Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Zagaik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Zagaik   Wto Maj 21 2013, 19:38

First topic message reminder :


Zagaik

Ciche, przyjemne miejsce, osłonięte przed centralną częścią parku bujną roślinnością. Znajduje się tutaj tylko jedna ławeczka, bo często nie ma tu żywego ducha! Poza fauną, oczywiście.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Zagaik   Wto Sty 10 2017, 22:53

Musiał przyznać, pomysł Lucy na zemstę był o wiele lepszy, bo nie dość, że trzymający w oczekiwaniu - w końcu kto pozostawiłby taki prezent bez stanowczej reakcji? Tylko Lucy! - to jeszcze dający dużą satysfakcję. Gdyby tylko Krukonce udało się wytresować Wozaka w takim stopniu, Ezra własnoręcznie przygotowałby jej odznaczenie Młodszego Tresera Zwierząt. Ale no właśnie, gdyby. Nie słyszał jeszcze o udomowionych wozakach, ale może to dlatego, że nieszczególnie się tym tematem interesował.
- Insania amentia. Jestem ciekawy jak będą reagować ludzie, jeśli będziesz miała nieszczęście wołać go publicznie - Zaśmiał się pogodnie, wyobrażając sobie miny tych wszystkim poważnych czarodziejów, którzy bez wątpienie poczują się zgorszeni takim wyborem imienia. - Swoją drogą, czym go karmisz? Mały gnom, myszka polna, niewinny krecik?
Przeczesał palcami włosy i starał się je doprowadzić do porządku, widząc, że stanowiły obiekt rozbawienia Lucy. Wiatr okazał się być jednak mocnym utrwalaczem fryzury, bo mimo starań, sterczały we wszystkie strony. Wzruszył ramionami, dłużej się nie przejmując.
- Ciężko jest być milutkim, kiedy masz wrażenie, że specjalnie chce cię zrzucić - wytknął jej, poddając się jednak jej woli i delikatnie gładząc pióra hipogryfa. Zwierzę spojrzało na niego tym oceniającym wzrokiem, ale nie zareagowało w negatywny sposób. - Na ziemi tak, całkiem uroczy. Ale myślę, że woli ciebie. Nie żebym go winił, to kwestia jego dobrego gustu.
Uśmiechnął się, puszczając jej żartobliwie oczko. Ezra był typem bajeranta, nieważne, że z Lucy łączyła go tylko przyjaźń. Okazje do komplementów przyjmował z otwartymi ramionami. W końcu uważał, że każda kobieta zasługiwała na choć jedno takie słowo każdego dnia.
Odsunął się od hipogryfa i oparł o znajdujące się tuż obok drzewo, z lekkim uśmiechem obserwując jak Lucy obdarowuje stworzenie czułym dotykiem.
- Na co masz teraz ochotę? - zapytał, kiedy dziewczyna nacieszyła się już stworzeniem. Robiło się coraz chłodniej, a Hogsmeade obfitowało w wiele atrakcji, nie tylko tych na zimowym festynie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 410
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1785
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Zagaik   Czw Cze 21 2018, 03:16

Posiadanie własnego mieszkania wcale nie sprawiło, że Mefisto stał się przykładowym domatorem. Wiele ludzi posądzało go właśnie o przesiadywanie w bezpiecznym zaciszu własnego kącika, ale nic bardziej mylnego; on przecież z całym tym swoim subtelnym wycofaniem nie izolował się w czterech zamkniętych ścianach. Chętnie przemykał pomiędzy ludźmi, a jeszcze chętniej spędzał czas na łonie natury, gdzie mógł przynajmniej odetchnąć pełną piersią. Tak było i teraz. Mieszkanie przy Alei Amortencji jedynie ściągnęło go z hogwarckich błoni trochę bardziej w stronę bardziej lub mniej uroczych zakątków Hogsmeade. Czarodziejskie miasteczko zdawało się nieustannie tętnić życiem, chociaż jednocześnie otoczone było nieprzeniknioną aurą urokliwego spokoju. Wystarczyło tylko przebić się przez tłumy na głównej ulicy, wyminąć rozentuzjazmowanych trzecioklasistów z nosami przylepionymi do szyb wystaw sklepowych, a potem znaleźć drogę do miejsc przeznaczonych bardziej dla lokatorów. Chociaż w parku można było znaleźć całe chmary wychowanków czterech domów Szkoły Magii i Czarodziejstwa, to dalej znajdowały się tutaj zakątki znane jedynie spragnionym spokoju mieszkańcom pobliskich kamienic. Mefistofeles sam nie wiedział jak znalazł niesamowity zagaik gdzieś w głębi parku; spodobała mu się ta samotna ławeczka i cisza, tak kojąco wpływająca na zatroskany umysł.
To popołudnie nie zostało przeznaczone na zwykłe odpoczywanie w pojedynkę. Ślizgon nie miał tego dnia zmiany w menażerii, zatem dokończył wszystkie sprawy w zamku i dopiero wtedy udał się w "swoje" strony. Chociaż wiele przyjemności sprawiało mu przygarnianie na noce Nessy, to i tak źle się czuł w dormitorium Slytherinu i nie spędzał tam więcej czasu, niżeli było to konieczne. Zbyt duże ryzyko napatoczenia się na kogoś, z kim nie miał ochoty rozmawiać - czy to jakiś Wąż, czy też dalszy sąsiad. Zresztą, brak pracy nie oznaczał od razu braku zajęć. Chłopak chciał oddać znajomemu przeklętą grę planszową, która po ostatnim spotkaniu nie opuściła progu jego mieszkania; ustronne miejsce miało zatem zapewnić komfort dyskretnego przekazania przedmiotu, którego posiadanie nie należało do szczególnie legalnych. Theria zasługiwała na coś więcej, niż zwykłe zapakowanie do paczki.
Mefistofeles przysiadł na ławce, torbę rzucając sobie pod nogi. Planszę już nawet wyjął, wraz z kostkami i przytwierdzonymi doń pionkami kładąc ją obok siebie. Nieaktywowana wyglądała niepozornie, a częściowo przysłoniona Noxową kurtką nie powinna wzbudzać żadnych podejrzeń. Student zdążył wypalić papierosa, zastanowić się nad drugim, niemal przysnąć, a potem przejrzeć rzeczy ze swojej torby. Ostatecznie stanęło na znudzonym przeglądaniu wizbooka, z ukrytą w cieniu umysłu nadzieją, że znajomy jeszcze tutaj dotrze.
Do tego czasu mógł ponapawać się towarzystwem siebie samego; szkoda tylko, że normalnie tak rozpaczliwie usiłował z własnej głowy uciec, niechętny do zgłębiania swoich myśli.

______________________


Ho ho ho, bring a bottle of booze
We got nothing to lose, ho ho ho
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 587
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 656
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Zagaik   Czw Cze 21 2018, 04:13

Zbliżały się ostatnie zajęcia w tym roku szkolnym, a co za tym idzie: euforia Liama związana z rozpoczęciem wakacyjnego czasu. Miał serdecznie dość późnego ślęczenia nad książkami, głowieniem się nad odpowiednimi proporcjami przy warzeniu eliksirów czy wymachiwaniem różdżką z miną eksperta, w głębi duszy czując, że zakłócenia po raz kolejny okażą się równie litościwe, co Craine. Niestety, zajęcia z tym panem jeszcze figurowały w jego kalendarzu jako zapowiedź najbliższych dni, więc Liam, jako doskonały, wzorowy uczeń (Tiara się pomyliła, powinien wylądować w Ravenclawie!), uznał, że wypada przypomnieć sobie teorię, żeby na przykład nie dostać od tego starego buca po łbie za brak znajomości ilości numeru strony, na której znajdował się jakiś losowy tekst: typowy Craine, czy coś.
Wiedział też, że lada dzień czekały go egzaminy, toteż przy okazji chciał popróbować nową metodę nauki: podobno częsta zmiana miejsca, w którym rozpoczynało się naukę, pozytywnie wpływała na procesy zapamiętywania… ewentualnie chłopak po prostu to sobie wmówił, żeby mieć wymówkę na mały spacer. Jakby nie patrzeć – ostatni miesiąc spędził zamknięty w zamku. Niemniej faktycznie wolałby skupić się dziś na teorii, toteż upchał sobie w torbę trzy grube tomiszcza, traktujące o transmutacji. Liczył, że nie zastanie tam przykładowych ćwiczeń praktycznych… choć nawet jeśli, to czuł się ubezpieczony: odkąd otrzymał nową różdżkę, zawsze trzymał ją w kieszeni szaty, uznając to miejsce za bezpieczniejsze. Co innego stare bukowe drewno, które zapomniał wyjąć z torby i targał przez większość czasu wśród piór i pergaminów, nawet niekoniecznie świadomie… a więc teraz był uzbrojony w dwie różdżki, nie jedną! Czy można wyobrazić sobie lepszą pomoc dydaktyczną?
Za lokum wybrał sobie pobliski zagajnik, w którym co prawda bywał naprawdę rzadko, ale pamiętał, że zazwyczaj bywało puste, a co za tym idzie – ciche. Spokojne miejsce sprzyjało nauce, prawda? Szedł sobie jedną ścieżynką, kierując się w stronę jedynej w parku ławki, ku swojemu zdumieniu zauważając, że została zajęta. Zwolnił nieco kroku, rozpoznając sylwetkę mężczyzny. O Merlinie…
Czuł się nieco… nieswojo?
Po ostatniej lekcji obrony przed czarną magią czuł się nieco głupio. Eh, chyba nie polubi tej Cortezowej. Boginy były przerabiane już tak dawno temu… nie czuł potrzeby, by do tego wracać. Szczególnie, że najgłębszy strach, który każdy trzymał w sobie nie brzmiał dla Liama jak dobra zabawa. I faktycznie tą dobrą zabawą nie było: nie chciał chwalić się przed całą klasą swoim dość drastycznym boginem… tym bardziej, że cechy ów wyjącego z bólu mężczyzny mogły urazić osobę, przez którą tego strachu się nabawił… to wszystko było takie… durne… nie na miejscu… po prostu…
- Cześć, Mefi. – przywitał się mimo wszystko ze szczerym uśmiechem, choć było czuć u niego lekkie zmieszanie. Liam był klarowny i dość łatwy do rozszyfrowania; raczej słabo ukrywał emocje, ale uznał, że jeszcze idiotyczniej będzie mężczyznę unikać. Mimo wszystko nie mógł go winić za likantropię… - W zasadzie nie spodziewałem się spotkać tutaj nikogo… hm? – wyciągnął nieco szyję, przyglądając się trzymanej przez Noxa książce. – Oho.. ktoś tu pożytkuje swój czas na nabijanie sobie wizbookowych postów? Strzeliłbyś mi jakieś polubienie… albo napisał komentarz! Przynajmniej coś by się u mnie w końcu zadziało… trochę słabo mi idzie to wzbieranie na popularności. Ciągle zapominam coś wstawić. – zaśmiał się delikatnie, podchodząc bliżej, by ustawić torbę na ławce. – Chociaż ja ci mówię, że kiedyś będę mi-.. oj. Chyba coś strąciłem. – odparł, nieco mniej pewnie, od razu patrząc sobie pod nogi. W mgnieniu oka dostrzegł dwie dość ładne kostki, które zaraz znalazły się w jego dłoni. – Hah… weź… nie mam szczęścia. Dasz wiarę, że wypadły dwie jedynki? – uśmiechnął się zdecydowanie szerzej, jakby tak prosta sytuacja faktycznie go rozbawiła. – Skąd tu w ogóle kostki? Masz jakąś grę? – zagadnął wesoło, absolutnie nie zdając sobie sprawy, że z momentem wypowiedzenia tego pytania… podleciały do niego chropianki.. dużo, dużo chłopianek… - Eeh? – zamrugał zaskoczony, zerkając za małą chmarą, która upatrzyła sobie wystające z torby, bukowe drewno.


Kostki: 1, 1, 3. for god's sake..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 410
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1785
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Zagaik   Czw Cze 21 2018, 15:16

Nudził się i nawet tego nie ukrywał, mało żywiołowo zwisając przez podłokietnik ławki. Na wizbooku nie znalazł też nic ciekawego - to jest, utonął w zdjęciach kotów, ale to nie było nic nowego. Na jego usta wstąpił nawet drobny uśmiech, ale zaraz potem samotność Mefisto została naruszona i to nie przez tę osobę, której się spodziewał. Podniósł spojrzenie na zbliżającego się Puchona, a kąciki jego ust ruszyły jeszcze bardziej ku górze. Chrzanić wszelką niezręczność, jemu nie chciało się już zamartwiać. Znajomość bogina Liama uważał za całkiem pożyteczną informację, która w gruncie rzeczy wywołała wiele rozważań; trzeba też przyznać, że to zapewne ona wpłynęła na formę strachu Ślizgona, która objawiła się w klasie. Doskonale wiedział, że bogin miał kilka opcji i po prostu dobrał tę, która w danej chwili wypłynęła na powierzchnię umysłu chłopaka.
- Hej, młody - odparł, wytrwale trzymając się beztroskiego tonu głosu. Cóż, była to sytuacja, w której Rivai mógł spokojnie odwrócić się na pięcie i odejść, bez ryzyka zostania zauważonym przez zapatrzonego w kociaki Mefistofelesa. Raczej niewielkie były możliwości, żeby siódmoklasiście tak panicznie zależało na tej ławce, by skazywał się wbrew woli na towarzystwo studenta; wszystko zatem wskazywało na to, że on się nie bawił w jakieś unikanie. Czyli się go nie bał. Czyli go nie skreślał?
- No pewnie, produktywnie spędzam czas... aż tak się nudzisz? - Pokręcił głową z rozbawieniem, powstrzymując się już z naśmiewania odnośnie rzekomej nadchodzącej sławy Puchona. Chciał zagarnąć bliżej siebie planszę Therii, wystającą subtelnie spod materiału ciemnej kurtki, ale w tej samej chwili strącone zostały kostki. Nox wychylił się odrobinę panicznie, licząc na to, że uda mu się potrącić drobiazgi, zanim wylądują i pokażą wynik dla tego małego pechowca. Oczywiście, Liam już miał je w dłoni.
- Mam... tak... cholera, Liam - jęknął z niedowierzaniem, spoglądając na planszę, której jeden z pionków przesunął się na drugie pole. Zresztą, zdążyły już się pojawić obok nich chropianki, które pospiesznie wyżarły rdzeń z różdżki chłopaka, a potem zniknęły za sprawą specyfiki gry. - Słyszałeś o Therii? - i był prawie pewien, że Rivai słyszał. Zabawa była znana, po prostu szczegóły zostały owiane tajemnicą. Ministerstwo Magii kategorycznie zakazało spędzania czasu nad tą planszą, nie pozwalając na rozwijanie się podstępnych efektów. - Umówiłem się ze znajomym, że mu ją oddam - tylko, że teraz musimy zagrać. - Zabrał Liamowi kostki i obrócił je kilkakrotnie w palcach. A co jeśli rzuci, a przy swojej kolejnej kolejce się podda? W ten sposób chłopak się nie wycierpi; z drugiej strony, Theria potrafiła nieźle dać w kość i Mefisto nie był pewien, czy warto jest tak ryzykować. - Dobra... dobra. Może szybko pójdzie. To po prostu rzucanie kostkami i przesuwanie się po planszy, tylko efekty bywają nieprzyjemne - machnął lekceważąco ręką, w końcu wypuszczając kostki. Fakt faktem, Nox nie narzekał jakoś szczególnie na Therię, chętnie przyjmując sugerowane przez nią obrażenia. O ile postępowało się zgodnie z zasadami, to nie działo się nic poważnego.
Po prostu nie chciał wciągać w to Liama, który pewnie miał lepsze rzeczy do roboty niż obrywanie od tajemnej siły wyższej.
- Masz drugą różdżkę, nie? - Upewnił się, spoglądając na swoje pole - dziesiąte. Ładnie. Na kuli zaczęły pokazywać się napisy, a Mefisto odruchowo przeczytał je na głos, poniekąd zauroczony ich poetycką formą. - "Świadomość nie cierpi, albowiem zanika. Wraz z gnijącym ciałem rozkłada się także umysł, wszelkie pożądania i trwoga. Śmierć, uwalniająca nas od jakichkolwiek możliwości cierpienia, powinna być oczekiwana przez człowieka i traktowana jak błog..." - urwał, czując dziwne szczypanie na przedramieniu. Najprostszym odruchem usiłował strzepnąć z siebie obłażące go zielonkawe stworzonka, śmierdzące zgnilizną i wbijające ostre zęby nie tylko w podłokietnik ławki, ale i skórę Noxa. Korniczaki obłaziły go coraz bardziej, połypując na boki wielkimi oczyskami. - Aquamenti - zmyte odleciały gdzieś w tył, a później zniknęły, pozostawiając Mefisto z poczerwieniałą w kilku miejscach skórą.


Kostki: 4, 6, 5
Pole: 10
Aquamenti: 2

Kod:
 

______________________


Ho ho ho, bring a bottle of booze
We got nothing to lose, ho ho ho
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 587
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 656
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Zagaik   Wto Lip 03 2018, 21:50

Wesoły wyraz twarzy Puchona uległ natychmiastowej zmianie, podobnie zresztą co jego radosne miętoszenie kostek do gry w palcach. Spojrzał z lekka zaskoczony na Mefistofelesa, który wydał mu się zaniepokojony zaistniałą sytuacją i – co dziwniejsze dla samego szatyna – nie chodziło o beznadziejny wynik, a najwyraźniej fakt, że sześciany w ogóle znalazły się w łapach wychowanka Hufflepuffu.
- Therii? – zmrużył podejrzliwie oczy. No, w zasadzie to słyszał niewiele. Czas wolny przeznaczał albo na rysowanie obrzydliwych karykatur, które śmie nazywać sztuką, albo na paplanie z Neirinem o chińskich bajkach, które czytuje sobie namiętnie już od kilku ładnych lat… w skrócie; Liam raczej żył w swoim świecie, niekoniecznie zainteresowany czymkolwiek co wystaje z niego choćby jedną nogą, ale fakt. Obiło mu się coś o uszy, a to co w tych uszach mu pozostało, raczej nie kojarzyło mu się z niczym przyjemnym. – To ta zakazana gr-..? – i nie zdążył posłać mu nawet swojego firmowego, ćwiczonego przez ostatnie miesiące spojrzenia pod tytułem „prefekt paczy, prefekt jest zawiedzion”, bo jakieś łakome pasożyty zaczęły niszczyć mu różdżkę. Chwała mugolskiemu bogowi – nie tknęły jego tęczowego skarbu.
Zaczął natychmiast majtać swoim bukowym drewienkiem, rozpaczliwie próbując pozbyć się małych upierdliwców, ale gdy nareszcie ogołocił je z robali – było już po rdzeniu.
- O nieee… - jęknął, wpatrując się w wyżarte drewno. Nie potrafił ukryć, że było mu poniekąd przykro. Z tą różdżką zaczynał swoją przygodę z magią i była mu po prostu bliska; nawet jeśli używał jej ostatnimi czasy dość rzadko. Mimo małej podkówki i okropnego żalu, spojrzał zaraz na Mefisto twardo… a przynajmniej na tyle twardo na ile w danej chwili potrafił; w większości był jednak skołowany.
- To zrobiła ta gra? – spytał, patrząc podejrzliwie na planszę, wyjątkowo szybko decydując się na odłożenie tych nieszczęsnych kostek. – Theria? – powtórzył nazwę gry, intensywnie próbując przypomnieć sobie czemu przywoływała tak złe skojarzenia. A później usłyszał o nieprzyjemnych efektach i nagle coś mu zaświtało...
CO. – aż się wyprostował. – Skąd ty masz tę zakazaną grę?! – wywrzeszczał wreszcie na cały zagaik, nie zauważając absolutnie niczego złego w krzyczeniu o nielegalnych rzeczach w miejscu publicznym. – GRAŁEŚ W TO?! O rany… czy JA w to teraz gram?! – wybałuszył na niego oczy, szybko przenosząc zdecydowanie niemrawe spojrzenie na planszę.
Długaśny, poetycki cytat… i bam! Coś żre mu towarzysza rozmowy.
Zamrugał równie zaskoczony, co jeszcze kilka chwil temu z lekko rozchylonymi wargami obserwując wszystkie anomalie.
- Nic Ci nie jest? – zapytał, naprawdę nie wiedząc już jak powinien się zachować… serio został włączony w coś tak… tak.. on chyba abdykuje z tej funkcji prefekta. Los mu zdecydowanie pokazuje, że nie powinien znaleźć się na tym miejscu. – Mefi, nie chcę w to grać-… ale.. Theria to nie ta gra, która rzuca klątwę na każdego kto z niej zrezygnuje? Gjhjsfhjdf… co ona w ogóle robi w twoim posiadaniu-… i dobra, tak.. wyjaśniłeś mi to już. Kolega, super… ALE NO, MEF. – spojrzał na niego niemal błagalnie, jakby nie do końca wiedząc czy udzielać mu teraz reprymend i pouczeń czy skupić się jednak na grze, by jak najszybciej ją skończyć.
Z wybitnym wyrazem niechęci wyciągnął swoje tęczowe cudo i tuląc je do piersi w obawie przed zniszczeniem, rzucił po raz kolejny kośćmi.
- Ugh… przynajmniej mój cytat jest krótszy, czy coś… - bardzo było widać, że nie do końca wiedział w jaki sposób miał się zachować? Szczęście, że nie musiał długo się nad tym zastanawiać, bo rozproszyło go cichutkie łkanie gdzieś pod drzewem.
Oczywiście, że musiał iść to sprawdzić…
… i oczywiście, że musiała to być cholerna mandragora, która piskiem powaliła go niemal na kolana.
Liam jęknął cicho, nie mając w zasadzie ręki (w lewej różdżka, w prawej mandragora), żeby zatkać sobie uszy. Poczuł jak jego bębenki przekraczają granicę swojej wytrzymałości i pozbawiają go jednego ze zmysłów. Chłopak szybko ponownie wcisnął roślinę w ziemię, siedząc na niej dobre pół minuty, nim w końcu z przestrachem nie spojrzał na Mefisto.
- Absolutnie nie podoba mi się ta gra. OMÓJMERLINIE… - wrzasnął, najpewniej zupełnie tego nieświadomy. – MEFI, SŁYSZYSZ MNIE? HAALO… HALO. Halo. HALO… - musiał wyglądać jak niepełnosprawny, próbując sam z siebie zarejestrować swój głos. Ale hej, technicznie rzecz biorąc naprawdę stał się kaleką, więc…

Kostki: 4, 5, 1.
Pole: 11.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 410
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1785
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Zagaik   Wto Lip 03 2018, 22:59

Najwyraźniej bardzo optymistycznie zakładał, że Rivai jednak wiedział co się dzieje na świecie. Mimo wszystko o Therii mówiło się w różnych kręgach towarzyskich; czy tych osób zainteresowanych, czy grzecznych uczniaków, którzy nie chcieli mieć nic wspólnego z owianą tajemnicą zabawą. Ponoć czarnomagiczna, ponoć potwornie niebezpieczna... Cóż, Mefisto grał w nią wielokrotnie i jakimś cudem jeszcze żył - najwyraźniej nie miał wystarczająco dużo szczęścia. Puchon chyba zbyt wiele nie wiedział, skoro z takim żalem spoglądał na różdżkę i niezbyt przejmował się samą w sobie nazwą gry. Nox obserwował go w milczeniu, składając niemy hołd poległej przyjaciółce Liama; wiele można było mówić, ale Mefistofeles należał do osób piekielnie sentymentalnych. Sam ubolewał nad utratą różdżki (w gruncie rzeczy jednej i drugiej...) i dalej nie potrafił przekonać się do jasnego drewienka, które może i słuchało go nadzwyczaj dobrze, ale jednocześnie drwiło z wilkołaczej natury.
- Mhm - przytaknął niemrawo, jeszcze trochę zamyślony. Zaraz podskoczył na siedzeniu, wlepiając zaskoczone spojrzenie w pokrzykującego chłopaka. Zaraz przybrał minę bardziej zniechęconą, niezadowoloną - być może nawet groźną, gdy ściągnął brwi i zacisnął wargi w wąską kreskę. Nie zamierzał uciszać Liama na siłę, a jedynie mordował go wiercącym spojrzeniem zielonych tęczówek. W zagaiku było pusto i raczej nie mieli co liczyć na armię przechodniów, ale w tym przypadku była zabawa i bez ryzyka.
- Grasz. - Do Ślizgona zupełnie nagle dotarło, że przecież nie działo się nic złego. Odgonił od siebie małe potworki i zerknął tylko na skórę na przedramieniu, poczerwieniałą pod zaciemnionymi tuszem miejscami. Machnął zaraz ręką lekceważąco, żeby chłopak się nie przejmował takimi drobiazgami - Theria potrafiła być znacznie bardziej nieznośna. - Skarbie, wyluzuj. Nic ci nie będzie - ale tak, polecam granie do końca - pragnąc odrobinę pocieszyć tę panikującą kulkę nieszczęścia, mrugnął do niego wesoło. Tak jak początkowo sam zmartwił się faktem, że dzieciak przez niego ucierpi, tak teraz doszedł do wniosku, że strach nie miał większego znaczenia. Mieli proste zadania, a wykonywanie ich oznaczało, że poważna krzywda się nie stanie. Plansza już była testowana i Mef z ręką na swoim bijącym serduszku mógł przyznać, że go nie zabiła.
- Ej, ja bym - zaczął, a następnie skrzywił się, zagłuszony - i ogłuszony - wrzaskiem mandragory, którą prefekt tak radośnie wyciągnął z ziemi. Cóż, niby musiał... Mefisto potrząsnął lekko głową, jeszcze słysząc dzwonienie w uszach. To tyle? - Czy ty... RIVAI, ZAMKNIJ SIĘ - wyrzucił z siebie trochę zbyt nienawistnie, rozsierdzony tym wkurwiającym "halo". Pokłady cierpliwości studenta nie były nieskończone. Wziął własną różdżkę, żeby rzucić niewerbalne Scribo... i nie zadziałało. Mefisto spróbował raz jeszcze, jednak literki zafalowały i zniknęły. Może zbyt wcześnie pochwalił drewienko w myślach? Kolejne trzy próby okazały się klapą, nie przynosząc efektu lub jedynie pstrykając radośnie - Nox gotów był pieprznąć tym szajsem przez pół parku. Zacisnął palce mocniej na różdżce, zerknął na swojego towarzysza i dopiero odetchnął, zabierając się za pisanie w powietrzu. W końcu wyszło.
Skarbie, nie denerwuj się i postaraj mówić ciszej, dobrze? Nie możesz słyszeć przez tę mandragorę, prawda? Nie przejmuj się, bo efekt zniknie jak skończymy grę. To nic poważnego.

Chwilę się wahał, w drugą rękę już nawet biorąc kostki.
Skoro już gramy... to może o coś?

Pomysłu nie miał żadnego, ale bardzo nie chciał, żeby chłopak cykał się przez całą rozgrywkę i potem wrócił do Hogwartu - znowu - straumatyzowany.
Oczywiście, w nagrodę zaraz dostał przecudownie nieprzyjemny efekt osiemnastego pola. Mefisto syknął z zaskoczeniem, bo tym razem nic go nie atakowało; własne ciało zbuntowało się pod wpływem Therii. Bolesne bąble zaczęły rosnąć na nogach Ślizgona, ten zaś najpierw nieporadnie szarpnął za materiał jednej nogawki, a potem już inteligentniej machnął różdżką. Efekt zniknął. I przekroczył połowę planszy!

Kostki: 2, 6, 4
Pole: 18!
Scribo: 5, 1, 5, 1, 3, 4

______________________


Ho ho ho, bring a bottle of booze
We got nothing to lose, ho ho ho
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 587
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 656
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Zagaik   Sro Lip 04 2018, 00:24

„Skarbie, wyluzuj. Nic ci nie będzie - ale tak, polecam granie do końca”
Zrobił minę skrzywdzonego szczeniaka, kompletnie zapominając po kiego diabła wybierał się na tak daleki spacer od Hogwartu. Jakikolwiek był powód: potwornie go teraz żałował. Nie kojarzył gry na tyle, by wiedzieć czego się w ogóle spodziewać, ale zaobserwowane efekty nie podobały mu się ani trochę. Naprawdę starał się zachowywać grzecznie, kulturalnie i zgodnie nie tylko co z regulaminem szkoły, ale i z całym cholernym prawem czarodziejskim… co robił nie tak, że ilekroć wychodził z dormitorium łamał któreś z praw?
Ale chyba dopiero dzisiaj jego poczucie moralności i wiary zostało najmocniej zdewastowane. Ministerstwo zakazało tej gry! Jakim cudem widział tę przeklętą planszę w wytatuowanych łapach Ślizgona? Może jeszcze brał narkotyki? … chwila. Tak, brał. Przecież się chwalił.
Cudowni znajomi, Liam.
Ja naprawdę nie nadaję się na prefekta-...
Byłby przesunął w zrezygnowaniu ręką po twarzy, gdyby aktualnie nie był zajęty bezsensownymi próbami usłyszenia samego siebie. No jasne. Los uznał, że napytał chłopakowi wystarczająco dużo biedy posyłając go dwukrotnie do zakazanego lasu, więc oszczędzi go przynajmniej od słuchania głupot, które wyrzucał z własnych ust. Dzięki, Therio, sprytnie.
Mamrotał jeszcze chwilę pod nosem, w końcu rezygnując z mowy, chcąc lepiej przyjrzeć się działaniom Mefistofelesa. On przynajmniej wiedział jak zachować się w miarę logicznie przy tym chaotycznym Borsuku…. Puszek wlepił wzrok w różdżkę, czytając wymyśloną przez starszego kolegę drogę komunikacji. Szczęście, że miał wprawę w odczytywaniu tego agresywnego, szybkiego pisma.
„Jak skończymy grę.”
Ochlapł jeszcze bardziej.
- A mogę ci ją oddać po prostu walkowerem? Naprawdę nie zależy mi na wygranej. – dlaczego by miało, skoro nawet nie chciał grać? Co prawda spodziewał się, że oddanie tego walkowerem, to jak rezygnacja z gry, czyli doskonały pretekst dla Therii, żeby zabić chłopaka we śnie lub zrobić inną ponurą rzecz, jak to mawiają panoszące się po Anglii plotki. Tyle dobrego dla Mefisto, że opatrzony żółtym krawatem chłopak nareszcie przestał się drzeć. Westchnął ciężko, a później naburmuszył się na kolejną część jego powietrznego listu.
- O coś? o, pewnie… kaleczmy się, głuchnijmy i traćmy różdżki w imię zakładu!O co mielibyśmy się zakładać? – słodka kulka szczęścia powoli zaczęła nabierać nieco groźniejszych rysów. Mefisto mówił na poważnie? Tak, zróbmy z tej zakazanej przez Ministerstwo Magii gry dodatkową, jakże śmieszną zabawę, zupełnie ignorując fakt, że coś nielegalnego właśnie znajduje się w ich użyciu… czy w ogóle posiadaniu! Liam zdecydowanie wyglądał jak ktoś, kto wymagał wyjaśnień. Przynajmniej Nox nie musiał martwić się dłużej o traumę… Rivai najwyraźniej wybierał gniew, odkładając strach gdzieś na bok. – Może o wieczystą przysięgę, że nigdy więcej nie będziesz przemycać jakichś nielegalnych gierek? – pokręcił na niego głową, zerkając znów za kostkami.
Numery niewiele mu mówiły, acz efekty opowiedziały o sobie same. Zmrużył nieprzyjemnie oczy, niestety będąc zbyt miękką kluchą, żeby irytować się non stop, bez ukazania choćby grama współczucia. Domyślał się, że Ślizgon nie należał do osób, które łatwo było zranić, a już szczególnie byle bąblami na nogach, niemniej, jakoś wciąż nie potrafił się tymi paranormalnymi efektami po prostu nie przejąć.
- Naprawdę, Mefisto… moglibyśmy zamiast tego zagrać w cokolwiek innego. Mogłeś mieć przy sobie nawet zwykłe mugolskie karty… albo jakąkolwiek inną mugolską planszówkę… nawet głupia butelka w pytania i wyzwania… – przesunął ręką po twarzy, odrywając ją od głowy dopiero po przeczesaniu włosów. Teraz poszedł w drugą stronę: zaczął mamrotać niewyraźnie i zbyt cicho. Brak słuchu był katorgą. - … nigdy więcej nie tknę żadnej rzeczy, która obok ciebie leży. – burknął na zakończenie, samemu rzucając kośćmi.
Cyk, cyk… i już wyprzedzał Ślizgona o jedno pole. Booyah.
Nie mógł się jednak zbytnio ucieszyć, bo ukazany cytat nie brzmiał zbyt przyjemnie i w istocie taki nie był. Momentalnie go zemdliło, a urocza zirytowana zmarszczka na jego nosie zelżała, sprawiając, że Liam wydał się odrobinę blady.
- Rany… - jęknął jedynie, łapiąc się za brzuch. Coś czuł, że zaraz uzewnętrzni się przed Mefistofelesem bardziej, niż jakby grali w pijacką wersję wspomnianej wcześniej butelki o drugiej w nocy. Nim jednak na dobre oddał się wylewaniu z siebie smutków wpadł na pomysł, by spróbować powstrzymać efekt Therii za pomocą machnięcia różdżki z najprostszym Finite.
I chwała tej idei: Liam zaczął czuć się lepiej.

Kostki: 5, 3, 2.
Pole: 19.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 410
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1785
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Zagaik   Sro Lip 04 2018, 00:53

Mefisto rzadko kiedy czuł się naprawdę dobrze z samym sobą. Zdecydowanie łatwiej przychodziło mu zamartwianie się, obrzucanie winą, najzwyklejsze w świecie gnojenie... I w tym momencie, kiedy już czuł się paskudnie winny i mimo wszystko zdenerwowany, obserwowanie przybitego Liama kompletnie mu nie pasowało. Wpatrywał się w to kochane słoneczko, którego uśmiech rozjaśniał każdy pieprzony dzień i zarażał prawie każdego - widział tylko dzieciaka, który przejął się za bardzo i teraz cierpiał, bo miał szansę się troszkę zranić. Z perspektywy Noxa Theria wcale nie była taka niebezpieczna. Pewnie, efekty miała nieprzyjemne, a on nie zwracał na to uwagi. Mimo wszystko dalej uparcie twierdził, że podnosiła poziom adrenaliny, testowała refleks i umiejętności czarodzieja; wymagała wiele, a jednocześnie oferowała jeszcze więcej satysfakcji. Wystarczyło spojrzeć z dobrej perspektywy, aby przestać demonizować coś, co po prostu miało ostre zasady. Mefistofeles niejednokrotnie trafił na pole, które pozwoliło mu zatracić się we własnym umyśle, ale nigdy sprawy nie zaszły za daleko. Ministerstwo Magii po prostu nie wierzyło i nie ryzykowało.
Pokręcił energicznie głową, poruszony samą propozycją Liama. Sam to przecież wcześniej rozważał, a teraz ruszyło go, że dzieciak przypadkiem się wycofa i będzie problem; tutaj Theria wydawała się bardziej nieobliczalna. Nie chodziło wcale o pola, które chroniły ograniczenia cytatów. Nox nie wiedział zbyt wiele odnośnie wycofywania się i chociaż był święcie przekonany, że nikt nie zginie, to jednak coś powstrzymywało go przed kuszeniem losu.
- Jeśli tego chcesz - mruknął pod nosem, w pełni świadomy, że Rivai nie ma szans zrozumieć tej odpowiedzi na propozycję wieczystej przysięgi. Humor Mefistofelesa również zaczął staczać się coraz bardziej w dół, kiedy to wyrzuty sumienia wzięły górę. Mógł nie brać tej durnej gry, mógł nie stawiać jej obok siebie, mógł... Cóż, to Liam nie był uważny. Najwyraźniej jednak Ślizgon powinien się w końcu nauczyć, że czasem trzeba było myśleć za innych, żeby uniknąć katastrof. Teraz, na przykład, czekał na spóźniającego się znajomego i rozgrywał durną partię niechcianej gry - tylko dlatego, że nie wpadł na to, że prefekt Hufflepuffu strąci kostki i zacznie chwalić się wynikiem. Słowa Puchona wcale nie pomagały; też wolałby grać z nim w karty czy butelkę.
Mefisto odwrócił wzrok, kiedy Liama dopadł kolejny efekt. Nie potrwał długo, ale z pewnością nie należał do przyjemnych i jeszcze bardziej rozdrażnił dzieciaka. Kostki połyskiwały kusząco, czekając aż kolejny gracz weźmie je do ręki, ale w gruncie rzeczy...
- W porządku. Nie gram dalej - oznajmił spokojnym tonem; jeśli jego towarzysz nie czytał z ruchów warg, to mógł się po prostu domyślić. Mefisto zgarnął kostki i rzeczywiście nimi rzucił, ale o dno swojej torby, nie zwracając uwagi na wynik. Wraz z oficjalną deklaracją, pionek chłopaka przesunął się z powrotem na sam początek, podczas gdy kula na środku planszy zachmurzyła się, jakby nie mogąc znaleźć odpowiedniego cytatu na tak karygodny czyn. Niewiele to zmieniało, bo Nox i planszę zaraz schował, niewzruszony ewentualnymi reakcjami Liama. Różdżka spadła mu z ławki i Mefisto musiał wstać, żeby po nią sięgnąć; poczuł też wtedy dziwne wibracje, jakby ziemia się trzęsła... Niemal wpadł do dziwnego pęknięcia w ziemi, ale całość ustała szybciej, niż w ogóle się zaczęła. Ciężko stwierdzić czy było to ostrzeżenie od Therii, czy też jakieś anomalia, które ustały wraz z podniesieniem różdżki przez wilkołaka.
A skoro skończyli, to efekty powinny minąć...
- To co, następnym razem karty? A nie, przepraszam. Mieliśmy zagrać w szachy - zagadnął, uśmiechając się łagodnie i wracając na ławkę. Serce rozbijało mu się po klatce piersiowej wyraźnie zaniepokojone, ale nijak nie dało się tego wyczytać z postawy Mefisto.


Kostki rzuciłam, zanim podjęłam decyzję o rezygnacji, więc uwzględniłam trochę efekt pola 25.

______________________


Ho ho ho, bring a bottle of booze
We got nothing to lose, ho ho ho
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 587
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 656
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Zagaik   Sro Lip 04 2018, 02:34

„W porządku. Nie gram dalej.”
Nie usłyszał tego, ba, odebrał sobie możliwość odczytywania z ruchu warg samym smętnym wgapianiem się w ułożenie pionków na planszy; nie żeby kiedykolwiek posiadał podobną umiejętność. Sens był taki, że nieco naburmuszony, skołowany ostatnim efektem dzieciak wybałuszył oczy na planszę, zauważając, że figura reprezentująca poczynania jego przeciwnika natychmiast powróciła na swoje pierwsze pole. Podobnie zresztą uczynił jego pion. Zamrugał zaskoczony, momentalnie zapominając o mdłościach. Kolejna sztuczka tej przeklętej gry? Uniósł głowę, wpatrując się w Mefistofelesa, łapiąc go akurat w momencie, gdy ciskał kostki w głąb swojej torby.
Pomimo swojego lekkiego podejścia, nieco dziecinnego zachowania i zamiłowania do rzeczy niepoważnych, Liam był dość bystry. Rozumowanie i wyciągnie wniosków szło mu całkiem dobrze, jeśli akurat nie wpadał na szalony pomysł udania się do Zakazanego Lasu w sam środek pełni, a że tutaj księżyca nie było widać, to udało mu się słusznie zauważyć, że gra najwyraźniej zakończyła się przed czasem. Słuch powoli zaczynał mu wracać.
- Co… – szepnął jeszcze ciszej, niż gdy chwilę temu mamrotał marudnie pod nosem. Nie spodziewał się usłyszeć szeleszczących na wietrze liści, oddalonego śpiewu ptaków, czy choćby zwykłego szamotania mefistofelesowej torby, gdy wciskał do niej resztę ich przeklętej zabawy. Choć chyba i tak największy szok sprawił mu dobrze znany ton głosu kolegi.
„To co, następnym razem karty?”
Raz.
Dwa.
Trzy.
PAUZA – ptaki zamilkły, odezwał się Liam:
- CZY TY SIĘ Z GUMOCHŁONEM NA MÓZG ZAMIENIŁEŚ?! – wydarł się, ponownie napastując bogu ducha winne uszy wilkołaka, być może zamierzając ukarać go tą samą dolegliwością, która kopnęła go w trakcie rozgrywki. Wyprostował się i dziwnie zesztywniał. Dopiero teraz wydał się faktycznie przerażony konsekwencjami, które szykowała dla Ślizgona Theria. Choć chwilę temu wydobył z siebie tak głośny i rozpaczliwy jazgot, teraz nagle zaniemówił, wpatrując się tylko Noxowi prosto w oczy, jakby szukał odpowiednich do sytuacji słów. Ironio, chciał zaniechać stresu dla młodszego, a po prawdzie przyczynił się do faktu, że bardziej niż naburmuszony, Liam wydał się prawdziwie przejęty….
- Mefistofeles… - wypowiedział jego imię, dokładnie wypowiadając każdą sylabę. Pokręcił zaraz głową, przeskakując z nogi na nogę, jakby naprawdę nie wiedział co ze sobą teraz zrobić. – Mefi… to było potwornie głupie-.. słyszałem o tej grze mało, ale… błagam cię… każdy wie o tym, że kończenie jej przed czasem nie wróży niczego dobrego! – wytrajkotał, przyśpieszając z każdym kolejnym słowem. – Rany… ghhfjdhjfhjd… dlaczego to zrobiłeś?! – zapytał znów, trochę głośniej, zaraz do niego doskakując. – Chcę skończyć tę grę natychmiast! Da się to cofnąć…? Błagam… niech da się to cofnąć… Theria, chcemy grać dalej! – zaczął gadać nieco drżącym głosem, dosłownie włażąc na starszego kolegę, jeżeli tylko przeszkodziłby mu w dobraniu się ponownie do dopiero co schowanej planszy. Liam był bardzo kulturalnym, miłym chłopakiem… ale w tym momencie niekoniecznie potrafił uszanować czyjąś własność bez skrupułów pchając lekko dygoczące łapy do torby Ślizgona. Przejął się okrutne.. a jak coś mu się stanie? Z jego winy? O Merlinie…
- Nie chciałem tego kończyć! Ghhh… gdzie są te głupie kostki?! – wyjęczał, przegrzebując mu rzeczy lub szamocząc się, gdyby ten zdecydował się go powstrzymać. – Znaczy… nie chciałem w to w ogóle grać, ale, na wełniane gacie Dumbledora, kończenie tego przed czasem absolutnie nie wchodziło w grę! Ahhhdhd… nie chcę, żeby coś złego cię spotkało! Daj mi dokończyć tę partię! Przecież po dwóch rzutach przekroczyliśmy połowę, no Mef! – spojrzał na niego wpierw z wyrzutem, później po prostu błagalnie. Po co to na siebie brałeś…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 410
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1785
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Zagaik   Sro Lip 04 2018, 03:01

Chyba się do tego nie nadawał.
Mefisto poniekąd spodziewał się burzliwej reakcji, a jednak w jego wizji obyło się bez wrzasków i wyzywania od równego inteligencją z gumochłonem. Skrzywił się lekko, wyraźnie zaskoczony tym podniesionym tonem głosu; chyba miał nadzieję, że Rivai jak już odzyska słuch, to nie będzie go nadwyrężał. Wszystko wskazywało na to, że wychowanek domu borsuka w tym jednym dniu miał więcej pecha niż rozumu - nie, żeby było to wielkim sukcesem.
- To by wiele wyjaśniało - odparł wymijająco, nie posiadając żadnej wiedzy odnośnie potencjalnej zamiany mózgów. Ciekawa kwestia i, co więcej, godna rozważenia. O ile gumochłony nie brzmiały zbyt interesująco, o tyle Mefisto bez zająknięcia podałby całą listę stworzeń, z którymi wolałby się teraz zamienić, byle tylko nie słuchać Liamowego chrzanienia o niczym. Poza swoim mało konkretnym komentarzem po prostu milczał, pozwalając dzieciakowi na wygadanie się i czekając, aż jego samego ściśnie żal i niepokój. Nic podobnego nie nastąpiło, a Ślizgon wpatrywał się w swojego towarzysza z tym samym uporem i spokojem. Nie próbował chłopakowi redukować poziomu stresu, zupełnie tego nie biorąc pod uwagę; Rivai guzik wiedział o Therii i co do konsekwencji, to mógł jedynie gdybać. Przynajmniej Mefistofeles był spokojny, nie musząc już patrzeć jak nieszczęsny Puchon poburkuje pod nosem, niezadowolony jak niewyspana księżniczka. Nie pasowała mu gra, ba! - była nielegalna, więc w dodatku moralnie mu nie odpowiadała. Nox nie tylko upewnił się, że młodemu nie wydarzy się już krzywda, ale dodatkowo uwolnił go od łamania prawa wbrew własnej woli.
Lubił swoje imię. Było długie, ładne, specyficzne, oryginalne, dostojne. Ktokolwiek by go nie wypowiedział, brzmiało równie majestatycznie, jak gdyby samo w sobie ukrywało jakąś moc; prawdę mówiąc, Mef jako dziecko właśnie w ten sposób się pocieszał, długo wierząc w potęgę własnego imienia. Teraz drgnął lekko, ledwie zauważalnie, bo doskonale wiedział, że pełna wersja używana jest tylko wtedy, kiedy stanowi apostrofę do ochrzanu. Nie miał szans wbić się z odpowiedzią na jakiekolwiek pytanie, przygryzał jedynie wewnętrzną stronę policzka i...
- Liam - fuknął ze złością, przyciągając torbę bliżej siebie i nie pozwalając na to, by Puchon w niej grzebał. Nie skrywała oczywiście żadnych tajemnic, a jedynie cholerną planszę, której Rivai w ogóle nie powinien dotykać. Gdyby tylko istniała możliwość rzucenia Adolebit lupum na wszystkich poza wilkołakami, to chętnie by z niej skorzystał. - Jesteś nieznośny - wyrzucił z siebie, znajdując w końcu chwilę ciszy, schowaną pod błagalnym spojrzeniem siódmoklasisty. Głos Mefisto zadrżał odrobinę, ale była to chwilowa słabość, spowodowana durnymi przepychankami. Koniec końców dzieciak mógł się miotać ile chciał, ale nie miał szans na zabranie torby, planszy, czy też kostki. Jedyną szansą było wejście Mefistofelesowi na kolana, bo czy byłby wtedy w stanie jakkolwiek odmówić?
- Cicho bądź przez chwilę - nakazał ostrzej, niezależnie od tego czy chłopak postanowił się wtrącić, czy wyjątkowo pozwolił na zabranie głosu starszemu koledze. - Na Merlina, jesteś po prostu nieznośny. Nie chcesz grać, ale chcesz grać - no kurwa nie dogodzisz. To moja decyzja i powiem ci szczerze, nie żałuję jej ani odrobinkę. Dla mnie Theria nie jest problemem, skarbie, bo to tylko głupia gra. Mam masę innych rzeczy, którymi mógłbym przejąć się bardziej niż jakimiś chwilowymi efektami. Rozumiem, że nie chciałeś w nią grać, nie chciałeś pewnie w ogóle myśleć o istnieniu takiej zabawy... więc przepraszam, że poniekąd cię w to wplątałem. Nie panikuj na zapas, bo nic nie wiesz o konsekwencjach rezygnacji - i ja też nie, cholera. - Temat zakończony. - W międzyczasie torba znalazła zaszczytne miejsce przy oparciu ławki, za plecami Mefisto, gdzie dostęp do niej był jeszcze trudniejszy. Fakt faktem, Nox nie spodziewał się dalszych starań ze strony prefekta i postawił na własną wygodę, a także bezpieczeństwo przedmiotu, który nawet do niego nie należał.
- Kiepsko ci wychodzi dziękowanie - dodał jeszcze, trochę bardziej zaczepnie - bo tak, pomógł temu małemu tchórzowi i nawet teraz nie potrafił patrzeć na niego... mniej przychylnie.

______________________


Ho ho ho, bring a bottle of booze
We got nothing to lose, ho ho ho
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 587
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 656
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Zagaik   Sro Lip 04 2018, 03:59

Liam zawsze przypominał szczeniaka. Wiecznie uśmiechnięty, rozchichotany…. wesołe podszczekiwanie zastępował sobie rozentuzjazmowanym potokiem słów, a merdanie ogonem po prostu żywotnymi ognikami w oczach. Był energiczny, wszędzie było go pełno i absolutnie nie dawał o sobie zapomnieć, chcąc interakcji z potencjalnym rozmówcą równie mocno, co psiak łaknący podrapania za uchem.
Ale o ile mały czworonóg skuliłby uszy i schował ogon pod ciało na brzmienie swojego imienia w zdecydowanie mniej przyjemnych tonach, tak Liam odpowiedział na wezwanie tylko bardziej zaciętym wyrazem twarzy, absolutnie nieprzestraszony perspektywą rozmowy w mniej miłym klimacie. Uparcie próbował dostać się do torby, nie zważając na fakt gwarantowanej porażki: cóż… był zdecydowanie mniejszy od Mefistofelesa i choć wzrostowo nie było między nimi aż tak dużej różnicy, tak muskulaturą znacznie go przewyższał: Rivai był przecież chucherkiem. Dlatego szamotał się bezsensownie jeszcze chwilę, nim wilkołak nie wciął mu się w miotanie swoim monologiem.
Pozwolił mu się oddalić, dając mu szansę na wypowiedzenie słów na spokojnie, choć słuchał go z brzydko zmarszczonym, piegowatym nosem i wpatrzonymi, błękitnymi oczami, które chociaż przypominały letnie, bezchmurne niebo, to w tej chwili zdawały się gromić wychowanka Domu Węża niczym burzowy horyzont…
… bo co on mu właśnie powiedział?
Mam Ci za to „dziękować”?
Nabrał powietrza, najprawdopodobniej przymierzając się do kolejnego, chaotycznego wypluwania z siebie wodospadu wyrzutów i możliwych dygresji, które ledwie łapałyby się tematu, ale… nic takiego się nie stało. Liam wypuścił nabrany oddech przez nos, wpatrując się gniewnie w sylwetkę Ślizgona. Napiął jednak wszystkie mięśnie i postąpił dwa nieśpieszne kroki do przodu, nieco zmniejszając odległość między nimi.
- Dziękuję, że bawisz się w niepotrzebne, niebezpieczne zabawy. Dziękuję, że trzymasz u siebie nielegalne gierki i nie widzisz w tym absolutnie niczego złego. Dziękuję, że umniejszasz Therii wszystko co złe. Dziękuję, że bagatelizujesz swoje zdrowie. Dziękuję, że celowo zanosisz na siebie więcej problemów… lepiej? – syknął, podchodząc na tyle blisko, by sięgnąć po swoje pozostawione na ławce rzeczy. Nim jednak się odwrócił, po raz ostatni spojrzał Mefistofelesowi prosto w oczy. – Nie wiem co jest w kolorze waszych krawatów, ale ilekroć widzę pod czyimś kołnierzem zielony kolor, zawsze musi to być osoba, która ma w nosie jakiekolwiek zasady… i chociaż staram się nie generalizować, to wpisujesz się w schemat doskonale. – dodał oschle, ale wyjątkowo spokojnie, poprawiając sobie torbę na ramieniu. Coś czuł, że tak niepodobne do siebie zdanie wypadło mu spod języka nie tylko za sprawą dzisiejszej, zaistniałej sytuacji. Nie potrafił odgonić od siebie myśli, że przecież miał temu mężczyźnie do zarzucenia znacznie więcej, niż bawienie się w zakazane gierki. Miał uszy, a słyszał już o nim niejedno, zresztą od niego samego również… szkoda tylko, że najbardziej paliła Liama sprawa kompletnego olania ostrzeżeń dotyczących bezpieczeństwa studenta. W jego oczach to był tak głupie, tak niewłaściwe, tak… – Na razie.
Burknął, nim nie odwrócił się na pięcie, by szybkim krokiem udać się w drogę powrotną, rezygnując z dalszej rozmowy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Slytherin
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Wyspa Jura, Szkocja
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 410
Dodatkowo : Wilkołak
  Liczba postów : 1785
http://www.czarodzieje.org/t15136-mefistofeles-e-a-nox#403342
http://www.czarodzieje.org/t15137-what-does-life-mean-to-me#403353
http://www.czarodzieje.org/t15139-kind#403356
http://www.czarodzieje.org/t15134-mefistofeles-e-a-nox




Moderator






PisanieTemat: Re: Zagaik   Sro Lip 04 2018, 04:38

Przegiął, oczywiście. Mefisto był w stanie przyznać to przed samym sobą, chociaż przez gardło by mu to pewnie nie przeszło. Nie chodziło o tę pseudożartobliwą prośbę odnośnie uzyskania podziękowania; to był taki drobiazg, że nie potrafił uwierzyć, że to właśnie to tak zdenerwowało Liama. Mefistofeles w gruncie rzeczy mógł wiele sobie zarzucić i chyba to wyprowadzało go z równowagi tak mocno. Czuł się winny.
Kącik ust drgnął mu w cynicznym uśmiechu, który teraz przybrał formę tak jawnej tarczy. Wilkołak nie cofnął się, uparcie stojąc w miejscu i z tym cieniem pobłażliwości na twarzy wysłuchując, jak chłopak się wyzłośliwia. Nie reagował na te groźniejsze minki. Nie reagował na podchodzenie bliżej, takie sztucznie zastraszające. Nie reagował na niezadowolone spojrzenia, na wyrzucane ze złością słowa... Liam się zdenerwował, rzeczywiście, ale na złą osobę. Nox przyjmował jego "podziękowania" i nie mógł zrozumieć, jakim cudem takie błahostki są w stanie zepsuć ich humory. Większość nawet nie dotyczyła Puchona, zatem czemu robił aż taką aferę?
- O wiele - przytaknął słodko i tak, zamierzał coś jeszcze dodać, gdy popełnił jeden z największych błędów: pozwolił Liamowi zabrać głos najpierw. Wyjątkowo nie chodziło o utonięcie w monologu rozentuzjazmowanego dzieciaka; tym razem wystarczył jeden stosunkowo krótki komentarz, by wszystko się zmieniło. Wcześniej Szkot był w stanie jedynie delikatnie atakować, dalej osłaniając się swoją tarczą... Teraz, kiedy ją opuścił, obie ręce miał wolne. Uśmiech zniknął.
Mały pretensjonalny szczeniak.
Nazwanie go Ślizgonem - tym klasycznym, boleśnie stereotypowym - było jedną z gorszych obelg, jakie Rivai mógł wybrać. Co więcej, po tylu rozmowach Puchon powinien doskonale o tym wiedzieć. Mefisto izolował się od Slytherinu jak tylko mógł, kombinując z mieszkaniem, bagatelizując sprawę punktów i najzwyczajniej w świecie olewając tę całą przynależność. Bo tak. Bo nie lubił tego, co stary Salazar reprezentował. Nie podobała się Noxowi nigdy ślizgońska konserwatywność, nie akceptował ich zamiłowania do czystej krwi, nie... po prostu nie. Wpatrywał się w Liama coraz bardziej i bardziej zdenerwowany, nie wiedząc jak się wyładować, jak przekazać mu, że nie, to on przegiął. On, szczęśliwy borsuk - z przyjaciółmi, rodziną, pieniędzmi, zainteresowaniami, czymkolwiek. Nie miał prawa o cokolwiek oskarżać Mefisto, bo nie był w jego skórze, nie przeżył połowy tego co on i pewnie nawet się nad tym nie zastanawiał, bo po co? Nikt nigdy nie przejmował się zagubionym dzieckiem, które zmuszone zostało do dorośnięcia. I chociaż Rivai niewiele zrobił, to wywlekł na wierzch sprawę stanowczo zbyt istotą.
- Przepraszam.
Złapał Liama za nadgarstek, zanim zdołał odejść zbyt daleko. Mefisto zmusił go do odwrócenia się do niego przodem i sam wtedy zorientował się, że aż dygocze ze złości, pewnie niezbyt panując nad własną siłą. Poluzował uścisk, choć nie zdołał się przekonać do tego, by w pełni puścić. Wziął głębszy oddech, przymknął na chwilę powieki.
- Przepraszam, to było głupie. - Nie był to pierwszy raz, kiedy wyrzucał z siebie te słowa w obecności siedemnastolatka. Trzeba było przyznać - nawet w złości - że brzmiały paskudnie szczerze. Mefisto świetnie kłamał, ale świetnie też pokazywał, kiedy tego nie robił. - Trzymanie Therii, granie w nią... Wolę ściągnąć na siebie tonę nowych problemów, niż tkwić w świadomości, że przeze mnie męczyłeś się z tym cholerstwem. - Delikatnie, ostrożnie... z każdą chwilą coraz bardziej. Coraz szczerzej. - Mam niesamowity talent do wplątywania ludzi w niebezpieczne akcje i Liam, przysięgam, ja nie... - Urwał westchnięciem, puszczając prefekta i odsuwając się, żeby trochę podreptać w miejscu. Miał wrażenie, że głos zaczyna mu drżeć, a mimo wszystko zależało mu na ukryciu tego. Po prostu przez głowę przelatywały mu wspomnienia z dzieciaka przerażonego w lesie, z Neirina z zakrwawioną ręką... Merlinie, co z nim było nie tak?... - Przepraszam. - Nie potrafił spojrzeć wychowankowi Hufflepuffu w oczy. Zamiast tego cofnął się bardziej i w końcu opadł ciężko na ławkę. Podwinął nogi, siadając po turecku, a spojrzenie wbijając w ziemię. Niebezpieczne akcje to jedno, on miał o wiele więcej do spowiedzi - jak chociażby to, że mówił jedno, a robił drugie, ulegając durnym pokusom i poczuciu, że przecież nie ma na nic szans.
Kiedy niewiele się miało, niczemu się nie odmawiało i niczego się nie oczekiwało. Łatwo zadowolić się chwilowymi przyjemnościami, kiedy każda komórka ciała płonie pewnością, że na nic więcej nie zasługuje.
Oh, I'm a mess right now... inside out.

______________________


Ho ho ho, bring a bottle of booze
We got nothing to lose, ho ho ho
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : VIII
Wiek : 18
Skąd : Londyn.
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 587
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 656
http://www.czarodzieje.org/t15707-liam-a-rivai#423856
http://www.czarodzieje.org/t15777-liam#425298
http://www.czarodzieje.org/t15717-liam#423907
http://www.czarodzieje.org/t15708-liam-a-rivai#423857




Gracz






PisanieTemat: Re: Zagaik   Sob Lip 21 2018, 00:41

„Przepraszam.”
Usłyszał, nim nie zachwiał się na własnych nogach, ściągnięty przez silny uścisk Mefistofelesa. Był dużo mniejszy od niego. Nawet jeśli wzrostem Ślizgon nie przewyższał go aż tak znacząco, to różnica w budowie była aż nazbyt wyraźna: młodszy z mężczyzn był po prosto drobniejszy, toteż z aparycją Noxa nie potrzeba było wiele, by zmusić go do zrobienia tego, czego chciał. Skoro więc zamarzył sobie, by Rivai został na miejscu i dostał szansę ponownie spojrzeć mu w twarz, wystarczyło jedno pociągniecie i Liam już na niego patrzył…
… z niemniejszą złością, niż gdy wypowiadał tak zimne „na razie”, które w jego przekonaniu miało uciąć to felerne spotkanie. Chłopak wpatrywał się w niego z brzydką zmarszczką na piegowatym nosie, ukazującą rzadką u młodego Puchona emocję: gniew. Chciał już stąd pójść. Przemyśleć to w samotności, ewentualnie w ogóle o tym nie myśleć i zająć się swoimi sprawami, jak głaskanie kota, czytanie komiksów czy rysowanie wyjątkowo brzydkich postaci… choć najpewniej i tak skończyłoby się na tym, że kopałby wszystkie kamyki po drodze, wyklinając, że oboje oblali się nawzajem jadem. Z jednej strony można odebrać interwencję Mefistofelesa, jako niechybne uchronienie liamowych butów od zniszczenia…
- Co ty jeszcze chcesz? – burknął, spodziewając się, że student zaraz wybuchnie. Rivai nie do końca panował nad wypowiadanymi przez siebie słowami, ale gdzieś z tyłu głowy miał tę świadomość, że nie brzmiał specjalnie miło. Toteż był przygotowany na sparing kąśliwości czy dalszą kłótnię. Wstyd się przyznać, ale nie byłby nawet zdziwiony, gdyby Ślizgon dał mu teraz w twarz. Był przygotowany na wszystkie złe i bolesne ruchy z jego strony… przecież nawet drżał z tej złości! A Liam nie zamierzał się cofać ani na krok, wyprostowany i gotowy na ruch ze strony rozmówcy.
„Przepraszam, to było głupie.”
Zbił go z tropu. Nie zamierzał go uderzyć?
„Trzymanie Therii, granie w nią...”
Im dalej Mefisto szedł w swoje wyjaśnienia, tym więcej powietrza ulatywało z ust Rivaia za sprawą bardzo długiego, ciężkiego westchnięcia. Wciąż był na niego piekielnie zły, ale ta szczerość i spokój z drugiej strony nie pozwalała chłopakowi kontynuować ciskania się jak rozgniewany rosomak. Czy borsuk… Liam dalej patrzył na niego dosyć chłodno, zaciskając mocno zęby i cierpliwie czekając, aż Mefisto skończy. A gdy nareszcie miał przed sobą siedzącego po turecku mężczyznę, wpatrującego się beznadziejnie w ziemię, po prostu nie wytrzymał.
- Ghhjfkdd…. – wyburczał niezrozumiale, z  frustracji przesuwając obiema rękami po twarzy. Ściągnął sobie trochę policzki, przetarł oczy i zakończył swój festiwal tego, jak beznadziejnie było mu skleić słowa i wymyślić własne działanie, przeczesaniem włosów. Chciał pójść i wyjść z tej problematycznej strefy… ale Liamowi zbyt zależało na ludziach, żeby po takich słowach, wypowiedzianych takim tonem, po prostu odwrócić się na pięcie i odejść. Wyglądał tak, jakby kompletnie nie wiedział co mu teraz odpowiedzieć, co sprowadziło się do kolejnych dłużących się sekund milczenia, podczas których ciężko było nazwać młodego statycznym. Kręcił się. Obracał łeb. Międlił ramię torby w palcach….
- Słodka Morgano… jesteś tak strasznie… - wcale nie brzmiał łagodniej. W zasadzie był jeszcze bardziej spięty, niż gdy przypinał mu łatkę typowego Ślizgona. Dalej nie umiał się określić, co sobie o tym wszystkim myśli. W końcu gwałtownie odbił się od ziemi, ale zamiast iść w stronę zamku, klapnął tuż obok niego na ławce, siadając, podobnie jak on, po turecku. Liam był jednak lekko ku niemu zwrócony.
- Kompletnie cię nie rozumiem. – zaczął, odrobinę spokojniej, choć wciąż wydawał się podirytowany. – Dlaczego nie masz tego w nosie? Tego, że męczyłem się graniem w Therię. Jasne, ta gra jest absolutnie najgłupszym wymysłem, jaki znam i jestem kompletnie tobą zawiedziony, że w ogóle masz ją w posiadaniu, ale, na miłość Merlina, co cię podkusiło, żeby przerwać rozgrywkę tylko dlatego, że byłem niezadowolony z powodu uczestniczenia w niej! – rozgadał się, przyjmując, że chyba najlepiej dla nich obu będzie po prostu to wszystko przegadać i wyjaśnić sobie, co komu chodziło po głowie. – W każdym możliwym scenariuszu byłbym na ciebie zły… więc dlaczego przerwałeś partię, ściągając na siebie potencjalne niebezpieczeństwo? Okay, nie znam tej gry i nie wiem czy to, co o niej mówią, to prawda, ale zdążyłem ogłuchnąć, stracić różdżkę i poczuć magiczną potrzebę puszczenia pawia, więc zakładam, że gra ma jakieś nadnaturalne właściwości i naprawdę nie jest mi ciężko uwierzyć w to, że te nieprzyjemne konsekwencje po prostu będą! – no i popłynął…. gaduła.  – I potwornie wpienia mnie, że tak nie szanujesz swojego bezpieczeństwa i zdrowia… bo co? Bo ja nie chciałem grać? Daj spokój… byliśmy w połowie planszy… naprawdę mogłeś mnie po prostu olać-…! Mieć mnie gdzieś…! Rzucić jeszcze raz czy dwa kostką i już… - im więcej mówił, tym jego napięty, nabuzowany złością głos nieco ustępował, pod sam koniec zamieniając się po prostu na niebotyczne zaniepokojenie. Poczucie winy? Znów przesunął ręką po twarzy, mocno zaczesując sobie włosy, wpatrzony w punkt na ścieżce. – Ja sobie nie wybaczę, jeśli naprawdę coś ci się teraz stanie… wystarczy mi, że już raz zrobiłem Ci krzywdę. - a później zmarszczył nos. - Wiesz co... najlepiej po prostu stąd chodźmy...
A później wstał i zaczął powoli kierować się w kierunku Hogwartu, zerkając czy Mef nie idzie za nim.

{ z.t oboje }
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Zagaik   

Powrót do góry Go down
 

Zagaik

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-