Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Opuszczony dom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość


Laila Howett

Student Hufflepuff
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 0
Dodatkowo : animag (irbis), teleportacja
  Liczba postów : 1637
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5138-laila-howett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5139-laikowo-3
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5141-laikowe-papierki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7169-laila-howett#204311
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptySob Cze 15 2013, 13:06

First topic message reminder :


Opuszczony dom

Opuszczony dom zazwyczaj kojarzy się z miejscem gdzie coś lub ktoś straszy, a nie można tu przebywać dłużej niż pięć minut, bo za chwilę coś pęknie i spadnie na głowę. W tym przypadku to nic bardziej mylnego. Za parkiem w Hogsmeade znajduje się ogromny budynek, który z daleka wygląda, jak dwór! Podobno kiedyś mieszkał tu któryś z Ministrów Magii wraz ze swoją rodziną. Dziś jednak wszystko przepadło. Uczniowie z Hogwartu chętnie odwiedzają to miejsce, kiedy muszą coś przemyśleć, albo zorganizować imprezę, która poruszy nie jedno serce. Zdarzają się też tacy, którzy nie raz mogli tutaj przenocować... Nie pytajcie, co ich zmusiło do pojęcia takich decyzji! Podziwiajcie i korzystajcie.
Możliwe, że w domu będę poukrywane jakieś zadania od Mistrza Gry...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Caesar T. Fairwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 192 cm
C. szczególne : brak kciuka i palca wskazującego prawej ręki, zaniki pamięci, kolczyki w uszach, parę drobnych tatuaży rozsianych po całym ciele, cień zarostu, nieustająco wybija się na tle bladej skóry
Galeony : 694
  Liczba postów : 270
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyCzw Lip 06 2017, 00:02

Już dawno doszedł do wniosku, że on to właściwie nie m normalnych znajomych. To przeklęte nazwisko i dom, do którego należał, przyciągały tylko wariatów albo jakieś niezrównoważone i nieodpowiedzialne bestie, które potem trzeba było ratować z tarapatów. Miał cichą nadzieję, że to, co tym razem wymyśliła sobie jego przyjaciółka, nie będzie chociaż trochę podobne do tego, gdy poszła sobie do Zakazanego Lasu w czasie PEŁNI księżyca. Już pal licho Zakazany Las, była całkiem niezła w zaklęciach i poradziłaby sobie z jakimiś małymi kreaturami, ale pełnia? Pełnia równała się z wilkołakami, a ich zachowania nigdy nie można było przewidzieć. Centaury były jak pikuś przy wilkołakach. No, ale reasumując, polazł za nią wtedy, żeby ją ratować. Być może, gdyby nie była jedną z jego najlepszych kumpelek, to by ją olał, w końcu sama tam poszła, to niech zdycha — nie jego interes, jednak cierpiał on na syndrom bohatera i nie mógł zostawić jej wtedy w potrzebie. Ostatecznie zakończyło się bez ofiar śmiertelnych, wszystko poszło zgrabnie i ładnie, a oni nie napotkali na swojej drodze żadnego wilkołaka. Na drugi dzień zbeształ ją od góry do dołu i przez jakiś tydzień mieli „ciche dni”, ale nie mógł długo wytrzymać i w końcu odezwał się do niej.
Teraz szedł pewnie przed siebie, z różdżką, której czubek świecił jasnym światłem Lumos, co chwilę ziewając i przeklinając ją w myślach. Czy ona jej nigdy nie oduczy? Powoli myślał nad tym, żeby podziękować za tak ekscytującą przyjaźń i znaleźć sobie jakieś spokojniejsze koleżanki, ale przecież był zasranym, ślizgońskim altruistom i nie dałby rady kogoś ot, tak olać. A już szczególnie jakieś panny.
I wchodził już po schodach, gdy na ich szczycie pojawiła się drobna postać. Wydawało się, że go nie widzi, dlatego postanowił dać jej małą nauczkę. Bezgłośnie zgasił Lumos i bardzo cicho i najwolniej jak się da, zaczął do niej podchodzić, i gdy był już na miejscu, złapał ją za ramiona i odwrócił w swoją stronę.
- Czyś ty na mózg upadła? - wypowiedział dosadnie, a widząc strach malujący się na jej twarzy, tylko uśmiechnął się paskudnie i właściwie bez słowa puścił ją. - Zabieramy się stąd, koniec szlajania po nocach, po dobranocce, powinnaś dawno w łóżku chrapać. - dodał ostatecznie i spojrzał na nią wyczekująco i skierował wzrok na schody prowadzące na dół, do wyjścia, do dormitorium, do spania.

@Courtney Hill
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Courtney Hill

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyCzw Lip 06 2017, 13:42

Całkiem tu spokojnie, pomyślała Courtney, wsłuchując się w jedyny słyszalny dźwięk - skrzypiące schody, delikatnie uginające się pod jej niewielkim ciężarem. Dlaczego po prostu nie zburzą domu, skoro już dawno nikt tu nie mieszka? Nie żeby wyglądał z zewnątrz szczególnie brzydko, ale na jego miejscu można by wybudować coś bardziej użytecznego, przykładowo teatr albo jakąś wielką bibliotekę. Zwykła ciekawość zaprowadziła ją do środka, gdzie przesuwając palcem po zakurzonej balustradzie ze smutkiem pomyślała, że rzeczywiście teatr byłby dobrym rozwiązaniem. Jest tak klimatycznie, a wszystko się marnuje!
Jak nazwać kogoś, kto przechadza się nocą po opuszczonym budynku, w którym rzekomo straszy? Czy faktycznie Courtney to niezrównoważona i nieodpowiedzialna bestia? Oj tak, mogłaby w zasadzie się tak przedstawiać... dając przynajmniej szansę na ucieczkę ludziom, którzy jeszcze nie zdążyli wpaść w jej sidła. Przykładowo biednemu Caesarowi, który chyba nie wiedział na co się pisze, rozpoczynając znajomość z panną Hill. Ale może to i lepiej, bo kto by teraz ratował ją z tarapatów? Zawsze była zdziwiona, jak trafne okazują się przeczucia Fairwyna. Gdy było już "po wszystkim", za każdym razem kiedy wpadała na jakiś szalony pomysł, musiała przyznać, że skurczybyk miał rację! Często bywało zaledwie o krok od katastrofy, co ślizgon później jej uświadamiał. Courtney była jednak zbyt dumna, aby przyznać się do błędu, a poza tym zwykle machała ręką na wszystkie logiczne argumenty i robiła po swojemu. W końcu raz się żyje, tak?
Zapatrzona na jakiś w jej mniemaniu pseudo-pompatyczny, tandetny obraz faceta na koniu (Rany, ile ten dom ma lat? Musiał być budowany w średniowieczu!, myślała), nie dosłyszała kroków Fairwyna. Stojąc ze skrzyżowanymi rękoma, patrzyła na "dzieło". Dopiero gdy poczuła czyjś dotyk na swoich ramionach, zamarła. Zaczęła szacować szanse na ucieczkę przed ewentualnym gwałcicielem albo czy długość jej paznokci pozwoli na dobry atak. Nie musiała jednak sprawdzać żadnej z tych opcji, bo napastnik obrócił ją ku sobie i, choć wciąż była przerażona, dojrzała twarz przyjaciela, co zaraz potwierdził pełen wyrzutu ton jego głosu. A więc jednak nikt nie miał zamiaru jej zabić.
- Cezarku! - zawołała radośnie, gdy w końcu ją wypuścił i przestał tak głupkowato się uśmiechać. Tyle satysfakcji sprawiało mu, że ją przestraszył? Powinien się cieszyć, że w przypływie adrenaliny nie zrobiła mu krzywdy! - Cieszę się, że dołączyłeś! I wrzuć na luz, nocą wszystko nabiera klimatu.
Ostatnią kwestię wypowiedziała teatralnym szeptem, patrząc w skupieniu na ślizgona. Szybko jednak porzuciła rolę wprowadzającego w nastrój narratora, a szczerze rozpromieniona pociągnęła go za rękę, jeszcze bardziej w głąb budynku, nie dając mu szansy na wyjście.
- A na mózg nie upadłam... jeszcze - odparła na jego (retoryczne) pytanie. Satysfakcjonujący uśmiech rozświetlił tym razem jej twarz. - Myślisz, że tutaj będzie coś fajnego? - zapytała, nie precyzując właściwie, co ma na myśli. Z pewnością słodyczy tu nie sprzedają...
W jednej ręce trzymając zgaszoną różdżkę, drugą wciąż pilnując przyjaciela, prowadzała ich po skrzypiącej podłodze blisko okien, przez które leniwie wlewał się blask księżyca. Dobrze, że tym razem nie było pełni - przynajmniej mogli być pewni, że żaden wilkołak nie ukrywa się w tym uroczym dworku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Caesar T. Fairwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 192 cm
C. szczególne : brak kciuka i palca wskazującego prawej ręki, zaniki pamięci, kolczyki w uszach, parę drobnych tatuaży rozsianych po całym ciele, cień zarostu, nieustająco wybija się na tle bladej skóry
Galeony : 694
  Liczba postów : 270
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyNie Lip 09 2017, 01:22

Czasem nie był w stanie zrozumieć jej entuzjazmu. Caesar nawet wysunął kiedyś teorię, że Hill jest wampirem energetycznym, bo niby w jaki sposób dałaby radę ogarnąć te wszystkie głupoty, w które coraz się wpakowywała. Normalny człowiek nie jest w stanie chodzić do szkoły, uczyć się, mieć życie towarzyskie i jeszcze chodzić na wypady, które groziły utratą życia. No, przynajmniej on nie miał na to czasu, skupiał uwagę na różdżkach i starał się ciągle ulepszać techniki rzemieślnicze. Praktyka, którą odbył w sklepie z różdżkami w Hogsmeade może i była całkiem pouczająca i co najważniejsze uzyskał papierek, który pozwalał mu na legalną produkcję, jednak to mu nie wystarczyło i czasami odczuwał poważne braki. Głównie dlatego, że za bardzo nie miał się u kogo przeszkolić. Ojciec w żadnym stopniu nie kojarzył mu się z różdżkami, zresztą, już nauczył się, że nie ma co na niego liczyć, a do innych członków rodziny ciężko mu się było zwrócić. Bo co niby miałby im powiedzieć, że jest synem Edgara, z którym ten nawet nie utrzymuje kontaktów i chciałby nabyć dodatkowej wiedzy o różdżkach, a potem przejąć sklep? Takie coś by nie przeszło, szczególnie że prowadzenie tej działalności było niesamowicie rentowne. Marzył o tym, ale jednocześnie, zdawał sprawę, że to właściwie niemożliwe.
No, ale reasumując, dziewczyna była szalona, a on, jako ten rozsądny miał zamiar zabrać ją z pomieszczenia nawet siłą. Na początku wzięła go trochę z zaskoczenia, pociągnęła głębiej w stronę zniszczonego domu i ciągle paplała — jednak on, był na tyle zmęczony, że nie był w stanie wywnioskować czegokolwiek mądrego ze słowotoku, który wytworzyła w tak krótkim czasie.
- Może i jest coś ciekawego, ale mnie to teraz nie interesuje, Hill — rzekł twardo i zacisnął lekko usta. Zdał sobie sprawę, że jeśli nie zmusi jej siłą, to spędzą noc w tym ponurym miejscu. Westchnął ciężko więc i rzekł. - Skoro mam się zachowywać jak brutal, to będę brutalny. -
Całkowicie nie w swoim stylu złapał ją i przerzucił sobie przez ramie. - Wybacz, C, że psuję Ci zabawę, ale zmywamy się. - dodał i ruszył w stronę wyjścia albo miejsca, w którym jak mu się zdawało, miejsce to było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30223
  Liczba postów : 49247
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Specjalny




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyNie Lip 09 2017, 15:06

Tylko idiota mógł wpaść na pomysł, żeby zrobić miejsce przerzutu w tym opuszczonym dworze. Krzykacz pamiętał, że kiedy był w Hogwarcie, urządzano tam imprezy – fantastyczna kryjówka, nie ma co… Tym bardziej mu się śpieszyło. Brakowało tylko tego, żeby jakiś gówniarz położył łapy na towarze.
Kilka słów o samym Krzykaczu: był niskim, chudym, niepozornym blondaskiem – ostatnią osobą, którą podejrzewałoby się o obracanie się w czarnomagicznym światku. Miał zaledwie dwadzieścia cztery lata, ale w branży przemytniczej już udało mu się wyrobić renomę. Co przemycał? Gdybym Wam powiedział, musiałbym Was zabić.
Mężczyzna bezszelestnie wślizgnął się do dworu przez uchylone okno na parterze. Prześlizgnął się do piwnic i odszukał właściwe pomieszczenie. Policzył kamienie na ścianie i odsunął odpowiedni. Paczka była na miejscu. Wyjął ją i ruszył w stronę parteru. Po drodze otworzył pudełko, upewniając się, że zawartość się zgadza. Powinien był zrobić to w piwnicy i je schować… Z pośpiechu jednak popełnił tak amatorski błąd i w efekcie wyszedł na korytarz tuż przed nosem chłopaka niosącego dziewczynę. Z otwartą paczką, z monetą na wierzchu. Z tą monetą, za którą aktualnie uganiało się pół Nokturna i cała Albania. Z tą, która była jednym z najbardziej pożądanych czarnomagicznych przedmiotów w Europie w tym dziesięcioleciu. Przekurwił to elegancko...
Szybkim ruchem zatrzasnął pudełko, schował je za pazuchę i wyciągnął różdżkę, celując w intruzów.
- Pod ścianę – wyszeptał ostro – Ręce tak, żebym je widział.
Pseudonim Krzykacz wziął się właśnie z tego, że prawie nigdy nic nie mówił, a kiedy już musiał, to tylko szeptem. Powodem było to, że mężczyzna posiadał głos jak trzynastoletnia dziewczynka i nic z tym fantem nie mógł zrobić. O tym jednak wiedziała tylko jego matka. Reszcie ów szept, wydobywający się spod opuszczonego nisko kaptura, wydawał się złowieszczy.

----------------------------------------------
Opcje macie dwie:
a) robicie to, co każe Wam Krzykacz
b) próbujecie się bronić.
Przy opcji b. macie kostki:
1, 2, 3 – Krzykacz rzuca na Ciebie drętwotę zanim wyciągniesz różdżkę
4,5 – wyciągasz różdżkę, ale Krzykacz Cię rozbraja i przejmuje Twoją różdżkę
6 – rzucasz sobie dowolne zaklęcie i jeszcze jedną kostkę: parzysta – trafiasz; nieparzysta – Krzykacz się obronił
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Courtney Hill

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyNie Lip 09 2017, 20:46

To bardzo ważna umiejętność: potrafić skupić się na jednej rzeczy tak, jak Caesar potrafił skupić się na różdżkach. Courtney tego brakowało, dwoiła się i troiła, by nabywać nowe doświadczenia, ciągle miała ochotę na coś innego i swoje zmagania kierowała w coraz to nowych kierunkach. Cóż, może dlatego wciąż nie odniosła żadnego ogromnego sukcesu, który tak bardzo przeczuwała...
Bla, bla, bla... Uczyniła dłonią gest kłapania buzią, po czym przewróciła oczami, pokazując jak bardzo obchodzi ją moralizatorska mowa Fairwyna. Odwróciła się, ignorując jego słowa, ale ten zaraz przerzucił ją sobie przez ramię.
- Ej, no weź - zaczęła oskarżycielskim tonem. Wyraźnie jej się to nie spodobało. - Postaw mnie na ziemię albo cię ugryzę!
Jej groźby najwyraźniej nie podziałały na ślizgona, bo wciąż niósł sobie ją, jakby ważyła najwyżej dwadzieścia kilo. Zaczęła się więc wierzgać, ale nie udało jej się nic zdziałać. Ups, chyba trzeba będzie podszlifować formę, bo póki co mocy jej brak.
Jednak wtedy na horyzoncie pojawił się jakiś koleś - było cicho, więc Courtney usłyszała tupot drugiej pary stóp i odruchowo odwróciła głowę. Przez ułamek sekundy widziała przedmiot niesiony przez nieznajomego, zdążyła dostrzec, że jest to moneta, jednak nie mogła się jej bliżej przyjrzeć. Na nieszczęście domyśliła się, że musi to być coś wyjątkowo cennego. Nie bez powodu w końcu blondas tak szybko zatrzasnął pudełko.
Chwilę później celował już w nich różdżką. W przypływie adrenaliny nie zauważyła nawet, kiedy znalazła się na podłodze i trzymała rękę w tylnej kieszeni. Tam, gdzie miała różdżkę.
- Spokojnie, bez paniki. Dogadamy się - zaczęła Hill uspokajającym, a zarazem lekko zdziwionym tonem. Nie sądziła, że sprawy przyjmą taki obrót. Powoli wyciągnęła różdżkę, patrząc jednocześnie mu w oczy, drugą rękę mając uniesioną w uspokajającym geście. Udało się! Trzymała ją kurczowo przy sobie, jak najbliżej ciała, by blondas nie zdążył jej zauważyć. Cholera, zabrzmiał przerażająco, choć wyglądał bardzo potulnie. Teraz Kalifornijka bała się nie na żarty.
I wtem jej cały misterny plan poszedł... do lasu. Właściwie nie wiedziała, co się dzieje, sprawy nabrały tempa. Oszołomiona brawurową akcją rozbrojenia jej, cofnęła się dwa kroki do tyłu. No nie! Czy to już czas na ucieczkę? Modlitwy i przypomnienie sobie najpiękniejszych momentów życia?
Absolutnie nie. Szybka kalkulacja szans: Fairwyn ma różdżkę, ona nie. Koleś chce ich chyba wykończyć, a ona niezbyt umie się bić. Przynajmniej szanse mieli wyrównane: blondas był chucherkiem podobnie jak ona. No, tylko że ma różdżkę. Teraz nawet dwie.
- Caesar, trzeba go wykończyć! - powiedziała oczywistym tonem, jakby niemożliwym było, że ktoś w ogóle ważył się im podskoczyć. Przy tym brzmiała tak zawzięcie, że mimo wewnętrznej paniki i ogarniającego ją strachu, mimo nóg trzęsących się jak galareta, sama uwierzyła, że zdołają rozprawić się z blond cwaniakiem. Głos miała podniesiony, w oczach było widać strach przemieszany z wściekłością. Stała jak sparaliżowana, choć miała ochotę rzucić się na niego i wydrapać mu oczy. A co tam! Jak zginąć, to chociaż w porządnej walce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Caesar T. Fairwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 192 cm
C. szczególne : brak kciuka i palca wskazującego prawej ręki, zaniki pamięci, kolczyki w uszach, parę drobnych tatuaży rozsianych po całym ciele, cień zarostu, nieustająco wybija się na tle bladej skóry
Galeony : 694
  Liczba postów : 270
http://www.czarodzieje.org/t14590-caesar-t-fairwyn
http://www.czarodzieje.org/t14620-syn-edgara-szuka-przyjaciol
http://www.czarodzieje.org/t14621-cezarowe-sowki
http://www.czarodzieje.org/t14619-caesar-t-fairwyn#390077
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyNie Lip 30 2017, 00:30

Nawet dość dobrze mu się ją niosło. Była szczupła i w miarę miniaturowa, więc bez żadnego większego wysiłku zniósł ja na dół. Coś tam nawet krzyczała, ale młody Fairwyn nie zwracał na to uwagi, jego zadaniem na dzisiejszą noc, było bezpieczne przetransportowanie jej i siebie do szkoły i dopilnowanie tego, że Hill spokojnie pójdzie spać, a jutro pójdą na zajęcia.
Oczywiście plan się nie powiódł, bo gdy już byli na dole wyskoczył przed nimi jakiś paskudny typek spod ciemnej gwiazdy, który swą aparycją bardziej przypominał mu szczura niż złodzieja albo kogoś poważnego. Trochę zdziwiło go zachowanie mężczyzny, od razu można było zauważyć, że posiada przy sobie cos bardzo cennego i nie chce, by ich dwójka przejęła jego skarb. Sam Caesar, gdyby był na jego miejscu, zachowałby się całkowicie inaczej i najprawdopodobniej odpuściłby sobie atakowanie, udał kogoś, kto się zagubił albo przynajmniej zagrał bezdomnego, który koczuje w tym opuszczonym domu. No, ale najwyraźniej rozumek mężczyzny, nie był na tyle skomplikowany i łebki, żeby wymyślić aż tak skomplikowaną intrygę.
Na początku myślał, żeby się poddać i w spokoju oddalić z miejsca, w którym się znajdowali, jednak jak się spodziewał amerykanka, wolała rzucić się w wir walki z marnym skutkiem zresztą, nieznajomy w mgnieniu oka ją rozbroił.
Caesar zaklął w środku i zmarszczył brwi. Ich szanse na przeżycie powoli się zmniejszały. Znaczy, nie spodziewał się tego, że facet ich zabiję, to ściągnęłoby na niego jeszcze większe kłopoty i najprawdopodobniej Aurorzy szybko doszliby do tego, kto zabił dwójkę niesfornych studentów. On sam nie widział innego wyjścia, szybka reakcja, myślał, że dzięki spokojowi ducha uda mu się zaskoczyć blondyna. Nawet nie udało mu się ruszyć różdżką i już leżał powalony na ziemi. Drętwota nie była bolesna, a jedną rzeczą, jaką odczuł było mocne walnięcie o podłogę. Zdawało mu się, że uderzył wyjątkowo pechowo, bo chyba rozbił sobie tył głowy o lekko wystający gwóźdź. Znów zaklął, jednak teraz na głos, jednak jego słowa nie brzmiały nawet w jednej dziesiątej jak cokolwiek logicznego. Kurwa nie była zbyt logiczna.
Miał nadzieje, że Hill uda się ich uratować, w końcu ta szalona dziewczyna miała wiele sztuczek w rękawie i teraz modlił się o to by dopisało jej szczęście.


kostka: 3 XDDD (HILL JESTESMY W DUPIE)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30223
  Liczba postów : 49247
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Specjalny




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptySro Sie 02 2017, 16:21

Krzykacz sądził, że para, to tylko jakieś głupie znudzone smarkacze – Obliviate i po temacie, ale w momencie, w którym oboje wyjęli różdżki już taki pewien nie był. Nie spodziewał się, że uczniowie podjęliby się walki w tak przegranej pozycji. Miał ich na widelcu, nie mieli najmniejszych szans, a jednak oboje podjęli się próby rzucenia w niego zaklęciem.
Krzykacz analizował całą sytuację, bawiąc się złapaną przed chwilą różdżką dziewczyny i patrząc na osuwającego się na ziemię chłopaka. On sam porwałby się na coś takiego tylko w naprawdę beznadziejnej sytuacji i przy naprawdę wysokiej stawce. Nie musiał długo zastanawiać się, co mogłoby spowodować taki scenariusz. Gdyby to on był na ich miejscu, postąpiłby dokładnie tak samo. Desperacja w tym zawodzie nie była niczym rzadkim.
Podszedł do stojącej przy ścianie dziewczyny i przytknął jej własną różdżkę do jej gardła. Zbliżył twarz do jej twarzy, tak blisko, że czuł na policzkach jej oddech.
- Kto was przysłał? – szepnął, patrząc jej w oczy.

-----------------------------
Courtney:
a) próbujesz ugadać gościa
b) bronisz się ręcznie: parzysta - udaje Ci się odebrać Krzykaczowi swoją różdżkę; nieparzysta - nic Ci się nie udaje, za to dostajesz w zęby za próbę; w tym wypadku nadal możesz próbować go ugadać, ale lepiej zrób to szybko ;p
Jeżeli uda Ci się odzyskać różdżkę masz czas na rzucenie jednego zaklęcia. Możesz odczarować Caesara albo rzucić czymś w Krzykacza. W drugim przypadku: parzysta - zaklęcie się udało; nieparzysta - Krzykacz zdążył się obronić

Caesar:
a) jeżeli nadal jesteś spetryfikowany: parzysta - Krzykacz coś słabo rzucił tę Drętwotę, bo już po chwili czujesz, że możesz znów się ruszać; nieparzysta - leż spokojnie xD
b) jeżeli już jesteś odczarowany, Krzykacz nadal nieunieruchomiony możesz rzucić jednym zaklęciem: parzysta - zaklęcie się udało; nieparzysta - Krzykacz zdążył się obronić
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Courtney Hill

Student Slytherin
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 355
  Liczba postów : 272
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12620-courtney-hill#340983
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12621-kortni#341006
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12622-murzyn#341014
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12623-courtney-hill
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyPią Sie 04 2017, 17:00

Caesar był naprawdę wspaniałym, rozsądnym młodzieńcem, wymarzonym przyjacielem ratującym z opresji. Pewnie Courtney uroniłaby nawet łezkę na tę myśl, gdyby nie skupiała się w tym momencie na tym, by odzyskać swoją różdżkę i pogonić faceta. Mogła dotrzeć do zamku bez wysiłku, niesiona przez Fairwyna, a on bezczelnie jej w tym przeszkodził!
Teraz, pozbawiona różdżki i zdana tylko na siebie, całą wiarę pokładała w ślizgonie. Przez myśl jej nawet przemknęło, by obiecać mu, że więcej nie będzie urządzać tak bezmyślnych eskapad - może to doda mu otuchy i rozbroi migiem blondasa. Jednak byłoby to kłamstwo i zapewne dlatego pozostała cicho, czego skutki były wręcz opłakane. Caesar przyjął drętwotę na klatę, co już zupełnie zdenerwowało Kalifornijkę. Halo, ona z tych walecznych, salemskich geniuszy! Nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać, a tym bardziej przyjaciół atakować! Z wściekłością w oczach patrzyła na własną różdżkę, którą podejrzany typek obracał w dłoniach. Kiedy podszedł do niej bliżej, marzyła o tym, by kopnąć go w czułe miejsce. Powstrzymywała ją tylko myśl, że miał całkiem niezły refleks i pewnie zaraz oberwałaby jakimś nieprzyjemnym zaklęciem. Wystarczyło, że jej przyjaciel leżał już na ziemi.
Postanowiła zatem spróbować nie otwartej walki, lecz podejść go nieco sprytniej i odebrać różdżkę. Zaczęła macać powietrze (dobrze, że nie Krzykacza - choć może wtedy prędzej dałby im spokój), aż w końcu natrafiła na jego dłoń - wiedziała już, że ten zorientował się o jej zamiarach. Miała zaledwie kilka sekund, dlatego niemal natychmiast nadepnęła mu na nogę, wbiła paznokcie w rękę (oby żaden jej się nie złamał!) i z całej siły odepchnęła. W międzyczasie próbowała odebrać swoją własność, ale dostała w zęby i wiedziała już, że próba się nie powiodła. Bolała ją za to szczęka. Ze złością spojrzała zatem na Krzykacza, jednocześnie dotykając dłonią ust (wolała upewnić się, że ma obie jedynki). Jej myślenie było na wysokich obrotach - musiała obrać inną taktykę. Jako fanka teatru i amatorska aktoreczka, oparła się teatralnie o ścianę, patrząc ze smutkiem na Caesara.
- Olaboga, seksu nie będzie. Przepraszam kochanie - wydusiła do niego zrozpaczonym tonem, przykładając dłoń do czoła, jakby miała zemdleć. - Młodzi jesteśmy, zakochani... - dodała, zwracając się w stronę oprawcy. - Szukaliśmy tylko spokojnego miejsca, by pobyć we dwoje.
Mówiła to z takim rozczarowaniem w głosie, że Krzykaczowi musiało zrobić się szkoda tej dwójki. W końcu nie pamięta wół jak cielęciem był?


kostka nieparzysta ehh
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Heaven O. O. Dear

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,70
Galeony : 220
  Liczba postów : 551
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyPią Cze 29 2018, 19:04

Nie zamierzałam naciskać na Ezrę. Wiedziałam, że temat Leonardo jest delikatny i nie chciałam męczyć przyjaciela głupimi pytaniami. Sama w takiej sytuacji wolałabym dostać odrobinę przestrzeni i spokoju. Rozmowa, kiedy temat jest świeży i bolesny mogłaby tylko pogorszyć sytuację i rozdrażnić chłopaka. Dlatego owszem, robiłam kilka podejść, delikatnie podpytywałam, ale kiedy mnie zbywał - nie protestowałam. Wiedziałam, że krukon nie jest typem osoby, która z łatwością się otwierała i odsłaniała przed kimkolwiek tak po prostu. Sama do takich ludzi nie należałam, więc od nikogo innego tego nie wymagałam. Miałam jednak nadzieje, że przyjdzie taka chwila, w której on sam będzie gotowy powiedzieć coś więcej na ten temat i przybliżyć mi całą sytuację. Jak się z tym czuł? Czy miał złamane serce, czy raczej podchodził do tego na chłodno, tak jak mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka.  
Szczerze liczyłam, że to będzie ten dzień. W końcu wyszliśmy razem poza Hogwart i oderwaliśmy się trochę od przytłaczających egzaminów. No dobrze - to raczej mnie one przyciskały do ziemi, a Ezra pewnie jedynie odhaczał zaliczenia z lekkością. Nie miałam pojęcia jakim cudem wszystko przychodzi mu tak łatwo, zupełnie jakby był zaprogramowany na samo zaliczanie sukcesów. Ja w tej kwestii różniłam się od niego o sto osiemdziesiąt stopni. Praktycznie z każdym przedmiotem byłam na bakier. Wyjątkiem były oczywiście ukochane eliksiry, na których myśl obecnie wykręcało mi żołądek. O ile porażki na innych lekcjach przyjmowałam wzruszeniem ramion o tyle tutaj wiedziałam, że musi być idealnie. Ostatnio naprawdę godzinami siedziałam nad książkami i robiłam wszystko, żeby być perfekcyjnie przygotowaną. To wyjście niewątpliwie było mi potrzebne. Lepiej było chociaż na chwile się oderwać. Poza tym sprawa była zbyt poważna i nie wyobrażałam sobie, że nie odstąpić od książek dla Ezry w takiej sytuacji. Może on nie czuł, że powinien o tym pogadać, ale coś takiego zawsze przynosi trochę ulgi. Spacerowaliśmy po Hogsmeade i mieliśmy zajść do miodowego królestwa. Jednak w pewnym momencie przechodząc obok opuszczonego domu zapaliła mi się lampka. Po co mamy się pchać do pełnego ludzi miejsca, skoro można posiedzieć w spokoju?
- Ej, byłeś tu kiedyś? - wskazałam głową na tajemnicze miejsce. - W sumie i tak mdli mnie na samą myśl o słodyczach, a tam byłoby bardziej kameralnie - stwierdziłam, chociaż nie wiedziałam czy ta część przekona Ezrę. Nie miałam pojęcia czy ma ochotę na zwierzenia, ale chyba liczył się z tym, że w końcu będę chciała trochę go wypytać?
Ostatecznie faktycznie weszliśmy do środka. Pomimo wyraźnych zniszczeń miejsce wciąż robiło wrażenie. Ten ogrom i ślady po przepychu z jakim zostało wybudowane zapierało dech w piersi. Przestrzeń zachęcała do organizowania imprez i spotkań towarzyskich. W tej chwili jednak było pusto, więc mieliśmy dużo swobody. Usiadłam na zniszczonej kanapie w "salonie".
- Całkiem fajnie tu, nie? Dziwne, że ktoś porzucił coś takiego... Jest jakaś przystań w razie ucieczki z domu - przewróciłam rozbawiona oczami, bo nie raz i nie dwa zazdrościłam Fire, że mieszka osobno. Rodzice byli jacy byli, a ja chętnie uciekłabym od nich jak najdalej. Oczywiście nie miałam odwagi na coś takiego, ale powoli zbliżały się studia, a co za tym idzie - może obejdzie się bez zwiewania i wyprowadzę się na pokojowych warunkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 911
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 2058
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptySro Lip 04 2018, 15:53

Cenił w niej to, że potrafiła być taka bezproblemowa, że rozumiała, kiedy zwyczajnie nie miał ochoty o czymś rozmawiać i nie obrażała się nawet za mało subtelne odmowy podjęcia tematu. Ezra kilkukrotnie ewidentnie ją zbywał, testując granice jej wyrozumiałości. Nie była to nawet kwestia - jak na początku - świeżości uczuć i konieczności uporządkowania wszystkiego samodzielnie, we własnej głowie. Chodziło wyłącznie o przyzwyczajenie i jego głupie przekonanie, że z każdym problemem najlepiej radził sobie sam. To, co siedziało w jego głowie, wcale nie było takie proste do oddania słowami. A z kalkulacji wynikało, że w większości przypadków nie opłacało się trudzić.
Nie powiedziałby więc, że to był ten dzień.
Co jednak pewne, nie tylko Heaven, ale i Ezrze bardzo potrzebne było takie wyrwanie się na moment gdzieś poza Hogwart - jemu również zależało na tym, by zakończyć szkołę z jak najlepszym świadectwem, ale dosyć miał ludzi żyjących tylko egzaminami, gorączkowo rozprawiających o tym, czego jeszcze nie zdążyli powtórzyć. W dormitorium Krukonów doprawdy nie dało się wytrzymać! Chętnie zatem dał się wyciągnąć przyjaciółce na spacer po Hogsmeade, dzięki któremu chociaż na chwilę mógł nie myśleć o dwóch wymagających przedstawieniach, w które był zaangażowany, ani o żadnym egzaminie - dobra passa mogła się kiedyś skończyć, a on nie był wcale takim geniuszem. Po prostu miał dobrą pamięć; sumienne wykonywanie obowiązków przez cały rok, teraz procentowało, dzięki czemu mógł wziąć na siebie więcej. Jedyne, co go martwiło, to wciąż prawie nieruszona praca dyplomowa, której termin oddania się zbliżał. Wiedział, co chciał w niej napisać, brakowało mu tylko czasu, by przelać to na pergamin.
A i tak był gotowy go teraz zmarnować dla swojej Ślizgońskiej przyjaciółki.
- Hm? W opuszczonym domu? Nie, znam lepsze miejsca na schadzki - zaśmiał się, puszczając jej oczko, ale nie mając nic przeciwko eksplorowaniu nowego miejsca. Jego lepkie rączki lubiły takie przestrzenie - często można z nich było wynieść coś interesującego, nawet jeśli nie szczególnie cennego. - I naprawdę mam nadzieję, że potrzebna ci "kameralna" miejscówka do robienia czegoś ciekawego - rzucił aluzją wraz z lekkim uniesieniem brwi. Zwierzenia nie były ciekawe, to na pewno. Mimo to, nie zbuntował się otwarcie, dając jej szansę. Zresztą, mogła tworzyć i miliony podobnych sytuacji, skoro wszystko ostatecznie leżało w gestii Ezry.
Oglądał z zaintrygowaniem duży i wcale nie zniszczony budynek, który zdecydowanie mógłby zostać przeznaczony do lepszych celów niż studenckie imprezy. Równie dziwne było, że nie zalęgły się tu żadne zwierzęta lub bezdomni czarodzieje. Chociaż, kto tam wiedział?
- Różnie się życie układa, a dla bogaczy jeden dworek w tę czy w tę. - Zapewne mogła tego doświadczyć we własnej rodzinie. Sądził, że ród Dear także nie zaprzątałby sobie głową stratą jednego lokum, gdyby mieli coś ważniejszego na głowie. - A zwiewać zawsze możesz do mnie, przecież wiesz - dodał miękko, po czym wzruszył ramionami, przechadzając się po pomieszczeniu i palcem przejeżdżając po zakurzonym blacie, niszcząc idealną warstwę kurzu. Zaraz potem otrzepał opuszki i z uśmiechem tańczącym na ustach odwrócił się w stronę Heaven. - Ale za to wiemy, gdzie kogoś zabrać, gdybyśmy kiedyś zdecydowali się na porwanie. - To mogłoby być zabawne, prawda?

______________________

This is how it ends

I feel the chemicals
burn in my veins
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Heaven O. O. Dear

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 1,70
Galeony : 220
  Liczba postów : 551
http://www.czarodzieje.org/t16083-heaven-olive-octavia-dear
http://www.czarodzieje.org/t16084-hood
http://www.czarodzieje.org/t16087-margarita
http://www.czarodzieje.org/t16082-heaven-o-o-dear
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyCzw Lip 12 2018, 11:07

Chociaż nigdy nie aspirowałam do wybitnego ucznia, to były chwilę, kiedy zazdrościłam Ezrze dobrej pamięci i łatwości z jaką przyswajał nowe, nawet te skomplikowane informacje. Nie dało się ukryć, ale to było zwyczajnie przydatne. Nie potrzebował siedzieć godzin nad książkami, żeby pojąć nowe zagadnienie. Oczywiście to była też kwestia jego sumienności, z którą ja miałam odrobinę większy problem. Nad książkami szybko zaczynałam się nudzić i wszystko zawsze zostawiałam na ostatni moment. Nie raz chłopak mnie ratował i pomagał nadrabiać zaległości.
Tego popołudnia starałam się całkowicie odciąć myśli od kociołków i pergaminów z eliksirami. Może taka przerwa zwiększy trochę wydajność w nauce? A nawet jeśli nie - niewątpliwie będzie dla mnie zdrowa. Chociaż wydawałoby się, że najcieplejsze godziny już minęły, słońce dalej delikatnie grzało a pogoda nie wzbudzała żadnych zastrzeżeń. Może w takim razie powinniśmy byli wybrać jakieś wygodne miejsce na powietrzu? A jednak tajemniczy dom wydawał się być na tyle fajny, że odrzuciłam w głowie ten pomysł.
- W to że znasz absolutnie nie wątpię - stwierdziłam z uśmiechem rozbawienia i pokręciłam głową, na kolejną uwagę. Jedno było pewne, nawet nie liczyłam na to, że zacznie zwierzać się z ochotą. Jedynie miałam nadzieje, że może odczuje potrzebę wyrzucenia z siebie czegokolwiek. Wydawał się ze wszystkim pogodzony, ale to nie mogło być takie proste, prawda? - No spróbuje cię nie rozczarować - rzuciłam jeszcze, zmierzając w wyznaczonym kierunku.
Nie da się ukryć - różnie to bywało, a wydawanie pieniędzy lekką ręką i lekceważące podejście do kosztowności nie było mi obce. Wychowałam się w świecie w którym szacunek do każdego galeona był nieczęsto spotykany. Faktycznie nie powinna mnie dziwić taka sytuacja. A jednak miejsce miało potencjał, który aż prosił się o wykorzystanie przez kogokolwiek. Wbrew temu było tu dosyć pustawo.
- Wiem - uśmiechnęłam się. Niezależnie od tego jak bardzo chciałabym być niezależna i z nikim nie budować silniejszej relacji opartej na prawdziwym zaufaniu, dobrze było mieć takiego Ezrę. Kogoś kto rozumiał i przede wszystkim nie oceniał. Kiedy chciałam coś powiedzieć, to mówiłam, a kiedy nie, pomijałam temat. To działało w dwie strony i sprawiało, że oboje dobrze się ze sobą czuliśmy. Może dlatego kiedyś myślałam, że mogłoby być z tego coś więcej. To był krótki epizod w naszej znajomości i po prostu nie wypalił. Nie było w okół tego żadnych dramatów - sytuacja była na tyle niezobowiązująca, że nie było o czym mówić. W naszym przypadku po prostu przyjaźń sprawdzała się najlepiej.
- O, podoba mi się twój tok myślenia - rozglądałam się jeszcze trochę po pomieszczeniu. Było intrygujące i pewnie sporo ciekawych rzeczy można było tu znaleźć. - Hm, nie zorganizowaliśmy sobie nic do picia. Przynajmniej dla mnie - dodała, bo dla Ezry mogliśmy zorganizować co najwyżej trochę soku. Z drugiej strony, nie piłabym samemu nie? To podobno niezdrowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177
C. szczególne : Na torsie ma pięć blizn. Zawsze wyprostowany, półuśmiech na ustach.
Galeony : 258
  Liczba postów : 231
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyPon Kwi 22 2019, 23:27

Wszystko szło zgodnie z planem. Ostatni tydzień poświęcił na intensywne ćwiczenia w samotności, efekty osiągnął zadowalające, powinien być zatem z siebie dumny. Powinien, a jednak czuł cholerny niedosyt. To nie to. Łamanie kości obiektom, kontrolowanie węża czy tworzenie wokół siebie powietrznej tarczy nie było tym, co mogłoby go w pełni usatysfakcjonować. Książki z biblioteki nie potrafiły zaspokoić jego ciekawości, która z każdym dniem wzrastała do niebotycznych rozmiarów. Zastanawiał skąd ten głód. Podświadomie zaczynał rozumieć, że to pojawienie się tego sukinsyna przy Gab nakłaniało Finna do większej aktywności ofensywnej. Nie mógł przecież powiedzieć na głos z jaką ochotą wyprułby mu flaki i wcisnął je z powrotem przez gardło za sam fakt, że ma czelność mydlić oczy Gabrielle. Gdzieś na dnie serca odczuwał niepokój. Powinien porozmawiać o tym z Vincim, by przypadkiem nie zrobić zbyt wielkiego kroku w kierunku... szukania sposobu destrukcji osoby trzeciej. Pogada z nim, ale później. Nie dzisiaj, czemu ma go martwić? Dzisiaj udało mu się namówić Leonela na mały sparing, a i może wyciągnie z niego ciekawsze zaklęcie, niekoniecznie dostępne w katalogach Hogwardzkich archiwów bibliotecznych. Czemu wcześniej o nim nie pomyślał? Przecież to była szansa jak na wyciągnięcie ręki. Nie sądził, że uda mu się tak łatwo go przekonać, a wychodzi na to, że i Fleming miał za dużo wolnego czasu. Wystarczy operować dobrze słowem, wybadać grunt, a nuż udałoby się uzyskać potwierdzenie, jakoby Leonel faktycznie parał się wiedzą zakazaną. To tylko plotki, ale skoro ten pracuje na Nokturnie to jest szansa, że plotki okażą się prawdą.
Na miejsce teleportował się za pięć siódma. Stanął sobie przy płocie, oparł się o niego pośladkami i skrzyżował ręce na klatce piersiowej. Nie mógł zaprzeczyć, że był podekscytowany. Co prawda zewnętrznie wyglądał na niemalże znudzonego, a jednak w błękitnych oczach dało się dostrzec pewną dozę zniecierpliwienia. Leonel był świetnym rozwiązaniem. Pół biedy, jeśli ten znowu postanowić bagatelizować umiejętności Garda, najważniejsze, by podzielił się wiedzą, o którą wbrew pozorom nie jest tak łatwo. Łamanie kości było satysfakcjonujące, jednak nie zaspokajało wewnętrznego głodu czegoś, od czego powinien trzymać się z daleka. Tłumaczył to sobie potrzebą ochrony, skutecznością i efektywnością w walce. Wcisnął kit Leonelowi, że potrzeba mu ćwiczeń do owutemów i ten to łyknął, a przynajmniej tak mogłoby się wydawać.
Westchnął i zaczął podświadomie stukać palcami stopy o trawę. Wybijał niesłyszalny rytm i wyczekiwał trzasku teleportacji Fleminga. Miał nadzieję, że ten się nie zgubił po drodze, skoro stronił od imprez w tym uroczym i opuszczonym miejscu - stworzonym idealnie dla takich spotkań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 360
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 174
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyPon Kwi 22 2019, 23:43

20 kwietnia 2019 roku

Cały dzień dla siebie, czego chcieć więcej? Tak, tak, młody Fleming na śmierć zapomniał o umówionym spotkaniu z Gardem i gdyby nie to, że mniej więcej około 18 wleciała do niego sowa z listem od innego znajomego, najpewniej nie pojawiłby się na miejscu wcale. Koperta przypomniała mu jednak o tym, że pisał kilka dni temu z Finnem, toteż leniwie zwlókł się z kanapy i zaczął szykować do wyjścia. W końcu teleportował się na główną ulicę Hogsmeade, jako że niespecjalnie wiedział, gdzie się udaje. Wolał podążać za wskazówkami wypisanymi mu przez chłopaka i na szczęście się nie pogubił. Co prawda po dość długim marszu za kierunkowskazem prowadzącym do Wrzeszczącej Chaty zwątpił, ale wreszcie jego oczom ukazała się sylwetka blondyna, co świadczył o tym, że obrał właściwą trasę. Chwilę się, rzecz jasna, spóźnił, może i celowo. A co, niech młodzian nauczy się cierpliwości.
- Gdzie Ognista? – Burknął oschle na przywitanie, ale że nie widział, by chłopak trzymał jakąś butelczynę, ostatecznie pokręcił ze zrezygnowaniem głową. Zupełnie tak, jak gdyby chciał powiedzieć, że ten gówniarz do niczego się nie nadaje. Nie ukrywał, że po kilku łykach whisky podszedłby do tych ćwiczeń z większym entuzjazmem, ale nawet pomimo braku bursztynowego trunku, nie zamierzał się wycofać ze złożonej Finnowi obietnicy. Zanim jednak cokolwiek powiedział, przyjrzał się Puchonowi uważnie, mając wrażenie, że ten urósł jeszcze o kilka centymetrów od ich ostatniego spotkania. Raczej mu się wydawało, ale kto go tam wie. Widok chłopaka przywrócił mu również jego własne wspomnienia z owutemów. Cholera, to było tak dawno temu. W oczach Garda pewnie wyglądał już na jakiś sypiący się, zakurzony antyk. Ba, prawdę mówiąc, to Leo nie pamiętał już dokładnie z czego na tych owutemach egzaminowali. W głowie miał jedynie kilka pomniejszych, zabawnych wydarzeń, ale konkretnych zadań nie mógł już sobie przypomnieć. Dlatego też zaczął się zastanawiać czy w ogóle będzie dla ucznia jakkolwiek pomocny. Wielu przedmiotów po ukończeniu Hogwartu nie praktykował już wcale, więc wiedza nabyta w szkole zdołała już gdzieś ulecieć. Właściwie naprawdę dobry był chyba wyłącznie z zaklęć, obrony przed czarną magią… no i znał też parę zakazanych sztuczek, ale szczerze mówiąc nie sądził, by tych ostatnich zaczęto nauczać w Szkole Magii i Czarodziejstwa i by w ogóle były temu dzieciakowi do czegokolwiek potrzebne. No bo i po co? Co mogło się temu młodemu w życiu przydarzyć? Ktoś mógł go ewentualnie szturchnąć na korytarzu?
- No dobra, z czego Was tam będą w ogóle maglować? Jeśli z wróżenia z fusów, to na mnie nie licz. – Fleming w Hogwarcie pojawił się nawet raz na zajęciach z wróżbiarstwa, co oceniał później jako jeden z największych błędów w swoim życiu. Miał po tej lekcji jakąś kompletną traumę, było tak tragicznie. Nic więc dziwnego, że szybko się z tych bzdur wypisał. Tak czy inaczej patrzył wyczekująco na swojego towarzysza, bo nie był pewien za co mają się w ogóle zabrać. Co mu podpowiadało, że chłopak będzie chciał się sprawdzić w jakimś pojedynku, ale być może miał jakieś swoje życzenia i zamierzał sobie przećwiczyć konkretne zaklęcia, które mogą pojawić się na egzaminach.


Ostatnio zmieniony przez Leonel Fleming dnia Nie Kwi 28 2019, 02:03, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177
C. szczególne : Na torsie ma pięć blizn. Zawsze wyprostowany, półuśmiech na ustach.
Galeony : 258
  Liczba postów : 231
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyWto Kwi 23 2019, 06:22

Jak nic zgubił się. Spóźniał się kolejną minutę, a trzeba przyznać, że Finn był bardzo punktualnym człowiekiem i rzadko pozwalał sobie na zaniedbania w postaci opóźnień. Zwłaszcza, że była sobota godzina dziewiętnasta - już miał wysyłać mu patronusa ponaglającego, kiedy w końcu go zauważył idącego na piechotę to lekko się zdziwił. Czyżby teleportacja w jego wieku była już niebezpieczna? Czyżby kości były już nie te? Nie ośmielił się żartować na głos, skoro ma dzisiaj wyciągnąć z niego informacje. Lepiej nie drażnić wilka, a z Leonelem nigdy nic nie wiadomo. Niełatwo szło oszacować czy na dany żart się uśmiechnie czy może obiecująco zaciśnie żuchwę, co wróżyło jego ogromną chęć do fizycznego okazania dezaprobaty.
Odbił się od płotku i stanął naprzeciw Leo. W imię przyzwoitości rozplątał swoje ramiona. - Dostaniesz pocztą, jeśli dzisiaj cokolwiek wyjdzie. - odpowiedział i skinął głową, by szedł za nim, bowiem odwrócił się w kierunku opuszczonego dworu. Pewnym siebie krokiem szedł zaśmieconą z grubsza ścieżką prowadzącą do drzwi, które otwarte zawyły donośnie jękiem starości.
- Nie wiem czy ogarniasz, ale nie jestem już w trzeciej klasie, więc liczę na coś więcej niż standardowe zaklęcia ofensywne, które są zwyczajnie nudne. - rzucił do niego przez ramię, gdy wczłapywał po starych schodach na górę, gdzie była odpowiednio duża sala. Gdy już się tam znaleźli, rozejrzał się po zakurzonych meblach obojętnym wzrokiem. Z pomocą różdżki i magii niewerbalnej zaczął przestawiać komodę pod sąsiednią ścianę, a skinął Leonelowi, że trzeba zrobić to samo ze stołem i krzesłami.
- Wróżenie z fusów to tandeta. - prychnął z opóźnieniem chwilę po ustawieniu komody w wyznaczonym przez siebie miejscu. Oparł się o nią i popatrzył uważnie błękitnymi oczami na chłopaka. Z trudem powstrzymał uśmiech pełen ekscytacji, który pchał mu się na usta, a z którym zaciekle walczył. Dbał o to, by zachować neutralną mimikę. - Na Owutemach chcą pokazu podstawowych umiejętności. Chodzą ploty, że można im się chwalić patronusem, ale na Merlina, poza tym ostatnim reszta jest nudna tak jak przemowy Bennett co święto. - podrapał się po skroni zastanawiając się na ile może okazać zainteresowanie czymś... nowym. Jak miałby to przedstawić bez budzenia podejrzeń? - Tak się składa, że od jakiegoś czasu skupiam się na ćwiczeniu zaklęć ofensywnych. Te, które znalazłem i ćwiczyłem są znośne, ale mnie nie satysfakcjonują. - Leonel był pierwszą osobą, która się właśnie dowiadywała co Finn wyrabia po godzinach lekcyjnych i w którym kierunku idą jego zainteresowania. Mimo wszystko ton głosu miał całkiem... spokojny, choć podświadomie co rusz zwijał palce w pięść i rozwijał.  - Wyznaję zasadę, że najlepszą obroną jest atak. Stąd prośba czy masz w zanadrzu coś, co by się niewątpliwie przydało w czarnej godzinie. Coś skuteczniejszego niż tandetna Drętwota. - liczył tutaj na jego pomysłowość, choć trzeba przyznać, że wiele zaklęć już przeczytał, a i niewiele z nich było godne intensywnych popołudniowych treningów, po których miał obolały nadgarstek i zdrętwiałe palce. - Oślepianie znam, kontrolowanie obiektu atakującego też znam, krępowanie, spowalnianie, rozbrojenie, odrzucanie i silniejsze niszczenie obszaru też. Jedyne, które najbardziej mi się spodobało to Rumpo. Kojarzysz? - ostatnie słowa wypowiedział nieco ciszej, wolniej i z większą ostrożnością. Nie spuszczał wzroku z Leonela, by wybadać jego reakcję. Jeśli nie będzie taka jaką by chciał równie dobrze mógłby wmówić mu, że się przesłyszał i Finn mówi o czym innym. Mógłby wykorzystać uwłaczającą metodę udawania całkowicie niedoinformowanego, by zmylić trop i nie wzbudzać niewygodnych pytań czemu to Gard interesuje się czymś, co według Ministerstwa niezbyt ma mu się przydać na studiach.[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 360
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 174
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyWto Kwi 23 2019, 13:59

Nie przepadał za brakiem punktualności i zwykle sam także się nie spóźniał, ale skoro już mu się to niestety przydarzyło, nie zamierzał wcale przepraszać. A już szczególnie nie kogoś, kto de facto prosił go o małą przysługę. Zresztą poza lekcjami Finn nie miał zbyt wielu obowiązków, więc nic nie stało na przeszkodzie, by chwilę sobie na niego poczekał. Można by rzec, że Leonel zmieścił się w kwadransie studenckim, więc nie było z nim jeszcze aż tak źle. A już na pewno nie tak tragicznie, jak to wydawało się Gardowi. Fleming był w końcu nadal młodym czarodziejem, a i o jego kości nie należało się wcale martwić, podobnie jak i o jego umiejętność teleportacji. Ba, przez wzgląd na to, że przemycał artefakty z różnych części globu, uciekał się do tego środka transportu nad wyraz często, dzięki czemu przywykł już do niego na tyle, że raczej nie odczuwał nawet jego skutków ubocznych. Te doskwierały mu praktycznie wyłącznie podczas wyjątkowo dalekich podróży. Chłopak poznał jednak przy tym tajniki teleportacji do tego stopnia, iż zdawał sobie sprawę z tego, że jednym z najbardziej niebezpiecznych i ryzykownych rozwiązań jest aportacja w miejsce, którego w istocie się nie znało, dlatego dzisiejszego wieczoru zdecydował się na pieszą wędrówkę z centralnej części Hosmeade, bo i rozszczepienie nie było mu w smak, zwłaszcza gdyby miało ono nastąpić w towarzystwie młodszego kolegi. Poza tym szkoda byłoby nie wykorzystać tak pięknego wieczoru na krótki spacer.
- Z wiekiem stajesz się coraz bardziej pyskaty. Tego uczą teraz w Hogwarcie? – Pozwolił sobie wytknąć Finnowi sprytny, acz nie do końca odpowiadający mu plan. Ognista dopiero po zakończonym treningu? Cóż, jakkolwiek nie był z tego faktu zadowolony, musiał przyznać, że Puchon szybko się uczył. Jak bowiem wiadomo, w życiu przydawał się nie tylko szeroki arsenał zaklęć, ale i odpowiednie podejście do innych czarodziejów. Czy był dla swojego rozmówcy zbyt ostry? Być może, ale najwyraźniej Gardowi nigdy to nie przeszkadzało. Poza tym, chociaż Fleming na głos tego nie przyznał, zazdrościł trochę swojemu dzisiejszemu uczniowi, że ten może bez większych przeszkód kontynuować edukację. A przynajmniej nie wiedział o niczym, co mogłoby mu przeszkodzić w dalszych planach. On na skutek pewnych wydarzeń nie podjął studiów, a jak powszechnie wiadomo, jeśli nie poszło się na nie od razu, później często odwlekało się te zamiary w czasie. Chciał rozpocząć naukę od września, ale sam już nie był pewien czy cokolwiek z tego wyjdzie.
Tak czy inaczej Leo udał się za swoim towarzyszem, wzdrygając się, kiedy ten otworzył stare, zdecydowanie nienaoliwiane drzwi. Nienawidził tego skrzypiącego dźwięku, a niestety miał on to do siebie, że rozbrzmiewał w uszach jeszcze chwilę po samym jego wywołaniu. Na szczęście schody nie przyniosły już podobnie nieprzyjemnej niespodzianki, choć samo miejsce należało odpowiednio przygotować do treningu. Mimo że twierdził, iż to Gard który go zaprosił powinien tutaj posprzątać, nie odezwał się już ani słowem. Cieszył się, że przynajmniej w pewnych kwestiach, takich jak wróżbiarstwo czy nudne i przydługawe przemowy się zgadzają, co nawet sprawiło, że Leo zaczął uważniej młodziana słuchać. Nie odpowiadał mu, zamiast tego ujmując w różdżkę dłoń i przesuwając tym samym, z pomocą magii niewerbalnej, stół i krzesła pod ścianę. Słowa chłopaka zaciekawiły go jednak do tego stopnia, że zaczął zastanawiać się co też ten dzieciak kombinuje. Wymienił niemalże wszystkie zaklęcia należące do szkolnej podstawy programowej, a prawdę mówiąc, Fleming nie był pewien czy niektóre z nich nawet poza nią nie wykraczały. Kiedy jednak usłyszał o Rumpo, był już święcie przekonany, że Finn go wrobił i nie chodziło wyłącznie o przygotowanie do owutemów.
- Kojarzę. – Przyznał szczerze, bo i sam czar, jakkolwiek brutalny, nie został o dziwo uznany za zakazaną praktykę. Leo nie spuszczał przy tym wzroku ze swojego rozmówcy, zauważając że ten jest wyjątkowo jak na niego spięty. Jego zachowanie sprawiło, że Fleming powoli domyślał się dlaczego Finn tak bardzo chciał się z nim tego wieczoru spotkać. Znał parę zaklęć, które mogłyby tego smyka zainteresować, ale póki co uzyskał zbyt mało informacji, by móc podzielić się z nim tą wiedzą. Nawet jeśli darzył go zaufaniem i nie obawiał się o utrzymanie celu ich spotkania w tajemnicy, tak nie potrafił jeszcze zdecydować czy nauczenie Garda kilku nieuczciwych w czarodziejskich pojedynkach sztuczek będzie rozsądnym posunięciem.
- Nadal mówimy o przygotowaniu do egzaminów? – Rzucił więc w końcu, krzyżując ręce na wysokości żeber, jednocześnie wpatrując się w ślepia swojego towarzysza świdrującym, wyczekującym spojrzeniem. Finn prosił go o zbyt wiele, by dał się złapać na jakieś półsłówka. Jeżeli chciał zrealizować swój plan, musiał być bardziej precyzyjny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177
C. szczególne : Na torsie ma pięć blizn. Zawsze wyprostowany, półuśmiech na ustach.
Galeony : 258
  Liczba postów : 231
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyWto Kwi 23 2019, 18:56

Domyślał się, że okazanie dezaprobaty z powodu spóźnienia spłynie po Leo jak po druzgotku, więc dał sobie spokój z napomknięciem na ten temat. Najważniejsze, że przyszedł i że dzisiejsze spotkanie nie zostanie zmarnowane. Tylko to się liczyło, zatem drobne niedogodności były niewarte uwagi.
- To umiejętność wrodzona, ale ją powstrzymuję, byś się nie zdziwił co jeszcze mam w zanadrzu. - odpowiedział o dziwo szczerym tonem, choć czaił się w tym jakiś złośliwy wydźwięk. Finn był dobry w powściąganiu wielu słów i zachowań, nauczył się ukrywać oblicze, które nie zostałoby zaakceptowane tak łatwo przez osobę trzecią. Praktyka czyni mistrza i mimo, że miał dziewiętnaście lat to swoje przeszedł, swoje doświadczył, by mieć prawo posiadać zdolność kamuflowania prawdziwych intencji. Przecież nie powie Leo, że zapomniał o tej Ognistej. Lepiej wykorzystać ten deficyt na swoją korzyść i odwlec zapłatę poprzez użycie logicznego argumentu. To też będzie pretekst, by spotkać Leo jeszcze raz i po raz kolejny próbować wybadać na ile ten byłby skłonny podzielić się swoją wiedzą. Finn miał podejrzenia, że z pewnością potrafiłby go zaskoczyć tym czy tamtym, zważywszy, że pracował na Nokturnie... a to już dawało do myślenia. Finn musiał być chyba jedną z niewielu osób, który miał nadzieję, że plotki okażą się prawdą. Pytanie tylko czy warto obdarzyć Fleminga zaufaniem takiego stopnia? Do tej pory miał opory, aby przyznać się do swych myśli przed własnym chłopakiem, a tu nagle miałby wtajemniczać w swoje ciągotki takiego Fleminga? Fakt, to porządny facet, a jednak wbrew pozorom brak gęstej i głębokiej przyjaźni między nimi ułatwiał poruszenie niewygodnego tematu. Zniecierpliwiony musiał powściągać zachowanie swoich dłoni i je uspokoić. Dyskretnie nabrał powietrza w płuca i wyciszył myśli, silne nadzieje i ten wewnętrzny głód - wszystko dla dobra sprawy. Trzeba było wyczaić subtelnie gdzie jest ta granica.
Musiał wrócić do rzeczywistości bowiem poczuł na sobie czujny wzrok Fleminga. Aha, to znaczy, że wzbudził podejrzenia. Zdecydowanie zbyt szybko, a więc trzeba zamydlić oczy i ominąć nazywanie rzeczy po imieniu wszak Finnowi chodziło po głowie coś ewidentnie nielegalnego. Zdziwił się, że tak łatwo akceptował taką opcję. Zdecydowanie zbyt mocno zaczęło go ciągnąć do negatywnej energii, a przecież to dopiero początek. Zaślepiony potrzebą i głodem nie pomyślał jakie to niebezpieczne dla jego psychiki.
- Chcę zabłysnąć. - odpowiedział nieco wymijająco i wytrzymał jego wzrok. Nie mrugnął powieką, choć mimowolnie kalał swoje czoło zmarszczką. - Egzaminy to jedno, życie to druga sprawa. Fakt, z początku miałem na myśli owutemy. - kłamał w żywe oczy i mu się to podobało. Oto jest właśnie korzyść z wieloletniego ćwiczenia głosu i mimiki, czyż z takiej twarzy da się wyczytać drobne oszustwo, kiedy nawet powieka nie drgnęła, a głos zabrzmiał tak naturalnie?
- Ale teleportując się tak pomyślałem... że z pewnością znasz sposoby na skuteczną obronę. Widać to po tobie, Leo. Widać, że w pojedynkach raczej nie owijasz w bawełnę tak samo jak w bójkach. Stąd śmiem wnioskować, że może znasz sposób na efektywne działanie podczas pojedynku bez utraty bezcennych sekund. - przypomniał sobie ile razy się tłukli rekreacyjnie na bankietach, by wkurzyć dorosłych. Tylko raz go pokonał, ledwie raz, a to i wtedy, kiedy niechcący wypił eliksir kondycji czy cholera wie co. Oczywiście Leo o tym nie wiedział i niech żyje w błogiej nieświadomości. - Podzielisz się jakąś ciekawą inkantacją czy mam ci płacić, co wydaje mi się bezsensowne, jeśli zaczniesz opowiadać mi o rozbrajaniu. - to nie był ten etap, by powoływać się na znajomość, bo choć znali się już jakiś czas - ile to będzie? około dwunastu lat? - to ani Leo ani Finn nie byli osobami, które łatwo dopuszczają do siebie potencjalnych przyjaciół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 360
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 174
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyWto Kwi 23 2019, 23:47

Leo był jak kameleon: doskonale wiedział, kiedy i na ile może sobie pozwolić. Spotykał wielu czarodziejów, i chociaż z mało którym z nich zawiązywał bliższe relacje, doskonale radził sobie z wyczytywaniem ich myśli i emocji po samej mimice twarzy, a tym samym, nauczył się również ukrywać swoje. W przypadku spotkania z Finnem był jednak na zwycięskiej pozycji, co oznaczało, że wypominanie mu czegokolwiek nie było najlepszym pomysłem. Młody Gard podjął więc rozsądną decyzję, kiedy postanowił nie mówić ani słowa o jego spóźnieniu. Właściwie potrafił zachować idealną wręcz proporcję między nieszkodliwym pyskowaniem, a przytakiwaniem w tych momentach, w których należało się właśnie w ten sposób zachować, co być może wytrąciło nawet przez moment Flemina z równowagi. Puchon zapominał chyba jednak o tym, że znali się przeszło dwanaście lat, a różnica wieku i doświadczenia działała na korzyść byłego Ślizgona. Chłopak mógł go zmylić, ale wystarczyła chwila zastanowienia i uważnej obserwacji jego zachowania, by zwietrzyć podstęp. Nie oszukujmy się, pewna zażyłość relacji mogła minimalnie wpłynąć na osąd, ale skoro Leo miał do czynienia w swojej robocie z ledwie poznanymi osobami, z rozczytaniem kogoś, kogo znał od tak dawna, nie miał większych kłopotów. Widział jak młodzian walczy z zamaskowaniem niekontrolowanych reakcji organizmu i szczerze mówiąc, wcale sobie źle nie radził. Prawdopodobnie oszukałby większość czarodziejów, ale nie kogoś, kto na co dzień przesiaduje na Nokturnie, a po godzinach musi zmagać się z typami z pod ciemnej gwiazdy, którym akurat upatrzył się jakiś czarnomagiczny artefakt z samego serca dzikiej Afryki.
A czy łatwo było przekonać go do tego, żeby podzielił się swoją wiedzą? Miał styczność z zakazaną magią od dziecka, a jednak nikt w Hogwarcie nigdy nie poznał tego sekretu. Intensywna nauka pod skrzydłami ojca była mroczną tajemnicą, której nawet jako dzieciak nie zdradził nikomu. Dlaczego więc miał wątpliwości co do Finna? Kto wie, być może te dwanaście lat znajomości zrobiło swoje, a Fleming dostrzegał w nim pewien potencjał. Nie zamierzał być barmanem całe życie i traktował ten zawód jako jedynie tymczasową fuchę, zaś do swoich dalekosiężnych, ambitnych planów potrzebował znacznie większej grupy zaufanych osób, niż mógłby obecnie zliczyć, najpewniej zresztą na palcach jednej ręki. Można więc powiedzieć, że zapytany przez kogoś o jego relację z Gardem, nie nazwałby Puchona przyjacielem, ale jednak czas pokazywał mu również, że ten Puchon, mimo swojego młodego wieku, miał głowę na karku i potrafił być dyskretny, co w obecnych czasach było niezwykle istotną cechą osobowości. Taką, którą Leonel potrafił docenić.
- Być może znam. – Przyznał tylko, nie wdając się póki co w szczegóły. Nie martwiły go przy tym wspomniane przez Finna plotki. Zdawał sobie sprawę z tego, że nazbyt często był ich bohaterem. Zbyt wiele czasu spędzał na Nokturnie, by nie pojawiło się chociaż kilka ciekawych historyjek o jego osobie, ale dopóki nie istniały żadne dowody świadczące przeciwko niemu, tego rodzaju „miejskie legendy” uznawał nawet za pozytywne zjawisko. Przynajmniej coraz rzadziej trafiał na nieuczciwych kontrahentów, skoro lwia ich część miała już świadomość tego, że nie warto z nim zadzierać.
- Jestem w stanie przystać na tę propozycję, ale w tym przypadku galeony są niewiele warte. – Najpewniej zasiał ziarno niepewności, zmuszając Garda do wytężenia mózgownicy, ale tym razem nie wystarczyło zażycie eliksiru kondycji, o którym Leo nie miał nawet zielonego pojęcia. Nie pamiętał jednak, by kiedykolwiek z Finnem przegrał. Prawdopodobnie z tego względu, że dawno wyplenił to wspomnienie jako nie warte zapamiętania; w końcu jak można było przegrać z kimś, kto ledwie sięgał brodą ponad stół, kiedy on sam już rzucał całkiem sensowne zaklęcia?
- Będę potrzebował jakiegoś transmutacyjnego czaru zmieniającego przedmioty w zwierzę. – Dalej przedstawiał swoją ofertę. – Ale nie ptaki, coś większego. Koty, psy? Nieistotne. – Miał świadomość tego, że Finn z podobnymi zaklęciami jest na bieżąco i prawdopodobnie podobnie jak on sam nie widział dla nich na tym etapie jakiegoś logicznego zastosowania. Fleming nigdy nie przykładał się do zajęć z transmutacji, a uczęszczając na lekcje tego przedmiotu wyznawał prostą zasadę ZZZ, to znaczy „zakuć – zdać – zapomnieć”, przez co teraz zdarzało mu się narzekać na pewne braki.
- Ale to nie wszystko. Będziesz mi winny przysługę. – Dodał zaraz, by czasem dzieciak nie myślał, że pozna jakieś zakazane zaklęcie w zamian za marną podstawę programową z transmutacji. To był wyłącznie dodatek, z którego Leonel miał zamiar skorzystać, skoro miał ku temu dobrą okazję. Dzięki spotkaniu z Finnem nie musiał przynajmniej wertować opasłych tomów w poszukiwaniu odpowiedniego zaklęcia, ale z pewnością jakiś transmutacyjny bajer nie był wystarczająco wartościowy, by postawić go jako przedmiot ich owianej tajemnicą transakcji. Czego więc oczekiwał? Niczego, co Gard mógłby w tym momencie mu ofiarować. Wiedział jednak, że chłopak niedługo kończy szkołę, a to stwarzało w ich relacji znacznie więcej możliwości, które Fleming miał zamiar w odpowiednim czasie wykorzystać. Można więc powiedzieć, że póki co oferował swą wiedzę pół darmo, a jednak znał Finna na tyle, by wiedzieć, że ten jest czarodziejem honorowym i jeśli złoży przysięgę, Leo będzie mógł na niego liczyć. Poza tym Fleming nie znał celu, dla którego tak młody człowiek chciał się parać czarną magią… tyle że nie uważał przy tym, by to on był tutaj najbardziej istotny. Znacznie bardziej ciekawiło go to jak wysoką cenę, i to w ciemno, jest w stanie jego towarzysz zapłacić, za samą jego realizację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177
C. szczególne : Na torsie ma pięć blizn. Zawsze wyprostowany, półuśmiech na ustach.
Galeony : 258
  Liczba postów : 231
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptySro Kwi 24 2019, 06:53

Póki nie czuł się w pełni skuteczny i niezawodny to nie drażnił wilka. Wolał mieć go za sojusznika i choć czasami Leo miał minę, jakby był człowiekiem, co nie ma nic do stracenia, to dało się go lubić w jakiś sposób. Dawien dawno temu odpuścił irytowanie się z powodu traktowania go jak niedouczonego dzieciaka. Wielokrotne przytyki do jego wieku stały się już rutyną, a rutyna nie robi na nikim wrażenia. Co prawda raz czy dwa wymsknął mu się komentarz innego kalibru, ale póki udawało mu się wyczuć granicę w relacji z Leonelem, tak był usatysfakcjonowany. Być może Finn ocenił go nieco za surowo i uznał, że ten nie ma żadnego doświadczenia z wyczuwania pobudek drugiej osoby, jednak czyż miał powody, by sądzić inaczej? Potrafił kłamać, a Leonel potrafił patrzeć i co lepiej - widzieć, dostrzegać, zauważać. Z boku można wywnioskować, że debatują nad mniej znanymi zaklęciami, tylko czy obaj myślą o tym specjalnym rodzaju, czy to tylko własne widzimisię? Czy to zwyczajne pragnienie Finna, który wywęszył w Leo możliwości i drzwi, które dałoby się w końcu sforsować. Tam, za nimi, było to, czego tak usilnie chciał sięgnąć. Wydawało mu się, że to będzie droga, która go w końcu w pełni usatysfakcjonuje. Nie brał pod uwagę pomyłki, nie słuchał swoich wątpliwości i głosu w głowie, że to niebezpieczne i nielegalne. Nie odstręczała go ta myśl, jeszcze nie. Zbyt blisko był celu, by miał teraz przejmować się w pełni rozsądkiem.
Zacisnął usta w bladą linię, uniósł nieco wyżej brodę w geście zamyślenia. Uzyskał przytaknięcie, jednak nie miał pewności czy mówią o tym samym. Leonel nie zdradzał się swoją mimiką i choć było to po części frustrujące, doceniał tę umiejętność. To poświadczało, iż ukrywanie emocji w klimacie bardziej mrocznym jest podstawą, którą trzeba opanować, by w ogóle myśleć o otwarciu tych drzwi. Zgadzali się, że nie da się zapłacić galeonami za skuteczniejsze zaklęcia i to była ta nadzieja, że mówią o tym samym. Choć wytężał wzrok i świdrował błękitem Leonela, tak nie potrafił wyciągnąć z jego twarzy odpowiedzi. To spora niedogodność, której nie przewidział i właśnie się na niej przejechał. Miał do czynienia z człowiekiem o większych zdolnościach powściągania reakcji niż on sam. Zaimponowało mu to, choć jednocześnie zirytowało, co okazał poprzez uniesienie brwi - i nic więcej.
Prośba o czar transmutacyjny dla obu panów była śmieszną namiastką pełnej ceny, którą zapewne będzie należało zapłacić. Zdziwił się, że takie coś mu potrzebne, ale rozumiał brak niewiedzy - transmutacja była okropnym przedmiotem, trudnym, nieprzystępnym i niemal nieprzewidywalnym, a jednak Finn utrzymywał swoj poziom na zajęciach. Ostatnio edukował się w tym zakresie, bowiem tak się składa, że sam musi potrenować transmutację, by być w stanie opanować jedyne zaklęcie, jakie go interesuje. - Króliki. Zaklęcie przemieniające w króliki. Luz. - odpowiedział i co najważniejsze postarał się bardziej zapanować nad ciałem i nie okazać, że ta prośba wzbudziła w nim rozbawienie. Pojmował, że jakikolwiek uśmiech przy tej wypowiedzi podziałałby jak płachta na byka. Jak już sobie ustalił - Leonela chciał za sojusznika, nie za wroga. Warto mieć takie osoby u boku, a sama świadomość jak wiele można z nich zaczerpnąć... wystarczy dobrze się targować. Nie musiał czekać na dopowiedzenie na temat przysługi. Oczekiwał tego rodzaju słów, wszak należy odpowiednio dobrać zapłatę. Czekał na rozwinięcie odpowiedzi i o dziwo... nie padła. Cisza jaka nastała była wymowna. Schował ręce do kieszeni czarnej kurtki i przyjrzał się sylwetce Leonela. Skubany wiedział czego chciał. Finn dałby sobie rękę uciąć, bowiem był pewien, że ten wyniuchał podstęp i teraz wymyślał przysługę, która prawdopodobnie nie przypadnie do puchońskiego gustu.
- Sprecyzuj przysługę. - przerwał milczenie zmieniając głos na bardziej... roszczeniowy. - Widzisz Leo, w pewnych kwestiach nie lubię być zaskakiwany. Czasami trzeba iść na ślepo w umowę, jednak póki nie znam rodzaju zaklęcia, które mi dzisiaj będziesz chciał przedstawić, nie zgodzę się na nic. Sam rozumiesz - szukaj kruczków, sprawdź wszystko z każdej strony, by potem się nie okazało, że za parę lat będziesz żądać moich potomnych, duszy czy co tam ludzie z Nokturnu lubią brać w zamian. - mimo wszystko nie atakował słowem; miał na tyle oleju w głowie, by nie reagować gwałtownie przy temacie rzuconym na bardzo śliski acz trafny grunt. Postawił na większą szczerość okraszoną dyplomatycznym omijaniem nazywania magii po imieniu. Leo nie był idiotą, z pewnością zrozumie, że nie ma do czynienia z naiwniakiem, który w ślepo zaoferuje wszystko, byleby dostać to, co chce. Fakt, Finn pożądał tej wiedzy, pragnął jej mocno, co jednak nie przeszkadzało, by jeszcze chwilę posłuchać głosu rozsądku. Zdawał sobie sprawę jak ważne słowa teraz padają - kluczowe w ich dalszej... współpracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 360
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 174
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptySro Kwi 24 2019, 22:06

Mimo że trzymał swojego towarzysza w ryzach, samemu pozwalając sobie na pewne przytyki, nie było też tak, że go nie doceniał. Wręcz przeciwnie, po tej krótkiej rozmowie mógł dostrzec, że Finn bardzo się zmienił – zmądrzał, spoważniał, a i coraz lepiej potrafił maskować swoje myśli i uczucia, więc wyczytanie z niego czegokolwiek nie było wcale aż takie proste, jak Leonelowi mogło się z początku wydawać. Jedynie doświadczenie życiowe, jak i to nabyte w niezbyt bezpiecznej pracy dawało mu pewną przewagę, ale nie ukrywał, że młody Gard miał potencjał i nie wykluczał wcale tego, że któregoś dnia zdoła go prześcignąć. Szczególnie, jeśli będzie tak łaknął wiedzy. Tym razem jednak to on prosił o przysługę, a przez to musiał się też w jakimś stopniu podporządkować warunkom stawianym przez starszego czarodzieja. I chociaż obaj mogli na tym układzie zyskać, właściwie to głównie od Fleminga zależała decyzja czy zdołają zawiązać jakąkolwiek współpracę. Póki co był do niej nastawiony z entuzjazmem, choć skłamałby mówiąc, że nie targają nim żadne wątpliwości. Co więcej, dodatkowym problem w wypracowaniu w tym duecie jakiegokolwiek kompromisu był fakt, że obaj stąpali po wyjątkowo grząskim gruncie. Musieli ostrożnie dobierać słowa, a także nie mogli w pełni zdradzić wzajemnie swoich planów, co niewątpliwie utrudniało przyjęcie jakiegoś satysfakcjonującego obie strony rozwiązania.
Sam Leonel zdawał sobie sprawę z tego, że doskonale się maskuje i że nie zdradzi Finnowi więcej, niż sam by chciał, co na pewno było atutem. Wiedział jednak przy tym również, że dzieciak jest nie w ciemię bity i nawet mimo pewnych braków, z pewnością nie da się wmanipulować w coś, co nie przyniesie mu oczekiwanych korzyści. Również warzył słowa, by te nie zostały użyte przeciwko niemu, choć wydawało się, że w momencie w którym Fleming niejako zakomunikował ewentualną możliwość przekazania mu swojej wiedzy, zdołał się bardziej otworzyć na negocjacje. Co prawda na razie mówili wyłącznie o zaklęciu transmutacyjnym, którego nijak nie można by było zakwalifikować do jakiejś wiedzy tajemnej, ale trzeba by było być chyba ślepym, by nie dostrzec błysku w oku młodzieńca zafascynowanego potencjalną okazją do poznania czegoś spoza zakresu podstawy programowej nauczanej w Hogwarcie.
- Mogą być i króliki… - Przyznał obojętnym tonem, dodając w myślach słowo „luz”. Sam nie używał takiego języka, więc nie wiedział czy bardziej czuł się tą sytuacją rozbawiony czy zażenowany. Zwłaszcza, kiedy próbował przewidzieć to, o czym pomyślał sobie w danym momencie Finn. No bo po co komuś takiemu jak Leo czar zmieniający przedmioty w jakieś puchate zwierzątka? Mogło to zabrzmieć wręcz komicznie, a jednak Fleming miał swoje powody, którymi nie zamierzał się dzielić z innymi, skoro nie było ku temu żadnej potrzeby. Jak się natomiast zaraz okazało, jego wcześniejsze przewidywania co do postawy młodszego kolegi były słuszne. Jego roszczeniowy ton wcale go nie zaskoczył, a sam Leo miał tę świadomość, że jeśli chce przekonać kogoś do współpracy, sam musi odsłonić karty. Nie mógł na razie zdradzić swojego układu, choć wydawało mu się, że as w rękawie pozwoli mu przekonać Puchona do tego, by ten obdarzył go zaufaniem.
- Odrobiłeś lekcje. – Ktoś mógłby pomyśleć, że znów czepia się jego wieku, ale w gruncie rzeczy doceniał po prostu jego ostrożność i szczerość. Na tyle, że musiał nieco dłużej zastanowić się nad odpowiedzią, by nie zbywać swojego towarzysza półsłówkami. Na obecną chwilę jednak nie było to także do końca wykonalne.
- Planuję małą inwestycję… – Zaczął wreszcie, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. Odpalił jednego z nich i mocno zaciągnął się dymem. - …przedsięwzięcie, do którego potrzeba mi będzie młodych, uzdolnionych czarodziejów. Ciekawych wiedzy i żądnych przygód. – Podkreślił ostatnie słowa, twierdząc że nie wymagają one większego wyjaśnienia. Chyba obaj, nawet jeśli Finn zarzekał się, że nie ma stuprocentowej pewności, wiedzieli do jakiego zakresu magii pije cała ta rozmowa.
- Niedługo kończysz szkołę, więc pomyślałem, że możesz być zainteresowany. Dopóki jednak nie zrealizuję planu, niestety nie mogę zdradzić szczegółów, choć mogę Cię zapewnić, że Twoja dusza na tym nie ucierpi, jeśli tylko sam nie będziesz chciał się jej wyzbyć. Powiedzmy, że chcę mieć jedynie pewność, że kiedy będę już potrzebował odpowiedniego wsparcia, będę miał na kogo liczyć. Ze swojej strony mogę póki co obiecać jedynie możliwość dalszej współpracy i to, że zadbam o Twoje bezpieczeństwo. – Kontynuował swój wywód, chociaż w głębi duszy wiedział, że nie jest on na pewno tak wyczerpujący i satysfakcjonujący, jak chciałby tego sam Gard. Jeśli jednak ten uczniak zainteresowany był czarną magią, musiał również mieć świadomość tego, że niezwykle trudno było znaleźć kogoś, kto swoimi zdolnościami zechce się podzielić, a z tego względu wzrastała również i cena za podobne lekcje. Niekiedy nazbyt wysoka, niekiedy po prostu owiana pewną tajemnicą, choć przez wzgląd na długie lata znajomości, wydawało się, że przyjęcie przez Finna propozycji od Leo było i tak mniej ryzykowne, niżeli bratanie się z zupełnie obcą mu osobą.
- Znam pewien czar, zakazany nie tylko w murach Hogwartu. Wywołujący nieznośny ból w klatce piersiowej, który z czasem uniemożliwia ofierze oddychanie. – Miał nadzieję, że to będzie jego as w rękawie. – Nic specjalnego, choć przypuszczam, że to właśnie tego szukasz. – Właściwie nie przypuszczał, a wiedział, ale nie chciał się wywyższać, pokazując tym samym, że traktuje ich jako równouprawnione strony tej wiązanej transakcji. Również same słowa nie były przypadkowe, bo określając zaklęcie Cistam Dolorum jako „nic specjalnego” Leonel zamierzał Finnowi pokazać, że jeśli ten zdecyduje się wejść w ich mały układ, może również z czasem liczyć na poznanie dużo potężniejszych sztuczek. Na tym jednak Fleming poprzestał, zaciągając się po raz kolejny tytoniowym dymem. Dopóki nie miał pewności, jaka będzie odpowiedź Garda, nie mógł sobie pozwolić na więcej. Póki co były to bowiem tylko puste słowa – mógł kłamać, choć raczej nie miał wątpliwości co do tego, że w tej kwestii Finn mu uwierzy. Sam zdradził się przecież z tym, że słyszał pewne plotki i cały czas dążył jedynie w kierunku ich potwierdzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177
C. szczególne : Na torsie ma pięć blizn. Zawsze wyprostowany, półuśmiech na ustach.
Galeony : 258
  Liczba postów : 231
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptySro Kwi 24 2019, 23:02

Balansowali na granicy między tym, co jest dopuszczalne a tym, co zakazane. Choć odzywali się do siebie ogólnikami i przekazywali sobie oszczędnie informacje, intuicja mówiła jasno i klarownie, co tak naprawdę mają na myśli. Leonel ani razu nie zaprzeczył ani też nie zapytał, nie okazał zdziwienia, a być może je perfekcyjnie ukrył przed czujnym wzrokiem rozmówcy. To już samo w sobie wiele mówiło. Po jego karku przemknął zimny dreszcz, oznaka zestresowania tą dyskusją. Pierwszy raz w życiu podjął się kroków, by osiągnąć to, co nie jest społecznie akceptowalne. Z marzeń przeszedł do czynów, z jawy chciał przedostać się do rzeczywistości i zabrać się do działania.
Ostatnimi czasy brak dostatecznych umiejętności ofensywnych aż nazbyt mu doskwierał. Rozpalił w sobie dziwną żądzę wiedzy i choć nie okazywał jej poprzez zakuwanie w bibliotece, palił się do samotnych treningów. Dzisiaj pojawiła się opcja rozszerzenia potencjalnych możliwości i grzechem byłoby z niej nie skorzystać. Problemem jawiło się to manewrowanie między słowami. Należał do cierpliwych osób, jednak w tej kwestii nie potrafił wysilić się na zbyt długie i wymagające oczekiwanie. Starał się, dobrze mu szło, jednak czuł w każdej komórce ciała, że jeśli któryś z nich między wierszami nie potwierdzi celu tej rozmowy, to Finn będzie musiał podjąć to ryzyko. Znali się te kilkanaście lat, a jednak gdzieś na tyłach głowy jawiła się wątpliwość, czy aby plotki to tylko plotki i czy pod złe drzwi trafił.
- Lekcje. - prychnął w iście arogancki sposób. Na końcu języka miał słowa, iż pewne zalety ma się od urodzenia i nie trzeba ich nabywać. Nie wypowiedział ich jednak, bowiem Leonel pociągnął rozmowę i szczerze mówiąc, zaintrygowało go to.
- Brzmisz jak polityk udzielający wywiadu. Zdolni, młodzi czarodzieje, żądni przygód. Innymi słowy pomoc, wsparcie, as w rękawie...? - domagał się dobitniejszego wyrażania niźli miał być karmiony tak skrajnie surową dyplomacją. Zamilkł na chwilę, bowiem określenie "przedsięwzięcie" mogło być na wiele sposób interpretowane. Nie miało jednoznacznej definicji, a co za tym idzie była to mała wskazówka, którą musiał odczytać, rozszyfrować i resztę sobie dopowiedzieć - o ile faktycznie mówią na ten sam temat. Nie odpowiadał od razu, analizował otrzymane słowa. Nie dostał jasnej odpowiedzi, co po chwili namysłu okazało się całkiem sensownym zabiegiem. Żądał szczegółów, a nie miał do nich praw, skoro to on wyszedł z prośbą, a nie propozycją. Zmrużył oczy, próbował wzrokiem przeszyć Leonela na wskroś, jakby odpowiedź miała się kryć gdzieś w jego ciele.
- Wydaje mi się... że widzę w tym sporo... sensu. - powoli ważył każde słowo. - Jeśli będzie się to odbywać w granicach rozsądku, to nie pozostaje mi nic innego jak to rozważyć. Choć musisz wiedzieć jedno, Leo. - odbił się od komody i podszedł bliżej mężczyzny, by nadać swoim słowom odpowiedniego wydźwięku. Jedna jedyna rzecz wyjątkowo mu przeszkadzała i wolał powiedzieć o niej od razu. - Potrafię zadbać o swoje bezpieczeństwo. Tak naprawdę nie chodzi tutaj o mnie. Cele są dalekosiężne i obejmują wiele aspektów. To miłe z twojej strony, jednak o swoje zdrowie dbam sam. - potrzeba kontroli była zbyt silna niż uwłaczające powierzenie własnego życia i bezpieczeństwa komuś innemu. Starał się być samodzielny i na takiego też wyglądał. Finn nie chciał opieki. To on musiał zaopiekować się kimś innym, a żeby to osiągnąć potrzebował tej wiedzy. Zastanawiał się co Leonel u licha będzie od niego chciał po ukończeniu szkoły. Skoro ta opcja została tak mocno zaakcentowana, z pewnością będzie potrzeba mu wsparcia fizycznego, z pomocą zaklęć i... nie potrafił się domyślić. Musiał dać mu ten kredyt zaufania, musiał się zgodzić mimo, że mogłoby to być niebezpieczne. Niezbyt podobało mu się pójście na oślep lecz jeśli pragnął sukcesu nie miał wyjścia.
Nie potrafił ukryć zaskoczenia słysząc o czarze. Czas nagle jakby zwolnił. Ciało Finna znieruchomiało niczym rażone czymś, co... czymś, czego od tak dawna wyczekiwał iż stracił nadzieję, że to otrzyma. Wstrzymał oddech. Zaklęcie podduszające... czy naprawdę zostało ono na głos przedstawione? Wątpliwości uleciały, bowiem uzyskał potwierdzenie. Leonel zaryzykował w sposób, którego Finn tak szybko by się nie podjął. Przypuszczam, że tego właśnie szukasz... Uderzyła go nagła fala gorąca, źrenice się rozszerzyły, gdy zdał sobie sprawę, że to jest właśnie to. Wiedza, której nie dostanie w Hogwarcie. Po magię zakazaną trzeba sobie sięgnąć, zawalczyć o nią i pokazać, że jest się godnym jej użytkowania. Ciszę przerwało westchnięcie pełne ulgi. Zaklęcie podduszania, bo tak je odebrał, okazało się namiastką tego, co Leonel mógłby mu dać. Popatrzył na Fleminga z innej perspektywy. Faktycznie, był niebezpieczny, ale właśnie pojął jak bardzo. Stosowanie magii zakazanej znacznie polepszało możliwości przeżycia w świecie, który miał być lepszy niż dawne dzieje. Sama myśl, że usłyszałby o innych zaklęciach, o klątwach siała mu zamęt w myślach. Tak, tego pragnął, to jest to! Miał oto przed sobą ogromną możliwość, a więc zignoruje pewien niepokój tajemniczej ceny odłożonej w czasie i skoncentruje się na tym, co za chwilę może uzyskać. Nie zaprzątał sobie głowy faktem, że owe zaklęcie będzie trzeba na kimś zademonstrować, a jest ich tylko dwóch. Czyżby miał odkryć w sobie kolejnego demona?
- Myślę... myślę, że się w tej kwestii dogadamy. - uniósł wyżej podbródek, uśmiechnął się jednym kącikiem ust. Wyobraził sobie jak wiele mógłby zdziałać z pomocą tej wiedzy. W jego oczach pojawił się inny błysk... zimny, lodowaty, ale jakże ulotny. - Daję ci obietnicę mojej pomocy w czasie, kiedy będziesz realizować swoje przedsięwzięcie. W zamian za wiedzę powszechnie nieakceptowalną. - wyciągnął do niego rękę, by gestem przypieczętowali to, co zostało właśnie powiedziane. W jego wnętrzu buzowały emocje, w których przodowała ekscytacja i podniecenie. Jest coraz bliżej, właśnie otwiera przed sobą upragnione drzwi. Wystarczy jedno uściśnięcie ręki i życie nabierze zupełnie innego smaku. Myśli jego wyostrzyły się, sylwetka wyprostowała, na twarzy majaczyło poczucie ulgi. Cieszył się, po prostu cieszył się, że w końcu znalazł osobę, która mogła wyzwolić z niego to, co tak usilnie próbował przez lata życia stłamsić. Gdzieś w otchłani jego umysłu wyła ostrzegawcza lampka - nie będzie odwrotu. Vinci nigdy by na to nie przystał, nigdy by tego nie zaakceptował a mimo tego, Finn tak bardzo pragnął, iż udawał, że nie słyszy ostrzeżeń swojego własnego sumienia. Powtarzał sobie, że Vinci zrozumie, bo go zna. Poza tym... nie chciał zawracać z tej drogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 360
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 174
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptySro Kwi 24 2019, 23:53

#1
[budynek otoczony barierą Cave Inimicum]

Balansował na granicy tak często, że niekiedy zastanawiał się, czy nie stało się to już jego własną rutyną. Nie było to dobre zjawisko, bo jak powszechnie wiadomo, gdy wpadało się w rutynę, można było nazbyt łatwo paść ofiarą rozkojarzenia i popełnić kosztowny błąd. Póki co był jeszcze ostrożny, ale obawiał się, że pycha i niepohamowana chęć sięgania po więcej kiedyś wyprowadzi go na manowce. Domyślał się również, że wyjątkowo roztropny i dojrzały jak na swój wiek Finn nie zdaje sobie jeszcze do końca sprawy z konsekwencji tego, w co właśnie zdecydował się wpakować. To, co zakazane i niebezpieczne kusiło, ale kiedy już raz spojrzało się w otchłań, trzeba było się mieć zawsze na baczności. Taką otchłanią niewątpliwie stanowiła zarówno czarna magia, jak i Śmiertelny Nokturn. Leonel nie był w stu procentach pewien czy młody Gard jest na to gotowy, ale jednocześnie pamiętał, że on sam zaczynał w jeszcze wcześniejszym wieku, niejako kontynuując praktyki swojego ojca. Kiedyś musiał więc nadejść ten odpowiedni moment, a Fleming postanowił dać swojemu młodszemu towarzyszowi szansę, nawet jeśli miał świadomość tego, że w tym przypadku nie drogi odwrotu.
Nie zważał już więcej na słowa Finna, bo i sam nie mógł mu więcej zaoferować. Zdradził i tak sporo szczegółów, ale gdyby tego nie zrobił, nie zdołaliby nawiązać jakiejkolwiek nici porozumienia. Pewnie wiele ryzykował, mówiąc o zaklęciu, ale to nadal Puchon płacił dużo większą cenę za odkrywanie tego rodzaju sekretów. Musiał więc w jakiś sposób wynagrodzić jego trud w pogoni za wiedzą, jeżeli nie chciał zmarnować okazji do zwerbowania przyszłego pomocnika. Zresztą, nie oszukujmy się, jego pragnienie zapoznania się z tajnikami czarnej magii wydawało się niezwykle silne, więc pewnie tak czy inaczej Finn w końcu dopiąłby swego. Jeśli już miało to nastąpić, Leonel wolał kontrolować sytuację i mieć oko na niedoświadczonego jeszcze młodziana.
- Nie wątpię. – Mruknął jedynie zbywająco, kiedy chłopak usilnie chciał pokazać, że jest samodzielny i sam zdoła sobie w życiu poradzić. Tak jak Fleming doceniał jego umiejętności, tak był pewien, że z czasem Gard wpakuje się w jakieś tarapaty. Każdy miał jakieś problemy, ale te trzymały się wyjątkowo mocno osób parających się zakazaną sztuką magii. Nie wykluczał wcale tego, że Finn okaże się wystarczająco rozsądny i poradny, by w razie kłopotów wyjść z nich z twarzą, ale że znał życie, wolał mieć się na baczności, bo istniała spora szansa, że jednak będzie musiał go kiedyś z jakiegoś bagna wyciągnąć. Na razie wolał mu jednak dla świętego spokoju przyznawać rację, bo same słowa nie miały i tak większego znaczenia.
Kiedy Puchon wyciągnął do niego rękę, nie ujął jej od razu, rozglądając się zamiast tego uważnie po pomieszczeniu. Dotarli do tego momentu spotkania, że musieli być bardziej uważni nie tylko na słowa, ale przede wszystkim na intruzów. Leonel wyciągnął więc różdżkę, wypowiadając szeptem inkantację „Cave inimicum”. Jasna poświata wypłynęła z koniuszka jego topolowej broni, by ostatecznie ukształtować się w magiczną barierę obejmującą cały budynek. Fleming wolał być przygotowany na nieprzyjemne niespodzianki i chciał wiedzieć, kiedy w okolicy pojawi się jakiś nieproszony gość. Dopiero po tych przygotowaniach uścisnął krótko dłoń swojego towarzysza.
- Doskonale. – Powiedział cicho bardziej do siebie, niżeli do Garda, po czym stanął obok niego, demonstrując mu najpierw odpowiednie ułożenie czarodziejskiego badyla. – Patrz uważnie. – Wykonał subtelny ruch nadgarstka, który następnie chłopak miał wedle jego polecenia powtórzyć.
- Inkantacja zaklęcia to Cistam Dolorum, wypowiedziana pewnym tonem, bez krzty zawahania. – Kontynuował swój wykład, choć trzeba było powiedzieć, że nigdy nie był dobrym nauczycielem. Być może dlatego, że nigdy nie był też specjalnie rozmowną osobą, więc i wszelkie wskazówki ograniczał do niezbędnego minimum. Zaklęcie samo w sobie, przynajmniej technicznie rzecz biorąc, nie było jednak trudne, toteż Leo nie sądził, by Finn nie zdołał sobie z nim poradzić.
- Sam ruch czy inkantacja nie są jednak takie istotne jak Twoja wola. Nie wykonasz prawidłowo żadnego czarnomagicznego zaklęcia, jeśli nie będziesz chciał naprawdę skrzywdzić swojego przeciwnika. Musisz więc odrzucić na bok wszelkie obawy i sentymenty i przede wszystkim skoncentrować się na celu. – I to właściwie było sedno, esencja tej kategorii zaklęć, których używanie zostało zakazane przez Ministerstwo Magii. By skutecznie posługiwać się takim arsenałem, trzeba było bowiem czegoś więcej niż tylko talentu czy magicznego potencjału. Czarodziej o sercu czystym jak zła, nieważne jak był potężny, nie był w stanie uciec się do takich praktyk. Jeśli więc Gard tak bardzo obawiał się o swoją duszę, powinien zdać sobie sprawę z tego, że to nie Leonel był dla niego największym zagrożeniem, a jedynie on sam.
- Kolejna rada: poddaj się, bo dopóki sam nie zaznasz bólu, nie będziesz potrafił go również zadać. – W tym momencie bez najmniejszego ostrzeżenia skierował różdżkę w stronę Finna, nie czekając a to aż chłopak zanotuje sobie jego uwagi. Rzucił zaklęcie niewerbalnie, wywołując ogromny ból w klatce piersiowej swojego towarzysza. Nie oszczędzał go, poczekał aż ten zacznie się dusić i dopiero wtedy, nie ryzykując jego zdrowia, przerwał działanie czaru. Uważnie przyglądał się jego reakcji, a następnie schował swoją różdżkę za pasek spodni, zachęcając Garda gestem dłoni, by teraz to on spróbował. Fleming gotowy był na cios z jego strony i celowo nie zamierzał się na razie bronić, by ułatwić chłopakowi samo poznanie czaru. Na próbę zaklęcia w „prawdziwym pojedynku” mieli jeszcze czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177
C. szczególne : Na torsie ma pięć blizn. Zawsze wyprostowany, półuśmiech na ustach.
Galeony : 258
  Liczba postów : 231
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyCzw Kwi 25 2019, 06:37

#1 nauka
1-2 - nic nie wyszło
3-4 - zaklęcie utrzymane krótko, bolesne.
5 - zaklęcie prawie perfekcyjne, długo boli i trzy sekundy poddusza.
6 - zaklęcie zakończone powodzeniem, wykonane prawidłowo.
Kostka: 3

Dorosłym jest się od siedemnastego roku życia, zaś dojrzałość przychodzi na innych warunkach. Poniekąd zdawał sobie sprawę jak wielki krok właśnie robi i że z pewnością nieraz poniesie konsekwencje swojego zachowania. Sęk tkwi w pragnieniu, które aktualnie przesłoniło wszystkie "nie/nie powinienem/niebezpieczne". Leonel nie pytał, przeszedł do działania. To utwierdziło go w przekonaniu, że trafił w najlepsze ręce jakie mógł znaleźć w okolicy. Za sam ten fakt Fleming zasługiwał na szacunek, który Finn zamierzał mu okazać.
Skinął głową z podziwem chwilę po rzuceniu zaklęcia wykrywającego obecność intruzów. Brał to również pod uwagę, wszak warto zabezpieczyć się będąc nawet na odludziu. Serce zaczęło wybijać szalony rytm, z podekscytowaniem przełożył różdżkę z ręki do ręki. Ożył, czuł, jakby ożył i wyrwał się z marazmu i wyciszenia. Przy Vincim otwierał szeroko oczy i zalewała go fala gorąca. Przy zakazanej magii czuł się niebywale silny mimo, że dopiero był świadkiem jej prezentacji - a może raczej - ofiarą.
Stanął w odpowiedniej odległości i w milczeniu ponowił ruch nadgarstka. Zapamiętywał łapczywie go, notował w pamięci, zakotwiczał w umyśle, by w razie potrzeby sięgnąć po wiedzę. Z trudem utrzymywał kontrolę nad oddechem. Palił się od środka z radości i lekkiego niedowierzania, że udało mu się nawiązać współpracę z Leonelem i to w takim delikatnym temacie. Cistam Dolorum było jego chrztem, pierwszym krokiem ku potędze. Małym, oczywiście, ale prowadził naprzód. Skinął ponownie głową bowiem emocje związały mu język. Teoria była piekielnie ważna. Musi chcieć krzywdzić i nie mieć ku temu wątpliwości, by osiągnąć cel. Jakaś struna w sercu zadrgała w obawie, że może niedostatecznie będzie pożądał krzywdy. Z drugiej strony kiedy pomyślał o Bloodworthcie miał ochotę zatracić się w melodii jego krzyku. Nabrał zapas powietrza do płuc. - Rozumiem. - pogłaskał palcem rdzeń swojej różdżki, która wibrowała ledwie wyczuwalnym ciepłem czując na co się zanosi. - Poddać się? - zapytał z niedowierzaniem, bowiem poddawanie się nie leżało w jego naturze. Miał przyjąć ból? Nie mieściło mu się to w głowie, potrzebował zaprotestować, dopytać czemu to takie ważne. Powinien być oprawca i ofiara, jaki jest sens mieszać ze sobą te dwa punkty widzenia? Potrząsnął głową szykując się do zadania pytania, gdy po upływie sekundy trafiło go nieme zaklęcie, prosto w klatkę piersiową, w sam środek ogromnej blizny ukrywanej skrzętnie pod odzieżą. Cofnął się o krok, kiedy jego trzewia wypełnił ból. Z jego gardła wydobył się stłumiony jęk, momentalnie skrzywił się, rażony otrzeźwiającym bodźcem. Wiedział co to znaczy cierpieć i wydawało mu się, że dałby radę wytrzymać. Zacisnął mocno szczękę, oddychał przez zaciśnięte zęby, świszcząco nabierał powietrza i szukał sposobu na zaakceptowanie bólu. Udałoby się gdyby.... Zacisnął nagle pięść na mostku, otworzył usta, gdy płuca chwyciła żelazna niewidzialna magiczna ręka zabierając mu całkowicie możliwość oddychania. Wydał z siebie dziwny dźwięk, przytłumiony, gdy pochylił się do przodu zszokowany siłą zaklęcia. To nie był zwyczajny ból, ten łapczywie rozchodził się po całej klatce piersiowej i chciał go sparaliżować. Próbował nabrać tchu, ale nie mógł. Trochę posiniał. Zobaczył mroczki przed oczami, uderzył się pięścią w mostek chcąc uwolnić się spod jarzma czarnej magii. Zamrugał, wstrząsnął nim dreszcz i gdy czuł, że ciało zaczyna panikować i rwać się do rzucenia na Leonela, by przerwać zaklęcie, ono ustało. Zniknęło tak szybko jak się pojawiło. Rozkaszlał się porządnie, chwytając łapczywie powietrze do płuc. W świetle zachodzącego słońca był bledszy niż zazwyczaj, zdezorientowany i zszokowany. Zamrugał, zakasłał, masował mostek, by w końcu podnieść wzrok na Fleminga. Nie patrzył nań ze strachem, tylko z autentycznym podziwem. Po chwili zmarszczył brwi okazując zirytowanie. - Mogłeś uprzedzić albo dać sekundę. - wytknął mu z pretensją. Wyprostował się, kaszlnął raz, odchrząknął i nabrał tchu, doprowadzając się ostatecznie do porządku. Duma cierpiała przez ten uwłaczający pokaz cierpienia, jednak postanowił przełknąć na chwilę pychę. Wycelował różdżkę prosto w Leonela, utrzymał ją wysoko, naciskał pewnie. Wola. Chcieć skrzywdzić Leonela. Czy chciał? Poniekąd tak. Czy całym sercem? Nie. Zagryzł kącik ust i wypowiedział pierwsze - Cistam Dolorum. - różdżka zatrzęsła się w jego palcach, wypluła z siebie intensywnie żółtą poświatę, która z małym impetem wsiąkła w klatkę piersiową Leonela. Szukał na jego twarzy oznak bólu, efektu. Serce biło mu szalenie, zdołał utrzymać zaklęcie raptem parę sekund, gdy nagle różdżka niemal go poparzyła gorącem magii zakazanej. Syknął, przerwał, cofnął się krok. Opuścił różdżkę, oparł dłonie o kolana i znów potrząsnął głową. Mało mu. Chciał więcej.
- Różdżka musi się oswoić. Ja muszę się oswoić z nowym... smakiem magii. - wyjaśnił oddychając powoli i głęboko. - Czemu mam poddać się bólowi? Po co? Znam ból umierania, czy to nie wystarczy?  - i oto zdradził kolejny sekret, tak skrzętnie ukrywany. Blizny były pamiątką po walce ze śmiercią. To go ukształtowało na dziś dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 360
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 174
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyCzw Kwi 25 2019, 17:42

#2
[budynek otoczony barierą Cave Inimicum]

Ludzkie pragnienia bywały tak silne, że potrafiły przesłonić nawet najmroczniejsze konsekwencje. Przekonał się o tym w życiu już wiele razy, choć póki co nie zamierzał pouczać w tej kwestii Finna. Mógł mu dać jakieś wskazówki, przedstawić podstawy, ale do pewnych wniosków niewątpliwie należało dojść samemu. Poza tym… zgodził się na "korepetycje", więc nawet jeśli miał co do młodego Garda obawy, jedyne co w tym momencie mógł zrobić, to pozostawić je dla siebie i liczyć na to, że jednak się nie wypełnią. Trzeba także przyznać, że Fleming, choć ostrożny i roztropny, nie był człowiekiem pozbawionym wad, a w tym momencie na pierwszy plan wyszła jego próżność – bo kto by nie wypinał piersi dumnie do przodu, widząc zachwyt i podziw w oczach innego czarodzieja? Nie chciał jednak przesadnie obrastać w piórka, bo choć nie znał do końca przemyśleń swojego towarzysza i celu, dla którego ten chciał czarną magię poznać, to w jednym miał pewność: musiał być to cel wyjątkowo dla niego istotny, bo mało komu udawało się cokolwiek zdziałać już przy pierwszej próbie użycia zakazanego zaklęcia. Leonel uniósł głowę i zacisnął zęby, starając się jak najbardziej odsunąć od siebie myśl o bólu rozprzestrzeniającym się w zastraszającym tempie po jego klatce piersiowej. Niewiele brakowało, by przegryzł sobie wargę, kiedy w końcu przeklął siarczyście. Nie był masochistą, więc z pewnością nie było to dla niego przyjemne uczucie i gdyby Finnowi udało się utrzymać zaklęcie nieco dłużej, doprowadzając go do uczucia duszności, o wiele trudniej byłoby mu te katusze wytrzymać. Co by jednak nie powiedzieć, i tak był stosunkowo wytrzymały, bo w swoim życiu wielokrotnie oberwał już jakimś bolesnym czarem. Na ból w jakimś stopniu dało się uodpornić, choć oczywiście istniały pewne granice, których żaden człowiek nie był w stanie w tej kwestii przekroczyć. Póki co nie balansowali jeszcze jednak na takim poziomie, by nie móc praktykować czarów na sobie. Za pomocą Cistam Dolorum przy zachowaniu zdrowego rozsądku nie powinni wyrządzić sobie większej krzywdy.
- Musisz zdawać sobie sprawę z tego, jakim orężem zaczynasz wojować. – Mruknął w odpowiedzi, kiedy w końcu udało mu się złapać normalny, głęboki oddech, a rozszalałe serce uspokoiło swój rytm. Pominął kwestię tego, że Finn zdradził przed nim jakiś swój sekret. Nie zamierzał nawet wnikać w głąb jego umysłu i dowiadywać się, co też takiego się wydarzyło. Dla niego nie było to istotne; on chciał po prostu, by Gard miał świadomość, że paranie się czarną magią to nie zabawa.
- Jak na pierwszy raz za dobrze Ci idzie. – Zdecydował się nawet na małą pochwałę, ale tylko dlatego, że nie było tutaj mowy o oszczędzaniu Finna i chciał do ich treningu wprowadzić kolejny, utrudniający element. Być może za wcześnie, skoro Puchon nie opanował jeszcze w pełni zaklęcia, ale skoro widoczne były już pierwsze jego efekty, warto było spróbować.
- Uderzanie w nieruchomy, bezbronny cel to żadna sztuka, więc nie dam Ci się tak łatwo zaatakować po raz kolejny. – Oznajmił, że dał mu tylko jedną taką szansę i że dopiero teraz zaczną się schody. – Poza tym, jak to się mówi? Kto od miecza wojuje, od miecza ginie. Musisz nauczyć się także przed tego typu zaklęciami bronić. Tym razem lojalnie uprzedzam, byś trzymał mocno swoją różdżkę. – Nie przebierał już więcej w słowach, a jedynie uniósł swoją broń, kierując ją w przeciwnika. Postanowił atakować go tym samym zaklęciem, by Finn jak najlepiej się z nim zapoznał. Rzucił więc niewerbalne Cistam Dolorum, obserwując ruchy młodszego czarodzieja. Ciekawy był czy ten zdoła się obronić i czy tym razem skuteczniej uda mu się wyprowadzić i sam atak. Taki mały pojedynek był chyba najefektywniejszą formą treningu.

Kostka: 6
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Finn Gard

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VII
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Wzrost : 177
C. szczególne : Na torsie ma pięć blizn. Zawsze wyprostowany, półuśmiech na ustach.
Galeony : 258
  Liczba postów : 231
http://www.czarodzieje.org/t16780-finan-gard-konczy-sie-tworzyc#466593
http://www.czarodzieje.org/t16790-listy-do-finnu#466907
http://www.czarodzieje.org/t16783-finan-gard#466737
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyCzw Kwi 25 2019, 19:06

#2 nauka.

Dzieliło ich te kilka lat różnicy, obaj uchodzili za osoby dorosłe. A mimo wszystko Finn był bardziej skłonny zaufać Leonelowi niźli jakiemuś nauczycielowi bądź własnym rodzicom. Dlaczego? Odpowiedź była prosta - Leo nie zadawał pytań. Nie padło z jego ust żadne, ot nie interesowały go pobudki, którymi kierował się Gard. Dla samego zainteresowanego był to niespodziewany i mile widziany komfort. Serce dudniło w jego klatce piersiowej, w której to odbijało się echo niedawno zaznanego bólu. Różnił się od tych, które musiał doświadczyć. Czarna magia działała niezwykle intensywnie, trafiała głębiej, nieustępliwie pchała się, by jak najwięcej zdziałać w jak najkrótszym czasie. Nie cackała się, nie uprzedzała. Wywnioskować to mógł po pierwszym spotkaniu z jej namiastką, zatem co kryje większa potęga? Nie mógł doczekać się momentu aż pozna jej większe tajniki. Nad niebezpieczeństwem będzie rozprawiać się wieczorami, gdy już ochłonie z ekscytacji. Był pewny swego i teraz to się tylko liczyło.
Poczuł satysfakcję, kiedy dostrzegł na twarzy Leonela wyraźne napięcie. To był właśnie ten niepokojący moment - normalny człowiek po rzuceniu takiego zaklęcia (w ogóle by się za to nie zabrał) winien poczuć wyrzuty sumienia, okazać troskę, wesprzeć i przeprosić. Finn czuł satysfakcję i nie mrugnął nawet powieką widząc, że ktoś fizycznie cierpi z jego przyczyny. Wiele daje tu świadomość, że obaj są swoimi dobrowolnymi obiektami ćwiczeń. Nie musieli pytać siebie o zdanie, rozumieli, że to konieczność. Ktoś wrażliwy na ból nie podjąłby się tego wyzwania. Obaj potrafili zacisnąć zęby. Niezbyt podobało mu się to, co Leo mówił. Nie miał ochoty smakować zaklęć czarnomagicznych na własnej skórze, wolał przejść do praktyki na obiektach trzecich. Nie zgadzał się z jego słowami lecz swój protest zachował dla siebie, by Leo przedwcześnie nie rozdrażniać. Docenił pochwałę, uśmiechnął się przelotnie, by po chwili zetrzeć z ust objaw radości. Przyjął poważną minę, skupioną. Najpierw perfekcja, następnie satysfakcja zaś na końcu pochwała. - Zatem zaczynajmy. - powiedział tonem, z którego biła pewność siebie i energia. Stanął w lekkim rozkroku i gdy tylko światło zaklęcia opuściło kraniec jego różdżki, wykonał gest i mentalny szept - Protego - lecz okazało się zbyt słabe, zbyt powolne. Zaklęcie bez większego problemu przebiło się przez bladziutką osłonę i trafiło go prosto w ramię. Wsiąknęło i dostało się do płuc, w którym wybuchł ponowny ból. Syknął przez zaciśnięte zęby, kiedy efekt zaklęcia przedostał się na pierwszy plan rozpraszając wszystkie myśli. Trwało to krótko acz intensywnie do takiego stopnia, że po jego zakończeniu potrzebował kilku sekund na otrząśniecie się. Udało mu się to połowicznie; nie dawał jednak Leonelowi się nudzić, zamachnął różdżką w przedstawiony niedawno sposób i bardzo wyraźnie wypowiedział dwa niezwykłe słowa - Cistam Dolorum. Cząstka magii opuściła go, by wyżyć się na tymczasowym napastniku. Powinien zacząć się odpłacać pięknym za nadobne. Odsłonił włosy z czoła, rozpiął kurtkę i nie spuszczał oczu z Leonela. Teraz słowa były zbędne.

Obrona: 3.
Atak: 4.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 25
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 360
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 174
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8




Gracz




Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 EmptyCzw Kwi 25 2019, 20:57

#3
[budynek otoczony barierą Cave Inimicum]

Właściwie była w tym jakaś prawidłowość. Leonel nie zadawał pytań, bo nie był zbyt rozmownym gościem, a i niewiele rzeczy go tak naprawdę interesowało. Poza tym, mimo że znali się z Finnem już wiele lat, to jednak nadal był dla niego niewątpliwie bardziej obcą osobą, niżeli rodzice czy nauczyciele, a nie oszukujmy się, w tym wieku stanowiło to sporą różnicę. Gardowi zapewne o wiele łatwiej było się otworzyć przez Flemingiem. Człowiekiem, którego nie spotykał na co dzień i który nie miał zamiaru ględzić mu nad uchem, że to czego się podejmuje, nie przyniesie mu żadnych korzyści.
Jeśli zaś chodzi o same odczucia Puchona co do bólu towarzyszącego oberwaniu czarnomagicznym zaklęciem, to właśnie z tego względu starszy czarodziej chciał, żeby młodzian początkowo poddał się tajemnej sile. Co prawda mógł też po prostu przebić się przez obronę swojego towarzysza, ale nawet jeśli doświadczenie działało na jego korzyść, tak nie miał pewności czy chłopakowi nie uda się czasem uchronić przed bolesnymi skutkami czaru. Pokazał przecież już na samym początku ich ćwiczeń, że nie da sobie w kaszę dmuchać, a jak na osiemnastolatka, trzeba było to przyznać, różdżką operował z niezwykłą wręcz zręcznością. Leo naprawdę go docenił i właściwie zaczął myśleć o tym, że takie wspólne treningi wcale nie muszą być głupim rozwiązaniem. On sam miał pewne braki ze szkoły, szczególnie że nie spędził w Hogwarcie tak wiele czasu jak zamierzał, i wcale nie pogniewałby się, gdyby ktoś przypomniał mu kilka zaklęć z zakresu podstawy programowej.
Taka forma „korepetycji” zdecydowanie mu odpowiadała. Finn miał to szczęście, że nie odzywał się więcej niż było potrzeba, choć pewnie gdyby wyraził swoje zdanie na znak protestu, Fleming i tak nie zwróciłby na nie szczególnej uwagi. Dopóki uczyli się zakazanej dziedziny magii, to on pociągał za sznurki i decydował, co i w jakim momencie będzie dla jego ucznia najlepsze. Jeżeli Gard miał ochotę podyrygować, musieliby się spotkać w nieco innych okolicznościach, ćwicząc choćby czary transmutacyjne, które z kolei ewidentnie nie były konikiem Leonela.
Tak czy inaczej mieli jeszcze sporo do roboty, więc nie było na razie czasu na podobne przemyślenia. Były Ślizgon uważnie obserwował poczynania swojego ucznia i choć temu nie udało się obronić przed jego atakiem, widać było na pierwszy rzut oka, że niewiele mu do tego brakowało. Wykonał prawidłowo tarczę Protego, ale nie zdołał jej wzmocnić na tyle, nie przepuściła ona wiązki promieniującego światła. Leo nie utrzymywał jednak zbyt długo zaklęcia, wystarczyło że hogwarcki pupilek poznał jego moc już raz. Podobało mu się natomiast przede wszystkim to, że młody Gard nie zamierzał się tak łatwo poddawać. Niemal od razu cisnął w niego zaklęciem, bardzo szybko dochodząc po porażce do siebie. Tyle że Fleming nie chciał dawać mu forów. Mimo że nie stworzył magicznej tarczy, zwinnym ruchem uskoczył przed świetlistym promieniem, posyłając czarnomagiczny czar po raz kolejny w kierunku swojego przeciwnika. Teraz przynajmniej ich nauka zaczęła przypominać poważny pojedynek, w którym choć można było wskazać zdecydowanego faworyta, należało również Finnowi oddać, że wcale tak mocno nie odstawał. Starał się jak mógł i robił coraz większe postępy, jako że jego ofensywy również nie było wcale tak łatwo uniknąć. Leo miał świadomość tego, że chwila nieuwagi może nie tyle przechylić szalę zwycięstwa na stronę Garda, co jednak dać mu szansę na rażenie go zaklęciem.
- Cistam Dolorum. – Tym razem zdecydował się na rzucenie czaru wraz z wypowiedzeniem jego inkantacji na głos, choć właściwie nie potrafił wytłumaczyć z jakiego powodu. Skoncentrował się jednocześnie na postawie Finna, by w przypadku niepowodzeń wytknąć mu ewentualne błędy.

Obrona: 6
Atak: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Opuszczony dom - Page 5 QzgSDG8








Opuszczony dom - Page 5 Empty


PisanieTemat: Re: Opuszczony dom   Opuszczony dom - Page 5 Empty

Powrót do góry Go down
 

Opuszczony dom

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Opuszczony dom - Page 5 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-