Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Pub Jazzowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość


Drake Bennett
Drake Bennett

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyCzw Maj 23 2013, 11:18

First topic message reminder :


Pub Jazzowy

Jesteś fanem stylowo urządzonych lokali? A może jazz jest Twoim ulubionym rodzajem muzyki? Lubisz posłuchać muzyki na żywo? Pub Jazzowy zaprasza! Codziennie od 18 występy okolicznej kapeli jazzowej umilą Ci spotkanie w gronie przyjaciół, a miła i profesjonalna obsługa zadba o to, by na Twoim stoliku nie zabrakło trunków!

Piwo kremowe
Ajerkoniak
Miętowy Memortek
Smocza Krew
Dymiące Piwo Simisona
Absynt
Beetle Berry Whiskey
Rum porzeczkowy
Wino z czarnego bzu
Sherry
Łzy Morgany le Fay
Rdestowy Miód

Powrót do góry Go down

AutorWiadomość


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2140
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptySro Maj 16 2018, 23:47

Muzyka towarzyszyła jemu od zawsze - wielobarwne układy, wybrane z palety dźwięków, przewijały się w tle ponad trzech dekad życia. Przeciwnie do swojej siostry, wykazał zamiłowanie mnogością oblicz objawiającej się sztuki, w której znajdował ostoję, która pielęgnowała rosnącą w nim fascynację. Ciekawiła mężczyznę twórczość zarówno magiczna, jak ta mugolska, wpierw niedostępna, nieodgadniona, miejscami niezrozumiała (w niektórych punktach do dzisiaj). Sam, ponadto - spoglądał na transmutację jako na formę sztuki, choć w oczach uczniów bywał zapewne spłycany jedynie do tej dziedziny, do wystawionych wymagań, do rozstrzyganych sprawdzianów oraz wyklarowania zaklęć. Nie tylko. Nie afiszował się jednak przesadnie ze swoim życiem, preferując - zwyczajnie - znajdować się na uboczu. W spokoju być, obserwować, podobnie jak obserwował teraz, oczywiście nie żywiąc żadnych pretensji do zabranego krzesła (nie przewidywał kompanów na popołudnie). Dobrze mu było wraz z samotnością, aczkolwiek nigdy nie stronił od nawiązania kontaktów, od odnawiania bądź zawierania relacji.
Śledził odchodzącego (w ramach drogi powrotnej na wytyczenie sceny), młodego muzyka - przyznał szczerze, nie odnotował go dotąd. Upływająca, spontaniczna kompozycja idealnie wpisywała się w spektrum upodobań mężczyzny, z przyjemnością chłonącego każdy jej, nietypowy element. Zaciekawiony nieznajomą postacią, zaczął formować w swej głowie nieuchronne pytania, dodatkowo wzmocnione faktem możliwego powrotu w stronę zajmowanego stolika.
Wróci?
Usiądzie? Zostanie?
Interesujące z każdej chwili na chwilę.
Na razie pozostawało mu wczuwać się w aktualną muzykę, sącząc piwo - pozostawione na dłużej, straciłoby przecież swój osobliwy aromat.

Kostka 5 <3
Powrót do góry Go down


Arthur L. Follett
Arthur L. Follett

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 306
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t6704-arthur-louis-follett
http://www.czarodzieje.org/t16021-komu-komu-bo-ide-do-domu#437494
http://www.czarodzieje.org/t6705-alf-a
http://www.czarodzieje.org/t7339-arthur-l-follett
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptySob Maj 19 2018, 17:57

Melodia wypływała z instrumentu przerywanym strumieniem. Palce tańczyły krakowiaka na gryfie, rytmicznie unosząc się i opadając ze struny na strunę. Dopełnieniem było zmienne szarpanie ich, pozwolenie by melodia przetoczyła się z pudła wprost do uszu słuchaczy. Choć nie chciał skupiać się na publiczności, oczy same lgnęły do twarzy, próbując zrozumieć namalowane na nich emocje. To jednak nie było możliwe. Oczy choć widziały, nie parzyły. Umysł skupiał się na melodii, a palce posłusznie wykonywały rozkazy. Dopiero przerywane dźwięki pozwoliły skupić mu się na czymś innym. Koniec zawsze musiał być otrzeźwiający.
Był zadowolony. Z tyłu głowy wspominał plątaninę tonów, które wyszły spod jego dłoni. Nie był to jednak czas na analizowanie, więc tylko uśmiechnął się szeroko do publiczności, ustępując kolejnej osobie miejsca na scenie. W jednej dłoni trzymając krzesło, z drugiej zaś instrument musiał iść bardzo niezgrabnie przez lokal. Przepraszając parę razy po drodze trafił do miejsca z którego zabrał krzesło. Miny siedzącego tam mężczyzny nie mógł rozszyfrować albo po prostu jeszcze dobrze się nad tym nie zastanowił. To pewnie wina tej jednej, szarej komórki.- Jak mi poszło? - Dopiero oświeciło go, że choć wszedł do lokalu już dawno temu, jeszcze niczego w nim nie zamówił.-Nie odpowiadaj, zaraz wróce po gitare. - Stwierdził, po czym czmychnął do baru po kremowe piwo. Taki właśnie był Arthur, wpierw powiedział, potem pomyślał, a na koniec zrobił coś innego.
Już mniej zmieszany występem wrócił do stolika z piwem. Usiadł jakby był u siebie, mężczyzna nie wyglądał jakby na kogoś czekał. - Zamieniam się w słuch. - Stwierdził, uśmiechając się po raz setny chyba dzisiejszego wieczora.
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2140
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyCzw Maj 24 2018, 20:45

Ciekawe.
Daniel Bergmann odznaczał się tysiącami wersji zaciekawienia - zarówno wobec rzeczy istotnych jak błahych. Potrafił swoją ciekawość roztaczać wobec - pozornie nieistotnych szczegółów, prędko z obojętności, znużenia - stawać się niebywale zajętym. Tak było poniekąd teraz, aczkolwiek muzyka, sztuka, od zawsze włączała się w fundamenty upodobań mężczyzny; wyrywała go z codziennego letargu pospolitych, pełnych powtarzalności czynów - z tego powodu lubił odwiedzać Hogsmeade; nawet, jeśli nierzadko roiło się od mniej albo bardziej znanych oblicz mijanych uczniów. Pub jazzowy cieszył się nieodzowną popularnością, aczkolwiek zdecydowanie największy gwar panował wewnątrz odmiennych lokali albo - wśród szmerów pełnych uczucia rozmów, przeplatających się z aromatem, osobliwym dla herbaciarni. Tutaj mógł jeszcze być sobą odprężyć się, dokładnie - jak odprężył się teraz, zafascynowany (niezaprzeczalnie) improwizacją.
I musiał przyznać, że intuicja (że chciał - akurat z nim porozmawiać; w końcu nie przejawiał zewnętrznej natarczywości), jak śmiałość artysty, były zaskakujące.
Przytłaczająco pozytywnie zaskakujące.
- Nie dziwi mnie pewność siebie - przyznał, z serdecznie wyrastającym na jego twarzy uśmiechem; nie miał w zwyczaju zwracać się bezpośrednio, ceniąc eksperymenty w słowach, błądzenie wśród niejasności oraz pośrednich stwierdzeń. Bawił się w tym momencie, wyśmienicie jak wcześniej - spełniając rolę odbiorcy.
- Wręcz przeciwnie - dodał zaraz, pragnąc uniknąć błędnej interpretacji (w końcu, był nastawiony niepodważalnie przyjaźnie! i wolał niczego w owej kwestii nie zmieniać) - nie lubię ludzi, którzy nie są lub nie chcą być świadomi swoich umiejętności.
Wiedział, że ma w zamiarze powiedzieć - kto wie, być może wiedział też co - że będzie to ułożone w niepodważalny kształt komplementu? Powinien wiedzieć, w końcu zastygły wyraz, układ mimiki nie oferował niczego innego w podejściu. Bergmann nie umiał pojąć, zaakceptować osób przesadnie skromnych, zahukanych i pełnych lęku - być może z powodu - jak sam pozostawał świadomy swoich umiejętności i nigdy nie zwykł owego faktu zatajać.
Tak, w jego słowach została zakamuflowana pochwała - zarówno dla dzieła jak i podejścia w życiu.
- Pierwszy raz tutaj? - spytał, już normalnie, równie zaciekawiony. - Myślałem, że jestem stałym bywalcem.
Powrót do góry Go down


Arthur L. Follett
Arthur L. Follett

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 306
  Liczba postów : 250
http://www.czarodzieje.org/t6704-arthur-louis-follett
http://www.czarodzieje.org/t16021-komu-komu-bo-ide-do-domu#437494
http://www.czarodzieje.org/t6705-alf-a
http://www.czarodzieje.org/t7339-arthur-l-follett
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyPią Maj 25 2018, 14:46

Siedzenie na krześle - bez sceny, determinacji, pozornie niewidocznego stresu. Tak mało, a tak wiele potrafi zmienić. Sprawić, że Arthur w końcu poczuł się mniej roztargniony, podzielony pomiędzy kilka czynności, które chciał zrealizować. Tak siedząc miał już wszystko co było mu tego wieczoru potrzebne: kufel piwa, dobra muzyka i towarzystwo. Tak, czasem zapominał jak przyjemnie jest usiąść, nie rozmyślając o pracy, ćwiczeniach czy kobietach. Ta pierwsza wydawała się rzeczywistym koszmarem, mogącym przyprawić go w niedalekiej przyszłości o utratę ręki czy nogi. Kolejna wydawała się wieczną porażką, by ostatnia również narażała go na utratę - tym razem głowy. Z tak malującą się przyszłością po prostu musiał dobrze spędzać swój czas.
Nie zamierzał się więc doszukiwać jakiegoś sensu w słowach mężczyzny, chłonął je takie jakimi były. Nieprzeniknione. Bergamann na pewno powiedział w nich więcej dobrego niż Arthur mógł usłyszeć przez ostatnie dni, jednak nie było to proste. Pełen swojego naturalnego optymizmu uznał je za dobre. Po prostu. Nie zawierały obrazy, musiały być ok. - To dobraliśmy się świetnie. Arthur jestem, siemanko. - Stwierdził, wystawiając dłoń w stronę mężczyzny. To było takie proste - przedstawić się, by móc uznać to za spotkanie znajomych, a nie dostawienie się do kogoś z przypadku.
Znajdowanie stałych bywalców nie otoczonych wianuszkiem innych "mebli" barowych to coś, czego Arthur nie potrafił zrozumieć. Każde miejsce, gdzie bywał często malowało się w jego myślach niczym dormitorium dla przeciętnego ucznia Hogwartu. Znał tam każdą twarz, a rozmawianie przy barze wydawało mu się naturalną koleją rzeczy. Czy coś się zmieniło? - To pewnie dobrze myślałeś. - Stwierdził, zapijając te słowa piwem. Wydawały mu się bardzo cierpkie. Kiedy dopuścił do tego, że to ktoś uznaje go w pubie za nowego? Już czuł, że chciał to nadrobić. Dla dobra własnego alkoholowego sumienia. - Na szczęście nie pierwszy raz, trudno znaleźć w Londynie odrobinę dobrej muzyki. - Spojrzał w stronę sceny, świadom jak często tutaj dobra muzyka potrafi spotykać się z amatorszczyzną. Sam przecież taki był. - Choć i tutaj nie zawsze ją spotykam.
Ten człowiek miał takie działanie jak pierwszy łuk Jima Beama. Ogarnęło Arthura rozluźnienie pomieszane z chęcią sięgnięcia dalej.- Za to ciebie co tutaj przywiało? Alkohol, muzyka, jakaś kobieta? - To były dla Arthura dobre powody wyjścia z domu. Każdy z nich sprawiał, że nie trzeba by mu było drugi raz powtarzać. On jednak nie wydawał się taki. Więc kim był?
Powrót do góry Go down


Daniel Bergmann
Daniel Bergmann

Nauczyciel
Wiek : 38
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2330
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2140
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyPon Maj 28 2018, 12:26

Ochoczo wdrażał się w konwersacje z nieznajomymi.
Doceniał charakter ich z wielu względów, łączących się w nietypowość przypadków, zamykających w formie dialogu dwóch, wcześniej - nierzadko przepełnionych milczeniem osób. Paleta barw prawdopodobnych zachowań, reakcji, była ogromna - od niepewności, żywionych ewidentnie podejrzeń po niebywałe poruszanie się, niczym w swoim żywiole - bez większych przeszkód. Cieszył mężczyznę fakt obecnej, płynnej rozmowy oraz bystrości; w końcu zwyczajna, pospolita - niedoceniana - rozmowa nie była powodem do wstydu, do odtrącenia, ani nie wyżerała nadto przestrzeni prywatnej. Teoretycznie, można było powiedzieć dowolność i tak naprawdę, w danej chwili nikt nie był w stanie sporządzić weryfikacji. Kłamstwa przechodziły Bergmannowi niezmiernie gładko przez gardło - aczkolwiek teraz, nie miał powodów kłamać. Nie miał powodów mówić też więcej, aniżeli powinien; zbytnia wylewność była nienaturalnym błędem - pomijając sam fakt natury introwertyka.
- Szkoda. Ostatnio nie ma tam wiele ciekawych wydarzeń. - przyznał. Również z Londynu? Uwielbiał to miasto, chociaż przez zakłócenia, wszystko stawało się niebywale niepewne. Zupełnie, jak gdyby w uszach wciąż odbijała się echem prawda o festiwalu, zwieńczonym chaosem przez Obskurusa (tak podawano zresztą). - Nie mówię o mugolskich, bo na nich się nie znam. - Nie krył się z tym specjalnie; mimo poznawania kultury, jego stan wiedzy wciąż pozostawiał (zbyt) wiele do życzenia. Zwłaszcza, jeśli chodziło o kwestie pozostawania na bieżąco - mugolski świat niebywale szybko się zmieniał. Trudno było dotrzymać tym sprawom kroku.
- Muzyka - wyjaśnił w końcu, wcześniej upijając łyk piwa - wyłącznie w tym epizodzie dodatku. - Nazwijmy to zasłużonym odpoczynkiem po pracy - postanowił określić. Hogsmeade nie było najlepsze przez wzgląd na liczbę kojarzących go osób - choć, prawdę mówiąc, zdołał już przez nieomal dwa lata przywyknąć.
Musiał - jakby nie patrzeć.
Powrót do góry Go down


Mistrz Gry
Mistrz Gry

Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30389
  Liczba postów : 50583
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Specjalny




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyPon Paź 22 2018, 13:23

@Aaron O'Connor

Dzień zapowiadał się wyjątkowo dobrze. Z samego rana otrzymałeś list, w którym to zostałeś poproszony o zjawienie się w godzinach wieczornych na kolacji w pubie jazzowym. Informacja ta z pewnością była nietypowa, lecz objaśnienie polegające na małym koncercie danym młodej parze czarodziejów było dość wyjątkowe. Musiałeś wziąć więc pod uwagę, że goście są nader wymagający i należy dopieścić ich ponad stan, dlatego też kiedy przyszedłeś w umówionym terminie na właściwe miejsce, podszedłeś do organizatora przedsięwzięcia. Początkowo klimat, a także wystrój nie napawał optymizmem, było tu jeszcze ponuro i niezbyt przytulnie, ale wystarczyło kilka zaklęć, by wszystko zaczęło wyglądać tutaj inaczej. Uśmiech starszego mężczyzny był dość energetyzujący i nawet ty nabrałeś więcej werwy, a jedyne co pozostało to… Oczekiwanie na państwa młodych.

1 ku twojemu zaskoczeniu, para okazuje się być w podeszłym wieku, ale jak to się mówi – na miłość nigdy nie jest za późno. Najważniejsze, że przypadasz im do gustu i od razu podchodzą do ciebie, żebyś zagrał dla nich wolnego walca, przy którym będą mogli rozpocząć uroczystość. Staruszkowie byli na tyle tobą zafascynowany i tak bardzo podobała im się twoja gra, że postanowili zapłacić ci więcej, bo aż 30 dodatkowych galeonów. Zgłoś się po nie w odpowiednim temacie.
2,3 niestety, nie wszystko szło zgodnie z planem, bo zakłócenia magiczne dzisiejszego wieczoru były wyjątkowo kapryśne. Kiedy tylko przystąpiłeś działania i już chciałeś, żeby muzyka uleciała spod twoich palców, niestety – rozległ się przeraźliwy skrzek, podobnie stało się też z głosami wszystkich zgromadzonych osób. Czyżby stężenie magii w różdżkach okazało się być zbyt intensywne? Twój mini-koncert zostaje przerwany, podobnie jak cała impreza.
4,5 chciałeś, by wszystko wypadło perfekcyjnie i prawie tak było, gdyby nie fakt, że twój koncert został zakłócony przez dziecko, które z impetem wbiegło w tort znajdujący się nieopodal ciebie. Pech chciał, że kawałki bitej śmietany i ciasta wylądowały na tobie, zaś dorośli byli na tyle niezadowoleni z niesubordynacji dziecka, że jedyne co im pozostało to wynagrodzić ci to nieprzyjemnie zdarzenie, wypłacając rekompensatę w wysoki 20 galeonów. Zgłoś się po nie w odpowiednim temacie.
6 twoja muzyka jest doskonała, raz po raz pieści ona uszy słuchaczy, gdy są to wolniejsze melodie, gdy zaś są szybsze – cała sala bawi się w równym rytmie. Obserwujesz ich i podkręcasz tempo, po raz kolejny udowadniając własne zdolności muzyczne. Możesz być z siebie dumny, bo przyjęcie wyszło fenomenalnie, a ty zarobiłeś dodatkowy punkt z działalności artystycznej! Zgłoś się po niego w odpowiednim temacie.

______________________

Pub Jazzowy - Page 10 Tumblr_myxyl0JKkN1s94thyo1_500
Powrót do góry Go down


Aaron O'Connor
Aaron O'Connor

Nauczyciel
Wiek : 41
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 232
  Liczba postów : 327
http://www.czarodzieje.org/t16695-aaron-o-connor
http://www.czarodzieje.org/t16711-relacje-aarona-o-connora#463059
http://www.czarodzieje.org/t16712-poczta-aarona-o-connora#463062
http://www.czarodzieje.org/t16696-aaron-o-connor
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyPon Paź 22 2018, 18:43

Otrzymał list.
List z prośbą o zjawienie się w Pubie Jazzowym w celu udziału w weselu młodej pary czarodziejów. Bez problemów się na coś takiego zgadzał, w związku z czym udał się do ustalonego miejsca o odpowiedniej dacie oraz godzinie. Wiedział, że okoliczności tego wydarzenia muszą być przygotowane profesjonalnie, tudzież nie pozwolił sobie ani na chwilę roztrzepania; ubrany w garnitur, a przede wszystkim niepognieciony garnitur, następnie podszedł do organizatora całokształtu wydarzenia wynikającego z połączenia się w nieustającą miłość dwóch osób. Razem postanowili wprowadzić pewne zmiany do wystroju, albowiem na samym starcie wszystko wyglądało ponuro; potem zaś przybrało tych pozytywnych barw, zaś Aaron uśmiechał się serdecznie; czy to do gości, czy to do pracowników, bez problemów oczekując na parę narzeczonych osób. Zawsze takie sytuacje zdawały się być zaskakujące, sprawiające niemalże zdziwienie na twarzach, kiedy to przechodził do konkretów i zaczął bez problemu dawać przyjemny dla ucha popis, gdy do sali weszli on i ona.
Starał się zatem wyjść jak najlepiej,
aczkolwiek całokształt młodej duszy wędrującej między stolikami oraz ludźmi skutecznie zakłócił te pojęcie. Co prawda O'Connor nie był na niego jakoś szczególnie wściekły, albowiem rzadko kiedy pokazywał gniew w najczystszej postaci, jednak skutecznie marszczył brwi, gdy go obserwował. Westchnąwszy cicho przeszedł do kolejnej części utworów przygotowanych dla pani i dla pana młodego, kiedy to młodzieniec zwyczajnie wparował w tort znajdujący się obok niego oraz spowodował rozwalenie go na milion kawałków. A te kawałki - trafiły centralnie na Aarona, w wyniku czego garnitur został poplamiony niefortunnie paroma białymi plackami. Heh, tylko tego mu jeszcze brakowało! O ile nie przeszkadzała mu niesubordynacja dzieciaka, o tyle najwidoczniej goście nie byli zadowoleni z całokształtu wydarzenia poprowadzonego w wyniku typowego koła fortuny; tym samym wynagradzając mu to dwudziestoma galeonami. Na początku się upierał, że to nic takiego, aż ostatecznie musiał się zgodzić. Przynajmniej tyle z tego wyniósł!

Kostka: 5
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 224
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyPon Sty 07 2019, 13:35

| Po wizycie w szpitalu |

Po poważnej rozmowie z uzdrowicielem Matthewem, rozmowie która miała miejsce w szpitalu św. Munga, Henrietta poczuła że potrzebuje chwili relaksu. W końcu dyskusja ta nie należała do banalnych. Musiała się przyznać do paru rzeczy, musiała przeprosić za swoje zachowanie. Pewnie gdyby nie parutygodniowy pobyt na oddziale specjalistycznej opieki, nie przejmowałaby się tym wszystkim aż tak dosadnie. Ale warunki na tym oddziale czegoś ją tam nauczyły... zwłaszcza, gdy leżała zapięta w pasy. Na dodatek brak swobody (o, chociażby to że do toalety prowadziła pacjenta pielęgniarka). To wszystko sprawiło, że zrozumiała swoje błędy, pojęła iż oskarżyła tę dwójkę uzdrowicieli bezpodstawnie o coś, czego wcale się nie dokonali. A próbowali pomóc. Naprawdę próbowali jej pomóc, a ona agresją słowną, a po jakimś czasie – równie fizyczną, całkowicie im się zbuntowała. Teraz już wiedziała, że wszystko tak jakby wyolbrzymiła. Teraz już wiedziała, że to była infekcja. I cieszyła się, że głosy, bóle brzucha i omdlenia minęły. A nawet jeśli nie bezpowrotnie, to przynajmniej na razie. I oby ów stan się u niej utrzymywał...
Tak czy owak, opuszczając Londyn, przekroczyła progi Hogsmeade, chcąc usiąść gdzieś i napić się czegoś ciepłego, więc idąc wydeptaną ścieżką, obserwowała przez szyby wnętrza różnych lokali. W końcu wypadło na pewien pub jazzowy, gdzie Henrietta jeszcze nigdy nie postawiła nogi. Cóż, może to i dobrze? Dobrze jest poznawać nowe rzeczy, w tym nowe miejsca. Wtedy nasze horyzonty rozszerzają się. To na pewno jest bardziej dobre, aniżeli bardziej złe.
Weszła do pomieszczenia i wytrzepawszy buty, rozejrzała się po wnętrzu. Panował tu całkiem miły klimat, chociaż nie wpisywał się idealnie w wymogi panny Henrietty, to uznała że chce tutaj zostać. Usiadła i od razu wzięła kartę menu w objęcia palców utalentowanych dłoni, i przejrzała pobieżnie wzrokiem ich ofertę, aż w końcu zdecydowała się na wino z czarnego bzu. A kiedy podszedł do niej kelner, złożyła zamówienie, posyłając mu sympatyczne spojrzenie. Nie wiedziała, co ją tu czeka. Może dosiądzie się do niej ktoś znajomy? A może w ogóle do tego nie dojdzie? Poczekamy, zobaczymy.

@Lilyanne Scarlett Craven
Powrót do góry Go down


Lilyanne Scarlett Craven
Lilyanne Scarlett Craven

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 139
http://www.czarodzieje.org/t15369-lilyanne-scarlett-craven#412105
http://www.czarodzieje.org/t15372-scarlett-craven#412199
http://www.czarodzieje.org/t15373-scarlett#412202
http://www.czarodzieje.org/t15371-scarlett-craven#412159
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyPon Sty 07 2019, 21:11

Scar, świeżo po przeprowadzce, wyruszyła na wycieczkę po magicznej wiosce. Odkąd zaczęła uczęszczać do Hogwartu, była tu już wiele razy, ale tym razem było jakoś inaczej. W końcu dzisiaj wyszła oblewać swoją przeprowadzkę. Myślała też o zorganizowaniu w niedalekiej przyszłości małej parapetówki, ale kwestia to pozostawała póki co w fazie planów. Najpierw musiała się jako tako urządzić, kupić trochę, a nawet całkiem sporo, zapasów do lodówki i kuchennych szafek, no i w ogóle zaplanować kogo zaprosić. Grupa jej i tak nielicznych znajomych, ostatnio znacząco się przerzedziła. Z połową dawnych kolegów i koleżanek nie miała od jakiegoś czasu kontaktu, znajomość z innymi nie wytrzymała próby czasu. Po jakimś czasie Scarlett porzuciła w końcu planowanie imprezy. Przecież przyszła tu w innym celu. Skupiła się więc na otoczeniu. Jej wzrok padł na szyld mijanego właśnie pubu. Nie pamiętała, czy kiedykolwiek wcześniej w nim była. Nie zastanawiając się długo weszła do lokalu. Wyglądał całkiem obiecująco.
We wnętrzu nie zauważyła nikogo znajomego, ale nie zraziło jej to. Po chwili namysłu usiadła obok nieznajomej kobiety, która przed chwilą złożyła zamówienie. Scar postanowiła poczekać chwilę z zamówieniem. Nie wiedziała jeszcze, na co w ogóle ma ochotę. Zamiast tego rozejrzała się badawczo po wnętrzu.
- Całkiem ciekawy lokal, prawda? - zagadała do nieznajomej, gdy na chwilkę złapały kontakt wzrokowy. Głupio było tak siedzieć obok siebie w milczeniu.

@Henrietta Moseley
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 224
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyPon Sty 07 2019, 21:44

W końcu kelner podszedł do jej stolika i postawił przed Henriettą na stoliku zamówiony przez nią trunek. Kobieta uśmiechnęła się radośnie i upiła łyk wina. Rozglądała się przy okazji po całym lokalu, który z każdą narastającą sekundą zdawał się być w jej oczach coraz to bardziej okazalszy i Henrietta nie wiedziała, dlaczego. W końcu odwróciła głowę przed siebie, i zauważyła, że do jej stolika dosiadła się jakaś młoda kobieta. Nie była brzydka, ale Moseley nie mogła w żaden ze sposobów odgadnąć, ile ta może mieć lat. Nie przejęła się tym. Bo po co? Po co przejmować się takimi błahostkami, zwłaszcza jeśli owe błahostki nie są nikomu do czegokolwiek potrzebne?
Tak czy owak, krawcowa wbiła w nią spojrzenie i już miała powiedzieć coś w stylu "znajdź sobie jakiś inny, wolny stolik', o, albo "jest tu tyle miejsca... czemu usiadłaś akurat naprzeciwko mnie, skoro nawet się nie znamy?" Ale że Henrietta to z natury istota niekonfliktowa, chociaż można polemizować, zważywszy jak te kilka tygodni temu zachowała się w szpitalu wobec dwójki uzdrowicieli, nie powiedziała tego, co pomyślała. Było jej z tego powodu głupio. No ale to był raczej pojedynczy epizod, a nie częste zachowanie, które mogłoby zadecydować o jej charakterze.
- Owszem, ciekawy – odparła beznamiętnie i upiła kolejny łyk wina. Robiła to powoli, sącząc oszczędnie zamówiony trunek, gdyż lubiła się długo delektować smakiem niemalże wszystkiego.
Powrót do góry Go down


Lilyanne Scarlett Craven
Lilyanne Scarlett Craven

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 139
http://www.czarodzieje.org/t15369-lilyanne-scarlett-craven#412105
http://www.czarodzieje.org/t15372-scarlett-craven#412199
http://www.czarodzieje.org/t15373-scarlett#412202
http://www.czarodzieje.org/t15371-scarlett-craven#412159
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyPon Sty 07 2019, 23:49

Scar z reguły nie zwracała większej uwagi na wystrój wnętrz takich lokacji. Pracowała i pomieszkiwała kiedyś w naprawdę paskudnych wizualnie spelunkach, które jednak okazywały się mieć świetną atmosferę. Ten pub jednak wyglądał całkiem... przytulnie. W międzyczasie rzuciła okiem na menu. Może i nie była wielką fanką trunków, ale od czasu do czasu lubiła sobie chlapnąć kieliszeczek czegoś dobrego.
Nie zniechęciło jej raczej nieprzyjazne spojrzenie nieznajomej. W ogóle mało co działało na nią odstraszająco. Poza zwierzętami, oczywiście. One odstraszały ją wręcz niewyobrażalnie.
Scar postanowiła, że jeśli kobieta nie podejmie rozmowy, to najwyżej odpuści sobie gadanie i przesiądzie się w inne miejsce. Stolików było w pomieszczeniu całkiem sporo, a nie miała zamiaru szukać znajomych na siłę. Aż tak zdesperowana nie była.
- Na pewno przyjemniej tu niż na zewnątrz - skomentowała Puchonka, patrząc na nieciekawą pogodę za oknem. Nigdy nie była wielką fanką zimny. Po chwili wezwała kelnera i zamówiła rum porzeczkowy. Nie miała jeszcze okazji spróbowania tego specyfiku, ale nazwa brzmiała obiecująco.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 224
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyWto Sty 08 2019, 16:40

Na początku podchodziła nieco sceptycznie do tego, że dosiadła się do niej nieznajoma. Przez głowę przeszła jej nawet myśl, że ta jest zupełnym no-life i desperacko szuka znajomych, bo wszyscy od niej uciekają. Ktoś mógłby się z tego cieszyć, cieszyć z cudzego nieszczęścia. Ale nie ona. Nie Henrietta. To zupełnie do niej nie pasowało, ba – zaczęła nawet odczuwać swego rodzaju współczucie, mimo, że nawet nie wiedziała, czy jej wstępna teoria w ogóle pokrywa się z prawdą.
Tak, podchodziła sceptycznie. Ale to uległo zmianie, przez co teraz pani krawcowa cieszyła się z jej towarzystwa. Po chwili uznała, że skoro już tu siedzą, na dodatek razem, wypadałoby jakoś zacząć nową znajomość... o ile w ogóle to będzie można nazwać znajomością.
- Więc... – zrobiła krótką przerwę – ...więc, jak ma pani na imię? I mam mówić na "pani", czy na "ty"? – uśmiechnęła się nieśmiało.
Nieważne, jak kobieta która dosiadła się do Henrietty zareagowała na słowa tej ostatniej. No bo tak czy owak, skomentowała jej słowa dotyczące tego, że tu lepiej niż na zewnątrz, a tym, co powiedziała, były słowa mówiące, że całkowicie się z nią zgadza.
Nie mogły jednak wiedzieć, co się za chwilę im przydarzy. Cóż, to że nie znamy przyszłości nie świadczy bynajmniej, że świat nie jest ciekawy, ba, to właśnie go ubarwia, sprawia że naprawdę warto żyć i krawcowa całkowicie zdawała sobie z tego sprawę. Mimo, że miewała chwile zwątpienia, ale, w sumie, kto ich nie ma? No właśnie. I to również ubarwia nasze osoby.
A co zadziało się parę chwil potem? Gdy Henrietta podnosiła nadgarstek, by palcami złapać czerwoną ciecz zawartą w szklanej postaci, przez przypadek, zamiast upić kolejny łyk... potrąciła kieliszek. Krwistoczerwona ciecz rozlała się automatycznie po stole, a że było jej dość sporo, fatalne skutki wydarzenia dotknęły również kobietę siedzącą naprzeciwko. Hen wstała automatycznie i z drżącymi rękoma zaczęła z małego stojaka na stole wyjmować chusteczki. W końcu było ich bardzo wiele, więc panna Moseley okrążyła stolik by ukucnąć nad kobietą i zaczęła równie nerwowo wycierać jej ubranie.
- Przepraszam... oj, jak bardzo przepraszam...
Emocji było wiele. Głównie nerwy, przez co Henrietta bardzo się zestresowała i przejęła. Do tego stopnia, że... poczuła, jak jest jej słabo i tym samym opadła na podłogę.
Panna krawcowa straciła przytomność.
Powrót do góry Go down


Lilyanne Scarlett Craven
Lilyanne Scarlett Craven

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 139
http://www.czarodzieje.org/t15369-lilyanne-scarlett-craven#412105
http://www.czarodzieje.org/t15372-scarlett-craven#412199
http://www.czarodzieje.org/t15373-scarlett#412202
http://www.czarodzieje.org/t15371-scarlett-craven#412159
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyWto Sty 08 2019, 20:24

Scar może i nie należała do najbardziej towarzyskich na świecie osób, ale zupełnym nerdem też nie była. Po prostu uważała, że milej jest spędzić czas na rozmowie, nawet z nieznajomą, niż siedzieć w samotności i ciszy. Oczywiście nie zamierzała szukać znajomych na siłę. Scar na ogół w ogóle nie czuła potrzeby zawierania nowych znajomości. Jej ułomność emocjonalna rzadko dopuszczała do świadomości takie potrzeby. Przez lata jednak Scarlett przyswoiła sobie pewne zachowania, które obserwowała u innych. Towarzyskie pogawędki były chyba jednym z nich.
- Jaka znów pani. Scarlett jestem - przedstawiła się Puchonka, uśmiechając się do kobiety. Nie mogła nawet sobie wyobrazić, że ktoś zwracałby się do niej tak oficjalnie. - A jak ja mam się zwracać do pani? - zapytała, na wszelki wypadek wybierając nieco oficjalniejszą wersję pytania.
Gdy dostała od kelnera zamówiony trunek, od razu upiła mały łyk. Przyjemne ciepło rozlało się po jej ciele. A chwilę później coś innego rozlało się po jej ubraniu. Jak się okazało, cieczą tą było wino siedzącej przy stoliku kobiety. Scar już miała zbyć to zdarzenie machnięciem ręki, gdy nieznajoma zaczęła wycierać chusteczkami plamę na jej ubraniu. Było to nieco niezręczne. A nawet bardzo.
- Nie, nic się nie stało. Naprawdę, to nic takiego - zaczęła uspokajać kobietę. Niestety, niewiele to raczej dało, ponieważ chwilę później nieznajoma zemdlała.
W pierwszej chwili Scar nie wiedziała co robić. Szybko jednak zaczęła działać. Ze względu na zakłócenia magii, wolała nie używać czarów do cucenia nieprzytomnej. Zamiast tego uniosła jej nogi i oparła na krześle, jak to uczyli ją kiedyś w mugolskim sierocińcu. Następnie krzyknęła do kelnera, aby wezwał pomoc. Nie miała pojęcia,co jeszcze mogłaby zrobić. Kiepska była z niej ratowniczka medyczna.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 224
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptySro Sty 09 2019, 18:57

Krawcowa uśmiechnęła się szeroko słysząc, że może do tu obecnej dziewczyny zwracać się po imieniu. Cóż, nie da się ukryć że w ten sposób będzie im o wiele lżej prowadzić rozmowę. Po co bawić się w jakieś uprzejmości, skoro można to załatwić o wiele prościej? No właśnie.
- Na mnie też mów na "ty". Henrietta jestem – odparła Moseley, wyciągając ku niej prawą dłoń. A czy tamta odwzajemniła gest i uścisnęła ją, to zależało tylko od niej – od Puchonki, rzecz jasna.
I od tej pory obie kobiety mówiły do siebie po imieniu. Tak, teraz było zdecydowanie lżej. Chociaż Henrietta nie przywykła do takich początków znajomości, to ucieszyła się, że grono znanych jej osób powiększyło się. Cóż, tylko przez tę jedną osobę, no ale lepsze to niż nic, prawda? Krawcowa wiedziała, że należy cieszyć się z najmniejszych drobiazgów. Tylko wtedy poczujemy się naprawdę szczęśliwi, jeśli będziemy odnajdywać radość w takich banalnych i minimalistycznych sprawach. Potem kelner podał Scarlett to, co zamówiła, a Hen była zadowolona, że teraz obydwie miały co pić. W ten sposób czuła się lepiej, niż wtedy, gdy sama sączyła trunek.
Wszystko szło dobrze, do czasu, aż... Henrietta, oczywiście nieumyślnie, wylała swoje wino, które ubrudziło bluzkę towarzyszki. Potem wszystko zadziało się automatycznie. Panna Moseley zaczęła nerwowo wycierać jej ubranie stertą serwetek. Nie przerwała tej czynności nawet wtedy, gdy zdała sobie sprawę, że to bezsensowne, nie uda jej się usunąć plamy. A potem zemdlała.

Po dłuższej chwili, Henrietta otworzyła powoli oczy. Nadal nieco kręciło jej się w głowie, ale, całe szczęście, odzyskała przytomność. Ciągle była zakołowana, nie wiedziała, co się wokół niej dzieje i nie widziała ludzi, którzy zbiegli się wokół niej, obserwując, co się tu przed chwilą wydarzyło.
- Gdzie.. ja... jestem? – spytała cichym głosem, któremu niedaleko było do szeptu. Zauważyła wtedy, że leży z nogami w górze, ale nie miała wystarczająco dużo siły, by wstać.
Powrót do góry Go down


Lilyanne Scarlett Craven
Lilyanne Scarlett Craven

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 139
http://www.czarodzieje.org/t15369-lilyanne-scarlett-craven#412105
http://www.czarodzieje.org/t15372-scarlett-craven#412199
http://www.czarodzieje.org/t15373-scarlett#412202
http://www.czarodzieje.org/t15371-scarlett-craven#412159
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptySro Sty 09 2019, 21:11

Scarlett też wolała prostsze rozwiązania, dlatego uśmiechnęła się, gdy Henrietta zaproponowała, aby mówiła jej po imieniu. To wydawało się też naturalniejsze od rozmów przepełnionych formami grzecznościowymi i niepotrzebnymi zwrotami. Z uśmiechem też uścisnęła wyciągniętą dłoń nowej znajomej. Mimo ułomności emocjonalnej i braku empatii, Scar nie uciekała przed dotykiem innych. Zwłaszcza przed tak naturalnymi gestami.
Dla Puchonki taki początek znajomości nie był niczym niezwykłym. Tyle czasu zarabiała na życie śpiewaniem w barach, gospodach i klubach, że nawiązała w nich w podobny sposób bardzo wiele znajomości, które nadal trwały. Ważni byli ludzie, których się poznało, ich osobowość, a nie miejsce tego spotkania. Przecież wartościowych ludzi można było spotkać wszędzie.
Wieczór zapowiadał się naprawdę miło, póki nie wydarzył się ten mały wypadek z winem. W sumie Scarlett nie zepsuło to zbytnio humoru. Dopiero próba wytarcia plamy z jej ubrania przez Henriettę sprawiła, że Lily poczuła się niezręcznie. Nowa znajoma chyba jednak przeżyła to jeszcze bardziej, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że chwilę później zemdlała.
- Jesteśmy w Pubie Jazzowym. Zemdlałaś i jakiś czas byłaś nieprzytomna - powiedziała powoli Scar, gdy kobieta po ocknięciu zadała pytanie. - Jak się czujesz? Może chcesz do szpitala? - zapytała po chwili Puchonka.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 224
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyCzw Sty 10 2019, 16:47

Henrietta nie miała bladego pojęcia o życiu nowej znajomej. Może to i dobrze, a przynajmniej na razie? Może na razie lepiej będzie, jeśli nie będą się sobie spoufalać? To trochę nienaturalne, by na samym początku znajomości zdradzać szczegóły swojego życia. I nieważne, czy chodzi tutaj o przeszłość, teraźniejszość albo przyszłość, chociaż... teraźniejszość tak praktycznie rzecz biorąc nie istnieje. Każda mijająca sekunda po ułamku sekundy staje się przeszłością. Odchodzi do historii i nic na to nie poradzimy – na ulotność każdej z chwil.
Nie poradzimy tym samym nic na to, że Henrietta wylała wino. Na to, że zasłabła, chociaż o tym ostatnim nie należałoby mówić, w końcu to czyn zupełnie innej kategorii.
Fakty są następujące: Henrietta wylała dość drogi trunek na blat stolika, czego skutki dosięgły również Scarlett. Ta pierwsza zakłopotała się i z nerwów zaczęła równie nerwowo wycierać serwetkami odzienie nowej koleżanki. Faktem jest również to, iż po jakimś czasie po osłabnięciu ocknęła się i, zupełnie zdezorientowana, zabrała głos. Dość, cicho, to prawda, ale jej towarzyszka najwidoczniej usłyszała wszystko. Dlatego zaraz potem krawcowa otrzymała odpowiedź i... zrobiła wielkie oczy. Przez jakiś czas nie mogła wstać, więc jej starania zakończyły się fiaskiem. Ale odzyskała pełną swobodę mówienia.
- W pubie jazzowym, powiadasz... – początkowo nie była w stanie połączyć faktów, ale i to uległo zmianie, gdyż już po chwili przypomniała sobie wszystko. Dosłownie wszystko. Już nie było jej słabo. Już nie kręciło jej się w głowie. Zdziwiła się tylko, że zemdlała. Wyniki mówiły, że już nic jej nie dolega... więc co to było, do jasnej ciasnej?!
A usłyszawszy pytanie Puchonki, Henrietta aż się wzdrygnęła. Szpital? Nigdy więcej. Już nigdy nie postawi stopy w św. Mungu, i w ogóle w żadnym innym szpitalu. Inną sprawą jest zwykła kontrola lekarska. Wtedy może się pojawić w takim miejscu, oczywiście. Po prostu nie zamierzała się tam kłaść. Ponownie. A tym bardziej na oddziale specjalistycznej opieki.
- Nie trzeba. Naprawdę. Już mi lepiej. – kącik jej ust powędrował ku górze.
Powrót do góry Go down


Lilyanne Scarlett Craven
Lilyanne Scarlett Craven

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 139
http://www.czarodzieje.org/t15369-lilyanne-scarlett-craven#412105
http://www.czarodzieje.org/t15372-scarlett-craven#412199
http://www.czarodzieje.org/t15373-scarlett#412202
http://www.czarodzieje.org/t15371-scarlett-craven#412159
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyNie Sty 13 2019, 12:20

Scar z reguły nie rozmawiała o szczegółach swojego życia z nieznajomymi. A przynajmniej o tych bardziej prywatnych szczegółach. Wiadomo, rozmowy o szkole czy pracy, choć zahaczały o życie prywatne, były dosyć powszechnym tematem rozmów, nawet z osobami poznanymi chwilę wcześniej. Jednak rozmów o sierocińcu czy swoim tułaczym życiu unikała na tak wczesnym etapie znajomości. Nie żeby wstydziła swojej przeszłości - po prostu nie widziała potrzeby opowiadania o swoim barwnym życiu, które dla innych mogło wydawać się nędzne. Może i nie było jej łatwo, ale nie zamieniłaby tego wszystkiego na jakieś sielankowe życie.
Scarlett ulżyło, gdy Henrietta odzyskała przytomność, choć wydawała się nie pamiętać wydarzeń z ostatnich kilku minut. Jeszcze tylko tego brakowało, żeby krótka pogawędka z nią wysłała kogoś do szpitala. Po chwili jednak spojrzenie kobiety zmieniło się, zniknęło z niego zdezorientowanie, co chyba oznaczało, że pamięć jej wróciła.
- To dobrze - odpowiedziała, gdy nowa znajoma powiedziała, że już jej lepiej. Nie widziała potrzeby w wysyłaniu kogoś siłą do szpitala. - Pomóc ci wstać? Chcesz może wody? - zapytała, spoglądając na Henriettę.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 224
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyNie Sty 13 2019, 13:39

- Nie trzeba. Naprawdę. Już mi lepiej. – kącik jej ust powędrował ku górze.
I zaiste, czuła się już lepiej. No, może nie o wiele, ale i to było postępem, dzięki któremu Henrietta zapewne już niedługo wróci do pełni sił. Największym osiągnięciem było uświadomienie sobie pewnych rzeczy.
Zaczęła sobie przypominać wydarzenia nieco dalsze, które jednak wciąż pozostawały wydarzeniami niezbyt dawnymi. Usiadła sobie w pubie, zamówiła coś (dopiero potem przypomniała sobie, co), a potem dosiadła się do niej nieznajoma, która już nieznajomą nie jest. Przynajmniej dla Henrietty. Przypomniała sobie również wszystkie odczucia, które towarzyszyły jej dniowi dzisiejszemu. Było ich wiele, niczym szeroki wachlarz rożnych emocji i stanów, który otwiera się przed każdym, kogo myśli orbitują wokół tego, o czym teraz myśli pani krawcowa.
A, tak. Co zamówiła? Wino. Wino, które rozlała na stole. Wino, które rozlało się również na odzieniu Scarlett. Jak mogła w ogóle dopuścić do takiego wypadku? Wypadku, w którym nie tylko zmarnowała wiele pieniędzy. Wypadku, w którym poplamiła bluzkę swojej aktualnej towarzyszki. Jak mogła?! Westchnęła głęboko, rozumiejąc, że co jak co, ale nie zmieni przeszłości i nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem. No, w tym przypadku – winem. Ciemnym i wytrawnym, jednym słowem: takim, jakie Hen lubi najbardziej. Ale to nie było ważne, przynajmniej teraz.
Już chciała jej powiedzieć, że nie trzeba, wstanie sama, i wtedy dotarło do niej, że to niewykonalne. Nieważne, ile by dała w to wysiłku, jej starania będą się zakańczać fiaskiem. Dlatego odwróciła głowę w jej kierunku na tyle, ile to było możliwe, i odezwała się cichym głosem.
- Uhm, pomoc w wstaniu na pewno mi nie zaszkodzi – uśmiechnęła się blado, a jednak... sympatycznie. Potem, gdy Henrietta ponownie usiadła na swoim pierwotnym siedzisku, już miała powiedzieć, że tak, prosi o szklankę wody, ale w tym samym czasie obok dziewczyn przechodził kelner, więc panna Moseley zaczepiła go i poprosiła o mineralną, niegazowaną. Na dodatek zauważyła, że na stoliku nie ma śladu po wylanym winie. Cóż, najwidoczniej ktoś wcześniej to posprzątał. Najpewniej, gdy leżała nieprzytomna. Henrietta obserwowała otoczenie, by zorientować się, czy podczas jej chwilowej niedyspozycji nie zmieniło się coś jeszcze. Okazuje się, że nie.
Powrót do góry Go down


Lilyanne Scarlett Craven
Lilyanne Scarlett Craven

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 127
  Liczba postów : 139
http://www.czarodzieje.org/t15369-lilyanne-scarlett-craven#412105
http://www.czarodzieje.org/t15372-scarlett-craven#412199
http://www.czarodzieje.org/t15373-scarlett#412202
http://www.czarodzieje.org/t15371-scarlett-craven#412159
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptySob Sty 19 2019, 14:28

Widząc, że Henrietta powoli wraca do formy, Scar wewnętrznie odetchnęła z ulgą. Fakt, że jest upośledzona emocjonalnie nie sprawiał, że życzyła innym źle. Na ogół była raczej życzliwa innym. A przynajmniej na miarę swoich możliwości.
Pozostawało mieć nadzieję, że omdlenie nie wywoła jakiejś trwałej szkody w organizmie kobiety. Póki co sytuacja wydawała się być dosyć niewinna, ale kto wie, jakie mogła wywołać obrażenia wewnętrzne. Scar postanowiła jednak póki co nad tym nie rozmyślać, a skupiła się na chwili obecnej. Henrietta wyglądała już lepiej. A przynajmniej nie wyglądała na poważnie chorą. Może to wszystko spowodowane było jedynie stresem?
- W takim razie podaj rękę - powiedziała, wyciągając w stronę kobiety dłoń. Ostrożnie pomogła jej wstać i usiąść na krześle, które Hen zajmowała przed omdleniem.
- Na pewno dobrze się czujesz? - zapytała, gdy znajoma zamówiła sobie wodę. Nie wiedziała, co jeszcze mogłaby dla niej zrobić.
Powrót do góry Go down


Henrietta Moseley
Henrietta Moseley

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 33
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 224
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t16190-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16214-henrietta-moseley
http://www.czarodzieje.org/t16211-henrietta-moseley
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyNie Sty 20 2019, 21:32

Henrietta złapała dłoń kobiety, którą spokojnie może nazywać już koleżanką i za jej pomocą zajęła ponownie fotel, na którym uprzednio siedziała. Kiedy już woda mineralna w szklanej postaci stała przed nią na stoliku wraz ze szklanką, spojrzała na Scarlett i teraz uśmiechnęła się od ucha do ucha. Tak, teraz odzyskała siły i była w stanie to uczynić.
Dziwne, ale, jak działo się coś złego, zazwyczaj wszyscy są dla niej uprzejmi i pomocni. Dziwne? Raczej nie, ale mówimy tu o tym, jak sprawę widzi sama Henrietta Moseley. Nie wszyscy zachowują się moralnie w takich sytuacjach, co sprawiało, że ludzie byli poróżnieni jeszcze bardziej, co poniekąd było naprawdę piękne, że ludzie są niepowtarzalni. I poniekąd złe, haniebne, że nie wszyscy mają dobre serca. No cóż poradzić...
Tak, zazwyczaj spotykała się z miłosierdziem. Niestety, nie było tak zawsze. A Diana Hazel? Była niemiła, aczkolwiek pani krawcowa nawet nie pomyślała,że za tą maską obojętności, ironii i bycia niezbyt uprzejmą stoi ktoś zupełnie inny. Ktoś, kto naprawdę przejmował się jej zdrowiem.
A jej zdrowie? Było lepiej. Naprawdę lepiej, a tu proszę? Zemdlała. Może jednak to był jednorazowy, niepowiązany z jej problemami incydent.
- Dziękuję ci – odparła i uśmiechnęła się do niej niemalże tym samym uśmiechem, jaki pojawił się na jej ustach dość niedawno. Potem wlała sobie nieco wody do szklanki i upiła mały łyczek. Następnie postanowiła odpowiedzieć Scarlett.
- Tak, naprawdę nie musisz się o mnie martwić.
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 284
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyPon Kwi 22 2019, 22:10

22 kwietnia 2019 roku

Miał dzisiaj dobry dzień, może nie licząc tej godziny spędzonej w męczarniach, kiedy to nie mógł uporać się ze skutkami wczorajszego biegu. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przez to cholerne zakwasy przynajmniej nauczył się nowego zaklęcia z zakresu magii uzdrowicielskiej, która to nigdy nie była jego konikiem, a do której przez wzgląd na zdrowy rozsądek, powinien się znacznie bardziej przyłożyć. Jego praca nie była w końcu najbezpieczniejsza, a nie zawsze człowiek nosił przy sobie miliony fiolek z eliksirem wiggenowym. Zdawał sobie z tego sprawę, a jednak często brakowało mu czasu czy nawet i chęci, żeby wziąć w dłoń jakąś księgę z leczniczymi czarami i spróbować swoich sił. Poza tym zawsze miał większe ciągoty do czarnej magii, która sprawiała mu przy tym o wiele mniej problemów, przez co jego ambitne plany treningowe często kończyły się raczej na dążeniu do perfekcji w używaniu zaklęć zakazanych niżeli zabawie w pielęgniarza w św. Mungu. Cieszył się więc, że chociaż dzisiaj poznał tajniki tej bielszej z magicznych dziedzin, ale prawdę mówiąc, to mu na jeden wieczór wystarczało. Potrzebował jeszcze jednego leku na zakwasy (nawet jeśli w rzeczywistości już ich nie miał) i była to Ognista. Teoretycznie mógł udać się do pubu, w którym pracował, może dostałby nawet jakąś zniżkę, ale nie oszukujmy się, Szatańska Pożoga już mu się przejadła i jeśli tylko miał trochę wolnego czasu, wolał odwiedzić inne miejsca na mapie czarodziejskiego świata. Tym razem konkretnego planu nie miał, ale nogi same powiodły go w kierunku centralnej części Hogsmeade. W Trzech Miotłach czy Gospodzie pod Świńskim Łbem był już wiele razy, toteż błądził kolejnymi alejkami, szukając czegoś, co po prostu rzuci mu się w oko. Jak się jednak okazało, jedno miejsce przyciągnęło go nie swoim wyglądem, a wybrzmiewającą z wnętrza muzyką. Leo przez moment myślał nawet czy się nie przesłyszał. Jazz w obecnych czasach nie był w końcu ta popularny, ale na szczęście dało się jeszcze znaleźć ludzi, którzy potrafili docenić ten gatunek, a jak widać, nawet i stworzyć klimatyczny pub, w którym można było posłuchać muzyków na żywo. Tak, młody Fleming przeczytał wywieszone na drzwiach ogłoszenie. Codziennie od 18 grała tutaj okoliczna kapela jazzowa, co wyjątkowo zachęciło go do wejścia i odwiedzenia tego pubu również przy innej okazji.
Ostrożnie wszedł do środka, by czasem nie wyłożyć się o podwyższony próg i musiał przyznać, że czuł się trochę rozczarowany. Nie muzyką, ona była niesamowita. Nie mógł tego samego powiedzieć o wnętrzu, które w jego mniemaniu wyglądało raczej przaśnie. Skoro jednak mógł napić się jakiegoś gorzkiego, procentowego trunku, wsłuchując się w improwizowane dźwięki trąbki, mógł przymknąć oko na pewne inne niedogodności. Nie zajmował stolika, a jedynie odwiesił płaszcz na pobliskim wieszaku, wyciągając z niego uprzednio portfel i paczkę Volde-Mortów. Nie przepadał za nimi, bo i nie był fanem zielonkawego dymu, ale że nie było w sklepie nic lepszego, musiał przynajmniej na chwilę zaprzyjaźnić się z albańskimi zakładami tytoniowymi.
- Podwójną Ognistą na lodzie. – Złożył swoje zamówienie, kładąc przed barmanem odpowiednią kwotę galeonów, kiedy zdał sobie sprawę z tego, że w pubie nie mają tego trunku. Naprawdę uchował się na rynku jakiś pub, w którym nie sprzedawano Ognistej? Z drugiej strony może to i lepiej. Dopatrzył się dzięki temu w karcie Beetle Berry Whiskey, której nie pił od bardzo dawna.
- W takim razie niech będzie Beetle Berry. – Sprostował więc, po chwili racząc się gorzkawym, alkoholowym napitkiem. I tak uważał, że najlepszą whiskey robią mugole, a już szczególnie Irlandczycy, co oczywiście nie oznaczało, że zamierza się tym spostrzeżeniem dzielić z pracownikiem lokalu. Zresztą w ogóle nie wdawał się z nim póki co w żadne rozmowy. Popijał swój trunek, a w końcu wyciągnął papierosa, którego podpalił koniuszkiem swojej różdżki. W tym przypadku także był zwolennikiem zapałek czy zapalniczki. Cóż, w jakimś sensie można by go pewnie uznać za dziwaka.


Ostatnio zmieniony przez Leonel Fleming dnia Nie Kwi 28 2019, 02:02, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down


Blaithin 'Fire' A. Dear
Blaithin 'Fire' A. Dear

Nieokreślony
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż
Galeony : 1320
  Liczba postów : 2944
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyPon Kwi 22 2019, 23:48

Pociągnęła intensywnie czerwoną szminką po wardze ponownie, kończąc dzieło. Musiała upewnić się, że wygląda nienagannie, wręcz elegancko. Nie prowokujący, ale wyraźny makijaż podkreślał smukłe rysy twarzy Blaithin, a długi płaszcz podobny kolorem pomadce również spełniał swoją rolę. Wyglądała dokładnie tak, jak nie lubiła wyglądać, ale od swoich arystokratycznych rodziców z pewnością uzyskałaby sporo pochwał. To nie była randka ani nawet wyjście ze znajomymi. Jedynie biznesy.
W życiu Blaithin od jakiegoś czasu wszystko sprowadzało się do tego samego. Wpychanie nosa w nieswoje interesy i załatwianie spraw, za które Ministerstwo Magii chętnie wrzuciłoby jasnowłosą za kratki, stało się niemalże rutyną. Niemalże, bo pomimo wykonywania podobnych czynności, zwłaszcza w pracy przy przemycie w Antykwariacie, gdzie normą było przynieś, podaj, pozamiataj, zatkaj komuś usta... nadal zdarzały się różne niespodzianki. Teraz sama sobie taką sprawiła, gdy spotkała się ze znajomymi w szarej, zalanej deszczem Szkocji i posunęła się o krok za daleko. Brawurą potrafiła zyskać bardzo wiele, ale równie wiele stracić w zaledwie paru sekund. Buńczuczny charakter młodej Dear niektórym imponował, innym działał na nerwy. Tym razem nie zdołała dostać informacji, których chciała, a które niewątpliwie powiązane były z hipnozą. Za to dostała zaklęciem, przez które ból głowy towarzyszył jej kolejne pół godziny. Przed teleportacją do Hogsmeade otarła jeszcze krew powoli cieknącą z nosa. Ciśnienie wywołane nieprzyjemnym zaklęciem przestało rozsadzać czaszkę Blaithin, mżawka zdołała schłodzić buzującą w niej złość. Tyle by było z biznesów na ten moment, potrzebowała zalać irytację i zawód sporą dawką alkoholu. Nie zawsze dostajemy to, czego chcemy, a jednak... Fire nigdy nie potrafiła tego zaakceptować. Zdobywanie przychodziło Blaithin naturalnie, jak oddychanie. Makiaweliczne zapędy nieodmiennie towarzyszyły Gryfonce, czy tego chcieli inni, czy też nie. Zresztą, kiedyś będzie mogła sprawić, że sami zechcą.
Cichy trzask zwiastował przybycie dziewczyny w niewielkiej wiosce. Ją także zwabiły dźwięki przyjemnej dla ucha muzyki. Jazzu zdecydowanie nie słuchała na co dzień, ale ten gatunek przywodził na myśl ciekawy klimat. A muzykę kochała w prawie każdym wydaniu. Wychylenie szklanki whisky i posłuchanie czegoś, co uspokoi jej gniewny nastrój pewnie okaże się idealnym remedium. Czym innym mogłaby się pocieszyć? Daleko było Fire do desperatki.
Przestąpiła próg pubu niemalże bezszelestnie. Nieraz wytykała sobie to, jak bardzo przed paroma laty pragnęła zwracać na siebie uwagę. Byleby tylko zgarnąć jeszcze trochę zainteresowania i móc pławić się w świadomości, że jest słuchana i oglądana. Nawet jeśli wciskała wszystkim wyssane z palca kłamstwa i fałszywą wizję samej siebie. Ale każdy w młodości zdążył narobić paru głupot, prawda?
Dzięki Merlinowi, że w końcu z tego zrezygnowała. Może i teraz dużo rzadziej skrywała kąśliwą naturę, ale przynajmniej towarzyszyła temu jakiegoś rodzaju szczerość. Blaithin odpięła sprawnie guziki swojego drogiego płaszcza, po czym zsunęła materiał z ramion na wieszak. Tak prozaiczne czynności kryły w sobie drugie dno, a fakt, że nosiła jasny kapelusz z szerokim rondem nie służył jedynie ozdobie. Łatwiej było obserwować ludzi i umykać jedynym błękitnym okiem, jeśli ktoś stykał się z nim spojrzeniem. Nie wiedziała, czy pragnęła towarzystwa, jeszcze nie.
Przez swoje kalectwo tak czy siak miała ograniczone pole widzenia, więc skupiła się na dotarciu do barmana zamiast na obserwowaniu zebranych tu czarodziejów. Pewnie i tak co najmniej połowa była typowymi moczymordami, z kolei druga panami szukającymi kłopotów. Albo łatwej zdobyczy. Ani pierwsi ani drudzy nie mogli raczej mierzyć się z Fire, w czym zresztą szybko by ich uświadomiła.
Oparła się łokciem o ladę i zgarnęła zwilżone deszczem pukle włosów na prawe ramię. Kucyk utracił na swojej elegancji, gdy kosmyki zaczęły żyć własnym życiem. Wyglądała naturalniej.
- Fleming - zauważyła nagle palącego obok mężczyznę, ale zmrużyła oczy nieufnie, jak gdyby wcale się nie cieszyła ze spotkania. Bo też w gruncie rzeczy się nie cieszyła. Nie wiedziała, jak Leonel zareaguje na to przypadkowe natknięcie się na siebie nawzajem, ale bez sensu byłoby go ignorować. - W samotności ci nie do twarzy - wytknęła. Blaithin podejrzewała, że gdzieś kryło się towarzystwo mężczyzny. Może pudrowało nos w łazience, a może robiło coś innego, pytała tylko po to, żeby wiedzieć, czy należy się wycofać. A może wręcz chciała dać mu szansę, żeby kazał jej w jakiś sposób poszukać zajęcia gdzie indziej.
Poklepała się po kieszeniach jeansów, ale nie wyczuła pudełka papierosów. Ciche przekleństwo uciekło spomiędzy warg dziewczyny, gdy jednocześnie skarciła się w myślach za nieuwagę. Niestety, nabrała ochoty na trochę nikotyny, kiedy poczuła ten zapach otaczający Leonela. Zamiast tego uwagą powróciła do alkoholi, zastanawiając się, który z nich najszybciej zabije tę cierpkość w jej głosie. Albo ogólnie jej świadomość.
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 284
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyWto Kwi 23 2019, 00:21

Na muzykę nie można było narzekać, chociaż nie dało się ukryć, że trochę wiało tutaj nudą. A może po prostu on przywykł do miejsc, gdzie ludzie ciskali w siebie urokami i walili pięściami po twarzy? W Szatańskiej Pożodze tego typu sytuacje były na porządku dziennym, a tutaj… było aż nazbyt spokojnie i elegancko, przez co w jakimś stopniu czuł się nawet nieswojo. Może i nieraz potrafił być snobistyczny, ale daleko mu było takiego klimatu. Przez wzgląd na swoją pracę zbyt wiele czasu spędzał na Nokturnie, a tam można było zapomnieć o czymś takim jak ten jazzowy pub. Łatwiej niż wypić kawę było wytaplać się w czyichś ciepłych jeszcze flakach. Trochę przesadzał, jasne. Nikt się tam na co dzień nie mordował i poza szemranymi twarzami zwykle dało się tam spokojnie przejść. A przynajmniej jego nikt raczej nie tykał, najpewniej dlatego, że każdy kojarzył go z Pożogi. Zdarzało się jednak, że na tej najmroczniejszej w czarodziejskim świecie ulicy rozgrywały się dantejskie wręcz sceny, a Leo miał to szczęście, że dość często był ich świadkiem. Rzadziej, choć również bywało, prowodyrem. Niekiedy przetrzepał w końcu komuś skórę, choć starał się jednak działać po cichu, nie przyciągając wzroku innych czarodziejów i nie wzbudzając większych podejrzeń. Nie było mu po prostu śpieszno do Azkabanu, a i pocałunek dementora jakoś nie wpisywał się w zakres jego być może dziwnych, ale na pewno nie samobójczych, upodobań.
Zaciągnął się mocno, wypuszczając po chwili z ust chmurę zielonkawego dymu. Westchnął przy tym ciężko, spoglądając na swoje dzieło i zaczął się zastanawiać nad tym, kto w ogóle wymyśla takie głupoty. Trudno było w tych czasach kupić normalne fajki, których nie zepsuliby czy to dodatkiem jakiejś rozweselającej substancji, czy jakimiś niespecjalnie potrzebnymi efektami, tak jak w przypadku produktu albańskich zakładów tytoniowych. Volde-morty i tak nie były najgorsze, bo chociaż pozostawały mocne, a i ich smak nie został w żaden sposób „podrasowany”, ale nie oszukujmy się, Leo nie był nastolatkiem, by wesoło buchać jakąś zielonkawą parą. No nic, dopóki spełniały swoją rolę, mógł zaakceptować swój los. I tak mógł się cieszyć z tego, że nie tańczył gdzieś wokoło niego kolorowy hologram jednorożca, co zapewne już też do jakichś damskich cygaretek dorzucili jako wspaniały, zachęcający wszystkich czarodziejów do palenia efekt. Żenujące.
Upił kolejnego łyka whiskey, kiedy do jego uszu dobiegł znajomy głos. Miał do nich większą pamięć niż do twarzy, więc nawet nie musiał się odwracać, by wiedzieć z kim ma do czynienia. Zaciągnął się raz jeszcze, dociskając w końcu peta do szklanego dna popielniczki.
- Samotność to moje drugie imię. – Mruknął bardziej do szklanki niż do samej Blaithin. Właściwie nie skłamał. Często można było go zobaczyć siedzącego przy ladzie w jakimś obskurnym barze, gdzie jedyną jego towarzyszką była szklanka dobrego alkoholu. Pił za dużo, lecząc praktycznie każde smutki i nerwy solidną dawką procentów, a że natura obdarzyła go wyjątkowo mocną głową… Nie było raczej sensu się nad tym rozwodzić.
- Może to i lepiej. Jak widać, niektóre znajomości nie kończą się najlepiej. – Dodał dopiero po dłuższej chwili, kiedy to zdecydował się jednak spojrzeć na twarz swojej rozmówczyni. Pierwszym, co rzucało się w oczy była opaska, zakrywająca oko i to właśnie do tego faktu Fleming się odnosił. Nie miał oczywiście pojęcia, co stało się dziewczynie, ale rozsądek podpowiadał mu, że raczej nie zrobiła sobie tego sama. Właściwie ten widok nawet go zaintrygował. Zastanawiał się bowiem, kto ośmielił się szpecić tak piękną buźkę, i chociaż nie zadał na głos tego pytania, po swoim komentarzu liczył na jakieś słowa wyjaśnienia. W oczekiwaniu na nie wyciągnął w kierunku Fire paczkę swoich Volde-Mortów bez słowa, wskazując jedynie delikatnym ruchem głowy, żeby Gryfonka poczęstowała się papierosem. Sam zresztą też wyciągnął kolejnego, mimo że ledwie sekundę temu palił. Pierwszy był stricte dla niego, drugi będzie tym dla towarzystwa.
Powrót do góry Go down


Blaithin 'Fire' A. Dear
Blaithin 'Fire' A. Dear

Nieokreślony
Rok Nauki : X
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Wzrost : 160cm
C. szczególne : chuda, opaska na twarzy, blizny, tatuaż
Galeony : 1320
  Liczba postów : 2944
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyWto Kwi 23 2019, 02:09

Pamięci do twarzy i imion wyuczyła się już dawno temu. Podobnie jak do zatargów i różnych, nawet drobnych sprzeczek. Chowanie urazy zdecydowanie leżało w naturze Blaithin, chociaż czasem można było ją sobie zjednać. Dzięki dobrej pamięci i bystrości uważała, że posiada większą kontrolę i zmniejsza szanse na zostanie zaskoczoną. Ale w przypadku Leonela dalej mogła postrzegać go jako kogoś z czystą kartą. No, trochę ją zbrukał tym, że palił Volde-morty. Kto normalny wybierał akurat ten rodzaj papierosów? Przez zielonkawy dym raczej nikt, ale jakimś cudem ludzie, którzy je lubili, często intrygowali też Fire. Ona sama paliła często i w taki sposób się rozluźniała, ale teraz pozostawała trochę spięta.
Nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić, czy Fleming wyolbrzymia tę samotność. Wyglądał na człowieka, którego... ciężko rozczytać. Blaithin nawet nie umiałaby wskazać jakichś pozorów, jakie Leonel stwarzał. Oprócz takich, że przez tę powagę ciężko wyprowadzić go z równowagi. Czasami dobrze było odpocząć od rówieśników w Hogwarcie i ich często niedojrzałego podejścia do wielu spraw. Fire miała nieraz wrażenie, że nie pasuje do takiego swobodnego traktowania życia. Nie mówiła tego Flemingowi, ale z dorosłymi ludźmi nieraz dogadywała się lepiej.
Komentarz mężczyzny był bardzo trafny. Wyczuwała wyraźne spojrzenie skierowane na czarną opaskę i momentalnie nieco się speszyła. Skryła to za spokojną, zimną mimiką, ale niemalże liczyła sekundy, kiedy szare tęczówki badały tę mocną zmianę w wyglądzie Blaithin. Ludzie reagowali różnie. Brak troski czy obrzydzenia zdawał się odpowiadać dziewczynie najbardziej. Z drugiej strony ciężko było przez to Fire odczytać prawdziwe myśli Leonela. Sięgnęła dłonią do opaski i poprawiła ją nieznacznie, bo nagle wydała się bardziej niewygodna niż zwykle.
- Jak widać. - powtórzyła zimno. Kto wie czy celowo zastosował akurat to słowo. Fire tak często prosiła się wręcz o kłopoty, że większość ludzi (nawet ci, którzy nie znali jej dobrze) wiedziała, że prędzej czy później zrani się na tyle, że nawet najlepsza magia lecznicza nie pomoże. Sprowokuje o jedną osobę za dużo... Pozwoliła, żeby atmosferę między nimi wypełniła wesoła muzyka jazzowa, zanim ułożyła w głowie odpowiedź. Sięgnęła również po zaoferowanego papierosa, którego woń dalej nęciła Blaithin. Przywodziła na myśl całkiem przyjemne skojarzenia i emocje. Przez to niebezpiecznie rozpraszała. Fire chwilę bawiła się Volde-mortem w palcach.
- Ciężko się oprzeć wyzwaniu. I niewiele jest rzeczy bardziej kuszących niż ryzyko. Chciałabym skłamać, że było warto i ostatecznie wyszłam na swoje, ale... spieprzyłam. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Smocza Krew - wzruszyła ramionami i skinęła do barmana głową, żeby przyjął zamówienie.
Nie traktowała Leonela jako osobisty konfesjonał. Zdradzała wyłącznie tyle, ile chciała, a zwłaszcza obcemu człowiekowi. Niedobrze się Blaithin robiło na myśl, że miałaby wymyślać kolejną bajeczkę, byleby uniknąć odpowiedzi. Miała miesiąc w Mungu, żeby przemyśleć sobie parę spraw. Wyciągnęła również kilka ważnych wniosków. Słowa dobierała ostrożnie dopóki jeszcze mogła, bo alkohol często później utrudniał robotę. Wolała nie liczyć na to, że to Leonel z ich dwójki ma słabszą głowę.
Żywsze dźwięki trąby i puzony zdawały się wyrywać ludzi do ruszenia w taniec zamiast siedzenia przy barze, ale Blaithin pozwalała im płynąć. Odpaliła końcem różdżki papierosa i zaciągnęła się lekko. Odkaszlnęła.
- Ty nigdy nie przejechałeś się na znajomości? - zapytała trochę z przekąsem, kierując ku mężczyźnie swój wzrok. Zastukała paznokciami wolnej dłoni o gładkie drewno blatu w takt skocznej muzyki. Szczerze wątpiła w istnienie ludzi nieomylnych, ale w gruncie rzeczy nie wiedziała o nim wiele. Ciekawość stanowiła pierwszy stopień do piekła. Fire zapewne znajdowała się już co najmniej w przedsionku, więc co szkodziło poddać Leonela testowi. Potrafiłby się przyznać do popełnienia ewentualnego błędu? Przez całe swoje życie Blaithin sprawiało to ogromną trudność i do tej pory bywało tak, że zrzucała winę na potknięcia innych osób. Porażka równała się okazaniu słabości, a tego zaakceptować nie potrafiła. Perfekcjonizmu wpojonego w umysł dziewczyny nie dało się wykorzenić tak łatwo. Strzepała odrobinę popiołu do papierośnicy i przygarnęła do siebie zamówiony alkohol. Jak dobrze, że w niewielkiej torebce dzięki zaklęciu powiększającemu mieściło się mnóstwo rzeczy naraz. Nawet nie musiała długo w niej grzebać, żeby odnaleźć galeony.
Powrót do góry Go down


Leonel Fleming
Leonel Fleming

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 26
Czystość Krwi : 50%
Wzrost : 179 cm
C. szczególne : blizna po lewej stronie żeber
Galeony : 284
Dodatkowo : oklumencja
  Liczba postów : 385
http://www.czarodzieje.org/t17243-leonel-fleming
http://www.czarodzieje.org/t17251-leonel-fleming#482709
http://www.czarodzieje.org/t17250-leonel-fleming#482708
http://www.czarodzieje.org/t17245-leonel-fleming
Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8




Gracz




Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 EmptyWto Kwi 23 2019, 02:46

Dobrze, że nie zdawał sobie sprawy z tego, jaka w ciągu tych kilku, może kilkunastu sekund, przylgnęła do niego łatka. Fan Volde-Mortów, wspaniale. Brakowało jeszcze tęczy i hasających radośnie po lesie jednorożców. Tak jednak oceniało się ludzi, po pierwszym wrażeniu, po tworzonych zupełnie przypadkiem pozorach. Zabawne, zważając na to, że z każdym uwolnieniem dymu z ust czuł się jak kompletny idiota i gdyby tylko nie był uzależniony od porządnej dawki nikotyny, najpewniej wyszedłby ze sklepu z niczym. A i tak, przy każdym wyciągnięciu papierosa z paczki, w duchu przeklinał właścicielkę, która nie potrafiła zadbać o asortyment zadowalający każdego klienta. Szczególnie tak wybrednego jak on. Przez moment zastanawiał się nawet czy aby nie sprzedają w tym pubie fajek, ale przelotne owładnięcie najbliższej okolicy wzrokiem potwierdziło jego obawy: tego wieczoru nie uda mu się już zmazać tego wstydliwego obrazu zielonkawej niczym wymioty po szpinaku mgiełki.
Nie był pewien czy cieszy się z towarzystwa Blaithin. Kiedy przypominał sobie o Volde-Mortach, myślał sobie, że niekoniecznie chciał tu kogokolwiek znajomego spotkać. Z drugiej jednak strony, nigdy nie wiadomo co się wydarzy, a on sam nie miał na dzisiejszy wieczór żadnych większych planów. Potraktował więc przybycie Gryfonki jako nieoczekiwany dar od losu czy niespodziankę na nie-święta, która być może wniesie w jego życie coś ciekawego, a jeśli nie, to chociaż wymusi na nim wypowiedzenie paru słów więcej niż tylko „podwójna Ognista na lodzie”. Czy wyolbrzymiał tę samotność? Może trochę, w końcu to nie tak, że nie spotykał się z ludźmi. Ba, w samej Pożodze każdego tygodnia przewijały się setki czarodziejów. Chodziło jednak o coś innego: z niewieloma osobami Leo rzeczywiście spędzał czas. Ot, żeby naprawdę się spotkać i opowiedzieć co mu się przydarzyło. Po prostu niewielu ludziom potrafił zaufać, a jeśli mowa o pracy, raczej był samotnikiem.
Zresztą nie należał do tego typu osób, które przyciągałyby do siebie nie wiadomo jakie tłumy. Tak jak „bardzo” przejął się okiem Fire, a raczej jego prawdopodobnym brakiem, tak samo wyrażał i zainteresowanie swoim rozmówcą. Mało kto potrafił go czymś dłużej zająć czy zaintrygować, a klepanie jęzorami o pogodzie raczej nie było w jego stylu. Na tego typu swobodne i luźne gadki pozwalał sobie wyłącznie z tymi, których mógł dumnie nazwać przyjaciółmi. Jednostkami, które jakimś cudem nie omijały go szerokim łukiem i nie obawiały się przebywać w jego towarzystwie. Czego by jednak o nim nie powiedzieć, „jak widać” nie było przemyślaną zagrywką i dopiero po dłuższej chwili Leo zdał sobie sprawę z tego, że mogło to zabrzmieć o wiele bardziej cynicznie niż zamierzał. Niespecjalnie mu to jednak przeszkadzało, właściwie: wydawało mu się, że dzięki temu zyskał i tak bardziej wyczerpującą odpowiedź niżeli mógłby przypuszczać.
- Chyba zbyt mocno wzięłaś sobie do serca powiedzenie, że bez ryzyka nie ma zabawy. – Westchnął ciężko, choć przez chwilę nawet zrobiło mu się jej żal. Była naprawdę atrakcyjną dziewczyną, którą jeden błąd kosztował wiele; i choć ktoś mógłby powiedzieć, że uroda nie jest przecież najważniejsza, że przemija, to jednak każdy zwracał na nią uwagę w pierwszej kolejności. Nawet Fleming, mimo że zapytany najpewniej twierdziłby usilnie, że jest inaczej. Bzdury. Możliwe, że inne cechy były dla niego istotniejsze, ale nie oszukujmy się, że był mężczyzną, a co za tym idzie często wyrabiał sobie już jakieś zdanie o kobietach po samym ich wyglądzie. Inna sprawa, że akurat jego towarzyszka robiła wrażenie nawet z tą przepasaną przez głowę opaską.
Był ciekawy kto i dlaczego zrobił jej taką krzywdę, ale czy rzeczywiście tak bardzo jej współczuł? Domyślał się, że nie stało się to przy okazji bitwy na łajnobomby i że chodziło o coś o wiele poważniejszego. Niebezpiecznego. Cóż, kiedy patrzył na nią miał wrażenie, że potwierdza się jego zdanie o kobietach. Nie było ono może tak skrajne jak mogłoby się wydawać, a Leo nie zamierzał wszystkich przedstawicielek płci pięknej przywiązywać do kuchni, ale… uważał, że niektóre czynności czy zawody powinny jednak pozostać w gestii płci silniejszej. Musiał jednak przyznać, że Blaithin potrafiła się obronić (przynajmniej werbalnie), bo i nie spodziewał się z jej ust takiego pytania.
- Raczej starannie dobieram sobie przyjaciół i kolejne wyzwania. – Odpowiedział jej dokładnie tak jak i ona jemu. Niby zgrabnie, choć w rzeczywistości nie zdradził praktycznie nic. W przeciwieństwie do niej uważał jednak, że przyznanie się do porażki nie było oznaką słabości, a raczej wyjątkowej odwagi. O ile oczywiście te porażki nie zdarzały się nazbyt często, bo wówczas można by się naprawdę zastanawiać czy nie mamy do czynienia z idiotą. Tak czy inaczej i jemu było się trudno do błędów przyznać, raczej tego nie robił, a jeśli już mu się przydarzyło, zwykle samo przyznanie dotyczyło faktów znacznie oddalonych w czasie.
- Za to zdrowe. Zanim znów postanowisz się wplątać w jakieś tarapaty. – Uniósł szklankę w geście toastu, spoglądając przy tym w oczy… a raczej oko dziewczyny. Chociaż nie było po nim widać ani krzty empatii, w jakimś stopniu potrafił jej podejście zrozumieć. On także często ryzykował. Zbyt wiele.
Powrót do góry Go down


Sponsored content

Pub Jazzowy - Page 10 QzgSDG8








Pub Jazzowy - Page 10 Empty


PisanieTemat: Re: Pub Jazzowy   Pub Jazzowy - Page 10 Empty

Powrót do góry Go down
 

Pub Jazzowy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Pub Jazzowy - Page 10 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
-