Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ścieżka w parku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Ścieżka w parku   Wto Maj 21 2013, 19:39

First topic message reminder :


Ścieżka w parku

Urocza ścieżka, ciągnąca się przez cały park. Co jakiś czas na jej uboczu znajdują się wygodne ławeczki, na których można przysiąść, by spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu i posłuchać radosnych treli ptaków, których występuje tu wyjątkowo dużo!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Kanada, Hamilton
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 716
Dodatkowo : pałkarz, kpt
  Liczba postów : 658
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5551-filip-stone#160789
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5553p60-fiflaka-mafia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5558p15-fifi
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8421-filip-stone#238190




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pią Cze 14 2013, 22:20

Może Filip też powinien stać się właśnie takim tajemniczym, nieco mrocznym i zagadkowym typem? Tyle, że wtedy to nie były prawdziwy on! On nie lubił zgadywanek, nie lubił tajemnic i wolał grać w otwarte karty, już na samym początku. Był wręcz porażająco szczery i dziecinnie naiwny we wszystkim, zwłaszcza jeśli chodziło o jego serduszko! Nie lubił dram. Nie lubił, gdy inny chłopak podrywał jego wybrankę. Nie lubił, gdy ta jego wybranka wypłakiwała się na innym niż jego ramieniu. Nie lubił, gdy wykręcała się i kłamała. Nie lubił, gdy była smutna i wszystko zwalała na niego. Nie lubił, gdy mówiła, że "nic się nie stało", gdy tak naprawdę płakała po nocach.  
-Ja wiem! Tak tylko mówię- wyszczerzył zęby w niewinnym uśmiechu i podrapał się z tyłu głowy, wzruszając przy tym lekko ramionami, w wyrazie zakłopotania. Tak mu się wymsknęło. Bo Marceline rzeczywiście miała rację. Nie mieli żadnego "związku". Na razie były to przecież tylko niewinne mrzonki Filipa. Takie dziecinne gdybanie. Co by było, gdyby się zgodziła, co by było, gdyby ją pocałował, co by było, gdyby uderzyła go bukietem kwiatów prosto w twarz i wyśmiała. 
-Ale ja... no... nie lubię być taki. Wiesz... szorstki- znów się uśmiechnął, wciąż z tym zakłopotanym wyrazem twarzy. Zaraz jednak rozpromienił się i podskoczył w miejscu, jak szczeniaczek, wyraźnie zadowolony i szczęśliwy, teraz już bez żadnego "ale" wymalowanego na twarzy. 
-Wiesz, ile dla mnie znaczy twoje wsparcie, co nie?- położył jej dłoń na ramieniu i ścisnął je lekko. -Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Zaraz po mojej mamie- uśmiech wręcz nie schodził mu z twarzy. W końcu objął ją ramieniem i przyciągnął do swego boku, tuląc delikatnie. 
-Wspólna decyzja?- uniósł do góry brew, po czym znów wsunął ręce do kieszeni spodni. -Ale od tamtej pory nie miałaś nikogo- zauważył inteligentnie. -I Joven też nie. Ale... jeśli macie być razem to będziecie. Mama zawsze mi tak mówiła. Jak patetycznie- wywrócił oczyma i zaśmiał się cicho. -Jednak naprawdę tak myślę. Że jeśli coś jest nam pisane to prędzej, czy później będzie to nasze. A wy... chyba jesteście sobie pisani. Joven jest w naszej drużynie, jak taki spokojny, ale wymagający ojciec. Jest najdojrzalszy z nas wszystkich. Tak sądzę. A ty jesteś naszą matką. Wyrozumiała i zawsze wszystkich wysłuchać. Ja jestem tym głupim, najmłodszym synem, którego kochasz najbardziej- dodał na koniec, uśmiechając się do niej niewinnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : I
Wiek : 23
Skąd : Toronto, Kanada
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 244
  Liczba postów : 452
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5569-marceline-ava-delacroix
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5570-let-s-make-friends-with-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5573-poczta-marceline
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7266-marceline-delacroix




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pią Cze 14 2013, 23:39

Nie! Filpek ma zostać taki jaki jest, bo w tym tłoku wszystkich pseudo tajemniczych chłopaków jest niczym jasne słoneczko, które swoim podejściem do życia tak bardzo wyróżnia się z tłumu. Jak ona to w nim uwielbiała. Właśnie tą prostoliniowość, szczerość i zaangażowanie we wszystko co robił. Szczerze mówiąc, mogłaby się od niego uczyć. Niby zawsze starała się być bezpośrednia i mówić wszystko wprost, ale czy faktycznie zawsze jej się to udawało? Nie sądzę. Takie osoby jak Stone są już chyba niestety na wymarciu. Choć wiadomo, że nie wszystkim dziewczynom taka nadopiekuńczość by odpowiadała. Nie mówię oczywiście o jakiś skrajnościach, bo psycholem nasz Fiflak na pewno nie był, ale teraz w modzie były te całe wolne związki i w ogóle. Delacroix w życiu by się w coś takiego nie wplątała, ale jednak pomimo tego, że lubiła być "czyjaś" również potrzebowała swojej własnej przestrzeni. To było bardzo ważne, zdecydowanie.
Dała mu kuksańca w bok, słysząc jego słowa. Nie chciała wprawić go w zakłopotanie, ale przecież nie będzie sztucznie przekonywała Kanadyjczyka, że takie zapędzanie się w przyszłość jest dobre. Zwłaszcza, że najbardziej na świecie nie chciała, żeby znów się rozczarował, a wychodziła z założenia, że zawsze lepiej zaskoczyć się na plus, aniżeli na minus.
- Wiem. Jesteś świetny, taki jaki jesteś. A Laila to doceni. Poza tym, musisz mnie koniecznie z nią poznać. - dodała, posyłając mu pokrzepiające spojrzenie. Miała wielką nadzieję, że Puchonka nie będzie oporna na wszelkie amory. Wtedy na pewno się z nią zakumpluje! Uśmiechnęła się i spuściła wzrok gdzieś na swoje buty. Cieszyło ją to, że miał o niej takie zdanie. Że była dla niego ważna. Chyba właśnie takiego poczucia potrzebowała. W domu nikt jakoś jej nie dawał tego do zrozumienia, zwłaszcza matka z jej idiotyczną siostrą. A tak to miała swoją drużynę, która faktycznie tak bardzo przypominała rodzinę. W głębi poczuła jednak dobijające uczucie, że jeśli coś pójdzie nie po jego myśli stwierdzi, że słowa Delacroix były zwyczajnie puste. Przecież też nie mogła dać sobie ręki uciąć za to, że Howett padnie brunetowi w ramiona. To wszystko było tak niesprawiedliwe, a Marceline tak strasznie nie chciała go zawieść.
- Dziękuję. Też jesteś dla mnie ważny, naprawdę. I kocham Cię chyba nawet bardziej niż mojego rodzonego brata. - powiedziała. Może było to dziwne, ale w obecnej chwili, i w gruncie rzeczy nawet zawsze, więcej czasu poświęcała ludziom spoza własnej familii. Dobrze, że tamtej z nią tutaj nie było. Wydawać by się mogło, że życie Marcelinki nie odbiega jakoś bardzo od standardów, ale ta jej cała rodzinność była wręcz tragiczna, a Stone o tym akurat bardzo dobrze wiedział.
- Powiedz mi jeszcze co u ciebie. Poza Lailą oczywiście. Długo się nie widzieliśmy.
Przesadziłabym mówiąc, że temat Jovena ją denerwował, ale nie czuła się zbytnio komfortowo. Zwłaszcza teraz, kiedy znowu wszystko jej się mieszało. Czuła coś do niego czy nie? Chciała się z nim spotykać czy nie? Tak wiele pytań, a na żadne nie potrafiła konkretnie odpowiedzieć. Dobrze, że obok niej był tylko Filip, bo nie musiała się jakoś szczególnie z tym swoim zamyśleniem ukrywać. Dobrze ją znał. Uśmiechnęła się lekko, słysząc jego wywody. Nie wierzyła w to całe przeznaczenie, zdecydowanie.
- Nie wiem. Tak naprawdę ja nic nie wiem, Fifi. - stwierdziła tylko, zagryzając dolną wargę. Zaraz potem zaśmiała się jednak, i to bardzo szczerze! Porównanie było rzeczywiście bardzo trafne, choć sama raczej nie widziała się w roli matki. Tak nawiasem mówiąc, to było całkiem zabawne, że wszyscy mieli o niej takie zdanie. Może faktycznie sprawiała wrażenie takiej dobrej duszy, ale czasami to co naprawdę siedziało w jej głowie, zupełnie nie odzwierciedlało tego, co myśleli o niej inni.
- Jesteś najsłodszym synkiem jakiego miałam! I przy następnej okazji powiem Jovenowi, że mamy dzieci, jestem pewna, że będzie wniebowzięty. - odparła rozbawiona i o wiele bardziej rozluźniona niż przed momentem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Gryffindor
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 9
  Liczba postów : 5




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Wto Paź 01 2013, 18:04

Dochodziła już siedemnasta, to było jedno z tych "szarych popołudni". Erica szła wolno prostą ścieżką przez park. Obie dłonie ukryła w ciepłych kieszeniach jesiennej kurtki. Głowę trzymała wysoko podniesioną i wydawała się niczym nie przejmować. Chłodny wiatr rozwiewał już i tak potargane długie włosy, a pojedyncze kosmyki spadały niezgrabnie na jej buzię. Była zadowolona, że przed wyjściem, w ostatniej chwili, postanowiła zmienić stare trampki na solidne czerwone glany. Celowo wybrała tą część parku. Dzisiaj nie miała ochoty słuchać wesoło rozmawiających ludzi i oglądać ich roześmianych twarzy. Choć co jakiś czas mijała jakąś osobę, wolała to, od spaceru w samym centrum parku. Sama dokładnie nie wiedziała dlaczego tego dnia przyczepił się do niej zły humor oraz niemiły nastrój i pomimo usilnych starań nie chciał jej opuścić. Nawet słodki batonik i kilka kostek czekolady nie były w stanie pomóc. Mogłaby swobodnie teraz zadzwonić do jakiejś osoby ze szkoły i poprosić o spotkanie, ale nie miała serca zmuszać kogokolwiek do przebywania z nią gdy nie jest w dobrym humorze. Kolejny raz postanowiła sama stoczyć z tym walkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 29
Skąd : Oxford
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 70
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6914-michael-lightwood#197210
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6915-keep-calm-and-enter-into-relationships#197221




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sob Lis 16 2013, 22:24

Szedł parkiem myśląc o eseju z Historii Magii. Co na nim napisać? Był beznadziejny z tego przedmiotu. Jedynie co go troszkę zainteresowało to historia o Voldemorcie. Na tamtej lekcji zaśmiał się z siostrą, że oni w przyszłości będą jeszcze gorsi. Wypowiedzieli to dosyć głośno, nazbyt głośno by nauczyciel to usłyszał. Oberwali niezłym szlabanem. No to tyle wspomnień. A w ogóle czy Majk upadł na głowę by spacerować o tej pogodzie po parku i do tego w Hogsmeade? Może i upadł, tym bardziej, że szybko robiło mu się zimno. Ubrał bowiem wysokie buty, długie spodnie, 3 grube bluzy i kurtkę, rękawiczki, szalik, czapkę. I tak było mu zimno. Tym bardziej w ręce. Dlatego także przed chwilą był w Trzech Miotłach i kupił sobie gorącą kawę. Och uwielbiał w podobnych do tej pogodzie pić gorącą kawę. No dobra trzeba niestety zrobić ten esej. Usiadł na ławce przy ścieżce, położył na niej kawę i zaczął grzebać w kieszeni. Nareszcie wyciągnął pogięty kawałek pergaminu, a z drugiej kieszeni pióro z atramentem. Dziwne, że mu się nie wylało co nie? Jednak on je specjalnie zamknął by się nie rozlało. Otworzył i wyczuł od razu zapach atramentu. Zamoczył pióro i... i co? W tym momencie się zatrzymał. Co on chciał w ogóle napisać? Przecież nic on nie wiedział na ten temat. Wzruszył ramionami, wyciągnął różdżkę i wyczyścił wcześniej zamoczone pióro. Następnie wszystko znów schował w kieszeni i zaczął pić ponownie kawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Lis 17 2013, 09:19

Niedziela, zimny, deszczowy poranek, do zrobienia masę zadań, w tym własnie esej z Historii Magii, której także nienawidziła. Idealny poranek na spacer, prawda? Uwielbiała parki, więc postanowiła nie siedzieć cały dzień w zamku, a wziąć ze sobą wszystkie potrzebne podręczniki, odpocząć trochę na świeżym powietrzu, a później udać się może do Trzech Mioteł i odrobić wszystkie zadane głupoty. Właśnie wtedy, gdy weszła do parku, zobaczyła chłopaka, który chyba próbował napisać jakieś wypracowanie, jednak po dosłownie dwóch minutach zrezygnował. Uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła w jego stronę, zastanawiając się, co może mu powiedzieć.
- Cześć - zdecydowała, że najlepiej będzie zacząć właśnie od tego słowa. Co dalej? Może jakaś głupia przykrywka, żeby porozmawiać? - Widziałam, że próbujesz pisać esej.. czyżby Historia Magii? - ekstra, jeśli tak, to będzie można zaproponować mu wspólne pisanie, zawsze to raźniej wymyślać coś w dwie osoby, niż samemu. Szczególnie, jeśli faktycznie nie ma się zielonego pojęcia o co chodzi. Nie było jej na ostatniej lekcji, a doszły ją słuchy, że jeśli nie odda tego wypracowania, będzie musiała męczyć się z zaliczeniem całego roku.. co było dla niej bardzo nie na rękę. Nie chciała zostać w Hogwarcie ani minuty dłużej.
Stanęła nad chłopakiem i czekając na jego odpowiedź zaczęła poprawiać sobie czapkę. Nienawidziła czapek, jednak ostatnimi czasy było już tak zimno, że nie miała zamiaru ruszać się bez niej na dwór. Rozejrzała się po parku, oprócz nich nie było tu nikogo, niestety. Westchnęła ciężko i usiadła na ławce koło chłopaka, uprzednio wycierając ją rękawiczką. Nie zapytała o zdanie, po prostu usiadła. Gdyby się zapytała, mógłby się nie zgodzić i co wtedy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 29
Skąd : Oxford
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 70
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6914-michael-lightwood#197210
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6915-keep-calm-and-enter-into-relationships#197221




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Lis 17 2013, 10:19

Rozejrzał się po parku. Był chyba sam... Nie właśnie do niego szła jakaś dziewczyna. Spojrzał na dziewczynę. Miała dobrą figurę. Na chwilę obecną mogę tylko tyle stwierdzić. On sam uwielbiał parki, więc sam postanowił pójść się przejść po dobrze mu znanym parku. Ten park nie był często odwiedzany, co Majkowi się podobało. On nie lubi zatłoczonych miejsc, ale także nie lubi być w centrum uwagi. Gdy ta się przywitała Mike skinął głową.
- No cześć. Nie za zimno na spacery w parku? - zapytał unosząc brwi. On sam się dziwił, że w taką pogodę poszedł do parku. No nic, musiał napisać ten esej, a nie chciało mu się siedzieć w Hogwarcie. Na następne pytanie chciało mu się uśmiechnąć, ale się w porę opanował. Nie uśmiechał się do byle kogo. Nawet do kogoś "wyjątkowego" rzadko się uśmiechał.
- No próbuje napisać esej i nawet dobrze trafiłaś z Historii Magii. A może ty znasz się na tym i chcesz mi pomóc?- zapytał. Były nikłe tego szanse, mało kto interesuje się Historią Magii. On ostatnio opuszczał lekcje dość często. W tym sprawdzian z OPCM'u. Umówił się z nauczycielką na ten sprawdzian w inny dzień, ale także szanse były nikłe by się na nim pojawił. Choć kiedyś będzie musiał wreszcie napisać. Nie ma zamiaru powtarzać klasy. Od większości uczniów z jego klasy był starszy o niemałe 4 lata. Bo on trochę pomyślał i nie poszedł od razu a studia. Nie chciało mu się, miał inne plany. Był starszy od większości uczniów. Tych starszych on nie zna, albo ich w ogóle nie ma. No nie wliczam do tego nauczycieli, ale on od nie których nauczycieli był młodszy o lada 2 lata. Dziewczyna usiadła obok niego. On wyciągnął znów esej z kieszeni i pokazał jej. Na pergaminie była napisana treść zadania.
- Może wiesz o co chodzi? Bo ja nie jestem jakoś dobry w Historii magii. - To co powiedział było najszczerszą prawdą. Nienawidził Historii Magii, to był jedyny powód jego wagarów. A jeśli ona także nie umie czego są duże szanse i tak lepiej się uczyć w obojga niż samemu nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Lis 17 2013, 10:34

Pokiwała głową, uśmiechając się lekko do chłopaka. Miał całkowitą rację, było za zimno na spacery. Jednak czasem trzeba wyjść z ciepłego zamku i oderwać się od rzeczywistości, nawet w Hogsmeade. W końcu ile można oglądać mury tego cholernego zamku, prawda? Wyglądał na starszego, więc uznała go za studenta, a nie ucznie, toteż powinien o tym doskonale wiedzieć.
- Trochę tak, jednak zamek znudził mnie już w tym tygodniu wystarczająco - mrugnęła wesoło, sięgając do torby po swój kubek z kawą. Oczywiście, że go miała. Jak mogłaby wyjść od tej godzinie bez kawy? Właśnie nadszedł ten moment, który musi przetrwać, żeby nie wrócić do zamku i nie położyć się dalej spać. Uśmiechnęła się po raz kolejny do chłopaka i wypiła spory łyk kawy z kubka, odstawiając go na ławkę obok siebie. Kubek termiczny spełniał dobrze swoje zadanie, więc jak zwykle udało jej się poparzyć język. Skrzywiła się nieznacznie, jednak nie zrobiła nic, co wskazywałoby na to, że najchętniej wystawiłaby go i przytknęła do jakiejś zimnej powierzchni.
- Mam ten sam problem - westchnęła ciężko, zerkając na temat wypracowania. Oczywiście, ten sam esej. - Orłem nie jestem, ale mam podręcznik, z którego mam nadzieję wiele wyczytać - uśmiechnęła się lekko, przeciągając na ławce. Wyciągnęła papierosy z kurtki i wysunęła paczkę w stronę chłopaka. - Chcesz? - sama włożyła jednego do buzi i odpaliła końcem różdżki, zaciągając się. Kawa i papieros rano - o czym więcej marzyć? Uwielbiała takie połączenie, toteż na jej twarzy ukazał się uśmiech, który nie często można było u niej oglądać.
- Możemy spróbować napisać go razem, jednak nie obiecuję, że mi się uda - wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Dzisiaj był dobry dzień, mogła więc uśmiechać się ile chciała. Rzadko widywało się ją radosną, częściej przygnębioną, zmartwioną, zrezygnowaną. Czasem tylko trafiały się takie dni, gdzie cieszyło ją wszystko, od koloru drzew do małego ptaszka, który tak słodko pił wodę z kałuży. - Tylko nie sądzę, żeby pisanie tego w tym miejscu było odpowiednim pomysłem. Za zimno. Spalę i możemy iść w jakieś cieplejsze miejsce - uśmiechnęła się po raz kolejny, zaciągając papierosem, a zaraz po tym popijając kawą.
Dziewczyna nie wiedziała, że chłopak jest od niej starszy. Sądziła, że jest od niej młodszy, przynajmniej o rok. Nie widziała go na lekcjach ze swojego rocznika, więc stwierdziła, że nie może być starszy. Zapomniała jednak, że na studia można iść po kilku latach, dlatego żyła w błogiej nieświadomości, sądząc, że chłopak jest na drugim roku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 29
Skąd : Oxford
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 70
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6914-michael-lightwood#197210
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6915-keep-calm-and-enter-into-relationships#197221




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Lis 17 2013, 11:22

Miała całkowitą rację. Ile można było siedzieć w tym cholernym zamku? Ten zamek kojarzył mu się z nauką i narkotykami. Na Historii Magii słyszał o latach chwały zamku. No cóż one się już z pewnością skończyły. Co do Hogsmeade to była to bardzo fajna wioska. Z jednej strony sklep,także z drugiej... Czego chcieć więcej? Jedyne co jest minusem całej doliny to widok na kamienisty zamek. Skinął głową.
- Masz całkowitą rację, bo ile można siedzieć w tym cholernym zamku? - sam nie znał na to pytanie odpowiedzi. Upił łyk swojej kawy. Lubi on kawę z odrobiną mleka, lub w ogóle bez niej. Za dużo mleka psuje cały smak. Dlatego także Trzy Miotły miały u niego plus podając taką kawę, a nie inną. Nie wiedział jak oni to robili, ale kawa mimo stania na zimnym powietrzu była gorąca, dalej parzyła w język. Gdy zobaczył skrzywienie na ustach dziewczyny już wiedział, że ona tak samo jak on nie była dobra z Historii. To lepiej dla niego. Będzie zabawniej i jeszcze dodam, że chłopak nie lubił kujonów z owego przedmiotu.
- Nic nie szkodzi, jeśli masz podręcznik to jest wszystko okej. - uśmiechnął się. No bo kiedyś na pewno musi co nie? Jednak był świadomy, że ona nawet nie zauważyła, że się uśmiechnął. No co prawda, gdy ma się podręcznik to jest wszystko git. Widział , że była od niego młodsza, ale o jedną klasę była wyżej. Gdy dziewczyna podsunęła mu paczkę, wziął jednego.
- Dzięki. - Kolejna rzecz, którą oboje wielbili. Kawa i papieros porankiem. Było to połączenie idealne. Papierosy palił dwa, bądź trzy razy dziennie. No nie dziennie. On palił dość rzadko. Gdy ta powiedziała kolejne słowa on także się uśmiechnął, lecz nawet nie chciał. A może chciał tylko sam o tym nie wiedział? Dziwne.
- Uda się. Nawet jeśli nie to olewam to. - zaciągnął się i wypuścił dym. Ich znajomość zaczęła nabierać kształtów. Może kiedyś coś z tego wyjdzie? No może i wyjdzie tylko on jeszcze nawet nie znał jej imienia.
- Jak coś to jestem Mike. Najstarszy z II roku studiów, a także III. - skinął głową. Nie, żeby on się popisywał, ale wolał by wiedziała. On miał także jakiś dziwny dzień. Zwykle był wredny i arogancki dla nowo poznanych, ale dziś dziewczyna miała szczęście. A może to dzięki niej miał taki humor? Skinął głową.
- Też tak myślę. Wybierz miejsce bo ja nie wiem co Ci by pasowały - sam wypuścił dym i upił łyka. On doskonale wiedział, że jest młodsza, choć chodzi na III rok studiów. No co jak co, ale rzadko znajduję się osoba, która spędziła przed studiami tyle lat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Lis 17 2013, 12:02

Widok na zamek akurat wcale jej nie przeszkadzał, z daleka wyglądał o wiele lepie niż ze środka, więc mogła spokojnie sobie na niego patrzeć. Jeśli wyjątkowo nie chciała go obserwować, wystarczyło usiąść plecami do niego i już - problem rozwiązany. Narkotyki w Hogwarcie? Albo Amelia nie była aż taka niegrzeczna, albo chłopak wkręcił się w jakieś dziwne towarzystwo. Dziewczyna jedyne czego oczekiwała od mugoli, to papierosy. Narkotyków nie próbowała i nie miała takiego zamiaru.
- Zapytaj tych, którzy tam zostali, ja nie dałam rady - uśmiechnęła się, szturchając go lekko w łokieć. Zaciągnęła się po raz kolejny, popijając kawusią. Dobrze było sobie tak siedzieć w ten chłodny, deszczowy poranek w parku, na ławce i rozkoszować się ciszą. Żadnych rozwrzeszczanych dzieciaków, nikogo, dosłownie nikogo.. marzyła o możliwości robienia tego częściej, jednak aktualnie nie miała na to czasu. Gdy chłopak wziął papierosa, schowała paczkę do kieszeni. Swojego spaliła już prawie do połowy, więc trzeba trochę zwolnić. Nienawidziła na kogoś czekać, ot taka jej mała wada.
- Amelia - uśmiechnęła się lekko, gdy się przedstawił. Michael? Ładne imię, ciekawe czy odpowiadające charakterowi chłopaka. - Jak to? - uniosła brew do góry, zerkając na niego podejrzliwie. Przecież to ona była starsza, ona była z trzeciego roku. Czekała, aż chłopak wyjaśni jej tą dziwną sytuację, po raz kolejny podnosząc papierosa do ust. Dzisiejszy dzień nie był odpowiednim na myślenie, zdecydowanie wolała poczekać na wyjaśnienie chłopaka. Sama wymyśliłaby pewnie jakąś dziwną wersję, chłopak by się przestraszył i dziewczyna zostałaby sama, z esejem do napisania.
- W Hogsmeade jest tyle wyśmienitych miejsc, że każde jest odpowiednie - powiedziała, zerkając na chłopaka z lekkim uśmiechem na twarzy. - Jednak jeśli pozwalasz mi wybrać, może uda mi się zaprowadzić Cię do mojego ulubionego miejsca, którego jeszcze nie znasz - mrugnęła do niego wesoło, pocierając rękę o rękę. Zimno zaczęło jej przeszkadzać. Nie mogła pomyśleć i ubrać się nieco cieplej, skoro wiedziała, że idzie na spacer. To kompletnie nie w jej stylu, prawda? Wzięła kolejnego łyka kawy, która była dość ciepła i na chwilę rozgrzewała ją od środka. Jednak nie na długo, po chwili znów odczuła przeraźliwy chłód, jaki panował na dworze. Mało tego, z nieba zaczęła lecieć mało przyjemna mżawka. Najgorsza rzecz, jaka może być na świecie. Ni to pada, ni to nie pada. Deszcz sam w sobie nie przeszkadzał dziewczynie i uważała, że może padać cały czas. Jednak to, co leciało teraz z nieba.. szkoda słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 29
Skąd : Oxford
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 70
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6914-michael-lightwood#197210
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6915-keep-calm-and-enter-into-relationships#197221




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Lis 17 2013, 12:48

No jej przemyślenia były częściowo trafne. Wkręcił się w dziwne towarzystwo, ale on nie jarał. Bardziej znał ludzi, którzy to robili. Ale to inna historia. On sam nie zamierzał próbować narkotyków. Uzależni się i będzie praktycznie tak samo debilny jak inni.
- Jakoś nie mam ochoty pytać. - upił łyk kawy. Ostatni łyk kawy. Skończyła mu się. No trudno. Zaciągnął się i rozejrzał. No to było zadziwiające. Pustka. A park przecież był ładny. On w przeciwności do dziewczyny często tu przychodził. I wtedy jest tak samo. Może czasem znajdzie się jakaś para starców, ale także rzadko. On zupełnie nie wiedział co mieszkańcy Hogsmeade robili. Mieli dużo różnych atrakcji i miejsc, a z żadnych nie korzystają. Gdy dziewczyna się przedstawiła Mike zastanowił się. Amelia. Cóż śliczne imię dla ślicznej kobiety. To jest jego ocena. Gdy ta się zapytała jego jak to się stało, że jest starszy od praktycznie wszystkich ten zaśmiał się.
- Zwyczajna procedura. Nie poszedłem od razu po 7 latach na studia. Miałem lepsze rzeczy do roboty. - To co powiedział było prawdą. Nie miał zamiaru od razu iść na studia. Zanim poszedł na wcześniej wspomniane studia odwiedził pół świata i posprzedawał obrazy. Tak obrazy. Był wyśmienitym artystą i kręciło go to. Schował esej i spojrzał na dziewczynę.
- Jeśli jest ich, aż tyle to prowadź zaprowadź mnie do swojego ulubionego miejsca, którego pewnie nie znam. - uniósł brwi. Jemu tak samo zaczęło się robić zimno. Jej jeszcze kawa się nie skończyła, więc miała jakąś tam pociechę. Jednak on skazał się na większy mróz. A do tego ta mżawka... Ma rację to najgorsze co może być na świecie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 26
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 493
Dodatkowo : wilkołactwo
  Liczba postów : 846
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2239-amelia-wotery?highlight=Amelia+Wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t2243-amelia-wotery
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5271-sowka-amelii
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7243-amelia-wotery




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Lis 17 2013, 13:03

Narkotyków może i by spróbowała. Lubiła dziwne fazy, które widziała u innych ludzi. Jednak jej zdaniem była zbyt wielkim tchórzem, bała się, że coś jej się stanie. W końcu nie jest to wynalazek czarodziei, a mugoli. Nie wiedziała, czego tam dosypują i jakie są skutki uboczne. Nie znała się też za bardzo na ich chorobach, więc nawet gdyby zachorowała, nie wiedziałaby na co i jak się leczyć. A udać się do mugolskiego lekarza? Przecież to poniżenie.
- Ja bym się chętnie dowiedziała - tak, chciała wiedzieć, jak ludzie dają radę przesiedzieć cały tydzień w tym zamku i nie zwariować. Może gdyby wiedziała, prościej byłoby jej to znieść. A tak, musiała wychodzić, przynajmniej raz w tygodniu do Hogsmeade lub wymykać się do Londynu. Lubiła Londyn.
- To w takim razie ile masz lat? - spytała, dopalając swojego papierosa i wyrzucając końcówkę do śmietnika. Był podpalony, ale było tak mokro, że zrobiła to bez obawy o podpalenie. Poza tym, jeśli coś zaczęłoby się palić, jest czarodziejem, jednym ruchem różdżki może ugasić ten pożar. Kolejna rzecz, w której mają przewagę nad mugolami. Uwielbiała to, uwielbiała porównywać siebie do tych nędznych, marnych istot i kreatur. Nauczyła się tego od Gabriela.. który swoją drogą mógłby się wreszcie odezwać. Zniknął. Zniknął tak nagle, że nie wiedziała czy w ogóle jeszcze żyje. Ilekroć wracała do ich wspólnego mieszkania, jego nie było. Miała nadzieję, że nic mu się nie stało, że po prostu nie chciał z nią dłużej być i uciekł. To o wiele lepsze niż jego śmierć.. wzdrygnęła się i wróciła do rzeczywistości.
- To co, idziemy? - spytała, wstając i ruszając w stronę wyjścia z parku. Miała nadzieję, że chłopak nie był w tym miejscu, do którego chciała go zabrać. W sumie, było rzadko odwiedzane przez uczniów, a szkoda, ponieważ jego klimat jak najbardziej odpowiadał Amelii. Gdyby więcej osób tam uczęszczało, miałoby szansę stać się najpopularniejszym miejscem w Hogsmeade. Przebiłoby nawet Trzy Miotły - jej zdaniem oczywiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : II
Wiek : 29
Skąd : Oxford
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 70
Dodatkowo : teleportacja
  Liczba postów : 98
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6914-michael-lightwood#197210
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6915-keep-calm-and-enter-into-relationships#197221




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Lis 17 2013, 13:18

Była wielkim tchórzem? No może, ale pod tym względem Mike sam się bał o swoje zdrowie. Narkotyki zrobili mugole. A mugole są takimi debilami, że nie wiadomo co by wsypali tylko dla funu. No cóż. On sam by nie poszedł do mugolskiego lekarza z kilku powodów. Pierwszy powód był taki, że nie wiedział gdzie go szukać. Drugi powód był taki, że to poniżenie i Mike nigdy by do czegoś takiego się nie zniżył. A następny powód to taki, że może i to lekarz, ale był to mugol. A Mike brzydził się każdego mugola. Nie wyobrażał sobie znajomości z mugolem. Z mugolakiem także, ale to inna chistoria. Skinął głową. Ona może by się chętnie dowiedziała, on jednak nie. Nawet wolał wychodzić już na świeże powietrze bo by zaraz zwariował, niż siedzieć w szkolę jak kołek przez następne dni. On czasem się wymykał do Londynu. Znał tam kilka fajnych miejsc. Na pytanie dziewczyny Mike uśmiechnął się tajemniczo.
- A na ile wyglądam? - zapytał. No właśnie na ile on wyglądał? Może wyglądał na młodego gówniarza? Nie ważne.
- No dobra nie będę tu zgrywać. Mam 23 lata. - stwierdził, a następnie popatrzył na nią pytająco. Ona wyglądała no 19-20 lat. tak ją ocenił. On już miał niedopałek więc zwyczajnie puścił. Jeszcze butem go przygasł i spoglądnął na dziewczynę. Widział, że o czymś zawzięcie myśli więc nie będzie jej przeszkadzał. Niech pomyśli o swoich sprawach jeśli musi. Był cierpliwy więc nic mu nie przeszkadzało. Gdy wyrwała się z myśli i zapytała on tylko skinął głową i poszedł za nią. Jeśli było to jej ulubione miejsce to jemu prawdopodobnie też wpadnie do gustu.
[z/t x2 napisz na początku tam]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : paris/london/hogwart
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -1
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6728-georgina-oceane-de-nevers#190424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6988-zostaniesz-moim-problemem-badawczym#199545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6989-straca-sie-osad-widzisz-to#199546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7182-georgina-oceane-de-nevers#204381




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pią Gru 06 2013, 20:55

Właśnie spadł śnieg. Georgina niemrawo uniosła głowę do góry odnosząc wrażenie, że wszystko wokół niej się kręci. Przez moment chwiała się walcząc z tym, aby utrzymać równowagę. W myślach powtarzała przepis na amortencję i układała rozwiązanie do zadania z numerlogii, które powinna zrobić dzisiejszego wieczora.
Dopiero co wyszła z domu jakiegoś niewinnego człowieka, z którego mieszkania zrobiła się teraz niemała melina. Na całe szczęście panienka de Nevers nie musiała dać się pochłonąć poszukiwaniu ubrań i nie obudziła się nago obok gospodarza. Obudziła się tuż około drzwi zauważając, że ma założony jeden but. Może zamierzała opuścić przyjęcie? Przytknęła dłoń do skroni i zacisnęła powieki oddychając ciężko. Naprawdę jej serce zaczynało przyspieszać jakby przebiegła milion kilometrów, a właściwie przeszła tylko powoli kilkanaście metrów ścieżki w parku. Pacnęła zrezygnowana na ławce ścierając z policzka rozmazany tusz do rzęs. Wyglądała w porządku, jednak kompletnie nie miała pojęcia, co teraz powinna zrobić. Odnaleźć Raphaela? Czy może wrócić do mieszkania, z którego wyszła, aby sprawdzić kto w ogóle w nim prawowicie mieszka i tam szukać rozwiązania zeszłego wieczora? W myślach karciła się, że po raz kolejny dała się ponieść i nie potrafiła tego zatrzymać, więc... Przegrała. Nic więcej. Uśmiechnąwszy się smutno wyciągnęła z kieszonki ramoneski szminkę, którą przejechała po suchych wargach. Trzęsła się z zimna, ale nadal była sobą. Tą dziewczyną, która powinna się właśnie uczyć do jutrzejszego sprawdzianu z transmutacji. A może ten sprawdzian już był, a ona go przespała? Kolejny powód, aby serce podskoczyło jej do gardła i niebezpiecznie zawróciło na swoje miejsce po drodze porywając ze sobą gardło, w którym ugrzązł głos dziewczęcia. Wyciągnęła z drugiej kieszonki papierośnicę, z której wydobyła nikotynowy dar od Boga, jeśli ten istniał.
Wetknęła go sobie w usta i odpaliła go trzęsącymi się dłońmi. Z żalem zauważyła, że na kolanie rozdarła sobie spodnie. Chyba pewnych rzeczy nie da się naprawić, prawda? Szkoda. Czuła się naprawdę dobrze w tym kawałku materiału. Zaklęła pod nosem po francusku oczywiście. Co prawda jej ojciec pewnie by stwierdził, że to się na panience nie godzi, a matka powiedziała, że zbyt wiele słów jest pięknych i zaniedbanych, aby jej usta takim szkaractwem operowały, ale to jej nie powstrzymało, ani nie wzbudziło wyrzutów sumienia.
Obejrzała się leniwie w prawo, w lewo... Zupełnie jakby była na przejściu dla pieszych. Ale nikogo tutaj nie było. Ani żywej duszy, ani hałasu. Tylko chłód, ona i ciszy. Mieszanina trzyfazowa. Trójskładnikowa... Jak to rozdzielić? Nie rozdzielać. Najlepiej dać się spoić, zamarznąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 117
  Liczba postów : 155
http://www.czarodzieje.org/t6491-caleb-loudshoot
http://www.czarodzieje.org/t6492-caleb-wspanialy#182176
http://www.czarodzieje.org/t6987-smieszka#199468
http://www.czarodzieje.org/t8852-caleb-loudshoot#248512




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Gru 08 2013, 19:06

Śnieg - Caleb cieszył się jak dziecko. Co innego mógł robić? Przykro mu było tylko, że wszyscy, których akurat miał pod ręką, nie wyrażali podobnego entuzjazmu, co on i odrzucili jego propozycję lepienia bałwana, patrząc na niego, jakby oszalał. Nudziarze! W końcu kto nie lubi lepić bałwana? A ci, którzy skusiliby się na wcielenie jego cudownego planu w życie, byli akurat nie do dyspozycji, smutne. Tak oto właście Caleb znalazł się na samotnym spacerze po Hogsmeade, szczerząc zęby do wszystkiego, co się ruszało - a padał śnieg, więc miało się wrażenie, że porusza się cały świat! Podśpiewywał, idąc i raz po raz zaciągając się papierosem, którego trzymał w stulonych dłoniach, żeby nie zmoknął. Nawet bez towarzystwa mogło być radośnie, co nie? Ale długo na samotność nie musiał narzekać, bo gdy skręcił w jedną z alejek w parku, dostrzegł postać siedzącą na ławce. Ruszył w jej stronę. Nie był w stanie rozpoznać z tej odległości, kto to taki, ale nawet jeśli nie znał tej osoby, to co z tego? Mogli sobie tak czy siak miło spędzić czas, jeśli nie była nudna. Ale znał ją. Kilka kroków przed ławką zorientował się, że to przecież Georgina!
- Heeeej! - przywitał ją entuzjastycznie. Dawno jej nie widział. Może to dlatego, że jakiś czas temu przestał tak intensywnie melanżować, najpierw przez wydarzenia w ekspresie do Hogwartu, a później zwyczajnie nie miał weny. Był już w bliskiej odległości od dziewczyny, kiedy wyszczerzył się do niej. - Twoje płuca będą mieć ci za złe to palenie, podobno strasznie się mszczą! - powiedział i zaśmiał się, a na wspomnienie wieczoru spędzonego na dyskusjach o płucach, spędzonego z Curtis w Londynie uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile to możliwe, mimowolnie zastanawiając się nad tym, co może porabiać teraz Juvinall. I kiedy się zobaczą. - Chyba jest ci zimno? - spytał Caleb odkrywca, dostrzegając, że Georgina drży. Jakkolwiek zażarcie nie wypierałby się swojej rodziny, nauk o kulturze nie zapomniał i wciąż był prawdziwym dżentelmenem, dlatego zaraz ściągał już płaszcz, by przykryć nim ramiona blondynki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : paris/london/hogwart
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -1
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6728-georgina-oceane-de-nevers#190424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6988-zostaniesz-moim-problemem-badawczym#199545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6989-straca-sie-osad-widzisz-to#199546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7182-georgina-oceane-de-nevers#204381




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Czw Gru 12 2013, 16:07

To był bardzo dobry dzień, żeby... Zacząć od nowa. Właśnie taką obietnicę składała sobie w głowie de Nevers. Nigdy więcej alkoholu, żadnych imprez z podejrzanymi koleżankami, które straciła z widzenia bardzo szybko, a potem nawet nie trudziła się, aby je odnaleźć. Bo po co? Ona taka wielka imprezowiczka - Georgina, ma szukać osób, które z nią przyszyły? To one się powinni jej trzymać wszystkim, co tylko mogły i przeprosić za to, że ją zostawiły... W istocie... Kiedy już teraz siedziała w tym parku i marzła, to zrozumiała, że mogła je czymś urazić... Np. obscenicznym zachowaniem, które wcale nie prowadziło do zacieśnienia ich więzi. Pewnie dlatego gdy pomyślała o tym w tych kategoriach to zaraz przygryzła mocniej dolną wargę zatrzymując w ustach dym, który po chwili uwolniła z kaszlnięciem. Ona miała dość siebie. Każdy dzień był karą, jeśli nie miałeś pojęcia kim właściwie jesteś, co chcesz wygrać. Georgina się właśnie tego obawiała, bezradności. Zbyt perfekcyjna, żeby istnieć naprawdę. Może dlatego zapija się na imprezach, aby mieć choć jedną małą wadę.
Siedząc w tym parku, czuła się źle. Przygarniały ją do siebie wszystkie wyrzuty sumienia. Uparcie biegła przez aleję niekompletnych wspomnień, aby znaleźć jakiś punkt zaczepienia, przypomnieć sobie ludzi z wczoraj, ale to wcale nie było takie łatwe. Nie. To było trudne, zbyt trudne, aby istniało naprawdę. Przymknęła zatem powieki zanosząc się kolejnym wdechem poprowadzonym przez nikotynowy środek, do płuc. Tam wygodnie, tam najlepiej. Palenie zabija. Kiedy?
A gdy otworzyła oczy stał już nad nią Caleb. Uśmiechnęła się do niego dość smutno próbując sobie przypomnieć czy go wczoraj nie widziała. Raczej nie. Pewnie inaczej skończyliby w jego łóżku. Albo ona by tam skończyła mówiąc mu gdzieś pomiędzy jego odmowami, że go mocno kocha. Czyż nie?
- Moje płuca. Nie przejmuj się. Czasem trzeba się podtruć. Polecam. - Powiedziała zgrabnie składając kolejne słowa w funkcjonalną całość. Nie chciała się z nim kłócić, zatem przyjęła jego płaszcz i zaraz się nim otuliła pamiętając o tym, aby zainwestować w zimową odzież i właściwie to ją nosić. Problem z Georginą jednak był taki, że nic się jej nigdy nie podobało, więc korzystała z kolekcji wiosennych. Szczególnie na wieczorne wyjścia. Kobieta stuprocentowa, zawsze niezadowolona. I takie jak ona też można kochać? Można, ale trzeba to przerwać. Pewnie takiej odpowiedzi udzieliłby Caleb... Takich myśli Georgina nie chciała słuchać. Nie oto w tym chodziło. Nie dziś.
- Co tutaj robisz? - Spytała nieco zdziwiona jego obecnością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Uczeń Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 24
Skąd : York
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 117
  Liczba postów : 155
http://www.czarodzieje.org/t6491-caleb-loudshoot
http://www.czarodzieje.org/t6492-caleb-wspanialy#182176
http://www.czarodzieje.org/t6987-smieszka#199468
http://www.czarodzieje.org/t8852-caleb-loudshoot#248512




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Gru 15 2013, 16:30

- Ja się mogę truć, ale tobie zabraniam - powiedział nieznoszącym sprzeciwu tonem, robiąc srogą minę. Przynajmniej płaszcz przyjęła, pozwalając się wybawić od zapalenia płuc. Tyle dobrego!
- A, wiesz, tam - w tym momencie wskazał palcem kierunek, w którym powinien znajdować się zamek - całkiem niedaleko, jest wielkie, stare zamczysko, w którym kształcą się młodzi czarodzieje, a ja jestem czarodziejem i wiesz, uczę się tam - powiedział, parskając przy tym śmiechem przynajmniej dwa razy, nie siląc się na poważny ton. Zaraz potem usiadł obok Georginy, zaciągnął się, po czym wypuścił z ust serię perfekcyjnych kółeczek z dymu. Spojrzał przy tym na Georginę, zupełnie nieświadom tego, co dzieje się w główce biednej dziewczyny. Nieświadom nawet tego, że tylko on szybko przeszedł do porządku dziennego po ich zerwaniu i był gotów się przyjaźnić. Poniekąd w sumie starał się taką przyjaźnią wynagrodzić dziewczynie rozpad ich związku. Głuptasek. Nie widział w tym jednak niczego niezwykłego. - A ty? Co tu robisz? Też jesteś czarodziejką? - kontynuował swoją zabawę, mając nadzieję, że wciągnie w nią Krukonkę i może nawet rozweseli. Ślepy - mimo wszystko - nie był i zdążył zauważyć, że jest w tym stanie, kiedy wszystkich unika i nie jest jej do śmiechu. Nie lubił, gdy taka była, zwłaszcza, że milion razy widział ją po alkoholu - zdawało się wtedy, że pękały bariery, które nie pozwalały jej na codzień cieszyć się życiem. Poniekąd uknuł spisek, który miał sprawić, że na co dzień też będzie taka otwarta, i zabawna, i towarzyska, i szczęśliwa i w ogóle tak urocza; nie miał pojęcia, jak tego dokonać - jeszcze - ale postanowił sobie, że odwerwie ją od stosu ksiąg, za którymi tak często się chowa. Marnowała się tam przecież, halo, było życie do przeżycia, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : II
Wiek : 24
Skąd : paris/london/hogwart
Czystość Krwi : 10%
Galeony : -1
  Liczba postów : 294
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6728-georgina-oceane-de-nevers#190424
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6988-zostaniesz-moim-problemem-badawczym#199545
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6989-straca-sie-osad-widzisz-to#199546
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7182-georgina-oceane-de-nevers#204381




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Gru 15 2013, 22:22

I właśnie to był problem facetów. Uważali, że skoro już dzieje się tak, a nie inaczej i nadchodził czas rozstania, to wszystko wszystkim miało odpowiadać... Bo tak. Georgina należała do dziewcząt, które sporo rzeczy w sobie dusiły. Z pewnością nigdy nie przyzna się przed Calebem, że czas kiedy byli razem wspomina bardzo dobrze, a i żałuje, że nie była kimś kogo on potrzebował... Ale cichutko. Może nie warto mówić nawet zbyt wiele w narracji. Może milczenie jest czasem najlepsze. Nie mniej jednak trzeba powiedzieć wprost, że panienka de Nevers miała sporą historię za sobą, która obfitowała w więcej upadków niż wzlotów i z pewnością jednym z nich był związek z tym gryffońskim chłopcem, który pragnął ją uczynić szczęśliwą, a ona na siłę jak upadły anioł podskakiwała i zaraz znajdowała się na ziemi pomiędzy książkami. Nawet teraz nie mogąc uspokoić dręczących ją myśli zaczęła w myślach kląć na niebo, że nie ma na nim chmur, które mogłaby policzyć. Lubiła chmury. Lubiła naukę. Powinni tu w parku postawić bibliotekę dla zkacowanych istotek, które poszukują sensu życia pomiędzy jedną imprezą, a drugą... której nie pamiętają. To groźne zjawisko i powinni o tym pisać lekarze, ale niestety... Nikt się nie odzywał. Georginie z pewnością byłoby lepiej na sercu, gdyby ktoś naukowym językiem nazwał schorzenie, na które cierpiała przez co można by je ozwać chorobą, a nie głupotą. Przepisaliby jej na to tabletki, albo coś więcej i życie by mknęło dalej. Niestety. Na takie rzeczy leków nie było. Z takimi rzeczami trzeba było żyć.
Spojrzała na niego niepewnie. Nie wydawał się być chłodny, zdystansowany, jak wtedy gdy zrywali. Może dlatego jej oczy przesiąknięte były strachem, który powolnie przeradzał się w nadzieję. Zamrugała kilkakrotnie, aby spowolnić ten proces, albo zaniechać go w ogóle. Następnie wyrzuciła papieros z ręki na jego życzenie. Tak. Zrobiła to, bo rzeczywiście postanowiła dziś być grzeczna, cicha, nieprzejednana... Dziś do niczego jej nie przekona, ale może jeszcze mieć drobną nadzieję. Drobną!
- Tak. Jestem czarodziejką, ale gdzieś zgubiłam różdżkę i nie mogę czarować. Badums, więc wyrzucili mnie z zamku i nakazali siedzieć w parku tak długo, aż jakiś inny czarodziej na białym koniu nie zwróci mi różdżki. Może to Ty? Zapomniałeś tylko bialego konia, ale głęboko wierzę, że zaraz po niego pójdziesz i skrócisz moje męki. - Uśmiechnęła się lekko przy czym przyłożyła dłoń do karku ignorując to, że zsunął się z niej płaszcz Caleba. Zaraz spróbowała nim się nakryć na nowo i po chwili znów czuła znajomy zapach perfum. Jakże często wynosił ją imprez opatuloną właśnie tą odzieżą, kiedy ona krzyczała, żeby żyła wolność i swoboda? Zamknęła zacne oczęta, które chyba nie spały od dawien dawna, nie licząc tej drzemki przy czyiś drzwiach.
- Czy jesteś dobrym czarodziejem? - Pociągnęła temat nieco dalej mając nadzieję, że unikną jakiś poważniejszych rozważań. Nie teraz gdy była tak słaba i możliwe, że wyrzuciłaby z siebie słowo za dużo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Nie Maj 11 2014, 23:11

Mathilde trzęsły się dłonie. Wyszła z domu właściwie nie meldując się żadnej z kuzynek. Była smutna? Rozżalona? Który to już raz życie postanowiło z niej zakpić? Który to już raz upadła w wyniku przesunięcia się niewłaściwej kłody. Łamała się. Ile jeszcze razy, ile, ile, ile... Miała dosyć tej niepewności. Każdego dnia, który blokował jej uśmiech. Wsunęła dłonie w kieszenie wiosennego płaszczyka w tonacji ciemniejszego niebieskiego. Powoli szła przez park zastanawiając się po co umówiła się tutaj z Thiago. Przecież nie był nikim bliskim. Choć może w tym cały szkopuł. Nie potrzebowała teraz nikogo, kto znałby historię jej życia. Kto zdjąłby z niej jakikolwiek ciężar. Syzyfowa była to praca, bo nikomu dotąd się to nie udało. W końcu Math zatrzymała się na środku ścieżki czując, jak milion myśli przebiega przez jej umysł. Nie mogła się na niczym skupić. Może dlatego tak bardzo chciała nauczyć się palić. Żeby te nerwy zatopić w każdym "buchu". Tak się przecież na to mówiło, prawda? Mocniej zacisnęła pięści czując, jak paznokcie wbijają się w skórę. Na moment zaprzestała tego manewru, bo zawsze była przeciwna samookaleczeniu się, więc nawet w takiej chwili próbowała przywołać siebie do porządku. Wreszcie znów zaczęła iść, a gdy tylko na jej drodze napatoczył się kamyczek to kopnęła go mocno wyobrażając sobie, że właśnie w ten sposób odpłaca komuś za wszystkie krzywdy wyrządzone jej rodzinie. Villadsen'owie nie zasługiwali na to. Nie zasługiwali na to, by zmarła Veronique, by Gilbert rozpłynął się w powietrzu, by Felix był zagubiony, i żeby Mathilde zakochała się w najgorszym z możliwych przypadków, które potrafiły tylko rozcinać codziennie jej klatkę piersiową i wyciskać z serca wszelką nadzieję, którą mogła włożyć w świat. Jak wiele razy ją wszyscy oszukali? Zdenerwowana przegarnęła perłowe włosy na prawą stronę, a potem na lewą, aż wreszcie odrzuciła je do tyłu. Dziś były długie, wszak znała fajne zaklęcie na przedłużane włosy, a że nigdy nie potrafiła zmotywować się do zapuszczenia ich na wymarzoną długość to chętnie korzystała z tego triku. Swoją drogą uwielbiała gdy Sheila, albo Shane na jej specjalną prośbę czesały ją, a większą przyjemność odnosiła gdy włosy były o wiele dłuższe niż te naturalne... Długo jednak nie pozostała przy tej myśli, bo zakręciła się wokół własnej osi nie odnajdując ani jednego przyjaznego promyka słońca. W takim razie przycupnęła tuż obok jakiegoś drzewa zwijając się na moment w kłębek, jakby szukała w ten sposób ukojenia. Miała ochotę wszystko wyrzucić z głowy. Zrobić wielki remont, zapomnieć. Nauczyć się nienawidzić tak samo mocno, jak potrafiła kochać. Och życie pozwól jej na to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 175
  Liczba postów : 162
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8049-thiago-cabrera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8061-kochajmy-sie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8062-przystojny-alvaro
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8065-thiago-cabrera




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pon Maj 12 2014, 13:32

Nie rozumiał dlaczego dziewczyna taka jak Tillie nagle zapragnęła nauczyć się palić papierosy. On zaczął już dawno, jeszcze jako młody gówniarz - wtedy, kiedy jego rodzice przechodzili kryzys w związku. To znaczy, nie, wtedy był za mały - jednak ta frustracja narosła w nim aż do osiągnięcia trzynastu lat. Wtedy to się wszystko zaczęło. Szczególnie, że matka zaczęła być nadopiekuńcza, a przecież on, dumny Cabrera, nie mógł być jej więźniem, dlatego się buntował. Ogółem doprowadziło go to do silnego uzależnienia od nikotyny i tym samym pali po dziś dzień. Był przekonany, że jego płuca są zmasakrowane, ale nic z tym nie robił. To było zbyt wciągające. Już sam obrządek badania faktury fajki pod opuszkami palców, ich szeleszczenie, odpalanie z najwyższą czcią... to było rajcujące. Nie mniej na pewno nie chciał, aby ktokolwiek się od niego uczył. A już na pewno nie Mathilde, do której to po prostu nie pasowało. Kojarzyła mu się z jakimś rzadkim, wyjątkowo pięknym kwiatem. A kwiaty z definicji nie kopcą wstrętnymi petami. Bo nie. Dlatego nie zamierzał ulegać jej wpływom. Przynajmniej w tej jednej materii.
Przygotował się na spotkanie, spędzając w łazience o wiele więcej czasu niż zazwyczaj. Rodzeństwo z pewnością by go wyśmiało, gdyby się dowiedziało, ale na szczęście udało mu się to zachować w tajemnicy. Przynajmniej na razie. Nawet się ubrał jakoś lepiej, a potem wyczarował ładny bukiet, bo tak chyba wypadało. Aby obdarowywać kobiety wspaniałymi rzeczami, które ukazują swe piękno w różnoraki sposób, ale jednocześnie nie są zagrożeniem dla ich piękna. Uśmiechnął się na samą myśl o tym, a potem wyruszył z zamku do tej całej magicznej wioski. Mniej więcej orientował się, gdzie ma iść, bo trochę pozwiedzał podczas Festiwalu Błogosławieństw. I tak sobie wszedł na teren tego miejsca, rozdlądając się za dziewczyną, lecz póki co jej nie widział. Dopiero kiedy zaszedł kawałek ścieżką, dostrzegł charakterystyczne, niemalże platynowe włosy, które wystawały z jakiegoś kłębka pod drzewem. Przyspieszył więc kroku, trochę zaniepokojony. Ostatecznie przykucnął przy niej, w jednej ręce jak kretyn ściskając kwiatki, drugą zaś gładząc czuprynę puchonki.
- Hej, Aniele, wszystko w porządku? Co się dzieje? - spytał zbity z tropu, trochę nie wiedząc jak sobie z tym poradzić. Nie był dobry w pocieszaniu, lepiej mu wychodziło rozśmieszanie. Ale tym razem miał wrażenie, jakoby miał tym nic nie wskórać. Albo byłoby to nie na miejscu. Już sam nie wiedział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Wto Maj 13 2014, 15:00

Czasem boimy się zasłużyć na jakiekolwiek większe dobro, bo zwyczajnie unikamy obawiając się, że zbyt szybko przemieni się w zło, którego nie powinniśmy nigdy spotkać. Tak często zranieni, prawda? Chłód otaczał ją swoim uściskiem szczelniej niż czyjekolwiek ramiona, w których chciała się znaleźć. Wszyscy poznikali gdzieś, gdy ich potrzebowała. Nie wiedziała dokładnie, co powinna o nich sądzić... Bała się. Wszak dotychczas jej wybory, słowa okazały się być błędnymi, nieodpowiednimi do sytuacji. Uśmiechnęła się smutno sama do siebie nieznacznie podnosząc głowę do góry, którą zaraz opuściła czując, że lepiej jej patrzeć w nierówną powierzchnię chodnika niż w powietrze, w które uleciały wszystkie jej marzenia. W końcu jednak poczuła czyjś dotyk na swojej czuprynie, założywszy ręce na piersiach zadarła głowę do góry ukazując spod wachlarza czarnych rzęs szmaragdowe tęczówki, które wydawały się być osnute mgłą. Zamyśliwszy się uniosła rękę do góry i wspierając się na wytworzonym między nimi uścisku podniosła się do pozycji stojącej tym samym zmuszając go do tego samego. Roześmiała się sztucznie niby dla rozluźnienia sytuacji.
- Mieliśmy przecież iść na spacer, wiesz? Zobacz jak tu ładnie! - Zakręciła się wokół własnej osi prawie jak w sali, gdy uczył ją tańczyć. Mimo to, nie czuła już tej frywolności co w tamtej chwili, więc zaraz zrezygnowała z siania radości.
- Nie wiem. Jestem jakaś przybita. Moja mama miała wypadek... A dowiedziałam się o tym kilka dni później. Trochę smutne, kiedy rodzice zapominają o tobie specjalnie, co? - Mathilde nigdy nie rozumiała jak można o kimś zapomnieć specjalnie, do momentu, w którym sama nie zetknęła się z gorzkim smakiem swoich błędów, który zaprocentował pogardą i odcięciem od rodziny, którą kochała ponad wszystko. Potrzebowała teraz porozmawiać... Wyrzucić to z siebie. W Kopenhadze znalazła się szybko przelatując przez wszystkie graniczne punkty teleportacji, aczkolwiek nie zmieniło to faktu, że Peter Villadsen był zdziwiony jej obecnością i to do tego spóźnioną, gdy Marie leżała na oddziale intensywnej terapii. Math szybko stamtąd zniknęła nie pozbywając się uczucia, że jest nie chciana, a z czwórki dzieci nagle zrobiło się zero... Tak bardzo się wszyscy pogubili. Niestety.
- Ale chyba będzie z nią dobrze. Choć w sumie nie wiem. Choć mam nadzieję, że tak. Będzie dobrze, prawda? - Podczas tych dywagacji podczas ostatniego zdania spojrzała prosto w thiagowe oczy szukając tam poparcia dla swoich pozytywnych myśli. Jakkolwiek. I właśnie dlatego powinien nauczyć ją palić, co by mogła wyrzucić w te złe powietrze jak najwięcej smutnych myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 175
  Liczba postów : 162
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8049-thiago-cabrera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8061-kochajmy-sie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8062-przystojny-alvaro
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8065-thiago-cabrera




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Wto Maj 20 2014, 10:32

Nikt go nie zawodził. Bo nie potrafił. Miał mnóstwo przyjaciół, większych lub mniejszych kumpli, znajomych. Nigdy nie czuł się samotny. Nawet, kiedy kogoś obok brakowało, po prostu szedł gdzieś i poznawał nowe osoby. Nie potrafił poczuć co to takiego. To całe rozczarowanie. Opuszczenie. Gdzieś było, ale w odległym świecie. Widocznie zdmuchnęło je aż tutaj, do Mathilde. Lecz gdyby tylko mógł... zabrałby od niej to wszystko. Przecież był silny, mógł to dźwignąć. Jej szczęście z pewnością byłoby wspaniałym paliwem. Bodźcem i motywacją. Sam nie wiedział, kiedy to się stało. Że tak wiele od niej uzależnił. Że zaczął na nią spoglądać częściej i tęskniąc, kiedy jego oczy jej nie dostrzegały. To było dziwne. Zastanawiające. Myślał o tym wielokrotnie, spóźniając się na zajęcia. Ale to nic. Jakoś tak przy niej wszystko bledło. O zgrozo, nawet zadania czy kolejne książki nie były nagle już tak zajmujące. Przeczytał parę stron, a potem zastygał z myślą o pewnej blondynce chodzącej po zamku. Nigdy nie przeżył takiego uczucia. Emocje do Nix dojrzewały w zupełnie inny sposób. Były trochę toksyczne. A teraz zniknęły. Tak sądził. Zostały mu mgliste wspomnienia pod czachą. Uwierające czasem, ale niegroźne. Te do Villadsen działały kojąco, niczym balsam. To było tak różne i tak wspaniałe, że o dziwo brakowało mu na to słów. Wolał działać.
Wstał, oczywiście, że wstał, ale wciąż patrzył na nią zmartwiony. Słyszał to kłamstwo w śmiechu, słyszał tą zmianę tematu. Chciał już coś mówić, ale ona mówiła więcej. Posuwała się dalej w swych słowach, a on tak trochę stał jak kretyn z tymi kwiatami, nie bardzo wiedząc, jak do tego podejść. Jak chwycić byka za rogi, jak jej obiecać, jak zapewnić, że już teraz zawsze, wszystko będzie dobrze. Stał tak chwilę, po czym chwycił ją mocno za rękę, jakoś tak impulsywnie.
- Na pewno nie chcieli cię martwić. Albo sądzili, że wszystko się ułoży. Wiesz, jacy są rodzice. Chcą nas zamknąć w złotej klatce, uchronić przed wszystkim. Nigdy tego nie rozumiałem, ale matka ciągle mi powtarzała, że kiedyś zrozumiem. Wiesz, sądzę, że to tak jak mieć kogoś bliskiego sercu. Jego też chcemy za wszelką cenę chronić od smutku. Chciałbym być twoim ochroniarzem, wiesz? - wyrzucił z siebie potok słów, nie będąc do końca pewnym, co takiego powiedział. Stał tak jeszcze chwilę, trzymając ją za rękę i przegryzając wargę. W końcu jednak ją objął, jak gdyby...
- Będzie dobrze. Mnie nic złego nigdy nie trzyma, więc ciebie teraz też nie będzie. Bo przekazuję ci moją energię. I teraz wszystko, co dobre, będzie u ciebie! - powiedział z przekonaniem, wmawiając sobie, że w to wierzy. Chciałby, żeby tak było. To by wiele ułatwiło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pią Maj 23 2014, 22:18

To dobrze, że nikt go nie zwodził. Mathilde głęboko wierzyła, że świat ma tylko dobre twarze od ludzi, którzy powinni sprawiać, żebyśmy czuli się bezpiecznie i jakoś stabilnie pośród niewygodnego chaosu. Co prawda mało się to sprawdziło w jej przypadku, jednak cóż. Zdarza się, przecież każdy musi przeżyć w swoim życiu historię, która gdzieś tam zmieni go całkowicie pozostawiając tylko jedną dziesiątą jego natury w nienaruszonym stanie. Mathilde miała wrażenia, ze cała ekipa z Red Rock nie pozostawiła jej nawet tej jednej dziesiątej, mimo to próbowała odnaleźć grunt pod nogami raz po raz zachłystając się powietrzem, które niosło więcej zanieczyszczeń niż szczęścia, czystego tlenu czy co tam jeszcze miało się według Math znajdować w zawartości życioodpowiedzialnej mieszaniny. W końcu jednak kończą się już wszystkie postanowienia, życiowe tezy i gdy już pozornie zostajemy bardzo sami... To upadamy. Bo nie można być po prostu samemu. Chyba, że na początku. Samotność zwykła się pogłębiać. Dlatego ktoś bardzo sam potrzebuje nas mocniej niż moglibyśmy się tego spodziewać. I tak oto dochodzimy do wniosku, że zranienia czy inne niemiłe fakty... Nie powinny nigdy się zdarzać.
Mathilde potrzebowała bliskości, pewnie dlatego przystała bez oporu na chwilę gdy objął ją czułym ramieniem. Odwzajemniła uścisk układając głowę na jego klatce piersiowej i na moment zamykając oczy. Zastanawiała się nad czymś. Nad tym na co polega to wszystko, ten bałagan w jej życiu, że niby po co zdarzają się jej te wszystkie niemiłe rzeczy. W końcu jednak opuściła Thiago idąc niepewnie do przodu. Jakby zagrażały jej nierówności chodnika, w głowie dźwięczały jeszcze przez chwilę słowa, które do niej wypowiedział.
- Cieszę się, dziękuję. - Dygnęła dziewczęco zaraz wybuchając chichotem, bo przecież uznała swój manewr za bardzo zabawny.
- Wszystko co dobre będzie u mnie, tak? W takim razie powinnam upiec ciasteczka, zrobić dobrą herbatę, zaprosić przyjaciół i sprawić by to co mówisz miało sens i rację bytu. Czy to prawda, że dobro jest dość kapryśnym gościem i trzeba mu wpierw przygotować wygodne posłanie złożone z dobrych uczynków, by rozgościło się u nas na zawsze? Jak myślisz Thiago? Jak to jest z tym dobrem, o którym wszyscy mówią? - Przechyliła głowę nieznacznie w prawą stronę zastanawiając się jeszcze przez chwilę nad stanem zdrowotnym pani Villadsen, ale potem zrezygnowała z tego zdając sobie sprawę, że pewnych rzeczy to ona sama nie przeskoczy. I właśnie dlatego oczekiwała ze zniecierpliwieniem thiagowej odpowiedzi uśmiechając się przy tym delikatnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 175
  Liczba postów : 162
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8049-thiago-cabrera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8061-kochajmy-sie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8062-przystojny-alvaro
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8065-thiago-cabrera




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Sob Maj 24 2014, 19:45

Nie wierzył w idealny świat. W dobro ludzi. Magię tego, że mogą być życzliwi pomimo wszystko. Nie, to tak nie działało. Chciał, aby tak było, ale jednocześnie był przeświadczony o tym, że ludzie to egoiści. Zadufani w sobie, uważający, że wszystko im się należy. Przecież to absurd. Nie mniej szukał zawsze osoby, która nie byłaby częścią tego okrutnego świata złożonego z tak wybitnie irytujących jednostek. W Argentynie poznał wielu ludzi, trochę też w Brazylii, ale w zasadzie nigdy nie spotkał kogoś, kto mógłby go czymś zachwycić, ująć za serce i wstrząsnąć nim porządnie. Nix była inna niż wszyscy, ale potem przyszło rozgoryczenie. I w zasadzie na tym się kończy ta szalenie długa lista. To znaczy, kończyłaby, bo Math była pewnym ewenementem w jego życiu. Odpowiadała mu pod wieloma względami, potem aż sam się sobie dziwił, jak wiele tych aspektów było. I w sumie jest nadal. Im bliżej ją poznawał, tym bardziej cieszył się z jej towarzystwa, chłonąć pozytywną energię, którą wokół siebie roztaczała. To zabawne, ale nawet, gdy była przygnębiona, Cabrera czuł się przy niej zdecydowanie lepiej. Nie chciał jednak zabierać jej całego ciepła dla siebie, wolał nawet oddać swoje, aby częściej się cieszyła, nawet z drobnych rzeczy. Nie rozumiał tego, co się z nim działo, ale ostatecznie uznał, że przecież uczucia się czuje, a nie rozumie. Zresztą, w jego kulturze raczej nie jest typowym, aby się zamartwiać, roztrząsać i przejmować wszystkim. Na luzie. Słońce świeci, wietrzyk wieje, wszystko w porządku, prawda? Taka szkoda, że nie mógł tego samego powiedzieć o puchonce.
Oczywiście, że dawał jej bliskość. Gdyby poprosiła o słonia, zapewne bez wahania by po niego poszedł. To dziwne, jak to wszystko się w życiu człowieka komplikuje. Do tej pory nikt oprócz brata nie był w stanie go "zmusić" do jakiejkolwiek formy aktywności. No, dobra, jeszcze siostra, ale rodzeństwo się na pewno nie liczy. Wciąż trzymał ją w ramionach, a kiedy postanowiła iść, poszedł za nią. Choć wreszcie wyciągnął do niej bukiet kwiatów, który jak idiota trzyma cały czas, bo nie ma jak jej go wręczyć.
- Proszę. Dla ciebie. Mam nadzieję, że ładne, nie znam się na kwiatach, ale dziewczyny je podobno lubią. Ja nie wiem. Nie jestem żadnym amantem czy znawcą - powiedział na temat czerwonych róż, które jego zdaniem miały głęboki kolor, aczkolwiek wcale nie był pewien. Podobno faceci nie odróżniają za bardzo kolorów. Na koniec wzruszył ramionami, obserwując dziewczynę i uśmiechając się do niej szeroko. Aczkolwiek poczuł, że robi mu się trochę przykro, kiedy tak wspominała o herbatce dla przyjaciół, ale nie dał tego po sobie poznać. Zamiast tego zastanawiał się nad odpowiedzią na jej pytanie, które nie było takie proste w sumie.
- Wiesz, dobro jest... jest jak prezent na urodziny. Dajesz go komuś, nie oczekując niczego w zamian. Ale jednak ci przykro, kiedy ten ktoś zapomina o twoim święcie i nie daje ci takiego prezentu. Sztuką jest obdarowywać innych pomimo to, ale to trudne zadanie. Niestety - odparł w końcu, a potem nie mogąc się powstrzymać, chciał się odciąć nieco od tych ciężkich myśli - dlatego sięgnął po paczkę papierosów, z której wyjął jednego. Odpalił go za pomocą różdżki zza paska, a potem zaciągnął się zbawiennym dymem. Odprężające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Rok Nauki : III
Wiek : 24
Skąd : Dania, Kopenhaga
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 510
  Liczba postów : 1383
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6313-mathilde-olivia-villadsen#177625
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6324-zagraj-ze-mna-na-pianinie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t6376-poprosze-najladniejsza-pocztowke#179438
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7164-mathilde-olivia-villadsen#204301




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Czw Maj 29 2014, 15:48

Dobro. Dobro jest w Tobie. Czasem tylko musisz wyżej wyciągnąć ręce, stanąć na palcach, aby promienie słońca przytuliły właśnie ciebie. Nie trzeba tego tłumaczyć. Świat jest Twój. Tak uważała Mathilde. Istniała wciąż nadzieja, to nie była matka głupich. To była przepiękna dziewczyna w zwiewnej sukience, która pozwalała jej się kręcić wokół gdy tylko potrzebowała rozrywki. Przez to, że tak wielu ją odrzucało czuła się bardzo zagubiona i dlatego rodziła się w głowie w sytuacjach, gdy to rozum powinien nam podyktować rozwiązanie, a nie tępe oczekiwanie na to, że ktoś przejrzy na oczy. Pamiętała chłodne, morskie oczy w którym złożyła każdą ze swoich boleści patrząc jak zaraz ją otula ciepło uśmiechu. Dostawała to, nawet teraz cieszyła się z tego dobra pomimo tego, że to samo dobro przerodziło się w lęki o wiele gorsze niż te, że spod łóżka wyjrzy potwór, albo wróżka zębuszka, która zamiast wziąć mleczaka spod poduszki tym razem sięgnie po całą szczękę. Mimo to nie zwątpiła. To wszystko ustalało pewien rytm, oduczało ją to naiwności, uczyło chodzić po tak grząskim gruncie, że jeszcze kilka lat temu upadła by z płaczem. Kto wie? Może świat juz by nie znał jej imienia? Ale te wszystkie rzeczy, w które wierzyła... Co jeśli tylko wiara jej została? Uśmiechnęła się smutno do Thiago idąc z nim powoli przez park. On również miał wyjątkowe oczy... Były brązowe. Zdążyła się im już przyjrzeć, co prawda nieśmiało gdzieś przy przypadkowych kontaktach, jednak porównywała kolor tęczówki z głębią godną najlepszej mieszanki kakao. I czuła, że jego obecność, troska z oczu... To wszystko co odrywa ją od problemów. Od depczącej po piętach wieści o nie żyjącej siostrze, o Kaiu który zniszczył w niej część zaufania do świata. Mimo wszystko próbowała to jakoś odzyskać. Odkuć się pośród wylanych łez. Pozwól jej Thiago, pozwól jej odbudować ten świat. Ona też musi odreagować.
Pewnie dlatego wykorzystała moment, gdy opuścił dłoń z papierosem nieco w dół i sięgnęła do niej zgrabnie wysuwając papieros z jego palców, aby przejąć go i nagle wsunąć do ust, choć zapewne nie zdążyła tego manewru wykonać, bo zaraz zakrztusiła się zgrabnie mimo to szybko się wyprostowała próbując wrócić do właściwej godnej postawy, aczkolwiek uśmiechnęła się koślawo!
- No już. Powinieneś mnie nauczyć! Powiedzmy, że to chwila kiedy powinieneś pamiętać o moim święcie! - Rzuciła smielej w nadziei, że to nieco ostudzi złość, której teraz oczekiwała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : II
Wiek : 23
Skąd : Buenos Aires, Argentyna
Czystość Krwi : 25%
Galeony : 175
  Liczba postów : 162
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8049-thiago-cabrera
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8061-kochajmy-sie
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8062-przystojny-alvaro
http://czarodzieje.my-rpg.com/t8065-thiago-cabrera




Gracz






PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   Pią Maj 30 2014, 17:33

Nie potrafiłby być na nią zły. Nie. Nie można być złym na dobro, na uśmiech, którym była. Słońcem, miłością unoszącą się w powietrzu. Powiedziałby jej to wszystko, gdyby miał wystarczająco dużo odwagi. Nie był jednak podopiecznym tego czerwonego domu. I całkiem słusznie. Chciałby powiedzieć, że była nadzieją, ale nie. Na nią nie można było się złościć, że jest tylko złudzeniem. Ostatnią, desperacką próbą ratowania wszystkiego. Ona to właśnie ratowała. Tego był Thiago pewien. Tego, że ze wszelakich osób, jakie poznał, ona była warta wszystkiego. I z chęcią by jej to dał, gdyby sam niczego nie miał. Był biedny emocjonalnie, był zbyt nieogarnięty, aby jej to wszystko dać. Musiała więc zadowalać się kwiatami, uściskiem, wędrówką po parku. Było ładnie, ale niczym to miejsce nie dorównywało obecności Mathilde. Z nią mógł iść po wysypisku śmieci, przyćmiewałaby krajobraz sprawiając, że niczego prócz niej nie jest mu trzeba. Ale to były śmiałe myśli, które chciał w sobie zdusić, bo nie niosły za sobą niczego konkretnego.
Nieświadomy tego, o czym myśli Villadsen, bo prostu cieszył się z jej obecności. Dopóki nie zabrała mu papierosa, przez co stanął i spojrzał na nią karcąco. Oczywiście, że się zakrztusiła. A czego innego mogła się spodziewać? Patrzył więc na jej usta, z których wydobywały się resztki dymu, a potem w geście impulsu pocałował ją, zabierając je od niej, choć do jego płuc nie dotarło już nic. To nie miało znaczenia, bo dotyk jej miękkich ust na swoich był swoistym osłodzeniem wszystkiego, co mogłoby kiedykolwiek sprawić ból. Odsunął się w końcu od niej i zabrawszy swoją fajkę, po prostu ją zdeptał butem, aby nikogo nie kusiła.
- Nigdy więcej papierosów, Aniele - powiedział w końcu, poważnym tonem. Chwycił ją za rękę, by mogli się jeszcze chwilę przespacerować i porozmawiać. Rozstali się w dormitorium puchonów. Wtedy miało się okazać, że to było ich ostatnie spotkanie. List. Matka w szpitalu. Koniec czegoś, co mogło powstać pozornie z niczego. Napisał do Math z Argentyny z wyjaśnieniami. Czując, że stracił coś naprawdę wyjątkowego i już nigdy tego nie odzyska. To dopiero dramat.

z/t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ścieżka w parku   

Powrót do góry Go down
 

Ścieżka w parku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-