Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Centrum Parku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Centrum Parku   Wto Maj 21 2013, 19:47

First topic message reminder :


Centrum Parku

Oczko w głowie okolicznego ogrodnika, duma Hogsmeade. Kwiatki posadzone równiutko, jak przy linijce, trawnik przycięty z pedantyczną dokładnością. Pobliski trawnik został przyswojony przez uczniów i studentów Hogwartu, wiosną i latem jako idealne miejsce do rozkoszowania się promieniami słonecznymi czy uczenia się na świeżym powietrzu, zimą wręcz wymarzone miejsce do lepienia bałwana lub bitwy na śnieżki - niezależnie od pory roku, na brak ludzi nie można tu narzekać!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 25
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13814-margaret-shaw




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pon Gru 26 2016, 00:15

/ początek.
Margaret zawsze chce być jak najdalej od obcych ludzi. Skaczących, biegających, krzyczących - wszyscy są straszni. Może nie wszyscy, ale większość. Potrafią być okropni i mogą łatwo krzywdzić. Są wielcy, podczas gdy ona mała - jest inna, a oni tacy sami.
"Może tylko to twoje wyobrażenia. Nie bój się ich" , prawie cały czas to sobie mówi. Jednak nigdy jej nie wychodzi, aby normalnie zachowywała się w stosunku do obcej osoby. Najspokojniej czuje się sama. Na przykład teraz, tuż koło labiryntu, gdzie nie ma żywej duszy. Z książką pod ręką i samą sobą. Własne myśli, żadnych słów, sugestii innych osób. Spojrzała się na labirynt.
- Wygląda intrygująco - powiedziała, mrużąc oczy. - Ponieważ kryje dużo tajemnic. To normalne, że to najbardziej nieznane, najbardziej intryguje i ekscytuje. - Stwierdziła, zakładając pasmo włosów za ucho. Dobrze wie, że nie może tam wejść. Cóż to byłaby za głupota i nonsens! Zaśmiała się, owijając się przy okazji wełnianym szalem, gdy poczuła chłód. Już jest przeziębiona, nie może się jeszcze gorzej doprawić. Stwierdziła, że ominie labirynt i pójdzie w inną stronę. Jednak w tej samej chwili, usłyszała kroki, dosyć wyraźne. Podskoczyła i rozejrzała się niepewnie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pon Gru 26 2016, 00:32

Nie miała na kim iść na festyn. Trudno w to uwierzyć, ale naprawdę nie mogła znaleźć nikogo, kto miałby ochotę na wycieczkę. Albo ona chciałaby z nim iść. Poczuła się samotna, tak samotna, jak od dawna się nie czuła. Jakby Hogwartu sprawił, że znowu poczuła, że należy do ludzi, że może z nimi rozmawiać częściej niż na lekcjach. Nie wiedziała, co na tym festynie będzie, ale zamierzała to sprawdzić – może wygra coś ciekawego. Albo pozna ludzi, z którymi będzie mogła spędzić kilka fajnych chwil. Ach, powinna kupić sobie aparat. Czasami żałowała, że w pewnym momencie przestała kolekcjonować wspomnienia. Kilkanaście pokaźnych albumów stało w jej domu w Walencji, jednak w większości zawierały zdjęcia z dzieciństwa, kiedy jeszcze z chęcią pozowała przed rodzicami.
Ubrała się ciepło – wszak nadal nienawidziła tak niskich temperatur – i z wypchaną jedzeniem torbą wyszła z zamku za innymi. Trzymała się na uboczu i udawała, że jest z kimś umówiona. Założyła rękawiczki, żeby palce jej nie odpadły i gdy pojawiła się w Hogsmeade, zaczęła się rozglądać. Najpierw odwiedziła stoisko z upominkami, ale nie była pewna, czy powinna wydawać na coś galeony. Właściwie: czy cokolwiek interesuje ją jakoś specjalnie. Stwierdziła, że wróci tu później. Minęła lodowisko, na którym zobaczyła Dulce, więc postanowiła się nie zatrzymywać. Wreszcie dotarła do centrum parku. Było tu niewielu ludzi, co bardzo jej w tej chwili odpowiadało. Łatwiej zagadać do jednej osoby niż do grupki. Nie wiedziała jeszcze, co za atrakcję tutaj znajdzie, ale miała nadzieję, że coś ciekawego. Zobaczyła wielką, lodową ścianę. Niemal od razu zgadła, że w środku jest labirynt. Potwierdzenie podsłuchała od przypadkowych uczniów, którzy właśnie opuszczali wnętrze trochę pokiereszowani.
Przed wejściem stała jakaś dziewczyna z niebieskim szalikiem. Candy chyba powinna ją znać. Podeszła szybko, stawiając stopy dość głośno.
Cześć – rzuciła. – Wchodzisz? – zapytała, a po chwili się zreflektowała: – Czekasz na kogoś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 25
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13814-margaret-shaw




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pon Gru 26 2016, 13:01

Margaret zaczęła się stresować. Nie była tu jednak sama! Z labiryntu zaczęli wychodzić inni uczniowie, którzy nawet się na nią nie spojrzeli, a z daleka zaczęła słyszeć rozmowy. Festyn! Dziewczyna uderzyła się w głowę, przypominając sobie o tym cholernym festynie. Powinna stąd iść, może nawet nie powinno jej tu być! Już chciała się wycofać, gdy w tej samej chwili usłyszała głos i coraz hałaśliwsze kroki. Podskoczyła i odwróciła się niepewnie na pięcie. Przed jej oczami znalazła się dziewczyna (wręcz kobieta!), którą skądś kojarzyła. Jej uroda była tropikalna, z pewnością nie angielska. Margaret nerwowo zaczęła skubać szalik, rozglądając się niespokojnie. Co prawda kobieta nie wyglądała na wrogo nastawioną, jednak żołądek Shaw zwinął się w pętelkę. Jak rozwinąć rozmowę? Jak się zachować? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi!
- Nie? W sensie, ja? Ach...nie cz-czekam na nikogo - odpowiedziała Margaret niespokojnie, uśmiechając się blado. Od razu pomyślała, że  jej rozmówczyni zaraz po prostu od niej ucieknie i stwierdzi, że coś jest z nią nie tak. - Taki tam s-spacerek, a llabirynt po prostu mnie zaintrygował - splotła w trudności to zdanie, mrugając oczami jakby potraktowano ją jakimś dziwnym zaklęciem. Zacisnęła książkę w rękach, jakby chciała ją zgnieść.
- Ja w ogóle Margaret j-jestem - panna Shaw odważyła się dodać jeszcze te 5 wyrazów i w tej samej chwili gdy to powiedziała, serce podeszło jej do gardła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pon Gru 26 2016, 13:46

Dziewczyna wydawała się spięta, co Candy niemal natychmiast wyłapała. Nie potrafiła tylko stwierdzić, z jakiego powodu. Chyba nie wyglądała strasznie w ciepłym płaszczu i niebiesko-brązowym szaliku z godłem Ravenclaw. Miała jeszcze na głowie czapkę, spod której wyłaniały się ciemne włosy. Poprawiła ją, aby dobrze widzieć dziewczynę przed sobą. Wyglądała na młodszą, jednak Hiszpanka postanowiła nie zgadywać, czy już się kiedyś spotkały czy nie. Imienia i tak by sobie nie przypomniała.
Mrużyła oczy, słuchając wyjaśnień dziewczyny.
Na pewno? – To zdecydowanie brzmiało tak, jakby jej w czymś przeszkodziła. I to w czymś naprawdę ważnym, może nawet niespodziance? Chociaż przerażenie emanujące z każdej części ciała dziewczyny sugerowało raczej, że czegoś się boi niż czymś ekscytuje. – Też wybrałam się na spacer – odpowiedziała. Nie podejrzewała, że Krukonka mogła nie wiedzieć o festynie. – Spodobał ci się? – zagadnęła. Stały na tyle blisko, że mogły usłyszeć od organizatora, że nie wpuszczają pojedynczych osób. – Może pójdziemy razem? – zaproponowała. Starała się ignorować dziwne zachowanie rozmówczyni. Miała nadzieję, że to zwykła reakcja na stres i z czasem jej przejdzie. – Ja jestem Candida, miło mi – odparła z uśmiechem. Widziała, że dziewczyna patrzyła na nią dziwnie, więc dodała: – Nie jestem z Anglii, urodziłam się w Hiszpanii.
Kolejka do wejścia zmniejszała się, więc Candy zrobiła kilka kroków do przodu. Skinęła na Maggie, żeby do niej podeszła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 25
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13814-margaret-shaw




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pon Gru 26 2016, 17:38

Margaret stwierdziła, że kobieta jest bardzo ładna. Była totalnym przeciwieństwem Shaw - opalona dziewczyna z gęstymi włosami mająca bardzo ładną, kobiecą sylwetkę. Szesnastolatka wyglądała przy niej wręcz jak gorsza siostra z adopcji, jąkającą się przed obcymi. Młoda Krukonka idealnie przeczuła, że kobieta wyczaiła jej wrodzoną nieśmiałość.
- N-na pewno - dodała szybko, słuchając dalszych słów kobiety. Były one miłe, spokojne i ciepłe. Shaw, chociaż nadal niepewna, poczuła coś miłego. Rozmówczyni jeszcze nie uciekła, ani nie wyśmiała jej głosiku...Ba, wręcz zaproponowała jej wejście do labiryntu! Margaret wybałuszyła oczy i zawinęła się szalem. Nie może się poddać ani zepsuć tej rozmowy, chociaż jej ręce wykonywały już nienaturalne ruchy, między innymi miętolenie szaty i zaciskanie książki.
- C-Candida, łłaaadne imię - uśmiechnęła się blado Shaw. - No tak...w-widać, że egggzotyczna uroda - poszła kilka kroczków do przodu, gdy kolejka się zmniejszyła. Nie mówi nic źle? Czy nie uraziła jej słowami o egzotycznej urodzie?!
- L-labirynt bardzo...duży jest. - Wymamrotała, mając ochotę zapaść się pod ziemie, gdy usłyszała zdanie jakie wyplotła. - W sensie, żże taki ciekawy i i-intrygujący, bo nieznany! - Zaśmiała się, prawie poślizgując się na tafli lody i wpadając na kierownika kolejki. W ostatniej chwili się wyratowała, wyrabiając sobie równowagę poprzez machanie rękami jak sparaliżowana. Kierownik spojrzał się na nią, po czym powstrzymując śmiech, wskazał skinieniem, że mogą już wejść. Margaret, oblana szkarłatnym rumieńcem, wstąpiła do przodu, sprawdzając, czy ma różdżkę.
"Okej, teraz przejdziesz tylko labirynt z nieznajomą i masz nic nie zmerlinić!", przełknęła ślinę i spojrzała się na Candide.
- I-ile masz lat, tak właściwie? - powiedziała cienkim głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pon Gru 26 2016, 21:33

Poważnie zastanawiała się, czy jednak nie poszukać kogoś innego. Maggie trochę ją przerażała – jednak w innym sensie niż Candy Maggie. Hiszpanka nie była najlepsza w opiece nad nieśmiałymi ludźmi, jako że to raczej ona była uznawana za odludka, samotnika, za osobę, którą towarzystwo innych ludzi męczy i z którą nie warto zamienić ani słowa. Teraz wyglądało to tak, jakby ktoś podmienił jej charakter. To ona wydawała się bardziej cieszyć sytuacją niż rozmówca. Na szczęście Candy nigdy nie była gwałtowna, a jej głosowi bliżej było do głosu matki mówiącej do dziecka niż nastolatki.
Dzięki – odparła, żeby dziewczyna nie poczuła się zignorowana. Miała wrażenie, że jeszcze chwila, a Maggie rozsypie się w proch ze strachu. Na resztę jednak machnęła ręką. Po co roztrząsać jej pochodzenie? – Mów mi Candy – poprosiła. – Brzmi bardziej znajomo, co?
Obejrzała się, czy dziewczyna na pewno za nią idzie. Niby szła, ale należałoby to raczej nazwać wślizgiem, bo Maggie poślizgnęła się i ledwo utrzymała równowagę. Na szczęście jej się to udało, bo Candy nie była najlepsza z zakleć uzdrawiających. Zwłaszcza gdyby dziewczynie stało się coś poważnego.
Hiszpanka uśmiechnęła się mężczyzny przy wejściu, który życzył im powodzenia, i mrugnęła do młodszej dziewczyny.
Tym lepiej, że jest wielki. Mam nadzieję, że się ciepło ubrałaś, możemy tam trochę pobłądzić – stwierdziła i zniknęła za drzwiami. Wnętrze labiryntu okazało ciemne i oblodzone – od ścian płynęło jeszcze większe zimno (najwyraźniej były one magicznie zaczarowane). Wzdrygnęła się mimowolnie i wpadła na pomysł, że może i roztapianie ścian najmądrzejsze by nie było, to przecież może zapalić światło. Otworzyła torbę, aby zacząć w niej grzebać. – Dwadzieścia – powiedziała, w między czasie szukała różdżki. Przerzuciła kilka fiolek, dwie książki, woreczek z galeonami… nie było! Czyżby włożyła ją jednak do kieszeni? Zaczęła sprawdzać wszystkie możliwe miejsca, ale różdżki wciąż nie było. – Chyba musimy się wrócić – zauważyła niechętnie.

KOSTKI: 6,2

Teraz ty rzuć jedną kostką (na pierwszy etap), a potem opiszemy ten mój powrót po różdżkę, zanim przejdziemy dalej :).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 25
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13814-margaret-shaw




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Wto Gru 27 2016, 18:58

Margaret dosyć szybko doszła do wrażenia, że głos Candy jest ciepły, spokojny oraz dosyć matczyny - przynajmniej tak się jej wydawało, chociaż sama nigdy nie miała matki i właściwie nie wie, jaki brzmi prawdziwy głos rodzicielki. Co jak co, dziewczyna w głębi serca się podekscytowała. Nigdy nikt nie zaproponował jej wejścia do tunelu i mimo stresu, w pewien sposób się ucieszyła. W końcu zawsze jest omijana przez innych uczniów i właściwie sama ich omija. Boi się odrzucenia.
- C-Candy, zapamiętam! - Zaśmiała się ochoczo. - Wiesz, że kiedy czytałam mugolską książkę, to przeczytałam o grzybie candida albicans, który wywołuje u ludzi niemagicznych zakażenia! Ach, jaki ttennnnn świat jest wielki! - powiedziała z pasją, intonując każdy wyraz.
"Skoro się do ciebie odezwała, to na pewno się nie przestraszy!, pomyślała Shaw, nadal delikatnie skrępowana.
Po wślizgu Margaret, weszły do labiryntu. Pierwsze co dziewczyna poczuła, to z pewnością chłód i dreszcz, który przebiegł jej po krzyżu. Rozejrzała się, podekscytowana. Może być naprawdę ciekawie - może z obcą osobą, ale ciekawie! Przypomniała sobie połowę zaklęć, zupełnie nie słuchając Candy.
- Jakie dwadzieścia, w sensie, że? Eeee...A! Lat dwadzieścia - potrząsnęła głową. - To jesteś s-starsza! Ja mam sze-szesnaście, w lutym 17. - Uśmiechnęła się, zakładając pasmo włosów za ucho.
- Tak notabene, miejmy nadzieję, że w ogóle stąd wyjdziemy! - Dodała szybko, gdy dwudziestolatka przeszukiwała torbę. Czekając chwilę, usłyszała, że Candy zapomniała różdżki. Westchnęła, mając nadzieję, że Candida nie chce jej spławić.
- To cóż, n-nie pozostaje nam nic innego niż powrót! - Wzruszyła ramionami i zawróciła w stronę wejścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29915
  Liczba postów : 46851
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Wto Gru 27 2016, 18:58

The member 'Margaret Shaw' has done the following action : Rzut kośćmi


'Kostki' :
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Wto Gru 27 2016, 21:40

Uśmiechnęła z politowaniem.
Naprawdę? Nigdy nie zapomnę, że kojarzę się niektórym z grzybami – zaśmiała się głupkowato. Teraz powinna podziękować rodzicom, którzy nazwali ją na cześć… grzyba. Wychodzi na to, że to nie było miłe imię. Chyba że nadano jej je w celach ochronnych. Stało się jednak tak, że była magiczna i owy grzyb i tak nie mógł jej zaszkodzić.
Nie za bardzo wiedziała, co więcej odpowiedzieć – dostatecznie załamała ją informacja o imieniu – więc dała tematowi spokój. Oby dziewczyna zapamiętała ją jako Candy i niech kojarzy z jakimiś cukierkami.
Aż taka stara jestem? – roześmiała się. Racja, nie była uczniem, ale wciąż chodziła do Hogwartu, w szkole byli też starsi studenci, więc nie była najstarszą osobą w otoczeniu Maggie. – Niedługo kończysz ostatni rok, co? Zestresowana egzaminami?Rzuć luźny temat, powtarzała sobie, wtedy dziewczyna się oswoi.
Labirynt okazał się trudniejszy, niż się wydawał. I zdecydowanie większy. Candy prawie zgubiła Maggie, kiedy szły przed siebie, a teraz okazało się, że powinna bardziej pilnować różdżki. Oby nikt za nimi nie szedł i nie złamał ani nie gwizdnął jej różdżki.
Jasne, że wrócimy, wychodziłam z gorszych opresji – stwierdziła rozbawiona. Wspominanie rodzinnych wycieczek i czasami niebezpiecznych atrakcji sprawiały jej radość. – Nie uwierzysz, ale kiedyś musieli mnie ściągać z… sekwoi – powiedziała, kiedy powoli wracały śladami. – Mogłabyś zaświecić? Inaczej chyba nigdy nie dostrzegę swojej różdżki. – Na szczęście nie przeszły zbyt dużo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 25
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13814-margaret-shaw




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sro Gru 28 2016, 18:47

Margaret po chwili zrozumiała, że tekst o grzybie był głupi...bardzo głupi. Natychmiast jej twarz zalała się rumieńcem, oczy się zaszkliły i dziewczyna chciała się natychmiast teleportować, chociaż nawet nie posiadała takiej umiejętności.
- Och, zapomnij o tym...Cz-czasami moja wiedza potrafi sz-szokować ludzi - podrapała się po głowie, czując, że z jej oczu zaraz poleci strumień łez, chociaż w ostatniej chwili powstrzymała od popłakania się. Nie bądź ofiarą jak zwykle[i], pomyślała, [i]Ona nie jest straszna...chyba.
Owinęła się szalem i zakaszlała cicho, gdy ponownie poczuła chłód. Nie było tu przyjemnie, ale wszystko jest lepsze od siedzenia z innymi osobami w Pokoju Wspólnym. Połowa jej koleżanek ją przerażała i czasami Margaret śmiała uważać, że są "niedouczone". Taak, mądrala pełną parą.
- Eeee tam, eg-egzaminy. Nic mnie nie przeraża bardziej od ludzi - zaśmiała się, po czym ugryzła się szybko w język. Może nie powinna mówić dokładnie tego o czym myśli. - Nic nie słyszałaś! - Podskoczyła i zaśmiała się głupio. Próbowała być duszą towarzystwa, ale nadal wyglądała jak nieśmiała surykatka, którą wypuszczono chwilę temu z klatki.
- Sekwoja? To jest takieee o-olbrzymie! W-wiesz, możesz poopowiadać o swoich prz-przygodach, j-ja nie mam za wiele, oprócz p-pomysłów mojego ojca! - Uśmiechnęła się. - Och, tak pewnie! "Lumos!". - Dodała szybko po wyciągnięciu różdżki i nakierowała snop światła na drogę, którą przeszli. Zaczęły iść powoli z powrotem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Czw Gru 29 2016, 01:49

Jednak rozmowa z dziewczyną była trudna. Candy najchętniej wpakowałaby jej do buzi jakiś eliksir rozweselający, ośmielający albo taki, który sprawiłby, że uznałaby ją za swoją przyjaciółkę. Prościej i przyjemniej. Chciała z kimś luźno porozmawiać, może nawet się pośmiać z głupich rzeczy. Potrzebowała się rozluźnić, a nie starać podtrzymać rozmowę i sprawiać wrażenie miłej. Niespecjalnie nadawała się do tej roli, nawet jeżeli jej głos kojarzył się z tonem matki.
Nie, nie. Dobrze, że mi powiedziałaś, będę wiedziała, jak się przedstawiać – powiedziała szybko, żeby tylko Maggie nie zaczęła tworzyć czarnych scenariuszy. Skojarzenie może zabawne nie było, ale też nie obrażało właścicielki imienia.
Wróciły dobry kawałek, chociaż nie mogły być pewne, że poszły w dobrą stronę. Minęły kilka korytarzy, którymi mogły odbić w różne strony, ale wydawało jej się, że wcześniej szły po prostu przed siebie. Nowa znajoma oświetlała im drogę, więc Candy skupiła się na rozglądaniu za bukową różdżką. Jak na złość – nigdzie jej nie było. Musiały przejść prawie całą drogę aż do początku. Pozostał ostatni zakręt.
Jeżeli tak dobrze się uczysz, to zazdroszczę! – powiedziała szczerze. Jej niektóre przedmioty kompletne nie wchodziły do głowy, ale najstraszniejsze było to, że brakowało jej wielu talentów – jak chociażby do Quiddicha czy języków obcych. – Czemu przerażają cię ludzie? – zainteresowała się. Minęły zakręt i postąpiły kilka kroków naprzód, a wtedy Hiszpanka dostrzegła różdżkę. Wysunęła się do przodu i pochwyciła ją w palce. Na szczęście nic jej się nie stało. – Wreszcie! – zakomunikowała radośnie. Mogły wracać.
Obejrzała się na towarzyszkę i pomachała różdżką na potwierdzenie swoich słów. Na wspomnienie sekwoi roześmiała się.
Długa i trochę głupia historia – zaczęła. – Próbowałam ratować przyjaciółkę przed szamanami i… przypadkiem wlazłyśmy na drzewo. Wtedy jeszcze nie byłyśmy przyjaciółkami, tak właściwie tego dnia się poznałyśmy, kiedy siedziałyśmy kilka godzin na sekwoi. – Och, tak dawno nie widziała @Saga Demantur! – Twój ojciec jest naukowcem? – zapytała zaciekawiona, a jednocześnie po to, aby to dziewczyna coś opowiedziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Ravenclaw
Rok Nauki : VI
Wiek : 18
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 25
  Liczba postów : 23
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13814-margaret-shaw




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Czw Gru 29 2016, 12:43

Margaret uśmiechnęła się delikatnie, słuchając cały czas Candidy. Szły powoli, szukając różdżki, Shaw też starała się wytężać wszystkie umysły, by pomóc w znalezieniu magicznego patyka.
- Staram się dobrze uczyć, ale nie jestem orłem z wszystkich przedmiotów i nie mam og-ogromnych talentów, przykładowo w quidditchu. Ledwo w-wchodzę na miotłę. A ty, z cz-czego jesteś najlepsza? - Spytała się, przypominając sobie przy okazji o lekcjach quidditcha  w pierwszej klasie Hogwart. Wywaliła się kilka razy z miotły, a gdy już latała, to robiła zygzaki i ledwo nie wpadła w drzewo.
- Cz-czemu przerażają mnie ludzie? - Usłyszała kolejne pytanie i podskoczyła. W sumie...Sama nie umiała na nie odpowiedzieć. A co dopiero przekazać je prawie obcej osobie. Wzruszyła ramionami. - Od k-kiedy nazywali mnie Chudą Zmorą  i wwiem...jacy mogą być okropni. N-nie mam z-za wielu przyjaciół i tak chyba zostanie. Jeżeli brzmi to jak uż-użalanie to przepraszam. - Opuściła wzrok na swoje buty, jednak po chwili go podniosła.
Jeszcze powiedz jej co jadłaś na śniadanie i kiedy się załatwiałaś, pomyślała i sama w sumie zaczęła się zastanawiać,  co zjadła porankiem.
Wreszcie Candy zauważyła różdżkę, więc po chwili zaczęły wracać wgłąb labiryntu. Margaret nadal trzymała swój patyk, by lepiej oświetlać drogę.
- Szamanami? - Zaśmiała się, po czym machnęła ręką. - S-siedzenie z przyjaciółką na sekwoi z pewnością musi być...miłe? Ch-chyba ludzie chcą jak najwięcej czasu spędzać z przyjaciółmi? - Spytała się głupkowato, ponieważ ona sama stroniła od ludzi i wydawało się jej to dosyć dziwne.
- Mój tata naukowiec? Ech, nnno niezbyt. Uważa się za takowego, ale tylko penetruje lasy, zbiera pierdółki i wierzy w brednie ze śr-średniowiecza. - westchnęła. - R-raz kazał mi skakać ze schodów, po czym próbował mnie łapać, ponieważ uważał, że to pomoże mu w zagrożeniach, a kiedyś dał mi swój magiczny w-wywar, który miał mnie chronić przed chorobami, a jedynie spowodował wymioty. - Zaśmiała się, przypominając sobie te wydarzenia. Jednak kochała swojego ojca, bo radził sobie dzielnie bez mamy i nigdy nie tracił humoru.
- A twoi rodzice? Jacy są? - Dodała szybko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 22
Skąd : Hiszpania, Walencja
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1721
  Liczba postów : 908
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12573-candida-feliciana-miramon#339796
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12577-cukierek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12578-lluvia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12581-candida-feliciana-miramon




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Gru 30 2016, 02:36

W drodze powrotnej (chociaż ciężko to tak nazwać, należałoby raczej powiedzieć: w drodze do celu) obie oświecały ziemię przed sobą zaklęciami. Teraz Candy mogła obejrzeć ściany – a nóż coś tam ciekawego znajdzie! – a także przestała się potykać na nierównym gruncie. Że też tak późno wpadła na ten pomysł.
Talent do Quiddicha ma raczej mało osób – zauważyła. – Taki prawdziwy talent. – Pomyślała o Lope, któremu nie można było odmówić umiejętności, i o sobie, która może siedziała pewnie na miotle, ale gorzej ze skupieniem się nie tylko na locie, ale i grze. Nie wątpiłaby jednak, że gdyby wcześniej zaczęła grać, teraz mogłaby dorównać niektórym lepszym graczom. Wystarczyło trochę samozaparcia i dyscypliny. – Ja? Hm… chyba dobrze gotuję – stwierdziła. Po prostu to lubiła, a czy była jakimś mistrzem – nie wiedziała. To musiałby ocenić ktoś inny. Na pewno nie jej siostra, bo ona na wszystko mówiła dobre. – Poza tym lubię zielarstwo. Za to jestem totalnym beztalenciem artystycznym – wyjawiła, chociaż to nie był sekret. Nie zabierała się nigdy za rysowanie ani malowanie. Mogła jedynie zdobić torty, to uwielbiała.
Chudą zmorą? – Spojrzała krytycznie na Maggie. Mogła się zgodzić, że dziewczyna była specyficzna, ale nie uciekałaby przed nią. – No coś ty. Wiesz, to w sumie tak, jakby oni też się bali ludzi. Jeszcze bardziej niż jakichś potworów – powiedziała. Zaczynała wątpić w swoje umiejętności pocieszania. Każdy żart mógł zostać źle odebrany, więc musiała inaczej wybrnąć z sytuacji. – Zawsze możesz ich w nocy przestraszyć – dorzuciła. Ludzie byli okropni, jak najbardziej mogła (ba, musiała) się zgodzić. Tylko że jej zarzucili kłamstwo. I również przezywali, ale w sposób znacznie gorszy niż Maggie. Po prawdzie w takiej sytuacji jak młodsza dziewczyna Candy nigdy nie była, pewnie dlatego, że do takich akcji nie dopuszczała.
Doszły wreszcie do miejsca, gdzie ich ślady się kończyły. Teraz miał się zacząć dalszy etap podróży. Jeżeli same się wreszcie nie zgubią, na pewno będzie lepszy.
Czarodziejami-szamanami. Nie wiedziałam, że tacy istnieją i myślałam, że ratuję dziecko… Coś mi jednak nie wyszło – skwitowała ze śmiechem. – Cały dzień na sekwoi, aż nas jakiś człowiek nie ściągnął, był rzeczywiście zabawny. Dowiedziałam się trochę o życiu w Islandii. – Rzecz jasna Saga na początku miała do niej pretensje, ale w gruncie rzeczy szybko się dogadały.
Penetruje lasy…? W poszukiwaniu magicznych zwierząt? – dopytała. Nic innego nie przychodziło jej do głowy. – Może… – nie wiedziała, co powiedzieć – może chciał się poczuć jak ojciec, który zawsze uratuje swoje dziecko. – To głupie, jednak Candida czuła potrzebę usprawiedliwienia mężczyzny. – Magiczny wywar? Jest czarodziejem? – Początkowo myślała, że to typowy mugol, skoro stawiał na tak mugolskiej zabawy, ale teraz nie była taka pewna.
Moja mama jest zapaloną podróżniczką, tata podróżuje wraz z nią i zarabia na malowanych obrazach. Rzadko są w domu, odwiedzili tyle miejsc na świecie, że trudno zliczyć. Po prostu mama nie potrafi się opanować. – Na szczęście zarabiali tyle, że starczyło na jej zachcianki.
Maggie zamilkła i resztę drogi spędziły w ciszy. Nie miały większych problemów, ale też na nic fajnego nie natrafiły. Gdy już wyszły, Candy otrzymała wypchana galonami sakiewkę i nie mogła uwierzyć w to, co ujrzała. 50 galeonów! Jeszcze się upewniała, czy to na pewno dla niej. Odeszła wciąż zaskoczona. Niestety nie wiedziała, że gdy spojrzy kolejny raz do sakiewki, pieniędzy nie będzie.

drugi etap: 6 (nienawidzę)

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://www.czarodzieje.org/t14692-relki-basa#392047
http://www.czarodzieje.org/t14659-kase#391570
http://www.czarodzieje.org/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Czw Cze 29 2017, 22:56

Wychodzenie do parku wieczorami nie było nawet w pierwszej setce zajęć do robienia w wolnych chwilach przez Basa, ale skoro już się przeprowadził, warto by było chociaż zajrzeć do chyba jedynego tego typu przybytku w tej uroczej miejscowości. No więc poszedł, niewiele myśląc i nie zabierając ze sobą nawet torby, ale już po dziesięciu minutach przechadzki doszedł do wniosku, że nie ma tu absolutnie nic, co mogłoby skupić jego uwagę choć na chwilę i wpadł na genialny pomysł (jego zdaniem) powrotu do mieszkania i gapienia się w sufit. A nie tam jakieś oglądanie kwiatków w parku, to dla bab.
Odwrócił się na pięcie i skręcił w złą alejkę, wychodząc prawie w samym środku głównej, gdzie stało całkiem nowe, chyba wystawione dopiero na lipiec, pianino. I tak możemy rozmawiać! Usadził się na stołku jak na swoim i dopiero wtedy poczuł na ramieniu dłoń jakiegoś starszego gościa.
-Młody kawalerze, czy ty umiesz grać? To bardzo delikatny instrument... - pogładził pianino po krawędzi i spojrzał z niepokojem na Lenza.
-A, znam jedną piosenkę, ale naprawdę fajna. W sumie to leci mniej więcej jakoś tak - powiedział całkiem poważnie i zanucił dziadkowi czarodziejskie "dla Elizy", czyli najbardziej irytujący utwór, jaki mu przyszedł do głowy. Nie dał się jednak zrzucić z siedzenia i sprawdził krótko, czy poprzednik (pewnie jakiś dziecior) mu rozstroił instrument i ku jego zaskoczeniu było całkiem okej, więc wykorzystując tę sekundę, w której dziadek nie zdążył się jeszcze zamachnąć, żeby go zgonić z miejsca zaczął uderzać w klawisze, niosąc po parku utwór, którego autor często mu ostatnio towarzyszył. W końcu dzięki Lisztowi dostał się finalnie do opery. Zasługiwał, żeby go zagrać na pianinie w parku dla gołębi, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Ely, Anglia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 55
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13483-chiara-beatrice-accardo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13489-relki-srelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13497-filipek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13490-chiara-b-accardo#359212




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Czw Cze 29 2017, 23:49

Chiara ostatnio znalazła sobie nowe hobby. Kupiła pare dni temu zwykły, oprawiony w skórę szkicownik i postanowiła rysować, ot tak. Pewnego dnia po prostu obudziła sie z zamiarem narysowania czegoś naprawdę ładnego. Co z tego, że kompletnie nie potrafiła tego robić, może tym razem jej sie uda. Dlatego właśnie wolnym, dość leniwym krokiem udała sie w stronę parku. Swój nowy nabytek schowała do czarnej torby, którą zawiesiła sobie na ramię, a na nogi założyła buty za kostkę. Niby było dość ciepło, ale nigdy nic nie wiadomo- przecież to Wielka Brytania. A w dodatku był wieczór, więc z każdą minutą będzie coraz chłodniej.
Mimo wieczornych godzin, w parku był dość spory ruch. Gryfonka spacerując i rozmyślając nad tym jaka jest teraz pogoda we Włoszech, namierzyła wzrokiem wolną ławkę. Przyśpieszyła nieco, co by nikt jej nie dorwał przed nią i już wkrótce wygodnie sie na niej usadowiła. Wyjęła z torby szkicownik i najzwyklejszy w świecie, mugolski ołówek i już miała narysować pierwszą linię, kiedy ktoś zaczął grać na... pianinie? Zmarszczyła brwi i uniosła głowę. Na początku była nieco zdezorientowana, bowiem nie miała bladego pojęcia skąd dochodzi dźwięk. Uwielbiała muzykę, a tym bardziej uwielbiała dziwnych ludzi, którzy grają w środku parku albo robią inne, ciekawe rzeczy. Dlatego szybkim i zdecydowanym ruchem zamknęła szkicownik, wzięła go pod pachę a torbę zarzuciła na ramię i ruszyła...właśnie, gdzie? Dźwięk w parku naprawdę dziwnie się rozchodzi, a przynajmniej w tym parku. Dziewczyna nie za bardzo wiedziała, w którym kierunku ma iść, dlatego postanowiła iść przed siebie. Albo dotrze, albo nie.
Po chwili muzyka grała coraz głośniej, a Chiara w duchu pogratulowała sobie, że poszła w dobrym kierunku. Uśmiechnęła się lekko, gdy przy instrumencie ujrzała pochłoniętego graniem chłopaka i stanęła w dość sporej odległości, co by go nie zawstydzić ani nie zdekoncentrować. I dopiero gdy skończył odważyła sie podejść bliżej. Położyła szkicownik na pianinie i zaczęła bić brawo. -No proszę, nie wiedziałam, że mamy tu takich muzyków. -Powiedziała i lekko zmarszyła brwi, tym razem patrząc się na instrument, a nie na siedzącą przy nim osobę. -Cóż, w zasadzie nie wiedziałam też, że tu stoi pianino.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://www.czarodzieje.org/t14692-relki-basa#392047
http://www.czarodzieje.org/t14659-kase#391570
http://www.czarodzieje.org/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Cze 30 2017, 18:42

Nawet jakby przez park przemaszerował pułk Śmierciożerców i wszyscy stanęliby oglądać grającego Basa, niespecjalnie by się tym przejął. Był przyzwyczajony do tego, że muzykę robi się po to, żeby jej słuchać i nie miał nic przeciwko podchodzącym ludziom i przystającym w niedalekiej odległości od niego. Trudno żeby miał, w końcu na swoje własne życzenie posadził tam tyłek i zaczął grać. I może okazał się trochę hipokrytą, szydząc z najbardziej chyba znanego zwykłym ludziom utworu fortepianowego, po czym zaczął plumkać „la campanellę”, jakby to był jakiś niesamowicie oryginalny i nieznany utwór (nie, nie był), ale nie przyszedł tu grać za pieniądze, tylko dla przyjemności, mógł sobie wygrywać nawet „wlazł kuguchar na płotek” w wersji na dwie ręce i też by uważał, że jest okej. Kiedy przestał grać, kilka zebranych osób nieśmiało skleiło sobie piąteczki, że niby takie brawa za bycie wielkim panem muzykiem dostał (ludzie, na litość, idźcie robić rzeczy, a nie dupę zawracacie klaskaniem, od kładzenia się z zachwytu jest filharmonia), ale szybko odeszli i Bas zorientował się, że stoi przy nim jakaś dziewczyna, w dodatku coś tam zaczęła gadać. A nie, przepraszam, najpierw odłożyła kawałek książki, czy co to tam było, na pianino, żeby mu zaklaskać. Dzięki, laska! Tylko zabierz ten papier z instrumentu.
Bas zmarszczył brwi, z niezadowoleniem przyglądając się szkicownikowi, ale nie powiedział nic, bo kobieta skomentowała jego grę (jego samego?) dwoma krótkimi zdaniami.
-To może mi powiesz, co wiedziałaś, będzie szybciej – zaśmiał się, opuszczając klapę i krzyżując ręce na piersi. Dla niego to był śmieszny żart, nie? Nigdy nie był najlepszy w robieniu dobrego pierwszego wrażenia.
- Kai – przywitał się. - To znaczy, yyy… Właściwie to moje drugie imię, ale pierwsze nie jest zbyt wyjściowe – wzruszył ramionami, choć właściwie nie wiedział, po co się przedstawiał. Chciał myśleć, że kobieta też jest pianistką, ale wtedy nie położyłaby mu książki na jego nowej dziewczynie.
-Grasz? - wskazał na przysłonięte klapą klawisze – Kontra-C coś rzęzi, albo mi we łbie już rzęzi, nie wiem, jak chcesz, to sprawdź sama. A czekaj, tu jest jakoś inaczej…CC? Anglicy muszą chyba bardzo lubić tę literkę– powiedział niesamowicie elokwentnie, z wrodzoną dla siebie kulturą i dżentelmeństwem (czyli wcale - kto normalny żartuje z Anglików dwa dni po przyjeździe do ich państwa?), po czym wstał, żeby zwolnić jej miejsce i dopiero wpadł na to, że skoro niewiele mu do niej brakowało, jak siedział to po wstaniu wyglądał przy tej drobnicy jak przerośnięte drzewo z zarostem.
-Ou – wyrwało mu się i jakimś niewyobrażalnym cudem nie zapytał, jak ona sięga do pedałów – W każdym razie, pianino twoje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Ely, Anglia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 55
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13483-chiara-beatrice-accardo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13489-relki-srelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13497-filipek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13490-chiara-b-accardo#359212




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Cze 30 2017, 23:20

Od dziecka kochała muzykę. Kiedyś nawet próbowała nauczyć się grać na jakimś instrumencie, ale wychodziło jej to cóż...żałośnie. Dziewczyna po prostu nie miała talentu, nie rozumiała nut, nie potrafiła ich czytać i naprawdę zawsze podziwiała ludzi, którzy nigdy nie mieli z tym problemu. Ona za to uwielbia słuchać. I obserwować. Zawsze podobał jej sie widok osoby pogrążonej i całkowicie oddanej muzyce, dlatego zainteresowała sie siedzącym przy pianinie mężczyzną.
-Cóż, w gruncie rzeczy wiem sporo rzeczy. -wzruszyła ramionami i widząc skrzywioną minę chłopaka, szybko zabrała szkicownik, po czym schowała go do torby. -Wiem na przykład, że podobała mi sie twoja gra. -dokończyła i zamknęła torbę. Jednocześnie kątem oka zauważyła, że jej towarzysz najwidoczniej skończył na dzisiaj swój występ, bowiem opuścił klapę i zrobiło się jej trochę przykro. Mógłby jeszcze coś zagrać.
-Zawsze przedstawiasz się drugim imieniem? A może chciałabym poznać pierwsze? -Spojrzała na chłopaka i lekko zmarszczyła brwi. Swoją drogą, gryfonka po paru zdaniach słyszała dość wyraźny, zagraniczny akcent. Zastanwiała się tylko skąd siedzący przed nią chłopak może pochodzić. -Chiara. -ona również się przedstawiła, jednak tak jak większość ludzi- swoim pierwszym imieniem.
Zaśmiała się, gdy usłyszała pytanie chłopaka. Oczami wyobraźni próbowała wyobrazić sobie siebie tak bardzo skupioną jak ów mężczyzna, ale nie potrafiła.
-Ja? A wyglądam jakbym grała? -zapytała, wciąż sie uśmiechając. Ruchem ręki wskazała na swoją osobę, po czym z politowaniem spojrzała na muzyka, którego imienia wciąż jeszcze nie znała. -Zawsze chciałam, ale jeszcze nie odkryłam w sobie tego talentu. -westchnęła i pytająco spojrzała na chłopaka. Do Anglii przyjechała całkiem niedawno, więc nie bardzo wiedziała o co mu chodzi. W każdym razie jak miało być to coś obraźliwego, to dziewczyna nie załapała. Cóż, takie życie. A ona postanowiła to po prostu zignorować.
-Taa, nie musisz komentować mojego wzrostu. -Posłała mu nader słodki uśmiech, który był połączeniem szczerości i zażenowania swoim wzrostem. Czasem zapomina jak bardzo jest niska. I chociaż zazwyczaj jej to nie przeszkadza, tak teraz dziwnie sie poczuła po niezidentyfikowanym dźwięku, który wydobył sie z ust chłopaka. Niby nic obraźliwego, ale jednak. -Jak nie chcesz usłyszeć jak ranię pianino, lepiej żebym tu nie siadała. -dodała i wskazała na wolne miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://www.czarodzieje.org/t14692-relki-basa#392047
http://www.czarodzieje.org/t14659-kase#391570
http://www.czarodzieje.org/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sob Lip 01 2017, 01:24

Od razu się rozchmurzył, kiedy dziewczyna schowała szkicownik do torby. To nie tak, że był chodzącym pedantem i wszystko musiał mieć równiutko poukładane w przestrzeni wokół siebie - po prostu nie lubił, kiedy ktoś traktował pianina jak instrumenty. Dla niego miały dusze, były jak ludzie, z którymi można się było dogadać albo pokłócić, a przecież swoim kolegom nie kładł kubka z herbatą na głowie, a zdarzali się tacy, co na fortepianie kładli.
Pogładził się po zaroście (no litości, rano się golił, ktoś mu dolał eliksiru na porost włosów do pianki, czy jaki pies?) usłyszawszy całkiem zgrabnie zagrany komplement z ust rozmówczyni.
-To Liszt - skomentował krótko, faktycznie bardzo twardo akcentując to nazwisko, ale ze względu na ogólną poprawę humoru wydawało się, że nawet się do niej uśmiechnął, na pewno nie chciał tu nikogo instruować, czy pouczać - to nie byłby Bas. On tylko grał i uważał się po stokroć bardziej za rzemieślnika, niż za artystę.
Uniósł też brwi do góry, przykrywając sobie dłonią prawie pół twarzy, przeczesując oba policzki opuszkami, gdy dziewczyna zwróciła mu uwagę na imię. No tak, to nawet typowe dla płci pięknej. Imię, najważniejsze było imię. Oczywiście tym razem był już stuprocentowym hipokrytą, bo nie dalej jak parę dni temu cisnął Lysa o imię tej rudej piękności z balu.
-Często przedstawiam się drugim imieniem - skorygował - Chciałabyś? Jestem aż tak czarujący, czy chcesz mnie spisać za zakłócanie porządku w miejscu publicznym? - zaśmiał się pod nosem, odchylając trochę do tyłu.
Coraz zabawniej się z nią rozmawiało, szczególnie, że w bardzo typowy dla kobiet sposób uznała (jak większość ludzi), że jako pianistka musiałby ją cechować jakiś konkretny typ wyglądu lub zespół cech. Zapytam - jaki?
-A jak twoim zdaniem powinni wyglądać pianiści? Mam koleżanki, które po recitalu wskakiwały w dres i z wydziaranymi, gołymi brzuchami leciały z nami na piwo nad Izarą - roześmiał się serdecznie na to wspomnienie, jednak na dobrą sprawę nie do końca też wiedział, o co dziewczynie mogło chodzić, więc roboczo założył, że właśnie o to - Chodziło mi o to, że w konwencji angielskiej są same c, bez indeksów... A, nieważne - machnął ręką i usiadł z powrotem przy pianinie, skoro kobieta nie reflektowała dalszej gry.
-Będę szczery. Zdecydowanie nie chcesz poznać mnie widzącego kogokolwiek raniącego pianino - rzucił, otwierając ponownie klapę. - Talent. Dobre - prychnął pod nosem, choć raczej z przekąsem, niż z sarkazmem - To co? Jeszcze jeden romantyczny utwór? Nie jestem fanem, od razu mówię, więc byłbym wdzięczny, jeśli miałabyś bardziej wyszukane życzenie, skoro już się rozsiadłem udawać muzyka - puścił jej oczko, żeby nie pomyślała, że faktycznie jest podłym bucem. Był, ale nie w tej chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Ely, Anglia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 55
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13483-chiara-beatrice-accardo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13489-relki-srelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13497-filipek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13490-chiara-b-accardo#359212




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pon Lip 03 2017, 19:34

Zmarszczyła brwi, gdy zauważyła nagłą zmianę humoru jej rozmówcy. Czyżby było to spowodowane tym nieszczęsnym szkicownikiem? Aż tak bardzo mu to przeszkadzało? Wzruszyła tylko ramionami i ponownie zerknęła w stronę pianina. Przypomniała sobie grę jej mamy i to, że ona też zawsze chciała tak umieć. Ale za każdym razem jak się do tego zabierała, czuła jakby uczyła się chińskiego - nie wiedziała co się dzieje. Dlatego też zawsze fascynowali ją ludzie, którzy rzeczywiście potrafią to robić.
Obserwowała z niemałą ciekawością reakcję mężczyzny. Czy to naprawdę takie dziwne, że chce wiedzieć jak się nazywa? Zresztą, jakby nic nie wspomniał o tym, że nie jest to jego pierwsze imię, dziewczyna nawet by się nie zorientowała. Dlatego to częściowo jego wina. A ona prędzej czy później dowie się - jak nie od niego, to od kogoś innego. Jakby znał ją trochę dłużej, to wiedziałby, że słowo "uparta", mogłoby śmiało konkurować z jej drugim imieniem.
-Po prostu, lubię wiedzieć z kim rozmawiam. -Powiedziała po chwili, po czym położyła torbę na pobliskiej ławce, a sama skrzyżowała ręce na piersiach. -Poza tym może kiedyś jak się trochę lepiej poznamy, będę chciała wysłać ci sowę, ale nie zrobię tego, bo nie znam twojego imienia. -Dodała, jednak po chwili stwierdziła, że jest to całkiem głupi argument. Ale pamiętajcie, że jeżeli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie!
Podobała jej się jego odpowiedź. Mimo, że przed chwilą sama stwierdziła, że nie wygląda jak pianistka, teraz przez stojącego przed nią mężczyznę, zaczęła się nad tym zastanawiać. Jak według niej ma wyglądać pianista? Przecież to zwykli ludzie, a odpowiedź "Kaia" o koleżankach w dresach tylko utwierdziła ją w tym przekonaniu. Nagle zrobiło jej się trochę głupio i miała nadzieje, że jej rozmówcy nie zrobiło się w żadnym stopniu przykro. Chiara po prostu taka jest. Nawet nieświadomie szufladkuje ludzi.
-Masz rację...Sama nie wiem co miałam na myśli. Mam przynajmniej nadzieje, że Cię nie uraziłam. Nie chodziło mi o to, że pianiści są...inni. -Przerwała, nie za bardzo wiedząc co powiedzieć dalej. Uśmiechnęła się lekko po nosem i spojrzała na mężczyznę. -Chodziło o to, że ja nie gram. -Dokończyła i ciężko westchnęła.  
-W zasadzie... -Zaczęła, chociaż nie wiedziała za bardzo jak to ładnie ująć. Wpadła bowiem przed sekundą na pewien pomysł, ale nie miała ani zielonego ani bladego pojęcia jak jej rozmówca na to zareaguje. Stwierdziła jednak, że może to być jedyna szansa i dlaczego niby ma z niej nie skorzystać? Poza tym, kto pyta nie błądzi, co nie? -Hmm, chciałbyś mnie może czegoś nauczyć?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://www.czarodzieje.org/t14692-relki-basa#392047
http://www.czarodzieje.org/t14659-kase#391570
http://www.czarodzieje.org/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pon Lip 03 2017, 22:07

Kolejny raz zaśmiał się, kiedy usłyszał jej uparty ton i usilne próby wyciągnięcia od niego imienia. Właściwie to nic nie stało na przeszkodzie, żeby je poznała, w końcu nie był ani sławnym aktorem, graczem Quiddicha ani przede wszystkim kryminalistą, toteż w sumie... Dlaczego nie?
-Lenz Bastian, zuryszanin, pianista. Wystarczy twojej sowie? Teraz będzie mi bardzo przykro, jeśli nie dostanę od ciebie listu - zrobił udawaną smutną minkę, drocząc się z dziewczyną w najlepsze. Była takim samym małym uparciuchem jak jego matka i siostra, warto było podać jej swoje pierwsze, przypalskie imię.
Pokiwał głową przecząco, gdy wspomniała o jakimkolwiek urażeniu go tą wzmianką o pianistach. Na Merlina, on nie liczył się z opinią publiczna tak bardzo, że ostatnio był na zumbie w jakimś mugolskim fitnessklubie, z trzydziestoma babami na sali podskakując w najlepsze i robiąc z siebie idiotę, bo tak mu się akurat zamarzyło. I co? Miałby słuchać jakichś smutnych ludzi, którzy próbowaliby go zaszufladkować? Nie ma czasu, trzeba grać!
-Wiesz co, to jest chyba kwestia tego, że każą nam się ubierać w te pogrzebowe garniaki jak gramy. Sam nie wiem - wzruszył ramionami, bo temat przerabiał tyle razy, że powoli przestawał być dla niego istotny nawet w jednym procencie. I już miał się zbierać, kiedy dziewczyna zadała takie pytanie, że aż wstał, unosząc brwi tak wysoko, że praktycznie przejechały całe czoło.
-O, koleżanko, szybko! - podniósł nieco głos, choć tak rozbawiony nie był chyba od początku rozmowy - Podbijasz do obcego faceta w parku i po minucie rozmowy pytasz, czy chciałby cię czegoś nauczyć? Niech pomyślę... - podrapał się po brodzie udając, że się zastanawia - Niemieckich okrzyków bojowych? Robienia babeczek? O wiem! Umiem zrobić pingwina z papieru, może być? - zapytał całkiem poważnie, ale po chwili spojrzał na dziewczynę czujnie przyglądając się jej dłoniom. - Wiesz laska, nie jestem instytucją charytatywną, ale powaliła mnie twoja pewność siebie. Szanuje mocno, serio - pokiwał głową - dobra, siadaj - wskazał jej stołek przy pianinie i ujął prawą dłoń dziewczyny. - Okej, oprzyj palce na mojej dłoni i spróbuj pomachać łokciem. To pierwsze ćwiczenie, bez tego nie puszczę cię do pianina. Musisz poczuć, że ciężar opiera się na kostkach. Widzisz, jak u mnie - pokazał jej drugą, wolną dłonią oparcie na klawiszach pianina i wyciągnął rękę, jakby prosił ją o galeona, żeby spróbowała rozluźnić dłoń.
I tak nie miał lepszych planów na wieczór. Uczył dzieci, był cierpliwy, póki nikt nie właził mu na łeb, a skoro dziewczyna jest tak zainteresowana pianinem, to może nie zbawi go pięć minut, jak nauczy ją jakiegoś prostego utworu. Za dobre uczynki w niebie dają szwajcarskie czekoladki, nie wiem, czy wiedzieliście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Ely, Anglia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 55
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13483-chiara-beatrice-accardo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13489-relki-srelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13497-filipek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13490-chiara-b-accardo#359212




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Wto Lip 04 2017, 00:22

Na twarzy dziewczyny momentalnie pojawił się uśmiech triumfu, kiedy usłyszała pierwsze imię muzyka. Sama nie wiedziała czemu aż tak się na to uparła - chyba była to po prostu czysta ciekawość. W końcu rzadko kiedy spotyka się osobę, która nie chce wyjawić jak się nazywa.
-Prosiłam tylko o imię, ale bardzo się cieszę, że dostałam jeszcze inne bonusy. A list...cóż, jak tak bardzo chcesz, to mogę go wysłać nawet dzisiaj, jak tylko wrócę do zamku. -Wzruszyła ramionami i lekko się uśmiechnęła. -Zuryszanin... -Mruknęła cicho, pod nosem - tak, żeby jej rozmówca nic nie usłyszał. Starała odtworzyć sobie w głowie mapę Europy, była typowym wzrokowcem i robiła tak zawsze, gdy chciała coś sobie przypomnieć. A mogłaby dać sobie głowę urwać, że kiedyś czytała o tym mieście. Zurych... -Czy to znaczy, że jesteś ze Szwajcarii? -Zapytała po chwili i utkwiła w Bastianie uważne spojrzenie. W sumie wszystko by się zgadzało - niespotykane imię i równie niespotykany akcent, na który uwagę dziewczyna zwróciła już przy pierwszych słowach mężczyzny. Wolała się jednak upewnić, bo mimo, że jej rodzicielka usilnie starała się jej wbić do głowy mapę świata, a przynajmniej Europy, gryfonka nie była w stu procentach pewna, czy ów Zurych rzeczywiście znajduje się w Szwajcarii.
-Tak, to może być to. -Odpowiedziała, gdy chłopak wspomniał coś o pogrzebowych garniakach. Zaśmiała się, gdy wyobraziła sobie pianistę w stroju klauna, ale równocześnie zaczęła zastanawiać się czemu nie. -Swoją drogą twoje imię nie jest złe. Chyba przesadzasz. Przynajmniej jesteś oryginalny. -Dodała po chwili, będąc całkowicie szczerą. Jedną z cech, które Chiara ceniła najbardziej była właśnie oryginalność. Zresztą, patrząc na nią samą to słowo chyba było pierwszym, które przychodziło do głowy.
Sama nie wiedziała czy reakcja chłopaka ją zdziwiła, przeraziła czy rozbawiła. Przez chwilę stała zdezorientowana i już chciała krzyknąć, że chętnie nauczyłaby się robić tego cholernego pingwina z papieru, żeby tylko skończyć temat, kiedy zupełnie niespodziewanie Bastian wskazał na stołek.
-Yyy, jak nie chcesz to nie musisz, serio. To tylko taka głupia propozycja. -Nie bardzo wiedziała co powiedzieć, ani tym bardziej co zrobić. Ukradkiem popatrzyła na wolne miejsce i posłusznie na nim usiadła. Nadal była nieco zszokowana i zastanawiała się czy w oczach chłopaka jest postrzegana jako normalna osoba. Po chwili jednak stwierdziła, że najwyżej wcale mu żadnego listu nie wyśle i postara się, żeby już nigdy go na swojej drodze nie spotkać.
Posłusznie oparła palce na jego dłoni i parę razy pomachała łokciem. Zastanawiała się jak musi to wyglądać z punktu widzenia osoby trzeciej i stwierdziła, że chyba woli nie wiedzieć. Miała tylko nadzieje, że robi to dobrze, bo nie chciała ośmieszyć się jeszcze bardziej.
-Proszę, powiedz, że robię to dobrze. -Rzuciła błagalnym tonem i spojrzała w kierunku chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://www.czarodzieje.org/t14692-relki-basa#392047
http://www.czarodzieje.org/t14659-kase#391570
http://www.czarodzieje.org/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Wto Lip 04 2017, 14:49

Mimo, że Zurych nie był stolicą Szwajcarii zamieszkiwało go najwięcej osób w kraju, więc Bas często łapał się na tym, że irytowały go osoby, które myślały, że jego rodzinne miasto leży gdzieś w Afryce. W rzeczywistości czarodzieje nie mieli obowiązku znać dokładnej mapy Europy, nie zmieniało to jednak faktu, że zrobiło mu się miło kiedy dziewczyna rozpoznała państwo. Poczuł się więc zobowiązany zgadnąć i jej pochodzenie, choć tutaj trzeba przyznać, że startował z o wiele lepszej pozycji niż ona – w końcu jednym z urzędowych języków Szwajcarii był włoski i mężczyzna, mimo że słowa nie potrafił powiedzieć po włosku osłuchał się z tym językiem w Gryzonii.
-A mógłbym być zuryszaniniem nie ze Szwajcarii? – zażartował, choć naturalnie mogłaby się tutaj z nim trochę posprzeczać, ale nie chciał już bardziej straszyć dziewczyny. Powinien być szarmancki, czarujący, jakoś ją do siebie przekonać, a nie stroić sobie żarty, ale nigdy nie był najlepszy w robieniu dobrego pierwszego wrażenia, niestety – Chiara, Chiara, mogę strzelać? – zapytał, choć nie raczył już powiedzieć, a propos czego chce strzelać – Masz włoskie imię. I mówisz po angielsku. No chyba się zakochałem – skomplementował ją w typowy dla siebie, głupawy sposób, bo nie chciał tak bezpośrednio przyznawać, jak Włosi kochają swój język do tego stopnia, że nawet w Szwajcarii zrobili sobie własny kanton, żeby tylko nie gadać po niemiecku. No dobra, historycznie nie było to do końca tak, ale z grubsza chyba można to tak nazwać, prawda? –Hm, jak to ładnie powiedzieć… - zastanowił się przez chwilę, kiedy wspomniała o jego imieniu– Nie wiem, czy pamiętam to słowo… A, okej. Nie utożsamiam się do tego imienia. Z tym imieniem? - podniósł jedną brew do góry. Ogarniał angielski, ale tak na dziewięćdziesiąt procent, gadanie z ziomkami przychodziło mu łatwo, ale w kulturalnych rozmówkach z obcymi kobietami zdarzało mu się jeszcze robić błędy. Nie tylko, niestety, stylistyczne. – Sorry. Tylko widzisz, nie jestem pewien, czy w tych czasach oryginalność nie zrobiła się, no wiesz, oklepana.  Ale dzięki za komplement – dodał po chwili, wtrącając kolejne warte przemyślenia zagadnienie.  Sam uważał się za normalnego do bólu, w przeciwieństwie do kobiety przed nim, która istotnie nie dość, że miała zagraniczną urodę, tak odstającą od angielskich bladziochów, to jeszcze jej zachowanie dalece odbiegało od szaraków, których widział na ulicach. Punkt dla niej.
Nie musiał patrzeć na jej postawę, na twarz, ani nawet na łokieć, żeby zauważyć, że się spięła. No, każdy by się spiął, jakby Bas uraczył go takim „żarcikiem” przed właściwą lekcją. Debilu, wystraszyłeś dziewczynę, zamknijże jadaczkę i zachowuj się jak człowiek. Świetnie ci idzie zaskarbianie sobie miłości otoczenia, no naprawdę.
-A podnieś każdy palec po kolei do góry – poprosił, ale i tak widział, że ze spięcia, powodowanego w sumie pewnie jego głupim gadaniem, trochę sprężynuje jej do góry najmniejszy, piąty palec. Wydał polecenie, ale zamiast tego złapał ją delikatnie za wierzch dłoni i podciągnął, po czym opuścił trochę ku dołowi kilka razy, żeby rozluźnić nadgarstek. –Opieraj na kostkach, będzie idealnie – zupełnie zmienił ton z naczelnego śmieszka na spokojnego nauczyciela i spojrzał kontrolnie na dziewczynę, żeby sprawdzić czy wciąż się tak stresuje. – Nie nauczę cię w pięć minut nawet pół sonatiny, bez szans, ale jeśli planujesz napisać mi list, to myślę, że mam pomysł na twoją grę. Połóż rękę na klawiszach – poprosił i umiejscowił jej kciuk, drugi i czwarty palec dokładnie tam, gdzie powinna uderzać. – Powoli, bez stresu, najpierw kciuk, potem drugi, potem czwarty. Osiem razy. Dołożę ci akordy, będzie się przyjemniej grało – uśmiechnął się przyjaźnie, bo właściwie to za chwilę kobieta z etapu „nie umiem grać w ogóle” przejdzie w etap „o, coś mi wyszło!", a Bas uwielbiał, kiedy ludzie czerpali radość z gry. Tylko została jeszcze jedna sprawa, o której zapomniałby, gdyby nie grał dwanaście lat i teraz trochę mu to zaczęło wadzić – Aha, jeszcze pedały – powiedział do siebie, ale już i tak stał za dziewczyną z lewą ręką przy jej barku, przygotowaną na akordy i jakby jeszcze miał naciskać pedały (nie wiedzieć w sumie po co przy takim graniu), to chyba by musiał na tę biedną studentkę wejść. – Dobra, jebać, gramy – machnął ręką i niemal natychmiast doszło do niego, że nie rozmawia z kolegą, tylko z obcą dziewczyną – Szlag, wybacz. Po prostu spróbuj zagrać – poprawił się błyskawicznie i położył swoją lewą rękę na klawiszach obok Chiary.


Ostatnio zmieniony przez Bastian K. Lenz dnia Sro Lip 05 2017, 18:22, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : link!)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Ely, Anglia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 55
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13483-chiara-beatrice-accardo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13489-relki-srelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13497-filipek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13490-chiara-b-accardo#359212




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sro Lip 05 2017, 02:06

Rzeczywiście, czarodzieje nie mieli takiego obowiązku. Chiara podejrzewała nawet, że większość z nich właściwie może nie wiedzieć gdzie leży ta cała Szwajcaria albo inna Polska. Jej mama jednak, z racji swojego mugolskiego pochodzenia, postanowiła nauczyć wszystkie swoje dzieci przynajmniej tej nieszczęsnej mapy Europy. Dzisiaj dziewczyna z uśmiechem wspomina każdą "lekcję" i jest naprawdę wdzięczna rodzicielce, jednak wcześniej był to dla niej istny koszmar.
-Myślę, że mógłbyś. -Odpowiedziała po chwili głębokich przemyśleń na jego pytanie i wzruszyła ramionami, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie. -Ja na przykład jestem weronką nie z Włoch. Znaczy...hmm, to dość skomplikowane. I w sumie teraz myślę, że nie wiem czy mogę się tak nazywać. -Dodała i odgarnęła z twarzy pojedyncze kosmyki włosów, które z uporem maniaka co chwila wpadały jej do oczu. No litości! Czasem naprawdę zazdrościła facetom tych ich krótkich fryzur, a ona i tak długich włosów nie miała. Ze zgrozą przypomniała sobie czasy, kiedy miała dłuższą fryzurę i w myślach pogratulowała sobie decyzji jej skrócenia. Ta była o wiele wygodniejsza, jednak wciąż nie dorównywała (chyba!) tym mega krótkim.
-Dajesz, strzelaj. Skąd pochodzę? -Uniosła brwi, czekając na kolejną błyskotliwą odpowiedź. Musiała przyznać, że całkiem miło jej się z nim rozmawia, mimo, że poznali się nie więcej niż 10 minut temu. Nie żeby kiedykolwiek miała jakieś problemy z nawiązywaniem znajomości, ale zazwyczaj pierwsza rozmowa jest trochę bardziej...sztywna?
Roześmiała się na komentarz o jej imieniu oraz języku, jakim się posługiwała. Cóż, lubiła włoski - z całą pewnością jest to jeden z piękniejszych języków, ale bez przesady. Rozmawiała w nim chyba jedynie w Calpiatto.
-Z tym imieniem. -Poprawiła go, jednak nie miało to być w żaden sposób obraźliwe. Pamięta przecież, że całkiem niedawno ona też uczyła się obcego języka, także czemu niby nie może pomóc? -Cóż, myślę, że w tych czasach dużo ludzi na siłę próbuje być oryginalnymi, bo to jest "modne" i właśnie to czyni ich nieoryginalnymi. -Odpowiedziała po chwili na przemyślenie mężczyzny, po czym znów odwróciła się w stronę pianina. I już chciała wykonać polecenie mężczyzny, kiedy on złapał ją za dłoń i parę razy na przemian podciągał i opuszczał, co miało na celu zapewne jej rozluźnienie. Nie dało się bowiem ukryć, że mimo ogólnie dobrego humoru, w tej chwili była dosyć spięta.
Spodobał jej się ton, który nagle ze śmieszkującego, przeszedł w iście nauczycielski i dziewczyna momentalnie zaczęła zastanawiać się, czy stojący już teraz za nią osobnik nie jest przypadkiem...nauczycielem?! Ukradkiem zerknęła za siebie, ale stwierdziła, że chyba jednak jest na to trochę za młody. Chociaż kto wie ile on ma tam lat.
-Jak wrócę dzisiaj do zamku z przekonaniem, że rzeczywiście umiem coś zagrać, to możesz spodziewać się mojej sowy w każdym momencie. Masz to jak w banku. -Rzuciła i posłusznie położyła palce na klawiszach dokładnie tam gdzie pokazał jej Bastian. Uśmiechnęła się pod nosem na sławne "Dobra, jebać", a jeszcze bardziej na "wybacz", po czym zmarszczyła brwi, gdy usłyszała "spróbuj zagrać". Że niby już? Przygryzła wargę, nie za bardzo wiedząc co robić i już chciała zapytać się o to stojącego za nią mężczyzny, kiedy z ulgą zobaczyła trzecią, nie swoją dłoń. Uf, będzie grał z nią. Może nie ośmieszy się aż tak bardzo. -Spróbuje, ale nie śmiej się. -Powiedziała, po czym zrobiła to, co do niej należało - zaczęła grać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Skąd : Zurych, Szwajcaria
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 253
  Liczba postów : 142
http://www.czarodzieje.org/t14655-bastian-k-lenz#391428
http://www.czarodzieje.org/t14692-relki-basa#392047
http://www.czarodzieje.org/t14659-kase#391570
http://www.czarodzieje.org/t14656-bastian-kai-lenz#391454




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Czw Lip 06 2017, 18:42

Utożsamianie się z krajem nie pełniącym roli państwa, w którym człowiek się urodził często wynikało z faktu przedłużonego pobytu, założenia tam rodziny, czy, jak bywało w przypadku uczniów innych krajów pobierających nauki w Trausnitz, umiejscowienia szkoły magii w tymże kraju. Bas jednak uparcie uważał się za Szwajcara, mimo że sam musiał z bólem przyznać, że dialekt wyparł literacki niemiecki, a i teraz jego życie sprowadzało się do gry, śpiewania i robienia ćwiczeń z angielskiego, czyli niewiele miało wspólnego ze ‘szwajcarowaniem’. Naturalnie była tego zasadnicza przyczyna – niemiecko-szwajcarski konflikt, który jak drzazga siedział w Lenzu i przez którego skutki rzucał się z pięściami na każdego, kto nazwałby go ‘niemiaszkiem’. Dziewczyna jednak sprawiała wrażenie osoby, która się szybko asymiluje i Bas uznał za wielce prawdopodobne, że we Włoszech się tylko urodziła, a resztę życia spędziła już w Wielkiej Brytanii, o czym świadczyło między innymi to, jak płynnie posługiwała się językiem.
-Weronka nie z Włoch brzmi, jakby była jakaś druga Werona w Grecji – uśmiechnął się – To znaczy, wiesz, rozumiem, o co ci chodzi, uczyłem się w Trausnitz z Austriakami i Holendrami, którzy cały rok siedzieli na niemieckim wikcie no i nie ma co winić małych dzieciorów, że w końcu zaczęły traktować szkołę i Niemcy jak swój dom – wzruszył ramionami, bo faktem było, że temat po pierwsze wcale nie był taki interesujący, a po drugie dość ciężki i każdy miał w nim swoje zdanie. Poza tym był dumny, że się nie pomylił ani razu przy artykulacji tego wywodu, chyba. – Ale jak dla mnie to możesz się nazwać weronką i z Marsa i też będzie git – dodał już normalnym stylem rozmowy, bo od pilnowania składni już go zaczęła boleć głowa. Preferował zdecydowanie prostą komunikację. –A, dzięki - przytaknął na jej poprawkę – To się tak mówi, że jak chcesz być… Scheiße, wiaro, wiar… wiarygodny, to nie bądź modny. Ciężko się ze mną gada, jak tak dukam, co? Sorry laska, zazwyczaj gram, albo śpiew… Co ty tak poprawiasz te włosy? – zmarszczył brwi, przyglądając się dziewczynie uważnie –Ech, baby. Dobrze wyglądasz, już zostaw – pokiwał głową, z rozczuleniem patrząc, jak dziewczyna zmaga się z niesfornymi włosami, ale ostatecznie zaniechał dalszych komentarzy, żeby totalnie nie pomyślała o nim jak o jakimś czepialskim bufonie.  
Dosłownie sekundę przed tym, jak dziewczyna nacisnęła pierwszy klawisz, Bas przeniósł swoją lewą rękę na jej lewą i położył ją dziewczynie na kolanie, zdejmując jednocześnie z pianina. –A ty gdzie tę rękę pchasz, co? – zapytał droczącym się tonem – Doceniam ambicję, chętnie bym ci pokazał, co z nią robić, ale może jeszcze nie w tej chwili – powiedział tak spokojnie, że na dobrą sprawę można było się zorientować, że nie wie, jak dwuznacznie to zabrzmiało. Nie był facetem tego typu – nie podrywał kobiet w tak tani sposób i w dodatku na pianino. Niestety, nie był też najlepszy w rozmowach z obcymi kobietami.
Zagrała. I choć nie było to może mistrzostwo świata, nacisk na klawisze nie był najrówniejszy a w rozchodzących się tonach było słychać resztki stresu, nie było też źle. Bas oderwał lewą rękę od klawiszy i stanął obok dziewczyny. –No, i dobra. Co mi tu ściemniasz, że nie umiesz grać? – zapytał wyzywająco, używając dokładnie tej samej pochwały, którą stosował na małych dzieciach, kiedy bały się śpiewać. Skoryguje ją potem.
-To teraz, Chiaro z Werony nie z Włoch możesz mi podać swoją lewą dłoń – nachylił się teatralnie, jakby prosił kobietę do tańca. Naprawdę, nie był najlepszy w byciu normalnym facetem, za to miał złoty medal w robieniu z siebie naczelnego klauna. Położył jej palce na klawiszach i pokazał cztery ułożenia. – Mniej więcej do ogarnięcia? Startujesz z wyjściowej, potem piąty i kciuk jeden w lewo, potem tylko – złapał ją za jeden palec – ale tylko środkowy przesuwasz na ten czarny długi klawisz, już tam olać, jak się nazywa, wyślę ci nuty w liście zwrotnym, moja sowa i tak wiele więcej nie rozumie – zaśmiał się i nacisnął jej palcami kilka razy w klawisze – a na koniec wskazujący jeden w lewo. Powtórzyć coś? Takie cztery ułożenia – chciał skończyć i podniósł brodę do góry, żeby zanucić sobie, jak to będzie brzmiało, jeśli zostawi ją tylko na tym etapie. Nie, koszmar, nie mogą tak tego zostawić. Bas już słyszał, jak znani pianiści wychodzą z grobów, żeby osobiście zapłakać nad tym dźwiękiem. – Ooooookej, i tak tysiąc razy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : VIII
Wiek : 20
Skąd : Ely, Anglia
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 55
  Liczba postów : 101
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13483-chiara-beatrice-accardo
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13489-relki-srelki
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13497-filipek
http://czarodzieje.my-rpg.com/t13490-chiara-b-accardo#359212




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Wto Lip 11 2017, 02:32

Zawsze śmieszyło ją zachowanie ojca, który z ewidentnie obco brzmiącym nazwiskiem próbował wmówić wszystkim naokoło, że jest stuprocentowym anglikiem. Nigdy tego nie rozumiała, a po paru latach zgodnie z mamą stwierdziły, że nie ma co się zadręczać zakompleksionym mężczyzną, który z nikomu nieznanych powodów nie potrafił pogodzić się ze swoim nie-czysto angielskim pochodzeniem. Wzruszały tylko ramionami za każdym razem, gdy jakiś jego rozmówca kierował do nich pytające spojrzenie i szły dalej, jakby nie wiedziały o co chodzi. Chiarze nigdy nie przeszkadzało to, że mieszkając w Wielkiej Brytanii nie wyglądała jak typowa angielka, a jej mama wręcz się tym szczyciła -kochała Włochy i to, że na południu mieszkają jej rodzice. Pewnie dlatego zdecydowała się wyprowadzić z deszczowej Anglii i zaciągnąć tam również całą swoją rodzinę, w tym jej męża, który przecież nie ma żadnych zagranicznych korzeni i w ogóle kocha swoje Wyspy.
-Wiesz, ja nigdy nie traktowałam Włoch jak domu. Jestem Brytyjką, tak dla sprostowania. -Rzuciła i uśmiechnęła się na sformułowanie, które padło z ust mężczyzny. -Chociaż myślę, że Weronka z Marsa bardziej mi się podoba. Chyba to opatentuję.
Zmarszczyła brwi, gdy Bastian wspomniał coś o dukaniu. Machinalnie przypomniała sobie jej starszych braci, którzy przez pierwsze dwa lata praktycznie nic po włosku nie mówili, a ona (i oni też!) do dziś dziwią się jak zdali z klasy do klasy. Chyba z czystej uprzejmości nauczycieli, bo innego wyjaśnienia po prostu nie ma.
-Cóż, nie wiem dokładnie kiedy przyjechałeś, ale mogę Ci powiedzieć, że nie mówisz najgorzej. W zasadzie, mówisz lepiej niż moi bracia kiedykolwiek mówili po włosku. -Rzuciła chcąc go nieco pocieszyć, chociaż prawdę mówiąc, ani trochę nie wyglądał na osobę, która by się tym przejmowała. -Zresztą, mój angielski też nie jest idealny. A włosy przeszkadzają, gdy zawieje wiatr, nawet bardzo. -Odpowiedziała na jego uwagę i zmrużyła oczy, zastanawiając się przez chwilę czy nie rzucić na chłopaka zaklęcia na porost włosów, żeby sam się przekonał. Szybko jednak porzuciła tą myśl, uświadamiając sobie, że poznała go niecałe dwadzieścia minut temu. Gdyby znała go dłużej pewnie by to zrobiła.
Jej doświadczenie w grze na pianinie ograniczało się do podglądania mamy i nieudanych próbach nauczenia się czegokolwiek, co praktycznie zawsze kończyło się klęską. Raz udało jej się nauczyć grać jakąś kolędę i była z siebie dumna do tego stopnia, że grała ją na każde święta przez dobre parę lat. Dlatego sama się zdziwiła, gdy ten krótki kawałek zagrała całkiem nieźle, a w dodatku dostała pochwałę!
-Jeżeli umiejętność zagrania jednej kolędy czyni ze mnie pianistkę, to tak. Umiem grać. -Odpowiedziała na pytanie chłopaka i się roześmiała -Okłamałam Cię, przepraszam.
Wypełniła prośbę chłopaka i podała mu lewą dłoń, którą wcześniej położył jej na kolanie. Zamyśliła się i musiała przyznać, że kompletnie nie słuchała jego ostatniej wypowiedzi, dlatego uśmiechnęła się do niego przepraszająco i poprosiła o powtórzenie co, gdzie, kiedy i jak. Tym razem słuchała uważnie i miała nadzieje, że zapamiętała z tego chociaż połowę, bo może nie wygląda, ale naprawę chce się czegoś nauczyć.
-Hmm, chyba nie zapamiętałam, ale spróbuje. -Położyła palce na klawiszach i zmarszczyła brwi, próbując ułożyć sobie w głowie kolejność. Jak nic coś zepsuje, ale raz się żyje. W razie czego kolega stojący obok na nią nakrzyczy, ale od tego się chyba nie umiera. Wzięła głęboki wdech -nie wiedzieć czemu bardzo nie chciała aby już na samym początku coś jej nie wyszło i trochę się stresowała, po czym zaczęła grać. A gdy nie usłyszała za sobą żadnych słów krytyki, uśmiechnęła się pod nosem i znów powtórzyła to samo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Centrum Parku   

Powrót do góry Go down
 

Centrum Parku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-