Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Staw na obrzeżach Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość


Zoe F. Champion
Zoe F. Champion

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VII
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 0
Dodatkowo : Teleportacja, metamorfomagia
  Liczba postów : 480
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5421-zoe-champion
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5422-zoe-zaprasza-cie-do-znajomych-przyjmujesz-zaproszenie-czy-sie-boisz
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5423-albert-czyli-sowa-bez-mozdzka-zoe
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyPią 7 Cze 2013 - 0:23

First topic message reminder :


Staw na obrzeżach Hogsmeade
W okolicach Hogsmeade, tam gdzie już nie słychać gwaru rozmów z głównych ulic, a gdzieniegdzie tylko stoją piękne domy z mnóstwem wolnego miejsca wokół siebie, gdzieś za grupą drzew, na uboczu, znajduje się spory staw.  Niejedna osoba zapewne nazywa go jeziorem, ale to jest sztuczny zbiornik, a w jego lewej części znajduje się niewielka wysepka. Można do niej podpłynąć, ewentualnie przejść, jednak jeżeli ktoś bierze ze sobą jakieś rzeczy, należy trzymać je wysoko w górze, gdyż woda przeciętnej osobie w najgłębszym miejscu stawu sięga do połowy szyi. Niewiele osób też wie o jego istnieniu, bo uczniowie niechętnie zapuszczają się w tą pustą, 'wiejską' okolicę, zaś mieszkańcy... jakoś rzadko tam zaglądają i tyle.



Ostatnio zmieniony przez Zoe F. Champion dnia Pią 7 Cze 2013 - 0:52, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Maddie Armstrong
Maddie Armstrong

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 510
  Liczba postów : 206
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14021-maddie-v-armstrong#370947
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14024-maddie-v-armstrong#370975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14025-madd-armstrong#370977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14023-maddie-v-armstrong#370973
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyNie 12 Lut 2017 - 21:03

Wystarczyło zadać jedno pytanie, by ta zerknęła na rozmówcę spojrzeniem typu: ,,Pytasz poważnie?". Czarodziejka lubiąca dokuczać mugolom, nieraz była pchana do zemsty. Sztuczki manipulacji, również nie były jej obce. Także, cóż mogła odpowiedzieć chłopakowi, aby ten za bardzo się do niej nie zraził. Dajcie jej pomyśleć, tak minutkę, dwie, dobra ma.
- Widzisz, mówią, że zemsta jest słodka. Nie uważasz, iż do mnie pasuje? - posłała mu kuszące spojrzenie, podchodząc parę kroków bliżej. Dążyła tak naprawdę do tego, by wraz z upływem czasu znaleźć się bliżej jego osoby. A w końcu, gdy będzie na wyciągnięcie dłoni - przykucnie, żeby mu się przypatrzyć.
Jedna sprawa, całkowicie zdyskwalifikowała jej nowatorski pomysł. Granie osoby niemagicznej, zmusiło ją do cofnięcia się, nawet do drżenia członków. Z przestrachem lustrowała maga, nawet krok po kroku oddalała się od jego osoby.
- Na pewno? Nie zamienisz mnie w żabę, widzisz... - obniżyła wzrok, jakby przypominając sobie coś smutnego - Już kiedyś widziałam kogoś takiego jak ty... Trzymał różdżkę, celował nią w bezbronnego człowieka. Zrobił mu krzywdę, gdy ten nie miał drogi ucieczki. Jesteście straszni - dodała na koniec wywodu, by z drobnymi kropelkami łez spojrzeć w jego oczy. Tym samym dłonią wycelowała w ,,narzędzie zbrodni".
- Schowasz ją? - zapytała, pokazując, że bez tego nie zbliży się do niego. Może nawet jak spłoszona owieczka ucieknie stąd, by więcej nie zobaczyć jego twarzy? Śmiesznie będzie spotkać się w szkole, gdzie tak naprawdę jej bajeczka wyjdzie na jaw, ale póki co chciała się pobawić. Później mu powie, co zrobiła, może nawet będą się razem z tego śmiać i płakać z całego teatru.
- Kim jesteście, skąd się wzięliście, jak dużo was jest... I nie nazywaj mnie pszczółką, chyba nie przypominam Ci owada, nie? - przetarła rękawem swoje oczy, zostając tylko z lekkimi rumieńcami na polikach. Ale ona musiała słodko wyglądać!
Póki co, nie mogła myśleć o rzucaniu się śnieżkami. Grała tą spłoszoną, prawie niczego nieświadomą mugolkę. Z niepewnym wyrazem twarzy, zerknęła na niego, gdy mówił kolejne pytanie. Co sprawiało? Długi pocałunek, może jakaś wygrana? Nie...., tu chodziło o jej ducha, który tak naprawdę pragnął tylko jednego.
- Rywalizacja, oczywiście. Nie muszę wygrywać, ważne by sama droga do końcowego wyniku była obiecująca - odpowiedziała z pewnym siebie błyskiem w oku. Nic, dosłownie nic nie działało tak na jej umysł, jak sparing z inną osobą. Kochała to robić, nawet jeśli stawka może okazać się ryzykowna.
Powrót do góry Go down


Matthias Örn
Matthias Örn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 75
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13187-matthias-orn#352612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13215-matthias-bo-orn#353054
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13212-deus-meus-kosmateus#353047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13213-matthias-orn#353048
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyNie 12 Lut 2017 - 22:33

Chłopak wysłuchał wszystkiego co dziewczyna miała do powiedzenia. Nie spodziewał się, jednakże że ta biedna istotka może tak bardzo bać się małego patyka. Czyżby ona naprawdę była mugolką? Chwila refleksji wdała się w chłopaka, kiedy usłyszał jak niektórzy czarodzieje załatwiają swoje sprawy. To było wstrętne, że niektórzy nadużywali czarów do sprawiania cierpienia. Dlaczego o tym wspominam? Matt znał osobę, która właśnie w taki sposób załatwiała swoje porachunki. Sprawiało to cholerny ból tym bardziej z tego powodu, że tą osobą był jego ojciec. Młody krukon ocknął się po pewnym czasie. Jego wzrok skierował się ponownie ku nowo zapoznanej osóbce, jednakże było w nim coś innego... Sposób w jaki obserwował każdy jej ruch, możnaby pomyśleć że przez moment stał się kimś innym.
- Skąd wiesz, że nie jestem takim człowiekiem? - Spytał, po chwili ponownie sięgając po swoją różdżkę. Obrócił ją parę razy między palcami i schował do kieszeni. - Wiesz jak to jest, kiedy ktoś patrzy na Ciebie niewinnymi oczętami i błaga o ratunek, a Ty nie możesz zrobić nic, aby tej osobie pomóc? - Zadał kolejne, bardziej retoryczne, pytanie. Nie chciał znać odpowiedzi, bardziej pragnął przekazać "nieznajomej" odrobinę siebie. Ten moment był w pewnym sensie zwierzeniem. Chłopak zamknął oczy przypominając sobie wszystkie felerne wydarzenia, które miały miejsce w jego krótkim życiu.
Z transu wybudził go śnieg, który powoli opadał na czubek jego głowy zmieniając kolor jego grzywki. Przypomniał sobie gdzie się znajduje i dlaczego tutaj przyszedł. Chciał oderwać się od nudnej rzeczywistości, pobyć przez moment sam. Było to miejsce praktycznie nieodwiedzane przez ludzi, co dodawało mu odrobinę uroku. - Pszczółko. - Powiedział kąśliwie chłopak. Nigdy chyba nie należał do osób o miłym charakterku. - Dlaczego mam Ci zdradzać wszystkie sekrety? Skąd wiesz, że nie będę Cię musiał później zabić? - Spytał z uśmiechem, który miał sprawiać wrażenie nieco tajemniczego. Dlaczego on nie może się pobawić w aktora? Fakt, że słabego... ale aktora! Młodzieniec zmrużył oczy próbując sobie nadać złowrogiego wyglądu.
Ignorancja pytania o pszczółkę również miała swój cel. Chłopak pragnął nieco wyprowadzić swoją towarzyszkę z równowagi. Chciał zobaczyć co tak naprawdę potrafi ona zdziałać pod wpływem emocji. Może dowie się o niej czegoś więcej? - Pięknie mówisz, Maddie. A wiesz, że to rywalizacja tworzy najwspanialsze więzi pomiędzy ludźmi? Dzięki niej możemy siebie lepiej poznać. - Dodał ponownie skanując ją wzrokiem. Trzeba przyznać, że kobiety potrafią zaintrygować. Szczególnie te wyjątkowe.
Powrót do góry Go down


Maddie Armstrong
Maddie Armstrong

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 510
  Liczba postów : 206
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14021-maddie-v-armstrong#370947
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14024-maddie-v-armstrong#370975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14025-madd-armstrong#370977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14023-maddie-v-armstrong#370973
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyWto 14 Lut 2017 - 2:05

Teatrzyk nie miał końca. Od zwykłego pomysłu, przechodziła do coraz większej pasji. Niewinna mugolka o słodkim obliczu stała się w pewnym sensie jej drugą maską, którą stale reprezentowała. Matt, chyba nie miał jej za złe. Z resztą, najwidoczniej mu się to podobało. Mimo, że był nieświadomy ślepo wierzyła, iż gdzieś tam w środku rodzi się w nim kropla dobrego humoru. Wystarczyło ją trochę podrasować, a zamieni się potok, z resztą jeszcze zobaczycie. Tylko znacznie później!
- Ślepo wierzę, że taki nie jesteś. Mogę się mylić, no trudno. Życie jest chyba po to, by ryzykować, prawda? - zapytała niepewnie, jakby sprawdzając do czego się może posunąć.  Co prawda, sama różdżka wywoływała w niej ,,dreszcze", ale wyglądała jakby szczerze próbowała. Nawet uwaga uwaga, postawiła krok do przodu, jakby przełamując barierę, która się utworzyła między nimi.
Tym samym, wysłuchała jego zwierzenia, które może i nie ukłuło ją w serce, ale sprawiło, że jakoś podeszła do niego inaczej. Głupio było zapytać: ,,Naprawdę?". Dlatego smętnie pokiwała główką, dając znać, że rozumie.
- Przykro mi... Chyba tacy ludzie jak ja zwykle nie borykają się z takimi problemami. Chociaż tak jak mówiłam, widziałam coś podobnego.
Potem rozmowa ucichła. W międzyczasie, zdążyła zrobić jeszcze trzy kroki i przykucnąć, by w milczeniu mu się poprzyglądać. Był wobec niej szczery, a ona trochę z nim igrała. Chyba będzie mieć sporo do tłumaczenia, ale też wszystkiego nie wyjawi. Czarodziejka nie była kluską oraz na sztuczne uczucia nie miała ochoty. Za grosz w niej współczucia... Ale co poradzić, cała Madds.
- Droczysz się ze mną? Ciekawe zagranie... -mruknęła w odpowiedzi na jego próbę zaczepki - Zwyczajnie się nie dam, ot co. Myślisz, że bez tego patyka jestem od Ciebie słabsza? - posłała mu przebiegły uśmieszek, jakby insynuując, że nawet mugol może się z nim mierzyć. Ile z tego było prawdy? Miała nadzieję, że będzie jej dane ujrzeć jego reakcje, za nim rzuci zaklęcie. Sama w obawie ulokowała ręce przy tyle spodni. W razie czego mogła szybko i zgrabnie sięgnąć po swoją pomoc. Nie była bezbronna.
- Dlatego ją tak lubię. Naprawdę chcesz ze mną rywalizować, wiesz na śnieżki? - uśmiechnęła się nieśmiało, po czym wyciągnęła w jego stronę dłoń. To od niego zależało, czy ją przyjmie...
Powrót do góry Go down


Matthias Örn
Matthias Örn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 75
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13187-matthias-orn#352612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13215-matthias-bo-orn#353054
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13212-deus-meus-kosmateus#353047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13213-matthias-orn#353048
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptySro 15 Lut 2017 - 22:32

Chłopak zobrazował sobie dziewczynę ponownie, przeleciał po niej wzrokiem od stóp do głów. Wiele osób prawdopodobnie zastanowi się w tym momencie dlaczego tak zareagował. Być może Krukon nie należał do najmądrzejszych osób, lecz nie wolno mu odbierać inteligencji. Warto też zaznaczyć, że ten oto młodzieniec był doskonałym obserwatorem i w głębi duszy czuł, że dziewczyna nie jest do końca tym za kogo się podaje. Sęk w tym, że podobała mu się ta jej mała gierka, dlatego nie miał ochoty teraz tego wszystkiego zepsuć. Nie znał jeszcze dobrze swojej towarzyszki, nie wiedział jak mogłaby zareagować. Wnioskując po zachowaniu przeciętnego człowieka, zapewne poszła by w zaparte i twierdziła, że nie odgrywa się tu żadna "sztuka".
- Mądre słowa. Weź tylko pod uwagę fakt, że ryzyko często jest mało opłacalne, bardzo raniące. - Pociągnął dalej rozmowę, pomimo faktu że wypowiedział zdanie, które przeczyło jemu własnemu rozumowaniu. Tak, przeprowadzał pewnego rodzaju test na Maddie Armstrong. Było to doskonałe wyjście z zaistniałej sytuacji, poznanie poglądów swojego adwersarza mogło przyczynić się do zwiększenia wiedzy o nim samym. Wręcz idealny sposób na poznanie drugiego człowieka, nieprawdaż? Chłopak przeciągnął się leniwie spoglądając w górę, chmury jeszcze nie zaprzestały wysypywać swoich białych łez. Pogoda zdecydowanie tworzyła miłą atmosferę, a także przepełnioną nostalgią.
- W takim razie uważasz się za osobę owianą nudą codzienności? Nie twierdzisz, że jesteś wyjątkowa? - Pociągnął dalej swoją "tajemniczą" mowę tym razem celując nieco bardziej w egzystencjalizm dziewczyny. Być może był to pewnego rodzaju wjazd na ambicję, ale też nie do końca można się z tym zgodzić. Nasze mniemanie o sobie jest bardzo ważne w określaniu pewności siebie. Jakkolwiek by to nie brzmiało chłopak miał jeszcze jeden cel. Pragnął zaintrygować nieco dziewczynę własną osobą, a może też zmusić do większego wysiłku intelektualnego?
Młody Krukon ponownie specjalnie zignorował jej pytanie pragnąc zrobić wrażenie nieco zadufanego w sobie człowieka. Jest też w tym nieco głębszy sens, albowiem musiał przecież udowodnić jej, że jest on osobą o specyficznym charakterze. Fakt, być może droczenie nie należało do najprzyjemniejszych "zajęć", lecz dawało wiele frajdy osobie wykonującej tą czynność. Wiesz coś o tym, prawda?
- Może być zabawnie. - Powiedział ściskając jej dłoń na znak zgody. Walka bez jakichkolwiek zasad mogła być bardzo intrygująca! Oczywiście trzeba pamiętać o czymś takim jak rozsądek, no ale cóż. Chłopak uśmiechnął się i nieco oddalił od dziewczyny. Nie wolno aż tak ułatwiać gry swojemu przeciwnikowi! Wpierw młodziak postanowił usypać pewnego rodzaju mur obronny zanim wszystko na dobre się rozkręci, oczywiście póki co nie zamierzał posługiwać się zaklęciami... no chyba, że zostanie do tego zmuszony, prawda?
Powrót do góry Go down


Maddie Armstrong
Maddie Armstrong

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 510
  Liczba postów : 206
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14021-maddie-v-armstrong#370947
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14024-maddie-v-armstrong#370975
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14025-madd-armstrong#370977
http://czarodzieje.my-rpg.com/t14023-maddie-v-armstrong#370973
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptySob 18 Lut 2017 - 22:32

Przez moment przeleciał jej pomysł, aby zakończyć tą sieczkę i zacząć zachowywać się normalnie. Niestety dla niepozornej Maddie skończenie tej gierki, okazało się niebywale trudne. Nie wiedziała, co ma powiedzieć, by zostać odebrana inaczej, a o swojej różdżce nagle zapomniała. A może po prostu nie chciała jej używać? Sam ocenisz.
- Czy to oznacza, że nie powinnam się z Tobą integrować? Pozwól, że sama ocenię... - badała go powoli, choć koncepcja Matta się nagle zmieniła. Jego zachowanie, niby otwarte, a teraz owiane cielistą mgłą. Próbowała przez nią spojrzeć, dostrzec, to co starał się dla niej zaserwować. Dla inteligentnej, młodej damy nie było to trudne, choć sam proces przez jaki przeszła - był niezwykle monotonny i nudny. Przechyliwszy na bok głowę, spojrzała w kierunku jego oczu, później włosów i na bialutki puch, który dziwnym trafem pozwolił jej myśleć. Niczym biała strona, ułatwił jej zapisywanie pewnych spostrzeżeń. Przecież całkiem niedawno doszła do wniosku, że chłopak wykorzystuje specjalną technikę do pozyskania o niej danych. Wchodząc z nim w pewną gierkę, chciała zagrać tak jak on. Wzajemnie ciągnąc się za sznurki, trochę jak w tańcu. Ale powiedz, czy lubisz to robić? Jesteś na tyle pewny, by móc poruszać kończynami w rytm dyktowanej Ci nuty?
- Ciężko stwierdzić, czy faktycznie jestem ,,wyjątkowa". Prościej powiedzieć, że każdy taki jest, ponieważ mamy unikalny charakter oraz wygląd. Przyznaj sam, za kogo siebie uważasz? Czy nie różnisz się od pospólstwa, które Cię otacza? - uniosła jedną brew, przywdziewając dość wredny uśmieszek. Odbijając pałeczkę, nie musiała do końca odpowiadać na to pytanie. Jednocześnie, skłoniła Krukona do myślenia nad odpowiedzią. Jeśli uraczy ją jakąś sensowną bajeczką to może ją łyknie, może nie. Podobno połykanie nie jest tak trudną umiejętnością, ale chyba coś o tym wiesz, czyż nie?
Po zignorowaniu pytania, jedynie udało jej się ,,pyfnąć" na niego. Ni to negatywna reakcja, ni pozytywna. Zwyczajnie wyraziła, że jej to średnio pasuje, lecz nie miała oto wielkiego bólu dupy. Rozmowa toczyła się dalej, zupełnie jak koło ich życia.
- Nie mogę się doczekać - przejechała palcami (opierzonymi w rękawiczki) po jego dłoni, a następnie wstała i zaczęła się odsuwać. Gdy przeszedł do budowania swojej fortecy, zaczęła swoją, do czasu tak zwanego ,,strzału ostrzegawczego". Jej śnieżka wylądowała, gdzieś obok chłopaka. Sama wzruszeniem ramion pokazywała, iż to nie była jej robota. Akurat!
Gdy oboje byli gotowi, wyjrzała kątem oka w jego stronę. Ciekawe tylko, co im przyniesie ta nieszczęsna bitwa.... Oby jakieś dobre kakao... Myślała, lepiąc swoją amunicję.
Kostka: 5
Zasady proste -> parzyste kostki śnieżka trafia (można jednak użyć zaklęcia), nieparzyste nie trafia.
Powrót do góry Go down


Matthias Örn
Matthias Örn

Student Ravenclaw
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 75
  Liczba postów : 74
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13187-matthias-orn#352612
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13215-matthias-bo-orn#353054
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13212-deus-meus-kosmateus#353047
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13213-matthias-orn#353048
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptySro 22 Lut 2017 - 22:46

Chłopak patrzył na dziewczynę z góry (wcale nie dlatego, że jest od niej wyższy), ukazał niektóre cechy kojarzone z arogancją, jednakże to nie było to dokładnie to... Podmuch wiatru wywiewający nieco do góry jego kurtkę nadawał tej scenie charakter filmowy. Już widzę te nagłówki gazet: "Bezbronna kobieta pokonana w walce na ścieżki przez wspaniałomyślnego chłopaka, który w ramach swojej miłosierności postanowił ją oszczędzić". Tak... właśnie tak będzie. No chyba, że chcesz pogadać sobie w inny sposób, hmm?
Mała forteca chłopaka była już gotowa, był tak przejęty jej budowaniem, że nie zauważył kiedy dziewczyna postanowiła go zaatakować. Matt spróbował unieść jedną ze swoich brwi, lecz mu to całkowicie nie wyszło. Chyba z czymś mi się to kojarzy... a Tobie? Całe szczęście jego "rywalka" spudłowała swój pierwszy rzut. Pozwoliło mu to się w pewien sposób zrewanżować. Młodziak momentalnie sięgnął dłońmi po śnieg, a następnie ulepił z niego nieco nieregularną kulkę. Co więcej, chłopak nie zamierzał stosować się do zasad fair-play, mógł przecież wykorzystać przewagę... jak Maddie to nazwała? Ah, patyka.
- Nie przybyłem tu poszukiwać przyjaciół. - Powiedział oschle cały czas wpatrując się prosto w jej oczy. Jedna z jego dłoni trzymała rękojeść różdżki, a druga podrzucała śnieżkę. Jedną rzecz chłopak musiał przyznać... Ta zabawa naprawdę mogła przerodzić się w coś wspaniałego. W tym momencie relaks był wszystkim czego potrzebował, jego receptory mózgowe od dawna już przegrzane, wymagały odpoczynku. Wydaje mi się, że każdy z nas czasami odczuwa coś takiego - przemęczenie szkołą, problemy z relacjami międzyludzkimi, krucho z kasą - trzeba jakoś narodzić się na nowo, prawda? - Pytasz kim jestem, a sama boisz się własnej odpowiedzi na me pytania? - Zagadał, ponownie wykazując się totalną ignorancją. Podejrzewał, że dziewczyna pragnie go zirytować. Mogliby się nawet założyć kto jest bardziej irytujący, co o tym sądzisz? - Deus ex machina. - dodał po chwili, a na jego twarzy pojawił się arogancki uśmiech. Chciał podtrzymać tą nutkę tajemniczości. Pomimo przerwy w szkole warto wysilić swoje szare komórki i spróbować znaleźć przekaz, który pragnął przekazać jej Islandczyk.
Przejdźmy do rzeczy. Chłopak prawie natychmiastowo po tej milutkiej rozmowie wyrzucił śnieżkę w stronę nowej znajomej. Zauważył, że tor lotu zwiastował nieudaną próbę. No cóż, od czegoś jest ta magia? Ps. to nie są błahostki! Natychmiastowo wyszeptał sentencję: "Expulso". Zrobił to niestety tak nieudolnie, że zamiast zaklęcia wypowiedział coś zupełnie innego. Mniej więcej zabrzmiało to tak: "Ekselpulso". Matt przygryzł wargę chcąc w ten sposób skarcić się za swoją własną głupotę. Wiedział, że teraz nadszedł czas obrony. Czy uda mu się uniknąć kontrataku?

Śnieżka: 3
Zaklęcia kostka: 5
Powrót do góry Go down


Calum O. L. Dear
Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 751
  Liczba postów : 1274
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Moderator




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyPią 21 Wrz 2018 - 1:38

Nowy rok w Hogwarcie postanowiłem przypieczętować z dawna złożoną obietnicą. Gdy tylko nadarzyła się odpowiednia okazja, a grafik nie był napięty miliardem zajęć, postanowiłem przydybać @Harriette Wykeham na korytarzu, by przypomnieć jej o nadchodzącej lekcji latania dywanem. Nie chciałem pozostać gołosłowny, w dodatku naprawdę nie mogłem się doczekać, aż będę mógł popisać się podzielić się posiadanymi przeze mnie wiedzą i umiejętnościami z Gryfonką. Zdążyłem co nieco poznać Hogsmeade przez niemalże rok mieszkania w nim i okazjonalne wypady w okolice wioski, wobec czego doskonale wiedziałem, które z miejsc będzie odpowiednie do nauki latania.
Staw wydawał się być najlepszym wyborem z dostępnych, w miarę blisko położonych miejsc z dala od ludzkiego wzroku i słuchu. Skryte za drzewami dawało nam względną prywatność, dodatkowo samo jezioro nie było głębokie, więc o ile nie zamierzaliśmy do niego skakać na główkę, wszystko powinno być w porządku. Przekazałem jej najlepiej jak umiałem, jak do owego jeziora dojść, chociaż ona pewnie wiedziała to znacznie lepiej niż ja sam z racji mieszkania w Hogsmeade znacznie dłużej. Zjawiłem się tam wcześniej i lewitowałem już na dywanie przy brzegu, patrząc na wysepkę tkwiącą w samym środku wodnej tafli. W palcach obracałem różdżkę, pod nosem nuciłem bliżej nieokreśloną melodię i czekałem.
Powrót do góry Go down


Harriette Wykeham
Harriette Wykeham

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168
C. szczególne : opuchlizna na połowie twarzy, za duży, powyciągany wełniany sweter na grzbiecie, łańcuszek z obrączką na szyi
Galeony : 1126
Dodatkowo : pałkarz Gryffu
  Liczba postów : 1818
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyNie 14 Paź 2018 - 18:46

Sama nie do końca wiedziała, co powinna była myśleć o ich eliksiralych eksperymentach, toteż bardzo wygodnie dla siebie - nie myślała. Bardzo na rękę był w tym wypadku wakacyjny wyjazd, bo znacznie łatwiej było nie zawracać sobie tym głowy, nie widząc Caluma. Właściwie to była przekonana, że tamto wesele było tylko jednorazową akcją i nawet jeżeli byłoby jej z tego powodu przykro, to by się nie przyznała. W każdym razie nie było - na pewno nie ze względu na niego - przecież ledwie się znali.
Nie mniej jednak była chyba nawet bardziej ucieszona niż zaskoczona, gdy zaproponował jej latanie dywanem i sam fakt skorzystania z niesamowitego zakazanego środka transportu był tu podejrzanie mniej istotnym faktem od tego, że chłopak w ogóle pamiętał. A przynajmniej tak przez chwilę... chyba. Było jej trochę dziwnie w środku - chyba. Nie skomentowała nawet tego, że dawał jej instrukcje jak dojść nad staw, tak jakby była aż takim dzbanem, żeby przez 17 lat nie poznać całej geografii tej zapyziałej dziury.
Przyszła trochę spóźniona, bo na wszelki wypadek chciała jeszcze zahaczy o dom. Gdyby któryś z sąsiadów zobaczył ją w Hogsmeade, gdyby jakoś wyszło to w rozmowie z jej tatą, zacząłby się dopytywać dlaczego nie wpadła, a nie lubiła go okłamywać.
Kiedy przyszła nad staw, Calum już tam był i unosił się nad ziemią na dywanie.
- Mogłam cię podpieprzyć magimilicji - zauważyła tonem jakby właśnie ją olśniło i żałowała, że tak późno, chociaż oczywiście nigdy by tego nie zrobiła. Spojrzała na niego z dołu, wciskając dłonie w tylne kieszenie jeansów - Cześć.

______________________

Powrót do góry Go down


Calum O. L. Dear
Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 751
  Liczba postów : 1274
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Moderator




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptySob 27 Paź 2018 - 19:25

Ja też nie miałem pojęcia, co myśleć na temat przebiegu tamtego wieczoru, więc po prostu o tym nie myślałem. Łatwo powiedzieć - trudno zrobić, bo chociaż bardzo bym chciał, wspomnienia z wesela wracały do mnie od czasu do czasu, wywołując to dziwne uczucie, nad którym już serio nie chciałbym się rozwodzić. Miałem w wakacje inne rzeczy do roboty, z nową pracą i Lottą w moim mieszkaniu na czele. Zanim się zjawiła przy jeziorze, podobne myśli nie nękały mojej głowy.
Chciałem sobie zapalić, korzystając z wolnego czasu przed przyjściem Harriette, lecz ostatecznie nie zdążyłem. Miałem już w ręce hogsa, gdy usłyszałem za sobą zdanie, które sprawiło, że na ułamek sekundy spiąłem dupę.
- Chyba zmarnowałaś okazję - rzuciłem, odwróciwszy głowę w stronę Gryfonki, po czym uśmiechnąłem się delikatnie. Szkoda, szkoda, ale może jakby nasłała na mnie bagiety zdążyłbym uciec na dywanie? - Siema - dorzuciłem, po czym zlazłem z dywanu na ziemię. - Mam nadzieję, że umiesz pływać.
Byłby przypał, jakby nie umiała.
Powrót do góry Go down


Harriette Wykeham
Harriette Wykeham

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168
C. szczególne : opuchlizna na połowie twarzy, za duży, powyciągany wełniany sweter na grzbiecie, łańcuszek z obrączką na szyi
Galeony : 1126
Dodatkowo : pałkarz Gryffu
  Liczba postów : 1818
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptySro 7 Lis 2018 - 1:11

- No cóż... może będą kolejne - wzruszyła szelmowsko ramionami, po czym zmieszała się na ułamek sekundy, zastanawiając się, czy powinna była to mówić. Czy to już było narzucanie się? Albo desperacja? I w ogóle dlaczego przejmowała się tym, jak on sobie coś tam zinterpretuje.
- Najpierw muszę cię ostrzec - otrząsnęła się z głupich myśli i spojrzała na niego starając się ukryć autentyczne obawy za maską rozbawienia - Jeżeli zobaczy nas ktokolwiek z Hogsmeade jestem u taty, a jak on się o tym dowie, będziesz miał przesrane - rozłożyła ręce w przepraszającym geście; sama wolałaby, żeby jej wspólnicy w zbrodni nie byli stale oskarżani o zły wpływ na nią (jakby była jakąś głupią, podatną na wpływy kozą, phi), ale cóż ona biedna mogła poradzić, że była córeczką tatusia i jego niewinnym aniołkiem - Poza tym w razie wpadki, zwalam wszystko na ciebie - wyznała z rozbrajającą szczerością - Bez obrazy, ale ty masz wpływową rodzinę, a ja chcę być prawnikiem.
Prawdopodobnie nie pozwoliłaby mu wziąć winy na siebie, nawet gdyby sam o to prosił, ale tego nie musiał wiedzieć. Nie ufała mu, że będzie wystarczająco dyskretny. Miał sławne nazwisko - oni pewnie nie mieli tyle do stracenia i podchodzili do życia bardziej beztrosko. Zresztą wolała nie ręczyć za to jak sama się zachowa. Czym innego było zbieranie przypału u rodziców lub nauczycieli, a czym innym łamanie prawa, a jej bardzo zależało na karierze w Wizengamocie.
- Myślałam, że mieliśmy latać, nie pływać- zauważyła podejrzliwie. Z jednej strony domyślała się, że chodziło mu o ewentualność, że zleci z dywanu, ale i tak zrobiła pół kroku w tył, mierząc go ostrożnym spojrzeniem. Jeżeli zamierzał ją wepchnąć do stawu i uznałby to za śmieszne, to mimo, że umiała pływać doskonale, natychmiastowo pozbawiłaby go wszystkich zębów i poprawiła jakąś klątwą, żeby tym razem stracił je na dobre.

______________________

Powrót do góry Go down


Calum O. L. Dear
Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 751
  Liczba postów : 1274
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Moderator




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyNie 11 Lis 2018 - 0:18

Ja z kolei tylko kiwnąłem głową, bo nie widziałem nic złego w stwierdzeniu, że może jeszcze kiedyś nadarzy się okazja na spotkanie, chociażby w celu ćwiczenia latania na dywanie. Czy to świadczyło o tym, że bardzo tego pragnąłem? Jej zmieszanie zasiało niewielkie ziarno niepewności w moim sercu. Słysząc jej słowa nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy płakać.
- Co mi grozi? - rzuciłem tylko, starając się nie parsknąć śmiechem na odbijające się echem w mojej głowie "będę u taty". Ja prawdopodobnie też bym był, gdyby ktoś z Hogsmeade nas przyłapał, podkablował ojcu Harriette, a potem moim rodzicom, że ich kochany synek lata sobie na zakazanym przez Ministerstwo dywanie. Następne zdania sprawiły, że wytrzeszczyłem oczy, a potem już nie powstrzymałem prychnięcia. - Ohohohoho - było pierwszym, co wydostało się z moich ust, bo normalnie nie wiedziałem, co miałem powiedzieć. Wykeham w szkole należała do czołówki notorycznie tracących punkty uczniów, mając na koncie przewinienia typu rzucanie zaklęć na nauczycieli podczas zajęć albo rzucanie ławkami w innych. - Wszystkim to mówiłaś? Bergmann też wziął tego bąka na siebie? - Nie mogłem się powstrzymać. Czaiłem jej intencje, aczkolwiek nie sądziłem, że takie przyłapanie mogłoby zaprzepaścić jej karierę jako prawnika. Zresztą ja też mógłbym mieć przejebane. Oboje w tym siedzieliśmy.
Intencje zawarte w moim pytaniu wydawały mi się dość jasne, że chodziło mi o ewentualność wpadnięcia do jeziora, toteż jej reakcja sprawiła, że zmarszczyłem brwi w geście niezrozumienia.
- Co? - Gadał głupi z głupszym. - No tak. Latamy - przyznałem, po czym machnąłem ręką. Nie było się co przekomarzać. - Dobra, koniec pitolenia. Zmarzłem już. - Bo się spóźniała, ot co! - Na dywan wsiadałaś raz, w dodatku w średnim stroju do latania... Nie że nieładnym, tylko niewygodnym. No i sumie dobrze by było, żebyś się sama nauczyła wchodzić na niego bez pomocy. Od tego zaczniemy, potem będziesz się uczyła kierować. To nie jest trudne, tylko wymaga wprawy i skupienia - powiedziałem, po czym odsunąłem się nieco od dywanu, zostawiając go na wysokości mniej więcej połowy swojego uda i dając jej wolną rękę. Może jej skubaniec nie spierdoli spod kolan.
Powrót do góry Go down


Harriette Wykeham
Harriette Wykeham

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168
C. szczególne : opuchlizna na połowie twarzy, za duży, powyciągany wełniany sweter na grzbiecie, łańcuszek z obrączką na szyi
Galeony : 1126
Dodatkowo : pałkarz Gryffu
  Liczba postów : 1818
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyPon 19 Lis 2018 - 3:57

Odpowiedź na pytanie co mu grozi była tak oczywista, że od razu otworzyła usta, po czym... zamknęła je zbita z tropu, bo jednak wcale tak nie było. Zupełnie przywykła do mówienia "tato mnie zabije" za każdym razem, gdy odstawiała coś zabronionego i absolutnie jasnym było dla niej, że ktokolwiek jej w tym towarzyszył będzie w oczach jej ojca jeszcze większym zbrodniarzem. Jednocześnie doskonale zdawała sobie sprawę, że tato by jej nie zabił, ani raczej nikogo innego, ale chyba pierwszy raz w życiu uświadomiła sobie, że tak naprawdę nie wie czego się obawia. Czy mimo wszytko przestała się przejmować? NA-AH! Przecież tato by ją zabił!
Nie przywykła do braku argumentów i fakt, że Calum na moment zamknął jej usta niemal palił ją od środka. Jeszcze bardziej denerwowało ją jego rozbawienie jej strachem przed rodzicem.
- Coś cię bawi? - skrzyżowała ramiona, patrząc na chłopaka z góry - Mam ci przypomnieć jak trząsłeś portkami, gdy chciałam latać w twoim domu? Hogsmeade jest praktycznie tej samej wielkości, więc w gruncie rzeczy, to teraz latamy po mojej "rodzinnej posiadłości". Różnica jest tak, że ja nie pękam.
To co robiła w szkole było zupełnie inną parą kaloszy. Nikt w Wizengamocie nie zamierzał sprawdzać jej szkolnej kartoteki, ani podliczać szlabanów. Tym razem łamali najprawdziwsze prawo, poza szkołą i oboje byli pełnoletni. Może bogate dzieciaki nie zdawały sobie z tego sprawy, ale to była całkiem poważna sprawa. Szczerze mówiąc sama wolała o tym nie myśleć, bo przez świadomość, że taką głupotą mogła przekreślić swoją przyszłość, bardzo korciło ją, żeby wrócić do domu.
- Wątpisz, że byłabym w stanie się z tego wyplątać? - spytała pewnie, robiąc krok w jego stronę i dumnie podnosząc głowę - Skoro wspomniałeś Bergmanna, to znów mogę uczęszczać na jego lekcje. Rzuciłam w niego zaklęcie i w gruncie rzeczy, dostałam za to tylko szlaban. Lepiej zacznij mi się podlizywać - uśmiechnęła się, mówiąc teraz pół żartem-pół serio - Bo na wypadek wtopy, chcesz mnie mieć po swojej stronie - zakończyła z pełnym przekonaniem.
Fakt, że jak mało, potrafiła pakować się w kłopoty, ale prawdopodobnie niewiele było osób w Hogwarcie, którym tyle razy co jej, udało się uniknąć poważnych konsekwencji. To, że chociażby w przypadku Bergmanna przepraszała go całkiem szczerze, nie miało dla niej teraz większego znaczenia. Nawet gdyby naprawdę nie myślała, tak jak wtedy mówiła, mogłaby to zainscenizować i uzyskać identyczny efekt. A czymże były przeprosiny, jeśli nie szkolną wersją prawniczej mowy obronnej?
Mogli tak stać i sprzeczać się do nocy, albo przynajmniej do czasu aż któreś nie straci cierpliwości i nie utopi drugiego w stawie. Jeżeli w ogóle chcieli polatać, musieli trochę odpuścić. Ettie zbliżyła się do dywanu, zadowolona, że Calum wyręczył ją w zwaleniu winy za jej niepowodzenie w jego pokoju na niewygodny strój. Położyła obie ręce nie dywanie, chcąc się początkowo a nich odepchnąć, ale szybko z tego zrezygnowała, dochodząc do wniosku, że tkanina pewnie by się ugięła, a ona mogłaby stracić równowagę. Zrobiła pół kroku w tył, zastanawiając się nad wskoczeniem na dywan z rozbiegu, ale ten pomysł też porzuciła. Naprawdę nie dało się tego zawiesić niżej? "Półudo" Caluma, nie było "półudem" Ettie. Czy specjalnie wybrał taką wysokość, żeby śmiać się, kiedy będzie próbowała się na niego wgramolić? Po jej trupie.
- Może zmieńmy kolejność, co? - stanęła bokiem do dywanu, dłonią pokazując mu, że dywan sięgał jej niemal biodra - I zacznijmy od sterowania tym czymś w pionie.

______________________

Powrót do góry Go down


Calum O. L. Dear
Calum O. L. Dear

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 192cm
Galeony : 751
  Liczba postów : 1274
http://www.czarodzieje.org/t14113-calum-isaac-dear#372995
http://www.czarodzieje.org/t14140-golum#373559
http://www.czarodzieje.org/t14192-calum-isaac-dear#374288
http://www.czarodzieje.org/t14139-calum-dear
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Moderator




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptySro 5 Gru 2018 - 13:26

Coś tak czułem, że te pogróżki były tylko tak na pokaz, ale nie zmieniało to faktu, że po odebraniu jej argumentów, ona sama zabrała mi moje własne, przez co otworzyłem usta i chwilę potem je zamknąłem. Z jednej strony miała rację, że to ja w naszej parze byłem raczej tym, który spietrał i nie należał do odważnych. Gdybym był hardkorem, siedziałbym na lekcjach w szatach Gryffindoru. Z drugiej strony wciąż uważałem, że jakieś obrzeża Hogsmeade były zdecydowanie bezpieczniejszym miejscem niż mój rodzinny dom z masą gości i całą moją rodziną piętro niżej, nie mówiąc już o tym, że wśród tych osób znajdowali się sędziowie z Wizengamotu. Nie widziałem jednak sensu w kontynuowaniu tej dyskusji i próbach przekonania jej, że zagrożenie bycia zobaczonym przez jej tatę, a zagrożenie zostania przyłapanym przez rzeszę pracowników Ministerstwa to zupełnie różne i niewspółmierne sprawy, ostatecznie więc machnąłem ręką i postanowiłem temat porzucić. Jeśli dało jej to satysfakcję wygranej potyczki słownej, mogłem jeszcze pogratulować.
- Masz szczęście - podsumowałem, nie wiedząc nawet, co dodać. Herriette wyprawiała tyle rzeczy w szkole, a mimo tego dotrwała do studiów bez wydalenia ze szkoły. Jej zaradność, a może tylko szczęście, niejednokrotnie łamały mi głowę, gdy zastanawiałem się, jak to w ogóle było możliwe? Jednocześnie szkoda, że ja tak nie miałem. Jedyny sposób, jaki odkryłem, by uniknąć kłopotów w Hogwarcie to nie zjawianie się z nim, a to niestety nie jest wyjście na dłuższy okres czasu.
Nie pomyślałem nad tym, że moje "półudo" nie równało się jej, mój mózg w ogóle nie zarejestrował tego problemu. Wcale nie zrobiłem tego, by ją ośmieszyć i móc się pośmiać, aczkolwiek muszę po fakcie przyznać, że wyraz konsternacji na jej twarzy z powodzeniem wzbudził u mnie uśmiech. Rozważane przez nią opcje niemalże uwidaczniały się na powierzchni jej czoła i w jej błyszczących oczach. Ja szeroko otworzyłem swoje, gdy zapytała mnie, czy moglibyśmy zacząć od sterowania nim pionowo.
- Jak dywanem... pionowo - Co my, Ruscy?! - W sensie że... A, no nie no, no dobra - wymamrotałem z głupa, drapiąc się po głowie, ale chyba skumałem, czego chciała. Złapałem dywan za dwa rogi i ustawiłem go pionowo, przez chwilę patrząc na niego nieco bezmyślnie, próbując w głowie przełożyć sobie sterowanie poziome na pionowe. Niby nic trudnego, ale jednak... - Trochę to głupie, bo nie masz jak tego testować, ale tak czysto teoretycznie posługujesz się głównie rogami lub krawędzią. Trzeba się skupić, bo nieraz przekonałem się o tym, że zuchwałość myśli nie pomaga w kierowaniu. Kiedyś chociażby chciałem przelecieć na zajęcia z mojego ówczesnego mieszkania w Hogsmeade i zacząłem myśleć o skręcaniu - nawet nie zdążyłem zrodzić myśli o fajkach, gdy dywan skręcił, a ja prawie wleciałem w drzewo. Ale to też były moje początki, teraz jestem pewniejszy i wątpię, żeby mi się to przydarzyło - rozgadałem się, trochę się podśmiechując. - W sumie główny problem to utrzymanie równowagi i właśnie to skupienie. Musisz być zdecydowana, gdzie chcesz lecieć, czy szybciej, czy wolniej i zgrać to z gestami. Pociągnięcie rogów lub kawałka materiału na krawędzi dywanu po odpowiedniej stronie sprawi, że skręcisz. Ale podciągając musisz nieco zrotować nadgarstek, bo jak zrobisz to tylko w górę, zmienisz wysokość.
Czy ja w ogóle mogłem jej dać ten dywan do rąk... w pionie? Ciężko było mi sobie wyobrazić jak będzie się ćwiczenie tych ruchów przekładało na działanie dywanu. Co jeśli porwie ją w górę? Z wielką niepewnością podałem jej górną krawędź dywanu w ręce...
Powrót do góry Go down


Aaron O'Connor
Aaron O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 232
  Liczba postów : 327
http://www.czarodzieje.org/t16695-aaron-o-connor
http://www.czarodzieje.org/t16711-relacje-aarona-o-connora#463059
http://www.czarodzieje.org/t16712-poczta-aarona-o-connora#463062
http://www.czarodzieje.org/t16696-aaron-o-connor
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyNie 31 Mar 2019 - 19:54

Noc zbliżała się powolnym krokiem. Deszcz okrywający swoimi łzami budynki zdawał się być jeszcze bardziej uporczywy. Nie wiedziałem, co mam o tym sądzić - westchnąwszy, jedynie deportowałem się do Hogsmeade, gdzieś niedaleko wioski, by móc następnie oddać się pasji. Może nie tyle pasji, co bardziej obowiązkom, które postanowiły nade mną zapanować - o ile posiadałem miano profeosra, o tyle jednak życie prywatne również upomniało się o odpowiednią uwagę. Na nic zdało się odwlekanie, do którego przywykłem bardziej niż do muzyki - lunaballa zaczęła domagać się znacznie większej opieki, a ja zbyt wiele na temat tych stworzeń nie wiedziałem. Co prawda postanowiłem się podszkolić ostatnio w zakresie opieki nad magicznymi stworzeniami, aczkolwiek nie widziałem po tym żadnych większych efektów.
Jedno było mi wiadome - jeżeli posługiwać się mugolskimi książkami, do których jednak rzadko kiedy zaglądam, Luna ewidentnie byłaby Niezgodną. Podręcznikowy opis tej istoty mówi jasno i zrozumiale: jest wyjątkowo nieśmiałe. Dziwne, bo moja kulka, czyli stworzenie posiadające długą szyję, wyłupiaste oczy w barwie nieba oraz miękkie futro (a raczej wełnę), należy raczej do tych odważnych. Jakaś cecha charakteru postanowiła się w jej genach objawić - w związku z czym miałem lunaballę nadającą się ewidentnie do Domu Godryka.
Tak jak myślałem, długi spacer będzie mi dany. W pewnym momencie zwierzę postanowiło zwyczajnie oddalić się jeszcze bardziej, w związku z czym ruszyłem żwawym krokiem w jej stronę, mając tym samym nadzieję na uniknięcie wszelkich problemów, aczkolwiek biała sylwetka znikała jeszcze bardziej. - Luna! - wypuściłem ze swojego gardła, zakładając dłonie na biodra, by następnie ruszyć jeszcze szybciej, choć nie wiedziałem, do czego to doprowadzi.
O dziwo miałem przeczucie, że na samym pójściu lunabalii w świat się nie skończy.
Powrót do góry Go down


Sinisiew Marlow
Sinisiew Marlow

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm w ka
C. szczególne : Nagminne czerwienienie się z byle powodu.
Galeony : 54
  Liczba postów : 32
http://www.czarodzieje.org/t17191-sinisiew-marlow#480819
http://www.czarodzieje.org/t17194-kocham-wszystkich-przyjme-kazdego#480839
http://www.czarodzieje.org/t17193-skrzynka-pocztowa-sini-m#480836
http://www.czarodzieje.org/t17192-sini-marlow#480818
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyNie 31 Mar 2019 - 20:22

Pogoda nie zachęcała do spacerów. Pech chciał, że deszcz postanowił zaszczycić Wielką Brytanię nawet w sobotę, co zostało przyjęte z niezadowoleniem uczniów Hogwartu. Mimo wszystko Sini musiała wybrać się do Hogsmeade. Ubrała więc swoją kurtkę, na to zarzuciła folię przeciwdeszczową i energicznym krokiem szła ścieżynką nieopodal stawu. Zrobiła mały zakup, który jeszcze tego samego dnia wyśle sowią pocztą do domu. Naevius ma na dniach imieniny, a obiecała mu wysłać magiczny przysmak. Nie chciała zamawiać, bo nie była pewna czy pakunek zdąży do niej dojść. Niezrażona ulewą spieszyła się pod jakiekolwiek zadaszenie. Pochylona lekko do przodu przebijała się przez zasłonę deszczu i pocieszała się, że za jakieś osiem minut powinna dotrzeć do kawiarenki, w której mogłaby przeczekać najgorszą pogodę. Gdyby opanowała już teleportację, tak jak zrobił to jej brat, uniknęłaby tych wędrówek w niesprzyjających warunkach. Zacisnęła zęby i nie zwalniała ani też się nie rozglądała, by deszcz nie siekał jej policzków.
Nie miała najmniejszych podejrzeń, że mogłaby na coś wpaść. Szła chodnikiem, patrzyła pod nogi, nie odbijała się od jednego do drugiego krawężnika, a więc obliczyła, że nie istniało tu żadne prawdopodobieństwo kraksy z inną osobą. Zauważyłaby. Właśnie, miała na myśli człowieka, a nie wzięła pod uwagę, że w parku Hogsmeade są też i zwierzęta. Pogoda była tak paskudna iż wydawało się jej, że ludzie nie będą się zapuszczać w te okolice ze swoimi pupilami.
To było kilka sekund. Nagle pod jej nogami mignęło jakieś niebieskawe stworzenie z charakterystyczną długą szyją i ogromnymi ślepiami. Sini cicho krzyknęła wystraszona, próbowała zatrzymać się lecz nie zdążyła. Nadepnęła na łapę (pazura?!) tego dziwacznego stworzenia, te pisnęło w odpowiedzi dziwnym odgłosem. Dziewczyna zachwiała się w odruchu odskoczenia od niego i w efekcie straciła równowagę. Stwór uciekł, a Sini wyrżnęła jak długa na chodnik, upadając brzuchem wprost w kałużę. Próbowała asekurować się rękoma przez co niefortunnie oparła je na nierównościach chodnika. Z jej gardła wydostał się ni to pisk ni to jęk, gdy dopadł ją ból dłoni, kolan, a i zimno od wsiąkającej w kurtkę kałuży.
- Au... - bąknęła i próbowała się otrząsnąć. Powinna rzecz jasna zlokalizować to zwierzę na wypadek gdyby chciało ją zaatakować. Nic z tych rzeczy, Sini musiała do siebie dojść, bowiem czuła już pojawiające się siniaki i przede wszystkim - zdarta skóra na rękach jest niby małym skaleczeniem, ale jakże upierdliwie bolesnym, w dodatku w kontakcie ze słonym deszczem. Oparła się łokciami, popatrzyła na mokre i brudne dłonie i niezgrabnie próbowała się podnieść. Miała gorącą nadzieję, że nikt nie widział jej pozbawionego gracji upadku.
Powrót do góry Go down


Aaron O'Connor
Aaron O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 232
  Liczba postów : 327
http://www.czarodzieje.org/t16695-aaron-o-connor
http://www.czarodzieje.org/t16711-relacje-aarona-o-connora#463059
http://www.czarodzieje.org/t16712-poczta-aarona-o-connora#463062
http://www.czarodzieje.org/t16696-aaron-o-connor
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyNie 31 Mar 2019 - 21:32

Krople deszczu opadały delikatnie na kaptur płaszcza, którym otuliłem swoją sylwetkę. Zbytnio nie zwracałem uwagi na wystające kosmyki ciemnych włosów, które następnie stawały się nawilżone od pogody, która ewidentnie nie sprzyjała moim obowiązkom domowym. Niestety - większość osób myśli, że życie artysty usłane jest różami, a ja - no cóż - nie jestem w stanie tych słów potwierdzić. A może żyję zbyt skromnie w przeciwieństwie do kolegów, z którymi mam do czynienia podczas tras koncertowych? Nie wiedziałem. Tuptając traperami o kałuże, które zdobiły dróżkę w stronę okolicznego jeziora, byłem w stanie jedynie iść dalej, zamiast zanurzać się w odmętach własnego umysłu. Podobno można porównać go do rzeki - gdzieś odpady muszą zostać odfiltrowane, dlatego nie powinienem zbytnio się tym przejmować - przecież jestem człowiekiem pozytywnym! No cóż. Każdy optymista ma jakieś dni rozterek emocjonalnych, tudzież pytań na temat samej egzystencji człowieka na tym dziwnym, przeładowanym magią świecie. A najśmieszniejsze jest to, że wcześniej dbałem o swoje rodzeństwo, natomiast w chwili obecnej nie potrafię zapanować nad jednym stworzeniem magicznym - chodzącą sobie po deszczu lunaballą, która nijak miała się do moich poleceń. Machnąłem ostatecznie na to ręką - oczywiście metaforyczną, albowiem dziwnie by to wyglądało, by następnie zaśmiać się w duchu z samego siebie, jako że nie potrafię w żaden sposób zapanować nad magicznym stworzeniem. Nie bałem się jednak o jego bezpieczeństwo - mało kto chodził tą ścieżką. Swojskie klimaty nie zawsze znajdowały się wśród ulubionych miejsc czarodziejów, przynajmniej w dzisiejszych czasach.
Ja się taki urodziłem. I wcale mi to nie przeszkadzało - biorąc pod uwagę dzieciństwa, którego nie sprzedałbym nawet za parę milionów galeonów. Czekających na mój odbiór, czekających na wyciągnięcie ręki przepełnionej chciwością w ich stronę.
Z własnych rozmyśleń wyrwał się pierwsze pisk, tudzież krzyk - połączone enigmatycznie dźwięki skutecznie wyrwały mnie z rozmyśleń, w związku z czym o mało co nie drgnąłem, udając się w jego stronę. Komuś coś się stało. Nie mogłem zwlekać - w dość szybkim tempie udało mu się dotrzeć do źródła hałasu. Kałuże wcale mi w tym nie pomagały, ale na szczęście buty nie zdołały mnie tym razem oszukać, skutecznie chroniąc wnętrze obuwia przed nieprzyjemną, brudną wodą, tudzież błotem. Zauważyłem po paru sekundach sylwetkę - wyglądającą żałośnie, przemoczoną, znajdującą się częściowo w kałuży; normalny obserwator by się zaśmiał, aczkolwiek nie ja. Cholera wie, co tu się wydarzyło, a dopiero po wykonaniu kolejnych susłów zdołałem wywnioskować, że ów dziewczyną jest uczennica ze szkoły. Kojarzyłem ją z nazwiska. Nawet jeśli nie posiadała talentu artystycznego, i tak towarzystwo ludzi nie sprawiało mi problemów. Zamiast jednak rozmyślać na temat tego, co mnie z nią dokładnie łączy, oparłem się kolanem o ziemię, tym samym brudząc sobie spodnie. To nie było najważniejsze.
- Hej, hej, Sini! - powiedziałem trochę głośniej, poprawiając opadające na moje oczy kosmyki włosów. Nie wyglądało to zbyt radośnie. - Co się stało? Możesz wstać? - rzuciwszy pytaniem, spojrzałem na nią zaniepokojony; o ile mogłem przejść obok, o tyle jednak nie potrafiłem. Czułem się zwyczajnie odpowiedzialny za to, co się stało, choć na razie nie miałem żadnych części układanki, którą mógłbym ułożyć w jedną całość.
Jeżeli chciała wstać - zaoferowałem jej swoją pomoc.
Powrót do góry Go down


Sinisiew Marlow
Sinisiew Marlow

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm w ka
C. szczególne : Nagminne czerwienienie się z byle powodu.
Galeony : 54
  Liczba postów : 32
http://www.czarodzieje.org/t17191-sinisiew-marlow#480819
http://www.czarodzieje.org/t17194-kocham-wszystkich-przyjme-kazdego#480839
http://www.czarodzieje.org/t17193-skrzynka-pocztowa-sini-m#480836
http://www.czarodzieje.org/t17192-sini-marlow#480818
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyNie 31 Mar 2019 - 22:09

Czuła się taka niezdarna, kiedy próbowała się podnieść z kałuży. Obolała, poobijana, a wszystko to przez jeden zwyczajny upadek. Ludzie zostają aurorami, walczą na śmierć i życie, a taka Sini poległa w kontakcie z równą powierzchnią. Co prawda trzeba jej oddać, że winowajcą był tutaj wspomniany stwór, ale jednak statystyka nie była po jej stronie. Czując jak policzki pieką ją z irytacji i zawstydzenia podniosła się do siadu; dokładnie w tym samym momencie usłyszała swoje imię wypowiedziane znajomym głosem. Nie potrafiła go zidentyfikować. Podniosła głowę, narażając się na ciosy deszczu, zsunęła sprzed rzęs wilgotne kosmyki rudych włosów i nagle jej oczom ukazał się nauczyciel. Na-u-czy-ciel. Otworzyła szerzej oczy, uniosła brwi wysoko autentycznie zdziwiona, jakby nie była pewna skąd wziął się tu profesor. To oni w ogóle egzystują poza Hogwartem? Ależ ty głupia, Sini, otrząśnij się. Ten mężczyzna widział prawdopodobnie twój upadek. Czas się zaczerwienić! Jak tylko pojęła sobie sprawę ze swojego położenia, spłonęła czerwienią od szyi aż po koniuszki uszu. W jej jasnych oczach zamajaczyło zalęknienie, musiała uciec wzrokiem w bok.
- Pan profesor! Ojej. - wymsknęło się jej dosyć niewyraźnie. Czuła, że zaraz zapadnie się pod ziemię. Skoro już na niej siedzi to miała całkiem blisko. - Nicminiejest. - wydusiła z siebie kłamiąc jak z nut. Sęk w tym, że z jej twarzy można było czytać jak z otwartej księgi, więc nawet głupiec by w mig pojął, że ta dziewczyna kłamie i zdecydowanie bagatelizuje obolałe ciało i pościerane ręce. Nagle zaczęła drżeć, bowiem przypomniała sobie o mokrej kurtce, przez którą przesiąkała woda. - P-przepraszam! - nagle krzyknęła, choć przecież nie musiała zważywszy, że nauczyciel tuż przed nią kucał. Skorzystała z pomocnej dłoni, choć trzeba przyznać, że gdyby nie deszcz, sama by się wygramoliła z tego niezgrabnego siadu. Chciała uniknąć ośmieszania się, więc przytrzymała się przedramienia mężczyzny i podniosła - była taką kupką nieszczęścia, dodatkowo czerwoną i cholernie zażenowaną. Podziękowała niewyraźnie za pomoc. Sama nie wiedziała czemu przeprasza psora. Może profilaktycznie? - Jakieś zwierzę przebiegło mi przed nogami i się przewróciłam. Miało takie ogromne oczy, jak smoka. Nie chciałam. - zaczęła szybciej oddychać, zerknęła z lękiem na nauczyciela, jakby spodziewała się bury. Dopiero po czasie postanowiła rozejrzeć się za domniemanym stworem. W tym deszczu nic nie widziała. Zamknęła palce w pięść i cicho jęknęła czując piekący ból. Nie powie o tym. Nie ma mowy. Już wystarczająco się ośmieszyła. - Widział je pan? - zapytała, mając nadzieję, że ta krótka rozmowa pozwoli jej ją wkrótce zakończyć i uciec jak najdalej, by do siebie dojść, pozbierać się, wysuszyć i wytrzeć ręce, które postanowiła schować poprzez skrzyżowanie ramion pod biustem. Opuściła głowę, a jej policzki jak płonęły tak płonęły. Nawet nie chciała szukać na ustach pana O'Connora powstrzymywanego śmiechu. Jak nic doprowadziłoby ją to do płaczu, a wolałaby nie uchodzić w jego oczach za mazgaja.
Powrót do góry Go down


Aaron O'Connor
Aaron O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 232
  Liczba postów : 327
http://www.czarodzieje.org/t16695-aaron-o-connor
http://www.czarodzieje.org/t16711-relacje-aarona-o-connora#463059
http://www.czarodzieje.org/t16712-poczta-aarona-o-connora#463062
http://www.czarodzieje.org/t16696-aaron-o-connor
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyNie 31 Mar 2019 - 22:41

Zazwyczaj ludzie uważali parę rzeczy, które nie były do końca prawdą. Owszem, nauczyciele mają jakieś życie poza Hogwartem, a na działalność artystyczną wcale nie dociera tak sporo uczniów. Gdybym czytał w myślach, zapewne zdołałbym westchnąć teatralnie, jakby pokiwać przecząco głową i poklepać po tej należącej do osób, które tak twierdzą. Istna karamba, pewnie jeszcze nie mam czasu na oddychanie, ha! Chcieliby. Świat jednak nie potrafił mnie ugiąć - skutecznie manewrowałem między życiem nauczyciela, artysty oraz normalnego gościa, mając energię praktycznie na wszystko i na wszystkich. Jakby nie było, profesorowie też muszą oddawać się jakimś przyjemnościom, chyba że chcieliby się zapędzić w tak zwany kozi róg, by następnie narzekać na wszelkie niedogodności występujące w życiu. Znalezienie złotego środka jest co prawda wyjątkowo trudnym, czasami archaicznym i monotonnym działaniem, które jednak prowadzi do harmonii. Jeżeli nie potrafi się jej zachować, to pozostałe fundamenty nie wytrzymują i zostają skazane ostatecznie na porażkę. Złamanie paru desek jest proste do naprawienia, gdy konstrukcja dopiero powstaje - co jednak w chwili, gdy pozostaje ona wzniesiona wysoko ponad chmurami? Wtedy wszystko rozsypuje się w drobny mak.
Dlatego byłem konserwatywny w swoich działaniach, w związku z czym nie pozwalałem sobie zbytnio na duże amplitudy. Bycie zorganizowanym to jedno, a bycie elastycznym - to drugie. W związku z czym byłem w stanie zachować spokój ducha, kiedy to poczucie winy, tudzież empatii, dotknęło właśnie sylwetkę jednej z uczennic. A nie była ona w najlepszym stanie.
- Nie żebym był wyjątkowo mściwy czy coś, ale... - oparłem się dłońmi o kolana. No cóż, nie wyglądała na taką, której nicniejest, a prędzej na istotę potrzebującą pomocy. Niezależnie od poglądów, niezależnie od płci, niezależnie od rasy. Ile była w stanie kłamać? Jakby nie było, jej stan nie znajdował się w skali doskonałego, co w sumie było widać na pierwszy rzut oka. A nawet jeżeli tym okiem dosłownie nie rzuciłem, bo szkoda byłoby tracić wzrok, to jednak wiadomo, o co dokładnie chodzi. - Hej, w porządku, nic się nie dzieje. - postanowiłem zdjąć swoją kurtkę, nie zwracając uwagi na konsekwencje. Ostrożnie okryłem ją materiałem, choć wiedziałem, że na tym na pewno się nie skończy. Jednocześnie pomogłem jej wstać, oferując pomocną dłoń. Jakoś mi to nie przeszkadzało, kiedy wiedziałem o tym, że działam w celach zwyczajnie dobrych. Jakaś część gryfońskiego ducha była z siebie zwyczajnie dumna, przesiadując w moim ciele. Może nie wyglądam zbytnio na przedstawiciela tego domu, co nie zmienia faktu, że w nim byłem. Choć całe to dzielenie uczniów na poszczególne sekcje nie wydaje się być zbyt dobrym pomysłem, ha! Doprowadza do jeszcze większych konfliktów. - Takie trochę białe, z długą szyją i niebieskimi oczami? - zapytał, wyciągając różdżkę w jej stronę, by następnie rzucić parę zaklęć - jedno Chłoszczyść, drugie na wysuszenie, a trzecie na ogrzanie, z zakresu zaklęć uzdrawiających. Zbytnio się tym nie chwalił, ale w ostatecznym rozrachunku elementarna wiedza z tej dziedziny bywała wyjątkowo przydatna. - Tak, to moje zwierzę... Lunaballa, niegroźne, tylko jak zwykle postanowiło udać się w samotna podróż dookoła stawu. - zagestykulował, spoglądając w stronę uczennicy. Czy wszystko było porządku? A może musiał jeszcze zastosować jakieś zaklęcia?
Powrót do góry Go down


Sinisiew Marlow
Sinisiew Marlow

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm w ka
C. szczególne : Nagminne czerwienienie się z byle powodu.
Galeony : 54
  Liczba postów : 32
http://www.czarodzieje.org/t17191-sinisiew-marlow#480819
http://www.czarodzieje.org/t17194-kocham-wszystkich-przyjme-kazdego#480839
http://www.czarodzieje.org/t17193-skrzynka-pocztowa-sini-m#480836
http://www.czarodzieje.org/t17192-sini-marlow#480818
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyNie 31 Mar 2019 - 23:03

Mściwy? Zaczęła analizować słowa, które wypowiedziała, by doszukać się w nich powodu do użycia przez nauczyciela "mściwy". Nie mogła się doszukać, a i nie była w stanie się teraz na tym skupić. O'Connor uchodził za miłego faceta. Vinícius mówił o nim w samych pozytywach, kiedy to wracał do lochów z zajęć działalności artystycznych. Choć sama Sini nie miała dobrych doświadczeń z próbą nauki śpiewania, rysowania czy fotografowania, nie przeszkadzało jej to w odczuciu nieśmiałej nutki sympatii do jego osoby. Co prawda był dorosły, ba, nawet mogłaby powiedzieć, że robi się już stary, a jednak zachowywał tę pogodę ducha. Uśmiechał się i nie był taki surowy jak powiedzmy profesor Bergman, po których lekcjach wiele osób miało traumę psychiczną i emocjonalną. Udało się bezpiecznie podnieść do pozycji stojącej i nim zdołała wymyślić plan dyplomatycznej ewakuacji, dostrzegła kątem oka, iż nauczyciel postanawia pozbyć się swojej kurtki. Popatrzyła na niego jak na wariata (po czym spurpurowiała z powodu swojej niemalże bezczelności) kiedy postanowił położyć ją na jej ramionach. Dotarł do niej nowy zapach, którego nie potrafiła rozpracować zważywszy na charakterystyczną woń deszczu, który kapał teraz na nauczyciela i robił z niego drugą kupkę nieszczęścia. Z drugiej strony profesor O'Connor prawie zawsze się uśmiechał, to nie powinna sądzić, że deszcz jest w stanie popsuć mu humor.
- D-dziękuję, ale proszę pana, teraz pan przemoknie. Nie trzeba. - ostatnie słowa niemal pisnęła. Czy można być jeszcze bardziej zawstydzonym i zażenowanym? Czy ona właśnie chciała pouczyć nauczyciela? Chyba postradała zmysły.
Nie spodziewała się różdżki, a tym bardziej zaklęć. Odskoczyła zaskoczona w tył widząc jak w nią celuje. Dopiero po sekundzie zdała sobie sprawę, że przecież nauczyciel jej nie skrzywdzi. Gdyby był obcym facetem, to mogłaby mieć powody do niepokoju lecz nie ten. Nie O'Connor. Nie była w stanie nic powiedzieć, kiedy już zaklęcia ją dosięgły. Czuła się z tym kiepsko, jak suszarka na mokre pranie. Przy trzecim zaklęciu wierciła się, zaczęła się mimowolnie rozgrzewać i pocić. - To było białe? Myślałam, że niebieskie. - udało się odpowiedzieć. Próbowała przypomnieć sobie jak to zwierzę wyglądało lecz działo się zbyt szybko, a jedyne co to widziała wielkie ślepie. - Słucham?! - zapytała głośno i w końcu popatrzyła prosto w oczy nauczyciela. W jej własnych był kolejny szok, gdy pojęła, że stratowała pupila nauczyciela, który ją teraz podnosił. Czy powinna powiedzieć, że nadepnęła lunabelli (nie widziała nigdy takiego czegoś na oczy) na łapę? Że ta uciekła z piskiem, bo coś ją zabolało? - Ojej, nie, ja nie chciałam. Ona uciekła, bo niechcący ją stra... znaczy potknęłam się. - cofnęła się mimowolnie o krok, choć nie miała powodów. Z czerwieni na twarzy przeszła o dziwo w bladość, zakręciło się jej w głowie. Bergman by na jego miejscu z rozkoszą dał jej tygodniowy szlaban albo wymyśliłby cokolwiek innego. Postrach uczniów, nauczyciel run. Czemu więc przekładało się to jej na O'Connora? Przełknęła głośno ślinę, nie czuła się najlepiej. - Nadepnęłam na nią, nie wiem czy nic jej nie jest. - stwierdziła, że lepiej się od razu przyznać. Szukała znów wzrokiem zwierzęcia, ale nie odnalazła go. Przed chwilą było jej zimno, teraz było zdecydowanie za gorąco. Choć sucha, to była wewnętrznie zdenerwowana. A deszcz jak padał tak bezlitośnie nie przestawał nawet na moment.
Powrót do góry Go down


Aaron O'Connor
Aaron O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 232
  Liczba postów : 327
http://www.czarodzieje.org/t16695-aaron-o-connor
http://www.czarodzieje.org/t16711-relacje-aarona-o-connora#463059
http://www.czarodzieje.org/t16712-poczta-aarona-o-connora#463062
http://www.czarodzieje.org/t16696-aaron-o-connor
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyNie 31 Mar 2019 - 23:52

Czy czułem się wyjątkowo stary? Otóż niezbyt. Co prawda, jak każdy człowiek mogłem mieć kryzys wieku średniego, aczkolwiek ostatecznie nie sprawiało mi to żadnego większego problemu. Uczniów nie miałem w zwyczaju karać za brak zdolności artystycznych - nigdy nie wymagałem więcej, niż ktokolwiek jest w stanie mi zaoferować. Tak oto emanowałem sympatią nie tylko do tych, co posiadają smykałkę w zakresie działalności artystycznej, lecz także osób pozbawionych gibkich palców lub nadmiernej wyobraźni. Na szczęście mój przedmiot mógł opierać się na bardzo wielu gałęziach, w związku z czym każdy znajdował coś dla siebie. Bo nawet jeżeli nie posiadało się umiejętności, można bez problemu stwierdzić, czy ktoś dobrze maluje, czy może jednak powinien poprawić charakterystyczne ruchy pędzla. Mówiąc wprost - nie trzeba być piekarzem, by określić, czy chleb jest rzeczywiście dobry. Tak oto dotrwałem do chwili, gdy musiałem pomóc młodej dziewczynie wydostać się z drobnych tarapatów - choć, gdybym mógł przeczytać jej największe lęki, zdziwiłbym się, że znajduje się tam właśnie lekcja z profesorem Bergmannem. Może był konsekwentny i tajemniczy, aczkolwiek nadal zaliczał się do ludzi - charakterystycznych i posiadających własny wachlarz emocji. Pomijając to, że ten człowiek wywoływał u mnie dość skrajne. Nigdy nie angażowałem się bardziej, niż ktoś jest w stanie to zaakceptować. Nigdy także wcześniej nie miałem w zwyczaju od startu zachowywać się jak zauroczona nastolatka, która nie potrafi opanować własnego umysłu. Daniel jakoś powodował, że moja ochota na przekroczenie granicy wzrastała diametralnie. Ostatecznie pozostawało mi unikać jego osoby, by się przypadkiem nie ogłupić, chyba że chciałbym wyjawnić całą prawdę na temat samego ja - wtedy decyzja znajdowałaby się w jego dłoniach. Przynajmniej nie musiałbym się z tym ukrywać, co nie zmienia jednego faktu - wszystko zależałoby od tego, czy nadal chciałby kontynuować znajomość.
- Się martwisz, mam ubrania! - odpowiedziałem pogodnie, spoglądając w stronę dziewczyny. Wyglądała jak ostatnie nieszczęście, w związku z czym nie zamierzałem jej pozostawić na pastwę losu. Wziąłem głębszy wdech, rzucając okiem w stronę szarych obłoków poruszających się leniwie po bladym niebie. Powoli także zapadała noc. Gdybym był samolubny, na pewno nie pożyczyłbym jej żadnego płaszcza, a najlepiej to udałbym się w inną stronę. Na szczęście natura obdarzyła mnie w jakiejś części instynktem chronienia słabszych od siebie. Okaleczonych. Nieszczęśliwych. - Proszę się nie bać. Finite. - rzuciłem ostatnie zaklęcie, zauważając jej wiercenie oraz nadpobudliwość. Najwidoczniej zaklęcie ocieplające stopniowo organizm postanowiło zrobić sobie ze mnie dobry żart, co nie zmienia faktu, że ostatecznie był wyjątkowo nieprzyjemny dla samej Ślizgonki. - Takie biało-szaro-niebieskie, o! - odpowiedziałem prosto na jej słowa. Czyżby okazało się, że rzeczywiście stworzenie znajdowało się gdzieś nieopodal? Pozostawało liczyć na złudzenie w postaci radosnego znalezienia Luny. Nie wiedziałem także o całej prawdzie, aczkolwiek cała sytuacja mnie niezwykle ciekawiła. - Och. - rzuciłem. To było dość dziwne wyznanie - co prawda nie byłem na nią zły, aczkolwiek zauważyłem, że ta zaczyna przybierać innych barw na twarzy. Kredowy odcień wypełnił jej policzki, choć nie wiedziałem, z jakiego dokładnie powodu. Nie sądziłem także, aby Bergmann za coś takiego miał dać szlaban. Ani tym bardziej ja. - Nie ma po co się obwiniać, co się wydarzyło, to się nie odstanie. Grunt to naprawić ten błąd. Sądzisz, że byłbym na Ciebie zły za coś takiego? - zapytałem. Co prawda byłbym zły, gdyby zrobiła to specjalnie i z premedytacją. Ostatecznie jednak wszystko było serią niefortunnych wypadków - i miałem nadzieję, że mi tutaj pani Marlow nie zemdleje!
Powrót do góry Go down


Sinisiew Marlow
Sinisiew Marlow

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm w ka
C. szczególne : Nagminne czerwienienie się z byle powodu.
Galeony : 54
  Liczba postów : 32
http://www.czarodzieje.org/t17191-sinisiew-marlow#480819
http://www.czarodzieje.org/t17194-kocham-wszystkich-przyjme-kazdego#480839
http://www.czarodzieje.org/t17193-skrzynka-pocztowa-sini-m#480836
http://www.czarodzieje.org/t17192-sini-marlow#480818
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyPon 1 Kwi 2019 - 6:53

Nie można zaprzeczyć, że dzieliła ich przepaść pokoleniowa. Sinisiew starała się żyć w zgodzie z dorosłymi, bowiem doceniała ich większe możliwości. Mimo wszystko twierdziła, że czasami zachowują się zbyt surowo i mało wyrozumiale. Na szczęście nie dzisiaj, dzisiaj psor O'Connor okazał się całkiem fajnym człowiekiem. Tak, Sini uważała go za miłą osobę mimo, że spoglądała na niego niepewnie, jakby próbując wyczuć co mu tak naprawdę w duszy gra, a może bardziej - co planuje, o czym myśli w związku z tym nietypowym spotkaniem? Przywykła do spotykania kadry nauczycielskiej poza dniami szkolnymi, jednak rozmowa z takim poza murami zamku była mimo wszystko czymś... innym. O'Connor wydawał się bardziej sympatyczny, choć uważała, że powinien zapytać albo uprzedzić o rzucanych na nią zaklęciach. Poczuła się przedmiotowo. Niestety zawstydzenie nie pozwoliło jej zawalczyć o minimalne przeprosiny. Ot, spuściła głowę, bielała i czerwieniała na zmianę, drżała od trzech zaklęć rzuconych niemalże jednocześnie i nie wiedziała gdzie ma podziać oczy. Czemu mówienie przy nim było takie trudne? Ponownie ją zaskoczył, w szczególności jeśli wysłuchać jego odpowiedzi będąc jedynie przechodniem. Posłała mu krótkie, pełne trwogi spojrzenie nim znów uciekła nim w stronę swoich przemoczonych butów. Poruszyła w nich palcami, aby je rozgrzać. - Teraz już mokre. - stwierdziła zaskakując samą siebie. Zsunęła z ramion ciężki nauczycielski płaszcz i nagle poczuła się jak nieporadne dziecko, nad którym trzeba stać, dmuchać i chuchać. Bunt młodości zawrzał w jej żyłach. - Dziękuję, profesorze, pana zaklęcia... już pomogły. - jego płaszcz ciążył jej na rękach, więc wysunęła je w jego kierunku, by zwrócić własność. Wyprostowała się nieznacznie, choć patrzenie mu w oczy było jeszcze poza jej możliwościami sytuacyjnymi. - Nie boję się. - odpowiedziała, choć bladość policzków wszystkiemu przeczyła. Nie przeszkadzało jej to w buńczucznych zaprzeczeniach.
Przypilnowała się, by oddychać głębiej. Świadomość, że nauczyciel cały czas na nią patrzy (i to od kilkunastu minut) nie ułatwiała jej zachować koncentracji. Sini miała dosyć słabe nerwy, wrażliwą duszę (choć można przypuszczać, że nawet i nadwrażliwą) jak i ciało. - Jak naprawić, przecież to nie ja jestem dobra z opieki nad nimi. Pewnie nie będzie chciała do mnie podejść... - a ja do niej! choć ciekawość już się rozpaliła. Podniosła odruchowo dłonie do twarzy i ponownie dotarł do niej piekący ból. Niemalże zdziwiona popatrzyła na wewnętrzną stronę rąk i na pościeraną ładnie skórę. Wiele sytuacji było w stanie Sinisiew doprowadzić do płaczu lecz o dziwo nie był to ból. Jeśli o niego chodzi przejawiała niebywałą odporność i hardość. - Ma... ma pan chusteczkę? - nie chciała zaklęć, nie lubiła tego uczucia, gdy celował w nią różdżką bez uprzedniego zapytania o zgodę. Choć O'Connor nie był specjalnie zły, to i tak Sinisiew czuła się strasznie przytłoczona. Zażenowanie brało tu górę, ośmieszyła się na oczach tak pozytywnej osoby. Nie dziwi się więc, że patrzy na nią jakby nie była w stanie sobie poradzić - a przynajmniej tak się jej wydawało i tak to odbierał jej nastoletni umysł. - Nie chcę panu przeszkadzać w spacerze. - zdziwiona zarejestrowała zachodzące słońce i to ją dodatkowo zdenerwowało. Dotknęła swojego czoła, bowiem czuła, że jeszcze trochę a osunie się jej grunt pod nogami. Rozejrzała się za ławką, ale była za daleko, a duma nie pozwalała jej na porwanie się z motyką na słońce. Najlepsze w tym wszystkim było to, iż SIni była przekonana, że wygląda całkiem normalnie, a nie jak blade drżące stworzenie, które nie wie gdzie ma podziać oczy. Nie była pewna jakby zareagowała na powrót lunabelli, choć miała cichą nadzieję na jej ujrzenie.
Powrót do góry Go down


Aaron O'Connor
Aaron O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 232
  Liczba postów : 327
http://www.czarodzieje.org/t16695-aaron-o-connor
http://www.czarodzieje.org/t16711-relacje-aarona-o-connora#463059
http://www.czarodzieje.org/t16712-poczta-aarona-o-connora#463062
http://www.czarodzieje.org/t16696-aaron-o-connor
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyPon 1 Kwi 2019 - 16:27

Nigdy niee traktowałem ludzi przedmiotowo… a przynajmniej nie miałem tego w zwyczaju.
Wiedząc, że Ci odchodzą, umierają, starałem się wypełnić bez problemów każdą możliwą komórkę mojego ciała towarzystwem innych. Poniekąd stawało się to moim uzależnieniem – możliwość pomocy, jak również udostępnienia jej pozostałym podmiotom, wydawała się głównym czynnikiem wiążącym. Linie przeznaczenia spotykały się w dość dziwnych miejscach, tudzież nawet sytuacjach. Nie miałem nigdy na nie zbyt sporego wpływu, mogąc pogodzić się z tym, co ma do zaoferowania mi los. Mimo wszystko i wbrew wszystkiemu nie chciałem podchodzić do tego w żaden sposób nieodpowienio – zwyczajnie zostałem trochę pozbawiony pewnych cech, których należałoby się spodziewać od typowego profesora… a przynajmniej od profesora Działalności Artystycznej. Niektóre granice można wyjątkowo łatwo przeoczyć – natomiast ja nie zwracałem na nie żadnej szczególniejszej uwagi, co mogło ostatecznie zostać poddane osądowi pozostałej kadry, by następnie zrujnować moją karierę nauczyciela.
Kiedyś otrzymywałem sporo szlabanów od mentorów, którzy nie potrafili zwyczajnie się wyluzować. Jak się okazało, mój bunt przeszedł od słów do czynów, w związku z czym miałem niemałe kłopoty, kiedy to kolejny raz łamałem szkolny regulamin, aczkolwiek nic mi się poważniejszego nie stało. O ile szorowanie zbroi nie należało do moich najprzyjemniejszych wspomnień (ani czyszczenie toalet w łazienkach chłopców), o tyle jednak mogłem być dumny z tego, co ze mnie zostało. A nie chciałem powtarzać tego samego schematu; postanowiłem ewidentnie spuścić nogę z gazu i zwyczajnie traktować uczniów na równi ze mną. Także byli ludźmi, dlaczego zatem mają się do mnie zwracać na per pan, bać się, uciekać, gdy ich widzę ze szkolnego okna? Czasami musiałem dać karę. Zazwyczaj mówiłem, że należy mnie unikać, inaczej nie będę tak samo przyjemny, jak tym pierwszym razem, kiedy to złapałem garstkę uczniów na wciąganiu dymu papierosowego.
Na jej pierwsze słowa machnąłem dłonią. Mokre rzeczywiście, ale kiedyś się wysuszę. Poza tym ona jest młodą duszą, powinna bardziej uważać na to, czy przypadkiem się nie przeziębi – w przeciwieństwie do tak starego dziada jak ja, któremu już wszystko jedno, czy zje go lew, czy może jednak rozbroi na amen choróbsko. Nie znałem do końca Sinisiew – mogłem jedynie przypuszczać, jak się zachowa w tej sytuacji. Zawsze była jednak spokojną i zrównoważoną osobą, a przynajmniej ja ją tak zapamiętałem. - Ani ja. - wzruszyłem ramionami na wzmiankę o tym, jak należy się opiekować stworzeniami magicznymi. Czy ktoś taki jak ja w ogóle powinien to robić? Nie wiedziałem, aczkolwiek z dłuższych obserwacji byłem w stanie stwierdzić, że raczej lepiej by było, gdybym się nią nie zajmował i oddał w jakieś lepsze dłonie, aczkolwiek przywiązanie potrafi zrobić swoje. Oczywiście nie trzymałem ją na sznurku, a prędzej ona mnie na nim, co nie zmienia zasadniczego faktu – Luna potrafiła sprowadzić tarapaty. - Myślisz, że gdybym był odpowiedzialnym, posiadającym głowę na miejscu człowiekiem, dopuściłbym do tego, by lunaballa samotnie hasała po okolicy? - zaśmiałem się z samego siebie. Zawsze miałem daleki dystans do siebie, w związku z czym żartowanie z mojej głupoty przychodziło mi niezwykle gładko. Rozejrzałem się jednak niebieskimi oczami po otoczeniu – gdzieś istotka musiała być. Gdzieś musiała się ukryć. Gdzieś musiała przebywać. Niczym drapieżnik, oczekiwałem należytej uwagi ze strony lunabalii. - Yeep, już, chwila, moment, sekunda… - o mało co nie wystawiłem z koncentracji języka (stary głupi nawyk), poszukując chusteczki po kieszeniach ciemnych spodni. Bardzo często dostawałem informacje, że nawet jeżeli jestem przedstawicielem tej najbrzydszej płci, to i tak mam jakoś dziewczęce ciało. - ...i proszę! - podałem jej ostatecznie, spoglądając trochę zaniepokojony na jej rany. Już miałem ochotę chwycić za różdżkę, aczkolwiek nie zamierzałem powodować w niej jeszcze większego natłoku wydarzeń. - Nie chcesz, żebym uleczył te rany? - zapytałem, spoglądając w jej stronę.
I tym samym nie wiedziałem, że Luna, moje zwierzę domowe, znajdowało się tuż za mną – wystawione na widok samej Ślizgonki. Żyłem zatem w słodkiej świadomości, że nic się poważnego nie dzieje, choć blada skóra dziewczyny utrzymywała się przez dłuższy moment, rozpoczynając od chwili znalezienia się w kałuży. - Aaron. Formalności są zbędne, przynajmniej poza Hogwartem, choć tam też jakoś wolę, żeby mówić mi po imieniu. - powitałbym się z nią uściskiem dłoni, gdyby oczywiście nie fakt drzemiący w mojej głowie, że ta ma je pokaleczone. - Złotko, nie przeszkadzasz mi, skądże! - o mało co nie podniosłem dłoni w geście obrony. - W towarzystwie spacer lepszy… choć okoliczności zaskakujące. - przyznałem ostatecznie.
Powrót do góry Go down


Sinisiew Marlow
Sinisiew Marlow

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm w ka
C. szczególne : Nagminne czerwienienie się z byle powodu.
Galeony : 54
  Liczba postów : 32
http://www.czarodzieje.org/t17191-sinisiew-marlow#480819
http://www.czarodzieje.org/t17194-kocham-wszystkich-przyjme-kazdego#480839
http://www.czarodzieje.org/t17193-skrzynka-pocztowa-sini-m#480836
http://www.czarodzieje.org/t17192-sini-marlow#480818
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyPon 1 Kwi 2019 - 19:09

Nie była pewna jak powinna odnieść się do postawy nauczyciela. Z jednej strony odczuwała wobec niego tę nić sympatii lecz z drugiej miała mieszane uczucia. Wydawało się jej, że choćby mieli rozmawiać o wielu dziedzinach i problemach, to nie byłaby w stanie potraktować go tak, jak potraktowałaby przyjaciela-rówieśnika. Przepaść wiekowa rzucała się w oczy, nie wspominając o różnicach w charakterze tej dwójki. Sinisiew starała się przede wszystkim zachować pełen spokój i upewnić się... sama nie wiedziała czego. Ot profesor O'Connor sam pociągnął rozmowę swoimi odpowiedziami. Może widział jaka jest spięta i próbował jakoś ją rozluźnić żartami czy bardzo luzackim podejściem do życia? Wiedziała już zatem czemu Vinícius tak go lubi i sobie ceni - był taki bezpośredni i wesoły, pozytywny, pełen energii, zupełnie jak jej braciszek.
Uniosła wysoko brwi po raz enty zaskoczona jego słowami. Popatrzyła nań nieco z dołu, sprawdzając czy mówi to poważnie czy jednak zapomniał dorzucić sarkazmu czy tych żartobliwych nutek do wypowiedzi. - Naprawdę ma pan zwierzę, którym nie umie się opiekować? - zapytała zapominając na chwilę o swoich rozterkach. Niewątpliwie udało mu się odwrócić jej uwagę, bowiem nie podejrzewała, że ktokolwiek podjąłby się opieki nad zwierzęciem, którego absolutnie nie zna. Wydawało się jej to... lekkomyślne i nieodpowiedzialne lecz te dwa określenia nie pasowały do wizji nauczyciela. Nie była pewna co o tym myśleć, choć trzeba przyznać, kącik jej ust zadrgał. Jego autoironia i dystans do siebie robiły wrażenie. Sinisiew nie rozmawiała z nim zbyt wiele razy, a jednak odkryła właśnie czemu jest powszechnie lubiany przez jej rocznik. Podrapała się po policzku. Skoro nauczyciel nie znał podstaw opieki nad lunaballą, to czy ona mogła stanowić niebezpieczeństwo? Sinisiew nie była tak dobra z ONMS, stąd jej zastanowienie. Odrzuciła rozmyślanie na ten temat z prostego powodu - O'Connor był dorosłym facetem, z pewnością zdążył wyrobić sobie instrukcję obsługi lunaballi, a teraz się jedynie zgrywa; podejrzewać go zaś o to mogła z powodu jego dystansu do siebie i następnych słów. - Dziękuję. - przyjęła chusteczkę i przyłożyła ją do zdartego wnętrza dłoni. Gdyby była w szkole sama by sobie poradziła poprzez prostą transmutację, jednak brak pełnoletności mimo wszystko dawał się we znaki, kiedy już zorientowała się, w których sytuacjach magia byłaby jej na rękę. - Nnie. Znaczy... to nic takiego, nie ma sensu nad nimi trwonić różdżki. - cudownie zbagatelizowała problem, bowiem umyśliła sobie poproszenie brata o szybkie wygojenie rąk. Przy nim nie czuła się niezdarą, bo ten rozumiał. Nie chciała, by nauczyciel musiał nad nią skakać i co rusz rzucać na nią zaklęcia (czego celowo unikała, zasłaniając się bagatelizacją ranki, która faktycznie nie była ani trochę poważna acz upierdliwa). Po przyłożeniu materiału do dłoni odczuła nieco ulgi, deszcz nie padał na skórę. Wsunęła dłonie głębiej w rękawy kurtki. Chwilę później poczuła na sobie czyjś wzrok i nie były to oczy O'Connora, a dziwnego stwora. Wnioskując po wcześniejszej rozmowie rozpoznała w nim ową lunaballę. Cichą, czyżby przyczajoną? Patrzyła wprost na Sini tak samo, jak ona na nią. Z tym, że dziewczyna znieruchomiała z szeroko otwartymi oczami. Nie, nie bała się. Nie potrafiła oderwać oczu od stworzenia, które miało w sobie jakieś magnetyczne piękno. Jednym uchem słuchała słów O'Connora. Mówienie do niego po imieniu chyba będzie dla niej trudne, nie była pewna czy się uda. W dodatku spacer w towarzystwie nauczyciela, w sobotę? Niech tylko Finni by się o tym dowiedziała to od razu by wybuchnęła śmiechem. Nie odpowiedziała na te słowa, a jedynie pokazała gestem, że coś za O'Connorem się znajduje. Coś, co ostatecznie odegnało widmo omdlenia Sini, która dziwnym trafem zdołała się uspokoić. Udało się jej nawet na chwilę zapomnieć o dyskomforcie związanym z wciąż lejącym się deszczem.
- Chyba pana znalazła. Rajciu, jaka ona jest... inna. Ładna. Naprawdę na nią wpadłam? - zapytała czysto retorycznie, nie potrafiąc oderwać od niej oczu. Kształtem nie przypominała żadnego ze znanych jej mugolskich zwierząt. Niełatwo było nawet wynaleźć skrzyżowanie i jakieś logiczne połączenie. - To pan nie wie co ona je? Przecież w księgarni musi być jakaś książka na ten temat albo w bibliotece. Czy ona ma zęby? - zapytała, spoglądając w końcu na nauczyciela. Sini nie ruszyła się z miejsca. Nawet nie zdawała sobie sprawy, że od paru chwil się nie ruszyła nawet o jotę. Zupełnie jakby najmniejszy ruch miał przepłoszyć lunaballę, choć równie dobrze mógł być to wilk w owczej skórze. Drapieżnik w pięknym i niegroźnym zewnętrznie wydaniu.
Powrót do góry Go down


Aaron O'Connor
Aaron O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 232
  Liczba postów : 327
http://www.czarodzieje.org/t16695-aaron-o-connor
http://www.czarodzieje.org/t16711-relacje-aarona-o-connora#463059
http://www.czarodzieje.org/t16712-poczta-aarona-o-connora#463062
http://www.czarodzieje.org/t16696-aaron-o-connor
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptyWto 2 Kwi 2019 - 17:14

Wiedziałem, że formalności zazwyczaj są wygodne – a przynajmniej są wyjątkowo wygodne dla uczniów. Dla mnie jednak stanowią niemałe wyzwanie w postaci uniknięcia nazywania kogoś po imieniu, co mi się mimo wszystko i wbrew wszystkiemu nie udawało. Mówiąc wprost i jak najbardziej szczerze – wygodniej dla mnie przejść na „ty”. Bawienie się w „per pan” oraz „per pani” zazwyczaj nie kojarzy mi się z niczym przyjemnym. A jak wiadomo, każdy człowiek ma parę twarzy. Jedną dla znajomych, drugą dla przyjaciół, trzecią dla roboty, czwartą dla siebie, piątą dla rodziny… Można byłoby wymieniać tych i innych w nieskończoność, ale moim zdaniem to nie ma sensu. Problem został zobrazowany – mam tendencje do przechodzenia prosto w ramiona tej pierwszej. Maska gościnności i posiadania restrykcji jakoś nie wpoiła się w moją krew bardziej, niż chcieliby tego moi znajomi. I z tym problemem musiała właśnie zetknąć się trochę Marlow, która najwidoczniej wolała przystać na oficjalną rozmowę. Mogłem tylko i wyłącznie okazać bezradność rękami – oczywiście poprzez wykorzystanie swoistej metafory, rzecz jasna!
Za każdym radosnym człowiekiem kryje się trochę mniej przyjemna historia. Życie kazało mi się wychować bez pieniędzy, w związku z czym nie miałem wszystkiego, co dzisiejsza młodzież może dotknąć. Wyciągnięcie dłoni do przodu powodowało, że chwytałem powietrze, a marzenia odbiegały trochę bardziej w dal, niżeli przybliżać się w moim kierunku. Ostatecznie nie miałem tego nikomu za złe. Rodzice próbowali mnie utrzymać, jak również pozostałe rodzeństwo. Jakby nie było, moją rodzinę stanowiło przede wszystkim różnego rodzaju braci i siostry, a swoista mieszanka genów spowodowała, że każdy czymś się od siebie różnił. W końcowym rozmachu udało mi się wkroczyć w dorosłość pełną parą, choć nadal czułem się (czuję?) niczym nastolatek, któremu przed chwilą wlepiono szlaban do odrobienia. Nadal czuję, że czasy nie zmieniły się, a wychodzenie na ulice bywa momentami, gdy ludzie jednak nie zamierzają pozostawać wobec Ciebie przyjaźni, niebezpieczne. Starych nawyków trudno się pozbyć.
- Teoretycznie – tak. - o mało co nie podrapałem się po mokrym łbie, na którym kosmyki zlepiły się w jedną, enigmatyczną całość, ukazując jednocześnie to, jak problematyczne one są. Utrzymanie prawidłowego wizerunku nawet dla mężczyzny bywa frustujące, a co dopiero dla kobiety! Rzuciłem spokojnym uśmiechem w jej stronę, kiedy to dodałem kolejne wypowiedzi. - Znalazłem ją i nie chciała ode mnie odejść, więc ją wziąłem. Co prawda uczę się opieki nad nią, aczkolwiek początki są zawsze najgorsze. - skierowałem błękitne oczy w stronę uczennicy. Czasami wydawały się być ciemne, aczkolwiek to tylko złudzenie optyczne, gdyż tak naprawdę stanowiły dość trudną do określenia barwę. Z Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami zamierzałem się doszkolić, co nie zmienia faktu, iż nie potrafiłem znaleźć informacji na temat legalności posiadania tego stworzenia pod swoim dachem. Znalezione niekradzione, no ale posiadanie na pieńku z prawem zbyt słabo wyglądało – a przynajmniej ja sobie to nieradośnie wyobrażałem. - Różdżka jeszcze długo wytrzyma. - zapewniłem, choć się nie narzucałem w jej stronę. Od tego był ten kawałek drewna. Swoisty identyfikator czarodzieja, unikalny, trudny do pozbycia się. Trafił mi się szpon mantykory, co być może symbolizuje odwagę. Kalina natomiast jest motywem pieśni ludowych (słowiańskich) oraz oznacza młodość i niewinność. Kto wie, może to nie był swoisty przypadek? Nie mogłem także zbytnio w to wierzyć, polegając przede wszystkim na własnym doświadczeniu i umiejętnościach, co nie zmienia faktu, że na pewno czułem się nadal młody duchem.
I tak się zamyśliłem, że nie widziałem, dlaczego tak długo Sini patrzy gdzieś w dal. Usłyszywszy jej słowa, odwróciłem się na pięcie, spoglądając w stronę lunabally. A to Ci hadra! - Hej, to ja miałem ją znaleźć, nie ona mnie! - burknąłem, parskając śmiechem. Czyżby wychodziło na to, że ja sam się tutaj zgubiłem? Poziom własnej uwagi i dbania o znajdowanie się w odpowiednim miejscu oraz czasie: hella. Grunt, że mnie coś jeszcze nie potrąciło, nie uderzyło, nie połamało mi kości i przy okazji gardła nie przebiło. Jakimś cudem jeszcze żyłem, choć spoglądając w moją stronę, można było mieć sporo wątpliwości. - Zazwyczaj specjalistyczną karmę. A z własnych obserwacji – rośliny, głównie ziarna i korzonki. Ma zęby, ale niezbyt ostre, a poza tym to dość miłe stworzenie... - odpowiedziałem, zamyślając się na chwilkę, by potem spojrzeć ostrożnie w stronę nieśmiałego zwierzęcia, które się za mną skryło. Rzeczywiście było ładne. Na szczęście ufało mi na tyle, iż nie uciekało w towarzystwie osoby, która na nią wcześniej nadepnęła… to chyba dobrze. Miałem jednak ochotę obejrzeć jej stopę/kopyto, by sprawdzić, czy aby na pewno wszystko jest w porządku.

Rzuć kostką!
Parzysta - zanim zdołałaś cokolwiek zrobić, nieśmiałe stworzenie, któremu z genetyki zostało usunięte poczucie większego zagrożenia, liznęło Cię prosto w twarz! Najwidoczniej nie gniewało się za to, co wcześniej zrobiłaś, niemniej jednak nadal chyba powinnaś zachować należytą ostrożność. Cierpki język pozostawił na Twojej skórze ślinę – a to, jak zareagujesz na ten czyn, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie.
Nieparzysta - z początku stworzenie zachowuje odpowiedni dystans, aczkolwiek w ostatecznym rozrachunku pozwala Ci się pogłaskać. Pochodzi ostrożnie, powoli, patrzy swoimi wyłupiastymi oczami w Twoje, by następnie sprawdzić, czy może Ci zaufać, wyciągając bliżej głowę. Położyłaś rękę, a może jednak wycofałaś? Lunaballa nie wygląda na taką, co miałaby Ci za chwilę odgryźć dłoń. A może to tylko złudzenie?
Powrót do góry Go down


Sinisiew Marlow
Sinisiew Marlow

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : V
Wiek : 16
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 160 cm w ka
C. szczególne : Nagminne czerwienienie się z byle powodu.
Galeony : 54
  Liczba postów : 32
http://www.czarodzieje.org/t17191-sinisiew-marlow#480819
http://www.czarodzieje.org/t17194-kocham-wszystkich-przyjme-kazdego#480839
http://www.czarodzieje.org/t17193-skrzynka-pocztowa-sini-m#480836
http://www.czarodzieje.org/t17192-sini-marlow#480818
Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8




Gracz




Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 EmptySob 6 Kwi 2019 - 9:26

Zastanowiła się, zamyśliła na moment. Zazdrościła niektórym czarodziejom szczęścia spotykania tak niezwykłych stworzeń czy przeżywania niezwykłych przygód, o których wspomina się przez następne pół roku w towarzystwie. Nauczyciel spotkał niezwykłe stworzenie, które musiało zapałać do niego sympatią, a Sini? Czym mogła się pochwalić? Uporem i dobrze skrywanym gwałtownym temperamentem, który uaktywniał się w chwili, gdy kłóciła się z Viniciusem, gdy przykładowo protestował, by jego mała siostrzyczka narażała swoje zdrowie w czymkolwiek, co mogłoby być ryzykowne. Tak, zazdrościła nauczycielowi mimo, że nie mogła wyjść z szoku, iż przyznał się do swojej niewiedzy. Na jego miejscu Sini by zamilkła i szukała w pocie czoła informacji udając, że wie z czym to się je. Nie mogłaby powiedzieć wprost i to uczniowi, że czegoś nie wie. To tylko pokazywało odmienność jej sposobu patrzenia na świat.
- Może to ona znalazła pana? Tak jak różdżki wybierają czarodziejów, tak niezwykłe istoty odnajdują pewne cechy charakteru w czarodziejach, które do nich przemawiają? Może wyczuła w panu coś, co ją poruszyło. - zastanowiła się na głos, a jej policzki w końcu zbladły do normalnego koloru. - Zwierzęta mają wysoko rozwiniętą intuicję, potrafią wyczuć coś nienazwanego, są wrażliwsze. Skoro spotkał pan stosunkowo niepopularny gatunek magicznego stworzenia, to musi być pan jego wybrańcem. Oczywiście nie chcę pana tym obrażać, jeśli tak to przepraszam. Po prostu mnie to zastanawia. - od razu profilaktycznie przeprosiła na wypadek, gdyby sprowadzanie nauczyciela do poziomu "to nie ty dokonałeś wyboru, a stworzenie o niższym poziomie inteligencji od człowieka" miało go obrazić. Nigdy nie wiadomo na jaki typ człowieka można trafić i choć O'Connor wydawał się sympatyczny, Sini nie mogła pozbyć się wrażenia, że gdyby chciał to mógłby dzisiejsze spotkanie obrać na jej niekorzyść. Nie była pewna skąd ta jej rezerwa, skąd ten bunt i protest. Bycie nastolatką było dla niej ciężkim kawałkiem chleba. Wolałaby być już dorosła, by nie musieć męczyć się swoimi zmiennymi i gwałtownymi emocjami jak i pytaniami, na które nie zawsze potrafiła odpowiedzieć.
- Chowa się za panem. - zauważyła na głos. Wyglądało to, jakby lunaballa bała się albo... wstydziła podejść? Nie, to niemożliwe. Potrząsnęła głową i szczerze mówiąc, nie potrafiła oderwać od niej oczu. Naciągnęła kaptur głębiej na głowę, by krople deszczu nie siekały jej policzków i nie osiadały na rzęsach. Sinisiew całkowicie odruchowo kucnęła, by mieć lepszy widok na jasnoniebieskie stworzonko, które również wykazało zainteresowanie osobą trzecią. - Cześć, malutka. Przepraszam, nie chciałam na ciebie wpadać. - spłonęła czerwienią jak tylko zdała sobie sprawę, że powiedziała to na głos przy nauczycielu i w dodatku takim... czulszym tonem, który był zarezerwowany zdecydowanie nie na pokaz przy teoretycznie obcej osobie. Nie odważyła się popatrzeć na O'Connora. Skupiła się na lunaballi, która o dziwo zrobiła ten krok do przodu i wyciągała szyję w jej stronę. Te wyłupiaste ślepia nie były zbyt atrakcyjne ale miały w sobie jakąś głębię. Posłała jej krótki uśmiech, wyciągnęła bladą, zimną dłoń w jej kierunku wnętrzem do góry, aby pokazać, że nie ma ani broni ani jedzenia. Pozwoliła ją obwąchać, choć w środku się trzęsła, a i nie zauważyła, kiedy wstrzymała oddech. Gdy lunablla trąciła palce jej dłoni, Sini niemal zachłysnęła się powietrzem. Nie odważyła się jej pogłaskać, ale też nie wykonywała żadnych gwałtownych ruchów. Zdawała sobie sprawę, że to średnio odpowiedzialne przysuwać dłoń do paszczy nieznanej nikomu lunaballi lecz nie mogła się temu oprzeć. Była ryzykantką, oj była, choć mało kto mógł ją o to podejrzewać. Szczególnie, jeśli chodzi o nietypową zwierzynę.
- Widział to pan? - zapytała cicho, bardzo przejęta. Kusiło ją, by dotknąć futerka lunaballi lecz musiała dać jej czas, i sobie przy okazji. - Ciekawi mnie jak bardzo jest intelektualnie rozwinięta. Psidwaki można wychować do poziomu mentalności dwulatka. - zastanowiła się znów na głos, a i nie odsuwała dłoni pozwalając, by lunaballa trącała koniuszki jej palców. Raz po raz muskało ją futerko, tak rozkosznie kusząco miękkie.
1 :]
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 QzgSDG8








Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty


PisanieTemat: Re: Staw na obrzeżach Hogsmeade   Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 Empty

Powrót do góry Go down
 

Staw na obrzeżach Hogsmeade

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Staw na obrzeżach Hogsmeade - Page 8 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Okolice Hogsmeade
-