Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Centrum Parku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Centrum Parku   Wto Maj 21 2013, 19:47

First topic message reminder :


Centrum Parku

Oczko w głowie okolicznego ogrodnika, duma Hogsmeade. Kwiatki posadzone równiutko, jak przy linijce, trawnik przycięty z pedantyczną dokładnością. Pobliski trawnik został przyswojony przez uczniów i studentów Hogwartu, wiosną i latem jako idealne miejsce do rozkoszowania się promieniami słonecznymi czy uczenia się na świeżym powietrzu, zimą wręcz wymarzone miejsce do lepienia bałwana lub bitwy na śnieżki - niezależnie od pory roku, na brak ludzi nie można tu narzekać!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Newport, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 128
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13027-keith-parker#349650
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13029-keith-szukaaa-d#349655
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13028-keith#349652
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13040-keith-parker#349786




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Wto Lip 19 2016, 10:28

Oblana rumieńcem jeszcze bardziej przypominała malowaną laleczkę. Nie sądził, że tak zawstydzi ją drobna pomyłka! Z resztą - w dobie tak szybkiego przemieszczania się, teleportacji, można się było nawet pogubić w tym, gdzie się jest. No, może niezupełnie, ale roztargniony człowiek nie dba o takie rzeczy.
Uśmiechnął się w duchu - teraz ewidentnie chciała być niemiła, ale bardzo jej nie wyszło. Keith zastanawiał się nad powodem jej niechęci do niego, bo od początku rozmowy była nastawiona bardzo bojowo, atakowała, jakby bojąc się, że ktoś chce jej coś zrobić, tymczasem Parker zdecydowanie nie miał złych zamiarów i nawet nie wyglądał na kogoś, kto mógłby je mieć.
Sposób, w jaki odpowiedziała na jego pytanie wprawił go w niemałe zdziwienie. Tutaj nie siliła się na uszczypliwości, jakby odrzuciła na chwilę tę maskę, którą miała od początku spotkania. Wylała z siebie to, co czuła naprawdę. Kończąc powiedziała coś w niezrozumiałym dla puchona języku, brzmiał słowiańsko, ale chłopak nie miał pewności. Potem jej uśmiech zdradził jakiś żal, jakby tęsknotę - Naprawdę? Skąd pochodzisz? - zapytał szczerze zainteresowany. Może kiedyś tam był, zdobywał te same szczyty i podziwiał przełęcze?
- Ja wychowałem się na wybrzeżu, ale uwielbiam góry, gdy tylko mam chwilę wyjeżdżam bliżej lub dalej by podziwiać świat z takich wysokości - westchnął rozmarzywszy się na chwilę. Oj, już dawno nie był na żadnej wyprawie, trzeba to będzie szybko zmienić.
Nikola wydawała się wstydzić swojego nagłego wynurzenia, choć w istocie nie wyjawiła chyba nic tajnego. Przyspieszyła kroku i już po chwili na jej twarz znów powróciło wcześniejsze niezadowolenie przemieszane z nie do końca chyba szczerą obojętnością.
Chłopak podążył za nią i przykucnął obok. Musiał wyglądać dosyć śmiesznie w tej pozycji, jakby taki trochę pozwijany i skurczony, ale nie dbał o to. Obserwował subtelne ruchy dziewczęcia zachwycając się jej delikatnością. W pewnej chwili zerwał jeden z tysięcy rosnących tutaj kwiatów i wplótł gryfonce we włosy - Pasuje Ci - pochwalił z uśmiechem swoje dzieło.
Ktoś nieznający Keitha mógł tego typu zachowania interpretować jako podryw, próbę flirtu, ale chłopak taki po prostu już był, w jego zachowaniu nie było cienia podtekstu czy próby zmanipulowania. Dziwił się nieraz, że dziewczyny, które uważał za zwykłe koleżanki dawały mu do zrozumienia jakoby traktował je jako kogoś więcej - nic bardziej mylnego. Może powinien to w sobie zmienić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Polska/Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 152
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13082-nikola-kotecka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13101-dziewczyna-z-twarza-laleczki#350753
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13100-grom
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13103-nikola-kotecka#350756




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sro Lip 20 2016, 21:29

Kiedy jest się perfekcjonistą, to nawet najmniejsze błędy sprawiają człowiekowi problem. Nie można się mylić, dla niej często było to równoznaczne ze śmiercią. Gdyby podejmowała złe decyzje w trakcie jej porwania mogłoby jej już tutaj nie być. To jest straszne, że jeden zły krok, chwila zawahania mogła pozbawić jej życia, bądź okaleczyć do końca życia. Przekonała się o tym, gdy pokazała, że jest zbyt śmiała, że nie jest laleczką. Jedna zła decyzja. Na kolejną już się nie odważyła. Chyba po raz pierwszy w życiu tak bardzo się bała, bała się śmierci, tego co on chciał zrobić. Nie mogła umrzeć, miała jeszcze tyle planów, tyle marzeń. Na szczęście… wciąż żyje.
Co ten chłopak miał w sobie? Powiedzcie mi? Jakoś tak mimo wszelkich chęci nie do końca była w stanie być wredna, uparta i rozpieszczona! Miał on coś takiego w sobie, że budziła się w niej pewnego rodzaju pokora. – Czy to ważne? – prychnęła widocznie niezadowolona. Nie lubiła tego pytania. Była polko-czeszką. Urodziła się w Polsce, wychowała się w Polsce i Norwegii. Nie wiedziała jak odpowiedzieć na pytanie ‘skąd pochodzisz’. Chodziło mu o urodzenie, czy o miejsce, z którego tutaj przyjechała. Już chciała rzucić jakąś kąśliwą uwagę na temat tego, że zachowuje się jak prześladowca, bo wypytuje ją o wszystko, kiedy chłopak postanowił powiedzieć coś o sobie. Oczy jej zaświeciły.
- Yhym! – przez chwilę zabrzmiała jak dziecko – Można powiedzieć, że człowiek czuje się wtedy wolny. Jakby nic go nie trzymało! – jąkała się. Nie umiała zbyt dobrze ułożyć zdania po angielsku, jednak widać było, że w tą dziwną plątaninę słów włożyła wiele wysiłku i emocji – Żałuję, że tutaj nie ma takich miejsc, w których można pozbyć się… – cisza. Nie dlatego, że nie chciała powiedzieć, a dlatego, że próbowała przypomnieć sobie słowo. Jednak dla chłopaka mogło to brzmieć dosyć dwuznacznie – chains? – zapytała nie do końca pewna, czy dobrze pamięta. Rozkoszna Kotecka, która nie zorientowała się jak bardzo może wyglądać uroczo! Dopiero po dłuższej chwili zrozumiała co tak naprawdę robi i odchrząknęła, jakby chcąc przerwać to swoje zachowanie. Jednak zanim zdążyła coś powiedzieć, we włosach miała kwiat, który tak ją przed chwilę zachwycił. Przyłożyła dłoń do rośliny i wlepiła w chłopaka oczy. Twarz miała zarumienioną, a gdy powiedział te dwa słowa rzuciła się na swoją torebkę i zaczęła szukać w niej zaciekle jednej rzeczy.
Kiedy w końcu udało jej się znaleźć lusterko, spojrzała na swoje odbicie ze lśniącymi oczami. Naprawdę jej pasowało. Podobało jej się. Poprawiła kilkakrotnie włosy nie odrywając wzroku od kwiatu. Pięknie komponował się z jej karnacją i jasnymi włosami. Wprost idealnie.
- Dziękuję… – wystrzeliła nagle z siebie wciąż ciesząc się jak dziecko z tego małego gestu. Dla niej każdy taki ruch, każde okazanie czułości było czymś niesamowitym. Nie interpretowała tego jak podryw, czy ironię, to było dla niej coś niezwykłego. Rodzice ją kochali, bardzo i nigdy nie zrobiliby jej czegoś złego, jednak… nigdy nie mieli dla niej zbyt wiele czasu. Praca zajmowała im większość czasu, a ona ze swojego dzieciństwa pamięta jedynie duży, pusty dom. Dlatego doceniała każdy, nawet najmniejszy gest. Dla niej znaczył więcej niż można było sobie to wyobrazić. Właśnie dlatego bez zastanowienia zerwała jeden z tysięcy rosnących tutaj kwiatów i wsadziła go do kieszeni koszuli od chłopaka po czym uśmiechnęła się szeroko i zaczesała kosmyk za ucho, przy którym widniał identyczny kwiat.
- Pasuje Ci – powtórzyła za nim. Dawno nie była całkowicie sobą przy kimś innym. To aż dziwne, że takie proste gesty mogły wyciągnąć ją zza tej bariery złości i nienawiści. Będąc sobą była chyba najpiękniejsza, może właśnie dlatego nie chciała ukazywać tej twarzy, bo bała się, że przeszłość znowu się powtórzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Newport, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 128
  Liczba postów : 134
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13027-keith-parker#349650
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13029-keith-szukaaa-d#349655
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13028-keith#349652
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13040-keith-parker#349786




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Czw Lip 21 2016, 06:26

Keith nie wiedział oczywiście o traumatycznych przejściach Nikoli, jej zachowanie zatem było dla niego troszkę niezrozumiałe. Przekonał się już jednak nie raz, nie dwa, że ocenianie po powierzchownych zachowaniach jest jedną z gorszych rzeczy, jakie można zrobić, nie poznawszy problemu szufladkowanie potrafi być bardzo krzywdzące. Każdy człowiek coś stracił, gdzieś narażał życie, z jakiegoś powodu cierpi - ogrom takich uczuć, czy też jakaś trauma potrafią sponiewierać i zmienić na resztę życia, Parker poznając kogoś miał to na uwadze.
Znów wybuch - tym razem dotyczący pochodzenia. Cóż, skoro to tajemnica albo coś skomplikowanego - trudno. Potwierdził chains skinieniem i lekkim uśmiechem - Dokładnie, to jest niesamowite, tak jakby wszystkie sprawy zostawały gdzieś na dole - dodał entuzjastycznie. Ewidentnie czuła tak samo, a to nie takie oczywiste. Parker ku swemu zdziwieniu znał wielu ludzi, którzy reagowali skrzywieniem na myśl o górach, w najlepszym wypadku teleportowali się na szczyt i tyle. Cóż za bezsens! To jakby obraz 3D oglądać w dwóch wymiarach - bez wysiłku i bólu wspinaczki świat z góry nie wygląda wcale lepiej, pozostaje pięknym krajobrazem, ale umyka gdzieś niejako metafizyczność zjawiska.
- Byłaś kiedyś w Szkocji, w Grampianach? - zagaił. Mimo iż Wielka Brytania nie dysponowała wysokimi szczytami, to ich skalistość i strzeliste szczyty sprawiały że wcale nie były łatwymi do zdobycia bez przygotowania. Keith będąc tam po raz pierwszy z ojcem trafił w połowie drogi na wielką niepogodę. Na powrót było już za późno, do szczytu jeszcze daleko - ukryli się w lesie chcąc przeczekać - po 2 godzinach burza ustała, a im pozostało kilka dobrych godzin wędrówki. Parker zapamiętał tę wyprawę bardziej niż inne, bo nigdy nie przemarzł tak bardzo jak wtedy, ale też nigdy zatoka Firth of Lorne nie była tak niesamowicie piękne jak tamtego dnia.
Gdy Keith umieścił we włosach dziewczyny kwiat ta zarumieniła się znacznie. Nie chciał jej zawstydzać, ale z rumieńcem na twarzy wyglądała jeszcze bardziej uroczo. Uśmiechnął się łagodnie. Naprawdę kwiat jej pasował, wyglądała ślicznie.
Ludzie są niezwykli, czyż nie? Jeden drobny gest, który nic nie kosztuje potrafi wzbudzić i przywrócić emocje skrywane od dawna. Jeden drobny gest potrafi też zamknąć w sobie i odciąć od świata na wiele lat. Po zachowaniach gryfonki można było stwierdzić, że przeżyła raczej tę drugą sytuację, stąd może brała się ta nieufność wobec ludzi? Parker to rozumiał, choć niby świadom, a jednak też miał swoje zachowania obronne. W gruncie rzeczy niewiele mówił o sobie, a gdy miał problem - raczej do nikogo się z nim nie zwracał, próbował mierzyć się z sytuacją samotnie, choć miał teoretyczną świadomość tego, jak wiele potrafi zdziałać szczera rozmowa z kimś bliskim.
Po chwili i dziewczyna zerwała kwiat. Puchon przyglądał się jej badawczo, ale nie spostrzegł się nawet gdy włożyła mu go do kieszeni. Uśmiechnął się szeroko, a gdy powtórzyła jego słowa puścił jej oko. Oboje wstali, bo ileż można kucać przy grządce - swoją drogą kolana chłopaka niezbyt przyjemnie znosiły tę pozycję więc cieszył się, że już ją zmienił.
Rzeczywiście Nikola będąc naturalną zyskiwała jeszcze urody i uroku - Masz ochotę na herbatę? - zaproponował dość nieśmiało gdy szli dalej alejką. Niedaleko znajdowała się kawiarnia, o w tym momencie nie do końca stosownej nazwie, francuski pocałunek, ale pomyślał o niej, bo kamienicę w której się znajdowała oplatała roślina o równie pięknych kwiatach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Polska/Norwegia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 152
  Liczba postów : 155
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13082-nikola-kotecka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13101-dziewczyna-z-twarza-laleczki#350753
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13100-grom
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13103-nikola-kotecka#350756




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pon Lip 25 2016, 09:34

Oczywiście, że nie wiedział. To co siedzi w jej głowie, należy tylko do niej, a osoba, która próbowałaby to wyciągnąć na siłę mogłaby się spodziewać tylko od niej agresji. Nikt nie wiedział o tym co przeżyła, nie pozwoliła się nikomu dowiedzieć. Okłamała wszystkich, by zachować tą wiedzę dla siebie. Tak było łatwiej. Nikt jej nie żałował, nikt jej nie współczuł. Przynajmniej teraz. W Norwegii czuła na sobie spojrzenia mieszkańców, których znała połowę swojego życia. Szeptali… ich szepty były najgorsze, bo wydawały się być tak głośnie, że doprowadzały dziewczynę do szału. Jeżeli uważasz, że osoba, w którą się wgapiasz nic nie widzi, to jesteś totalnym idiotą, albo po prostu masz to gdzieś. Musiała zacząć od nowa. Myślała, że w tym wypadku ucieczka, bo nie mogła tego inaczej nazwać, będzie pomocna. Zamiast stanąć twarzą w twarz z trudnością, to się wyprowadziła i uciekła. Nie pomogło. Bo cały czas nawiedzały ją wspomnienia. Irytujące jak człowiek może być wrażliwy na przeszłość. Nie tak daleką przyszłość.
Opamiętała się. Na pytanie chłopaka tylko przecząco pokiwała głową nie wydając z siebie żadnego dźwięku. Nikola była pełna sprzeczności, była tego świadoma, ale jakoś nie przeszkadzało jej to. Taka już była. Jak na pierwsze pytanie o pochodzenie nie chciała odpowiedzieć, to przy drugim odpowiedziała po części na to pierwsze… to jest bardziej skomplikowane niż mogłoby się wydawać! – po przeprowadzce do Norwegii nigdzie indziej nie wyjeżdżałam – wydukała. Ona nie zdobywała szczytów z hobby. Nie zależało jej by wejść na wszystkie góry i pokazać jaka to jest niesamowita. Ona po prostu lubiła się wspinać. Wchodziła po szlakach, które znała już na pamięć i odpoczywała w naturze. Każdy kamień, czy roślina, która mijała była jej drogowskazem. Ta wycieczka, którą rozpoczynała każdego dnia była jej swoistą naturą. Dla niej spacer i przemierzanie łąk, lasów, pól i szczytów było normalnością. Może właśnie dlatego nigdy nie umiała sprecyzować kim zostanie w przyszłości. A może zajmie się survivalem? To by do niej pasowało.
W końcu skończyła się kwiatowa wymiana, a dziewczyna podniosła się z miejsca. Herbata była idealną opcją – z wielką chęcią – sama nie sądziłam, że ona potrafi powiedzieć coś miłego. Ale może to dlatego, że herbata wliczała się do jej największej miłości, czyli jedzenia. Oprócz tego był trochę zdezorientowana i zamyślona przez puchona. Co jakiś czas, nieświadomie, sięgała w stronę kwiatu i uśmiechając się pod nosem.
Kotecka ruszyła za chłopakiem posłusznie. Nie znała okolicy, co udowodniła myląc się co do miejsca, w którym się znajdują. Wolała się nie wtrącać i dotrzeć na miejsce bez komplikacji, niż gubić się i irytować bez sensu. Teraz tylko czekać, aż coś lub ktoś znowu ją rozdrażni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 430
  Liczba postów : 695
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Lis 06 2016, 12:14

Panda była dzisiaj wyjątkowo zmęczona życiem i fakt, że miała wolne od pracy wcale jej nie pomógł. Za punkt honoru postawiła sobie zamknięcie przynajmniej części zaległych spraw i skończyło się tak, że nawet nie zorientowała się kiedy był późny wieczór. Ciężko jej było opuścić zamek, w związku z najbardziej rozgadanymi znajomymi na świecie, ale kiedy nareszcie jej się to udało postanowiła wrócić do mieszkania. Było dość przyjemnie, dlatego najlepszym pomysłem na jaki Krukonka mogła dzisiaj wpaść był spacer drogą okrężną, bo przez park i jego urocze centrum.
Życie szybko zweryfikowało jej pomysł, zmieniając go w najgorszą rzecz jaką wymyśliła. Po pięciu minutach siedzenia na jednej z ławeczek zaczęło dość mocno padać i wiać a Padma, która wracała z kartonem pełnym książek nie miała nawet parasola. No i jej strój... podczas jesieni i zimy każda z kobiet musiała odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce wyglądać ładnie, czy może chce, żeby jej było ciepło - dziś Panda miała tendencję do podejmowania złych decyzji, dlatego czuła powoli jak sukienka skryta pod płaszczem przestaje trzymać jakiekolwiek ciepło. A do tego zmokła... nie przejmowała się jednak swoim wyglądem, tylko książkami, które mokły w pudełku. Dziewczę czasami zapominało, że przecież w świecie magii może raz dwa wysuszyć je zaklęciem i czasami też zastanawiała się czy ludzie nie mieli racji mówiąc, że jest zakręcona i buja w obłokach. Gdy szybkim krokiem przemieszczała się w strugach deszczu przed siebie w pewnym momencie potknęła się o wystający z ziemi korzeń, lecąc jak długa na ziemię. Książki podzieliły jej los, rozsypując się w promieniu dwóch metrów od właścicielki. Dramat rodem brazylijskiego tasiemca akurat musiał wydarzyć się jej dzisiaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 12
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 592
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Lis 06 2016, 13:09

Padma miała wyjątkowe szczęście. Leżała jak długa na ziemi, w błocie, jej książki całe przemoknięte i brudne, a na koniec, gdyby mało było tego wszystkiego… Shawn postanowił wrócić na stare śmieci i pospacerować sobie w Hogsmeade.
Kiedy on ostatnio tu był? Dwa lata temu? Rok? Coś w ten deseń, odkąd miał własny lokal, musiał ogarniać sprawy z nim związane, uczyć się jak pracować w tej branży. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, tak samo jak życie pokazało Shawnowi, że nic nie jest łatwe.
Idąc parkiem, nagle pogoda zmieniła się ze słonecznej na burzliwą, deszcz zaczął padać nieubłaganie. Shawn dziękował swojej intuicji, która nakazała mu wziąć ze sobą parasol, przydał mu się. Brzydka pogoda nie odstraszała mężczyznę, myślał o swojej robocie, podobała mu się, robił to co lubił. Nikt go nie zmuszał, a nawet odradzali mu jej. Mówili, że on jest w stanie dość dalej. Lecz on nie chciał pracować jako Auror, jako ktokolwiek w Ministerstwie Magii, Nokturn mu się bardziej podobał. Bardziej pasował do niego samego.
Bujając w obłokach i myśląc o wszystkim i niczym, prawie nie zauważył dziewczyny leżącej na ziemi. Spoglądnął na dół i spostrzegł, że sam stoi na jej książkach, które pewnie wypadły jej z rąk. Przyjrzał jej się dokładnie, próbując jakby rozpoznać, co było mało prawdopodobne, nie znał nikogo z Hogsmeade, nikogo z Hogwartu. A jednak tą dziewczynę poznał – odwiedziła kiedyś jego sklep, w pewnych niemiłych, dla niej, okolicznościach. Była nadprzeciętnie atrakcyjną uczennicą, a wiadomo przecież jakie typy kręcą się wokół Śmiertelnego Nokturnu. Tak więc, Padma szukając ochrony, przed nie wiadomo kim, ale na pewno nikim dobrym, znalazła się w „Borginie i Burkesie”. Jej urokliwa aparycja od razu rzuciła się w oczy Shawnowi, tak więc nie dziwił się, że miała takie problemy w tych alejkach. Rozbawiło go to, powinna się tego spodziewać, a przyszła do niego jak spłoszona zwierzyna, uciekająca przed drapieżnikami. Pomógł jej, dlaczego miałby nie skorzystać, zaznajomić się z naprawdę piękną studentką. A jednak jego ironiczne odzywki, jego cięta riposta, sprawiło, że dziewczyna nie polubiła Shawna. Cóż zdarza się.
A teraz dziewczyna leżała w błocie, ładnie ubrana, całe zabłocone, nie mówiąc już o jej książkach. Uśmiechnął się pod nosem, trochę drwiąco i pomógł dziewczynie wstać. Dał jej parasol i zbierając książki powiedział:
-Drugi raz cię widzę i drugi raz masz kłopoty. Pechowo. Smuteczek. – Uśmiechnął się do niej po czym schował jej książki do swojej torby. Widząc jej minę, wyjaśnił: - W mojej torbie raczej lepiej się będą miały niż w tym kartonowym pudełku, nieprawdaż? Oddam ci je, nie musisz się bać… jak miałaś na imię? – Chwilę się zastanawiał, próbując przypomnieć sobie momenty z ich ostatniego spotkania –już pamiętam, Padma. Ja nie pamiętam, żebym się tobie przedstawiał. Jestem Shawn. Wiesz co robie, gdzie pracuje. Już wiele o mnie wiesz. To może być… lekko niebezpieczne.. – Zrobił tajemniczą minę, której ktoś nieznajomy mógłby nie wiedzieć o co mu chodzi. Ona też pewnie nie wie co to oznacza. Dowie się z czasem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 430
  Liczba postów : 695
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Lis 06 2016, 13:35

Cała sytuacja trwała może kilka sekund, ale jakże długich sekund... bardziej niż zabłocone ubranie i fakt, że zdarła sobie kolano do krwi na żwirowej ścieżce interesował ją los książek. W końcu była Krukonem i miała małe zboczenie na ich punkcie, dlatego widząc przed sobą jak ktoś staje na jednej z nich niemal dostała białej gorączki, robiąc wielkie jak Bambi oczęta.
- NO CZY TY SIĘ DOBRZE CZUJESZ?! - krzyknęła jak oparzona wskazując palcem na podręcznik, który zdeptał a drugą ręką łapiąc się za klatkę piersiową, bo właśnie czuła jak dostaje palpitacji serca. W jej myślach Shawn właśnie kopał sobie grób na własne życzenie, a raczej kończył kopanie, które rozpoczął tamtego dnia, na Nokturnie. Cała sytuacja miała się trochę inaczej niż chłopak ją prawdopodobnie pamiętał. Krótko mówiąc: Padma miała niestety jedną z głupich cech - czyli odwagę. Z jednej strony odwaga ważna rzecz, każdy by chciał, jednak z drugiej czasami potrafiła wepchnąć ją w niezłe bagno, tak jak wtedy. Panda zawsze była ciekawa jak właściwie wygląda ta ulica, której każdy się bał, dlatego uznała, że właśnie to miejsce będzie najlepszym do zakupienia sobie książki na temat czarnej magii albo tablicy Ouija, która okropnie ją korciła. O ile wejście tam nie było takie trudne, zwłaszcza, że wyglądała jak jedna z kilku zakapturzonych postaci przemieszczających się po ulicy, tak potem coś poszło nie tak. Nie wiedziała nawet co, bo nie zwracała na siebie szczególnej uwagi otoczenia, jednak jej resztki instynktu samozachowawczego kazały jej się wynosić. I wiele się nie pomyliły; chwilę po tym słyszała jak ktoś za nią biegnie a że sklep Shawna był najbliżej... w zasadzie mogła wpaść w jeszcze większe kłopoty a jednak coś sprawiło, że o dziwo chłopak jej pomógł. Nie brała nawet pod uwagę swojego wyglądu, bardziej wiek, który chyba był zbliżony do jego. Potem nie wydarzyło się nic ciekawego, poza tym, że był wrednym ćwokiem, który pomógł jej wrócić do "swoich".
Nic więc dziwnego, że gdy tylko ujrzała twarz chłopaka i usłyszała jego słowa miała w oczach widoczną chęć mordu. Pamiętała wszystkich niemiłych ludzi, niestety. Podniosła się z ziemi sama, nie korzystając z jego pomocy a gdy widziała jak ubłocone i mokre książki lądują w jego torbie posłała mu pytające spojrzenie.
- Dlaczego ze wszystkich osób na ziemi musiałeś pojawić się tutaj akurat ty? - rzuciła retorycznie, dopiero teraz spoglądając na swój wygląd. Kolano również teraz zaczęło wysyłać bodźce do mózgu powodując, że piekło jak cholera. Udawała jednak, że rozdarta rajstopa i brudna rana wcale nie robi na niej wrażenia: przecież była samowystarczalną jednostką, która nie potrzebowała niczyjej pomocy. Widząc, że Shawn nie daje za wygraną prawie popukała się po czole.
- Nie planuję spędzać z tobą więcej czasu, niż to wskazane, dlatego oddaj mi te książki. Każdy pójdzie w swoją stronę i wszyscy będą szczęśliwsi - nie groziła, jeszcze, a jedynie dobrze mu radziła. Jego ostatnie słowa nie zrobiły na niej żadnego wrażenia, to właśnie była ta negatywna strona bycia odważnym. Odważnym i głupim, nie widzącym zagrożenia w tym, że jest gdyby chłopak tylko chciał to już dawno mógłby na przykład połamać jej ręce.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 12
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 592
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Lis 06 2016, 14:40

Dobrze, dużo w życiu widział, sam był w Ravenclawie, wiedział jacy ludzie tam żyją, ale Shawn stanął jak wryty, całkowicie zaskoczony jej reakcją na podeptane podręczniki. Widząc jej twarz, mogłoby się wydawać, że chce zabić mężczyznę za to, że to co zrobił, było największą zbrodnią, jakiej mógł się dopuścić. Kiedy się otrząsnął, jej krzyk wydawał jej się troszkę śmieszny, wyglądało to komicznie – dziewczyna cała w błocie, sukienkę prawdopodobnie mogła już mieć zniszczoną, miała zdarte kolano, wyglądała jak księżniczka na polu bitwy. A Padma interesowała się jedynie swoimi książkami, które można zawsze odtworzyć, kupić nowe, cokolwiek (co z tego, że sukienkę też, ale Shawn stawiał szczerze wyżej w hierarchii ważności przedmiotów sukienkę niż książki, chyba że była to o Czarnej Magii).
-Ja się dobrze czuje, to pytanie zapewne powinienem zapytać ja, widząc ciebie całą w błocie. Prawda skarbuś? – Drwiąco się do niej uśmiechnął, prowokując ją jeszcze bardziej. Miał dobry dziś humor, także nie bał się, że studentka ravenclawu mogłaby go zabić.
Jak kojarzył, dziewczyna lądując u niego w sklepie, szukała tablicy Quija, miał ten produkt przy sobie, lecz chyba jego charakter odmówił jej kupna towaru. Mimo jego charakteru, pomógł jej, sam nie wiedząc dlaczego, zwykł nie pomagać innym uczniom, a raczej zatruwać im życie. Może jej urokliwe spojrzenie wpłynęło na to? Możliwe.
Gdy dziewczyna zadała pytanie retoryczne, Shawn już bez uśmiechu, lecz z dalszym entuzjazmem odpowiedział:
-Przeznaczenie Padmo. – Krótka odpowiedź, która mogła doprowadzić dziewczynę do wściekłości. Z jednej strony do tego dążył, a z drugiej nie chciał żeby krukonka uciekła od niego. Wrócił wspomnieniami do poprzedniego zdarzenia.
-Dalej chcesz się zaopatrzyć w tablice? Bo dalej mam taką dla ciebie Padma. Spodobałaby ci się.
Spoglądając na nią, a jednocześnie widząc jej minę, chciał wybuchnąć śmiechem. Wyglądała jak mała sierotka, która przez kilka dni uciekała przed magicznymi potworami, a jednak wciąż uważała, że nie potrzebuje jego pomocy, że sobie poradzi. Może i by sobie poradziła, ale kto by odmówił jego szczerego wsparcia? Nie odbierając parasolu od niego, wzruszył ramionami i sam stał pod nim, nienarażony na dalsze zmoknięcie. Wyciągnął różdżkę, wziął jeden podręcznik i jednym prostym zaklęciem wyczyścił go, wysuszył i nie wyglądał już jak nie wiadomo co. Mogła być mu wdzięczna, lecz Shawn wiedział, że nie podziękuje mu. Nigdy w życiu.
Mówiąc o tym, kiedy kto byłby szczęśliwszy, nie wydawało się mężczyźnie by w takim stanie zdołałaby dojść do zamku. Nie było tak źle, ale zawsze w troskliwego wujka mógł się pobawić. Nie przestawało padać, lecz Shawn skierował się w stronę jakiegoś większego drzewa, pod którym dziewczyna mogła się trochę wysuszyć. Skinął palcem dziewczynie by poszła za nim. A wiedział, że pójdzie. Miał jej książki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 430
  Liczba postów : 695
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Lis 06 2016, 14:53

Padma na ogół wiodła spokojne życie a takie sytuacje jak ta nie zdarzały jej się zbyt często. Prawie w ogóle, dlatego nie wiedziała co się wydarzyło, że cały dzisiejszy dzień była pozbawiona swojego wrodzonego szczęścia... cóż, odpowiedź chyba stała przed nią. Zaczęła sobie wmawiać, że gdy tylko Shawn pojawia się w pobliżu opuszcza ją szczęście i jakakolwiek siła i wcale nie było to takie głupie wytłumaczenie! Pomijając oczywiście to, że nie wierzyła ani w przeznaczenie ani w pecha. W duchy też nie wierzyła, a tym bardziej nie rozumiała wyjaśnienia "los mi nie sprzyja". Była małym niedowiarkiem, który sam nie do końca wiedział w co wierzyć. Patrzyła na chłopaka czując jak wściekłość w niej narasta a to już zasługiwało na przyznanie mu medalu. Bowiem Krukonka była chyba najmilszym człowiekiem stąpającym po tej ziemi, oazą spokoju, kwiatem lotosu na nienaruszonej tafli jeziora... rzadko kiedy ktoś ją potrafił zdenerwować, natomiast Shawnowi udało się to już samą swoją obecnością. Miała co do jego osoby bardzo mieszane uczucia, ale faktycznie, posiadał jej książki, coś co z trudem udało jej się odzyskać. Mogła kupić nowe, ale po co? Te miały wartość sentymentalną, bo dostała je od ojca i babci, a niektóre nawet były po jej świętej pamięci matce. Tylko tyle jej po niej zostało. Wyrwana z zamyślenia spojrzała ponownie na chłopaka, biorąc kilka głębszych oddechów. Ogarnij się Padma, bo się pogrążasz a jego to bawi... i choć takie miała myśli, z trudem przekładała to na czyny.
- Zarozumiały, impertynencki dupek - wysyczała pod nosem, pocierając sobie palcami skronie. Z tego wszystkiego do bólu kolana dołączyła się migrena, czy ten dzień nie mógł się skończyć lepiej? Podeszła do niego, opierając się o drzewo plecami.
- W dupie mam tę tablicę i twoją pomoc, Shawn - powiedziała, a jednak nie brzmiała wiarygodnie skoro stała koło niego. - Oddaj mi książki, proszę - dodała, sprawdzając przy okazji kolano. Piekło, a kiedy tylko je dotknęła aż syknęła z bólu. Żwir i otwarta rana były jej zmorą z dzieciństwa, mimo to dalej nie przywykła do tego rodzaju bólu.
- Gdybym chciała tę tablicę to bym już dawno ją sobie kupiła - zacisnęła zęby, wzdychając ciężko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 12
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 592
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Lis 06 2016, 16:09

Ani przeznaczenie, ani los go nigdy nie interesował. Od małego był w domu popychadłem, czuł się obcy w swoim własnym domu. I ani los go nie uratował, ani nic. Również nigdy nie zwalał na szczęście, na wspomniane przeznaczenie, bo to nie tędy droga. Życie nie mogło polegać na użalaniu się nad własną egzystencją. Trzeba było działać.
Nie usłyszał tego co dziewczyna powiedziała pod nosem, głównie przez deszcz opadający na żwirowe podłoże. Nawet gdyby usłyszał, uśmiechnąłby się i odpowiedziałby jakąś ripostą na jej docinki. Wiedział, że krukonka chętnie widziała by go martwego, dzięki niemu była wściekła. Sam jego widok wystarczał. Rzadko zdarza się, że ktoś ma taki talent prawda?
Uśmiechnął się jednak, gdy Padma skomentowała tablicę. Próbując wyprowadzić ją z równowagi, sam nie wiedział jaki ma cel w tym. Nie sprawiało mu to większej przyjemności, niżby gnębienie tych młodziaków, co robił przed laty. Niby z tego wyrósł, a jednak gdy tylko zobaczy Padmę to chce mu się trochę zatruć jej życie. Może jej to kiedyś w czymś pomoże, przysłuży się do czegoś, i potem będzie mu dziękować na przykład. Albo na odwrót, zostanie Ministrem Magii i każe wysłać go do Azkabanu za te docinki. Taka opcja też była.
Nie zwrócił uwagi na jej prośbę, jednak nie mógł olać jej stanu. Była cała poobdzierana. Słysząc syk, ponownie wyciągnął różdżkę i spojrzał na nią a potem rzucił zaklęcie. Jej sukienka dalej była spruta i całą w błocie, jednak jej kolano zaczynało się goić, w niewiarygodnie szybkim tępię, aż w końcu wyglądało tak, jak przed upadkiem. Chowając różdżkę, spojrzał na dziewczynę i powiedział pouczającym tonem:
-Następnym razem, albo się nie przewracaj, albo pamiętaj, że jest coś takiego na tym świecie jak magia, która, uwierz mi, ratuje życie.
Wyciągnął resztę książek i zrobił z nimi porządek, tak jak z poprzednimi. Wyglądały tak, jak przed upadkiem, suche i czyściutkie. A jednak jeszcze nie oddał ich właścicielce.
-Oddam Ci je, tylko może najpierw skoczmy do jakiegoś miejsca, w którym nie przewrócisz się i nie zniszczysz ponownie, tych wspaniałych książek. – Uśmiechnął się do niej. Gdy wróciła do tematu tablicy, podniósł brwi i zapytał:
-Skoro jej nie chcesz, to po co byłaś na Nokturnie? Mi się wydaje jednak, że po to by ją kupić, a nie poszłaś tam na słodki spacerek.
Teraz przyglądnął się dokładnie jej twarzy, gdyż ani w jego sklepie, ani przed chwilą, nie miał okazji przyglądnąć się jej tak dokładnie, a teraz miał okazję, będąc tak blisko siebie. Była naprawdę piękną kobietą, jej włosy zwijały się w loki, lecz nie ubywało to jej urodzie. Błoto także na jej twarzy nie wydawało się takie złe, nawet… jej było do twarzy? Mógłby to powiedzieć, lecz bał się, że wtedy rzuci się mu na szyje, próbując go udusić. A chciał jeszcze trochę pożyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 430
  Liczba postów : 695
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Lis 06 2016, 16:49

Krukonka była już tak zrezygnowana życiem w dniu dzisiejszym, że aż przykro było na nią patrzeć. Na co dzień pełna optymizmu i entuzjazmu, uśmiechnięta do tego stopnia, że zarażała uśmiechem innych a teraz? Wyglądała jak obrzygana sierota, ubłocona, której mina wołała o pomstę do nieba. Nie uśmiechała się a w jej oczach widoczne było okropne przygnębienie takim stanem rzeczy. Prawdopodobnie każda inna osoba by na to zwróciła uwagę, jednak Shawn nie znał jej na tyle - on widział ją tylko w dwóch sytuacjach, w których potrzebowała pomocy i to niezmiernie ją dobijało. Jak miała mu udowodnić, że jest inaczej? Im bardziej chciała, tym się pogrążała i to wcale nie pomagało w pokazaniu swojego codziennego wizerunku. W końcu odpuściła walkę, gdy ten jednak wyjął różdżkę spojrzała na niego niepewnie. Już ją chciał zabić? Szybko.
Zagojona rana przyniosła jej ulgę, za co mu podziękowała. Była nauczona dobrych manier, dlatego nie widziała powodu, dla którego miałaby tego nie zrobić - nieważne, że chciała go zamordować. Chciała nawet spojrzeć przychylniej na Reeda, dopóki nie usłyszała jego pouczenia.
- Jesteś taki przystojny, kiedy się nie odzywasz. Może zaszyjemy ci buźkę albo poderżniemy struny głosowe? - zaproponowała uśmiechając się szeroko. Nie wiedziała co w nią wstąpiło, ale była pewna, że to wszystko przez człowieka, który stał obok niej. Jego propozycję skwitowała wzruszeniem ramion.
- Zapraszasz mnie na drinka? - upewniając się, czy aby przypadkiem nie żartuje, skrzyżowała ręce pod biustem. - W takim stanie wolałabym wrócić do domu, bo jestem głodna, zmęczona, brudna i do kompletu boli mnie głowa. Ostatecznie możesz iść ze mną, chyba nic gorszego mnie już nie może spotkać - dodała szybciej niż pomyślała. Dopiero gdy uświadomiła sobie co mu właśnie zaproponowała... Bój się Boga, Padma. Mogła teraz liczyć tylko na to, że chłopak nie weźmie na poważnie jej słów i zostanie przy swoim.
Szybko przeanalizowała w głowie sytuację i rozważyła każde za i przeciw ściągnięcia do mieszkania nieznajomego. Zgwałci ją? Trudno, już od bardzo dawna z nikim nie spała. Okradnie? Nie miała w domu wielu cennych rzeczy, które przyniosłyby zyski finansowe. Zabije? Cóż, jej sąsiad zainteresowałby się nieobecnością Krukonki i znalazłby jej zwłoki. Przynajmniej miałaby ładny pogrzeb. Zamrugała kilka razy osłupiona swoimi myślami, orientując się, że dość nieobecnym wzrokiem od dłuższego momentu przygląda się Shawnowi. Dalej wałkował temat tablicy?
- Może właśnie chciałam urządzić sobie słodki spacerek po nokturnie? Co ciebie to w ogóle interesuje? - ściągnęła brwi, próbując doszukać się jego aktualnej wizyty w Hogsmeade z tamtym spotkaniem. Nie sądziła, że specjalnie by jej szukał. Po chwili odepchnęła się od drzewa, wciskając dłonie do kieszeni płaszcza.
- Dobra, rób co chcesz z tymi książkami, może nawet się czegoś nauczysz. Ja wracam do domu - nie zwracając na niego uwagi ruszyła przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 27
Skąd : Anglia, Liverpool
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 12
Dodatkowo : magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 592
http://www.czarodzieje.org/t13596-shawn-e-reed?highlight=Shawn
http://www.czarodzieje.org/t13598-shawn
http://www.czarodzieje.org/t13600-wrona-shawna
http://www.czarodzieje.org/t13601-shawn-e-reed?highlight=Shawn




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Lis 06 2016, 17:45

Padma coraz bardziej mu się podobała, intrygowała go z każdą sekundą. Poznał ją jako studentkę, która potrzebowała pomocy i teraz kiedy znów ją spotkał, również takowej wymagała. Początkowo uznał ją za niezdarę, wyjątkowo piękną niezdarę, a jednak teraz pokazała się z zupełnie innej strony, co Shawna zaskoczyło. Nie spodziewał się takiego ciętego języka. Chociaż z drugiej strony, nigdy by nie pomyślał, że ta dziewczyna w 99% wypadkach jest uśmiechnięta i szczęśliwa. Jeszcze nigdy jej takiej nie spotkał. I jego osoba tak na nią działała, że nie wróżyło się na to, by przy nim była szczęśliwa.
- Ty za to jesteś piękna w obu przypadkach, jak się uśmiechasz, również jak milczysz. Ale powiem ci, że nie spodziewałem się takiego... języka. Po tobie. - Uśmiechnął się do niej szczerze. Jeszcze kilka minut temu mógłby o niej zapomnieć, zostawić ją tak szybko, tak niespodziewanie jak ją spotkał. A teraz zaciekawiła go i chciał poznać ją... głębiej. Czy zapraszał ją na drinka? Jego słowa można było interpretować na wiele sposobów, on sam nie do końca wiedział czego wtedy chciał. Teraz, tak to było zaproszenie na drinka.
- Czy na drinka, czy gdziekolwiek, tutaj jak widzisz nie jest tak pięknie jak się zapowiadało godzinę temu/ - Godzinę temu było jeszcze słońce, teraz lało i lało, nie przestawało. Chłód dostawał się pomiędzy jego ubrania, nie myślał nawet jak się czuje dziewczyna, jak musi być jej zimno. Gdy zaproponowała mu pójście do jej mieszkania... początkowo zdziwiła go ta propozycja, przecież jeszcze przed chwilą miała ochotę go zamordować, a teraz zapraszała go w swoje progi. Uśmiechnął się i pokiwał głową. Skoro go zapraszała, grał na jej zasadach - miał zaszytą buźkę. Co mógłby jej zrobić? Nic, wiedział że patrząc w drugą stronę to ona mogła by chcieć coś zrobić mu. Przecież miała milion powodów by go nienawidzić. Ale wiedział, że Padma nie jest w stanie nic mu zrobić. Zaklęcia miał opanowane do perfekcji, nie mówiąc o czarnej magii… To była jego profesja.
Także, nawet gdyby wiedział, że tak naprawdę Padma go nie zapraszała… no cóż, poszedłby za nią. Nie miał co robić w ten dosyć brzydki dzień, a nie chciał tak pamiętać swojej pierwszej od roku czy dwóch wycieczki do Hogsmeade.
Wyrównał jej kroku i schował ją pod parasolem, by nie zmokła do suchej nitki, gdyż nie chciał by się pochorowała, też domu w Hogsmeade nie były wyposażone w elektronikę i mimo, że Padma ma różdżkę to dowiodła, że rzadko pamięta z niej korzystać i byłoby jej zimno, nawet w domu. Nie odzywał się ani słowem, jedynie wpatrywał w jej wręcz idealną fizjonomię.

zt oboje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Hiszpania
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 733
  Liczba postów : 387
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13166-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13177-adoria-nymphia-amparo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13176-listy-do-any
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13175-adoria-n-amparo




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sro Gru 21 2016, 20:24


Mroźny labirynt


Specjalnie na Zimowy Festyn miejsce to zostało potraktowane kilkoma silnymi zaklęciami. Teraz w centrum parku znajduje się ogromny labirynt, którego wysokie ściany utworzone są z lodu. Twoje zadanie? Znajdź wyjście. Pamiętaj jednak, żeby zachować czujność - w labiryncie kryją się niespodzianki...
UWAGA! Do labiryntu nie można wchodzić pojedynczo. Bez minimum jednej osoby towarzyszącej nie zostaniesz tu wpuszczony!

W tym temacie należy napisać minimum dwa posty, zawierające wyniki kości. Każdy ma obowiązek dokonania rzutu.

Pierwszy post - RZUĆ KOSTKĄ:
Spoiler:
 

Drugi post - RZUĆ KOŚCIĄ:
Spoiler:
 

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1089
  Liczba postów : 2656
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Czw Gru 22 2016, 23:44

Było cholernie zimno i zaczynała żałować, że właściwie w ogóle ruszyła się dzisiaj z dormitorium. Już chyba lepiej było zaszyć się w łóżku i posłuchać dobrej muzyki albo chociażby poćwiczyć grę na skrzypcach niż stać teraz jak kołek. Patrzyła na roześmianych ludzi, przypominających bałwany w tych swoich grubych kurtkach i ciężkich butach. Temperatura spadła na tyle nisko, że nawet dziewczyny ograniczyły krótkie spódniczki. Przechadzała się po atrakcjach, próbując odnaleźć jakąś znajomą twarzyczkę. Na gębę Olbrzyma na razie nie liczyła, w końcu pewnie nie zamierzał zjawiać się przed czasem. Zapewne tylko Fire nie miała nic do roboty w ten czas wolny. A musiała coś sobie znaleźć, bo zaczynała myśleć o domu, a kiedy myślała o domu, myślała o ojcu, a kiedy myślała o ojcu zamykała się w sobie, pozwalając żeby mrok wypełznął z jej duszy i wziął ją całą w posiadanie. Także przywdziała na bladą twarz wesoły uśmieszek i poprawiła kołnierz za który nasypała jej się już chyba tona śniegu.
Podczas całego oczekiwania zdołała podstawić komuś nogę i obserwować, jak ślizga się po lodzie i wpada w zaspę, zabrać jakiemuś dzieciakowi lizaka z Miodowego Królestwa i obrzucić śnieżkami jeden ze sklepów, których nie lubiła, po tym jak właściciel zwyzywał ją od zafajdanych gówniarzy myślących, że pojadali wszystkie rozumy. A poszło jedynie o małego pufka pigmejskiego, który musiał uciec z rąk Gryfonki akurat w najmniej odpowiednim momencie. Zwierzaka nigdy nie odnaleziono - straciła tylko galeony i honor. Podsumowując Blaithin nawet nie bawiła się tak źle. Wzrok Fire przykuło zbiorowisko ludzi w dalszej części Parku. Chuchnąwszy w zmarznięte dłonie zbliżyła się do grupki bardzo ostrożnie, uważając, żeby nikt nie miał okazji przypadkiem ją szturchnąć. Nie znosiła ścisku, dlatego szybko przeszła dalej do oglądania z bliska labiryntu. Budził wrażenie nawet na kimś, kto widywał wiele wspaniałych, magicznych rzeczy w życiu. Zastanawiała się, czy zorganizują jakiś konkurs, kto najszybciej go pokona.
- Gdzie ty się podziewasz... - wymruczała pod nosem, robiąc parę kroków w miejscu, żeby poczuć odrobinę więcej ciepła. Olbrzym powinien zjawić się jak najszybciej, bo cierpliwość dziewczyny w tym momencie niebezpiecznie szybko zbliżała się do granicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Gru 23 2016, 00:20

Kiedy jest się optymistycznym, ciepłym Meksykańczykiem kochającym surfowanie i podobne sporty, to automatycznie wyklucza się zimę. Leonardo akceptował śnieg tylko w sytuacji, gdy zjeżdżał ze stoku narciarskiego, albo miał do stóp przyczepioną deskę snowboardową. Nie ekscytowało go szczególnie wciskanie się w miliard warstw ubrań, które ograniczały swobodę ruchu. Poza tym, koniec końców i tak było mu zimno - jaki miał sens szalik, albo inne cholerstwo?
Umówił się z Fire tylko po to, żeby mieć jakieś zajęcie. Nie, nie. Bardzo lubił spędzać czas z Gryfonką i chętnie się z nią spotykał przy każdej możliwej okazji. Po prostu teraz, gdy wszyscy chętnie siedzieli przy kominku, on zwyczajnie potrzebował czegoś innego. Jakiegoś ruchu, najlepiej. Z braku pomysłów zaproponował Zimowy Festyn, o którym aż huczało w Hogsmeade. Liczył na chociaż jedną względnie interesującą atrakcję.
Ubrał się tak, żeby nie zamarznąć na kość, ale móc się ruszać - stanęło na niezbyt grubej kurtce z kołnierzem zakrywającym szyję. Wszelakie czapki, rękawiczki i szaliki pozostawił głęboko schowane. Miał nadzieję, że uda mu się rozgrzać jakoś poprzez ruch.
Dotarł na miejsce po czym zorientował się, że nie wie czym dokładnie jest "miejsce". Festyn rozciągał się chyba po większej części parku, co nie ułatwiało mu sprawy. Błądził chwilę, dumny ze swojego wyczucia czasu - opuścił dormitorium wcześniej, niż planował. W końcu wypatrzył w tłumie znajomą rudą czuprynę i zaszedł ją od tyłu, po drodze zgarniając trochę śniegu w dłonie.
- Witam - przywitał się kulturalnie, jednocześnie delikatnie zsypując nad głową Blaithin trzymany śnieg, tak aby w formie drobinek poopadał na jej włosy i twarz. - Co tu wypatrzyłaś, hm? - Zerknął w stronę tajemniczego obiektu, który przyciągał uwagę większości zebranych. Wyglądało to na jakiś dziwaczny labirynt, jakby lodowy? Budził pewien podziw.
- No i super! Idziemy?

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1089
  Liczba postów : 2656
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Gru 23 2016, 01:10

Myślała już, że będzie tak stać i transmutować się powolutku w sopel bez końca. Liam byłby z niej dumny. Przynajmniej na festynie pojawiło się sporo czarodziejów i mogła swobodnie każdego obserwować. Ktoś sprzedawał gorącą czekoladę i ciepłe bułeczki, ale nie miała ochoty niczego jeść. Choć zapewne powinna, bo i tak wyglądała zbyt chudo. W końcu Blaithin doczekała się Olbrzyma, choć nie do końca spodziewała się, że posunie się aż do tak perfidnego ataku i to znienacka. Poczuła delikatny śnieżek opadający prosto na jej nieosłoniętą niczym szyję. Sprawił, że zacisnęła powieki i skrzywiła się w śmieszny sposób. Miała wrażenie, jakby stado mrówek przemknęło jej właśnie po karku. Jednak ani drgnęła dopóki Leo zaprzestał tortur. Wtedy rzuciła mu mordercze spojrzenie, mrużąc błękitne oczy groźnie.
- Tak, w tej chwili potrzebowałam dokładnie kolejnej porcji cholernie zimnego, mokrego śniegu. - wyrzuciła przez zaciśnięte zęby. Długo jednak nie utrzymywała tej maski. Uśmiech wemknął się na usta Fire, kiedy uderzyła chłopaka w ramię. W sumie musiała stanąć na palcach, żeby to zrobić. Po latach dalej ciężko było znieść Szkotce fakt, że wyrósł na ponad dwa metry. - Kretynie. - dodała, prawą ręką majstrując już przy różdżce.
Zaklęciem uformowało ze śniegu niewielką kulkę, a wingardium posłało ją prosto w głowę Meksykanina. Fire cofnęła się szybko, gdyby zechciał w jakiś sposób się zemścić. Posłała mu spojrzenie, mówiące "teraz jesteśmy kwita" i zwróciła swoją uwagę ponownie na labirynt.
- Mam nadzieję, że nie jest pusty i czeka tam na nas jakiś porządny minotaur albo chimera. - poprawiła swój wysoki kucyk, strząsając z niego resztki śniegu. - Wiesz, normalni ludzie najpierw pytają "co tam u ciebie" czy coś. Rozumiem, że twoje ADHD jest dzisiaj na wysokim poziomie, ale zachowaj pozory normalności. Powiedz, jak ci się żyje, jaką laskę tym razem wyrwałeś i czy poprawiłeś już transmutację. Mój kuzyn nie jest zachwycony twoimi wynikami.
Postąpiła parę kroków bliżej lodowej atrakcji przyciągającej całkiem sporo śmiałków. W każdym razie kolejka trochę się ciągnęła i najwyraźniej powinni poczekać. Nie przeszkadzała to Fire. W towarzystwie Leo potrafiła szybko się rozweselić. Może to za sprawą tego, że tak promieniował dobrą energią, która nie pozwalała jej być złośnicą. Po prostu lubiła chłopaka, choć nie chciała nigdy nazywać go przyjacielem... z prostego względu. Unikała przyjaźni, tak samo jak miłości. Nikt nie zasługiwał na tak niewdzięczną, egoistyczną osobę i Blaithin to rozumiała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Gru 23 2016, 01:27

Może jednak powinien cieplej się ubrać? Bardzo starał się skoncentrować na wizji hawajskiej plaży, pysznego drinka i może jakiegoś interesującego towarzystwa... Oj, posurfowałby sobie z jakimiś Hawajkami.
Ale stał na mrozie i w dodatku oberwał w ramię - nieszczególnie mocno, więc niezbyt go to ruszyło. Chodziło o sam fakt, że Fire najwyraźniej nie spodobało się jego powitanie. Przecież było takie oryginalne i orzeźwiające!
Skrzywił się, kiedy niewielka śnieżka pofrunęła prosto na jego twarz. Gdyby nie był taki skoncentrowany na tych cieplutkich Hawajach, to może udałoby mu się uchylić? Tak czy siak, otrząsnął się zaraz ze śniegu i przejechał dłonią po twarzy. Gdy ją zabrał, na jego ustach już dawno pojawił się nowy, szczery uśmiech.
- Ooo, tak. Albo jakaś mantykora. Cholera, jak dla mnie to nawet zwykły lew może być, czy niedźwiedź. Byleby coś się działo! - Przygasł na chwilę, bo Blaithin nieco go upomniała. Wzruszył niewinnie ramionami, bo wcale nie poruszała szczególnie przyjemnych tematów. - Ciężko, żeby było na innym poziomie. Zima jest koszmarna, tylko się siedzi. A jak się nie siedzi, to trzeba założyć jakiś miliard różnych ciuchów, żeby nie zamarznąć. A o transmutację to ty mnie nie zagaduj, już jeden Dear siedzi mi na głowie w tej sprawie. - Skrzywił się teatralnie, bo akurat nauka to najmniej go interesowała ze... Wszystkiego?
Jako osoba potrafiąca gadać długo nawet o niczym nie miał problemów z przekazaniem większej ilości informacji.
- Wcale tak cały czas nie wyrywam dziewczyn, wiesz? Nie dopytuj tak, bo posądzę cię o zazdrość. W każdym razie, mam też inne zajęcia. O, na przykład treningi. Wyobraź sobie, że ostatnio złamałem jednemu chłopakowi obojczyk i on próbował zrzucić winę na mnie. Halo, czy on wie co trenuje? Nie był jakimś świeżakiem... Litości. Wiesz, że ty też możesz mi coś opowiedzieć, nie?
Przerwał na chwilę swój słowotok, głównie po to by nabrać powietrza w płuca. Przy okazji potarł dłonią o dłoń, chcąc je jakoś rozgrzać. I tyle by było z tego ruchu - stali jak dwa kołki w kolejce.
- Ostatni raz tak marzłem chyba rok temu w wakacje, kiedy poleciałem do Austrii na narty. Jakimś cudem zapomniałem kurtki i cały czas chodziłem tylko w polarze. Chciałem sobie nawet kupić coś na miejscu, ale oczywiście w pobliskim sklepie nie było mojego rozmiaru i już nie chciało mi się kombinować...
Przysunęli się jeszcze bliżej wejścia do labiryntu, a wzrok Gryfona pomknął w tamtą stronę. Był na tyle wysoki, by spoglądać nieco ponad tłumem, dzięki czemu nieźle kontrolował sytuację.

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1089
  Liczba postów : 2656
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Gru 23 2016, 21:51

W ogóle nie dziwiła się, że Leo nie przepada za zimą. W końcu w Meksyku miał te swoje palmy, plaże, upały i tak dalej. Ciekawiło ją, jak sama zareagowałaby widząc po raz pierwszy śnieg w swoim życiu. W Szkocji temperatury bardzo często się wahały, ale były raczej umiarkowane. Kiedy przebywała w Hiszpanii podczas wakacji, ledwo znosiła ten gorąc. Najwyraźniej dla Fire ciężko było wybrać dobrą pogodę.
- Na pewno będzie się dużo działo. Nie wydam pieniędzy na zwykłą przechadzkę. Zresztą, dla kogoś kto codziennie znosi Ruchome Schody, labirynt nie jest żadnym wyzwaniem, co nie? - posłała w stronę chłopaka lekki uśmiech. Pociągnęła nosem, czując, że pewnie się rozchoruje przez to wszystko. - Może trzymają tam jakiegoś lodowego smoka. Są takie? - zwróciła się z pytaniem do Olbrzyma, bo zdawała sobie sprawę, że na ONMSie zna się lepiej od niej. Przynajmniej rozumieli się w kwestii nauki, bo oboje mieli na głowach nauczycieli niezadowolonych z ich wyników. Tylko, że Vin-Eurico zwyczajnie nie był wyjątkowo uzdolniony, a Fire po prostu ich wkurwiała. Całym swoim stylem bycia.
- Zazdrość? O co niby? - parsknęła po raz pierwszy tego dnia szczerym, swobodnym śmiechem. Na myśl, że Leo mógłby jej się podobać miała ochotę przewrócić oczami. Zdecydowanie nie był w typie Gryfonki. Wolała... trochę niższych? - W sumie ty nawet nie musisz wyrywać, same się do ciebie kleją. - stwierdziła, wzruszając ramionami. Wysłuchała całej historii chłopaka, starając się zrozumieć, co takiego fascynującego jest w obijaniu czyjejś twarzy pięściami. Sama, jako czystokrwista czarownica wolała używać magii. Wiedziała, że istnieją bardzo interesujące zaklęcia, potrafiące zadać dużo bólu. Ale zdawała sobie sprawę z tego, że taki Olbrzym musi się jakoś wyżyć fizycznie.
- Zawsze się znajdą tacy ludzie jak tamten cienias. - stwierdziła, myśląc ogólnie o sporcie. - Ja nie mam nic ciekawego do opowiedzenia. Dalej łamię zasady, doprowadzam innych do szewskiej pasji, wtykam nos w nieswoje sprawy... W święta zostałam w Hogwarcie, a ty dobrze bawiłeś się w Meksyku? - przeniosła na Leo zaciekawione spojrzenie. Czuła mrowienie na całej pobladłej od zimna twarzy, która nie nabierała rumieńców, gdy tak stali w miejscu. Sama dużo mówiła, będąc z Leo, choć zazwyczaj nie bywała gadatliwa. Może i byli dwójką pokręconych ludzi, ale przynajmniej potrafili się nawzajem okiełznać w jakimś tam stopniu.
- Czasami myślisz jak typowy mugol. Wyjątkowo mówię to bez obrazy. - uśmiechnęła się delikatnie, myśląc o tym, że każdy rzuciłby na siebie parę porządnych zaklęć, ale z drugiej strony Leo i zaklęcia... niezbyt dobre połączenie. Przez chwilę wahała się, czy opowiedzieć swoją historyjkę, ale w końcu stwierdziła, że to nic takiego. - Moja siostra kiedyś bardzo mądrze zapomniała zabrać ze sobą kremy przeciwsłoneczne, kiedy wyjechaliśmy do Włoch. Wiesz, temperatura tam sięga 35 stopni. Ojciec stwierdził, że za swoje roztrzepanie musi ponieść karę. Wróciła do domu nieźle... spieczona. Dlatego ja staram się po prostu pamiętać o wszystkim.
Na przedzie kolejki pojawiło się jakieś ożywienie, kiedy kolejne osoby wchodziły do środka labiryntu. Fire westchnęła i mruknęła pod nosem "w końcu", bo mogli nareszcie wejść. Ucieszyła się, że to darmowa atrakcja, bo po tych świętach w jej portfelu trochę świeciło pustkami. Posłała Olbrzymowi wesołe spojrzenie, kiedy mogli już swobodnie wkroczyć między te wysokie, lodowe ściany.
- Rozdzielamy się czy tchórzysz? - spytała zaczepnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Gru 23 2016, 22:07

- A to nie darmowe? Myślałem, że z Hogwartu są jakieś VIPowskie wejściówki... - Rozejrzał się za jakimś cennikiem, ale nie znalazł nic podobnego. Cóż, pozostawało im czekanie aż dotrą pod samo wejście i tam porozmawianie z kimś, kto był bardziej obeznany w sytuacji. - Jest mnóstwo gatunków smoków, Płomyczku. Prawdopodobnie nawet wszystkich nie znamy. - Machnął lekcważąco ręką, bo choć zwierzęta bardzo go interesowały, to nie chciało mu się teraz myśleć. Nawet jego ulubiony przedmiot nie był aż tak ważny, żeby podczas przerwy się nad nim głowić.
Spodobał mu się ten szczery śmiech, który udało mu się wydobyć z Blaithin. Lubił, kiedy dziewczyna przestawała się tak spinać i trochę się otwierała. Wiedział, że przy innych bywała bardziej milcząca.
- A ja wiem? Może ty też do mnie się kleisz, ale nie chcesz tego przyznać?
Udało im się przesunąć odrobinę do przodu, a Fire w skrócie opowiedziała mu, co tam u niej ciekawego. Nie było to zbyt wyczerpujące, ale za to dała mu pole do popisu!
- W Meksyku było fenomenalnie, jak zawsze zresztą. To przerażające z takiej Puebli wrócić do Londynu, można zamarznąć... Chyba nigdy się w pełni nie przyzwyczaję. W każdym razie było świetnie, zjechała się właściwie cała rodzinka i w ogóle. Mamy taką tradycję, że w każde święta poświęcamy chociaż odrobinę czasu, żeby każdy opowiedział krótko co u niego. No wiesz, tak otwarcie, żeby wszyscy znali sytuacje innych. Miło wrócić do domu. - Na chwilę zamilkł, bo zawsze gdy wracał myślami do rodzinnych momentów zaczynał mocniej tęsknić za Meksykiem. Kochał to miejsce.
- Och, to by mnie chyba nigdy nie obraziło, ale dzięki, doceniam.- Skinął lekko głową. Dla niego magia była dodatkiem, luksusem. Dla Blaithin była codziennością.
Wysłuchał jej opowieści. Dziewczyna zbyt często nie zwierzała się ze swoich rodzinnych dylematów, więc było to przyjemną odmianą. Niestety Leonardo nie zdołał jakoś bardzo zareagować na jej historię, bo nagle wylądowali na przedzie kolejki. I faktycznie mogli wejść za darmo!
- Jak dla mnie, to możemy się rozdzielić... Chociaż nie chcę mieć ciebie potem na sumieniu, Płomyczku.

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1089
  Liczba postów : 2656
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Gru 23 2016, 23:14

- Czy ja wiem. - wzruszyła ramionami, bo nie do końca zorientowała się w ogłoszeniu, które informowało o tym całym festynie. Praktycznie tylko zerknęła. Jeśli jednak to darmowe to bardzo dobrze, tak czy siak była spłukana po ostatnich ekscesach związanych z kupowaniem prezentów dla wszystkich.
- To chyba oczywiste. - pokiwała głową w lekkim zamyśleniu. Smoki miały ciekawą umiejętność - zianie ogniem. Fire interesowała się wszystkim co tylko było związane z tym żywiołem. Mogłaby sobie nawet sprawić takiego smoczka. Następne słowa chłopaka naprawdę ją rozbawiły. Uznała, że to nawet w pewien sposób urocze, co już w ogóle nie pasowało do myślenia Fire. Spędzali ze sobą na tyle dużo czasu, że niektórzy ludzie mogli sobie myśleć już różne rzeczy. Aczkolwiek koleżeństwo zdecydowanie wystarczało Gryfonce, ceniącej sobie wolność najbardziej ze wszystkiego.
- Trzyma się ciebie dzisiaj dobry humor, Olbrzymie. - odparła. Przynajmniej z tego całego śmiechu był taki plus, że poczuła ciepło na policzkach. Wcisnęła dłonie pod pachy, żeby ich nie odmrozić w czasie całego czekania.
- Tobie pewnie nie wystarcza ta odrobina czasu. - skomentowała, znając doskonale gadatliwość Meksykanina. Pomyślała o własnych, rodzinnych świętach. Zawsze były bardzo sztywne. Czystrokrwiści czarodzieje uwielbiali wytworność i ubieranie się w szaty modne przed kilkudziesięcioma latami. Atmosfera niemal jak na stypie sprawiała, że Fire uciekała jak najczęściej na zewnątrz posiadłości. Tym razem spędziła je w Hogwarcie, gdzie mogła poznać Boże Narodzenie od zupełnie innej strony.
- No ale muszę przyznać, że też trochę cię tu brakowało. - wypaliła, nie zastanawiając się nad tym, jak Leo może to odebrać. Rzadko szczerość brała górę, przyzwyczaiła się już do niemal nieustannego kłamania. Do mugoli nie miała wyjątkowo złego podejścia, więc nie zdziwiła się tak bardzo słowami Gryfona. Inni mieli gorszego bzika na ich punkcie.
- Spokojnie, poradzę sobie. Chociaż ty masz łatwiej. Jeśli spotkasz jakiegoś trolla to możesz udawać, że jesteś swój. - posłała mu wyjątkowo zadziorne spojrzenie, kiedy poszła prawym korytarzem. Na początku szła wyprostowana z różdżką wyciągniętą swobodnie przed sobą. Kiedy już upewniła się, że została sama zmieniła swój chód na bardziej ostrożny. Spodziewała się zagrożenia w każdej chwili, choć nie mogli dać tu czegoś wyjątkowo niebezpiecznego. W końcu pierwszoroczniaki też mogły wejść do labiryntu. Fire wyobrażała sobie, że to jakaś fascynująca przygoda, choć nie spotkało jej nic ciekawego. Gryfonka trafiła do jakiejś ciemniejszej części labiryntu. Rzuciła Lumos, jak przystało na porządną czarodziejkę, ale i tak nie zauważyła sopla, o który zraniła sobie rękę. Syknęła z bólu, widząc jak krew szybko plami śnieg. Odnalazła wyjście, żałując, że trwało to tak krótko i poszło tak... łatwo. Poprosiła o jakąś szmatkę, żeby opatrzyć sobie niezbyt profesjonalnie ranę.

Kostka: 5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Gru 23 2016, 23:33

Faktycznie, Leonardo nie narzekał na brak humoru. Prawdę mówiąc, rzadko miewał takie problemy, był raczej optymistyczną istotą.
- Staram się jak mogę wszystko streścić, ale wiesz jak jest...
Gdyby Fire nie była tak bardzo anty-dotykalską osobą, Leo już dawno przytuliłby ją za stwierdzenie związane z tym, że go brakowało. Nigdy nie uważał, że przyjaźń damsko-męska jest niemożliwa, a przecież taki z niego kobieciarz! Wiedział, że w życiu nie poderwałby takiej Blaithin i całkiem pasowała mu ich relacja.
- Następnym razem zabiorę cię ze sobą, żebyś nie cierpiała podczas takiego rozstania. - Obiecał szybko, nie powstrzymując uśmiechu.
Skomentował jej zaczepkę jedynie śmiechem, po czym ruszył w przeciwnym kierunku. Na początku szło mu nieźle i miał nawet wrażenie, że zbliża się do wyjścia... A potem nagle z ziemi wystrzeliła nowa ściana lodowa.
- Co do cholery?... - Rozejrzał się zaskoczony, bo jakby cały labirynt się pozmieniał. Musiał znaleźć nową trasę, co z początku nieźle go zirytowało. Potem doszedł do wniosku, że hej, jakaś przygoda! Przyspieszył nieco, szukając wyjścia, bo nie chciał żeby Fire musiała na niego czekać.
Przystanął w końcu z niejaką rezygnacją, po czym wyciągnął różdżkę. Było zbyt ciemno... Na szczęście nie miał problemu z zaklęciem Lumos. Chciał ruszyć dalej, gdy coś go zatrzymało. Spojrzał na pobliską ścianę, która jakby pochłonęła kawałek jego kurtki. Materiał przymarzł na kość i chociaż Leo szarpał i uderzał w lód, nie mógł się wydostać.
Machnął wściekle różdżką, rzucając pierwsze zaklęcie, jakie przyszło mu do głowy - Diffindo. Ono jednak jakby odbiło się od ściany labiryntu i...
Leo poczuł, jak materiał jego kurtki ORAZ bluzy rwie się, po czym zsuwa lekko z jego torsu. Podniósł rozerwaną bluzkę, czując jak lodowaty wiatr owiewa jego nagą klatkę piersiową. Kurtka dalej nie chciała się odczepić od lodu, więc po prostu ruszył dalej, z postrzępioną bluzką w ręku.
Wyszedł z labiryntu i odnalazł Fire.
- Zdecydowanie wolałbym jakiegoś trolla. - Oznajmił, nawet nie wiedząc jak rozpocząć wyjaśnienia, czemu chodzi półnagi.

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1089
  Liczba postów : 2656
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sob Gru 24 2016, 00:30

- Taaak, wiem. - odparła, unosząc kącik ust, żeby nie zabrzmiało to tak drętwo. Bo naprawdę zawsze zarzucano ją wieloma pytaniami przy wigilijnym stole, dotyczących przyszłości, zawodu, mężczyzn, nauki... Choć najczęściej ojciec odpowiadał za nią. Fire nawet to odpowiadało.
- Merlinie broń! - zawołała, patrząc na Leo z przerażeniem. - Stałabym się jeszcze równie pokręcona jak twoja rodzinka. - dodała, przewracając delikatnie oczami. Ona w Meksyku? Wraz z tymi wszystkimi ludźmi, z których praktycznie każdy miał nie po kolei w głowie, jak wywnioskowała z opowieści Vin-Eurico? Wolała już niemal bezludną, chłodną wyspę w Szkocji. Ale doceniła sam fakt, że tak jakby ją do siebie zaprosił.
Czekanie jakoś się dłużyło. Przeklinała pod nosem Olbrzyma za to, że tak się ociąga. Z irytacją zerkała co chwilę wgłąb korytarza, spodziewając się ujrzeć jego wysoką postać lada chwila. Co mogło mu tak długo zająć! Czyżby w labiryncie kryły się jakieś atrakcje, które Fire po prostu ominęła? Chyba nie byłaby aż tak ślepa. Przy okazji rana na dłoni nadal bolała, więc niecierpliwiła się jeszcze mocniej.
- No nare... - zaczęła, widząc nadchodzącego Leo, ale urwała. - Co, do cholery?
Oniemiała wpatrywała się w tors chłopaka, który z pewnością wzbudziłby prawdziwy zachwyt w niejednej dziewczynie. Mięśnie wyraźnie rysowały się na brzuchu chłopaka. Mimowolnie stwierdziła, że byłby świetnym pałkarzem, gdyby zechciał grać w Quidditcha. Odchrząknęła, zażenowana całą sytuacją. Na początku miała ochotę się roześmiać i zadrwić z całej tej dziwacznej sytuacji, ale teraz się spłoszyła. Zerknęła w obie strony, zauważając, że niektórzy ludzie zwrócili uwagę na chłopaka. Zresztą nawet, gdy był ubrany zwracali.
- A już chciałam pytać, czy nie spotkałeś tam jakiejś trollicy. - bąknęła, siląc się na choćby nikły humor. Nawet nie dbała o to, czy załapie taką aluzję. Po prostu podeszła do niego, żeby złapać delikatnie za ramię i pociągnąć w bardziej ustronne miejsce. - Gratulacje, stałeś się właśnie główną atrakcją festynu!
Przez chwilę myślała co by tu zrobić, kiedy olśniło ją, że zwykłe przywołanie ciuchów z Hogwartu wystarczy. Leo najwyraźniej marzł, dlatego nie zwlekała. Machnęła różdżką i już po dłuższej chwili bluzka i kurtka pomknęły do dwójki czarodziejów. Z pewnością wzbudzili niezłą sensację, a Fire nie przepadała za byciem w centrum uwagi aż tak.
- Jeśli następnym razem zechcę pójść z tobą do ludzi to weź mi przywal. - syknęła, krzyżując ramiona. Miała ochotę powiedzieć coś więcej, ale wtedy podszedł do nich mężczyzna, który zajmował się labiryntem. Zapomniała w ogóle o tym, że coś wygrali. Wpatrywała się we flet ze zmieszaną miną.
- Wolę skrzypce. - mimo wszystko schowała instrument do kieszeni płaszcza. Syknęła przy tym, bo nieostrożnie otarła się o zranioną dłoń. Krew przebiła się już przez "opatrunek". Schowała szybko rękę do kieszeni, jak gdyby nigdy nic.

Kostka: 1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sob Gru 24 2016, 00:41

Co by Leonardo zrobił, gdyby nie było tu Blaithin? Prawdopodobnie by zamarzł.
Nie spodziewał się, że dziewczynę aż tak speszy jego widok. Westchnął zrezygnowany, nie wiedząc jak jej wytłumaczyć, co się stało. Potarł lekko swoje ramiona, czując jak mróz szczypie jego skórę. Cóż, jedyny plus był taki, że nie miał kompleksów na punkcie swojej sylwetki. Bardzo żałował, że to nie lato...
Roześmiał się z niedowierzaniem, kiedy uczennica wspomniała o trollicy.
- No, rozgryzłaś mnie! Okay, więc w dużym skrócie, wyrosła przede mną jakaś nowa ściana i pozmieniało się ustawienie korytarzy... A potem moja kurtka przymarzła do jakiejś innej ściany i ogólnie, nie mogłem jej oderwać, a zaklęcie nie zadziałało... Znaczy zadziałało, ale odbiło się od lodu i rozerwało mi koszulkę.
Rozejrzał się z zaskoczeniem, bo sam nawet nie zwrócił uwagi, że ludzie na niego patrzą. Lubił być w centrum uwagi i jakoś mu to za bardzo nie przeszkadzało - raczej większym problemem był ten aspekt, że ledwo już czuł dłonie, a nieprzyjemne uczucie przenosiło się coraz wyżej.
- Hej, nie planowałem tego...
Blaithin jako jedyna z tej dwójki myślała, co więcej przywołanie nowych ubrań nie sprawiło jej najmniejszego kłopotu. Leo pospiesznie się ubrał, bełkocząc jakieś wylewne podziękowania w stronę swojej wybawicielki.
- Och, nie możesz mi tak mówić. Potraktuję to zbyt dosłownie - ostrzegł ją, gdy wspomniała o uderzeniu. Mrugnął do niej wesoło, naciągając rękawy kurtki tak, żeby zasłoniły mu trochę dłonie. Od razu wstąpiły w niego nowe pokłady energii, gdy mróz przestał go zjadać.
Niestety, chociaż panna Dear dostała drobny upominek, jemu jedynie trafiły się... Gratulacje.
- I co, innych instrumentów w ogóle nie ruszasz? Znaczy wiem, że to jest akurat taka trochę bardziej zabawka... Ale prawdziwy Czrodziejski Flet, albo cos? - Zainteresował się, chcąc jakoś zmienić temat. Miał jeszcze trochę dopytać, gdy dostrzegł tajemniczy opatrunek na dłoni dziewczyny. Ta jednak szybko schowała rękę do kieszeni. - Hej, nic ci nie jest?

Kostka: 3

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Wyspa Skye, Szkocja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1089
  Liczba postów : 2656
http://www.czarodzieje.org/t13638-blaithin-astrid-dear
http://www.czarodzieje.org/t13646-not-a-bad-girl
http://www.czarodzieje.org/t13684-dziobek
http://www.czarodzieje.org/t13647-blaithin-astrid-dear




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sob Gru 24 2016, 01:40

Sama nie wiedziała, czemu zareagowała tak, a nie inaczej. Bo w sumie od kiedy przejmowała się dziwnymi spojrzeniami innych ludzi? Nie mogła sobie pozwolić na takie zachowanie, utraciłaby swoją reputację kogoś, kto o nic nie dba.
- Co ty za zaklęcie rzuciłeś? Mogłeś spokojnie zdjąć kurtkę, a później wystarczyło ostrożne Incendio albo jakieś inne ogrzewające i już po chwili byłbyś wolny. - powiedziała, myśląc nad tym jakie to oczywiste. Normalnie dziwiła się, że nawet Leo na to nie wpadł! Zaklęcia związane z ogniem były fascynacją Blaithin od dawien dawna. Z pewnością umiałaby rozpuścić szybko cały ten labirynt, gdyby chciała. - No, ale przynajmniej coś się u ciebie działo. Ja tylko weszłam w jakieś ciemności i nic więcej.
Olbrzym nie przebywał na zimnie długo, ale z pewnością zdążył zmarznąć. Obserwowała, jak troszkę drży pod wpływem chłodnego wiatru i tych stale lecących z nieba płatków śniegu. Pożałowała, że wcześniej jeszcze dowaliła mu tą śnieżką. Ale przynajmniej przyzywając ubrania mogła jakoś pomóc chłopakowi. Na podziękowania nie zwróciła większej uwagi. Spoglądała w stronę tłumu ludzi, kiedy Olbrzym się ubierał.
- Właśnie o to chodzi. - odparła, przewracając lekko oczami. - Chcesz jeszcze zaklęcie rozgrzewające? - spytała, wiedząc, że ciepło nie napłynie do Leo tak od razu. A magia potrafiła to załatwić w bardzo szybki sposób. Przypatrywała się, jak Leo dostaje nic za całą tą heroiczną akcję, w trakcie której jeszcze ucierpiał.
- Żadnej nagrody pocieszenia. Los bywa okrutny. - stwierdziła z uśmieszkiem. - Nie, na wielu próbowałam, ale tylko skrzypce są mi takie bliskie. Wiesz... przypominają mi o wielu rzeczach. Też masz coś takiego? - spytała, poważniejąc trochę. Nie były jedynie instrumentem dla Fire - ale czymś o wiele ważniejszym. Stanowiły kotwicę, która pozwalała Szkotce jakoś przetrwać. Wyciągały z niej to, co najlepsze. Nikt nie miał prawa jej wtedy widzieć.
- Co? Nie, nic. - odparła z pewnością siebie. Nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś o nią dba, no może oprócz brata i kuzyna. - Masz jakiś pomysł, co teraz, Olbrzymie? - wcisnęła głowę między ramiona, czując zimno. Zimą zawsze odczuwała skutki swojego cienkiego stylu ubierania się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sob Gru 24 2016, 02:02

Wysłuchał grzecznie pouczenia Fire, jedynie cichutko wtrącając "Diffindo" w odpowiedzi na jej pytanie. Dziewczyna całkiem mu teraz zaimponowała, ale jednocześnie czuł się trocę głupio. No dobra, nie był super utalentowanym czarodziejem i doskonale o tym wiedział.
Nie zdążył jednak poprosić stanowczo o zmianę tematu, bo Blaithin sama się tym zajęła.
- Nie, dzięki. - Potrząsnął lekko głową na jej propozycję zaklęcia ogrzewającego. Sam nie wiedział czemu - może nie chciał już tak wykorzystywać towarzyszki, a może po prostu niezbyt ufał takim zaklęciom. Tak czy inaczej zostało postanowione.
- Hm, chyba tak. Próbuję wielu sportów, ale tylko MMA jest dla mnie takie ważne. No, może jeszcze surfing, ale... Ale to po prostu nie to samo. Też powinnaś tak mieć - skrzypce najbliższe, ale coś jeszcze zawsze się przyda. Taki flet, czemu nie? Jak masz smykałkę do instrumentów, to korzystaj. Ja jestem muzycznym beztalenciem. - Zaśmiał się cicho.
Odeszli już kawałek od labiryntu, ale Leonardo nie miał ochoty dalej włóczyć się po festynie. Jakoś tak, jego nastrój trochę padł i wolał go sobie odratować poza lodowiskiem, czy innym labiryntem.
Nie naciskał w sprawie tamtej rany, którą dostrzegł na ręku Blaithin. Sam często łaził z różnymi obrażeniami, bo nie lubił leczyć wszystkiego magią. Wyznawał zasadę, że jeśli oberwał, to powinien ponieść konsekwencje. Poza tym, Gryfonka miała własny rozum - gdyby coś poważnego jej się działo, nie ukrywałaby tego.
- Może chodźmy do pobliskiego baru? Mam nieziemską ochotę na grzane wino.
Nie dał za bardzo Fire możliwości na zaprotestowanie, bo ruszył dziarskim krokiem w stronę Polly's Bar.

/zt x2

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Centrum Parku   

Powrót do góry Go down
 

Centrum Parku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-