Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ukryta ławeczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Ukryta ławeczka   Wto Maj 21 2013, 19:33

First topic message reminder :


Ukryta ławeczka

Spacerując po centrum parku, możesz natknąć się na ukrytą w gęstwinie żywopłotu ławeczkę - idealne miejsce do chowania się, szczególnie przed palącym słońcem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Lip 10 2017, 22:16

Ezra gubił egoizm, a Leo bezczelność. Potrafił być wybitnie nietaktowny przy ludziach, których słabo znał, ale swoich przyjaciół nie potrafił ranić nawet w tak głupi sposób. Bardzo chciał dopytywać do momentu, w którym ktoś każe mu się ogarnąć, ale po prostu nie mógł z siebie tego wydusić. Ezra zasługiwał na coś więcej, niż masę idiotycznych pytań. Gryfon chciał być dla niego podporą, chciał być obok i chciał, żeby ten wiedział, że zawsze ma z kim porozmawiać. Nawet, jeśli Leo nie lubił gadać o uczuciach i nie umiał tego robić, to gotów był się poświęcić.
Miał się nawet oburzyć za ten żart, a jego ostentacyjne odwrócenie wzroku chyba mówiło samo za siebie... Z drugiej strony, spodziewał się takiego unikania tematu, dlatego nie mruknął nawet jednego słówka. Clarke raczej nie opowiadał o sobie, więc czemu nagle miałby zacząć? Sarkastyczne żarty były bardziej w jego stylu. Leo złagodniał dopiero, gdy usłyszał dalszą część wypowiedzi Krukona, w której było więcej prawdy, faktów i sensu. Miał wrażenie, że całość całkiem nieźle się składała i ciekaw był, co takiego przydarzyło się Ezrze, że jego największym lękiem był jego ojciec. Jednocześnie dotarło do niego, jak poważna może być sprawa.
Dla Vin-Eurico rodzina była świętością i prawdopodobnie dałby się pokroić nawet dla babki, której nigdy nie lubił. Ciężko było mu zatem zrozumieć taką sytuację, z jaką najwyraźniej borykał się jego towarzysz i zakładał, że ma ku temu naprawdę solidny powód. To z kolei trochę go przerażało.
- Pewnie - przytaknął po prostu, w duchu przyznając przyjacielowi rację. Już i tak wydarzyło się tyle, że sam nie wiedział o czym myśleć. Ten jeden raz może odpuścić.
Całe szczęście, że nie spadł na lewe ramię, które w końcu dalej mu się leczyło. Bolało go teraz wszystko inne, ale znosił to w milczeniu, nie chcąc dać kartom głupiej satysfakcji (tak, to nie są istoty żywe, blah blah, Leo i tak ich aktualnie nienawidził). Protest Ezry jednocześnie go ucieszył i zasmucił - chciał się odegrać, ale nie chciał się zabić przed wyjazdem do Zambii.
- Dobra, innym razem - zgodził się, siadając z powrotem na ławce. Wziął sobie pieguska, obserwując zaczerwienioną dłoń. Czy to w ogóle było możliwe, żeby aż tak okrutnie przegrać? Leo nie miał pojęcia, czy w durniu jest jakaś taktyka, czy po prostu wszystkie wypadki są losowe. Chyba wolał nie wiedzieć... - Zwycięzca ważniejszy. No, panie Clarke, ma pan jedno życzenie. Proszę rozsądnie je wykorzystać - uśmiechnął się pod nosem, zerkając na swojego towarzysza.

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1879
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1886
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Wto Lip 11 2017, 21:36

Zadawanie pytań wcale nie było bezczelne. Jeśli Leo naprawdę chciał się czegoś dowiedzieć to nie było innej drogi jak na Ezrę naciskać - Krukonowi nawet nie chodziło o to, że on nie lubił o sobie mówić. Po prostu nie zdawał sobie sprawy, że Vin-Eurico może czuć się przez jego milczenie jakoś gorzej. Patrzył na to swoją miarą - skoro on akceptował, że ludzie mieli swoje tajemnice, nigdy nie naciskał na ich poznanie i generalnie nie robiło mu to wielkiej różnicy, to mogli mu się tym rewanżować. Ezra kochał ludzi za ich charakter, a przeszłość była elementem, który wychodził po prostu przypadkiem, scalając ze sobą ostatecznie wszystkie fragmenty. Cieszył się, że Leo czuł się z nim na tyle dobrze, że był w stanie o tym wszystkim mówić i Ezra absolutnie był tu dla niego i chciał go wspierać... Ale gdyby tak nie było, gdyby Gryfon sam tego nie chciał, Ezra nie miałby nic przeciwko. Żyj i daj innym żyć tak jak mają ochotę.
Nie wszyscy jednak byli jak Ezra i cieszył się, ze nie poprzestał tylko na tym żarcie, bo ewidentnie widział, że nie przemawiało to zbytnio do Leo. Chociaż chłopak teraz mógł mieć złe wyobrażenie, że Ezra boi się ojca jako osoby, a przecież tak nie było, ale nawet nie miał jak wyprowadzić go w razie czego z tego błędu. No właśnie taki był problem ze wszystkimi ludźmi - zawsze rozumieli zbyt mało.
Przyjął z zadowoleniem, że chłopak nie naciskał na grę. Ezra sam nie wiedział, czy tu była jakaś taktyka... Raczej nie. I tak musiał brać po prostu pierwszą kartę z góry. Ale może robił coś nieświadomie.
- To mamy problem, bo w głowie mam tylko nierozsądne... - Jego mina nie wskazywała, że w jakikolwiek sposób jest mu z tego powodu przykro. - I dziwnym trafem wszystkie są związane z tobą. - Poprawił się na ławce, intensywnie patrząc na Gryfona. Sam nie zauważył, że jakby machinalnie odrobinę się do niego nachylił. Przez moment nic nie mówił, tylko czekał, aż Leo sam zrozumie aluzję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sro Lip 12 2017, 14:25

Starał się nic nie zakładać, dopóki nie pozna jakichś szczegółów. Wiedział już, o co przyjaciela dopytywać i Ezra powinien mieć świadomość, że teraz tak łatwo się nie wywinie. Wrócą do tematu, Leo nie chciał jakoś tragicznie naciskać, ale jednak w jakiś sposób musiał coś z Krukona wyciągnąć. Teraz nie było jednak sensu w roztrząsaniu tematu i Gryfon grzecznie sobie odpuścił.
Jakimś cudem wyszedł faktycznie na poszkodowanego. Nie był pewien, czy ręka jest w takim stanie, że potrzebne są zaklęcia. Pewnie po prostu schłodzi ją sobie potem, zawinie w jakiś bandaż i tyle. Szkoda tylko, bo nie były mu potrzebne kolejne kontuzje przed pracą fizyczną, która go czeka. Ech, pewnie skusi się na trochę czarów... No bo co jeśli go odeślą? Albo nie pozwolą mu wykonywać niektórych rzeczy? Już i tak musiał kombinować w kwestii ramienia...
- Dobrze, że ze mną, bo to ja mam to życzenie spełnić, nie? - Wzruszył niewinnie ramionami. Zauważył, że Ezra się do niego przysunął, ale sam nic nie zrobił, jedynie obserwował go z łagodnym półuśmiechem. Po części zdecydował, żeby to Clarke wymyślił sobie życzenie dlatego, że sam nie miał żadnego pomysłu. Nie było sensu w przekładaniu tego na potem, a Leo kompletnie nie wiedział, co może chcieć od swojego przyjaciela.
No bo najwyraźniej może go nawet pocałować bez jakiejś specjalnej okazji.

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sob Wrz 09 2017, 18:50


    | po spotkaniu z Marceline

Nie rozważał, dokąd kieruje stawiane kroki - był to jeden z niezobowiązujących, samotnych spacerów w niedawno odkryte miejsce; miejsce dość specyficzne, nieomal kryjówkę, którą to machinalnie dla swojej osoby przywłaszczył. Nigdy nie spotykał tutaj nikogo; osłona roślinności tworzyła swoistą, ochraniającą od zgiełku aurę - Hogsmeade, jak zawsze, tętniło życiem, gwarem prowadzonych rozmów oraz grupkami przechodniów - czy to uczniów czy dorosłych już czarodziei. Krótka przechadzka mało uczęszczanym terenem w parku, wypełniała jego całego spokojem; tak, idealna lokacja na przeczytanie książki, na zanurzenie się w nieokiełznanych głębinach płynących myśli. Szedł i nie spieszył się, obserwując leniwe ruchy zmarszczonej tafli wody, odbijającej promienie przesączanego przez korony drzew światła. Kojący chłód raczył go nienatarczywym dotykiem, chociaż obfita w bujną roślinność sceneria chroniła przed porywistszym strumieniem wiatru.
Ostatecznie zajął miejsce na ławce.
Wyjął notatnik, przeglądając ostatnie zapiski oraz wykonywane szkice; wzrok prześlizgiwał się, leniwie oceniając zawartość stronic. Dopiero po chwili uwagę mężczyzny odwrócił szmer kroków - niemożliwe - zagościła wpierw myśl - zarazem jednak całkiem prawdopodobne, w końcu nie powinien sobie owego schronienia przywłaszczać. Jego wzrok powędrował na znajomą, mijaną zazwyczaj na korytarzach Hogwartu postać - bez zażyłości, znali się niemal tylko i wyłącznie z widzenia.
Najwyraźniej nie tylko on miał pojęcie o owym miejscu.

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Londynu
Wiek : 22
Skąd : Londyn, Anglia
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 533
Dodatkowo : szukająca
  Liczba postów : 1328
http://www.czarodzieje.org/t11413-oriane-l-carstairs
http://www.czarodzieje.org/t11414-male-przyjaznie-milosci-i-wrogowie-ori#306244
http://www.czarodzieje.org/t11416-shadow#306304
http://www.czarodzieje.org/t11415-oriane-leonie-carstairs#306303




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Wrz 11 2017, 15:27

Rzadko wracała do tego miejsca. Zazwyczaj omijała je podczas zwykłego spaceru aby znów nie zginąć w morzu swoich rozmyślań i planów. Było one zgubne jak ocean podczas sztormu. Dlatego też bała się go czasami. Potrafiła przesiedzieć tutaj godziny swojej marnej egzystencji. A jej myśli były proste. Czy pamięć wróciła mi na stałe? Czy nie zniknie znów za jakiś czas? Jaki cel w tym miała osoba rzucając? A doskonale już pamiętała kto to był. Może i nie znała jego imienia ale twarzy nie pomyliłaby z nikim innym. I była tam krew. Dużo krwi. Przypominała rozlaną farbę na białym śniegu której nikt nie potrafił się pozbyć. I te przeraźliwie gołe drzewa... Było to straszne i od powrotu pamięci nawiedzało ją we snach przez co budziła się z krzykiem i zalana łzami. Może powinna się udać do jakiegoś specjalisty...
Nie spodziewała się, że nie będzie sama. Zazwyczaj każdy omijał to miejsce bądź, co bardziej prawdopodobne, nie wiedział o nim. Może nie powinna przeszkadzać. Może ten mężczyzna... Chwila. Twarz była jej znajoma i mogła przysiąść, że widziała ją już kiedyś. A nawet nie raz, a kilka. Mrużąc lekko oczy spojrzała raz jeszcze na mężczyznę. Oczywiście! Był to nauczyciel transmutacji. Całkiem przystojny mimo swojego wieku.
- Przepraszam, nie przeszkadzam Profesorowi? - nie chciała być nie uprzejma więc jakieś słowa były potrzebne aby przerwać tą ciszę. Dopiero po ich wypowiedzeniu usiadła pomału na skraju ławki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 37
Skąd : utracony Berlin, następnie Oakham
Czystość Krwi : 90%
Galeony : 2657
Dodatkowo : animag (kruk), magia bezróżdżkowa
  Liczba postów : 2057
http://www.czarodzieje.org/t15073-daniel-alexander-bergmann
http://www.czarodzieje.org/t15091-daniel
http://www.czarodzieje.org/t15099-krebs
http://www.czarodzieje.org/t15076-daniel-bergmann




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sro Wrz 13 2017, 13:45

Wbrew kreowanym pozorom twardo stąpającego człowieka - co, niemniej, zarazem odzwierciedlało prawdę - Bergmann posiadał ogromne pokłady rozrastającej się wyobraźni. Nade wszystko doceniał on ciszę i spokój, niezależność, z jakiej niezmiennie korzystał; unikał nagromadzenia tłumu i bezsensownych, zdawkowych rozmów z nieciekawymi ludźmi. Lubił zagłębiać się w myślach, lubił roztrząsać idee wpierw wydające się nieistotne - a jednak - na swój sposób intrygujące; mimo, że równie często ścigało go widmo czasu, potwory z doświadczonej przeszłości - w tym - jego własnych występków.
- Nic z tych rzeczy. - Uniósł wzrok, powoli skrywając notatnik w kieszeni; nie był już on potrzebny. Odpowiedział jej szczerze, bo nawet nieistotna rozmowa, może okazać się na swój sposób intrygująca - zaś on miał w zamiarze zarówno obserwować jak uczestniczyć. Rzeczywista nieznajomość poza mijaniem na korytarzach nie przeszkadzała mu ani trochę. Zawsze można to zmienić.
- Wciąż więcej nie wiem, niż mam pojęcie o Hogwarcie i okolicach - przerwał moment milczenia, dzieląc się z nią oczywistą wręcz prawdą - ale znalazłem to miejsce pod koniec zeszłego roku. - Nie sądził, aby jeden przebyty rok okazał się dostateczny - o ile kiedykolwiek mogło to być możliwe - ażeby poznać wszelkie tajniki rozległych murów szkoły oraz niedalekich terenów. W końcu najlepiej w jego umyśle wyryło się Traunsitz, w którym się uczył, dorastał, wracając później w roli nauczyciela.
- Pozwala uporządkować myśli - zauważył, ponieważ to upodobał sobie w tej ścieżce najbardziej.

______________________

worn out and welcome, his truth birthing lies a whisper now speaks what words use to say fallen from grace lustered this way burning bridges light my way
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 431
  Liczba postów : 696
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Paź 22 2017, 18:12

|pewnie poranek w niedzielę

Natłok nauki, pracy i większej ilości zleceń na torty w ostatnim czasie sprawił, że musiałam odpocząć od ciągłego kontaktu z ludźmi, którzy nierzadko bywali bardzo uciążliwi, wystawiając cierpliwość młodego cukiernika na próbę. Wstając wcześnie rano postanowiłam udać się do ustronnego miejsca, skrytego wgłębi lasu; mało kto wiedział, że ono w ogóle się tutaj mieściło, a o tej godzinie i tej porze roku - poza zwierzętami - nie spodziewałam się obecności żadnej żywej duszy.
Spacerowałam powolnym krokiem, leniwym i ociężałym, w związku z zakwasami po ostatnim treningu, choć miałam nadzieję, że trochę ruchu pozwoli mi szybko wrócić do normy; czułam się dzisiaj nadzwyczaj niepocieszona, nie znałam jednak konkretnego powodu takiego samopoczucia, upatrując chwili wytchnienia i ucieczki w samotnym spacerze po lesie. Wokół było cicho; na tyle cicho, by myśli obijały się po mojej głowie echem, coraz donośniejszym i męczącym, których nie potrafiłam wyłączyć, chociaż bardzo tego chciałam. Kontemplacja z przyrodą zazwyczaj pomagała, teraz jednak na próżno wykorzystywałam ten sposób, pogłębiając się w swoim wewnętrznym smutku.
W pewnej chwili usłyszałam niepokojący szelest i szmer dochodzący zza moich pleców z odległości może kilku metrów; płochliwa - dzisiaj wyjątkowo mocno - i nieufna uznałam, że najprościej będzie zejść ze ścieżki, pola widzenia. Schowałam się więc za jednym z szerokich drzew, przylegając do kory plecami; mogłam bez problemu usłyszeć swój oddech i bicie serca, a z ukrywaniem się miałam tyle wspólnego co smok z jednorożcem - niemal od razu, przypadkowo, nadepnęłam na gałązkę, która pod moim ciężarem złamała się z nadzwyczaj głośnym trzaskiem. W komplecie ze wszystkim wplątałam się nogawką spodni w krzaczek, czego jeszcze nie byłam świadoma, dopóki stałam w miejscu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1076
  Liczba postów : 767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12435-mikkel-carlsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12436-gwardia-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12439-uggla-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12438-mikkel-axel-carlsson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Paź 22 2017, 21:41

Dziękowałem Merlinowi za transportację. Bez niej chyba wieki zajmowałoby mi wracanie do domu z pracy. Korzystając z okazji, że miałem dzisiaj wolne, postanowiłem i tak wstać dosyć wcześnie wybrać się do parku, żeby trochę odetchnąć świeżym powietrzem, którego tak bardzo mi brakowało. Któregoś razu, spacerując tu z Ruth znaleźliśmy bardzo ciekawe, ustronne miejsce - małą ławeczkę, gdzie nigdy nie spotkaliśmy żywej duszy. No, jedynie jakieś bezdomne kotki, które wiecznie chciałem zabrać ze sobą - taki ze mnie męski facet. Co prawda, trudno tu było o promienie słoneczne, ale o tej porze roku to i tak była rzadkość. Szedłem więc w kierunku ów miejsca, spokojnym krokiem, szurając butami o liście, które zalegały na ścieżce. Właściwie to lubiłem jesień. Mimo tej depresyjnej aury, która jej towarzyszyła, jesień zdawała mi się być najcieplejszą w gruncie rzeczy porą roku. Nie ze względu na temperaturę rzecz jasna, a na atmosferę. Ludzie na siłę wchodzili pod ciepłe koce i grzali się kubkami gorącej czekolady lub herbaty z miodem, otaczając się przytulnym wystrojem wnętrz. W moim mieszkaniu próżno było jednak szukać oznak jesieni, bo brakowało w nim tej kobiecej ręki. Kiedy byłem z Winnie w zeszłym roku - to ona odpowiadała za przystrojenie mojego małego mieszkanka dyniami, pajęczynami i świeczkami o zapachu dyni. Teraz byłem zdany tylko na siebie. Za mało jednak siedziałem w domu, żeby się do tego zmusić.
Szedłem sobie spokojnie, kiedy usłyszałem jakiś dziwny trzask obok w krzakach. Myśląc, że to kolejny słodki kociak, podążyłem za dźwiękiem. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast kota spotkałem Padme! Nie widziałem się z nią już trochę czasu, odkąd rzuciłem babeczki. Wtedy jeszcze spotykałem ją w cukierni, w której pracowała, ale od tamtej pory się nie widzieliśmy.
- Przed kim tak się chowasz? - spytałem bardzo rozbawiony, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. Dziwnie wydawało mi się, że właśnie mnie się przestraszyła i poczułem się trochę winny temu, że ją tak spłoszyłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 431
  Liczba postów : 696
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Paź 22 2017, 22:04

W pełni skonsternowana i jakże skupiona nasłuchiwałam kroków, które - tak mi się przynajmniej wydawało - ucichły, dopóki nie spostrzegłam wplątanej w gałązki nogawki. Cała moja uwaga skupiła się na nodze, zaś przy próbie podniesienia stopy jedna z nich zaczęła nieznośnie wbijać się w moją delikatną skórę wokół kostki, niechronioną ani przez rajstopy ani tym bardziej przez wysokie skarpetki. Niemiłe pieczenie przywołało na moje usta grymas. Zapomniałam też, że przecież właśnie ukrywałam się przed potencjalnym zagrożeniem - cóż, nie byłam najlepsza w niezwracaniu na siebie uwagi. I nie wiem jak długo stałeś w milczeniu przypatrując mi się, i nie wiem jak długo tego nie wyłapałam, jednak gdy się odezwałeś prawie podskoczyłam w miejscu, zaciskając tym samym gałązkę wokół swojej stopy. Policzki zapiekły, przybierając teraz różową barwę.
- Nie wiem. - Odpowiadam wreszcie, głupkowato i nieprzemyślanie, rozumiejąc sens swojej wypowiedzi dopiero po chwili. Cudownie. Nie rozumiałam dlaczego moje feministyczne zapędy połączone z nowym wyznaniem "chłopcy fuj" schowały się teraz głęboko w kieszeni mojego płaszcza. Przecież się nie lubiliśmy, choć i tego nie byłam pewna odkąd mój kontakt z Ruth pogorszył się a potem urwał na dobre. Teraz nie miałam nawet powodu, żeby cię nie-nienawidzić w ramach damskiej solidarności dwóch życiowych ofiar. - To znaczy... obserwuję rzadki okaz ptactwa, ale teraz już nie ma na co liczyć. - Moja wymyślona wymówka brzmiała całkiem sensownie, a korzystając z okazji starałam się zakryć uwięzioną stopę. Nawet nieźle wychodziło mi udawanie, że dobrze opiera mi się o to drzewo, co - nie wiedzieć czemu - było lepsze, niż proszenie o pomoc czy szarpanie się z przeklętym chwastem na twoich oczach.
- Co tu robisz? Jesteś ostatnią osobą, której bym się tu spodziewała. W zasadzie, nie spodziewałam się tutaj nikogo. - Czuję się dziwnie: w końcu rzadko mieliśmy okazję spotkać się sam na sam, bez obecności innych ludzi, o ile taka kiedykolwiek była.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1076
  Liczba postów : 767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12435-mikkel-carlsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12436-gwardia-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12439-uggla-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12438-mikkel-axel-carlsson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Czw Paź 26 2017, 00:14

Zupełnie nie spodziewałem się tutaj nikogo spotkać, a tym bardziej Padme. Nie miałem nic przeciwko dziewczynie. Wiedziałem jednak, że traktowała mnie nieco z dystansem ze względu na moje rozstanie z Ruth i nie mogłem jej przecież za to winić. Była jej przyjaciółką, więc analogicznie stała za nią murem. Sami we dwójkę nigdy nie byliśmy specjalnie blisko, a spotkania bez osób trzecich zdarzały się jedynie przypadkiem. Tak jak i teraz. Nie byłem tą sytuacją spłoszony. Wręcz przeciwnie - całkiem przyjemnie było zobaczyć znajomą twarz. Ostatnio częściej poznawałem nowe osoby. Byli to zadufani w sobie, dumni pracownicy Ministerstwa, a trafić na jakiegoś porządnego to jak znaleźć igłę w stogu siana.
Musiałem mocno walczyć z samym sobą, żeby się nie roześmiać, słysząc tłumaczenie Krukonki. Stałem tak z założonymi rękami, przyglądając się jak uparcie próbuje ukryć przede mną uwięzioną stopę. Nie skomentowałem jej kłamstewek, przymykając na nie oko. Tym razem.
- Myślałem, że utknął tu jakiś spłoszony kociak - odpowiedziałem, całkiem zgodnie z prawdą. Po czym przyjrzałem się dziewczynie, przekręciłem głowę i uśmiechnąłem się lekko unosząc lewy kącik ust do góry - Niewiele się nie pomyliłem - dodałem. Dziewczyna wyglądała na bardzo zdezorientowaną. Nie ulegało wątpliwości, że wpadła w bardzo niezręczną sytuację - dać się złapać byłemu chłopakowi swojej przyjaciółki na ucieczce.
- Daj, pomogę ci - powiedziałem, wyciągając rękę w jej stronę. O dziwo, nie sięgnąłem od razu po różdżkę, jak to miałem w zwyczaju. Ostatnimi czasy zdarzało mi się to coraz częściej. Niestety zacząłem odczuwać jakieś dziwne zakłócenia magii i różdżka nie zawsze wykonywała moje polecenia. Zresztą miałem już w Ministerstwie niejedną sprawę, kiedy to zaklęcie miało przeciwne działanie od zamierzonego i sąsiad pozywał sąsiada, zarzucając mu jakiś sabotaż czy coś w tym rodzaju. Było z tym tyle awantur, że zwyczajnie wolałem nie ryzykować i uciekałem się do mugolskich rozwiązań. Nie było to takie złe - zacząłem przybierać na masie. Tej mięśniowej przede wszystkim. Dalej byłem chuderlakiem, przez tę nieszczęsną kogonotrię, której skutki będą mnie męczyły już chyba do końca życia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 431
  Liczba postów : 696
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Czw Paź 26 2017, 01:19

To wcale nie jest tak, że jestem spłoszona tą sytuacją, czy w jakikolwiek sposób zawstydzona; jestem po prostu zaskoczona, że wpadłam w lesie akurat na osobę, której nie spodziewałam się już w ogóle w życiu spotkać. Pochodziliśmy ze skrajnie dwóch różnych światów: ja - cukiernik z Hogsmeade, ty - pracownik Ministerstwa prosto z centrum Londynu. Absolutne przeciwieństwa. Stoję więc jak ta sierota próbując wkroczyć na neutralny grunt, by nie poruszać nawet tematu Ruth, który właściwie chyba zawsze był tematem nas łączącym, kiedy nagle w mimowolnym odruchu marszczę czoło, słysząc twoje słowa. Czy ty właśnie porównałeś mnie do spłoszonego kociaka? Nie przypominam sobie, żeby moje ciało było okryte puchatym futerkiem i tym bardziej nie pamiętam, żeby było zakończone długim ogonem. Ale nie czepiam się wyjątkowo, uznając, że po prostu nie do końca przemyślałeś swój komplement. W zasadzie, uśmiecham się szeroko, jakbym właśnie zapomniała, że jeszcze przed chwilą próbowałam uciekać przed wyimaginowanym seryjnym mordercą.
- Chyba masz błędne pojęcie o kotach. Gdyby mój tu był to dam sobie uciąć rękę, że pierwszy wdrapywałby się po najwyższych drzewach i że to właśnie on straszyłby okoliczne zwierzęta. Musisz kiedyś go poznać, pierwsze co zrobi to sprawdzi czy w ogóle możesz wejść do mieszkania. A jak nie przejdziesz próby ognia, to przykro mi, ale z kotem nie dyskutuję. - Taka wizja Lotosa była bardzo prawdopodobna i nie wiedzieć czemu pewne jego cechy były bardzo podobne to hiszpańskiego dupka, który mi go podarował. Choćby to, że chyba nigdy nie byłby ani speszony ani spłoszony - teraz, po takim czasie przestałam doszukiwać się absurdalnych podobieństw w zwierzaku a człowieku, którego wprost nienawidzę, ale z początku nie było to wcale takie proste. W gruncie rzeczy Lotos był najpiękniejszym prezentem, jaki dostałam. Wyrywam się z chwilowego zamyślenia, kiedy dostrzegam przed sobą twoją dłoń. A jednak nie byłam tak dobra w udawaniu, jak mi się wydawało... bez sprzeciwu zaciskam swoje chude, zimne palce na twojej ręce i w średnio skoordynowanym ruchu próbuję zrobić krok w przód. Nie wychodzi mi to ani za pierwszym ani za drugim razem, kiedy jednak wychodzi mi to za trzecim, przechylam się nieporadnie do przodu wpadając prosto w ciebie. Wywrócenie się prosto w liście było ostatnim czego chciałam dzisiejszego dnia.
- Nic ci nie jest? - Dopytuję gdzieś spomiędzy ziemi a twojego ramienia, bo przecież idealnie zamortyzowałeś mój upadek. Ale spokojnie, nie ważę dużo. Tyle co piórko, szczególnie po ostatnich wydarzeniach, dlatego nie obawiam się, że przypadkowo złamałam ci jedną z kości. Unoszę się nawet do góry, żebyś mógł swobodnie odetchnąć. - To się nazywa powitaniem. Nie widzieliśmy się tyle czasu, a od razu wpadamy sobie w ramiona. A gdzie randki, kolacje, kłótnie i wielkie wyznania? - Żartuję sobie posyłając ci bardzo wymowne spojrzenie, chociaż przez moment sama nie wiem, czy powinnam. Przecież w pewnym momencie mojego pokręconego życia bardzo mi się podobałeś, o czym nie wiesz. Chyba. Wstaję wreszcie z ziemi i tym razem to ja pomagam ci się podnieść. - Co cię sprowadza do Hogsmeade? - Próbuję zignorować okropne pieczenie z okolicy uwolnionej kostki, chociaż mogę jedynie podejrzewać, że pnącze pozostawiło na niej nieprzyjemne otarcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1076
  Liczba postów : 767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12435-mikkel-carlsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12436-gwardia-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12439-uggla-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12438-mikkel-axel-carlsson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sro Lis 01 2017, 21:34

Był to całkiem ciekawy zbieg okoliczności. Z drugiej strony w tak małym miasteczku jak Hogsmeade znajomych można było spotkać na każdym rogu ulicy. Niemożliwe, że tylko ja i Ruth wiedzieliśmy o ukrytej ławce w parku. Kiedyś rzeczywiście głównym, łączącym nas spójnikiem była Ruth. Dzisiaj nie do końca wiem, jakie uczucia wywołuje we mnie jej wspomnienie. Słyszałem, że rozstała się z Dorienem. Wiedziałem, że prędzej czy później do tego dojdzie, ale wciąż nie byłem z tego powodu zadowolony. Życzyłem jej, żeby była szczęśliwa. I w ten sposób chyba przyczyniłem się do jej wyjazdu. Może rzeczywiście będzie szczęśliwsza, tylko nie chciałem, żeby to wiązało się z jej utratą. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że nasze drogi rozejdą się w aż tak przeciwne strony.
- Mam więc nadzieję, że jeśli nadejdzie taka chwila, weźmie mnie za przyjaciela, a nie wroga - mrugnąłem do niej porozumiewawczo, uważając jej butny ton za coś w zasadzie uroczego. Nigdy nie patrzyłem na nią w ten sposób. Zawsze na mój widok robiła tą naburmuszoną minę, jakbym miał zaraz wyciągnąć różdżkę i ciskać w nią zaklęciami ofensywnymi. Zresztą była dla mnie przyjaciółką Ruth, nie moją. Moja pewność siebie nie opuściła mnie od czasów szkoły. W zasadzie nie umiem obiektywnie ocenić, czy i co w ogóle się we mnie zmieniło od tamtego czasu. Osamotniałem. Może tylko tyle. Podałem jej rękę, na szczęście jej nie opluła ani nie odtrąciła, a nawet takie opcje brałem pod uwagę, widząc jej nastawienie. Siła, z którą udało jej się uwolnić nogę z roślinnego uścisku pchnęła ją w moim kierunku do tego stopnia, że wpadliśmy prosto w stertę liści, zalegających na trawniku. Na szczęście nie zrobiła sobie przy tym większej krzywdy, bo skutecznie zamortyzowałem jej upadek. Zaśmiałem się krótko na głos.
- Spokojnie, o mnie się nie martw - uśmiechnąłem się, podpierając się na rękach, ale nie wstając z ziemi - Miękkie lądowanie - mruknąłem, patrząc znacząco na grubą warstwę kolorowych liści. Padme chyba też odzyskała humor, bo nawet na jej poważnej twarzy zagościł uśmiech - Co ta tęsknota robi z ludźmi - również zażartowałem, choć było w tym trochę prawdy. Tęskniłem za szkołą, za beztroską, za starymi znajomymi, którzy sprawiali, że czułem się bardziej dzieciakiem niż poważnym dorosłym. Brakowało mi tego szczególnie teraz, kiedy praca wymagała ode mnie tyle samodyscypliny i utrzymywania kamiennego wyrazu twarzy. Pozwoliłem jej sobie pomóc wstać, choć nie chcąc jej moim ciężarem ściągnąć z powrotem do podłogi, większą wagę ciała przełożyłem na własne mięśnie. Otrzepałem się szybko z liści.
- Mieszkam tu - odpowiedziałem Padme, wsuwając dłonie w kieszenie kurtki - Wierz lub nie, pensja młodego prawnika wcale nie pokrywa kosztu domku na przedmieściach Londynu - wciąż bowiem zajmowałem moje studenckie mieszkanko na Alei Amortencji. Nie wiem, czy wynikało to z ilości wspomnień, które tam trzymałem czy naprawdę ze względu na brak pieniędzy. W każdym razie nie chciałem na razie tego zmieniać. Było mi tam dobrze. Chyba wciąż czułem się trochę jak student Hogwartu, mieszkając w dzielnicy, gdzie głośnie imprezy były na porządku dziennym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 431
  Liczba postów : 696
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Czw Lis 02 2017, 18:27

W zasadzie czasami żałowałam, że jedynym łączącym nas elementem była Ruth, ale najwidoczniej nie chciałam być trzecim kołem u wozu, czy dawać któremukolwiek jakieś powody do zazdrości, jakkolwiek absurdalnie by to brzmiało. Cieszyłam się z waszego szczęścia, a jednocześnie nie chciałam czuć się źle w towarzystwie dwóch zakochanych osób; zbiegało się to mniej więcej w czasie z moim rozstaniem z chłopakiem, a w zasadzie z kilkoma rozstaniami i zawodami miłosnymi. Dlatego też unikałam wspólnych spotkań we trójkę jak tylko mogłam. W każdym razie fakt, że Ruth wyjechała dotknął chyba najbardziej mnie - bo to ja ją straciłam, jedyną osobę, która wiedziała o mnie absolutnie wszystko. Poza smutkiem i rozczarowaniem, byłam na nią wściekła; zostawiła mnie bez słowa. W mojej głowie pojawiła się nawet myśl, że teraz nie spotkaliśmy się bez powodu; może była to szansa na odnowienie relacji? Znając życie Ruth wielu rzeczy nie zostawiała tylko dla siebie: taka była domena przyjaciółek w związkach - z dwóch osób wiedziały nagle trzy. I nie miałam jej tego w ogóle za złe, bo działało to w dwie strony, o Mikkelu wiedziałam całkiem sporo.
Kiedy pozbyłam się z ubrania wszystkich liści, podeszłam do ławki w zachęcającym geście pokazując miejsce obok siebie.
- Mieszkasz tu? - Dziwię się zupełnie szczerze. Obrazek dobrze zapowiadającego się prawnika nijak nie pasował do wizerunku małej, magicznej wioski. - To pewnie ty jesteś tym tajemniczym przystojnym sąsiadem, o którym plotkują starsze panie u mnie w cukierni. Spod ósemki, co nie sprawia problemów. - Zgaduję, powołując się na zasłyszane plotki sprzed kilku dni. - A ja, jako ta sąsiadka marnotrawna spod dwudziestki już nawet nie wiem kto mieszka w mojej kamienicy. - Nie wiem gdzie podział się Casper, nie wiem kto mieszka w mieszkaniu Ruth i w zasadzie jedyną stałą sąsiadką, tą przyjazną dla mnie, była starsza pani z parteru, która kochała moje wypieki i przez to przymykała oko na moje wybryki.
- Jeśli to ty, to w takim razie czuję się urażona, że jeszcze nie przyszedłeś na kawę albo obiad. - Nie brzmię zbyt wiarygodnie, kiedy moje usta znowu wykrzywiają się w grymasie; w końcu postanawiam skontrolować swoją stopę i widok nieco zdartej z kostki skóry powoduje, że wzdycham ciężko, ostatecznie zostawiając ranę w spokoju. Zajmę się nią w domu. - A jak praca? Nie nudzi cię pracowanie w tak poważnej instytucji? Zawsze mnie to zastanawiało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1076
  Liczba postów : 767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12435-mikkel-carlsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12436-gwardia-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12439-uggla-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12438-mikkel-axel-carlsson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pią Lis 03 2017, 23:15

Będąc w związku z taką osobą jak Ruth trudno było zauważać wszystko wokół. Bardzo często byłem tak oczarowany jej obecnością, generalnie jej osobą, że nie poświęcałem wystarczająco dużo uwagi wszystkiemu innemu. Niestety Padme także rzadko zauważałem. Przez to jak bardzo byłem pochłonięty związkiem ze Szwedką. Było to zupełnie samolubne z mojej strony i przede wszystkim nie w porządku w stosunku do przyjaciółki mojej byłej, a wówczas obecnej dziewczyny. To też nie tak, że między mną a Ruth zawsze było kolorowo i wpatrywałem się w nią jak w obrazek. W gruncie rzeczy często się sprzeczaliśmy i kłóciliśmy, o czym Padme na pewno wielokrotnie słyszała. Nigdy nie było to nic szczególnie ważnego, ale oboje byliśmy trudnymi konkurentami w dyskusji. Każde z nas zawsze chciało postawić na swoim. Częściej, muszę przyznać, to ja jej ulegałem. Jednak, cóż, stare dzieje. Nie ma co rozpamiętywać przeszłości. W prawdzie o Padme słyszałem wiele, jak i wiele sam się domyślałem. Nigdy jednak nie traktowałem jej zbyt blisko. Nie wiem, może się bałem. Może wydawało mi się, że nie powinienem. Żyjąc już dorosłym życiem tę chwilę zdaję sobie sprawę, że to było dziecinne podejście - niedojrzałe. Ruth wyjechała bez pożegnania, ale nie mogłem go od niej oczekiwać. Sam zrobiłem prawie dokładnie to samo, na początku mojego ostatniego roku w szkole. Rzeczy się dzieją różne.
- Jeszcze tak - przyznałem, nieco rozbawiony. Przypomniało mi się moje ostatnie spotkanie z Ruth, kiedy wpadłem na nią i tego Doriena na własnej klatce schodowej, dziwiąc się, dlaczego ich tam widzę. Jak widać życie sąsiedzkie na Alei Amortencji było nikłe - A tak mówią? Cóż, nie zaprzeczę, że pasuje to do mojego wizerunku - powiedziałem w żarcie, siadając obok niej na ławce - Skąd miałem wiedzieć, że mieszkasz nade mną? Nigdy się nie chwaliłaś - spytałem, bo skoro ona nie wiedziała, że jesteśmy sąsiadami, to jakim cudem miałem o tym wiedzieć ja. Chociaż przyznam, że widywałem ją nieraz w cukierni, nie myśląc, by zagadać i spytać, gdzie mieszka, skoro tu pracuje.
- Praca jak praca - powiedziałem, lekko wzdychając. Nie lubiłem mówić o pracy, ale lubiłem moją pracę. Czyż to nie paradoks? Mikkel, człowiek pełen sprzeczności - Lubię to robić. Codziennie nowa historia, nowy człowiek, nowa sprawa. Mało w tym monotonii. Choć jak się bardzo chce w nią popaść, to też się da - niestety miałem wrażenie, że wielu pracowników właśnie w tę monotonię wpadało i nie mogli się z niej wydostać. A właściwie wcale nie chcieli. Jedyne, co potrafili, to narzekanie i wywyższanie się nad ludźmi, których musieli sądzić, bronić czy w ogóle oskarżać. Nie tak powinna wyglądać praca prawnika według mnie. Prawnik powinien być zakochany w prawdzie i przede wszystkim dążyć, by ludzie równie prawdziwi byli traktowani sprawiedliwie. Najwyraźniej tylko ja myślałem o tym w takich kategoriach, co było przykre, ale nie chciałem się zniechęcać. Za wcześnie było na szufladkowanie samego siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 431
  Liczba postów : 696
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sob Lis 04 2017, 00:00

Cóż, w moim przypadku nieznajomość sąsiadów wynikała z bardzo prostego faktu. Nie wiedziałam jakim cudem jeszcze nie wykopano mnie z mieszkania, ale potajemnie liczę na to, że mój wrodzony urok i przyjacielskie nastawienie załatwiało sprawę. Nie biorę pod uwagę, że palce w całej sprawie mógł maczać ojciec.
- Nie słyszałeś plotek na mój temat? - Dziwię się, zwracając się do ciebie przodem i wpatrując bardzo podejrzliwie w twoją twarz. Myślałam, że plotki w tak małej wiosce i równie niedużym zamku roznosiły się z prędkością światła, szczególnie tak absurdalne smaczki, jakimi były próby samobójcze podrzędnych femme fatale. Do dzisiaj nie wierzyłam w ogóle w to, że ktoś mógł wymyślić podobną rzecz i nie wiedziałam kim był twórca. Dla zdrowia zarówno swojego, jak i tamtej osoby, wolałam pozostać w tej niewiedzy. Wreszcie ktoś się wyda sam. - Może nawet i lepiej. - Skoro ktoś nie słyszał, nie wszystko było stracone. Sam ten fakt był dla mnie pokrzepiający, chociaż w tym momencie nieco straciłam humor. Dalej dopiero co stawałam na nogi po przebytej pseudo-depresji i leczeniu, a szczególnie po stracie najlepszej przyjaciółki.
- W każdym razie mieszkam pod dwudziestką, także zapraszam. Albo do cukierni, dalej tam pracuję. - Informuję dumnie, rozglądając się po kolorowych, opadających liściach.
Praca prawnika zawsze wydawała mi się nudna, ale równie dobrze to samo można było powiedzieć o moim zawodzie. Ciągle pieczenie, babranie się w tych samych składnikach z tych samych przepisów... wiele osób zmieniało zdanie po wejściu do kuchni i obserwowaniu procesu tworzenia na żywo.
- Okej, najdziwniejsza sprawa jaka ci się trafiła? - Może chociaż to przekona mnie, że się myliłam. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym jakimi sprawami mogłeś się zajmować.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1076
  Liczba postów : 767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12435-mikkel-carlsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12436-gwardia-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12439-uggla-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12438-mikkel-axel-carlsson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Lis 06 2017, 19:10

Nie znałem swojego sąsiedztwa, bo rzadko w ogóle bywałem w domu. Nieraz zdarzały się sytuacje, że musiałem przenocować w Londynie, bo nie było sensu wracać. Byłem raczej mieszkańcem - duchem, który nie opuszczał swoich czterech ścian, nie mówiąc już o uczestniczeniu w życiu społecznym. Bar, kawiarnia? To nie ja. Przynajmniej nie obecny ja. Kiedyś nie bywałem w domu. Jak wiele się zmieniło. Nie byłem pewny, czy to dobrze. Chyba wolałem swoje beztroskie, studenckie życie niż to teraz. Ale nie narzekałem, bo beznadziejnie też nie było.
- Nie lubię plotek - powiedziałem szczerze. Prawda, dochodziły do mnie różne dziwne informacje, ale nigdy w nie nie wierzyłem, dopóki nie pochodziły z naprawdę zaufanego źródła. Resztę zwyczajnie olewałem, wypuszczałem drugim uchem - No, chyba że były prawdziwe? - dopowiedziałem, nieco pytająco. Nie chciałem na Padmie wymuszać zwierzeń, ale skoro sama podniosła ten temat, to właśnie dawałem jej okazję do sprostowania towarzyszących jej osobie plotek i miałem nadzieję, że z niej skorzysta.
- Chętnie skorzystam - uśmiechnąłem się serdecznie, zapisując sobie gdzieś w mózgu, żeby częściej odwiedzać miejscową cukiernię i wrócić do niezdrowego nałogu jedzenia śniadań poza domem. Ale z umiarem, oczywiście - Ojej, co by tu wybrać - zacząłem się zastanawiać, bo tych spraw było naprawdę okropnie dużo - O, wiem - nagle przypomniałem sobie o jednej, strasznie pokręconej - Przyszedł do mnie raz jakiś zielarz, który twierdził, że sąsiad mu kradnie glicynię błyskawiczną, którą uprawiał w ogródku. Oczywiście miał na to wszystkie pozwolenia i tak dalej. No, generalnie śmieszna sprawa, bo jak to sprawdzić? No i po dłuższym dochodzeniu okazało się, że ten zielarz sam zrywał swoje roślinki, a potem palił. Po halucynacjach kompletnie nie pamiętał, że coś takiego miało miejsce i ot, zwalił na sąsiada. Jako jego adwokat udało mi się to jakoś zakopać pod dywan, ale mówię ci, istna komedia - zaśmiałem się, bo historia była wręcz nieprawdopodobna, a jednak całkiem prawdziwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 21
Skąd : Swansea, Walia
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 431
  Liczba postów : 696
http://www.czarodzieje.org/t13567-padme-a-naberrie?nid=1#361355
http://www.czarodzieje.org/t13571-zapraszam-dzielny-padawanie#361359
http://www.czarodzieje.org/t13572-padme-a-naberrie#361360
http://www.czarodzieje.org/t13573-padme-a-naberrie#361371




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Lis 13 2017, 11:33

Odwróciłam wzrok w drugą stronę, gdy padło niezbyt komfortowe pytanie. Mogłam zaprzeczyć i powiedzieć, że nic a nic nie było prawdziwe, ale sądziłam, że prawnicy byli nadzwyczaj spostrzegawczymi ludźmi i wiedzieli, kiedy się kłamie. Zamiast tego uśmiechnęłam się nikle, wzruszając ramionami.
- W każdej plotce jest ziarenko prawdy. - Gdyby tylko chciał, mógłby zapytać o szczegóły i odpowiednio pociągnąć mnie za język, chociaż równie dobrze mogłoby się to stać po winie, którego dawno nie piłam, więc podejrzewałam, że zadziała kilka razy szybciej. A jednak nie zaproponowałam tego sama z siebie, zastanawiając się co Mikkel zrobi - w końcu byłam tylko byłą przyjaciółką jego byłej dziewczyny, choć od pewnego czasu zastanawiałam się nad tym czy moja przyjaźń z Ruth nie była jedynie fikcją; właściwie poniekąd i to przyczyniło się do mojego załamania sprzed kilku miesięcy.
Wysłuchałam opowieści z uwagą, chyba pierwszy raz od dawna śmiejąc się szczerze i niewymuszenie, co było dobrym znakiem. Tata byłby wprost dumny.
- A ja myślałam, że takie sytuacje zdarzają się tylko w książkach. - Stwierdzam, rozglądając się dookoła. Powoli też odczuwam chłód lasu, odruchowo naciągając szalik na zaczerwieniony nos. - Nie smuci cię brak życia? W końcu najpierw jesteś w pracy, a potem po pracy dalej pracujesz próbując rozwiązać niektóre sprawy. - Nie wiem skąd przyszło mi do głowy, że Mikkel jest takim pracoholikiem; być może moja intuicja się nie myliła. Zapomniałam również o skaleczonej kostce: moje stopy już dawno zdążyły zamarznąć. Kręcąc się niespokojnie, otuliłam się szczelniej płaszczem, chociaż to nie odnosiło wyczekiwanego skutku. - Zimno mi. - Poinformowałam po chwili, całkiem cicho, jakbym mówiła sama do siebie, niż do chłopaka.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Mieszkaniec Hogsmeade
Wiek : 22
Skąd : Sztokholm, Szwecja
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 1076
  Liczba postów : 767
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12435-mikkel-carlsson
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12436-gwardia-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12439-uggla-mikkela
http://czarodzieje.my-rpg.com/t12438-mikkel-axel-carlsson




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sro Lis 15 2017, 21:22

Prawnicy jak prawnicy, ale ja byłem zdecydowanie bardzo spostrzegawczy, jeśli chodzi o wykrywanie kłamstw, płynących z ludzkich ust. Dlatego Padme mądrze zrobiła decydując się jednak na przyznanie prawdy, a nie chowanie się za pustymi słowami. Pokiwałem głową ze zrozumieniem i nie zamierzałem jej o nic więcej wypytywać. Przynajmniej nie na razie. Zwykłe, przypadkowe spotkanie w parku nie powinno przecież prowadzić do zwierzeń dotyczących własnego zdrowia psychicznego i innych prywatnych problemów. Nie czułem się na tyle blisko z Padme, żeby stawiać siebie na pozycji kogoś zaufanego, komu chciałaby się zwierzyć ze swojego życia. Mimo wszystko rozmawiało nam się całkiem nieźle, a ja już zaczynałem powoli głodnieć. Powinienem chyba wracać do domu, żeby przygotować sobie coś na obiad.
- Oj, takie sytuacje to u nas codzienność - powiedziałem, bo rzeczywiście zdarzały się one bardzo często. Chyba to normalne, że się tego nie zauważa. Dopiero pracując w takim miejscu jak Wizengamot spotyka się ludzi z różnych kręgów, miejsc i rodzin i dopiero wtedy zauważa się, jak bardzo zróżnicowane jest nasze społeczeństwo. Nasze dziwne przyzwyczajenia są przez jednych zupełnie niezrozumiane, a z kolei czyjeś zachowanie dla nas może być jakąś patologią. Ludzie są naprawdę różni. Dopiero teraz to sobie uświadamiałem. Rzeczywiście byłem pracoholikiem. Szczególnie na samym początku. Zabierałem jak najwięcej do domu, żeby na następny dzień być w stu procentach przygotowany do pracy. Z czasem zacząłem tego zabierać mniej, ale wciąż nie potrafiłem sobie tego odmówić zupełnie.
- Nawet nie wiem, co miałbym robić z wolnym czasem - przyznałem, śmiejąc się. Gdybym jeszcze miał jakieś bardzo zajmujące zajęcie, któremu mógłbym się poświęcić, to pewnie w ogóle unikałbym pracy w domu. Może gdybym miał kogoś... Ale obecnie nie miałem ochoty o tym myśleć. Potrzebowałem tej roboty. Czułem się spełniony, czułem, że jestem we właściwym miejscu.
- Rzeczywiście, trochę chłodno - przyznałem, a dopiero po chwili zorientowałem się, jakim jestem baranem - Chcesz kurtkę? - spytałem, pokazując, że nie miałbym problemu, gdyby faktycznie jej potrzebowała - Może wpadniesz do mnie? Na pewno będzie cieplej. Zresztą już pora obiadowa - nie wiem, co ja chciałem sobie udowodnić. Padme przecież na pewno lepiej szło gotowanie niż mnie. Ba, ja nie potrafiłem zrobić nic. Moje posiłki ograniczały się do zakupienia mrożonek w sklepie i podgrzaniu ich szybkim zaklęciem.

[zt]x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 599
  Liczba postów : 390
http://www.czarodzieje.org/t15607-tilda-thidley#420456
http://www.czarodzieje.org/t15651-tilda-thidley#421488
http://www.czarodzieje.org/t15652-tilda-thidley#421489
http://www.czarodzieje.org/t15637-tilda-thidley




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Kwi 23 2018, 02:28

Kwiecień na ten moment nie był moim ulubionym miesiącem. Targana wieloma wątpliwościami, z umysłem zmęczonym ciągłymi wyzwaniami oraz ciałem wykończonym po niezwykle dużych dawkach wysiłków fizycznych, snułam się po zamku bardziej przypominając dziwną, koszmarną marę niźli człowieka z krwi i kości. Egipt wyczerpał nie tylko moje siły, lecz także zapał do życia, pozostawiając mnie w punkcie, w którym próbowałam na nowo poukładać sobie rzeczywistość, mimo że jej rutyna została zachwiana zaledwie na jeden tydzień. Powrót do dawnych przyzwyczajeń zajmował mi ogrom czasu i nie potrafiłam skupić się na niczym, nieustannie zawodząc samą siebie i powodując narastanie wszelkiej maści wątpliwości odnośnie słuszności moich działań.
Było jednak coś, co sprawiło, że na moment wyrwałam się z tych nieprzyjemnych przemyśleń i popatrzyłam na coś przychylniejszym wzrokiem - trzymany w dłoniach list podpisany imieniem Theodore'a dał mi ogromny powód do radości. Wieści, iż mój rodzony braciszek został prefektem, napawały mnie wielką dumą i niemal od razu wskoczyłam w wyjściową szatę. Odesłałam mu odpowiedź na list tym samym krukiem, po czym udałam się do Hogsmeade. W drodze wpadłam na pomysł, by na rodzinną schadzkę zaprosić również Terrey'a, który w miarę możliwości mógłby dołączyć do wspólnego świętowania pierwszego prefekta w rodzinie Thìdley, toteż wstąpiłam po drodze na pocztę i korzystając z jednej z sów, wysłałam mu krótki liścik. Następnie zrobiłam zapasy w Miodowym Królestwie i z naręczem czekoladowych i miętowych żab, musów świstusów, fasolek wszystkich smaków oraz kanarkowych kremówek udałam się do parku, by wypatrywać, czy aby przypadkiem nie nadchodził któryś z moich braci. W planach miałam zabrać ich na jedną z ukrytych w żywopłocie ławek, czyli relatywnie bezpieczne miejsce na poufne pogaduszki - wolałam jednak najpierw zabrać chociaż jednego z nich, bowiem w innym wypadku moglibyśmy się nie znaleźć. Stałam więc i rozglądałam się, modląc się w duchu, by bracia uszanowali mój czas i nie kazali mi spędzić wieczności na parkowej ścieżce z torebką słodyczy w ręku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 169
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15846-theodore-thidley
http://www.czarodzieje.org/t15869-theodore-thidley#428720
http://www.czarodzieje.org/t15871-poczta-theo#428756
http://www.czarodzieje.org/t15868-theodore-thidley




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sro Kwi 25 2018, 17:39

Nie wiedział jak się czuć z tym wyróżnieniem jakie otrzymał. Dumna odznaka prefekta domu kruka została mu przekazana niedługo po tym jak zrezygnowała z niej jego bliska przyjaciółka, Lotta. Doskonale zdawał sobie sprawę z nadmiaru obowiązków jakie się ostatnio w jej życiu pojawiły i nie był zaskoczony jej decyzją. Jednakże zdziwił się, gdy zaproszono go do gabinetu dyrektorki Bennett. Spodziewał się, że funkcje krukonki przejmie ktoś kto ma więcej autorytetu wśród rówieśników i pewności siebie. Theo może nie był zapomniany przez społeczeństwo Hogwartu, ale zdecydowanie nie szedł z uniesioną głową i zaciętym spojrzeniem jak prefekci Gryffindoru, czy Slytherinu. Także nie sprawiał, że ludzie uśmiechali się na jego widok jak to było w przypadku Liama. Mówił cicho, niepewnie, zgadzał się na prawie wszystko i był w stanie przebaczyć prawie wszystko. Jak ktoś taki miał panować porządku i być przykładem dla innych? Mimo to czuł się miło przyczepiając lśniącą, niebieską odznakę to swojej szaty. Jeśli go wybrali to znaczy, że jakoś jednak się wyróżnia. To znaczy, że robią to czego on sam nie robi. Wierzą w niego.
Wydało się rzeczą niemal naturalną powiadomić starszą siostrę. Tilda zawsze była dla niego wzorem do naśladowania i osobą, którą chciał zrobić dumną z jego poczynań. Do brata kruka nie wysłał wiedząc, że otrzyma od niego kilka śmiechów i złośliwości, zresztą- odwzajemnionych. Jednakże list od Tildy nie tyle go ucieszył, ale i zmartwił. Czyżby lekcja Transmutacji była naprawdę taka zła? Oczywiście słyszał pogłoski, ale niektóre z nich wydawały się mocno wyolbrzymione i sam już nie wiedział co było prawdą, a co nie. Cóż, o wszystko może siostrę i może nawet Terrey’ego dziś spytać. W końcu oni byli wtedy w klasie.
Gdy jeden z jego trzech zegarków, które nosił pokazały odpowiednią godzinę na wyjście do Hogsmeade odłożył książkę o historii Carlotty Pinkstone, którą czytał pod ladą w rodzinnym sklepie i powiadomił ojca o wcześniejszym skończeniu pracy. I tak zazwyczaj wszelkie zamówienia przychodziły pocztą, a dzisiejszy dzień nie zapowiadał się na szczególnie rozwijający dla biznesu. Jednakże ta robota jedynie wydawała się nudna, doskonale wiedział ile tajemnic i zakazanych rzeczy skrywa to miejsce. Pozory w tym wypadku bardzo myliły.
Wyszedł lekko trzeszczącymi, drewnianymi drzwiami i znalazł się w centrum Doliny Godryka, z którego prędko się teleportował do parku w Hogsmeade. Siostrę o dziwo szybko znalazł stojącą z boku jednej ścieżek z jakąś torbą w ręku. Chyba nie kupiła mu prezentu, prawda? Wtedy to czułby się trochę głupio. Faktycznie dostanie tytułu prefekta rozpierało go dumą, ale przecież niczym się jeszcze nie wykazał. Tak szczerze to nadal sądził, że nastąpiła jakaś pomyłka i odznakę zabiorą mu jeszcze szybciej niż mu ją dano. Pomachał z delikatnym uśmiechem na ustach Tildzie, by zwrócić jej uwagę. Brata jeszcze nie było nigdzie widać, może nie ma czasu. Chociaż czym mógłby być zajęty? Hipnotyzowaniem kolejnego nieszczęśnika na zrobienie jego pracy domowej? Przecież Terrey ledwo co się sam uczył.
-Hej- przywitał się próbując ukradkiem zajrzeć co jest w tym pakunku. Na szczęście wyłapał spojrzeniem jedynie dużą górę słodyczy. Szczęśliwy dojrzał kanarkowe kremówki- Usiądziemy gdzieś?
Rozejrzał się będąc pewny, że gdzieś tu na pewno jest ta ukryta ławeczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 599
  Liczba postów : 390
http://www.czarodzieje.org/t15607-tilda-thidley#420456
http://www.czarodzieje.org/t15651-tilda-thidley#421488
http://www.czarodzieje.org/t15652-tilda-thidley#421489
http://www.czarodzieje.org/t15637-tilda-thidley




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Kwi 29 2018, 16:39

Niewątpliwie schlebiało mi, ile dla Theodore'a znaczyłam, jednakże sama przed sobą musiałam przyznać, że więcej w nim było autorytetu, niż we mnie samej, o czym poświadczała owa odznaka. Wyróżnienie na tle reszty uczniów, iż był tym, od którego reszta powinna brać przykład i który powinien stać na straży porządku we własnym domu, było z pewnością istotniejsze niż jakieś moje pomniejsze sukcesy z czasów szkolnych, których zresztą (nie oszukujmy się) wcale wiele nie było. Swojego czasu robiłam mnóstwo głupot, uczestniczyłam w niebezpiecznych czy niezgodnych z regulaminem eskapadach, wymykałam się z domu - nic więc dziwnego, że nigdy nie spotkał mnie podobny zaszczyt i mojej piersi nie zdobiła żadna odznaka. Niemniej jednak cieszyło mnie to, że akurat Theo ją otrzymał, na pewno zasługiwał na nią najbardziej z całej naszej rodziny, a i na tle Krukonów prezentował się godnie.
Uzbroiłam się w cierpliwość, czekając na brata w parku, lecz wcale nie zamierzał jej wyjątkowo testować, bowiem zjawił się niewiele później od momentu, w którym rozpoczęłam swoją wartę. Delikatny uśmiech na jego ustach nie umknął mojej uwadze, podobnie jak cień zakłopotania, gdy jego wzrok padł na trzymaną w moich dłoniach papierową torebkę.
- Kupiłam słodycze - oznajmiłam na wstępie, chcąc wytłumaczyć, dlaczego w ogóle miałam ze sobą jakiekolwiek pakunki, po czym przygarnęłam go do siebie, oplatając ramieniem jego kark i przyciągając w słabym uścisku. Odsunąwszy się, sama posłałam mu ciepły uśmiech. - Jasne, usiądziemy. Jest tu taka ławeczka... - zaczęłam, po czym rozejrzałam się, by zlokalizować dokładnie miejsce, w którym należało zanurkować wgłąb żywopłotu. - To tam, chodź, pokażę Ci- poleciłam, po czym zaczęłam kroczyć w kierunku skrytej ławki. Odnalazłszy ją, przedarliśmy się do niej przez gęstwinę gałązek i zajęliśmy miejsca obok siebie. - Jeśli masz na coś ochotę, to bierz - rzekłam, kładąc między nami papierową torebkę z dobrociami z Miodowego Królestwa (nadal zamkniętą ze względu na skaczące w środku żaby, liczące na możliwość ucieczki. Sama sięgnęłam do niej po musy świstusy, lecz jeszcze nie wzięłam żadnego do ust, jedynie ważyłam je w dłoniach. - No to opowiadaj, panie prefekcie Ravenclawu, jak Ci się żyje z nowymi obowiązkami? Skorzystałeś już z luksusów łazienki prefektów i zmyłeś komuś uśmiech z mordy ujemnymi punktami? - zapytałam, szczerząc się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : IX
Wiek : 21
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 169
Dodatkowo : jasnowidzenie
  Liczba postów : 260
http://www.czarodzieje.org/t15846-theodore-thidley
http://www.czarodzieje.org/t15869-theodore-thidley#428720
http://www.czarodzieje.org/t15871-poczta-theo#428756
http://www.czarodzieje.org/t15868-theodore-thidley




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Maj 06 2018, 00:33

Mimo, że Tilda wróciła do Hogwartu jako asystentka nauczyciela Transmutacji to nie dało się ukryć, że ciężko było ją w Zamku spotkać. Nie była już uczennicą w dumnych, czerwonych barwach Gryffindoru, na którą można było wpaść w bibliotece, na korytarzu, czy siedzącą razem z przyjaciółmi na Błoniach. Teraz Tilda pracowała w tej szkole, pomagała w prowadzeniu zajęć, patrolowała korytarze lub przesiadywała w Pokoju Asystentów, do którego naturalnie Krukon nie miał wstępu.  Dodatkowo jego starsza siostra zajmowała się przedmiotem, który wzbudzał w Theo niechęć. Nie tak wielką jak OPCM lub Zaklęcia, ale bez wątpienia był z Transmutacji porównywalnie słaby. Nie jest więc zaskoczeniem, że nie bywa na lekcjach Bergmanna prawie wcale. Dlatego też możliwość spotkania się z Tildą w Hogsmeade napawała go miłymi, subtelnymi uczuciami. Dawno nie byli w stanie spotkać się i porozmawiać spokojnie. Obowiązki, praca, nauka i własne problemy niestety zawsze uparcie spychały wszystko inne na drugi plan przez co coraz bardziej się bał, że mógłby się od rodzeństwa oddalić, a tego nie chciałby za żadną cenę.
Na wzmiankę o słodyczach Theodore’owi jeszcze bardziej poprawił się humor. Miał on do wszelkich słodkości niezwykłą słabość i jeśliby mógł byłoby to jedyne co by jadł. Pamiętał, że gdy był młodszy to głównie jego trzeba było pilnować co do podjadania ciastek, cukierków, czekoladek, czy ciast. Czasami aż się dziwił, że taka drobna rzecz mogła tak go ucieszyć. Siostra oplotła go swoim wolnym ramieniem w powitalnym, lekkim uścisku. Gdyby był to ktoś inny niż Tilda z pewnością od razu poczułby się niekomfortowo, gdyż nigdy nie przepadał za kontaktem fizycznym. Nie umiał dokładnie stwierdzić z czego to wynikało, ale zdecydowanie wolał rozmowy i samą czyjąś obecność niż niepotrzebne- według niego uściski i całusy. Jednakże w obecności braci i sióstr czuł się nad wyraz lekko i komfortowo, że uścisk w wykonaniu Tildy nie przyniósł mu żadnych niezręczności. Odwzajemnił jej ciepły uśmiech i posłusznie ruszył wgłęb żywopłotu, by zlokalizować ławeczkę, o której mówiła dziewczyna. Siadł obok siostry raz po raz zerkając w stronę papierowej torby z cukierkami, która kusiła go niemiłosiernie. Mimo to, gdy w końcu Tilda postawiła ją między nimi to nie rzucił się na nią niczym nundu na swoją ofiarę, a spokojnie sięgnął po kanarkowe kremówki, które na ten moment wyglądały najbardziej zachęcająco. Wpakował sobie od razu jedną do buzi nie widząc sensu, by czekać.
-Niestety jeszcze nie miałem szansy- odpowiedział na jej pytanie po przełknięciu- Ale znając uczniów Hogwartu nie będę musiał długo czekać na okazję.
Bez wahania sięgnął po jeszcze jedną słodycz i przypomniał sobie, że miał przecież Tilde o coś spytać.
-A właśnie skoro jesteśmy przy stawianiu kar. Co się stało na tej Transmutacji- powiedział niepewnie nie chcąc nagle psuć im rozmowy, ale nie dość, że był ciekawy to się martwił. Zresztą z dala od murów szkoły siostra nie powinna mieć oporów przed jawnym wyrażeniem swoich negatywnych emocji skumulowanych na innych uczniów- Terrey też coś tam odwalił?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Wiek : 23
Skąd : Dolina Godryka
Czystość Krwi : 100%
Galeony : 599
  Liczba postów : 390
http://www.czarodzieje.org/t15607-tilda-thidley#420456
http://www.czarodzieje.org/t15651-tilda-thidley#421488
http://www.czarodzieje.org/t15652-tilda-thidley#421489
http://www.czarodzieje.org/t15637-tilda-thidley




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Czw Maj 17 2018, 20:54

W obowiązkach niestety bardzo prosto można było zginąć. Nieobce było mi tonięcie w papierach czy też dźwiganie na barkach odpowiedzialności za innych ludzi - w takich okolicznościach równie łatwo, co o sobie, było zapomnieć o tym, co liczy się dla nas najbardziej. W moim przypadku była to rodzina i jakkolwiek się starałam, prawdopodobnie i tak odsunęłam bliskich delikatnie na bok, pochłonięta innymi zajęciami. Dlatego też chciałam to jak najszybciej zmienić. Chociaż tydzień bez kontaktu nie zaszkodziłby naszym relacjom, zdecydowanie wolałam je na bieżąco pielęgnować i budować, dokładając coraz to nowe cegiełki.
Uśmiechnęłam się szeroko, widząc jego reakcję - przecież doskonale wiedziałam, czego Theodore'owi potrzeba było do szczęścia, a i tak w niezwykłe zdumienie wprawiał mnie fakt, iż było to tak niewiele. Ot, zwykła paczka słodyczy z Miodowego Królestwa i na buzi mojego brata rozkwitł jeden z milszych uśmiechów, jakie widziałam tam od jakiegoś czasu. Niestety zazwyczaj sprawiał wrażenie nieco wycofanego i chłodnego, co niejednokrotnie wpędzało mnie w depresyjny nastrój i przywoływało na myśl serię burzliwych rozważań, czemuż to mógłby się smucić, lecz teraz nie mogłam się nie cieszyć razem z nim. Aż kwitł!
Obserwowałam, jak wpakował sobie do ust kanarkową kremówkę i wyszczerzyłam zęby.
- Jadłeś je kiedyś już? Podobno zmienia się przez nie w ptaszki - powiedziałam. Kiedyś spróbowałam jedną i na kilka minut zostałam kanarkiem, lecz może na niektórych działa to dopiero po którejś z kolei kremówce? Jego kolejne słowa sprawiły, że mimowolnie wywróciłam oczami. No tak, na pewno nadarzy się jakaś okazja. Włożyłam musa świstusa do ust. - Och, z pewnością ktoś Ci podpadnie. A o tej lekcji aż szkoda gadać... Thatcher dokazywał, dołączyli się prefekci, a Wykeham miała czelność rzucać niewerbalne zaklęcia na Bergmanna. Zrobił się straszny chaos, ławki się prawie wywracały, krzyczeli po sobie, no dramat. Jedyne, co mnie pociesza, to fakt, że cały ten czas Bergmann czuł bąka pod nosem - opowiedziałam pokrótce, uśmiechając się delikatnie po ostatnim zdaniu i cały ten czas delikatnie lewitując nad ławką za sprawą działania lodowatego cukierka. W gruncie rzeczy nie uważałam, że zachowanie Gryfonki było "w porządku", wręcz przeciwnie, nie mogłam wyjść z podziwu, że komukolwiek mogło wpaść do głowy coś tak durnego jak czarowanie nauczyciela. Czy granice między uczniem a kadrą zostały już na tyle zatarte, że komuś wydawało się to... akceptowalne? - Nie, Terrey nic nie zrobił. Dobry z niego dzieciak - dodałam. - Ale strasznie boli mnie fakt, że to Gryfoni zrobili taki syf. I na dodatek prefekci... - Aż pokręciłam głową z niedowierzaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   

Powrót do góry Go down
 

Ukryta ławeczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-