Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Fontanna   Wto Maj 21 2013, 19:55

First topic message reminder :


Fontanna

W sercu parku znajduje się ogromna fontanna, mająca postać monumentalnej i trochę złośliwej rzeźby, bo oto nieostrożny spacerowicz, który przysiądzie na jej skraju, może zostać opryskany wcale nie małą ilością wody!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 74
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t10745-antoinette-apsley
http://www.czarodzieje.org/t15259-relacje-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15258-poczta-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15250-antoinette-apsley




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Gru 30 2017, 18:04

Dziewczyna nie chciała pomocy, a Antoinette uśmiechnęła się ku niej pokrzepiająco, by dodać jej nieco otuchy. Odsunęła się nieznacznie, pozwalając Ophelie samej strzepnąć z siebie śnieg. Gdyby ruda była teraz w pełni taka, jaka jest na co dzień, z całą pewnością by ją wyśmiała za nieudane zaklęcie. Ale tu i teraz wcale taka nie była. Wiemy przecież, że Antoinette bardzo lubi Ophelie, dlatego ukazuje jej zupełnie inną odsłonę samej siebie. W sumie to dobrze. Przynajmniej jej nie odstraszy, przynajmniej nie wywoła zbędnej sprzeczki, a zamiast tego Ophelie poczuje, że ślizgonka lubi ją. Naprawdę ją lubi.
Była ciekawa, czy kiedykolwiek pokazała jej swoją prawdziwą naturę, ale finalnie uznała, że raczej do tego nigdy nie doszło, chociaż?… pamięć ludzka bywa zwodnicza, mogło tak być, ale nawet jeśli, Antoinette od dawna wyrzuciła to nikłe wspomnienie ze swojego umysłu, umysłu osoby, która zazwyczaj zachowuje  się niczym wredna suka. No ale nic, spotkanie trwało, miłe usposobienie Antoinette również, więc to temu należy się w pełni poddać.
Ucieszyła się z reakcji Ophelie. I już miała proponować miejsce, gdzie miały się ogrzać i wypić gorącą herbatę, a tu nagle z ust koleżanki Antoinette wydobyły się kolejne słowa, które wprowadziły tę ostatnią w stan zastanawiania się, czy wybranie się w podobne miejsce od razu było dobrym pomysłem.
- Skoro tak mówisz.. – podrapała się znacząco po przedziałku – No to może trochę pochodzimy jeszcze wokoło fontanny, byś… byś wyschła jeszcze trochę, potem trochę wyschniesz po drodze do jakiejś kawiarenki, a jak dojdziemy w jakiejś miejsce, by się ogrzać, będziesz mokra już w naprawdę niewielkim stopniu. – posłała jej ponownie pokrzepiający uśmiech – No, co ty na to? – bacznie przyglądała się jej oczom oraz ogólnej mimice twarzy, oczekując odpowiedzi.
Z drugiej strony, teraz to ona mogła spróbować zaklęcia. Jednak bała się, że nie wyjdzie jej, jak to nie wyszło Ophelie. A Antoinette nie uznawała swoich porażek, nie potrafiła przegrywać, uważając się przecież wszędzie i zawsze za osobę nad wyraz wyjątkową. To jedna z jej paskudnych cech – taki jakby narcyzm, ot co.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Cannes, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 285
  Liczba postów : 141
http://www.czarodzieje.org/t15512-ophelie-e-zakrzewski#416665
http://www.czarodzieje.org/t15514-ophelie
http://www.czarodzieje.org/t15516-poczta-ophelii
http://www.czarodzieje.org/t15513-ophelie-zakrzewski#416669




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Sty 04 2018, 20:42

Schnięcie w taką pogodę nie wydawało się być mądrym pomysłem, ale to jedyne, co mogła zrobić w tej sytuacji. No, może nie do końca, bo zawsze mogła na upartego zgodzić się, żeby iść teraz do knajpki. Przeszkoda była jednak znajoma - mokre na czterech literach spodnie. Nie za bardzo mogła sobie wyobrazić, jak siada na krześle... Zamiast lepiej, to by mogło być gorzej, a tego za wszelką cenę wolała uniknąć. Proszę, kto chciałby klapnąć po przewrotce na ziemię pokrytą lodem na ten wygodny stołek? Swoją drogą dziwne, że nie bolał ją tyłek. Dość solidnie przecież rypnęła, ale prócz normalnego bólu po takim upadku, nie odczuwała nic więcej. A chyba wolała by to, niż plamę spowodowaną przez nieudane zaklęcie.
- Myślę, że to bardzo dobry pomysł. - również się uśmiechnęła. Myślami tak naprawdę błądziła już po jakiejś kawiarence i herbacie czy innym ciepłym napoju. Serio, jakikolwiek - byleby tylko był ciepły. W duchu dziękowała też, że ma tak wspaniałą koleżankę jak Antoinette. Jak na Ślizgonkę była naprawdę bardzo miła i przyjazna, przynajmniej w stosunku do niej. Fakt, ruda była dość specyficzna, ale każdy ma coś takiego w sobie, co go odróżnia od innych, dzięki czemu ludzie nie są tacy sami. I całe szczęście! Jakie to by było okropne, gdyby wszyscy mieli takie same cechy charakteru i zachowania. O zgrozo, jak żyć w takim świecie? Dobrze, że tak nie było.
- Ty też uważaj, żebyś nie zaliczyła gleby. - przestrzegła Ophelie, aczkolwiek miała przeczucie graniczące z pewnością, że jej towarzyszka sama już na to wpadła. W każdym bądź razie wolała powiedzieć to jeszcze raz, tak na wszelki wypadek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 74
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t10745-antoinette-apsley
http://www.czarodzieje.org/t15259-relacje-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15258-poczta-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15250-antoinette-apsley




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Sty 07 2018, 15:18

Antoinette uśmiechnęła się na wieść o tym, że Ophelie podziela jej zdanie. Wiedziała, że ma rację, rację absolutną, no ale… ona tak o sobie myślała chyba zawsze, nie? Tyle że Ophelie raczej nie mogła o tym wiedzieć, bo nie zna najprawdopodobniej prawdziwej natury Antoinette.  Ale czy kiedykolwiek ją odkryje? A może już odkryła, tyle że w dość nikłym stopniu? No nieważne, fakt faktem, że tu i teraz aktualna towarzyszka Antosi  ma o niej raczej pozytywne zdanie.
Tak, jak powiedziała, na co tamta się zgodziła, co zostało już ustalone, zaczęły wędrować wokół fontanny. Antoinette zdążyła zapomnieć, co ta potrafi zrobić z przechodniami, a mimo tego i tak utworzyła między nimi a marmurowym tworem pewien dystans. I chodziły tak, a że cisza po jakimś czasie zaczęła rudej zawadzać, postanowiła ją przerwać.
- No więc… jak ci idzie nauka? – i ukradkiem schyliła się i obróciła jednocześnie, by sprawdzić, w jakim stanie jest tyłek koleżanki. Niezbyt dobrze, pomyślała ze smutkiem (podświadomie zbierało jej się na śmiech, ale tego nie wiedziała nawet ona sama), ale nie powiedziała jej o tym. Jeśli będzie chciała wiedzieć, sama spyta się o to Antoinette… O ile Ophelie zauważy, co tamta zrobiła i pojmie, w jakim celu.
Na jej kolejne słowa, ruda roześmiała się – serdecznie, nie sarkastycznie, jak to miała w zwyczaju. Odpowiedziała, że jest uważna i że w jej przypadku sytuacja się nie powtórzy. W rzeczywistości nie mogła mieć jednak pewności, po prostu miała taką nadzieję. No bo zdecydowanie nie chciałaby być tu i teraz ani w ogóle w skórze koleżanki, która ma przemoczony tyłek. Nikt chyba by nie chciał. No, może jakieś pojedyncze przypadki, ale w mniemaniu rudej to byli ludzie niepoczytalni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Cannes, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 285
  Liczba postów : 141
http://www.czarodzieje.org/t15512-ophelie-e-zakrzewski#416665
http://www.czarodzieje.org/t15514-ophelie
http://www.czarodzieje.org/t15516-poczta-ophelii
http://www.czarodzieje.org/t15513-ophelie-zakrzewski#416669




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Sty 08 2018, 17:07

To wyjście było dobrym pomysłem. Przede wszystkim mogła spędzić czas z Antoinette, a w zamku nie zawsze była okazja, żeby się umówić na spotkanie gdzieś na jego terenie. Zawsze pozostawały jeszcze sowy, o ile się nie zapomniało. No i po lekcjach zazwyczaj się odpoczywało i nic nie robiło, więc nawet chęci czasem brakowało. To nie tak, że nie chciało jej się spotykać ze znajomymi. Po prostu bywały chwile, w których nie miała nawet na nie siły. Tym razem na przykład też tak było, jednak postanowiła zwlec się z wygodnego łóżka, na którym leżała i wyjść na świeże powietrze. Zdecydowanie nie chciała przegapić spotkania ze Ślizgonką, skoro już nadarzyła się okazja.
- Całkiem dobrze, nie narzekam. Z jednych przedmiotów lepiej, z drugich gorzej... Ale ogólnie rzecz biorąc, nie jest źle. - powiedziała. Zauważyła, jak Antoinette schyliła się i spojrzała na jej tyłek, ale nic nie powiedziała. Sama zdawała sobie sprawę z tego, że najlepiej się nie prezentuje i to jej wystarczało. Usłyszenie słów potwierdzających to spowodowałoby zapewne powrót do zamku, a ona jeszcze nie chciała tam wracać. Mimo nieszczęsnego wypadku i rozmowie, która teraz nie do końca się kleiła, przyjemnie spędzała czas z koleżanką. Nawet cisza, która momentami zalegała między nimi jej nie przeszkadzała. To był ten rodzaj ciszy, który był przyjemny. Taka chwila na swoje własne przemyślenia, gdzie w tle słychać plusk wody spadającej z fontanny i ciche kroki. - A Ty jak sobie radzisz? - spytała po dobrej chwili, powracając myślami na ziemię. Mimowolnie odsunęła się jeszcze bardziej od fontanny, żeby nie zmoknąć jeszcze bardziej. Stan, w jakim się znajdował jej wystarczał i nie chciała go pogarszać przez nieuwagę. Przecież zawsze los mógł sprawić, że znów by się poślizgnęła... Merlinie, chroń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Slytherin
Rok Nauki : VI
Wiek : 16
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 74
  Liczba postów : 114
http://www.czarodzieje.org/t10745-antoinette-apsley
http://www.czarodzieje.org/t15259-relacje-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15258-poczta-antosi
http://www.czarodzieje.org/t15250-antoinette-apsley




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Sty 09 2018, 19:08

A dziewczęta chodziły dalej wokół fontanny. Fakt faktem, nie rozmawiały ciągle, cisza zalegała między nimi dość często, ale rudej niezbyt to przeszkadzało.  Przez ten miły klimat (bo nie wliczając w to zimna), który pojawił się tu i teraz, między dwoma dobrymi koleżankami Antoinette zdążyła nawet chwilowo zapomnieć o wielkim problemie Ophelie, jakim jest równie wielka plama na tyłku. I jakże się cieszyła, że ów problem nie dotyczy jej, a znajomej, z którą aktualnie mile spędza czas! I do głosu tu nie doszedł tylko egoizm, tak typowy dla osoby Antoinette. No bo pewnie wiele osób pomyślałoby tak, jak pomyślała teraz pewna ślizgonka, rude, wredne babsko, które od początku tego spotkania (a może nawet początku ich znajomości, znajomości dwóch dziewcząt które spędzają teraz mile czas, chodząc wokół fontanny) nie pokazała jeszcze swojej natury. To chyba dobrze.
Po jakimś czasie (a było to raczej długo od chwili, kiedy Antoinette sprawdziła stan tyłka koleżanki) znów spojrzała ponownie na wiadome miejsce i uznała, że jest już lepiej i jeśli Ophelie wyraziłaby na to zgodę, mogłyby już powoli ruszać w kierunku jakiejś kawiarenki, albo innego miejsca, gdzie można się ogrzać przy herbacie bądź innym gorącym, smacznym napoju. No bo plama była mniejsza, a jak będą szły w wiadome miejsce, wyschnie jeszcze bardziej. I już otwierała usta, by jej to powiedzieć i zasugerować to, co oczywiste, a tu nagle Ophelie odezwała się ponownie, na co Antoinette odpowiedziała jej automatycznie, ale nie do końca mówiąc prawdę, bo do głosu dostała się tu jej mitomania.
- Ja? A wiesz, że bardzo dobrze? Radzę sobie doskonale i to na każdym przedmiocie. – uśmiechnęła się do niej niewinnie, nie zdając sobie w pełni sprawy, że łże jak z nut. No ale jej mitomania była silna, naprawdę silna, wręcz chorobliwa...- I dlatego mój dom ostatnio zarobił dzięki mnie sporo punktów. Wszystko przez moje błyskawiczne odpowiedzi. Ale ludzie bardziej powiadają, że są po prostu mądre. – Ponownie spojrzała na jej tyłek i dowiedziała się dzięki temu, że teraz było jeszcze lepiej, niż te parę chwil wcześniej. - Słuchaj, plama jest mniejsza. Może ruszymy powoli do jakiejś kawiarenki, a po drodze na pewno lepiej ci wyschną? – Nie zważyła, że może mówiła tak już wcześniej. I zrobiła krótką pauzę, po czym zaczęła ponownie – A nawet jak usiądziesz na naprawdę znikomej plamie, no to… no to nic się nie stanie. – i wyszczerzyła się ku niej ponownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Cannes, Francja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 285
  Liczba postów : 141
http://www.czarodzieje.org/t15512-ophelie-e-zakrzewski#416665
http://www.czarodzieje.org/t15514-ophelie
http://www.czarodzieje.org/t15516-poczta-ophelii
http://www.czarodzieje.org/t15513-ophelie-zakrzewski#416669




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Wto Sty 23 2018, 13:07

Zimne podmuchy wiatru dawały o sobie, dlatego też dłonie Ophe spoczęły w kieszeniach kurtki, gdzie mogły choć trochę się ogrzać. A nawet jeśli nie będą cieplejsze, to nie będą tak marzły! Ten, kto wymyślił kieszenie to jednak miał łeb. Niby nic takiego, a jednak przydatne i cieszy.
- Tak? - jej brwi powędrowały w górę, kiedy spojrzała na koleżankę po usłyszeniu, że radzi sobie świetnie na każdym z przedmiotów w szkole. - W takim razie koniecznie musisz mi pomóc z zielarstwem i eliksirami, bo to dla mnie prawdziwy koszmar... - powiedziała, a spojrzenie jej oczu z niedowierzającego zmieniło się na proszące. Liczyła na pomoc ze strony Antoinette. Niestety, te dwa przedmioty nie szły jej nawet w połowie tak dobrze jak pozostałe, nie wspominając już nawet o grach miotlarskich. Gdyby wszystko szło tak gładko, jak quidditch, to świat byłby piękny. I nudny. Tak, to na pewno, bo przecież wtedy nie miałaby problemów z nauką, więc z jednej strony to też lepiej, że z niektórymi rzeczami sobie nie radziła. - Oh, w to nie wątpię. - uśmiechnęła się lekko na wspomnienie o mądrych odpowiedziach. Podświadomie czuła, że dziewczyna trochę koloryzuje, ale czy to miało większe znaczenie? Na pewno było też w tym trochę prawdy.
- Myślę, że masz rację i możemy już iść do tej kawiarenki. - oznajmiła, wcześniej niewygodnie się przekręciwszy, aby ocenić stan spodni. Na szczęście, tak jak mówiła Ślizgonka, plama była już mniejsza, więc nie było większych problemów z pójściem do wybranego miejsca. Po tym spacerze i niespodziewanym wypadku, gorąca herbata była jak najbardziej mile widziana. Do tego jeszcze jakieś ciastko... Jej nogi automatycznie przyspieszyły kroku, a żeby nie zostawić za sobą koleżanki - chwyciła ją za rękę i pociągnęła za sobą. Takie pyszności nie mogły czekać!

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Eguisheim, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 259
  Liczba postów : 125
http://www.czarodzieje.org/t16150-agnes-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t16165-gwardia-sloneczek-agnes?nid=4#442597
http://www.czarodzieje.org/t16269-poczta-agnes-lumiere#445294
http://www.czarodzieje.org/t16161-agnes-lumiere




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Wrz 09 2018, 23:27

Pierwszy weekend po rozpoczęciu nowego roku szkolnego nadszedł niespodziewanie szybko i nim panna Lumière zdała sobie z tego sprawę, wychodziła w piątek z Wielkiej Sali, kończąc wieczorny posiłek, tym samym rozpoczynając dwa dni błogiego lenistwa...Przynajmniej w teorii, bowiem w praktyce Puchonkę czekały dwa wypracowania i lektura podręcznika z Zielarstwa, już nawet nie wspominając o jej pracy dorywczej w herbaciarni. Może dziewczyna nie miałaby tyle na głowie, gdyby w wakacje przynajmniej raz sięgnęła do książek, jednak calutkie dwa miesiące minęły jej bez potrzeby zaglądania po podręczników, czemu trudno jej się dziwić. Dziewczę dopiero od niedawna miało okazję do tak dalekich wycieczek, dlatego Meksyk z całą swoją kulturą i niepowtarzalnym klimatem artystycznym skutecznie absorbował całą jej uwagę, nie pozostawiając jej nawet szansy, by sięgnęła po któryś z licznych woluminów Nessy, walających się po całym ich pokoju. W każdym teraz sielanka się skończyła, a Agnes wróciła do rzeczywistości nie mniej kolorowej, niż festiwalowe dekoracje na El lugar colorido czy jak to tam się nazywało, a to oznaczało powrót obowiązków, od których szatynka zdążyła solidnie odpocząć.
W sobotę Puchonka przegapiła śniadanie, odsypiając wstawanie bladym świtem...no prawie...i nim zwlekła się z łóżka, na zegarze dochodziła godzina dziesiąta. Szybko się ogarnęła, a założywszy białą, dziewczęcą sukienkę, która była niejako rozpaczliwą próbą zatrzymania lata wraz z jego promieniami słonecznymi, nastolatka opuściła dormitorium, kierując się w stronę pobliskiej wioski. Mimo wczesnej pory panował tam dość spory tłok - uczniowie korzystali z ostatnich dni, kiedy względnie nic nie zaprzątało im głowy, a okoliczni mieszkańcy po prostu cieszyli się wspaniałą pogodą.
Agnes spędziła cały dzień w herbaciarni, jakimś cudem nie rozlewając ani jednego napoju i nie tłukąc żadnej filiżanki, co po tak długiej przerwie można było spokojnie uznać za sukces, szczególnie jeśliby spojrzeć na jej czerwcowe zmagania z zastawą. Klientów było sporo, przez co nim się obejrzała, już opuszczała pastelowo-różowy lokal wraz z wybiciem godziny osiemnastej.
Na zewnątrz wciąż było ciepło i widno, co wręcz zachęcało do spaceru, zamiast monotonnego powrotu do zamku, by tam wertować ze znudzeniem kolejne strony księgi z ziołami czy innymi roślinkami. Doskonale wiedziała jednak, że jeśli tego nie zrobi, to ponownie wygłupi się na eliksirach, a tego naprawdę nie chciała. Pozostawiona więc przed wyborem pomiędzy tym, co proponowało serce, a tym, co radził umysł, Agnes oczywiście zdecydowała się podążać za intuicją, co nieraz już sprowadziło na nią kłopoty, jednak ona po prostu nie potrafiła inaczej. Nie wybrała się jednak na przechadzkę do lasu, jak to planowała na początku, a zamiast tego skierowała stopy odziane w czarne pantofelki na słupku w kierunku parku. Z jednej strony skorzysta z uroków końca lata, a z drugiej zbliży się nieco do zamku...tylko odrobinę okrężną drogą.
Szła powoli, nie śpiesząc się, za to z uśmiechem na ustach obserwując mijających ją ludzi; tutaj para staruszków siedziała na ławce, patrząc na siebie z czułością, gdzie indziej grupka przedszkolaków grała w berka, a kawałek dalej dwie nastolatki plotkowały o czymś żywo. Nie planowała się zatrzymywać, jednak znalazłszy się niedaleko fontanny, kiedy drobniutkie, rozproszone w powietrzu kropelki wody zetknęły się z jej rozgrzaną popołudniowym słońcem skórą, Puchonka urządziła spontaniczny postój, by przymknąwszy oczy rozkoszować się chwilą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 317
Dodatkowo : animagia (wiewiórka)
  Liczba postów : 774
http://www.czarodzieje.org/t11900-li-na
http://www.czarodzieje.org/t11911-li#319859
http://www.czarodzieje.org/t11912-poczta-li#319860
http://www.czarodzieje.org/t12044-li-na




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Wrz 10 2018, 11:13

Nowy rok szkolny, a Li już czuła się zagubiona w Hogwarcie.
Jak mogła już pierwszego dnia w szkole zgubić swojego pupila. Minął tydzień, a ona nadal go nie znalazła. Może gdzieś się ukrywa, a może zwyczajnie przyszedł na niego czas? W końcu to puffek był z nią od pierwszych lat w szkole więc możliwe, że jego żywot się zakończył. Nie chciał jej martwić dlatego postanowił uciec i żeby Li go nie widziała w takim stanie. Co prawda to był tylko puffek, ale puchonka była tak bardzo z nim związana, że bardzo ciężko jej było myśleć, że to miał być koniec ich przyjaźni. Jak sobie przypomni te wszystkie chwile z nim związane to łza jej się w oku kręciła.
Musiała przywyknąć do tej myśli. Zazwyczaj wychodził i dość szybko do niej wracał, aż tak długo go jeszcze nie było, więc na pewno było coś nie tak. Liczyła na to, że się jeszcze znajdzie.
Postanowiła dzisiejszego dnia wybrać się do Hogsmeade. Nieco urozmaicić ten dzień i nieco oddychnąć świeżym powietrzem. Szła przed siebie nie zważając na to, że jest w całkowicie jej obcym miejscu. Czy tutaj była? Może i tak, ale na pewno bardzo dawno i nie pamiętała dobrze tego miejsca. Zauważyła puchonkę z roku, znały się. Znać się znały, ale jakoś nigdy specjalnie ze sobą nie rozmawiały. Pewnie jak większość kolegów z roku uważała ją za dziwaczkę. Nie miałaby jej tego za złe, w końcu ona z tego słynęła. Agnes nigdy specjalnie nie kontaktowała się z innymi uczniami i Li nigdy nie miała okazji z nią jakoś bliżej się poznać. Pewnie w pewnym stopniu były do siebie podobne. Czy to błąd? Być może. Tego tak naprawdę nie wie nikt. Postanowiła to dzisiaj nadrobić. Nie mogła tak po prostu przejść obok niej i udawać, że jej nie zna. - Cześć Agnes. - przywitała się i schowała dłonie w kieszeni spodni. Fajnie było widzieć znajomą jej twarz. Od kiedy dotarła do Hogwartu z nikim specjalnie nie rozmawiała. Jedynie Daniel miał ochotę na jakąkolwiek konwersacje z jej osobą, ale uczniowie jakoś starali się ją omijać. Nic nowego. Ona się już do takiego stanu rzeczy przyzwyczaiła i nie miała zamiaru nad tym ubolewać. - Nie widziałaś gdzieś mojego puffka? - zapytała, bo może rzucił jej się gdzieś w oczy. Była z tego samego roku więc nawet dormitorium dzieliły razem. Więc nie było opcji, żeby dziewczyna nie poznała jej przyjaciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Eguisheim, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 259
  Liczba postów : 125
http://www.czarodzieje.org/t16150-agnes-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t16165-gwardia-sloneczek-agnes?nid=4#442597
http://www.czarodzieje.org/t16269-poczta-agnes-lumiere#445294
http://www.czarodzieje.org/t16161-agnes-lumiere




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Pon Wrz 17 2018, 13:16

Mimo, że lato powoli przemijało, ustępując miejsca jesieni, to sobotnie, wrześniowe popołudnie malowało się naprawdę piękną, ciepłą pogodą; ziemia nadal pozostawała spalona słońcem po nadzwyczajnych wakacyjnych upałach, a wciąż zielone liście kołysały się na gałęziach, ani myśląc żółknąć i opaść na przejrzałą już wówczas trawę. Słońce muskało delikatnie i tak opaloną już skórę dziewczyny, która choć zazwyczaj blada, zdążyła nabrać koloru na Meksykańskich plażach, podczas gdy dziewiętnastolatka stała nieopodal fontanny, rozkoszując się kropelkami wody, tryskającymi z dyszy na szczycie monumentu i opadającymi lekką mgiełką na jej twarz. Ze stanu kontemplacji wyrwał ją znajomo brzmiący, dziewczęcy głos; odwróciła się, przecierając szkiełka okularów materiałową chusteczką.
-Cześć Li! - posłała koleżance szeroki uśmiech, zachęcający do dalszej rozmowy. Może i Agnes nie należała do osób brylujących w towarzystwie, na co dzień raczej trzymając się z boku, jednak bodaj nie wynikało to z wycofania czy lęku przed ludźmi - panna Lumière uwielbiała rozmawiać, śmiać się i żartować, ale po prostu zbyt często błądziła głową we własnych myślach, zapominając wówczas o Bożym świecie. Kiedy jednak wyrwało się ją z tych rozważań o niebieskich migdałach, szatynka błyskawicznie stawała się pogodną i otwartą na innych, dając w ten sposób upust swojej wewnętrznej wrażliwości na drugiego człowieka.
-O rany, ale wyrosłaś przez wakacje...czy może zawsze byłaś tak wysoka?- zaśmiała się, zadzierając głowę, by spojrzeć na twarz Azjatki. Dziewczęta nie spędzały ze sobą wiele czasu, dlatego teraz Agnes miała wrażenie, jakby Li urosła przynajmniej dziesięć centymetrów w ciągu ostatnich dwóch miesięcy....ale podobne wrażenie miała spoglądając na niemal wszystkich, więc nie było to nic nowego dla niziutkiej Puchonki.
-Ojej, zwiał Ci? Nie widziałam nigdzie żadnego puffka, ale szczerze mówiąc nie rozglądałam się uważnie. - posłała koleżance współczujące spojrzenie. Oczywiście znała doskonale jej pupila, kilka razy nawet prosiła Li, by ta pozwoliła jej pobawić się z przeuroczym stworzonkiem, dlatego informacja, że biedactwo gdzieś się zawieruszyło, zmartwiła szatynkę równie bardzo, jak gdyby chodziło o jej własne zwierzątko. -Szukałaś już w dormitorium i pokoju wspólnym? Albo w kuchni, może postanowił podebrać co nieco skrzatom domowym, a to przecież tylko kilka metrów od nas. - posiadanie pokoju wspólnego, który znajduje się tak blisko wejścia do zamkowej kuchni miało oczywiście pełno zalet - szczególnie, gdy wieczorem najdzie Cię ochota na gorącą czekoladę - jednak wiązało się również z licznymi ucieczkami kotów, sów i innych uczniowskich stworzeń, które zwyczajnie podjadały przysmaki przeznaczone dla młodocianych czarodziejów i czarownic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 317
Dodatkowo : animagia (wiewiórka)
  Liczba postów : 774
http://www.czarodzieje.org/t11900-li-na
http://www.czarodzieje.org/t11911-li#319859
http://www.czarodzieje.org/t11912-poczta-li#319860
http://www.czarodzieje.org/t12044-li-na




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Wrz 23 2018, 12:41

Li bardzo lubiła jesień, te wszystkie piękne kolory sprawiały, że czuła niesamowity klimat. Nie miała specjalnie ulubionej pory roku, dla niej każda z nich jest w jakimś stopniu wyjątkowa, każda ma swój urok, ale jeżeli miałaby wybrać to zima jej się najmniej podobała. Jednak urok świąt ją przerażał. Niby miała rodzinę, kochającą rodzinę, ale jak bardzo denerwującą. Ona nie czuła się w ich towarzystwie sobą. Tak naprawdę w Hogwarcie mogła czuć, że żyje w domu nie mogła nawet użyć różdżki. Matka zabraniała jej. Owszem, była dumna z córki, że jest czarownicą, ale jednak byli mugolami i nie życzyli sobie używania magii w ich towarzystwie. Dlatego też Li większość czasu spędzała jako animag, gdzie chociaż przez kilka godzin mogła czuć się swobodnie i pobiegać po tamtejszych drzewach. Gdyby nie ta zdolność zwariowałaby na minionych już wakacjach. Bardzo się z tego cieszyła. Nie mogła się już doczekać kiedy po raz kolejny przekroczy próg Hogwartu. Za każdym razem czuła się tak wyjątkowo jak za pierwszym razem. Mugole wydawali jej się tak bezużyteczni, jeżeliby tylko chciała mogłaby ich pogromić jednym machnięciem różdżki, chociaż doskonale sobie zdawała sprawę, że nie mogła używać magii w towarzystwie mugoli. W domu czasami machnęła różdżką, ale tak żeby tego nikt nie widział.
Agnes wydawała jej się być bardzo miłą dziewczyną. Były na tym samym roku i wiele czasu spędzały razem chcąc czy też nie chcąc. Jednak dzieliły to samo dormitorium, chodziły na te same lekcje i nie raz siedziały w tej samej ławce. Li jednak wydawała się być bardzo zamkniętą osobą, więc Agnes pewnie nie raz darowała sobie jakąkolwiek konwersacje z nią.
Zaśmiała się z jej słów. Urosła? Serio? Może zwyczajnie Agnes dawno jej nie widziała i tak jej się wydawało. Nigdy jakoś specjalnie nie zwróciła uwagi na to, że Agnes była od niej niższa. Ale najwyraźniej tak było, bo raczej nie było możliwe, żeby urosła w trakcie wakacji kilka centymetrów. Nie była już małym dzieckiem, które z dnia na dzień z miesiąca na miesiąc rosło w mgnieniu oka. - Nie myślę, że nie urosłam, ale może Ty zmalałaś? - zapytała puszczając jej oczko.
- Szukałam już chyba wszędzie. Nigdzie go nie ma. Co prawda miał już swoje lata więc nie zdziwię się, że przyszedł na niego koniec. Pewnie nie chciał, żebym była przy tym jak to się stanie. - mruknęła do niej i wzruszyła ramionami. Nadal jednak wierzyła, że zwyczajnie zaginął w akcji, bądź ktoś go sobie przywłaszczył, ale niech ona się tylko dowie kto to uczynił to na pewno nie daruje. Chyba, że będzie to mała, niewinna dziewczynka, która zwyczajnie go znalazła i postanowiła zabrać. Nigdy nie zamykała go w klatce, zawsze biegał sobie gdzie chciał i zawsze do niej wracał. Ale może nie dał rady wrócić skoro ktoś go przed tym powstrzymał. Ale powoli zdawała sobie sprawę, że jak na puffka bardzo długo żył więc sama nie wiedziała co ma myśleć. Dobrze by było gdyby się chociaż dowiedziała to by pogodziła się z tą myślą, a tak to żyła w nieświadomości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Eguisheim, Francja
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 259
  Liczba postów : 125
http://www.czarodzieje.org/t16150-agnes-lumiere
http://www.czarodzieje.org/t16165-gwardia-sloneczek-agnes?nid=4#442597
http://www.czarodzieje.org/t16269-poczta-agnes-lumiere#445294
http://www.czarodzieje.org/t16161-agnes-lumiere




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Czw Paź 11 2018, 22:34

Drobna. To słowo przylgnęło do niej już za czasów zabawy w piaskownicy, kiedy rodzice innych dzieci nakazywali swoim pociechom "uważać na tę malutką dziewczynkę z warkoczykami". Prawdą było, że Puchonka nie należała do osób o wyrazistej, krągłej sylwetce, jednakże uznawanie jej za chucherko było mocno przesadzonym. Koniec końców dziewczyna potrafiła sama ustać na nogach, była też całkiem sprawna fizycznie...o ile akurat nie potykała się o własne nogi, oblewając przy okazji klientów kawiarni gorącymi napojami. Owszem, może i była niezdarna, ale przecież to nie wynikało z małej wagi, a jej roztargnienia! Agnes nienawidziła, kiedy ktoś zwracał uwagę na jej mizerną budowę lub też stwierdzał, że byle podmuch wiatru byłby w stanie porwać ją z ziemi, bowiem dziewczę za żadne skarby nie chciało być traktowane pobłażliwie lub niepoważnie. Od małego dziewczynka nalegała, że "ona sama", że da radę; jej duma nie pozwalała, by ktoś robił coś za nią, "bo jeszcze coś sobie robi". Może dlatego zrobiła naburmuszoną minę, zakładając ręce na piersi, kiedy Li wspomniała o jej rzekomym skurczeniu się podczas wakacji, choć oczywiście wiedziała, że Puchonka żartuje. Nie potrafiła jednak długo udawać, dlatego już kilka sekund później przewróciła oczami, ponownie uśmiechając się szeroko.
-Mniejsza o to...Jeszcze Cię przerosnę, zobacz! - zaśmiała się, machnąwszy dłonią, jakby odganiała nieistotny, oczywisty temat.
-Nie przejmuj się, na pewno szlaja się gdzieś po zamku. Może poznał innego puffka i...sama nie wiem...zaprzyjaźnił się? - spróbowała pocieszyć koleżankę, dopiero teraz uświadamiając sobie, że na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, jak rozmnażają się te urocze stworzonka. Opieka nad Magicznymi Stworzeniami nigdy nie była jej mocną stroną...Prawdą było jednak, że puffek zamieszkiwał z nimi w dormitorium odkąd tylko Agnes sięgała pamięcią, musiał więc liczyć sobie swoje lata.
-Dobrze go traktowałaś, więc na pewno wróci. - poklepała ją po ramieniu, szczerze wierząc w swoje słowa i nie dopuszczając do siebie myśli, że mogłoby być inaczej-Jeśli chcesz, mogę się porozglądać za nim w drodze do zamku. - uśmiechnęła się życzliwie, chociaż jeśli dłużej by nad tym pomyśleć, to bardzo mało prawdopodobnym jest, by dostrzegła na poboczu włóczącego się samotnie puffka. Mimo wszystko chciała pomóc Li, w końcu tak powinno się postępować.
-Swoją drogą, wracasz skądś?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 20
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 317
Dodatkowo : animagia (wiewiórka)
  Liczba postów : 774
http://www.czarodzieje.org/t11900-li-na
http://www.czarodzieje.org/t11911-li#319859
http://www.czarodzieje.org/t11912-poczta-li#319860
http://www.czarodzieje.org/t12044-li-na




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Nie Paź 14 2018, 13:47

Nigdy nie należała do osób niskich, już w pierwszych latach szkoły uznawano ją za jedną z najwyższych uczennic na roku. Chociaż według niej to była przesada, bo nie można tak twierdzić gdy ma się jedenaście lat i człowiek tak naprawdę dopiero się rozwija. Wiele czynników sprawia, że człowiek w bardzo krótkim czasie jest w stanie dorównać rówieśnikom. Ona zatem nie rosła, stanęła w miejscu. Może i kilka centymetrów jej przybyło, ale było to mało widoczne. Niezdarność to druga z najistotniejszych cech puchonki. Co prawda nieco się jej pozbyła gdy została animagiem. Chcąc nie chcąc miała o wiele lepszy refleks niż przedtem. Od tego momentu czuła się o wiele mocniejsza, sprawniejsza fizycznie. Sama nie wiedziała czy to wzrosło pod wpływem przemian, ale na pewno miała z tym o wiele mniejszy problem niżeli wcześniej.
- Oczywiście, że tak będzie... - mruknęła żartobliwie. Dla niej wygląd, wiek i przynależność nie miała żadnego znaczenia. Nigdy nie oceniała ludzi po wyglądzie czy po opiniach innych. Zawsze musiała sama stwierdzić i sprecyzować zdanie o danej osobie niżeli słuchać kogoś innego.
- Wiesz co w to wątpię, bo nigdy nie był ufny do innych zwierzaków. Minęło dopiero kilka dni, ale nigdy nie znikał na tak długo. - oznajmiła w wzruszyła ramionami. Przecież to tylko zwierzak, tak? Tym bardziej puffek, który nie żyje długo i ten kto go ma musi się z tym liczyć.
- Będę Ci wdzięczna. - uśmiechnęła się do niej blado.
Szczerze to liczyła na to, że ktokolwiek go znajdzie będzie tak uczciwy i go odda, jednakże z tego co się orientowała to wiele osób posiada w szkole puffka, a one za bardzo od siebie się nie różnią, więc będzie trudno stwierdzić do kogo tak naprawdę należy. Nie miała zamiaru rozwieszać jakichś kartek z poszukiwaniami. Obawiała się tego, że jakby się dowiedzieli, że to właśnie ona jest właścicielką mogliby zrobić jej na złość i nie oddać.
- Nie, po prostu wybrałam się na spacer. - powiedziała. Nieco ją poniosło, że aż dotarła do wioski, ale nic nie poradzi na to, że zawsze tutaj przychodzi gdy ma wolny czas. W szkole za bardzo nie było co robić, a tutaj mogła chociaż obejrzeć co ciekawego reklamują w sklepach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : z twoich koszmarów...
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 526
  Liczba postów : 205
http://www.czarodzieje.org/t12494-alexis-blackwood#336783
http://www.czarodzieje.org/t12497-it-s-so-nice-to-meet-you-let-s-never-meet-again#336847
http://www.czarodzieje.org/t12498-daredevil#336858
http://www.czarodzieje.org/t12501-alexis-blackwood#336887




Gracz






PisanieTemat: Re: Fontanna   Sob Lis 10 2018, 05:09

/ Długo po koncercie!
Ubrany na cebulkę!

W życiu Alexisa ostatnimi czasy było absolutnie burzliwie, a on powoli nie nadążał za kolejnymi doznawanymi ekscesami. Począwszy od dokumentnego rozpadu stosunkowo krótko trwającego związku, aż po powrót do swych przeszłych nawyków, a zarazem szaleństw. Mianowicie... zaprzestał używać specjalnych eliksirów do powstrzymania swojej schizofrenii. Krótko mówiąc znów powracało jego mroczne ja, co mu jakoś specjalnie nie przeszkadzało. Wynikło to z jego własnego widzimisię i faktu, że doskwierała mu nuda, może odrobinę złamane serce także częściowo się do tego przyczyniło. Wyczuwał od jakiegoś czasu, że lada moment zerwie z Iridionem. Ewidentnie przestało się im układać i musiał podjąć słuszną decyzję. Szczerze? Nie czuł z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Wręcz przeciwnie - niesamowicie mu ulżyło, gdyż tylko się z nim męczył. Nijak go nie spełniał, właściwie się na nim zawodził... podczas seksu praktycznie od razu dopadało go zmęczenie, gdy on zaczynał dopiero co się rozkręcać. Normalnie wielki zawód! Za każdym razem, ilekroć chciał zaszaleć bardziej i pójść na całość, nie zdążył osiągnąć niebotycznej euforii i zostać w pełni usatysfakcjonowanym, bo ten padał na ryj po paru minutach ostrzejszych zagrań. Natychmiast powstawało w nim wówczas uczucie totalnego zażenowania, aż strzelał typowego facepalma. Innej reakcji, ani komentarza zasadzić się nie dało! Żałosność mężczyzny zbyt dosadnie dawała mu się we znaki - miał tego wszystkiego serdecznie dość. Nie wytrzymałby z nim po prostu ani chwili dłużej. Ostatecznie doszło między nimi do poważnej rozmowy, która była już wprost nieunikniona. Rozstali się w pokoju, acz oznaczało to też stratę basisty w zespole i szukanie kogoś nowego na jego miejsce. Cóż, tak będzie lepiej dla wszystkich. Trudno się mówi, ktoś koniec końców zapełni dziurę w członkach Fallen Angels. Blackwood w to skrupulatnie wierzył. Nie miał wyjścia, musiał tak postąpić. Liczyło się jego osobiste dobro, a w jego obecności nie czułby się tak cudownie jak dawniej. Z tego względu poprosił Iridiona o spakowanie swoich rzeczy i wyniesienie się jak najdalej od niego. Na szczęście nie miał o cokolwiek wątów i nie próbował odebrać mu posiadłości, którą wokalista przejął całkowicie dla siebie. Po tym wszystkim przestał go kompletnie obchodzić jego los - wolał, żeby każdy poszedł własną drogą i tyle w temacie. O przyjaźni również można w tym przypadku było zapomnieć, niestety. Pozostałby pewien niesmak i raczej żadne z nich nie byłoby w stanie nie odczuwać chociażby grama niezręczności wynikającej z tego, co ich swego czasu silnego łączyło. W zasadzie doszedł do wniosku, że tak naprawdę nic do niego głębszego nie czuł, ponieważ został poddany manipulacji... na tyle doskonale rozegranej, by tak mu zawrócić we łbie, by myślał, że jest jego drugą połówką. W istocie była to iluzja, jakieś urojenie, a jednocześnie możliwa chęć bycia kochanym, skąd wynikła jego naiwność i łatwowierność. Poza tym nigdy faceci go nie kręcili aż tak mocno... wolał bezsprzecznie kobiety. Widocznie tak duże pranie mózgu mu zaserwował! Kiepsko wpłynęło to na jego jakże kruchą psychikę. Był niezwykle wściekły, a wraz z tym bądź co bądź zraniony, nie da się temu zaprzeczyć. Musiał się jakoś wyżyć. Pierw się nieźle schlał, a następnie w takim wesołym totalnie stanie, wybrał w podróż po Hogsmeade, właściwie sam nie wiedząc, jak się tam znalazł. Brnął przed siebie, w bliżej nieokreślonym kierunku i postanowił... pobawić się czarami. Jak rzadko ich używał, tak coś go naszło, pewnie wszystko za sprawą upojenia alkoholowego. Nogi poniosły go do parku i tam dostrzegł w oddali grupkę ptaków, szukającą jakichś ziaren, coby zaspokoić głód. Próbował rzucić w nie jakieś zaklęcie, chcąc zmusić je tym samym do tańca. Jednak był cholernie nieuważny. Dłoń, w której trzymał różdżkę strasznie mu drżała i ogółem chwiał się na nogach, w efekcie czego przypadkiem jasna smuga światła odbiła się od ziemi i trafiła w jakąś osobę, która sobie spacerowała parkową ścieżką. Nieznajomy wprawił swój tyłek i inne części ciała w nienaturalne ruchy, jakby postradał wszelkie zmysły. Ups, to narozrabiał! Kątem oka swym przyćmionym umysłem wyłapał gwałtowny ruch w pobliżu oddalonej od niego o kilka metrów fontanny. Ten sam tajemniczy koleś przez jebnięcie w łeb czarem Alexisa, nie był w stanie się zatrzymać i zwyczajnie wyrąbał bezpośrednio do niej częściowo w epickim stylu... brawa dla niego! Ciemnowłosy niechętnie przekręcił głowę w tamtą stronę, by lepiej przyjrzeć się temu, co się przed sekundą wydarzyło. Nie da się ukryć, strasznie go ten widok rozbawił i miał gdzieś, że to jego sprawka! Mimowolnie parsknął dość głośnym śmiechem, który raczej dotarł do fajtłapy. Chciał się powstrzymać, lecz nie potrafił... Rył jak głupi, doprowadzając nawet do łez, które stanęły mu w oczach. Ponadto powoli brzuch go zaczynał boleć z tego wszystkiego. Ale nic nie mógł poradzić na to, że miał z niego niezłą bekę!
Widzisz go? Cóż za ofiara losu! Mam normalnie ubaw po pachy! - jego znajomy, który od wieków się nie odzywał też musiał skomentować to w jakiś sposób. Bez tego by się zdecydowanie nie obeszło. Przynajmniej go nie wkurzył i chociaż raz się z nim musiał zgodzić... - No nie? Powiem ci, że ja też! Boże, zaraz nie wyrobię... ten facet zrobił mi noc, bez kitu! Tego było mi trzeba! - nie zamierzał siedzieć cicho, dlatego też mu odpowiedział, co w oczach nieznajomego musiało wyglądać co najmniej... dziwnie i irracjonalnie, bo przecież w rzeczywistości mówił sam do siebie. W sumie było to niezwykle dziwne uczucie, słyszeć go na nowo... tak jak te kilka lat wstecz. Nim w ogóle zaczął tłumić swoją chorobę, pojawiał się obok niego ten jego zmyślony osobnik. Często nie potrafi się z nim dogadać, w związku z czym zazwyczaj go wyganiał, niemniej tym razem postanowił go zachować i wraz z nim pokpić z biednego człowieka. Dupek z niego, co nie? Zamiast pobiec i mu pomóc, a także przeprosić za swój jakże lekkomyślny czyn - on się z niego nabija... tak, stary, dobry Blackwood! Wraz z powrotem do tego, co było kiedyś, nie można było od chłopaka oczekiwać czegoś takiego jak empatia, czy współczucie. Niech zatem nie liczy na to, że cokolwiek zrobi, by całkowicie nie wleciał do wody. Ba, on miał jedynie coraz większy ubaw z zaistniałej sytuacji! Jednak głos w głowie podpowiedział mu żeby stąd zwiewał i tak też uczynił. Nadal był totalnie nawalony, ale zachował resztki zdrowego rozsądku i żeby nikt go nie nakrył na gorącym uczynku, postanowił się stąd teleportować bezpośrednio do swojej posiadłości i na tym skończył swe dzisiejsze wybryki. Po powrocie, natychmiast legł do swojego wielkiego łóżka i nie minęło zbyt wiele czasu, a on po prostu usnął.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Fontanna   

Powrót do góry Go down
 

Fontanna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-