Czarodzieje - forum rpg typu PBF Play By Forum. Zostań czarodziejem niczym Harry Potter, dla którego nasz Hogwart stanie się drugim domem.

 
IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Ukryta ławeczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość




Student Gryffindor
Rok Nauki : I
Wiek : 22
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 100%
Galeony : -2
Dodatkowo : metamorfomagia
  Liczba postów : 524
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5106-dahlia-e-slater
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5109-czesc-jestem-dahlia
http://czarodzieje.my-rpg.com/t5108-sowka
http://czarodzieje.my-rpg.com/t7187-dahlia-e-slater




Gracz






PisanieTemat: Ukryta ławeczka   Wto Maj 21 2013, 19:33

First topic message reminder :


Ukryta ławeczka

Spacerując po centrum parku, możesz natknąć się na ukrytą w gęstwinie żywopłotu ławeczkę - idealne miejsce do chowania się, szczególnie przed palącym słońcem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Lip 03 2017, 00:19

Nikogo o nic złego nie podejrzewał. Wiedział, że Fire ma specyficzną rodzinę i dlatego wiele zachowuje dla siebie, a poza tym ona ogólnie była skryta i tyle. Leo nie chciał ryzykować, że zostanie za coś "przypadkiem" podpalony. Ezra z pewnością również miał powody dla swojego milczenia, mniejsze lub większe... Ale sam ten fakt trochę drażnił i tyle. Vin-Eurico nie lubił narzekać i nie chciał nikogo do niczego zmuszać, tak więc siedział cicho.
Wzruszył niewinnie ramionami na przypomnienie chłopaka. Słaby z niego prefekt. Pomijając fakt, że notorycznie gubił lub zostawiał gdzieś odznakę, to i tak był z niego kiepski wzór do naśladowania. Wiecznie spóźniony, z beznadziejnymi ocenami i chwilami nieco zbyt beztroskimi odzywkami. Nie miał pojęcia, jakim cudem został prefektem - podejrzewał nawet, że dyrektor żartuje sobie z Gryffindoru. No bo Leo i Fire? To się mijało z celem...
Dobrze, że Ezra przystał na propozycję zapalenia. Leo odetchnął dyskretnie z ulgą, bo przynajmniej część jego planu zadziałała. Nim Krukon podał mu skręta, chłopak zjadł jednego dyniowego pasztecika. Od razu lepiej!
Kiedy już dostawał jakieś postrzępione informacje, czepiał ich się jak szalony i analizował je całkiem solidnie, co nie było do niego podobne. Gryfon zaciągnął się jointem z zadowoleniem, przy okazji rozmyślając, co wie o rodzinie Ezry. Wie o siostrze, ze szkoły. Wie o mamie, bo raz na jakiś czas pojawiała się w rozmowach. Iiii to by było chyba na tyle!
- Zazdroszczę. Moi rodzice akurat dwa pierwsze tygodnie wakacji mają od cholery pracy i prawdopodobnie w ogóle się z nimi nie spotkam - w jego głosie pobrzmiewało trochę żalu, ale bez przesady. Leo bardzo dbał o kontakty z rodziną i widział się z bliskimi dość niedawno. Poza tym... Teraz to i tak głównym tematem byłoby jego powtarzanie roku szkolnego. Wiedział, że jego rodzice nie są źli, tylko bardziej zawiedzeni - a to chyba bolało jeszcze bardziej. Wolał już znaleźć sobie zastępcze plany na początek wakacji, niż obserwować jak w przerwach od pracy martwią się jełopstwem własnego syna.
- No pewnie. Nie wytrzymałbym bez ciebie całych wakacji - zaśmiał się krótko, obserwując jak dym wiruje w powietrzu, tworząc dziwne kształty. - Ciekawe, gdzie tym razem nas wyciągną... Liczę na jakieś fajne miejsce do surfowania - przyznał z lekkim rozmarzeniem, bo to był zdecydowanie jeden z jego ulubionych sportów.
No i wyglądał seksownie z deską surfingową. Każdy wyglądał seksownie z deską surfingową. Deski surfingowe w ogóle były zajebiste, tak jak sport, do którego zostały stworzone.

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Lip 03 2017, 23:22

Czasami zastanawiał się nad porzuceniem swojej abstynencji. To nie chodziło o to, że alkohol mu nie smakował - znaczy, w sumie nie wiedział, ale podejrzewał, że to nie byłby problem. Po prostu jak dobrze byłoby się teraz tak zwyczajnie, porządnie upić... Potem jednak sobie przypominał swoje powody i mu przechodziło. Akurat to była jedna z nielicznych rzeczy, z których był z siebie dumny i nie zamierzał tego zaprzepaścić. Nie mniej byłoby miło, gdyby od czasu do czasu mógł oszukać w tej kwestii. Palenie, nawet jointów, wydawało się dawać mniej frajdy niż kolejka ognistej.
Zrobiło mu się trochę szkoda Leo, nawet jeśli chłopak nie brzmiał na bardzo smutnego. Po prostu wszystko teraz jakoś tak odczuwał dwa razy mocniej. Mógłby mu zaproponować, żeby wpadł do niego, jeśli nie miał planów, jego mama byłaby zachwycona... Felicity co prawda mniej. Ale z drugiej strony jego małe mugolskie mieszkanie nie umywało się nawet do domu rodzinnego Vin-Eurico. Ezra, jako umiarkowany materialista, umarłby ze wstydu.
- To co zamierzasz robić w takim razie? - dopytał się na wszelki wypadek. Może Gryfon jednak miał jakieś plany zastępcze? No bo jeśli nie, to Clarke był gotowy go przygarnąć, ale istniała duża szansa, że chłopak nie usiedziałby na miejscu i już coś tam wykombinował. Nie było co się narzucać niepotrzebnie.
Zaśmiał się cicho, kiwając głową i ponownie odbierając mu skręta. (I robił tak za każdym następnym razem, żeby dzielić się w miarę sprawiedliwie.)
- Zawsze dobrze to usłyszeć.
Był to komentarz o zabarwieniu słodko-gorzkim. Po tych wszystkich "brzydzę się tobą" i podobnych słowach, to małe "nie wytrzymałbym bez ciebie" było jeszcze cudowniejsze. Czym on zasłużył na Leonarda? Będzie musiał to jakoś pośmiertnie zwracać? Odpracować? - Ja liczę na jakąś fajną plażę, na której będę mógł paść plackiem, opalać się i podziwiać twoje popisy na desce z daleka... Pojechałbym na Hawaje, wiesz?
Wątpił, żeby aż tak poniosło organizatorów wyjazdu, ale to na pewno byłoby fajne doświadczenie. No, a przede wszystkim podobały mu się te naszyjniki z kwiatów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Lip 03 2017, 23:41

Leo był tym typem osoby, która nie potrzebuje jakichś wielkich planów. Uwielbiał spontaniczne wyskoki i chyba całkiem się do nich nadawał, bo zwykle kończyły się mniejszymi lub większymi sukcesami. Nie był pewien, czy to właśnie takich wyjazdów nie lubił najbardziej. Mocno zarysowała mu się w pamięci wycieczka z przyjaciółmi do Australii, nie wspominając o Malediwach z Padme (chociaż to trochę bardziej skomplikowana sprawa). Gryfona zawsze ciągnęło do podróżowania, a przez swoje zamiłowanie do różnych sportów i ogólnie do próbowania nowych rzeczy, raczej sobie nie odmawiał. Miał też to szczęście, że jego rodzina najzwyczajniej w świecie posiadała pieniądze. Majątek Vin-Eurico nawet nie był jakiś ogromny, chyba w grę wchodziło jakieś szczęście. Kiedy rodzice Leo pracowali na afrykańskim safari, nie było problemu z zabraniem syna - a znalezienie jakieś busa, żeby trochę pozwiedzać, nie należało do najdroższych czynności. Jako dorosły czarodziej z umiejętnością teleportacji wszystko stało się jeszcze prostsze.
- Wyjeżdżam jutro do Zambii... takie państwo w Afryce Wschodniej - potarł lekko kark z zamyśleniem, zapominając na chwilę o tym, aby wziąć od Ezry skręta. Ocknął się zaraz, przejął go i zaciągnął się, pozwalając sobie na szeroki uśmiech. - Będę wolontariuszem w niewielkiej wiosce. Teoretycznie mam pomóc fizycznie, przy budowaniu nowej szkoły, albo coś... Ale liczę, że uda mi się załapać chociaż trochę na bezpośrednią zabawę z dzieciakami.
Leo wcześniej się tym nikomu nie chwalił, bo cała sprawa wypłynęła na dniach i chłopak do ostatniej chwili nie wiedział, czy w ogóle będzie mógł się jeszcze zabrać. Miał trochę problemów przez swój stan zdrowotny (nieznośne ramię), ale ostatecznie po wielu mniejszych i większych kłamstewkach, udało mu się wszystko pozałatwiać.
I cieszył się jak dziecko.
- Niestety, tylko tydzień. Potem prawdopodobnie posiedzę po prostu u wujka... U Goyo - dodał, przypominając sobie, że akurat jego Clarke miał okazję poznać. W gruncie rzeczy, Gryfonowi szykował się całkiem przyjemny początek wakacji. Ten drugi tydzień wyobrażał sobie nieco zbyt leniwie, ale dalej wmawiał sobie, że jeszcze coś pokombinuje. Uwielbiał wujka, a także jego partnera - w ich domu zawsze czuł się wyjątkowo komfortowo.
- Polecam się. Potrafię być całkiem uroczy chwilami, wiesz? - Uśmiechnął się słodko, jakby na potwierdzenie swoich własnych słów. Dźgnął też lekko łokciem swojego towarzysza, zauważając to dziwne brzmienie w jego głosie. Cóż, peruwiańskie ziele raczej cudów nie czyniło i Ezra zapewne wciąż nie czuł się zbyt kwitnąco po tamtej akcji z Bridget. Przynajmniej miał pewność, że Leo zawsze jest obok!
- Nie byłem na Hawajach. - Ożywił się błyskawicznie, a oczy zabłysły mu z entuzjazmem. - Poważnie, byłem w tylu cudownych miejscach, a na Hawajach dalej nie. Idealne miejsce nie tylko na surfowanie, ale też na milion innych zajebistych rzeczy, a ja co? Siedzę na dupie w Hogsmeade. Bez sensu... Chociaż mam wrażenie, że trochę sam to przeciągam, bo Hawaje mi się kojarzą z taką bajką... Wyobraź sobie teraz zepsuć taką wizję. Dramat. - Machnął lekko dłonią, aby Ezra zachował skręta dla siebie - przynajmniej na chwilę. Leo wpadł w słowotok, panie i panowie, to koniec. - Ej, ale serio. Muszę się wybrać na Hawaje, tylko trochę mnie to właśnie przeraża. Mam wrażenie, że albo to miejsce znienawidzę, albo definitywnie pokocham i już go nie opuszczę...

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sro Lip 05 2017, 19:16

Ezra nie potrzebował tworzyć żadnych wielkich konkretniejszych planów, bo po prostu nie zamierzał nic robić. Prawdopodobnie hogwarcka wycieczka ratowała go przed całkowitym gniciem w domu. Ezra po prostu nigdy nie był do czegoś takiego przyzwyczajony i w wakacje po prostu szlajał się po mieście (i ładnych sąsiadkach). I kiedy tak się słuchało, co też wymyślił sobie Vin-Eurico, to aż się głupio robiło. No kurcze, Afryka? Ezra chyba przecenił swoje przyzwyczajenie do oryginalnych pomysłów przyjaciół.
- Do Zambii. Jako wolontariusz... Aw, Leonardo, to najkochańsza rzecz jaką słyszałem. - Przyłożył rękę do serca, uśmiechając się jakoś tak czule. Leo potrafił być naprawdę uroczy i Ezrę ujmowało same wyobrażenie tego olbrzyma w otoczeniu afrykańskich liliputów. Możnaby powiedzieć, że czuł swego rodzaju dumę z chłopaka. Przysługiwały mu takie uczucia?
- Dobroczynność, dobroczynnością, ale odzywaj się do mnie. Wysyłaj mi zdjęcia i w ogóle. Będę żył chociaż twoimi wakacjami - zaśmiał się.
Ezra pamiętał Goyo i jego żarciki. Zauważył, że Leo był ze swoim wujkiem dosyć blisko, więc podejrzewał, że ten tydzień też miał być dla niego ważny. Ezra ogólnie podziwiał, jak blisko Gryfon był ze swoją rodzinką.
- Wiem, a właściwie słyszę. Uroczy jak nadpobudliwy szczeniak i słodki jak cukierek - odparł, trochę się śmiejąc. Peruwiańskie zioło może cudów nie czyniło, ale powoli zaczynało działać, wprawiając Ezrę w sztuczną euforię i poczucie niezwyciężenia. I głupie porównania, ale wszystko ma jakieś efekty uboczne, prawda? Na jego ustach rozciągał się szeroki uśmiech, mimo że resztkami zdrowego rozsądku, Clarke zdawał sobie sprawę, że nie powinno mu być do śmiechu. Leonardo jednak bardzo skutecznie odganiał wszelkie chmury w postaci wyrzutów sumienia, które nasłała na niego Bridget. W tym momencie było mu już wszystko jedno - Hudson mogłaby się przespać i z połową szkoły i nie zrobiłoby to na nim wrażenia.
Podciągnął jedną nogę na ławkę i oparł brodę o kolano, słuchając zabawnego słowotoku przyjaciela i wypalając znaczną część używki.
- Wystarczy po prostu, że pojedziesz z właściwą osobą, która rozproszy cię na tyle, żebyś nie dostrzegł żadnych wad tego miejsca. A przez "właściwą osobę" chciałbym zaproponować oczywiście siebie samego. - Mrugnął do niego, będąc coraz bardziej rozluźniony. Jego oczy rozbłysnęły entuzjastycznie na kolejną myśl, która pojawiła się w jego głowie. - I wtedy nie będziesz musiał wyjeżdżać. Po Hogwarcie zamieszkamy na Hawajach, dobrze? Ty i ja.
Ezra przypomniał sobie o jeszcze jednym powodzie, dla którego rzadko kiedy wypalał zioło - zazwyczaj wtedy robił i gadał dużo głupot. I to głupot, których nie powiedziałby normalnie (Tak, granica była praktycznie niewidoczna, ale wciąż.)
- Ogólnie myślę, że powinniśmy zamieszkać razem. Byłoby śmiesznie. Z drugiej strony dormitorium jest wygodne... - Wzruszył ramionami, nie mogąc się zdecydować, która opcja jest lepsza. Z resztą to nie było takie ważne, bo Ezra już zdążył zmienić przedmiot swojego zainteresowania. Spojrzał na skręta w dłoni, a potem na Leo i uśmiechnął się niewinnie. - Paliłeś kiedyś po studencku?
Podciągnął nogi pod siebie, zmieniając pozycję na taką, która ułatwi mu dostęp do chłopaka. Nie trzeba chyba było mówić, że odpowiedź Leo w tym przypadku nie miała żadnego znaczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sro Lip 05 2017, 19:37

Leo był niesamowicie podekscytowany wyjazdem do Afryki, ale towarzyszyło mu przy okazji niewiele mniej strachu. Nie chodziło o sam inny świat, w którym miał się znaleźć, nie. Gryfon bywał już w Afryce i bardzo mu się podobało. Kochał Kenię i tamtejsze safari, na którym czekał na niego jego czworonożny przyjaciel. Kochał również inne miejsca, które zwiedził mimochodem. W Zambii faktycznie go jeszcze nie było, ale nie to mu przeszkadzało. Pierwszy raz jechał z prawdziwym poczuciem obowiązku, bo nie czekało go tylko słoneczko i pyszny drink, czy jakieś zabawy. Tym razem chodziło o to, żeby dać z siebie wszystko - zwiedzanie i odpoczywanie były na drugim planie.
- Postaram się znaleźć dla ciebie trochę czasu, leniwcu. - Wyszczerzył się do Krukona. W gruncie rzeczy nie uważał spokojniejszych wakacji za nic złego. To jest, on by tak nie dał rady. Dwa tygodnie tak po prostu nic nie robić? Tydzień tak po prostu nic nie robić? Musiałoby się wydarzyć coś strasznego. Leonardo lubił cały czas gdzieś biec, próbować nowych rzeczy. Najchętniej nigdy by się nie zatrzymywał. Chciał zrobić jak najwięcej, zobaczyć jak najwięcej. Mimo wszystko spędzał czas z różnymi ludźmi i przyzwyczaił się już do tego, że niektórzy potrzebują chwili odpoczynku. Niestety, to chyba on był ten dziwny. Ale pozytywnie!
Był dumny z siebie, gdy widział ten uśmiech na twarzy przyjaciela. O to mu przecież chodziło... Żeby chociaż na chwilę zapomniał o całej aferze z Bri. Leosiek wiedział, że Clarke szybko wróci do robienia sobie wyrzutów, a początek wakacji zapewne spędzi w kiepskim humorze. Tylko, że Gryfon nie mógł nic z tym zrobić. Wpływ miał na ten jeden wieczór i zamierzał to wykorzystać.
- W sensie, że będę wtedy skoncentrowany na twoich wadach? Sprytne. - Uśmiechnął się jeszcze promienniej, niż wcześniej. Chciał jeszcze trochę się wyzłośliwić, ale Ezra kontynuował swoją wypowiedź i...
O Merlinie.
Krukon chyba nawet nie wiedział, co zrobił wypowiadając te słowa. Hawaje były największym marzeniem Leo i nie przesadzał, a wizja wyjechania na nie z kimś bliskim - istna bajka. Taka propozycja sprawiła, że serce chłopaka zabiło szybciej i ucieszył się, że siedzi (bo w innym przypadku już padłby na ziemię). Ezra chyba nie wiedział, że to w uszach Vin-Eurico brzmiało niemal jak oświadczyny.
Właściwie, nawet lepiej, niż oświadczyny.
- TAK. - Wyrzucił z siebie po tej zdecydowanie zbyt długiej chwili gapienia się na swojego rozmówcę z uwielbieniem. W tej chwili prawdopodobnie zgodziłby się na wszystko i zrobiłby wszystko, bo był w siódmym niebie. No bo halo, Hawaje? I to z najlepszym przyjacielem? Mieszkanie na Hawajach? HAWAJE?!
- Tak. Tak. Tak, zamieszkamy na Hawajach. - Chyba powinien przestać gapić się na Ezrę, ale było wyjątkowo ciężko. Jego kolejne słowa nieco pomogły, bo uprzytomniły Leo, że w końcu czeka ich jeszcze rok w Hogwarcie. - Tak szczerze, to mi dormitorium średnio pasuje. W sensie, latam ciągle na zajęcia albo treningi i denerwuje mnie, że nie mogę teleportować się prosto do łóżka - zaśmiał się cicho, przeczesując palcami włosy. - Także planuję znaleźć sobie w tym roku szkolnym jakieś mieszkanko. Pewnie Hogsmeade, bo mimo wszystko blisko. Zamierzam też szukać współlokatora, więc... Przemyśl to - zaproponował, wyjątkowo trzeźwo i spokojnie. Dobrze, że Ezra więcej palił, bo przynajmniej jeden z nich myślał trochę rozsądniej. Gorzej, że jednak padło na Leo, bo on nigdy nie myślał zbyt rozsądnie.
Właściwie, sukcesem było, jeśli w ogóle myślał.
- Och, proszę. Nie rozśmieszaj mnie. Oczywiście - machnął lekceważąco ręką, zupełnie nie ogarniając, że Clarke może mieć coś na myśli. Na tej samej zasadzie nie zauważył, że jego towarzysz zmienił nieco swoją pozycję.
I to by było na tyle z tego myślenia.

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sro Lip 05 2017, 21:28

Przewrócił lekko oczami na nazwanie go "leniwcem". To nie była do końca prawda - Ezra w porównaniu do Leo był leniwcem, ale przy każdym innym chyba mieścił się w krateczkach średnio wysportowany. Przecież nie tylko non stop biegał na zajęcia, na które zaspał, ale też kilka razy dziennie wchodził po schodach! (Ej poważnie, tyłki wszystkich uczniów powinny być wdzięczne za to założycielom)
- Przepraszam, jakich wadach? Bo mam wrażenie, że powiedziałeś "twoich", ale to niedorzeczne. bo dobrze wiemy, że w twoich oczach jestem doskonały - odparł na tę złośliwość chłopaka. Urocze, że Vin-Eurico wciąż wierzył, że może Ezrę przegadać. - Ale jedno się zgadza. Pochłonięty byłbyś mną .
Nie spodziewał się, że jego zupełnie nieprzemyślana propozycja wywoła w Gryfonie aż taki entuzjazm. Ezra nie miał swojego wymarzonego miejsca na ziemi i generalnie wystarczało mu, żeby było względnie ciepło przez większą część roku. A tak to mógł mieszkać dosłownie wszędzie, więc podekscytowanie przyjaciela było mu zupełnie obce. Skoro jednak Leo miał minę, jakby Ezra oświadczył, że właśnie został Mistrzem Europy w MMA, Krukon nie miał serca mu tego odbierać poprzez umniejszenie rangi propozycji. (I nieważne, że dla Leo brzmiała ona lepiej niż oświadczyny)(Ezra i tak będzie chciał obrączki)
- Nie muszę nad niczym myśleć. Jak się będziesz wyprowadzał to po prostu daj mi znać, a ja ci się dorzucę do opłaty i za kilka minut będę z walizkami. - Miło było mieszkać z pozostałymi Krukonami i przez tyle lat już przywykł, że prawie zawsze obok koś się kręcił... ale no właśnie czasem brakowało mu takiej własnej przestrzeni. A Leonardo dobrze go rozumiał, miał podobne poczucie humoru i pewnie wkurzałby go tylko kilka razy dziennie. Nad czym się tu zastanawiać? Więcej, po co się zastanawiać?
Uśmiechnął się pobłażliwie, kiedy Leonardo nie odczytał jego intencji. Czasami naprawdę zaczynał wierzyć, że coś takiego jak procesy myślowe nie występowało u Gryfona. Chyba po prostu musiał mu to wyłożyć w praktyce...
- Świetnie, bo nie lubię tłumaczyć, na czym to polega. -Zaciągnął się, po czym prostując się nieco na kolanach, sięgnął dłonią do twarzy Leo, żeby ściągnąć go na odpowiednią wysokość. (kochał to, że Leo miał w sobie więcej nadprogramowych hormonów wzrostu niż było w preparatach na karłowatość) Przycisnął ściśle usta do jego ust i powoli wydmuchując, przekazał mu cały dymek. Kiedy się odsuwał, drażniąco zahaczył o jego dolną wargę, nie zmieniając tego jednak w żaden pocałunek. Jeszcze nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sro Lip 05 2017, 21:47

- Skąd u ciebie tyle pewności siebie? - Potrząsnął głową z rozbawieniem. Ezra nie miał racji. Nie był w oczach Leo doskonały. Bywał zbyt złośliwy, Leo czasem czuł się przy nim jak bezmózg, miał w sobie cholernie dużo sprytu, potrafił ukrywać emocje... No i był zdecydowanie zbyt skryty.
Zalet miał jakieś dwadzieścia razy więcej, ale one były bardziej oczywiste.
- O, to było zaskakująco proste. A ja się bałem, że nikogo nie znajdę... - Entuzjazm powoli mu już zniknął, bo coś czuł, że nie powinien się tak teraz podniecać Hawajami. Propozycja padła spontanicznie, oni mieli jeszcze rok... I w ogóle, to nie był czas na podejmowanie jakichś poważnych decyzji. Nad czym oni się zastanawiali?
- Czemu? - Zainteresował się. Wyjaśnianie jak wyjaśnianie... Akurat w tym przypadku mogło brzmieć dość seksownie, więc w czym problem? Nie miał jednak czasu na dociekanie, bo Ezra już przyciągał go do siebie, a Vin-Eurico nie był najlepszy w opieraniu się.
Chociaż może i był? Po prostu nie próbował...
Ciężko było skoncentrować się na utrzymaniu dymu, bo bliskość Krukona cholernie rozpraszała. Dłoń Leo błyskawicznie odnalazła drogę na kark Ezry. Znowu poczuł to przyjemne łaskotanie w brzuchu... W tej jednej chwili doszedł do wniosku, że tak właśnie mógłby umrzeć - bo piekielnie nie chciał znowu przeżywać tej pochłaniającej pustki, jaka ogarniała go w trakcie kończenia pocałunku.
Chociaż to nawet nie był pocałunek.
Leo był słabym człowiekiem.
Wypuścił dym spomiędzy lekko rozchylonych warg, patrząc na swojego towarzysza i żałując, że nie potrafi robić jakichś fajnych kółeczek w powietrzu, albo czegoś takiego. To dopiero byłoby fajne! Leośkowi jednak zależało na zdrowiu na tyle mocno, że nie przeginał z paleniem czegokolwiek, więc ciężko było się nauczyć.
- Czy ty próbujesz się ze mną drażnić? - Zapytał, ale nie dał szans Krukonowi na podanie jakiejkolwiek odpowiedzi.
Wziął skręta i sam się zaciągnął, tylko po to, aby zaraz przekazać dym Ezrze - ale posunął się nieco dalej, inicjując pocałunek (choć dalej starał się, żeby dym nie uciekł!).

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Hufflepuff
Rok Nauki : IX
Wiek : 19
Skąd : Londyn
Czystość Krwi : 75%
Galeony : 547
Dodatkowo : prefekt naczelny
  Liczba postów : 1943
http://www.czarodzieje.org/t13874-bridget-hudson
http://www.czarodzieje.org/t13912-bridget#367825
http://www.czarodzieje.org/t13915-bridget-hudson#367829
http://www.czarodzieje.org/t13904-bridget-hudson




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sro Lip 05 2017, 22:25

Bridget bardzo lubiła przechadzać się po parku, gdy trwał jeszcze rok szkolny i była to jej ulubiona droga od zamku do mieszkania Lotty. Nawet po skończeniu szkoły wybierała się tamtędy na przechadzki, chociażby po to, by pomyśleć sobie o różnych sprawach. Tego dnia miała w planach zabranie części rzeczy z mieszkania siostry - w pewien sposób się do niego przeniosła jeszcze w roku szkolnym, jednak teraz, gdy w najbliższej przyszłości czekał ją wyjazd na wakacje, chciała przejrzeć całą szafę i zabrać rzeczy, które mogłyby być przydatne. Z przerzuconą przez ramię dużą torbą szła alejkami.
Ostatnio wiele siedziało jej w głowie i nie mogła się za bardzo skupić na wszystkich pozytywnych rzeczach, które działy się w jej życiu. Radość z ukończenia szkoły, zaliczenia większości owutemów na pozytywne stopnie czy nawet z perspektywy obiecującego związku z pewnym przystojnym Włochem była przyćmiona przez owe feralne zajście podczas balu na koniec roku. Bridget wciąż rozpamiętywała to spotkanie i nie mogła pogodzić się z jego przebiegiem. Wciąż nie rozumiała, co też wstąpiło w Ezrę, by zachował się w ten sposób? Czy posiadał jakąś niezbyt przyjemną przeszłość z Theo, że nie wytrzymał widoku ich dwojga razem? Czy może była to zwyczajna chęć, by jej dopiec i nie zostawić na niej suchej nitki (dosłownie...)? Puchonka nie spodziewała się po swoim byłym chłopaku takiego zachowania, w ogóle przez ostatni rok od zakończenia ich związku pokazywał jej coraz to gorsze oblicza i dziewczyna kwestionowała swoje dawne uczucia - aby na pewno kochali się tak, jak utrzymywali? Czy Ezra mógł ją darzyć szczerym uczuciem, skoro w ostatnich dniach był wobec niej tak fałszywy? Ile w tym wszystkim było jej winy? Czy powinna powiedzieć mu wcześniej, że ma kogoś na oku? Z drugiej strony przecież on jej nigdy niczego takiego nie mówił, więc dlaczego miałaby się zwierzać? Postanowili być przyjaciółmi i Bridget od samego początku czuła, że było to awykonalne - teraz była tego już stuprocentowo pewna. Nigdy nie uda im się zawiązać prawdziwej przyjaźni, skoro mają mieć wobec siebie taki stosunek i nie szanować się nawzajem, bo właśnie to jej okazał - zupełny brak szacunku.
Wiele podobnych myśli kłębiło się w jej głowie, gdy przechodziła po dróżce wzdłuż żywopłotu. Na wysokości ławeczki przystanęła, by zawiązać sznurowadła w tenisówce, po czym podniosła się i ruszyła w swoją stronę.

______________________

I might prefer desire to self control
I might prefer crying to being composed
I might prefer chaos to even flow
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Czw Lip 06 2017, 20:26

Ezra nie nazwałby sprytu, umiejętności aktorskich i jako takiej wiedzy za wady, ale jak tam sobie Leo chciał. Skoro to mu w Ezrze najbardziej przeszkadzało, Krukon nie miał co narzekać. Tą złośliwość mógł od biedy uznać, bo faktycznie czasami przeginał, (czego dał popis dzisiejszego dnia nad basenem) ale generalnie było parę cech, które ustawiłby wyżej w kategorii tych niepożądanych. Chyba Leonardo znał go jeszcze trochę za mało. I tu się kłaniała owa wymieniona skrytość - takie błędne koło trochę.
- Czymś trzeba nadrabiać - odparł miękko, wzruszając ramionami. Nie wiedział, skąd mu się o brało. Ezra nie zawsze chodził z dumnie uniesioną głową i bezczelnym uśmieszkiem, ale wystarczyło trochę pozowania i weszło mu to w nawyk do tego stopnia, że każdy brał to za jego wrodzoną postawę. Nawet sam Clarke.
Zmarszczył nos, uśmiechając się i minimalnie kręcąc głową, jakby chciał powiedzieć "Poważnie pytasz?". No dobra, Ezra poniekąd był romantykiem i lubił te wszystkie bajeranckie gadki, ale były momenty, kiedy wolał przechodzić od razu do rzeczy. Chodziło tylko o zabawę, raczej nie próbował wyrywać dziewczyn na studenckie palenie szlugów.
No ale nie dało się ukryć, że był w tym trochę lepszy niż Leo. W paleniu. Nie w wyrywaniu.
Ezra sam nie wiedział, jak czuje się z tą całą bliskością z Vin-Eurico. Teoretycznie to lubił, to było zupełnie inne, ale w dobry sposób... Nie uważał jednak, żeby jego brzuch wypełniały motyle, czy inne tego typu bzdury. Dalej utrzymywał to, co powiedział Ruth - pocałunki i generalnie wszystko, co było związane z bliskością po prostu z założenia były przyjemne, tym bardziej teraz, kiedy Clarke nie brał nawet pod uwagę poważniejszego zobowiązania.
- Masz jakąś manię łapania za kark - zaśmiał się, sięgając w tył do jego dłoni i przekładając ją na swoje biodro. Sam zarzucił luźno ręce na ramiona Leo, leciutko przebiegając palcami po jego skórze, chcąc wzbudzić małe mrowienie.
Nie zdążył jednak odpowiedzieć Leo na temat drażnienia się, bo Gryfon już palił się do kolejnej próby. Ezra spokojnie przechwycił dymek (coś tam poleciało bokiem, ale nikt nie zauważył) i bez problemu odpowiedział Leo łagodnym poruszaniem ust. To serio było niesamowite - miał dwie relaksujące go czynności w jednym miejscu i czasie. Jednak, jak dobrze zauważył Leonardo, Ezra miał swój złośliwy humorek. (jak przez dziewięćdziesiąt pięć procent swojego życia) Rozłączył ich usta, nie odsuwając się dalej niż na trzy centymetry, po czym powoli wypuścił z płuc dym, który okolił twarz chłopaka.
- Nie przerywaj mi, kiedy chcę coś powiedzieć. To nieładnie - upomniał Vin-Eurico, unosząc lekko kącik ust i wzrokiem mimowolnie zjeżdżając na jego usta. Chyba wystarczyło tego drażnienia się...
Przyłożył jedną dłoń do policzka chłopaka - swoją drogą, kiedy on tak zarósł? - i chciał go do siebie przyciągnąć, ale w tym samym momencie usłyszał jakby kroki? Chrzęst gałązek? Błyskawicznie zmienił swoje plany, odpychając się od Leo i opadając do siadu skrzyżnego. (co na ławce nie było zbyt wygodne, ale no...) Mimo że ogólnie Ezra ufał swoim umiejętnościom aktorskim, sięgnął po jedno ciasteczko i wcisnął je sobie do ust. Prawdopodobnie było to tylko przewrażliwienie i nikt nie miał ich tu niepokoić. Ale w razie czego tak było bezpieczniej. Znacznie ciężej wyrażać jakikolwiek czytelne emocje, jak się ma wypchane usta...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Czw Lip 06 2017, 21:08

To chyba dobrze, że to, co według Leo było wadami Ezry, w rzeczywistości nie należało do cech szczególnie negatywnych. Złośliwość czasem się przydawała, tylko ta skrytość - to było najtrudniejsze do przełknięcia.
- Nadrabiać za co? - Uniósł brwi z zaskoczeniem. - Za te wady, których ponoć nie masz?
Leo sam czasami trochę tracił swój realizm. Znany był z tego, że lubi się popisywać. Właściwie, nie uznawał tego za coś złego - bo przecież potrafił się (czasem) przyznać do błędu. Leosiek nie był trudny w obsłudze.
Nie uzyskał odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie, ale i tak miał co innego roboty, niż rozważanie jakichś drobnych preferencji Krukona. Faktycznie nie był za dobry w paleniu, bo często z niego po prostu rezygnował. Zdarzało mu się na jakiejś imprezie spróbować właśnie studenckiego palenia, a okazjonalnie skusił się na małego skręta czy papierosa... Ale nie kręciło go to za bardzo. Dodatkowo miał świadomość, jak szkodliwe może być takie uzależnienie i nie wyobrażał sobie, żeby jego kariera mogła przez to jakkolwiek ucierpieć.
Sportowiec, nie? I to taki z krwi i kości!
- Mam - przytaknął z rozbawieniem. Pierwszy raz zauważył ktoś tę zasadę. Vin-Eurico musiał przyznać sam przed sobą, że właściwie to nawet nie zwracał na to uwagi. To był odruch. Dobrze wiedzieć, że ktoś przykłada wagę do takich detali. - Ale mam też do tego całkiem niezły powód, więc...
Jakiś cichy głosik z tyłu głowy Leo postanowił zauważyć, że jeszcze trochę i przyzwyczai się do tej bliskości między nimi. Gryfon dalej nie uważał tego za nic złego - było przyjemnie, Ezra się z nim uroczo drażnił. Czy Leo mógłby chcieć czegoś więcej? Coraz bardziej zaczynało mu to wszystko pasować. W końcu po pierwszym pocałunku sobie pogadali, ustalili już, że tutaj żadnej wielkiej miłości nie ma... A teraz się bawili. Było niezobowiązująco, w dodatku zaskakująco dobrze wychodziło im dalsze przyjaźnienie się.
- Ojej - odparł jedynie na to upomnienie, uśmiechając się słodko i przygryzając lekko swoją dolną wargę. Drażnienia się nigdy dość.
Też usłyszał jakąś istotę znajdującą się dość blisko, ale w przeciwieństwie do swojego towarzysza kompletnie nie zwrócił na to uwagi. Jakoś tak w swojej słodkiej naiwności zapomniał, że mogą spotkać tutaj kogoś znajomego... Chociaż w gruncie rzeczy, tę ławeczkę ciężko było znaleźć. Clarke trochę panikował.
Mimowolnie prychnął z rozbawieniem na tę błyskawiczną reakcję Ezry. Kroki powoli ucichły, czyli spacerowicz poszedł dalej. Sam też jednak postanowił coś zjeść, bo w końcu całkiem nieźle ich zaopatrzył! Porwał jednego kociołkowego pieguska, zerkając wesoło na swojego towarzysza.
- Nie spinaj się tak - mrugnął do niego zaczepnie.
Co z tego, że on też wolałby nie zostać przyłapanym w takiej sytuacji? Ta relacja mogła działać, ale dzielenie się nią ze światem nie miało większego sensu... W końcu obaj ostatecznie byli heteroseksualni.

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sob Lip 08 2017, 21:48

- Tak, Leonardo. Właśnie za nie - powiedział z trudnym do rozszyfrowania uśmieszkiem. (Trochę pobłażliwym? Trochę w stylu "wiem coś, czego nie wiesz ty i bardzo wymownie ci to okażę". Generalnie bardzo wkurzającym) Nie charakter Ezry był problemem, który go bolał, ale krew... Dla wielu osób prawdopodobnie taki powód był śmieszny - mało to teraz mieli czarodziejów półkrwi czy nawet mugolaków? Prawie nikt się nie czepiał. Dla Ezry miało to jednak trochę głębszą ideologię...
Spostrzegawczość Clarke'a była chyba najwyraźniejszą  cechą dopasowującą go do Ravenclawu. On naprawdę zauważał wiele drobnostek w otaczających go ludziach i potem chętnie je wykorzystywał - wada, zaleta? Obie jednocześnie? Na pewno pomagała w byciu lubianym - Ezra po prostu potrafił wyłapywać małe gesty i się do nich dostosowywać.
- Dopóki nie masz ochoty mi go skręcić za głupoty, które gadam, nie będę tego powodu kwestionował - zażartował. Ezra też powoli jakoś przyjmował do świadomości tę sytuację. Prawdopodobnie mogłoby mu iść trochę trudniej, gdyby aktualnie nie znajdował się pod wpływem narkotyku podsuwającego mu postawę "niczym się nie przejmuj". No bo przecież na nic się nie deklarował, a słyszał też jaką opinię ma Leo. Idealnie, prawda?
- Widzę, że jest ci tak przykro jak mi... Och, przygryzł tę wargę specjalnie, bo zobaczył wzrok Ezry? Czy Ezra był po prostu już tak przewrażliwiony, że takie zachowania robiły mu różnicę? I to sporą. Więc tak, idź do Voldemorta spacerowiczu, przez którego Ezra musiał wytrzymać to mentalne cierpienie związane z niecałowaniem Leo.
- Wolę się teraz spinać niż później wymyślać historie, jak to się stało, że przyssałem ci się do ust, podczas gdy ty jak zawsze będziesz po prostu ładnie wyglądał, zostawiając to na mnie - odparł na zaczepkę, szybko jednak wracając do rozluźnionej postawy. Ezra zaczynał być trochę nadpobudliwy i siedzenie w jednej pozycji po kilku sekundach zaczynało go męczyć. Chciał coś porobić, chciał gdzieś iść, chciał... diametralnie odmienić swoje życie! (Co miało mu na szczęście przejść za kilka godzin. Jego życie potrzebowało stabilności) Przerzucił nogi tak, że teraz siedział na ławce okrakiem. - Chcesz ze mną zagrać w durnia? - zaproponował, wyjmując talię kart, którą kiedyś sprezentowała mu Naeris. Raz się może przyda, że Ezra zawsze nosił przy sobie jakieś karty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sob Lip 08 2017, 21:57

Czasami dopadała go myśl, że przecież nie ma o co się spinać, ludzie są cudowni, życie jest wspaniałe, niech wszyscy żyją w pokoju i tyle! Ale potem widział taki wybitnie denerwujący uśmiech i wszystko się zmieniało, bo pięści Leo same się zaciskały, a jego móżdżek przechodził w tryb "przestawianie twarzyczki tego ciula". Ezra był o tyle szczęśliwy, że ze względu na jakąś tam przyjaźń czy coś, Gryfon nie zamierzał go za bardzo krzywdzić.
Ale kusiło, kusiło. Wredota niedobry.
- Ochotę mam - odparł po prostu, tak jakby rozmawiali o pogodzie, a nie kręceniu karku. Znaczy, Leo wcale nie chciał nikogo mordować, ewentualnie go pokiereszować i zostawić na pastwę losu. Miał już jedną sytuację, w której kompletnie nie potrafił się opanować i gdyby nie ingerencja osób trzecich, to z pewnością nie pozostawiłby swojego przeciwnika przy życiu. Vin-Eurico wolał nie wracać myślami do tamtej sytuacji. To był pierwszy i jedyny raz, gdy zupełnie poddał się złości.
- Właśnie w jednym zdaniu opisałeś naszą relację - zaśmiał się, potrząsając lekko głową. To nie jego wina, że zawsze wygląda ładnie! Chociaż miło, że Ezra zauważył to i znał swoje miejsce. To on tu miał być ten inteligentny, nie?
Leo wypalił mniej, a przede wszystkim miał zupełnie inną masę ciała, więc skręt trochę słabiej na niego działał. Zabawnie było jednak obserwować, jak Krukon staje się nadpobudliwy i... właściwie, taki jak Leo prawie zawsze.
- Eeeee. Tak. Jasne. Czemu nie. Nie jestem w tym najlepszy, grałem może raz, albo dwa... - Zerknął nieufnie na talię kart, którą trzymał Ezra. Musiał przyznać, że poczuł się teraz trochę niepewnie, bowiem akurat na durniu poważnie się nie znał i coś czuł, że jego towarzysz go okrutnie pokona. - Tak, dobra, dajesz - machnął lekceważąco ręką. Raz się żyje!

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Sob Lip 08 2017, 23:51

Ezra pozwalał sobie na bycie taką "niedobrą wredotą" tylko dlatego, że wiedział, że Leo to w gruncie rzeczy misiek kochany, który go nawet palcem nie dotknie. Nawet gdyby tak maksymalnie wkurzył Leonarda, podejrzewał, że mogłaby ucierpieć cała okolica, drzewa, ławka i tak dalej, ale nie on. Doskonale wiedział, że miał zapewnioną całkowitą nietykalność, więc tylko się uśmiechnął. Oj, kiedyś jeszcze się przejedzie na tej pewności siebie! Cierpliwość Leonarda pozostawiała przecież wiele do życzenia.
- Sam się dziwię, że udało mi się to zamknąć w jednym zdaniu. Ale w końcu nie wnosisz do tej relacji zbyt wiele, poza walorami estetycznymi, więc... - wzruszył ramionami, przepraszająco wykrzywiając usta. Zaraz jednak sam się zaśmiał, bo to nie była prawda. Ezra nie potrafiłby powiedzieć, kim byłby bez Leo. Uwielbiał optymizm chłopaka, jego energię, jego prostolinijność. Te czyste gryfoństwo, nieskażone podstępem i dwulicowością, co niestety Ezra potrafił zaobserwować u siebie. Vin-Eurico motywował go do bycia lepszą osobą!
- Nie, spokojnie, to nieważne. Przecież karty to kwestia szczęścia, jeśli się nie oszukuje. A nie zamierzam oszukiwać - uspokoił go, bo przecież nie chodziło o to, żeby Leo się denerwował głupią grą. To była tylko zabawa. W końcu robili już rzeczy, które lubił Leo, - Ezra zgodził się na mini trening boksu, mimo że był w tym beznadziejny i był z Gryfonem na zawodach, nawet jeśli kompletnie nie kręcił go widok dwóch okładających się facetów - teraz mogli spróbować czegoś, co bawiło Clarke'a. - Zobaczysz, jeszcze mnie ograsz.
Posłał mu lekki uśmiech, mniej więcej przetasowując karty (w ten sposób) -mógł lepiej, ale później by było, że się popisuje i w ogóle. Nie chciał zniechęcać chłopaka do gry! Wyciągnął talię w stronę Leo. - Przełóż, żeby nie było, że ustawiane, jak ci się coś nie uda.
Kiedy chłopak to zrobił, Ezra wyciągnął pierwszą kartę, rozpoczynając grę.

2, sprawiedliwość
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Lip 09 2017, 00:09

Leo obawiał się, że Ezra wcale nie był aż tak nietykalny, jak mu się wydawało. Co więcej, Gryfon miał wrażenie, że jego przyjaciel naprawdę może się na tym przejechać. Sam niezbyt ogarniał swoje emocje i poszczególne zachowania. Lojalność lojalnością, ale złość złością.
- Już, już, bo robisz się bezczelny. - Uciszył Ezrę, cmokając z dezaprobatą. Czasem trzeba skończyć żarty! Vin-Eurico wnosił do tej relacji okrutnie dużo. Prawdę powiedziawszy, aż dziwił się, że dawał radę tyle udźwignąć! To on ciągał przyjaciela na treningi (a więc pokazywał mu spory kawałek siebie i swoich zainteresowań), zabierał go na wycieczki (krajoznawcze i również kulturoznawcze!), wspierał go w każdej chwili (i ratował jego byłe od utonięcia! No, przynajmniej jedną. Ale każdą inną pewnie też spróbowałby uratować.), olśniewał go swoją zajebistością (tak po prostu, o), prowokował go do odkrywania nowych aspektów życia (kto inicjował większość pocałunków, hm? No, kto?), a to jedynie parę jego najwspanialszych cech i czynów.
- Trzymam cię za słowo - uniósł lekko kącik ust, dalej zaskakująco niepewnie. Zatarł dłonie, próbując wykrzesać z siebie więcej entuzjazmu, ale wtedy właśnie Ezra zaczął tasować karty... A tasować karty umiał.
Leo nie lubił przegrywać, cholercia.
- Luz, o nic złego cię nie posądzam. Możemy śmiało zrzucić winę na moje cudowne szczęście, którego brak. - Ale i tak przełożył.
Wielka chwila, groza, wszystko zwolniło... Leo wyciągnął swoją kartę, a pozostały stosik, który dalej trzymał, zajął się ogniem. Gryfon w całkiem niezłym odruchu puścił je, pozwalając aby spadły na ziemię.
- HOSTIA- wyrwało mu się, gdy potrząsał lekko poparzoną dłonią. Spojrzał na swoje nieszczęsne karty, z których zostało jedynie trochę popiołu. Przeniósł pełne niedowierzania spojrzenie na Ezrę. - Dobra, co zrobiłem źle?...

1, śmierć ._.

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Lip 09 2017, 01:00

Wiedział, że to Leo był inicjatorem większości sytuacji, które dzielili i tym bardziej doceniał chłopaka. W sensie, wow, on sam się w to wszystko wpakował to niech teraz nie narzeka.
- Zawsze jestem bezczelny, Leonardo i nie masz się co tym przejmować ani brać tego do siebie. Jeśli mówię o tobie cokolwiek złego, to masz praktycznie stuprocentową pewność że to nie jest na serio. Nawet nie wiesz jak bardzo wdzięczny jestem, że cię mam. - Może i czasami Ezra przesadzał ze złośliwością, ale potem dla zachowania równowagi potrafił być naprawdę kochany. Co więcej, jego słowa wcale nie były kłamstwem. Nie miał w zwyczaju słodzić komukolwiek, jeśli nie miało to pokrycia z rzeczywistością.
- Kto nie ma szczęścia w kartach, ma szczęście w miłości - skomentował, uśmiechając się lekko. Jak słyszał, Leo w miłości raczej aż tak się nie odnajdywał, więc musiał mieć jednak chociaż trochę szczęścia w kartach. Z tak pozytywnym nastawieniem zaczynał grę. Nic dziwnego, że Ezra sam był zaskoczony tym nagłym wybuchem kart Leo. Odchrząknął, bardzo starając się nie zaśmiać. (Zdradzę tajemnicę, że kompletnie mu to nie wyszło.) Biedny Gryfonik.
- Och. Nic. Znaczy, wszystko zrobiłeś dobrze. Ta karta to po prostu śmierć. Kaboom i odpadasz. Jak mówiłem, to wszystko kwestia szczęścia... Aczkolwiek jeszcze nigdy nie widziałem, żeby ktoś przegrał tak szybko... - Leonardo definitywnie był najbardziej pechowym człowiekiem, jakiego znał Ezra - jeśli w grę wchodziła losowość, Vin-Eurico prawdopodobnie miał zostać pokrzywdzony. To było trochę przykre. Ale też zabawne... - No, pierwsze koty za płoty. To już wiesz w jaki sposób nie grać. Zróbmy to jeszcze raz.
Ponownie przetasował karty, mając nadzieję na trochę dłuższą rozgrywkę. Przecież w talii było kilka naprawdę ciekawych kart! Ponownie wyciągnął kartę i ułożył ją na ławce, żeby Leo mógł dobrze widzieć. Czuł się przy tym zaskakująco pewnie - technicznie rzecz biorąc, już raz wygrał.

6, mag
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Lip 09 2017, 01:13

Nie spodziewał się takiej nagłej zmiany nastawienia, ale słowa Ezry jedynie sprawiły, że zrobiło mu się cieplej na serduszku. Skinął lekko głową, nie próbując nawet powstrzymać szerokiego uśmiechu.
- Wybaczam ci tę bezczelność, bo jesteś też słodziakiem - poinformował chłopaka, klepiąc go lekko w ramię.
Tej marnej próby pocieszenia nawet nie skomentował. Szczęście w miłości? Tego też nie miał, ale dobra. Chyba, że mowa o takiej jakiejś platonicznej, albo coś. Leo się nie zakochiwał, ale potrafił się ździebko zauroczyć, dobra? Poza tym, nie miał problemów ze znalezieniem sobie jakiejś panny. Inna sprawa, że nie żywił do żadnej większych uczuć.
- Nie śmiej się - przewrócił oczami z rozbawieniem. Tutaj chyba serio wkradł się jego pech... Leo pozbył się już depresyjnych myśli o paskudnym pechu, który dopadł go na zawodach i bardzo nie chciał do tego wracać. Nie sądził, że gra karciana jakoś mocniej na niego wpłynie... Ale kiedy rozpoczęli raz jeszcze, wyciągnął kartę o wiele wolniej i ostrożniej, tak jakby miała zaraz wybuchnąć.
A ona, o Merlinie, faktycznie to zrobiła. Gryfon skrzywił się, słysząc nieprzyjemny trzask, a w jego twarz buchnęło gorąco. Kiedy otworzył oczy, mógł z wyraźnym niedowierzaniem obejrzeć swoją dłoń, która była cała czerwona i pulsowała bólem. Z kolei przedramię, nogi, ławka... Wszystko było osmalone.
- Ezra, chyba mi się ta gra nie podoba - oznajmił beznamiętnie, nie wiedząc jeszcze nawet, jakie emocje mu towarzyszą. - To gdzie ta moja miłość, co? - Zrobił smutną minkę, gryząc się w język w sam raz, żeby nie palnąć o "buziaku na zachętę".

4, mag, kufa.

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Lip 09 2017, 01:47

Odpowiedział chłopakowi równie szerokim uśmiechem - chyba opłacało się od czasu do czasu być "słodziakiem". Leo nie powinien się jednak do tego zbytnio przyzwyczajać, bo niestety swoich przyjaciół często zdarzało mu się żartobliwie obrażać, bo uważał, że przecież i tak znają prawdę i nie będą się gniewać. To, że teraz to naprostował, wyczuwając jego nastrój, to i tak było duże wyróżnienie. (Po prostu Ezra lubił go trochę bardziej niż wszystkich innych. Nawet razem wziętych) Udał, że strząsa z czoła niewidzialne kropelki potu z małym "uff".
- Nie śmieję się - zapewnił go (skłamał), cały czas jednak mając minę pełnego rozbawienia. Z napięciem obserwował kolejny ruch chłopaka... Co mogła nieść ta karta? Dalej, odwagi Leo, to na pewno nic... Och Merlinie. Eksplozja... Ezra nic nie mógł poradzić na to, że zaczął się śmiać. I to tak serio, z najczystszą wesołością. Najwyraźniej karty Ezry niekoniecznie lubiły Leo i musiały mu to dobitnie pokazać.
Potrzebował aż przyłożyć dłoń do ust, żeby się opanować. Aż mu było trochę głupio z tego powodu, bo słowa chłopaka wyraźnie wskazywały na to, że nie jest w najlepszym nastroju.
- Ale widzisz, teraz wybuchła tylko jedna - postarał się go jakoś pocieszyć. Ezra generalnie był zdania, że w grach karcianych i planszowych nie ma czegoś takiego jak moralność i przyjaźń... Ale jak tak patrzył na biednego Leo to miał nadzieję, że w talii kryje się teraz jakaś słaba karta. Wciąż chciał wygrać, ale przecież jedno stracone życie krzywdy mu nie uczyni, a Gryfona trochę podbuduje. Zanim jednak ją wyciągnął, szybko przechylił się w stronę Leo, żeby delikatnie musnąć jego usta. Bo mógł, bo chciał, bo po prostu tak.
- Oczywiście, że przed tobą, głupcze, a co ty myślałeś?
Z lekkim uśmiechem pozostającym mu na ustach, wyciągnął z talii kolejną kartę. Proszę bądź słaba, proszę bądź słaba... Spojrzał na namalowany na niej motyw. Diabeł? To nie było coś z futerkiem? Spojrzał w stronę towarzysza. Zdecydowanie nie chciał przy nim w nic obrastać. Więc no, karto Leo, bądź gorsza...

3, diabeł
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Lip 09 2017, 02:06

Cóż, przynajmniej jeden z nich świetnie się bawił! Śmiech Ezry był zaraźliwy, a Leo dość podatny, więc koniec końców Gryfon za bardzo się nie boczył. Znaczy się, ręka go trochę pobolewała, ale co to dla niego? Znosił o wiele gorsze kontuzje. Drobnym poparzeniem może zająć się później, teraz przydałoby się wygrać... Chociaż raz! Nie zależało mu na całej zabawie, tylko na jednej rozgrywce. Tak po prostu, niech coś walnie Ezrę, zanim Leo sam to zrobi. No bo ileż można mieć szczęścia?
- Nie umiesz pocieszać - poinformował go brutalnie, próbując zetrzeć trochę popiołu z ręki. Niewiele to dało, ale trudno. Clarke znalazł lepszy sposób na pocieszanie. Leo uśmiechnął się odruchowo, po czym zaśmiał się krótko. - No dobra, trochę umiesz.
Zastukał palcami w swój stosik kart, przyglądając im się nieufnie. Nie miał pojęcia, co teraz na niego wyskoczy, ale obawiał się, że jeszcze trochę i się zdenerwuje. Nawet niezbyt miał na co lub kogo, co było dodatkowo frustrujące.
Wyciągnął kartę pewnym, zdecydowanym ruchem. Cesarz! Co może być złego w cesarzu?
W pierwszej chwili tak ucieszył go brak płomieni i wybuchów, że nie zwrócił uwagi na gęsty dym unoszący się z kart. Spojrzał dumnie na Ezrę, czekając, aż to jemu stanie się coś potwornego i w ogóle tragicznie nieprzyjemnego. Diabeł tkwi w szczegółach, prawda? Kątem oka dostrzegł coś leżącego na ziemi niedaleko. Zerknął w tamtą stronę i czas jakby stanął w miejscu.
"Coś" nie było czymś, a kimś. Vin-Eurico nawet nie usłyszał rozpaczliwego jęku, który mu się wyrwał, na widok zakrwawionej Dreamy rozłożonej bezwładnie na ziemi. Gryfon bezwiednie podążył wzrokiem dalej, za kałużą krwi, która zdawała się nie kończyć. Bicie serca zagłuszało mu wszystko, więc nawet jeśli Ezra coś do niego mówił, to Leo nie zareagował nawet w najmniejszym stopniu. Doskonale widział w krzakach swoich rodziców, wujka... Jego ciało przebiegł dreszcz, gdy znikąd obok pojawiła się Fire. Cerę miała jeszcze bledszą, niż normalnie i chłopak niemalże czuł zimno bijące od jej martwego ciała.
Ale najbliżej był Ezra, pobitego jak wszyscy i równie zakrwawionego, którego puste spojrzenie wbite było gdzieś w przestrzeń - przestrzeń znajdującą się zdecydowanie zbyt blisko Leo, który w tej chwili najchętniej po prostu by do nich wszystkich dołączył. Zapomniał kompletnie, że grają i coś takiego nie ma najmniejszego sensu. Nie mógł oddychać, spróbował wziąć głęboki oddech, ale niemalże się przy tym zakrztusił. Sam nie wiedział czemu podniósł rękę... Może żeby komuś pomóc? Żeby zareagować, jakkolwiek? Zamiast tego dostrzegł jeszcze więcej krwi, pokrywającej obie jego dłonie. Zawiesił spojrzenie na swoich zdartych od oddawania ciosów knykciach.
W tej jednej chwili był bardziej niż pewien, że to właśnie on skrzywdził wszystkich, na których mu zależało.
Zachwiał się na ławeczce i to wystarczyło, aby ramieniem zahaczył o Ezrę, prawdziwego Ezrę. Spojrzał na niego i, na Merlina, on był całkiem żywy, a to było tak pocieszające i tak potrzebne, że Leo poważnie miał ochotę się po prostu rozpłakać. Krukon wiedział, jak tragicznie istotny był w życiu Vin-Eurico?
Kiedy znowu zerknął w bok mógł dostrzec jedynie delikatną mgiełkę, która zaraz zniknęła. Żadnych martwych bliskich, żadnej krwi, niczego. Tylko na swoje dłonie nie miał siły spojrzeć.
- Wow - wydusił, pozwalając sobie na wyjątkowo nerwowy i słaby śmiech.

1, cesarz

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Lip 09 2017, 03:00

Ta gra chyba poszła trochę za daleko.
Zmarszczył lekko brwi, widząc kartę chłopaka i już wtedy wiedząc, że należy mu się współczucie. To nie była dobra karta. To była tragiczna karta i czym wobec tego było jakieś futerko i ogonek? Zmartwiony patrzył jak z karty uchodzi gęsty dym, który następnie zaczyna formować się w jakieś kształty. Ezra wiedział, że na ten moment mógłby zamknąć oczy, odwrócić wzrok... Ale tego nie zrobił. Parzył jak dym kształtuje się w bogina, by następnie przybrać formę... Dużo form. Widział Dreamę, mamę Leo, Fire... Widział siebie samego i to chyba uderzyło go najmocniej. Był tam, pośród najbliższych osób Vin-Eurico. Powiódł jeszcze raz spojrzeniem po tych wszystkich ciałach - ich oczy były puste, a ciała blade i pozbawione życia. Jak przez mgłę widział, jak Leo unosi zakrwawioną rękę, bo słowo "martwi" było jedyną rzeczą która echem odbijała się w jego umyśle. Z tego powodu Ezra nie odzywał się dopóki bogin nie zniknął. Nie był w stanie, bo szok, który odczuwał był zbyt wielki. Kiedy Gryfon zahaczył przypadkiem o jego ramię, także Ezra się jakby wybudził - spojrzał na niego zszokowany i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, jak szybko biło jego serce. Przez chwilę obserwował Leo, na którego twarzy też przewijał się cały kalejdoskop emocji. To było okrutne, że zmuszał go do przeżywania tego - to miał być taki wesoły dzień! Bal nad basenem! Jakim cudem skończyli tutaj?
Jak opatrzony wyskoczył z ławki, strącając przy tym karty, ale nie żeby się odsunąć. Wręcz przeciwnie! Ezra stanął nad chłopakiem z miną całkowicie przejętą przez zaniepokojenie. Nie miał pojęcia co powinien powiedzieć, nigdy wczesniej nie był w takiej sytuacji... To była sprawa na chłodny umysł Wittenberg a nie Ezry, który nie do końca nad sobą panował. Lekko złapał Leo za ręce i przycisnął je do swoich ust, składając na nich malutki pocałunek.
- Przepraszam, że do tego doszło. Zazwyczaj ludzie boją się pająków... Ja... Nie będziemy już grać - zapewnił go. Dureń zazwyczaj bywał bardzo emocjonujący, ale nie aż tak. Wziął głęboki wdech i jedną rękę przełożył na policzek Leo, żeby zmusić go do patrzenia mu cały czas w oczy. - Leonardo. Nie rozumiem, dlaczego coś takiego mogło pojawić się w twoich myślach. Dlaczego to jest twoim największym lękiem. I nie muszę rozumieć. Po prostu wiedz, że ja się nie boję, że mogłbyś mi coś zrobić. Mi, Dreamie, komukolwiek. Jesteś cudowną i dobrą osobą, Leonardo. Cholera, znam cię. Nigdy nie skrzywdziłbyś bliskiej osoby. Wiem to  - powiedział z naciskiem. Leo nie zasługiwał na to, by musieć to oglądać... Opuścił ręce, wciąż jednak stojąc przed nim. Nie mógł nie zacząć się zastanawiać, co sam by ujrzał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Lip 09 2017, 03:26

Z każdą sekundą docierało do niego, jak bardzo nierealne to wszystko było. Mógł się spokojnie zorientować, że to tylko gra, ale nie - Leo jak zwykle pozwolił, aby emocje przyćmiły zdrowy rozsądek. Teraz zaczynał się uspokajać i robiło mu się głupio. Odważny Gryfon, tak?
Nie zareagował, gdy Ezra wstał. Nie udało mu się jeszcze w pełni ocknąć i choć nerwowy uśmiech błąkał mu się po ustach, to nie był w stanie po prostu zapomnieć o tym, co przed chwilą zobaczył. Wyglądało zbyt prawdziwie...
Podniósł powoli wzrok na Krukona, choć w pierwszej chwili dłonie chciał zabrać, bojąc się zobaczyć na nich śladów krwi. Oczywiście, nie było ich, bo to wszystko było jedynie koszmarną iluzją. Vin-Eurico westchnął słabo, obserwując uważnie Ezrę. O ile wcześniej te ich dziwne epizody z pocałunkami nieco go niepokoiły, teraz stał się niesamowicie spokojny. Nie wyobrażał sobie drugiej osoby, z którą w tej chwili potrzebowałby takiej bliskości. Jakim cudem Clarke zawsze wiedział co zrobić i powiedzieć?
Uśmiechnął się słabo na wzmiankę o pająkach. Cóż, on uznał akromantulę za niezwykle uroczą. Różni są ludzie...
Niestety, krótki monolog Ezry jedynie bardziej dobił Leo - każde słowo, każde zapewnienie sprawiało, że Gryfonowi robiło się niedobrze. Wytrzymał z zaciśniętą szczęką, po czym potrząsnął głową i przetarł dłonią twarz.
- Tak, cóż, już to zrobiłem - odchrząknął, czując jak głos zaczyna mu się załamywać. Nie lubił się tak rozczulać i załamywać, zdecydowanie wolał być wulkanem energii. Poza tym, przyprowadził tutaj przyjaciela, aby podnieść go na duchu, a nie dobić swoimi własnymi historyjkami! Doszedł jednak do wniosku, że w takiej sytuacji milczenie byłoby istnym chamstwem. - Zostałem wyrzucony z Tecquali za pobicie jednego chłopaka... Który był moim przyjacielem. - Wiedział, jak idiotycznie to brzmi. Nie potrafił już patrzeć Ezrze w oczy. - Trafił do szpitala ledwo żywy, przeze mnie. To nawet... To było nieporozumienie, on nie zrobił niczego złego.
Leonardo zawsze górował nad wszystkimi, nie mogąc znaleźć sobie równych. Teraz jednak siedział skulony na ławce i czuł się malutki, jak nigdy. Nie mógł odważyć się na spojrzenie w górę, na swojego przyjaciela.
- Byłem pewien, że wykorzystał i skrzywdził moją siostrę. Nie dałem szansy mu się wyjaśnić, a potem okazało się, że ta sytuacja nigdy nie zaistniała, to były... plotki, niedomówienia, pomyłki.
Zasługiwał, żeby to oglądać. Nie zasługiwał za to na przyjaciela, który teraz próbował go pocieszyć.
Nie chciał ściągać teraz wszystkiego do siebie, powinni po prostu dokończyć grę i tyle. To był ich ostatni wieczór przed rozpoczęciem wakacji, przed dwutygodniową rozłąką - a Leo właśnie psuł to opowiadają, jak to kończą się jego przyjaźnie. Niczego nie potrafił ocalić? Przyjaźni, związków? To bardzo okrutne zagranie, Gryfon był zbyt towarzyski na takie przekleństwo.

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Lip 09 2017, 16:55

Ezra nie zamierzał w żaden sposób oceniać Leo i jego reakcji, nawet jeśli wydawało mu się, że jakoś lepiej, by to przeżył. Nie miał jednak pojęcia, co to znaczy stanąć dosłownie  twarzą w twarz ze swoim największym lękiem i to jeszcze z takiego zaskoczenia, skoro Gryfon nie znał kart do Durnia.
Nie sądził, że jego próba pocieszenia tylko bardziej zdołuje chłopaka. Zmarszczył brwi, bojąc się cokolwiek więcej powiedzieć, żeby nie palnąć jakiejś kompletnej głupoty. Ciężko było tak cokolwiek powiedzieć, jeżeli nie było się w temacie... Leonardo najwyraźniej jednak poczuł potrzebę, by go w to wprowadzić.
Słuchał wyznania chłopaka z najbardziej wyrozumiałą miną, na jaką było go stać, jak mantrę powtarzając sobie w myślach "nie oceniaj". Zresztą, nie miało to wielkiego znaczenia, bo Leonardo i tak unikał mu patrzenia w oczy. Może to i dobrze - dzięki temu Ezra mógł spokojnie obserwować Leo, nie martwiąc się, że ten zobaczy na jego twarzy coś, co go jeszcze bardziej zasmuci. Bo mimo wszystko na krótkie momenty mógł zmarszczyć brwi, mógł się skrzywić. W żaden sposób nie zmieniało to jego całościowej opinii.
- Wiesz, moja była dziewczyna dzisiaj mogła się utopić. Przeze mnie. Zawsze będziemy robić głupie rzeczy, których będziemy potem żałować całe życie. Ale jest taka różnica, że wybór, którego wtedy dokonałeś, wziął się z tego, jak bardzo zależy ci na twojej rodzinie. Nie powiem ci, że nie zrobiłeś głupio, nie dając mu się wytłumaczyć. Bo zrobiłeś. Ale emocje tak już działają i rozumiem, dlaczego byłeś w stanie to zrobić. Siostra zawsze będzie ważniejsza niż przyjaciel, to normalne - Pomyślał o Felicity. Czy nie potrafiłby zaatakować kogoś, kto zrobiłby jej krzywdę? Oczywiście, że by potrafił. Nawet by się nie wahał. -Tym bardziej, mając takie doświadczenie za sobą, nie sądzę, że mógłbyś kogokolwiek skrzywdzić. Od ciebie zależy w jaki sposób to wspomnienie się zachowa. Czy będzie się za tobą ciągnąć jako ciężar, czy następnym razem w trudnej sytuacji pomoże ci zachować rozsądek.
Nie chciał zachować się tak, jakby bagatelizował uczucia Leo, ale teraz tylko wzruszył ramionami i przykucnął, żeby zebrać karty, które zrzucił. Dla niego temat był zamknięty. Uważał, że roztrząsanie tego  kółko i w kółko w niczym już nie pomoże. Ezra wyraził to, co sądził o całej sprawie i przekazał chłopakowi najwięcej ciepła, ile potrafił. Po prostu nie był fanem roztkliwiania się.
 Złożył karty w stosik i ułożył na ławce. Nie miał pojęcia, czy Leonardo wciąż chce grać, nawet jeśli już jako tako ochłonął. Ezra nie zamierzał na niego w żaden sposób naciskać w tej kwestii - on swoją kartę wyjmie, a Leo zdecyduje, co dalej. Wysunął rękę nad złożoną talię i wtedy się zawahał. Pierwsza? Może jakaś inna? Może ta z talii Leo? Ezra wiedział, że obiecywał nie oszukiwać... ale no było mu szkoda Leonarda, a jakoś te karty układały się zbyt dobrze dla niego.
Podniósł wzrok, pamiętając by rozproszyć Leo. Wiedział, że Gryfon będzie zbyt dumny, by zaakceptować nawet drobne oszustwo, więc musiał się zwyczajnie nigdy o nim nie dowiedzieć. Łatwizna.
- Ej - Zaczekał aż Leo przeniesie wzrok na niego, jeśli wcześniej parzył na talię. Kiedy mówił, sprawnym i naprawdę niemal niewidocznym ruchem wyciągnął kartę, która miała zawalczyć dla Leo. - Pamiętaj, że nic nie musisz.
Wyłożył kartę na ławkę i spojrzał na rysunek. Cesarz. Znowu cesarz. Choć nie mógł tego w żaden sposób wyrazić, żeby się nie wydać, poczuł ogromną ulgę, że zdecydował się na drobne oszustwo. Leonardo wciąż mógł przegrać, ale przynajmniej była na to mniejsza szansa. Ezra miał też czas, żeby przygotować się do tego, co sam mógł ujrzeć. I pewien pomysł miał...

oszukuję, więc przejmuję los Leo - 3, cesarz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Lip 09 2017, 20:37

Leo czuł się głupio. Jakoś chyba zabrakło mu tej gryfońskiej odwagi. Sam nie wiedział, jak powinien zareagować w takiej sytuacji. Właściwie, niczego ośmieszającego nie zrobił - po prostu tkwił w miejscu jak kołek, z jednym słabym jękiem niedowierzania. Mogło być gorzej...
Ezra dobrze słuchał. Czekał, nie przerywał, a Leo mógł spokojnie gapić się na swoje dłonie. Kiedy już podniósł wzrok na Krukona, odetchnął z ulgą.
No bo hej, nie uciekł! Pierwszy plus.
- Chyba spłynęło na ciebie trochę mądrości Ruth. - Palnął w końcu, uśmiechając się lekko. - Dzięki.
Potrzebował właśnie takiego dość chłodnego podejścia do sprawy. Leo był prostym człowiekiem, nie lubił długo się smucić ani zamartwiać. Nawet, jeśli coś go gryzło, to dusił to w sobie. Wypadek z Tecquali przetrawił już lata temu, teraz jedynie wspominał.
Klasnął w dłonie i zatarł je z zapałem, gdy Ezra wrócił do tasowania kart. Ile można mieć pecha? Wszystko się w końcu kończy...
Zdziwiło go to nagłe zapewnienie chłopaka, ale skwitował je oburzonym prychnięciem.
- Wiem, mi querido. Chciałbym zobaczyć, jak próbujesz mnie do czegoś zmusić - wyciągnął kartę dość niedbale, nie przykładając do tego większej wagi. Zmarszczył lekko brwi na widok Wieży i zerknął na kartę Ezry, przez co jego serce zabiło dwa razy szybciej. Cesarz? Znowu? Czy te karty w ogóle mogły się powtarzać?
- Ej, nie. - Nie miał pojęcia, czy wyrzucenie karty, podarcie jej, spalenie, wybuchnięcie (Leo chętnie by się zemścił), cokolwiek by dało. Nie życzył nikomu zobaczenia swojego największego lęku, a tutaj jeszcze chodziło o jego przyjaciela!

No to chyba zostaje mi wynik Ezry - 5, wieża...

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Lip 09 2017, 21:31

Leo musiał mieć trochę więcej wiary w Ezrę - jego zdaniem ludzie naprawdę potrafili się zmieniać. Potrafili i to robili, szczególnie po nieco traumatycznych wydarzeniach. Poza tym, Ezra na początku ich znajomości przekonał się na własnej skórze jak działa gryfońska impulsywność i gdzieś z tyłu głowy zawsze wiedział, że musieli być też inni, którzy jej doświadczyli. Ale co z tego?
- Przez dziesięć lat znajomości, coś tam musiało. Postaraj się tej rezerwy mądrości za często nie wykorzystywać, to serio męczące - zaśmiał się, ciesząc się, że napięcie zostało rozładowanie. A w dodatku Leonardo nie zauważył jego małego przekrętu, więc generalnie same sukcesy. Ezra rzeczywiście miał sporo szczęścia teraz. Chociaż czy to, że stracił jedno życie można było nazwać szczęściem, nawet jeśli sam tego chciał?
Ezra zignorował protest Leo i uważnie oglądał przemianę dymu, czując jedynie napięcie. Widział, jak powoli kształtują się nogi, tułów... Zacisnął mocno pięści, widząc postać swojego ojca, zmarnowanego nawet jeszcze bardziej niż zapamiętał z dzieciństwa. Z przekrwionymi oczami, z pijackim uśmiechem. Oddech Ezry był odrobinę szybszy, ale poza tym twardo wpatrywał się w bogina, kurczowo trzymając się myśli, że to iluzja. Ezra nie bał się swojego ojca, w końcu Clarke nie był już dzieckiem i nie był mugolem, jak on. Bał się tylko tego, co mężczyzna sobą reprezentował - całkowitą degradację, niosącą za sobą cierpienie dla najbliższych. Bał się dnia, w którym będzie musiał się z nim zmierzyć po wypuszczeniu z więzienia. I tego jaką cenę zapłaci za to jego rodzina.
Myślał, że to było wszystko, że bogin zaraz się rozmyje, pozostawiając Ezrę w tym uczuciu pogardy pomieszanej z tłumionym lękiem. Wtedy jednak jego głowa zaczęła niczym kalejdoskop przeskakiwać z wizerunku Travisa do Ezry tak szybko, że w końcu nie dało się odróżnić ich rys twarzy od siebie... Krukon zesztywniał, opuszczając wzrok. Panika, którą odczuwał, na moment utrudniła mu oddychanie, tym bardziej, że właśnie ujrzał myśl, którą od lat odpychał od siebie. Nie był jak ojciec, nie miał nim nigdy być. Nie był swoim ojcem...
- Daje do myślenia - powiedział tylko cicho, starając się pohamować wszelkie emocje. Strach, który on odczuwał nie objawiał się za bardzo na zewnątrz, bo był zakorzeniony znacznie głębiej i istniejący po to, by zatruwać jego myśli. - To gramy dalej.
Już bez zbędnych słów, wyciągnął następną kartę. Umiarkowanie. Zdecydowanie miał jakieś ulgowe traktowanie...

4, umiarkowanie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Nauczyciel
Rok Nauki : X
Wiek : 22
Skąd : Puebla, Meksyk
Czystość Krwi : 50%
Galeony : 1860
Dodatkowo : animag (grizzly)
  Liczba postów : 1625
http://www.czarodzieje.org/t13793-leonardo-ovidio-vin-eurico#365517
http://www.czarodzieje.org/t13806-looking-so-crazy-in-love#365642
http://www.czarodzieje.org/t13807-love-letters#365644
http://www.czarodzieje.org/t13804-leonardo-ovidio-vin-eurico#365640




Moderator






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Nie Lip 09 2017, 21:53

Poważnie kombinował, czy nie podrzeć tych kart. Trochę się obawiał, że wtedy ześlą na niego jakąś okrutną klątwę i obudzi się za parę lat w Mungu... No bo, nie żeby coś, ale ta gra okazała się być całkiem brutalna. Odwaga (i głupota) Leo przejawiała się jednak we właśnie takich sytuacjach (głupota też w innych, głupota była nieodłącznym elementem jego jestestwa). Gotów był zaryzykować i przyjąć na siebie kary ze wszystkich kart, byle jego przyjaciel nie musiał cierpieć od jednej. Nie mógł wiedzieć, że Ezra właśnie przyjął za niego cios... Choć, gdyby wiedział, uznałby to za głupotę (pasują do siebie!). Przed chwilą już widział tego dziwacznego bogina, więc zapewne wpłynąłby na niego odrobinę łagodniej. Wiedział już, czego się spodziewać - wcześniej został wzięty z zaskoczenia. Leo próbował przypomnieć sobie, jak w Tecquali zagrał raz w karty ze znajomymi, właśnie w durnia. Pamiętał, że ktoś skończył przemoczony, a kogoś ubrania zmieniły się w dziwne szmaty... Ale nie kojarzył żadnych płomieni, ani okrutnych iluzji.
Chciał zareagować, nawet bardzo. Gdy tylko dym zaczął przybierać formę, Leo cały się spiął. Miał ochotę wstać i zasłonić tego mężczyznę, żeby Ezra nie musiał na niego patrzeć. Jednocześnie sam źle czuł się z tym, że przyglądał mu się ze szczerym zainteresowaniem i niepokojem. Zerkał co chwilę na Ezrę, czując, że po prostu nie powinien się wtrącać. Nie chodziło tu o żadną zemstę, złośliwość, o nic w tym stylu. Vin-Eurico po prostu wiedział, że jego interwencja nie pomoże. Gdyby Krukon jakoś próbował zareagować, kiedy Leo widział te zmasakrowane ciała, to prawdopodobnie jedynie by się bardziej zdenerwował czy zestresował.
Clarke o wiele lepiej ukrywał emocje. Siedział nieruchomo, nieco sztywniej niż zwykle, a Leo wychwycił ten uciekający wzrok... Ale to było wszystko. Ezra wiedział, że to iluzja i nie pozwolił swoim emocjom zasłonić tego faktu. Gryfon poczuł nieprzyjemne ukłucie zazdrości.
Nie chciał wysuwać żadnych wniosków, ale kiedy rysy twarzy bogina zaczęły się zmieniać, podobieństwa nie dało się zignorować. Ojciec?...
- Co? - Zmrużył lekko powieki, wpatrując się w chłopaka z niedowierzaniem. Próbował wmówić sobie, że nie znał całej historii, że Ezra wiedział czego się spodziewać, że może najzwyczajniej w świecie to Krukon jest ten odważniejszy... Ale i tak coś zirytowało go w tym, że jego przyjaciel tak po prostu przeszedł dalej, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. - Mam na myśli, wszystko okej? - Dodał szybko. - W sensie, kto... - Ugryzł się w język za późno. - Nie musisz nic mówić, jeśli nie chcesz, rozumiem, spoko. Tak tylko, no. Jak coś. - Nie był najlepszy w rozmawianiu na poważne tematy, ale skoro już zaczął, to wypadało jakoś skończyć. Wyłożył kolejną kartę, zerkając nerwowo na chłopaka. Z tego wszystkiego nie zwrócił nawet uwagi na to, że wyciągnął Świat... I przegrał, cholera, po raz kolejny. Zorientował się dopiero wtedy, kiedy poczuł parę bolesnych ukłuć na przedramieniu. Instynktownie pacnął się w bolące miejsca, jakby chciał zabić jakieś nieznośne komary... Ale po chwili dostrzegł, że atakują go żądlibąki, fruwające szybko i żądlące mocno.
- Dzięki za przypomnienie, że nie lubię karciane... Merlinie! - Poczuł, jak zaczyna się unosić i rozpaczliwie spróbował złapać się ławki, aby nie odlecieć zbyt wysoko. Aby to zrobić, musiał puścić stosik swoich kart i okazało się to być wybawieniem, bo postanowiły sobie wybuchnąć. Zakończenie gry równało się zakończeniu działania owadów...
Leo spadł z powrotem na ławkę, wyjątkowo boleśnie i tak niefortunnie, że spadł z niej dodatkowo na ziemię. Przynajmniej karty nie wybuchły mu w dłoni - poparzonej dłoni.
- Jeszcze raz - wycedził, podnosząc się.

2, świat.

______________________

They're singing deck the halls
But it's not like Christmas at all.


I remember when you were here
And all the fun we had last year...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora



avatar

Student Ravenclaw
Rok Nauki : X
Wiek : 21
Skąd : Preston
Czystość Krwi : 0%
Galeony : 1877
Dodatkowo : prefekt fabularny
  Liczba postów : 1884
http://www.czarodzieje.org/t13332-ezra-thomas-clarke
http://www.czarodzieje.org/t13335-relki-ezry
http://www.czarodzieje.org/t13336-eureka
http://www.czarodzieje.org/t13338-ezra-clarke




Gracz






PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   Pon Lip 10 2017, 22:01

Przebywanie wśród Gryfonów zdecydowanie obniżało inteligencję Ezry, czego przykładem był ten obrzydliwie altruistyczny gest. Ezra lubił pomagać ludziom i tak dalej... ale kiedy nie odbijało się to  żaden sposób na nim. Wakacyjna przerwa od Leo dobrze mu zatem zrobi - może odnajdzie swój zagubiony egoizm.
Był zadowolony, że Leo siedział po prostu cicho. Wbrew pozorom Ezra był prostym człowiekiem - jeśli życzyłby sobie, żeby Vin-Eurico się wtrącał, zwyczajnie by mu o tym powiedział. Czasami mogło się mieć wrażenie, że Krukon nie miał żadnych ograniczeń wstydu, że nie przestrzegał uznanych norm... Więc gdyby tylko chciał o czymś pogadać, potrafiłby przerwać Leo w połowie zdania i zmienić temat. A skoro tego nie robił, znaczyło to, że nie uważał, by znajdowali się na tym etapie. Z Ruth w końcu zajęło mu dziesięć lat, żeby zdobyć się na całkowicie szczerą rozmowę i wszystko z siebie wyrzucić!
W kwestii lepszego ukrywania emocji nie chodziło ani o to, że się spodziewał tej wizji (to tylko trochę pomogło przy oglądaniu bogina) ani że był jakiś szczególnie odważny (Gryffindor się pewnie w grobie przewracał, że Leo w ogóle mógł używać imienia Ezry i słowa "odwaga" w jednym zdaniu). Clarke stosował po prostu metodę zrywanego plastra - przyjął do siebie całą wizję, ale zamiast się nad nią rozwodzić, chciał odciąć się jak najszybciej i przysłonić ją czymś zupełnie innym. I tak wiedział, że najbliższe dni będą mu upływać pod znakiem "która myśl prędzej cię wykończy psychicznie".
- Ta, wszystko gra - Tylko czekał, aż padnie to uciążliwe pytanie. Kto... A żeby to Ezra wiedział, jak mu o tym opowiedzieć, nie zdradzając zbyt wiele. Mógł też nie odpowiadać. To podobało mu się nawet bardziej. - Och, nie widziałeś? Ten człowiek to osoba, którą nie chcę być za trzydzieści lat. Moim największym lękiem jest to, że na starość nie będę już tak urodziwy. Prawdziwy koszmar - wzdrygnął się, kręcąc głową z udawanym przerażeniem. Zawsze łatwiej mu przychodziły żarty niż poważne rozmowy, nawet jeśli były one trochę nie na miejscu. Leo zasługiwał na jakieś wyjaśnienie, skoro pytał i skoro sam chwilę wcześniej się uzewnętrznił. Ezra westchnął, wykrzesując z siebie trochę dobrej woli w tej kwestii.
- Nie, tak serio to mój ojciec, ale chodzi o to, że i tak mamy już mocno depresyjny wieczór. Zostawmy to na inny raz, dobra? - To poniekąd miało zapewnić Vin-Eurico, że nie zbywał całkowicie tematu i wrócą do niego, kiedy Leo poczuje, że musi wiedzieć. Ezrze też to było na rękę, bo na spokojnie mógł się zastanowić, co warto pominąć. Nawet już go tak nie bawiło, że Leo znowu przegrał. Chyba był na to skazany. Gdyby to nie były karty Ezry, chłopak zastanawiałby się nawet, czy nie zostały przeklęte, poważnie!
Wykrzywił usta z cichym sykiem, kiedy Leo gruchnął na ławkę i potem jeszcze spadł na ziemię, z co prawda niewielkiej odległości, ale jednak. Podziwiał jednak jego determinację, kiedy zażądał kolejnej tury. Zaśmiał się cicho i pokręcił głową, zbierając karty.
- O nie, odegrasz się innym razem. Nie zamierzam cię eskortować do skrzydła szpitalnego, tym bardziej, że jesteś mi potrzebny do odnalezienia drogi powrotnej. Jak tu szliśmy byłem bardziej skupiony na wyrzutach sumienia, więc... - Wzruszył lekko ramionami. Na jeden z pierwszych razów to chyba jednak Leo wystarczy. - Odpowiedniej będzie, jeśli to ja będę egzekwował jakąś nagrodę od ciebie czy ty nagrodę pocieszenia ode mnie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora


Sponsored content












PisanieTemat: Re: Ukryta ławeczka   

Powrót do góry Go down
 

Ukryta ławeczka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Czarodzieje ::  :: 
hogsmeade
 :: 
Park
-