Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Przed szpitalem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 620
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass




Gracz






PisanieTemat: Przed szpitalem   Pon 29 Lip - 23:16


Przed szpitalem
Przed Szpitalem im. Św. Munga znajduje się kilka zadbanych ławeczek, na których mogą usiąść wszyscy oczekujący na bliską osobą wychodzącą ze szpitala lub ci, którym nie starcza odwagi, by wejść do środka. Specjalnie nałożone zaklęcia sprawiają, że mugolskie oczy nie dostrzegą tu nic, oprócz opuszczonego wielkiego sklepu, którego nikt nie chce nabyć z powodu na niebotyczną cenę lub braku kontaktu z właścicielem – z tego powodu nikogo też nie zdziwi duża liczba poszkodowanych wszelkiego rodzaju, kręcących się akurat w tej okolicy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 285
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6053-aaron-lawyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6092-sekrety-aarona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6074-magnus
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8314-aaron-lawyers




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Pon 29 Lip - 23:32

Zauważył ją, jak siedziała na chodniku. Chyba płakała. Deszcz moczył jego ortalionową kurtkę, a woda spływała po niej strumieniami. Podszedł do niej.
Cassandra Villers. Związała się z Casperem, miała z nim dziecko. Teraz siedziała tutaj, przed szpitalem... co ona tutaj robiła?
Nie trzeba było być niesamowicie spostrzegawczym, by dostrzec, jak mizernie wygląda. Wiedział, o jej chorobie, ale nie sądził, że jest na tyle nieodpowiedzialna, żeby głodzić się, gdy musi wykarmić swoje nowo narodzone dziecko. Przykucnął przy niej.
- Zaziębisz się. - Rzeczowe stwierdzenie. Zdjął kurtkę i od razu tego pożałował, bo deszcz natychmiast zmoczył jego sweter. Woda przedostawała się między włóknami, osiągając ciało, mrożąc jego skórę. Wzdrygnął się i zarzucił kurtkę na jej ramiona. Złapał jej nadgarstek. Bez problemu objął palcami jej rękę. Spojrzał w jej oczy z przerażeniem. Opuchnięte, podkrążone oczy. Nieco nieobecny wzrok.
- Kiedy ostatnio coś jadłaś? - Zapytał twardym, ostrym tonem. Była piękną kobietą, naprawdę piękną, ale teraz... teraz wyglądała jak cień człowieka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 620
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Pon 29 Lip - 23:43

Nie wiedziała jak się tłumaczyć. To było po prostu silniejsze od niej. W głowie odliczała każdą zjedzoną jak i spaloną kalorię. Nawet teraz, gdy brzuch miała cały obolały, potrafiła robić brzuszki. Choroba niszczyła ją od środka. Wyżerała nie tylko jej narządy, tłuszcz, mięśnie, ale i duszę. Nie miała coraz częściej siły, chociaż zdawała sobie sprawę, że nie jest sama na świecie.
A może w zasadzie jest? Nie wiedziała, czy Casper nie przerazi się odpowiedzialnością i czy przypadkiem nie ucieknie hen daleko. To wszystko było za skomplikowane jak na jej małą, blond główkę. Otarła łzy, gdy usłyszała znajomy głos. Gdyby mogła wykorzystać swoje umiejętności... Na pewno prędko zakryłaby tę jej słabość. Nie potrafiła się pogodzić z tym, że Aaron widzi ją w takim stanie. Powinna się za to ukarać. Czy 600 brzuszków będzie wystarczające?
Kiedy złapał ją za rękę, stanęła na nogi, lekko się chwiejąc. Dziś jadła, dziś jadła brzoskwinie. Przespała się godzinę, a potem musiała iść do szpitala. W drodze wypiła bardzo dużo wody. Nie czuła głodu, ale chciało jej się palić. Podły nawyk, tyle trzymał... Bała się spojrzeć chłopakowi w oczy. Przytuliła się do niego jak małpka, nic nie mówiąc. Na pewno poczuł jej kruchość, to skrajne wychudzenie, z którym nie potrafiła sobie poradzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 285
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6053-aaron-lawyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6092-sekrety-aarona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6074-magnus
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8314-aaron-lawyers




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Pon 29 Lip - 23:59

Nie wiedział jak zareagować. Przez chwilę miał rozłożone dłonie, a ona po prostu przytuliła się do niego. Potem położył swoje dłonie na jej plecach.
- Cass? - Jego głos zadrżał. Nie wiedział, co ma zrobić w tej sytuacji. Chciał nią potrząsnąć, był zły, nawet jeśli praktycznie jej nie znał, to taki brak odpowiedzialności, jakim się wykazywała, wydawał mu się wołać o pomstę!
Teraz jednak czuł, widział, rozumiał.
Coś się działo. Coś w jej życiu. Coś niedobrego. Nie była to kwestia tylko dziecka. Miała problem. Największy - ze sobą.
Gdyby dowiedział się, jak bardzo "dba o siebie", podczas karmienia piersią.
Takie niespodziewane spotkanie i od razu okazuje się, że jego problemy, to właściwie nic, w porównaniu do problemów innych ludzi.
- Co... Co Ty ze sobą zrobiłaś? - Zapytał niezadowolony i odsunął się od niej trochę, łapiąc ją za ramiona i krzyżując z nią swoje spojrzenie. Wydawała mu się być skrajnie wycieńczona! Naprawdę nie myślała o dziecku? O tym, co się może stać?
Samej jej mu było żal.
Pamiętał ją z czasów szkoły. Wiedział, że wielu, wtedy jeszcze chłopców, oglądało się za nią, bo była piękna. Zbyt chuda, ale piękna. Nikt nie jest idealny. On sam wodził często za nią wzrokiem, często myślał o niej tak, że nie ośmieliłby się nawet marzyć, że mogłoby się to spełnić, ale... był wtedy dzieckiem. To było dawno. Teraz był dorosły, ona z resztą też.
Wszystko się zmieniało. Pocałował ją w czoło. Nie miał śmiałości, żeby jej dogadać, chociaż miał na to ochotę, ale... była w tak żałosnym stanie. - Chodźmy stąd, bo jeszcze się na to wszystko przeziębisz! Dziewczyno, czy Ty nie masz za grosz odpowiedzialności? - Tylko na tyle było go teraz stać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 620
Dodatkowo : metamorfomag
  Liczba postów : 1718
http://czarodzieje.my-rpg.com/t171-cassandra-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6690-thanks-for-loving-me#189323
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4274-cass




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Wto 30 Lip - 9:57

Cassandra wolała, aby nie reagował. Bardziej zniosłaby wyśmianie, olanie, niźli uczucie, które ją obdarzył. Najgorsze było to, że tak naprawdę byli dla siebie obcy. Zbyt obcy. Czasem zagadali do siebie na korytarzu, spędzili miło czas na imprezie, lecz nie było w tym ani grama przyjaźni, wsparcia, zwierzania się.
Zgubiła się. Kompletnie nie wiedziała, czego oczekuje od życia ani co powinna robić. Czuła się gruba. Każdy centymetr tłuszczu z tej szalonej niedowagi wypalał jej skórę. Chciała wyrwać swoją tuszę z ciała, wydrapać ją paznokciami, aby w końcu była godna miłości zarówno swojego dziecka jak i męża. Płakała, modląc się, żeby łzy nie były widoczne podczas tego deszczu. Dlaczego była nieodpowiedzialna? Czy na rynku nie istniały produkty, które zapewniłby dziecku lepszy start niż jej mleko.
- Hej, Aaron - szepnęła, przytulając go jeszcze mocniej, na tyle, ile pozwalały jej siły. Delektowała się bliskością mężczyzny, który niczego od nie wymaga. Jego zapachem, otulającym i relaksującym zmysły. Objęła go mocno, czując się jak mała dziewczynka, która przytula się do ojca. Na chwilę się oderwała, aby oddać mu kurtkę, a sama się znów przytuliła, zamykając oczy. Przytuliła się tak mocno, że mógłby razem z nią zamknąć odzienie. Przymknęła oczy, czując pocałunek na czole. Nie chciała stąd iść, było jej tu tak dobrze.
- A Ty grzeszysz odpowiedzialnością? - spytała cicho.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 285
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6053-aaron-lawyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6092-sekrety-aarona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6074-magnus
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8314-aaron-lawyers




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Wto 30 Lip - 11:06

Niekoniecznie rozumiał nagły przypływ czułości ze strony dziewczyny, ale najwidoczniej potrzebowała kogoś, kto nie będzie dla niej kolejnym problemem. Może nawet nie wsparciem, ale po prostu człowiekiem, do którego można się przytulić i ukraść mu trochę ciepła i... właściwie to tyle.
Objął jej kruche ciało i nawet przez ubrania czuł przebijające się przez skórę kości dziewczyny. Deszcz nie musiał zmywać jej łez - on i tak wiedział, że płacze, bo widać to było po jej zaczerwienionych oczach, czuł to, po delikatnym szlochu, który nieznacznie targał jej ciałem.
Deszcz moczył ich ubrania. Przejmujące zimno, wychłodzenie. Sam nie chciał stać na deszczu, a już na pewno nie pozwoli na to kobiecie, która musi opiekować się małym dzieckiem.
Cholera? Co go wzięło na jakieś współczucie, na litość? Normalnie by pewnie nie zareagował, to była niemalże obca osoba, ale... nie mógł przecież przejść obojętnie obok płaczącej na deszczu kobiety. No i jeszcze okazuje się, że ta kobieta jest świeżo po porodzie. No way! Sumienie by mu nie pozwoliło - no halo? Nadal pozostawał człowiekiem, nawet jeśli zrobił w swoim życiu mnóstwo paskudnych rzeczy.
- Nie. Nie jestem. Ale jestem na tyle odpowiedzialny, żeby Cię stąd zabrać. - Przeczesał palcami jej mokre włosy. - Chodź. - Objął ją ramieniem i ruszył w stronę Dziurawego Kotła.
Tam będą mogli spokojnie porozmawiać.

[z/t]x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Czw 23 Sty - 17:44

Ciężki dzień, bardzo ciężki dzień. Musiał pracować na dwóch zmianach, a do tego jeszcze pomóc koledze w noszeniu towaru na zaplecze. Miał dość. Miał przecież kilka innych spraw na głowie, a tu wciąż się mnożyło to czego nie chciał. Zabawne, że jeszcze nie wrócił do starych zwyczajów. Nawet proponowano mu, żeby odpuścił już studia i faktycznie wyjechał do Rosji na wieki wieków. Problem jedynie w tym, że Oliver nie chciał tam jechać. Nie podobało mu się to, że ktoś mógłby mu coś narzucić. On wolał mieszkać w Londynie, wykończyć jakąś ten papierek i po prostu rozgarnąć ten grunt. Zatem nie każ mu odejść. Jeszcze nie ma na to odpowiedniego momentu.
Listów od CoCo nadal nie przeczytał. Nie miał do tego siły, czasu, energii i chęci. Kobiety go wyniszczały. Szczerość, miłość, piękno, ciepło. Za dużo rzeczy, których on nie może dać. Nie potrafiłby choć chciałby. Prosta transakcja, tylko to znów on.
Potem kolejne listy, kolejne słowa. Jego przyjaciel Jura znalazł sobie zajęcie w Londynie i chwilowo inną ostoję, choć mieszkał z nim teraz. Watson czuł się pewniej wiedząc, że ktoś tam jest, gdy wciąż nie miał pieniędzy by powymieniać zamki. Tyle wydatków, tak mało tego, co powinno wypełniać portfel.
Ruszył do tego szpitala naciągając na siebie kaptur czarnej bluzy, narzucając na siebie kurtkę, która chyba już dawno przestała spełniać funkcję grzania. Ale to nic. Najważniejsze są pozory. Nadal był chuderlakiem. Ale to nic. Poszedł do tego szpitala, uśmiechnął się do CoCo zbierając jej rzeczy, a potem...
Potem to już stali przed szpitalem.
- Jak się czujesz? - Spytał dopiero przed szpitalem odzyskując jakąś część głosu. W środku czuł się trochę przytłoczony faktem, że niedawno to on tam leżał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Czw 23 Sty - 17:53

Przez ten cały czas. Przez te kilka pieprzonych dni gdy leżała w szpitalu nie kręciło się nic tak jak powinno. Lawirowanie od jednego do drugiego elementu. Smutek. Żal. Złość. I co? Na sam koniec, kolejny policzek. Kolejny wymierzony cios, który bolał chyba najbardziej.
Za parę miesięcy będzie mamą. Będzie miała małego ktosia, który przez kilkanaście lat będzie jej truł tyłek. „Chcę to. Chcę tamto. Mamo. Chcę to. Mamo. Daj mi to. Mamo!” – kurwa, nie. To nie dla niej. Ona nie potrafiła zdzierżyć myśli, że zamiast iść się w piątek zabawić do Rozingu, będzie musiała czym prędzej wracać, bądź w ogóle nie wychodzić, bo dwie małe stópki nie będą wiedziały jak chodzić po domu. A Kai? No tak. Miał pomóc. Miał być. I może będzie, nie będę go skreślać, jednak tu nie chodziło ani o Watsona, ani o Younga. Tu chodziło o to złamane serce, które zdecydowanie za dużo czuło. Wszystkiego się spodziewała, ale nie tego. Nie odpisze Villiersiowi. To zamknięty dział. Kiedy ona leżała w szpitalu, kiedy wręcz zdychała z bólu i ze zmęczenia, on się zabawiał z tą, która ponoć JEST jej przyjaciółką. Zabawne, co nie? A co jeśli tak naprawdę zrobili to jeszcze jak Coco z nim była i teraz po prostu się z niej śmieją. Klin klinem. Wygrałeś Villiers.
Napisała do Olivera bo potrzebowała tego. Chciała dostać zjebę, czy po prostu się przytulić. Chciała go zobaczyć i uśmiechnąć się na widok tego, który tyle dla niej znaczył nadal. To przecież nie on był tępą blondyneczką, która obciążyła Coco swoim problemami. Na Olivera patrzyła inaczej, mimo każdego słowa jakie wypowiedział. Mimo wszystkich krzywd.
-Paaatrz… - Jęknęła cicho, rozsuwając płaszcz, i pokazując mu coraz to bardziej wydęty brzuch. Skromnie licząc to gdzieś końcówka czwartego miesiąca ciąży. Odetchnęła ciężko a po chwili znów zasunęła okrycie wierzchnie, tak by czasem się nie przeziębiła.
-Jak widzisz… Jestem gruba! – Nie chciała wprost mu powiedzieć, że jest źle. Bała się chyba tego. Bała się po raz kolejny być odtrącona. A może źle go oceniała? Toż to przecież nie miała pojęcia, że ogarnął pracę, i coraz mniej bierze.
Gdyby wiedziała, z pewnością byłaby dumna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Czw 23 Sty - 20:56

Oliver nie ogarniał. Życie nauczyło go, że należy trzymać się z daleka od poważnych spraw, bo i tak nie będzie potrafił ich zrozumieć, a co jeszcze lepsze uporządkować. Aż tak szalony nie potrafił być. I teraz zamykał się w swoim wariactwie, by nie musieli na nim polegać, by on nie musiał zawodzić. Wolał uciekać do pracy, nosić ciężkie skrzynki, czyścić talerzyki i szklaneczki na zmywaku, a wieczorami sprzedawać wstawionym pannom drinki. I żadnego z nich nie wypił choć zdarzyło mu się z dwiema z nich flirtować. Jedna nazywała się Brittany i miała śliczny uśmiech, pięknie rozrysowane usta i hipnotyzujące oczy... Widział już gdzieś te oczy, dane było mu smakować tych ust... Widział je u pewnej Gryffonki. Natomiast Melody... Melody posiadała długie blond włosy sięgające już prawie do pośladków, dysponowała szczupłą, wysportowaną sylwetką... Jak pewna Gryffonka. Lecz żadna z nich nie operowała taką osobowością jak pierwowzór, więc Oliver uwielbiał prawić im monologi licząc, że nie będą się odzywały. Choć po jakimś czasie nauczył się, że Melody uwielbia komplementy i dobrze tańczy, że trzeba ją w tym tańcu prowadzić. Uczył się od niej na nowo delikatności do kobiet. Natomiast Brittany nieświadomie pokazała mu jak piękna może być kobieta w złości gdy rozchyla swe wargi jak kwiaty, by rzucić niewybrednymi obelgami. I polubił je, choć na początku zależało mu tylko na tym by patrzeć. Patrzcie państwo... Czas. Leczy. Rany. Uwierzylibyście? Oliver nie. Był ofiarą każdej terapii, która dając efekty wrzucała go w jeszcze gorze bagno. A teraz nie byłby gotów powiedzieć CoCo o swoich zmianach, robił to co musiał. Na ten moment próbował zebrać 'głupie' myśli w głowie zarzucając jej torbę na ramię. Nie chciał znać szczegółów z jej życia, nazwisk... I tak nie potrafiłby pomóc. Jedynie spojrzał na nią gdy pokazywała mu jaka jest gruba. Nie miał nic do grubości kobiet. Pojmował to tak samo jak swoją chorobę, więc tylko wzruszył ramionami.
- Ja... Ja sądzę, że jak urodzisz to będziesz chuda. - Zapewnił ją bezsensownie, choć na początku chciał machnąć tylko głową. Ale przecież trzeba było jakoś rozmawiać zamiast kupować kartkę: "nie przejmuj się to nie pierwsza i nieostatnia ciąża".
A w tej londyńskiej ulicy szukał natchnienia na dalsze uciekanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Czw 23 Sty - 22:37

A Coco w ostatnim czasie kogo poznała, ewentualnie co – to gorzki smak porażki. Nie, tu nie chodziło już nawet o ciąże, o Kacpra, o Kaiego, o Olivera czy po prostu o Charlie. Jak już ktoś wspomniał. Zaskakujące jest to, że dziewczyna tyle czuła. Czasami chyba zdecydowanie aż za dużo, ale co z tego, skoro na ten moment nikt nie potrafił tego zrozumieć. Emocjonalne, sentymentalne dziecko wracające uparcie do tego co dawało jej szczęście. Jednak takiej rzeczy już nie było. Nie było takiego wspomnienia. Nie było niczego, do czego chciałaby wracać.
Dystans. Cholerny dystans. Nie znała jego zamiarów. Nie chciała mieć go w głowie, w myślach, w sercu. Powinna przerwać ten wątek. Powinna olać tęsknotę. Obojętne jej już wszystko teraz. Nie, kurwa. Nic jej nie było obojętne. Wszystko było smutne i przytłaczające. Dlaczego tak to się potoczyło? Dlaczego w jej życiu, przecież… Miał przyjść do niej. Podać rękę i ją stąd zabrać.
-Tak, znowu będę chuda. A co… Co u… - już chciała, naprawdę próbowała, ale nie umiała o tej blond suce mówić „siostra”, „siostrzyczka”, dla niej była zwykłą szmatą. Nie, nie miały znaczenia więzy krwi. Wszystkich potrafiła obciążać swoimi problemami, ale gdy inni mieli problemy uciekała jak tchórz. Jak było z Oliverem, gdy wylądował w szpitalu? Miała przyjść. Watson potrafił rzucić wszystkim, i non stop wypisywać do Coco, żeby ogarnęła Charlie. Kiedy ona leżała w szpitalu – to czy Charlie była? Nie, kurwa. Nie było jej. Nikt nie miał prawa wymagać od Rudej tego by szanowała człowieka, który odwrócił się od rodziny, bo jest tchórzem. Właściwie teraz to już walczył o życie tylko Oliver.
-Co u Ciebie? – Wydukała w końcu po jakiejś chwili, jak gdyby nigdy nic. Miała łzy w oczach. Chciala tak bardzo przytulić brata, ale nie mogła. Nie potrafiła się na to zdobyć. Co miała mu powiedzieć? Ej, mogę zostać u Ciebie na ferie? Nie mam gdzie się podziać.
Nie, to bez sensu. Miał swoje sprawy na głowie, a Coco sobie zdecydowanie poradzi. Przecież zawsze dawała sobie radę, co nie? To była Coco Watson, a nie żadna popierdółka, która życia nie ogarnie. Głupie, zabawne? Nie. Smutne. Zdecydowanie smutne.
-Dzięki, że tu jesteś… - mruknęła bardziej do siebie niż do niego, nie zważając na to czy ją słyszał. Miało sens to czy… Usłyszałby to krótkie wyznanie? Być może, być może by się ogarnął. Być może coś by usłyszał. Jednak nie. Nie tym razem. Może. Lepiej. Nie.
Wsunęła swoją niedużą łapkę w jego dłoń, jakby co najmniej byli parą, która dopiero zdobywa się na nieśmiałe gesty, a przecież… Przecież byli tylko rodzeństwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 25
Skąd : Machester
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2728
  Liczba postów : 738
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5797-oliver-maximillian-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5803-lekoman-mugol-wiecznie-na-luzie#167342
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5804-interesy-i-inne-dziwne-rzeczy#167346
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7170-oliver-maximillian-watson#204318




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Pią 24 Sty - 19:41

Olivera bolała głowa. Rzeczywiście miał wrażenie, że coś jest nie tak. Może zapomniał wziąć rano białej tabletki, którą powinien wielbić za to, że powstrzymywała trzęsienie się rąk? Sprawdziłby to, ale nie chciał tego robić przy CoCo. Miał być silny. Ścisnął bardziej jej torbę poprawiając ją przy tym na ramieniu. Nie miał pojęcia co u Charlie. Chciał się nią zająć, pomóc. A ta czym prędzej odrzuciła jego starania. Tak bardzo niewdzięczna, tak bardzo niedobra, tak bardzo Charlie. Ile razy jeszcze zostaniesz odrzucony zanim zrozumiesz, że pewni ludzie się nie zmieniają? To pytanie usłyszał Oliver na jednej ze swoich sesji u psychologa. Nie rozumiał wtedy, lecz zapisał je sobie fikuśnym pismem, a po jakimś czasie recytował je każdego dnia, co by nie zapomnieć, że kiedyś musi udzielić odpowiedzi... Choć gdyby patrzył szerzej na świat wiedziałby, że to pytanie trzeba zadać połowie Hogwartu zamiast tylko niemu. Oliver uśmiechnął do siostry ściskając jej rękę, idąc wzdłuż chodnika. Przecież musiał jej wyznać, że mieszkanie jest pełne ludzi. Ludzi... Bo oto Jura zamieszkiwał teraz pokój Olivera, gdy ten sypiał na kanapie. Ponadto w domu była teraz urocza, dziesięcioletnia Felicie, którą matka próbowała polać wodą święconą gdy ta sprawiła, że kredka lewitowała po pokoju przez kilka minut zabawiając resztę rodzeństwa. Oliver wiedział, że jeśli dziewczyna ma moc to czeka ją jeszcze rok w domu... Zatem zabrał ją na kilka dni do siebie kompletnie nie zdając sobie sprawy, że przecież nie jest niańką do dzieci, że przecież fajnie jest posiedzieć z rodzeństwem, ale nie na stałe... Szczególnie z tym młodszym. A teraz burza kasztanowych włosów biegała po mieszkaniu i wszędzie rozwieszała własnoręcznie wykonane rysunki, bo podobno było tam za mało ciepła. Zatem Oliver kupił jej dodatkowe bloki, kredki, a nawet farby. Chciał, żeby była szczęśliwa choć przez jakiś czas. Los nie rozpieszczał, szczególnie Watsonów. A teraz miał ręce pełne wątpliwości. Zostawił małą z Rosjaninem, gdzie ten nie zna angielskiego, a dziecko nie zna rosyjskiego. Nadal nie wiedział na jakiej zasadzie się dogadują, ale... Ale miał szczerą nadzieję, że Felicia siedzi spokojnie w salonie z Paskudą, a Jura co nie raz patrzy czy nie uciekła i to tyle... Żadnych relacji.
Zerknął na zegarek, zerknął na CoCo.
- Chodź Beczułko, pójdziemy do mieszkania. - Wzruszył ramionami oglądając się w prawo, a to w lewo. Teleportowałby się. Ale nie wiedział czy "przepychanie przez rurę" nie zrobi krzywdy beczułkowej CoCo.
- U mnie w porządku. Właściwie to przywiozłem Felicie... Będziesz musiała z nią chyba zostać, bo zapisałem się na tej wyjazd Hogwardzki. Chyba zostanę tam jakiś czas, żeby figurować jako student. Moja sytuacja na uczelni jest dość chwiejna, żeby nie powiedzieć żałosna. - Wzruszył ramionami denerwując się, że musiał to powiedzieć głośno. I to wcale nie chodzilo o CoCo. Chodziło o sam fakt, że jest tak okropnym i beznadziejnym człowiekiem.
- To jak Beczułko. Jesz teraz za dwoje? - Spytał niby to bezinteresownie, ale w głowie liczył kroki do sklepu, w którym mogliby kupić dużo jedzenia... Głównie dla Beczułki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Manchester.
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 5
  Liczba postów : 834
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6883-coco-r-watson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6885-drink-up-with-me-now
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6886-wiem-ze-chcesz-do-mnie-napisac




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Pią 24 Sty - 23:27

Och, gdyby Coco wiedziała o tych tabletkach pewnie dostałaby piany, zwłaszcza, że sama miała problem z powstrzymaniem się od sięgnięcia po jakiekolwiek prochy. Nie, nie dlatego, że chciała brać, po prostu to organizm pchał ją w kolejne objęcia narkotykowego szału. A może to przyzwyczajenie? Do wszystkiego da się przyzwyczaić właściwie. Najgorzej jednak jest gdy przyzwyczaimy się do obecności kogoś na kim nam mimo wszystko zależy, i na ten moment właśnie tak było z Coco. Była przyzwyczajona do tego, że on był. Do tego, że budziła się w jego łóżku rano w sobotę, czy tam w niedzielę. Była przyzwyczajona do tej obietnicy, której nie potrafił dotrzymać. Szkoda, wielka szkoda, bo chyba nieświadomie zranił ją do tego stopnia, że stracił ją na zawsze. Potrafiła wybaczyć wszystko, ale nie winy tych, których kochała. W końcu – trudniej wybaczyć jest bliskiemu, niż wrogowi. Paradoks. Przecie właśnie na ten moment oboje byli jej wrogami, i miała zacząć płakać z powodu tego, że straciła zarówno Kacpra jak i Arienne? Nie, gdyby byli wobec niej fair, to nie skrzywdziliby jej tak, nie zrobiliby tego. Chuj, że mieli takie samo podejście do seksu, tu chodziło o coś więcej niż jednorazowy numerek, o ile w ogóle można o jednym razie mówić. Chodziło o to, że Coco naprawdę COŚ czuła, COŚ względem Villiersa. Kai był wcześniej niż Casper, więc o co było halo? Klin klinem. W porządku. Tylko mega nietaktowny. Jednak nie mogła dłużej o tym myśleć. Nie na ten moment, wszystko to było nieodpowiednie.
-Ej! Nie jestem beczułką! To, że się zaokrągliłam nie czyni ze mnie beczki… - Zrobiła minkę w podkówkę, bo słowa brata zbiły ją naprawdę z tropu. To było zaskakujące jak mężczyźni potrafili oddziaływać na kobiety. Jak potrafili je wyniszczać. To chore, ale jak Oliver mógł tak brzydko powiedzieć? No, niech nie rani jej maleńkiego serduszka, bo przecież jeszcze Coco rozpadnie się na miliard kawałeczków, i ciężko będzie je do siebie dopasować. To tak jak z puzzlami. Masz tysiąc kosteczek o różnych kształtach i nie masz pojęcia, który pasuje do drugiego. Udaje Ci się jednak odnaleźć brakujący element. I może w tej całej układance – brakującym elementem od samego początku była szczerość? Powiedzenie sobie kilku słów, które mogły zmienić wszystko. Jednak nie. Te sentymentalne dzieci… Nie były gotowe na szczerość.
-O matko! Felice u nas?! Błagam zabierz mnie do niej! Jak ja za nią cholernie tęsknie! – Powiedziała jakby ignorując wzmiankę o studiach, jednak wiedziała, że muszą pociągnąć ten temat. Muszą cokolwiek zrobić, ale… Właściwie co? Co powinni sobie powiedzieć? Że niby będzie dobrze, że jakoś się poukłada? Bez sensu.
-No właściwie to… Jem trochę więcej niż zwykle, ale wiesz… Staram się zabijać myśli dotyczące prochów, kolejną dawką słodyczy, ewentualnie wlewam w siebie litry wody. Dziwne. – Wzruszyła ramionami, a po chwili sama ścisnęła jeszcze mocniej jego rękę.
-Nie jestem beczułką, ale tak… Chodźmy do mieszkania.

/zt. X2 – wiesz co robić <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Nie 27 Lip - 14:04

Isolde nigdy nie mogłaby być uzdrowicielem. Inaczej - może by i mogła, ale z całą pewnością nie chciała. Siedziała na ławeczce przed Szpitalem Świętego Munga, zastanawiając się, co popchnęło jej matkę do wyboru takiego zawodu. Spędziły razem przyjemną godzinę, popijając niespiesznie herbatę i rozmawiając o drobiazgach - Isolde była w Londynie przelotem, chciała tylko kupić kilka książek w Esach i Floresach, po czym wrócić do Hogsmeade, jako że miała się jeszcze spotkać z kilkoma osobami. Ojca znowu wywiało na jakąś bardziej lub mniej tajną misję, a mama miała spędzić najbliższą dobę w szpitalu, dlatego Isolde nie czuła wyrzutów sumienia, że siedzi w Hogsmeade zamiast w domu, w Kornwalii.
Ilekroć opuszczała Munga, siadała na tej ławce, próbując strząsnąć z siebie przykre wrażenie, jakie niezmiennie wywierały na niej szpitalne mury. Aż dziw, że nadal korzystała z teleportacji, obejrzawszy sobie tych wszystkich rozszczepionych nieszczęśników, że nadal uwielbiała magiczne stworzenia, choć widok niektórych obrażeń spowodowanych przez pozornie nieduże i względnie nieszkodliwe bahanki albo hipogryfy, które co prawda nie były małe ani nieszkodliwe, ale można się było z nimi jakoś dogadać powinien ją na dobre zniechęcić do wszelkich kontaktów ze zwierzętami... Tak na dobrą sprawę, to zagrożenie czaiło się za każdym rogiem - mógł wybuchnąć kociołek, mógł cię pogryźć psidwak, podrapać kuguchar, mogłeś pomylić fiolki z niepodpisanymi eliksirami albo przedawkować ten na kaszel, ewentualnie mogłeś oberwać jakimś zabłąkanym (bądź nie) zaklęciem, które mieszało ci w głowie. Cudownie. A mimo to Isolde uparcie chciała zostać aurorem, pójść w ślady ojca i nawet Ailla Bloodworth, kobieta niezwykle charyzmatyczna, nie próbowała jej już przekonać, że być może kariera magomedyka byłaby bezpieczniejsza a równie pożyteczna. Nie i koniec. To było jej marzenie. Nikt nie mógł powiedzieć, że nie zna związanych z nim zagrożeń, bo przecież była dzieckiem aurora, wybitnego aurora, który obracał się w środowisku aurorów, jej najstarsi przyjaciele z dzieciństwa byli w większości dziećmi bądź wnukami aurorów, aurorzy tu, aurorzy tam, w każdej formie i konfiguracji. No cóż, pewnie będzie częstą bywalczynią Oddziału Urazów Pozaklęciowych, ale to tak zwane ryzyko zawodowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Pon 28 Lip - 21:00

„Nie mogę” to najgłupszy skrót świata według Zachariasza. Isolda idealnie pasowała na uzdrowiciela. Martwiła się o innych, miała w sobie coś, co pozwalało obcym ludziom ufać. Może to ta iskra w oku, może ciepło, jakimi obdarowywała innych. Zachariasz był pod wrażeniem osoby, jaką reprezentowała sobą mama Isoldy. Była na tak wysokim stanowisku i potrafiła dobrze wychować swoją córkę. Pamiętał, gdy jako mała dziewczynka zwiedzała szpital. Może już nie taka mała... Smirnov chciał, aby podjęła prawidłową decyzję i była szczęśliwa.
Dzisiejszy dzień nie był dla niego okropny. Nie mógł sobie nic zaplanować, a co się gał do dokumentów swojego małego biznesu, zaraz pojawiał się nowy pacjent. Nie życzył nikomu śmierci, ale czy naprawdę wszyscy nagle na raz chcieli się wybrać na drugi świat? Mówił, że mają poczekać, oni nie słuchali. Mówili mu o rodzinie. Zachariasz oczywiste olewał ich prośby. Piątka dzieci była dla niego równie ważna jak pogoda na drugim końcu świata. Po pierwsze, nie lubił dzieci, a po drugie miał ochotę powiedzieć, że ustawiła się niesamowicie długa kolejka do jego skromnej osoby i niech rzucają kostkami, kto umiera pierwszy, bo nie wie, komu ma pomagać. A potem dostał łapówkę. Ucieszył się, gdy powiedział lakonicznie: nie jestem takim człowiekiem. Prędko przechwycił pieniądze, wzywając asystenta. Zapłacili zbyt mało, aby miał odwoływać swoje plany. Plany nic nie robienia. Rzucił wszystko, włącznie z sakiewką na biurko. Chwycił paczkę magicznych papierosów, a potem zaczął kłamać pielęgniarkom, że musi koniecznie wyjść na dwór. Niezwłocznie. Zobaczył, jak Isolda, jego mała Isolda, siedzi na ławce. Nie liczyło się już nic innego. Zapisał na pergaminie, co mają zrobić z pacjentami i jakie eliksiry im podać pod jego nieobecność. Bo on teraz ma urlop. Zbiegał po schodach, które na szczęście nie były tak zaczarowane jak te w Hogwarcie. Pamiętał, ile na nie wyklinał za czasów studiów. Wybiegł jak głupi z recepcji, chwytając pierwszy lepszy kwiatek, który rósł przed szpitalem. Zwolnił nieco, aby uspokoić swój oddech. Podszedł do Isoldy, dając jej kwiatuszek.
- Już masz swoje dupogodziny? Wiesz, w przyszłości jajko tu zniesiesz zanim wyjdziesz do ciepłego domu, włożysz kapcie i poczytasz proroka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Wto 29 Lip - 22:51

Tak, jej mama była wspaniała i Isolde doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Czasami miała wrażenie, że nigdy jej nie dorówna, nigdy nie będzie tak piękna, mądra, pełna wdzięku i może dlatego instynktownie chciała się upodobnić do ojca, który po prostu nie stanowił dla niej konkurencji. Jak mogłaby być uzdrowicielem, wiedząc, że wszyscy będą ją porównywać do matki, która była tam KIMŚ? Wystarczał jej fakt, że były niemal identyczne z wyglądu - Ailla była może odrobinę niższa, bardziej zaokrąglona, a w kącikach jej oczu pojawiły się ledwo zauważalne zmarszczki, ale roztaczała jakiś urok, który jednocześnie budził sympatię i zmuszał jeśli nie do podporządkowania się, to przynajmniej do okazywania szacunku.
Is po prostu nie wytrzymałaby pracy w czterech ścianach - pod tym względem była podobna do ojca, potrzebowała przestrzeni, potrzebowała wolności, nawet tak pozornej, jak w pracy aurora. Chciała stawiać czoła niebezpieczeństwom, walczyć z czarnoksiężnikami, niekoniecznie zaś ze smoczą ospą czy skutkami rozszczepienia. Podziwiała magomedyków, uważała, że ich praca jest wspaniała, potrzebna i szlachetna, ale nigdy nie chciałaby jej wykonywać. Zresztą nie znosiła eliksirów, a poczucie odpowiedzialności, zbyt rozrośnięte w jej przypadku, sprawiało, że nie wytrzymałaby chyba presji. Nadmiar empatii prowadziłby do permanentnej depresji, bo jak można zachować pogodę ducha, każdego dnia walcząc ze śmiercią i chorobami, które często były potężniejsze niż najznakomitszy nawet uzdrowiciel? Nie. To nie było dla Is. Uwielbiała pojedynki, była w nich dobra i potrafiła zachować zimną krew, kiedy robiło się naprawdę gorąco.
Z Zachariaszem poznali się jakieś dziesięć lat temu, kiedy on zaczynał pracę w Mungu, a ona naukę w Hogwarcie. Is nawet nie mogła sobie przypomnieć, jak to się stało, że nawiązała się między nimi nić porozumienia. Może próbował ją pocieszyć, kiedy siedziała przy łóżku ojca, który wrócił poharatany z jakiejś niebezpiecznej misji? A może poznał ją po prostu jako córkę Ailli? Miała wrażenie, że Zachariasz zawsze po prostu był, przewijał się przez jej życie, a zastanawianie się, w której dokładnie chwili się to zaczęło, nie miało większego sensu. Przez krótki czas przeżywała etap szczenięcego zauroczenia przystojnym uzdrowicielem, ale szybko odkryła, że to głupie i po prostu dała sobie spokój, choć musiała przyznać, że jego uśmiech zawsze robił piorunujące wrażenie. Tyle że ona się na niego uodporniła.
Uśmiechnęła się do niego promiennie, przyjmując kwiatek i myśląc sobie, że to naprawdę urocze z jego strony.
- Staram się wywietrzyć zapach szpitala. Nienawidzę tam być i przyglądać się bezczynnie tym wszystkim nieszczęśnikom - wzdrygnęła się na samo wspomnienie. - Stężenie bólu jest tam takie, że dziwne, że jakiekolwiek roślinki wam rosną - westchnęła, mechanicznie wsuwając kwiatek za ucho i robiąc Zachariaszowi miejsce na ławeczce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Sro 30 Lip - 14:17

Zachariasz nie przypuszczał, jak może czuć się Isolda. Miał wrażenie, że dziewczyna ta ma idealny start. Zapominała o jednym. Może być o wiele lepsza od swojej matki. Już była piękna i mądra, a przez swój wdzięk robiła zamęt w głowie Zachariasza. Widział jak dorastała, jak każdego dnia zmieniała się. Pewnego dnia wokół jej ciała powstała wyjątkowa aura. Chociaż Isolda o tym nie wiedziała, ale już przerastała swoją matkę. Nie chodziło też o osiągnięcia, ale o duszę i charakter.
Uzdrowiciel to była praca na pełen etat. Czasami trzeba było wybrać, czy chce się zapalić czy może zająć się kolejnym pacjentem. Można spokojnie powiedzieć, że uzdrowiciel i auror to były dwa bardzo podobne zawody. Zarówno i tu i tam trzeba było dużo się uczyć. Stykało się z niebezpieczeństwami. Jednak Zachariasz nie martwił się żadną chorobą zakaźną. Bał się wyjść ze szpitala w magicznych kajdankach prosto do Azkabanu, gdzie w czułych pocałunkach oddawałaby swoje szczęście. Auror nie tylko musiał znać się na rzucaniu klątw, ale być sprytny, rezolutny. Tak samo jak uzdrowiciel. Isolda pasowała do obydwu zawodów. I to była jej decyzja ani Zachariasz ani Ailla nie mieli prawa się w to mieszać. On uchyliłby dla dziewczyny nieba. Zrobiłby wszystko, aby nauczyła się podstawowych klątw i tego jak szybko je z siebie zdjąć. Stałby się zarówno nauczycielem jak i przyjacielem. Wiedział, gdzie kończą aurorzy. Na jego oddziale po lewej. Zawsze mieli pierwszeństwo przed innymi pacjentami. Był dla nich, bo oni pracowali dla świata magicznego, dla wszystkich ludzi, aby czuli się bezpieczni. Poza tym chciał stworzyć iluzję. Pomaga aurorom, więc nie znajduje się na liście podejrzanych. Jest szpiegiem, podwójnym agentem, który lada moment zgubi się w swoich kłamstwach i wybuchnie. Jak cykająca bomba, nigdy nie wiesz, kiedy zabierze życie. Przybył piątkę na przywitanie, siadając tuż obok.
- Nawet nie wiem kiedy stałaś się tak piękną kobietą – westchnął jak starszy pan, zdejmując przez głowę szaty magomedyka. Zaśmiał się, wskazując na kwiatek.
- Bo to rośnie poza szpitalem, a co do zapachu nie da się go wywietrzysz, jak już tu pracujesz to nawet kawa w domu pachnie ci eliksirami albo się przyzwyczaisz albo czas zmienić marzenia, Is. - odłożył szatę obok siebie. Nie chciał, aby ktoś nagle wyleciał ze szpitala i zaczął szukać magomedyków, którzy oddawali się mugolskim przyjemnościom, do których należało palenie. Chciał się stać na chwile zwykłym czarodziejem. Mógł przyjść w odwiedziny, mógł zaczepił młodą dziewczyną na ulicy i przysiąść na ławce. Mógł wszystko.
- Zdecydowałaś z czego piszesz pracę? Wiem, masz wakacje, ale zżera mnie ciekawość, jeszcze niedawno mówiłaś na mnie wujku, a teraz spójrz jak patrzą na nas ci ludzie – głową skinął w kierunku ulicy i przechodniów – może zastanawiają się, że jestem okropnym szczęściarzem i mam taką żonę? - zaśmiał się po raz kolejny, odwracając już głowę w kierunku Isoldy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Sro 30 Lip - 22:38

Isolde nigdy nie przyszło do głowy, że Zachariasz postrzega ją w ten sposób, nigdy nie przyszło jej do głowy, że mogłaby przerosnąć swoją matkę, która była dla niej niedoścignionym wzorem i z którą porównywała się na każdym kroku, jednocześnie podkreślając swoją odmienność i chcąc upodobnić się do niej pod wieloma względami. Miewała dni, kiedy była z siebie prawie całkowicie zadowolona, gdy stawała przed lustrem i próbowała w głowie nakreślić swój portret. Miewała również takie, kiedy nie mogła na siebie patrzeć, dochodząc do wniosku, że jest kompletnie nieudanym potomkiem swoich rodziców, co gorsza jedynym, przez co obowiązki spoczywające na jej ramionach są znacznie trudniejsze do udźwignięcia. Nie widziała swojej urody jako czegoś odrębnego, wyjątkowego, bo bezustannie porównywała się do swojej mamy, dostrzegała ją w swoich rysach, jednocześnie widząc różnice, które jej wydawały się czymś złym, skazą, podczas gdy oddawały wyjątkowość jej ducha i charakteru. Może byłoby jej łatwiej, gdyby podobieństwo nie było tak uderzające. Gdyby mogła stwierdzić, że tak, ma po mamie oczy, usta czy kształt podbródka. I nic więcej. Nigdy nie uważała się za szczególnie ponętną, bo nie miała dużego powodzenia u płci przeciwnej - pewnie dlatego, że miała bardzo duże wymagania, które trudno było spełnić, a nieodpowiedni faceci byli porażani lodowatym spojrzeniem. Poza tym Is nie bywała na imprezach. Nie lubiła hałasu, dymu, klejących się do siebie podpitych parek i tego wszystkiego, z czym zawsze kojarzyły się jej imprezy. Po prostu nie i już.
Nigdy nie podejrzewała Zachariasza o nic złego. Ufała mu bezgranicznie, poza tym najwyraźniej dobrze się maskował, a fakt, że zawsze zajmował się rannymi aurorami, w tym jej własnym, prywatnym ojcem, sprawiał, że był jej jeszcze bliższy.
Mimo woli zarumieniła się, słysząc komplement, ale nie spuściła wzroku, tylko potrząsnęła głową z rozbawieniem, nie do końca biorąc jego słowa na serio.
- W tak zwanym międzyczasie - zażartowała. - Okropność. Między innymi dlatego będę starała się trzymać jak najdalej od tego miejsca. No chyba że wpadnę w odwiedziny - dodała miękko. Miała nadzieję, że nie będzie widywać Zachariasza zbyt często jako jego pacjentka.
- Jeszcze nie jestem pewna... Na pewno z Obrony Przed Czarną Magią. Zastanawiam się nad tematem dotyczącym zaklęć niewerbalnych. Ale muszę jakoś zgrabnie sformułować temat - przygryzła na moment wargę, zastanawiając się, czy Zachariasz nadal żartuje, czy faktycznie ludzie się na nich patrzą. Uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała mu w oczy przekornie. - Wiesz... małżeństwa uzdrowiciel-auror całkiem nieźle się sprawdzają, wiem z doświadczenia. Strasznie się robisz sentymentalny - dodała łagodnie, troszkę z rozczuleniem, troszkę z kpiną, po czym odetchnęła głęboko jego zapachem, który zawsze dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Chyba na zasadzie kontrastu, rażącego kontrastu, przypomniał się jej Vanberg i tamta upojna noc. Z jednej strony czuła się niekomfortowo z tym wspomnieniem, bo złamała wszystkie swoje zasady, ale z drugiej... tamten incydent dodał jej skrzydeł, sprawił, że rozkwitła jako kobieta. I wszyscy to widzieli.
- Zrobiłeś kiedyś coś, czego teoretycznie, będąc sobą, powinieneś żałować, ale w gruncie rzeczy było ci z tym... dobrze? - spytała ostrożnie, niby mimochodem, ale jednocześnie patrząc czujnie na uzdrowiciela. Na Merlina, dlaczego on musiał być taki przystojny...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Czw 31 Lip - 22:21

Nie pytała go, a on sam nie miał zamiaru obsmarowywać osoby, z którą pracował w jednym szpitalu. To Isolda stawiała sobie cele i granice. Miał wrażenie, że jest dorosłą, rozsądną kobietą i wie, że życie w kogoś cieniu nie ma najmniejszego sensu. Trzeba być najlepszą wersją siebie. Nie warto eliminować słabości, bo czasami to one stanowią wartość człowieka. Zachariasz widział w Isoldzie to, co było w niej najlepsze. Zapewne gdyby był młodszy o te dwadzieścia lat nie pozwoliłby jej odejść. Starałby się o posadę uzdrowiciela i klęczałby przed jej matką tylko, aby się zgodziła puścić gdzieś Isoldę. Wiedział, że osoba, z która się zwiąże „do końca życia” będzie musiała być naprawdę wyjątkowa. Uważał Isoldę za niesamowity skarb i gdyby był młodszy, nie chciałby się nim dzielić.
Być może żyła z Zachariaszem w idealnym świecie, w którym ona ma dobre i czyste serce, a ona jest małą księżniczką. Nie chciał pokazywać jej prawdy, bo to też mijało się z celem. Co mógłby jej przez to udowodnić? Że nie ma rzeczy, której nie da się przemycić? Pokręcił głową, nie wierząc w jej słowa.
- Jak to? Myślałem, że będziesz aplikowała na praktykantkę i to na moim oddziale – spytał zbity z tropu, słuchał jej uważnie. Nie chciał robić awantury. Liczyło się szczęście Isoldy. Miała czuć się dobrze w swoim zawodzie, aby ogarnęła ja pasja, a nie smutny obowiązek.
- Niewerbalne rzucanie klątw starożytnych jest dość ciekawe i na pewno przyda ci się to jako przyszłej pani auror – odpowiedział, głaszcząc ją po wierzchu dłoni. Nie była to przyjemna wiadomość. Oczekiwał od niej jakiegoś posłuszeństwa. Wraz ze skończeniem studiów miała odbyć praktyki w Mungu, a Zachariasz miał się już postarać, aby trafiła na jego oddział. Patrzyłby na nią jak na dziewczynę z kalendarza i pluł sobie w brodę, że urodził się zbyt wcześniej, w złej rodzinie i w złym państwie.
- Gra wstępna jako magiczne pozbywanie się blizn? Brzmi dość kiepsko – zaśmiał się, patrząc jeszcze potulnie na ludzi. Dlaczego rozpierała go duma jak ich wzrok przepełniony zazdrością przejeżdżał po sylwetkach dziewczyny i przemytnika? Dlaczego gdy Zoya była przy nim nie czuł tego samego? Poczuł znów drżenie prawej dłoni, prędko zacisnął ją w pięść i schował za siebie. Kurwa, pomyślał, naprawdę nie teraz. Spojrzał na dziewczynę zaskoczony pytaniem. Podrapał się lewą ręką po brodzie, wyczuwając kiełkujący zarost. Znowu się będzie musiał golić.
- Wydaje mi się, że pytasz złego człowieka, byłem ślizgonem to po pierwsze, a po drugie nie mam zasad. Skoro sprawiło ci to radość, to po co żałować? – odparł wyluzowany. Nie będzie się zagłębiał, o co dokładnie pytała Isolda, jak będzie chciała to przecież sama powie. O ile mu ufa i będzie potrafiła o tym rozmawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Czw 31 Lip - 23:40

Prawdę mówiąc, gdyby nie Zoya, Isolde być może próbowałaby przenieść ich znajomość na inną płaszczyznę. Właściwie nigdy nie potrafiła tego robić, czuła się zakłopotana, ilekroć to ona miała przejawić jakąś inicjatywę w relacjach damsko-męskich. Za bardzo bała się odrzucenia, by kiedykolwiek próbować, więc ilekroć czuła pociąg do kogoś, kto nie zdradzał większego zainteresowania jej osobą, tłumaczyła sobie, dlaczego to nie ma sensu, wynajdywała miliony wymówek i tak długo wmawiała sobie, że to od początku nie miało szans, aż w końcu przekonała o tym swoje serce i wszystko w niej powoli zaczynało się wyciszać. Aż nie czuła zupełnie nic. Zresztą tak naprawdę rzadko ktokolwiek wzbudzał jej zainteresowanie jako mężczyzna, jako potencjalny partner. Miała zbyt duże wymagania, których zwykle jej rówieśnicy po prostu nie mogli spełnić. Miała dobrze poukładane w głowie, może zbyt dobrze jak na kogoś w jej wieku i może dlatego oczekiwała od facetów rzeczy, do których po prostu nie dorośli. Co innego taki Zachariasz. Przy nim czuła się rzeczywiście kobietą i mimo że dawał jej rady, to nie traktował protekcjonalnie, czego nie znosiła. Ufała mu bezgranicznie, imponował jej wiedzą, urodą i może właśnie tą dojrzałością, której tak bardzo brakowało wszystkim wokół. Czasem doskonale rozumiała, dlaczego między jej rodzicami było właśnie dziesięć lat różnicy.
- Zach... - powiedziała łagodnie, widząc zaskoczenie i zawód malujące się na jego twarzy. - Nie nadaję się na uzdrowiciela. Nie chcę być uzdrowicielem. Zawsze marzyłam o byciu aurorem, przecież wiesz... chyba pękłoby mi serce, gdybym zajmowała się rannymi aurorami, zastanawiając się, dlaczego nie jestem na ich miejscu - westchnęła. Isolde i posłuszeństwo? Och, nie. Ona nie bywała posłuszna, podobnie jak jej ojciec, podobnie jak jej matka. Nie była typem buntowniczki, która rozbije kryształową wazę, wrzeszcząc, że zrobi tak, jak będzie chciała i nikomu nic do tego. Nie. Ona mówiła z czarującym i nieco smutnym uśmiechem, że przykro jej, ale podjęła inną decyzję. A w jej oczach lśniła taka pewność, że trudno było z nią dyskutować.
- Och, faktycznie brzmi dobrze - uśmiechnęła się, nakrywając jego dłoń swoją i czując dziwne mrowienie w opuszkach palców, którego nie potrafiła zinterpretować. Roześmiała się cicho i potrząsnęła głową. - Wiesz, dobry uzdrowiciel, który w dodatku jest osobiście zainteresowany twoim wyglądem, bo trudno się pogodzić z brakiem kawałka ucha u partnera, to prawdziwy skarb - nawet nie zdawała sobie sprawy, że zaczęli ze sobą flirtować. To było tak naturalne, tak proste i tak na miejscu, że w głowie Is nie pojawiła się czerwona lampka podpisana "uwaga, facet z tobą flirtuje".
- Mmm... może faktycznie, to nie jest najszczęśliwsze pytanie - wycofała się szybko. Nie była gotowa, by opowiadać o tym komukolwiek. No, ewentualnie Calebowi. Ale chyba nie zdobyłaby się na takie wyznania przy Zachariaszu. Jak miałaby go poinformować, że przespała się z facetem, którego oficjalnie nie cierpi, z rozpaskudzoną gwiazdą rocka, pozbawioną jakichkolwiek zasad moralnych, że robili to podczas jednego z nocnych patroli, w łazience prefektów i że nigdy w życiu nie przeżyła tak fantastycznego seksu?
No jak?
To nie była kwestia zaufania, tylko pewnej subtelności i skrytości, której nie potrafiła się wyzbyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Wto 5 Sie - 17:28

Jednak Isolda nie była powiadomiona o jego żonie, o chorobie, której się wstydził bardziej niż tego, że przez swoją drugą pracę zabił ludzi. Ukrywał coś, za co mugolski uczony dostał Nobla. Parkinson był jedną z nielicznych chorób uhonorowaną Noblem. Gdy Zachariasz się o tym dowiedział, patrzył na wycinek gazety, którą skserował w narodowej bibliotece, z niewypowiedzianym niedowierzaniem. Naukowiec, taki jak on, wygrał coś niesamowicie prestiżowego, udowadniając, że Parkinson wysysa szczęście. Na jego chorobie się dorobił, na jego przekleństwie. Gazeta w ułamku sekundy spaliła się za pomocą Incendio, a Zachariasz sięgnął pierwszy raz po wódkę.
Wiele razy ściskając dłoń Isoldy, chciał powiedzieć, że wkrótce umrze, na wskutek mutacji, która zaszła w jego mózgu. Używał go, aby leczyć jej ojca i takich, którymi chciała się stać. I zabijał niewierne żony, puszczalskich mężów oraz upierdliwe teściowe. Trzymał dłoń, szukając słów. Nie potrafił prosić o pomoc. Choroba nie miała leków, które zabiłby objawy. Wyciszały je równie dobrze jak alkohol. Pogłaskał wierzch dłoni Isoldy kciukiem.
- Zrobimy tak, abyś stała się najlepszym aurorem dzisiejszych czasów, ale Bloodworth jak pozwolisz się zranić i wylądujesz na moim oddziale, najpierw cię uleczę, a potem zleję mokrą szmatą na goły tyłek. Isolda, jak chcesz zostać aurorem, to masz być nieuchwytna, najlepsza, nie chcę cię tu widzieć. Wolę nauczyć się jak bronisz się przed najstarszymi i najstraszniejszymi klątwami niż cię tu widzieć - ścisnął mocniej ich dłonie jakby było to zapieczętowanie umowy, ich własny rodzaj przysięgi wieczystej. Ona wiedziała, że Smirnov jest słownym, honorowym człowiekiem. Mógł spotykać się z nią nawet w Hogwarcie w Pokoju Życzeń, aby nauczyła się bronić przed najmroczniejszymi klątwami. Rzucałby z nienawiścią do wyboru, ale jednocześnie z dumą. Pokręcił głową z lekkim śmiechem.
- Wiesz, ale ludzie nie wierzą w miłość między młodą kobietą a mężczyzną po trzydziestce. Ani w brak ucha. Albo uznają to za kryzys wieku średniego, w którym szukam pocieszenia u kobiety, która chciałaby się czegoś nauczyć o życiu, o seksie, który w Hogwarcie był dla niej zakazany. Na szczęście wyglądasz zbyt dostojnie, żeby zostać w ich myślach ćpunką, chętną na eliksiry ze szpitala. Oni już oceniają, a nawet nas nie znają - westchnął. Chciał, aby w obcych myślach mógł całować Isoldę, tulić ją do piersi i czasami nazywać "moja". Wiedział, że nigdy nie byłby tylko dla niej, że nie dość, że miał chory mózg to i serce. Nie potrafił się zakochać, a wszystko sprowadzać do przyziemnej przyjemności, której pudrował nos i nazywał niezwykłą. Spojrzał w oczy Isoldy i chrząknął.
- Czy Ty, czy chcesz mi o czymś opowiedzieć? - spytał. Nie chciał na nią naciskać, ale szybkie wycofanie Bloodworth zbiło go z tropu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Sro 6 Sie - 15:52

Nie, Is nic nie wiedziała. Żyła w słodkiej nieświadomości, w przekonaniu, że Zachariasz jest dobry i prawy, nie ma żadnej ciemnej strony, jest zupełnie zdrowy... Nic nie wiedziała i jeśli albo kiedy się dowie, pewnie będzie jej bardzo ciężko na sercu. Jego wahanie zinterpretowała zupełnie inaczej, myślała, że to po prostu wzruszenie, że dosłownie na jego oczach wyrosła na kobietę. Dlatego uśmiechnęła się najpierw ciepło, a potem przekornie, gdy niemal żądał od niej obietnicy, której nie mogła spełnić, bo to po prostu nie zależało od niej. Potrząsnęła lekko głową, a jasne loki opadły jej na czoło.
- Nie traktuj mnie jak dziecka, błagam. Wiem, z czym się wiąże ten zawód. Naprawdę. I mam zamiar widywać cię tylko prywatnie. Chyba że nie chcesz - dodała z przewrotnym uśmiechem, nad którym nie mogła zapanować. - Na Merlina, naprawdę wiem, co robię. Myślisz, że mój ojciec zgodziłby się ot tak, żebym została aurorem, nie dając mi żadnych rad? Wskazówek? Nie ucząc mnie niczego? Nie martw się... naprawdę. Jestem dorosła i wiem, co robię - dodała poważnie, a w jej oczach błysnął ten typowy dla niej upór, z którego jakoś nikt nie potrafił jej wyleczyć.
Słuchając Zachariasza, czuła narastającą irytację, bo wszystko, co mówił, wydawało się być wymówką, która drażniła, sprawiała, że Is czuła się jak niemądre dziecko, które zbywa się półsłówkami, bo przecież nie trzeba silić się na szczerość. Nienawidziła tego jako dziecko, nienawidziła i teraz, kiedy była dorosłą, choć młodą kobietą.
- Mówisz tak, jakby dzieliło nas przynajmniej trzydzieści lat, a nie dziesięć. Dokładnie tyle, ile moich rodziców - wzruszyła lekko ramionami. - Naprawdę uważasz, że mógłbyś mnie czegoś nauczyć o seksie? - spojrzała na niego z ironią i kokieterią zarazem, zastanawiając się, czy Zachariasz uważa, że Hogwart to ostoja moralności, czy po prostu uważa ją za czystą i niewinną? No cóż, w obu przypadkach był w błędzie, ale nie miała ochoty rozwijać tego tematu, choć prawdopodobnie byłoby to interesujące. - Naprawdę cię to obchodzi? Naprawdę przejmujesz się tym, co mogą sobie pomyśleć obcy ludzie? Możesz być moim bratem, kuzynem, przyjacielem czy kochankiem... - przy tym ostatnim słowie sądziła, że się zarumieni, ale nie stało się nic podobnego. Patrzyła mu prosto w oczy, nie czując najmniejszego skrępowania, a jedynie fale gorąca przepływające przez jej ciało. Niepodziewanie dla samej siebie ucałowała kącik jego ust - tak szybko, że sama nie była pewna, czy rzeczywiście to zrobiła. Serce biło jej jak opętane, ale twarz pozostała spokojna, odrobinę kpiąca, odrobinę zmysłowa i przekorna, ale nic więcej. - Mogę zrobić nawet to. I co? Świat się skończył? Szpital wyleciał w powietrze? Staruszka dostała przez to zawału? Nie. To nie ma znaczenia... - w jej głowie wybuchło milion fajerwerków - nawet nie dlatego, że pocałowała Zachariasza, ale dlatego, że właśnie spełniła swoje szczeniackie, nastoletnie marzenie i że zaczynała się uczyć robić to, na co ma w danej chwili ochotę. Czuła się wolna.
- Nie. Nie chcę. Po prostu się zastanawiałam. Ale to nie ma znaczenia - odpowiedziała na tyle obojętnie, na ile była w stanie. Rzeczywiście. Dla większości ludzi takie rzeczy nie miały znaczenia. Tylko ona się przejmowała, tylko ona nie potrafiła oddzielić seksu od uczuć. Tylko ona była taka... staroświecka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Sro 6 Sie - 18:43

Nie było słów, które pomogłyby mu opisać cały ten stan, chorobę, przemyt. W zło został ją zaplątany przez geny. Rodzice usłali mu różami drogę prosto do Azkabanu, ucząc jak łamać prawo i jak prawidłowo kombinować. Czasami zarobił takie pieniądze w miesiąc, że było go stać na dom jednorodzinny. Jednak Zachariasz bardzo szybko zorientował się, że ani przemyt ani dobrodziejstwa materialne nie dają mu szczęścia. Chciał zapewnienia o swojej niewinności, zdrowia, którego nie mógł kupić za żadne pieniądze. Nie potrafił opowiedzieć o tym Isoldzie. Nie był w stanie położyć na jej kolanach dokumentacji medycznej, aby miała po prostu wgląd, żeby zrozumiała. Parkinsona nie dało się pojąć. On był i niszczył. Geniuszy, Jana Pawła II, Mohammeda Ali i Micheala Foxa. A najmniej słyszało się o tych szarych osobach, zapełniających statystyki. Zachariasz chciał się stać wygranym, ale z każdym kolejnym dniem przerastała go choroba potęgująca swoje objawy. Zaśmiał się, spoglądając na twarz Is przepełnioną uporem.
- A pytałaś go o pozwolenie? Ty? - spytał. Nie potrafił się powstrzymać. Wydawała mu się tak samodzielna, tak dorosła. Nie potrafił sobie wyobrazić sytuacji, gdy siada rodzina Bloodworth przed kominkiem, a ojciec bądź matka mówią: Isolde, porozmawiajmy o twojej przyszłości. Miał wrażenie jakby zaczynała cała płonąć od tego gniewu. Dla niej to było tylko dziesięć lat, dla niego cały okres studiów i pracy. W ten okres czasu stał się uzdrowicielem, zdążył się ożenić i pewnie gdyby nie był bezpłodny, miałby dwójkę dzieci. I kilka z nieprawego łoża.
- A mógłbym? - spytał, łapiąc ją za słowo. Nie potrafił sobie wyobrazić ich razem w łóżku. Chyba spłonąłby ze wstydu, gdyby na mungowskim korytarzu spotkał jej matkę. Miał wrażenie jakby ta kobieta prześwietlała go.
- Mogłaś mi wcześniej powiedzieć, wziąłbym przerwę, a nie skakał tylko po kawę - dodał z uśmiechem. Odwrócił się na chwilę, aby pokazać jej automat, do którego chciał podejść gdyby nie ona. Gdy znów spojrzał na Isoldę, miała w oczach coś co zapowiadało katastrofę. Serce mu podskoczyło, przypominając, że są przed szpitalem, że zaraz wyjdzie jej matka, a on zostanie zwolniony i potraktowany jakimś Levicorpus. Pocałowała go tak niewinnie i tak lekko. Nie wierzył w to. Ujął jej twarz w dłonie, próbując jeszcze raz i jeszcze raz, i jeszcze raz. Dla pewności. Tak lekko, tak niewinnie dawno się nie całował. Spojrzał na szpital z drwiącym uśmiechem.
- Nie wybuchnął, ale moja posada może być zaraz wolna - zażartował, ale ta adrenalina, że mogą zostać przyłapani była w tym wszystkim najseksowniejsza. Poza tym, czy Zachariasz naprawdę się całował ze słodką Isolde? Trzymał dłoń, czuł jej ciepło, a jeszcze przed chwilą smak ust. Patrzył na nią z niedowierzaniem, powoli i niechętnie cofając swoje ręce. Chciał więcej, chciał się stać tym kochankiem, o którym mówiła, ale przecież był starszym panem. Nie naciskał na dziewczynę, aby opowiedziała mu historię. Wiedział, że gdy będzie gotowa, nie będzie czuła skrępowania.
- To teraz już na pewno jesteśmy kochankami - rzekł niezobowiązująco, nawiązując do poprzedniej wypowiedzi dziewczyny. Dlaczego tak tego pragnął? Czy musiał kochać wszystkie piękne kobiety? Lekko się od niej odsunął.
- Dla bezpieczeństwa, bo zaraz znów cię pocałuje - pogroził jej palcem jak małemu dziecku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Kornwalia
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Sro 6 Sie - 19:19

Może tak byłoby łatwiej. Z pewnością nie dla niej, ale dla niego - być może. Zresztą... pewnego dnia i tak się dowie, bo to przecież nieuniknione. Aż dziwne, że jeszcze nie zauważyła, że czasem drżą mu ręce. Ale przecież każdemu się to zdarza, prawda? Czy to z emocji, ze zmęczenia albo niewyspania... Może gdyby jej powiedział, byłoby mu w jakiś sposób lżej, bo przecież Is nie należała do osób, które wpadają w panikę, ciągle płaczą albo robią cokolwiek w tym guście. Is zaciska zęby, mimo że ma ochotę wyć, Is się łagodnie uśmiecha i pociesza z takim przekonaniem, że trudno jej nie zaufać. W środku wszystko się skręca z rozpaczy i bólu, ale przecież ona tego nie pokaże, nigdy w życiu. Emocje to jej prywatna sprawa, tak przecież zawsze mówił ojciec i między innymi dlatego Isolde sprawiała wrażenie niezłomnej, podczas gdy tak naprawdę była znacznie delikatniejsza niż większość ludzi. Po prostu potrafiła nad sobą panować. To wszystko.
- Nie, nie pytałam. Po prostu mu powiedziałam - przyznała z uśmiechem, który znów przegrał z irytacją. Z drugiej strony ojciec nie próbował wybijać jej tego z głowy, przeczuwając od początku, że właśnie tak będzie. Więcej kłopotów było z matką, która jeszcze się łudziła, że zdoła przemówić córce do rozsądku, ale słysząc jej argumenty, znając charakter i widząc świadectwa, które niezmiennie przynosiły najlepsze oceny z przedmiotów związanych z pracą aurora, skapitulowała. Dla niej dziesięć lato to nie było dużo, szczególnie że nie czuła tej bariery wieku między sobą a Zachariaszem. Przy nim była zupełnie swobodna, może nawet bardziej niż przy większości swoich rówieśników, którzy po prostu jej nie rozumieli.
- Hm... trudno powiedzieć. Jak sądzisz...? - na Merlina, zapuszczała się na głębokie wody, ale nie była w stanie nad tym zapanować. Kokieteryjny uśmieszek sam cisnął się jej na usta i chyba jeszcze nigdy nie czuła się tak bardzo kobieco... stop. Z wyjątkiem tamtej nocy z Vanbergiem, ale to zupełnie inna kategoria.
Nie miała zamiaru przejmować się faktem, że siedzą pod szpitalem, w którym pracuje jej matka - powszechnie znana i na nieszczęście uderzająco do niej podobna. Nie spodziewała się, że Zachariasz odda pocałunki. Sądziła raczej, że ją odsunie albo ofuknie za wygłupy, bo przecież była dla niego smarkulą. Tymczasem zupełnie ją zaskoczył, całując ją raz po raz, przyprawiając o rozkoszny zawrót głowy i zupełnie oszałamiając. To wszystko było tak niespodziewane, tak spontaniczne i ekscytujące, że Isolde zupełnie straciła poczucie rzeczywistości. Leciutko przygryzła jego dolną wargę. Trwało to może ułamek sekundy, ale przez jej ciało przebiegł przyjemny dreszcz.
Na wzmiankę o wolnej posadzie uśmiechnęła się tylko słodko, wcale nie biorąc na serio tego zagrożenia, bo niby dlaczego mieliby mieć tak kosmicznego pecha? Z żalem puściła jego ręce, gdy zaczął się od niej odsuwać, ale na jej twarzy gościł jedynie lekki uśmieszek na poły kpiący, na poły marzycielski.
Przez chwilę nie wiedziała, o czym mówi. Popatrzyła na niego szeroko otwartymi błękitnymi oczami i dopiero zrozumiała, do czego nawiązywał. Zarumieniła się mimowolnie, zła na siebie za swój spóźniony refleks, ale starała się nadrabiać miną.
- Och, pewnie nam zazdroszczą - rzuciła z lekkim rozbawieniem, po czym usiadła wygodniej, zakładając nogę na nogę i myśląc sobie, że jednak to niebezpieczeństwo bycia pocałowaną po raz kolejny jest całkiem kuszące. Wokół całej jej postaci wydawała się unosić jakaś magiczna aura kobiecości, z której nie zdawała sobie sprawy. - Ależ się boję... - mruknęła cicho, patrząc na niego kątem oka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 34
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1433
  Liczba postów : 312
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8911-zachariasz-smirnov#249539
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8912-lecze-serca
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8913-porada-uzdrowiciela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8922-zachariasz-smirnov#249871




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Sro 6 Sie - 19:51

Kiedyś jej powie, w liście, w którym nie będzie słów, a będą same statystyki. Zgonów, leków, mugolskich osiągnięć, nobla z ludzkiego nieszczęścia. Zachariasz nie potrafił wypowiedzieć: jestem chory. Nic mi nie jest, radzę sobie. Kurwa, przez jebany stres rozlewam nawet kawę. Widzisz, widzisz? Wolał stać się w oczach ludzi alkoholikiem, który ma wieczny symbol odstawienia, niż mieć Parkinsona. Chorować na Parkinsona to gorzej niż HIV. Tego nawet na złość nie dało się przekazać innym, aby cierpieli. Cały swój gniew trzymało się w sobie razem z mutacjami, objawami. Liczył dni, kiedy nie będzie mógł wymówić podstawowych nazw eliksirów, a ręka będzie tak drzeć, że przestanie używać pióra i kupi takie, które reaguje na jego głos. Gorzej, gdy nawet kurwa będzie brzmiało jak kutfa, a seplenieniem nie będzie mógł przekazać najbardziej podstawowych rzeczy. Powie jej, na piśmie albo po śmierci. Cieszył się, że ta linia, klątwa przemytnika, nie zostanie przekazana dalej. On nie będzie miał dzieci, a one tak zepsutego życia. Codziennie bał się, że trafi do Azkabanu, a Zachariaszowi chyba podobały się dziewczyny, które chciały zostać prawowitymi właścicielkami prawa. Auror, sędzina.
- Jakie jeszcze informacje przekazujesz swoim rodzicom, nie pytając o ich zdanie? Nie wyglądasz na buntowniczkę - pokręcił głową z niedowierzaniem. Tyle lat pokazywał jej swój oddział, mając nadzieję, że wkrótce będzie prosił ją jako asystę. Była utalentowana, wyjątkowa. Chciał ją u swojego boku. Jako pracownicę czy tam kochankę... Wyobraźnia Zachariasza zaczęła szaleć. Patrzył na nią z niedowierzaniem, a gdzieś tam w okolicy podbrzusza poczuł skurcz. Dlaczego jedna rozmowa z człowiekiem może tak przekwalifikować ich relacje?
- Nie wiem, sprawdźmy to - rzucić luźno, dopiero po jakimś czasie uświadamiając sobie, że właśnie zaproponował jej namiętny seks, w którym wiele ją nauczy. Zachariasz nie uważał, iż można kogoś nauczyć intymności. To się albo czuło z daną osobą albo nie. W jednej chwili znienawidził kokieteryjny uśmiech Isoldy, a z drugiej chciał, aby tylko do niego była tak śmiała, tajemnicza i niewinna. Siedząc oddalony o te kilkanaście, kilkadziesiąt centymetrów wciąż czuł jej zapach. Kusiła go, chociaż pewnie nie miała o tym w ogóle pojęcia. Nie miał dosyć, chciał więcej i więcej.
- Sam sobie zazdroszczę - odpowiedział, chwytając ją znów za dłoń. W drugą złapał szatę magomedyka, którą schował prędko do Vespy, gdy tylko podeszli do skutera. Nie czekał wcale na jej pozwolenie. Mogło to wyglądać jakby udawali się na gorący seks, ale Isolda znała przecież Zachariasza! Nie zawiezie jej do obskurnego hotelu... Ulokował jej dłonie na swój brzuch.
- Trzymaj się mocno - dodał z uśmiechem, odpalając silnik.
[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 22
Skąd : San Diego
Czystość Krwi : 50%
Galeony : -279
  Liczba postów : 163
http://www.czarodzieje.org/t10398-brooklyn-vaughtier
http://www.czarodzieje.org/t10401-play-our-game
http://www.czarodzieje.org/t10402-crystal
http://www.czarodzieje.org/t10399-brooklyn-vaughtier




Gracz






PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   Czw 31 Maj - 2:02

Czuła, że utknęła. Mimo codziennego obwieszczania personelowi szpitalnemu, iż jej utracone siły po wypadku zregenerowały się do tego stopnia, że może na spokojnie przebiec maraton, jej entuzjazm był lekceważony. I naprawdę nikomu nie spieszyło się do wypuszczenia tego niecierpliwego ptaszka, jakim Brooke aktualnie była, z klatki. Chyba nikt nie uwierzył w jej zapewnienia, wiadomo, mijające się z prawdą. A szkoda. Brooklyn szybko znudziło się kurowanie w pełnym fatalnych przypadków Świętym Mungu. Sam pobyt nawet jej trochę w głowie namieszał. Nabawiła się problemów ze snem, kiedy z nudy w nocy postanowiła nasłuchiwać wiatru za oknem. Wytężanie zmysłów, by tylko móc podsłuchać szepty kołysanych lekkim powiewem liści, stanowiły niezłą rozrywkę. Po czterech takich nocnych maratonach nasłuchiwania, B. zdała sobie sprawę, że doszło do nawyku, a więc rutyny. Niestety od tamtej pory nigdy więcej nie wyspała się porządnie na szpitalnym łóżku. Nic więc dziwnego, że stała się bardziej nerwowa niż w momencie, gdy okazało się, że nie będzie w stanie samodzielnie się poruszać. Cóż, teraz był to mniejszy problem, pod warunkiem zachowania odpowiedniego, niespiesznego kroku i uważnego patrzenia pod nogi w celu wyminięcia każdej najmniejszej przeszkody. Ale co z tego, skoro nadal była brana za niesamodzielną kalekę, której nie można odesłać samej? Tylko marzyła o tym, by się ulotnić. I znów poczuć wolność.
W ramach codziennych ćwiczeń, których nie sposób było Brooke odmówić, dziewczyna trzy razy w ciągu dnia, o własnych siłach, pokonywała drogę na dół i na zewnątrz. Odpoczywała chwilę na ławce i wracała, by powtórzyć "ćwiczenie". Jej determinację popychała szalona niecierpliwość, a w tym wszystkim nie ustępowała naiwność, która wygadywała blondynce bzdury na temat jej odzyskanej kondycji. Nie jest to nawet kwestia sporna, że ze złamaną nogą nie należy zbyt prędko szaleć! Ale gdy panna B. wmówi sobie co to nie ona, nie ma odwrotu. Od konsekwencji, rzecz jasna. Była akurat na "drugim etapie ćwiczenia", dokładniej na próbie powrotu do łóżka. Znajdowała się wciąż przed szpitalem, uparcie próbując dotrzeć do wnętrza budynku jak najmniej ślimaczym tempem. Zapomniała lub nie chciała pamiętać o zaleceniach uzdrowicieli dotyczących nie narażania nogi na zbyt duże obciążenie, nad którym najpewniej nie będzie panować podkręcając to tempo. Ile tym razem kosztowała ją ignorancja i upór? Przeszywający ból w złamanej kończynie, będący następstwem doprawdy komicznego upadku... Wydarzyło się to zbyt szybko, by mogła zweryfikować czy ktokolwiek tej scenie się przyglądał - zaraz mogła się jednak przekonać!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Przed szpitalem   

Powrót do góry Go down
 

Przed szpitalem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Jak chronić się przed promieniowaniem komórek.
» Słowianie - Izrael
» Przed kołatką

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
szpital sw.munga
-