Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share
 

 Miejsce na piknik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość


avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyWto Maj 21 2013, 20:01

First topic message reminder :


Miejsce na piknik

Świetne miejsce na piknik, to wie każdy w okolicy. Pamiętaj tylko, żeby nie zostawiać swojego jedzenia samego, bo krążące po parku gołębie nie zostawią dla Ciebie ani okruszka! Picie alkoholu również nie jest wskazane ze względu na często pojawiające się patrole!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Ettore Halvorsen

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 778
  Liczba postów : 309
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10569-ettore-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10573-zabiore-ci-budzik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10572-ettore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10571-ettore-halvorsen
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyCzw Maj 12 2016, 23:38

Skrzywił się zauważając efekty swojej nieuwagi. Może i nie rozlał swojego piwa, ale za to sprawił, że dziewczyna ubrudziła się własnym napojem. Nie żeby ta jakoś bardzo się tym przejmowała, jednak i tak postanowił coś z tym zrobić. Szybko odnalazł w głowie zaklęcie, które powinno sobie z tym poradzić i rzucił je, co sprawiło, że po plamie nie było już żadnego śladu. Uspokoiło go to, no i poza tym jego myśli szybko przerzuciły się na to co robiła Yv.
- Tak, to ja - odpowiedział nie wiedząc jeszcze czy dziewczyna cieszy się z ponownego spotkania czy może nie bardzo. Nie zamierzał okazywać swoich emocji, nie wtedy, kiedy dopiero się poznali. Był nieufny, miał podstawy, aby tak się zachowywać, nie chciał rozczarowania, tak więc dystansował się praktycznie do wszystkiego. Była w tym jakaś metoda, nie nastawianie się na nic konkretnego sprawiało, że porażki go tak nie denerwowały. Nie wywoływały też zbędnych przemyśleń. Ot znów pojawił się w nim poszukiwacz szczęścia, tym razem ostrożny. Przytaknął na jej odpowiedź na temat policzka, uznając, że dalsze ciągniecie tego tematu nie będzie najlepszym pomysłem. Nieznajoma i tak zdawała się zbyt zażenowana tym epizodem. Pozwolił jej również na wrócenie do swojego zajęcia, jedynie obserwując, będąc ciekawym co wylosuje. Popijał przy tym piwo i nie myślał już o niczym konkretnym, czekając na obrót spraw. Znów ucieknie, kiedy stanie się coś niechcianego? Oczekiwał tego, kiedy ta patrzyła najpierw na swoją nieszczęsną lemoniadę, a potem na niego. Było to nieco podejrzane, może nagle przypomni jej się, że ubrudziła się przez niego, wykrzyknie to z wyrzutem i sobie pójdzie? Nie, nie myśl za dużo, nie było to łatwe, wiedząc, że często zachowanie kobiet było nieracjonalne. Pozostawmy jednak te przemyślenia, jeszcze by mu się za to dostało.
- Jeszcze się uczę - powiedział celowo unikając przytaknięcia na jej prośbę. Nie wiedział ile Ivy ma lat, ale wyglądała na dość młodą i tu właśnie zapaliła mu się czerwona lampka. Dzięki temu urok osobisty nieznajomej niczego tu nie zdziałał, choć ciężko było go zignorować. Nie dodał niczego więcej do swojej wypowiedzi, między innymi dlatego, że znów poszła w swoją stronę. Dobrze wiedział czego od niego teraz oczekuje, uśmiechnął się nieznacznie o tym myśląc, miał już pewien pomysł jak to rozegrać. Częścią tego planu było kupienie papierosów o które go poprosiła. Oddalił się, aby to zrobić po czym odnalazł ją w tłumie i do niej podszedł. Nie wspominał nic o swoim zakupie, chowając paczki w kieszeni, trochę niepewności nie zaszkodzi. Niestety, jego wspaniały plan musiał nieco ustąpić temu co zdezorientowało go zaraz po tym jak ponownie zobaczył Heikkonen. Nie sprzedawali tu narkotyków prawda? Nie, tylko alkohol i eliksiry mogły spowodować coś z serii tego co się rozgrywało. Alkohol nie działał tak szybko, a widząc, że stoją właśnie przy stoisku z tym drugim powoli wszystko się klarowało. A może znów chciała włączyć swój urok osobisty patrząc na niego niczym kot ze Shreka? Zobaczymy.
- Coś się stało? - zapytał kontrolnie, nie wiedząc jeszcze jak zareagować. Kobiety to interesujące istoty, serio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Seth Morpheus Lyons

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyPią Maj 13 2016, 22:20

Gdyby tylko Seth potrafił to ocenić obiektywnie, pewnie stwierdziłby, że mało osób w ogóle lubi przebywać w jego pobliżu. Był na tyle niekomunikatywny i zamknięty w swoim własnym, ostro zwariowanym świecie, że czasami wręcz wydawało się, iż zagadanie do niego mogło zakończyć się padnięciem trupem… a przynajmniej tak to niekiedy wyglądało. Prawda była taka, że on, jak nikt inny, nosił w sobie ogromną dawkę indywidualizmu oraz agresji, a także niezrozumienia dla zasad panujących w społeczeństwie. Nieważne jak bardzo by się starał, zawsze prędzej czy później dopadały go wyrzuty pochodzące od innych. Tyle, że nie potrafił się nimi przejmować… chociaż nie było to regułą, bo czasami rozsądne argumenty potrafiły dotknąć go do żywego, ale zwykle był raczej odporny na bezsensowne jęczenie. Był jaki był, a to, że jeszcze nie zwariował było prawdziwym wyczynem. Już od dawna nie miał z nikim kontaktu. Odkąd tylko wyszedł ostatnio z mieszkania Isolde, zdarzyło mu się jeszcze parę razy pojawić w pracy, kilka razy w sklepie ze spożywką i… to było właściwie tyle. Zamykał się w domu, okrutnie pustym bez szalejących w nich Echo i Flory i rysował lub czarował. Całymi dniami, aż do kompletnego znużenia lub gdy oczy zaczynały odmawiać mu posłuszeństwa po wielu godzinach kreślenia kresek na papierze. Gdyby nie ten styl życia, pewnie już dawno stałoby się z nim coś złego lub gorzej - komuś mogłoby się stać. Próba podawania dłoni czy objęć były częścią jego własnej, wymyślonej terapii. Skoro z Mandy i dziewczynkami to działało, to dlaczego nie miałoby również sprawdzać się w przypadku Isolde? Była dla niego równie bliska, a Seth z zadowoleniem mógł stwierdzić, że trzymanie jej ręki wcale nie wywoływało w nim negatywnych emocji. Ba, był nawet pozytywnie zaskoczony, że to było takie… miłe.
Słuchał o tym, jakie atrakcje jeszcze mogą znaleźć w okolicy, a potem po prostu kiwnął głową, jak zawsze nie kłopocząc się odpowiadaniem za pomocą słów. Dla niego cisza zawsze była piękniejsza od słów i w tejże pozostał naprawdę bardzo długo. Po prostu podążał za Bloodworth, pozwalając jej na podążanie szlakiem atrakcji, które on już zdążył zwiedzić. Patrzył z zainteresowaniem jak jej woda zamienia się w ten sam symbol, jaki sam wyczarował kilka minut wcześniej. Godło Gryffindoru było bardzo chodliwe w dniu dzisiejszym, a smoki… nawet trochę go rozczuliły, ale to raczej dlatego, że były malutkie. Seth potrafił wykazać się zaskakującą łagodnością, gdy była mowa o opiece nad młodszymi uczniami, swoim rodzeństwem czy nawet magicznymi stworzeniami. Te z zasady raczej za nim nie przepadały, pewnie instynktownie wyczuwały, że jest w nim coś dziwnego, ale nie uciekały od kostek Isolde, kiedy stał niedaleko za nią, także w sumie i tak uznał to za niewielki sukces. Lekko się przygiął, opierając dłonie na kolanach i obserwując jak stworzonka kręcą się wokół jej nóg. Nic się nie odezwał, ale coś w ułożeniu jego warg wskazywało, że podobała mu się ta scenka. Nie spodziewał się prezentów, więc wyprostował się zaskoczony, gdy smok zaczął szybko wspinać mu się po ramieniu, zadrapując nagą skórę bicepsa drobnymi pazurkami. Sprawnie pochwycił jego ogon między palce i na moment zesztywniał, zastanawiając się gdzie go schować, nim po prostu wsunął go do kieszeni, gdzie zapadł się do połowy swojej długości. Ogniomiot był trochę mniej ugodowy niż wij. Rozglądał się wokół siebie, a wyglądał przy tym tak, jakby zastanawiał się co tutaj zaraz zbroić.
Lyons popatrzył na jasnowłosą z jakąś dziwną, nienazwaną przez jego samego emocją. Wdzięczność? Radość? Coś podobnego.
- Dziękuję. - powiedział po prostu, splatając swoje palce z jej nim przemieścili się dalej. - Eliksiry.
Poprosił, gdy znaleźli w pobliżu stoiska wypełnionego buteleczkami. Oczy mu rozbłysły. To była taka skryta pasja Setha za czasów szkolnych. Później trochę z nich wyrósł, ale liczył na to, że jeszcze choć trochę będzie pamiętał co poniektóre formuły. Wybrawszy jeden eliksir o jasnozielonej barwie oraz dwa o zapachu mięty, zabrał się za próbowanie. Ogromnym niefartem okazało się to, że nie odgadł żadnego z trzech wylosowanych wywarów, ale chyba wiedział na co można było to zrzucić. Na pierwszy ogień poszedł eliksir tęczowy, więc Seth był zdecydowanie pochłonięty sennymi marzeniami. Nie potrafił ich szybciej przerwać, więc w zasadzie przez jakieś dziesięć minut był wyłączony z użytkowania. Dlaczego tylko tyle? Ano Lyons był naprawdę potężnym facetem. Taka dawka pewnie porządnie podziałałaby na kogoś mniejszego. W każdym razie, kiedy się obudził, miał mocno rozmarzony wzrok. Zamrugał kilka razy, zaskoczony nagłym rozbudzeniem.
- To było… intensywne. - stwierdził, ściskając grzbiet nosa i próbując przywrócić się do świadomości. Nawet nie zauważył, że w czasie jego drzemki, smok postanowił uwić sobie w jego włosach, notabene wygolonych po obu stronach głowy, przytulne gniazdko. Pominął nie tylko to, ale również fakt, że przed sekundą wypił odrobinę rozcieńczonego Felix Felicis oraz eliksir otwartych zmysłów. Sam nie wiedział jak to się stało, że tego nie odgadł, ale odpowiedź przyszła mu do głowy dopiero wtedy, kiedy figurka poruszyła się na jego głowie. Momentalnie odczuł ten ruch jak przyjemne drapanie i aż przeszły go ciarki. Ten wywar przyjemnie mu się kojarzył z pewnym schowkiem na składniki…
- Chyba trochę wyszedłem z wprawy. - stwierdził, zupełnie niezrażony swoją porażką, a jakiś niespodziewany błysk w jego oczach mówił, że chętnie próbowałby do skutku, gdyby tylko Isolde go stąd nie odciągnęła… więc może lepiej niech pójdą losować worki?

[fabularnie niech losują je po lub w poście Isolde, rzucę sobie kostkami, bo się boję, że mi festyn zamkniecie zanim do tego dojdzie xd]

Kostki: eliksiry - 6 i 3, 5 i 3, 4 i 2
Worki (hehs, jak zaawansowane obliczenia xD) - 1: 5, 4, 2, 6, 4, 6; 2: 1, 1, 3, 5, 2, 6 ; 3: 3, 2, 6, 3, 3, 1, 3, 2, 6, 6, 5, 6; niespodzianki: 2, 4, 3, 6, 1
Już mam: nauczone zaklęcie Ydwyf fi yn gwlychu oraz Ex Animo, eliksir chroniący przed ogniem, punkt z zaklęć, figurkę chińskiego ogniomiota (od Isolde), eliksir osłabiający
Worki - pluszak dementor, 2xfałszywe pióro, fałszoskop , 2xłajnobomba, 2xomnikulary, przypominajka, samopiszące pióro, błękitna butla, 2xtiara, 4xzłoty znicz - pozytywka, rozmach Grubej Damy, szklane magiczne oko, bezoar, peleryna niewidka
Wydaje: 32G na eliksiry, 240G za 6 worków „rzadkie”, 120G za 6 „przydatne” i 60G za 12 fantów za 5G czyli łącznie… 452G
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Edmund Cormac

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 58
  Liczba postów : 457
http://www.czarodzieje.org/t12605-edmund-cormac#340723
http://www.czarodzieje.org/t12609-relacje-edka#340738
http://www.czarodzieje.org/t12608-azmond
http://www.czarodzieje.org/t12610-edmund-cormac#340742
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyNie Maj 15 2016, 12:10

Cormac dość długo się zastanawiał, czy odwiedzić miejsce, w którym się zbłaźnił. Rzucił okiem na kompas wskazujący to miejsce i podrapał się po głowie. Skoro jego marzeniem jest się tam znaleźć, to chyba powinien pójść. Podszedł do stoiska z eliksirami przywitany przed tego samego sprzedawcę. Nie usłyszał komentarza do jego wybryków, co wziął za dobrą kartę. A może mężczyzna nie chciał go odpędzić głupim komentarzem i zarobić? Mniejsza, zakupił dwa najdroższe eliksiry korzystając z pieniędzy grubaski. Pierwsza próba była...fatalna. Nie miał bladego pojęcia jaki eliskir dostał, postanowił zaryzykować i go wypił. Po chwili wisiał już jakieś pół metra w powietrzu. Lewitacja, ale bomba! Wział do ręki drugi eliksir i...ej, czy one nie wyglądają tak samo? Powąchał i z uśmiechem pokiwał głową. Tym razem udzielił prawidłowej odpowiedzi i uzyskał w nagrodę dodatkowy flakon eliksiru. No to sobie chwilę polata.

[z/t]

Kostki: 4(6), 4(4)
Wydałem: 24g
Nagroda: Flakon eliksiru lewitacji
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Cole

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 753
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12664-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12678-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12677-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12679-nathaniel-cole
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyNie Maj 15 2016, 13:46

Nathaniel nadal męczył się z ubocznym skutkiem uroku zamieniającego w bobra i szczerze miał już tego dosyć. Cieszył się jednak, że doświadczona czarodziejka zmieniła go chociaż z powrotem w człowieka, bo pewnie w formie bobra nie pokazałby się już w żadnym miejscu na festiwalu. Naprawdę, dlaczego akurat musiał oberwać takim urokiem? Nie mógł po prostu dostać w czerep jakąś Drętwotą? Może by trochę pobolało, ale przynajmniej nie musiałby się przed nikim wstydzić i tłumaczyć ze swojej dziwnej przypadłości.
W każdym razie, nie było co płakać. Chłopak ruszył dalej, nie zamierzając sobie psuć zabawy. Jego nogi zaprowadziły go na miejsce piknikowe z przeróżnymi barwnymi stoiskami, jednak to jedno z nich przykuło jego uwagę najmocniej - "Candy". Co prawda Nate nie jadał słodyczy zbyt często, ale pamiętał, że właśnie przy tym stoisku odnajdzie swoją koleżankę z Ravenclaw. Dlatego podszedł do stolika, na którym roiło się od wypieków i cukierków.
- Sześć, Cand. Cz...sześć. - Przywitał się z panienką z Calpiatto, co nie do końca mu wychodziło, przez co przeklnął cicho pod nosem. Nawet przekleństwo brzmiało jakoś inaczej, ale jego na szczęście nikt, poza nim samym, nie musiał słuchać.
- Wybacz, zamienili mnie w bobra, a potem... eh... - Zaczął się tłumaczyć, ale nadal mówił niewyraźnie, więc zrezygnował w połowie zdania, mając nadzieję, że Krukonka sama domyśli się, co się stało. Zresztą, było widać na pierwszy rzut oka (a raczej słychać), że stał się ofiarą niezbyt ciekawego uroku.
- Cukierki! - Mruknął radośnie, i to było chyba pierwsze słowo, które udało mu się wypowiedzieć bezbłędnie. Czar działał już coraz słabiej i chłopak miał nadzieję, że niedługo uwolni się od tej przeklętej wady wymowy. Na razie humor miał mu poprawić tajemniczy cukierek, za którego Cole zapłacił jednym galeonem. Potem zaczął przeszukiwać stos cukierków, wyciągając wreszcie ładnie zapakowany słodycz.
"Spróbujmy" - Pomyślał, odwijając papierek. Wrzucił cukierka do ust i w tym momencie zaczął żałować tego, że nie wybrał któregoś z tak smacznie wyglądających wypieków. Nie dość, że wybrany przez niego smakołyk był słodki jak diabli, to jeszcze należało go uznać za typową mordoklejkę. Widać było, że osiemnastolatek ma problem z pogryzieniem tego czegoś, bo cały czas międlił swoim otworem gębowym, próbując przełknąć to ohydztwo. Naprawdę, Cand? Jak chciałaś go tak urządzić, to mogłaś chociaż uprzedzić...
Nate nie mógł nawet otworzyć ust, żeby skomentować nieprzyjemne przeżycia, które towarzyszyły mu w tej chwili. Pokazał więc tylko dłonią na swoją buzię, a potem na stojące obok lemoniady, patrząc przy tym na pannę Miramon błagalnym spojrzeniem. Może coś do picia pomogłoby mu pozbyć się tej mordoklejki? O ile oczywiście będzie w stanie w ogóle otworzyć usta, żeby wlać w siebie jakikolwiek płyn... Oj, na tym festiwalu zdecydowanie nie miał szczęścia.

Kostka: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cándida Feliciana Miramon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyNie Maj 15 2016, 14:53

Uśmiechnęła się nieskromnie. Była niemalże pewna, że wszystko jej wyszło, w końcu lubiła spędzać czas w kuchni, łączyć składniki i próbować nowych smaków. Dziwnym trafem uczniowie Calpiatto specjalizowali się akurat w magicznym gotowaniu. Z jednej strony mieli już zawód, jeżeli przykładali się do nauki, ale z drugiej – musieli szukać pracy poza miejscem zamieszkania, byłoby ich za dużo w jednym miejscu.
Może tym Candida powinna się zająć w przyszłości? Harriette chyba pomyślała o tym samym, co odrobinę krukonkę zawstydziło. Co innego słyszeć, że coś ci wyszło, a co innego, że masz taki talent, że powinnaś prowadzić własny interes. Prędzej zostałaby szefem kuchni w jakiejś restauracji; w końcu nie interesowało ją pieczenie tylko ciast.
Nie nadaję się do tego, zbankrutowałabym jeszcze przed otwarciem – zironizowała. – Ale wiesz, chyba spróbuję się gdzieś się na praktyki dostać, może potem załapię się na staż. W końcu będę musiała skończyć szkołę. – Nie chciała się usamodzielniać, nie chciała zostać sama w czterech ścianach, a była niemalże pewna, że gdyby życie jej do tego nie zmusiło, nie wychodziłaby do ludzi.
Spojrzała z podziwem na gryfonkę.
Jesteś genialna, jeśli on się tu pojawi, to dziewczyny na pewno wpadną, żeby zobaczyć, czym tak zachwyca się profesor. – Pokiwała głową z uznaniem. Nawet nie krzyczała, że Harriette właśnie kradnie jej ciasto. Pod koniec wyjdzie na to, że więcej oddała za darmo niż sprzedała, ale w końcu wcale jej na tych pieniądzach nie zależało.
Przyglądała się z daleka, jak dziewczyna zagaduje profesora i wciska mu czekoladowe ciasto. Gryfonka była zdecydowanie bardziej miła niż Krukonka i potrafiła podejść człowieka tak, żeby zwrócił na nią uwagę i jeszcze jej zawtórował. Przynajmniej takie wrażenie odniosła, a @”Christian Wise” wydawał się mężczyzną, który chętnie spełni prośbę ładnej dziewczyny. Żeby zachęcić go jeszcze bardziej, Candy uniosła dwa woreczki z losami, a potem na lizaki dookoła.
Myślisz, że poleci? – zapytała, jeszcze przez chwilę obserwowała profesora, którego chyba trochę skonfundowało. – Może nie lubi słodyczy? – To byłaby katastrofa. Chociaż może lemoniada, bez cukru!, by mu zasmakowała…
Dziwnym było to, że to niby Candy lepiej gotowała, a większość ludzi lgnęła do Ette i jej ciastek, które nie były bezpieczne. Czyżby dziewczyna nie chwaliła się ludziom, że najlepszą kucharką nie jest? Może to też wina jej braku znajomości – chętni ufali tym, których znali w jakimś stopniu. Candy mogła przecież dodać wszystkiego, żeby tylko zrobić ludziom psikusy. A ona się tak starała! Jakby zmarkotniała wewnętrznie i już prawie wyrzuciła z pamięci plany o kucharzeniu, kiedy pojawił się Nathaniel. O tak, on z pewnością tu podejdzie, chociaż – o ile Candy dobrze pamiętała – za słodyczami nie przepadał.
Seplenisz? Bobra? – Wyraźnie widać było niezrozumienie w jej oczach. Czy tu naprawdę groziło jakieś niebezpieczeństwo? A może to ona miała szczęście? Kiedy przypomniała sobie o Sadze i mordoklejce, a także słonym ciastku Harriette, pomyślała, że chyba tak, naprawdę miała szczęście.
Chciała uprzedzić chłopaka, że może trafić na bardzo… specyficzny cukierek, ale nie zdążyła. Ludzie mają tendencję do tego, że robią coś, zanim pomyślą, że może to nie jest takie bezpieczne i genialne. Nawet otworzyła usta, ale zaraz machnęła ręką, skoro puchon wziął słodycz do ust i wyraz jego twarzy się zmienił.
Harriette, chyba zrobiłam za dużo mordoklejek! – parsknęła, domyślając się, że Nathaniel właśnie na niego trafił. – Bezpieczniej było wziąć los – zauważyła. – Teraz będziesz musiał się trochę wysilić, żeby coś nam powiedzieć – zaakcentowała.
Z uniesioną brwią patrzyła na nowy migowy puchona.
Możesz, możesz, całkiem za darmo – przytaknęła – chociaż nie wiem, jak chcesz się teraz napić. – Sięgnęła po kubeczek i pokazała na dzbanki. Niech chłopak wybierze, który smak woli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Cole

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 753
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12664-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12678-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12677-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12679-nathaniel-cole
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyNie Maj 15 2016, 15:14

Gdyby tylko wiedział, że któreś z tych cukierków mogą wywołać jakiekolwiek skutki uboczne, na pewno sięgnąłby po ciasto. Niestety Cand nie raczyła go o tym uprzedzić. No dobra, chyba próbowała, ale on działał zbyt szybko, żeby zdążyła ostrzec go przed tym, że może trafić na mordoklejkę. Był dzisiaj naprawdę strasznym pechowcem. Najpierw jakiś młody uczniak zdołał zamienić go w bobra, zmuszając go do seplenienia nawet po powrotnej przemianie w człowieka. A teraz... teraz to już w ogóle nie mógł otworzyć ust, co w jego przypadku równało się z ogromną tragedią. Przecież chciał pogadać ze swoją koleżanką z Ravenclaw; właśnie po to głównie podszedł do stoiska ze słodyczami. No ale los, jak widać, znowu napisał mu inny scenariusz. Puchoński student miał wrażenie, że zaraz umrze od nadmiaru słodkości, a chcąc nie chcąc, nadal przeżuwał ohydny cukierek, który kleił mu się do zębów, do podniebienia... generalnie wszystkiego. Za jakie grzechy musiał trafić akurat najgorszy smakołyk, jaki się tutaj znalazł? Przynajmniej w jego mniemaniu najgorszy, bo oczywiście nie wiedział, jakie efekty wywołują inne cukierki. Kto wie, może gdyby trafił na coś innego, byłoby jeszcze gorzej? Na przykład zacząłby płonąć? Chociaż, chwila, chwila... Ten punkt wycieczki, podczas festiwalu, także już zaliczył. W końcu na targu Prince'a podszedł zbyt blisko klatki małych rogogonów węgierskich. I jeśli ktoś myślał, że dzieci smoków nie są groźne, to naprawdę strasznie się mylił. Jeden z tych uroczych stworków przypalił przecież tył koszulki Nate'a, przez co chłopak musiał wyglądać teraz jak siedem nieszczęść. Spalona koszulka, zaklejona cukierkiem twarz... świetnie, mógł jedynie stać się pośmiewiskiem dla przechodniów.
Odważył się spojrzeć na Krukonkę dopiero po dłuższej chwili, kiedy już otrząsnął się z początkowego szoku. Starał się coś powiedzieć, ale nawet nie mógł otworzyć ust, więc szybko zrezygnował ze swoich planów. Zamiast tego pokazał gestem dłoni to, co właśnie urodziło się w jego myślach. Przejechał bowiem dłonią po swojej szyi, pokazując tym samym pannie Miramon, że ją zabije. Wyciągnął nawet swoją różdżkę, celując w jej pierś (oczywiście zamierzał rzucić jedynie jakiś niegroźny, raczej zabawny urok), ale znowu przypomniał sobie o tym, że nie zdoła wypowiedzieć inkantacji żadnego z czarów, więc rozłożył ręce w geście poddania, chowając zaraz po tym różdżkę za pasek spodni.
Chłopak skinął potem głową w podziękowaniu za darmową lemoniadę. Wiedział, że na razie nie zdoła się jej napić, ale skoro został tak niefajnie wrobiony, to chociaż postanowił skorzystać z darmowego napoju. Wziął kubeczek i nalał sobie lemoniady pomarańczowej, siadając z kubeczkiem gdzieś na boku. Musiał poczekać, aż powróci do świata żywych, a dokładniej mówiąc, aż będzie mógł skosztować czegoś, co nie zrobi mu żadnej krzywdy.
Nie wiedział nawet w jaki sposób ma się porozumieć ze swoją koleżanką, a chciał ją zapytać o to jak wiele czasu musiało upłynąć w przypadku innych osób, zanim odzyskały one zdolność mówienia. Ostatecznie starał się jej to pokazać. Dziabnął swoim palcem w prawy policzek, a potem wskazał na usta Cand. Marna to była demonstracja, ale nic innego nie przychodziło mu do głowy. Musiał więc liczyć na szczęście i na to, że Krukonka zna go na tyle, by zrozumieć, co ma na myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cándida Feliciana Miramon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyNie Maj 15 2016, 16:38

Oczywiście, że poczęstowała chłopaka darmową lemoniadą. Chciała ludziom urozmaicić festiwal i zmusić ich do odegrania roli w nietypowej sytuacji. Uważała, że ludzie docenią fakt, że mogą postawić się na miejscu takiej niemowy i nauczą się tyle nie paplać. I łatwiej będzie im się dogadać z osobami, które zdecydowanie mniej mówią.
Tak, racja, Candy po prostu była wredna i tyle w temacie. Nie przyszła tutaj pracować w pełni charytatywnie. Z jednej strony chciała ludziom osłodzić (i ochłodzić) dzień, ale nie mogła wyzbyć się chęci dopieczenia innym. Nie sądziła, że cukierek trafi się akurat jej przyjaciołom…
Po kilku minutach powinno przejść.
Poczuła się w obowiązku, żeby jakoś udobruchać puchona i poprawić mu humor. Najwyraźniej to nie był jego najlepszy dzień, a do tego chyba chciał jej o czymś odpowiedzieć, a ona w tak brutalny sposób mu to uniemożliwiła. Nathaniel był tego samego zdania, bo zaraz dobitnie jej uświadomił, jak bardzo nie podoba mu się obecna sytuacja. Uchyliła usta, niby urażona. Kiedy robiła te cukierki, zastanawiała się, jak ona by zareagowała, gdyby go wylosowało. Nie przypuszczała, że mogłaby się aż tak bardzo się tym zbulwersowała. Kąciki ust jej drgnęły jednak dopiero wtedy, kiedy chłopak wycelował w nią różdżką. Prawie jej się wymsknęło, że teraz nie za bardzo jak może grozić różdżką. Świetnie się jednak bawiła, widząc lekko zagubionego Nathaniela, który miał ochotę tak wiele zrobić, a tak niewiele mógł. Zaraz jednak sobie to uświadomił, a poddańczy gest odrobinę dziewczynę rozczulił. Niestety, nawet gdyby chciała, nie potrafiła mu pomóc. Mogła jedynie podbudować go na duchu, samej nie mówiąc. Ciekawe, jak pójdzie im dogadywanie się.
Gdy chłopak skończył nalewać sobie napoju, Candy szybko podsunęła drugi kubeczek, wolną ręką wskazując na siebie. Stała tu już tyle, że sama poczuła pragnienie. Na migi spytała @”Harriette Wykeham”, czy życzy sobie dolewki. Puchon nalał jej, owszem, ale zaraz postanowił zaszyć się gdzieś z boku. Zmrużyła oczy. Może nie znała go zbyt dokładnie, ale nie brakowało jej umiejętności wyciągania wniosków i domyślania się. Co prawda to, co wyczyniał Nath, wyglądało bardziej na jakąś kaczkę wychodzącą z wody – pamiętała, że kiedyś jakiś dzieciak pokazał jej, że kiedy złapie się za policzki i zacznie nimi potrząsać, wyda dźwięk jak kaczka – ale w przypadku puchona raczej chodziło o coś innego. Mineła chwila, nim skojarzyła, że pewnie pyta o czas działania magicznego cukierka. Cóż… Candy sama nie wiedziała, dlatego wzruszyła ramionami
Nie zamierzała go jednak zostawić samego z problemem. Zabrała woreczek z losami i wyszła zza stoiska. Podrzuciła lekko jego zawartość przed nosem chłopaka. Przyłożyła palce do ust i zaraz je oderwała, cmokając. W tych losach, jeśli dobrze pamiętała, nie było niczego niebezpiecznego. Prócz ciastek Harriette, ale może tutaj będzie miał szczęście?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Cole

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 753
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12664-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12678-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12677-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12679-nathaniel-cole
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyNie Maj 15 2016, 16:57

To prawda, że na początku był wściekły wylosowaniem tej przeklętej mordoklejki, ale zachowanie Cand podbudowało go trochę i poprawiło mu humor. Przecież efekt zjedzonej przez niego przekąski niedługo minie, a przez ten czas chłopak spróbuje jakoś porozumieć się ze swoją koleżanką na migi. Prawdę powiedziawszy, już sam zaczął się śmiać ze swojego pecha, który podczas festiwalu nie opuszczał go ani na krok. Przynajmniej było ciekawie, a akurat przyjaciele mogli się z niego nawet i pośmiać. Na szczęście Nathaniel miał do siebie dystans i wcale by się za takie kumpelskie przytyki i dyskretne chichranie nie obraził. Oczywiście wszystko w pewnych granicach, bo też nie był kimś, kto pozwalałby robić z siebie ofiarę. Znał jednak Krukonkę na tyle, że doskonale wiedział, że mimo tej beczki śmiechu, którą przypadkowo nakręcił, dziewczyna naprawdę mu współczuła i gdyby tylko mogła, przywróciłaby mu zdolność mówienia.
Swoją drogą chłopak w tym momencie zaczął się zastanawiać nad tym, jak trudne musi być życie niemowy. On sam chyba nigdy nie miał jeszcze bliskiej styczności z człowiekiem dotkniętym taką przypadłością, ale zrozumiał, że naprawdę powinno się i współczuć. Jego już teraz dobijała ta niemoc wyrażenia swoich emocji, czy opowiedzenia koleżance tego, co przydarzyło mu się na targach pracy. Nie wyobrażał sobie jak mógłby z taką przypadłością radzić sobie na co dzień. Szczególnie zważywszy na to, że raczej był osobą dość rozmowną, a w towarzystwie najbliższych jadaczka właściwie mu się nie zamykała.
Docenił to, że panna Miramon postanowił zsolidaryzować się z nim i także zamilkła, starając się porozumiewać za pomocą gestów i wymownych spojrzeń. Wywołało to szeroki uśmiech na twarzy puchońskiego studenta. Wiedział, że może na swoją koleżankę liczyć. Przypomniało mu się także jak kiedyś razem z jednym z kumpli mieli iść na mecz quidditcha, ale Nate niestety się rozchorował i musiał zostać w łóżku. Jego kumpel wtedy także nie poszedł kibicować, a zamiast tego odwiedził Cole'a, przynosząc mu kilka czekoladowych żab. To było naprawdę pocieszające. Chociaż trzeba nadmienić, że reprezentant Hufflepuffu wcale go wtedy o nic nie prosił i nie byłby zły, gdyby jego znajomy radował się na meczu, bez jego towarzystwa.
Krukonka chciała go pocieszyć i dodatkowo pozwoliła mu wybrać jeden z losów z woreczka. Cóż, nie było tam cukierków, tylko małe karteczki, więc Nate zaufał, że nie trafi na nic tak samo złego jak mordoklejka. Zanurzył rękę w morzu karteczek i wyciągnął jedną z nich, pokazując ją od razu Cand, bo nie mógł jej na głos przeczytać. Patrzył na nią uważnie, starając się odczytać z jej twarzy reakcję na wylosowaną przez niego nagrodę. Chciał się tym samym dowiedzieć czy warto ponownie ryzykować, czy może powinien jednak zrezygnować z danej mu przez los szansy i omijać stoisko Harriette szerokim łukiem.

Kostka: 3


Ostatnio zmieniony przez Nathaniel Cole dnia Nie Maj 15 2016, 17:20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cándida Feliciana Miramon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyNie Maj 15 2016, 17:20

Ulżyło jej, że chłopak nie wziął do siebie śmiechu, którym go uraczyła. Pamiętała dokładnie ich pierwsze hogwarckie spotkanie, kiedy zdecydowała się mu pomóc w nierównym pojedynku słownym ze ślizgonami. O wiele łatwiej kpić z kogoś niż z siebie, wiedziała o tym aż zbyt dobrze. Tyle tylko, że ona nigdy nie walczyła fizycznie z własnej woli. Nie wychodziła z takową inicjatywą.
Chłopak wreszcie się uśmiechnął najszerzej jak się da, a ona, dla zachęty, jeszcze mocniej podrzuciła losami. Niech zobaczy, że jest ich jeszcze dużo i wszystko, naprawdę wszystko zależy od szczęścia. Candy zrobiła ich dwadzieścia, ale nie pamiętała, których było ile, więc nawet i wtedy, gdyby został jeden, nie mogłaby powiedzieć, który został. Może puchon wyczerpał już cały swój pech przy jej stoisku. Miała nadzieję, że chłopak się domyśli, że wcale nie musi tego losu realizować, jeżeli mu się nie spodoba. W przypadku innych klientów to od nich zależy, czy zmarnują galon na karteczkę czy jednak spróbują swojego szczęścia.
Jako ze chłopak długo nie zwlekał z losowaniem, nie musiała już starać się go przekonać swoim urokiem osobistym. O wiele łatwiej było przekonać kogoś do siebie słowami. Mogła powiedzieć wszystko i się nie zdradzić, a ciało na pewno nie chciałoby spełnić każdego polecenia. I wcale to Candidy nie dziwiło. Aż przeszły ją ciarki na myśl, co inni robią tylko po to, żeby osiągnąć zamierzony cel.
Zaraz odczytała to, co nagryzmoliła na podłużnym pasku, a jej mina wskazywała na to, że były lepsze nagrody. Nie chciała jednak robić Harriette antyreklamy – przecież Candy trafiła na dobre ciacho! – dlatego przytaknęła głową i ręką pokazała na zwykłe, olbrzymie ciasteczka. Wyliczyła kilka palcem, a potem zaczęła kręcić rękami, aby zasugerować, że wszystkie są tak pomieszane, że nikt nie wie, na co się trafi. Nawet sama właścicielka stoiska. Zaraz jednak poinformowała – poprzez klepanie się po brzuchu i rozmyśloną minę – że według niej te ciastka są pyszne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Cole

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 753
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12664-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12678-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12677-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12679-nathaniel-cole
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyNie Maj 15 2016, 17:46

Mimo że nadal nie mógł otworzyć ust, zdecydował się przynajmniej wylosować ciastko na stoisku Harriette. Co prawda nie był do końca pewien, czy powinien to zrobić, ale gesty Cand, która poklepała się po brzuchu, wskazując tym samym, że ciastka są smaczne i że Nathaniel na pewno nie pożałuje. Nie wiedział czy jej ufać, ale jednak postanowił zaryzykować. Odstawił na chwilę na bok szklankę ze swoją lemoniadą, po czym podszedł do drugiego stoiska, uśmiechając się do panny Wykeham i podając jej swój los, na dowód tego, że nie musi przynajmniej płacić za to ryzyko. Następnie wylosował jedno z ciastek i powrócił na swoje miejsce na uboczu. Położył ciastko obok lemoniady, spoglądając na powrót na swoją koleżankę z Ravenclaw.
Pokazał jej palcem na ciastko, a potem na swoją buzię, po czym wzruszył ramionami, chcąc jej przekazać tyle co "nie wiem czy to jeść; pomóż mi podjąć decyzję". Ta rozmowa na migi zaczynała go męczyć, ale nie miał wyjścia. Stwierdził jednak, że zdecydowanie bardziej wolałby jednak, żeby Krukonka nie próbowała się z nim solidaryzować i chociaż zabawiła go rozmową, czy barwnymi odpowiedziami do czasu, gdy znowu będzie mógł otworzyć usta i wydać z siebie jakikolwiek odgłos. Miał chociaż nadzieję, że wtedy nie będzie już seplenić, ani nie trafi na żadne pozostałości mordoklejki.
Jak postanowił, tak też zrobił. Złączył palce, pokazując na swoich ustach gest przypominający ich zaklejanie, po czym wskazał na pannę Miramon. Na końcu pomachał prawą dłonią w poziomym kierunku, co miało oznaczać "nie". Jego całą "wypowiedź" można było odczytywać jako "weź się nie męcz i zacznij odzywać, bo zwariuję".
Chłopak następnie zaczął po kolei pokazywać kolejne ciastka przy stanowisku Cand, licząc na to, że dziewczyna zacznie o nich opowiadać i zajmie mu czas oczekiwania na odejście skutku zjedzenia mordoklejki w niepamięć.

Kostka: 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cándida Feliciana Miramon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyNie Maj 15 2016, 19:10

Candida chyba niedokładnie wyjaśniła, co miała na myśli, bo chłopak wyglądał na zbyt szczęśliwego, kiedy sięgał po dwudziestocentymetrowe ciastko. Co prawda żadne chyba nie miał tak nieprzyjemnych skutków jak zabranie zmysłu, jednak najsmaczniejsze też być nie musiały. Jednakże bez ryzyka nie ma zabawy, a puchon chyba nie stronił od pokus. Nie uważała, że nie można jej ufać, jednak przy takim sposobie komunikacji… powinno się trochę uważać. Bardzo uważać? Szalenie ważne jest odczytywanie aluzji w takich przypadkach? Cóż, zapewne tak, ale kto by się tym przejmował?
Dziewczyna przyjrzała się ciastku – wyglądało normalnie, dokładnie tak, jak powinno, ale przecież wszystkie były identyczne. Niestety, ślepy trop. Najchętniej już teraz zobaczyłaby efekty wytworu Ette, ale tak, Nathaniel wciąż nie mógł otworzyć ust. Miała nadzieję, że mordoklejki, które zrobiły, nie były aż tak mocne. Musiał przecież coś zjeść, tak samo Saga… Chyba ich nie zamordowała?! Właściwie: nie przyczyni się do morderstwa.
Nathaniel wydawał się naprawdę zdesperowany, bo zaraz uświadomił krukonkę, że ma dosyć rozmowy na migi i chyba zależy mu chociaż na usłyszeniu jej głosu. Słyszał gwar dookoła, więc niemożliwe, żeby poczuł się także głuchy. Pokręciła głową, ale żeby załagodzić sprawę, postanowiła się odezwać.
Mam o nich opowiedzieć? – dopytała i poczekała na skinięcie głową lub zaprzeczenie. – Jasne. Polecam szarlotkę albo blok czekoladowy, szarlotka mniej słodka – zastrzegła, pamiętając, że nie każdy przepada za słodkościami. Zaczęła zaraz zachwalać swoje ciasto owocowe. Opowiadała o kruchym, waniliowym cieście i świeżych jabłkach, które starła i połączyła z budyniem, żeby trzymały się, a nie pływały po całym talerzyku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Jolene Lancaster

Student Slytherin
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 46
  Liczba postów : 83
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12596-jolene-lancaster
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12597-dolacz-do-mojej-druzyny
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12598-sowa-jole#340343
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12599-jolene-lancaster#340344
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyNie Maj 15 2016, 20:13

Jolene przesłodzona, miała wrażenie, że dostanie cukrzycy po tym jednym zwykłym ciastku, a podobno to magiczne miały być niebezpieczne (dlatego ich nie próbowała). Miała ochotę się czegoś napić, ale zamiast pójść po lemoniadę, jak grzeczna dziewczynka - poszła do stoiska z alkoholem.
Tak, taaak... wiadomo nie powinna pić ze względu na chorobę, leki itd. Pomińmy to! W końcu nastolatki tak miały. Robiły na złość, buntowały się i te wszystkie rzeczy. No, zwłaszcza, jak w pobliżu nie ma rodziców, którzy trzymają nad tobą piecze niczym psy policyjne.
- To ja poproszę... - Zaczęła, ale nagle zobaczyła losy za pięć galeonów i postanowiła się zabawić. Chrzanić wszystko, wszystkich! Mizantropia! - Losuje! - Pisnęła podekscytowana, jakby miała kilka procentów we krwi. Ale to nie to, zapewne jakiś atak. Cholera wie.
- Żeglarski Bimber? - Tego jeszcze nie próbowała i chyba więcej nie zakosztuje w tym. Jeden łyk, a cała zawartość żołądka wylądowała... Oby nikt nie patrzył! - Ja chyba z tym spasuje. - Uśmiechnęła się niemrawo.
- Kłębolt, Brandy i WIZZ-WIZZ Menthol. - Wyrecytowała i zapłaciła panu eeemmm nauczycielowi? Super. Nie ma to, jak puścić bełta przy profesorze.
Cała forsa niemal poszła na alkohol i fajki, których właściwie nie paliła, ale czasami trzeba zaszaleć. No, nie?! Yeah!

Kostki: 4
Wydane Galeony: 42G
Mam: Kłębolt, Brandy i WIZZ-WIZZ Menthol + Żeglarski Bimber
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Cole

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 753
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12664-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12678-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12677-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12679-nathaniel-cole
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyNie Maj 15 2016, 23:15

Tak, chyba nie był dzisiejszego dnia zbyt roztropny, skoro znowu zdecydował się spróbować tego, co mu się przytrafiło na skutek ślepego losu. Co prawda na tą chwilę prawdy musiał jeszcze poczekać, bo nadal pozostawał uroczą, puchońską niemową, ale... dziwne, że nadal zamierzał podejmować to ryzyko. Zaufanie do Cand stanowiło tutaj sprawę drugorzędną. Po prostu Nathaniel uważał, że już wykorzystał swój limit pecha przynajmniej na kolejny tydzień i wierzył, że tym razem nie może mu się już nic złego przytrafić.
Dobrze, że nie wiedział o tym, co chodziło właśnie po głowie Krukonce. Uwierzył jej w końcu, kiedy mówiła, że efekt zjedzonego cukierka minie za parę minut, podczas gdy ona sama nie miała pojęcia, czy to prawda. Cóż, w tym przypadku błoga nieświadomość okazała się błogosławieństwem. Jeszcze tego bowiem brakowało, żeby młody Cole zaczął obawiać się o swoje życie...
Skinął głową, gdy panna Miramon zapytała czy ma opowiedzieć o swoich ciastach. Oj tak, to, czego teraz pragnął, to zdecydowanie posłuchać historii o jej wypiekach. W końcu jej głosu zawsze przyjemnie się słuchało, a skoro nie był w stanie samodzielnie włączyć się do rozmowy, było to jakieś rozwiązanie. Pokazał nawet uniesionego do góry kciuka w chwili, w której dziewczyna mówiła o nieco mniej słodkiej szarlotce. Oj, tę to chętnie skonsumowałby zamiast cholernej mordoklejki.
Zaraz po tym Puchon uniósł do góry wskazujący palec, pokazując, że nagle mu się coś przypomniało. Z torby wyciągnął magiczną koszulkę quidditcha, która na plecach ukazywała jego nazwisko. Wskazał na swoją pierś, dumnie wypiętą do przodu, oznajmiając reprezentantce Ravenclaw, że właśnie tak wspaniałą nagrodę wygrał podczas dzisiejszego festiwalu. I to był zdecydowanie jeden z jego lepszych momentów podczas tej imprezy, bo jednak przez większość czasu towarzyszyły mu jednak dość pechowe wybory.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cándida Feliciana Miramon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyPon Maj 16 2016, 00:30

Na szczęście Candida nie była tak nieroztropna, żeby zaraz zdradzać się ze swoimi myślami. Co jak co, ale nieprzyjemnymi nie tylko dla niej, ale przede wszystkim dla puchona. Ze świadomością, ze się kogoś zamordowało, można żyć, ale po śmierci… no, nie za bardzo. Dlatego Szybko zmieniła temat na przyjemniejszy. Nienajlepszy, bo wciąż dotyczył jedzenia, czyli gdzieś tam nawiązywał do mordoklejki, ale bezpieczniejszy niż dyskutowanie o samym źródle problemu Puchona.
Czyli szarlotka – podsumowała i odłożyła jeden kawałek na bok. Miała nadzieję, że nie dodała zbyt dużo cukru, bo możliwe, że Nathaniela zemdli z powodu nadmiaru słodyczy, a ona jednak nie chciała takich niespodzianek przed stoiskiem.
Nie miała czasu, żeby nad tym rozmyślać, bo puchonowi najwyraźniej coś zaświtało w głowie – podniesiony palec wskazujący jasno dawał do zrozumienia, o co chodzi. Natychmiast zamilkła – a chciała jeszcze coś wspomnieć o owej szarlotce – żeby skupić się tylko i wyłącznie na chłopaku. Nie mogła pominąć żadnego ruchu, wtedy z pewnością nie zrozumiałaby niczego.
Nathaniel zaraz wyciągnął koszulkę quiddicha, jednak to nic dziewczynie nie mówił, dlatego uniosła brw do góry, oczekując wyjaśniej. Ach tak, nazwisko. Pokiwała głową z uznaniem.
Pasuje ci – zawyrokowała. Już widziała go w koszulce drużyny na oficjalnym, międzynarodowym meczu. Ostatnio zapomniała spytać, do jakiej chciałby należeć, ale postanowiła, że – jeśli nie zapomni – zrobi to, kiedy ten będzie mógł mówić. – Szkoda, że już nie będzie meczów z Salem, zagralibyśmy razem – zauważyła. Ostatnio Nate był niedysponowany, więc nie mógł zagrać, a ją wzięli z przypadku i… cóż, niezbyt się przysłużyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Cole

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 753
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12664-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12678-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12677-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12679-nathaniel-cole
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyPon Maj 16 2016, 00:41

Nie było sensu używać teraz takich słów jak "morderstwo" i "mordoklejka", bo najpewniej Nathaniel naprawdę by zemdlał. Co jak co, ale z magią nie można było przesadzać, a puchoński student najprawdopodobniej cholernie by sie przejął spekulacjami Krukonki. Uważał ją bowiem za niezwykle zdolną czarownicę, więc wcale by się nie zdziwił, gdyby jej ciastka czy cukierki wywoływały znacznie gorsze efekty. I chociaż wiedziałby wtedy, że na pewno nie poczęstowałaby go czymś śmiercionośnym, tym razem na pewno obawiałby się o swoje życie - w końcu złapał cukierka na tyle prędko, że dziewczyna nie zdążyła go uprzedzić w związku z ewentualnymi konsekwencjami.
W każdym razie załapał ochotę na normalną szarlotkę, która nie wywoła u niego żadnych defektów. Przesłodzony smak mordoklejki zdawał się gdzieś umykać, a w jego ustach pozostawała nadal klejąca się, nijaka juz, substancja. Chłopak nadal nie mógł się odezwać, ale już czuł, że pragnie czymś przegryźć lub przepić tę nadmierną słodycz. Szarlotka, chociaż słodka, kusiła go w tym przypadku połączeniem z kwaśnym jabłkami... Chociaż i tak chłopak miał zamiar najpierw skosztować pomarańczowej lemoniady.
Kiedy wyciągnął magiczną koszulkę quidditcha, szczęśliwe rozpoczął inny temat rozmowy. Uśmiechnął się jak dziecko, słysząc, że nowa zdobycz do niego pasuje, a potem skinął głową na znak, że również żałuje, że nie będzie już żadnych meczów z drużyną z Salem. Naprawdę tęsknił za quidditchem i marzył o tym, żeby wreszcie wyjść na boisko. Wspominając ostatni mecz, na którym pełnił rolę kibica, próbował przełknąć ostatnie pozostałości mordoklejki. Wydawało mu się, że już niewiele brakuje, by pozbył się jej w całości. Póki co zdecydował się rozśmieszyć Cand i nieudolnie zademonstrował swój lot na powietrznej niewidzialnej i miotle i złapanie równie niewidzialnego znicza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ivy E. Heikkonen

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : VI
Wiek : 19
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 75
  Liczba postów : 105
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12583-yventhis-euphoria-heikkonen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12613-graj-w-czerwone
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12615-islandzka-sowka-ivy
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12639-yventhis-heikkonen
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyPon Maj 16 2016, 11:20

Podziękowała mu, kiedy pozbył się plamy z jej ubrania, przecież nie była kimś, kto mógłby oczekiwać podobnych rzeczy od nowo poznanego chłopaka, zwłaszcza, że ten przecież wcale nie musiał tego robić. Ivy zdążyła już się przekonać, że wielu uczniów w zielonych mundurkach pewnie jeszcze naplułoby jej na tą plamę, zwłaszcza, gdyby wiedzieli o tych 10% nieczystej krwi, którą w sobie nosiła. Ettore wydawał jej się inny, o wiele przyjemniejszy, ale niestety jej wzrok bardzo lubił płatać jej figle. W związku z tym niedługo zastanawiała się nad jego szlachetnością, bardziej skoncentrowana na urodą jego twarzy. Miała nawet pewien komentarz na ten temat, ale ku swojemu zaskoczeniu, po prostu ugryzła się w język.
Za to była bardzo ucieszona, kiedy zgodnie z jej prośbą oddalił się do innego stoiska. Mogła losować sobie eliksiry w spokoju, niespeszona obserwacją w taki sposób, w jaki to miało miejsce na strzelnicy, ale jak się okazało blondynki zawsze mają pod górę… nawet, jeśli chwilowo mają niebieskie włosy. Kiedy uderzył ją strzał amortencji, poczuła się cudownie. Jej twarz rozluźniła się, a usta ułożyły w lekki, nieco rozmarzony uśmiech, którym obdarowała Ettore w taki sposób, jakby byli najlepszymi przyjaciółmi już od dawna. Kiedy się odezwał, w jej uszy uderzyły na tyle przyjemne tony, że zmrużyła lekko oczy, przez chwilę się nimi napawając, a dopiero później popatrzyła na niego jakoś bardzo dziwnie i nieadekwatnie do stopnia ich znajomości. To, że się o nią martwił było takie miłe, że aż nie mogła się powstrzymać. Chociaż, pewnie nawet, gdyby się nie odezwał, zrobiłaby to co właśnie miało mieć miejsce.
- Gdzie byłeś przez całe moje życie? - zamruczała, nie mając żadnej kontroli nad tym, że te słowa zabrzmiały tak, jakby właśnie spędzali razem upojną noc, a nie stali w środku parku. Wyciągnęła ręce w jego stronę (upuszczając wszystko co trzymała na ziemię - miejmy nadzieję, że pierożkom nic się nie stało!), a kiedy chwyciła go za koszulkę, pociągnęła go silnie w dół, licząc na to, że się pochyli, a jeśli tego nie zrobił, pewnie wspięła się na palce i pomogła sobie wczepieniem palców w jego ramiona. Po co to zrobiła? Ano po to, że w chwili, w której już mogła dosięgnąć do jego twarzy, nagle wpiła się wargami w jego wargi. Pocałowała go miękko i czule, głaszcząc jego policzek wnętrzem swojej dłoni, ale nagle wstąpiła w nią jakaś niecierpliwość. Westchnęła, notabene prosto w jego wargi, przytulając się do niego i językiem rozchylając jego usta, aby móc dotrzeć do nieznanych sobie jeszcze zakamarków pocałunków. Ivy nigdy wcześniej nie całowała się po francusku, co było widać po niepewnych ruchach jej języka, ale to chyba nic nie szkodzi. Nieporadność nadrabiała zdecydowaniem, z jakim uparła się, aby być z nim jak najbliżej. Naparła na jego klatkę piersiową biustem, kość biodrową stykając z jego udem. Pewnie, gdy otrzeźwieje, spali się ze wstydu, ale teraz nie miała żadnego wpływu na swoje zachowanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Isolde Bloodworth

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 4592
  Liczba postów : 1828
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5500-isolde-bloodworth#159733
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5523-powiazania-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5520-isolde-bloodworth
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7230-isolde-bloodworth#204739
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyPon Maj 16 2016, 15:29

Isolde nigdy nie lubiła eliksirów - fakt, że próbując przygotować eliksir pieprzowy, dosyć dobitnie wskazywał na jej zupełny brak talentu w tej dziedzinie. Oczywiście przystała na prośbę Setha i ściskając go za rękę, pomaszerowała w stronę stoiska z kolorowymi buteleczkami, które nie budziły jej zaufania. Zielone eliksiry z jakiegoś powodu wyglądały na znacznie bardziej podejrzane od pozostałych, dlatego w końcu sięgnęła po ten o zapachu mięty i drugi, o smaku waty cukrowej. Nie sądziła, że uda jej się zgadnąć, ale chciała dotrzymać towarzystwa Sethowi.
Smak wydawał się dziwnie znajomy, podobnie jak zapach, ale niewiele z tego wynikło. Niestety, pierwszym eliksirem okazała się być Afrodisia, więc w chwili, kiedy Isolde spojrzała na Setha, jej oczy rozbłysły gorączkowym blaskiem, którego nigdy nie miał okazji widzieć. Akurat wybudził się z dziwnej, nakrotycznej drzemki, podczas której smok uwił sobie gniazdo w jego włosach. Dziewczyna wpatrywała się w niego bez słowa, czując pożądanie promieniujące z podbrzusza i obejmujące całe jej ciało. Nigdy wcześnie nie zauważyła, że Seth jest tak nieprawdopodobnie pociągający, silny, wysoki, wspaniale zbudowany, a te tatuaże, które zwykle nieszczególnie jej się podobały, wyrażały tylko jego samczość, która uderzyła w zmysły otumanionej eliksirem Isolde z intensywnością, która niemal ją zbiła z nóg. Lyons coś mówił, ale była zbyt rozkojarzona, żeby skupić się na jego słowach, dlatego oparła dłonie na jego szerokim torsie, oddychając szybko i przełykając nerwowo ślinę.
- Seth... och, na Merlina... - westchnęła zmysłowo, a na jej policzki wypłynął gorący rumieniec. - Nigdy nie sądziłam, że... tak bardzo będziesz na mnie działał... - wyszeptała, po czym nadludzkim wysiłkiem oderwała się od jego muskularnej klatki piersiowej i ścisnęła skronie, próbując przywołać się do porządku. - To ten eliksir... nie dotykaj mnie przez chwilę, dobrze? - poprosiła nieco normalniejszym, mniej zmysłowym, choć wciąż ochrypłym głosem. Ciepło jego ciała doprowadzało ją do obłędu, pożądała go tak bardzo, że miała ochotę dać sobie spokój z przyzwoitością i spróbować uwieść Setha, ale... szczęśliwie Isolde to Isolde i jest w stanie nad sobą panować, mimo bolesnego napięcia i przyspieszonego bicia serca. Drugi eliksir okazał się wyostrzać poczucie humoru, więc Isolde wydawała się w równym stopniu rozbawiona, co zażenowana swoim nagłym pociągiem seksualnym.
Worki wydawały się bezpieczniejszym wyjściem niż dalsza zabawa z eliksirami. Isolde unikała jak ognia dotyku Setha, bojąc się, że nawet ona ma ograniczoną wytrzymałość, ale pożerała go wzrokiem, przygryzając nerwowo dolną wargę. Postanowiła losować z każdego worka dwa razy. Nie była to tania rozrywka, ale przecież mogli zaszaleć!
- Aż żałuję, że skończyłam szkołę... łajnobomba na pewno by mi się przydała - zakpiła, patrząc na wylosowane przez siebie zwierciadełko i wspomnianą łajnobombę. Dalej zdobyła omniokulary, które mogłą się kiedyś faktycznie przydać i... Błękitną Butlę! No tak, miotła rodzinna to szczyt jej marzeń, ale w sumie to nawet zabawne. Mogła gdzieś ją schować, by poczekała na lepsze czasy. Parsknęła śmiechem, wyciągając z worka Rozmach Grubej Damy, która dla byłej gryfonki z pewnością może być miłą pamiątką, a potem szklane, magiczne oko. Miejmy nadzieję, że Isolde nie pójdzie w ślady Szalonookiego Moody'ego i nie straci własnego oka... Cóż, w razie czego będzie miała zapasowe.
- Chyba muszę powoli wracać do mojego stoiska... - powiedziała, patrząc na Setha i oblewając się rumieńcem, który zdradzał, że chodziło jej po głowie coś nieprzyzwoitego - oczywiście z nim w roli głównej. Odchrząknęła i spojrzała na swoje zdobycze, po czym pokazała je przyjacielowi. - A ty? Trafiłeś na coś fajnego? - spytała pozornie lekkim tonem, walcząc z chęcią włożenia dłoni pod jego koszulkę i dotknięcia uśmięśnionego brzucha.


Płatności: 10g i 7g = 17g za eliksiry
Worki: 2 x rzadkie; 2 x nudne, 2 x przydatne = 80 + 40 + 10 = 130g
łącznie: 147g
Kostki: eliksiry - 1 i 1; 2 i 1
worki: 6 i 1; 6 i 1; 5 i 1

Co już mam? :
Figurka wija syberyjskiego (od Setha), fiolka Eliksiru Chroniącego przed Ogniem, opanowane zaklęcie "Ydwyf fi yn gwlychu", 1 pkt z ONMS, eliksir lokomocyjny, eliksir osłabiający, omiokulary, łajnobomba, Błękitna Butla, Rozmach Grubej Damy, szklane, magiczne oko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Ettore Halvorsen

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 778
  Liczba postów : 309
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10569-ettore-halvorsen
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10573-zabiore-ci-budzik
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10572-ettore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t10571-ettore-halvorsen
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyPon Maj 16 2016, 18:16

Dopiero co się poznali, a on już czuł się przy niej dobrze. Okej, może Ivy miała swoje dziwne zachowania, odwroty taktyczne i inne, ale właśnie to pozwoliło dość szybko przełamać lody. Dzięki temu nie musiał się aż tak obawiać, że tym razem on zrobi coś niespodziewanego, coś co pokaże jaki jest, choćby i w małym stopniu. Nawiasem mówiąc również miał tendencje to dziwnych akcji lub pokazywania swojej niezdarności. Na szczęście to drugie dziś jeszcze nie miało zamiaru się ujawniać, ale zobaczymy co będzie później. Żenujące sytuacje niestety nie prosiły o pozwolenie na pojawienie się, a szkoda. Gdyby to robiły to najpewniej próbowałby to obrócić w coś uroczego, na swój sposób. W pobliżu nie było żadnej sadzawki prawda? Dobrze wiedział, że gracja opuszczała go akurat wtedy kiedy w pobliżu jest ktoś kto mu się podoba. Może i nie przepadał za blondynkami, ale zawsze można było zrobić wyjątek, w końcu nie patrzy się tylko na kolor włosów, który jak widać mógł ulec zmianie. Czasem sam nie wiedział na jakiej zasadzie, któraś dziewczyna nagle zaczyna mu się podobać. Na pewno w tym procesie pomagał brak burki i widzenie czegoś więcej niż oczu. Poza tym gusta mogły się naginać na powiedzmy, potrzeby sytuacji i nie chodzi tu o desperację. W końcu w życiu nie chodziło o szukanie ideału, który to sobie wymyślono i którego znalezienie graniczyło z cudem, jeśli w ogóle było możliwe. Istniały też inne aspekty, które można brać pod uwagę.
Jednak nie miał zamiaru za bardzo o tym rozmyślać, póki co chodziło tu o to, że dobrze spędzało mu się z nią czas. To nie musiało do niczego prowadzić, na pewno nie miał zamiaru się śpieszyć, ani nie odczuwał przymusu żeby to robić. Na tą chwilę bardziej zaaferowany był myśleniem nad podejrzanym zachowaniem Yv. Dezorientacja to mało powiedziane, jego po prostu zamurowało. Wpatrywał się w nią możliwe, że z dość tępym wyrazem twarzy, który wskazywał na zdziwienie. Spoko, podobała mu się, ale jej pytanie i tak wydało mu się bardzo dziwne, zupełnie jakby nie było zadane w jego stronę. Rozejrzał się poszukując adresata, jakby nie wystarczało mu to, że patrzyła się właśnie na niego. Wat? - prawie zadał to jakże inteligentne pytanie, które jako pierwsze pojawiło mu się w głowie. Ton jej głosu nie pozwalał mu wyjść z dotychczasowego stanu, cała 'moc przetworzeniowa' mózgu zajęła się tym dziwnym wydarzeniem. Nie miał pojęcia co odpowiedzieć, mógłby jedynie zapytać o co jej chodzi, ale Heikkonen postanowiła przejść do czynów. Dwa wspomniane wyżej czynniki nie pozwoliły mu oprzeć się temu wszystkiemu, na dodatek wszystko działo się dość szybko. Poza tym nie żeby chciał się jakoś specjalnie opierać... ale z drugiej strony dopiero co się poznali. Gdyby to była kreskówka nad jego ramieniem pojawiłby by się aniołek, a przy drugim diabeł, obie strony mówiły mu coś innego. Automatycznie pochylił się w jej stronę, chociażby po to, aby przypadkiem nie upaść. Dosłownie chwilę później, równie automatycznie zmrużył oczy. Nie mógł nic poradzić na to, że podobało mu się to co robiła, na dodatek wyłączyło mu się logiczne myślenie, taki to był zaaferowany. Cóż, nie mógł tego w żaden sposób zrzucić na piwo, w końcu wypił tylko jedno. Zamurowanie zaczynało mijać, tak więc w krótkiej przerwie na westchnięcie dziewczyny drugą rękę, którą miał wolną położył na jej szyi i powoli przesunął w stronę karku. Skłamałby gdyby powiedział, że jest jakoś super doświadczony w tych sprawach. Biorąc też pod uwagę sytuację w jakiej się znajdowali odpowiedział jej dość niepewnie, jakby zastanawiając się czy jej zaraz nie przejdzie. Nadrobił to potem czując, że to zdecydowanie jeszcze nie koniec. Takim to sposobem jego nagroda ze strzelnicy wylądowała mniej więcej w tym samym miejscu co rzeczy Heikkonen. Mając już obie ręce wolne dało się zdziałać zdecydowanie więcej, tak więc druga szybko wylądowała na jej talii lekko się zaciskając. Niestety ze względu na sytuację pole manewru było ograniczone, musiał się pilnować, aby go zbytnio nie poniosło, co i tak nie do końca mu wychodziło. W momencie uwolnienia dłoni pocałunki stały się trochę agresywniejsze przy czym on także postanowił się zbliżyć jeszcze bardziej przyciągając ją do siebie. Wszystko to dochodziło do pewnego momentu w którym coraz cięższe było zatrzymanie się, co gorsza zapomniał już, że są na festiwalu wśród gromady ludzi, ba nawet nie znał imienia towarzyszki. Jak to o nim świadczyło?  Łatwo odpowiedzieć na to pytanie tak samo jak łatwo było wytłumaczyć dlaczego to robił. Wygrała potrzeba bliskości, nad konsekwencjami będą zastanawiali się później. Tak czy inaczej wyglądało na to, że zerwanie kontaktu stawało się coraz bardziej odległą perspektywą, nawet jeśli zrzucimy to na amortencję czy nieopanowanie Ettore. Co do jegomościa, przerwał on pocałunek na rzecz spojrzenia w oczy Ivy, nie rezygnując jednak z obejmowania jej tym razem już oburącz. Swoja drogą po tym wszystkim oboje wyglądali jak pod wpływem eliksiru, udzieliły mu się szkliste oczy i podejrzany uśmiech - To było niespodziewane - rzucił jakże błyskotliwie podsumowując wydarzenia. Jego serce zaczynało już się uspokajać, bo nie ukrywajmy to wydarzenie nieźle podniosło mu ciśnienie. Zdecydowanie bardziej preferował taki sposób niż denerwowanie się. Najgorsze jednak mogło dopiero nadejść, jak skomentuje to Yv?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Cándida Feliciana Miramon

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 23
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyPon Maj 16 2016, 22:24

Puchoni zawsze cieszyli się jak dzieci – z jednej strony było to urocze, z drugiej irytujące, kiedy każda rozmowa kończyła się jednostronną radością. Ale jak Candy mogłaby się w tej chwili oburzać na uśmiechniętego, dumnego z siebie Nathaniela, który właśnie prezentował jej się z magiczną koszulką. Skoro ona, dotychczas sceptycznie nastawiona do tego sportu, wzleciała w powietrze, a nawet – przypadkiem, bo przypadkiem – trafiła kogoś tłuczkiem, to tym bardziej Nate tego dokona. On to na pewno od razu odbije waleczną piłkę w odpowiednią stronę. Może rola pałkarza nie dawała największej satysfakcji, jednak na pewno pozwalała się dobrze bawić.
Źle myślała. O ile ona wyobrażała sobie chłopaka z pałką w ręku, o tyle on chyba wolał łapać znicz. Przynajmniej tyle wywnioskowała z odegranej przed nią pantomimy. Wywróciła oczami z rozbawienia, oglądając próby latania na nieistniejącej miotle.
Ale już spektakularnego… czekaj, jak to jest po angielsku? – Nazwy własne co rusz sprawiały jej kłopot. Same próby wymówienia nazwisk obcych z angielskim akcentem wydawały się karkołomne. Teraz jednak musiała sobie przypomnieć nazwę tego mugolskiego zwierzęcia, które w Hiszpanii nazywają perezoso. Kojarzyła to słowo, była pewna, że z czymś jej się ono kojarzy… – Nate, pomóż – zrezygnowała. – Jak się nazywa ten zwód, kiedy zwisasz do góry nogami na miotle? – Wykonała go na ostatnim meczu i wtedy też usłyszała pierwszy raz angielską nazwę. Najwyraźniej raz to za mało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Nathaniel Cole

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 753
  Liczba postów : 165
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12664-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12678-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12677-nathaniel-cole
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12679-nathaniel-cole
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyPon Maj 16 2016, 22:59

Tak, jego miotlarską pantomimę pewnie wielu uznałoby za przesadną dziecinadę, ale co miał robić, skoro nawet nie mógł się odezwać? Przynajmniej starał się jakoś poprowadzić tę marną konwersację z Krukonką, spróbować nie zanudzić jej swoim milczeniem jak grób. W międzyczasie nadal przeżuwał oczywiście swoją mordoklejkę, radząc z tym sobie coraz zręczniej. Pozostały mu już praktycznie ostatnie kęsy słodkiej, klejącej i rozlazłej mazi, którą miał nadzieję zaraz przełknąć, zażegnując tym samym swoją niedolę.
- Zwis leniwca? - Mruknął, a w tej samej chwili jego oczy wytrzeszczyły się ze zdziwienia. Chwila, chwila, czy właśnie usłyszał swój głos, za którym tak bardzo tęsknił? Początkowo myślał, że to tylko wybryk jego wyobraźni, ale widział przecież reakcją swojej koleżanki, która potwierdzała, że to wszystko stało się naprawdę.
- No wreszcie! Co Ty dodałaś do tych cukierków?! - Rzucił żywo, wyraźnie zainteresowany tajemniczym składem mordoklejki. Już nie wyciągał wcale różdżki i przestał się na pannę Miramon wściekać, ale nadal z chęcią posłuchałby czym dziewczyna tak pięknie go urządziła. Czekając na odpowiedź, sięgnął po ciastko wylosowane na stoisku Harriette, modląc się o to, by nie trafić ponownie na jakąś minę. Na szczęście słodycz okazał się niezwykle smacznym kąskiem.
- Ooo, dobre. Coś kakaowego? - Mogłoby się wydawać, że znowu zaczął seplenić, ale urok zmieniający go w przerośniętego bobra także zakończył swoje przykre działanie. Po prostu puchoński student, któremu na tak długi czas odebrało mowę, był na tyle zniecierpliwiony, że zaczął zadawać pytanie jeszcze z pełnymi ustami. W każdym razie przynajmniej na chwilę zamilknął, bo upił parę łyków pomarańczowej lemoniady, a następnie zabrał się za konsumpcję przepysznej szarlotki.
- No, ale muszę Ci powiedzieć, że lemoniada i szarlotka pierwsza klasa. Szkoda, że nie włożyłaś też tak wiele serca w te cukierki. - Powiedział z rozbawionym uśmiechem na ustach, co miało oznaczać tyle, że się z nią droczy. Celowo już po raz drugi wypomniał jej tę przeklętą mordoklejkę. Może właśnie po to, żeby dziewczyna nigdy więcej nie wpadła na podobny pomysł.
- Jestem największym pechowcem tego festiwalu. Słuchaj tego. Najpierw ktoś zamienił mnie w przerośniętego bobra i nie mogłem przestać seplenić. Potem mały rogogon węgierski sfajczył mi kawałek koszulki... - Po tych słowach odwrócił się, pokazując Krukonce wypaloną dziurę na plecach.
- ... no a później jeszcze ta mordoklejka. Dobrze chociaż, że wygrałem fajną koszulkę. I świetlika. No i że napchałem się tymi ciastkami. Serio, te są naprawdę dobre. Dzięki. - Gadał jak najęty, czyż nie? Ale czy można było mu się dziwić? Czuł się zupełnie tak, jakby ktoś przywrócił mu coś niezwyklego wartościowego. Coś, czego nigdy więcej miał już nie odzyskać.
- A u Was działo się coś ciekawego? - Zapytał, zdając sobie sprawę z tego, że należałoby jednak oddać głos (do studia) pannie Miramon. Chłopak oparł się więc o jakąś barierkę, delektując się smakiem pomarańczowej lemoniady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Harriette Wykeham

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Czystość Krwi : 75%
Wzrost : 168
C. szczególne : za duży, powyciągany wełniany sweter na grzbiecie, łańcuszek z obrączką na szyi
Galeony : 265
Dodatkowo : pałkarz Gryffu
  Liczba postów : 1584
http://www.czarodzieje.org/t12489-harriette-morana-wykeham#336490
http://www.czarodzieje.org/t12490-ettie#336602
http://www.czarodzieje.org/t12491-poczta-ettie#336603
http://www.czarodzieje.org/t12492-harriette-wykeham#336605
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyWto Maj 17 2016, 00:19

Interes jakoś się tam kręcił. Szkoda tylko, że tak magiczne nie cieszyły się wzięciem. Czyżby nikt tu nie kochał ryzyka? Co do zwykłych, to trzeba przyznać, że ludzie raczej mieli szczęście. Tego zabrakło Ślizgonce… chyba Jolene (Ettie słabo ją kojarzyła), która trafiła na supersłodkie ciacho. Na uwagę dziewczyny skinęła głową na tabliczkę z napisem „reklamacji nie przyjmujemy”. Tak na wszelki wypadek.
- Na stoisku obok możesz popić lemoniadą – poradziła, ale dziewczyna skierowała się w kierunku alkoholi. No cóż…
Pomachała wesoło Ivy jeszcze kiedy ta kupowała u Candidy.
- Poczekaj aż ich spróbujesz - odparła na jej westchnienie – prawdziwe szaleństwo to to co w niektórych siedzi.
Dlaczego ona to robi? Otwarcie zraża do własnych produktów. Podręcznikowy przykład, że szczerość też może być wadą. Co ciekawe mimo, że ostrzegała wszystkich, że jest beznadziejnym piekarzem klientów nie brakowało. Może jednak byli tu jacyś hazardziści.
Do stoiska Candi podszedł jakiś chłopak i stał się kolejną ofiarą jej mordoklejek.
- Jestem z ciebie dumna – parsknęła śmiechem, dziękując w duchu wszystkim znanym siłom wyższym za to, że miała więcej farta.
Hiszpanka nie miała litości i wyciągnęła przed chłopakiem woreczek z losami. Ettie doskonale wiedziała, że są wśród nich losy na jej ciasteczka i miała bezduszną nadzieję, ze właśnie taki wyciągnie Puchon. Krukonka solidaryzowała się z Nathem, więc tylko z jej gestów mogła wywnioskować co mu się trafiło. Stłumiła chichot kiedy Candi dała chłopakowi do zrozumienia, że ciastka są dobre. Zastanawiała się czy nie powinna go ostrzec, ale doszła do wniosku, że skoro Candida nie zamierzała, to ona też nie musi. Odwzajemniła uśmiech i wzięła od chłopaka kartkę.
- Bierz śmiało – dodała mu otuchy – Jestem Ettie, a ty… – dodała próbując przypomnieć sobie czy imię chłopaka padło wcześniej w rozmowie – Hmmm… przedstawisz się potem – uśmiechnęła się współczująco.
Skoro i tak nie mogła póki co oglądać efektów ciastka, postanowiła wyskoczyć jeszcze raz na inne stoiska.
- Zaraz wracam – rzuciła migającej do siebie parze.
Podliczyła zawartość sakiewki i wykalkulowała, że może trochę zaszaleć. Podbiegłą do stoiska z eliksirami. Raz kozie śmierć! Przyjrzała się flakonikom i wybrała ten, którego zawartość pachniała watą cukrową. Wypiła i początkowo nie poczuła żadnych efektów. Spojrzała na flakonik i zauważyła jaki ma zabawny kształt. Zaczęła chichotać, ale kiedy uświadomiła sobie jaki ma głupi chichot, głośno wybuchła śmiechem. Nawet gdyby chciała nie mogłaby podać nazwy eliksiru. Śmiała się tak bardzo, że zaczął ją boleć brzuch. Im bardziej ją bolał tym bardziej ją to bawiło. Usiadła na ziemi zwijając się ze śmiechu. Ogarnięcie się zajęło jej trochę czasu. Kiedy już się uspokoiła zaczęła żałować, że nie odgadła nawy eliksiru. Fajnie byłoby mieć go więcej.
Postanowiła, że roztrwoni majątek do końca i ponownie podeszła do stoiska z magicznych przedmiotami. Wyciągnęła 65 galeonów i włożyła rękę do każdego z worków. Wylosowała kolejno pluszaka dementora, kolejne uszy dalekiego zasięgu i tiarę. Założyła ostatnią nagrodę na głowę i wróciła do swojego stoiska. Puchon obok wreszcie się rozkleił i nawet zjadł już ciastko.
- Dobre było? – spytała. Odetchnęła z ulgą, kiedy chłopak potwierdził – To jak się w końcu nazywasz? – zagadnęła mając nadzieję, że nie przerywa żadnej ważnej konwersacji.

Kostki: - eliksir 1,3
- "Rzadkie" 5, "Przydatne" 4, "Nudne..." 2
Wydałam: 107 galeonów
Co już mam: Uszy dalekiego zasięgu x2, tiara, pluszowy dementor, metamofamulet, figurka smoka (Opalooki antypodzki)
Czego się naumiałam: Metusque (tak nie do końca chyba, więc +1 zaklęcia), YDWYF FI YN GWLYCHU, nie wchodzić do trumien, Ex animo

______________________

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Seth Morpheus Lyons

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 24
Czystość Krwi : 10%
Galeony : 3837
  Liczba postów : 585
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7742-seth-morpheus-lyons
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7748-porzuccie-wszelka-nadzieje-wy-ktorzy-tu-wchodzicie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7749-latajaca-menda
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7750-seth-lyons
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Moderator




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyWto Maj 17 2016, 11:38

Isolde nie przyzwyczaiła go do takiego zachowania. Seth nauczył się przy niej, że wstrzemięźliwość może dla niektórych być cnotą, a chociaż sam nie podzielał tego poglądu, rozumiał, że nie wszyscy są tak upośledzeni. Tyle, że w chwili, w której dotknęła jego piersi, poczuł jak coś dziwnego dzieje się z jego ciałem. Na ramiona wstąpiła mu gęsia skórka, a niewłaściwość tej sytuacji jakoś tak zawisła gdzieś nad nimi. Tyle, że on nigdy nie przejmował się podobnymi rzeczami i teraz jedynie na nią patrzył. Trochę z zaciekawieniem, a trochę z tą swoją zwyczajną obojętnością oraz nieporuszeniem, chociaż coś w żołądku rwało go i kuło, kiedy widział jak na jej policzki wstępują rumieńce. Dobrze wiedział czego się napiła, ale to wcale nie pomagało mu w zapanowaniu nad przeróżnymi emocjami, jakie w tym momencie go przeszywały. Nic nie powiedział po jej słowach, sięgając do twarzy, aby ścisnąć szybko kość nosową i odchrząknąć. Isolde, która zwracała na niego uwagę w taki sposób, budziła jego mieszane uczucia, dlatego chyba dobrze było przystać na jej propozycję i udawać, że nic takiego nie miało miejsca, nawet pomimo tego, że świadomość, iż ta scena jednak nie była jakimś okrutnym żartem była w równym stopniu ciekawa jak i niepokojąca. Po prostu kiwnął głową, pozwalając jej na wypicie jeszcze jednego eliksiru, a w tym czasie samemu skupiając na miłym drapaniu w głowę, jakie fundował mu smok oraz pocałunkach wiatru na skórze, które wyraźnie czuł dzięki eliksirowi otwartych zmysłów. Przeszkadzał mu tylko okropny hałas, jaki nagle zaczął bardzo wyraźnie słyszeć, więc wyglądał na niego zbyt skupionego. Starał się wyłapywać słowa blondynki z natłoku dziwacznych dźwięków czy słów, a także siorbania słomek czy chrupania ciastek. Jeszcze ciężej było mu się skupić, więc nawet nie zwracał większej uwagi na to, co wyciąga z worków, a chociaż peleryna niewidka ucieszyłaby nawet największych mruków, on jedynie popatrzył na śliski materiał bez zrozumienia. Popatrzył na swoją towarzyszkę i uniósł pelerynę, chcąc jej pokazać, że chyba to jest najciekawszą zabawką, jaką wylosował, ale zaraz się skrzywił, kiedy jej głos odezwał się pod jego czaszką bólem głowy.
- Zobaczymy się niedługo? - zapytał, czując, że bardzo chciałby, aby tak właśnie było. Nie zauważał już jej kłopotów z nieoczekiwaniem pożądaniem, za mocno skupiony na niedogodnościach związanych z zażyciem swojego eliksiru. Zresztą, to był Seth. Nie próbowałby jej sprowokować nawet wtedy, gdyby bardzo tego chciał. Isolde za wiele dla niego znaczyła to raz, a dwa… dochodziła tutaj jeszcze kwestia jego awersji do spoufalania się. Nie dotykał jej więc wcale, a jedynie mierzył ją spojrzeniem, oczekując na odpowiedź, bez której nie wróciłby spokojnie do domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Charlotte Blanchett

Uczeń Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 179
  Liczba postów : 266
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12368-charlotte-blanchett
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12374-szarlotka-szuka-znajomych
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12376-poczta-szarlotki?nid=20#330968
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12387-charlotte-blanchett#331140
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyWto Maj 17 2016, 13:40

Popatrzyła na Rose słuchając jej uważnie, pomysł który podsunęła był świetny. Można było powiedzieć że urocza blondyneczka czyta jej w myślach. - Pewnie, ale chcę naleśnika z cukierkami! - Uśmiechnęła się szeroko i przeszły obie w stronę odpowiedniego stoiska gdzie stał niejaki @Edward Harper.
Popatrzyła na menu i zerknęła też na przedział z pierożkami, a może i zjeść małą porcyjkę.. nie, wróć. Gdyby zjadła teraz pierożki nie miałaby siły na nic więcej, wydają się takie duże że lepiej nie ryzykować. Przejechała wzrokiem nieco niżej i dostrzegła wreszcie naleśniki, aż się oblizała. Były różne rodzaje, a w nich właśnie jej ulubione ze słodyczami. Popatrzyła na Rose, a potem na Edwarda i wskazała na "menu". - Możemy poprosić dwa razy naleśnika ze słodyczami? Oraz chciałam zapytać czy można kupić u was osobno fasolki wszystkich smaków? I jaka będzie cena za naleśniki? - Uśmiechnęła się słodko i stanęła na palcach, a następnie ucałowała delikatnie swoją Różyczkę i odgarnęła niesforny kosmyk włosów z jej młodej twarzyczki. Tak pięknie dziś wyglądała że aż chciała ją schrupać, dosłownie. W oczekiwaniu na zamówienie po prostu przylgnęła do niej i przymknęła oczy wsłuchując się w gwar otoczenia. Można tu było usłyszeć dosłownie wszystko, od krzyków dzieci po poważne rozmowy na temat sprzątania tego bałaganu. Jak dobrze że ona nie musiała tego robić, chociaż tyle dobrego. Mruknęła cicho zerkając od czasu do czasu czy zamówienie gotowe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Rose Nelson

Mieszkaniec Doliny
Wiek : 23
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 222
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 290
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7138-rose-nelson#203959
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7140-relationships#203996
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7139-nelsonowna#203992
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7208-rose-nelson#204501
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptyWto Maj 17 2016, 23:38

- Będą tak słodkie jak Ty cała. - Mrugnęła do niej. - Albo nie, w sumie to jesteś od nich słodsza. - Zaszczebiotała i podeszła do stoiska wraz z Lotką. Pozwoliła jej zamówić jedzenie dla nich obu. Nie przepadała za aż tak słodkim jedzeniem, ale zje już to dla niej. Nic przecież nie traci. Kiedy dostała buziaka od swojej dziewczyny (!!!!!!) zdziwiła się, że robi to przy tylu ludziach, ale było to dla niej tak miłe, że przycisnęła ją mocniej do siebie. Chciała być z nią teraz blisko, jak najbliżej. Szkoda, że teraz wkoło są tu Ci wszyscy ludzie. Zapłaciła za ich jedzonko i stała tak ze swoim Skarbem przytulona i czekała na to, żeby zjeść. Nie potrwało to specjalnie długo. Odebrały swoje jedzonko i poszły do stoiska z alkoholem.
- Poproszę Różowego Druzgotka. - Pomyślała, że to będzie najlepsza opcja. Zaciągnęła Szarlotkę na trawę pod drzewem i posadziła przed sobą tak, że mogła jedząc swojego naleśnika wtulać się w jej plecki. Uwielbiała to uczucie. Tuląc ją tak, dotykała lekko jej uda i miziając je przesuwała sie powolutku coraz wyżej. Wiedziała, że póki obydwie się nie napiją to na pewno nie dojedzie do niczego, Więc może lepiej, żeby tutaj przy wszystkich nie piły?

wydane: 5 +5 + 11 = 21 G
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Caroline Carrier

Student Slytherin
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 1070
  Liczba postów : 244
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12210-caroline-carrier
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12220-caroline#326545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12221-sowa-caroline#326546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12222-caroline-carrier#326548
Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8




Gracz




Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 EmptySro Maj 18 2016, 00:48

Caro w końcu znalazła chwilę żeby opuścić dom strachów i trochę rozejrzeć się po festiwalu. Oczywiście nie była zorientowana co gdzie jest więc postanowiła zaufać swojemu nosowi. Jak zwykle jej nie zawiódł i dotarła do stoiska z łakociami. Oczy aż jej się zaświeciły i sama nie wiedziała co wybrać. W ogóle nie zwracała uwagi kto jeszcze się tu kręci i co robi, nie miała na to czasu bo wyrwała się tylko na chwilę. Szybka decyzja, Caro!
-Dobra... w takim razie poproszę malinową lemoniadę. I niech będzie raz losowanie cukierków i raz los - powiedziała z uśmiechem do @"Cándida Feliciana Miramon" i wręczyła jej należne galeony. Zanim zaczęła losowanie uraczyła się pyszną lemoniadką. Niestety jeśli chodzi o cukierka to wylosowała mordoklejkę przez którą w ogóle nie mogła otworzyć ust. Jak zawsze pech. Nieco skrzywiona zaczęła losować dalej. Wyszło na to, że musiała wylosować jedno z magicznych ciastek u @Harriette Wykeham. To losowanie też było dla blondynki pechowe bo trafiła na coś, co spowodowało straszny mętlik w jej głowie.

Wydane galeony: 5
Kostki: 1, 3, 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content

Miejsce na piknik - Page 6 QzgSDG8








Miejsce na piknik - Page 6 Empty


PisanieTemat: Re: Miejsce na piknik   Miejsce na piknik - Page 6 Empty

Powrót do góry Go down
 

Miejsce na piknik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje :: Miejsce na piknik - Page 6 JHTDsR7 :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-