Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Opuszczony dom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311




Gracz






PisanieTemat: Opuszczony dom   Sob Cze 15 2013, 13:06

First topic message reminder :


Opuszczony dom

Opuszczony dom zazwyczaj kojarzy się z miejscem gdzie coś lub ktoś straszy, a nie można tu przebywać dłużej niż pięć minut, bo za chwilę coś pęknie i spadnie na głowę. W tym przypadku to nic bardziej mylnego. Za parkiem w Hogsmeade znajduje się ogromny budynek, który z daleka wygląda, jak dwór! Podobno kiedyś mieszkał tu któryś z Ministrów Magii wraz ze swoją rodziną. Dziś jednak wszystko przepadło. Uczniowie z Hogwartu chętnie odwiedzają to miejsce, kiedy muszą coś przemyśleć, albo zorganizować imprezę, która poruszy nie jedno serce. Zdarzają się też tacy, którzy nie raz mogli tutaj przenocować... Nie pytajcie, co ich zmusiło do pojęcia takich decyzji! Podziwiajcie i korzystajcie.
Możliwe, że w domu będę poukrywane jakieś zadania od Mistrza Gry...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 698
  Liczba postów : 253
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Czw Lip 06 2017, 00:02

Już dawno doszedł do wniosku, że on to właściwie nie m normalnych znajomych. To przeklęte nazwisko i dom, do którego należał, przyciągały tylko wariatów albo jakieś niezrównoważone i nieodpowiedzialne bestie, które potem trzeba było ratować z tarapatów. Miał cichą nadzieję, że to, co tym razem wymyśliła sobie jego przyjaciółka, nie będzie chociaż trochę podobne do tego, gdy poszła sobie do Zakazanego Lasu w czasie PEŁNI księżyca. Już pal licho Zakazany Las, była całkiem niezła w zaklęciach i poradziłaby sobie z jakimiś małymi kreaturami, ale pełnia? Pełnia równała się z wilkołakami, a ich zachowania nigdy nie można było przewidzieć. Centaury były jak pikuś przy wilkołakach. No, ale reasumując, polazł za nią wtedy, żeby ją ratować. Być może, gdyby nie była jedną z jego najlepszych kumpelek, to by ją olał, w końcu sama tam poszła, to niech zdycha — nie jego interes, jednak cierpiał on na syndrom bohatera i nie mógł zostawić jej wtedy w potrzebie. Ostatecznie zakończyło się bez ofiar śmiertelnych, wszystko poszło zgrabnie i ładnie, a oni nie napotkali na swojej drodze żadnego wilkołaka. Na drugi dzień zbeształ ją od góry do dołu i przez jakiś tydzień mieli „ciche dni”, ale nie mógł długo wytrzymać i w końcu odezwał się do niej.
Teraz szedł pewnie przed siebie, z różdżką, której czubek świecił jasnym światłem Lumos, co chwilę ziewając i przeklinając ją w myślach. Czy ona jej nigdy nie oduczy? Powoli myślał nad tym, żeby podziękować za tak ekscytującą przyjaźń i znaleźć sobie jakieś spokojniejsze koleżanki, ale przecież był zasranym, ślizgońskim altruistom i nie dałby rady kogoś ot, tak olać. A już szczególnie jakieś panny.
I wchodził już po schodach, gdy na ich szczycie pojawiła się drobna postać. Wydawało się, że go nie widzi, dlatego postanowił dać jej małą nauczkę. Bezgłośnie zgasił Lumos i bardzo cicho i najwolniej jak się da, zaczął do niej podchodzić, i gdy był już na miejscu, złapał ją za ramiona i odwrócił w swoją stronę.
- Czyś ty na mózg upadła? - wypowiedział dosadnie, a widząc strach malujący się na jej twarzy, tylko uśmiechnął się paskudnie i właściwie bez słowa puścił ją. - Zabieramy się stąd, koniec szlajania po nocach, po dobranocce, powinnaś dawno w łóżku chrapać. - dodał ostatecznie i spojrzał na nią wyczekująco i skierował wzrok na schody prowadzące na dół, do wyjścia, do dormitorium, do spania.

@Courtney Hill
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Sacramento, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Czw Lip 06 2017, 13:42

Całkiem tu spokojnie, pomyślała Courtney, wsłuchując się w jedyny słyszalny dźwięk - skrzypiące schody, delikatnie uginające się pod jej niewielkim ciężarem. Dlaczego po prostu nie zburzą domu, skoro już dawno nikt tu nie mieszka? Nie żeby wyglądał z zewnątrz szczególnie brzydko, ale na jego miejscu można by wybudować coś bardziej użytecznego, przykładowo teatr albo jakąś wielką bibliotekę. Zwykła ciekawość zaprowadziła ją do środka, gdzie przesuwając palcem po zakurzonej balustradzie ze smutkiem pomyślała, że rzeczywiście teatr byłby dobrym rozwiązaniem. Jest tak klimatycznie, a wszystko się marnuje!
Jak nazwać kogoś, kto przechadza się nocą po opuszczonym budynku, w którym rzekomo straszy? Czy faktycznie Courtney to niezrównoważona i nieodpowiedzialna bestia? Oj tak, mogłaby w zasadzie się tak przedstawiać... dając przynajmniej szansę na ucieczkę ludziom, którzy jeszcze nie zdążyli wpaść w jej sidła. Przykładowo biednemu Caesarowi, który chyba nie wiedział na co się pisze, rozpoczynając znajomość z panną Hill. Ale może to i lepiej, bo kto by teraz ratował ją z tarapatów? Zawsze była zdziwiona, jak trafne okazują się przeczucia Fairwyna. Gdy było już "po wszystkim", za każdym razem kiedy wpadała na jakiś szalony pomysł, musiała przyznać, że skurczybyk miał rację! Często bywało zaledwie o krok od katastrofy, co ślizgon później jej uświadamiał. Courtney była jednak zbyt dumna, aby przyznać się do błędu, a poza tym zwykle machała ręką na wszystkie logiczne argumenty i robiła po swojemu. W końcu raz się żyje, tak?
Zapatrzona na jakiś w jej mniemaniu pseudo-pompatyczny, tandetny obraz faceta na koniu (Rany, ile ten dom ma lat? Musiał być budowany w średniowieczu!, myślała), nie dosłyszała kroków Fairwyna. Stojąc ze skrzyżowanymi rękoma, patrzyła na "dzieło". Dopiero gdy poczuła czyjś dotyk na swoich ramionach, zamarła. Zaczęła szacować szanse na ucieczkę przed ewentualnym gwałcicielem albo czy długość jej paznokci pozwoli na dobry atak. Nie musiała jednak sprawdzać żadnej z tych opcji, bo napastnik obrócił ją ku sobie i, choć wciąż była przerażona, dojrzała twarz przyjaciela, co zaraz potwierdził pełen wyrzutu ton jego głosu. A więc jednak nikt nie miał zamiaru jej zabić.
- Cezarku! - zawołała radośnie, gdy w końcu ją wypuścił i przestał tak głupkowato się uśmiechać. Tyle satysfakcji sprawiało mu, że ją przestraszył? Powinien się cieszyć, że w przypływie adrenaliny nie zrobiła mu krzywdy! - Cieszę się, że dołączyłeś! I wrzuć na luz, nocą wszystko nabiera klimatu.
Ostatnią kwestię wypowiedziała teatralnym szeptem, patrząc w skupieniu na ślizgona. Szybko jednak porzuciła rolę wprowadzającego w nastrój narratora, a szczerze rozpromieniona pociągnęła go za rękę, jeszcze bardziej w głąb budynku, nie dając mu szansy na wyjście.
- A na mózg nie upadłam... jeszcze - odparła na jego (retoryczne) pytanie. Satysfakcjonujący uśmiech rozświetlił tym razem jej twarz. - Myślisz, że tutaj będzie coś fajnego? - zapytała, nie precyzując właściwie, co ma na myśli. Z pewnością słodyczy tu nie sprzedają...
W jednej ręce trzymając zgaszoną różdżkę, drugą wciąż pilnując przyjaciela, prowadzała ich po skrzypiącej podłodze blisko okien, przez które leniwie wlewał się blask księżyca. Dobrze, że tym razem nie było pełni - przynajmniej mogli być pewni, że żaden wilkołak nie ukrywa się w tym uroczym dworku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 698
  Liczba postów : 253
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Nie Lip 09 2017, 01:22

Czasem nie był w stanie zrozumieć jej entuzjazmu. Caesar nawet wysunął kiedyś teorię, że Hill jest wampirem energetycznym, bo niby w jaki sposób dałaby radę ogarnąć te wszystkie głupoty, w które coraz się wpakowywała. Normalny człowiek nie jest w stanie chodzić do szkoły, uczyć się, mieć życie towarzyskie i jeszcze chodzić na wypady, które groziły utratą życia. No, przynajmniej on nie miał na to czasu, skupiał uwagę na różdżkach i starał się ciągle ulepszać techniki rzemieślnicze. Praktyka, którą odbył w sklepie z różdżkami w Hogsmeade może i była całkiem pouczająca i co najważniejsze uzyskał papierek, który pozwalał mu na legalną produkcję, jednak to mu nie wystarczyło i czasami odczuwał poważne braki. Głównie dlatego, że za bardzo nie miał się u kogo przeszkolić. Ojciec w żadnym stopniu nie kojarzył mu się z różdżkami, zresztą, już nauczył się, że nie ma co na niego liczyć, a do innych członków rodziny ciężko mu się było zwrócić. Bo co niby miałby im powiedzieć, że jest synem Edgara, z którym ten nawet nie utrzymuje kontaktów i chciałby nabyć dodatkowej wiedzy o różdżkach, a potem przejąć sklep? Takie coś by nie przeszło, szczególnie że prowadzenie tej działalności było niesamowicie rentowne. Marzył o tym, ale jednocześnie, zdawał sprawę, że to właściwie niemożliwe.
No, ale reasumując, dziewczyna była szalona, a on, jako ten rozsądny miał zamiar zabrać ją z pomieszczenia nawet siłą. Na początku wzięła go trochę z zaskoczenia, pociągnęła głębiej w stronę zniszczonego domu i ciągle paplała — jednak on, był na tyle zmęczony, że nie był w stanie wywnioskować czegokolwiek mądrego ze słowotoku, który wytworzyła w tak krótkim czasie.
- Może i jest coś ciekawego, ale mnie to teraz nie interesuje, Hill — rzekł twardo i zacisnął lekko usta. Zdał sobie sprawę, że jeśli nie zmusi jej siłą, to spędzą noc w tym ponurym miejscu. Westchnął ciężko więc i rzekł. - Skoro mam się zachowywać jak brutal, to będę brutalny. -
Całkowicie nie w swoim stylu złapał ją i przerzucił sobie przez ramie. - Wybacz, C, że psuję Ci zabawę, ale zmywamy się. - dodał i ruszył w stronę wyjścia albo miejsca, w którym jak mu się zdawało, miejsce to było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29915
  Liczba postów : 46851
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Nie Lip 09 2017, 15:06

Tylko idiota mógł wpaść na pomysł, żeby zrobić miejsce przerzutu w tym opuszczonym dworze. Krzykacz pamiętał, że kiedy był w Hogwarcie, urządzano tam imprezy – fantastyczna kryjówka, nie ma co… Tym bardziej mu się śpieszyło. Brakowało tylko tego, żeby jakiś gówniarz położył łapy na towarze.
Kilka słów o samym Krzykaczu: był niskim, chudym, niepozornym blondaskiem – ostatnią osobą, którą podejrzewałoby się o obracanie się w czarnomagicznym światku. Miał zaledwie dwadzieścia cztery lata, ale w branży przemytniczej już udało mu się wyrobić renomę. Co przemycał? Gdybym Wam powiedział, musiałbym Was zabić.
Mężczyzna bezszelestnie wślizgnął się do dworu przez uchylone okno na parterze. Prześlizgnął się do piwnic i odszukał właściwe pomieszczenie. Policzył kamienie na ścianie i odsunął odpowiedni. Paczka była na miejscu. Wyjął ją i ruszył w stronę parteru. Po drodze otworzył pudełko, upewniając się, że zawartość się zgadza. Powinien był zrobić to w piwnicy i je schować… Z pośpiechu jednak popełnił tak amatorski błąd i w efekcie wyszedł na korytarz tuż przed nosem chłopaka niosącego dziewczynę. Z otwartą paczką, z monetą na wierzchu. Z tą monetą, za którą aktualnie uganiało się pół Nokturna i cała Albania. Z tą, która była jednym z najbardziej pożądanych czarnomagicznych przedmiotów w Europie w tym dziesięcioleciu. Przekurwił to elegancko...
Szybkim ruchem zatrzasnął pudełko, schował je za pazuchę i wyciągnął różdżkę, celując w intruzów.
- Pod ścianę – wyszeptał ostro – Ręce tak, żebym je widział.
Pseudonim Krzykacz wziął się właśnie z tego, że prawie nigdy nic nie mówił, a kiedy już musiał, to tylko szeptem. Powodem było to, że mężczyzna posiadał głos jak trzynastoletnia dziewczynka i nic z tym fantem nie mógł zrobić. O tym jednak wiedziała tylko jego matka. Reszcie ów szept, wydobywający się spod opuszczonego nisko kaptura, wydawał się złowieszczy.

----------------------------------------------
Opcje macie dwie:
a) robicie to, co każe Wam Krzykacz
b) próbujecie się bronić.
Przy opcji b. macie kostki:
1, 2, 3 – Krzykacz rzuca na Ciebie drętwotę zanim wyciągniesz różdżkę
4,5 – wyciągasz różdżkę, ale Krzykacz Cię rozbraja i przejmuje Twoją różdżkę
6 – rzucasz sobie dowolne zaklęcie i jeszcze jedną kostkę: parzysta – trafiasz; nieparzysta – Krzykacz się obronił
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Sacramento, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Nie Lip 09 2017, 20:46

To bardzo ważna umiejętność: potrafić skupić się na jednej rzeczy tak, jak Caesar potrafił skupić się na różdżkach. Courtney tego brakowało, dwoiła się i troiła, by nabywać nowe doświadczenia, ciągle miała ochotę na coś innego i swoje zmagania kierowała w coraz to nowych kierunkach. Cóż, może dlatego wciąż nie odniosła żadnego ogromnego sukcesu, który tak bardzo przeczuwała...
Bla, bla, bla... Uczyniła dłonią gest kłapania buzią, po czym przewróciła oczami, pokazując jak bardzo obchodzi ją moralizatorska mowa Fairwyna. Odwróciła się, ignorując jego słowa, ale ten zaraz przerzucił ją sobie przez ramię.
- Ej, no weź - zaczęła oskarżycielskim tonem. Wyraźnie jej się to nie spodobało. - Postaw mnie na ziemię albo cię ugryzę!
Jej groźby najwyraźniej nie podziałały na ślizgona, bo wciąż niósł sobie ją, jakby ważyła najwyżej dwadzieścia kilo. Zaczęła się więc wierzgać, ale nie udało jej się nic zdziałać. Ups, chyba trzeba będzie podszlifować formę, bo póki co mocy jej brak.
Jednak wtedy na horyzoncie pojawił się jakiś koleś - było cicho, więc Courtney usłyszała tupot drugiej pary stóp i odruchowo odwróciła głowę. Przez ułamek sekundy widziała przedmiot niesiony przez nieznajomego, zdążyła dostrzec, że jest to moneta, jednak nie mogła się jej bliżej przyjrzeć. Na nieszczęście domyśliła się, że musi to być coś wyjątkowo cennego. Nie bez powodu w końcu blondas tak szybko zatrzasnął pudełko.
Chwilę później celował już w nich różdżką. W przypływie adrenaliny nie zauważyła nawet, kiedy znalazła się na podłodze i trzymała rękę w tylnej kieszeni. Tam, gdzie miała różdżkę.
- Spokojnie, bez paniki. Dogadamy się - zaczęła Hill uspokajającym, a zarazem lekko zdziwionym tonem. Nie sądziła, że sprawy przyjmą taki obrót. Powoli wyciągnęła różdżkę, patrząc jednocześnie mu w oczy, drugą rękę mając uniesioną w uspokajającym geście. Udało się! Trzymała ją kurczowo przy sobie, jak najbliżej ciała, by blondas nie zdążył jej zauważyć. Cholera, zabrzmiał przerażająco, choć wyglądał bardzo potulnie. Teraz Kalifornijka bała się nie na żarty.
I wtem jej cały misterny plan poszedł... do lasu. Właściwie nie wiedziała, co się dzieje, sprawy nabrały tempa. Oszołomiona brawurową akcją rozbrojenia jej, cofnęła się dwa kroki do tyłu. No nie! Czy to już czas na ucieczkę? Modlitwy i przypomnienie sobie najpiękniejszych momentów życia?
Absolutnie nie. Szybka kalkulacja szans: Fairwyn ma różdżkę, ona nie. Koleś chce ich chyba wykończyć, a ona niezbyt umie się bić. Przynajmniej szanse mieli wyrównane: blondas był chucherkiem podobnie jak ona. No, tylko że ma różdżkę. Teraz nawet dwie.
- Caesar, trzeba go wykończyć! - powiedziała oczywistym tonem, jakby niemożliwym było, że ktoś w ogóle ważył się im podskoczyć. Przy tym brzmiała tak zawzięcie, że mimo wewnętrznej paniki i ogarniającego ją strachu, mimo nóg trzęsących się jak galareta, sama uwierzyła, że zdołają rozprawić się z blond cwaniakiem. Głos miała podniesiony, w oczach było widać strach przemieszany z wściekłością. Stała jak sparaliżowana, choć miała ochotę rzucić się na niego i wydrapać mu oczy. A co tam! Jak zginąć, to chociaż w porządnej walce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka, UK
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 698
  Liczba postów : 253
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Nie Lip 30 2017, 00:30

Nawet dość dobrze mu się ją niosło. Była szczupła i w miarę miniaturowa, więc bez żadnego większego wysiłku zniósł ja na dół. Coś tam nawet krzyczała, ale młody Fairwyn nie zwracał na to uwagi, jego zadaniem na dzisiejszą noc, było bezpieczne przetransportowanie jej i siebie do szkoły i dopilnowanie tego, że Hill spokojnie pójdzie spać, a jutro pójdą na zajęcia.
Oczywiście plan się nie powiódł, bo gdy już byli na dole wyskoczył przed nimi jakiś paskudny typek spod ciemnej gwiazdy, który swą aparycją bardziej przypominał mu szczura niż złodzieja albo kogoś poważnego. Trochę zdziwiło go zachowanie mężczyzny, od razu można było zauważyć, że posiada przy sobie cos bardzo cennego i nie chce, by ich dwójka przejęła jego skarb. Sam Caesar, gdyby był na jego miejscu, zachowałby się całkowicie inaczej i najprawdopodobniej odpuściłby sobie atakowanie, udał kogoś, kto się zagubił albo przynajmniej zagrał bezdomnego, który koczuje w tym opuszczonym domu. No, ale najwyraźniej rozumek mężczyzny, nie był na tyle skomplikowany i łebki, żeby wymyślić aż tak skomplikowaną intrygę.
Na początku myślał, żeby się poddać i w spokoju oddalić z miejsca, w którym się znajdowali, jednak jak się spodziewał amerykanka, wolała rzucić się w wir walki z marnym skutkiem zresztą, nieznajomy w mgnieniu oka ją rozbroił.
Caesar zaklął w środku i zmarszczył brwi. Ich szanse na przeżycie powoli się zmniejszały. Znaczy, nie spodziewał się tego, że facet ich zabiję, to ściągnęłoby na niego jeszcze większe kłopoty i najprawdopodobniej Aurorzy szybko doszliby do tego, kto zabił dwójkę niesfornych studentów. On sam nie widział innego wyjścia, szybka reakcja, myślał, że dzięki spokojowi ducha uda mu się zaskoczyć blondyna. Nawet nie udało mu się ruszyć różdżką i już leżał powalony na ziemi. Drętwota nie była bolesna, a jedną rzeczą, jaką odczuł było mocne walnięcie o podłogę. Zdawało mu się, że uderzył wyjątkowo pechowo, bo chyba rozbił sobie tył głowy o lekko wystający gwóźdź. Znów zaklął, jednak teraz na głos, jednak jego słowa nie brzmiały nawet w jednej dziesiątej jak cokolwiek logicznego. Kurwa nie była zbyt logiczna.
Miał nadzieje, że Hill uda się ich uratować, w końcu ta szalona dziewczyna miała wiele sztuczek w rękawie i teraz modlił się o to by dopisało jej szczęście.


kostka: 3 XDDD (HILL JESTESMY W DUPIE)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29915
  Liczba postów : 46851
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Sro Sie 02 2017, 16:21

Krzykacz sądził, że para, to tylko jakieś głupie znudzone smarkacze – Obliviate i po temacie, ale w momencie, w którym oboje wyjęli różdżki już taki pewien nie był. Nie spodziewał się, że uczniowie podjęliby się walki w tak przegranej pozycji. Miał ich na widelcu, nie mieli najmniejszych szans, a jednak oboje podjęli się próby rzucenia w niego zaklęciem.
Krzykacz analizował całą sytuację, bawiąc się złapaną przed chwilą różdżką dziewczyny i patrząc na osuwającego się na ziemię chłopaka. On sam porwałby się na coś takiego tylko w naprawdę beznadziejnej sytuacji i przy naprawdę wysokiej stawce. Nie musiał długo zastanawiać się, co mogłoby spowodować taki scenariusz. Gdyby to on był na ich miejscu, postąpiłby dokładnie tak samo. Desperacja w tym zawodzie nie była niczym rzadkim.
Podszedł do stojącej przy ścianie dziewczyny i przytknął jej własną różdżkę do jej gardła. Zbliżył twarz do jej twarzy, tak blisko, że czuł na policzkach jej oddech.
- Kto was przysłał? – szepnął, patrząc jej w oczy.

-----------------------------
Courtney:
a) próbujesz ugadać gościa
b) bronisz się ręcznie: parzysta - udaje Ci się odebrać Krzykaczowi swoją różdżkę; nieparzysta - nic Ci się nie udaje, za to dostajesz w zęby za próbę; w tym wypadku nadal możesz próbować go ugadać, ale lepiej zrób to szybko ;p
Jeżeli uda Ci się odzyskać różdżkę masz czas na rzucenie jednego zaklęcia. Możesz odczarować Caesara albo rzucić czymś w Krzykacza. W drugim przypadku: parzysta - zaklęcie się udało; nieparzysta - Krzykacz zdążył się obronić

Caesar:
a) jeżeli nadal jesteś spetryfikowany: parzysta - Krzykacz coś słabo rzucił tę Drętwotę, bo już po chwili czujesz, że możesz znów się ruszać; nieparzysta - leż spokojnie xD
b) jeżeli już jesteś odczarowany, Krzykacz nadal nieunieruchomiony możesz rzucić jednym zaklęciem: parzysta - zaklęcie się udało; nieparzysta - Krzykacz zdążył się obronić
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Sacramento, Kalifornia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Pią Sie 04 2017, 17:00

Caesar był naprawdę wspaniałym, rozsądnym młodzieńcem, wymarzonym przyjacielem ratującym z opresji. Pewnie Courtney uroniłaby nawet łezkę na tę myśl, gdyby nie skupiała się w tym momencie na tym, by odzyskać swoją różdżkę i pogonić faceta. Mogła dotrzeć do zamku bez wysiłku, niesiona przez Fairwyna, a on bezczelnie jej w tym przeszkodził!
Teraz, pozbawiona różdżki i zdana tylko na siebie, całą wiarę pokładała w ślizgonie. Przez myśl jej nawet przemknęło, by obiecać mu, że więcej nie będzie urządzać tak bezmyślnych eskapad - może to doda mu otuchy i rozbroi migiem blondasa. Jednak byłoby to kłamstwo i zapewne dlatego pozostała cicho, czego skutki były wręcz opłakane. Caesar przyjął drętwotę na klatę, co już zupełnie zdenerwowało Kalifornijkę. Halo, ona z tych walecznych, salemskich geniuszy! Nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać, a tym bardziej przyjaciół atakować! Z wściekłością w oczach patrzyła na własną różdżkę, którą podejrzany typek obracał w dłoniach. Kiedy podszedł do niej bliżej, marzyła o tym, by kopnąć go w czułe miejsce. Powstrzymywała ją tylko myśl, że miał całkiem niezły refleks i pewnie zaraz oberwałaby jakimś nieprzyjemnym zaklęciem. Wystarczyło, że jej przyjaciel leżał już na ziemi.
Postanowiła zatem spróbować nie otwartej walki, lecz podejść go nieco sprytniej i odebrać różdżkę. Zaczęła macać powietrze (dobrze, że nie Krzykacza - choć może wtedy prędzej dałby im spokój), aż w końcu natrafiła na jego dłoń - wiedziała już, że ten zorientował się o jej zamiarach. Miała zaledwie kilka sekund, dlatego niemal natychmiast nadepnęła mu na nogę, wbiła paznokcie w rękę (oby żaden jej się nie złamał!) i z całej siły odepchnęła. W międzyczasie próbowała odebrać swoją własność, ale dostała w zęby i wiedziała już, że próba się nie powiodła. Bolała ją za to szczęka. Ze złością spojrzała zatem na Krzykacza, jednocześnie dotykając dłonią ust (wolała upewnić się, że ma obie jedynki). Jej myślenie było na wysokich obrotach - musiała obrać inną taktykę. Jako fanka teatru i amatorska aktoreczka, oparła się teatralnie o ścianę, patrząc ze smutkiem na Caesara.
- Olaboga, seksu nie będzie. Przepraszam kochanie - wydusiła do niego zrozpaczonym tonem, przykładając dłoń do czoła, jakby miała zemdleć. - Młodzi jesteśmy, zakochani... - dodała, zwracając się w stronę oprawcy. - Szukaliśmy tylko spokojnego miejsca, by pobyć we dwoje.
Mówiła to z takim rozczarowaniem w głosie, że Krzykaczowi musiało zrobić się szkoda tej dwójki. W końcu nie pamięta wół jak cielęciem był?


kostka nieparzysta ehh
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 34
  Liczba postów : 429
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Pią Cze 29 2018, 19:04

Nie zamierzałam naciskać na Ezrę. Wiedziałam, że temat Leonardo jest delikatny i nie chciałam męczyć przyjaciela głupimi pytaniami. Sama w takiej sytuacji wolałabym dostać odrobinę przestrzeni i spokoju. Rozmowa, kiedy temat jest świeży i bolesny mogłaby tylko pogorszyć sytuację i rozdrażnić chłopaka. Dlatego owszem, robiłam kilka podejść, delikatnie podpytywałam, ale kiedy mnie zbywał - nie protestowałam. Wiedziałam, że krukon nie jest typem osoby, która z łatwością się otwierała i odsłaniała przed kimkolwiek tak po prostu. Sama do takich ludzi nie należałam, więc od nikogo innego tego nie wymagałam. Miałam jednak nadzieje, że przyjdzie taka chwila, w której on sam będzie gotowy powiedzieć coś więcej na ten temat i przybliżyć mi całą sytuację. Jak się z tym czuł? Czy miał złamane serce, czy raczej podchodził do tego na chłodno, tak jak mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka.  
Szczerze liczyłam, że to będzie ten dzień. W końcu wyszliśmy razem poza Hogwart i oderwaliśmy się trochę od przytłaczających egzaminów. No dobrze - to raczej mnie one przyciskały do ziemi, a Ezra pewnie jedynie odhaczał zaliczenia z lekkością. Nie miałam pojęcia jakim cudem wszystko przychodzi mu tak łatwo, zupełnie jakby był zaprogramowany na samo zaliczanie sukcesów. Ja w tej kwestii różniłam się od niego o sto osiemdziesiąt stopni. Praktycznie z każdym przedmiotem byłam na bakier. Wyjątkiem były oczywiście ukochane eliksiry, na których myśl obecnie wykręcało mi żołądek. O ile porażki na innych lekcjach przyjmowałam wzruszeniem ramion o tyle tutaj wiedziałam, że musi być idealnie. Ostatnio naprawdę godzinami siedziałam nad książkami i robiłam wszystko, żeby być perfekcyjnie przygotowaną. To wyjście niewątpliwie było mi potrzebne. Lepiej było chociaż na chwile się oderwać. Poza tym sprawa była zbyt poważna i nie wyobrażałam sobie, że nie odstąpić od książek dla Ezry w takiej sytuacji. Może on nie czuł, że powinien o tym pogadać, ale coś takiego zawsze przynosi trochę ulgi. Spacerowaliśmy po Hogsmeade i mieliśmy zajść do miodowego królestwa. Jednak w pewnym momencie przechodząc obok opuszczonego domu zapaliła mi się lampka. Po co mamy się pchać do pełnego ludzi miejsca, skoro można posiedzieć w spokoju?
- Ej, byłeś tu kiedyś? - wskazałam głową na tajemnicze miejsce. - W sumie i tak mdli mnie na samą myśl o słodyczach, a tam byłoby bardziej kameralnie - stwierdziłam, chociaż nie wiedziałam czy ta część przekona Ezrę. Nie miałam pojęcia czy ma ochotę na zwierzenia, ale chyba liczył się z tym, że w końcu będę chciała trochę go wypytać?
Ostatecznie faktycznie weszliśmy do środka. Pomimo wyraźnych zniszczeń miejsce wciąż robiło wrażenie. Ten ogrom i ślady po przepychu z jakim zostało wybudowane zapierało dech w piersi. Przestrzeń zachęcała do organizowania imprez i spotkań towarzyskich. W tej chwili jednak było pusto, więc mieliśmy dużo swobody. Usiadłam na zniszczonej kanapie w "salonie".
- Całkiem fajnie tu, nie? Dziwne, że ktoś porzucił coś takiego... Jest jakaś przystań w razie ucieczki z domu - przewróciłam rozbawiona oczami, bo nie raz i nie dwa zazdrościłam Fire, że mieszka osobno. Rodzice byli jacy byli, a ja chętnie uciekłabym od nich jak najdalej. Oczywiście nie miałam odwagi na coś takiego, ale powoli zbliżały się studia, a co za tym idzie - może obejdzie się bez zwiewania i wyprowadzę się na pokojowych warunkach.

______________________

I’m off the deep end, watch as I dive in


I’ll never meet the ground
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Sro Lip 04 2018, 15:53

Cenił w niej to, że potrafiła być taka bezproblemowa, że rozumiała, kiedy zwyczajnie nie miał ochoty o czymś rozmawiać i nie obrażała się nawet za mało subtelne odmowy podjęcia tematu. Ezra kilkukrotnie ewidentnie ją zbywał, testując granice jej wyrozumiałości. Nie była to nawet kwestia - jak na początku - świeżości uczuć i konieczności uporządkowania wszystkiego samodzielnie, we własnej głowie. Chodziło wyłącznie o przyzwyczajenie i jego głupie przekonanie, że z każdym problemem najlepiej radził sobie sam. To, co siedziało w jego głowie, wcale nie było takie proste do oddania słowami. A z kalkulacji wynikało, że w większości przypadków nie opłacało się trudzić.
Nie powiedziałby więc, że to był ten dzień.
Co jednak pewne, nie tylko Heaven, ale i Ezrze bardzo potrzebne było takie wyrwanie się na moment gdzieś poza Hogwart - jemu również zależało na tym, by zakończyć szkołę z jak najlepszym świadectwem, ale dosyć miał ludzi żyjących tylko egzaminami, gorączkowo rozprawiających o tym, czego jeszcze nie zdążyli powtórzyć. W dormitorium Krukonów doprawdy nie dało się wytrzymać! Chętnie zatem dał się wyciągnąć przyjaciółce na spacer po Hogsmeade, dzięki któremu chociaż na chwilę mógł nie myśleć o dwóch wymagających przedstawieniach, w które był zaangażowany, ani o żadnym egzaminie - dobra passa mogła się kiedyś skończyć, a on nie był wcale takim geniuszem. Po prostu miał dobrą pamięć; sumienne wykonywanie obowiązków przez cały rok, teraz procentowało, dzięki czemu mógł wziąć na siebie więcej. Jedyne, co go martwiło, to wciąż prawie nieruszona praca dyplomowa, której termin oddania się zbliżał. Wiedział, co chciał w niej napisać, brakowało mu tylko czasu, by przelać to na pergamin.
A i tak był gotowy go teraz zmarnować dla swojej Ślizgońskiej przyjaciółki.
- Hm? W opuszczonym domu? Nie, znam lepsze miejsca na schadzki - zaśmiał się, puszczając jej oczko, ale nie mając nic przeciwko eksplorowaniu nowego miejsca. Jego lepkie rączki lubiły takie przestrzenie - często można z nich było wynieść coś interesującego, nawet jeśli nie szczególnie cennego. - I naprawdę mam nadzieję, że potrzebna ci "kameralna" miejscówka do robienia czegoś ciekawego - rzucił aluzją wraz z lekkim uniesieniem brwi. Zwierzenia nie były ciekawe, to na pewno. Mimo to, nie zbuntował się otwarcie, dając jej szansę. Zresztą, mogła tworzyć i miliony podobnych sytuacji, skoro wszystko ostatecznie leżało w gestii Ezry.
Oglądał z zaintrygowaniem duży i wcale nie zniszczony budynek, który zdecydowanie mógłby zostać przeznaczony do lepszych celów niż studenckie imprezy. Równie dziwne było, że nie zalęgły się tu żadne zwierzęta lub bezdomni czarodzieje. Chociaż, kto tam wiedział?
- Różnie się życie układa, a dla bogaczy jeden dworek w tę czy w tę. - Zapewne mogła tego doświadczyć we własnej rodzinie. Sądził, że ród Dear także nie zaprzątałby sobie głową stratą jednego lokum, gdyby mieli coś ważniejszego na głowie. - A zwiewać zawsze możesz do mnie, przecież wiesz - dodał miękko, po czym wzruszył ramionami, przechadzając się po pomieszczeniu i palcem przejeżdżając po zakurzonym blacie, niszcząc idealną warstwę kurzu. Zaraz potem otrzepał opuszki i z uśmiechem tańczącym na ustach odwrócił się w stronę Heaven. - Ale za to wiemy, gdzie kogoś zabrać, gdybyśmy kiedyś zdecydowali się na porwanie. - To mogłoby być zabawne, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 34
  Liczba postów : 429
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Czw Lip 12 2018, 11:07

Chociaż nigdy nie aspirowałam do wybitnego ucznia, to były chwilę, kiedy zazdrościłam Ezrze dobrej pamięci i łatwości z jaką przyswajał nowe, nawet te skomplikowane informacje. Nie dało się ukryć, ale to było zwyczajnie przydatne. Nie potrzebował siedzieć godzin nad książkami, żeby pojąć nowe zagadnienie. Oczywiście to była też kwestia jego sumienności, z którą ja miałam odrobinę większy problem. Nad książkami szybko zaczynałam się nudzić i wszystko zawsze zostawiałam na ostatni moment. Nie raz chłopak mnie ratował i pomagał nadrabiać zaległości.
Tego popołudnia starałam się całkowicie odciąć myśli od kociołków i pergaminów z eliksirami. Może taka przerwa zwiększy trochę wydajność w nauce? A nawet jeśli nie - niewątpliwie będzie dla mnie zdrowa. Chociaż wydawałoby się, że najcieplejsze godziny już minęły, słońce dalej delikatnie grzało a pogoda nie wzbudzała żadnych zastrzeżeń. Może w takim razie powinniśmy byli wybrać jakieś wygodne miejsce na powietrzu? A jednak tajemniczy dom wydawał się być na tyle fajny, że odrzuciłam w głowie ten pomysł.
- W to że znasz absolutnie nie wątpię - stwierdziłam z uśmiechem rozbawienia i pokręciłam głową, na kolejną uwagę. Jedno było pewne, nawet nie liczyłam na to, że zacznie zwierzać się z ochotą. Jedynie miałam nadzieje, że może odczuje potrzebę wyrzucenia z siebie czegokolwiek. Wydawał się ze wszystkim pogodzony, ale to nie mogło być takie proste, prawda? - No spróbuje cię nie rozczarować - rzuciłam jeszcze, zmierzając w wyznaczonym kierunku.
Nie da się ukryć - różnie to bywało, a wydawanie pieniędzy lekką ręką i lekceważące podejście do kosztowności nie było mi obce. Wychowałam się w świecie w którym szacunek do każdego galeona był nieczęsto spotykany. Faktycznie nie powinna mnie dziwić taka sytuacja. A jednak miejsce miało potencjał, który aż prosił się o wykorzystanie przez kogokolwiek. Wbrew temu było tu dosyć pustawo.
- Wiem - uśmiechnęłam się. Niezależnie od tego jak bardzo chciałabym być niezależna i z nikim nie budować silniejszej relacji opartej na prawdziwym zaufaniu, dobrze było mieć takiego Ezrę. Kogoś kto rozumiał i przede wszystkim nie oceniał. Kiedy chciałam coś powiedzieć, to mówiłam, a kiedy nie, pomijałam temat. To działało w dwie strony i sprawiało, że oboje dobrze się ze sobą czuliśmy. Może dlatego kiedyś myślałam, że mogłoby być z tego coś więcej. To był krótki epizod w naszej znajomości i po prostu nie wypalił. Nie było w okół tego żadnych dramatów - sytuacja była na tyle niezobowiązująca, że nie było o czym mówić. W naszym przypadku po prostu przyjaźń sprawdzała się najlepiej.
- O, podoba mi się twój tok myślenia - rozglądałam się jeszcze trochę po pomieszczeniu. Było intrygujące i pewnie sporo ciekawych rzeczy można było tu znaleźć. - Hm, nie zorganizowaliśmy sobie nic do picia. Przynajmniej dla mnie - dodała, bo dla Ezry mogliśmy zorganizować co najwyżej trochę soku. Z drugiej strony, nie piłabym samemu nie? To podobno niezdrowo.

______________________

I’m off the deep end, watch as I dive in


I’ll never meet the ground
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   

Powrót do góry Go down
 

Opuszczony dom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-