdy zapytała go o to, co powiedział, on tylko zmrużył oczy. — Nieważne. Mówiłem do siebie — stwierdził, zaciskając usta, jednak już po chwili przestał mieć tak zaciętą i poważną minę. Popatrzył na nią z czymś dziwnym w oczach, czymś, czego on sam nie potrafiłby określić i pokręcił głową. Sam nie wiedział, co takiego go tknęło, że zamiast odpowiedzieć jak cywilizowany czarodziej, chwycił jej podbródek i lekko ją pocałował. Ale naprawdę tak lekko i niepewnie jak nigdy nikogo nie całował. Ale nie czuł się przy tym jakoś inaczej. Właściwie, potraktował to bardziej jako „już nic nie mów, bo zaczynasz mnie denerwować, znowu” niż prawdziwy pocałunek zakochanego człowieka. Bo w końcu uparcie twierdził, że on nic do niej nie czuje. I może tak było, sam do końca już nie wiedział. Musiał jednak przyznać, że Maisie była niesamowicie atrakcyjna i przyciągała go jak magnes. Jej włosy, długie nogi, talia i intelekt. W końcu przerwał pocałunek i z całkowitą powagą popatrzył jej w oczy. — Słuchaj, możesz być pewna, że cię lubię. Nawet gdy mnie wkurzasz, nawet gdy jestem dla ciebie... no chamski i nawet gdy jestem prawdziwym gburem. Gdybym cię nie lubił, nie pocałowałbym cię przed chwilą. I jestem pewien, że gdy przestaniemy grać narzeczonych, znajdziesz sobie wspaniałego faceta. Nawet mógłbym ci w tym pomóc, bo wbrew pozorom znam kilku naprawdę wartościowych gości, nie tylko samych złodziejów i przestępców z Nokturnu — wyrzucił z siebie, choć coś go w środku zabolało po tych ostatnich słowach. Podświadomie nie chciał jej nikomu oddawać, choć nie była i wiedział, że nigdy nie będzie jego. Miał nadzieję, że w jego oczach nie dało się zauważyć smutku, ale musiał i tak odwrócić wzrok. — Powinniśmy iść. Zbliża się 22, a ja nie chcę, żeby cię... nas złapali. Odprowadzę cię do mieszkania. — Potarł lekko kark i poprawił plecak. Poprawił też sobie kołnierzyk koszuli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maisie Adler

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -56
  Liczba postów : 47
http://www.czarodzieje.org/t16144-maisie-adler
http://www.czarodzieje.org/t16151-maisie#442241
http://www.czarodzieje.org/t16152-sowki-trixie#442247
http://www.czarodzieje.org/t16149-maisie-adler
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptySob Cze 02 2018, 00:25

- Nie jest zależne tylko od faz księżyca. Księżyc ma duże znaczenie w naturze, u ludzi też. Ale to nie jest jedyne wytłumaczenie, a jedynie hm… najprostsze. - Starała się powiedzieć to w miarę mądrze, żeby Casius nie bulwersował się od słów “NAJLEPIEJ ZWALIĆ WINĘ NA KSIĘŻYC”. Zwykła pogoda miała znaczenie na humor czy samopoczucie, to co tym bardziej tak wielka powierzchnia, jaką był księżyc, który był dużą zagadką. Może Reeves też był księżycem, skoro powód jego gburowatości dla większości pozostawał nierozwiązaną tajemnicą? Maisie nie chciała być oddzielana od niego murem, tym bardziej, że przez ostatnie miesiące była pewną częścią jego życia. Po prostu jest i po prostu chce, bo już taka z niej altruistka, co sobie wzięła za zadanie opiekowanie się psychiką wilczka.
- Jest zajebiste, mając przy boku tak cudowną narzeczoną - powiedziała nieskromnie, przeczesując włosy ręką. - Ale co narzekasz, Nokturn to bardzo ciekawe i zróżnicowane środowisko. Ile ciekawych przypadków można spotkać podczas jednego dnia! - Zwłaszcza, gdy pracuje się w aptece i nagle ktoś jej wbiega do sklepu, kompletnie zagubiony, a ona czasami po prostu nie wie, co ma poradzić na głupotę ludzką. Bo chociaż starała się być miała i kulturalna dla klientów, którzy odwiedzają sklep, to czasami brakuje jej sił. Wtedy przypomina sobie dumę pani Dodd, kiedy pierwszy raz udało jej się coś zrobić bardzo dobrze - i w większości przypadków właśnie ta kobieta wewnętrznie w niej siedzi i krzyczy, aby uważała na delikatne naczynia do eliksirów czy nie pomieszała ziół w szufladach. Może dzięki niej jeszcze nie zginęła jako sprzedawca, a pan Mullpepper nie poszedł z torbami. - Wiem. Widziałam. Ale wtedy udało ci się to kontrolować, więc oby tak dalej. - Uśmiechnęła się lekko. Miała trochę w tym swojej zasługi, owszem, bo sama widziała, że gdy chwyciła go za dłoń to trochę zluzował. Jednak nie będzie jej z nim zawsze. Nie wiadomo, czy jeszcze kiedykolwiek będzie, raczej nie, więc miała nadzieję, że choćby pomyśli o jej mentalnym wsparciu i w razie ogromnego napięcia, spuści z tonu.
A tresura będzie swego czasu. Jak będzie ją wkurzał, to będą się uczyć dawać łapę albo siedzieć na zawołanie! Razem z Ponurakiem, który jest okropnie rozbrykany i rozpuszczony przez swojego pana. Raz czy kilka razy była z nim na spacerze, kiedy jego Casius umierał po pełni jak po jakiejś dobrej imprezie i wtedy już zaczęła tresurę chodzenia przy nodze. Może powinnaś zostać jakimś szkoleniowcem, behawiorystą albo innym szamanem dla psów.
Po chwili uświadomiła sobie, jak to zabrzmiało. I co jak co, ale nie miała to tak wyglądać. Nie chciała kłamać, zwłaszcza że widziała jego minę i poczuła się źle. - Ale nie w tym sensie! Merlinie… - zaczęła, kręcąc głową. - Bo chodzi mi ogólnie o sytuację. Tę potem. Ale sam seks był cudowny. Znaczy, dobry… - plątała się we własnych zeznaniach, bo mimo wszystko było jej dziwnie przyznawać takie rzeczy przed osobą, która niby nic więcej do niej nie czuła, więc próbowała trochę wyrazić to mniejszymi słowami niż “cudowny”, ale co się powiedziało to już się nie odpowie. Ale mimo wszystko, to, co wydarzyło się tamtego wieczora, to nie było to tylko seks. Zwalała winę ciągle na niego, ale może ona po prostu mogła olać ten jego opatrunek… To tylko jej instynkty magomedyczne wyrywały się do pomocy. - Najwidoczniej też łatwo się nie odkochujesz - powiedziała uszczypliwie, jednak nie dodawała nic więcej, bo wiedziała, że zaraz i tak oberwie się jej po uszach za takie teksty. Jednak nie przeszkadzało jej to, a przynajmniej teraz. Bo z biegiem czasu nie miała nic do tego, uważała to za całkiem kochane czy słodkie (czasami!), jednak na początku, kiedy spotkała się po raz pierwszy po latach z Cassem, miała ogromny problem, aby zaakceptować, że on kiedyś mógł się w niej podkochiwać, a teraz tak normalnie rozmawiają - i się zmienił. Nie wiedziała jeszcze wtedy, że przez likantropię, ale za czasów Hogwartu nie lubiła go za bezczelność, którą wtedy wykazywał bardziej niż teraz. Nie lubiła go za swój sposób bycia i że tak dokuczał jej znajomym z innych domów. Nie trawiła go, w skrócie mówiąc. A teraz… jest jakby lepszy. Nawet z brodą mu lepiej, chociaż ją kłuła, jak mieli raz okazję się całować (a zaraz kolejny raz, heh). Teraz była nawet w stanie mu zaufać, może głównie przez to, że on sam podzielił się z nią tak ważnym dla niego sekretem. Było to dla niej ogromnie ważne, że mogła być w pewnym sensie, jego powierniczką niektórych tajemnic.
Zdezorientowanie to było głównie coś, co ją teraz męczyło do środka, kiedy tylko Casius dotknął swoimi wargami jej ust. Nie wiedziała, jak to interpretować, ale… czy ktoś kogoś by pocałował w złym wydźwięku? Chociaż była zbulwersowana, targały nią przeróżne emocje, to przymknęła oczy i odwzajemniła ten lekki pocałunek. Było to coś zupełnie innego niż to wszystko co razem zdążyli przeżyć. Uśmiechnęła się lekko na początku jego wypowiedzi, ale gdy tylko usłyszała, że gdy skończą grać narzeczonych to znajdzie sobie cudownego faceta, to myślała, że zaraz wybuchnie jak wulkan. Nawet nie zauważyła, że jej oczy minimalnie, ale jednak zaszkliły się. Bo to zabolało, cholernie i już nawet nie słyszała co dalej mówił o swoich kumpelkach, którzy są spoko, czy że już jest naprawdę późno. Nic do niej nie docierało, bo wypierała uczucia do niego, ale poczuła teraz ogromny ból - a dokładnie ból złamanego serca. Nie wiedziała czemu, tak reaguje, ale czuła się głęboko zraniona.
Dlatego też Casius dostał liścia w policzek - nie mocnego, ale jednak.
- Lubisz mnie, całujesz od tak z zaskoczenia, a teraz mówisz wspaniałym facecie, którego znajdę jak skończymy g r a ć narzeczonych. Ja zaraz kurwa z tobą oszaleje, przysięgam. Jesteś takim dupkiem, nie chcę cię znać, bo niszczysz mnie do środka - powiedziała zdesperowana. Nigdy nie miała tak ciężkich uczuć, nigdy jej aż tak nie zalegały na sercu. Odwróciła się i przeszła cztery, pięć kroków, żeby zaraz znowu wrócić się do Reevesa. - Ja zwariuje - rzuciła tylko i podchodząc do niego bliżej, przyciągnęła go trochę niżej do siebie za koszulkę, całując go zdecydowanie bardziej namiętniej niż on przed chwilą. Przyłożyła lekko dłoń do jego policzka, w który przed chwilą lekko uderzyła, przejeżdżając delikatnie po nim opuszkami. Nie wiedziała, co przez to chciała powiedzieć, może chciała wyrazić przez to swoją irytację, ale gdzieś pomiędzy rozdrażnionymi uczuciami czuła się myśl, aby pokazać tym, że on równie dobrze może być tym wspaniałym facetem. Jeśli jej teraz nie odrzuci, oczywiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Casius M. Reeves

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -200
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 78
http://www.czarodzieje.org/t16153-casius-malachai-reeves#442267
http://www.czarodzieje.org/t16155-gryze-i-wyje-tylko-w-pelnie#442322
http://www.czarodzieje.org/t16156-gbur#442326
http://www.czarodzieje.org/t16148-casius-reeves#442178
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptySob Cze 02 2018, 13:29

— U ludzi ma duże, a u wilkołaków jeszcze większe, bo pragnę ci przypomnieć, że… — Miał ochotę strzelić sobie bardzo bolesnego facepalma, bo prawie powiedział o tym otwarcie w miejscu publicznym, a jedyne sytuacje, w których o tym mówił to dyskusje z innymi ludźmi. Ale to takie dyskusje, po której się nie zorientujesz, że on jest wilkołakiem. — Poza tym, nie mówię, że tylko od nich, ale, że w dużej mierze. Reszta to mój charakter, który zmienić próbowałem i nie wyszło. — Szczerze mówiąc, nie wiedział. Czasami nawet nie dostrzegał tego, jak bardzo się zmienił przez przemianę w wilkołaka. No bo, o ironio!, stał się bardziej ludzki, empatyczny i troskliwy. Nadal miał problemy z okazywaniem tych dobrych cech, ale przynajmniej miał ich więcej niż przed laty. Szkoda tylko, że słabość dawał sobie z tego sprawę.
Jej słowa spowodowały, że lekko się uśmiechnął i nawet cicho i krótko zaśmiał. — Ta, jest zajebiste, gdy ta czarownica ma pretensje o to, że szczeniak jej narzeczonego chce się pobawić w aportowanie jej różdżką. — Wciąż bawiła go ta wizja, choć sam nie chciałby próbować. Jeszcze okazałoby się, że Ponurak ma magiczna moc i co wtedy? Musiałby zainwestować z jego szaty, książki, kociołek i całą edukację, zapewne domową, bo w Hogwarcie każdy fanatyk wróżbiarstwa widziałby w nim potencjalny omen śmierci. Ale zaraz, skąd ta wizja. Przecież Ponurak był psem, nie mógł być czarodziejem. Casius… — Oj tak, to bardzo zróżnicowane środowisko. W jednej chwili kłócisz się z jakimś pijaczyną z jednym zębem, a w kolejnej leżysz w rynsztoku z rozbitą głową i poderżniętym różdżką gardłem. — Uśmiechnął się sztucznie, bo ta wizja trochę przerażała nawet jego, faceta, który lubił się kłócić z ludźmi na Nokturnie i który chciał żyć. Mimo likantropii, mimo rzucania żartami o śmierci i irytującej rodziny. Miał dla kogo żyć (głównie dla samego siebie i psa, nieważne), więc nie chciał umierać. I choć nieraz spotykał… ciekawe osobistości, gdy widział, że ktoś jest od niego silniejszy, wolał nie szukać u niego zwady i nie cwaniakować. Właściwie, stawał się nagle potulny jak baranek, aby po chwili zjechać tę osobę najgorszymi przymiotnikami w głowie. Niekiedy sam nie wierzył w to, jaki był fałszywy, gdy wymagała tego od niego sytuacja. — Musisz ze mną częściej jeździć do tej baby — powiedział, oczywiście w roli „tej baby” widząc swoją rodzicielkę najukochańszą, która zawsze syna kochała, wspierała i popierała jego wybory, nawet gdy nie były zbyt dobre. Żart, ta kobieta go nienawidziła za to, że zepsuł jej plany, gdy miała 22 lata i wpadła z dobrym znajomym, który jak się składa miał już żonę.
Zacisnął usta, przeć chwile robił lekki dzióbek, żeby tylko się szeroko nie uśmiechnąć. Pokręcił głową nieznacznie i w końcu nie wytrzymał, szczerzącego się szeroko i radośnie. Jak nie on. Jakieś nowe wcielenie Casiusa? Możliwe, możliwe. — Jak był cudowny, to na co czekamy? Trzeba go w takim razie powtórzyć jak najszybciej — powiedział, dumny z siebie. Miał przez chwile wrażenie, że obudził się w nim ten siedemnastolatek, który marzył o zostaniu oficjalnym chłopakiem Maisie. I choć teraz nie był nim wciąż, spał z nią. A to już jakiś był dla niego plus. Przestał się jednak uśmiechać, gdy usłyszał jej kolejne słowa. Zmarszczył brwi, nie za bardzo wiedząc, o co jej chodzi. Wskazał palcem na siebie i uniósł brwi. — Ja się niełatwo odkochuję? A czy ja kiedykolwiek byłem zakochany, bo nie pamiętam? — W końcu oficjalnie nigdy nie powiedział, że był w niej zakochany. Pisał listy i wiersze do szuflady, ale nigdy ich nikomu nie pokazał. Raz był bliski, ale tylko raz. A innym razem zaś wysłał anonimowo jeden list sprzed lat do Maisie, ale… Nic więcej. Nic, a nic. Zawsze był pewien, że nikt nie wiedział, że wszyscy to traktowali jako desperacki akt poznania szatynki, a nie… zakochanie. Może przez fakt, że niekiedy zachowywał się, jakby uczuć nie miał. Przynajmniej dawniej. — Nigdy nie byłem zakochany, a już na pewno nie w tobie — mruknął cicho, bo się lekko zdenerwował nawet i bez dodawania przez nią kolejnej oliwy do ognia.
Cóż on też poczuł się trochę zdezorientowany, ale nie tyle przez to, że ją pocałował, nad czym wcale nie myślał, a bardziej przez to, że ten pocałunek odwzajemniła, a nie dała mu z miejsca z liścia. I faktycznie, było to coś innego. Zwykle Casius przy całowaniu wykazywał się zwykłą niecierpliwością i od razu przechodził do namiętnego całowania, lecz w tym przypadku było… inaczej. Po prostu inaczej. Nie wiedział nawet jakimi słowami to określić, ale w sumie zawsze był słaby w opisywaniu swoich własnych uczuć słowami. Lubił mówić, ale uczucia stanowiły dla niego zwyczajną zagadkę, bo nie wyniósł ich z domu. Niekoniecznie znał miłość zarówno te rodzicielską, jak i te między rodzicami, bo mieszkali w różnych miastach ze swoimi partnerami życiowymi. Zawsze był taki… wycofany, na uboczu. Bo mama wolała dzieci, które wyszły z jej małżeństwa z Dickiem, a ojciec wolał swojego drugiego syna. Może dlatego, że nikt go nie kochał, zaczął zamykać się na świat? Sam nie wiedział. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że to może być powodem tego, jaki jest teraz. Może też dlatego tak bardzo wierzył w to, że jego prawdziwy związek z Maisie nie ma racji bytu, bo nie zasługuje na kogoś tak wspaniałego, jak Adler. Możliwe, że to, jak dostał z liścia, tylko go umocniło w przekonaniu, że na nią nie zasługuje. Nie spodziewał się tego, więc od razu przyłożył dłoń do policzka, który dość mocno piekł, choć wiedział, że Maisie mogła go mocniej uderzyć. A na to… Na to już w zupełności zasługiwał. Bardziej się jednak zdziwił, gdy zobaczył, jak jej oczy się zaszkliły.
— Ale taka jest prawda! Nawet jakbyś coś do mnie czuła, byłbym twoim największym błędem, bo dobrze wiesz, jaki jestem. Poza tym, kto by chciał być z… kimś takim jak ja? — zapytał retorycznie, nie oczekiwał nawet odpowiedzi. Z początku chciał powiedzieć „z wilkołakiem”, ale nie było bezpiecznie mówić to na głos. Co prawda niby w ministerstwie wiedzieli, kim jest za sprawą jego kuzynki, ale… Wolał nie mówić tego publicznie. Nadal się bał i tchórzył za każdym razem. — Nie jestem dupkiem. Jestem tylko szczery! — Był dupkiem, w dodatku nieszczerym, bo nie mówił tego, co naprawdę myśli. Gdyby tak było, powiedziałby, że będą mieli kiedyś gromadkę dzieci, które nazwą jakimiś długimi, typowymi dla czarodziejów czystej krwi imionami, których tak bardzo nie lubiła. Stał tylko jak ten słup soli, nie wiedząc, czy powinien ruszać za nią, czy może od razu się samotnie teleportować. Nawet lepiej, że tego finalnie nie zrobił, bo po chwili podeszła do niego i go pocałowała znacznie namiętniej niż on wcześniej ją. Położył dłoń na jej talii, przybliżając ją lekko do siebie i zamknął oczy, odwzajemniając pocałunek. A… przez myśl przemknęło mu, że chyba wie dlaczego granie zakochanych przed jego matką wychodzi im tak zajebiście. Wyrzucił tę myśl tak szybko, jak tylko się pojawiła w jego głowie. Dopiero po dłuższej chwili go przerwał i spojrzał na zegarek. Zrobił lekko zaskoczona minę i przełknął ślinę. — Wiesz co, nie chcę psuć atmosferki i tak dalej, ale jest już prawie 22 i niekoniecznie chcę, żebyśmy zostali złapani i spędzali najbliższe godziny, może nawet dni, w areszcie — mruknął i teatralnie westchnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Maisie Adler

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -56
  Liczba postów : 47
http://www.czarodzieje.org/t16144-maisie-adler
http://www.czarodzieje.org/t16151-maisie#442241
http://www.czarodzieje.org/t16152-sowki-trixie#442247
http://www.czarodzieje.org/t16149-maisie-adler
Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8




Gracz




Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 EmptyNie Cze 03 2018, 00:41

Westchnęła i zerknęła na Casiusa kątem oka. Zdarza się, więc tego nie skomentowała. Tylko nie rozumiała, czemu aż tak się szczypał z wyjawieniem tych słów na głos, jeżeli i tak był w oficjalnym rejestrze i nic nie mogło się ukryć… ale nie wnikała. W końcu to jego życie, a ona jest jedynie udawaną narzeczoną, kompletnie nic nie znaczącą kobietą. - Może ktoś ci musi pomóc go zmienić. Albo za mało chciałeś, ale cokolwiek się zmienił - zasugerowała. Chociaż nie wiedziała, jak ktoś może zmienić czyjś charakter. Prędzej pewne wydarzenia mogą do tego doprowadzić… I poniekąd zrobiły, w końcu Casius był troszkę inny, niż kilka lat temu. Na pewno mniej chamski, chociaż nadal bezczelny, a przynajmniej w jej przypadku.
Zgromiła go spojrzeniem. - Niech aportuje twoją różdżkę, zobaczymy czy ty będziesz wtedy taki mądry - burknęła niezadowolona, że takie głupoty opowiadał! Była kochana, cudowna, troskliwa, sympatyczna, niekłopotliwa… pies był jedynie niewygodnym udogodnieniem. Wolała swojego kota. Swojego synusia, który teraz pewnie płacze za swoją pańcią… A tak naprawdę, to pewnie śpi i ma głęboko w ogonie to, co ona teraz robi. Zaniepokoiłoby go pewnie jedynie porwanie Maisie, ponieważ nie miałby kto mu nasypać jedzonka do miseczki. - No może nie zawsze jest kolorowo… - powiedziała, uśmiechając się i wzruszając niewinnie ramionami. Nokturn był Nokturnem i nie wiadomo było, czego można się po nim spodziewać. Sama nie do końca rozumiała, czemu z kilku aptek czarodziejskich, wybrała akurat tą, w której pracuje - również na Nokturnie, swoją drogą. A śmierć opisana przez Reevesa wydawała się być tak okropna, że aż się lekko wzdrygnęła. Nie rozumiała, jak można być aż tak wielkim brutalem, aby mordować niewinnych ludzi. W większości swojego życia była pacyfistką. No, może oprócz momentu, kiedy potrafiła komuś przywalić w policzek lub inną część ciała. Uśmiechnęła się niezadowolona i bez szczególnego entuzjazmu, na wieść, o częstszych odwiedzinach jego matki. - Nie mam jakiejś wielkiej ochoty, na odwiedziny swojej teściowej. Sam rozumiesz, sama nie szczególnie miło wspominam ten jakże cudowny wyjazd, aby poznać tę przeuroczą kobietę - powiedziała, czując jak robi jej się cięższej na duszy przez samo wspomnienie tego niemiłego dnia. Teraz do końca życie pozostanie jej trauma z rodzinnego domu Casiusa.
- Nie będziemy nic powtarzać. Może było naprawdę dobrze, ale przypomnij sobie, za pomocą czego ta sytuacja wyniknęła. - I po tym miała jedną, wielką notatkę w głowie - nie pić z Cassem. Nie wiadomo, do czego jeszcze ich to zaprowadzi. - A nie byłeś? Po dormitorium różne ploteczki chodziły. A wiesz, każda plotka ma jednak jakieś ziarnko prawdy. - Mrugnęła do niego prowokacyjnie. Mimo że mówił co innego, to ona nadal sądziła, że musiało być coś na rzeczy. Kiedyś nawet dostała list. Wyglądało jak jego pismo, nawet koleżanka jej potwierdziła, która chodziła z nim na tym samym roku. Ciężko było jej rozgryźć tak ciężkiego człowieka, jakim był.
Intuicja zadziałała od razu i to było wręcz niepokojące, jak szybko “mu się dała”. I też za pierwszym razem nie oponowała przy niczym, nie miała pojęcia, co takiego w nim jest, że zachowywała się w ten sposób - co zmieniło się na przestrzeni lat, bo jeszcze w Hogwarcie na pewno dostałby od razu liścia. Uczucia się zmieniają. Może po prostu dojrzała? Może się w nim… Hm, nie. Zdecydowanie miała problem z określeniem swoich emocji, bo też sama nie była ich szczególnie uczona przez swoją matkę. Jedyne oparcie w tej sprawie miała ze strony dziadków, którzy tłumaczyli jej każdą po kolei emocję, z jaką do nich przychodziła.
I Maisie mogła twierdzić, po przypomnieniu sobie wszystkich opowieści babci, że była zauroczona. Tylko tyle wiedziała, bo reszta wyglądała w jej mózgu jak tornado.
Jej przyrodnie rodzeństwo było bardziej uległe niż ona, więc nie miała dobrych relacji z matką, przez co też była olewana od kiedy tylko nauczyła się jej sprzeciwiać i wypowiadać własne zdanie. To był moment, kiedy jej dobre relacje z mamą poszły w zapomnienie, bo obydwie zdecydowanie próbowały przejąć władzę we wspólnych sprawach. Również w wyborze jej potencjalnych, przyszłościowych kandydatów.
Teraz taki jeden się nawinął, a ona tę decyzję musiała i mogła podjąć sama. Casius miał skomplikowany charakter, miał wiele wad i nie rozumiała, co jej w głowie poprzestawiało się, że była w stanie wyobrażać sobie zbudowanie z nim jakiegoś mocnego, stabilnego związku. Czy to miałoby prawo bytu, przez ich charaktery?
Dlatego na jego pytanie odpowiedziała sobie w myślach - że ona bierze pod uwagę kogoś takiego jak on. I ta myśl sprawiła, że trochę bardziej zaszkliły jej się oczy, bo czemu musiała się zawsze nieszczęśliwie zauroczyć tudzież zakochać. Czemu myśli o czymś, co wedle tej drugiej osoby nie ma kompletnego prawa się udać? I późniejsze zdarzenia były działaniem chwili, buzujących emocji.
Jednak nie żałuje i gdyby miała cofnąć się w czasie o te kilka sekund, to postąpiłaby tak samo. Zaplotła ręce za jego karkiem i była kompletnie zmieszana, że pomimo jego wcześniejszych słów, przedłużył ten pocałunek o dobrą, dłuższą chwilę. To był moment, w którym ich umysły mogły odpocząć od ciągłych sprzeczek - albo właśnie dostały większą dawkę myślenia o tym, co się właśnie dzieje.
Przez pierwsze sekundy nie odsunęła się od niego, a patrzyła jak spoglądał na zegarek. Dopiero wtedy zdawała sobie uświadomić jak bardzo uciekł im czas. Przelotnie zerknęła na jego usta i w końcu odwróciła się, wywracając oczami. - No to chodźmy - powiedziała niezadowolona, ale po chwili rzuciła mu uroczy uśmiech. Co on z nią robił…

/zt x2 -> do mieszkania Casiusa
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 QzgSDG8








Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty


PisanieTemat: Re: Stacja kolejowa w Hogsmeade   Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 Empty

Powrót do góry Go down
 

Stacja kolejowa w Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Stacja kolejowa w Hogsmeade - Page 9 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-