Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Niewielka łąka na skraju

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość


avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Niewielka łąka na skraju   Wto Maj 21 2013, 19:52

First topic message reminder :


Niewielka łąka na skraju

Uważaj, czai się tutaj dużo magicznych (i nie tylko) zwierząt!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość


Anthony Selwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1521
  Liczba postów : 318
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Niewielka łąka na skraju   Pon Kwi 23 2018, 00:25

Niekiedy, tak rzadko, że praktycznie wcale, Anthony również pragnął, aby dzieci były dla niego tematem abstrakcyjnym. Ale bywało to w momentach, gdy miał wszystkiego dosyć. Dosyć problemów, dosyć samotności, dosyć ciągłych obowiązków, które tak naprawdę powinno się dzielić we dwoje. A on od kilku lat musiał to robić w samotności. Ale zazwyczaj, w takich właśnie momentach, przychodziła Lili. Z delikatnym uśmiechem na ustach, z miłością wymalowaną na błękitnych jak niebo tęczówkach i z twarzą, tak cholernie podobną do twarzy Jaśminy. Wtedy to żałował, że w ogóle w jego głowie pojawiła się tak głupia myśl, jak to, że żałuje, że Lili jest na świecie. Wtedy to  pragnął, aby ta mała istotka tylko patrzyła na niego, by mógł ją przytulić i powiedzieć, jak bardzo ją kocha. I robił to. Wtedy wszystko wracało na lepsze tory.
Obserwował z zaciekawieniem reakcję, jaką wywołało jego pytanie. Czy tak wiele lat minęło, czy on po prostu zapomniał o tym, jak nieprzewidywalne potrafią być kobiety? Ten dziwny uśmiech, który objawił się na jej ustach, totalnie zbił go z pantałyku. Zupełnie nie wiedział, jak teraz powinien się zachować, aby nie ośmieszyć siebie, bądź co gorsza, urazić tej pięknej, młodej damy. Pewnie właśnie dlatego mruknął coś zupełnie niezrozumiałego pod nosem i ponownie napił się piwa, aby jakoś zamaskować konsternację którą przed sekundą odczuwał. Tak, to było dobre rozwiązanie. Prawda?
Jej śmiech sprawił, że on również zaczął się śmiać, jednocześnie próbując pozbyć się resztek piwa kremowego z jego brody. Tak pięknie to brzmiało. Kobiecy śmiech. Nie, nie dziecięcy. Kobiecy. Zazwyczaj takowego nie słyszał, więc ten dźwięk dziwnie pieścił jego uszy. Mógłby znacznie dłużej słuchać, jak Sanne się śmieje, niż było mu to w tym momencie dane.
-No chyba nie. - odpowiedział, udając, że nie widzi jak wyciera się z piwa. Nie chciał stawiać się w jeszcze gorszym położeniu, niż to w którym przez własną głupotę się znalazł. -Tylko wiesz, nie sądzę, że spotkania z takim starym dziadkiem jak ja, mogą Cię jakoś fascynować. - wyszczerzył przy tym zęby. - Bo wiesz, jakby nie patrzeć, kiedy byłem w Twoim wieku, ty zapewne robiłaś w pieluchę. - czyżby zamierzał się z nią przedrzeźniać? Gdzieżby tam! On po prostu nie wiedział, że nie powinno się mówić takich rzeczy. No bo naprawdę dużo czasu minęło od kiedy ostatni raz miał kontakt z tak młodą osobą. Brata nie liczył, bo jego traktował jak własnego syna. A poza nim, nie komunikował się zazwyczaj z młodymi ludźmi. No chyba że byli jego klientami, to inna sprawa.
Dobrze, naprawdę cholernie dobrze, że teraz nie napił się tego piwa! Bo z pewnością mieliby właśnie powtórkę z rozrywki. Jak ona potrafiła zaskakiwać! To było wręcz niesamowite, musiał przyznać.
-Ja? Bestia? No nie jestem chyba aż taki brzydki. - rzucił z przekąsem. No, co jak co, ale do brzydala było mu daleko, chociaż nie mógł mieć pojęcia, że Sanne nie do końca to miała na myśli, mówiąc o nim bestia.
-Straszny to raczej nie jestem, ale z pewnością jestem mniej odpowiednim dla Ciebie towarzystwem, niż Twoi równoletni koledzy. - dodał po chwili, zamyślając się nad ostatnimi słowami. Bo były prawdziwe. Traf chciał, że w świecie czarodziejów miał delikatne kontakty. Nie do końca legalne i nie do końca bezpieczne. Tak młodzi ludzie jak Sanne nie pałali się takimi zajęciami, jakie dla niego były codziennością. Nic dziwnego, mieli na to całe życie, a gdyby dopisało im szczęście, w ogóle nie musieliby o takich sprawach wiedzieć. On tym przesiąkł do szpiku kości. Dla niego nie było odwrotu.

Wybacz za zwłokę, teraz będzie lepiej z tempem odpisywania <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sanne van Rijn

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VII
Wiek : 18
Skąd : Amsterdam, Holandia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 198
  Liczba postów : 132
http://www.czarodzieje.org/t15841-sanne-van-rijn#427812
http://www.czarodzieje.org/t15855-chodz-na-sanki#428200
http://www.czarodzieje.org/t15856-van-rijn-odbior#428201
http://www.czarodzieje.org/t15854-sanne-van-rijn#428114




Gracz






PisanieTemat: Re: Niewielka łąka na skraju   Pon Maj 07 2018, 23:45

/5 lat później... ;_;

Gdyby tylko Sanne wiedziała jaką sytuację życiową ma Anthony, na pewno zrozumiałaby jego położenie oraz zachowanie. Można się było pokusić nawet o stwierdzenie, że tych dwoje tak różniących się oraz inaczej doświadczonych ludzi, znajdowało się na podobnym etapie istnienia. To, że pełnili odmienne role nie miało znaczenia, ponieważ mogliby w sobie znaleźć naprawdę wiele wspólnych cech, które bez wątpienia zbliżyłyby Holenderkę i Anglika. Jednakże to nie był dobry moment, aby ujawniać przed sobą na wzajem wszystkie karty. W końcu to było dopiero ich drugie spotkanie, a panienka van Rijn nie należała do osób, które chętnie uzewnętrzniają się przed obcymi. Ba! Nawet robienie tego przed bliskimi sprawiało jej ogromną trudność.
Kiedyś taka nie była. W tych dobrych i szczęśliwych i zamierzchłych czasach jej króciutkiego życia, kiedy to wszyscy członkowie jej rodziny byli świadomi, zdrowi, a przede wszystkim żywi, okazywanie emocji było dla Sanne czymś naturalnym. Miłość, smutek, radość, złość, zawód i wiele, wiele innych uczuć wypływało wprost z jej serca. Bez żadnych przeszkód, skrupułów czy obaw. Dlatego stwierdzenie, że ludzie się nie zmieniają jest czystym kłamstwem. Człowiek doświadczony nigdy nie będzie taki sam jak przed najważniejszymi wydarzeniami zaistniałymi w jego życiu. Sanne bardzo wyraźnie odczuła tą zmianę, którą zapoczątkowała tragiczna śmierć matki, pogłębił nierozważny występek jej siostry, a teraz dobijało chłodne zdystansowanie ojca. Z każdym tym wydarzeniem czuła jak przygasa jej własna świetlista kulka szczęścia, która jeszcze na dobre nie zgasła dzięki jej zaparciu i wierze w to, iż jest w stanie uratować siostrę oraz ponownie zbliżyć się do pochłoniętego pracą ojca.
Między innymi również dzięki takim krótkim chwilom zapomnienia jak teraz z Selwynem potrafiła odrodzić w sobie chociaż skrawki szczęścia. Bo kto powiedział, że osiemnastolatka nie może się dobrze dogadywać z trzydziestolatkiem? W każdym razie Sanne nie czuła zbytniej różnicy pomiędzy nią a mężczyzną. Być może dlatego, że udzielała się mu jej młodzieńcza aura, a być może dlatego, że nadal tkwiło w nim wewnętrzne dziecko, które właśnie zaczynało się budzić podczas spotkania z Krukonką.
- Niby taki stary, a taki głupi - zaperzyła się, marszcząc lekko nosek, aby po chwili wystawić język i dać Anglikowi pstryczka w nos w ramach reprymendy. - Nie musisz się czuć nieswojo. Jestem człowiekiem jak każdy inny, wiek tu nie ma większego znaczenia - odparła, tym razem normalnym tonem, w którym nie można było znaleźć ani krztyny sarkazmu. - Jeżeli dobrze spędza Ci się ze mną czas... - zawiesiła na chwilę głos, aby lekko podnieść napięcie, które przyprawiła diabelskim uśmiechem. - a przecież widzę, że tak - zachichotała - to w takim razie po co sobie tego odmawiać? - Holenderka nigdy nie odmawiała sobie prostych przyjemności, jeżeli były w zasięgu ręki. Po co odtrącać coś lub się przed tym wzbraniać, skoro jest podawane na tacy i bez najmniejszego wysiłku można z tego czerpać pełnymi garściami? Według niej było to czystym marnotrawstwem.
Kolejne słowa Tony'ego wywołały u Sanne dziwne parsknięcie, które było wyrazem ogromnego zdziwienia. Jak ten jej niewinny flirt przeistoczył się w taką interpretację w głowie mężczyzny? Nie miała bladego pojęcia, ale teraz musiała naprawdę się nagłówkować, żeby z tego jakoś dyplomatycznie wybrnąć.
- A kto powiedział, że bestie są brzydkie? - zaperzyła się, marszcząc brwi z konsternacją. - Dajmy na to... Hipogryf - jest diabelsko niebezpieczną bestią, ale jaką dostojną i niesamowitą! - posłała mężczyźnie wyzywające spojrzenie, specjalnie dobierając przykład, pasujący do jego profesji. Co jak co, ale on powinien bardzo dobrze zdawać sobie sprawę z tego, że nawet najbrzydsza, najokropniejsza i najstraszniejsza poczwara może się wydawać komuś piękna.
- Skoro tak uparcie twierdzisz, podaj mi choć trzy argumenty, które mnie przekonają, że znajomość z Tobą to największy błąd mojego życia. - Odparła lekko podirytowana zachowaniem mężczyzny, przez które miała wrażenie, że podtrzymuje rozmowę z nią jedynie z grzeczności. Nie znosiła litości, a tym bardziej nie lubiła owijania w bawełnę, dlatego rzuciła mu wyzwanie nie do odrzucenia. Skoro twierdził, że nie jest dla niej dobrym kompanem - swoją drogą komu było to oceniać? - dlaczego w ogóle pozwolił sobie na wymianę z nią tylu zdań i spędzenie tyle czasu? Coś tu się wyraźnie nie kleiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Anthony Selwyn

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 31
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1521
  Liczba postów : 318
http://www.czarodzieje.org/t15911-anthony-thomas-selwyn
http://www.czarodzieje.org/t15914-wszystkie-zwierzaczki-tony-ego#430068
http://www.czarodzieje.org/t15915-lucia#430069
http://www.czarodzieje.org/t15910-anthony-thomas-selwyn




Moderator






PisanieTemat: Re: Niewielka łąka na skraju   Pią Maj 18 2018, 23:56

Nie zabijaj, że dopiero teraz odpisuję :(

Tony z doświadczenia wiedział, że ujawnianie wszystkich kart od razu przy pierwszym rozdaniu, nigdy nie było dobrym pomysłem i zazwyczaj kończyło się źle. Lepiej zawsze było pozostawiać pewną dozę domysłów i domniemania prawdy niż wszystko do razu jasno przedstawiać. Szczególnie, gdy człowiek zajmował się czymś takim, jak on na co dzień. A nie było to do końca legalny sposób na życie. Nie mógł o tym mówić pierwszej lepszej osobie i musiał chronić swoją prywatność. Nie dla siebie. O siebie się nie martwił. Ale Lili zawsze stanowiła dla niego priorytet i pierwszeństwo w każdej decyzji, jaką podejmował w swoim życiu.
Dla niej różnica może i była niezauważalna, ale dla niego była diametralna. Przede wszystkim dlatego, że jego własny brat był niemalże w tym samym wieku co ona. Dlatego pewnie traktował ją, jak zwykłego dzieciaka, nad którym należy sprawować pieczę. Ot, taki nawyk wyniesiony z domu, który kształtował się na przestrzeni wielu lat bycia najstarszym z rodzeństwa i tym, który powinien być najbardziej odpowiedzialnym. W chwili obecnej, nie mógł po prostu spojrzeć na nią inaczej, niż na kolejną młodszą siostrę, którą należałoby się zaopiekować.
-Ej, bez takich mi tu! - udał oburzenie, że sugeruje mu, że jest stary. A to była niekwestionowana pięta Achillesowa tego jegomościa. Czuł się fatalnie ze swoim wiekiem. Bo każdy, kto go znał (i nie znał w sumie też) prędzej by go gówniarzem nazwał, niż dorosłym człowiekiem, prowadzącym naprawdę dorosłe życie. -Nie jestem znowu aż taki stary, skoro taka młoda dziewczyna jak ty się za mną ogląda. - wyszczerzył się w jej kierunku ciekaw, czy załapie prztyczek i czy w ogóle jego słowa w taki sposób potraktuje. Chyba, że zrozumie je zupełnie inaczej, niż on zamierzał przedstawić... Ale ta myśl pojawiła się w jego głowie długo po tym, jak słowa te wydobyły się z jego ust.
Wzmianka o hipogryfie spowodowała, że Tony automatycznie pozbył się dziwnego nastroju i uśmiechnął szeroko. Przecież zwierzęta, bez względu na to, czy magiczne, czy nie, były jego konikiem. Uwielbiał je i kochał nad życie. I uwielbiał się nimi zajmować. Nic dziwnego więc, że poruszenie tak ważnego dla niego tematu, musiało się spotkać z taką, a nie inną reakcją.
-Czy ja wiem, czy znowu taką niebezpieczną bestią są hipogryfy? - pozostawił chwilę na to, aby przetrawiła te słowa, po czym wdał się w monolog. -Oczywiście, że są groźne. Mają w końcu ostre dzioby, wielkie skrzydła, które uderzają powietrze z jeszcze większą siłą, pazury mają tak ostre, że mogą porozrywać człowieka na strzępy, ale na ogół nie są groźne. Pies jak go wystraszysz to też Cię ugryzie. A hipogryf? - westchnął, nieświadom z jaką pasją zaczął mówić o tym magicznym zwierzęciu. - Hipogryf jest po prostu majestatycznym i dumnym stworzeniem. Ale bardzo oddanym, kiedy już je oswoisz. Trochę tak jak z kotem. Tylko że większym i latającym.
Wyszczerzył zęby i pociągnął znów z butelki łyk piwa. Z konsternacją zaobserwował, że już go tam nie ma i to były ostatnie krople trunku. Dobrze, że nie aż tak dużo udało mu się go zmarnować.
Prychnął, ale nie zapomniał o swoim firmowym uśmiechu słysząc kolejne jej słowa.
-Nie podam Ci nawet jednego argumentu, bo oboje wiemy, że jestem bajeczny - dodał szczerząc szeroko zęby i poruszając kilka razy brwiami, jak to zdarzało mu się widywać u innych przedstawicieli płci brzydkiej. W jego wykonaniu z pewnością nie wyglądało to kusząco, czy uwodzicielsko. Raczej pokracznie i komicznie. Gdyby w tym momencie Sanne nie uciekła, to naprawdę, bardzo mocno by się zdziwił.Niedługo potem oboje się rozeszli i ich spotkanie dobiegło końca

/Zt.x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content











PisanieTemat: Re: Niewielka łąka na skraju   

Powrót do góry Go down
 

Niewielka łąka na skraju

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-