Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Aleja Starych Drzew

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Aleja Starych Drzew   Wto Maj 21 2013, 20:03

First topic message reminder :


Aleja Starych Drzew

Wyjątkowo klimatyczne, zacienione miejsce, idealne na długie spacery z dala od hałaśliwych grup pierwszorocznych, którzy nie zapuszczają się w to miejsce, zapewne z powodu krążących plotek, według których po Alei włóczą się duchy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Tama-shi, Japonia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 386
  Liczba postów : 180
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7839-aiko-odagiri
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7841-ikusia-i-jej-relacyjki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7843-namako#218426
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7842-aiko-odagiri




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pon Kwi 21 2014, 01:27

Czy on naprawdę nie mógł odpuścić? To była taka sytuacja, w której musiał odpuścić. Musiał odpuścić, bo ze mną w tym okresie mojego życia nie dało się normalnie rozmawiać. Nie dało się udowodnić, nie dało mi się czegoś wmówić. Przede wszystkim, kiedy się w czymś uparłam.
Biegłam przed siebie, kiedy usłyszałam, że mnie woła. Ten bieg był bardzo wyzwalający, naprawdę. Głuche uderzenia butów o uklepaną ziemię, włosy smyrgane przez powietrze, furkoczący płaszcz. Przyśpieszony oddech i bicie serca. O, serce. A jednak, jednak bije. Cóż, dobrze wiedzieć, bardzo dobrze. Chyba jeszcze nie umarłam.
Nie wiem, jak to się stało, że mnie dogonił. Przecież zawsze byłam niedościgniona, najszybsza mimo niepozornego ciałka. A tu proszę, dogania mnie nałogowy palacz. Tak nie mogło być, nie mogło. Musiałam popracować nad prędkością.
Wyrwałam dłoń Ambroge'owi, kiedy mnie za nią chwycił i zatrzymał. Nie ruszyłam jednak znowu przed siebie.
Może ma coś ciekawego do powiedzenia.
Słuchałam jego słów, z nieodgadnionym wyrazem twarz. Kat, Ślizgonka. No pewnie, kto inny, jak nie Ślizgonka?! Boże, oni chyba naprawdę robili to specjalnie. Czasem miałam wrażenie, że świat mnie nie lubi.
Nie jestem z kamienia, chociaż mogłoby się wydawać inaczej, dlatego wyznanie Fridaya poruszyło moje ściśnięte serduszko. Nie miałam pojęcia, że był taki okres w jego życiu. Skąd mogłam wiedzieć? To tylko pokazywało, jak krótko i jak powierzchownie się znaliśmy. A mimo wszystko, to potrafiło tak boleć.
W końcu, kiedy chłopak przestał mówić, zapadła chwila milczenia. Unosiło się w powietrzu, naciskając na nas ze wszystkich stron. Przygniatając nas swoim istnieniem.
Dalej, Aiko, powiedz coś. Cokolwiek.
W końcu zrobiłam coś raczej niespodziewanego w tej sytuacji. No, a na pewno Ambroge się tego nie spodziewał. Wręcz rzuciłam się na niego, zarzucając mu ramiona na szyję. Podciągnęłam się na nich, by móc dosięgnąć jego ust, w które zaraz się wpiłam. Sama nie wiem, co dokładnie czułam. Na pewno ulgę, co odmalowywało się na mojej twarzy i w moich ruchach. Również pewnego rodzaju troskę. Co się wtedy działo, w tym okresie jego życia? I ważniejsza kwestia- czy on dalej trwał?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pon Kwi 21 2014, 01:58

Nie. Nie mógł odpuścić. Sorry Aiko. To było nierealne. Wręcz nie do wykonania. Nie teraz. Nie, kiedy tracił swoje świecące najjaśniej światełko w tunelu. Była jednym z kilku.. Oprócz niej, oczywiście mama, tata. No i Roman. Ktoś musiał go w końcu wyprowadzać. Sztuka..? Nie. Ta już dawno dogorywała.. Nauka. Ta z kolei świeciła coraz mocniej. Niemniej Aiko była królową. Taką Gwiazdą Polarną dla starożytnych żeglarzy. Wskazywała kierunek. Ten kierunek, za pomocą którego można było wyznaczyć wszystkie inne. Dlatego nie mógł pozwolić by i to światełko zgasło. Dlatego, głównie dlatego za nią pobiegł. A fakt, że ją dogonił.. Cóż. Może to jego adrenalina dodała mu tyle sił, by ją dogonił? Albo na odwrót jej umysł nakazał ciału poruszać się wolniej? Kto wie..?
A wyznanie Fridaya, jak to je już nazwaliśmy.. tak. W zasadzie nie powinno mieć miejsca. Nie w tych okolicznościach. Ona.. jeśli w ogóle miałaby się o tym dowiedzieć, to na pewno nie teraz. Na pewno nie w tej sytuacji. No, ale cóż.. Widać tak miało być. Chłopak mówiąc to, w głowie miał już potencjalne odpowiedzi Aiko. Wszystkie były typu „A nie mówiłam, że jesteś dobrym aktorem?!”, albo „Brawo Piątek, rola życia!”..  Przez chwilę, ułamek sekundy dosłownie, wahał się. Czy aby na pewno mówić o pewnych rzeczach. Dobra. Lepiej powiedzieć. Lepiej, żeby wszystko było jasne. Jak szczerość to szczerość. Gdy wszystko powiedział, a raczej poruszył bardziej znaczące wątki, liczył na którąś z odpowiedzi w jego głowie. Tymczasem zachowanie dziewczyny przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Bo.. Bo jak to? Jak to go całowała? Jak to po tym, co zrobił? Po tym wszystkim? Teraz to on miał nie wiedział, co zrobić i serio zaczynał czuć się winny. No, ale najpierw odwzajemni pocałunek, skoro tak bardzo tego chciała. W międzyczasie, złapał ją w pasie, oderwał od siebie i pomógł usiąść na jednej z gałęzi. Tak, że teraz była wyżej od niego, a on mógł w spokoju oprzeć głowę na jej kolanach. – Ale jak to? A co z moim aktorstwem i w ogóle? – zapytał, szczerze zdziwiony. Dlaczego ją tak usadził? Z dwóch powodów. Po pierwsze, nie chciał czuć na sobie jej spojrzenia. Po drugie – kochał, kiedy bawiła się jego włosami. Taki już był, egoista.
A jego stany depresyjne? Chciałbym powiedzieć, że minęły. Niestety, obawiam się, że póki co były dość mocno stłumione, ale kto wie. W koncu jego światełko siedziało teraz obok niego. I nie miało ani twarzy ślizgonki. Ani nauczycielki..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Tama-shi, Japonia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 386
  Liczba postów : 180
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7839-aiko-odagiri
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7841-ikusia-i-jej-relacyjki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7843-namako#218426
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7842-aiko-odagiri




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pon Kwi 21 2014, 02:11

A co z jego aktorstwem?
No właśnie, co z nim? Może byłam zbytnio naiwna, może nic się nie nauczyłam na błędach zaufania, ale nie potrafiłam mu nie wierzyć. Po prostu nie potrafiłam, to było niezależne ode mnie. A czemu go pocałowałam? Sama nie wiem, chyba nie panuję nad swoim ciałem. Jakby ono przejęło kontrolę, jakbym nie potrafiła samodzielnie myśleć. Czasem miałam wrażenie, że jestem naprawdę pojebana. Że nie wiem co robię, że nie jestem do końca określona. Że nie mam własnego charakteru, że łatwo mną manipulować. Że jestem zmienna jak, no nie wiem, rzeka? Tak, to chyba dobre określenie. Rzeka jest niby statyczna, a jednak zmienia swój nurt i głębokość. Stopniowo i prawie niezauważalnie, ale jednak.
Kiedy Ambroge usadowił mnie na gałęzi i oparł głowę na moich kolanach, odruchowo zaczęłam bawić się jego włosami. Westchnęłam, zastanawiając się nad zadanym pytaniem.
Czułam się taka żałosna.
- Nie wiem -odpowiedziałam tylko, co tak naprawdę nic nie oznaczało. Westchnęłam.- Może jestem zbyt łatwowierna, naiwna i pewnie się na tym dość boleśnie potknę, ale... -zawahałam się przez chwilę- ...wierzę ci -stwierdziłam w końcu miękko, głaszcząc chłopaka po włosach.
Jednak teraz musieliśmy o czymś porozmawiać. Poprawka, nie musieliśmy, ja po prostu chciałam o tym porozmawiać.
- Powiedz mi -zaczęłam niepewnie.- Co się właściwie wtedy stało? -Nie określiłam do końca tego "wtedy", ale na pewno oboje zdawaliśmy sobie sprawę, o co chodziło.
A chodziło o tamte wtedy, kiedy Piątek ćpał, miał depresję i chciał ze sobą skończyć. Tak, to dość istotna kwestia. Ja po prostu chciałam wiedzieć, chciałam go lepiej poznać i się do niego zbliżyć.
Cóż, chociaż doskonale wiedziałam, że to może mnie doszczętnie zniszczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pon Kwi 21 2014, 02:31

Przemilczał jej wyznanie. To dotyczące wiary. Cieszył się cholernie, że tak było. Że miał ją po swojej stronie, zwłaszcza teraz. Zwłaszcza teraz, kiedy serio niby z nim było wszystko dobrze, ale jednak nie. No i dlatego właśnie.. dobrze było mieć taką Aiko, prawda? Miał szczerą i głęboką nadzieję, że i ona popierała jego zdanie w tej kwestii. No, ale jakoś musiał skwitować tamte słowa. Dlatego jedyne co zrobił, to ucałował ją w brzuch. Ech.. może? Może była nieobliczalna? Może jej ciało żyło swoim życiem? Cóż, nawet jeśli.. to chyba dobrze? W sensie, że przejmowało na nią kontrolę że instynkty dochodziły do głosu wtedy, kiedy akurat było to potrzebne.. No bo.. Gdyby tak poszła. Czy by ją gonił? Tak. Pytanie, czy dogonił? Zapewne nie.. No, ale gdybanie zostawmy ekspertom. Najważniejsze, że tu i teraz wszystko jest okej. W sensie, nie uciekła. Nie zostawiła go i w ogóle.
No, ale musiała o to spytać. I czemu go to nie dziwiło? Martwiła się od niego. A nawet jeśli było inaczej i po prostu pytała z czystej ciekawości, chciał myśleć że tak nie było. Że pytała z troski o jego Piątkową osobę. Że był jej bliski. Bliski i drogi, nawet mimo stosunkowo niedługiego czasu znajomości.. – Pytasz o przebieg, czy przyczyny? – spytał po chwili, zbierając myśli. Nieśmiały głos Japonki zakomunikował mu, że chciała wiedzieć wszystko. No dobrze.. Skoro tak.
- Tak naprawdę, to nie wiem, kiedy to się zaczęło. Chyba jakoś po feriach.. Pojechałem do Kanady z myślą, że muszę odpocząć od sztuki. Od rysunków, szkiców, obrazów, wszystkiego. Ale te obrazy były zbyt piękne. Niemniej, trzymałem się tego, co sobie założyłem. No, a po powrocie, mając nadzieję na powrót sił i mocy twórczej, chciałem do tego wszystkiego wrócić. Niestety.. jakoś przychodziło mi to z trudem. No i tak z dnia na dzień co raz gorzej.. Aż w końcu, stwierdziłem, że to wszystko dlatego, że problem był we mnie. Tylko, że wtedy go nie dostrzegałem i sądziłem, że jestem nikim. Że jestem zjebany i w ogóle. W międzyczasie zacząłem brać większe ilości narkotyków.. A te pierwszy raz wziąłem podczas ferii. Miałem, a raczej mam taką przyjaciółkę. Charlie.. – urwał. Chyba tyle wystarczyło, prawda? W razie czego będzie zadawać trudne i szczegółowe pytania, ale w tym momencie mógł spokojnie skończyć. Ujął jeszcze jej dłoń, po czym kontynuował, nieco zmieniając wątek.
- Ten dół.. Ciężko było z niego wyjść. Coraz ciężej. W dodatku wypijałem coraz więcej alkoholu, paczka szła za paczką. No i tabletki. W końcu to wszystko.. Stwierdziłem, że nic nie daje. Że jestem nikim. Że nic mi się nie uda. Że nic mi się nie udaje. I zawsze tak było. Przestałem pić, ćpać, nawet palić. Chciałem ze sobą skończyć. Spalić się. Razem z moją schedą. Wszystkimi obrazami, tym co mnie zniszczyło.. – urwał. To był serio trudny temat. – Wiesz, tak naprawdę, to żaden ze mnie malarz. Nic wielkiego nie zrobiłem. Ale najgorsze jest to, że nie mam i nie czuje na sobie takiej presji rodzinnej. Z jednej strony jestem za to wdzięczny rodzicom, ale mam wrażenie, że gdyby czegoś ode mnie oczekiwali, poza byciem szczęśliwym, to może miałbym jakiś cel w życiu. A tak.. nie wiem, czy wolę zostać Mugoloznawcą, czy może artystą.. To też, ta niemożność, impotencja wyboru mnie dobijała. No i brak. Rażący brak osoby, której można wszystko powiedzieć. Którą można przytulić. Wyżalić się jej.  A Ty mówiłaś, że samotność jest zaletą.. – dodał to ostatnie pod nosem. Słyszała, nie słyszała? Nie wiedział. Nie bardzo miał pojęcie. I chyba w sumie nie chciał wiedzieć..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Tama-shi, Japonia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 386
  Liczba postów : 180
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7839-aiko-odagiri
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7841-ikusia-i-jej-relacyjki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7843-namako#218426
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7842-aiko-odagiri




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pon Kwi 21 2014, 12:13

Westchnęłam, kiedy mnie pocałował w brzuch. No pięknie, ale się wpakowałam. Znowu, znowu to samo. Ale teraz już nie ma odwrotu. No i w sumie nie chciałam, żeby był. W środku mnie toczyła się naprawdę zacięta walka.
Kurwa, Aiko, ale żeś się wpakowała, nie ma co. Znowu chcesz się w tym wszystkim babrać? No ale przecież nie chcę być zupełnie sama, nie? Miło byłoby wreszcie komuś zaufać i przerwać ten męski detoks. Ale zaraz, faceci to dupki. Nie? A Ambroge... A co, jeśli jest taki sam? Znamy się tak krótko i w ogóle. Ale właśnie chcesz go poznać, prawda? Właśnie mówi ci o tym wszystkim i tak dalej. To czemu nie możesz się po prostu ogarnąć? Dziewczyno, ty to masz problem ze sobą.
Tak, naprawdę miałam problem ze sobą. A Ambroge może pomoże mi go rozwiązać. No ale teraz skupmy się właśnie na nim.
Słuchałam uważnie jego słów, troskliwie głaszcząc go po włosach wolną ręką. Drugą miałam wplecioną w jego palce. Kurcze, ale on miał przeżycia. Najwyraźniej moje były niczym, w porównaniu z jego. Alkohol, kryzys twórczy, papierosy, depresja, dragi. Pięknie. Po prostu pięknie. Wraz z jego opowieścią, bo chyba można by to tak nazwać, zastanawiałam się, co mu właściwie mogę powiedzieć. Tak naprawdę niewiele. "Będzie dobrze!"? Nie, przecież nie będę go okłamywać. A co, jeśli nie będzie? Już sama nie wiedziałam. Byłam naprawdę marną pocieszycielką. Ale to nie o to przecież chodziło.
- Samotność jest zaletą -stwierdziłam w końcu, odbiegając trochę od tematu.- Nikt cię wtedy nie skrzywdzi. -Uśmiechnęłam się niepewnie i zeskoczyłam z gałęzi. Przybliżyłam się do chłopaka i objęłam go ramionami w pasie. Wtuliłam się w niego, starając mu się dać jak najwięcej otuchy. Przekazać mu, że hej, ja tu jestem! Jestem z tobą i nie mam zamiaru cię opuścić!
Nie potrafiłam nic powiedzieć. Podobno gesty wyrażają więcej niż słowa i miałam nadzieję, że w tym przypadku właśnie tak jest.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Limerick, obecnie Londyn.
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 166
  Liczba postów : 1394
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6204-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6230-krewni-znajomi-i-wrogowie-ambroge-a
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6383-ambroge-friday
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7523-a-friday




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pon Kwi 21 2014, 15:04

Tak naprawdę oboje mieli problem ze sobą. Z tym, że jego problem wynikał z faktu głębokiego niezdecydowania, ambiwalentnego stosunku do własnej przyszłości. A jej? Cóż.. Ona po prostu była skrzywdzona. Kiedyś. Przez takiego człowieka jak on. Ale czy do końca byli tacy sami? W końcu Piątek chciał jej pomóc. Z resztą, powiedział jej o tym, swego czasu. I to nie tak, że miał kompleks mesjasza, czy coś w tym rodzaju. Nie, nie, nie. On po prostu.. zależało mu na niej? Tak. Tak to się chyba nazywa. Nie chciał, żeby chodziła smutna. Zła. Wkurzona. Wolał jak się uśmiecha, cieszy i w ogóle. Coś w tym złego? Nie sądzę. Miała problem ze sobą? Jakby o tym nie wiedział. Może właśnie dlatego tak mu się podobała? Bo przecież nie chciał ideału. Przecież one nie istnieją. No, a tylko miałby coraz większe kompleksy, a po co to komu? No właśnie, a tak miał tutaj swoją Aiko, małą, zranioną Japonkę, którą trzeba było nauczyć kochać, ale przede wszystkim kochać. Dziwne, jakoś mu to zadanie spasowało. Tak. Chyba mógłby się go podjąć..
Samotność jest zaletą. Przynajmniej nikt Cię nie skrzywdzi.. – te słowa odbijały się echem w głowie Fridaya. Czy ona właśnie dała mu do zrozumienia, że nie ma na co liczyć? Nie. Chyba nie, prawda? Miał nadzieję, że nie. W sumie. No, mogło to tak zabrzmieć, ale.. ale jej czyny o tym nie świadczyły. Zabawna dziewczyna. Mówi jedno, a myśli drugie. Ech. Będzie z nią ciekawie przynajmniej. To dobrze, nie będą się nudzić. Przecież inteligentni ludzie się nie nudzą, prawda? Prawda. No więc im to nie grozi. Choćby z samego faktu ich znajomości. A kiedy go przytuliła, on tylko przycisnął ją mocniej do siebie. Sam do końca nie wiedział, które z nich bardziej tego potrzebowało? Ona, czy on? Prawdopodobnie nie było się nad czym roztrząsać. – Znaczy się.. Z tym wisiorkiem sprawa wyjaśniona? – spytał, całując ją w czoło. Bogowie. Po co stworzyliście kobiety i mężczyzn, jeśli nie po to by nawzajem się lubili, kochali, wkurzali, ale przede wszystkim uzupełniali?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Tama-shi, Japonia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 386
  Liczba postów : 180
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7839-aiko-odagiri
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7841-ikusia-i-jej-relacyjki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7843-namako#218426
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7842-aiko-odagiri




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pon Kwi 21 2014, 21:39

Cóż, dalej mnie irytował ten wisiorek, sam fakt jego istnienia, ale co miałam zrobić? Wyrwać mu się i krzyknąć: HA, ŻARTOWAŁAM!? No chyba nie! Ja nie z tych, w ogóle to byłby jakiś głupi pomysł.
Uśmiechnęłam się więc tylko niepewnie i wtuliłam jeszcze mocniej, o ile to było w ogóle możliwe.
- Wyjaśnione -wymamrotałam w jego kurtkę, zaciągając się jego znanym zapachem. Tak, już znanym. Dobrze było mieć przy sobie kogoś takiego. Dobrze jest mieć kogoś, do kogo można się przytulić, z kim można porozmawiać.
Odsunęłam się delikatnie i zmarszczyłam brwi.
- Chyba powinniśmy to oddać -stwierdziłam poważnie, jednak w duchu bałam się o swoje życie. Konfrontacja z, zapewne wściekłą, Ślizgonką, której na dodatek (chyba) odbiłam chłopaka? Świetnie, umrę.- Wiesz, gdzie ona teraz jest? -spytałam po chwili i westchnęłam. Nie wypuściłam go jednak z objęć, co to, to nie. Nie chciałam go puścić.
Kiedy chłopak się zgodził, pokiwałam tylko głową. Puściłam go, mimo wszystko i chwyciłam za rękę, a on zaraz pociągnął mnie w kierunku, gdzie mieliśmy nadzieję spotkać ową Kat. Super.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 23
Skąd : Seul, Korea Południowa.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 570
  Liczba postów : 88
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8322-lee-hae-yung#234071
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8326-annjong-hasejo#234249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8327-sowiasta-haeyung#234258
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8328-kufer-haeyung#234265




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Czw Maj 08 2014, 23:43

Czas na spacer! Najważniejsze, to zwiedzić wszystko po kolei i się nie zgubić, tak. Taki był plan na dziś. Otóż, Hae jest świeżo po przeprowadzce, więc szanse na to, że zgubi się gdzieś w gąszczach miasta wzrastają do 100%, mimo wszystko, Koreanka wzięła mapę do ręki i wyruszyła spacer.. no.
Pogoda nie zapowiadała się na przyjazną, przynajmniej na chwile obecną. Ciągle po niebie krążyły chmury, jedne białe niczym śnieg, drugie szare jak mnóstwo dymu.
Koreanka powoli kroczyła przed siebie, wpatrując się głównie w mapę i rozglądając się zdezorientowana po okolicy. Jakoś tak po przeprowadzce nie miała okazji obejrzeć Hogsmeade, Londynu czy samego Hogwartu.. śmieszne to prawda? W każdym razie szła powoli, od czasu do czasu potykając się o nierówną drogę, lub od czasu do czasu wpadając na nielicznych przechodniów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : Dortmund, Niemcy
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 127
  Liczba postów : 130
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8104-benjamin-soons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t11772-chodz-nie-gryze#315870
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8119-sowa-za-pare-lat-zegar-z-kukulka-benjamina
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8127-benjamin-soons




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pią Maj 09 2014, 22:46

Ej to całe Hogsmaede nie było takie złe. W sensie, jak się tak przechadzał. Wioska, jakich wiele, ale miała w sobie jakiś taki urok. Nie wiedział dokładnie, na czym polega. Może na braku jakiś schodów i jakieś takiej wolności? W sumie, to musi ogarnąć mieszkanie. To jest konieczne wręcz. Najlepiej samemu, chociaż gdyby miał do dyspozycji jakiegoś zacnego i przystojnego pana, to czemu nie? Zasadniczo, panią też by nie pogardził. Ech Soons.. Napalony na wszystko, co się rusza. Taki już był. No nie, nie do końca. On nie był napalony na wszystko co się rusza. Rzekłbym raczej, że jara się prawdziwie pięknymi, estetycznymi osobnikami i w ogóle. O, tak. To brzmi lepiej. O wiele lepiej. Rozmyślając na ten temat, z głową w chmurach, jednocześnie denerwując się, bo czemu komisja ze Sfinksa nadal nie daje znaku życia i w ogóle chujowość życia, bo ominął dwie lekcje transmutacji i będzie musiał brać korki, szedł przed siebie, kiedy na swojej drodze ujrzał niczego nie świadomą osóbkę. Nie problem, człowiek jakich wielu na tym świecie, z tym, że ten zmierzał wprost na niego i nie miał zamiaru wyhamować, ani podnieść wzroku znad jakieś kartki, o ile dojrzał mapy. Normalnie, zapewne by go minął, ale w tej sytuacji. No jakoś nie bardzo potrafił. Może to z powodu wzroku wbitego w dziwny świstek papieru? Przecież to groziło jakimś wypadkiem. Rany… ludzie serio są nieostrożni.. – Ops, uważaj. – powiedział tylko z uśmiechem, złapawszy ramiona osobnika, jak się okazało płci żeńskiej. Kiedy przeniosła na niego swoje spojrzenie, ponownie uraczył ją uśmiechem. Zabawna dziewczyna. Takie pierwsze wrażenie. Łazi sobie po parku z mapą i idzie, zamiast w spokoju ogarnąć kierunku, albo zapytać o drogę. Cóż.. – Pomóc Ci jakoś? Zgubiłaś się, albo coś..? – spytał, nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Wywnioskował jednakże na podstawie jej zachowania, iż może szukała drogi do domu, Hogwartu, jakiegoś pubu, nieważne. Pomoże najlepiej jak może. I wcale nie dlatego, że urodziwa ta dziewojka była..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nieokreślony
Wiek : 23
Skąd : Seul, Korea Południowa.
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 570
  Liczba postów : 88
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8322-lee-hae-yung#234071
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8326-annjong-hasejo#234249
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8327-sowiasta-haeyung#234258
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8328-kufer-haeyung#234265




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pią Maj 09 2014, 23:16

Jej spokojne kroczenie po drodze otoczonej starymi pięknymi drzewami skończyło się w ramionach obcego. A raczej.. nie zupełnie w ramionach, ale.. no po prostu na tego kogoś weszła. Wgapiając się jeszcze chwile na mapę, próbowała wymyślić coś na szybko, by mogła pójść dalej, ale jak już zostało wspomniane, została od takowych myśli odciągnięta. Koreanka powoli przeniosła wzrok na ofiarę swojego nieuważnego chodzenia. Był o wiele wyższy od niej, chociaż nie wyglądał na starszego osobnika. Hae zamrugała kilkakrotnie, po czym w końcu wydała z siebie jakikolwiek dźwięk.
- Przepraszam. - zaczęła wciąż patrząc mu w oczy. - Dopiero co się przeprowadziłam, postanowiłam trochę pozwiedzać. Jak widać zwiedzam głównie mapę.. echh.. aigoo.. - odsapnęła ciężko załamując przy tym ręce. Dziewczyna powoli podniosła lewą dłoń do skroni, po czym nieco zaczęła ją sobie masować. - Wiesz.. skoro pytasz, może mógłbyś mnie ogólnie oprowadzić..? - zapytała znów podnosząc wzrok, ale tym razem uśmiechając się. Był to.. no taki naturalny uśmiech, nie na wymuszenie pomocy czy cokolwiek, nic z tych rzeczy. Powiedzmy, że była to spóźniona odpowiedź na jego uśmiech, o.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Nie Cze 22 2014, 17:26

Archibald potrzebował absolutnego spokoju, teraz i natychmiast. Ostatnie dni przyniosły mu zdecydowanie zbyt wiele nerwów, które z dziecinną łatwością roztrzaskiwały jego silny charakter, budziły dziwne i niepotrzebne wątpliwości, ale też wpędzały go w jakieś błędne koło. Ilość obowiązków rosła wraz z upływem jego nauczycielskiej kariery, a sam nie był pewien, czy ma ochotę na ciągnięcie tego. Nie widział w nauczaniu ani ambicji, ani przeogromnej przyjemności. Nie było to również jego powołanie. Potrzebował wakacji tak samo, jak jego uczniowie, ale wciąż wahał się i nie mógł podjąć żadnej decyzji, choć wybory krążyły uparcie wokół. Wszystko stawało się wymuszone, nienaturalne, wynikało z poczucia obowiązku. Mierzył się z tym uparcie, jednak fakt, że jest od czegoś lub kogoś zależny, tylko pogarszał całą sytuację - absolutna kontrola znikała, pozwalając innym jednostkom na wbicie się w jego własny system. Traktował jakąkolwiek ingerencję jak najgorsze zakażenie, trawiące powoli cały organizm. Jak intruza, który zadomawia się z chytrym uśmieszkiem w prywatnym azylu. Krótko mówiąc, znów nie był zadowolony. Potrzebował odbudowy pełnej i kompletnej pewności. Przytłaczająco ogromna ilość debilizmu i głupoty, zmieszana z obrzydzeniem do tępoty i masy innych cech, jakimi wyróźniali się niektórzy uczniowie doprowadzała Blythe do stanu pogardy i niechęci.
Spokój właściwie miał w mieszkaniu, zacisznym i oddalonym nieco od toksycznego Hogwartu, jednak obecność ścian nie sprzyjała tego dnia swobodnemu przepływowi myśli. Chwycił swój kapelusz z piórami, zarzucił na siebie marynarkę i wyszedł na spacer, licząc na to, że nie będzie musiał zaszczycać nikogo swoim nastrojem. Od razu skierował się w stronę alei starych drzew, bo tu miał szansę uniknąć przynajmniej rozwrzeszczanych pierwszorocznych. Wsadził ręce do kieszeni ciemnych spodni i oddał się poszukiwaniom kamieni. Musiał kopnąć przynajmniej jednego, ale jak na złość żaden nie pojawił się w tych stronach, więc musiał zadowolić się towarzystwem rosłego drzewa, o które oparł się wygodnie. Wbrew pozorom nie był zły. Zwyczajnie chwyciła go pogarda dla świata, a wyglądał? Raczej spokojnie, może nawet trochę za bardzo. Jedynie gdzieś w kącikach oczu i ust czaiły się jakieś plątaniny emocji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Tuluza, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 327
Dodatkowo : metamorfomagia, opiekun Slytherin'u
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8699-megane-elspeth-d-aoust#245501
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8701-zapolujmy-na-jednorozce#245531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8702-klusownicza-poczta#245533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8703-megane-d-aous#245535




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pon Cze 23 2014, 02:49

Podróże wpływały na nią źle. Każda przeprowadzka w nowe miejsce kojarzyła jej się tylko z jednym. Prawo lub lewo. Do budynków czy może raczej w las? Dalej, szybciej, mocniej! Jedna noga za drugą. Utrzymuj równowagę. Uciekaj! Pędź! Mknij i gnaj, tak szybko jak wiatr! Nie daj się dotknąć, nie daj się pochwycić. Przymykała oczy, zaciskając dość mocno powieki, nim zdecydowała się na podróż w te strony. Miała nadzieję, że gdy otworzy oczy i rozejrzy się wokół, dojdzie do wniosku, że tam jej lepiej, ale w gruncie rzeczy nigdy czegoś podobnego się nie doczekała. Teraz tkwiła tutaj, w Wielkiej Brytanii i w sumie po co? Czuła się tutaj trochę jak w pułapce. Zewsząd woda i mało pięknych lasów, w których mogłaby spędzać całe dnie. Obejmowała się ciasno ramionami, zupełnie tak, jakby to miało pomóc jej w opanowaniu drżenia rąk. Nie reagowała tak jednak ze strachu, a z… podniecenia. Nie mogła się doczekać chwili, w której będzie mogła dotknąć tutejszego jednorożca i skosztować jego krwi. Czy różniły się czymś od tych, które spotykała w swoich rodzinnych stronach? Wątpiła, ale cóż mogła powiedzieć, wszak nie miała na ten temat wystarczająco dużo informacji, aby takowe osądy komukolwiek ogłaszać, a już zwłaszcza sobie.
Sprowadziła się tutaj zaledwie kilka dni temu i jak widać trafiła w idealny moment, aby zaznać już małego piekła, jakie potrafią wywołać rozwrzeszczane bachory. Plotki plotkami, a dzięki nim Elspeth zdążyła się już dowiedzieć, że dom, który Hampson przydzielił jej pod opiekę definitywnie stanowi skarbnicę wielu nietuzinkowych osobowości i co najmniej kilka z nich należałoby wyprostować. Jeśli nie po dobroci to groźbą. Na samą myśl, aż ściskało ją w żołądku. Wcale nie miała teraz ochoty na to, aby się tym zajmować. Wolałaby wybrać się w puszczę już w ten weekend, ale nie miała na to nawet szans. Dobrze byłoby poczekać do końca roku szkolnego, a w tym czasie ogarnąć chaos, jaki pozostał po poprzedniej opiekunce tego domu. Zdaje się, że trochę to zaniedbała, bo dopiero dzisiaj Megan znalazła jedną, krótką chwilę, aby poszukać ciekawych okazów, nadających się do eliksirów. Nogi zawiodły ją aż na Aleję Starych Drzew, a sama zainteresowana niespecjalnie kojarzyła gdzie się znajduje. Próbowała wszystko ułożyć sobie w głowie, ale była nieco zbyt świeża, aby wiedzieć, w którą stronę należy iść, aby cokolwiek tutaj znaleźć. Wydawała się być tym faktem poirytowana, a trudno się dziwić. Lubiła mieć kontrolę, a w ten sposób była jej poniekąd pozbawiona. Kręciła się po prostu po okolicy, wyszukując czegoś, co wyglądałoby na przydatne chociażby w jakimkolwiek stopniu. Wtedy też spostrzegła bardzo szczupłego mężczyznę, odzianego w zabawny dla niej kapelusz. Nie ten widok jednak przykuł jej uwagę. Ruszyła w jego stronę, wlepiając spojrzenie w drzewo tuż za nim, a gdy już go wyminęła, aby móc dotknąć delikatnej kory, stało się jasne co ją tutaj przywiało. Glicynia błyskawiczna, pięła się po drzewie niedaleko głowy Archibalda.
- Hmm, dziwne, zazwyczaj nie wspina się tak niecodziennie. - przemknęło jej przez myśli, gdy delikatnie odciągała delikatne liście i gałązki od pomnika natury. Lepiej żeby ona to zrobiła, niż gdyby miał to zrobić jakiś pierwszy, lepszy uczeń szukający wrażeń w Hogsmeade. Zupełnie zatraciła się w swoim zajęciu, mając zupełnie w poważaniu resztę świata. Ot, normalna reakcja Megs.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pią Lip 04 2014, 22:56

Zamiłowanie do sprawowania kontroli najwyraźniej ich łączyło. Archibald nienawidził okropnego uczucia, gdy coś wyślizgiwało się spomiędzy palców, pozostawiając po sobie dziwną pustkę. Nie należał do ludzi, którzy nie mogli żyć bez stabilności czy stabilizacji, czasem wręcz ich unikał, nie chcąc zatrzymywać się w miejscu, jednak kontrola była potrzebna nawet w chwilach szaleństwa - te zaś ubóstwiał. Obserwował przez chwilę postać, średnio mu znajomą, jednak kojarzoną już z personaliami, która zmierzała w jego kierunku. Nie miał nawet najmniejszej ochoty na towarzystwo kobiety. Na jej list odpisał z niechęcią, a nawet z pewnym trudem, bo zwalał mu na łeb jeszcze więcej obowiązków. Może powinien skontaktować się z Hampsonem i zrzec się funkcji opiekuna? Pokłady cierpliwości miał wbrew pozorom ograniczone, chęć malała z każdym dniem, a pustka rosła. Rozważał więc opcję utraty kontroli nad Gryfonami. Rozważał wiele opcji, ale każda była tak mętna i nudna, że nie miał ochoty trawić ich dłużej. Pewnie był to jeden z czynników, który nieco wpłynął na jego podejście. Teraz najbardziej potrzebował jakiegoś nowego rozdziału w życiu, czegoś nieodkrytego, fascynacji, inspiracji, odmiany, czyli właściwie szaleństwa. Albo zwyczajnie był niewyżyty, kto by tam wiedział, co konkretnie siedziało w jego głowie. W każdym razie, obserwował zbliżającą się Mégane, której nie zaszczycił uśmiechem. Kątem oka, bo głową nie poruszył, dostrzegł, że odciąga coś od kory drzewa, które aktualnie zajmował. Uniósł brwi, odepchnął się od drzewa, nie wyjmując rąk z kieszeni marynarki, i spojrzał na Elspeth, gmerającej swobodnie w liściach rośliny. Tak się składało, że pewne rozdziały w życiu pozwoliły mu na poznanie właściwości glicynii błyskawicznej. I choć na usta cisnęły mu się miliony mniej lub bardziej sugestywnych komentarzy, wybrał ten najbardziej neutralny, nie pokrywający się zupełnie z jego nastrojem. Co go do tego zmusiło? Zatrważająca ilość problemów, piętrzących się sprawnie. Nie chciał dorzucać do stosu zatargów z nowymi nauczycielkami. Zresztą, jego komentarz nie był do końca tak niewinny, jak mu się wydawało, ale w świetle innych...
- Wije się lepiej niż uczniowie w pustych klasach - stwierdził, choć było to raczej rzucenie komentarzem. Słowa lubiły czasem gruchnąć o coś niespodziewanie. Teraz pewnie też gruchnęły. Jakoś nie potrafił się pozbyć ironii. Nie dziś. Ale przynajmniej nie drwił, to należało docenić.
- Nie wiedziałem, że rośnie dziko. Wykorzystuje się ją jakoś specjalnie, czy jest tylko halucynogenna? - zapytał od niechcenia. Mógł być ciekawy, po co Elspeth glicynia błyskawiczna, ale właściwie - nie był. Poziom egoizmu ostatnio nieco mu się zwiększył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Tuluza, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 327
Dodatkowo : metamorfomagia, opiekun Slytherin'u
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8699-megane-elspeth-d-aoust#245501
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8701-zapolujmy-na-jednorozce#245531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8702-klusownicza-poczta#245533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8703-megane-d-aous#245535




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Sob Lip 05 2014, 02:41

Wystarczyła jej chwila, aby zatracić się w swojej pasji. To trochę tak, jakby dać małemu dziecku zabawkę, którą te sobie umiłuje i nie da jej dotknąć nigdy więcej komuś obcemu. Megan nie mogła pozwolić, aby taka piękna glicynia się zmarnowała i wręcz musiała się nią zaopiekować. Jej palce były zręczne i nad wyraz delikatne, gdy odginały lekko i sprawnie delikatne sploty liści i gałązek, rozluźniając ucisk rośliny na drzewie, aby ostatecznie móc pozyskać ją, na potrzeby warzenia eliksirów. Nie była w tym tak dobra, jak w gmeraniu w świeżej ziemi i kompoście, ale mimo wszystko lubiła prowadzić zajęcia z eliksirów i czasem organizowała coś małego dla uczniów. Okej, organizowała. W Hogwarcie nie zdążyła przeprowadzić nawet jednej lekcji, ale to nic nie szkodzi, bo właśnie planowała wyprodukowanie pewnego przydatnego eliksiru, kiedy to do jej uszu dotarł pewien… niewybredny komentarz. Jej palce na sekundę znieruchomiały, a ich właścicielka zmrużyła drapieżnie oczy, których czekoladowe tęczówki zalśniły niebezpiecznie.
- Tak jest - odpowiedziała łagodnie, odczepiając glicynię od drzewa i otulając ją dłońmi, zupełnie tak, jakby chciała zając się niemowlęciem. - niejedno na tym świecie się wije i oplata.
To była tak neutralna wypowiedź, że aż można by wysnuwać podejrzenia, że w ogóle nie zwróciła uwagi na podtekst, jaki krył się za słowami Archibalda. Niemniej jednak dość konkretnie to zrozumiała, ale nie miała ochoty wylewać kubła żalu przy, no nie ukrywajmy, obcym, tylko dlatego, że jej dzieciaczki sprawiały „pewne problemy wychowawcze”. Musiała sobie z nimi poradzić sama i zagłębianie się w ten temat było jej teraz bardzo nie w smak. Może dlatego skoncentrowała się dość mocno na jego drugim pytaniu, postanawiając na nie łaskawie odpowiedzieć, chociaż już wiedziała, że ma do czynienia z ignorantem w dziedzinie zielarstwa, aczkolwiek nie tak zupełnie. Fakt, że wiedział, że jest halucynogenna, sprawił, że spojrzała na niego odrobinkę bardziej przychylnie.
- Zdarza się i tak. Zazwyczaj jest hodowana, ale kiedyś wcale tak nie było. Rosła dziko i sprowadzała naprawdę sporo nieszczęść w dość nieoczekiwanych miejscach. Być może to właśnie sprawiło, że teraz ludzie dziwią się jak znajdą ją na drzewie w parku. - och, czyżby malutki przytyk? - Jest składnikiem - bazą eliksirów energetyzujących.
Uśmiechnęła się nieco zadziornie, gdy to mówiła, ale ciężko było powiedzieć dlaczego.
- Sądzę, że to może być ciekawy temat, gdy już skończą się te okropne wakacje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Sob Lip 05 2014, 23:17

Zatracanie się w pasji zapewne było ciekawe i niebanalne, jednak Archibald doświadczał tego uczucia tak rzadko, że nie potrafiłby się wypowiedzieć na ten temat. W zaklęciach był dobrych i w jakimś stopniu mieściły się w jego zainteresowaniach - lubił główkować nad urokami i ćwiczyć coraz to wymyślniejsze czary, wymyślać swoje lub odkrywać te zakopane gdzieś w otchłaniach, zapomniane i pozornie niepotrzebne. Jednak "pasja" to bardzo duże słowo, raczej nie pokrywające się z jego podejściem. Uwielbiał też grać na fortepianie, dla spokoju i wywołania emocji, którymi lubił sterować. Sam sprowadzał siebie na skraje, a potem spadał, tylko po to, żeby wyrwać się z letargu. Jednak jako-takiej pasji nie posiadał, albo zwyczajnie jej nie widział i nadinterpretował pojęcia. Pewnie dlatego podejście Megane do rośliny sprawiło, że kobieta była dobrym obiektem obserwacji. Spojrzał na nią, posyłając przenikliwe, choć w najmniejszym nawet stopniu nie nachalne, spojrzenie. Neutralna odpowiedź zabrała mu resztki ochoty na spięcia i aluzje, skoro tak wyraźnie ich unikała. Wiedział, że zauważyła podtekst. Po ludziach od razu dało się poznać, kiedy byli inteligentni, a kiedy osiągali wartość mniejszą niż sterta gnoju. Co nie zmieniało faktu, że mogli razem popsioczyć na temperamentne "dzieciaczki" z domów, jakie zostały im przydzielone. Puścił słowa kobiety mimo uszu, pozostawiając sobie czas na odpowiedź. Niezbyt przejmował się wyrazem jej spojrzenia. Nie szukał ani wrogów, ani przyjaciół. W ciągu całego roku wobec personelu szkoły zachowywał raczej neutralny stosunek i nie wdawał się w bliższe kontakty z gronem pedagogicznym. No, może z paroma wyjątkami! Teraz jednak miał czas na subtelne wyrobienie sobie opinii o D'Aoust. Kim by był, gdyby zrezygnował ze swojego zwyczaju analizy?
- Hm, ciekawie - stwierdził, przytakując nieznacznie głową. Skoro glicynia zniknęła z drzewa, mógł wrócić do poprzedniej, znacznie wygodniejszej pozycji - oparł się o pień. - Słyszałem o hodowlach, ale nigdy nie zagłębiałem się w temat. Zielarstwo to raczej nie moje tereny - dodał, stwierdzając oczywisty fakt. Coś wiedział, ale było to prawie nic. Choć jakby nie patrzeć, glicynią błyskawiczną zaopiekować się potrafił, kiedy już dostawał je w swoje ręce. Dawne dzieje, których wolał nie pamiętać. Kilka wspomnień mignęło mu przed oczami, przez co uśmiechnął się kpiąco. Do siebie, ale mogło to być odebrane różnie. Szczególnie, że trafił w moment o drzewach w parku, jednak tu uniósł nieznacznie brwi, z nutą politowania przechylając głowę o milimetry.
- Prawda, sam chętnie bym o tym posłuchał - stwierdził. Dowiadywanie się o różnych właściwościach po fakcie... coś w tym było? Pewnie nie, ale Arch zawsze znajdował jakąś logikę. - Okropne? - zapytał krótko, chyląc głowę i zerkając na nauczycielkę prawie spod ronda kapelusza. - To dopiero początek - zaśmiał się, mając na myśli nic innego, jak niesfornych uczniów. Rok temu trafił na hogwarckie wakacje, kiedy jeszcze trudził się wysyłaniem raportów ministerstwu. Paskudna robota.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Tuluza, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 327
Dodatkowo : metamorfomagia, opiekun Slytherin'u
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8699-megane-elspeth-d-aoust#245501
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8701-zapolujmy-na-jednorozce#245531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8702-klusownicza-poczta#245533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8703-megane-d-aous#245535




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Nie Lip 06 2014, 17:56

Megan nie była specjalnie dokształcona w temacie tego, kto naucza teraz w Hogwarcie i być może dlatego z początku nie kojarzyła kogo może mieć przed oczyma. W miarę upływu czasu widziała jednak coraz więcej cech, którymi Hamspon określał jednego z nich, a jego aparycja pasowała jej do opisu. Mniemała już więc, że ma do czynienia z niejakim Archibaldem Blythe, którego działką były zaklęcia. Nie pytała się jednak o to, stawiając na to, że prawdziwy gentelman sam się przedstawi. Jak widać to były płonne nadzieje.
Nie uśmiechnęła się, przyjmując jego informację o zielarstwie z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Jedynie jej oczy były w tym momencie żywe. Duże i błyszczące lustrowały uważnie a to Archa, a to glicynię, którą teraz traktowała kilkoma niezbyt wprawnymi zaklęciami, jakie miały zapobiec jej więdnięciu. Nie była w tym jednak na tyle dobra, aby wyszło jej to na tyle poprawnie, aby zachowała się do końca wakacji, dlatego doszła do wniosku, że najwyżej ją ususzy. Będzie wtedy potrzebowała trochę więcej materiału, ale to się da załatwić. Skoro była tutaj jedna glicynia, to powinna poradzić sobie ze znalezieniem większej ilości, a jeśli mimo wszystko nie, to żadna strata. Hodowle oferują co prawda zbójeckie ceny za kawałek rośliny, ale Elspeth da sobie z nimi radę. Jak nie po dobroci, to po złości. Milczała, dotykając teraz delikatnie kory, do której wcześniej przylegała glicynia, a wyglądało to trochę tak, jakby chciała złapać kontakt z rośliną i w ten sposób odnaleźć kolejną. Nie spostrzegła jego kpiącego uśmiechu, bo była zajęta swoimi własnymi myślami, ale mimo wszystko jego słowa do niej dotarły.
- Możemy kiedyś o tym porozmawiać, nie widzę przeszkód - odparła neutralnie i chyba naprawdę tak sądziła. Nie zaszkodziłoby się trochę „wbić” w tę nauczycielską grupę, zwłaszcza, że planowała spędzić tutaj trochę czasu. Przeszukiwanie lasu nie pójdzie jej tak szybko, jakby się mogło wydawać na początku. Okazało się, że jest całkiem spory i dosyć niebezpieczny. Elspeth już nie mogła się doczekać. Zacisnęła nieco wargi, przymykając na moment oczy i zwieszając dłonie z rośliną luźno wzdłuż tułowia.
- Okropne - potwierdziła, ponownie otwierając oczy, a ich spojrzenia się skrzyżowały. - Nienawidzę pasywności.
Wyznała mu, ale w gruncie rzeczy mogła kłamać. Może po prostu nie lubiła słońca? A może naprawdę nie lubiła przerw w pracy? Po tylu latach życia mogłoby być to co najmniej prawdopodobne.
- Muszę znaleźć na nich jakiś złoty środek. Ma Pan jakieś pomysły? - zapytała go neutralnie, kładąc nacisk na formę grzecznościową i w ten sposób najwyraźniej sugerując, żeby porzucili pozory dzielących ich granic poznawczych, przerzucając się na „Ty”. Miała całe wakacje na to żeby się zastanawiać co ma robić ze swoimi dzieciaczkami, ale naprawdę było jej to nie w smak, zwłaszcza, że jedno z tych głupich bachorów, już ją zaczynało ignorować. Alexis chyba aż się prosi o ten szlaban, nie odpisując na jej list, a już nawet Cezar się wyślizgał. Westchnęła, przykładając palce prawej dłoni do grzbietu nosa, który delikatnie ścisnęła. Już była tym wszystkim zmęczona, a co dopiero będzie potem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 38
Skąd : Eastleigh / Hereford / Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 5566
Dodatkowo : zaklęcia bezróżdżkowe, opiekun Gryffindoru
  Liczba postów : 1475
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5994-archibald-jeremiah-blythe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5997-archowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5998-archibaldowa-poczta#170933
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7372-archibald-blythe#207289




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Sro Lip 09 2014, 00:28

Ciężko było poznać z miejsca całą kadrę pedagogiczną i recytować ich imiona na sam widok. Tym bardziej, że do grona nauczycieli i pracowników szkoły dochodzili jeszcze uczniowie. Płonne nadzieje zaś pasowały idealnie i do samej sytuacji, i do Archibalda, który robił wszystko w swoim czasie. Znajdował sobie odpowiednie momenty, kierując się swoimi pokręconymi listami priorytetów, na których pozycje latały luzem, również zmieniając ułożenie w zależności od dnia, pogody albo koloru gaci. Ściślej mówiąc, zamierzał się przedstawić - właśnie w swoim czasie. Obserwował kobietę, gdy siłowała się z czarami.
- Akcent na drugą sylabę - podpowiedział krótko, mimowolnie wychwyciwszy błąd w zaklęciu. Skrzywienie zawodowe albo cokolwiek, ostatnio tak przywykł do nauczania i korygowania błędów, że weszło mu to w krew. Nie powiedział tego złośliwie. Raczej jako dobrą radę, bo szkoda, żeby glicynia się zmarnowała, skoro miała inne zastosowania niż te, które znane mu były z autopsji.
- Świetnie - podsumował krótko. Jakiś instynkt podpowiadał mu, że dobrze byłoby poznać D'Aoust, a glicynia mogła być dobrym początkiem. Zdumiewająco dobrze poznawało się ludzi, gdy opowiadali o sprawach, które ich fascynowały. Wtedy z łatwością się zapominali i łatwiej było wyłapać subtelne zmiany w tonie głosu albo w zachowaniu. Nie żeby od razu planował doszukiwać się w Megane jakichś tajemnic. Nawet nie wykształciło mu się jeszcze konkretne przeczucie, ale było coś w jej ruchach, co w specyficzny sposób wzbudzało niepokój. A niepokój nie towarzyszył mu często.
- Zapewniam, że pasywność na tych wakacjach nam nie grozi, przynajmniej w sierpniu. Zawsze znajdą jakieś ustronne miejsce do swoich wymysłów. Najgorzej jest chyba z imprezami. Kochają popadać w swoje pokręcone racje i argumentować je coraz bardziej abstrakcyjnie. Świetna zabawa, ale raczej nie polecam, więcej z tego problemu niż rozrywki - powiedział, ostatnie zdanie mrucząc niemrawo, ale zachowując w nim resztki ironii. Szlabany wbrew pozorom były męczące nie tylko dla uczniów.
- Nie ma złotego środka - stwierdził. - Na jednych zadziała ostrzeżenie, inni zaczną wytykać status krwi i wygrażać wysoko postawionym ojcem. Chyba trzeba mieć elastyczne podejście i poznać, z kim ma się do czynienia i co na niego zadziała, choć ja nawet nie jestem w stanie stwierdzić, czy jestem dobrym opiekunem - powiedział, śmiejąc się krótko. Pełniona przez niego funkcja wciąż go zadziwiała. Może nie tyle co sama funkcja, ale fakt, że to jemu została zlecona. Wyróżnienie od siedmiu boleści. - Tak swoją drogą - mruknął, wyczuwając aluzję. Chyba nie było sensu chować wciąż swoich danych, które i tak były znane. Zdjął lekko kapelusz i, nieco teatralnym gestem, cofnął rękę, w której go trzymał, do tyłu, zaś wolną dłoń wystawił do przodu w iście dżentelmeńskim geście. - Archibald Blythe, obrona przed czarną magią, zaklęcia i uroki, opiekun niesfornych Gryfonów - przedstawił się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 36
Skąd : Tuluza, Francja
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 327
Dodatkowo : metamorfomagia, opiekun Slytherin'u
  Liczba postów : 87
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8699-megane-elspeth-d-aoust#245501
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8701-zapolujmy-na-jednorozce#245531
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8702-klusownicza-poczta#245533
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8703-megane-d-aous#245535




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Sro Lip 09 2014, 17:12

Przymknęła na moment oczy, dając sobie sekundę na przetrawienie delikatnego ognia, jaki zaczynał leniwie ślizgać się w jej trzewiach, wzbudzając w niej irytację. Była osobą, która bywała porywcza, gdy już przychodziło co do czego, a teraz nawet nieświadomie wzburzyła ją taka delikatna wzmianka o złym akcencie. To miała być rada, jaka pomogłaby jej w zachowaniu rośliny w stanie, jaki nadawałby się do sporządzenia eliksiru w odpowiedni sposób, ale przyjęła ją w nieodpowiedni sposób. Mimo wszystko jej agresja zniknęła tak szybko, że nawet nie zdążyła tego po sobie pokazać. Zresztą trudno byłoby sobie wyobrazić nawet taką możliwość. Jej twarz była nieprzenikniona i tak pusta w swym wyrazie, że gdyby nie spojrzenie, można byłoby myśleć, że wcale jej to nie obeszło.
- Augmentum oppilabit - wymruczała ponownie, celując w roślinę różdżką i tym razem akcentując to tak, jak poradził jej Archibald. Zdaje się, że tym razem wyszło poprawnie, więc dopiero teraz Elspeth poczuła się do tego, aby mu podziękować, bo co jeśli jego rady okazałyby się bezużyteczne, a ona już wcześniej by wypowiedziała to słowo?
- Dziękuję - odparła lekko, tonem łagodnym i wyważonym, kiedy zwijała liście w taki sposób, aby przylegały do siebie. Dzięki temu już po chwili mogła zwinąć roślinę tak, że mieściła się w jej drobnej dłoni. Dzięki poprawnemu zaklęciu wiedziała jednak, że nic jej się nie stanie.
- Chociaż tyle pożytku z tego spotkania - pomyślała, a potem powstrzymała westchnienie, wsłuchując się w to co miał do powiedzenia.
- Żałosne - odparła, a w jej głosie dało się wyczuć groźną i ostrą nutę, która była jedynie przedsmakiem tego, czym może kogoś poczęstować na starcie. Takie zagrywki ze strony uczniów wyjątkowo ją odstręczały i zachęcały jedynie do tego, aby w tej chwili spakowała walizki i wróciła do Albanii. Tam życie było prostsze…
Doczekała się i przedstawienia się, co przyjęła z lekkim, tym razem pozbawionym kpiny uśmiechem. Skorzystała z wyciągniętej dłoni, jednocześnie dygając lekko. Zabawne było to, że z edukacji w Beauxbatons większość absolwentów zapamiętywała właśnie to - ten słynny sposób poruszania się, jaki był charakterystyczny dla francuskich czarodziejów i czarodziejek.
- Mégane D'Aoust, zielarstwo, eliksiry, magia lecznicza, opiekunka élèves insolents z domu węża - przedstawiła się również, ale raczej z czystej formalności, bo Archibald pewnie musiał ją znać, prawda? Francuski akcent zabrzmiał dość wyraźnie w jej słowach, a ona uśmiechnęła się tajemniczo i zacisnęła mocniej palce na roślinie.
- Mam nadzieję, że niedługo nadarzy się okazja, aby porozmawiać o glicynii - odparła, z fałszywą nadzieją w głosie, po czym oddaliła się - Au revoir!

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Seattle / Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 103
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8744-ruby-stone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8757-rubinowe#247223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8758-jedno-wielkie-cos-czyli-sowa-ruby#247227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8759-ruby-stone#247235




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Sob Sie 30 2014, 18:12

Spotkania z Romeo zawsze wnosiły coś nowego. Początkowo puchonek ją denerwował, sprawiał że chciała czytać poezje i inne bzdury. Później zaczęła się do niego przekonywać, czym więcej czasu spędzali razem, tym bardziej zajmował miejsce w jej serduszku. A trzeba zaznaczyć, że to łatwe nie jest! Wiadomo, panienka Stone łatwo nie przekonuje się do ludzi, ale kiedy już się tak stanie, ciężko ich z niego wyrzucić. Wiadomo, Romeo był jej przyjacielem. Dobrze spędzało się im czas i Ruby cieszyła się że go ma. Być może sprawiał, że była lepszą osobą - zawiało tanim romansidłem.
Czemu akurat Aleja starych drzew... była nad wyraz piękna. Ruby lubiła przebywać w pięknych miejscach z Travers'em. Kiedyś znalazła to miejsce i pokochała je od pierwszego wejrzenia. Chciała zrobić zdjęcia polaroidem, kochała ten aparat, ale niestety nie wzięła go ze sobą. Polaroid to aparat przyszłości, nie trzeba chodzić wywoływać zdjęć ani specjalnie męczyć się z obiektywem. Ona miała Z340, uwielbiała go. Najlepsza inwestycja jakiej dokonała. A wracając do drzew, stanęła przy jednym. Kora wbijała się jej niezmiernie w łopatki, ale zignorowała to. Czekała na przyjaciela, oddychając jesiennym powietrzem. Najwidoczniej dawno nie padało, ziemia była sucha, a oddychało się ciężej niż zwykle. Wakacje w Anglii przeważnie były deszczowe, ale nie tym razem. Szkoda, kiedy padało można było ujrzeć wiele ciekawych rzeczy. Same kropelki zlatujące znikąd, były piękne. I choć jeszcze w lipcu lało, teraz wydawało się to tak odległe. Ruby czekała na opady, zawsze można było zrobić scenę pocałunku w deszczu, a wtedy wszystko wygląda lepiej, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8238-romeo-j-travers




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Nie Sie 31 2014, 17:31

Co on tutaj w ogóle robi? Nigdy jakoś nie rajcowały go takie miejsca. Pełno słodkich, ckliwych i innego tego typu pierdół... Nie był ich wielkim fanem. Nie widział sensu w chodzeniu po takich sklepach... Człowiek przytłoczony taką ilością gówna traci tę swoją pewność siebie. Jak dla jednego faceta, to zbyt dużo. Jednak jeżeli później może oglądać zdumienie, połączone z szczerym uśmiechem na twarzy Ruby? Czemu nie. Uwielbiał się jej przyglądać, niech nie czuje się wyjątkowa, o nie, on ogólnie lubił obserwacje. Dlaczego? Już mówię. Mimika, zachowanie, reakcje, to wszystko wpływa na opis danego człowieka. Tego nie da się oszukać... A on uwielbia takich wyłapywać.
Co łączyła tę dwójkę? Przyjaźń? Nie, nie, nie. Romeo nie zamierzał ograniczać tej znajomości żadnymi schematami czy nazwami. Jest jak jest, a dopóki jest dobrze, tak może zostać. Uwielbia się z nią droczyć, ten wyraz twarzy, który przybiera w takich momentach jest nie do opisania. Lekko zmrużone powieki, pewne siebie spojrzenie, rzucające co jakiś czas mordercze znaki i usta, ułożone w formie gotowej do ataku. Wiedział, że chce mu dopiec, podroczyć się z nim... Jakoś w zabawny sposób ukuć jego ego. Nie ma tak. Romeo raczej się nie da.
Droga do umówionego miejsca nie zajęła mu dużo czasu. Stwierdził, że nie będzie marnował czasu na odpisanie na list dziewczyny, bo to przecież nie miało sensu. Skoro sam wyszedł z inicjatywą spotkania, nie musiał potwierdzać, że się zjawi. Logiczne? Nie? Kurdę.
Zaszedł ją od tyłu i pierwsze co mogła zobaczyć, to krwistoczerwone goździki, które to przed ni wyrosły. Zdobył się na jakiś gest, proszę o oklaski bo inaczej będzie smutny. Oczywiście, nie mogły być to kwiatki byle jakie... Jadalne, ot co. Inicjatywa! Pomysłowość! Czyż to nie cudowne?
-Mówiłaś coś o kwiatach.-Powiedział, z tym swoim cholernym uśmieszkiem. Stanął już normalnie i wręczył jej drobny bukiecik. Był zajebisty, tyle ci powiem.
Musiał jej jakoś wynagrodzić tygodnie milczenia... W końcu nie było tak, że był wobec niej całkiem obojętny. Uwielbiał ją wkurzać, czy irytować na wiele sposobów... Jednak ciągnęła go do niej coś jeszcze. Bliżej nieokreślona sprawa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Seattle / Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 103
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8744-ruby-stone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8757-rubinowe#247223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8758-jedno-wielkie-cos-czyli-sowa-ruby#247227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8759-ruby-stone#247235




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Nie Sie 31 2014, 19:59

Rozumiem jeśli chodzi o walentynki i wszędzie są kiczowate karteczki z misiami serduszkami i innymi pierdółkami z napisem "Kocham cię" albo "Jesteś ta jedyna, kocham cię!". Ważne żeby było cholerne wielkie i czerwone "Kocham cię", bo jakby nie to kartki by zbankrutowały! Bo nie mogło być "lubię cię" albo "jesteś kimś ważnym" tylko trzeba walić prosto z mostu uczuciami, które będą kupione za parę funtów (jak już jesteśmy w Anglii..). Jasne, Ruby nie była dziewczyną kochającą "miłość" wszechobecną, ale patrząc na te drzewa na prawdę nie mogła się oprzeć! Były ładne, stare i ogólnie zapierały dech w piersiach. Człowieku, pomyśl że niektóre są starsze od naszych rodziców! W takich sytuacjach Stone uśmiechała się szeroko i prawdziwie, a takie sytuacje były rzadkie. Bo kto chodzi po ulicy szczerze uśmiechnięty? Chyba jakiś psychopata.
Och, ma się czuć wyjątkowa bo Romeo na nią spojrzał. No tak.. przecież była jego Julią. Miłością życia, powodem dzięki któremu wstaje rankiem, niezapomnianym uczuciem. Była czymś co napełnia go szczęściem, kiedy tylko o niej pomyśli. No dobra, łączyło ich coś więcej. Takie coś bez nazwy, a jeśli to nie dałoby się tego nazwać. Oni po prostu byli. I mieli się ku sobie. A czy chcą to pokazywać światu, to ich sprawa - zresztą dobrze wiedzieli jak to wszystko wygląda. Może panienka nie wiedziała, kiedy przysiadała i "wspominała". Ale jak to kobieta, lubiła wymyślać sobie niestworzone sytuacje i różne powody, dlaczego miałoby być inaczej niż jest.
Pierwsze co zobaczyła, była ciemność. Dokładnie. Czarno przed oczami. Ma dość zachodzenia ją od tyłu, chłopakom ostatnio się to spodobało i najpierw jeden zasłania jej oczy, teraz... o Jezu. To były jej ukochane kwiaty. Sama nie wiedziała, czemu aż tak się jej podobały. Wyszczerzyła się w uśmiechu, rzucając się mu na szyje.
-Dziękuje, jesteś kochany. -A co! Niech się cieszy! Do tego pocałowała go w policzek. Muszę przyznać, był zajebisty.
Ona nie była lepsza. Nie pisała, ani nawet nie zainteresowała się czy był w Indiach. A może potrzebna im była przerwa, jak w tych słabych komediach?
-Dobra, a teraz prawda. Chcesz czegoś ode mnie? -Powiedziała "zmęczona" unosząc jedną brew.


Ostatnio zmieniony przez Ruby Stone dnia Nie Wrz 07 2014, 20:11, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8238-romeo-j-travers




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pon Wrz 01 2014, 16:38

Nie dało się jednak kupić tych cudeńków, bez wejścia do podobnego sklepu. No cóż, poświęcił się dla wyższego celu! Poza tym, jeżeli widok jej uśmiechniętej twarzy byłby nagrodą? Oh, Romeo, przestań. Wszystkie twoje działania mają swój cel... Malutki, cichy, bardzo egoistyczny czyli taki w twoim stylu. Uwielbiał wprowadzać zamęt a później się temu z boku przyglądać. Bo przecież nic nie jest wstanie go dotknąć, poruszyć... Czy to prawda?
Dlatego jego romantyczna dusza kończy się na kupieniu zajebistych kwiatków, tylko i wyłącznie dla własnych celów. No.
Fascynacja na ludzkich twarzach, coś co pochłania ich bez końca, tak że zatracają się w tym i czasem tracą na moment kontakt z rzeczywistością... Piękny widok, pochłaniający go do reszty. Nigdy nie interesował się rzeczami martwymi, czy nawet przyrodą... Było to piękne, owszem, czasem potrafił znaleźć coś niezwykłego, w całkiem beznadziejnej rzeczy... Jednak to ludzie byli jego hobby. Byli fascynujący a ich twarze, co chwile przybierające nowe to maski, nowe to tożsamości. Było to fascynujące!
A uśmiechanie się na ulicy to wcale nie znak rozpoznawczy psychopaty!
Czy powinna się czuć wyjątkowo... Niech to sama osądzi. Julia. Wciąż jej szukał, a czy nazwanie tak Ruby nie było formą żartu? Jeszcze na samym początku. Mówił tak do niej, bo strasznie ją to irytowało. I tak zostało... A jemu nie widziało się zmienianie tego przezwiska. No oczywiście, bez niej... Nie mógłby żyć! Nie chciał określać tego, co do niej czuł, bo w końcu nie będzie siebie oszukiwał. Coś czuł. Czy to jedynie przywiązanie? Mhm.
Przecież postawił przed nią jedynie kwiatki, niczego nie zasłaniał, ani nie atakował... Niech go nie porównuje do jakiś prymitywnych chłoptasiów, bawiących się w "zgadnij kto to". Nie był dzieckiem..
Zaśmiał się, kiedy się na niego rzuciła.-No, no. Wystarczy Ci kwiatki kupić i już się na mnie rzucasz? A co zrobisz za ulubione czekoladki?-Lekko kpiący ton, bo przecież czemu nie? Był z siebie cholernie zadowolony, choć nie myśli, że tak będzie zawsze. Po prostu miał dobry humor, ot co.
Przerwa? Jakby kiedykolwiek byli razem... No wiesz, przez takie duże R. Określenie się totalne... Nie, nie. Po prostu. Jakoś tak wyszło. On raz był w Indiach a raz nie... Łaził od jednego kąta do drugiego, szukając miejsca dla siebie.
Teraz było okey.
Zaśmiał się, przeczesując palcami włosy.-No kurde ! I tu mnie masz!-Pokręcił głową, jakby niezadowolony z tego, że dał się nakryć na gorącym uczynku.-Jestem skromnym studentem... Do szczęścia wystarczy mi Twoja obecność.-Puścił jej oczko... Tak bardzo w stylu amanta z tanich komedii. Wyciągnął papierosa i uniósł lekko brwi.-Jak mniemam, nie będzie Ci to przeszkadzać?-Oparł się ramieniem o pień drzewa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Seattle / Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 103
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8744-ruby-stone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8757-rubinowe#247223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8758-jedno-wielkie-cos-czyli-sowa-ruby#247227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8759-ruby-stone#247235




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pią Wrz 05 2014, 16:19

PRZEPRASZAM. Nagle szkoła mi się zawaliła i dzisiaj byłam w dupie i musiałam wkuwać :c Wiesz, sorka.

Och no bez przesady. Kupił dziewczynie kwiatki, a ona się uśmiechnęła, to jeszcze nie koniec świata. Trudno żeby płakała! Cieszy się, jak każda kobieta która dostaje prezent, jakby była chamska, sypnęłaby teksem: "Na chuj mi ten badyl?!", ale ona grzecznie i ładnie się uśmiechnęła, brawa!
Okej, okej. Ludzka twarz, gesty i zachowanie były interesujące. Cały układ nerwowy i mózg były interesujące. Człowiek to istota skomplikowana i trudno wyczuć co kiedy zdoła zrobić. Do tego, dla prawdziwego obserwatora, każda zmarszczka czy skinienie oka były interesujące. Na zdjęciach to tak pięknie wygląda. Zdaniem Ruby, obrazy - portrety, autoportrety nigdy nie będą warte tyle co zdjęcia. W zdjęciach liczy się każda minuta, każda sekunda. Kontrast, padanie światła, ostrość. Wtedy można obserwować ludzi. Często można znaleźć zdjęcia staruszków trzymających się za rękę, dzieci bawiących się w piaskownicy, albo prostego uśmiechu u kobiety czy mężczyzny. To są takie drobne rzeczy, które może dostrzec osoba zafascynowana. Problem w tym, że zdjęcia owszem są cenne, ale nie tak jak zobaczyć coś takiego na żywo. Wszystko co zobaczy się na żywo, jest piękniejsze. Ulotne, ale piękne.
No tak! A czy ty chodzisz z uśmiechem na twarzy, jakbyś wygrał milion, albo za przeproszeniem rano się wysrał? Ludzie albo są psychopatami, albo mają czym się cieszyć. A na co dzień, nie przytrafiają się rzeczy tak wspaniałe.
Irytowało ją, bo imię Julia jest tak banalne i prawdę mówiąc nie za piękne! Julia.. jejku! Romeo to Romeo, ale nie mógł wymyślić czegoś lepszego? Oryginalnego? Jebną Julię, bo Romeo i Julia, i czort! No, ale jak jest to niech zostanie. Milutko. Dawno przestało ją to irytować, raczej już się przyzwyczaiła i nie stawia oporów.
Nie porównuje! Ale zabawa w "Zgadnij kto to" była straszna i denerwująca. A dostałaby zawału, gdyby tak nagle przystawił jej do oczy dłoń i kwiatki pod nos. Czułaby się jakby już była na jakimś pogrzebie, czy coś. To strasznie strachliwe dziecko jest, niech nie zwiedzie cię jej buźka.
No i znowu nikt nie zauważył, że jest blondynką. Fajnie. Może powinna sobie to na czole wytatuować.
-Nie mam takowych. Od czekoladek się grubnie. -Wtrąciła, jak typowa kobieta. "Od czekoladek się grubnie", jakież to przewidywalne.
Oh wiesz, że chodziło mi o ich przyjaźń. Tak, przerwy od przyjaźni też są.
-Wiedziałam! Och Romeo, jakaż to jam zadowolona! -Zaśmiała się. -Ale miło mi. -Oparła się na nim, tak po prostu, odpalając swojego papierosa. -Teraz kolorystycznie przypominam Julię. Ona była blond? Czy może bajka kłamała. -Tak! Bo ona oglądała tą bajkę, gdzie były dwa stada morsów i one tam miały różne spory. I tak coś się jej kojarzyło, że Dżulia była blond. I oczywiście musiała wspomnieć o włosach, przecieżby się nie powstrzymała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 41
  Liczba postów : 35
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8238-romeo-j-travers




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Pią Wrz 05 2014, 21:13

Po prostu to nie było w jego stylu. Nie lubił tego. Nie był przyzwyczajony. Obdarowywanie kogoś prezentami nie powinno być często. Miało mieć swój cel, o wiele ważniejszy od tego, jakim kierował się dzisiaj. Rzadkie, jednak jak bardzo znaczące...
Był po prostu ciekaw tego, co ludzie mają mu do zaoferowania. Czy to takie dziwne? Zawsze chciał wiedzieć więcej, widzieć więcej. Czasem w najdziwniejszych, niepozornych z wyglądu rzeczach znajdował coś niekonwencjonalnego. Innego. I o to właśnie chodziło. Bo po to warto żyć wśród tych ludzi, nieważne jak bardzo zakłamanych, oszukujących samych siebie... Zawsze trzeba znaleźć coś, czego można się uczepić.
Ulotne chwile, niepozorne, jednak najbardziej magiczne.. A właśnie o to chodzi, prawda? Magia. Nieokiełznana, dzika, posiadająca wiele odmian, o których nawet nie mamy pojęcia.
Tak, chodzę jak pojebany, uśmiechając się do siebie. Bo czy będąc w jego skórze, nie uśmiechałabyś się jak idiota? Przystojny, inteligentny, zaradny... Ideał. A tak naprawdę, co złego jest w uśmiechaniu się? Czy to takie złe, bycie po prostu... Szczęśliwym? Czy ludzie już w to nie wierzą? Coś tak prostego, a jednak bardzo pożądanego.
Prawda? Cholerne imię, które zawsze pojawia się na jego drodze. Kiedyś nawet poznał dziewczynę, która tak się nazywała. Chyba nie muszę mówić, jak źle się to dla niej skończyło. Julia... Wtedy wydawało mu się tak śmiesznym, tak bardzo irytującym określeniem, że nie potrafił się powstrzymać. I tak zostało... A im więcej czasu to tak stało, tym bardziej mu się podobało.
Szukał Julii... Ale nie tej imiennej. Tej prawdziwej... Głupie marzenie, jednak jego. Złudne? Kto wie. Nigdy nie był niepoprawnym romantykiem. Ale czy mógł z tym coś zrobić?
Nigdy nie zwracał uwagi na to, jak wyglądała... Dlatego dopiero po chwili zauważył, że jej włosy przybrały nieco inny kolor. Nie powie, że w tym było gorzej. A może i lepiej? Cholera, można wyglądać jeszcze lepiej? Heh, taki tam, żarcik. Uśmiechnął się pod nosem.
Zaśmiał się, raczej gorzko i pokręcił głową.-Racja, powinnaś dbać o linię. -Powiedział, krytycznie przyglądając się jej postawie. Nie, żeby jakoś specjalnie musiała to robić... Ale odrobina zgryźliwości nie zaszkodzi. Poza tym, jak ktoś gada takie głupoty, cóż, nie może sobie darować.
Idiotyczne. Przerwa dla przyjaźni... Co do kurwa ma być?
Zaśmiał się.-Czuj się zaszczycona, o najdroższa.-Powiedział dosyć wyniośle. Pokręcił jedynie głową i zaciągnął się papierosem, który tak ładnie wypełnił jego płuca. Wszedł w odpowiednie zakamarki, dokładnie tam, gdzie Romeo lubił.-Nie dało się nie zauważyć... Pasuje Ci... I czy była blond? Wiem jedno, była pieprzoną idiotką i zniszczyła mi reputację.-Powiedział spokojnie. Nigdy nie lubił tej sztuki, czy nawet mugolskich adaptacji. Matka miała na tym punkcie obsesje. Niespełniona miłość... Bo ona sama była tęskna czegoś podobnego. Idiotyzm.
-Podoba mi się.-Mruknął pod nosem, palcami dotykając skrawka jej włosów. Oj Romeo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Seattle / Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 103
  Liczba postów : 158
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8744-ruby-stone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8757-rubinowe#247223
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8758-jedno-wielkie-cos-czyli-sowa-ruby#247227
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8759-ruby-stone#247235




Gracz






PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   Nie Wrz 07 2014, 20:10

Nie róbmy ze mnie takiej pesymistki. "Szczęście" jest sytuacją ulotną. Szczęśliwym chyba nie da się być cały czas, prawda? Nie wiem jak jego, ale mózg Ruby zawsze znajdzie sobie rzecz, która ją zasmuci, cokolwiek. Zobaczy królika, przez chwile będzie się cieszyć i uśmiechać może nawet go gonić jak małe dziecko, ale później przypomni sobie, jak dziadek zabił jej zająca kiedy miała sześć lat, tylko dlatego że go denerwował. A jako, że był to zając hodowany specjalnie do "spożywania", później babcia zrobiła z niego zupę, albo pasztet. Supi.
Choć wiem - muzyka jest inna. Muzyka.. Jazz, blues, rock alternatywny, indie rock i wiele innych. Teraz taka daje jej, czystą i trwałą radość. To przy niej uśmiecha się cały czas. Kołyszę się w tą i z powrotem, poruszając wargami jakby śpiewała. Bo wprawdzie jej śpiewu słuchać nie powinien nikt. I wypady do świata mugoli, to też jest piękne. Każde spojrzenie, każdy detal. Dziwnym trafem akurat Londynu nie lubi. To miasto uważa za "wylęgarnie wszystkiego co niemiłe". Nie żeby miała coś do ludzi, albo okolicy. Niekiedy jest bardzo piękne, a i ludzie są okej, ale po zwiedzeniu innych miast jej opinia na temat Londynu zrobiła się kiepska. Hogwart też na swój sposób dawał jej spokój. W wakacje miała tą przypadłość, że nie wracała do matki, ale z siostrą albo bez niej wyjeżdżała na odległe tereny Anglii. W tamtym roku był Liverpool. Na piłce się nie zna, ale miasto to oni mają piękne. Prawdziwa Anglia, pięknie.
Więc owszem. Można się uśmiechać. Można chodzić zadowolonym i szczęśliwym, ale nie na długo. Człowiek jest istotą, która ma głowę pełną myśli, które nigdy do końca nie będą szczęśliwe. Zawsze znajdzie się coś, choć można tego nie okazywać i rzeczywiście być radosnym. Ale moim zdaniem to udawanie.
Źle się to skończyło? Zabiła się? Nie no, żartuje sobie. Jakby miała na imię.. em.. Izolda. Z "Dzieje Tristana i Izoldy". Boże ona też tam umierała. Tristan nie pozostaje żywy. Tylko tutaj, Tristan umiera, a Izolda umiera po nim. Chyba.. jakoś tak przekartkowałam kiedyś tą książkę.
Zrobiła oburzoną minę, biorąc głęboki oddech. -No dzięki! Sugerujesz, że jestem gruba? -"Zdenerwowanym" tonem powiedziała, kręcąc przecząco głową. No oczywiście, że głupoty. Kobiety od setek lat powtarzają sobie, że są nieidealne, patrząc na te wymodelowane panienki, dążąc do niemożliwego. Ruby podobała się jej sylwetka, była dobra. Nie żeby uważała się za ideał, po zjedzeniu czekoladek czasami czuje się winna patrząc na swoje ciało z wyrzutem, ale nie chce się upodobnić do tych patyków z gazetek.
Uśmiechnęła się zalotnie, wypuszczając dym. -Dziękuje. -Wyszeptała, zamykając oczy. Przytuliła się do niego, "pocieszając". -Mogę ją skrzywdzić, wystarczy że wyszukam jakąś Julię.-Boże powiedziała to nagłos, co ona sobie myślała. Ach no tak! Nie myślała! Żeby złagodzić wypowiedź zaśmiała się, myślała że to pomoże. Miłość W TYM STYLU jest idiotyzmem. Laska miała 14 lat? On chyba 18-naście albo 16-naście. A oni się żenić chcieli, nielegalne śluby brać! Później się zabijać chcieli! Nienormalne! Wiem wiem, w ich czasach ludzie pobierali się w tym wieku, ale żeby od razu się zabijać?! Oszaleli?!
Zagryzła wargę. -Tęskniłam za tobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Aleja Starych Drzew   

Powrót do góry Go down
 

Aleja Starych Drzew

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-