Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Miejsce na piknik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
AutorWiadomość


avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Miejsce na piknik   Wto Maj 21 2013, 20:01

First topic message reminder :


Miejsce na piknik

Świetne miejsce na piknik, to wie każdy w okolicy. Pamiętaj tylko, żeby nie zostawiać swojego jedzenia samego, bo krążące po parku gołębie nie zostawią dla Ciebie ani okruszka! Picie alkoholu również nie jest wskazane ze względu na często pojawiające się patrole!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1222
  Liczba postów : 1171
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Pią Cze 29 2018, 23:37

Sama Marceline rozważała to spotkania w kategoriach wyczyszczenia pamięci Hudson, jak gdyby nie dopuszczała do siebie wizji, że dziewczyna mogłaby w ferworze rozmowy z kimkolwiek wyjawić jej sekret. Owszem, była świadoma popełnionego błędu, gdyż dała puchonce ogrom powodów, dla których ta mogłaby podejrzewać romans, ale czy rudowłosa doprawdy wierzyła iż koleżanka mogłaby się okazać tak okrutna? Wątpliwa perspektywa, wszak to nadal klasyfikowało się jako sprawa do rozwiązania, aniżeli definitywny wyrok na życiorysie Holmes.
- Cóż, nie miałam pojęcia, że jest tu profesorem, a tym bardziej - opiekunem Ravenclaw - wyjaśniła i wzruszyła lekko ramionami, dając sobie chwilę na analizę ów wyznania, gdyż to dawało jeszcze więcej potwierdzeń. Zastanawiało ją - jak to możliwe, z jakiego powodu otworzyła się bardziej niż powinna, ale stopniowo próbowała zaufać i uwierzyć, że nic złego się nie wydarzy. Nie chciała brnąć w tym kierunku, a jednak rozmowa toczyła się sama, odgórnie ustalona przez los, na który ruda nie miała większego wpływu.
Ani teraz ani wcześniej.
- Czysty przypadek, że nasze drogi złączyły się ponownie... - dodała po chwili, po czym błękitne tęczówki osiadły na twarzy Bridget. To było jak grom z jasnego nieba, wszak w umyśle Holmes pojawiła się cudaczna sytuacja, gdzie to brunetka rozważała kwestie relacji pomiędzy młodszą dziewczyną a starszym mężczyzną. Czy to miało związek z Danielem? Dalekosiężne wizje, ale przecież nie była w stanie jasno stwierdzić czy nie mają w sobie choćby cienia prawdy. - Właściwie... Jak z tym facetem, o którym mi mówiłaś? Cokolwiek się wyjaśniło? Wiesz, nie chodzi o to, że jestem ciekawska - chociaż trochę jestem, ale zastanawia mnie czy cokolwiek ruszyło w tej relacji? - nie zmieniała tematu, bo gdyby Bridget chciała pytać - miała do tego prawo. Marce nie zamierzała uciekać od odpowiedzi, choć mogłyby to być wymijające sentencje, nie do końca usypiające zaintrygowanie tematem. Teraz to jednak Francuzka przejęła stery, by choć na chwilę odetchnąć od gęstego deszczu rozwiewania wątpliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 2033
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Nie Lip 01 2018, 02:50

Każde kolejne słowo Marceline rzucało na sprawę coraz więcej światła i po chwili wyraz twarzy Bridget mówił już tylko jedno - nie miała wątpliwości. O ile wcześniej nosiła się z myślą, że cała historia była wybrykiem jej wybujałej wyobraźni i niesamowitej zdolności dopowiadania sobie w głowie przeróżnych zakończeń do wszelkich niejasności, teraz dostrzegała podłoże dla wcześniejszych podejrzeć. Trudno było się dziwić Krukonce, może była już zbyt zmęczona utrzymywaniem wszystkiego w tajemnicy? Może chciała w końcu ściągnąć ów ciężar ze swoich barków i podzielić się sekretem z kimś innym? Bridget nie wiedziała, dlaczego akurat ona dostąpiła podobnego zaszczytu, lecz widząc, że dziewczyna otwiera się przed nią, nie zamierzała niczego zepsuć. Wcześniej ściśnięte dłonie zdążyły rozluźnić się, lecz teraz Puchonka ponownie chwyciła drobne palce Marceline w delikatnym uścisku.
- Więc to nie były wyłącznie domysły? To nadal trwa? - zapytała półgłosem, nie chcąc wypowiadać tych słów zbyt głośno. Ryzykowała w ogóle pytając i drążąc temat, lecz co miała w takiej chwili zrobić? Wrażenie, że koleżanka dokładnie to chciała jej powiedzieć, nie odstępowała jej na krok. Wciąż jednak podchodziła do sprawy w sposób dość absurdalny, chcąc wyjaśnić niejasności, lecz brnąc w zaparte w nienazwane "to", chyba tylko po to, by przypadkiem nie urazić jej uczuć. Odkaszlnęła krótko, po czym przybrała na twarz przepraszający uśmiech, pełny ciepła. - Marceline... Ja wiem - wyznała w końcu. - Widziałam Was na pustyni, już wtedy przeczuwałam. Może zabrałam się za sprawę nieco pokracznie i od złej strony, lecz nie miałam niczego złego na myśli. Staram się też nie oceniać Cię przez pryzmat tego wszystkiego i nie zamierzam o tym nikomu powiedzieć. Nie chcę być powodem twoich zmartwień - dodała jeszcze, starając się dobrać słowa jak najuważniej potrafiła.
Dziewczyna skierowała rozmowę na tory Basila, o którym Bridget, cóż, myślała, lecz już nie tak często jak miesiąc temu. Wiele zdążyło się zmienić w życiu Puchonki i teraz owa feralna rozmowa z rudowłosą wydawała się być jeszcze bardziej odległa.
- Właściwie to chyba nic - odparła szczerze, wzruszywszy ramionami. - Dałaś mi wiele do myślenia i nauczyłaś mnie zupełnie innego spojrzenia, lecz to raczej na nic - westchnęła, po czym poprawiła opadający na twarz kosmyk włosów. - Poznałam pewnego mężczyznę, uczył mnie francuskiego. Od razu czułam się tak... Inaczej. Wydawało mi się, że on też, ale bałam się cokolwiek z tym zrobić. A teraz zniknął i nie mam od niego informacji, ani jednego listu. - Mówiąc, rysowała palcem kółka na trawie, na końcu podnosząc wzrok na buzię Marceline.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1222
  Liczba postów : 1171
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Wto Lip 03 2018, 23:24

Była świadoma, że Bridget nie jest głupia, wszak - jak mogłaby? Słowa, które tkała (nie)świadomie Holmes, układały się w pewną logiczną całość, choć z pewnością nie pozostawiały złudzeń w obliczu jakichkolwiek niejasności. Wydźwięk ich był dostatecznie zrozumiały, by uznać za pewnik domniemany romans między profesorem a studentką, ale czy tym właśnie była jej relacja z Danielem? Tyle fraz niewypowiedzianych, jeszcze więcej myśli, które zderzały się ze sobą jak konie w galopie, a żadna nie potwierdzała dosadnie - tak, Hudson, nie mylisz się.
Wzrok rudowłosej powędrował na twarz puchonki, co w aktualnej sytuacji pozwalało oceniać - ile już wniosków zdążyła wysnuć i jak wielkie powątpiewanie względem Marce żywiła. Sama zainteresowała nie analizowała przebiegu tej rozmowy, dając jej płynąć z prądem, pomimo że obawiała się kuriozalnego błędu, który być może w tym momencie popełniała. Dlaczego Bri miała ją kryć? Z jakiego powodu winna zachować ów sekret? Sama Francuzka nie była w stanie ukształtować jedynej, słusznej odpowiedzi, ale ufnie podchodziła do osoby dziewczęcia siedzącego obok, toteż czarne wizje zostawiała na potem.
Zdecydowanie.
- Boisz się tego, co możesz usłyszeć? - zapytała na wzmiankę o domysłach, a zaraz potem jej smukłe palce powędrowały na łańcuszek, który smagnęła ledwie wyczuwalnie. Czuła jak serce bije coraz szybciej, a także jak oddech spłyca się, gdy wspomnienia uderzały w nią raz po raz z impetem, przyprawiając o nagłe fale spięcia w kręgosłupie, które nie pozwalały tkwić w zamkniętej pozycji. Przypominało to element, w którym ciało samoistnie domagało się pewności wyzbytej ze wstydu enigmatycznych tajemnic.
Pustynia.
To jedno słowo wywołało całą lawinę emocji zalewających Marceline i dudniących pod membraną bladej skóry. Tak długo to w s z y s t k o trwało? Niemożliwe, nierealne; tłumaczenia brunetki rozwiały jednak wszelkie wątpliwości, a chwilowy paraliż minął równie szybko, co się pojawił.
- Nie poznaliśmy się w szkole, mogę ci to zapewnić... Był to raczej czysty przypadek, który zapoczątkował mój pies. Brzmi banalnie, ale nic takie nie jest... Niemniej - gdyby ktoś ci to opowiedział w oparciu jedynie o Hogwart - uwierzyłabyś? - zapytała, po czym kolejny nikły uśmiech przyozdobił karminowe wargi rudej. - A do Egiptu, tak jak wspominałam, chciałam jechać z ludźmi, którym ufam, a on zawsze pełnił rolę doskonałego przewodnika i profesora, dlatego błagam, Bridget... Niech ten sekret umrze z nami... - szepnęła niepewnie, a następnie wyciągnęła najmniejszy palec prawej dłoni w stronę koleżanki, by zawarły niemą przysięgę. Częściowo wyduszenie z siebie tych kilku słów prawdy było dla krukonki niezwykle trudne, ale czuła jak ogromny ciężar z bark osuwa się na dno oceanu. Chciała jedynie wierzyć, że Hudson dotrzyma słowa, wszak było to kluczową sprawą dla aktualnej sytuacji, w której tkwiły obie.
- Dlaczego na nic? - zdziwiła się, jak gdyby nie dowierzając własnym uszom. Ktoś zranił brunetkę? Jak to możliwe? Czemu ich milczenie trwało aż miesiąc? - A próbowałaś się z nim skontaktować? Wysłać sowę? Może... Wyjechał? Skoro jest dojrzałym mężczyzną - mógł dostać zlecenie z miejsca pracy; to czarodziej? - nie zamierzała tłumaczyć cudacznego zachowania tego człowieka, ale z pewnością dorośli ludzie tak się nie zachowują. Minus jeden punkt do sympatii ze strony Holmes. - Potrafisz powiedzieć coś sama po francusku? Najlepiej opowiedz mi, co działo się przez ten miesiąc i... Oczywiście, możesz po angielsku - parsknęła śmiechem, wszak nie mogła katować puchonki swoim ojczystym językiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 2033
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Pią Lip 06 2018, 01:49

Bridget, gdyby tylko chciała, mogłaby jej napsuć w życiu. Problem był taki, czy też może raczej szczęście w tym, że nie miała na to ani ochoty, ani nie widziała w tym żadnej korzyści dla siebie, dla Marceliny, czy profesora Bergmanna. To jasne, że gdzieś tam pod czupryną ciemnych włosów miewała myśli na temat dziewczyny i nauczyciela, mogła o nich sądzić cokolwiek jej się zapragnie, lecz w gruncie rzeczy... Rozumiała? Słowo użyte było może nad wyrost, lecz nie można Bridget odmówić, że chociaż starała się zrozumieć położenie Marceline oraz jej sytuację uczuciową, związkową, jakkolwiek to definiowała, o ile w ogóle.
Przez moment, dosłownie przez chwilę wydawało jej się, że sytuacja z ich poprzedniego spotkania się powtórzy. Szybszy oddech, napięte działo, niepokój w oczach - w swojej wyobraźni widziała, jak rudowłosa zadziera sukienkę i ucieka od niej, ponownie zostawiając ją z ogromnym poczuciem winy. Nie wiedziała, czemu w zasadzie brnęła w to nadal i starała się wydusić prawdę z ust Krukonki - po co jej to było?
Chyba tylko dla spokoju ducha.
Dziewczyna zaczęła jednak mówić, a Bridget mimowolnie odetchnęła z ulgą.
- Nie, nie uwierzyłbym - przyznała, kręcąc delikatnie głową. W szkole nigdy nie dostrzegała powiązania między nią, a profesorem transmutacji. Tam łączył ich wyłącznie dom, do którego ona należała, a którym on się opiekował. To pustynia sprawiła, że spojrzała na tę "parę" w nieco innym świetle, w prostych gestach dostrzegając nieco więcej czułości, niż przystało na relację uczennica-nauczyciel, nieco więcej skradzionych spojrzeń i uśmiechów, niż wypadało... Prawdopodobnie gdyby wybrała inną osobę, nie odbywałyby tej rozmowy teraz. Słysząc jej słowa, również wyciągnęła mały palec. - Skoro zaufałaś mi w pierwszej kolejności, nie zawiodę - powiedziała, posyłając jej pokrzepiający, pełen ciepła uśmiech.
Obietnica została złożona między małymi palcami, lecz Bridget byłaby nawet gotowa zawrzeć przysięgę wieczystą... Temat jednak szybko przeniósł się na tajemnicze zniknięcie mężczyzny, w sprawie którego Bridget chciała zasięgnąć porady. Westchnęła, odwracając wzrok, jakby przez chwilę unikała odpowiedzi na zadane przez koleżankę pytania. Niekomfortowo czuła się, musząc opowiadać o swoich uczuciowych porażkach, swoją drogą całkiem częstych.
- Wiesz... Właściwie powinnam zacząć od początku - stwierdziła, choć przywoływanie wspomnień z tamtych spotkań sprawiało, że w gardle stawała jej trudna do przełknięcia gula. - Widziałam na wizbooku, że udziela korepetycji z języka francuskiego i skontaktowałam się z nim na pierwszą lekcję. Umówiliśmy się w kawiarni w Londynie i wszystko było normalnie, póki nie podali nam jakichś nafaszerowanych ciastek... Nie wiem, czy to była amortencja, czy coś słabszego, w każdym razie przestałam się kontrolować i złapałam go za ręce, ale on to odwzajemnił. Było mi potem strasznie głupio, ale kazał się nie przejmować i takie tam. Sądziłam, że już jestem spalona, aż kiedyś przypadkiem spotkałam go w cukierni. Usiadł ze mną, zaczął mi opowiadać dużo rzeczy... Po tym napisałam do niego wiadomość, kiedy kolejna lekcja, bo miał wyznaczyć termin i już nigdy więcej nie napisał. Możliwe, że się wystraszył, ale przysięgam, to przez te ciastka, sama w życiu tym tak nie postąpiła! - powiedziała, niemal bijąc się w piersi, żeby zapewnić o swojej niewinności. - To wygląda żałośnie, prawda? - zapytała jeszcze, ostatkiem sił powstrzymując się od ukrycia twarzy w dłoniach.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1222
  Liczba postów : 1171
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Pią Lip 06 2018, 19:05

Nie miała już powodu do ucieczki, wszak było jej wszystko jedno. Względem Hogwartu, choć nie dawała tego po sobie poznać, podobnie jak życie tutaj zaczynało przypominać farsę, od której pragnęła się uwolnić. Była jednak zbyt dobrą aktorką, by ulegać złudzeniu dotyczącemu słuszności własnych działań. Emocjonalna natura dawała o sobie znać w najmniej oczekiwanych momentach, a myśli kierowane pod adresem Bergmanna czyniły z niej ślepo-łudzącą się kretynkę. Czy Bridget zatem słusznie kształtowała w głowie ich relację? Oczywiście, że nie, ale tym lepiej, skoro nie pytała wprost, Holmes mogła grać w ten swój pokrętny sposób, tłamsząc w sobie prawdziwe uczucia. Niemniej - nie powinna opowiadać o obawach czy wątpliwościach, bo to zmuszałoby je obie do rozwiązania szkopułu niestanowiącego rangi destrukcyjne; zresztą, kogo ona próbowała oszukać?
- Widzisz... Nie chcę mu zaszkodzić, mimo że nie robimy nic złego, teoretycznie... - powiedziała z nikłym, dość fałszywym uśmiechem, po czym wzruszyła lekko ramionami. Doskonale zdawała sobie sprawę, że powinni ukrócić to co się między nimi wytworzyło, wszak było zbyt wiele przeciwności, a tym samym Marceline stała na pograniczu rozsądku i prawidłowości. Dla Hudson takie informacje nie musiały mieć jeszcze miejsca, choć rudowłosa pragnęła poukładać sobie w głowie odłamki puzzli, które coraz częściej odpadały niczym zużyte elementy pogmatwanej iluzji zdarzeń. - Chcę żebyś wiedziała, że ta historia ma więcej ukrytych faktów... Dlatego proszę... - szepnęła cicho, a następnie złapała brunetkę za dłoń, jakby ufając przeczuciu, że faktycznie nie zawiedzie jej. Czy to logiczne?
Jakkolwiek?
Obserwowała reakcję koleżanki, szukała odpowiedzi na niewypowiedziane pytania, choć nie zamierzała przytłaczać Bri swoją ciekawością. Wolała przeczekać ten moment wahania, podobnie jak dała szansę na ubranie w odpowiednie słowa całej sentencji okraszającej ostatnie sytuacje, by pojąć to lepiej. Kiedy więc puchonka zaczęła mówić, Marce zastygła w bezruchu i przysłuchiwała się historii, od razu chcąc pomóc młodszej dziewczynie, wszak nie zasługiwała na to, by cierpieć.
- Nie wygląda, bardziej zastanawia mnie powód, dla którego dorosły mężczyzna zachowuje się jak szczeniak, wiesz? To trochę... Absurdalnie niepoważne, zwłaszcza że nie dawał ci wcześniej sygnałów do tego, iż nie jest zainteresowany, tak? - zapytała od razu, po czym przypomniała sobie wszelkie kłótnie z Danielem, podczas których ona sama wątpiła w liczbę charakterystyczną dla jego wieku. Pokręciła z dezaprobatą głową i wypuściła powietrze ze świstem. - A może coś się stało, Bri? No wiesz... Jest w szpitalu albo ma kłopoty? - rzuciła luźno, choć głęboko chciała wierzyć, że to czarny scenariusz nie mający odzwierciedlenia z rzeczywistością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 2033
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Nie Lip 08 2018, 17:44

Bridget z pewnością źle wyobrażała sobie relację Marceline z profesorem, choć może słowo "źle" nie do końca oddaje to, co chciałabym napisać - może bardziej "nieodpowiednio", "nieprawdziwie"? Puchonka z łatwością ulegała wpływom swojej bujnej, czy raczej zbyt wybujałej, wyobraźni, która podrzucała jej co jakiś czas obrazy, z powodzeniem odbiegające od rzeczywistości. I choć Marceline nie nazwała tego tymi słowami, choć nie wypowiedziała na głos, jak zażyła była owa relacja i co faktycznie istniało między nią i dojrzałym mężczyzną, oczyma Bridget jawił się gorący, pełen uczuć romans, któremu w żadnym wypadku nie zamierzała przeszkadzać. Nie była osobą, która z premedytacją chciałaby niszczyć komuś innemu życie, na pewno nie chciała maczać palców w ewentualnym upadku Krukonki i profesora. W głębi duszy uważała to wszystko za całkiem romantyczne - kosztowali zakazanych owoców, posiadali tajemnicę, a nic tak skutecznie nie sprawiało, że serce dziewczyny biło szybciej z ekscytacji. Należała do osób bardzo romantycznych, niezwykle uczuciowych, często przelewających swoje własne odczucia na innych i wydawało jej się, że doskonale rozumie koleżankę, dlaczego brnęła w to, dlaczego nie mówiła o tym nikomu i dlaczego tak bardzo wystraszyła się, gdy jej sekret miał potencjał, by stać się odkrytym.
Rozumiała. A przynajmniej chciałaby rozumieć.
- Marceline - powiedziała, ponownie obejmując dłońmi jej kruchą rękę, tym razem kładąc swoje palce na wierzchu, by zamknąć te należące do dziewczyny w szczelnym uścisku. Spojrzała jej w oczy, starając się nie wyglądać na podekscytowaną faktem, że teraz była jej powierniczką. - Ja też nie chcę, żeby wam się coś... stało, z powodu czegoś takiego. Obiecuję, że nie powiem. Nikomu.
Liczyła, że jej uwierzy.
Opowiadając swoją historię, czuła się trochę głupio. Słowa, których używała, nie leżały jej w ustach odpowiednio, sprawiając dyskomfort przy odsłanianiu kolejnych faktów jej, jakże żałosnego, zauroczenia. W międzyczasie puściła rękę Krukonki, by przenieść uwagę na źdźbła trawy, które zrywała po kolei i poddawała torturom. Przeniosła wzrok na aktualnie maltretowany listek, po czym popatrzyła na Marce.
- Nie wiem - odparła. Nie miała pojęcia, dlaczego Basil miałby się tak zachowywać i co było jego motywacją. Liczyła na coś, naprawdę, i być może się przeliczyła, lecz żeby nawet nie zaproponował jej kolejnej lekcji? - Wydawało mi się, że... Że to mogło mieć sens. Wtedy w cukierni odniosłam wrażenie, że naprawdę chciałby mnie poznać, porozmawiać ze mną poza lekcjami. Zresztą przecież to robił, opowiadał mi o sobie, pytał o mnie, nie przepytywał mnie ze słówek - dodała, prychając krótko ze śmiechem, kręcąc głową. - Miałam chyba zbyt duże oczekiwania i popłynęłam myślami zdecydowanie za daleko - skwitowała, a na jej buzi pojawił się grymas zawodu, bardzo szybko zastąpiony zafrasowaną miną, gdy Marceline wspomniała o problemach i szpitalu. - Och - westchnęła, ściągając brwi i marszcząc czoło. O tym nie pomyślała - jakże naiwne było z jej strony przejmować się wyłącznie tym, że nie odpisał jej na list, w obliczu tak czarnych scenariuszy, które w ogóle nie pojawiły się jej w głowie? Czy bycie odrzuconą było bardziej bolesne niż perspektywa Basila w tarapatach? Głupiutka, mała Bridget... - Oby nie - powiedziała cicho, po czym cisnęła trzymanym źdźbłem przed siebie.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Marceline Holmes

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Annecy, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1222
  Liczba postów : 1171
http://www.czarodzieje.org/t15095-marceline-holmes
http://www.czarodzieje.org/t15273-sow
http://www.czarodzieje.org/t15094-marceline-holmes




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Sro Lip 11 2018, 13:33

Czy doprawdy powinna to robić?
Sama Marceline, gdyby próbowała wyobazić sobie czyjąkolwiek relacje posiadając względem zainteresowanych podejrzenia, zalałaby się z pewnością rumieńcem, który w dość enigmatyczny sposób ujawniałby, że zawstydza ją takowa myśl. Niemniej, częstokroć, gdy wracała do spotkań z Danielem we wspomnieniach, czuła jak oszronione piegami policzki robią się czerwone, zaś serce kołuje jej w piersi, dając w ten sposób dowód na swą nieśmiałość. Ileż zatem prawdy odkrywała Hudson, kiedy to jej rozbiegane myśli pędziły pod sklepieniem czaszki, raz po raz odbijając się od siebie i kreując obrazy oparte o zażyłość wynikającą z zakazanej relacji. Pewnie dlatego Holmes obserwowała jej tęczówki, w których zawarta była cała feeria emocji i doszukiwała się autentyczności wypowiadanych słów, dając w ten sposób szansę im obu na zbudowanie swoistego rodzaju ścieżki lojalności, którą musiałyby podążać.
Od teraz na z a w s z e.
- Wierzę, aczkolwiek... Nie sądziłam, że kiedykolwiek-komukolwiek przyznam się do tego, ale jakoś tak mi lżej - przyznałam bez ogródek i uśmiechnęła się mimowolnie, kiedy zdała sobie sprawę, że teraz to Bri stała się powierniczką od lat skrywanego sekretu. - I muszę ci przyznać, że... No wiesz... - mruknęła niepewnie, jakby temat ją zawstydzał, na co dała potwierdzenie przygryzając dolną wargę, zaś tęczówkami wodząc po nieokreślonych punktach. Chciała wydukać kolejną frazę, ale ta grzęzła jej w gardle, gdy tylko próbowała otworzyć usta, przez co odpuściła chwilowo, dając szansę puchonce, bo kto wie? - może była bardziej (hehe) doświadczona.
Widziała smutek, który malował się na licu ciemnowłosej, przez co Francuzka chciała jakoś dodać otuchy koleżance, wszak kto normalny znika bez słowa? Owszem, różnych sytuacji doświadczyła z Bergmannem, jednak to co przeżywała w tym momencie Bridget wydawało się irracjonalne. Jak dorosły mężczyzna mógł zostawić młodą dziewczynę bez jakiejkolwiek wiedzy? Świadomości? Informacji? Skrajnie nieodpowiedzialne.
- Wiesz? A może po prostu myślał, że trafił na jakąś naiwną, która będzie za nim gonić i nie będzie musiał się starać, żeby wiesz... - starała się jakoś to ubrać w odpowiednie słowa, ale czuła jak kiepsko jej idzie, dlatego złapała Hudson za dłoń i lekko ją ścisnęła. - Pamiętaj, że to on zawiódł - nie ty, dopóki się nie odezwie - nie zadręczaj się, bo jak jesteś smutna to robią ci się zmarszczki przy kącikach oczu, wiedziałaś? - oczywiście, chciała rozweselić Bri, stąd użyła tego jakże nietrafnego żartu, który od zawsze stosowała jej babcia, gdy Marce chodziła z posępną miną. Liczyła, że chociaż trochę humor wróci do naturalnego stanu i nie zrujnuje go nic, poza złą pogodą. - Masz ochotę na spacer? Piękny dziś dzień, a na pewno poczujesz się po tym lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Bridget Hudson

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 870
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 2033
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Czw Lip 12 2018, 01:12

Bridget jeszcze tych kilka miesięcy temu nie sądziła, że w ogóle ją coś z Marceline połączy. Prawie w ogóle nie kojarzyła jej ze szkoły, co mogło wynikać z przerwy, którą sobie zrobiła w semestrze zimowym i w okolicach świąt, później nie miały zbyt wielu styczności, Bridget była zajęta swoimi problemami i dopiero wyprawa do Egiptu sprawiła, że spojrzała na Marce w kontekście nie jakiejś przypadkowej dziewczyny z zamkowych korytarzy, lecz jako materiał na przyjaciółkę. Miała w sobie coś, co przyciągało ludzi, lecz w taki subtelny sposób, nienachalny. Niektórzy bardzo obchodzili się z tym, kim są, co potrafią, jak głośno mówią - ona chyba nie lubiła wychodzić z cienia, a mimo tego przyciągała spojrzenia. Bridget przysięgła sobie w duchu, że będzie stanowiła dla niej oparcie, wszak była tak krucha i delikatna...
- Czasem tak to działa, że człowiek musi się wygadać, żeby mu było lżej. Niektóre rzeczy potrafią mocno ciążyć - powiedziała, uśmiechając się pocieszająco. Chciała, by czuła się bezpiecznie z myślą, że Bridget wie. A skoro o tym mowa, jej kolejne słowa, subtelną insynuację, skomentowała rozdziawioną buzią i niedowierzaniem wymalowanym na twarzy. - Marceline Holmes! - skomentowała, teatralnym szeptem, robiąc BARDZO ZNACZĄCĄ MINĘ i kiwając głową z uznaniem. Jeśli zrozumiała jej sygnały w odpowiedni sposób, w jej głowie już została zaszczepiona informacja na temat łóżkowych umiejętności profesora od transmutacji. Ach, tylko czekać na pierwszą, senną fantazję...
Temat Basila, na który zeszła rozmowa, był już mniej przyjemny i z pewnością zepsuł Puchonce humor. Uwaga koleżanki sprawiła jednak, że na jej buzi ponownie zawitał uśmiech. Miała rację, ta sytuacja nie była jej winą! Nie powinna zarzucać sobie niczego, skoro w sumie nie uczyniła nic złego mężczyźnie, a brak kontaktu był jego wyborem. Przytaknęła jej głową, uśmiechając się pod nosem delikatnie, po czym zaczęła podnosić się z trawy, otrzepując nogi z poprzyklejanych doń listków i źdźbeł.
- Jasne, chodźmy! - odparła, podając Marceline rękę i pomagając jej wstać, po czym ruszyły alejkami parku.

/zt x2

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Mistrz Gry

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 30017
  Liczba postów : 47582
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Wto Paź 16 2018, 20:01

@Ezra T. Clarke

Nie spodziewałeś się dzisiejszego popołudnia żadnego listu. Chciałeś zapewne w spokoju odpocząć, bez angażowania się w pracę czy inne dodatkowe zajęcia. Sowa z listem jest na pewno zaskakująca, lecz – nie na tyle, by odmówić potencjalnemu klientowi. Treść listu wydaje się intrygująca, podobnie jak perspektywa występu na małym bankiecie w formie monodramu. Jesteś dobrym aktorem, więc na pewno nie jest to dla ciebie zbyt straszne, dlatego zgadzasz się i od razu podążasz na wyznaczone miejsce.
Wystrój jest piękny, cieszy oczy, a mało tego w pomieszczeniu znajduje się ogrom kolorowych balonów, podobnie jak… Rozwrzeszczanych dzieci. Autor wiadomości nie poinformował cię o przyjęciu dla małoletnich, dlatego choć początkowo sceptycznie podchodzisz do ów zadanie, to perspektywa dodatkowych pieniędzy wydaje się być bardzo kusząca.
Od ciebie zależy jak to wykorzystasz.

1,4 wszystko przebiega zgodnie z planem; zabawiasz dzieciaki, one się śmieją, a niektóre żarty podłapują nawet dorośli. Zaskakujące, że podchodzą do ciebie i do kubeczka, w którym miałeś wodę, a którą zdążyłeś już wypić  - wrzucają galeony, jako dodatkowy napiwek. Dorzuć kostką, sumą oczek na kości pomnożona przez dziesięć da wynik, który interpretujesz na zarobione pieniądze, po które musisz zgłosić się w odpowiednim temacie.
2,5 zabawa trwa w najlepsze, wciągnąłeś nawet do mini-warsztatów dzieci i ich rodziców, którzy poddają się interpretacji ulubionych bajek, a zaraz potem przedstawiają je na forum. Radzisz sobie fantastycznie, do tego twój poziom  w umiejętnościach aktorskich wzrasta o jeden dodatkowy punkt z działalności artystycznej. Upomnij się po niego w odpowiednim temacie.
3 złapałeś niesamowity kontakt z dziećmi, ba!, zaczynacie się nawet bawić i kiedy tak biegacie po całym terenie parku, niestety, zaczyna dziać się prawdziwa katastrofa. Jedna z pociech robi unik, ty natomiast nie jest w stanie się zatrzymać i lądujesz na torcie, który jest teraz wielką, kolorową kałużą na trawie. Organizator urodzin jest wściekły i każe zapłacić ci za szkodę aż 30 galeonów! Ureguluj stratę w odpowiednim temacie.
6 niestety, ale pech trzyma się ciebie dzisiejszego popołudnia. Rozbrykane dzieciaki są niezwykle głośne i nie doceniają sztuki. Niespodziewanie jedna z pociech rzuca w ciebie budyniową babeczką, a potem dołączają się inne. Wychodzisz z imprezy, o ile nie użyjesz zaklęcia chłoszczyć cały umorusany słodkościami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ezra T. Clarke

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 2446
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1937
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Sro Paź 31 2018, 23:27

Zazwyczaj to Ezra poszukiwał kontaktu z pracodawcami - chętnie zaglądał do ogłoszeń w gazetach i na słupach, podpytywał znajomych, aby drogą pantoflową uzyskać jakieś niedostępne dla ogółu informacje, starał się pokazywać i reklamować. I najwyraźniej w końcu się opłaciło. Tego pięknego, jeszcze satysfakcjonująco ciepłego popołudnia - który rzeczywiście chciał poświęcić na coś zwanego "przyjemności"; dawno nie miał okazji odwiedzić rodziny, dla samego siebie pojechać na jakąś wycieczkę - otrzymał sowę od niejakiego "Nicholasa Blancharda". List nie był do końca przekonujący, bo choć autor rzeczywiście nie zapomniał o pochlebstwie ani wskazaniu miejscu spotkania, to nawet słowem nie wspomniał na temat celu tego zaproszenia ani ewentualnej gratyfikacji za udział. Na logikę, Clarke nie powinien być zainteresowany takim zaproszeniem, ale ciekawość chyba była większa. Zresztą, Ezra uważał się za dosyć elastycznego w kwestiach artystycznych i w pewnym sensie podobała mu się nutka tajemniczości. W ten sposób rzucał się na głęboką wodę, ale przecież, kto nie ryzykował, ten nie wygrywał. Strach raczej nie towarzyszył Ezrze, raczej drobna ekscytacja, może zniecierpliwienie...
W wyobraźni Clarke'a podczas drogi na wyznaczone miejsce wykreowała się pewna wizja; celował raczej w jakiś pół elegancki bankiet, nieprzesadnie strojny ze względu na miejsce, lecz na pewno mogący szczycić się przymiotnikiem "oficjalny". Nie spodziewał się znaleźć dziesiątek kolorowych baloników i chmary rozwrzeszczanych i naładowanych energią dzieciaków. Cóż, chyba rozumiał, skąd zapobiegliwość autora listu i pominięcie kwestii formy postawionego przed młodym aktorem zadania.
Ezra nie miał zbyt dużych doświadczeń pedagogicznych, jego jedyna siostra raczej nie należała do problematycznych i nadpobudliwych dzieci, a ogólnie osoby, z którymi miewał styczność, miały nieco wyższą średnią wieku, niż tu obecna gromada. Mógł więc liczyć na własną charyzmę i dar improwizacji - Ezry przecież nie dało się nie kochać, tym bardziej, że sam niekiedy potrafił zachowywać się jak duży dzieciak.
Wyjątkowo bardzo łatwo złapał z grupką wspólny język - nie miał nic przeciwko temu, aby robić z siebie głupka (były gorsze sposoby na zarabianie pieniędzy, serio...) i dlatego chętnie zaangażował się w gonitwę z dzieciakami po parku. Trzeba było jednak pamiętać, że Clarke nigdy nie był przesadnie usportowiony, zatem refleks miał prawo go zawieść. To nie były te lata... Jedno dziecko umknęło zaraz przed nim, ale Ezra nie potrafił już wyhamować i poleciał prosto w kolorowy tort. Ze śmiechów pociech wnioskował, że jego spektakularny upadek się spodobał, nie mógł jednak tego sameo powiedzieć o organizatorze...

3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   

Powrót do góry Go down
 

Miejsce na piknik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-