Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Magiczny klub Rondo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Bentham
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 266
  Liczba postów : 240
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4899-drake-bennett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4900-niezla-draka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4902-drastyczna-poczta




Gracz






PisanieTemat: Magiczny klub Rondo   Czw 23 Maj - 9:57


Magiczny Klub Rondo

Wyjątkowo elegancki, magiczny klub, którego nazwa wcale nie jest przypadkowa! Otóż w centralnej części sali, znajduje się okrągły bar, co znacznie usprawnia proces obsługi wszystkich klientów, którzy nie muszą się ustawiać w kilometrowej kolejce, ani przepychać łokciami – dla wszystkich wystarczy miejsca przy barze! Zatrudniani są tu tylko barmani najwyższej klasy, zdolni do przyrządzania wyszukanych drinków w niezwykle widowiskowy sposób.

Wejście do klubu – 10g
Wejście do klubu + open bar bezalkoholowy
Wejście do klubu + open bar
Wynajęcie klubu na prywatne przyjęcie – 75g

Dowolne wino
Shot dowolnej whisky lub wódki
Dowolny short drink
Dowolny long drink
Dowolny soft drink
Dowolny drink z dodatkiem eliksiru rozśmieszającego

Rozliczeń dokonuj w tym temacie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Pią 5 Lip - 12:08

Dziewczyna postanowiła jeden dzień spędzić w Londynie. Odwiedziła swoje mieszkanie, a więc i jednocześnie brata po czym postanowiła przejść się po okolicach... Tych przyjemniejszych, mniej mugolskich. Chciała zobaczyć ile się zmieniło w jej mieście od czasu roku szkolnego w Hogwarcie. Nic więc dziwnego, że już po jakimś czasie postanowiła odwiedzić jedno z nowych miejsc – z czystej ciekawości. Weszła do magicznego pubu rozglądając się za kimś znajomym. Było prawie pusto. Dlatego bez problemu znalazła miejsce przy barze. Usiadła poprawiając czarną sukienkę i zamawiając sobie ognistą whisky. No cóż. Najwyraźniej to będzie spokojny dzień bez żadnych rewelacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 285
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6053-aaron-lawyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6092-sekrety-aarona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6074-magnus
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8314-aaron-lawyers




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Sob 6 Lip - 1:46

Siedział przy barze. Wokół niego zdążyło zgromadzić się już parę osób. Od paru dni był tutaj stałym bywalcem i ludzie nauczyli się już, że nie trzeba go dwa razy prosić, żeby zaczął odgrywać swoje przedstawienie.
Zaskakujący finał doskonałej sztuczki karcianej zbliżał się już wielkimi krokami.
- Możecie doszukiwać się tu sekretu, ale oczywiście go nie znajdziecie, gdyż nie patrzycie jak należy. Tak naprawdę nie chcecie go poznać. Chcecie być oszukanymi. - Uśmiechnął się triumfująco, pokazując wszystkim wachlarz z kart, z których wszystkie były czwórkami trefl. Najbardziej westchnęła ze zdumienia dziewczyna, która wybrała ową kartę z talii.
Dopiero wtedy ją zauważył. Przepraszający uśmiech, krótkie, skromne gesty i zdołał wyplątać się z wciąż łakomego kolejnych trików towarzystwa. Podszedł do dziewczyny pewnym krokiem, uśmiechając się swoim zwyczajem kącikiem ust, choć pogodnie.
- Cornelia! Co Cię tu przywiało? Londyn? Serio? - Zarzucił ją od razu pytaniami i nie pytając nawet o pozwolenie, przysiadł się, spoglądając na jej pełną szklaneczkę. Zmarszczył nieco brwi. Zwykły wypad na miasto, czy może kryło się za tym coś więcej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Sob 6 Lip - 11:37

Nie zwracała zbyt dużej uwagi na to, że cokolwiek się tu dzieje. Owszem była zazwyczaj bardzo zainteresowana każdym większym zamieszaniem, jakie się pojawiało w otoczeniu – często sama takie wzbudzała. Ale dzisiaj jakoś tak wyszło, że nawet nie zauważyła, że coś się dzieje. Zaskakujące, ale jednak się wydarzyło. Corin zaskakuje nawet samą siebie, dlatego człowiek się prawie nigdy z nią nie nudzi.
Skupiona na swoim trunku niemal zawału dostała słysząc nagle, że ktoś się do niej odzywa. Zamrugała zaskoczona i spojrzała w stronę ów przybysza. Całe szczęście, że nie wystraszyła się na tyle, żeby mieć odruch obronny prawego sierpowego... Jego szczęście oczywiście.
- Corin – Poprawiła go od razu jak to miała w zwyczaju każdą osobę, która wypowiadała jej imię w pełni – Wycieczka krajoznawcza – Odpowiedziała mu uśmiechając się wesoło. Fajnie było spotkać tutaj Aarona. Dawno się nie widzieli i właściwie nie znali się jakiś bardzo dobrze. Kojarzyła go z lekcji, bo w końcu był tylko rok od niej starszy. I ogólnie był osobą, która dość bardzo się wyróżniała.
- A co ty tutaj robisz? Kogo kantujesz tym razem? - Wytknęła figlarnie język w jego stronę po czym upiła łyk ze swojej szklanki nie przestając wpatrywać się w mężczyznę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 285
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6053-aaron-lawyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6092-sekrety-aarona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6074-magnus
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8314-aaron-lawyers




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Nie 7 Lip - 1:16

Mężczyzna brzmiał chyba trochę zbyt poważnie, jak na kogoś w jego wieku, nawet pomimo faktu, że ubrany był w dość elegancką, ciemną, karmelową marynarkę, czarną koszulę i materiałowe, hebanowe spodnie, uzupełnione o skórzane, ciemnobrązowe buty.
Uśmiechnął się na jej gest i przetasował karty, które wciąż trzymał w dłoniach. Schował talię do wewnętrznej poły marynarki i usiadł obok niej, zatrzymując wzrok na jej oczach.
- Jeśli powiesz mi, jaką kartę wybrałaś, wyciągnę ją z kieszeni. - Uśmiech przesycony żartem. - Tak tak Cornelio, przecież wiem, jak Cię wołają. Ja wolę jednak mówić pełnym imieniem. Zwłaszcza, kiedy jest tak zgrabne, jak Twoje. - Wybrnięcie z sytuacji, przez kokieterię. Nie mógł się przyznać, że przecież po prostu zapomniał, że powinien zwrócić się do niej w krótszej formie. Taka nic nie znacząca, błaha sprawa, a jednak...
- Kogo kantuję? Teraz? - Uśmiechnął się tajemniczo. Pokazał jej pustą dłoń, strzepnął nią i wyciągnął zza jej ucha kartę. - Ciebie. - Pokazał jej siódemkę trefl, którą chwilę wcześniej "wyczarował".
- A tak serio? Odpowiada mi jakoś obijanie się po takich czy innych spelunach, w poszukiwaniu widowni, może jakichś problemów. Czasami znajomych. - Wzruszył ramionami, rzucając dokoła mało znaczące spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Nie 7 Lip - 8:27

- Potrafisz karty tylko tasować, czy wróżyć z nich również? - Spytała mrugając uwodzicielsko oczami, ale w trochę przekoloryzowany sposób, co podkreślało żartobliwość tych słów. Owszem zdarzało jej się bardzo często do mężczyzn zachowywać w taki sposób jakby ich kokietowała i robiła to całkiem przypadkiem. Ale ostatnio jakoś starała się z tym walczyć, więc najczęściej pojawiało się to tylko w żartach. Nie chcemy w końcu żeby wszyscy nowo poznani ludzie podtrzymywali i ubarwiali jej opinię jakże sławną w murach Hogwartu.
- Wybacz. To nie zmienia faktu, że wolę Corin. „Cornelia” zarezerwowana jest dla specjalnych osób. Może kiedyś zasłużysz? – Wytknęła w jego stronę delikatnie język. Trzeba przyznać, że to faktycznie błaha rzecz. Ale dla tej dziewczyny, chociaż tego nie pokazywała, znaczyła naprawdę bardzo wiele. Pozwoliła tylko kilku osobom w całym życiu tak do siebie mówić. Między innymi dlatego, że z pierwszymi dwoma ma dobre skojarzenia, które skończyły się fatalnym skutkiem. Powiedzmy, że to poniekąd jak fatum, bo jak na razie wszystkie, które na to zasłużyły już nie utrzymują z nią kontaktu.
- Oh, niesamowite – Powiedziała z udawanym zachwyceniem, kiedy wykonał na niej jakże mistyczną sztuczkę abra kadabra i inne sprawy. Ciekawe, co by tacy mugole powiedzieli, gdyby kiedyś ktoś pokazał im prawdziwą magię, skoro zachwycają się kartą wyjętą z rękawa – Przyznaj się. Odwróciłeś moją uwagę i gwizdnąłeś mi portfel – Obejrzała go bacznie oczywiście nadal nie schodząc z uśmiechu. Upiła do końca swoje zamówienie i odstawiła szklankę, którą chwilę później barman zabrał.
- Jakie już problemy udało ci się znaleźć? - Spytała wpatrując się w niego jakby był jakimś panem zagadką, którego wszyscy bardzo chcą rozszyfrować. No trzeba był przyznać, że był człowiekiem specyficznym i naprawdę ciekawym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 285
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6053-aaron-lawyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6092-sekrety-aarona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6074-magnus
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8314-aaron-lawyers




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Pon 8 Lip - 1:02

Milczał przez chwilę, przypatrując jej się uważnie.
- Umiem. - Odpowiedział powoli. - Ale trzeba sobie na to zasłużyć. - Bliżej nieokreślony błysk w oku Aarona, nakazywał sądzić, że kryła się za tym jakaś historia, może prawdziwa, a może równie fikcyjna, co jego sztuczki. Nie odrywając wzroku od jej oczu, powoli wyciągnął z kieszeni kartę. Rzucił ją na stół. - Dama karo. - Nie spojrzał nawet w jej kierunku. Wiedział, że wyciąga właśnie tę kartę. - Dziewięć trefl. - Dodał, podnosząc kolejną kartę, na wysokość swoich oczu i powoli obracając ją w stronę dziewczyny. - Famme fatale, z zadatkami na dobrą przyjaciółkę. - Skwitował z opanowaniem i rozbawieniem malującym się na twarzy. - Nie! - Podniósł dłoń, zakazując jej komentować - Nie zaprzeczaj, nie potwierdzaj. Dobrze wiedziałem, jakie karty wybieram. - Ponownie skrzyżował z nią swoje spojrzenie. - Oszukiwałem troszeczkę. - Dodał przepraszającym tonem.
"Może kiedyś zasłużysz". Ciężko przewidzieć przyszłość. Wróżbiarstwo natomiast nigdy nie było najmocniejszą stroną Lawyersa. Może i często zagłębiał się w swoich marzeniach, fantazjował, miał duszę artysty, ale jednak był dość przyziemny, by niekoniecznie wierzyć i przejmować się przepowiadaniem przyszłości. Traktował jasnowidzenie jako sztuczkę, podobną do tych, które on sam potrafił wykonać. Z zewnątrz wyglądały niesamowicie, niewiarygodnie wręcz, a nad wyraz realistycznie, za to od środka: skrywały dość prosty, choć nierzadko trudny do odkrycia, sekret.
- Może. - Wzruszył ramionami i odwrócił się w stronę baru, zamawiając sobie piwo. Chyba nic nie sprawdzało się lepiej w taką pogodę. Nawet ognista, którą przecież uwielbiał.
- Nie gwizdnąłem, ale jeśli to delikatna sugestia, żebym teraz za coś zapłacił, to z miłą chęcią to uczynię. - Zatrzymał gestem barmana i spojrzał w jej stronę pytająco.
- Jak na razie żadnych. Naprawdę mi się nudziło i mocno liczyłem na jakieś urozmaicenie, a teraz pojawiłaś się Ty. Więc: będą z tego kłopoty? Czas pewnie pokaże - puścił do niej dyskretnie oko, upijając łyk swojego świeżo zakupionego piwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Pon 8 Lip - 10:04

No proszę, a więc jednak usłyszy wróżbę. Przypatrywała się więc jego dłonią, które obserwowała jakby chciała odkryć, co też on z tymi kartami wyprawia. Jak na pokazach iluzji. Tam zawsze patrzała, oczywiście nie na piękną asystentkę, ale na dłonie iluzjonisty mając nadzieję, że dostrzeże więcej niż wszyscy inni. Czasem się udawało, ale to naprawdę była bardzo, bardzo rzadka sprawa. Dlatego próbowała dalej, bo a nuż widelec się uda.
Już chciała coś powiedzieć, ale jej przerwał. Zamrugała zaskoczona przekrzywiając główkę lekko w bok. Widząc jego przepraszającą minę zaśmiała się cicho.
- No proszę, co za oszust. Będziesz mi to musiał wynagrodzić – Upozorowała minę i pozę obrażonej, bogatej panny, którą oszukał jej prywatny, nadworny magik i spojrzała na niego z udawaną wyższością. Oczami wyobraźni już widziała na sobie ogromną koroną wysadzają rubinami i królewski płacz warty milion dolarów.
Cornelia stroniła od piw, nie licząc kremowego, ze względu na to, że po prostu nie przepadała za gazowanym. Ale zdarzało jej się czasem na imprezach popić... Choć akurat to się zawsze źle kończyło i lepiej nie wspominać tych chwil, bo mało z nich pamięta. Co najlepsze nie piła aż tak dużo. Miała po prostu bardzo słabą głowę, co niestety wiele osób wykorzystywało i brakowało chłopaka czy przyjaciela, który by ją pilnował.
- To nie była sugestia, ale szukasz dziury w całym w bardzo przyjemny sposób – Zanim to powiedziała cicho się zaśmiała. Nie no, naprawdę lubiła tego gościa. Na jego szczęście Corin nie przepada jak ktoś za nią płaci, więc wyjęła z tylnej kieszeni portfel z czaszką i położyła na blat odliczoną kwotę. Przykro mi, ale nie stać jej na napiwki. Nie chciała po prostu później czuć się dłużna. Normalnie kobieta idealna - szczególnie, że nie będzie od męża sępić na drogie ubrania, bo nienawidzi zakupów. I erotomanka... Nic tylko brać za żonę! Ale to dziwne, że siedziałaby teraz sama, gdyby nie to spotkanie.
- Jeśli pojawiłam się ja, to na pewno będą z tego kłopoty. Możesz nawet nie przeżyć tego dnia. Jesteś na to gotowy? - Spytała pochylając się przy mówieniu tego w stronę mężczyzny i obniżając głos do szeptu, jakby naprawdę planowała coś strasznego i nieprzewidywalnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 285
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6053-aaron-lawyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6092-sekrety-aarona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6074-magnus
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8314-aaron-lawyers




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Pon 8 Lip - 12:55

Wynagrodzić? Zmarszczył lekko brwi, odwracając się w jej stronę. Doprawdy? Jak?
Często zastanawiał się, co się kryje za słowami innych ludzi. Czy to zaproszenie do stolika? Do rozpoczęcia jakiejś gry? Czy nie kryje się za tym nic więcej? Po prostu kolejne zdanie, wpisane we wcześniejszą konwencję ich rozmowy.
Posłał jej uśmiech.
- Mogę - powiedział z naciskiem, dając poniekąd do zrozumienia, że nic nie musi. Nawet podczas tak niewinnej wymiany zdań, dawał do zrozumienia, że nie lubi być kontrolowany, a każda jego decyzja, jest jego własną. - Właśnie to robię. Swoją obecnością. - Uśmiechnął się jak dziecko, które właśnie wytoczyło niepodważalny argument, potwierdzający fakt, że ciastko zjadły krasnoludki, a nie ono samo.
Lawyers również nie słynął jakoś za specjalnie ze swoich wyczynów alkoholowych. Nie dość, że sam nie miał zbyt mocnej głowy, to lubił poza tym kontrolować sytuację. Nie cierpiał tego stanu, kiedy nie potrafił reagować dostatecznie szybko, a słowa plątały się w niezrozumiały bełkot, nim wypłynęły z jego ust.
- Miło mi - odparł z kolejnym uśmiechem na twarzy. Może właśnie tak miało być? W końcu, gdyby przyszła tutaj z kimś, to powitałby ją jedynie uśmiechem i spojrzeniem z drugiego końca sali. - Lubię wyzwania - odpowiedział bez wahania i wzruszył ramionami, podkreślając fakt, że zupełnie nie obawia się wszelkiej maści kłopotów. - No to... za spotkanie, co? - zaproponował, unosząc w jej stronę butelkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Pon 8 Lip - 16:28

Corin oczywiście nie miała na myśli jakiekolwiek kontrolowanie go, czy coś w tym stylu, kiedy mówiła to zdanie. Ale tak naprawdę bardzo lubiła nadzorować ludzi. Chciała wiedzieć co się dzieje i mieć nad wszystkim panowanie, co niestety czasem przysparzało problemów pt. „Bunt na statku?! Kapitanowi nie można się sprzeciwiać! Za burtę go!”. I w ten sposób znajomi czasem gniewali się na nią po kilka dni. Dlatego czasem lepiej było nie pozwolić jej rządzić grupą. Choć z drugiej strony naprawdę potrafiła być górą nad wszystkimi i czasem to przynosiło dobre efekty. W każdym razie ma typowy charakter przywódczy.
- Ktoś ci powiedział, że twoja obecność to nagroda, a nie kara? - Przykro mi, ale kobieta zawsze ma ostatnie zdanie. A co za tym idzie jest w stanie podważyć każdy, nawet najbardziej dopracowany i specjalistyczny argument ha! A jeśli nawet coś pójdzie nie tak, to zawsze może się obrazić. Wtedy ostatnie zdanie należy do faceta. I z reguły brzmi ono „Tak kochanie”.
- Jeśli tak je lubisz, to czekaj tylko aż wymyślę, żeby zrobić „coś szalonego”. To się zawsze źle kończy. Na przykład kąpielą w jeziorze w środku zimy – Mówiąc to przez chwilę mogło się mieć wrażenie, że mimo iż się uśmiechała, to był to uśmiech lekko przygaśnięty. Ale to było naprawdę momentalne, więc jeśli ktoś jej nie znał dobrze, to by nie zauważył. Miała ostatnio małe kłopoty i to dlatego, ale mniejsza z tym. Nie będzie psuła sobie dnia wydarzeniami sprzed miesiąca.
- Za spotkanie! Byle nie ostatnie? - Nie wiadomo czy bardziej oznajmiła, czy bardziej zapytała. Ale wyraźnie oczekiwała od niego jakiejkolwiek odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 285
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6053-aaron-lawyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6092-sekrety-aarona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6074-magnus
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8314-aaron-lawyers




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Wto 9 Lip - 2:47

Zanim odpowiedział, upił głębszy łyk swojego piwa i odetchnął, napawając się orzeźwieniem. Spojrzał leniwie w jej kierunku. - A dlaczego miałaby być karą? - zapytał, marszcząc brwi. - Tutaj - zaczął spokojnie, nachylając się również w jej kierunku - obowiązuje tylko wolność. Mogłaś wstać i odejść, ale cieszę się, że zostałaś. - Skończył, odchylając się do tyłu i ponownie podnosząc butelkę do ust.
Z Aaronem tak nie jest. Lawyers ma tak, że wszystkich traktuje sprawiedliwie i chociaż uważa się za gentlemana, to potrafi ominąć parytety w niektórych sytuacjach. Ostatecznie: prawdziwy mężczyzna NIE MOŻE dać się zdominować i podporządkować. Takie było przynajmniej jego zdanie. Poza tym, za bardzo cenił sobie niezależność. Jeśli ktoś był zbyt uparty, by przyjąć jego racje - po prostu wzruszał ramionami i olewał temat, a i tak wiedział i robił swoje. Bardzo rzadko komuś zdarzało się zmienić jego pogląd na jakiś temat. Krukon wiedział swoje i tego się trzymał.
Należy bardzo uważać, kiedy raczy się kogoś spostrzegawczego, tak drobnymi, acz znaczącymi gestami. Kiedy zdradza się swoje uczucia, te najgłębsze, najbardziej skrywane. Te, nad którymi najtrudniej zapanować, które podświadomie choćby, są dla nas ważne, zbyt istotne, by je wysławiać przed przypadkowo spotkanymi ludźmi. Corin jednak nie zdołała uchronić swoich sekretów i Aaron mógł się już domyślić, że ona skrywa swoje tajemnice. Mniej lub bardziej istotne w jego oczach, ale to przecież nieistotne: liczy się tylko to, jak bardzo wpływają na nią i czy są jej słabością, siłą? Jak można je wykorzystać i czy ona ma tego świadomość? Czy właśnie dlatego je ochrania.
Zamyślił się na krótką chwilę. Zastanowił się nad kolejnym pytaniem, które mogłoby chytrze rzucić nieco więcej światła na całą sytuację, ale zdecydował, że w gruncie rzeczy: nic mu do tego i wcale nie jest tym na razie na poważnie zainteresowany, a jedynie chwilowo zaintrygowany. Prawda pewnie jest błaha i niewarta rozważań. Z resztą... może czas pokaże?
- Mam nadzieję, że nie ostatnie. Na zdrowie! - Stuknął się z nią swoją butelką, upił solidny łyk trunku i wierzchem dłoni otarł usta. - Mam nadzieję, że to spotkanie okaże się na tyle intrygujące, że zachęci mnie do kolejnych. - Teraz nie patrzył na nią, ale obracając powoli w dłoni butelkę, wpatrywał się w nią intensywnie z nieodgadnionym uśmiechem na ustach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Wto 9 Lip - 7:59

- Może zostałam, bo chce być kłopotem, w jaki się wpakujesz specjalnie po to, by ci dokuczyć? - Czołgi wytoczone, walka na argumenty coraz to cięższe zbrojenia przyjmuje. Ciekawe, które z nich sięgnie po jakąś bombę atomową, czy coś w tym rodzaju.
Prawdziwy mężczyzna powinien dominować i jednocześnie być zdominowany. Takie jest zdanie Corneli. Powinien umieć uderzyć swoją dziewczyną o ścianę. Uciszyć, kiedy ta zacznie się po nim wydzierać z byle powodu np. pocałunkiem. Ale jednocześnie powinien być bardzo zależny od kobiety. Robić to, na co ona ma ochotę, żeby sprawić jej przyjemność i dla tego również pozwalać jej decydować. O takim facecie marzyła przynajmniej ona, ale to było naprawdę trudne, żeby takiego znaleźć skoro rządzi „Niezależność”.
Oj te prawdy Corin, które ją dręczyły. Faktycznie, większość z nich była błaha tak jak wspomnienie tego i tamtego faceta, który ją pozostawił. Chociaż jeśli by się zagłębić nawet z tego można wyciągnąć nutkę największej tajemnicy, którą miała Corin, a o której wiedziało tyle osób, że mogła je zliczyć na palcach. Z tego dyrektor, dwóch nauczycieli i ktoś, kogo nie widziała w murach Hogwartu od ponad roku. I nic dziwnego, bo to taka tajemnica, która potrafi spędzić sen z powieki każdej osobie, która ma z nią jakikolwiek kontakt na co dzień.
- Uważaj tylko, żebyś się nie zakochał we mnie do szaleństwa – Ostrzegła oczywiście tonem pełnym zabawy, bo też to zamierzała dzisiaj robić z Aaronem. Tylko nie koniecznie w tym miejscu. Powoli myślała o przeniesieniu się gdzieś indziej, bo w końcu w barze lepiej jej nie trzymać więcej czasu, bo nam się spije biedactwo i zgwałci krukona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 285
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6053-aaron-lawyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6092-sekrety-aarona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6074-magnus
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8314-aaron-lawyers




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Wto 9 Lip - 11:53

Uśmiechnął się drapieżnie, słysząc jej słowa. Tajemniczy błysk w oku i tysiąc myśli w głowie. Nie znali się dość dobrze. Może to i lepiej.
- Może to ja przysiadłem się, żeby popsuć Ci dzień? - Uwielbiał się przekomarzać. - Poza tym... ehhh... gdybym miał same takie kłopoty jak Ty... - skwitował z westchnieniem.
Męskość to pojęcie poniekąd elastyczne, ale przecież cholernie istotne. Facet powinien czasami przeciwstawić się kobiecie. Powinien wyrażać swoja postawą siłę i zdecydowanie, zamiast uległości. Powinien umieć sprawić kobiecie przyjemność. Powinien umieć przyznać się do błędów. Facetów marzeń jednak nie ma. Tak samo jak kobiet. Wrażliwych, ale zdecydowanych, tajemniczych, opanowanych. Takich, które są w stanie powstrzymać mężczyznę od popełnienia błędu, ułagodzić jego temperament w odpowiedniej chwili i zawsze, ZAWSZE, zachować kobiecość.
Faktycznie. Gdyby Aaron znał całą prawdę, przynajmniej teraz, z pewnością podchodziłby do niej przynajmniej nieufnie. Lubił futrzane stworzonka, szczególnie koty, ale nie wahałby się odsunąć od osoby, która okazałaby się być wilkołakiem. Nie żeby chował jakiś uraz do tych... stworzeń, ale jednak nie utożsamiał ich z najprzyjemniejszymi towarzyszami. Tajemnica, którą skrywała, gdyby wyszła na jaw, z pewnością nie przysporzyłaby jej popularności wśród innych uczniów.
Zaśmiał się głośno. On i miłość? Hmmm... nie wierzył w nią tak samo, jak nie wierzył w przyjaźń. Może dlatego, że nikt go nie nauczył, czym jest to uczucie. Znał to na własnej skórze: ktoś, kto kocha Cię przez całe życie, a potem to uczucie okazuje się iluzją. Od tamtego czasu iluzja stała się przecież częścią jego egzystencji. Wszystkie gesty podporządkowane w sceniczny układ namiętności, wrogości i dążące do potęgi, osiągnięcia pewnej dominacji nad tłumem. Czy sprawiało mu to radość? Oczywiście! Wspaniale jest oszukać kogoś w taki sposób, żeby zrobić na osobie oszukanej wrażenie. Dlatego właśnie urzekła go mugolska magia, a przecież potrafił dużo, dużo więcej, niż to, co pokazał tutaj w barze.
- O to bym się nie martwił. - Puścił do niej oko. - Zauroczenie, to chyba jedyne na co mnie stać - dodał spokojnie, patrząc jej w oczy. - Przykro mi.
Zabawa jest wspaniała. Przecież ciągle byli dziećmi. Poza tym lubił osoby, które nie brały wszystkiego na poważnie.
Nie, nie, nie. Nie pozwoliłby sobie na wykorzystanie kobiety, która nie była w pełni świadoma swoich czynów. To by było niegodne, a godność cenił sobie bardzo wysoko. Był w końcu Krukonem...
Faktycznie - bar trochę przytłaczał, ograniczał. Może nie byłoby głupim pomysłem przejść się w jakieś miejsce, stwarzające więcej możliwości?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Wto 9 Lip - 16:56

Ona również uwielbiała się przekomarzać. A nawet o dziwo – kłócić. Oczywiście tylko wtedy, kiedy wszystko tak naprawdę w końcu stawało po jej stronie. Wtedy naprawdę mogła dyskutować nawet parę godzin. Byłą w swoim żywiole jako waleczna kobiecina nie idąca na kompromis. Chociaż czasem znalezienie złotego środka było dla niej czymś bardzo prostym.
- I jak myślisz? Jak Ci idzie niszczenie mojego dnia? - Zagadnęła spoglądając na niego i przy okazji układając swoje dłonie na kolankach. Bawiła się teraz sukienką. Miała to w zwyczaju, że zawsze jej palce gdzieś błądziły. Musiała się czymś bawić, bo inaczej chyba jakiegoś ADHD by dostała. Dlatego teraz wzięła w obroty kant sukienki. Wcześniej cały czas zajmowała się szklanym naczyniem.
- Gdybyś miał same takie kłopoty, jak ja, to byś był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. W końcu kto nie chciał by mieć mnóstwa mnie?! - Mówiąc to wykonała ruch rękami wykonując w ten sposób autoprezentację, która skończyła się tym, że jak na 'potwierdzenie' swoich słów szturchnęła coś łokciem, co upadło na ziemie wyraźnie się tłukąc.
- Ups – Powiedziała spoglądając na szczątki przedmiotu. Spojrzała przepraszająco na barmana, po czym wzrokiem wróciła do Aarona i zaśmiała się w pełni zakłopotana. Niech żyje zgrabność i ci, którzy jej nie mają. Wielkie brawa Corin! Wielkie brawa.
Corin było bardzo blisko do ideału, przynajmniej jej zdaniem tak było. Miała swoją tajemnicę i czasem bardzo dobrze było widać, że ukrywa coś mrocznego. Była wrażliwa – przykładowo potrafiła bardzo mocno płakać na mugolskim filmie... sensacyjnym. No bo przecież główny bohater zginął! Opanowana w sumie nie była... Wręcz przeciwnie. Ale potrafiła wyciągnąć z człowieka to, co najlepsze. A co do kobiecości... Ciekawe jak bardzo kobiece jest naprawianie samochodu ehehe.... W każdym razie nienawidziła zakupów, mogła spędzić z facetem cały dzień w łóżku, swojego ukochanego odbierała jak jakieś bóstwo i uwielbiała być dominowana, a do tego była całkiem ładna, prawda? Nic tylko brać, zanim ucieknie O!
Wilkołak to raczej nie jest po prostu futrzane zwierzątko. Cornelia nigdy nie pogodziła i raczej nie pogodzi się z tym, że jest kimś takim. Naprawdę gardziła wilkołakami. Wilkołak zabił jej najlepszą przyjaciółkę i to w zakazanym lesie, na terenie szkoły! Skoro nauczyciele nie potrafili jej ochronić, to jak mogliby kiedykolwiek uratować jakiegoś ucznia, który podczas pełni wlezie jej w drogę, gdy będzie chowała się między drzewami? Nigdy nie chciała zrobić nikomu krzywdy, dlatego regularnie spożywała eliksir. Ale nie mogła obiecać, że to zawsze zadziała perfekcyjnie. I dlatego często izolowała się od ludzi podświadomie, jednocześnie szukając jakiegokolwiek kontaktu. To skomplikowane i naprawdę trudne.
Corin była pewna, że potrafi kochać, chociaż ostatnio ktoś w to otwarcie zwątpił. Miała już partnerów, z którym miała być „do końca i jeszcze dłużej”. Ale tak wyszło, że jednak znowu została sama. Wierzyła w miłość i to nawet w taką od pierwszego wejrzenia, ale cóż... Uznała, że to nie ma sensu. Albo zawsze rani ktoś ją, albo ona kogoś. Dlatego wyraźnie zapowiedziała sobie „nigdy więcej”. I jakoś tak wyszło, że przypominała sobie o tym tatuażem w kształcie serduszka, który miała na miednicy od czasu jednej z tych takich dawnych miłości.
- Zauroczenie zawsze może być bardzo, bardzo mocne - Puściła mu oczko, ale postanowiła zmienić temat i nie pytać, dlaczego uważa tak, a nie inaczej. A pro po wykorzystywania. To nie on miał Corin wykorzystać, tylko ona jego gwoli ścisłości. To od razu lepiej brzmi.
- Może - Spojrzała kątem oka w stronę drzwi. Postanowiła zaproponować to, co chodziło jej po głowie - Przejdziemy się?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora




Student Ravenclaw
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 285
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 291
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6053-aaron-lawyers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6092-sekrety-aarona
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6074-magnus
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8314-aaron-lawyers




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Sro 10 Lip - 0:11

Kłótnia, a przynajmniej polemika pokazywała prawdziwą siłę obu stron. Ten, kto opuszczał, okazywał się słabszy albo, zależnie od sytuacji, mądrzejszy. Prawdziwa wygrana należała do osoby, która nie dała wyprowadzić się z równowagi, ale zachowała chłodny spokój. Takie słowne potyczki z Aaronem mogły trwać godzinami, zachowywał bowiem zimną krew nawet w najgorszych sytuacjach. momentami mogło wydawać się, że jest po prostu oziębły i zdystansowany, chociaż w środku gotował się od emocji i niemej furii - nie dawał tego po sobie poznać. Uważał, że na tym polega siła. Logika i chłodna kalkulacja zawsze pokonywała porywczość i agresję. To również znał z autopsji.
Przyjrzał się jej uważniej, zastanawiając nad odpowiedzią. Uniósł jedną brew. - Jeszcze nie zacząłem - odparł w końcu, dopijając swoje piwo i nie odrywając wzroku od jej oczu.
Uśmiechnął się szerzej, gdy na ziemi wylądowała z impetem pusta szklanka. Wykonał przepraszający gest w stronę barmana. - Reparo! - wyszeptał, celując różdżką w podłogę. Szkło zespoliło się i powędrowało z powrotem na bar. Zmierzył dziewczynę wzrokiem, pocierając dłonią brodę, którą zdobił świeży zarost, udając zamyślenie. W końcu rozłożył ręce w geście bezradności. - Doprawdy - nie mam pojęcia, Corin - zaśmiał się, kręcąc głową. Punkt dla niej. Była faktycznie czarującą osóbką, nawet pomimo swoich drobnych niedoskonałości i drobnych przywar. Nie mógł jednak określić jej w kilku zdaniach, tak jak nie mógł powiedzieć, że ją zna. Nie potrafił jednoznacznie określić jej wad, a był to dla niego pewien wyznacznik znajomości. Nikt nie był doskonały. Po pierwszej fazie poznawania, kiedy widzi się w drugim człowieku zalety: erudycję, krasomówstwo, elokwencję, mnogość ciekawych zainteresowań, czy w końcu, a może powinno to być na pierwszym miejscu: urodę. Dlaczego tak? Kobieta powinna przyciągnąć urodą, a charakterem zatrzymać. Szkoda, że tak często działało to zupełnie odwrotnie. Tak mało intrygujących, niesztampowych dziewcząt, było ładnych. Szczerze mówiąc: w ogóle mało było takich kobiet. Jak było z Corin? Czas jest najlepszym nauczycielem, czas jest cierpliwy, ale zdradza wszystkie tajemnice, jeśli odpowiednio go wykorzystać. Stwarzał miriady możliwości. Czasami odkrywał zbyt wiele kart, skazywał na banicję, na wieczne rany, których nie był w stanie uleczyć do końca życia ludzkiego. Czas był prawdziwym władcą tego świata. Tylko Ci, którzy zrozumieli jego istotę, jego potęgę i wartość, byli w stanie osiągnąć absolutnie wszystko. Dla innych: mijał on bezowocnie, zbyt szybko i uciekał, uciekał pomiędzy ich palcami, na ich oczach umykał. Ślepcy. Omijało ich tak wiele...
Agresja też bywa formą wyrazu samego siebie, prawda? Tłumiona agresja prowadzi do zła.
Oddech i przełknięcie śliny. Słyszał wszystko. Obserwował, jak unosi się klatka piersiowa jego towarzyszki, jak porusza się jej łabędzie gardło, gdy śpiewnym głosem prowadzi z nim dyskusję, której nie spodziewał się podejmować. Jednak istnieją jeszcze jakieś nadzieje. Istnieją ludzie, których wcześniej nie znał dość dobrze, a teraz musiał to nadrabiać.
Aż tak bardzo wierzył w swoją intuicję? Pewnie tak.
Kimś była. Kimś, kto mógł stać się kimś dla niego.
Kim?
No właśnie. Każda osoba, którą znał bliżej, egzystowała w bliżej nieokreślonej zależności z Lawyersem. Relacji, której nie można było określić jednym słowem, jednym epitetem: przyjaciel, kochanka, wróg, kolega. To było o wiele bardziej złożone, bardziej poplątane, jak układ gwiazd na niebie. Jak z pozoru nic nie znaczący powiew wiatru, który porusza gałęzie wielu drzew. Kochankowie, którzy byli jednocześnie wrogami, którzy znali tyle swoich tajemnic, że mogliby uznawać się za przyjaciół, a zwracali się do siebie, jak do zwykłych znajomych. To i tak zbyt mało, zbyt powierzchowne rozumienie tematu. Prawda?
Brać, jak brać. Tylko czy Corin przypadkiem nie uciekała przed takimi ludźmi? Którzy próbowali się z nią związać? Oszukiwała swoje serce. Skoro rozumiała miłość, poniekąd jej pragnęła, skoro miłość dawała jej tak wiele, to dlaczego jej nie poszukiwała? Dlatego, że została zdradzona? Zraniona przez uczucie, które uznawała za miłość, a okazywało się być tylko jej iluzją. Całe życie jest przecież iluzją. Magiczną sztuczką. Gdzie tkwi jej prestiż? Po śmierci? Czy jeszcze za życia? To chyba najdoskonalsza wizja, najbardziej realistyczna sztuka na świecie - pełna sztucznych i prawdziwych gestów, które odwracają uwagę od prawdziwych wydarzeń.
Kiedyś pewnie dojrzeje do tego, żeby pogodzić się ze swoją tożsamością. Nie pozostanie jej przecież nic innego. Aaron - gdyby znał całą prawdę, może nie dziwiłby jej się, ale żeby ją poznać, musiałby zacząć od samego sedna tajemnicy, a wtedy - kto wie, czy chciałby wiedzieć więcej? To zawsze jest ryzyko. Stąpanie po krawędzi noża.
Kolejny tajemniczy błysk w jego niemalże czarnych oczach. Coś się rodziło. Idea. Zalążek jakiegoś pomysłu.
- Masz rację. Może być bardzo silne. - Mówił o sobie, czy o niej? Nie wiedział, co ją spotkało, ale chyba zauważył drobne zmiany w jej głosie, w drobnych gestach jej smukłych, delikatnych palców, w oddechu - teraz jakby nieco płytszym, bardziej rozedrganym. Niby nic, niby niezauważalne gesty - on był jednak spostrzegawczy. Piekielnie spostrzegawczy. Tego wymagała każda magiczna sztuczka. Co ona skrywała? Czyżby zaczynała go fascynować? Taka głupia rozmowa, o niczym, a jednak pełna metafor, odniesień do sobie tylko znanych faktów, ukrytych przed całym światem.
Gdyby znał tą myśl, pewnie zacząłby rozważać, czy pozwoliłby jej się wykorzystać.
Pewnie doszedłby do jakiegoś wniosku.
Skoro jednak nie wiedział - nie rozmyślał w tych kategoriach.
- Bardzo, bardzo chętnie - skinął z aprobatą i natychmiast wstał od baru, podając jej ramię. - Jakiś konkretny cel na myśli? Nie cierpię zbyt długo przebywać w tłumie...

------------------------

Jeśli chcesz, to ja mogę coś wymyślić, napisz PW, albo zacznij tam, gdzie Ci najbardziej odpowiada i i tak napisz PW, żebym wiedział, gdzie Cię dalej szukać : D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Paryż/Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1616
Dodatkowo : teleportacja, wilkołak
  Liczba postów : 2144
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2503-cornelia-somerhalder
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4052-nowe-powiazania-nowej-corin#120887
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4053-corin-somerhalder#120896




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Sro 10 Lip - 8:58

[Ło boziu jak dużo O.O]

Corin w przeciwieństwie do niego, jeśli kłóciła się na poważnie, to wręcz od razu krzyczała. Mówi się, że to ten podnosi głos, który ma najmniej do powiedzenia, ale ona po prostu taka była. Nie potrafiła długo chować emocji, jeśli ktoś ją wyprowadził z równowagi. Może też przez to jak na dziewczynę potrafi się całkiem nieźle bić, choć niejednokrotnie to jej ktoś sprał tyłek za młody, kiedy to głównie otaczała się kumplami z bożej łaski.
- Jeszcze? A kiedy planujesz zacząć? - Spytała również nie odwracając od niego wzroku. Gdyby nie fakt, że zawsze przegrywała, to rozpoczęła by z nim wojnę na wzrok. Tak samo było w 'papier kamień nożyce'. Głupia mugolska zabawa... A Cornelia naprawdę zawsze w nią przegrywała. Chyba, że ktoś jej się dawał. Potem się biedactwo irytowało.
- Ehehehehe – Odwróciła wzrok i podrapała się po karku nadal w zakłopotaniu się śmiejąc. Tym razem dlatego, że sama nie wpadła na to żeby użyć zaklęcia i po prostu ją poskładać. Ale no zapomniało jej się, że są w magicznym pubie. No przecież każdemu mogło się zdarzyć. Zresztą ona ma z zaklęć okropny i powinna sobie znaleźć kogoś do korepetycji. Dobrze, że prawdopodobnie nie pójdzie na studia, bo inaczej chciałaby chodzić na zaklęcia złożone, a to byłaby tragedia jakim mało! Zepsułaby Hogwart, to jest pewne.
Corin miała tak, że najpierw dostrzegała w ludziach dobro (o ile nie był puchonem, wtedy było troszkę inaczej, bo nie mogła się pozbyć uprzedzeń). Potem dość często się niestety nadziewała na to, że uznała kogoś za naprawdę świetną osobę, a potem gdy pokazywały się wady nie mogła wręcz ów człeka znieść. Ale to pozwalało przynajmniej na zyskanie znajomych, chociaż nie koniecznie przyjaciół. A dobrze było mieć dużo osób, z którymi można na korytarzu na chwilkę stanąć i porozmawiać o pogodzie.
Szkoda, że nie potrafiła słyszeć jego myśli. Chciałaby znać to wszystko, co przemyka przez jego głowę nie tylko na jej temat, ale i na wiele innych. Chciałaby wiedzieć jak często kierował się intuicją i dlatego uważał, że jest to mądre. Ona znała tak zwiną 'kobiecą intuicję', ale to było całkiem co innego. Był naprawdę bardzo ciekawą osobą, która kryła w sobie tyle zagadek, że wręcz chciałoby się znaleźć ukryty klucz do drzwi, z których uwolniłyby się wszystkie fakty na jego temat. Był specyficzny, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.
Uciekała. Jej życie od jakiegoś czas było ciągłą ucieczką. Rozstawała się z ludźmi na tyle wcześnie, by nie zdążyli jej jeszcze zranić. Jeśli chodzi o mężczyzn, to zanim się w nich zauroczyła. Jeśli chodzi o przyjaciół, to zanim zaczęła widzieć w nich swoje oparcie. Od znajomych zanim zaczęli zamieniać się w kogoś więcej. Wiedziała, że jedyną osobą, która nigdy jej nie zostawi będzie do końca świata jej brat. W końcu nawet, kiedy ich rodzice zginęli, a ona była bardzo młoda, nie zastanawiał się tylko od razu przygarnął ją i pozwolił na to, by mieszkali razem dopóki ona się nie usamodzielni. I tak już mijały im lata. Chciałaby przerwać tą jedną wielką iluzję, która każe jej uciekać i zacząć żyć naprawdę.
To było niesamowite, że zauważył nawet coś, co tak niewidoczne. Trzeba było przyznać, że mógł albo denerwować, albo wręcz przeciwnie. Ktoś, kto ukrywa chociażby to, że stało się coś smutnego może liczyć na to, że Aaron to zauważy i będzie chciał pocieszyć. Jednakże ktoś, kto miał więcej do osłonięcia przed światem i dużo więcej to stracenia pewnie trzymałby się od niego z daleka gdyby wiedział, że tak łatwo zauważa niektóre zmiany zachowana. Poniekąd dobrze, że Corin tego nie wie. Choć pewnie to by sprawiło tylko jedną rzecz – byłaby bardziej zdystansowana.
Na wykorzystanie zawsze jest jeszcze szansa. Można kupić butelkę dobrego alkoholu i zrobić piknik w jakimś miejscu, które mało kto odwiedza. Wtedy nigdy nic nie wiadomo, aczkolwiek Cornelia mimo swojej cudownej opinii „największej dziwki w Hogwarcie” tak naprawdę nie była aż tak chętna na gżdżenie się z każdym, kto będzie miał na to ochotę. Zdarzało się, ale dawno temu i bardzo rzadko. Głównie po jakiś hucznych rozstaniach z kimś dla niej ważnym. Wtedy to było bardziej nieudolne poszukiwanie jakiegoś ciepła. I to wszystko tak naprawdę robiła podświadomie.
- Hm... - Ona również wstała oczywiście ujmując jego ramie w swoje zgrabne, delikatnie zaciskające się dłonie. Spojrzała sobie na niego z dołu (Grr, znienawidzone 165 i PÓŁ centymetra!) z miną ukazującą, że się zastanawia. W końcu uśmiechnęła się tylko i powiedziała tylko parę słów.
- Zdaję się na twoją pomysłowość. Prowadź Aaron... - Szczerze mówiąc... Szalenie rzadko mówiła czyjeś imię jeśli nie wołała tej osoby, lub nie przedrzeźniała. Ciekawe, co w tym momencie ma to za wydźwięk? Sama jak na razie nie miała pojęcia. Pociągnęła go w stronę drzwi...

[z/t oboje]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6369-kai-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6370-love-me-hate-me-kiss-me-kill-me#178900
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6371-attyla-sliczny-pupilek-kaia




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Wto 6 Sie - 22:16

W Hogwarcie pojawił się razem z innymi. Spodobało mu się nawet. Było zupełnie inaczej niż w podwodnym Red Rock. Tutaj panował chłód i pewnego rodzaju dostojność, w których bardziej się odnajdował. Nie zeby od razu był z niego jakiś panicz, jednak otoczenie w którym się wychowywał nigdy nie emanowało ciepłem, zwłaszcza od ludzi, którzy przecież powinni być mu bliscy. Ojca nigdy nie było w domu. Wpadał raz na jakiś czas sprawdzić czy jeszcze żyją, mają coś dojedzenia i czy nie doprowadzili do ruiny mieszkania, za które przecież płacił. O dziwo ze zdrowiem nie mieli żadnego problemu, a jedzenie zawsze się znajdowało, zresztą zakupy które im robił zazwyczaj wystarczały. Ostatnia kwestia nie wyglądała już tak kolorowo, bo ruina to za mało powiedziane. Prócz pokoju, w którym do pewnego czasu mieszkała matka wszędzie panował bałagan, a połamane krzesła walały się po kątach. Teraz w starym matki stało łóżko z dziurą po jednej stronie. Starali się.
Wakacje jak co roku spędził cześciowo w Kornwalii i podróżując na krzywą łapę po świecie. Pozwalało mu to trochę zapomnieć o tym jaki z niego nieudacznik i że przecież nic w życiu nie osiągnie. W ciągu tych dwóch miesięcy przestawił się na tryb wampira. Za dnia spał, a w nocy chlał. Chociaż jedyną krwawą rzeczą była krwawa mary to też miał się dobrze. Nie miał wiele czasu na zwiedzanie, mimo że co chwila ktoś mu krzyczał nad uchem 'NIE SPAĆ, ZWIEDZAĆ!'. Jeśli miał gorszy humor albo kac był wyjątkowo ciężki, osobnik który go wyrywał ze snu dostawał po mordzie. Wśród tych pijackich akcji udało mu się zaznać wielu przygód, a jedną z nich jest tatuaż na ramieniu. Swoją drogą był ciekawy reakcji Mathilde. Ona nigdy nie twierdziła, że jest skończonym kretynem i robi z siebie tylko pajaca, który ma się za brudnopis. Życie. Stęsknił się za nią, ale ciężko było mu znaleźć chwilę żeby wysłać tą pocztówkę, którą nabazgrolił po pijaku. W sumie po jakimś czasie uznał, że to durny pomysł, a to co napisał brzmi jakoś ciotowato, więc pomiął ją i wyrzucił do jakiegoś śmietnika. Czasem nawet wracał myślami do tej chwili, zastanawiając się co by było gdyby jednak ją wysłał. Czy rzeczywiście Villadsen stwierdziłaby jego poalkoholowe wypociny za żałosne, czy wręcz przeciwnie rzuciłaby mu się na szyję i wyściskała. Nieważne zresztą. Przecież był następny melanż, a on musiał zwołać ekipę! Ciezka praca. Wszystko co dobre jednak się kończy, a on za kilka dni z powrotem wybiera się do Hogwartu walczyć o to co niemożliwe, czyli o ich zwycięstwo hehe. W końcu udało mu się zabrać za napisanie listu do jego pszczółki, a za miejsce spotkania wybrał jeden ze swoich ulubionych pubów w Londynie. Miał szczerą nadzieję, że Math nie wybrała się do Japonii albo nie jest na drugim końcu świata. W każdym razie stwierdził, że będzie czekać. Najwyżej urżnie się w trupa jak co noc. Boże nie dopuść do kolejnego kaca, amen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Wto 6 Sie - 23:32

Mathilde musiała przejrzeć na oczy. W jakiś sposób od kilku dni czuła, że Kai się do niej odezwie... Przez ten czas ciszy wszystko sobie układała. Przecież nie widzieli się przez całe wakacje. Ona spędzała je ze swoim rodzeństwem i próbowała znaleźć w sobie dystans, o ile w ogóle było coś takiego do zdobycia. Przecież komizm tej sytuacji polegał na tym, że nie potrafiła. Często oglądała nawet zdjęcia Vernique i Kai'ego, żeby zobaczyć czy w jakiś sposób to ją natchnie do rozwiązania swoich rozterek miłosnych. Jej rodzina sceptycznie na to patrzyła. Wszak jeszcze za życia Very chcieli jej "nałożyć rozumu d głowy", żeby go zostawiła. Zasługiwała przecież na coś lepszego. Szkoda, że czymś lepszym miała się okazać przedwczesna śmierć. Przeżyli to wszyscy. Bardzo. Kai był jedną z tych osób, która chyba najbardziej. A potem ta sytuacja, ich zbliżenie... Krytykowała się w myślach, lecz to... To jej nie potrafiło uwolnić. Nie mogła. Nadal tworzyła, szyła, rysowała, malowała, lecz przy tym należała do niego. W pewien sposób może on tego nie zauważał, ale ona... Ona naprawdę potrafiła spoważnieć, zachować się szalenie, a żeby uzyskać jego aprobatę. Lecz wciąż nie opuszczało jej uczucie, że po prostu jest dla niego imitacją Veronique i to tamtą darzył prawdziwym uczuciem.
Mathilde była jak dziecko. Wierzyła we wszystko naiwnie. Nie umiała postawić pierwszego kroku sama jeśli teren nie był wystarczająco bezpieczny. Siedząc w jednej z kawiarni w Hogsmeade cieszyła się na nowy rok szkolny kompletnie zapominając, że należy do zupełnie innego świata i będzie tam Kai. To nie tak, że o nim zapomniała. Po prostu przy szklance gorącej herbaty wszystko odpływało. A kiedy przeczytała list zaczynający się od: "Pszczółko", uśmiechnęła się mimowolnie jakby ktoś podarował jej jedną z tych czekoladek z najsmaczniejszym nadzieniem z całego pudełka. Kai podarował jej swój czas. Chciał się z nią spotkać. Właśnie z nią. Wyzbyła się zatem wewnętrznych przeszkód i wróciła do jednego z wynajmowanych pokoi, a żeby wybrać jedną z tych sukienek, które uszyła przez wolny czas, a nie miała okazji się w nich zaprezentować. Miętowa sukienka uszyta z delikatnego materiału od razu otuliła jej aksamitną skórę. Zakręciła się przed lustrem zastanawiając się czy jej wygląd spodoba się Kai'emu. Zawsze chciała mu sprawić przyjemność. Swoim zachowaniem, wyglądem, czymkolwiek. To nie tak, że on od niej tego wymagał. Ona chciała mu odpłacić za tą intensywność... On był - i w tych dwóch słowach zamykało się całe uczucie, o którym można było mówić godzinami, ale po co... Po co skoro mówiąc: "Kai" od razu mogłeś zobaczyć, że w oczach Mathilde maluje się niepokój, że zaraz dopowiesz coś niemiłego, albo strasznego, że będzie musiała wybiec i go uratować... On przecież głęboko wierzył, że nie zasługuje na godne życie. Jak miała go przekonać? No jak? Ta niepewność doprowadzała ją do szaleństwa.
Stanęła dumnie w drzwiach zakładając szpilki, które wydawały się jej całkiem wygodne jeśli chodzi o wyjście do miejsca, które zaproponował chłopak. Po drodze przebiegła dłonią po perłowych włosach i zniknęła... Wciągnął ją wir teleportacji, który pozostawił ją w Londynie.
Niepewnie weszła do klubu, wszakże nie bywała w takich miejscach codziennie. A nie chciała natknąć się na milion par podczas jednoznacznych sytuacji. Jakimś magicznym sposobem dotarła do baru i rozpoznała go od razu. Po prostu złożyła najpierw dłonie na jego ramionach, a potem zakryła mu oczy schylając się do jego ucha:
- Masz rację. Tęskniłam. - Tak bardzo chciała się do niego teraz przytulić i nie ruszać się przez przynajmniej kilka minut, pomimo tego, że zewsząd dudniła muzyka, a i dźwięk rozlewanego alkoholu nie dawał spokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6369-kai-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6370-love-me-hate-me-kiss-me-kill-me#178900
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6371-attyla-sliczny-pupilek-kaia




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Czw 8 Sie - 20:34

Pamiętał tą chwilę, w której usłyszał, że Veronique nie żyje. Mimo, że miliony razy próbował ją wymazać z pamięci, nigdy mu się nie udawało. Nie dane mu było sprawdzić czy rzeczywiście to była miłość prawdziwa. Ze strony Ver była aż po grób, a on mógł tylko zakładać że była jedyną osobą która poruszyła jego skamieniałe serce, a jej śmierć zasklepiła je na nowo. Mówi się, że doceniamy coś dopiero kiedy to stracimy. Kai nie raz zastanawiał się, czy to dziwne uczucie, które sprawia że jego serce ciąży mu niczym kotwica, wzięło się właśnie stąd, że stracił. Mówili mu, że jest głupi. Nie wart takiej dziewczyny jak Math. Przecież zrobi jej tylko krzywdę i nic więcej. Oni wiedzą, że ona nic dla niego nie znaczy. Rety, jak on może! Co za skończony fiut tak wykorzystywać biedną, małą Villadsen! Wiadomo, ze robi to tylko dlatego żeby zapomnieć o Veronique. On nie widzi Mathilde.
Nie raz podobne teksty trafiały do jego uszu i czuł się jakby ktoś wymierzył mu siarczystego policzka. Zastanówmy się jednak jak to jest. Czy aby przypadkiem osoba, której powtarzamy coś wiele razy nie zaczyna w końcu w to wierzyć? Kai Young był osobą skomplikowaną. Chodzącą zagadką, zwłaszcza dla jego rodziców, którym raz na rok zdarzało się zastanowić nad tym czy ich syn jeszcze żyje i czy aby przypadkiem nie skończył już szkoły i nie dorabia jako cieć. Otóż nie moi drodzy państwo. Kai Young mimo wiecznie powtarzanego mu jednego zdania, wytrwale dążył do celu. 'Niczego nie osiągniesz', mawiali, ale on zagryzał tylko wargi i w determinacji pracował nad tym co najbardziej kochał. Nad grą. To tam się przeciez poznali. Na boisku. Wcześniej znał Math jako siostrę jego dziewczyny. Jednak tam, pierwszy raz zobaczył ją jako kogo innego. Jako Mathilde, w co ludzie zupełnie nie wierzyli. On wiedział jednak, że bliźniaczki były jak ogień i woda, a jego Pszczółka stanowiła dla niego kostkę rubika, której nie potrafił ułożyć. Była na swój sposób delikatna, ale pełna pasji. Zadziorna, ale nie do przesady. Ubóstwiał ją, ale nie wiedział czy kocha. Kochał, ale nie wiedział czy w ten właściwy sposób. Tak naprawdę, to on nic nie wiedział.
Był jednak pewien, że ta dwumiesięczna rozłąka wcale nie sprawiła, że jej obraz zatarł się przed jego oczami. Wręcz przeciwnie. Z każdym dniem widział jej uśmiechniętą twarz coraz wyraźniej i nie mógł się doczekać kiedy ją zobaczy i weźmie w swoje ramiona. Tego dnia po prostu nie mógł wytrzymać. Zawsze szedł na żywioł, tak zrobił i teraz. Jeśli są sobie pisani to ona się tutaj zjawi, nie? Tak bywało w mugolskich filmach i czarodziejskich przedstawieniach. Miłość była wszędzie, a on przecież chciał się dowiedzieć czy umie kochać.
Słodki ton dobrze mu znanego głosu, wyrwał go z zamyślenia. Właściwie wcale dużo nie wypił. To było jego drugie piwo, które leniwie sączył, w nadziei że ten jasny promień słońca się w końcu pojawi. Zjawiła się. Tak samo jaśniejąca jak zwykle. Na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech, a wszystko dookoła nagle jakby zamarło. Zupełnie nie słyszał głośnej muzyki, a ludzie dookoła się dla niego nie liczyli. Obrócił się powoli na krześle i wstał do niej żeby zaraz złapać ją w ramiona. Nie chciał jej z nich wypuszczać. Wciągnął do nosa miłą woń jej włosów, która kojarzyła mu się z ciepłem. Pocałował delikatnie w głowę i w końcu z ociąganiem odsunął od siebie.
- Zatrzęsłoby się moje ego, gdyby okazało się, że jestem nieomylny - stwierdził półszeptem, składając jej na ustach delikatny pocałunek. Tego było jednak za mało. Nie mógł się oprzeć żeby teraz przesunąć rękoma w dół jej pleców i przysunąć mocniej do siebie. Zatopił się teraz w jej ustach na tyle głęboko na ile pozwalała ich fizjonomia, a najchętniej zabrałby ją teraz stąd do siebie i pokazał, że w łóżku też da się fajnie spędzić czas. Niechętnie, ale opanował się jednak, zostawiając cudowne marzenia w dolnej partii ciała, która jak na zawołanie zasalutowała pannie Villadsen hehe.
- Siadaj pszczółko - powiedział lekko zachrypniętym od wiecznego kaca głosem i odsunął jej krzesło żeby wygodniej jej było usiąść. Zupełnie nie przejął się tym, że na maszcie mógłby zawiesić flagę Anglii i na jedno by wyszło. - I opowiedz mi co u Ciebie. Masz ochotę na piwo, drinka czy coś? - jak na nieszczęsnego seksoholika i łamacza damskich serc był wobec kobiet niezwykle uprzejmy co potęgowało niepożądane efekty w postaci zdrad czy innych tego typu cholerstw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Czw 8 Sie - 22:23

Drobna, mała Villadsen chciała zwojować świat swoimi obrazami, myślami, rysunkami, projektami... Całą sobą. Jej ojciec... Nigdy nie mógł powiedzieć, że jako człowiek na tak zacnym stanowisku, ma dzieci idealne. Jego gromadka nie prezentowała się za ciekawie na tle wszystkich dystyngowanych rodzinek. Jego dzieciaki nie chodziły w granatowych ubrankach szytych na miarę. Jego dzieciaki robiły wszystko to czego nie powinny robić. Weźmy taką uroczystą kolację... Wchodzi Veronique - pewna siebie, uśmiechnięta. Potem wpada Mathilde jak ogień. Upaćkana farbą na policzkach i siada obok siostry całując ją w policzek, kiedy zostawia na jej bladej skórze odcisk. Zaraz potem przybiega Feliks i Gilbert. Razem taszczą wielki kamień, bo oczywiście spodobał im się i muszą go postawić w pokoju. Na to wszystko przygląda się matka z uśmiechem, a odwiedzający ich gość wychodzi po kilkunastu minutach pewien, że trafił do wariatkowa, a pan Villadsen przygarnął te wszystkie sieroty z litości. Wszak to nie mogą być jego dzieci.
I podobnie było wtedy, gdy zmarła Veronique. Pierwsza została wezwana Mathilde. Obudzona w środku nocy by zidentyfikować ciało. Jak smutno jej się zrobiło, kiedy ktoś złapał ją za ramię i krzyknął: "ej, ona żyje". Nie żyła. Math to nie była Veronique i odwrotnie. Przykre. W sumie Math nigdy nie naśladowała bliźniaczki. Po prostu wyglądały podobnie. Ot psikus natury. Tamtego wieczoru Math po raz pierwszy wstawiła się za Kaim. Wszak ojciec chciał już wołać chłopaka i w przypływie rozpaczy zabić go, albo torturować. Lecz mała Villadsen zapobiegła temu, że skoro Kai ją kocha/kochał, to zapewne zrobiłby wszystko, żeby nie spadła i z pewnością by jej do tego nie namawiał, a jeśli chciałby kogoś obarczać winą to tylko nie żyjącą Verę, która poświeciła kolejną noc na udowodnienie wszystkim, że jest cudowna... Math była czasem złośliwa wobec bliźniaczki mówiąc, że jej wyjątkowość zaczyna się i kończy na nazwisku, lecz w głębi serca kochała dziewczynę. I tak było teraz. Pomimo zimnych relacji Kaiego z jej rodzina nie przeszkadzało jej to w tym, aby podarować mu trochę miejsca w swoim trzepoczącym sercu.
Ludzie mówili, że jest dla niego Verką. Verka to, Verka tamto. Verka nie żyła. Nie była tu gdy oni zaczęli coś do siebie czuć. Nie była tu, kiedy ojciec płakał, a matka wariowała zamknięta w pokoju, a Feliks próbował otworzyć siłą drzwi. Nie było jej kiedy rodzina wariował... Mathilde była. Była i wiedziała, że nie tylko oni cierpią, że jest gdzieś osoba, która przeżywa to być może tak samo jak oni. Chyba właśnie wtedy zaczeła się jej przygoda z Kaim. I trwała do dziś. Niepewna swojej przyszłości. Może te zwątpienie właśnie z tego wynikało. Ludzie mówili, że jest z nią dlatego, że jest Verką i tyle... Może powtarzane tysiąc razy kłamstwo miało stać się prawdą, w którą mieli uwierzyć... Oboje. To musiało być trudne.
Pocałował ją delikatnie, a potem co raz bardziej zachłannie. Nie widzieli się dwa miesiące, a nic się nie zmieniło. Objęła go ścisło czując, że chyba nie tylko sam Kai się stęsknił, ale dolna część jego ciała też wariowała. Uśmiechnęła się pod nosem... Pewnie część poczułaby się zażenowana, a część po prostu by wyszła, ale Math została... Przejechała go wzrokiem od stóp do głów nic nie mówiąc przez chwilę. Odsunął dla niej krzesełko, ale ona nie chciała siedzieć na danym miejscu. Po prostu władowała mu się na kolana czując, że jego przyjaciel chyba nie czuje się zbyt komfortowo.
- U mnie wszystko w porządku. Skyla zgodziła się być moją modelką. Potem spotkałam się z Raphaelem, któremu opowiedziałam o kołnierzyku, który zmienił świat. Nie uwierzysz, ale Nicholas znalazł mnie przy fontannie w parku i okazuje się, że on był w Japonii. Trochę. Tata mnie nie puścił. Mam do niego żal. Choć spędziłam ogromną część wakacji z Feliksem i Glibertem. Byli kochani. Zaczarowali moje rysunki tak, że nie mogłam ich znaleźć, bo poprzyklejały się do sufitu, a ja tego nie zauważyłam. Feliks do tego ma dziewczynę. Mówi, że się z nią ożeni. Śmieję się z niego, bo ona wygląda jak słoik ogórków. Rozumiesz, nie? Totalny bezład mnie ogarnął, jak ją zobaczyłam. Poza tym... Poza tym odkryłam w sobie talent i chyba lubię piec. Znaczy robić babeczki i je ozdabiać. Zrobię dla Ciebie babeczkę, ale chcę Ci też pokazać wszystko co uszyłam. - Mówiła zaoferowana ignorując to, że prosił ją o złożenie zamówienia. Wszak siedziała mu na kolanach i z pewnością go rozpraszała podwójnie zmuszając go do nadludzkiego wysiłku, kiedy musiał opanować żądzę, a i słuchać jej. Bo przecież to ważne, co ona mówi.
- A do picia poproszę... Jakiegoś drinka z ładną parasolką. - Powiedziała całując go delikatnie w policzek i miotając zwisającymi nogami. Musiała wyglądaj jak dziecko. Prawdziwa pszczółka, która chyba prowokowało go specjalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6369-kai-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6370-love-me-hate-me-kiss-me-kill-me#178900
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6371-attyla-sliczny-pupilek-kaia




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Pią 9 Sie - 21:48

Kiedy miał niespełna pięć lat, siedział sobie w salonie na dywanie, bawiąc się różdżką mamy. W ten sposób powstało kilka dziur na wiekowym dywanie, który do dzisiaj zdobi ich szpetną podłogę. Od małego wiedział, że w jego żyłach płynie czarodziejska krew, więc czemu nie mógł poudawać swojego taty, któremu zawsze kiedy się wściekał pulsowała żyłka na czole albo mamy, która od czasu do czasu używała zaklęcia 'chłoszczyć' kiedy ta żyłka na czole taty zdawała się wybuchać. Wiedział, że jest tym fajniejszym, bo jego młodszy braciszek kiedy trzymał różdżkę próbował ją wepchnąć sobie do nosa, dlatego Kai stwierdził że się nią zaopiekuje. Swoją drogą co za nieodpowiedzialna baba zostawia takie przedmioty na wierzchu kiedy w mieszkaniu jest dójka małych dzieci. Chłopców. Niereformowalnych. Dramat. Jego tata wrócił tamtego dnia wcześniej do domu i urządził piekielną awanturę pani Young o to, że nie potrafi upilnować dzieci pod jego nieobecność. Kiedy już skończył, poszedł do pięcioletniego chłopca i usiadł obok niego na popalonym dywanie. Zapytał go wtedy, dlaczego to zrobił i co chciał tym osiągnąć. Chłopiec spojrzał troszeczkę nierozumnie na tatusia i z wypiętą do przodu cherlawą piersią stwierdził, że po prostu chce w przyszłości zostać taki jak on, a teraz się do tego przygotowuje. To co usłyszał w odpowiedzi raz na zawsze potrafiłoby zniszczyć marzenia niejednego dziecka do końca życia. Pan Young stwierdził, że chłopiec nigdy taki nie będzie i nie zajdzie tak daleko jak on. Wszak część genów odziedziczył po matce. Kai jednak po prostu znalazł nowe marzenia, a zaczęły się spełniać w dniu jedenastych urodzin kiedy otrzymał nową miotłę. W każdym razie od małego uczył się, że ludzie potrafią zawodzić, a w niego nie wierzy tak naprawdę nikt. Trudno więc było mu pojąć, że Mathilde potrafiła tak zawzięcie bronić jego osoby i po prostu w niego uwierzyła. Ot tak bez żadnego namawiania. Będąc z Veronique było inaczej. Ona była tą wymagającą, z początku oporną na jego wdzięki. Ją musiał przekonywać. Pokazywać, że jest wart, mimo że wcale nie był. Ona też w niego uwierzyła, ale dopiero po czasie.
Spojrzał teraz na swoją malutką pszczółkę, która była równie pracowita jak świadczyła o tym nazwa. Co innego jej siostra. Tamtą z powodzeniem mógł nazywać 'królową pszczołą' (queen bee brzmi fajniej -.-). Ułożyła mu się zgrabniutko na kolanach, za nic mając to że prawdopodobnie w jej pośladki wbija się teraz jego męskość, która na jej widok zadrżała z tęsknoty. No nic. Mógł się domyślić, że krzesełko wcale jej nie usatysfakcjonuje. Może i była nieśmiała, niewinna, spokojniejsza niż Ver, ale nie sposób było przewidzieć nawet najmniejszego schematu jaki wpadnie do jej blondwłosej główki.
Uwielbiał jej słuchać. Mogla trajkotać godzinami. Wszystko opowiadała z taką pasją, ze nawet jeśli dzieliło ich kilkaset kilometrów, potrafił sobie wyobrazić, że jest teraz przy niej i zatapia nos w jej długich włosach. Niech sobie mówią co chcą on ma to głęboko w dupie. Szanowni państwo spektakl skończony. Możecie się rozejść do domów i zainteresować się życiem sąsiada skoro wasze jest takie nudne.
- Kto to Raphael i kto to Nicholas? - PRZECIEŻ BYŁ PRZYJEZDNY, TO I TRUDNO MU BYŁO COKOLWIEK OGARNĄĆ. Poza tym to Kai. On nigdy zbyt wiele nie ogarniał. Starał się wyrabiać w normie. A imiona jakiś obcych chłopów działały na niego jak płachta na byka. On musiał wiedzieć z kim jego Math sie obraca i czy żaden z jej kolegów nie ma przypadkiem takich intencji, które Kaiemu by się nie spodobały. Wiecie, on wszystko rozumiał, ale jeśli jakiś idiota myślał sobie że będzie podrywać jego dziewczynę to aż sam się prosił o indywidualną lekcję co można tykać, a czego nie. Kai też miał koleżanki, ale to już była odrębna kwestia, której wcale nie miał zamiaru poruszać. Po prostu nie bardzo wiedział jaka odpowiedź na dane pytanie powinna być tą prawidłową.
- Sky będzie Twoją modelką? To super! Ale wolałbym najpierw wszystkie Twoje prace zobaczyć na Tobie. Mogę liczyć na jakiś prywatny pokaz? - uśmiechnął się ujmująco kiedy to mówił i z całych sił powstrzymywał swoje coraz bardziej nasilające się napalenie. Najchętniej zrobiłby to tu i teraz, nawet na tym barze. W sumie kiedyś robił. Niezłe wspomnienie.
- Feliksa muszę kiedyś zabrać ze sobą na jedną z wakacyjnych wycieczek do Rumunii i poznać go z jakąś z tamtejszych dziewczyn. Nie dość, że będzie bardziej kobieca niż słój ogórków to i jeszcze ze smokiem będzie się potrafiła obchodzić! A nawet nie wyobrażasz sobie jak tamte dziewczyny potrafią pić! Biedny Feliks, nawet bym się nie zdziwił gdyby tam pewnego ranka obudził się z obrączką na ręku. Wtedy dopiero byś się zdziwiła kruszynko - powiedział, głaszcząc ją po ramieniu. Lubił jej braci chociaż wcale nie był do konca pewny czy, ktokolwiek z rodziny Villadsenów poza Math za nim przepada. Był wyrzutkiem, imbecylem, człowiekiem bez przyszłości, więc czemu ktokolwiek z tak szanowanej rodziny miałby go w ogóle lubić? Przecież takich ludzi jak on się nie poznaje.
Spojrzał na listę drinków i zamówił jej jakiś ładny kolorowy, a nazwa która zawierała w sobie słowo 'sex' przesądziła nad wszystkim czym się kierował przy wyborze. Taki drink po prostu musiał być smaczny! Zaznaczył też, że koniecznie musi być z parasolką, inaczej będzie je reklamował do póty dopóki w koncu parasolka się nie pojawi, nawet jeśli mieliby iść do sklepu po zwykły parasol i wetknąć go w szklankę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Pią 9 Sie - 23:57

Dzieciństwo Math było cudowne. Nie działo się nic, co zagrażałoby jej. Zupełnie nic. Miała dom, opiekuńczych rodziców i dziwne rodzeństwo. Potem wszystko się posypało. Zabawne, że wzięto ją i Veronique jako te nierozłączne bliźniaczki. Nie były do siebie podobne, a głównie przez to, że urodziły się razem to... To wszystko razem. Przez rodziców. Będą przecież słodko wyglądać w identycznych ubrankach, a będą jeszcze słodsze jak pójdą do jednej szkoły. Tam się rozdzieliły. Budziły inne emocje. Ona zaraz rozkochała w sobie Kai'ego. No może nie takie zaraz, lecz... Lecz nie zajęło jej to długo, jeśli chodzi o samo zainteresowanie go swoją osobą. Z nią było inaczej, żeby Kai zwrócił na nią uwagę potrzeba było tragedii. A tragedie miały to do siebie, że zazwyczaj potrafiły zniszczyć człowieka i dawały całkiem porządne zgliszcza, żeby postawić coś nowego. Mathilde nigdy nie skreślała Kai'ego. Widziała w nim coś. Tą zaciętość do gry. Wierzyła, że gdyby przełożył ją na inne dziedziny życia byłby najlepszy. Może los go nie oszczędzał. Może w domu nie było tak jak u Math. Ale nie istniał przecież powód, dla którego miałby przestać walczyć. Przecież Math chciała mu pomóc. Pokazać, że może walczyć, bo ona tu jest. Że nie tylko jako ta dziewczyna, ale też jako ktoś, kto będzie powtarzał, że może. Niby teraz wychodzą ludzie z transparentami od tego, że niektórzy z góry mają przypisany sobie los... Ale to nieprawda. W dużej części to my decydujemy o tym, co się dzieje, więc nasza walka... A łut szczęścia, przypadek... One też rządzą. Choć w naszym życiu podobno nie ma przypadków. Ciężko o tym dyskutować. Math uwielbiała siadać w ogrodzie za domem i przykrywać się kocem... Tam spędziła sporo czasu po śmierci Very. Tam uciekała... Miała dość noszenia czarnych sukienek, w których chciano ją widzieć. Nie istniał żaden powód, dla którego miałaby ciągle się dopasowywać. Śmierć Veronique odbiła się gdzieś indziej niż w jej garderobie. Uwierzcie... Mathilde miała czasem chwile, kiedy zastanawiała się czy jej siostra nie byłaby zła na to, że ona chodzi teraz z jej chłopakiem... To było takie nagłe. Po prostu było. Math nie do końca pojmowała to swoim misiowym rozumkiem, ale chciała. Bardzo chciała. Bała się czasem, że jeśli kiedyś spotka się z Veronique to ta, będzie miała do niej żal. I wciąż rodziło się w niej pytanie... Co by było gdyby teraz Veronique wróciła? Kogo Kai by wybrał?
Ścisnęła mocniej jego szyję. Miał rację. Siedziała mu na kolanach i może nie czuła się zbyt komfortowo ze znanego wszystkim powodu, lecz... Lecz to nie przeszkadzało jej w tym, żeby nadal tu siedzieć. Po prostu nie chciała być w żadnym innym miejscu. Gdyby usiadła obok, ktoś mógłby się wciąć pomiędzy nich i tyle... A w ten sposób nie pozostawiała ludziom żadnej szansy na to, że gdzieś tutaj będzie miejsce.
Miotając dalej nogami opowiadała mu o wszystkim. Dosłownie o wszystkim. Gdzieś w głębi serca wiedziała, że Feliks i Gilbert również lubią Kaiego, ale po prostu potrzebują jeszcze czasu, żeby to sobie poukładać.
- Głuptasku... - Tu pocałowało go w czoło, bo jakaś dziewczynka z cyckami jak donice właśnie patrzyła na Kaiego jak na stek z patelni. - Och, Nicholas to ten, który chodził z nami do Red Rock. Taki, któremu ciągle robiłam zdjęcia, a on się złościł. Na pewno go pamiętasz. A Raphael zaproponował mi, żebym została jego żoną i żebyśmy wyjechali do Paryża. Mówił o tym, że będziemy pić dużo kakao. Bardzo lubię kakao. A Ty? Czy Ty też chciałbyś, żebym została Twoją żoną? Podobno małżeństwo jest fajne, bo ludzie noszą obrączki i dzięki temu wiadomo, ze jakaś osoba nie może cię podrywać. Myślę, że fajnie by było jakbyśmy mieli swoje obrączki. Przecież nie musimy brać wielkiego ślubu. Wystarczy chyba taki między nami, hm? No wiesz. Na słowo mugolskiego harcerza i Merlina. - Uśmiechnęła się słodko całując Kaiego w usta, co by zaraz nie zaczął na nią krzyczeć z jakiegoś tam bliżej nieznanego jej powodu. Przez moment wiercila się na zajmowanym miejscu, lecz nic nie powiedziała. Wszak wygodnie jej było.
- Och, ten słój ogórków chyba będzie chciał, żebym uszyła jej suknie ślubną. Jak zbiorę wszystkie prześcieradła ze szkoły to może starczy materiału. - Powiedziała złośliwie... Po prostu nie chciała, żeby ktoś zabierał jej brata. - Myślę, że Feliks mógłby pojechać, ale bez Ciebie... - Tu spoważniała otaczając chłopaka ramionami.
- Nie zostawiaj mnie Kai. - Poprosiła, choć nie była pewna czy w tym dudnieniu muzyki cokolwiek usłyszał. No nic. Jeszcze chwilę się do niego lepiła i potem powoli kontynuowała.
- Taktak. Z chęcią pokaże Ci kilka sukienek. Wydaje mi się, że chyba jestem z nich zadowolona. - Uśmiechnęła się szeroko oglądając się na bar. Rzeczywiście przyszły już drinki. I jej był z parasolką. Zaklaskała w dłonie, lecz zaraz znów złapała się mocniej Kaiego, żeby nie spaść. Wszak siedzieli tu w troje. Hehehehee. Śmiech na dzielni.
- Zobacz. Mam parasolkę w lazurowym kolorze z złotym połyskiem. I jest żabcia. - Uśmiechnęła się słodko zajęta obserwowaniem drinka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6369-kai-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6370-love-me-hate-me-kiss-me-kill-me#178900
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6371-attyla-sliczny-pupilek-kaia




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Wto 13 Sie - 1:14

I tu też zgodnie kroczyli obok siebie. Kai nigdy nie robił tego czego od niego oczekiwano. Co prawda w większości było to oczekiwanie, że wreszcie zniknie z oczu, co nagminnie starał się ignorować, bo więcej oczekiwań nikt od niego nie miał. Nikt nie kazał mu zakładać garniturów, nie dostawał ochrzanów za to, że nie zamknął po sobie deski od kibla. Zupełne nic. jedyne czego od niego oczekiwano to to, że w końcu zacznie zarabiać na utrzymanie swojej pasożytniczej dupy, nieważne czy miałby się dlatego prostytuować czy żebrać pod Ministerstwem Magii. To drugie mogłoby być jednak dla starszego pana Younga niewygodne, więc jak już ma to robić to niech wyniesie się do jakiegoś innego kraju i zmieni tożsamość, tak żeby nikt nie powiązał tego pomazanego jak brudnopis chłopaka z nim. taki wstyd, taki wstyd! I gdzie się podziały te szlachetne geny? Musiałby najwidoczniej w pełni przejść na jego córkę, bo w dwóch synach nie widział ani odrobiny siebie. W razie gdyby ktoś nie był co do tego pewny, zapobiegawczo starał się wpajać przecież Kaiemu, że w niczym nigdy nie będzie przypominał taty, a cały wysiłek który ku temu włoży będzie zbędny. Najlepiej niech już teraz zacznie szukać pracy na jakiejś mugolskiej kasie, bo świat czarodziejów też łaskawie się z nim pewnie nie obejdzie. Zwłaszcza, że teraz prowadza się z córką Ministra. Drugą z kolei. Tamta przecież zmarła to po co tracić czas. Najlepiej zająć się następną. Jon, ah Jonathan. Tak bardzo nie lubił swoich synów, że prawie przez to osiwiał. Z wzajemnością zresztą. Jednak w przeciwieństwie do niego Kaiemu się nieźle powodzi i z włosami i z dziewczęcymi westchnięciami, co też pewnie jest jednym z powodów zgorzkniałej zazdrości.
Co do Veronique. Sam nie wiedział. Dla niego liczyła sie teraz Math, co nie znaczyło że o tamtej zupełnie zapomniał. Wracała do niego w myślach, nader często, a on pozwalał tym myślom i wspomnieniom swobodnie krążyć po jego głowie, co jakiś czas przyprawiając go o westchnienie żalu czy lekki uśmiech, błąkający się gdzieś pod nosem. Były inne. Wszyscy powtarzali mu, że jest z Math tylko dlatego że zastępowała mu Verę. Czasem nawet wierzył, że to prawda. Wtedy nie chciał jej widzieć. Wymyślał błahe, byle jakie powody żeby uporać się z własnymi myślami i znowu przywitać ją słonecznym, promiennym uśmiechem, który zawsze u niego wywoływała. Najgorsze było jednak to, że ona nie była w stanie mu z tym wszystkim pomóc. On przecież wiedział, że on Kai, musiał bronić ją przed sobą samym. Taki paradoks na koniec dnia. Była dla niego najcenniejszym skarbem, z którym nie wiedział po prostu co zrobić. Zachować dla siebie czy zwrócić do Jubilera. Żeby miał go ktoś inny? Nigdy w życiu!
Jasne, lubił kobiety. Każda była inna, a on chciał je wszystkie kochać. Przy niejnie interesowały go jednak żadne inne cycki niż jej własne, dlatego też nie zauważył żadnej pannicy, która mogła się pomodlić jedynie do swej donicy hehehs. Zazdrosny i zaborczy był jednak i zwykły całus nie mógł tego zażegnać. Zmrużył oczy, tak ze tworzyły teraz wąską szparkę i usta złożył w cienką linię. Że jak? Przepraszam bardzo, chyba się przesłyszeliśmy. Jakiś Ronald, Rufus, Ramolo czy jak mu tam proponował jego pszczółce miód? Ci Puchoni rzeczywiście byli jacyś nie tacy, skoro porywali się na tak głęboką wodę. Nie żeby Kai był jakiś zbyt pewny siebie, ale to czego mógł być pewien to swoich możliwości. Cała jego życiowa frustracja była przelewana każdego dnia w mięśnie, które odgrywały dużą rolę w jego grze w Quidditcha. Był więc niemalże pewien, że nieważne jak duży by ten Roland był to nauczy się łykać swoją własną pięść. Oczywiście nie był na tyle głupi żeby o tym pannie Villadsen mówić. Miała na to zbyt dobre serce i wiedział, że byłaby w stanie odwieść go od tego pomysłu. Musiał więc działać nieco subtelniej, dlatego objął ją mocniej w pasie i przycisnął do siebie jeszcze bardziej, tak że nawet wykałaczka między nimi by się nie przecisnęła.
- To swietnie, koniecznie przy najbliższej okazjii musisz mnie z nim poznać. Z tym Rufusem. Może mnie też zaprosi do Paryża - mruknął wcale nie siląc się na entuzjazm. Życzliwie był w stanie Raphaelowi wytłumaczyć dlaczego trójkąt Bermudzki jest taki, a nie inny, co za tym idzie on próbując stworzyć z Kaiowego związku trójkąt byłby spisany na straty. To znaczy już jest.
- Jasne, że bym chciał. W sumie to możemy zrobić sobie taki mały ślub dzisiaj o północy, co ty na to?- północ przecież miała coś takiego w sobie, coś tchnącego romansem i magią. Czemu nie miałby jej sprawić przyjemności? Poza tym, może rzeczywiście to sprawi, że będą bardziej nierozłączni, a jemu będzie łatwiej pilnować hm, siebie. O ile zdąży przed końcem jej urodzin nie zamieni się w dynie, a trzy różowe szczurki nie zdmuchną jego chatki.
- Hej, mam lepszy pomysł. Czemu nie miałabyś po prostu pojechać z nami? Co roku jeżdżę do Rumunii, pokazałbym Ci tyle pięknych miejsc... Byłabyś zachwycona! Może nawet adoptowalibyśmy małego smoczka? Co prawda w Hogwarcie czy Red Rock chyba nie można posiadać smoków, ale i to byśmy obeszli nie? I nie obchodzi mnie co na to twój tata, jak dla mnie może mnie pocałować.... Nieważne. Będzie świetnie, zobaczysz - powiedział półszeptem, znowu całując ją w głowę i wdychając armoat jej włosów. Do niego samego chyba anwet nie docierało jak bardzo się za nią stęsknił. W sumie zastanawiał się czemu wszczesniej nie wpadł na pomysł żeby ją ze sobą zabrać... A tak. Już sobie przypomniał. Głupi Kai.
- To dobrze, jeszcze przed wyjazdem mam nadzieję, że dostanę od Ciebie jakiś prywatny pokaz- wyszczerzył się kontrolując to o czym owa już była wczesniej i nawet mu się udało, bo już bardziej naprężony być nie mógł ojoj.
- Widzę słoneczko, jeśli będziesz tylko miała na to ochotę wykłócę się o kolejne z parasolkami każda w innym odcieniu tęczy - zapewnił ją niczym rycerz, który miał bronić czci swej pani.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 23
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Wto 13 Sie - 12:43

Math wiele słyszała. Kai nie jest Ciebie wart. Spójrz na niego. On po prostu nie jest w stanie trzymać się tylko Ciebie. No popatrz Mathilde. Gdyby tego słuchała mieliby spory problem. Ale nie. Ona była silniejsza. Pod tą powłoką artystki, szczęśliwej pszczółki, żyła jeszcze jedna Math. Math, która chciała wszystkich uszczęśliwić i nie chciała skrzywdzić Kaiego. Ona już go kochała. Kochała go za to, że istniał obok niej i traktował ją poważnie. Nie atakował jej pomysłów, ale aprobował przynajmniej w większości. Uśmiechała się przy nim i to wcale nie dlatego, ze powiedział coś nadzwyczaj zabawnego. Po prostu czuła się tak jakby rzeczywiście była na swoim miejscu. To nie było trudne. Może rzeczywiście spędzili oddzielnie wakacje, ale nadal. Nadal po tym powrocie było między nimi toto przyciąganie. Może nie wszyscy byli fanami ich 'związku', może niektórzy mieli na to swój inny pomysł, ale dla Math to nie było istotne. Przynajmniej nie chciała, żeby było. Nie chciała się dowiadywać, że może nie była jedyna w życiu Kaiego. Wszak był seksoholikiem, a nie widzieli się prawie całe wakacje. Wyobraźnia mogła podsuwać różne obrazy, ale Mathilde nie przyjmowała żadnego. Była jego pszczółką. Nie zrobiłby jej krzywdy. Zaprzeczała plotkom, nie miała powodów, żeby mu nie ufać. Od razu mocniej go przytuliła całując go w policzek.
Ktoś ich minął i obdarzył spojrzeniem w stylu: chodź do domu ja nie pójdę, pójdę na około. Math to zignorowała. Nie widziała swojego chłopaka (brzmi to tak oficjalnie) bardzo długo i zamierzała się tym nacieszyć. Nie miała pojęcia, że Kai może być zazdrosny o Raphaela. Może dobrze, że jeszcze nie miał pojęcia (chyba), że Math jest w Hufflepuff'ie podobnie jak Raphael.
- Och. Z pewnością by Cię zaprosił. Jest bardzo miły! - Zaczęła mówić z entuzjazmem i szerokim uśmiechem, ale zaraz potem zdała sobie sprawę, że Kai nie wyraził entuzjazmu. Ujęła jego twarz w dłonie i oparła swoją głowę o jego czoło, co by dobrze ją zrozumiał. - No halo, Kai. Raph to przyjaciel! A nie mogę być żoną obojga, więc jestem wspaniałomyślna i wybieram Ciebie. Mathilde Young. - Powiedziała cicho dwa ostatnie słowa jakby nie do końca wierzyła, że kiedyś naprawdę dostąpi tego zaszczytu. Przede wszystkim musiałaby mieć pewność, że Kai uwierzy w siebie. Nie wahałaby się ani chwili. Przy nim była najbezpieczniejszą czarodziejką na świecie. Przecież był w stanie ją ochronić. Nieważne czyją była siostrą i czy wyglądała jak Veronique. To wszystko był złośliwy przypadek. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Nie mieli powodu, żeby się blokować.
Siegnęła po drink, który przychyliła do ust, aby zaczerpnąć z niego trochę napoju uprzednio wyciągając parasolkę, która była bardzo urocza.
- Nie trzeba Kai. Po prostu nie zostawiaj mnie na drugi miesiąc, a teraz chodź zostać moim mężem. - Uśmiechnęła się szeroko zeskakując na parkiet. Oczywiście najpierw chciała go wyciągnąć do tańca. Przecież tęskniła zanim w każdej postaci, w każdej odsłonie.
Ufała mu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Suneshine Coast
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 0
  Liczba postów : 262
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6369-kai-young
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6370-love-me-hate-me-kiss-me-kill-me#178900
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6371-attyla-sliczny-pupilek-kaia




Gracz






PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   Wto 13 Sie - 22:38

Och to przecież było jasne, że on nigdy nikogo wart nie będzie. Nie robiło to na nim jednak różnicy. Wysoko postawiony ojciec i matka pijaczka dawali dość osobliwe zestawienie, a jego wynikiem okazał się być Kai. No i Gabe, ale o tym to już lepiej nie mówmy, chociaż w ogólnym rozrachunku to temu drugiemu łatwiej było przyjąć do wiadomości, że nic mu się osiągnąć nie uda, więc rzucił studia żeby pajacować w jakiejś pracy. Kai był inny. Robił wszystko wbrew woli innym. Z drużyną Quidditcha było podobnie. Na miotłę połowę pieniędzy uzbierał sam, a drugą dołożył mu jeden z eks chłopaków jego matki. Fajny gość. Jedenastoletni Kai dobrze go wspominał. Z innymi było już nieco inaczej, a zwłaszcza z jednym z nich który stwierdził, że sport ten jest zbyt niebezpieczny dla takiego gówniarza i schował mu miotłę. poszukiwania nie trwały jakoś specjalnie długo, bo inteligentem wybitnym to on nie był, więc i w tym przypadku Kai postąpił wbrew woli kogokolwiek, zabierając ze sobą miotłę i ruszając w wakacyjnego tripa, gdzie ludzie patrzyli na niego jak na upośledzone dziecko, które nie chciało się rozstać z kawałkiem badyla. Życie. Całe szczęście miał taką Math, która go rozumiała. Nie tyle, że była. Ona była zawsze z nim, znając jego wszystkie myśli. No dobra, nie wszystkie. Gdyby znałóa wszystkie już nie byłoby tak kolorowo i baśniowo. Jednak w dwóch słowach potrafiła stwierdzić czy wszystko jest w porządku, czy chłopak ma jakiś gorszy dzień. Była dla niego promyczkiem w ciągu pochmurnego dnia, światełkiem w tunelu i nie obawiał się iść w stronę światła, bo to było dla niego zbawienne wbrew krążącej na ten temat opinii. Jeżeli komuś nie podobało się to, że tych dwoje było sobą zaabsorbowanych to miał problem, bo jeżeli tylko panienka Villadsen wyrażała na to zgodę on chciał dla niej być. Mógł nawet zostać ojcem ich dzieci, chociaż z tym wolał się nie spieszyć. Czasem jednak bywały dni, w których ogarniały go napady pojawiającej się z nikąd depresji, połączonej z determinacją, a w tym czasie nie było miejsca dla nikogo. Wtedy Young skupiał uwagę tylko na sobie, zabawie i sporcie, robiąc ze wszystkiego razem koktajl Mołotowa, który na dodatek wypijał. Nie było dla niego ratunku.
jasne, że nie zdawał sprawy sobie z tego że ten cały Rufus mieszkał z nią pod jednym, puchońskim dachem. Wszak gdybyby tego świadomość posiadał, już dawno wcześniej wspomniany delikwent siedziałby teraz z połamaną szczęką czy inną częścią ciała.
- Miły? To bajecznie - uśmiechnął się krzywo, a w jego głosie dało się słyszeć irytację. Jak można nazywać miłym kogoś kto proponuje Twojej dziewczynie małżeństwo? NAWET JEŚLI TO BYŁO NA ŻARTY, HUH. Opanował się jednak, bo to było święto jego Pszczółki przecież i uwaga teraz powinna być centralnie skupiona wyłącznie na niej, a jak.
- pewnie, że tak pani Young. Kiedy będę już sławnym graczem Quidditcha, kupię Ci taki pierścionek zaręczynowy, że będziesz musiała się wspierać taczką żeby nie polecieć razem z nim do ziemi - wyszczerzył się uroczo, rozbawiony własnym dowcipem. Oczywiście planował dać swojej wybrance serca pierścionek o jakim nie śniła, ale czy miało to znaczenie czy będzie on wielki czy nie? Jeśli chodziło o Mathilde był pewien, że mógłby sobie za to rękę dać uciąć, ze ona nawet zadowoliłaby się nakrętką od korka którą by jej podarował w ramach zaręczyn. Nie wybiegajmy jednak myślą za daleko naprzód, bo zaraz chłopak nam się zestresuje. W głebi duszy był pewien, że ten piękny sen kiedyś się skończy, Math znajdzie wymarzonego księcia z bajki, a on skończy pijany w burdelu, szukając jakiejś niemieckiej dziwki Matyldy, która po wypiciu dużej dawki alkoholu zastąpi mu chociaż na chwilę urąbany kawałek jego serca.
Wypił kilka łyków swojego piwa, tak na uspokojenie, co właściwie spowodowało spory ubytek płynu, oczyszczając butelkę do dna. Trzeba było zamówić kolejne. Miał przecież z alkoholem nie przesadzać bo niespodzianka mu nie wyjdzie, a co wtedy?
- Nie zostawię, obiecuję - wymruczał jej do ucha, zostawiając mokry ślad po swoim pocałunku. Podniósł się niechętnie z krzesła, bo za dobrze mu się na nim siedziało, poza tym wyznawał regułę: tańcz dopiero kiedy ledwo będziesz się trzymał na nogach. tej nocy jednak zrobi wyjątek, dlatego wziął drobiutką rączkę Mathilde i skierował się za nią w stronę parkietu. Ujął jej drobne ręce, kładąc sobie nad pośladkami i ze swoimi zrobił to samo, lecz jego od jej tyłka dzieliło zaledwie kilka milimetrów.
- Zobacz księżniczko, dla Ciebie tańczę na trzeźwo, więc nie śmiej się kiedy zaplącze się we własne nogi - spojrzał na nią wymownie, powstrzymując się od zasypania jej niekończącymi się pocałunkami, które trzymał w zanadrzu czekając na odpowiedni moment hehehs. W końcu dzisiaj miała wyjść na światło dzienne czy tam nocne jego dusza romantyka, a wielu twierdziło, ze takiej nie posiada.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Magiczny klub Rondo   

Powrót do góry Go down
 

Magiczny klub Rondo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Klub "Asylum"
» night club
» Klub „Fire”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
londyn
 :: 
Ulica Pokatna
-