Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Przed szpitalem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 620
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass




Gracz






PisanieTemat: Przed szpitalem   Pon Lip 29 2013, 23:16

First topic message reminder :


Przed szpitalem
Przed Szpitalem im. Św. Munga znajduje się kilka zadbanych ławeczek, na których mogą usiąść wszyscy oczekujący na bliską osobą wychodzącą ze szpitala lub ci, którym nie starcza odwagi, by wejść do środka. Specjalnie nałożone zaklęcia sprawiają, że mugolskie oczy nie dostrzegą tu nic, oprócz opuszczonego wielkiego sklepu, którego nikt nie chce nabyć z powodu na niebotyczną cenę lub braku kontaktu z właścicielem – z tego powodu nikogo też nie zdziwi duża liczba poszkodowanych wszelkiego rodzaju, kręcących się akurat w tej okolicy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 160
  Liczba postów : 53
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Nie Cze 10 2018, 11:56

| Start |

Tego było już zbyt wiele. Nie dość, że niedawno wykurowała się z zapalenia płuc, to na dodatek od jakiegoś czasu dręczą ją silne skurcze w podbrzuszu. Próbowała wyleczyć się domowymi sposobami, uciekała się nawet do magii, ale nic nie pomagało. I nie pomaga. I pewnie też nie pomoże. Ale... ból brzucha wciąż dawał o sobie znać, intensywnie domagając się uwagi ze strony kobiety. Pewnie to, co jej dolega, chce ją wyniszczyć. A jeśli... jeśli to naprawdę poważne schorzenie magiczne? Może to, na co zmarł jej ojciec chrzestny? Nie, nie, nie. Nie może być. Ma dopiero trzydzieści dwa lata i chce coś jeszcze zrobić w tym życiu. Może... kiedyś stanie się projektantką znaną na skalę światową? Kto wie, wszystko może się zdarzyć. Chciałaby na dodatek znaleźć jeszcze inne pasje, i żeby się okazało, że ma talent nie tylko w jednej dziedzinie (nie licząc oczywiście gry na gitarze). Ah, jak bardzo by tego pragnęła! Ale nade wszystko chciała zmienić świat. Ot, takie infantylne podejście do życia, a dziecinne jest przynajmniej w jej przypadku. Jednak pod innymi względami Hen nie wykazuje infantylności. To chyba dobrze?
Szła w kierunku szpitala i dopiero teraz przypomniała sobie, że to ta sama placówka, w której zmarł jej ojciec chrzestny. Kobieta ponownie poczuła w gardle wielką gulę, ale wiedziała, że nie powinna teraz o tym myśleć, powinna skupić się na sprawach teraźniejszych. Henrietta westchnęła głęboko i ruszyła szybkim krokiem, a przynajmniej tak było na początku – z czasem ból w podbrzuszu rozwinął się jeszcze bardziej. A teraz zauważyła jakąś młodą kobietę, która chyba miała problem z nogą, a panna Moseley, widząc to, jak się męczy, podbiegła do niej, zupełnie ignorując ból brzucha.
- Czy potrzebuje pani pomocy? Jeśli tak, proszę mnie wziąć pod rękę – powitała ją z uprzejmym i radosnym uśmiechem. - Bo chyba pani zmierza do budynku szpitala, zgadza się?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 591
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 802
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Nie Lip 29 2018, 11:20

Od kiedy pamiętał, zawsze starał się pogodzić pracę z opieką nad zwierzętami. Pierwsze wyszło z czystego planowania, drugie zaś - poprzez dobroć serca rozbrzmiewającą niczym śpiew ptaków przy spokojniejszej, pozbawionej samochodów uliczce. Na szczęście jego dom jest wystarczająco duży, by Blau oraz Braun nie czuli się przytłoczeni swoją wielkością - wszak należałoby wspomnieć w tym momencie, że nie są to małe pieski, wręcz przeciwnie – olbrzymy. No dobra, nie do końca, ale jeden wilczur, drugi podchodzący pod husky'ego, więc musiały mieć trochę miejsca na wygonienie się oraz zabawę. Na szczęście Matthew potrafi zorganizować swój czas, aby zwyczajnie uzyskać ten rzadki, złoty środek, dzięki któremu ani czworonogi nie są zestresowane, ani on, chociaż nieraz było widać po nim, że to, co robi brązowiec, przekracza wszelkie granice zrozumienia oraz tresury.
Dużo czasu jednak nie miał, dlatego spacer ze zwierzakami był nadzwyczaj krótki. Miał jednak z czego się cieszyć, gdyż mieszkał gdzieś niedaleko właśnie Świętego Munga. Pojawiwszy się przed szpitalem, zaczął rozmyślać nad tym, ile tak naprawdę życia zabiera mu praca uzdrowiciela, a przede wszystkim dlaczego wpadł w jej zdradzieckie sidła. No tak – poczucie spełnienia poprzez niesienie pomocy innym. To wystarczało, by posada, jaką wybrał, stała się ciężką kotwicą, trudną do porzucenia, aczkolwiek jedną z najstabilniejszych ze wszystkich, jakie zdołał wrzucić do zimnej wody. Czasami jednak czuł, że sam potrzebuje lekarza, jednak tego oczywiście nie pokazywał, nie mając zamiaru znajdować wymówek do wymigania się od obowiązków, do których przywyknął. Przymknąwszy oczy na słońce, dotarł właśnie przed placówkę, biorąc ostatni wdech zepsutego powietrza londyńskich ulic. Ewidentnie wolał Dolinę Godryka.
Długo jednak jego obłuda nie trwała, a przede wszystkim uwolnienie się z zaciskających pętlę na jego gardle obowiązków, zauważając kobietę, której wyraz twarzy zdradzał więcej, niż ta mogłaby się spodziewać. Jej oczy były przede wszystkim wyznacznikiem stanu - głównie tego, co ją doskwiera. Tęczówki, które przeszywa cierpienie są niezwykle charakterystyczne, a przynajmniej tyle zdołałby o nich powiedzieć Matthew.
- Dzień dobry, pomóc pani? - zapytał się pogodnym głosem, byleby jej nie przestraszyć, w miarę potrzeby pomagając jej w stawianiu kolejnych kroków poprzez łagodny chwyt. Wiedział, że już ma zajęcie na najbliższe kilkanaście bądź kilkadziesiąt minut. Nawet nie miał czasu, by ubrać swój charakterystyczny kitel, jednak nie zwrócił na to żadnej szczególnej uwagi. - Przepraszam brak moich manier, nazywam się Matthew Alexander i pracuję jako uzdrowiciel. - przedstawił się, mając nadzieję, że przez to zyska jakoś zaufanie kobiety.

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Skąd : Stan Massachusetts, USA
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 160
  Liczba postów : 53
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Nie Lip 29 2018, 16:06

Kobieta najwidoczniej nie chciała pomocy, nie chciała rozmawiać, dlatego zupełnie zignorowała Henriettę. Tej ostatniej zrobiło się z tego powodu smutno. Inni byliby źli, chcieliby się jakoś zemścić. Ale nie ona. Nie panna Moseley. Ona była osobą spokojną, zrównoważoną. Równocześnie personą wrażliwą, i to nawet bardzo, dlatego nie należy się dziwić, że tę zniewagę będzie pamiętać jeszcze długo. Z czasem pewnie zapomni. O, albo ból zmniejszy się. Coś z tego na pewno spotka rzeczywistość – rzeczywistość pewnej czarownicy – krawcowej zamieszkałej w Londynie po śmierci swojego wujka, który był jednocześnie jej ojcem chrzestnym, śmierci która była dla niej szczególnie traumatyczna. A jednak! Jest coś, co boli ja bardziej, niż zniewaga tamtej kulejącej kobiety. Są rzeczy mniej i bardziej dotkliwe, i to na pewno wychodzi na plus.
Westchnęła głęboko i odwróciła się ponownie w stronę budynku szpitalnego i wtedy zauważyła pewnego mężczyznę, który był pewnie niewiele starszy od samej Henrietty. Kobieta próbowała nie łapać się za brzuch, nie pokazywać tego, co jej dolega, próbowała to samo uczynić z wyrazem swojej twarzy, a czy jej się to udało, to mógł ocenić tylko sam mężczyzna. Albo inni ludzie, również aktualnie przebywający przed budynkiem szpitalnym. Ale nieważne. To nie było coś, czym teraz kobieta się najbardziej przejmowała. Skupiała się na bólu, chociaż nie było to w jej zamyśle.
- Dzień... dzień... dobry – zdołała wysapać – Hen... Henrietta... – teraz złapała się za pobrzusze, mając gdzieś, co mężczyzna sobie pomyśli. Przez moment przeszła przez jej głowę myśl, że może rodzi, ale to nie wchodzi w rachubę mimo, że ma dość wydatny brzuch. Ale ów brzuch to jej uroda, poza tym dawno nie uprawiała seksu z kimkolwiek.
Nagle... poczuła, że brak jej tchu. Złapała się jego ramienia, czując, że kołuje jej się w głowie, nie może wziąć tchu, gdyż każdy oddech przysparzał jej jeszcze większą dawkę i tak wielkiego bólu. Poczuła, jak nogi się pod nią uginają,  a potem jej dusza weszła w stan nieświadomości.
Henrietta zemdlała. Obudzi się za chwilę, przed wejściem, a może w zupełnie innym miejscu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 37
Skąd : Wielka Brytania.
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 591
Dodatkowo : depresyjny i autystyczny;
  Liczba postów : 802
http://www.czarodzieje.org/t16392-matthew-alexander#449540
http://www.czarodzieje.org/t16401-matthew-alexander#449750
http://www.czarodzieje.org/t16400-matthew-alexander#449655
http://www.czarodzieje.org/t16387-matthew-alexander




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Nie Lip 29 2018, 19:11

Dusza mściciela w przypadku Matthewa rzadko kiedy się objawiała - a, mówiąc jak najbardziej szczerze, w ogóle. Dawno nie odczuwał gniewu, przyzwyczajając się do plujących na niego jadem pacjentów, dawno nie odczuwał jakichkolwiek negatywnych emocji, przy jednoczesnej redukcji tych pozytywnych - wiedział, że taka będzie cena jego odcięcia się od społeczeństwa. I chociaż spełniał się jako uzdrowiciel, było widać po jego sylwetce oraz zagubionych oczach, iż tutaj nie pasuje, a myślami wędruje do całkiem innego miejsca - być może nie na tej planecie. A może tak naprawdę myślał o zwierzakach, które były jedną z mniej stabilnych, ale za to noszących ze sobą radość, kotwic? Uśmiechnął się słabo na ich myśl, docierając właśnie do szpitala po krótkiej przerwie. Wiedział doskonale, że nie czeka go zbyt ładny dzień przesiedziany, za przeproszeniem, na dupsku, a kolejne powody do nadmiernego stresu bądź całkowitego odcięcia się od gwaru Świętego Munga.
Spojrzenie ciepłych oczu Alexander'a nie mogło ominąć kobiety, która wyróżniała się tym, że jest przy kości - i nie miał jej tego w żadnym wypadku za złe. Być może nie był w pełni lekarzem mugolskim, jednak zdołał wykopać z umysłu informacje o tym, że wcale nie musi to być brak kontroli nad objadaniem się, a bardziej problemy z tarczycą. Niemniej jednak wyraz twarzy osoby wystarczył, żeby zdążył zareagować w odpowiedniej porze na jej omdlenie, utrzymując się mocniej na nogach, byleby nie zaliczyć dosłownego spotkania gęby z nieprzyjazną dla niego podłogą. - Halo, proszę pani? - pytanie to jednak na nic się nie zdało, gdyż Henrietta całkowicie odcięła się od rzeczywistości. Na szczęście, wbrew wszelkim pozorom, został bardzo niewielki kawałek przed wejściem, a kiedy przekroczył próg, podniósł głowę, zdobywając w sobie resztki sił na wypowiedzenie paru słów.
- Utrata przytomności, potrzebna pomoc! - powiedziawszy te słowa, niemalże w mgnieniu oka jedna z przyjaznych dla niego pielęgniarek ruszyła po wózek, by po chwili, wraz z drobną pomocą ze strony uzdrowiciela, przenieść kobietę wpierw na pojazd, a potem całkowicie na inny oddział. Już po chwili Henrietta znalazła się na kozetce szpitalnej, pod opieką Matthewa jako lekarza, mimo że prawidłowo powinien być na urazach magizoologicznych. Sprawdzone zostało na szybko tętno, puls, saturacja, ciśnienie oraz temperatura ciała. Spojrzenie pełne ciekawości pierwsze nakazało wykonać wszystkie potrzebne badania do wymazówki, a potem dopiero ocucić kobiecinę, aby odsunęła się od ramion Morfeusza.
- Rennervate. - z ust wydobył się charakterystyczny głos, zaś zaklęcie zostało rzucone za pomocą różdżki z rdzeniem z pióra feniksa. Jednak cholerstwo nie chciało zadziałać za wszelką cenę, zatem mężczyzna raz jeszcze rzucił czar, żeby przywołać do żywych dziewoję. - Rennervate. - tym razem nic. Żadnej smugi światła, żadnej reakcji. Cholerne zakłócenia magii z trudem jednak wytrącały uzdrowiciela z równowagi. Westchnął, jeszcze raz skupiając się na wydawanym poleceniu. - Rennervate. - no i za przeproszeniem chujnia mujnia, nie udało mu się. Westchnął cicho, obserwując jakąkolwiek reakcję ze strony pacjentki.
z.t (x2?) - Izba Przyjęć

Kostki: 3, 5, 3

______________________

#include <iostream>using namespace std;
int main()
{
cout << "I think there is ";
cout << "a flaw in my code";
return 0;
}
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   

Powrót do góry Go down
 

Przed szpitalem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-