Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Centrum Parku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Centrum Parku   Wto Maj 21 2013, 19:47


Centrum Parku

Oczko w głowie okolicznego ogrodnika, duma Hogsmeade. Kwiatki posadzone równiutko, jak przy linijce, trawnik przycięty z pedantyczną dokładnością. Pobliski trawnik został przyswojony przez uczniów i studentów Hogwartu, wiosną i latem jako idealne miejsce do rozkoszowania się promieniami słonecznymi czy uczenia się na świeżym powietrzu, zimą wręcz wymarzone miejsce do lepienia bałwana lub bitwy na śnieżki - niezależnie od pory roku, na brak ludzi nie można tu narzekać!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Wiek : 24
Skąd : Fenny Stadford
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 321
  Liczba postów : 548
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4799-violet-lavoisier?highlight=violet
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4806-takie-tam-lukrecjowe-3?highlight=lukrecjowe
http://czarodzieje.my-rpg.com/t4805-violet?highlight=violet
http://czarodzieje.my-rpg.com/post?p=211741&mode=editpost




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Wto Sie 06 2013, 13:18

Po powrocie z Japonii, na którym wiele się działo, Violet postanowiła wykorzystać ostatnie dni przed powrotem do szkoły. Powinna wypocząć, w końcu później zacznie się poranne wstawanie, a także jak najlepiej przygotować się na zbliżający rok szkolny. W każdym razie niespecjalnie się do tego paliła, tym bardziej, że wreszcie miała chwilę, aby spędzić trochę czasu ze swoim bratem. Zamiast tego często wychodziła z domu, gdzie ojciec ostatnio często się krzątał, wymieniając dziwne spojrzenia z Lawkiem. O co w tym wszystkim chodziło? Nieważne, nic już było nieważne! Powinna wybrać się na jakiś spacer, coby przypomnieć sobie uliczki Londynu, wszak w Japonii wszystko wyglądało inaczej. Wszędzie kwitły drzewa wiśniowe, a skośnoocy Azjaci porozumiewali się niezrozumiałym językiem. Powrót do Anglii był jak powrót do cywilizacji - tutaj bez problemu mogła porozmawiać z niemal każdym napotkanym człowiekiem, choć oczywiście tego nie robiła, gdyż miała wystarczająco wielu znajomych i nie musiała się uciekać do tak rozpaczliwych czynów, jak zagadywanie obcych ludzi. Mugoli w dodatku, do których oczywiście nic nie miała, ale pole tematów, które można z nimi poruszyć, jest znacznie zacieśnione.
Tymczasem znalazła się w samym centrum Hyde Parku, co było dość dziwnym zjawiskiem, bo ostatnimi czasy dużo szalała po centrach handlowych, w każdym razie nie spodziewała się spotkać tutaj nikogo znajomego. Trochę zamyślona była, rozważała bowiem kupno nowej sukienki, wszak jedna uległa zniszczeniu przez australijskiego barbarzyńcę, jednak nie mogła zdecydować się, czy chciałaby ponownie beżową, czy może niebieską. Ach, te dylematy!

dla Shaylene
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Lut 16 2014, 01:41

Oczywistym było, że ktokolwiek by nie poprosił Jacka o trening, zagranie w qudditcha lub bludgera, to ten by mu nie odmówił. Szczególnie, kiedy propozycją rzucił jego kumpel. Jak wiadomo sport to zdrowie, a zdrowie ma się tylko jedno! No, a poza tym można dać sobie niezły wycisk, ponapierdalać się trochę, podnieść tymczasowo poziom adrenaliny i po prostu pozbyć się emocji kumulujących się w sumie nie tylko wciele, ale też przede wszystkim w umyśle i na duszy. Och tak, Reyes był niesamowitym filozofem jeżeli chodziło o ruch i potrafił dorobić wiele teorii do tego, aby po prostu móc ćwiczyć z czystym sumieniem. Było już po feriach, kiedy umówili się z Casprem na małą rundkę bludgera. To był szalony czas, jednak z pewnością niestracony. I przede wszystkim wciąż żył, bo żadne oprychy od Oshie'go go nie dopadły, co było niewątpliwym sukcesem. Zapomniał o wszelakich niedogodnościach i rześko brnął do przodu, choć tradycyjnie płeć piękna doprowadzała go do szału. Ale, no cóż, sam był sobie winien i niestety nie mógł temu zaprzeczyć, choć bardzo by chciał.
Wciąż było zimno, więc ubrał się odpowiednio do pogody, choć zdecydowanie wygodnie. Chwycił też zapożyczoną od kogoś miotłę, bo wciąż nie było go stać na własną (dobra, było go stać, ale jak zwykle nie ruszył zaoszczędzonych pieniędzy, BO PRZECIEŻ TO ZUPEŁNIE NIEPOTRZEBNY WYDATEK...), więc musiał sobie jakoś radzić. I zaraz potem teleportował się z Londynu do Hogsmeade.
Mknął po wszelakich murkach, płotach i poręczach, ot tak, w ramach rozgrzewki. Dawno w sumie nie uprawiał parkouru, a trzeba przyznać, że to była zdecydowanie jego pierwsza miłość, mimo, iż odkryta dużo później niż quidditch. Jednak nic nie zastąpi uczucia przelatywania z jednego dachu na drugi, bez żadnej pomocy magicznej, a jedynie z siłą własnych mięśni. To było niesamowite i jedyne w swoim rodzaju.
W końcu zjawił się w centrum parku, a czekając na Villiersa podskakiwał w miejscu i rozluźniał się, bo przecież dobre przygotowanie to podstawa! Nawet, jeśli będą się jedynie napieprzać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Lut 16 2014, 11:19

Casper pragnął bodźca. Czegoś, co pozwoli mu znów czuć. To nie było wiele. Bowiem chciał po prostu włączyć choć coś, co zacznie odbierać ból z zewnątrz. To było puste, gdy zabił wszystko co czuł i nie potrafił już tego przywrócić. Feralna próba samobójcza, feralna rozmowa siostrą, feralna próba samobójcza Cassandry z dzieckiem jakże udana, jakże zaplanowana... Miał żal, ból, wielki strach, wielki szit, w którym topiły się wszelkie zmysły. Jak w tym wszystkim miał sobie radzić? Nie ogarniał tego syfu. Już nie. Działo się zbyt wiele. Od kilku dni nie myślał o Rudej, o jej dziecku, o australijskim idiocie. Nawet był mu wdzięczny, że zabrał mu Coco. Teraz nie byłby w stanie się nią zająć. Teraz zraniłby ją jeszcze bardziej. Wiedział to. Nie lubił mówić o sobie, wręcz nienawidził. Panie jak żyć, gdy dzieją się rzeczy godne najgorszych dramatów, gdzie jak przy horrorach, wszyscy zamykają oczy. Jak? Nie wiesz, och milczysz, jesteś bezradniejszy ode mnie. Jak to się wszystko stało? Pierdolić to. To było już poza wszystkim, a jednak nadal w środku. Bo nie w sercu. Nie miał serca. Przerażała ją nienawiść, powstała nowa tafla obojętności, którą oblewał każdego z dozą humoru. Nie zniósłby pytań, nie zniósłby tego, że ktoś zwraca mu na to uwagę. To było za dużo... Nigdzie nie będzie na to gotowy. To jednocześnie przykre, a z drugiej strony... Żałosne. Przecież był Villiersem, powinien się pozbierać, walczyć. Nie umiał już. Och witaj Bezradności, obyś była wierną kochanką, albo nie bądź ale nie pierdol się z każdym, Casper nie zniesie tego, że przeniesiesz na niego jakąś chorobę. Nie zarażaj go pechem, zostaw mu chwilę zwycięstwa w sporcie.
Szedł tutaj po godzinnej rozgrzewce. Zdarłby sobie skórę z dłoni, gdyby nie rękawice ze smoczej skóry, które chroniły go. Tylko po co? Gdyby ktoś tu strzelał avadami to z pewnością cudowne rękawiczki nie ochroniłyby go. To takie śmieszne, ale czemu nie masz się z czego śmiać? Bo nie masz poczucia humoru. Przecież Casper to bardzo dobry dowcip. I oto rozgrzewał się jeszcze w drodze. Dawno nie grał w bludgera, potrzebował pewnego bodźca, czegoś co go ruszy z miejsca i nieważne czy spadnie z miotły czy zrzuci Jacka. Oby wrócił bólu. Bo nie czuł już nawet tego przyjaciela.
Stanął za Jackiem i uderzył go nieznacznie w plecy.
- Siema stary. Sorry, ale zapieprzałem na około. - Przyznał się bezsensu, bo taka była prawda. - To jak? Gramy? - Spytał wyciągając do niego rękę, a zaraz potem sięgnął po tłuczek i wzniósł się z powietrze dając mu szansę, żeby zaczął. Bo przecież czekał na ból.
Nie odmówi, nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Lut 16 2014, 20:45

Oprócz klasycznych problemów z babami i jednego nietypowego, który trwał nieustannie, a mianowicie z magiczną mafią, Jack nie miał żadnych kłopotów. Nie potrzebował się na nikim wyżywać, nie potrzebował też wyładować żadnych emocji. Po prostu kochał ruch, kochał latać na miotle, kochał bludgera. Był typem, który szybko się nudził i szukał silnych bodźców. Ogółem, mogliby się nawet pobić i zrobić mugolski Klub Pojedynków, ale to wymagało większych organizacji. Lepiej pośmigać w powietrzu, poczuć wiatr we włosach i potłuc się trochę starym, dobrym tłuczkiem. Sport to sport, a bezmyślne napierdalanie się... tak bardzo w jego stylu, ale chyba nie chciałby się do tego nigdy przyznać. W każdym razie obiecał sobie, że będzie niczym menski menszczysna i nawet się nie zająknie, kiedy oberwie. No i że nie będzie się oszczędzać, Caspra chyba też nie, bo wyraźnie widział po nim, że to ma być porządny meczyk, a nie jakieś pierdolenie dla ciot.
W każdym razie podskakiwał właśnie, kiedy poczuł lekkie uderzenie w plecy. Obrócił się i kiedy zobaczył facjatę Villiersa, uśmiechnął się nieznacznie. No, już myślał, że cały dzień tu będzie na niego czekać! Nieważne. Nie umknął mu fakt, że raczej nie zaczną pieprzyć grzecznościowo o pogodzie, tylko od razu zabierają się za grę, ale to akurat dobrze.
- Spoko, grunt, że w końcu jesteś - rzucił zdawkowo, po czym wziął od niego tłuczka, ulokował się na nieswojej miotle, a potem zgarnął jeszcze pałkę, bo przecież nie będą sobie podawać piłki jak pierwszoroczniaki. Zaraz potem idąc w ślady ślizgona wzbił się w powietrze, podrzucając tłuczkiem w jednej ręce i obmyślając strategię. Nie minęła chwila, jak zamachnął się kijem, a tor lecącego przedmiotu niebezpiecznie zbliżał się do jego kumpla.
O FUCK.
Reyes pierdolnął go w głowę, przez co Casper spadł z miotły prosto na ziemię. No dobra, wiadomka, to brutalny sport, ale nawet Jack nie planował załatwić przeciwnika jednym pierdolnięciem, hehehs. Mieli trochę pograć... aż lewitował zszokowany chwilę w powietrzu, po czym rzucił się pędem w dół, do miejsca, gdzie leżał chłopak.
- Ja pierdolę, stary, nic ci nie jest? - wydusił z siebie, kiedy stał już obok Villiersa i klepał go dłonią po policzku, aby utrzymać go w świadomości.
Nosz kurwa, najkrótszy mecz bludgera w jego historii.

(6)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Lut 16 2014, 21:27

Gdyby tylko Casper to czuł, gdyby tylko nie zapomniał czym jest porażka, a czym zwycięstwo... Pewnie by się przejął. Pewnie stałoby się coś, co ugodziłoby jego dumę, zabiło chęć to czegokolwiek, a zaraz potem trzasnąłby drzwiami wychodząc dwa razy... Bo raz to za mało, żeby furia wyszła cało z tego parku... Bowiem furia byłaby gruba, spaśna i nienakarmiona. Musiałby w jakiś sposób zabrać ze sobą, a nawet jeśli nic by się nie udało próbowałby do skutku. Bo choć Casper upadał ostatnimi czasy co raz bardziej, to nikt nie pozostawiał na nim suchej nitki topiąc go w obelgach. Dziś przyszedł tu w jednym celu... Aby znów coś poczuć, w tym przypadku ból. Bowiem tylko to uczucie było intensywne. No może jeszcze jedno seks. Listy od Coco, w których prosiła go oto, żeby ją przeleciał. To wszystko... Było nakarmione obrzydliwością i tym za kogo ludzie go mieli. Bo gdyby choć przez chwilę ktoś pomyślał zanim coś o nim powiedział... Nie. Wtedy też nie. Zamiast imienia i nazwiska powinni na niego wołać na dzielni Skurwysyn. Wszyscy wiedzieliby o kogo chodzi.
Wznieśli się w górę. I nagle jeb z dzidy, a raczej z tłuczka i leżał o tumaniony na ziemi. Przyglądał się teraz Jackowi z góry i policzył szybko do dziesięciu. Oczywiście na tyle szybko, na ile pozwalał mu teraz mózg, który chyba był trochę zdziwiony, że ktoś dostarczył mu taki prezent na dzień dobry. Pomimo tego, to wciąż nie było to, po co Casper tu przyszedł. Westchnąwszy podniósł się z ziemi i wzruszył ramionami.
- Spoko. Przyjeb mi jeszcze raz. - Poprosił zastanawiając się na ile starczy mu sił, by spadać z tej miotły jeszcze raz, a potem jeszcze raz. Bo doskonale wiedział, że nie wygra tego pojedynku choćby skały srały. Taka karma, gdy właściwie nie wiesz od czego zacząć ten dzień. Zatem nawet zamachnąwszy się na Jacka nie potrafił tego zrobić. Nie umiał go uderzyć, bo natrafił na puste powietrze. A nic poza tym. Może to też kwestia tego, że po prostu życie ruchało go z każdej strony i informowało go o tym, że powinien odpuścić sobie tego jebanego quidditcha i zacząć pracować na zmywaku np. w jakimś barze w Hogsmeade? Chociaż też nie. Pewnie woda przestałaby lecieć, płyn się skończył, wszystkie talerze by się pobiły, a on sam nie wiedziałby czy chce się napić wódki czy ognistej whiskey. Więc zalałby wszystko benzyną i podpalił, bo w sumie czemu nie... Jakoś lubił zapach palącego się czegoś. Casper Terrorysta? Cóż, zapewne. W końcu nie powinniśmy mu odmawiać przemocy, może gdyby rzeczywiście uderzył kilka razy w odpowiednich momentach dziś nie spadłby z miotły i trafiłby Jacka jak trzeba. Ale jednak nie. Trudno.
- Jebnij mi jeszcze raz. - I w sumie czekał, bo jakoś niekoniecznie spieszyło mu się do zrobienia jakiegokolwiek uniku.

5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pon Lut 17 2014, 16:59

Zapewne gdyby Jack więcej wiedział o życiu Caspra, zrozumiałby też tą dziwną obojętność i większą chęć dostania bęcków niż kiedykolwiek. Tymczasem nie rozumiał. Dlaczego powtarzał, że ma mu przyjebać. Miał zły dzień? Coś mu nie wyszło? Zaczynał podejrzewać, że wcale nie chodziło o zwykłą grę w bludgera. A to ci bystrzacha... w każdym razie stojąc nad chłopakiem i klepiąc go w policzek miał wrażenie, że trzeba go będzie odstawić do jakiejś pielęgniarki (koniecznie ładnej!) i umówić się na kiedy indziej, ale skoro ślizgon się wygrzebał i co więcej postanowił grać dalej, to Reyes wzruszył jedynie ramionami, a potem wzbił się na miotle w powietrze, w ślad za Villiersem.
Czekał na jego rzut, gotowy do ewentualnego odbicia go kijem, jednakże ku jego zaskoczeniu tłuczek nawet go nie drasnął. Uniósł wysoko brwi ze zdziwienia, wpatrując się w sylwetkę swego przeciwnika, zastanawiając się, co go tak wytrąciło z równowagi. Może jednak nie doszedł do siebie po tym uderzeniu? NO CÓŻ, TRZEBA BYĆ TWARDYM, NIE MIĘKKIM.
- Stary, skup się - krzyknął jedynie, bo w sumie nie obraziłby się, gdyby sam również oberwał. Nie, żeby miał jakieś problemy czy depresję, ale co to za bludger bez powrotu do domu poobijanym? Zero emocji, zero adrenaliny! Pewnie zaraz dostanie tłuczkiem w łeb i tyle z tego będzie, skoro zaczął narzekać w duchu na brak siniaków, no ale.
W każdym razie przejął tłuczka i zamachnął się ponownie, wycelowując w Caspra, choć był trochę niepewny w swych ruchach w obawie, że znów mu przydzwoni. Na szczęście tym razem przedmiot zagłady walnął ślizgona w nogę. Zgodnie z życzeniem?

(2)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sro Lut 19 2014, 16:00

Ale Jack nie wiedział. Nie były to informacje, z którymi Kacper chodził jak małe dzieciaki z cukierkami po klasie. Bo nikt nie chciałaby tego za niego nieść. Z jednej prostej przyczyny... Nie można przejmować się całym światem. Każdy ma swoje problemy, upadki. Czymże był Casper wobec tego, co może dręczyło Jacka każdego o poranka, albo każdej nocy zanim zamknie oczy? Takie najgorsze dni z życia wyciągane codziennie bywają koszmarne. Zatem w obliczu tego, że mówisz komuś o sobie, ale spotykasz się ze śmiechem, albo z fałszywym współczuciem. I wcale nie chodziło oto, że Villiers nie doceniał Jacka... Od jakiegoś czasu po prostu był odosobniony. To było jego pierwsze spotkanie w tym parku, po feralnej próbie... I teraz znów przyjmował ból. Wiedział, że powinien mu oddać, ale nie potrafił zamachnąć się we właściwy sposób. Wciąż trzęsły mu się ręce, wciąż miał wrażenie, że wszystko idzie nie tak. Koniec z końców przesunął dłonią po trzonku miotły i w tym samym czasie, gdy uniósł tłuczek ten spotkał się z jackowym tłuczkiem, który trafił na nogę. Zaklął pod nosem próbując jeszcze raz, a próba znów była nieudana.
- Dobra dalej! - Rzucił zagryzając wargi ze złości, bo nie chciał litości. Chciał ostrej zagrywki i dobrze, że na razie choć tyle dostawał. Z a j e b i ś ci e. Mówię wam. Musicie kiedyś spróbować. Polecam.

5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sro Lut 19 2014, 18:03

Jasne, nikt się przecież nie będzie nikomu uzewnętrzniał. Zresztą, BYLI ZBYT MĘSCY NA TO. Jakoś ich nie wyobrażam, że siedzą sobie na ławeczce, zwierzają ze swych problemów i płaczą sobie w ramię. Mogliby, ale to przecież ludzka mentalność postawiła granicę tam, a nie gdzie indziej. Faceci musieli działać inaczej. Musieli dać sobie w mordę. Potem poklepać się po ramieniu, a na koniec iść się upić, może wyrwać kilka dup, ale niekoniecznie. Ten sposób był powszechnie akceptowalny w społeczeństwie i nie niósł za sobą żadnych przykrych konsekwencji. Akutalnie więc byli na etapie pierwszym. To znaczy, Casper był, bo do tej pory Jackowi nie spadł ani jeden włos z głowy, co zaczęło go trochę denerwować. Dobra, może życie nie waliło się i nie paliło, ale hej, też chciał trochę oberwać! Nawet był przygotowany na to, że teraz oberwie w łeb. A tu nic. Widział, jak Villiersowi trzęsą się ręce, jak próbuje się zamachnąć, a tłuczek omija swój cel.
Reyes podążył wzrokiem za przedmiotem, by go potem zgarnąć i wrócić na swoją poprzednią pozycję. Ściągnął brwi i podrzucał tłuczkiem do góry, zastanawiając się, co się dzieje ze ślizgonem. Czemu nie mógł wreszcie poczuć silnego uderzenia w tors, głowę, nogę, rękę, kurwa cokolwiek. Chciał czuć adrenalinę, chciał musieć spierdalać przed kolejnym urządzeniem, chciał się po prostu napierdalać, eheheh. A tu znów pustka. Z tej wściekłości chyba się za mocno zamachnął, za wysoko podrzucił tłuczek i ostatecznie ten poszybował hen, daleko, ale zdecydowanie nie trafiając w Caspra.
- No, ej, stary, ciśnijmy ostro - krzyknął do niego. No, teraz, kiedy tamten zobaczył, że to nie przelewki, rozgorzeje wielka walka! Z pewnością, hehehs. Bo znów mu na złość spudłuje, jak tak to się będzie dalej toczyć!

1
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Lut 21 2014, 09:17

Przyznawał. Niektóre rzeczy go przerastały. Inne utwierdzały w przekonaniu, że powinien zrezygnować już dawno. Dać sobie spokój. Po prostu odpuścić. Godził się ostatnio z porażkami bardziej niż z czymkolwiek innym. Musiał. Przecież nad nim już ktoś postawił kreskę. Już ktoś wymógł na nim to by przestał wierzyć w siebie. Chciałbyś wychować się w szczęśliwej rodzinie? Świetnie. Twój ojciec doprowadzi matkę do grobu. Chciałbyś dać dziecku dom? Świetnie. Twoja była żona rzuci się pod koła samochodu razem z dzieckiem. I tak w kółko. Bo ilekroć chciał zrobić krok do przodu ktoś zręcznie pomagał mu się cofać. Nie miał siły fizycznej, ani psychicznej, żeby temu wszystkiemu sprostać aczkolwiek bardzo by chciał. Bo to nie tak, że po prostu się poddał. On jakoś tam to wszystko niósł do przodu. Po prostu wszystko się sypało zanim wyciągnął po to ręce.
Teraz unosząc się na miotle puste oczy pragnęły wyrzucić mroczki, które kwitły przed polem widzenia. Bezsilność. Ten moment kiedy Jack zamierzał go uderzyć wykorzystał na chwilę regeneracji i kiedy tamten się zamchnął Casper dokonał uniku trzymając teraz mocniej tłuczek, który zamachnął się na przeciwnika. I po raz pierwszy nie napotkał pustego powietrza, więc doszedł do wniosku, że oddał jeden z miliona ciosów.
- Dobrze nam idzie! - Wyrzucił nieco energiczniejszym tonem zauważając, że chyba trafił Jacka w rękę.

[3]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sro Lut 26 2014, 00:49

N I E W I A R Y G O D N E. Reyes siedział na miotle, oczekując, aż ktoś sam z siebie mu wpierdoli. Aż Casper ogarnie swoją dziwnie zasmuconą dupę i wreszcie się będzie coś działo. Bo na chwilę obecną miał ochotę ziewnąć, podrapać się po karku, obejrzeć parę sunących po niebie chmur. To było beznadziejne. Im lepiej mu szło, tym mniej Villiers przykładał się do swojej pracy. Na Merlina, przecież miał mu tylko przypierdolić! Wiele osób nie czekałoby na żadne zaproszenie, tylko pierdolnęłoby Jacka czymkolwiek i jakkolwiek, byle tylko. Coś tu było ewidentnie nie tak, coś tu bardzo mocno zgrzytało. Ale przecież nie zacznie go wypytywać. Nie był żadnym pieprzonym prokuratorem. Nie pisał książki, nie przeprowadzał ankiety, nie był socjopatą, ani zakochanym fanem. Był kumplem, tak, ale oni przecież się sobie nie zwierzają. Chyba. Nigdy nie wiedział, bo zawsze trzymał wszystko sam dla siebie. I inni też nie byli zbyt wylewni. Może podświadomie czuli, że nie mogą mu ufać? Kto wie.
Chciał zrobić unik, ale nie zdążył. Odleciał jedynie parę metrów, a potem poczuł silny ból w ręce. Na chwilę stracił panowanie nad miotłą, która chciała jego zguby. Ostatkiem sił ją wyprostował, a potem wrócił po tłuczek. By podrzucić go w powietrze, a później uderzyć weń kijem. I nic z tego, spudłował. Co za dramat. Może ślizgon poczuje, jak to jest, kiedy chcesz dostać wpierdol, a twój kumpel nie potrafi w ciebie wycelować, hehehs.
- FANTASTYCZNIE - odrzekł, robiąc nieokreśloną minę i nawołując chłopaka do ponowienia uderzenia.

5
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Czw Lut 27 2014, 15:46

Casprowi dziś nie szło, żadna tajemnica. Był rozstrojony, prawie nie spał. Wciąż ślęczał nad pretensjami do świata, był sfrustrowany, pełen chłodu, dystansu, zła. Miał ochotę coś zniszczyć. Dlatego postanowił po prostu zagrać w bludgera, a z każdym pudłem narastała w nim wściekłość. Ile to mógł jeszcze niszczyć sobie opinię zadając się z nieodpowiednimi ludźmi, co raz to inniejszymi kobietami? Ile to jeszcze czasu zanim wszyscy zgodnie uznają go za ciotę? Wywrócił oczami w tej ciemności napawając się krótką chwilą przerwy dla pulsującego bólu, bo teraz to Jack dostał i Jack nie trafił, bo Casper zgrabnie zrobił unik. Jednak gdy tylko zamierzał zadać kolejny cios... To nie wyszło. Po prostu nie wyszło. Znów pudło, znów pustka, powietrze, brak siły dla podniesienia tłuczka, brak czegokolwiek.
Wściekły, wkurwiony, sfrustrowany, chłodny, nie ogarniający.
- NO ZAJEBIŚCIE. - rzucił ze wściekłością. - Zwal mnie z tej miotły i chodźmy się spić. - Tak kuhwa, tam trzeba iść. Tak sądził, zatem czemu to trwało? Gdyby tylko go teraz pchnął byle jak udałoby się po prostu już stąd iść. Utopić porażkę w kieliszku wódki. Tam było jej pieprzone miejsce.

[5]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Lut 28 2014, 21:12

Szło im rewelacyjnie. Po prostu rzucali sobie tłuczek do góry, walili swoimi pałami, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi, by może i trafić, ale z kolei pudłowali. Oboje chcieli adrenaliny, bólu, masakry. Albo po prostu dobrej zabawy. Ale coś tu ewidentnie nie szło. Może to jednak nie był dobry dzień na bludgera? Ostatecznie Jack zwalił Caspra z miotły przy pierwszym uderzeniu, a potem szło już tylko gorzej. Zaledwie raz oberwał, w nogę. Dobrze, może trochę bolało, ale nie jakoś szczególnie. A potem? Potem to uniki, nic szczególnego. Niecierpliwił się jeszcze bardziej. Obaj byli rozkojarzeni? A może to ten tłuczek nagle się zepsuł po natknięciu się na głowę Villiersa? Bez sensu. To było niedopuszczalne. I w ogóle beznadziejne.
Leciał na miotle, robiąc jakieś kółka, szykując się na to, że wreszcie dostanie wycisk. Że zakończą grę, będąc totalnie zmęczeni, poobijani, ale zadowoleni. Wyżyją się, odreagują. Zrobią coś innego niż zazwyczaj. A tu taka katastrofa. Akurat wtedy, kiedy Reyes próbował po raz kolejny się zamachnąć i wcelować w ślizgona, kątem oka zauważył jakąś postać, która szła w ich kierunku. W związku z tym lot tłuczka się trochę zmienił i nie poszybował wcale do jego przeciwnika, a gdzieś nieco indziej.
- Ej, stary, kto to? - spytał nieco nieprzytomnie. Tak na dobrą sprawę ten ktoś może po prostu przejść zupełnie ich nie zauważając, ale co tam. Jak rozpierdalać to na maksa, hehehs.

1!!!!!!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sob Mar 01 2014, 14:18

Chcę za bardzo. Chcę za bardzo. Chcę za bardzo.
Uderz, cofnij, uderz, zamachnij się, znów uderz. Uderz. Bądź gwałtowny, nie cofaj się, nie chowaj się przed własnym tłuczkiem. Bij mocniej, hipnotyzuj bólem. Możesz. Wszystko możesz. - rady dla Caspra i Jacka, którzy na pewno podczas tego instruktażu pewnie oboje machaliby głowami potakując, że się zgadzają, że chcą się zgadzać i w ogóle jest w tym cała prawda, którą oddadzą przy kolejnych uderzeniach. Ale teraz... W świetle tego co się działo, pytanie brzmiało jaki błąd popełniali. Przecież byli kumplami, nie żałowali sobie bólu. Chcieli się napieprzać, żeby potem pójść się po prostu spić. Zatem czemu po prostu nie mogli tego zagrać w odpowiedni sposób? Villiers wzruszając ramionami również zwrócił uwagę na osobę, która pojawiła się na horyzoncie, jednak trzęsące się dłonie znów zaatakowały i tym razem trafiły na jackową nogę, która chyba znów poczuła się stratowana przez los. Takie życie czasem jest... Może Casper doszedł do wniosku, że jak będzie celował wciąż w tą samą część ciała to sprawi, że to zamaże pamięć o jego żałosnym rozpoczęciu tego pojedynku? Jak dobrze, że był to bardziej pojedynek towarzyski niżeli rozsądzający cokolwiek, bo byłoby nieciekawie!
- HEHE, TAKI MĘSKI. - Zakpił sam z siebie, bo przecież wiedział, że kolejny raz znowu nie trafi. Pieprzyć to.
- Jeszcze kilka razy i spieprzamy na piwo. NIE IDZIE NAM. - Stwierdził Villiers jakże trafnie... Pewnie dopiero zauważył!

[3]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 24
Skąd : Barcelona/Ottawa
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 582
Dodatkowo : legilimencja & oklumencja
  Liczba postów : 623
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7536-jack-reyes
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7543-black-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7537-big-jack
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7539-jack-reyes




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sob Mar 01 2014, 17:53

Och, jak to możliwe, że Casper zignorował osobę, która chodziła po parku? Przecież bludger był taki nielegalny, wow. Nie chciał w sumie, aby ktokolwiek narobił im problemów. Miał ich sporo i bez tego. Nie mniej trzeba przyznać, iż nieznana mu persona trochę wyprowadziła go z równowagi. Czyżby się cykał? Nie do końca, ale z pewnością nie czuł się komfortowo. W dodatku gra szła jak po grudzie, a on naprawdę tracił cierpliwość. Może powinien pomyśleć o tym, co go wkurza i wtedy będzie skuteczniejszy w waleniu ludzi tłuczkiem? Hm, może rzeczywiście powinien się nad tym zastanowić, ale chwilowo nie miał na to czasu. Krążył na miotle wokół centrum parku, uważnie obserwując idącą na dole postać. Ta jednak zdawała się być nieświadoma obecności uczniów Hogwartu w powietrzu, albo uznała po prostu, że nic jej to nie interesuje, bo poszła dalej. Nie mniej jednak ta krótka chwila wystarczyła, aby Reyes stracił czujność i oberwał od Villiersa w nogę.
Trochę zabolało, więc skrzywił się mimowolnie, słuchając głupich okrzyków swego kumpla. Nie wydawał się być przejęty tym, że ktoś mógł ich zobaczyć. Zmarszczył więc brwi i wywrócił oczami, aczkolwiek tego jego przeciwnik z pewnością nie zauważył.
- Widzę, że wreszcie ciśniesz - rzucił do niego, zgarniając po drodze tłuczek, którym oberwał, a potem zamachnął się, aby spróbować trafić w ślizgona. I zgadnijcie co? PUDŁO. Tak, właśnie tak.
- NO COŚ TY - krzyknął więc, zaczynając się śmiać z ich nieporadności.

ZNÓW 1, CO ZA ZDZIWKO
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : III
Wiek : 25
Skąd : Anglia, Cambridge
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 1292
  Liczba postów : 1621
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5219-casper-villiers
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9145-nowy-poczatek-jest-koncem-czy-jeszcze-nie#256103
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9144-nowa-sowa#256102
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7167-casper-villiers#204308




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sob Mar 01 2014, 23:23

Zdecydowanie to nie był najlepszy dzień dla Jacka, jak i Caspra jeśli chodziło o ich quidditch'owe zdolności. Cóż... To nawet nie zdecydowanie. To na pewno nie był ich najlepszy dzień, to był najgorszy. i tyle. Nie udawało im się nic, parę uderzeń z zaskoczenia, bardziej wynikających ze szczęścia niż z umiejętności i badums. Badums... Jesteśmy świadkami sytuacji, gdy nie wiemy już co robić. Westchnął, bo prostu jeszcze nie wymyślił od czego powinien zacząć. W końcu unosił się w powietrzu, nagle zaczął dostrzegać zalety tego, że jest w górze, a ludzie go nie rozpoznają, więc mogliby spieprzyć z Jackiem hen daleko, a ten fagas po prostu musiałaby sobie stać na dole i fajrant.
I pewnie na ten pomysł wpadł Casper, bo gdy kolejny raz zamachnął się w nieudany sposób to rzeczywiście zwrócił uwagę, że ktoś się zbliża.
- Na trzy lecimy stąd prosto przez park. Nie ma sensu. To coś do nas idzie. - Rzucił konspiracyjnie i odliczył szybko, a potem oboje już śmigali do przodu. Wreszcie odczuwali zwycięstwo w żyłach, bo przecież rozchodziło się po nich przyjemne uczucie szybkości lotu.

[ztx2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29915
  Liczba postów : 46851
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sob Maj 03 2014, 22:09

Piękny wiosenny, trochę wietrzny wieczór, dla każdego zwiastuje co innego. Dla jednych to idealna okazja na romantyczny spacer w świetle dopiero co rozpalonych latarni, malowanie zachodu słońca na świeżo naciągniętym płótnie, pora powrotu do domu na kolacje, a dla Pennsylvanii U. Farãas przyszedł czas na błądzenie za parkowymi kotami. Miłośniczka kotów upatrzyła sobie jednego rudzielca, który przestraszony jej argentyńskim zapachem, postanowił jak najszybciej zwiać z centrum parku. Na nieszczęście kocia detektyw jedyne na co zwracała uwagę to koci ogonek, przez co z impetem wpadła na Milke Zoric. Chciałoby się powiedzieć, że fioletowa krowa nie została obdarzona delikatnością. W powstałym zamieszaniu rozlała się jej gorąca herbata, którą kupiła we wcześniej napotkanej kawiarni. Biedacza! Co gorsza, napój zamiast normalnie wsiąknąć, postanowił sprawić dziewczynom psikusa i zamiast plamy powstał napis "Uważaj jak leziesz paskudny gumochłonie!" Jeśli Milka potraktuje to jako przypadek, to na prawdę nie będę wiedzieć, co powiedzieć!

Zaczyna którakolwiek z was. Udanej zabawy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : IV
Wiek : 19
Skąd : Z nikąd
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 74
  Liczba postów : 53
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9531-eleanora-nora-de-fiore
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9555-jestem-mala-dziewczynka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9564-chyba-mam-sowe-wiec-chyba-z-niej-skorzystam#267015
http://czarodzieje.my-rpg.com/t9565-eleanora-de-fiore#267019




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pią Wrz 12 2014, 16:24

Od samego rana Nora nie zrobiła nic. Dosłownie nic. Leżała w łóżku do popołudnia myśląc o wszystkim i o niczym. Nie miała w ogóle pomysłu na dzień. Dopiero gdy wreszcie wymyśliła jakieś zajęcie, a tym zajęciem było wyjście do parku ubrała się i przygotowała w łazience dla dziewcząt. Wzięła też okulary przeciwsłoneczne. Ogólnie była ubrana bardzo luźnie i była bardzo odkryta - była bardzo ładna pogoda, więc dlaczego niby nie miałaby ubrać się jak chce?
Gdy była już w Hogsmeade weszła jeszcze pooglądać coś w różnych sklepach. Żałowała, że nie wzięła pieniędzy. Zawsze gdy przychodziła na odwiedziny do Hogsmeade znajdowała fajne rzeczy, które zawsze chciała kupić. No cóż życie, kupi sobie kiedy indziej.
Zawsze podziwiała piękno tego parku. Zawsze widziała w nim coś cudownego, coś pięknego. Uwielbiała widoki wielu kolorów naraz, wielu zapachów, wielu kwiatów. Po prostu dla Eleanory był to raj. Mimo tego z drugiej strony tęskniła cały czas za Wenecją. Ale z czasem może jej przejdzie.
Usiadła w centrum parku- na jej ulubionej ławce, w jej ulubionym miejscu. Z tego miejsca było widać duży obraz parku, a do tego mogła tu się uspokoić - bardzo mało ludzi przychodziło do tego miejsca. No cóż szczerze nie wiedziała dlaczego, jej zdaniem było tu najpiękniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Nie Wrz 28 2014, 18:34

Jesień w szafie Mathilde Villadsen oznaczała mniej więcej tyle, co wyciągnięcie kilku płaszczyków w różnych odcieniach jesieni, a także szalików, apaszek czy nawet czapek. Buty przechodziły metamorfozę w urocze, krótkie oficerki, które obtulały stopy przed nadmiernym atakiem zimna... I idąc za tymi zmianami Math ubrana dziś była w granatową sukienkę przykrytą płaszczykiem zielonym, który w talii złapany był pasem. Szyję owijał szal kawowy idealnie pasujący do butów o tym samym kolorze. Tylko perłowe włosy nie zostały jeszcze niczym przykryte dla odmiany splecione w warkocz. I tak oto ubrana jak lalka wyjęta zza gabloty porcelanowych, stała teraz w centrum parku wsparta o parasolkę, którą zabrała ze sobą według instrukcji kuzynki. Kręcąc ją dokoła własnej osi uśmiechała się słodko do jakiegoś bezpańskiego pieska, do którego zaraz podeszła kucając niezdarnie.
- Ojej malutki... Któż Cię tu zostawił? - Spytała, a w odpowiedzi dostała skomlenie, więc jedynie wyciągnęła do niego rękę odważniej, co by pogłaskać go po sklejonym futrze. Uśmiechała się żałując, że nie ma ze sobą nic do jedzenia, gdyż z pewnością by go poczęstowała. Przypominając sobie jednak o nie zjedzonej kanapce w pracy otworzyła z nadzieją torbę i zauważywszy tam zawiniątko zaraz wyciągnęła je, odpakowała i rzuciła na chodnik.
- No jedz. Smacznego. Jak Ci na imię? Może masz coś związanego z tymi kolorowymi liśćmi? Osobiście bardzo lubię jesień... Dopóki nie przyleje deszcz. Wiesz, ten świeży wiatr. Chwila chłodu, żeby przejść szybciej aleją w parku i ustąpić innym spacerującym... To jest całkiem urocze. Wiesz, że jesień jest swego rodzaju pożegnaniem gorącego lata? - Pytała Mathilde obserwując jak pies natychmiast unosząc głowę do góry prosi o więcej jedzenia. Jako że nie miała nic więcej ze sobą pieściła go nadal dotykiem delikatnej dłoni w nadziei, że może to go nakarmi. Naiwna jednak to tak bardzo nie była, więc podniosła się po chwili do góry obcierając rękę o płaszczyk i westchnęła patrząc na pieska.
- Nie masz obroży, więc najpewniej jesteś porzucony. Ale przez kogo? Wiesz, że dla takich ludzi są kary? Kary od wielkiego Merlina, który na pewno ukochał wszystkie zwierzęta, nie tylko te właściwie magiczne... Choć Ty też jesteś magiczny. Masz w sobie coś niesamowitego. Może powinnam Cię gdzieś zabrać? Np. do schroniska? Albo do... Nie. Nie byłoby komu się Tobą zajmować. Poza tym mam króliczka. Lubisz króliczki? Ja uwielbiam. Kiedyś miałam kotka... Chcesz mi powiedzieć, ze czas na pieska? - Roześmiała się dźwięcznie obserwując jak zwierzak goni własny ogon.
Obejrzała się doszukując się kuzynki. Nie zerkała na zegarek. Wierzyła Sheili i jej poczuciu czasowemu. Poza tym pogoda jak i towarzysz byli tak doborowi, że nawet te kilka minut niczego by nie zmieniło w nastroju perłowłosej!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : VIII
Wiek : 21
Skąd : Boston, Stany Zjednoczone Ameryki
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1100
  Liczba postów : 373
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8032-sheila-v-villadsen#224823
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8039-mmm-chodz-zaznac-odrobiny-przemocy#224850
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8041-napisz-a-obiecuje-ze-cie-nie-postrzele#224854
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8033-sheila-v-villadsen#224826




Moderator






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Pon Wrz 29 2014, 15:54

Delikatny szmer wiatru pieścił jej odkryte uszy, przywodząc na myśl lekki szum nadmorskich fal rozbijających się o nagie skały tuż przy brzegu. Na to wspomnienie jej nozdrza wręcz natychmiast wypełnił słony zapach tamtejszych wód, a skóra poczuła jak absolutnie rozkoszne ciepło koncentruje się na jej ramionach, gdy słońce prażyło jej ręce. Chrzęst piasku pod bosymi stopami i jego szorstka faktura. Odprężające godziny spędzone na wyjątkowo miękkim ręczniku. Chciałaby wrócić do tych chwil, za co już sama siebie zdążyła znienawidzić. Obraz wakacji sprzed kilku lat boleśnie wżerał się w jej serce, sprawiając, że naprawdę czuła słony zapach wiatru oraz świeże promienie słońca, pielęgnujące bladą skórę. W zamian otrzymała strach i rozdzierający ból, gdy okazało się, że nie będzie miała okazji ku temu, aby zwiedzić Indie. Nie była egoistką, więc szybko się z tym pogodziła, jednak nie pamiętała bardziej ponuro spędzonych tych dwóch wakacyjnych miesięcy wolnych od szkoły. Czuwanie przy łóżku, pomoc w chodzeniu po schodach, nauka poruszania się o kulach. Caroline nie zgadzała się na magiczną terapię, chcąc dojść do siebie za pomocą mugolskich metod. Właśnie w tych momentach cierpliwość Sheili była wystawiana na próbę. Za każdym razem, gdy o tym wspominano na jej czole pojawiała się delikatna zmarszczka, lecz nic z tego. Mimo wielokrotnych prób, jej prośby nie zostały wysłuchane. Matka potrafiła być jeszcze bardziej uparta niż pewien osobnik, którego imienia nie wolno wymawiać i nie, wcale nie chodziło tutaj o Voldemorta. Jesień jednak nieco rozchmurzała młodą Villadsen. Sprawiała, że chciało jej się żyć, wrócić do tego co wcześniej wydawało się niemożliwe - do normalnego funkcjonowania. Spacerowała po szorstkiej i nieco już zmrożonej trawie, czując jak wilgotna ziemia chce pochłonąć jej beżowe botki. Przez ścisłe przylegające do ciała, ciemne spodnie czuła lekki chłód, wyjątkowo mocno kontrastujący ze wspomnieniem gorącego lata, niespodziewanie ją nawiedzającym w ciągu ostatnich kilku dni. Otuliła się mocniej beżowym płaszczem, zapiętym na dziesiątki połyskujących, dużych guzików, niemalże drżąc gdy zimniejszy powiew wiatru uderzył wprost w jej drobne ciało. Wciąż nie mogła przyzwyczaić się do tego, że już niedługo będzie coraz zimniej. Zagryzła dolną wargę, niespiesznie szukając kuzynki w parku. Wyczekiwała listu od niej już od jakiegoś czasu, wszak miały się zobaczyć i porozmawiać, a chociaż park wydawał się jej z początku idealnym miejscem, tak teraz czuła się w nim co najmniej nieswojo. Może w duchu liczyła na to, że po wszystkim pójdą do jakiejś kawiarni i wypiją po filiżance gorącej herbaty. Będzie to musiała zaproponować Tillie. Oparła się dłonią o korę delikatnej brzozy, dziwacznie nie pasującej do całego parku, a na jej nadgarstku zadyndała na paseczku składana parasolka owinięta seledynowym pokrowcem.
- Zupełnie tak jak ja… - pomyślała, a w jej wyobraźni na moment pojawiła się twarz Ryana, który uratował ją przed poranną, lunatykującą kompromitacją. Westchnęła cichutko i spojrzała w lewo, wlepiając spojrzenie w zaniedbanego psa, ścigającego własny ogon. Cofnęła bladą dłoń od kory, a gdy uniosła spojrzenie wyżej, odnalazła osobę, której szukała. Ruszyła ku niej żwawo i wymijając psa, nawet ani sekundy nie zastanawiała się nad tym co chce zrobić. Pal sześć delikatny makijaż i fakt, że tusz nie był tym razem wodoodporny, Sheila po prostu wtuliła się w kuzynkę, czując jak w jej oczach zbierają się łzy.
- Tęskniłam. - wyszeptała, zaciskając drobne palce na jej płaszczyku i przez chwilę chłonąc jej obecność, nim postanowiła się wycofać. Rozluźniła uchwyt, pociągając nieznacznie nosem i cofnęła się. Oczy jej błyszczały, ale nieśmiały uśmiech jaki zaserwowała Villadsen był rozbrajająco szczery.
- Dobrze Cię widzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sro Paź 01 2014, 19:33

Na świecie istniała pewna pula powodów do szczęścia, ale też i cierpienia. Nie ważnym jest ich rozmiar, bowiem Mathilde zakładała, że są takie same. To takie aksamitne woreczki, które wyglądają identycznie, bo pozwalają Ci na to żebyś dokonał wyboru takiego na jaki pozwala Ci wszechmocne uczucie życia, bycia sobą. Nic z tego jeśli postępowałbyś w samą "dobrą" stronę, realizując plan życia... Szkoda, że nie swojego. W życiu potrzebne bowiem są i porażki, i chwile szczęścia. Co Cię spotka częściej? Czasem zarządzi o tym przypadek, innym razem posypiesz to proszkiem siebie, swoich sympatii, przyjaciół... Pozornie masz wszystko w rękach, ale to jest konstrukcją podobne do domku z kart. Jeden podmuch złych emocji i wszystko upada w kąt rozsypane pomiędzy szczeliny, z których wystają często nie chciane, żenujące wspomnienia. Jesteś tu, w swoim świecie. Mathilde wierzyła w to wszystko łagodząc w sobie ból czy pretensje do pozornie bliskich osób i uśmiechała się delikatnie na wspomnienie zła, które jeszcze niedawno przyciskało ją do muru badając to ile łez są w stanie wypuścić jej oczy przykryte zasłoną długich rzęs.
Biegała gdzieś korytarzami swoich myśli, co raz mniej zrozumiałych głaszcząc psa... Stając się bardziej przeniesioną w kąt jesiennych refleksji niżeli kogoś, kto podziwiał naturę. A przecież jeszcze chwilę temu rozmawiała ze zwierzakiem, planowała sesje zdjęciową dla jakiejś dziewczyny i starała się uśmiechać do słońca przykutego nieznajomym chłodem... Bardzo szybko jednak została zbudzona z pół stanu snu i objęta ramionami odwzajemniła uścisk kuzynki śmiejąc się dźwięcznie. Jakby nigdy nic złego się nie stało. W jej głosie nie było śladu pretensji, niezadowolenia, wrażenia że coś gdzieś podupadło. Wszystko wracało przecież do normy! Złapała Sheilę za dłoń splatając z nią palce, a drugą wskazała na psiaka.
- Zobacz kogo tu znalazłam. Myślę, że to przeznaczenie. Może powinnam mu zrobić parę zdjęć, żebyśmy mogły rozwiesić ogłoszenia? Kto wie, może ktoś go zgubił iii tęskni? Nie wygląda przecież na porzuconego, jest całkiem syty... Tylko no teraz trochę głodny. Dałam mu kanapkę, ale chyba to nie wystarczy! - Powiedziała już nieco bardziej zmartwiona, bo rzeczywiście los czyjegoś pupila bardzo ją zainteresował.
W końcu jednak popatrzyła na drugą Villadsen'ównę uśmiechając się do niej delikatnie.
- Też tęskniłam. Powinnyśmy dziś zwiedzić cały park, a potem pójść gdzieś na gorącą czekoladę. To wspaniałe popołudnie, mam nawet aparat, więc jak zrobimy porządek z psem to mogę Ci porobić zdjęcia! Zobacz ile jest tu kolorowych liści! Dasz wiarę, że jeszcze miesiąc temu były zielonymi bliźniętami, a teraz każdy jest inny? Przykrywają park dywanem, którego wzór chciałabym uchwycić i umieścić w pokoju. Bardzo lubię wszystko, co kojarzy się ze szczęściem... A to jest szczęśliwe, kolorowe. Przynajmniej dopóki nie zepsuje tego deszcz. - Ostatnie zdanie dodała markotniej całkowicie nie będąc fanką pluchy.
Choć skakanie po kałużach? Były w tym z Veronique najlepsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 28
Skąd : Gdzieś z Warwickshire
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 29
  Liczba postów : 12
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12246-ruby-meyer
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12421-ewrybady-pomarancze-wszyscy-pacza-a-ja-tancze
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12422-ruby-meyer




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sob Kwi 09 2016, 15:06

Ruby postanowiła wykorzystać wiele sprzyjających okoliczności, by w końcu wybrać się na spacer. Od dłuższego czasu miała dzień wolny, dostała od szefa sowitą wypłatę i pogoda była piękna, więc nie było mowy, by siedziała w domu z książką w ręce. Postanowiła udać się do parku w Hogsmeade, by zaczerpnąć świeżego powietrza i poobserwować ludzi. Właśnie to lubiła najbardziej, nieważne czy w pracy czy poza nią. Dlatego od razu usiadła na jednej z ławek i zaczęła obserwować. Najczęściej byli to studenci celebrujący weekend, jak i zakochane pary, korzystające z wolnej chwili tylko dla siebie. Po chwili pogrążyła się we własnych myślach, głównie o tym, jak to jest, że ludzie pragną towarzystwa, mimo że druga strona zazwyczaj ich rani. Myślała tak dłuższą chwilę, nie zwracając już w ogóle uwagi na mijających ją ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1328
http://www.czarodzieje.org/t11413-oriane-l-carstairs
http://www.czarodzieje.org/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://www.czarodzieje.org/t11416-shadow#306304
http://www.czarodzieje.org/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Sob Kwi 09 2016, 15:44

Ostatni raz w wiosce była... Spotkać się z Maxem? Chyba tak, choć ręki nie dałaby sobie uciąć. Dziś jej wizyta tutaj miała zupełnie inny charakter. Już niedługo miała mieć swoje dwudzieste urodziny, więc w związku z tym postanowiła zrobić drobne zakupy. Alkohol, słodycze i tym podobne. Nie miała jednak zamiaru przechowywać tego w dormitorium, jeszcze ktoś by się do tego dobrał. Jej brat naprawdę dobrze pomyślał co do tego mieszkania. Tylko czemu na Pokątnej? Nie lepiej by było tutaj w wiosce. Najwidoczniej nie. A spytać nawet nie miała się go jak, gdyż kontakt się im urwał. Próbowała wszystkiego, na próżno. Nawet jego znajomi nie wiedzieli gdzie chłopak przebywa.
Pewnie gdyby nie słońce, które usilnie próbowało ją zdenerwować swoimi promieniami nie zauważyłaby Ruby siedzącej na jednej z ławek. Salazarze, jak ona dawno nie widziała swojej kuzynki. Ile to już? Eee... No nie ważne. Z uśmiechem na ustach podeszła do niej siadając obok.
- Ruby Meyer. - powiedziała spoglądając na nią kątem oka - Ile to już się nie widziałyśmy? - z każdym kolejny słowem jej uśmiech się powiększał przez co jej brązowe oczy błyszczały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29915
  Liczba postów : 46851
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Czw Kwi 28 2016, 19:08

/Ze względu na to iż miejsce to będzie wykorzystane na Festiwalu Błogosławieństw i Pokonania Voldemorta jako lokacja dla Głównego tematu, Targów Pracy i Pokazów Magii Zaawansowanej bardzo proszę nie rozpoczynać tu nowych wątków lub zakończyć je do dnia 5 maja/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Skąd : wiesz?
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 29915
  Liczba postów : 46851
http://www.czarodzieje.org/t7560-wielka-poczta-mistrza-gry#211658




Specjalny






PisanieTemat: Re: Centrum Parku   Czw Maj 05 2016, 19:44


Festiwal Błogosławieństw i Pokonania Voldemorta


Wszystkich uczestników zapraszamy od dnia 7 maja aż do wyczerpania waszych sił! Mamy nadzieję, że będziecie się świetnie bawić!

Opis lokacji:

Centrum parku – Tu zapraszamy do obejrzenia Pokazu Magii Zaawansowanej i nauczenia się Specjalistycznych Zaklęć od @Isolde Bloodworth i @László Magyar (?). Możecie również obejrzeć Targi Pracy, na których tacy specjaliści jak @László Magyar, @Lysander Prince, @Ivoš Rožmitál czy @Nicoline West.

Miejsce na Piknik - Tu zapraszamy na przeróżne stoiska! Znajdziecie nie tylko Stoisko z Eliksirami, Stoisko z Magicznymi Przedmiotami, ale również:
Stoiska z jedzeniem (@Edward Harper, @Cándida Feliciana Miramon, @Harriette Wykeham)
Stoisko z alkoholem (@Alexis Sky i @Christian Wise)
Stoisko z książkami (@Haydn Thomas Locke)

Fontanna- Tu zajmą się wami nasi lokalni artyści w Kąciku Potretów. Jestem pewien, że marzycie o portrecie wykonanym przez @Saoirse Noelle Horan, @Neptune Leighton, @Naeris Sourwolf czy @Clarissa R. Grigori. A może chcecie zrobić sobie tatuaż? Zajmie się wami @Angelus Scorpion w swoim Kąciku Tatuażów.

Ściana Wody- Marzycie o dobrej muzyce? A co powiecie na to, że na naszej Scenie Muzycznej pojawią się tacy artyści jak @Vittoria Brockway, @Oriane L. Carstairs, @Haydn Thomas Locke, @Charlotte Blanchett, @Belphegor Bloodcrow i zespól Fallen Angels (w skłądzie @Alexis Blackwood, @Iridion Coma, @Angelus Scorpion)?!

Lawendowy Szlak- Pomóż przeróżnym, charytatywnym fundacjom i kup całusa za niewielką cenę! W Lawendowym szlaku spotkacie w Całuśnej Budce @Frederick Bonmer, @Marcelek Matysiak, @Edmund Cormac oraz @Antoinette A. Petru, @Yvonne Nancy Horan, @Katherine Russeau.

Punkt Widokowy- Spróbuj swojej celności na Strzelnicy, którą otworzył dla was @Felix Howlett! Tylko tutaj możecie wygrać na prawdę wspaniałe nagrody za niewielką cenę!

Opuszczony Dom- Sądzisz, że jesteś odważny? @Caroline Carrier pokaże Ci, jak bardzo się mylisz w swoim Domu Strachów. Ci na prawdę dzielni będą mieli okazję wygrać drobny upominek!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Centrum Parku   

Powrót do góry Go down
 

Centrum Parku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-